Skip to main content

Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość

Page 1

Ewa K.Cz ac zkowsk a

Wiara nadzieja miłość

Wydawnictwo Znak Kraków 2020


Projekt okładki Paweł Panczakiewicz PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN www.panczakiewicz.pl Zdjęcie na okładce Wojtek Laski / East News Redakcja Magdalena Tobik Opieka redakcyjna i wybór zdjęć Kinga Janas Adiustacja Katarzyna Węglarczyk Korekta Barbara Gąsiorowska Łamanie Edycja Copyright © by Ewa K. Czaczkowska © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2020 ISBN 978-83-240-5913-3

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, 2020. Printed in EU


Człowiek, który został prymasem

Nominację prymasowsk ą przyjmował z wielk ą pokor ą i z ogromnymi obawami. Odchodził jako jeden z największych prymasów w dziejach Kościoła w Polsce. Ale zapłacił za to w ysok ą cenę.

S

tefan Wyszyński był postacią wielowymiarową. Dlatego można o nim pisać i mówić na wiele sposobów. Jako o biskupie, kardynale i prymasie, jako o mężu stanu i interreksie. Można podkreślać jego zasługi dla Kościoła i dla Polski. Analizować, jak w niezwykle trudnych czasach pomógł Polakom zachować wiarę, pokonać komunę i odzyskać wolność. Można pisać bez wyczerpania źródeł, bo dzieło życia prymasa jest przeogromne, o czym przekonałam się, pisząc jego biografię1. Obfituje ono w wydarzenia znaczące dla Polski, na których część sam miał wpływ, oraz w tysiące stronic spisanych homilii i przemówień, będących dla nas źródłem poznania jego nauczania. Jednak na życie i dzieło prymasa można też spróbować spojrzeć od innej strony – z punktu widzenia „człowieka wewnętrznego”, któremu przyszło 1

E. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński. Biografia, Kraków 2013.

7


Ewa K. Czaczkowsk a

•

PRYMAS W YSZY ŃSKI

wypełniać ważne zewnętrzne funkcje i zadania. W sposobie ich pełnienia wyrażało się prawdziwe „ja” Stefana Wyszyńskiego. Jego człowieczeństwo ukształtowane przez wiarę.

„Jestem człowiekiem tak marnego stanu…” Stefan Wyszyński od dziecka pragnął być księdzem, ale nie biskupem ani tym bardziej arcybiskupem – a został metropolitą dwóch wielkich swego czasu archidiecezji: gnieźnieńskiej i warszawskiej, oraz prymasem Polski. Wielokrotnie mówił, że władzy nie pragnął. Pod koniec życia, bo w 1976 roku, gdy świętował siedemdziesiątą piątą rocznicę urodzin i trzydziestolecie biskupstwa, powiedział: „Władzy nie szukałem i do niej nie dążyłem. Zostałem po prostu zmuszony do spełniania w Kościele obowiązków, które chciałem zamienić na służbę i na służenie. Chociaż łatwe to nie jest, w jakimś wymiarze było realizowane. (…) usiłowałem mniej rozkazywać, a więcej prosić. Ratowało mnie to od wyniosłości, która z konieczności wiąże się z pełnieniem władzy i z poczuciem, że się władzę posiada. Nadto doświadczenie pouczyło mnie również, że rozkazując, zyskuję ludzi posłusznych, prosząc zaś, zyskuję przyjaciół, a posiadać władzę i mieć przyjaciół to jest rzecz bardzo trudna. Coś człowiek zawsze traci – albo traci władzę, albo traci przyjaciół”2. Profesor Stefan Swieżawski, wybitny M.P. Romaniuk, Życie, twórczość i posługa Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia, t. 4: 1972–1981, Warszawa 2002, s. 350.

