Karolina Macios
ilustrowała Sara Szewczyk
Tekst Karolina Macios Ilustracje i okładka Sara Szewczyk Łamanie Dawid Kwoka Opieka redakcyjna Kamila Biedrońska Adiustacja Urszula Horecka Korekta Barbara Wójcik Joanna Myśliwiec Copyright © for the characters of „Bolek i Lolek” by heirs of Ledwig, Lorek, Nehrebecki Copyright © by SIW Znak sp. z o.o., 2018
ISBN 9788324050888 Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2018 Druk i oprawa: Perfekt
Karolina Macios
ilustrowaล a Sara Szewczyk
Krakรณw 2018
– Zuch! Zuch! Gdzie jesteś? – wydarł się Lolek tak głoś no, że aż spłoszył gołębie, które paradowały po trawniku. Kiedy poderwały się do lotu, Bolek odrucho wo zasłonił głowę. Już raz zarobił ptasią kupę i wolał nie ryzykować. – Spróbuj przez samo h. Może zareaguje na Zuh? – zasugerował bratu, a ten się skrzywił. – Serio? Jesteś starszy ode mnie i nie wiesz, że zuch pisze się przez ch? Nawet nasz pies to wie. Bolek wzruszył ramionami, choć dopiero wtedy, gdy się upewnił, że gołębie już nie latają nad jego głową, tylko spokojnie lądują na ziemi i czekają na okruszki
• 11 •
kanapek. Właściwie to nie do końca spokojnie. Bolek miał wrażenie, że podchodzą coraz bliżej i kiedy tylko spojrzy w inną stronę, rzucą się na niego, obezwładnią go i wydrą mu kanapkę z ręki. Niedoczekanie! Wgryzł się w chleb z żółtym serem i ogórkiem, wygrażając im pięścią.
• 12 •
– Zwariowałeś? – Lolek popatrzył ze zdumieniem najpierw na brata, potem na gruchające gołębie. – Te podstępne bestie czyhają na moje jedzenie – wyszeptał Bolek, zasłaniając dłonią usta, żeby ptaki nie usłyszały jego słów. – Widzisz tego, który odłą czył się od stada? Tego bardziej rudego? Zbliża się do nas, zauważyłeś? Niby sobie drepce, ale tak naprawdę podchodzi tutaj. Wiesz, kim on jest? To zwiadowca! Wysłali go, żeby zbadał teren i znalazł nasze słabe stro ny. W odpowiednim momencie odwróci naszą uwagę, a wtedy cała reszta rzuci się na nas i…
– Co, wbije ci się w tchawicę? – zadrwił bezlitośnie Lolek. – Albo nie, wszystkie przylecą tu ze sznurem, spętają ci ręce i nogi, a potem na twoich oczach zeżrą ci kanapkę i popiją wodą z twojej butelki. Weź, prze stań! – Postukał się palcem w czoło. – Odbiło ci? Le piej się rusz i poszukajmy Zucha. Pewnie znowu węszy wśród krzaków. Zuch uwielbiał buszować w krzakach. Zawsze kiedy wychodzili z nim na spacer, ciągnął w stronę parku, bo tam chłopcy spuszczali go ze smyczy i pozwalali mu poszaleć. Co prawda, za patykiem mógł ganiać
• 14 •
tylko na specjalnym wybiegu dla psów, otoczonym ze wszystkich stron siatką, bo kiedy tylko szli gdzieś dalej, chłopcy zakładali mu kaganiec. Zuch nie znosił kagań ca. Uważał, że to poniżej jego godności, i robił wszyst ko, by tego uniknąć. Kiedy widział kaganiec w ręku Lolka, natychmiast próbował się wycofać i umknąć między nogami Bolka, ale ten trzymał go jeszcze na smyczy, więc ucieczka nie wchodziła w grę. Potem krę cił łbem, usiłując zmylić Lolka, że niby kaganiec już został nałożony na pysk i poprawnie zapięty i żeby na prawdę dał mu już spokój i puścił go wolno, dzięki czemu mógłby natychmiast zrzucić to paskudztwo jed nym ruchem łapy. Nic z tego, chłopcy znali już wszystkie jego numery. Odkąd wzięli go ze schroniska, minęło właśnie pięć miesięcy i zdążyli nauczyć się tego i owego o swoim psie. Na przykład że jest niezwykle pomysłowy i nic nie powstrzyma go przed zjedzeniem tego, co znajdzie podczas spaceru – nic oprócz kagańca. – To zupełnie naturalne w przypadku psów ze schroniska – uspokajała ich pani weterynarz. – Pewnie zanim tam trafił, wałęsał się po podwórkach i sam szu kał jedzenia. Albo jego poprzedni właściciel w ogóle
