

JERZY ILLG ZJAZD DO ZAJEZDNI
WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2026
Projekt okładki i zdjęcie na okładce
Olgierd Chmielewski
Redaktor prowadzący
Karol Kleczka
Opieka redakcyjna
Katarzyna Węglarczyk
Adiustacja
Marta Tyczyńska-Lewicka
Korekta
Katarzyna Onderka
Łamanie
Monika Drobnik-Słocińska
Indeks
Zofia Smyk / e-DYTOR
Copyright © by Jerzy Illg
Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z.o.o., 2026
Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa –Miasta Literatury UNESCO, realizowanej przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków

Partnerem wydania książki jest Fundusz Popierania Twórczości Stowarzyszenia
Autorów ZAiKS
ISBN 978-83-8427-132-2
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl
Wydanie I, Kraków 2026
Kiedy zjeżdża się do zajezdni – a na takim etapie nieuchronnie się znajduję – dobrze jest przypomnieć sobie przebytą drogę, najważniejsze przystanki i odcinki podróży, zapamiętane widoki i napotkanych po drodze ludzi. Podróż była długa, prowadziła przez różne okolice, obfitowała w fantastyczne spotkania, przygody i odkrycia. Odwiedzałem Grizzly Peak w Kalifornii, Sztokholm i Wenecję, Frankfurt i Seul, Sopot i Zabrze, bywałem na bankietach noblowskich i pogrzebach, wygłaszałem laudacje w Pałacu Prezydenckim i publikowałem w podziemnych pismach. Zanim skleroza wytłucze ostatnie wspomnienia, a teksty pożółkną w zakurzonych rocznikach czasopism, dobrze jest ocalić je od zapomnienia; podzielić się nimi z tymi, którzy być może znajdą w nich coś, co ich zainteresuje. Nie mogę uwolnić się od sentencji Miłosza: „Co nie jest wymówione, zmierza do nieistnienia”. Przyświecała wszystkiemu, co robiłem, jako wydawca mając szczęście poznawać niezwykłych ludzi i przyjaźnić się z nimi. Hołdem dla nich i wyrazem wdzięczności wobec nich i wobec łaskawego dla mnie losu niechaj będzie ta książka.
Towarzysze tej podróży to całkiem malownicze grono. Są tu nobliści (Hesse, Miłosz, Brodski, Heaney), poeci (Miciński, Hartwig, Venclova, Snyder) i prozaicy (Myśliwski, Nowakowski, Kundera), uczeni (Davies, Balbus, Szczeklik) i tłumacze (Barańczak, Kania), reżyserzy (Tarkowski, Kutz) i graficy (Dudziński, Janosch), jest Kalicki i Michnik, jest wreszcie „papież” wydawców amerykańskich Roger W. Straus Jr. Teksty te łączy to, że ich bohaterowie byli mi bliscy – albo jako obiekty fascynacji, albo jako przyjaciele, a najczęściej jako jedni i drudzy.
Jestem świadom, że wygłaszającemu laudacje, prowadzącemu spotkania czy prezentującemu wybranych twórców grozi pokusa mówienia o sobie zamiast o bohaterze, którego przedstawia. Mam nadzieję, że udało mi się tej pokusie oprzeć, aczkolwiek nie da się ukryć, że opowieści
o spotkaniach z autorami i ich dziełami, o przyjaźniach i wspólnych podróżach siłą rzeczy stają się kamyczkami w mozaice tworzącej coś na kształt mojej autobiografii rozpisanej na eseje, wspomnienia czy pożegnania. Są tu reminiscencje z mojego poprzedniego, „naukowego” wcielenia, w którym dziesięć lat poświęciłem fascynującemu autorowi, jakim był Tadeusz Miciński. Jednak zasadniczy korpus książki stanowią szkice o twórcach, których – już jako wydawca – publikowałem, podziwiałem bądź uwielbiałem.
Zapraszam zatem do wspólnej podróży. Z tymi pasażerami nie sposób się nudzić. Ale nie trzeba zapinać pasów.
