Tytuł oryginału La memòria de l’arbre © Tina Vallès, 2017 Translation rights arranged by Asterisc Agents. All rights reserved Projekt okładki Anna Pol Redaktorka nabywająca Pola Biblis Redaktorki prowadzące Kinga Janas Hanna Mickiewicz Promocja Kinga Wojnicka Opieka redakcyjna Katarzyna Mach Korekta Barbara Gąsiorowska Łamanie Dariusz Ziach Copyright © for the translation by Andrzej Flisek Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026 ISBN 978-83-8427-058-5 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2026. Printed in EU
1. Zmiana
Klonki „Są jak dwie krople wody”, mówi dziadek, kiedy mama i babcia się sprzeczają. „Nie, nie kłócimy się, tak tylko sobie rozmawiamy”, odpowiada jedna albo druga, gdy się im to wygarnie prosto w oczy. I najlepiej zostawić je wtedy same. Teraz już wiem, że jeśli dwie osoby są jak dwie krople wody, to znaczy, że są jednakowe, tak mi wyjaśnił dziadek, po czym poszedł do gabinetu moich rodziców po zakurzony album, aby pokazać mi zdjęcia babci, kiedy była w wieku mojej mamy. – Są jak klony! – zawołałem. Od tamtego dnia mama i babcia to „klonki”. One o tym nie wiedzą, no, ale ja i dziadek mamy swoje tajemnice. Na jednym ze zdjęć babcia w kuchennym fartuszku siedzi na kamiennej ławce przed swoim
11
domem, a moja mama gryzmoli coś kredą na betonie. Obok rozpościera się rysunek ogromnego, niemal naturalnej wielkości drzewa. – To moja wierzba płacząca – powiedział dziadek. – Kiedyś ci o niej opowiem.
Mały – Joanie, idź z małym po chleb. „Mały” to ja. Teraz gdy wysyłają po coś dziadka, idę i ja, na przyczepkę. Czasem mi się nie chce, bo akurat się bawię albo czytam, albo odrabiam lekcje. Ale od kilku tygodni wyjście z dziadkiem to sprawa najważniejsza. – Janie, wygląda na to, że trzeba iść po chleb. Kiedy wychodzimy, dziadek ściska mocno moją dłoń i każe mi czytać nazwy wszystkich ulic. Chce, żebym nauczył się wszystkich tras, które wspólnie przemierzamy, bo podobno jestem już dorosły i wkrótce będę chodził sam po tym świecie. A mnie wtedy aż zatyka, bo dziadek mówi to z dziwnie szklistymi oczami, jakich nigdy przedtem u niego nie widziałem. Ale słucham się go, dziadka słucham się zawsze i odczytuję
13
napisy na tablicach: Urgell, Borrell, Tamarit, Viladomat… – Nie patrz na sklepy, bo ciągle się zmieniają. Jedyne, co się nie zmienia, to ulice. I przygląda się bacznie białym marmurowym tablicom z czarnymi literami, jakbyśmy na każdym rogu musieli odszyfrowywać tajne wskazówki, żeby móc znaleźć drogę powrotną do domu.
Swojemu dziadkowi – Powiedz swojemu dziadkowi, że zaraz będzie kolacja. Kiedy babcia mówi „swojemu dziadkowi”, w głowach zapala się nam czerwona lampka. Babcia Caterina prawie zawsze jest w dobrym humorze. Prawie. Gdy nie jest, pierwszy obrywa dziadek, bo przestaje się odzywać najpierw do niego. Dni dzielą się na „królu, zawołaj małego, zaraz będzie kolacja” i „powiedz swojemu dziadkowi, że zaraz będzie kolacja”. Tych pierwszych jest więcej niż drugich. Albo było. Od kilku dni „swojemu dziadkowi” słyszę co wieczór. A klonki nie sprzeczają się prawie wcale, tylko poszeptują coś w kuchni. Zamykają na głucho drzwi, jak wówczas gdy mama piecze sardynki
15
na grillu albo tata upiera się, że na kolację ma być kapusta. Ale to nie przykre zapachy nie mogą wydostać się z kuchni. Dziadek nie odrywa wtedy wzroku od klamki, mógłbym przysiąc, że nawet nie mrugnie, że odlicza każdą sekundę i im więcej ich mija, tym bardziej puste staje się jego spojrzenie. A gdy w końcu drzwi się otwierają, pierwsza zawsze wychodzi babcia i szuka pospiesznie oczu dziadka, które rozświetlają się na jej widok.
