Przekład Emilia Skowrońska
Znak Horyzont KRAKÓW
2022
Tytuł oryginału Audrey Hepburn und der Glanz der Sterne © by Ullstein Buchverlage GmbH, Berlin. Published in 2020 by Ullstein Taschenbuch Verlag Projekt okładki Mariusz Banachowicz Zdjęcia Audrey Hepburn na okładce Gettyimages Opieka redakcyjna Pamela Bosak Opieka promocyjna Maria Adamik-Kubala Adiustacja Kinga Kosiba Korekta Aneta Iwan Joanna Kłos Łamanie Monika Drobnik-Słocińska © Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o. Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2021 ISBN 978-83-240-8522-4
Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2022. Printed in EU
PROLOG
Bruksela, maj 1935 roku Audrey kuliła się w szafie w swoim pokoju i mocno przyciskała do siebie pluszową małpkę, wyświechtaną już po licznych nocach spędzonych w łóżku dziewczynki. Małpka była prezentem od ojca, Josepha – jedynym prezentem, jaki dziewczynka pamiętała ze swojego sześcioletniego życia. Ojciec włożył ją do rączki córki pewnego dnia po powrocie z podróży służbowej. – Przypomina mi ciebie, Małpeczko. Ma takie same duże brązowe oczy jak ty – powiedział, potargał jej krótkie ciemne włosy i wrócił do swoich zajęć. Gest ten zaskoczył Audrey. Ojciec przeważnie zachowywał w stosunku do niej i jej starszych braci, Alexa i Iana, jedynie chłodny dystans. – Nie chcę znowu prosić ojca o pieniądze! – Ze znajdującego się obok salonu usłyszała teraz syk matki, Elli. – Josephie, jak mam mu wytłumaczyć, że znowu brakuje nam na życie, mimo że w banku dobrze zarabiasz? Audrey wzdrygnęła się, słysząc kąśliwą i drwiącą odpowiedź ojca: – Kochanie, czyżby poproszenie ojca o niewielkie wsparcie finansowe było poniżej godności baronowej Elli van Heemstra? Przecież jesteś jego oczkiem w głowie, z pewnością ci nie odmówi. – Jesteś nieodpowiedzialny! – krzyknęła Ella na swojego męża. Jej głos drżał z ledwo tłumionej wściekłości. 7
JULIANA WEINBERG
Audrey zasłoniła uszy i podciągnęła kolana pod brodę. Mocno przeżywała fakt, że matka, wytworna dama, która zawsze nad sobą panowała, tak się denerwuje. Odpowiedź ojca przypominała szmer, którego siedząca w szafie dziewczynka nie była w stanie zrozumieć. Przez chwilę słyszała tylko kroki matki na skrzypiących deskach podłogi w salonie. – Jak śmiesz trwonić cały nasz… mój majątek! – Głos Elli znów stał się głośniejszy i Audrey się przeraziła. Żałowała, że jej braci nie ma w domu, czuła się samotna i zagubiona. Jej rodzice często się kłócili, ale nigdy tak ostro jak dziś. – Poza tym… Nie podoba mi się, że coraz bardziej sympatyzujesz z ruchem narodowosocjalistycznym. Teraz słowa ojca stały się znowu tak wyraźne, że bez trudu je słyszała. Zdenerwowana, oddychała w futro swojej małpki. – Przestań, Ellu – powiedział Joseph złowieszczo spokojnym głosem. – Przecież tobie samej ten ruch bardzo się podobał. Wspiera go każdy, kto ma choć trochę rozumu. – Tak, na początku niektóre aspekty tej ideologii wydawały mi się całkiem nieźle