KS. ROBERT SKRZYPCZAK
Między Chrystusem
a Antychrystem
Wydawnictwo Esprit
Copyright © by Robert Skrzypczak 2022 Copyright © for this edition by Wydawnictwo Esprit 2022 All rights reserved Na okładce: © Old Books Images / Alamy Stock Photo, © Map Effects (tło) Na skrzydełku: © Fot. Jakub Szymczuk / FOTO GOSC Materiały środka: © Chuck Fishman / Getty Images (s. 115), http://pestiferences.ferences.eu (s. 153), © narsil / depositphotos (s. 261), Wikimedia Commons (s. 25, 63, 81, 133, 213) Redakcja: Lidia Kozłowska Korekta: Monika Kucab, Anna Adamczyk, Monika Nowecka Skład i łamanie: Kamil Gorlicki ISBN 978-83-66859-78-4 Wydanie I, Kraków 2022 Druk i oprawa: Drukarnia im. A. Półtawskiego Wydawnictwo Esprit sp. z o.o. ul. Władysława Siwka 27a, 31-588 Kraków tel. / fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19 e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl ksiegarnia@esprit.com.pl biuro@wydawnictwoesprit.com.pl Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl
WSTĘP
Historia ludzka jest we władaniu dwóch potężnych sił: Bożej opatrzności i ludzkiej wolności. Działanie Boga prowadzi ludzi ku dobru i szczęściu, choć człowiek w swej wolności może je przyjąć lub odrzucić. Święty Augustyn w dziele Państwo Boże pisał, że żyjemy pomiędzy dwiema miłościami: miłością do samego siebie, która prowadzi człowieka do wzgardzenia Bogiem, oraz miłością do Boga posuniętą aż do pogardzenia samym sobą. Pierwsza miłość szuka chwały własnej, druga nastawiona jest na odnalezienie i oddanie chwały Panu Bogu. Nasza egzystencja przebiega zatem między dwiema cywilizacjami, dwoma miastami: Jerozolimą i Babilonią. Niech każdy zapyta siebie – mówił św. Augustyn – co kocha, a pojmie, którego z tych miast jest obywatelem. Chrystus na końcu czasów będzie nas sądził z miłości. Tych, którzy Mu zaufali i pozwolili się Mu odmienić, zaprosi do wiecznej szczęśliwości ze sobą w niebie, tych zaś, którzy Nim wzgardzili, wraz z demonami oddali na wieki do piekła, które dla siebie zbudowali, nie chcąc kochać. Człowiek postawiony przed dobrem i złem jest bezsilny. Nie byłby w stanie sprostać nawet temu, czego gorąco pragnie. Stąd konieczność Chrystusa do zbawienia. 7
wstęp
Chrystus zaś – jako najwyższy wyraz Bożej opatrzności – pragnie nas włączyć do swego Kościoła, który nazwał swoją owczarnią, winnicą, wreszcie swoim Ciałem. Kościół to szczególne środowisko dojrzewania do szczęścia i zbawienia w Bogu – do świętości. Chrześcijanie pierwszych wieków nie mieli wątpliwości: „Nie można dostąpić łaski Bożej, nie będąc w Kościele”. Tychoniusz, genialny teolog z drugiej połowy IV wieku, twierdził: „Nikt na całej ziemi nie może mieć Ducha Bożego poza Kościołem”1. Podobnie uważał św. Cyprian z Kartaginy: „Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę”2. Nie będzie też innego objawienia poza tym, które otrzymał Kościół. Ma się to nijak do pojawiającego się w wielu środowiskach sloganu: Chrystus – tak, Kościół – nie. Prowadzi to nieraz do „cichej bądź jawnej apostazji”, czyli opuszczenia Chrystusa wraz z Jego Kościołem, na przykład pod wpływem zgorszenia jego grzechami albo niezgody na wymogi, zwłaszcza dotyczące etyki seksualnej, stawiane wiernym przez Kościół; albo do zjawiska tak zwanego chrześcijaństwa ekstraeklezjalnego. Tymczasem Kościół wyłonił się z życia, śmierci i Ducha Jezusa Zmartwychwstałego. Chrystus i Kościół ściśle się ze sobą łączą. Jeśli Kościół jest prawdziwie Kościołem, wówczas na jego obliczu jaśnieje światło Chrystusa, światło Jego zmartwychwstania. Cóż zatem zrobić w sytuacji, gdy w tymże Kościele pojawia się coraz 1 2
ComAp ad 1,15 (CCL 107a, 108). Pierwsze łacińskie komentarze do Apokalipsy. Hipolit, Wiktoryn, Hieronim, Tychoniusz, Warszawa 2011, s. 167–229. De catholicae unitate Ecclesiae: PL 4, 503 a.
8
wstęp
więcej przejawów zła, gorszących grzechów, a nawet bijącej w oczy niewiary? Jak wytłumaczyć, że w wielu miejscach Kościoła jego wierni nie ufają już żywemu Bogu, postępują wbrew Ewangelii, a nawet głoszą w autorytecie tego Kościoła tezy zaprzeczające jego dotychczasowemu nauczaniu? „Wydaje mi się, że Kościół czekają ciężkie czasy. Jego właściwy kryzys dopiero się zaczął. Trzeba się liczyć z poważnymi wstrząsami”3 – mówił Joseph Ratzinger. 29 czerwca 1972 papież Paweł VI wyznał: „Moglibyśmy powiedzieć, że przez jakąś tajemniczą szczelinę, ale nie, nie jest tajemnicza; przez jakąś szczelinę do świątyni Boga przedostał się dym szatana. […] Spodziewaliśmy się po Soborze słonecznego dnia dla dziejów Kościoła, a tymczasem nadciągnęły chmury, burze, mrok i niepewność…”4. Wizjonerka Simona na wyspie Ischia zobaczyła „pęknięcie na kopule św. Piotra i obfity, gęsty czarny dym wydobywający się z wnętrza, który wypełniał cały plac”. Wtedy Matka Boża powiedziała: „Gdy upada któryś z moich ukochanych synów, pociąga za sobą wiele dusz. Módlcie się o dobrych pasterzy, potrafiących doglądać i strzec stada Pańskiego”5. Działanie diabła przeniknie także do Kościoła, tak że kardynałowie będą się zwalczać nawzajem, podobnie też biskupi…
3 4 5
J. Ratzinger, Przyszłość wiary. Refleksje teologiczne, tłum. ks. J. Marecki SDS, Kraków 2019, s. 131. Paweł VI, Homilia w uroczystość Apostołów Piotra i Pawła, 29 czerwca 1972, cyt. za: A. Tornielli, Paolo vi. Il timoniere del Concilio, Milano 2003, s. 53. Przesłanie z Zaro, 8 marca 2018, [w:] S. Gaeta, Proroctwo o dwóch papieżach, tłum. ks. R. Skrzypczak, Kraków 2019, s. 116.
