Skip to main content

Chemia śmierci. Zbrodnie w najtajniejszym obozie III Rzeszy

Page 1

T O M A S Z

B O N E K

Zbrodnie w najtajniejszym obozie III Rzeszy

ZNAK HORYZONT Kraków 2021


Projekt okładki Marcin Słociński Opieka redakcyjna Natalia Gawron-Hońca Pamela Bosak Wybór ilustracji Tomasz Bonek Adiustacja Maria Zając Korekta Justyna Techmańska Irena Gubernat Opracowanie i przygotowanie map Anna Pietrzyk Łamanie Dariusz Ziach Copyright © by Tomasz Bonek Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2021 ISBN 978-83-240-7945-2 Książkę zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2021. Printed in EU


Spis treści

Prolog opowieści o zbrodni ............................................ 11 Część I. Tę śmiercionośną broń przetestować trzeba najpierw na małpach, a później na elfach Rozdział I. Najpierw noblista – Żyd Fritz Haber – stworzył Zyklon B. Następnie w pewnym laboratorium zdarzył się wypadek...................................................... 21 Rozdział II. Nie ma wątpliwości, że miasto takie jak Londyn pogrążyłoby się w stanie uciążliwego zamętu, który wywarłby olbrzymią presję na rząd wroga. Eksperymenty ze śmiercionośnym gazem ....................... 37 Rozdział III. Wydajność żydowskiego robotnika przymusowego szacowana jest na połowę efektywności pracy niemieckiego cywila. Otto Ambros buduje fabrykę śmierci............................... 57 Część II. Elfy twierdzą, że śmierć nie zawsze pachnie musztardą. Więźniowie Elfenhain opowiadają o zbrodniach Rozdział IV. Czuć od nich było czymś, co wywołuje torsje. Opowieści pierwszych więźniów przywiezionych do Dyhernfurthu, dokąd trafili najgorsi kryminaliści i… Polacy............................. 89

7


TOMASZ BONEK

Rozdział V. Podobno żołnierze panicznie bali się tej pracy, która była dla nich największą i najniebezpieczniejszą karą. Trzej bracia z fabrycznego komanda Dyhernfurth I i opowieść o napełnianiu pocisków śmiercionośnym gazem ............. 107 Rozdział VI. Po pijanemu kazał wszystkim więźniom skakać na druty kolczaste. Więźniowie opowiadają, że Lagerführer Karl Paul Reinhold Gallasch to podły zwyrodnialec ................................................... 121 Rozdział VII. Trupy składało się w ustępie. Co kilka dni wywożono je gdzieś w nieznane, pakowane po cztery, bo w Dyhernfurthcie nie było krematorium. Opowieść funkcyjnego więźnia o tym, że w obozie trzeba sobie umieć radzić .............................................. 131 Rozdział VIII. Uciekamy, bo za drutami przepięknie śpiewają skowronki, mimo że tu jemy żabie udka. Elfy opowiadają o ucieczkach z Elfenhain ...................... 147 Rozdział IX. Jeden z więźniów na polecenie kapo, albo kierownictwa fabryki, został umieszczony bez maski w vacum, czyli cylindrycznym pomieszczeniu próżniowym. Opowieści o eksperymentach na elfach .......................................... 157 Rozdział X. Stąd już tylko wyjeżdżały zwłoki do krematorium w Gross-Rosen. Lekarz z Elfenhain opowiada o koszmarze Dyhernfurth I i setkach śmierci w Dyhernfurth II ............................................... 169 Rozdział XI. Dowiedzieli się, że całe komando zostanie zlikwidowane przez rozstrzelanie lub zagazowanie, aby tajemnicę zabrali do grobu. Tragiczna opowieść o ewakuacji obozu Dyhernfurth I ..................................................... 195

