PATTI CALLAHAN HENRY DUŻA CZCIONKA
Sekret
Lillian
„„Piękna, Pięk na, wzruszająca wzruszająca opowieść opowieść o tym, o ttym, jak jak być być żoną żoną ii matką, m matką, o o przemijaniu p przemijaniu i o tęsknocie”. i o o ttęsk nocie”.
EMILY GIFFIN
autorka Stu dni po ślubie ZACZYTAJ SIĘ
allahan_Sekret_Lilian.indd 2
2013-06-13 13:33:31
allahan_Sekret_Lilian.indd 3
Patti Callahan Henry
Sekret Lillian tłumaczenie Jagna Jaskuła-Rapciak Krzysztof Skonieczny
2013-06-13 13:33:31
Tytuł oryginału Coming Up for Air Copyright © 2011 by Patti Callahan Henry Published by arrangement with St. Martin’s Press, LLC. All rights reserved Copyright © for the translation by Jagna Jaskuła-Rapciak Copyright © for the translation by Krzysztof Skonieczny Fotografia na pierwszej stronie okładki © Catherine Lane/iStockphoto.com Tłumaczenie s. 5–271, 347–361, 364–368, 370–383 Jagna Jaskuła-Rapciak Tłumaczenie s. 272–346, 362–363, 369 Krzysztof Skonieczny Opieka redakcyjna Adriana Celińska Aleksandra Kamińska Ewa Polańska Opracowanie tekstu Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny Daniel Malak Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-2431-5
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2013 Druk: Drukarnia Colonel, Kraków
allahan_Sekret_Lilian.indd 4
2013-06-13 13:33:31
rozdział
W
życiu kobiety zdarzają się chwile wspaniałe i straszne. Jest ich z pewnością wiele. Kiedy w białej sukni w obecności rodziny i przyjaciół obiecuję wieczną miłość przystojnemu mężczyźnie, który stoi na wprost mnie, uważam, że to jest chwila z wszystkich najwspanialsza. Ale gdy po latach stoję w rzędzie osób przyjmujących kondolencje na pogrzebie mojej matki i usuwam się przed dotykiem tego samego mężczyzny, bo wiem, że już go nie kocham, nie mogę, jest to chwila bardziej niż straszna. To tragiczne. Na tych stronach spróbuję ubrać w słowa burzliwe i niejasne emocje, odnaleźć sens, tego co w tej chwili jest bezsensowne.
allahan_Sekret_Lilian.indd 13
13
2013-06-13 13:33:31
pogrzeb matki
W dzień pogrzebu mojej mamy był tylko jeden rodzaj kwiatów: lilie. Stały wszędzie. Było ich zbyt wiele, żeby je zliczyć. Na świecie jest tak wiele gatunków kwiatów, miliony pączków i wszelkiego kwiecia, można by się więc spodziewać, że ktoś przyniesie inną wiązankę. Wiem, co oznaczają lilie w języku kwiatów: niewinność, czystość i piękno. Ale to nie dlatego kościół wypełniony był kwiatami. Przez dwanaście pokoleń lub nawet dłużej pierworodne córki pierworodnych córek w naszej rodzinie otrzymywały na imię Lillian. Rozumiałam zatem, dlaczego żałobnicy przynieśli właśnie te kwiaty, ale mój Boże, zapach był tak obezwładniający, że czułam, jak zatapiam się w przenikającej wszystko słodyczy. Sadie, moja najlepsza przyjaciółka, stała obok mnie w rzędzie osób przyjmujących kondolencje. – Ellie – szepnęła. – Co? – przysunęłam się do niej. – Zastanawiam się, czy w całej Atlancie zostały jeszcze jakieś lilie. To istne szaleństwo. – Dla niej to i tak byłoby za mało – powiedziałam.
allahan_Sekret_Lilian.indd 14
14
2013-06-13 13:33:31
Sadie zaśmiała się cichutko, szanując powagę kościoła. – Nie – odparła – nie byłoby ich dość. Mój mąż Rusty stał obok, obejmując mnie wpół, mając po swojej lewej stronie naszą dziewiętnastoletnią córkę Lil. Sadie i ja, czterdziestosiedmioletnie kobiety, usiłowałyśmy powstrzymać śmiech, jak wtedy gdy jako dziewięciolatki modliłyśmy się w kaplicy prywatnej szkoły. Owa niestosowna wesołość dopada nas w nieodpowiednich momentach i próbuje się uwolnić ze ściśniętych gardeł. Nie wiem, dlaczego pojawia się w chwilach, gdy powinna być zakazana, nie wiem, dlaczego pada deszcz, kiedy najmniej go potrzebujemy, ani dlaczego miłość przemija, kiedy pragniemy jej najbardziej. A my śmiałyśmy się ze śmierci. – Założę się – powiedziałam, stłumiwszy narastający i niestosowny śmiech – że pomysł kupienia lilii na pogrzeb Lilly wydał się ludziom oryginalny i błyskotliwy. Próbując powstrzymać dławiący chichot, Sadie parsknęła, a wtedy wybuchnęłyśmy śmiechem z czegoś, co właściwie było mało śmieszne albo nawet w ogóle nieśmieszne. Czasami mocno pragniemy czegoś, czego nie możemy mieć. I nie mogłyśmy się opanować w najmniej odpowiednim miejscu – w środku rzędu osób przyjmujących kondolencje na pogrzebie mojej matki.
