Skip to main content

Kanat 4/2020

Page 1

SZANOWNI PAŃSTWO, Cieszymy się ogromnie, że możemy przekazać naszym Czytelnikom kolejne wydanie oficjalnego Magazynu Toru Służewiec. Można powiedzieć, że KANAT świętuje swoje pierwsze urodziny. Premierowy numer ukazał się w zeszłym roku właśnie z okazji Wielkiej Warszawskiej. Od tego czasu staraliśmy się przybliżyć Państwu wydarzenia Otwarcie Sezonu, Gala Derby i Dzień Arabski w ramach kolejnych wydań. Mamy nadzieję, że dzięki lekturze licznych materiałów eksperckich, wywiadów z dżokejami, właścicielami koni, trenerami i innymi osobistościami wyścigów, świat ten jest Państwu coraz bliższy, budzi coraz więcej pięknych, sportowych emocji. Jednak tak jak kanat, czyli bariera wyznaczająca bieżnię wyścigową, nasza gazeta ma dwa oblicza. Jedno to sportowa rywalizacja, która wyróżnia Tor Służewiec od wszystkich innych miejsc w stolicy. Druga z kolei to wyjątkowa tradycja, kultura, moda. Liczymy, że odnajdziecie Państwo w KANACIE unikalną atmosferę tego miejsca, gdzie pośród kapeluszy pięknych dam można dostrzec ludzi, którzy od lat noszą dumę z faktu istnienia jednego z najpiękniejszych torów wyścigowych na świecie – Toru Służewiec. W tym numerze szczególnie polecamy wywiad z Andrzejem Szydlikiem, który po wielu latach pracy na stanowisku komentatora wyścigowego obejrzy Wielką Warszawską wraz z publicznością na Torze Służewiec, a także rozmowy z właścicielami, którzy triumfowali w „Królowej Polskich Gonitw”. Zdradzają oni historie swoich podopiecznych i dzielą się emocjami, które towarzyszą wielkim zwycięzcom.

Nie zwlekając już ani chwili dłużej, Zapraszamy do lektury!

Wydawca: Totalizator Sportowy Sp. z o.o. Tor Wyścigów Konnych Służewiec ul. Puławska 266 02-684 Warszawa Kontakt do redakcji: redakcja@torsluzewiec.pl +48 22 543 95 00

Redaktor naczelny: Jakub Kaczmarek Osoby współpracujące: Mateusz Błaszczak Iwona Chojnowska Magdalena Komarek Krzysztof Romaniuk Annamaria Sobierajska Jan Zabieglik Hanna Zalewska Robert Zieliński

Skład: Stowarzyszenie MIASTOPORT Okładka: zdjęcia z archiwum Tor Wyścigów Konnych Służewiec

3


OLGIERD CIEŚLIK Prezes Zarządu Totalizatora Sportowego

Szanowni Państwo, jak co roku, symbolem rozpoczynającej się prawdziwej jesieni na Torze Wyścigów Konnych Służewiec jest Wielka Warszawska. Dla wielu mieszkańców Warszawy ta prestiżowa gonitwa jest wyznacznikiem stołecznej tożsamości, a dla Totalizatora Sportowego – to kolejny powód do dumy, że może być organizatorem tak widowiskowej imprezy. Sportowa rywalizacja, dynamika wyścigu i przede wszystkim najlepsi jeźdźcy dosiadający najszybsze konie, gwarantują wielkie emocje na jednym z najpiękniejszych torów wyścigów konnych w Europie. Sport w ostatnich miesiącach zmaga się z trudnościami, jakich przysporzył koronawirus. Najważniejsze jest to, że udało nam się odnaleźć w tej bezprecedensowej sytuacji i wypracować rozwiązania, które umożliwiły start i kontynuację sezonu wyścigowego 2020 – choć w nowych warunkach sanitarnych. Ponad stuletnia tradycja została zachowana i Wielka Warszawska odbędzie się po raz 75. na Torze Wyścigów Konnych Służewiec, którego Totalizator Sportowy jest dumnym mecenasem od 2008 roku. Dzięki naszemu zaangażowaniu i podjętym inwestycjom, na Torze organizowane są dni wyścigowe zgodne z najwyższymi światowymi standardami, a publiczność może śledzić zmagania najlepszych koni i jeźdźców w komfortowych warunkach. Mam nadzieję, że z roku na rok ta zapierająca dech w piersiach gonitwa będzie przyciągała na warszawski hipodrom nie tylko pasjonatów sportów konnych, lecz także miłośników dynamicznych i pełnych sportowych emocji wydarzeń. Kibicom życzę wspaniałych przeżyć, a wśród jeźdźców niech wygra najlepszy!

5


BOGDAN PUKOWIEC Członek Zarządu Totalizatora Sportowego nadzorujący Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Szanowni Państwo, Totalizator Sportowy od wielu lat jest zaangażowany w hippikę. Od 2008 roku pełni funkcję dumnego mecenasa Toru Wyścigów Konnych Służewiec. Podejmuje również wiele innych różnorodnych działań na rzecz rozwoju sportów konnych. Jestem pewien, że nasze wsparcie wpływa na wzrost popularności dyscyplin jeździeckich. Od maja br. z powodzeniem kontynuujemy plan tegorocznego sezonu wyścigowego na Służewcu. Mimo pandemii staramy się zapewnić ciągłość obiektu, a przede wszystkim dostęp do oglądania gonitw dla wszystkich kibiców. Dlatego też duży nacisk kładziemy na popularyzację wyścigów poprzez transmisję online, dzięki czemu można oglądać najważniejsze gonitwy za pośrednictwem strony internetowej Służewca oraz na jego mediach społecznościowych. Chciałbym także podkreślić rolę platformy Traf Online, która dostarcza użytkownikom wielu aktywności i emocji związanych z zakładami: tu także realizujemy transmisje internetowe oraz prowadzimy zakłady na wyścigi z zagranicznych torów. Za nami już wiele ważnych imprez poświęconych wyścigom konnym. Na Torze Partynice, który także wspieramy, podziwialiśmy prestiżową Wielką Wrocławską i Wielką Partynicką Nagrodę Totalizatora Sportowego. Na Służewcu odbyły się m.in. Gala Derby i i Dzień Arabski. W tym roku warszawski hipodrom stał się również areną zmagań najlepszych polskich zawodników w czterech konkurencjach jeździeckich – podczas zawodów Warsaw Jumping. Po Wielkiej Warszawskiej czeka nas jeszcze 11 dni pełnych gonitw. Miłośnikom wyścigów warto zwrócić szczególną uwagę na biegi o Nagrody Criterium, Sac-à-paper, Efforty, Mokotowską oraz Porównawczą. Zgodnie z planem sezon powinien zakończyć się 22 listopada 2020 r. Tegoroczna Wielka Warszawska zostanie rozegrana już po raz 107. w historii a 75. na Służewcu. Dystans gonitwy to 2600 m, a zmierzą się w niej konie z Polski i z zagranicy. Do wygrania będzie ponad 220 000 zł. Czekają nas zatem wielkie, sportowe emocje i jak zawsze – niepowtarzalna atmosfera i piękna przyroda Służewca. Wszystkim fanom wyścigów konnych życzę prawdziwie sportowych wrażeń, a jeźdźcom – najwyższej wygranej.

7


TOMASZ CHALIMONIUK Prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych

„Wielka Warszawska”, czyli który koń okaże się najlepszym koniem sezonu 2020 Sezon 2020 zaczęty z opóźnieniem bez widowni, ale pełen emocji i zaskakujących rezultatów na celowniku. Sezon, w którym jako jedyny kraj w Europie udało się nam zgromadzić środki i utrzymać pulę wygranych z roku 2019. Sezon, w którym egzaminy na przyszłych zwycięzców gonitw zdały rekordowo 24 osoby. Wyścigi w tym roku też mają swoją dramaturgię drugiego planu, bo wygrał koń nie ten co ktoś chciał, bo ktoś nadużył bata czy jeszcze ktoś inny zapomniał elementów podczas ważenia. To jest piękne w wyścigach, że każdy ma prawo widzieć co chce i oceniać to co widzi. Wrocław jak zwykle zachwyca atmosferą i widać ciągły progres organizacyjny i to jest warte podkreślenia. Jurek Sawka stworzył zespół oddanych wyścigom pasjonatów i trzymamy wszyscy kciuki, aby zrealizował wszystkie swoje plany w kolejnych sezonach. Sopot jak to zwykle bije wszystkich morzem, wakacyjnym nastrojem właścicieli, trenerów i widowni. Mam nadzieję, że już na długie lata ten tor wrócił do organizacji wyścigów, a i Kaja Koczurowska - Wawrzkiewicz poczuła bakcyla wyścigowego i to jest bezcenne. Mamy też kolejne gremium - Narodową Radę ds. hodowli koni, która ma wypracować długoterminowe zmiany systemowe wspierające hodowlę wszystkich ras koni, jak również wsparcie rozwoju wyścigów, sportu jeździeckiego oraz wszystkich gałęzi szeroko rozumianego biznesu konnego. Miłej lektury i niech „Wielką Warszawską” wygra najlepszy z najlepszych.

