Issuu on Google+

Inkarnacja - czy nasi bliscy powracają do nas?

„Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje” - wiadomości z tamtego świata

Prosperita w biznesie - jak osiągnąć sukces

Kadzidła - dym dla ludzi, bogów i duchów

w w w . adremida. p l

nr 2 (2) luty 2012

Polecamy

Dlaczego myślimy to, co myślimy o ¿yciu i œmierci

Nie daj się zwieść pozorom

uwaga, zły ezoteryk !

Reiki uzdrawiaj¹ca

energia w naszych dłoniach

archanioł Michał

anioł sprawiedliwoœci, odwagi i woli Rozmowa z Magdaleną Czają

cena 7.99 zł in d ex 280038

(w tym 8% VAT)

is s n 2084-0500

9 772 0 8 4 0 5 0 2 0 2

02

Radykalne wybaczanie

wybaczyæ i pokochaæ!


O

Od redakcji

Oddajemy w Państwa ręce drugi numer Adremidy. Mamy nadzieję, że każdy z naszych Czytelników znajdzie interesujący Go temat. Staramy się przedstawiać wyważone artykuły w sposób obiektywny, a co najważniejsze – staramy się w nich zachęcić Państwa do własnych przemyśleń i osobistych poszukiwań duchowych.

Pojawia się więc stały już temat „życia i śmierci”, opowiemy też o naszych duchowych Opiekunach – ich roli w naszym życiu. Czym jest medytacja i jak ją przeprowadzać; czym tak naprawdę jest tzw. rozwój duchowy, dlaczego tak ważne jest uświadomienie sobie faktu, iż rzeczywistość duchowa jest tak samo obecna w naszym życiu, jak i ta fizyczna, którą możemy dotknąć i zobaczyć... Opowiemy o meandrach ezoteryki, o pułapkach i zagrożeniach jakie może nieść ze sobą w powiązaniu z nieuczciwymi jej przedstawicielami i propagatorami. Czy ezoteryka to tzw. pseudonauka? Dzieci indygo, kryształowe, tęczowe, gwiezdne – niezwykłe dzieci naszych czasów- kim są, jakie są, na czym polega ich niezwykłość? Zachęcamy do zajrzenia w kalendarz numerologiczny – zabawa z liczbami może okazać się całkiem poważną sprawą. Kamienie i zioła – jaka jest naprawdę ich moc i znaczenie w naszym życiu. Nasz stosunek do zwierząt – czy aby na pewno stwierdzenie: „Człowiek to brzmi dumnie”, jest tak do końca prawdziwe? Spróbujemy również odpowiedzieć na pytanie, na czym polega moc naszej psychiki, jak ona nas warunkuje; jak świadomie pracować z własną wyobraźnią i jak wpływać na swą podświadomość, aby osiągać i realizować swoje cele w życiu? Nowe stany świadomości – czy warto w nie wchodzić? Pojawił się też odwieczny temat energii – czym ona jest, jaką ma moc, i czy każdy z nas ją posiada? Dowiemy się również o Radykalnym Wybaczaniu metodą Tippinga, mówiącą o tym, iż wybaczanie jest filozofią pozwalającą bardzo szybko i z zupełnie nowej perspektywy spojrzeć na wydarzenia, które sprawiają ból w naszym życiu. Zatrzymamy się na chwilę w Tu i Teraz, aby uzmysłowić sobie, jak bardzo utożsamiamy się z umysłem, przestajemy zauważać że nim nie jesteśmy. O tym przeczytacie Państwo w cyklu artykułów „Harmonia Istnienia”. Bądźmy obecni Tu i Teraz, tylko tutaj i teraz istnieje nasze prawdziwe Ja. Te i wiele, wiele innych tematów dotyczących duchowego aspektu naszego życia, jego wpływu na naszą rzeczywistość, oraz możliwość wniesienia w nią pozytywnych zmian – z pewnością zainspiruje Państwa do innego spojrzenia na swoje osobiste życie. A grafiki, które specjalnie dla Państwa wykonuje Marcin Zając niech niosą radość, spokój i ukojenie. Czego serdecznie wszystkim życzymy. Kolejny numer magazynu „Adremida” ukaże się dnia 5 kwietnia 2012 roku. Osoby zainteresowane uczestnictwem w tworzeniu Adremidy proszone są o kontakt pod adresem redakcja@adremida.pl

Redaktorzy Adremidy




spis treœci ISSN 2084-0500 numer 2 (2), luty 2012 Adres redakcji i wydawnictwa HOSSA ul.Bartnicza 6/1U03-358 Warszawa www.adremida.pl Redaktor naczelny: Sebastian Kajdan sebastian.k@adremida.pl

Zastępca redaktora naczelnego: Mariola Witkowska Kajdan mariola.w@adremida.pl

Sekretarz redakcji: Anna Kurasiewicz anna.kurasiewicz@adremida.pl

Zespół redakcyjny: Wróżka Achma achmaw@adremida.pl

Agnieszka Cupak agnieszka.cupak@adremida.pl

Jolanta Domagała jolanta.d@adremida.pl

Sylwia Drewnowska sylwia.d@adremida.pl

Mirosława Dudko miroslawa.d@adremida.pl

Piotr Kardasz piotr.k@adremida.pl

Anna Kurasiewicz anna.kurasiewicz@adremida.pl

Ewa Matrzak ewa.g@adremida.pl

Jolanta Ragis jolantaragis@adremida.pl

Marcin Zając marcin.z@adremida.pl

76 59 30

Człowiek - jak to dumnie brzmi

Indie - wewnętrzna podróż

Radykalne wybaczanie

Paweł Zyguła pz@adremida.pl

Współpracują:

Krystyna Anton, Bogusława M.Andrzejewska Kasia Błaszczyk, Barbara Drzemicka-Kardasz, Jakub Qba Niegowski, Kama Scudder, Tomasz Tubilewicz, Wojciech P.P. Zieliński

Korekta: zespół redakcyjny

Opracowanie graficzne:

Dzieci nowej Ziemi................................................................................ 6 Indie - wewnętrzna podróż..............................................................59 Joga............................................................................................................19 Medytacja z czakrą podstawy........................................................39 Od redakcji................................................................................................ 3

Magdalena Ścierska

Okładka:

Tytuł: „Kwiat ukojenia” - grafika kontemplacyjna Marcin Zając 2012 r.

Druk: Elanders Polska

Numer konta bankowego: Nordea Bank Polska S.A. 81 1440 1387 0000 0000 0832 3518 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden z utworów zawartych w czasopiśmie (w całości ani w części) nie może być bez pisemnej zgody Wydawcy wykorzystany lub użyty na jakimkolwiek polu eksploatacji, w tym nie może być w jakikolwiek sposób powielany, ani rozpowszechniany (w tym w formie elektronicznej, przez digitalizację, publikacje i rozpowszechnianie w Internecie). Wykorzystanie utworów bez zgody podlega odpowiedzialności prawnej. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych oraz zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji tych tekstów oraz zmiany ich tytułów. Wszelkie znaki firmowe i towarowe oraz zrzuty ekranowe są zastrzeżone przez ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych. Wydawca ostrzega P.T.Sprzedawców, że sprzedaż aktualnych i archiwalnych numerów czasopisma po cenie innej niż wydrukowana na okładce jest działaniem na szkodę Wydawnictwa i skutkuje odpowiedzialnością sądową.



Adremida luty 2012

Po drugiej stronie Archanioł Michał.....................................................................................8 Dlaczego myślimy to, co myślimy o życiu i śmierci?..............15 Francois Brune "Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje"........12 Inkarnacja............................................................................................... 10

Grafika miesiąca: „Uzdrawiająca kontemplacja” Marcin Zając

48

Kadzidła

64

Prosperita w biznesie


0

ie

esie

luty 2012

28

Uwaga! Zły ezoteryk

8

Archanioł Michał

Rozwój duchowy i osobisty

Blokady osobiste........................................................................22 Czym jest Rozwój Duchowy..................................................20 Inżynieria Duchowa..................................................................26 Pierwotne formy religii cz.2...................................................24 Radykalne wybaczanie............................................................30 Rozpędzony umysł a Tu i Teraz.............................................32 Świadomość duchowej rzeczywistości.............................33 Tchnienie naszych czasów......................................................36 Uwaga! Zły ezoteryk.................................................................28

Naturoterapia Gwiazdnica pospolita...............................................................56 Kadzidła - dym dla ludzi, bogów i duchów.....................48 Reiki - Uzdrawiająca energia w naszych dłoniach........52 Siła kamieni - Sugilit i Turkus.................................................51 Wywiad ze Stanisławem Stasiełowiczem.........................54

12 10

"Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje"

Inkarnacja

Ezoteryka stosowana Jaką jesteś liczbą.........................................................................42 Opis karmy....................................................................................46 Świat................................................................................................41 Tajemnice run............................................................................. 44 Wisielec...........................................................................................40

Tu i teraz Człowiek - jak to dumnie brzmi............................................76 Fraktele - dzieci haosu..............................................................66 Listy..................................................................................................81 Nowości wydawnicze...............................................................82 Prosperita w biznesie................................................................62 Pseudonauki................................................................................ 64 Trudne dzieci................................................................................68 Wymodeluj swój świat cz.2....................................................70 Znak kontemplacyjny.............................................................. 84 Zsynchronizowany mózg cz.2..............................................74 www.adremida.pl




Dzieci

nowej Ziemi

Czas, w którym żyjemy jest okresem przemiany. Zmienia się energia planety i świadomość ludzi. Na świat przychodzą dzieci o szczególnych cechach, dostosowanych do nowych czasów. Są bardziej zaawansowane ewolucyjnie niż poprzednie pokolenia. Niosą ze sobą ideę życia w miłości. Wyróżnić można kilka kategorii dzieci nowych czasów (wg Meg Blackburn Losey - „Niezwykłe dzieci naszych czasów” - „Children of Now”): dzieci indygo, kryształowe, tęczowe, gwiezdne, dzieci okresu przejściowego, anioły na Ziemi.

C

zas, w którym żyjemy jest okresem przemiany. Zmienia się energia planety i świadomość ludzi. Na świat przychodzą dzieci o szczególnych cechach, dostosowanych do nowych czasów. Są bardziej zaawansowane ewolucyjnie niż poprzednie pokolenia. Niosą ze sobą ideę życia w miłości. Wyróżnić można kilka kategorii dzieci nowych czasów (wg Meg Blackburn Losey - „Niezwykłe dzieci naszych czasów” - „Children of Now”): dzieci indygo, kryształowe, tęczowe, gwiezdne, dzieci okresu przejściowego, anioły na Ziemi. Kolor indygo jest głębokim odcieniem błękitu. Określenie „dzieci indygo” związane jest z kolorem czakry trzeciego oka odpowiedzialnej za zdolności parapsychiczne. Cechy charakterystyczne tych dzieci wg Doreen Virtue („Dzieci Indygo – opieka i wsparcie”) to m.in. silna wola, nieustępliwość, twórczość, podatność na uzależnienia, zdolności parapsychiczne, intuicja, samotny tryb życia, niezależność i duma, pragnienie niesienia światu pomocy, trudności z zasypianiem, podatność na depresje, poszukiwanie głębokich przyjaźni, bliski kontakt z naturą. Często diagnozuje się je jako cierpiące na ADD lub



Adremida luty 2012

ADHD. Dzieci te rodziły się w roku 1978 lub później. Celem ludzi indygo jest burzenie starych schematów opartych na nieuczciwości. Dzieci kryształowe pojawiły się na Ziemi po roku 1995. (D. Virtue - „Kryształowe dzieci”). Ich pola energetyczne zawierają w sobie całe spektrum barw. Efekt jest podobny do załamania światła w krysztale. Charakteryzuje je wysoka uczuciowość, duże oczy o intensywnym wyrazie, pociągająca osobowość, późny rozwój mowy, muzykalność, telepatia, zrównoważenie, wyrozumiałość dla innych, bliski kontakt z naturą, zdolności uzdrowicielskie, zainteresowanie kryształami i kamieniami szlachetnymi, zdolności artystyczne i twórcze, doskonały zmysł równowagi. Dzieci te często mają kontakt z duchowymi przewodnikami, a także wspomnienia z poprzednich wcieleń. Preferują pożywienie wegetariańskie. Czasem mogą być zdiagnozowane jako dzieci autystyczne lub z zespołem Aspergera. Kryształowe dzieci oddziałują na innych ludzi pobudzając rozwój duchowych właściwości. Powoduje to energia miłości


Dzieci tęczowe znajdują się na nieco wyższym poziomie rozwoju. Ich aura jest bardziej pastelowa niż dzieci kryształowych. Szczególną grupą są dzieci okresu przejściowego. Pojawiły się na Ziemi po dzieciach indygo. Łączą w sobie cechy indygo i kryształów. Efekt tego połączenia jest różny. Niektóre dzieci bywają zbuntowane, nadpobudliwe, nadwrażliwe, chwiejne emocjonalnie, ale są również kreatywne, obdarzone zdolnościami parapsychicznymi. Różnie radzą też sobie z problemami. Dociera do nich mnóstwo danych z różnych poziomów rzeczywistości. Często gubią się we własnych doznaniach i wycofują z kontaktów z ludźmi. Czasem pojawiają się zachowania autodestrukcyjne. Dzieci te, w zależności od udzielonego im przez dorosłych wsparcia, rozwijają się zgodnie ze swoimi darami lub próbują zdominować innych. Anioły na Ziemi, według Meg Blackburn Losey, rodzą się w ludzkim ciele. Wiele z nich żyje cicho wśród ludzi wykonując pracę uzdrowicieli, nauczycieli, itp. Przeżywają smutek, spowodowany stanem ludzkości. Mają poczucie przynależności do innego świata. Potrzebują wsparcia, otuchy i uznania ich prawdy. Inną grupę stanowią gwiezdne dzieci. Według Meg Blackburn Losey pozaziemski składnik można tłumaczyć na różne sposoby, np. telepatyczne połączenie świadomości, czy inkarnacja „gwiezdnego gościa” w ludzkim ciele. Gwiezdne dzieci niosą pomoc międzygwiezdnego pochodzenia. Podzielą się w przyszłościnowym

rozumieniem nauk ścisłych i nowymi technologiami. Gwiezdne dzieci charakteryzuje się jako osoby o wysokiej inteligencji, uzdolnione w zakresie nauk ścisłych, wrażliwe na otoczenie, energie i emocje innych ludzi. Fizycznie są mniejsze i drobniejsze niż rówieśnicy, maja obniżoną temperaturę ciała i silny układ odpornościowy. Przejawiają wybitne zdolności pozazmysłowe, bioenergetyczne. Mają świadomość wielu wymiarów rzeczywistości. Mogą odbywać podróże poza ciałem. Są zwiastunami bardziej zaawansowanych intelektualnie istot ludzkich.

r e k l a m y

otwierająca energetyczne centra człowieka, szczególnie czakrę serca. „Kryształy” cechuje też ogromne współczucie, poczucie sprawiedliwości oraz rozwinięta świadomość społeczna i zdolność współodczuwania. Jednocześnie wysoka jest ich podatność na zranienia emocjonalne.

Portal-Duchowy.pl

W mojej praktyce pedagogicznej kilkakrotnie spotkałam dzieci o niezwykłych właściwościach. Jednym z przykładów jest chłopiec, który w wieku trzech lat opowiadał mi o swoim niewidzialnym przyjacielu. W wieku sześciu lat, spytany przeze mnie o owego przyjaciela z zaskoczeniem przypomniał sobie o nim i stwierdził ze smutkiem, że już nie kontaktują się. Chłopiec ten opowiadał też o szkole, do której wcześniej uczęszczał, lecz nie pamiętał szczegółów, ponieważ „było to dawno”. Dziecko to znacznie przewyższało poziomem inteligencji rówieśników, oraz wykazywało nadpobudliwość emocjonalną i zwiększoną wrażliwość na otoczenie. Inne dziecko, trzyletnia dziewczynka, opowiadała mi o tym, że „kiedy była duża” umiała robić różne sztuczki. Stwierdziła też, że teraz jest mała i dlatego już tego nie potrafi. Kolejny przypadek – 7-8-letni chłopiec widział aurę wokół ludzi. Uważał to za powszechną cechę wszystkich ludzi. W momencie uświadomienia swojej odmienności zaprzestał informowania otoczenia o swoich wrażeniach. Dar widzenia aury również zniknął. Pojawienie się na Ziemi niezwykłych dzieci napawa optymizmem, wiarą w lepszy, uczciwy świat. Zadaniem dorosłych jest zapewnienie im warunków do właściwego rozwoju i pielęgnowania ich cudownych darów. [Barbara Drzemicka-Kardasz]

W

W pierwszym numerze Adremidy, w artykułach Ani Kurasiewicz, dotyczących kart tarota: Cesarzowej i Koła Fortuny (str.40-41) wykorzystano ilustracje pochodzące z talii „Boski Tarot” Giro Marchetti, wydanej przez Wydawnictwo Studio Astropsychologii W artykule dotyczącym Archanioła Rafaela (str. 10,11) wykorzystano ilustracje pochodzące z talii „Uzdrawiająca moc Archanioła Rafaela” Doreen Virtue, wydanej przez Wydawnictwo Studio Astropsychologii.


Autor: Marcin Zając

Archanioł Micha Bóg”. Uważany odwagi i woli. T jemy ochrony. złota, purp płomienia. Archanioł Michał – Jego imię oznacza „Któż jak Bóg”. Uważany jest za anioła sprawiedliwości, odwagi i woli. To Jego wzywamy, gdy potrzebujemy ochrony. Przedstawiany jest jako postawny, silny mężczyzna, dzierżący miecz w jednej dłoni i tarczę lub wagę w drugiej. Jego aura mieni się kolorem błękitu, złota, purpury. Przewodzi aniołom niebieskiego płomienia.

Kolor ten odpowiada czakrze gardła. Gdy działa ona bez zakłóceń, mamy odwagę otwarcie mówić o tym, co myślimy i co czujemy. Otwieramy się na własną kreatywność. Akceptujemy swoją niepowtarzalność i nie mamy wątpliwości, czy nasza opinia jest warta wygłaszania. Wiemy, że słuchanie głosu wewnętrznego jest słuszne. Podchodzimy do wszystkiego z punktu widzenia uniwersalizmu. Świadomość indywidualna zlewa się z kosmiczną. Stajemy się przekaźnikiem umysłu wszechświata. Gdy mamy trudności z wypowiadaniem swojej prawdy, zablokowaną kreatywność, odczuwamy tremę, obawiamy się krytyki, oznacza to, że nasza czakra gardła nie funkcjonuje prawidłowo. Prośmy więc Archanioła Michała o oczyszczenie czakry gardła, o odcięcie strachu i myślokształtów, które najczęściej z energii strachu sami stwarzamy.

Archanioł Michał – Jego imię oznacza „Któż jak Bóg”. Uważany jest za anioła sprawiedliwości, odwagi i woli. To Jego wzywamy, gdy potrzebujemy ochrony. Jego aura mieni się kolorem błękitu, złota, purpury. Przewodzi aniołom niebieskiego płomienia.

Archanioł Michał pomaga nam odnaleźć siłę w sobie do tego, aby wyrażać swoje myśli i uczucia otwarcie. Dodaje nam odwagi do dokonywania zmian w naszym życiu, odcięcia się do negatywnych emocji, poczucia winy, sytuacji, ludzi. Oczyszcza wizję naszej przyszłości z lęku, ma więc związek również z czakrą trzeciego oka. Gdy czujemy spadek energii, podenerwowanie, to znak, że wchłonęliśmy negatywne emocje, z racji swojej emocjonalnej wrażliwości. Należy czym prędzej poprosić Go o odcięcie tych emocji od nas i o ochronę. Ochrania nie tylko nas, ale również nasze domy, domowników, pojazdy, rzeczy do nas należące. Gdy obawiamy się o bezpieczeństwo kogokolwiek, poprośmy Archanioła Michała o pomoc, aby Swoją tarczę postawił przy nas, naszym domu, dzieciach, samochodzie. Gdy usłyszymy głos intuicji, aby wybrać inną drogę, aby nie iść do jakiegoś miejsca – bądźmy pewni, że to Archanioł Michał nami kieruje tak, abyśmy uniknęli niebezpieczeństwa. Gdy czujemy, aby komuś nie ufać, to również Jego podpowiedzi. Często, niestety nie dajemy



Adremida luty 2012


Michał - Jego imię oznacza „Któż jak ażany jest za anioła sprawiedliwości, oli. To Jego wzywamy, gdy potrzebu rony. Jego aura mieni się kolorem błękitu, , purpury. Przewodzi aniołom niebieskiego takim wskazówkom wiary, a na rezultaty nie musimy długo czekać. Wkładanie swojej siły woli w udowadnianie czyjejś winy nie zawsze przynosi rezultaty, zwłaszcza, gdy jesteśmy jedynymi, którzy o czyjejś nieszczerości wiedzą. Wystarczy w takim przypadku poprosić Archanioła Michała, aby to On zajął się tą sprawą. Jego ingerencja będzie sprawiedliwa. On nie kieruje się naszymi uprzedzeniami, poczuciem krzywdy. Zaufajmy, że zadziała w sposób najlepszy dla wszystkich zainteresowanych. Mamy wówczas pewność, że ochroni nas, ale również osobie, która jest nieszczera wobec nas będzie podsyłał sygnały, mówiące o tym, że zmierza w złym kierunku postępując w ten sposób. Archanioł Michał da nam szansę i czas, abyśmy wyciągnęli konstruktywne wnioski z tej sytuacji, gdyż osoby takie mają nas czegoś nauczyć, jak również da ją tej osobie, aby zmieniła swój sposób postępowania. Każdy z nas ma możliwość dokonać zmiany w sobie, naprawić to, co zepsuł, przeprosić. Gdy boimy się ruszyć do przodu, realizować swój cel, wbrew innym, Archanioł Michał również pomoże nam w wykonaniu tego kroku. To dzięki Jego pomocy zdobędziemy się na odwagę, aby skończyć z przyjmowaniem pozycji ofiary w życiu, wyjść z destrukcyjnego związku. Doda nam sił, poprowadzi nas do ludzi, którzy nam w tym pomogą – jest patronem policjantów. Pomoże nam podjąć decyzję, aby zmienić kierunek studiów, zwłaszcza gdy wybraliśmy ten, który został nam narzucony przez innych, przekwalifikować się, zacząć realizować ten kierunek zawodowy, który przede wszystkim przynosi nam osobistą satysfakcję. Doda nam odwagi, abyśmy rozpoczęli zmiany już teraz, a nie odkładali realizację naszych marzeń na przyszłość. Archanioł Michał broni nas również przed atakami ze strony świata astralnego, duchów, myślokształtów, które żywią się naszym strachem, negatywną energią, jaką nasiąknęły mury i miejsca. W tym celu, należy poprosić Go, aby swoim mieczem odciął od nas wszystkie połączenia mentalne i energetyczne, które nie są zgodne z naszym Najwyższym Dobrem, aby odciął od nas wszystko to, co nie pochodzi od Boga, od Dobra, od Światła. O oczyszczenie miejsca, w którym wyczuwamy negatywną energię prośmy Archanioła Michała i Archanioła Rafaela (o Archaniele Rafaelu pisałam w pierwszym numerze Adremidy). Możemy zapalić świece w kolorach Ich aur (niebieską i zieloną). Zapalić kadzidło o zapachu patchouli, szałwi, werbeny. Położyć minerały: sugilit, lapis-lazuli, niebieski szafir i topaz, akwamaryn, kamień księżycowy. Pamiętajmy, że to nie te akcesoria mają magiczną moc. Są one symbolem, który powoduje wzmocnienie naszej wizualizacji, ułatwiają nam dostrojenie się do energii Archaniołów, wzmacniają naszą energię. Przywołajmy Archanioły i poprośmy o oczyszczenie miejsca, domu z energii lęku, złości – o napełnienie tego miejsca światłem. Skupmy się na płomieniu świecy i miłości, ponieważ przyciągamy to, na czym się koncentrujemy. Możemy poczuć ciepło i napełniające nas poczucie bezpieczeństwa. To znak, że Archaniołowie działają. I w tym przypadku Ich działanie będzie miało na względzie dobro wszyst-

kich. Negatywne emocje nie zostaną unicestwione, lecz zamienione w pozytywne, za sprawą siły Miłości.

Archanioł Michał wielu osobom kojarzy się z ochroną, ale nieświadomi jesteśmy tego, że On pomaga nie tylko w przypadku ataku energetycznego, czy fizycznego.***[początek koloru] Pomaga również w pracy zawodowej. Jest kimś w rodzaju osobistego menadżera.***[koniec koloru] Prowadzi nas do miejsc i ludzi, którzy okazują się pomocni w karierze zawodowej. Broni naszej reputacji. Jeżeli mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją, również prośmy Go o pomoc. Jego wstawiennictwo pomoże nam odnieść sukces, obronić się przed niesłusznymi oskarżeniami i nieuczciwymi działaniami innych. Będzie ochraniał nasze dobre imię. Podpowie nam, do której firmy złożyć CV, komu zwierzyć się ze swoich zawodowych planów, marzeń. Gdy poczujemy, aby nowo napotkanej osobie powiedzieć, że szukamy pracy, posłuchajmy tego uczucia, właśnie ta osoba może okazać się pomocna.

To dzięki Jego pomocy zdobędziemy się na odwagę, aby skończyć z przyjmowaniem pozycji ofiary w życiu, wyjść z destrukcyjnego związku. Otwarcie się na prowadzenie przez siłę woli bożej również zawdzięczamy Michałowi. Wzbudza w nas zaufanie do drogi, która się przed nami otwiera. Archanioł Michał jest wolą bożą w działaniu. Gdy, jako pierwszą stawiamy wolę bożą, zwiększamy swoją siłę działania i możliwości, które mamy do naszej dyspozycji. Umacnia wiarę w boską opatrzność. Przewodzi nam na drodze do osiągnięcia celu naszego wcielenia. Oddajmy się więc woli bożej i bądźmy otwarci na to, co do nas przychodzi. Puśćmy się ostatniej – w naszym mniemaniu – deski ratunku i zaufajmy, że gdy porwie nas prąd życia, a naszą łodzią będzie wola Boża, nic złego nas nie spotka, nic, z czym nie potrafilibyśmy dać sobie rady, a anioły zawsze skierują nas do odpowiednich portów, we właściwym czasie. Nie róbmy nic na siłę – niech się dzieje wola Boga. Prośmy więc Archanioła Michała o pomoc. On nie może ingerować w nasze życie i naszą energetykę, jeżeli Go o to nie poprosimy. Czy będzie to wezwanie: Archaniele Michale na pomoc!, czy będzie to zapalenie świecy w kolorze Jego aury, jako symbolu, najważniejsze, abyśmy poprosili, z głębi serca o Jego przybycie. Gdy już wezwiemy Archanioła Michała, wsłuchujmy się w naszą intuicję, bądźmy otwarci na wszelkie wskazówki, wrażenia jakie odbieramy, gdyż w ten sposób, telepatycznie anioły komunikują się z nami. Zwróćmy uwagę na ludzi, jakich spotykamy na swej drodze – słuchajmy, co mają nam do powiedzenia. Zwróćmy uwagę na książki, które w dziwny sposób do nas trafiają. Jeżeli coś wciąż się powtarza, zastanówmy się, czy to nie jest wskazówka dla nas. Usłyszmy głosy aniołów. [Ania Kurasiewicz]

www.teczowadroga.hpu.pl www.adremida.pl




Tylko i wyłącznie w myślach pytałam: Dziadku? Czy to Ty? Czy jesteś ze mną? Czy wróciłeś do mnie? I za każdym razem głowa wnuczka właśnie w tym momencie odwracała się do mnie, a nieruchome, błękitne oczy wpatrywały się we mnie. Nie było mi dane zbyt długo cieszyć się dziadkiem. Odszedł, gdy miałam zaledwie 10 lat. Może jak na ten wiek niezbyt rozumiałam, co się dzieje, ale pogrzeb pamiętam aż za dokładnie. Każdą chwilę od momentu wejścia do przykościelnej kaplicy, gdy mój wzrok od razu skierował się na otwartą trumnę, aż do chwili, gdy płyta rodzinnego grobowca zamknęła się… Ciekawość dziecka nakazała nawet zajrzeć do środka katakumby… 6 trumien… i właśnie wjeżdżała siódma. Zostałam sama, tylko z mamą. Coś się skończyło, by mogło zacząć się coś. Lata mijały, ja wydoroślałam, założyłam własną rodzinę, urodziłam dwoje dzieci. Borykałam się z tym życiem, jak każdy z nas. Miałam może wtedy około lat trzydziestu, gdy którejś nocy pojawił się sen. Staję w progu pokoju, w którym wtedy mieszkałam. Kanapa, fotel, a pomiędzy nimi stolik. Na fotelu siedzi (żyjąca jeszcze wtedy) druga żona dziadka, na kanapie… DZIADEK! Na jego kolanach moja mama, obej-

Inkarnacja dy przyszłam na ten świat, jedynym mężczyzną, który kochał mnie bezwarunkowo, taką, jaką byłam, był mój dziadek. Miał na imię Tadeusz, jego oczy były mocno brązowe, takie piwne i często nosił się w mundurze. Był majorem wojsk sanacyjnych. Pamiętam, jak zabierał mnie na poligony, jak uczył strzelać z broni palnej, pamiętam smak prawdziwej wojskowej grochówki gotowanej w ogromnym saganie na ognisku. Pamiętam te ćwiczenia wojsk, symulowane zadymy, bomby, granaty, zgiełk, hałas… Pamiętam, jak w pochodzie pierwszomajowym jechał na koniu niczym Piłsudski na swojej Kasztance… Jak zabierał mnie na swoje wykłady w Wyższej Szkole Wojskowej w Poznaniu… Piękne to były czasy. Bardzo Go kochałam. I kocham nadal, tęsknię do Niego bardzo, ale… To se już ne vrati… Przynajmniej nie w takim wydaniu.

10 Adremida luty 2012

muje Go rękoma za szyję, a On tuli Mamę do siebie niczym małą dziewczynkę. Przez głowę przeleciał ogromny żal, moje serce ścisnęło się, zamarło. Dlaczego one mnie tak okłamywały tyle lat?! Przecież dziadek żyje! Jest tutaj, cały i żywy. Chciałam to im wykrzyczeć, ale coś mnie sparaliżowało. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie mogłam nic. Jedynie obserwować… Więc obserwowałam. Wykorzystywałam ten jedyny zmysł, który mi pozostał w czasie tego… nazwijmy to – paraliżu. Nagle – jednym ruchem – Dziadek odrzucił moją mamę w stronę ściany. Obiła się o nią i chyba spadła na podłogę, ale nic jej się nie stało.


Długo myślałam o tym. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Kiedyś, tak ni stąd, ni zowąd pojawiła się myśl. Mój Dziadek wraca na ziemię. Albo już wrócił... Obliczyłam sobie przedział wiekowy, w którym powinnam szukać takich właśnie oczu. Błękitno – niebieskich, przenikliwych, wiele mówiących. I szukałam. Doszło nawet do tego, że idąc ulicą zaglądałam do wózków. Patrzyłam w oczy przechodniów, którzy mnie mijali, ale nic nie widziałam. Żadne z tych tysięcy, milionów oczu nie były TYMI oczami. Zmęczona poszukiwaniami, odpuszczałam. Czasami, jak mi się przypomniało, spojrzałam w jakieś ślipka, ale byłam coraz bardziej zrezygnowana. W końcu odpuściłam całkowicie. Zapomniałam o tym, zajęłam się ratowaniem własnego życia. Mijały dni, tygodnie, lata... Moje dzieci podrosły, wydoroślały, same już pozakładały swoje rodziny. Cała ta historia poszła w niepamięć. Na świat przyszedł mój wnuk – Mateusz. Śliczny chłopczyk, urodził się ze skazą białkową i nieprzyswajalnością glukozy. Te choroby dały nam, dorosłym popalić od pierwszych chwil jego życia. Serce się krajało, patrząc jak to niemowlę wije się z bólu, a my nie potrafimy mu w żaden sposób pomóc. Szpital – dom, dom – szpital… Tak wyglądało pierwsze pół roku zanim lekarze doszli do przyczyny. Ostra i bardzo droga dieta. Ale opłaciło się. Objawy były coraz rzadsze, aż ustały zupełnie. Gdy miał około roczku, zostałam z nim sama. Rodzice musieli gdzieś wyjść i zostawili mi wnuka pod opieką. Bawiliśmy się klockami na dywanie, gdy Mateusz nagle, bez żadnej przyczyny rozpłakał się. Proste, zapobiegawcze zabiegi uspokojenia go nie skutkowały, więc usiadłam na kanapie

i wzięłam go na kolana. Przytuliłam mocno do siebie, a on objął mnie swoimi małymi rączkami za szyję. Nagle odsunął się ode mnie na jakieś 20 cm i spojrzał mi bardzo głęboko w oczy. Nie płakał, był poważny i hipnotycznym wzrokiem świdrował moje spojrzenie.

Tylko i wyłącznie w myślach pytałam: Dziadku? Czy to Ty? Czy jesteś ze mną? Czy wróciłeś do mnie? I za każdym razem głowa wnuczka właśnie w tym momencie odwracała się do mnie, a nieruchome, błękitne oczy wpatrywały się we mnie. Buzia rozjaśniała się w uśmiechu, po czym wracał spokojnie do zabawy.

Coś… Gdzieś… Kiedyś… To już było… Deja vu… Tylko kiedy i gdzie? Skanuję rozum… mózg... szybko… Gdzie ja te błękitno – niebieskie oczy widziałam? Gdzie widziałam ten świdrujący wzrok, który chciał mi coś powiedzieć? Na moment zamarłam. Wnuk nadal nieruchomo patrzył mi w oczy!!! Zmuszał mnie tym do intensywnego myślenia. Przez

Jest jeszcze jedna sprawa… Większość z nas, dorosłych, próbuje pozbierać się na portalu Nasza Klasa. Również i moja klasa z podstawówki tam się zbiera. Spotkaliśmy się już kilka razy w ograniczonej grupie, tej, która się tam zalogowała. W trakcie rozmowy padło pytanie o jedną z koleżanek. Nikt nic o niej nie wiedział. Kamień w wodę… Rozesłaliśmy wici, ale nic to nie dało.

Przez głowę przeleciał ogromny żal, moje serce ścisnęło się, zamarło. Dlaczego one mnie tak okłamywały tyle lat?! Przecież dziadek żyje! Jest tutaj, cały i żywy. moje ciało przeleciały ciarki. Trzymałam wnuka mocno, ale żadnego innego ruchu nie byłam w stanie zrobić. Paraliż... I nagle błysk! Mój skanowany mózg odnalazł tą informację. Naprawdę doznałam szoku. Gdy moja pamięć wróciła, gdy w umyśle przeleciał film z tamtym wydarzeniem, Mateusz zaczął się po prostu śmiać. Śmiał się na cały głos do mnie. Wtedy jedynymi słowami, jakie wypowiadał były: mama i tata. Tadeusz – Mateusz… Przecież nie ma przypadków… Dziadek przyszedł na świat z drogą życia 28/1. Mój wnuk urodził się dnia… 28… Mimo tych dowodów, nadal nie byłam przekonana. Przez jakiś czas, kilka miesięcy robiłam doświadczenia znane tylko sobie. Musiałam się upewnić. Gdy zostawałam z Mateuszem sama, sadzałam go na dywanie tyłem do mnie i rozsypywałam przed nim klocki. Sama siadałam za nim na kanapie, obserwując jego zachowanie. Wnuk bawił się spokojnie, a ja…

Mój wnuk poszedł po raz pierwszy do przedszkola – do maluszków. Jako zodiakalny Raczek preferuje, by odbierali go mama albo tata. Kiedyś wracałam do domu i przechodziłam obok przedszkolnego placu zabaw. Mój wnuk mnie dostrzegł i uparł się, bym koniecznie weszła do niego na ten plac. Byłam mocno zdziwiona, bo nigdy tak się nie zachowywał, a wiedziałam że za ok. pół godziny przyjdzie po niego moja córka. Wnuk jednak nie odpuszczał, więc weszłam. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojej wychowawczyni, swojej pierwszej ukochanej PANI. Osłupiałam… Rozpoznałam koleżankę, której tak poszukiwaliśmy. Teraz już nie mam żadnych wątpliwości. Reinkarnacja istnieje. Mam na to dowody. Trudne to wszystko do zrozumienia… uwierzenia… Ale to wszystko wydarzyło się w moim życiu naprawdę. Wrócił do mnie mężczyzna, który pokazywał mi świat, który uczył, jak żyć, uczył zasad, pomagał w lekcjach, pilnował, a nade wszystko kochał. Kochał za to, że byłam. Teraz moja kolej… [Achma]

original art (c).E.Baque

Dziadek wstał, stanął naprzeciw mnie i… patrzył mi nieruchomo w oczy. Ja na Niego – On na mnie. Coś do mnie mówił tymi oczyma, coś chciał mi ważnego przekazać, ale nie potrafiłam odczytać, zrozumieć. Stałam tak, znieruchomiała, widząc tylko i wyłącznie mocno niebieskie oczy. Przecież Dziadek miał oczy brązowe! I ten wzrok… taki niesamowity, przenikliwy, świdrujący wręcz. Było w tym coś dziwnego. Na tą chwilę nie istniał świat, był tylko kontakt wzrokowy. Tylko to było ważne. Coś w rodzaju hipnozy. Gdy moje odrętwienie puściło i mogłam już mówić, wszystko zniknęło. Byłam na jawie. Byłam tu i teraz w środku nocy, w swoim łóżku, na tej samej kanapie, na której przed chwilą siedział mój Dziadek. Do tej pory nie jestem pewna, czy aby to był tylko sen…

www.twojewrozby.pl www.adremida.pl

11


„Powiedzcie im, że ś „Powiedzcie im, że śmierć n

„Powiedzcie im, ż „Pow „P

Życie nie kończy się w chwili śmierci. Większość z nas – ludzi XXI w. – ma tego wewnętrzną świadomość. Nadal jednak ciągle zadajemy sobie pytania: jak jest po drugiej stronie, co nas tam czeka, kim będziemy, czy stracimy swoją tożsamość, czy spotkamy swych bliskich?

François Brune

„Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje”

– wiadomości z tamtego świata. Pytania można by mnożyć. Przekazy z zaświatów były odbierane przez ludzi od dawien dawna. I tak jest nadal. Dzięki nim możemy coraz bardziej wzbogacać swą wiedzę o nowe świadectwa, tak bardzo potrzebne nam, zwłaszcza w momencie straty kogoś bliskiego. Wiedza ta pozwala przeżyć żałobę i zrozumieć fakt, że tak naprawdę śmierć niczego nie kończy. Pozwala przygotować się na własne odejście... Takim swoistym świadectwem jest książka francuskiego księdza pt. „Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje”. François Brune – katolicki ksiądz, teolog, wszechstronnie wykształcony badacz Pisma Świętego – od wielu, wielu lat zajmuje się kwestią fenomenów paranormalnych oraz tzw. zjawiskami transkomunikacji. „Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje” to jedna z kilku jego książek, wydanych w języku polskim. Jest to swoisty zapis wiadomości przekazywanych przez ponad 40 lat, a odbieranych poprzez pismo automatyczne.

Co swoim ukochanym przekazują ci, którzy odeszli? Czego możemy się dowiedzieć poprzez śledzenie tego wyjątkowego dialogu, tych pisanych „rozmów”? Przede wszystkim okazuje się, że każdy z tych, którzy zmarli, zachował swoją ziemską osobowość, nie rozpłynął się w Nicości. Pomimo „zrzucenia” swego ziemskiego ciała (często tak mocno zużytego przez wiek i chorobę), nadal jesteśmy sobą, istniejemy, czujemy, myślimy i kochamy. Wszystko trwa – tylko w innym wymiarze. Przekonujemy się, że „zmarli” to nie duchy, snujące się w świecie, który jest pozbawiony kształtów, barw, dźwięków. Dusze po tamtej stronie jednoznacznie twierdzą, że to świat ludzki jest niedoskonały – to my, ludzie, egzystujemy ograniczeni mocno ziemskimi zmysłami,

„Powiedzcie im,

Historia zawarta w książce opisuje francuską rodzinę, w której po kolei odchodzą jej członkowie, a pozostali przy życiu mają dar

12 Adremida luty 2012

odbierania wiadomości od zmarłych. Jest to głęboko poruszający opis rodzinnej miłości, która pokonuje granice śmierci. Ksiądz Brune udostępnia nam odbiór tej spisanej dużo wcześniej historii, dodając do niej swój komentarz. Wiadomości z zaświatów przekazywane są kolejno przez członków jednej rodziny, a odbiorcami ich są dwie kobiety, które zapisują te wiadomości, prowadząc swoisty dialog z bliskimi zmarłymi.


żeierć nieśmierć nie istniej e ” istnieje” zmuszeni walczyć o przetrwanie, gnębieni cierpieniem i chorobami.

go życia? Tak często załamujemy się po śmierci kogoś bliskiego. Tak bardzo niewiedza, dotycząca jego dalszych losów, sprawia nam ból.

m, że śmierć nie istnieje” Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje” „Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje” Jean Winter, młody lekarz, tak „mówi” do swej matki: 30 maja 1939r. Mamo, jestem. Nie chciałem mówić ci frazesów, ale to wszystko jest dla mnie całkiem nowe, nie spodziewałem się takiej metamorfozy. Wyszedłem z ziemskiej nocy, by znaleźć się w niezmąconej harmonii. Widzisz, jest dobrze i niezależnie od tego, co myślimy na ziemi, wszystko zmierza ku harmonii i cudownej równowadze. I dzień później: 31 maja 1939r. Zrozum, że żyję w nieustannym uwolnieniu, nie mogąc nadal objąć umysłem cudów, które mnie tu otaczają. No i ogromna radość związana z faktem, że mogę nadal wykonywać ukochaną pracę i pomagać skuteczniej, jako że mam teraz inne zmysły i jestem wolny od ziemskich ograniczeń. Mózg oczyścił się ze zbędnych informacji, nagromadzonych podczas życia na ziemi. Kochałem swoją pracę w okresie choroby, wiedząc, że jestem skazany, zadawałem sobie pytanie, czy będę nadal mógł ją wykonywać.(…) Moje odejście? Niewypowiedziana radość! Przyciągany, wchłaniany, roztapiany w świetle… prowadzony przez tutejszych, nie rozumiejący i pogrążony w takiej błogości, że nie starałem się rozumieć. Potem uwolnienie. Wkrótce mogłem podjąć pracę. Byłem taki szczęśliwy! Zrozumiałem, że choć dzieli nas z pozoru nieprzekraczalna granica, ty znasz przejście i nasze myśli mogą się połączyć. Byłem dumny z twojej odwagi. Wiedz, że to właśnie ona umożliwiła moje całkowite uwolnienie i szybki powrót do ciebie. Gdybyś była inna, cierpiałbym i czekał.(…) Musisz myśleć o mnie z radością, nie z bólem. 2 czerwca 1939r. Nie należy używać słowa „śmierć”, to znaczy „nicość”, w odniesieniu do tych, którzy opuszczają Ziemię. Należy mówić „życie”, „początek życia”. To wy jesteście pogrążeni w nocy, zmagacie się z nicością istnienia na ziemi! My odnaleźliśmy prawdę, życie takie, jakim stworzył je Bóg.(…)

Wiadomości od Jeana Wintera, a później od jego siostrzeńca (który w latach 50–tych ginie w katastrofie lotniczej) uświadamiają nam, że śmierci nie ma, jest ciągłe, nieprzerwane życie, którego kontynuacja trwa w innym wymiarze.

A jakie jest to życie? Z przekazów wynika, że istnieją różne plany duchowe i każdy z nich jest dostępny dla tych, którzy osiągnęli odpowiedni stopień rozwoju duchowego. Czyli istnieje wiele światów, wiele sfer, do których docieramy w drodze ewolucji.

Jean również wspomina o tzw. śnie pośmiertnym, w który dusza zapada po śmierci. Nie ma reguły co do jego długości. Zależy to od wielu aspektów. Niektórzy zmarli nie zasypiają, inni pogrążają się we śnie tylko na chwilę, niektórzy natomiast spędzają w stanie snu dużo czasu. Podczas takiego snu

Pomimo „zrzucenia” swego ziemskiego ciała (często tak mocno zużytego przez wiek i chorobę), nadal jesteśmy sobą, istniejemy, czujemy, myślimy i kochamy. Wszystko trwa – tylko w innym wymiarze. porozumiewanie się ze zmarłym jest bardzo utrudnione. Śniąc, dusza przechodzi swego rodzaju ewolucję duchową, jest też pod opieką innych dusz, które czuwają nad nią i przygotowują ją do nowego życia. My natomiast, modląc się za nią, przyspieszamy z pewnością proces ewolucji. 11.08.1956r. Gerald de Dampierre odchodzi w zaświaty. Ma tylko 20 lat.

