Skip to main content

Waleczne z gór. Nieznane historie bohaterskich kobiet

Page 1

AGATA PUŚCIKOWSK A

Nieznane historie bohaterskich kobiet

Wydawnictwo Znak Kraków 2021


Projekt okładki Paweł Panczakiewicz PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN panczakiewicz.pl Zdjęcie na pierwszej stronie okładki Aga Mikłaszewicz Modelka Katarzyna Olszak Zdjęcie autorki na czwartej stronie okładki Archiwum prywatne Fotoedycja Katarzyna Przybylska Konsultacja historyczna Bronisław Chowaniec-Lejczyk Opieka redakcyjna Wiktoria Penszkal Katarzyna Mach Adiustacja Katarzyna Mach Korekta Barbara Gąsiorowska Aleksandra Kiełczykowska Łamanie Piotr Poniedziałek Copyright © by Agata Puścikowska © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2021 ISBN 978-83-240-6286-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2021. Printed in EU


Piękne siostry – Marusarzówny


Helena, Zofia, Bronisława i Stanisława – silne, piękne, wysportowane góralki. Kochały nade wszystko wolność. Gdy przyszedł moment próby i trzeba było walczyć z Niemcami, żadna się nie zawahała. Działały w różny sposób: razem i osobno. A najmłodsza Helena zapłaciła cenę najwyższą.

J

an i Helena Marusarzowie mieli sześcioro dzieci: Jana, Stanisława, Zofię, Bronisława, Helenę i Marię. Wszystkie energiczne, zdolne, bystre, ambitne. Ich ojciec pochodził ze starej góralskiej rodziny Marusarów (potem Marusarzów). Wzmianki o rodzie matki – Tatarach – sięgają początków XVII wieku. Szymon Tatar, ojciec Heleny, był jednym z pierwszych przewodników tatrzańskich i jednym z pierwszych członków Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Narażał swoje zdrowie i życie, by ratować innych. W takiej atmosferze wychowywała się jego córka Helena, a potem wnuki. Helenę, córkę Szymona, a potem matkę sześciorga dzieci, uznawano za kobietę wyjątkowej urody: zachwycił się nią chociażby Józef Mehoffer, który spędzał u Tatarów wakacje i uwiecznił ją na obrazie namalowanym w 1905 roku. Góralka spoglądała z portretu nieco zawadiacko, filuternie. Burza włosów okalała twarz o mocno zarysowanych, lecz uroczych rysach. Dziewczyna miała może kilkanaście lat. Wkrótce jej życie miało się mocno zmienić: została żoną Jana i matką dzieci, które będą jej wielką dumą.


18

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

Rodzinny dom Marusarzowie mieszkali w Zakopanem, na Małym Żywczańskim. Dzieci Jana i Heleny przychodziły na świat niemal jedno po drugim. Najstarszy był Jan, urodzony w 1912 roku, w czerwcu 1913 roku pojawił się Stanisław. Potem kolejno rodziły się dziewczęta: Zofia, Bronisława, Helena, i Maria. Helenka, urodzona 17 stycznia 1918 roku, była trochę chłopczycą, bardziej śmiałą niż siostry. Wszystkie cztery od najmłodszych lat ścigały się z chłopakami na nartach i rywalizowały z nimi. Niewątpliwie Helenka się wyróżniała: odwagą, pewnego rodzaju brawurą, radością życia. Dziewczęta w domu Marusarzów traktowano na równi z chłopcami. Wolno było im szaleć w lesie, zjeżdżać zimą po śniegu. Najpierw zresztą i one, i bracia używali do tego zjeżdżania… krzeseł. Bawili się też w „wiewiórczycę” – skakali z drzewa na drzewo, łapiąc się gałęzi. Helenka bardzo lubiła tę zabawę. W ogóle kochała ruch, chciała być silna, walczyć ze swoimi słabościami. Do tego była przebojowa, ceniła sobie rozwój osobisty. Ojciec wielokrotnie wspominał, że gdy zobaczyła występ cyrku, który przyjechał do Zakopanego, zachwyciła się akrobacją. Podziwiała też sportowców z Towarzystwa Gimnastycznego Sokół. Ćwiczyła, naśladując ich, na drążku czy raczej na rurze wodociągowej. Dom Marusarzów był ciepły, bezpieczny. Rodzice ciężko pracowali, do pracy wdrażali też dzieci. Bez wielkich słów, przykładem. Ojciec Jan był leśniczym. Kochał las, znał każde drzewo, a miłością do przyrody zaraził swoje potomstwo. Matka opiekowała się domem. W sposób naturalny młodzi Marusarzowie rośli w poczuciu odpowiedzialności. W domu się nie przelewało, ale na tle wielu familii góralskich z tamtego okresu rodzina radziła sobie dobrze. To były czasy rozwoju polskiego narciarstwa. Marusarzowie, chłopcy i dziewczynki, obserwowali przyjezdnych – turystów i narciarzy, od dziecka. I naśladowali. Góry mieli we krwi. Kochali wysiłek