przemyślane – przyznała Ella. – Teraz jednak coraz bardziej się od niej oddalam. Moim zdaniem naziści zbyt mocno gardzą ludźmi. Audrey w zamyśleniu bawiła się rąbkami swoich sukienek, które wisiały na wieszakach nad nią i dotykały jej głowy. Nie rozumiała, o czym rozmawiają rodzice, używali zbyt wielu nieznanych jej słów. – A twoja nienawiść do Żydów… – wyjąkała Ella. – Do katolików, osób czarnoskórych… Josephie, to mnie przeraża. Do wnętrza szafy dotarły tylko niezrozumiałe fragmenty odpowiedzi ojca. Rodzice rozmawiali jeszcze przez dłuższą chwilę, ale spokojniej i ciszej niż wcześniej. 8
AUDREY HEPBURN W BLASKU SŁAWY
Audrey miała już nadzieję, że i tym razem się pogodzą, nagle jednak usłyszała odgłos gwałtownie przesuwanego krzesła i huk. Zaskoczona, wstrzymała oddech i ścisnęła małpkę tak mocno, że prawie ją spłaszczyła. Drzwi do salonu otworzyły się i na schodach rozległy się energiczne kroki zmierzające w stronę drzwi wejściowych. Ogarnięta złym przeczuciem dziewczynka upuściła maskotkę, otworzyła drzwi szafy i podbiegła do okna. Gdy na dole trzasnęły drzwi wejściowe, ona akurat podsunęła stołek pod parapet, weszła na niego i otworzyła okno. Na widok schodzącego po schodach i niosącego walizkę ojca poczuła lodowate zimno. – Ojcze! – zawołała zdławionym głosem, a ponieważ zdawał się jej nie słyszeć, krzyknęła jeszcze raz głośniej: – Ojcze! Joseph zatrzymał się z walizką w ręku i odwrócił się do córki. Spojrzał na nią chłodno i obojętnie, po czym ponownie się odwrócił i odszedł bez słowa. Przerażona dziewczynka zaczęła płakać. – Ojcze! – zakwiliła raz jeszcze, on jednak już się za siebie nie obejrzał. Przez długi czas po jego odejściu stała na stołku i płakała, było jej ciężko na sercu z żalu i niepewności, ponieważ przeczuwała, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo. Wreszcie drzwi do jej pokoju cicho się otworzyły i do środka weszła matka, równie zapłakana. Wzięła córkę w ramiona i przez chwilę stały w milczeniu, pogrążone we wspólnym nieszczęściu. – Czy on wróci? – szepnęła Audrey. Ella potrząsnęła głową i przygryzła wargę. – Nie, kochanie. Odszedł. – Ale dokąd? 9
JULIANA WEINBERG
Jej matka wykonała nieokreślony gest ręką. – Nie wiem. Być może wyjechał do Londynu, do swojego starego domu. – Wyciągnęła haftowaną chusteczkę i otarła łzy. – Co z nami będzie? Bez ojca? – spytała ledwo słyszalnie Audrey. Ella przytuliła ją do siebie raz jeszcze i sześciolatka poczuła, jak matka się spina, jak ponownie staje się tą energiczną kobietą o silnej woli, która nie dopuszcza do siebie żadnych uczuć. – Poradzimy sobie sami, Audrey. Ty, ja i twoi bracia. – Podała jej chusteczkę. – A teraz otrzyj łzy. Nie chcę, żeby pokojówka widziała nas w takim stanie. Dziewczynka posłusznie wytarła policzki, poszła po swoją małpkę i wtuliła w nią twarz. Była odrętwiała. Poczucie, że od tej pory w jej życiu będzie brakowało dużej części miłości, stało się jeszcze silniejsze i już nigdy jej nie opuściło.
