helena dahlgren
Z angielskiego przełożyła Natalia Szczypuła
Kraków 2020
Tytuł oryginału szwedzkiego Ödesryttarna. Legenden vaknar Opieka redakcyjna Magdalena Kilian-Antoine Ilustracja na okładce Marie Beschorner Projekt okładki Malin Gustavsson Adaptacja okładki Maria Gromek Adiustacja Aurelia Hołubowska Korekta Malwina Kozłowska Justyna Techmańska Łamanie Dawid Kwoka Cytaty na stronach 111 i 112 pochodzą z bajki Trzy małe świnki w tłumaczeniu Arleny Sokalskiej Copyright © Star Stable Entertainment AB Licenced by Star Stable Entertainment AB All rights reserved First published by Bonnier Carlsen Bokförlag, Stockholm, Sweden Published in the Polish language by arrangement with Ferly Copyright © for the translation by Natalia Szczypuła Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o. 2020 ISBN 978-83-240-5224-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2020 Druk i oprawa: Abedik
„Czy jest jakąkolwiek sztuką być odważnym, jeżeli nie odczuwa się lęku?” Tove Jansson Pamiętniki Tatusia Muminka
Motto za: T. Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, tłum. T. Chłapowska, Warszawa 1994, s. 47.
1 W sercu Lisy istniało specjalne miejsce, zarezerwowa ne tylko i wyłącznie dla jednego stworzenia – konia o imieniu Starshine, odważnego i pięknego, z miękkim pyskiem, galopującego tak perfekcyjnie, że gdy biegł, wyglądał, jakby unosił się nad ziemią. Młodziutka, nie ustraszona Lisa nie miała łatwego życia, aż pojawił się Starshine, który sprowadził ją z powrotem na właściwą ścieżkę. Gdy się nad tym zastanawiała, dochodziła do wniosku, że to specjalne miejsce w jej sercu już od daw na posiadało lokatora, mimo że sama nie zdawała sobie z tego sprawy. Odkąd na jej przedszkolnych rysunkach zaczął pojawiać się olśniewający biały koń z niespoty kaną niebieską grzywą, ten wyjątkowy zakątek jej serca przywoływał ją i kusił, szepcząc o przejażdżkach w bla sku księżyca, oszałamiających przygodach i czystej, nieskomplikowanej miłości, jaką obdarza się jedynie zwierzęta. Te szepty zaprowadziły ją na wyspę Jorvik, do Starshine’a. Lisa wiedziała, że miłością obdarzać można także ludzi, ale było to zdecydowanie trudniejsze, bo wiązało 7
się z tyloma dodatkowymi, skomplikowanymi uwarun kowaniami. Konflikty, kłótnie, wymagania, problemy życia co dziennego. Ludzie działali na siebie nawzajem jak płachta na byka. Czasem nie potrafili się zrozumieć, mówili niewłaściwe rzeczy albo nie potrafili powstrzy mać się od wypowiadania raniących słów, których nie dało się cofnąć. Natomiast miłość do konia była prosta – bezwarun kowa. Lisa odkryła, że można z niej czerpać odwagę i siłę. Ale Starshine’a już przy niej nie było. Został porwa ny i tylko ona, wraz z przyjaciółkami, mogła go odna leźć. Przepłakała wiele godzin, pogrążona w smutku i strachu. Poddawała się panice i tonęła w rozpaczy, aż w końcu zabrakło jej łez. Pozostała tylko pewność, że muszą go odnaleźć. I tak właśnie znalazła się tutaj – przed kompleksem przemysłowym Dark Core. Góro wał nad nią jak złowieszczy gigant. Muskana delikat nym podmuchem wiatru, zwiędnięta, pożółkła trawa kołysała się rozpaczliwie. Suchy, czerwony liść pożegnał się z gałęzią pobliskiego drzewa i spoczął na pokrywie studni. Jeśli nie liczyć tych dźwięków, było zupełnie ci cho. Zbyt cicho. Jednocześnie, gdy pokonywała ogrodzenie i wkra czała na pozornie opuszczony teren przemysłowy, Lisa czuła się tak, jakby tysiące par oczu przyglądały się jej z oddali. Może było to coś więcej niż zwykłe przeczucie. Była tu dosłownie chwilę, ale już zdążyła się przekonać, 8