allahan_Sekret_Lilian.indd 15
15
2013-06-13 13:33:31
Rusty spojrzał na mnie, a ja do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego wywołało to we mnie jeszcze większe rozbawienie. Wyciągnął dłoń, aby mnie dotknąć, ale go powstrzymałam. Córka spoglądała na mnie, jakbym postradała zmysły, a ja pomyślałam, że może tak właśnie się stało. Sadie ścisnęła mnie za rękę i uspokoiłyśmy się – znów miałyśmy kamienny, smutny wyraz twarzy. Oczywiście w śmierci mamy nie było nic zabawnego. Była nagła i straszna, a nasza mała rodzina poczuła się przez to zagubiona i opuszczona. Odkryłam w tym ostateczność śmierci: samotność, żal czy smutek nie są w stanie jej poruszyć i odmienić jej wyroków. Moja potrzeba posiadania matki, potrzeba jakiegoś rodzaju zadośćuczynienia czy pogodzenia się odradzały się na każdą myśl i każde wspomnienie jej nieobecności. Tęsknota za nią była jak nieprzemijający ból, z którym się budziłam, po czym zapadałam w niespokojny sen, Pogrzeb był wielkim wydarzeniem, a mama byłaby dumna, widząc, jak wiele osób przyszło, mimo że jesteśmy małą rodziną. Była jedynaczką, a tata ma tylko jednego brata, stryja Cottona – nieuchwytną w moim życiu postać, autora, który wciąż podróżuje i bawi się w egzotycznych lokalach, pisarza, na wspomnienie którego moja mama przewracała oczami, jak gdyby pisanie było zajęciem całkowicie zbędnym,
allahan_Sekret_Lilian.indd 16
16
2013-06-13 13:33:31
niezasługującym nawet na komentarz, podobnie jak większość tego typu artystycznych zajęć, a to dziwna opinia jak na członka zarządu High Museum of Art. Mama pełna była sprzeczności idealnie pasujących do siebie, niczym matrioszki, które babcia przywiozła mi z podróży do Rosji. Najlepsza przyjaciółka mamy Birdie, rodzicielka Sadie, szła przez tłum, kierując nim i całym wydarzeniem z taką łatwością, jak gdyby mama robiła to sama. Nasi przyjaciele uściskali tatę, Lil, Rusty’ego i mnie, okazując nam swój żal i szacunek. Były artykuły w prasie, zasadzono drzewka i postawiono ławeczkę przed High Museum. Wtedy podeszła do nas kobieta stojąca z tyłu. W ręku trzymała jedną lilię, jakby była panną młodą, która idzie do ołtarza. Pomyślałam, że chyba znów zacznę się śmiać, ale już wyczerpałam zapasy śmiechu. Dzień chylił się ku końcowi, byłam więc głęboko przekonana, że sobie poradziłam i że najgorsze mamy już za sobą. – Ellie? – usłyszałam za plecami głos. Miękki. Idealny. Na moim ramieniu spoczęła czyjaś dłoń. Po chwili zobaczyłam jego twarz. Dwadzieścia lat później, minuty, godziny i dni uporządkowały się na nowo, pozwalając mi ujrzeć go znów takim, jakby czas od dawna stał w miejscu. Przede wszystkim widziałam jego oczy – migdałowe, miłe, brązowe z zieloną obwódką,
allahan_Sekret_Lilian.indd 17
17
2013-06-13 13:33:31
jakby miały być w kolorze głębokiej zieleni leśnych paproci i w ostatniej chwili zmieniły zdanie. Wyciągnęłam dłoń, żeby przytrzymać się Rusty’ego, ale on wymachiwał rękami, rozmawiając ze swoim kolegą Westonem, i nie zauważył, że potrzebuję oparcia. Wtedy zobaczyłam uśmiech Hutcha, nieco zawadiacki, z uniesionym kącikiem ust z prawej strony. Nienawidzi się spóźniać. Uśmiechnęłam się. – Wow, witaj, Hutch O’Brien. Mój głos był stanowczy i szybki, z czego byłam zadowolona. Jest mądralą, mistrzem ciętej riposty. Uwielbia smażone jajka i tosty z masłem. Na policzku, w miejscu, w które, gdy miał dziesięć lat, ugryzł go pies, ma bliznę. Każdemu, kto pyta, opowiada o niej inną historię. Słyszałam więcej opowieści, niż mogę spamiętać. – Ellie – powiedział – bardzo mi przykro z powodu twojej mamy. Wiem, jakie byłyście sobie bliskie. – Dzięki, Hutch – chwyciłam jego dłoń i uścisnęłam ją, jakbyśmy byli bardzo dawnymi znajomymi. Staliśmy w milczeniu, trzymając się za ręce. Czułam, jak do oczu napływają mi łzy, chciałam położyć głowę do jego piersi. Wiedziałam, że idealnie by się wpasowała.
allahan_Sekret_Lilian.indd 18
18
2013-06-13 13:33:31
– Nie płacz – powiedział i ścisnął moją dłoń. Pokiwałam głową. – Cudownie widzieć twoją piękną twarz. Jesteś piękna nawet w bólu. – Nieprawda – odparłam. – Ale dzięki. – Czy mama mówiła ci, że w zeszłym tygodniu przeprowadzałem z nią wywiad z okazji wystawy w Atlanta History Centre? – Tak, mówiła. Stosowne zdania formowały się w moich ustach z dobrze wypracowaną sztuką towarzyskiej ogłady. Lubi zimną stronę poduszki, a w samolocie siedzenie od strony przejścia. Hutch rozejrzał się po zakrystii. – Wiem, że to trudny czas, i pewnie nawet nie zapamiętasz, że się widzieliśmy, ale czy mogę cię prosić o przysługę? – Cokolwiek zechcesz – odparłam. Wciąż trzymaliśmy się za ręce, a ja nie chciałam go puścić. – My – twoja mama i ja – nie skończyliśmy naszego wywiadu. Czy mogłabyś... porozmawiać ze mną, gdy już się trochę uspokoisz? Pokiwałam głową. – Dziękuję – powiedział i puścił moją dłoń. – Zadzwonię do ciebie. Dobrze? – Tak.