9


10

NR4/2020


Wielka Warszawska (2600 m, międzynarodowa kat. A, 3-letnie i starsze konie,

wcześniejszy zapis) Wielka Warszawska odbyła się po raz pierwszy w 1895 r., wzorowana na francuskim wyścigu Grand Prix de Paris. Ten historyczny wyścig wygrał świetny Aschabad, jeden z najwybitniejszych synów Rulera. Gonitwa od razu była wysoko dotowana i uznawana jako najważniejszy wyścig porównawczy w sezonie. Do roku 1904 r. miała dystans ok. 3200 m. Z przyczyn politycznych w latach 1905-1912, 1915-1916 i 1919 nastąpiły przerwy w jej rozgrywaniu. W roku 1913 oraz w latach 1917 i 1918 (w Odessie) odbyła się na dystansie 2667 m. Od 1920 r. jej dystans wynosił 2800 m, a od roku 1933 – 2400 m, takim samy jak po II wojnie światowej w latach 1946-48. Aktualny dystans (2600 m) pozostaje niezmienny od 1949 r.

Nagroda Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi (1400 m, międzynarodowa kat. A, 2-letnie

ogiery i klacze) Gonitwa o Nagrodę Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi (wcześniej – Przychówku (Produce)) ma ponad stuletnią tradycję w dziejach polskich wyścigów konnych i jest najważniejszą gonitwa sezonu dla 2-letnich ogierów i klaczy. Zapoczątkowana została w Warszawie w roku 1894 jako Produce, później pod nazwą Nagrody Kruszyny. Przed I wojną światową jej dystans wynosił 1100 m. W latach 1913-1916 oraz 1919 gonitwa nie była rozgrywana, zaś w 1917-18 r. odbyła się w Odessie. Ponownie rozegrano ją na Polu Mokotowskim w roku 1920. Po II wojnie światowej gonitwę rozgrywano pod zmieniającymi się nazwami: N. Lanoline (1946), Produce, Przychówku (Produce), Przychówku, Ministerstwa Rolnictwa na dystansach 1200-1400 m, by ostatecznie w 1961 r. ustalić długość wyścigu na 1400 m. Od 2000 r. gonitwa nosi miano Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi (Przychówku).

Nagroda Mosznej (1600 m, międzynarodowa kat. A, 3-letnie i starsze konie) Początkowo (od 1954 r.) charakter gonitwy był zupełnie inny niż obecnie. Był sierpniowym wyścigiem handicapowym najpierw dla 3-letnich i starszych koni na dystansie 2600 m, a od 1959 r. odbywał się miesiąc wcześniej i był przeznaczony wyłącznie dla 3-latków (przeważnie na 2400 m). ścigały się w nim folbluty z zaplecza czołówki rocznika derbowego. W 1985 r. Nagroda Mosznej stała się najważniejszym wyścigiem porównawczym (dla koni 3-letnich i starszych folblutów) na dystansie 1600 m.

Nagroda Cardei (1200 m, kat. B, 2-letnie klacze) Do 1985 roku Nagroda Cardei była rozgrywana na 1400 m, a od następnego sezonu na 1200 m. Najlepszy czas w tym wyścigu – 1’12,1 uzyskała w 2003 roku Garleona. Patronka nagrody - Cardea urodziła się w 1931 r. w stadninie Razza del Soldo we Włoszech. Klacz bez większych sukcesów wyścigowych, jednak jako matka spisała się doskonale, dała wiele dobrego potomstwa m.in. z jej rodziny pochodzi 5 derbistów: Cedrik, Daglezja, Dargin, Kliwia i Dancer Life.

11


WIELKA

WARSZAWSKA

KRÓLOWA

POLSKICH GONITW AUTOR: Robert Zieliński ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Tym, czym dla Paryża i Europy, a nawet świata, jest Nagroda Łuku Triumfalnego, zaś dla Niemców Preis von Europa w Kolonii, tym dla Warszawy i warszawiaków oraz całej wyścigowej Polski jest Wielka Warszawska. Najbardziej kultowa z gonitw w naszym kraju, ważniejsza niż Derby. Dlaczego Wielka Warszawska jest największa, najważniejsza, legendarna, prestiżowa? Przede wszystkim oglądamy w niej śmietankę najlepszych koni ze wszystkich roczników, często też mocnych rywali z zagranicy. Warszawskie Derby mają swoją magię, tradycję, niezwykłą dramaturgię – bo każdy koń może w nich biegać tylko raz – jednak jest to wyścig tylko dla trzylatków, wyłania najlepszego konia tylko w jednym roczniku. W WW możemy, na selekcyjnym dystansie 2600 metrów, oglądać nawet kilku derbistów jednocześnie, najlepsze konie – od trzylatków do koni nawet ośmioletnich, jak San Luis, który w tym wieku był jeszcze drugi w WW, czy niemiecki Caitano, który wygrał jako ośmiolatek. Czemu nie St. Leger? Bo nie ma w nim zwykle wszystkich najlepszych koni. Część klaczy biega w Nagrodzie Krasne, część ogierów dawniej w Nagrodzie Korabia, a teraz Westminster, nasze gwiazdy próbują swojego szczęścia na zagranicznych torach, dystans (2800 m) też dla niektórych trochę za długi. Ale w Wielkiej Warszawskiej chcą już biegać wszyscy. Bo to wyścig po nieśmiertelną sławę i tytuł najlepszego konia wszystkich roczników, który później zwykle zostaje wybrany koniem roku, jak w poprzednim sezonie Pride of Nelson (choć w Derby i Oaks przegrała z Nemezis) i zapisuje się na kartach historii. Najbardziej prestiżowa dlatego także, że właśnie w Wielkiej Warszawskiej jest zwykle największa pula nagród w sezonie, większa niż w Derby. W tym roku 220 500 złotych (w tym 126 tys. dla zwycięzcy), gdy w Derby 175 tys. zł (100 tys. dla derbisty).

12

NR4/2020

Do tego atmosfera, warszawski klimat i folklor, czar i kolory jesieni, zbliżający się koniec sezonu, sprawiają, że Wielka Warszawska ma swój niepowtarzalny urok. To dzień wielkich emocji, wyścigowe święto, na które czeka się cały rok. Kultowy jest tekst z serialu Radosława Piwowarskiego „Jan Serce”, w którym grany przez niezapomnianego Wiesława Michnikowskiego bywalec Służewca Julian Jabłkowski, wygłasza często cytowane zdanie: „W życiu prawdziwego warszawiaka liczą się tylko trzy daty: Powstania, urodzin i Wielkiej Warszawskiej”. Na tym wyścigu po prostu trzeba być, jak na premierze głośnego filmu, czy na meczu Legii w Lidze Mistrzów. Nie być na WW, to jak opuścić urodziny mamy czy babci. Znakomita dziennikarka, znawczyni wyścigów, osoba, która wprowadzała mnie w baśniowy świat rodowodów i karier koni z całego świata (i trenowała mojego pierwszego konia, kupioną w Krasnem – Decurię) – Małgorzata Caprari, napisała kiedyś takie zdanie, które świetnie oddaje rangę WW: „Tym, czym dla Paryża jest Nagroda Łuku Triumfalnego, czym dla Kolonii Europa Preis, tym dla Warszawy i warszawiaków jest Wielka Warszawska”.


Prix l’Arc de Triomphe to najważniejsza gonitwa roku w Europie, a może nawet na świecie. Przyciąga najlepsze konie z kilku kontynentów, ostatnio często próbują podbić Longchamp nawet Japończycy. Żadnemu koniowi nie

Ale w Wielkiej Warszawskiej chcą już biegać wszyscy. Bo to wyścig po nieśmiertelną sławę i tytuł najlepszego konia wszystkich roczników, który później zwykle zostaje wybrany koniem roku. udało się jeszcze wygrać tej gonitwy trzy razy. Szansę na to ma w tym roku (pula nagród zmniejszona z 5 do 3 mln euro, w pierwszym zapisie była polska oaksistka Inter Royal Lady) wyhodowana przez księcia z Arabii Saudyjskiej Khalida Abdullaha – Enable, która pod Lanfranco Dettorim wygrała w 2017 i 2018 roku, a rok temu była druga za

niemieckim Waldgeistem. W Polsce też nikt nie wygrał WW trzy razy. Po dwa razy triumfowały Turysta, Demona, Erotyk, Kliwia i San Luis. Pierwsza niedziela października – to była przez dziesiątki lat charakterystyczna, symboliczna, magiczna data. Wówczas tradycyjnie rozgrywano Łuk, Preis von Europa i ich polski odpowiednik – Wielką Warszawską. W Paryżu ta tradycja nadal obowiązuje. Niemcy przenieśli swój sztandarowy wyścig w Kolonii na wrzesień, aby nie kolidował z Łukiem, WW też ostatnio odbywa się w ostatnią niedzielę września, w tym roku wyjątkowo 11 października po zawirowaniach z koronawirusem. Wszystkie trzy wyścigi łączy iwniański Pawiment, który w 1978 roku wygrał WW pod Andrzejem Tylickim, dwa lata później Preis von Europa, a w Łuku był dziewiąty. O potędze, randze i legendzie Wielkiej Warszawskiej, która przyćmiewa nawet Derby, stanowią też jej bohaterowie – przede wszystkim znakomite konie (które później były filarami polskiej hodowli), ale też słynni jeźdźcy, wybitni trenerzy, wytrawni hodowcy. I niezapomniane spektakle, jakie są udziałem tych koni, wspominane są później

