Skip to main content

Zwierzak. Spowiedź policyjnego przykrywkowca

Page 1

Mateusz BACZYŃSKI

/

Janusz SCHWERTNER

SPOWIEDŹ POLICYJNEGO PRZYKRYWKOWCA

Wydawnictwo Znak Kraków 2021


Projekt okładki Paweł Panczakiewicz PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN Fotografie na okładce Marek Szczepański Redaktor prowadzący Adam Gutkowski Opieka redakcyjna Paulina Gwóźdź Adiustacja Anastazja Oleśkiewicz Korekta Alicja Laskowska Barbara Wójcik Copyright © by Mateusz Baczyński, Janusz Schwertner i Jurek „Zwierzak” © Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2021 ISBN 978-83-240-6091-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2021. Printed in EU


R ozdział 1

Najgorsza decyzja w życiu


Jackowi Tomalskiemu spalono samochód i grożono śmiercią. Nie przespał już spokojnie żadnej nocy, od kiedy usłyszał, że z jego dziesięcioletniej córki szantażyści chcą uczynić prostytutkę. Będąc na granicy obłędu, postanowił wynająć zabójcę. Tę fatalną decyzję ostatecznie przypłacił własnym życiem. Jednak Jacek Tomalski czuł, że nie pozostawiono mu innego wyboru.

1. Łódź w latach dziewięćdziesiątych nie była szczególnie przyjaznym miejscem do życia. Koniec komunizmu oznaczał upadek kolejnych fabryk i dającego ogromne zatrudnienie przemysłu włókienniczego.

15


zwierzak Zaczęło obowiązywać prawo rodem z Dzikiego Zachodu. Nieliczni radzili sobie doskonale, za to wielu nie odnajdowało się wcale. Minęło kilka lat wolnej Polski, a w Łodzi – wówczas drugim co do wielkości mieście w kraju – bezrobocie sięgało trzydziestu procent. Panowała bieda, widoczna gołym okiem. W tych realiach rozegrała się jedna z największych afer w ciągu ostatnich trzydziestu lat – afera łowców skór, w którą byli zamieszani pracownicy szpitali, karetek i łódzkich firm pogrzebowych.

2. Mechanizm tej afery od początku był banalnie prosty. Ktoś wzywa pogotowie. Karetka jedzie na miejsce. Jeśli uda się człowieka uratować – to dobrze. Jeśli nie, nic straconego. Bo trupa w latach dziewięćdziesiątych można było przehandlować. Ekipy karetek dogadywały się z firmami pogrzebowymi, że w przypadku zgonu będą polecać rodzinom zmarłych usługi konkretnego zakładu. Cierpiące rodziny odbierały to jako formę bezinteresownej pomocy. Firmy zarabiały, bo organizowały pogrzeby, a lekarz i pielęgniarze w zamian za przysługę otrzymywali bombonierkę i butelkę dobrego alkoholu.

16


Najgorsza decyzja w życiu Każda ze stron wychodziła z takiego układu względnie zadowolona. I tak to właśnie wtedy wyglądało. Na początku lat dziewięćdziesiątych zawiązał się nieformalny układ pomiędzy pracownikami karetek a właścicielami zakładów pogrzebowych. Przedmiotem umowy były informacje o zgonach pacjentów. Zapłatę stanowiły alkohol i bombonierki. A potem, 23 stycznia 2002 roku, na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł dziennikarzy śledczych Tomasza Patory i Marcina Stelmasiaka, który rzucił na ten układ zupełnie nowe światło. Okazało się, że pudełka czekoladek zastąpiła żywa gotówka. A żeby ją zdobyć, pracownicy karetek byli w stanie zabijać swoich własnych pacjentów. „Gazeta Wyborcza” pisała: W łódzkim pogotowiu od ponad dziesięciu lat handluje się zwłokami zmarłych pacjentów. Kto sprzedaje? Niektórzy lekarze, sanitariusze, kierowcy

karetek i dyspozytorzy. Kto kupuje? Zakłady po-

grzebowe. Ciało zmarłego w pogotowiu nazywa się

skórą. Za jedną skórę płaci się dziś 1200–1800 zł.

Czy żeby zdobyć skórę, można zabić pacjenta?