8


CHEMIA ŚMIERCI

Rozdział XII. Zwisające z wozów głowy podskakiwały na dziurach w drodze i pluły krwią. Nie mieliśmy możliwości im pomóc. Elfy opowiadają o marszu śmierci z komanda Dyhernfurth II .................................. 223 Rozdział XIII. Piątego dnia w wagonie nad ranem zobaczył, że kolega jest czerwony na twarzy. Gdy trochę się rozwidniło, spostrzegł, że umazany jest krwią. Musiał jeść świeże, ludzkie mięso. Opowieść o tułaczce po obozach Rzeszy ........................ 247 Część III. Kary i nagroda za zbrodnie popełnione na elfach Rozdział XIV. Rozkaz wymordowania więźniów wyszedł od kierownictwa partii, a nie od władz wojskowych. Ernst Dickmann oskarżony o śmierć dziewięćdziesięciu trzech elfów ..................................... 273 Rozdział XV. W obozie polował na ludzi ze złotymi zębami i od czasu do czasu osobiście robił rewizje na placu apelowym w poszukiwaniu złotych przedmiotów. Proces Gallascha, najokrutniejszego z katów elfów ............................................................... 289 Rozdział XVI. Przyszedł rozkaz, aby natychmiast odbić fabrykę w Dyhernfurthcie i zniszczyć cały zapas broni chemicznej, linie produkcyjne i dokumentację. Polowanie na chemików Hitlera ............ 321 Epilog historii zbrodni popełnionych na elfach ................ 345 Przypisy ....................................................................... 355 Źródła ilustracji ............................................................. 363


CZĘŚĆ I

Tę śmiercionośną broń przetestować trzeba najpierw na małpach, a później na elfach


Strukturalny wzór chemiczny tabunu, substancji, którą produkować będą elfy.


Rozdział I

Najpierw noblista – Żyd Fritz Haber – stworzył Zyklon B. Następnie w pewnym laboratorium zdarzył się wypadek

Pękła probówka. Zawarta w niej substancja wyciekła niezdarnemu chemikowi do innego naczynia. Ściekała powoli po ściankach kolby Erlenmeyera, aby po chwili połączyć się z tym, co czekało na dnie. Cząsteczki jednego związku chemicznego zaatakowały drugi, a w wyniku reakcji dość gwałtownie podniosła się temperatura roztworu, co spowodowało, że opary nowo powstałych w wyniku reakcji cząsteczek szybko wydostały się poza reaktor ustawiony w dygestorium. Ochlapały jednocześnie rękę niezdary, który zaskowytał i niemal natychmiast upadł na podłogę. Gdyby nie to, że miał założoną maskę przeciwgazową, pewnie padłby trupem na miejscu. Ktoś krzyknął:  – Hans, Hans! Co się stało?  – Załóżcie maski! – odkrzyknął do pozostałych naukowców szef zmiany laboratorium. – Dlaczego on nie pracował z tymi substancjami w szczelnej komorze? Rozpylcie natychmiast amoniak – dodał po sekundzie1.

21


TOMASZ BONEK

Z tymi preparatami chemicy eksperymentowali tu od dawna i już dobrze wiedzieli, jak neutralizować związki chemiczne powstające w wyniku tych doświadczeń. Amoniak w połączeniu z parą wodną tworzył mglistą kurtynę, a zawarte w niej jony OH- sprawiały, że nowo powstałe cząs­ teczki hydrolizowały, czyli ulegały rozpadowi do substancji nieszkodliwych dla człowieka i zwierząt laboratoryjnych, które w owej pracowni mieszkały. Hansa wynieśli na zewnątrz. Odzyskał przytomność już po chwili, ale wył z przerażenia. Miał trudności z oddychaniem i stracił wzrok. W szpitalu, a następnie w domu, na zwolnieniu lekarskim, spędził kilka tygodni. Jednak jego szef, doktor chemii Gerhard Schrader, triumfował.  – Panowie, to jest to! – oznajmił podczas zebrania zespołu badawczego, które zorganizował następnego dnia. – Wygląda na to, że wynaleźliśmy jeden z najsilniejszych insektycydów, jakie udało się kiedykolwiek zsyntetyzować. To będzie przełom w ochronie roślin. Żadne szkodniki mu się nie oprą. Związki fosforoorganiczne są wielką nadzieją rolnictwa Rzeszy i przysłużą się jej jak wielkie odkrycie Fritza Habera, który z gazów powietrza zsyntetyzował amoniak, co pozwoliło na produkcję nawozów sztucznych i wyeliminowało głód w wielu krajach. Szkoda tylko, że Haber był Żydem! – Roześmiał się. Był 23 grudnia 1936 roku. Schrader był pewny, że otrzymał najlepszy w swoim życiu prezent świąteczny. Mimo wypadku pracownika szczęśliwy mógł wrócić do domu. Ale nie czuł się dobrze. Jemu również dokuczały zawroty i nieznośny ból głowy. Coś złego działo się też z jego oczami.

