Skip to main content

Magazyn Kobiecym Okiem - zima 2023

Page 1

GAZETA INSPIRUJĄCA KOBIETY MAGAZYN

2023 zima

Martyna Witowska: TEATR JEST MAGICZNYM MIEJSCEM s. 8-9

Optyk na Letniej: MIEJSCE, W KTÓRYM ZNAJDZIESZ ODPOWIEDŹ NA KAŻDE PYTANIE DOTYCZĄCE TWOJEGO WZROKU s. 3

Ela Rojek: MUZYKA DAJE MI WEWNĘTRZNY SPOKÓJ I POGODĘ DUCHA s. 4-5

Paweł Gołębiowski MOJA MIŁOŚĆ DO SZTUKI NIE MIJA s. 17

Ewa Bodzan: KSIĘGOWA NIGDY SIĘ NIE NUDZI s. 6

s. 14-16 1

NAJLEPIEJ GOTUJĄCA RODZINA W POLSCE:

Każdy z nas jest puzzlem


na początek Grudzień… Miesiąc pachnący piernikami, zimową herbatą i choinką. Czas przedświątecznej krzątaniny, przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. To jednak przede wszystkim czas, kiedy w naszych sercach rodzą się przemyślenia, nadzieje, kiedy jesteśmy w stanie podać dłoń na zgodę, uśmiechnąć się do obcej osoby na ulicy, zadzwonić do kogoś, z kim od dawna nie mieliśmy kontaktu, odwiedzić dawno niewidzianego członka rodziny. A co w Kobiecym Okiem? Także odwiedziny i to liczne. Zawitaliśmy do rodziny, która nie tylko zasłynęła jako najlepiej gotująca rodzina w Polsce, to przede wszystkim ludzie, od których radość

bije na kilometr i my za Ich pośrednictwem postanowiliśmy podzielić się z Wami tą radością. To także odwiedziny w teatrze, gdzie aktorka Martyna Witowska pochodząca z Nowej Rudy pokazuje, jak ważna jest w życiu determinacja i pasja. To wydanie jest także o muzyce… O tym, jak cudownie potrafi koić, dawać wytchnienie i spełnienie. I takiego właśnie wytchnienia życzymy Wam na te święta. Spędźcie je w gronie tych, których kochacie. A Nowy Rok niech Wam przyniesie spokój i radość na każdy dzień.

Karolina Golak

Redaktor naczelna magazynu „Kobiecym Okiem”

foto: Joanna Rybnicka

KOBIECYM OKIEM

REKLAMA

Paulina Nowak: 731 000 112

NR 21 zima

REDAKTOR NACZELNA

Karolina Golak | 502 324 540

2

Współpracownicy: Karolina Marcińczyk

SKŁAD

newPro Anna Szwec

KOREKTA

Karolina Golak

WYDAWCA

Grupa Medialna Intergol ul. Podjazdowa 12/1, 57-400 Nowa Ruda


pasja i profesjonalizm

Optyk na Letniej - z wiedzą i doświadczeniem Optyk na Letniej to lokalna firma, która powstała w 2012 roku i od tego czasu dba o wzrok mieszkańców Kotliny Kłodzkiej i nie tylko. Zespół tworzą doświadczeni doradcy, optycy i optometryści. Co wyróżnia ten salon optyczny i dlaczego warto wybrać to miejsce? Rozmawiamy z Joanną Bilińską-Hecht i Karoliną Olczak.

Zacznijmy od początku. Wspólnie stworzyły Panie salon Optyk na Letniej. Jedna z Pań jest optykiem z 25-letnim doświadczeniem, a druga jest optometrystką i stylistką okularową. Opowiedzcie proszę więcej o swojej branży. Zawód optometrysty jest już obecnie rozpoznawalny. Jeszcze 4 lata temu musieliśmy tłumaczyć czym się różni optometrysta od okulisty, teraz klienci nie zadają już takich pytań. Wiedzą, że optometrysta pomaga dobierać pomoce wzrokowe, czyli okulary i soczewki kontaktowe. Z kolei optyk jest zawodem rzemieślniczym z tradycjami, od zawsze bardzo ceniony. I tak jak w każdym zawodzie, można wyuczyć się tego wszystkiego, ale głębokich podstaw pracownik się nie nauczy, jeśli nie będzie posiadał wykształcenia. Teraz jednak jest niewiele szkół optycznych, typowo rzemieślniczych, czeladniczych. Cała branża nad tym ubolewa. A musimy podkreślić, że optyka nie jest prostą dziedziną. To dziedzina fizyki.

z nich także korzystamy. Dostawcy soczewek kontaktowych również oferują nam takie szkolenia. Czy mają Panie w swojej ofercie także okulary dla dzieci? Mamy w swojej ofercie okulary dla dzieci. Okulary dziecięce to trudne zagadnienie, dzieci są bardzo wymagającymi pacjentami. Jeśli dziecko będzie miało niewygodne oprawki, to będzie cały czas zdejmowało okulary. W jaki sposób rodzice mogą dostrzec, że ze wzrokiem ich dzieci dzieje się coś niepokojącego? Dzieci często nie widzą, co jest napisane na tablicy. Piszą niewyraźnie, gubią litery, ich notatki w zeszycie są nieczytelne. Takie pismo może wynikać nie z tego, że dziecko się nie stara, tylko z tego że nie widzi, co pisze. Drugą rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest postawa dziecka. Dzieci, które mają problemy ze wzrokiem, często patrzą pod kątem, przechylają nienaturalnie głowę. Taka postawa powinna zaniepokoić rodzica.

Co Panie wyróżnia, dlaczego warto wybrać salon Optyk na Letniej? Wyróżnia nas przede wszystkim doświadczenie: 15-25 lat w branży. Obie jesteśmy wykształcone w swoim zawodzie. Poza tym, co ważne, nasz salon ma dostęp do wszystkich części zamiennych. To nie jest tak, że jeśli ktoś kupi okulary i zepsują mu się po okresie gwarancji, to zawsze otrzyma nowe. Czasem trzeba okulary po prostu naprawić. Dzięki temu, że mamy dobrych dostawców, możemy daną część zamienną sprowadzić i naprawić okulary. Kochamy tę pracę i nam się po prostu chce to robić. Mamy także wsparcie męża jednej z nas, Łukasza, który słynie w Kłodzku z naprawy okularów, jest prawdziwą złotą rączką. Jesteśmy firmą lokalną, pochodzimy z Ziemi Kłodzkiej i znamy ten rynek. Chcemy aktywnie działać właśnie tutaj. Możemy pochwalić się także tym, że jako nieliczni posiadamy certyfikat do sprzedaży soczewek do spowalniania postępu krótkowzroczności, która jest obecnie plagą. Takie soczewki to jest nowość. Badania nad nimi trwają od 6 lat. Wielu okulistów poleca to rozwiązanie, my także. Czy Pacjenci, którzy zdecydują się na wybór Pań salonu optycznego, mogą liczyć na duży wybór okularów? Mamy bardzo duży wybór okularów. W ofercie posiadamy marki modowe, takie jak: Guess, Tommy Hilfiger, Michael Kors, a także marki premium, jak Prada i Versace oraz znane polskie marki. Jesteśmy na bieżąco z nowym kolekcjami, jeździmy na targi, na pokazy. Bierzemy zawsze aktualną kolekcję, modele „must have”, ale dostępne są u nas także klasyki. Mamy też ambicję, aby wypromować nowe marki, z mało znanym logo, ale bardzo dobrej jakości. Teraz mamy nową markę z podwójnego tytanu, jeden sprowadzany jest z Japonii, drugi z Włoch. Te okulary praktycznie nic nie ważą, nie czuje się ich na nosie. Są to okulary dedykowane osobom, które zwracają uwagę na jakość, a nie na logo. Dla nas najważniejsze jest jednak to, jak te okulary będą współgrały z wadą, ponieważ to nie zawsze idzie w parze. Często okazuje się, że pacjent wybrał dobrą markę, ale okulary nie są odpowiednio dopasowane i wyglądają źle na twarzy. Jesteśmy przede wszystkim od tego, aby dobrać oprawki i doradzić. Jeśli ta konkretna oprawka będzie wyglądała źle, my jej nie rekomendujemy i jej nie sprzedamy. Jednak ważniejsza jest funkcja korygująca tego produktu. Zawsze znajdzie się złoty środek. W naszej branży ciągle coś się zmienia. Korzystamy z wielu szkoleń, również online. Wiele firm, od których kupujemy oprawki, ma szkolenia dla sprzedawców i

Otrzymujecie Panie informację zwrotną od swoich Pacjentów, czy są zadowoleni z Państwa obsługi? Cieszą nas bardzo opinie, które do nas cały czas trafiają. Klienci przychodzą, mówią i dziękują, a także nas polecają. Wiedzą, że mogą liczyć na naszą profesjonalną pomoc. Doradzamy, podpowiadamy, nawet jeśli pacjent przychodzi z receptą, też jest obsługiwany od początku do końca. Może także sprawdzić swój wzrok w naszym salonie. Naszym priorytetem jest komfort i jakość widzenia naszych pacjentów. Zależy nam, aby pacjent, który trafi do nas, miał poczucie, że jest w dobrych rękach. Dlatego w naszym salonie pracuje wykwalifikowany personel z wieloletnim doświadczeniem. Gwarantujemy fachową pomoc i obsługę w miłej atmosferze. Najbardziej cieszy nas, gdy pacjenci do nas wracają lub gdy przyprowadzają swoich bliskich. Czy w dzisiejszych czasach wrasta liczba osób, które mają problemy ze wzrokiem? Jest postęp, szczególnie u dzieci i młodzieży. Coraz więcej jest krótkowzroczności. Wzrasta także świadomość ludzi. Rodzicom często trudno jest zauważyć, że dziecko nie widzi dobrze. Dopiero kiedy w szkole jest przesiewowe badanie wzroku, to wtedy to wychodzi. Ważne jest, aby się kontrolować. My cały czas prowadzimy bezpłatne badanie wzroku. Wystarczy zadzwonić, zarejestrować się przez formularz z naszej strony lub wejść do naszego gabinetu. Badanie nie jest zobowiązujące do zakupu okularów. Niestety pokutuje jeszcze taki mit, że „jak założę okulary to moje oko się rozleniwi”, ale to jest nieprawda. Oko potrzebuje korekcji i trzeba mu ją dać.

Kłodzko ul. Letnia 20 tel.: 884 994 750 optyknaletniejklodzko.pl

Czy w najbliższym czasie będziecie Panie wprowadzały do swojego salonu jakieś nowości, ważne dla pacjentów? W najbliższym czasie podpiszemy z Narodowym Funduszem Zdrowia umowę na refundację recept, to długotrwały proces, ale finał jest już blisko. Dzięki tej umowie NFZ zwróci naszym pacjentom część kosztów poniesionych za okulary. Dziękuję za rozmowę.

3


rozmowa

Muzyka daje mi wewnętrzny spokój i pogodę ducha

fot. Agata Felczak

Z Elą Rojek – wokalistką zespołu Póki Co o muzycznych korzeniach, wrażliwości na brzmienia, a także o marzeniach i odwadze rozmawiała Karolina Golak. Z darem w głosie trzeba się urodzić, ale żeby później pójść tą muzyczną ścieżką, to trzeba to także kochać i czuć. Jak to było u Ciebie? Mam muzyczne korzenie. Cała moja rodzina jest bardzo muzykalna. Już od najmłodszych lat lubiłam sobie grać (na czymkolwiek, co wydawało dźwięki), śpiewać, stukać na bębenku. Ale takiego pierwszego bakcyla złapałam w szkole podstawowej w Srebrnej Górze. Kiedy byłam w piątej klasie podstawówki, pojawił się nauczyciel muzyki, Artur Wójcik, który w tamtym czasie współpracował z zespołem Sierra Manta (legendarna już dzisiaj grupa z Ząbkowic Śląskich, grająca muzykę andyjską). To właśnie on zebrał naście zdolnych dzieciaków ze srebrnogórskiej podstawówki, nagrał nam kasety z muzyką bałkańską, pełną nieparzystych rytmów, wielogłosów (o których wówczas pojęcia większość z nas nie miała - do szkoły muzycznej dojeżdżać było niezłym wyzwaniem) i powiedział: słuchajcie, będziemy to śpiewać i grać. I do dzisiaj nie wiem, 4

czy ktoś w to tak naprawdę wierzył. Było nas początkowo 15 osób. Nazwaliśmy się „Ajde Jano”. Próby odbywały się w szkole – po lekcjach. Nasze kochane mamy uszyły nam stroje i… zaczęła się trwająca kilka pięknych lat przygoda z muzyką folkową. Poza lokalnymi imprezami (Folk Fiesta na ząbkowickim zamku, czy koncerty kameralne w Twierdzy Srebrna Góra), odwiedziliśmy m.in. Mikołajki Folkowe w Lublinie, Radom, Olecko. Zdolnymi dziećmi ze Srebrnej Góry zainteresowała się nawet telewizja polska i nakręcono z nami odcinek programu „Ene-Due”, mieliśmy także swoje wejście w Rowerze Błażeja – ech…rozmarzyłam się, piękne wspomnienia! Tak, to stanowczo Artur rozkochał mnie w muzyce, szczególnie ludowej - bałkańskiej, andyjskiej, śpiewie białym. Jemu zawdzięczam bardzo dużą część mojej otwartości na muzykę, na brzmienia. Wybrałaś jednak zupełnie inną ścieżkę zawodową, niż muzyka. Tak. Z jednej strony, z praktycznego punktu widzenia, z drugiej, bo też to

lubię. Bardzo lubię uczyć. Nawiązywać relacje, brać udział w procesie, szukać rozwiązań, radzić sobie z przeciwnościami, niejednokrotnie widzieć pozytywne efekty swojej pracy (czasem po latach) - sprawia mi to ogromną frajdę. Mój wybór szkoły średniej padł na III LO w Świdnicy, profil „ogólny rozwijający zainteresowania muzyczne”. W szkole funkcjonował chór, który regularnie koncertował w Polsce i za granicą, uczyłam się grać na pianinie, gitarze; w mieście prężnie działał dom kultury i wraz z koleżankami z internatu (w tym miejscu serdeczne pozdrowienia dla Marudy i Emki) uczęszczałyśmy kilka razy w tygodniu na zajęcia i zawiązało się nasze pierwsze trio wokalne „Cantus”, gdzie śpiewałyśmy m.in. „Chcę być Kopciuszkiem” z musicalu „Metro” –to co się wtedy działo było absolutnym spełnieniem moich marzeń. W ten sposób udało się połączyć przyjemne z pożytecznym. Uczyłam się przedmiotów ogólnokształcących, a jednocześnie realizowałam artystyczne pasje. Po liceum wybrałam Nauczycielskie Kolegium

Języków Obcych we Wrocławiu i już podczas pierwszych praktyk zawodowych wiedziałam, że pójdę w tę stronę. Śpiewająca nauczycielka angielskiego? Czemu nie. Muzyka od zawsze pozostaje w sferze pasji. Może nie jest celem samym w sobie a pięknie koloruje codzienność. Takim uzupełnieniem tego życia, prawda? Tak - odskocznią. Na dzień dzisiejszy to jest świetny sposób odreagowania wszelkiego. Muzyka: rytm, melodia, wibracja odczuwana w ciele pozytywnie wpływają na zdrowie fizyczne i psychiczne, pomagają uwolnić emocje, pozbyć się napięć. Uwielbiam sport i uwielbiam muzykę. I to są chyba dwie rzeczy na dzień dzisiejszy, które pochłaniają mnie w czasie wolnym. Co daje Ci muzyka. Za co tak bardzo ją kochasz? Jak już wspomniałam daje mi spokój wewnętrzny, pogodę ducha, poczucie satysfakcji. Bo jednak my gra-


rozmowa my muzykę, która nie jest szeroko popularna. A jednak – tworzymy, gramy, pracujemy nad materiałem na trzecią płytę. Mamy swoje grono odbiorców. Wrażliwych ludzi, którzy cenią dobrą muzykę i słowo. Lubimy się. Niezależnie od ilości osób, które przyjdą na nasz koncert, dla nas jest ogromną frajdą każde muzyczne spotkanie, współprzebywanie, współodczuwanie. Kontakt z ludźmi, bliskość, nawiązywanie relacji. Jestem wrażliwcem, szybko się wzruszam. Więc myślę, że muzyka, a w szczególności jej wykonywanie na żywo daje mi dużo emocji, dobrych emocji. To jest ta pozytywna wibracja, która gra w ciele jeszcze długo, długo później. O czym są piosenki, które jako zespół Póki Co tworzycie? O…MIŁOŚCI i różnych jej odcieniach, o życiu, przemijaniu, relacjach. Słowa, które śpiewam zostały napisane przez naszych zaprzyjaźnionych autorów: Aleksandra Bacińska, Włodzimierz Brzeziński, Jarosław Augiewicz, Izabela Budzyńska, Marek Hałas, Piotr Barański. W swoje aranżacje muzyczne ubieramy także wiersze znanych poetów i poetek jak m.in. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Edward Stachura, Bolesław Leśmian, Tadeusz Różewicz. Jest jedna zasada – muszę dane słowa poczuć jak własne. Móc coś nimi przekazać. Czy one są o metaforycznej „Wiedźmie” (sł. Katarzyna Mikołajczyk, muz. Michał Łangowski), która tańcząc boso wokół ogniska czuje się wolna, beztroska, szczęśliwa i wróciwszy do swojego codziennego życia, wspomina, że przeżyła coś co długo nie da o sobie zapomnieć...Czy też śpiewam słowami Oli Bacińskiej, że „poznałam Cię za późno…” albo za Włodkiem Brzezińskim ironizuję o „dębowym stoliku” i sytuacji politycznej w kraju – za każdym razem utożsamiam się z tekstem. Generalnie stworzyliśmy sporo piosenek o pozytywnym przekazie. W dzisiejszych czasach dużo jest niepokoju. Bardzo chcę, żeby po spotkaniach z nami, z naszą muzyką Odbiorca poczuł ciepło i „zieleń” w sercu. Z ilu osób składa się zespół? Od 2019 roku zespół Póki Co tworzą: Jarek Bieliński – gitara elektryczna, Marcin Świdziński – instrumenty klawiszowe, Mateusz Dwornik – kontrabas i gitara basowa, Bartosz Naumowicz – perkusja i perkusjonalia. Przez lata istnienia zespołu mieliśmy ogromne szczęście spotkać na swojej muzycznej drodze wielu znakomitych i bardzo utalentowanych muzyków, którzy pozostawili trwały ślad w naszym pókicowym

