kacper śledziński
potop ’39 Szlak bojowy wrześniowych obrońców
Znak Hor yzont Kraków 2019
Projekt okładki Piotr Cebo Fotografie na okładce Shutterstock Opieka redakcyjna Katarzyna Bielewicz Weryfikacja merytoryczna i indeks Rafał Kuzak Wybór ilustracji Ewelina Olaszek Opracowanie map Katarzyna Leja Adiustacja Martyna Tondera-Łepkowska Korekta Joanna Kłos Grażyna Rompel Opracowanie typograficzne i łamanie Edycja Copyright © by Kacper Śledziński, 2019 Copyright © for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2019 ISBN 978-83-240-5760-3 Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2019. Printed in EU
Spis treści
* * * 11 Rozdział pierwszy. „Już się zaczęło” 13 Rozdział drugi. „Nie stanie się nic, nim śnieg nie przysypie szczytów” 21 Rozdział trzeci. „Chciałbym, aby wojsko objął Śmigły” 31 Rozdział czwarty. Wojna nerwów 43 Rozdział piąty. „Obserwować i meldować” 53 Rozdział szósty. Meldunek z Jabłonki 63 Rozdział siódmy. Godzina 4.30 71 Rozdział ósmy. Szwadron 87 Rozdział dziewiąty. „Moja dywizja przestała istnieć” 97 Rozdział dziesiąty. „Co ci saperzy tak zwlekają?” 109 Rozdział jedenasty. „Oni są jednak tak nierozsądni” 121 Rozdział dwunasty. „Jest gorzej aniżeli źle” 147 Rozdział trzynasty. „Będziemy się cofać, i to głęboko cofać” 155 Rozdział czternasty. „Mała ofensywa” 169 Rozdział piętnasty. „Wszystko w marszu na południe” 183 Rozdział szesnasty. „To Brytania ma wypełnić swoje zobowiązania!” 191 Rozdział siedemnasty. „Podziwialiśmy naszego przeciwnika” 199 Rozdział osiemnasty. „Nie doceniałem broni pancernej” 207 Rozdział dziewiętnasty. „Pękną czy nie pękną skrzydła” 213 Rozdział dwudziesty. „Odwrót za środkową Wisłę” 225 Rozdział dwudziesty pierwszy. „Ostatni ten dzień w kochanym mieście” 239 Rozdział dwudziesty drugi. „Prymitywność warunków pracy” 243 Rozdział dwudziesty trzeci. „Przebijemy się, gdzie zechcemy” 253 Rozdział dwudziesty czwarty. „Słońce wschodzi” 273 Rozdział dwudziesty piąty. „Zwrot manewrowy” 281
10
Spis treści
Rozdział dwudziesty szósty. „Pobite polskie wojska kontynuowały odwrót” 289 Rozdział dwudziesty siódmy. „Karabiny maszynowe sieką bez przerwy” 301 Rozdział dwudziesty ósmy. „Brygada bije się resztką sił” 311 Rozdział dwudziesty dziewiąty. „Maszerować na obiad do Wierzbickiego” 321 Rozdział trzydziesty. „Skąd i jakimi środkami mam dowodzić w powstałych warunkach?” 333 Rozdział trzydziesty pierwszy. „Idziemy na Lwów” 343 Rozdział trzydziesty drugi. „Katastrofa jest nieunikniona” 349 Rozdział trzydziesty trzeci. „Niewiele godzin później byłem już jeńcem” 357 Rozdział trzydziesty czwarty. „Niby jastrząb na gromadę kurcząt” 369 Rozdział trzydziesty piąty. „Kto nie umie przetrwać klęski...” 385 * * * 395 Bibliografia 397 Indeks nazwisk 405 Źródła ilustracji 411
ROZDZIAŁ PIERWSZY
„Już się zaczęło”
N
iemcy są w Żylinie! – z taką wiadomością wszedł do gabinetu generała Mieczysława Boruty-Spiechowicza kapitan Józef Kuropieska. Widząc zaskoczenie generała, powtórzył spokojniej. – W Żylinie znajdują się oddziały 14 Pułku Piechoty 7 Dywizji1. To jedno krótkie zdanie zawierało mnóstwo niepokojących informacji. Na mapie, na którą spojrzeli Spiechowicz i Kuropieska, Żylina przykleiła się do niebieskiej nitki Wagu. Rzeka przecinała Słowację na dwie nierówne części. Na prawym, północno-zachodnim brzegu, pozostawała wąska połać kraju, wciśnięta między Wag i dwie granice: polską na północy i czeską na zachodzie. Już ten skąpy kawałek Słowacji dawał Wehrmachtowi korzyści strategiczne względem Polski, a włączenie całej Słowacji do planów niemieckiego Oberkommando der Heeres pomnożyło te walory. – Dlaczego Niemcy rozmieszczają dywizje na Słowacji, nie krępując sobie ruchów utajnianiem całej operacji? – zapytał generał. Odpowiedzi udzielił sobie sam, tłumacząc lakoniczny meldunek na język reguł operacyjnych. Otrzymał obraz sytuacji, w której dywizje niemieckie zagrażały tyłom Grupy Operacyjnej „Bielsko” 1 J.