Cz ę ś ć I Bomby i balet (1944–1945)
On the one hand maybe I’ve remained infantile, while on the other I matured quickly, because at a very young age I was very aware of suffering and fear. Z jednej strony może i byłam dziecinna, ale z drugiej szybko dojrzałam, ponieważ już w bardzo młodym wieku byłam świadoma cierpienia i strachu. Audrey Hepburn
ROZDZIAŁ 1
Maj 1944 roku Gdy nad Arnhem przeleciały głośno dwa samoloty, zadrżały oprawione w ołowiane ramy szyby w sali baletowej konserwatorium. Dziewczyny tańczyły dalej, jakby nic się nie stało. Przyzwyczaiły się już do tego, że maszyny wojenne zagłuszały muzykę z gramofonu. – Un, deux, trois – wyrecytowała spokojnie madame Marova. – Un, deux, trois, allongé… – W długiej, lejącej się sukni i znoszonych przedwojennych baletkach szła wzdłuż szeregu dziewcząt ćwiczących na drążku. Czasem delikatnie korygowała to ułożenie ramion, to znów nachylenie głowy. – Ręka na zewnątrz, Frido. Femke, stopy! Stopy! Dziewczęta robiły wszystko, aby zadowolić madame Marovę. Surowa, ale uwielbiana nauczycielka była czołową postacią konserwatorium w Arnhem, choć z miesiąca na miesiąc warunki jej pracy ulegały pogorszeniu. Od czterech lat Holandia znajdowała się pod niemiecką okupacją. Ludność żyła w strachu, każdy znał kogoś, kto został rozstrzelany przez Niemców za jakieś rzekome przewinienie. Wiele uczących się baletu dziewcząt nie miało odwagi wyjść z domu i nie przychodziło na zajęcia. Ponadto brakowało jedzenia, a uczennice, które wciąż ćwiczyły, były wychudzone, niektóre wręcz wycieńczone. Madame Marova doszła do końca rzędu. 13
JULIANA WEINBERG
– Bardzo ładnie, Eddo – pochwaliła i przez chwilę przyglądała się życzliwie piętnastolatce, która była całkowicie skupiona na swoich ruchach. Audrey drgnęła. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do imienia Edda, choć nazywano ją tak od początku niemieckiej okupacji – przynajmniej w szkole i w konserwatorium. W chwili wybuchu wojny matka zdecydowała się na wyjazd do Holandii i zamieszkanie z dziadkami. – Audrey jest na wskroś Brytyjką – powiedziała Ella, przyglądając się swojej córce spod przymrużonych powiek. – Niestety, twój ojciec uparł się na angielskie imię. Jednakże w tych czasach nie możemy ryzykować i mówić do ciebie po imieniu. Niemcy nienawidzą wszystkiego, co brytyjskie. Gdybyś była pół-Brytyjką, mogliby cię zabrać. Od tego czasu Audrey miała w głowie straszne sceny, które prześladowały ją w nocy. Kilka razy widziała, jak Niemcy wyciągają matki i dzieci – a nawet całe żydowskie rodziny – i prowadzą je z domów do ciężarówek, a następnie wiozą na dworzec kolejowy, aby wywieźć je do Niemiec. Nie mówiło się o tym publicznie, jednak wszyscy wiedzieli, że te rodziny już nigdy nie wrócą. Dlatego słusznie zmieniła imię na holenderskie i od tej pory nazywano ją Eddą. – W ciągu ostatnich kilku miesięcy poczyniłaś ogromne postępy – szepnęła do niej cicho madame, być może po to, by nie wzbudzić zazdrości u innych dziewcząt. W tamtych czasach balet był jedyną rzeczą, która choć na godzinę odrywała Audrey od ponurej codzienności. – Myślę, że mogłabyś zostać prawdziwą primabaleriną! Zarumieniła się z radości i po kolejnych instrukcjach od nauczycielki z gracją postawiła nogę na drążku, tak jak inne młode baletnice. Gdy jej wzrok padł na wielokrotnie 14
AUDREY HEPBURN W BLASKU SŁAWY
cerowane białe rajstopy, zacisnęła wargi. To nie był powód do wstydu, innym dziewczynom też brakowało wszystkiego – wiele nosiło dziurawe tutu, niektóre miały prowizorycznie połatane buty. Mimo wszystko Audrey pragnęła, by było inaczej. – Un, deux, trois, demi plié… Zamknęła oczy i poddała się dźwiękom dobiegającym z gramofonu. Zanurzyła się w olśniewającym świecie, zobaczyła siebie jako primabalerinę w śnieżnobiałym tutu z pierzastymi falbanami, nieskazitelnych baletkach i białych kwiatach w brązowych włosach, stojącą na scenie i tańczącą rolę Odetty w Jeziorze łabędzim. To była jej ucieczka od wojennej codzienności, marzenie, któremu się oddawała, gdy chciała odwrócić swoją uwagę od burczącego z głodu żołądka lub strachu o dwóch starszych braci. Alex ukrywał się gdzieś w podziemiu, a Ian na oczach zszokowanej rodziny został wywieziony do Niemiec na przymusowe roboty. Audrey lekko zakręciło się w głowie, gdy się wyprostowała, by przejść do następnej pozycji, ale pod zamkniętymi powiekami wciąż widziała obraz siebie jako sławnej baletnicy, której wszyscy biją gromkie brawa. – Co się z tobą dzieje, Eddo? – Do jej ucha dotarł zatroskany głos madame Marovy. – Źle się czujesz? Dziewczyna otworzyła oczy i zamrugała, by pozbyć się zawrotów głowy. – Nie, dam radę. – Bała się, że jeśli przyzna, jak słabo się czuje, madame Marova wykluczy ją z treningu. – Na dzisiaj koniec! – Nauczycielka baletu klasnęła w dłonie. – Eddo, żebyś nam tutaj nie zemdlała. Tak jak Vicky w zeszłym tygodniu. Ta cholerna wojna doprowadza nas wszystkich do granic wytrzymałości. Eddo, macie w domu dostatecznie dużo jedzenia? 15
JULIANA WEINBERG
Audrey tylko patrzyła na nią bez słowa. Po chwili madame klepnęła się w czoło. – Co za głupie pytanie, przepraszam, dziecko. Kto w tych czasach chodzi najedzony?
