Projekt okładki Sebastian Komorowski Ilustracja na okładce Getty Images Opieka redakcyjna Krzysztof Chaba Rysunki na stronach tytułowych rozdziałów Monika Drobnik-Słocińska Opracowanie graficzne map Tomasz Szatkowski, Tomasz Ginter Adiustacja Anna Niklewicz Korekta Joanna Kłos Aneta Iwan Opracowanie typograficzne i łamanie Edycja
Copyright © by Patryk Pleskot © Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2020
ISBN 978-83-240-7795-3
Znak Horyzont www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2020. Printed in EU
Spis treści Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 1. KATYŃ. LAS ZROSZONY KRWIĄ . . . . . . . . . . . . . . . 19 Jan Ziółkowski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 25 Antoni Aleksandrowicz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49 Dominik Drabczyński . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69 2. CHARKÓW. KULĄ W KARK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 89 Józef Czemerajda . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 95 Andrzej Niwa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 Władysław Plewik . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 137 3. TWER. POKÓJ ŚMIERCI . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Józef Kacprzak . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159 Mieczysław Janas . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 177 Edmund Nowak . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 193 4. NIE TYLKO RZYMSCY KATOLICY . . . . . . . . . . . . . . 211 Polak niekatolik . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 215 Mikołaj Ilków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221 5
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
Jan Józefat Potocki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 235 Szymon Fedorońko . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 249 Baruch Steinberg . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 263 5. OCALENI Z PIEKŁA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 279 Leon Musielak . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 283 Zdzisław Peszkowski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 303 Epilog . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 327 Aneks . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 329 Najważniejsza bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 333
1. Katyń. Las zroszony krwią KOZIELSK–KATYŃ
W
lasku katyńskim mordowano na co najmniej dwa sposoby. Zaczęło się 3 kwietnia 1940 roku. Pierwszej grupie jeńców z Kozielska kazano się spakować i czekać na kolejowej bocznicy. Wielokrotnie i dokładnie przeszukiwano skromne bagaże, bez ceregieli przeprowadzano rewizje osobiste. Następnie, pod silną ochroną, upychano żołnierzy do wagonów towarowych. Według najbardziej rozpowszechnionej wersji wydarzeń długi pociąg przejeżdżał powoli przez Smoleńsk. Tam przesadzano jeńców do jeszcze gorszych, ciasnych wagonów więziennych. Nieludzko stłoczone ofiary pokonywały kolejne 15 kilometrów w stronę niewielkiej stacji Gniezdowo, w pobliżu wioski Katyń – wyróżniającej się co najwyżej tym, że w pobliskim lesie mieścił się tajemniczy budynek: „dacza” należąca do NKWD. Cała podróż trwała co najmniej kilkanaście godzin. Na stacji, znowu przy zachowaniu dużej ostrożności, Sowieci kazali jeńcom wyjść i zgromadzić dobytek przed wagonami. Stąd kierowano ich do autobusów więziennych (zwanych czarnymi krukami), które pojawiały się mniej więcej co 30–40 minut przy stacji. Wyjeżdżały pełne, wracały puste. Według niektórych relacji używano 21
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