13


przez dziesiątki lat. Wyścigowcy często podają jakieś daty ze swojego życia mówiąc, że to było w 1970 roku, gdy Driada pod Jednaszewskim wygrała „cała w ręku” WW, albo w 1995 roku, gdy triumfował Wolarz pod Katarzyną Szymczuk, jedyną kobietą w historii, która wygrała ten wyścig. WW jest też ze sportowego punktu widzenia ważniejsza od Derby, ponieważ nie wszystkie świetne konie są w stanie zdążyć na bieg o Błękitną wstęgę - bo dłużej dojrzewają, jeszcze nie są w formie w lipcu na początku kariery, albo mają kontuzje i w Derby po prostu nie startują a jesienią, czy w starszym wieku, są już championami toru i wygrywają w WW z derbistami. Tak było w wielu wypadkach, np - Turysta, Dixieland, Dietmar, Kesar, Zagara, Tulipa, San Luis, Merlini, Camerun, czy niedawno Rain and Sun, która zaczęła karierę dopiero w wieku trzech lat.” Pierwszą z wielkich legend WW był Turysta. Kariera od brzydkiego kaczątka do pięknego łabędzia. Po zawierusze wojennej przybył do Polski jako roczniak. Był początkowo mały, niewyględny i niewiadomego pochodzenia, nie miał papierów. Stał w jakimś PGR razem z Sygnetem. Gdy ustalono, że jego hodowcą jest legendarny „Czarodziej z Dormello” Federico Tesio, ojcem wybitny włoski Cavaliere d’Arpino, a matka Scuola Bolognese, to córka słynnego Blandforda, trafił do treningu na Służewiec. Na Derby nie zdążył, ale dwa razy wygrał Wielką Warszawską w latach 1946–47 (za trzecim razem przegrał z trójkoronowanym Ruchem i świetną Miss Victory), a później został championem reproduktorów. Pierwszą klaczą, która dwa razy wygrała Wielką Warszawską była ukochana Mieczysława Mełnickiego – Demona, wybrana koniem 80-lecia toru Służewiec. Za drugim razem, w 1965 roku pobiła derbistę, wybitnego Epikura z Golejewka, syna… Turysty. Jej wyczyn powtó-

14

NR4/2020

O potędze, randze i legendzie Wielkiej Warszawskiej, która przyćmiewa nawet Derby, stanowią też jej bohaterowie – przede wszystkim znakomite konie (które później były filarami polskiej hodowli), ale też słynni jeźdźcy, wybitni trenerzy, wytrawni hodowcy. I niezapomniane spektakle, jakie są udziałem tych koni, wspominane są później przez dziesiątki lat. rzyła trenowana przez Andrzeja Walickiego, wyhodowana w Krasnem Kliwia. Walicki (rekordzista – 10 triumfów w WW) do dwóch zwycięstw przygotował też San Luisa, który był też w Wielkiej dwa razy drugi. San Luis był synem pięknie zbudowanego widzowskiego Dixielanda, którego zwycięstwo w WW w 1980 roku jest owiane legendą i było chyba najbardziej spektakularne w historii. Dixieland wygrał dowolnie WW pod Romanem Maciejakiem „zmdom”, czyli prowadząc od startu do celownika z olbrzymią przewagą nad takimi sławami, jak Kometa, Czubaryk, Dżudo, czy derbistka Sinaja. W hodowli Dixieland dał trzech derbistów: Bachusa, Solozzo i Limaka, a jego córka Zagara też wygrała WW. Taką pozycję mieli w hodowli zwycięzcy Wielkiej. Prowadząc od startu do celownika WW wygrał też w 2011 roku fenomenalny Intens, bijąc Cameruna (zwyciężył w WW rok później) aż o 5 długości i ustanawiając niepobity do dziś rekord tej gonitwy – 2 min 40,3 s.


Pierwszą z wielkich legend Wielkiej Warszawskiej był Turysta. Kariera od brzydkiego kaczątka do pięknego łabędzia. Po zawierusze wojennej przybył do Polski jako roczniak. Był początkowo mały, niewyględny i niewiadomego pochodzenia, nie miał papierów. Stał w jakimś PGR razem z Sygnetem.

WW 2016 była pechowa dla niepokonanego wcześniej w dwunastu startach trójkoronowanego na Służewcu Va Banka (wygrał WW 2015 jako trzylatek), opromienionego sukcesem kilka tygodni wcześniej w niemieckim kurorcie Baden-Baden w wyścigu G3, gdzie pobił niemieckiego cracka Potemkina (wygrał kilka tygodni później Prix Dollar G2 w Paryżu i Premio Roma G1). Przed WW był jednak nerwowy, dżokej pojechał za szeroko po zakręcie i Va Bank doznał w swoim feralnym trzynastym starcie sensacyjnej porażki z ustępującym mu klasą derbistą Caccinim. WW jest też najważniejszą gonitwą sezonu dlatego, że często startują w niej i wygrywają utytułowane konie trenowane za granicą, czego nie doświadczyliśmy w Derby. Pierwszym takim koniem po wojnie był trenowany na Węgrzech amerykański Montauciel, który w 1994 roku ograł maleńką i dzielną golejewską Appasionatę, pod legendarnym dżokejem Paulem Kallaiem, mającym wówczas aż 61 lat. Wygrał on ponad 3000 gonitw w 16 krajach, był 9 razy championem dżokejów na Węgrzech. Na Służewcu wygrywały też Vishnu z Niemiec, czy Equip Hill ze Szwecji, ale najlepszy z nich był wyścigowy obieżyświat, trenowany w Niemczech Caitano, który w 2002 roku wygrał WW jako ośmiolatek. W całej karierze na 43 starty wygrał 9 wyścigów (w tym dwa razy G1 i cztery razy G2) i 1,4 mln funtów. Tej klasy konie biegały u nas tylko w Wielkiej Warszawskiej.

15


WIELKA WARSZAWSKA MODNA PODRÓŻ W CZASIE AUTOR: Damosfera ZDJĘCIA: Adobe Stock

„Dla prawdziwego warszawiaka najważniejsze są trzy daty: urodzenia, Powstania i... Wielkiej Warszawskiej” to stwierdzenie wygłosił Julian Jabłkowski, zagrany wspaniale przez Wiesława Michnikowskiego w kultowym serialu z lat 80. „Jan Serce”. Ta najważniejsza jesienna gonitwa jest do dziś dla wielu mieszkańców Warszawy jednym z wyznaczników stołecznej tożsamości. Wielka Warszawska to także doskonała okazja by wybrać się w modną podróż w czasie. W tym roku przenosimy się w lata 20. Lata 20 to czas, gdy kobiety porzuciły gorsety dla luźniejszych sukienek i manifestacyjnie ścięły włosy. Dominował styl flapper girls, czyli tak zwanych chłopczyc, kobiet wyzwolonych, które znają swoją wartość i uwielbiają szalone przyjęcia. Lata 20 to pierwszy krok do nowoczesności i rewolucja w modzie za sprawą choćby wielkiej Coco Chanel, która udowadniała, że prostota jest piękna. Uniwersalność ubiorów tamtych czasów sprawia, że są ponadczasowe i nieprzemijające, wciąż obecne w naszych stylizacjach. Choćby „mała czarna”.

Co było trendy w latach 20?

¨¨ Praktycznym strojem była ciemna spódnica z biała koszulową bluzką, czasem z zawiązywanym po męsku krawatem. ¨¨ Tunika – jumper: wkładana przez głowę, luźno przewiązana paskiem, ożywiona białymi mankietami i kołnierzykiem. ¨¨ Barwne szale – były bardzo modnym dodatkiem ożywiającym proste sukienki. Wpływ na ich popularność miały awangardowe kierunki w sztuce, zwłaszcza

16

NR4/2020

malarstwo abstrakcyjne, a także inspiracje orientem. Doskonałym dodatkiem były długie naszyjniki. ¨¨ Luźne sukienki na ramiączkach jako strój dzienny (wcześniej noszone były jako bielizna) ¨¨ Kapelusze w kształcie hełmu, kubełków lub doniczek. Mała główka o krótko obciętych włosach wymagała właśnie małego kapelusza. Obciska on szczelnie skronie, nie tworząc już tła dla twarzy, a jedynie dla ust, które byłby wówczas dominującą czerwoną plamą, podczas gdy oczy, o powiekach przyciemnionych czernią lub granatem, ukryły się w cieniu głęboko nasuniętego n azoło kapelusza „cloche”. Para nisko zwisających i drgających przy poruszaniu się kolczyków uzupełniała kompozycję głowy. ¨¨ Malownicze wzory – na prostych w kroju sukniach pojawiały się malownicze wzory. Np.na czarnych płaszczach pojawiają się hafty łańcuszkowe z motywami chryzantem, ptaków i fal. ¨¨ Nagłe odsłonięcie kobiecych nóg ściągnęło ich uwagę na pończochy i rajstopy, których sprzedaż poszybowała w górę.


¨¨ Frędzle i cekiny – ze względu na szał taneczny, jaki ogarnął Europę na tango i charlestona bardzo popularne były ubiory, które pełnię efektu osiągały w tańcu dzięki wspomnianym frędzlom i cekinom. ¨¨ Ozdabiane buty – gdy spódnice skróciły się do kolan, buty zaczęły odgrywać ogromną rolę w modzie lat 20. Z tego względu do głosu doszli projektanci obuwia, funkcjonujący zupełnie niezależnie od zwykłych szewców rzemieślników. Noszono czerwo-

ne i czarne buciki z satyny jedwabnej, dekorowane koralikami i guziczkami. ¨¨ Suknie inspirowane modą tenisową – ich prekursorką była sławna zawodniczka – Susanne Lenglen, występująca w białej sukience do kolan i opasce na włosy. Lata 20. w modzie to czas prostego kroju, funkcjonalności i praktycznych kolorów: beże, biele i szarości. Trendy, które należy znać to: chłopczyca, fryzura typu bob, krót-

17


sze sukienki, obniżona talia. Były one związane z kryzysem po wojennym, kobiety ratowały się pomysłowością i przeróbkami: łatały, przerabiały i sztukowały. Wielcy krawcy próbowali wskrzesić przedwojenną modą, ale zakończyło się to niepowodzeniem. Nie było już powrotu do sztywnych gorsetów, zamiast nich na wybiegach pojawiły się ubiory o prostej linii.

