Skip to main content

Dziennik łowcy przygód. Madagaskar. Klątwa pasiastego lemura.

Page 1

Dziennik łowcy przygód. Madagaskar. Klątwa pasiastego lemura Copyright © by Szymon Radzimierski Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2019 Zdjęcie na 1. stronie okładki – Honorata Karapuda Zdjęcie na s. 224: ID 33605277 © Mazikab | Dreamstime.com Zdjęcie na s. 230: ID 92442160 © Javarman | Dreamstime.com Projekt graficzny okładki i makiety Paweł Panczakiewicz | PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN® Łamanie Małgorzata Sezanowicz-Winiarska | PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN® Rysunki Paweł Kuranda | PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN® Małgorzata Sezanowicz-Winiarska | PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN® (wyklejki) Opieka redakcyjna Aleksandra Smoleń Adiustacja Urszula Horecka Korekta Katarzyna Onderka Joanna Myśliwiec

ISBN: 978-83-240-5176-2

Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2019 Druk i oprawa: Perfekt


Szymon Radzimierski

kRAKÓW 2019


SPRAWDŹ,

CO TO ZNACZY Strona 83


nasza ekipa Cześć! Jeśli znasz mnie z moich poprzednich dzienników, to sporo już o mnie wiesz. A może dopiero się poznajemy…? Gwarantuję Ci, że po przeczytaniu tej książki będziesz wiedzieć, co mnie najbardziej fascynuje, co wkurza, a czego się boję. Przeżyjemy też razem ekscytujące, a chwilami mrożące krew w żyłach przygody i spróbujemy rozwiązać wspólnie zagadkę klątwy pasiastego lemura. Będzie bardzo śmiesznie, a czasem trochę strasznie. Poznasz też naszą megaekipę: Simon – to ja, trochę zwariowany nastolatek, kochający wyprawy i wyzwania, właściwie to mam na imię Szymon, ale przyjaciele mówią na mnie Simon, Muńka – to moja mama, jako mały chłopiec mówiłem na nią Ma-muńka i tak już zostało, trochę bojaźliwa, ale zawsze gotowa na przygodę, nie rozstaje się z apteczką, Daddy – mój tata, bardzo duży facet, ma problem ze zmieszczeniem się do taxi brousse’a, a przy Malgaszach, czyli mieszkańcach Madagaskaru, wygląda jak Guliwer wśród Liliputów, Frances – „stąpająca na palcach”, czyli nasza przewodniczka po skalnym labiryncie Tsingy de Bemaraha,


Haja – wspaniały gawędziarz, żywa encyklopedia Madagaskaru, worek anegdot, legend i niesamowitych opowieści, Madame Lalah – właścicielka guesthouse’u w Tanie, malgaska bizneswoman, pełna sprzeczności, elegancka dama, która potrafi zbesztać taksówkarza, a do banku zabiera święte drzewo chroniące przed rabusiami, Elysee – przewodnik po Parku Narodowym Masoala, wspaniały tropiciel lemurów, strażnik jednej z ostatnich dziewiczych dżungli na planecie, Serge – jego pomocnik, znawca leśnych ścieżek i serdeczny gospodarz.

No i oczywiście …………………................................................................., czyli Ty – wpisz swoje imię, bo od dziś jesteś częścią naszej ekipy! No to w drogę!!!


አአአ አአአ

1 ł a i z r oz d

lecimy? nie lecimy?


L

otnisko. Ludzie kursujący we wszystkie strony z naładowanymi wózkami. Jakieś pięcioletnie dziecko próbuje dogonić swoją mamę, która biegnie z walizką, spiesząc się na lot. Szczupły chłopak żegna się z dziewczyną. Rozczulona córka, zawalona tobołami i z brązową bluzą z łatami na łokciach przewiązaną w talii, wita się z mamą. A wśród wszystkich tych ludzi siedzi na lotniskowej ławce jedenastoletni chłopak. Nad jego głową rodzice zaznaczają na liście, co zabrali, i zastanawiają się, czy o niczym nie zapomnieli. Nastolatek wygląda, jakby jakaś nagła myśl wytrąciła go z całego tego zamieszania. Podekscytowany podróżą chłopak postawił sobie frapujące pytanie. Po zmarszczonym czole można poznać, że jego uwaga skupiona jest na zagadce, którą sam sobie zadał.