Marusarzówny

19

fizyczny. Nic więc dziwnego, że nowoczesne na owe czasy szusowanie stało się dla nich sposobem na życie. Jednak w przeciwieństwie do miastowych, którzy mieli pieniądze, a więc mogli sobie pozwolić na profesjonalny sprzęt, Marusarzowie musieli kombinować. Jan i Stanisław sami robili prymitywne narty z klepek od beczek. Przywiązywali je rzemieniami do kierpców. Staszek odkrył też możliwość skoków. Budował więc ze śniegu, desek, z czego się dało pierwsze skocznie. Kiedy za zwycięstwo w zawodach na Lipkach dostał w nagrodę piękne profesjonalne narty, Helenka pozazdrościła bratu. „Stasek, kiebyk to jo mioła takie narty, to byk syćkich nabiła”1 – odezwała się z filuternym uśmiechem do brata. Młody sportowiec najpierw korzystał z nich sam, a potem pozwalał ich używać starszemu Jankowi i kuzynowi Andrzejowi. Dla Helci były jednak zbyt duże. Helenka bardzo mocno marzyła o porządnych deskach. Pewnego dnia stary góral opowiadał rodzeństwu Marusarzów historię o zakopanych w Tatrach zbójnickich skarbach. Zapytał Helenkę, co zrobiłaby, gdyby odnalazła skarb: „Kupiłabym sobie narty”2 – odpowiedziała bez zastanowienia. Na profesjonalne narty musiała jeszcze poczekać. Pierwsze zrobił dla niej starszy brat Stanisław. Wpatrzona w jego wyczyny, ćwiczyła, trenowała coraz więcej, z pasją. Najpierw na niedalekich zakopiańskich Lipkach, potem na coraz bardziej wymagających stokach. Jej pierwsze wygrane narciarskie zawody to konkurs zorganizowany przez Kornela Makuszyńskiego właśnie tam. Miała wówczas siedem lat. W nagrodę dostała książki z autografem pisarza. W zawodach, organizowanych przez Makuszyńskiego w kolejnych latach, również zwyciężała. Helenka uczyła się, podobnie jak reszta rodzeństwa, w szkole powszechnej, pomagała też matce w gospodarstwie. Pracowała w polu. Zarówno zakopiańczycy, jak i przyjezdni lubili jej poczucie humoru, prostolinijność. Bywała też dość przekorna.  – W czasie pracy w polu, nie wiadomo, czy dla psoty, czy z dziecinnego lenistwa, potrafiła schować się w zbożu na tyle skutecznie, że


20

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

rodzina długo jej szukała. Gdy jej matka, a moja babcia, nieco zeźlona, pytała potem: „Co i gdzie robiłaś?”, odpowiadała z błyskiem w oku: „Mamo, jo się grzejem do słonecka, jak te panie, które do nas przyjeżdżają” – opowiada historię rodzinną córka Stanisława, a bratanica Heleny, Magdalena Marusarz-Gądek.