Nazwiska projektantów, które należy znać:

Coco Chanel – znak rozpoznawczy: sukienki z dżerseju, dwukolorowe buty, mała czarna. Uważała funkcjonalność za pierwszoplanową cechę mody. Odrzucała powierzchowne zdobienia i adaptując wzorce mody męskiej, stworzyła modę wygodną i funkcjonalną, kreujący tym samym nowy styl kobiecej elegancji. Sama będąc kobietą pracującą, była też ucieleśnieniem chłopczycy, nowego wizerunku kobiety w czasach po pierwszej wojnie światowej. Nosiła projektowane przez siebie stroje. Jean Lanvin – znak rozpoznawczy: strojne detale i obszycia z koralików; jasne, czyste barwy i kwieciste wzory. Podczas gdy Chanel i inni projektanci tworzyli stroje awangardowe, Lanvin w latach 10. i 20. kontynuowała elegancką i wyrafinowaną linię robe de style. Charakterystyczne dla jej projektów były marszczone spódnice i wspaniałe, romantyczne ozdoby, głównie z haftu i koronki. Była to propozycja dla konserwatywnej klienteli, która nie przywykła do nieco chłopięcej w charakterze mody nowych czasów.

18

NR4/2020


Paul Poiret - znak rozpoznawczy: wyraziste i nasycone wzory, kontrastowe kolory. To dzięki nim okrzyknięto go „królem mody” tamtych lat. Kreacje Poireta były bardzo eklektyczne. Jego upodobanie do orientu wciąż było widoczne w modelach płaszczy. Dążył do połączenie sztuki i mody. Wielką wagę przywiązywał do kontaktów z mło-

dymi artystami i hojnie ich wspierał. Raoul Dufy zaczynał u niego pracę jako projektant tkanin, stając się prekursorem projektowania tkanin przez artystów. Jean Patou – był prekursorem strojów sportowych dla kobiet; zaprojektował kostiumy kąpielowe z dzianiny i spódniczki do gry w tenisa.

19


postaw na najpiękniejszą muzykę filmową Warszawa 93,8 FM

Galop #naMAXXXa 95.8 FM


ANDRZEJ SZYDLIK

WIELKA WARSZAWSKA

Z PERSPEKTYWY WIDZA Po wielu latach pracy na stanowisku komentatora wyścigowego Andrzej Szydlik obejrzy Wielką Warszawską wraz z publicznością na Torze Służewiec. AUTOR: Iwona Chojnowska ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Czy emocje związane z rozgrywaniem najważniejszej gonitwy porównawczej sezonu będą inne niż te, które towarzyszą profesjonalnemu komentarzowi? Emocje wywołują sytuacje, które towarzyszą wyścigowi, a różne gonitwy mogą wywoływać różne emocje. Niewątpliwie wielkie wyścigi, ich prestiż i znaczenie to potęgują, a Wielka Warszawska jest od wielu, wielu lat tego przykładem. Sama nazwa tej gonitwy ma już swój wymiar – odnosi się do konkretnego miasta, a jak mawiał znakomity dziennikarz, prozaik i publicysta, niezwykle popularny Wiech (Stefan Wiechecki) – „w życiu warszawiaka liczą się tylko trzy daty – data urodzin pierwszego potomka, data Powstania Warszawskiego i data Wielkiej Warszawskiej”. Poza tym Wielka Warszawska to również ogromne spotkanie towarzyskie z okazji wyjątkowego spektaklu, pełnego specyficznego czaru i uroku. Na wyścigach emocjom, w większym bądź mniejszym stopniu, ulegają wszyscy. Moje – już jako widza, a nie komentatora, są na pewno inne, bardziej swobodne – bez obciążeń i nerwów. Wcześniej w grę wchodziły inne elementy. Skupienie, perfekcyjna znajomość koni i ich predyspozycji, barw wyścigowych, błyskawiczna reakcja na to, co się dzieje w dystansie, słownictwo wyścigowe i jak ja to nazywam „emocje kontrolowane”. Jak wyglądały wyścigi w latach, kiedy był Pan pracownikiem Działu Selekcji Państwowych Torów Wyścigów Konnych? To były wielkie wyścigi, z wielotysięczną publicznością, a dodatkowo emocje potęgował fantastycznie działający w owych czasach totalizator konny. Wyścigi były również w centrum zainteresowania warszawskiej prasy, cotygodniowe felietony i typy dziennikarzy w „Expressie Wieczornym”, „Życiu Warszawy”, „Słowie Powszechnym”, „Kurierze Polskim”, tygodniku „Stolica” i później w „Gazecie Wyborczej”. Przy tym doskonale

22

NR4/2020

działała komunikacja dowożąca na Służewiec tysiące kibiców. Autobusy z napisem „W” kursowały z Placu Defilad z przystankiem przy pl. Unii Lubelskiej, słynny tramwaj „19” i mnóstwo taksówek na postoju. Natomiast na torze czekały na sympatyków wyścigów nieprawdopodobne emocje, ład i porządek, bary i dziesiątki kas. Same gonitwy były niezwykle atrakcyjne, a polska hodowla stała na wysokim poziomie, świetnych koni było sporo, a importowanych jak na lekarstwo. Wyścigi odbywały się również w środy, a w 1999 roku rozegrano 100 dni wyścigowych na Służewcu, co było ewenementem na światową skalę. Końskie gwiazdy błyszczały nie tylko na Służewcu, ale również z powodzeniem startowały w wysoko dotowanych wyścigach w Wiedniu, Budapeszcie, Moskwie, Pradze czy Kolonii. Pamiętam występy koni Doris Day, Bostella, Neman, Isaura, Korab, Juror, Diakowa, Kadyks czy Czubaryk, gdyż wielokrotnie byłem szefem ekip na mitingi międzynarodowe. Znałem wszystkie konie „od podszewki”, gdyż byłem m.in. handikaperem, kierownikiem stajen wyścigowych, sędzią na celowniku oraz przewodniczącym Komisji Technicznej i Odwoławczej. Czy pamięta Pan swoją pierwszą Wielką Warszawską, wyjątkowe konie i dosiady jeźdźców? Tych wspomnień jest bez liku i trudno je uszeregować. Z bardzo młodzieńczych czasów pierwszą „Wielką” pamiętam – i to bardzo dobrze. Było to w 1951 r. W 12-konnej stawce zwyciężył pod dż. J. Szczepaniakiem, przepięknej urody, czarny jak smoła


Skarbnik. Nigdy nie zapomnę jego wręcz zabójczego finiszu z końca stawki. Kiedyś napisałem nawet artykuł o tym koniu. Przez dekady Wielka Warszawska kreuje coraz to nowych bohaterów – trenerów, jeźdźców, hodowców i konie. W latach 1964–1965 inteligentna i urodziwa Demona (tr S.Michalczyk), ciesząca się ogromną sympatią publiczności, jako pierwsza klacz w historii Służewca wygrała dwa razy z rzędu Wielką Warszawską. To właśnie ona utorowała drogę do sławy przyszłemu wielokrotnemu championowi dż. Mieczysławowi Mełnickiemu, który przez lata imponował dynamicznym, siłowym oraz walecznym stylem jazdy i nadal znajduje się na pierwszej pozycji z ilością 1662 zwycięstw w elitarnym „Klubie 1000”. Pięć lat później w jedynej do chwili obecnej Wielkiej Warszawskiej startowało aż trzech derbistów: Trabant z roku 1967, Erotyk z 1968 i Kadyks z roku 1969. W tej historycznej gonitwie zwyciężył Erotyk (tr S.Molenda) pod starym lisem wyścigowym, znakomitym rumuńskim dżokejem Vasilae Hutulaecem, zasymilowanym w Polsce, który hołdował dewizie cesarza Oktawiana Augusta – festina lente – śpiesz się powoli. W 1973 roku osławiony po sukcesach w Międzynarodowym Mitingu w Warszawie derbista ogier Dargin (tr S.Molenda) pod znakomitym dżokejem, mistrzem eleganckiej jazdy i taktyki, cieszącym się wielka sympatią publiczności Jerzym Jednaszewskim, potwierdził klasę w Wielkiej Warszawskiej. Należy wspomnieć, że Jerzy Jednaszewski wygrał Wielką Warszawską aż 7 razy jako dżokej, a w 1978 roku

zachwycił wszystkich nieprawdopodobnie dzielny i o prawdziwie końskim zdrowiu Pawiment w treningu właśnie Jerzego Jednaszewskiego. A to, co równo 40 lat temu pokazał w Wielkiej Warszawskiej og. Dixieland (tr J.Paliński), w siodle z Romanem Maciejakiem, wspomina się do dzisiaj. Przecierałem oczy ze zdumnienia i byłem pewien podziwu. Otóż zaraz po starcie Dixieland po mocno elastycznej bieżni zaproponował nieprawdopodobne tempo, którego nie wytrzymał żaden z konkurentów i wygrał jak chciał. A w pokonanym polu takie gwiazdy, jak m.in. derbistka Sinaja, Akcept, Czubaryk czy Dżudo. Fascynujący rok 2000 absolutnie należał do dżokeja Tomasza Dula, mistrza żelaznych