również zwykłych autobusów pasażerskich z zamazanymi szybami. Akcja trwała długo, co pozwalało oczekującym na ukradkowe sporządzanie notatek. Tymczasem ci, którzy wsiedli do „czarnych kruków”, po kilkunastu minutach jazdy wyboistą leśną drogą zatrzymywali się jakieś trzy kilometry dalej, na uroczysku czy w lasku nazywanym przez miejscowych Kozimi Górami. Ofiary wypędzano przed autobus. Tam już czekały rowy (wykopane wcześniej przez więźniów dowiezionych ze Smoleńska) służące za grób. Sowieci, już przygotowani, nie dawali ofiarom czasu na reakcję. Młodszym i silniejszym wiązano ręce konopnym sznurem, niektórym zarzucano wojskowe płaszcze na głowę. Wszystkim szybko strzelano w tył głowy z pistoletu walther (najczęściej kaliber 7,65 mm). Na niektórych ciałach dostrzec można było ślady walki lub obezwładnienia: rany kłute, zadane bagnetami, usta wypchane trocinami, kneble zawiązane wokół szyi i połączone „na kołyskę” z więzami na rękach. Strzelano „ekonomicznie”, tylko raz – tak by nie spowodować nadmiernego krwawienia, a zarazem doprowadzić do natychmiastowej śmierci. W niektórych przypadkach, jeśli nie było pewności co do zgonu, ciało przebijano czworokątnym bagnetem. W upiornej maszynerii śmierci Sowieci potrafili być równie praktyczni i efektywni jak nazistowscy Niemcy. Mordowanie trwało do 12 maja. Nigdy wcześniej i nigdy później stacja kolejowa w Gniezdowie nie przeżywała takiego oblężenia jak w tamtych tygodniach. Kolejne pociągi przywoziły nowe grupy więźniów: za jednym razem transportowano od kilkudziesięciu do ponad 300 osób. 12 maja, z niewyjaśnionych przyczyn, wagony zostały 22
1. Katyń. Las zroszony krwią
cofnięte na stację Babinino, a przewożeni w nich oficerowie ocaleli. Maszyna śmierci została zatrzymana. Dziś wiemy już, że ten najbardziej utrwalony w pamięci zbiorowej obraz rzezi oficerów nie jest pełny. Może być wręcz mylący. Na pewno oficerowie pochowani w katyńskim lasku ginęli również w inny sposób. Mrok historii zatarł jednak ślady. Brakuje całkowitej pewności co do liczby, niemniej według niektórych teorii niewielka grupa jeńców z Kozielska została zamordowana w piwnicach więzienia NKWD w Smoleńsku mieszczącego się przy ulicy Dzierżyńskiego 13. Można powiedzieć, że „Krwawy Feliks” mordował swoich rodaków jeszcze zza grobu. Skazańca wpychano do włazu kanalizacyjnego tak, by głowa znalazła się na brzegu. Strzelano w kark z bliska i powtarzano całą operację z kolejną ofiarą. Stosy ciał przewożono później do rowów na uroczysku Kozie Góry. Znacznie więcej osób mogło stracić życie w „willi” NKWD nad Dnieprem, położonej w bezpośredniej bliskości Katynia (wzniesionej w 1934 roku, oficjalnie jako miejsce wypoczynku, a de facto zapewne jako jedno z miejsc egzekucji w ramach planowanej ówcześnie wielkiej czystki). Tutaj zabijano oficerów podobnie jak w Charkowie czy Kalininie: strzałem w tył głowy w wydzielonym pomieszczeniu. Ile osób straciło w ten sposób życie? Nie wiadomo. Niektórzy badacze są zdania, że tak właśnie w wilii nad Dnieprem zamordowano większość ofiar pochowanych pod Katyniem. Za tezą tą przemawia to, że analogiczny scenariusz zrealizowano przecież w pozostałych miejscach zagłady. Na Kozich Górach zwłoki albo same osuwały się do rowu, albo były do niego wrzucane przez oprawców. 23
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
Po wypełnieniu grobów pierwszą warstwą ciał sypano na wierzch cienką warstwę wapna, następnie układano drugą. W porządku i metodycznie. W sumie około 4 tysięcy ciał zapełniło osiem rowów. Na sam koniec doły zasypywano ziemią, na której po pewnym czasie wyrósł młody las sosnowy. Upiorny las.