Młodość Helenki Zachowało się krótkie wspomnienie Zofii Marusarzówny o Heli. W wywiadzie dla Polskiego Radia w latach siedemdziesiątych starsza siostra wspominała: „Helę pamiętam doskonale. Od najmłodszych lat ciągnęły nas zabawy pełne szaleństwa, często chodziłyśmy do lasu. Każda taka zabawa kończyła się wielką awanturą, gdyż na krzakach i drzewach pozostało niejedno nasze ubranie. Hela od najmłodszych lat miała duży temperament, była odważną, zaciętą dziewczyną. Na deskach jeździła od dzieciństwa. I mimo że wtedy były najpopularniejsze konkurencje klasyczne, najbardziej uwielbiała zjazdy slalomem. Jej pierwsze większe zawody w 1934 roku pamiętam, na Lipkach. Ukończyła szkołę podstawową i zajęła jedno z pierwszych miejsc. W nagrodę otrzymała książkę”3. Mijały lata. Hela dorastała i dojrzewała. Piękniała z każdym rokiem. Skończyła szkołę powszechną, potem zaczęła naukę w szkole handlowej. Marusarzów nie stać było na edukację Helenki poza Zakopanem. Wydaje się jednak, że nie stanowiło to dla niej problemu. Z powodzeniem i pasją wykorzystywała te możliwości, które dawało Podhale. Nie ustawała w treningach narciarskich: stała się wytrawną sportsmenką, startowała w kolejnych konkursach. Zimą trenowała bieg zjazdowy i slalom specjalny, latem – o ile czas pozwalał – wspinała się po Tatrach. Znała je doskonale – każdą trasę, doliny, szczyty. Wyrobiła sobie świetną kondycję, co miało się okazać bardzo przydatne w latach wojennych.


Marusarzówny

21

Jej uroda fascynowała i zniewalała. Hela była wysoka, bardzo zgrabna. Zachwyt budziły jej piękne błękitne oczy i bardzo długie ciemne włosy, szlachetne rysy twarzy. Miała niezwykłą osobowość, jakby rodzące się piękno wewnętrzne dorównywało zewnętrznemu. Podziwiali ją swoi, ale i wielki świat również dostrzegał jej urodę i klasę. Helena pozowała do zdjęć reklamowych strojów narciarskich. Wystąpiła też jako dublerka tytułowej bohaterki w filmie Halka. Rok przed wybuchem wojny wzięła udział w stołecznym pokazie mody: prezentowała najnowsze ubrania narciarskie uszyte na międzynarodowe zawody. Jury miało pozostać pod wrażeniem dziewczyny i przyznało jej pierwszą nagrodę. Podobno wzbudziło to zazdrość warszawskich dziewcząt. Te sukcesy nie zawróciły jej w głowie. Magdalena Marusarz-Gądek, jej bratanica, opowiada:  – Pozostawała sobą. Ani gra w filmie, ani warszawskie wydarzenia nie wywarły na niej wielkiego wrażenia. To nie było dla niej ważne. Nie czuła się gwiazdą czy raczej nie „gwiazdorzyła”. Była naturalna, radosna. Szyła sobie sama, uwielbiała piękne góralskie chusty. Miała grono przyjaciół, mocne więzi łączyły ją z rodzeństwem, bardzo zżyta była z moim ojcem [Stanisławem – przyp. aut.]. I oczywiście narty były jej ogromną pasją. Trenowała zawzięcie. I z coraz większymi sukcesami. W latach trzydziestych aż dziewięć razy zdobyła tytuł mistrzyni Polski. Miała siedemnaście lat, gdy na XVI Mistrzostwach Polski w Zakopanem zajęła drugie miejsce. Rok później zdobyła tytuł mistrzowski w biegu zjazdowym i slalomie. W 1937 roku na kolejnych zawodach Marusarzówna ponownie wywalczyła pierwsze miejsce. Zimą sezonu 1938/1939 intensywnie trenowała do zakopiańskich zawodów FIS. Pechowo jednak w czasie treningu na Hali Goryczkowej złamała rękę. Startować w zawodach oczywiście nie mogła. Niedługo potem, mimo kontuzji, razem z bratem Stanisławem i innymi młodymi sportowcami pojechała do niemieckiego Schwarzwaldu. Miały się tam odbyć zawody międzynarodowe. Stanisław tak opisywał tę wyprawę: „Jechaliśmy w składzie: Kula, Zając, Stopkówna, siostra Helena


