Skip to main content

Tam, gdzie śpiewają pawie, czyli jak poślubiłam indyjskiego księcia

Page 1

Alison Singh Gee

tam, gdzie śpiew wają pawie cz yl i jak poślubiłłam

i nd y j sk i e g o k si ę c i a

DUŻA CZCIONKA

ZACZYTAJ SIĘ


ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 2

2013-05-13 12:14:16


Alison Singh Gee

Tam, gdzie śpiewają pawie

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 3

czyli jak poślubiłam indyjskiego księcia

tłumaczenie Agnieszka Myśliwy

2013-05-13 12:14:16


Tytuł oryginału Where the Peacocks Sing. A palace, a prince and the search for home Copyright © 2013 by Alison Singh Gee Published by arrangement with St. Martin Press, LLC. All rights reserved Copyright © for the translation by Agnieszka Myśliwy Fotografie na pierwszej stronie okładki © Sofia Andreevna/Shutterstock.com © Moramora/Dreamstime.com Opieka redakcyjna Aleksandra Kamińska Ewa Polańska Opracowanie tekstu Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny Daniel Malak Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-2405-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2013 Druk: Drukarnia Colonel, Kraków

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 4

2013-05-13 12:14:16


ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 9

Każdy dzień jest podróżą, a sama podróż jest domem. Matsuo Bashō

2013-05-13 12:14:16


ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 10

2013-05-13 12:14:16


Prolog

C

zęsto się zastanawiam, kiedy Indie i ich baśniowe pałace po raz pierwszy zawładnęły moją wyobraźnią. Pamiętam, że miałam osiem, może dziewięć lat, gdy zobaczyłam pierwszą z tych królewskich rezydencji. Nie na żywo, lecz w książce z biblioteki. Wciąż pamiętam, jak podniosłam ciężką okładkę wielkiej książki z obrazkami i przewracając grube kartki, natykałam się na obrazki kopuł, wyłożonego ceramicznymi płytkami podwórka, łuków i fontann, ogrodu z kołyszącymi się palmami. Nagle przeniosłam się do alternatywnego wszechświata. Rozległe rezydencje leżały na pustyni niczym ciężkie naszyjniki z klejnotów rozsypane na piasku, mieniły się w jaskrawym, nigdy niezachodzącym słońcu. „Indie, kraj tysiąca pałaców” – głosił tytuł książki. Zaczęłam się zastanawiać, jakbym się czuła w tych wielkich pokojach i cichych korytarzach – przejścia wyłożone

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 11

11

2013-05-13 12:14:16


płytkami, żyrandole rzucające światło niczym diamenty zawieszone w powietrzu, aromat lilii i gardenii napływający z podwórka – w kuchni pachnącej świeżym imbirem, kolendrą i białym pieprzem i jadalni tak dużej, że odpowiadałaby echem na każde słowo. Przez chwilę naprawdę tam mieszkałam. Moja ucieczka w świat imaginacji nie trwała jednak długo. Pamiętam, że zawołał mnie ktoś z rodzeństwa. Rzuciłam po raz ostatni okiem na okładkę – maharadża i jego maharani stali na niej przed swoim ogromnym różowym pałacem – a potem delikatnie ją zamknęłam. Nadeszła pora powrotu do rzeczywistego domu. Do otynkowanego na żółto budynku z krzewami jagód od frontu i niezdyscyplinowanym żywopłotem wzdłuż stromego, popękanego podjazdu. Do jazgotu telewizora w salonie i sześciorga braci i sióstr kłócących się o osiem kawałków pizzy. Do cynowych stolików, wytartej sofy z wyszywanego jedwabiu, encyklopedii, starych zabawek i koszyków noweliny w każdym kącie. Powrotu do życia, w którym nigdy nie czułam się na miejscu, a przez które zostałam ukształtowana. Teraz wiem, że choć zostawiłam książkę i arystokratyczną hinduską parę oraz ich wytworny dom, siła tego obrazu nigdy mnie nie opuściła. Utkwiła gdzieś w głębi mojego mózgu, dokonywała za mnie wyborów, zmuszała mnie do zejścia z pewnych ścieżek i obierania takich, a nie innych dróg. Jedno spojrzenie na lśniące fotografie w książce z biblioteki poprowadziło mnie chłodnymi kamiennymi podłogami, przez korytarze

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 12

12

2013-05-13 12:14:16


pachnące jaśminem i kardamonem do tajemniczego pokoju, pałacu, przeznaczenia. Tak właśnie zaczyna się życie.