Z poprzedniego wcielenia

„Słoneczny Brat”
Tadeusz Miciński (1873–1918)
Z 60. rocznicą odzyskania niepodległości zbiegła się w minionym roku –nieskwitowana żadnym okolicznościowym artykułem, wspomnieniem ani choćby drobną wzmianką – 60. rocznica śmierci Tadeusza Micińskiego, wszechstronnie uzdolnionego i owianego tajemniczą legendą twórcy Młodej Polski. Poeta, prozaik i dramaturg, żarliwy publicysta i świetny mówca, pisarz, do którego przylgnęło miano „opętanego Polską”, nie doczekał tak bardzo przez całe jego pokolenie upragnionego momentu odrodzenia wolnego państwa polskiego. Spiesząc wiosną 1918 roku z Rosji do wyłaniającego się z wojennej zawieruchy kraju, został w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zamordowany na Białorusi i pochowany w osadzie Małe Małynicze niedaleko Czeczerska. Podobno zginął śmiercią poety – broniąc przed swymi oprawcami pliku rękopisów zawierających jego ostatnie utwory. W ten sposób rangę przejmującego proroctwa zyskały zanotowane u progu wojny słowa: „Czy nie poginą mi rękopisy, ba – i sama wiara, i sama moc cierpienia z Ojczyzną? Tamte pierwsze, może tak. Te uczucia zaś i myśli aż do zgonu nigdy!”.
Na zorganizowanej w 1925 roku akademii ku czci Micińskiego Stefan Żeromski pożegnał go słowami: „W środku najbujniejszych lat i najwznioślejszych natchnień ukamienowana została ta twórcza głowa. Ani jako społeczeństwo, ani jako mocarstwo nic na to nie umiemy poradzić, iż z ziemią szarą złączona została szlachetna krew rycerza i poety”. Wymowę tragicznego paradoksu nadaje tej śmierci fakt, że ten wzniosły (czasami aż do naiwności) idealista był niestrudzonym orędownikiem ogólnoludzkiej miłości i duchowego rozwoju człowieka, a koncepcją, do
Tadeusz Miciński
której przywiązywał największą wagę, była mesjanistyczna idea braterstwa zjednoczonych narodów słowiańskich. Realizacji tej idei poświęcił ostatnie lata swego życia, rozwijając aktywną działalność literacką, polityczną i społeczną w Moskwie i Petersburgu, gdzie znalazł się w czasie I wojny światowej.
Ta sama żarliwość i pasja, z jaką w tym trudnym okresie podtrzymywał w kręgach kolonii polskiej nadzieję i wiarę, zagrzewał do działania i nie pozwalał upadać na duchu, cechowała go od wczesnej młodości. W latach nauki szkolnej w Warszawie, gdy był jednym z twórców tajnych organizacji samokształceniowych i słuchaczem słynnego Uniwersytetu Latającego; w okresie studiów w Krakowie (1893–1895), gdy należał do najaktywniejszych postaci studenckiego życia umysłowego, wnosząc w nieco zatęchłą atmosferę zacnej wszechnicy Stanisława Tarnowskiego nastroje „niepokorne” i patriotyczne; wreszcie w czasie późniejszego pobytu w Lipsku i Berlinie, gdzie w kręgach polskiej młodzieży studiującej w Niemczech wyróżniał się ideowością i zdolnościami organizatorskimi.
Biografia Micińskiego zawiera wprawdzie jeszcze wiele białych plam, niektóre okresy jego życia są znane bardzo słabo, jednakże stwierdzić można bez wątpienia, że nawet na tle barwnej epoki przełomu stuleci był to żywot niezwykle ciekawy, ruchliwy i niespokojny. Pisarza kształtowały różne środowiska i kręgi kulturowe, wśród jego bliskich przyjaciół znajdowały się osobowości tak niepoślednie (i odmienne) jak Stanisław Przybyszewski, Artur Górski, Wincenty Lutosławski czy Stanisław Ignacy Witkiewicz; współpracował kolejno z czołowymi pismami Młodej Polski – krakowskim „Życiem”, Miriamowską „Chimerą” i Feldmanowską „Krytyką”. Opanowawszy blisko dziesięć języków, z rzadko spotykaną zachłannością przyswajał sobie przez całe życie rozległą, choć nie zawsze uporządkowaną wiedzę z zakresu filozofii, psychologii, historii, sztuki, religioznawstwa. Zgodnie z zainteresowaniami tego okresu szczególnie fascynowały go wszelkie odmiany nauk hermetycznych, gnoza i mistyka Wschodu, okultyzm i filozofia różokrzyżowców, rozczytywał się
„Słoneczny Brat”
z upodobaniem w Swedenborgu i Bhagawadgicie, Blake’u i św. Janie od Krzyża, Sołowiowie i Królu Duchu. Fascynacje te zaważyły na kształcie jego twórczości literackiej, imponującej erudycją i rozległością inspiracji, aczkolwiek podejrzewanej czasami o powierzchowność oraz chęć epatowania czytelnika natłokiem nazwisk i tytułów, wątków mitologicznych i aluzji kulturowych.