22


CHEMIA ŚMIERCI

Przez okno niewyraźnie widział ośnieżony dach sąsiedniego budynku położonego zaledwie kilkanaście metrów dalej. „A może dostanę dużą premię” – zamyślił się na chwilę. Na pewno jego pracodawcę było na nią stać. W położonym na północ od Kolonii Leverkusen, pracował przecież dla Interessen-Gemeinschaft Farben AG, w skrócie IG, największej korporacji na świecie. Kiedy w 1904 roku Carl Duisberg doprowadził do połączenia sześciu firm chemicznych2 i powstania kartelu pod nazwą Interessengemeinschaft der Deutschen Teerfarbenfabriken, w 1925 roku przekształconego w spółkę akcyjną IG Farbenindustrie z kapitałem zakładowym 646 milionów marek, w 1926 powiększonym do 1100 milionów, w firmie zmieniło się wszystko. Stała się potęgą, z którą w biznesie musiał liczyć się każdy; nawet władze państwowe, i to nie tylko w Niemczech, ale również za oceanem. Produkowała przede wszystkim barwniki, bez których nie mógł się obyć chociażby przemysł odzieżowy. W 1926 roku zatrudniała 150 tysięcy robotników oraz pracowników umysłowych i kontrolowała ponad 80% produkcji chemicznej Niemiec. Kartel zaczął rosnąć w siłę jeszcze szybciej, kiedy to zaraz po dojściu Hitlera do władzy wsparł nazistów i przekazał NSDAP w kilku transzach i na kilka różnych sposobów 84,2 miliona marek i, mimo początkowego oporu członków zarządu, zwolnił żydowskich naukowców oraz dyrektorów. Słynny Fritz Haber musiał przejść na emeryturę. Od teraz członkowie zarządu firmy zajmowali wysokie stanowiska w państwowych instytucjach koordynujących niemiecką gospodarkę. I – z perspektywy lat trzeba to

23


TOMASZ BONEK

nazwać po imieniu – parli do wojny. Wszystkimi siłami. Bo wojna to przecież złoty interes. Wsparcie nazistów okazało się opłacalne po niespełna kilku miesiącach od przelania na konta partii ogromnych kwot. Już 14 grudnia 1933 roku kartel podpisał tajne porozumienie w sprawie produkcji różnych substancji syntetycznych. Tak został przemysłową podporą przygotowań Hitlera do wojny3. Rozpoczął wielką budowę fabryk w całej Rzeszy. A stało się to między innymi dzięki umowie podpisanej w 1927 roku z amerykańskim koncernem naftowym Standard Oil. W ten sposób firma pozyskała technologię pozwalającą na produkcję ogromnych ilości syntetycznej benzyny, bez której Niemcy nawet nie mogły marzyć o rozpoczęciu jakiejkolwiek wojny4. Zbrojącemu się wbrew postanowieniom traktatu wersalskiego reżimowi Hitlera brakowało jednak jeszcze… gumy. Armia to bowiem ciężarówki, czołgi, różnego rodzaju przyczepy samochodowe, a więc miliony kół w oponach, toteż kauczuk był w cenie. Ruszył zatem wielki czteroletni program gospodarczy. Szumnie zapowiadano zmniejszanie bezrobocia poprzez rozwój przemysłu chemicznego i samo­ chodowego, rozwój budownictwa i roboty publiczne. Wszystkich trzeba było przecież także wyżywić, stąd wielki nacisk położono na badania naukowe nad środkami ochrony roślin, bo plony w ostatnich latach były marne.  – Nasza praca doprowadzi do wyeliminowania głodu na świecie – przekonywał podczas wykładu wygłaszanego w 1933 roku do pracowników jeden z członków zarządu IG Farben. Miał na myśli to, że firma rusza ostro z pracą nad insektycydami.

