Michael Ende niekończąca się historia
Michael Ende niekończąca się historia
przełożył
Ryszard Wojnakowski
kraków 2018
Tytuł oryginału Die unendliche Geschichte The first edition of the book was published in 1979. Michael Ende, DIE UNEDNLISCHE GESCHICHTE © 2004 by Thienemann in Thienemann-Esslinger Verlag GmbH, Stuttgart Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018 Copyright © for the translation by Ryszard Wojnakowski Ilustracja na okładce Marta Blachura Projekt okładki Maria Gromek Opieka redakcyjna Aleksandra Smoleń Adiustacja Aurelia Hołubowska Korekta Barbara Wójcik Janusz Krasoń Łamanie Grzegorz Kalisiak | Pracownia Liternictwa i Grafiki
ISBN: 978-83-240-5048-2 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie III, Kraków 2018 Druk i oprawa: Abedik
AntykwAriAt Właściciel Karl Konrad Koreander
tA i r Awk y t n A leicicśałW rednaeroK darnoK lraK
T
aki napis widniał na szklanych drzwiach małego sklepu, ale tak wyglądał naturalnie tylko wtedy, kiedy ktoś z wnętrza tonącego w półmroku pomieszczenia patrzył przez szybę na ulicę.
Na zewnątrz był szary, zimny listopadowy ranek i lało jak z cebra. Krople deszczu spływały po szkle i literach pełnych zawijasów. Przez szybę widać było tylko poplamiony deszczem mur po drugiej stronie ulicy. Nagle drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że mała kiść mosiężnych dzwoneczków, które wisiały nad nimi, zaczęła dryndać nerwowo i przez dłuższą chwilę nie mogła się uspokoić. Sprawcą tego zamieszania był mały, gruby chłopiec w wieku może dziesięciu lub jedenastu lat. Mokre ciemnobrązowe włosy opadały mu na twarz, woda kapała z przemoczonego płaszcza, a z ramienia zwisał na jednym pasku tornister. Chłopiec był trochę blady i zdyszany, lecz -6-
AntykwAriAt
choć jeszcze przed chwilą tak bardzo mu się śpieszyło, teraz stał w otwartych drzwiach, jakby mu nogi wrosły w ziemię. Przed nim rozciągało się długie, wąskie pomieszczenie, które dalej, w głębi rozpływało się w półmroku. Wzdłuż ścian stały sięgające sufitu regały, szczelnie wypełnione książkami wszelkich kształtów i rozmiarów. Na podłodze piętrzyły się stosy wielkich foliałów, na niektórych stołach góry mniejszych druków, oprawionych w skórę i z błyszczącymi złoceniami po bokach. Za murem z książek, wznoszącym się na wysokość człowieka w przeciwległym końcu pomieszczenia, widać było blask lampy. W jej świetle wzbijał się od czasu do czasu krążek dymu, który rósł i rozpływał się wyżej w ciemności. Przypominało to sygnały, za pomocą których Indianie przesyłają sobie wiadomości między szczytami. Najwidoczniej ktoś tam siedział, chłopiec usłyszał bowiem zza ściany książek głos, który zabrzmiał dość opryskliwie: – Można się dziwić w środku lub na zewnątrz, ale drzwi proszę zamknąć. Jest przeciąg. Chłopiec posłusznie spełnił polecenie i cicho zamknął drzwi. Następnie zbliżył się do ściany książek i ostrożnie zza niej wyjrzał. Za murem stał wytarty skórzany fotel z wysokim oparciem i „uszami”, a w nim siedział ciężki, przysadzisty mężczyzna. Miał na sobie pomięte czarne ubranie, które wydawało się znoszone i w jakimś sensie zakurzone. Jego brzuch opinała wzorzysta kamizelka. Mężczyzna był łysy, tylko nad uszami sterczały -7-
Niekończąca się historia
mu kępki siwych włosów. Czerwona twarz przypominała pysk ostrego buldoga. Na bulwiastym nosie siedziały małe okulary w złotej oprawce. Wygięta fajka, którą palił, zwisała z kącika jego ust i jakby je wykrzywiała. Na kolanach mężczyzna trzymał książkę, którą przypuszczalnie właśnie czytał, gdyż zamykając ją, włożył między kartki gruby palec wskazujący lewej ręki – poniekąd jako zakładkę. Teraz prawą ręką zdjął okulary, zlustrował małego grubego chłopca, który stał przed nim i ociekał deszczem, po czym zmrużył oczy, co jeszcze wzmogło wrażenie złośliwości, i mruknął tylko: – A