Copyright © by Katarzyna Gacek Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2020 Ilustracje Aneta Fontner-Dorożyńska Projekt okładki Katarzyna Bućko Redakcja Aleksandra Smoleń Opieka redakcyjna Elżbieta Kot Adiustacja Aurelia Hołubowska Korekta Katarzyna Onderka Judyta Wałęga Projekt typograficzny i łamanie Grzegorz Kalisiak ISBN: 978-83-240-5199-1 Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2020 Druk i oprawa: OZGraf
KATARZYNA GACEK
SUPE RC E PCJA Sekret ulicy Ciemnej
ILUSTROWAŁA ANETA FONTNER-DOROŻYŃSKA
Kraków 2020
C
zy bycie zwyczajnym nastolatkiem obdarzonym niezwykłymi zdolnościami to dar, czy kłopot? To pytanie zadają sobie Julka, Klara i Tymon, którzy spotykają się przez przypadek i odkrywają, że każde z nich posiada jeden wyjątkowo wrażliwy zmysł. Można to nazwać supercepcją. Percepcja to odbieranie świata za pomocą zmysłów, a supercepcja — posiadanie superzmysłów. Julka ma superdotyk, Klara — supersłuch, a Tymon — supersmak. Mógł mieć na to wpływ pewien tajemniczy wybuch, do którego doszło tuż przed ich narodzeniem i który nierozerwalnie połączył losy całej trójki. Czy raczej piątki, bo z biegiem czasu dołączają do nich Janek obdarzony superwzrokiem i Zosia o superczułym węchu. A może pojawi się jeszcze ktoś? Nastolatkowie przeżywają niezwykłe przygody, podczas których uczą się, jak korzystać ze swoich mocy, i poznają siłę przyjaźni. Jednocześnie ich tropem podąża dwoje tajemniczych i bezwzględnych naukowców, którzy za wszelką cenę pragną poznać sekret nadzwyczajnych zdolności tej piątki. Czy przyjaciołom uda się uniknąć niebezpieczeństwa?
PROLOG
W
pogrążonej w półmroku sali konferencyjnej trzy osoby wpatrywały się w ekran wielkiego telewizora, na którym widać było wysoką, zewnętrzną ścianę jakiegoś budynku. Przez chwilę nic się nie działo. Nagle na szarej płaszczyźnie pojawiła się jakaś postać, błyskawicznie wspięła się po murze i zniknęła po jego drugiej stronie. Zrobiła to tak szybko, że trudno się było zorientować, czy to człowiek, czy może gigantyczny pająk. — To wszystko? — odezwał się jeden z widzów, siwy mężczyzna w eleganckim garniturze. W jego głosie słychać było irytację. — Przecież tu nic nie widać! Zawracacie mi głowę takim czymś? — Proszę odtworzyć jeszcze raz. Tylko w zwolnionym tempie — odpowiedziała siedząca po drugiej
7
PROLOG
stronie stołu kobieta. Na jej oszpeconej bliznami twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech. Siwy mężczyzna wziął do ręki pilot, cofnął film i włączył go ponownie, tym razem wyświetlając klatkę po klatce. Najpierw zobaczyli dłoń. Małą, szczupłą, dziecęcą dłoń, która natychmiast po dotknięciu ściany przylgnęła do niej niczym macka ośmiornicy. Potem pojawiły się druga dłoń, ręka i cała postać. Ten ktoś, kto wspinał się po murze, był szczupły, miał krótkie czarne włosy i poruszał się tak, jakby na jego palcach znajdowały się jakieś specjalne przylgi. W taki sposób wspinają się wspinacze skałkowi, tyle tylko że oni używają wystających ze ściany uchwytów. Ściana, po której wspinała się tajemnicza postać, była idealnie gładka. Siwy mężczyzna, który przed chwilą miał pretensje o to, że na filmie nic nie widać, siedział bez ruchu, z coraz większym zainteresowaniem wpatrując się w ekran telewizora. — Niemożliwe… — powiedział cicho. — Przecież to niemożliwe… Jak on to robi? — To nie „on”, to „ona” — odezwał się milczący do tej pory drugi mężczyzna. W przeciwieństwie do kobiety, z którą przyszedł, wyglądał na zdenerwowanego — cały czas przecze-
