Partner Główny Sezonu 2023
Życzymy wielkich emocji na torze w kolejnym wspólnym sezonie wyścigowym!
http://westminster.de/pl/
www.facebook.com/westminsterpolska
www.facebook.com/westminsterimmobilien
fot. Łukasz Kowalski
SPIS TREŚCI
TEMAT NUMERU: PODSUMOWANIE SEZONU Udany sezon 2023 - czyli polskie wyścigi wchodzą do Europy Krzysztof Romaniuk, Robert Zieliński
4
Stale szukać inspiracji Jędrzej Puzyński
12
Najwięksi bohaterowie sezonu wyścigowego 2023 Jan Zabieglik
16
WYŚCIGOWI BOHATEROWIE: Nie miałam czasu na stres - rozmowa z Marleną Stanisławską Jędrzej Puzyński
22
Myśli i koncepcje hipologiczne Fryderyka Jurjewicza PCBJ
26
Najważniejszy dla mnie jest zawsze koń - rozmowa z Kishore Mirpurim Jan Zabieglik
28
BRANŻOWE WIEŚCI Lekcja cierpliwości jest kluczowa, zwłaszcza w kwestii hodowlii - rozmowa z Marianem Ziburske Annamaria Sobierajska 34 Po dwudziestu latach pracy wyniki naszych koni pozwoliły nam uzyskać zaszczytny tytuł Hodowcy Roku 2023. - rozmowa z Jarkiem Zalewskim Annamaria Sobierajska 38
Zdjęcie na okładce: Łukasz Kowalski Redakcja: Totalizator Sportowy, Tor Wyścigów Konnych Służewiec
3
AUTORZY: KRZYSZTOF ROMANIUK, ROBERT ZIELIŃSKI
UDANY SEZON 2023 CZYLI POLSKIE WYŚCIGI WCHODZĄ DO EUROPY
4
Le Destrier po wygranej w Nagrodzie Prezesa Totalizatora Sportowego.
NR 4/2023
fot. Łukasz Kowalski
To był historyczny rok dla polskich wyścigów. Po raz pierwszy Wielka Warszawska miała rangę Listed i znalazła się w elitarnym gronie europejskich gonitw, dających koniom status black type. Wygrał ją Le Destrier, który został wybrany Koniem Roku 2023.
Fot. Mateusz Błaszczak
Po raz trzeci z rzędu Kłusakiem Roku został znakomity Factoriel.
T
renowane w Polsce konie - szczególnie Moonu, Hipop de Loire, Le Destrier, Jenny of Success, a wśród arabów Bahwan i Rasmy Al Khalediah - bardzo dobrze pokazały się na torach Europy Zachodniej. Tradycyjnie duże sukcesy konie z Polski odnosiły w gonitwach stiplowych we Włoszech, a gwiazdą na Partynicach był Her Him. Królem kłusaków pozostał Factoriel. Przełomową sprawą były też pełne transmisje z dni wyścigowych w Polsce nie tylko w Służewiec iTV, ale także w telewizji Biznes24. Od tegorocznej jesieni, gonitwy z Polski można też oglądać i obstawiać niemal na całym świecie za pośrednictwem platformy SIS. Sezon 2023 miał wśród koni czteroletnich i starszych trójkę wielkich bohaterów. Koniem Roku 2023 został Le Destrier, zakupiony na aukcji roczniaków w Deauville jesienią 2020 roku przez Sławomira Pegzę za 40 tysięcy euro. Le Destrier, który w ubiegłym roku był nawet zgłoszony do prestiżowego wyścigu, jakim jest Nagroda Łuku Triumfalnego, w sezonie 2022 trochę rozczarował. Nie pokazał pełni swoich możliwości. Podczas zimowej przerwy dojrzał i zaskoczył wielu kibiców efektownym zwycięstwem w Nagrodzie Prezesa Totalizatora Sportowego, w której ustanowił rekord toru na Służewcu na 2600 metrów pokonał w czasie czasie 2 ‘39,8 s. 13 sierpnia Le Destrier wystartował pod bardzo doświadczonym Szczepanem Mazurem w Westminster 133. Grosser Preis von Berlin G1 na 2400 metrów (pula nagród w tym wyścigu wynosi 155 tysięcy euro) na torze Hoppegarten. W bardzo mocnej siedmiokonnej stawce zajął łeb w łeb
piąte miejsce z Lady Eweliną (klacz należąca do firmy Westminster wiosną wygrała w Niemczech prestiżowy Schwarzgold-Rennen G3) i utytułowanym ogierem New London ze stajni Godolphin. Wspaniały sezon Le Destrier przypieczętował pewnym zwycięstwem pod Szczepanem Mazurem w historycznej Wielkiej Warszawskiej (Listed), a oprócz niego status black type wywalczyli dwaj ostatni derbiści ze Służewca - Jolly Jumper i Westminster Moon. Dzień Wielkiej Warszawskiej był na Służewcu wielkim sukcesem organizacyjnym, frekwencyjnym i pod względem obrotów w totalizatorze. To były wyścigi i gala na światowym poziomie. Drugim, obok Le Destriera, znakomitym koniem Sławomira Pegzy trenowanym we Wrocławiu przez Marlenę Stanisławską, był sześcioletni Hipop de Loire. Już w ubiegłym roku wygrał on Hoppegartener Steher-Preis LR na 2800 m Wcześniej był drugi w gonitwie my-bed.eu-Langer Hamburger LR na 3200 metrów. To świetny ambasador polskich wyścigów. Marlena Stanisławska w tym roku uzyskała licencję trenerską i była rewelacją sezonu, a nawet jedną z głównych pretendentek do tytułu Trenera Roku. Ostatecznie kapituła przyznała ten tytuł doświadczonemu Maciejowi Janikowskiemu, który miał tego roku kapitalny sezon Westminster Moon wygrał w jego treningu Westminster Derby, a czteroletnia Moonu pokazała się kapitalnie na arenie międzynarodowej, przebijając nawet wyniki Hipopa de Loire. Moonu, gwiazda stajni Westminster Race Horses (firma Mariana Ziburske po raz drugi z rzędu zdobyła tytuł Właściciela Roku), w sierp-
5
6
NR 4/2023
Fot. Wrocławski Tor Wyścigów Konnych – Partynice
Szwed Niklas Loven wygrał w tym roku cztery najważniejsze wyścigi „skakane” w naszym kraju.
niu wygrała Premio E.B.F Terme di Merano LR, zdobywając status black type winner, a w październiku poszła za ciosem i na torze San Siro w Mediolanie po niesamowitej walce zwyciężyła w Premio Verziere – Memorial Aldo Cirla G3, gonitwie dla trzyletnich i starszych klaczy na 2000 metrów (pula nagród 88 tysięcy euro). Racing Post przyznał jej za te osiągnięcia wysoki rating - 106 funtów. Wśród starszych koni warto także podkreślić znakomity sezon w wykonaniu trenowanego przez Wojciecha Olkowskiego pięcioletniego Anatora, który wsławił się dwoma spektakularnymi występami. W Nagrodzie Golejewka poprawił rekord toru trójkoronowanego Va Banka na 2000 metrów. Kolejny wyścig, Nagrodę Mosznej wygrał po porywającej walce z niemieckim New Wizardem i Ignaciusem Reilly z Czech. Kibice w głosowaniu internetowym zdecydowali, że była to wygrana roku w sezonie 2023 w Polsce. Najcenniejszy laur w karierze zdobył w tym roku Petit, zwyciężając w klasyku St. Leger, ale zupełnie nie udał mu się start w Wielkiej Warszawskiej Zwyciężał wtedy Night Tornado, który w tym sezonie nie wyszedł do startu, bo odnowiła mu się kontuzja ścięgna. W sezonie 2024 Night Tornado rozpocznie karierę reproduktora w czeskiej stadninie Strelice. Zacięta rywalizacja na Służewcu trwała także na krótkich i średnich dystansach. Gwiazdor ostatnich lat Timemaster pokazał się z dobrej strony w dniu Derby, wygrywając Memoriał Fryderyka Jurjewicza. Znów wielkie serce do walki pokazała Jenny of Success. Ta dzielna klacz okazała się najszybsza w Nagrodzie Syreny (wygrała także wyścig na 1400 m w Hanowerze). Natomiast w Nagrodzie Haracza o szyję uległa Emiliano Zapacie, który pobił w tej gonitwie rekord toru Star Pokera na 1400 m (wynosi on teraz 1’ 21,5 s), a jesienią wygrał także Criterium.”
Westminster Moon dominował w roczniku trzylatków
Wśród trzylatków bezsprzecznie dominował Westminster Moon. Trenowany przez Macieja Janikowskiego ogier w olśniewającym stylu wygrał swoje biegi przygotowawcze do Derby: Nagrodę Irandy oraz Memoriał Jerzego Jednaszewskiego. Rywali nie miał najmocniejszych, ale celownik osiągał z dużą przewagą, co postawiło go w roli faworyta w najważniejszym wyścigu. Nie zawiódł i łatwo rozprawił się z rówieśnikami w Westminster Derby. Trzy tygodnie później wystartował w niemiec-
kim Furstenberg Rennen, mocno obsadzonym wyścigu rangi G3. Nie poradził sobie tam zbyt dobrze, zajmując 6. miejsce. Po powrocie na Służewiec był drugi w Westminster Freundschaftspreis, dość niespodziewanie przegrywając w Niemczech z Lightning Jockiem. W Wielkiej Warszawskiej wypadł zdecydowanie lepiej. Zajął trzecie miejsce, za dwójką starszych koni – najlepszym w Polsce Le Destrierem oraz derbistą z 2022 r., Jolly Jumperem, a przed rówieśniczkami: trenowaną we Francji Noir i niemiecką Ultimą. To pozwoliło mu jednocześnie uzyskać status black type, co w połączeniu z ogólnym bilansem trzech zwycięstw w sześciu startach i niemal 240 tys. zł zarobionymi dla firmy Westminster Race Horses, trzeba ocenić jako naprawdę godny derbisty rezultat. Ogier wyróżnił się zdecydowanie w dość przeciętnym roczniku, a w przyszłym sezonie powinien być jeszcze lepszy Z pozostałych trzyletnich ogierów można wyróżnić przygotowywanego przez Krzysztofa Ziemiańskiego Clyde’a, który był drugi w Nagrodzie Strzegomia i bardzo łatwo wygrał klasyczną Nagrodę Rulera. Potem był piąty w Westminster Derby, a w drugiej części sezonu zaliczył jeszcze
dwa niezłe starty na krótszych dystansach w gronie starszych koni. Zdaje się mieć duży potencjał w rywalizacji na 1400-1800 m. Wśród klaczy wiosna należała do sprinterki Marigold Blossom, zwyciężczyni Wiosennej i Soliny, natomiast w drugiej części sezonu błysnęła Miss Dynamite, wygrywając Oaks i Nagrodę SK Krasne.
Zen Spirit i Maciej Jodłowski królami dwulatków
Trener Maciej Jodłowski od lat słynie ze znakomitego przygotowywania dwulatków. Nie inaczej było w sezonie 2023, w którym trafiła mu się prawdziwa perła. „Zen Spirit co prawda w debiucie nieszczęśliwie przegrał z Crystal Wine, ale później był już niekwestionowanym królem rocznika, wygrywając kolejno najważniejsze wyścigi dla koni z tego rocznika. Został więc zimowym faworytem na Derby 2024, jednak jego sprintersko-milerski rodowód sugeruje, że na 2400 m będzie mu bardzo ciężko wywiązać się z tej roli. Rewelacją wśród dwulatków były dwa konie przygotowywane przez trenerów, którzy niedawno rozpoczęli karierę. Heaven Give Enough, zakupiony przez Małgorzatę Pilipczuk zaledwie za 800 euro, w jej treningu był drugi w Nagro-
dzie Mokotowskiej (jednym z najważniejszych wyścigów dla koni dwuletnich). Przygotowywana na Służewcu przez Greka Ioannisa Karathanasisa wnuczka legendarnego ogiera – Frankela, Stage Door sensacyjnie zwyciężyła w Nagrodzie Efforty. Warto podkreślić, że wśród dwulatków była spora grupa utalentowanych klaczy, które mogą odnosić sukcesy w sezonie 2024. Oprócz Stage Door były to: niepokonana w trzech startach Pretty Rocket, mająca ogromny potencjał Bonnie Elizabeth, świetna pochodzeniowo Socorania, obiecujące Crystal Wine i Kaboom, a także polskiej hodowli Taris, Petra, Latife czy Invencja. Martwi natomiast, że w żadnej kategorii wiekowej w najważniejszych wyścigach nie odnosiły sukcesów konie pełnej krwi angielskiej wyhodowane w Polsce. Liczymy na to, że w sezonie 2024 i w kolejnych będzie się to pozytywnie zmieniać.
Her Him i Niklas Loven zachwycili w gonitwach stiplowych
Po raz pierwszy Jeźdźcem Roku w Polsce nie został dżokej specjalizujący się w gonitwach płaskich, ale Niklas Loven, fachowiec od wyścigów płotowych i przeszkodowych (czempionem jeźdźców został po raz drugi w karierze Sanzhar Abaev, który wygrał w sezonie łącznie 52 gonitwy.Szwed dokonał w tym roku wyczynu bez precedensu, wygrywając cztery najważniejsze wyścigi „skakane” w naszym kraju (Wielka Wrocławska, Crystal Cup, Wielka Służewiecka i Wielka Partynicka). Ponadto zajął pierwsze miejsce w czempionacie zarówno w tej dyscyplinie, jak i w klasyfikacji wyścigów we Wrocławiu, odnosząc tam łącznie 10 zwycięstw. Niewątpliwie był to niezwykle udany sezon dla Grzegorza Wróblewskiego, który od dziesięcioleci jest znakomitym ambasadorem polskich wyścigów konnych, za co został wyróżniony podczas Gali zakończenia sezonu na Służewcu. Jego konie odnosiły w tym sezonie sukcesy na torach we Włoszech, Francji, w Polsce i w Czechach, a przed laty również w Skandynawii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy w Niemczech. Trenowana przez niego francuska klacz Orphee des Blins trzy razy z rzędu wygrała słynną Wielką Pardubicką w latach 2012-2014. W tym roku w najważniejszym wyścigu przeszkodowym w Italii – Gran Premio Merano G1 jego Ocean Life zajął drugie miejsce, a Her Him czwarte. Z kolei Burschi wygrał na tym hipodromie gonitwę G2 i to był drugi jego taki triumf w Italii
8
NR 4/2023
w tym roku. Wielkie sukcesy na wrocławskich Partynicach święcił pod Niklasem Lovenem – Her Him., Greg Wróblewski wspólnie z właścicielką, Ivaną Porkatovą, przygotowali go do zwycięstw w prestiżowych wyścigach przeszkodowych – Wielkiej Wrocławskiej i Crystal Cup. Dzięki tym sukcesom Her Him został wybrany Koniem Roku w tej kategorii wyścigów. Czempionem trenerów w Polsce w gonitwach stiplowych został Paweł Pałczyński, który zasłynął też trzema zwycięstwami Nabila na włoskim torze Merano w wyścigach płotowych dla trzylatków. Najcenniejszym z nich była wygrana w Premio Ettore Tagliabue-Trofeo Hotel Schmied Hans G3.