Pora jednakże uporządkować te luźno dotychczas rzucane impresje i – w sposób, jaki umożliwiają rozmiary popularnego szkicu – odpowiedzieć na pytanie, co wiemy o życiu i twórczości tego oryginalnego pisarza, na ile jego postać i dorobek mogą być dla nas dzisiaj interesujące i warte przypomnienia.
Tadeusz Miciński urodził się w roku 1873 w Łodzi, w latach 1886–1890 był uczniem V Gimnazjum w Warszawie, gdzie do jego kolegów należeli znani w przyszłości: historyk Stanisław Zakrzewski, powieściopisarz Gustaw Daniłowski, geofizyk i podróżnik Antoni Bolesław Dobrowolski, bracia Wincenty i Stanisław Grabscy oraz wielu innych przedstawicieli nauki i kultury polskiej. Ta radykalnie i patriotycznie nastawiona młodzież zrzeszała się w nielegalnych „kółkach” uczniowskich, które rychło stały się obiektem zainteresowania carskiej policji. W obawie przed możliwością aresztowania Miciński wyjechał z Warszawy i maturę uzyskał w roku 1892 w Białej Cerkwi na Ukrainie. Po roku guwernerki w domach polskiego ziemiaństwa na Polesiu przez dwa lata był słuchaczem Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, po czym – zniechęcony brakiem ideowości i lojalizmem panującym w C.K. Galicji – przeniósł się na dalsze studia do Lipska i Berlina. Poszerzając znajomość filozofii i poznając pod kierunkiem słynnego Wilhelma Wundta psychologię eksperymentalną, przyszły poeta wahał się jeszcze pomiędzy pracą naukową a wyborem kariery literackiej. Można zaobserwować ciekawą zbieżność pomiędzy tymi rozterkami a początkami drogi literackiej innych młodopolskich twórców także studiujących w Niemczech: Przybyszewskiego i Berenta. Pierwszy równolegle z pracą nad Zur Psychologie des Individuums oddawał się w Berlinie badaniom
funkcjonowania mózgu i systemu nerwowego, drugi, zanim zasłynął jako autor Próchna, zdobył w Monachium doktorat z zakresu ichtiologii. Owe próby ujęcia świata w system precyzyjnych i sprawdzalnych reguł, a następnie rezygnacja ze scjentystycznych złudzeń na rzecz dopuszczającej subiektywizm i irracjonalizm twórczości literackiej, wydają się bardzo znamienne dla zachodzącego w tym okresie przełomu antypozytywistycznego. Miciński właśnie w czasie pobytu w Niemczech uwalnia się od wpływu myśli pozytywistycznej widocznego jeszcze we wcześniejszych rozprawkach studenckich i poetyckich juveniliach. Stanisław Przybyszewski poznaje go w Berlinie pochłoniętego zgłębianiem demonologii, studiującego Geschichte des Teufels Roskoffa i snującego fantastyczne projekty własnych niezwykłych utworów. We wspomnieniowej książce Przybyszewskiego Moi współcześni uwieczniony został literacki portret Micińskiego, stanowiący jeden z przyczynków do powstającej z czasem legendy twórcy-wizjonera:
Pisał po ciemku – nie znosił światła podczas pisania – nigdy nie byłem w stanie pojąć, jak mógł te groteskowe zygzaki, jakie podczas pisania w zupełnej ciemności na papier rzucał, potem odczytać –a pewno, że na jawie je inaczej odczytywał: na jawie czekała go ciężka męka – a najcięższa: zrozumieć to, co w transie napisał.
