Tłumaczenie
Marcin Sieduszewski
Tytuł oryginału American Predator. The Hunt for the Most Meticulous Serial Killer of the 21st Century Copyright © 2019 by Maureen Callahan This edition published by arrangement with DeFiore and Company Literary Management, Inc. through Andrew Nurnberg Associates Warsaw. Projekt okładki Magdalena Kuc Fotografia na pierwszej stronie okładki Israel Keyes / FBI 103355709 © Chavalit Likitratcharoen / Dreamstime.com asifakbar / Shutterstock Redaktor prowadzący Sylwia Ciuła Opieka redakcyjna Katarzyna Mach Adiustacja Magdalena Granosik Korekta Barbara Gąsiorowska Katarzyna Mach Łamanie Dariusz Ziach
Copyright © for the translation by Marcin Sieduszewski Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2020
ISBN 978-83-240-6032-0
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2020. Printed in EU
1
Na poboczu czteropasmowej drogi, skryty za niemal półtorametrową warstwą śniegu, stał niewielki kiosk z kawą, którego fasada o morskiej barwie kontrastowała żywo z szarością asfaltu i sieciowych dyskontów. Przejeżdżający obok kierowcy widzieli tylko wyzierający spoza zasp czubek położonego na odludziu budyneczku. Tamtej nocy w kiosku pracowała osiemnastoletnia Samantha Koenig, zatrudniona od niecałego miesiąca. Nie został po niej ślad. Zaginięcie Samanthy zostało zgłoszone z samego rana w czwartek drugiego lutego 2012 roku przez baristkę, która przyszła ją zastąpić. Zmienniczka wyczuła, że coś jest nie tak – jej koleżanka zawsze zostawiała porządek w kiosku, lecz tamtego ranka wewnątrz panował bałagan, a do tego zniknął utarg z poprzedniego dnia. Strzępki informacji, które policji w Anchorage udało się od razu zebrać, nie naprowadzały na żaden trop. Zaginiona była lubianą przez rówieśników uczennicą ostatniej klasy liceum – czasem zdarzało się jej urwać z lekcji i niewykluczone, że miała pewne doświadczenia z narkotykami. Potrafiła się dogadać 15
z każdym, nie tylko ze szkolnymi gwiazdami. W życiu najważniejsze były dla niej dwie osoby: jej chłopak Duane, z którym chodziła od niemal roku, oraz wychowujący ją samotnie ojciec, James. Jak zatem należało interpretować jej zniknięcie? Owszem, Samantha mogła zostać uprowadzona, jednak śledczym bardziej prawdopodobne wydawało się, że po prostu uciekła. Policjanci nie znaleźli żadnych śladów walki. W kiosku zainstalowany był alarm, ale Samantha go nie uruchomiła. Do tego dziewczyna korzystała ze swojej komórki przed zniknięciem i już po nim – za pośrednictwem SMS-ów kłóciła się z Duane’em, oskarżając go o zdradę. Jednocześnie dzwoniła wcześniej do taty z prośbą, by przywiózł jej do kiosku kolację. Po co miałaby to robić, gdyby planowała ucieczkę? Sierżant w komendzie policji w Anchorage uznał to śledztwo za dobrą okazję do przeszkolenia kogoś z nowicjuszy. Postanowił powierzyć sprawę detektyw Monique Doll, trzydziestopięciolatce z trzeciego już w jej rodzinie pokolenia gliniarzy. Tego dnia po raz pierwszy dziewczyna przyszła do pracy w wydziale zabójstw. Poprzednich dziesięć lat spędziła w wydziale antynarkotykowym, z czego cztery lata jako tajna agentka DEA*. Jej kwalifikacje nie budziły więc wątpliwości. Detektyw Doll wyróżniała się również jako najbardziej czarująca policjantka w Anchorage. Odpowiednio do nazwiska** była atrakcyjną blondynką, choć posługiwała się uniseksową ksywką Miki. Jej mężem był prawdziwy as na posterunku
* Drug Enforcement Administration – działająca od 1973 roku amerykańska agencja rządowa zwalczająca obrót nielegalnymi substancjami (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza). ** Doll (ang.) – lalka.