22

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

i ja. (…) Nastroje antypolskie były zupełnie wyraźne, aczkolwiek nie miały cech prowokacji. W pociągu na dźwięk polskiej mowy Niemcy odsuwali się w niemym bojkocie. Przywitanie naszej ekipy na dworcu w Feldbergu było bardzo chłodne. Miasteczko tonęło w powodzi swastyk. Widziało się dużo brunatnych mundurów i butnie maszerujące oddziały Hitlerjugend”4. To był pierwszy moment, gdy Polacy doświadczyli niemieckiej „wyższości”. Nieprzyjazna atmosfera wywarła na nich przykre wrażenie. A może i zagrzała do walki? Ostatecznie mimo niedawnego wypadku Helenka walczyła zajadle i zajęła drugie miejsce. Jan Kula, wówczas siedemnastoletni skoczek narciarski, wspominał: „Gnała na tych »zubkowych« hickorowych nartach, że tylko kurzyło pomiędzy bramkami. Nie potrąciła ani jednej. Jechała pięknie. Burza oklasków, nieustające owacje wśród kibiców wystarczyły już za oficjalną ocenę. Później śmigały inne zawodniczki, przewracały niejednokrotnie bramki, gubiły szybkość. Była to już nie ta klasa. W ogólnej klasyfikacji zawodów w Feldbergu Helena w slalomie zajęła drugie miejsce, za Niemką Christl Cranz, ale wyprzedzając zdecydowanie resztę rywalek”5. Mistrzyni świata z szacunkiem miała potem stwierdzić, że Marusarzówna jest doskonała technicznie, utalentowana, a do międzynarodowej kariery brakuje jej tylko nieco „rutyny”. Helena cieszyła się z sukcesu. Jednak później o „rutynie” nie było mowy, bo już nigdy więcej nie wystartowała… Stanisław po latach pisał o zawodach, a bardziej o charakterze i sposobie bycia siostry: „W Schwarzwaldzie Helenka była w iście bojowym nastroju. Jej zawodnicza klasa wzbudzała wielkie uznanie konkurentek, fachowców i dziennikarzy (…). Jako przedstawicielka płci pięknej zwracała powszechną uwagę. Siostra była urodziwą, wysoką, zgrabną blondynką o pięknych nogach. Ujmowała ciepłym spojrzeniem, a jej dziewczęcość podkreślały długie do kolan warkocze, upinane w kok. Mężczyźni słali jej uwodzicielskie spojrzenia, nie żałowali słów adoracji. Tak było tu, w Schwarzwaldzie, tak było w Zakopanem (…). Helcia


Marusarzówny

23

przyjmowała objawy hołdu ze strony kolegów z dużą przyjemnością, ale zawsze czuła się z nimi lepiej jako kumpel do wspólnej zabawy niż jako partner do flirtu. Miała duże poczucie humoru i nigdy niesłabnący zmysł zabawy. Nie inaczej było w czasie pobytu w Schwarzwaldzie. Zamieniała np. nasze buty, wystawione do czyszczenia przed drzwiami pokoju hotelowego; innym razem zaszyła mnie i kolegom nogawki w spodniach narciarskich (gdy zeszliśmy na kolację w ubraniach cywilnych) i rękawy”6. Z nadejściem wiosny sezon narciarski się skończył. Marusarzowie pracowali wówczas w gospodarstwie, przy sianie, ziemniakach. Bronka i Stanisław w schronisku na Hali Pysznej. Helenka pomagała w polu. Podobno przyjezdni, turyści się dziwili, że taka sława, mistrzyni ciężko pracuje fizycznie: gwiazda, a wywija grabiami jak zwykła góralka. Podziwiano jej niezwykłą siłę, a przy tym subtelność i piękno. Helenka grabiami wywijała, a jednocześnie dbała o siebie i była niezwykle kobieca. Umiała szyć, nosiła się skromnie, lecz z klasą. Musiała być też uporządkowana i zdyscyplinowana, bo mimo wielu obowiązków tak organizowała czas, że regularnie chodziła w góry.

Wybuch wojny Pani Magdalena Marusarz-Gądek opowiadała rodzinną historię, jeszcze sprzed wybuchu wojny:  – Ciocia Zosia wspominała, że w pracach polowych pomagał im stary góral, który potrafił wróżyć z ręki. Któregoś razu, w czasie przerwy, rodzeństwo zgodziło się dla żartu na to wróżenie. I dziwna sprawa: Helence przepowiedział, że zginie śmiercią nienaturalną. Mojemu tacie, że uniknie śmierci. O sobie ciocia Zosia nie chciała mówić. Oczywiście rodzina nie bardzo wierzyła w to gadanie, traktowała to jak zabawę. Może jednak stary góral coś wyczuł? Helenka po tym wróżeniu miała powiedzieć pół żartem, pół serio, że jeśli faktycznie


