Skip to main content

Magazyn Kobiecym Okiem - zima 2024

Page 1

KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET ZIMA 2024

Olga Szomańska: W TYM ROKU ZACZYNAM PODCHODZIĆ DO ŚWIĄT Z WIĘKSZĄ ŚWIADOMOŚCIĄ I NADZIEJĄ, ŻE MOGĄ BYĆ ONE BARDZIEJ RADOSNE ▪ s. 10-12

Grażyna Wolszczak:

MNIEJ ZADUMY, WIĘCEJ RELAKSU ▪ s. 3

Mała Marsylia

- PRZESTRZEŃ, KTÓRA PACHNIE BOŻYM NARODZENIEM ▪ s. 4

Bożena Wilk:

SZTUKA POWINNA OPIERAĆ SIĘ NA EMOCJACH ▪ s. 26-27

Aleksandra, Tomasz i Maja OŚWIECIŃSCY OŚWIECIŃSCY:: NAJWAŻNIEJSZA JEST BLISKOŚĆ I WSPÓLNE PRZEŻYWANIE ŚWIĄT ▪ s. 6-8 foto: vovalin_photography


rozmowa

na początek Grudzień... Miesiąc pachnący piernikami, choinką i zimową herbatą. Czas przedświątecznej krzątaniny, przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. To jednak przede wszystkim czas, kiedy w naszych sercach rodzą się przemyślenia, nadzieje, kiedy jesteśmy w stanie podać dłoń na zgodę, uśmiechnąć się do obcej osoby na ulicy, odwiedzić dawno niewidzianego członka rodziny. A co w "Kobiecym Okiem"? Także odwiedziny i to liczne. Zawitaliśmy do teatru, do domu walecznej Antosi, do Małej Marsylii, w której już od progu pachnie wigilijnym wieczorem. To wydanie jest także o miłości… O tym, jak cudownie potrafi koić, dawać

Grażyna Wolszczak, znana aktorka i dyrektorka prywatnego teatru, ukazuje nam swoje podejście do świąt Bożego Narodzenia – z jednej strony zakorzenione w tradycji, a z drugiej otwarte na praktyczne i nowoczesne rozwiązania. Dla niej ten okres to czas odpoczynku i rodzinnego spokoju, bez presji zadumy czy głębokich refleksji.

wytchnienie i spełnienie. I takiego właśnie wytchnienia życzę Wam na te święta. Spędźcie je w gronie tych, których kochacie. A Nowy Rok niech Wam przyniesie spokój i radość na każdy dzień.

„Boże Narodzenie to największe w świecie przyjęcie urodzinowe, na którym są wszyscy ludzie na tej ziemi” Jostein Gaarder, Tajemnica Bożego Narodzenia

Pięknego świątecznego czasu życzy

Karolina Golak

Redaktor naczelna magazynu „Kobiecym Okiem” foto: Fotomiłostki

Drodzy Goście!

Poznajcie Hotel Miodowy w Dzierżoniowie, przy ulicy Cichej 4

Kameralny obiekt u podnóża Gór Sowich, który dysponuje możliwością zorganizowania każdego eventu okolicznościowego. Posiadamy dwie klimatyzowane sale: ▪ Sala VIP – do 30 osób ▪ Sala Balowa – w zależności od ułożenia stołów pomieści do 100 osób, a w połączeniu z salą restauracyjną nawet do 180 osób. Zorganizujemy dla Was każdy event! Konferencja, szkolenie, urodziny, chrzciny, wesele, zarówno kameralne, jak i te wystawne. Posiadamy wieloletnie doświadczenie w organizacji imprez. Menu dopasowujemy do Waszych osobistych preferencji, a jego wartość startuje już od 42 zł/osobę! Jesteśmy specjalistami w zakresie organizacji „na ostatnią chwilę” i nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Zatrzymajmy się na chwilę przy weselu, jako jednej z najpiękniejszych okazji do celebracji w życiu. W ten najważniejszy dzień pozwólcie, że wszystkim się zajmiemy, a Waszym jedynym zadaniem będzie uczczenie wzajemnej miłości w obecności bliskich. Nasza wspaniała ekipa kucharzy dzień i noc pracuje nad Waszym wymarzonym i najpyszniejszym menu, cukiernicy pieką ciasta, zaprzyjaźnione utalentowane dekoratorki z firmy Kleks Dzierżoniów od rana stroją salę, czeka na Was samochód podstawiony pod nasz hotel. Szykujecie się do ceremonii w apartamencie, który specjalnie na tę okazję dostaniecie w prezencie gratis. Muzycy już rozkładają sprzęt, wielki napis LOVE błyszczy tysiącem świateł. Trzypiętrowy, okazały tort weselny jedzie z cukierni, chlebek na tradycyjne, polskie powitanie już się piecze, a jego aromat wypełnia całą kuchnię. Nic z tych rzeczy nie musi zaprzątać Waszych myśli drodzy Państwo Młodzi, tym

ul. Cicha 4, Dzierżoniów | organizacja imprez: ✆ 884 134 375 m miodowy@hotelmiodowy.pl wszystkim zajmiemy się my, a Waszą jedyną troską w ten wspaniały dzień powinien być fakt, że musicie wytrzymać od rana do rana na nogach. W restauracji Miodowej serwujemy wyborną austriacką kawę, na Wasze życzenie dostarczymy ją do apartamentu, aby postawiła Was na nogi. Czy to nie brzmi dobrze? Zaufajcie nam i naszemu doświadczeniu i powierzcie nam organizację tego pięknego wydarzenia.

Drodzy Goście, w te najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia przyjmijcie serdeczne życzenia miłości i spokoju od całej załogi Hotelu i Restauracji Miodowej. Zapraszamy w nasze progi.

REKLAMA

REDAKTOR NACZELNA

SKŁAD

nr 24 | ZIMA MA GAZYN DLA KOBIET Karolina Golak | 502 324 540

2 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

Jak wyglądały te święta w Pani domu w dzieciństwie? Były to duże, rodzinne święta, bo cała nasza rodzina zjeżdżała się do babci. Babcia miała sześcioro dzieci, więc na Wigilii zbierało się kilkadziesiąt osób – dzieci, wnuki, wszyscy. Wujek zawsze przebierał się za świętego Mikołaja, a my, dzieci, musiałyśmy wykazać się przed nim, recytując wierszyk albo śpiewając piosenkę, zanim otrzymaliśmy prezenty.

Jeśli szukacie miejsca do organizacji biznesowego śniadania, szkolenia, konferencji, spotkania biznesowego zakończonego wystawną kolacją mamy do tego idealne zaplecze. Dysponujemy sprzętem potrzebnym do organizacji szkolenia jak choćby rzutnik, a w ustawieniu kinowym krzeseł sala pomieści nawet 150 osób. Dopasujemy się do każdej aranżacji sali, zorganizujemy przerwę kawową z przekąskami typu fingerfood, ciastami i owocami. Każda Wasza okazja do celebracji jest dla nas ogromnie ważna. Największym dowodem Waszego zaufania jest fakt, że gdy organizujecie u nas swoje wesele, dwa lata później widzimy się na chrzcinach, a następnie na kolejnych urodzinach. Dziękujemy i zapraszamy!

KOBIECYM OKIEM Współpracownicy: Karolina Marcińczyk

Paulina Nowak: 731 000 112

newPro Anna Szwec

W związku z tym, że przygotowujemy świąteczne wydanie magazynu „Kobiecym Okiem”, chciałam zapytać o Pani wspomnienia z wyjątkowych świąt. Czy są takie, które szczególnie zapisały się w Pani pamięci? Oczywiście, najbardziej zapadły mi w pamięć święta z dzieciństwa. Żadne późniejsze doświadczenie nie może się równać z tamtymi emocjami, zwłaszcza z oczekiwaniem na świętego Mikołaja. Patrząc dzisiaj na dzieci, które przeżywają to tak intensywnie, od razu przypomina mi się moja własna dziecięca ekscytacja i im po prostu zazdroszczę.

KOREKTA

Karolina Golak

WYDAWCA

Grupa Medialna Intergol ul. Podjazdowa 12/1, 57-400 Nowa Ruda

Czy już wtedy ujawniały się Pani artystyczne zdolności? Czy wystąpienia przed Mikołajem były dla Pani naturalne? To raczej nie miało związku z talentem aktorskim, ale rzeczywiście nie miałam oporów, by coś zaśpiewać czy powiedzieć. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że śpiewanie to nie jest moja mocna strona. Niemniej, robiłam to z wielkim entuzjazmem! Inne dzieci, szczególnie te młodsze, przeżywały to bardziej emocjonalnie i zdarzało się, że kończyło się na łzach. Jak obecnie wyglądają Pani święta? Czy wciąż zachowuje Pani tradycyjne bożonarodze-

foto: Tomasz Sagan

Czyli choinka co roku jest ta sama. A jakie potrawy pojawiają się u Pani na stole? Czy są to klasyki, takie jak barszcz z uszkami, czy może coś bardziej nietypowego? Tradycyjnie – barszcz, śledzie, kapusta z grzybami. No i jajka faszerowane. A jeśli chodzi o wypieki? Ma Pani swoje ulubione? Zawsze coś piekę, szukam nowych przepisów. Różnie z tym bywa – czasem się udaje, a czasem nie. Ale mam na przykład swój ulubiony sernik. Nawet jeśli Boże Narodzenie nie jest dla wszystkich przeżyciem religijnym, to jednak pozostaje czasem, który sprzyja refleksji i zadumie. Czy Pani odczuwa coś takiego w święta? Może ma Pani jakieś życzenie na Nowy Rok, które chciałaby Pani spełnić? Dla mnie święta to czas odpoczynku i spędzania go z rodziną. Nie ma tu miejsca na zadumę – chodzi o relaks i bliskość.

Mniej zadumy, wiecej relaksu – jak święta spędza Grażyna Wolszczak

A jakie są Pani plany na nadchodzący rok? Może jakieś zawodowe wyzwania? W Nowy Rok pracuję, a już 1 stycznia wylatuję do Wietnamu. A nowe projekty zawodowe? Gdzie będziemy mogli Panią zobaczyć w 2025 roku? Od trzech lat jestem dyrektorką najmłodszego prywatnego teatru w Warszawie, który prowadzę razem z Joanną Glińską. To nasze oczko w głowie i w pełni się na tym koncentruję. Dziękuję za rozmowę życząc wesołych świąt. rozmawiała Karolina Golak foto: Tomasz Sagan

niowe zwyczaje, czy może już trochę od nich odchodzi? Co roku obiecuję sobie, że tym razem nie przepracuję się podczas przygotowań. A potem zawsze mam wrażenie, że jedzenia jest za mało, więc robię więcej, niż potrzeba, i znowu przesadzam. To mnie za każdym razem denerwuje! Czyli jest Pani jak wiele polskich gospodyń – zawsze trochę za dużo wykwintnego jedzenia na stole. Bez przesady! Gotuję tylko najprostsze potrawy. A czy na stole pojawia się tradycyjny zestaw dwunastu potraw, czy

nie trzyma się Pani tego zwyczaju? Nie, uważam, że przy kameralnych świętach nie ma sensu przesadzać. Tyle jedzenia i tak nie da się zjeść, a marnowanie jest dla mnie nie do zaakceptowania. Czyli teraz święta są bardziej skromne. Domyślam się, że to Pani jest ich organizatorką. A jeśli chodzi o tradycje, co z nich Pani kultywuje? Raczej stawiam na świąteczne dekoracje. Mam dość bałaganu, jaki robią spadające igły, więc mam sztuczną choinkę. W ogóle bardzo dbam, żeby jak najmniej rzeczy się marnowało – zarówno jedzenia, jak i ozdób. KOBIECYM OKIEM 3 MAGAZYN DLA KOBIET


zdrowie

miejsce, które pachnie świętami

Miejsce, gdzie zaczynają się Święta – Mała Marsylia pełna inspiracji

„Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy…”, a w Polanicy-Zdroju jest taki sklep, z ogromem smaków i zapachów… Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia to czas radości, ciepła i wyzwania w poszukiwaniu idealnych prezentów! Sklep Mała Marsylia to miejsce, gdzie odnajdziesz wszystko, czego potrzebujesz, aby wprowadzić do swojego domu prawdziwie świąteczny nastrój oraz obdarować bliskich wyjątkowymi upominkami. Święta Bożego Narodzenia to coś więcej niż tylko czas – to atmosfera pełna ciepła, zapachów i wspomnień, które pozostają z nami na długo. To chwile, gdy zapach piernika miesza się z aromatem pomarańczy i cynamonu, a blask świec tworzy intymną, magiczną aurę. W tym niezwykłym okresie otwieramy swoje serca na bliskich i celebrujemy obecność tych, którzy nadają życiu sens. W Małej Marsylii wierzymy, że każdy detal ma znaczenie – od miękkiego pluszowego misia w stylowym ubranku, po filiżankę wypełnioną gorącą, aromatyczną kawą z Brazylii. Nasze świąteczne propozycje to nie tylko przedmioty – to małe gesty, które przypominają o wyjątkowości relacji i budują atmosferę domowego ogniska. Wyobraź sobie wieczór spędzony z bliskimi, gdzie na stole lśni kosz

pełen obfitości – złocisty miód, egzotyczna konfitura z mango i aromatyczna herbata, podczas gdy w tle unosi się subtelny zapach masła do ciała. Te drobiazgi tworzą święta pełne harmonii, wspomnień i ciepła. W Małej Marsylii dbamy, by każdy znalazł coś, co sprawi, że te święta będą naprawdę magiczne – od kosmetyków naturalnych po eleganckie dekoracje i personalizowane prezenty. Pozwól, by to, co naturalne, piękne i wyjątkowe, stało się częścią Twojej świątecznej opowieści. Bo magia świąt to coś, co zaczyna się od serca, ale znajduje wyraz w małych, pięknych rzeczach, które dajemy innym. W Małej Marsylii wierzymy, że idealny prezent to połączenie piękna, użyteczności i odrobiny magii. Zobacz, jakie propozycje przygotowaliśmy na ten wyjątkowy czas.

Słodko, pięknie i pachnąco

Świąteczne słodkości i boxy prezentowe. Nasze boxy prezentowe pełne słodkości to prawdziwa gratka

dla miłośników bożonarodzeniowych smaków. Wyobraź sobie aromatyczne krówki miodowe, ręcznie robioną konfiturę z mango czy maliny z nutą rumu – idealne na zimowe wieczory. Wszystko pięknie zapakowane, gotowe do wręczenia. Magia filiżanki. Kawa z Brazylii czy herbata o zapachu zimowych przypraw smakuje jeszcze lepiej, gdy podawana jest w naszych świątecznych filiżankach. Subtelne wzory z motywami bożonarodzeniowymi dodadzą Twoim porankom, popołudniom i wieczorom wyjątkowego uroku. Zmysłowa pielęgnacja. Podaruj bliskim (lub sobie!) odrobinę luksusu. Nasze masła do ciała i płyny do kąpieli o zapachu chrupiącego jabłka otulą skórę i zmysły ciepłym, zimowym aromatem. A może skusisz się na muffiny do kąpieli, które pachną tak obłędnie, że trudno uwierzyć, że nie są do jedzenia?

Wyjątkowe zestawy i upominki – personalizacja na wyciągnięcie ręki

Kosz obfitości. W Małej Marsylii skomponowaliśmy idealny zestaw na świąteczny prezent: miód nektarowy, konfitura, słodkie krówki, aromatyczna kawa i herbata. Wszystko to zamknięte w estetycznym koszu – idealne na podarunek dla rodziny lub znajomych. A może personalizowane skrzynki na wino? Chcesz wręczyć elegancki, ale osobisty prezent? Skrzynki na wino z personalizowanym grawerem to

doskonały wybór. Subtelny napis, imię lub dedykacja uczynią każdy podarunek wyjątkowym.

Dla mężczyzn, którzy lubią styl i smak

Nie zapomnieliśmy o panach! W naszej ofercie znajdziesz m.in. whisky w zestawie ze słodkimi gentelmeńskimi przekąskami, które zadowolą nawet najbardziej wymagających smakoszy.

Naturalna pielęgnacja i piękno w najczystszej postaci

Dla miłośników natury przygotowaliśmy wyjątkowe wegańskie olejki do kąpieli, zawierające naturalne składniki – od gałązek jaśminu po kwiaty róży. Nie zapomnij też o naszym bestsellerze: mydłach w blokach i kosmetykach na wagę, które pozwalają dobrać idealną pielęgnację.

Nie tylko dla ciała, ale i dla duszy

W Małej Marsylii znajdziesz także pluszowe misie w stylowych dresach, które wywołają uśmiech na twarzy każdego dziecka. A dla tych, którzy kochają relaks, polecamy aromaterapię i świece zapachowe, które wprowadzą świąteczny nastrój do każdego domu.

Święta w stylu Małej Marsylii

Dlaczego warto nas odwiedzić? Oferujemy profesjonalne pakowanie prezentów – Twoje upominki będą wyglądały jak małe dzieła sztuki. Indywidualne doradztwo – pomożemy Ci wybrać prezent idealny. Unikalne produkty – wiele z naszych przetworów, kosmetyków i dekoracji jest niedostępnych nigdzie indziej. Zapraszamy do Małej Marsylii w Polanicy-Zdroju, gdzie święta nabierają wyjątkowego smaku, zapachu i stylu. Z nami obdarowywanie bliskich stanie się prawdziwą przyjemnością!

ul. Zdrojowa 33 Polanica-Zdrój tel. 669 259 905

Piękne i zdrowe uśmiechy

MAGAZYN DLA KOBIET

Wykonujecie Panie również piaskowanie. W naszym gabinecie stosujemy zaawansowane metody higienizacji zębów, korzystając z piaskarki EMS Airflow i nowoczesnego protokołu GBT. Proces zaczynamy od wybarwienia płytki nazębnej, aby dokładnie widzieć, gdzie potrzebna jest interwencja. Następnie przeprowadzamy piaskowanie, które pozwala usunąć osady. Kolejny etap to skaling ultradźwiękami, który eliminuje kamień nazębny. Całość kończymy polerowaniem, fluoryzacją i instruktażem pielęgnacyjnym – doradzamy, jak najlepiej dbać o higienę, używając odpowiednich metod i nici dentystycznych. Efekty są widoczne już po jednym zabiegu. Po samym piaskowaniu nabierają wyjątkowego blasku i świeżości, co widać szczególnie u osób palących. Dwa razy do roku warto zarezerwować czas na profesjonalne czyszczenie, by utrzymać uśmiech w najlepszej formie na długo.

O nowoczesnych technikach wybielania, innowacyjnym sprzęcie, a także o zaufaniu, jakim obdarzają ich pacjenci, którzy regularnie wracają do tej cenionej kliniki – rozmawiamy z właścicielami Dent-a-Clinic Centrum Stomatologii i Chirurgii w Bardzie. Zacznijmy od tego, że możecie pochwalić się Państwo nowym, wysokiej jakości sprzętem do wybielania zębów. Rozmawiamy o nowym, profesjonalnym sprzęcie do wybielania zębów, który właśnie pojawił się w naszym gabinecie. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni i zależy nam, by również nasi pacjenci mogli skorzystać z jego możliwości. Z tej okazji przygotowaliśmy specjalną promocję, dzięki której wybielanie jest dostępne w jeszcze bardziej przystępnej cenie. Zanim jednak zdecydujemy się na wybielanie zębów, wcześniej należy wykonać ich higienizację. Przed wybielaniem warto zadbać o profesjonalne oczyszczenie zębów, zwłaszcza w przypadku widocznych przebarwień. Na początek zawsze przeprowadzamy wstępne badanie, by upewnić się, że zabieg jest odpowiedni i bezpieczny. Są pewne przeciwwskazania, takie jak próchnica, zapalenie dziąseł, paradontoza, ciąża czy infekcje w obrębie jamy ustnej. Ze wszelkiego typu przeciwwskazaniami można jednak u Pań sobie poradzić? Oczywiście! Zajmujemy się również leczeniem wszelkich problemów stomatologicznych, by wybielanie było możliwe, bezpieczne i dawało najlepsze efekty. W ostatnim czasie zrobiła się moda na wybielanie zębów. Czy to jest bezpieczny zabieg? W naszym gabinecie korzystamy z nowoczesnych, zaawansowanych preparatów, które nie tylko skutecznie rozjaśniają, ale też wzmacniają zęby. Nasz preparat z nanohydroksyapatytem działa regenerująco na szkliwo, naprawiając jego mikrouszkodzenia i minimalizując nadwrażliwość. To sprawia, że zabieg jest komfortowy i odpowiedni nawet dla osób z wcześniejszą nadwrażliwością zębów.

4 KOBIECYM OKIEM

czerwonego wina, buraczków i papierosów, bo mogą szybko przyciemnić zęby. Pomocna będzie też pasta z nanohydroksyapatytem, która nie tylko chroni szkliwo, ale i wspomaga efekt wybielenia.