Musiały upłynąć długie lata od tamtej chwili, nim w końcu dowiedziałam się czegoś o wspaniałych rezydencjach północnych Indii. Przez dwa stulecia, od końca wieku XVIII aż do połowy XX, pełne wdzięku domy nazywane haweli ozdabiały ulice Delhi. Były zróżnicowane pod względem wielkości – od imponujących posiadłości do minipałaców – która zależała głównie od tego, ile stosów rupii dana rodzina zgromadziła w skarbcu. Z początku haweli były zarezerwowane dla indyjskich arystokratów i brytyjskich dygnitarzy. Z czasem jednak nawet ci, którzy nie mieli tytułu, lecz prowadzili kwitnące interesy – handlowali rubinami i szafirami, na przykład – i ci, którzy zyskiwali wpływy polityczne, budowali będące symbolem statusu haweli dla siebie. Takie domy miały swe bóstwa, pawie i kwiaty lotosu wyrzeźbione na drewnianych drzwiach. Miały ramy okien w kształcie łuków wielolistnych, sufity ozdobione listkami złota, liczne kuchnie, sale balowe, w których rozlegało się echo, gdy służba zamiatała i zmywała marmurowe posadzki. Miały kanały podobne do kanałów w Wenecji, które wiły się przez budynek aż do chłodnych i pięknych ogrodów. Jak każda feudalna posiadłość

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 13

13

2013-05-13 12:14:16


haweli miały również swoje wyraźne podziały społeczne, mieszkały w nich bowiem nie tylko rodziny, lecz także służący, rzemieślnicy, muzycy, handlarze i kapłani – wszyscy poświęcali życie prowadzeniu domu. Właściciele pałaców postrzegali swoją własność jako prywatny świat otoczony murem. Mieli tropikalne podwórka pełne kwiatów, prywatne sady rodzące owoce czapetki, pigwicy i mango, ogródki kuchenne z bakłażanami, przepęklami i spadzią; mieli marmurowe fontanny, kamienne ławki, stajnie dla koni i zagrody dla kóz. Krowy i kozy dostarczały świeżego mleka, kury – jeszcze ciepłych brązowych jaj na ostre popołudniowe curry. Kulturalne rodziny urządzały wieczorki muzyczne, zapraszały najwybitniejszych wykonawców qawalli i ballad, którzy śpiewem umilali gorące noce, podczas gdy table wybijały swój rytm, a sitary posyłały w niebo eteryczne dźwięki. Tuż za murami haweli toczyło się chaotycznie miejskie indyjskie życie: tłumy żebraków z wyciągniętymi rękami, bezdomne dzieci karmione piersią przez nękane troskami matki, oddani hindusi nucący modlitwy, handlarze oferujący cebulę, bakłażany i czosnek, święte krowy i bezpańskie psy pożywiające się z poprzewracanych koszów na śmieci. Haweli były dla wybranych ucieczką od szaleństwa świata. Większość haweli padła ofiarą dwudziestowiecznych wysiłków modernizacyjnych indyjskich miast. Niektóre zostały podzielone na małe, pozbawione wdzięku