Kuropieska, Wspomnienia oficera sztabu 1934–1939, Kraków 1984, s. 284.
14
Rozdział pierwszy
oraz całej Armii „Kraków”. Powstawała więc nowa, niekorzystna dla Polski sytuacja strategiczna. Aktywność niemieckich dywizji na ziemi słowackiej zapowiadała wojnę. Prawdopodobieństwo jej rozpoczęcia wzrosło wraz z nasileniem prowokacji niemieckich. W sierpniu niemal każdego dnia donoszono o niepokojach na przemysłowym Śląsku. Wreszcie i w Beskidach zanotowano kilka incydentów. Nie spodziewano się tu jednak większych problemów2. Zaskoczenie było zatem ogromne, kiedy przed świtem 26 sierpnia bielski sztab niecierpliwymi telefonami zaalarmowała placówka saperów w Mostach, niewielkiej miejscowości przy Przełęczy Jabłonkowskiej, żądając instrukcji, jak reagować na napad bojówek niemieckich na stację i położony nieopodal tunel kolejowy. Tunel miał znaczenie strategiczne, co nie było tajemnicą dla żadnej strony – Niemcy chcieli go zająć, aby uzyskać szlak kolejowy do Żywca i Bielska, a Polacy nie zamierzali do tego dopuścić. W Mostach, jak to zwykle bywa w przygranicznych miejscowościach, trudno było o zachowanie tajemnicy, stąd do oficerów niemieckiej Abwehry szybko dotarła wiadomość o zamiarach wysadzenia tunelu, jeśli tylko Niemcy rozpoczną atak. W tej sytuacji akcja dywersyjna bojówki o bliżej nieokreślonej proweniencji wydawała się skutecznym środkiem do osiągnięcia celu. Bojówka, owszem, opanowała dworzec, ale nie zdołała go utrzymać. Kontratak sześćdziesięcioosobowego oddziału złożonego z saperów i piechoty podhalańskiej zmusił nieudolnego agresora do wycofania się za granicę słowacką. Kilka godzin później, około południa, na polsko-słowackim przejściu granicznym pojawił się niemiecki oficer z prośbą o spotkanie z polskim generałem w sprawie wyjaśnienia nocnego incydentu. Powiadomiony o zajściu generał Spiechowicz wysłał na granicę dowódcę 21 Dywizji Piechoty Górskiej generała Józefa Kustronia. 2 W.
Steblik, Armia „Kraków” 1939, Warszawa 1989, s. 84–86.
Generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz był jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o niepokojącym rozmieszczeniu armii Wehrmachtu na północy Słowacji pod koniec sierpnia 1939 r.