23


nerwów, wspaniałej taktyki, szczególnego daru porozumienia się z koniem i pięknej sylwetki w siodle, który Dżamajkę (tr B.Strójwąs), jako pierwszą w historii klacz, doprowadził do zdobycia „potrójnej korony”. Następnie kasztanowata Dżamajka nie dała żadnych szans przeciwnikom w Wielkiej Warszawskiej. W tym samym roku ten niezwykły dżokej osiągnął rekordowy wynik zwycięstw w jednym sezonie. Wygrał 139 gonitw i będzie zapewne długo, długo nie do pobicia. W 2002 roku do Wielkiej Warszawskiej został zapisany urodzony w Wielkiej Brytanii, trenowany w Niemczech przez A. Schutza i dosiadany przez Francuza, dżokeja Williama Mongila ogier Caitano. Przyjechał na trzy dni przed gonitwą w nocy, a ja czekałem na niego z przygotowanym boksem. Kiedy go zobaczyłem, byłem pod wrażeniem. Wyróżniał się kapitalną muskulaturą, wzrostem, kłodą i kopytami jak patelnie. Zainteresowanie jego udziałem w wyścigu przeszło najśmielsze oczekiwania. Nigdy w Polsce nie startował koń, który biegał na czterech kontynentach świata. Nie zawiódł, galopował fenomenalnie i zdeklasował rywali. W ostatniej dekadzie oko się cieszyło patrząc na galop typowego stayera, „trójkoronowanego” Intensa (tr K. Ziemiański). Ten zjawiskowy koń w fascynującym stylu, w rekordowym czasie 2’40,3” nie dał nawet na moment szans przeciwnikom. To był prawdziwy teatr jednego aktora. Po paru latach na horyzoncie ponownie pojawił się niezwykły koń. Urodzony w Irlandii Va Bank (tr M. Janikowski) zgarnął wszystko co najważniejsze, łącznie ze zdobyciem „potrójnej korony” i Wielkiej Warszawskiej. Kończąc ten dawnych wspomnień czar, jestem

24

NR4/2020


przekonany, że Wielka Warszawska będzie nadal dostarczała niezapomnianych przeżyć i niezwykłych emocji. I na koniec mam pytanie, które pojawia się często w dyskusjach środowiskowych. Czy gonitwa powinna być rozgrywana w ostatnią niedzielę

września, czy pierwszą października? Jakie jest Pana zdanie? Jest to nośny temat od wielu lat. Chodzi tu o kilogram różnicy wagi. We wrześniu 3-letnie konie niosą 55 kg, a od 1 października 56 kg, natomiast starsze konie zawsze 60 kg. Jak dla mnie tradycyjny termin Wielkiej Warszawskiej to pierwsza niedziela października.

25


NAJLEPSZE KONIE

W HISTORII

WIELKIEJ

WARSZAWSKIEJ

NA SŁUŻEWCU

Pierwszym zwycięzcą w historii Wielkiej Warszawskiej na Służewcu był w 1946 roku trenowany przez Aleksandra Pacurkę Izan (The Cheetah-Arinaria), hodowli J. Broszkiewicza, dosiadany przez jednego z najlepszych przedwojennych dżokejów Krzysztofa Jagodzińskiego. Wyścig odbył się na dystansie 2400 m (w czasie 2’38”), na którym też zwyciężał w Wielkiej Warszawskiej pod Walentym Stasiakiem w dwóch kolejnych sezonach legendarny Turysta (Bellini-Scuola Bolognese), hodowli słynnego włoskiego hodowcy Federico Tesio. Turysta, zwyciężając po raz drugi z rzędu (w 1948 roku), pokonał mimo nadwagi aż o 7 dł. derbistę Rucha, który wygrał Wielką Warszawską rok później już na dystansie, na jakim jest rozgrywana do tej pory (2600 m). W sumie w 23 startach w wieku od 3 do 6 lat wygrał aż 19 razy, trzykrotnie był drugi i raz czwarty (w Wielkiej Warszawskiej w 1949 roku, w której zwyciężył Ruch). Jego trenerem był Stanisław Kowalski.

Fenomenalna Demona

Drugim wybitnym koniem, który wygrał również Wielką Warszawską i to dwukrotnie (1964–65), była wyhodowana w SK Moszna Demona (Massis-Dziwożona II). W treningu Stanisława Michalczyka biegała bez porażki w wieku 2 lat. Wygrała pod Mieczysławem Mełnickim Nagrodę Ministerstwa Rolnictwa i Nagrodę Tygodnika „Stolica” (odpowiednik dzisiejszej Nagrody Dakoty). Jako trzylatka kolejno zwyciężała w Rulera, Iwna i Derby. Ponadto podczas Mityngu Państw Socjalistycznych wygrała Nagrodę Berlina. Kolejnym sukcesem międzynarodowym było zwycięstwo w St. Leger w Wiedniu. W wieku 4 lat w pierwszej części sezonu bez kłopotów wygrała gonitwy o nagrody Widzowa, Prezesa Rady Ministrów, a następnie Fils du Vent. W ostatnim występie w karierze była bezkonkurencyjna w Wielkiej Warszawskiej, pokonując świetnego trzylatka, derbistę Epikura, syna Turysty.

26

NR4/2020

AUTOR: Jan Zabieglik ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Turysta, zwyciężając po raz drugi z rzędu (w 1948 roku), pokonał mimo nadwagi aż o 7 dł. derbistę Rucha, który wygrał Wielką Warszawską rok później już na dystansie, na jakim jest rozgrywana do tej pory (2600 m). W sumie w 23 startach w wieku od 3 do 6 lat wygrał aż 19 razy, trzykrotnie był drugi i raz czwarty (w Wielkiej Warszawskiej w 1949 roku, w której zwyciężył Ruch). Jego trenerem był Stanisław Kowalski. Va Bank rozbił bank

Miejsce na podium w hierarchii najlepszych koni w historii Wielkiej Warszawskiej należy się także rewelacyjnemu Va Bankowi (Archipenko-Vinales), trenowanemu przez Macieja Janikowskiego. Jako jedyny folblut w historii toru na Służewcu był on niepokonany w 11 startach. W dwunastym odniósł efektowne zwycięstwo gonitwie G3 w Baden-Baden. Tej sztuki żaden koń w polskim treningu nie dokonał. Niespodziewanej porażki doznał dopiero w trzynastym występie. Mógł wtedy i powinien po raz drugi wygrać Wielką Warszawską. Jednak Tomáš Lukášek przechytrzył Marka Březinę pod względem taktyki i techniki jazdy. Wielką Warszawską wygrał trójkoronowany Va Bank pod Perem-Andersem Grabergiem 27 września 2015 roku, jako ósmy z rzędu wyścig w karierze.


27


WYWIAD

Z MARIANEM ZIBURSKE biznesmenem, właścicielem Grupy Westminster, pasjonatem, właścicielem i hodowcą koni pełnej krwi angielskiej. ROZMAWIAŁA: Iwona Dziobek ZDJĘCIA: Grupa Westminster oraz Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Przed nami punkt kulminacyjny sezonu wyścigowego – 75. Wielka Warszawska na Służewcu, a po niej sezon będzie zmierzał ku końcowi. Czy uważa Pan go za udany? Zdecydowanie, biorąc pod uwagę jak nietypowy i pełen trudności był ten rok. Cieszy mnie, że gonitwy się odbywają, a publiczność na Służewcu dopisuje. Liczyłem, że uda się utrzymać pule nagród pieniężnych na stałym poziomie i tak też się stało. Dlatego z optymizmem patrzę w przyszłość mając wrażenie, że jako miłośnicy i pasjonaci koni przeszliśmy wspólnie i z powodzeniem niemałą próbę. Dla Westminster Polska jest to też kolejny rok bardzo udanej współpracy z Torem Wyścigów Konnych Służewiec i cieszę się, że jako sponsor mogliśmy stanowić swego rodzaju podporę, zwłaszcza w czasach, w których firmy często się z niej wycofują.

28

NR4/2020

Jest Pan właścicielem stajni Westminster Race Horses na Służewcu. Czy ma Pan równie pozytywne odczucia związanie z wynikami sportowymi Waszych koni? Ten sezon pod kątem osiągnieć jest dla nas lepszy niż poprzedni. Mamy na koncie zwycięstwa w wielu gonitwach, mimo, że część naszych koni borykała się z kontuzjami. Jestem bardzo zadowolony z formy naszych dwulatków, a szczególnie Lady Joanny, która rośnie w siłę z gonitwy na gonitwę. Planujemy dla niej częste starty w przyszłym sezonie mając nadzieję, że utrzyma tę passę. Czyli stawia Pan na Lady Joannę w przyszłym sezonie? Między innymi. Dla nas niebawem kończy się sezon wyścigowy, a rozpoczyna aukcyjny. Planujemy


uczestnictwo w aukcjach w Wielkiej Brytanii i Francji, chcemy wciąż rozwijać naszą stajnię. Jak każdy hodowca chciałabym żeby konie Westminster wygrywały klasyczne gonitwy. Jeśli w przyszłym sezonie obostrzenia związane z COVID-em złagodnieją, chciałbym też żeby w Polsce rosła liczba gonitw z udziałem koni z zagranicy. Mam również nadzieję, że

rok 2021 pozwoli wrócić do pełnej aktywności na wszystkich torach w Polsce.

Przed nami 75.Wielka Warszawska. Czy ma Pan swojego faworyta? Tak, jest nim NAGANO GOLD, który ustawia poprzeczkę w tej gonitwie naprawdę wysoko.