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 14

14

2013-05-13 12:14:16


mieszkania. Gdy dziś spacerujesz rojnymi, gorącymi ulicami Old Delhi, wciąż możesz jeszcze zobaczyć przebłysk ich upadłego dostojeństwa – okna w kształcie łuków, łuszczące się, wyblakłe malowidła na sufitach, sylwetki królewskich słoni wyrzeźbione w marmurze nad bramami, przewrócone kamienne fontanny w zarośniętych chwastami ogrodach. Jeśli w rozmowie napomkniesz o dawnych posiadłościach, wielu Hindusów zacytuje ci stare przysłowie: „Haweli to tak rzadki prywatny świat, że nawet słowik nie ma do niego wstępu”. A mnie się udało do niego wejść. Pewnego dnia, po niemal rok trwających zaręczynach, mój urodzony w Indiach narzeczony wyznał mi, że dorastał w jednej z takich posiadłości na peryferiach Old Delhi i że jego rodzina wciąż właśnie tam spędza większość zim i weekendów. Jako chłopiec miał liczną służbę, grał w krykieta na niemal kilometrowym podjeździe i ścigał zające na hektarach rodzinnej ziemi uprawnej. Jego klan nadal posiadał pałac, lecz nie fortunę. W zasadzie jego członkowie byli niemal bankrutami. Wciąż jednak pamiętali, czym była kiedyś ta rezydencja i jak wysoki status oznaczała. W końcu my dwoje, Ajay i ja, zostaliśmy spadkobiercami najstarszego, najwspanialszego skrzydła haweli, mitycznego białego słonia, lecz bez pieniędzy. Gdy usłyszałam tę nowinę, moje życie stało się nagle znacznie bardziej skomplikowane, fascynujące, przerażające i klarowne, niż mogłabym sobie wyobrazić.

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 15

2013-05-13 12:14:16


ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 16

2013-05-13 12:14:16


ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 17

cz i

2013-05-13 12:14:16


ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 18

2013-05-13 12:14:16


rozdział 

Strach przed lataniem

N

ie wiedziałam, że pawie potrafią latać. W ogóle niewiele o nich wiedziałam. Dorastając w północno-wschodnim Los Angeles, widywałam je tylko w ogrodzie botanicznym w Pasadenie i w zoo. To oszałamiająco piękne ptaki, z nieodłącznymi koronami i jaskrawym upierzeniem. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: wydają się dosyć bezużyteczne. Drepczą po wypielęgnowanych trawnikach, podziwiają kwiaty, kładą wielkie brzuchy na kępach trawy w cieniu, rozpieszczone, spieszą się tylko wtedy, gdy ogrodnik zadzwoni na obiad. Pawie są czarujące, lecz żadnego z nich pożytku, chlubią się swym upierzeniem niczym dama futrem i klejnotami, i nic więcej. Tak myślałam. Moje zdanie o pawiach miało się jednak diametralnie zmienić.

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 19

19

2013-05-13 12:14:16


Siedziałam na tarasie pałacu w Indiach. Nie był to luksusowy pięciogwiazdkowy hotel w komercyjnym indyjskim mieście, okupowany przez turystów odzianych w markę Patagonia. Było to gniazdo rodzinne, należące od wieków do rodziny mojego narzeczonego Ajaya, królewska spuścizna, którą oglądać można już tylko w filmach Merchant Ivory – ogromna, zachwycająca i wręcz emanująca historią. Dom wyglądał jak porcelanowe bóstwo ustawione na środku bujnej kwitnącej wioski zwanej Mokimpur, od której wzięła się też nazwa rodzinnego domu Singhów. Ajay spędził większość dzieciństwa w tej wspaniałej rezydencji, bawiąc się w chowanego w stu pokojach, biegając nad rzekę ze swoimi przyjaciółmi z wioski i kąpiąc się w jej chłodnej głębinie, gdy letni żar stawał się nie do zniesienia. Mokimpur z pachnącymi gajami mango, bezchmurnym niebem, chórami śpiewających ptaków i skrzekiem papug różniło się od mojego rodzinnego miasta niemal tak bardzo jak Księżyc od Słońca. Gdy później spojrzałam na globus i położyłam palec na północnych Indiach, odkryłam, że maleńka wioska Ajaya leży niemal dokładnie po drugiej stronie globu niż miejsce, w którym dorastałam. Nie potrzebowałam jednak modelu kuli ziemskiej, by uzmysłowił mi to, co już dawno czułam w sercu. Jako amerykańska dziennikarka w Hongkongu wiodłam życie pozbawione spokoju, przewidywalności i komfortu. Moja komórka dzwoniła co dwie minuty, każdego dnia musiałam dotrzymać sześciu terminów, a moje życie towarzyskie przypominało wir, do