Rozdział pierwszy
16
Generał Kustroń nie dał się zwieść zapewnieniom Niemca o czystych intencjach Wehrmachtu i koniec końców jednoznaczny akt agresji uznano za gorący epizod niemiecko-polskiej wojny nerwów. [F1] – Już się zaczęło3. – Generał podzielał zdanie kapitana. Do tej opinii przychylał się zresztą cały sztab, który pracował intensywnie już od czterech dni. Wówczas rozkaz generała Spiechowicza postawił w stan gotowości dwie dywizje piechoty – 6 i 21 Górską. Pierwsza była zwrócona frontem na zachód, druga – na południe. Grupa Operacyjna „Bielsko” otrzymała zadanie osłony Krakowa oraz przemysłowego Śląska. Zatrzymała się w śląsko-podhalańskim kącie Rzeczypospolitej, wypuszczając swoje pododdziały do Pszczyny i Bogumina, Mostów i Węgierskiej Górki. Takie uszykowanie Grupy wymagało od jej oficerów rozproszenia uwagi na dwa rozbieżne kierunki: zachodni i południowy. Wobec tak niekomfortowej sytuacji taktycznej, generał Spiechowicz narzekał, „na nieszczęsny pomysł tworzenia wszelkiego rodzaju grup bez organicznej łączności, służb i własnego zaopatrzenia, zamiast korpusów”4. Zgranie jednostek i weryfikacja założeń operacyjnych w toku ćwiczeń była niezbędna dla wypracowania skutecznej taktyki, a on tego robić nie mógł. Krytyczne uwagi Spiechowicza spływały do Sztabu Głównego bądź dowództwa Armii „Kraków”. I mimo że generał Antoni Szylling na ogół podzielał zdanie swego podkomendnego, w tym wypadku nie wywoływały one pożądanego efektu. W rezultacie rola Spiechowicza sprowadzała się do niewdzięcznej funkcji oficera sztabowego, który relacjonuje dowódcy Armii „Kraków” bieżące wydarzenia i doradza, jeśli zostanie o to poproszony. Aby wywiązać się z tej roli, a jednocześnie uspokoić sumienie zawodowego oficera, generał wyjechał na inspekcję ku południowej granicy. Zabrał ze sobą oficera operacyjnego, kapitana Kuropieskę. 3 Ibidem, 4 Ibidem,
s. 284. s. 260.
„Już się zaczęło”
17
Wyjechali z Bielska szosą żywiecką. Podróż mijała szybko. „Łazik”, wojskowa wersja fiata 508, przemknął obok żywieckiego zamku Habsburgów i minął zabudowania miejscowego browaru. Nikt tym razem nie zwrócił uwagi na dobrze znany szyld reklamowy „Pijcie Piwa Żywieckie”, pojazd pędził dalej wzdłuż Soły, by zatrzymać się w Węgierskiej Górce, gdzie stacjonowała 151 kompania forteczna. „Schrony jeszcze nie obeschły i przebywanie w nich było wyjątkowo uciążliwe i nieprzyjemne – zanotował kapitan Kuropieska – Załogi składały się z ludzi przeszkolonych i należycie przygotowanych do swej roli”5. Żaden z pięciu schronów nie miał przewidzianej w projekcie kopuły pancernej. Zamontowano natomiast armaty przeciwpancerne i dwa działa polowe. Mankamenty wynikały oczywiście z późnego rozpoczęcia prac. Huty nie uporały się z przygotowaniem stalowych kopuł. Zaangażowanie i zapał robotników nie zmieniły faktu, że beton potrzebował czasu na związanie. W sąsiednim Korbielowie tylko jeden bunkier był gotowy, w pozostałych czterech nadal trwały roboty. Przygotowane latem fortyfikacje zamykały wąską dolinę Soły, przez którą prowadziła droga z Orawy do Żywca, Bielska i Pszczyny, i dalej przez Mikołów i Tychy na przemysłowy Śląsk. Rola nowoczesnych fortyfikacji w działaniach wojennych miała być tylko pomocnicza. Dowodzący kompanią kapitan przyjął generała z honorami, po czym zaczęła się dyskusja o zaletach i wadach bunkrów oraz szansach zatrzymania ewentualnej ofensywy. To zadanie spoczywało nie tylko na barkach żołnierzy niewielkiej kompanii, ale dotyczyło całego batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza. Major zapewniał, że zadanie wykona, lecz mimo tej gorliwości zawodowi oficerowie wiedzieli, że o wyniku bitwy zadecyduje zaangażowanie piechoty. Rozmowa między oficerami toczyła się na wzniesieniu. Tego dnia była piękna pogoda: przejrzyste powietrze pozwalało widzieć 5 J.
Kuropieska, Wspomnienia oficera sztabu…, op. cit., s. 287.