allahan_Sekret_Lilian.indd 19
19
2013-06-13 13:33:31
– Przykro mi, Ellie. Naprawdę mi przykro, że musisz przez to przechodzić. – Dziękuję, Hutch. Jestem wdzięczna, że przyszedłeś. Wtrącił się Rusty. Usłyszał imię. Hutch odszedł, a Rusty chwycił moją ciągle ciepłą rękę. – Czy to był Hutch? – Tak – szepnęłam. – Czego tu, u licha, chciał? Wzruszyłam ramionami. – Myślę, że przyszedł pożegnać zmarłą, jak wszyscy. Rusty odwrócił się do Westona i puścił moją dłoń. Kiedy wychodziliśmy z kościoła, spostrzegłam bukiet polnych kwiatów: szklana waza w kształcie dużego kulistego akwarium wypełniona była chabrami, rudbekiami, niezapominajkami i szafirkami. Zatrzymałam się i dotknęłam palcem łodyżki chabra, a potem potarłam płatkami o policzek. Długo wdychałam słodką woń, która wylewając się z naczynia jak wino, sprawiła, że zakręciło mi się w głowie. Polne kwiaty. Podniosłam karteczkę przyczepioną do bukietu. „Kondolencje. Hutchinson O’Brien”. Rusty podszedł z tyłu i objął mnie, wycierając łzy, których nie czułam na twarzy. – Kochanie, myślę, że najgorsze już za nami. Chodźmy do domu – powiedział.
allahan_Sekret_Lilian.indd 20
20
2013-06-13 13:33:31
– Tak – odrzekłam. – Do domu. Odłożyłam karteczkę na bukiet, ale spadła na podłogę, gdzie zostawiłam ją z jego imieniem, wpatrującym się we mnie. Hutch. Dokonujemy wyborów i musimy z nimi żyć. Wszyscy tak robią.
allahan_Sekret_Lilian.indd 21
2013-06-13 13:33:31
rozdział
Z
aledwie na cztery dni przed pogrzebem, w trakcie mojej wystawy, mama wypowiedziała imię Hutcha tak lekceważąco jak ktoś, kto wyrzuca zużytą serwetkę do śmieci.
allahan_Sekret_Lilian.indd 22
Zapraszamy do GALERII ANNE LOMAX, ATLANTA, GEORGIA, aby świętować czterdzieści osiem na czterdzieści osiem Lillian (ELLIE) Eddington Calvin Czterdzieści osiem oryginalnych prac na czterdzieste ósme urodziny Ellie. Część dochodów wesprze fundację charytatywną Lilly’s Love
22
2013-06-13 13:33:31
Zatłoczona galeria sztuki pulsowała jak nieregularne tętno. Po dziesięciu latach samotnego malowania na poddaszu ten pokaz był ukoronowaniem mojej pracy. Była to impreza z okazji moich czterdziestych ósmych urodzin i znalazło się tam czterdzieści osiem moich obrazów, z których dziesięć namalowałam w bezsennym otumanieniu przez ostatni miesiąc. Wprawdzie moje urodziny przypadają we wrześniu, a ta impreza odbyła się pod koniec lipca, ale współpraca z zatrudnionym przez mamę kwestorem była ważniejsza niż data moich urodzin. Maluję kwiaty – wszystkie gatunki. Przeraża mnie, że mogłabym to robić przez resztę życia i nie poznać wszystkich znanych kwiatów. To był pomysł mamy – czterdzieści osiem na czterdzieści osiem. Zawsze miała jakiś gag, jakiś plan. Ale to była mama – wziąć coś, czego nie pochwala (moja sztuka), i zamienić to na społeczne i charytatywne wydarzenie z jej imieniem wypisanym wszędzie (dosłownie, ponieważ dziesięć procent z zarobionych pieniędzy szło na założoną przez nią organizację charytatywną dla bezdomnych dzieci). Stałam w jedwabnej sukience na podium, gdzie tłum z Atlanty rozpływał się niewyraźnie, jakby poranna mgła zasnuła całe pomieszczenie. Byli tam przyjaciele, rodzina i nieznajomi, dotykali moich obrazów, które do tej pory leżały w stosach w mojej
allahan_Sekret_Lilian.indd 23
23
2013-06-13 13:33:31
pracowni na poddaszu jak wyrzucone pamiątki, rozmawiali o nich. Podszedł do mnie Rusty i pocałował mnie w policzek. Odwróciłam się w jego stronę. – Jestem z ciebie taki dumny – powiedział. – Dziękuję. W ręku trzymałam lampkę wina, ale byłam zbyt zdenerwowana, żeby się napić. Pochwyciłam spojrzenie Sadie, która uśmiechnęła się do mnie. A obok była moja mama – tej nocy nie opuściła mnie nawet na krok. Podeszła do nas Sissy Parland. Przepaska tak mocno ściskała jej włosy zaczesane do tyłu, jakby ktoś stał za nią i ciągnął ją za nie. – Och, Ellie. Kupiłam obraz z gardenią. Powieszę go w moim słonecznym pokoju. Jestem taka podekscytowana. Chciałabym móc kupić wszystkie te obrazy. – Gardenia jasminoides – powiedziała mama z wąskim uśmiechem. – Słucham? – spytała Sissy. – To prawdziwa nazwa – odrzekła mama, dotykając mojego ramienia. – Ellie lubi nazywać swoje obrazy zwykłymi nazwami, ale wszystkie kwiaty mają nazwy botaniczne, prawdziwe. – Zwykłe czy botaniczne, są piękne. Sissy pomachała komuś po przeciwległej stronie pokoju, a nam posłała ręką pożegnalnego całusa.