16
w Anchorage, przystojniak Justin Doll. Monique z Justinem cieszyli się poważaniem wśród lokalnej społeczności. – Zajmiesz się tym, okoliczności są podejrzane – usłyszała detektyw Doll od sierżanta. Po drugiej stronie miasta agent specjalny FBI Steve Payne finali zował sprawę związaną z narkotykami, gdy zadzwonił do niego kolega z policji. W Anchorage to powszechna praktyka, bo choć miasto jest duże, funkcjonuje jak mała mieścina. Gliniarze, agenci FBI, oskarżyciele, obrońcy – wszyscy się tutaj znają. Na tym właśnie polega paradoks życia na Alasce: mieszka tu wielu zatwardziałych indywidualistów, ale każdy z nich dobrze wie, że pewnego dnia ostrej zimy może się zdarzyć, że pomoc innych ludzi okaże się niezbędna. Payne dowiedział się, że zeszłej nocy zaginęła osiemnastolatka, która wcześniej wysłała swojemu chłopakowi kilka wściekłych wiadomości. Według jednej z teorii Samantha ukradła dzienny utarg, by zafundować sobie dzień lub dwa wolnego. W Anchorage takie rzeczy zdarzały się dość często. A jednak Payne nie dał się zwieść. Planowanie własnego zniknięcia wymaga długofalowej strategii oraz dość skomplikowanego działania. Samantha była młoda i brakowało jej pieniędzy. Payne regularnie zaglądał do przydrożnych kiosków z kawą i wiedział, że baristki zarabiają grosze. Do tego pracującym w pojedynkę dziewczynom latem kazano nosić bikini. Nie miały lekko. Dokąd miałaby się udać nastolatka sama w ciemną zimo wą noc w środku tygodnia? Ziemię pokrywał zmarznięty śnieg, a pick-upa wziął tym razem Duane. Anchorage to nie miejsce na spacery. Wizja Samanthy oddalającej się gdzieś samotnie na piechotę nie miała żadnego sensu. Gdyby poszła do domu przyjaciółki, jak sugerowała w SMS-ach do Duane’a, policja już by ją pewnie znalazła. 17
Payne zaoferował swą pomoc. – Mamy wystarczająco dużo ludzi – usłyszał na to od kolegi. – Myślę, że sami to rozgryziemy. Payne się rozłączył, ale wciąż czuł, że coś nie gra. Dobrze wiedział, że pierwsza zasada każdego śledztwa brzmi: zachować otwarty umysł. Nie wolno na siłę budować własnej teorii o domniemanej zbrodni. Doszły go słuchy, że po zaginięciu Samanthy policjanci nawet nie odgrodzili kiosku taśmą i druga baristka przez cały ranek obsługiwała tam klientów. Jeśli kiosk faktycznie stanowił miejsce zbrodni, to zostało ono naruszone. Aż trudno uwierzyć, pomyślał Payne. To przecież były elementarne kwestie: pierwsze godziny śledztwa są bezcenne, bo dowody są jeszcze świeże, a do tego można przeprowadzić najbardziej wartościowe przesłuchania świadków. Co równie ważne, prowadzący śledztwo są wówczas najbardziej zaangażowani i dociekliwi, gdyż stają twarzą w twarz z nową zagadką i nowymi przeciwnikami. Te chwile decydują o wszystkim, co się potem wydarzy. W przypadku zaginięcia – zwłaszcza dziecka, a Payne uważał Samanthę za dziecko – odpowiednie działanie w tych pierwszych momentach dawało śledczym największą szansę na odnalezienie ofiary żywej. Nie chciał wsadzać nosa w nie swoje sprawy, ale nie mógł się powstrzymać. Zadzwonił na policję, zostawił wiadomość i przez resztę popołudnia czekał na odpowiedź. W końcu, o ósmej wieczorem, zabrzęczała komórka Payne’a. Dzwoniła detektyw Doll. – Okoliczności się zmieniły – zakomunikowała. Payne w ciągu dwunastu minut dojechał z biura terenowego FBI na komendę policji w Anchorage. Był o sześć lat starszy od Doll, a w Federalnym Biurze Śledczym pracował już od szesnastu lat. Urodził się i wychował w Anchorage, co było 18
rzadkością. Większość mieszkających tam osób stanowili bowiem przybysze z innych stanów. Payne dobrze znał ich mentalność. Dostrzegał uprzedzenia policji, gdy sprawy dotyczyły najbiedniejszych, najbardziej kłopotliwych mieszkańców – tak zwanych beznadziejnych przypadków. Nie chciał, żeby zaginięcie Samanthy zamieciono pod dywan. Wygląd Payne’a nie zdradzał jego umiejętności. Na pierwszy rzut oka nikt by się nie domyślił, że był agentem specjalnym, który od początku kariery zajmował się narkotykami i brutalnymi zbrodniami. Miał delikatne rysy, drobną budowę – przypominał raczej księgowego. A jednak Payne był urodzonym śledczym, obsesyjno-kompulsywne oddanie pracy detektywa zniszczyło jego pierwsze małżeństwo. Był również perfekcjonistą, niezmiennie kierującym się credo wydziału zabójstw: „Postaraj się za pierwszym razem, drugiej szansy nie będzie”. W FBI drwili z jego ulubionych powiedzonek, takich jak „pora podumać”, gdy właśnie odkrył nowy trop czy przydatną informację, lub „prawo Murphy’ego”, gdy niemal rozwiązana sprawa nagle zaczynała się sypać. Payne uważał Murphy’ego za swojego osobistego upiora. Detektyw Doll opisała Payne’owi pokrótce, czego się do tej pory dowiedziała. Obejrzeli nagranie z kamery zainstalowanej w kiosku, które jego właściciel mieszkający ponad cztery tysiące kilometrów od Anchorage widział już osiem godzin wcześniej. Sprawa zaginięcia Samanthy nie rozwijała się we właściwym kierunku, czego Payne najbardziej się obawiał – nadano jej niski priorytet, bo chodziło o nastolatkę z biednej rodziny. Ojciec dziewczyny przez całą noc bezskutecznie starał się do niej dodzwonić, a kolejny dzień spędził, wystając pod kioskiem w nadziei, że córka przyjdzie na wyznaczoną jej zmianę od pierwszej po południu do ósmej wieczorem. – Pokaż mi to nagranie – poprosił Payne.