to ci niespodzianka! Po czym z powrotem otworzył książkę i kontynuował czytanie. Chłopiec nie bardzo wiedział, co zrobić, dlatego po prostu stał i szeroko otwartymi oczami przyglądał się mężczyźnie. W końcu ten zamknął czytaną książkę – jak poprzednio zostawiając palec między kartkami – i burknął: – Posłuchaj, mój chłopcze, ja nie znoszę dzieci. W dzisiejszych czasach nastała wprawdzie taka moda, że cały świat cacka się z wami okropnie – ale nie ja! Ja absolutnie nie jestem przyjacielem dzieci. Dla mnie dzieci to tylko głupie rozdarciuchy i męczydusze, które wszystko psują, brudzą książki marmoladą i rozdzierają kartki i guzik je obchodzi, czy dorośli też mają jakieś troski i zmartwienia. Mówię ci to wyłącznie po to, żebyś od razu wiedział, czego się trzymać. Poza -8-
AntykwAriAt
tym u mnie nie ma książek dla dzieci, a innych nie zamierzam ci sprzedać. No, mam nadzieję, żeśmy się zrozumieli! Wszystko to powiedział, nie wyjmując fajki z ust. Potem znów otworzył swoją książkę i kontynuował lekturę. Chłopiec w milczeniu skinął głową i odwrócił się już w stronę wyjścia, ale widocznie stwierdził w duchu, że nie może przyjąć tych słów tak bez protestu, dlatego odwrócił się jeszcze raz i powiedział cicho: – Ale wszystkie takie nie są. Mężczyzna powoli podniósł wzrok i ponownie zdjął okulary. – Wciąż tutaj jesteś? Co właściwie trzeba zrobić, żeby pozbyć się kogoś takiego jak ty, możesz mi zdradzić? I co tak ogromnie ważnego miałeś przed chwilą do powiedzenia? – Nic ważnego – odpowiedział chłopiec jeszcze ciszej. – Chciałem tylko… Nie wszystkie dzieci są takie, jak pan mówi. – Ach tak! – Mężczyzna uniósł brwi w geście udawanego zdziwienia. – W takim razie przypuszczalnie to ty jesteś tym wielkim wyjątkiem, co? Gruby chłopiec nie znalazł odpowiedzi na to pytanie. Wzruszył tylko nieznacznie ramionami i ponownie odwrócił się do wyjścia. – A dobrych manier – usłyszał za sobą swarliwy głos – nie masz nawet za pięć fenigów, w przeciwnym razie przynajmniej byś się najpierw przedstawił. -9-
Niekończąca się historia
– Nazywam się Bastian – rzekł chłopiec – Bastian Baltazar Buks. – Dość osobliwe nazwisko – burknął mężczyzna – z tymi trzema B. No cóż, to nie twoja wina, sam sobie przecież go nie nadałeś. Ja nazywam się Karl Konrad Koreander. – To daje trzy K – zauważył chłopiec z powagą. – Hm – mruknął stary – zgadza się. Wypuścił kilka obłoczków dymu. – No cóż, to zresztą zupełnie obojętne, jak się nazywamy, bo przecież już się nie zobaczymy. Chciałbym jeszcze wiedzieć tylko jedno, a mianowicie: dlaczego przedtem wpadłeś do mojego sklepu jak bomba? Naprawdę miałem wrażenie, że przed kimś uciekasz. Czy to prawda? Bastian skinął głową. Jego okrągła twarz wydała się nagle jeszcze trochę bledsza niż poprzednio, a jego oczy jeszcze trochę większe. – Prawdopodobnie obrabowałeś jakiś sklep – domniemywał pan Koreander – albo powaliłeś na ziemię staruszkę, albo zbroiłeś coś innego, co wyprawiają tacy jak ty w dzisiejszych czasach. Ściga cię policja, moje dziecko? Bastian potrząsnął głową. – No to gadaj – powiedział pan Koreander – przed kim uciekałeś? – Przed innymi. – Przed jakimi innymi? – Przed dziećmi z mojej klasy. – Dlaczego? – One… one nie dają mi spokoju. – A co takiego robią? - 10 -
AntykwAriAt
– Czają się na mnie przed szkołą. – I co dalej? – Potem krzyczą same takie rzeczy… Kuksają mnie i się ze mnie śmieją. – A ty im na to pozwalasz? – Pan Koreander przez chwilę patrzył na chłopca z dezaprobatą, po czym zapytał: – Dlaczego po prostu nie dasz im po nosie? Bastian spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. – Nie, ja nie mógłbym tak. A poza tym nie umiem się boksować. – A jak u ciebie z zapasami? – dociekał pan Koreander. – Z biegami, pływaniem, piłką nożną, gimnastyką? Nie znasz się na żadnej z tych rzeczy? Chłopiec potrząsnął głową. – Innymi słowy – stwierdził pan Koreander – jest z ciebie kawał łamagi, co? Bastian wzruszył ramionami. – Ale przynajmniej umiesz mówić – zauważył pan Koreander. – Dlaczego im nie odpłacasz, kiedy z ciebie szydzą? – Raz to zrobiłem… – I co? – Wrzucili mnie do pojemnika na śmieci i przywiązali wieko. Przez dwie godziny wołałem, zanim mnie ktoś usłyszał. – Hm – mruknął pan Koreander – i teraz już nie masz odwagi. Bastian skinął głową. – A więc na dodatek jesteś podszyty tchórzem. Bastian spuścił głowę. - 11 -