Nie mógłbym wam powiedzieć, o czym myślał ten chłopak, gdyby nie to, że to ja nim jestem. Cześć! Mam na imię Simon. Ci, którzy mnie już znają, wiedzą, że kocham podróże, uwielbiam też o nich opowiadać i pisać. Ale przejdźmy do rzeczy. Myślałem wtedy o tym, jaki jest Madagaskar. Jacy są

10


rozdział 1 lecimy? nie lecimy?

tam ludzie. Jak wygląda natura na tej niezwykłej „czerwonej wyspie”. Wiele o niej słyszałem. Najważniejsze są lemury. Zawsze marzyłem o tym, żeby je zobaczyć. Żyją tylko tam i jest ich tyle gatunków! Malutkie mysie lemury, lemury bambusowe, ogromne indri-indri, tańczące sifaki, upiorne aj-aje, no i oczywiście najbardziej znane pasiaste lemury katta. Słyszałem nawet o czymś takim jak ny ozona lemur maki, czyli po malgasku klątwa pasiastego lemura. Podobno jak złamie się zasady etyczne lemurów, to mogą rzucić na nas klątwę. Malgasze, czyli mieszkańcy Madagaskaru, są w ogóle dość przesądni. Ale ja tam w żadne klątwy nie wierzę. To bzdura! Z rozmyślań wyrwał mnie głos taty: – Simon, Muńka! Wykasowali nam lot – powiedział z niedowierzaniem Daddy. – Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. Nie żartuj sobie tak – odparliśmy oboje. – Nie wierzycie? To spójrzcie na tablicę! I rzeczywiście. Przy naszym locie świeciło się na czerwono nieubłagane „odwołany”.

11


No to Madagaskar mamy z głowy – myślałem. Wiesz, kiedy leci się tak daleko, to najczęściej masz kilka przesiadek. Jak jeden lot jest odwołany albo mocno spóźniony, to możesz nie zdążyć na następny samolot i cały plan bierze w łeb. Tym razem też tak było. Mieliśmy lecieć z Warszawy do Wiednia, z Wiednia do Addis Abeby (stolicy Etiopii), a dopiero stamtąd na Madagaskar, do Tany (tak naprawdę stolica Madagaskaru nazywa się Antananarywa, ale mieszkańcy w skrócie mówią na nią Tana). Po dłuuugim oczekiwaniu udało nam się dodzwonić do linii lotniczej, która zaproponowała nam lot zastępczy, tak żebyśmy zdążyli na kolejny samolot. Uff! Myśleliśmy, że na ten dzień stresu już wystarczy. A jednak się myliliśmy. Kiedy wreszcie, po przejściu przez ochronę i te wszystkie bramki, usiedliśmy na krzesłach przed gate’em (bramką do wyjścia do samolotu) z kanapkami w rękach, po raz kolejny odezwał się tata: – Odwołali lot – powiedział jakoś tak niepewnie. – Dobra, Daddy, po takiej akcji to ja już nie mam ochoty na żarty! A szczególnie na TAKIE żarty. – Spójrz! – Pokazał palcem na tablicę odlotów. – Nie wierzę… Autentycznie, w ciągu kilku godzin odwołano nam dwa loty! Tym razem udało nam się dodzwonić do linii lotniczych w kilka minut. Ale wiesz, co było najgorsze? „Przykro mi, jest już za późno…” – usłyszeliśmy. Tego dnia nie mogliśmy już wydostać się z Warszawy!!!!! Dostaliśmy bilety na następny dzień. Byliśmy w niezłym stresie, bo cały plan wyprawy zaczął nam się chwiać, a jeszcze nawet nie wyruszyliśmy! Czyżbym naraził się na zemstę, mówiąc, że klątwa pasiastego lemura to bzdura? XD Śmiem wątpić (sorry, lemurki!).

12


rozdział 1 lecimy? nie lecimy?


Gdy już w końcu wsiedliśmy do samolotu do Tany, spotkaliśmy w nim pewną Polkę, która, tak jak ja, prowadzi bloga, a na Madagaskar jeździ od bardzo dawna. – Po co lecicie na Madagaskar? – zapytała, jak już się trochę zapoznaliśmy. – Przede wszystkim po to, aby zobaczyć dżunglę – odpowiedziałem bez wahania. – Mieliśmy tu być już rok temu, ale się nie udało. – A jakie zwierzęta najbardziej chcielibyście spotkać? – Poza tym, że mamy dużą chrapkę na wszystkie lemury, jakie istnieją, to czytałem też o fossie. I to jest w sumie moje marzenie… – Nie uda wam się! – przerwała mi stanowczo dziewczyna. – Ja jestem tu już trzeci raz i jeszcze ani razu jej nie widziałam. – Kurczę, szkoda. – Po cichu liczyłem, że jednak uda nam się zobaczyć to zwierzę na żywo, ale powoli traciłem nadzieję. – A pani jakie ma plany? – Przyjechałam obejrzeć famadihanę. – Naprawdę? Tak się składa, że my też będziemy próbować… No jasne, że chcieliśmy wziąć udział w famadihanie! Dużo czytałem o tym zwyczaju. Byłem go okropnie ciekawy, chociaż zapowiadał się trochę strasznie… Powiem szczerze, że bardzo lubię przypadkowe znajomości w podróży, rozmowy z globtroterami i słuchanie ich opowieści. Najbardziej niesamowici są starsi ludzie podróżujący w pojedynkę. Bardzo ich podziwiam i mam nadzieję, że na starość pozostanę pełną życia osobą, która będzie nadal robiła milion fajnych rzeczy. – Famadihanę? Wątpię, żebyście dali radę. Bardzo trudno jest dostać się na tę ceremonię. Ja jadę tu na trzy tygodnie tylko po to, aby ją zobaczyć. A wy przyjechaliście na miesiąc i chcecie przemierzyć dżunglę, wytropić fossę, obejrzeć famadihanę? No, życzę powodzenia… – zakończyła z powątpiewaniem. Mimo wielu uwag o tym, że nie mamy szans, nie zrezygnowaliśmy. A czy nam się udało? Nie uprzedzajmy wypadków…