19
Na ekranie ukazuje się Samantha ubrana w koszulkę o barwie limonki, z rozpuszczonymi włosami. Jest rozluźniona, przygotowuje kawę, gawędzi z klientem przez okienko kiosku. Taki obraz kamery zarejestrowały tuż przed ósmą. Wygląda na miłą dziewczynę, uznaje Payne. Szczęśliwą. Osoba stojąca na zewnątrz znajduje się poza zasięgiem kamery. Samantha pracuje jakby nigdy nic, a potem – dwie minuty i sześć sekund od startu nagrania – nagle wyłącza światło. Brak dźwięku. Samantha unosi ręce. Przed kioskiem dostrzec można zarys sylwetki oraz coś, co może być pistoletem wymierzonym w dziewczynę. Sądząc po wysokości, na jakiej pojawia się lufa, można stwierdzić, że napastnik jest wysoki. Samantha odwraca się plecami do postaci za oknem i ostrożnie podchodzi do lady. Klęka. Przez jakąś minutę pozostaje w tej pozycji, porusza dłońmi, a następnie – trzy i pół minuty od początku nagrania – wstaje, podchodzi do kasy i wyjmuje z niej gotówkę. Film jest tak kiepskiej jakości, że trudno stwierdzić, czy podaje pieniądze rabusiowi, czy kładzie je na kontuarze. Znów klęka, lecz wydaje się spokojna. Potem jednak musi słyszeć kolejne polecenie, bo chybotliwym krokiem podchodzi do okienka i odwraca się do niego plecami. W momencie nagrania oznaczonym jako 5.19 przez okno częściowo wsuwa się potężny mężczyzna. Wygląda na to, że wiąże dziewczynie ręce za plecami. Upływają kolejne dwie minuty, niby niewiele, dopóki człowiek nie zda sobie sprawy, że mężczyzna z pistoletem stoi przed często uczęszczanym kioskiem z kawą, położonym między popularną siłownią a ruchliwą drogą. W takim sąsiedztwie dwie minuty to bardzo długo. Payne stwierdza, że kimkolwiek jest ten gość, albo dobrze wie, co robi, albo zna Samanthę. Kiosk jest maleńki, ma może trzy metry na półtora, ledwo wystaje ponad ziemię. Szeroko 20
otwarte okienko do obsługi klientów sprawia, że pracujące w środku dziewczęta są wyjątkowo bezbronne. Aż dziw, że nikt tego dotąd nie zauważył. Kilka sekund później Payne widzi, że mężczyzna susem godnym geparda wskakuje do środka z wyciągniętymi przed siebie rękoma i ląduje na prawo od Samanthy. To dzieje się błyskawicznie. Teraz nie ulega już wątpliwości, że mężczyzna jest wysoki. Jest również bardzo opanowany. Zerka przez okienko, zasuwa je, po czym zwraca się do Samanthy. Wszystko wygląda względnie normalnie. Mężczyzna bierze coś do ręki, otwiera i pokazuje Samancie. Wygląda na to, że to jej torebka – jest pusta. Gdy wideo dociera do 8.55, mężczyzna klęka. Odwrócony do kamery szerokimi plecami, prawą ręką obejmuje Samanthę. Na jego bluzie z kapturem widać jakiś tekst, ale nie da się go odczytać. Jest tak blisko dziewczyny, że zlewają się niemal w jedną osobę. Pomaga jej wstać. Przez chwilę spoglądają za siebie, w końcu stają twarzami do innej kamery monitoringu. Potem on wyprowadza dziewczynę przez drzwi kiosku, a nagranie z zewnątrz ukazuje, jak odchodzą wolnym krokiem po świeżym śniegu, on obejmuje ją ramieniem. Payne nie miał pojęcia, co myśleć o nagraniu. Raz jeszcze zaoferował pomoc FBI, ale Doll odmówiła. Chociaż był to jej pierwszy dzień w robocie, kierowała śledztwem w imieniu policji w Anchorage. Sierżant przydzielił do sprawy również Jeffa Bella, którego młodzieńczy wygląd maskował siedemnastoletnie doświadczenie w organach ścigania, takich jak zespół pościgowy czy jednostka specjalna SWAT. Jako starszy stopniem funkcjonariusz 21