Francois Brune (ur.w 1931r w Vernon)

- wszechstronnie wykształcony francuski ksiądz i teolog. Uczył się łaciny i greki na Sorbonie, studiował filozofię i teologię w Paryżu i Tybindze, prowadził badania nad Pismem Świętym w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, a także wykładał w seminariach duchownych. Od ponad 30 lat interesuje się mistykami wielkich religii. Jest czynnym współuczestnikiem stowarzyszeń badających zjawiska transkomunikacji w Niemczech i Luksemburgu, oraz autorem licznych książek poświęconych problematyce kontaktów z innymi rzeczywistościami. Swoją pasję badawczą łączy z głęboką wiarą w Boga, będąc jednocześnie tolerancyjnym wobec poglądów nie mieszczących się w obrębie systemu religijnego, którego jest przedstawicielem. Jego książki są dla wielu osób ważnym wsparciem na drodze poszukiwań duchowych.

W zasadzie prawie natychmiast nawiązuje kontakt ze swoją matką. Początkowo słowa są nieskładne, ciężko „się piszą”, ale w miarę upływu czasu Gerald zaczyna radzić sobie doskonale z przekazywaniem swych myśli mamie. Przede wszystkim twierdzi, że w przejściu bardzo mu pomogła postawa matki, która pomimo tragedii zaakceptowała śmierć swego dziecka. Dzięki temu, kiedy syn znalazł się po drugiej stronie, uznał swój stan za naturalny. Nie wiązał go i nie ściągał w dół tak częsty w podobnych przypadkach ból i rozpacz tych, którzy nie akceptują śmierci bliskiego. Powinniśmy wznieść się ponad ból i żal i myśleć o zmarłym z miłością i akceptacją jego odejścia – to pomoże mu w jego duchowej ewolucji.

im, że śmierć nie istnieje” Czyż takie przekazy nie napawają optymizmem, nie dodają nam otuchy i siły do dalsze-

www.adremida.pl

13


owiedzcie im, że śmierć nie istnieje” „Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje” „Powiedzcie im, że śmierć nie istnie Gerald w zaświatach pracuje. Jest szczęśliwy, że może pomagać innym duszom. Twierdzi, że część zmarłych nie zdaje sobie sprawy, że nie żyją. Ci, którzy są już w zaświatach, chcieliby im pomóc, ale „nowi” muszą sami chcieć pomocy. Muszą pozwolić pomóc sobie.

Gerald właśnie udziela takiej pomocy. Uświadamia nowo przybyłym, że „umarli”, ale ich życie trwa nadal. 12 lutego 1957r. Gerald: Cokolwiek powiedzieć, by było dla was zrozumiałe? Jestem już dużo wyżej i wszystko staje się dla mnie łatwe. Panuje tu spokój, och, jaki spokój! Możemy wyprawiać się na Ziemię i wracać, pomagać potrzebującym, bez żadnego wysiłku. Widzę… widzę rzeczy ciekawe, naprawdę, bo wielu kontynuuje tutaj ziemskie życie, nie rozumiejąc niczego. Niby są z nami, ale tak naprawdę oddziela ich od nas przezroczysty mur zbudowany z ich myśli. Musimy bez przerwy pomagać im w burzeniu tego muru, aby sobie uświadomili, że istnieje coś innego… i że to „coś innego” jest im niezbędne do uwolnienia. Nie zdajecie sobie sprawy z tego, jakie tłumy przybywają tutaj nieustannie: dobrzy, źli, niezbyt gorliwi w wierze, niewierzący… a wszystko to dzieje się w nieopisanym chaosie. Trzeba ich „posegregować”, przyjąć dobrych, sprawić, by źli zapadli w sen. Prawdziwe sito! Jesteśmy jak nędzarze – którzy w kubłach na śmieci szukają użytecznych odpadów. Wyławiamy z morza dusz to tę, to tamtą… i zajmujemy się nimi. A kiedy udaje im się coś zrozumieć, wracamy po następne. Co za praca! Dobry i łagodny Bóg udziela nam daru przenikliwości.(…)

14 Adremida luty 2012

Te wszystkie przekazywane wiadomości nie mają służyć do zaspokojenia zwykłej ludzkiej ciekawości, ale mają pokazać nam, jaki jest prawdziwy sens życia ludzkiego i mają przypomnieć o dwóch największych wartościach: miłości Boga i miłości bliźniego.

Często duszom trudno się odnaleźć w nowym stanie, trudno zrozumieć, co się stało. Ziemskie przyzwyczajenia są czasami tak mocne, że w pierwszych okresach po śmierci „stwarzamy” sobie imitację ziemskiej rzeczywistości – a więc są szkoły, kościoły, miasta, szpitale. Są domy, mieszkania, sprzęty, itp. Jednak w miarę naszego duchowego rozwoju elementy tej scenerii znikają. Co jeszcze przekazuje młody Gerald? Przez 23 lata łączności z rodziną ilość wiadomości, opisów, tłumaczeń i przesłań jest ogromna. Wszystkie one sprawiają wrażenie wiarygodnych. Gerald na początku (po śmierci) wielu rzeczy nie wie, nie rozumie. Nie na wszystkie pytania odpowiada matce. Jednak w miarę upływu czasu, w miarę swego rozwoju duchowego, w miarę wykonywania swej pracy w zaświatach, doskonalenia i zdobywania doświadczenia, jego przesłania są coraz bardziej dojrzałe, coraz piękniejsze... Czytając go uświadamiamy sobie, jak niezwykłe jest życie w Zaświatach i zdajemy sobie wówczas sprawę, jak bardzo trudne i ciężkie jest życie na Ziemi… 11 lutego 1958r. Gerald: (…) Emanuje z nas radość. Nasze życie jest bowiem bajecznie przyjemne, bez kłopotów, czasu, obowiązków, deszczu. Temperatura zawsze taka sama, wspaniałe krajobrazy, możliwość robienia tego, na co się ma ochotę i to natychmiast, jeśli tylko pamiętamy o głównym zadaniu, jakim jest miłość. Ekstra! Powiedziałem wam już, że Bóg nie wydaje sądów tak jak człowiek: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci[…]kamieniem”. To wiecznie będzie prawdą. A jeśli nie

zaprzestaniecie modlitw, z dzisiejszego bólu zrodzi się arka pokoju. Gerald często zwraca uwagę na wartość modlitwy: 19 lutego 1958r. Gerald: (…) Mamo, modlitwa jest wszechmocna. Zwłaszcza z serca, jak twoja. Ale nie przestawaj. Zadanie nie jest skończone, dopiero się zaczęło. Ani chwili wytchnienia, ale wszystko spełniane z radością, zawsze. Nawet kiedy płaczesz, niech będą to łzy „wesołe”. Zmienią się wtedy w perły i drogie kamienie, które trafią pod stopy czekających tam, na górze. Gerald opiekuje się przez te wszystkie lata swoją rodziną, daje jej tego dowody, a jednocześnie cały czas przygotowuje swoich bliskich do nowego życia – życia duchowego, jakie czeka na każdego z nas po śmierci. Uświadamia im znaczenie miłości, uczy dobrej modlitwy, radzi jak żyć, by nie zwątpić w sens życia na Ziemi, wyjaśnia, że nic nie dzieje się przez przypadek, a wszystko ma swój cel. Tzw. życiowe przypadki nie są przypadkami, a Bóg istnieje i wystarczy tylko oddać się w Jego ręce. Te wszystkie przekazywane wiadomości nie mają służyć do zaspokojenia zwykłej ludzkiej ciekawości, ale mają pokazać nam, jaki jest prawdziwy sens życia ludzkiego i mają przypomnieć o dwóch największych wartościach: miłości Boga i miłości bliźniego. Warto sięgnąć po tą książkę, choćby po to tylko, by przekonać się samemu, że śmierć nie istnieje. [Jolanta Domagała] Źródło: Tytuł: „Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje”. Autor: Francois Brune Wydawnictwo Medium Sp. z o.o. 05-510 Konstancin-Jeziorna Czarnów 172/2 ul. Diamentowa 11


Dlaczego myœlimy to, co myœlimy

o ¿yciu i œmierci ?

Artykuł zawiera fragment książki o tym samym tytule napisanej przez Tomasza Tubilewicza, który opisuje swoje prywatne przemyślenia, oraz doświadczenia. Książka pokazuje drogę, jaką przeszedł autor, szukając odpowiedzi na swoje pytania.

ażdy z nas zastanawiał się zapewne nad tym, co się z nami dzieje, gdy przyjdzie ta ostatnia godzina, w której opuszczamy nasze ciało fizyczne. Czy jest to koniec naszego istnienia? Czy może w jakiejś formie trwamy nadal? Wnioski, do jakich dochodzimy są różne. Jednak zasłona niewiedzy i niepewności, jak właściwie jest naprawdę, nie pozwala nam na uzyskanie pewności. Generalnie mamy dwie możliwości: albo jest to koniec naszego istnienia i nic po nas nie pozostaje – tak twierdzi ortodoksyjny świat nauki ustami swoich materialistycznych wyznawców. Ewentualnie, jak podają nam przedstawiciele różnych religii, przetrwamy własną śmierć w rozmaitej formie lub zmartwychwstaniemy. Jednak, gdy zapytamy ich, jak wygląda świat po drugiej stronie, to zdania mają podzielone. Tutaj każda religia głosi swoją własną wersję prawdy. Ciekawe, że wiedzę na ten temat czerpią często z tych samych ksiąg.

Od dziecka dorastamy w rodzinie posiadającej konkretne przekonania religijne.

Przyjrzyjmy się jednej z nich.

to przyjemność? Jaki jest sens cierpienia wiecznego? Po co właściwie wysłał swojego syna na Ziemię? Po to, aby cierpiał i przez mękę zmazał grzechy innych ludzi? Co to za kochający Bóg, który sprawia cierpienie innym? Czy na tym polega jego miłość do nas, że każe nam cierpieć? Czy jak ja kogoś kocham, to każę mu cierpieć? Czy staram się zrozumieć go i wybaczyć mu? Dziwny ten Bóg, bardziej przypomina nie umiejącego kochać człowieka niż Boga. To były tylko niektóre moje wątpliwości. Potem pojawiły się następne.

Głosi ona, że Bóg jest istotą pełną miłości, jest samą miłością tak wielką, tak niewyobrażalną, że aż niepojętą, wybacza nawet największym grzesznikom. Jednak ta sama istota skazuje jednocześnie ludzi na potępienie wieczne w mękach piekielnych. Czy to jest logiczne? Albo Bóg jest istotą tak wielką i pełną miłości, że wybacza wszystkim, albo nie jest taką wielką miłością, skoro skazuje ich na męki piekielne i potępienie wieczne. Dlaczego jednych grzeszników skazuje na męki, a innym wybacza? Dlaczego nie wybacza wszystkim, przecież jest miłosierny, jest jedną wielką, niezmierzoną miłością? Czy wybacza tylko dlatego, że się wyspowiadali i żałowali za grzechy? Dlaczego ich skazuje na męki piekielne? Czy jak oni cierpią w piekle, to sprawia mu

Bóg jest sprawiedliwy i stworzył wszystkich równymi. Dlaczego więc jeden rodzi się piękny, młody i bogaty, a drugi brzydki, biedny i schorowany? Jeden prowadzi życie dostatnie, łatwe i przyjemne, a drugi całe życie ciężko pracuje i spotykają go same nieszczęścia i choroby? A co z ludźmi, którzy rodzą się ułomni i upośledzeni? Czy to jest sprawiedliwe? Były to pytania, na które nie otrzymałem zadowalającej odpowiedzi od mojej religii. Odpowiedzi, które rozwiałyby moje wątpliwości. Wyjaśnienia w rodzaju „każdy ma swój los do przeżycia”, „niesie swój krzyż” albo, że „jest to tajemnica Boga”, nie zadowalały mnie. www.adremida.pl

15


Kolejny brak logiki dostrzegłem w pojęciu wolnej woli. Z jednej strony otrzymaliśmy wolną wolę, z drugiej jednak musimy postępować według nakazów i zakazów Boga. Co to za wolna wola? Jaki pożytek będzie miał Bóg z grzesznika, który nie zgrzeszył tylko dlatego, że się bał? Czy nie lepiej byłoby, aby nie grzeszył nie z lęku przed karą, ale dlatego, że jego dojrzałość, moralność i rozwój duchowy to powodują? Czy ten Bóg ma aż tak małe wymagania w wobec swoich stworzeń? Jeżeli ktoś daje mi wolną wolę, to dla mnie oznacza, że przewiduje i zgadza się z tym, że będę popełniał błędy i nie będę postępował zgodnie z jego oczekiwaniami. Czy za to mam być karany? Czy trzeba bać się tego, który jest jedną wielką miłością? Może ludzie, którzy wymyślili go na swoje podobieństwo, również wymyślili to, czego on od nas chce i wymaga? Czy ktoś, kto jest jedną wielką, niezmierzoną miłością mógł stworzyć kogoś takiego jak szatan, po to by nas kusił i namawiał do złego? On zaś w swej niezmierzonej dobroci będzie nas za to karał. Czy ktoś, kto jest wszechmogący, może cokolwiek chcieć od innych? Przecież równie dobrze mógł stworzyć sobie marionetki, które będą mu posłuszne. Z drugiej strony, jeżeli nie przestrzegamy wzajemnie sprzecznych nakazów i zakazów głoszonych przez jego wyznawców, popełniamy bardziej lub mniej ciężkie grzechy. Ale można się ze swoich grzechów wyspowiadać i dostać rozgrzeszenie lub odpust. Dawniej za odpust należało sowicie zapłacić. Czy ludzie piastujący różne urzędy w Kościele nie ustawili czasem siebie w roli pośredników między mną a Bogiem? Tak jakbym ja nie potrafił sam z nim rozmawiać - zastanawiałem się, uczęszczając do szkółki niedzielnej. Dziwiłem się, że ludzie przyjęli narzucone im zasady i wierzą w nie do dziś. Kolejna nielogiczność to stwierdzenie, że Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo. Jeżeli tak, to znaczy, że my podobnie jak on mamy siłę stwórczą, która pozwala nam tworzyć, podobnie jak jemu. Jednak z drugiej strony słyszymy od kapłanów, jakimi to marnymi i niedoskonałymi istotami jesteśmy, że nic nie znaczymy i powinniśmy podać się woli Boga. Słyszymy, że powinniśmy modlić się do niego. Nie rozmawiać z nim, tylko modlić się do niego. Nawet wymyślili

16 Adremida luty 2012

Podczas opuszczenia swojego ciała, widzimy nasze ciało, mamy nadal świadomość swojego istnienia.

modlitwy pokazujące, jak to robić. Ktoś kiedyś stwierdził: „Kapłani zasłonili nam słońce, a w zamian dali świeczkę.” Drugim wielkim autorytetem w dziedzinie poznawania życia jest nauka. Ona poprzez metody naukowe i weryfikację doświadczalną tworzy teorie, prawa i zasady wyjaśniając nam świat i zjawiska, które nas otaczają. Na bazie osiągnięć naukowych budowane są urządzenia, które ułatwiają i umilają nam życie. Niekwestionowane sukcesy na tym polu powodują, że żywimy do niej niepodważalne zaufanie i szacunek. Historyczne starcie tych dwóch dziedzin wiedzy, czyli nauki i religii oraz naukowe obalenie pewnych dogmatów religijnych spowodowało, że część społeczeństwa bardziej ufa teoriom naukowym niż dogmatom religijnym. Jednakże nauka, skupiając się na badaniu materialnego i fizycznego aspektu naszego życia, nie ma za wiele do powiedzenia o jego aspekcie duchowym. Próby powiązania tych dwóch aspektów w jednolitą całość przez niektórych naukowców zostały poddane krytyce i ośmieszone przez ich kolegów. Niestety, nie zostały poważnie potraktowane szczególnie przez ortodoksyjną część świata nauki. Jednak ostatnio możemy zaobserwować postępujące zmiany w naukowym podejściu do rozważanych tutaj spraw. Obserwacje otaczającego nas świata, różnorodność gatunków zwierząt i roślin, piękno i precyzja ich budowy, która tak bardzo nas zachwyca i którą


Napotykając sprzeczności, zadajemy pytania i szukamy odpowiedzi.

Teraz mogę latać - pomyślałem i poszybowałem przez przedpokój do pokoju syna. Oknem wyleciałem na podwórko. Przeleciałem dookoła swojego bloku i zatrzymałem się nad nim. Gdzie teraz się udać? Zastanawiałem się. Nagle poczułem, że muszę wrócić do ciała. wciąż odkrywamy - wspaniałość budowy i funkcjonowania ciała człowieka, której on sam dokładnie nie jest w stanie zrozumieć, a jedynie ją bada i uczy się jej - to wszystko każe nam inaczej spojrzeć na naszą wiedzę, na nasze osiągnięcia w tej dziedzinie i punkt, w którym znajdujemy się na naszej drodze poznawania rzeczywistości. Dostrzegając całe bogactwo świata trudno jest się nie zgodzić z twierdzeniem, że świat stworzony został przez dużo bardziej inteligentną od człowieka istotę bądź istoty. Trudno przyjąć do wiadomości wyjaśnienia naszej współczesnej nauki, która ustami swoich niektórych naukowców twierdzi, że wszystko powstało w wyniku przypadkowego łączenia się atomów. Według tej teorii jesteśmy wynikiem chaotycznego ruchu i przypadkowego łączenia się atomów oraz reakcji chemicznych. Te siły twórcze spowodowały powstanie tak precyzyjnie skonfigurowanego świata oraz ciał istot go zamieszkujących. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że trzeba mieć prawdziwy chaos w głowie, aby wymyślić taką teorię. Zaiste wielka musi być ignorancja ludzi, którzy definiują nas, jako kawałki mięsa, złożone tylko z neuronów i reakcji chemicznych. Robią to ci, którzy do końca nie rozumieją, jak te „kawałki mięsa” są zbudowane i jak one funkcjonują. Ludzie mieniący się naukowcami zaprzeczają istnieniu inteligencji będącej w stanie stworzyć oraz doskonalić rzeczy, które oni dopiero starają się poznać,

zrozumieć i opisać. W swoich teoriach zaś nazywają tę inteligencję bezosobowo naturą lub ewolucją. Nasuwają się kolejne pytania. Co to za inteligencja? Jaki był cel i sens tworzenia tego wszystkiego? Pytań jest dużo więcej. Oto niektóre z nich. Czy ta inteligencja, tworząc tak precyzyjny organizm, jakim jest człowiek i wszystko to, co go otacza, zrobiła to tylko po to, aby po śmierci człowieka nic po nim nie pozostało? Jaki to miałoby sens i cel? Czy tak inteligentna siła zadałaby sobie tyle trudu tylko po to, aby potem całe istnienie obróciło się w proch? Takie postępowanie nie jest raczej inteligentne i logiczne. Zatem czym lub kim jest owa inteligencja? Na te i inne pytania starałem się poszukać odpowiedzi. Możesz, drogi czytelniku, wierzyć dalej w to, co głosi twoja religia lub w różne teorie naukowe. Możesz też zacząć sam poszukiwać odpowiedzi na swoje pytania. Ja wybrałem to drugie. Zacząłem poszukiwać sam i te poszukiwania zaprowadziły mnie do napisania tej książki. Doświadczenia, jakie przeżyłem w zetknięciu się z życiem po życiu, doprowadziły do zmiany moich poglądów. Oto jedno z takich doświadczeń. Obudziłem się z silnym bólem zęba. Ból był tak silny, że długo nie dawał mi zasnąć. Przewracałem się z boku na bok i tuląc policzek do poduszki starałem się rozluźnić napięte mięśnie, aby go uśmierzyć. Po pewnym

czasie udało mi się, ból ustąpił. Zasypiając wyraziłem intencję wyjścia poza ciało. Po paru godzinach snu, przewracając się z boku na bok, obudziłem się. Ponieważ leżałem na brzegu łóżka, przewracając się na lewy bok spadłem z niego. Lecąc w dół przygotowałem się na nieuchronne uderzenie o podłogę. Jednak, gdy miałem już w nią uderzyć, ku mojemu zdziwieniu zatrzymałem się tuż nad dywanem. Zawisłem w powietrzu bujając się w dół i w górę. Zostałem jakby zamortyzowany na poduszce powietrznej, którą stanowiło powietrze między mną a podłogą. Dlaczego nie uderzyłem o podłogę i dlaczego unoszę się w powietrzu? Zdziwiłem się. Wtedy dotarło do mnie, że muszę być poza ciałem fizycznym. Udało się, udało! Byłem uradowany, nareszcie mi się udało opuścić ciało. Cieszyłem się jak dziecko. Jednak musiałem stonować swoją radość. Wyciszając emocje starałem się opanować. Wiedziałem, że zbyt silne uczucie radości spowoduje ponowne cofnięcie mnie do ciała. Tego nie chciałem. Po paru minutach uspokoiłem się na tyle, że nie groziło mi już ponowne cofnięcie. Teraz mogę latać — pomyślałem i poszybowałem przez przedpokój do pokoju syna. Oknem wyleciałem na podwórko. Przeleciałem dookoła swojego bloku i zatrzymałem się nad nim. Gdzie teraz się udać? Zastanawiałem się. Nagle poczułem, że muszę wrócić do ciała. Gdy tylko o nim pomyślałem, www.adremida.pl

17


ale wyraźnie widziałem swoje ręce. Postanowiłem wylecieć z mieszkania przez okno. Poleciałem nad blok i z góry obserwowałem okolicę. Widziałem ludzi chodzących po ulicach i zagłębionych w swoich myślach. Niektórzy spoglądali w górę i sprawiali wrażenie, jakby mnie widzieli, jednak niezbyt ich dziwiło, że ja latam. Zrobiłem kółko nad blokiem i powodowany obawami, że syn znów się obudzi i będzie się bał, wróciłem do ciała.

Nasze życie nie kończy się w chwili śmierci ciała fizycznego.

Lecąc w dół przygotowałem się na nieuchronne uderzenie o podłogę. Jednak, gdy miałem już w nią uderzyć, ku mojemu zdziwieniu zatrzymałem się tuż nad dywanem. Zawisłem w powietrzu bujając się w dół i w górę. w tej samej chwili znalazłem się ponownie w pokoju. Przyczyną powrotu był mój syn. Przyszedł do mnie i budził mnie, był przestraszony. Chciał, abym wrócił do ciała. Wiedział, że ćwiczę tę umiejętność i wyraźnie bał się, że coś mi się stanie podczas moich wędrówek poza ciałem. Czułem cały jego strach przed tym, że mogę już nie wrócić. Stałem w pokoju patrząc na scenę, jaką tam zastałem. Szarpał moim ciałem, abym się obudził. Budził on jednak nie moje fizyczne ciało, tylko moje drugie ciało, które spało do połowy wysunięte z mojego ciała fizycznego. Najwyraźniej przyszedł do mnie w swoim ciele niefizycznym - pomyślałem. Ja zaś musiałem wtedy przebywać w swoim trzecim ciele. Był bardzo przestraszony i za wszelką cenę próbował mnie obudzić. Krzyknąłem na niego, aby przestał, jednak nie zwracał na mnie uwagi. Krzyknąłem głośniej, ale znów nie zareagował. Znów mnie nie słucha - pomyślałem. W tym momencie otrzymałem informację: On cię nie słyszy. Abyś mógł się z nim porozumieć, musisz wejść do tego ciała, które on szarpie.

18 Adremida luty 2012

Bez wahania wślizgnąłem się do tego ciała. Budząc się w nim, odczułem gwałtowne szarpanie. Nie szarp mnie - mruknąłem do niego. Ale nie reagował i dalej targał mną, aby mnie całkowicie rozbudzić. Musiałem na niego krzyknąć, aby się uspokoił. To poskutkowało, zobaczył, że jestem całkowicie rozbudzony i przestał mną trząść. Czułem, jak bardzo jest przestraszony. Musiałem go uspokoić, zapewniając, że nic mi nie grozi i aby niczego się nie bał. Zaproponowałem, aby położył się obok mnie i spał ze mną, jeżeli się boi. Musiałem chwilę poleżeć i się uspokoić, aby ponownie udało mi się wyjść z tego drugiego ciała. Syn w tym czasie położył się obok i natychmiast usnął. Ja zaś starałem się rozluźnić, aby ponownie opuścić ciało. Chciałem zrobić to w sposób całkowicie kontrolowany, aby zbadać, na czym ten proces polega. Po chwili rozluźniając całe ciało zacząłem głęboko oddychać. Zapadałem w sen i po chwili budziłem się słysząc swój równomierny oddech, który wydawało moje śpiące ciało. Wyglądało to tak, jakbym zapadał się w sen i tracił na chwilę świadomość, aby za chwilę ją odzyskać, budząc się w innym ciele. Teraz wzrok miałem trochę zamglony,

Po wejściu w ciało fizyczne, stwierdziłem jednak, że nie ma go obok mnie. Wstałem i poszedłem do jego pokoju. Ciało fizyczne syna spało w łóżku, jak gdyby nic się nie stało. Zacząłem analizować całą sytuację. Widocznie spał obok mnie w swoim drugim ciele. Ja, będąc w ciele fizycznym, nie dostrzegałem go. Podobnie jak on nie dostrzegał mnie, gdy byłem w swoim trzecim ciele - wnioskowałem. Zauważyłem, że w drugim ciele czuje się dotyk i inne bodźce zmysłowe, tak jak w ciele fizycznym. Natomiast w trzecim ciele nie czuje się dotyku albo czucie jest bardzo nieznaczne. Pojawia się ono dopiero, jak się o nim pomyśli. [Tomasz Tubilewicz] Opisy takich i wielu innych doświadczeń znajdziesz w książce p.t. ” Dlaczego myślimy to, co myślimy o życiu i śmierci?” Autorstwa Tomasza Tubilewicza. Autor opisuje swoje doświadczenia i badania, wielokrotnie podkreślając, aby każdy szukał swoich odpowiedzi na zadawane pytania. Dowiesz się również, że: - nie wszystkie myśli, które przychodzą Ci do głowy są Twoimi myślami. - odbierasz też myśli innych osób, zarówno tych żyjących fizycznie, jak i tych, którzy opuścili już swoje ciała fizyczne. Książka porusza szerokie spektrum zagadnień. Na podstawie doświadczeń z własnych wędrówek poza ciałem autor opisuje, jak wygląda świat po drugiej stronie. Pokazuje, czym są sny w naszym życiu. Rolę, jaką odgrywają myśli i jak kształtują one nasze życie. Autor wprowadza nowe pojęcie świadomości, na bazie którego definiuje to kim jesteśmy. Podaje wskazówki, jak dotrzeć do pamięci naszych poprzednich wcieleń. Przedstawia również szereg przykładów kontaktów z osobami, które już opuściły swoje ciała fizyczne.

Książkę możesz zamówić pod adresem :

zamowienia@autograf.pl


Joga oga zaczyna być znana i popularna. Jest kojarzona z „nicnie-robieniem”, z medytowaniem. Kojarzy się z joginami, którzy w pełni kontrolują swe ciała, na przykład nie jedząc, powstrzymując się od oddychania, przybierając niemożliwe wręcz pozy ciała, przypominające zawijanie się w„supełki” . W pewnych kręgach jest modne praktykowanie jogi. W innych jest odbierana jako coś złego, coś, co może zaszkodzić duszy. Czym właściwie jest joga i dlaczego wzbudza takie kontrowersje? Przede wszystkim jest nam Europejczykom zupełnie obca kulturowo. Joga ma swoje korzenie w Indiach, gdzie znana jest od ponad 5000 lat. Nie jest związana z żadną religią, choć mit głosi, że Śiwa podarował jogę swej małżonce Parvati, aby mogła zachować wieczną młodość. Najogólniej określając joga jest pracą nad jednością człowieka – ciała, umysłu i ducha. Powiedziałam – pracą i nie przypadkowo. Czyli obalony zostaje mit o błogim lenistwie kojarzonym z jogą. Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie: kim jesteśmy? Powiemy: ludźmi, to chyba oczywiste... czyli kim? istotami rozumnymi – homo sapiens… czyli kim? przynależymy do gatunku ssaków, mamy ciała, używamy swych zmysłów, rozumu, rozwinęliśmy się kulturowo, cywilizacyjnie, duchowo... A czym jesteśmy? jak to CZYM? właśnie: czym? naszym ciałem? a może umysłem? czy duszą? Po zastanowieniu powiemy, że tym wszystkim… Filozofia Wschodu postrzega człowieka holistycznie, całościowo, nie wyróżniając w żaden szczególny sposób ciała, umysłu czy ducha. Holistyczne podejście dotyczy właściwie wszystkich sfer życia, począwszy od wiary, poprzez medycynę a skończywszy na kuchni. Kultura zachodnia, do której należy także Europa, hołubi zwłaszcza ciało i jego potrzeby. Stąd też powielany jest pogląd, że joga jest praktyką ciała, ba, wręcz jest to rodzaj ćwiczeń fizycznych. Nic bardziej błędnego.

W pogodni dnia codziennego coraz częściej dostrzegamy potrzebę zatrzymania, wyciszenia, zastanowienia się nad sobą i pracy nad tą bardziej ulotną sferą naszego życia – duchowym jej wymiarem. Poszukując zagłębiamy się w wierze, sięgamy po środki zmieniające świadomość, szukamy pociągających, nieznanych dotychczas silnych doświadczeń i emocji, na przykład poprzez sporty ekstremalne lub mierzenie się z wyzwaniami survivalu lasów tropikalnych. Możemy też praktykować jogę. Choć kolebką jogi są Indie, to ośrodki jogi zwane aśramami przepełnione są nie Indusami, a obcokrajowcami, chcącymi się odnaleźć. Odnaleźć siebie. Dobrze, dobrze, ktoś spyta, to jak z tą duchowością, skoro jest wyżej napisane, że jogini przybierają jakieś pozy ciała, a nie są to ćwiczenia. Praktykuje się jogę poprzez asany, czyli przyjmuje się określone, bardzo precyzyjne pozycje ciała. Według źródeł historycznych jest 8400000 pozycji jogi. Oczywiście nie praktykuje się wszystkich, ale bardzo, bardzo wiele z nich. Celem jogi nie jest poprawa kondycji fizycznej. Celem nie jest praca z ciałem. Praca poprzez ciało jest narzędziem do pracy z umysłem. Pracując ciałem kontrolujemy umysł. Pracując z ciałem pracujemy z umysłem. I to jest cel jogi. Umysł jest ponad ciałem. Na tym polega zasadnicza różnica. Praktykując jogę praktykujemy zwykle asany i pranayamę, czyli ustawienia ciała oraz pracę z oddechem. Są to dwa najczęściej stosowane elementy z ośmiostopniowej ścieżki jogi. Wkraczając na nią zagłębiamy się bardziej w duchowy jej wymiar. W ustawieniach asan ważne jest także likwidowanie blokad, aby płyny ustrojowe (dla bardziej wtajemniczonych – energia) swobodnie krążyły. Likwiduje się blokady, co dla ciała jako skutek, zresztą bardzo pozytywny, daje lepsze parametry fizyczne. Niektórzy głównie tego powodu zaczynają praktykę jogi. Tak zaczynają swoją przygodę z jogą. [Sylwia Drewnowska] www.adremida.pl

19


Czym jest

Rozwój Duchowy

Artykuł ten zdecydowałem się napisać w odpowiedzi na częste listy dotyczące rozterek związanych z tym, co robić, aby rozwijać się duchowo. Jest też komentarzem do padających często na forum Internetu stwierdzeń, że ktoś zajmuje się rozwojem duchowym, bądź jest rozwinięty duchowo, podczas gdy zaledwie interesuje się on zdolnościami różnego rodzaju. Czas więc chyba zdefiniować i raz na zawsze wyjaśnić czym jest, a czym nie jest Rozwój Duchowy. Wbrew pozorom to doœæ proste: Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu œwiadomoœci oraz Rozwoju Moralnym danej osoby. Pierwsza część tego stwierdzenia, czyli rzecz o poszerzaniu świadomości, powinna być właściwie zrozumiana. Poszerzanie Świadomości nie polega na intelektualnym procesie zdobywania wiedzy. Czytanie dużej ilości książek, czy nawet uczestnictwo w wielu kursach rozwoju osobistego, może wcale tegoż rozwoju nie stymulować. Nie polega on bowiem na zwykłym przyswajaniu wiedzy teoretycznej, czy na rozwijaniu w sobie logiki bądź wiary. Nie polega też nawet na zdobywaniu praktycznych zdolności takich jak medytacja, podróżowanie poza ciałem, czy inne techniki ezoteryczne. Innymi słowy, kiedy rozwijamy swój intelekt i zdolności, nawet jeżeli do tego celu używamy przyswajania treści z zakresu tak zwanej duchowości. to niekoniecznie rozwijamy się automatycznie duchowo. Wysoka świadomość wynika z doświadczeń. I to doświadczeń, które zostały przez naszą istotę należycie zrozumiane. Innymi słowy można by powiedzieć – wysoka Świadomość wynika z właściwie odrobionych lekcji życia. I znowu kwestia istotna. Jeśli ktoś się sparzy za pierwszym razem na czymś i od tej pory nazywa to coś samym złem, to wcale nie oznacza, ze on już ten etap zaliczył. Pochopna interpretacja doświadczeń jest również oznaką zblokowanej i niskiej świadomości.

20 Adremida luty 2012

Świadomość jest niejako całokształtem, a zarazem czymś, co wychodzi poza granice intelektu. Dopełniana jest tak zwaną inteligencją emocjonalną, czyli postrzeganiem z poziomu serca, a nie tylko umysłu stricte logicznego. Wszystko to razem tworzy świadomość i określa jej stopień.

Drugim składnikiem rozwoju duchowego jaki wymieniłem to coœ, co nazywam rozwojem moralnym. Drugim składnikiem rozwoju duchowego jaki wymieniłem to coś, co nazywam rozwojem moralnym. Moralność może się niektórym kojarzyć nieco staroświecko i archaicznie, ale to tylko wynik szafowania tym pojęciem, zazwyczaj w kontekstach religijnych, co niekoniecznie jest jakimś faktycznym jej wyznacznikiem. Rozwój moralny mogę chyba przyrównać do szlifowania diamentu, którym jest pierwszy składnik, czyli Świadomość. Przy tym niezwykle trudno jest mi przekazać, czym jest owa moralność, może poza prostym stwierdzeniem, że to skłonność


Qba Od drugiej połowy lat 90tych aktywny autor, organizator, redaktor naczelny kilku serwisów poświęconych rozwojowi osobistemu, duchowości oraz parapsychologii. Redaktor naczelny www.portal-duchowy.pl oraz kilku serwisów przyległych. Autor książek „Kurs Magii Psychotonicznej” oraz koncentrującej się na tematyce rozwoju duchowego „Wszechświat i Ty”. Więcej o autorze na: www.jakubniegowski.pl

pchają się w nieuniknione kłopoty i zazwyczaj prędzej czy później je znajdują. Wielu z nich w takiej sytuacji wcale nie uświadamia sobie, gdzie popełnili błąd, tylko jeszcze mocniej utwierdzają się w swoich przekonaniach. Tak też powstaje wielu pseudo-„guru”, którzy proponują potem „rozwój duchowy” za odpowiednią kwotę. Za pieniądze można kogoś nauczyć różnych technik, pokazać jak rozwijać pewne zdolności, czy przekazać pewien zasób wiedzy teoretycznej, ale nie można mu zapewnić faktycznego Rozwoju Duchowego. Nigdy. Bo rozwoju duchowego nie można sobie kupić. Nie można go dostać od kogoś w prezencie. Można go jedynie samodzielnie wypracować.

Rozwój Duchowy nie jest czymœ, co mo¿e podnieœæ nasz¹ samoocenê, czy nadmuchaæ ego poprzez pokazanie go „w œrodowisku”.

Podwyższanie własnej świadomości oraz podnoszenie własnych standardów moralnych – oczywiście w trwającym naturalnie procesie naszego rozwoju - jest prawdziwym Rozwojem Duchowym do wybierania prawdziwego dobra w swoim postępowaniu, skłonność do szlachetności realizowana w życiu, bez względu na cenę. Tak więc podwyższanie własnej świadomości oraz podnoszenie własnych standardów moralnych – oczywiście w trwającym naturalnie procesie naszego rozwoju – jest prawdziwym Rozwojem Duchowym. Natomiast na pewno nie jest nim rozwijanie zdolności ezoterycznych. Wspominam o tym właściwie już po raz kolejny, ale widzę, że przypomnieć warto, gdyż zwłaszcza w Internecie w wyniku używania pojęć bez pełnego ich zrozumienia, wynikło niemałe pomieszanie. Dla wielu ludzi rozwój duchowy zaczął oznaczać po prostu rozwijanie zdolności parapsychicznych, czy medytacyjnych.

U¿ywanie „ezoteryki” do poczucia siê kimœ lepszym od innych nie jest rozwojem duchowym, a wrêcz jest jego zaprzeczeniem. Gdyby te rzeczy były faktycznie rozwojem duchowym, to mielibyśmy dziś zapewne

bardzo uduchowione (czyli szlachetne i bardzo świadome) społeczeństwo, jako że techniki „ezoteryczne” zyskały w ostatnich latach bardzo na popularności. Ale wcale bardzo uduchowionego społeczeństwa nie mamy, zważywszy jak ludzie na forach ze sobą walczą, bawią się notorycznie w „kto jest największym mistrzem” i niemal zawodowo wypisują oszczerstwa na całą swoją „konkurencję”. Wielu z nich praktykuje jakieś ćwiczenia i rozwija zdolności parapsychiczne, ale zapewniam Cię, drogi czytelniku bądź czytelniczko, iż ta błazenada nie ma nic wspólnego z faktyczną duchowością. Używanie „ezoteryki” do poczucia się kimś lepszym od innych nie jest rozwojem duchowym, a wręcz jest jego zaprzeczeniem. Ludzie, którzy praktykują rozwój zdolności parapsychicznych, bez ich faktycznego zrozumienia i w oderwaniu od prawdziwego, a nie tego udawanego rozwoju duchowego, w zasadzie

Rozwój Duchowy ma to do siebie, że nie da się nim pochwalić, zabłysnąć, zaszpanować etc. Może zostać dostrzeżony przez osoby z zewnątrz, ale wcale nie musi i nie jest to takie częste. Rozwój Duchowy nie jest czymś, co może podnieść naszą samoocenę, czy nadmuchać ego poprzez pokazanie go „w środowisku”. Bo gdyby tak właśnie było, oznaczałoby to, iż nie jest to wcale rozwój duchowy, a tylko jego imitacja kamuflująca braki w samoocenie.

Na koniec powtórzê: Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości oraz Rozwoju Moralnym. Rozwój Duchowy można wypracowywać sobie, jeśli pragniemy się właśnie w ten sposób rozwijać. Jest to proces stopniowy, który trudno w jakikolwiek sposób sztucznie wymusić. Prawdziwy Rozwój Duchowy następuje jako naturalna realizacja rozwoju naszej istoty, o ile taką ścieżkę sobie obieramy. [Jakub „Qba” Niegowski] www.adremida.pl

21


Blokady

osobiste

Główną przyczyną powstawania blokad osobistych są negatywne myśli, zwątpienie w siebie i w swoje umiejętności.

W

W wyniku tego, system energetyczny osoby dotkniętej blokadami działa przeciwko niej, co oznacza, że własny system energetyczny dokonuje sabotażu. Następuje zmiana polaryzacji, dochodzi do przebiegunowania. Na poziomie podświadomości taka osoba sama blokuje swoje poczynania. Nic się jej w życiu nie udaje. Pomimo tego, iż wkłada wiele wysiłku w jakieś przedsięwzięcie, wszystkie jej poczynania spełzają na niczym. Wydaje się, jakby okoliczności zewnętrzne sprzysięgły się przeciwko niej. Zaczyna podejrzewać, a nawet wierzyć w to, że prześladuje ją pech, została na nią rzucona klątwa, urok. Wini okoliczności zewnętrzne, tymczasem przyczyna tkwi w niej samej, w jej wnętrzu. Także brak silnej woli, słaba motywacja, rozkojarzenie nie są odpowiedzialne za stagnację w życiu takiego człowieka. Siła woli w tym przypadku niewiele może zdziałać, ponieważ przegrywa z podświadomością. Podświadomość to doskonały rejestrator, który zapisuje wszystko, z wielką precyzją, bez zbędnego roztrząsania, czy jest to prawdą, czy też nie. Rejestruje najdrobniejsze zjawiska i fakty z naszego życia. Przyjmuje wszystko bezkrytycznie. Jej pojemność jest nieograniczona i sięga początków naszego istnienia. Jeśli w dzieciństwie, w naszej obecności, ktoś porównując nas do innych mówił: „twój brat jest od ciebie mądrzejszy”, „kuzynka jest grzeczniejsza” (szczuplejsza, piękniejsza, mądrzejsza) - wciąż będziemy drudzy, nie dość dobrzy. Nieprawdą jest, że podświado-

22 Adremida luty 2012

mość nie słyszy słowa „nie”. To w naszej podświadomości jesteśmy wtedy nie dość szczupli, nie dość piękni, nie dość mądrzy, przebojowi, zdolni. Z owej podświadomości najczęściej nie zdajemy sobie sprawy. Lecz ona wpływa na wszystkie nasze działania. Aby ją pozytywnie zaprogramować należy wyobrazić sobie, że coś potrafimy zrobić, czegoś dokonać, ponieważ wyobraźnia jest częścią podświadomości. Niejeden z nas miał problem z jakimś przedmiotem w szkole. Wystarczyła zmiana nauczyciela, który zaczął pokładać w nas nadzieje, a nie skreślać już na starcie i ogólnie działo się lepiej. Zadziałała tutaj nasza wyobraźnia i sugestia dobrego nauczyciela. Nasza podświadomość uwierzyła, że jesteśmy w stanie osiągnąć znacznie więcej. Kolejny przykład, to próba przejścia po wąskiej desce, która leży na ziemi. W tym przypadku rzadko kto ma trudności. Jednak, gdy tę deskę zawiesimy wysoko nad ziemią, niewielu odważy się na przejście po niej. Uniemożliwi to nam zakodowany strach w naszej wyobraźni. Nawet jeśli nasza wola próbowałaby walczyć z wyobraźnią, to ostatecznie jej ulegnie. Wyobraźnia opanowuje wolę. Jesteśmy marionetkami poruszanymi przez naszą podświadomość. Gdy nauczymy się świadomie kierować naszą wyobraźnią, przestaniemy zachowywać się jak marionetki. Jeżeli wmówimy sobie, że potrafimy coś wykonać, coś co jest możliwe, uda się nam to z całą pewnością.