Rozdział pierwszy
18
odległe szare szczyty Tatr, poniżej rozlewała się świeżą zielenią dolina Orawy. Orzeł nadleciał niespodziewanie, a ponieważ był olbrzymi i doskonale widoczny na tle błękitu nieba, szybko zwrócił uwagę oficerów. Dyskusja urwała się. Orzeł tymczasem zatoczył trzy koła nad oficerami i poszybował dalej, ku Tatrom. Generał Spiechowicz wyciągnął dłoń w kierunku ptaka i zwrócił się do Kuropieski jednym tylko słowem: – Wojna! – Wojna! – odpowiedział jak echo kapitan6. Jeszcze tego samego dnia raporty o przewidywanym rozmieszczeniu niemieckich dywizji na Słowacji trafiły do sztabów w Krakowie i Warszawie. W Oddziale II Sztabu Głównego analizowano właśnie świeżą i niepomyślną wiadomość – armia słowacka ruszyła w takt niemieckich werbli w kierunku granicy karpackiej. Nie była to potęga, raptem trzy drugorzędne dywizje o numerach 1, 2 i 3. Pierwszej z nich sztab słowacki nadał kryptonim „Janosik”. W tle tej najważniejszej informacji z poniedziałku 28 sierpnia, spływały do sztabu krótkie meldunki o ruchach dywizji Wehrmachtu przy granicy polskiej. Bywało, że ważny raport nadsyłał któryś z czynnych jeszcze konsulatów RP na terenie Rzeszy; nie zapomniano o zakotwiczonym w porcie gdańskim pancerniku szkolnym Schleswig-Holstein. Na podstawie tych wiadomości marszałek Edward Śmigły-Rydz i szef sztabu generał Wacław Stachiewicz stwierdzili, że wybuch wojny jest kwestią najbliższych dni, a być może nawet godzin. W trybie pilnym postanowiono załatać nieobsadzone wojskiem przełęcze Beskidu Sądeckiego i Niskiego, w efekcie generał dywizji Kazimierz Fabrycy, zaledwie od poprzedniego dnia dowódca Armii „Karpaty”, dostał rozkaz postawienia swoich żołnierzy w stan 6 S.
Podlewski, Najstarszy Żołnierz II Rzeczypospolitej, „Zorza”, (numer i data nieustalone), cyt. za: W. Grobelski, Generał brygady Ludwik Mieczysław Boruta Spiechowicz 1894–1985, Warszawa 2010, s. 124.
„Już się zaczęło”
19
gotowości bojowej. Lecz generał dysponował tylko batalionami Korpusu Ochrony Pogranicza i Obrony Narodowej oraz pułkiem strzelców podhalańskich. Z tych oddziałów musiał zorganizować dwie brygady górskie. Ta słabiutka armia nie rozwiązywała problemu osłony południowej granicy. Marszałek Rydz zlecił szefowi sztabu znalezienie jednostki, która będzie zdolna wesprzeć armię Fabrycego. Zadanie nie było proste, ponieważ gros dywizji było już w ruchu do wyznaczonych rejonów koncentracji przy granicy zachodniej bądź północnej. Dokładne przeanalizowanie stanu mobilizacji w okręgach południowej Polski podsunęło optymalne rozwiązanie: przeznaczoną dla Armii „Łódź” 22 Dywizję Piechoty Górskiej z Przemyśla postanowiono zatrzymać na przedgórzu Karpat. Włączenie Słowacji w niemiecką strefę wpływów zdecydowanie pogorszyło i tak beznadziejne położenie strategiczne Polski – w takiej sytuacji nawet Napoleon Bonaparte nie dałby sobie rady, przyznawali niemieccy oficerowie7. Przywołanie cesarza Francuzów miało zdaniem Niemców krótko i jednoznacznie oddać tragicznie trudne zadanie marszałka Śmigłego-Rydza. Tymczasem rozwiązanie problemu znalazł inny Francuz, generał Maxime Weygand. Weygand, często goszczący w warszawskim sztabie, gdzie sypał radami niczym z kapelusza, zaproponował oparcie obrony na rzekach Niemen, Biebrza, Narew, Wisła, San. W ten sposób armia Rzeczypospolitej wychodziła z kleszczy Wehrmachtu, zaciskających się między Prusami i Słowacją. Było to rozwiązanie czysto wojskowe, nieuwzględniające kwestii politycznych, z którymi liczył się marszałek Rydz. I to właśnie polityczne przyczyny zadecydowały o odrzuceniu propozycji Weyganda. Od wiosny 1938 roku w archiwum Sztabu Głównego leżało memorandum generała Tadeusza Kutrzeby dotyczące strategii wojny z Niemcami. 7