Dziennikarze „Wyborczej” udowodnili, że handel skórami stał się starannie zaplanowanym,

17


zwierzak masowym procederem, który z biegiem czasu przyjmował coraz bardziej patologiczny charakter. Firmy dogadywały się z ekipami karetek na konkretną liczbę zgonów w miesiącu. Gdy ludzie sami z siebie nie umierali „wystarczająco” często, lekarze i sanitariusze im w tym pomagali. Zamieniali się w prawdziwych aniołów śmierci. Najpierw celowo opóźniali swoje przyjazdy do pacjentów – tak by ci zdążyli umrzeć, zanim zjawi się pomoc. Jednak to nie zawsze okazywało się skuteczne. Dlatego sięgnięto po jeszcze bardziej radykalne metody. Ekipy karetek zabijały ludzi własnymi rękoma, podając im Pavulon – lek stosowany do zwiotczania mięśni, użyteczny w czasie operacji, ale zabójczy, jeśli podaje się go w innych okolicznościach. Na papierze wyglądało to tak: gdy pod koniec miesiąca ekipa danej karetki miała na koncie „tylko” osiemnaście skór – a z firmą pogrzebową była dogadana na co najmniej dwadzieścia – dwóch pacjentów po cichu skazywano na śmierć. W karetce pacjenci dostawali Pavulon i stawali się „skórami”. Zabijano ich w drodze do szpitala. Później stwierdzano zgon, a rodzinom polecano odpowiedni zakład pogrzebowy. Gdy o tym okrutnym procederze było już głośno, zdarzało się, że rodziny proponowały sanitariuszom

18


Najgorsza decyzja w życiu łapówki, prosząc, by ich bliskich otoczyć opieką, a nie zabijać. W licznych wywiadach dziennikarz Tomasz Patora wspominał, że w łódzkich szpitalach w latach dziewięćdziesiątych rzadko mówiło się o tym, czy udało się jakiegoś pacjenta uratować. Częściej padało pytanie: „Ile wziąłeś za skórę?”. Za jedną firmy pogrzebowe płaciły medykom mniej niż dwa tysiące złotych – do podziału. Tyle kosztowało życie w ogarniętej beznadzieją Łodzi w pierwszej dekadzie kapitalizmu.

3. Niektórzy twierdzą, że afera łowców skór nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie jedna postać: Witold Skrzydlewski. Człowiek, który w Łodzi niemal w pojedynkę zmonopolizował rynek usług pogrzebowych. Szef największego zakładu, absolutny potentat. Przez jednych nazywany sprawnym biznesmenem, a przez innych bohaterem polskiej wersji Ojca chrzestnego. Czy rzeczywiście dzięki Skrzydlewskiemu poznaliśmy prawdę? Faktem jest, że na początku pierwszej dekady XXI wieku spotkał się z dziennikarzami „Wyborczej” i opowiedział im o handlu informacjami w sprawie zgonów pacjentów. Jego wypowiedzi

19


zwierzak znalazły się też w samym artykule. Skrzydlewski tłumaczył, że początkowo sam płacił pogotowiu za skóry, ale miał się wycofać, gdy w grę zaczęły wchodzić „bardzo duże kwoty”. Wtedy miał uznać cały proceder za zbyt niebezpieczny. Czy dopadły go wyrzuty sumienia? Trudno powiedzieć. Już po publikacji artykułu nagle zaczął zaprzeczać, by kiedykolwiek brał udział w handlu skórami. Dziennikarze różnych mediów, którzy przez lata badali tę aferę, do dziś mają w tej kwestii różne zdania. Jego udział w aferze sugerował też poświęcony tej sprawie słynny film BBC Nekrobiznes. Skrzydlewskiemu nigdy nie postawiono jednak żadnych zarzutów. Są w Łodzi tacy, którzy uważają, że takim ludziom jak on – a Skrzydlewski już wtedy był nie tylko bogaty, ale także mocno usytuowany politycznie – nigdy nie dzieje się krzywda.

4. Sam Witold Skrzydlewski, po dziś dzień król nekrobiznesu w Łodzi, od dwudziestu lat forsuje teorię, że o aferze łowców skór zgodził się opowiedzieć mediom wówczas, gdy sprawy przekroczyły cienką granicę – czyli wtedy gdy nagminnie zaczęto uśmiercać ludzi w karetkach. I gdy środowisko