allahan_Sekret_Lilian.indd 24
24
2013-06-13 13:33:31
Zawsze upierałam się – czy to z zatwardziałości, czy z lenistwa – żeby nazywać kwiaty ich zwykłymi nazwami. Mama – czy to z zatwardziałości, czy z potrzeby precyzji – zawsze mnie poprawiała, wyjaśniając w kółko, że każdy kwiat ma imię i nazwisko, tak jak człowiek. Podeszła do mnie Lil. – Mamo, oni chcą zrobić zdjęcie – powiedziała, łapiąc mnie za rękę. Don Morgan, fotograf z czasopisma „Points North”, stanął przed podium. – Pierworodna córka pierworodnej córki pierworodnej córki i wszystkie mają na imię Lillian – powiedział, Lil się uśmiechnęła, a potem zwróciłyśmy głowy w stronę mamy. – Rusty, czy mógłbyś wyjść z kadru? Chcę mieć zdjęcie trzech pań Eddington. Rusty stał przez chwilę bez ruchu, a potem się uśmiechnął – tym swoim czarującym uśmiechem – Don, dwie z nich noszą nazwisko Calvin. – O tak, tak właśnie – flesz zgasł. Rusty nerwowo pomaszerował do baru. Instynkt podpowiadał mi, że powinnam pójść za mężem i ukoić jego zranione uczucia, ale wtedy mama postukała w mikrofon, aby sprawdzić, czy działa. Piskliwy odgłos sprawił, że tłum zamarł w bezruchu, i wszyscy odwrócili się w stronę podium.
allahan_Sekret_Lilian.indd 25
25
2013-06-13 13:33:31
Istniało wiele powodów, dla których ta impreza mogła być bajeczna, ale najbardziej uderzający był ten, że mój mąż i moja mama nigdy nie byli wielkimi zwolennikami tego rodzaju „hobby”. Kłóciliśmy się w tamtym czasie, sprzeczaliśmy lub przeżywaliśmy ciche wieczory wrogości, jednak mimo że nie doceniali wysiłku, jaki włożyłam w swoją pracę, to tego wieczoru byli moimi największymi fanami. Najbardziej pokłóciliśmy się z Rustym, kiedy zapomniałam odebrać Lil z lekcji jazdy konnej. W mojej pracowni na poddaszu rzucił słoikiem z pędzlami tak, że wszystko rozsypało się po podłodze. Pędzelki smyrgały po nierównych deskach podłogowych, jakby chciały przed nim uciec i ukryć się w różnych kątach. Porównał moją sztukę do narkotyków, mówiąc, że to ucieczka. Może i tak było, ale teraz ta „ucieczka” wisiała na płóciennych ścianach z przyczepionymi do ram nalepkami SPRZEDANE. Pan Lomax, mąż właścicielki galerii sztuki, wziął mikrofon i powitał uczestników wernisażu. Uśmiechnęłam się, ale moje loki nerwowo drżały. – Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby uczcić Ellie Calvin, świętować jej urodziny i dziesięć lat jej pracy, ale najpierw chciałbym coś ogłosić – pan Lomax wskazał na mamę. Mama położyła mi dłoń na ramieniu. – Och, miałam nadzieję, że tego nie zrobi.
allahan_Sekret_Lilian.indd 26
26
2013-06-13 13:33:31
– Dzisiaj Atlanta Historical Society zapowiedziała nową wystawę na wiosnę przyszłego roku. A nasza ukochana Lillian Ashford Eddington będzie bohaterką tej wystawy jako jedna z Kobiet Roku Atlanty dekady lat sześćdziesiątych. Jesteśmy z niej bardzo dumni i niecierpliwie czekamy na to wydarzenie. Z tłumu dobiegały okrzyki i pozdrowienia. Mama wzięła mikrofon i oblała się rumieńcem, spoglądając spod rzęs jak nieśmiała dziewczynka. Ubrana była w nowy turkusowy garnitur firmy St. John z kryształowymi guzikami. Jej gładkie srebrne włosy spływały na ramiona. Była piękną kobietą i wiedziała o tym. My wszyscy o tym wiedzieliśmy. – Bardzo dziękuję. Jestem dumna, że mogę być częścią nadchodzącej uroczystości wielu, wielu kobiet, które doprowadziły do zmian w Atlancie i na Południu. Ta nagroda została mi przyznana ponad czterdzieści lat temu, ale nie tyle chodziło wtedy o mnie, ile o moją fundację Lilly’s Love, którą wspieramy także dziś. Teraz to przyjęcie jest poświęcone mojej córce Ellie – Lillian Eddington-Calvin. Przez dziesięć lat malowała w samotności. – Mama popatrzyła na mnie wielkimi, dumnymi oczami, ale jej wzrok wydawał się sztuczny. – Zaszyła się na poddaszu, a ja w końcu przekonałam ją, żeby pokazała społeczeństwu swój talent, o który dziś jesteśmy bogatsi.
allahan_Sekret_Lilian.indd 27
27
2013-06-13 13:33:31
Pomieszczenie wypełniły uprzejme oklaski, po czym mama podała mi mikrofon. Przygotowałam mowę o sztuce i o tym, jak kreatywność otwiera serce i umysł, ale wszystkie słowa jakoś uciekły mi z głowy. Uśmiechnęłam się do zebranych. Byli wśród nich mój mąż, moi przyjaciele, córka i mój tata. A ja powiedziałam jedyne słowa, jakie mógł wyartykułować mój splątany język. – Jestem wdzięczna wam wszystkim za ten wieczór. Dziękuję, że przyszliście. Oddałam mikrofon mamie, która rozpoczęła urodzinową pieśń, wniesiono tort i świeczki, po czym nadszedł czas na życzenia i uściski. I jak wszystko, co wspaniałe, ten wieczór upłynął zbyt szybko. Wkrótce wszędzie stały puste plastikowe kieliszki do wina, zmięte serwetki. Wszędzie też widziało się pracowników cateringu, sprzątających i czekających na wypłatę. Rusty zabrał Lil do domu, Sadie została do samego końca. Usiadłyśmy przy długim stole konferencyjnym, śmiejąc się z pani Palo, która kupiła obraz w galerii, myśląc, że jest mój, a tymczasem namalował go inny artysta, którego obrazy galeria miała na wystawie stałej. Zastanawiałyśmy się, czy pani Paolo kiedykolwiek się zorientuje. Usiadła z nami mama.