Tyle się słyszy głupich bredni o piszących mediach – (…). Jedynym istotnie na wielką miarę skrojonym „piszącym” medium, czasami sięgającym krańców genialności, o rozpiętości duszy tak olbrzymich rozmiarów, że się bezustannie rwała, kurczyła, w bolesnych konwulsjach zwijała, był – Tadeusz Miciński.
Już sam moment debiutu młodego pisarza ujawnia wszechstronność jego zainteresowań i uzdolnień literackich: w roku 1896 publikuje na łamach warszawskiego „Ateneum” poemat Łazarze, krakowski „Czas” nagradza w konkursie i drukuje nowelę pt. Nauczycielka (będącą jak gdyby modernistyczną wersją Siłaczki), natomiast na krakowskiej scenie
Brat”
wystawiony zostaje, napisany wspólnie z Ignacym Maciejowskim – Sewerem, dramat Marcin Łuba, w którym widoczne są jeszcze wpływy naturalizmu. Rok później popularność przynosi mu ogłoszony drukiem odczyt zatytułowany Współczesna młodzież polska, wygłaszany w kołach studenckiej Polonii w Niemczech. W tym programowym manifeście charakteryzował położenie i postawę młodego pokolenia w poszczególnych zaborach, piętnując konformizm, płytkość, obojętność na sprawy narodowe, apelując do uczuć patriotycznych i stawiając za wzór dążenia niepodległościowe oraz postulaty moralne filomatów i filaretów.
W marcu 1897 roku Miciński porzucił studia i wyjechał do Hiszpanii na zaproszenie Wincentego Lutosławskiego, filozofa nawiązującego w swych koncepcjach odrodzenia narodowego do myśli polskiego romantyzmu i zarazem cieszącego się już wówczas europejską sławą badacza Platona. Atmosferze „duchowych biesiad”, jakie odbywały się w siedzibie Lutosławskiego w Playa de la Mera nad Zatoką Koruńską, a zwłaszcza inspiracjom samego autora Plato’s Logic, zawdzięczał młody pisarz bardzo wiele. Przyczyniły się one z pewnością do bliższego zainteresowania metafizyką i filozofią idealistyczną, ugruntowania światopoglądu zdecydowanie spirytualistycznego, do „odkrycia” Towiańskiego i poezji wieszczów, jakże od tego czasu dla Micińskiego ważnej. W Hiszpanii zapoznał się on także z malarstwem Francisco Goi, stanowiącym przedmiot fascynacji tak europejskich (Huysmans), jak i polskich (Przybyszewski, Jaworski) modernistów, a ponadto z barokowym dramatem Calderona de la Barca oraz mistyką hiszpańską. Tłumaczenie słynnej Glossy św. Teresy z Ávila, a także cykl wierszy wywołany silnym przeżyciem, jakim było zapoznanie się z okrucieństwami inkwizycji, znajdą się w wydanym w roku 1902 tomie W mroku gwiazd , uchodzącym dzisiaj za jedno z najważniejszych i całkowicie odrębnych wydarzeń artystycznych Młodej Polski i równocześnie za najwartościowszą pozycję w dorobku Micińskiego. Znajomość z Lutosławskim, formułującym w owym czasie w dziele Progress of Souls oryginalną koncepcję eksperymentalnych związków miłosnych opartych na porozumieniu duchowym, miała dla początkującego
wcielenia
literata konsekwencje natury nie tylko intelektualnej, ale także osobistej. Jak bowiem głosiły opowiadane wówczas w pisarskim światku plotki, hiszpański gospodarz zaprosił do Mera narzeczoną Micińskiego, Marię Dobrowolską z Polesia i stworzył młodej parze warunki tak dogodne, że… jedynym wyjściem dla poety okazał się ślub. Zaaranżowany rzekomo w niecodziennych okolicznościach związek małżeński stał się dla młodego pisarza przyczyną poważnych komplikacji uczuciowych, gdyż twórcze powołanie ukazywało mu całkowicie odmienne cele. Zakamuflowane i na poły zepchnięte do podświadomości ślady owych konfliktów wewnętrznych odnaleźli badacze w powieściach Micińskiego, którego utwory bardzo często posiadały wyraźny podkład autobiograficzny.