świecie (m.in. Adam Lepka (Mikromusic), Robert Tubek (Sierra Manta), Rafał Nowak, Grzegorz Bukowski (Teatr Piosenki), Sebastian Pachecki, Dimitrios Hartwich-Vrazas, Jakub Jugo, Włodzimierz Brzeziński, Rafał Kierpiec, Szymon Witczyński, Dalibor Drčelić, Rafał Nosal). „Póki Co” zaistniało jako duet i po latach czujemy się ogromnymi szczęściarzami, mając na pokładzie Marcina, Mateusza i Bartka. Chłopaki rozwinęli nasze piosenki aranżacyjnie. To, co my sobie z Jarkiem w domu tworzyliśmy na gitarę, ukulele i wokal, oni uzdatnili i pomogli stworzyć zdecydowanie bardziej ambitnie brzmiące kompozycje. Całkiem niedawno w Radzyniu Podlaskim podczas 28. Ogólnopolskich Spotkań z Piosenką Autorską „Oranżeria 2023” Jan Kondrak (Lubelska Federacja Bardów), odczytując werdykt przyznający nam nagrodę Starosty Radzyńskiego, określił naszą muzykę jako akademicki jazz pop – miło nam bardzo, definicji wciąż szukamy… Zanim powstał zespół Póki Co, śpiewałaś w Biegunach. Bieguni – zespół założony chyba w 2008 roku przez Jarka Augiewicza (teksty, muzyka, gitara, śpiew), który współtworzył z Jarkiem Bielińskim (gitary), Włodkiem Brzezińskim (skrzypce, śpiew), Andrzejem Idzim (gitara basowa) i mną (śpiew, cajon, przeszkadzajki). Byłam tam jednym z trzech wokali - brakuje mi tych wielogłosów. Ciekawe, którego z „pókicowych” chłopaków uda mi się namówić do wspólnego śpiewania… jak myślisz…? U schyłku Biegunów, zaczęliśmy z Jarkiem Bielińskim tworzyć własne piosenki. Pierwsza, która znalazła się w repertuarze formacji Póki Co to „Piosenka snuja” do słów Włodka Brzezińskiego. To od niej swój tytuł (Piosenki Snuja) nosi nasza pierwsza autorska płyta wydana w 2019 roku. Podczas nagrań tej płyty poznaliśmy się bliżej z Rafałem Nowakiem, znakomitym brzeskim pianistą, który jako pierwszy pokazał nam, że nasze piosenki mogą brzmieć lepiej, pełniej, że zasługują na bardziej ambitne aranżacje i mają potencjał do grania zespołowego. Ale w domu to już jest pewnie standardowa sprawa, że jeżeli macie ochotę, to bierzecie gitarę i muzykujecie. Chwytamy gitarę, ukulele, Jarek trochę bawi się elektroniką – to on naszkicował wszystkie pókicowe melodie. W dość typowy weekend (jeśli akurat nie wyjeżdżamy) Jarek zaszywa się w swojej muzycznej jaskini, gra, nagrywa, zapętla a ja, np. sprawdzam prace uczniów, gotuję

lub po prostu krzątam się po domu i nucę… nigdy nie wiadomo, który pomysł zostanie z nami na dłużej. Są też takie dni, w których omijamy instrumenty szerokim łukiem. Jakby nie patrzeć od tego trzeba czasem odpocząć, złapać dystans, oddech, poszukać innych inspiracji. Jak często koncertujecie, jako zespół? Gramy póki co około trzydziestu koncertów rocznie. Dla kogo jest Wasza muzyka, do kogo mogą trafić te teksty i te brzmienia? Myślę tak naprawdę, że dla każdego. Szczególnie dla tych, dla których słowo i dobrze zaaranżowana muzyka mają znaczenie. Łącznie z dziećmi znajomych, które nucą nasze niektóre piosenki Póki Co łączymy poezję z akcentami jazzowymi, popowymi, czasem słychać folkowe zaśpiewy, etniczne instrumenty, czasem mocniejsze riffy – rozwijamy się, ewoluujemy, zaczynamy eksperymentować – kto wie dokąd nas to zaprowadzi… Może faktycznie to jest jakby klucz do tego, o czym powiedziałaś, że Wasz zespół, Wasza muzyka jest po prostu dla osób, dla których słowo jest wartościowe? Tak. Słowo, dobre brzmienie i wiarygodny przekaz. „Póki co”. Skąd wzięła się nazwa Waszego zespołu? Zgłosiliśmy się z Jarkiem na pierwszy przegląd piosenki już jako duet, wybraliśmy utwory, usiedliśmy do wypełniania formularza zgłoszenia i… rubryka „Nazwa zespołu/solisty” – Jarek mówi, a może to byłam ja… już nie pamiętam - pisz „Póki Co” – później zobaczymy. Na przeglądzie otrzymaliśmy wyróżnienie, potem kolejne przeglądy, festiwale, koncerty… a nazwa (mimo pierwiastka tymczasowości) jest z nami do dzisiaj – póki co Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Bardzo różnej. To zależy co w danym momencie robię, jak się czuję. Bardzo lubię różne odsłony jazzu (jak Snarky Puppy, Alfredo Rodriguez, Avishai Cohen), indie folk – ostatnio znów na czele playlisty zagościło Hollow Coves - dźwięki snujące się nienachalnie po pokoju, otulające w chłodne jesienne wieczory. Słucham także polskiej muzyki – od lat inspiruje mnie Anna Maria Jopek w

swoim jazzowo-etnicznym repertuarze, obecnie bardzo rezonuje ze mną twórczość Shaty Qs. Nałogowo wręcz z Jarkiem śledzimy nowości na kanale YT „NPR Tiny Desk Concerts”- koncerty półakustyczne w bibliotece w USA, gdzie zapraszane są, zarówno mega gwiazdy, jak i mniej znani artyści i nigdy nie wiadomo jaka perełka się pojawi. Lubię też dowiadywać się od uczniów czego słuchają, odkrywam – czasem ilość przekleństw na linijkę tekstu jest trudna do zniesienia ale nie zniechęcam się tak łatwo. Masz plany albo marzenia muzyczne, które chciałabyś zrealizować? Pewnie, że mam. Właśnie pracujemy nad materiałem na trzecią płytę. Lubię działać. Wyznaczać cele. Wierzę, że marzenia są po to aby je realizować. W zeszłym roku za cel obraliśmy nagranie drugiej autorskiej płyty, pt.: „Szafran i pistacje”. Zamarzyliśmy o tym, żeby płyta została zarejestrowana w niezwykłym studio Monochrom, ze względu na aspekty techniczne i brzemiennie. Zrobiliśmy to. Teraz pracujemy nad kolejnymi piosenkami, eksperymentujemy, szukamy brzmienia – za wcześnie, żeby określić w jakim kierunku idziemy. Są momenty mocno etniczne, są bluesowe – lubię ten etap, ten dreszczyk emocji w procesie tworzenia, kiedy jeszcze wszystko może się zdarzyć. Myślisz czasami o tym, aby skupić się tylko na muzyce i zająć się nią zawodowo? To przychodzi falami. W zalewie pokoncertowych emocji „rzucam wszystko” i stawiam na muzykę. Wracam do pracy w szkole i czuję, że to tu jest moje miejsce. Na dzień dzisiejszy nie umiem opowiedzieć się jednoznacznie po którejś ze stron. Może, gdyby w naszym kraju łatwiej byłoby utrzymać się z działalności artystycznej… A jednak, pierwsze zdanie, jakie powiedziałaś przed momentem, to było takie, że mogłabyś nic innego nie robić, tylko być na tej scenie. Mogłabym, pewnie, że tak. I tworzyć, i w te wolne od koncertów poniedziałki, czy wtorki myśleć nad kolejnymi kompozycjami. Natomiast, póki co, brakuje mi odwagi, żeby podążyć za marzeniem. Hmm…mądre książki o rozwoju osobistym mówią, że potrzebuję planu, który krok po kroku będę systematycznie realizować. Wtedy się uda. O ile naprawdę tego chcę. Opowiem Ci co z tego wyszło przy następnym spotkaniu. 5


kobieta w biznesie

Księgowa się nie nudzi

O liczbach, które wcale nie są takie ważne w księgowości, a także o tym, że ten zawód nie jest monotonny i o rękodzielnikach podbijających świat rozmawiamy z Ewą Bodzan. Liczby zawsze były Pani mocną stroną? Nie, paradoksalnie liczby są dla mnie ciężkie. Matematyka była dla mnie trudna. Ale księgowość to nie liczby. W tej pracy liczby są drugorzędne. Ważniejsze jest to, co one przedstawiają. Jako księgowa muszę wiedzieć, skąd wziąć daną kwotę, do czego ją dodać, aby uzyskać pożądany wynik. Jak to się stało, że została Pani księgową? Przez przypadek. Długo szukałam swojej drogi. Poszłam na studia na informatykę chemiczną. Nie spodobało mi się jednak, ta chemia była po prostu nudna. Zaczęłam więc pracę w markecie, ale praca z ludźmi była ciężka. Studiowałam turystykę, ale musiałam zrezygnować, bo nie mogłabym podjąć żadnej pracy w zawodzie, ze względu na chorobę. W pewnym momencie przeprowadziłam się i musiałam zmienić pracę, ktoś zaproponował mi księgowość na przyuczenie. To było w 2018 roku i okazało się, że to jest właśnie to, co mi się podoba. Poszłam na studia na kierunku rachunkowość i wszystko zaczęło się składać w całość. Te liczby, te cyferki, o które pani pytała. Już wiedziałam, co będę robić. Od studiów cały czas się szkolę. I to intensywnie, nawet trzy-cztery razy w miesiącu. Przepisy się często zmieniają i my księgowi musimy być na bieżąco ze wszystkim. Dla nas pracy jest coraz więcej. Nie ma czasu na nudę. W swojej pracy jest Pani ukierunkowana szczególnie na małe rękodzielnicze i rzemieślnicze działalności. Dlaczego? 6

To moja prywatna pasja. Ja przez lata pracowałam w papierze. Zawsze lubiłam rękodzielnictwo. Na przykład szydełkowałam, bo to można było robić z dzieckiem przy piersi. Naturalnie weszłam w internetowe grupy rękodzielnicze. W Polsce trudno jest żyć z rękodzieła, dlatego twórcy wchodzą na rynek zagraniczny. Ten międzynarodowy rynek obecnie dla rękodzielnika to głównie Etsy. To taka multigaleria, gdzie gromadzą się rękodzielnicy z całego świata. Tam jest wszystko, co tylko człowiek sobie wymyśli. Jednak są też problemy z wejściem na Etsy, ponieważ księgowość się komplikuje. Mówimy tu już o sprzedaży międzynarodowej, wchodzi temat VAT-u unijnego. Pomyślałam, że to będzie taka moja nisza, będę pomagała małym działalnościom i to zadziało. Jak bardzo zmieniła się na przestrzeni lat dziedzina, w której pani pracuje? Bardzo się zmieniła. Kiedy zaczęłam pracę, wówczas dopiero wchodziło automatyczne deklarowanie Urzędowi Skarbowemu całej swojej sprzedaży, wszystkich swoich kosztów. Weszły dodatkowe oznaczenia, żeby usprawnić systemy. Za chwilę też wejdzie wielka rewolucja. Faktury sprzedażowe będą bezpośrednio przechodziły przez serwer ministerialny, faktury papierowej już nie będzie. Z drugiej strony dochodzą problemy techniczne, więc nie wie-

my jak to będzie rozwiązywane. To jest niesamowita zmiana w stosunku do tego, co było. Jakie cechy według Pani powinna posiadać dobra księgowa/księgowy? Czym kierować się przy wyborze księgowego/księgowej? Księgowej przede wszystkim trzeba zaufać, ponieważ to jest osoba, która ma wgląd w nasze dane wrażliwe, informacje o zarobkach i o wydatkach. Dobra księgowa powinna się szkolić, trzeba weryfikować czy ma bieżącą wiedzę. Niezbędny jest czynnik psychologiczny. Musimy znaleźć tak naprawdę „swojego człowieka”. Jednemu będzie pasowała taka księgowa, która będzie prowadziła nas cały czas za rękę, a innemu taka, która raz na miesiąc prześle podatki. Dlatego księgowa musi podejść indywidualnie do przedsiębiorcy. My jesteśmy na bieżąco z przepisami. Mamy dobry kontakt z klientami. Jesteśmy innowacyjni. Niedługo wrócimy do wysyłania klientom newslettera o zmianach podatkowych. Dodatkowo korzystamy z portalu, który udostępnia jednocześnie możliwość wystawiania faktur sprzedażowych

, ul. Bohaterów Getta 5, Zabkowice Śląskie O 605 951 742 G Księgowa Rękodzielnika Ewa Bodzan

i daje możliwość podglądu swoich dokumentów księgowych. Jak zamykamy miesiąc, to klient ma wgląd do swoich deklaracji, ewidencji, a także do kopii swoich faktur kosztowych. Za co lubi Pani swój zawód? Lubię ten zawód, ponieważ jest zmienny, nie ma w nim monotonii. Owszem wykonujemy co miesiąc te same rzeczy, ale to się zmienia, ponieważ ludzie dokonują w swoich firmach przeróżnych działań. Mam duży kontakt z ludźmi, cieszą mnie momenty, kiedy klient mówi, że może dzięki mojej pracy spokojnie wykonywać swoje obowiązki służbowe. Co było największym wzywaniem w Pani pracy zawodowej? Wprowadzenie Nowego Ładu. To był moment, kiedy przez weekend zmieniono nam przepisy. Do Nowego Ładu bardzo długo się przygotowywaliśmy. Szkolenia trwały półtora roku i przyszedł styczeń, zrobiłam listy płac, wysłałam klientom i nagle przez weekend zostały wprowadzone zmiany. Zastanawiałam się wówczas, czy nie powinnam tego rzucić. Pamiętam tę frustrację, że szkolę się, intensywnie uczę i przez jeden wolny weekend wszystko się zmienia. To był najgorszy moment w wykonywanym przeze mnie zawodzie. Dziękuję za rozmowę.


rozmowa między kobietami

Zadbaj o swoje piękno i zdrowie - oddaj się w ręce profesjonalistki

GABINET ISTNIE JE OD

1998 roku! POSIADAMY CERT YFIKAT ZE ST YMULATORÓW TKANKOWYCH I ZABIEGÓW LASEROWYCH

Twoja skóra potrzebuje profesjonalnej opieki i leczenia? Gabinet Kosmetyczny Ewy Kowal to miejsce, w którym możesz liczyć na profesjonalną pielęgnację skóry, wspomaganie leczenia chorób dermatologicznych, defektów estetycznych, a także na pielęgnację dłoni i stóp, zarówno kosmetyczną jak i leczniczą. Ze szczególną troską dba się w tym miejscu o stały rozwój firmy, o wprowadzanie nowych standardów higienicznych, nowości kosmetycznych i kosmetologicznych, a także systematyczne zdobywanie wiedzy z zakresu kosmetologii i kosmetyki profesjonalnej. Właścicielka posiada wiedzę i umiejętności, potwierdzone certyfikatami, uprawniające do wykonywania zabiegów z zakresu peelingów dermatologicznych, Cosmelanu oraz mezoterapii.

Gabinet w swojej ofercie posiada również zabiegi upiększające takie jak: % makijaż permanentny, % klasyczny % pielęgnacja i upiększanie oprawy oczu.

Gabinet Kosmetyczny Ewa Kowal ul. Piastowska 15, Niemcza tel. 74 837 67 33, kom. 606 976 468 Facebook-square Gabinet Kosmetyczny Ewa Kowal Niemcza

Chcesz podkreślić piękno swoich oczu, uzyskując efekt głębokiego spojrzenia? Kinga Wojnar dba o piękne spojrzenia kobiet w gabinecie KW Studio Lashes. Długie rzęsy, mega objętość, naturalne objętości, a może kolorowe?