policji Bell spędził trzy lata, biorąc udział w akcji „Bezpieczne ulice”, co pozwoliło mu uzyskać certyfikat bezpieczeństwa FBI. Bell miał wrodzony talent – przenikliwy umysł o chirurgicznej wręcz precyzji w połączeniu z dużą charyzmą pozwalał mu bez trudu stawiać czoła gangsterom, dilerom, ćpunom, alfonsom, gwałcicielom i mordercom, którzy gorliwie pracowali na reputację Anchorage jako najbardziej dotkniętego przestępczością miasta Alaski. Zarówno w policji, jak i w FBI mówiono na niego Metroseksualny. I niekoniecznie był to komplement. Bell był wysokim facetem o ciemnej karnacji, włosy ścinał na krótko, po wojskowemu, i dbał o figurę. Zawsze był świetnie ubrany. Cieszył się jednak poważaniem kolegów i koleżanek. Cecho wała go szczerość i serdeczność typowa dla mieszkańców Środkowego Zachodu. Na Alaskę trafił, by poślubić pochodzącą stąd ukochaną, którą poznał w college’u, i jak większość mieszkających tu osób już dawno temu zaczął określać się mianem Alaskanina zamiast Amerykanina, resztę kraju traktując niczym zagranicę. Bell znał Anchorage równie dobrze jak Payne. Prawie każdy róg ulicy kojarzył mu się z jakąś napaścią, aresztowaniem albo znalezionymi zwłokami. Nawet jemu jednak nagranie z monitoringu w kiosku zabiło ćwieka. Zgoda, Samantha podniosła ręce, tak, napastnik był wysokim mężczyzną, ale co się właściwie działo? Było zbyt ciemno, żeby to stwierdzić. Dlaczego ich rozmowa trwała tak długo? Bell podsumował czynności widoczne na nagraniu i wyszło mu, że facet stał przed kioskiem przez co najmniej siedem minut, a w środku spędził ponad dziesięć. Łącznie siedemnaście minut. Bell zachodził w głowę, o czym oni, do cholery, mogli gadać. To właśnie tych siedemnaście minut okazało się istotne dla wstępnej teorii policjantów, że Samantha prawdopodobnie nie 22
była ofiarą. Nie planowali informować o tym prasy, ale można to było odczytać z ich reakcji – komenda w Anchorage nie miała bowiem zamiaru ogłaszać zaginięcia dziewczyny. Zrobiono to dopiero dwa dni później, pod naciskiem jej ojca odchodzącego od zmysłów z niepokoju.
2
James Koenig stał przed kioskiem sieci Common Grounds w piątkowe popołudnie – jego córka zniknęła prawie czterdzieści osiem godzin wcześniej. Szoku, jakiego doznał, doświadczają tylko rodzice niezdolni pojąć, że ich dziecko mogło nagle zniknąć w niewyjaśniony sposób. Jak do tego doszło? Większość osób z sąsiedztwa zwracała się do postawnego, niebieskookiego Jamesa per Sonny. Mężczyzna pracował jako kierowca ciężarówki i nieobce mu były bary, kluby ze striptizem i konszachty z gangami motocyklowymi reprezentującymi mroczną stronę Anchorage. Chodziły też plotki, że parał się handlem narkotykami. Wiele osób uznałoby więc Jamesa „Sonny’ego” Koeniga za złego człowieka. Jednak dla Samanthy zrobiłby wszystko. Gdy przyszła na świat, prawie nie mógł spać, tak bardzo się martwił, że córeczka znienacka przestanie oddychać. Nieraz słyszał, jak ludzie opowiadają o pozbawionej granic rodzicielskiej miłości, i w końcu sam jej doświadczył. Samantha była jego jedynym dzieckiem, jego oczkiem w głowie. Nie zaginęłaby, gdyby tamtego wieczoru zawiózł jej kolację, jak prosiła. Czemu tego nie zrobił? No, czemu? 24
James skupił się na tym, co mógł zrobić, czyli na mobilizowaniu Anchorage do poszukiwań jego córki. Rozdawał ulotki ze zdjęciem Samanthy i rozpaczliwym „UPROWADZONA”, wypisanym dużymi czerwonymi literami nad jej imieniem. Wkrótce pojawili się ochotnicy, którzy najpierw ściskali Jamesa, a potem sami zaczynali rozdawać ulotki w miękko opadającym dokoła nich śniegu. Przyjechali też dziennikarze, James był gotów rozmawiać z nimi cały dzień. Samantha została porwana, mówił, bez dwóch zdań. – Dzwoniłem na jej komórkę, aż wyczerpała się bateria, a potem zacząłem pisać SMS-y. Za każdym razem czekałem, dopóki nie zgłosiła się poczta głosowa. A wczoraj w południe od razu odezwała się poczta. James uważał to za niepodważalny dowód, że S amanthę uprowadzono; w normalnych warunkach komunikował się z córką kilka razy dziennie. Policjanci nie byli jednak co do tego przekonani. Na Alasce bez przerwy znikają ludzie. Czasem sami odchodzą. Niekiedy gubią się na ciemnym szlaku albo zamarzają na śmierć w zaspie. Raz udaje się ich w porę odnaleźć, innym razem – nie. Tutaj to chleb powszedni. Dla niektórych wręcz dar niebios. Urok Alaski w dużej mierze opiera się na zdolności n atury do pokazania człowiekowi, gdzie jego miejsce. Nasi przodkowie zamieszkali tu jedenaście