29


PEŁNIA WYŚCIGOWEGO SZCZĘŚCIA

Z Dariuszem Jaskólskim właścicielem Bush Brave, zwycięzcą Wielkiej Warszawskiej 2017 rozmawia Jan Zabieglik AUTOR: Jan Zabieglik ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Miał Pan jako właściciel koni swoiste „wejście smoka” na wyścigi. Zakupiony przez Pana już indywidualnie Bush Brave (wcześniej kupował Pan konie do spółki ze Zbigniewem Górskim i Kishore Mirpurim) wygrał w 2017 roku prawie wszystko (oprócz Strzegomia i Iwna), co było do wygrania: Rulera, Derby, St. Leger, Wielką Warszawską i oczywiście został bezapelacyjnie wybrany koniem, a Pan Właścicielem Roku. Można rzec – pełnia wyścigowego szczęścia. Co Pan wtedy przeżywał? Euforię, że udało się złapać Pana Boga za nogi? Coś w tym stylu, albo wszystkiego po trochu. Byłem wdzięczny moim kolegom, Zbyszkowi i Kisiorowi, że mnie wciągnęli do wyścigowego towarzystwa. A ja jestem człowiekiem towarzyskim. Jednak nie przewidywałem, że po jednym tłustym roku nastąpią od razu chude lata. Czy pojawili się także kupcy? Tak. Było ich dwóch, z USA i z Czech, ale postanowiliśmy z rodziną, żeby ewentualną sprzedaż odłożyć na przyszły, 2018 rok. Dlaczego, cena była niska? Nie. Chcieliśmy zobaczyć, jak będzie spisywał się w wieku 4 lat. Gdyby utrzymywał wysoką formę, pobiegłby zapewne w Prezesa Totalizatora, St. Leger, potem jeszcze raz w Wielkiej Warszawskiej. Pierwszy występ zdawał się potwierdzać nasze oczekiwania. Bush Brave pewnie wygrał Nagrodę Golejewka, bijąc wyraźnie Height of Beauty. I wtedy, kilkanaście dni przed biegiem o Nagrodę Widzowa, jak grom z jasnego nieba spadła na nas informacja, że, jak to się mówi na wyścigach, Bush Brave „urwał się” podczas rutynowej przejażdżki. I tak pożegnaliśmy się z marzeniami o wygraniu po raz drugi Wielkiej Warszawskiej. Próby leczenia zostały podjęte, ale dość szybko została postawiona diagnoza, że już nie

30

NR4/2020


będzie biegał. I w taki oto sposób zostałem przymuszony do wejścia w rolę hodowcy. Bush Brave jest reproduktorem w SK Moszna. W przyszłym roku wyjdą na start pierwsze roczniaki po nim. Mówię może o tym bez zbytniego entuzjazmu, ale koszty utrzymania hodowli i koni na wyścigach są naprawdę niebagatelne. Do tego doszły przeróżne obostrzenia związane z koronawirusem. Jednak jesienią 2018 roku, kiedy wiadomo już było, że Bush Brave zakończył karierę, pojawiło się nowe światełko w tunelu – Arkano wygrał Mokotowską i zyskał miano zimowego faworyta na Derby. Takiego zdarzenia, żeby jeden właściciel miał dwóch zimowych faworytów w ciągu trzech lat, już dawno na Służewcu nie było. No niestety, tym razem z dużej chmury spadł mały deszcz. Był wysoko zagrany, a w dodatku przez cały ubiegły sezon prawie nie padało, a jemu najbardziej odpowiada miękki tor. W rezultacie tylko raz był trzeci w biegu o Nagrodę Przedświta. W tym sezonie przeniosłem go do stajni Macieja Janikowskiego. Nabrał szybkości i biega lepiej. W pięciu startach raz wygrał, trzykrotnie był trzeci i raz piąty. Sądząc po stylu zwycięstwa nad bardzo dobrym, rutynowanym Tribunalem, może jeszcze jesienią coś namieszać w rywalizacji czołowych folblutów.

31


SAMA WYBRAŁAM I KUPIŁAM

RAIN AND SUN, A RESZTA

JUŻ BYŁA W RĘKACH MĘŻA Z Katarzyną Kozłowską właścicielką Rain And Sun, zwyciężczynią Wielkiej Warszawskiej 2018 rozmawia Jan Zabieglik Najpierw była Pani przez kilkanaście lat amatorką na wyścigach z licencją europejską (wygrała Pani 85 gonitw), a od 2003 roku jest Pani prawą ręką w stajni Nova Racing, prowadzonej przez Pani męża Janusza Kozłowskiego, najlepszego obok Tomasza Dula dżokeja na Służewcu w latach 1989–2002. W ostatnich sezonach była Pani ponadto współwłaścicielką kilku koni arabskich (m.in. derbistki i zwyciężczyni Nagrody Europy Shannon Queen) oraz przede wszystkim właścicielką niezwykłej Rain and Sun, która jako jedyny koń w historii Służewca wygrała Wielką Warszawską (2018), debiutując w wieku 3 lat. Czy to był największy jak do tej pory sukces Waszej stajni? Największy i długo oczekiwany. W dwóch pierwszych sezonach (2003–04) nasze konie, odpowiednio Tiarella

32

NR4/2020

AUTOR: Jan Zabieglik ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

i Domus, uplasowały się na drugich miejscach w Derby, ale potem dość przeciętną egzystencję wyścigową osłodziły nam najpierw wyniki koni, które z dużym powodzeniem przestawiliśmy z gonitw płaskich na płotowe. Jutrzenka odniosła w tej konkurencji 5 zwycięstw, a Bonsai’s Blade i Test po cztery. W przygotowywaniu „płotowców” miałam swój duży udział, bowiem w latach 90. współpracowałam z trenerem Grzegorzem Witoldem Wróblewskim, który jest najlepszym polskim trenerem w tej konkurencji wyścigowej. Swą bazę ma on w Czechach, natomiast konie wystawia równie często do gonitw płotowych we Włoszech i osiąga tam bardzo dobre wyniki. W ostatnich czterech sezonach cieszyły nas osiągnięcia arabów, szczególnie tych hodowli państwa Magdaleny i Daniela Gromalów, z fenomenalną Shannon Queen na czele, która była niepokonana aż w 12 gonitwach. Pod tym względem dorównała najlepszemu folblutowi Va Bankowi.


Wróćmy do Rain and Sun? Czy był to Wasz pierwszy koń kupiony za granicą? Tak. Wcześniej dzierżawiłam od SK Iwno wyhodowaną jeszcze w Golejewku Nadworną, która wygrała 4 biegi, w tym Novary, Rzeki Wisły i Konstelacji we Wrocławiu. Zarobiłam trochę pieniędzy na występach Shannon Queen, więc postanowiłam sobie kupić prezent. Najlepiej konia, którego sama wybiorę, żeby później nie mieć do kogoś innego pretensji. Pojechałam na jedną z tańszych aukcji Arqana we Francji. Już pierwszego dnia dokonałam zakupu, ale następnego dnia spodobała mi się właśnie Rain and Sun, więc ją również postanowiłam kupić za 3 tys. euro. I tak, wbrew woli męża, przyjechałam z dwoma końmi. Dostałam straszny ochrzan. Ten pierwszy koń nie wygrał wyścigu, a Rain and Sun zwyciężała w pięknym stylu, co już było przede wszystkim zasługą męża i dżokeja Antona Turgaeva. Wygrała najpierw trzy grupowe gonitwy, potem była druga w Novary, czwarta w Oaks, pierwsza w Krasne i Wielkiej Warszawskiej. Jako czterolatka Rain and Sun nie była już w stanie nawiązać do formy w wieku trzech lat. Postanowiłam więc włączyć ją do hodowli. Została pokryta ogierem Ecosse. Przebywa w Krasnem. Często ją odwiedzamy i czekamy na jej potomka, dzięki któremu ja zadebiutuję w roli hodowcy.

33


DUMNI

Z PRIDE

OF NELSON Z Sabiną i Salihem Plavacami, byłymi właścicielami Pride of Nelson, zwyciężczyni Wielkiej Warszawskiej 2019 rozmawia Jan Zabieglik AUTOR: Jan Zabieglik ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Od kiedy jesteście w Polsce i jakie losy Was do nas rzuciły. Czym się zajmujecie? Przyjechaliśmy 26 lat temu, kiedy na Bałkanach trwała jeszcze wojna. Ja pochodzę z Bośni, a żona jest Chorwatką. Nie przybywaliśmy jako uchodźcy, lecz żeby robić biznes. Kupowaliśmy w Polsce żywiec (krowy i byki), który przewoziliśmy na Bałkany własnymi samochodami. Z czasem zrodziła się idea produkowania pojazdów do transportu zwierząt. Zbudowaliśmy zakład niedaleko Gór Świętokrzyskich. Jest on uważany za jeden z lepiej funkcjonujących w Europie. Tam również, w miejscowości Gołoszyce w powiecie opatowskim mamy gospodarstwo rolne ok. 80 ha, w którym prowadzimy hodowlę bydła mięsnego. Jeśli chodzi o konie, to najpierw kupowaliśmy je za granicą i oddawaliśmy do treningu Adamowi Wyrzykowi. Pierwsza klacz River Night w wieku 2 lat zajmowała drugie miejsca w gonitwach kat. A, Dakoty i Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi za fenomenalną Nick of Memory, a jako trzylatka wygrała Nagrodę „Życia Warszawy”. Hodowlą koni wyścigowych zajmujemy się od 2008 roku. Ogierem czołowym w naszej stadninie jest od kilku lat naszej własności Exciting Life, który miał nie tylko wyśmienitą karierę na Służewcu (wygrał m.in. Syreny, Deer Leapa), ale i zagraniczną (I miejsce w Listed w Baden-Baden na 1200 metrów w świetnym czasie 1’10,26”). Obecnie w wyścigach bierze udział ok. 30 koni. 18 przygotowuje w naszej autorskiej stajni na Służewcu od trzech sezonów Piotr Piątkowski, a 12 jest przygotowywanych w Gołoszycach, m.in. również przeze mnie, bo jak zachodzi potrzeba, biorę udział w przejażdżkach.