Odkryj piękno głębokiego spojrzenia. Przekonaj się, jak niewiele trzeba, byś mogła poczuć się pięknie i kobieco!

KW Studio Lashes Duszniki-Zdrój  534 429 228 facebook KW Studio Lashes INSTAGRAM KW Studio Lashes

Warto znaleźć dla siebie aktywność, którą polubimy O motywacji, nowej przestrzeni do ćwiczeń, a także metodzie małych kroków, rozmawiamy z trenerem personalnym Arkadiuszem Smukiem. ZACZNIJMY OD NOWOŚCI. ZMIENIŁ PAN LOKALIZACJĘ. GDZIE OBECNIE PROWADZI PAN TRENINGI? Zmieniłem miejsce spełniając jednocześnie największe swoje marzenie otwierając własny klub treningowy, który mieści się przy ulicy Zdrojowej 18 w Kudowie-Zdrój. CZYM WYRÓŻNIA SIĘ NOWE MIEJSCE? Nowe miejsce wyróżnia się na pewno tym, że można wykonać w nim trening o każdej porze dnia. Dzięki specjalnemu systemowi możemy wejść do klubu treningowego o każdej dowolnej godzinie w dowolnym dniu tygodnia. W nowym miejscu jest także dużo miejsca,

gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. CZY JESIEŃ TO DOBRY CZAS, ABY ZADBAĆ O NASZĄ FORMĘ? Tak naprawdę to każdy czas jest dobrym momentem, aby zadbać o naszą formę. A jeśli już mówimy o porze roku jako jesieni to wiemy właśnie też jaki nastrój często towarzyszy nam jesienną porą, a każda aktywność fizyczna podnosi poziom endorfin i działa niczym najlepsza pigułka antydepresyjna. JAK CZĘSTO POWINNIŚMY ĆWICZYĆ POD OKIEM TRENERA PERSONALNEGO, ABYŚMY MOŻLIWIE SZYBKO ZAUWAŻYLI ZADOWALAJĄCE EFEKTY? Na to pytanie tak naprawdę nie ma precyzyjnej odpowiedzi. Każdy organizm jest inny, każdy ma inny tryb życia, inny tryb pracy i dużo różnych innych rzeczy, które się na to składają. Dobry trener personalny tak naprawdę

potrzebuje też czasu, aby zapoznać się z każdą osobą, która przychodzi do niego na treningi i ważne jest tak naprawdę, według mnie nie to, aby uzyskać efekty szybko, ale by zrobić to tak by pozostały na stałe. CO PORADZIŁBY PAN OSOBOM, KTÓRE CHCĄ WYPRACOWAĆ PIĘKNĄ SYLWETKĘ. Jak zacząć i nie tracić motywacji? Metoda małych kroczków. Teoretycznie każdy o tym wie, a jednak nie każdy zdaje sobie sprawę, że stopniowe wprowadzanie treningów może okazać się sukcesem. Nie warto narzucać sobie za dużo rzeczy na raz i działać pod presją. Ważne żeby dostrzec w ćwiczeniach plusy, a nie przymus. Nie musi to być oczywiście siłownia i przerzucanie ciężarów. Mogą być rolki, rowerek, joga, czy bieganie. Po prostu warto znaleźć dla siebie aktywność, którą polubimy, wtedy będzie łatwiej utrzymać regularność.

Facebook-square Arek Smuk – trener personalny INSTAGRAM Arek Smuk – trener personalny  661 168 371 7


rozmowa z aktorką

Teatr jest magicznym miejscem O zawodzie aktora, okupionych wieloma wyrzeczeniami studiach, marzeniach i magii teatru, z aktorką Martyną Witowską pochodzącą z Nowej Rudy, rozmawiała Karolina Golak. JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE ZOSTAŁAŚ AKTORKĄ? Jestem spełnionym marzeniem licealnym. I jest w tym także drugie dno. Ludzie marzą i na przykład nie dostają się do szkoły. Gdzieś to później w nich zostaje. Ja się cieszę, że to marzenie się spełniło. Ale teraz, jak sobie czasem myślę, to może inaczej bym to wszystko w życiu ułożyła. Bo jednak studia są bardzo trudne i wtedy jako młoda osoba nie miałam takiej świadomości. W Nowej Rudzie nie ma dużych tradycji teatralnych. Zaszczepiły we mnie miłość do słowa dwie polonistki Pani Anna Mrukowska i Pani Kamila Tracz. To były polonistki z zapędem teatralnym. I ja szłam na fali tego swojego marzenia. Tego, że jest się z małej miejscowości i że teatr jest czymś wielkim. Jak się do tego teatru jeździło, to było to poczucie, że jest to miejsce niezwykłe, magiczne. Chodziłam także do Pani Bożeny Zborowskiej- Kucmer na śpiew operowy, więc mnie też ten śpiew, jej magiczne opowieści o operze, o teatrze przyciągały. Jednak to, że dostałam się do szkoły teatralnej, mogę powiedzieć, że zawdzięczam Kłodzku, ponieważ tam właśnie Marian i Joanna Półtoranos mieli swoje studium KOK-u, warsztaty i ja tam jeździłam. Przekazano mi tam całą tradycję teatralną. Do szkoły teatralnej dostałam się za pierwszym razem. Na wydział aktorstwa dramatycznego i wydział lalkarstwa. Wybrałam dramat. Wtedy takie osoby ja ja nazywano fuksami, więc ja miałam fuksa. Coś po prostu zagrało, dobrze się przygotowałam, miałam dobrą energię. To były ciężkie studia, 4 lata wyrzeczeń. Nie miałam nawet jak do domu jeździć, bo próby były w soboty i w niedziele, więc oddajesz siebie, swój czas, swoją energię, wszystko, właśnie szkole. Chodzisz na spektakle, żeby je analizować. A później jest taki trudny czas, to się teraz w szkołach teatralnych zmienia, że wypuszczają Cię z tej szkoły, tak jakby tracisz kontakt ze swoim bezpiecznym miejscem i musisz sobie radzić. Dodatkowo ja poszłam rok wcześniej do szkoły, czyli miałam 18 lat, jak się dostałam i miałam 21,5, jak skończyłam już studia. Więc kim, ja byłam jeszcze dzieciakiem, prawda? Ale gdzieś ten teatr był blisko mnie, więc zaczęłam szukać… Zakochałam się, dlatego miejscem mojego życia był Wro-

8

cław. Trudno mi było myśleć, żebym gdzieś indziej próbowała. Jeździłam na castingi do Warszawy, brałam udział w reklamach i serialach. Ale teatr był mi najbliższy. Oprócz tego zaczęłam też inne rzeczy studiować. Bo to też jest ważne, że ja teraz ten teatr łączę z pedagogiką, logopedią i arteterapią. Z tego co słyszałam od innych i co mi mówią też koledzy aktorzy, to zawsze to jest taki żarcik teatralny, że praca w teatrze to jest fajne hobby. Trzeba mieć drugą pracę, ponieważ my nie wiemy do końca, jak będzie wyglądał nasz repertuar. Wiemy to na 2, 3, 4 miesiące do przodu. A co później? Ja mam takie miesiące, że bardzo dużo gram. Ten miesiąc był dla mnie bardzo ciężki. Miałam 11 spektakli. A są miesiące, kiedy gram ich dużo mniej. Więc można powiedzieć, że są takie miesiące żniw, kiedy się dużo gra i dużo się zarabia, a są takie wolniejsze i póki co mi to odpowiada. OD KIEDY GRASZ W TEATRZE POLSKIM? Od 5 lat mam etat w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Idzie mi już szósty rok, więc to jest dla mnie też pewna stabilizacja. Ale oprócz tego pojawiło się dużo propozycji, we Wrocławiu: prowadzenia warsztatów z dorosłymi,na Uniwersytecie Dzieci, w Młodzieżowym Domu Kultury, z seniorami i z ośrodkiem socjoterapeutycznym. Jestem też nauczycielem, edukatorem w Teatrze Polskim we Wrocławiu i tam się bardzo dużo dzieje. Ale na ten moment mogę określić siebie, że jestem stricte aktorką teatralną. Nie mam czasu na jeżdżenie na castingi filmowe, czy serialowe. CHCIAŁABYŚ ZAGRAĆ W FILMIE? Zagrałam główną rolę w krótkometrażowym „Multifrenia” filmie u znanej reżyserki teatralnej i filmowej Martyty Majewskiej, która aktualnie nakręciła wspaniały teledysk dla Michała Szpaka. Jest to super, ale na ten etap w moim życiu, kiedy mam dziecko, to spędzanie po 14-15 godzin na planie nie wchodzi w grę. PAMIĘTASZ SWOJĄ PIERWSZĄ ROLĘ, KTÓRĄ ODEGRAŁAŚ?

Na pierwszym roku studiów, w pierwszym semestrze zagrałam Sonię Czechowa z kolegą. Odrazu trafiłam na mocne sceny miłosne. To było ciekawe doświadczenie, bo nie znasz chłopaka, podoba Ci się i masz takie coś, że czujesz, że coś się z nim zadziewa i faktycznie parę razy pojawiło mi się takie zauroczenie. W ramach roli to się zdarza. ALE TEN CHŁOPAK BYŁ TEGO ŚWIADOMY? Tak, bo to było obopólne. My codziennie ćwiczyliśmy tę rolę i mieliśmy taką profesorkę, która właśnie nam mówiła, że on ją kocha, ale ona jeszcze o tym nie wie i ona też się w nim zakochuje. Bo co jest najciekawsze właśnie dla rozwoju, nie to, że Ty już na przykład kogoś kochasz i grasz, że kochasz, tylko film często pokazuje, że my podglądamy, że te emocje się rodzą. Czyli my widzimy ten proces i moment przejścia, tę przemianę. Zawsze chodzi o to, żeby bohater się przemieniał. Dobry film moim zdaniem i teatr powinien być taki, że inaczej widzisz postać na początku, a inaczej ją widzisz na końcu. Czyli ten czas coś w niej spowodował. To też mówi o nas. O tym, że my jesteśmy właśnie w ciągłym procesie. Naszej Pani Profesor zależało, aby w ciągu 20-minutowej sceny pokazać te momenty,

że my się w sobie zakochujemy. Więc na początku tą metodą Stanisławskiego grzebiesz w sobie. Szukasz swoich prawdziwych pierwszych takich miłostek i przypominasz sobie, jak to było. A później, jak już wiesz, co jest Twoje, to możesz myśleć, jakby ktoś inny miał i stworzyć rolę. Dlatego bardzo ważne są rozmowy i takie szukanie doświadczeń. Ale pierwszy krok jest najtrudniejszy, bo to ciągniesz swoją prawdę, jaka Ty jesteś, co Ty przeżyłaś i bazujesz na tym, co Ty przeżyłaś. Więc niestety i stety, im bardziej tam jest ktoś doświadczony, miał cięższe dzieciństwo, coś mu się wydarzyło, tym jeśli potrafi i umie się z tego odkręcić, to najwięcej czerpie. Więc takie grzeczne dziewczynki, jak były, miały trudno. Ja też byłam taką grzeczną dziewczynką, że trzeba było gdzieś w sobie to odnaleźć, że takie właśnie sytuacje się zjawiały. Panie aktorki i profesorki zachęcały nas do tego, żebyśmy już grzecznymi dziewczynkami nie były w zasadzie. TO NA PEWNO NIE BYŁO ŁATWE. Teraz już widzę dużo niebezpieczeństw w tym zawodzie. Jak ważne jest, aby mieć taką bazę i móc do niej wracać, czyli taki spokój na przykład w sercu albo taką swoją tożsamość, ponieważ role mocno Cię rozwalają.


rozmowa z aktorką Powodują rozedrganie. Musisz być na tym rozedrganiu, ale wracasz do domu i trzeba się poskładać, uspokoić, żeby oczywiście nie oszaleć.

W JAKICH SPEKTAKLACH BĘDZIE CIEBIE MOŻNA ZOBACZYĆ W NAJBLIŻSZYM CZASIE? Zapraszam serdecznie na “Braci Karamazow”. Jest to dosyć kontrowersyjne, bo to jest rosyjski twórca. Byłą debata w teatrze, że jednak to jest przepiękna literatura i Dostojewski był przeciwny Rosji. Jest to przepiękny spektakl dramatyczny. Jest to takie granie według metody Stanisławskiego. Ludzie są bardzo poruszeni. To gram 8, 9, 10 grudnia w Teatrze Polskim we Wrocławiu na dużej scenie, a także w następnym tygodniu 15, 16, 17 grudnia, oczywiście zapraszam serdecznie na “Sen Nocy Letniej” Magdaleny Piekorz. Tam gram Elfa z Orszaku Tytani i ten nasz “Sen Nocy Letniej” bije rekordy, ponieważ jest zrobiony w konwencji Teatru Elżbietańskiego. “Sen Nocy Letniej” jest przepiękny. Jest tam nas mnóstwo, prawie cały zespół aktorski. Przepiękne kostiumy. To też było wielkie wyzwanie, stworzyć kostiumy epoki elżbietańskiej. No i ten Szekspir, “Sen Nocy Letniej”, ta historia, to przeplatanie się światów i usłyszenie wiersza na scenie. Bo teraz tak naprawdę we Wrocławiu to jest jedyny spektakl wierszowany.

TO ROZEDRGANIE WYNIKA Z TEGO, ŻE WCHODZISZ, ODGRYWASZ RÓŻNE ROLE I TO TAKIE UROZMAICONE POD KĄTEM EMOCJONALNYM, ŻE MUSISZ WYDOBYĆ Z SIEBIE BARDZO RÓŻNE EMOCJE? Tak. Ale pojawia się też Twój wewnętrzny konflikt. Kiedy na przykład jesteś zmęczona, czujesz się smutna, a idziesz grać trzy godziny komedii. Więc już tu masz jakby konflikt wewnętrzny, musisz się przestawić, czyli swoje emocje, te doraźne, które masz teraz, musisz powiedzieć: “Przepraszam, ale zaopiekuję się nimi później, teraz idę grać rolę Julii”. Jestem Julią i się zajmuję Julią. Wymaga to więc dyscypliny, świadomości i bycia przy sobie. JAK TY SOBIE Z TYM RADZISZ? Mi teraz bardzo rower pomaga, jadę do teatru na rowerze i wracam na rowerze. To jest mój reset umysłu. Aktor musi pracować z ciałem, w ciele kumulują się te emocje i przez ciało je trzeba po prostu z siebie zrzucać. MIAŁAŚ KIEDYŚ TAKI MOMENT, JESZCZE JAK BYŁAŚ NA STUDIACH, ŻE POMYŚLAŁAŚ, ŻE TO NIE JEST DLA CIEBIE, ŻE TO JEST ZBYT CIĘŻKIE? Nie, na studiach byłam tak zakochana i wyidealizowane miałam te studia, że nawet jak było ciężko, to nie widziałam siebie w niczym innym. To była miłość totalna do tego, co robię, że jestem aktorką i że złapałam Pana Boga za nogi, że to jest mój wyśniony, wymarzony zawód. Ale realia są inne. Ja myślałam, że będę mogła z publicznością nawiązywać kontakt i że tym, co gram, będę mogła pomóc im zmieniać swoje życie, a jednak ludzie nie przychodzą na trudne sztuki aż tak chętnie. Wolą przyjść na komedię. Artystycznie dla mnie to też jest trudne, że ludzie boją się sztuki, bo taka dobra sztuka nie daje Ci od razu odpowiedzi, tylko Ty na przykład obejrzysz obraz albo jakiś spektakl i zostajesz z czymś takim właśnie, że nie wiesz i czujesz się na przykład taka, że coś Cię uwiera. Bo to jest właśnie ten moment, kiedy Ty na przykład możesz sobie porównać do swojego życia, że to Ty masz dawać te odpowiedzi i to jest takie dla mnie najwspanialsze, że ja mogę być tylko medium, ja nic nie daję wprost, ale to człowiek wykonuje tę pracę. A teraz jest też tak, jak mamy spotkania z widzami, że ludzie chcą już wiedzieć jak to się skończyło, od razu chcą wytłumaczenia. Niesamowite jest jednak to, że każdy w głowie u siebie może stworzyć odpowiedź, końcówkę tego spektaklu, końcówkę sztuki. To jest właśnie ciekawe, to zachęcanie do połączenia ze sztuką, ze sobą.

dupę. Ale są momenty, kiedy już Cię na przykład dupa boli, bo już tyle dostałaś tych kopów. To jest trudne. Ja już teraz na przykład złapałam się na czymś takim, że musi być balans jeśli na ten moment chcę uprawiać ten zawód. Wiemy, jak to się u niektórych ludzi kończy, czy jakimiś problemami natury psychicznej, czy na przykład uzależnieniami. Sztuką jest czasem wyhamowywanie. Bo to jest właśnie kuszące. To jest troszeczkę właśnie jak narkotyk. Na takiej zasadzie, że grasz, jest super, od bankietu do bankietu. To pchanie wymaga dużo siły. A czy ja się tak pcham? Chyba właśnie ostatnio w inny sposób się pcham. Właśnie przez tą pracę z ludźmi. Bo widzę, ile to, co robię, może pomóc ludziom. Nawet byłam na takich warsztatach, żeby być klaunem medycznym, czyli żeby móc poprzez śmiech, piosenkę i wiersz pomagać dzieciom w szpitalach.