Z drugiej jednakże strony wejście do rozlegle ustosunkowanej rodziny Baranowskich, z którą spokrewniona była Maria Dobrowolska, pozwoliło poecie na względną niezależność materialną, a ponadto otworzyło pole dla szerokich kontaktów nie tylko z kulturą rosyjską, ale także z kosmopolitycznymi kręgami intelektualistów zachodnioeuropejskich, m.in. we Włoszech i w Niemczech.
Przy sposobności podejmowanych dwukrotnie wypraw do Hiszpanii oraz przystanków mających umożliwić kontynuowanie prac literackich
Miciński zwiedził Sewillę, Granadę, Madryt, Coimbrę, Lizbonę, Marsylię, Lozannę i Genewę, dłużej zatrzymując się w Rapperswilu, gdzie oddawał się studiom nad Towiańskim, Cieszkowskim, Hoene-Wrońskim i Mickiewiczem. Po powrocie do kraju latem 1898 roku zamieszkał początkowo w Krakowie, przenosząc się następnie do Homla i Zakopanego. Gdy śledzi się dalsze lata jego życia, nie sposób właściwie mówić o stałym miejscu pobytu. Osiadając w różnych okresach na dłużej w Krakowie lub w Warszawie, u stóp Tatr czy na „rodzinnym” już teraz Polesiu, pisarz nurtowany jak gdyby ustawicznym niepokojem podejmował niezliczone podróże obejmujące niemal całą Europę. Ich szlak przebiegał bowiem pomiędzy Hiszpanią a Ukrainą, Korsyką a Petersburgiem, Neapolem a Paryżem, Bałkanami a Sztokholmem. Wojaże te zaspokajały niezmierną ciekawość świata i ludzi, dostarczały licznych podniet twórczych, ale
Brat”
często odrywały od podjętych prac, niejako usprawiedliwiały brak koncentracji i systematyczności. Wyjazd otwierał nadzieję na zmianę nie akceptowanej sytuacji, poczucie niespełnienia i niewystarczalności aktualnie istniejących warunków pozwalał zastąpić obietnicą nowego celu i nowych doznań.
Przede wszystkim jednakże przyczyn owej ruchliwości upatrywać należy w szczególnym wyczuleniu poety na zachodzące współcześnie przeobrażenia otaczającej go rzeczywistości, w których starał się dostrzec ukryte znaczenie historyczne. Każdemu z ważniejszych wydarzeń współczesnych starał się Miciński przyjrzeć z bliska i znaleźć dla niego miejsce we własnej, swoistej wizji świata – czy było to posiedzenie Dumy w Petersburgu, czy olimpiada w Sztokholmie, obchody stulecia Bitwy Narodów pod Lipskiem czy wojna na Bałkanach, gdzie pospieszył w roku 1913 jako korespondent tygodnika „Świat”.
Najwyraźniejszym chyba potwierdzeniem tej postawy była reakcja pisarza na wybuch i przebieg rewolucji 1905 roku. Jednemu z jej najwcześniejszych epizodów, a mianowicie powstaniu na pokładzie pancernika „Kniaź Patiomkin”, poświęcił on tak właśnie zatytułowany dramat. Już w czwartym numerze „Krytyki”, którego druk ukończono 29 marca 1906 roku, ukazuje się I akt dramatu, wydanego jeszcze w tym samym roku w postaci książkowej. Kniaź Patiomkin nie jest jednak bynajmniej werystyczną rekonstrukcją rzeczywistych wypadków. Znacznie ważniejsze było zawsze dla Micińskiego odsłonięcie nadrzędnego sensu historycznych wydarzeń, odkrycie prawd historiozoficznych ważnych dla współczesnych i decydujących o przyszłych losach narodu, Słowiańszczyzny, ludzkości.