9
wstęp
Kapłani, którzy oddają mi cześć, będą pogardzani i zwalczani przez swych współbraci, kościoły i ołtarze plądrowane, Kościół będzie pełen miłośników kompromisów, diabeł zaś będzie nakłaniał wielu kapłanów i dusze Bogu poświęcone do porzucenia służby Pańskiej6. Swąd, powiedzieliśmy, mąci i zaciemnia. Szatan zaciemnił umysł wielu z tych, którzy stali na czele struktur, a którzy powinni pełnić posługę w duszpasterstwie zbawienia. Zgromadzenia, zakony, seminaria, klasztory, kolegia, szkoły, plebanie, kościoły… piekielny dym dotarł wszędzie! Zresztą, dym jest jak woda: widzisz, że napływa, lecz nie wiesz skąd. Czai się, przenika, brudzi, bez jakiegokolwiek sygnału. Takie było i takie jest działanie szatana. Zainfekowane seminaria? I to ile! Zainfekowane zakony? To samo! Swąd piekielny rozszedł się wszędzie, nie oszczędzając nawet Watykanu7.
Jak to wszystko zrozumieć? Jak się nie poddać zniechęceniu czy pragnieniu opuszczenia takiego Kościoła? Czy działa w nim jeszcze Boża opatrzność? Wspomniany przeze mnie Tychoniusz – mający notabene wielki wpływ na św. Augustyna, zwłaszcza na powstanie jego Państwa
6 7
Przesłanie z Akity, 13 października 1973, [w:] S. Gaeta, Proroctwo…, dz. cyt., s. 116. Przesłanie do ks. Ottavia Micheliniego, 12 czerwca 1976, [w:] S. Gaeta, Proroctwo…, dz. cyt., s. 118.
10
wstęp
Bożego – którego papież Benedykt nazwał „wielkim teologiem”8, doszedł do przekonania, że Kościół stanowi ciało dwuczęściowe: jedna część należy do Chrystusa, druga natomiast do diabła. Innymi słowy, istnieją w Kościele jakby dwa aspekty: lewy i prawy, winny i błogosławiony. I oba stanowią jedno ciało. Pieśń nad Pieśniami mówi: Fusca sum et decora… – „Czarna jestem, lecz piękna, córki jerozolimskie. […] Nie patrzcie na mnie, że jestem czarna, że mnie spaliło słońce. Synowie mej matki rozgniewali się na mnie, postawili mnie na straży winnic: a ja mej własnej winnicy nie ustrzegłam” [Pnp 1, 5]9. Łaska i grzech są w jednej wspólnocie, jednej strukturze. Święty Augustyn wolał rozgraniczyć te rzeczywistości, twierdząc, że choć Kościół jest „złożony” (permixta) z dobra i zła, to chodzi o dwa różne miasta: Jerozolimę i Babilonię. Tychoniusz natomiast uważał, że Kościół to jedno miasto złożone z dwóch części. Kościół jest zarazem Kościołem Chrystusa i Kościołem Antychrysta. „Stąd wniosek – pisał Joseph Ratzinger w 1953 roku – że Antychryst należy do Kościoła, wzrasta w nim i z nim aż do wielkiego discessio (rozdzielenia), które nadejdzie wraz z ostatecznym, definitywnym revelatio (ukazaniem się) powracającego Chrystusa”10. Mamy zatem 8
Benedykt XVI, Św. Ambroży Autpert. Audiencja generalna z 22 kwietnia 2009, „L’Osservatore Romano”, 6 (2009). Tychoniusz pozostawił po sobie dzieło Liber regulorum zawierające opis siedmiu reguł interpretacji Pisma Świętego. Nas interesuje tutaj druga reguła „De Domini corpore bipartito” oraz siódma „De diabolo et eius corpore”. 9 Cytaty biblijne podano za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 5, Poznań 2015. 10 J. Ratzinger, Beobachtungen zum Kirchenbegriff des Tyconius im „Liber regularum”, „Revue des études augustiniennes” 1956, t. 2, s. 180.
11
wstęp
Kościół czarny (Ecclesia fusca), złożony ze złych – „ciało szatana” – oraz Kościół poddających się zbawieniu w Chrystusie (Ecclesia decora) – „Ciało Chrystusa”. Oba ciała Kościoła są nierozdzielne: od męki Chrystusowej aż do chwili, gdy Kościół uwolniony zostanie od tajemnicy bezbożności i ukaże się światu „człowiek nieprawości”. Kim jest ów „człowiek nieprawości”? Sięgnijmy po odpowiedni fragment Drugiego Listu św. Pawła do Tesaloniczan: W sprawie przyjścia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański. Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo [dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo (apostasia) i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia (ho anthropos tes anomias; Wulg. homo peccati, iniquus, dosł. człowiek pozbawiony prawa), który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywane jest Bogiem lub co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga, dowodząc, że sam jest Bogiem. Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem? Wiecie, co go teraz powstrzymuje (to katechon; Wulg. qui tenet, quid detineat), aby objawił się w swoim czasie. Albowiem już działa tajemnica bezbożności (mysterion tes anomias; Wulg. mysterium iniquitatis lub misterium facinoris). Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje (to katechon), ustąpi miejsca, a wówczas ukaże się Niegodziwiec (anomos, bez prawa), którego Pan Jezus 12
wstęp
zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci [samym] objawieniem swego przyjścia. Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy idą na zagładę, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość [2, 1–11].