CO DAJE CI GRA W TEATRZE, PRZEBYWANIE W TYM MIEJSCU, WYSTĘPOWANIE NA SCENIE? CO CZUJESZ? W tym zawodzie jest coś takiego, że zagrałaś ładnie rolę, biją Ci brawo i to jest tak jak z dzieciństwa, że kłaniasz się. Jesteś taka dumna, że wykonałaś swoją pracę. Jak jest komedia i Ci ludzie się śmieją, ja mam z nimi właśnie taki dialog, że ciężko pracują, przyszli do teatru, coś przeżyli, pobawili się. Mam poczucie, że bez nich mnie by tu nie było, więc jak już są oklaski i widzę tych ludzi, bo na przykład jest więcej światła, ja mam takie poczucie, że mimo że się nie znamy, fajnie spędziliśmy czas. To jest miłe Was poznać, mimo że Was nie znam. To jest o spotkaniu. Teraz teatr jest dla mnie o spotkaniu. O spotkaniu z moimi kolegami na scenie, z widzami. LUDZIE ROZPOZNAJĄ CIĘ NA ULICY? Tak i to jest bardzo miłe, że to są obcy ludzie i na przykład poznają mnie. Gram od 5 lat,

tych spektakli już jest multum zagrane, więc oni mnie poznają w sklepie, w parku i mówią: “o, Pani grała w tej komedii”. Ja mówię: “tak, tak”. “A Pani jest zupełnie inna niż tamta postać”. Ja mówię: “no tak”. JEST COŚ MAGICZNEGO W TWOJEJ PRACY. Teatr jest magicznym miejscem. Za kulisami, wiesz, muzyka, ten zapach, dym kostiumy. To jest troszkę o takiej dziecięcej magii. My musimy mieć tego dzieciaka cały czas w sobie. Moja praca powoduje, że ta zabawa jest częścią mojego życia. Bo to jest zabawa po części. Muszę na przykład wygłupiać się na scenie. Ktoś by powiedział, że to są niepoważne rzeczy. Idę do pracy się powygłupiać i jeszcze mi za to płacą. CZY JEST TAKA ROLA, TAKI SPEKTAKL, O KTÓRYM MARZYSZ? Jest coś w Szekspirze i w Lady Macbeth, bo jednak Szekspir to geniusz nad geniuszami. To jest niesamowite. Cieszę się, że zagrałam Witkacego. To było moje takie marzenie, jestem czeladnikiem, czyli gram męską rolę, właśnie szewca. Chciałabym zagrać także coś z Becketta, bo bardzo Go sobie cenię. Na przykład “Końcówkę” albo “Szczęśliwe dni”. Te dramaty są dosyć filozoficzne, traktują o końcu świata i wydaje mi się, że teraz teatr potrzebuje zadawania takich pytań. Dużo się dzieje na świecie i to też jest o tym, że my nie umiemy rozmawiać. A Beckett mówił, że tragedia człowieka będzie polegała na tym, że nie będziemy mogli się dogadać ze sobą, nie będziemy rozumieć, bo nie będzie dialogu. To jest filozoficzne, ale też psychologiczne, że te relacje są połamane, ludzie nie wiedzą o co im chodzi. Każdy siedzi w swojej głowie i myśli, że tam jest tylko racja, ponieważ nie ma dialogu. I ten teatr współczesny mówi o tym, i nawet te postaci ze sobą rozmawiają. U Różewicza jest podobnie. Bohaterowie zadają sobie pytania, ale nie odpowiadają na te pytania, tylko prowadzą w swojej głowie monologi i to powoduje, że są dwie obce sobie osoby i każda jest w swoim świecie i wydaje im się, że są samotne, mimo że jest obok drugi człowiek.

TWOJE STUDIA BYŁY DLA CIEBIE SPEŁNIENIEM MARZEŃ, TAK JAK ZAWÓD, KTÓRY WYKONUJESZ. ALE TO JEST OBCIĄŻONE SPORYMI WYRZECZENIAMI, PRAWDA? Krąży takie porzekadło w kręgu teatralnym, że trzeba mieć miękkie serce, a twardą

9


warto wiedzieć

Próbuję uchwycić emocje, które widzę Karolina Retman opowiedziała nam o tym czym jest dla niej fotografia, kiedy najchętniej fotografuje, a także co jest najważniejsze w zdjęciach.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią? Przygoda zaczęła się, kiedy miałam 12 lat. Lubiłam fotografować przyrodę. Mama zauważyła mój potencjał i kupiła mi pierwszy aparat. Później, kiedy wyjeżdżałam z mamą zagranicę, gdzie pracowała, robiłam zdjęcia natury. Personalnie fotografia rozwinęła się w moim życiu, kiedy poszłam do liceum. Poznałam koleżankę, która namówiła mnie, abym wykonała jej sesję zdjęciową. Później zaczęłam także wykonywać zdjęcia produktowe. Ogłaszałam się już w formie darmowych zdjęć modelkom, aby powiększać swoje portfolio. Kogo fotografujesz najchętniej? Jestem otwarta na wszystkich modeli. Bardzo lubię fotografować dzieci, pary, kobiety, mężczyzn. Fotografuję też różne uroczystości, jak np. urodziny.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich sesji zdjęciowych? To zależy od konceptu. Przeglądam prace fotografów, których obserwuję, którzy są dla mnie inspiracją. Byłam też na warsztatach, podczas których spotykaliśmy się rano, ponieważ wówczas wychodzą najlepsze zdjęcia, jest doskonałe światło. Każdy wykonywał swoje zdjęcia, później spotykaliśmy się wspólnie i fotograf prowadzący szkolenie pokazywał, jak należy obrabiać fotografie. Masz w głowie sesję zdjęciową, która utkwiła Ci w pamięci? Pamiętam sesję zdjęciową, którą wykonywałam dla koleżanki. Musiałyśmy wejść nielegalnie na tereny stawów.

Co według Ciebie jest najważniejsze w zdjęciach? Próbuję uchwycić emocje, które widzę, ponieważ uważam, że o to chodzi w zdjęciach. Kiedy ktoś je ogląda i mówi: „Ta para jest naprawdę szczęśliwa, oni dobrze się bawią”. Nie kieruję się trendami, ale wszystko zależy od klienta. W trakcie sesji pokazuję, jak wykonuję zdjęcia i to fotografowana osoba decyzuje czy taki efekt jej się podoba. Jestem szczegółowa, mam takie podejście, że wszystko musi być idealne, precyzyjne i dopracowane.

Plener, czy studio? Gdzie wolisz robić zdjęcia? Lubię zdjęcia w plenerze, ponieważ natura lubi zaskakiwać o każdej porze dnia. Ale zdjęcia we wnętrzach także mają swój urok. Zwłaszcza jeśli chodzi o kobiece, sensualne sesje.

Ciężko wydobyć taką szczerość u osób, które fotografujesz? Staram się podejść na luzie do sesji zdjęciowej, tak aby ta atmosfera była przyjemna, a fotografowane osoby czuły się zrelaksowane i nie stresowały się.

Facebook-square Moja perspektywa-Fotografia Karolina Retman INSTAGRAM Moja perspektywa-Fotografia Karolina Retman

Wymarzona sesja zdjęciowa jest jeszcze przed Tobą? Jeszcze jest przed mną.. Nie wiem jaka to sesja zdjęciowa, ale wiem, że ta wymarzona dopiero się wydarzy.

TEL. 664 380 236

Kartki zaopatrzeniowe powróciły – na szczęście tylko na wystawie w Muzeum Papiernictwa

W XVI-wiecznym młynie papierniczym w Dusznikach-Zdroju, można obecnie obejrzeć wystawę zatytułowaną „Dekada znaczona kartkami. Polacy i reglamentacja kartkowa w latach 80. XX w.”.

U wielu Polaków widok kartki na mięso, talonu na buty czy „biletu” na cukier przywoła wspomnienia sprzed lat. Choć dla młodszego pokolenia są one abstrakcją, pomiędzy 1981 a 1989 rokiem zakupów byśmy bez nich nie zrobili. Ekspozycję przygotowano we współpracy z wybitnym znawcą epoki kartkowej – prof. Andrzejem Zawistowskim, wykładowcą SGH w Warszawie oraz przy wsparciu organizacyjnym Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych S.A. Do prezentacji wykorzystano kartki ze zbiorów Muzeum Papiernictwa, Andrzeja Zawistowskiego i Mariusza Kiecy. Wystawa będzie dostępna do 31 stycznia 2024 r.

Nadchodzący świąteczny czas to idealny okres, by odwiedzić muzeum i nie tylko obejrzeć wystawę, ale również skorzystać ze stałej oferty, gdzie m.in. możemy wziąć udział w warsztatach czerpania papieru, z których na pamiątkę zabierzemy własnoręcznie stworzone arkusze.

10

Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju ul. Kłodzka 42, Duszniki-Zdrój tel. 74 862 74 17


Kolekcjonujmy niezwykłe momenty

kreatywna praca

- Moje fotografie są realistyczne, nie dokonuję znaczącego retuszu. Taka jest moja filozofia, aby nie zmieniać rzeczywistości - mówi Agata Hajnowska-Gurazda

Uwiecznię każdą Twoją ważną chwilę - to słowa, która widnieją na Pani profilu w mediach społecznościowych. Jakie chwile Pani uwiecznia na swoich fotografiach? Chwile ważne dla każdej rodziny, jak Sakramenty - Chrztu i Komunii Świętej, uroczystości rodzinne, celebracja urodzin, ale też chwile uchwycone z życia codziennego. I to właśnie one są moim faworytem, są bliskie mojemu sercu. Fotografia plenerowa jest swobodna, ukazuje autentyczne emocje wśród modeli. Wystarczy uśmiechnięta rodzina tudzież para, kilka dekoracji budujących klimat sesji, piękne okoliczności przyrody i cudne kadry powstają same. Zwraca Pani szczególną uwagę na kolorystykę swoich zdjęć. Wzorowała się Pani na pracach amerykańskich fotografów? Czym wyróżnia się ta kolorystyka? Tak, inspiruję się pracami fotografów zza oceanu. To głównie stamtąd wywodzą się wszelkie trendy m.in. fotografia w poruszeniu. Natomiast kolorami, które stały się „moimi” są ciepłe odcienie beżu, brązu i oliwki, co ma nawiązywać do rodzinnego ciepła. Pani fotografie wyróżniają jednak nie tylko wyjątkowe barwy, ale i dekoracje: huśtawki ozdobione w magiczny sposób kwiatami, materiałami. Czy te bajkowe elementy przygotowuje Pani sama? Tak, większość dekoracji do sesji wykonuję sama. Daje mi to dodatkową radość z kreatywnego tworzenia niepowtarzalnych aranżacji. Chociażby huśtawki - kilka lat wstecz od podstaw zrobiłam je sama do pokoju córki, podobnie tiulowe pompony i inne dziewczęce akcenty. Nie mając jeszcze wtedy w głowie myśli o fotografii. Sama również na potrzeby sesji szyję

suknie i tworzę atrapy tortów. Cały czas mam w głowie mnóstwo pomysłów, które czekają na realizację podczas kolejnych sesji. Czy osoby umawiające się na sesję są zdziwione efektem końcowym? Zarówno tym, jak wyglądają, jak i tym jak wychodzą na zdjęciach? Moje fotografie są realistyczne, nie dokonuję znaczącego retuszu. Taka jest moja filozofia, aby nie zmieniać rzeczywistości. Preferuję ciepłą kolorystykę i miękkie, ale nierozmyte kontury, co ma przywodzić na myśl miłe, rodzinne chwile. I chyba jest to przyjaźnie odbierane. Nie spotkałam się jeszcze z niezadowoleniem. Zawsze pytam klientów o szczerą opinię i uwagi. Uczę się fotografii, więc każda wskazówka jest cenną radą. Ma Pani jakieś marzenia zawodowe, coś co szczególnie chodzi Pani po głowie? Moim marzeniem jest, aby ta pasja stała się moim zawodem oraz aby móc wzbudzić większe zainteresowanie klientów fotografią plenerową i tworzenie tym unikatowych pamiątek na lata. Żyjemy w biegu, szybko, intensywnie. Zatrzymajmy się, dajmy sobie chwilę oddechu, radości na łonie natury i uchwyćmy to w kadrach, do których będziemy wracać podczas rodzinnych spotkań z dziećmi, wnukami i prawnukami. Sama marzę stworzyć pudełko wspomnień, do którego będę wracała z moją rodziną za kilka, kilkanaście lat. Tak więc kolekcjonujemy niezwykłe momenty, abyśmy mogli po nie sięgnąć zawsze, gdy poczujemy tęsknotę.

Facebook-square Niezwykłe momenty Fotografia INSTAGRAM Niezwykłe momenty Fotografia , Krzelków 75, Ziebice  665 957 341

Ten dar trzeba mieć w sobie Aneta Hatlaś-Dominiczak od 30 lat pracuje jako fryzjerka. Opowiedziała nam za co kocha swój zawód, jakie fryzury są Jej ulubionymi, a także jak dbać o nasze włosy zimą. MA PANI DAR ZMIENIANIA WIZERUNKU. CZY TEGO MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ? Trzeba mieć to w sobie. Jak ma się jakiś dar, to wystarczy go rozwijać i pielęgnować, ale trzeba mieć w sobie ten zmysł. JAK PANI ODKRYŁA W SOBIE TEN DAR? Miałam go w sobie od dzieciństwa. Czesałam wszystkie koleżanki na dyskoteki, a wcześniej także lalki. Chodziłam też do fryzjera z mamą, kiedy robiła sobie trwałą. Nie nudziło mnie to. Podobało mi się obserwowanie zmian, jakie dokonywała fryzjerka na głowach kobiet. Wiedziałam już wtedy, że będę fryzjerką.

G

Studio Fryzur Aneta HatlaśDominiczak

,

ul. Ząbkowicka 3, Kamieniec Ząbkowicki

O

880 467 199

CO JEST PANI TAK ZWANYM FRYZJERSKIM KONIKIEM? Uwielbiam robić upięcia i cięcia. Podczas wykonywania upięć można puścić wodze fantazji, choć kiedyś upięcia były większym wyzwaniem, to naprawdę trzeba było umieć wykonać. To były mocno wytapirowane upięcia, z tysiącem wsuwek, ale to była wizja fryzjera i talent, jaki przekładał na włosy. Fryzura musiała być idealna. Teraz robi się upięcia czesane wiatrem, delikatne, romantyczne. Jeśli chodzi o upięcia, trzeba mieć zmysł i dar w oczach. Fryzjer jak widzi daną osobę jej włosy, musi wiedzieć co tej osobie zrobi. Tego nie da się nauczyć. Nauczyć możemy się szybciej kłaść farbę, perfekcyjniej to robić, ale żeby zrobić upięcia lub dobrać kształt i formę do cięcia, to trzeba mieć już to w sobie. CZY ZDARZAJĄ SIĘ SYTUACJE, ŻE ODMAWIA PANI WYKONANIA JAKIEGOŚ ZABIEGU? Odmawiam wykonania ondulacji. Jeśli klientka ma słabe włosy, rozjaśnione, bo jej włosy się połamią, będą pękać, puszyć się. Czasami odwiodę klientki od bardzo mocnych przejaśnień włosów, nie lubię takich włosów, jak lalki Barbie. W rezultacie moje klientki zawsze są zadowolone. JEST PANI BARDZO DOŚWIADCZONĄ FRYZJERKĄ. CZY POMIMO TEGO, CAŁY CZAS SIĘ PANI SZKOLI?

Jestem przeciwniczką szkoleń online, zwłaszcza w tym czasie kiedy nowa stylistka dopiero się uczy. Nie ma tej wiedzy, tej pracy i pojęcia o tym co robi. Pomimo tylu lat w zawodzie, cały czas poszerzam swoją wiedzę i umiejętności. Dobieram szkoleniowców, którzy są mistrzami fryzjerstwa. Pracuję na włoskich produktach, dlatego też wybieram szkolenia prowadzone przez włoskich stylistów. Muszę być na bieżąco, ponieważ wprowadzane są nowe zabiegi, nowe techniki cięć, pojawiają się ulepszone farby, dlatego korzystam z takich szkoleń. Jeżdzę także na pokazy światowe dla fryzjerów. Mam dwie modelki, które jeżdżą ze mną na zmianę na szkolenia. Nie siedzę biernie, tylko stawiam na naukę, na pracę na żywym organizmie. CZY ZIMĄ WARTO DBAĆ O NASZE WŁOSY? Uważam, że powinniśmy nosić czapki, gdyż chronią przede wszystkim skórę głowy przed wychłodzeniem i tu tracimy najwięcej ciepła, które ucieka przez głowę. Ciepło chroni cebulki włosów, które są narażone na zmarznięcie. Efektem tego jest częste wypadanie włosów wiosną. Aby tego uniknąć należy zabezpieczać głowę przed silną utratą ciepła. Końce włosów należy olejować i podcinać przed zimą. Powinniśmy nie zapominać o masażach skóry głowy podczas mycia, dzięki czemu poprawiamy krążenie. Partie podskórne oraz żyły lepiej pracują. To wszystko ma znaczenie dla kondycji skóry głowy i włosów.