Bahwan i Lex objawieniami sezonu
Na bardzo wysokim poziomie stała rywalizacja czołowych koni arabskich. Objawieniem sezonu był bez wątpienia utalentowany czteroletni Bahwan, który pobiegł na Służewcu tylko trzykrotnie. W debiucie dla stajni Cornelii Fraisl wygrał łatwo w dobrym czasie, a w dwóch kolejnych biegach zdobył Nagrody Kabareta i Central European Arabian Derby, przy okazji ustanawiając w nich rekordy toru (2200 m – 2’26,8” i 2000 m – 2’12,5”). W połowie sierpnia pobiegł w Derby Anglii w Doncaster i był piąty w bardzo mocnej stawce. Dwójka liderów rocznika po sezonie 2022 – Ocean Al Maury i Storm ‘OA’ podtrzymała wysoki poziom, jednak nie dała rady mniej doświadczonemu Bahwanowi w Central European Arabian Derby. Trenowany przez Macieja Kacprzyka Ocean wygrał za to pod jego nieobecność najważniejszy wyścig w Polsce – Nagrodę Europy (G3), a drugi z asów Cornelii Fraisl prestiżową gonitwę President Cup Mondial Europe 2023 we Wrocławiu. Mimo tylko jednego zwycięstwa (IFAHR Cup – kat.B), kolejny bardzo dobry sezon ma za sobą przygotowywany przez Janusza Kozłowskiego Rasmy Al Khalediah. Ogier był kilkukrotnie drugi, w tym w gonitwach Listed w Szwecji i na Służewcu, a także wyścigu G3 we Włoszech. W gronie polskich arabów klasą dla siebie był trenowany przez Sergeya Vasyutova Lex. Spory talent zasygnalizował już na początku sezonu, by potem łatwo wygrać Nagrodę Janowa. W Derby stoczył zwycięski bój z Ben Markiem, a jesienią zdobył Nagrodę Michałowa w rekordowym czasie (2800 m – 3’16,6”). Był też trzeci w Nagrodzie Europy i piąty w Porównawczej. W Oaks najlepsza okazała się z kolei Proza (tr. Wiaczesław
Z O S TA Ń PAT R O N E M GONITWY NA TORZE SŁUŻEWIEC! OTWIERAMY ZAPISY NA SEZON 2024
Zaproś gości do strefy VIP
Przeżywaj ogromne emocje
Nagradzaj zwycięzców
Wyróżnij się w tłumie
Promuj swoją markę
Organizuj spotkania biznesowe
Jedno miejsce – tysiąc pomysłów na Twój event TOR WYŚCIGÓW KONNYCH SŁUŻEWIEC Warszawa, ul. Puławska 266 Beata Bronowicz | tel. +48 519 009 525 | e-mail: beata.bronowicz@totalizator.pl
Fot. Łukasz Kowalski
Westminster Derby 2023. Westminster Moon i Sanzhar Abaev.
Szymczuk), będąca, podobnie jak derbista, córką francuskiego ogiera Sartejano. W gronie trzylatków o kilka klas rywali przewyższał duński Lindahls Anakin, prowadzony przez młodą trenerkę Claudię Pawlak. Wałach przegrał tylko w debiucie, ale potem w trzech kolejnych biegach deklasował rywali o kilkanaście długości. Jesienią wystartował w gonitwie G1 w Paryżu, w której zajął 10. miejsce, jednak nie stracił tak wiele do światowej czołówki.
Wśród kłusaków bez zmian
Rywalizacja kłusaków francuskich na polskich torach nie przyniosła zbyt wielu niespodzianek. W czempionatach niepodzielnie od wielu lat panują trenerka Anna Frontczak-Salivonchyk (17
10
NR 4/2023
zwycięstw, o 10 więcej niż druga w zestawieniu Monika Melinger) oraz powożący Taras Salivonchyk (12 wygranych i ponad 50-procentowa skuteczność!). Po raz trzeci z rzędu Kłusakiem Roku został znakomity Factoriel, który jest jak wino – im starszy, tym lepszy. W tym roku dał się pokonać tylko jeden raz. W pozostałych startachniezależnie od dystansu i rodzaju wyścigu, nie miał sobie równych. Wygrał 7 gonitw, w tym te najważniejsze: Puchar Bałtyku i Nagrodę Cheval Francais. Trenerka Anna Frontczak-Salivonchyk, oprócz niego miała także drugiego asa – 4-letniego Jastina Bonomo, który wygrał Derby Kłusaków. Warto wyróżnić także świetnie i równo biegającego polskiego Gobsa.
STALE SZUKAĆ INSPIRACJI AUTOR: JĘDRZEJ PUZYŃSKI
Tor Służewiec to przede wszystkim miejsce sportowych emocji związanych z wyścigami konnymi. Jest to jednak również jedyna w swoim rodzaju przestrzeń, którą doceniają organizatorzy zarówno dużych, jak i kameralnych eventów. Warszawski Tor podąża w ten sposób śladem wytyczonym przez czołowe światowe obiekty wyścigowe.
Fot. Ascot Racecourse
W
2023 r. Tor Służewiec gościł m.in. wydarzenia gromadzące tysiące fanów muzyki, takie jak Warsaw Orange Festival i Męskie Granie. Odbywały się tu również biegi (np. Wielka Ursynowska), wyścigi rowerowe (XIV Memoriał Stanisława Królaka), czy duże, międzynarodowe konferencje (Kongres 590, który zainaugurowało wystąpienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej). Unikalna przestrzeń Toru była w tym roku wykorzystywana również do organizacji szeregu wydarzeń biznesowych oraz wystaw (np. największego przeglądu sztuki miejskiej w Polsce Urban Art Area 3). Jak pokazują liczne przykłady z całego świata, aktywność eventowa Toru Służewiec jest naturalnym kierunkiem rozwoju tego typu obiektów. Przyjrzyjmy się Wielkiej Brytanii, ojczyźnie współczesnych wyścigów konnych.
Wyjątkowe gonitwy, targi i imprezy
W Wielkiej Brytanii funkcjonuje obecnie niemal 60 torów wyścigowych, a gonitwy przyciągają tysiące miłośników tego królewskiego widowiska. Brytyjskie tory są też znakomitym przykładem wykorzystania ich wyjątkowej przestrzeni na potrzeby wydarzeń pozawyścigowych. Nie trzeba być miłośnikiem wyścigów konnych, aby wiedzieć, czym jest Royal Ascot. To kultowe wydarzenie, w którym biorą udział m.in. przedstawiciele brytyjskiej rodziny królewskiej, organizowane jest w czerwcu na torze Ascot. Historia tego obiektu liczy ponad 300 lat i sięga czasów największej potęgi imperium brytyjskiego. Dziś Ascot to nie tylko wielkie wydarzenia wyścigowe, ale także eventy, których organizatorzy mają do dyspozycji lokalizacje na świe-
Ascot to nie tylko wielkie wydarzenia wyścigowe, ale także eventy.
żym powietrzu i pod dachem, a także niemal ponownie zagra na torze wyścigowym New688 tysięcy mkw. terenów zielonych. Odbywają market, a dzień później zadebiutuje na Haysię tu m.in. targi (o wszechstronnej tematyce, od dock Park. - Nie możemy doczekać się debiutu ślubnych i świątecznych po związane z branżą Busted na Haydock Park. Ich tegoroczna trasa pralniczą), konferencje, bankiety i szereg zachwyciła fanów w całym kraju, więc spotkań biznesowych. Dzięki temu ich występ na naszym torze będzie tor Ascot żyje przez cały rok, niezapomnianym przeżyciem DZISIEJSZE a wiele osób dotąd niezaintemówi Molly Dingwall, dyrekMOŻLIWOŚCI resowanych wyścigami kontor generalna Haydock Park nymi ma szansę poznać ich Racecourse. TECHNICZNE POZWALAJĄ niesamowitą atmosferę. Nie inaczej jest na torze NA ORGANIZACJĘ NA TORACH Royal Windsor, którego Niezapomniane historia sięga 1866 r. RówWYŚCIGOWYCH NIE TYLKO nież ten obiekt dysponuje koncerty FESTIWALI CZY BIZNESOWYCH Założony w połowie niezwykle bogatą ofertą EVENTÓW, ALE TAKŻE NP. XVIII wieku Jockey Club, wydarzeń niezwiązanych zarządza 15 torami wyścigobezpośrednio z wyścigami IMPREZ JEŹDZIECKICH. wymi, na których rozgrywana konnymi. Organizowane są tam jest co czwarta brytyjska gonizarówno wydarzenia rodzinne, twa. Obiekty są szczególnie intentakie jak np. wesela, jak również sywnie wykorzystywane w okresie letnim, imprezy firmowe – spotkania świąteczne czy kiedy to oprócz emocjonujących gonitw, odbynastawione na integrację zespołu. Ze względu wają się tam także duże, plenerowe koncerty. na znakomitą lokalizację i duży, dostępny teren, Mimo, że do lata jeszcze wiele miesięcy, Jocjest to także miejsce chętnie wybierane przez key Club już ogłasza artystów, którzy wystąorganizatorów koncertów. Windsor Racecourse pią wtedy na poszczególnych torach. Rockowy chwali się, że gościli już u siebie m.in. występy zespół Busted potwierdził już w październiku takich artystów jak Ronan Keating, Rita Ora, br. dwa występy - 19 lipca przyszłego roku czy zespoły Madness i Kaiser Chiefs. Obiekt
Na torze wyścigowym Newmarket odbywają się także plenerowe koncerty.
Fot. Hoycubed Photography/The Jockey Club
14
NR 4/2023
stanowi też doskonałą przestrzeń dla organizacji konferencji lub planów filmowych. Główną zachętą dla filmowców są klasyczne wnętrza, połączone z przestrzenią, umożliwiającą swobodną pracę. - Znalezienie autentycznego, londyńskiego pubu w mieście nie jest trudne, ale znalezienie takiego, który umożliwia swobodne rozstawienie pojazdów i sprzętu całej ekipy jest właściwie niemożliwe - czytamy na stronie toru. Nakręcenie scen filmowych w takim pubie jest natomiast możliwe w Royal Windsor.
Planując aktywność eventową, Tor Służewiec uczy się od najlepszych. Są to zarówno czołowe brytyjskie obiekty, takie jak Ascot czy Royal Windsor, jak i m.in. francuskie Longchamp, czy australijskie Flemington. Dzisiejsze możliwości techniczne pozwalają na organizację na torach wyścigowych nie tylko festiwali czy biznesowych eventów, ale także np. imprez jeździeckich. Od 2020 r. na warszawskim torze odbywają się zawody Warsaw Jumping. Wydarzenia jeździeckie również często spotykane są na zagranicznych obiektach, m.in. w Deauville i Chantilly we Francji, a także włoskim San Siro lub na czeskiej Chuchle Arenie. Celem, jaki postawili przed sobą gospodarze Toru Służewiec, jest stałe poszukiwanie nowych inspiracji i docieranie do jak najszerszego grona osób. Ten obiekt to perła modernistycznej architektury, otoczona pięknymi terenami zielonymi. Dzięki wydarzeniom pozawyścigowym jest o nim głośno w całej Polsce, a nawet w Europie (np. podczas wspomnianego Warsaw Jumping, kiedy zdjęcia z zawodów pojawiały się w mediach od Portugalii po Ukrainę). Korzystają na tym wszyscy, również środowisko związane z wyścigami konnymi. Ludzie, którzy poznają to wyjątkowe miejsce, podczas np. koncertu czy imprezy firmowej, potem mogą stać się stałymi gośćmi dni wyścigowych.
fot. Łukasz Kowalski
Nie tylko Wielka Brytania
Reprezentant Austrii - Max Kühner. W dniach 14–17 września 2023 na Torze Służewiec odbywały się zawody jeździeckie CSIO 4*. Kolejna edycja Warsaw Jumping 5-8 września 2024.
15
NAJWIĘKSI BOHATEROWIE SEZONU WYŚCIGOWEGO 2023 AUTOR: JAN ZABIEGLIK
Głównymi bohaterami każdego sezonu wyścigowego stają się wybierane przez fachowe jury Koń Roku i Trener Roku. Najczęściej wybór pierwszego przesądzał o wyborze drugiego, czyli miano Trenera Roku zdobywał trener najlepszego konia. W 2023 roku odstąpiono jednak od tej zasady.
K
oniem Roku został wybrany zwycięzca Nagrody Prezesa Totalizatora Sportowego oraz Wielkiej Warszawskiej, Le Destrier, własności Sławomira Pegzy. Koń od 7 sierpnia jest podopiecznym świeżo upieczonej trenerki, 34-letniej Marleny Stanisławskiej. Natomiast miano najlepszego trenera przypadło nestorowi służewieckich wyścigów, 81-letniemu Maciejowi Janikowskiemu, szkolącemu m.in. derbistę Westminster Moona oraz klacz Moonu, zdobywczynię nagród za granicą: najpierw rangi Listed w Merano, a następnie G3 w Mediolanie. Oba te konie są własnością firmy Westminster Race Horses, która po raz drugi z rzędu została wybrana Właścicielem Roku.