Dla całej generacji modernistów rewolucja 1905 roku była jednym z najważniejszych przeżyć pokoleniowych, stanowiła przełomowy fakt w świadomości zbiorowej okresu – Młoda Polska wówczas „w jedną noc posiwiała”, jak to metaforycznie określił Stanisław Brzozowski. Autor Kniazia Patiomkina poświęcił problematyce rewolucji płomienne artykuły, wiersze i szkice publicystyczne zebrane w roku 1906 w tomie
znamiennie zatytułowanym Do źródeł duszy polskiej. Echa roku 1905 odzywają się także w późniejszych powieściach – Nietocie i Xiędzu Fauście, które nazwano „powieściami-mitami o całości życia polskiego”. Stosunek ich twórcy do rewolucji był niesłychanie złożony i ambiwalentny. Dostrzega on wyraźnie, że „w tym ryku kozactwa i krzyku mordowanych tłumów odbywa się dziwny, ciemny zasiew przyszłości”. Przeczuwając wcześniej nieuchronne jej nadejście, upatrując w niej konieczny środek odnowy i odrodzenia przegniłych struktur społecznych, nie akceptuje jej materialnych przesłanek, obawia się przelewu krwi, wyzwolenia najniższych instynktów użycia, okrucieństwa i destrukcji. Podstawowym warunkiem wszelkiego przewrotu społecznego jest według Micińskiego poprzedzająca go głęboka przemiana ideowo-moralna, przeobrażenie wewnętrzne, bez którego „rewolucja (…) ma nad sobą piwniczny pułap” i jest jedynie „karczemną swadą”.
Złożoną problematykę historiozoficzną i moralną podejmuje Miciński także w ogłoszonej w 1909 roku tragedii W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu. Przypominający niepokojącą, senną wizję przepyszny fresk z dziejów Bizancjum X wieku porusza nie tylko kwestię początków żywiołu słowiańskiego uwikłanego od swego zarania w tragiczny konflikt ze Wschodem, ale także uniwersalne problemy egzystencjalne człowieka wobec losu i historii. Na czoło wysuwa się tu kwestia walki o władzę, miłości i nienawiści, poszukiwania wewnętrznej potęgi i metafizycznej wolności, zagadnienie odwiecznego ścierania się w dziejach świata i w ludzkiej duszy pierwiastków Dobra i Zła. Uznane za niesceniczne dramaty Micińskiego nie doczekały się inscenizacji za życia autora. Z nastręczającymi przez nie trudnościami znakomicie poradził sobie Leon Schiller, którego głośna inscenizacja Kniazia Patiomkina zrealizowana w Teatrze im. Bogusławskiego w Warszawie w roku 1925 wywarła znaczny wpływ na kształt życia scenicznego w XX-leciu międzywojennym i okazała się Micińskiego „zwycięstwem zza grobu”. Na kolejne przedstawienia czekać musiały jego dramaty aż do przełomu lat 60. i 70., kiedy to znaczny rozgłos uzyskały prapremiery Bazylissy
Brat”
Teofanu oraz Termopil polskich – napisanego w 1910 roku Misterium na tle życia i śmierci księcia Józefa Poniatowskiego. Dramaty Micińskiego cechowała nie tylko odkrywczość formalna. Zdaniem niektórych krytyków metafizyczne ujmowanie egzystencji ludzkiej postawionej w obliczu sytuacji i prawd ostatecznych zbliża koncepcje Micińskiego do poglądów myślicieli tak znaczących dla współczesnej filozofii jak Nietzsche, Jaspers czy Heidegger.
Obcowanie z zawartością myślową utworów autora Bazylissy utrudnia niewątpliwie artystyczna nierówność, liczne paradoksy i sprzeczności cechujące całą jego twórczość, w której patos przeplata się z groteską i ironią, grafomania sąsiaduje z przebłyskami genialności, a wśród nużącego wielosłowia zaskakują myśli lapidarne i celne, wizje niezwykłe i sugestywne. Dotyczy to dramaturgii, w mniejszym stopniu liryki, ale przede wszystkim czterech znanych nam dzisiaj powieści, z których tylko dwie – Nietota (1910) oraz Xiądz Faust (1913) – ukazały się za życia pisarza, wzbudzając żywe spory krytyki i publiczności.