34

NR4/2020

Po sezonie 2009, kiedy to Golden Tirol wygrał m.in. Rulera, Derby Austrii i Mosznej oraz został wybrany Koniem Roku, otrzymaliście tytuł Właścicieli Roku. Na następne takie trofeum przyszło Wam czekać równe 10 lat. Co prawda po drodze byliście blisko szczęścia (Dolomiti druga w Derby 2014), ale po raz drugi tak wysoko wywindowała Was w ubiegłym roku świetna francuska klacz Pride of Nelson, która wygrała Wiosenną, Iwna (w rekordowym czasie 2’13,4”) i po wygraniu Wielkiej Warszawskiej również została wybrana Koniem Roku 2019. Wasze szczęście nie znało granic, ale jednak wystawiliście ją na aukcję we Francji i gdy uzyskała satysfakcjonującą Was cenę, sprzedaliście ją za 125 tys. euro. Bo taka jest logika hodowli koni wyścigowych, że sentymenty trzeba odłożyć na bok, gdy cena jest korzystna. Konie są nie tylko do kochania. Na torze poddawane są surowej selekcji. Kiedy któryś z nich osiąga wysoką formę, nie można zbytnio przeciągać struny, no chyba że ktoś jest krezusem i stać go na to. Czym były dla Was wyniki Pride of Nelson. Co się z nią obecnie dzieje? Byliśmy z niej dumni, bo mówiąc żartem, nauczyła nas, jak zwyciężać mamy. Niestety przydarzyła się jej kontuzja i bogaty japoński właściciel pokrył ją już renomowanym ogierem.


35


PRZEPIS

NA STUDIO

Kiedy ponad 80 lat temu, 3 czerwca 1939 roku, otwarty został Tor Wyścigów Konnych na Służewcu był on uznawany za najpiękniejszy i najnowocześniejszy obiekt tego typu w Europie. Przez kolejne lata przyciągał rzesze publiczności. Dziś, chcąc utrzymać kontakt z widzem, nowoczesność to nie tylko architektura i funkcjonalność miejsca. To również stały i coraz częściej wirtualny kontakt z publicznością. AUTOR: Annamaria Sobierajska ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Ta potrzeba dialogu, chęć poszerzania świadomości o wyścigach, zmotywowała Totalizator Sportowy do poszukiwań przepisu na regularny kontakt z publicznością. Przepisu, na podstawie którego powstał kanał telewizji internetowej - Służewiec iTV.

Po pierwsze – szczypta magii

Telewizja to medium hipnotyzujące. Przyciągające. Intrygujące. To możliwość przedstawienia wszystkiego tego, co najciekawsze w wyścigach. To szansa na zainteresowanie potencjalnego widza czym są wyścigi i ile emocji za sobą niosą. Szczególnie w roku tak wyjątkowym jak ten obecny, w którym utrzymanie uwagi publiczności jest tak kluczowe „Od kiedy trenuje konie wyścigowe nie zauważyłem tak aktywnej promocji koni i wyścigów konnych w Polsce, jaka odbywa się w ostatnich latach. To ważne by edukować i pokazywać kibicom, czym jest ta dyscyplina, żeby mogli lepiej zrozumieć, jak i dlaczego to robimy” – mówi lider czempionatu trenerów, Adam Wyrzyk Ta magia Toru Służewiec, została przeniesiona do studia telewizyjnego prowadzonego przez Annamarię Sobierajską, Jarosława Idziego oraz Tomasza Jasinę. Możemy odkryć w zupełnie nowy sposób trenerów, dżokejów czy właścicieli - jako aktorów i reżyserów genialnego spektaklu teatralnego rozgrywanego zarówno w stajni, na padoku jak i finalnie na torze zielonym. To nie tylko próba hodowlana. To nie tylko sport. To emocje. Rywalizacja. Taktyka. To poszukiwanie rozwiązań przed wyścigiem, ale również podczas jego trwania, kiedy trzeba znaleźć i wykorzystać odpowiedni moment, tę szansę na zwycięstwo. Szansę, na pozostanie zapamiętanym. Czasem magia pomaga!

36

NR4/2020

Po drugie – garść wiedzy

Budując wizję Studia, jako twórcy zdawaliśmy sobie sprawę, jak wielkie czeka nas wyzwanie. Wyścigi konne, oglądane przez pasjonatów i graczy, potrzebują merytorycznych informacji. Wymagają podpowiedzi, cynków na temat sytuacji w stajni i formy koni. Ale chcąc otworzyć się na nowych widzów, wiedzieliśmy, że relacja musi być zrozumiała również dla laika. Musi go wprowadzić w niezwykły świat koni. „Postanowiliśmy stworzyć produkt, który wychodziłby naprzeciw oczekiwaniom zarówno tych najbardziej zagorzałych kibiców, którzy w jednym miejscu mogą śledzić wydarzenia związane z wyścigami w Polsce, ale także naszym celem było mówienie językiem zrozumiałym dla tych, którzy po raz pierwszy trafiają na wyścigi” – powiedział Dominik Nowacki, dyrektor Toru Wyścigów Konnych Służewiec. W roli stałych ekspertów możemy zobaczyć posiadającego ogromną wiedzę na temat pochodzenia koni Roberta Zielińskiego, redaktora naczelnego Programu Gonitw Macieja Piłata, jak i utytułowanego trenera i hodowcę Bogdana Strójwąsa. Niewątpliwie w kwestii wyścigów dla kłusaków francuskich wsparcie merytoryczne gwarantuje Witold Sudoł. Studio Służewiec iTV to również naturalne miejsce spotkań. Platforma wymiany opinii, doświadczenia oraz wiedzy na temat wyścigów. Wśród zaproszonych gości znaleźli się znani i uznani hodowcy koni reprezentujący zarówno duże stadniny takie jak SK Moszna czy SK Krasne oraz prywatne ośrodki hodowlane – na przykład stadnina Pegaz Państwa Zielińskich. W programie wystąpili pry-


watni właściciele koni między innymi Jerzy Engel, Katarzyna Wolanin i Dariusz Jaskólski. Studio jednoczy wokół wspólnej wizji promocji wyścigów oraz promocji do jak najszerszej grupy odbiorców właśnie tym pomysłem na weekendową rozrywkę. Rozwój tej pasji, a może i na kupno własnego konia wyścigowego? „Wszelkie aktywności, które zachęcą nowe osoby do zakupu koni i zaangażowania się tę niezwykłą pasję, służą

rozwojowi wyścigów. Jak pokazuje moja historia wyścigi konne mogą być zajęciem i rozrywką dla całej rodziny” – właściciel i hodowca koni Robert Gorczyca, gość jednego z wydań.

Po trzecie – odrobina szaleństwa

Regularne transmisje w sezonie 2020 to nie tylko 51 dni wyścigowych ze służewieckiego Toru. To również wyścigi

37


konne na wrocławskich Partynicach czy dwa dni sierpniowej relacji na żywo prosto z Hipodromu Sopot. Budowa pierwszej polskiej telewizji wyścigowej wymagała wizji, pasji, zaangażowania i… oczywiście szaleństwa. „Nieustannie, od początku zeszłorocznego sezonu, szukamy form, które pozwolą jak najszerzej, popularyzować wyścigi w Polsce. Walcząc o uwagę nowych rzesz fanów, nie mamy wyjścia – musimy działać narzędziami czy kanałami powszechnie wykorzystywanymi przez obecnych 20-sto, 30-sto latków. Stąd nasza aktywność zarówno w mediach społecznościowych jak i determinacja w budowaniu Studia iTV. Jednak wtedy, gdy inicjowaliśmy ten projekt (lipiec 2019r), nikt nie miał prawa wiedzieć jak dużą wagę mieć on będzie kilka miesięcy później. Rzesze miłośników wyścigów, w marcu i kwietniu żyły troską czy sezon ruszy, a gdy ten wystartował, obowiązujące obostrzenia nie dopuszczały udziału w mitingach publiczności. Tym samy, nagle okazało się, że nasze studio iTV staje się jedynym oknem na wyścigowy świat już nie tylko dla potencjalnych pasjonatów ale… powiedzmy otwarcie, dla całego wyścigowego świata. Dzięki temu, wspólnie przetrwaliśmy ten trudny dla wszystkich czas związany z COVID19 i ograniczeniami z nim związanymi” - podsumowuje dyrektor zarządzający Torem Służewiec. Przypomnijmy, stałe relacje telewizyjne z dni wyścigowych to tylko jeden z elementów Służewiec iTV. Równie ważnymi składowymi były dedykowane sesje Q&A przy-

38

NR4/2020


bliżające codzienne życie trenerów czy jeźdźców, którzy odpowiadali na pytania widzów. Innym formatem był cykl „Wyścig o folbluty” – platforma merytoryczna gdzie do dyskusji zapraszani zostali przedstawiciele środowiska wyścigowego, sportowego, hodowlanego, a także osoby związane z rekreacją, których łączył jeden wspólny cel, umacnianie marki polskich koni pełnej krwi angielskiej. iTV to również materiały video, które nawiązują do aktualnych wydarzeń na Torze – zwycięstw po gonitwach czy zapowiedziach kolejnych dni wyścigowych. Wszystkie filmy zawsze dostępne na kanale YouTube Toru Służewiec.

Czy przepis jest gotowy?