Prawosławna grecka mistyczka Vassula Rydén twierdziła: „To są znaki końca czasów. Nie są to znaki końca świata, lecz znaki końca epoki”11. Podobne stwierdzenia padają w przesłaniach Marii Valtorty i ks. Stefano Gobbiego, natomiast Conchita González, wizjonerka Matki Bożej z Garabandal, precyzowała: „Dziewica nie mówiła o końcu świata, lecz o końcu czasów”12. Z tak zwanym „końcem czasów” związane są dwie biblijne postaci: człowiek nieprawości (anomos) i ten lub to, co powstrzymuje jego pojawienie się (katechon). Święty Paweł nie znał jeszcze pojęcia „Antychryst”, ale inni ojcowie Kościoła: Ireneusz, Hipolit, Orygenes, Tertulian i Augustyn, posługiwali się chętnie określeniem z Pierwszego Listu św. Jana [2, 18], mając na myśli pojedynczą postać. Tymczasem Tychomiusz mówił o Ecclesia fusca, w odróżnieniu od Ecclesia decora. Chodzi o „złych i obłudników, 11 V. Rydén, Prawdziwe Życie w Bogu, zapisek z dnia 31 stycznia 1990, https://vassula. pl/d-v-009.html. 12 Wypowiedź z 20 grudnia 1962.
13
wstęp
będących w Kościele, aż liczba ich utworzy wielki lud Antychrysta”. Święty Augustyn przy tej okazji mawiał, że antychryści są w nas. Jest to tajemnica grzechu ukrytego. Wielu niewierzących – według wielkiego ojca Kościoła z Hippony – opuści Kościół, lecz Antychryst pozostanie w nim ukryty do końca, aż zostanie zdemaskowany13. Corruptio optimi pessima, czyli „najgorsze jest zepsucie najlepszych” – mawiali starożytni. Sekret owego „wielkiego ludu Antychrysta” próbował wyrazić Fiodor Dostojewski w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze, rzucając światło na niektóre środowiska kościelne usiłujące pozbyć się Chrystusa. W rozmowie przybyłego z Sewilli dostojnika kościelnego z Jezusem padają słowa: „Piętnaście wieków męczyliśmy się z tą wolnością, którą nam przyniosłeś, ale teraz to się skończyło, i skończyło się na zawsze. Po cóżeś teraz przyszedł nam przeszkadzać? Nikt tak sobie nie zasłużył na nasz stos jak Ty. Jutro cię spalę. Idź i nie przychodź więcej, nigdy nie przychodź, nigdy, nigdy!”14. 22 kwietnia 2009 roku papież Benedykt XVI – dwa miesiące przed symbolicznym położeniem swego paliusza na płycie grobu Celestyna v – przywołał postać Tychoniusza przy okazji katechezy poświęconej innemu teologowi z VIII wieku – Ambrożemu Autpertowi. On także „dotarł do przekonania, że Kościół jest ciałem dwuczęściowym: jedna część należy do Chrystusa, druga zaś
13 Por. św. Augustyn, Państwo Boże, XX, 19: PL 41, 686. 14 F. Dostojewski, Bracia Karamazow, tłum. A. Watt, Warszawa 1984, s. 289–312.
14
wstęp
do diabła”15. Nie bez znaczenia pozostaje powołanie się na tak dramatyczną wizję Kościoła przez urzędującego papieża, który w dodatku przypomniał, że na „końcu czasów” musi dojść do owego discessio, wielkiego oddzielenia złych od dobrych. Kiedy należy spodziewać się nadejścia owych „czasów ostatecznych”, eschatologicznych? Ernst Troeltsch, niemiecki teolog z przełomu XIX i XX wieku, gorzko zauważył, że Kościół już od dawna zamknął swój eschatologiczny urząd, zajmując się tymczasowością. Eschatologia oznacza koniec czasów powstrzymujący wszelkie działanie, definitywny paraliż wydarzeń historycznych, ale może też oznaczać coś, co dzieje się niejako „podskórnie”, równolegle z ludzkimi dziejami, co zmierza do nadania ostatecznego sensu sprawom, którymi ludzie się zajmują, i nakierowanie ich na ostateczny cel: zbawienie wieczne. Święty Paweł w tym znaczeniu przestrzegał: „Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo [dzień ten nie nadejdzie], dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo (apostazja) i nie objawi się człowiek grzechu” [2 Tes 2, 3]. Chodzi więc nie tyle o „koniec czasów”, ile o „czas końca”, wewnętrzne przeobrażenie naszych dziejów poprzez moc wkroczenia w nie Chrystusa Zmartwychwstałego. Chodzi o dramat historii: w każdym jej momencie w grę wchodzi zbawienie lub potępienie, a w związku z tym zagłada ludzkości. „Życie wieczne to nie żarty” – przestrzegał ks. Dolindo Ruotolo. W tym świetle należałoby się zastanowić, czy zapowiadane 15 Benedykt XVI, Św. Ambroży Autpert. Audiencja generalna z 22 kwietnia 2009, dz. cyt.
15
wstęp
przez Tychomiusza „wielkie discessio” ma dotyczyć odległej przyszłości, czy też ma tu i teraz ukierunkować życie każdego chrześcijanina – od papieża do najprostszego wiernego – na jego ostateczny cel: adorację, modlitwę i krzyż, na Kościół należący do Chrystusa. Kościół nie przeżyje, jeśli będzie biernie odkładał na „koniec czasów” rozstrzygnięcie wewnętrznego konfliktu targającego jego „dwuczęściowe ciało”. Jeśli będzie świadomie usiłował zignorować tę rzeczywistość, wówczas Ecclesia fusca weźmie górę nad Ecclesia decora. Wtedy też eschatologiczna dramaturgia dziejów będzie na przegranej pozycji. Symbolami zdrowia eklezjalnego są krzyż i katechon. Święty Jan Paweł II nauczył nas postawy opierania się o krzyż: w ferworze działania i podróżowania, w momencie cierpienia i opuszczania tego świata. Kościół został wyposażony w zdolność powstrzymywania naporu sił przeciwnych zbawieniu, sił Antychrysta. Według Massimo Cacciariego wycofanie się papieża Benedykta XVI z papieskiego urzędu w 2013 roku, poza wyczerpaniem się sił fizycznych i duchowych starszego człowieka, mogło oznaczać, iż Kościół nie jest w stanie sprostać temu zadaniu – nie zdoła powstrzymać sił antychrystycznych w Kościele16. Głównym celem nowych papieży będzie rzucenie wyzwania Antychrystowi. Mamy dziś do czynienia z erupcją postnowoczesności w jej płynnej, zmiennej, nieuchwytnej postaci. Teologiczna wymowa Antychrysta w Apokalipsie św. Jana jest skojarzona właśnie z symbolem elementu płynnego. Bestie, jedna po drugiej, wyłaniają się 16 Por. M. Dotti, Cacciari: il nuovo Papa dovrà sfidare l’Anticristo, „Vita”, 11 marca 2013.