Ważny jest jednak także sprzęt. Niezmiernie istotny jest profesjonalny sprzęt. Kiedyś popularne były domowe metody nakładkowe, które jednak mogą powodować poparzenia dziąseł. Wybielanie lampowe, które stosujemy w naszym gabinecie, pozwala na pełną kontrolę zabiegu i ochronę dziąseł, dzięki czemu jest bezpieczne i komfortowe dla pacjenta. Od jak dawna zajmujecie się Państwo wybielaniem zębów? Działamy w branży już od ponad 20 lat, a pierwszą lampę Beyond wprowadziliśmy na długo przed tym, zanim wybielanie zębów stało się modne. Teraz, korzystając z naszego doświadczenia, dbamy, by każdy pacjent mógł cieszyć się pięknym, a jednocześnie zdrowym uśmiechem! I faktycznie przez te 20 lat widać, że zrobiła się moda na wybielanie? Zainteresowanych jest dużo więcej? Przez ostatnie 20 lat moda na wybielanie zębów rzeczywiście mocno się rozwinęła – zdecydowanie wzrosła liczba zainteresowanych. Kluczową rolę odgrywają tu: większa dostępność usług i rosnąca świadomość pacjentów, a także wszechobecne media społecznościowe i reklamy, które promują piękny, biały uśmiech. Obecnie dysponujemy również o wiele nowocześniejszym sprzętem i bardziej zaawansowanymi materiałami niż kiedyś, co pozwala na uzyskanie jeszcze lepszych efektów.

stawiamy na rozwój i dostosowanie się do najnowszych trendów. W związku z tym, że macie Państwo nowoczesny sprzęt, to też wymagało od Was zdobywania dodatkowej wiedzy? Z nowym sprzętem wiąże się też konieczność zdobywania dodatkowych umiejętności. Tak, cały czas szkolimy się, zdobywamy certyfikaty i dbamy, by nasze usługi były na jak najwyższym poziomie – z myślą o zdrowiu i satysfakcji naszych pacjentów. Wielu potencjalnych Pacjentów marzy o białych zębach, ale boi się wizyty u dentysty i tego bólu. Dla wielu pacjentów biały uśmiech jest marzeniem, ale obawa przed wizytą u dentysty bywa sporym wyzwaniem. Warto wiedzieć, że podczas wybielania dbamy o pełen komfort i bezpieczeństwo. Jeśli pojawi się jakiekolwiek uczucie dyskomfortu, stosujemy specjalne serum, które natychmiast przynosi ulgę. Jak należy dbać o nasze zęby tuż po zabiegu? Aby efekty wybielania utrzymały się jak najdłużej, zalecamy tzw. „białą dietę” przez co najmniej 24 godziny – a im dłużej, tym lepiej. Unikamy więc kawy, herbaty,

Prowadzenie gabinetu od 20 lat to naprawdę imponujące osiągnięcie. Wspominała Pani, że pomimo ogromnego doświadczenia, jakie posiadacie, nieustannie wciąż się rozwijacie. Choć mamy wieloletnie doświadczenie, nadal bardzo zależy nam na rozwoju. Dlatego wszyscy pracownicy co roku uczestniczą w szkoleniach – niektóre z nich sami wyszukują, a inne my rekomendujemy. Ja i mąż także stale się doszkalamy, aby być na bieżąco z nowościami w branży. Co zmieniło się w Państwa gabinecie przez ostatnie 20 lat? Przede wszystkim sprzęt stał się bardziej komfortowy. Teraz lampy działają płynnie i cicho. Dawne preparaty do wybielania były mocno stężone, co mogło wywoływać nadwrażliwość. Dziś korzystamy z bardziej zaawansowanych formuł, które są bezpieczniejsze, łagodniejsze dla zębów i nie powodują dyskomfortu. To wszystko sprawia, że pacjenci wychodzą od nas uśmiechnięci i z chęcią wracają na kolejne wizyty. Niektórzy są z nami od wielu lat i mówią, że obecne zabiegi są o wiele przyjemniejsze niż kiedyś – a to dla nas największy komplement! Dziękuję za rozmowę.

Jesteście Państwo bezkonkurencyjni na tutejszym rynku? Konkurencja oczywiście jest i zawsze będzie, ale my KOBIECYM OKIEM 5 MAGAZYN DLA KOBIET


świąteczna rozmowa

podróże świąteczna rozmowa wyjechać, ale jakoś naturalnie to się nie zrealizowało. Wydaje mi się, że domowa Wigilia ma dla nas większy urok. Co z tradycyjnymi elementami świąt – choinką, 12 potrawami, prezentami? Tomasz: Choinka już stoi. Moja żona zawsze niecierpliwie czeka, kiedy może zacząć dekorowanie – jeśli sąsiedzi wieszają lampki, to u nas momentalnie zaczyna się to samo. Ola: Rzeczywiście choinka pojawia się u nas wcześniej, bo 1 stycznia zwykle wyjeżdżamy na urlop. Dlatego staramy się jak najdłużej nacieszyć świątecznym klimatem, zanim zniknie w biegu codzienności. A co z tradycyjnymi potrawami? Czy 12 potraw faktycznie gości na stole? Tomasz: Nie trzymamy się tego sztywno. Robimy tyle, ile rzeczywiście ma sens – żeby uniknąć marnowania jedzenia. Pamiętam święta w domu rodzinnym, gdzie mama gotowała przez dwa-trzy dni, a potem większość jedzenia zostawała, bo nikt już nie miał siły jeść. Teraz staramy się to lepiej zaplanować.

Radość w prostocie, magia w bliskości:

święta u Oświecińskich

foto: vovalin_photography

Rodzina Oświecińskich przywiązuje dużą wagę do wspólnego spędzania świąt. Choć kolędowanie nie jest ich mocną stroną, cenią czas razem, niezależnie od tego, czy to wspólne gotowanie, jedzenie, czy po prostu rozmowy przy stole. Bo najważniejsza jest bliskość i wspólne przeżywanie świąt – o tym z Aleksandrą, Tomaszem i Mają Oświecińskimi rozmawiała Karolina Golak. 6 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

Jakie skojarzenia z tym świątecznym okresem mają Państwo? Czy to czas pełen tradycji, czy raczej chwila na ucieczkę od codzienności? Tomasz: To dla nas wyjątkowy czas. Zarówno ja, jak i moje dziewczyny – żona Ola oraz córka Maja – mamy piękne wspomnienia świąteczne z dzieciństwa. Obecnie to my organizujemy Wigilię w naszym domu i cieszymy się z tej roli. Czyli święta spędzacie Państwo w domu? Tomasz: Tak, odkąd przeprowadziliśmy się do nowego domu, to już trzeci rok, kiedy Wigilia odbywa się u nas. Gości mamy sporo, bo zazwyczaj przyjeżdża 15-20 osób. Żona wszystko przygotowuje i muszę powiedzieć, że jestem z niej bardzo dumny – robi to z ogromnym zaangażowaniem.

Pani Olu, jak wygląda organizacja takich świąt? To nie lada wyzwanie! Ola: Rzeczywiście, przygotowań jest sporo, ale dzielimy się obowiązkami z moją mamą. Mamy też szczęście do gości, którzy zawsze pytają, co mogą przywieźć. Przygotowanie Wigilii wymaga jednak sporo pracy – od gotowania po sprzątanie. Mimo to uwielbiam to robić, bo wiem, że ten czas łączy wszystkich. Tomasz: Ola to mistrzyni organizacji. Niezależnie od tego, czy planujemy coś na szybko, czy z dużym wyprzedzeniem, zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Dzięki jej staraniom goście czują się u nas jak w domu. Atmosfera w czasie świąt jest kluczowa. To ona sprawia, że goście chętnie

wracają. Jak udaje się Państwu ją stworzyć? Tomasz: Poza gościnnością ważnym powodem, dla którego nie wyjeżdżamy na święta, jest nasz domowy zwierzyniec. Mamy trzy psy i dwa konie, które są pełnoprawnymi członkami rodziny. Nie wyobrażamy sobie zostawić ich na tak długo bez opieki. Ola: Kiedyś, 4-5 lat temu, spędziliśmy święta w Tajlandii. Było pięknie, ale nieustannie myśleliśmy o naszych zwierzakach. Od tamtej pory wolimy spędzać ten czas w domu, w otoczeniu najbliższych – zarówno ludzi, jak i naszych czworonożnych przyjaciół. Czy wyjazdy na święta to opcja, która wciąż pojawia się w Państwa planach? Tomasz: Był pomysł, żeby w tym roku zaprosić rodziców i gdzieś

Z jakiego regionu Polski Państwo pochodzicie? Tradycje mogą się przecież różnić w zależności od miejsca. Ola: Ja jestem warszawianką, ale Tomasz to prawdziwy „śledzik” z Białegostoku.

i wspólnie mamy już ustalone, że tylko dzieci, które jeszcze wierzą w Świętego Mikołaja je otrzymują. Dzieci, które jeszcze wierzą w świętego Mikołaja… Gasimy światło, żeby zrobić nastrój, że niby Mikołaj wejdzie przed okno i to będzie wielka atrakcja dla dzieci. A odnośnie Mikołaja, pamiętam jak Maja, miała 7, czy 6 lat i była z nami w Dzień Dobry TVN. Powiedziała wtedy na wizji, że Mikołaja nie ma i że to ludzie go wymyślili, że ona nie wierzy w Mikołaja. Pamiętam jak dzwonili do mnie ludzie, dlaczego moja córka powiedziała na wizji, że nie ma Mikołaja, bo dzieci oglądały to i teraz wszystkie są w szoku, że Mikołaja nie ma. Ja mówię, że po prostu tak powiedziała, bo nie wierzyła w Mikołaja i powiedziała na wizji to, co czuła. Maja, żałowałaś, że padły takie słowa w Dzień Dobry TVN? Że pozbawiłaś nadziei niektóre dzieci? Maja: Nie pamiętam tej sytuacji. Tomasz: Muszę przyznać, że Maja od najmłodszych lat obracała się wśród dorosłych. Ma 15 lat, a już od 11 lat gra w serialu „Na Wspólnej”. Ola: W przedszkolu Maja była nazywana „dyrektorką”, bo wolała spędzać czas z paniami niż z dziećmi. Pomagała im nawet usypiać inne dzieci!

foto: vovalin_photography

Czy w Państwa domu pojawia się tradycja kolędowania? Tomasz: Lepiej, żeby pani nie słyszała, jak śpiewam. Ola: W zeszłym roku mąż wystąpił z Mają w „Szansie na sukces”, gdzie śpiewali kolędy. Tomasz: Nawet usłyszałem, że mam głos, choć nie wierzę, że mówili poważnie. Kolędy pojawiają się u nas raczej w wersji amerykańskiej – moje dziewczyny nucą na przykład „Jingle Bells” czy inne piosenki świąteczne. „Lulajże Jezuniu” raczej nie słychać w naszym domu.

Białystok kojarzy się z bogatymi tradycjami kulinarnymi. Coś szczególnego trafia na Państwa świąteczny stół? Ola: Kutia! To tradycyjna potrawa, choć nie tylko z Białegostoku. Barszcz czy zupa grzybowa? A może obie? Ola: U nas jest i barszcz i zupa grzybowa. Uwielbiam ją przygotowywać, zwłaszcza, że mamy dużo gości. Tomasz: Żona robi najlepszą zupę grzybową, to prawda. Kiedy ostatnio wracałem do Wrocławia, prosiłem, żeby specjalnie dla mnie ją ugotowała. Mam ogromne szczęście!

A co z wigilijną kolacją? Kiedy zasiadacie do stołu? Tomasz: Staramy się trzymać tradycji pierwszej gwiazdki, ale zwykle nasze zwierzęta dyktują godzinę. Ola: Tomasz z Mają jadą do stajni, żeby nakarmić konie i zapewnić im świąteczną kolację. Dopiero po tym możemy spokojnie zasiąść do swojej Wigilii, najczęściej około szesnastej – siedemnastej. Tomasz: Co roku brat Oli przyjeżdża z dziećmi, ale nigdy na czas. W tym roku podaliśmy im wcześniejszą godzinę niż reszcie rodziny – zobaczymy, czy to zadziała.

A co z prezentami? Tomasz: Dajemy sobie prezenty przez cały rok, więc trudno kogoś zaskoczyć. Moja córka, jedynie co chciałaby otrzymać, to rzeczy dla konika, np. nowy czaprak. To jedyne rzeczy, które ją interesują i cieszą. I tak jak mówię, przez cały rok dajemy sobie jakieś prezenty

►►► foto: vovalin_photography

KOBIECYM OKIEM 7 MAGAZYN DLA KOBIET


moda

świąteczna rozmowa ►►►

Macie jakieś szczególne marzenia związane ze świętami? Ola: Tak naprawdę mamy wszystko – siebie, piękny dom, ciepły posiłek. Chciałabym tylko trochę śniegu. Poza tym marzę, by każdy miał szansę przeżyć Wigilię w miłej atmosferze, dostać wymarzony prezent. Tomasz: Po raz kolejny powiem, że rzeczy materialne nas nie cieszą. Materialne rzeczy posiadamy. Wszyscy pracujemy, jesteśmy zdrowi. Ile można mieć samochodów albo ile można mieć zegarków? I tak mamy zawsze więcej niż potrzebujemy. Ja mam tyle ubrań, że nie wiem czy w tym roku wszystkie nałożyłem. Robiliśmy teraz paczki seniorom. I to jest bardzo miłe, bo to są ludzie potrzebujący, bardziej potrzebujący, niż my. My się cieszymy, oni się cieszą. To jest dla nas ważniejsze. Ola: Pamiętam, że kiedyś Tomek jeździł na Dworzec Centralny, szukając osób bezdomnych, by wręczyć im prezenty. Tomasz: Tak, to było coś, co robiłem, zanim byłem rozpoznawalny. Rozdawałem torby z jedzeniem, a reakcje tych ludzi były wzruszające – nie wierzyli, że to dla nich. Pamiętam,

Od powodzi do odbudowy

jak Olga Bołądź usłyszała o tym i powiedziała: „Muszę jechać z Tobą!”. To było bardzo budujące doświadczenie. Teraz, na szczęście, bezdomnych na dworcach jest mniej.

– historia walki o butik i powrót na rynek

Jakie są Wasze wspomnienia świąteczne z dzieciństwa? Ola: Dla mnie to zapach obieranych mandarynek. To był zawsze zapach świąt. Tomasz: W moim dzieciństwie święta wyglądały inaczej. Trzeba było stać w kolejkach po śledzie czy pomarańcze. Na choince wisiały cukierki, które podjadało się po kryjomu, zostawiając puste papierki. Zawsze był śnieg, mróz i skrzypiące buty podczas drogi na Pasterkę. Teraz czasy są inne, dzieci mają wszystko, ale to też dobrze – mogą cieszyć się na swój sposób. Maju, a jakie są Twoje skojarzenia ze świętami? Maja: Mogę być szczera? Z barszczem z kartonu. Tomasz: Tego nie autoryzuję! Ola: Ale to prawda. Nasze dziecko naprawdę prosi o barszcz z kartonu – po prostu. I co więcej, jako niejadek, bardzo go lubi. To musi być wyjątkowy barszcz, skoro jest jednym z niewielu dań, które Maja je z radością.

█ Skąd pomysł, aby założyć butik i zająć się branżą odzieżową? Pomysł na założenie butiku narodził się w trudnym okresie pandemii COVID-19, kiedy ograniczony dostęp do sklepów stacjonarnych stworzył potrzebę alternatywnych miejsc zakupów. Wcześniej zdobywałam doświadczenie zawodowe w wielu różnych branżach – od handlu, przez produkcję, po prowadzenie żłobka. Decyzję o handlu podjęłam, szukając stabilizacji i spokoju w pracy, która byłaby lokalna i oparta na moich zainteresowaniach. █ Czyli przed otwarciem tego butiku Pani nie pracowała w handlu? W handlu nie. █ Butik został otwarty w 2020 roku, ale to nie jest to miejsce, w którym w tym momencie jesteśmy. Tak. Pierwszy butik został otwarty w grudniu 2019 roku przy ulicy Braci Gierymskich 6 w Kłodzku. Niestety, w 2024 roku lokal został całkowicie zalany, co wymusiło przeniesienie działalności w inne miejsce. Obecnie butik funkcjonuje w nowej lokalizacji od grudnia tego roku.

foto: vovalin_photography

Jak wygląda Państwa świąteczne menu? Maja: Żeby nie było – jem rybę po grecku, pierogi, wszystko, ale barszcz z kartonu musi być. Tomasz: Tak, ryba po grecku zawsze jest u nas na stole. A ten barszcz? To tradycja zapoczątkowana przez babcię Irenę – moją teściową. Kupuje go, przynosi i doprawia. Każda rodzina ma swoje specyficzne tradycje. Jak wygląda Państwa Sylwester? Tomasz: W Sylwestra pracuję – gram dwa spektakle. Ale zaraz po nich, już o ósmej rano, lecimy do Tajlandii na zasłużony odpoczynek. Ola: Faktycznie, w styczniu planujemy wyjazd, by trochę odetchnąć, bo Tomasz ma bardzo napięty grafik. Czy to oznacza, że nadchodzący rok również zapowiada się intensywnie? Tomasz: Zdecydowanie. Chciałbym więcej odpoczywać, bo czas z rodziną i zwierzętami, które kocham, jest dla mnie najważniejszy. Praca daje mi satysfakcję, ale czasami marzy mi się chwila wytchnienia. Ola: W sierpniu Tomasz pierwszy raz od dawna usiadł w naszym ogrodzie i powiedział: „Zapomniałem, że mamy taki fajny ogród”. Mąż ma zaplanowany grafik do 2026 roku, więc odpoczynek to dla niego prawdziwy luksus.

Panie Tomku, gdzie widzowie będą mogli Pana zobaczyć w najbliższym czasie? Tomasz: Przede wszystkim w „Pierwszej miłości” i „Dzielnicy strachu”. Te produkcje są teraz moim głównym zawodowym wyzwaniem. Wcześniej były jeszcze „SBK” i „Święty”. Chciałabym nawiązać do „Świętego”, ponieważ kilka dni temu przeprowadzałam wywiad z Olgą Szomańską, która bardzo ciepło się o Panu wypowiadała. Jak wygląda Państwa relacja? Tomasz: Znamy się z Olgą od wielu lat i bardzo się lubimy. To niezwykle utalentowana osoba. Olga to może pośpiewać kolędy, bo ma piękny głos. My w domu raczej jesteśmy od słuchania. Ale przecież w świętach nie chodzi o sam talent muzyczny, prawda? Tomasz: Dokładnie. Ważne jest, żeby spędzić ten czas rodzinnie – niezależnie od tego, czy wspólnie śpiewamy, jemy, czy po prostu rozmawiamy. W święta nikt nie powinien biec do pracy ani martwić się codziennymi sprawami. Liczy się bliskość i wspólnie spędzony czas. To chyba jest najważniejsze w tym czasie, żeby gdzieś tam wspólnie być, żeby poczuć, że się ma rodzinę. Tak, dokładnie. Dziękuję za rozmowę.

8 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

foto: vovalin_photography

█ Był pomysł, żeby otworzyć butik w innym miejscu niż w Kłodzku, czy nie rozważała Pani takiej opcji? Kłodzko, jako miejsce prowadzenia działalności jest dla mnie kluczowe. Chciałam uniknąć dojazdów charakterystycznych dla poprzednich miejsc pracy. Wybór Kłodzka wynikał również z dostrzeżonej luki na rynku – brakowało tu butików oferujących odzież w stylu innym niż produkty dostępne w galeriach handlowych. █ Jaka jest konkurencja w Kłodzku, jeżeli chodzi o butiki? Konkurencja w branży jest umiarkowana, ale zdrowa i potrzebna. Powstawanie nowych butików oceniam pozytywnie. Klienci cenią sobie różnorodność i bardziej unikatowy charakter asortymentu oferowanego w mniejszych sklepach, niż tego w galeriach. Otwieranie kolejnych tego typu miejsc przyczynia się do zwiększenia atrakcyjności zakupów w Kłodzku i odbudowy mniejszych sklepików w mieście. █ Czy Pani sama korzysta z galerii handlowych, kupując ubrania lub inne akcesoria? Jeśli chodzi o ubrania, to raczej nie, natomiast akcesoria, takie jak obuwie, już tak. W moim butiku oferuję szeroki asortyment odzieży dla kobiet – mamy kurtki, płaszcze, a także torebki. Jednak buty nie są częścią naszej oferty, dlatego muszę szukać ich w innych miejscach. Niestety w Kłodzku jest ograniczona liczba sklepów obuwniczych, co słyszę także od swoich klientek. My, kobiety, lubimy przejrzeć wiele opcji, zanim znajdziemy coś idealnego, a to wciąż jest utrudnione w lokalnych sklepach. █ Dlaczego unika Pani zakupów ubrań w galeriach? Chodzi o styl czy inne czynniki? Przede wszystkim o styl, ale również o kwestie praktyczne, takie jak rozmiar. Jako osoba nosząca większe rozmiary – XL czy 2XL – często nie mogę znaleźć odpowiednich ubrań w sieciówkach. Poza tym ich fasony nie zawsze dobrze leżą na mojej sylwetce. Dodatkowo, ceny w galeriach bywają nieadekwatne do jakości produktów. Wolę butikowe ubrania – pochodzące od polskich producentów oraz z Turcji czy Włoch. Polskie firmy oferują pięknie wykonane rzeczy, a turecka bawełna wyróżnia się świetną jakością i przystępną ceną. W sezonie letnim często korzystam z włoskich

kolekcji, które charakteryzują się lekkimi, przewiewnymi tkaninami i uniwersalnymi fasonami. █ Jakie różnice widzi Pani między tkaninami z różnych krajów? Co najbardziej je wyróżnia? Różnice są wyczuwalne zarówno pod względem jakości, jak i wykonania. Na przykład ubrania z Chin, choć tańsze, często pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o jakość materiałów i wykończenie. Z kolei odzież turecka, szczególnie bawełniana, jest wyraźnie przyjemniejsza w dotyku i bardziej wytrzymała. Włoskie tkaniny są idealne na lato – lekkie i przewiewne. Polskie ubrania natomiast wyróżniają się precyzją odszycia i dbałością o detale, co sprawia, że są jednymi z najlepszych na rynku. Chociaż różnorodność jest ważna, aby sprostać różnym potrzebom klientów, jakość produktów polskich producentów naprawdę nie ma sobie równych. █ Czy zdarzają się ubrania wysokiej jakości z Azji? Oczywiście, Azja również oferuje produkty o wyższych standardach. Wiele globalnych marek zleca tam produkcję, dostarczając własne, lepszej jakości materiały. Takie produkty różnią się od typowej odzieży masowej z tego regionu, która często charakteryzuje się niższą jakością. █ Jaki styl najbardziej Pani odpowiada? Najbardziej przemawia do mnie styl codzienny. Kiedy otwierałam swój sklep, zależało mi, aby był to butik dostępny dla każdej kobiety – niezależnie od zasobności portfela czy podejścia do mody. Chciałam, aby każda klientka czuła się swobodnie i nie miała oporów przed wejściem. Starałam się także dostosować ceny do możliwości lokalnego rynku w Kłodzku, by oferta była przystępna. W naszym asortymencie dominują ubrania casualowe, idealne na co dzień, ale oferujemy również eleganckie sukienki – na wesela, komunie czy inne uroczystości. Każdy sezon wprowadza coś wyjątkowego. Latem królują lekkie sukienki, które cieszą się coraz większą popularnością, co może wynikać z wyższych temperatur. Wiosną asortyment wzbogacają bluzki i spodnie, a zimą oprócz sukienek pojawiają się kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki. Uwielbiam ten czas, bo pozwala tworzyć bardziej kompleksowe stylizacje, dobierając do ubrań odpowiednie dodatki. █ Który sezon przyciąga najwięcej klientów? Najbardziej ruchliwym okresem jest lato. To czas, kiedy ludzie spędzają więcej czasu na świeżym powietrzu, a turyści odwiedzają nasze miasto. W Kłodzku, będącym miejscem o dużym potencjale turystycznym, mamy wielu odwiedzających, którzy chcą wrócić z pamiątką w postaci stylowej odzieży. Zimą ruch jest mniejszy, ponieważ chłodne dni zniechęcają do spacerów i zakupów w mieście. Niemniej jednak w każdej porze roku staram się dopasować ofertę do aktualnych potrzeb. █ Czy wprowadzenie biżuterii do oferty sklepu okazało się dobrym pomysłem? Tak, biżuteria pojawiła się w moim sklepie stosunkowo niedawno, bo około pół roku temu, i okazała się strzałem w dziesiątkę. Początkowo miałam obawy, że wprowadzenie dodatkowego asortymentu stworzy wrażenie chaosu. Sklep miał być miejscem skoncentrowanym na odzieży. Jednak kiedy przywiozłam kilka wisiorków, szybko zauważyłam, że klientki chętnie po nie sięgają. Stawiam na przystępne ceny, by każda kobieta mogła skompletować cały strój i wyjść zadowolona. Biżuteria świetnie uzupełnia ofertę.