allahan_Sekret_Lilian.indd 28
28
2013-06-13 13:33:31
– Cóż, kochanie, myślę, że nie mogło być lepiej. To był cudowny wieczór. Naprawdę cudowny. A ty wyglądałaś przepięknie. – Dziękuję, mamo. I gratuluję ci wystawy w centrum historycznym. Nie mówiłaś mi o tym. – Czekałam na odpowiedni moment. Pokiwałam głową, a Sadie kopnęła mnie pod stołem. – I chciałam ci także powiedzieć to... – Mama pstryknęła zrobionymi u manicurzystki paznokciami, co zabrzmiało jak pazurki małego zwierzątka przebiegającego po drewnianej podłodze. – Mężczyzna, który organizuje wystawę, przyszedł wczoraj, aby przeprowadzić ze mną wywiad. Nie poznałam go, ale w końcu przypomniało mi się, kim jest – to ten twój śmieszny były chłopak. – Były chłopak? – spytałam, zbierając ze stołu torebkę i telefon komórkowy. – Tak, ten z college’u. Hutch czy jakoś tak. – Hutch O’Brien? – zapytałam. Machnęła ręką w powietrzu. – Zupełnie o nim zapomniałam. Nie słysząc odpowiedzi, odwróciła się do mnie. Spojrzałam w inną stronę, bo wiedziałam, o co jej chodzi. Zawsze wiedziałam. Chciała, żebym powiedziała, że ja także o nim zapomniałam. Nie mogłam tego powiedzieć i nie powiedziałam.
allahan_Sekret_Lilian.indd 29
29
2013-06-13 13:33:31
Tej nocy Hutch pojawił się w moich snach. Niczym wilgoć w letnim powietrzu jego zapach i pamięć o nim przeniknęły w ciemność, za zasłonę snu, gdzie nikt nie może skontrolować, kto lub co ukazuje się w świecie snów. Siedzę na jego kolanach, nogami obejmuję go w pasie. Delikatnie przygryzam jego dolną wargę. Przygląda się, jak maluję, a wtedy macha mi na pożegnanie z okna samolotu. Oprowadza mnie po domu, w którym jest wiele pokojów. Obudziłam się o świcie i stałam sama w kuchni, pijąc kawę. Jeśli czułam się winna, to dlatego, że wpuściłam go do sypialni, nawet jeśli zdarzyło się to tylko we śnie. Potrzeba posiadania Hutcha zakorzeniła się kiedyś głęboko w moich kościach, tak że czułam pożądanie, ale nie częścią siebie, lecz całą sobą. Nie byłam już jednak tamtą kobietą. Przez ponad dwadzieścia lat byłam żoną Rusty’ego Calvina. Byłam żoną i matką. Aby otrząsnąć się z nocnych, dawnych emocji, przeczytałam artykuł o wystawie w „Atlanta Journal-Constitution”. Zabrałam do sypialni gazetę, aby pokazać Rusty’emu, ale on był pod prysznicem, więc położyłam ją na szafce. Zadzwoniłam do mamy. Nie odbierała, zatem zostawiłam wiadomość, dziękując jej za cudowny wieczór i przypominając, żeby odebrała egzemplarz „AJC”.
allahan_Sekret_Lilian.indd 30
30
2013-06-13 13:33:31
Czy powiedziałabym coś innego, wiedząc, że to moja ostatnia do niej wiadomość? Oczywiście. Opróżniałam zmywarkę, naczynia uderzały o siebie, kiedy ni stąd, ni zowąd o kuchenne okno uderzyła samiczka kardynała. Jej skrzydło rąbnęło w szybę czerwono-brązowymi piórami, które powoli opadały na parapet za oknem. Stałam i z zapartym tchem przyglądałam się, jak ptak spada. Przez ostatnie dwadzieścia lat mojego małżeństwa przestałam przy tym kuchennym oknie, w tym samym miejscu, więcej godzin, niż mogę zliczyć, ale nigdy nie widziałam, żeby o szybę odbił się ptak. Okno wychodziło na podwórko – wypielęgnowaną manifestację podmiejskiego ogródka i dbałości o trawnik. Nasz basen był nieruchomy i cichy, a powierzchnia wody gładka. Spadła doniczka geranium. Ziemia utworzyła rdzawą plamę na kremowych płytach z trawertynu, w miejscu gdzie można było zażyć gorącej kąpieli. Trochę zbyt późno uniosłam rękę do okna, jakbym mogła powiedzieć ptakowi, żeby się zatrzymał. Pobiegłam do bocznych drzwi kuchennych i wpadłam na świeżo skoszony trawnik. Źdźbła trawy przedostały mi się pod podeszwy, a skórzane sandały stały się gładkie i śliskie jak robaki. Ptak leżał na trawie, jego skrzydło nie trzepotało, tylko drgało. Czarne
allahan_Sekret_Lilian.indd 31
31
2013-06-13 13:33:31