Założeniem od początku było budowanie platformy, która pozwoli nie tylko śledzić przebieg gonitw, ale także przedstawić osoby tworzące wyścigi w Polsce. Do naszej „kuchni” zaprosiliśmy nie tylko wspomnianych hodowców, właścicieli koni, ekspertów w dziedzinie wyścigów ale także trenerów, jeźdźców czy przedstawicieli sponsorów i reprezentantów innych dyscyplin sportowych. Studio od ponad roku stale się rozwija i stawia przed sobą nowe, ambitne cele. Dzięki szeroko zakrojonym działaniom marketingowym oraz transmisji nie tylko w kanałach własnych (Facebook, YouTube, www), ale również u partnera – największego medium hippicznego w Polsce – Świata Koni, Służewiec iTV dociera do coraz większej rzeszy potencjalnych pasjonatów wyścigów konnych. Informuje, relacjonuje, a także edukuje. Statystyki wyraźnie pokazują coraz większy zasięg i większe zaangażowanie widzów. Nie zwalniamy tempa i chcemy stale się rozwijać się oraz budować świadomość wyścigów w Polsce. Naszym celem jest nawiązanie do wspaniałych początków Toru Służewiec – być wśród najnowocześniejszych w Europie.

39


Relacje na żywo  Rozmowy z ekspertami  Newsy www.torsluzewiec.pl Oglądaj Służewiec iTV online:


WOMEN

POWER NA WYŚCIGACH AUTOR: Mateusz Błaszczak ZDJĘCIA: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

W 1993 roku zwycięstwo w Belmont Stakes odnosi Colonial Affair pod Julie Krone. Historyczny dzień - pierwszy raz w historii amazonka wygrywa gonitwę zaliczaną do amerykańskiej potrójnej korony (Triple Crown). Dzięki temu, a także innym sukcesom na wyścigowym torze, rok później Julie otrzymała Nagrodę ESPY dla najlepszej sportsmenki roku. Dziesięć lat później, w 2003, osiąga kolejny wielki sukces - wygrywa gonitwę rozgrywaną w ramach Breeder’s Cup -Juvenile Fillies. Amazonka widnieje obecnie w czterech amerykańskich wyścigowych galeriach sław. Hayley Turner to z kolei jedna z bardziej utytułowanych i rozpoznawalnych amazonek w Europie. W 2011 roku jako pierwsza kobieta zwyciężyła w gonitwie rangi G1 - July Cup. W tym samym sezonie sięga jeszcze po wygraną w Nunthorpe Stakes. Rok później uczestniczyła w mityngu Dubai World Cup, co było pierwszym takim wydarzeniem w historii. Obecnie zbliża się do 900. wygranej w karierze. Przykładów takich wyścigowych karier można by opisać jeszcze wiele i wszystkie będą dowodem na to, że rola kobiet w wyścigach konnych na całym świecie rośnie. Nic dziwnego więc, że stałym elementem zmagań na zagranicznych torach są serie jeździeckie dedykowane ama-

42

NR4/2020

zonkom, które nie tylko dają szansę rywalizować na torze większemu gronu kobiet, ale też przyciągają na tor rzesze widzów i popularyzują sporty jeździeckie wśród pań. Ostatnią, podobną inicjatywą w Polsce był Puchar Amazonek im. Katarzyny Szymczuk, rozgrywany w latach 2013-2015. Służewiec był też jednym z gospodarzy czempionatu HH Sheikha Fatima Bint Mubarak Ladies World Championship IFAHR. W tym roku zainaugurowana została nowa seria - Women Power Series, której mecenasem jest Totalizator Sportowy. Przyświecają mu podobne cele jak zagranicznym odpowiednikom. Dla organizatorów ważne jest promowanie zawodu jeźdźca, dlatego w mediach społecznościowych i na kanałach związanych z wyścigami w Polsce, można zobaczyć liczne wywiady z uczestniczkami, które opowiadają o codziennym życiu jeźdźca wyścigowego, czy materiały związane już z samymi wyścigowymi emocjami. Dzięki takim inicjatywom same uczestniczki mogą zbudować i rozwinąć „własną markę”, co starają się wspierać organizatorzy np. poprzez przygotowanie profesjonalnej sesji zapowiadającej cykl czy promując profile uczestniczek w mediach społecznościowych. Seria, jako wydarzenie, pozwala także przyciągnąć na mitingi partnerów, którzy chcą promować kobie-


43


cy sport, co z pewnością doprowadzi do wzrostu prestiżu takiej rywalizacji w przyszłych edycjach, ale też pozytywnie wpłynie na postrzeganie wyścigów konnych jako sportu dla wszystkich. W ramach Women Power Series przewidziano pięć gonitw, rozgrywanych na różnych dystansach, dla koni pełnej krwi angielskiej i czystej krwi arabskiej, w różnym wieku. Dotychczas rozegrano trzy z nich - dwa w czerwcu i jeden na początku sierpnia. Wszystkie przyniosły to, czym żyje wyścigowy świat - walkę do samego celownika. W pierwszym wyścigu, rozegranym na 2000 metrów równym tempem, zgodnie z oczekiwaniami zwyciężył Pilecki pod uznawaną obecnie za najlepszą amazonkę w Polsce Joanną Wyrzyk. Wygrana była pewna, ale o drugie miejsce zaciętą walkę stoczyły Velnelis i Design, dosiadane przez Karolinę Kamińską i Wiktorię Czwarno. Drugi wyścig przyniósł kapitalną rywalizację Darii Pantchev na Silver Rocku i Joanny Grzybowskiej na Phillbercie.

44

NR4/2020

Przykładów takich wyścigowych karier można by opisać jeszcze wiele i wszystkie będą dowodem na to, że rola kobiet w wyścigach konnych na całym świecie rośnie. Nic dziwnego więc, że stałym elementem zmagań na zagranicznych torach są serie jeździeckie dedykowane amazonkom, które nie tylko dają szansę rywalizować na torze większemu gronu kobiet, ale też przyciągają na tor rzesze widzów i popularyzują sporty jeździeckie wśród pań.


45


W ramach Women Power Series przewidziano pięć gonitw, rozgrywanych na różnych dystansach, dla koni pełnej krwi angielskiej i czystej krwi arabskiej, w różnym wieku. Konie dzielił w celowniku zaledwie łeb, a górą była pierwsza para. Trzecia odsłona to walka na koniach czystej krwi arabskiej. Do samego celownika nie było wiadomo kto wygra - zaledwie nos zdecydował o wygranej Ouzbeka du Panjshir pod będącą również trenerką Cornelią Fraisl przed Siruellą dosiadaną przez Joannę Wyrzyk. Podium uzupełnił Purhib z Dominiką Stępniak w siodle (to był drugi koń ze stajni Cornelii Fraisl). Dzięki jednej wygranej i jednemu drugiemu miejscu, w klasyfikacji przewodzi Joanna Wyrzyk, ale tuż za nią plasują się Joanna Grzybowska, Daria Pantchev oraz Karolina Kamińska. Finisz czempionatu zapowiada się pasjonująco. Dotychczas w ramach pierwszej edycji Women Power Series wzięło udział 12 amazonek. Do rozegrania pozostały jeszcze dwa wyścigi - 4 października na dystansie mili uczestniczki pojadą na trzyletnich klaczach, a wielki finał cyklu i wyłonienie zwycięzcy nastąpi 31 października na sprinterskim dystansie 1400 m. Zwyciężczyni serii zostanie wyróżniona na Gali Zakończenia Sezonu.

46

NR4/2020


Joanna Wyrzyk:

Myślę, że seria Women Power Series jest fajną inicjatywą. Ułatwia uczestniczenie w wyścigach mniej doświadczonym amazonkom, bo rywalizacja z facetami, zwłaszcza na początku kariery, jest bardzo trudna. Bardzo podobała mi się pomysłowa sesja fotograficzna przed pierwszą gonitwą, ale najlepiej wspominam oczywiście wygraną na moim Pileckim w pierwszym wyścigu. Zawsze jak jadę wyścig chcę wygrać, wypaść jak najlepiej i w tych wyścigach też daje z siebie wszystko.

Joanna Grzybowska:

Taka seria to szansa dla nas na ściganie się przy mniejszej presji. Mamy z dziewczynami możliwość wspólnej rywalizacji w fajnej atmosferze, która nas też integruje. Chociaż oczywiście każda z nas chce wygrać, co udowodniłyśmy chociażby z Darią podczas walki w drugiej gonitwie rozgrywanej w ramach Women Power Series. Wiadomo, że nasze wyniki zależą też od tego na jakich koniach jeździmy, ale koncepcja takiego czempionatu kobiet bardzo mi się podoba.

Daria Pantchev:

Z dziewczynami trzymamy się razem, mamy wspólną pasję, jaką są wyścigi i bardzo fajnie, że możemy się jeszcze lepiej zintegrować uczestnicząc w takiej serii. Na pewno taki czempionat jest potrzebny i dobrze by było żeby był rozgrywany co roku. Uważam, że dobrze, że wybrane wyścigi są tak różnorodne ścigamy się na arabach, folblutach, na sprintach i dłuższych dystansach. Ja osobiście super wspominam swoje zwycięstwo po bardzo zaciętej walce. Na pewno każda z nas chce walczyć i wygrywać wyścigi.

DO ZOBACZENIA! 47


48

NR4/2020


NAJLEPSZE STYLIZACJE

WIELKIEJ WARSZAWSKIEJ Zdjęcia: Damosfera

49


Miejsce, gdzie wyścigi konne spotykają się z jeździectwem


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Kanat 4/2020 by TorSluzewiec - Issuu