że ludzie mogli pojawić się obok zupełnie niespodzianie, nie wiadomo jak i skąd. Może ktoś wynurzy się nagle ze spienionych fal czar nego oceanu? Pojawi się na krętych schodach, wybieg nie z korytarza lub wypełznie z miedzianych rur, które przypominały ogromne, połyskujące węże? W końcu kilka godzin wcześniej z przestworzy wy łonił się olbrzymi helikopter, a na jego pokładzie znaj dował się… On. Pan Sands. Samo wspomnienie o nim wywo ływało u niej gęsią skórkę. Zszedł z pokładu i przez chwilę stał pod rozszalałymi śmigłami maszyny, a jego nieprzenikniony wzrok świdrował przestrzeń w oddali. Lisa, skulona w kryjówce na wieży ciśnień, wiedziała, że z takiej odległości Sands nie będzie w stanie jej do strzec, a jednak wydawało jej się, że patrzy wprost na nią, a jego spojrzenie przenika ją na wskroś. Pewnie wciąż tam jest. Nie widziała, aby znowu się pojawił. Odkąd opuściła swoją kryjówkę i zeszła z wieży, niczego nie zauważyła. Zdawała sobie jednak sprawę, że cały czas musi mieć się na baczności. Ścisnęła mocniej nożyce do metalu, których użyła, żeby przedostać się przez ogrodzenie. Nie okazałyby się zbyt przydatną bronią, gdyby potężni pracownicy w zielonych uniformach, którzy nie tak dawno we szli do budynku frontowymi drzwiami, próbowali ją schwytać. Albo, co gorsza, gdyby chciał to zrobić on. 9
Na samą myśl przeszył ją dreszcz. Ale nożyce stanowiły przynajmniej coś, czego na razie mogła się uchwycić, by opanować drżenie i się uspokoić. Zaczęła spiesz nie przemierzać teren, nie wiedząc nawet, dokąd idzie. Ogromna budowla – na którą składało się kilka po łączonych ze sobą budynków – przypominała szereg wysp w archipelagu. Kojarzyła się z fortecą wrogiego ry cerza, którą wzniesiono nie z kamienia, a ze stali i blach. Lisa dostrzegła grube rury, tu i tam prowadzące pod ziemię, jakby wysysały coś z jej wnętrza. Wyobraźnia szalała, malując w jej głowie obraz rozpościerającego się pod powierzchnią, ukrytego przed ludzkim okiem królestwa splątanych rurociągów. Kto wie, gdzie się kończyły? Lisa rozejrzała się i spostrzegła kilka dziwnie wyglądających, małych budynków – magazyny, osobli wy pawilon pokryty łuszczącą się farbą i zwieńczony zmurszałą kopułą. Wyglądały na opuszczone, ale co do tego nie mogła mieć pewności. Przypomniała sobie, że już kiedyś zdarzyło jej się błędnie ocenić sytuację. Była na przykład przekonana, że jej przygoda pod czas jesiennych ferii skończy się szczęśliwie – dosią dzie Starshine’a i wróci do domu, gdzie będzie na nią czekał tata. Wizja towarzysząca jej, odkąd tata wyszedł z domu na nocną zmianę, z której po dziś dzień nie wrócił, ponownie roziskrzyła się w jej sercu. Co oni mu zrobili? Gdzie jest mój tata? Poczuła pieczenie pod powiekami, bo do oczu na płynęły jej łzy. Ale nie może się teraz załamać. Nie 10
może pozwolić sobie na to, aby myśleć o tacie. Musi wierzyć, że go odnajdzie. Na pewno. Ale najpierw znaj dzie Starshine’a. Potrzebowała go – jego ciepła i siły – aby w pełni zrealizować zadanie. Pomyślała, że może natrafi tu także na inne wskazówki: istotne elemen ty układanki, które mogłyby – serce zatrzepotało jej w piersi – doprowadzić ją do taty. Spróbowała otrząsnąć się z żalu, który wezbrał w niej na myśl o tacie, i skupić się na badaniu okolicy. Kompleks przemysłowy ciągnął się wzdłuż wybrze ża, przypominając zastygłą lawę asfaltu i betonu. Ze wznoszących się gdzieniegdzie kominów wzbijały się kłęby dymu. Kiedy dotarła do pierwszego skrzydła budynku, jej oczom ukazał się rząd drzwi, ale tylko jedne z nich były uchylone. W końcu prosty wybór. Popchnęła ciężkie wrota w kolorze metalicznej zieleni, które ustąpiły ze skrzypieniem przypominającym drapanie tablicy dłu gimi paznokciami. Lisa skrzywiła się, po czym, zacho wując ostrożność, weszła do środka. Ciemność. Starała się odnaleźć włącznik światła, po omacku błądząc rękami po ścianach pokrytych pajęczy nami i przewodami. Zastanawiała się, czy ktoś tu kiedy kolwiek sprzątał. Chyba nie. Można by się spodziewać, że tak potężny obiekt przemysłowy będzie bardziej… uporządkowany? Wzięła głęboki oddech, próbując doszukać się w dusznym, zakurzonym powietrzu zapachów, które 11