24


CHEMIA ŚMIERCI

Jednocześnie od zarządu kartelu do laboratorium, w którym naukowcy pracowali nad nowymi środkami ochrony roślin, przyszło polecenie z Berlina. „Wszystkie nowe odkrycia i patenty, mające potencjalne znaczenie militarne, mają być zgłaszane do specjalnego biura, które jest uprawnione do klasyfikowania wszelkich możliwych wynalazków przydatnych do obrony narodu”5. Chodziło między innymi o toksyczne chemikalia przemysłowe, które można by wykorzystać jako chemiczne środki bojowe. IG Farben – choć swoją główną siedzibę miała we Frankfurcie – zakłady, laboratoria, magazyny posiadała praktycznie porozrzucane po całej Rzeszy. Jej robotnicy i naukowcy produkowali większość związków chemicznych, które wykorzystywane były i w przemyśle, i w życiu codziennym oraz rolnictwie – od azotowych nawozów sztucznych, których produkcja stała się możliwa dzięki patentom Habera, przez syntetyczną benzynę i oleje mineralne do barwników do tkanin, leków, chemikaliów fotograficznych oraz włókien sztucznych. Gerhardowi Schraderowi przed oczami stanęło całe nau­ kowe życie. Przypomniał sobie studia i pierwszą pracę oraz jak został szefem obecnego laboratorium, kiedy to zaprosił go do swojego gabinetu jeden z najważniejszych szefów spółek z kartelu IG Farben.  – Doktorze Schrader, powierzając panu to stanowisko, powierzam panu los Rzeszy – powiedział wtedy patetycznie Otto Bayer, pracodawca młodego naukowca. – Będziecie walczyć z wołkami zbożowymi! – wyjaśnił6. Schrader nieco pobladł. Na studiach zajmował się chemią nieorganiczną i był w tym naprawdę dobry. O barwnikach

25


TOMASZ BONEK

wiedział już sporo, ale teraz miał się parać chemią organiczną, a to zupełnie inna dziedzina tej nauki. To jakby urologowi ktoś nagle kazał się przestawić na laryngologię. Mimo to nie dał po sobie poznać niepewności. Podjął wyzwanie. Miał w sobie te cechy, których brakowało wielu osobom zatrudnionym w firmie: zaciętość i przekonanie, że w tym wszystkim, do czego się zabiera, po prostu będzie dobry. Ambicja jeszcze nigdy go nie zgubiła7.  – Pan wie, z czym się mierzymy? – pytał Bayer. – Wołki zbożowe, mszyce zbożowe, płoniarka zbożówka oraz skrzypionki – wymieniał najważniejsze szkodniki zbóż. – One wszystkie atakują nasze uprawy, a także żerują na ziarnach w silosach i na statkach. Mamy skuteczne środki, tyle że mogą powodować wybuchy, kiedy stosuje się je w zamkniętych pomieszczeniach. Skupcie się więc na ochronie ziarna. Szukajcie czegoś, co będzie niepalne. Schrader obronił doktorat z inżynierii chemicznej w październiku 1928 roku na Uniwersytecie w Brunszwiku. Szybko znalazł pracę w zespole badawczym firmy Bayer, spółki zależnej od IG Farben, i mimo młodego wieku został szefem działu barwników. Było to rozwojowe laboratorium w miejscowości Elberfeld, w Zagłębiu Ruhry. Po dwóch latach awansował i otrzymał ogromną podwyżkę. Trafił do głównego laboratorium poszukującego nowych barwników w Leverkusen. I znów los się do niego uśmiechnął. Był rok 1934. Dwa lata temu mianowano go szefem labo­ ratorium, w którym naukowcy szukali nowych związków chemicznych nadających się do ochrony roślin. Teraz poczuł, że jest o krok od kolejnego wielkiego sukcesu. Jak zwykle był dobry.