█ Co według Pani będzie modne w najbliższych miesiącach? Świat mody działa z wyprzedzeniem – na przykład już w sierpniu wprowadzane są kolekcje jesienno-zimowe. Po nowym roku zaczynają pojawiać się propozycje na wiosnę-lato. Obecnie, ze względu na trudności związane z niedawną powodzią i koniecznością reorganizacji działalności, dopiero zaczynam interesować się nadchodzącymi trendami. Skupiam się więc na asortymencie na zimę i okres przedświąteczny – oferujemy swetry, eleganckie bluzki, futerka, czy klasyczne sukienki. Na wiosenne trendy przyjdzie czas w nowym roku. █ Jaki kolor jest w tym roku najmodniejszy? W tym sezonie króluje bordo, nazywane także odcieniem wina. To głęboki, elegancki kolor, który wyróżnia się swoim spokojem i subtelnością. Nie jest tak intensywny jak czerwień, ani tak ponury jak czerń czy ciemny brąz, które często dominują zimą. Bordo idealnie komponuje się z innymi odcieniami, jak koniak czy wino, tworząc szykowne stylizacje. █ Czy obserwacja trendów z poprzednich lat pomaga przewidywać, co będzie modne w nadchodzących sezonach? Zdecydowanie tak. Regularne uczestnictwo w targach i pokazach mody pozwala na wyłapanie nadchodzących trendów. Na przykład już jesienią prezentowane są kolekcje na zimę i wiosnę, a w styczniu można poznać propozycje na lato. Dzięki temu zyskujemy obraz tego, jakie kolory i kroje będą popularne. Ważne jest również obserwowanie preferencji klientek i dostosowywanie oferty do ich gustów. █ Przeprowadza Pani konkursy. Jak przebiega losowanie nagród? Uwielbiam obdarowywać swoje klientki, dlatego często organizujemy konkursy. Ostatnio, podczas otwarcia nowej lokalizacji sklepu, każda klientka, która dokonała zakupu, wpisywała swoje dane na karteczce, a potem wylosowaliśmy zwyciężczynię. Była to forma podziękowania za ich lojalność i wsparcie, szczególnie po trudnym czasie, jakim była powódź. To niezwykle cieszy, gdy klientki wracają z uśmiechem i mówią, że czekały na nasz powrót. █ Jak często będą organizowane takie konkursy? Konkursy są zapowiadane na naszej stronie na Facebooku, gdzie działamy jako Modulka Styl. Razem z koleżanką Kasią, która jest moją modelką i wspiera mnie w pracy, prowadzimy także transmisje na żywo, podczas których pokazujemy dostępne ubrania. To nie tylko sposób na promocję, ale także okazja, by Panie mogły zobaczyć, jak dana odzież prezentuje się na sylwetce. Po takich transmisjach często obserwujemy większe zainteresowanie – klientki przychodzą obejrzeć ubrania na żywo lub rezerwują je przez wiadomości. █ Jak wygląda kontakt z klientkami w czasach dominacji internetu? Rzeczywiście zakupy online zyskały na popularności, zwłaszcza podczas pandemii. Jednak dla mnie kluczowe jest budowanie relacji bez-

pośrednich. Mój sklep to miejsce z duszą, gdzie można nie tylko kupić ubrania, ale też poczuć się mile widzianym – często zapraszam klientki na kawę czy ciasteczko. Cenię sobie kontakt z ludźmi i widok zadowolonej klientki wracającej do sklepu z uśmiechem. To motywuje mnie do dalszej pracy i tworzenia przyjaznej atmosfery, która zachęca do odwiedzin. █ Jak wygląda struktura wiekowa Pani klientek? Czy przychodzą też młodsze kobiety, czy raczej są to klientki w wieku powyżej 40-45 lat? Moje klientki to głównie panie w wieku od 30 lat wzwyż. Młodsze osoby, takie w wieku studenckim czy tuż po szkole, zwykle mają inny styl – częściej szukają rzeczy bardziej trendy, bardziej młodzieżowych. W sklepie staram się oferować modę codzienną, praktyczną i uniwersalną, odpowiednią zarówno do pracy, jak i na co dzień. To coś, co szczególnie przemawia do kobiet od 30. do nawet 70. roku życia. Moja oferta jest szeroka, a ubrania dostosowane do różnych potrzeb i sylwetek, więc praktycznie każda klientka może znaleźć coś dla siebie. █ Czy biżuteria pomogła przyciągnąć młodsze klientki? Jeszcze nie zauważyłam większej zmiany, bo biżuterię oferujemy od niedawna. Wcześniej w asortymencie mieliśmy głównie paski i torebki, które świetnie sprawdzały się jako dodatki do stylizacji. Paski potrafią zupełnie odmienić prostą sukienkę czy koszulę, a klientki często decydują się na takie zestawy, gdy tylko pokażemy im, jak dobrze to razem wygląda. Biżuteria jest dla nas nowym dodatkiem, który ma na celu ułatwić klientkom szybkie znalezienie kompletnej stylizacji w jednym miejscu, bez konieczności szukania akcesoriów gdzie indziej. █ Jakie były straty po powodzi, która dotknęła Pani sklep? Straty były ogromne – praktycznie cały sklep został zalany, odzież udało się uratować jedynie w niewielkiej części. Zabraliśmy najważniejsze rzeczy, jak dokumenty, kasa fiskalna czy terminal płatniczy, ale wiele przedmiotów, w tym wyposażenie i pamiątki, zostało zniszczonych. Woda sięgała pod sufit, co przerosło nasze najgorsze przewidywania. Ubezpieczenie w PZU pozwoliło na pokrycie dużej części strat, które oszacowałam na około 100 tysięcy złotych. Dzięki temu mogłam stopniowo odbudować biznes w nowej lokalizacji. █ Jak wpłynęła powódź na dalsze funkcjonowanie sklepu? Powódź zmusiła mnie do zawieszenia działalności na dwa i pół miesiąca, co było bardzo trudnym czasem. Oprócz strat materialnych musiałam też z tego odszkodowania pokrywać koszty życia i utrzymania, bo przez ten czas nie miałam dochodu. Mimo tego starałam się patrzeć na sytuację pozytywnie, wiedząc, że inni stracili znacznie więcej, na przykład swoje domy. Dzięki determinacji i wsparciu udało mi się powrócić do działalności, choć odbudowa była wymagająca. Najważniejsze jednak, że nikt nie ucierpiał fizycznie, a sklep znów działa. █ Dziękuję za rozmowę.

KOBIECYM OKIEM 9 MAGAZYN DLA KOBIET


OD NAJMŁODSZYCH LAT

muzyka jest moim światem OLGA SZOMAŃSKA OPOWIADA NAM O SWOIM PODEJŚCIU DO ŚWIĄT, MUZYKI I ŻYCIA. ARTYSTKA MÓWI O OSOBISTYCH PRZEŻYCIACH ZWIĄZANYCH ZE STRATĄ OJCA, KTÓRE WPŁYNĘŁY NA JEJ POSTRZEGANIE ŚWIĄT, ORAZ O STARANIACH, BY NADAĆ TEMU OKRESOWI NOWY WYMIAR, SZCZEGÓLNIE DLA SYNA. Świąteczny czas jest dla Ciebie zawodowo intensywny. Czy w najbliższym czasie możemy Cię gdzieś usłyszeć w świątecznym wydaniu? Okres świąteczny jest dla mnie niezwykle wyjątkowy i pracowity. To czas, kiedy ludzie otwierają serca, a ja mam możliwość uczestniczenia w wielu koncertach, zarówno telewizyjnych, jak i charytatywnych. Regularnie biorę udział w dużych wydarzeniach, w trakcie których wykonuję kolędy, ale również organizuję swoje własne koncerty pod nazwą „Ja lubię świątecznie”. Poza tym angażuję się w liczne projekty dobroczynne. Na przykład wystąpiłam z Orkiestrą Dętą Policji podczas koncertu charytatywnego dla dzieci wdów po policjantach, którzy stracili życie na służbie lub zmarli z innych przyczyn. A inny koncert wesprze z kolei szkołę dla dzieci z trudnościami edukacyjnymi, która zmaga się z problemami finansowymi po zmianie lokalizacji. Tego typu wydarzenia są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają łączyć ludzi i wspólnie czynić dobro – a kolędy są w tym wszystkim magicznym spoiwem. Poza kolędami często można Cię usłyszeć w repertuarze religijnym. Jak wygląda Twoja relacja z tym rodzajem muzyki? To prawda, chociaż muszę przyznać, że wykonuję utwory religijne coraz rzadziej. Przez długi czas byłam silnie kojarzona z twórczością Piotra Rubika, zwłaszcza projektem „Tu es Petrus” poświęconym Janowi Pawłowi II. Przez to umieszczono mnie w tzw. „szufladce oratoryjnej”. Tymczasem mój repertuar jest znacznie szerszy. Dzięki występom w serialach, programach takich jak „Twoja twarz brzmi znajomo” oraz solowym płytom, które nie są związane z muzyką sakralną, udało mi się pokazać inną twarz mojej twórczości. Warto jednak podkreślić, że moje korzenie muzyczne wywodzą się z gospel. Mój tata, miłośnik tej muzyki, był założycielem wrocławskiego zespołu Spiritual Singers Band. Gospel 10 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

foto: Piotr Serafin

to radosne chwalenie Boga, pełne energii i pasji – to część mnie, która pozostanie ze mną na zawsze. Dlatego chętnie występuję na koncertach gospelowych, które nie zawsze są stricte religijne, ale wciąż mają w sobie ducha radości i wspólnoty. Zawsze mówię, że gospel płynie w moich żyłach i jest czymś, z czego nigdy nie zrezygnuję.

Twoja płyta też jest związana z taką muzyką? Nie, w ogóle nie. Wszystkie moje płyty, które wydałam, czyli te autorskie: „Nówka”, którą wydałam 11 lat temu i ta płyta „Ja Lubię”, którą wydałam teraz już 3 lata temu, to są absolutnie płyty o miłości. To są świeckie teksty moje, przede wszystkim, teksty.

Więc również piszesz? Tak, większość płyty jest stworzona z moich tekstów. To są historie o miłości. Najczęściej to są rzeczy, które bardzo głęboko siedzą we mnie. To historie z mojego życia, z takich obserwacji, które dotyczą ludzi wokół mnie. O tym piszę piosenki. Zdarza mi się pracować z fantastycznymi

tekściarzami, ale w większości moje utwory piszę sama. Muzycznie dzielę to z moim przyjacielem Jackiem Subociałło, fantastycznym kompozytorem i pianistą. Pamiętasz moment, w którym postanowiłaś, że muzyka stanie się Twoją zawodową ścieżką? Tak naprawdę zawsze to wiedziałam. Od najmłodszych lat muzyka była moim światem, a ja byłam niezwykle żywym dzieckiem, które ciągle coś tworzyło. Śpiewałam, tańczyłam, odgrywałam scenki – wszystko naraz! Często udawałam Marie Fredriksson z zespołu Roxette, który uwielbiam do dziś i uważam za jeden z najlepszych na świecie. Ich piosenki to dla mnie niedościgniony wzór. Muzyka była w moim domu wszechobecna – moi rodzice i siostra to muzycy, a ja sama uczęszczałam do szkoły muzycznej, która znajdowała się tuż obok naszego domu. Nasze mieszkanie zawsze tętniło życiem – gościli u nas muzycy, aktorzy i inne artystyczne osobistości Wrocławia. W takim otoczeniu po prostu nie miałam wyboru – muzyka była naturalną częścią mnie. Podobno, gdy byłam noworodkiem, dziadek nachylił się nad kołyską i powiedział, że zostanę wybitną wokalistką, bo tak głośno płakałam. Nie wiem, czy spełniłam jego przepowiednię w pełni, ale wokalistką faktycznie jestem. Od najmłodszych lat urządzałam w domu pokazy, które musiała oglądać moja mama. Pomimo że miała pełne ręce pracy, zarówno zawodowej, jak i związanej z opieką nade mną, moją siostrą i tatą, który często wyjeżdżał na koncerty, zawsze znajdowała czas, by być moją widownią. Czyli byłaś niezłym wyzwaniem dla mamy w tej artystycznej codzienności? Oj tak, nie dawałam jej odpocząć! Pamiętam, że w okresie Mikołaja, 6 grudnia, znajdowałam prezenty pod poduszką – taką mieliśmy tradycję we Wrocławiu. Jednego roku dostałam kasetę VHS z teledyskami Roxette. Byłam zachwycona! Oglądałam ją w kółko, przebierałam się za Marie Fredriksson i naśladowałam jej ruchy – nawet wspinałam się na poręcze fotela, udając, że jestem na scenie. Już jako dziecko uwielbiałam występować przed publicznością i czułam z nią wyjątkową więź. Myślę, że to właśnie ta naturalna umiejętność nawiązywania kontaktu z widzami jest jednym z moich największych atutów. Do dziś, choć jestem starą babą, wciąż czuję w sobie tę dziecięcą radość z występów i spotkań z publicznością.

stronę zawodową chcesz iść? Czy w tę aktorską, czy jednak wokalną, czy udało ci się to połączyć? Na szczęście udało mi się połączyć. Co bardzo ciekawe, dla ludzi, którzy mnie znają z seriali, kompletnie jestem nieznana jako wokalistka. A znów ci ludzie, którzy znają mnie z wokalnej strony, albo poznają mnie, to pamiętają mnie z tego sztandarowego serialu, w którym byłam 9 lat, czyli z „M jak miłość”. I dla nich w dalszym ciągu jestem Marzenką, mimo tego, że faktycznie już ponad 3 lata nie gram w serialu. Grałaś tam też taką postać, która nie dała się nie lubić. Tak, jako para z Tomkiem Oświecińskim byliśmy bardzo lubiani. Ta sympatia jest w dalszym ciągu bardzo mocno pokazywana nam i też mnie na koncertach. Często jest tak, że ja mam wielki baner z napisem Olga Szomańska, półtorej godziny opowiadam i śpiewam i tak dalej, a mimo wszystko ludzie przychodzą do mnie po autograf i mówią do mnie „Pani Marzenko”, więc to jest dość ciekawe. To dla Ciebie przyjemne, czy raczej chciałabyś przestać być kojarzona z tą piosenką i postacią? Nie mam z tym żadnego problemu. Uważam, że nie można odcinać się od swoich największych sukcesów. Kiedyś myślałam inaczej – sądziłam, że powinnam zdystansować się od piosenki „Niech mówią, że to nie jest miłość”, która przyniosła mi mnóstwo nagród na największych festiwalach w Polsce. Byłam przekonana, że ponieważ nie jest to utwór mojego autorstwa, tylko Piotra Rubika, i nie do końca wpisuje się w to, co sama

W tym roku zaczynam podchodzić do świąt z większą świadomością i nadzieją, że mogą być one bardziej radosne

chciałabym tworzyć, muszę ją odłożyć na bok i przestać wykonywać na koncertach. Dziś widzę, jak bardzo się myliłam. Dorosłam do tego, by zrozumieć, że takich osiągnięć się nie odrzuca. Co więcej, ta piosenka przyniosła ludziom coś znacznie ważniejszego – emocje i wspomnienia. Wiele osób podchodziło do mnie, dzieląc się historiami, jak ten utwór towarzyszył im w kluczowych momentach życia – na przykład jako pierwszy taniec na ich ślubie. Jeden z panów opowiedział mi wzruszającą historię o swojej żonie. Ta piosenka była dla nich ważna zarówno w szczęśliwych chwilach, jak i w tych najtrudniejszych – nawet wtedy, gdy żona walczyła z chorobą i kazała sobie ją puszczać w ostatnich momentach życia. Na jednym z koncertów zaśpiewałam tę piosenkę w nieco innej wersji i wywołałam w nim lawinę emocji. Przytulił mnie i podziękował za to, że mogłam być częścią jego wspomnień. To doświadczenie uświadomiło mi, jak ogromny wpływ ta piosenka miała na ludzi. Choć nie jest mojego autorstwa, pozostaje dla mnie bardzo ważna, bo zapisuje się w sercach słuchaczy. Chciałabyś, aby Twoja własna muzyka miała kiedyś taki sam wpływ na ludzi? Oczywiście, to jeden z priorytetów mojej twórczości. Myślę, że to podobne do roli aktora, który zagra postać zmieniającą nasze spojrzenie na życie. Tak samo jest z muzyką. Mam już w swoim repertuarze piosenki, które stały się dla słuchaczy ważne, a kiedy ludzie dzielą się ze mną swoimi historiami związanymi z moją muzyką, czuję się dla nich kimś w rodzaju przyjaciela czy wsparcia. Jednak trzeba przyznać, że piosenka „Niech mówią, że to nie jest miłość” była na zupełnie innym poziomie. To utwór, który zdobył ogromną popularność, był grany w każdej stacji radiowej i trafił do masowej publiczności. Czasy były też inne, więc trudno byłoby dziś osiągnąć coś podobnego. Niemniej, wierzę, że moja muzyka także ma szansę wpisać się w życie ludzi na podobnym poziomie emocjonalnym. Tak, to prawda. A gdzie grasz swoje koncerty i kiedy można Cię usłyszeć? Informacje o moich koncertach można znaleźć na moich profilach w mediach społecznościowych – tam regularnie je aktualizuję. W tym miesiącu mam zaplanowanych aż 21 występów,

Teraz to już przesadziłaś! A powiedz mi: był taki moment, że musiałaś wybrać gdzieś tam w sobie wewnętrznie, w którą foto: Piotr Serafin

a ponieważ mamy już połowę grudnia, zdążyłam zagrać 10 z nich. To dla mnie ogromna radość i duma, że tyle się dzieje. Często koncertuję w ramach cyklu „Ja Lubię”, nawiązującego do tytułu mojej ostatniej płyty. Chociaż płyta ukazała się już trzy lata temu – co w dzisiejszych czasach wydaje się niemal wiecznością – wciąż spotyka się z ciepłym przyjęciem. Poza tym jestem zapraszana na różne ważne wydarzenia. Na przykład ostatnio występowałam na jubileuszu 75-lecia wytwórni filmowej przy Chełmskiej, gdzie pełniłam rolę artystki uświetniającej tę imprezę, a nie tylko widza. To było dla mnie szczególne wyróżnienie, biorąc pod uwagę moje aktorskie korzenie. Równocześnie cały czas pracuję nad nową muzyką. Piszę kolejne piosenki, które planuję sukcesywnie wydawać. Skąd czerpiesz inspirację do pisania tekstów? Z własnych przeżyć, czy może z otoczenia? Najczęściej inspiruję się swoim życiem – to moja największa baza pomysłów. Tematyka miłości dominuje w moich utworach, bo to temat niewyczerpany. Co ciekawe, uważam, że najpiękniejsze piosenki o miłości piszą mężczyźni. Dowód? Wiele moich koncertów składa się głównie z utworów napisanych przez mężczyzn – ich sposób wyrażania uczuć w muzyce jest wyjątkowy, pełen szczerości i głębi. Kobiety, z kolei, często koncentrują się na rozliczeniach i żalach, takich jak „żałuję, że cię znałam”. Moje własne piosenki są różnorodne – od tych o nieszczęśliwej miłości, przez rozczarowania, aż po inspiracje historiami innych ludzi, które mnie otaczają. Tworzę też w zależności od mojego stanu ducha. Co ciekawe, najłatwiej mi pisać, kiedy jestem zmęczona i nieszczęśliwa – wtedy emocje przelewają się na papier w najbardziej autentyczny sposób. Czy nie jest tak, że najlepiej pisze się w chwilach smutku czy zmęczenia, a stan euforii raczej nie sprzyja tworzeniu? Tak, zdecydowanie. To właśnie wtedy powstają moje najlepsze piosenki. Mój przyjaciel i współtwórca piosenek, Jacek, żartuje, że praca ze mną bywa trudna, bo w chwilach spadku emocjonalnego rzucam się w wir tworzenia. Choć na co dzień uchodzę za osobę pełną energii i uśmiechu, to w takich momentach najłatwiej przychodzi mi pisanie. Kiedy poczuję potrzebę, ►►►

KOBIECYM OKIEM 11 MAGAZYN DLA KOBIET


rozmowa

rozmaitości

►►►

szybko kontaktuję się z Jackiem, czasem nawet płacząc, i przekonuję go, że musimy natychmiast pracować. Wtedy Jacek potrafi zostawić wszystko – rodzinę, obowiązki – żebyśmy razem mogli tworzyć. W takich chwilach powstały piosenki, z których jestem najbardziej dumna, jak „Na zakręcie naszych zdarzeń” – bardzo intymny utwór z płyty „Ja Lubię”. To trochę taki „syndrom Van Gogha” – coś wyjątkowego powstaje w trudnych emocjonalnie momentach. Choć staram się także pisać radośniejsze utwory, moja nostalgiczna i empatyczna natura sprawia, że najłatwiej przelewam na papier to, co wzruszające i przepełnione emocjami. A co z Twoją drugą ścieżką kariery – aktorstwem? Gdzie można Cię teraz zobaczyć? Obecnie nie występuję w produkcjach telewizyjnych czy filmowych, co jest dla mnie nowym doświadczeniem. Od lat łączyłam różne profesje: śpiew, grę w serialach, teatr i dubbing. Przez długi czas te ścieżki szły równolegle, ale pandemia, zakończenie seriali i brak nowych projektów sprawiły, że na pewien czas przestałam brać udział w castingach. Czy tęsknię za kamerą? Bardzo. Ale jednocześnie czuję, że to dobry moment, by skupić się na muzyce. W teatrze nadal jestem aktywna, szczególnie w musicalach. Jednym z nich jest „Six” w teatrze Syrena – bardzo wymagająca produkcja o sześciu żonach Henryka VIII, pełna intensywnego śpiewu i nowoczesnego tańca inspirowanego gwiazdami, jak Lady Gaga czy Beyoncé. Chociaż uwielbiam pracę na scenie, brakuje mi atmosfery planu filmowego i relacji z ludźmi, które się tam tworzą. Szczególnie trudno było mi się rozstać z ekipą serialu „Święty”, który kręciliśmy we Wrocławiu. Wspólnie mierzyliśmy się z wyzwaniami, takimi jak ograniczenia budżetowe, ale mimo tego tworzyliśmy coś wartościowego. Nawiązałam tam wiele bliskich relacji, na przykład z Tomkiem Oświecińskim, z którym graliśmy małżeństwo – zarówno w „M jak Miłość”, jak i później w „Świętym”. Te wspomnienia pozostaną dla mnie wyjątkowe. Czy mogę chwilę zostać w tej nostalgii i dodać, że widzowie nadal mogą oglądać Cię w serialu "Pierwsza miłość"? Cały czas mam tam wątek w serialu „Pierwsza Miłość”. To dla mnie symboliczne, bo od 20 lat śpiewam czołówkę tego serialu. Mało kto o tym wie, a nawet ja sama nie myślałam, że kiedyś zaproponują mi rolę – co stało się po 18 latach od rozpoczęcia współpracy. Zagrałam Adelę, chociaż 12 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

