Skip to main content

Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła. Studium o "Wyzwoleniu"

Page 1

Burzenie polskiego kościoła Studium o Wyzwoleniu PIOTR AUGUSTYNIAK Wydawnictwo Znak Kraków 2019


Projekt okładki Michał Pawłowski

Fotografia autora na skrzydełku Piotr Rudziewicz Opieka redakcyjna Marta Anna Zabłocka

Recenzent naukowy dr hab. Dobrosław Kot

Adiustacja Elżbieta Kot

Korekta Anastazja Oleśkiewicz Katarzyna Węglarczyk Łamanie Piotr Poniedziałek

Partnerzy medialni: Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2019

ISBN 978-83-240-5845-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, 2019. Printed in EU


WSTAJEMY Z KOLAN

Polskie życie społeczno-polityczne ostatnich lat ujawnia pewną bardzo realną, kształtującą nas energię psychiczną. Tak zwana dobra zmiana wcale nie jest wynikiem chwilowego uwiedzenia mas społecznych za pomocą Bóg wie jakich zabiegów marketingu politycznego, który miałby w sposób zupełnie dowolny kreować opinie i zachowania ludzi. Takie myślenie cechuje stary grzech zarówno neoliberalnych, jak i neokonserwatywnych elit. Polega on na przekonaniu, że możliwości manipulacji vel inżynierii społecznej są w zasadzie nieograniczone. To właśnie owo cyniczne i zarazem naiwne przekonanie doprowadziło liberalną demokrację do kryzysu, który obserwujemy dziś nie tylko w Polsce. Tymczasem, choć marketing, manipulacja i inżynieria są w stanie zdziałać wiele, to głównie jako sposób zagospodarowywania energii psychicznej, a tylko w niewielkim stopniu jej kreowania. Skuteczność „dobrej zmiany” polega na tym, że odwołuje się ona do pokładów życia psychicznego, których Wstajemy z kolan  /  17


dotychczasowa narracja polityczna nie chciała uznać bądź które uznawała za energię o charakterze szczątkowym – choć wciąż silną, to jednak skazaną na szybkie zaniknięcie. Spektakl polityczny, na który wielu z nas patrzy z coraz większym niedowierzaniem, należy więc rozpatrywać na poziomie psychicznej bazy, a nie interpretacyjnej nadbudowy. Traktując „dobrą zmianę” przede wszystkim jako realność psychiczną, a nie tylko polityczną. Obserwując (re)aktywację do niedawna ignorowanych lub marginalizowanych energetycznych zasobów społecznych, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy jako społeczeństwo mamy coś w zanadrzu, co byłoby dla tej energii alternatywą. Mam co do tego coraz poważniejsze wątpliwości. Tu i ówdzie zapala się płomień sprzeciwu, który jest przez szamanów liberalnego protestu zaklinany z nadzieją, że wznieci oczyszczający i uzdrawiający pożar. Nic takiego się jednak nie dzieje i społeczeństwo przechodzi szybko do porządku dziennego nad coraz radykalniejszymi posunięciami naszej „rewolucyjnej” władzy. Czy w ferworze politycznej walki jesteśmy w stanie zastanowić się, dlaczego tak jest i co tak naprawdę włada dziś psychiką większości z nas?  „Dobra zmiana” jest wyrazem realnej, uparcie wypieranej energii popędowej i poziom satysfakcji, jaką ona rodzi w polskim społeczeństwie, powinien nasunąć myśl, że jest to energia dominująca, a być może nawet jedyna, którą jako społeczeństwo trwale dysponujemy. A jeśli tak, to najwyższy czas, aby wbrew własnym nadziejom, złudzeniom i uprzedzeniom, za to realistycznie uznać, że to, na co patrzymy, 18  /  Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła


stanowi polskie p r z e b u d z e n i e s p o ł e c z n e. Jedyne, na jakie może się zdobyć społeczeństwo, które przez z górą dwieście lat doświadczało sromotnych klęsk i katastrof, co trwale naznaczyło jego życie psychiczne. Jak się możemy naocznie przekonać, te pokłady psychiczne, mające wiele niepokojących rysów, wcale nie wygasły pod wpływem westernizacji i modernizacji, lecz pod ich naporem zaczęły się niebezpiecznie kumulować. Dzisiaj właśnie dochodzi do ich erupcji. A więc, Panie i Panowie, naprawdę „wstajemy z kolan”, stając się wreszcie jako społeczeństwo sobą. I musi to wyglądać właśnie tak, jak wygląda. Co więcej, ponieważ jest to odzwierciedlenie naszych polskich sił popędowych, w s z y s t k i m nam to d o g a d z a. Również wtedy, kiedy rodzi w nas gwałtowne oburzenie i sprzeciw. Ich gwałtowność jest świadectwem skrycie (nieświadomie) przeżywanej rozkoszy i satysfakcji. Przemysław Czapliński od dawna wieszczy, że wyczerpuje się energia wstydu, która wymuszała na nas mało kreatywne naśladowanie Zachodu, polegające między innymi na machinalnym wdrażaniu w Polsce nowoczesnego modelu racjonalności. Być może jednak Czapliński nie ma racji i „dobra zmiana” nie jest wcale obnażeniem błędnych założeń modernizacji polityczno-gospodarczej, którą Polska przeszła po ’89 roku. Przeciwnie, nie można wykluczyć, że w formie „dobrej zmiany” modernizacja ta właśnie zaczęła wydawać spodziewane owoce, wśród których poczesne miejsce zajmowało przebudzenie społeczne. Tyle że nikt nie przewidział, Wstajemy z kolan  /  19


iż owo przebudzenie musi mieć w Polsce taki właśnie, a nie

inny kształt. Tak, Polska „wstająca z kolan” ujawnia to, co

naprawdę w nas jest, i stanowi wyraz naszej psychicznej realności. I właśnie dlatego nie sądzę, aby możliwy był od

tego odwrót za pomocą jakichkolwiek strategii polityczno-

-marketingowych.

Fryderyk Nietzsche, rozmyślając o swej dwuznacznej

młodzieńczej fascynacji polskością, notował: „Polityczna

niesforność i słabość Polaków, ich wybryki poświadczały

dla mnie raczej ich talenty, niż im przeczyły” (Pisma pozosta-

łe). Nietzsche miał to do siebie, że widział wyraźnie ukryte

przed innymi, bo uparcie wypierane meandry i aporie życia.

Bez wątpienia mamy dziś znów do czynienia z polskim nie-

wydarzeniem, które jednak, idąc tropem Nietzschego, trzeba

by paradoksalnie uznać za to, co w nas „najlepsze”. Dochodzi

w tym bowiem do głosu energetyczny potencjał, który – być może – w sposób nieuchronny przywiedzie nas do kolejnej dziejowej katastrofy, ale jest naszą najbardziej własną (kto

wie, czy nie jedyną) realnością i prawdą.

Dlatego trzeba zrozumieć ten potencjał i znaleźć sposób

na to, jak wykorzystać go w celu innym niż budowanie samobójczej wizji rzekomo wielkiego narodu – wizji, której nikt w świecie nie rozumie, a w imię której jesteśmy skłonni

odrzucić wszystkich i wszystko, co się nam proponuje i cze-

go się od nas oczekuje. Cóż więc zrobić? Jak zaafirmować

i przekierować tę energię w stronę autentycznego społecznego wyzwolenia? Szukanie odpowiedzi na to pytanie nie

20  /  Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła


rozpoczyna się dziś. Zwłaszcza początek XX wieku był czasem

intensywnego zmagania się z nim. Odpowiedzi szukali Roman

Dmowski, Stanisław Brzozowski i wielu innych. Szukał jej

również Stanisław Wyspiański. I właśnie on wydaje mi się

w tych poszukiwaniach szczególnie istotny. Dlaczego właśnie on? Dlaczego Wyspiański?