26


CHEMIA ŚMIERCI

„Jestem cholernie dobry!” – pomyślał o sobie. Jego laboratorium cieszyło się prestiżem. Na badania firma przeznaczała coraz większe pieniądze. Miała w nich też wsparcie z Berlina. Od 1933 roku Hitler marzył, aby uniezależnić swój kraj od importu żywności, szczególnie zboża, którego w Rzeszy brakowało po utracie terenów rolniczych na skutek przegranej w 1918 roku wojny. A i plony były marne. Ratunek miały stanowić właśnie pestycydy i insektycydy, tyle że ich głównym producentem pozostawały Stany Zjednoczone, które niedawno zarobiły na ich sprzedaży Niemcom 30 milionów marek8. Wszystko wskazywało na to, że Schrader nie zawiódł firmy, Rzeszy, Führera. Obrana strategia okazała się słuszna. Zmysł chemika krea­ tora nowych związków po raz kolejny prowadził go w dobrym kierunku.  – Drżyjcie, wołki! – wykrzyczał do żony, kiedy opowiadał jej o nowym odkryciu. Przekonał swój zespół, że trzeba pracować nad organicznymi związkami chemicznymi, do których przyłączony zostanie fluor. Wiedział już bowiem, że takie połączenia dają zazwyczaj substancje toksyczne. Wiele już dobrze przebadano i sporo można było o nich przeczytać w dostępnej literaturze. Zadbał więc o odpowiednie wyposażenie swojego laboratorium. Zainstalowano w nim specjalne systemy wentylacyjne, które miały działać przez cały czas pracy zespołu, aby ciągle wysysać z pomieszczeń powietrze, zapewniając, że groźne dla zdrowia i życia opary nie będą się gromadzić wewnątrz.

27


TOMASZ BONEK

Gerhard Schrader (ur. 1903) był wybitnym naukowcem. Kierowany przez niego zespół rozpoczął w 1934 r. prace badawcze nad związkami fosforoorganicznymi – poszukiwali nowych insektycydów. Na zdjęciu Schrader w swoim Laboratorium Ochrony Roślin IG Farben. Fotografię wykonano w latach 30. XX w.

Na specjalne zamówienie skonstruowano też oszklone, szczelne, również wentylowane, ogromne dygestoria z gumowymi rękawicami zwisającymi do wewnątrz, w które ręce mógł włożyć każdy naukowiec, by bez kontaktu z odczynnikami manipulować przy aparaturze. Umożliwiało to pracę z najgroźniejszymi substancjami praktycznie bez bezpośredniego kontaktu. Wszystkie niezbędne urządzenia: kolby, probówki, chłodnice oraz odczynniki przed rozpoczęciem syntezy należało umieścić za szklanym oknem, następnie

