Skip to main content

Kubuś Puchatek. Był sobie Miś

Page 1

Był sobie


KUBUŚ PUCHATEK

Był sobie Jane Riordan Ilustracje

Mark Burgess

Opowieść zainspirowana twórczością A.A. Milne’a i E.H. Sheparda

Przełożył Michał Rusinek

Kraków 2022


Tytuł oryginału Once There Was a Bear: Winnie the Pooh Prequel Adaptacja okładki Maria Gromek Redaktorka nabywająca i prowadząca Magdalena Kilian-Antoine Łamanie Karolina Korbut Adiustacja Aleksandra Kleczka Korekta Katarzyna Onderka Text by Jane Riordan Copyright © 2021, The Trustees of the Pooh Properties and the Estate of E.H. Shepard Illustrations by Mark Burgess Copyright © 2021, The Trustees of the Pooh Properties and the Estate of E.H. Shepard Copyright © for the translation by Michał Rusinek Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o. o., 2022 Polskie nazwy własne/Polish proper names © Fundacja im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, Warszawa 2006, Poland Dochody Fundacji im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim pochodzą jedynie z honorariów z tytułu praw autorskich do dzieł jej Patronów i przeznaczone są w całości na pomoc dzieciom niepełnosprawnym i na popularyzację twórczości obojga Autorów. www.Tuwim.org.

ISBN 978-83-240-7633-8 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569 e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2022 Druk: OZGraf


CO SIĘ ZDARZYŁO PRZED WSZYSTKIM INNYM Z pisaniem różnie bywa. Czasem słowom jest tak miło i wygodnie w głowie, że ani myślą wychodzić na zewnątrz. A jeśli już uda się namówić je do wyjścia, robią się nieznośne. Przepychają się gniewnie na kartce i nie usiedzą spokojnie ani chwili. Czasem jednak są wesołe jak szczygiełki i biegną na kartkę w podskokach – tak prędko, że trudno za nimi nadążyć. Kiedy spotkało mnie wielkie szczęście, czyli poproszono mnie, abym napisała o czasach sprzed lat – zanim Krzyś zamieszkał w Stumilowym Lesie, Kłapouchy świętował urodziny, a Prosiaczek zdobył się na bohaterski czyn – większość słów zachowywała się naprawdę przykładnie. Robiły dokładnie to, co im kazałam. Aż do chwili, gdy pewna Mądra Osoba pracująca w miejscu, gdzie powstają książki, zapytała: – A Przedmowa? – Co takiego? – odpowiedziałam, udając, że nie dosłyszałam, gdyż tego właśnie dnia byłam okropnie zajęta nicnierobieniem. 5


BYŁ SOBIE MIŚ

– Przedmowa – powtórzyła Mądra Osoba. – Nie można jej pominąć. Pan Milne zawsze pisał przedmowy, więc i ty powinnaś. Niestety, pan Milne umarł, kiedy miałam jakieś minus dwadzieścia lat, ale ponieważ był pisarzem, którego książki lubię czytać najbardziej na świecie, to skoro uważał, że przedmowy są konieczne, niech i tak będzie. Puchatek twierdzi, że moja Przedprzedmowa jest w sam raz. Kłapouchy przyznał, że przestał słuchać przy zdaniu o słowach, które biegną w podskokach, i że jest zdecydowanie za długa. Ale jeśli zdamy się na Puchatka, a przecież możemy zdać się właśnie na niego, to nie zamierzam się martwić. Wiem, że utalentowany pan Burges wstawi tu idealną ilustrację, a poza tym narysuje ją dokładnie tak, jak nauczył go pan Shepard. I że ładny kawałek miejsca mam z głowy. Wy natomiast możecie nasypać tu jakichś okruszków, bo przecież książki najprzyjemniej czyta się z małym Conieco pod ręką (a przynajmniej tak twierdzi Kubuś Puchatek).


Isaacowi, Oscarowi, Hannah i Alice – budowniczym szałasów J.R.

Podziękowania Dziękujemy A.A. Milne’owi, autorowi oryginalnych książek o Kubusiu Puchatku, oraz E.H. Shepardowi, który je zilustrował. Wydawca pragnie również podziękować radzie fundacji The Pooh Property Trust za nieocenioną pomoc w postaci informacji i wskazówek, którymi jej członkowie wspierali Autorkę podczas pisania książki. Podziękowania zechcą przyjąć także Stephanie Thwaites i Isobel Gahan z agencji Curtis Brown, których wsparcie umożliwiło wydanie niniejszych opowiadań.