Na podświadomość możemy wpłynąć poprzez autosugestię. Myśli wytworzone na podstawie autosugestii żyją poza naszą świadomością, a ich obecność odczuwamy jedynie za pomocą skutków jakie one wywołują. Działanie autosugestii powinno następować bez wtrącania się woli, bo tylko wówczas osiągniemy to, do czego dążymy. W przypadku konfliktu woli z wyobraźnią zaistnieje wręcz odwrotny skutek. To tłumaczy nieskuteczność afirmacji typu: „chcę, aby to i to się wydarzyło”, gdyż podświadomość mówi: „chcesz, lecz mimo to tak się nie stanie”. Słowa „chciałbym bardzo” prowadzą do odpowiedzi ze strony podświadomości: „lecz nie mogę”. Gdzie panuje wątpliwość, tam nie ma sukcesu. Zwracając się z pozycji autorytatywnej, stosując autosugestię powodujemy zmiany w naszej podświadomości. To, co wypowiadamy powinno być krótkie, jasne i proste. Należy zawsze być całkowicie przekonanym, że cel będzie osiągnięty, a wówczas z pewnością go osiągniemy. Sportowcy, przed zawodami wyobrażają sobie krok po kroku jak bezbłędnie wykonują ćwiczenie, dobiegają do mety. Zapisują w podświadomości wyobrażenie osiągniętego sukcesu. Nie afirmują: „wygram” lecz „wygrałem!” Określmy cel, do jakiego dążymy. Wyobraźmy sobie jak byśmy się wówczas czuli. Teraz pozostaje nam już tylko powtarzanie, że „z każdym dniem i z każdym krokiem, wyborem osiągamy go”. Wówczas nasza właściwie zaprogramowana podświadomość będzie nas do tego celu prowadziła. Będziemy dokonywać różnych wyborów i podejmować decyzje podświadomie. Najgorsze, co możemy zrobić dążąc do osiągnięcia celu jest narzekanie, że wciąż nie mamy tego, czego pragniemy. Wówczas tworzymy blokady osobiste i cokolwiek byśmy robili, wkładając całą swoją siłę woli, nie osiągniemy wymarzonego celu. Jako przykład podam chęć związania się z kimś. Marzymy o miłości, idealnym związku jednocześnie wątpiąc w siebie i swoje możliwości. Nasza podświadomość na stwierdzenie: „chcę tego” odpowiada, „ale nie osiągniesz, bo jesteś brzydka (gruba, jesteś nudny). Skupiając się na tym, czego nie mamy, że wciąż nie mamy, a chcemy już, natychmiast, zapominamy o tym,

że „z każdym krokiem, dzień po dniu osiągamy ten cel”. Skupiamy się na tym czego pragniemy i oczekujemy cudownego spełnienia naszej prośby, nie rozumiejąc, że samo nic się nie stanie. Musimy działać, wyjść z domu, pójść na spacer, do siłowni, do kina, zarejestrować się na portalu randkowym, a nie czekać biernie i tylko marzyć. Dajmy się prowadzić podświadomości, w której zaprogramowaliśmy już pozytywną wizję, ponieważ ona pokaże nam drogę do osiągnięcia celu. Afirmujmy, że już osiągnęliśmy upragniony cel. W czasie stosowania autosugestii myślmy tylko o jednej rzeczy. Niech ona opanuje naszą duszę całkowicie. Wówczas stanie się dla nas prawdą i będziemy dążyć do jej urzeczywistnienia. Dodatkowe myśli, typu: „no tak, ale nie jestem dość ładna, (inteligentna, przebojowy, jestem za stary)” – rozpraszają, wypierają tę pierwszą, którą była myśl: „zakochałam się z wzajemnością”. Podświadomość kieruje nas w stronę ludzi,

z rozwojem duchowym. Faktycznie, jak okiem sięgnąć wielu znanych na świecie przewodników duchowych to samotnicy, pustelnicy, żyjący z przysłowiowej miski ryżu. Taki obraz kroczącego drogą rozwoju duchowego pokutuje w naszym społeczeństwie, jak również ten dotyczący pieniądza, że pieniądz równa się wyzysk, oszustwo, a pomoc bogatych, to nic innego, jak wyrzuty sumienia lub chęć zareklamowania się. Czy z takimi kodami uda nam się zarabiać na godne życie? Raczej nie i już wiemy dlaczego. Wyobrażanie sobie, że otrzymujemy godne wynagrodzenie za naszą pomoc innym, jest jak najbardziej prawidłowe i zdrowe. Nie pomożemy zbyt wielu ludziom zamartwiając się jednocześnie o to, czy będziemy w stanie zapłacić rachunki, utrzymać rodzinę. Podsumowując, aby nie dopuścić do powstawania blokad osobistych i zaprogramować pozytywnie podświadomość, w celu manifestacji zamiarów:

Gdy nauczymy się świadomie kierować naszą wyobraźnią, przestaniemy zachowywać się jak marionetki. Jeżeli wmówimy sobie, że potrafimy coś wykonać, coś co jest możliwe, uda się nam to z całą pewnością. którzy potwierdzają nasze myśli o sobie, czyli, w takim przypadku doświadczamy kolejnego rozczarowania, zawodu – gdyż podświadomie odbierają nasz komunikat „nie jesteśmy warci miłości”. Inny przykład z dziedziny zawodowej. Pragniemy założyć własną firmę. Wyobrażamy sobie, że już nam się to udało, prosperujemy znakomicie. Ale dookoła słyszymy, że jest kryzys, że się nie opłaca, że nie damy rady, itd. Zaczynamy dopuszczać te wątpliwości do siebie. Pomimo tego, że mówimy sobie: „osiągnąłem sukces, sławę, wysoką pozycję”, nasza podświadomość dopowiada: „ale możliwe, że tego nie osiągniesz, bo jest kryzys, …”. Nie trzeba długo czekać na zbiór tego marnego plonu. Ostatnio byłam świadkiem dyskusji o tym, że zarabianie pieniędzy nie idzie w parze

1. Określmy, czego pragniemy: miłości, satysfakcjonującej nas pracy, podwyżki, zdrowia. 2. Zwizualizujmy upragniony cel – wyobraźmy sobie i wzbudźmy w sobie pewność, że cel został osiągnięty. Poczujmy się tak, jakby już teraz otoczyła nas energia sukcesu 3. Pozwólmy prowadzić się naszej pozytywnie zaprogramowanej podświadomości. Słuchajmy głosu wewnętrznego, wysyłajmy CV, wychodźmy z domu, szukajmy okazji do poznania nowych ludzi. Nie narzekajmy, tylko powtarzajmy codziennie, że: „z każdym dniem, z każdą decyzją, z każdą czynnością osiągamy upragniony cel”. Powtórzę za Emilem Coue: „Wbij sobie w głowę, że uzyskasz pewien sukces, a znajdziesz środki prowadzące do tego. I co najważniejsze, bez ich szukania.” [Ania Kurasiewicz]

www.teczowadroga.hpu.pl www.adremida.pl

23


Pierwotne

formy religii część II

N

Na zwierzę będące totemem danej grupy zostały przeniesione wierzenia religijne i uczucia. Ssak, roślina czy ptak nie został totemem dlatego, że posiadał nadprzyrodzone siły, często nie miało to w ogóle istotnego znaczenia. Nazwa grupy często wywodziła się od nazwy zwierzęcia totemicznego – czyli od zwierzęcia, którego się nie zabija. Zwierzęta i rośliny pozostają ze sobą w takich samych stosunkach pokrewieństwa jak ludzie.

24 Adremida luty 2012

otemy Australijczyków to w większości niegroźne ssaki, ptaki, owady i rośliny, najczęściej te, które występują na ich terytorium. Na zwierzę będące totemem danej grupy zostały przeniesione wierzenia religijne i uczucia. Ssak, roślina czy ptak nie został totemem dlatego, że posiadał nadprzyrodzone siły, często nie miało to w ogóle istotnego znaczenia. Nazwa grupy często wywodziła się od nazwy zwierzęcia totemicznego – czyli od zwierzęcia, którego się nie zabija. Zwierzęta i rośliny pozostają ze sobą w takich samych stosunkach pokrewieństwa jak ludzie. Na tym polega podstawowa idea totemizmu. Znane są jednak obyczaje rytualnego spożywania totemu po dokonaniu obrzędu initicziumy (rozmnażania). Znaczenie takiego obrzędu „spożywania Boga” polega na wzmocnieniu związku rodu z totemem. W większości jednak zwierzęta totemiczne, takie jak kruk, orzeł i inne ptaki, nie odgrywały istotnej roli myśliwskiej w gospodarce człowieka. Totemizm posiada swój własny system postaci mitologicznych – przodków totemowych. Nie są to przodkowie w dosłownym znaczeniu. Wierzenia, mgliste i nieokreślone, dotyczą nierealnych założycieli grupy. Występują oni dość często w liczbie mnogiej, ale, co ważne, nie są to ludzie ubóstwieni po śmierci. Kult przodków jest o wiele późniejszy. Dla Australijczyka środowisko to nie martwa przyroda, ale żywe drzewo genealogiczne, wokół siebie widzi on namacalną historię swoich przodków. Totemizm uświęca i umacnia tradycyjne prawa rodu do ziemi, do terenów łowieckich. W różnorodności wierzeń totemicznych pojawia się, np. w plemieniu Arunta, wiara w reinkarnację. W tym plemieniu każdy z członków otrzymuję imię totemiczne, imię któregoś z przodków, który jakoby zapłodnił jego matkę i wcielił się w niego. Wszyscy ludzie to wcielenia przodków totemowych. Zagadnienie totemizmu np. u Tasmańczyków nie jest zupełnie jasne. Poszczególne plemiona przestrzegały zakazów żywieniowych, jedne nie jadały samców, inne samic. Znane są również formy totemizmu ogólnokrajowego. Na przykład u Orczów i Ajanów zachował się kult niedźwiedzia z ceremonią jego uśmiercania i spożywania. Uważa się, że każdy ród ma swego niedźwiedzia, ale ten rodowy totem nie różni się od niedźwiedzi innych rodów.


i

Cechy totemowe są widoczne np. w postaciach bogów i bohaterów kultury chińskiej, totemem plemienia In była jaskółka. W sintoizmie japońskim z totemizmem związany jest kult zwierząt: lisów, małp, żółwi itp. Pozostałości totemizmu zachowały się najwyraźniej w religii Egipcjan, ich bogowie najczęściej mieli cechy pół-zwierzęce. Odległą pozostałością totemizmu jest sakrament komunii – spożywanie ciała i krwi Chrystusa, a także herby rodzinne i herby miast, gmin i województw z którymi się identyfikujemy i które utrwalają więź społeczną miedzy ludźmi przynależącymi do tej samej grupy oraz posiadającymi wspólne nadrzędne interesy. Malowanie twarzy w kolory klubów piłkarskich jest również rodzajem totemizmu. Manizm (od słowa manes - przodkowie zmarli1)) to jeden z elementów występujących w religiach pierwotnych, głównie w religiach rodzimych Australii i Oceanii. W najstarszych wierzeniach, śmierć była pojmowana zawsze jako zjawisko nienaturalne, wynik wrogich okoliczności. Akt ten był rozpatrywany jako ujście z ciała duszy, która tym ciałem poruszała. Plemiona syberyjskie wierzą, że dusza taka po śmierci udaje się do świata „ludzi dawnych czasów”, jest tam sobowtórem człowieka zmarłego. Dusze te dalej żyją jak ludzie na ziemi i wszystkie przedmioty, które je otaczają, są sobowtórami rzeczy ze świata ziemskiego. Dary są traktowane jako konieczne, bowiem zmarły potrzebuje pożywienia, przedmiotów do polowania itd. W religiach babilońsko-asyryjskich śmierć jest pojmowana jako kres istnienia człowieka. Po śmierci dusza człowieka idzie do krainy „bez powrotu”. Los zmarłych jest beznadziejny, ciągle czekają na jedzenie, którego i tak jest mało. Wierzenia takie pociągają za sobą potrzebę pomocy w postaci ofiary z pożywienia, składanej zmarłym. W Egipcie uważano, że dusza po śmierci nie oddziela się od ciała – dusza tylko chwilowo opuszcza ciało i przebywa w ptaku. Wraca potem do swojego ciała, ale tylko wtedy, kiedy jest ono dobrze zakonserwowane. W innym przypadku dusza nie ma gdzie wrócić i unicestwia się. Egipcjanie wytworzyli niedoścignioną sztukę balsamowania zwłok. Ciała nie były grzebane w ziemi, budowano solidne i trwałe grobowce. Tak więc wyobrażano sobie, że zmarły z jednej strony nadal żyje w grobie, z drugiej strony przebywa w innym świecie. W dziejach człowieka widać pewien paradoks egzystencjalny – człowiek wie o śmierci i wiedząc, nie może w nią uwierzyć, ciągle próbuje ją unicestwić w strefie swej świadomości poprzez różne zabiegi wyobrażeniowe. Zamrażanie zwłok ludzkich w nadziei, że medycyna przyszłości pozwoli na ich ożywienie, to tylko jeden z przykładów. Wszystko to zlewa się w jeden nurt – nieśmiertelności, nadania sensu życia.

Swienko pisze2) ,że człowiek umiera dwa razy, raz w swojej świadomości, a drugi raz w świadomości innych. Ta druga śmierć jest najważniejsza i zarazem najtragiczniejsza. Ona likwiduje ludzkie istnienie w sposób ostateczny. Przeanalizowane wyżej pierwotne formy religii można więc pogrupować według kryterium funkcjonalno-adaptacyjnego, co da częściową odpowiedź na postawione we wstępie pytanie o różnorodność i potrzeby. Na przykład w religiach łowców-zbieraczy najważniejsza jest mistyczna relacja między człowiekiem a zwierzęciem jako wyzwalaczem działań religijnych. Jej wyrazem jest uznanie energetycznego charakteru sacrum (mana) jako motoru sprawczego zmian w przyrodzie oraz koncepcja odrodzenia i wiecznej cyrkulacji pierwiastków duchowych. Organizacja działań religijnych spoczywa w rękach szamanów, których zadaniem jest zapewnianie równowagi sił w przyrodzie w relacjach: kultura – natura czy nasz świat – tamten świat. Za podstawowy wyraz rytualny tych religii, opartych na micie umierającego i zmartwychwstającego zwierzęcia, uznaje się tzw. Ucztę Zwierzęcą (dawniej totemiczną), gdzie zwierzę (niedźwiedź, wieloryb, itp.) jest zarazem ofiarą, honorowym gościem, posłańcem i postacią ducha przyrody. Inaczej sprawa wygląda u ludów pasterskich, dominujących w Azji Środkowej i Afryce Wschodniej, których religijność bazuje na postaci niebiańskiego Boga Ojca, dawcy bogactwa i płodności stad, rytuałach zbiorowych i epickiej mitologii. Stąd częściej spotykamy tu różne odmiany fetyszyzmu i działań magicznych – z uwagi na nomadyczny tryb życia trudniej o formy stacjonarne. Natomiast w społeczeństwach rolniczych na czoło wysunęła się relacja człowiek-roślina, prowadząca do identyfikacji uprawy i zbioru zbóż z życiem ludzkim (mit wyłonienia), w efekcie do ofiary z człowieka (rytuał śmierci w miłości). Główną postacią sacrum jest w nich Wielka Bogini Matka jako pani narodzin, życia i śmierci, rodząca i pochłaniająca każde swoje dziecko. Towarzyszy jej podległy zapładniający bóg wiosny, młody kochanek i patron wegetacji, którego śmierć i zmartwychwstanie odtwarzają orgiastyczne rytuały cyklu wegetacyjnego. Stąd w tych kręgach kulturowych popularnością cieszyły się różnego rodzaju kulty zmarłych. Obecnie religie pierwotne z powodu inwazji kolonialnej kultury zachodniej i zderzenia kulturowego powoli zanikają lub przechodzą proces akulturacji i synkretyzacji z chrześcijaństwem i z islamem. [Kasia Błaszczyk] 1) Henryk Swienko, Religia i religie, s. 214. 2) Tamże, s. 243.

www.adremida.pl

25


Inżynieria

Duchowa

Celem Inżynierii Duchowej jest dokonywanie aktywnej zmiany w sobie, której efektem jest bycie zdrowym, szczęśliwym, napełnionym miłością w tym życiu - tu i teraz. Pracując tą metodą, odzyskujemy ukrytą w nas moc i włączamy ją w wybrane przez nas samych obszary życia.

Obecnie patrząc z perspektywy czasu i osób, z którymi pracowałam metodą ID, mogę śmiało stwierdzić, że jest to metoda, w której jest realizowany coaching na poziomie przyczynowym.

26 Adremida luty 2012

O mnie Nazywam się Krystyna Anton, stworzyłam Inżynierię Duchową (ID) po trosze dlatego, że sama jestem inżynierem. Będąc z wykształcenia informatykiem, przez 23 lata pracowałam jako konstruktor systemów operacyjnych urządzeń telekomunikacyjnych, których podstawą był wnikliwy opis ich działania oraz środowiska ich pracy. W tej inżynierskiej drodze towarzyszyło mi przekonanie, że wspiera mnie nieustająca, zewnętrzna, pozytywna siła sprawcza, za sprawą której mogę projektować niezawodne urządzenia i spełniać oczekiwania użytkowników. To przekonanie spowodowało, że postanowiłam przenieść moje doświadczenia w sferę życia i emocji ludzi. Zaczęłam działać w 2005 r., rozpoznając najpierw istniejące metody. Ponieważ zainteresowało mnie Radykalne Wybaczanie (RW) – metoda stworzona przez amerykańskiego terapeutę Collina Tippinga, ukończyłam odpowiedni kurs trenerski i wkrótce zaczęłam pracować samodzielnie. Dwa lata później swoją trenerską działalność rozszerzyłam o warsztaty Radykalnej Manifestacji Marzeń (RMM). W mojej pracy trenerskiej zaczęłam wprowadzać dodatkowe narzędzia, które uzupełniały pracę metodą RW oraz RMM, np. „ściąganie pieczęci”, „wejście w strach”, „uzdrawianie rodów” i inne. W tym czasie rolę przewodnika i mistrza spełniał mój nauczyciel RW i przyjaciel Ireneusz Rudnicki, służąc zawsze radą i wsparciem. Ponieważ na moich warsztatach pojawiły się dodatkowe elementy pracy

mentalnej oraz czysto energetycznej, postanowiłam uzupełnić swoje wykształcenie o studia podyplomowe z coachingu, a także kurs bioenergoterapii w szkole Zdzisława Hudaka „RADIUS”. W końcu, gdy nowych narzędzi przybyło już dostatecznie dużo, postanowiłam nadać im własną nazwę – Inżynieria Duchowa.

Misja Inżynierii Duchowej Podstawowym założeniem ID jest budowanie oraz wzmacnianie dobra i miłości w każdym człowieku, jego strukturach, które tworzy tu na ziemi. Celem ID jest dokonywanie aktywnej zmiany w sobie, której efektem jest bycie zdrowym, szczęśliwym, napełnionym miłością w tym życiu – tu i teraz. Pracując tą metodą, odzyskujemy ukrytą w nas moc i włączamy ją w wybrane przez nas samych obszary życia. Podstawą tej koncepcji jest założenie, że jesteśmy istotami duchowymi, które świadomie wybrały ludzkie doświadczenia na Ziemi, by poznawać poprzez uczucia podstawowe energie informacyjne wszechświata. Najlepiej je poznajemy, doświadczając ich osobiście – czując. Te, z którymi czujemy się dobrze, są energiami wysokowibracyjnymi, natomiast te, z którymi czujemy się źle, są energiami niskowibracyjnymi. Na naszej planecie mamy możliwość odczuwania wszystkich uczuć, od tych najbardziej trudnych i bolesnych po te najbardziej wzniosłe i piękne. Jako istoty duchowe, które wybrały doświadczenia w ludzkim ciele, posiadamy dwie wewnętrzne struktury: Wielkiego Mędrca oraz Małego Jasia/Małgosię. Wielki Mędrzec reprezentuje naszą część duchową, która świadomie wybrała miejsce, czas oraz podstawowe pole rodowe, gdzie zbiera


swoje doświadczenia, ucząc się i rozwijając. Wielki Mędrzec, będąc w stałej łączności z Bogiem „wie”, że wszystko jest doskonałe i służy głębokiemu poznaniu wszystkiego. Mały Jasiu reprezentuje natomiast nasze ego, które zakotwicza nas w wybranym środowisku i tworzy naszą ludzką tożsamość. Rozwój duchowy w kontekście ID polega na rozwoju Małego Jasia w łączności z Wielkim Mędrcem tak, aby wyrósł z niego Mądry Jan/Małgorzata – istota zintegrowana wewnętrznie, świadoma swoich celów, posiadająca moc do ich realizacji, pełna miłości, czyniąca dobro, zdrowa, twórcza i szczęśliwa.

Metoda Inżynierii Duchowej W ID świat wewnętrzny człowieka reprezentowany jest przez struktury energetyczne, umiejscowione w specjalnym miejscu, nazwanym źródłem. Podstawą źródła jest własna matryca tworzenia rzeczywistości - struktura energetyczna, której podstawą jest bazowa siatka przekonań. Matryca ta jest zanurzona w energetycznych polach zewnętrznych, gdzie żyje człowiek. Dokładny opis koncepcji źródła można znaleźć na stronie www.inzynieriaduchowa.pl. Podstawowym narzędziem do przeprowadzania procesu zmiany jest energia miłości, która w ID stanowi najpotężniejszą energię wszechświata, będącą czystą boską inteligencją w działaniu. Dostęp do tej energii ma każdy, gdyż znajduje się ona w naszych sercach. Naszym zadaniem jest tylko wydobyć i ukierunkować jej przepływ. Na samym dnie matrycy tworzenia rzeczywistości znajduje się energia naszych przekonań. Stanowi ona bazową siatkę, na której w części niskowibracyjnej mogą być osadzone „głazy” (struktury zbudowane z niskich wibracji), zawierające w sobie określone historie oraz skumulowane negatywne uczucia. Głazy te absorbują naszą podstawową energię życiową, co w efekcie prowadzi do jej deficytu i powstania zjawiska, które w naszym świecie nazwane jest chorobą. Energia przekonań promieniując do naszego pola rzeczywistości, może powodować pojawianie się określonych zdarzeń. Duchowe „Prawo Wielkiej Zmiany” oraz obecność Wielkiego Mędrca podczas procesu pozwalają nam podjąć próbę zakończenia cyklu doświadczeń i są podstawą do dokonania radykalnej zmiany w życiu. Najpierw, na poziomie przyczynowym dokonujemy odcięcia się od tych negatywnych energii, odprowadzając

je do kolebki istnienia – źródła wszystkiego, specjalnego miejsca wszechświata, z którego wszystko bierze swój początek. Następnie, otwierając spiżową bramę serca, przekazujemy miłość, co powoduje zainicjowanie procesu aktywnej zmiany w naszym umyśle. Stosując metodę ID, zadajemy sobie pytanie: co takiego jest we mnie, że przyciągam takie a nie inne istoty oraz zdarzenia? W procesie zmiany nie szukamy winnych, nie osądzamy, lecz działamy, ponieważ skoro nam się „to” przydarzyło, to oznacza, że jest w nas „coś”, co spowodowało taką sytuację. Jest to specjalna próba dla naszego ego. W koncepcji ID mamy dwa podstawowe źródła autodiagnozy: nasze pole rzeczywistości, czyli to, co właśnie w naszym życiu się dzieje oraz nasze ciało, które lokalizuje miejsce głazu niskowibracyjnego. To odczucia w ciele są źródłem informacji, gdzie zakotwiczona jest w nas energia (ból), którą mamy odprowadzić. Energia miłości ma własności „rozpuszczające” struktury głazów niskowibracyjnych. Zdarza się, że energia głazów może wypłynąć do pola rzeczywistości, co daje efekt pozornego pogorszenia samopoczucia, ale już bez efektów faktycznego negatywnego ich działania. Praca z ID odbywa się w formie sesji indywidualnych lub warsztatów grupowych, prowadzonych przez trenerów, których rola polega na byciu przewodnikiem w pracy w źródle. Źródło stanowi specjalny, absolutnie bezpieczny obszar wewnętrzny człowieka, izolowany od świata zewnętrznego. Trener – przewodnik, przed rozpoczęciem pracy ustala ramy procesów, które będzie prowadzić. Najważniejsze w procesie jest, aby wszystko, co w nim się dzieje, było absolutnie bezpieczne i zsynchronizowane z poziomem rozwoju, na którym każdy z uczestników się znajduje. Praca warsztatowa daje wzmocnienie energetyczne ze względu na ciało świetliste grupy, czyli połączone energie uczestników. Obecnie patrząc z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że jest to metoda, w której jest realizowany coaching na poziomie przyczynowym. Moc, odzyskana przez uczestników w obszarach niskowibracyjnych, uruchamia ich zasoby w obszarze wysokowibracyjnym. Na zakończenie chcę zaakcentować, że w pracy metodą ID wiele osób pokochało siebie i zaczęło realizować swoje marzenia – było w stanie zmienić siebie i swoje życie. [Krystyna Anton] krystyna.anton@gmail.com www.inzynieriaduchowa.pl www.adremida.pl

27


Uwaga, Uwaga,z³y

zły ezoteryk ezoteryk! Jednym z typów, na które trafić może początkujący adept, jest ezoteryk komercyjny. Nie ma nic złego w oferowaniu usług ezoterycznych za pieniądze. Wróżka, bioenergoterapeuta, astrolog – musi poświęcić klientowi swój czas, aby wykonać dla niego pracę, zgodną ze swoją specjalnością. Musi się też uczyć, uzupełniać swoją wiedzę, kupować podręczniki lub oprogramowanie. Niestety, dla wielu z takich usługodawców pieniądz staje się ważniejszy od wszystkiego innego. Osoba taka przestaje się rozwijać duchowo, ba, często się cofa. Najważniejsza staje się „kasa” – ktoś taki potrafi wmówić ci chorobę, z której później będzie „uzdrawiał”, może sporządzić fałszywy, niepomyślny horoskop i zaproponować rozwiązanie problemu za dodatkowe pieniądze, uwalniać od nieistniejących demonów – itd, itp...

Zanim pójdziesz do klubu, zanim zarejestrujesz się gdzieś w sieci, zanim zdecydujesz się na bliższy kontakt z jakąś osobą, dobrze sprawdź, z kim masz do czynienia. Nie zawsze ktoś, kto przedstawia się jako ezoteryk, jest nim w rzeczywistości.

C

oś się zmieniło ostatnio w twoim życiu? Zainteresowały cię sprawy nie do końca znane i nie do końca zbadane – światy subtelne, nieznane nauce energie, kontakty z niefizycznymi bytami, uzdrawianie, tajemniczy świat Tarota i astrologii? Chcesz poznać nowych, ciekawych ludzi? Wybierasz się do klubu ezoterycznego, chcesz zarejestrować się na forum, pojechać na kurs uzdrawiania, czy wczasy z rozwojem duchowym? Zanim to zrobisz – bądź ostrożny. Nie wszystko złoto, co się świeci – to, co miało być przygodą twego życia, łatwo może przerodzić się w źródło problemów. Zanim pójdziesz do klubu, zanim zarejestrujesz się gdzieś w sieci, zanim zdecydujesz się na bliższy kontakt z jakąś osobą, dobrze sprawdź, z kim masz do czynienia. Nie zawsze ktoś, kto przedstawia się jako ezoteryk, jest nim w rzeczywistości. Samo posiadanie ezoterycznych umiejętności nie ma też niczego wspólnego z etyką władającego nimi człowieka.

28 Adremida luty 2012

Można trafić też na fałszywego ezoteryka. Wychodzi on z założenia, że skoro mało kto zna się na rzeczy, on także może na niczym się nie znać, może wygadywać bzdury i brać za to pieniądze, bo i tak nikt się w tym nie zorientuje. Może on założyć swoje własne forum – „ezoteryczne” – i czerpać wiedzę, a przede wszystkim odpowiednie słownictwo – z tego, co napiszą na nim użytkownicy. Zanim taki ktoś sporządzi dla klienta wróżbę, czy horoskop, może zbierać o nim wiedzę z jak najbardziej materialnych źródeł – na przykład szpiegować go w Internecie – może także zgromadzić wokół siebie grono uczniów, którzy nie zdając sobie sprawy z fałszywości „nauczyciela” wykonają dla niego za darmo całą pracę. Zdarzają się także ezoterycy niedouczeni. Osoby takie, po wstępnym zapoznaniu się z jakąś dziedziną ezoterycznej wiedzy, nabierają wielkiego mniemania o sobie i próbują uczyć, lub co gorsza, uzdrawiać innych – na ogół z opłakanymi efektami. Nie ma stuprocentowej metody obrony przed kontaktem z takimi oszustami – potrafią się oni dobrze kamuflować. Podstawą jest jednak wiedza – zanim skorzystasz z usług ezoteryka, sprawdź wszystko, co możesz na jego temat


sprawdzić. Poszukaj opinii – są one co prawda mało miarodajne, bo tacy ludzie potrafią sami je sobie pisać, ale czasami można sporo się z nich dowiedzieć. Odwiedź stronę internetową usługodawcy. Trzymaj się z daleka od gazetowych „wróżek” których wielkie reklamy zamieszczają tabloidy. Zobacz, czy usługodawca oferuje swoje usługi również bezpłatnie, czy nie odmawia pomocy w potrzebie. Pamiętaj, że przyszłość nie jest zdeterminowana, a żaden ezoteryk nie ma prawa cię straszyć. Jeśli skorzystasz z porady, z której wynikałoby, że jesteś bardzo chory, opętany, skazany na zły los – a do której dołączona będzie oferta bardzo kosztownej pomocy – odpuść sobie, poszukaj kogoś innego. Uważaj na pseudoezoteryczny bełkot – interpretację horoskopu, czy wróżby, da się napisać normalnym i zrozumiałym językiem. Uciekaj od „bioenergoterapeuty”, który przyjmuje po kilkadziesiąt osób dziennie, poświęcając po kilka minut na jednego pacjenta – nic dobrego taka „terapia” nie przyniesie. Pamiętaj, że ezoteryk nie ma prawa diagnozować chorób – może co najwyżej zasugerować poddanie się badaniom lekarskim. Innym nieciekawym typem jest guru. Guru będzie próbował nakłonić cię do zostania jego uczniem, używając wszelkiego rodzaju manipulacji. Jeśli zobaczysz takiego „świętego” otoczonego wianuszkiem wyznawców – uciekaj jak najdalej. Jeśli trafisz na wczasy, czy warsztaty ezoteryczne, gdzie każą ci milczeć, głodować, nie spać – nie żałuj wydanych pieniędzy, pakuj walizki i wracaj do domu. Jeśli w obecności takiego „guru” czujesz jakieś dziwne emocje, uwielbienie, wrażenie świętości, uciekaj czym prędzej. Na Ziemi bardzo mało jest świętych, a ci, którzy są, nie szukają uwielbienia i rozgłosu. Pamiętaj o tym.

nie, często także używając w celu ich zwabienia i omamienia technik ezoterycznych, czyli po prostu czarnej magii. Jeśli już o magii mowa, nigdy, przenigdy, nie korzystaj z usług czarnego maga, bo to najprostszy sposób na sprowadzenie sobie kłopotów. Warto pamiętać, że każda magia manipulacyjna, włącznie z tak zwaną magią miłosną, jest magią czarną. Nie wolno nikomu manipulować drugim człowiekiem – przyciąganie go do siebie siłą magii to nie miłość, tylko przemoc, która przyciąga jeszcze większą przemoc i wkrótce możesz odczuć to na własnej skórze. Częstym gościem w ezoterycznych klubach bywa także energetyczny wampir. Jeśli nagle, bez powodu, będąc w takim miejscu źle się poczujesz, jeśli przy tym zauważysz, że ktoś się ciebie uparcie trzyma, po prostu wyjdź stamtąd, przesiądź się albo poproś o pomoc osobę, prowadzącą spotkanie. Istnieją proste metody obrony przed wampirami – zanim wybierzesz się po raz pierwszy do klubu ezoterycznego, przeczytaj jedną z wielu dostępnych książek na ten temat. Przyda się to zresztą i w innych zatłoczonych miejscach: w kościele, autobusie, pociągu, gdzie również można łatwo natknąć się na energetycznego wampira.

Opisane powyżej wstrętne typy są na szczęście mniejszością w ezoterycznym światku. Najczęściej spotkasz w nim ezoteryka ucieczkowego. się ł Osoba, dla której pieniądz sta Większość osób, które trafiają do ważniejszy od wszystkiego innego, różnych ezoterycznych miejsc, pragnie bowiem uciec w ten sposób przestaje rozwijać się duchowo. przed problemami, z którymi nie dają sobie rady w codziennym życiu, licząc na to, że takie, czy inne techniki ezoteryczne przyniosą szybką i łatwą pomoc. Ludzie tacy Spotkać możesz też sekciarza – ucznia wyżej wspomnianego często stają się ofiarami wyżej opisanych oszustów i z deszczu guru. Poznasz go po sztywności poglądów i po tym, że będzie wpadają pod rynnę, dodając do już posiadanych problemów cię przekonywał wszelkimi sposobami do swojego uwielbianego nowe, często poważniejsze. Wielu z nich trafia w końcu w opła„mistrza”. Jeśli zauważysz, że z kimś nie da się dyskutować, bo kanym stanie do księdza-egzorcysty, a po wypędzeniu demonów ma wyprany mózg – nie dyskutuj, zostaw to. Pamiętaj też, że – do najbliższego „komitetu obrony przed sektami”, gdzie odtąd, członkowie sekt bywają szkoleni w technikach manipulacyjnych, z pełnym przekonaniem, zaczynają zwalczać wszelkie „wróżbiaraby zdobywać nowych wyznawców. stwo” i „spirytyzm”. Na wczasach, kursach i warsztatach, a także w klubach i na forach ezoterycznych można też często spotkać podrywacza. Taka osoba, mniej lub bardziej świadomie, poszukuje nie tyle rozwoju duchowego, ile po prostu partnera seksualnego. Są i tacy, którzy umawiają się na forach ezoterycznych z kilkoma partnerami jednocześnie, dbając o to, żeby nie wiedzieli oni o sobie wzajem-

Pamiętaj więc – ezoteryka może ci pomóc, ale tak jak w każdej innej dziedzinie, aby osiągnąć sukces, należy przejść długą drogę, być ostrożnym i wiele się nauczyć. Nie szukaj w niej prostych i łatwych rozwiązań, a jeśli uda ci się uniknąć opisanych wyżej pułapek, odwdzięczy ci się za naukę sukcesami i powodzeniem w normalnym, codziennym, materialnym życiu. [Piotr Kardasz] www.adremida.pl

29


Radykalne Wybaczanie -

wybaczyć i pokochać Rozmowa z Magdalena Czaj¹, wicedyrektorem Instytutu Tippinga w Polsce

Po zmianie perspektywy zaczynamy dostrzegaæ o wiele głêbsze znaczenie wszystkiego, co stało siê naszym udziałem.

Paweł Zyguła: Radykalne Wybaczanie, dlaczego jest to tak wyjątkowa metoda pracy z naszymi problemami? Magdalena Czaja: Metoda Tippinga czyli Radykalne Wybaczanie jest filozofią pozwalającą bardzo szybko i z zupełnie nowej perspektywy spojrzeć na wydarzenia, które sprawiają ból w naszym życiu. To, za co najbardziej kocham tą metodę, to fakt, że nie wymaga dociekania i zrozumienia dlaczego pewne rzeczy nas spotykają. Przynosi szybka ulgę bez analizowania traumatycznych przeżyć oraz drążenia zadawnionych ran. Metoda Tippinga nie ma bowiem związku z psychoanalizą a trener RW nie jest psychoterapeutą. W Radykalnym Wybaczaniu dostępne są proste narzędzia, z którymi można pracować indywidualnie. Wiele z nich można stosować w dowolnym momencie, bez specjalnego przygotowania, kiedy tylko poczujemy dyskomfort. P.Z.: Czym Radykalne wybaczanie różni się od tradycyjnego wybaczania? M.C: W tradycyjnym sposobie wybaczania wycho-

30 Adremida luty 2012

dzimy z założenia, że jest ofiara i oprawca. Już samo to wtrąca poszkodowaną osobę w „krainę ofiar” z której następnie usiłuje ona wydostać się za pomocą umysłu. Z reguły po długim czasie, trwającym nawet latami „ofiara” przyjmuje postawę, że „co było to było, stało się coś złego, ale wybaczam i zapominam doznane krzywdy”. Tutaj właśnie kryje się największa różnica pomiędzy tradycyjnym sposobem wybaczania a Metodą Tippinga, bowiem natura ludzka niezwykle rzadko pozwala wybaczyć krzywdę i zło, bez innego spojrzenia na to, co się stało. Z reguły to, co uważamy za tego typu wybaczanie, jest w rzeczywistości wyparciem, zapomnieniem i przysłowiowym „zamieceniem śmieci pod dywan”. W metodzie RW nie ma mowy o zapomnieniu krzywd i zła, jakie nas spotkało, natomiast skupiamy się na nowym spojrzeniu na to, co nas dotknęło. Po zmianie perspektywy zaczynamy dostrzegać o wiele głębsze znaczenie wszystkiego, co stało się naszym udziałem. Nasz ogląd poszerza się, co w konsekwencji pozwala porzucić rolę ofiary i poczuć ulgę. P.Z.: Jak przebiega sesja u trenera RW? M.C: Pierwszym, niezwykle istotnym etapem jest opowiedzenie historii ofiary i pozwolenie sobie na wszystkie uczucia z tym związane. Praktyka pokazuje, że już samo wyrażenie emocji


Magdalena Czaja wicedyrektor Instytutu Tippinga w Polsce

przynosi odczucie uwolnienia i wielką zmianę w samopoczuciu. Następnym etapem, w którym ogromną rolę odgrywa intuicja i doświadczenie trenera jest pomoc klientowi w znalezieniu innego spojrzenia na bolesne wydarzenie. Jest to ciekawy, często ekscytujący moment, w którym klient bardzo często odkrywa „drugie dno” całej historii, dostrzega analogię lub powielające się wzorce zachowań. Dzięki temu zyskuje nowe spojrzenie i bardziej klarowny ogląd swojego życia. Warto podkreślić, że tego typu odkrycia nie są niezbędne do tego, aby proces był skuteczny. Końcowym etapem jest utrwalenie nowej perspektywy i zakotwiczenie jej w świadomości. P.Z.: Do kogo skierowana jest ta metoda transformacji i rozwoju? M.C: Praktycznie nie znam osoby, która nie mogłaby skorzystać z narzędzi Radykalnego Wybaczania. Wszyscy przeżywamy chwile złości, zwątpienia, mamy poczucie braku miłości, dotykają nas wszelkiego typu kłopoty. Czujemy się ofiarami w pracy, związkach, relacjach z rodzicami i dziećmi. Mimo to, jako trener często spotykam się z postawą typu „nie mam nikomu nic do wybaczenia”. Jest w nas mnóstwo emocji i bolesnych obszarów przed którymi w instynktowny sposób uciekamy.

Czujemy siê ofiarami w pracy, zwi¹zkach, relacjach z rodzicami i dzieæmi. P.Z.: Poza byciem trenerem i prowadzeniem szkoleń dla trenerów, jesteś również mocno zakorzeniona w świecie biznesu. W jaki sposób łączysz te dwie, zdawałoby się różne dziedziny swojej aktywności zawodowej? M.C: Metoda Tippinga bardzo mi pomaga w życiu, w tym także w działalności biznesowej. W świecie biznesu również jest mnóstwo okazji do przyjmowania innej perspektywy, bo przecież ludzie biznesu mają takie same problemy jak inni i te problemy często są przenoszone na płaszczyznę zawodową. To, że aktywnie działam w biznesie daje mi także możliwość pomagania takim ludziom jak ja. Bardzo często na sesję RW przychodzą do mnie kobiety biznesu, nierzadko wybitne specjalistki w swoich dziedzinach. Większość z nich ma takie same problemy. P.Z.: Jaki jest najczęściej spotykany problem kobiet sukcesu? M.C.: Trudno w to uwierzyć, ale na przykład skrzętnie ukrywany brak wiary w siebie. Mają obawy, że ktoś odkryje ich wyimaginowaną niekompetencję. P.Z: Jak w takim przypadku może pomóc trener RW?

P.Z: Oj tak, wiem coś na ten temat. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z Radykalnym Wybaczaniem też wydawało mi się, że nikomu nie mam nic do wybaczenia, jednak w chwili większej pokory zacząłem bardziej wnikliwie przyglądać się swoim uczuciom. Odkryłem pokłady nieświadomych, bolesnych, zepchniętych w głąb swojej jaźni emocji. Wiele czasu i zaangażowania kosztowało mnie uporanie się z nimi. M.C: Zgadza się, najpierw trzeba w sobie odnaleźć odwagę wymiecenia „brudów spod dywanu”, aby w końcu poczuć prawdziwą ulgę, przepływ zablokowanej energii i dobrodziejstwa transformacji. P.Z: A jakie były okoliczności Twojego pierwszego zetknięcia się z RW? M.C: Oczywiście dramatyczne! (śmiech). Przeżywałam bardzo trudny czas w życiu osobistym i szukałam zrozumienia tego, co się dzieje. W księgarni trafiłam na książkę Colina Tippinga „Radykalne Wybaczanie” i przeżyłam wstrząs oraz jednoczesne olśnienie po zastosowaniu arkusza RW. Było to dla mnie tak wielkim odkryciem, że natychmiast zapisałam się na warsztaty prowadzone przez Ireneusza Rudnickiego, który jest dyrektorem Instytutu Tippinga w Polsce. Odbyłam kurs trenerski a następnie otrzymałam propozycję prowadzenia instytutu wraz z Ireneuszem.

M.C: W czasie sesji klientka może na przykład odkryć, że jej brak wiary w siebie jest związany z wysłuchanym w dzieciństwie osądem na swój temat i niewybaczoną urazą w stosunku do rodziców, albo z niemożliwym do osiągnięcia perfekcjonizmem. Rolą trenera jest w takim przypadku pomoc w odzyskaniu pewności siebie i nabraniu odpowiedniej perspektywy. Metoda Tippinga to nie tylko wybaczanie innym, to również, a nawet przede wszystkim możliwość wybaczenia sobie, co jest czasami najtrudniejszym zadaniem. P.Z: Co możesz polecić naszym czytelnikom, których zainteresowała ta niezwykła metoda? M.C: Wszystkim proponuję książkę „Radykalne wybaczanie” Collina Tippinga. Osobom, które są zainteresowane udziałem w sesjach indywidualnych lub warsztatach polecam stronę www.metoda-tippinga. pl, na której znajdą stosowne informacje dotyczące trenerów RW. Do tej pory Instytut Tippinga w Polsce wykształcił ponad 130 trenerów z całego kraju. Wszystkie osoby zainteresowane zdobyciem certyfikatu trenera mogą kontaktować się z nami za pośrednictwem poczty elektronicznej lub telefonicznie. P.Z: Dziękuje za rozmowę i życzę wielu sukcesów w pracy trenera oraz podczas propagowania tej niezwykłej metody. Rozmawiał Paweł Zyguła.

Kontakt: wicedyrektor Instytutu Tippinga w Polsce, Magdalena Czaja: 501 386 588, info@metoda-tippinga.pl

www.adremida.pl

31


Harmonia Istnienia

Rozpêdzony umysł,

a Tu i Teraz

U

mysł analityczny, mierzący, kalkulujący, oceniający i porównujący. Super narzędzie wytrenowane na przestrzeni tysięcy lat ewolucji zdaje się w dzisiejszych czasach przejmować kontrolę nad naszą istotą. Utożsamiamy się z tym rozgadanym, „wszystkowiedzącym”, rozpędzonym w swej paplaninie narratorem zamieszkującym naszą głowę. Umysł dzisiejszego człowieka żyjącego w świecie cywilizacji postępu i pospiechu przypomina mi piłę łańcuchową, którą zapomniał wyłączyć drwal, kiedy szedł z pracy do domu. Ta piła łańcuchowa piłuje i wyje na okrągło. Kiedy jemy posiłek, wyje o tym co będzie w pracy. Stoimy w korku i mielimy myślami po raz setny na temat wymiany zdań z naszą teściową lub nielubianym współpracownikiem: „mogłem mu wtedy tak odpowiedzieć i zrobić to czy tamto...”. Kiedy idziemy na spacer, nasza piła piłuje problemy z dziećmi, niezapłacone rachunki i najbliższe zakupy. Wstajemy i zasypiamy, ba, nawet budzimy się w nocy z trajkoczącym narratorem, który nie da nam zbyt łatwo ponownie zasnąć. Jest na pełnych obrotach praktycznie bez przerwy, kiedy się kochamy i wypoczywamy na wakacjach, kiedy bierzemy prysznic... wyobraźcie sobie kąpiel z piłą łańcuchową, niedorzeczne, prawda? Co za pracuś! To potężne narzędzie jest również znakomitym reżyserem, zazwyczaj specjalizującym się w horrorach i dramatach. Mistrz czarnego scenariusza. Nie da nam wytchnienia, jeśli nie oglądniemy kolejnego odcinka niekończącego się serialu pod tytułem „Zobaczysz, że tak się stanie...”

To nasze prawdziwe Ja, ten cichy obserwator jest tylko tu i teraz, w chwili obecnej. Kiedy byłem dzieckiem, czasami siadałem na szkolnej przerwie w jakimś kącie korytarza i wpatrywałem się w rozedrgany, hałasujący tłumek kolegów i koleżanek. Wpadałem w stan istnienia bez myśli, czysta, żywa obserwacja. Wszystko wokoło stawało się klarowne i plastyczne a ja byłem pogrążony w cudownym, błogim trwaniu, bez potrzeby zmieniania czegokolwiek. Kiedy pojawiała się jakaś myśl lub szum w głowie, tylko go obserwowałem. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie do końca sprawy z tego, co tak naprawdę się działo, ale intuicyjnie podejrzewałem, że ten zanurzony w nieskończonym oceanie spokoju obserwator musi być duszą, zaś kolorowy szum obrazów, pojęć, odgłosów to wynik pracy mózgu. Jak się po wielu latach okazało, byłem bardzo blisko prawdy.

Tak bardzo utożsamiamy się z umysłem, aż przestajemy zauważać że nim nie jesteśmy.