tysięcy lat temu. Niewiele się zmieniło od 1867 roku, kiedy Rosja sprzedała półwysep Stanom po dwa centy za akr. Alaska wciąż jest „Wielką Krainą” z opowieści Jamesa Michenera, miejscem łączącym współczesnych mieszkańców z czasami sprzed pojawienia się człowieka: nieskażonym terenem, gdzie tytaniczna siła natury chwyta za serce, ale i lekko przeraża. Bujna przyroda Alaski, jej uwodzicielska moc i brutalność wabi najdzikszych z nas: poszukiwaczy przygód i samotników, romantyków i desperatów, ekscentryków i samobójców na raty. Alaska to kraina czarnych księżyców i północnego słońca. 25
Latem Alaska, a zwłaszcza Anchorage, staje się najjaśniejszym miejscem na naszej planecie – istnym lunaparkiem przyciągającym rodziny z dziećmi lubujące się w spędzaniu czasu na świeżym powietrzu, przez dwadzieścia dwie godziny w pełnym słońcu. Jednak gdy nastaje zima i turyści wyjeżdżają do swoich domów, maska opada. Ukazuje się prawdziwa, nieucywilizowana natura Anchorage. Mrok i deprawacja konkurują z ogólną tęsknotą za światłem i życiem. Dopiero podczas sześciu miesięcy całkowitej niemal ciemności poczuć można, że miejsce to znajduje się na samym skraju Ziemi, balansuje między doczesnym światem a czarną otchłanią pełną niewyjaśnionych zjawisk. Już sama izolacja sprawia, że wydarzyć się tu może wszystko. I nie jest to miejsce przyjazne dla kobiet. „Alaskę cechują dwie główne cechy: ogromne piękno i nieubłagana wrogość”, pisał Michener w powieści Alaska z 1988 roku. Dodawał też, że ludzie, którym udało się tu przetrwać, „zawsze stanowić będą wyjątkowy gatunek: żądny przygód, bohaterski, gotowy stanąć w szranki z potężnymi wichrami, niekończącą się nocą i mroźnymi zimami”. Samantha też należała do tego wyjątkowego gatunku. Była harda jak jej ojciec. Miała problemy z mamą i narkotykami. Z łatwością mogła rzucić szkolę, skazując się na niskopłatne zajęcia i przekreślając marzenia, ale przetrwała i kończyła teraz liceum w Anchorage. Chciała pracować ze zwierzętami, zostać pielęgniarką albo zaciągnąć się do marynarki wojennej. Miała naturę opiekunki wrażliwej na los przybłędów i wyrzutków; gdy widziała, że ktoś siedzi samotnie w stołówce albo gdzieś z boku przed meczem szkolnej drużyny, podchodziła, żeby zagadać. Była po prostu życzliwa. Uwielbiała dzieci i miała hopla na punkcie swoich dwóch psów. I mimo licznych kłótni kochała Duane’a, który osiem miesięcy wcześniej zamieszkał z nią i Jamesem. On też oszczędzał 26
na lepszą przyszłość, zmywając naczynia w popularnej restauracji serwującej owoce morza, Suite 100. Chłopak miał odebrać Sam tego wieczoru, kiedy zaginęła. Powiedział policji, że gdy dotarł na miejsce, już jej tam nie było. Teraz zaś była sobota i komenda policji w Anchorage musiała zacząć działać. Trzeba było nie tylko odnaleźć Samanthę, lecz również uspokoić mieszkańców. W międzyczasie bowiem his torię zaginięcia dziewczyny podchwyciły już ogólnokrajowe media. Porucznik Dave Parker, czy to z naiwności, czy z desperacji, rozmawiał z nimi zbyt otwarcie. – Oboje odeszli pieszo, tyle wiemy na pewno – oświadczył. – Ale poza tym dalszy los zaginionej otacza tajemnica. To wyznanie podsyciło tylko lęk lokalnej społeczności. Zniknięcie Samanthy wprawiło w panikę rodziców, których córki pracowały same w nocy w gęsto zaludnionych miejscach. To samo mogło spotkać każdą z nich. Naciski ze strony społeczeństwa zmusiły policję do przekazania mediom części nagrań z monitoringu. Raz jeszcze śledczy potwierdzili tylko to, że podejrzany miał na sobie ciemną bluzę z kapturem, być może czapkę bejsbolową, i był znacznie wyższy od Samanthy, która mierzyła metr sześćdziesiąt pięć. – Na chwilę obecną podejrzany jest każdy mężczyzna pasujący do tego opisu – stwierdził jeden z detektywów. Włącznie z Jamesem i Duane’em. Detektyw Doll przesłuchała osobno obu mężczyzn w czwartek rano, kilka godzin po zaginięciu Samanthy. Doll z miejsca uznała Jamesa za człowieka prostolinijnego. W raporcie policyjnym w kategorii SZCZEROŚĆ oceniła go w skali 1–10 na „10 – brutalnie szczery”. Zdumiało ją jednak to, co opowiedział Duane. 27