ślepka miał otwarte, a ja zastanawiałam się, czy to ostatnie spojrzenie przed śmiercią. Serce mi stanęło. Pochyliłam się nad ptaszkiem, przekrzywiłam głowę, żeby mu się przyjrzeć. Mrugnął, a jego złączone nóżki drżały na próżno. Usiadłam, wiedząc, choć może nie do końca, że mokra trawa przesiąka przez moją bawełnianą spódniczkę, a nogi mam pokryte ściętą trawą. Spływał na mnie zapach brudu i świeżo ściętej sosny, mieszając się z lepkim zapachem krzewu gardenii. Ptak i ja patrzyliśmy na siebie – jakby w powinowactwie niepojętego zdumienia. Wow, zdawaliśmy się mówić, coś takiego nigdy wcześniej się nie zdarzyło. – Pomóc ci? – spytałam. Ptak tylko na mnie patrzył. Przypomniałam sobie, że ludzie mówią, iż nie powinno się dotykać dzikiego ptaka, bo inne dzikie ptaki nie będą chciały mieć z nim więcej do czynienia. To spowodowało, że pomyślałam o Szkarłatnej literze, gdzie bohaterka, którą raz dotknięto, później była odrzucona. – A więc – powiedziałam do ptaszka. – Nie dotknę cię. – Wyglądało tak, jakby poczuł ulgę. – Dam ci chwilę, żebyś się pozbierał. Przyglądałam się mu z bliska, nigdy nie byłam tak blisko małego, dzikiego zwierzątka. Wiedziałam, że samce kardynałów są ptakami o najjaśniejszym czerwonym upierzeniu. Samiczki mają kolor brązowy,
allahan_Sekret_Lilian.indd 32
32
2013-06-13 13:33:32
czerwony dzióbek i ogonek. Kilka piór na prawym skrzydle ptaka było przekrzywionych, chciałam sięgnąć i wygładzić je. Dwa czerwone piórka i jedno brązowe leżały zagubione w trawie. Popatrzył na nie, jakby wiedział, że należą do niego, ale że je zgubił. Przysunęłam się, skrzydło nie wyglądało na złamane. Oczy ptaka były bezdenne i błyszczące. Czekałam. Nie wiem, jak długo tam byłam. Kiedy ptaszek i ja przypatrywaliśmy się sobie na mokrej trawie, mrugaliśmy i ważyliśmy osobliwość tej sytuacji, usłyszałam dźwięk telefonu. Byłam już prawie w kuchni, kiedy zaczęła dzwonić moja komórka. Wzięłam telefon z lady. – Halo? – Nigdy nie odbierasz telefonu stacjonarnego. Dlaczego nigdy go nie odbierasz? To był tata. Miał ostry i donośny głos. – Byłam na zewnątrz – powiedziałam. – Co się stało? Wszystko w porządku? – Twoja matka... – głos mu się załamał jak gałązka na drzewie podczas strasznej burzy. Kuchnia zawirowała przede mną jak fragmenty niedokończonej układanki. Sięgnęłam po krzesło, ale nie trafiłam, i zatoczyłam się do rogu lady. – Co, tato? Co z mamą?
allahan_Sekret_Lilian.indd 33
33
2013-06-13 13:33:32
Chciałam, żeby to była skarga. Że mama znowu wpadła w szał zakupów. Że jest zła, bo nie przyjdę na niedzielny obiad. Że naciska na kolejne obiadowe przyjęcie, a tata chce, żebym jej przemówiła do rozsądku. Skarga. Niech to będzie skarga – mówiłam do siebie duchu. – Znalazłem ją, Ellie. W naszym łóżku. Znalazłem ją. Mój Boże, dlaczego to ja musiałem ją znaleźć? Nie zadałam kolejnego pytania, ponieważ czasami nie zadaję pytań, na które nie chcę znać odpowiedzi. – Jesteś tam? Słyszysz mnie? – Tata mówił ściszonym głosem. – Tak – odparłam. – Ona nie żyje, Ellie. Twoja mama nie żyje. – Wiem – odparłam, bo już to wiedziałam. Wiedziałam, gdy usłyszałam jego głos. A może już wtedy gdy ptak uderzył w okno. Ale wiedziałam. – Już jadę. I rozłączyłam się. Rusty w świeżo wyprasowanym khaki wszedł do kuchni, białe guziki miał zapięte. Trzymał artykuł „AJC” o wystawie artystycznej. Zdjęcie moje, mamy i Lil patrzyło na mnie, drwiąc z mojej myśli, że zaledwie przed dwunastoma godzinami wszystko było w porządku. – Niezły artykuł – powiedział. – Wykonali dobrą robotę. I wrzucił gazetę do kosza.
allahan_Sekret_Lilian.indd 34
34
2013-06-13 13:33:32
Patrzyłam na mojego męża, jakbym go nie znała, jakby ktoś obcy wszedł do mojej kuchni i mówił do mnie. Wzruszył ramionami, jakby pytając: „Co się stało?”. – Mama zmarła – powiedziałam tym samym tonem, jakim zapytałabym, czy ma ochotę na jajecznicę. Wtedy podszedł i przytulił mnie do siebie. – Och, Ellie. Odepchnęłam go i podeszłam do kosza, żeby wyciągnąć gazetę. – Chciałam to dla niej oprawić w ramkę. Skulił się. Wrzuciłam gazetę z powrotem do kosza. – Zdaje się, że już tego nie zrobię. Wyciągnął do mnie ramiona, ale powstrzymałam go gestem ręki. – Muszę jechać do taty. – Pojadę z tobą – powiedział i wziął z lady kluczyki.