Dla narratora w głowie nie istnieje teraz, bo zawsze istnieje później, kiedyś, za chwilę, plany, realizacje w przyszłości, zdarzenia z przeszłości i wszelkiego typu projekcje. Tak bardzo utożsamiamy się z umysłem, aż przestajemy zauważać, że nim nie jesteśmy. Za tym rozgadanym, rozpędzonym narzędziem doświadczenia trwa w milczeniu znacznie potężniejsza istność, nieśmiertelna, bezwymiarowa pulsująca życiem świadomość.

32 Adremida luty 2012

Kluczem do wyłączenia tego niekończącego się strumienia myśli, interpretacji, rozważań, porównań i pojęć jest skupienie się na chwili obecnej, na tym, co dzieje się dokładnie w tej chwili i tym miejscu, w jakim przebywamy. „Kiedyś” nigdy nie należy do nas, tylko do strumienia „myśloform”, jakie tworzymy. Dlatego jeśli coś przychodzi, to wyrażajmy to teraz. Myślimy w znakomitej większości swego życia o tym co nadejdzie, jaka chwila będzie wspaniała lub straszna, co posiądziemy, co się stanie. Nasze dążenie do tego czasu jest tak silne, że tratujemy „teraz” w pogoni za przyszłością, w pędzie do tego, co przyjdzie lub przyszło „kiedyś”. Jedyne co naprawdę posiadamy to chwila obecna, wszystko inne jest formą projekcji. Bądźmy obecni Tu i Teraz, tylko tutaj i teraz istnieje nasze prawdziwe Ja. Nie oznacza to, że mamy nie używać umysłu. To cudowne narzędzie, którego wykształcenie na poziomie biologicznym zajęło ogrom ewolucyjnego czasu. Nauczmy się go jednak wyłączać i włączać, umieć odkładać, aby nie przesłaniał nam tego, kim jesteśmy naprawdę. [Paweł Zyguła]


Świadomość Duchowej Rzeczywistości

„W historii świata pojawiali się ludzie niosący przesłanie obecności Boga i nierzeczywistości zła(...),przynosili ludziom Światło Prawdy, a ludzie zawsze interpretowali Je jako posłańca, nie dostrzegając, że to, co biorą za przesłanie duchowego mędrca, czy proroka przychodzącego „z zewnątrz”, jest w istocie Światłem Prawdy, mającym źródło w ich własnej świadomości”. Joel S. Goldsmith ”Droga do Nieskończoności”

C

Człowiek od zawsze szukał drogi do uwolnienia się od lęków i niebezpieczeństw życia. Wciąż pytamy co możemy uczynić, aby omijały nas choroby, stresy, nieszczęścia tak dominujące w obecnych czasach. Co zrobić aby zapewnić byt rodzinie? Jak być szczęśliwym? Co to w ogóle jest szczęście? Mamy wpływ na swoje życie, czy też tak często zdeterminowani i zrezygnowani kończymy wszystkie swoje wysiłki słowami: ”tak się rzeczy mają”, ”tak musi być”, ”taki los”, i godzimy się, i przyzwalamy na to, by nasze życie kształtował przypadek, z góry zakładając, że to nie my decydujemy... Religia (jej konwencjonalne formy), która każe nam nasze błagalne modlitwy kierować do osobowego Boga, też bywa na ogół zawodna. Jako ludzie jesteśmy zmuszeni do życia w sferze materii i ducha i tak rzadko rozumiemy relacje jakie panują pomiędzy nimi. Tak rzadko umiemy pogodzić ten swoisty dualizm, tę dwoistość. Jestem Człowiekiem, który doświadcza duchowości, czy też Duszą, która wybrała doświadczenie w świecie fizycznym? Może musimy sobie powiedzieć: żyję w Świecie Ducha, a moja ograniczona ludzka zdolność postrzegania daje mi zawężony obraz rzeczywistości? Próbujemy zrozumieć wiele rzeczy, próbujemy naukowo zaszufladkować wszystko co dzieje się w życiu. Próbujemy poznać Prawdę naszym ludzkim umysłem. Ale czy poznawanie Duchowej Prawdy jest procesem umysłowym? Czyż to nie proces czysto duchowy? Prawda to nie określony program, który instalujemy w umyśle.

Zapytacie - ale co to jest ta duchowość? Duchowe spojrzenie na świat, to otworzenie się na myśli, które przychodzą do nas z naszego wnętrza. Otwierając się na Prawdę płynącą z nas samych czujemy boską harmonię, odczuwamy realną obecność Boga. Z pewnością trudno jest wykroczyć nam poza pięć zmysłów, którymi posługujemy się na co dzień w świecie materii. Pierwszy krok w rozwoju duchowej świadomości, to zrozumienie, że to, co postrzegamy poprzez zmysły wzroku, słuchu, dotyku, smaku, czy węchu – nie jest rzeczywiste! Wiedza, którą czerpiemy w oparciu o te zmysły daje nam bardzo ograniczone pojęcie rzeczywistości, a już w ogóle nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości duchowej, czyli do tego, co stanowi duchowe postrzeganie świata. Duchowa Świadomość to po prostu przekonanie, wewnętrzna pewność, że Bóg jest obecny w każdym z nas, a wszystko co istnieje w naszym ludzkim świecie to przejaw tej boskości. Poza płaszczyzną ciała i umysłu, materii i nauki, istnieje obszar Duszy. To tam jest istota naszego bytu, nasza boska natura i to tam odnajdujemy absolutny pokój i harmonię. To tam nie doświadczymy już dualizmu: dobra– zła, bólu – przyjemności – jedynym TAM doznaniem jest po prostu radość istnienia. Doświadczanie rzeczywistości poprzez pryzmat Duszy nie odcina nas od materii, nie pozbawia nas przyjaciół, rodziny, czy komfortu ludzkiej egzystencji, ale dostarcza nam www.adremida.pl

33


tego wszystkiego na wyższym i piękniejszym poziomie świadomości. Duchowość nie wyzwala nas z życia codziennego, ale przenosi nas na ten poziom świadomości, na którym nie jesteśmy już zdani na łaskę losu, przypadek, niefortunną dla nas zmianę, czyli na wszystko to, co dominuje i manifestuje się na tzw. ludzkiej płaszczyźnie. Dlaczego jednak osiągnięcie stanu wolnego od problemów dnia codziennego, od chorób, niepowodzeń, bólu jest takie trudne? Jak osiągnąć tą duchową świadomość, która uniesie nas ponad każdą formę ograniczeń przypisaną człowiekowi? Świadomość, w której nie istnieją ograniczenia wobec osób, miejsc, zdarzeń, okoliczności? Jedną z możliwości, która otwiera drzwi do Świata Ducha jest medytacja. W języku duchowym medytacja jest formą modlitwy. Jest to nasza wewnętrzna łączność z boską cząstką w nas. Zazwyczaj modlitwę utożsamiamy ze składaniem próśb do Boga, wylewaniem żali, usiłowaniem wpłynięcia na Boga, by przychylił się do naszych oczekiwań... Wg mistyków forma medytacji, która ma w sobie pragnienie, żeby otrzymać coś od Wszechświata (Boga) - nie jest już medytacją! My mamy pozwolić, aby Bóg działał poprzez nas, a nie dla nas. Medytacja to nie proces, nie kombinacja słów czy myśli – to stan, w którym doświadczamy jedności, harmonii, radości czy wręcz doskonałości. W medytacji nic nie mówimy, nic nie myślimy. Medytacja to umiejętność słuchania. Tak wsłuchujemy się w swoje wnętrze, tak wyciszamy myśli, aż dochodzimy do punktu, w którym opuszczamy rejon umysłu, a wkraczamy w rejony serca. Następuje kontakt z Nieskończonym Niewidzialnym, uniwersalnym ośrodkiem bytu w nas, z tzw. Kosmiczną Świadomością.

Jak jednak w praktyce osi¹g¹æ ten stan? Jest kilka zasad, które trzeba spełniæ. 1. Zacznijmy od przyziemnej – od swego ciała. Musimy znaleźć takie miejsce i przybrać taką pozycję, która umożliwi nam osiągnięcie stanu, gdzie juz nie będziemy świadomi swego ciała. Czyli ciało nie może nam przeszkadzać, przypominać o sobie. Jednym słowem – stan wygodnego, relaksującego odprężenia. 2. Medytacja jest świadomym doświadczaniem. Pierwsze kilka minut powinny sprawić by opuściło nas znużenie, zmęczenie. 3. Medytacja nie jest leniwym rozluźnieniem. Przeciwnie – jest to uważne i świadome czuwanie.

34 Adremida luty 2012

Do Ziemi i warunków doczesnych przywiązuje nas iluzja. Im głębiej zanurzamy się w Świat Ducha, tym bardziej ją dostrzegamy, i tym większą osiągamy wolność od naszych ograniczeń.


Jak osiągnąć tą duchową świadomość, która uniesie nas ponad każdą formę ograniczeń przypisaną człowiekowi? uwagę – odpłyną, znikną. Nie zasilane naszym zainteresowaniem przestaną istnieć. Przyglądajmy się im tylko i nie dajmy się wciągnąć w żadne dywagacje. Wycofajmy z nich naszą uwagę. Nie walczmy z nimi, bo wtedy zostaną. 9. W medytacji musimy być bardzo cierpliwi. Powinniśmy osiągnąć stan, w którym się już nie myśli, tylko czuje. Jesteśmy w harmonii, zespoleni duchowo z całym Wszechświatem. Najtrudniejszą częścią praktyki duchowej jest umiejętność bycia w ciszy, bez myśli. Myśl powinna się zatrzymać naturalnie. W momencie osiągnięcia „iluminacji” zaczynamy rozumieć, że świadomość kosmiczna jest nieskończoną inteligencją, jest czystą miłością, a my jesteśmy jej częścią – NIĄ. 10. Ważnym wstępem do rozpoczęcia duchowej praktyki jest zmiana sposobu myślenia i mówienia – powinien on przejść w nawyk ciągłego słuchania. To wtedy się wyciszamy. Pamiętajmy też o tym, ��e medytacja jest indywidualnym doświadczeniem i nie musi być ograniczona z góry przyjętym (narzuconym) wzorcem. Po prostu medytuj, wycisz się, módl się w ciszy i spokoju, a usłyszysz i ujrzysz to, co przyjdzie do ciebie z twojego wnętrza.

4. Medytacji nie powinien towarzyszyć żaden wysiłek umysłowy. Kiedy zauważymy, że robimy coś „na siłę”, przerwijmy to. 5. Medytacja nie musi trwać określoną (nakazaną) ilość czasu. 6. Celem medytacji jest poczucie wewnętrznej Obecności. Możemy praktykować miesiącami, zanim poczujemy, osiągniemy króciutki stan urzeczywistnienia, a potem mogą minąć następne miesiące, zanim uda się to doświadczenie powtórzyć. 7. Wegetarianizm nie ma wpływu na duchowe doświadczanie. Nie zwiększa naszego potencjału duchowego. Przeciwnie – dopiero osiągając pewien stopień rozwoju duchowego zaczynamy zmieniać nasze nawyki (w tym żywieniowe). 8. I kolejna ważna „przeszkoda” w medytacji – niemożność utrzymania myśli na jednym przedmiocie medytacji. Gdy zaczynamy medytować i chcemy się wyciszyć – nasz umysł zaczyna harce – rozpoczyna się mentalny kocioł: „Czy wyłączyłam żelazko”?, „ Czy jutro będzie padał deszcz?”, „Czy wykonałam niezbędny telefon?”... itd. Nie bójmy się tych myśli. Nie walczmy z nimi. Kiedy przestaniemy zwracać

Podsumowując – jeśli nauczymy się przebywać w stanie duchowego doświadczania życia, przekonamy się, że nasze myśli płyną na innym niż dotychczas poziomie, zaczniemy inaczej odbierać to, co niesie nam dzień, zaczniemy doświadczać tzw. wyższych doznań. Staniemy się np. bardziej życzliwi, cierpliwi, tolerancyjni, mniej nerwowi. I co najważniejsze – zaczniemy od innych doznawać tego samego. Nasze „dary” wracają do nas. W efekcie dostrzegamy inny wymiar życia, a nasze duchowe doświadczanie i realizowanie go zaowocuje również brakiem strachu bez względu na okoliczności w jakich się znajdziemy. Już nigdy nie będziemy samotni i nigdy nie zaznamy lęku.

Otwórzmy siê na nowy wymiar ¿ycia. Filozofowie twierdzą, że do Ziemi i do warunków doczesnych przywiązuje nas iluzja. Świat trzyma nas w mocnym jej uścisku. Im bardziej jesteśmy przywiązani do dóbr materialnych, zafascynowani nimi, tym uścisk jest mocniejszy. Im większe pragnienie rzeczy które „służą ciału”, tym mocniejsza jest nasza iluzja. Jeśli jesteśmy tego świadomi i rozumiemy ten stan odczuwania, to łatwiej nam rozluźnić ten uchwyt. A im głębiej zanurzamy się w Świat Ducha, tym większą osiągamy wolność od naszych ograniczeń. Zaczynamy doświadczać przebłysku nieograniczonego życia wiecznego oraz Nieskończonej Świadomości, którą jesteśmy. [Jolanta Domagała]

Bibliografia: „Praktykowanie Obecności” –Joel S.Goldsmith Biblioteka Nowej Ziemi 2009 „Sztuka Medytacji”- Joel.S. Goldsmith Biblioteka Nowej Ziemi 2010

www.adremida.pl

35


Poprzez system własnych przekonań i wartości moralnych wpływamy na otoczenie oraz na sposób w jaki je postrzegamy.

Żyjemy w wieku rozumu; w czasach rozwiniętej cywilizacji walczącej z zabobonnymi lękami; w epoce niezmierzonej potęgi naszej twórczej mocy. Większość z nas nie godzi się na sztywne ramy dogmatycznych religii. Odrzucamy wichrzycieli i samozwańczych proroków nawołujących do nienawiści i dyktujących nam, jak kształtować swoje życie.

J

Jeśli godzimy się podążyć za rozumem, powinniśmy uświadomić sobie czym jest duchowość człowieka myślącego. Duchowość nie oznacza religii, ani wiary; to nie są żadne techniki programowania mózgu czy kontrolowania nawyków; to nie magiczne obrzędy zmierzające do nawiązania kontaktu z nadprzyrodzonymi istotami. Ludzka duchowość to coś zupełnie innego. Mitologia, religijne przypowieści czy wreszcie filozofie wszelkiej maści są wspaniałą inspiracją i mogą wiele nauczyć. Pod żadnym pozorem nie wolno jednak pozwolić sobie na uczynienie z nich fundamentu swojej egzystencji. Niech służą nam w podobny sposób jak sztuka. Czytajmy Biblię tak samo, jak czytamy mitologię starożytnej Grecji. Zaglądajmy do Koranu tak samo, jak do bajek Ezopa. Czytajmy dzieła filozoficzne, lecz traktujmy je nie inaczej jak wspaniałą, intelektualną poezję.

36 Adremida luty 2012

Duchowość człowieka myślącego to nie mistyka i magia – to mądrość wyrastająca z obserwacji i harmonijnego życia. Jasność widzenia i absolutna szczerość z samym sobą prowadzące do uniwersalnej prawdy. Prawdy, która jest inna dla każdego człowieka, choć jednocześnie niczym się nie różni, niezależnie od tego, kto ją odkrywa. Każdy z nas użyje innych pojęć, odmiennych argumentów i obierze sobie inny cel w duchowej podróży. Jego droga będzie jednak oparta na tych samych fundamentach człowieczeństwa.

Wartość i cena prawdy Jeśli szukamy prawdy uniwersalnej możemy z łatwością zagubić się w sztywnych dogmatach i zasadach nijak nie przystających do rzeczywistości. W swoich poszukiwaniach – jeśli będziemy to robić bezmyślnie – możemy dojść do kompletnie absurdalnych wniosków. Najgorszym z nich może okazać się umieszczenie prawdy tylko w jednym punkcie (lub


w jednej doktrynie/religii/filozofii – jak kto woli). Nikt nie ma monopolu na prawdę, za to każdy ma wrodzony talent do bycia w błędzie. Pamiętajmy o tym, ilekroć będziemy szukali nauczycieli i przewodników duchowych. Niezależnie od tego, czy znajdziemy ich w wielkich świątyniach szacownych religii, czy też w skromnej chatce pustelnika żyjącego wysoko w górach – pobierane przez nas nauki będą zawsze subiektywnym przekazem; realnym nie bardziej niż światło mieszkające w wyobraźni ślepca. Przyjmujmy nauki ostrożnie, powoli analizując wszystkie ich aspekty.

Kształtujemy naszą rzeczywistość Człowiek myślący wie, że ma w sobie ogromną siłę. Jest to moc tak wielka, że umożliwia formowanie rzeczywistości. Poprzez system własnych przekonań i wartości moralnych wpływamy na otoczenie oraz na sposób w jaki je postrzegamy. Interakcje z innymi ludźmi sprawiają radość lub ból, lecz zawsze odbieramy je przez pryzmat własnego umysłu i serca. Nie ma innej drogi, jak interpretować wszystko na swój własny sposób. Żaden człowiek się od tego nie uwolni, choćby nie wiem jak wielką mądrość zdobył. Nie bójmy się swoich sądów i przekonań; nie wstydźmy swojej wiary i przynależności do grupy społecznej. To jest część naszego życia. Zamiast ukrywać przed innymi swoje poglądy, dzielmy się nimi. Pozwólmy im wypływać na światło dzienne i zmieniać świat na lepsze. Nie walczmy również z poglądami innych ludzi. Są tak samo cenne jak nasze; tak samo wpływają na rzeczywistość. Każde marzenie powinno zostać spełnione. Nawet to najbardziej nierealne. Jeśli nie uda się go zrealizować, miejmy przynajmniej na tyle odwagi, by do niego dążyć. Nie ma nic złego w dążeniu do realizacji marzeń, dlatego powinniśmy skupić się na czerpaniu z nich tyle radości, ile tylko możliwe. Jesteśmy władcami swojej egzystencji; my decydujemy o kształcie teraźniejszości; my budujemy przyszłość i odsyłamy przeszłość w zapomnienie. Jeśli pozwolimy sobie na czerpanie siły z własnego wnętrza, każdą upływającą minutę przeżyjemy z uśmiechem na ustach. Nie uronimy nawet kropli szczęścia.

Nikt nie ma monopolu na prawdę, za to każdy ma wrodzony talent do bycia w błędzie. Pamiętajmy o tym, ilekroć będziemy szukali nauczycieli i przewodników duchowych. Odnajdziemy się w działaniu Żyjemy w świecie, który nie jest ani dobry, ani zły. Nie próbuje nas zniszczyć, ale i nie dba o nas bardziej niż o inne żyjące istoty. Z tego też powodu musimy ciągle pracować, by życie miało odpowiedni dla nas kształt i wartość. Pracujemy nad sobą, nad naszym społeczeństwem oraz środowiskiem, w którym przebywamy. Wbrew pozorom, nasze istnienie nie polega tylko na twardych zasadach walki o przetrwanie. To coś o wiele większego; chodzi bowiem o ciągłe dokonywanie przemiany. Każda forma z czasem słabnie i zanika (w przypadku istot żyjących mówimy wówczas o śmierci). Jednakże owo zanikanie nie jest równoznaczne z końcem istnienia. Podlegamy ciągłym przemianom; porzucając jedną formę, przyjmujemy inną. Najtrudniejszym dziełem ludzkiego żywota jest nauczenie się przyjmowania zmian; akceptowania ich i sprawnego wykorzystywania na swojej duchowej ścieżce. Zamiast martwić się przemijaniem i obawiać tego, co ma nadejść, powinniśmy skoncentrować swoją uwagę na harmonijnym współistnieniu z falami nadchodzących zmian. Oto sens

istnienia: działanie zmierzające do życia w równowadze ze wszystkimi aspektami rzeczywistości, niezależnie od tego, jaką przybiorą formę. Pamiętajmy, że my również jesteśmy częścią rzeczywistości. Harmonia panująca w sercu człowieka jest jedynym gwarantem trwania harmonii we wnętrzu wszechświata.

Najpiękniejsze marzenie Dawno, dawno temu zdarzył się cud. We wszechświecie pojawiło się życie. Nie wiem, na jakiej planecie zakwitło po raz pierwszy i zapewne nigdy się tego nie dowiem. Nie to jest jednak ważne. Liczy się to, że od pierwszej chwili istnienia żyjące istoty nie przestają zadziwiać swoją ogromną mocą. Na mrocznym obliczu rzeczywistości żywe istoty są błyszczącymi klejnotami. Oto najpiękniejszy skarb ukryty pośród światła gwiazd. Świadomość naszego istnienia jest dziełem przypadku lub zaplanowanym działaniem. To druga rzecz, której nigdy do końca nie będziemy pewni. To jednak również nie jest ważne. Spoglądając

www.adremida.pl

37


Najtrudniejszym dziełem ludzkiego żywota jest nauczenie się przyjmowania zmian; akceptowania ich i sprawnego wykorzystywania na swojej duchowej ścieżce. w lustro, szukamy uzasadnienia i wyjaśnienia swojej obecności. Będziemy jej szukać aż do śmierci. A po nas będą szukały następne pokolenia. Ciekawość nigdy nie zostanie w pełni zaspokojona. Możemy przyjąć jedną z licznych teorii czy religijnych doktryn, lecz zawsze będą to tylko teorie i doktryny. Nic tego nie zmieni. Niektórzy będą nam mówić, że poznali prawdę; inni stwierdzą, że nasze istnienie jest zaledwie iluzją. Wszyscy oni to głupcy lub oszuści. Prawda o naszej egzystencji wykracza bowiem poza możliwości pojmowania zmysłowego; poza emocje i instynktowne reakcje. Dlatego też człowiek posiadający wiedzę absolutną na ten temat nie istnieje, nigdy nie istniał i istnieć nie będzie. Nie przeszkadza to w marzeniach o rozwianiu wszelkich tajemnic rzeczywistości. Nie ma nic złego w naszych dążeniach. Wręcz przeciwnie. Nadajemy sobie cel, dzięki któremu możemy osiągnąć absolutnie wszystko;

Wojciech P. P. Zieliński Filozof, tłumacz, publicysta. W sferze jego zainteresowań leży szeroko pojęty rozwój duchowy i właśnie temu poświęca większość wolnego czasu. Od ponad dwudziestu lat studiuje taoizm, nie pomijając jednak innych systemów filozoficznych. Aktywnie zgłębia tajemnice wszechświata, analizując każdy aspekt ludzkiego istnienia. Swoje przemyślenia przedstawia w artykułach publikowanych głównie w Internecie (www.8segment.pl). Stara się łączyć w nich doświadczenia zdobyte podczas medytacji wraz z analizą nauk mistrzów duchowych ze wszystkich stron świata i różnych okresów historii ludzkości. W swojej pracy koncentruje się na praktycznym zastosowaniu filozofii w życiu codziennym i kontaktach z ludźmi.

38 Adremida luty 2012

przekroczyć każde ograniczenie nakładane przez naturę; uwolnić się od egoizmu materialnej egzystencji i przyzwyczajenia do istniejącego stanu rzeczy. Koncentrując się na celu swojej mistycznej podróży możemy porzucić strach przed utratą rzeczy już osiągniętych, gdyż wiemy, jak wiele jest do zyskania. Każda przeciwność losu, każde cierpienie i porażka, stają się tylko jeszcze jednym krokiem na ścieżce. Czyż nie jest cudowne, móc kroczyć przed siebie bez skrępowania i trwogi?

Podstawowa zasada Kiedy się rodzimy, jesteśmy uzależnieni od opieki rodziców. Wychowują nas według swoich przekonań, zaszczepiając w naszych umysłach wiarę, marzenia i sposób patrzenia na świat. Nadchodzi jednak dzień, kiedy zaczynamy myśleć samodzielnie. Nie jesteśmy już dziećmi, którymi można dyrygować. Stajemy się jednostkami w pełni samodzielnymi i niezależnymi. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystko to, co słyszymy jest prawdą. Czasami moment przebudzenia ze snu dzieciństwa jest bolesny, innym razem łagodny jak ewolucyjna przemiana. Niezależnie od przebiegu, zawsze prowadzi do tego samego: do świadomości siebie. Człowiek jest z natury stworzeniem stadnym, więc podświadomie stara się przystosowywać do otaczającej go rzeczywistości. Nie chce zanadto odbiegać od tego, co powszechnie uważa się za normę. Z drugiej zaś strony, odczuwa siebie jako kogoś zupełnie odrębnego od wspólnoty, w której żyje. Te sprzeczne emocje targają umysłem, niszcząc wewnętrzny

spokój. Brak zrozumienia pewnych aspektów istnienia pogłębia niepokój i brak pewności siebie. W skrajnych przypadkach mamy do czynienia z całkowitym poddaniem się presji społecznej; zaniechaniem działania na rzecz pełnej akceptacji rzeczywistości. Zamiast dążyć do swoich celów, człowiek zamyka się w iluzji bezmyślnych fantazji. Uważa siebie za złego i niepotrzebnego nikomu pasożyta, pożerającego pazernie cenne zasoby ludzkości. Dusza nie rozwija się, zaczyna obumierać. Jest tylko jedna rada na taki stan rzeczy: trzeba uwierzyć w siebie. Nie potrzebujemy wiary w anioły i demony czy inne kosmiczne byty stojące od nas wyżej w hierarchii istnienia. Potrzebujemy wiary w siebie i swoją wewnętrzną moc. Zamiast szukać kontaktu z oświeconymi mędrcami, szukajmy kontaktu z samym sobą. Wsłuchujmy się w bicie własnego serca, w szum myśli – nie próbujmy ich uciszyć, ani kontrolować. Okiełznanie ich to marzenie głupca. Zafundujmy sobie coś tak prostego i niewinnego, jak wiara w siebie. Uśmiechajmy się na myśl o własnych talentach i możliwościach, analizujmy wady i pokonujmy efekty porażek. Nie bójmy się przyznać, że jesteśmy kimś, kto zasługuje na zaufanie. Ufając sobie, możemy zaufać innym. A przynajmniej wierzyć w to, że oni będą na tyle odważni, by sobie ufać. Jeśli tak się stanie, będziemy mogli otworzyć się na nowe możliwości. Zarówno nasza duchowa ścieżka stanie się szersza i łatwiejsza do przebycia, jak i podróż przez codzienne życie przestanie być ciężarem nie do zniesienia. [Wojciech P. P. Zieliński]


Medytacja z czakrą podstawy Wyobraźmy sobie drzewo rosnące pośrodku łąki. Jego gałęzie rozpostarte są pod błękitnym niebem, liście tańczą na wietrze i kąpią się w złotych promieniach Słońca. To drzewo posiada w sobie życie. Jest duże, silne i zdrowe, twarde a zarazem delikatne, po prostu piękne. Drzewo rozwija się, nabiera kształtów i elastyczności, potrafi myśleć i otaczać się mądrością świata. Ptaki znajdują w nim schronienie przed palącym słońcem, wiatrem i deszczem. Jest opiekunem mniejszych i większych, słabszych i silniejszych. To symbol życia i istnienia we Wszechświecie.

Medytacja: Przygotowanie do podróży w głąb siebie: Odnajdź w sobie świadomość istnienia w świecie, jako istota żywa i kochana, bezpieczna i silna, pozbawiona obaw i lęków, z podniesioną na czas medytacji samooceną.

Aby mogło żyć, rozwijać się, nabierać siły i mądrości, posiada korzenie. Jest to silna podpora, fundament, który trzyma je w odpowiednim miejscu.

Wizualizuj siebie jako rosnące pośrodku łąki drzewo. Odczuj gałęzie zamiast rąk. Później niech tych gałęzi będzie coraz więcej. Niech Twoje gałęzie posiadają liście – dużo soczystych, zielonych liści.

Drzewo to ja i Ty, czerpiemy siłę ze świata, jesteśmy świadomi swojego istnienia. Być drzewem oznacza rozwijać się, żyć, doświadczać rytmu pulsującego serca Gai, dawać schronienie zmęczonym, wspierać w wędrówkach życia. Naszym silnym fundamentem jest czakra podstawy. Jej energia łączy się z energią Ziemi, pobiera siłę i energie witalną, wzmacnia nasze ciało fizyczne i ciało mentalne. Czakra podstawy to także nasz charakter, myśli, spojrzenie na świat. Pewne reguły, normy i paragrafy ustalone przez nas samych. Budowanie swojego charakteru i odkrywanie jego podstaw, z których został w nas wybudowany. Spotykające nas koleje losu. Jak wiatr, czasami ciepły i delikatny, dający nam odpoczynek i ukojenie zefir, czasami łamiący nasze gałęzie huragan. Co zrobić, aby być i trwać w zawieruchach życiowych?

Poczuj na sobie podmuch wiatru, niech Cię oczyści, zatańcz z nim odczuwając ciepłe i bezpieczne promienie Słońca i delikatny blask księżyca. Kiedy będziesz już posiadać w swojej wyobraźni gałęzie pełne liści, a Twój taniec z wiatrem będzie silny, bezpieczny i stanowczy, poczuj pień Twojego drzewa. Niech nie łamie się przy silniejszym podmuchu wiatru, niech będzie twardy, ale elastyczny. Niech przytula do siebie każdą istotę,

która podejdzie bliżej, aby ją poznać, pokochać bezwarunkowo, aby każdy poczuł, że może przy tobie odpocząć. Bądź pniem, kręgosłupem, który swoją elastycznością podtrzymuje Twoja koronę. Poczuj przestrzeń powyżej. W wyobraźni zobacz, jakie masz piękne, zielone afro na głowie. Niech każda gałąź poznaje świat. Z silnego, bezpiecznego i elastycznego pnia niech wejdą w Ziemię korzenie Twojego drzewa. Zacznij wędrówkę do swojego źródła, dotknij je całym sobą, niech delikatna i przemiła melodia fioletowych dzwonków ukoi Cię ze smutków, lęków i obaw. Poczuj płynącą ze źródła Ziemi miłość, spokój, zrozumienie, niech przyjdzie chęć akceptacji – wyciszenie. Zostań sam ze sobą, oczyszczony i otwarty na poznanie własnego wnętrza, jedno zostawisz, drugie zmienisz w ciszy, spokoju, zrozumieniu i bez pośpiechu. Bądź własnym Drzewem Życia, pomagaj sobie i innym, bądź szczęśliwy z własnymi regułami, zasadami, przemyśleniami budującymi Twoją osobowość. Doświadczaj na Ziemi pełnię życia. [Ewa Matrzak]

Przypomnieć sobie o własnych regułach, pierwszych zasadach budujących w nas naszą świadomość, bezpieczeństwo i rozwój. Poprzez nasze korzenie – czakrę podstawy – dotkniemy naszego człowieczeństwa, bycia tu i teraz, w gęstej materii. www.adremida.pl

39


T

T R

O

Grafika: ilustracja pochodzi z talii Boski Tarot wydanej przez Studio Astropsychologii

Wisielec L

Wisielec to taki okres w naszym życiu, który poprzez wymuszenie na nas bezczynności fizycznej doprowadza do zatopienia się we własnym wnętrzu, we własnych emocjach. Zmusza do przewartościowania naszych oczekiwań. Wisielec – czas kontemplacji, przemyśleń, przewartościowań. To jedna z tych kart Tarota, które wzbudzają lęk. Kojarzy się z okresem izolacji, zawieszenia w czasie spowodowanym chorobą, ograniczeniem wolności, bezrobociem. Wisielec jednak nie przychodzi niepostrzeżenie. Każda choroba informuje nas na długo przed tym, zanim objawi się w ciele, że czegoś nam brakuje. Dopiero, gdy stajemy w miejscu, przyparci do muru, zaczynamy gorączkowo szukać odpowiedzi, czego nam brakuje, co doprowadziło nas do tego ślepego zaułka. Wisielec to właśnie taki okres w naszym życiu, który poprzez wymuszenie na nas bezczynności fizycznej doprowadza do zatopienia się we własnym wnętrzu, we własnych emocjach. Zmusza do przewartościowania naszych oczekiwań. Gdy pojawia się w rozkładzie jako przeszkoda lub w pozycji odwróconej, bądźmy pewni, że coś stanie na drodze realizacji naszego celu, naszych marzeń. Wydarzenia te są nam potrzebne, aby jeszcze raz przemyśleć strategię, zastanowić się, czy aby podążamy dobrą drogą, czy sami nie blokujemy ich realizacji własnym strachem, problemami emocjonalnymi, czy jesteśmy już gotowi, dojrzali do ich osiągnięcia. Najczęściej w obecności Wisielca pojawia się również inna karta, która pokazuje, co nas blokuje, np. paź mieczy – młodzieńcza zapalczywość, nerwowość, niewyparzony język, brak emocjonalnej dojrzałości. W towarzystwie ósemki mieczy pokazuje, że blokuje nas nasz własny strach, wewnętrzny lęk, myślokształty.

T

L

R

Jako cel naszego wcielenia informuje nas o tym, że powinniśmy dążyć do nawiązania kontaktu z Siłą Wyższą. Pomimo trudnych doświadczeń, na jakie wystawia nas los, nie wolno nam przestać ufać własnej intuicji. Szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na swoje emocje, na to, co dzieje się w naszym wnętrzu. Zarabianie pieniędzy nie powinno być celem samym w sobie, co nie oznacza, że w obecnym wcieleniu mamy wieść życie nędzarza. Powinniśmy skupić się na służeniu i pomaganiu innym. Nauczyć się akcep-

O

40 Adremida luty 2012

tować wyroki losu. Rezygnować bez żalu z tego, co odchodzi, przemija. To wcielenie uczące cierpliwości. Jako karta charakteryzująca człowieka, w ujęciu cech pozytywnych przedstawia osobę spokojną, rozsądną, bezkonfliktową, wycofaną, wrażliwą, subtelną. Nie jest to człowiek czynu. To mistyk, myśliciel, marzyciel, ale nieszkodliwy. To człowiek o dużej intuicji, wsłuchujący się w siebie i interesujący się emocjonalną sferą życia. Jest kreatywny, o dużej pomysłowości, ale może brakować mu odwagi do ich realizacji. Pieniądze nie mają dla niego szczególnego znaczenia, a szczere serce skłania do spontanicznych zakupów. Lepiej nie powierzać mu prowadzenia swoich finansów. Jest silnie przywiązany do domu rodzinnego. Posiada szósty zmysł. Jego cechy negatywne to nerwowość, skłonność do uzależnień od środków zmieniających świadomość i od innych ludzi, ich decyzji. Osoba taka łatwo ulega wpływom. Ma kompleksy, a poczucie krzywdy czyni z niej ofiarę losu. Brakuje mu samodyscypliny, wytrwałości. Żyje iluzjami, złudzeniami. Zawody, które reprezentuje, to: naukowiec, badacz, psychoterapeuta, zakonnik, jasnowidz. Jakich wydarzeń możemy się spodziewać, gdy los stawia na naszej drodze Wisielca? Przygotujmy się na to, że na pewien czas znajdziemy się w sytuacji, w której niewiele będziemy mogli zdziałać. Załamywanie rąk nie jest w tej sytuacji dobrym wyjściem. To czas próby, warto więc zaopatrzyć się w cierpliwość, otworzyć na prowadzenie Siły Wyższej, słuchać

intuicji. Czasami trzeba zrobić krok w tył, aby ruszyć do przodu. Robiąc coś na siłę odniesiemy wręcz odwrotny skutek. Znaleźliśmy się na rozdrożu i jedyne co możemy zrobić, to na chwilę przystanąć i przyjrzeć się dokładnie problemowi. To czas pozbycia się złych wpływów na życie, ale niekoniecznie pochodzących z zewnątrz. Pomyślmy, czy to aby na pewno inni nami manipulowali, czy to może my sami wpędziliśmy się w rolę ofiary. Już czas, aby spojrzeć na życie z innej perspektywy. To nie jest korzystny okres na wszelkie transakcje finansowe, zdawanie egzaminów, szukanie pracy. W pracy Wisielec często zwiastuje czas stagnacji, wzrost niezadowolenia, przymusowy urlop, a nawet zwolnienie. Zamiast rozpaczać, zrozum, że jest to doskonały czas na przygotowanie się do nowego etapu w życiu. Zastanów się, czy aby na pewno byłeś zadowolony z tej pracy, czy nie marzyłeś o tym, aby ją zmienić, ale brakowało ci odwagi? Teraz masz doskonały moment na odkrycie, co tak naprawdę pragniesz robić. Może już czas zastanowić się nad zmianą zawodu i zacząć wreszcie robić to, czego zawsze pragnąłeś? W miłości to również okres stagnacji, tęsknoty za romantyczną miłością. W zdrowiu bardzo często zwiastuje chorobę lub emocjonalne rozterki, załamanie, wycofanie z życia zewnętrznego. [Ania Kurasiewicz]

T


Grafika: ilustracja pochodzi z talii Boski Tarot wydanej przez Studio Astropsychologii

Świat

Teraz może być już tylko lepiej. Czas niepewności i zwątpienia mamy już za sobą. To czas przepełniony spokojem, w którym wszystko się dopełni. Świat – poczucie jedności z samym sobą i wszechświatem. To jedna z kart sygnalizacyjnych. Gdy się pojawi w rozkładzie, daje nam jednoznaczny sygnał, że to jest nasze miejsce na Ziemi, to jest kierunek, w jakim powinniśmy podążać, to jest „ten” partner. Gdy karta Świat pojawi się w rozkładzie jako przeszkoda, lub w pozycji odwróconej, miejmy się na baczności, przygotujmy na to, że będziemy mieli kłopoty z ukończeniem naszego dzieła, a o spokoju i harmonii możemy tylko pomarzyć. Pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość, wzmocnić swój system nerwowy, aby nie dać się ponieść negatywnym emocjom. Najwyraźniej coś przeoczyliśmy, nie wszystko udało się nam przewidzieć. Zamiast się denerwować, postarajmy się ze spokojem odnaleźć ten brakujący element. Jako cel naszego wcielenia informuje nas o tym, że powinniśmy dążyć do życia pełnego nadziei i zaufania do Siły Wyższej. Robić w życiu to, w czym znajdujemy radość i spełnienie. Poprzez próby i doświadczenia szukać tego, co sprawia nam przyjemność. Poznać samego siebie, swoje możliwości, talenty i potencjał. Należy rozszerzać swoje horyzonty na wszelkie sposoby. Wziąć za siebie odpowiedzialność. Nauczyć się wytrwałości i sztuki doprowadzania swoich przedsięwzięć do końca. Jako karta charakteryzująca człowieka – w ujęciu cech pozytywnych przedstawia osobę hojną, otwartą, uczciwą, pełną radości życia, zarażającą swym optymizmem innych. Pewną siebie, śmiałą i odważną. Taka osoba, pojawiając się w towarzystwie sprawia wrażenie, że jest jednością z każdym. Wprowadza harmonię tam, gdzie się pojawi. Podwyższa energię innych. Emanuje od niej ciepło i życz-

liwość. We wszystkim znajdzie coś pozytywnego. Jego cechy negatywne to popadanie w zwątpienie, bierność. Przez lekkomyślność może łatwo roztrwonić to, co zdobył. Wprowadza dysharmonię w swoim otoczeniu. Brakuje mu tolerancji w stosunku do odmienności innych. Może być mu trudno dochować wierności. Wiecznie jest z czegoś niezadowolony i narzeka na życiowe niepowodzenia. Zawody które reprezentuje, to: nauczyciel, przewodnik duchowy, guru, kapłan Jakich wydarzeń możemy się spodziewać, gdy los stawia na naszej drodze kartę Świat? Teraz może być już tylko lepiej. „Pieniądze szczęścia nie dają” – według porzekadła, ale pozwalają spać spokojnie. Czas niepewności i zwątpienia mamy już za sobą. Przed nami okres harmonijnych stosunków z otoczeniem. Spodziewajmy się zdania egzaminów, pozytywnego zakończenia projektów, odnalezienia swojego miejsca na ziemi. Zakończenia budowy domu, czy innego, twórczego dzieła. Spodziewajmy się podróży, zmiany miejsca zamieszkania – zmian na lepsze. To czas przepełniony spokojem, w którym wszystko się dopełni. W sferze zawodowej zwiastuje czas harmonii i zadowolenia z owoców naszej pracy. Spodziewać się więc możemy awansu, podwyżki, premii, podpisania umowy. Świadczy o tym,

że znaleźliśmy swoje powołanie, swoje miejsce pracy, swoje miejsce na Ziemi. W miłości pokazuje związek, w którym partnerzy wzajemnie się nie ograniczają. Zwiastuje poznanie tzw. drugiej połówki. Związek, któremu patronuje karta Świata nie jest przelotny i zawsze ma głębokie znaczenie dla naszego życia i rozwoju. W zdrowiu nie ma powodów do zmartwień. Dobre zdrowie, kondycja, witalność. Możemy spodziewać się pozytywnego zakończenia ciąży, zdrowego potomka.

z

połączenia karty Wisielca i Świata otrzymujemy drogę przemyśleń, prowadzącą do pełni. Bądźmy pewni, że podróż w głąb siebie zaprowadzi nas do wyciągnięcia konstruktywnych wniosków. Uda nam się dostrzec sens całości. Zrozumiemy i poczujemy, że jesteśmy całością z Wszechświatem. To proces medytacji, która doprowadzi nas do najwyższego stopnia uduchowienia, do osiągnięcia stanu czystego postrzegania. To również wskazówka, że wszystkie odpowiedzi są w nas, trzeba się tylko postarać je z własnego wnętrza wydobyć.

l

[Ania Kurasiewicz]

www.teczowadroga.hpu.pl www.adremida.pl

41


9 4 Jaką jesteś 63

5

9 2

Dwójka to urodzony dyplomata. To świetny mediator.  Jak mało kto potrafi świetnie uczestniczyć w cudzych sporach, doprowadzając do kompromisów.

Droga Życia – 2 Właściciel Wibracji 2 jest skromny, towarzyski, gościnny i usłużny, ale też i dyplomatyczny. Dwójka żyje w duecie, więc uczy się bycia razem, uczy się drugiego człowieka i uczy się miłości. Uczy się jak słuchać drugą osobę i jak ją rozumieć. Jedynka wydaje polecenia, Dwójka je wykonuje. Może i ma pewne wątpliwości ale za to ma ogrom cierpliwości i giętkość. Lubi się poświęcić, gdy widzi cel. Nieśmiało i z rezerwą podchodzi do spraw trudnych, a gdy poczuje zagrożenie schowa się do wewnątrz jak żółw czy ślimak. Otoczeniu pokazuje się j a k o chłodna w uczuciach. Dzieciństwo Dwójki przebiegało na spełnianiu życzeń dorosłych i zadowalaniu Opiekunów. Za to była kochana. I bardzo szybko wyciągnęła wnioski – nauczyła się, jak zadowalać innych. Była posłuszna – znaczy – była kochana. Procentuje jej ta nauka w życiu dorosłym. Nauczyła się posłuszeństwem zdobywać miłość. Ma miłość, czuje się kochana, więc zaspokaja potrzeby najbliższych. Bardzo źle znosi samotność. Życie w grupie pozwala jej dobrze funkcjonować a nawet podtrzymywać dobrą energię w rodzinie. Takie kontakty potrzebne są jej jak tlen do oddychania. Jeżeli jest samotna – miewa wrażenia duszności, może mieć problemy z oddychaniem i problemy kliniczne na poziomie klatki piersiowej i górnych dróg oddechowych.