16
wstęp
z morza. Płynność stała się kluczem hermeneutycznym opisu obecnego postmodernistycznego świata. Obecnie dokonuje się nieunikniony proces zmian modeli kulturowych, struktur i zachowań społecznych, które powodują, że styl życia, relacje, organizacje, system produkcji, wartości i środki komunikacji mają już niewiele wspólnego z ich odpowiednikami z przeszłości. Dzisiejsze społeczeństwo jest płynne, a dokładniej ‒ rozlane. Zmierza w kierunku zindywidualizowania podmiotów i rozwodnienia istoty17. Płyny, w odróżnieniu od ciał stałych, nie zachowują swojej formy, ale przyjmują kształt naczyń, do których trafiają, zawsze gotowe się zmienić w zależności od wpływu otoczenia. Właśnie te tymczasowe wpływy powodują, że ich postać pozostaje taką tylko przez chwilę18. To, co do niedawna uznawane było za coś stałego i solidnego, na naszych oczach ulega rozpuszczeniu. Nie ma już tego, kto prowadzi i kto daje się prowadzić. Wszystko w życiu staje się grą hazardową. Jeśli liczy się na jakąś rekompensatę, należy po nią sięgnąć natychmiast. Cokolwiek może zaoferować mi życie, niech da mi to tu i od razu, w jednej chwili. Kto wie, co może zdarzyć się jutro? Odwlekanie nagrody straciło swój powab. Ludzie są dziś samotni i niejako skazani na samych siebie. Łatwo nimi zarządzać, łatwo ich zagospodarować, wyposażyć w kod kreskowy i PESEL, poddać szczepieniom, odwrócić ich uwagę od nieba i życia wiecznego, a skoncentrować na doraźnej korzyści.
17 Por. Z. Bauman, The Individualized Society, Cambridge 2001. 18 Por. Z. Bauman, Płynna nowoczesność, tłum. T. Kunz, Kraków 2006, s. 6‒8.
17
wstęp
Poczucie pustki jest przenikliwe. Łączy się z niecierpliwą tęsknotą – nie wiadomo, za kim lub za czym. Moce Antychrysta mają związek z płynnością i powietrzem, wymiarem morskim i przestrzennym. Siły morskie i powietrzne są najtrudniejsze do opanowania. Moce Antychrysta stamtąd atakują oparty o skałę bastion stabilności, jakim jest Kościół. Przestają mieć znaczenie słowa wyryte na tablicach kamiennych, wielkie osobowości i materia sakramentu. Zwiększa się siła nośników morskich i powietrznych: fal, bitów, trendów. Informacja i finanse – oto potęga Antychrysta. Kościół po raz pierwszy staje wobec prawdziwej jego natury. Wcześniej był atakowany przez ziemskie, wymierne władze, które usiłowały go przegnać z jakiegoś terytorium lub pozbawić wpływu. Zostawiliśmy za plecami krwawe totalitaryzmy, które zrodziły wielu męczenników, świadków wiary. Krew męczenników okazała się posiewem chrześcijan. Względem tych jawnych, buntowniczych, prometejskich sił Kościół spełnił rolę katechonu. Teraz nadeszła epoka Epimeteusza – „wstecz myślącego”. To jeden z tytanów z mitologii greckiej. Mimo ostrzeżeń ze strony swego brata Prometeusza poślubił Pandorę. Za jej namową otworzył puszkę, sprowadzając na ludzkość potworne nieszczęścia. Antychryst ma twarz pojednawczą, jest „uśmiechniętym trucicielem”. Wnosi do Kościoła wiele humanistycznych wartości i organizuje akcje dobroczynne, lecz jednocześnie czyni wszystko, by samym sobą zakryć prawdziwego Chrystusa. Pod jego wpływem Kościół traci swą wyjątkową oryginalność: przestaje głosić kerygmat o Ukrzyżowanym, wstaje z kolan, ignoruje Najświętszy 18
wstęp
Sakrament, za to angażuje się chętnie w walkę z nierównościami, cierpieniem, zanieczyszczeniem środowiska i efektem cieplarnianym. Mówi o powszechnym braterstwie mieszkańców matki Ziemi oraz angażuje swe siły w powszechny projekt edukacyjny, nowy humanizm. Chrystus przestaje być Alfą i Omegą. O ile jeszcze jest wzmiankowany, służy raczej za pretekst do zajęcia się innymi tematami. Im bardziej Kościół pozwoli wypłukać z siebie nadprzyrodzoną substancję, tym mniej będzie w stanie sprostać powinności bycia „znakiem sprzeciwu” wobec dotkniętego globalną duchową obojętnością świata. Antychryst przenika Kościół, by go pozbawić mocy katechonu, siły powstrzymania ukazania się człowieka nieprawości. Cywilizacja Antychrysta narasta. Dzięki nowym możliwościom technologicznym ludzie stają się silniejsi, ale wcale nie lepsi. Nic tak nie niszczy człowieka, jak wzrost jego mocy, która nie idzie w parze ze wzrostem dobroci. Jednak nasz Pan Jezus Chrystus wielkiego niegodziwca „zgładzi tchnieniem swoich ust” [2 Tes 2, 8]. W tym względzie potrzebujemy ścisłej współpracy ze świętymi oraz wielkiego błagania o nowych ludzi, którzy nauczyli się iść pod prąd, którzy swą uległą i pokorną ufnością okazywaną Zmartwychwstałemu są w stanie stawić opór mrocznym obszarom naszego świata i Kościoła. W Kościele istnieją dwa elementy nie do pogodzenia, a zarazem nierozdzielne: tymczasowość i wieczność, ekonomia i eschatologia. Gdy w chrześcijańskim działaniu, myśleniu, aspiracjach eschatologia przygasa, element tymczasowości i światowości nie tylko bierze górę, ale wręcz wszędzie boleśnie się panoszy. Kościół w imię swego nadprzyrodzonego powołania i przeznaczenia 19
wstęp
musi nieustannie wyrzekać się „światowości”. Odwracać się od sondaży i ekspertów, a zwracać twarz ku świętości. O wszystkim rozstrzygnie to, czy w naszym myśleniu i działaniu dążyć będziemy do bycia szczęśliwymi mieszkańcami Ziemi, czy też odkupionymi w Chrystusie obywatelami nieba. Wysiłek polega na czujności, by nie zgubić tego bezcennego azymutu. Papież Jan Paweł II niejednokrotnie powtarzał, że „Kościół dzisiejszy nie potrzebuje nowych reformatorów. Kościół potrzebuje nowych świętych”19. Kluczową kwestią dla Kościoła uwikłanego w globalny kryzys duchowy ludzkości zdaje się to, czy są w nim święci gotowi dokonać czegoś nowego i żywego. Inaczej, bez owego radykalnego wezwania do świętości, „Kościół odzwierciedli ducha epoki”. Czemu zamartwiacie się i niepokoicie? – pisał przed wielu laty ks. Dolindo Ruotolo, użyczając pióra niejako samemu Jezusowi. – Zostawcie Mi troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę powiadam wam, że każdy akt prawdziwego, ślepego i całkowitego oddania się Mnie rozwiązuje trudne sytuacje. Oddanie się Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, abym podążał za wami. Oddanie się oznacza zamianę niepokoju na modlitwę. Oddanie się oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli 19 Raport o stanie wiary. Z ks. Kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Vittorio Messori, tłum. Z. Oryszyn, J. Chrapek, Kraków–Warszawa–Struga 1986, s. 35.