Niedawno byłam na koncercie, gdzie ksiądz podzielił się piękną refleksją – że Boże Narodzenie to nie tylko upamiętnienie narodzin Jezusa, ale przede wszystkim moment, gdy w nas samych rodzi się człowiek przyznam, że często mylę to z moją postacią Bogny ze „Świętego”. To była też fajna rola. Oczywiście wiem, że kiedy nie jesteś główną postacią, losy bohatera zależą od pomysłów scenarzystów, harmonogramów i wielu innych czynników. Obecnie wątek Adeli się zakończył, ale kto wie? Może kiedyś zajmę miejsce Marysi Górnej. (śmiech) A jak z przygotowaniami do świąt w tym zabieganym okresie? Czy udaje Ci się znaleźć na to czas? Święta to dla mnie dość skomplikowany temat. Jako dziecko miałam cudowne Boże Narodzenia – pełne miłości, zapachów drożdżowego ciasta i faszerowanych ryb. Rodzina stawiała na tradycję, a mój tata był prawdziwym mistrzem kuchni, który całą tę magię tworzył. Byliśmy jego pomocnikami – ja, moja mama i siostra. Jednak wszystko zmieniło się, kiedy tata zginął w wypadku. Od tamtej pory trudno mi w pełni cieszyć się świętami. Strata taty była dla mnie ogromnym ciosem, a żal, że mój syn nie miał szansy go poznać, wciąż jest obecny. Mimo to staram się z biegiem lat otworzyć na ten okres. Choinka zawsze pojawia się w naszym domu, są też prezenty, ale w sercu czułam do tej pory dystans. W tym roku zaczynam podchodzić do świąt z większą świadomością i nadzieją, że mogą być one bardziej radosne. Wigilię spędzimy w moim domu w Warszawie, choć przygotowania to dla mnie wyzwanie – jestem kiepską kucharką i talentu kulinarnego po tacie nie odziedziczyłam. Na szczęście moja mama przyjedzie mi pomóc. Więcej uwagi poświęcam dekoracjom. Mam słabość do ozdób – bałwanków, choinek i błyszczących dodatków. To głównie dla mojego syna, Władka, staram się, żeby ten czas wyglądał magicznie. Kupiłam nawet choinkę z drobinkami złota. Może nie przemienię się od razu w świętego Mikołaja, ale powoli wychodzę z roli „Grincha” i staję się bardziej otwarta na ducha świąt.

mały, kto bardzo liczy na to, że to wszystko będzie, że to będzie taka magia, jak w filmach. Zawsze miałam tę magię. I zawsze byłam utrzymywana w tej wiedzy, że Mikołaj jest. Nawet nie musiałam być utrzymywana w tej bajce, bo ja po prostu widziałam tę bajkę. Widziałam po prostu rodziców, którzy przygotowują, którzy się kochają, którzy się szanują, którzy szanują swoich rodziców, którzy się ze sobą kłócą, którzy walczą, czy ryba po grecku będzie, czy nie. Ale ten dom był zawsze pełen siedzenia wieczorami, jedzenia, grania. Picia dobrego alkoholu, rozmów, zabawy, śmiechów. I moje wspomnienia są tak piękne, że ja nie chcę, żeby Władkowi w życiu tego zabrakło. Żeby on myślał, że matka była niezadowolona, bo coś się tam w życiu stało, bo to nie jest jego wina. I chciałabym, żeby on miał poczucie, że święta to jest jednak czas bycia razem. Że to jest czas, kiedy możemy coś razem gotować, przygotowywać. Mimo tego, że Władek nie wierzy w Mikołaja, bo już jest dużym chłopem, to w dalszym ciągu po prostu piszemy list do Mikołaja, w dalszym

ciągu stawiamy mu ten list, mleko, ciastka, dekoracje. I utrzymujemy się po prostu w tej takiej pięknej tradycji bycia razem. To właśnie w tych najprostszych gestach i wartościach kryje się prawdziwa magia świąt, prawda? Tak, dokładnie. Niedawno byłam na koncercie, gdzie ksiądz podzielił się piękną refleksją – że Boże Narodzenie to nie tylko upamiętnienie narodzin Jezusa, ale przede wszystkim moment, gdy w nas samych rodzi się człowiek. To głębokie przesłanie, bo dotyczy codziennych gestów dobroci. Chociażby podczas koncertów charytatywnych widać, jak istotne jest, aby w tym czasie okazać troskę innym – postawić dodatkowy symboliczny talerz na stole czy podzielić się tym, co mamy. Właśnie wtedy Boże Narodzenie staje się prawdziwe.

Naszym Pacjentom i ich rodzinom składamy życzenia radosnych, spokojnych, pełnych zdrowia Świąt Bożego Narodzenia. Niech ten czas będzie pełen optymizmu i nadziei, a Nowy Rok 2025 będzie pełen pomyślności życzy Zarząd i Pracownicy Specjalistycznego Centrum Medycznego im. św. Jana Pawła II w Polanicy-Zdroju

Tak pięknie to ujęłaś – obyśmy wszyscy potrafili wcielić te słowa w życie. Życzę Ci, aby świąteczna magia wypełniała Twój dom i serce. Niech ten czas będzie dla Ciebie wyjątkowy, a koncerty przyniosą wiele radości zarówno Tobie, jak i Twojej publiczności. Do zobaczenia na jednym z nich – z przyjemnością w nim będę uczestniczyć!

Czyli to jest trochę dla Ciebie wyjście spoza strefy komfortu. Robisz to dla syna, nawet jeżeli chodzi o te ozdoby, o których mówisz zresztą z ironią, jak bałwanki i zielony obrus, że jednak robi się to, ponieważ jest ktoś foto: Piotr Serafin

KOBIECYM OKIEM 13 MAGAZYN DLA KOBIET


w sercu gór izerskich

Hotel Buczyński **** Medical & SPA

kosmetyków oraz dodatkowych udogodnień, takich jak zaparzacze do kawy i herbaty. Współczesny podróżny chce mieć w pokoju wszystko, co pozwoli mu na pełen komfort, bez potrzeby wychodzenia. Dlatego stale dostosowujemy wyposażenie do tych rosnących potrzeb. Klienci stali się bardziej wymagający, czy w związku z tym stali się też bardziej krytyczni? To zależy. Można zauważyć, że większa krytyczność gości wynika w dużej mierze z wpływu internetu. Zdarza się, że zamiast podzielić się swoją opinią bezpośrednio w recepcji, wolą pozostawić recenzję online, co często wpływa na ogólny wizerunek obiektu.

W sercu Gór Izerskich:

Opowieść o harmonii natury i gościnności Świeradów-Zdrój to miejsce o wyjątkowej atmosferze, gdzie tradycja uzdrowiskowa łączy się z nowoczesnością, a bogactwo natury i mikroklimat przyciągają turystów z różnych zakątków świata. W rozmowie z przedstawicielem jednego z najbardziej rozpoznawalnych obiektów hotelowych w regionie przyglądamy się, jak lokalne atrakcje i oferta hotelowa są dostosowywane do zmieniających się potrzeb gości. Jak wyglądają kulisy funkcjonowania hoteli w Świeradowie? Co przyciąga turystów z dalekich zakątków świata, takich jak Arabia Saudyjska czy Izrael? Zapraszamy do lektury rozmowy z Eweliną Sztajer-Jabłońską. Prowadzicie Państwo w Świeradowie-Zdrój dwa hotele: PARK HOTEL**** KUR&SPA oraz Hotel Buczyński. Proszę opowiedzieć, do kogo skierowane są oba obiekty, a także jaka jest ich historia? Pierwszy obiekt, Park Hotel KUR & SPA, powstał dzięki adaptacji historycznych, poniemieckich pensjonatów. W latach 90. XX wieku właściciele, którzy również stoją za Hotelem Buczyński, zakupili te budynki i poddali je gruntownej modernizacji, integrując trzy z nich w jeden kompleks. Tak narodził się czterogwiazdkowy Park Hotel KUR&SPA, który w połowie lat 90. był niezwykle nowoczesny jak na tamte czasy. Był jednym z pierwszych hoteli w regionie z windą i innymi innowacyjnymi rozwiązaniami. Właściciele, mający doświadczenie z sektora hotelarskiego w Szwecji, wprowadzili na polski rynek udogodnienia inspirowane skandynawskim podejściem do gościnności, w tym bufet szwedzki, który był wówczas nowością. Początkowo hotel odwiedzali głównie niemieccy turyści, zaintrygowani historią regionu. Choć nadal pozostają oni ważną grupą klientów, obecnie goście pochodzą także z Polski i Czech, co zmienia się w zależności od sezonu. Sukces Park Hotelu KUR&SPA przyczynił się do otwarcia kolejnego obiektu – Hotelu Buczyński Medical&SPA. Ten został zaprojektowany z myślą o klienteli zarówno polskiej, jak i międzynarodowej, co do dziś przyczynia się do różnorodności odwiedzających. Jakie usługi i udogodnienia, które oferują Państwa hotele, przyciągają turystów? Nasza oferta standardowa obejmuje noclegi z wyżywieniem, które można dostosować do indywidualnych preferencji gości. W obu hotelach istnieje możliwość wyboru opcji z samymi śniadaniami lub z pełnym wyżywieniem, czyli śniadaniami i obiadokolacjami. Z myślą o gościach z Niemiec, którzy często preferują trzy posiłki dziennie, dostępna jest również opcja z obiadem. Istotną różnicą między naszymi obiektami jest forma serwowania posiłków. W Hotelu Buczyński zarówno śniadania, jak i obiadokolacje są dostępne w formie bufetu, co zapewnia szeroki wybór i elastyczność. Z kolei w Park Hotelu obiady i kolacje są serwowane przy stoliku, co tworzy bardziej kameralną atmosferę i pozwala gościom celebrować posiłek w spokojniejszym tempie. W tym przypadku, menu składające się z trzech dań głównych jest dostosowywane na każdy dzień, a goście mogą rano wybrać swoje preferencje. Obie formy są zaprojektowane tak, by zapewnić wysoki komfort i wyjątkowe doświadczenia kulinarne. Kiedy odwiedza Państwa największa liczba gości? Jest to zależne od sezonu, czy w każdym okresie jest ich podobna liczba? Goście z Niemiec najczęściej odwiedzają Świeradów-Zdrój w dwóch kluczowych okresach: wiosną i jesienią. Są to pory roku, które sprzyjają wyjazdom łączącym wypoczynek z kuracją. Od ponad wieku Świeradów przyciąga kuracjuszy swoim wyjątkowym mikroklimatem oraz wodami radoczynnymi, które wspomagają zdrowie i regenerację. W tych sezonach często spotykamy gości planujących dłuższe pobyty – tygodniowe, dwutygodniowe, a czasem nawet trwające trzy tygodnie,

14 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

korzystających z bogatej oferty zabiegów oraz spacerów w malowniczej okolicy. Polscy turyści natomiast najchętniej odwiedzają nas podczas wakacji letnich i zimowych ferii. Wielu z nich to nasi stali goście, zarówno rodziny z dziećmi, jak i pary. Park Hotel od niedawna oferuje wypoczynek wyłącznie dla osób powyżej szesnastego roku życia, co wyróżnia go jako miejsce idealne dla tych szukających ciszy i spokoju. Z kolei Hotel Medical & Spa zaprasza gości w każdym wieku, zapewniając szeroki zakres usług dla różnych grup. Czesi coraz częściej wybierają Świeradów jako cel swoich podróży. W ciągu ostatnich kilku lat zauważamy znaczący wzrost liczby turystów z Czech. Przyjeżdżają tu nie tylko ze względu na bliskość, piękne tereny i atrakcje, ale także korzystne różnice cenowe. Często łączą zwiedzanie z zakupami, co sprawia, że ich pobyty są krótsze, ale bardzo intensywne. Obserwujemy, że proporcje w liczbie gości zmieniają się – choć niemieckich turystów jest mniej niż kiedyś, rosnąca liczba odwiedzających z Czech rekompensuje te różnice. Czy potrzebny był podział na hotele dla osób powyżej szesnastego roku życia i dla gości w każdym wieku? Chcieliśmy, aby nasze obiekty wyróżniały się i oferowały coś unikalnego. Zależało nam na tym, by nie były do siebie zbyt podobne, ponieważ w Świeradowie-Zdroju nie ma wielu miejsc o takim profilu. Chcieliśmy także sprawdzić, jak nasz pomysł zostanie przyjęty przez gości. Obserwując zainteresowanie, widzimy, że istnieje zapotrzebowanie na tego typu ofertę, a nasz park hotelowy przyciąga coraz więcej osób poszukujących tego rodzaju wypoczynku. Jesteśmy przekonani, że liczba takich gości będzie systematycznie wzrastać. Jakie innowacje lub zmiany w branży hotelarskiej zauważa Pani w ostatnich latach? Staramy się tworzyć oferty dostosowane do potrzeb konkretnych grup gości. Coraz więcej osób poszukuje miejsc, które uwzględniają ich indywidualne oczekiwania, na przykład możliwość przyjazdu z pupilem – psem czy kotem. W obu naszych obiektach takie pobyty są dostępne. Często goście interesują się również specjalistycznymi usługami, na przykład masażami czy zabiegami inspirowanymi ayurwedą. W odpowiedzi na te potrzeby staramy się rozwijać naszą ofertę w sposób bardziej ukierunkowany, aby jak najlepiej spełniać oczekiwania odwiedzających. Od kiedy zaczęły być wprowadzane te innowacje? Od kilku lat, może około pięciu, kiedy to obserwujemy wyraźną zmianę w oczekiwaniach gości. Coraz rzadziej zadowalają się oni jedynie standardową ofertą noclegu z wyżywieniem. Coraz częściej poszukują dodatkowych atrakcji i udogodnień, które uczynią ich pobyt wyjątkowym i bardziej komfortowym. Jakie jeszcze innowacje? Może w samym wyposażeniu? Oczywiście. Każdy rok przynosi nowe wymagania i trendy. W przypadku pokoi o wyższym standardzie goście coraz częściej oczekują bardziej luksusowych

Ponieważ opinia jest w internecia, a co trafiło do sieci, już z niej nie znika… Tak, finalnie kończy się opinią głównie dobrą, także cieszy nas to, że te opinie są mimo wszystko naprawdę całkiem dobre. No i pomaga nam to oczywiście udoskonalać nasze usługi. Z każdym rokiem oczywiście musimy analizować te uwagi. Nikt nie przeczyta ich i nie zostawia ich bez odzewu, tylko cały czas staramy się na nie patrzeć i pod tym kątem zmieniać nasze obiekty. W odniesieniu do opinii w mediach społecznościowych czy na Google, można zauważyć pewne schematy. Przeważnie recenzje są spójne i pozytywne, choć zdarzają się odstępstwa. Czasami, gdy dominują wysokie oceny, nagle pojawia się niska, która znacząco odbiega od rzeczywistości… W takich przypadkach zawsze staramy się skontaktować z autorem opinii, by zrozumieć sytuację. Ciekawym przypadkiem są oceny od niemieckich gości, którzy często mylą system punktacji – w Niemczech „1” oznacza najwyższą notę, a „5” najniższą. W takich sytuacjach prosimy o korektę, by opinie właściwie odzwierciedlały ich doświadczenia. Oba hotele są położone w bardzo malowniczej miejscowości. Jak ona wygląda na tle innych turystycznych w Polsce? Czym się wyróżnia? Dlaczego warto tutaj przyjechać? Góry Izerskie to region wyjątkowo dostępny dla turystów o różnych poziomach umiejętności. Łagodne szlaki sprawiają, że nawet osoby bez doświadczenia w górskich wędrówkach mogą zdobywać szczyty. Choć tempo może być wolniejsze, większość tras nie stwarza większych trudności, co czyni je idealnym miejscem również dla rodzin z dziećmi. Przykładowo, na Stóg Izerski można wygodnie wjechać kolejką gondolową, a następnie zejść pieszo, co dodatkowo uatrakcyjnia wycieczkę. Region oferuje wiele aktywności przez cały rok. Latem i wiosną popularnością cieszą się piesze wędrówki i trasy rowerowe, w tym znane single tracki, które przyciągają turystów z Wielkopolski i Lubuskiego, zarówno z własnym sprzętem, jak i korzystających z lokalnych wypożyczalni. Zimą natomiast dominuje narciarstwo, choć zmieniający się klimat i coraz mniejsze opady śniegu stanowią wyzwanie. Lokalna stacja narciarska na Stogu Izerskim rozwija swoje technologie naśnieżania, aby sprostać zmieniającym się warunkom pogodowym. Warto podkreślić unikalny mikroklimat regionu, znany z prozdrowotnych właściwości od ponad 150 lat. Świeradów-Zdrój jest szczególnie ceniony za swoje wody radoczynne, które wspomagają regenerację układu oddechowego. Goście mogą korzystać z naturalnych kąpieli, inhalacji, masaży czy terapii dostępnych zarówno w hotelach, jak i w pobliskim Domu Zdrojowym. Połączenie tych dobrodziejstw natury z nowoczesną infrastrukturą wellness sprawia, że region jest atrakcyjnym celem nie tylko dla turystów, ale i kuracjuszy szukających regeneracji i relaksu. Mówiła Pani o dodatkowych atrakcjach w zimie, gdy brakuje śniegu. Co to jest na przykład? Staramy się maksymalnie uprzyjemnić pobyt naszym gościom, oferując różnorodne formy spędzania czasu. Organizujemy animacje dla dzieci, zajęcia takie jak gimnastyka w basenie, a także wieczorne atrakcje, Park Hotel **** KUR & SPA

w tym koncerty czy kolacje tematyczne. Dzięki temu, nawet jeśli pogoda nie sprzyja, nasi goście zawsze znajdą coś interesującego i mogą cieszyć się udanym wypoczynkiem. A jakie są Pani ulubione miejsca w Świeradowie-Zdroju? Dom Zdrojowy, o którym już wspomniano, to wyjątkowe miejsce o niezwykłym uroku. Jego hala modrzewiowa, uznawana za jedną z najdłuższych tego typu w Europie, stanowi atrakcję, którą warto zobaczyć na własne oczy. Również pobliski deptak zachwyca swoim urokiem – spacer, szczególnie zimą, staje się wyjątkowym przeżyciem, podkreślając atmosferę całej miejscowości. Dla miłośników przyrody okolica oferuje wiele możliwości. Można wybrać się na piesze wędrówki na pobliskie szczyty lub skorzystać z kolejki gondolowej, która pozwala dotrzeć na Stóg Izerski, ciesząc się po drodze wspaniałymi widokami. Przy wyciągu znajdują się dodatkowe atrakcje, takie jak tor saneczkowy, który cieszy zarówno dzieci, jak i dorosłych. W okolicy mamy Zamek Czocha, jeden z ładniejszych w Polsce, także jeżeli ktoś własnym autem dysponuje bądź może skorzystać tutaj z naszych lokalnych przewozów i tak naprawdę cały dzień spędzić w zamku. Warto także odwiedzić pobliskie zapory wodne na rzece Bóbr, które oferują malownicze trasy spacerowe. Bliskość Czech i Niemiec otwiera dodatkowe możliwości. Warto zwiedzić zamek we Frydlandzie, urokliwe niemieckie miasta takie jak Görlitz czy Zittau, a także ich niewielkie, ale klimatyczne ogrody zoologiczne. A jeśli wolicie pozostać w Polsce, Szklarska Poręba, zaledwie trzydzieści minut jazdy stąd, oferuje kolejne atrakcje dla każdego. Mówiła Pani jeszcze o szlakach turystycznych, szlakach, które można przejść na piechotę i szlakach rowerowych. Ukończyła Pani jakiś? Pieszo jak najbardziej. Z uwagi na to, że mam małe dziecko, to na razie dopiero trenujemy te, że tak powiem, łatwiejsze trasy, a zobaczymy jak będzie później. Jakiś szlak dla początkujących, dla amatorów Pani poleciłaby w takim razie? Stąd można się udać na przykład na Zajęcznik, także niedaleko stąd rozpocząć i spacerkiem przejść się przez te piękne lasy. Na początek coś prostego, a później podczas kolejnego pobytu można przejść na kolejne stopnie wtajemniczenia. I już zbliżając się do końca, jakie są plany rozwoju Państwa hoteli w najbliższej przyszłości i jakie są planowane nowe inwestycje? Nieustannie pracujemy nad udoskonaleniem naszej oferty. W najbliższym czasie zamierzamy skoncentrować się na modernizacji bazy zabiegowej, wymieniając sprzęty na najnowsze modele, aby zapewnić naszym gościom dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań. Nasz zespół tworzą wykwalifikowani fizjoterapeuci z wyższym wykształceniem, którzy zawsze służą pomocą i doradztwem w zakresie poprawy zdrowia oraz ogólnego samopoczucia. Planujemy również rozwój wyposażenia sali fitness w Hotelu Buczyński, aby spełniać oczekiwania gości poszukujących aktywnego wypoczynku. W Park Hotelu zbliżamy się do zakończenia dużej inwestycji – nowej strefy spa, która obejmie nowoczesny basen, dwa jacuzzi (wewnętrzne i zewnętrzne) oraz dwie sauny. To przestrzeń, która z pewnością stanie się dużą atrakcją dla naszych gości. Dodatkowo w Park Hotelu planujemy modernizację pokoi, aby unowocześnić ich wyposażenie, jednocześnie zachowując unikalny charakter tego starszego, ale bardzo klimatycznego obiektu. Te działania to nasze priorytety na najbliższy czas, które pozwolą nam podnieść jakość usług i jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych gości. Dziękuję za rozmowę.

z wizytą w bardzie

Miasto

Na pewno tak. Bardo jest maleńkim, cichym miasteczkiem, więc bardziej czuć tu klimat świąt. Warto tu wejść do lasu, wsłuchać się w siebie. Jest gdzie pospacerować, jest gdzie przysiąść.

