ks. Józef
Tischner Mądrość człowieka gór
WydaWnictWo Znak Kraków 2019
SPIS TREŚCI
Moje Podhale. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7
ZIMA Boski młyn. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 W ciszy kościółka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Idzie o honor . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 37 Dar modlitwy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Nie samym chlebem… . . . . . . . . . . . . 53 Wałek na pulsie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59 Ślebodne serce. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65
WIOSNA Zaśpiew na sztukę narodową .. . . . 75 O honorze i godności. . . . . . . . . . . . . . 91 Nad trumną Witkacego . . . . . . . . . . . 103 Ogień w sercu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109 Budować na skale .. . . . . . . . . . . . . . . . . 113 Człowiek pogranicza . . . . . . . . . . . . . 117 4
S PIS TREŚCI
LATO Ucieszyć się człowiekiem .. . . . . . . . 129 Trzy krowy i dwóch pasterzy. . . . . . 139 O co nam chodzi?. . . . . . . . . . . . . . . . . . 143 Budowanie Polski. . . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Naród i ojczyzna. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165 Na pogrzebie Tadeusza Staicha . 171
JESIEŃ Czas człowieka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 179 Tolerancja czy wzajemność? . . . . . 191 Spalić dom . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197 Tajemnica choroby . . . . . . . . . . . . . . . . 207 Oczy ku widzeniu . . . . . . . . . . . . . . . . . 213 Drogowskazy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 219
Wojciech Bonowicz – Woda ze źródła . . . . . . . . . . . . . . . . . . 227 Słowniczek gwary góralskiej . . . . . 241 Nota wydawcy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 245 Źródła fotografii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 249
5
MOJE PODHALE
Los tak zrządził, że urodziłem się na Podhalu*. Kręciłem się razem z rodzicami w okolicach Tatr, prawie zawsze z widokiem na Tatry. Rodzice byli nauczycielami. Kiedy się urodziłem, mieszkali w Tylmanowej nad Dunajcem, potem była Łopuszna, w czasie okupacji – Rogoźnik, trochę Raba Wyżna, a po wojnie z powrotem Łopuszna. I tak wędrowałem tamtejszym krajobrazem. Z tym, że Łopuszna ma dwa takie elementy, które wiążą Podhale ze światem kultury. Jest kościół, mniej więcej z XVI wieku, i jest dworek Tetmajerów, i cała literatura związana z imieniem Tetmajera, nie mówiąc o tym, że w tym dworku swój Dziennik podróży do Tatrów pisał Seweryn Goszczyński. W ogóle Łopuszna jest wsią dość specyficzną, znaną między innymi z tego, że zimowali tam kiedyś konfederaci barscy. Jeszcze do dnia dzisiejszego starzy ludzie powtarzają takie powiedzenie: „Chowojcie dziywcenta, bo konfederaci idom”. Sama wieś, jak całe * Fragment
gawędy z cyklu Zapiski ze współczesności nagranej przez ks. Józefa Tischnera 17 stycznia 1994 r. dla Programu II Polskiego Radia. 8
Moje Podhale
Podhale, jest złożona z wielu rozmaitych narodowości. Bo pochodzenie wołoskie, obecność rozmaitych ludzi z całego niemal świata… A matka moja pochodzi z Jurgowa, spod Bukowiny Tatrzańskiej, znad rzeki Białki, wypływającej z Morskiego Oka. Dziadek był właścicielem jakichś tam polan, które dzisiaj są po słowackiej stronie. Sam działał w plebiscycie, który miał ustalić granicę południową Polski po wielu latach rozbiorów. A z Podhalem łączy przede wszystkim kultura. To jest jakiś paradoks, bo stosunkowo biedna wieś podhalańska