AŻ PO GRÓB
TŁUMACZENIE MAŁGORZATA KAFEL
KR AKÓW 2016
Tytuł oryginału: Cross My Heart, Hope to Die. A Lying Game Novel Copyright © 2012 by Alloy Entertainment and Sara Shepard. Published by arrangement with Rights People, London
Produced by Alloy Entertainment, LCC Copyright © for the translation by Małgorzata Kafel Projekt okładki: Aleksandra Szmak Adaptacja okładki na potrzeby wydania: Andrzej Sierak Fotografie na okładce: dziewczyna – © Agnieszka Wojtuń / Green Carrot, tło – © Mario 7 / Shutterstock.com Napis Pretty Little Liars na okładce: Hand Lettering by Peter Horridge Fotografia autorki: © Daniel Snyder Opieka redakcyjna: Agnieszka Urbanowska Opracowanie typograficzne książki: Irena Jagocha Ozdobnik we wnętrzu książki: © iStockphoto.com / Olha Shvachych Adiustacja: Magdalena Mrożek / d2d.pl Korekta: Magdalena Adamek / d2d.pl, Anna Woś / d2d.pl Łamanie: Ewa Czernatowicz / d2d.pl ISBN 978-83-7515-397-2
www.moondrive.pl Zamówienia: Dział Handlowy, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków, tel. (12) 61 99 569 Zapraszamy do księgarni internetowej Wydawnictwa Znak, w której można kupić książki Wydawnictwa Otwartego: www.znak.com.pl
„Zdrada to jedyna prawda, która całą resztę czyni kłamstwem”. Arthur Miller
Prolog
Był słoneczny niedzielny poranek. Przyglądałam się dwojgu nastolatkom, którzy siedzieli przy stoliku w ogródku kawiarni Coffee Cat – pochyleni, blisko siebie, ale nie dotykając się, pogrążeni w cichej, niemal intymnej rozmowie. Większość osób pewnie wzięłaby ich za parę, i to bardzo atrakcyjną. Chłopak miał wydatne kości policzkowe i szczupłe, wysportowane ciało. Koszulka polo w niebiesko-zielone paski podkreślała zielone plamki w jego orzechowych oczach. Przystojniak w typie gwiazdora filmowego. Ale możliwe też, że brakowało mi obiektywizmu: w końcu Thayer Vega był moim chłopakiem. Przynajmniej zanim umarłam. Dziewczyna obok niego wyglądała dokładnie tak samo jak ja, kiedy miałam ciało. Jej błękitne oczy były podkreślone moją kredką w kolorze aksamitnej czekolady, a jasnobrązowe włosy opadały jej na plecy bujnymi falami, zupełnie 7
jak kiedyś moje. Miała na sobie szary kaszmirowy sweter i dżinsy w kolorze indygo – wszystko z mojej szafy. Reagowała na moje imię, a kiedy po jej policzku potoczyła się łza, mój chłopak pochylił się, żeby ją przytulić. Gdybym żyła, ścisnęłoby mi się serce. Powinnam być już do tego przyzwyczajona: do bezcielesnej egzystencji, do unoszenia się jak plastikowa torba na wietrze ponad Emmą, moją utraconą wiele lat temu siostrą bliźniaczką, przyglądania się, jak przejmuje moje życie, sypia w mojej sypialni i rozmawia z chłopakiem, którego nigdy więcej nie pocałuję. Tamtego wieczoru, kiedy Emma i ja miałyśmy się spotkać po raz pierwszy, nie pojawiłam się. Zostałam zamordowana. Morderca groźbą skłonił moją siostrę, żeby podawała się za mnie. Emma już od miesięcy żyje moim życiem, usiłując rozwiązać zagadkę mojej śmierci. Ale świadomość tego wszystkiego ani trochę nie ułatwia mi patrzenia na takie sceny jak ta. Kilka tygodni temu, kiedy Thayer zakończył leczenie odwykowe i wrócił do Tucson, Emma zaczęła podejrzewać, że to on mnie zamordował. Ale chociaż tamtego wieczoru był ze mną w kanionie Sabino, przeprowadzone przez nią dochodzenie ku mojej wielkiej uldze definitywnie wykluczyło go z grona podejrzanych. Podobnie rzecz się miała z moimi adopcyjnymi rodzicami, chociaż przy okazji wyszła na jaw wielka tajemnica: ukrywali przede mną, że są moimi d z i a d k a m i. Nasza biologiczna matka Becky była trudnym dzieckiem. Urodziła mnie i moją siostrę jeszcze jako nastolatka. Zostawiła mnie pod opieką swoich rodziców i wyjechała z miasta, zabierając ze sobą Emmę, którą pięć lat później oddała do rodziny zastępczej. 8
Kiedy tak przyglądałam się, jak Thayer rozmawia z Emmą, usłyszałam głośny strzał z rury wydechowej. Moja siostra podskoczyła na krześle, podniosła głowę i spojrzała w kierunku brązowego buicka zaparkowanego przed kawiarnią. Silnik wozu pracował na wolnych obrotach. Za kierownicą siedziała kobieta sprawiająca wrażenie wyczerpanej. Jej włosy tworzyły bezładną czarną plątaninę, była blada i miała zapadnięte policzki. A jednak czuło się intuicyjnie, że kiedyś była piękna. Znowu zerknęłam na Emmę i zobaczyłam, że drżą jej ręce. Upuściła kubek na wyłożoną terakotą podłogę kawiarnianego tarasu. Przykrywka potoczyła się po płytkach, a letnia kawa zachlapała moje czarne buty na płaskim obcasie. Jednak Emma się nie poruszyła. – O mój Boże – wyszeptała. I nagle, tak po prostu, okazało się, że wiem wszystko: ta kobieta to Becky, nasza biologiczna matka. Rozpoznałam ją na podstawie wspomnień Emmy, chociaż teraz wydawała się jeszcze bardziej zmęczona życiem niż trzynaście lat temu, kiedy widziały się po raz ostatni. Ale i dla mnie wyglądała znajomo. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek się spotkałyśmy. Jak na razie własne życie powracało do mnie w postaci niepowiązanych ze sobą przebłysków, zazwyczaj poprzedzonych niepokojącym uczuciem mrowienia. Teraz też je poczułam, ale kiedy zamknęłam oczy, niczego nie zobaczyłam. Dowiedziałam się o Becky tej nocy, kiedy umarłam. Tamtego pamiętnego wieczoru mój ojciec w tajemnicy się z nią spotkał – może i ja się z nią wtedy widziałam? Skoncentrowałam się na mrowieniu, usiłując przypomnieć sobie coś więcej z tych wydarzeń. Jednak 9
w głowie miałam pustkę, w dodatku ogarnęło mnie przerażające przeczucie nadciągającego nieszczęścia. Zaledwie zeszłej nocy mój ojciec powiedział Emmie, że Becky ma problemy, może nawet jest niebezpieczna. Patrząc, jak samochód rusza w chmurze spalin, mimo woli zastanawiałam się, czy jej problemy są na tyle poważne, by mogła zabić własną córkę?
1 Pościg za matką
Emma Paxton wpatrywała się w kobietę w buicku. Z początku widziała tylko wymizerowaną postać o pobrużdżonych, zapadniętych policzkach, ziemistej, pokrytej plamami cerze i wąskich, spękanych ustach. Potem rozpoznała znajomą twarz w kształcie serca. Gdyby przymknęła powieki, mogłaby sobie wyobrazić, że zniszczone kręcone włosy kobiety znowu są błyszczące, kruczoczarne, a oczy… te o c z y. Poczuła dreszcz, jakby poraził ją prąd. „Oczy to nasz największy atut, Emmy – mawiała jej matka, kiedy stały przed lustrem w jakimś zdewastowanym mieszkaniu, w którym zdarzyło im się akurat mieszkać. – Są jak dwa bezcenne szafiry”. Emma westchnęła. To była… – O mój Boże… – wyszeptała. – Co mówiłaś, Sutton? – zapytał Thayer Vega. 11
Ale moja siostra go nie słuchała. Nie widziała swojej biologicznej matki od trzynastu lat. Kiedy Emma miała pięć lat, Becky zostawiła ją u przyjaciółki. Kobieta podniosła głowę i skierowała na córkę spojrzenie szafirowych oczu. Jej nozdrza rozchyliły się jak u wystraszonego konia, a potem znowu rozległ się huk podobny do wystrzału z broni palnej i samochód ostro ruszył, pozostawiając za sobą chmurę spalin. – Nie! – wykrzyknęła Emma, zrywając się z miejsca. Przedostała się przez płotek z kutego żelaza, który otaczał kawiarniany ogródek. Nie obeszło się bez obrażeń. Poczuła przeszywający ból w nodze, ale nie zatrzymała się. – Sutton! Co się dzieje? – spytał Thayer, biegnąc za nią. Lecz ona ruszyła za buickiem, który wyjechał z parkingu i skręcił w lewo na osiedle, gdzie mieszkali Mercerowie. Pobiegła za samochodem na drugą stronę ulicy, nie zważając na inne rozpędzone pojazdy. Rozległy się klaksony, ktoś wystawił głowę przez okno i krzyknął: – Jak leziesz!? Emma słyszała przyspieszony oddech i nierówne kroki Thayera usiłującego za nią nadążyć pomimo pokiereszowanej nogi. Buick skręcił w ulicę, przy której stał dom Mercerów, i nabierał prędkości. Emma ostatkiem sił przyspieszyła, z trudem chwytając powietrze. Jednak auto wciąż się oddalało. Oczy zaszły jej łzami. Z n o w u straciła Becky. Może to lepiej, pomyślałam, poruszona swoim prawie-wspomnieniem, czy może raczej przeczuciem. Nie wiedziałam, o co tu chodzi, ale podejrzewałam, że Becky nie przyjechała do miasta na radosne rodzinne spotkanie. 12
Nagle dało się słyszeć pisk hamulców i buick zahamował gwałtownie pośród smrodu palonej gumy. Jakieś dzieciaki grające na ulicy w baseball podniosły krzyk. Tuż przed maską samochodu stał chłopak z jaskrawoczerwoną piłką w rękach, znieruchomiały z przerażenia. – Hej! – zawołała Emma, biegnąc co sił w nogach w stronę pojazdu. Przecięła trawnik Donaldsonów, przeskoczyła ich indiańskie figurki ogrodowe i w ostatniej chwili wyminęła cylindropuntię. – Hej! – wrzasnęła znowu, wpadając na tył auta. Na kolanach poczuła gorące spaliny z rury wydechowej. – Czekaj! – krzyknęła. Napotkała wzrok Becky w lusterku wstecznym. Matka przyglądała jej się z otwartymi ustami. Na ułamek sekundy czas się dla nich zatrzymał, a świat przestał istnieć. Chłopak z piłką pobiegł na chodnik, w kamiennej fontannie Stotlerów taplały się ptaki, z daleka dobiegał pomruk kosiarki do trawy, a one zastygły i patrzyły na siebie poprzez lusterko. Czy Becky zawahała się dlatego, że wzięła Emmę za Sutton? A może wspominała teraz te dobre chwile, które razem spędziły? Wspólne czytanie w łóżku Harry’ego Pottera. Przebieranie się w ciuchy wyszperane w lumpeksie. Budowę namiotu z koca w czasie burzy. Przez pięć lat były tylko we dwie, matka i córka, razem przeciwko całemu światu. A potem Becky nagle opuściła wzrok. Silnik warknął i buick ruszył gwałtownie w tumanach spalin. Emma stłumiła szloch. Odwróciła się i od razu zamarła. Przed sobą miała samochód policyjny, którego wcześniej nie usłyszała. Kierowca odsunął szybę, a Emma nabrała powietrza. To był detektyw Quinlan. 13
– Dzień dobry, panno Mercer – powiedział cierpko. Jego oczy były ukryte za szkłami okularów przeciwsłonecznych aviator. – Co się tu dzieje? Emma obejrzała się. Buick z hukiem zniknął za rogiem. Na jedną krótką chwilę uwierzyła, że Becky uciekła przed policją, nie przed nią. – Czy to pani przyjaciółka? – zapytał policjant, podążając za jej spojrzeniem. – Yyy… W sumie to nie. Pomyliłam ją z kimś – tłumaczyła się nieskładnie Emma, żałując, że ze wszystkich gliniarzy patrolujących ulice musiała trafić akurat na niego. Quinlan już i tak dużo o niej wiedział, a raczej tak mu się zdawało. Miał opasłą teczkę pełną raportów o niebezpiecznych żartach, które jej siostra ze swoją paczką robiła ludziom w ramach tak zwanej Gry w Kłamstwa. Zdarzyło jej się na przykład zadzwonić na policję z doniesieniem, że po polu golfowym grasuje lew albo że słyszała dobiegający z kontenera na śmieci płacz dziecka. Innym razem silnik w jej samochodzie „zgasł” na przejeździe kolejowym, by następnie w cudowny sposób zapalić, tak że Sutton w ostatniej chwili umknęła przed nadjeżdżającym pociągiem. Za tę akcję przyjaciółki dały mi porządnie popalić. W odwecie wycięły mi tak niesmaczny kawał, że do dziś niechętnie wspominam tę historię. Do internetu trafił film, na którym dusi mnie niezidentyfikowany napastnik. Właśnie ten filmik przywiódł do mnie Emmę. Detektyw Quinlan łypnął podejrzliwie znad okularów. – Gdybyś jednak przypadkiem ją znała, dopilnuj, żeby prowadziła trochę ostrożniej. Komuś może się stać krzyw14
da. – Popatrzył znacząco na gromadę dzieciaków przyglądającą się ciekawie z chodnika całej scenie. Emmę ogarnęła irytacja. Zaplotła ręce na piersi. – Nie ma pan większych zmartwień? – zapytała bezczelnie. Przekraczanie granic stanowiło modus operandi Sutton, ale i Emmie podobało się związane z nim poczucie swobody. Thayer dogonił ją wreszcie, dysząc ciężko. – Bry, panie władzo – powiedział ostrożnie. – Dzień dobry, panie Vega. – Policjant wydawał się zmęczony widokiem Thayera, któremu ufał niewiele bardziej niż Sutton. Chłopak w opiekuńczym geście położył dłoń na ramieniu Emmy. Drgnęłam. Wiedziałam, że Thayer chce tylko okazać swoje wsparcie, ale i tak byłam zazdrosna. Nie należałam do dziewczyn, które chętnie się czymś dzielą, nawet z własną siostrą. A już wyjątkowo niechętnie dzieliłam się swoim chłopakiem. Wreszcie detektyw Quinlan powoli pokręcił głową. – Na razie – powiedział i odjechał. Thayer przeczesał ręką włosy. – Mam déjà vu. Ale przynajmniej tym razem nikt mnie nie przejechał. Emma roześmiała się bez przekonania. Tamtego wieczoru, kiedy jej siostra została zamordowana, Sutton była z Thayerem w kanionie Sabino. Chłopak wymknął się z centrum odwykowego w Seattle, żeby ją odwiedzić, potem wybrali się razem na spacer w świetle księżyca, ale romantyczny nastrój szybko prysł. Najpierw zobaczyli pana Mercera rozmawiającego z kobietą, którą uznali za jego kochankę. 15
Potem ktoś ukradł samochód Sutton i próbował ich staranować, miażdżąc Thayerowi nogę. Siostra Sutton, Laurel, zawiozła chłopaka swoim samochodem do szpitala, zostawiając Sutton w kanionie. Potem Sutton spotkała się ze swoim adopcyjnym ojcem, panem Mercerem, a on powiedział jej prawdę o kobiecie, z którą go widziała: miała na imię Becky i była jego córką, a zarazem biologiczną matką Sutton. Emma nie miała jasności odnośnie tego, co wydarzyło się potem. Wiedziała tylko, że Sutton tego nie przeżyła. Od przyjazdu do Tucson próbowała poskładać w całość elementy układanki. Kolejne wskazówki przybliżały ją do prawdy, a jednak wciąż czuła, że jest daleka od rozwiązania zagadki. Ustaliła, że Sutton, wściekła na pana Mercera za jego kłamstwo, pobiegła z powrotem w głąb kanionu – ale co się tam wydarzyło? Jak zginęła? Emma popatrzyła na swoją nogę i zobaczyła strużkę krwi płynącą z zadrapania wprost do sandała. – Czekaj – powiedział Thayer, podążając za jej spojrzeniem. Wyjął z kieszeni niebieską bandanę, przyklęknął i zaczął ostrożnie osuszać ranę dziewczyny. – Nie martw się, jest czysta. Mam ją tylko po to, żeby w razie czego nieść pomoc gorącym laskom – dodał z szerokim uśmiechem. Widok kawałka materiału ciemniejącego od krwi mojej siostry bliźniaczki obudził niespodziewane wspomnienie Thayera podającego mi ze zmarszczonym czołem tę samą chustę, żebym otarła nią łzy. Nie mogłam sobie przypomnieć, z jakiego powodu wtedy płakałam, ale pamiętałam, że ukryłam twarz w miękkich fałdach materiału przesiąkniętego ciepłym, przyjemnym zapachem ciała Thayera. 16
– Mówiłaś, że kto to był? – zapytał Thayer, starannie obwiązując chustą kostkę Emmy. Dziewczyna zaczęła gorączkowo zastanawiać się nad jakimś kłamstwem mogącym posłużyć za wyjaśnienie. Kiedy jednak spojrzała na chłopaka, który kochał jej siostrę, w jego pełne niepokoju łagodne, orzechowe oczy, powiedziała prawdę: – Moja biologiczna mama. Thayer zamrugał gwałtownie. – Poważnie? – Poważnie. – Skąd wiesz, że to ona? Myślałem, że jej nie znasz. – Mam jej zdjęcie – powiedziała Emma, myśląc o kartce, którą Becky zostawiła jej w przydrożnym barze Podkowa. Przez kilka koszmarnych dni Emma sądziła, że to pan Mercer zabił Sutton, bo nie chciał, żeby jego romans wyszedł na jaw. Dowiedziawszy się, że siostra widziała pana Mercera w kanionie z kobietą, Emma przeszukała jego gabinet i odkryła, że w tajemnicy wysyła pieniądze osobie o imieniu Raven. Kiedy zaaranżowała spotkanie z Raven w jej hotelu, tajemnicza nieznajoma zaczęła bawić się z nią w podchody, które zakończyły się znalezieniem przez Emmę listu w barze Podkowa. Raven dołączyła do niego swoje zdjęcie – tylko że widniała na nim twarz Becky. Raven alias Becky rozpłynęła się w powietrzu, ale potem pan Mercer wszystko wyjaśnił. Właściwie Emma zaprosiła Thayera na kawę po to, żeby mu powiedzieć, że to nie pan Mercer potrącił go w kanionie Sabino tamtego wieczoru, kiedy zostałam zamordowana, i że kobieta, z którą widział pana Mercera, jest jej biologiczną matką. 17
– To była ona, Thayer. Wiem, że to ona – zapewniła go. – Wierzę ci – powiedział cicho. Za ich plecami rozległ się terkot otwieranej bramy garażowej, więc odeszli kawałek, żeby przepuścić wyjeżdżającego na ulicę świeżo nawoskowanego lexusa. Przez chwilę stali w milczeniu. – Jak twoja noga? – zapytał wreszcie Thayer. Emma poczuła, że drżą jej usta. – Wyglądała… na chorą, prawda? – Musi być chora, skoro nie chciała z tobą rozmawiać. Thayer wyciągnął rękę, ścisnął ramię dziewczyny, a potem odsunął się ostrożnie, jakby z obawą, że zachował się zbyt poufale. Z zakłopotaniem wskazał ruchem głowy kawiarnię. – Na mnie już chyba pora. Sutton… – zaczął i urwał z wahaniem. – Gdybyś chciała o tym wszystkim pogadać, możesz na mnie liczyć. Wiesz o tym, prawda? Emma pokiwała głową w zamyśleniu. Dzieliły ich już trzy przecznice, kiedy przypomniała sobie, że wciąż ma jego chustę. Patrzyłam na odchodzącego Thayera. Może on i Emma mieli rację. Może powodem dziwnego zachowania Becky rzeczywiście była choroba. Jednak nie mogłam się pozbyć wrażenia, że widziałam jej twarz już wcześniej – jeszcze za życia, zanim stałam się milczącym cieniem Emmy. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie była to ostatnia twarz, jaką widziałam przed śmiercią.
2 Dobry, zły i seksowny
Jeszcze tego samego dnia Emma zaparkowała stare volvo Sutton przed ranczem filmowym Old Tucson. Naprzeciwko miała walący się saloon w kowbojskim stylu, z drewnianymi wahadłowymi drzwiami. Z jego wnętrza wydobywał się nieznośny odór alkoholu. Obok znajdował się bank z podziurawioną kulami fasadą i barierką do wiązania koni oraz budynek, który, sądząc po wachlujących się na werandzie przesadnie umalowanych kobietach, musiał być burdelem. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych kręcono tu westerny, teraz ranczo zamieniło się w tłumnie odwiedzaną atrakcję turystyczną, coś w rodzaju Disneylandu na Dzikim Zachodzie. Ethan Landry – chłopak Emmy i jedyna osoba, która znała jej prawdziwą tożsamość – zaproponował, żeby spotkali się tutaj zamiast, jak zwykle, na miejskim korcie tenisowym. – Uszanowanko. – Jakiś mężczyzna w ostrogach i skórzanych ochraniaczach we wzór imitujący krowie łaty uchylił 19
kowbojskiego kapelusza. Emma pomachała do niego bez entuzjazmu, bo jakoś nie działał na nią ten klimat. A szkoda. Może gdyby przeszła się dumnie ulicą z rewolwerem na biodrze, zrobiłoby jej się lepiej. Kto wie, czy to właśnie nie jest sposób, żeby po długiej bezsilności poczuć się wreszcie panią swojego losu. Dla mnie to miejsce wiązało się z jakimś niejasnym wspomnieniem. Byłam prawie pewna, że kiedyś przyjechałam tu na wycieczkę szkolną. Razem z Char i Mads nabijałyśmy się z tych wszystkich papierowych dekoracji, a potem urwałyśmy, żeby ukradkiem wejść do saloonu przez przybudówkę na tyłach. Nawet to fragmentaryczne wspomnienie dobrej zabawy w ich towarzystwie przepełniło mnie tęsknotą. Emma pokręciła się kilka minut po ulicy, wypatrując Ethana, po czym przysiadła na jednej z ławek z widokiem na Tucson Mountain Park i wyjęła egzemplarz Jane Eyre, lekturę szkolną. Jednak kiedy tylko otworzyła książkę, usłyszała chrzęst żwiru za plecami. To był Ethan. Mrużąc oczy w popołudniowym słońcu, mijał właśnie tradycyjny sklep. Na widok jego szerokich ramion, umięśnionych nóg i ciemnych przenikliwych oczu poczuła szybsze bicie serca. Miał na sobie krótkie bojówki moro i czarną sportową bluzę, a jego ciemne włosy były tak uroczo rozczochrane, że zapragnęła zanurzyć w nich dłonie. Kiedy się zbliżał, jego cień wyciągnął się w jej kierunku. – Ręce do góry, koniokradzie! – powiedziała, zrywając się na nogi i celując w niego palcami wskazującymi. Chłopak z udawanym przerażeniem w oczach uniósł ręce, by po chwili błyskawicznie sięgnąć za połę wyimaginowanego płaszcza. 20
– Bang! – krzyknął. Emma przycisnęła dłonie do piersi, zachwiała się i osunęła na ziemię. Pomimo wszystkich dramatycznych przeżyć tego dnia zaczęła chichotać. To była jedna z rzeczy, za które najbardziej lubiła Ethana – mogła przy nim być sobą, zwariowaną Emmą Paxton z Las Vegas w Nevadzie. Dziewczyną redagującą w sekrecie wiadomości prasowe o swoim życiu i prowadzącą listę ciętych ripost przeznaczonych dla osób, które zachowały się w stosunku do niej wrednie, dziewczyną do niedawna jeszcze nieodróżniającą Marca Jacobsa od Michaela Korsa. Ethan jej nie oceniał, podobała mu się taka, jaka była. Nikt dotąd nie akceptował jej w sposób tak bezwarunkowy. W czasach, kiedy jeszcze była sobą, wszyscy uprzedzali się do niej na wieść, że wychowywała się w rodzinie zastępczej. Ethan zbliżył się rozkołysanym kowbojskim krokiem i przyciągnął ją do siebie. Ich usta spotkały się w przelotnym pocałunku. Emma miała wrażenie, że jej ciało zaraz się rozpłynie. Kiedy odsunęli się od siebie, powiodła wzrokiem wkoło. – Jeszcze nigdy nie byłam na planie filmowym – westchnęła. Ethan również się rozejrzał. – Ciągle zapominam, że nie mieszkasz w Tucson od dziecka. My często przyjeżdżaliśmy tutaj całą klasą – odparł. Wziął ją za rękę i razem ruszyli zakurzoną ulicą. – To zbudowali do Rio Bravo – powiedział, wskazując saloon, w którym brodaty mężczyzna o czerwonej twarzy wycierał zastawiony butelkami kontuar. – A tam w latach sześćdziesiątych nakręcili niejeden odcinek Gunsmoke i Bonanzy. 21
– Przy wejściu jest napisane, że robili tu zdjęcia do Dom ku na prerii – dodała Emma. – Kiedyś uwielbiałam ten serial. Chłopak popatrzył na nią zaskoczony. – Nie sądziłem, że jesteś typem dziewczyny, która lubi Domek na prerii. Wzruszyła ramionami. – Po szkole zawsze oglądałam powtórki. Podobał mi się pewnie z powodu tej rodziny, biednej, ale szczęśliwej i kochającej się. Ci rodzice zrobiliby wszystko dla swoich dzieci. Zerknął na nią z ukosa. – A Mercerowie? Czy oni są taką rodziną? Emma powoli pokiwała głową. Chodziło mu o jej niedawne odkrycie, że z Mercerami łączą ją więzy krwi. Wciąż nie mogła uwierzyć, że pan i pani Mercer są jej dziadkami, a Laurel ciotką. Była szczęśliwa, że nareszcie ich odnalazła, ale w pewnym sensie to dodatkowo komplikowało sytuację. Mercerowie nie wiedzieli, że mieli d w i e wnuczki. Ani że ta, którą wychowali jak własne dziecko, nie żyje. Co by zrobili, gdyby się dowiedzieli? Co by powiedzieli, gdyby odkryli, że Emma podszywa się pod Sutton, wiedząc, że jej siostra bliźniaczka nie żyje? Ja również dużo o tym myślałam. Chciałam, żeby moi rodzice traktowali Emmę jak córkę, naprawdę tego chciałam. Chciałabym móc im wszystko wyjaśnić. Ale kłamstwa mogą ranić, szczególnie kłamstwa tak wielkie. – No dobrze. – Ethan wziął Emmę za rękę i pociągnął na najbliższą ławkę. Znajdowali się przed kościołem, w części rancza, która wydawała się zupełnie opuszczona. – To dlaczego chciałaś się spotkać? 22
Emma nabrała powietrza. – Widziałam dziś moją mamę – wyznała, przygryzając wargę. – Moją prawdziwą mamę. Becky. Ethan uniósł brwi. – Gdzie? – Przejeżdżała obok samochodem. Próbowałam ją dogonić, ale kiedy mnie zobaczyła, dodała gazu. Widać nie była w nastroju do rozmowy. Ethan obrócił Emmę przodem do siebie. – Dobrze się czujesz? Wzruszyła ramionami, siląc się na uśmiech. – Przecież to n i e m n i e unika, prawda? To z Sutton nie chce rozmawiać. Ethan podrapał się po brodzie. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. – Co? – zapytała. Pokręcił głową. – Nic. Emma przechyliła głowę. – No powiedz. Nabrał powietrza. – Hm… Nie wspominałaś przypadkiem, że Becky jest jakby… s t u k n i ę t a? Przytaknęła wolno. Opowiadała mu, jak nieobliczalna wydawała się jej matka, kiedy Emma była mała. W niektóre dni Becky zabierała ją do parku albo pozwalała jeść lody na śniadanie, obiad i kolację. Kiedy indziej nie wstawała z łóżka, nie odsłaniała okien i przez cały dzień płakała w poduszkę. Tego lata, kiedy porzuciła córkę, zakleiła okienne szyby tekturą z pudełek po płatkach śniadaniowych 23
przekonana, że ktoś je nocą obserwuje. Emmę wciąż przebiegały ciarki na widok logo firmy Kellogg’s. Ethan potarł jednym trampkiem o drugi. – Masz jeszcze wiadomość, którą ci zostawiła w tamtym barze? Emma bez słowa wyjęła portfel Sutton z przewieszonej przez ramię skórzanej listonoszki i rozłożyła kartkę, która pomimo upływu czasu wciąż wyglądała znajomo. List nie był długi. Zawierał słowa: Żałuję, że tamtej nocy w kanionie sprawy nie potoczyły się inaczej i jakieś niejasne rady dla Sutton, żeby nie popełniała tych samych błędów co ona. Emma żałowała, że nie ma tam nic więcej. Podobnie jak ja. To był pierwszy list, jaki napisała do mnie moja matka. Było mi smutno, że nie wspomniała o tym, jak bardzo mnie kocha i jak bardzo jej przykro, że mnie zostawiła. Emma podała wiadomość Ethanowi, który przeczytał ją uważnie. – Zauważyłaś, że nigdzie nie zwraca się wprost do twojej siostry? – Odwrócił kartkę. – Ani na pierwszej stronie. Ani w pozdrowieniach. N i g d z i e. – I co z tego? – Może napisała ten list do ciebie? Może ona wie, że ty nie jesteś Sutton? Emma zdrętwiała. – Jedyną osobą, która o tym wie, jest morderca. Twarz Ethana pozostała niewzruszona. Emma pokręciła głową. – Becky jest niezrównoważona, ale nie jest morderczynią. Bawiła się ze mną w podchody na całym naszym osied24
lu. Pomagała mi malować kolorowe murale na ścianach pokoju. To moja m a m a. Ale zanim jeszcze skończyła to mówić, przed oczami stanął jej obraz zupełnie innej kobiety. Wariatki. Szalonej Becky. Wyjęła Jane Eyre i popatrzyła na okładkę. To było to samo wydanie, które czytała po raz pierwszy, kiedy miała dwanaście lat, jeszcze w Nevadzie. Na okładce widniała wykrzywiona obłędem twarz kobiety, którą pan Rochester ukrywał na poddaszu swojego domu: zaciśnięte powieki, blada cera, otwarte w krzyku usta. Stereotypowy portret osoby chorej umysłowo. Emma przypomniała sobie, że kiedyś drżała ze strachu, patrząc na tę twarz, jednak jej lęk budziło coś jeszcze, coś nieuchwytnego. Teraz zrozumiała, co to było: podobieństwo. Twarz Berthy Mason przypominała jej matkę. Zamknęła oczy, próbując otrząsnąć się ze złych wspomnień. Jej mama wiele w życiu wycierpiała, ale to nie czyniło jej morderczynią. Jaki miałaby powód, aby zabić Sutton? Miałam nadzieję, że Emma się nie myli. Od dziecka marzyłam o spotkaniu ze swoją biologiczną matką. Myśl o tym, że mogłaby pragnąć mojej śmierci, wywoływała dotkliwy, tępy ból. Usiłowałam wydobyć coś ze strzępów wspomnień – czy spotkałam się z Becky? Czy coś się między nami wydarzyło? Jednak przeszłość nieustępliwie pozostawała poza moim zasięgiem. Irytujące. – Zapomnij o tym – powiedział szybko Ethan. Przyciągnął Emmę do siebie. Była tak wstrząśnięta, że nie mogła się poruszyć. – Przepraszam. Nie chciałem cię przerazić. Nic nie wiem o twojej mamie. To idiotyczna myśl. 25
Przytuliła twarz do piersi Ethana i słuchała uderzeń jego serca. Zachód słońca jarzył się jaskraworóżowo nad górską granią. Dotąd nie chciała tego przyznać nawet przed sobą, ale kiedy Becky przejeżdżała obok kawiarni, rzeczywiście wyglądała jak osoba chora psychicznie. Nagle ucieszyła się, że to Thayer wtedy z nią był, a nie Ethan. Gdyby jej chłopak zobaczył Becky, Emma nie mogłaby teraz zaprzeczyć, że matka sprawia w rażenie niebez piecznej. – Mogę cię o coś spytać? – odezwał się nieśmiało, bawiąc się delikatnie jej włosami. – O co tylko zechcesz. – Myślisz, że pozwolą ci tu mieszkać? No wiesz, kiedy sprawa Sutton zostanie już wyjaśniona? Emma umilkła. Od