6 93

W związku jest wierna i uzależniona psychicznie. Do wielu spraw podchodzi jednak z rezerwą. Jej nieśmiałość i uczuciowość odbierana jest przez otoczenie jako chłód emocjonalny, jako sposób obrony. Żyjąc samotnie, nie za bardzo potrafi sobie poradzić w życiu. Za to ma w sobie ogromne pokłady miłości – zarówno do dania, jak i do wzięcia. Dwójka to urodzony dyplomata. To świetny mediator. Jak mało kto potrafi świetnie

4

42 Adremida luty 2012

7

1

3

liczbą? uczestniczyć w cudzych sporach, doprowadzając do kompromisów. Nauki służebne z czasów dziecięcych zaowocowały podatnością i słabością na wykorzystywanie przez innych. Ma problem z powiedzieniem: „nie”. Z odmówieniem komuś. Tu należałoby wypracować i zwiększyć poczucie własnej wartości, nauczyć się reagować według własnych emocji a nie oczekiwań innych. Należałoby dokonywać własnych wyborów, a nie polegać na zdaniu innych. W przeciwnym razie stanie się niepewna, sfrustrowana i zagubiona. Kierując się emocjami, nie czuje pewności siebie, waha się, ma wątpliwości, a więc woli podporządkować się i postępować dyplomatycznie. Jeżeli ma wokół siebie ciszę i spokój, zaadaptuje się, dostosuje do wymogów otoczenia i poświęci się sytuacji. Posiadając dużą niezależność psychiczną, poradzi sobie świetnie tam, gdzie inni mogą nie dać rady. Może być świetnym badaczem, archeologiem, psychologiem, pracownikiem społecznym, projektantem, architektem czy muzykiem. W partnerstwie całe życie próbuje przypodobać się swojemu partnerowi i bliskim jej osobom. Najbardziej szczęśliwym związkiem okaże się partnerstwo z wibracjami 2, 4 i 6. Wibracje 1 i 8 są zbyt szorstkie i zbyt twarde, ceremonialne w swoim sposobie bycia dla Dwójki, choć intrygujące. Ciekawym związkiem może okazać się życie z 3 i 5. Ekstrawertyzm i radość życia tych wibracji pozwolą Dwójce uczyć się cieszyć bieżącymi chwilami życia. Melancholijna 7 to nie najlepszy dla niej partner. Może ją za sobą pociągnąć. Wibracja 9 jest zbyt szczera i zbyt brutalna i może zranić wrażliwość Dwójki, ale w innych aspektach życia mogą stworzyć naprawdę udany związek. [Achma]

9


3

7 1 Liczba dnia 9 6 7

7 7 1 88 4 4 1 5 5i miesiąca urodzenia

9

2

2 3

Liczba dnia urodzenia – 1

3

6

6

4

Ma mnóstwo energii i silnej woli. Jest niezależna w działaniu i myśleniu. Ambitna i aktywna. Ale też ma skłonności przywódcze i jest stanowcza. Potrafi wywalczyć dla siebie to, co chce. Ufa własnym siłom. Niestety, za bardzo lubi mieć rację. Przez innych jest postrzegana jako zarozumiały mądrala. Jako przywódca ma kłopoty ze zdolnościami do współpracy. Pragnie, by otoczenie podziwiało jej trafne decyzje i to, jak odważnie zmierza do celu. Niezależnie co robi – czy nudne obliczenia, czy też nadzoruje wielkie kontrakty – zawsze chce zaznaczyć swój udział w sprawie. Jeśli doceni starania innych, łatwiej osiągnie sukces. Jest indywidualistą w każdym calu. Ogromna potrzeba niezależności każe cenić się bardzo wysoko. Rywalizacja i walka to dwa Jej największe żywioły. Siebie konfrontuje z autorytetami. W taki sposób wypracowuje w sobie wewnętrzne i stabilne poczucie własnej wartości. Z poprzedniego wcielenia wyniosła karmiczne doświadczenia bycia przywódcą i zdolności panowania nad większą liczbą osób. Nieprzeciętny, aktywny, logiczny umysł. Typ przywódcy, lidera i zdolności organizatorskie wpychają Ją w egocentryzm. Należy uważać jednak, by te cechy nie zagościły w domu. Rodzina, a szczególnie partner nie zniosą zbyt długo takich rządów i zbuntują się. Choć jest bardzo łasa na pochwały - na szczęście ma wyczucie, kiedy opłaca się być władcą, a kiedy poddanym. Unika więc poważnych konfliktów. Jest bystrym obserwatorem i na świat potrafi patrzeć rozumem, a nie sercem. Indywidualistka z ogromną potrzebą niezależności i potrzebą przywództwa. Talent i zdolności organizatorskie pozwalają działać w miarę rozsądnie i efektywnie. Jeżeli uaktywni się nadmiar ambicji, osoba

8

5

Liczba dnia urodzenia to kopalnia wiedzy o człowieku. Można z niej wyczytać ukryte intencje, skłonności, a także motywacje, które kierują wyborami i zachowaniami. To określony rodzaj doświadczeń, które każdy z nas przeżywa w tym życiu. Nie tylko kształtuje nasz los i charakter. Pokazuje również temperament erotyczny. Działa na nas przez całe życie. Silnie działa przez pierwsze 14 lat, z czego drugie 7 lat najsilniej, gdy kształtuje się nasza osobowość.

może stać się autorytatywną, zarozumiałą arogantką. Wybuchy złości, dominowanie, przekonanie o własnej nieomylności, często też tyrania staną się przeszkodą do budowania nowych jakości swojego życia.

6

Erotyka: Brak romantyzmu i wyrozumiałości. O dom też nie troszczy się za bardzo. Preferuje dobry i urozmaicony seks. Zmienność nastrojów w zależności od dnia i humoru. Raz szaleńczy temperament, raz zimna i egoistyczna. Życie erotyczne będzie podporządkowane jej potrzebom, nastrojom i celom.

9

Miesiąc urodzenia to energia, która nadaje ton na całe życie, z którą trzeba się w życiu skonfrontować. Konfrontacje te nie są łatwe – trzeba się danych sytuacji nauczyć, zrozumieć. Pojawiają się albo ułatwienia, albo utrudnienia. STYCZEŃ

5

To pierwszy miesiąc w nowym roku. Jako jedynka nadaje cechy charakterystyczne dla wibracji pierwszej - indywidualnej. Już od wczesnego dzieciństwa ujawniają się umiejętności, których dusza nauczyła się w poprzednich życiach. Miesiąc styczeń obdarza osobę ogromną żywotnością. Już jako dziecko jest niezwykle energiczna, wykazuje własną inicjatywę, a im jest starsza, tym więcej pomysłów rodzi się w jej głowie. Uczy się niezależności i liczenia tylko na siebie. Nie powinno się tu za nadto liczyć na poparcie rodziny. Jej niezwykła przedsiębiorczość połączona jest z umiejętnością rozpoczynania różnorodnych działań we wszystkich dziedzinach życia.

1

original art (c).E.Baque

9

9

Osoba urodzona w miesiącu styczniu będzie zawsze konsekwentnie realizować każdy nowo powstały projekt. [Achma]

www.twojewrozby.pl

www.adremida.pl

43


Słowo „runa” znaczy „tajemnica”, „sekret”, „szeptać”. Są to magiczne, pozytywne znaki, pełne światła i wspaniałych energii. Według legendy runy podarował ludziom bóg Odyn, który pochodził z rodu Azów. Był bogiem mądrości, odwagi, inspiracji, wiedzy i poezji.

C

Co to są runy? Jakie mają znaczenie? Jak można je używać z pożytkiem dla siebie? Skąd się wzięły? O czym nas informują? Jakie mają dla nas rady? Te i inne kwestie chciałabym przybliżyć w swoich artykułach. Na pewno warto poznać te wspaniałe znaki, które przede wszystkim mają nam pomagać w codziennym życiu, w zrozumieniu siebie i otaczającego świata, są bezcenne w rozwoju osobistym. Świetnie nadają się zarówno do medytacji, jak i do bardziej przyziemnych działań. Wprowadzając je do swojego otoczenia, możemy sobie pomóc w różnych dziedzinach życia, wesprzeć się duchowo, poczuć ich energię, a nawet zmienić swoje życie. To niezawodni doradcy i pomocnicy. Słowo „runa” znaczy „tajemnica”, „sekret”, „szeptać”. Są to magiczne, pozytywne znaki, pełne światła i wspaniałych energii. Według legendy runy podarował ludziom bóg Odyn, który pochodził z rodu Azów. Był bogiem mądrości, odwagi, inspiracji, wiedzy i poezji. Poświęcił się, by poznać tajemnice run. Wisiał przez 9 dni i 9 nocy na Świętym Drzewie Yggdrasill, głową w dół, przebity własnym oszczepem, bez jedzenia i napojów. Oprócz siebie poświęcił swoje prawe oko,

pochylając się nad studnią wiedzy i mądrości aż w końcu runy zaczęły mu się objawiać w całej swojej krasie. O tym opowiada „Edda poetycka” czyli poemat staronordycki w „Pieśni Odyna”:

Wiem zatem, że wisiałem na wietrznym drzewie, przez dziewięć nocy zraniony własnym oszczepem, ofiarowany Odynowi, ja samemu sobie na tym drewnie, o którym nikt nie wie z jakich korzeni Ono wyrasta Nie ofiarowali mi ani jedzenia ani picia, Schyliłem się ku dołowi, przyjąłem runy przyjąłem je wołając; Tekst: „Magia run” Voenix

Co to są runy? Runy zawsze były znakami tajemniczymi. Przede wszystkim posługiwali się nimi kapłani lub kapłanki, którzy poprzez posiadanie sekretów pisma mieli możliwość wpływania na innych. Umieli oni w sposób magiczny i właściwy użyć runicznych znaków. Z ich pomocą uzdrawiali, przepowiadali przyszłość, doradzali w ważnych sprawach życiowych, stosowali magiczne receptury i tylko oni znali sekrety runicznych symboli. Dlatego otaczała ich aura tajemnicy. Ludzie zarówno obawiali się ich, jak i darzyli szacunkiem. Przykładem takim są druidzi, celtyccy kapłani, którzy są również powiązani z tą kulturą. Wokół nich do dziś jest wiele mitów i tajemniczości. Tym bardziej, że oni sami tworzyli taką aurę wokół siebie. Nigdzie nie zapisywali swoich mądrości lecz przekazywali je wybranym adeptom, by zwykli ludzie nie mogli wykorzystać tej wiedzy w niewłaściwy sposób.

44 Adremida grudzień 2011


Osoby zajmujące się runami nazywani byli i są do dziś runologami, runistami, mistrzami lub mistrzyniami run, szamanami. Dziś jest to wiedza bardziej dostępna. Runy wracają po wielkiej niebytności spowodowanej wprowadzeniem chrześcijaństwa. Kościół uznawał runy za pogańskie czary, a praktyki z nimi związane były surowo tępione jako szatańskie sztuczki. Runy to przede wszystkim pismo ludów północnej i zachodniej Europy, jednak dowody ich istnienia znaleźć można w wielu zakątkach świata. Przede wszystkim kojarzą się z Wikingami, gdyż to ten dzielny lud wojowników rozpowszechnił te znaki na większą część Europy. Przypisuje się runom zarówno skandynawskie, jak i germańskie pochodzenie. Z tego drugiego powodu wzrosło zainteresowanie nimi hitlerowców w czasie II wojny światowej kiedy to zaczęto używać tych pięknych symboli do niezbyt chwalebnych czynów. Przykładem jest znak SS, gdzie użyto dwie runy Sowelo. Runa Sowelo to symbol zwycięstwa ale użyta podwójnie ma zupełnie odwrotne działanie. To tylko jeden z przykładów. Tak naprawdę nikt dokładnie nie wie, skąd wzięły się runy i jaki jest ich początek. Faktem jest, że pierwsze znaleziska runiczne pochodzą z Danii sprzed 300 roku n.e. Istnieje kilka alfabetów runicznych. Najczęściej używany jest tzw. Futhark starszy (germański), który składa się z 24 znaków i był najprawdopodobniej używany już w II. w. n.e Oprócz tego znany jest Futhark młodszy, (skandynawski) składający się z 16 lub 18 znaków, czy armeński Guido von Lista (18 znaków). Oczywiście należy też wymienić tzw. Runy Wikingów, które posiadały 18 znaków. Alfabet runiczny zwany jest Futharkiem od początkowych liter pierwszych run: Fehu – Uruz – Thurisaz – Ansuz – Raidho – Kenaz Jak widać, są to znaki proste, o kanciastym

serce i umysł, chęć poznania i uczenia się, by móc obcować z runami i ich energetyką. Najlepszym nauczycielem w poznawaniu run jesteśmy my sami, nasza wewnętrzna mądrość i intuicja. Oczywiście dobrze jest zapoznać się z podstawowymi znaczeniami run, a potem nie ma to jak własna z nimi praca. rozejrzeć i chcieć je zobaczyć.

wyglądzie, a niektóre z nich przypominają nasze polskie litery. (patrz zdjecie) Runy używane były głównie do celów magicznych i wróżbiarskich, ale też do opisywania ważnych wydarzeń, spisywania zdobytych łupów czy pisania tekstów nagrobnych, a także poematów. Tego rodzaju napisy były jawne, dostępne dla wszystkich. Istniały też napisy tajne, które miały magiczną moc i przede wszystkim wzmacniały wojowników, ochraniały przed złem, a nawet pozbawiały sił wrogów, leczyły choroby oraz odniesione rany. Z run można robić talizmany i amulety, ponieważ świetnie się do tego celu nadają. Dobrane odpowiednio służą właścicielowi tak długo, jak jest mu to potrzebne. Najczęściej ryte były na drewnianych deseczkach, kamieniach, kościach i rogach zwierzęcych. Ważne było to, by nośnik był naturalny. Szamani przechowywali je w uświęconych woreczkach, którymi potrząsali i wysypywali je na ziemię a potem odczytywali, te , które były odkryte. Nasi przodkowie doskonale potrafili obserwować przyrodę. Czcili ją poprzez święte drzewa, jeziora, strumienie, oddawali hołd. Przyroda, bogowie, natura jest mocno powiązana z runami, ponieważ do każdej z nich przypisane jest konkretne bóstwo, drzewo, roślina, kamienie, żywioł a nawet znaki zodiaku. Poznanie run to nie tylko nauka ich znaczeń ale również umiejętność połączenia w spójną całość tych elementów. Wejście na tą drogę wymaga poświęceń ale już nie takich jak w przypadku Odyna. Na pewno runy wymagają uwagi, czasu, zaangażowania. Wystarczy szczere, otwarte

Gdy już wejdziesz na tę magiczną drogę, to nigdy nie będzie widać jej końca. Praca z runami nigdy się nie kończy. Sięgając po nie oddajesz im swoją część siebie. Jest to uczucie odwzajemnione, bo gdy je pokochasz, one oddadzą Ci to z nawiązką. Dlatego trzeba też umiejętnie i właściwie je wykorzystywać. Tak jak i inne systemy wróżebne, tak i tutaj obcujemy z energią. Gdy wykorzystujemy ją pozytywnie kierując się dobrocią i miłością, wtedy i my na tym korzystamy, czujemy spełnienie i radość. Najważniejszą zasadą jest: nie szkodzić. O pracy z runami mówi „Edda poetycka”:

Zwycięstwa runy znać musisz, gdy zwycięstwo chcesz odnieść, Rysować je na mieczu rękojeści, A inne na jelcu, znów inne na brzeszczocie I dwukroć wezwać Tyra. Napoju runy znać musisz, gdy chcesz, by cudza żona Nie zawiodła zaufania, gdy jej wierzysz; Na rogu rysować trzeba i na wierzchu dłoni I na paznokciu ryć znak niebezpieczeństwa… Jean-Paul Ronecker „ Runy Duchowy Rodowód”

Jak pracować z runami i jak je stosować napiszę w kolejnych artykułach. Zapraszam Was w tę magiczną, niezwykłą podróż w kolejnych wydaniach „Adremidy”.[Mirosława Dudko]

www.wewnetrzne-swiatlo.orangespace.pl www.adremida.pl

45


dla Wróżki Lulir Gdy skończyłam rozkładać te karty – zaskwierczał ogień w świecy, tak, jakby dostała się do niego woda. Płomień zakołysał się na chwilkę i ponownie palił się jasnym, równym światłem. ako Królowa Mieczy świadoma jesteś ceny, jaką musisz zapłacić za dokonywanie wyborów w życiu. Jesteś silna i masz możliwości jednym cięciem dokonać rozwiązań zawiłych posunięć w życiu. Opierasz się na sprawiedliwym osądzie. Problemy, jakie dotknęły Cię na przełomie życia, pomogły wypracować Ci stabilność, siłę i szacunek innych. Jednakże Twoje chwile szczęścia są ulotne. Uczucie w rodzinie schodzi na plan drugi, za to górę bierze rozsądek. Nie podejmujesz decyzji pod wpływem impulsu. Starannie wyważasz każdą myśl, aż do bólów głowy. Jako że Królowa Mieczy oznacza wdowę, żal Ci minionych lat. Wracasz pamięcią do chwil dobrych i złych. Żyjesz świadomością, że jeżeli uzyskałaś jakąś szczęśliwą chwilkę, to szybko ją utracisz. Żyjesz jednak nadzieją i dajesz innym nadzieję. Lubisz ludzi i lubisz dzielić się z nimi. Tylko małe ostrzeżenie: uważaj, co komu mówisz. Są wokół Ciebie osoby, które potrafią świetnie wykorzystać informacje uzyskane od Ciebie na swoją korzyść. Nie było by w tym nic zdrożnego, ale taka sytuacja staje się dla Ciebie krzywdząca. Masz predyspozycje do budowania wokół siebie wirtualnej przestrzeni. Możesz zupełnie nieświadomie „manipulować” informacjami, to znaczy, odbierać je inaczej, niż są Ci przekazane. Spojrzeć na nie swoim rozumem i wg doświadczeń z własnego życia, tak subiektywnie. Zwróć uwagę na swój układ moczowy i nerki. Winnaś to zbadać w pierwszej kolejności.

As Monet to żywioł ziemi. Materialność była dla Ciebie sprawą najważniejszą. Musiałaś mieć poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Imałaś się każdej pracy, która dała korzyść materialną. Musiałaś mieć coś w garści. To Ty decydowałaś

46 Adremida luty 2012

o swoim życiu, jakie ono będzie. Biorąc pod uwagę tamte czasy, kobiety nie miały za wiele do powiedzenia, zatem żyłaś jako mężczyzna. Potrafiłaś ułożyć sobie plan na życie i konsekwentnie dążyłaś do „zebrania plonów”. Kobieta u Twojego boku, jak i rodzina, mogły czuć się materialnie bezpieczne, ale z uczuciami nie miało to wiele wspólnego.

As Monet to rodzaj alchemicznego złota. Zatem z małych rzeczy potrafiłaś zrobić coś wielkiego. Widzę tu kogoś, kto para się alchemią. Świat ówczesnej fizyki, matematyki, obliczeń i szukania takich rozwiązań, które jeszcze nie zostały odkryte. Zatem i umysł nieprzeciętny. Dalece odbiegający od szarej ludności. I zawsze miałaś jakiegoś Asa w rękawie.

Głupiec i Sprawiedliwość – jako alchemik, miałaś rodzinę, ale nie formalną. Nie w głowie było Ci wiązanie się i wierne służenie rodzinie. Oczywiście dbałaś, by im ptasiego mleka nie zabrakło, ale nie dałaś się uwiązać. Musiałaś czuć wolność. Ty potrzebowałaś swobody, czasu i przestrzeni, by poszukiwać. Nie miałaś stałego miejsca nigdzie. Wszędzie i nigdzie tak naprawdę. Sprawy bytu ziemskiego nie były Twoją mocną stroną. Ty potrzebowałaś czegoś więcej. Zrobić coś, czego inni jeszcze nie zrobili. Ukręcić ze zwykłego piasku złoty bicz. Wielcy magnaci tego świata żądni szybkiego wzbogacenia się, oczekiwali od Ciebie cudu. Dostawałaś na to konkretny czas. A jeżeli nie wywiązałaś się, otrzymywałaś karę. To miało mobilizować Cię do jeszcze większych wysiłków. Byłaś zmuszana do stawania przed jakimiś „Świętymi inkwizycjami”, które wydawały wyrok. Nie potrafiłaś zgodzić się z tym, ale nijakiego wpływu na to nie miałaś. Myślę, że chyba nawet za karę kiedyś odebrano Ci życie.


Karty pochodzą z talii Boski Tarot wydanej przez Studio Astropsychologii

Zdobyte pieniądze niby powinny przynosić radość. No i przynoszą, na krótko, bo jako osoba rozwinięta duchowo wiesz, że pieniądz nie służy do gromadzenia czy opływania w luksusie, ale jest środkiem do celu. Chociaż? Czy nie fajnie byłoby mieć ich więcej? I choć troszkę odpocząć od tej gonitwy w życiu? Przecież można by połączyć przyjemne z pożytecznym. Ot, dylemat. Chciałaś wiele zdziałać, ale nie byłaś rozumiana.

5 Pałeczek, Pustelnik i 10 Pałeczek mówią, iż przyświecały Ci szczytne cele, miałaś do spełnienia misję. I byłaś jej świadoma. Ludzie z Twojego otoczenia torpedowali Twoje zamiary, kopali dołki pod Tobą. Bardzo utrudniali Ci możliwości wypełniania zamiarów i planów. I tak jakoś mi się widzi, że najzagorzalszym przeciwnikiem był ktoś bardzo bliski, jakby brat, kuzyn, mąż, żona. 5 Pałeczek to energia wulkaniczna – kojarzy się z benzyną, smołą, substancjami chemicznymi. Zatem nadal chemia! I znowu miałaś swoją pracownię. Pustelnik jest drugim wcieleniem Głupca, tylko już bardziej mądrym i doświadczonym. Zatem szukałaś znaków tylko sobie wiadomych, szukałaś możliwości rozwiązań. Twoją misją było pomóc w uzdrowieniu ludzkości cielesnej. Byłaś chemikiem! Skłodowska, czy jak? Ona szukała przecież chemicznego środka na leczenie raka! Poświęciła własne życie szukając drogi, by pomoc ludziom. 10 Pałeczek też mówi o totalnym przepracowaniu, opadnięciu z sił. Siedziałaś w tej swojej pracowni, aż do ich utraty. Pracowałaś ponad miarę.

Liczba 4 w karcie 4 Monet oznacza swoje 4 kąty. A więc i ludzi, którzy razem z Tobą mieszkają. Zatem problemem będzie tu zapewnienie stabilności materialnej nie tyle, co sobie, ale rodzinie.

Masz poczucie matni. Żyjesz w jakimś błędnym kole. Nie bez przyczyny w tym miejscu pojawił się Diabeł. Masz wrażenie, że ktoś przeklął to Twoje życie. Że jakieś Fatum nad nim wisi. Czujesz, że Twoja dusza jest wręcz molestowana. Jako kobieta chciałabyś czuć się spełniona. Twoje libido domaga się wręcz tego. A co dostajesz od życia? Sama wiesz. Oto właśnie dzwoni dzwonek. Miga czerwona lampka. Daje Ci sygnał ostrzeżenia. Schodzisz ze swojej drogi. Zbłądziłaś w inną uliczkę. Czujesz się, jakbyś była w pułapce. O ile dobrze pamiętam, kiedyś też już to wyszło, przy innym rozkładzie dla Ciebie. Już wtedy ta czerwona lampka migotała. Ale póki życia, póty masz możliwości zawrócić. Bo za chwilkę dojdzie do tego, że Twoje życie wymknie Ci się spod kontroli. Ten Diabełek jest sygnałem, że powinnaś nauczyć się żyć bardziej spontanicznie i wyzwolić te siły psychiczne, które uporczywie w sobie tłumisz. Robisz coś, czego naprawdę robić nie chcesz. Przymuszasz się i ograniczasz. Masz możliwości i szansę zdjąć kajdany, wyjść na wolność i zacząć realizować siebie. Twoim przeznaczeniem jest być kobietą pełną dobrotliwości i uczuć. Ale gospodarować tymi zasobami mądrze. O tym mówią karty

Królowa Pucharów, 9 Mieczy i 7 Mieczy. Puchary to przelewające się uczucia. Żadne naczynie nie pomieści więcej niż tyle, ile

ma miejsca w środku. Reszta i tak wyleje się na zewnątrz. Czyli – przeleje się. Widać tu Twoje próby autodestrukcji na rzecz rodziny i najbliższych. I co Ci to daje? Ano, 9 Mieczy. Nie śpisz po nocach, jesteś potem zmęczona, mało wydajna w pracy i w życiu, do czynności przystępujesz niechętnie. Chciałabyś, jak ten Robinson Crusoe, znaleźć się na bezludnej wyspie i choć na chwilkę odciąć się od wszystkiego, co cię otacza. Odpocząć psychicznie. Przez większość wcieleń rodzina była dla Ciebie bardziej kulą u nogi niż podporą. Teraz masz ją dużą. Nadmiar ich członków. I tak naprawdę to wcale nie jesteś aż tak szczęśliwa z tego powodu. Wewnętrznie chcesz być wolną, ale otaczający Cię świat stał się dla Ciebie więzieniem. Uważaj, żeby nie doszło do eksplozji. To, co było, minęło, już nie wróci. Nie cofniesz czasu.

7 Mieczy wskazuje, że nadszedł czas na rozmowę z rodziną. Trzeba by to Twoje życie przegadać. I coś ustalić. Misją tu będzie walka o siebie. Bo tak naprawdę, to jesteś dla WSZYSTKICH! Oprócz jednej, jedynej istotki na tym ziemskim padole. Znajdź, Ty mój Alchemiku, w tej stercie piasku bryłkę złota. Szczerego, wartościowego złota. Przemień jałowość w coś intensywnego, wartościowego.

3 Mieczy – nie za fajne widzę to przyszłe wcielenie. Znowu mężczyzna mi się pojawia. Taki sztywny, nieugięty, przyporządkowany logice i rozumowi. Będzie Ci się wydawało, że wiele możesz. Zaczniesz przeceniać swoje siły. Za wszelką cenę będziesz próbować nie stanąć na pozycji przegranej. I nawet może Ci się udać, tylko za jaką cenę? Przecież i tak kiedyś przyjdzie walec i wyrówna. Czyż to nie jest podobne do życia obecnego?

original art (c).E.Baque

Twoja dusza tak naprawdę nie jest przygotowana do życia na co dzień z innymi ludźmi. Bardzo się starasz, chcesz by bliscy mieli bezpieczeństwo i oparcie w rodzinie, ale analizując te układy rodzinne z wcześniejszych wcieleń, bardziej byli Ci zawadą i przeszkodą niż oparciem. Takie zło konieczne. Chcesz się spełnić jako osoba odpowiedzialna, opiekuńcza, w której inni mogą mieć oparcie, ale Twoja dusza buntuje się.

Jakiś architekt? Budowniczy? To tak, jak coś po ruinach tragedii w Ameryce. Najpierw trzeba coś zniszczyć, wyburzyć, zrównać z ziemią, by potem na tym „nowym” miejscu postawić coś bardzo trwałego. [Achma]

www.twojewrozby.pl www.adremida.pl

47


Kadzidła

dym dla ludzi, bogów i duchów

Kadzidła mają tak wiele zastosowań, że trudno tu opisać wszystkie. Przede wszystkim stosowało się je i stosuje w obrzędach religijnych, w tym pogrzebowych, oraz w praktykach liturgicznych, magicznych oraz w życiu codziennym. W niektórych praktykach palenie stosownych ziół i roślin wprowadza w tak zwane odmienne stany świadomości, stąd kapłani, szamani czy inni duchowi przewodnicy swego ludu z powodzeniem stosują kadzidła by kontaktować się z bogami, duchami, podróżować w odmiennych stanach świadomości, uzdrawiać. Palenie kadzideł towarzyszyło ludziom niemal od zawsze. Już w pierwszych kulturach oddających cześć bogom palono kadzidła w celach rytualnych. Do dziś na stanowiskach archeologicznych odnajduje się ślady palenia kadzideł, sięgające tysięcy lat wstecz. Z pomocą aromatycznych dymów nawiązywano kontakt z bogami i duchami. Odkrywano aromaterapeutyczne właściwości roślin i żywic. Pierwsi ludzie szybko odkryli, że różne kadzidła wywołują różne reakcje emocjonalne, a czasem nawet halucynacje. Szybko więc kadzidła stały się nieodłącznym elementem praktyk religijnych i magicznych rytuałów i stosuje się je w tych celach do dziś. Sporo informacji o kadzidłach zostawili nam starożytni. W Egipcie, Mezopotamii, Fenicji, Indiach, Chinach, w całej kulturze helleńskiej i rzymskiej palono kadzidła i udoskonalano ich skład. Czytamy o nich w starożytnych tekstach, a także świętych pismach, choćby w Biblii. W Chinach

48 Adremida luty 2012

kadzidła były w powszechnym użytku, stosowano je także w celach medycznych, a w Japonii sztuka tworzenia kadzideł znalazła odbicie w szkołach Koh-Do i prawdopodobnie to tam opracowano kadzidła stożkowe. O wartości kadzideł może świadczyć fakt, że w niektórych okresach cena kadzidła była wyższa od ceny złota. Skład i proporcje mieszanek ziół, drewna i żywic, stosowanych w celach magicznych i religijnych były i nadal są często objęte ścisłą tajemnicą. Często konkretny składnik i zapach był przeznaczony dla konkretnych bogów lub duchów. Inne miały na celu pomoc w nawiązaniu kontaktu z bóstwem lub spojrzeniem w przyszłość. Kadzidła były też wykorzystywane w życiu codziennym, do odkażania i aromatyzowania pomieszczeń. Dym kadzidła w pewnym sensie łączy świat materii i ducha, gdyż dym, widoczny i namacalny, pozostaje ulotny i nieuchwytny, tak jak jego zapach. Poza tym ludzie dość


Lecznicze właściwości kadzideł zostały potwierdzone naukowo, gdyż niektóre żywice i olejki eteryczne zawierają np. seskwiterpeny, które korzystnie wpływają na pracę mózgu poprawiając koncentrację, podnoszą odporność organizmu a nawet regulują gospodarkę hormonalną. cyprys, cynamonowiec. Składniki pochodzenia zwierzęcego to głównie ambra i piżmo, ale też inne jak strój bobrowy czy cybet.

Właściwości kadzideł. Często właściwości kadzideł wiąże się z właściwościami magicznymi i medycznymi roślin i żywic, stosowanych w obrzędach i ceremoniach oraz w medycynie naturalnej. A lecznicze właściwości kadzideł zostały potwierdzone naukowo, gdyż niektóre żywice i olejki eteryczne zawierają np. seskwiterpeny, które korzystnie wpływają na pracę mózgu poprawiając koncentrację, podnoszą odporność organizmu a nawet regulują gospodarkę hormonalną. Wpływają też korzystnie na stany emocjonalne, układ oddechowy, oczyszczają i odkażają powietrze.

szybko zauważyli, że pewne substancje nie mające zapachu uwalniają go pod wpływem spalania, jakby oddając swego ducha, esencję swej istoty i siły. Toteż nie dziwi fakt, że dym z kadzideł na stałe wrósł w kulturę i religię na całym świecie.

Składniki kadzideł. Podstawowe składniki kadzideł to drewno i kora, żywice, zioła (liście, kwiaty, korzenie, kłącza, nasiona i owoce) a także substancje pochodzenia zwierzęcego. Niektóre tradycje magiczno-religijne dzieliły te składniki na przynależne konkretnym bogom albo żywiołom. Podstawowe żywice, jakie stosuje się w kadzidłach to mirra, kopal, styraks, kamfora. Żywic jest znacznie więcej, te jednak są najpopularniejsze. Drewno i kora drzew stosowana w kadzidłach to najczęściej sandałowiec, cedr,

Właściwości lecznicze kadzideł są bardzo często związane z właściwościami ziół i żywic. Także w obrzędach magicznych przypisuje się kadzidłom właściwości magiczne stosowanych składników. Dla przykładu szałwia biała, czy żywica świerkowa palone są w celu oczyszczania energetycznego oraz odpędzania złych duchów. Suszony korzeń mandragory lekarskiej sprzyja z kolei podróżom duchowym, przepowiadaniu przyszłości i kontaktowaniu się z duchami. Bylicę z kolei pali się podczas rytuałów ochronnych i oczyszczających. Lawenda, rozmaryn czy róża sprzyjają wyciszaniu i łagodzą stany depresyjne. Stosuje się też je w magii miłosnej. Mirrę stosuje się w liturgiach, także do uświęcania osób i przedmiotów. Z kolei cis sprzyja wewnętrznym transformacjom, medytacji, rozliczaniu przeszłości i podróżom duchowym.

Taka lista może być bardzo długa, bo wiele z ziół i żywic ma szerokie spektrum właściwości i zastosowań. Warto zawsze komponować lub dobierać kadzidła stosownie do ich właściwości.

Znaczenie i zastosowanie kadzideł. Kadzidła mają tak wiele zastosowań, że trudno tu opisać wszystkie. Przede wszystkim, o czym była mowa wyżej, stosowało się je i stosuje w obrzędach religijnych, w tym pogrzebowych, oraz w praktykach liturgicznych, magicznych oraz w życiu codziennym. W niektórych praktykach palenie stosownych ziół i roślin wprowadza w tak zwane odmienne stany świadomości, stąd kapłani, szamani czy inni duchowi przewodnicy swego ludu z powodzeniem stosują kadzidła by kontaktować się z bogami, duchami, podróżować w odmiennych stanach świadomości, uzdrawiać. Ma też kadzidło znaczenie symboliczne, np. w liturgii Kościoła, wyraża ono modlitwę i ofiarę miłą Bogu. Miało też mieć znaczenie oczyszczające. W liturgiach i praktykach sakralnych miało zanosić do www.adremida.pl

49


O wartoœci kadzideł mo¿e œwiadczyæ fakt, ¿e w niektórych okresach cena kadzidła była wy¿sza od ceny złota. bogów modlitwy i prośby wiernych. Zastosowanie kadzideł do oczyszczania znane jest zresztą nie tylko z kultury judeochrześcijańskiej ale i wielu innych. Obecnie dużą popularnością cieszy się np. szałwia biała, którą stosuje się do oczyszczania ze złych energii, ale i do odpędzania złych duchów. To ostatnie zastosowanie jest też znane od wieków i różne mieszanki ziół i żywic stosuje się w praktykach egzorcyzmów, uzdrawiań szamańskich odpędzających złe duchy, oczyszczania energii pomieszczeń. Kadzidła miały też (i nadal mają) zastosowanie bardziej praktyczne i przyziemne. Ich intensywna woń z dużym powodzeniem maskuje przykre zapachy, aromatyzuje powietrze. W czasach, kiedy higiena osobista stała na bardzo niskim poziomie, w świątyniach właśnie kadzidłami maskowano przykrą woń niemytych ciał wiernych. Przy okazji kadzidła często odkażały pomieszczenia. Są też stosowane w kadzidłach specjalne zapachy odstraszające komary i inne uciążliwe dla ludzi owady.

Rodzaje kadzideł. Typów i rodzajów kadzideł jest bardzo wiele. Dzieli się je na spalane bezpośrednio i pośrednio. Do pierwszych zaliczamy popularne trociczki (kadzidełka na patyczkach bambusowych lub z drzewa sandałowego), kadzidełka stożkowe, czy spiralne. Ich podstawą są mieszanki sproszkowanych na puder składników ziołowych, żywicznych i zapachowych oraz węgla drzewnego i spoiwa (w niektórych stosuje się już żywice jako spoiwa). Właśnie węgiel sprawia, że kadzidełko się żarzy a nie pali żywym ogniem. Kadzidła spalane pośrednio umieszcza się nad źródłem ciepła lub sypie bezpośrednio na rozżarzone węgle. Do nich zaliczamy tak zwane kadzidła sypkie, czyli mieszankę wysuszonych drobnych części roślin oraz granulek żywicznych. Pierwsza metoda polega na umieszczaniu sypkiej kompozycji na specjalnych tackach lub sitkach bezpośrednio nad źródłem ciepła. W drugiej metodzie sypiemy mieszankę bezpośrednio na rozgrzane węgle.

50 Adremida luty 2012

Do kadzideł sypkich spalanych pośrednio stosuje się specjalne kadzielnice (w liturgii kościoła nazywa się je trybularzami). Mają one różne formy i kształty, często są bogato zdobione i stanowią element dekoracyjny. W sklepach można także nabyć specjalne kominki do ogrzewania kadzideł sypkich, których nie spalamy na węglach. Kadzidła spalane bezpośrednio umieszcza się na specjalnych podstawkach, których też duży wybór można znaleźć w sklepach.

Jak zrobić kadzidło? Kadzideł nie trzeba kupować, można je wykonać samodzielnie w domowych warunkach. Ma to też tę zaletę, że możemy samodzielnie wykonać kompozycję zapachową dobraną do upodobań, a także do potrzeb. Najprościej wykonać kadzidło sypkie. W tym celu potrzebujemy węgle do kadzideł lub shishy (można je dostać w większości sklepów tytoniowych). Rozpalają się one bardzo szybko. Taki węgielek umieszczamy w kadzielnicy. Można ją zrobić z muszli, misy ceramicznej lub metalowej, starego pucharu. Na dno wysypujemy trochę piasku, który izoluje i pochłania część ciepła. Na piasek układamy rozżarzony węgiel i sypiemy na niego kompozycję sypkiego kadzidła. W miarę potrzeby dodajemy składniki kadzidła. Takie kadzidło ma też te zaletę, że jest nie drogie, gdyż zarówno żywicę świerkową jak i zioła możemy zebrać i przygotować samodzielnie. Droższe są kadzidła z żywic egzotycznych, ale obecnie nie są już droższe od złota i można je kupić w sklepach ezoterycznych lub specjalistycznych. Czy kupione, czy też samodzielnie zrobione, warto mieć kadzidła pod ręką i korzystać z ich dobrodziejstw. [Agnieszka „Szepcząca” Cupak]

www.ezodar.blogspot.com


Siła kamieni

Sugilit i Turkus

Turkus.

Sugilit.

Sugilit jest minerałem, który przyciąga światło i miłość w najtrudniejszych sytuacjach. Niczym fioletowy płomień wpływa na podniesienie naszych wibracji duchowych oraz poziomu energii. Turkus w starożytnym Egipcie kojarzony był z boginią piękności Hathor oraz Izis. U buddystów reprezentuje Naturę Buddy, a u Nawahów jest minerałem Wielkiego Ducha.

waniu, wspomaga naszą czakrę gardła, doskonali autoekspresję, uwalnia od zahamowań, inspiruje odwagę i pomaga odnaleźć ostateczny cel życia.

Sugilit, znany jako królewski luwilit lub królewski azel, w kolorze indygo, uważany jest za minerał Archanioła Michała. Jest silnie związany ze sferą duchową.

Turkus w starożytnym Egipcie kojarzony był z boginią piękności Hathor oraz Izis. U buddystów reprezentuje Naturę Buddy, a u Nawahów jest minerałem Wielkiego Ducha. Podchodzono do niego z wielkim szacunkiem.

Jest minerałem, który przyciąga światło i miłość w najtrudniejszych sytuacjach. Niczym fioletowy płomień wpływa na podniesienie naszych wibracji duchowych oraz poziomu energii. Ma taką barwę i częstotliwość duchowego światła, które sprowadza łaskę, sprawiedliwość, wolno��ć i transmutację. Daje nam możliwość przemiany samych siebie. Pogłębia świadomość duchową.

który wypala to, co ciemne, co zasłania naszą boskość w nas, naszą czystą istotę. Odczujmy, jak oczyszcza naszą sferę emocjonalną z negatywnych uczuć. Niech jego energia otworzy nasz czakram serca na bezwarunkowe i bezinteresowne uczucie. Następnie podziękujmy mu za oczyszczenie naszej energii, oczyśćmy minerał, spłukując go zimną wodą i pozostawmy w promieniach słońca, aż wyschnie. Tak, jak pomaga nam pozbyć się negatywnych emocji, tak samo oddziałuje na otoczenie. W jego obecności nie mogą się one rozwijać.

Pomaga również dostroić się nam energetycznie do wibracji Archanioła Michała. Wzmacnia proces wizualizacji Jego energii.

Gdy czujemy, że w pomieszczeniu trudno się nam oddycha, ogarnia nas przygnębienie, smutek lub wrogość, a nie mamy ku temu powodów, może to oznaczać, że ktoś w tym pomieszczeniu wyemitował za dużo negatywnych uczuć, a ściany je wchłonęły. Weźmy wtedy sugilit w dłonie, stańmy na środku pomieszczenia i wyraźmy intencję oczyszczenia tego pomieszczenia z negatywnych emocji. Wyobraźmy sobie, jak minerał wzmacnia naszą energię, emanuje fioletową mgłę, która zaczyna wnikać we wszystko, co napotyka na swej drodze – w sprzęty, w ściany, w nas i równoważy emocje, po czym zasysa z powrotem fioletową parę, pozostawiając pomieszczenie pełne światła i miłości. Podziękujmy mu za oczyszczenie i nie zapomnijmy i jego oczyścić.

Gdy chcemy uwolnić się od ciężkich energii strachu, zazdrości, chęci zawłaszczania, pozbyć się wrogości, weźmy sugilit w dłonie, zbliżmy go do czakramu serca i postarajmy się odczuć duchowe wibracje fioletowego płomienia,

Skoro przy energii Archanioła Michała pozostajemy, to warto wspomnieć również o turkusie. Te dwa minerały – sugilit i turkus, współdziałają ze sobą. Jeden – sugilit, oczyszcza, ochrania, drugi – turkus, sprzyja twórczemu porozumie-

Przyspiesza działanie umysłu i zdolność ciała do regeneracji. Pobudza funkcje szyszynki, równoważy półkule mózgowe, pomaga w leczeniu autyzmu i dysleksji. Jego barwa wspomaga nasz wyczerpany fizycznie organizm, pomaga wydostać się z letargu, poprawić krążenie krwi, pomaga w problemach trawiennych. Wspomaga usuwanie toksyn z organizmu, uśmierza również bóle głowy. Pomaga w zaburzeniach nerwowych. Równoważy emocje, łagodzi stres, eliminuje zazdrość i rozgoryczenie, wspomaga w procesie wybaczania i ułatwia kierowanie się miłością.

Turkus – w kolorze niebieskim – działa na czakram gardła. Powinniśmy nosić ten minerał w jego okolicy, zwłaszcza gdy chcemy z łatwością poradzić sobie podczas publicznego wystąpienia, rozmowy kwalifikacyjnej, egzaminu ustnego. Wisior będzie pasował idealnie. Kolczyki wzmocnią działanie. Jego energia, wzmacniając naszą, doda nam odwagi do wyrażania tego, co czujemy, myślimy, czego oczekujemy od innych. Staniemy się elokwentni. Jako minerał Archanioła Michała również ma działanie ochronne i był ulubionym minerałem podróżników. Wzmacnia cały organizm, pobudza układ odpornościowy, pomaga w przyswajaniu składników odżywczych, w leczeniu infekcji. Pobudza krążenie krwi, a także uśmierza bóle. Bliźniętom pomaga uzyskać wewnętrzny spokój. Strzelcom pomaga w rozwiązywaniu problemów i przeciwdziała wyczerpaniu w wyniku przepracowania. Zachęcam do zaopatrzenia się w oba te minerały, poczucia ich energii. [Ania Kurasiewicz]

www.teczowadroga.hpu.pl www.adremida.pl

51


Reiki jest wyjątkowym rodzajem energii, z której możemy korzystać dla poprawy i zachowania zdrowia, ale też we wszystkich innych dziedzinach życia. Przenika wszystko. Jest energią, siłą, która sprawia, że wody krążą w przyrodzie, z nasion wyrastają drzewa i kwiaty, rodzą się ludzie, zwierzęta. To moc, która obdarza życiem i witalnością.

R

Uzdrawiająca energia w naszych dłoniach

Reiki to najkrócej mówiąc narzędzie pozwalające pracować z energią życiową, witalną, umożliwiające samorozwój, a przede wszystkim ukierunkowane na uzdrawianie w szerokim tego słowa znaczeniu. Nazwę Reiki tłumaczy się różnie. Jest to słowo pochodzenia japońskiego i najprościej mówiąc oznacza Uniwersalna Energia (Rei – Uniwersum, Ki – energia). Jednak wiele osób tłumaczy to jako: „Rei”: „Rozum”, „Ki”: „Duch”. Można to także przetłumaczyć jako ukłon w stronę energii Ki, gdyż w języku japońskim Rei, znaczy także ukłon, pokłon.

Wszystko w przyrodzie i wszechświecie jest energią, o czym każdy uczył się w szkole na lekcjach fizyki. Równanie Alberta Einsteina E=mc2 znają wszyscy, a jest to wszak wzór dotyczący energii. Energie mają też różne zagęszczenia, te najbardziej gęste przybierają formę materialną, inne pozostają w sferze subtelnych, nie dla wszystkich dostrzegalnych form. Energią subtelniejszą jest na przykład ludzka dusza.