20


Najgorsza decyzja w życiu firm pogrzebowych przypominało już bardziej mafię. Do takich przemyśleń miał dojść pod wpływem jednego dramatycznego zdarzenia. W 2001 roku jego dawny znajomy Jacek Tomalski, ówczesny szef łódzkiego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Pogrzebowych, zaplanował zamach na jego życie. Skrzydlewski, dowiedziawszy się o tym, uznał, że nadeszła pora, by oczyścić środowisko ze wszystkich dotychczasowych brudów. Taką wersję łatwo łyknęli dziennikarze. Pisano: Tomalski szukał kilera, by pozbyć się monopolizującego rynek konkurenta. I że to widmo śmierci skłoniło Skrzydlewskiego – po tym gdy Tomalski został schwytany przez policję – do zwierzeń, w tym do ujawnienia afery łowców skór. Tak pisał o tym „Newsweek”: W 2001 r. na Skrzydlewskiego zaplanowano zamach. (…) Jacek Tomalski, człowiek z branży, miał

wynająć płatnego zabójcę. O wydarzeniach pisano jako o wojnie grabarzy. Skrzydlewski uznał

wtedy, że sprawy zaszły za daleko, i postanowił

opowiedzieć dziennikarzom, co się dzieje w łódz-

kich firmach pogrzebowych. W ten sposób światło

dzienne ujrzała jedna z najgłośniejszych afer ostat-

nich lat.

21


zwierzak Fakty jednak mają się nieco inaczej. Jacek Tomalski faktycznie planował zamach, ale bezpośrednim biznesowym konkurentem Skrzydlewskiego nie był. Zlikwidować swojego dawnego kolegę chciał dlatego, że śmiertelnie się go bał. Choć król łódzkiego nekrobiznesu aż do dziś jest wypytywany o zdarzenie sprzed dwudziestu lat, o tym wątku nie lubi mówić. Czemu Witoldowi Skrzydlewskiemu mogło zależeć na przeforsowaniu takiej wersji zdarzeń i przekonywaniu innych, że to pod wpływem planowanego zamachu na swoje życie chciał pomóc przerwać proceder handlu skórami? Być może dlatego, że zdaniem wielu osób w sprawie Jacka Tomalskiego sam miał nieczyste sumienie. Pora wyjaśnić, dlaczego niepozorny szef stowarzyszenia firm pogrzebowych zapragnął zabić branżowego giganta. I jak mimowolnym bohaterem rozgrywki między Skrzydlewskim a Tomalskim stał się policyjny przykrywkowiec ­Jurek „Zwierzak”.

5. Skrzydlewski i Tomalski byli dobrymi kolegami. Poznali się na początku lat dziewięćdziesiątych w Łodzi, w tym smutnym, wstrząśniętym początkami

22


Najgorsza decyzja w życiu kapitalizmu mieście. Tomalski pracował jako laborant sekcyjny w Wojskowej Akademii Medycznej. Kroił zwłoki. To tam odwiedzał go stawiający pierwsze kroki w biznesie Witold Skrzydlewski. U Tomalskiego zjawiał się prawie codziennie. Po co ktoś taki jak on kręcił się wśród trupów? To proste. Pracownicy prosektorium byli prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat rynku pogrzebowego. Skrzydlewskiego interesowało wszystko, co mogło przydać się do prowadzenia działalności pogrzebowej. Pytał o zasady współpracy laborantów ze służbą zdrowia. Chciał znać wszystkie szczegóły ich profesji. W jaki sposób zajmują się nieboszczykami, jaką kasę biorą od rodzin za ubieranie czy mycie zwłok. W zamian przywoził pracownikom kiełbaski i drobne smakołyki. Poza tym przy prosektorium działały małe firmy zajmujące się organizacją pogrzebów. Skrzydlewski bacznie przyglądał się ich funkcjonowaniu i wyciągał wnioski dla siebie. Z Jackiem Tomalskim szybko złapał wspólny język. Początkowo traktował go jak nauczyciela, później jak dobrego kolegę. Lata dziewięćdziesiąte należały do nich: Skrzydlewski rósł w siłę i z biegiem czasu całkowicie zdominował rynek. Powoli stawał się milionerem, jednym z najbogatszych mieszkańców Łodzi. Ale Tomalski też radził sobie nieźle. Laboranci w tamtym czasie dorabiali do pensji, ubierając

23


zwierzak zwłoki. Potrafili zarobić w ten sposób więcej niż na normalnym etacie. Ani jeden, ani drugi nie mieli więc specjalnych powodów do narzekania. Byli czołowymi, znanymi przez wszystkich postaciami w branży. Dzięki trupom w owładniętej bezrobociem Łodzi stali się królami życia. Włodzimierz Sumera, znajomy Tomalskiego i właściciel jednego z zakładów, opowiadał w „Gazecie Wyborczej”, że Jacek uwielbiał wydawać pieniądze. A że kochał dobrą zabawę, okazji do tego nie brakowało.  – Trwonił pieniądze z równą łatwością, jak zarabiał. Jak się bawił, to goście pili na jego koszt. Na czterdziestych urodzinach Jacka bawili się wszyscy ludzie z branży i pół pogotowia – wspominał. Ze Skrzydlewskim skonfliktowali się jesienią 1998 roku. Wedle słów Tomalskiego biznesmen zaproponował mu współpracę, której mechanizm był bliźniaczo podobny do schematu, na jakim opierała się afera łowców skór. Jego zdaniem chodziło o to, by Tomalski gromadził i przekazywał dane zmarłych, których ciała trafiały do prosektorium Wojskowej Akademii Medycznej. Zrozpaczonym rodzinom Tomalski – jak sam opowiadał – miał oferować usługi zakładu prowadzonego przez Skrzydlewskiego. To była pierwsza część dealu. W filmie Nekrobiznes Tomalski wyznał, że Skrzydlewski chciał też