Chłopak zeznał, że około dwudziestej trzydzieści przyjechał do kiosku Common Grounds pick-upem, którym dzielili się z Samanthą. Miał lekką obsuwę w pracy, może dziesięciominutową. Duane zauważył, że światło wewnątrz kiosku jest zgaszone. Budyneczek pogrążony był w ciemnościach. Wysiadł z samo chodu i zajrzał przez jedno z okien. Dziewczyny nie było w środku. – Wszystko było pozamykane – zapewnił detektyw Doll. Dojrzał rozrzucone na podłodze serwetki i ręczniki zostawione na ladzie, co uznał za dziwne, bo Samantha miała obsesję na punkcie porządku. Dlaczego więc nie wszedł do środka? – Nie chciałem, żeby włączył się alarm, bo oskarżyliby mnie o włamanie – odparł. Doszedł do wniosku, że pewnie ktoś inny podwiózł Samanthę do domu. Doll poprosiła Duane’a o potwierdzenie jego wersji wydarzeń, a gdy chłopak pokazywał jej kolejne SMS-y na poparcie swoich zeznań, stało się jasne, że ich związek przechodził kryzys. Nie, wszystko jest w porządku, zapewnił Duane. Wcześniej mieli pewne trudności, ale to już minęło. Doll nie dała się jednak łatwo zbyć. Kazała chłopakowi pokazać jeszcze starsze wiadomości. No dobra, poddał się Duane. Jakiś czas temu flirtował z innymi dziewczynami. Sam o tym wiedziała. I była na niego wściekła. Uznał, że skoro śledczy mieli prawo zarekwirować jego telefon jako materiał dowodowy, równie dobrze sam mógł wyznać, że zadzwonił do Samanthy w wieczór jej zaginięcia, gdy była w pracy, a kiedy oznajmiła, że nie może rozmawiać, odpowiedział tylko: „Jak chcesz”, i się rozłączył. Przyznał, że był na nią zły. Doll odczytała SMS-a, którego Duane otrzymał od Samanthy pół godziny przed północą:
28
Pieprz sie dupku. Wiem co zrobiles, jade na pare dni do znajomych pomyslec. Zachowujesz sie dziwnie, powiedz tacie. „Zachowujesz się dziwnie”? Doll przeszła do ofensywy. Co dokładnie zrobił Duane? Na czym polegało jego dziwne zachowanie? Czyżby zdradzał Samanthę? Czy wygarnęła mu wszystko, gdy po nią przyjechał? Czyżby stracił nad sobą pano wanie i sprawy wymknęły się spod kontroli? Zdarzył się jakiś wypadek? – Nie – zaprzeczył Duane. – Nie zrobiłem tego. – Co w takim razie stało się potem? – spytała Doll. Duane odparł, że wrócił do domu, do Jamesa, i czekał na przyjazd Samanthy. Około trzeciej nad ranem poczuł nagle przemożną potrzebę, by otworzyć drzwi frontowe i wyjść na dwór. – Dlaczego? – spytała Doll. Duane nie umiał wyjaśnić. Ale oświadczył, że dostrzegł mężczyznę w masce, który szperał w ich pick-upie. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez ruchu, a potem tamten zamknął drzwi i odszedł. I co wtedy zrobił Duane? Wrócił do środka i opowiedział wszystko Jamesowi. Jakąś godzinę później Duane sam przeszukał samochód i stwierdził, że zniknęło prawo jazdy Samanthy, które zawsze trzymała wetknięte w osłonę przeciwsłoneczną. Potem wszedł do domu i poszedł spać. Spał mocno i obudził się dopiero o wpół do dziesiątej. Doll mu nie dowierzała. W tym momencie opowieści Duane’a Samanthy nie było już od siedmiu godzin. Pisała do niego, żeby wyjaśnić, jak bardzo jest wzburzona. I oto kilka godzin później, niby przypadkiem i bez przeszkód, w ich domu pojawia się dziwny zamaskowany mężczyzna. Jakimś cudem wiedział, gdzie mieszka Samantha i który samochód do niej należy – odszukał go wśród innych aut zaparkowanych na ciemnej 29