W. Görlitz, Geschichte des deutschen Generalstabes von 1650–1945, Augsburg 1997, s. 359.
20
Rozdział pierwszy
Generał Kutrzeba stwierdził: – Wobec przewagi niemieckiej obrona całego terytorium państwa jest niemożliwa. Należy wycofać się z Pomorza i zachodniej Wielkopolski aż po Wartę. Trzeba natomiast skoncentrować dywizje w obronie tzw. strategicznego obszaru Polski. Pod tym hasłem generał rozumiał obszar rolniczej wschodniej Wielkopolski, Śląsk i Centralny Okręg Przemysłowy. Lecz COP był jedynie atutem, owszem – ważnym, ale niegwarantującym zwycięstwa. Dawał jednak armii możliwość doczekania ofensywy aliantów na zachodzie ze stosunkowo dobrym zapasem zaopatrzenia. Kutrzeba twardo stąpał po ziemi – nie ufał francuskim generałom zapowiadającym atak na Rzeszę w dwa tygodnie po mobilizacji. Według niego armia francuska mogła uderzyć dopiero po sześciu, ośmiu tygodniach od rozpoczęcia wojny. Kiedy w ostatnich dniach sierpnia 1939 opanowanie Słowacji stało się faktem, propozycje Weyganda czy Kutrzeby były już tylko rozważaniami akademickimi. Nieubłaganie nadchodził czas ogłoszenia powszechnej mobilizacji, lecz marszałek Śmigły-Rydz zdawał sobie sprawę, iż taką decyzją może sprowokować wybuch wojny. Wódz bił się z myślami do następnego dnia. Wreszcie zdecydował. We wtorek 29 sierpnia o godzinie pierwszej po południu oficerowie Sztabu Głównego rozpoczęli wysyłanie rozkazów. Godzinę później na ulicach Warszawy pojawiły się pierwsze plakaty mobilizacyjne.
ROZDZIAŁ DRUGI
„Nie stanie się nic, nim śnieg nie przysypie szczytów”
N
owiny o pojawieniu się plakatów mobilizacyjnych szybko dotarły do ambasadorów Francji i Wielkiej Brytanii. Leon Noël i Howard Kennard postanowili natychmiast pojawić się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych na ulicy Wierzbowej. Kiedy przybyli do pałacu Brühla, okazało się, że minister Józef Beck nie wrócił jeszcze z posiedzenia rządu. Ambasadorów przyjął wiceminister Jan Szembek. Rozmowa była trudna, bo każda strona trzymała się swoich rozsądnych argumentów. Ambasador Kennard przestrzegał, że „słowo «mobilizacja» może wywołać w świecie wrażenie, że Polska rozpoczyna wojnę”1. Kennard przypomniał również Szembekowi, że właśnie w tej chwili w Berlinie ambasador brytyjski Nevile Henderson rozmawia z Adolfem Hitlerem. – Starajcie się uniknąć sytuacji – mówił Noël – aby w chwili, w której Führer przyjmować właśnie będzie lada moment ambasadora Wielkiej Brytanii, uliczni sprzedawcy nie wołali pod oknami Kancelarii Rzeszy o ostatniej wiadomości waszej powszechnej mobilizacji, oraz aby Hitler nie miał okazji do powiedzenia sir Nevile Hendersonowi: „Byłem skłonny rozmawiać z Polską, lecz teraz jest już za późno; prowokuje mnie ona, grozi i mobilizuje się”2. 1
L. Noël, Agresja niemiecka na Polskę, tłum. M. Zamieńska, Warszawa 1966, s. 385.
2 Ibidem.
22
Rozdział drugi
Ponieważ wiceminister nie mógł dać wiążącego słowa, dopiero powrót ministra Becka nadał rozmowie konkretny wymiar. – Nie zgadzam się – odparł z miejsca Beck – Mogę się najwyżej zapytać władz wojskowych, czy rozplakatowanie mobilizacji w Warszawie może być bez szkody dla jej działania powstrzymane do wieczora. Mogę nałożyć cenzurę na prasę i telegramy. Ale uprzedzam – mówił nadal stanowczo – że wasze rządy będą odpowiedzialne, gdyby w razie napaści na nas zabrakło około 10 dywizji na polu walki3. [F2] Beck znajdował się w niekomfortowym położeniu. Zawiązany 25 sierpnia sojusz z Wielką Brytanią dał oparcie antyniemieckiej polityce Polski, lecz nie był to mocny fundament. Beck nadal nie miał zaufania do brytyjskiego ministra spraw zagranicznych lorda Halifaxa. Obawiał się, że najmniejszy błąd posłuży Brytyjczykom za pretekst do wycofania się ze zobowiązań. Dlatego tak ostrożnie analizował decyzję o mobilizacji. Balansował na cienkiej linie: z jednej strony mobilizacja mogła zostać uznana za prowokację, jej brak mógł być zrozumiany jako oznaka uległości. Tymczasem na wspomnianym już posiedzeniu rządu 29 sierpnia Beck mówił: „określiliśmy granice naszych możliwości, przeto nie mamy innej drogi, jak walka”4. Politykę prowadzoną przez ministra krótko podsumował minister Eugeniusz Kwiatkowski: – Jeżeli dojdzie do agresji, pierwsze tygodnie będą ciężkie. Utracimy znaczną część terytorium, zanim nas odciąży ofensywa na zachodzie. Chodzi głównie o to, by wokół napaści na Polskę rozpętać taniec ogólnoeuropejski. Lepiej znaleźć się w położeniu Belgii w roku 1914 niż Czechosłowacji w 1938. Na dłuższą metę Niemcy nie wytrzymają naporu Anglii i Francji wspartych potęgą Stanów Zjednoczonych5. 3 J.