Niekończąca się historia
– Prawdopodobnie straszny z ciebie kujon, co? Prymus klasowy, piątkowicz, ulubieniec wszystkich nauczycieli, prawda? – Nie – odpowiedział Bastian w dalszym ciągu ze spuszczonym wzrokiem – w zeszłym roku repetowałem klasę. – Boże na niebie! – zawołał pan Koreander. – A więc nieudacznik na całej linii. Bastian nic nie odpowiedział. Po prostu stał. Ręce zwisały mu bezwładnie, z płaszcza kapała woda. – A co takiego wykrzykują, kiedy z ciebie szydzą? – chciał wiedzieć pan Koreander. – Ach… wszelkie możliwe przezwiska. – Na przykład? – Siedzisko się złamało przez jego ciężkie ciało, jemu nic się nie stało. – Niezbyt dowcipne – stwierdził pan Koreander. – Co jeszcze? Bastian zawahał się chwilę, nim zaczął wyliczać: – Pleciuga, cielę, chwalipięta, kanciarz… – Pleciuga? Dlaczego? – Czasami mówię do siebie. – I co takiego, na przykład, mówisz? – Układam historie, wymyślam imiona i słowa, których jeszcze nie ma, i takie rzeczy. – I opowiadasz to tylko sobie? Dlaczego? – No bo poza mną nikogo by to nie interesowało. Pan Koreander zastanawiał się przez chwilę w milczeniu. – A co na to twoi rodzice? - 12 -
AntykwAriAt
Bastian nie odpowiedział od razu. Dopiero po chwili wybąkał: – Ojciec nic nie mówi. On nigdy nic nie mówi. Jemu jest wszystko jedno. – A twoja matka? – Ona… jej już nie ma. – Czy twoi rodzice się rozwiedli? – Nie – odpowiedział Bastian – ona nie żyje. W tym momencie zadzwonił telefon. Pan Koreander z pewnym wysiłkiem podniósł się z fotela i poczłapał do położonego na tyłach sklepu małego gabinetu. Tam odebrał rozmowę. Bastian słyszał niewyraźnie, jak wymienia swoje nazwisko. Potem drzwi gabinetu się zamknęły i odtąd nie było już słychać niczego oprócz głosu, który brzmiał głucho i niewyraźnie. Bastian tkwił w miejscu i nie bardzo wiedział, co się z nim stało i dlaczego to wszystko wyznał. Nie znosił, kiedy go tak wypytywano. Nagle poczuł falę gorąca, gdyż uświadomił sobie, że bardzo się już spóźni do szkoły, tak, na pewno, musi się pośpieszyć, musi biec – stał jednak dalej w miejscu i nie mógł się zdecydować na odejście. Coś go przytrzymywało, ale nie wiedział co. Z gabinetu nadal dobiegał głucho brzmiący głos. To była długa rozmowa telefoniczna. Bastian uświadomił sobie, że przez cały czas patrzy na książkę, którą wcześniej trzymał pan Koreander, a która teraz leżała na skórzanym fotelu. Po prostu nie mógł od niej oderwać oczu. Czuł, jakby nieodparcie przyciągała go bijąca od niej magnetyczna siła. - 13 -
…pewnego deszczowego dnia w małej księgarni natrafiasz na książkę inną niż wszystkie. Na okładce widnieje tytuł: Niekończąca się historia. Kiedy ją otwierasz, przenosisz się do cudownej krainy – Fantazjany. Wyruszasz w podróż, by ocalić jej mieszkańców. Ten magiczny świat bowiem stopniowo znika, pożerany przez mroczną Nicość. Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie wierzą już w marzenia. Tylko ty możesz im pomóc. Od teraz to twoja historia… Klasyczna powieść, na podstawie której powstał niezapomniany film. Historia o odwadze i o sile wyobraźni.
Cena 39,90 zł
Michael ende najsłynniejszy niemiecki autor literatury dziecięcej XX wieku. Mistrz wyobraźni, twórca ponadczasowych historii. Jego książki ukazały się w tłumaczeniach na ponad czterdzieści języków.
Poznaj również
Nowe tłumaczeNie