11


to ciekawe

Piękno z mocą - podaruj sobie magię... „Prawdziwa magia polega na bliskości kamieni z człowiekiem” Dodaj życiu energii

Przyjmując kamienie jako najlepszego przyjaciela, możesz odmienić swoje życie. Jak? Dzięki pracy z ich mocą, zwiększysz własną. Przyjmując je z łagodnością, ufnością, blisko serca, kamienie odwdzięczą się całym pokładem swojej magii. To coś więcej niż moda, to cały ruch tworzenia nowej przestrzeni, to ruch do zmian. Kamienie to najlepsze elektrownie na Ziemi. Mogą wzmocnić Twoje wibracje oraz wspomóc Cię swoimi leczniczymi właściwościami. Niezależnie od tego, czy umieścisz je na punkcie energetycznym na ciele, będziesz nosił blisko ciała, położysz obok łóżka czy wsadzisz do kieszeni.

Kamienie szlachetne i minerały są naprawdę potężne

Swoim działaniem współpracują (uzupełniają) w uzdrawianiu lub w pracy z naszą energią. Bo jak wiemy składamy się z ciała, duszy, ale również z naszej życiowej siły – energii Qi. Cały świat to energia. Energia jest płynna i zmienna, dlatego możemy użyć kamieni, aby ją przekształcić i dostroić do pożądanej wibracji. Naprzykład kiedy jesteśmy mało pewni siebie, aby przyciągnąć miłość lub kiedy ma na nasze samopoczucie wpływ środowisko zewnętrzne. Kamienie mogą nas poprowadzić, pomagać rozwijać intuicję, pogłębić więź z samym sobą lub pozbyć się tego co już nam nie służy. Najważniejsza jest intencja!

Kamienie szlachetne i ich krótka historia

Kamienie szlachetne i półszlachetne to naturalnie występujące minerały powstające przez milion lat. Kryształy od pokoleń były blisko człowieka, najczęściej w formie ozdób. Jednakże Egipcjanie wykorzystywali hematyt do tworzenia luster, który ma zdolność odbijania obrazów, a także grecy używali

12

hematytu do nacierania ciał przed walką. Rzymianie używali intuicyjnie kamienie do poprawy zdrowia umieszczając je np.w koronach, tiarach, czy kielichach. W medycynie chińskiej do dziś wykorzystuje się kwarc różowy na czubkach igieł do akupunktury aby wzmocnić działanie zabiegu.

Jak połączyć siebie i swoje życie z kamieniami?

Jest kilka sposobów na połączenie się z kamieniami, a tak naprawdę każdy najlepiej zrobi to intuicyjnie. Jak możemy pracować z kamieniami?: % możemy je nosić blisko siebie (tutaj wspomnę, że kontakt ze skórą zadziała najbardziej) w formie naszyjników, bransoletek czy pierścionków % można je umieścić w kieszeni, marynarce, staniku % możemy umieścić w konkretnym miejscu na ciele lub punkcie energetycznym (czakry) leżąc z nim np. 15 min % możemy ułożyć pod poduszkę na czas snu % możemy używać je do kąpieli lub do picia wody w celu wzmocnienia wibracji (tutaj polecam kryształ górski, kwarc różowy) % możemy również umieszczać w różnych miejscach w domu np.w salonie (kryształ górski, czarny turmalin), w pracy (fluoryt, hematyt, tygrysie oko) % możemy z nimi medytować trzymając w dłoni.

Odkryj swoje kryształy

„Prawdziwa magia kamieni polega na ich bliskości z człowiekiem, dlatego traktuj je jak przyjaciela” I tutaj nie ma konkretnych wskazówek jak to zrobić. Ważny jest nasz wewnętrzny głos, odruch przyciągania. Można skorzystać z pomocy osoby, która pracuje z kamieniami w ich doborze, z intencją z jaką chcemy pracować np. dolegliwość: fizyczna, mentalna, czy emocjonalna.

Kinga Buss – mentorka duchowa. Pomaga uzdrowić ciało i dusze. Pracuje głównie z kobietami. Jednym z narzędzi, które wykorzystuje są kamienie szlachetne. Uważa, że największa magia się zadziewa w bliskości człowieka z kamieniami.

www.alchemiamindfulness.pl


wyjątkowe miejsce w wałbrzychu

Nasza kuchnia tworzona jest z miłości O wyjątkowym miejscu tworzonym przez wyjątkowych ludzi, niepowtarzalnych smakach i restauracji, która poza kuchnią przyciąga wyjątkowym klimatem, rozmawiamy z Wiolettą Mierzejewską – właścicielką restauracji Coolturalna Montownia w Wałbrzychu. Zacznijmy od miejsca, w którym mieści się Państwa restauracja, ponieważ jest wyjątkowe. To obiekt na terenie Starej Kopalni w Wałbrzychu. Skąd pomysł na utworzenie restauracji właśnie w tym miejscu? Tak się szczęśliwie złożyło, że przypadkiem dowiedzieliśmy się o przetargu na wynajem jednego z budynków w Starej Kopalni w Wałbrzychu. Ten budynek to historyczna montownia maszyn górniczych. Chodziło nam właśnie o takie miejsce. Jest to duża przestrzeń z pięknym zabytkowym barem zbudowanym z wagonów górniczych. W budynku zachowano oryginalne elementy, takie jak suwnica i różnego rodzaju metalowe konstrukcje. To piękna, industrialna przestrzeń, która zachwyciła nas od pierwszego wejrzenia. I tak z Montowni powstała Coolturalna Montownia. Dlaczego właśnie taka nazwa? Nazwa nawiązuje do historii tego miejsca. Montowano i naprawiano tu maszyny górnicze – stąd „Montownia”. Wyrażenie „coolturalna” wskazuje natomiast na charakter i nową misję Montowni. Służy ona teraz jako restauracja oraz miejsce spotkania z szeroko pojętą kulturą tj. sztuką, nauką, i rozrywką. Warto pamiętać, że Montownia znajduje się na terenie Starej Kopalni, będącej centrum nauki i

Facebook-square Coolturalna Montownia INSTAGRAM Coolturalna Montownia , ul. Piotra Wysockiego 29, Wałbrzych O 502 771 888

sztuki. Aby nie brzmiało zbyt poważnie, słowo „kultura” użyliśmy z przymrużeniem oka i tak powstała „Coolturalna Montownia” – restauracja, w której od czasu do czasu odbywają się interesujące wydarzenia kulturalne. Co wyróżnia Waszą restaurację? Wydaje się, że należałoby zacząć od kuchni, czyli naszych potraw. Zacznę jednak inaczej. Jest kilka elementów, z których jesteśmy szczególnie dumni – one to wyróżniają nas na tle innych restauracji. Po pierwsze, nasz zespół – Montownia to przede wszystkim ludzie. W kuchni, na sali i barze pracują ludzie z pasją. Nie są to przypadkowe osoby, traktujące pracę w gastronomii sezonowo. Do takiej pracy trzeba mieć powołanie. Mamy bardzo zgrany zespół, na który zawsze możemy liczyć. Teraz dopiero mogę parę słów powiedzieć o naszych potrawach, bo to drugi ważny element tego miejsca. Dzięki pracy kucharzy smakują one wyjątkowo i pięknie wyglądają, a dzięki kelnerom podane są z uśmiechem i dostojnie. Określamy nasze potrawy jako „polskie, ale w nowoczesnym wydaniu”. Niektóre pozycje z menu stały się już klasykami dolnośląskiego rynku, choćby czarne pierogi czy zupa z gruszki i pietruszki. Po obiedzie polecamy pyszne desery. Goście chwalą bardzo Napoleonkę i słynną w Wałbrzychu Basię. Trzecim elementem, który nas wyróżnia jest samo miejsce. Kompleks Starej Kopalni jest wyjątkowy. To industrialna perełka Dolnego Śląska. Trzeba przyjechać, by zobaczyć i poczuć magię tego miejsca. Czy oprócz indywidualnych wizyt, można zorganizować w Coolturalnej Montowni przyjęcie okolicznościowe? Organizujemy różnego rodzaju przyjęcia okolicznościowe: komunie, chrzciny, urodziny, konferencje, szkolenia, warsztaty i tym podobne. Chciałabym także wspomnieć o nadchodzącym Sylwestrze. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw tym, którzy nie lubią drogich, hucznych balów oraz bólu głowy na drugi dzień. Stąd pomysł na „Sylwestra bez zobowiązań”. Każdy może przyjść, o której chce i zamówić coś ze specjalnie przygotowanego na ten dzień menu. Będzie muzyka na żywo i dla chętnych miejsce do tańca. Co więcej, zapraszamy do zabrania ze sobą swoich piesków – również one są mile widziane. Więcej szczegółów znajdziecie na naszym profilu na Facebooku. Serdecznie zapraszamy do Coolturalnej Montowni!

Już jako młody chłopak lubiłem podpatrywać, jak gotuje babcia i rodzice. Zawsze lubiłem też spędzać czas w kuchni. Gotowanie od najmłodszych lat jest moją pasją. Chodząc do różnych restauracji podpatruję pracę innych kucharzy, staram się ciągle uczyć od najlepszych. Mam świadomość, że praca w gastronomii wymaga wielu wyrzeczeń i poświęcenia. Tę pracę po prostu trzeba kochać. Najważniejsze jest to, żeby nasze potrawy smakowały gościom. Do każdego podchodzimy indywidualnie i każdego traktujemy wyjątkowo. To jest nasz priorytet. Cenię sobie współpracę z całą załogą. Razem stworzyliśmy wyjątkowe miejsce, jakim jest Coolturalna Montownia – na pewno nie spoczniemy na laurach i będziemy ją rozwijać.

13


z pasji do gotowania

foto: Joanna Rybnicka

gotująca rodzina NAJLEPIEJ

W KRAJU

W kulinarnym show Polsatu wygrali z rodzinami z całej Polski. Mieszkańcy Krosnowic: Joanna i Hubert Krechowie oraz ich córka Ewa pokazali się z najlepszej strony pichcąc to, co lubią, ale też przygotowując wesele na 30 osób. Z damską częścią rodziny rozmawiamy o gotowaniu i o rywalizacji w programie. Jak to się zaczęło, że pojawiliście się jako rodzina Krechów w programie Family Food Fight w Polsacie? Joanna: W domu zawsze gotowaliśmy. To było dla nas takie oczywiste, bez jakiegoś specjalnego skupiania się na tym. Mieszkamy na wsi, więc mamy do dyspozycji swoje warzywa, swojskie jajka, swojskie mleko, dlatego prowadzimy kuchnię prostą, swojską, można powiedzieć zwyczajną. Natomiast kiedyś zdarzyło się, że poszukiwano 14

gotujących rodzin do programu telewizyjnego i usłyszał o tym nasz znajomy. Zaproponował nam, że poda nasz numer telefonu do produkcji i oni się z nami skontaktują, żebyśmy wzięli udział w castingu. Pomyśleliśmy, że nigdy nie braliśmy udziału w castingu do programu telewizyjnego i to może być bardzo fajna przygoda. Na początku planowaliśmy sobie, że zrobimy coś ciekawego, zaskoczymy. Życie napisało swój scenariusz. Im bardziej zbliżał się casting, tym bardziej się okazywało, że nie mamy

czasu pomyśleć o czymś takim „wow”. Stwierdziliśmy więc, że pojedziemy, ale zrobimy po prostu takie rzeczy, które jemy w domu i nie będziemy udawać, że jesteśmy kimś, kim nie jesteśmy. Co ugotowaliście na castingu? Ewa: Mieliśmy 40 minut na przygotowanie 3 dań, trzeba więc było działać szybko. Tato zrobił czeską zupę czosnkową, której nauczył go przyjaciel Petr. Na drugie danie przyrządziliśmy fioletowe ziemniaki z naszego

ogrodu z sadzonym jajkiem i z sałatką z kiszonych ogórków, które przywieźliśmy w wecku. A ja zrobiłam kisiel na bazie tłoczonego w domu soku jabłkowego z kawałkami jabłek i przyprawami korzennymi. Jako zadanie specjalne miałam zrobić krem do tego kisielu, więc zrobiłam krem z sera mascarpone - trochę taki, jak do tiramisu. Jak już jesteśmy przy początkach, powiedz proszę, jak to się stało, że wzięłaś z rodzicami udział w tym programie? Ewa: Moja siostra mieszkała już wtedy w Norwegii, więc jasne było, że skoro casting jest teraz, a ma wystąpić w nim rodzina, to pojechaliśmy w trójkę. Twoja siostra też lubi gotować? Ewa: Ona lubi i potrafi gotować, tylko bardziej lubi eksperymentować dla siebie. Przez dłuższy czas była weganką. My się śmiejemy, że ona lubi robić rzeczy o smaku zdrowia, czyli są zdrowe, ale też smakują hmm… „zdrowiem”. Pojechaliście na casting i co dalej? Joanna: Samym castingiem byliśmy zachwyceni, tą atmosferą, ludźmi którzy nas tam otaczali – wszyscy byli tacy


z pasji do gotowania uśmiechnięci, życzliwi i bardzo pozytywni. Ale nikt, absolutnie nikt z naszej trójki nie brał pod uwagę, że z tych kilkuset ekip rodzinnych, które się tam zgłosiły, zostaniemy tą jedną z ośmiu, która weźmie udział w programie. Potem okazało się, że dosyć długo nie dostawaliśmy wyników. Casting był w grudniu 2019 roku. Na początku 2020 rozpętała się pandemia, wiadomo nikt nie miał do niczego głowy. Dopiero w 2021 roku do Huberta zadzwoniono z produkcji, że zostaliśmy wytypowani i w maju zaczną się nagrania do programu. A nam się tyle rzeczy przez ten czas zmieniło, że już nie umielibyśmy znaleźć czasu, żeby pojechać do Warszawy na nagrania. Zaczęliśmy dużą inwestycję w browar, cały czas mieliśmy u siebie ekipy budowlane, ale najważniejsze było to, że Ewa w maju zdawała maturę. Grzecznie podziękowaliśmy. Powiedziałam, że jesteśmy zachwyceni tym, że się dostaliśmy. Bardzo nas cieszy takie uznanie. Będziemy bardzo mocno trzymać kciuki za uczestników, ale my w tym programie udziału wziąć nie możemy. Jednak siła przekonywania pracowników produkcji jest ogromna i w końcu stanęło na tym, że dopasowali nagrania nawet do schematu matur i Ewka, jak gwiazda filmowa, prosto z ostatniego egzaminu pojechała do Warszawy na plan programu.

pani, którą oni widzą wieczorem w telewizji, tak normalnie chodzi po korytarzu w szkole. A ja sobie w duchu myślałam: „Boże, dobrze, że wygrałam ten program, bo chyba nie zniosłabym rozczarowania tych dzieci, gdybyśmy odpadli w którymś z odcinków.” One były tak zaangażowane! Oglądanie samych siebie na ekranie musiało być ciekawym odczuciem. Jak to wspominacie? Joanna: Na każdy odcinek zapraszaliśmy grupę znajomych, z którymi oglądaliśmy program, przy okazji gotując dla nich to, co widzieli w programie. To było fantastyczne osiem spotkań. Spotykaliśmy się u nas w browarze, mieliśmy rzutnik, oglądaliśmy program, jedliśmy fajne jedzenie i świetnie się bawiliśmy. W efekcie znajomi stwierdzili, że oni chcą tu przyjeżdżać i brać udział w takich imprezach także po programie. Myśmy byli tym na początku trochę przerażeni, bo żeby kogoś tak fachowo podejmować, to chociażby trzeba mieć zastawę na tyle osób, a przede wszystkim trzeba coś umieć. Wzięcie udziału w programie to jedno, tam nikt od nas nie wymagał profesjonalizmu, a tutaj już trzeba było się jakoś do tego lepiej przygotować. Zdecydowaliśmy, że potrzebne nam profesjonalne szkolenie. Ewa: Przyjechał do nas food producer, który pracował też

na planie „Family Food Fight”. Pokazywał nam podstawy gotowania już takiego stricte restauracyjnego, różne techniki przyrządzania dań. W domu można dobrze gotować bez przygotowania, bo tak naprawdę dużo rzeczy się robi, bo tak babcia robiła, bo to się tak wydaje sensowne. Ale potem, jak chce się to już robić na szerszą skalę, warto jest jednak znać procesy w kuchni od technicznej strony. I zaczęliście przyjmować u siebie gości, a także gotować na rożnego rodzaju eventach. Ewa: Goście sami się do nas zaczęli odzywać. Ale muszę przyznać, że, przygotowanie imprezy dla większej liczby osób, dla kogoś, kto niekoniecznie jest rodziną, było na początku bardzo stresujące. Trzeba było ułożyć potrawy z kuchni i z grilla, żeby wyszły na stół równo w odpowiednim czasie. Zwrócić uwagę na to, aby serwowanie jedzenia i posprzątanie po tym odbywało się tak, jak w restauracji. Na początku był to ogromny stres, ale z każdym weekendem, z każdą kolacją degustacyjną, idzie nam coraz lepiej. Nabraliśmy już praktyki, ale w sumie i tak przed każdym eventem, nowymi gośćmi, lekki stres jest – jak u aktorów przed premierą. Mamy już opanowane podstawy, ale cały czas edukujemy się w tematyce

Kiedy zaczęliście nagrania do tego programu? Joanna: Jedenastego maja. Nagrania trwały około miesiąc.