Niczym Feniks z popiołów
Historia Konia Roku 2023 Le Destriera przypomina bajkę, której bohater po wielu perypetiach osiąga w końcu swój wymarzony cel. Koń został zakupiony przez Sławomira Pegzę za 40 tys. euro jako roczniak we Francji. Najpierw trafił do stajni Adama Wyrzyka, następnie po sezonie 2020 został przeniesiony wraz z innymi końmi, m.in. Hipop de Loire i Proletariusem, do trenera Piotra
16
NR 4/2023
Piątkowskiego na Służewcu. W tym też czasie Sławomir Pegza szukał wyścigowego menedżera dla swych koni. Prowadzący od siedmiu lat stajnię w Janowie Podlaskim i jednocześnie nadal czynny, świetny jeździec Sergey Vasyutov polecił mu Marlenę Stanisławską (z którą wywiad publikujemy w tym numerze „Kanatu”). Działająca od 2012 roku na Partynicach Marlena Stanisławska, niczym bohaterka „Czterdziestolatka” grana przez Irenę Kwiatkowską, miała opinię „kobiety pracującej, która żadnej pracy się nie boi”. - Moja praca na wyścigach - mówi Stanisławska - prawie przez 10 lat polegała na zastępowaniu trenerów z Wrocławia. Najczęściej, gdy sami nie mogli przyjechać z końmi na wyścigi do Warszawy. Byłam dosłownie na każdy telefon. Moim zadaniem było przypilnowanie rozładowania koni po przyjeździe, nakarmienie ich i doprowadzenie do wyścigu. I potem to samo, przy wyjeździe ze Służewca i po powrocie na Partynice. To była dla mnie najlepsza praktyczna, wyścigowa szkoła. Jednocześnie bardzo mnie interesowały sprawy związane ze zdrowiem koni. Gdy w grudniu 2020 roku nawiązał ze mną kontakt pan Pegza, pracowałam w klinice weterynaryjnej w Niemczech i nawet zamierzałam tam zostać. Jednak
Fot. Łukasz Kowalski
Le Destrier sprawił sporą niespodziankę, wygrywając w świetnym stylu i rekordowym czasie Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego.
propozycja zatrudnienia w roli menedżerki w tak mocnej stajni, jak Pegza Horse Racing, była niezmiernie kusząca. Otwierała przede mną nowe perspektywy, uwierzyłam, że mogę zrealizować z czasem swoje ciche marzenia o prowadzeniu stajni. Przeniosłam się do Warszawy i na co dzień współpracowałam z trenerem Piątkowskim. Niestety, już na początku właśnie Le Destrierowi przydarzył się wypadek. Gdy był wyprowadzany z krytej karuzeli, tak dotkliwie się uderzył, że doznał urazu ścięgna zadniej nogi. Leczony był w Polsce. W maju 2021 roku właściciel wraz z innymi swoimi końmi przeniósł go ze Służewca do stajni Michała Borkowskiego we Wrocławiu. Michał chciał go przygotować do debiutu na jesieni, ale nie było łatwo, gdyż jest to potężnie zbudowany koń (167-191-21). Był już nawet w zapisie, ale został wycofany z powodu bukszyn - informuje trenerka. - Po treningu zimowym - opowiada Michał Borkowski - Le Destrier czuł się dobrze, więc zapisałem go do wyścigu na Partynicach w stawce debiutujących trzylatków. Wygrał łatwo o kilka długości. Właściciel po konsultacji ze mną postanowił zgłosić go do Nagrody Łuku Triumfalnego w Paryżu. Nie oponowałem, bo przecież wolno mieć jakieś marzenia. Czy ja mogłem przewidzieć, że trenowany przeze mnie arab Fazza Al Khale-
diah wygra w Paryżu Puchar Świata, kiedy miał na koncie tylko zwycięstwo w wyścigu G3 we Włoszech i drugie miejsce w biegu o Nagrodę Europy na Służewcu? A jednak się udało. W drugim starcie, już na Służewcu, Le Destrier wygrał Memoriał Jerzego Jednaszewskiego (2200 m) i był uważany za jednego z faworytów Derby. Jednak tego egzaminu nie zdał. Zajął dopiero ósme miejsce. Oczywiście marzenia o Łuku Triumfalnym prysły jak bańka mydlana, zwłaszcza, że w dwóch kolejnych występach, tym razem za granicą, spisał się poniżej oczekiwań. Był ostatni w biegu Listed w stawce siedmiu koni w Saint-Cloud na 2400 m i czwarty (biegło sześć koni) na 2800 m w wyścigu kategorii C w Monachium. Zakończył starty w ubiegłym roku na Służewcu w gonitwie Zamknięcia Sezonu. Zajął trzecie miejsce, co było uznane za małą niespodziankę. Po sezonie pan Pegza zabrał ode mnie wszystkie swoje konie i przeniósł do stajni Tadeusza Dębowskiego - kończy swą wypowiedź trener Borkowski. W nowej stajni Le Destrier rozpoczął tegoroczny sezon od zwycięstwa w III grupie na Partynicach. Wygrał co prawda w imponującym stylu aż o 18 długości, ale ze słabymi rywalami w trzykonnej stawce. Dlatego ten wynik był mało brany pod uwagę przez fachowców i publiczność w gonitwie o Nagrodę Prezesa Totalizatora
17
Ta po wygraniu w imponującym stylu (o 10 długości) debiutu w treningu Macieja Janikowskiego w końcu sierpnia 2022 roku na Służewcu, została przeniesiona do niemieckiej stajni Andreasa Woehlera. Do zwycięzcy, francuskiego faworyta Simca Mille, stracił Le Destrier siedem długości. Nic więc dziwnego, że w Wielkiej Warszawskiej, która w tym roku uzyskała rangę wyścigu Listed z pulą nagród 478 250 zł (272 000 za I miejsce), podopieczny Stanisławskiej (ponownie pod Szczepanem Mazurem) był pierwszym faworytem (2,8:1). Rozprowadzony w dystansie przez dwa inne konie Sławomira Pegzy - Proletariusa i Plontiera - zwyciężył łatwo o 3 długości przed derbistą z ubiegłego roku Jolly Jumperem, za którym ze stratą 3,5 dł. finiszował tegoroczny derbista Westminster Moon.
Łuk Triumfalny ponownie na celowniku?
- Jestem niezmiernie szczęśliwa z tak udanego debiutu w roli trenerki. Jednak twardo stąpam
Po dekoracji Le Destriera za zwycięstwo w Wielkiej Warszawskiej. Od lewej: członkini Zarządu Totalizatora Sportowego Magdalena Kopka-Wojciechowska, ambasadorka Toru Służewiec Małgorzata Kożuchowska, prezes Totalizatora Sportowego Olgierd Cieślik, trenerka Marlena Stanisławska i dżokej Szczepan Mazur.
18
NR 4/2023
Fot. AKPA
Sportowego (kat. A, 2600 m). Le Destrier miał dopiero szóste notowania (10:1), a sprawił dużą niespodziankę, wygrywając pod Kumushbekiem Dogdurbekiem Uulu o 1,75 dł. przed Gryphonem, w czasie nowego rekordu toru - 2’39,8”. To świetne zwycięstwo zaliczone jeszcze zostało formalnie na konto mającego piękną kartę wyścigową na Partynicach, emerytowanego trenera Tadeusza Dębowskiego, choć powszechnie już było wiadomo, jak duży wkład w ten sukces miała menedżerka Marlena Stanisławska. Znów ożyły nadzieje właściciela na dobry występ zagraniczny i 13 sierpnia Le Destrier, już jako koń trenerki Stanisławskiej, został rzucony na głęboką wodę. Pod Szczepanem Mazurem pobiegł w 133. Wielkiej Berlińskiej G1 (2400 m, 155 000 euro), mając za rywali dwóch derbistów niemieckich oraz bardzo dobre konie z Anglii i Francji. Zajął w tej doborowej stawce piąte miejsce, łeb w łeb z drugim faworytem New Londonem ze słynnej stajni Godolphin i Lady Eweliną, klaczą własności Westminster Race Horses.
po ziemi. Początkowo zamierzaliśmy z właścicielem zgłosić jeszcze Le Destriera w listopadzie do gonitwy G1, ale po namyśle zrezygnowaliśmy. To jest koń, który nie może jednak biegać zbyt często. Tylko oboje z właścicielem wiemy, ile miał on perypetii zdrowotnych (oprócz kontuzji ścięgna), o których publicznie nie informowaliśmy. Jego zdrowie jest dla nas najważniejsze. Jeśli będzie w pełni zdrowy, w przyszłym roku może odnosić dużo większe sukcesy. Zaczniemy od lekkiego wejścia w sezon na Służewcu, a potem spróbujemy wygrać za granicą co najmniej wyścig G2, żeby przebić trenera Janikowskiego, który ma na koncie dwie wygrane G3 (Va Banka w 2016 roku w Baden Baden i Moonu w tym roku w Mediolanie). Niewykluczone, że Le Destrier zostanie również po raz drugi zgłoszony przez pana Pegzę do Nagrody Łuku Triumfalnego. Wydaje się, że obecnie są do podjęcia takiej decyzji dużo większe podstawy niż w 2022 roku. To byłoby coś wspaniałego, gdyby właśnie Le Destrier zakwalifikował się jako pierwszy koń w polskim treningu
do najważniejszej w Europie gonitwy porównawczej - podkreśla Marlena Stanisławska, która podczas Gali Zakończenia Sezonu Wyścigowego 2023 otrzymała Wyróżnienie Specjalne redakcji magazynu „Kanat”.
Wespół w zespół w stajni Czerkies
Maciej Janikowski, dla którego był to 54. sezon na Służewcu, zadziwia nie tylko sylwetką i witalnością mimo szacownego wieku, ale też zespołowym podejściem do pracy w stajni Czerkies (tak ją nazwał na cześć swego pierwszego trójkoronowanego derbisty Czerkiesa z 1974 r.). W tym upatruje właśnie źródło sukcesów, oczywiście pod warunkiem, że do stajni trafiają potencjalne talenty do oszlifowania. A ponieważ ma ustaloną od lat mocną markę, nie narzeka na brak właścicieli powierzających mu swoje najlepsze konie. Wystarczy przypomnieć rewelacyjnego, niepokonanego w 12 startach z rzędu, trójkoronowanego Va Banka, który w 2015 roku wygrał
Fot. Łukasz Kowalski
Radosne gesty zwycięzców Derby: dżokeja Sanzhara Abaeva, trenera Macieja Janikowskiego i prezesa firmy Westminster Mariana Ziburske.
19
także Wielką Warszawską, a w następnym Algoritm odniósł cztery zwycięstwa), miał bardzo sezonie, jako pierwszy koń w polskim treningu, duży wkład w przygotowanie dwukrotnej zwyzwyciężył w gonitwie europejskiej III grupy ciężczyni we Włoszech Moonu (Listed w Merano w Baden Baden. Ponadto Cape Ducato był i G3 w Mediolanie). Podobnie było w przypadku drugi w Derby 2018, a rok później wyczyn ten Gryphona, który był drugi w prestiżowych gonipowtórzył Ophelia’s Aidan. twach: Widzowa, Prezesa Totalizatora SportoZabierając głos po odebraniu trofeum za tytuł wego i St. Leger. Trenera Roku podczas Gali Zakończenia Sezonu Jako współautorów sukcesu stajni CzerWyścigowego 2023, Janikowski już w pierwkies w sezonie 2023, trener Maciej Janikowski szych słowach stwierdził, że to nie jest tylko wymienił także pracującą w niej do 15 lat Martę jego, lecz „nasze wspólne osiągnięcie”. Zaprosił Filipowską oraz amatorki biorące udział w trenajpierw do siebie na scenę prezesa firmy Westningach: Patrycję Fabisiak i Aleksandrę Gospominster - Mariana Ziburske, a następnie darczyk, lekarkę weterynarii ze szpitala na swoich pracowników: małżeństwo wyścigach. Karinę i Marcina Kopeckich, Maciej Janikowski wypowiekoniuszego Tomasza Sokodział się też na temat obecKONIEM ROKU łowskiego, najstarszego stanego stanu swej stajni: ZOSTAŁ WYBRANY żem (25 lat) pracownika - Ze starszych folblutów ZWYCIĘZCA NAGRODY stajni Roberta Rudzińpozostały Moonu, Lady PREZESA TOTALIZATORA skiego, swego (jeszcze Jaguar i Westminster do końca tego sezonu) SPORTOWEGO ORAZ WIELKIEJ Moon. Trzylatków nie asystenta, trenera AlekWARSZAWSKIEJ, LE DESTRIER. będę miał w przyszłym sandra Kabardova, oraz sezonie wiele, ale można MIANO NAJLEPSZEGO Sanzhara Abaeva, który mieć nadzieję, że zwyTRENERA PRZYPADŁO jeździł „na pierwszą rękę” ciężczyni Nagrody Hipow stajni Czerkies w tym kratesa – Lady Monia, oraz NATOMIAST MACIEJOWI roku i wygrał Derby na WestKarinka, Magnezja i ogier JANIKOWSKIEMU. minster Moonie. Furor Divinius, które wygrały Trener Janikowski podkreślił, że po wyścigu, osiągną jeszcze leppani Karina, choć pracuje w szpitalu końsze wyniki w sezonie 2024. Liczę także skim na Służewcu, cały swój wolny czas spędza na pięknie wyglądającą już obecnie Pumakatzi, w stajni. Pod jej opieką, już jako dwulatek, był córkę bardzo dobrego stayera Goldena Horna, Westminster Moon, a w tym roku to właśnie która jako dwulatka nie wystartowała, a w wieku ona odbywała na nim większość treningowych trzech lat będzie szykowana (z racji tego, że jest przejażdżek. Z kolei Kabardov, pracujący równopóźna) na drugą połowę sezonu. Za to dwulatlegle w stajni Czerkies oraz z powierzonymi mu ków będę przygotowywał w sumie blisko 20. przez ukraińskiego właściciela końmi (z których Już jest w stajni 13 roczniaków, dziewięć zagra-
20
NR 4/2023
Fot. Łukasz Kowalski
Westminster Moon sam jeden tuż przed metą gonitwy Derby.
nicznej i cztery krajowej hodowli, w tym dwa po najlepszym koniu, jakiego trenowałem – Va Banku. Mają dojść także trzy krajowej hodowli konie firmy Westminster z Krasnego i być może jeszcze jakieś dwa, trzy zakupione podczas aukcji Goffs. Jeśli chodzi o araby, to Apollo del Sol został sprzedany przez właściciela do Libii. Pozostał natomiast prezentujący podobnie wysoki poziom Sharm el Sheikh, któremu 11 listopada Komisja Techniczna przyznała zwycięstwo w biegu o Nagrodę Figaro. 12 listopada zakończyła się moja umowa z Czempionem Jeźdźców 2023 Sanzharem Abaevem. Rozstaliśmy się w dobrej atmosferze. W przyszłym sezonie będzie u mnie jeździł „na pierwszą rękę” inny uzdolniony, młody Kirgiz, kandydat dżokejski Kumushbek Dogdurbek Uulu, który zakończył współpracę z Adamem Wyrzykiem. To właśnie on odniósł niespodziewane zwycięstwo na Le Destrierze w biegu o Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego – zakończył Trener Roku.