24


Najgorsza decyzja w życiu wykorzystać jego wpływy w środowisku i wciągnąć go do swojej firmy. Mieli razem pracować nad dominacją na rynku i zastanawiać się, jak skutecznie wyeliminować całą konkurencję. Ku zaskoczeniu Skrzydlewskiego Tomalski na propozycję nie przystał. Odparł, że „woli jeść chleb z samym smalcem, ale własny”. Być może kilka lat wcześniej zgodziłby się bez chwili zawahania, ale z biegiem czasu działalność branżowego potentata coraz mniej mu się podobała. Zaczął postrzegać go jako biznesmena, który gra nieczysto. Uważał, że błys­kotliwa kariera Skrzydlewskiego jest rezultatem nie tyle wrodzonego talentu, ile odpowiednich znajomości i politycznych koneksji. Skrzydlewski zasiadał wtedy w Radzie Miasta, a branża pogrzebowa aż huczała od plotek na temat dziwnych układów zawiązywanych między nim a miastem. Gdyby dał się wciągnąć we współpracę, miałby przeciwko sobie całe środowisko coraz podejrzliwiej przyglądające się Skrzydlewskiemu. Poza tym przewidywał, że ten prędzej czy później sam popadnie w poważny konflikt z prawem. Najwięcej o wpływach Witolda Skrzydlewskiego mówią umowy, jakie zawierał w Łodzi z władzami miasta oraz z przedstawicielami Kościoła katolickiego. Olbrzymie pieniądze przynosił mu monopol w łódzkich urzędach stanu cywilnego. W każdym

25


zwierzak z nich jego firma miała swój własny punkt. Z zewnątrz wszystkie przypominały zwyczajne „okienka”, do których można było podejść, by poradzić się w sprawie organizacji pogrzebu. Nieświadomi niczego mieszkańcy już na starcie stawali się więc klientami Skrzydlewskiego. O sprawie po latach pisały lokalne media. Dziennikarka portalu „Nasze Miasto” obeszła wszystkie urzędy i na własne oczy przekonała się, że stoiska branżowego giganta faktycznie znajdują się w każdej placówce. Są we wszystkich urzędach stanu cywilnego.

W Urzędzie Stanu Cywilnego Łódź-Bałuty stoisko

mieści się w poczekalni, tuż przy drzwiach do re-

feratu zgonów. Pracownicę firmy pogrzebowej łatwo wziąć za urzędniczkę. Stanowiska działają na

podstawie zarządzeń Zarządu Miasta Łodzi z 1993

i 1998 roku. (…) I, co dziwne, umowy są zawarte na czas nieokreślony.

–  relacjonowała zaskoczona. Skrzydlewski pokonywał konkurencję także dzięki doskonałym relacjom z Kościołem. Z filmu Nekrobiznes dowiadujemy się, że będąc miejskim radnym, przez osiem lat przekazywał na Kościół całą swoją pensję. Była to jednak relacja, na której korzystały obie strony. Z biegiem czasu jego zakład

26


Najgorsza decyzja w życiu przeprowadzał coraz większą liczbę pogrzebów katolickich organizowanych w mieście. Pytania o swoje wyjątkowe relacje z duchownymi i kolejne deale z Kościołem kwitował szerokim uśmiechem, stwierdzając, że wyroki boskie są przecież niezbadane. Tomalski uważał, że Skrzydlewski przejmuje rynek wskutek działań nie do końca zgodnych z prawem. Podobnie myślała reszta środowiska. Poza tym większość branży zwyczajnie, po ludzku, nie lubiła Skrzydlewskiego. Miała powody – zwykle zachowywał się wyniośle, a na słabszych od siebie patrzył z góry. Jego konkurenci uważali, że traktuje ich jak „chłopków” i że nie liczy się z ich zdaniem. Niechęć do niego rosła z dnia na dzień, a potem przerodziła się w nienawiść. Sam Skrzydlewski widział to inaczej. Wrogość konkurentów postrzegał w kategoriach zawiści.  – My zaczęliśmy bardzo ekspansywnie wchodzić na rynek, ale z biegiem czasu jakość naszych usług spowodowała, że inne firmy pogrzebowe, oferujące usługi gorszej jakości, nie mogły nam dorównać i zaczęły pozostawać w tyle. Dlatego byłem nielubiany – zeznawał. W filmie Nekrobiznes podejście do swojej konkurencji, ale także do własnego biznesu Skrzydlewski przedstawiał w charakterystyczny dla siebie sposób.