8
PROLOG
sywał włosy dłonią oszpeconą brzydką czerwoną blizną. Rzeczywiście, kiedy postać poruszająca się po ścianie zwinnie jak jaszczurka dotarła na samą górę, odwróciła się i spojrzała prosto w obiektyw. Teraz można było zobaczyć wyraźnie, że nie jest chłopcem, tylko krótko ostrzyżoną dziewczyną. — W życiu nie widziałem czegoś takiego… — Siwy mężczyzna pokręcił głową z niedowierzaniem. — To na pewno nie jest jakaś sztuczka? Trik filmowy? Efekt komputerowy? Kobieta pokręciła przecząco głową. — Zapewniam pana, że nie! — W takim razie jak ta dziewczyna to robi? — Ma zmysł dotyku rozwinięty w dużo większym stopniu niż normalni ludzie. Siwy mężczyzna wyłączył telewizor i nacisnął guzik pod stołem — zasłony w wielkich oknach rozsunęły się i w pokoju nagle zrobiło się jasno. — Ciekawe… Tylko dlaczego pani uważa, że to miałoby mnie zainteresować? — Dlatego, że ta nadzwyczajna umiejętność powstała pod wpływem naszych eksperymentów. Tych, które finansował pan jedenaście lat temu, panie Szulc. Mężczyzna zmarszczył brwi.
9
PROLOG
— Przecież to niemożliwe. Sama pani twierdziła, że badania nie przynoszą żadnych efektów. A potem był ten wybuch, cały sprzęt został zniszczony… — Proszę rzucić okiem na to — przerwała mu kobieta i dała znak swojemu towarzyszowi. — Wiktorze, pokaż panu. Mężczyzna z blizną na dłoni sięgnął do teczki, wyjął z niej kartkę w foliowej koszulce i podsunął ją Szulcowi. Była to pierwsza strona gazety. Dużą, rzucającą się w oczy czcionką było tam napisane: „Tragiczny wybuch w szpitalu. Cudem uratowane przyszłe matki”. Niżej znajdowało się zdjęcie, a na nim — sześć kobiet w zaawansowanej ciąży stojących na tle płonących zabudowań szpitala. Na ich twarzach malowały się jednocześnie przerażenie i ulga. — Nie wiem, czy pan sobie przypomina, ale te kobiety w chwili wybuchu znajdowały się w sali bezpośrednio nad naszym laboratorium — wyjaśniła Szulcowi pani docent. — Jestem przekonana, że zostały napromieniowane promieniami omikron, których używaliśmy w naszych eksperymentach. Prawdopodobnie wybuch spowodował uwolnienie się ogromnych ilości promieniowania. Dużo większych niż te, których używaliśmy na zwierzętach. Uważamy, że właśnie dlatego dzieci, które urodziły się tym kobietom, nie są zwyczajne.
10
PROLOG
— Ma pani na myśli chodzenie po ścianie? — w głosie Szulca pojawiła się lekka ironia. — Nie tylko. Wszystkie dzieci są trochę inne. Dzięki informacjom, które udało nam się zebrać, domyślamy się, że każde z nich ma wyjątkowo rozwinięty jeden zmysł. A to oznacza, że nasze eksperymenty tak naprawdę zakończyły się sukcesem. Szulc przez chwilę zastanawiał się nad tym, co usłyszał. — Ma pani na to jakieś dowody, pani docent? Oprócz tego filmu? — Nieeee…. — Kobieta o twarzy oszpeconej bliznami zawahała się. — Ale zdobędziemy je. Musimy tylko dokładnie przebadać te dzieci. — Czego oczekuje pani ode mnie, pani docent? — No cóż, panie prezesie, jest mało prawdopodobne, żeby one pozwoliły się zbadać dobrowolnie. Rozumie pan… — Ma pani na myśli… porwanie? — Tak, dokładnie o to mi chodzi. Poza tym będzie nam potrzebne laboratorium, w pełni wyposażone. Nie możemy badać tych dzieci w naszym instytucie. Z oczywistych względów. Szulc zaczął nerwowo bębnić palcami o blat biurka. — To oznacza duże nakłady finansowe i spore ryzyko. Dlaczego uważacie, że wam pomogę? — zapytał wreszcie.