Moonu po wygraniu Nagrody SK Krasne w 2022 roku. Fot. Monika Metza-Jodłowska
21
22
NR 4/2023
fot. Łukasz Kowalski
Podczas Wielkiej Warszawskiej emocje były ogromne, a Marlena Stanisławska mocno dopingowała swoje konie z trybun.
NIE MIAŁAM CZASU NA STRES
Z TRENERKĄ MARLENĄ STANISŁAWSKĄ ROZMAWIA JĘDRZEJ PUZYŃSKI
Choć licencję trenerską uzyskała dopiero w tym roku, to z końmi związana jest całe swoje życie. Trenowany przez nią Le Destrier wygrał Wielką Warszawską, a wcześniej Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego. O początkach pracy z końmi, planach na przyszłość i sukcesie w najważniejszej gonitwie sezonu rozmawiamy z Marleną Stanisławską, która na Gali Zakończenia Sezonu Wyścigowego 2023 otrzymała Wyróżnienie Specjalne pod patronatem magazynu „Kanat”.
Jako pierwsze nasuwa się pytanie o Wielką Warszawską. Chciałbym, żebyśmy jednak poczekali z tym chwilę i zaczęli od początku. Proszę opowiedzieć trochę o tym, jak rozpoczęła się Pani przygoda z wyścigami konnymi. Można powiedzieć, że pochodzę z rodziny koniarzy, ponieważ mój tata jeździł skoki przez przeszkody. Był wicemistrzem Polski juniorów, a później mistrzem Polski starszych jeźdźców. Po tym, jak urodził się mój starszy brat, tata miał bardzo długą, dwudziestoletnią przerwę w tym sporcie. Prowadził warsztat samochodowy. Tak się zdarzyło, że jeden z ówczesnych trenerów I klasy w skokach przez przeszkody nie miał czym zapłacić za naprawę samochodu. Spytał mojego tatę, czy ma dzieci, oferując zapłatę w formie karnetu na jazdy. Ja miałam wtedy akurat dwunaste urodziny i z tej okazji dostałam od taty ten karnet w prezencie. Rozpoczęłyśmy treningi wraz z moją o rok młodszą kuzynką, która niestety odeszła od nas tragicznie w tym roku. Przez dwa lata jeździłam skoki przez przeszkody, ale klub, w którym trenowałam, został zamknięty. Wtedy koleżanka zaprowadziła mnie na wyścigi konne do trenera Tadeusza
Dębowskiego. Tam zaczynałam i nie było lekko, ponieważ trener Dębowski był niezwykle wymagający i trzeba było u niego naprawdę ciężko pracować, mimo że przychodziłam do stajni jako amator. To on nauczył mnie pracy z trudnymi końmi, nawet kiedy spadałam, to musiałam ponownie wsiąść i jeździć, dopóki sobie nie poradzę. A kiedy zrobiłam coś źle, nie wsiadłam na konia, dopóki tego nie poprawiłam z podwójną siłą. Przejażdżka była dla mnie nagrodą. To Tadeusz nauczył mnie mówić do koni i jemu najwięcej zawdzięczam. Później przeszłam do stajni trenera Stanisława Borkowskiego i tam jeździłam przez kolejne lata. W tym czasie pozmieniało się trochę w życiu naszej rodziny i tata postanowił kupić stajnię pod Wrocławiem. Bardzo przy tym nalegał, żebym poszła w stronę skoków przez przeszkody, a nie w wyścigi. Kupił mi nawet konia po karierze wyścigowej. Ale w moim sercu dalej były wyścigi. Rano przychodziłam więc do stajni do trenera Borkowskiego, jeżdżąc tam na koniach wyścigowych, potem wsiadałam w pociąg i jechałam za Wrocław do taty, gdzie jeździłam 5-6 koni sportowych do wieczora.
23
Widać, że ma Pani bardzo szerokie spectrum doświadczeń, jeżeli chodzi o pracę z końmi. Czy to pomaga w obecnej karierze trenerskiej? Tak, zdecydowanie pomaga. To, że mój tata prowadził swój hotel dla koni, ułatwia mi dzisiaj prowadzenie stajni jako trener. Dzięki temu, że byłam menedżerem dżokei i współpracowałam z nimi przez wiele lat, to praca, którą obecnie wykonuję wspólnie z jeźdźcami, nie jest dla mnie żadną nowością. Bardzo długo asystowałam
24
NR 4/2023
też trenerom i wiele się przez to uczyłam, np. przekazując dyspozycje od trenerów, czy dopytując, czemu dżokej pojechał tak albo inaczej. Doświadczenie z pracy weterynaryjnej w klinice w Niemczech też przydaje się na co dzień. Tak więc oprócz stricte samego treningu i układania planu treningowego, inne kwestie w pracy trenerskiej nie były dla mnie nowością, ponieważ zajmowałam się tym już od dawna.
fot. Piotr Pasieczny
Spełniała Pani marzenie taty? W zasadzie tak. Bardzo zależało mu, żeby któreś z dzieci kontynuowało jego pasję, a moi dwaj bracia nie byli tym zainteresowani. Po kilku latach, po tym jak musiałam uśpić mojego powyścigowego konia, ponieważ miał raka kości, podjęłam decyzję o wyprowadzce do Warszawy. Tam asystowałam w weekendy różnym trenerom, głównie z Wrocławia. Dostawałam tylko wiadomość, że konie wyjeżdżają z Wrocławia, więc musiałam je rozładować na miejscu, oporządzić, nakarmić i w dzień wyścigowy siodłać, a po wyścigach załadować z powrotem do Wrocławia. Jestem tu chyba rekordzistką, bo w ciągu jednego roku miałam upoważnienia i zastępstwa za 12 trenerów, a rekord koni pod opieką to 27. W międzyczasie z sukcesem menedżerowałam też dżokejom. Przez dwa lata udało mi się doprowadzić obu moich podopiecznych, Sanzhara Abaeva i Dastana Sabatbekova, do czempionatu. Dostałam też szansę, od trenera Borkowskiego i właścicieli Al Khalediah Polska, wyjazdu do kliniki w Niemczech. Powierzyli mi opiekę i nadzór nad przygotowaniem do Dubai World Cup chyba dotychczas najlepszego konia w historii Polski, Fazza Al Khalediah. Co prawda wyścigi finalnie się nie odbyły ze względu na Covid, ale spędziłam w tej klinice cztery miesiące i co roku po zakończeniu sezonu wyścigowego w Polsce tam wracałam. Bardzo wiele się nauczyłam w kwestii zdrowia koni, kontuzji itd. Klinika ta specjalizowała się w fizjoterapii koni oraz głównie urazach ścięgien, ale posiadała też profesjonalny ośrodek do przygotowania koni do wyścigów, wzorowanych na Dubaju. Dowiedziałam się też, że nawet najdroższe konie należy traktować tak samo, jak pozostałe. Tam był taki system, że nie znaliśmy imion koni, nie wiedzieliśmy, ile są warte. Kiedyś, w ostatni dzień, kiedy odjeżdżał koń, którym się zajmowałam, dowiedziałam się, że kosztował on cztery miliony euro i był czwarty w igrzyskach olimpijskich. A traktowany był tak samo, jak każdy inny.
Wielka Warszawska 2023. Marlena Stanisławska i dżokej Szczepan Mazur.
Zatrzymajmy się na chwilę jeszcze przy kwestii trenerskiej. Jest to dla Pani pierwszy rok w roli trenerki i bez wątpienia jest to rok bardzo udany. Przepraszam, jeżeli zabrzmi to trochę jak pytanie z rozmowy kwalifikacyjnej, ale gdzie widziałaby Pani siebie, jeżeli chodzi o rozwój kariery trenerskiej, za dwa kolejne lata? Ciężko mi powiedzieć. Jeżeli wszystko będzie szło w dobrym kierunku, to chciałabym spróbować swoich sił w Niemczech. Zanim skontaktował się ze mną Sławomir Pegza, planowałam tam właśnie zostać na stałe. W Niemczech zostałam kierownikiem stajni wyścigowej, a jej właściciel bardzo chciał mnie zatrzymać. Warunki pracy są tam bardzo dobre i być może na jakimś etapie tam właśnie się przeniosę. Chciałbym teraz spytać o Wielką Warszawską. Ponad 100 lat historii, najbardziej prestiżowa gonitwa w sezonie, w tym roku wygrał ją Le Destrier pod Szczepanem Mazurem. Już przed
gonitwą wskazywany był on w roli faworyta. Czy taka presja jest mobilizująca, czy raczej stanowi przeszkodę na drodze do zwycięstwa? Tak jak wcześniej wspomniałam, to wszystko co wydarzyło się w tym roku, nie było dla mnie do końca nowością. Nowe było jedynie to, że od tego roku pracuję na własny rachunek. Oczywiście stresuję się, ale największe nerwy towarzyszyły mi chyba przed pierwszym dniem wyścigo-
wym. Wiedziałam, że oczekiwania wobec mnie były duże, a do tego w środowisku wyścigowym komentowano, czy sobie poradzę. Faktycznie Le Destrier był faworytem i była z tym związana pewna presja, ale dzięki moim wcześniejszym doświadczeniom w pracy z innymi dobrymi końmi, byłam w stanie zapanować nad stresem. Pojawiały się tu i ówdzie głosy, że to mój pierwszy rok, że to faworyt, że nie wytrzymam ciśnienia. Odcięłam się jednak od tych komentarzy, doradców i stwierdziłam, że po prostu muszę robić swoje, a czas, który inni poświęcają na plotki, wolę poświęcić koniom. Wiadomo, że trenowanie faworyta to dodatkowa presja, ale miałam poczucie, że już zrobiłam wszystko, co mogłam. Poza tym ja sama wożę konie na wyścigi, muszę dobrać, który koń z którym może jechać razem, np. w koniowozie, aby nic się nie stało, sama zajmuję się tymi końmi na wyjazdach, sama je karmię, siodłam do wyścigów, więc w zasadzie nie miałam czasu na stres.
Wspomnieliśmy Szczepana Mazura i jeźdźców, których doprowadziła Pani do czempionatu. Współpracuje Pani zarówno z bardzo doświadczonymi osobami, jak i z takimi, których potencjał trzeba dopiero odkryć. Czy pracując z młodym jeźdźcem, od razu jest Pani w stanie zobaczyć w nim materiał na przyszłego mistrza? Myślę, że jestem w stanie dość szybko ten potencjał zauważyć. W przypadku Sanzhara Abaeva była taka sytuacja, że zobaczyłam go raz, jak jechał przejażdżki i później przez chwilę pracowałam z nim u Małgorzaty Łojek. Od razu wiedziałam, że będzie dobrym jeźdźcem, a doprowadzenie go do czempionatu tylko to potwierdziło. Z Dastanem Sabatbekovem było podobnie. Tak samo jest teraz z Erbolem Zamudinem Uulu, który pracuje na co dzień u mnie i którego uważam również za talent, lecz wiem, że nie ma lekko. Jestem wymagająca w pracy, ale tym samym próbuję mu uświadomić, że na sukces trzeba ciężko pracować. Dżokej przede wszystkim powinien potrafić sam myśleć, bo ja czy jakikolwiek inny trener, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, co się będzie działo w wyścigu. Jak na razie udało mi się dwóch jeźdźców doprowadzić praktycznie od zera do czempionów, więc chyba jakieś oko mam, ale oczywiście nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie pomoc i zaufanie innych trenerów. Wiele osób fascynuje się końmi, ale tylko nieliczne przekładają tę pasję na ścieżkę kariery zawodowej. Czy ma Pani jakąś radę dla młodych osób, które, być może patrząc również na Pani sukcesy, zastanawiają się, czy nie spróbować swoich sił w tym obszarze i przełożyć pasję na pracę? Wydaje mi się, że konie to jest dobry kierunek dla młodzieży. Przede wszystkim uczą odpowiedzialności. Koń to nie jest zabawka, którą można po prostu odłożyć na półkę, tylko zwierzę, które trzeba nakarmić, wyczyścić, wyprowadzić. Może to nie najlepiej zabrzmi, ale uważam też, że konie są lepsze od ludzi, bo potrafią odwdzięczyć się za wszystko, co się dla nich robi. Na koniec rozmowy chciałabym bardzo podziękować za zaufanie i szansę panu Sławomirowi Pegzie, który nalegał, żebym zaczęła w końcu pracować na swój rachunek, powierzając mi do treningu wszystkie swoje konie. Dziękuję za rozmowę.