27


zwierzak Przywołał pewną anegdotę – on sam jeden tylko wie, czy prawdziwą. Akurat otwierał nowy zakład. Po kilku dniach dzwoni do niego któryś z pracowników i prosi, by przywiózł trochę białej farby. Skrzydlewski zajeżdża na miejsce i wtedy na ścianie budynku swojego zakładu dostrzega wulgarne napisy. „Skrzydlewski to chuj” – to go nie obraża jakoś szczególnie. „Skrzydlewski to kurwa” – to też jeszcze jest w stanie przełknąć.  – Ale w pewnym momencie patrzę i jest też: „Skrzydlewski to stary pedał” – relacjonował podekscytowany. – Oj, tego już było za wiele. Za coś takiego trzeba w mordę walić. Ale nie było kogo. Wszyscy myśleli, że ja to zamaluję, ale nie, ja na przekór postanowiłem tego nie ruszać. I co się stało? Wszyscy zaczęli o tym mówić, aż wycieczki przyjeżdżały. W efekcie zamiast pięciu pogrzebów sprzedaliśmy czternaście – chwalił się Skrzydlewski. W tej jednej historii zawiera się cała jego biznesowa filozofia, stosunek do życia i do rynkowej konkurencji, którą oczywiście – pewnie słusznie – podejrzewał o tamten wandalski czyn. Jednak faktu, że Tomalski nie chciał z nim współpracować, zrozumieć nie mógł. Lubił, gdy sprawy szły po jego myśli, a rzadko kiedy ktoś mu odmawiał. Od tej pory w ich relacjach coś pękło. Minęła chwila, a przyjaźni między nimi nie było.

28


Najgorsza decyzja w życiu W połowie lat dziewięćdziesiątych w Łodzi powstało Stowarzyszenie Przedsiębiorców Pogrzebowych, na czele którego stanął Skrzydlewski. Jednak gdy właściciele pozostałych zakładów uznali, że na niejasnych zasadach zmonopolizował rynek, postanowili się go pozbyć. Chcieli, by jego metodom przyjrzały się organy ścigania. Na czele organizacji musieli postawić człowieka zdolnego do tego, by się mu przeciwstawić i prześwietlić jego zawrotną karierę. Za jedynego odważnego w swoim gronie uważali Jacka Tomalskiego. I tak dokonał się przewrót. Walkę o władzę w stowarzyszeniu – dzięki poparciu całego środowiska – wygrał Tomalski. Skrzydlewski z trudem przyjął to do wiadomości. W krótkim czasie od dawnego kolegi otrzymał dwa mocne ciosy. W stowarzyszeniu nie tylko stracił stanowisko, ale też został z niego całkowicie wyrzucony. A więc doszło do podwójnej zniewagi. Pytany potem w filmie Nekrobiznes o swoje relacje z resztą środowiska pogrzebowego, Skrzydlewski odpowiadał, jak zwykle, bardzo obrazowo. I brutalnie szczerze. Mówił:  – Jestem jak niedźwiedź. Ociężały, tęgi. I ja mogę sobie długo drzemać. Ale gdy się takiego niedźwiedzia przedwcześnie wybudzi z zimowego snu, to on jest bardzo zły. Jacek Tomalski był tą osobą, która wyrwała go ze snu.

29


Spis treści Wstęp

9

Rozdział 1. Najgorsza decyzja w życiu Rozdział 2. Wątpliwość Rozdział 3. Spojrzeć w oczy zabójcy Rozdział 4. Początki Rozdział 5. Pokora Rozdział 6. Barykada Rozdział 7. Po drugiej stronie Rozdział 8. Krakowiak Rozdział 9. Członek mafii Rozdział 10. Samotność Rozdział 11. Pierwsza akcja Rozdział 12. Dolary na Wschód Rozdział 13. Przypadkowy interes Rozdział 14. Dwa światy Rozdział 15. Rodzina Rozdział 16. Maja Rozdział 17. Pożegnanie

13 57 71 87 115 143 151 173 191 229 267 285 305 321 349 361 371

Epilog

389


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Zwierzak. Spowiedź policyjnego przykrywkowca by SIW Znak - Issuu