2

8


Człowiek, który został prymasem

filozof, dobrze znający Stefana Wyszyńskiego, uważał, że to, iż warunki historyczne zmusiły go, by przejął rolę „męża stanu i wodza narodu bardziej niż duszpasterza”, stanowiło w pewnym sensie tragedię jego życia. Ten rodzaj wielkości nie był „czymś, o czym by marzył”, bo – jak podkreślał Swieżawski – był to „bardzo głęboko religijny, świątobliwy człowiek. Po prostu nie miał innego wyjścia; warunki historyczne zmusiły go do tego rodzaju postawy”3. Niełatwo było mu przyjąć decyzję Piusa XII, zarówno w 1946 roku, gdy miał zostać biskupem lubelskim, jak i dwa lata później, gdy papież mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, prymasem Polski. Po latach, wielokrotnie do tego wracając, wyrzucał sobie grzech pychy. „Było to tak bardzo niezależne od mojej woli, tak dalekie od moich myśli, tak bardzo ukryte przede mną, że muszę uznać ten fakt, dotyczący mego życia, za absolutną wolę Bożą”4 – wspominał nominację na biskupa lubelskiego. Dlaczego się jednak opierał? Nominacją tą był „mocno przestraszony”. Brak mu było „wiary we własne siły i możliwości”. Lękał się siebie, jak pisał, na „stanowiskach eksponowanych”. „Raczej uważałem, że nadaję się do pracy kameralnej, książkowej, biurkowej, chociaż i tutaj brak mi było niektórych zalet, zwłaszcza wytrwałości i dociekliwości. Moim ideałem była praca duszpasterska na T. Królak, Kontemplacja i zdradzony świat. Rozmowy z prof. Stefanem Swieżawskim, Poznań 1999, s. 127. 4 S. Wyszyński, Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski, Warszawa 2019, s. 113. Zob. też: tamże, s. 117. 3

9


Ewa K. Czaczkowsk a

•

PRYMAS W YSZY ŃSKI

wiejskiej parafii, położonej wśród lasów”5. Wyszyński chciał być wiejskim proboszczem, ale również wykładowcą seminarium duchownego we Włocławku oraz publicystą, tak jak to robił z powodzeniem w okresie międzywojennym. Nominację w końcu przyjął, bo kardynał August Hlond, który go o niej zawiadomił, przypomniał mu zasadę, że Ojcu Świętemu się nie odmawia. Była to jedna z najtrudniejszych życiowych decyzji Stefana Wyszyńskiego: zgoda na wypełnienie woli Bożej wbrew własnym planom i zamierzeniom. Dlatego jeszcze przez jakiś czas się z sobą mocował. Sakrę biskupią miał przyjąć 12 maja 1946 roku na Jasnej Górze, a wcześniej, 3 maja, rozpocząć tam rekolekcje. Planował, że jeżeli do 2 maja do seminarium we Włocławku nie wrócą z niemieckich obozów koncentracyjnych więzieni tam księża profesorowie, on do Częstochowy nie pojedzie. Jednocześnie od połowy kwietnia przez dwa tygodnie odprawiał msze święte w intencji powrotu wykładowców. W przeddzień planowanego wyjazdu, 2 maja 1946 roku, do Włocławka wrócili czterej księża profesorowie. Następnego dnia rano Stefan Wyszyński pojechał na Jasną Górę6. W 1948 roku jego opór trwał dłużej, bo i powodów było więcej. To, że nie był faworytem episkopatu na prymasa Polski (biskupi proponowali arcybiskupa Walentego Dymka Archiwum Archidiecezji Gnieźnieńskiej (AAG), S. Wyszyński, Pro memoria, 12 V 1976. 6 M.P. Romaniuk, Życie, twórczość i posługa Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia, t. 1: 1901–1956, Warszawa 1994, s. 235–236. 5

10


Człowiek, który został prymasem

z Poznania), nie było ani jedyną, ani najważniejszą przyczyną. O najgłębszych powodach dowiadujemy się wiele z listu, jaki Stefan Wyszyński jako prymas nominat napisał do Piusa XII. Ten list odnalazłam niedawno, po siedemdziesięciu latach od chwili jego powstania. Wyszyński pisał go 1 stycznia 1949 roku, godząc się ostatecznie na przyjęcie nominacji, którą papież podpisał już 16 listopada 1948 roku. W piśmie tłumaczył przyczyny wahania. Uważał, że jest człowiekiem niegodnym i małym wobec tej wzniosłej funkcji. „Jestem człowiekiem tak marnego stanu, że mój wybór pozwala myśleć, że obecne dumne i wyniosłe czasy wymagają skromnych i pokornych narzędzi, by dzięki nim Kościół wzrastał i powiększała się chwała Jedynego Boga” – pisał. A na postawione przez siebie pytanie, co może ofiarować Kościołowi, odpowiadał: „Mam, to prawda, nieustraszoną wiarę człowieka otwartego, miłość niemal dziecięcego serca, przywiązanie do Kościoła i wolę poniesienia jakiejkolwiek ofiary. Jednak gdy patrzę na siebie, nie widzę roztropności takiej, jaka jest konieczna, wykształcenia, doświadczenia, przygotowania intelektualnego. I tylko wielkie Boże miłosierdzie i Wasza, Ojcze Święty, niezwykła łaskawość mogą dopełnić tym brakom”. Uderzające jest, że cechy, jakie zdaniem Wyszyńskiego powinny charakteryzować osobę stojącą na czele Kościoła w Polsce w tym trudnym okresie, w nim właśnie z czasem się w pełni objawiły. Pisał: „Ojcze Święty! Obecne czasy wymagają męża w pełni i doskonale Bożego, gotowego na wszelką ofiarę, mocnego duchem, obdarzonego mądrością i chrześcijańską rozwagą, aby znaki 11