– bożonarodzeniowych –

cudów

Bardo, malowniczo położone w Sudetach, to miejsce, które w czasie Świąt Bożego Narodzenia zyskuje dodatkowy urok. Wypełnione magią, spokojem i świąteczną atmosferą, staje się idealnym kierunkiem na rodzinny wyjazd lub samotny wypoczynek. W tym roku szczególnie ważne jest, żebyśmy odwiedzali to urokliwe miasteczko, które podnosi się po powodzi. O tym rozmawiamy z Martą Ptasińską, panią burmistrz Barda. Ten rok jest wyjątkowy dla Barda. Przez miasteczko przeszła fala powodziowa. Spowodowała sporo zniszczeń, ale też ominęła sporo. W mediach jednak króluje obraz zniszczonego Barda. Turyści rzeczywiście przestali przyjeżdżać z tego powodu? W pierwszych dniach i tygodniach tak, rzeczywiście było ich dużo mniej. To też siłą rzeczy, ponieważ nie było spływów pontonowych. Nie funkcjonowały one do połowy października, natomiast teraz się to normuje. Turyści zaczynają przyjeżdżać. Skupmy się teraz na tym, co w Bardzie jest najpiękniejszego. Zimą to przede wszystkim urokliwe krajobrazy w zimowej szacie. Bardo otoczone jest malowniczymi górami i lasami, które w śnieżnej scenerii przypominają obrazy z kartki świątecznej. Spacer wzdłuż zakola Nysy Kłodzkiej czy wizyta na punktach widokowych, takich jak Obryw Skalny, zapewnia niezapomniane wrażenia. Cisza i spokój tego miejsca pozwalają odetchnąć od miejskiego zgiełku… To prawda, natomiast w tym roku nasz krajobraz będzie trochę inaczej wyglądał. Park za Nysą jest niedostępny. Natomiast niezmiennie piękne są krajobrazy oglądane z Obrywu Skalnego. Także przepiękne miejsce, ale też trochę zapomniane, czyli Wzgórze Różańcowe. Wejście tam nie jest wymagające fizycznie. Bardo wygląda trochę, jak świąteczna wioska cudów. Zgadza się, to Miasto Cudów. Na każdym rogu może się pojawić jakiś świąteczny cud. Jednym z najważniejszych punktów na mapie Barda jest barokowa Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny – miejsce o niezwykłym klimacie i bogatej historii. W okresie świątecznym odbywają się tam uroczyste msze, które przyciągają zarówno mieszkańców, jak i turystów. Szopka

Jeśli spędzamy święta aktywnie, Bardo zwykle oferuje wiele szlaków turystycznych i tras spacerowych, które zimą nabierają szczególnego uroku, a które mówi Pani, że są teraz niedostępne. Generalnie szlaki prowadzące na przykład na Obryw Skalny są dostępne. Zdecydowana większość tras jest dostępna. W lokalnych restauracjach i kawiarniach można spróbować regionalnych specjałów, które na świątecznym stole nabierają jeszcze lepszego smaku. Bardo to miejsce, gdzie tradycja spotyka się z prostotą, a każda potrawa przygotowywana jest z sercem. Szczególnie bardzkie pierniki, ale co jeszcze? Tak, szczególnie bardzkie pierniki, to jest taka tradycja. Oprócz tego dania w naszych restauracjach, w kawiarniach. Mamy przepyszne ciasta, na przykład miodowniki i inne na kanwie piernika. Piecze się u nas ciasta ze starych receptur, przepisów, które zostały znalezione w archiwach należących niegdyś do osób, które tu mieszkały. Przebywają u nas ci mieszkańcy, albo przyjeżdżają tu i dzielą się swoja wiedzą z panią Magdaleną Topolanek. W Bardzie czas płynie chyba wolniej. Brak pośpiechu, życzliwość mieszkańców oraz kameralna atmosfera to coś, co wyróżnia tę miejscowość w okresie świątecznym. Czy można tu naprawdę poczuć magię Bożego Narodzenia? Oczywiście, zachęcam wszystkich, aby przekonali się o tym na własnej skórze. U nas jaśniej świecą gwiazdy na niebie. Najlepiej udać się na Obryw Skalny i popatrzeć na gwiazdy i na miasto z góry. To magia. Jeszcze jeśli tylko spadnie śnieg, to niczego nam więcej do szczęścia nie brakuje. Dziękuję za rozmowę.

Plan na idealny dzień w Bardzie w święta: bożonarodzeniowa, śpiewanie kolęd oraz koncerty w tym miejscu nadają świętom wyjątkowego charakteru. To największa atrakcja Barda? Trudno powiedzieć, czy to największa atrakcja Barda, bo tych atrakcji jest wiele, natomiast jest to chyba najbardziej rozpoznawalne miejsce. Bazylika jest piękna. I wnętrze, i organy, które są wspaniałe… No i w okresie świątecznym ruchoma szopka. To moim zdaniem najpiękniejsza szopka ruchoma w Polsce. Ona jest wielką atrakcją i dla dzieci, i dla dorosłych. Dzieci odkrywają co roku coś nowego, a dorośli mogą się przenieść w świat dzieciństwa. Są tam piękne figurki związane ze świętami Bożego Narodzenia.

Ale też chyba niezwiązane stricte ze świętami? Tak. To wszystko jest na kanwie Bożego Narodzenia, natomiast są nawet dinozaury. samoloty i autka – także każdy znajdzie coś dla siebie. Bardo, nazywane Miastem Cudów, jest miejscem pielgrzymkowym, które szczególnie w święta zachęca do chwili refleksji i wyciszenia. Otoczenie natury, zabytki sakralne oraz możliwość odwiedzenia średniowiecznych kapliczek na szlakach pielgrzymkowych pozwalają poczuć głębsze znaczenie tego wyjątkowego czasu.

% Poranna msza świąteczna w bazylice i podziwianie szopki. % Spacer do Obrywu Skalnego, gdzie zimowa panorama zapiera dech w piersiach. % Wizyta na lokalnym jarmarku lub w małych sklepikach z pamiątkami. % Popołudniowy relaks przy gorącej herbacie i regionalnym cieście. % Wieczorny spacer po miasteczku rozświetlonym świątecznymi dekoracjami. KOBIECYM OKIEM 15 MAGAZYN DLA KOBIET


pasja

pasja

Nasz teatr jednoczy lokalną społeczność poprzez sztukę O potężnym wpływie sztuki na życie człowieka, miłości do teatru, poczuciu wspólnoty, a także o powodzi, która dotknęła Ziemię Kłodzką, z Karoliną Sierakowską – pomysłodawczynią Teatru Stąd, rozmawiała Karolina Golak. Od kiedy istnieje Państwa teatr? Teatr Stąd powstał około 2011 roku, kiedy zrealizowaliśmy nasz pierwszy spektakl. Szczególną dumą są nasze coroczne spektakle świąteczne, które angażują wiele lokalnych talentów. Współpracujemy nie tylko z mieszkańcami, ale też z dziećmi i artystycznymi pracowniami działającymi w okolicy. Idea tego teatru zrodziła się z pragnienia stworzenia przestrzeni artystycznej w małym mieście, jakim jest Lądek. Pomyślałam sobie wtedy, że jeśli mieszkańcy chcą chodzić do teatru, to muszą go sami stworzyć. I tak powstał teatr międzypokoleniowy, który jednoczy lokalną społeczność poprzez sztukę. Przez lata działalności stał się on ważną tradycją dla naszej społeczności. Spektakle cieszą się ogromnym zainteresowaniem, a bilety, choć zawsze darmowe dzięki wsparciu zewnętrznych środków, znikają błyskawicznie – ostatnio w ciągu zaledwie sześciu godzin. W tym roku przedstawienie świąteczne jest dedykowane powodzianom. Jak udało się połączyć taki poważny temat z formą komediową? Zawsze staraliśmy się, aby nawet trudne tematy ująć w sposób lekki. Tegoroczna powódź była ogromnym ciosem dla naszej społeczności, dlatego decyzja o włączeniu tego wątku do spektaklu była dla nas oczywista. Zmieniliśmy jednak perspektywę: zamiast ludzi w głównych rolach pojawiły się zwierzęta, co pozwoliło dodać bajkowy wymiar i uniknąć bezpośredniego smutku. Inspiracją stała się Arka Noego, co nadało całej historii uniwersalny i symboliczny charakter. Scenariusz przygotował Tomek Powlęga, nasz stały twórca. Ma on niezwykłą zdolność przekuwania poważnych sytuacji w pełne humoru opowieści, zachowując przy tym ich istotę. Pracę nad tekstem rozpoczął w sierpniu od zupełnie innej sztuki, którą mamy nadzieję zrealizować w przyszłym roku. Jednak z uwagi na wydarzenia i potrzeby społeczności, zdecydowaliśmy się na zmianę kierunku, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

16 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

Spektakl został wystawiony 15 grudnia, prawda? Tak, premiera odbyła się 15 grudnia. Przygotowania odbywały się w mocno ograniczonym czasie, wszyscy czuliśmy, że brakuje nam jeszcze miesiąca, aby dopracować wszystko w pełni. Od początku odczuwaliśmy presję czasu – Tomek Powlęga, autor scenariusza, potrzebował więcej swobody, aby spokojnie dopracować tekst. Podobnie z kostiumami: niektóre musimy kupować, inne projektować i szyć, co wymaga sporo czasu. Paulina Bagijska, reżyserka, także musiała na bieżąco dostosowywać swoje plany. Praca nad spektaklem to naprawdę wyścig z czasem, ale nikt nawet nie rozważał, że moglibyśmy go nie zrealizować. To wydarzenie stało się dla naszej społeczności tradycją – momentem wspólnego śmiechu, wzruszeń, a na koniec zawsze śpiewania kolęd i składania życzeń. W tym roku, z uwagi na emocjonalny kontekst, ten moment był jeszcze silniejszy. Czasem nawet podczas prób zdarzały się chwile, kiedy trudno było nam powstrzymać łzy. Dzięki tym przygotowaniom mamy jednak nadzieję, że na premierze będziemy już bardziej opanowani. Ile osób zaangażowało się w realizację spektaklu? To nie tylko aktorzy, choć oni oczywiście stanowią widoczną część projektu. Wokół nich działa cała grupa wspierająca: scenarzysta, reżyserka, osoby odpowiedzialne za kostiumy, technicy odpowiedzialni za dźwięk, oświetlenie i organizację przestrzeni. Powiem tak: pracę nad spektaklem wspierają nie tylko aktorzy Teatru Stąd, ale również uczestnicy Pracowni Teatralnej „Młodzi Teatralni”, działającej przy CETIK-u w Stroniu Śląskim. Teatr Stąd na co dzień funkcjonuje przy Centrum Kultury w Lądku-Zdroju, i to tam łączymy siły, co zresztą zdarza się nie pierwszy raz. Łącznie w spektaklu bierze udział około 40 aktorów. Za scenografię w tym roku odpowiada Alicja Witczak, bibliotekarka z Centrum Kultury,

która dzieli swoje obowiązki pomiędzy wypożyczaniem książek a pracą nad scenografią. Scenariusz przygotował Tomek Pawlęga, pracownik Centrum Kultury i uznany pisarz. Charakteryzacją głównie zajmuje się Weronika Grzegorzewska, wspierana przez Alicję Witczak i Anię Tomaszewską. Kwestia kostiumów w tym roku była wyzwaniem – budżet i czas były ograniczone. W przeszłości część z nich szyliśmy na zamówienie, ale tym razem musieliśmy postawić na minimalizm i improwizację. Pomimo trudności, udało się zebrać niezbędne elementy. To wszystko nie byłoby możliwe bez zaangażowania pracowników Centrum Kultury, takich jak Monika Słonecka, odpowiedzialna za projekty plakatów, które wzbudzają ogromne zainteresowanie spektaklami, czy Michał Pietkiewicz i Artur Popowicz, którzy zajmują się stroną techniczną. Ogromne wsparcie przyszło również ze strony CETIK-u w Stroniu Śląskim – od udostępniania sal na próby po pomoc pracowników. Ten sukces jest efektem współpracy wielu osób i organizacji, w tym gminy Lądek-Zdrój, powiatu kłodzkiego, Centrum Kultury, Stowarzyszenia Kultura i Źródło oraz Stowarzyszenia Tratwa. To właśnie wspólna praca i pasja łączą ludzi i pozwalają na realizację tak ambitnych przedsięwzięć. Jak często mieliście Państwo teraz próby? Już codziennie, czasem kosztem odpoczynku, kosztem rodzin. One są kosztem, pewnie czasem pracy, a także kosztem świąt. Tylko jest zawsze to, dlaczego my to robimy. Właśnie dla tych wzruszeń, dla tych radości, dla tych uśmiechów, które się pojawią po tym spektaklu i dla tego poczucia, wspólnoty, tego światełka w tunelu, który się zawsze pojawia też w tym spektaklu. To jest takie ważne. To jest bezcenne. Myślę, że to teraz też chyba jest jakby podwójnie istotne, prawda? Jeżeli chodzi o to, co się wydarzyło, jeżeli chodzi o ten spektakl, który teraz

konkretnie był. Poczucie wspólnoty jest bardzo istotne dla tych wszystkich mieszkańców, prawda? Poczucie wspólnoty ma obecnie szczególne znaczenie, zwłaszcza w kontekście tego, co wydarzyło się niedawno, oraz spektaklu, który został przygotowany. Widzę to każdego dnia – zarówno w swojej pracy w Centrum Kultury, jak i jako członek Zarządu Stowarzyszenia Kultura u Źródeł, które dzięki darczyńcom wspiera osoby dotknięte powodzią. Zaledwie jeden film, który nagrałam i udostępniłam na Facebooku tuż po tragedii, wystarczył, aby na koncie stowarzyszenia pojawiła się znaczna kwota. Nie chcę rzucać konkretnymi liczbami, ale to były sumy powyżej stu tysięcy złotych. Dzięki temu codziennie możemy pomagać powodzianom, co pozwala mi dostrzegać, jak ważne jest bycie blisko siebie nawzajem. Tego nie da się kupić. Obecnie ta potrzeba wspólnoty i bliskości jest odczuwalna mocniej niż kiedykolwiek. Wzruszają mnie codzienne gesty dobroci i wsparcia, które ludzie okazują. Ten spektakl myślę, że stał się wyjątkowym momentem, który pokazał, jak potężny wpływ na życie człowieka ma sztuka. To nie jest tylko kwestia zabawy czy podziwiania piękna – to coś, co realnie buduje wspólnotę i daje nam siłę, wzruszenie oraz poczucie piękna. Właśnie dlatego teatr ma tak ogromną wartość. Kiedyś ktoś powiedział, że największe kłamstwo świata to: „To nie jest takie proste.” Ja się z tym nie zgadzam. Wierzę, że najważniejsze rzeczy w życiu są właśnie proste – budowanie wspólnoty, tworzenie więzi, wyrażanie emocji poprzez sztukę. Spektakl jest tego dowodem. Wejściówki rozeszły się w sześć godzin. Gdybyśmy mogli zagrać go cztery, sześć, a nawet więcej razy – i tak wszystkie byłyby zajęte. To dowodzi, jak bardzo ludzie potrzebują takich chwil. To jest naprawdę proste. Ile razy graliście Państwo ten spektakl? Dwa. Jednego dnia graliśmy o godzinie 16.00 i o 19.00. I to jest możliwe do zrealizowania, żeby jednego dnia zagrać to samo dwa razy? To musi być bardzo wykańczające. Możliwe jest zrealizowanie dwóch spektakli jednego dnia, choć wymaga to dużego wysiłku od aktorów i całego zespołu. Oczywiście jest to wyczerpujące, ale wszyscy wiedzą, dlaczego to robią – bo taka jest potrzeba. To nie tylko sztuka dla sztuki, lecz również forma niesienia pomocy. W ten sposób można zaoferować coś, czego pieniądze nie są w stanie zapewnić. To spotkanie ludzi – 250 osób na jednej sali

– które w innym miejscu nie byłoby możliwe, ponieważ w Lądku-Zdroju brakuje tak dużej przestrzeni – spektakle odbywają się w CETiK-u w Stroniu Śląskim. Choć padają pytania, dlaczego właśnie tam, odpowiedź jest prosta: dzieli nas 6 kilometrów, ale moim zdaniem te 6 kilometrów nas łączy.

także przestrzenią do wspólnego śmiechu i budowania relacji. Pierwsze sztuki opierały się na udziale lokalnych liderów, co podkreślało ideę „władzy z ludzką twarzą”. Jednak z czasem zmiany w harmonogramach i obowiązkach ograniczyły ich zaangażowanie. Mimo tego teatr pozostał miejscem łączącym ludzi z różnych środowisk.

Zdecydowanie, to też pokazujecie Państwo teraz dobitnie. Poza tymi świątecznymi spektaklami, czy jeszcze coś w międzyczasie się dzieje, jeśli chodzi o Teatr Stąd?

Wymyśliła Pani ten teatr, ale jak udało się Pani zebrać te osoby, które z Panią to robią? Zorganizowanie pierwszych spektakli wymagało sporej determinacji i kreatywności. Scenarzysta, choć wcześniej nie pisał sztuk, podjął się tego zadania na prośbę założycielki teatru. W kolejnych latach rolę reżysera przejęła Paulina Bagińska, która z sukcesem kieruje pracą z amatorami, mimo licznych wyzwań, takich jak praca z dużą grupą osób o różnorodnym doświadczeniu. Atmosfera w teatrze charakteryzuje się luzem i nieprzewidywalnością – teksty dopracowywane są niemal do ostatnich chwil, a sam przebieg spektaklu często jest niespodzianką zarówno dla twórców, jak i dla widzów. To właśnie ten element spontaniczności i autentyczności sprawia, że spektakle cieszą się dużą popularnością i budzą zaangażowanie wśród społeczności.

Jeśli chodzi o działalność Teatru Stąd poza spektaklami świątecznymi, czasami udaje się zrealizować inne projekty, na przykład jesienią, gdy sezon turystyczny już się kończy. Wcześniej powstały takie przedsięwzięcia jak „Król Lir” czy film „Gorączka sobotniej nocy” nagrany w czasie pandemii w zamkniętym budynku Centrum Kultury. Wtedy, gdy wydawało się, że nic się nie da zrobić, teatr udowadniał, że można działać inaczej. Cały zespół wierzy w to, że wyzwaniem jest nie samo pokonanie przeciwności, ale poszukiwanie alternatywnych dróg realizacji marzeń i projektów. To podejście, w którym pytanie „dlaczego miałoby się nie udać?” napędza całą działalność. Czyli ma Pani więcej takich osób w tym teatrze, które myślą tak jak pani, że tak, że wszystko można, że wszystko się da, że tylko po prostu wystarczą chęci?

A jakieś przyszłościowe plany co do rozwoju tego teatru, co do kolejnych spektakli? Macie Państwo takie wizje w głowie?

To jest kwestia zrozumienia tego, czy kryzys to kryzys, czy kryzys to okazja. Dla mnie kryzys to okazja do tego, żeby spróbować inaczej i sprawdzić, czy się da. Ja nie mówię, że zawsze się da, bo być może czasem się nie da. Ale do tej pory szukam ciągle okazji we wszystkich trudniejszych, bardziej skomplikowanych, nietypowych sytuacjach. I dotychczas Centrum Kultury daje radę. I ja daję radę. Uważam, że jestem bardzo bogata w doświadczenia, które pomagają mi robić takie rzeczy. I mam całe mnóstwo ludzi, którzy nie mają moich doświadczeń, mają swoje doświadczenia i myślą bardzo podobnie. Dlaczego ma się nie udać? A może właśnie trzeba myśleć, że się uda. Ma Pani też w sobie na pewno bardzo dużo siły przez to, co Pani przeszła, co też chyba nie jest bez znaczenia. To jest w ogóle niesamowite. Jak człowiek jest blisko bycia po drugiej stronie, to sobie zadaje pytanie, a jakie to ma znaczenie? I nagle się okazuje, że wszystkie te rzeczy, których my się boimy, które powodują, że gdzieś hamujemy pewne rzeczy w naszym życiu, że czegoś nie robimy, nie mają żadnego znaczenia. Że gdybyśmy mieli świadomość, że jutro, pojutrze albo za pół roku umrzemy, to byśmy to zrobili i w ogóle byśmy się nad tym nie zastanawiali. A przecież my nie wiemy, czy jutro, pojutrze albo za pół roku nie umrzemy. Może więc warto to wszystko zrobić. To nie chodzi o to, że robię wszystko, co mi przyjdzie do głowy, ale jak czuję, że tam mnie kieruje moja intuicja, której ogromnie ufam. Ogromnie. Nauczyłam się tego właśnie najbardziej chyba w czasie choroby. To tam idę. I zwykle spotykam tam świetnych ludzi i mnóstwo możliwości, które sprawiają, że wszystko się da.

posiadania lokalnej sceny, która umożliwi mieszkańcom obcowanie ze sztuką. Początkowo chodziło o stworzenie miejsca, gdzie można by oglądać dobre spektakle. Z czasem inicjatywa ta przekształciła się w coś znacznie większego – sposób na budowanie więzi międzyludzkich i tworzenie lokalnej wspólnoty. Teatr od samego początku łączył ludzi o różnych charakterach i pozycjach społecznych – od lokalnych władz, przez bibliotekarki, aż po dyrektorów szkół i pracowników urzędu. Wspólna praca nad spektaklami stała się nie tylko działaniem artystycznym, ale także formą spotkań towarzyskich i sposobem na przełamanie zimowej rutyny. Często uczestnicy podkreślają, że przygotowania do sztuk pomagają im unikać sezonowego przygnębienia, jednocześnie dostarczając wiele radości i zabawy.

Proszę mi powiedzieć, co Panią kierowało te 13 lat temu, że wymyśliła Pani, że w Lądku można stworzyć teatr i ten teatr może dać ludziom tyle radości i że przede wszystkim może się to w ogóle udać?

Ma Pani w głowie taką sztukę, która faktycznie bardzo mocno się wyróżniała i która wzbudziła takie mocne zainteresowanie mieszkańców?