14


rozdział 1 lecimy? nie lecimy?

Kiedy tylko przylecieliśmy do Tany, jeszcze na lotnisku poszliśmy do kantoru, aby wymienić pieniądze. Na Madagaskarze nie działają europejskie karty kredytowe, nie ma też właściwie bankomatów, więc na całą podróż musieliśmy mieć gotówkę. I wtedy pojawił się jeden problem. Nie sprawdziliśmy, jaki kurs ma lokalna waluta. Okazało się, że jedna złotówka to sto(s)* ariarów, więc za kilka złotych dostawaliśmy cały gruby plik niewiele wartych banknotów i przez to po chwili cały plecak mieliśmy wypchany pieniędzmi!!! Z lotniska wzięliśmy pierwszą lepszą taksówkę i poprosiliśmy, aby kierowca zawiózł nas do naszego hostelu. Podaliśmy adres i zapytaliśmy o cenę. Zawsze warto uzgodnić kwotę, zanim wsiądzie się do taksówki, bo czasami nieuczciwi kierowcy próbują naciągać turystów. Kiedy spytaliśmy, czemu tak drogo, taksówkarz powiedzia, że tyle się płaci za półtorej godziny jazdy. Dopiero wtedy się zorientowaliśmy, że nie sprawdziliśmy także lokalizacji hoteliku. Mieliśmy tam spać tylko jedną noc, a następnego dnia rano wrócić na lotnisko, więc taka długa jazda była trochę

* Tak naprawdę 1 zł to 1000 ariarów, więc możesz sobie wyobrazić, ile banknotów dostaliśmy po wymianie.

15


bez sensu, ale nie mieliśmy innego wyjścia. W dodatku ostatecznie jechaliśmy ponad dwie godziny, bo był taki korek. – Ale ogromne! – Wyciągnąłem rękę i pokazałem palcem na wielkie grobowce przy drodze. Kierowca skrzywił się nagle i powiedział coś do nas po malgasku, ale nic z tego nie zrozumieliśmy. – Rzeczywiście – przytaknął Daddy. – Co ogromne? – Muńka podniosła wzrok znad mapy. – Tam. Grobowce. – Tym razem Daddy pokazał palcem za okno. Kierowca znów zaczął coś mamrotać pod nosem i czuliśmy, że to nic miłego, ale nie wiedzieliśmy, o co chodzi. – Czego on od nas chce? – zainteresował się Daddy. – Był wcześniej taki miły. Skręciliśmy w inną ulicę, groby zniknęły za nami, a kierowca rozchmurzył się i zaczął zagadywać nas po francusku. Antananarywa oznacza podobno po malgasku „miasto tysiąca żołnierzy”, ale mnie kojarzyło się raczej z milionem cegieł, bo jadąc z lotniska, widzieliśmy po obu stronach drogi całe ich sterty ułożone w ogromne piramidy, które robotnicy obkładali po bokach słomą, a od dołu drewnem, i wypalali. Trafiliśmy chyba na jakiś ceglany sezon, bo pola ryżowe były puste, tylko gdzieniegdzie – widocznie tam, gdzie była odpowiednia ziemia – mieszkańcy wykopywali błotnistą glinę i formowali z niej cegły. Wjeżdżaliśmy powoli na jedno z dwunastu świętych wzgórz w Tanie. Taksówka tkwiła w gigantycznym korku. – Muńka, jestem głodny! – Proszę. – Niezawodna Muńka wyciągnęła w moją stronę kanapkę z szynką. – Do hostelu jeszcze kawałek. Jedz! Wgryzłem się zębami w szynkę i zacząłem przeżuwać ze smakiem. Jakiś cień zakrył na chwilę niebo, ale zaraz znów się rozpogodziło. Kiedy dotarliśmy do centrum miasta, było już zupełnie ciemno i zaczęło się robić jeszcze ciekawiej.