Jan Ziółkowski
B
yła wiosna 1983 roku. W Polsce trwał jeszcze stan wojenny. Basia Tarkowska, 10-letnia uczennica jednej z krakowskich szkół podstawowych, szła nieśpiesznie ulicą Kalwaryjską w kierunku Rynku Podgórskiego. Ciemne włosy splecione w dwa warkocze delikatnie opadały na granatowy fartuch z okrągłym białym kołnierzykiem. Towarzyszył jej stryj, ks. Jan Ziółkowski – niemłody, bardzo wysoki mężczyzna w sutannie i jasnym płaszczu. Trzymał dziewczynkę za rękę. Basi zupełnie nie przeszkadzało, że kapłan nie żył już od przeszło 40 lat. Po pewnym czasie oboje doszli do skrzyżowania przed Rynkiem. Ziółkowski nagle przystanął. Wziął skądś białą kredę, kucnął i narysował na ulicy, pomiędzy szynami tramwajowymi, sporej wielkości znak X. Zaraz potem, nie przerywając milczenia, wyjął spod płaszcza małą saperkę. Podał ją Basi. – Kop! – polecił ostro. Dziewczynka, nie czekając na wyjaśnienia, bez słowa zabrała się do pracy. Trudno było wybić dziurę w brukowanej ulicy. Basia jednak mozolnie kopała, wbijając łopatkę w twardy grunt. Niedziwne, że szybko się zmęczyła. Spojrzała na stryja z niemą prośbą, licząc, że pozwoli jej odpocząć. Ten jednak spojrzał tylko w dół na 27
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
całkiem już głęboki otwór. Wyglądał na niezadowolonego. Był smutny i poważny. – Kop głębiej! – powtórzył głuchym, donośnym głosem – Kop głębiej! Basia, chcąc nie chcąc, ponownie chwyciła za łopatkę. Dół sięgał jej już do pasa. – Kop głębiej! Dziewczynka kopała i kopała, aż cała zanurzyła się w ciemną dziurę. * Choć dorosła, mieszkająca w Warszawie Barbara, bratanica ks. Jana Ziółkowskiego, zaraz potem się obudziła, nie zapomniała tej dziwnej historii. Nie dawała jej ona spokoju. Wreszcie kobieta kupiła bilet i pojechała pociągiem do Krakowa, do matki. Opowiedziała swój dziwny sen. Matka wyjaśniła, że w tradycyjnych wierzeniach scena z kopaniem oznaczała, że zmarły krewny pragnie, by zdobyć informacje dotyczące jego życia. Od tej pory Barbara, wraz z rodzeństwem i za namową matki, zaczęła szukać wszelkich śladów po ks. Ziółkowskim. Jesienią 1983 roku dała ogłoszenie do „Tygodnika Powszechnego”. Z powodu komunistycznej cenzury katolickie pismo nie zgodziło się na uwzględnienie informacji, że kapelan został zamordowany w Katyniu. Ostatecznie wydrukowano tekst: „Rodzina zaginionego w czasie wojny ks. Jana Ziółkowskiego prosi o przesłanie wszelkich informacji na jego temat”. Z czasem na prywatny adres Tarkowskiej zaczęły spływać listy zawierające wspomnienia ludzi, którzy znali księdza. Barbara coraz bardziej wciągała się w tę pracę, odwiedzała znajomych, członków rodziny, 28
1. Katyń. Las zroszony krwią | Jan Ziółkowski
wertowała archiwa. W ten sposób odtworzyła – na tyle, na ile to możliwe – biografię swojego stryja. Najtrudniej było rzecz jasna przeniknąć tajemnicę ostatnich miesięcy, tygodni i dni jego życia. * Tak jak większość bohaterów tej książki, Jan Leon Ziółkowski wywodził się z wielodzietnej chłopskiej rodziny. Urodził się 2 kwietnia 1889 roku w Woli Wieruszyckiej – malowniczej wiosce położonej nad rzeką Stradomką, ponad 10 kilometrów na południe od Bochni, na Podkarpaciu. Okolice te znajdowały się ówcześnie w zaborze austriackim, prowadzącym stosunkowo liberalną politykę wobec ludności polskiej. Ziółkowskim nie powodziło się najgorzej: mieszkali w nowym, przestronnym domu, przy którym wybudowano kuźnię. Pracował w niej ojciec, Jan senior, utrzymując jednocześnie niewielkie gospodarstwo rolne. Utalentowany