20
wstęp
od udręki i poddanie się Mnie, bo tylko dzięki Mnie poczujecie się jak dziecko uśpione w objęciach matki, gdy pozwolicie, abym mógł przenieść was na drugi brzeg. To, co wami wstrząsa, co was boli bezgranicznie, te wasze wątpliwości, wasze przemyślenia, wasze niepokoje i chęć przedsięwzięcia odpowiednich kroków za wszelką cenę, aby zapobiec temu, co was trapi. Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych, jak i materialnych zwraca się do Mnie, patrzy na Mnie, mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka oczy i znajduje ukojenie! Doznajecie niewielu łask, kiedy się męczycie i dręczycie, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym oddaniem się Mnie. […] Zamknij oczy i powiedz całą swoją duszą: „Jezu, Ty się tym zajmij!”. […] Tysiące modlitw nie mają takiej wagi, jak ten akt pełnego ufności oddania się Mnie; zapamiętaj to sobie dobrze. Nie ma skuteczniejszej nowenny od tej: „Och Jezu, oddaję się Tobie, Ty się tym zajmij!”20.
20 D. Ruotolo, List do Eleny Montelli z 6 października 1940, [w:] G. Ruotolo, L. Regolo, Święty w mojej rodzinie. Życie ks. Dolindo Ruotolo we wspomnieniach jego bratanicy, tłum. ks. R. Skrzypczak, Kraków 2020, s. 165.
CZĘŚĆ PIERWSZA Chcę zobaczyć Chrystusa w człowieku
przeznaczenie proroków Błogosławiony Antonio Rosmini-Serbati
Czegoś takiego w historii zachodniego chrześcijaństwa jeszcze nie było. Człowiek, kapłan, potępiony oficjalnym dekretem Świętego Oficjum naukowiec, którego tezy zostały uznane za heretyckie i szkodliwe, a książki umieszczone na Indeksie ksiąg zakazanych, sto dwadzieścia lat później zostaje nie tylko zrehabilitowany, ale i ogłoszony błogosławionym. Antonio Rosmini-Serbati, włoski duchowny i filozof, w dniu 18 listopada 2007 roku w katedrze w Novarze, mieście położonym trzydzieści kilometrów na zachód od Mediolanu, został wyniesiony do grona błogosławionych w niebie. profetyczny myśliciel
Nigdy się jeszcze nie zdarzyło – jak stwierdza włoski historyk idei, Luciano Malusa – aby Kongregacja Doktryny Wiary (bądź dawnej Świętej Inkwizycji) odwołała swą uprzednią decyzję ogłoszoną oficjalnym dekretem. A tak stało się w tym wypadku. W dniu 1 lipca 2001 roku watykańskie „L’Osservatore Romano”, w sto czterdziestą szóstą rocznicę śmierci Rosminiego, publikuje 27
chcę zobaczyć chrystusa w człowieku
Notę Kongregacji podpisaną przez jej ówczesnego prefekta, kard. Josepha Ratzingera, w której czytamy, iż „można dziś uważać, że powody zaniepokojenia oraz wątpliwości doktrynalnych, które doprowadziły do promulgacji Dekretu «Post obitum» potępiającego czterdzieści tez wyjętych z dzieł Antonia Rosminiego, zostały usunięte. A to z tej racji, że sens owych Tez, tak pojętych i potępionych Dekretem, nie przynależał w rzeczywistości do autentycznej myśli i pozycji Rosminiego, lecz do możliwych wniosków wynikających z lektury jego pism”1. Owszem, zdarzały się „pomyłki” w ocenie pracy teologów, takich choćby jak wielcy dwudziestowieczni myśliciele Kościoła: ks. Henri de Lubac, napiętnowany przez Piusa XII w encyklice Humani generis za nauczanie o naturze i łasce, o. Yves Congar, francuski dominikanin krytykowany za swe dzieło o „prawdziwej i fałszywej reformie Kościoła”2, amerykański jezuita John Courtney Murray, piętnowany za teorie o relacji Kościoła do państwa, czy też benedyktyn Lambert Beauduin. Nikt z nich jednakże nie został potępiony oficjalnym dekretem Kongregacji. Zresztą nowatorski geniusz niektórych z tych myślicieli doczekał się uznania w postaci zaproszenia ich przez kolejnego papieża, Jana XXIII, do udziału w pracach eksperckich Soboru Watykańskiego II, 1
2
Congregazione per la Dottrina della Fede, Nota sul valore dei Decreti Dottrinali concernenti il pensiero e le opere del rev.do sac. Antonio Rosmini Serbati, cyt. za: http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/ rc_con_cfaith_doc_20010701_rosmini_it.html. Zob. Y. Congar, Prawdziwa i fałszywa reforma w Kościele, tłum. A. Ziernicki, Kraków 2001.