Ten dzień trwał dłużej niż każdy, który do tej pory przeżyłam, tak jakby wszystkie złe dni zostały poukładane jeden na drugim, a czas rozciągnął się, żeby dopasować się do nich wszerz i w głąb. Kiedy w nocy wróciłam do domu, od razu wyszłam na zewnątrz, by sprawdzić, co się dzieje z ptaszkiem, oczywiście nie tracąc nadziei, że odleciał.
allahan_Sekret_Lilian.indd 35
35
2013-06-13 13:33:32
Czerwony ptak leżał martwy w trawie. Rozpłakałam się. W końcu Rusty znalazł mnie leżącą obok ptaszka. Pomógł mi wstać i zaprowadził mnie do środka, uspokajając jak niepocieszone dziecko. Godziny między tą chwilą a pogrzebem pamiętam tylko z „działań” nieodzownych, aby się pożegnać. Mimo że rozumiałam, iż pod wieloma względami nigdy nie pożegnam się z mamą.
allahan_Sekret_Lilian.indd 36
2013-06-13 13:33:32
rozdział
T
ydzień po pogrzebie zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się nazwisko HUTCH O’BRIEN, patrzyłam na to długo, jakby ta zjawa przeniknęła do mojej kuchni i do mojego życia. Co zresztą stało się pod wieloma względami. Nie odebrałam telefonu i odczekałam pełne dwie godziny, zanim odsłuchałam wiadomość. – Hej, Ellie. Mam nadzieję, że ty i twoja rodzina jakoś się trzymacie. Naprawdę nie chcę cię naciskać, żeby porozmawiać o twojej mamie, bo wiem, że jesteś pogrążona w żałobie, ale termin otwarcia wystawy nadciąga nieubłaganie. Potrzebuję kilku ostatecznych odpowiedzi. Jeśli możesz, proszę, oddzwoń. Zostawił swój numer, a ja zapisałam go na skrawku papieru, złożyłam w ładny kwadracik i umieściłam w bocznej kieszonce torebki.
allahan_Sekret_Lilian.indd 37
37
2013-06-13 13:33:32
Stałam na cienkiej linii pomiędzy dwiema ewentualnościami – zadzwonić do niego lub nie – wytrącona z równowagi, pewna, że zanurzę się we wspomnieniach. Wiem, że wszyscy mają romanse. Nie czuję się lepiej ani inaczej z tym, że ja i Hutch też mamy romans. Wiem po prostu, że ten jest mój. Spotkaliśmy się kiedyś w najzwyklejszych okolicznościach. W najnormalniejszy sposób, w jaki poznają się dwudziestolatkowie – będąc w barze z przyjaciółmi. Nic w tym specjalnego ani niezwykłego. Ale wszystko było inne – sposób, w jaki drżał mój śmiech, to, jak chciałam dotknąć blizny na twarzy Hutcha. I jak się jąkałam, a czas wokół nas rozciągał się, wydłużał. Bar, przyjaciele, hałas – wszystko to zniknęło, a ja widziałam tylko mężczyznę stojącego naprzeciw mnie. Podeszła Sadie i powiedziała, przekrzykując hałas i ludzi: „Wychodzę”. Pokiwałam głową, jakbym jej nie znała, jakby nie była moją współlokatorką i moim kierowcą, który miał mnie odwieźć do akademika. W końcu wyciągnęłam dłoń i dotknęłam jego policzka. – Ta blizna. Skąd ją masz? Położył rękę na mojej dłoni. – Pies mnie ugryzł. Miałem dziesięć lat. – Och – powiedziałam.
allahan_Sekret_Lilian.indd 38
38
2013-06-13 13:33:32
Trzymając moją rękę, przyciągnął mnie do siebie, nasze twarze i usta zbliżyły się i nastąpił nasz pierwszy pocałunek.
Trzy dni po tym gdy Hutch zostawił wiadomość, wykręciłam numer zapisany na pomiętej kartce. Siedziałam na ganku z tyłu domu i patrzyłam na basen, w którym od ponad roku nikt nie pływał. Telefon dzwonił dopóty, dopóki nie uzyskałam pewności, że odezwie się automatyczna sekretarka. Przygotowałam sobie wcześniej to, co chcę powiedzieć, ale wtedy odezwał się na linii jego głos – na żywo – a mnie zaparło dech w piersi. – Hej – powiedział. – Cześć, Hutch. Tu Ellie Calvin. Nie przeszkadzam? Zaśmiał się, a zabrzmiało to zarazem głęboko i melodyjnie. – Nie, nie przeszkadzasz. Właśnie wbiegłem z dworu do domu. Moje przeklęte krzaczki pomidorów pokryte są jakimś kwieciakiem bawełnowcem czy innym diabelstwem. – To pewnie jakieś inne diabelstwo – powiedziałam. – Wiesz, kwieciak bawełnowiec je tylko bawełnę. Jego śmiech przyprawił moje ciało o drżenie. – Dzięki, że oddzwaniasz. Nie liczyłem na to.
allahan_Sekret_Lilian.indd 39
39
2013-06-13 13:33:32
– Cóż, nie sądzę, żebym mogła być bardzo pomocna. – Pozwól, że powiem ci, co robię, a wtedy może zrozumiesz sens. – Proszę bardzo. – Ta wystawa dotyczy dziesięciu kobiet, które w latach sześćdziesiątych zdobyły tytuł Kobiety Roku Atlanty. Twoja mama, oczywiście, dostała ten tytuł za swoją filantropijną pracę, ale stare zapiski ze spotkań, które przeczytałem, sugerują, że najważniejsza była jej działalność dotycząca praw człowieka w 1961 roku. Wiem, że zdobyła ten tytuł w 1968, częściowo jednak za swoją pracę w 1961. Ale jak się zdaje, nikt nie może mi powiedzieć dokładnie, co to było lub jest. – Co? – Nie słyszysz mnie? – Hutch, jesteś pewien, że nie pomyliłeś jej z inną kobietą? Mama nigdy nie pracowała w Ruchu. Nigdy. Milczał tak długo, że musiałam zerknąć na wyświetlacz, aby upewnić się, czy jeszcze mamy połączenie. – Cóż, widzisz, o to chodzi. Pracowała, ale nie mówiła mi o tym podczas wywiadu. Powiedziała, że to krótkie lato nie miało nic wspólnego z tytułem Kobiety Roku, ja jednak myślę, że nie miała racji. – Krótkie lato? Naprawdę nie mam pojęcia, o czym mówisz – odparłam, wstając, aby pospacerować po podwórku. – Cholera – powiedział.