muzycznie, dorabiał jeszcze, grając na weselach. Jego żona Marianna (z domu Jarotek) równie ciężko pracowała, wychowując gromadkę dzieci. Oboje wpajali im miłość do utraconej ojczyzny i Boga. Najstarszy Janek, tak jak jego bracia i siostry, w 1896 roku poszedł do czteroletniej szkoły ludowej w pobliskim Łopanowie. Uczył się dobrze, a rodzice postanowili, że w przyszłości zostanie księdzem. Taka „odgórna” decyzja nie była w tych czasach niczym niezwykłym, a chłopak mógł przecież w przyszłości wybrać ostatecznie inną drogę. Najpierw trzeba było jednak zainwestować w edukację przyszłego kandydata na duchownego, dlatego Janek został wysłany do Bochni, gdzie w 1901 roku trafił do 29
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
ośmioklasowego Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego. Zamieszkał na stancji. Rodzinie udało się uzyskać dla niego zwolnienie z opłat szkolnych w ramach programu wspierania zdolnej młodzieży wiejskiej. Pod koniec gimnazjum Janek związał się z łopanowskim Towarzystwem Sportowym „Sokół” i krakowskim okręgiem Drużyn Bartoszowych – były to legalne młodzieżowe organizacje, niepozbawione pewnych elementów przysposobienia paramilitarnego. Pełniły przy tym funkcję ośrodków wychowania patriotycznego. Jednocześnie chłopak udzielał się w konspiracyjnych kółkach samokształceniowych. Poza tym nieźle się uczył, wykazywał spore zdolności muzyczne (odziedziczone po ojcu) i nie sprawiał kłopotów wychowawczych. Najpewniej oswajał się już wtedy z myślą o drodze kapłańskiej. W 1909 roku zdał maturę i – zgodnie z życzeniem rodziców – wstąpił do Seminarium Duchownego w Krakowie, uzyskując przy tym specjalne stypendium funduszu religijnego. Jednocześnie, zgodnie z ówczesnymi praktykami formacyjnymi, rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Trzy lata później otrzymał niższe święcenia kapłańskie, a w czerwcu 1913 roku, podczas uroczystości w bazylice katedralnej na Wawelu z udziałem słynnego bp. Adama S. Sapiehy (późniejszego senatora RP i kardynała), został „pełnoprawnym” księdzem. We wrześniu wysłano go do pierwszej parafii: został wikariuszem w Babicach, położonych niedaleko Oświęcimia. Pracował również jako katecheta w tutejszej szkole, a także w sąsiednich Regulicach. Nie zagrzał tam jednak miejsca. Szybko wciągnął go wir historii: kiedy latem 1914 roku wybuchła I wojna światowa – tak oczekiwany przez wielu Polaków konflikt między zaborcami – młody 30
1. Katyń. Las zroszony krwią | Jan Ziółkowski
wikariusz w patriotycznym uniesieniu zgłosił się do formowanych w Krakowie przez Józefa Piłsudskiego Legionów jako ochotnik. Entuzjazm zderzył się jednak z rzeczywistością: okazało się, że w formacji zabrakło etatów duszpasterskich. W dodatku niedługo po wybuchu wojny zrujnowany został rodzinny dom Ziółkowskich. Służbę w Legionach pełnili za to trzej bracia ks. Jana. Jeden z nich, Karol, zginął na froncie włoskim. Zawiedziony i zaniepokojony losem najbliższych Jan powrócił do Babic. Wciąż ciągnęło go do wojaczki, ale starał się pracować najlepiej, jak potrafił. Proboszcz nie mógł się nachwalić młodego podopiecznego. W dość afektowanym stylu pisał: Obowiązki swe spełniał bardzo gorliwie, sumiennie, rzetelnie, bez oglądania się na wzniosłe pochwały lub marne zyski. W konfesjonale bez wytchnienia, w szkole z uszczerbkiem nieraz zdrowia, przy chorych prawdziwy pocieszyciel, na ambonie gorliwy kaznodzieja, ubogim, sierotom, potrzebującym pomnożyciel. […] Daj, Boże, więcej takich młodych kapłanów.