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 20

20

2013-05-13 12:14:16


jakiego włączałam licznych dobrych znajomych (których nazwisk jednak nigdy się nie nauczyłam). Hongkong, futurystyczna brama na Wschód, miał drapacze chmur zamiast drzew, perony metra zamiast tarasów i szalonych taksówkarzy zamiast leniwych jaków. Mój lunch składał się często z miski makaronu zjadanej na stojąco, a kolacja z koktajlowych przekąsek i zabójczej ilości dżinu z tonikiem. (Słowa „śniadanie” w ogóle nie było w moim słowniku – zazwyczaj wyskakiwałam z łóżka, gdy zadzwonił budzik, wkładałam sukienkę, buty i biegłam do drzwi). W tym fanatycznie zabudowanym, nieludzko zatłoczonym mieście, w którym apartamentowce wyrastały przez noc niczym bambusy, miejscowi mawiali, że ich narodowym ptakiem jest wiertarka udarowa. W Mokimpur było inaczej. Był to mój pierwszy tydzień w Indiach. Razem z Ajayem odpoczywaliśmy nad parującymi filiżankami czaju i talerzami przepełnionymi wyśmienitymi wegetariańskimi pakorami: smażonymi w głębokim tłuszczu kalafiorami, cebulami, ziemniakami i marchewkami w ostrej, chrupiącej panierce. Trzech służących w tradycyjnych kurtach i luźnych bawełnianych spodniach troszczyło się, by nasze filiżanki były wciąż pełne, i donosiło świeży chutney oraz gorące samosy. Leżeliśmy na werandzie, a ja obserwowałam tuziny dzikich pawi, które krzyczały wesoło i szybowały od drzewa mango do drzewa miodli, przesłaniając niebo piórami w kolorach tęczy.

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 21

21

2013-05-13 12:14:16


Pawie, nie wiertarki, są narodowymi ptakami Indii. Niemal ich nie poznałam, tak bardzo różniły się od swych kuzynów z Los Angeles. Indyjskie pawie są nieustępliwe i gwałtowne, zwinne i hałaśliwe. Żyją dziko w wioskach bardzo podobne do ludzi – wojownicy w pierwotnej walce o przetrwanie. Obserwowałam je z oddali, kręcąc głową. – Zawsze sądziłam, że to nieloty – powiedziałam do Ajaya. – Kto by pomyślał, że takie wielgachne stworzenia potrafią, ot tak, wzbić się w przestworza! – To są Indie – odrzekł Ajay. – Tutaj robimy, co możemy, by przetrwać. Jeśli oznacza to latanie, latamy. – Upił łyk czaju i przechylił głowę. – Indyjski paw potrafi uśmiercić małą kobrę w trzydzieści sekund. Ma dziób ostry jak laser. Wąż zostaje pocięty na sashimi, zanim się zorientuje, co się wydarzyło. – Wyglądał oszałamiająco w białej kurcie i zupełnie inaczej niż mężczyzna, z którym się umawiałam. Nagle rozległ się ogłuszający łopot skrzydeł i łomot tak donośny, że odwróciliśmy się na krzesłach. Dwie pawice i paw wylądowały na poręczy werandy, ledwie kilka metrów od miejsca, w którym siedzieliśmy. Zeskoczyły niczym pulchne gimnastyczki, podeszły bliżej i zaczęły wokół nas paradować. Ich masywne ciała kołysały się na żylastych nogach, które wyglądały jak dowód, że ich właściciele stoczyli niejedną bitwę. Ptaki uniosły dzioby do nieba i wydały z siebie serię krzyków. Zakryłam uszy dłońmi i skrzywiłam się. – Co one robią, na Boga? – zapytałam.