ulicy, do tego wiedział, gdzie znajdzie jej prawo jazdy. Zabrał je i ani James, ani Duane nie zadzwonili na policję? Nie przyszło im nawet do głowy, żeby podążyć za mężczyzną odchodzącym ulicą spokojnym krokiem? Serio? Skoro Duane i James tak bardzo się martwili, czemu nie wezwali gliniarzy? Dlaczego nie zgłosili zaginięcia Samanthy? Duane miał na to prostą odpowiedź: doszedł do wniosku, że policja i tak niczego nie zrobi, dopóki nie upłynie doba od zaginięcia. Ciekawe. To samo James Koenig powiedział Doll, kiedy go przesłuchiwała. Tego samego wieczoru Doll bez zapowiedzi wysłała dwóch uzbrojonych funkcjonariuszy do domu Jamesa i Duane’a. Doll miała do nich jeszcze kilka pytań, ale jej główną motywacją było wybadanie, jak obaj mężczyźni zareagują, gdy zostaną zaskoczeni. To, co policjanci zastali na miejscu, tylko podsyciło jej podejrzenia. James nie chciał ich wpuścić do środka. Zamiast tego przecisnął się przez ledwo uchylone drzwi i zamknął je szczelnie za sobą. Kiedy poprosili o rozmowę z Duane’em, James wycofał się w taki sam sposób, jak wyszedł z domu, a wtedy Duane powtórzył ten dziwaczny manewr. Czy tak zachowują się odchodzący od zmysłów z niepokoju ojciec i zakochany chłopak? Utrzymywali, że Samanthę porwano, ale nie chcieli wpuścić policji do domu? Jeff Bell otrzymał zadanie całodobowej obserwacji Jamesa Koeniga. Mijały kolejne dni. Czy James naprawdę mógł się czegoś takiego dopuścić? Każdy ze śledczych zajmujących się tą sprawą sądził, że to uczciwy 30
człowiek, który szczerze kocha córkę, ale nie dało się uniknąć podejrzeń. Starali się mimo wszystko z nimi nie obnosić. Ale to nie miało znaczenia. James nie był głupi. Wiedział, że jest głównym podejrzanym. Zdawał sobie sprawę, że musi skierować uwagę policjantów gdzie indziej. Namówił znajomych Samanthy, żeby rozmawiali z mediami. „Piękna dziewczyna, która nie wiedziała, że jest piękna”, opisywała ją w prasie była współpracownica Heather Cartwright. Cartwright nie zdawała sobie chyba sprawy z użycia czasu przeszłego. Utrzymywała, że jej zdaniem Samantha została porwana, bo „nigdy świadomie nie pozwoliłaby, żeby jej tato tak strasznie cierpiał”. W kolejną sobotę, jedenastego lutego, setki ludzi zebrały się na nocne czuwanie ze świecami w parku Town Square. Dzieci, policjanci, osoby biorące udział w poszukiwaniach i nieznajomi przypinali zdjęcia Samanthy do wstążek w jej ulubionym odcieniu zieleni. Był tam i James – tulił należącą do córki sześcioletnią sukę pitbulla o imieniu Sheeba, na sercu zaś miał zdjęcie Samanthy. W biurze terenowym FBI siedział sfrustrowany Steve Payne. Mimo że komenda w Anchorage już trzy dni wcześniej sprowadziła agentów Federalnego Biura Śledczego, ojcu Samanthy udało się osiągnąć więcej niż całemu wydziałowi policji. Stworzył linię telefoniczną do kontaktu z potencjalnymi świadkami oraz punkt dla ochotników w sąsiedztwie kiosku. Zlecił też wykonanie pokaźnej tablicy z twarzą córki i napisem „PORWANA”, którą ustawił obok drogi. Prosił biegaczy narciarskich, aby rozglądali się za Samanthą na szlakach. Przyjaciele i nieznajomi farbą w sprayu o barwie neonowej zieleni wypisywali na śniegu pełne nadziei komunikaty. W ciągu paru dni niemal wszyscy mieszkańcy Anchorage dowiedzieli się, kim jest Samantha. Dzięki temu zamiast tracić zainteresowanie dziewczyną zaginioną na dalekiej Alasce, 31
ogólnokrajowe media stawały się coraz bardziej zaintrygowane. Producenci programu Nancy Grace chcieli przeprowadzić wywiad z Jamesem. Historię opisywały stacje ABC, NBC, CBS, CNN oraz Fox News. Wiadomości na Facebooku docierały nawet z Nowej Zelandii. W międzyczasie Payne skupił się na faktach. Zlecił swoim agentom kontakt ze wszystkimi liniami lotniczymi, żeby upewnić się, że Samantha nie opuściła stanu. Nic. A co z łodziami, rejsami, statkami? Czy jej nazwisko pojawiło się na jakiejś liście pasażerów albo w spisie zatrudnionej tymczasowo obsługi? Nic. Payne kazał agentom sprawdzić nazwiska i fotografie ponad dwóch tuzinów znajomych, do których Sam była podobna, na wypadek gdyby dziewczyna posłużyła się cudzym paszportem. Nic. Komórka Samanthy milczała od jej zaginięcia. Cały czas była wyłączona. Czy Sam mogła uciec samochodem? Z Anchorage prowadziły tylko trzy główne drogi, ale na żadnej z nich nie było monitoringu z prawdziwego zdarzenia. Payne nigdy wcześniej nie spotkał się z podobną sprawą: żadnych namacalnych dowodów; nic, co wskazywałoby na uprowadzenie. Jednak twarz osiemnastolatki pojawiała się we wszystkich wydaniach wiadomości, szukało jej całe trzystu tysięczne miasto. Nawet gdyby ukradła zawartość kasy, było tam najwyżej dwieście dolarów. I brakowało dowodów, że w ogóle wyjechała. Jeśli Samantha ani nie została porwana, ani nie uciekła – jaka możliwość pozostawała? Co im umykało? Bell miał podobne przemyślenia. Lawirował między biurem FBI a komendą policji, przekazywał informacje Payne’owi, a jednocześnie wspierał Doll. Bell w równej mierze pełnił funkcję 32