Jak dzieci w szkole odebrały Twój udział w programie telewizyjnym? To było szaleństwo! Dzieci, szczególnie z niższych klas, te maluszki były tak dumne. Dla nich niesłychane było to, że ta

foto: Joanna Rybnicka

Nagraliście program, ale emitowany był on później. Jak udało Wam się utrzymać w tajemnicy informację o wygranej? Joanna: Mieliśmy zastrzeżone w umowie, że nie możemy ujawnić, że wygraliśmy, ani niczego publikować na ten temat w mediach społecznościowych. A radość człowieka rozsadzała! Pamiętam, że pierwszy odcinek był emitowany 1 września i tego dnia obejmowałam obowiązki dyrektora szkoły. Rano po raz pierwszy otwierałam rok szkolny jako dyrektor, a wieczorem debiutowałam w telewizji, w programie.

kulinarnej. Ja sama zaczęłam pracować w restauracjach po to, żeby zobaczyć funkcjonowanie restauracji tak bardziej od kuchni. Podpatrzeć organizację pracy i jakieś triki doświadczonych osób z gastronomii. Joanna: Teraz na przykład obsługa wyjazdowego eventu dla trzydziestu osób nie jest już tak obezwładniająca, jak była wcześniej. Wiadomo, że zawsze jest stres, ale to już jest pod kontrolą. Każdy z nas ma już jakieś swoje mocne strony związane z organizacją. Każdy z Was, znaczy Hubert, Ty Asia, Ty Ewa, jest od czegoś innego. Jak dzielicie się rolami? Joanna: Jesteśmy tak dosyć mocno podzieleni. To wygląda jak puzzle. Każdy jest elementem, który składa się na całość. Hubert odpowiada za przygotowanie mięs, ryb i warzyw z grilla. Mamy dwa grille – ceramiczny zamknięty i taki z otwartym paleniskiem, z którymi Hubert, według nas i naszych gości, radzi sobie świetnie. Stroną kuchenną zajmuję się ja. Wypiekam pieczywo, przygotowuję takie dania, które wychodzą z kuchni. ponieważ wszystko, co serwujemy podczas naszych kolacji degustacyjnych, jest robione własnoręcznie przez nas. Moją domeną jest ogród, więc jeżeli to są imprezy organizowane latem, to często się zdarza, że nasi goście dostają koszyki i zbierają sobie warzywa z ogrodu, które za chwilę im przyrządzamy. W pozostałe potrzebne produkty zaopatrujemy się w lokalnych bardzo dobrych źródłach. Trzy wioski dalej mamy świetne gospodarstwo rybackie, w którym kupujemy ultra świeże ryby odłowione 2-3 godziny przed imprezą. Boczniaki kupujemy po sąsiedzku u producenta, również są ścinane tego samego dnia – wielu gości przyznaje, że po raz pierwszy widzi te grzyby w całych wiązkach, tak jak rosną. Dbałość o jakość produktu jest tym, na czym się bardzo skupiamy. Staramy się, żeby dania, które są u nas serwowane, były absolutnie świeże. Może nie stosujemy bardzo wyrafinowanych technik kulinarnych, ale staramy się, żeby to, co serwujemy bazowało na prostocie i bardzo dobrej jakości produktach. Natomiast Ewa jest osobą, która to wszystko spina, jak klamra. Zajmuje się obsługą sali. Ona przygotowuje naczynia i jest łącznikiem między grillem a kuchnią. ►►►

15


z pasji do gotowania

Wracając jeszcze do programu, a propos tych emocji i tych napięć. Było osiem odcinków i na pewno pojawiały się jakieś trudne momenty. Joanna: Było kilka takich momentów. Po trzecim odcinku już w sumie chcieliśmy stamtąd jechać, bo nie nastawialiśmy się na to, że my to w ogóle wygramy. Jak się zrobiło ciężej, to już mi i Ewce odechciewało się tam być, ale Hubert nie dawał za wygraną. Uważał, że nie można się poddawać, jak już się coś zaczęło, to trzeba się angażować na 100 procent niezależnie od ostatecznego wyniku. Ja w szczególności pamiętam odcinek, w którym trzeba było zrobić tort. Nie mogliśmy się

16

do tego przygotować, bo to była niespodzianka. Wszystko trzeba było zrobić tam na miejscu, a nikt z nas nie ma takiego doświadczenia, jeżeli chodzi o cukiernictwo. U nas w domu robi się najprostsze ciasta i najprostsze desery, nic przekładanego żadnym kremem, nic zdobionego. Kiedy trzeba było zrobić siedmiowarstwowy tort… Każda warstwa była z innego rodzaju ciasta, różne rodzaje masy, jakieś czyste wariactwo. Pamiętam jak przy ogłaszaniu werdyktu juror stanął i do kamery powiedział bez żadnych ogródek: „Pierwsza do dogrywki wpada rodzina Krech, jej tort najmniej przypominał smakiem oryginał.” A myśmy byli tacy dumni, że nam się to ciasto w ogóle w kupie trzymało! Nagrywanie konkurencji trwało nieprzerwanie trzy godziny, po takim czasie intensywnego myślenia, co trzeba zrobić po kolei, biegania w kuchni, bo oczywiście zawsze czasu brakowało, to już człowiek miał dość wszystkiego. Ewa: Potem taką stresującą sytuacją był odcinek z grillem, kiedy okazało się, że w grillach na planie strasznie trudno jest utrzymać temperaturę i ciężko jest coś usmażyć. Tato dokonywał cudów, żeby nasze dania nie zostały wydane

foto: Joanna Rybnicka

►►►

Ewa: Ja lubię też myśleć, że rozładowuję różnego rodzaju napięcia u rodziców. W programie też tak było - chciałam to sobie zastrzec. Uważam, że taka była moja rola i beze mnie, to oni by tego programu nie wygrali, bo by się pokłócili. Lubię myśleć, że jestem takim mediatorem. Joanna: To prawda. My jesteśmy z Hubertem bardzo temperamentnymi ludźmi i potrafimy wyrażać swoje emocje.

jurorom półsurowe. Pamiętam, że to był najbardziej stresujący odcinek dla taty na pewno. Jak zareagowaliście, kiedy uświadomiliście sobie wszyscy, że „OK, weszliśmy do finału”? Joanna: Ja sobie nie pozwalałam na wielką radość, ponieważ… zawsze można przegrać w finale. Wiadomo, że to nie zmienia jakoś bardzo świata, ale na pewno jest przykro. Dojście do finału, to ogromny wysiłek, bo już same nagrania są po prostu wyczerpujące fizycznie. Na planie byliśmy zwykle od godziny ósmej do, nawet, dwudziestej drugiej. Gdy dowiedzieliśmy się o tym, że przechodzimy do finału i nagle mamy konkurować o tytuł najlepiej gotującej rodziny w Polsce, to, po tym prawie miesiącu bycia na planie, był duży szok, a potem stres, że my nie mamy takich umiejętności. Każdy z nas lubi gotować, ale nie mieliśmy poczucia, że mamy jakieś takie niesamowite zdolności, a tutaj nagle trzeba będzie zrobić menu weselne, zachwycić jurorów oraz osoby dodatkowo zaproszone do tego odcinka. Menu weselne mieliście do przygotowania w finale? Joanna: Trzeba było zrobić wesele i rzeczywiście została zaproszona para, która zamierzała się pobrać oraz ich rodzice - stanowili oni dodatkowe jury tego odcinka. W zasadzie główną ocenę robiła zaproszona rodzina, a potem „nasze” jury jakby już tylko przychylało się do werdyktu. Na przygotowanie menu weselnego finałowe rodziny miały bardzo mało czasu. Pamiętam, był to dzień wolny od nagrań, siedzieliśmy na ławce w Parku Krasińskiego i nie mieliśmy już siły. Powiedziałam: „Nie, po prostu nie wstaniemy z tej ławki, dopóki tutaj na tej kartce nie pojawi się menu”. Na początku chcieliśmy zrobić wesele à rebours, czyli wesele na czarno i wymyśliliśmy czarne menu. Okazało się, że wbrew pozorom mało jest naturalnie czarnych rzeczy do zjedzenia i trzeba byłoby składniki farbować kałamarnicą lub węglem. Uznaliśmy, że nie porwiemy się na coś takiego. Postanowiliśmy więc, że w takim razie zrobimy zielone menu nawiązujące do koloru kuchni i naszych fartuchów z czarnymi akcentami. Jako przystawkę podaliśmy czarną kaszankę w zielonym ptysiu. I okazało się, że tym ptysiem z kaszanką zajadały się jedna i druga rodzina i to on zdecydował o naszej wygranej.

Życie toczy się dalej. Teraz pewnie też dzięki temu programowi zapraszacie do siebie różnych ludzi, ale jest też w głowie plan uruchomienia browaru. Joanna: Myślę, że na razie takie najbliższe plany, jakie mamy, to właśnie uruchomienie minibrowaru i naszej małej restauracji, które będą otwarte dla klientów w czasie weekendów. Ewa: Z takich nowości, to tato chciałby podzielić się naszymi umiejętnościami i przygotować e-booki kulinarne. A moim planem na najbliższy czas jest wyciągnięcie rodziców na wakacje, żebyśmy wszyscy trochę odpoczęli. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Powiedzcie, co serwuje na Wigilię najlepiej gotująca rodzina w Polsce? Czy to są dania stricte tradycyjne? Joanna: Będziemy mieli bardzo rozczarowującą odpowiedź. Gotujemy bardzo, bardzo tradycyjnie, niespecjalnie rozbudowane potrawy świąteczne. Rodzina Huberta jest na miejscu, moja rodzina przyjeżdża do nas w odwiedziny i właśnie te spotkania są dla nas clou tych świąt, żebyśmy się zobaczyli, posiedzieli, pogadali, pograli w planszówki, poszli z psem na spacer. To u nas jest duchem świąt, bo jeżeli chodzi o jedzenie, ono oczywiście jest, ale moim zdaniem jest tylko tłem spotkania. Ale dwanaście potraw jest? Ewa: Oj, nie. Ostatnio właśnie mówiłam do mamy, że musimy trochę rozbudować nasze menu. W zeszłym roku mieliśmy rekordowo małą liczbę potraw wigilijnych, czyli był barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami i karp smażony. To były nasze wszystkie potrawy… i kutia. Joanna: Jeżeli potem ma się wyrzucić jedzenie, to po prostu szkoda czasu i składników. I to jest też nasza dewiza. Komponujemy zawsze menu kolacji degustacyjnych tak, aby było ono ciekawe, zaskakujące, ale bardzo zwracamy uwagę na to, żeby było to w ilości możliwej do zjedzenia. Goście mogą też sobie spakować przygotowane jedzenie do domu. A nawet jeśli coś zostanie, to ja jestem w stanie w kuchni, już na nasze prywatne potrzeby, nadać tym rzeczom drugie życie, np. zrobić z grillowanych warzyw jakieś ciekawe pasty warzywne. Dziękuję za rozmowę.


sztuka

Moja miłość do sztuki nie mija Skąd pomysł, aby zajmować się taką branżą? Wymaga ona ogromnej cierpliwości, precyzyjności i zdolności manualnych. Wszystko zaczęło się od najmłodszych lat. Lubiłem rysować, jak wiele dzieci i już z tego nie wyrosłem. Mój tata również malował i rysował, więc od dziecka miałem kontakt ze sztuką. Kiedy miałem 13 lat wyjechałem do Anglii. W collegu skończyłem kierunek plastyczny. Miałem tam możliwość eksperymentowania z różnymi formami sztuki. W tym samym czasie wujek, który też jest tatuażystą pokazał mi podstawy, więc zacząłem ćwiczyć na własnej skórze i tak się zaczęło. Moja miłość do sztuki nadal nie mija. W wolnym czasie maluję obrazy, rysuję, fotografuję, a ostatnio miałem okazję zilustrować książeczkę dla dzieci. Czy we współczesnym świecie ludzie często się tatuują? Robią to według Pana ze względu na modę, czy aby coś upamiętnić? Jest moda na tatuaże i są one coraz bardziej popularne, ale nie wszystkie osoby decydują się na wykonanie tatuażu z powodu mody. Klienci są bardzo różni i powody, dla których decydują się na ozdobienie swojego ciała także są różne. Tatuaża-

mi zajmuję się od 15 lat i w ciągu tego czasu miałem okazję poznać naprawdę wiele osób. Ludzie robią tatuaże, aby upamiętnić ważne wydarzenia oraz swoich bliskich. Zdarzają się też osoby, które decydują się tatuażem zakryć blizny. Taki zabieg pozwala im często odzyskać pewność siebie. Kim częściej są Pana klienci, to młodzi ludzie, kobiety, czy raczej mężczyźni? Kiedy zaczynałem 15 lat temu w Anglii, tatuowałem głównie mężczyzn – Anglików, później doszli też Polacy mieszkający w tym kraju. Z czasem sprzęt używany do tatuowania stał się bardziej precyzyjny, a tym samym tatuaże dokładniejsze i delikatniejsze, co zachęca więcej kobiet. Teraz podział moich klientów jest mniej więcej równy. Nie widać już takich dysproporcji. Każdy wiek jest dobry i to warto podkreślić, ponieważ nie ma żadnej bariery wiekowej. Tatuowałem na przykład panią, która miała 84 lata i robiła swój pierwszy tatuaż. Czy osoby, które przychodzą się tatuować, mają konkretną wizję na to jak powinien wyglądać ich tatuaż, czy zdają się na Pana?

O tym, czy każdy wiek jest dobry na wykonanie tatuażu, jakie motywy są obecnie najmodniejsze, a także dlaczego ludzie się tatuują, rozmawiamy z Pawłem Gołębiowskim – właścicielem salonu tatuażu „Prosper tattoo” Są ludzie, którzy przychodzą i nie mają żadnego pomysłu i liczą wtedy na mnie, że ich nakieruję. Przeprowadzam wówczas darmową konsultację, a na niej wywiad, jaką tematykę ma mieć tatuaż, w którym kierunku idziemy. Pokazuję moje prace, wspólnie szukamy inspiracji i razem tworzymy wyjątkowy wzór. Częściej przychodzą jednak osoby zdecydowane, takie które wiedzą co tatuaż ma przedstawiać, a ja jedynie pomagam im przerzucić ich pomysł na skórę. Pamięta Pan tatuaż, który był prawdziwym wyzwaniem do wykonania? Zdarza mi się poprawiać lub pokrywać pracę innych tatuażystów, często amatorów. Wymaga to dużo więcej wyobraźni, ponieważ nowy wzór musi być dopasowany do tego co klient ma już na skórze. W Anglii robiłem to częściej, niż obecnie. Wynika to z tego, że tam tatuaże są popularne od bardzo wielu lat i nierzadko ktoś miał wykonany tatuaż 30 lat temu, a wówczas robiono je inaczej, niż współcześnie. Ale zawsze można poprawić taki tatuaż i zrobić coś fajnego. Czy jest obecnie moda na jakiś konkretny wzór,

który często klienci sobie życzą, aby im wykonać? Moda na tatuaże, jak każda inna ciągle się zmienia. Kiedy zaczynałem wciąż modne były trybale i tatuaże w stylu ‘old school’. Później większość klientów decydowało się na bardziej realistyczne wzory. Pojedyncze tatuaże przerodziły się w całe rękawy. Modne są teraz na pewno delikatne, małe tatuaże, minimalistyczne. Bierze się to z tego, że parę lat temu sprzęt, na jakim pracowali tatuażyści uniemożliwiał taką precyzję. Wracają też pojedyncze tatuaże. Dalej w modzie są również rękawy oraz uniwersalne wzory, które nie zmieniają się od 100 lat; np. czaszki czy kwiatowe elementy, zwłaszcza róża. Czy zdarzało się Panu odmówić wykonania tatuażu? Tak, w Anglii nie można wykonać tatuażu osobie poniżej 18 roku życia, w Polsce za pozwoleniem rodzica można zrobić tatuaż wcześniej. Odmawiałem niektórym osobom tatuaży na twarzy. Zdarzało się też, że klienci uparcie chcieli wzór, pod którym nie chciałem się podpisywać . Facebook-square Prosper tattoo INSTAGRAM Prospertattoostudio ul. Zacisze 1, Szczawno-Zdrój  690 366 379

17


zdrowie

magiczne święta PRZEŻYJ

I NIEZAPOMNIANEGO

Sylwestra

Z UZDROWISKIEM LĄDEK-ZDRÓJ S.A. 18


zdrowie

W pakiecie, na Gości czekają: uroczysta kolacja wigilijna, prezent od uzdrowiska oraz zabiegi na bazie wód mineralnych. Po świątecznym relaksie, warto pomyśleć o nadchodzącym Nowym Roku i wyjątkowej szampańskiej zabawie. Uzdrowisko Ladek-Długopole S.A. wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Gości zaprasza do skorzystania z pakietów sylwestrowych. Przygotowanych zostało kilka propozycji tak, aby każdy mógł wybrać najlepszy wariant dla siebie. Można zdecydować się na pobyt tygodniowy oferujący szeroką gamę zabiegów lub pobyt nieco krótszy, w którym najważniejsze będzie powitanie Nowego Roku podczas szampańskiej zabawy prowadzonej przez DJ-a. Jest w czym wybierać!