Beck, Ostatni raport, Warszawa 1987, s. 182. Ciałowicz, Polsko-francuski sojusz wojskowy, Warszawa 1971, s. 330. 5 J. Nowak-Jeziorański, Kurier z Warszawy, Kraków 1990, s. 20. 4 J.
Plakaty o powszechnej mobilizacji pojawiły się na ulicach polskich miast dopiero pod koniec sierpnia 1939 r. Zdecydowanie zbyt późno
Rozdział drugi
24
Tymczasem ingerencja ambasadorów w strategiczne sprawy Polski nie przebiegła tak, jak sobie tego obaj dyplomaci życzyli. Dlatego zaraz po powrocie do ambasad i jeden, i drugi wezwali na krótką rozmowę szefów misji wojskowych, francuskiej i brytyjskiej. Wtorkowy wieczór 29 sierpnia pułkownik Stanisław Kopański powinien mieć wolny. Tymczasem znajomy oficer poprosił o zastępstwo na popołudniowym dyżurze. Kopański zgodził się i tak rozpoczął kolejny pracowity wieczór w gabinecie szefa Sztabu Głównego6. Pułkownik trafił do sztabu zaledwie przed sześcioma miesiącami, lecz nie był tu nową osobą. Roboty sztabowej uczył się przez trzy lata, jeszcze za życia marszałka Józefa Piłsudskiego. W marcu 1939 roku, wyrwany niespodziewanie z kursu przygotowującego do „prac operacyjnych na szczeblu dowództwa armii”, zameldował się przed szefem Sztabu Głównego generałem Wacławem Stachiewiczem. – Wobec przemęczenia pracą pułkownika Jaklicza zajmie pan jego miejsce – usłyszał Kopański, po czym odebrał gratulacje i poznał w skondensowanej formie zakres swoich obowiązków. Było to 13 marca, co jest o tyle istotne, że w przeciągu następnych trzech dni upadła kadłubowa Czechosłowacja, a zarazem zmieniły się priorytety strategiczne Sztabu Głównego. Pielęgnowany i dopracowywany w każdym szczególe od wielu lat Plan „Wschód”, czyli działania defensywne w ewentualnej wojnie z ZSRR, wylądował na dnie szuflady, natomiast na biurka oficerów oddziału operacyjnego trafił Plan „Zachód”7. Od pół roku nad jego zawiłościami łamali sobie głowę Kopański oraz inni oficerowie sztabu. Tego wtorkowego wieczora pułkownik znów powinien ślęczeć nad mapami i tabelami mobilizacyjnymi dywizji, kiedy monotonny rytm pracy przerwała wizyta zapowiedzianych telefonicznie gości. Adiutant zaanonsował szefów misji wojskowych francuskiej i brytyjskiej. Generałów Faury’ego i de Wiarta. Goście życzyli sobie 6 IPMS, 7 S.
sygn. B.I.7a, s. 42. Kopański, Wspomnienia wojenne…, op. cit., s. 20.