25
Bohaterowie wyścigowi to cykl publikacji stworzonych przy współpracy Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej oraz magazynu KANAT, w których chcemy przybliżyć Państwu sylwetki hipologów, w których sercach galopowały konie wyścigowe. Na początek chcemy przypomnieć przemyślenia Fryderyka Jurjewicza (ur. 31 grudnia 1869 lub 14 stycznia 1871 w Berszadzie, zm. 21 lutego 1929 w Warszawie), prezesa Komitetu do spraw Wyścigów Konnych oraz twórcy i członka honorowego Towarzystwa Hodowli Konia Arabskiego. Dzięki Jego inicjatywie została ocalona znaczna część materiału stadnego koni, wywiezionego podczas I wojny światowej do Rosji, który przeprowadził do granic Polski w liczbie 252 sztuk. Po wojnie uratowane przez niego zwierzęta stadne i wyścigowe były podstawą hodowli koni angielskich w niepodległej Polsce.
MYŚLI I KONCEPCJE HIPOLOGICZNE
FRYDERYKA JURJEWICZA *Artykuł został opublikowany w czasopiśmie Jeździec i Hodowca w 1933 roku. Jego język został uwspółcześniony przez redakcję PCBJ dla łatwiejszego odbioru.
(…) Państwo musi mieć decydujący wpływ na hodowlę koni i przestrzegać, by czyniła zadość ogólnopaństwowym potrzebom, a przede wszystkim wymaganiom bezpieczeństwa kraju. Z drugiej strony stanowisko, które zajmuje koń w ekonomicznym i kulturalnym życiu, wymaga w jego produkcji udziału całego społeczeństwa, tym bardziej, że nie do pomyślenia jest, aby Państwo prowadziło ilościową hodowlę koni.
e. w odpowiedniej pracy prawodawczej. We wszystkich tych zadaniach i czynnościach widzimy jednak w każdym, poszczególnym nawet momencie, konieczność ciągłej i łącznej współpracy rządu i społeczeństwa. Wskutek tych okoliczności aparat państwowy wszystkich mocarstw i licznych państw kontynentalnych Europy, przeznaczony do spraw, dotyczących hodowli koni, jest skonstruowany prawie jednakowo. (...)
Zadanie i obowiązek Państwa ograniczają się do okazywania tej hodowli możliwie celowej i wydatnej opieki i pomocy.
We wszystkich większych krajach kontynentalnych Europy przyjmuje państwo nie tylko czynny udział i rezerwuje sobie kierownicze stanowisko w sprawach dotyczących hodowli koni, ale nawet wszędzie samo hoduje większe lub mniejsze ilości koni, oczywiście tylko materiału ulepszającego, przeznaczonego wyłącznie dla reprodukcji.
Ta zaś działalność wyraża się: a. w dostarczaniu ludności ogierów reproduktorów, b. w kontroli i opiece nad reproduktorami obojga płci, c. w hodowaniu pewnych niewielkich ilościowo typów koni, w celach ulepszenia lub doświadczenia, d. w popieraniu organizacji społecznych, przedsięwzięć i zabiegów, mających na celu podniesienie i rozwój hodowli,
26
NR 4/2023
Tak samo w Polsce chów koni wymaga identycznych metod i starannej opieki, oraz poparcia nie tylko ze względu na wybitnie rolniczy charakter kraju, nie tylko dla tego, że wobec niedostatecznej ilości linii kolejowych i stanu dróg, koń jest niezmiernie ważnym środkiem
komunikacyjnym, ale jeszcze ze względu na kwestię bezpieczeństwa Państwa. (...) Warunki te powodują, że dla możności obrony swych granic potrzebuje Polska bardzo znacznej ilości kawalerii, a więc i koni. I w zadośćuczynieniu tym potrzebom nie możemy liczyć na żadną zewnętrzną pomoc, nie posiadając ani kolonii, ani nawet bezpiecznego dostępu do morza. Wszelkie przeto potrzeby muszą być zaspokojone z własnych źródeł, skąd konieczność większej ingerencji i większego udziału Państwa w sprawach chowu koni, niż gdzie indziej. (...)
Nie znaczy to jednak, aby państwo nie ponosiło żadnych wydatków na rzecz hodowli koni. System tylko popierania chowu koni stosowany w Anglii jest odmienny niż na kontynencie. (...) Z biegiem czasu, środki przymusowe zostały zastąpione środkami zachęty, wysoki zaś poziom kultury i uświadomienie społeczne sprawiły, iż dziedzinie chowu wszelkich zwierząt domowych, a zwłaszcza koni, wyprzedziła Anglia świat cały o tyle, że długich jeszcze wysiłków i bardzo poważnych nakładów będzie nam potrzeba, by jej dorównać. (...)
Przybycie stajen wyścigowych pod wodzą Fryderyka Jurjewicza w dniu 28 czerwca 1919 r. z Odessy do Warszawy. Oddział kroczy z Pragi Nowym Światem, na czele w środku F. Jurjewicz na Liege, z lewej strony por. Stanisław Krupski, z prawej Stanisław Młodecki.
Cały artykuł dostępny w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej.
Polska Cyfrowa Biblioteka Jeździecka to projekt, który ma za zadanie ułatwienie dostępu do szeregu publikacji hipologicznych dla pasjonatów sportów jeździeckich i wyścigów konnych. Dzięki współpracy z magazynem Kanat, jednym z patronów PCBJ, będziemy Państwu przestawiali ciekawe artykuły i sylwetki ludzi w których sercach galopowały konie.
27
NAJWAŻNIEJSZY DLA MNIE
JEST ZAWSZE KOŃ Z WŁAŚCICIELEM I HODOWCĄ KISHORE MIRPURIM ROZMAWIA JAN ZABIEGLIK
Rozmawialiśmy kilkanaście minut po efektownym zwycięstwie Zena Spirita, dwulatka współwłasności Kishore Mirpuriego i Wojciecha Żmiejko, trenowanego przez Macieja Jodłowskiego, w biegu o Nagrodę Mokotowską (kat. A, 1600 m). Gonitwa wyłania zimowego faworyta na Derby. Zadomowiony w Polsce od 30 lat hinduski biznesmen i dżentelmen wyścigowy Mirpuri, odniósł już wcześniej ze wspólnikami jako właściciel oraz sam jako hodowca i właściciel wiele sukcesów. Ale Zen Spirit to jest jego pierwszy, po ponad 20 latach właścicielskiej kariery na Torze Służewiec, zimowy faworyt na Derby. Jaka jest nadzieja, że właśnie ten koń spełni wreszcie najważniejsze marzenie o zdobyciu błękitnej wstęgi? Kishore Mirpuri (popularnie nazywany na Służewcu „Kisiorem”): - Nie będę ukrywał, że spodziewaliśmy się wygranej Zena Spirita, która ostatecznie została odniesiona pod czeskim, rutynowanym dżokejem Jiřím Palíkiem, w znakomitym stylu i z przewagą aż siedmiu długości. Chcę podkreślić, że Zen Spirit, zwyciężając kolejno w czterech wyścigach (II grupie na dystansie 1300 m oraz nagrodach kategorii A: Goffs Dakoty (1300 m), Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (1400 m) i Mokotowskiej), już wygrał 120 tys. zł, pokrywając z nawiązką koszty jego zakupu (12 tys. euro). Ja i mój wspólnik Wojtek mamy cichą nadzieję, że właśnie nasz koń jako pierwszy z dotychczasowych zimowych faworytów Macieja Jodłowskiego (a było ich wcześniej aż pięciu) odniesie również zwycięstwo w Derby. Ale każdy kto chodzi na wyścigi, dobrze wie, jak istotna bywa różnica pomiędzy wynikami wcześnie dojrzewającego dwulatka, a tego samego konia w wieku trzech lat, gdy dochodzą wyścigi na dystansach powyżej 2000 m. Wtedy dopiero się okazuje, który koń ma tylko uzdolnienia sprinterskie, więc
fot. Łukasz Kowalski
28
NR 4/2023
nie ma sensu stawiać przed nim zadań ponad miarę i na siłę zgłaszać go do Derby. Przeciwko zimowym faworytom przemawia też statystyka: tylko trzech z nich w XXI wieku zostało udekorowanych błękitną wstęgą: Dżesmin w 2005, Va Bank w 2015 i Bush Brave w 2016 roku. Jesteśmy świadomi, że o sile Zena Spirita przede wszystkim decyduje jego wrodzona szybkość, która jest niezbędna do wygrywania prestiżowych wyścigów niezależnie od dystansu. Jednak jego rodowód nie sugeruje, że mógłby z powodzeniem pokonać 2400 m. Ale jeśli tak łatwo jak Mokotowską wygra Nagrodę Rulera (1600 m), damy mu szansę występu w Iwna (2200 m), a następnie ewentualnie także w Derby.
Fot. Bartek Zborowski
Drugim koniem, dzięki któremu sezon 2023 może Pan zaliczyć do najlepszych w swojej karierze właściciela, jest trzyletnia klacz Miss Dynamite, także trenowana przez Macieja Jodłowskiego. Czy był Pan zaskoczony jej dobrymi wynikami po przerwie letniej? Zanim odpowiem, pragnę podkreślić, że nigdy z moim wspólnikiem nie żałujemy pieniędzy i staramy się zapisywać także zagranicznych jeźdźców, bo oni, jeśli nawet nie wygrywają, to przekazują nam cenne informacje. Tak było podczas dnia derbowego po biegu o Nagrodę
Novary (I gr., 2000 m), w którym Miss Dynamite zajęła pod znanym na arenie międzynarodowej Czechem Václavem Janáčkiem drugie miejsce za Skarbie, również trenowaną przez Jodłowskiego. Wtedy powiedział on, że nasza klacz na dłuższym dystansie powinna walczyć o zwycięstwo w Oaks (kat. A, 2400 m). I się nie pomylił. Miss Dynamite sprawiła dużą niespodziankę (była notowana w czwartej kolejności - 62,50 za stawkę 5 zł), zwyciężając pod Stefano Murą po walce o szyję z niemiecką, również mało liczoną Thują (101,50). Następnie potwierdziła swą wyższość w gonitwie o Nagrodę Krasne - L (kat. A, 2200 m), którą wygrała łatwo aż o 5 długości przed Ivą Grey. W biegu o Nagrodę Rzeki Wisły (kat. B, 2000 m) niosła nadwagę 61 kg. Dzielnie walczyła, ale ostatecznie uległa o niecałe dwie długości starszym rywalkom, Lady Jaguar oraz Ivie Grey, które biegły pod wagą 57 kg (Miss Dynamite była też trzecia pod potrójną nadwagą 60 kg w Sac-a-Papier - kat. B, 3200 m. W sumie wygrała już 128 250 zł, a kosztowała 10 000 euro – przyp. JZ). Miss Dynamite pozostaje w treningu i jeśli nasze przewidywania, że z wiekiem powinna być coraz lepsza, okażą się trafne, może nam i jej sympatykom dostarczyć jeszcze wiele wspaniałych przeżyć.
Pamiątkowe zdjęcie po biegu o Nagrodę Liry (Oaks). Od lewej: Stefano Mura, Agata Łomako, Kishore Mirpuri, Urszula Zawadzka.
29
Pewnie mi się spodoba. Ale faktycznie to ja należałem do pionierów tego typu spółek na Służewcu. Może dlatego, że jednak jako człowiek z dalekiego kraju, pragnąłem nawiązywać bliskie kontakty z Polakami. Taka spółka miała i ma dla mnie również aspekt finansowy, bo koszty zakupu i utrzymania koni dzielą się przez dwa, ale bardziej mi zawsze chodziło o wspólne przeżycia na wyścigach, które cementują osobiste kontakty, a czasami też przyjaźnie. Jedynie kilka koni mojej hodowli było tylko moją własnością. Najlepszym z nich była Kundalini, córka trzeciej w Soliny klaczy Kantaya. Wygrała ona w 2013 roku nagrody Soliny i Oaks oraz była druga w Derby i Wielkiej Warszawskiej za Patronusem. Miałem pecha, że jego również, tak jak Kundalini, trenował Andrzej Walicki. Jako czterolatka wygrała Widzowa, Kozienic i St. Leger, a w wieku 5 lat Nagrodę Krasne. Najdłużej i największe sukcesy odnosiłem ze Zbyszkiem Górskim. Można powiedzieć, że były lata, kiedy rządziliśmy na torze. Bywalcy Toru Służewiec pewnie pamiętają takiego konia jak
Jak widać z powyższego, nie może się Pan obejść bez wspólników. Czy tak było od początku? Jest taka piosenka z Kabaretu Starszych Panów, którą wykonywał genialnie Wiesław Michnikowski: „Jeżeli kochać, to nie indywidualnie. Jeżeli kochać, to tylko we dwóch”. Trudno, żeby Pan ją znał, ale postępuje Pan zgodnie z jej przesłaniem. Ale dlaczego dobiera Pan tylko jednego amatora? Obecnie w kilku stajniach są liczniejsze konsorcja. Muszę posłuchać tej piosenki w Internecie.
Dr Dahess, który był drugi w Strzegomia i Rulera (2010). W 2012 roku już myśleliśmy, że złapaliśmy Pana Boga za nogi, gdy Indian General wygrał Iwna o 5 długości. Jakież było nasze rozczarowanie, gdy w Derby był on dopiero trzeci za Nathalie of Budysin i Young Boy’em. Jednak rekordzistą na dystansach do 1600 m okazał się nasz Emperor Ajeez, który jako trzylatek (2013) zdobył nagrody Strzegomia i Rulera i był drugi w Kozienic, Mosznej oraz Criterium, a w następnych sezonach pierwszy: 2014 – Hara-
Końcowe metry gonitwy Oaks. W środku Miss Dynamite pod Stefano Murą.