24

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

coś jej się stanie, to wszystko, co po niej zostanie, skromny dobytek, chustki i ubrania, niech weźmie Zosia. Zbliżała się wojna. Latem 1939 roku widmo walk wisiało również nad Tatrami. W końcu się zaczęło. W Zakopanem hitlerowcy pojawili się już 1 września we wczesnych godzinach popołudniowych. Polskie wojska się wycofały. Zajęły stanowiska wzdłuż Karpat w kierunku południowo-wschodnim. Miasto było zajęte przez wroga, który od początku poczynał sobie bardzo śmiało. 4 września w Zakopanem ­porozklejano afisze z nakazem składania broni palnej w byłym komisariacie policji państwowej – ulokowała się tam niemiecka żandarmeria polowa. Już w połowie września wielu Polaków planowało przemieszczenie się do Budapesztu. W rejonie węgierskiej granicy zjawiały się znaczne oddziały wojska, urzędnicy i cywile. 17 września rząd węgierski otworzył dla nich granicę. Jednocześnie gdy Niemcy zaatakowali Polskę, Węgrzy nie przepuszczali ich przez swoje terytorium. Pozwoliło to tysiącom ludzi na przedostanie się do Budapesztu. Zorganizowana akcja przyjmowania Polaków trwała do 28 września, czyli aż do zamknięcia granicy Polski przez wojska niemieckie. W tym czasie granicę przekroczyło około czterdziestu tysięcy osób7. Większość z nich przedostawała się dalej, tam gdzie organizowały się polskie jednostki wojskowe. Na Węgrzech mieszkała spora polska diaspora, emigranci z lat wcześniejszych. Tamtejsi Polacy włączyli się w pomoc uchodźcom wojennym, wielu się zaangażowało w antyniemiecką konspirację. Utrzymywali regularną łączność z rządem emigracyjnym Sikorskiego i ze Służbą Zwycięstwu Polski (późniejszy Związek Walki Zbrojnej, który następnie przekształcił się w Armię Krajową). Aby utrzymać łączność między Warszawą a Polakami na Zachodzie, należało zorganizować siatkę kurierską. Kurierzy od początku wojny przerzucali więc przez granicę ludzi, materiały wywiadowcze, pieniądze i złoto. Do upadku Francji w czerwcu 1940 roku nie było problemów z przemieszczaniem się kurierów na trasie Budapeszt – Paryż.


Marusarzówny

25

Później coraz trudniej było o przekazywanie informacji na linii Warszawa – Budapeszt. Korespondencję przenoszono więc w cygarniczkach, papierośnicach, puderniczkach, ołówkach, jedzeniu – często jako mikrofilmy. Stosowano trójczłonowy schemat: hasło, odzew, kontrodzew. Łącznicy znali rysopis kuriera, jeśli mieli go spotkać po raz pierwszy. Emisariusze musieli przedzierać się przez kordony: granicę polsko-słowacką, a następnie słowacko-węgierską. Bez ich aktywności polska działalność konspiracyjna stanęłaby pod znakiem zapytania. Kim byli? Ludźmi młodymi, silnymi, znającymi góry, odważnymi. To naturalne, że werbowano ich w pierwszej kolejności ze środowiska górali – bo kto lepiej znał trudne trasy? Każdy składał przysięgę na wierność ojczyźnie i otrzymywał pseudonim. Byli jakby stworzeni do takiej roboty. „W Zakopanem zbiegały się kurierskie szlaki od granicy słowackiej. Stąd najłatwiej było dostać się do zakonspirowanych przejść granicznych. A to dlatego, że gdzie indziej przejścia były niedostępne albo wręcz niemożliwe do pokonania. Tatry to w ogóle szlak najeżony przeszkodami. Ludzie, którzy chcieli z niego korzystać – w tym wypadku kurierzy – musieli je znać doskonale, być przygotowani na wszelkie niespodzianki, jakich góry nie szczędzą. Każdy kurier zdawał sobie sprawę, że tam na szlaku zasłabnięcie, załamanie psychiczne bądź fizyczne, strata orientacji – to najczęściej śmierć”8. Przecież wszędzie, również na szlakach, w dzikich górskich ostępach, czyhali Niemcy z tropiącymi psami. Za nielegalne przekraczanie granicy przez Tatry groziła śmierć. Wcześniej poprzedzona wymyślnymi torturami. Droga przez Tatry dziś wydaje się naiwnym i nauczonym wycieczek po górach w adidasach dość prosta. A przecież nie jest i nigdy nie była. Niegdyś dostępna nielicznym. Elicie, która doświadczyła tatrzańskich turni, hal, przełęczy. W czasie wojny ich umiejętności służyły walce z okupantem. Do kurierskiej braci szybko dołączyli Stanisław i Jan Marusarzowie, a także Helena.