11
PROLOG
— Bo kiedy jedenaście lat temu pracowaliśmy dla pana, miał pan wspaniałe, ambitne plany — wyjaśniła spokojnie kobieta. — Wtedy nie udało nam się ich zrealizować, ale teraz możemy odnieść sukces. A sukces oznacza ogromne pieniądze. Dlatego jestem pewna, że podejmie pan to wyzwanie. Mówiąc to, docent Radzanowska nie spuszczała wzroku ze swojego rozmówcy. Choć przez całą wizytę udawała pewną siebie, tak naprawdę wiedziała, że gra o wszystko. I bała się, że Szulc, człowiek bardzo bogaty, ale też bardzo kapryśny, odmówi im wsparcia. W sali zapanowała cisza zakłócana jedynie brzęczeniem muchy obijającej się o szybę. — Dobrze — odezwał się w końcu Szulc. — Wchodzę w to. Podniósł słuchawkę telefonu stojącego na stole konferencyjnym. — Pani Irmino, potrzebuję Vincenta i Maksa. Natychmiast. Nie minęła nawet minuta, kiedy drzwi sali konferencyjnej otworzyły się i do środka weszło dwóch mężczyzn. Jeden wysoki i chudy, drugi niski i barczysty. Na tym różnice się kończyły, bo ubrani byli identycznie — w ciemnozielone wojskowe spodnie z wielkimi kieszeniami i białe T-shirty. — Tak, szefie? — odezwał się niższy.
12
PROLOG
— Jest robota — oznajmił Szulc. — Konkretnie: porwanie. Wysoki i niski jak na komendę wzruszyli ramionami. — Żaden problem, szefie — zapewnił wyższy. — Kogo mamy przechwycić? — zapytał niższy. — Jednego dzieciaka. Nic specjalnego. Dla was to jak splunąć. Wyższy potraktował słowa swojego szefa bardzo dosłownie i bez zastanowienia splunął na podłogę. Niższy spiorunował go wzrokiem. — Szczegóły przekaże wam pan Wiktor. — Szulc ruchem głowy wskazał na mężczyznę z blizną na dłoni. — Będziecie z nim współpracować. I z docent Radzanowską — dodał. Wysoki i niski przenieśli wzrok w stronę okna, gdzie siedziała kobieta o twarzy pokrytej bliznami. — Rozpoczynamy akcję, od której bardzo dużo zależy — dodał Szulc. — Mam nadzieję, że się postaracie. — Tak jest, szefie! — Wysoki i niski wyprężyli się jak struny i stuknęli obcasami. W ich postawie i wiernym posłuszeństwie było coś takiego, że docent Radzanowska aż się wzdrygnęła. „Jak to dobrze, że są po naszej stronie”, pomyślała. „Nie chciałabym ich mieć przeciwko sobie”.
Julka, Klara, Tymon, Zosia i Janek muszą odnaleźć Fionę, ukochaną buldożkę pana Zacharego. Zaginęła w tajemniczy sposób wraz z innymi suczkami z okolicy. Piątka bohaterów trafia też na trop niebezpiecznego mężczyzny z blizną, a wokół ich szkół krąży podejrzana czarna furgonetka. Ekipa bezwzględnych naukowców śledzi każdy krok nastolatków i wprowadza w życie swój podły plan. ROBI SIĘ NAPRAWDĘ NIEBEZPIECZNIE!
Zwyczajne nastolatki z niezwykłymi zdolnościami: ◉ doskonały wzrok, ◉ perfekcyjny słuch, ◉ superczuły dotyk, ◉ idealny smak, ◉ niezawodny węch. Czy nadzwyczajne umiejętności wystarczą, żeby uniknąć katastrofy? Co czai się na ulicy Ciemnej? Przekonaj się, czy niezwykłym bohaterom uda się rozwiązać tajemnicę, zanim będzie za późno…
Cena 39,99 zł
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:
A CO DZIEJE SIĘ W TWOIM ŻYCIU, KIEDY RODZICE NIE PATRZĄ?
Każdą książkę można czytać niezależnie od pozostałych!