16


rozdział 1 lecimy? nie lecimy?

– To tam. – Nasz taksówkarz pokazywał gdzieś wysoko w górę, jakby na gwiazdy. Hmm... nie przypominam sobie, żebyśmy rezerwowali jakiś gwiezdny hotel. Usiłowaliśmy coś wypatrzyć w ciemnościach, ale w mieście nie było latarni i ledwo widzieliśmy drugą stronę ulicy. – There, upstairs – wyjaśnił kierowca. Między budynkami zobaczyliśmy wąziutkie schodki prowadzące stromo pod górę i kończące się gdzieś wysoko w mroku.


beaVeR Pamiętasz, jak opisywałem grę w beavera, której nauczyli nas Kanadyjczycy na lotnisku? To naprawdę fajna zabawa. Prosta i wesoła. Opis może wyglądać trudno, ale spróbuj, a zobaczysz, że warto.

poTRzebne są: 1 talia kart (bez jokerów) Kartka i długopis do notowania wyników

LiCzba gRaCzy: dowolna (powyżej 4 osób potrzebne są dwie talie kart) CeL gRy:

pozbyć się kart o dużej wartości, żeby mieć jak najmniej punktów na

koniec gry. Kto pierwszy zdobędzie 100 punktów, przegrywa i odpada.

WaRTość kaRT: Dziesiątka – 0 punktów As – 1 punkt Król, dama, walet – po 10 punktów Pozostałe karty – tyle ile wskazuje cyfra (np. dziewiątka – 9 punktów, piątka – 5 punktów itd.)

zasady gRy: 1. Jeden z graczy rozdaje – kładzie na stole każdemu z graczy po cztery zakryte karty (nie wolno ich oglądać!). Pozostałe karty kładzie zakryte w stosiku na stole.

2.

Każdy gracz układa swoje cztery karty przed sobą – dwie przy sobie, dwie dalej.

3.

Na komendę wszyscy gracze podnoszą i sprawdzają swoje dwie najbliższe karty. Dwie dalsze karty pozostają zakryte. Ważne, żeby postarać się zapamiętać obejrzane karty, bo można w nie spojrzeć tylko raz na początku gry (Rys. 1).


sTosik

Te można spRaWdzić

Rys. 1 poCząTek

4.

Kiedy wszyscy odłożą już z powrotem zakryte karty, gracz po lewej stronie rozdającego wykonuje ruch:

•

bierze zakrytą kartę z kupki i ogląda ją,

•

decyduje, czy ją odrzucić, czy zamienić na którąś ze swoich kart,

•

jeżeli odrzuca kartę, to odkłada ją na osobną kupkę kart odrzuconych i kończy ruch (Rys. 2),

•

jeżeli zamienia – musi odkryć i odrzucić dowolną ze swoich kart na stosik kart odrzuconych, a na jej miejsce położyć zakrytą kartę, którą wziął z kupki (Rys. 3).

odRzUCa

odRzUCa

bieRze

bieRze zamienia

ogLąda

Rys. 2 RUCh bez Wymiany

ogLąda

Rys. 3 RUCh z Wymianą


St rz eż si ę kl ąt w y go pas i as t e le mu ra ! Cześć, to ja, Simon. Chcesz odkryć razem ze mną sekrety czerwonej wyspy? Przeżyć bliskie spotkania z płochliwymi lemurami, ścigać wieloryby na rozszalałym morzu i wspinać się na ostre jak miecze, grające skały w Tsingy de Bemaraha? Zobacz, jak Malgasze wyciągają dziadka z grobu w magicznym rytuale „obracania kości”! Dotknij ogromnych baobabów, posłuchaj nocnych głosów dżungli i poczuj zapach suszonej na słońcu wanilii. Uprzedzam!

Od początku prześladują nas

tajemnicze zdarzenia i dziwne zbiegi okoliczności. To przypadek? Czy może pradawna moc?

Pomóż mi złamać klątwę, zanim będzie za późno…

Co jest prawdą, a co iluzją? Tylko dla odważnych!

Adrenalina na planie filmowym to nic w porównaniu z nocną wyprawą do dżungli. Szymon w roli przewodnika gwarantuje wiedzę i mnóstwo emocji. Do teraz mam ciarki!

Agnieszka Dygant cen a 3 9,9 0 zł

pat r o n i m ed i a l n i

Wiele w życiu widziałem, ale Szymon jest jedyny w swoim rodzaju! Ma duszę odkrywcy, sporo oleju w głowie, talent do opowiadania i przede wszystkim wielkie serce.

Aleksander Doba


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Dziennik łowcy przygód. Madagaskar. Klątwa pasiastego lemura. by SIW Znak - Issuu