allahan_Sekret_Lilian.indd 40
40
2013-06-13 13:33:32
– Przykro mi. – Nie musisz przepraszać. Ale może gdybyśmy się spotkali i porozmawiali, mógłbym znaleźć więcej informacji, które byłyby pomocne. Jakieś zdjęcia? – Wszystkie zdjęcia ma tata. – Jasne – powiedział. Ciszę między nami wypełniał milion słów, wszystkie wymieszane na wszelkie możliwe sposoby. Czasami jest tak wiele do powiedzenia, że nic nie może zostać powiedziane. – Cóż, miło się rozmawiało – rzekł. – Z tobą także, Hutch. Uwielbiałam wymawiać jego imię. Naprawdę. Mój Boże, uwielbiałam. Po zakończonej rozmowie wymówiłam je jeszcze raz. Ale tylko raz.
Później tego wieczoru zapadł na podwórku zmierzch – mój ulubiony rodzaj światła – a ja siedząc na leżaku, rozmawiałam przez telefon z Lil. – Mamo, przysięgam, nie mam pojęcia, jak ona znajduje jakiekolwiek ubranie, ciuchy walają się po całym mieszkaniu. Jak ktoś może tak żyć? Rozbawiła mnie moja zorganizowana i pedantyczna córka, która wiesza swoje ubrania według kolorów i stylów.
allahan_Sekret_Lilian.indd 41
41
2013-06-13 13:33:32
– Kochanie, nie wiem. Ale to sprawia, że świat jest taki interesujący – każdy z nas jest inny. – Och, dobrze wiedziałam, że to powiesz. Przysięgam, że mogłabym z tobą rozmawiać bez ciebie, bo wiem, jakich użyjesz słów. Otworzyły się tylne drzwi. Zobaczyłam, że Rusty wyszedł się przejść po trawie. Pomachałam mu i uśmiechnęłam się. – Tata jest w domu – powiedziałam do Lil. – Zadzwonię jutro. Muszę kończyć... – Powiedz tacie „cześć” – poprosiła. Rusty ucałował moje włosy rozgrzane od słońca. – Hej, kochanie. Co na kolację? Skuliłam się. – Niczego nie ugotowałam. Spędziłam dzień z tatą. Był w złym stanie. Podszedł do mnie i usiadłszy na brzegu leżaka, ścisnął moją kostkę. – Wszystko w porządku? Pod śmierci mamy Rusty zadawał to samo pytanie co dzień, jakby sprawdzał, czy się nie rozpadnę i nie zniknę, jakby na moim kole od samochodu była bańka, która mogłaby prysnąć podczas jazdy. – Nie wiem, co oznacza w porządku, ale tak, jest okej. – Z kim rozmawiałaś? – Z Lil.
allahan_Sekret_Lilian.indd 42
42
2013-06-13 13:33:32
Zrobił kwaśną minę. – Nie chciała ze mną rozmawiać? – Zawsze możesz do niej zadzwonić, Rusty. Wychodziła na jakieś wykłady. – Dobrze – powiedział, przyglądając się trawnikowi. – Musimy zatelefonować do firmy ogrodniczej i powiedzieć, że tylny żywopłot jest zbyt wysoki, a płot rozsunął się w rogu. Nie odpowiedziałam, a on popatrzył na mnie. – Ellie, słyszysz mnie? Pokiwałam głową. – Naprawdę wszystko w porządku? Wstałam i popatrzyłam na niego. – Co masz na myśli? Stanął przede mną twarzą w twarz. – Martwię się o ciebie. Wiem, że to trudne, ale dlaczego o tym ze mną nie porozmawiasz? Mówisz tylko, że jest w porządku. Tylko o to mi chodzi, Ellie. W tonie jego głosu pobrzmiewała złość. – Nie wiem, co powiedzieć. To boli. To przerażająca ulga, a ja czuję się winna. To smutne i nagłe, jakby ziemia przesunęła się pod moimi nogami, a ja nie mogę zobaczyć, co to zmienia. Może nic, a może wszystko. Nie mam pojęcia. Czuję się otumaniona i rozbita, ale jest w porządku. Pytasz, czy jest okej, mówię, że okej. Objął mnie i przytulając, palcami przeczesywał moje włosy.
allahan_Sekret_Lilian.indd 43
43
2013-06-13 13:33:32
– Wyjdźmy gdzieś na kolację, dobrze? – zaproponował. Odprężona, przywarłam do jego piersi. – Świetnie. Na małżeństwo, pomyślałam, składają się takie właśnie chwile, które niby ściegi formują rąbek u dołu tkaniny, zespalając go w chwili, gdy wydaje się, że postrzępione końce się poprują.
allahan_Sekret_Lilian.indd 44
2013-06-13 13:33:32
Schneider_Marylin_ostatnie_seanse_pocket.indd 2
2012-01-02 13:39:55
Czy naprawdę znamy tych, których kochamy? W przeszłości Lillian drzemie tajemnica, która może zaważyć na losach jej rodziny. Surowa i wymagająca pani domu, wzorowa żona i matka w młodości była zupełnie inną osobą. Jako młoda dziewczyna szaleńczo pokochała mężczyznę, który złamał jej serce. Odrzucona i rozgoryczona Lillian podjęła zaskakującą życiową decyzję…
Po latach jej córka Ellie postanawia dowiedzieć się, kim był ten, który zranił jej matkę.
Cena 14,90 zł