Jak w zegarku Dziadek Joan był zegarmistrzem. „Wciąż nim jestem!”, sarka. Zegarmistrz z małego miasteczka. Lubi powtarzać, że to dzięki niemu w Vila verd wszystko chodziło jak w zegarku. I ja mu wierzę. Wierzę i zastanawiam się, czy teraz, gdy dziadkowie mieszkają z nami, w miasteczku o godzinie piątej jest piąta, czy może z minuty na minutę tamtejszym mieszkańcom czas umyka. Dziadek się śmieje. Mówi, że teraz nie jest już im potrzebny. Ale to nieprawda. Codziennie ktoś stamtąd dzwoni i pyta o niego, i kiedy dziadek rozmawia, mama i babcia odstawiają swoją robotę i zamieniają się w słuch, co mnie trochę drażni. A gdy odkłada słuchawkę, zaczyna się przesłuchanie: Kto to był? Czego chciał? Co mówił? I co mu odpowiedziałeś? Dziadek zaspokaja ich
17
ciekawość, kurcząc się, coraz to mniejszy w olbrzymim fotelu, aż jego oczy znowu zachodzą szkłem. Wtedy klonki zamykają się w kuchni i wracają do swoich poszeptywań.
Dwie litery Kiedy dziadek bierze do ręki gazetę, przestaje być dziadkiem. Staje się starszym panem czytającym wiadomości. Jego twarz zmienia się tak bardzo, że jej nie poznaję. Lubię go szpiegować. Przyglądam mu się w skupieniu, aż zmienia się w kogoś innego. Gdy dociera do strony z krzyżówką, unosi wzrok znad gazety i patrzy na mnie, szukając po omacku długopisu na stoliku. „Odrobiłeś już lekcje?”, pyta i na powrót staje się dziadkiem. Z krzyżówką rozprawia się w okamgnieniu. Rozwiązuje ją w pośpiechu i zawsze do ostatniego hasła. Rozwiązywał. Ostatnio marudzi nieco dłużej, a przedwczoraj zabrakło mu do skończenia dwóch liter. Dostrzegł to tata, kiedy wieczorem przeglądał gazetę.
19
– Teściu, tutaj brakuje dwóch liter! – zawołał, unosząc stronę z rozrywkami umysłowymi. – Ba. Dziadek nie powiedział nic więcej, tylko te dwie litery. Tata też umilkł i popatrzył na mnie szklistym wzrokiem dziadka. Mama i babcia były w kuchni i nie wiem dlaczego, ale to mnie uspokoiło.
Milczenie Gdy dziadek milczy, ogarnia mnie strach. Dziadek zawsze robił dużo hałasu, jak stare zegary, które bez przerwy gadały tym swoim tik-tak. Aż coś się w nich psuło. Teraz ni stąd, ni zowąd milknie i kiedy jesteśmy sami, mówię za dwóch. Ale z mamą albo babcią nad głową ciężar milczenia jest tak przytłaczający, że muszę głębiej oddychać, żeby się nie udusić. Cała trójka pogrąża się w milczeniu, a mnie brakuje powietrza. Wówczas, słysząc mój głośny oddech, wszyscy silą się na uśmiech i próbują czym prędzej wrócić do przerwanych zajęć. Ale choćby nie wiem jak hałasował, milczenie już zagnieździło się u stóp dziadkowego fotela
21
i zdaje mi się, że w odróżnieniu ode mnie dziadek oddycha z niezwykłym spokojem, jakby naprawdę nie tęsknił za tiktakaniem.