„Nie stanie się nic, nim śnieg nie przysypie szczytów” 25
porozmawiać ze Stachiewiczem o mobilizacji. Również oni obawiali się katastrofalnych konsekwencji tego kroku. Stachiewicz, czy to nie życząc sobie świadków tej rozmowy, czy z innych przyczyn, przyjął ich w poczekalni. Rozmawiali kilkanaście minut o konieczności odwołania rozkazu mobilizacji. Generał Stachiewicz nie podjął jednak decyzji. Musiał się zastanowić i przedyskutować sprawę z marszałkiem8. Po konsultacji szef sztabu zakomunikował: – Zwłoka do dnia następnego nie wprowadzi właściwie głębszej zmiany, gdyż jednostki i formacje mobilizowane plakatami i tak będą gotowe dopiero za kilka dni, a wszystkie, które już zostały zmobilizowane, znajdują się w rejonach koncentracji9. Sojusznicy mogli odetchnąć. To, czego nie udało się osiągnąć ambasadorom w pałacu Brühla, powiodło się generałom w Pałacu Saskim. Mobilizacja została zawieszona. [F3] Nie tylko Warszawę opanowała gorączka mobilizacyjna. W Paryżu premier Daladier prowadził rozmowy z generałem Gamelinem na temat ogłoszenia alarmu. Alerte – bo tym słowem określono stan pogotowia – zarządzono dla trzech obszarów: przy granicy z Niemcami, na południu Francji wzdłuż granicy włoskiej i w Tunezji, która sąsiadowała z zależną od Rzymu Libią. Generał Gamelin nie wykluczał przystąpienia do wojny Włoch. Taki scenariusz był bardzo prawdopodobny – Mussolini mógł pokusić się o ofensywę w Prowansji bądź zaatakować w Tunezji. W żadnym z tych regionów Gamelin nie chciał zostać zaskoczony i pokonany. Winston Churchill, polityk partii konserwatywnej i weteran Wielkiej Wojny, kilka dni wcześniej powrócił z Francji, gdzie rozmawiał z Mauricem Gamelinem i Alphonsem-Josephem Georges’em. Pierwszy w razie wybuchu wojny miał być naczelnym wodzem armii francuskiej, drugi przygotowywał się do funkcji dowódcy frontu północno-wschodniego. To Georges powitał Brytyjczyka we Francji. 8 IPMS, 9 J.
sygn. B.I.7a, s. 43. Beck, Ostatni raport, op. cit., s. 183.
Stanisław Kopański jako szef Oddziału III Operacyjnego był odpowiedzialny w 1939 r. m.in. za przyjrzenie się założeniom Planu „Zachód”
„Nie stanie się nic, nim śnieg nie przysypie szczytów” 27
Siedzieli w pewnej paryskiej restauracji. Kelner zdążył już posprzątać po obiedzie i na stół podał deser – truskawki w kremie i białym winie. – Nie stanie się nic, nim śnieg nie przysypie szczytów alpejskich, zapewniając Mussoliniemu bezpieczeństwo na całą zimę – powiedział Georges. – Zapowiada się wcześnie, może na połowę września, wtedy Hitler będzie miał dwa miesiące, aby załatwić Polskę przed sezonem jesiennych błot – miał odpowiedzieć Churchill. – Armia niemiecka jest bardzo mocna, a nam nie pozwolą uderzyć pierwszym. – Generał odnosił się do polityków, którzy nie palili się do nowej wojny w obawie przed reakcją społeczeństwa, dobrze pamiętającego ofiary poprzedniej. A potem dodał: – Jedyną pomocą dla Polski, a także szansą dla Francji byłoby uderzenie wyprzedzające na Zagłębie Ruhry, rozpoczęte natychmiast po ogłoszeniu wojny10. Mimo tych deklaracji Churchill odniósł wrażenie, że schowani za linią Maginota Francuzi nie myślą o żadnej ofensywie. Francja „będzie walczyć o przetrwanie – voila tout!”11. Aby złapać oddech od niepokojących spraw bieżącej polityki, Churchill uciekł do motelu St. Georges, gdzie oddał się swojej pasji – malarstwu. Lecz i tam mimo usilnych prób jego myśli krążyły wokół Niemiec: – To ostatnie obrazy, które malujemy przed bardzo długą wojną – powiedział do towarzyszącego mu artysty malarza. – Są silni, mówię panu, są silni. A po chwili dokończył: – Jednak mimo to pokonamy ich12. Churchill wierzył, że pokonanie Niemiec jest możliwe, jeśli oprócz Polski do wojny przystąpi Francja i Wielka Brytania. I co ważne, 10 L.
Moczulski, Wojna polska 1939, Warszawa 2009, s. 560. Churchill, Druga wojna światowa, t. 1: Naciągająca burza, ks.1, tłum. K. Rudolf, Gdańsk 1994, s. 428. 12 M. Gilbert, Churchill. Biografia, t. 2, tłum. J. Kozłowski, Poznań 1997, s. 636. 11 W.