28
przeznaczenie proroków
ku oburzeniu „konserwatywnego” abp. Marcela Lefebvre’a, późniejszego schizmatyka. W przypadku Rosminiego chodzi o coś znacznie większego. Owszem, ocena pracy włoskiego kapłana przypada na wyjątkowo trudny moment historii Kościoła, pomiędzy ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu przez Piusa IX w 1854 roku a zwołaniem Soboru Watykańskiego i w roku 1869. Chodzi o okres szczególnej nadwrażliwości na zagrożenia modernizmem, w którym łatwo było popaść w niełaskę czujnego oka Magisterium Kościoła. Mógł Rosmini pozostać w długim szeregu odsuniętych od oficjalnego nauczania i zapomnianych intelektualistów, którym brakło pokory lub cierpliwości w dochodzeniu prawdy. Przypomnę niektórych: Félicité Robert de Lamennais, który w konsekwencji opuścił szeregi Kościoła, Georg Hermes, Augustyn Bonnetty, Anton Günther, Johannes Balzer, Jakob Frohschammer, Ignaz von Döllinger, Alfred Loisy, George Tyrrell czy włoscy znajomi Rosminiego: Vincenzo Gioberti oraz Gioacchino Ventura. Przeciwstawiali się oni ogłoszonym dogmatom bądź upierali przy partykularnych koncepcjach teologicznych, redukujących często depozyt wiary do jakiegoś szczegółowego aspektu. Niektórzy z nich reagowali buntem i gniewem na decyzje Stolicy Apostolskiej. Wszystkich ich dzisiaj przykrył grubą warstwą kurz zapomnienia. W przypadku Antonia Rosminiego, który przeszedł podobną co tamci kenozę upokorzenia, rozbłysnął geniusz intelektu połączony ze świętością życia. Trudno znaleźć adekwatne porównanie Rosminiego z innymi świętymi Kościoła. I to nie tylko z powodu bezprecedensowej rehabilitacji kogoś potępionego przez własny Kościół. 29
chcę zobaczyć chrystusa w człowieku
Być może najwłaściwszą analogię można by znaleźć z ojcami pierwszych wieków Kościoła – zauważył były prezydent Republiki Włoskiej Francesco Cossiga – u których rzetelność i rozległość zainteresowań naukowych łączyła się z ewangelicznym żarem pasterzy dusz, intelekt z sercem i działaniem, wiedza ze świętością, i to aż do granic ludzkich możliwości. Mam na myśli Orygenesa, Augustyna czy Ambrożego3.
W przypadku Rosminiego chodzi o genialny umysł oraz zdumiewającą, encyklopedyczną wiedzę. Jego dorobek obejmujący ponad sto opasłych tomów zasługuje na miano „summa totius cristianitatis” (jak go określił Michele Federico Sciacca). Kto kocha książki i zna różne biblioteki świata, pozostałby przejęty wrażeniem, jakie wywarłaby na nim prywatna biblioteka ks. Antonia, przechowywana w stanie nienaruszonym do dziś w jego rodzinnym pałacu w Rovereto. Liczne pomieszczenia zamiast ścian mają wspinające się aż po wysoki sufit regały wypełnione woluminami z różnych dziedzin i w różnych językach. Niektóre wyróżniają się postrzępionymi końcówkami okładek, innych skórzana struktura każe myśleć z podziwem o wytwórcach ówczesnej sztuki typograficznej. Ich wartość z pewnością pozwoliłaby wstawić w każde z tych pomieszczeń po kilka nowoczesnych, lśniących ferrari. Pomiędzy regałami można odnaleźć a to masywne biurko, a to pulpit do czytania na stojąco, a to wreszcie piękny – budzący moją zazdrość – obrotowy stół w kształcie sześciokąta, pozwalający 3
F. Cossiga, Monsignor Rosmini, „30giorni”, 46 (2007), s. 41.
30
przeznaczenie proroków
jednocześnie korzystać z sześciu otwartych ksiąg. Wystarczy tylko obracać blatem w prawo lub w lewo. Jednakże Rosmini nie jest – jak go próbowano nazywać – kimś w rodzaju „katolickiego Kanta”. Jest myślicielem profetycznym – oddał całego siebie Chrystusowi i Jego Kościołowi, od którego zresztą wycierpiał ponad miarę. „A los proroków jest taki – wyjaśnia kard. José Martins, były prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. – Zarówno w Biblii, jak i, niestety, w dziejach Kościoła polega często na tym, iż jest się niezrozumianym i prześladowanym”4.
„ miłość
intelektualna”
„Dawał świadectwo o miłości we wszystkich wymiarach i to na wysokim poziomie – powiedział Benedykt XVI w dniu beatyfikacji Antonia Rosminiego – lecz szczególnie zasłynął hojnym zaangażowaniem się w to, co on sam nazywał «miłością intelektualną» (carità intellettuale), będącą pojednaniem rozumu z wiarą”5. Jan Paweł II w swej słynnej encyklice Fides et ratio wymienił Antonia Rosminiego wśród tych, których działalność była „przejawem owocnej relacji między filozofią a słowem Bożym”. Dzięki 4
Wywiad z kard. José Saraivą Martinsem przeprowadzony przez Gianniego Cardinalego, „30giorni”, 46 (2007), s. 48. 5 Cyt. za: https://www.cittanuova.it/antonio-rosmini-evangelizzare-la-chiesa/?ms=004&se=028. Rosmini rozróżniał trzy rodzaje miłości: materialną (w odniesieniu do tymczasowych potrzeb bliźniego); intelektualną (w odniesieniu do kształtowania umysłowości bliźniego i rozwijania jego zdolności intelektualnych) oraz duchową (przyczyniającą się do zbawienia duszy drugiej osoby oraz jej jakości moralnej).