26

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

Wojskowi trafili do Heleny i Stanisława, bo znali ich z gazet i dokonań sportowych. Mieli do nich zaufanie. Później przybrało to formę oficjalną, po zaprzysiężeniu rodzeństwa Marusarzów w Budapeszcie. Helena od wybuchu wojny coraz częściej znikała z domu. Wychodziła po kryjomu, żeby się spotkać nie wiadomo z kim. Stała się bardziej milcząca, skryta. Pytana przez zatroskaną matkę, co się z nią dzieje, nie chciała odpowiadać. Nie mogła nic wyjawić. Z uśmiechniętej, wesołej dziewczyny przemieniła się w skupioną, w pełni świadomą swoich czynów oraz pewną siebie, dojrzałą kobietę. W grudniu 1939 roku, w Budapeszcie, rozpoczęła działalność Wojskowa Baza Wywiadowczo-Łącznikowa, działająca pod kryptonimem „Romek”, podporządkowana Komendzie Głównej Związku Walki Zbrojnej w Paryżu, a później w Londynie. Helena bez wahania wstąpiła do tej organizacji i brała czynny udział w działalności konspiracyjnej. Pierwsze zadania Marusarzówny jako łączniczki polegały na przejmowaniu od kurierów i dostarczaniu pod wskazany adres ważnych dokumentów, takich jak meldunki, rozkazy, często spore sumy pieniędzy przeznaczone na działalność konspiracyjną w kraju.

Górskie drogi Praca od początku była niebezpieczna. Najdrobniejszy błąd oznaczał areszt, bestialskie przesłuchania, zwykle potem śmierć. Mimo ciągłego zagrożenia ochotników jednak nie brakowało. Do pracy wybierano wyłącznie najlepszych. Wszyscy musieli spełniać konkretne wymagania. Helena doskonale znała górskie tereny z licznych wypraw wspinaczkowych i treningów narciarskich. Przydało się to idealnie do konspiracyjnych zadań specjalnych. Ale i wychowanie w szacunku do pracy i wysiłku, w mądrej dyscyplinie okazało się niezwykle


Marusarzówny

27

przydatne. Dziewczyna po prostu była doskonale przygotowana do ekstremalnych zadań, których z każdym tygodniem przybywało. Z początkiem zimy 1939 roku do Zakopanego wrócił Tadeusz Schiele, przed wojną taternik, alpinista, narciarz, działacz PZN i współzałożyciel wytwórni nart, potem uczestnik kampanii wrześniowej. Ukrywał się przed Niemcami w bezpiecznym miejscu. Nasłuchiwał też wiadomości z Zachodu. Wieczorową porą, gdy słuchał wiadomości z nielegalnego radia, dołączali do niego inni młodzi: Marian Zając, Hela Marusarzówna i siostry Becker. Spędzali tak wieczory, słuchając radia i snując plany o wolności. Najpierw jednak omawiali możliwe sposoby przedostania się do polskiej armii przez zieloną granicę. Helena obiecała Tadeuszowi, za czas jakiś, pomoc w przejściu przez Tatry. Mijały dni. Wkrótce okazało się jednak, że plany wymarszu szybko trzeba było przekuć w czyn. Schiele na ulicach Zakopanego spotkał Seppa Roehrla, Austriaka, który od 1937 roku trenował polskich narciarzy. Jak się okazało po wybuchu wojny, był też niebezpiecznym agentem. Od momentu zajęcia Zakopanego przez Niemców próbował nagabywać doskonale sobie znanych polskich narciarzy, by przeszli na stronę wroga. W zasadzie bezskutecznie, bo polscy sportowcy nie kwapili się do treningów pod niemiecką dominacją. Wywoływało to w Seppie złość i frustrację, dlatego też Schiele w obawie przed konsekwencjami zatargu z Austriakiem postanowił jak najszybciej zorganizować ucieczkę. „Nawiązali zaraz kontakt z Helcią Marusarzówną i jej koleżanką Stanisławą Beckerówną. Naturalnie, zgodziły się bez wahania. Przedłożony plan działania uznały za zupełnie sensowny, a nawet pomyślany dość dowcipnie9”. Na dzień wyjścia z Zakopanego wyznaczyli sylwestra. 31 grudnia późnym popołudniem specjalnie poprzebierani w sylwestrowe krzykliwe kreacje wsiedli do sań. Jechali do Kir, gdzie znajdowała się restauracja Józefa Słowińskiego. Ich wygłupy w tym czasie