30
NR 4/2023
Fot. Bartek Zborowski
Które konie jeszcze wygrywały dla Pana i wspólników w minionym sezonie? Gonitwę Tattersalls Ireland Pink Pearla (kat. B, 1800 m) oraz wyścig II grupy wygrała dla mnie oraz Wojtka Żmiejko dzielna, pięcioletnia Wedding Ring, trenowana przez Adama Wyrzyka. Ona już zakończyła karierę wyścigową. Wystawiłem ją na sprzedaż, ale jeśli nie znajdę kupca, zostanie matką w mojej hodowli. Po dwie gonitwy grupowe wygrały, także mojej hodowli, pięcioletni Noble Eagle i trzylatek Kalindan oraz irlandzkie: Johnny Double, Connacore, Juliet Whiskey i jedną Quenn of Warsaw. Pierwszego mam do spółki z Katarzyną Kozłowską. Obecnie jest on po kontuzji, więc będzie spokojnie przygotowywany przez trenera Janusza Kozłowskiego do przyszłorocznych, głównie płotowych występów. Kontuzji doznał też Kalindan, którego miałem do spółki z Czesławem Witko. Odkupił go od nas trener Adam Wyrzyk. (W przedostatnim dniu wyścigowym zwycięstwo odniósł jeszcze dwulatek hodowli i własności Mirpuriego El Capri, trenowany przez Janusza Kozłowskiego - przyp. JZ)
cza, Mosznej i Criterium, 2015 – Haracza, 2016 – Mosznej, 2017 – Jaroszówki i Syreny. Do dziś jednak najważniejsze nagrody – Derby i Wielka Warszawska – były poza moim zasięgiem. Jest więc jeszcze, o co się starać i cierpliwie czekać na konia nie tylko dobrego, ale również szczęśliwego. Jako ciekawostkę mogę dodać, że chyba jako jedyny w Polsce, oprócz Kundalini, wyhodowałem także zwyciężczynię arabskiego wyścigu Oaks (2015), Om Darshaanę, którą do tego sukcesu doprowadziła trenerka i współwłaścicielka (razem z Anne Steinhart), Kamila Urbańczyk.
nawet więcej ich sprzedaję na rynku koni sportowych niż wyścigowych.
Czy posiadanie i hodowanie koni to dla Pana też biznes? Nie, absolutnie. Kto tak traktuje swoje uczestnictwo w dziedzinie wyścigów, najczęściej doznaje porażki i się wycofuje. Można tylko liczyć na to, żeby zmniejszyć straty i czasami wyjść na swoje, lub trochę zarobić. Dużo zależy od elementów szczęścia, głównie od zdrowia koni. Dla mnie zawsze koń jest na pierwszym miejscu. Nie można mu stawiać warunków, że musi na siebie zarobić. Jeśli się o niego dba i dobrze się Jest Pan obecny na polskich wyścigach, najnim menażuje, czyli planuje jego karierę, to on pierw jako dzierżawca oraz następnie jako się odwdzięcza. Tu jest duża rola trenera, żeby właściciel i hodowca, od 1999 roku. Czy to niczego w treningu nie przyspieszać. Jedne konie jedyne role, w jakich występuje Pan w branży dojrzewają wcześniej, inne później. Już w momenwyścigowej? cie zakupu podejmuje się decyzję, jakiego konia Nie. Można powiedzieć, że równopragnie się mieć. Nie można się zrażać, legle prowadzę dwa biznesy zwiągdy koń w debiucie zajmuje ostatzane z końmi. Pierwszy polega nie miejsce i nawet w następnych na reprezentowaniu irlandzstartach jako dwulatek niewiele DO DZIŚ JEDNAK kiej firmy aukcyjnej Goffs. się poprawia. Trzeba mu dać NAJWAŻNIEJSZE szansę rozwoju, wykazać Tylko w Polsce? dużo cierpliwości, umieć na NAGRODY – DERBY Nie, w całym regionie niego poczekać. I WIELKA WARSZAWSKA Europy Wschodniej: na Węgrzech, w Czechach, na To pięknie brzmi w teorii, – BYŁY POZA MOIM Słowacji, a także w Kazachale w praktyce sam Pan najZASIĘGIEM. stanie i Rosji. Moja rola lepiej wie na podstawie także polega na tym, żeby zebrać własnych doświadczeń, że brak klientów i zapewnić im komforsukcesów może zniechęcić. Interetowe warunki pobytu podczas aukcji, suje mnie, dlaczego ciągle nie brakuje aby mogli sami, lub z pomocą profesjonalludzi, którzy wystawiają konie do wyścigów, nych agentów, dokonywać zakupów koni. Ja sam, choć muszą do tego nawet sporo dokładać? choć posiadam spory zasób wyścigowej wiedzy, Ja na to patrzę tak. Po to są kluby, kina, teatry, też korzystam już od 20 lat z pomocy zaprzyjaźgolf, tenis itp., żebyśmy w nich znajdowali roznionego irlandzkiego agenta Bobby’ego O’Ryana. rywkę i przyjemność. Płacimy za to, żeby czerOstatnio wybrał on dla mnie i Wojciecha Żmiejki pać radość z życia. Jeśli taką radość, by mi (nasza stajnia nazywa się Singha) trzy roczniaki. sprawiała muzyka symfoniczna, to bym chodził Są to dwa ogierki, jeden jak Zen Spirit po Inns do filharmonii, a nawet wyjeżdżał na koncerty of Court, drugi po Starspangledbannerze, oraz za granicę, bo mnie na to stać. Jeśli jednak ja klaczka po nowym ogierze Shaman (synu Shamarczerpię dużo radości z widowiska wyścigowego, dala). Cała trójka przygotowywana będzie pod a ponadto moje emocje wzrastają do zenitu, gdy okiem trenera Macieja Jodłowskiego. Pozostałe startują konie mojej własności, z którymi się dwa ogierki, syn Way to Paris od Elegant Pride w pewnym sensie identyfikuję, to ja naturalnie (do spółki z Czesławem Witko) oraz syn Zambezi wybieram wyścigi! Sun od Blue Pearl są mojej hodowli. Najprawdopodobniej będzie je szkolił Janusz Kozłowski. Wszyscy stali bywalcy Toru Służewiec dobrze Pana znają, ale niewielu wie, co spowodowało, A drugi koński biznes? że Pan, do 1990 roku mieszkaniec czwartej Prowadzę firmę zajmującą się sprzedażą pasz metropolii Indii - Madrasu - wybrał Polskę jako i suplementów żywieniowych dla koni. Przy czym swą drugą ojczyznę. Pańska historia jest jak
31
z bajki. Jaką miał Pan wiedzę na temat odległego o tysiące kilometrów kraju, że zdecydował się Pan, ot po prostu wsiąść w samolot i do nas przyjechać, jak się szybko okazało nie tylko na wycieczkę? Zacznę może od tego, że po ukończeniu szkoły średniej i uczelni ekonomicznej w Madrasie przebywałem przez dwa lata w Bangkoku, stolicy Tajlandii, gdzie zacząłem pracować jako pośrednik w firmie handlowej. Tam też po raz pierwszy spotkałem się z Polakami. Bardzo mi się spodobali, bo to byli weseli ludzie. Pomyślałem sobie, że Polska to może być dobre miejsce, żeby pracować i dobrze się zabawić. Oni zaprosili mnie do siebie, do Gdańska. Dzięki temu już na początku pobytu w Polsce nie czułem się obco. Miałem wtedy 25 lat. Prawdę mówiąc, o Polsce nie wiedziałem prawie nic, poza tym, że po zmianach politycznych wasz kraj stał się bardziej otwarty na świat.
Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy spełnienia marzeń na torze w sezonie 2024.
fot. Łukasz Kowalski
Jednak szybko się okazało, że wpadł Pan w Polskę, jak się śliwka w kompot. Czy miały na to wpływ tylko interesy, prowadzone wspólnie z poznanymi w Bangkoku Polakami? Na pewno też, ale jednak bardziej zaważyło uczucie do Ewy, którą poznałem w 1992 roku w Kwidzynie. W ciągu kilku lat urodziły się nam trzy córki, więc utrzymanie rodziny było dla mnie najważniejsze. W 1994 roku przenieśliśmy się do Warszawy. Niestety, nieubłagana choroba zabrała mi Ewę w 2015 roku.
Nie miał Pan chęci powrotu do Indii? Nie, bo uważam, że Polska dała mi wszystko, co sobie najbardziej cenię: tu założyłem rodzinę, mogę rozwijać swoje biznesy, tu mam wielu przyjaciół i, co dla mnie jest bardzo ważne, tu jest najpiękniejszy tor wyścigowy na świecie. Wiem, co mówię, bo widziałem takich obiektów podczas swych licznych podróży wiele. Jego projektant (Zygmunt Plater-Zyberk – przyp. JZ), który sprawił, że jest on funkcjonalny i nadal piękny po ponad osiemdziesięciu latach, musiał być geniuszem. To unikatowy zabytek kultury. Mam nadzieję, że osoby decyzyjne, jeszcze bardziej niż dotychczas zadbają, żeby służył on jako miejsce wyjątkowej rozrywki i wypoczynku mieszkańcom Warszawy. To jest również moje miasto. Tu opiekuję się moją mamą, która przyjechała do mnie po śmierci taty w ubiegłym roku. Mieszkamy we dwoje na Ursynowie, bo córki już się usamodzielniły.
Celownik wyścigu o Nagrodę Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zen Spirit dopiero po zaciętej walce wygrał pod Szczepanem Mazurem z Cunning Foxem. W Mokotowskiej jego dominacja był już bezdyskusyjna. Po wyjściu na prostą oddalił się od stawki i wygrał o 7 długości.
32
NR 4/2023
LEKCJA CIERPLIWOŚCI JEST KLUCZOWA, ZWŁASZCZA W KWESTII HODOWLI. Z Marianem Ziburske rozmawia Annamaria Sobierajska
Zakończyliśmy na Torze Służewiec sezon 2023, którego spółka Westminster była głównym partnerem. To w sumie 46 emocjonujących dni wyścigowych. Poproszę, żeby podzielił się Pan najbardziej pamiętnymi momentami jako właściciel koni wyścigowych i jako partner główny sezonu 2023. W tym sezonie cztery konie zrobiły na mnie duże wrażenie. Pierwszym z nich jest wyróżniający się dwulatek Zen Spirit, zwycięzca Nagrody Mokotowskiej, drugim zwycięzca Derby Westminster Moon. Ze starszych koni Le Destrier, za jego fantastyczne występy w Wielkiej Warszawskiej i oczywiście Moonu, która najlepiej ze wszystkich koni w polskim treningu zaprezentowała się za granicą, wygrywając gonitwy Listed i grupowe. Dla mnie jako sponsora ważne było, abyśmy w tym sezonie poczynili kolejne kroki na drodze do pozyskania nowych partnerów biznesowych, dlatego jestem szczęśliwy, widząc tak fantastyczne marki jak Panattoni, Dell Technologies, Designer Outlet Warszawa, Defender, FID Group i White Magic zaangażowane w nasz sport. Co więcej, mamy już kolejne deklaracje od sponsorów na przyszły sezon. Jest Pan osobą zaangażowaną w wyścigi holistycznie. Jest Pan właścicielem koni, hodowcą, po raz kolejny też sponsorem sezonu. Czy są jakieś konkretne wyścigi lub zwycięstwa, które zajmują szczególne miejsce w Pana sercu? Z punktu widzenia hodowcy na pewno ważne są dla mnie wyścigi dla klaczy. Dlatego też swego czasu podwyższyliśmy nasz wkład sponsorski do gonitwy o Nagrodę Wiosenną tak, aby wyrównać jej pulę z wyścigiem o Nagrodę Rulera. Jest niewiele krajów, w których pule w gonitwach dla klaczy dorównują tym dla ogierów. Równie ważne jest dla mnie Oaks. Jeśli miałbym wybrać pomiędzy Derby i Wielką Warszawską, wybiorę Derby jako najważniejszy klasyk sezonu. Dla
34
NR 4/2023
mnie osobiście to najważniejsze, żeby mieć konie zdolne wygrać ten sprawdzian - dobre, twarde i wcześnie dojrzewające. Jeśli mowa o wyścigach zagranicznych, moim marzeniem było zwycięstwo w G1 we Włoszech, które są bardzo bliskie mojemu sercu. Na razie niestety nie zdołamy jednak tego marzenia zrealizować, bo Włochy nie mają obecnie wyścigów tej rangi. W Polsce wygraliśmy już Oaks, dlatego naszym celem będą teraz te niemieckie i francuskie. Podobnie jak G2 i G1 w Niemczech. Wyścigi konne niosą za sobą szereg wyzwań. Jakie napotkał Pan jako właściciel koni wyścigowych i jak Pan sobie z nimi poradził? Wyścigi konne przynoszą oczywiście wiele wyzwań, począwszy od zakupu dobrego konia, wyboru właściwego trenera. Wyzwaniem są kontuzje, wybór właściwego momentu na to, aby sprzedać konia na dobrych warunkach. Jeśli miałbym dać komuś dobrą radę na początku jego przygody z wyścigami, byłaby ona taka, żeby otaczał się doświadczonymi partnerami i ćwiczył intuicję. Pod koniec sezonu wyścigowego był Pan uczestnikiem aukcji, na których kupił Pan kolejne konie. W jaki sposób wybiera Pan konie do wyścigów i jakich cech szuka Pan u potencjalnego czempiona? Nawet oglądając wyścigi od 38 lat, będąc od ponad 20 lat ich sponsorem i od 13 lat właścicielem, nadal będę powtarzał, że aby wybrać dobrego konia, potrzebny jest profesjonalny doradca. Nie powinien nim jednak być trener. Używając nazewnictwa z piłki nożnej, do tego, aby być najlepszym piłkarzem i najlepszym trenerem, potrzebujesz innych zdolności. Najczęściej kupujemy roczniaki, które są jeszcze dziećmi, a nie dorosłymi końmi, które ocenić jest o niebo łatwiej. Tutaj potrzeba ogromu wiedzy i zdolności przewidywania, jak
że szansa na zwrot jest bardzo nikła. Oczywiście większość właścicieli preferuje ogiery i to jest dla nich kolejne kryterium wyboru roczniaków do zakupu. My staramy się kupować sporo klaczy, a także konie o dystansowych predyspozycjach. W tym roku Pana konie startowały również aktywnie za granicą. Jednocześnie był Pan ambasadorem polskich wyścigów konnych na arenie międzynarodowej. Czy widzi Pan znaczące różnice w tym, jak wyglądają wyścigi w Polsce, a jak w innych krajach, takich jak Niemcy czy Włochy?