31
chcę zobaczyć chrystusa w człowieku
temu stanowią oni „znamienne przykłady pewnego typu refleksji filozoficznej, która wiele zyskała dzięki konfrontacji z prawdami wiary”6. Kiedy Antonio przyszedł na świat, 24 marca 1797 roku, Rovereto liczyło około dziewięciu tysięcy mieszkańców i należało politycznie do imperium austro-węgierskiego. Oprócz rodziców – Piera i Giovanny – jego narodzin oczekiwali: trzyletnia siostra Gioseffa Margherita oraz o rok od niej młodszy Giuseppe. Trzy lata później urodzi się jeszcze Felice, który wbrew swemu imieniu umrze już po roku. Antonio wzrasta pod czujnym okiem don Pietra Orsiego, swego nauczyciela matematyki, fizyki i filozofii. Równocześnie z uczęszczaniem do liceum w Trydencie zaczyna rozczytywać się w niemieckich filozofach: Kancie, Fichtem, Schellingu i Heglu. „Rzeczywiście, unoszą ducha w górę, ale jeszcze łatwiej nasycają go pychą” – zauważa. W latach 1816–1819 podejmuje studia teologiczne na uniwersytecie w Padwie, które w roku 1822 ukończy dyplomem z teologii i prawa kanonicznego. W 1820 roku umiera jego ojciec, w związku z czym Antonio odziedziczy cztery szóste całej rodzinnej posiadłości, wartej około sześciuset tysięcy florenów, dzięki czemu nigdy mu nie braknie na książki i papier. Święcenia kapłańskie przyjmuje rok później w katedrze w Chioggii. Święty Jan Bosko powie o nim: „Nie przypominam sobie, abym widział jakiegoś księdza, który by odprawiał mszę z taką pobożnością i troską, jak Rosmini. Widać w nim było żywą wiarę, z której czerpał miłość, łagodność, skromność i zewnętrzną 6
Jan Paweł II, encyklika Fides et ratio, 74.
32
przeznaczenie proroków
powagę”7. Antonio Rosmini kierował się tak zwaną „zasadą pasywności” (principio di passività), zgodnie z którą w życiu fundamentalną rolę odgrywa nastawienie kontemplatywne, czyli ciągłe nawracanie się i oczyszczanie duszy oraz poszukiwanie zjednoczenia z Bogiem. Z tego wynikała inna postawa – zasadzająca się na przekonaniu, że jeśli Bóg poprzez różne okoliczności zasugeruje jakąś określoną działalność, należy ją podjąć i uznać za rodzaj powierzonej misji, jakakolwiek by ona była. Odpowiada to głębokiemu nastawieniu Rosminiego do poszukiwania coraz to ściślejszej więzi z wolą Boga. Kolejne lata są dla niego czasem intensywnych przyjaźni między innymi ze słynnym włoskim pisarzem Alessandro Manzinim czy też księciem Gustavem Cavourem, bratem Camilla, będącego jednym z czołowych protagonistów zjednoczenia Italii w 1871 roku. W Mediolanie kontynuuje studia politologiczne, działalność publicystyczną i społeczną, którą to nagle przerywa, wycofując się na kilkumiesięczny czas odosobnienia (od lutego do listopada 1828) w okolice Domodossoli, na wzgórze zwane Kalwarią. Tam oddaje się całkowicie postom, modlitwie, milczeniu oraz lekturze, utrzymując jedynie kontakt listowny z wybranymi osobami. Wówczas nabierze wyrazu jego życiowa dewiza: „Przedkładaj to, co wieczne, nad to, co tymczasowe, abyś mógł zbudować najpierw fundament, a potem budynek…, najpierw miłość, a potem wiedzę”8. Na koniec życia złoży na ręce Manzoniego 7 8
G. Pagani, G. Rossi, La vita di Antonio Rosmini, Rovereto 1959, t. 1, s. 189. Epistolario completo, Casale Monferrato, tip. Pane 1892, t. 2, s. 477.
33
chcę zobaczyć chrystusa w człowieku
swój duchowy testament ujęty w trzy słowa: „adorować, milczeć, cieszyć się” (adorare, tacere, godere). Czytelnik, który nie znuży się opowieścią o Rosminim, poznawszy dalsze okoliczności jego życia, pojmie głęboki sens tejże maksymy. Tam, w odosobnieniu wzgórz Domodossoli, tworzy się projekt założenia dwóch zgromadzeń zakonnych: męskiego Instytutu Miłości (Istituto della Carità – powołanego do życia wraz z o. Loewenbruckiem i innymi czterema towarzyszami, aprobowanego przez papieża Grzegorza XVI w 1839) oraz zgromadzenia Sióstr Opatrzności (Suore della Provvidenza, od 1833). Domy rosminiańskie pojawiają się niebawem w różnych miejscach Włoch: w Trydencie, Weronie, Turynie, Strezie, a także w Anglii i Francji. Ksiądz Antonio z pewnością nie przypuszczał, jak brzemienna w konsekwencje okaże się jego pierwsza podróż do Rzymu w towarzystwie patriarchy weneckiego Ladislao Pyrkera. Pozna tam między innymi kard. Castiglioniego, późniejszego papieża Piusa VIII, oraz opata Bartolomea Cappellariego, który zostanie wybrany na kolejnego następcę św. Piotra i przybierze imię Grzegorz XVI. Podczas kolejnej wizyty w Rzymie, 15 maja 1829 roku, w trakcie audiencji u Piusa VIII trzydziestodwuletni kapłan z Rovereto usłyszy z ust papieża: „Jest wolą Bożą, abyś się zajął pisaniem książek. Takie jest twoje powołanie. Kościół dzisiejszy ma pilną potrzebę pisarzy”9. Stąd rodzi się w Rosminim głębokie przekonanie o konieczności zastosowania „miłości intelektualnej”, mającej na celu oczyszczenie umysłów. Korzeń zła współczesnego świata 9