Inspiracja do stworzenia teatru w Lądku-Zdroju narodziła się z miłości do teatru oraz chęci

Z pierwszych wystawionych spektakli szczególną rolę odegrały „Zawiane Święta”, w których ówczesny burmistrz, Kazimierz Szkudlarek,

zagrał fenomenalną rolę. Jego otwartość na humor, również dotyczący samego siebie, była wyrazem szczególnej atmosfery tego teatru – bliskości, autentyczności i lokalnego kolorytu. Każda sztuka inspirowana była życiem w Lądku, co sprawiało, że publiczność czuła się jeszcze bardziej związana z tym, co oglądała na scenie. Taka formuła nadała przedsięwzięciu unikatowy charakter, który wyróżniał lokalny teatr na tle innych działań kulturalnych. Uważam, że trzeba mieć mnóstwo dystansu i takiego luzu w sobie, żeby pozwolić się z siebie śmiać. Założenie teatru w Lądku-Zdroju okazało się nie tylko możliwością, by wprowadzić do małego miasta sztukę, lecz także szansą na zbliżenie mieszkańców w unikalny sposób. Istotnym elementem było zaangażowanie osób, które w społeczności pełniły różne role – od lokalnych władz po zwykłych mieszkańców. Jednym z kluczowych atutów okazało się umiejętne budowanie dystansu i otwartości, co pozwoliło uczestnikom, w tym burmistrzowi, na żartowanie z siebie samych. Dzięki temu teatr stał się nie tylko wydarzeniem kulturalnym, ale

Oczywiście ten scenariusz sprzed powodzi jeszcze nie jest w pełni napisany, natomiast jak przeczytałam pierwszą scenę, to byłam nią zachwycona. I mam nadzieję, że Tomek napisze w przyszłym roku resztę i że zagramy „Odyseję lądecką”. I to będzie po prostu kolejny dobry spektakl. Nikt nie wie, co się wydarzy w trakcie roku, do czego będziemy nawiązywać, kto się pojawi w naszym teatrze? Gdzie będziemy mogli zagrać naszą sztukę? Czy też będziemy prosić CETiK o to, żeby w swoich gościnnych progach znowu nas przyjął? Czy może w Lądku pojawi się jakaś sala, w której też będzie można zagrać? Czy może będziemy grać dwa spektakle, jeden w Lądku, a drugi w Stroniu? Ale ja się w ogóle na nic nie zamykam. Jeśli chodzi o plany, to chciałabym, czego sobie i temu teatrowi życzę, bo my jak zagramy ten spektakl, to też widzimy, jak bardzo widzowie to cenią, co robimy. I cenią to też ci, którzy w jakiś sposób partycypują w kosztach tego spektaklu. Ale potem to się tak rozmywa, i się zapomina, a na to najzwyczajniej w świecie są potrzebne pieniądze. Nie chodzi o to, że my potrzebujemy milionów, bo nie potrzebujemy. Milionów potrzebujemy na odbudowę Lądka i Stronia, a nawet miliardów. Na teatr potrzebujemy tysięcy, dziesięciu, piętnastu, dwudziestu. Im więcej mamy tych pieniędzy, tym jestem w stanie bardziej zaskoczyć widza tymi rzeczami, które są dodatkiem. Piękną scenografią, kostiumami. To wszystko oczywiście buduje cały czas bazę, bo my z tego korzystamy potem w kolejnych latach. Tego życzę teatrowi, żeby nie zabrakło pieniędzy. Widzów nie zabraknie, aktorów też nie, reżyserów też nie, osób do napisania scenariusza, czyli Tomka, jemu talentu też nie braknie, pomysłów myślę, że też nie. Reszta niech sobie będzie jak jest. Niektórzy z nas wykonują po prostu bardzo, bardzo ważną pracę. Tak jak Paulina Bagińska. Nie wyobrażam sobie inaczej, żeby nie dostawała za to pieniędzy, bo to jest jej praca. Więc na takie działania po prostu są nam potrzebne pieniądze. I już, bo zainteresowanie jest. Niech sobie będzie, jak największe. Dokładnie, dlatego ja w takim razie tego życzę teatrowi.

KOBIECYM OKIEM 17 MAGAZYN DLA KOBIET


pomagali

pomagali

Marzena Kozłowska (druga z prawej) i jej ekipa

Czułam się

jak na wojnie Po powodzi, widząc ogrom nieszczęścia w Stroniu Śląskim Marzena Kozłowska ze Świdnicy pojechała tam ze swoją ekipą. W dwa dni wydali 24 tysiące ciepłych posiłków. Rozmawiamy z nią o tym, co ją skłoniło do tej pomocy i jak ona wyglądała. 18 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

Skąd decyzja o tym, że jedziecie do Stronia z pomocą? Przed powodzią z naszą firmą cateringową zorganizowaliśmy ogromne dożynki. Na dożynkach tańcowaliśmy, śmialiśmy się, bawiliśmy. Gdy doszło do nieszczęścia, powiedziałam sobie, że część z zysków przeznaczę na powodzian. Mam rodziców w Stroniu Śląskim, więc wybraliśmy to miasteczko. Kiedy wiedzieliśmy, że tamtejsi mieszkańcy są w takim strasznym kryzysie, postanowiliśmy tam jechać. Zorganizowałam wszystko: zakupy i inne rzeczy. Hasło było takie: „Co robimy w weekend?”. Rodzina była w gotowości: brat, bratowa. Każdy dzwonił do nas, czy

u naszych rodziców jest wszystko w porządku. Nie było w porządku. Zorganizowaliśmy więc to wszystko i pojechaliśmy. Pojechaliście pomagać wraz ze swoimi pracownikami. Trudno było ich na to namówić? Rzuciłam hasło pracownikom. Nie tylko pracownikom, bo też całej rodzinie. Byli więc tam brat i bratowa, szwagierka ze szwagrem. Nie było: „Nie no, jest sobota, to ja idę do kina”. Nie, idziemy na powodzian. Nasi pracownicy nie są ze Świdnicy. Jeden przyjechał z Raciborza, jeden z Gorzowa i dwie przyjechały z Poznania. Do Stronia Śląskiego mieli kawał drogi. I byli z nami od

rana do nocy. W niedzielę odpoczynek i w poniedziałek do pracy. Następny tydzień – tak samo. Mój Tato wszystko mi relacjonował, ponieważ jeździł po mieście. Ci wszyscy wolontariusze pracowali z takim zaangażowaniem. Z nami pojechała dziewczyna, którą poznałam podczas kupowania talerzyków i widelców. Ona się mnie pyta: „A po co pani kupuje tyle tych talerzyków?”. Ja jej mówię, że jedziemy jutro do powodzian i mówię, że będziemy ich karmić. Ona: „Ja przyjechałam po produkty dla schroniska dla zwierząt. A mogę jechać z wami?”. Mówię, że pewnie, że może. Podałam jej swój numer telefonu, ale nie spodziewałam się, że do mnie zadzwoni. Kiedy się pakowaliśmy, ona do mnie zadzwo-

niła. Rano przyjechała i z nami pojechała. Gdy dojechaliśmy na miejsce, mówię jej, że my tu mamy wszystko poustawiane, więc niech sobie zaczeka w samochodzie i zbiera siły, albo niech idzie do Okrąglaka dary sortować. I ona mówi: „Ja pójdę, ja zrobię wszystko, co mi każą”. Segregowała te dary, a później przyszła do nas na wydawkę. Tego pierwszego dnia pojawiła się u nas też dziewczyna, która obsługiwała klientów. A ja jej nie znam. Podeszłam do niej i zagaduję, a ona mówi, że jest tu ze Stronia i że przyszła pomóc. Na czym polegała Państwa pomoc? Pojechaliśmy z jedzeniem. W tą sądną sobotę, 21 września, wydaliśmy 15 tysięcy porcji. Wyjechaliśmy o szóstej rano ze Świdnicy. Nie wiedzieliśmy, co nas będzie czekało po drodze. Czy będziemy jechali przez las… No i jechaliśmy lasem, dużym busem z tym naszym smokerem. Powiedziałam sobie, że ja chcę dać tym ludziom tak jeść, jak to było na dożynkach, żeby oni się czuli jak na imprezie, żeby zapomnieli na chwilę o tym, co się dzieje. Mieliśmy ze sobą nawet popcorn, watę cukrową i słodycze. Pomyślałam sobie, że ci mieszkańcy i wolontariusze mają się czuć tak, jak czują się ludzie, którzy mi płacą. Były

takie sytuacje, że przychodzili ludzie, którzy nam chcieli płacić. W czwartek było już ogłoszenie, że my w sobotę przyjeżdżamy, że będzie ciepłe jedzenie: od dwunastej przy Okrąglaku. Były burmistrz i jego zięć przygotowali tam dla nas miejsce. Wiedzieliśmy, że będzie bardzo dużo ludzi. I tak też było. Gdy jechaliśmy tam krajową ósemką, jechało bardzo dużo samochodów oznaczonych: „Pomoc dla powodzian”. I jechaliśmy początkowo takim korowodem. Gdy dojechaliśmy na miejsce, była godzina ósma. Potrzebowaliśmy dwóch godzin na rozpakowanie się. Jak tam wjechałam… Nie byłam nigdy na wojnie, ale tam tak się poczułam. Byliśmy ubrani w kalosze, bo tam była masa szlamu. Ludzie siedzieli i czekali na nas. Poowijani w kołdry. W naszych termosach wojskowych mieliśmy gorący bigos, gorące flaki. Poczęstowaliśmy tych ludzi, zanim rozpaliliśmy grilla. Ten bigos i flaki poszły w pół godziny. Nasza pomoc to była radość dla tych ludzi. Niektórzy przychodzili do nas cali w błocie. Gdy o tym opowiadam, mam gęsią skórkę. Wydawaliśmy jedzenie mieszkańcom i pomagającym, wolontariuszom. Było tak, że przychodzili wojskowi. Dowodzący poprosił o sto kiełbas. I ja go poprosiłam, żeby poczekał 10 minut, dostał to i wywiózł. Oczywiście wojsko, które przyjechało do Stronia, miało swoją profesjonalną kuchnię. Ale oni też chcieli zjeść coś innego. Ludzie mieli do wyboru – czy chcą kiełbaskę, czy chcą karczek. Flaków i bigosu już nie mieliśmy. Była też taka sytuacja, że jakiś wolontariusz podjechał busem i mówi: „Mam świeżutkie pieczywo, wiozę spod Wrocławia. Mogę wam zostawić?”. A my mieliśmy oczywiście swoje pieczywo. Gdzieś tam ktoś przywiózł bułki słodkie, to też nam zostawił. Myśmy mieli ławki, stoły, żeby ci ludzie mogli w godnych warunkach zjeść. Żeby się poczuli tak swojsko. Ile czasu trwało wydawanie jedzenia? Nasza wydawka szła bardzo szybko. Były kolejki, ale stanie w tej kolejce to też dla tych ludzi była forma odpoczynku. Postali, porozmawiali, poopowiadali: gdzie robią, co robią, u kogo robią, ponarzekali. Wydawanie jedzenia trwało do dwudziestej trzeciej, wtedy miałam ostatniego klienta. To zanim my się spakowaliśmy, to o trzeciej byliśmy z powrotem. Dlaczego zorganizowaliście drugi wyjazd? To, co zobaczyliśmy tam za pierwszym razem, zmobilizowało nas do kolejnego wyjazdu.

Czym się te dwa wyjazdy różniły? Ten drugi wyjazd był zimniejszy. Miasto było już troszeczkę uprzątnięte. Było już mniej wolontariuszy na miejscu. Wydaliśmy wtedy 9 tysięcy porcji. Za pierwszym razem to jeszcze był czas urlopowy. Ludzie mieli urlopy i przyjeżdżali, aby pomagać. Później urlopy się pokończyły, zaczęła się szkoła. Podczas drugiego wyjazdu było inne jedzenie. Chciałam, żeby mieszkańcy brali więcej jedzenia na wynos. Bo przykładowo właściciel domu miał wolontariuszy, ale wolał, żeby oni zostali u niego i coś robili, a nie jechali jeść. On je im przywoził. Drugi wyjazd był zimny, zmarzliśmy, ale szybciej wydawaliśmy, bo dokupiliśmy kilka takich wielkich amerykańskich termosów. One się świetnie sprawdziły: bigos i flaczki całą noc stały gorące. To co kucharz ściągnął z grilla, wkładaliśmy do tych termosów i to trzymało ciepło. Skończyliśmy szybciej wydawać – o osiemnastej. Mieszkańcy Stronia pomagali nam się pakować. Chcieli się odwdzięczyć. To jest tak, że Polacy jednoczą się w nieszczęściu. Tak. Jak wybuchła wojna na Ukrainie… Ona wybuchła we wtorek, a my w sobotę byliśmy na przejściu w Medyce. Też z pomocą. Miałam całego busa potrzebnych rzeczy i pojechaliśmy. Z mężem i z dziećmi, chciałam, żeby moje dzieci zobaczyły to wszystko. Chłopcy mieli wtedy osiemnaście i czternaście lat. To już temat na inny wywiad. To co ja zobaczyłam na granicy w Medyce, to był szok. Długo będę to pamiętać. W Stroniu po posiłki zwracali się do Państwa przeróżni ludzie. Kogo zapamiętała Pani najbardziej? Tych ludzi, którzy siedzieli i czekali na nas. Tam w tym Okrąglaku było też wydawanie darów. To oni wzięli kołdry, poowijali się w nie i tak czekali. To mi tak najbardziej utkwiło w pamięci. Była taka kobieta, która była tak osłabiona, że się przewróciła z ławki i rozbiła sobie głowę. Tam było pogotowie, więc się nią szybko zajęli. Czy któraś rozmowa chwyciła Panią za serce? Nie miałam za bardzo czasu na rozmowy, bo byłam zajęta pracą. Ale słyszałam jak mieszkańcy mówili: że potracili wszystko, że nie wiedzą co i jak. Jak pojechaliśmy pierwszy raz, to było ciepło, pracowałam w krótkim rękawku, było fajnie. Ludzie już myśleli, jak to będzie, bo niedługo będzie zima. Jak już się zbliżał mrok, to straż pożarna jeździła, wojsko, oświetleni na niebiesko. To był taki widok, że

w pewnym momencie zachciało mi się płakać. Kiedy byliśmy tam za drugim razem i już się pakowaliśmy, szedł taki pan. Był naubierany bardzo ciepło. Mówię do niego: „Zapraszam pana na jedzonko, pan jeszcze u nas nie był”. „A po co?” – on się mnie pyta. To mówię, że na ciepłe jedzenie. On do mnie: „Proszę pani, ja trzy tygodnie nic nie jadłem”. No to ja: „To zapraszam”. „Nie, ja już nie potrzebuję jeść. Ja nie mam domu, ja nic nie potrzebuję”. Pani rodzice mieszkają w Stroniu Śląskim. Jak oni przeżyli całą tę sytuację? Akurat do moich rodziców woda się nie wlała. Ale zabrało im dwadzieścia arów działki. To jest nic w porównaniu do tego, co się wydarzyło innym ludziom, którzy nie mają domów, których domy popłynęły. Dojazd do domu moich rodziców był niemożliwy, bo zabrało im most. Jakoś lasem, górami, moi rodzice przyszli do nas. Aż mi się łzy kręcą na to wspomnienie. To było takie wzruszające – kiedy zobaczyłam, że oni są cali. To znaczy ja wiedziałam, że oni są cali, bo mieliśmy kontakt. Ale gdy ich zobaczyłam… Chciałam ich zobaczyć, chciałam zobaczyć, jak radzą sobie psychicznie. Na szczęście dobrze. Pomaganie z dobrego serca to ważne doświadczenie. Czy podjęłaby się Pani tego kolejny raz? Jestem strasznie wrażliwa na ludzi. Czasem musi się coś wydarzyć, żeby człowiek zaczął inaczej patrzeć na innych. To, co zobaczyłam w Stroniu Śląskim, utkwiło mi w pamięci do końca życia. Pamiętam też powódź w 1997 roku w Świdnicy. Wtedy też w wodzie po pas układałam worki. Miałam wtedy 17 lat. Niedawno oglądałam film o tej powodzi i sobie wszystko przypomniałam. Ale to, co zobaczyłam w Stroniu, to, że dotyczyło to ludzi, których znałam, a którzy stracili cały dobytek – to strasznie utkwiło mi w pamięci. Mieszkańcy otrzymali pomoc i wciąż otrzymują, naprawdę wielu ludzi otworzyło swoje serca, jestem im bardzo wdzięczna. Wiadomo, że media społecznościowe dużo zrobiły, bo w 1997 roku tego nie było. A teraz zrzutki, to wszystko. Pomaganie idzie super. Jeszcze trzymają emocje? Jak myślę o tym, albo jak opowiadam komuś, to są emocje. I nie ma dnia, żebym o tym nie myślała. Dziękuję za rozmowę. rozmawiała: Karolina Marcińczyk

KOBIECYM OKIEM 19 MAGAZYN DLA KOBIET


rozmowa O planach związanych z Uzdrowiskiem Lądek-Długopole, nowościach wprowadzanych specjalnie dla Kuracjuszy, a także o miłości do Lądka-Zdroju, rozmawiamy z Alicją Piwowar – nową Prezes Uzdrowiska. Została Pani nowym Prezesem Uzdrowiska Lądek-Długopole S.A. Jakie ma Pani plany związane z tym miejscem? Objęcie stanowiska Prezesa Uzdrowiska Lądek-Długopole S.A. to dla mnie ogromny zaszczyt, ale również odpowiedzialność. Moja wizja to połączenie tradycji lecznictwa uzdrowiskowego z nowoczesnymi trendami, które dziś definiują turystykę zdrowotną i rehabilitację. Lądek-Zdrój i Długopole-Zdrój to miejsca o ogromnym potencjale – zarówno pod względem wód leczniczych, walorów naturalnych, jak i unikalnego dziedzictwa historycznego. Moim celem jest wykorzystanie tych zasobów w sposób, który pozwoli Uzdrowisku stać się liderem na rynku usług uzdrowiskowych w Polsce. Jako Zastępca Burmistrza Lądka-Zdroju przez wiele lat uczestniczyłam w pracach Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP. Miałam możliwość obserwowania, jak funkcjonują różne uzdrowiska w Polsce – od małych miejscowości po duże kurorty. To doświadczenie pozwoliło mi zdobyć szeroki ogląd trendów w branży, wyzwań, z jakimi się mierzy, oraz skutecznych rozwiązań, które można implementować w Lądku-Zdroju. W mojej pracy będę czerpać z najlepszych praktyk zarówno z Polski, jak

20 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

i z zagranicy. W obszarze leczenia uzdrowiskowego zamierzam rozwijać ofertę w zgodzie z nowymi trendami w turystyce zdrowotnej. Obserwujemy na przykład wzrost zainteresowania profilaktyką – coraz więcej osób szuka miejsc, które pomogą im zadbać o zdrowie na długo przed pojawieniem się problemów. W tym kontekście kluczowa jest oferta programów wellness, terapii antystresowych oraz zabiegów detoksykacyjnych. Planuję wprowadzenie do Uzdrowiska terapii, które odpowiadają na potrzeby współczesnych pacjentów. Są to m.in. terapie tlenowe czy hipoksja, zabiegi wspierające rehabilitację oddechową, a także programy dla osób walczących z chorobami cywilizacyjnymi. Połączenie klasycznych metod leczniczych, takich jak balneoterapia, z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi to nasza recepta na sukces. Inspiracją dla mnie są ośrodki w Europie, które skutecznie łączą tradycję z innowacjami, jak np. uzdrowiska w Austrii czy Szwajcarii, gdzie pacjenci mają dostęp do kompleksowych programów terapeutycznych. Dzięki unikalnym właściwościom termalnych wód lądeckich, oferta taka połączona z rozwojem marki premium Uzdrowiska może stać się naszą wizytówką nie tylko Lądka-Zdroju czy DługopolaZdroju, ale również naszego

regionu. Czy się uda? Zobaczymy. Oba miasteczka, w których Spółka prowadzi podmioty lecznicze, mają potencjał, by stać się miejscem nie tylko regeneracji zdrowia, ale i inspiracji dla branży turystyki zdrowotnej. Taki cel stawiam sobie jako priorytet na najbliższe lata. We wrześniu Lądek nawiedziła wielka woda. Turyści obawiają się przyjazdu do tego miasta. Trzeba podkreślić, że Uzdrowisko nie ucierpiało w wyniku powodzi. To prawda, wrześniowa powódź była trudnym momentem dla całej społeczności Lądka-Zdroju i naszego regionu. Ucierpiało wiele gmin wzdłuż Doliny Białej Lądeckiej, a także Nysy Kłodzkiej. Infrastruktura Spółki nie ucierpiała znacznie. Obecnie mamy wyłączone z eksploatacji Sanatorium „Jan”, gdzie mieliśmy około 60 miejsc. Trwają już prace porządkoworemontowe na tym obiekcie. Obiekty uzdrowiskowe, w tym nasze źródła termalne, pozostały w pełni funkcjonalne. Zdaję sobie sprawę, że pewne obawy mogą jeszcze istnieć, dlatego ważnym elementem naszych działań będzie komunikacja z turystami i kuracjuszami. Chcemy pokazać, że Lądek-Zdrój jest bezpieczny, a nasze Uzdrowisko oferuje standard usług, który spełnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających gości. Planuję

także wzmocnić współpracę z lokalnym samorządem i organizacjami turystycznymi, aby wspólnie promować LądekZdrój jako miejsce pełne spokoju, regeneracji i wyjątkowych walorów przyrodniczych. Co zamierza Pani wprowadzić do oferty dla kuracjuszy i turystów odwiedzających Lądek-Zdrój? Nasza oferta musi być dynamiczna i dostosowana do zmieniających się potrzeb gości. Planujemy wprowadzenie innowacyjnych terapii, które wspierają leczenie wielu chorób cywilizacyjnych. Skupimy się również na rehabilitacji po COVID-19, terapii oddechowej oraz zabiegach przeciwzapalnych. Równocześnie nie zapominamy o tradycyjnych kuracjach, takich jak balneoterapia i hydroterapia, które są naszą siłą od dekad. Naszymi klientami na rehabilitacji są coraz młodsze osoby, stereotyp seniora na kuracji zaczyna się zmieniać. Kuracjusze oprócz zabiegów chcieliby poznać nowe miejsce, zwiedzać – dlatego ważna jest współpraca z miejscowymi organizatorami wycieczek oraz podmiotami z branży turystycznej czy atrakcjami – tak aby pokazywać i promować ciekawe miejsca i zapełniać gościom czas wolny. Za co pokochała Pani Lądek-Zdrój? A za co według Pani Lądek-Zdrój kochają kuracjusze? Lądek-Zdrój ma w sobie coś magicznego – harmonię natury, historii i gościnności. Mieszkam tu od urodzenia, więc nic dziwnego, że traktuję to miejsce jak swój dom. Podczas mojej pracy jako wiceburmistrz miałam okazję z bliska obserwować, jak wyjątkowi są mieszkańcy i jak wielki potencjał drzemie w tym mieście. Kuracjusze kochają Lądek-Zdrój za jego autentyczność, kameralną atmosferę i unikalne wody termalne, które nie tylko leczą, ale też dodają sił witalnych. Wielu z nich wraca tu regularnie, bo to miejsce, które pozwala naprawdę odpocząć – zarówno ciału, jak i duszy. Moją misją jako Prezesa Uzdrowiska jest rozwijanie tych atutów i tworzenie takiej przestrzeni - do której chce się wracać.