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 22

22

2013-05-13 12:14:16


– Tańczą w słońcu, by było im ciepło – wyjaśnił Ajay, otaczając szyję szalem shatoosh. – Całymi dniami szukają stadnie ziaren na polach i deszczu. – Dlaczego tak krzyczą? – Nie krzyczą. Śpiewają. Są podekscytowane, bo myślą, że słyszały grzmot, a grzmot oznacza deszcz. Żałuj, że nie widziałaś, co robią, gdy przelatuje samolot. Krzyczą tak, jakby nad wioskę nadciągała apokalipsa. Ogarnęło mnie współczucie dla tych biednych ptaków, których pierwotne instynkty zakłócił współczesny świat. Grzmoty, które słyszały, nie zwiastowały deszczu, lecz kolejną grupę turystów poszukujących taniego rękodzieła i dziewiczych plaż subkontynentu. Poczułam też odrobinę zniechęcenia wobec mojej spaczonej percepcji: to, co dla mnie brzmiało jak okrzyki smutku, okazało się okrzykami radości. Może nowoczesne życie w wielkim mieście mnie również pomieszało w głowie. W Hongkongu czasami leżałam w nocy, nie śpiąc, i zastanawiałam się, czy istnieje jakaś ucieczka od świata migających neonów i budowlanego gruzu. Równie szybko, jak wylądowały, pawie wzbiły się w powietrze, uniosły zwinnie nad drzewami i przeleciały pałacowy mur ku ziemi uprawnej poza nim. Zerwałam się z miejsca, by odprowadzić je wzrokiem. Indyjskie pawie nie latały. One szybowały.

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 23

23

2013-05-13 12:14:16


Przez całe życie byłam wielkomiejską dziewczyną, istotą z Pierwszego Świata w jego komercyjnym rozkwicie. Po ukończeniu college’u w Kalifornii pojechałam do Londynu na studia magisterskie, a potem zamieszkałam w Hongkongu, zwanym Manhattanem Orientu, gdzie życie toczy się cztery razy szybciej. Pracowałam jako dziennikarka dla Time Inc. i podróżowałam po całej Azji. Mój dzień zaczynał się często od lektury „New York Timesa” i latte z Pacific Coffe Company w Wan Chai, a kończył zatłoczonym przyjęciem koktajlowym w centrum lub oficjalną kolacją na chińskiej dżonce żeglującej po Victoria Harbour. Indie nigdy nie były częścią mojego planu. Przecież leżały na drugim końcu świata, czternaście tysięcy kilometrów od Los Angeles, i były chaotyczne, zakurzone i boleśnie ubogie – tak sądziłam. Gdy jednak poznałam Ajaya, wszystko się zmieniło. On nie tylko kochał swój kraj ojczysty, on do niego należał. Cechowało go niemal pierwotne przywiązanie do rodzinnej wioski i rodowej siedziby górującej nad polami pszenicy. – Niezależnie od tego, dokąd jadę, gdzie mieszkam, kim jestem, gdy wracam do Mokimpur, czuję się jak w domu – wyjaśnił mi. – Tu ogarnia mnie niewytłumaczalny spokój. Gdybym kiedykolwiek w życiu dotarł do kresu wytrzymałości w Hongkongu czy Ameryce, wiem, że odzyskałbym siły po powrocie do Mokimpur. Nie musiałbym nic robić, z nikim rozmawiać. Po prostu zostałbym tu, by odzyskać więź z ziemią rodzinną.

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 24

24

2013-05-13 12:14:16


Ja nigdy nie czułam czegoś takiego do żadnego miejsca. Dom był dla mnie zawsze synonimem chaosu i bólu. Miejscem, od którego się uciekało, nie zaś, do którego się uciekało. Jakaś część mnie podziwiała niewzruszone przywiązanie Ajaya do jego wioski, może nawet mu go zazdrościła. Inna część mnie pragnęła pałacu z setką pokoi, które mogłabym poddać wspaniałej metamorfozie. A gdzieś w głębi ducha zastanawiałam się, czy to miejsce może się stać moim domem. Wkrótce miałam się nauczyć, że życie tutaj spędza się na milczeniu, popijaniu czaju i kontemplowaniu chmur. Najważniejszym punktem dnia są rodzinne posiłki, które mogą trwać nawet trzy godziny, a kończą się dopiero, gdy nadchodzi czas na herbatę. Popołudniami spaceruje się brzegiem rzeki, a kolacje jada się przy świetle lamp naftowych. Gdy służący sprzątają kuchnię, można usiąść i toczyć z rodziną wielogodzinne dyskusje albo czytać przy świecach stosy książek, wyciągając się na wielkim drewnianym łożu z baldachimem, które należało kiedyś do pradziadka Ajaya. Brzmi to idyllicznie, ja jednak naprawdę nie wiedziałam, czy właśnie tego pragnę, czy kiedykolwiek zdołam tego zapragnąć. Życie tutaj drastycznie różniło się od przepełnionej obowiązkami, wymykającej się kontroli egzystencji, do której przywykłam. W Mokimpur mój silnik przełączył się na jałowy bieg. Dawniej mój mózg groził wybuchem od nadmiaru pomysłów, szczegółów i więcej niż okazjonalnych ataków paniki; tu zdawał się strajkować. Pijąc czwartą filiżankę czaju, rozejrzałam