52 Adremida luty 2012

Reiki

Reiki to także energia. Jednak nie całkiem zwyczajna i nie podobna do innych. Najczęściej mówi się o niej, że to uniwersalna energia, obdarzona własną inteligencją, wypełniająca cały Wszechświat w każdym czasie i miejscu. Jest też Reiki energią bezwarunkowej miłości. Można więc śmiało powiedzieć, że ma w sobie coś boskiego. Energia Reiki zachowuje się też, jakby rozróżniała dobro i zło, w naszym, powszechnym, ludzkim rozumieniu. Co to oznacza? Reiki nie popłynie w nieczystych intencjach, aby komuś zaszkodzić, kiedy nie powinna być użyta. Reiki przepędza mroczne byty, gdyż jako najczystsze światło i miłość, jest im nieprzychylna. Reiki przenika wszystko. Jest energią, siłą, która sprawia, że wody krążą w przyrodzie, z nasion wyrastają drzewa i kwiaty, rodzą się ludzie, zwierzęta. To moc, która obdarza życiem i witalnością. Reiki to nazwa japońska, ale i w innych językach i kulturach jest o niej mowa. I tak np. w Chinach nazywa się ją „Chi” i opracowano wiele technik pracy z nią, np. słynne Tai Chi. W starożytnym Egipcie nazywano ją Ka, w Grecji Logos lub pneuma. Kahuni nazywają ją Mana, a u Sufich jest to Baraka. Indiańskie pojęcie Manitou także można odnieść do tej energii.


wszystkich innych dziedzinach życia. Tu ograReiki używamy mniej lub bardziej świadoniczeniem jest tylko nasza własna wyobraźnia. mie od dziecka. Zaobserwujmy bawiące Trzeba też pamiętać, że tak naprawdę Reiki, się dzieci. Kiedy się przewrócą, coś je jest jedną z metod pracy z energią Ki. Można je zaboli przykładają intuicyjnie dłonie do zaliczyć do japońskiego systemu uzdrawiania bolącego miejsca. Jest to niczym innym jak energetycznego. opartego na stopniach (są korzystaniem z Reiki. Jednakże choć każdy trzy) oraz na inicjacji, czyli, jak już wspomniałam, z nas w mniejszym lub większym stopniu dostrojeniu adepta do energii. może korzystać z Reiki, to jednak aby móc w pełni cieszyć się jej dobroJak działa? Najprościej mówiąc dziejstwem warto skorzystać po tym, jak już jesteśmy dostroz pomocy mistrza nauczyciela jeni do wibracji tej energii, Reiki. Podczas inicjacji dostroi stajemy się jej przekaźnikiem. on naszą energetykę do Reiki, Otwieramy się na będącą wszęotworzy nas na jej przepływ. dzie wokół energię Ki i poprzez Oczywiście można takie dostronasze kanały energetyczne jenie uzyskać samodzielnie, przekazujemy ją dłońmi sobie, poprzez medytację, ćwiczenia innym osobom, zwierzętom, oddechowe i pracę nad samym kwiatom, nawet sytuacjom. sobą, jednakże inicjacja z rąk Możemy też z pomocą Reiki mistrza Reiki daje nam pewność, przesłać intencje, takie jak że dostrajamy się właśnie do uzdrawianie, miłość, a także energii Uniwersum, a nie do symbol reiki - słowo "reiki" składa się pomoc w rozwiązywaniu innej. Zwłaszcza dla osób, które z dwóch japońskich słów. codziennych problemów. dopiero zaczynają swoją drogę rozwoju duchowego, inicjacja Najczęściej mówi się do Reiki jest otwarciem na nowe o niej, że to uniwer- Zaletą tej metody jest też fakt, że można ją bezpiecznie łączyć możliwości. salna energia, z wieloma innymi metodami terapeutycznymi, choć nie ze Wokół inicjacji Reiki narosło obdarzona własną wiele mitów i niedomówień, inteligencją, wypeł- wszystkimi. Niemniej bardzo najczęściej będących wynikiem niająca cały Wszech- dobrze współgra ona np. z litoterapią czy ziołolecznictwem. niezrozumienia i nadinterpretaświat w każdym cji systemu Reiki, przez osoby, czasie i miejscu. Jest Zaśbioenergoterapeucichętnie uzupełniają i wzmacniają swoją które nie zajmują się tą metoteż Reiki energią energię siłą Reiki. Można je też dą. Inicjacja w tym wypadku bezwarunkowej stosować w codziennym życiu, dostraja do energii Uniwersum, miłości. dla zdrowia, urody, w domu czy otwiera w inicjowanym kanał do pracy. Dalsze stopnie – II i III – pozwalają nam już przekazywania tej energii dalej, oczyszcza te na przekazywanie tej uzdrawiającej siły także kanały (meridiany) oraz czakry, co powoduje w czasie i przestrzeni. Poznajemy wtedy też tzw. też podniesienie naszych wibracji energesymbole Reiki, które pomagają nam w pracy z tą tycznych. Zaraz po zakończeniu dostrajania metodą energoterapii. – używa się tu specjalnych znaków Reiki, otrzymywanych na kolejnych stopniach Dziś Reiki jest coraz bardziej popularne na – mistrz odcina się od inicjowanego. Nie jest całym świecie, a wiele osób, zapisuje się na więc prawdą, że w jakikolwiek sposób mistrz I stopień Reiki aby na co dzień móc korzystać i adept są ze sobą związani na zawsze i zależz dobrodziejstw tej energii. I wielu poprzestaje ni jeden od drugiego. Oczywiście dobry tylko na tym stopniu, traktując Reiki jak narzęi uczciwy mistrz będzie się interesował dzie wspomagające zdrowie, zawsze pod ręką, swoim uczniem, służył mu radą i pomocą dosłownie i w przenośni, ponieważ Reiki przekatakże po zakończeniu seminarium Reiki, ale zujemy sobie i innym właśnie przez dłonie. Stąd nic poza tym. często nazywane jest uzdrawiającym dotykiem. [Agnieszka „Szepcząca” Cupak] Reiki, jak już wiemy, jest wyjątkowym rodzajem energii, z której możemy korzystać dla poprawy i zachowania zdrowia, ale tez we www.ezodar.blogspot.com

Na koniec kilka słów o stopniach reiki. W tradycyjnym Usui Reiki, mamy trzy stopnie: I stopień - Shoden. Służy oczyszczeniu i uzdrowieniu, równoważy, harmonizuje. Poznaje się tu podstawy Reiki i uczy pracy z tą energią. Jest to też stopień podstawowego samoleczenia oraz uzdrawiania innych. Pozwala także na energetyzowanie przedmiotów, roślin, pożywienia, leczenia zwierząt, itp.

II stopień - Okuden czterokrotnie poszerza przepływ Energii Reiki przez nas. Poza tym umożliwia także przekazywanie Reiki w czasie i przestrzeni. Na tym stopniu otrzymuje się także trzy symbole Reiki, wspomagające przekazywanie energii, ochraniające oraz mające szereg innych zastosowań poznawanych podczas warsztatów.

III stopień - Shinpiden jest zwany także stopniem mistrzowskim, gdyż uzyskujemy tu już tytuł Mistrza. Jednakże obecnie nie jest to równoznaczne z uzyskaniem uprawnień do nauczania i inicjowania innych. Wielu Mistrzów Reiki rozdziela ten stopień niejako na dwie części. Moim zdaniem często słusznie, gdyż nauczanie i inicjowanie innych osób, to bardzo duża odpowiedzialność. Ważne tez jest, aby umieć pracować już z energią trzeciego stopnia i czwartym symbolem, który wówczas otrzymujemy. Jednak jest to indywidualna sprawa każdego Mistrza, a często seminarium III stopnia dostosowuje się do potrzeb i oczekiwań oraz możliwości samego ucznia. Ten etap wtajemniczenia w Reiki maksymalnie otwiera na tę energię. Otrzymujemy tutaj czwarty i ostatni symbol, który podobnie jak poprzednie wspomaga naszą prace z energią. Tutaj też, jeśli zdecydujemy się na drogę nauczania Reiki, dowiemy się, jak inicjować inne osoby. Osobiście każdemu polecam Reiki, choćby tylko I stopnia, bo zmienia ono nasze życie na lepsze. Pozwala cieszyć się dobrym zdrowiem i na dłużej zachować młody wygląd. Przede wszystkim jednak otwiera nas na nowe możliwości i pozwala poznać i doskonalić samego siebie. [Agnieszka „Szepcząca” Cupak]

www.adremida.pl

53


Chiropraktyka: widzieć

alcami

Rozmowa ze Stanisławem Stasiełowiczem, doświadczonym i cenionym chiropraktorem. Paweł Zyguła: Czym zajmuje się chiropraktor? Stanisław Stasiełowicz: Chiropraktyką oczywiście! Z greckiego chiro – ręka, praxis – terapia. Jest to holistyczna terapia mająca na celu wspomaganie leczenia chorób kręgosłupa i odkręgosłupowych, jak również innych schorzeń układu kostno-stawowego i mięśniowego.

znaczek pocztowy, nitka, czy nawet ludzki włos. Po zdaniu tego egzaminu następuje dopuszczenie do trwającego pół roku kursu. Kurs jest podzielony na 3 etapy. W pierwszym uczono mnie czego nie należy robić, aby nikomu nie stała się krzywda podczas wykonywanego zabiegu. Drugi etap to diagnostyka, a trzeci to wiedza na temat sposobów wykonywania korekcji kręgosłupa i stawów.

P.Z.: Od jak dawna zajmuje się Pan tą metodą?

P.Z.: Jak zazwyczaj wygląda przebieg terapii ?

Często dosłownie i w przenośni bierzemy w swoim życiu na barki zbyt wielki ciężar odpowiedzialności za cały świat i wszystkich na około.

S.S.: Od 23 lat pracuję stosując ten rodzaj terapii. Ponad połowę tych lat spędziłem w Austrii, Szwajcarii i Niemczech, gdzie wykonałem kilkadziesiąt tysięcy zabiegów korygujących kręgosłup i poprawiających ruchomość stawów. Od 3 lat ponownie pracuję w Polsce, gdzie w przeciwieństwie do krajów zachodnich chiropraktor nie jest wpisany na oficjalna listę zawodów. Wielka szkoda, ponieważ pozwoliłoby to na oficjalną współpracę z lekarzami ortopedami oraz neurologami, tak jak ma to miejsce na przykład w Niemczech. P.Z.: Czy trudno nauczyć się technik korekcji kręgosłupa ?

S.S.: Wszystko zależy od predyspozycji oraz zaangażowania, jakie poświęcimy tej metodzie. Wiedza medyczna, zwłaszcza anatomia jest podstawą przygotowania teoretycznego przyszłego chiropraktora. Zanim podjąłem naukę, posiadałem już wykształcenie medyczne i dwa lata praktyki w zawodzie fizjoterapeuty. Wtedy zgłosiłem swój akces do ośrodka szkolącego chiropraktorów w Moskwie. O tym jak ważne są predyspozycje manualne przyszłego terapeuty świadczy choćby egzamin, jakiemu już przed rozpoczęciem nauki poddawani są kursanci. Polega on na wyczuciu opuszkami palców zawartości koperty znajdującej się pod lnianym obrusem. A zawartość może być bardzo różna i zaskakująco trudna do wyczucia:

54 Adremida luty 2012

S.S: Można wyszczególnić cztery fazy prawidłowo przeprowadzonego procesu korekcji kręgosłupa. Pierwszy etap to zdiagnozowanie nieprawidłowości i przyczyn wywołujących schorzenie. Bardzo pomocne są tutaj wyniki badań tradycyjnymi metodami medycyny konwencjonalnej, np. zdjęcia rentgenowskie, rezonans magnetyczny itd. Drugi etap to sama korekcja, której towarzyszy masaż rozgrzewający i odsuwający mięśnie przykręgosłupowe. Drugi etap jest powtarzany tyle razy w ilu punktach kręgosłupa nastąpiły zmiany w położeniu kręgów. Odstęp czasowy pomiędzy kolejnymi korekcjami nie może być krótszy niż 8 godzin i nie dłuższy niż 24 godziny. Kiedy wszystkie punkty są już skorygowane (nastawione), kolejnym zabiegiem jest stabilizacja, która ma na celu zharmonizowanie całego odcinka kręgosłupa poddawanego korekcji. Ostatnim etapem jest kontrola po upływie jednego miesiąca i ewentualne dodatkowe korekcje, w przypadku kiedy np. osoba poddawana zabiegom nie dostosuje się do zaleceń i wykona czynności prowadzące do cofnięcia się wykonanej korekcji. P.Z.: Z jakimi rodzajami dysfunkcji kręgosłupa spotyka się Pan najczęściej podczas swojej praktyki? S.S.: Masowym zjawiskiem w dzisiejszych czasach jest przeciążenie odcinka krzyżowo-lędźwiowego, które doprowadza do zmian dyskopatycznych. Formą zaostrzoną tego stanu jest np. zapalenie nerwu kulszowego. Jest to spowodowane obecnym trybem życia, między innymi długim przebywaniem w pozycji siedzącej. Kolejnym bardzo częstym miejscem, gdzie kręgosłup ulega przeciążeniom jest odcinek piersiowy pomiędzy krawędziami łopatek. Tutaj zazwyczaj swoje piętno odciskają godziny spędzane przed komputerem. Również odcinek szyjny jest wtedy narażony na zmiany dyskopatyczne.


Wszędzie tam, gdzie postęp cywilizacyjny powoduje przyspieszenie tempa życia i obciążenie stresem, wskaźnik ilości schorzeń kręgosłupa jest zatrważająco wysoki. P.Z.: Co jeszcze jest przyczyna naszych kłopotów z kręgosłupem? S.S: Stres, stres i jeszcze raz stres. Często dosłownie i w przenośni bierzemy w swoim życiu na barki zbyt wielki ciężar odpowiedzialności za cały świat i wszystkich naokoło. Wydaje nam się, że jeśli my czegoś nie zrobimy sami, nikt za nas tego nie zrobi. Szarpiemy się z życiem całymi latami, bez wakacji, bez wytchnienia, w ciągłym biegu. Za tą postawę płacimy miedzy innymi schorzeniami kręgosłupa. P.Z.: Czy to prawda, że kłopoty z kręgosłupem są częstą przyczyną innych dolegliwości odczuwanych w ciele? S.S.: Tak, to niestety prawda. Kręgosłup jest centralnym ogniwem przekazu informacji z mózgu, do poszczególnych organów wewnętrznych, mięśni, skóry itd. Jeżeli następuje zaburzenie bodźcoprzewodnictwa, następuje dysfunkcja tych organów. Na przykład ucisk kręgów na dyski międzykręgowe w odcinku piersiowym oddziałuje na nasze odczucia związane z pracą serca, co może manifestować się jako różnego rodzaju kłucia i uciski w okolicach serca lub duszności i uczucie niepokoju. Oczywiście podobne objawy mają osoby z zawałem lub stanem przedzawałowym mięśnia sercowego, ale w przypadku przebadania serca i braku negatywnych wyników, warto zainteresować się stanem swojego kręgosłupa. To właśnie tam może tkwić przyczyna odczuwalnych nieprzyjemnych dolegliwości.

zacyjny powoduje przyspieszenie tempa życia i obciążenie stresem, wskaźnik ilości schorzeń kręgosłupa jest zatrważająco wysoki. Śmiem twierdzić, że 95% populacji krajów wysokorozwiniętych jest obarczone schorzeniami kręgosłupa. P.Z.: Jaki był najmłodszy i najstarszy Pana klient? S.S.: Moim najmłodszym klientem była siedmiodniowa dziewczynka, z urazem stawu barkowego zaistniałym przy porodzie. Najstarszym był 92-letni mężczyzna, zresztą arystokrata z Niemiec, który wymagał stabilizacji kręgosłupa. P.Z.: To faktycznie ogromna rozpiętość wiekowa. Problemy układu kostno-stawowego dotykają bez mała wszystkich, zatem w jaki sposób możemy chronić się przed tego typu schorzeniami? S.S: Bardzo ważna jest aktywność ruchowa. Np. znakomitą profilaktyką jest pływanie na plecach. Poleciłbym również codzienny ruch na świeżym powietrzu, na przykład nordic walking (chodzenie ze specjalnymi kijami), lub po prostu spacery. Również niezwykle istotne są przerwy podczas pracy przy komputerze oraz w trakcie prowadzenia samochodu. Obowiązuje zasada: dwie godziny jazdy, piętnaście minut przerwy. Generalnie im mniej stresu i przemęczenia, tym lepiej dla naszego kręgosłupa. Jeśli coś musisz dźwigać a możesz tego nie robić sam, to poczekaj na kogoś, kto Ci pomoże. P.Z.: Czego może Pan życzyć naszym czytelnikom?

P.Z.: Czy Polacy są bardziej schorowani pod względem dysfunkcji kręgosłupa, niż inne nacje Europy? S.S.: Przepracowałem w krajach Europy zachodniej jako chiropraktor kilkanaście lat i z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że zarówno Polacy, jak i inne nacje w równym stopniu cierpią z powodu schorzeń kręgosłupa i stawów. Wszędzie tam, gdzie postęp cywili-

S.S: Życzę czytelnikom Adremidy, aby spotykali się ze mną na stoku narciarskim lub w hali sportowej i basenowej a nie na stole w gabinecie. P.Z.: Serdecznie dziękuję za rozmowę. [Paweł Zyguła] Dodatkowe informacje znajdą Państwo na stronie www.angita.pl Zainteresowanych prosimy o kontakt: 665 556 534, 606892449 lub angita@angita.pl

www.adremida.pl

55


Wielki Atlas Ziół

Gwiazdnica pospolita Stellaria media

Portret gwiazdnicy pospolitej – jednej z prastarych dziewięciu europejskich magicznych roślin zielnych, która podobnie do kurdybanka i stokrotki (czy spoza tej magicznej listy np: roszponki, czy zajęczej kapusty) pozostaje zielona pod śniegiem i może służyć jako witaminowe uzupełnienie diety na przednówku w postaci dodatku do sałatek. Stellaną, czyli Gwiazdką nazwał ja Linneusz – ojciec systematyki roślin, a to z powodu jej pięknych białych gwiaździstych kwiatków. Ma ona tez swoje nazwy ludowe, które kryją w sobie pamięć zastosowania leczniczego, czy magicznego: mokrzyca, kurzyślad... Natomiast amerykański ekspert od chwastów Edwin Rollin Spencer (zm.1964) zwał gwiazdnicę „zarazą”, która kradnie roślinom użytkowym cenne substancje odżywcze i miejsce, jak i inne chwasty „charakteryzujące się zaborczością nie ustępującą zaborczości Bonapartego czy Hitlera”. Nie mógł Linneuszowi wybaczyć tej pięknej niewinnej nazwy. Lecz gwiazdnica wcale nie jest szelmą jak uważał. Jest prawdziwą rośliną pionierską, która jak ochronny plaster przykrywa przepracowaną, wyjałowioną glebę i pomaga jej

wrócić do równowagi. Widzę ją chętnie w moim ogrodzie na właśnie odłogiem leżących grządkach. Zabezpiecza je przed rozmywającym deszczem i chroni przed wysuszeniem słońcem, co wychodzi tez na dobre drobnym żyjątkom, które przyczyniają się do powstawania humusu. Jej niezliczone nasiona są źródłem pokarmu dla małych ptaków. Takim źródłem jest też – dla wiele znaczących dla ogrodowego biotopu owadów z krótką ssawką – jej łatwo dostępny nektar stale kwitnących kwiatów A tam gdzie jest niepożądana, łatwo daje się wyplewić, gdyż ma krótkie korzenie, ponieważ stale pobiera rosę (wchłaniając) również włoskami, które ma wzdłuż łodygi Wyplewionej nie trzeba wyrzucać, lecz zużyć ją do najbliższej sałatki lub w ostateczności (bo szkoda witamin) do zupy, gdyż zawiera dużo witaminy C i karoten. Także rzadkie minerały jak fosfor, magnez, miedź, potas, oraz sole mineralne i kwas krzemowy. Szczególnie wiosną i poźną jesienią, gdy inne rośliny są jeszcze, lub już nieobecne. A wygląda i smakuje gwiazdnica odświeżająco, zaś tak pisze o jej smaku zielarka Ursel Bührling (1992 str.34) : „nas jednak zaskakuje to wiecznie zielone ziele ogrodowe swoim wytwornym smakiem, który przypomina smak świeżych kolb kukurydzy” Gwiazdnicę sprzedawano kiedyś w pęczkach jako włoszczyznę na europejskich bazarach. W Północnych Indiach nadal sprzedawana jest na targach jako warzywo, a przyrządzana jest podobnie jak szpinak. Wprawdzie gwiazdnica wygląda na krucha roślinę, lecz posiada niemal niezniszczalna energie życiową. Jest eterycznym olbrzymem. Rośnie i kwitnie oraz owocuje ustawicznie, a gdzie jej łodygowe węzły dotkną ziemi, tworzy nowe korzonki. Jej kwiaty tez odznaczają się ruchliwością : otwierają się kolo dziewiątej i przy czystym niebie pozostają takie przez 12 godzin. A zwracają się bezpośrednio ku słońcu. Zapylane są przez owady, ale nie muszą, bo kiedy ich brak - zapylają się same w taki oto sposób: wykrzywiają słupki do tego stopnia, aż te dotkną przewodów pyłkowych.

56 Adremida luty 2012


Gwiazdnica jest zimoodporna - ro˜nie, kwitnie i kiełkuje nawet pod ˜niegiem przy temperaturze paru stopni powy˛ ej zera. Tylko trzaskaj˝ cy mróz bez pokrywy ˜nie˛ nej potrafi zaszkodzi˙ gwiazdnicy. Lecz i na takie przeszkody ruchliwa gwiazdnica znajduje sposoby : noc˝ , gdy pada zimny deszcz czy ˜nieg, zwija swe li˜cie wokół najwra˛ liwszych, szybko rosn˝ cych młodych pˆ dów. Angielskim mieszkaˇ com wsi wystarcza rano rzuci˙ tylko okiem na gwiazdnice zˆ by wiedzie˙ , czy maja nało˛ y˙ płaszcz przeciwwiedzieć, nałożyć deszczowy...

GWIADNICA ZAWIERA DU˜ O WITAMINY C i KAROTEN

Zwierzˆ ta tez lubi˝ Zwierzęta lubią smak gwiazdnicy. Szczególnie chˆ tnie jedz˝ chętnie jedzą j˝ ce, króliki i prosiˆ ta. ją zaj˝ zające, prosięta. Owce i kozy tez nie pogardz˝ pogardzą.. Przede wszystkim jednak gwiazdnica słu˛ służyy ptakom (jej polska ludowa nazwa kurzy˜lad; kurzyślad; niemiecka: gwiazdnica ptasia, kurzy ogryzek, gˆ sie ziele, ziele kanargęsie duˇ ska: trawa kanarka; włoska również: równie˛ : ka; duńska: ziele kanarka; francuska podobnie: ptasie ziele). Anglik John Gerard, który w 1597

roku wydał ksi˝ ˛ kˆ o ziołach, w du˛ ej czˆ ˜ci odpisan˝ od flamandzkiego zielarza Dodoneusza, pisze, ˛ e wówczas na ulicach Londynu sprzedawano powi˝ zane w pˆ czki gwiazdnice, dla karmienia nimi trzymanych w klatkach ptaków ˜piewaj˝ cych Stary aptekarz Schroeder (1639) pisze o gwiazdnicy tak: „...jest przyjemnym i bardzo przydatnym pokarmem dla kur i ptaków, kiedy s˝ chore i nie chc˝ je˜˙ ” (cytowane w: Marzell 1979, str.501). Niektóre za˜ gospodynie wiejskie uwa˛ aj˝ , ˛ e kiedy kury i gˆ si jedz˝ du˛ e ilo˜ci gwiazdnicy, to nios˝ wiˆ cej jajek.

Gwiazdnica jako środek leczniczy Gwiazdnica, jak wiele go˘ dzikowatych, obok rzadkich minerałów zawiera tez saponiny, czyli substancje pieni˝ ce, które zmniejszaj˝ napiˆ cie powierzchniowe wody. Działaj˝ one przede wszystkim na błony ˜luzowe i skórˆ , czyli: wykrztu˜nie, wspomagaj˝ co na trawienie, chłodz˝ co, oczyszczaj˝ co, moczopˆ dnie oraz podwy˛ szaj˝ absorpcje innych substancji


Zastosowanie w kuchni

czynnych (to ostatnie podobnie jak żeń-szeń). W średniowieczu robiono z niej kataplazmy, wodne ekstrakty i maść na choroby skory (w tym celu gotowano ziele w tłuszczu gęsi albo... jeża (!). Lekarz Gerard (XVI w.) zalecał zioło gotowane w occie i soli na świerzb, jako herbatę na zaparcia i kaszel, zaś w postaci kropli - do oczu. Culperer używa gwiazdnicy również na wysypki i inne choroby skory. Indianie stosowali kompresy z rozgniecionych świeżych liści na zapalenia skory, obrzęki i dolegliwości wątroby, zaś herbatę do leczenia jęczmienia i zapalenia spojówek, gdyż gwiazdnica jak wiele innych roślin, przywędrowała do Ameryki wraz z osadnikami, zaś popularny zielnik Culperers Herbal należał do ich wyposażenia tak samo jak siekiera, strzelba i Biblia. Z nadejściem „oświeconej” medycyny naukowej, sztuka leczenia ziołami znalazła się w opresji. Za postępowe uważano leczenie silnymi truciznami (opium, ciemiernik, ipekakuana, czyli wymiotnica lekarska...), puszczanie krwi, a przede wszystkim chemikaliami : rtęcią, arsenem, antymonem. Gwiazdnica popadła w zapomnienie... Odkrył ją na nowo ksiądz, zielarz i doktor leczący woda - Sebastian Kneipp. Zalecał gwiazdnicę jako środek wykrztuśny na zapalenie dróg oddechowych; jako środek na płuca radził gotować w rosole mięsnym; do wewnętrznego stosowania przepisywał na hemoroidy, a do zewnętrznego na stłuczenia, wrzody i łuszczycę. Jako płukankę stosował jej napar na podrażnione i przemęczone oczy. Także ogólnie, przy rożnych chorobach skory stosował ja jako dodatek do kąpieli. Ostatnio, zaczęto gwiazdnice (apteczna nazwa Herba Alsines) stosować z powodzeniem przy słoniowaciźnie i gruźlicy. Kompresy ze świeżego ziela działają hamująco na nadmierne wydzielanie mleka. Można jej używać świeżej albo suszonej. Jakość ziela jest lepsza, jeśli zbiera się je w miesiącach letnich przed południem. [Jolanta Ragis]

N a j szy bsze d o pr z yr

ząd

z en

1. Świeży sok - do kuracji egzemy i łuszczycy, 2. Zgniecione świeże ziele - położone na wątrobie działa ochładzająco, 3. Świeże ziele gotowane w smalcu - maść na hemoroidy i choroby skory.

1,5 l rosołu z kury, 6 cebul wiosennych, 1 duży ziemniak, 2 pęczki gwiazdnicy, sól, pieprz, trochę śmietany

Zupa:

Do ugotowanego rosołu dodać drobno pokrojoną gwiazdnicę, ziemniak i cebulę i gotować 10 minut. Przyprawić i dodać śmietanę.

Sał ata z gwiazdnicy i czosnku niedźwiedziego:

duży pęczek gwiazdnicy, garść świeżego czosnku niedźwiedziego, 20 g kwaśnej śmietany, przyprawy, 1 gotowane jajko

ai

i

Zamiast ziele wyrywać (chyba, że się właśnie plewi), najlepiej obcinać je nożyczkami, ponieważ trzyma bardzo dużo ziemi na korzonkach.

zas t o so

wa n ia :

I jeszcze ciekawostki o magicznym niegdyś zastosowaniu gwiazdnicy:

W Bawarii kładziono do kołyski chłopcom „czerwone kurze jelito”, czyli gwiazdnice kwitnąca na czerwono, a dziewczynkom „białe kurze jelito” żeby niemowlęta uchronić przed rzucawką porodową lub skurczami jelit. Wytwarzano tez kiedyś maść, która nie tylko pomagała na podrażnioną skórę, lecz ponoć miała też wyganiać diabla z opętanych. Kurze jelito, czyli gwiazdnicę, rozmiękczano wraz z korzeniem żywokostu i kwiatami nagietka, a następnie z woskiem pszczelim ucierano na maść (Bühring 1992, str.35). [Jolanta Ragis] 58 Adremida luty 2012

Zioła posiekać nożem, wymieszać ze śmietaną, przyprawić i udekorować jajkiem.

Ruski napój z gwiazdnicy 1 wiązka gwiazdnicy, 100 g chrzanu, 2 l wody, 60 g cukru

(chłodząco-wzmacniający):

Gwiazdnicę i chrzan rozdrobnić w mikserze, zalać wodą. Odstawić na 3-4 godz. do naciągnięcia. Odcedzić, osłodzić. Podawać na zimno. [Jolanta Ragis]


Indie

wewnętrzna podróż

Spadł śnieg. Idę. Wokół mnie wirują płatki opadając wilgocią na twarzy, okularach, rzęsach… Patrzę na czubki butów zgarniających cienką warstwę bieli. Biel. A dopiero co była zieleń i złoto słońca, i skwar, i gwar. Idę… To miała być podróż życia. Indie. Kraj tak odległy i tak obcy kulturowo. Wyprawa hen, gdzie jeszcze nie byłam, może nie miałam być, a chciałam… Wspólna wyprawa do kraju, o którym niewiele wiedziałam. To z czym jechałam do Indii pochodziło z newsów telewizyjnych, „Moich Indii” Jarosława Kreta oraz książki i filmu „Slumdog. Milioner z ulicy”. Przygotowywałam się. Chciałam zweryfikować tę wiedzę. Ale czy można się przygotować do poznania tego kraju? Lotnisko imienia Chopina. Przypomina mi się cytat z kultowego „Misia” Stanisława Barei – „Przepraszamy. Taras widokowy nieczynny. Najbliższy czynny taras widokowy dla odprowadzających we Wrocławiu!” Pierwsza w życiu odprawa i samolot niósł mnie po raz pierwszy wysoko w chmurach. Fot.4 Oldjeszcze Delhi o poranku. Nie, nie do celu. Najpierw przystanek Amsterdam. Nie zastanawiałam się wcześniej, z czym mi się kojarzy i co zobaczę. Nie myślałam o tym, to nie cel podróży. Chciałam czy nie chciałam porównania, skojarzenia pojawiły się natychmiast. Wszak to kraj tulipanów! Wszędzie tulipany. Żywe, drewniane i plastikowe, kwitnące i jeszcze w cebulkach. I wszechobecne pamiątki z Holandii – wiatraki i drewniaki z zadartymi noskami (i wcale nie drewniane, a miękkie, jak bamboszki). Jestem przytłoczona. Dobrze, że czas lecieć dalej. Fot.1 Amsterdam, lotnisko.

Fot.2 Lotnisko w New Delhi

Długi lot, 8 godzin. Trochę snu pod kocykiem i na poduszce oferowanych przez linie lotnicze. I jesteśmy. New Delhi. Port lotniczy. Nie jestem zaskoczona, że są dywany. Widziałam je w programie Martyny Wojciechowskiej, w programie o wyprawie do Nepalu. Ale zaskakują mnie i cała naszą grupę przepiękne ściany ozdobione mudrami ręki. Złoto i miedź. Spotkanie z kulturą i urokiem tego kraju. Wychodzimy. Pytam osób, które są tu już nie pierwszy raz o powietrze. Ten charakterystyczny zapach. Jeszcze nie wiem, że to zapach Indii. Będzie mi towarzyszył podczas całej podróży. Tak pachnie tam powietrze – ziemią, smogiem i czymś, czego nie potrafię określić… Idziemy do autobusu, który wiezie nas do hotelu. Jest prawie 24 godzina, a są 23 stopnie Celsjusza. To dla nas duża zmiana. Patrzę przez okno na zieleń, budynki i wysokie, przemykające www.adremida.pl

59


Indie za oknem, żółto – czarne krawężniki. Dojeżdżamy. Old Delhi. Wysiadam i biorę walizkę. Jestem skołowana. Walizka szoruje o piach, pył, coś co wygląda na jałową ziemię. Rozglądam się. To jakiś plac. Mimo nocy, robotnicy coś rozbierają. Wszędzie leżą śmieci. Czuć „zapach” moczu. Słychać pokrzykiwania. Nastawiałam się na inność, ale i tak jestem bardzo zszokowana. Gdzie ja jestem? I co tu robię? Hotel przy samej ulicy i noc. Sen i pobudka o poranku. Czy to miasto w ogóle śpi? Za oknem straszny hałas. Miasto już tętni życiem. (Fot.3) Na dachu taras i tam jemy śniadanko. Widok na miasto – szary. Smog nie przepuszcza słońca. Wychodzi dopiero koło 11. A my wybieramy się do serca Old Delhi. Rikszami. Rikszami rowerowymi. Jedziemy parami, po dwie osoby w rikszy. Szczupły Indus wiezie nas wciśnięty wręcz w ruch uliczny. Riksze rowerowe, moto–riksze, samochody, ludzie ciągnący coś na wózkach, piesi i ruch lewostronny. Będę się długo do tej nowości przyzwyczajać, a potem odzwyczajać. Wszyscy jadą jednocześnie, wciskają się w przerwy, zajeżdżają sobie drogę. I trąbią, trąbią przeraźliwie. Klakson, dzwonek, klakson, klakson, krzyki, klakson. Niekończąca się kakofonia dźwięków. Wręcz uderza fizycznie. Jest taki ścisk, że zamiast się rozglądać pilnuję nóg, żeby nikt mi się na nich nie oparł. Wygląda to groźnie. Skąd w Indusach tyle agresji? W Polsce też się używa klaksonów, ale nie tak… Patrzę na twarze Indusów – nie ma krzty zaciętości, czy wrogości. Z czasem wspólnymi siłami, w drodze dyskusji, ustalamy, że to nie agresja. Nikt nie trąbi, żeby kogoś zgonić z drogi. Trąbią, żeby dać znać tym z przodu, że jadą, że są blisko, że zaraz może będą się mijać. Hej! Uważaj, jadę za tobą! Jadę!

Fot.3 Ulica w Old Delhi

I nie da się zapomnieć krów i psów. Są jak zaczarowane. Są wszędzie, czy to środek drogi czy pobocze. Stoją, leżą, jedzą coś, śpią. Jak zahipnotyzowane, zupełnie nie reagują na chaos i hałas wokół. Zupełnie się nie boją, że ktoś w nie wjedzie, przejedzie, potrąci. Nie, nie ma takiej możliwości. Kierowcy przejadą centymetr obok, ale nie dotkną. Zatrąbią na kogoś z przodu, ale miną zwierzę łukiem.

Nasz rikszarz schodzi z roweru i ciągnie nas pod górkę. Czuję się niekomfortowo, chętnie bym mu pomogła… Ale taka jego praca. Ktoś wynajmuje mu rikszę i zbiera zysk. Powyżej jakiejś kwoty pieniądze są już jego. Ale na pewno nie będzie stratny. Negocjacja to podstawa handlu i usług w Indiach. Przyglądam się innym „kierowcom”, też są szczupli. Mocno pracują. Tylko migają ich bose stopy na pedałach. Docieramy do największego w Indiach meczetu Jama Masjid. Przed bramą żebrzące dzieci, matki, staruszkowie o kulach. Nie są bardzo nachalni, ale nie da się nie zauważyć, że są. Wchodzimy bez butów. I zderzenie z muzułmańskimi zasadami. Chociaż wiedzieliśmy o etykiecie, które jest konieczna (zakryte ramiona i nogi, bose stopy), wszystkie kobiety z grupy zostają „ubrane” w coś, co bardzo przypomina kwiecisty, stylonowy fartuch roboczy. Tak „wystrojone” możemy wejść. Muzułmanie patrzący na nas bacznym wzrokiem lekko się z nas podśmiewają. Kamienie parzą nas w stopy. Wyglądamy ‘odjazdowo’. Słuchamy historii o pierwszych władcach mogolskich (nie mylić z mongolskimi!), którzy tu bywali i rozpierzchamy się podziwiać meczet. Jesteśmy obiektem zainteresowania, ale i sami bardzo interesujemy się innymi. Uwieczniam aparatem śliczne Induski w barwnych strojach. Tu pierwszy raz spotykam małpę – rezusa, gatunek bardzo liczny i święty w Indiach. Wszak jedno z bóstw w hinduizmie ma twarz małpy.

Fot.4 Meczet Jama Masjid

60 Adremida luty 2012

Meczet oczywiście ma wieżę, na którą do przejścia boso prowadzą bardzo wąskie, kręte, kamienne schody. Bardzo


I nie da się zapomnieć krów i psów. Są jak zaczarowane. Są wszędzie, czy to środek drogi czy pobocze. Stoją, leżą, jedzą coś, śpią. Jak zahipnotyzowane, zupełnie nie reagują na chaos i hałas wokół. Gdzie są nasi? Gdzie są nasi? „Wyciągam szyję”, przyspieszam kroku, przedzieram się. Zobaczyć kogoś, zobaczyć… O jest znajoma koszula dziewczyny z grupy i… blond włosy….Ulga. Mijamy stragany, a przy nich kozy, krowy, psy. Uczę się tego chaotycznego tańca w tłumie. Uczę się kierunku marszu, lewej strony chodnika. Ulica – patrz w prawo, prawo!

ciężko się na nich minąć. Niefart, że pewna muzułmanka musiała przejść obok kolegi z grupy. Nie dało się nie dotknąć. To musiało być dla niej trudne – dotknąć obcego mężczyznę… Z wieży widok na ulice i potężny tłum, nad którymi króluje system… kabli elektrycznych. Wyglądają jak porozciągane nitki makaronu. Pozczepiane, poplątane, zsuplone wiszą na słupach, pod nimi i między. Porwana sieć pajęcza. Aż dziw, że to działa. Stamtąd idziemy w stronę Czerwonego Fortu. Ma to być spacer po Old Delhi. A może raczej trucht. Przedzieramy się przez tłum niekończącego się potoku ludzi na chodnikach. Idziemy poboczem, chodnikiem, pod daszkami sklepów. Gubimy się w tym tłumie. Przystanek, zdjęcie, rzut oka, gdzie reszta, zdjęcie, szybki marsz, żeby dogonić grupę. Mało czasu, a tyle wokół się dzieje. Tu zakład fryzjerski. Na chodniku dwaj mężczyźni, jeden siedzi, drugi brzytwą goli mu głowę. Pstryk, zdjęcie. Dalej stragany z owocami, sklepy w stylu „mydło i powidło”, z przyprawami, ubraniami, zakład krawiecki. Otwarta mała przestrzeń i mężczyzna przy maszynie (wygląda jak „Łucznik”, marka nieznana). Chwila nieuwagi. Rozglądam się.

Główna brama Czerwonego Fortu – Brama Lahore. Forty są tu tak powszechne, jak pałace czy dwory książęce w Polsce. Każdy władca, w jakim mieście osiadł, tam budował fort. Czerwony, bo z bardzo powszechnego w Indiach czerwonego piaskowca. Podziwiamy go z zewnątrz. Mimo powszechności piaskowiec okazał się być dobrym budulcem, więc pozostały tylko mury… Na szczycie powiewa flaga Indii – trzy kolory: szafranowy, biały, zielony. Widać też fortyfikacje. Policja i broń to częsty widok w Indiach. Dalej ruszamy moto–rikszami, zwanymi tuk – tukami. Motorek z rozbudowaną częścią dla pasażera. Wydaje charakterystyczny stukot, stąd nazwa. Zanim wsiadamy oblega nas rzesza sprzedawców. Mniej asertywna część grupy staje się szczęśliwymi posiadaczami kilku egzemplarzy słonika i jajka z marmuru, korali… Docieramy do świątyni sikhijskiej gurdwary. (Fot.6) Pięknie się nazywa, ale nie przytoczę nazwy z obawy przed pomyłką. W dużym uproszczeniu sikhizm jest połączeniem hinduizmu i islamu. Sikhowie mimo swojej niewielkiej liczebności w Indiach, dzięki swej przedsiębiorczości, zajmują poczytne stanowiska. Główna ich domena to handel. To z nimi kojarzone są Indie – mężczyźni z „turbanami na głowach”. Zaskakuje nas ulotka o tej wierze w języku polskim. Nie

rski zakład fryzje Fot.5 Uliczny

mam czasu zajrzeć, a spotkanie z osobą wprowadzającą w tajniki jest w języku angielskim. Jestem zmęczona, w sali jest ciepło. Z przyjemnością odpływam w niebyt… Do świątyni wchodzimy boso. Jak wszyscy mam zakrytą głowę – przewiązaną chustkę. Świątynia jest wyłożona dywanami. Na suficie barwna mozaika. Nie bardzo wiem „o co chodzi”, ale poddaję się prowadzonemu obrządkowi. W drodze powrotnej jedzonko w barze. Jedzonko indyjskie. To ten smak, który już ciut znam i lubię. Miejsca siedzące. Jak wszyscy, ja też zaczynam „ceremonię” mycia rąk. Na wierzch wyłaniają się chusteczki i żele antybakteryjne. Nie jemy jak Indusi palcami, tylko sztućcami, ale ręce trzeba myć. Podstawowa zasada w Indiach. Na dziś koniec

Fot.6 Sikhijska gurdwara

zwiedzania. Kierujemy się w stronę hotelu, gubiąc się raz po raz. Po drodze jeszcze pewna obserwacja. Każdy kawałek muru jest ubikacją. Nie licząc oczywiście „deluks toilet” przy Dworcu Kolejowym oraz szaletu miejskiego (kawałek muru przy ulicy ze stanowiskami oddzielony ściankami). To też uwieczniłam. Jutro pobudka bardzo wcześnie i w planach Taj Mahal. [Sylwia Drewnowska]

www.adremida.pl

61


Prosperita w biznesie

Prosperita to permanentne bycie w przepływie dobrych myśli i dobrych energii. Najważniejsze jest, aby mieć w sobie pozytywne nastawienie do świata we wszelkich jego przejawach.

P

rosperita to nie tylko Prawo Przyciągania i zasady pozytywnego myślenia. To sposób na życie, a nawet więcej – permanentne bycie w przepływie dobrych myśli i dobrych energii. W istocie najważniejsze jest, aby mieć w sobie pozytywne nastawienie do świata we wszelkich jego przejawach. To coś więcej niż tylko słowa. To odczuwanie wszechogarniającej akceptacji wszystkich zjawisk i ludzi. Bycie w miłości, w spokoju, w zgodzie ze sobą i światem. Nie wystarczy mówić miłych rzeczy, trzeba w nie wierzyć i odczuwać na poziomie każdej swojej komórki, że to właśnie twoja prawda, odzwierciedlająca twoją rzeczywistość. Człowiek o świadomości prosperującej, choć oczekuje sukcesów, wie dobrze, że życie nie musi być całkiem wygodne i w związku z tym powinien być twórczy i mierzyć się z zadaniami. Dla osoby myślącej pozytywnie nie istnieje słowo „wróg”, nie istnieje też słowo „porażka” czy „problemy”. Istnieją tylko wyzwania, z którymi trzeba się twórczo zmagać, wzmacniając przy tym w sobie najlepsze jakości. Rozwiązywanie trudności jest inspirujące i przynosi ogromną satysfakcję, jakiej nie zaznamy w ciepłym bezpiecznym fotelu. Zatem czy „niemiłe niespodzianki” nie stają się w efekcie ciekawą przygodą? Wszystko zależy od naszego podejścia. W prospericie dużą rolę odgrywa także optymizm, oparty na rzetelnej wiedzy i doświadczeniu. Jeśli wiem, że moja myśl kreuje rzeczywistość, to wiem, że każdą trudność jestem w stanie pokonać i naprawić sytuację. Mogę kształtować świat w zgodzie ze swoimi oczekiwaniami. Mam w sobie wspaniałe narzędzia do tworzenia swojego życia – swoje myśli i przekonania. W takim podejściu nie ma miejsca na załamania czy zwątpienia. Czasem tylko trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy – również nad sobą. W psychologii sukcesu pojawiają się różne ścieżki i metody. Jedną z nich jest myślenie kwantowe, które w znaczący sposób wycho-

62 Adremida luty 2012

dzi poza klasyczny życiowy optymizm. Różni się przede wszystkim wiarą w niespodziankę, opartą na tzw. „skoku kwantowym”. Zazwyczaj planujemy realnie, że w tym roku, czy też w tym miesiącu jesteśmy w stanie zarobić konkretną kwotę. Stawiamy pewną określoną barierę, poza którą nie wyjdziemy, bo inaczej byłby to „cud”. A cuda przecież się nie zdarzają. Esencją fizyki kwantowej jest idea polegająca na tym, że zdarzenia wcale nie odbywają się w sposób sekwencyjny i dokładnie przewidywalny. Mikrocząstki dysponujące określoną energią są w stanie pokonywać bariery, których pokonanie wg zasad fizyki Newtona byłoby absolutnie niemożliwe. W sposób niewytłumaczalny mogą następować skoki energii pojawiającej się z niewiadomego źródła. Reasumując: wszystko jest możliwe i każdy cud jest dopuszczalny. Na poziomie psychologicznym myślenie kwantowe zakłada osiąganie niezwykłych sukcesów, jeśli tylko pokonamy ślepą wiarę w owe realne planowane bariery. Niezbędne jest by wyobrazić sobie coś niesamowitego. Jeśli zatem planujemy jakieś osiągnięcie, nie powinniśmy się ograniczać. Jeśli chcę mieć wspaniały samochód, to nie wybieram przechodzonych modeli, bo „tylko na taki będę mogła sobie pozwolić”, lecz odnajduję ten, który zawsze najbardziej mi się podobał. Nie przeliczam pragnienia na swoje realne zarobki, bo skok kwantowy dopuszcza np. nowy kontrakt lub wręcz wygraną na loterii. Trzeba również przezwyciężyć strach przed zmianą, przed nieoczekiwanym, bo taki sukces to niemała niespodzianka. Nie zawsze jesteśmy na to gotowi. Mówimy sobie: „jak już wygram...”„jak zarobię milion...”, ale kiedy ten moment przychodzi, jesteśmy przerażeni, bo nie wiemy, jak sobie poradzić z ogromem dostępnej energii. Podświadomie ten strach nosimy w sobie, bo każdy skok kwantowy wyrywa nas ze strefy komfortu. Dlatego też boimy się działania, boimy się ryzyka, wolimy w istocie, kiedy wszystko jest „po staremu”.