Moja wizja to połączenie tradycji lecznictwa uzdrowiskowego z nowoczesnymi trendami KOBIECYM OKIEM 21 MAGAZYN DLA KOBIET


22 KOBIECYM OKIEM

MAGAZYN DLA KOBIET

Facebook-square

Kobiecym Okiem - magazyn

Znajdź nas na

INSTAGRAM Kobiecym_Okiem_magazyn_

święta

Święta

KOBIECYM OKIEM 23 MAGAZYN DLA KOBIET


rozmaitości

sport to moja pasja

Walczy i jest zwyciężczynią

to już było na Opolszczyźnie, jakieś mikołajkowe zawody i od tego się zaczęło. W 2023 r. w Myślenicach zajęłam trzecie miejsce w kumite, dziewczynki 10-11 lat, plus 40 kg. Przywiozłam również medal z 6 memoriału... Zdobyłam kolejne trzecie miejsce w kata w Dzierżoniowie... W Dzierżoniowie również wygrałam w kumite w kategorii dziewczęta plus 35 kilogramów. W Kaliszu zajęłam trzecie miejsce w dziewczętach 10-11 lat plus 35 kilogramów. W Złotym Stoku zajęłam trzecie miejsce i w Kumite i w Kata. W Siemianowicach Śląskich trzecie miejsce w 10-11 lat plus 47 kilogramów kumite. W mojej kolekcji nie brakuje również wygranych w Pucharze Europy! Idąc dalej: we Wrocławiu zajęłam drugie miejsce w 10-11 lat plus 45 kilogramów, trzecie miejsce w Nysie. W Wołowie z kolei wywalczyłam drugie miejsce w kategorii plus 50 kg. I tutaj byłam w starszej kategorii, ponieważ żadna zawodniczka nie chciała walczyć ze mną i musieli mnie przełożyć do starszej kategorii.

MA ZALEDWIE 12 LAT I JUŻ WIELE SPORTOWYCH SUKCESÓW NA KONCIE. ANTONINA JAMRÓZ I JEJ MAMA OPOWIADAJĄ NAM O TYM, JAK TO JEST W TAK MŁODYM WIEKU BYĆ MISTRZYNIĄ KARATE, A DOKŁADNIE: WICEMISTRZYNIĄ EUROPY. SKĄD POMYSŁ, ŻEBY ZAJĄĆ SIĘ KARATE? To było tak, że ja odpoczywałam po szkole, a koleżanka mojej mamy zadzwoniła i zapytała: „Czy Antosia by nie chciała zacząć trenować karate?”. I od tego właśnie to się wszystko zaczęło. KIEDY ZACZĘŁAŚ TRENOWAĆ? W 2020 r. PRZEZ CZASY KORONAWIRUSA BYŁA PRZERWA W TRENINGACH? Tak. CO ROBIŁAŚ PODCZAS TEJ PRZERWY? Trenowałam razem z innymi dziewczynami przez internet, przez Zooma. NAPRAWDĘ? MOŻNA TAK TRENOWAĆ KARATE? TO PRZECIEŻ TAKA TRUDNA DYSCYPLINA SPORTOWA, CZYŻ NIE? Nie. Jak się do tego przyzwyczaiłam, to stawało się to coraz łatwiejsze. (mama) Podczas pandemii COVID-19 sytuacja wymusiła nietypowe rozwiązania. Trener Dariusz Kaczmit, sensei, prowadził dla Antosi treningi online. Organizował sesje dwa razy po 90 minut, co pozwoliło jej codziennie ćwiczyć, nawet w warunkach izolacji. Trener, obserwując jej zaangażowanie, myślał, że Antosia jest z Nysy, bo uczestniczyła we wszystkich spotkaniach. Gdy wiosną restrykcje zaczęły się luzować, zaczęli spotykać się na otwartych przestrzeniach. Na szczęście, niedługo później możliwy był powrót do regularnych treningów w tradycyjnej formie. A TERAZ, ILE RAZY W TYGODNIU TRENUJESZ? Dwa razy. W poniedziałki i w środy. Do tego dochodzą jeszcze zawody, na które jeździmy do Nysy. CO JAKI CZAS ODBYWAJĄ SIĘ ZAWODY? Kilka razy w roku. TAK CZĘSTO? (mama) Prawie co tydzień. W tym roku trwały od stycznia do listopada. JAKIE CECHY TRZEBA W SOBIE MIEĆ, ŻEBY ZAJMOWAĆ SIĘ TAKĄ DYSCYPLINĄ SPORTOWĄ? (mama) Kupiliśmy Antosi zestaw na medale z napisem „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Muszę przyznać, że początki były bardzo trudne. Kiedy wybuchła pandemia COVID, dzieciaki ciągle siedziały w domu. Było to dla nas wyzwanie, bo co robić w takiej sytuacji? W końcu Antosia zaczęła treningi karate – to były pierwsze dwa, trzy miesiące pracy, które wymagały dużo zaangażowania. Trener, sensei Darek, zawsze podkreślał, że wszystko jest możliwe, i szybko znaleźliśmy rozwiązanie. W salonie mieliśmy wystarczająco miejsca – dwa kroki w jedną stronę, dwa w drugą. Pomagałam jej na początku, rysując schematy i zapisując po japońsku komendy, które musiała opanować. Było to cztery lata temu, więc początek wymagał naszej współpracy. Potem trener mówił: „Mama, daj jej działać samodzielnie!” – i rzeczywiście, Antosia zaczęła nabierać wprawy. Z czasem przyszły też sukcesy. Dwa lata temu rozpoczęły się jej pierwsze zawody. W karate są dwie podstawowe techniki: kata, czyli precyzyjne układy ruchów, oraz kumite – walki z przeciwnikiem. Dziś Antosia ma za sobą niesamowity rok: w styczniu startowała na Węgrzech, później w Bułgarii i Austrii, gdzie zdobyła wicemistrzostwo. Była też w Hiszpanii na turnieju. Największym osiągnięciem tego roku

24 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

był jednak Puchar Świata w Katowicach, gdzie po dłuższej przerwie została wicemistrzynią Europy. To dla niej wielka przygoda, a dla nas – ogromna duma! I JA GRATULUJĘ SERDECZNIE. ANTOSIA, JAK TY SIĘ POCZUŁAŚ, GDY ZDOBYŁAŚ WICEMISTRZOSTWO EUROPY? Fajnie się czuje człowiek, gdy wygrywa. Nie zdziwiło mnie to. CZYLI BYŁAŚ PRZYGOTOWANA NA TO, ŻE MOŻESZ WYGRAĆ, TAK? Znałam po prostu swoje przeciwniczki, wielokrotnie z nim walczyłam I wiedziałam, co one potrafią, więc nie byłam aż tak zestresowana. (mama) To był wyjątkowy moment, bo Antosia zmierzyła się ze Zlatą – zawodniczką, która rok wcześniej pokonała ją na Węgrzech. Zlata była wicemistrzynią Europy, więc Antosia podchodziła do tej walki z dużym stresem i obawą. Powiedziałam jej wtedy: „Antosia, wszystko jest w twoich rękach. To twój czas”. Obserwując tę walkę, byłam tak samo przejęta jak ona – nagrywałam wszystko telefonem, ale emocje były niesamowite. Sensei podszedł po walce i powiedział z dumą: „Wiesz, co ona zrobiła? Zakończyła walkę przed czasem!”. Antosia pokazała swoją siłę i determinację, co przyniosło jej tytuł wicemistrzyni. To była chwila, której nigdy nie zapomnę. URODZIŁAŚ Z TAKĄ SIŁĄ, CZY NAUCZYŁAŚ SIĘ JEJ POPRZEZ KARATE? Nauczyłam się. NAUCZYŁAŚ SIĘ, CZYLI NIE BYŁAŚ TAKA OD SAMEGO POCZĄTKU. MAMA POWIE, CZY TO PRAWDA, CZY NIE? (mama) To sensei trzyma ich bardzo krótko, więc to karate ją tego nauczyło. On ma pod sobą właśnie dzieciaki takie, które czegoś chcą. Jak z nim współpracują, to Darek naprawdę wyciąga z nich to, co jest najlepsze. Praca, praca i jeszcze raz praca. A CO WY JAKO RODZICE POMYŚLELIŚCIE, KIEDY ANTOSIA PIERWSZY RAZ POWIEDZIAŁA, ŻE CHCE TRENOWAĆ KARATE? NIE MIELIŚCIE ŻADNYCH OBAW? (mama) Pierwsze obawy pojawiły się dopiero wtedy, gdy Antosia rozpoczęła swoje pierwsze walki, ale od początku byliśmy pełni wiary w jej możliwości. Jej debiut miał miejsce dwa lata temu, podczas turnieju Ichiban we Wrocławiu. Pamiętam, jak czas szybko minął od tamtej chwili. Wrocław słynie z mocnej kadry zawodników, co sprawiło, że niektórzy rodzice z Nysy mówili: „Ale wy odważni, że rzuciliście Antosię na tak głęboką wodę!”. Jednak nasza decyzja przyniosła efekty – Antosia zdobyła wtedy wicemistrzostwo, drugie miejsce, po zaciętej walce z Serbką. To było wyjątkowe, bo wcześniej, na Węgrzech, zmierzyła się z Seleną Stanimirovic, wyższą i bardziej doświadczoną zawodniczką. Antosia bardzo się jej bała. We Wrocławiu jednak miała wsparcie – nasza przyjaciółka, na którą mówimy „ciocia z karate”, dodała jej otuchy słowami: „Dasz z siebie wszystko!”. To była dla niej przełomowa walka, która dała jej skrzydła i zwiększyła motywację. Strach jest naturalny, ale karate to bezpieczny sport, mimo że na pierwszy rzut

oka może się wydawać inaczej. Sędziowie czuwają nad bezpieczeństwem, a zawodnicy do czternastego roku życia są wyposażeni w kaski i ochraniacze, co eliminuje ryzyko urazów. Ten sport uczy odwagi, a motywacja płynąca z wyzwań jest nieoceniona. TA MOTYWACJA JEST PEWNIE TERAZ O WIELE WIĘKSZA ZE WZGLĘDU NA WYWALCZONE WICEMISTRZOSTWO. ANTOSIA, PRZED TOBĄ JAKIEŚ ZAWODY? 11 stycznia we Wrocławiu odbędzie się Puchar Polski. NA JAKIEJ ZASADZIE PRZYDZIELA SIĘ PRZECIWNIKÓW? Walki są przydzielane rocznikowo i wagowo. PODCZAS MISTRZOSTW EUROPY Z ILOMA ZAWODNICZKAMI WALCZYŁAŚ? Miałam jedenaście rywalek w swojej w kategorii, a walczyłam z trzema, bo to się dzieli na połówki. CZYLI INACZEJ NIŻ W INNYCH DYSCYPLINACH SPORTOWYCH, BO ZWYKLE TO CZWARTE MIEJSCE W INNYCH DYSCYPLINACH JEST OKREŚLANE MIANEM „NAJGORSZEGO DLA SPORTOWCA”, A TUTAJ NIE. (mama) Na Pucharze Europy Antosia stoczyła trzy walki, które doprowadziły ją do finału. Tam zmierzyła się z zawodniczką z Mołdawii. Walka była naprawdę widowiskowa – Tośka walczyła świetnie, a wynik rozstrzygnął się dosłownie o jeden punkt. Mołdawianka w końcówce pojedynku wręcz unikała starcia, uciekając przed Antosią. Choć ostatecznie nie udało się zdobyć złota, wicemistrzostwo Europy to ogromne osiągnięcie, z którego wszyscy jesteśmy bardzo dumni. OPOWIEDZ JAK TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO? Egzaminy, które pozwalają awansować na wyższy poziom i zdobywać kolejne pasy, to ważny element rozwoju w karate. Nie odbywają się one z naszym trenerem, lecz pod nadzorem shihana – mistrza wyższego stopnia, bardziej doświadczonego od senseja. W trakcie egzaminu trzeba zaprezentować różnorodne techniki, które shihan losowo zadaje do wykonania. Kluczowym momentem jest demonstracja kata – układu precyzyjnie określonych ruchów. Liczy się każdy szczegół, a nawet jeden błąd może oznaczać niezdanie egzaminu. To proces wymagający dużej koncentracji i przygotowania, ale jego zaliczenie daje ogromną satysfakcję. ILE TYCH PASÓW MOŻNA ZDOBYĆ? Biały, pomarańczowy, niebieski, żółty, zielony, brązowy, czarny – siedem. NA KTÓRYM POZIOMIE JESTEŚ TERAZ? Skończyłam już biały i pomarańczowy. Obecnie kończę niebieski i wchodzę na żółty. To już tylko kwestia czasu. JAKIE BYŁO TWOJE PIERWSZE ZWYCIĘSTWO? Czwarty Ogólnopolski Memoriał Masutatsu Oyamy w Dzierżoniowie. Zajęłam trzecie miejsce w kategorii dziewczęta kata. Jeszcze wtedy się nie biłam. (mama) Później dostała pierwsze powołanie na 34. Wagowe Mistrzostwa Europy w Karate Kyokushin, które odbyły się w Katowicach. Następnie po kolei

CAŁA RODZINA MUSI PODPORZĄDKOWAĆ SWOJE ŻYCIE WYJAZDOM ANTOSI. (mama) Mamy szczęście, bo tatuś jest wprawiony w bój i chce jeździć, a więc mamy taką malutką ekipę. Z początku Antośka należała do klubu nyskiego, ale dwa/trzy lata temu otworzyliśmy nasz klub Satori w Złotym Stoku. Jestem wdzięczna naszej pani burmistrz Grażynie Orczyk, która bardzo nas wspiera. Antosia ma też stypendium sportowe. Nagroda na 11 listopada też jest zawsze przyznawana, za co bardzo dziękujemy pani burmistrz, która o nas pamięta. Jako rodzice ponosimy oczywiście najwięcej kosztów, ale dla takich chwil warto. To nasze dzieci są najważniejsze i to one budują tę całość. A więc ja myślę, że to jest najfajniejsze. A jak jeszcze widzisz, że dziecku sprawia to radość, no to czego chcieć więcej? JESTEŚ TAKĄ OSOBĄ, KTÓRA LUBI NOWYCH LUDZI POZNAWAĆ? Tak. A JESTEŚ GADUŁĄ? Czasami. PODCZAS ZAWODÓW POZNAJESZ NIE TYLKO POLSKĄ MŁODZIEŻ. Ostatnio poznałam i zaprzyjaźniłam się z Seleną z Serbii. Mam ją w znajomych na Facebooku i na Messengerze. CZĘSTO PISZECIE ZE SOBĄ? ĆWICZYSZ PRZY TYM JĘZYK ANGIELSKI? (mama) Jak byliśmy we Wrocławiu, to nikt nie chciał w ogóle wyjść do Serbki, każdy się bał Seleny i Antosia też się bała. To było takie niesamowite uczucie, gdy Selena, podeszła do Antosi, złapała ją za ręce i co powiedziała, oczywiście po angielsku: „Dziękuję. Dziękuję i gratulacje”. Za to, że miała odwagę wyjść do niej, bo reszta dziewczynek nie chciała wyjść do Seleny po tym, jak widziały, że ona nokautuje. To jest takie budujące. No i przede wszystkim Antosia ma nową koleżankę, z którą spotkamy się pewnie w styczniu. PODCZAS KOLEJNEJ WALKI. Chyba, że ona wskoczy. Tutaj jest różne przyznawanie kategorii wiekowej. Antosia teraz jest w kategorii 12-13 lat, a Serbka, bo to rocznikami się liczy, zależy jakie są zawody: czy w IKO, czy w drugiej federacji, gdzie liczy się datę urodzenia od połowy roku i one czasami się po prostu mijają. I może tutaj być teraz tak, że Selena chwilowo przez, jaki okres? Pół roku? Będzie jako 14-15 latka, a później po prostu Antosia wskoczy do niej. JESTEŚ BARDZO SILNA I DOKOŃCZYŁAŚ POJEDYNEK. Raz było z kolei tak, jak walczyłam w kategorii 12-13 lat, że moją rywalkę na noszach wynieśli. Sędzia oczywiście przerwał walkę, powiedział do mnie, że mam upomnienie, żebym nie pchała, a potem jakoś źle po prostu stanęła chyba tamta przeciwniczka i tak sędzia ją pyta: czy chce dalej walczyć? Ona mówi, że nie. No i wygrałam po prostu. (mama) Pewnie zadałaś jej nieświadomie taki cios, co spowodowało, że ona krzywo stanęła. Do tej pory walki Antosi trwały minutę trzydzieści, ale teraz zwiększyło się to do dwóch minut Bo jest w starszej kategorii.

Branża ubezpieczeniowa pozwala rozwinąć kobietom skrzydła Żyjemy w czasach, w których nasze miejsce na rynku pracy w bardzo dużym stopniu zależy od nas samych. Pomijając wszelkie skrajne sytuacje, tak naprawdę to my same decydujemy o tym, czy zawodowo będziemy realizować się pracując w korporacji czy małej lokalnej firmie czy też będziemy budować biznes na własny rachunek. Każda z tych aktywności zawodowych może dawać nam mnóstwo satysfakcji i w pełni zaspakajać nasze zawodowe aspiracje i oczekiwania, jednak ja dzisiaj chcę Ci pokazać, jak może wyglądać praca na własny rachunek w branży ubezpieczeniowej. POKOCHAŁAM IDEĘ UBEZPIECZEŃ I TAK MI ZOSTAŁO DO DZISIAJ Właśnie mija mój dziesiąty rok pracy jako agent ubezpieczeniowy. Od samego początku byłam związana z jedną marką i dalej jest dokładnie tak samo i co ważne, mimo, że co jakiś czas dostaję propozycje „transferu” jest mi tak dobrze, że ani trochę nie myślę o zmianach. Ale cofnijmy się do stycznia 2015, a właściwie do wiosny 2013. Wtedy w moim życiu pojawiła się Pani Ania. Spotkałyśmy się zupełnie prywatnie. Nasza rozmowa była głównie skupiona na mojej kilkumiesięcznej córce. Ani słowa o pracy zawodowej, o zmianach, o ubezpieczeniach. Było miło i sympatycznie i tyle. Natomiast kolejnego dnia Pani Ania zadzwoniła już czysto zawodowo – widziała we mnie potencjał. Zawsze się uśmiecham jak słyszę to hasło, ale umówiłyśmy się i po kilkudziesięciu minutach rozmowy czułam, że praca, o której opowiada mi moja przyszła menedżerka jest jakby uszyta specjalnie dla

ubezpieczeniowa pozwala rozwinąć im na nowo skrzydła.

mnie. Moja sytuacja osobista nie pozwoliła mi jednak wtedy podjąć pracy na własny rachunek, jednak, gdy jesienią 2014 r. zostałam zwolniona z korporacji, pierwszym telefonem, jakim wykonałam był telefon do Pani Ani. Podjęłam rękawicę, a Pani Ania zrobiła wszystko, żebym pokochała ideę ubezpieczeń na życie i poczuła wizję rozwoju w tej branży. I tak mi zostało do dzisiaj. KOBIETY W BRANŻY UBEZPIECZENIOWEJ RADZĄ SOBIE ŚWIETNIE W swojej codziennej pracy spotykam mnóstwo agentek ubezpieczeniowych. W naszej branży kobiety radzą sobie świetnie. I to jest genialna sprawa, bo w wielu z nich można znaleźć swoje lustrzane odbicie, śledzić ich losy i inspirować się ich sukcesami. Ja osobiście mam kilka kobiet, które mnie ogromnie inspirują i są moimi mentorkami. Uwielbiam też obserwować rozwój młodych agentek, które krok po kroku realizują swoje cele i osiągają kolejne sukcesy. Inny piękny widok, to dojrzałe kobiety, które po kilkunastu latach pracy na etacie postanawiają coś zmienić w swoim życiu i to właśnie branża

PRACA DOPASOWANA DO KAŻDEJ ROLI, W KTÓREJ CHCEMY SIĘ SPEŁNIAĆ Nie ukrywam, że dzisiaj będzie dla mnie ogromną wartością to, jeżeli w Twojej głowie chociaż przez chwilę pojawi się myśl: „A może to praca dla mnie?”. Bo w branży ubezpieczeniowej naprawdę może wiele osób odnaleźć swoje miejsce. Nie mówię, że wszyscy, bo jeżeli bym tak powiedziała, to bym po prostu Cię okłamała. Sprzedaż ubezpieczeń to praca z ludźmi, to budowanie relacji, to poszukiwanie wartościowych kontaktów biznesowych, to tworzenie długoterminowych programów ubezpieczeniowych dla klientów, na podstawie tego, co wcześniej się o nich dowiemy. I jeżeli masz w sobie na to gotowość, to właśnie pojawia się przed Tobą możliwość pracy, która będzie dopasowana do każdej innej roli, którą chcesz pełnić w życiu. Chcesz być przede wszystkim mamą i mieć czas dla swoich dzieci – tak, praca w branży ubezpieczeniowej Ci na to pozwoli. Chcesz osiągać wysokie dochody i zadbać o bezpieczeństwo finansowe swojej rodziny – tak, praca w branży ubezpieczeniowej Ci na to pozwoli. Chcesz dalej pracować na etacie i szukasz uzupełnienia dochodu – tak, praca w branży ubezpieczeniowej Ci na to pozwoli. Chcesz pracować swoim rytmem i mieć więcej urlopów w ciągu roku niż to wynika z kodeksu pracy – tak, praca w branży ubezpieczeniowej Ci na to pozwoli. I mogłabym tak wymienić kilka czy nawet kilkanaście kolejnych okoliczności i do każdej z nich bez problemu będzie można dopasować pracę agentki ubezpieczeniowej.

MOŻLIWOŚĆ NIEUSTAJĄCEGO ROZWOJU O czym nie mogę zapomnieć pisząc o byciu agentem ubezpieczeniowym? Oczywiście o możliwości nieustającego rozwoju. Tak naprawdę w naszej branży przestaje rozwijać się ten, kto chce przestać. Zmieniają się produkty, zmienia się cały rynek ubezpieczeniowy, zmieniają się ludzie i to są co najmniej trzy powody do tego by stale dbać o swój rozwój, doskonalić już posiadane kompetencje i otwierać się na nowości. Firmy ubezpieczeniowe oferują mnóstwo szkoleń, warsztatów, mentoringów, na których nie tylko rozwijasz się zawodowo, ale masz również możliwość zadbania o swój rozwój osobisty. PRACA Z LUDŹMI I DLA LUDZI I na koniec coś, co dla mnie osobiście jest rzeczą najważniejszą. Będąc agentem ubezpieczeniowym codziennie pracuję nie tylko z ludźmi, ale przede wszystkim dla ludzi. Tak naprawdę sprzedaż ubezpieczenia to sprzedaż obietnicy, że w najtrudniejszych życiowych sytuacjach człowiek otrzyma wsparcie finansowe, na jakie umówił się z towarzystwem ubezpieczeniowym. I ja jestem za to odpowiedzialna. Poczułaś, że praca, o której piszę mogłaby Tobie również dać mnóstwo satysfakcji? A może jesteś w momencie, w którym szukasz dla siebie nowego miejsca na rynku pracy? Odezwij się do mnie i sprawdźmy, czy branża ubezpieczeniowa mogłaby być Twoim kolejnym wyzwaniem zawodowym.