Fot. Łukasz Kowalski
taki roczniak się rozwinie, ile urośnie. Znaczenie ma tutaj wiedza o jego pochodzeniu, kontakt ze sprzedawcą. Dobrze mieć kogoś, kto bazując na doświadczeniu, potrafi podpowiedzieć, od których sprzedawców lepiej kupować konie, a od których nie. Pamiętajmy, że potencjalny kupujący na aukcjach musi ocenić konia w 10 minut, hodowca przyglądał mu się od 18 miesięcy, dlatego warto z nimi rozmawiać. Przy zakupie droższego konia, zawsze bardzo dokładnie sprawdzamy jego dokumentację weterynaryjną. Nie ryzykujemy również zakupu roczniaka przeznaczonego na polski rynek za kwotę powyżej 40 000 euro, dlatego,
35
Jeśli chodzi o sam tor, architektura Służewca na starcie stawia go na równi z innymi ośrodkami w Europie. Poziom eventów, takich jak choćby tegoroczna Gala zamknięcia sezonu, jest nawet wyższy niż w dużo większych krajach europejskich. Myślę, że teraz najważniejszym krokiem dla nas w stronę tej czołówki będzie zadbanie o infrastrukturę. Istotny jest remont toru treningowego, renowacja stajni oraz ich otoczenia, a także zadbanie przez trenerów i właścicieli o dobrą obsługę stajni, która będzie mogła pracować w komfortowych warunkach. Równie ważne jest zapewnienie koniom odpowiedniej przestrzeni do opieki weterynaryjnej. Widzę tutaj dużo pracy, zwłaszcza, że mamy w Polsce długą zimową przerwę pomiędzy kolejnymi sezonami. Cieszy mnie, że trenerzy w Polsce poczynili duży progres. Mamy też dobrych jeźdźców, choć zdecydowanie przydałoby nam się ich więcej. Z takim zapleczem z pewnością czulibyśmy się pewniej w rywalizacji z czołówką Europy. Pamiętajmy też o tym, że w Niemczech czy we Włoszech też nie jest idealnie. Tam pule nagród są zbyt niskie przy wysokich kosztach utrzymania koni. Każdy kraj ma więc swoje problemy. Widzimy już, że pod kątem sportowym możemy z nimi rywalizować, dlatego powinniśmy się skupić na sobie i rozwijać dalej. Czy oprócz Toru Służewiec, gdzie partnerem głównym sezonu jest spółka Westminster, są inne tory wyścigowe, które darzy Pan sympatią, a jeśli tak, to dlaczego? Tor Służewiec jest oczywiście naszym największym sponsoringiem i moim ulubionym torem. Ale mamy też bliskie relacje z Hoppegarten w Berli-
36
NR 4/2023
nie, w którego rozwój również jesteśmy zaangażowani od wielu lat. Osobiście bardzo lubię też tor w Mediolanie, gdzie można poczuć ducha tradycji wyścigowej. Jakie są kluczowe lekcje, których nauczył się Pan na swojej drodze wyścigowej, i którymi chciałby się Pan podzielić z innymi osobami wchodzącymi do branży? Lekcja cierpliwości jest kluczowa, zwłaszcza w kwestii hodowli. Potrzeba na to dużo czasu i trzeba mieć tego świadomość. Druga rzecz to to, że nawet jeśli twój system wyboru koni wyścigowych do zakupu wydaje się być perfekcyjny, taka inwestycja zawsze będzie wysoce spekulatywna. Nawet jeśli kupiłeś 20 koni o wysokim potencjale, które sprawdziłeś bardzo dokładnie, musisz być przygotowanym na to, że wiele z nich może okazać się przeciętnymi, a nawet kiepskimi końmi. Czy ma Pan konkretne cele lub aspiracje związane z końmi wyścigowymi lub zaangażowaniem w wyścigi konne na sezon 2024? Co roku nasz cel jest ten sam – mieć więcej sukcesów na koncie niż rok wcześniej. Mamy sporo planów, z pewnością nie uda się zrealizować wszystkich, ale będziemy próbowali wygrać polskie Derby i Oaks. Postaramy się też wygrać więcej gonitw o statusie Black Type niż w 2023 roku. Będziemy próbowali naszych sił w G2 i G1, pojawią się lepsze roczniaki i kolejne sponsoringi. Jestem zwolennikiem organicznego wzrostu, dlatego w każdym kolejnym roku będziemy chcieli być odrobinę lepsi niż w poprzednim. Dziękuję za rozmowę.
Fot. Łukasz Kowalski
Marian Ziburskę z żoną podczas dekoracji po gonitwie Charity Race.
PO DWUDZIESTU LATACH PRACY WYNIKI NASZYCH KONI POZWOLIŁY NAM UZYSKAĆ ZASZCZYTNY TYTUŁ HODOWCY ROKU 2023. Z Jarkiem Zalewskim rozmawia Annamaria Sobierajska
Zdjęcia z archiwum Joanny i Jarka Zalewskiego
Co zainspirowało Was do rozpoczęcia kariery hodowców koni wyścigowych? Czy możecie opowiedzieć, jak po raz pierwszy zaangażowaliście się w wyścigi i hodowlę koni wyścigowych? Moja i mojej żony Joanny przygoda z wyścigami konnymi zaczęła się 25 lat temu. Na pierwszego konia namówiła nas Monika Słowik, ówczesna dyrektor toru we Wrocławiu. Z początku była to dzierżawa kilku koni, ale w 2000 roku zakupiłem na aukcji w Jaroszówce dwa folbluty, w tym Tycjana (Jape-Tempera). I właśnie on wywarł największy wpływ na nasze późniejsze decyzje właścicielskie i hodowlane. Tycjan po dobrej karierze dwulatkiem i zupełnie nieudanej w roku następnym, trafił do treningu Josefa Vani, czeskiego mistrza wyścigów skakanych. Wygrał 7 gonitw, głównie w Pardubicach, i pokazał, że koń polskiej hodowli może rywalizować i zwyciężać w gonitwach skakanych za granicą. W ten
38
NR 4/2023
sposób zaczęła się nasza fascynacja gonitwami i końmi przeszkodowymi. W 2002 roku zakupiliśmy pierwszą klacz do hodowli. Była to widzowskiej hodowli Manolita (Calderon-Mansarda), która w karierze odniosła dwa zwycięstwa, w tym jedno w gonitwie płotowej. Gdy w tym samym roku jej półbrat Masini (po Dixieland) został płotowym czempionem trzylatków w Czechach, a w kolejnych latach jednym z najbardziej utytułowanych koni polskiej hodowli, wydawało nam się, że wpadła nam w ręce hodowlana perełka. Jednak życie zweryfikowało nasze marzenia. Żaden z jej pięciorga potomków nie odniósł zwycięstwa i zrezygnowaliśmy z jej dalszego krycia. Początkowo trzymaliśmy konie w pensjonacie u znajomego hodowcy, ale w 2008 roku zakupiliśmy zrujnowane popegeerowskie gospodarstwo, znajdujące się w rozsądnej odległości od Wrocła-
wia, gdzie wówczas mieszkaliśmy i pracowaliśmy. Kupiliśmy w Jaroszówce dwie klacze, w tym Tozzię, pełną siostrę Tycjana, a w następnym roku 5 kolejnych i na nich oparliśmy naszą hodowlę. W 2010 roku przeprowadziliśmy się do Konar i od tego czasu osobiście zajmujemy się naszymi końmi. Czy możecie opisać waszą filozofię hodowlaną i zasady, którymi kierujecie się przy podejmowaniu decyzji hodowlanych? Po przeanalizowaniu różnych opcji zdecydowaliśmy się postawić na hodowlę koni z przeznaczeniem na płoty i przeszkody. Kibicując Tycjanowi, nie sposób było nie zauważyć, jak wiele polskich koni przeszkodowych odnosiło w tamtych czasach sukcesy za granicą, głównie w Czechach, ale nie tylko. Galileo (Jape-Goldika) zwyciężył w płotach rangi G1 w Anglii,
cztery polskie konie wygrywały w Gran Premio Merano, największej gonitwie przeszkodowej we Włoszech, kiedyś z pulą nagród 500 000 EUR, obecnie 250 000. Tiumen (Beaconsfield-Toskanella) trzykrotnie zwyciężył w Wielkiej Pardubickiej. Wspomniałem tu tylko o tych kilku, ale było ich znacznie więcej. Jak już wcześniej wspomniałem, naszą hodowlę oparliśmy na klaczach ze stadniny w Jaroszówce. Głównie ze względu na predyspozycje dystansowe i skokowe tamtejszych koni. I właśnie pod tym kątem dobieramy kolejne klacze oraz ogiery, którymi je kryjemy. Czy istnieją konkretne cechy, które są według Was priorytetem w programie hodowlanym, który stosujecie w swojej stadninie? Podstawową cechą konia, którą staramy się otrzymać, to wytrzymałość. Oczywiście, jak to
39
Joanna i Jarek Zalewscy podczas Gali Zakończenia Sezonu 2023.
w hodowli czasami bywa, życie potrafi zaskoczyć, gdy zamiast stayera dostajemy sprintera i tak właśnie los obdarzył nas Uczitelką Tanca (Cloword-Ukajali). Doskonałą sprinterką, która najlepiej czuła się na dystansach 1200-1400 m, zwyciężając m.in. w Nagrodzie Jaroszówki oraz w handikapie II kategorii w Hoppegarten. Klacz do dziś może pochwalić się najszybszą ćwiartką na Służewcu. Jednak, pomijając takie wyjątki, większość wyhodowanych przez nas koni najlepiej czuje się na dystansach 2400 m i więcej. Drugą właściwością, na którą zwracamy uwagę, to predyspozycje do pokonywania przeszkód i związane z tym atrybuty, takie jak wzrost, skoczność, elastyczność, wykrok itp. W jaki sposób wybierasz ogiery i klacze do hodowli? O klaczach już wspomnieliśmy, dodamy tylko, że oprócz wspomnianych wcześniej matek z Jaroszówki posiadamy także dwie z zagranicy, obie wybrane ze względu na predyspozycje do gonitw przeszkodowych. Na polskim rynku jest dostępnych sporo klaczy teoretycznie pasujących do naszego profilu hodowlanego, zarówno polskich, jak i importo-
40
NR 4/2023
wanych, jednak pomimo tego, że widzimy ich potencjał, nie jesteśmy w stanie ich pozyskać ze względu na ograniczenie wielkością posiadanych pastwisk i ogólnie możliwości hodowlanych. Co zaś się tyczy ogierów, to działamy dwutorowo. Niektóre klacze wysyłamy pod wybranego, pasującego do nich ogiera w Polsce lub za granicą. Ale przede wszystkim staramy się pozyskać odpowiedniego ogiera, który mógłby stacjonować u nas w Konarach. Najlepiej oczywiście, żeby to był koń z odpowiednią karierą i rodowodem. Tak trafił do nas na przykład Ruten (po El Prado), Fast and Furious (po Singspiel) i ostatnio Nagano Gold (po Sixties Icon). Lecz nie boimy się także zaryzykować i postawić na ogiera bez kariery, ale ze świetnym pochodzeniem. Takimi końmi były u nas Cloword (po Spininng World), Indy Champ (po AP Indy) i Sinop (po Sea the Stars). Pokrycie klaczy ogierem bez kariery niesie ze sobą ryzyko braku sprzedaży potencjalnego potomka, gdyż właściciele niechętnie inwestują w takie konie. Ale z drugiej strony dolewamy bardzo cennej krwi do rodowodu i w następnym pokoleniu mamy dużo większe szanse na dobre skojarzenie.