28


CHEMIA ŚMIERCI

zamknąć je szczelnie i włączyć wentylację wyprowadzającą opary przez system specjalnych filtrów. Synteza ruszyła. Eksperymentowano z wieloma połączeniami. W kolbach wrzały przeróżne zestawy substancji. Po ścianach chłodnic spływały coraz to nowe preparaty. Powstała niemalże produkcyjna taśma, a celem wszystkich tych działań było wytworzenie jak największej liczby nowych substancji, a następnie przetestowanie ich na zwierzętach – tym zajmował się zespół biologa, doktora Hansa Kükenthala9. Ale testy, mimowolnie, prowadzono także na ludziach. I to na samych naukowcach. Tempo było szaleńcze, więc nie dla wszystkich syntez wystarczyło miejsca w szczelnych dygestoriach i szklanych komorach. Nowe preparaty przenoszono między pracowniami. W powietrzu wisiała więc mieszanina przedziwnych związków chemicznych, jakich natura nie znała. Pierwsza grupa preparatów opracowanych przez Schradera okazała się tak silnie drażniąca układ oddechowy i oczy, że wszyscy naukowcy musieli pracować przy otwartych oknach, a i tak odczuwali poważne dolegliwości. Nie były zatem bezpieczne i nie nadawały się do stosowania w rolnictwie. Laboranci szukali więc innych połączeń10. Kiedy do innego związku wprowadzili atomy siarki i już myśleli, że odnieśli sukces, nadzieję zgasił doktor Kükenthal.  – Kochani, to się akumuluje w ziarnie i będzie truło ludzi. Nie nadaje się – powiedział na cotygodniowym zebraniu, na którym różne grupy robocze omawiały postęp prac. Schrader wpadł wtedy na pomysł.  – A może będzie to w takim razie świetna trutka na szczury? – zasugerował.

29


TOMASZ BONEK

Kükenthal podchwycił pomysł.  – Rewelacja – odrzekł. – Zaczynamy badania. Niestety, po kilku tygodniach okazało się, że z czasem, krótkim czasem, preparat wyparowuje ze zboża, a laboratoryjne szczury mogą zjadać go na kilogramy i czują się całkiem dobrze.  – Panowie, wprowadźmy do naszych cząsteczek fosfor zamiast siarki – zaproponował na kolejnym zebraniu Schrader. – Takie związki też muszą być toksyczne dla owadów. Znalazłem pracę Willy’ego Langego i jego studentki Gerdy von Krüger przygotowaną na Uniwersytecie w Berlinie z tysiąc dziewięćset trzydziestego drugiego roku; ich wyniki są obiecujące, choć badania nie zostały doprowadzone do końca.  – Lange miał żonę Żydówkę – dodał ktoś z sali. – Już nie pracuje.  – Więc my to sprawdzimy – przekonywał Schrader. Po kilku tygodniach na stół laboratoryjny Kükenthala trafiła fiolka z nową substancją. Biolog rozpoczął badania na mszycach11.  – Mamy sukces. Roztwór o stężeniu dwóch dziesiątych procenta zabija wszystkie owady – oznajmił w końcu Kükenthal. Schradera to jednak nie zadowalało. Stężenie było zbyt duże.  – Musimy szukać czegoś mocniejszego, aby jeden gram wystarczył na więcej – mówił do swoich chemików. Ale nową substancję też opatentował w Niemczech, Stanach, Anglii i Szwajcarii. Kolejny rok zespół chemika spędził na poszukiwaniu tak zwanych analogów, czyli cząsteczek pochodnych, które

30


CHEMIA ŚMIERCI

miałyby jeszcze lepszą skuteczność. Chodziło o to, aby koszty produkcji na masową skalę były niewielkie, a z kilograma czystej substancji tworzyć tony insektycydu do zastosowania na polach lub w silosach12. Chemik siedział nocami w swoim gabinecie w wiejskim domu. Kupił go za oszczędności z premii, które systematycznie otrzymywał. Rysował wzory strukturalne nowych substancji, pisał równania reakcji, wertował literaturę.  – Anion cyjankowy! Tak. To musi być to. A jakby tak dołączyć go do jakiegoś związku fosforoorganicznego – kombinował. Następnego dnia zlecił prace13.  – To musi działać. Najpierw przetestujemy go na małpach, a potem na jakichś elfach. Według mnie będzie truł wszystko – zażartował Kükenthal, kiedy Schrader przedstawił mu swoją koncepcję, nie wiedząc nawet, jak bardzo jego słowa okażą się już wkrótce prorocze. Cyjanowodór był trucizną sam w sobie. Został zsyntetyzowany ponad sto lat wcześniej i dość dobrze go zbadano. Na jego bazie kolega po fachu Schradera – Żyd Fritz Haber, noblista z 1918 roku, stworzył Zyklon B. Środek ten był produkowany w czasie I wojny światowej przez Technischer Ausschuss für Schädlingsbekämpfung – Komisję Techniczną do spraw Walki ze Szkodnikami, jako skuteczny środek do odwszawiania mundurów i bielizny żołnierzy powracających z frontu14. Po wojnie TASCH została przekształcona w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Degesch (Deutsche Gesellschaft für Schädlingsbekämpfung GmbH) z siedzibą we Frankfurcie nad Menem i przejęta przez koncern chemiczny Degussa, który opatentował proces produkcji Zyklonu B, czyli cyjanku sodu w wygodnych do użycia granulkach.