Katarzyna Lipska  535 492 764 m katarzyna@praktycznieoubezpieczeniach.pl KOBIECYM OKIEM 25 MAGAZYN DLA KOBIET


z pasją

z pasją Samej muzyki się nie obawialiśmy, bo jest ona kultowa i każdy ją zna. Obawialiśmy się wpleść do niej fabułę, żeby nie zepsuła piosenek. Długo biłam się z myślami, natomiast, jak to z piosenkami Queen bywa, one nie wychodziły z głowy i to one zadecydowały: robimy, a co wyjdzie w trakcie, to będziemy łatać, prostować i czyścić to, co się da. W międzyczasie doszło do nas dwoje wspaniałych instruktorów i aktorów od strony teatralnej, więc teraz tworzymy jeszcze większe grono instruktorskie, jest nam łatwiej. Przy tym musicalu już to było widoczne, że jednak ta szeroka fabuła, była przystępna dla widza, musiała być skonsultowana z innymi specjalistami i wspólnie musieliśmy wypracować stanowisko, które dało taki efekt.

Sztuka powinna opierać się na emocjach O historii powstania Młodzieżowego Teatru Muzycznego, wyzwaniach, a także o odkrywaniu muzycznych talentów, z Bożeną Wilk rozmawiał Jakub Pres. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, więc od Jarmarku Świątecznego w Świerkach zacznijmy. Co na nim zaprezentowaliście? Zagraliśmy krótki program świątecznych standardów jazzowych. Oczywiście nie zabrakło polskich kolęd. Większość repertuaru w języku polskim, żeby każdy mógł sobie ponucić i wczuć się w magię świąt. Jak wiele osób wystąpiło wówczas w Świerkach? Jaki to procent Młodzieżowego Teatru Muzycznego? To było 12 osób, a więc cała grupa wokalna, a grupa wokalna stanowi połowę całości składu. Przejdźmy teraz do początków. Skąd wziął się pomysł na Młodzieżowy Teatr Muzyczny w 2012 roku? Ciężko powiedzieć. Być może moja pasja do musicalu lub chęć tamtejszej grupy, która miała ambicje i chęci do pracy. Być może to wszystko dało nam taką iskrę do tworzenia czegoś, co jest dla nas teraz jak drugi domę. Sztuka powinna opierać się na emocjach i tak chyba było z tym początkiem. Zaczęliśmy dawać ludziom radość, ale także i my poczuliśmy, że to jest dla nas forma, najpierw zabawy, a później już, po trochę i terapii i szukania własnej tożsamości. Praca ze sztuką to praca na emocjach, a z tym się spotykamy każdego dnia. Każdy z nas przepracowuje swoje emocje, czy to przygotowując się do roli, czy przygotowując spektakl, czy scenariusz. Sztuka to forma ekspresji, to sposób

w jaki artyści przekazują swoje myśli, uczucia i doświadczenia. Ale sztuka to także dialog, szeroko rozumiany. To była zorganizowana grupa działająca już pod jakąś egidą, która potrzebowała popchnięcia do przodu? Moja praca artystyczna rozpoczęła się wiele lat temu od prowadzenia zajęć wokalnych i instrumentalnych. Wtedy zaczynaliśmy od nauki śpiewu, gry na instrumentach i z tych ludzi, pasjonatów, powstała grupa. Najpierw zespół wokalny, z którym sięgaliśmy po coraz ambitniejsze dzieła, a z chwilą powstania pierwszego musicalu stwierdziliśmy, że to jest to, czym chcemy się zajmować, tak długo, jak długo będziemy mieli możliwość. Oczywiście członkowie grupy zmieniali się - standardowe koleje życia, ale tak jak każda grupa potrzebowaliśmy swojego miejsca, które ktoś nam pozwoli sobie wymościć i będzie naszym liderem, prowadzącym od strony organizacyjnej. I tak czujemy się właśnie zaopiekowani w Centrum Kultury Gminy Nowa Ruda w Ludwikowicach Kł. Nasza dyrektor artystyczna: Gabriela Buczek-Rogińska rozumie teatr, rozumie sztukę i wspiera nas organizacyjnie, finansowo i mentalnie. Rozumie potrzeby i je realizuje. Dlatego ten teatr to nasz drugi dom. Czy ktoś w obecnym składzie MTM jest z Wami od początku działalności? Mamy tancerki i wokalistki, które są z nami od samego początku i dlatego teraz można powiedzieć, że nie jest to już tylko młodzieżowy teatr muzyczny, bo

większość grupy stanowią osoby dorosłe. Oczywiście staramy się rozwijać talenty najmłodszych, stąd już drugi sezon mamy piątkę maluszków, które pod naszym okiem i przypatrując się starszakom, wdrażają się w tę sztukę. Mogę śmiało powiedzieć, że już czują ten klimat. Czy są osoby, które zaczynały tutaj w MTM, a wypłynęły na szersze wody? Oczywiście, że tak. Przez te 12 lat pracy mamy osoby, które ukończyły szkoły aktorskie, w dalszym ciągu występują w teatrach w różnych częściach Polski, są tancerzami, skończyły także szkoły choreograficzne i same prowadzą swoje zespoły w Polsce oraz tworzą choreografię do innych spektakli. Z ostatnich naszych wychowanków - Szymona Majkrzaka możemy obecnie spotkać na spektaklach na dużej scenie właśnie w Capitolu. To jest chyba najważniejsze przekazujemy tę pasję, która nie kończy się tylko na murach naszego teatru, tylko wraz z emocjami popycha do bardziej wytężonej pracy i pogoni za marzeniami. Jakieś jeszcze osoby Pani wymieni? Martyna Witowska, Szymon Obolewicz Są to osoby, które z marszu przychodzą mi na myśl. Możliwe, że niedawno odkryliście kolejny wielki talent, bo pod koniec października ogłosiliście nabór do swojej grupy tanecznej. W tym momencie mamy silną grupę wokalistów i chcemy skupić się na ich rozwoju, dlatego nabór był tylko do grupy tanecznej. Z tancerzami jest troszkę inna kwestia, ponieważ im jest ich więcej, tym lepiej. Natomiast oczywiście oczekujemy już pewnego poziomu. To, co wypracowaliśmy dotychczas, staramy się utrzymać i zawsze robić choć pół kroku dalej. Jeżeli nam się uda, to jest super, dlatego w ostatnim naborze wybraliśmy tylko trzy osoby. Były tylko trzy miejsca, czy tylko trzy osoby przeszły selekcję? Tylko trzy osoby przeszły selekcję. Nie jest to poziom wygórowany, nie opieraliśmy się na niezrealizowanych marzeniach i wygórowanych ambicjach, natomiast tancerze, którzy do nas przychodzą, muszą czuć pasję i taniec w ciele

26 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

Kim są Ci instruktorzy? To Karolina Jefmańska i Krzysiek Woźniak. Obydwoje przyjezdni, ale już można powiedzieć, że nasi - na stałe zostają z nami. Współpraca w tym gronie zostanie na kolejny sezon.

i przede wszystkim chcieć. Nie każdy, tym bardziej w dobie internetu i programów muzycznych oraz artystycznych, ma tę iskrę, która będzie widoczna na scenie i którą my możemy wykorzystać. My staramy się ją wyłapać i zrobić tyle, ile się da.

Wplecenie fabuły w cały musical było najtrudniejsze, czy coś stanowiło większe wyzwanie? Cały musical był wyzwaniem od początku do samego końca. Wyzwanie wytworzenia dwóch światów tak naprawdę - świata buntu, czyli bohemy, która w dalszym ciągu walczy o tradycję, o muzykę, swobodę przekonań, własną tożsamość i wyzwolenie tego w ciele młodych ludzi. To jest pokolenie, które muzykę Queen zna poprzez swoich rodziców lub dziadków. To nie jest pokolenie, które wychowało się na tej muzyce i pobudzenie takiego rockowego buntu okazało się najtrudniejsze. Drugą przestrzenią w musicalu było pokolenie współczesne, czyli dzieci Gaga, które są mocno zmanipulowane przez system, mocno skoncentrowane na sobie i na swoich, tak naprawdę, schematycznych działaniach. To jednak nie stanowiło takiego wyzwania, jak ogranie buntu, własnej tożsamości i indywidualizmu.

Iskrę za to było widać u Marka Lisowskiego podczas musicalu Epoka Rocka, który koncentrował się na utworach zespołu Queen. Kiedy pojawił się pomysł na scenariusz i dlaczego wzięliście pod lupę akurat utwory zespołu Queen? To jest bardzo dobre pytanie. Zawsze, kiedy rozpoczynamy nowy sezon i szukamy tematu na nowy musical, to musi być ten klik. Musi coś się skleić, żebyśmy z chęcią i z entuzjazmem mogli się zabrać do tematu. Tym razem poszukiwaliśmy czegoś, co będzie ciekawe muzycznie w odbiorze dla widza i tak trafiliśmy na Broadway’owski spektakl z muzyką zespołu Queen. W pierwszym odczuciu jednak wydał nam się bardzo prosty, wręcz kiczowaty, nie do końca aż tak ukierunkowany w przekazie dla widza takiego małego teatru. Baliśmy się więc, że jest to nie do ogrania przez młodzież.

Wyzwaniem z pewnością było przełożenie utworów Queen na język polski. Który utwór stanowił największy problem? Pomijamy Bohemian Rhapsody, bo ta ballada nie została w ogóle przełożona. Od razu wytłumaczę tę kwestię - uznaliśmy, że finałowe Bohemian Rhapsody jest zbyt ikoniczne, aby przełożyć je na nasz język. To już byłaby profanacja, żeby tutaj podkładać polski tekst, ponieważ każdy ma swoje odczucia i nawet w pierwowzorze nie jest do końca jasne, co stanowiło natchnienie dla tworzenia tej piosenki, więc nie chcieliśmy wykreować swojego wizerunku. Natomiast każdy pozostały utwór był wyzwaniem. Każdy ma bardzo głębokie przesłanie i pomimo, że powstawały wiele lat temu, biorąc się za tłumaczenie zdawaliśmy sobie sprawę, że są one bardzo aktualne nawet teraz i każde tło - czy polityczne, czy ideologiczne - to wszystko

Sztuka to forma ekspresji, to sposób w jaki artyści przekazują przecież swoje myśli, uczucia i doświadczenia. Ale sztuka to także dialog, szeroko rozumiany

jest jak najbardziej aktualne. Każde słowo miało podwójny kontekst w tych czasach, ale jak mam wybrać jedną piosenkę, to było to Innuendo, czyli wstęp. Jest tak bogaty w symbolikę, że nie mogliśmy niczego pominąć. Cały spektakl trwał ok. 2,5 godziny. Jak długo trwały próby w takim razie? Wykonanie całego spektaklu na pewno wymagało bardzo dużej liczby prób. Dokładnie. Ciężko sobie to wyobrazić, ponieważ ludzie, którzy u nas są, to nie zawodowi aktorzy. To są ludzie, którzy na co dzień pracują zawodowo, to jest młodzież, która się uczy, są osoby, które dojeżdżają z różnych części gminy Nowa Ruda, więc muszą zorganizować swój czas i to jest najpiękniejsze. Oni potrafią to zrobić kosztem życia prywatnego i po pracy lub szkole stawiać nas na pierwszym miejscu. Próby trwały około pół roku. Pierwsze zawsze są próby wokalne i tzw. próby czytane. Wtedy jeszcze scenariusz się zmienia i adaptuje. W trakcie tych prób dochodzą próby choreograficzne. Osobno pracuje grupa taneczna, osobno grupa wokalna i aktorska. Dopiero około dwa miesiące przed premierą łączymy wszystko i tworzymy jedną całość. Ostatni tydzień z kolei to są próby nawet 12-godzinne. Macie już zaplanowane występy na nowy rok? 1 lutego zagramy Epokę Rocka w Kłodzku, natomiast u nas bardzo dużo się dzieje, bo kolejny rok będzie dla nas bardzo przełomowy. Zaczyna się dla nas i dla teatru nowy rozdział i to zarówno

To jest chyba najważniejsze przekazujemy tę pasję, która nie kończy się tylko na murach naszego teatru, tylko wraz z emocjami popycha do bardziej wytężonej pracy i pogoni za marzeniami od strony metamorfozy sali, metamorfozy pomieszczeń i miejsca, przestrzeni, w której pracujemy, jak i spraw organizacyjnych związanych z teatrem. Wiele nie mogę zdradzić, bo jest to do stycznia niespodzianka. Mogę za to zdradzić, że 19 stycznia odbędzie się wielka gala otwarcia sezonu, na której zostaną zdradzone szczegóły pracy na przyszły sezon: co, kogo, gdzie, kiedy i z jakimi tytułami wystąpimy. Były oferty z innych części Polski? Każdy wyjazd takiego spektaklu, nie będący na naszej macierzystej scenie, wiąże się z ogromnymi kosztami. Tu nawet nie chodzi o samo przewiezienie scenografii i aktorów. Głównym kosztem jest oświetlenie i nagłośnienie. To są sprawy techniczne, bez których ciężko wystąpić, ponieważ to jest teatr muzyczny, który generuje swoje efekty i potrzebuje pewnych zasobów, żeby wszystko miało spójność. Ze względu na to, że spektakl odbędzie się w Kłodzku, tereny naszego powiatu już zostawimy, bo kto ma zobaczyć spektakl, to już zobaczy. Natomiast rozmowy trwają w drugą stronę - celujemy w Wałbrzych i powiat wałbrzyski. Występowaliście już za granicą, konkretnie w Czechach w 2012 roku z Retro Club. Jak z perspektywy czasu Pani wspomina ten musical? Retro Club... Wtedy naprawdę traktowaliśmy to wyłącznie jako zabawę i ta zabawa prowadziła nas z każdym sezonem. Retro Club był mocno taneczny, z piosenkami komercyjnymi, więc było to fajne odczucie dla widza, bardzo ciekawe w odbiorze. Mniej teatru, więcej tańca, więcej śpiewu. A z każdym sezonem szliśmy już coraz bardziej w wyrównanie fabuły z muzyką,

albo, tak jak tutaj, bardzo dużą ilością fabuły i ról aktorskich, którą uzupełnia muzyka. Każdy sezon to oddzielna sztuka, czy przez dwa-trzy lata gracie tę samą sztukę i dopiero po tym czasie wprowadzony jest nowy scenariusz na nowy spektakl? U nas co sezon jest nowa sztuka, aczkolwiek w poprzednim sezonie mieliśmy taką sytuację z musicalem Hokus Pokus, który był jeszcze grany w ościennym ośrodku. Zatem już podczas przygotowań do nowego spektaklu, zahaczyliśmy jeszcze o poprzedni. Tak samo będzie teraz z Epoką Rocka, już od stycznia ruszamy z przygotowaniami do nowego musicalu. Pomińmy na chwilę Hokus Pokus i Epokę Rocka, bo to są spektakle najświeższe. Którą sztukę Pani najlepiej wspomina na przestrzeni jedenastu lat - od 2012 do 2022? Jeżeli ja mogłabym wybrać dwie, to jedną z nich byłaby Epoka Rocka, bo uważam ją za przełomową z tego względu, co wydarzy się w nowym roku. Jest to dla nas spektakl wyjątkowy pod każdym względem. Natomiast teraz będę sztampowa i najpierw powiem, że wszystkie były wyjątkowe, ale jeden ze szczególną uwagą pozostaje w pamięci i to był Upiór w Operze. Magia miejsca, czyli Pałacu Bożków i to, co się tam wydarzyło: efekty, kultowa i tak klasyczna fabuła, muzyka Webera - to jest to, co nie marzyło nam się, że jest wykonalne, a jednak się udało i to tak naprawdę jest to, co pokazało, że wszystko, co sobie wymarzymy, jesteśmy w stanie zrealizować. Tylko musimy się odpowiednio do tego zabrać. Pozostańmy w sferze przeszłości, tylko przenieśmy się do okresu covidowego. Jak wtedy funkcjonował teatr muzyczny? Tak jak wszystko - zdalnie. Wtedy pamiętam, że byliśmy świeżo po naborze i to była dosyć duża grupa. Mieliśmy robić musical Hair w całości. Osiem lat temu w artykule o musicalu Piano Bar opisano słowo sukces, dopasowując do każdej litery inne określenie. S-sympatyczna praca, U-utalentowani ludzie, K-kolosalna pasja, C-cudowna publiczność, E-emocje, S-show. Zmieniłaby Pani coś tej definicji sukcesu? Piano Bar... To było show. To jest chyba najlepsze określenie, ponieważ to był musical, który poruszał się w latach dwudziestych-trzydziestych poprzedniego wieku - czasach jakże obcych dla młodzieży. To jest strasznie dziwna bajka, bo włożenie młodzieży nawet w Epokę Rocka jest łatwiejsze, niż włożenie młodzieży w lata dwudzieste-trzydzieste. Oni jednak poczuli, że to jest zabawa. To jest pokazanie, że stworzą jakąś formę takiego klubu, w którym przedstawione jest show. I oni ten temat tak ugryźli, a same piosenki i taniec zrobiły resztę. Natomiast sukces... Dla nas każdy musical jest sukcesem. KOBIECYM OKIEM 27 MAGAZYN DLA KOBIET


rozmaitości

świątecznie

Przeżyj chwile relaksu i ukojenia przed świętami Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy i magiczny czas, którego z reguły wyczekujemy zdecydowanie wcześniej. W grudniu zazwyczaj pochłania nas szaleństwo zakupów oraz przedświąteczne przygotowania - obowiązkowe sprzątanie i gotowanie, przez co przed świętami stajemy się przemęczeni i tracimy radość z nadchodzących wolnych dni. Czy można temu zaradzić? Czy istnieje sposób na szybką regenerację przed świętami? Marzysz o tym, aby złapać oddech przez świątecznymi przygotowaniami? Zajrzyj do świata Rytuału Piękna Moniki Zięby, w którym Twoje ciało

poczuje przyjemne ukojenie. Jednym ze sposobów na przemęczenie jest relaksacyjny masaż. Jego regeneracyjne działanie okaże się zbawiennie nie tylko dla ciała, ale także dla psychiki. - Staram się, aby każdy masaż był wyjątkowy, dobrany do ciała i duszy. Dbam o to, aby podarować klientce moją dobrą energię, relaks, czas, spokój, odprężenie, dotyk, przyjemność oraz zadowolenie z efektu wykonywanej usługi. Uśmiech na twarzy moich klientek jest najważniejszy - mówi Monika Zięba z gabinetu Rytuał Piękna.

Facebook-square Rytuał Piękna- Monika Zięba INSTAGRAM Rytuał Piękna- Monika Zięba O 669 027 934

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć Państwu najserdeczniejsze życzenia wyjątkowego czasu wytchnienia, refleksji oraz niezapomnianych spotkań w gronie najbliższych. Życzę, aby nadchodzący Nowy Rok obfitował w sukcesy, zdrowie i spełnienie wszystkich marzeń. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku! Anna Szot Agentka ubezpieczeniowa związana z branżą od ponad 10 lat

 731 540 929

INSTAGRAM ubezpieczeniawspodnicy

Świąteczna magia z moimi produktami! Rozświetl święta sojowymi świecami. Wyjątkowe świece sojowe to nie tylko piękny dodatek do wnętrz, ale także ekologiczny sposób na stworzenie ciepłej, świątecznej atmosfery. Wykonane z naturalnego wosku sojowego, palą się dłużej i są bezpieczne dla zdrowia. Delikatne aromaty, takie jak: cynamon, pomarańcza czy wanilia, otulą Twój dom zapachem świąt. Każda świeca to małe dzieło sztuki – idealny prezent pod choinkę!

Flowerboxy z kwiatów mydlanych – piękno, które nie więdnie Kwiaty mydlane to niezwykły pomysł na dekorację lub prezent, który zachwyca nie tylko wyglądem, ale i zapachem. Wykonane z precyzją, flowerboxy cieszą oko przez wiele tygodni, wprowadzając do wnętrz elegancję i świąteczny nastrój. To praktyczne i wyjątkowe rozwiązanie dla tych, którzy cenią piękno i trwałość. Zrób krok w stronę świątecznej magii – zaproś naturę i wyjątkowe produkty do swojego domu!

Sklep artystyczno-rękodzielniczy G Różana pracownia świece sojowe ✆ 530 832 485 Z okazji Świąt Bożego Narodzenia mnóstwo radości, uśmiechu i magicznych chwil spędzonych w gronie najbliższych. Niech Wasze domy wypełnią się śmiechem, zapachem choinki i blaskiem świątecznych światełek. Oby te Święta przyniosły Wam odpoczynek, chwilę wytchnienia od codziennych trosk i mnóstwo pozytywnej energii na Nowy Rok. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku! życzy Paweł Taraszczuk

INSTAGRAM LIVE PARTY ŻYJ IMPREZĄ facebook LIVE PARTY-ŻYJ IMPREZĄ  726 521 298 28 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

% DJ % KONFERANSJER - WODZIREJ % ANIMATOR % FOTOBUDKA KOBIECYM OKIEM 29 MAGAZYN DLA KOBIET


reklama

święta

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia mnóstwo radości, uśmiechu i magicznych chwil spędzonych w gronie najbliższych. Niech Wasze domy wypełnią się śmiechem, zapachem choinki i blaskiem świątecznych światełek. Oby te Święta przyniosły Wam odpoczynek, chwilę wytchnienia od codziennych trosk i mnóstwo pozytywnej energii na Nowy Rok. ul. Letnia 20, Kłodzko tel. 884 994 750 ul. Nad Potokiem 22 A Kudowa-Zdrój

Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku! Życzy Optyk na Letniej

ul. Mickiewicza 17 Bystrzyca Kłodzka ✆ 667 310 602 Facebook-square Studio Szczepański 30 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET

KOBIECYM OKIEM 31 MAGAZYN DLA KOBIET


rozmaitości

32 KOBIECYM OKIEM MAGAZYN DLA KOBIET


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Magazyn Kobiecym Okiem - zima 2024 by Zuzia Wolska - Issuu