28

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

nie dziwiły nikogo. Ponoć, gdy pytano ich, dokąd jadą, odpowiadali, że do Francji. Niemcy uznawali to za żart. Dojechali saniami na miejsce. Tadeusz Schiele, Marian Zając, Hela Marusarzówna i Staszka Beckerówna do restauracji u wylotu Doliny Kościeliskiej weszli od tyłu. Józef Słowiński wyszedł w góry pierwszy, pełniąc funkcję strażnika: znał tutejsze patrole, sprawdzał teren. Na szczęście było czysto. Wyszli więc i pozostali. Byli dobrze przygotowani: mieli zapas jedzenia i ubrań. Zaopatrzyli się nawet w charakterystyczne stroje noszone przez Słowaków, żeby za granicą nie rzucać się w oczy. Helena i Stanisława szły jakieś sto metrów przed resztą. Teoretycznie nie wzbudzały podejrzeń, bo przecież sylwestra można było spędzać wszędzie, nawet w górach. Gdyby dostrzegły coś niebezpiecznego, miały się śmiać i głośno rozmawiać jak rozbawione pensjonarki. To byłby sygnał ostrzegawczy dla pozostałych członków eskapady. Szły Kościeliską. Przed Halą Pisaną usłyszały Niemców. Zawróciły natychmiast, żeby ostrzec resztę i, rzecz jasna, zmienić plany: musieli ominąć schronisko, co wiązało się ze znacznym nadłożeniem drogi, przebijaniem się przez śniegi. Doszli do Doliny Tomanowej, do granicy polsko-­słowackiej. Odpoczywali, gdy wybiła północ. Nadszedł trudny moment pożegnania. „Zdrowia, szczęścia, pomyślności. Wszystkiego dobrego życzymy wam! – krzyknęła Helena Marusarzówna – może spotkamy się niedługo tam, w Wojsku Polskim”10 – dodała. „Do zobaczenia po wojnie” – Tadeusz ucałował jej mokrą od łez twarz. Schiele i Zając faktycznie dotarli do polskiej armii. Zostali wybitnymi lotnikami w dywizjonach angielskich, bohaterami wielokrotnie odznaczanymi Krzyżem Walecznych oraz orderami Virtuti Militari. Z Heleną już się nie spotkali…


Marusarzówny

29

Konspiracja przed rodziną Helena nie mówiła rodzicom o swojej pracy. Ale też, przynajmniej na początku wojny, nie dzieliła się swoimi przeżyciami nawet z rodzeństwem. Długo trzymała to w tajemnicy przed siostrami, które przecież musiały się domyślać, że działa w podziemiu. Nie przyznała się do tego braciom, być może z lęku, że będą obawiali się o jej życie i zdrowie. Rodzice Marusarzów musieli wiele dostrzegać i niewątpliwie zamartwiali się o swoje dzieci.  – Ojciec opowiadał mi, jak babcia kiedyś odkryła w łóżku Jana broń. Podobno się wtedy zdenerwowała. Ale nie zabraniała dzieciom działań. Czasem pytała Helenkę, dlaczego wyszła z domu na trzy dni. Odpowiedź: „Bo to było konieczne”, musiała wystarczyć – mówi Magdalena Marusarz-Gądek. Helena działała coraz intensywniej i w końcu zdecydowała się wtajemniczyć siostry. Jej bratanica Magdalena Marusarz-Gądek przypuszcza, że po prostu dla własnego bezpieczeństwa, bo młoda i samotna dziewczyna musiała pojawiać się w różnych miejscach o różnych porach. Poza tym ufała siostrom i mogła liczyć na ich pomoc. Do grona łączniczek dołączyły więc wszystkie Marusarzówny. Był styczeń 1940 roku. Hela zaproponowała siostrze Zofii wymarsz na Halę Gąsienicową. Nie mówiła jednak po co. Zofia nie pytała, domyślając się, że to wyprawa bynajmniej nie turystyczna. Wyruszyły z Kuźnic przez Boczań. Szły w śniegu, miały ze sobą narty. Do schroniska Bystrzyckich dotarły wieczorem. Budynek był pusty. Gdy nieco odpoczęły, Zofia zwróciła się do Heleny:  – Możesz mi w końcu powiedzieć, co my tu robimy? W tym czasie ktoś uchylił drzwi. Do schroniska wszedł Stanisław Kula, kurier, sportowiec, z ciężkim plecakiem na ramionach. Rozpalił ogień. A gdy odpoczął, wskazując na pakunek, powiedział do Heleny:


30

AGATA PUŚCIKOWSKA | waleczne z gór

– No, Helcia, trzeba to dostarczyć do Krakowa na Siemiradzkiego. Tylko ostrożnie, bo jakbyś z tym wpadła, to…11 Doskonale rozumiała, co miał na myśli… Wkrótce siostry zameldowały się z pakunkiem w Krakowie. Do Zakopanego wróciły z nowymi materiałami. Kilkanaście dni później Helena miała się spotkać z Franciszkiem Romanem i przejąć od niego cenny bagaż. Roman miał przyjść z Budapesztu. Miejscem spotkania był dom siostry Franciszka Olgi przy ulicy Kasprusie. Poszły obie z Zofią. Roman przekazał im dwa plecaki pełne pieniędzy sprzed 1939 roku12. Rozdzielili ładunek na mniejsze paczki i pojechali do Krakowa w czwórkę: Helena, Zofia, Olga i Franciszek. Oddali ładunek we wskazanym miejscu. Akcja zakończyła się sukcesem. Zofia jeszcze wielokrotnie pomagała Helenie w noszeniu i przewożeniu konspiracyjnych materiałów. W pomoc im zaangażował się też Stanisław, który po latach opisywał, jak nakrył swoje siostry na gorącym uczynku. Któregoś razu wraz z nieznanymi żołnierzami zaczynał podróż przez Tatry. Szedł lasem wzdłuż Kościeliskiej w kierunku hali Ornak, dla bezpieczeństwa omijając główną drogę. W głębokim śniegu przedarli się w kierunku Hali Pysznej. Jakież było ich zdziwienie, gdy zobaczyli, że w schronisku prowadzonym niegdyś przecież przez Marusarza ktoś jest.  „Stanęliśmy jak wryci. Wszystkie okna jarzyły się światłem. Co za licho? Przecież zamknąłem schronisko na cztery spusty. O tej porze tyle świateł?”13 – pisał po latach. Bezpiecznie ukrył przerzucanych. Do schroniska podkradał się sam. Powoli, pełen sprzecznych uczuć, ciekawości i niepokoju, podchodził pod drzwi. Ze środka dobiegał gwar. „Ostrożnie otworzyłem drzwi do kuchni i zobaczyłem siostry, Bronisławę i Helenę. Szykowały jakieś jedzenie. Na mój widok zrobiły niewyraźne miny. Na twarzach ich malowało się zażenowanie. Ciarki przeszły mi po plecach, ale ponieważ siostry nie dawały żadnych znaków, żebym uciekał, wszedłem do środka. Wszedłem i oczom nie wierzę: w drugim pomieszczeniu pełno mężczyzn ubranych na wpół po wojskowemu. Siedzą sobie


Spis treści

Wstęp  7 Piękne siostry – Marusarzówny   15 Apostołka wolności – Jadwiga Apostoł   43 Góralka sprawiedliwa – Katarzyna Filipek   71 Lamentacja odważnej Heleny – Helena Błażusiak   93 Kobieta „Ryś” – Józefa Machay-Mikowa   119 Przerwane marzenia Lotty – Genowefa Kroczek   141 Porucznik Wencjana i towarzyszki – sercanki   157 Silne matka i córka – Maria i Wanda z rodu Zachwiejów  185 Panie z Raby – Róża i Wanda Głowińskie   209 Góralska Pani – Antonina Tatar   231 Waleczna Ludwina Makuch   249 Urszulanki „mundurowe”  269 Tajemnicza gaździna z Miętusiej – Bronisława Staszel-Polankowa  303 Góralska miłość po grób – Helena Zachemska   323


366

Spis treści

Góralka z wyboru – Barbara Grocholska-Kurkowiak  335 Podziękowania  351 Przypisy  353 Spis ilustracji  363


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Waleczne z gór. Nieznane historie bohaterskich kobiet by SIW Znak - Issuu