Właśnie powieści dostarczały tradycyjnie argumentów zwolennikom ukutej z biegiem czasu opinii o trudności i niejasności tego pisarstwa spowodowanych jego amorfizmem i antynomicznością. Rządzące nim kontrasty, ustawiczne zderzanie odmiennych struktur gatunkowych, różnych jakości estetycznych i tonacji emocjonalnych, dla jednych będące „tygrysim skokiem w przyszłość nowej sztuki całego świata” (określenie Witkacego), innych skłaniało do formułowania zarzutów o chaosie i niezrozumiałości hybrydalnych utworów „maga Mistyficińskiego”. Przyznać trzeba, że żadne z powstających wówczas powieści nie zrywały tak radykalnie z przyzwyczajeniami odbiorców, obowiązującymi konwencjami i schematami gatunkowymi. Autor Nietoty swobodnie przechodził od narracji epickiej do czystych partii lirycznych, łączył elementy powieści okultystycznej z publicystycznym traktatem, a czytelną dla współczesnych powieść „z kluczem” przekształcał nieoczekiwanie w symboliczne misterium. Nie liczył się ani z ograniczeniami literackimi, ani z wymogami psychologicznego prawdopodobieństwa, przenosząc świat
wcielenia
przedstawiony w wymiar mityczny i fantastyczny, co umożliwiało dowolną deformację rzeczywistości oraz liczne anachronizmy czasowe i geograficzne.
Wszystkie te cechy, widoczne także w wydanej pośmiertnie Wicie (1926) oraz fantazji powieściowej Mene-Mene-Thekel-Upharisim!… (1931), chyba najwyraziściej ujawniają się w Nietocie, masońsko-magicznej powieści opatrzonej podtytułem Księga tajemna Tatr i dedykowanej przez autora „Rozwojowi świata”. Szczyty mitycznych Tatr-Himalajów oblewają tu wody oceanu, pływający po nich okrętami podwodnymi bohaterowie docierają do ponurych gotyckich zamczysk, w których odbywają się orgiastyczne czarne msze, w „katedrze Ornaku” ukrywa się legendarny Król Wężów, a podziemia Giewontu zamieszkują duchy wielkich polskich uczonych, poetów i rycerzy. Równocześnie pod baśniowymi przebraniami maharadżów i rycerzy, mnichów i rozpustnych księżniczek, białych i czarnych magów rozpoznać można cały szereg postaci należących do intelektualnej elity Zakopanego, będącego w tym okresie ponadrozbiorową stolicą Polski. Nietota wyrosła z doskonałej znajomości stosunków i atmosfery tego specyficznego środowiska, a także z długoletniej fascynacji kulturą góralską i Tatrami, będącymi dla pisarza zarówno kolebką prastarej religii Ariów, jak i wymownym symbolem duchowej potęgi i niezawisłości „narodu bez państwa”.
Mimo że w powieściach Micińskiego znaleźć możemy wiele obrazów niezwykłej piękności, wiele myśli poruszających żarliwością i głębią podejmowanej problematyki moralnej, spore partie tych utworów są dla dzisiejszego czytelnika nużące, podobnie jak anachroniczne i utopijne wydają mu się koncepcje polityczne pisarza. Twórczość ta stanowi jednakże frapujący dokument ideowego i artystycznego przełomu, do jakiego doszło w latach następujących po upadku rewolucji 1905 roku, a poprzedzających I wojnę światową. Okres kryzysu świadomości, stagnacji duchowej i równocześnie nabrzmiewających konfliktów politycznych i społecznych był wielkim tyglem, w którym pod wysokim ciśnieniem następował rozpad dotychczasowych struktur światopoglądowych,
Brat”
systemów filozoficznych i oczywiście także form literackich. Nowe znajdowały się w stanie wrzenia, w fazie kształtowania, dalekie były od ostatecznej krystalizacji, stanowiły przedmiot ryzykownych niekiedy eksperymentów i poszukiwań. W tym właśnie okresie destrukcji i fermentu poszukiwać należy źródeł nurtu przeobrażeń, jakie przebyła sztuka europejska dwudziestego wieku, a szczególnie widoczne jest to w wypadku prozy powieściowej. Już chociażby z tego powodu powieści Micińskiego powstające w przeddzień i jak gdyby w przeczuciu wielkiej burzy dziejowej zasługują na przypomnienie i uwagę.