W 1917 roku decyzją biskupa ks. Ziółkowski został przeniesiony do Krakowa, gdzie otrzymał posadę katechety w prestiżowej Szkole Ludowej Żeńskiej im. Urszuli Kochanowskiej na Podgórzu. Borykał się z problemami materialnymi, dlatego dorabiał, udzielając korepetycji. Tymczasem niepodległość zbliżała się wielkimi krokami. Rodzina Ziółkowskich świętowała jej odzyskanie w cieniu tragedii: w wyniku epidemii grypy hiszpanki Jan stracił na przełomie października i listopada 1918 roku 31
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
troje rodzeństwa. Nie było to niestety niczym wyjątkowym w tamtych czasach – w blasku odzyskanej niepodległości często nie dostrzega się dziś tej powojennej hekatomby, która przetoczyła się zresztą przez całą Europę. W tym właśnie momencie (a ściślej: 31 października 1918 roku) oddziały austriackie podpisały w Krakowie akt kapitulacji: Galicja, na kilkanaście dni przed innymi ziemiami polskimi, stała się wolna. Wolność tę trzeba było jednak jeszcze obronić: przez kolejne niemal trzy lata odradzająca się Rzeczpospolita walczyła praktycznie ze wszystkimi swoimi sąsiadami o istnienie i granice. Ziółkowski nie zamierzał przyglądać się tej walce z założonymi rękami. Najpierw brał udział w rozbrajaniu oddziałów austriackich, a potem starał się o przydział do polskiej armii. Tym razem nie było z tym problemów: ojczyzna potrzebowała obrońców. Ostatecznie w lipcu 1919 roku ks. Jan został przyjęty na ochotnika, od razu jako kapelan zawodowy WP w stopniu kapitana. Przydzielono go do 5. Pułku Piechoty Legionów z siedzibą w Wilnie. Z pięcioletnim opóźnieniem trafił więc nareszcie tam, gdzie chciał. W oddziale spotkał wielu kolegów z gimnazjum i ze studiów. W tym czasie niepewna była nie tylko przyszłość Wilna, ale i całej Polski. W wojnie z bolszewikami ks. Ziółkowski przeszedł cały szlak bojowy z macierzystym oddziałem: najpierw w ramach polskiej ofensywy przez Łotwę i Ukrainę, potem w odwrocie nad brzeg Bugu, a po Cudzie nad Wisłą w sierpniu 1920 roku na północny wschód ku Niemnowi. Podobno miał zwyczaj budzenia żołnierzy każdego ranka pieśnią Kiedy ranne wstają zorze. Początkowo tylko tym drażnił zmęczonych mężczyzn, później jednak nie mogli się bez tej pieśni obyć. 32
1. Katyń. Las zroszony krwią | Jan Ziółkowski
Na podstawie misji kanonicznej, udzielonej kapelanom wojskowym przez ordynariusza polowego WP bp. Stanisława Galla, ks. Ziółkowski spowiadał (przed bitwą mógł udzielać rozgrzeszenia nawet bez spowiedzi), odprawiał msze (również pod gołym niebem), udzielał rozgrzeszenia w godzinie śmierci. Po początkowym wstrząsie przyzwyczaił się do widoku wojny. Zachowało się wyjątkowe, przejmujące zdjęcie z kwietnia 1920 roku, ukazujące kapłana klęczącego na polu bitwy pod Żytomierzem przed umierającym młodym mężczyzną, leżącym na wznak z ręką dotykającą czoła i w jednym bucie. Za brawurową „akcję duszpasterską” w bitwie z oddziałami litewskimi we wrześniu 1920 roku pod Gibami został odznaczony Krzyżem Walecznych: rzucił się wtedy naprzód, do atakującej pozycje litewskie kompanii polskiej, i pod silnym ostrzałem błogosławił, spowiadał, udzielał ostatniego namaszczenia. Jego obecność i (demonstrowany) spokój przyczyniły się do zwycięstwa: po dwóch godzinach legioniści zdobyli okopy. W marcu 1921 roku Polacy i bolszewicy podpisali w Rydze pokój, a walka o granice II Rzeczpospolitej nareszcie zbliżała się do końca. Tysiące żołnierzy ochotników zostało zdemobilizowanych i szukało swego miejsca w cywilnym świecie. Ksiądz Ziółkowski początkowo pozostał na stanowisku kapelana 5. Pułku Legionów, który znalazł nową kwaterę w Lidzie. Nie było mu jednak dane pozostać tam na dłużej. 1 stycznia 1922 roku ks. Jan awansował i przeniósł się do Wilna, gdzie jako major objął funkcję kapelana 1. Dywizji Piechoty Legionów, a jednocześnie kierownika duszpasterstwa wojskowego w Dowództwie Okręgu Korpusu (DOK) nr III z siedzibą w Grodnie (w 1921 roku 33
PATRYK PLESKOT │ KSIĘŻA Z KATYNIA
państwo zostało podzielone na 10 takich DOK-ów). Wkrótce poważnie zachorował, ale doszedł do siebie i powrócił do pracy. A nie była ona łatwa. Jak pisze Barbara Tarkowska: […] wojna ucichła, życie buchnęło. Wojsko gnębiły różne problemy: bałagan, pijaństwo, karciarstwo [sic], awantury, brak dyscypliny, karności, szybkie śluby i rozwody, kradzieże, sabotaż, pretensje o sprawy wojenne.