31


TOMASZ BONEK

Zyklon B to śmiercionośny preparat opracowany przez Fritza Habera, niemieckiego chemika żydowskiego pochodzenia i noblistę. W czasie I wojny światowej stosowany był jako skuteczny środek do odwszawiania mundurów i bielizny żołnierzy powracających z frontu. Po wyjęciu ze szczelnych pojemników ta granulowana ziemia okrzemkowa, nasycona cyjanowodorem uwalniała ten silnie trujący związek chemiczny. Na zdjęciu etykieta Zyklonu B.

Biznes na tej substancji rozwijał się tak dobrze, że zainwestował w niego IG Farben – kartel przejął 42,5% udziałów w Degussie. Prace w laboratorium Schradera ruszyły. Szło dobrze. Jednak coraz więcej osób z zespołu do spraw ochrony roślin zaczęło czuć się źle, a nawet bardzo źle. Sam Schrader coraz częściej miał duszności. Okropnie bolała go głowa. Do tego

32


CHEMIA ŚMIERCI

doszły problemy z widzeniem – wzrok pogarszał mu się z dnia na dzień. Pewnego dnia zemdlał w swojej pracowni15.  – Zawołajcie lekarza! – krzyknął jego zastępca. Szef trafił na dwa tygodnie do szpitala, gdzie odzyskał wzrok i poprawiło mu się samopoczucie. Jednak już podczas ośmiodniowego zwolnienia po hospitalizacji telefonował do szefów poszczególnych zespołów badawczych i pytał o postępy. Do pracy wrócił tuż przed świętami Bożego Narodzenia. I wówczas zdarzył się feralny wypadek – rozbiła się probówka, a podwładny Schradera zajął jego miejsce w miejscowej lecznicy. Ale mimo tych wydarzeń synteza dobiegła końca. Udało się uzyskać nową substancję w bardzo czystej postaci, prawie bez żadnych domieszek. 23 grudnia 1936 roku Schrader obwieścił więc sukces. Miał przed sobą, za szklaną szybą dygestorium i jeszcze pod kloszem, fiolkę z tym, na co czekał – owocem dwunastomiesięcznych prac. Ciecz była bezbarwna, i jak się niestety wszyscy przekonali, miała delikatny zapach jabłek. Chemik nazwał ją Preparatem 9/91. Według Kükenthala był aż sto razy silniejszy niż związek wyjściowy. Już roztwór o stężeniu zaledwie 0,002% zabijał wszystkie mszyce, które umieścił pod kloszem razem z nowym środkiem. Schrader i jego asystent Karl Küpper zarządzili w laboratorium najwyższe środki ostrożności. Ale w styczniu, kiedy coraz więcej osób miało takie same dolegliwości jak ich szef i wiele z nich martwiło się, że traci wzrok, laboratorium trzeba było zamknąć, a prace przerwać.  – Trzeba wysłać próbki do naszego oddziału w Elberfeld – powiedział Schrader do Küppera. – Tam profesor Eberhard

33


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Chemia śmierci. Zbrodnie w najtajniejszym obozie III Rzeszy by SIW Znak - Issuu