Myślenie kwantowe zakłada osiąganie niezwykłych sukcesów, jeśli tylko pokonamy ślepą wiarę w bariery Prosperita w biznesie proponuje stosowanie zasady Złotej Czwórki, która polega na szacunku i akceptacji otaczających nas ludzi: klientów, podwładnych, współpracowników i przełożonych. Dlaczego warto z sympatią odnosić się do klienta, wie każdy z nas. Zadowolony z mojej usługi czy towaru człowiek, wróci do mnie i ponadto pocztą pantoflową poleci mnie swoim znajomym. Nie ma lepszej reklamy. Sympatia dla podwładnego, to już sprawa trudniejsza, szczególnie jeśli spóźnia się do pracy, źle rozlicza godziny i lubi w czasie obowiązków rozmawiać przez telefon. Tymczasem we Wszechświecie panuje wyjątkowa harmonia i każda sytuacja jest darem dla mnie. Jeśli jakaś cecha pracownika mnie denerwuje, to warto poszukać w sobie jej odpowiednika. Uzdrowienie mojego własnego problemu sprawi, że pracownik zmieni się korzystnie lub odejdzie, robiąc miejsce swojemu lepszemu następcy. Odnosząc się z autentyczną sympatią i wsparciem do człowieka, który dla mnie pracuje, motywując go godziwym wynagrodzeniem lub nawet premią, podnoszę jego poczucie własnej wartości. Sprawiam, że on stara się być coraz lepszy i coraz życzliwiej patrzy na świat, w tym także na mnie i na klientów, których w moim imieniu obsługuje. Same korzyści – zapewniam: także wymierne. Jeśli pracuję na etacie i mam obok siebie kolegę na podobnym stanowisku, zasada jest podobna, choć bezpośrednie działanie wygląda inaczej. Mój życzliwy stosunek i sympatyczne traktowanie wpływa na tę osobę w pozytywny sposób. Każdy z nas oczekuje akceptacji i wsparcia, każdy zatem otwiera się na dobre traktowanie. W ten sposób możemy wzmacniać inną osobę, pomagając jej wspinać się po szczeblach rozwoju. Jeśli koleżanka awansuje, a ja zostaję w tyle, to jej osiągniecie mnie inspiruje do działania. Skoro ona mogła, to ja również mogę dążyć do wypracowania swojego sukcesu.

W prosperującej świadomości nie ma miejsca na zazdrość. Jeśli szef faworyzuje kogoś innego – to wskazówka, by uzdrowić w sobie niską samoocenę. Taka sytuacja nie jest kamieniem rzucanym nam na głowę przez wyimaginowany los, lecz logiczną konsekwencją tego, co nosimy w swojej podświadomości. Jeśli jestem profesjonalna i miła, a pomimo tego szef mnie nie docenia, to znaczy, że w mojej podświadomości tkwi zapomniany wzorzec niedowartościowania. Trudna sytuacja pojawiła się na moje zaproszenie, bym podniosła swoje poczucie własnej wartości, bo to właśnie ono jest trampoliną do prawdziwego sukcesu. Wiara w siebie i przekonanie o swoim profesjonalizmie powinny wibrować mocno w każdej komórce naszego ciała.

Wówc z a s wysyłamy do Wszechświata informację: „oto jestem gotowa na sukces! Oto zasługuję na bogactwo materialne i bardzo wysokie zarobki”. To nie tylko same pozytywne myśli, lecz raczej głębokie przekonanie, które ulokowało się w głębi naszej podświadomości. To stan wypracowany poprzez nawyk życzliwego oceniania siebie, tolerancji dla własnych słabości, nagradzania siebie za każde osiągnięcie i pogodnego stosunku do swojej osoby. Powtarzanie pięknych afirmacji jest zaledwie drogą do celu. Jeśli nawet myślę pozytywnie i twórczo działam, lecz w głębi duszy nie doceniam swoich możliwości i umiejętności, to Wszechświat jak lustro odbijać będzie moje wątpliwości

i zsyłać niewypłacalnych klientów, reklamacje oraz rozmaite problemy. Wysokie poczucie własnej wartości tworzy w nas poczucie, że zasługujemy na wszystko, co najlepsze: na sukces, na pieniądze, na nagrodę lub premię. Wzmacnia również efekty stosowania Złotej Czwórki, ponieważ jeśli naprawdę lubię siebie, to z łatwością dostrzegam dobre strony w drugim człowieku. Moja akceptacja innych jest wówczas autentyczna, a poprzez to ludzie reagują na mnie z sympatią, ponieważ czują we mnie pozytywne nastawienie. Jest to zatem i klucz do dobrych relacji w różnych okolicznościach. A ponadto najlepszy sposób na rozwijanie asertywności. Człowiek z wysoką samooceną

nie poddaje się manipulacji i nie pozwala na to, by inni go wykorzystywali. To jedna z największych tajemnic każdego sukcesu: wysokie poczucie własnej wartości. Nie sposób go przecenić. [Bogusława M. Andrzejewska, http://prosperita.edu.pl]

www.adremida.pl

63


k

ażdy, kto zajmuje się szeroko rozumianą ezoteryką, zetknął się z takimi dziedzinami wiedzy, jak astrologia, chirologia, czy numerologia. Ich nazwy sugerują, że mamy do czynienia z dziedzinami nauki, ale szukając informacji o nich, łatwo natknąć się na określenie „pseudonauka”. Kojarzy się ono jednoznacznie negatywnie – z czymś, co tylko udaje naukę, czymś niesprawdzalnym, fałszywym. Pogląd taki prezentuje także wielu uczonych, którzy uważają, że na przykład astrologia nie ma naukowych podstaw, ponieważ nie są znane żadne oddziaływania, z pomocą których położenie planet Układu Słonecznego miałoby w istotny sposób wpływać na cokolwiek na Ziemi. Tymczasem wymienione powyżej dziedziny wiedzy ezoterycznej nie polegają na wymyślaniu wyssanych z palca bredni, nie opierają się też na widzimisię astrologa, numerologa czy chirologa. Nie ma w nich także niczego z losowości, z jaką mamy do czynienia przy wszelkiego rodzaju dywinacji, takiej jak wróżenie z kart. Podstawą pracy astrologa jest kosmogram. Jest to rysunek, przedstawiający położenie ciał Układu Słonecznego na sferze niebieskiej w danej, konkretnej chwili czasu i w danym miejscu. Taki kosmogram tworzony jest na przykład dla czasu i miejsca narodzin człowieka, dla którego przygotowywany jest horoskop. Jest on analizowany pod kątem położenia poszczególnych planet w różnych obszarach sfery niebieskiej, zwanych znakami zodiaku oraz domami, a także aspektów, czyli kątów pomiędzy tymi ciałami niebieskimi. Dla nas ważne jest to, że kosmogram jest czymś ściśle zdeterminowanym. Każdy astrolog narysuje taki sam kosmogram i odnajdzie te same aspekty; w rzeczywistości pracę tę, kiedyś bardzo żmudną i czasochłonną, wykonuje w dzisiejszych czasach komputer.

Wielu uczonych uważa, że astro-

logia nie ma naukowych podstaw, ponieważ nie są znane żadne oddziaływania, z pomocą których położenie planet Układu Słonecznego miałoby w istotny sposób wpływać na cokolwiek na Ziemi. 64 Adremida luty 2012

W następnym etapie odnalezione położenia planet w znakach zodiaku i domach, a także aspekty, są interpretowane przez astrologa. Podstawą tej interpretacji jest zebrany przez tysiące lat materiał obserwacyjny, wiążący cechy charakteru człowieka, czy wydarzenia w jego życiu, z owymi położeniami i aspektami. O ile tutaj astrolog ma większe pole manewru, każda bowiem interpretacja jest sztuką – o tyle zebrana wiedza jest duża i stosunkowo jednoznaczna. Numerolog tworzy na podstawie daty urodzenia klienta, jego imion, nazwisk, pseudonimów – coś, co nazywa się portretem numerologicznym. Składa się na niego od kilku do kilkunastu liczb. Tak jak w przypadku astrologa, numerolog interpretuje te liczby zgodnie z zebraną przez wiele lat, na podstawie obserwacji i doświadczeń wielu pokoleń numerologów, wiedzą.


Dla chirologa podstawą pracy jest układ linii na dłoniach badanej osoby. Linie te tworzą pewne określone kształty i układy, a każdy z nich ma określone, opisane w podręcznikach znaczenie. Jak widać, we wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia zarówno ze ścisłymi danymi wejściowymi, jak i szczegółowo opisanymi metodami interpretacji tych danych. Dlaczego więc wspomniane dziedziny wiedzy nazywane są pseudonaukami? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto uświadomić sobie, czym jest, czym się zajmuje i w jaki sposób działa nauka. Na początek warto wspomnieć, że nauka zajmuje się obiektami i zjawiskami powtarzalnymi. To, co jednostkowe, niepowta-

>>

Hipoteza, czy teoria, aby mogła być uznana za naukową, musi być falsyfikowalna. To znaczy, że musi istnieć taki eksperyment, który mógłby ją obalić. Hipoteza, której obalić się w żaden sposób nie da, nie jest naukowa, niezależnie od tego, czy jest ona prawdziwa. „Duchy istnieją” – być może jest to prawdą, ale dopóki ktoś nie zaprojektuje eksperymentu, który mógłby jednoznacznie wykazać, że duchy nie istnieją, nauka nie będzie się tą hipotezą zajmować. Jak mają się w stosunku do tego wspomniane wyżej ezoteryczne dziedziny wiedzy? Mamy w nich zarówno obserwacje, jak i wynikające z nich ściśle określone hipotezy. Mamy ścisły aparat pojęciowy. Dlaczego więc wyrzucono je z uniwersytetów i okrzyknięto pseudonaukami?

Nauka zajmuje się obiektami i zjawiskami powtarzalnymi. To, czego nie można sprawdzić eksperymentem, nie należy do jej domeny.

rzalne, to, czego nie można sprawdzić eksperymentem, nie należy do jej domeny. Nawet Kosmos, z założenia jedyny i niepowtarzalny, udało się naukowcom „rozmnożyć” – opracowana została funkcja falowa Wszechświata, która zakłada istnienie nieskończenie wielu możliwych jego wersji. Po drugie, naukowa metoda poznawania rzeczywistości polega na tworzeniu hipotez i teorii na podstawie obserwacji i eksperymentów. Zaobserwowane zjawisko staje się podstawą do stworzenia hipotezy. Na jej podstawie planuje się doświadczenia, których wyniki mogą ją potwierdzić lub obalić. Potwierdzona eksperymentalnie przez kilku niezależnych badaczy, czy zespołów badawczych hipoteza staje się odtąd teorią, która obowiązuje, dopóki nie zostanie zaobserwowane zjawisko nie dające się wyjaśnić z jej pomocą, a wtedy cały proces powtarza się od nowa.

Wydaje mi się, że zadecydował o tym ów pogląd, o którym już wspomniałem: wciąż nieznane są siły, z jakimi planety mogą wpływać na ludzi, a skoro tak, to – tak! – planety na ziemskie sprawy wpływać nie mogą. Nieznane są również mechanizmy, za pomocą których na ludzkie losy mogłyby wpływać linie na dłoniach, czy liczby, obliczone przez numerologa. Poza tym, do niedawna jeszcze, starożytna ezoteryczna wiedza, zbierana przez tysiąclecia, była czymś praktycznie niepodważalnym: stosowano ją i stosuje się do dziś, ale nikt nie zadał sobie trudu podejścia do niej w sposób właściwy współczesnej nauce: poprzez eksperymentowanie i falsyfikację. W tym celu należałoby podjąć badania: postawić określone hipotezy, wykonać kosmogramy, czy portrety numerologiczne dla statystycznie znaczącej próbki ludności, opracować wyniki zgodnie z naukowymi standardami...

Tylko... kto ma to właściwie robić? Te dziedziny, które uznawane są za „prawdziwą” naukę, są na ogół finansowane przez państwo – astrolog na takie badania pieniędzy znikąd nie dostanie, a są one czasochłonne i kosztowne. Skoro więc ktoś wykształcił się w tym kierunku, będzie po prostu tworzył horoskopy, analizował kosmogramy i tranzyty, a nie zajmował się badaniami tylko po to, by udowodnić naukowcom–niedowiarkom rzetelność swojej wiedzy. Czyżby powstało więc błędne koło? Naukowcy nie uznają astrologii za naukę, dopóki nie dostaną wyników przeprowadzonych w ścisły, naukowy sposób badań, które wykazałyby jej rzetelność; badań tych zaś nikt nie sfinansuje... bo astrologia nie jest uznawana za naukę. Mimo wszystko, mam nadzieję, że rosnące obecnie zainteresowanie ezoteryką spowoduje, że znajdą się w końcu ludzie i pieniądze na to, żeby zacząć prowadzić prawdziwe badania naukowe zarówno w dziedzinie astrologii, jak i innych ścisłych dziedzin ezoteryki. Wszędzie tam, gdzie są dane początkowe i wnioski końcowe, da się wprowadzić nowoczesne, naukowe metody postępowania – z korzyścią dla prawdy o naszym świecie, a co za tym idzie – dla nas wszystkich. Może więc doczekamy jeszcze czasów, kiedy będziemy świętować powrót ezoterycznych nauk na uniwersytety. [Piotr Kardasz] www.adremida.pl

65


Fraktale

dzieci chaosu Fraktale można znaleźć wszędzie. Zarówno białka, takie jak hemoglobina, czy enzymy, od których kształtów i budowy zależą nasze procesy życiowe, jak i nawet sam Wszechświat, który w wielkiej skali wygląda jak „piana” z gromad galaktyk, pomiędzy którymi znajdują się olbrzymich rozmiarów, ciągnące się dziesiątkami milionów lat świetlnych. puste przestrzenie – mają fraktalną strukturę. Bez znajomości fraktali nie sposób dziś efektywnie badać zjawisk przyrody. W poprzednim numerze pisałem o tym, że świat pełen jest chaosu, a to, co wydaje się pięknie uporządkowanym ładem, jest tylko szczególnym przykładem nieporządku. Nawet planety, krążące, zdawałoby się, po stabilnych elipsach, zmieniały niejednokrotnie swe orbity, aby w końcu albo osiągnąć takie, na których mogły krążyć niezmiennie przez miliardy lat – albo opuścić nasz Układ Słoneczny. Tak, jak stabilne rozwiązania równań są wyspami na morzu chaosu, tak znane nam podstawowe figury i bryły geometryczne, takie jak okrąg, kula czy sześcian, są tylko szczególnymi przypadkami wśród nieskończonej ilości fraktali. Być może już je znacie – swego czasu popularny był obrazek kolorowego „piernikowego ludzika” albo liścia paprotki, z dopiskiem, że ten oto listek został „obliczony przez komputer”. Ci, którzy mieli okazję być użytkownikami komputerów domowych z lat osiemdziesiątych, pamiętają 1. Zbiór Mandelbrota, czyli „piernikowy ludzik”. W celu ukazania być może język Logo i dziwne podobieństwa do ludzika, został figury „smoków”, kreślone przez obrócony o 90 stopni. Wygenero„żółwia”. wany z pomocą programu Xaos

Czym one właściwie są?

2. Paprotka Barnsleya. Ten „liść paproci” jest przykładem fraktala wygenerowanego z pomocą systemu IFS

66 Adremida luty 2012

Pierwszą wskazówką, że mamy do czynienia z fraktalem, jest jego cecha zwana samopodobieństwem. Spójrzcie na kalafior lub brokuł. Da się on podzielić na fragmenty, podobne do całego kalafiora. Te fragmenty można podzielić jeszcze raz – i jeszcze raz.

W prawdziwym kalafiorze dojdziemy w końcu do nie dających się podzielić pojedynczych elementów, ale prawdziwy, matematyczny fraktal daje się tak dzielić bez końca.

3. Kalafior jest naturalnym obiektem o samopodobnej strukturze

Fraktale można tworzyć, powtarzając w nieskończoność pewną określoną operację na wyjściowej figurze geometrycznej. Weźmy, na przykład, trójkąt. Podzielmy go na cztery części i wyrzućmy środkową. Czynność powtórzmy z każdym z trzech pozostałych mniejszych trójkątów... i tak w nieskończoność, aż otrzymamy fraktal, zwany trójkątem Sierpińskiego.

4. Pierwsze kroki tworzenia trójkąta Sierpińskiego

Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z równaniami opisującymi chaos, możemy przedstawić je graficznie w postaci fraktala. Wspominałem w poprzednim numerze Adremidy o obliczeniach modelu atmosfery Lorenza. Fraktal, otrzymany na podstawie tych równań, składa się z dwóch połówek, tworzonych w chaotyczny sposób przez ciągłą linię, która owija się kilkakrotnie wokół jednego z dwóch punktów centralnych, aby po kilku zwojach przeskoczyć w dość przypadkowy sposób do owijania drugiego z nich... i tak w nieskończoność.


6. Atraktor Lorenza. Rysunek wykonany w programie Fractint

Fraktal nie musi być płaski. Wywierćmy w każdym z boków sześcianu dziurę o kwadratowym przekroju, pozostawiając dwadzieścia z dwudziestu siedmiu małych sześcianików... i powtarzajmy ten proces w nieskończoność, aż otrzymamy fraktal, zwany gąbką Mengera.

5. Pięć pierwszych kroków tworzenia gąbki Mengera - model wykonany w programie POV-Ray

Wytnijmy środkową część z odcinka. Z pozostałych dwóch odcinków znów wytnijmy środkową część. Powtarzajmy to w nieskończoność, aż otrzymamy fraktal, zwany zbiorem Cantora. Istnieją i takie fraktale, które nie mieszczą się w trójwymiarowej przestrzeni – ich trójwymiarowe przekroje potrafi modelować opisywany przeze mnie w innym miejscu program POVRay. Najbardziej chyba znanym fraktalem jest zbiór Mandelbrota – jest to prawdziwa nazwa wspomnianego przeze mnie piernikowego ludzika. Mimo, że opisuje go bardzo proste równanie, jest to jeden z najbardziej złożonych kształtów, znanych człowiekowi. Składa się on z nieskończonej ilości innych fraktali, zwanych zbiorami Julii, a wszystkie one są nieskończenie małe i nieskończenie gęsto upakowane. Powiększając zaś „piernikowego ludzika” w nieskończoność, możemy wciąż i wciąż znajdować wewnątrz niego – jeśli wiemy gdzie – jego mikroskopijne, wierne kopie.

Fraktale nie służą wyłącznie do podziwiania i nie są tylko matematyczną ciekawostką. Fraktal, zwany krzywą Hilberta, przydaje się w praktyce do tworzenia kolorowych wydruków na drukarkach komputerowych. Fraktalem jest też powierzchnia, jaką tworzy woda wpompowywana do złoża ropy, a znajomość jego cech pozwala na udoskonalenie procesu wydobycia. Jednym z najpopularniejszych zastosowań fraktali jest grafika komputerowa, z ich pomocą można bowiem tworzyć zarówno obrazy abstrakcyjne, jak i takie, które naśladują rzeczywistość. Do tworzenia tych ostatnich używane są fraktale, które nie są ściśle samopodobne - ich poszczególne fragmenty nieco się od siebie różnią, tak samo, jak różnią się drzewa, szczyty górskie lub chmury – i dlatego właśnie tego rodzaju obiekty, uzyskane z ich pomocą, są niepowtarzalne i wyglądają autentycznie.

7. Trójwymiarowy przekrój czterowymiarowego zbioru Julii. Przykładowy model z programu POV-Ray.

Idealne fraktale, tak samo zresztą, jak idealne kule czy sześciany, nie istnieją w przyrodzie, ale fraktalopodobne obiekty można znaleźć wszędzie. Zarówno białka, takie jak hemoglobina, czy enzymy, od których kształtów i budowy zależą nasze procesy życiowe, jak i nawet sam Wszechświat, który w wielkiej skali wygląda jak „piana” z gromad galaktyk, pomiędzy którymi znajdują się olbrzymich rozmiarów, ciągnące się dziesiątkami milionów lat świetlnych. puste przestrzenie – mają fraktalną strukturę. Bez znajomości fraktali nie sposób dziś efektywnie badać zjawisk przyrody. Tymczasem, choć przykłady tego rodzaju dziwnych i nie do końca zrozumianych figur geometrycznych pojawiły się w matematyce na początku ubiegłego wieku, pierwsza poważna praca ich dotycząca ukazała się dopiero w latach siedemdziesiątych.

Czym więc owe figury tak naprawdę są i skąd się wzięła ich nazwa? O linii prostej mówimy, że jest jednowymiarowa, płaszczyzna jest dwuwymiarowa, bryła jest trójwymiarowa, znamy też czterowymiarową czasoprzestrzeń. Fraktal – z łaciny fractus – cząstkowy – jest w przeciwieństwie do nich figurą o ułamkowym wymiarze. Gąbka Mengera ma wymiar (w przybliżeniu) 2,726833, trójkąt SierpińJeśli chcecie zwiedzić na własną rękę piękny, skiego – 1,585, zaś zbiór Cantora – 0,6309. niezwykły świat fraktali – ściągnijcie i zainIstnieje kilka ścisłych definicji oraz metod stalujcie sobie program Xaos. Jest bezpłatny. obliczania wymiaru takich figur, ale nie A dopóki go nie zainstalujecie, możecie przyjwdając się w matematyczne niuanse, rzeć się chmurom na niebie. One też mają można powiedzieć, że gąbka Mengera, fraktalną strukturę. [Piotr Kardasz] będąca przestrzenną bryłą, nie wypełnia Program Xaos można odnaleźć na stronie domowej projektu: przestrzeni tak dobrze, jak sześcian i dlatehttp://wmi.math.u-szeged.hu/xaos/doku.php go jej wymiar jest mniejszy niż 3. Trójkąt Sierpińskiego jest płaski, ale nie wypełnia w całości płaszczyzny i stąd jego wymiar jest mniejszy niż 2. Ciekawym przypadkiem jest krzywa Hilberta – choć jej wymiar jest całkowity i równy 2 (wypełnia w całości płaszczyznę) – uznajemy ją za fraktal, między innymi dlatego, że jej wymiar jest różny od jednowymiarowego odcinka, z którego powstała. 8. Mały piernikowy ludzik wewnątrz dużego piernikowego ludzika. Jest ich tam nieskończona ilość. Powiększenie około 750000 razy. Wygenerowany w programie Xaos.

www.adremida.pl

67


Trudne dzieci

Obserwując rodziców szukających specjalistycznej pomocy można wyciągnąć wniosek, że rodziców spotykają coraz większe wyzwania wychowawcze, że dzieci są coraz trudniejsze w wychowaniu. To bardzo ogólny wniosek, zważywszy na fakt, iż rodzice dzieci „niekłopotliwych” pomocy nie szukają i jej nie potrzebują.

C

zęsto jest tak, że rodzice kierowani własną nieskutecznością i bezradnością, wysyłani przez placówki oświatowe, ale także popychani własną potrzebą rozwoju poszukują sposobów zmiany zachowania dziecka oraz form pomocy dla siebie i pociechy.

Na hasło dziecko trudne wychowawczo uruchamia się obraz rozkrzyczanego, tupiącego nogami, łamiącego nakazy brzdąca i nie jest to rzadki widok. Takie skojarzenia dotyczące zachowań trudnych nie wyczerpują rzecz jasna pomysłowości dzieci w sposobach przywołania uwagi (negatywnej uwagi) rodziców. Wraz z wiekiem dziecka istnieje większa gama form buntu – począwszy od używek, a skończywszy na łamaniu prawa i kurateli sądowej. „Krnąbrny”, „trudny”, „niewychowany”, „niedostosowany społecznie”, „sprawiający problemy wychowawcze” to niektóre z trafnych określeń dzieci, które swoim zachowaniem spędzają sen z oczu rodzicom. W naszych skojarzeniach przeciwieństwem jest tak zwane grzeczne dziecko, takie dziecko, które kłania się starszym, mówi „dziękuję”, „proszę”, „przepraszam”. Ono także może przykuwać uwagę rodziców, ale w inny sposób. W jaki sposób, skoro jest grzeczne? Po prostu nauka. Dziecko jest słabsze w zakresie sprostania wymaganiom dydaktycznym. To taka pociecha, której edukacja daje rodzicowi szansę ponownie realizować program klas I-III, a nawet IV–VI szkoły podstawowej. Nie pozbawia też zupełnie tej „szansy” na etapie gimnazjum. Pomoc absorbuje uwagę i czas rodzica, utwierdzając go w przekonaniu, że tak będzie

68 Adremida luty 2012

do końca edukacji dziecka. Problemy z nauką mają dzieci z mniejszymi możliwościami intelektualnymi oraz dzieci w normie intelektualnej (a także często powyżej tej normy) z tak zwanymi specyficznymi trudnościami w uczeniu się. Uczniowie z trudnościami w nauce maja możliwość uczyć się z uwzględnieniem indywidualizacji i dostosowaniem wymagań ze względu na niższe możliwości poznawcze, a uczniowie ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się ze względu na postać tych trudności (dysleksję rozwojową, dysleksję właściwą, dysgrafię, dysortografię, dyskalkulię). Równie dużym wyzwaniem wychowawczym jest dziecko, którego stan zdrowia skutkuje niepełnosprawnością fizyczną nabytą lub wrodzoną, lub jest przewlekle chore. Do tej grupy należą dzieci niepełnosprawne w zakresie narządu wzroku, słuchu, ruchu. Dzieci z obciążeniami genetycznymi i okołoporodowymi. Dzieci wymagające częstych hospitalizacji, stałych wizyt lekarskich, wsparcia farmakologicznego. Często wychowanie chorego dziecka wiąże się z koniecznością rezygnacji z pracy jednego z rodziców. Zawsze z koniecznością zaakceptowania faktu posiadania chorego dziecka. Przejścia faz traumy z tym związanej oraz z ryzykiem nieprawidłowych postaw rodzicielskich (od odrzucenia po nadopiekuńczość wobec dziecka). To dzieci wymagające wiele uwagi, dużego wsparcia emocjonalnego oraz wzmacniania ich samooceny. W tej grupie trudnych pod względem wychowawczym dzieci mieszczą się też te, których jednostki chorobowe można zakwalifikować do chorób współczesnego świata. Były wcześniej znane, ale nie zawsze trafnie je rozpoznawano i określano


xxxxx

różnymi nazwami. I nie były aż tak częste jak to dzieje się współcześnie. Mam na myśli autyzm dziecięcy, w tym Zespół Aspergera. To specyficzne choroby, jeśli wziąć pod uwagę ich wpływ na funkcjonowanie dziecka w relacjach społecznych, a przede wszystkich funkcjonowanie w realnym świecie. Charakteryzuje je to, iż dzieci lepiej się czują w swoim wewnętrznym świecie. Nie zawsze mają umiejętności (nam się wydaje, że też potrzebę) do nawiązywania kontaktu z otoczeniem, z ludźmi, w tym z bliskimi. Nie okazują emocji i uczuć w sposób zrozumiały dla nas obserwatorów. Nie zawsze potrafią odczytywać uczucia i emocje innych ludzi. Sprawiają wrażenie, że świat wokół nie wydaje się im ciekawy poznawczo. Jest wręcz zagrażający, nieprzewidywalny, wzbudza strach i przerażenie, bo nie jest schematyczny. Schematyzm w zachowaniu daje tym dzieciom stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Zaproponowany podział grupuje dzieci w różne kategorie, ale nie wyczerpuje zakresu wyzwań rodzicielskich. Może być przecież dziecko niedostosowane społecznie z trudnościami w nauce wynikającymi ze słabszego potencjału intelektualnego. Może być także dziecko niepełnosprawne ruchowo ze stwierdzoną dysleksją rozwojową. Czy dziecko z niepełnosprawnością sprzężoną na przykład niewidome z autyzmem.

Jak wielu rodziców zadaje sobie pytanie – dlaczego mi się urodziło takie dziecko? Dlaczego moje dziecko jest niepełnosprawne (mało zdolne, zbuntowane, niedostosowane do obowiązujących norm, przewlekle chore)? Jak wielu rodziców czuje wagę tego wyzwania, a nawet uważa to za ciężar? Czy wychowanie trudnego dziecka jest obciążeniem? A czy jako wyzwanie może być także rozwojowe? Czy może mi coś dać? Co może mi dać wychowanie dziecka, którego wychowanie (posiadanie, kształtowanie, rozwój) jest tak absorbujące? Jakie cechy mogę w sobie rozwinąć, zmienić, wzmocnić lub wygasić wychowując „trudne” dziecko? Symptomatyczny jest fakt, że wśród nas jest coraz więcej dzieci, które żyją w swoim wewnętrznym świecie, wybierają życie w świecie nie – zewnętrznym. W czasach, w których zainteresowanie światem pozamaterialnym i rozwojem duchowym stale rośnie. Może jest i w tym jakiś cel, że pojawiają się wśród nas także dzieci „z innego świata”? Może mają nam coś uzmysłowić, coś przekazać, czegoś nauczyć, uwrażliwić na coś?

Od razu nasuwa się skojarzenie z Dziećmi Indygo i Kryształowymi Dziećmi. To nazwy przypisane dzieciom, które określono tak ze względu na rolę, jaką mają odgrywać (odgrywają) w rozwoju świadomości świata, w jakościowym postępie ludzkości na poziomie świadomości zbiorowej. Dzieci Indygo, urodzone od lat 70 – tych do końca XX wieku w związku ze swą buntowniczą naturą mają uzmysłowić nam schematyzm i skostnienie obowiązujących struktur w świecie. Dzieci Kryształowe urodzone już po 2000 roku poprzez wysoko rozwiniętą umiejętność komunikowania się (nie zawsze w sposób werbalny, czasem intuicyjny), empatię i wrażliwość mają za zadanie ukazać nam kierunek potrzebnych dla ludzkości zmian. Z tej perspektywy patrząc na swoje dziecko możemy zobaczyć kogoś zupełnie innego. [Sylwia Drewnowska]

www.adremida.pl

69


"The lonely (but happy) bush" Christoph Gerber

Nie ma nic nudniejszego, niż nauka suchych formułek. Najlepiej jest poznawać nowe możliwości programu rozwiązując konkretny problem.

część 2

Wymodeluj

swoj świat

W poprzedniej części:

– zainstalowaliśmy POV-Ray, – stworzyliśmy pierwszą scenę: białą kulę na kolorowym tle.

Budujemy dom Nie ma nic nudniejszego, niż nauka suchych formułek. Najlepiej jest poznawać nowe możliwości programu rozwiązując konkretny problem. Dlatego nie będę zanudzać teraz czytelników opisami kolejnych brył i zasad ich konstruowania. Zrobimy to „przy okazji". Być może ucierpi na tym systematyczność, ale na usystematyzowanie wiedzy przyjdzie czas później. Zaczniemy więc modelować dom naszych marzeń. W tym celu pokażę, jak wybudować w wirtualnym świecie POV-Ray pewien konkretny dom – a Was zachęcam do stworzenia i wymodelowania na tej podstawie własnego projektu. Przy okazji – nie tylko nauczycie się modelować, ale wizualizując swój wymarzony dom – stworzycie gdzieś na niefizycznym planie jego myślową formę, a to pierwszy krok do urzeczywistnienia takich marzeń. Na początku, biorąc przykład z biblijnej Księgi Rodzaju,

70 Adremida luty 2012

musimy stworzyć niebo i Ziemię:

#version 3.7; #include "colors.inc" #include "textures.inc" camera {location <0,1.6,-10> look _ at <0,1.6,0>} light _ source {<-10000,10000,-10000> color White} sphere {<0,-6378245,0>,6378245 pigment {color Green}} //ziemia sphere {<0,-6378245,0>,6378245+20000 hollow texture {Shadow _ Clouds scale 5000}} //sfera niebieska z obłokami

To, co otrzymamy, pokazuje rysunek poniżej.


stworzyć przy użyciu programu POV-Ray doświadczony użytkownik.

er

Ziemia to po prostu zielona kula, tyle że duża – użyłem jej rzeczywistego promienia w metrach. Błękitną sferę niebieską umieściłem zaś 20 kilometrów wyżej. „Hollow" po angielsku oznacza, że jest ona pusta – nie wypełniona wewnątrz żadnym materiałem. Pozwoli nam to później umieścić w niej na przykład mgłę albo dym. Zamiast malować ją po prostu błękitną farbą, zastosowałem coś, co nazywa się teksturą. Tekstura opisuje zarówno kolor, który nie musi być jednolity – możemy zastosować różnorodne wzory – jak i wiele innych elementów wyglądu modelowanego obiektu. W przyszłości pokażę, jak tworzyć własne tekstury, a dopóki nie nauczymy się tego, możemy użyć jednej z tych, które otrzymaliśmy wraz z programem. Mamy do dyspozycji bogatą bibliotekę gotowych materiałów, takich jak drewno, kamień, metal, szkło i wiele innych. Znajdzie się wśród nich także i lekko zachmurzone niebo. Trzeba dołączyć do naszego opisu plik z definicjami tekstur: #include "textures.inc"

Dzięki temu możemy teraz użyć gotowej tekstury o nazwie „Shadow_ Clouds". Do opisów scen możemy dołączać komentarze. Można to zrobić poprzez umieszczenie w tekście dwóch znaków „/". Wszystko, co znajduje się po „//" – aż do końca wiersza – zostanie przez program zignorowane. Dzięki takiemu komentarzowi: sphere {<0,-6378245,0>,6378245+20000 hollow texture {Shadow _ Clouds scale 5000}} //sfera niebieska z obłokami

nie musimy się zastanawiać, co to jest za kula i do czego służy. Źródło światła, które zastąpi nam Słońce, umieściłem 10 kilometrów nad Ziemią. Wystarczy, aby dobrze udawało prawdziwe, świecące z bardzo daleka Słońce, a jednocześnie znalazło się pod sferą niebieską, jest ona bowiem nieprzezroczysta (w przyszłości znajdzie się na to rada). Kamerę podniosłem 1.6 metra ponad powierzchnię Ziemi, aby naśladowała rzeczywisty aparat fotograficzny, jakim robilibyśmy zdjęcia. „Scale 5000" następujące po nazwie tekstury to polecenie powiększenia jej 5000 razy. Tekstury definiowane są na ogół tak, aby zajmowały obszar mniej więcej jednej jednostki długości, w naszym przypadku jest to metr – a tymczasem sfera niebieska wisi 20 kilometrów nad nami. Metrowej wielkości chmurki z odległości dwudziestu kilometrów są niewidoczne – usuńcie „scale 5000" i zobaczcie, co otrzymacie.

Ogrodzimy działkę Niech złodzieje mają trudniej... a my dowiemy się, jak poprosić POVRay o narysowanie powtarzających się elementów.

Musimy określić, gdzie znajduje się nasza działka w układzie współrzędnych sceny. Zdecydowałem się na umieszczenie w punkcie <0,0,0> jej lewego, frontowego rogu. Niech będzie to najzwyczajniejsza, prostokątna działka o szerokości 25 i długości 40 metrów. Wybudujmy teraz podmurówkę pod nasze ogrodzenie: object {union { box {<-0.1,-0.2,-0.1><25.1,0.2,0.1>} box {<-0.1,-0.2,-0.1><25.1,0.2,0.1> translate <0,0,40>} box {<-0.1,-0.2,-0.1><0.1,0.2,40>} box {<-0.1--0.2,-0.1><0.1,0.2,40> translate <25,0,0>} } texture {T _ Stone44}}

Tekstury dla różnych kamieni, w tym wybrana przeze mnie T_Stone44 znajdują się w pliku „stones.inc" – trzeba go dodać poleceniem #include. Box to prostopadłościan. W celu jego narysowania musimy podać dwa punkty, leżące po jego przekątnej, na przeciwległych rogach. Nasza podmurówka składa się z czterech takich prostopadłościanów, o wysokości 40 centymetrów, szerokości dwudziestu centymetrów i o długości, odpowiednio, 25 i 40 metrów. Polecenie „translate" przesuwa obiekt o podaną odległość, zaś „union" oznacza „zbuduj obiekt z podanych niżej części". Dzięki temu cała podmurówka jest teraz jednym obiektem i tylko raz trzeba do niego zastosować teksturę. A oto gotowa podmurówka (zdjęcie po lewej). Teraz postawimy słupki do zamocowania sztachet. Dopisujemy na końcu:

#for (ax,0,25,2.5) box {<ax-0.02,0,-0.02><ax+0.02,1.5,0.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end #for (ax,0,25,2.5) box {<ax-0.02,0,39.98><ax+0.02,1.5,40.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end #for (az,0,40,2.5) box {<-0.02,0,az-0.02><0.02,1.5,az+0.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end #for (az,0,40,2.5) box {<24.98,0,az-0.02><25.02,1.5,az+0.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end

Zamiast gotowej definicji koloru dla słupków, użyłem zestawu trzech liczb, oznaczających po kolei składową czerwoną, zieloną i niebieską. <1,1,1> oznacza w takim zapisie kolor biały, <0,0.2,0> – to brak czerwonego, trochę (0,2) zieleni i brak niebieskiego – kolor ciemny zielony.

www.adremida.pl

71


#for oznacza – powtarzaj. W nawiasie po #for jest po kolei: nazwa zmiennej – tak zwanej zmiennej sterującej, wartość początkowa, wartość końcowa i przyrost za każdym powtórzeniem. Zmienna jest to „pudełko na liczby" – możemy nadać jej wartość, czyli umieścić w pudełku konkretną liczbę. Jeśli już to zrobimy, możemy wykonywać na tej wartości działania matematyczne: dodawać, odejmować, mnożyć, dzielić – a potem zastosować otrzymany wynik gdzieś indziej w opisie sceny. Nazwa zmiennej może być dowolna.

czy dodawania 25 lub 40 metrów – i pamiętania tego wszystkiego za każdym razem – można oczywiście uniknąć, inaczej praca z POV-Ray na dłuższą metę byłaby bardzo trudna. Można nauczyć POV-Ray raz, a dobrze, jak modelować dany element, aby można było później napisać tylko, na przykład: "ogrodzenie (25,40)" nie martwiąc się o szczegóły. Jak to robić, opiszę w jednym z kolejnych odcinków. Dodamy jeszcze poziome deski do mocowania sztachet. Potrzebujemy drewna: #include "woods.inc"

Kiedy POV-Ray po raz pierwszy trafi na #for, nada zmiennej steruTeraz możemy użyć tekstury T Wood1: jącej wartość początkową. Potem wykonywane jest to, co znajduje się między #for a #end. Następnie // poziome deski do mocowania sztachet - front i tył działki box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> texture {T _ Wood1 scale 0.3 rotate <0,90,0>} translate do zmiennej dodabox {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> texture {T _ Wood1 scale 0.3 rotate <0,90,0>} translate wany jest przyrost, box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> texture {T _ Wood1 scale 0.3 rotate <0,90,0>} translate a wynik porówny- box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> texture {T _ Wood1 scale 0.3 rotate <0,90,0>} translate wany z wartością // poziome deski do mocowania sztachet - boki działki końcową. Jeśli box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> texture {T _ Wood1 scale 0.3} translate <-0.03,0.6,0> } będzie on od niej box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> texture {T _ Wood1 scale 0.3} translate <-0.03,1.2,0> } box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> texture {T _ Wood1 scale 0.3} translate <25.03,0.6,0> } większy, wykonybox {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> texture {T _ Wood1 scale 0.3} translate <25.03,1.2,0> } wanie #for zostaje zakończone. W rezultacie wiersz #for (ax,0,25,2.5) box {<ax-0.02,0,-0.02><ax+0.02,1.5,0.02> pigment {color <0,0.3,0>}} #end

oznacza: wstaw ciemnozielone prostopadłościany, 4 na 4 centymetry szerokie (w osiach x i z), 1,5 metra wysokie. Zacznij wstawianie od punktu <0,0,0> (tam będzie środek podstawy słupka), po czym wstawiaj kolejne, każdy o 2,5 metra dalej w osi x, dopóki x nie przekroczy 25 metrów (a tam jest koniec naszej działki).

Żmudnego liczenia – odejmowania czy dodawania dwóch centymetrów, aby otrzymać czterocentymetrowej szerokości słupek,

72 Adremida luty 2012

} } } }

Deski, których użyłem na front i tył działki, mają teksturę obróconą o 90 stopni wokół osi y poleceniem „rotate". Trzy liczby, będące jego argumentami, to kąty obrotu wokół poszczególnych osi x,y,z. Gdybym tego nie zrobił, deski wyglądałyby, jakby były wycięte w poprzek a nie wzdłuż pnia drzewa. Proszę zresztą spróbować usunąć polecenie „rotate" i zobaczyć, co się stanie. Teksturę tę musiałem także przeskalować – gdybym tego nie zrobił, słoje drewna byłyby zbyt szerokie. Tak wygląda teraz nasze ogrodzenie: Pozostało jeszcze wstawić drewniane sztachety:

Uwaga – #for jest nowym elementem języka opisu sceny wprowadzonym w wersji 3.7. Jeśli używasz starszej – nie zadziała, a program wyświetli komunikat o błędzie. Oto podmurówka wraz ze słupkami. Kamerę ustawiłem w punkcie <–1,1. 6 , – 4>; patrzy ona na punkt <1,1.6,0>

<0,0.6,-0.03> <0,1.2,-0.03> <0,0.6,40.03> <0,1.2,40.03>

#declare sztacheta=object{ union{ box{<-0.075,0.3,-0.01> <0.075,1.5,0.01>} cylinder {<0,1.5,-0.01><0,1.5,0.01> 0.075}} texture {T _ Wood1 rotate <90,0,0>}}

Polecenie #declare służy do nazywania różnych rzeczy – „po swojemu" Od tej pory POV-Ray będzie wiedział, że „sztacheta" to obiekt, złożony z prostopadłościanu i walca. Aby narysować walec, użyjemy polecenia „cylinder". Musimy podać dwa punkty, będące środkami jego okrągłych ścian – oraz promień. W rezultacie takiego złożenia powstanie


A oto efekt końcowy: ogrodzona działka. Nie ma co prawda bramy ani furtki, dobrze by też było, gdyby każda sztacheta wyglądała nieco inaczej: drewno jest materiałem niepowtarzalnym. Na oba te problemy

prostokątna, zaokrąglona na górnym końcu sztachetka o szerokości 15 centymetrów. Rozmieścimy teraz nasze sztachety wzdłuż boków działki. Użyjemy do tego #for: #for (ax,0.125,25,0.25) object {sztacheta translate <ax,0,-0.05>} #end #for (ax,0.125,25,0.25) object {sztacheta translate <ax,0,40.05>} #end #for (az,0.125,40,0.25) object {sztacheta rotate <0,90,0> translate <-0.05,0,az>} #end #for (az,0.125,40,0.25) object {sztacheta rotate <0,90,0> translate <25.05,0,az>} #end

Sztachety, umieszczone na bokach działki, trzeba było oczywiście obrócić o 90 stopni wokół osi y. #version #include #include #include #include

w przyszłości znajdziemy radę. Na koniec przedstawiam opis sceny w całości. Do zobaczenia w kolejnym numerze Adremidy. [Piotr Kardasz]

3.7; "colors.inc" "textures.inc" "stones.inc" "woods.inc"

camera {location <26,2.0,-3> look _ at <24,1.5,0>} light _ source {<-10000,10000,-10000> color White} sphere {<0,-6378245,0>,6378245 pigment {color Green}} //ziemia sphere {<0,-6378245,0>,6378245+20000 hollow texture {Shadow _ Clouds scale 5000}}//niebo object {union { box {<-0.1,-0.2,-0.1><25.1,0.2,0.1>} box {<-0.1,-0.2,-0.1><25.1,0.2,0.1> translate <0,0,40>} box {<-0.1,-0.2,-0.1><0.1,0.2,40>} box {<-0.1,-0.2,-0.1><0.1,0.2,40> translate <25,0,0>} } texture {T _ Stone44 scale 0.3}} #for #for #for #for

(ax,0,25,2.5) (ax,0,25,2.5) (az,0,40,2.5) (az,0,40,2.5)

box box box box

{<ax-0.02,0,-0.02><ax+0.02,1.5,0.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end {<ax-0.02,0,39.98><ax+0.02,1.5,40.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end {<-0.02,0,az-0.02><0.02,1.5,az+0.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end {<24.98,0,az-0.02><25.02,1.5,az+0.02> pigment {color <0,0.2,0>}} #end

// poziome deski do mocowania sztachet - front i tył działki object{union{ box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> translate <0,0.6,-0.03> } box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> translate <0,1.2,-0.03> } box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> translate <0,0.6,40.03> } box {<-0.04,0,-0.01><25.04,0.1,0.01> translate <0,1.2,40.03> } } texture {T _ Wood1 rotate <0,90,0>}} // poziome deski do mocowania sztachet - boki object{union{ box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> translate box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> translate box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> translate box {<-0.01,0,-0.04><0.01,0.1,40.04> translate } texture {T _ Wood1} }

działki <-0.03,0.6,0> <-0.03,1.2,0> <25.03,0.6,0> <25.03,1.2,0>

} } } }

#declare sztacheta=object{ union{ box{<-0.075,0.3,-0.01> <0.075,1.5,0.01>} cylinder {<0,1.5,-0.01><0,1.5,0.01> 0.075}} texture {T _ Wood1 rotate <90,0,0>} } #for #for #for #for

(ax,0.125,25,0.25) (ax,0.125,25,0.25) (az,0.125,40,0.25) (az,0.125,40,0.25)

object object object object

{sztacheta {sztacheta {sztacheta {sztacheta

translate <ax,0,-0.05>} #end translate <ax,0,40.05>} #end rotate <0,90,0> translate <-0.05,0,az>} #end rotate <0,90,0> translate <25.05,0,az>} #end

W tle użyto: "DistantShores Distant Shores" Christoph Gerber www.adremida.pl

73


Przygodę z nowymi stanami świadomości, jakie możemy osiągnąć z pomocą dźwięku, warto zacząć od nagrań sprawdzonych, opracowanych przez profesjonalistów i przetestowanych przez tysiące słuchaczy. poprzednim numerze Adremidy pisałem o nagraniach synchronizujących półkule mózgowe – o tym, czym są, jak działają i do czego można ich używać.

w

jednego z bardziej znanych podróżników poza ciałem – Roberta Monroe – i od kilkudziesięciu już lat prowadzi badania nad ludzką świadomością i możliwością wykorzystania dźwięku dla jej rozwoju.