Majowy wieczór był przyjemnie łagodny. Wieczorne słońce rzucało na Arnhem miękkie światło, oświetlając zadbane ścieżki parku, przez który Audrey przechodziła w drodze do domu, a także wszystkie rabaty kwiatowe i fontanny. Miasteczko mogłoby wydawać się idylliczne, gdyby nie to, że wszędzie pełno było niemieckich żołnierzy, stojących bezczynnie i obserwujących wszystko i wszystkich. Wkrótce dziewczyna dotarła do starego dworku swoich dziadków, u których wraz z matką znalazły schronienie. Kiedyś był to okazały budynek, ale od pewnego czasu wymagał remontu – szyby dwóch okien były popękane, a podczas ostatniej wiosennej burzy odpadło kilka dachówek. Jednak w czasach zdominowanych przez wojnę, głód i ciągły strach przed okupantem nikt nie miał czasu ani możliwości, aby zająć się takimi pracami. W żołądku Audrey zaburczało, ogarnęło ją znajome uczucie pustki. Na obiad była tylko cienka zupa. Dziewczyna miała nadzieję, że na kolację dostanie coś innego niż ten okropny chleb z mąki grochowej. – Tu jesteś, dziecko – przywitał ją dziadek, który wyrywał chwasty przed domem. – Wejdź, czekamy na ciebie z jedzeniem. – Chleb z mąki grochowej? – spytała i zmarszczyła nos. Dziadek się roześmiał. 16
AUDREY HEPBURN W BLASKU SŁAWY
– Nie rób takich ceregieli. To jest przysmak. Całe narody zazdrościłyby nam, Holendrom, gdyby wiedziały o naszym pysznym chlebie z mąki grochowej. – Na pewno – mruknęła ironicznie Audrey. – Ale do tego będzie trochę domowej roboty dżemu malinowego babci – obiecał dziadek i odprowadził ją do środka. – No, przynajmniej tyle. Ella i babcia siedziały już przy stole w kuchni. – Jak było na balecie? – zapytała matka, rozdając chleb. Każde z nich dostało tylko jeden mały kawałek. – Cudownie. Jak zwykle. – Przez chwilę przed oczami Audrey pojawiły się sceny wspaniałego przedstawienia baletowego z nią w roli primabaleriny, poruszającej się z gracją i wdziękiem. – Vicky już nie przyjdzie. Madame mówi, że jest tak niedożywiona, iż taniec byłby dla niej zbyt niebezpieczny. Ella nie odpowiedziała, lecz zaczęła błądzić wzrokiem po kościstej sylwetce Audrey. Dziewczyna szybko zasłoniła pierś serwetką, by ukryć swoje wychudzone ciało, i niemalże przekornie zaczęła przeżuwać skórkę chleba. Nie wyobrażała sobie, by matka zabroniła jej tańczyć. Bez baletu, o którym nieustannie marzyła, byłaby tylko w połowie sobą. Fantazje o tańczeniu pomagały jej zasnąć w nocy, nawet gdy była głodna, i to na marzeniach o nim skupiała się w ciągu dnia, gdy myślała o braciach, których miejsca pobytu nikt nie znał. Dziadek również zauważył spojrzenie Elli i od razu ruszył wnuczce na pomoc. – No już dobrze, dobrze, na pewno nie dojdzie do tego, że nasza Audrey nie będzie mogła tańczyć. Już prawie lato, a w babcinym ogródku zostało jeszcze trochę warzyw i owoców, prawda? 17
JULIANA WEINBERG
Jakby na potwierdzenie swoich racji babcia podsunęła jej słoik z dżemem. – Jedz, moje dziecko. – Boję się tylko nadchodzącej zimy – mruknął dziadek, spojrzał w dal i się zamyślił. – Nie widać końca wojny. Zima będzie ciężka. – Gdybyśmy tylko znowu dostali jakąś wiadomość od chłopców – westchnęła Ella. Audrey patrzyła w dół, żeby nie musieć widzieć bólu w oczach matki. Serce ściskało jej się za każdym razem, gdy mówiono o jej braciach. Ona również bardzo się o nich martwiła. Dziadek ścisnął dłoń córki. – Nie przejmuj się zbytnio, kochanie. Alex się nie da. Jest bystry. Nie złapią go, w końcu zna tę okolicę o wiele lepiej niż Niemcy. I czy nie jesteś z niego dumna, że wspierał ruch oporu w podziemiu? Ella się wyprostowała. Audrey z mieszaniną fascynacji i smutku obserwowała, jak jej matka z trudem stara się emanować spokojem. Strach i rozpacz zawsze trwały krótko, potem Ella znów nabierała siły. Dla tej arystokratki najważniejsze było opanowanie. Tak ją wychowano i tak wychowywała również Audrey. – Masz rację, ojcze. Oczywiście, że jestem dumna z Alexa. – Ella westchnęła i wytarła usta serwetką. – On przynajmniej od czasu do czasu się odzywa. Ale Ian… – Znów się rozpadła, Audrey dostrzegła łzy w jej oczach. – Odkąd wywieziono go do Niemiec, nie dał znaku życia. Pewnie każą mu harować w jednej z tych upiornych fabryk amunicji. Babcia położyła dłoń na ramieniu Elli w geście pocieszenia. – Modlę się, żeby obaj bezpiecznie wrócili do domu. 18