Spis treści ROZDZIAŁ 1

11

w którym wracamy do początku

ROZDZIAŁ 2

23

w którym kupiono misia

ROZDZIAŁ 3

33

w którym przybywają przyjaciele

ROZDZIAŁ 4

44

w którym Kubuś spotyka tego drugiego, a Kłapouchy go nie spotyka

ROZDZIAŁ 5

57

w którym góra zostaje przeniesiona

8


ROZDZIAŁ 6

69

w którym wszyscy czujemy się bardzo młodzi

ROZDZIAŁ 7

82

w którym leje deszcz

ROZDZIAŁ 8

95

w którym niektóre kryjówki są lepsze od innych

ROZDZIAŁ 9

105

w którym kopie się wiele dziur

ROZDZIAŁ 10

116

w którym wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec.

9


Rozdział 1 w którym wracamy do początku

N

IE TAK DALEKO STĄD JEST LAS. Na pewno w nim byliście. Rosną tam wysokie drzewa, za które można się chować. Na ziemię spadają gałęzie, które można zginać. Płyną strumyki, w których można moczyć stopy. Jest tam też całe mnóstwo pagórków, z których można zbiegać. W tym właśnie Lesie wygrzewali się w słońcu dwaj przyjaciele. – Na niebie nie ma żadnej chmurki – zauważył Krzyś, przechylając głowę do tyłu tak mocno, że Kubuś Pu­chatek (dla niektórych, bo dla ciebie i mnie po pros­ tu Puchatek) zmartwił się, że zaraz mu odpadnie. – Ciekawe, gdzie one się podziały – zastanawiał się miś. – Kto? – nie zrozumiał Krzyś. – Chmury! – odpowiedział Puchatek. – Ach, tak. – Krzyś się uśmiechnął. Był to bardzo dobry temat do pogawędek, ponieważ przypadał właśnie kwiecień, był chyba wtorek, a może jednak czwartek, i właściwie to powinny padać wiosenne deszcze. Zamiast deszczu było jednak błękitne niebo, 11


BYŁ SOBIE MIŚ

które rozciągało się od wody aż do bieguna północnego i nie pojawiła się na nim najmniejsza chmurka, nawet jedna z tych delikatnych, które nigdy nie są pewne, czy zostać, czy odejść. Krzyś i Kubuś Puchatek robili to, co lubili robić najbardziej, czyli nic specjalnego – ale robili to razem, co sprawiało, że było to wspaniałe zajęcie. To miłe uczucie nicnierobienia sprawiło, że Puchatkowi wpadła do głowy mruczanka. Dzisiejsza mruczanka brzmiała tak: Bardzo zimna bywa zima, lato – upał, nie wytrzymam! Jesień – złota albo szara. Wiosna – chyba wszystko naraz!

Tu Puchatek zawahał się, bo nigdy nie rozumiał różnicy między wiosną i jesienią. I jedno, i drugie upchnięto obok lata i trudno było rozpoznać, która pora roku jest którą. Usiłował to wszystko sobie poukładać w głowie, ale było to równie bezskuteczne, jak nauka rozróżniania wtorku i czwartku, które zapewne zamieniały się miejscami, kiedy nikt nie patrzył. Ale ponieważ Krzyś go nie poprawił, Puchatek stwierdził, że tym razem mu się udało. Podśpiewywał więc dalej: Lecz nieważne, wiatr czy słota… 12


wracamy do początku

Nie udało mu się jednak skończyć mruczanki, bo nagle coś wylądowało niemalże na jego głowie. – Dzień dobry, Tygrysku! – zawołał Krzyś, pomagając Puchatkowi wstać i otrzepując go. – Tygryski lubią gry – uśmiechnął się Tygrysek. – A co to za gra? – To nie gra – odpowiedział Puchatek niechętnie. – Nie graliśmy. To była mruczanka. – Och! – Tygrysek nie mógł sobie przypomnieć, czy mruczanka to coś do jedzenia, czy do siedzenia. – To także tygrysy lubią. – Jesteś pewien? – zapytał Puchatek. – Bo kiedy przybyłeś do Lasu, powiedziałeś, że lubisz wiele rzeczy, takich jak miód… i nie pamiętam, co jeszcze. Ale tak naprawdę nic ci nie smakowało. Zabawne. Gdy tylko Puchatek wymówił słowo „przybyłeś”, pojawiło się mnóstwo przyjaciół. Przyszli Prosiaczek i Sowa, i Kanga, i Maleństwo, i oczywiście 13