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 25

25

2013-05-13 12:14:16


się wokół – grupa mieszkanek wioski w szafranowo-rubinowych sari zrywała owoce mango w cienistym zagajniku. Odwróciłam się i nagle dojrzałam własne odbicie w jednym z okien haweli. Tradycyjnym hinduskim strojem jest ręcznie tkana bawełniana kurta – ja miałam na sobie kopertową sukienkę od Diane von Furstenberg, zamszowe buty na platformie i okulary przeciwsłoneczne od Kate Spade. Roześmiałam się na swój widok. Wyglądałam jak aspirująca gwiazdka obsadzona w nieodpowiedniej roli. Mój umysł znał mnie jako korporacyjną dziewczynę, kobietę z Pierwszego Świata, stałą bywalczynię modnych barów projektowanych przez Philippe’a Starcka. Moja dusza otwierała się natomiast na tę nową tożsamość. – Do diaska – szepnęłam do siebie. Mój puls przyspieszył. Zdjęłam okulary i przeczesałam palcami włosy do ramion. Przeszłam, jak Alicja, na drugą stronę lustra i wylądowałam w Mokimpur. Ogarnęła mnie panika. – Co ja właściwie robię w tej hinduskiej wiosce? – mruknęłam do Ajaya. Roześmiał się i wziął mnie za rękę. – Jesteś tu, by nauczyć się dojenia krów i wybierania jaj spod kur na grzędzie. Jesteś tu, by budzić się przy wtórze skrzeków dzikich papug, a nie CNN. By spróbować mango prosto z drzewa. By dowiedzieć się, że prawdziwe posiłki przygotowuje się godzinami, a nie przez trzydzieści sekund w mikrofalówce. – Był w swoim

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 26

26

2013-05-13 12:14:16


żywiole, wiedział to. – Jesteś tu po to, by zapomnieć o telefonie komórkowym i laptopie – kontynuował. – Być może jesteś tu po to, by poznać prawdziwy rytm ziemi. To nie są tańce do piątej rano, jak zapewne wiesz. O tej godzinie większość mieszkańców wioski wstaje. Jak na dany znak, na tarasie wylądował paw, zatrzepotał piórami, uniósł łepek i krzyknął, jakby próbował powtórzyć monolog mojego narzeczonego. Spojrzałam na Ajaya z konsternacją, on jednak nawet nie zauważył ptaka. Na jego twarzy malowały się spokój i zadowolenie, jakie rzadko u niego widywałam. Zaczęłam się zastanawiać, co Mokimpur mógłby znaczyć dla mnie. Serce podpowiadało mi, że jest powód, dla którego tu przyjechałam. Może mogłabym przywrócić pałac do życia? Ogarnęło mnie przeczucie, że Mokimpur da mi coś istotnego i cennego w zamian. Ucieczkę od XXI wieku? Miejsce, które mogłabym nazwać domem? A może pałac zdoła unieść przyziemną Alison w przestworza?

ee_Tam_gdzie_spiewaja_pawie.indd 27

2013-05-13 12:14:16


To była miłość od pierwszego wejrzenia, a przy okazji prawdziwa rewolucja w życiu Alison. Kiedy na jej drodze stanął Ajar, wiedziała, że są sobie przeznaczeni. Nie przewidziała tylko, że ukochany jest księciem, a jego rodzina mieszka w pałacu. Na dodatek hinduskie zwyczaje i tradycje przyprawiają ją o zawrót głowy. Czy żona księcia może być szczęśliwa?

Prawdziwa opowieść o dziewczynie, która spotkała, pokochała i poślubiła księcia. Cena 14,90 zł


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Tam, gdzie śpiewają pawie, czyli jak poślubiłam indyjskiego księcia by SIW Znak - Issuu