AUDREY HEPBURN W BLASKU SŁAWY
– Żeby tylko twoje modlitwy przyniosły jakiś skutek – mruknęła Ella. Od wybuchu wojny Audrey również często się modliła, ale od pewnego czasu nie wierzyła już w siłę samych myśli. Jeśli chciało się coś zmienić, należało przejść do działania. – Przy okazji – dziadek wepchnął do ust ostatni kawałek swojego skromnego posiłku – ruch oporu planuje kolejne spotkanie. Dzisiaj mnie o tym poinformowano. Oczywiście musimy zachować dyskrecję, bo Niemcy mają wszędzie oczy i uszy. Ale ktoś musiałby dać znać mieszkającym dalej chłopcom. Audrey zerwała się z miejsca. – Dziadku, mogę zrobić to raz jeszcze. – Nie ma mowy! – włączyła się Ella i energicznie posadziła córkę z powrotem na krześle. – Raz pozwoliłam ci przekazać wiadomość do ruchu oporu i niemal umarłam ze strachu! Audrey, masz dopiero piętnaście lat, proszę, trzymaj się od tego z daleka! – Ale mamo! Przecież mój wiek jest moją ogromną zaletą. Nikt nie podejrzewa mnie o to, że chodzę na farmy pod miastem i potajemnie przekazuję informacje rolnikom. Wygląda to tak, jakbym wybierała się na przejażdżkę rowerową albo na spacer. Spojrzała błagalnie na dziadka, który odchrząknął. – Ello, dzieciak ma rację. Kiedy młoda, ładna dziewczyna jeździ po farmach, nikt nie zwraca na to uwagi. Inaczej byłoby, gdybym to ja, stary człowiek i były burmistrz, chodził po gospodarstwach w Arnhem. Niemcy od razu pomyśleliby, że coś knuję. – Pozwól mi na to, mamo – błagała Audrey. – Ja też chcę zrobić, co w mojej mocy, by ta straszna wojna jak najszybciej się skończyła. 19
JULIANA WEINBERG
Widziała, jak matka walczy z samą sobą. Wreszcie jej zacięta mina złagodniała. – No dobrze, dziecko. Ale błagam cię, bądź ostrożna. Gdyby tobie też coś się stało, chybabym tego nie przeżyła. Dziewczyna posłusznie przytaknęła. Pomogła mamie i babci pozmywać naczynia i pozamiatać kuchnię, po czym życzyła wszystkim dobrej nocy i poszła spać. Słońce jeszcze nie zaszło, ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy nabrała nawyku wczesnego kładzenia się do łóżka. Miała nadzieję, że uda jej się przespać uczucie głodu, które wkrótce znów miało się pojawić. Aż do chwili zaśnięcia rozkoszowała się marzeniami o balecie. I o ojcu. Przytulała swoją mocno już podniszczoną małpkę i jak co wieczór zastanawiała się, gdzie jest teraz jej ojciec. Czy dobrze sobie radzi w ogarniętym wojną Londynie? Dlaczego nigdy nie nawiązał z nimi kontaktu? Ciekawe, czy jeszcze czasem o niej myśli. Wpatrywała się przez okno w jarzące się pomarańczowoczerwonym blaskiem wieczorne niebo i jej serce ściskało się z tęsknoty. Od tamtego dnia w Brukseli, kiedy nie odwrócił się, by ponownie na nią spojrzeć, w jej duszy pojawiła się ogromna wyrwa. Dziewczyna czuła się niekochana i nic niewarta. Bo dlaczego Joseph nigdy więcej nie spróbował nawiązać z nią kontaktu ani się z nią spotkać? Przecież żaden ojciec nie mógłby tak po prostu zostawić swojego dziecka, prawda? Następnego dnia była sobota. Audrey obudziła się wcześnie – z wrażenia przed czekającą ją misją źle spała. Włożyła żółtą letnią sukienkę w kwiaty, którą babcia uszyła dla niej w zeszłym roku ze skrawków materiału. Ubranie wisiało na jej chudym ciele. W kuchni matka i dziadkowie siedzieli już przy skromnym śniadaniu. Uwadze dziewczyny nie umknęły 20