Podwieczorek Teraz podwieczorek wcinam z o wiele większym apetytem. Babcia przygotowuje kanapkę na pół godziny przed końcem lekcji i dziadek przynosi mi ją do szkoły. Kiedyś kanapkę robiła rano mama i przez cały dzień miętosiła mi się w plecaku. Podwieczorek to jedyne, co zmieniło się na lepsze od czasu, kiedy dziadkowie się do nas przeprowadzili. Kanapka jest ze świeżego chleba z chrupiącą skórką, mogę sobie zażyczyć, z czym ma być, i wcinam ją w towarzystwie dziadka, który wydaje się odrobinę szczęśliwszy z każdym odgryzanym przeze mnie kęsem. – Chciałbym być tak głodny jak ty, Janie! – Dotyka palcami mojej głowy i wichrzy mi włosy, a ja odtrącam jego dłoń, nie przestając gryźć kanapki.
23
– Chcesz? – Nie, nie. W tym właśnie sęk, że nie chcę. Kończę więc kanapkę kilka przecznic przed naszym domem, nie rozumiejąc, dlaczego dziadek chciałby być głodny jak ja, skoro zawsze mówi, że w dzieciństwie tak bardzo doskwierał mu głód.
Spis treści 1. ZMIANA Klonki. . . . . . . . . . . . . . . . . . Mały. . . . . . . . . . . . . . . . . . . Swojemu dziadkowi. . . . . . Jak w zegarku. . . . . . . . . . . Dwie litery. . . . . . . . . . . . . . Milczenie. . . . . . . . . . . . . . . Podwieczorek. . . . . . . . . . . Coś. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dom dziadków . . . . . . . . . . Synu. . . . . . . . . . . . . . . . . . . Nakręcanie zegara. . . . . . .
11 13 15 17 19 21 23 25 27 28 30
2. ULICE Drzewa. . . . . . . . . . . . . . . . . 33 Piąta po południu . . . . . . . . 35 Dawno temu . . . . . . . . . . . . 37 Nie tak dawno temu . . . . . . 39
Dotykanie drzew . . . . . . . . . 41 Pierwszy dzień. . . . . . . . . . 43 Kiszki grały marsza. . . . . . 45 Nie trzeba nic widzieć. . . . 46 W domu. . . . . . . . . . . . . . . . 48 Chleb . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50 Pomarańcze . . . . . . . . . . . . 51 3. HISTORIE Zęby . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Czas dla nas . . . . . . . . . . . . Co tu opowiedzieć. . . . . . . Łóżko jak należy. . . . . . . . . Bajki. . . . . . . . . . . . . . . . . . . Możemy być konikami polnymi . . . . . . . . . . . . . . . . Mrówki. . . . . . . . . . . . . . . . . O samolotach. . . . . . . . . . .
55 57 59 60 61 63 65 67
269
Zima dziadka. . . . . . . . . . . . 68 Mama w gazecie . . . . . . . . . 70 Światło i zapach perfum. . 72 4. BRAKUJĄCA LITERA Miesiąc . . . . . . . . . . . . . . . . . 77 Piątek. . . . . . . . . . . . . . . . . . 80 Dlaczego mam na imię Jan. . . . . . . . . . . . . 83 Litera „o” . . . . . . . . . . . . . . . 85 Zegar . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87 Oponka . . . . . . . . . . . . . . . . . 89 Średniowieczne. . . . . . . . . . 90 Historia . . . . . . . . . . . . . . . . . 92 Linie i koła. . . . . . . . . . . . . . 94 Królowa Ginewra . . . . . . . . 96 Nasze trony. . . . . . . . . . . . . 97 5. NAJPIERW PAMIĘĆ Bez kanapki. . . . . . . . . . . . . 101 Cień . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Babcia na ulicy. . . . . . . . . . 104 Niemy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 106 Głuchy. . . . . . . . . . . . . . . . . 108 To tylko kanapka . . . . . . . . . 109 Lekcje do odrobienia. . . . . 111 Jak tu cicho. . . . . . . . . . . . . 112 Szarość . . . . . . . . . . . . . . . . 113 Bull negre . . . . . . . . . . . . . . . 114 W przeszłość . . . . . . . . . . . . 116