Kontakt i szczegółowa oferta: rezerwacja@uzdrowisko-ladek.pl 74 814 64 37/ 74 811 54 74 www.uzdrowisko-ladek.pl PRZY WCZEŚNIEJSZEJ REZERWACJI SYLWESTRA OTRZYMACIE PAŃSTWO RABAT 10% (do 15.11.2023 r.)

Przedświąteczna gorączka sprawia, że po intensywnych przygotowaniach do wigilijnego stołu zasiadamy zmęczeni, bez większej ochoty na świętowanie. Nie jedna osoba marzy o tym, aby przygotowania do świat oddać w ręce innych, a samemu odpocząć, zrelaksować się i niczym najważniejszy gość usiąść do wieczerzy. Właśnie dlatego, coraz większą popularnością cieszą się święta poza domem spędzone w kameralnej, rodzinnej atmosferze. „Magia Świąt” w „Zdroju Wojciech”, jednym z najpiękniejszych obiektów uzdrowiskowych, to propozycja łącząca chwile relaksu i wypoczynku z tradycją bożonarodzeniową. 19


ludzie z pasją

magiczne miejsce w sercu Srebrnej Góry Dlaczego Srebrna Góra jest wyjątkowa, a Villa Hubertus to miejsce, które zachwyci każdego? Rozmawiamy między innymi o tym z Agnieszką Tomczak. Nie jest Pani mieszkanką Srebrnej Góry. Kiedy Pani przyjechała i postanowiła zadomowić się w tej urokliwej miejscowości, a także przejąć stery w Villi Hubertus? Do Srebrnej Góry przyjechałam w 2000 roku. Pracowałam tutaj w schronisku do 2007 roku. I wróciłam w to miejsce jako dzierżawca 5 lat temu. Kilkanaście lat temu obiekt został kupiony przez prywatną osobę. Właściciel zrobił kompleksowy remont. Kiedy budynek powstał? Jaka jest jego historia? Budynek powstał na przełomie XIX i XX wieku. Początkowo był pensjonatem właśnie pod nazwą Willa Hubertus. Pózniej pełnił wiele funkcji. Był przez pewien czas prywatną willą dla jednej rodziny, ale wówczas był dużo mniejszy. Ile pokoi znajduje się w obiekcie? Villa dysponuje 10 pokojami, które zostały zaprojektowane z myślą o potrzebach naszych gości. Są wyremontowane i utrzymane w przytulnym klimacie, a to sprawia, że nasi goście poczują się u nas bardzo swobodnie. Niektóre pokoje posiadają tarasy, z których rozpościera się

niesamowity, górski krajobraz. W obiekcie jest dostępne bezpłatne wi-fi. Jesteśmy przyjaźni zwierzakom, możecie Państwo zabrać do nas swojego pupila. Wszystkie pokoje posiadają prywatne łazienki z kabiną prysznicową. Przed budynkiem i od strony podwórka znajdują się parkingi. Zakaz wjazdu na ulicę Kretą, przy której znajduje się nasz pensjonat nie dotyczy naszych gości. Dlaczego warto przyjechać do Srebrnej Góry? Srebra Góra jest pięknym miejscem, cudownie położonym, które zmieniło się na przestrzeni lat. Mieszkańcy wyremontowali kamienice. Wyremontowany został również kościół ewangelicki, a także drogi. Jest mnóstwo szlaków spacerowych i rowerowych typu Enduro i MTB, blisko znajduje się też stacja narciarska. Mamy oczywiście również znaną już nie tylko w Polsce Twierdzę Srebrna Góra. Organizujecie Państwo także ciekawe wycieczki dla chętnych. Proszę powiedzieć coś więcej na ich temat. Zajmujemy się organizacją wycieczek szkolnych, ponieważ prowadzimy z mę-

żem firmę turystyczną. Proponujemy różne warianty wycieczek, dopasowane do wieku oraz umiejętności uczestników. Oferta została tak przygotowana, aby każdy znalazł coś dla siebie. Gwarantujemy wycieczki pełne emocji, niezapomnianych zabaw, ale również możliwość zdobycia nowych umiejętności i zdobycia historycznej wiedzy w niecodzienny sposób. Nasze doświadczenie, przyjazne nastawienie, elastyczność i ciekawy program wycieczek stanowią gwarancję niezapomnianych wrażeń. To sposób na połączenie zabawy, przygody i nauki. Na pewno warto wspomnieć o zjeździe na linach z 30-metrowego wiaduktu dawnej kolei „zębatej” znajdującego się w pobliskim Żdanowie. To jedna z okolicznych atrakcji. Piękne wnętrza to jedno, ale macie Państwo także bardzo urozmaiconą kuchnię.

ul. Kręta 2, Srebrna Góra tel. 691 188 574, 530 954 677 www.villahubertus.com.pl Facebook-square Villa Hubertus INSTAGRAM Villa Hubertus Naszym gościom proponujemy bardzo różnorodną kuchnię. Jesteśmy kulinarnie przygotowani na każdego klienta. Można skosztować u nas dań kuchni tradycyjnej, ale zapewniamy też szeroki wybór dań wegetariańskich i wegańskich, sezonowych przysmaków. Można zjeść między innymi: Kotlet „zbójnicki”, placek „forteczny”, czy wege michę z falafelem oraz autorskie pierogi. Serwujemy także czeskie piwo Opat i regionalne piwo Sowie. Restauracja jest czynna codziennie w okresie od 15 kwietnia do 15 października. W pozostałych miesiącach działamy głównie w weekendy, za wyjątkiem okresów świątecznych i ferii zimowych.

Inspiruję się tym, co mi w duszy gra W tej branży nie można się zamykać i szufladkować. Trzeba być autentycznym i płynąć z nurtem.

SKĄD PANA PASJA DO MUZYKI? Już w szkole należałem do kółka teatralnego. Nigdy nie bałem się publiczności i zawsze chętnie wchodziłem w interakcję z ludźmi. JAK ZACZĘŁA SIĘ PANA PRACA W CHARAKTERZE DJ-A? Wspólnie z kolegą z Bielawy zorganizowaliśmy kilka imprez. 7 lat temu pojawiła się propozycja, aby zagrać na urodzinach ojca naszego kolegi. To była pierwsza taka zorganizowana impreza. Nie posiadałem jeszcze wówczas sprzętu, ale metodą chałupniczą udało się. Po tej imprezie ludzie zaczęli mnie polecać dalej. Z każdą kolejną imprezą utwierdzałem się, że chcę to robić, ponieważ sprawia mi to ogromną przyjemność i oczywiście gościom.

MUZYKA TO JEDNO, ALE NA IMPREZACH SĄ TAKŻE ZABAWY. SKĄD CZERPIE PAN INSPIRACJĘ? Wykorzystuję swoją kreatywność, ale też inspiruje się kiedy sam jestem na jakieś imprezie jako gość. My d-je rozmawiamy między sobą. Nasze środowisko jest otwarte i współpracujemy, dzwonimy do siebie, polecamy siebie nawzajem, kiedy jeden z nas ma zajęty termin.

Z DJ-EM, WODZIREJEM, KONFERANSJEREM I ANIMATOREM - PAWŁEM TARASZCZUKIEM ROZMAWIAMY O MUZYCE, A TAKŻE CECHACH, JAKIE POWINIEN POSIADAĆ DOBRY DJ.

KAŻDA IMPREZA JEST INNA. JAK UDAJE SIĘ PANU PORWAĆ LUDZI NA PARKIET? Sztuką jest odpowiednie zaserwowanie muzyki, która zabierze ludzi na parkiet. Oczywiście inaczej jest na 18-stce, mniej formalnie, ponieważ jest inny pułap wiekowy. A z kolei na weselu trzeba być, przynajmniej na początku bardziej oficjalnym. Staram się dostosowywać do obiorców, zarówno muzykę, jak i konferansjerkę. Mam także pewne swoje elementy, które bez względu na okoliczność wnoszę. Na pewno takim moim stałym elementem są animacje tańce: od makareny, po pociąg. To angażuje gości do zabawy.

GRA PAN NA TERENIE CAŁEGO WOJEWÓDZTWA DOLNOŚLĄSKIEGO? Tak, ale działam również w województwie opolskim i zdarzało mi się zagrać również w województwie wielkopolskim.

MA PAN SWOJE ULUBIONE IMPREZY, NA KTÓRYCH WYJĄTKOWO LUBI PAN GRAĆ? Każda uroczystość sprawia mi przyjemność, ale lubię urodziny na pewno, bo jest bardziej kameralnie, gośćmi są bliskie osoby, przyjaciele. Jest mnóstwo pozytywnych emocji, niespodzianki dla jubilata, wspomnienia, ciekawe historie.

JAKIE CECHY WEDŁUG PANA POWINIEN POSIADAĆ DOBRY DJ? Dobry DJ musi nie tylko grać, musi dostosować się do gustu gości, trzeba rozmawiać z ludźmi. Gdy ja prowadzę imprezę inspiruję się tym co mi w duszy gra, ale jedocześnie jestem otwarty na sugestie. Goście mogą także zamawiać muzykę.

20

KTO ZE ŚWIATA MUZYCZNEGO PANA INSPIRUJE? Dawid Podsiadło, który wykonuje bardzo wrażliwą muzykę oraz Sanah, która nawiązuje do poezji śpiewanej, śpiewa o miłości, ale i o trudnych rozstaniach. MA PAN W SWOJEJ PAMIĘCI IMPREZĘ, KTÓRA WYJĄTKOWO UTKWIŁA PANU W GŁOWIE? Raz w życiu zdarzyło mi się zagrać na stypie, ponieważ takie było życzenie zmarłej osoby. To było trudne wyzwanie. Była zabawa, trzeba było wyczuć nastrój. Leciały klasyczne hity, głównie lata 90-te.

INSTAGRAM LIVE PARTY ŻYJ IMPREZĄ facebook LIVE PARTY-ŻYJ IMPREZĄ  726 521 298


rozmaitości

Facebook-square Hipnagogia

21


kreatywna kobieta

To jest moja fantazja,

na którą mój bajkowy świat pozwala O cyfrowych rysunkach, natchnieniu, walce z depresją i życiu w świecie bajek, rozmawiamy z Barbarą Pawłowską, która stworzyła Bajkową Kotlinę. CZYM JEST BAJKOWA KOTLINA? To esencja tego wszystkiego, co wewnętrznie czuję i tego, co zawsze chciałam robić, ale wcześniej sugerowałam się zdaniem innych ludzi, a w głowie miałam swego rodzaju powinność związaną z kierunkiem studiów jaki skończyłam, czyli z Architekturą i Urbanistyką o specjalizacji Konserwacji i Ochrony Zabytków. OD CZEGO ZACZĘŁA SIĘ BAJKOWA KOTLINA I CO KRYJE SIĘ POD TĄ MAGICZNĄ NAZWĄ? Jeszcze kiedy prowadziłam firmę projektową, co jakiś czas przygotowywałam foldery bajkowe dla Teatr Show, to właśnie wtedy miałam możliwość popróbować różne style i kreski. Bajkowa Kotlina zaczęła się od spektaklu lalek sycylijskich „Wesele Gnomów”, który premierę miał w 2020 r. To krótka bajka objazdowa z nagraną ścieżką audio, którą zobaczyło już przeszło 4000 dzieci. Słyszeć dziecięce śmiechy i ich entuzjazm podczas spektaklu jest bezcenne, to daje powietrza w skrzydła. Po22

czułam, że właśnie to chcę robić. Przez całe zeszłe lato graliśmy z młodzieżą ten spektakl, a także organizowaliśmy w ramach wakacji z MGOK w Bystrzycy Kłodzkiej gry terenowe. Jednocześnie przeprowadzałam w tym wakacyjnym okresie w pałacu w Gorzanowie bajkowe zwiedzanie. Pokazywałam dzieciom bajkową odsłonę tego miejsca przy pomocy wesołych bohaterów, jak Koza Kasia, która pragnęła być smokiem. Zwiedza-

nie dla dzieci cieszyło się bardzo dużym zainteresowaniem, jednego dnia przyszło ponad 100 osób! Stworzyłam mapkę i naklejki, które dzieci zbierały na trasie. Robiliśmy księżniczkowy makijaż, a chłopcy malowali wąsy hrabiego. W ten sposób zapoznawałam dzieci z zabytkowym miejscem w przystępny i ciekawy dla nich sposób. Bajka to jest to, co czuję, że chcę robić przez cały czas. Jest moją przestrzenią.

KIEDY POJAWIŁ SIĘ W TWOJEJ GŁOWIE TEN MOMENT, ŻE STWIERDZIŁAŚ, ŻE NIE BĘDZIESZ ARCHITEKTEM? Przeszłam bardzo ciężką depresję wywołaną nagromadzonymi emocjami, niepowodzeniami i rozczarowaniami. To trwało zbyt długo i pękłam. Teraz, po czasie uważam, że uleczanie to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. To był moment wielkich roszad. Czas, kiedy mogłam przemyśleć każdy element mojego życia, przemyśleć co sprawia, że rosnę, a co mnie przygniata. Miałam duże wsparcie od rodziców, więc mogłam się skupić na sobie. Wyszłam z depresji z pewnością siebie. Teraz pracuję w Miejsko Gminnym Ośrodku Kultury w Bystrzycy Kłodzkiej, współpracuję z Teatrem RAZY DWA, a także z Pałacem Gorzanów i oczywiście maluję. Wykorzystuję rozwiniętą na studiach architektonicznych kreatywność i zdobytą w konserwacji wrażliwość. Jednak architektura to całe spektrum możliwości,wyrażania siebie - ja wybrałam taką drogę.


kreatywna kobieta

JAK POWSTAJĄ TWOJE RYSUNKI? OPOWIEDZ NAM O METODZIE, JAKĄ JE TWORZYSZ? Maluję na iPADzie. Mam go przy sobie właściwie przez cały czas, dlatego jestem w stanie malować wszędzie. Jest to technika Digital Painting, czyli rysunek cyfrowy, technika nowoczesna, która daje mi najwięcej radości. TO, ŻE TWOJE RYSUNKI POWSTAJĄ NA IPADZIE

OZNACZA, ŻE KAŻDY MOŻE TAK PIĘKNIE MALOWAĆ? Jeśli ktoś potrafi malować tradycyjnie, to na tablecie też to zrobi oczywiście, ale trzeba mieć do tego dar i odpowiednie predyspozycje. Wymaga to lat praktyki. BAJKOWE POSTACI TO JEDNO, ALE RYSUJESZ TAKŻE REALISTYCZNE OSOBY. Tak, rysuję też portrety, konkretne osoby w bajkowej semirealistycznej odsłonie. Najbardziej lubię tworzyć

w takiej konwencji, bo chcę, aby to co rysuję, miało swój własny niepowtarzalny charakter. ZAWSZE LUBIŁAŚ MALOWAĆ? Od zawsze, od kiedy sięgam pamięcią, ciągle coś wycinałam, przyklejałam, rysowałam, miałam tablicę w pokoju z galerią najnowszych rysunków. Być może ten dar odziedziczyłam po dziadku, który był malarzem, na pewno to zasługa mojej mamy. CO LUDZI PRZYCIĄGA DO TAKICH CYFROWYCH RYSUNKÓW? Wydaje mi się, że te które tworzę są mocno charakterystyczne i zaczynają być rozpoznawalne. Te ilustracje są bardzo szczere, bo tworzone prosto z serca. GDZIE SZUKASZ NATCHNIENIA? Głównie w przestrzeni. Bystrzycę Kłodzką kocham od zawsze i chcia-

łam pokazać ją od mojej strony. To jest moja fantazja, na którą mój bajkowy świat pozwala. Bardzo dużo czerpię od ludzi, którzy mnie otaczają, to ich kreatywność mnie motywuje i inspiruje. MARZYSZ O CZYMŚ? Teraz robię te wymarzone rzeczy, które od dawna chciałam robić. Czuję, że to wszystko idzie w dobrym kierunku. Współpraca z Pauliną Kajdanowicz z Teatru RAZY DWA i praca w MGOK w Bystrzycy Kłodzkiej bardzo mnie uskrzydla. Czuję, że się tam rozwijam. Podobnie jest ze współpracą z Pałacem Gorzanów czy z Hufcem ZHP Ziemi Kłodzkiej i do tego wszystkiego ten mój bajkowy świat: Bajkowa Kotlina, gry terenowe dla dzieci, portrety, światła. To jest to, o czym marzyłam, co chciałam robić. Ważne, że znalazłam odpowiednie miejsce i odpowiednich ludzi, którym jestem bardzo wdzięczna.