SPIS TR EŚCI
PROLOG Bruksela, maj 1935 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 CZĘŚĆ I ROZDZIAŁ 1 Maj 1944 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 ROZDZIAŁ 2 Listopad 1944 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30
CZĘŚĆ II ROZDZIAŁ 1 Maj 1948 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 43 ROZDZIAŁ 2 Sierpień 1948 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 53 ROZDZIAŁ 3 Kwiecień 1951 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 66 ROZDZIAŁ 4 Kwiecień 1951 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 71 ROZDZIAŁ 5 Maj 1951 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 82 ROZDZIAŁ 6 Czerwiec 1951 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98 ROZDZIAŁ 7 Wrzesień 1951 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 110 535
SPIS TREŚCI
ROZDZIAŁ 8 Czerwiec 1952 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 9 Lipiec 1952 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 10 Sierpień 1952 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 11 Wrzesień 1952 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 12 Czerwiec 1953 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 13 Wrzesień 1953 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
116 125 137 147 152 172
CZĘŚĆ III ROZDZIAŁ 1 Styczeń 1954 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 2 Styczeń 1954 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 3 Styczeń 1954 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 4 Czerwiec 1954 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 5 Luty 1955 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 6 Grudzień 1956 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 7 Lipiec 1958 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 8 Maj 1959 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 9 Czerwiec 1959 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 536
183 197 213 229 245 254 259 269 281
SPIS TREŚCI
ROZDZIAŁ 10 Grudzień 1959 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 290 CZĘŚĆ IV ROZDZIAŁ 1 Sierpień 1960 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 2 Wrzesień 1960 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 3 Październik 1960 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 4 Grudzień 1960 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 5 Maj 1962 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 6 Październik 1962 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 7 Sierpień 1965 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 8 Lipiec 1966 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 9 Styczeń 1967 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 10 Kwiecień 1967 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 11 Kwiecień 1967 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
301 319 328 342 358 365 376 384 392 407 418
CZĘŚĆ V ROZDZIAŁ 1 Maj 1968 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 427 ROZDZIAŁ 2 Czerwiec 1968 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 436 537
SPIS TREŚCI
ROZDZIAŁ 3 Lipiec 1968 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 4 Grudzień 1968 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 5 Maj 1970 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 6 Luty 1971 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 7 Listopad 1974 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 8 Czerwiec 1975 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ROZDZIAŁ 9 Marzec 1979 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
451 460 469 478 494 500 514
Posłowie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 531 Kilka osobistych słów na koniec . . . . . . . . . . . . . . . . 533