Z podobnymi problemami ks. Ziółkowski zmagał się w Lublinie, gdzie przyjechał w październiku 1924 roku w charakterze kierownika duszpasterstwa w Dowództwie Okręgu Korpusu nr II. Już kilka miesięcy później przeniósł się na analogiczne stanowisko do Stanisławowa (DOK nr VI z centralą we Lwowie). Nie wiadomo, z czego wynikały tak szybkie zmiany. Być może zadecydowała możliwość awansu: ks. Jan uzyskał bowiem uprawnienia proboszczowskie i objął w Stanisławowie (dzisiejszym Iwano-Frankiwsku) stanowisko proboszcza parafii wojskowej pw. św. Stanisława Biskupa. Jednocześnie pełnił tam funkcję kapelana 48. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych – formacji szczególnie znienawidzonej przez Sowietów, bo broniącej polskich granic. W ten sposób rozpoczął swą wieloletnią służbę przy wschodniej flance II Rzeczpospolitej. Niedługo po przenosinach, wiosną 1926 roku, ks. Jan pojechał na krótko do Lublina w charakterze członka Państwowej Komisji Egzaminacyjnej kontrolującej przebieg matur. Był obecny podczas egzaminu Stanisława Kontka, przyszłego księdza. Spotkają się ponownie kilkanaście lat później w obozie w Kozielsku. 34
1. Katyń. Las zroszony krwią | Jan Ziółkowski
W Stanisławowie Ziółkowski wypełniał zwykłe czynności kapelana wojskowego i proboszcza, dodatkowo ucząc religii w tutejszej szkole podstawowej. Jak wspomina ks. Stanisław Matzner, który poznał go w tamtym okresie, był „porządnym, pracowitym i uczciwym człowiekiem, sumiennie pracował, zastał tu ogromny bałagan, ale podołał i zaprowadził porządek w parafii wojskowej”. Ksiądz Jan starał się zaangażować lokalne władze i środowiska ziemian w pomoc dla ludności. Zarazem „był wesoły, muzykalny, skromny jak na pełnioną funkcję w wojsku, głosił patriotyczne kazania i nawoływał do pracy w celu rozwoju gospodarki narodowej”. W październiku 1930 roku Ziółkowski został przeniesiony do Czortkowa pod Tarnopolem (należącym wciąż do DOK nr VI), gdzie rozpoczął posługę przy Brygadzie „Podole” Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) – formacji jeszcze może bardziej znienawidzonej przez Sowietów niż Strzelcy Kresowi. Brygada stacjonowała w pobliżu granicy z ZSRR i Rumunią. Kapelan spędził tutaj siedem lat, mieszkając w klasztorze Szarytek przy ulicy Szkolnej. Co ciekawe, w 1935 roku dowódcą brygady został Stefan Rowecki „Grot”, późniejszy dowódca Armii Krajowej. Centrala brygady mieściła się co prawda w budynku Sądu Powiatowego w Czortkowie, jednak różne oddziały rozsiane były po rozległym terenie wzdłuż Zbrucza i Dniestru, w ustawionych o kilka kilometrów od siebie strażnicach. Broniły w sumie 316 kilometrów linii granicznej. Ksiądz Jan często po prostu wsiadał do ciężarówki i tygodniami objeżdżał kolejne placówki. W każdą niedzielę o dziewiątej rano odprawiał mszę w Czortkowie, w kościele garnizonowym przylegającym do klasztoru Dominikanów. W pamięci wiernych utkwiły 35