Ewa K. Czaczkowsk a

•

PRYMAS W YSZY ŃSKI

Kościoła, z którymi dziś wiąże się los Narodu, były prowadzone w tych dniach jak najgodniej”7. Tego samego dnia, 1 stycznia 1949 roku, Wyszyński wysłał również list do swego ojca Stanisława Wyszyńskiego, informując, iż przeżywa „niezwykle ciężkie” chwile związane z przyjęciem nominacji. „Przyjąłem je [obowiązki] z uległością i pokorą, gdyż jestem przekonany, iż przerastają one moje zdolności i moje przygotowanie. Ale wola Ojca Świętego była tak stanowcza, że nie mogę opierać się Duchowi Świętemu, który mówi przez Głowę widzialną Kościoła. Nie grozi mi, mój Drogi Ojcze, ani próżność, ani duma, ani zarozumiałość, ani wyniosłość. Jestem przytłoczony poczuciem małości”8. Jak świetnie pokazują oba listy, nominację prymasowską przyjmował Stefan Wyszyński z wielką pokorą i z ogromnymi obawami. Prawdopodobnie to było częścią jego sukcesu – człowieka, który przeszedł do historii jako jeden z największych prymasów w dziejach Kościoła w Polsce.

Archiwum Archidiecezji Warszawskiej (AAW), Archiwum Prymasa Polski (APP), List S. Wyszyńskiego do Piusa XII, 1 I 1949. Więcej w: E. Czaczkowska, Nieznany list prymasa nominata S. Wyszyńskiego do Piusa XII z 1 stycznia 1949 r. (przygotowany do druku). 8 J. Wyszyńska, Z listów do rodziny, w: Czas nigdy go nie oddali. Wspomnienia o Stefanie kardynale Wyszyńskim, red. A. Rastawicka, B. Piasecki, Kraków 2001, s. 25. 7

12


Człowiek, który został prymasem

Cezura życia Rok 1948 oraz nominacja na arcybiskupa Gniezna i Warszawy, prymasa Polski, wyposażonego w specjalne pełnomocnictwa Stolicy Apostolskiej, były zatem najważniejszą cezurą w osiemdziesięcioletnim życiu Stefana Wyszyńskiego (1901– 1981). Gdy nim został, miał czterdzieści siedem lat. Wszystko, co wcześniej przeżył, czego doświadczył, przygotowywało go do pełnienia tej nowej, ważnej funkcji – którą miał sprawować przez ponad trzydzieści lat. Na ów bagaż doświadczeń składało się dzieciństwo spędzone w nadbużańskiej wsi Zuzela, w pobożnej i patriotycznej rodzinie wiejskiego organisty, tragicznie przerwane przez śmierć matki Julianny w 1910 roku, gdy Stefan był zaledwie dziewięcioletnim chłopcem. Do siedemnastego roku życia pozostawał poddanym cara Rosji. Dobrze wiedział, co znaczy brak niepodległości – brak własnego państwa, polskich szkół i urzędów. Doświadczył też okrucieństw pierwszej, a potem drugiej wojny światowej. Święcenia kapłańskie przyjął już w wolnej Polsce – w sierpniu 1924 roku we Włocławku. Pierwsze lata kapłaństwa przeżył w II Rzeczypospolitej, cztery lata studiując prawo i katolicką naukę społeczną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Miał doświadczenie pracy duszpasterskiej z robotnikami zrzeszonymi w przedwojennych Chrześcijańskich Związkach Zawodowych. W publicystyce uprawianej między innymi na łamach „Ateneum Kapłańskiego”, którego był redaktorem 13