• 15 •
go nie karmił. To się niestety często zdarza – dodała, głaszcząc łaszącego się do niej szczeniaka. Lolkowi zakręciły się wtedy łzy w oczach. Jak to w ogóle go nie karmił? Głodził go? I co jeszcze, może nawet bił?! Tego było już za wiele! Gdyby spotkał tego poprzedniego właściciela, to… Nie bardzo wiedział co, ale jednego Lolek był pewien – zrobiłby mu coś bardzo brzydkiego, tak że tamten pożałowałby swojego zacho wania i już nigdy więcej nie traktował tak psów! – Na całe szczęście w porę trafił do schroniska, a za raz potem zjawiliście się wy i go adoptowaliście. Ile on tam siedział? Trzy miesiące? – zapytała Bolka pani dok tor i chłopiec pokiwał twierdząco głową. – No właśnie, to nie jest dużo. Niektóre psy spędzają tam wiele lat. – Westchnęła na koniec i sięgnęła po strzykawkę z igłą. Biedny Zuch nie wiedział, co go zaraz czeka. Kiedy poczuł ukłucie, zdumiony odwrócił się i spojrzał na lekarkę z wyrzutem. No bo jak to? Taka miła, głaszcze go i drapie za uchem, a tu takie coś? Pisnął, warknął, a potem szybko schował się za Lolkiem. – Jest jeszcze szczeniakiem, więc może wyrośnie z tego zwyczaju zjadania wszystkiego, co znajdzie na dworze. – Pani weterynarz wpisała do książeczki
• 16 •
Zucha datę następnego szczepienia. – Pamiętajcie tylko o tym, by regularnie go karmić, a na spacerach zakła dajcie mu kaganiec. – Uff – westchnął z ulgą Lolek, kiedy wyszli z gabi netu. Zuch wyrywał do przodu, jakby goniło go stado wściekłych bestii. – A już myślałem, że jest chory czy coś, skoro zjada nawet skórki od banana.
• 18 •
– E tam, od razu chory – odparł Bolek. – Po prostu ciągle jest głodny. Wdał się w ciebie i tyle – dodał, na wszelki wypadek odsuwając się od brata. I słusznie, bo Lolek zamachnął się, żeby szturchnąć go łokciem, ale trafił w powietrze, a pies zaczął pod skakiwać i szczekać wesoło, bo sądził, że zaraz rzucą mu patyk. To było jeszcze podczas wakacji, potem zaczęła się jesień, chłopcy poszli do szkoły i biedny Zuch musiał się nauczyć zostawać sam w domu. To znaczy raczej biedni rodzice musieli się nauczyć, że odkąd Zuch zo staje w domu sam, to dom już nie wygląda tak samo jak wcześniej. – Hej, co się stało z fotelem? Usiadł na nim słoń czy co!? – zawołał ze zgrozą tata, kiedy spróbował usiąść, a fotel jęknął, stęknął, po czym zamienił się w coś w rodzaju pufa leżącego bezwładnie na podłodze. Tata podniósł się i rozmasował sobie plecy, spojrzał uważ niej na pokój i wtedy dostrzegł znacznie więcej zmian: dół zasłon był poszarpany, z brzegów dywanu wysta wały nitki, jedna z nóżek stolika wyglądała, jakby ktoś ją przeżuł, a pilot do telewizora… – O nie! – krzyk nął tata i złapał się za głowę, co Zuch zrozumiał jako
• 19 •
zaproszenie do zabawy, więc podbiegł do stołu, stanął na tylnych łapach, chwycił delikatnie w zęby pilota, a potem, wydając z siebie warczące dźwięki, zaczął go tarmosić. Tata dla odmiany złapał się za serce i zdez orientowany pies popatrzył na niego badawczo. Chce się bawić czy nie chce? – zastanawiał się, podczas gdy tata chłopców to bladł, to czerwieniał, aż wreszcie krzyknął straszliwym głosem: – Ty potworze! Jak cię dorwę, to… Nikt nigdy się nie dowiedział, co by zrobił tata, gdyby dorwał wtedy Zucha, bo pies bardzo rozsądnie wypuścił z pyska urządzenie, podwinął ogon i zwiał z pokoju, po czym wcisnął się pod łóżko Lolka, skąd wyszedł dopiero wtedy, kiedy tata udał się do sklepu po nowego pilota. Od tamtej pory pies starał się przeżuwać rzeczy mniej cenne i zajął się głównie kapciami, parasolka mi i plecakiem szkolnym Bolka. Nie wiedzieć czemu, ten Bolka smakował mu bardziej niż ten Lolka, cho ciaż obydwa wyglądały tak samo. To znaczy wyglądały tak samo przez pierwsze kilka dni, gdyż później ple cak Bolka przypominał raczej ręcznik plażowy, który po trzech latach dryfowania po morzu fale wyrzuciły