zdołała wytworzyć w ciągu ostatnich wieków kulturę, która z ogromnym powodzeniem opiera się dzisiaj jeszcze zalewowi kultury wielkomiejskiej, kultury masowej. I myślę, że szczególnie muzyka jest tu interesująca, bo jest ona syntezą wielu wpływów: węgierskich, rumuńskich, słowackich, polskich. Ona tam jest niezwykle uniwersalna, nie mówiąc o tym, że niemal w każdej wsi mieszkali przed wojną Żydzi i Cyganie. Jeszcze do dnia dzisiejszego można spotkać kolonie Romów. I współżycie z nimi bardzo dobrze się zawsze układało. Ma coś w sobie Podhale z szerokich horyzontów – ludzie stamtąd to są przeważnie obieżyświaty. Byli w Ameryce, byli w Niemczech, we Francji, byli na Węgrzech, no, gdzie się tylko dało. Byli także gdzieś za Uralem, na Syberii. Potem wracali do swoich domów, bo tutaj czuli swoją ojczyznę. Ja miałem dość szczególne dzieciństwo. Z jednej strony jako dziecko nauczyciela musiałem być głową trochę wśród inteligencji, a z drugiej strony jako mieszkający na wsi nie mogłem się wyróżniać pośród innych dzieci – 9
Moje Podhale
musiałem gadać jak one, kląć jak one i starać się robić mniej więcej to samo co one. I w ten sposób żyłem jakby na pograniczu dwóch światów, z bardzo mocnym ładunkiem uczuć patriotycznych. To było normalne w środowiskach nauczycielskich. No a okupacja i czasy powojenne jeszcze bardziej to wzmocniły. W tym moim młodzieńczym życiu zaznaczył się jeden poważny brak. Mianowicie były to czasy, gdzie bardzo ciężko było się uczyć języków obcych. Mam nawet taką Nie miał kto uczyć, nie było podręczteorię, że jeżeli ników. Do dnia dzisiejszego muszę jest jakaś teza nadrabiać braki w tej dziedzinie. filozoficzna, której Ale za to szczególnie jakoś rozmiłosię nie da na góralski wałem się w gwarze góralskiej. I mam przełożyć, to ona nawet taką teorię, że jeżeli jest jakaś oczywiście nie jest teza filozoficzna, której się nie da na prawdziwa. góralski przełożyć, to ona oczywiście nie jest prawdziwa. A poza tym jest jeszcze coś takiego, o czym nie chciałbym tutaj szerzej mówić, bo jako filozof powinienem być – że tak powiem – przede wszystkim na prawdę nastawiony i czystą prawdę. Ale jednak w etosie góralskim jest coś takiego, że czasami przyjaźń jest ważniejsza od prawdy. Jest taka anegdota, jak dwóch górali opowiada o polowaniu na dziki. Jeden z nich opowiada, że była noc, po polowaniu zapalili ognisko, siedli przy nim, popijali piwo i w tym momencie jakaś ogromna maciora wpadła do ogniska, na tych wszystkich siedzących, i zaatakowała ich. Wszyscy pouciekali, a opowiadający mówi: „A jo juz ni mioł gdzie uciekać, tok wskoczył do beczki po piwie. 10
Moje Podhale
A ta cholera goni koło beczki, cuje, ze tam cosi siedzi. To jo przez dziure w beczce łap jom za łogon, wciągnołek łogon do środka, zawiązoł na węzeł, wyskoczył i ta cholera z tom beczkom u ogona poszła w pierony”. Ale słuchacze niezbyt wierzyli, W etosie góralskim przyjaźń jest więc on mrugnął do kolegi, a kolega zaważniejsza od wsze mu potwierdzał to, co mówił. prawdy. Mówi: „No powiedz – nieprawda?”