chwili, w której odkryła, że ma siostrę bliźniaczkę, ciągle wyobrażała sobie, jakby to było. Jeszcze nigdy nie miała własnego kąta – nawet najfajniejszym z jej opiekunów, którzy chcieli dla niej jak najlepiej, nigdy nie udało się sprawić, żeby poczuła się u nich jak w domu. Teraz miała kochającą rodzinę, o jakiej zawsze marzyła… Co będzie, gdy odkryją wszystkie jej kłamstwa? – Mam nadzieję, że kiedy już będzie po wszystkim, zrozumieją, dlaczego to zrobiłam – powiedziała cicho. – To byłoby straszne, gdybym musiała ich opuścić. – Tak sobie myślałem… – Głos Ethana brzmiał niemal nieśmiało. – Mamy po osiemnaście lat. Musimy tylko skończyć szkołę, a potem możemy robić, co chcemy. Więc gdyby twoje mieszkanie u Mercerów z jakiegoś powodu nie wypaliło, moglibyśmy… To znaczy może moglibyśmy coś wynająć. 26
Zamrugała. Jego policzki zapłonęły szkarłatem, widziała to nawet w półmroku. Przez chwilę nie była pewna, czy dobrze go zrozumiała. – Razem – uściślił. – To tylko taki plan awaryjny. Nie chcę, żebyś czuła, że wywieram na tobie presję czy coś. W każdym razie wiem, że moja mama nie będzie za mną tęskniła. – Posmutniał. Po chwili znowu spojrzał jej w oczy. – Nie zniósłbym, gdybyś wyjechała. Nie mogę cię stracić. Emma uśmiechnęła się nieśmiało. Nie była pewna, czy jest gotowa na to, żeby z kimś zamieszkać, ale świadomość, że jej chłopak myśli o ich wspólnej przyszłości, sprawiała, że robiło jej się ciepło na sercu. Musnęła palcem kontur jego twarzy, a potem pochyliła się i przycisnęła usta do jego warg. Świat zamigotał pod jej przymkniętymi powiekami. Wplotła palce w gęste włosy Ethana i przyciągnęła go do siebie. Jego oddech przyprawił ją o dreszcze. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo pragnie, żeby ktoś szczerze się o nią troszczył. Nie miała świadomości, jak bardzo brakuje jej dotyku. Teraz, kiedy w jej życiu pojawił się Ethan, odnosiła wrażenie, że jedyną rzeczą, jaka ją trzyma przy życiu, jest perspektywa kolejnego pocałunku. Znałam to uczucie. Kiedyś Thayer działał w ten sposób na mnie. Z rosnących za kościołem krzaków dobiegł jakiś szelest. Emma podniosła wzrok. – Co to było? Ethan przekrzywił głowę. – Co takiego? 27
Emma spojrzała na fasadę kościoła, a potem przeszła na drugą stronę spalonej słońcem ulicy, żeby rozejrzeć się za budynkiem. Nic. Z tyłu rozciągała się pustynia, a na niej tylko pojedyncze kaktusy. Jeśli nawet ktoś ją szpiegował, udało mu się wymknąć. Ethan otoczył ją ramieniem, mrużąc oczy w zachodzącym słońcu, które dziewczynie już nie wydawało się piękne. Gdzieś tam był morderca, który śledził każdy jej krok. Gdzieś tam leżało nieodkryte, nieopłakiwane ciało jej siostry. Odwróciła się do Ethana. – Jestem wykończona. Lepiej wracajmy do domu odpocząć. Jutro ważny mecz. – Złapała go za rękę. – Będziesz, prawda? – Nie ma mowy, żebym opuścił futbol flagowy – zapewnił Ethan. Piasek skrzypiał im pod butami, kiedy szli przez centrum kowbojskiego miasteczka, gdzie turyści kupowali chusty i kapelusze. Volvo Sutton stało na przeciwnym końcu parkingu, ale Emma już z daleka dojrzała wsunięty za wycieraczkę biały prostokąt. Coś ją ścisnęło w piersi. Podbiegła do samochodu i wyszarpnęła kartkę. Ethan przyglądał się w napięciu, jak ją rozwija. – O Boże! – wykrzyknęła, rozglądając się po pustyni. Wiadomość została napisana tym samym charakterem pisma, który przywitał ją pierwszego poranka po przyjeździe do Tucson. Morderca oznajmił jej wtedy, że jej siostra nie żyje, a ona ma współpracować, bo inaczej będzie następna.
28
Powinnaś mi dziękować. Przed przyjazdem tutaj nie miałaś nic. Teraz masz wszystko, o czym marzyłaś. Tylko nie popeł nij błędu. Sutton też myślała, że może mieć wszystko, co zechce.
Emma i ja pomyślałyśmy o tym samym: przy kościele naprawdę słyszałyśmy czyjeś kroki. Morderca wciąż śledził każdy ruch mojej siostry.