śledczego, co moderatora: Payne nie znosił Doll, którą uważał za zbyt pewną siebie nowicjuszkę, podczas gdy ona odwzajemniała mu się niechęcią za wtrącanie się w jej pierwszą sprawę dotyczącą zaginięcia. Z kolei Bell nie był tak przekonany jak Doll, że w zniknięcie córki zamieszany był James, ani nie przemawiały do niego argumenty Payne’a twierdzącego, że Samanthę porwano. Szczerze mówiąc, Bell zaczynał podejrzewać, że dziewczyna sama wszystko ukartowała. Raz jeszcze należy podkreślić, że tak duża uwaga ze strony mediów uniemożliwiłaby Samancie ukrycie się w Anchorage. Przeszukanie pick-upa Duane’a nie przyniosło rezultatów. Jedyne logiczne wyjaśnienie było takie, że Samantha zaaranżowała własne porwanie, a mężczyzna z nagrania był jej wspólnikiem. Powołano jednostkę do zadań specjalnych. Zaangażowano policję obyczajową. Funkcjonariusze aresztowali ponad pięćdziesiąt osób, głównie tajnych informatorów, których przepytali na temat Samanthy Koenig. Okazało się, że sporo o niej wiedzą. Detektywi dowiedzieli się, że w odwet za coś, co przeskrobał James, zaangażowała się rosyjska mafia. Oraz gang Hells Angels. Samantha również parała się dilerką, czy policjanci o tym wiedzieli? Ktoś inny podsłuchał, jak chwaliła się, że „skubała towar”, czyli podkradała go swoim dostawcom. Jeszcze inni słyszeli, że była winna kasę za narkotyki i porwano ją dla okupu. Na policję zgłosiła się kobieta twierdząca, że osoby bliskie Samancie wiedziały, że dziewczyna jest mocno uzależniona od metamfetaminy. Ci sami ludzie mieli utrzymywać, że Samantha ukradła Jamesowi pięć tysięcy dolarów tydzień przed zaginięciem. Twierdzili, że relacje ojca i córki nie były tak idealne, jak opisywał James. Samantha od zawsze była żądna uwagi ze strony taty i zrobiłaby wszystko, żeby ją zdobyć. 33
Piętnastego lutego rozeszły się plotki o odnalezieniu ciała Samanthy. Była to nieprawda, ale owe pogłoski pokazały, jak bardzo śledztwo wymknęło się spod kontroli. Agenci FBI i policjanci z Anchorage musieli jak najszybciej powstrzymać panikę i odnaleźć zaginioną. Tylko że Bell wiedział, jak naprawdę wygląda sytuacja: lokalny wydział policji był niewielki, zatrudniał raptem trzystu pięćdziesięciu funkcjonariuszy. Nie był w stanie bez końca płacić im za nadgodziny. Po dwóch tygodniach wszyscy znaleźli się na skraju wypalenia. Im dłużej sprawa miała się ciągnąć, tym mniejsze były szanse na znalezienie dziewczyny. No i musieli konkurować z Jamesem Koenigiem, który uzbierał już sześćdziesiąt tysięcy dolarów na nagrodę, a jego strona na Facebooku produkowała trop za tropem. To wszystko powodowało, że śledczy w najlepszym razie sprawiali wrażenie nieudolnych.
SPIS TREŚCI
Przedmowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Słowo od autorki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 CZĘŚĆ PIERWSZA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 CZĘŚĆ DRUGA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87 CZĘŚĆ TRZECIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169 CZĘŚĆ CZWARTA . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 269 EPILOG . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 331 Podziękowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 339 Wybrana bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 343 Uwagi na temat materiałów źródłowych . . . . . . . . . . . . . 345