23


to tworzą kobiety

W tworzenie świec wkładam całe serce

Marzysz, aby w Twoim domu wyjątkowo pięknie pachniało, aby świece które zapalisz przywoływały najpiękniejsze wspomnienia i tworzyły niepowtarzalny klimat? A może lubisz rękodzieło i zależy Ci, aby otaczać się ręcznie wykonanymi i co ważne, nieszkodliwymi dla Twojego zdrowia

świecami? Takie świece tworzy Kinga Zięba z Różanej Pracowni Świec Sojowych. Jak podkreśla to doskonały pomysł na prezent. - Są wyjątkowe, inne. Są doskonałym pomysłem na prezent. Kupujemy bowiem nie tylko świece, ale i wyjątkowy klimat, czułość - podkreśla pani Kinga.

G Różana pracownia świece sojowe ✆ 530 832 485

Zabezpiecz swoją przyszłość

!

Anna Szot - agentka ubezpieczeniowa związana z branżą od ponad 10 lat. W swojej ofercie posiada zarówno ubezpieczenia indywidualne, ubezpieczenia utraty dochodów dla różnych branż, ubezpieczenia grupowe pracowników, grupy otwarte i wiele innych. Współpracuje z wieloma towarzystwami ubezpieczeniowymi, dzięki czemu może zaproponować najlepszą na rynku propozycję dla klienta.

Wyjaśniam świat ubezpieczeń na życie Pomagam zabezpieczyć Twoją przyszłość Konsultacje i analizy polis ubezpieczeniowych

 731 540 929

INSTAGRAM ubezpieczeniawspodnicy

Piękne włosy z salonem Boho Pracownia fryzjerska Boho działa w Kłodzku od trzech lat. To miejsce, w którym Twoje włosy odzyskają blask. O tym, jakie zabiegi możemy wykonać, o szkoleniach i profesjonalizmie rozmawiamy z właścicielką pracowni – Mileną Boho. Jakie zabiegi na włosy można wykonać w Pani salonie? Botoks, nanoplastię, bioplastię, keratynowe prostowanie, polerowanie włosów, czyli usuwanie zmechaconych końcówek po całej długości, a także leczenie włosów ogniem. Proszę opowiedzić o ostatnim z zabiegów. To jest zabieg, który wykonujemy na mokro. Na włosy jest nakładana keratyna z olejkiem monoi. Cały czas włosy dowilżamy, i kontrololujemy, aby nie były za suche. Trzeba kontrolować również ognień, którym przejeżdżamy po włosach. Stosuję do tego specjalne szczypce, na które nawijam watę, zanurzam ją w benzynie i podpalam ogień. To bezpieczny zabieg, który wraca z bardzo dawna. Kiedyś ludzie nie mieli nożyczek, więc włosy podcinali właśnie przy użyciu ognia. Jakie zabiegi poleca Pani szczególnie? Szczególnie polecam nanoplastię i botoks.

24

Teraz klientkom chodzi najbardziej o to, aby włosy były proste, aby łatwo było je ogranąć. Myjemy, suszymy i jesteśmy gotowe do wyjścia, a taki efekt daje nam nanoplastia. Botoks z kolei jest zabiegiem typowo regenerującym, może wygładzić włos, ale nie da nam na dłużej prostego efektu. Botoks utrzymuje się do trzech miesięcy, a nanoplastia do 10 miesięcy. Oczywiście przy używaniu odpowiednich kosmetyków. Oprócz tego, że jest Pani fryzjerką, prowadzi Pani również szkolenia. Chciałabym, aby prowadzone przeze mnie szkolenia były przede wszystkim dla osób z branży. Oczywiście osoby, które interesują się zabiegami na włosy też mogą się zapisać. Mogą być to zarówno grupowe (maksymalnie do 4 osób) szkolenia, jak i indywidualne. Zazwyczaj są jednodniowe. Zawsze pojawiają się na nich trzy modelki i na włosach każdej z nich robimy coś innego. Po ukończonych szkoleniach każdy otrzymuje certyfikat, a także wsparcie, ponieważ jest to bardzo ważne.

facebook Pracownia Fryzjerska BOHO Szkolenia Nanoplastia, Keratyna, Botox ul. Grunwaldzka 1A, Kłodzko, tel. 721 196 480


święta bożego narodzenia

25


święta bożego narodzenia

26


warto tu przyjść

Przeżyj chwile relaksu i ukojenia przed świętami

Facebook-square Rytuał Piękna- Monika Zięba INSTAGRAM Rytuał Piękna- Monika Zięba  669 027 934

Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy i magiczny czas, którego z reguły wyczekujemy zdecydowanie wcześniej. W grudniu zazwyczaj pochłania nas szaleństwo zakupów oraz przedświąteczne przygotowania - obowiązkowe sprzątanie i gotowanie, przez co przed świętami stajemy się przemęczeni i tracimy radość z nadchodzących wolnych dni. Czy można temu zaradzić? Czy istnieje sposób na szybką regenerację przed świętami? Marzysz o tym, aby złapać oddech przez świątecznymi przygotowaniami? Zajrzyj do świata Rytuału Piękna

Moniki Zięby, w którym Twoje ciało poczuje przyjemne ukojenie. Jednym ze sposobów na przemęczenie jest relaksacyjny masaż. Jego regeneracyjne działanie okaże się zbawiennie nie tylko dla ciała, ale także dla psychiki. - Staram się, aby każdy masaż był wyjątkowy, dobrany do ciała i duszy. Dbam o to, aby podarować klientce moją dobrą energię, relaks, czas, spokój, odprężenie, dotyk, przyjemność oraz zadowolenie z efektu wykonywanej usługi. Uśmiech na twarzy moich klientek jest najważniejszy - mówi Monika Zięba z gabinetu Rytuał Piękna.

ZAPRASZAMY DO NOWEJ LOKALIZACJI SKLEPU SFD DZIERŻONIÓW Od niedawna nasz sklep znajduje się w Kauflandzie, przy ulicy Diorowskiej 1. Jak zawsze służymy doradztwem w suplementacji czy żywieniu. Dodatkowo od początku grudnia zapraszamy po zestawy świąteczne, które od kilku lat cieszą się ogromnym powodzeniem.

 SFD DZIERŻONIÓW  SFD.DZIERZONIOW

Mamy dla Was specjalny voucher

15%

DZIERŻONIÓW, UL. DIOROWSKA 1 (KAUFLAND)

do wykorzystania w sklepie SFD Dzierżoniów Kaufland

na marki SFD oraz Allnutrition

 600 195 726

Zajrzyj do świata

Dzierżoniów, ul. Ząbkowicka 23 A | tel. 661 531 360

Sylwia Osowska tworzy pierwszy w Dzierżoniowie salon pielęgnacji włosów Lalu Beauty Room. W salonie Lalu Beauty Room wykonasz:

nanoplastię botoks

a Twoje włosy odzyskają blask

keratynowe prostowanie włosów koloryzacje

Facebook-square LALU Beauty Room INSTAGRAM LALU Beauty Room 27


rozmowa z pisarką Dlaczego emigrowała Pani z Ząbkowic? Z Ząbkowic Śląskich emigrowałam z prostej przyczyny, za lepszym życiem. Moja czwarta ciąża to był punkt kulminacyjny, żeby coś zmienić w życiu. Ciągły brak środków do życia i brak perspektyw na własne mieszkanie, szepty nieżyczliwych ludzi za plecami - to przytłoczyło nas bardzo. Emigracja była bardzo trudną decyzją dla naszej rodziny, ale jak powiedziało się „A”, trzeba było powiedzieć „B”. Przez dwa lata byłam sama z czwórką dzieci, to był najcięższy okres w moim życiu, lecz z pomocą bliskich dałam radę. Na emigracji czekało nas nowe życie, wyzwania .Postanowiliśmy jednak zaryzykować dla naszych dzieci, żeby nigdy nie musiały przechodzić przez to, co my przechodziliśmy każdego dnia. Bez języka i rodziny wyjeżdżaliśmy pełni obaw, chwilami bywało naprawdę ciężko, ale najważniejsze, że byliśmy razem. Dziś nie żałuję ani jednego dnia na emigracji. Jak w każdej rodzinie, mamy wzloty i upadki, żeby nie było nudy. Żyjemy jednak spokojnie, jesteśmy szczęśliwymi rodzicami i spełniamy się jako dziadkowie. Uwielbiamy podróże i kiedy tylko możemy realizujemy swoje marzenia.

Czym różni się życie w Londynie od tego w małym polskim miasteczku?

Zakazane marzenia Katarzyny Nosal Ząbkowiczanka, która na co dzień mieszka w Londynie, wydała właśnie drugą książkę. Po romansie bajka dla dzieci. O życiu na wyspach i swojej twórczości Katarzyna Nosal opowiada Karolinie Marcińczyk. 28

Życie w Londynie różni się diametralnie od tego w małym miasteczku. Londyn jest stolicą Wielkiej Brytanii, miastem otwartym na różne nacje, religie i kultury. Ludzie są bardziej tolerancyjni i pozytywnie nastawieni do siebie. W natłoku spraw życia codziennego nikt nie interesuje się cudzym życiem. Ludzie często się pozdrawiają mijając na ulicy, to bardzo miłe, zważywszy że są dla siebie obcy. W małym miasteczku wygląda to zupełnie inaczej. Ludzie się znają i wiedzą zazwyczaj o sobie wszystko, działa tak zwana poczta pantoflowa. Życie nauczyło mnie jednego: nigdy nie odwracam się od żadnego człowieka w potrzebie, pomagam na miarę swoich możliwości i nie oceniam .Czasami obraca się to przeciwko mnie, ale taka już jestem. W Londynie piękne jest to, że my Polacy potrafimy się solidaryzować. Mamy polskie kościoły, sklepy, restauracje, kluby i rozgłośnie radiowe. Podczas takich spotkań nawiązują się nowe relacje, a nawet przyjaźnie na całe życie! Bardzo kocham swój kraj, mam w Ząbkowicach rodziców, brata i grono bliskich mi osób, za którymi tęsknię każdego dnia.

Dlatego przylatuję do Polski dość często, jednak na stałe nie zamierzam wrócić do kraju.

Pisanie jest dla Pani odskocznią? Pisanie jest dla mnie odskocznią, ale również formą terapii. Od zawsze lubiłam czytać i pisać, sama dla siebie, to było takie pisanie do szuflady, mój mały sekret. Kiedy zaczęłam borykać się z chorobą i okazało się, że muszę zmienić całkowicie swój tryb życia i zwolnić tempo, pisanie dawało i nadal daje spokój i ukojenie. Długo dojrzewałam do decyzji, żeby wydać książkę. Zmobilizowali mnie mój mąż i dzieci. Jestem dumna, że ich mam i zawsze mnie wspierają.

Pani książka traktuje o miłości, poświeceniu i trudnych wyborach, marzeniach, które pozwalają bohaterom przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu... Czy znajdują się w niej elementy autobiograficzne? Książka, którą napisałam, jest fikcją. Z moją bohaterką na pewno łączą mnie pewne cechy, obie jesteśmy waleczne i mimo przeciwności losu nigdy się nie poddajemy. Obie wierzymy w marzenia, które nadają sens naszemu życiu. Nie zawsze są to rzeczy materialne, namacalne, czasami marzymy o bliskości, spotkaniu z rodziną, czy też usłyszeniu dobrego słowa. Wyjeżdżając na emigrację również miałam takie marzenia. Dla swojego dziecka jestem w stanie poświęcić wszystko, jak bohaterka mojej książki. Do powieści wprowadziłam kilka swoich własnych przemyśleń. To, co różni mnie i moją bohaterkę, to na pewno to, że nigdy nie zaznałam żadnej przemocy, ani psychicznej ani fizycznej. Mam kochających ludzi blisko siebie. Moi rodzice i dziadkowie przekazali mi cudowne wartości, które ja mogłam przekazać swoim dzieciom.

Proszę pokrótce streścić fabułę powieści. Powieść „Zakazane Marzenia” to książka o miłości, poświeceniu i marzeniach. Bohaterowie doświadczają przemocy i rozłąki. W trudnych momentach życia pomagają im przetrwać marzenia, które napędzają ich do walki i dalszego działania. Dają nadzieję i siłę każdego dnia.


rozmowa z pisarką Określa Pani swoją książkę jako thriller. Jakie są w niej wątki sensacyjne? Bohaterowie mojej książki są torturowani i to w dość brutalny sposób. Książka została zakwalifikowana jako literatura obyczajowa, czytając wiele książek mogłabym ją zaliczyć do książek z gatunku thriller. Czytelnicy po przeczytaniu książki sami będą mogli ocenić.

Gdzie można kupić „Zakazane marzenia”? Książka „Zakazane Marzenia” jest dostępna w wielu księgarniach internetowych lub w sieci księgarni Empik. Można również zakupić książkę w księgarni w Ząbkowicach Śląskich. Dobre wieści mam również dla wszystkich mieszkających w Wielkiej Brytanii, książka jest już również dostępna. Można ja zakupić przez internet.

Jak została przyjęta Pani pierwsza książka?

Moja pierwsza książka „Zakazane marzenia” została bardzo pozytywnie odebrana przez czytelników. Muszę przyznać, ze wręcz przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Ludzie nadal ją kupują i czytają, wysyłają do mnie prywatne wiadomości, w których piszą, jak mocno ujęła ich za serce. Dla mnie, debiutującej pisarki, to najwspanialsza nagroda. Kiedy słyszę, że ktoś płakał czytając moją powieść lub że książka zmieniała jego życie... Cóż więcej mogę powiedzieć, jestem bardzo szczęśliwa i poruszona. Wzruszam się w takich momentach dogłębnie i łezka płynie mi po policzku. Pragnę podziękować wszystkim czytelnikom za zaufanie i wsparcie. Dziękuję Wam kochani z całego serca.

Co skłoniło Panią do napisania książki dla dzieci? Pisząc książkę dla dorosłych już miałam w planach napisanie książeczki dla dzieci, z dedykacja dla moich kochanych wnucząt. Tym, które już są i tym, które narodzą się w przyszłości. Moje wnuki są całym moim światem i lekarstwem na wszystkie smutki. Zresztą myślę, że dla wszystkich dziadków na całym świecie wnuki to

największy skarb, to zupełnie inna miłość. Po napisaniu „Opowieści małej Zosi” czuję niedosyt i już wiem, że na pewno będę kontynuowała pisanie literatury dziecięcej.

Mała Zosia to trochę Pani z dzieciństwa? Zosia to mała i rezolutna dziewczynka, która jak każda istota żyjąca na świecie ma swoje marzenia. Ma również zwariowane pomysły, a przy tym jest przez wszystkich uwielbiana. Kiedy byłam małą dziewczynką, też miałam swoje marzenia, ukryte na dnie serduszka. Zawsze czekałam cierpliwie aż się spełnią. Było mnie zawsze wszędzie pełno i chyba też byłam lubiana. Tak jak Zosia kocham ludzi, zwierzęta, teatr i poznawać świat. Zdecydowanie dużo łączy mnie z bohaterka mojej powieści.

Mówi Pani, że książka skradnie również niejedno dorosłe serce. Co znajdą w niej dorośli? Myślę, że każdy dorosły człowiek, kiedy sięgnie po powieść, odnajdzie w niej cząstkę siebie... zatrzy-

ma się na chwilę i przypomni sobie swoje marzenia z dzieciństwa, bo przecież wszyscy je mieliśmy jako dzieci i mamy jako dorośli ludzie. Może mają jeszcze takie, których nie zrealizowali i moja powieść im to przypomni. Uważam bowiem, ze marzenia nigdy się nie starzeją i każdy wiek jest odpowiedni na ich realizację. To właśnie one pozwalają nam przetrwać najtrudniejsze chwile i motywują każdego dnia do dalszego działania.

Jakie ma Pani plany wydawnicze na najbliższy czas? W przyszłym roku, w lutym planuję wydanie drugiej części książki „Zakazane marzenia”. Czy mi się uda? Zobaczymy. Kolejna cześć jest już prawie skończona, brakuje w niej tylko ostatniego rozdziału. Mam bowiem lekki dylemat, jak ją zakończyć, ponieważ zależy mi bardzo, żeby ponownie pozostawić czytelnika w niewiedzy, tak jak w przypadku pierwszej części. Albowiem będzie jeszcze kontynuacja, która będzie zwieńczeniem całej historii moich bohaterów.

Dziękuję za rozmowę.

29


święta bożego narodzenia

30


Święta bożego narodzenia

Naszym Pacjentom i ich rodzinom składamy życzenia radosnych, spokojnych, pełnych zdrowia Świąt Bożego Narodzenia. Niech ten czas będzie pełen optymizmu i nadziei, a Nowy Rok 2024 będzie pełen pomyślności życzy Zarząd i Pracownicy Specjalistycznego Centrum Medycznego im. św. Jana Pawła II w Polanicy-Zdroju

31


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook