Skip to main content

Peggy Guggenheim. Życie uzależnione od sztuki

Page 1

ANTON GILL

PE G G Y

GUGGENHEIM ŻYCIE UZALEŻNIONE OD SZTUKI


ANTON GILL

PEGG Y

GUGGENHEIM TŁUMACZENIE MARIUSZ FEREK

KRAKÓW 2022


Tytuł oryginału Peggy Guggenheim: The Life of an Art Addict Copyright © Anton Gill 2001 Copyright © for the translation by Mariusz Ferek Projekt okładki i stron tytułowych Anna Pol-Pawrowska Fotografia na okładce © David Seymour – Magnum Photos / FORUM Weryfikacja zwrotów francuskojęzycznych Magdalena Jakubik Redaktor nabywający Artur Wiśniewski Redaktorka prowadząca Dominika Ziemba Adiustacja Agata Wawrzaszek i Anna Skowrońska / cała jaskrawość Korekta Sylwia Kordylas-Niedziółka i Anna Skowrońska / cała jaskrawość Łamanie cała jaskrawość,

www.calajaskrawosc.pl

ISBN 978-83-240-7479-2 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I (Znak), Kraków 2022 Druk: OZGraf


Rozdział VII

Paryż

Ta pierwsza podróż była czymś w rodzaju przechodzenia przez kałużę w nowych pantofelkach. Peggy nie jest całkiem szczera, kiedy powiada, że nie wróci do Stanów przez dwadzieścia jeden lat. Co ważniejsze, bez względu na to, czy spotkanie z Georgią O’Keeffe rozpaliło w niej zainteresowanie sztuką nowoczesną czy nie, pragnienie pogłębienia wiedzy o malarstwie już w Peggy dojrzało. Popłynęła z matką i Valerie do Liverpoolu. Stąd wyruszyły do Krainy Jezior, potem objechały Szkocję i Anglię, nim „zaliczyły” zamki nad Loarą. Kiedy przybyły do Paryża, Florette czuła się wyczerpana i prawie szczęśliwa, że może osiąść w Crillon, wówczas tak samo jak i dzisiaj jednym z najdroższych hoteli w Paryżu, położonym z dala od lewego brzegu Sekwany. Peggy dość szybko odkryła w sobie pasję do podróżowania i nowych doświadczeń, jakie się z tym wiązały. Valerie, wtedy już doświadczona podróżniczka, przejawiała identyczny entuzjazm i poprowadziła ją przez Belgię i Holandię, potem do Włoch i Hiszpanii. W latach 1920–1921 zaliczały się do awangardy: Europa leżała przed nimi niezepsuta i niepoznana.


92 | Europa

Przede wszystkim oglądały sztukę. Tak jak czuła się dobrze wśród ludzi, którzy odwiedzali Sunwise Turn, tak teraz czuła się w Europie jak u siebie, na lądzie swoich dziadków, który lubiła jako dziecko, i po czterech latach separacji spowodowanej wojną, stwierdziła, że go uwielbia. „Wkrótce dowiedziałam się, gdzie w Europie można zobaczyć każdy poszczególny obraz, i potrafiłam tam dotrzeć, nawet jeżeli musiałam poświęcić wiele godzin na podróż do jakiegoś prowincjonalnego miasteczka, by zobaczyć tylko ten jeden”. Valerie może i była cennym cicerone, ale w sprawach sztuki niewątpliwie ważniejsza była inna postać. Armand Lowengard, siostrzeniec sir Josepha Duveena. (Duveen, później uhonorowany tytułem lorda, był znanym handlarzem sztuki i przyjacielem angielskiej odnogi rodziny Seligmanów. Jego nazwisko zostało utrwalone w galeriach Duveena British Museum, darowiźnie dla tej instytucji, które mieszczą również marmury Elgina pochodzące z Partenonu). Armand był wielkim miłośnikiem malarstwa włoskiego epoki renesansu, ale kiedy spotkali się we Francji, powiedział Peggy, że ona nigdy nie będzie w stanie zrozumieć dzieła historyka sztuki Bernharda Berensona. Tym ją rozgniewał: „Natychmiast kupiłam i przetrawiłam siedmiotomową pracę tego wybitnego krytyka”. Przeczytała o tym, czego można doszukiwać się w malarstwie – namacalnych wartości, kompozycji przestrzennej, dynamiki i barwy – przyswoiła sobie te lekcje i starała się robić z nich praktyczny użytek. Jakiś czas później zetknęła się osobiście z tym wielkim człowiekiem, który był przerażony sztuką nowoczesną (chociaż odnotował gobelinową jakość w pracach Jacksona Pollocka), i była w stanie delikatnie się z nim przekomarzać. Bez wątpienia Peggy była szczera w swoim zapale do nauki, ale też całkiem nieźle sobie radziła z autokreacją. Kto widział jej wcale należycie wykorzystywaną bibliotekę, którą zostawiła po śmierci, może stwierdzić, że przeczytała wszystkich znaczących historyków sztuki i krytyków swoich czasów, lecz na równi z malarstwem zaczęła interesować się seksem. Najwidoczniej było jej aż nadto dla Armanda: „Moja witalność niemal go zabiła i chociaż był mną zafascynowany, w końcu mnie porzucił, bo po prostu było mnie dla niego za wiele”. W Paryżu istniały inne rozrywki i przynajmniej jeszcze jeden chłopak. Peggy wspomina kogoś o imieniu Pierre, który był „jakimś tam kuzynem mojej matki”. Kimkolwiek był, chełpi się, że pocałowała go tego samego dnia, kiedy pocałowała Armanda, po czym okazuje naiwne poczucie winy, że była taka śmiała. Istniały domy mody do odkrycia i zabawy z rosyjską przyjaciółką, którą niedawno poznała,


Paryż | 93

Firą Benenson. Peggy brała lekcje rosyjskiego, zatem Fira nie mogła mieć przed nią sekretów, ale nie posunęła się zbyt daleko. Były u Lanvina, Molyneux, Poireta, ubierały się zabójczo i rywalizowały w kolekcjonowaniu ofert małżeńskich. Ale uczestniczyły też w „grzecznych”, konwencjonalnych spotkaniach zamożnych dziewcząt w hotelu Crillon pod troskliwym okiem Florette. Jeśli chodzi o zainteresowanie Peggy sztuką, to nie istniał żaden problem. Żona wuja Solomona, ciotka Irene (kuzynka Valerie), kolekcjonowała dzieła starych mistrzów i miała dość dobre oko. Ta sympatyczna idylla, która trwała przez większą część dziewięciu miesięcy, została przerwana przez konieczność szybkiego powrotu do domu i udział w uroczystości ślubnej Hazel, młodszej siostry Peggy. Hazel wychodziła za mąż w odpowiednim „towarzystwie”: Sigmund M. Kempner zaliczał się do wybitnych absolwentów Harvardu, a Florette prawdopodobnie odetchnęła z ulgą, widząc swoją niezależną córkę w bezpiecznych więzach małżeństwa. Peggy nadal była pewną niewiadomą, lecz przy odrobinie szczęścia wkrótce mogła pójść śladem siostry. Tymczasem Benita nie była w stanie wydać na świat spadkobiercy, co przy jej delikatnym organizmie stanowiło prawdziwe zmartwienie. Wesele Hazel odbyło się w hotelu Ritz-Carlton w Nowym Jorku na początku czerwca 1921 roku. Małżeństwo przetrwało rok i było pierwszym z siedmiu. Na razie jednak Florette nie miała powodu do niezadowolenia. Wróciwszy do Nowego Jorku, Peggy odnowiła niektóre stare znajomości, między innymi z Fleischmanami. Leon zrezygnował z Boni and Liveright i para doczekała się dziecka. Nie mieli pieniędzy ani żadnego pomysłu, co począć w najbliższej przyszłości, zatem gdy Peggy zasugerowała, aby przyłączyli się do niej, bo zamierzała wrócić do Paryża, chętnie przystali na jej propozycję. Peggy nie mogła się doczekać powrotu. W Europie, zwłaszcza w Paryżu, nie napotkała nic ze sztywności, nic z antysemityzmu, z którym obcowała w domu. To prawda, że nie zaczęła wieść vie bohème, lecz Fleischmanowie mieli być dla niej bardziej pobudzającymi towarzyszami niż matka czy nawet jej dalsza kuzynka. Wszakże ani Florette, ani Valerie nie pozostały w Stanach, gdy Peggy wróciła do Paryża, zmienił się jedynie hotel – zamiast w hotelu Crillon zamieszkały teraz w Plaza-Athénée. Sam Paryż zmieniał się szybko. Amerykanie pokolenia Peggy tworzyli kolonie na Montparnasse, gdzie czynsze były niskie, a niedaleko, przy rue Jacob, na północ od bulwaru Saint-Germain znajdował się hotel Jacob. Jak widzieliśmy, przybysze z 1921 roku nadal pozostawali w awangardzie. Siły lądowe Stanów Zjednoczonych


94 | Europa

brały aktywny udział w działaniach zbrojnych jedynie przez ostatnie cztery czy pięć miesięcy wojny. Traumatycznych strat, jakich w ciągu czterech lat wojny doznały Wielka Brytania, Francja i Niemcy, nie doświadczyli Amerykanie, którzy przybyli do Starego Świata zamożniejsi, bardziej świeży i niewinni niż ludzie, których tam zastali. Kierowali się większą ciekawością świata, nauczyli się też być bardziej kosmopolityczni, pozbywać się uprzedzeń i porzucać obawę przed nieznanym. Zetknęli się z artystycznymi wpływami, które stanowiły wprawdzie część ich dziedzictwa, ale ze względu na odległość nie mieli z nimi bezpośredniego kontaktu. Stany Zjednoczone, mające w 1920 roku już ponad 140 lat, były dostatecznie pewne siebie, by zacząć tropić swoje korzenie. To właśnie ludzie urodzeni około roku 1900 mieli się tym zająć, odrzucając zarazem mieszczańskie i materialistyczne wartości swoich rodziców. Wyrażając to bardziej prozaicznie, mogli żyć naprawdę bardzo dobrze za kilka dolarów i, inaczej niż w domu, wypić porządnego drinka bez narażania na szwank wątroby po spożyciu pędzonego nielegalnie dżinu. Wielu z nich żyło ze środków otrzymywanych od tych samych rodziców, których „odrzucili”. Wydarzenia wojenne wstrząsnęły wieloma poglądami od podstaw. Już nikt nie mógł powiedzieć, że „historia jest ucieczką”, albo ślepo wierzyć w postęp naukowy. Kwiat młodych Europejczyków zginął na wojnie. Pojawiła się fala zainteresowania mistycyzmem. Modna stałą się teozofia, która wiedzie w stronę buddyzmu w próbie syntezy ludzkich aspiracji z potężniejszymi siłami natury i istotą wyższą, oraz teorie uniwersalnego braterstwa propagowane już w dziewiętnastym wieku przez Helenę Bławatską, a później przez Annie Besant i sir Francisa Younghusbanda. Brâncuşi, Kandinsky i Mondrian wyznawali idee teozoficzne; wśród modernistycznych artystów niewielu było praktykujących chrześcijan. Besant ogłosiła, że Hindus Jiddu Krishnamurti jest nowym zbawicielem, i przez czas jakiś miał długi orszak naśladowców. Tacy szarlatani jak Iwan Gurdżijew i Raymond Duncan (brat Isadory) działali z powodzeniem, gdy zaczęła się przyjmować idea komun i powrotu do prostego życia. W Stanach Zjednoczonych spirytualizm stał się tak modny, że Harry Houdini zrobił drugą karierę, pokazując fałszywe media. Ruch dadaistyczny, który zrodził się w Zurychu podczas wojny, przedrzeźniał i kwestionował wszystko, ale stary porządek był jego szczególnym celem. Istniały też inne znaczące czynniki. W Rosji wybuchła rewolucja komunistyczna, a w 1913 roku ukazało się w angielskim przekładzie Objaśnienie marzeń sennych Freuda, praca, która miała znaczący wpływ na surrealistów.


Paryż | 95

Pojęcie „stracone pokolenie”, które odnosiło się do młodych, powojennych amerykańskich emigrantów w Europie, do których wkrótce Peggy miała przylgnąć, pochodzi z obraźliwej uwagi Gertrude Stein skierowanej do Hemingwaya, kiedy on, malarz André Masson i poeta Evan Shipman przybyli późno i pili alkohol na jednym z jej salonów. Zgodnie z tym, co Masson i Shipman opowiedzieli później Matthew Josephsonowi, Stein miała powiedzieć: Vous êtes tous une génération fichue (Wszyscy jesteście straconym pokoleniem). Stein zaczerpnęła to wyrażenie od jednego z mechaników z warsztatu samochodowego, który użył go, by opisać swoich uczniów. Stein znacznie wyprzedziła powojennych émigrés, a jako patronka malarzy szybko się zaprzyjaźniła z wieloma z nich, w tym z Picassem, Matisse’em, Massonem, Picabią, Cocteau i Duchampem. Wśród innych przedwojennych przybyszy znaleźli się: Ezra Pound, T.S. Eliot, Hilda Doolittle („HD”) i Robert Frost. W Anglii Eliot integruje się bez reszty, potem się naturalizuje, ale kilkoro innych odcina więzi z krajem pochodzenia. Amerykanie, którzy przybyli en masse po wojnie, trzymali się razem. Grupie z prawego brzegu przewodził F. Scott Fitzgerald, podczas gdy lewy brzeg przyciągnął uboższych artystów i pisarzy. Zgodnie z wszelką logiką Peggy powinna zaliczać się do pierwszej grupy, lecz na szczęście dla niej los zrządził inaczej. Istniały jeszcze dwie inne grupy Amerykanów: stara, ustabilizowana społeczność zamożnych patrycjuszy, do której należała matka Laurence’a Vaila, oraz przypadkowi turyści, którzy szybko wypełniali wszystkie restauracje znalezione w przewodniku. W pierwszym szeregu powojennych imigrantów byli John Dos Passos, E.E. Cummings (potem „e.e. cummings”) i Hemingway; cała trójka pracowała podczas wojny jako sanitariusze ochotnicy. Sanitariusze cieszyli się większą wolnością niż zwykli żołnierze i mieli więcej kontaktów z miejscową ludnością. Dos Passos nawiązał kontakty z francuskimi pisarzami, chociaż Cummings akurat nie, mimo że płynnie mówił po francusku. Pisarz i krytyk Malcolm Cowley, piszący samotnie w Montpellier rozprawę o Racinie, również zdołał przerzucić most nad przepaścią, tak jak to uczynił Matthew Josephson, który zaprzyjaźnił się z liczną grupą pisarzy i artystów z Jules’em Romains, Tristanem Tzarą i Louisem Aragonem. Występowały pewne relacje wzajemne: Aragon i jego przyjaciel, poeta Philippe Soupault, studiowali anglistykę, uwielbiali Amerykę, czytali tanie powieści z Nickiem Carterem, na jakie tylko natrafili, i byli wiernymi fanami Charliego Chaplina. Spokojne ulice i mroczne bary, które przed wojną rejestrował pionier fotografii Eugène Atget, ustępowały hałaśliwym arteriom i głośnym kafeteriom. Robotnicze


96 | Europa

cafés, takie jak Dôme, szybko stały się stylowymi miejscami spotkań młodych amerykańskich pijaków; lecz urok starego Paryża nie zginął przez jedną noc. John Glassco, który mieszkał w okolicy rue Broca, napisał: „na rue de la Glacière spotkałem mężczyznę pędzącego całe stado kóz, obwieszczającego graniem na małym flecie, że sprzedaje mleko owcze prosto z wymienia”. W Ruchomym święcie Hemingway wspomina podobną scenę, kiedy w 1921 roku mieszkał na rue Cardinal Lemoine: „Pasterz kóz nadchodził ulicą, dmuchając w fujarkę; kobieta, która mieszkała piętro wyżej, wyszła na chodnik z dużym rondlem. Pasterz wybrał jedną z większych mlecznych, czarnych kóz o dużych wymionach i wydoił ją wprost do rondla, podczas gdy jego pies zagonił resztę na chodnik”. W powieści Słońce też wschodzi Hemingway ubolewa, jak wiele się zmieniło przez ostatnie cztery lata: „Jedliśmy obiad w restauracji madame Lecomte na drugim krańcu wyspy. Było tam pełno Amerykanów. Musieliśmy stać i czekać na wolne miejsce. Ktoś umieścił tę ciekawą restaurację na liście American Woman’s Club jako jeszcze niepoznaną przez Amerykanów, przez co musieliśmy czekać czterdzieści pięć minut na stolik”. Gdzieś w Ruchomym święcie odnotowuje cierpko, że starsi kelnerzy w Closerie des Lilas, Jean i André, musieli zgolić swoje opadające na boki wąsy i wdziać białe, „amerykańskie” marynarki, aby obsługiwać nową klientelę. Zaledwie kilkaset metrów dalej przy boulevard du Montparnasse otwarto olśniewającą La Coupole, Amerykanie tłoczyli się do Le Sélect i La Rotonde, coś trzeba było z tym zrobić, by odświeżyć wizerunek Lilas. Na bulwarze Saint-Germain nadal istnieją kafejki Flore i Les Deux Magots, jedna obok drugiej, gdzie zarówno Francuzom, jak i turystom podaje się drogi, ale dobry koniak, przy czym Deux Magots miały przewagę nad bardziej obskurnym Flore. Jednakże wiele innych barów, w których wkrótce miała bywać Peggy – w okolicach miejsca będącego obecnie placem Pabla Picassa, skrzyżowania boulevard du Montparnasse i boulevard Raspail – albo już znikło, albo zmieniło się nie do poznania. Dôme jest drogą restauracją rybną, chociaż zachował się tam bar. Le Sélect i La Rotonde nadal mają podejrzany urok, podczas gdy La Coupole to niezmiennie wspaniały przykład art déco. Falstaff obecnie jest tanią restauracją, a Le Jockey i Le Dingo zniknęły. W latach dwudziestych tutaj znajdowało się centrum bohemy dla amerykańskich emigrantów w Paryżu, i miejsce to ciągle czekało na Peggy. Leon i Helen Fleischmanowie nawiązali zażyłe stosunki z Laurence’em Vailem, przebywającym znowu w Paryżu, z którym za ich pośrednictwem Peggy ponownie się zetknęła. Laurence był oryginałem. Na fotografiach sprawia wrażenie osoby


Paryż | 97

wybuchowej i zasadniczej, chociaż ci, którzy go dobrze znali, przepadali za nim, wielu sądzi, że jako artysta niezbyt wysoko się cenił. Stosownie do współczesnych standardów wyglądał na słabego fizycznie, był jednak znakomitym narciarzem i alpinistą. Zgodnie z ówczesnym stylem nosił długie blond włosy i unikał kapelusza. Ubierał się ekstrawagancko, na przykład kupował materiał na zasłony albo obicia mebli z nadrukowaną Statuą Wolności, aby uszyć z niego koszule. Nosił żółte i niebieskie spodnie z płótna albo sztruksu, białe płaszcze lub marynarki we wszystkich kolorach tęczy. Ponieważ miał szpotawe stopy, wolał chodzić w sandałach niż w innych butach, ale okropnie marudził podczas kupowania każdego obuwia, aż Peggy podejrzewała go o jakiś łagodny kompleks. Vail był mężczyzną przystojnym mimo dużego, orlego nosa, miał gwałtowną, dziecięcą osobowość, która odsuwała w cień jego lepsze cechy. Starszy od Peggy o siedem lat, urodził się w Paryżu. Jego matka, Gertrude Mauran, pochodziła z zamożnej rodziny z Nowej Anglii i pod każdym względem była córą amerykańskiej rewolucji. Ojciec, Eugene, był owocem miłości ojca pochodzącego z Nowego Jorku i matki Bretonki, z zawodu całkiem niezłej malarki, specjalizującej się w pejzażach (zwłaszcza weneckich i bretońskich). Po matce Laurence odziedziczył miłość do gór. Zaliczała się do pierwszych kobiet, które wspięły się na Mont Blanc, i od najmłodszych lat zachęcała syna do górskich wspinaczek. Po ojcu odziedziczył mniej atrakcyjne cechy zaawansowanej nerwicy i egotyzm manifestujący się napadami złości, gdy się orientował, że nie na nim koncentruje się zainteresowanie otoczenia. Eugene Vail był także hipochondrykiem z silnymi skłonnościami samobójczymi. Również po ojcu Laurence odziedziczył artystyczną wrażliwość i poczucie humoru, które rzadko miało okazję ujawnić się w całej pełni. Skoro wspomniano już o ekscentryzmie rodziny Peggy, należy choćby wspomnieć tutaj o wuju Laurence’a, George’u, bracie Eugene’a. George był wielkim aficionado, amatorem, jazdy na wrotkach. Wrotki były wtedy w użyciu od ponad stu lat, ale wraz z wprowadzeniem łożysk kulkowych w latach dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku ich sprawność bardzo się podniosła i można było jeździć na nich znacznie szybciej niż poprzednio. George rozpędzał się, czepiając się ciężarówek, i w taki właśnie sposób stracił życie w wieku lat sześćdziesięciu kilku. Poza tym uwielbiał kobiety i prowadził album z kolekcją owłosienia łonowego swoich kochanek. Ani matka – chłodna i dominująca, ani ojciec – obsesyjnie zaabsorbowany sobą, nie mieli wiele czasu dla Laurence’a i jego siostry Clotilde, w konsekwencji


98 | Europa

dzieci bardzo się do siebie zbliżyły. Choć pogłoski o kazirodztwie nie mają podstaw, ich związek zainspirował Williama Carlosa Williamsa do napisania w 1928 roku powieści A Voyage to Pagany, w której Evans, amerykański lekarz i pisarz, wraca do Paryża, aby spotkać się z siostrą, piosenkarką (Clotilde przez pewien czas starała się zaistnieć jako aktorka i piosenkarka). […] różniąc się [fizycznie] jak to brat i siostra, dorastali wspólnie w wielkiej intymności niczym jedno dziecko. Dzielili ze sobą wszystko […] Tym, co ich

najbardziej spajało, był całkowity brak skrępowania – bliskość, która w takim stopniu nie łączyła ich z nikim innym.

W innym miejscu książki drugoplanowa postać, pisarz Jack Murry, została scharakteryzowana na podstawie cech Laurence’a: Zdecydowany, marsowa twarz o wydatnych wargach, dolna szczęka nieco wy-

stająca do przodu, zimne niebieskie oczy; zakrzywiony ku dołowi, nieco ha-

czykowaty nos, gibki, atletycznej budowy […] [Evans] kochał swojego młodszego przyjaciela za bezkompromisowe spojrzenie na życie. Często, kiedy Jack

niszczył sytuacje i ludzi jednym szczeknięciem, Evans uśmiechał się do siebie, reagując na takie grubiaństwo, na bezwzględność, z jaką niweczył tyle dobrego.

Zarówno Eugene, jak i Gertrude mieli osobiste pieniądze, chociaż Gertrude z przychodem w wysokości 10 tysięcy dolarów rocznie była znacząco zamożniejsza z nich dwojga. Z tego opłacała mężowi szpital i rachunki za konsultacje medyczne (do tej pory zdążył już roztrwonić ojcowiznę na tego rodzaju rzeczy), ponadto wypłacała Laurence’owi niewielką pensję, około 1200 dolarów rocznie – wystarczającą, aby żyć bez pracy i uchodzić za zamożnego w porównaniu z artystami, z którymi był związany. To plus wielkie zamiłowanie do butelki wyjaśniało, dlaczego Laurence nigdy nie eksploatował w pełni swoich artystycznych talentów. Zarazem dar żartobliwej samoświadomości przebija z jego pism i zarejestrowanych oświadczeń. „Zażywam swoje lekarstwo – napisał w powieści autobiograficznej Murder! Murder! – połykam bez mrugnięcia szklaneczkę importowanej nowojorskiej whiskey, żołądek uspokaja się, reaguje mężnie. I nagle wiem, że mam w sobie jakąś moc czynienia rzeczy wielkich. Ale jakich? Jakich?” Jego zięć, Ralph Rumney, który był także przyjacielem, zauważył, że według niego Laurence nigdy nie robił tego, co


Paryż | 99

powinien robić artysta i człowiek. Peggy przyznała lojalnie, że Laurence „zawsze sypał pomysłami. Miał ich tak wiele, że nigdy ich nie urzeczywistniał, bo zawsze pociągały go inne”. Peggy i Laurence spotkali się ponownie na przyjęciu wydanym przez Fleischmanów. W tym czasie zdążył wypracować sobie opinię raczej miernego artysty i pisarza, za to prawdziwego dandysa i hulaki. Miał ogromne powodzenie u kobiet i kiedy Peggy ponownie spotkała go w Paryżu, właśnie był na półmetku romansu z Helen Fleischman. Był to romans, do którego zachęcał jej mąż Leon, ponieważ podniecała go myśl o czymś takim, a Helen ostrzegła Laurence’a, aby nie flirtował z Peggy – z obawy przed urażeniem Leona. Być może uświadomiła sobie, że Peggy spodobała się także jemu. Ciemnobrązowe włosy Peggy, krótko obcięte, układały się w fale, z przedziałkiem pośrodku. Jej jasnoniebieskie oczy wydawały się zamyślone, inteligentne. Była młoda i bardzo ładna mimo nosa, który jeszcze aż tak bardzo nie zbrzydł, i miała piękne ciało o długich kończynach. Była czarująco naiwna, ale zapalona do nauki i miała roczne dochody dwakroć większe niż matka Laurence’a. Peggy widziała w Laurensie nie tylko artystę, przystojnego i czarującego mężczyznę, lecz także ucieleśnienie kosmopolitycznego wyrafinowania, które podziwiała. Znał Paryż z przeszłości. Dobrze orientował się w sztuce i miał przyjaciół w świecie artystów nowoczesnych Nie był niedoświadczonym młodzieńcem pochodzącym z jej środowiska, jego świata zaś prawie nic nie łączyło z żydowskim Nowym Jorkiem. Takiego nauczyciela szukała. Nawiązali zażyłe stosunki podczas obiadu. Laurence nie miał zobowiązań wobec innych kobiet i był całkowicie świadom przygodnego charakteru związku z Helen. Kilka dni później Laurence zadzwonił do hotelu Plaza-Athénée, gdzie mieszkała Peggy wraz z matką i Valerie, i zaprosił ją na spacer. Laurence w wieku trzydziestu lat nadal mieszkał z siostrą i rodzicami w dużym mieszkaniu niedaleko Bois de Boulogne. Peggy włożyła na randkę kostium „obszyty futrem z norki syberyjskiej”, najcenniejszym rodzajem norki, pragnąc zareklamować swoje uroki materialne. Ona i Laurence przeszli Champs-Élysées do Arc de Triomphe, stamtąd zaś wzdłuż Sekwany. W najzwyklejszym bistro, do którego wstąpili, aby się czegoś napić podczas bardzo długiej przechadzki, Peggy zamówiła porto flip, koktajl, który nie zdziwiłby bywalca hotelu Plaza, ale który w 1921 roku jeszcze nie dotarł na lewy brzeg. Peggy miała jednak głowę zaprzątniętą czymś innym, wcale nie postrzegała Laurence’a po prostu jako nauczyciela sztuki. W innym pominiętym fragmencie autobiografii z 1960 roku Peggy wspomina otwarcie:


100 | Europa

W tym czasie bardzo się martwiłam moim dziewictwem. Miałam dwadzieścia trzy lata i uważałam to za uciążliwe. Wszyscy moi chłopcy byli skłonni mnie

poślubić, ale byli przy tym tacy porządni, że wcale nie chcieli mnie zgwałcić.

Miałam kolekcję fotografii przedstawiających freski z Pompei, ludzi kochających się w rozmaitych pozycjach. Oczywiście byłam bardzo ciekawa i sama

chciałam wypróbować je wszystkie. Wkrótce tak się złożyło, iż mogłam do tego celu wykorzystać Laurence’a.

Laurence nie znał myśli Peggy, ale zamierzając zabiegać o jej względy, postanowił wyprowadzić się od rodziców i znaleźć sobie samodzielne mieszkanie. Przedstawił Peggy swój plan, a ona natychmiast zasugerowała, że wprowadzi się do niego i wspólnie opłacą czynsz. Oparłszy się tej propozycji – nawet w postępowych i liberalnych latach dwudziestych Peggy była zbyt szybka jak na jego gust – wynajął pokój w hotelu przy rue de Verneuil, między Sekwaną a bulwarem Saint-Germain, oddalonym tylko o jedną przecznicę od zaanektowanej przez artystów rue de Lille. Nie chcąc jednak stracić inicjatywy, wkrótce odwiedził Peggy w jej pokoju w hotelu Plaza-Athénée, dobierając porę, kiedy jej matka, która miała swój pokój po sąsiedzku, wyszła z Valerie do miasta. Laurence skorzystał z sytuacji i natychmiast zabrał się do rzeczy, lecz mimo wszystko zdumiał się, że tak szybko zdobył przychylność Peggy. Powstrzymała go jednak, twierdząc, że jej matka może wrócić w każdej chwili i przeszkodzić im. Zasugerował, żeby spotkali się kiedyś w jego hotelu, ale natychmiast zaparło mu dech, kiedy Peggy bez chwili zastanowienia chwyciła za kapelusz. Potem zauważyła beznamiętnie, że jej zdaniem Laurence nie przewidywał, iż wszystko potoczy się tak szybko. Laurence został zaskoczony i przyciśnięty do muru, oboje to wiedzieli. Nie pierwszy i nie ostatni zresztą raz, co w przyszłości stanie się przyczyną wielu gwałtownych kłótni. Cóż mógł innego uczynić Laurence, jak nie ulec? Koniec końców on wykonał pierwszy ruch. Zatem spełniło się jej życzenie, straciła dziewictwo, i to dokładnie w taki sposób, w jaki chciała. Peggy jak zwykle wskoczyła w to obiema nogami: „Wydaje mi się, że Laurence nie miał lekko, bo zażyczyłam sobie wszystkiego, co widziałam na pompejańskich freskach. Wróciłam do domu i zjadłam obiad z matką i przyjaciółką, napawając się swoim sekretem i rozmyślając, co by pomyślały o tym, gdyby się dowiedziały”. Peggy zapoczątkowała długą seksualną karierę, z której uczyniła temat większej części swojej biografii. Miała tak wielu kochanków, że pojedynczo nie


Paryż | 101

odgrywali w jej życiu żadnej roli. Interesujące jest, w jak niewielu była związkach. Niektóre z anegdot związanych z jej seksualną rozwiązłością są bardzo dobrze znane. Kiedy dyrygent Thomas Schippers zapytał ją: „Ilu mężów pani miała, pani Guggenheim?”, odpowiedziała: „Chodzi panu o moich mężów czy o mężów innych kobiet?”. Pojawia się też zarzut, który Peggy odparła w późniejszych latach, że miała z tysiąc kochanków. Mówi się też, że liczba aborcji, którym się poddała, sięga siedemnastu, chociaż inne źródła podają siedem. Prawdziwa liczba to niemal z pewnością trzy. Seksualna żarłoczność Peggy jest dobrze udokumentowana i nie może być wątpliwości, że bywały w jej życiu okresy skrajnej rozwiązłości. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone. W jakimś sensie zawsze szukała miłości i szukała jej poprzez seks. Opowiada się o niej, że nie interesowały jej zaloty ani nawet gra wstępna, lubiła od razu przechodzić do miłosnego aktu, a kiedy było po wszystkim, obojętność mogła wrócić niespodziewanie. Z jednej strony posługiwała się seksem jako wyrazem swojego wyzwolenia, z drugiej zaś strony podporządkowywała się dominującej skłonności, jaką był nonkonformizm. Na pewno nie była jedyną „wyzwoloną” kobietą w kręgach artystycznych, która zachowywała się w taki sposób. Chodzenie z mężczyznami (a czasem i kobietami) do łóżka pozwalało jej udowodnić sobie, że nie jest aż tak okropnie brzydka, jak sądziła. Zarazem seks był dla niej zabezpieczeniem przed samotnością. Istotne jest, że kiedy ustaliła swoją pozycję jako kolekcjoner sztuki dużego formatu w środkowych dziesięcioleciach dwudziestego wieku, była coraz powszechniej znana jako „pani Guggenheim”. Zaaprobowała to nazwisko. Ale mimo że miała dwóch mężów, niezliczonych kochanków i jedną wielką miłość, izolacja, jaką symbolizowało to nazwisko, to odrębna historia. Romans Laurence’a i Peggy ciągnął się dyskretnie przez resztę roku 1921 i część roku 1922. Kiedy ich relacja rozkwitła, Laurence przedstawił kochankę swojemu światu. Peggy, całkowicie przez niego zniewolona, nadała mu przydomek „króla bohemy”, chociaż był nim tylko w jej oczach. We wczesnej fazie ich związku wypowiada się o nim jako odgrywającym heroiczną rolę w przenosinach bractwa amerykańskich artystów z La Rotonde do Le Dôme. W This Must Be the Place, pamiętniku Jamesa Chartersa – „Jimmiego Barmana”, liverpoolskiego eksboksera, który stał się najsławniejszym emigranckim specjalistą od koktajli lat dwudziestych w Paryżu – owa historia została przedstawiona zgoła inaczej:


102 | Europa

To się zdarzyło, ponieważ wtedy, w tych nacechowanych moralizmem czasach,

„dama” nie paliła publicznie. Także na ulicach nie pokazywała się bez kapelusza. Ale pewnego wiosennego ranka szef Rotonde wyjrzał ze środka na terrasse czy też uliczny ogródek i ujrzał młodą amerykańską dziewczynę siedzącą tam bez

śladu kapelusza na głowie i beztrosko palącą papierosa. Jeszcze mógłby przymknąć oko na brak kapelusza, ale palenie…

– Nie! – Natychmiast wypadł do niej i wytłumaczył, że jeżeli życzy sobie palić, to musi wejść do środka.

– Ale dlaczego? – zapytała. – Słoneczko pięknie świeci. Przecież nikomu nie przeszkadzam. Wolałabym zostać tutaj.

Wkrótce zebrał się tłum. Zgromadzeni podzielili się na dwa obozy. Kilku Ang-

lików i Amerykanów głośno broniło dziewczyny. W końcu wstała i powiedzia-

ła, że jeśli nie może palić na tarasie, to sobie pójdzie. I rzeczywiście odeszła, ciągnąc za sobą całą anglo-amerykańską kolonię! Ale nie odeszła daleko. Po

drugiej stronie było Dôme, które wtedy pełniło funkcję bistra dla robotników, wewnątrz stała jedna z tych niezgrabnych zielonych skrzyń, które Francuzi nazywają szumnie stołem bilardowym. W towarzystwie teraz już dość sporego

tłumu młoda dama zapytała szefa Dôme [szczęśliwiec o nazwisku Cambon],

czy mogłaby usiąść na tarasie bez kapelusza i z papierosem. Mężczyzna na-

tychmiast się zgodził i od tego czasu Dôme zaczął prosperować, zyskując mię-

dzynarodową sławę, stając się symbolem całego życia na Montparnasse.

Laurence wydawał duże przyjęcia w przestronnym mieszkaniu rodziców, kiedy nie było jego matki. Peggy zostawiła nam wspomnienie jednego z nich, pierwszego, w którym brała udział. Usiadła na kolanach nieznanego dramaturga. Ze świadomością wywołanego przez siebie wrażenia wspomina pijany zapał Thelmy Wood. (Wood pochodziła ze stanu Kansas; była ładną i szczupłą dwudziestojednolatką. Wszyscy wiedzieli, że jest lesbijką i wówczas kochanką Djuny Barnes, której drogi w późniejszym czasie często krzyżowały się z drogami Peggy). Przyjęcie dostarczyło Peggy innych podniecających wrażeń: dwaj młodzi mężczyźni szlochali razem w jednej łazience, dwie „rozchichotane panienki” zamknęły się w drugiej – ojciec Laurence’a przeżywał udrękę, dryfował wśród tej całej jeunesse dorée, złotej młodzieży, i zupełnie nie był w stanie ogarnąć sytuacji. Wkrótce potem Peggy spotkała dwie byłe kochanki Laurence’a, Djunę Barnes, która ostatnio przybyła do Europy jako korespondentka czasopisma „McCall’s”


Paryż | 103

(dzięki częściowemu wsparciu w wysokości 100 dolarów na podróż udzielonemu jej przez Leona Fleischmana, który z kolei pożyczył pieniądze od Peggy), oraz Mary Reynolds, kobietę wielkiej prawości, która zostanie wieloletnią kochanką Marcela Duchampa. Obie były piękne; obie miały ładne nosy, żadna jednakże nie była równie zamożna jak Peggy. Zwłaszcza Djunie brakowało pieniędzy i Peggy, zgodnie z sugestią Helen Fleischman, dała jej trochę bielizny. To wywołało kłótnię. Według Peggy Djuna poczuła się znieważona podarunkiem, bo bielizna pochodząca z garderoby Peggy nie tylko była używana, ale też pocerowana; dalej opisuje dziwną scenę, w której wpada na Djunę siedzącą przy swojej maszynie do pisania i ubraną w części garderoby, które były przedmiotem obrazy. W liście do Peggy, pochodzącym z 1979 roku, Djuna pisze, że Peggy zachowała się całkowicie świadomie: „Jeżeli będziesz dokonywała korekty przed wznowieniem swojej książki, to może mogłabyś usunąć uwagę, że byłam zażenowana, bo mnie przyłapałaś, gdy byłam ubrana w ładny (pocerowany) włoski podkoszulek z jedwabiu – wcale się tym nie zirytowałam (nie pomyślałam: nie powinnam była tego wkładać). Zirytowałam się i wystraszyłam, bo ktoś wszedł do mojego pokoju bez uprzedzenia i bez pukania”. Peggy, która miała poczucie winy za swoje małostkowe zachowanie w tamtym czasie, ostatecznie naprawiła sytuację podarunkiem w postaci kapelusza i peleryny, a cały incydent pozostał bez wpływu na to, co okazało się związkiem na całe życie, choć niezasługującym nigdy na miano przyjaźni. Djuna zawsze miała kłopoty finansowe, a Peggy wspierała ją przez większą część swojego życia. Tej stronie związku w żaden sposób nie pomógł fakt, że Djuna uważała siebie za nieskończenie lepszą pod każdym względem. Tymczasem romans z Laurence’em szybko się rozwijał. Aby zapewnić sobie większą swobodę i możliwość manewru, Peggy przekonała matkę, aby ta pojechała do Rzymu; choć Valerie została jako przyzwoitka, można ją było łatwiej zwieść niż Florette. Sprawy dojrzały do rozwiązania niedługo potem, kiedy Laurence zabrał Peggy na szczyt wieży Eiffla – czy powiedziała mu, że jej ojciec był odpowiedzialny za windy? – i oświadczył się jej. Nie wiemy, do jakiego stopnia były to żarliwe oświadczyny; w każdym razie przyjęła je natychmiast, jego zaś z miejsca ogarnął strach. Laurence zaczął zwlekać, a Peggy to znosiła. Matka Laurence’a, zaraz jak tylko zwietrzyła zapach zaręczyn, pełna dezaprobaty dla związku z Żydówką, chociaż bogatą, wysłała syna do Rouen, aby wszystko przemyślał, dodając mu do towarzystwa Mary Reynolds (i płacąc za jej podróż) w nadziei, że można ożywić płomień starej miłości albo przynajmniej


104 | Europa

że Mary przemówi do rozumu swojemu dawnemu wielbicielowi. Jej plan się nie powiódł: kontakty Laurence’a i Mary ograniczały się zasadniczo do kłótni, a Laurence wysłał Peggy telegram z wiadomością, że mimo wszystko nadal chce ją poślubić. Peggy wykorzystała okazję i zawiadomiła o zaręczynach matkę przebywającą w Rzymie. Florette wpadła w panikę i natychmiast wróciła do Paryża. Potępiła „zamążpójście” Peggy, w każdym razie zupełnie nic nie wiedziała o referencjach Laurence’a. On zaś nie był bogaty, to pewne. Jednakże mógł przedstawić jedną czy dwie znaczące osoby, które przemówiłyby w jego imieniu: na przykład króla Grecji Jerzego II, którego Laurence ze swoim szerokim kręgiem znajomych spotkał kiedyś w Sankt Moritz. Szczęśliwie Florette nie skorzystała z tych referencji, ale zmobilizowała krewnych Peggy do odwiedzenia jej od powziętego zamysłu. Mimo to para realizowała swoje plany. Peggy zadbała, aby prawnik, którego zaangażowali, sprawił, by jej pieniądze pozostały pod jej kontrolą, i ogłoszono zapowiedzi. Laurence natychmiast zaczął się znowu wahać, ale to tylko wzmocniło postanowienie Peggy. Nagle, kiedy wyglądało na to, że on może wyjechać na Capri ze swoją siostrą, a Peggy miała wyruszyć do Nowego Jorku z Florette, pojawił się w Plaza-Athénée, gdzie Peggy zasiadła w nieprawdopodobnym towarzystwie Florette i matki Laurence’a, i poprosił, by wyszła za niego „następnego dnia”. Peggy przystała na jego nową propozycję, ale postanowiła, że na ceremonię nie kupi całego stroju, jedynie kapelusz, na wypadek gdyby pojawiła się jakaś nowa przeszkoda; i oto wystąpiło coś, co sprawiało wrażenie ostatecznej komplikacji. Następnego dnia rano zadzwoniła Gertrude, aby jej powiedzieć: „Wyszedł”. Peggy zrozumiała, że Laurence się zmył, ale jego matka miała na myśli tylko to, że był już w drodze. Ceremonia cywilna odbyła się w ratuszu miejskim szesnastej dzielnicy 10 marca 1922 roku. Potem rozpoczęło się przyjęcie w Plaza-Athénée, na którym była zbieranina z czterech odmiennych środowisk. Florette zaprosiła falangę kuzynów Seligmanów i przyjaciół z prawego brzegu; goście Gertrude należeli do jej kręgu dobrze sytuowanej społeczności amerykańskiej; Peggy zaprosiła nowych przyjaciół, głównie z kręgu zalotników, który stworzyła z Firą Benenson – jeden z nich, Boris Dembo, płakał na myśl, że to nie on żeni się z Peggy; goście Laurence’a stanowili pstrokatą bandę ubogich amerykańskich emigrantów pisarzy i artystów wraz z jego francuskimi przyjaciółmi. Po oficjalnym przyjęciu z szampanem w Plaza zabawa rozkręciła się na dobre, gromadząc ludzi wszelkiego autoramentu, kiedy grupa przemieszczała


Paryż | 105

się od baru do baru po drodze do Boeuf sur le Toit i Prunier. Następnego ranka Peggy, w kiepskim stanie, odwiedziła lekarza Prousta, który zrobił jej zastrzyk przeciwko grypie. Obudziła się, aby odkryć, że jest rozczarowana małżeństwem. Niezadowolenie przybrało na sile podczas lunchu z matką. Florette wypytywała o najdrobniejsze szczegóły nocy poślubnej, zwracając uwagę na zapach lizolu, który bił od Peggy, i sprawiając, że kelnerzy nadstawili uszu. Peggy poczuła się zażenowana, ale Florette zaaprobowała odziedziczoną przez córkę wiarę w ozdrowieńcze i dezynfekcyjne właściwości lizolu, zwłaszcza zaś jeśli chodziło o pozbywanie się paskudnych zapachów i ryzyka infekcji, które niesie ze sobą seks. Przed podróżą poślubną Florette przyniosła Peggy paszport z jej nowym nazwiskiem. Jako kobieta zamężna Peggy została wpisana do paszportu Laurence’a, ale z osobnym paszportem mogłaby sama wyjechać, gdyby miała dość męża. Ta interwencja Florette mogła być sprowokowana przez samą Peggy, ponieważ Laurence już zaczął, nawet jeszcze przed ślubem, odkrywać swoje mniej atrakcyjne strony. Pijany, co mu się zdarzało często, bywał agresywny. Potrafił robić sceny w restauracjach, rozbijać butelki, niszczyć meble w pokojach hotelowych i nawet posuwał się do rękoczynów. Najgorsze miało się dopiero wydarzyć. Chociaż nie da się usprawiedliwić ekstrawaganckiego zachowania Laurence’a, Peggy czasem świadomie go drażniła, wiedząc dokładnie, jak sprowokować wybuch wściekłości. Był to jedyny sposób wykpiwania męskiej dominacji, którą instynktownie pogardzała, i często stosowała tę technikę w swoim życiu, nie bacząc na to, że ściąga na siebie ataki. W tym stadium jednakże nikt nie mógłby oskarżyć jej o nieschlebianie mu. Przeżywał tak silną depresję na myśl o rozstaniu z Clotilde, że Peggy sama zasugerowała, aby jego siostra przyłączyła się do nich na Capri, gdzie mieli spędzić większą część miesiąca miodowego. Lecz kiedy zasugerowała również, aby dołączył do nich także jej nauczyciel rosyjskiego, Jacques Schiffrin, Laurence się nie zgodził. Po drodze na Capri nowożeńcy zatrzymali się w Rzymie, gdzie kuzyn Peggy, Harold Loeb, wydawał czasopismo „Broom”. Laurence dotychczas opublikował w nim dwa artykuły, a teraz Harold poprosił go o wiersz. Laurence zdążył się już nastawić przeciwko rodzinie Guggenheimów, zwłaszcza przeciwko braciom, którzy zarządzali rodzinną firmą, i rzekomo stwierdził, że z radością zrzuciłby ich wszystkich ze skały. Jego niechęć zrodziła się najprawdopodobniej z faktu, że kapitał Peggy był troskliwie pilnowany; znalazła ona ujście w wierszu, który przedłożył:


106 | Europa

Starsi ludzie i małe ptaki

Zbyt wcześnie rano Popiskują

Ptaszki są bardziej pozbawione wstydu. Pruderyjnie moczą łapki w kałużach. Starsi ludzie mają stopy delikatne.

Starsi ludzie mają delikatne trzewia,

Ptaszki są nieuważne.

Kochać jednych i drugich Nie jest słodko.

Ptaszki świergocą, świergocą, świergocą;

Starsi ludzie opowiadają bajeczki, opowiadają bajeczki

Jedne i drudzy żyją zbyt długo.

Kiedy ów utwór pojawił się we wrześniowym wydaniu „Brooma” z 1922 roku, sprowokował gniewną reakcję ze strony kuzyna Peggy, Edmonda. Loeb uspokoił go, lecz poczuł iskierkę ponurej satysfakcji. Peggy i Laurence, z bosymi stopami, w sandałach, z pogardą dla wszystkiego, co mieszczańskie, kontynuowali swój kosztowny miesiąc miodowy. Prywatnie Peggy w dalszym ciągu pielęgnowała swoje seksualne i osobiste rozczarowanie małżeństwem; ale przez małżeństwo zrealizowali przynajmniej jeden wspólny cel: uniezależnili się od swoich rodzin. We wczesnych latach dwudziestych Capri było pięknym i jeszcze ustronnym miejscem, uzdrowiskiem dla ludzi zamożnych i ekscentrycznych. Tutaj pewien młody francuski szlachcic poznał pasterza kóz, uczynił go swoim przyjacielem, wykształcił i zapoznał z opium; tutaj we wspaniałej rezydencji mieszkał niemiecki przemysłowiec Gustav Krupp von Bohlen und Halbach; także tutaj, bardziej skromnie, mieszkali Comptonowie Mackenzie. Pewna starsza dama, domniemana kochanka nieżyjącej królowej Szwecji, sprzedawała na ulicy wyroby z koralowiny; w sezonie poprzedzającym przybycie Peggy Luisa Casati, egzotyczna postać, która została kochanką poety, kobieciarza i bohatera wojennego Gabriela d’Annunzio, spacerowała po wyspie w towarzystwie małego leoparda. Casati posiadała pałac


Paryż | 107

w Wenecji, Palazzo Venier dei Leoni, który trzydzieści lat później stanie się ostatnim domem Peggy. Mimo egzotycznej natury miejsca Peggy nie czerpała z pobytu tutaj zbyt wielu przyjemności, ponieważ krępowała ją obecność Clotilde. O ile matka Laurence’a zaakceptowała Peggy – choć Peggy nie wolno było zwracać się do niej inaczej jak „pani Vail” – o tyle Clotilde nie zamierzała zrzekać się ani odrobiny wpływu, jaki miała na swojego brata. Traktowana niczym niechciany towarzysz podróży podczas własnego miesiąca miodowego, Peggy czuła się upokorzona. Jak to ujęła: „[Clotilde] zawsze udawało się sprawić, że wchodząc do własnego pokoju, odnosiłam wrażenie, jakby od dawna zajmowała go inna osoba, jakbym powinna skryć się w kącie lub grzecznie wycofać”. Do tego wszystkiego Peggy, mimo własnych ambicji w tym kierunku, liberalizm szwagierki uważała za szokujący. Była też zazdrosna. Na domiar złego kochankowie Clotilde wywoływali u Laurence’a szał zazdrości. Clotilde była trzy albo cztery lata starsza od Peggy, bardziej atrakcyjna i obyta. Z przyjemnością dawała Peggy odczuć, że jest od niej lepsza, miała jej tylko za złe bogactwo. Peggy dość szybko się zorientowała, jakim rodzajem broni są jej pieniądze. Była dość nieugięta, aby nie dać się osłabić przez snobizm i antysemityzm Vaila. Ostatecznie latem opuścili Capri, kierując się do Sankt Moritz via Arezzo, San Sepolcro, Wenecję, Florencję i Mediolan. Do tej pory szwagierki jakby osiągnęły pewien poziom wzajemnego dostosowania. Laurence i Peggy grali wspólnie w tenisa na tyle dobrze, że wygrali jakiś turniej i sprawiali wrażenie jeśli nie żarliwie zakochanych, to przynajmniej szczerze się lubiących. Niemniej kiedy nadeszła jesień, Peggy wybrała się do Nowego Jorku na długo planowaną wizytę u Benity, podczas gdy Laurence zabrał Clotilde na wyprawę do Kraju Basków na motocyklu, który dostał w prezencie ślubnym od Benity. W Nowym Jorku Peggy doprowadziła do publikacji krótkiego dzieła Laurence’a Piri and I i bardzo miło spędziła czas u siostry, choć nadal była zazdrosna o męża Benity. Nim wróciła do Europy i męża, zorientowała się, że jest w ciąży.


WIELKA SZTUKA, GŁOŚNE ROMANSE I ŚWIAT BOHEMY Poznajcie Peggy Guggenheim i jej niezwykłe życie uzależnione od sztuki. Jej ojciec zginął w katastrofie Titanica, a ona sama była jedną z uboższych krewnych w rodzinie milionerów. Mogła marzyć o zostaniu żoną bogatego biznesmena, tymczasem stała się jedną z najważniejszych postaci bohemy artystycznej XX wieku. Na pytanie, ilu miała mężów, odpowiadała: „Swoich czy cudzych?”. A tym ulubionym (i pierwszym) był niestroniący od alkoholu pisarz Laurence Vail. Choć wśród wielu kochanków Peggy znaleźli się między innymi Samuel Beckett, Max Ernst i Roland Penrose, prawdziwa miłość zawsze jej umykała. Może dlatego całe życie Peggy poświęciła sztuce. W swoim weneckim pałacu zgromadziła największą kolekcję dzieł modernizmu. Założyła jedną z pierwszych galerii sztuki nowoczesnej w Londynie. To ona odkryła Jacksona Pollocka i pozowała przed obiektywem Mana Raya, w jej salonie wisiały obrazy Picassa, a przez jej dom przewinęli się wszyscy znani przedstawiciele sztuki i literatury pierwszej połowy XX wieku. Znała tych, których trzeba było znać. Życie Peggy było niekonwencjonalne, a ona sama uwielbiała szokować. Ekscentryczna, trudna, nieoceniona. Anton Gill przedstawia biografię niesamowitej kobiety – patronki modernizmu, mecenaski sztuki nowoczesnej, przyjaciółki, muzy i kochanki wielu artystów.

CENA 64,99 ZŁ

JEJ ŻYCIE BYŁO DOKŁADNIE TAKIE, JAK SZTUKA, KTÓRĄ KOCHAŁA – SURREALISTYCZNE.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Peggy Guggenheim. Życie uzależnione od sztuki by SIW Znak - Issuu