• 21 •
łaskawie na brzeg. Za to na spacerach Zuch skupiał się wyłącznie na zabawie z chłopcami oraz na szukaniu je dzenia. Nie przeszkadzał mu w tym nawet kaganiec, bo kiedy po wielu nieudanych zresztą próbach pozbycia się go – przez: pocieranie pyska o pnie drzew, tarzanie się w trawie, zaczepianie pazurami i szarpanie, ociera nie się o nogi innych spacerowiczów – pies wreszcie się poddawał, zapominał o kagańcu na pysku i zaczy nał węszyć. A zawsze było coś do węszenia. Wiecie, jak oszałamiająco pachnie papierek po cukierku? A pół
• 22 •
kukurydzianego chrupka przysypanego piaskiem? Albo ogryzek jabłka? Już nie wspomnę o orzeszku, któ ry wcina wiewiórka. Nie wiecie? Słusznie, ja też nie, ale wie o tym każdy pies, a Zuch najlepiej. Lolek próbował mu dorównać, ale na próżno wciągał nosem powie trze – nigdy nie czuł tyle co Zuch. Ech, gdyby tylko miał taki sam węch – nie musiałby teraz raz po raz wy krzykiwać jego imienia, po prostu znalazłby swojego psa po zapachu. – Bolek, musimy się ruszyć i go poszukać. Może znowu zahaczył kagańcem o jakąś gałąź i nie może się uwolnić? – stwierdził stanowczo i podniósł się z ławki. Listopad był w tym roku wyjątkowo ciepły i chłop cy mieli rozpięte kurtki, a szaliki wciśnięte do kiesze ni. Słońce grzało przyjemnie i złociło suche kolorowe liście spadające z drzew jak konfetti na szkolnym balu, na który wybrał się ostatnio Bolek. Zamiast bawić się z innymi, podpierał ścianę, jakby się bał, że sala gim nastyczna bez tego się zawali, ale gdy wrócił do domu, opowiadał o tańcach, piruetach i szalonej zabawie. Mama była zachwycona, tata wykazał zainteresowanie, a Lolek chichotał, bo doskonale wiedział, że jego brat nie umie tańczyć. Lolek może też nie umiał, ale za to
• 23 •
lubił, a właściwie uwielbiał ruszać się przy dźwiękach muzyki, podskakiwać, machać rękami i wymyślać róż ne taneczne kroki. Teraz wziął rozbieg i wskoczył pro sto w stertę czerwono zielono pomarańczowych liści, po czym zaczął się kręcić w kółko i śpiewać na cały głos piosenkę, którą ostatnio słyszał w radiu: „Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, Gdy nie ma dzieci w domu, to jesteśmy niegrzeczni!”. Podobała mu się tym bardziej, że jego tata słu chał kiedyś tego zespołu i czasami puszczał mu różne piosenki. – Ej, nie zgubiliście przypadkiem psa? To pytanie, zadane całkiem głośno i w dodatku nie przez Bolka, zbiło Lolka z tropu. Przestał śpiewać, za trzymał się i rozejrzał wkoło. Niedaleko ławki, na któ rej ciągle siedział jego brat, stała dziewczyna. Miała ścięte do ramion włosy, lekko zadarty nos i mnóstwo piegów, a spod kurtki wystawała jej bluza z trupią cza chą. Lolek zagapił się i pewnie aż do wieczora stałby tak z rozdziawioną paszczą, gdyby pierwszy nie odzy skał rezonu Bolek. – A czemu pytasz? – odezwał się, mierząc dziew czynę wzrokiem.
• 25 •
Bolek i Lolek znowu wpadli w tarapaty! Zuch, pies chłopców, zjada wszystko – od szynki poprzez kąpielówki aż po klapki. Nowa koleżanka Zuza wprowadza Bolka i Lolka w świat Minecrafta i w trójkę muszą zmierzyć się z pułapkami wirtualnej rzeczywistości. Na dodatek sąsiad okazuje się wampirem, a w tajemniczych okolicznościach znika Święty Mikołaj (ostatnie widziały go renifery w sklepie na stacji benzynowej)… Będzie się działo! Dobra zabawa gwarantowana. Nowe opowiadania i ilustracje, a w rolach głównych bohaterowie uwielbiani przez kolejne pokolenia.
Cena 54,90 zł