Wybuch wojny zastał Micińskiego na Polesiu. Internowany początkowo jako obywatel austriacki w Kałudze, po trzech miesiącach powrócił do Warszawy w grudniu 1914 roku. Po otoczeniu miasta przez wojska niemieckie poeta, który zgodnie ze swoimi słowianofilskimi przekonaniami zachował orientację prorosyjską, wraz z wycofującą się armią rosyjską wyjechał ostatnim pociągiem do Moskwy. Trzy ostatnie lata spędzone przez pisarza w Rosji stanowią jeden z najciekawszych i równocześnie –ze względu na niedostępność archiwaliów – najmniej znanych etapów jego biografii. W tym okresie podporządkował bez reszty swoje pióro aktualnym wydarzeniom politycznym, usiłując w wirze ścierających się kierunków i frakcji znaleźć historyczną szansę Polski. Nawiązał współpracę z licznymi rosyjskimi czasopismami, pełnił funkcję oficera oświatowego w polskim korpusie generała Dowbora-Muśnickiego, przemawiał na zjazdach wojskowych i wiecach rewolucyjnych. Równocześnie kontynuowane były dawne prace literackie, powstawały nowe artykuły, posłania, wiersze i utwory dramatyczne (m.in. Królewna Orlica, Słoneczny król Helu oraz cykl dramatów poświęcony Wenecie – mitycznej stolicy Słowian pomorskich unicestwionych przez nawałę germańską). W tej natchnionej i zaangażowanej twórczości nasiliły się tony panslawistyczne i mesjanistyczne, stanowiące coraz większy kontrast z kierunkiem rozgrywających się wypadków. Śmieszący naiwnością i zarazem głęboko przejmujący obraz stanowić musiał ten szlachetny moralista i apostoł przyszłej „Jeruzalem słowiańskiej” wygłaszający w ogarniętym rewolucyjnym wrzeniem
wcielenia
Piotrogrodzie płomienną mowę Adam Mickiewicz – Wielki Bramin czy też reagujący na wybuch rewolucji lutowej opublikowaniem rosyjskiego przekładu hymnu Boże, coś Polskę. Idealizm, umiłowanie prawdy i wiedzy, wiara w nieograniczoną wolność ludzkiego ducha, w moralne i polityczne odrodzenie swego narodu i jego twórcze możliwości stanowiły cechy stale obecne w twórczości autora Życia Nowego. Taki właśnie tytuł nadał sformułowanej jeszcze w 1907 roku poetyckiej wizji przyszłości, w której wzywał do duchowej przebudowy zrębów naszego życia zbiorowego. Głoszeniu tych haseł oraz budowaniu mitu wielkości polskiego narodu poświęcił niezliczone odczyty, wystąpienia programowe oraz wiele kart swych utworów zarówno literackich, jak i publicystycznych – które notabene często uniemożliwiają przeprowadzenie wśród nich takiego podziału. Współpracujący z Micińskim w akcjach odczytowych Juliusz Kaden-Bandrowski przekazał następujący wizerunek pisarza:
Był to artysta całą duszą. Wiersze biły z niego, jak woda bije ze skały. Wiersze, apostrofy, posłania, artykuły. Tworzył nieustannie, nie odpoczywając ani chwili, zachowując poetycką postawę wobec wszystkiego, z czym go stykał przypadek. Furia ta graniczyła z jakimś radosnym cierpieniem. W pracy odczytowej nie uznawał żadnych schematów. Nigdy się nie wiedziało, o czym właściwie będzie mówił, każdy dzień, każda gazeta przynosiła coś nowego, co Miciński natychmiast wcielał do swych wywodów.
Wszystkie te fakty kojarzone były nierzadko całkowicie dowolnie, paradoksalnie traktowane jako przejawy działania duchowych sił wszechświata i podporządkowane nadrzędnej, dialektycznej i zarazem metafizycznej konstrukcji światopoglądowej. Przebieg akcji niemal wszystkich dojrzałych utworów Micińskiego, niezależnie od jej wymiaru rzeczywistego czy historycznego, stanowi kolejną ilustrację konfliktu pierwiastka chrystusowego z lucyferycznym. Pierwszy z nich symbolizuje miłość,
Spis treści
WCIELENIA
ZAWSZE O NIM
Czesław Miłosz w drugim obiegu
O NIM TEŻ CHĘTNIE
SYLWETKI
i Pokrak w jednym stali koszu ..........................
Pielgrzym kryzysu. Hermann Hesse ...........................
POŻEGNANIA