BYŁ SOBIE MIŚ

Królik – a gdziekolwiek pojawiał się Królik, podążała za nim cała gromada Krewnych i Znajomych. W ten sposób zebrał się spory tłum. Nawet Kłapouchy, zazwyczaj nieobecny, tym razem nieobecny nie był. – Zapomniałem już o dniu, w którym tu przybyłem! – oznajmił Tygrysek i zamyślił się. – To dopiero była zabawa! Tygrysy uwielbiają przybywać! Kiedy przybyłem, spotkałem wielu nowych przyjaciół, którym mogłem pokazywać, jak brykam. I których mogłem poznać – dodał szybko. A jak przybyłeś do Lasu ty, Krzysiu? – zapytał, podekscytowany. – Do Lasu? – Krzyś wyglądał na zaskoczonego pytaniem. – Och, ja jestem tu od zawsze. Królik wystąpił z szeregu. 14


wracamy do początku

– Musi być przecież jakieś „zanim”! – powiedział z mocą. – Zawsze jest jakieś „zanim”. Krzyś nie był przekonany. Może nie zawsze tak było. A przynajmniej nie, jeśli chodziło o niego. – „Zanim” – ciągnął Królik – jest po to, żeby nie mylić czasu „sprzed” z czasem „w trakcie”. To są fakty. Powinieneś dowiedzieć się wszyst­kiego, co możliwe, na temat swojego „zanim”, Krzysiu, a potem opowiedzieć wszystko nam. – Hurra, opowiadanie! – pisnęło Maleństwo. Kangurzyca spojrzała na nie z dumą. – Tak, Maleństwo – powiedziała – lubisz opowiadania, prawda? Nie każdy potrafi siedzieć tak spokojnie i słuchać tak długo. Ale wszyscy już dawno przestali rozmawiać i czekali na opowiadanie. Tygrysek wyglądał na zaniepokojonego. Martwił się, że w „zanim” Krzysia nie będzie żadnych tygrysów. – Tę opowieść lubię najbardziej – powiedział – bo w niej występuję. – Ale to nie jest żadna opowieść – odparł Krzyś ze śmiechem. 15


BYŁ SOBIE MIŚ

– Poznaję po tym, że niewiele się dzieje – mruknął Tygrysek, trochę rozczarowany, ale to nie trwało długo, bo tygrysy zawsze mają dobre pomysły. – W takim razie muszę zrobić coś, żebyśmy mieli opowiadanie. – I odbryknął. Wszyscy czekali. Czuli lekki niepokój. Zwykle gdy Tygrysek był z nimi, działy się przeróżne rzeczy – niezależnie od tego, czy tego chcieli, czy nie. Ale kiedy nic się długo nie działo i wszyscy przyjaciele wrócili do oglądania błękitnego nieba, Puchatek starał się przypomnieć sobie przerwaną mruczankę. – Nie lubię psuć innym nastroju – powiedział Kłapouchy, przerywając ciszę. – Ale Tygryska nie ma już jakiś czas. To do niego niepodobne. Mówię z doświadczenia. – A potem westchnął i powiedział: – On jest zawsze tutaj i zawsze hałasuje. Powiedział to naprawdę donośnym tonem, więc kilkoro mniejszych Krewnych i Znajomych Królika podskoczyło ze strachu.

16


wracamy do początku

– Chciałem powiedzieć – ciągnął Kłapouchy – że ta cisza sprawia, że zastanawiam się, gdzież on się może podziewać. Krzyś był naprawdę pod wielkim wrażeniem tej przemowy. Wiedział, że Kłapouchy i Tygrysek nie zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. Poszło o niefortunną kąpiel w rzece, doświadczenie, z którego Kłapouchy nie mógł się otrząsnąć aż do tej pory. – Kłapouszku – odezwał się cicho – powiedziałeś bardzo miłą rzecz. Kłapouchy zwiesił łeb. Każdy, kto mógłby zajrzeć pod jego długie, wiszące uszy, zauważyłby, że pysk mu spąsowiał. Trzeba było znaleźć Tygryska. Ruszyli. Królik bardzo chciał być tym, który znajdzie Tygryska. Ale to Puchatek był pewien, że go znajdzie. Tyle że musiał zajść do domu na troszkę miodu. A stało się tak, że to Prosiaczek go znalazł, i to przez przypadek. Prosiaczek zaczął poszukiwania w najlepszy możliwy sposób – szukając. Jednak po chwili zauważył, że słońce jest takie ciepłe, a młode listki tak jaskrawo­zielone! Zwrócił różowy ryjek ku koronom drzew i natychmiast zapomniał o poszukiwaniach. Dopiero gdy potknął się o coś i wylądował ryjkiem w piasku, jego głośny okrzyk ściągnął całą resztę. Krzyś zauważył, że to, o co potknął się Prosiaczek, było w paski i wyglądało jakoś tak… ogoniasto. 17