tak dobrze pamiętała – słomy, obornika, ciepłego koń skiego ciała. Czy jakikolwiek ślad wskazywał na to, że gdzieś niedaleko jest Starshine? Ale czego tak naprawdę mogła się spodziewać? Gdy tak stała pogrążona w ciemności, czuła, że wzbiera w niej fala zwątpienia. W najlepszym wypadku jej de cyzja o przybyciu do tego miejsca była opłacalnym ry zykiem. W najgorszym… Nawet nie chciała o tym myśleć. Lisa kichnęła, po czym znowu zaczęła po omacku poszukiwać włącznika. Udało się – samotna, naga ża rówka zwisająca z sufitu trzasnęła i rozbłysła nikłym światłem. Blada, zielonkawa poświata pomogła dziew czynie odgadnąć, że znajduje się w magazynie. Wnę trze wypełnione było kartonowymi pudłami, kartkami z zamówieniami i wózkami transportowymi, na których piętrzyło się kilka skrzynek. Przekradła się przez ko lejne drzwi, tym razem bezszelestnie. Zaprowadziły ją do długiego korytarza, gdzie docierał stłumiony szum pracujących maszyn. Najchętniej zerwałaby się do biegu, by jak najszyb ciej zbadać każdy zakamarek i szczelinę tego molocha. Każde drzwi, każdy schodek mogły prowadzić do Star shine’a. Oczywiście pod warunkiem, że to tu się znajdo wał. Próbowała wytłumaczyć sobie, że na razie nie po winna żywić zbyt wielkich nadziei. Jak ustaliły z Lindą i Alex, to tylko jedno z kilku miejsc, które mogły sta nowić kryjówkę Dark Core. „Z łatwością można by tu 12
było schować dinozaura” – przypomniała sobie słowa Alex wypowiedziane, gdy ślęczały nad planem obiektu, który wtedy był dla nich jedynie malutkim punktem na mapie. W głowie usłyszała śmiech przyjaciółki – lekko przerywany, tak bardzo jej bliski. Zatęskniła za nim. Brakowało jej Alex, Lindy i Anne, bo były jej najlepszymi przyjaciółkami. Jedynymi, jakie kiedykolwiek miała. Lisa dołączyła do grupy najpóźniej, zaprzyjaźniając się z dziewczynami podczas spotkań w klasie i w stajni. Nigdy wcześniej nawet jej się nie śniło, że będzie mieć najlepszą przyjaciółkę, a co dopiero trzy! Minął zaledwie miesiąc, odkąd przeniosła się na wyspę Jorvik. Mimo to tyle się już wydarzyło. Jeśli spi sałaby swoją opowieść, choćby na lekcji szwedzkiego, nauczyciel uznałby, że zmyśla albo że dała się ponieść wybujałej wyobraźni. Tyle pytań pozostawało bez odpowiedzi, ale Lisa nie miała czasu, by skupiać się na nich w tej chwili. Zebrała się w sobie, by zapuścić się w głąb budynku. Poruszała się powoli, ale zdecydowanie. Szum pracu jących maszyn był coraz głośniejszy. W powietrzu dało się wyczuć napięcie, jakby nastąpiło wyładowanie elek tryczne. Lisa usłyszała nad głową czyjeś ciężkie kroki. Zatrzymała się i wstrzymała oddech, nerwowo nasłu chując. Po chwili wychwyciła inny, rytmiczny dźwięk, który zlewał się z miarowymi krokami. Dźwięk, który wydał jej się znajomy. 13
Każda z nich jest wyjątkowa, ale tylko razem mogą stawić czoła złu Pradawna legenda zaczarowanej wyspy Jorvik głosi, że cztery przyjaciółki i czwórka ich obrońców ocalą świat przed złem. Po odnalezieniu tych słów w starej księdze, Lisa ze zdumieniem odkrywa, że ta przepowiednia jest właśnie o niej. Rozpoczyna się wyścig z czasem – kto pierwszy odprawi Ceremonię Światła: cztery młode dziewczyny i ich ukochane konie czy pozaziemski potwór Garnok mający na usługach mrocznych wojowników? Czy przebudzone w bohaterkach moce i siła przyjaźni wystarczą, by uratować wyspę? Star Stable to spektakularna międzynarodowa gra online, którą pokochało już ponad 70 000 dziewczyn z Polski. Przeczytaj drugi tom powieści osadzonej w tym magicznym uniwersum, i przekonaj się sama, jak potężna jest przyjaźń.
Cena 36,99 zł