A. Rosmini, Introduzione alla filozofia, red. P.P. Ottonello, Roma 1979, nr 11, s. 30.
34
przeznaczenie proroków
nie leżał, według niego, w niewłaściwych wyborach politycznych, lecz raczej w błędnym sposobie myślenia. Ten rodzaj nieprawości, ukryty pomiędzy zwojami mózgowymi w ludzkich myślach, poglądach i interpretacjach, da się usunąć jedynie dzięki „zdrowej” filozofii. „Ludzie odeszli daleko, w związku z tym również i my musimy ruszyć w dal, by ich odnaleźć” – mówił10. epok a zamętu
Rosmini należy do tych myślicieli, którym towarzyszy przekonanie o naglącej konieczności odnowy zarówno życia etyczno-politycznego, jak i eklezjalnego. W tym względzie rolę „zaczynu” ma do spełnienia chrześcijaństwo. W tamtej epoce dominują cztery zasadnicze kierunki myślenia. We Francji odradza się nurt tradycjonalistyczny będący odreagowaniem stresu porewolucyjnego i koncepcji oświeceniowych. Ten konserwatywny, restauracyjny kierunek rozwijają François-René de Chateaubriand, Louis de Bonald, Joseph de Maistre czy wspomniany już Félicité Robert de Lamennais. W kręgach kościelnych umacnia swe pozycje filozofia neotomistyczna będąca powrotem do myśli św. Tomasza, lecz zastosowana polemicznie do zwalczania nowoczesnego myślenia politycznego oraz poglądów fizycznych i metafizycznych autorów siedemnasto- i osiemnastowiecznych. Służy więc do walki z newtonowskim mechanicyzmem oraz koncepcjami Leibniza. Umacnianie hylemorfizmu, doktryny o duszy jako formie 10 Rosmini do jednego z przyjaciół, cyt. za: F. Cossiga, Monsignor Rosmini, dz. cyt., s. 43.
35
chcę zobaczyć chrystusa w człowieku
substancjalnej ciała, zostaje wprzęgnięte w starcie z kartezjańskim dualizmem czy zmysłowym empiryzmem. Tacy autorzy jak Serafino Sordi, Matteo Liberatore i Gioacchino Ventura di Raulica oraz całe naukowe środowisko jezuitów włoskich poza dyskusjami akademickimi zaangażują się w zwalczanie tendencji narodowych wśród tych, których myślenie zostanie uznane za zbyt „liberalne”. Niektórych reprezentantów tego kierunku będzie musiał przecierpieć „na własnej skórze” Antonio Rosmini. Inny istotny nurt myślowy wyjdzie z Niemiec. Friedrich Schlegel, Adam Müller, Joseph Görres czy wreszcie sam Friedrich Wilhelm Schelling dadzą początek romantyzmowi w filozofii, koncentrując się przede wszystkim na rozwoju subiektywnej świadomości religijnej oraz filozofii idealistycznej. Jeszcze inną tendencją w myśli włoskiej będzie katolicki liberalizm, wzrastający na bazie idei zapożyczonych z rewolucji francuskiej i filozofii burżuazyjnej XVII i XVIII wieku, szukający sposobów na zaszczepienie zarówno w środowisku politycznym, jak i w samym Kościele pojęcia wolności. Kościół oficjalnie nie chce brać strony ani tradycjonalistów, ani tym bardziej liberałów, w których dostrzega zagrożenie iluminizmem. W związku z tym odcina się od nowoczesnych prądów myślowych pojawiających się wewnątrz środowisk kościelnych. Głośne staje się potępienie ks. Lamennais’go przez Grzegorza XVI, który w encyklice Mirari vos z 1832 roku próbuje udowodnić, jak niebezpieczne dla wiary jest mówienie o wolności słowa, sumienia czy wolnych wyborach. Nie dopuszcza jakichkolwiek innowacji na polu praw jednostkowych czy obywatelskich. 36
Spis treści WSTĘP
5
CZĘŚĆ PIERWSZA Chcę zobaczyć Chrystusa w człowieku przeznaczenie proroków Błogosławiony Antonio Rosmini-Serbati
23 25
wyprawa ku prawdom najważniejszym John Henry Newman 63 ani jedna jota… Kto się boi Romano Amerio?
81
personalistyczna rewolucja 115 papież miłości wymagającej Klucz do pontyfikatu Josepha Ratzingera
133
skandal pokochanego krzyża Życie i cierpienie Erzsébet Galgóczy (1905–1962) wybraniec maryi Ciernista droga ks. Dolindo Ruotolo
153
183
MESJASZ RABBIEGO kaduri 213 uwaga na antychrysta! Dzieje pojęcia w myśli i wrażliwości chrześcijańskiej od czasów apostolskich po współczesność 261
CZĘŚĆ DRUGA Chcę zobaczyć Chrystusa w Kościele
313
nowotwór w żywym organizmie kościoła
315
kapłani i małżonkowie Bracia czy rywale? 349 zirytowani pasterze, rozdrażnione owce O chorym i zdrowym antyklerykalizmie 373 okaleczone relacje a duch miłosierdzia Trudna recepcja adhortacji Amoris laetitia papieża Franciszka interkomunia z luteranami już blisko?
CZĘŚĆ TRZECIA Chcę zobaczyć Chrystusa w świecie
451
467
koniec osoby ludzkiej? Wirus depersonalizacji w delikatnych obszarach ludzkiej nadziei gorzkie łzy racheli Próba spojrzenia na tak zwany „syndrom poaborcyjny” aborcja a kościół
393
519
pornografia Posępna skaza na pokoleniu bez miłości
529
antykoncepcyjne zatrucie umysłu
543
497
469
KIM JEST ANTYCHRYST? JAK GO ROZPOZNAĆ?
C ZY JEGO PRZYJŚCIE POPRZEDZĄ KONKRETNE ZNAKI? A MOŻE JEST ON JUŻ WŚRÓD NAS ? W najnowszej książce KS . R OBERT S KRZYPCZAK analizuje tajemniczą postać A NTYCHRYSTA . Powracając do znamiennych zapowiedzi biblijnych, objawień maryjnych i spostrzeżeń wybitnych postaci czasów współczesnych, stara się odczytać konkretne znaki czasów. Przywołuje wstrząsające nauczanie kard. Biffiego oraz profetyczne słowa z książki Włodzimierza Sołowjowa i dostrzega, że Antychryst będzie miał twarz pojednawczą, będzie zwodzicielskim, „ UŚMIECHNIĘTYM TRUCICIELEM ”. Wniesie do świata wiele humanizmu, lecz jednocześnie zrobi wszystko, by samym sobą zakryć prawdziwego Chrystusa. Jak się temu przeciwstawić? Autor przypomina wielkie postacie, które w dziejach zbawienia odegrały potężną rolę – często ich wędrówka naznaczona była licznymi cierpieniami i prześladowaniami. To właśnie oni mogą dziś być naszymi przewodnikami w podróży po tym, co niepewne, a przede wszystkim w walce z księciem ciemności.
Cena 42,90 zł (5% vat) www.esprit.com.pl ISBN 978-83-66859-78-4
Patronat