Ewa K. Czaczkowsk a

•

PRYMAS W YSZY ŃSKI

naczelnym, zajmował się trudnymi kwestiami ustrojów społeczno-gospodarczych, analizą kapitalizmu i marksizmu, obroną przed bolszewizmem. Zaangażowanie duszpastersko-społeczne dostrzegł w nim już przed wojną prymas August Hlond, który w 1937 roku zaprosił go do Rady Społecznej. Te doświadczenia, tak jak dwuletnie biskupstwo w Lublinie, przygotowały Stefana Wyszyńskiego do przyjęcia – nie bez wahań, ale w posłuszeństwie Bogu i papieżowi – najważniejszej funkcji życia. Od 1948 roku życie Wyszyńskiego jako prymasa Polski już nie tylko splatało się z dziejami Kościoła i Polski, ale te dzieje współkształtowało. Było to po części możliwe dlatego, że funkcje, które pełnił, dawały mu w Kościele realną władzę. Objęte przez niego archidiecezje były najważniejsze w kraju: w warszawskiej znajdują się stołeczne instytucje państwowe, z gnieźnieńską łączył się zaś (tak jak obecnie) tytuł prymasa Polski, a z nim wiązało się dożywotnio (czyli inaczej niż obecnie) stanowisko przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Ale co najistotniejsze, bo dające duży zakres władzy, Stefan Wyszyński jako prymas dysponował nadzwyczajnymi uprawnieniami od Stolicy Apostolskiej. Wcześniej miał je prymas August Hlond, częściowo też kardynał Adam Sapieha. Uprawnienia te przyznał prymasowi Polski papież Pius XII, na wypadek gdyby w związku z nową sytuacją polityczną w kraju (we wrześniu 1945 roku komuniści zerwali konkordat) kontakty między polskim Kościołem a Watykanem stały się trudne albo niemożliwe. Stefan Wyszyński miał 14


Człowiek, który został prymasem

więc w Polsce prawo w imieniu Stolicy Apostolskiej regulować wiele spraw. Mógł na przykład powoływać administratorów apostolskich, nadawać im status biskupów rezydencjalnych, powoływać delegatów specjalnych do zarządzania diecezjami, mianować wizytatorów zgromadzeń zakonnych itp. Na podstawie tych pełnomocnictw do 1967 roku sprawował władzę ordynariusza na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Specjalne uprawnienia, przyznawane lub potwierdzane przez kolejnych papieży, aż po Jana Pawła II, w formie pisemnej albo ustnej, zmieniały swój zakres. Kardynał Wyszyński strzegł ich, gdyż dawały mu one możliwość całościowego zarządzania Kościołem w Polsce. Kiedy w 1949 roku Wyszyński obejmował funkcję prymasa Polski, nie miał programu. „Myślałem z dziś na jutro, [myślałem,] że wykończy [mnie] rychło brak sił, umiejętności albo kochani bracia komuniści”9 – pisał po blisko trzydziestu latach, w 1976 roku. Chciał być – mówił o tym w obu homiliach w czasie ingresu do katedr: w Gnieźnie (2 lutego) oraz w Warszawie (6 lutego) – przede wszystkim duszpasterzem. Jednak z jednej strony okoliczności, a z drugiej – ogromna odpowiedzialność za Kościół i naród, który znalazł się w szczególnie trudnym momencie dziejów, kazały mu być kimś więcej, co zaowocowało tym, że stał się pater patriae – ojcem ojczyzny, interreksem, sprawującym przywództwo duchowe i mówiącym w imieniu narodu. 9

AAG, S. Wyszyński, Pro memoria, 12 V 1976.

15


Ewa K. Czaczkowsk a

•

PRYMAS W YSZY ŃSKI

Prymasostwo – lata ofiar, cierpień, upokorzeń Nie stało się to jednak od razu. Tę pozycję budował Wyszyński przez lata. Do aresztowania w 1953 roku jego pozycja w episkopacie i Kościele wynikała przede wszystkim z pełnionych funkcji oraz wspomnianych specjalnych uprawnień od Stolicy Apostolskiej. Natomiast po 1956 roku, czyli od momentu wyjścia na wolność, prymas korzystał już z pozycji, jaką dawała mu sława bohaterskiego więźnia stalinizmu – hierarchy niezłomnego w bronieniu praw i spraw Kościoła nawet za cenę męczeństwa, jakim było trzyletnie uwięzienie. Szybko do tego dołączył to, czego nie miał u progu prymasostwa – wielki program duszpasterski. Zaproponował Polakom wspólną realizację programu milenijnego, na który składały się Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna i obchody tysięcznej rocznicy chrztu Polski. Siłą kardynała Wyszyńskiego było to, że miał całościową wizję prowadzenia Kościoła w państwie rządzonym przez komunistów. Bez wątpienia pomagała mu w tym ogromna charyzma. To był – jak mówił historyk idei profesor Bohdan Cywiński – mąż stanu. Ktoś dużo mądrzejszy od innych, kto widział drogę w labiryncie. Największa osobowość w Kościele. Człowiek, który w pewnym momencie życia stał się jedynym w PRL autorytetem – i to nie tylko w oczach wiernych, bo liczyli się z nim także komuniści. Ta pozycja okupiona była wielką osobistą ofiarą prymasa. Ksiądz Jan Sikorski wspominał, że podczas rozmowy z okazji 16