270
6. VILAVERD Zapach palonego drewna. . . . . . . . . . . . . . . . . 119 Tik-tak . . . . . . . . . . . . . . . . . . 122 Skrawek. . . . . . . . . . . . . . . . . 125 Na tym słońcu można się usmażyć . . . . . . . . . . . . 127 Dom Surówki . . . . . . . . . . . . 129 Placyk bez wyjścia . . . . . . . 131 Rynek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 134 Czas. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 136 Taras na dachu. . . . . . . . . . 138 Piec . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 140 Przyjazd. . . . . . . . . . . . . . . . 143 7. JEDEN DOM Dlaczego . . . . . . . . . . . . . . . 147 Zapomnienia dziadka . . . . . 149 Wszyscy w jednym domu . . . . . . . . . . . . . . . . . . 151 Cierpka woń . . . . . . . . . . . . . 153 Guziki. . . . . . . . . . . . . . . . . . 154 Kostka domina. . . . . . . . . . 155 Opróżnianie. . . . . . . . . . . . . 157 Zapełnianie. . . . . . . . . . . . . 159 Zegar z kukułką . . . . . . . . . . 160 Dzień . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 162 Noc . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 164
8. WSZYSTKO, CO MIEŚCI SIĘ W LITERZE „O” Żelazny prowiant. . . . . . . . . 169 Te rozmowy. . . . . . . . . . . . . 171 Dwie pamięci . . . . . . . . . . . . 173 Matematyka . . . . . . . . . . . . 175 Serduszko nie zapomina . . . . . . . . . . . . 177 Potem ja . . . . . . . . . . . . . . . . 180 „O” ze słowa zapomnienie. . . . . . . . . . . . 182 Wina. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 184 Oczka szczęścia. . . . . . . . . 186 Podwójna dwójka. . . . . . . . 188 Biały cement. . . . . . . . . . . . 190 9. BABCIA Nasza Loren . . . . . . . . . . . . 195 Las twarzy. . . . . . . . . . . . . . 198 Dziura w spodniach. . . . . . 200 Rozmowy z krawcową . . . . 202 Wizyta . . . . . . . . . . . . . . . . . 204 Zająć czymś ręce. . . . . . . . 206 Podwójna piątka . . . . . . . . . 208 Nakrywanie stołu. . . . . . . . 210 Kursiki . . . . . . . . . . . . . . . . . 212 Tak wcześnie. . . . . . . . . . . . 214 Przyszywanie do stołu . . . 216
10. MAMA Podwieczorek. . . . . . . . . . . 221 Cień drzewa . . . . . . . . . . . . . 223 Pierwszy Joan. . . . . . . . . . . 225 Naprawa zegara z kukułką. . . . . . . . . . . . . . . 227 Zegarmistrzka . . . . . . . . . . . 229 Było sobie drzewo. . . . . . . 231 Nas troje . . . . . . . . . . . . . . . 233 Gotowanie ryżu . . . . . . . . . . 235 Nazywanie rzeczy po imieniu. . . . . . . . . . . . . . 238 Kim jestem . . . . . . . . . . . . . 240 Lustro . . . . . . . . . . . . . . . . . . 242 11. POTEM JA Nie chcę więcej żadnych historii . . . . . . . . . . . . . . . . . 247 Być dzieckiem . . . . . . . . . . . 249 Burza . . . . . . . . . . . . . . . . . . 251 Zapalenie płuc . . . . . . . . . . . 253 Gałąź . . . . . . . . . . . . . . . . . . 255 Pniak . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 257 Beton. . . . . . . . . . . . . . . . . . 259 Jego wierzba płacząca . . . 261 Moja wierzba płacząca. . . 262 Żadnego listu . . . . . . . . . . . . 263 Pamięć drzewa. . . . . . . . . . 264