. A ten mówi: „Rzeczywiście prowda, bo jak byłek rok tymu na polowaniu, tok widzioł takom maciore z takom pierońskom beczkom u łogona, a za niom dziewięć warchlaków z takimi małymi beczkami”. I to jest mniej więcej filozoficzna zasada, powiedziałbym, etosu góralskiego: prawda prawdą, a kolega kolegą. Kolegi się nie zdradza, a prawdę zawsze można naciągnąć do tej fundamentalnej wierności. Teraz to jest takie koło. Co jakiś czas tam wracam, wyjeżdżam i wracam. I jak to kiedyś Norwid ładnie powiedział: staram się „podnosić to, co ludowe, do poziomu ludzkości”. Tylko teraz przede wszystkim obserwuję bardzo głębokie przemiany przez wieś idące – przemiany gospodarcze, polityczne. Ta wieś znalazła się w jakimś impasie, powstaje problem, jak ona przeżyje, jak przetrzyma. I tak mi się wydaje, że jest pewien błąd w dzisiejszym myśleniu o wsi. Ludzie myślą przede wszystkim o jej stronie ekonomicznej, natomiast o wiele mniej myśli się o jej stronie kulturowej. Tymczasem aby uratować to, co na wsi najcenniejsze, trzeba zacząć od ratowania głowy, a nie od ratowania podglebia. Ja myślę, że gdy idzie o formuły ratowania rolnictwa, zwłaszcza w górach, to one są znane w Austrii, wypróbowane. 11
Moje Podhale
Natomiast jeśli chodzi o formuły ratowania głowy, to one też są wypróbowane, natomiast u nas jakoś mniej się to zadanie docenia. Dzięki temu przywiązaniu do problematyki chłopskiej w pewnym momencie stałem się pośrednikiem między chłopami polskimi a chłopami austriackimi. No, „pośrednictwo” to może nawet tak za dużo powiedziane. Rzekłbym, że stałem się takim, jeśli tak można powiedzieć nieliteracko, wajchowym, który w odpowiednim momencie przesunie wajchę i sprawi, że dwa pociągi się zderzą. I właśnie tak się zderzyły dwa pociągi – polscy chłopi z południa z austriackimi chłopami. Do dzisiaj trwa wzajemna wymiana, komunikacja. Posyła się tam młodzież na naukę. Chłopcy, dziewczęta jeżdżą na praktyki rolnicze. Starają się przywieźć z Austrii do Polski nie tylko trochę grosza, ale także trochę umeblowanych głów. Oczywiście, nie jest żadną tajemnicą, że w tym wszystkim ja się kieruję zasadą kumoterstwa, to znaczy Łopuszna ma tutaj zdecydowane przywileje i pierwszeństwo przed innymi miejscowościami. Ale też nie ma się co dziwić – ludzie z Łopusznej zajmują co ważniejsze stanowiska w gminie, a jak będą powiaty, to pewnie i w powiecie. I to jest zrozumiałe. I tu mi się przypomina piękna historia opowiedziana przez Tadeusza Nowaka w powieści Diabły. Rzecz dzieje się za okupacji. We wsi, w której żył autor, jest wójcina, a nie wójt. Jest wojna i wiele problemów – ale ona ma tylko jeden problem na oku. Mianowicie we wsi, gdzie rządzi, jest dużo starszych panien, a w związku z tym także dużo kawalerów. I to jest dramat jej i dramat wsi. I ona nie wie, czemu panie nie mogą spotkać panów i odwrotnie. 12
Moje Podhale
I dochodzi do wniosku, że winę ponosi wymowa: że chłopy coś czują, ale nie umieją powiedzieć. Chłop czuje, ale nie wie, co czuje – nie ma słowa. No i tak czuje, czuje, lata lecą, a on nie wie co, jak to nazwać. I wtedy wójcina postanawia założyć we wsi kółko retoryczne. Daje zadania chłopom: mają pięć minut mówić, potem dziesięć minut – o, coś podobnego, jak te zadania radiowe. I proszę sobie wyobrazić, że po jakimś czasie wszyscy się żenią. Ale nie dość tego. Kiedy przychodzi potem władza ludowa, to chłopi z tej wsi zajmują wszystkie ważne stanowiska w powiecie, bo byli jedynymi, którzy potrafili się wysłowić. I coś mi się wydaje, że rzecz podobna dzieje się w tej chwili w Łopusznej.
Projekt okładki Michał Pawłowski www.kreskaikropka.pl Opracowanie i wybór tekstów Wojciech Bonowicz Opieka redakcyjna Kinga Janas Korekta Małgorzata Biernacka Jadwiga Hoffmann-Grell Fotoedycja Katarzyna Przybylska Łamanie Edycja Copyright © by Kazimierz Tischner, Marian Tischner Copyright © for the selection by Wojciech Bonowicz © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2019 ISBN 978-83-240-5923-2
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, 2019. Printed in EU