BYŁ SOBIE MIŚ

Potem wszyscy ciągnęli i ciągnęli. A kiedy ciągnięcie nie pomagało, zaczęli kopać. Najbardziej podobało się to Maleństwu. – Patrzcie na mnie! Ja kopię – wołało do każdego, kto zechciał słuchać. – Jestem najlepszym i najszybszym Kopaczem! Wreszcie Tygrysek został wyciągnięty. Nałykał się piasku, więc na początku trudno było zrozumieć, co mówi. – Czto mpwdnaanie? Czytost ppoowiadanie? – prychał. – Czy teraz to jest opowiadanie? – Można tak powiedzieć – odparł Kłapouchy – jeśli opowiadanie i katastrofa to to samo. I jeśli opowiadanie

18


wracamy do początku

to piasek w uszach. – Mówiąc to, wytrząsnął kopytkiem z ucha tyle piasku, że mała myszka o imieniu Gerard, która stała obok, zamieniła się w piaskową myszkę (o ile w ogóle istnieje coś takiego). – Kłapouchy uważa, że to jest opowiadanie! – ciągnął Tygrysek, brykając z podekscytowania. – A ty co na to, Krzysiu?

– No cóż – powiedział Krzyś w zamyśleniu – zdaje się, że opowiadania muszą mieć początek, środek i koniec. – Ha! – parsknął Kłapouchy. – I dużą ilość piasku w uszach. – I jakieś „zanim” – powiedział Krzyś. – A może raczej „zamęt”? Zapomniałem. Wiem, że był początek, gdy nie robiliśmy nic, a potem środek ze skokami, a potem całe mnóstwo piasku. Tak, to zdecydowanie jest opowiadanie. Tygrysek promieniał z zadowolenia. Bryknął kilka razy, żeby okazać, jak bardzo jest szczęśliwy. 19


BYŁ SOBIE MIŚ

– Tygrysy występują w tym opowiadaniu! – cieszył się. – I nie przeszkadza mi to, że ich nie ma w opowiadaniach o „zanim”. Po czym bryknął gdzie indziej.

*** Tak oto Krzyś wrócił wieczorem do domu okropnie zapiaszczony. Miał pełno piasku zarówno we włosach, jak i w skarpetkach, a to mogło oznaczać tylko jedno: dłuższą niż zwykle kąpiel. A w kąpieli, jak chyba sami wiecie, chodzi nie tyle o mycie, ile o zabawę i opowiadanie różnych ciekawych historii. Krzyś próbował przez chwilę utrzymać bańkę mydlaną na nosie, a potem ją zdmuchnął i zapytał o czasy na długo, długo przed swoim przybyciem do Lasu. I o czasy sprzed poznania Kubusia Puchatka, o ile takowe w ogóle istniały. Na przykład 20


wracamy do początku

o dni, zanim Krzyś był wystarczająco duży, żeby nadać Puchatkowi imię. Zgodziliśmy się wtedy, że trzeba o tym opowiedzieć i że Puchatek zawsze będzie się w tych historiach nazywał Puchatkiem. Bo bez tego imienia nigdy nie poczuje, że to wszystko działo się naprawdę. A oto te opowiadania.


Opowiadania o tym, co zdarzyło się przedtem

Nagle rozległo się burczenie w brzuszku. To mógł być tylko Kubuś Puchatek. Choć wtedy miś tak się nie nazywał. Nie znał jeszcze Krzysia i był tylko jednym z wielu pluszaków na wystawie w sklepie. Odkryj, jak zaczęła się przyjaźń Krzysia i Puchatka. Czemu nad Kłapouchym zawsze krążą deszczowe chmury, a opowieść o Prosiaczku jest taka krótka? Wielkie historie mają zawsze wielki początek.

Cena 44,99 zł

Oficjalna opowieść o tym, jak miś o małym rozumku trafił do serca Krzysia, a potem – do Stumilowego Lasu. Napisana w duchu opowiadań A.A. Milne’a, w doskonałym tłumaczeniu Michała Rusinka i z pięknymi ilustracjami w stylu E.H. Sheparda.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Kubuś Puchatek. Był sobie Miś by SIW Znak - Issuu