Człowiek, który został prymasem

dwudziestolecia przyjęcia sakry biskupiej prymas zaznaczył, że były to lata wielkich ofiar, cierpień i upokorzeń. W okresie internowania pisał zaś, że „kariera w Kościele” – pojęcie to było mu zresztą całkiem obce – wiedzie „hiobowymi serpentynami”. Wymaga „gotowości, by pójść za Chrystusem i na krzyż, i do więzienia. A choćby to się nie udało, jak Piotrowi, jednak przez to doświadczenie przejść trzeba…”10. Innym razem wyznał: „Tylko ja dobrze znam mój własny krzyż i tylko Bóg go rozumie”11. W ten krzyż wpisana była też samotność. „Prymas zmagał się sam z sobą, by zabezpieczyć przyszłość Kościoła w Polsce, obronić zagrożonego przez marksizm człowieka. W sprawowaniu swej funkcji był bardzo samotny – mówił przed laty ksiądz profesor Piotr Nitecki. – Był samotny wobec władz państwowych, uprawiających działalność wrogą Kościołowi. Był samotny w Kościele – nie rozumieli go urzędnicy watykańscy i polscy biskupi. Był też samotny w społeczeństwie, które patrzyło na niego z nadziejami, jakich nie mógł spełnić”12. Samotność i niezrozumienie zostały wpisane w całą drogę prymasowską kardynała Stefana Wyszyńskiego. Stanowiły ofiarę, którą ponosił i na którą był gotów, przyjmując obowiązki prymasa, choć jej wymiaru w 1949 roku zapewne nie mógł jeszcze w pełni przewidzieć. S. Wyszyński, Z głębi duszy. Kalendarzyk łaski, dz. cyt., s. 15. Tenże, Kromka chleba, Warszawa 1999, s. 62. 12 E. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński. Biografia, dz. cyt., s. 164. 10 11

17


Ewa K. Czaczkowsk a

•

PRYMAS W YSZY ŃSKI

W tej drodze niczym światło prowadziła Wyszyńskiego myśl kardynała Augusta Hlonda. Pod koniec życia, w listopadzie 1978 roku, tak o tym mówił: „W każdej drodze jest jakaś myśl przewodnia, jakieś światło, które człowiek usiłuje utrzymać w oczach, aby nie pozostać w ciemności i nie zbłądzić. (…) Nie mówię, że to jest mój jakiś nadzwyczajny dar. To jest dar łaski, zapowiedziany ustami mojego poprzednika, kardynała Augusta Hlonda, który umierając w Warszawie, mówił: »Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny«”13. W tej drodze, na którą Wyszyński wszedł z woli Bożej, pomagały mu również przymioty charakteru objawiające się w obliczu różnych wyzwań. O kilku tych cnotach traktuje niniejsza książka. Stefan Wyszyński, okryty kardynalską purpurą, dostojny jak prawdziwy książę Kościoła, choć bez kropli błękitnej krwi, pozostał człowiekiem wewnętrznie skromnym. A przede wszystkim autentycznym.

Stefan Kardynał Wyszyński. Droga życia, red. I. Czarcińska i in., Warszawa 2001, s. 113.

13


Spis treści

Człowiek, który został prymasem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .   7 Prymas na kolanach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  19 „Będziesz miłował… ”. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  33 „Świadom wyrządzonych mi krzywd – przebaczam” . . . . . . . . . . .  53 Nie dać się zastraszyć . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  73 „Nie obrażamy się, rozmawiamy” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  99 Módl się pracą, czyli o pracy jako środku do świętości .. . . . . . . . 117 To była (duchowa) przyjaźń . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 139 W otoczeniu kobiet . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159 Prymas Tysiąclecia. Co zawdzięczamy prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185 „Radość była ogromna…” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 211 Patron osób w sytuacji bez wyjścia? Rozmowa .. . . . . . . . . . . . . . . . 223 Kalendarium.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 237 Bibliografia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 243 Źródła ilustracji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 251


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość by SIW Znak - Issuu