ZAMIAST TUSKA I KACZYŃSKIEGO

Jaki jest klucz do zrozumienia tego, co się w Polsce dzieje, do rządzącej nami energii, do jej źródeł i jej potencjału? Wydaje się nam, że wiemy, ale ogromnie miesza nam w głowie publicystyczna i pseudonaukowa refleksja. Sprowadza nas na manowce, daje pozorne zrozumienie, którym się zadowalamy, i znów wpadamy w te same schematy i złudzenia. I znowu zaskakuje nas to, co się dzieje, i w dalszym ciągu nie wiemy, czego się spodziewać. Potrzebny jest jakiś inny, świeży głos, który podpowie nam, w jakim momencie społecznej dynamiki obecnie się znajdujemy. I tu widzę sprzymierzeńca w Stanisławie Wyspiańskim i jego odczytaniu Polski. Nie jest to ani perspektywa polskiej narodowej dumy i samoekscytacji, budująca obraz wielkiego narodu, który powinien wreszcie „wstać z kolan”, ani perspektywa takiej gospodarczo-infrastrukturalnej modernizacji, która kwestię zmiany mentalnej zostawia na boku w nadziei, że zmiana ta sama się dokona i że przebiegać będzie w jedynie 22  /  Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła


słusznym i oczywistym kierunku. Wyspiański podąża „trzecią drogą”, która nie przecząc potrzebie modernizacyjnej przebudowy kraju, podkreśla konieczność przepracowania dotychczasowej polskiej tożsamości. Jesteśmy oto w momencie, w którym ogromnie posunięta do przodu modernizacja, nie poparta pracą nad zmianą dotychczasowego polskiego f a n t a z m a t u, doprowadziła do „powstania z kolan”. A jest ono w dużym stopniu powrotem do haseł o narodowej wielkości, o ponadprzeciętnym polskim potencjale, o wyzysku i niechęci ze strony zachodnich sąsiadów, o zdradzających naród elitach, wreszcie – o mesjań­ skim posłannictwie, którego celem jest walka z poprawnością polityczną i drenującym Polskę neokolonializmem. Hasła te powracają, stają się znów chwytliwe, ponieważ odpowiadają sposobowi postrzegania, a dokładnie odczuwania rzeczywistości, który zaszczepia nam polskość – polska kultura, polskie wychowanie, polska potoczna opinia. Ten sposób odczuwania ma wiele z wyobrażenia, czyli fantazji, dlatego zwykło się go nazywać fantazmatem. Z faktami nie stykamy się bezpośrednio, nie postrzegamy ich obiektywnie, ale zawsze na podstawie naszych wyobrażeń, które łączą to, co indywidualne, z tym, co zbiorowe. Jak mawiał Nietzsche: faktów nie ma, są tylko interpretacje. Polski zbiorowy fantazmat ma wiele cech romantycznych, ale jest to romantyzm w formie strywializowanej, czyli, jak zwykło się mówić, sienkiewiczowskiej, bo właśnie Sienkiewicz w pełni ten fantazmat wyraził, choć nie był ani jedyny, ani pierwszy. Fantazmat ów dojrzewał przez całą drugą Wstajemy z kolan  /  23


połowę XIX wieku. Przetrwał okres odzyskania niepodległości i II RP. Nie wymazała go ani okupacja, ani PRL. I jak się okazuje, nie była go w stanie przezwyciężyć również polska transformacja po ’89 roku. Kto nie wierzy, niech zobaczy, jak Sienkiewicz nadal mocno się trzyma! Przez cały ten czas, aż do dziś, jest tak, jak pisał Gombrowicz: „Sienkiewicz to wino, którym rzeczywiście upajaliśmy się i tu serca nam biły… i z kimkolwiek się rozmawiało, […] zawsze natrafiało się na Sienkiewicza, na Sienkiewicza jako na ostateczny, najbardziej intymny sekret polskiego smaku, polski »sen o urodzie«” (Dziennik 1953–1956). Wypada więc zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem, którzy na początku lat dziewięćdziesiątych wychodzili z założenia – o czym jest mowa w wywiadzie Teresy Torańskiej z Kaczyńskim – że polskie społeczeństwo jest mentalnie zabetonowane w czasach Sienkiewicza. To na tym przekonaniu próbowali i nadal próbują opierać swoje polityczne poczynania. Nie ulega wątpliwości, że trzeba z wiedzy, którą posiedli, zrobić inny użytek niż oni. Jaki, tego można się dowiedzieć właśnie od Wyspiańskiego. Jako że podobnie jak on żyjemy w świecie sienkiewiczowskiej mentalności, powrót do jego myśli nie jest anachroniczny. Przeciwnie, ponieważ Wyspiański potrafił się od tej mentalności uwolnić, a my nie, jest on kimś, kto uosabia polską przyszłość, a nie przeszłość. Sięgnięcie po Wyspiańskiego jest powrotem do klasyka mierzącego się z fantazmatem, który w niemal wszystkich istotnych rysach pokrywa się z dzisiejszym. Niby 24  /  Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła


o sienkiewiczowsko-romantycznych pokładach polskiej duszy wiemy wszystko, a jednak nie potrafimy wyciągnąć z tego ostatecznych, sięgających naszej teraźniejszości i przyszłości wniosków. I właśnie dlatego powrót do Wyspiańskiego, który problem ów przemyślał i przejrzał na wskroś, pozwala polską sytuację zobaczyć jaśniej, w bardziej wyrazistych barwach. Plan Kaczyńskiego był jasny: posłużyć się w budowaniu retoryki politycznej lękami, pragnieniami i mitami wpisanymi w polski fantazmat, bo to daje gwarancję „rządu dusz”. Daje gwarancję wygranej politycznej i możliwość realizacji swojego programu, który w jego przypadku – jak deklarował w rozmowie z Torańską – był programem republikańskim. A ten ostatni, o czym wiedział i pisał już Dmowski w Myślach nowoczesnego Polaka, musi oznaczać przezwyciężenie polskich fantazmatycznych obsesji. Dwadzieścia pięć lat wytężonej pracy i „wreszcie” udało się Kaczyńskiemu odnieść polityczny sukces. Czy jednak utrzymywanie władzy oparte na schlebianiu fantazmatowi pozwala realizować program umożliwiający jego zmianę? Kaczyński deklarował w tamtej rozmowie, że chce tej zmiany. Załóżmy, co obecnie wydaje się wątpliwe, że chce jej nadal. Czy nie stał się dziś zakładnikiem tego, co chciał zmienić? W skrócie: projekt Kaczyńskiego jest projektem wykorzystania energii, która napędza polski stary fantazmat. Jednak czy można tę energię pozytywnie spożytkować, trwając przy owym fantazmacie i go podsycając? Donald Tusk miał i chyba wciąż ma bardzo podobne rozpoznanie tego, czym jest polskie życie fantazmatyczne. Jego strategia była jednak zgoła inna. Bazowała na tym, że Polacy Wstajemy z kolan  /  25


chcą się wyzbyć starego fantazmatu albo przynajmniej ukryć go przed samymi sobą oraz światem po to, aby poziomem życia zbliżyć się do Zachodu. Strategia Tuska polegała więc na tym, aby dokonywać tego zbliżenia, przeprowadzać infrastrukturalną modernizację w nadziei, że ukryte struktury fantazmatyczne z czasem same ulegną zmianie pod wpływem przemiany kraju i wzrostu poziomu życia. Dziś nie ma najmniejszych wątpliwości, że się przeliczył. Zadziałał najprostszy i najbrutalniejszy mechanizm, który Freud nazwał powrotem wypartego. Powrót wypartego zawsze jest gwałtowny. Tusk chciał zmiany fantazmatu, nie wierząc w to, że energię, która go napędza, można pozytywnie spożytkować. Trzeba więc wygasić fantazmat wraz z ową energią, bo to jest wyłącznie negatywna energia urazy i resentymentu, niezdolna do tworzenia czegokolwiek „zdrowego” i „normalnego”. Jego projekt zakładał, że albo Polacy dysponują innym energetycznym potencjałem, albo wkrótce – w wyniku uzachodnienia – go pozyskają. Ani Tusk, ani Kaczyński nie będą mogli doprowadzić do deklarowanej zmiany. Obaj (a symbolizują dziś niemal całą Polskę) są bezradni wobec sienkiewiczowskiego postromantycznego fantazmatu. Powodem jest zaś to, że nie potrafili i nie potrafią tak ukierunkować energii psychicznej, która ów fantazmat tworzy i się w nim wyraża, aby to ona go zanegowała i doprowadziła do prawdziwego społecznego wyzwolenia. Sięganie do Wyspiańskiego jest szukaniem sposobu na to, aby nie być zakleszczonym w obecnej sytuacji społeczno-tożsamościowej, a w konsekwencji nie być bezradnym. Jest 26  /  Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła


to zarazem pragnienie, aby ów fantazmat, który Tusk i Kaczyński właściwie odczytują, rzeczywiście sproblematyzować i zmienić, odzyskując zaklętą w nim energię psychiczną, będącą – jak już pisałem – prawdopodobnie jedynym polskim zasobem społecznego potencjału. Aby Wyspiański mógł być tu pomocny, trzeba jednak najpierw stworzyć nową wykładnię jego twórczości oraz myśli. I one bowiem przez ostatnich sto lat zostały w wielu elementach przejęte przez Polskę sienkiewiczowską. Spróbuję zarysować taką wykładnię, pamiętajmy jednak, że stawką nie jest tylko i wyłącznie, a nawet nie przede wszystkim, prawda o Wyspiańskim, ale możliwość nowego spojrzenia na współczesną Polskę. Wyspiański proponuje to, na co nie mają odwagi politycy, nawet ci najbardziej wizjonerscy. Domaga się bezpośredniego uderzenia w fantazmat. Chce odsłonięcia jego istoty oraz mechanizmów wpływu na polskie życie społeczne. Wyspiański wie, że opis ten ukaże bez znieczulenia przerażający spektakl samozniszczenia, którego przyczyną jest nasze rozmijanie się z realnymi procesami kształtującymi świat. To ­rozmijanie się prowadzi do marnotrawienia społecznego potencjału energetycznego, co oznacza puszczanie całej pary w gwizdek polskich złudzeń i uprzedzeń. Wyspiański jest przekonany, że jeśli powiedzie mu się odsłonięcie tego procesu i wybrzmi to szeroko w społeczeństwie, doprowadzi to do tożsamościowego wstrząsu, który będzie źródłem fantazmatycznego przesilenia. Ukazać wszem wobec prawdę o polskim mentalnym kościele, w którym sami siebie adorujemy i samych siebie przeklinamy, to jedyna droga, aby ten kościół zburzyć i otworzyć drogę do Wstajemy z kolan  /  27


zbudowania w jego miejsce nowego gmachu polskiej tożsamości. Tożsamości otwartej na świat i dającej nam real­ne poczucie własnej wartości. Warunek jest jeden – że uda się przejąć i wykorzystać do tego energię, która ten obalany fantazmat stworzyła; że jego kościół zostanie zburzony za pomocą tej samej mocy, która go podtrzymywała. Nie może być inaczej, bo innej mocy po temu nie posiadamy. Taką próbę Wyspiański podejmuje w wielu swoich dramatach. Szczególne miejsce zajmuje tu Wesele. Ponieważ jednak Polska sienkiewiczowsko-romantyczna natychmiast ten dramat przejęła i włada do dzisiaj sposobem jego rozumienia, istotniejsze od Wesela jest Wyzwolenie. To tutaj myślenie Wyspiańskiego o polskim fantazmacie i jego przezwyciężeniu sięga szczytu. Wyspiański pisze je zresztą w odpowiedzi na owo zawłaszczanie Wesela, które rozpoczęło się niemal w dniu premiery dramatu. Bohater Wyzwolenia, Konrad, przybywa, aby uwolnić tę elementarną, źródłową energię polskiego społecznego i psychicznego życia. Dlatego swoje pierwsze słowa kieruje do tych, którzy są tego życia „nagością” – jego „materią”, nie ubraną jeszcze w fantazmatyczną formę: Kto ci ludzie pod ścianą? Cóż tu czynić im dano? Czy to rzesza biedaków bezdomna? Głowy wsparli strudzone, cóż ich twarze zmarszczone? Przecież pracę ich dzienną płacono.