Rozpoczynając swoją przygodę z nowymi stanami świadomości, jakie możemy osiągnąć z pomocą dźwięku, powinniśmy pamiętać, że mózg jest delikatnym, precyzyjnym i wciąż nie do końca zbadanym narzędziem, w jakie zostało wyposażone nasze ciało fizyczne. Dlatego warto zacząć od nagrań sprawdzonych, opracowanych przez profesjonalistów i przetestowanych przez tysiące słuchaczy. Nagrania takie produkowane są przez Monroe Products – firmę związaną z Instytutem Monroe, który mieści się w Wirginii, w USA. Został on założony przez

Większość nagrań Instytutu Monroe ma z punktu widzenia polskiego słuchacza istotną wadę: zawierają one prowadzenie słowne w języku angielskim. Na szczęście użyty język jest prosty, a słowa wyraźnie wymawiane – już podstawowa znajomość angielskiego wystarczy, aby móc z nich korzystać. Sklepy ezoteryczne, sprzedające je w Polsce dysponują na ogół tłumaczeniami – warto o nie zapytać. Jeśli jednak ktoś nie chce uczyć się języka, czy korzystać z tłumaczeń, może rozpocząć swoją przygodę z Hemi-Sync od serii zwanej „Metamu-

74 Adremida luty 2012

sic”. Nagrania te zawierają tylko muzykę, bez słownego prowadzenia. Można ich słuchać przez głośniki, po prostu jako muzykę relaksującą lub medytacyjną; słuchana w słuchawkach pozwala, dzięki dudnieniom różnicowym, osiągnąć głębsze stany świadomości. Każdy tytuł z tej serii ma swoje określone przeznaczenie i zakres działania. Ci, których nie odstraszył angielski, powinni w pierwszej kolejności sięgnąć po serię „Gateway Experience” – w języku polskim na ogół używa się określenia „Doznawanie Otwarcia Wrót”. Składa się ona z sześciu albumów zawierających po sześć ćwiczeń w każdym. Wprowadzają one słuchacza w kolejne stany świadomości, określane jako Focus 3, Focus 10,


Focus 12, Focus 15 i Focus 21 – każdy kolejny taki stan coraz bardziej oddala słuchacza od fizycznego „tu i teraz”, otwierając jednocześnie na rzeczywistość niefizyczną. Prócz tego, słuchacz uczy się tworzyć i używać niefizycznych narzędzi, takich jak balon energii rezonansowej, pręt energetyczny, czy żywa mapa ciała, uczy się także umiejętności wykorzystywania stanów poszerzonej świadomości do wprowadzania zmian we własnym życiu, rozwiązywania bieżących problemów czy otrzymywania odpowiedzi na nurtujące go pytania.

Ci, którzy chcą rozwijać w sobie czystą bezwarunkową miłość i korzystać z jej energii, maja do dyspozycji serię „Opening the Heart” – „Otwieranie serca”. Cztery zawarte w niej ćwiczenia wprowadzają słuchacza w stan, w którym otwarty jest on na przepływ energii miłości i uczą korzystania z tej energii w celu oczyszczenia i uzdrowienia siebie i swoich bliskich. Dla tych, którzy chcą poprawić swoje życie

Sprzedawane dziś nagrania Gateway Experience różnią się od tych, które były w sprzedaży jeszcze kilka lat temu – dwa ostatnie albumy zostały zastąpione nowymi. Zmienił się w ten sposób charakter całej serii – o ile poprzednia wersja była ukierunkowana bardziej na rozwój samoświadomości słuchacza, nowa nastawiona jest na eksplorację niefizycznej rzeczywistości „na zewnątrz”. Dlatego osoby zainteresowane odkrywaniem samego siebie bardziej niż zewnętrznych niefizycznych światów zachęcam do poszukania tych nagrań na rynku wtórnym – obecnie, niestety, nie ma ich już w sprzedaży. Dla osób umierających oraz ich bliskich przeznaczona jest seria „Going Home”. Składa się ona z dwóch kompletów nagrań: jeden z nich przeznaczony jest dla osoby odchodzącej, drugi dla przyjaciół i rodziny. Oba zawierają ćwiczenia, wprowadzające słuchacza w stany Focus 10 i 12. Jedno z nagrań przeznaczonych dla osoby umierającej stanowi sobą wycieczkę po niefizycznych obszarach, aż do Focus 27 – miejsca będącego „punktem przyjęć” osób, które niedawno umarły. Inne, przeznaczone dla rodziny i przyjaciół zmarłego, pozwala na nawiązanie kontaktu z osobą, która znajduje się już „po drugiej stronie”. Przyszłe matki mogą skorzystać z nagrań „Opening the Way” Kilkanaście zawartych tam ćwiczeń ukierunkowanych jest na wspomaganie ciąży, porodu i karmienia noworodka oraz nawiązywanie kontaktów z duszą nie urodzonego jeszcze dziecka.

„tu i teraz”, przeznaczone są nagrania z serii „Human Plus”. W przeciwieństwie do wspomnianych wyżej zestawów kilkunastu, czy kilkudziesięciu ćwiczeń, które należy wykonywać po kolei, spośród kilkudziesięciu dostępnych tytułów Human Plus możemy wybrać te ćwiczenia, których aktualnie potrzebujemy. Każde z nich uczy słuchacza określonej funkcji, na przykład szybkiego odtruwania organizmu, uwalniania się od depresyjnych myśli, poprawy widzenia czy słyszenia. Polega to na programowaniu tych funkcji w podświadomości tak, aby były w każdej chwili dostępne dla użytkownika w czasie normalnego, codziennego życia – aby wyuczona funkcja zadziałała, wystarczy że powtórzy on sobie w myśli podany w czasie nagrania kod. Jest jeszcze seria zwana „Mind Food” - „pokarm dla umysłu”. Są to również pojedyncze, nie powiązane ze sobą ćwiczenia, lecz w przeciwieństwie do „Human Plus” nie

polegają one na kodowaniu funkcji. Są to nagrania medytacyjne, służące do wspomagania relaksu, snu, uwalniania się od stresu, otrzymywania odpowiedzi na pytania, nawiązywania kontaktów z niefizycznymi przyjaciółmi. Te nagrania również dostępne są jako pojedyncze, nie związane z innymi tytuły. Warto wspomnieć o jeszcze jednej płycie CD, pod tytułem „TimeOut for Sleep” Płyta ta zawiera kilkuminutowe ścieżki, z których każda zawiera zakodowany wzór określonej fazy snu. Jest tam relaks, zasypianie, sen płytki, sen głęboki, sen REM, powrót do stanu czuwania... W zależności od tego, jak zaprogramujemy odtwarzacz, możemy płytę wykorzystać do wspomagania zarówno półgodzinnej drzemki, jak i całonocnego snu. Powyższe zestawienie nie wyczerpuje wszystkich tytułów i zastosowań opracowanych w TMI nagrań. Pełna ich oferta zawarta jest na stronach internetowych: http://www.hemi-sync.com/. Wspomnę jeszcze tylko, ze niedawno ukazały się nagrania wspomagające osiąganie stanu OOBE (Hemi-Sync® Support for Journeys Out of the Body) i świadomego snu (Lucid Dreaming Series) Te ostatnie dostępne są także na płycie DVD, dzięki czemu możliwe jest uruchomienie trwającego 8 godzin nagrania na całą noc. Nagrania Hemi-Sync są produktami przeznaczonymi do samodzielnego słuchania w domu, przetestowanymi i w pełni bezpiecznymi, pod warunkiem przestrzegania podstawowych zasad pracy z nagraniami synchronizującymi. Nie powinny ich słuchać osoby po spożyciu alkoholu czy narkotyków, osoby z epilepsją, zaś chorzy psychicznie przed zastosowaniem nagrania powinni zasięgnąć opinii lekarza. Nie wolno słuchać nagrań hemi-sync w samochodzie; nie należy kierować pojazdem przez co najmniej pół godziny po zakończeniu nagrania. Ci zaś, których temat zainteresował, a woleliby skorzystać z pomocy profesjonalistów, mogą wziąć udział w organizowanych przez kilka ośrodków na terenie kraju warsztatach z Hemi-Sync. [Piotr Kardasz]

www.adremida.pl

75


Człowiek – jak to dumnie brzmi! Celem niniejszego artykułu jest pokazanie stosunku współczesnego człowieka do naszych „braci mniejszych”, jak nazywał ich święty Franciszek.

N

ie ma on na celu spowodowania, aby ludzie nagle przestali spożywać mięso, zostając wegetarianami. Celem jest uświadomienie człowiekowi XXI wieku, iż naszym obowiązkiem jest domaganie się humanitarnego traktowania zwierząt, które oddają swoje życie dla nas, ludzi, stając się pokarmem dla naszego ziemskiego ciała. Jest obowiązkiem współczesnego człowieka z szacunkiem traktować zwierzęta, które żyją obok nas, walczyć o ich godne życie i humanitarną śmierć, zanim trafią na nasze stoły. Obowiązkiem naszym jest reagowanie na wszelkie przejawy katowania, znęcania się nad zwierzętami. Ważne jest uświadomienie sobie, jak są traktowane zwierzęta hodowane przemysłowo. Dotyczy to wszystkich zwierząt – gospodarskich, jak również towarzyszących. Obok nas żyją istoty, które mają duszę, odczuwają, cierpią, kochają, istnieją tak jak my. Obłaskawione, ufają nam bezgranicznie. Krowy, konie, wracają do swoich domów z pastwiska, nigdy się nie myląc, wiedzą, gdzie jest ich dom. Pies wejdzie na tory kolejowe za swoim panem, bez względu na skutki. Głodujące, przywiązane, bite, katowane, bez nadziei na lepsze jutro, z przy-

76 Adremida luty 2012

zwyczajenia – bo innego życia nie znają, pomimo swojego cierpienia oddane są człowiekowi. Wyrzucone – mają szansę na to, iż lepszy człowiek je przypadkowo napotka, przygarnie, odmieni los. Z chwilą oswojenia zwierząt – staliśmy się za nie odpowiedzialni. Człowiek – jak to brzmi dumnie!

Konie Konie, podobnie jak psy i koty, są najwierniejszymi towarzyszami człowieka. Mieszkały z nami już 5,5 tysiąca lat temu. Dzięki nim człowiek stał się bardziej mobilny, mógł dalej przemieszczać się, rozwijać handel i podróże. W Polsce koń odgrywał szczególną rolę w gospodarstwach rolnych, zanim rozwinął się przemysł rolniczy. Koń jest również symbolem tradycji ułańskiej. Jest naszym oddanym druhem. W chwili obecnej rolnicy hodują konie z przeznaczeniem na rzeź. W Polsce spożycie koniny jest stosunkowo niskie w porównaniu do innych państw. Polski rolnik, czy też hodowca, sprzedaje konie po cenie skupu żywca, skazując je na długie i bardzo wyczerpujące transporty, podczas których dochodzi to łamania przepisów i zadeptywa-


Obowi¹zkiem naszym jest reagowanie na wszelkie przejawy katowania, znêcania siê nad zwierzêtami. nia słabszych sztuk. Konie są przewożone bez względu na to, czy są chore, zdrowe, stare, czy też są to dopiero urodzone źrebaki. Część z tych pięknych zwierząt pada w transporcie. Tutaj nie ma podziałów. Są to konie, które wcześniej pracowały w gospodarstwie, tuczone na mięso, pracujące z dziećmi niepełnosprawnymi jako terapeuci, w końcu piękne i dostojne rasowe konie sportowe, rekreacyjne, dla których nie ma miejsca na dożycie swoich dni w stajni. Obecnie panuje wręcz „moda” na jeździectwo rekreacyjne, na to aby mieć konia. Czy ktoś zastanawia się co się dzieje, gdy zabawka wyjdzie z mody, znudzi się, czy też zestarzeje, zachoruje? Jedzie do rzeźni. Jest to zapłata za służenie ludziom. Człowiek – to brzmi dumnie ? Proszę posłuchać opowieści kierowców tak zwanych „tirów” – na granicy przepuszczają transporty z żywymi zwierzętami bez kolejek, aby nie słuchać płaczu tych zwierząt. Nie opłaca się przewozić mięsa – lepiej żywą istotę, bez względu na to, z jak wielkim cierpieniem to się wiąże. Jak smakuje mięso zwierzęcia, które przez wiele dni żyło z takim poziomem stresu, a jest przysmakiem na włoskich, francuskich stołach? Dla nich tatar ze źrebaka to delicje. A to źrebię zostało odebrane matce, nie widziało nigdy pastwiska, skazane na tygodniowy transport... zostało zadeptane przez większe konie... kogo to obchodzi? Może lepsza jest śmierć już podczas transportu. Czy widzieliście kiedyś film, gdzie koniowi w transporcie odrąbano nogę, tylko dlatego że utkwiła mu między belkami samochodu? Smacznego! Człowiek, jak to dumnie brzmi!

Krowy, świnie Krowy to istoty o przepięknych oczach. Bardzo mądre – jak wszystkie inne zwierzęta. Całe swoje życie na przemian rodzą cielęta i dają nam mleko. Wyeksploatowane trafiają do rzeźni. Ciekawe, dlaczego udając się w tą ostatnią drogę do rzeźni – płaczą? Kiedyś w prasie opublikowano zdjęcie krowy z transportu, z oderwanym rogiem i zakrwawioną głową. Naszym obowiązkiem jest domaganie się odpowiedniego traktowania zwierząt rzeźnych, do ostatnich chwil ich życia! Widok ten wyrył się w moim sercu już na zawsze! Wszelkie choroby „wściekłych krów” wynikają z przemysłowego chowu zwierząt, polegającego na szybkim wzroście, w stosunkowo krótkim czasie. W naturalnych warunkach krowa nigdy nie będzie karmiona paszą zwierzęcego pochodzenia. Krowa jest istotą najbardziej eksploatowaną przez człowieka. Wszystkie mleczne produkty w sklepach mamy dzięki niej, na dodatek co roku rodzi kolejnego cielaka, po to, aby na koniec sama była zjedzona. Czy to nie dostateczny powód, aby wymagać od człowieka szacunku dla niej i humanitarnego traktowania, szczególnie w ostatniej chwili życia? Jadamy mięso, ale naszym obowiązkiem jest domaganie się szacunku dla zwierząt, aby ograniczyć ich cierpienie. Zwierzęta nie są rzeczami. Kiedyś świnie nie były karmione mączką i nie rosły w tak krótkim czasie, jak teraz. Pomijając fakt przemysłowej hodowli świń, pozostaję w głębokim zdumieniu, jak to człowiek z 1kg

Modlitwa konia z transportu Mój wiatronogi Boże koni, Czy Ty naprawdę widzisz wszystko? Strach, ból i głód i krew i śmierć? Nie ma nikogo z mojej stajni i nie znam drogi na pastwisko. Bardzo się boję, Panie mój Tutaj tak ciasno jest i ciemno I taki bardzo jestem sam, Choć tyle koni jedzie ze mną, Boże, z ogonem bujnym, grzywą gęstą Ja przecież jestem Przecież byłem Na Twoje podobieństwo. Nikt by w to teraz nie uwierzył , Nic z tego nie zostało, Czterokopytny Boże, spraw By umieranie nie bolało. Jeszcze o jedno Cię poproszę, Nim wszystko będzie końcem Niechaj na przekór wyśnię sen Że galopuję w słońce I pędzę wprost w promieni blask Pękają chmury w niebie A ja nie czuję więcej nic I mknę i gnam do Ciebie [Barbara Borzymowska]

Wielką pracę w podniesieniu świadomości człowieka wykonują wszelkiego rodzaju fundacje i organizacje, dzięki którym przedostaje się do nas coraz to więcej informacji z interwencji. Ktoś znalazł konia na łące, z odrąbaną nogą i raną, ktoś zgłosił informację o głodzonych koniach, ktoś inny wykupił konie z transportu, ktoś zgłosił, że w komórce, do pasa w gnoju stoi koń z przeznaczeniem na wywóz do Włoch, na mięso. Koń, który nie wie co to jest łąka, słońce czy wiatr. Po co ma to wiedzieć?! W końcu jest kawałem mięsa! Czy aby na pewno? Ma wielkie szczęście, gdy na dodatek nie jest bity bez powodu batem. Człowiek – jak to dumnie brzmi! www.adremida.pl

77


nadają się do produkcji kołder i poduszek, gniją na żywym stworzeniu. Ptaki żyją w ciągłym strachu, w warunkach zupełnie innych niż w ich naturalnym środowisku. Zimą, z oszczędności, pomieszczenia nie są ogrzewane, więc wiele ptaków po prostu zamarza! Gęsi są tuczone od 4 do 8 razy dziennie. Porównując ilość paszy do ilości dziennego spożycia przez człowieka pokarmów, wygląda to tak, jak by człowiek zjadł od 30 do 80 kg paszy dziennie! Podczas tuczu gęsi często padają na skutek pęknięcia żołądka, czy uszkodzenia przełyku! Czy naprawdę wątróbka gęsia jest niezbędna do przeżycia człowiekowi? Człowiek – jak to dumnie brzmi! Krowy to najbardziej wyeksploatowane przez człowieka zwierzęta. Najbardziej szczęśliwe chwile, to takie, gdy mogą przebywać na łonie natury.

mięsa potrafi wyprodukować 2 kg wędliny? Cud nad cuda. Tylko, szanowny człowieku – czy wiesz co masz na talerzu?

Czasami chcemy sprawić niespodziankę naszym dzieciom, kupując psa lub kota. Wszystko wygląda pięknie, do czasu, aż nie ma komu zajmować się zwierzakiem, lub też chcemy wybrać się na urlop i powstaje problem, co z nim zrobić? Co się wtedy dzieje? Zwierzak jest na przykład Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda zostawiany na stacji benzynowej, wywieziony do lasu, chów gęsi i kaczek? Obecnie hodowla nastaa w najlepszym przypadku przerzucony przez ogrodzenie wiona jest na szybki wzrost tych zwierząt. Trzyschroniska. Kiedyś z okna budynku, w którym pracowamane są w zamkniętych klatkach, z których łam, widać było dużą stację paliw. Ludzie wchodzili do wystają im szyje. Kury przebywają w ciasnych kas, po czym wychodzili innym wyjściem, zostawiając psa. klatkach przez całe swoje życie. W okresie Były to piękne rasowe pieski, na szczęzmniejszenia ilości znoszonych ście dla każdego udało się znaleźć nowy jaj nie podaje im się przez kilka Nie opłaca Ale ile jest takich stacji w naszym dni jedzenia, oraz przetrzymuje się przewozić dom. kraju? Dlaczego człowiek tak postępuje? w ciemnych pomieszczeniach, mięsa – lepiej Dlaczego woli utopić, lub przywiązać aby po kilku dniach zutylizować do drzewa skazując na śmierć? Bo boi te kury, które padły. Na fermie „nie żywą istotę, się konfrontacji z drugim człowiekiem, opłaca się” przeczekać tego czasu, bez względu boi się spojrzeć komuś w oczy, w twarz, bo w to miejsce przyjdą nowe na to, z jak a być może wyniósł to z domu. Urodziły i nie wyeksploatowane kury. Co możemy zrobić? Wystarczy nie wielkim cier- się psy lub koty, to najlepiej je utopić. Ale dlaczego nikt nie pomyśli o tym, że kupować jaj z oznaczeniem 2, 3. pieniem to się w każdej gminie w Polsce są pieniądze, Nie będzie popytu – nie będzie przeznaczone na sterylizacje bezpańumęczonych kur. Z zadowolewiąże. skich zwierząt? Że człowiek ma wpływ niem obserwuję, jak w pobliskim na populację i regulację urodzeń? Dzięki temu będzie sklepie największą ilość jaj na półce stanowią mniej kocich i psich nieszczęść. Poza dużymi miastami jaja z oznaczeniem 0 lub 1, a mówiąc dokładw mniejszych miejscowościach psy i koty często chodzą nie, te jaja najlepiej się sprzedają. Dodatkowym po okolicy, pozostawione same sobie, a jedynym ich aspektem jest podawanie kurom takiej paszy, pożywieniem jest na przykład dzika zwierzyna: zające oraz aby kolor żółtka był ciemniejszy niż w jaju od sarny. Koty sobie poradzą - są myszy. Po weekendzie jadąc kury hodowanej na wsi, która skubie trawkę, zje taką podmiejską drogą widać na poboczu wiele zabitych robaczka, żyje w naturalnych warunkach. O ile psów i kotów. Gdzie jest pan, właściciel, człowiek? Gdzie mi wiadomo, nikt nie przeprowadza badań jest ocieplona buda? Miska z wodą i jedzeniem? Dosyć z zakresu wpływu na zdrowie człowieka tych często jest to tylko imitacja budy, suchy chleb i łańcuch barwników. Jest to sztuczny „uzdatniacz”, który ograniczający ruch. Na pytanie do właściciela, dlaczego na pewno nie jest obojętny dla kur, ale również właściwie ma psa, którego trzyma na uwięzi, słyszymy: no dla nas, ludzi. Z kolei gęsi nigdy nie widziały jak to?, „co to za głupie pytanie”, „w domu zawsze był pies”. łąki, nigdy też nie latały. Młodym ptakom Ja się pytam: „w domu? czy Twój pies kiedykolwiek przeżywcem wyrywane są pióra – z których robiokroczył próg domu?” To jest ewidentny przykład mentalne są poduszki, kołderki. Dzieję się tak dlatego, ności życia na prowincji i stosunku do zwierząt wyniesioiż pióra w tych klatkach po prostu gniją i nie

Kaczki, gęsi, kury

Kury z chowu przemysłowego, całe swoje życie spędzają w takich ciasnych klatkach.

78 Adremida luty 2012

Psy i koty


nego z domu. Po co komu jest potrzebny taki pies, skoro nie można go wypuścić, bo zniszczy trawę, czy też nasika na drzewa i krzewy. Po co Ci pies, jeśli nie potrafisz się nim zaopiekować, człowieku?

Rudy - mieszkał w kamiennym labiryncie czyli w spalonym chlewie. Nie można było do niego podejść, atakował ze strachu. Pojechał do domu tymczasowego i bardzo szybko odzyskał radość życia. Zostaje tam na zawsze.

Zauważcie Państwo, jak drastycznie nasza cywilizacja stała się cywilizacją konsumpcyjną. Doprowadziła do ingerencji i zmian sposobu hodowli, karmienia zwierząt. Jak wiele używa się chemii przy wzroście zwierzęcia, a człowiek potem to wszystko konsumuje.

Co możemy zrobić? Popierać wszelkie akcje organizowane na rzecz ochrony praw zwierząt, podpisywać wszelkiego rodzaju petycje, reagować i zgłaszać straży dla zwierząt wszystkie przypadki znęcania się nad nimi. Możemy żyć świadomie i wybierać te produkty, które pochodzą z ekologicznych hodowli. Podnoszenie świadomości człowieka powinniśmy zacząć we własnym domu. Możemy wówczas domagać się godziwych warunków dla zwierząt gospodarskich, zanim pojawiają się na naszym talerzu. Od dzieciństwa należy pokazywać naszym dzieciom lepszy świat, uwrażliwiając zarazem na to, aby reagować, alarmować, zwalczać przemoc i brutalny stosunek do żyjących obok nas istot.

Czym skorupka za młodu nasiąknie – tym na starość trąci. Im bardziej uświadomimy naszym dzieciom, że zwierzę nie jest rzeczą, zabawką, którą można podpalić, wyrzucić do zsypu (znane są przypadki wyrzucania kociąt, królików do śmietników), tym mniej będzie sygnałów o cierpieniu zwierząt. Ma to również głębszy wymiar. Nie bez przyczyny mawiają, iż miarą oceny człowieka jest jego stosunek do zwierząt, ale jest w tym o wiele większy sens. Zwierzęta są nam oddane bezwarunkowo. Rozwijając empatię od dzieciństwa, okazujemy więcej serca wszystkim, nie tylko zwierzętom, ale również drugiemu człowiekowi. Nie traćmy czasu, szans na to aby cierpienia na świecie było jak najmniej. Aby można było spojrzeć w swoje odbicie w lustrze i powiedzieć: „ Człowiek - jak to dumnie brzmi”. [Mariola Witkowska Kajdan]

Interwencje Straży dla Zwierząt Mamy przyjemność opowiedzieć Państwu kilka historii, które zakończyły się szczęśliwie. Gdyby nie ludzie o pięknych sercach i duszy, które powiadomiły odpowiednie służby, czy też uratowały zwierzaki, nie byłoby tych historii. Z całego serca dziękujemy za to, że nie jesteście Państwo obojętni. Historia jest ponura. Jest mi trudno o tym myśleć a co dopiero ubierać w słowa... Pod Grodziskiem mieszkał pewien człowiek. Człowiek, który maniakalnie zbierał wszystko co mu wpadło

w ręce. Kolekcjonował też psy. Niedawno człowiek ten zginął w wypadku drogowym. Otrzymaliśmy informację, że zostawił zwierzęta. Kiedy przyjechaliśmy tam, oczom naszym ukazało się morze śmieci. W labiryncie złomu, starych ubrań, mebli, znaleźliśmy psy. Złomiarz poprzywiązywał je łańcuchami do starych lodówek, piecyków – to były ich budy. Nie miały wody, jedzenie dostawały okazjonalnie. Przerażone i niemiłosiernie wychudzone, bardzo nieufne wegetowały tam i miały małą szansę na przeżycie zimy. Na zdezelowanych fotelach siedziały wypasione koty o lśniących futrach. Ponieważ były na wolności, świetnie sobie radziły żywiąc się myszami. Gdzieniegdzie leżały pozagryzane szczury. Ponieważ koty były zdziczałe, po sterylizacji wróciły na swój teren.

Zabraliśmy psy. Czarna – młoda suczka, pojechała od razu do domu stałego. Szyję miała wytartą do gołej skóry od obroży. Odzyskuje już równowagę, jest otoczona wspaniałą opieką. Ania – nieduży psi szkielet. Widać było każdą jej kosteczkę. Wystraszona i nieufna. Została zabrana do domu tymczasowego. Znalazła dom stały, ma opiekuna, który ją uwielbia. Z nowym życiem dostała też nowe imię – Perełka. Już wysterylizowana.

Czarna

Rudy

Sofia

Rudy – mieszkał w kamiennym labiryncie czyli w spalonym chlewie. Nie można było do niego podejść, atakował ze strachu. Pojechał do domu tymczasowego i bardzo szybko odzyskał radość życia. Zostaje tam na zawsze. Sofia – czteromiesięczny szczeniak. Jedyna nie na uwięzi. Przeszła prawdziwą szkołę przetrwania. Radziła sobie jak mogła. Sofia czeka nadal na dobry dom. www.adremida.pl

79


Czarna – młoda suczka, pojechała od razu do domu stałego. Szyję miała wytartą do gołej skóry od obroży. Odzyskuje już równowagę, jest otoczona wspaniałą opieką.

Bażancia Budka

Wielką pracę w podniesieniu świadomości człowieka wykonują wszelkiego rodzaju fundacje i organizacje, dzięki którym przedostaje się do nas coraz to więcej informacji z interwencji.

Historia Statywa. Pewnej lipcowej nocy, na podwórku jednej z grodziskich kamienic, młody człowiek, szykujący się na ryby, usłyszał ciche miauczenie. Ponieważ chłopak nie był obojętny na los bezdomnych zwierząt (w domu ma przygarnięte koty), postanowił sprawdzić i poszukać. Na podwórku były stare szalety, doły kloaczne, na szczęście puste. I właśnie w jednym z nich siedział malutki koteczek. Zapewne został tam wrzucony. Podbierakiem na ryby dobra dusza wyciągnęła kociaka. Okazało się, że to białoruda kupka kociego nieszczęścia, najwyżej dwumiesięczna kocina. Okazało się też, że kotek nie ma tylnej łapki. Rana na szczęście była zabliźniona. Kociak trafił pod opiekę stowarzyszenia i otrzymał przewrotne imię Statyw. Brak łapki nie przeszkadzał mu w normalnym funkcjonowaniu, wspinał się, skakał i bawił jak klasyczny kot. Został adoptowany przez panią, która przygarnęła kiedyś kotkę bez oka. Statyw zamieszkał w Żyrardowie, Statyw - mały kotek bez tylnej łapki. ma się świetnie i jest szczęśliwy.

80 Adremida luty 2012

Bażancia budka Dostaliśmy sygnał od jednego z łowczych z Koła Łowieckiego Rogacz, że pod Grodziskiem, w lesie, w bażanciej budce oszczeniła się bezdomna suka. Kiedy tam pojechaliśmy, okazało się, że psia mama jest bardzo nieufna, ale nie atakuje i chętnie zjada przywiezioną przez nas karmę. Przyjeżdżaliśmy przez dwa dni, karmiliśmy, zdobywaliśmy zaufanie. Kiedy przygotowaliśmy dla niej dom tymczasowy, zabraliśmy się do wyciągnięcia szczeniaków. Jest ich osiem, czekają na adopcję. Suka była bardzo posłuszna i bez większych problemów całe towarzystwo zamieszkało w domu tymczasowym. Bażanty mogą wreszcie wrócić do swojej budki. [Ewa Matrzak]

Dziękujemy za udostępnienie zdjęć i przedstawienie historii z interwencji, pracownikom Straży Zwierząt w Grodzisku Mazowieckim. Więcej informacji na stronie: http://www.strazzwierzat.pl/page15.php


listy do redakcji Z życia wzięte

listy@adremida.pl ADREMIDA ul. Bartnicza 6 lok.1U

03-358 WARSZAWA

Nasza Czytelniczka, zainspirowana artykułem opublikowanym w Adremidzie: „Życie w trójkącie” opowiedziała nam swoją historię, zgadzając się z wnioskiem jaki został wysnuty, na jego końcu: „jeżeli zakochujesz się w żonatym mężczyźnie, najpierw upewnij się, czy związek został przerwany nie tylko urzędowo, ale przede wszystkim mentalnie”. Oto jej historia. Poznali się przypadkiem, choć podobno przypadki nie istnieją. Piękna, młoda i inteligentna dziewczyna, typowa bizneswoman o imieniu Karina. On wielbiony przez kobiety o nieziemskiej urodzie. Ona wolna jak ptak, niezależna, bez zobowiązań. On w trakcie rozwodu, ojciec małego dziecka. Szybko zamieszkali razem, z jego zapewnieniami, że na taką kobietę czekał całe życie. Karina była wsparciem dla Eryka podczas jego rozwodu. Eryk zapewniał ją o swoim oddaniu i miłości z zachwytem komplementując jej urodę, przedstawił ją nawet swoim rodzicom, jako swoją nową partnerkę. Zapewniał, że żony nie kocha, że seks z nią był z obowiązku, że ciągle go kontrolowa��a, że wyprowadził się od niej przeszło rok temu. Sąd orzekł rozwód bez orzekania o winie. Z tego małżeństwa miał dziecko, które poznał z Kariną. Nie chciała zastępować dziecku matki. Starała się dojrzale poukładać relacje między wszystkimi zamieszanymi w tę sytuację osobami. Szybko udało się jej nawiązać pozytywną relację między nią i dzieckiem. Sielanka trwała do momentu, gdy jego była żona dowiedziała się o istnieniu Kariny. Zaczęła śledzić wpisy, zdjęcia Kariny na portalach społecznościowych. Zaczęła walczyć o względy byłego męża, posługując się swoim własnym dzieckiem. Główny

argument był taki; „jak byś się czuł, gdyby ktoś obcy wychowywał Twoje dziecko?” Poskutkowało. Eryk wyprowadził się do byłej żony wywołując nie lada zamęt w życiu Kariny i wielkie niedowierzanie w oczach znajomych. W jednej chwili czar prysł. Pomimo tego faktu, Erykowi marzył się romans z Kariną, co też spiesznie jej zaproponował. Nie dosyć, iż porzucił kobietę, którą kochał rzekomo bez pamięci, dla byłej żony, to jeszcze próbował osadzić ją w pozycji kochanki w całym tym „układzie”. Pomimo bólu i rozpaczy – ponieważ naprawdę go pokochała, Karina zerwała z nim kontakt, nie zgadzając się na takie rozwiązanie. Gdy kategorycznie odmówiła, zdjął maskę. Słowa: ”kocham cię, jesteś miłością mojego życia”, zamienił na wyzwiska. Pocałowała księcia i okazał się być nawet nie żabą, tylko potworem. Paradoksalnie, dzięki byłej żonie, odkryła całą prawdę o człowieku, którego wpuściła pod swój własny dach. O człowieku, który zapewne zdradzałby ją i okłamywał. A jak jest dzisiaj? Karina po tamtej lekcji, zawodzie miłosnym z dużym dystansem podchodzi obecnie do związków i relacji partnerskich. Bardziej niż kiedykolwiek wie, że nie wolno tak lekko i bez zobowiązań używać słów: „Kocham Cię”. Słów,

które słyszała ciągle z ust Eryka. Dziś na nowo otwiera się na nowy związek, poznała wartościowego człowieka, ale zdarzenia z przeszłości spowodowały większą ostrożność w stosunku do mężczyzn i słów przez nich wypowiadanych. Sama również jest ostrożna, co powoduje iż jej wewnętrzne blokady nie pozwalają w pełni cieszyć się, z tego co zaczyna budować wspólnie z nowym partnerem. Pomimo tego, w głębi duszy wierzy, iż szczęśliwe związki i prawdziwa miłość istnieje. I z całego serca jej życzę, aby miłość obecnego partnera dała jej poczucie bezpieczeństwa i aby mogła w pełni cieszyć się tym, co razem, małymi kroczkami budują. Opisana historia pokazuje, iż nie wystarczy urzędowy rozwód, aby móc dojrzale rozpocząć następny związek. Warto więc pomyśleć, czy jesteśmy w stanie kogoś pokochać, odcinając się mentalnie od byłych partnerów, zanim skrzywdzimy osoby, która oddadzą nam swoje serce. Tylko wtedy nowy związek ma szansę na rozkwit. [Mariola Witkowska Kajdan] www.adremida.pl

81


N

Nowości wydawnicze Wydawnictwa: Studio Astropsychologii

"Twój los w Twoich rękach" Autor: Tadeusz Piotr Szewczyk Cena: 19,90 zł Ilość stron: 120

Jakże często budzimy się z poczuciem, że ten dzień nie przyniesie nam nic dobrego. Jakże często zasypiamy z poczuciem urazy, krzywdy bądź niespełnienia wynikającego z dnia, który właśnie dobiega końca. Jak powszechnym jest to, że czujemy niewidzialny ciężar, którego nie jesteśmy w stanie z siebie zrzucić ani zdiagnozować przyczyny jego powstania. Tadeusz Piotr Szewczyk czuł to samo, co każdy z nas. Ból, frustrację, zazdrość, zawiść oraz dziesiątki innych negatywnych uczuć, które kładą cień na życie każdego z nas. I wtedy odnalazł nauki Sai Baby – człowieka, który na przestrzeni lat odmienił sposób postrzegania świata i życia setek ludzi, i do miejsc kultu którego ciągną pielgrzymki z całego świata. Autor dostosował wnioski wynikające z jego nauk do potrzeb człowieka zachodu. Ukazał on, jak wielki wpływ ma każdy z nas na to, co się dzieje z nim i jego bliskimi. Ukazał, jak niewiele wysiłku potrzeba by swą codzienność zamienić z koszmaru w raj i... odwrotnie. W tej książce znajdziesz wskazówki, jak odnaleźć miłość, szacunek, pozytywne nastawienie czy poczucie własnej wartości. Nie potrzebujesz do tego majątku czy wpływów. Wystarczą zmiany w myśleniu i podejściu do zmagania się z trudami codzienności. Dowiedz się, jak zmieniając siebie możesz zmienić na lepsze całe swoje otoczenie. To Twoja szansa na lepsze jutro.

"Jak pokonałam raka. Sprawdzone terapie dla ciała i umysłu" Autor: Monika Godlewska Cena: 29,20 Ilość stron: 280

Monika Godlewska kilka lat temu usłyszała diagnozę, która dla wielu osób jest równoznaczna z wyrokiem śmierci. Rak. Nowotwór. Choroba, która corocznie zbiera na całym świecie swoje obfite żniwo. Monika dokonała wtedy najważniejszego wyboru – zdecydowała się na życie i walkę z przerażającym przeciwnikiem. Zamiast ograniczać się do konwencjonalnych metod leczenia, szukała na własną rękę sposobów podniesienia swojego stanu zdrowia. Na początek zdiagnozowała u siebie duchowe i fizyczne przyczyny powstania nowotworu. Pozwoliło jej to zacząć pracę nad sobą. Zastosowała do tego uzdrawianie energetyczne, jogę, ustawienia Berta Hellingera, masaż Shiatsu i elementy wschodnich filozofii. Autorka korzystała z całego wachlarza bardziej i mniej znanych metod walki z chorobami – od diety makrobiotycznej po lecznicze głodówki, od medytacji, afirmacji i modlitw po ćwiczenia odprężająco-relaksujące i zatrzymujące energię w organizmie oraz muzykoterapię. Kompleksowe terapie zregenerowały jej ciało i zniszczyły śmiertelnego przeciwnika. Pozwoliły także Autorce spojrzeć na swoje życie z szerszej perspektywy i uświadomiły, że choroba może być największą łaską, jaka może nas czasem spotkać. Dziś Monika Godlewska chce się podzielić swoim bogatym doświadczeniem. W tym celu przygotowała kompleksowe opracowanie metod, które w jej przypadku przyniosły znakomity efekt. A skoro uzdrowiły ją – pomogą i Tobie.

"Karty – Proś, a będzie Ci dane" Autorzy: Esther i Jerry Hicks Cena: 69,60zł

Esther i Jerry Hicks – amerykańscy odkrywcy Prawa Przyciągania od 20 lat przekazują nauki Abrahama ludziom na całym świecie. Abraham jest z kolei zbiorem bytów, których celem jest uszczęśliwienie ludzi. A konkretnie – powiedzenie im, jak sami mogą uczynić się szczęśliwymi. Już miliony osób skorzystały z publikacji tego niezwykłego małżeństwa. Oto karty, które ułatwią Ci jeszcze bardziej efektywną pracę z najpotężniejszym Prawem we wszechświecie. Niezależnie, czy pragnęliśmy fortuny, domu, sławy czy też miłości. Wystarczy się odpowiednio dostroić do swych pragnień i w konsekwencji przyciągnąć ich spełnienie do swojej codzienności. I choć wydaje się to niemożliwe, możesz wszystko osiągnąć i otrzymać dowolną nagrodę za swe starania. Z tymi kartami jest to jeszcze łatwiejsze. Ich grafiki zostały opracowane specjalnie po to, by łatwiej było zsynchronizować się z Prawem Przyciągania i wprowadzić się w stan spełniania życzeń. Są one ciepłe i tchną optymizmem, a zamieszczone na nich sentencje, których znaczenie znajdziemy na rewersie każdej z nich, dopełniają dzieła. Karty możemy traktować jak pojedyncze przesłania na każdy dzień lub jako całościowy kurs korzystania z dobrobytu, jaki możemy sobie już wkrótce zapewnić. Każdy może wybrać dla siebie najlepszą opcję i dzięki niej dążyć do celu, jakim jest lepsze, spełnione życie. Po prostu Proś a będzie Ci dane...

82 Adremida luty 2012


0XGU\WRWHUDSHXW\F]QHXNรฏDG\GรฏRQLG]LรšNL NWรถU\P 7ZRMH UรšFH ]PLHQLรˆ VLรš Z SUDZG]L ZHฤทHOHNWURZQLHฤต:NLONDPLQXW]ZLรšNV]\V] SU]HSรฏ\Z HQHUJLL ฤ\FLRZHM SRUDG]LV] VRELH ] GROHJOLZRฤ‚FLDPL SU]\ZUรถFLV] UรถZQRZDJรš PHQWDOQรˆ L HPRFMRQDOQรˆ RUD] Z\HOLPLQXMHV] VWUHV0XGU\ฤผ]GURZLHRGUรšNL

&]DVVNRU]\VWDรŠ]ZLHG]\WDMHPQHM2G VNXWHF]Q\FK WHFKQLN PHG\WDF\MQ\FK ]DNOรšรŠLU\WXDรฏรถZSU]H]NRU]\VWDQLH]H ZVSDUFLD SRPRFQ\FK GXFKรถZ SR Z\ WZDU]DQLH PDJLF]Q\FK XEUDรฑ SHUIXP LbELฤXWHULL3R]QDMG]LHVLรˆWNL]DVWRVRZDรฑ ELDรฏHMPDJLLLMXฤWHUD]GRรฏรˆF]GRHOLWDU QHJRJURQDZVSรถรฏF]HVQ\FKZLHGฤ›P

1LH]DOHฤQLHNWรถUรˆ]GUรถJZ\ELHU]HV] F]HND&LรšUR]NRV]1DNDฤGHM]bNDUW]QDM G]LHV]LOXVWUDFMรšSR]\FMLMHMRSLVLbNRU]\ฤ‚FL GODRERMJDSDUWQHUรถZ']LรšNLSRUรšF]QHPX IRUPDWRZL PRฤHV] MH PLHรŠ ]DZV]H SU]\ VRELH OXE XNU\รŠ Z PLHMVFX ]QDQ\P W\ONR :DP GZRMJX 2GGDM VLรš JU]H QLHNR QLHF]QLHZbNDUW\

8FLVNZGRรฏNXF]รšVWRR]QDF]DฤHNWRฤ‚ ZรฏDฤ‚QLHU]XFDQD&LHELHXURN2WRFDรฏD SUDZGD R PHWDSV\FKLF]Q\FK DWDNDFK LbPDJLLPRJรˆFHM&LรšSU]HGQLPL]DEH] SLHF]\รŠ=DSHZQLMRFKURQรšVRELHVZR LPEOLVNLPLGRPRVWZX&]DVQDQRZ\ Z\PLDUEH]SLHF]HรฑVWZD



ADREMIDA nr 2