Skip to main content

Michał Heller, "Podróże z filozofią w tle"

Page 1

Michał Heller

podróże z filozofią w tle w ybór i opracowanie

małgorzata szczerbińska-polak

W Y DAW NICT WO ZNAK KR AKÓW 2014


•

Spis treści

Małgorzata Szczerbińska-Polak – Wstęp . . . . . . . . . . . . . . 7 Stanisław Wszołek – Krótki życiorys księdza profesora Michała Hellera . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 O mnie się nie martw... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 Wszechświat w Erice . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21 Matematyka i inne książki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Obrazki z Ameryki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 Zmagania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 51 Wsiesojuznyj Seminar . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 57 Olaf i Simone . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69 Biskupi i kosmologia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 77 „Podhalanin” na morzu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 81 Wakacje w Sromowcach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Refleksje nad filozofią nauki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91 Ślepy zoolog . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 103 Galileusz w Moskwie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 109 Poezja Wszechświata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 5


Dyskusji z Tischnerem ciąg dalszy . . . . . . . . . . . . . . . . O znaczeniu popularyzacji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Gdy Pan Bóg liczy... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Akademia Nauki i Religii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . „Da dove vieni?” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Podróż z filozofią w tle . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bliski Zachód – Daleki Wschód . . . . . . . . . . . . . . . . . . Bóg i prawa przyrody . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rebelia w państwie Chronosa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Religia – nauka – dzieje . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Przyroda na uniwersytetach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Grecy i Biblia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Powrót na antypody . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Moje rozmowy z dziennikarzami . . . . . . . . . . . . . . . . . Psie Wyspy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Dwa dni w raju, dobrze, że nie dłużej . . . . . . . . . . . . . . Cambridge Newtona i Hawkinga przez czerwone okulary . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Filozofia Wielkiego Zderzacza Hadronów . . . . . . . . . . Sonata Księżycowa i zrozumiałość Wszechświata . . . . . . Granice, które przebiegają wewnątrz . . . . . . . . . . . . . . Dlaczego istnieje wodospad w Moskog? . . . . . . . . . . . .

121 135 141 149 159 169 193 205 215 221 227 233 241 261 269 281 289 299 309 315 321

Nota bibliograficzna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 329


•

O MNIE SIĘ NIE MARTW...

Wyraźnie uchwycił subtelność: nie poddany, lecz podwładny. Cenię go za to, że chwyta aluzje. Dodałem jeszcze, że mimo iż jestem trudnym podwładnym, zawsze starałem się wykonywać to, co mi zlecono.

12 stycznia 1975

W ostatni piątek rozmawiałem z kardynałem Wojtyłą. Ofiarowałem mu najpierw Spotkania z nauką z dedykacją mniej więcej tej treści: „Kiedyś Ksiądz Kardynał wspomniał w rozmowie, że centralnym problemem współczesności nie są nauki ścisłe, lecz człowiek. Dlatego w książce znalazł się rozdział czternasty. Myślę, że jest to książka w równej mierze o człowieku, jak i o stworzonych przez niego naukach”. Przejrzał spis treści.  – Ksiądz, zdaje się, dużo pisze i ma coś do powiedzenia. Odpowiedziałem milczeniem.  – Więc widzę, że ksiądz nie jest w Belgii, skoro jest tu. Przeprosiłem, że stawiam go w kłopotliwej sytuacji. Przyznał, że sytuacja istotnie jest kłopotliwa, że rozmawiał w tej sprawie z moim biskupem, ale niczego nie osiągnął. 19


– Sądzę, że mój biskup ma coś przeciw mnie. Wydaje mi się, że wiem co... – powiedziałem.  – Trudno wnikać w intencje biskupa. Więc jednak rodzaj „biskupiej solidarności”. Przyznałem, że nie jestem łatwym poddanym. Podwładnym – poprawiłem się. Wyraźnie uchwycił subtelność: nie poddany, lecz podwładny. Cenię go za to, że chwyta aluzje. Dodałem jeszcze, że mimo iż jestem trudnym podwładnym, zawsze starałem się wykonywać to, co mi zlecono. Kilka stereotypowych pytań o moje zajęcia. Zwięzłe odpowiedzi. Powiedział, że zależy mu na moim wyjeździe do Belgii. To przecież on wystarał się o te stypendia i jeśli się ich nie wykorzysta, to to mu utrudni na przyszłość. Wspomniałem, że wciąż jeszcze nie mam paszportu, choć mija już pięć miesięcy, od kiedy złożyłem podanie. Dodałem, że jeśli to dla niego drażliwa sytuacja, to niech już więcej w tej sprawie nie działa.  – To bardzo wygodne... – usłyszałem.  – Czemu nie mamy sobie ułatwiać? Przynajmniej, jeśli tak łatwo można. Ja sobie jakoś sam poradzę.  – „O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam...” – zanucił z uśmiechem. * Jakiś czas potem wyjechałem do Belgii. To była moja pierwsza naukowa podróż za granicę.


•

WSZECHŚWIAT W ERICE Ostatecznie doświadczenie rozstrzygnie, jaka estetyka pasuje do rzeczywistości, ale jakże jest ­dobrze przewidzieć z góry wynik doświadczenia! Teoria, której się to uda, złotymi zgłoskami wpisze się do historii nauki.

Erice, maj 1977

Odrzutowiec LOT-u, Tu 134, oderwał się od pasa startowego. Ziemia, jak odwracana stronica z ilustracjami pól i lasów, opadła w dół. Pępowina, którą każdy człowiek jest związany z życiodajną glebą swoich codziennych kłopotów, została przerwana. Uczucie lekkości. Samolot przebija się przez kłęby chmur. Teraz już tylko linia wytyczona na mapie: Me­dio­lan – Reggio di Kalabria – Mesyna – Palermo – Trapa­ni – Eri­ce. W Erice na Sycylii ma odbyć się V Międzynarodowa Szkoła Kosmologii i Grawitacji; jej szczegółowym tematem będzie omówienie różnych teorii grawitacji i porównanie ich przewidywań z wynikami eksperymentów. Pod jednym skrzydłem odrzutowca ukazała się makieta Alp, drugie przecina gęsty błękit włoskiego nieba. Samolot wszedł w zakręt przed lądowaniem w Mediolanie, na lotnisku Malpensa. 21


* Przypuszczam, iż niewielu znalazłoby się takich ludzi, którzy, przejeżdżając przez Rzym, nie zwróciliby większej uwagi na to, że znajdują się w Wiecznym Mieście. Nam się to właśnie zdarzyło. Byliśmy tak zajęci dyskusją na temat globalnych własności czasoprzestrzeni, że Roma Tibur­tina mogłaby być równie dobrze na przykład Kielcami. Napełniliśmy butelki wodą z peronowych kranów i powróciliśmy do problemu zachowania się punktów w nieskończoności po odwzorowaniu konforemnym. Uspokoiliśmy sumienia stwierdzeniem, że wieczorem i tak niewiele dałoby się zobaczyć. Nie bardzo wiedzieliśmy, kiedy pociąg ruszył, wbijając się w ciemność nocy i w głąb włoskiego buta. * Jesteśmy już zmęczeni. Dwadzieścia godzin w pociągu, dwadzieścia pięć od opuszczenia Warszawy. Dawno już wyschły dyskusje kosmologiczne, tak jak butelki po soku pomarańczowym, potem wielokrotnie napełniane wodą, podobnie jak gigantyczne łożyska maleńkich strumyczków, nad którymi przejeżdżamy po stalowych mostach. Ciężkie masywy górskie, ciemnością i szumem tuneli objawiające swoje niezadowolenie, że tor kolejowy miał odwagę odciąć im dostęp do morza. Tu i ówdzie grupki kaktusów. Pogodne plaże wciśnięte między skalne odłamki. I zieleń morza oddychającego falami. Sycylia. * Eryks, syn Wenery, założył miasto. Dedal otoczył je murami. Ale mieszkańcami byli zwykli ludzie. Fragmenty murów sięgają czasów Kartaginy. Tak zwane dziś Castello di Venere było miejscem kultu kolejno fenickiej Astarte, greckiej 22


Afrodyty, rzymskiej Wenus. Z późniejszych czasów pozostały nieźle zachowane fragmenty normańskiego zamku. Miasteczko (liczące obecnie siedmiuset mieszkańców) znajduje się na skale prawie pionowo wznoszącej się siedemset pięćdziesiąt metrów nad poziom morza. Widok jak z samolotu: miasto Trapani portowymi falochronami wbijające się w błękitne wody Morza Tyrreńskiego, w oddali wyspy Egady, czasem chmurka – kłębiasta plama na krajobrazie. Uliczki Erice są zbyt wąskie, by mogło się na nich toczyć bujne włoskie życie. Małe wewnętrzne podwórka, zwane cortiletti, są jakby środkiem zastępczym: tu zbiera się rodzina, spotykają sąsiedzi. Ulice pozostają puste, częściej można na nich zobaczyć przemykające koty niż ludzi. Centrum Kultury Naukowej (Centre of Scientific Culture) im. Ettore Majorana, finansowane między innymi przez włoskie Ministerstwo Oświaty, Regionalny Rząd Sycylijski i Narodową Radę do Badań Naukowych, ocaliło miasto od naturalnej śmierci. Odbywające się tu non stop zjazdy nau­ kowe zapewniają mieszkańcom zarobek, a miastu rację bytu. Ludność – świadoma tego – odpłaca życzliwym „buon giorno” i szerokim uśmiechem. * Międzynarodowe spotkania naukowe miewają różny charakter: uroczyste kongresy z wyborem przewodniczących i uchwalaniem statutów, bardziej kameralne sympozja prezentujące najnowsze osiągnięcia w jakiejś zawężonej dziedzinie i tak zwane szkoły o roboczym profilu, z dłuższymi cyklami wykładów i seminariami, na których przedstawia się „prace własne”. Tematem naszej Szkoły były różne teorie grawitacji. Ogólną teorię względności, stworzoną przez Alberta Einsteina w 1915 roku, nazywa się niekiedy ortodoksyjną teorią 23


grawitacji. Jej przewidywania – w ramach obecnej dokładności pomiarów – są zgodne z wynikami wszystkich eksperymentów. Dla słabych pól grawitacyjnych wzory Einsteinowskie automatycznie przechodzą we wzory klasycznej teorii Newtona. Czy jednak teoria Einsteina jest już ostatnim słowem w sprawie powszechnego ciążenia? A priori trudno się z tym zgodzić. Przede wszystkim nie wiadomo, czy – gdy wzrośnie dokładność pomiarów – ich wyniki będą nadal zgodne z przewidywaniami teorii względności. Mogą się pojawić drobne – ale znaczące – rozbieżności i wtedy trzeba będzie poszukiwać nowej teorii. Tak właśnie stało się w przypadku klasycznej teorii ciążenia, która nie potrafiła wyjaśnić kilku drobnych efektów obserwacyjnych; Einstein musiał uzupełnić Newtona. Kto uzupełni Einsteina? Istnieją także względy estetyczne. Niektórym badaczom nie podobają się tak zwane osobliwości (na przykład stan z nieskończoną gęstością materii na początku ekspansji Wszechświata), które nieuchronnie pojawiają się w teorii względności; inni chcieliby zbudować teorię grawitacji zgodną z pewną ideologią, nazwaną przez Einsteina zasadą Macha. Poglądy estetyczne często bywały inspiracją badań naukowych. Stąd liczne próby uogólnień lub modyfikacji Einsteinowskiej teorii. Ostatecznie doświadczenie rozstrzygnie, jaka estetyka pasuje do rzeczywistości, ale jakże jest dobrze przewidzieć z góry wynik doświadczenia! Teoria, której się to uda, złotymi zgłoskami wpisze się do historii nauki. Cykle wykładów naszej Szkoły wyraźnie dzieliły się na dwie grupy: przedstawianie różnych teorii grawitacji i omawianie eksperymentów zmierzających do wyróżnienia właściwej teorii. Ogólna teoria względności (Einsteinowska teoria grawitacji) odznacza się dużą prostotą i elegancją. Matematyczną strukturę teorii można oczywiście komplikować: otrzymuje się 24


wówczas nowe teorie. Teorie grawitacji z dodatkowymi strukturami omawiali profesor N. Rosen („Rosena bi-metryczna teoria grawitacji”), profesor A. Papapetrou („Bi-metryczne ujęcie ogólnej teorii względności”) oraz doktor D. ­Liebscher („Tredera tetradowa teoria grawitacji”). W fizyce istnieje silna tendencja do jednoczenia. Einstein do końca życia pracował nad stworzeniem teorii, która by była jednocześnie ­teorią ­grawitacji i elektromagnetyzmu (tak zwaną unitarną teorią pola). Profesor P.G. Bergmann i pani M.A. Tonne­ lat doko­nali krytycznego przeglądu dotychczasowych prób (nie uwieńczonych zresztą powodzeniem) stworzenia unitarnej teorii pola. Najnowszą próbą – jeszcze ambitniejszą, bo zmierzającą do zespolenia całej fizyki makroskopowej z fizyką mikroświata – jest tak zwana teoria supergrawitacji. Oma­wiali ją P. van ­Nieuwenhuizen i Y. Neeman. Przyszłość pokaże, na ile trwałe będą sukcesy tej matematycznie rozbudowanej, ale niezwykle eleganckiej teorii. Kilka lat temu Amerykanie, K.S. Thorne, K. Nordtvedt i C.M. Will, opracowali program, zwany skrótowo PPN (parametrized post-Newtonian approximation), mający na celu eksperymentalną weryfikację różnych teorii grawitacji. Podczas Szkoły Nordtvedt i Will przedstawili najnowsze wyniki swoich badań. Tematycznie pokrewne były dwa inne cykle wykładów: R.V. Wagoner omówił niekonwencjonalne możliwości testowania (sprawdzania) teorii grawitacji, a R.D. Reasenberg zreferował doświadczenia wykonane w ramach amerykańskiego programu badania przestrzeni kosmicznej, również mogące potwierdzić lub obalić niektóre teorie. Wyniki doświadczeń są coraz dokładniejsze, błędy pomiarowe maleją. Zakres możliwości zacieśnia się. Żadne z danych nie przeczą ogólnej teorii względności, podczas gdy niektóre jej rywalki są wyraźnie zagrożone. 25


* Grecka świątynia ma w sobie coś z piękna matematyki, z tym że na piękno greckich świątyń czas działa niszcząco, a matematyka nie ulega czasowi, jest zawsze taka sama, wznosząca się swoją harmonią ponad przemijalność materii. Greckie miasto Selinunte legło w gruzach podczas trzęsienia ziemi. Można wspiąć się na zwały ogromnych kolumn i szukać stamtąd horyzontu, który zaciera się gdzieś między błękitem nieba i szafirem morza, albo siedząc na resztkach Akropolu, wsłuchiwać się w mowę kamieni. W Segeście (VI/V wiek przed Chrystusem) zachowała się grecka świątynia prawie w całości. I amfiteatr. Religia i sztuka. Dwie odwieczne potrzeby człowieka. * Wszyscy nazywali go albo Senior Ulisse, albo – między sobą – Grek Zorba. Przedtem pracował w Tunisie, potem kilka lat w Paryżu. „On parle français” – widnieje napis na szyldzie restauracji Ulisse. Były jeszcze trzy inne restauracje, ale tu najchętniej przychodziliśmy na posiłki. Życie towarzyskie na zjazdach naukowych jest prawie tak samo ważne jak prelekcje czy seminaria. Nawiązują się osobiste kontakty, pojawiają się nowe pomysły, projekty wspólnych prac, wzajemne zaproszenia przeradzające się niekiedy w naukowe kontrakty. Przy posiłkach przeważnie gawędziło się o niczym, ale wiadomo, że z błahych rozmów rodzą się najważniejsze rzeczy. Lubiliśmy przebywać u Seniora Ulisse. To był fachowiec, który „wiedział, jak to się robi”. Szybko zorientował się, jakie komu doradzać menu. Zaprosi na tuńczyka, ale tylko wtedy, gdy przyjdzie co najmniej dwudziestu uczestników Szkoły; 26


przygotuje specjalną pizzę, pod warunkiem, że przyjdą wszyscy. A wieczorami grywał na saksofonie i zachęcał do tańca. Nie wiem dlaczego, ale ­wyobrażałem sobie, że tak muszą wyglądać małe knajpki w Pireusie. I chciało się śpiewać Acropolis adieu. * Aż któregoś dnia skończył się zjazd. Z jego uczestnika, debatującego nad strukturą Kosmosu, stałem się zwykłym turystą, który tworzy nie mniej karkołomne od kosmologicznych teorie, próbujące rozwiązać zagadkę, w jaki sposób oszczędzić kilka tysięcy ­lirów (jeden dolar to mniej więcej osiemset siedemdziesiąt lirów), by zwiedzić bodaj parę ciekawych miejsc w kraju Leonarda i Petrarki. * W Galleria degli Uffizi we Florencji znalazłem następujący napis wyskrobany scyzorykiem na drzwiach toalety: „To be is to do” (Descartes) „To be is to be” (Voltaire) „Do be do be do” (Frank Sinatra). Nie jest jeszcze zupełnie źle z naszą epoką, jeżeli mamy umysły zdolne do takiej syntezy! Krzywa Wieża w Pizie jest naprawdę krzywa. Właśnie tu Galileusz odkrył podstawowe prawo mechaniki, a ona stoi jakby wbrew prawom mechaniki. Ze szczytu tej wieży można oglądać katedrę i baptysterium. Dopiero z góry widać urzekające proporcje. Prawie słychać ich muzykę. I wtedy przyszło mi na myśl pytanie, czy te proporcje rzeczywiście są piękne, czy też nasz zmysł piękna wykształcił się na greckich świątyniach i średniowiecznych katedrach. Gdy dołączył do mnie przyjaciel fizyk ze swoją dziewczyną, wypowiedziałem 27


to pytanie głośno. Ona była zdania, że piękno jest a priori, a on – iż to typowe zagadnienie „kury i jajka”. Ale katedra i tak jest piękna. * Sformułowałem sobie kiedyś trzy prawa podróżowania. Pierwsze: choćbyś nie wiem ile rzeczy zapakował do walizki, i tak nie weźmiesz wielu najbardziej potrzebnych. Drugie: choćbyś nie wiem jak przemyśliwał, i tak weźmiesz ze sobą bardzo wiele rzeczy zupełnie zbytecznych. Trzecie: choćbyś nie wiem ile rzeczy wyrzucił z już spakowanej walizki, i tak będzie o wiele za ciężka. Teraz mogę dodać czwarte prawo: choćby cię nie wiem ile podróż kosztowała, choćbyś się nie wiem jak zapożyczył, i tak do domu powrócisz bogatszy. Po raz pierwszy ja odkryłem to prawo, a przede mną wszyscy, którzy kiedykolwiek wyjeżdżali z rodzinnego miasta.


•

MATEMATYKA I INNE KSIĄŻKI

Wyobrażam sobie, że Pan Bóg ma zawsze „wiedzę gotową”: w każdym momencie widzi całość, jest świadom tego, co wie. Ludzkie zdobywanie wiedzy jest cierpieniem, dlatego że człowiek nie ma takiej zdolności. 1 września 1983

Upalny wieczór. Ciężki zbliżającą się jesienią. Przez okno, z sąsiednich mieszkań, dochodzą dźwięki telewizji. Wojenny film, który dawnymi rocznicami ma przydusić nową rocznicę. Manipulowanie historią. Zmęczony intensywną pracą, sięgnąłem dziś po Dialog o dwu najważniejszych układach świata... Galileusza1. Trzeba się przygotować do wiosennego sympozjum, ale przede wszystkim uspokoić umysł czymś łatwiejszym a interesującym. Whitehead uważa, że historia nauki jest jedynym włóknem ludzkiej historii, o którym nie można wątpić, że wznosi   Galileo Galilei, Dialog o dwu najważniejszych układach świata ptolemeuszowym i kopernikowym, tłum. Edward Ligocki, Warszawa 1962.

1

29


się do góry. Przyszło mi to na myśl, gdy w „Dniu pierwszym” Dialogu... podkreślałem ołówkiem kapitalne głupstwa, jakie Galileusz wygłaszał z najgłębszym przekonaniem. Oto dwa, może najbardziej uderzające: „(...) z czego wynika, że nie osiągnie się ruchu kołowego drogą przyrodzoną bez poprzedniego ruchu po linii prostej – ale jeśli ten ruch kołowy raz już został osiągnięty, to trwać będzie wiecznie z jednostajną prędkością”. „(...) staraliśmy się dowieść, dlaczego ruch po linii prostej nie może mieć w ogóle zastosowania w dobrze zorganizowanym wszechświecie”. Myślę, że większość grubych błędów w dziejach nauki brała się stąd, że ludzie zbyt spieszyli się z wyjaśnieniami. Najważniejsze to znać granice swojej wiedzy. A w każdym razie pamiętać, że takie granice istnieją. Bliżej, niż sądzę. Wiem, c z e g o nie wiem. Galileusz, na przykład, nie wiedział, jak bardzo biedny Simplicio miał rację, gdy mówił: „A kto powiedział, że nie można przeprowadzić innych linij (prostopadłych do trzech wzajemnie prostopadłych)?”. Galileusz nazbyt był przywiązany do myślenia w trzech wymiarach. Historia nauki też ma swoje pofałdowania, ale być może rzeczywiście ona jedna ma żelazko, którym z czasem skutecznie te fałdy prasuje. 3 września 1983

Są ludzie, którzy muszą coś sobie udowadniać, zdobywając górskie szczyty od strony przeciwnej niż ta, po której prowadzi wygodna droga. Czy ja, ucząc się matematyki, też coś sobie udowadniam? A jeżeli tak, to czy nie jest to nierozsąd30


ne? Zarozumiałość, która musi przekonywać samą siebie, że ma powody, aby być zarozumiała? A jednak dziś rano, gdy bez większych kłopotów czytałem tekst matematyczny, uważany na ogół za trudny, czułem, że coś sobie udowodniłem. Jeszcze kilka lat temu byłem wobec niego zupełnie bezradny. Matematyka dała mi poczucie spokoju. Mogę ją odłożyć i robić coś zupełnie innego, ale wiem, że jeśli zechcę, to wezmę ją z powrotem do ręki i będę rozumiał. Nie jest już dla mnie zamknięta na klucz. Chociaż wiem także, że nie do końca jest to prawda. Wystarczy odpowiednio trudniejsze przejście i mogę utknąć w nim na dobre. Wiem to tylko teoretycznie. To, że dziś przebrnąłem przez wszystkie „przejścia”, sprawia, iż możliwe trudności są jakby mniej realne. Przy zmaganiach z tekstami niematematycznymi, choćby wymagały wielkiej gimnastyki, nie mam podobnych przeżyć. W matematyce doświadczam czegoś, co naprawdę ode mnie nie zależy, jest obiektywne; to moja logika musi się do tego stosować, a nie odwrotnie. W humanistyce wszystko zależy od mojej pomysłowości. 13 września 1983

Pisanie Teoretycznych podstaw kosmologii jest dla mnie wielką przygodą. Przede wszystkim pozwala wniknąć w piękno matematycznych struktur. Konieczność spisywania, a więc ubierania wszystkich związków w słowa, nie pozwala prześlizgiwać się nad szczegółami; daje obraz dokładny, jakiego zwykle nie osiąga się nawet przy uważnym czytaniu. W sumie tworzy estetyczne przeżycie, podobne do przeżywania dobrej wystawy w muzeum, tylko dla mnie znacznie głębsze. Piękno, ale połączone z logiką, z jej żelaznym obiektywizmem. A więc z prawdą... 31


Ale nie tylko na tym polega moja przygoda. Mam ogólny plan książki, lecz już od pierwszych rozdziałów jest on automatycznie naginany do wewnętrznej logiki tego, co piszę. I to jakby niezależnie ode mnie. Piszę jakiś rozdział, jestem skoncentrowany na nim. Tylko na nim. Pisanie matematyki wymaga absolutnej koncentracji na tym, co się robi. Dalszy ciąg czy plan całości pojawiają się tylko mgliście, gdzieś na brzegach świadomego pola uwagi i to prawie wyłącznie w chwilach odrywania się od pisania. Aż nagle, właśnie wówczas gdy pracuję, zupełnie nieoczekiwanie wiem, co m u s i b y ć w następnym rozdziale. Następny rozdział wynika z logiki poprzednich. Potem, kiedy kończę ten rozdział, zabieram się g ł a d k o do następnego, jakbym już od dawna miał do niego przygotowane wszystkie materiały. W ten sposób, niezauważalnie, książka zmienia swoje oblicze. Dziś zaczynam czwarty rozdział. Nigdy przedtem nie przypuszczałem, że aż tyle miejsca poświęcę geometrii czasoprzestrzeni i teorii grawitacji. Sądziłem, że już w trzecim rozdziale przejdę wprost do kosmologii. Teraz wiem, że nie stanie się to wcześniej niż w rozdziale szóstym. 14 września 1986

Wyobrażam sobie, że Pan Bóg ma zawsze „wiedzę gotową”: w każdym momencie widzi całość, jest świadom tego, co wie. Ludzkie zdobywanie wiedzy jest cierpieniem, dlatego że człowiek nie ma takiej zdolności. W każdej chwili można „widzieć” tylko jedno – to, co akurat znajduje się w polu świadomości. Myślimy linio­wo, świadomość skupia się na małym obszarze, podobnym do punktu, i przesuwa się wzdłuż jednowymiarowej linii czasu. Działa zapominanie. Setki godzin nauki, dzie32


siątki i dziesiątki przeczytanych książek... wszystko to przechodzi przez pole świadomości i znika nie wiadomo gdzie. Owszem, czuję, że mam pewien zasób wiedzy, którym mogę jakoś dysponować, ale boleśnie odczuwam jego ograniczoność. A jednak niezupełnie tak jest. Wiedza z takim trudem gromadzona nie znika całkiem. Jej część jakoś się magazynuje. Piszę teraz książkę o ewolucji (z Józkiem Życińskim). Wydaje mi się, że mam na ten temat do powiedzenia coś, na co niewielu autorów dotychczas zwróciło uwagę. Myślę nad drugim rozdziałem. Nawet nie systematycznie – chodzę z nim na spacer, zastanawiam się w wolnych chwilach, czasem coś zanotuję na skrawku papieru. Tak mijają dni, w czasie których robię wiele innych rzeczy. Aż któregoś dnia siadam i piszę, praktycznie „z głowy”. Rzadko zaglądam do książek, zwykle po to, by sprawdzić jakiś szczegół. Na ogół zresztą wiem, w której książce ten szczegół się znajduje. Niekiedy dziwię się, że ja to „wiem”. Jak to jest, że przez tyle czasu „nie wiedziałem”, a teraz „wiem”? Czyli musiałem wiedzieć przez cały czas, tylko jakoś zapomniałem, że wiem. Gdyby tak można było zawsze mieć w polu świadomości wszystko, co się wie, i mieć jeszcze miejsce na zwykłe, codzienne wrażenia... Byłaby to niesamowita przyjemność. Gdyby jeszcze łączyła się z tym zdolność widzenia logicznych związków pomiędzy różnymi „częściami wiedzy” i wyciągania dalszych wniosków z już posiadanych przesłanek... A może tak właśnie wygląda wieczność? 6 października 1986

Kończę czytać Joyce’a A Portrait of the Artist as a Young Man. Z pewnością dużo elementów autobiograficznych. Lektura jakoś mnie fascynowała, chociaż w miarę jej postępu pojawiało 33


się coraz więcej udziwnień. Autor wielką wagę przywiązuje do „słowa”. Dźwięki, a także zapachy odgrywają dużą rolę w opisach. Rozmowy pomiędzy studentami, pod koniec książki, wydawały mi się nieco naiwne lub sztuczne. Tak starsi wyobrażają sobie rozmowy młodych. Uderza mnie obcość (dla mnie) psychiki Joyce’a. Życie ­odczuciem – przeważnie odczuciem chwili, nastawienie na odbie­ranie wrażeń. Z zupełnym pominięciem elementu racjonalności. Tak przynajmniej wynika z Portretu artysty... Wydaje się, jakby erudycja (cytowanie pisarzy i poetów) zastępowała mądrość. Jest mi to obce. Odczuwanie jest piękne, jest wartością, nadaje naszemu życiu głębię „dotykania istnienia”, ale uczucie nie kontrolowane rozsądkiem staje się niebezpieczną siłą. Inna lektura: Alexandre Koyré, Études newtoniennes. Przeżyłem z tą książką piękne chwile. Nauka nie podręcznikowa: czysta, wyprana z ludzkich pasji, lecz pokazana tak, jak naprawdę powstawała. Jest tu zazdrość, konkurencja, daremny wysiłek, ale rozumowe poszukiwanie dominuje nad wszystkim. Wyniki powoli, z trudem, jednak się pojawiają. Dobra odtrutka po Joysie. Ponadto lektura Koyrégo nasunęła mi myśli dotyczące pewnych metodologiczno-filozoficznych zagadnień. Narastały one w trakcie czytania, które trwało parę tygodni (w przerwach między innymi zajęciami). W zeszłym tygodniu siadłem do pisania. Kilka dni w transie. Pisało mi się dość łatwo i jakby w pośpiechu (choć starałem się „zwalniać”). W ciągu kilku popołudni (rano pracowałem nad książką matematyczną) powstał artykuł Matematyka i wyobraźnia w teorii grawitacji. Po napisaniu jeszcze go nie czytałem. W trakcie pisania wydawał mi się interesujący i dość ważny. Teraz nie mam do niego stosunku. Za parę dni przeczytam go krytycznie.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Michał Heller, "Podróże z filozofią w tle" by SIW Znak - Issuu