Rozdział drugi
28
nie był w tym zdaniu odosobniony. Tak sądziła również grupa posłów partii konserwatywnej, ludzi skupionych wokół Antony’ego Edena, przeciwników polityki Chamberlaina. Brytania przygotowywała się do wojny systematycznie i powoli. W kancelariach ministerstw rządu Jego Królewskiej Mości urzędnicy przygotowywali telegramy do kolonii i dominiów, informując w nich o spodziewanym w najbliższych dniach wprowadzeniu stanu pogotowia. Następnie do tychże dominiów posłano instrukcje powołania 6 tysięcy rezerwistów. W Wielkiej Brytanii powołano rezerwistów RAF, a Royal Navy przygotowywała się do uzbrojenia 25 statków handlowych, które miały wejść do służby jako krążowniki pomocnicze. Żołnierzom, marynarzom i lotnikom anulowano wszystkie przepustki. Churchill szybko wrócił do Londynu, nie kryjąc zaniepokojenia postawą polityków francuskich. Liczył przy tym, że zdecydowanie Wielkiej Brytanii skłoni przyjaciół zza Kanału do aktywności. Kiedy spiker otwierał pierwszy po skróconych wakacjach dzień obrad, mała ciasna sala Izby Gmin wypełniła się do granic możliwości. Wszystkie miejsca były zajęte, część posłów stała. Dziennikarze i goście tłoczyli się na wysokich galeriach. Otwarcia obrad oczekiwano z niecierpliwością. Wszyscy, zarówno z partii konserwatywnej (torysów), jak i partii pracy (laburzystów), spodziewali się, że tego dnia premier Chamberlain wygłosi przemówienie, które przejdzie do historii brytyjskiego parlamentaryzmu. Chamberlain mówił o tym, co go najbardziej bolało, czyli porozumieniu Moskwa–Berlin z 23 sierpnia: – W Berlinie podanie tego paktu do wiadomości powitano z niesłychanym cynizmem jako wielkie zwycięstwo dyplomatyczne, odsuwające wszelkie niebezpieczeństwo wojny, gdyż teraz my i Francja nie wypełnimy prawdopodobnie naszych zobowiązań podjętych wobec Polski13. 13 Przemówienie
s. 571.
Chamberlaina, cyt. za: L. Moczulski, Wojna polska 1939, op. cit.,
„Nie stanie się nic, nim śnieg nie przysypie szczytów” 29
Widmo wojny zawisło nad Izbą Gmin. Sytuacja była niebezpiecznie poważna, stąd tego dnia debatę prowadzono rzeczowo, co świadczyło o dojrzałości posłów. Tempo obrad zdumiewało: ustawy przeszły trzy czytania, po czym zostały zatwierdzone przez Izbę Lordów. Następnie przewieziono je do pałacu Buckingham, gdzie król Jerzy VI złożył pod nimi podpis. Nowe prawo i specjalne prerogatywy dla rządu miały na celu usprawnienie działania państwa w stanie wojny. Kiedy wieczorem zamykano obrady, rząd Jego Królewskiej Mości mógł już pracować według nowych pełnomocnictw. Winston Churchill miał krytyczny stosunek do prowadzonej przez Chamberlaina i Halifaxa polityki niemieckiej: – Winien jest Chamberlain. Nie powinniśmy nigdy dawać gwarancji Polsce, dopiero po wyrażeniu przez nią zgody na przekroczenie jej granic przez Armię Czerwoną14. Churchill nie zawahał się „sprzedać” prasie takiego komentarza, choć wiedział, że Polska i Rumunia „nie były pewne, czy bardziej lękają się niemieckiej agresji, czy rosyjskiej pomocy”15. Stalin istotnie żądał takiej zgody, lecz Warszawa odmówiła, czego zresztą należało się spodziewać. Kiedy dowiedział się o tym premier Daladier, był wściekły: – Polacy powinni być szczęśliwi, że ktoś zechce im pomóc. Ponadto i Francja, i Wielka Brytania mogłyby wysłać do Polski pewien kontyngent własnych sił lądowych, tak aby w Polsce obecne były siły międzynarodowe, a nie wyłącznie sowieckie. Ale jeśli Polacy będą upierać się przy swoim zdaniu – perorował dalej premier – to nie wyślę nawet ani jednego chłopa, aby umierał w obronie Polski16.
14 Cyt.
za: L. Moczulski, Wojna polska 1939, op. cit., s. 572. Churchill, Druga wojna światowa, op. cit., s. 405. 16 Za: J. Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919–1945. Od Wersalu do Jałty, tłum. E. Morawiec, Poznań 2014, s. 313. 15 W.