28  /  Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła


Robotnicy najemni, dziś powiedzielibyśmy: prekariusze i ludzie wykluczeni, mieszkańcy Nowej Huty, małych miasteczek, PGR-ów. Wyzyskiwani i pełni frustracji. To oni są uosobieniem naszej społecznej energii, która wyraża się w polskim fantazmacie i zostaje wtórnie nim spętana. „Kto wy jesteście –? ” – pyta Konrad. „Chłopy […] Czerń”. Jak pokazał Andrzej Leder, polska klasa średnia w niczym się od nich nie różni poza tym, że potrafi się tym fantazmatem bawić, ekscytując się nim, ignorując go lub wyśmiewając. Ale oni, ci nasi „Kiepscy”, którymi gardzimy, są świadectwem tego, co te fantazmatyczne zabawy robią z polską energią społeczną. Konrada nie interesuje branie w nich udziału, bo skrajnie go irytują. Interesuje go uruchomienie energii, którą tymi zabawami paraliżujemy. Chce, aby sama ta pierwotna siła, która stworzyła krępujący nas fantazmat, teraz go rozsadziła. Dlatego zwraca się do tych, którzy ją uosabiają, do ludzi najzwyklejszych, z trudem zmagających się z życiem na najbardziej elementarnym poziomie: „Na was myśl moja spoczęła” – powiada. A gdy pytają go, poruszeni jego zainteresowaniem: „Czego żądasz?”, odpowiada: „Poznałem w was siłę. […] Będziecie […] burzyć w milczeniu i cokolwiek byście obaczyli, ktobykolwiek był na waszej drodze, przystąpcie nieubłagalni i podporę wyrwiecie, o którą wsparty, i bel weźmiecie, którym się ogrodzą i otoczą – i rzućcie precz, jak odrzuca się i odciska rumowisko, śmieć i łachy a rupiecie stare”. Podpora, bel i stare rupiecie to polski fantazmat, którym się bronimy przed naszą własną siłą, przed polską „czernią” w sobie samych.


SPIS TREŚCI

Dwa pociągi z Krakowa do Warszawy (zamiast wstępu) / 9 I. Wstajemy z kolan  /  15 Wstajemy z kolan / 17 Zamiast Tuska i Kaczyńskiego / 22 Wzmożenie versus przebudzenie / 30 Czas na performans / 37 Teatr romantyczny / 48 Ani Frljić, ani Klata / 56 Odnowiony teatr krytyczny / 62 Orestes czy Hamlet / 67

II. W kościele zatrzymanej myśli  /  73 Popęd życia / 75 Komedia dell’arte / 82 Poloneza czas zacząć / 88 W imię Ojca… zabójstwo Syna / 102 Podrygi i wywijańce / 107 W kościele zatrzymanej myśli / 116 Geniusz śmierci / 123 Rychcik-Tango / 130

Spis treści / 297


III. Wyspiański / Sceny śmierci (performans)  /  135 IV. Radość głoszę i wesele  /  151 Thanatos włada / 153 W grobie przeszłości / 160 Radość głoszę i wesele / 166 Freudem i Nietzschem / 173 Opada kurtyna z gazy / 181 Konrad-Erynnis / 187

V. Nowe życie… pośród larw i upiorów  /  195 Nowe perspektywy / 197 Monstrualny penis Konrada / 204 Tajemnica Masek / 210 Pytanie o aktualność / 219 Zemsta Anny Augustynowicz / 231

VI. Konrad znaczy Wyspiański (dodatek)  /  237  „Czterdzieści i cztery” / 239 Wyspiański-ku-śmierci / 244 Mickiewicz? Za, a nawet przeciw / 253 Dmowski, Brzozowski? Nie, dziękuję / 263 Zakończenie / 269 Hamlet , którego nie było / 271 Kłącze posttraumatyczne / 278 Nota bibliograficzna / 295


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła. Studium o "Wyzwoleniu" by SIW Znak - Issuu