Czy możecie wyróżnić jakieś wyjątkowe konie, które zostały wyhodowane w Waszej stadninie? Przede wszystkim dumni jesteśmy z wyhodowania dwóch koni black type. Pierwszy z nich to klacz Inferna (Cloword-Infanteria), która wyśmienicie spisywała się zarówno w gonitwach płotowych, jak i przeszkodowych, odniosła w sumie 6 zwycięstw, z czego 4 za granicą, po 2 w Niemczech i w Czechach. Drugi zaś to Tkliwy Nihilista (Ruten-Tozzia), którego roczniakiem zakupił znany francuski trener G. Macaire, i który z powodzeniem biegał we Francji i we Włoszech, odniósł jedno zwycięstwo, wygrał w sumie ponad 80 000 EUR i w 11 startach nigdy nie przyszedł poniżej 4. miejsca. Obecnie trenowany jest w Szwajcarii i w przyszłym sezonie wróci do startów po przerwie spowodowanej kontuzją. Inne wyróżniające się konie, to w gonitwach skakanych Minister Wojny (Indy Champ-Miss Lotka), Tutejsza (Fast and Furious-Tozzia), Et Tu Brute (Ruten-Eklipsa), Modus Vivendi (Eagle Top-Morgenrote) i Trurl (Eagle Top-Twoteatoroomtwotwo). W gonitwach płaskich niewątpliwą gwiazdą
była wspomniana już Uczitelka Tanca. Gwiazdą był także Temperament (Fast and Furious-Tozzia) dwukrotny zwycięzca w Nagrodzie Sac-a-Papier, wygrał także w nagrodach Korabia i Aschabada. Po zakończeniu kariery płaskiej zwyciężał jeszcze w płotach i stiplu we Włoszech. Warto także wspomnieć o Kapryśnej (Fast and Furious-Kartinka), zwyciężczyni nagród Dżamajki i Novary. Czy po kilku już latach doświadczeń w hodowli, są jakieś konkretne lekcje, które odebraliście i które ukształtowały Wasze podejście do hodowli? Nauczyliśmy się cierpliwości i pokory. Wyhodowanie konia to długotrwały proces, wieloletni a nawet wielopokoleniowy, oczywiście mówimy tu o pokoleniach końskich. Dobierając ogiera do klaczy, nie myślimy o bezpośrednim jej przychówku. To też jest oczywiście ważne, ale dużo ważniejsze jest to, czym pokryjemy w przyszłości jej córkę, oczywiście o ile się taka urodzi. Dla przykładu opowiemy historię Ministra Wojny, bardzo pożytecznego konia, który wygrał dla nas kilka gonitw. Jego matkę wydzierżawiliśmy na dwa sezony z tego powodu, że stacjonował
u nas wówczas Indy Champ. Chcieliśmy uzyskać klacz, która będzie zinbredowana na jego ojca, legendarnego AP Indy. I właśnie skojarzenie Indy Champa z Miss Lotką dawało nam taki inbred, a dokładnie 2x4. Pokryliśmy ją dwukrotnie i dwukrotnie urodziły nam się ogierki. Potem Indy Champ został sprzedany do Libii i te plany hodowlane wzięły w łeb. Jesteś w świecie wyścigowym znany z tego, że nie boisz się „ryzyka” i wyhodowane przez siebie konie dajesz do treningu początkującym trenerom. Skąd takie decyzje? Związane jest to poniekąd z moją pracą na wrocławskim torze. Mam możliwość obserwacji ich treningu, ich zaangażowania, w jaki sposób pracują z końmi, jak je traktują, ile czasu spędzają codziennie w stajni, jakich jeźdźców zatrudniają. I dzięki temu mogę wybrać tych, którym bez obaw mogę powierzyć nasze konie. Osobiście mam uprawnienia trenerskie od kilkunastu lat, mam też spory staż jako właściciel,
42
NR 4/2023
tak więc mogę ich także wesprzeć swoją wiedzą i doświadczeniem. W zasadzie nie wtrącam się w bezpośredni trening. Jestem za to bardzo aktywny w kwestii planowania startów. I jak dotąd nie żałuję swoich decyzji. Zarówno Michał Borkowski, jak i Paweł Pałczyński udowodnili, że znają się na swojej robocie. Jakie to uczucie otrzymać nagrodę Hodowcy Koni Pełnej Krwi Sezonu 2023 i co to wyróżnienie oznacza dla Was osobiście i zawodowo? Duma. Jesteśmy szczęśliwi, że po dwudziestu latach pracy wyniki naszych koni pozwoliły nam uzyskać ten zaszczytny tytuł. Niestety z tego względu, że w Polsce w zasadzie nie istnieje rynek koni wyścigowych pełnej krwi, zapewne nie przełoży się to w żaden sposób na wyniki finansowe naszej stadniny. Co według ciebie wyróżnia Wasz program hodowlany i doprowadziło do tego prestiżowego wyróżnienia? W jaki sposób Wasz pro-
gram hodowlany przyczynił się do rozwoju branży wyścigów konnych? 75% zwycięstw naszych koni miało miejsce w gonitwach skakanych, tak więc to właśnie one są naszą najmocniejszą stroną. Zresztą zgodnie z naszym założeniem hodowlanym. I bardzo chcielibyśmy powiedzieć, że ma to jakikolwiek wpływ na rozwój branży wyścigów konnych, ale tak niestety nie jest, ponieważ ta branża się nie rozwija, wręcz przeciwnie możemy zaobserwować stagnację, a w hodowli wręcz regres. Dzieje się tak pomimo licznych pozytywnych działań organizatorów gonitw. Liczba koni w treningu maleje z roku na rok, obroty w grze rosną wolniej niż inflacja, może z wyjątkiem Partynic, ale tam też tylko dzięki startowi z bardzo niskiego pułapu. Jedynym objawem dającym nadzieję na przyszłość jest zwiększająca się liczba widzów na torach, szczególnie w tzw. duże dni wyścigowe. Potrzebne są znaczne zmiany ustawowe, żeby zmienić ten stan rzeczy. Ale to też temat na osobny artykuł.
Jakich rad udzieliłbyś osobom, które chcą odnieść sukces jako hodowcy koni wyścigowych? Czy są jakieś kluczowe zasady lub strategie, niezbędne do osiągnięcia sukcesu w tej dziedzinie? Najstarsza zasada to „Kojarz najlepsze z najlepszym”, ale to rada dla bogatych. Takim wariatom jak my, którzy porywają się z motyką na słońce, radzę, aby przejrzeli katalogi europejskich aukcji koni, zwłaszcza klaczy hodowlanych. Na tych aukcjach można niekiedy trafić na klacze pokryte bardzo dobrymi ogierami, które z różnych względów są niedrogo sprzedawane przez dotychczasowych właścicieli. Następnie trzeba zapewnić tym klaczom i ich źrebakom możliwie najlepsze pastwiska, dobrą paszę i dużo ruchu. Do tego dołożyć należy odpowiednią dawkę pracy, konsekwencji, cierpliwości i pokory, a efekty powinny się pojawić. Dziękuję za rozmowę.
43
OGÓLNOPOLSKI POKAZ 3-LETNICH KONI CZYSTEJ KRWI ARABSKIEJ W TRENINGU WYŚCIGOWYM – CZYLI
PIĘKNE I DZIELNE NA WARSZAWSKIM SŁUŻEWCU AUTOR: URSZULA ŁĘCZYCKA
Fot: Łukasz Kowalski
44
NR 4/2023
fot. Łukasz Kowalski
Piercario - drugie miejsce w Gonitwie Pokazowej
W
sobotę, 21 października, na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec odbył się Ogólnopolski Pokaz 3-letnich Koni Czystej Krwi Arabskiej w Treningu Wyścigowym, będący częścią Rankingu KOWR (inaczej Pucharu Polski Klasycznego Konia Arabskiego), rozgrywanego pod patronatem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, którego organizatorem jest Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, Patronem merytorycznym - Polski Klub Wyścigów Konnych, natomiast koordynatorem wykonawczym – Tor Służewiec Pokaz rozegrano w dwóch klasach - dla klaczy i ogierów, a oceny dokonywała komisja sędziowska w składzie: Alicja Poszepczyńska (sędzia ECAHO), Małgorzata Łojek (trener wyścigowy) oraz Tomasz Tarczyński (sędzia ECAHO). Sędziowie oceniali konie pod względem typu, urody, poprawności budowy i ruchu, przyznając maksymalnie po 20 punktów za typ, głowę i szyję, kłodę, nogi oraz ruch. Łącznie każdy z koni mógł zdobyć maksymalnie 100 punktów.
W pokazie mogliśmy podziwiać konie zarówno hodowli państwowej, jak i z prywatnych hodowli W grupie klaczy zdecydowanie triumfowała Andryjanka (Pogrom – Atanda/Eden C (US)), hodowli i własności SK Andryjanki Edward Sieciński, na miejscu drugim uplasowała się, wyhodowana przez spółkę PPH Parys, Parisana PA (Excalibur E.A. (ES) – Palatina/QR Marc (US)). Miejsce trzecie powędrowało do SK Michałów i klaczy El Mariella (Morion – El Marina/Ganges). W klasie ogierów punktacja była bardziej wyrównana, a ostatecznie zwyciężył Wizard KL ((FA El Rasheem (AE) – Wieża Czarów/Vitorio TO (US)), hodowli Klikowa Sp. z o.o. s.k., własności Klikowa Rzepka Sp.j. Miejsce drugie należało do ogiera Porto Rico (Złoty Medal – Parmania/ Kahil Al Shaqab (US)), hodowli i własności SK Michałów, a miejsce trzecie w ocenie komisji sędziowskiej przypadło wyhodowanemu przez Annę Talarek ogierowi Cuks (Equator – Cejhyra/Avangard (RU)), własności Roberta Talarka. Dodatkowym akcentem pokazu był wybór Najlepszego Konia Pokazu, zarówno w grupie
45
Fot: Łukasz Kowalski
Andryjanka - zwyciężczyni w klasie klaczy i Najlepsza Klacz Pokazu
klaczy, jak i ogierów. Wyboru dokonywała komisja w składzie: Joanna Krawczyk (Redaktor Ksiąg Stadnych, PKWK), Jakub Kasprzak (Kierownik Wydziału Spraw Hodowlanych i Wyścigowych PKWK) i Krzysztof Kierzek (Prezes PKWK). Laureatami zostały: klacz – Andryjanka hodowli i własności SK Andryjanki Edward Sieciński oraz ogier Encarino (Shiraz De Lafon (FR) – Eneria/ QR Marc (US)) hodowli i własności SK Janów Podlaski. Dodatkowym elementem była gonitwa pokazowa dla koni biorących udział w pokazie, w której wystartowało 6 koni. Po laur zwycięstwa sięgnął dosiadany przez dżokeja Konrada Mazura ogier Cuks, hodowli i własności Roberta Talarka, trenowany przez Pawła Talarka. Pokaz był trzecią częścią szerszego wydarzenia, jakim jest Puchar Polski Klasycznego Konia Arabskiego. Jest to, zapoczątkowany w bieżącym roku, wyścigowo-pokazowy program selekcyjny klasycznych koni czystej krwi arabskiej opierający się na rankingu 3-letnich koni arabskich czystej krwi. Pierwszym warunkiem sklasyfikowania w rankingu były wymagania rodowodowe określone przez Heritage Arabian Racing Club, co oznacza, że konie nie mogły posiadać w swym rodowodzie ogierów: Amer (SA) ur. 1984, Baroud III (FR) ur. 1969, Burning Sand (US) ur. 1986, Dragon (FR) ur. 1940, Saint Laurent (FR) ur. 1948 lub Tiwaiq (SA) ur. 1982. Drugą część stanowiło
46
NR 4/2023
ukończenie minimum jednej gonitwy specjalnej z cyklu gonitw pod patronatem KOWR, dedykowanych jako próba dzielności dla koni hodowanych zgodnie z tradycyjnym polskim programem hodowlanym. Skąd pomysł na taki właśnie ranking? Jest on oparty przede wszystkim na idei nieistniejącej już, wyżej wspomnianej organizacji HARC powstałej w 2015 roku z inicjatywy Sheikha Sultana Bin Zayed Al Nahyan’a (ZEA) w reakcji na zanikanie pewnego typu konia arabskiego: silnego, zdrowego, nadającego się do użytkowania pod siodłem, jednak nadal bezsprzecznie rozpoznawalnego jako koń arabski. Jego Wysokość miał wielki szacunek dla polskich tradycji wykorzystywania wyścigów jako części procesu selekcji hodowlanej. Ponadto jego celem było zachowanie jak najszerszej puli genowej koni arabskich, co oznacza dbałość o stare, tradycyjne populacje, które w dzisiejszych czasach zanikają. Definicja „konia HARC’owskiego” skonstruowana została na podstawie analizy czasów gonitw. Zauważono, że przez ok. 150 lat średnie czasy gonitw na danych dystansach pozostawały stałe. Jednak w ciągu ostatnich ok. 25 lat czasy te regularnie ulegały skróceniu (nawet o 10 sekund) w gonitwach wygrywanych przez potomstwo konkretnych ogierów. Niespotykana wcześniej prędkość, zwłaszcza bez idących w parze podstawowych cech raso-
Fot: Łukasz Kowalski
Encarino - Najlepszy Ogier Pokazu
wych, była sprzeczna z filozofią HARC i dlatego konie te zostały wykluczone. Ponieważ filozofia HARC wychodzi naprzeciw realizacji polskiego programu hodowlanego, a jednocześnie jest rozpoznawalna na całym świecie, 10 stycznia 2023 r. podczas spotkania zainicjowanego przez Prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, przedstawiciele związków hodowlanych koni arabskich, stadnin Skarbu Państwa, PKWK oraz KOWR, podjęli decyzję, że od sezonu 2023 dotychczasowe gonitwy „eksterierowe” zostaną zastąpione programem opartym właśnie na tej idei. Do sezonu 2023 zostało zgłoszonych 71 koni spełniających kryteria dla gonitw KOWR. Ponieważ program ma za zadanie wyłonić konie nie tylko dzielne, ale i piękne, zdecydowano, że na ostateczny wynik składać się będzie również ocena fenotypu podczas pokazu w ręku przeznaczonego dla koni uczestniczących w tym programie, a dodatkowe punkty dodawane będą za ewentualne osiągnięcia w pokazach organizowanych przez międzynarodowe organizacje rasowe - ECAHO i AHO. Mamy nadzieję, że atrakcyjna pula nagród uzyskana dzięki organizatorowi stanowić będzie znaczące wsparcie hodowców, którzy hołdują polskiej tradycji hodowlanej koni arabskich czystej krwi, a ostateczny wynik rankingu będzie okazją do zaprezentowania polskich koni z ich najlepszej strony – jako zwierząt wszechstron-
nie użytkowych. Nawiązuje to bezsprzecznie do polskiej tradycji hodowlanej zapoczątkowanej przez pasjonatów-wizjonerów, takich jak Dzieduszycki, Sanguszko, Potocki czy Branicki i ich następców, których to dalekowzroczność, znajomość rzeczy i determinacja doprowadziły do wytworzenia i utrwalenia populacji koni cenionej na całym świecie. Ranking KOWR może więc stać się pierwszym znaczącym krokiem do aktywacji nowego rynku dla koni łączących dzielność sportową z zachowaniem typu arabskiego od wielu lat cenionego przez miłośników rasy. Program został pozytywnie odebrany przez hodowców w kraju, którzy być może znajdą w nim pole do wykorzystania koni, które nie reprezentują ekstremalnego, preferowanego na pokazach typu, ani nie pochodzą z typowo wyścigowych linii. Program spotkał się też z dużym uznaniem za granicą, gdzie doceniono polską inicjatywę powrotu do konia arabskiego jako zwierzęcia wszechstronnie użytkowego. Liczymy więc na to, że pilotażowa edycja 2023 nie będzie ostatnią i przy ponownym wsparciu partnerów oraz KOWR jako organizatora uda nam się jeszcze bardziej zmobilizować środowisko hodowców i właścicieli koni do uczestnictwa w programie, który ma szansę podtrzymać i umocnić pozycję polskich koni arabskich jako pięknych i dzielnych. Aktualny ranking całego cyklu dostępny jest na stronie PKWK (www.pkwk.pl).
47