Lipiec 2017 Nr 7 (7) Cena: 13,90 zł (w tym 5% VAT) ISSN 2543-4497
THINK MICE W W W. T H I N K M I C E . P L
ADELAIDE CONVENTION CENTRE
Przez 30 lat obiekt przyniósł stanowi Australia Południowa ponad 1,4 mld dolarów zysku. Powstanie jego nowej części ma wzmocnić pozycję regionu jako atrakcyjnej destynacji dla wydarzeń MICE. THINK EVENT H&M DWORZEC – WIĘCEJ NIŻ FESTIWAL
SYLWETKA ANDRZEJ HULEWICZ: MAM W ŻYCIU SZCZĘŚCIE MAGAZYN BRANŻY SPOTKAŃ
RAPORT POLSKA SPADA W RANKINGU UIA
OD REDAKCJI
DZIEJE SIĘ... Open'er Festival, „Męskie Granie”, Tauron Nowa Muzyka, Audioriver, OFF Festival, Orange Warsaw Festival – to tylko kilka wybranych festiwali muzycznych, które w sezonie letnim odbywają się w Polsce. Ich liczba w ostatnich latach wzrosła i póki co wiele wskazuje na to, że trend ten się utrzyma, a przynajmniej – nie ulegnie odwróceniu. To dobra wiadomość dla naszej branży i to z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że więcej festiwali oznacza więcej pracy dla organizatorów. Nawet jeśli spora część z tych wydarzeń nie jest organizowana bezpośrednio przez agencje, to i tak przy tej okazji mogą one uszczknąć swój kawałek tortu – i bardzo często to robią. Po drugie, o ile twórcy festiwali mogą obyć się bez wyspecjalizowanych agencji, to bez firm świadczących usługi za zakresu technicznej obsługi koncertów (od budowy sceny począwszy, przez nagłośnienie, scenografię, oświetlenie etc.) – już nie dadzą rady. To z kolei oznacza, że przedsiębiorstwa te, będące w końcu istotnym elementem naszej branży, mogą liczyć na pracę i zyski. Trzeci powód, dla którego popularność letnich koncertów i festiwali wpływa pozytywnie na naszą branżę jest może mniej oczywisty, ale w moim odczuciu – równie istotny. Pokazują one bowiem, że event jest świetnym narzędziem marketingowym. Nie bez powodu duża część festiwali to przedsięwzięcia sygnowane przez określone marki. W tym numerze „THINK MICE” opisujemy jedno z nich – festiwal H&M Dworzec, który przez trzy weekendy czerwca odbywał się w Warszawie. Wydarzenie to, na festiwalowej mapie Polski będące zjawiskiem stosunkowo nowym, wyróżnia się na tle innych m.in. scenerią, w jakiej jest organizowane. Aleksandra Borowicz, szefowa marketingu H&M Polska na pytanie o to, dlaczego firma zdecydowała się na jego organizację odpowiada: „Po pierwsze, dlatego, że festiwale to również festiwalowa moda, którą mamy w swojej ofercie. Po drugie, własny festiwal jest dla nas elementem budowania tzw. love brandu, czyli angażowania naszych klientów w markę, dostarczania im jak najlepszych wrażeń i emocji oraz nowych doświadczeń. Nasz festiwal znakomicie spełnia tę rolę.” Choć te słowa odnoszą się do jednego, konkretnego przypadku, w moim odczuciu można potraktować je jako dobrą rekomendację dla całego event marketingu.
Maria Krzos
3 THINK MICE
ZDJĘCIE NA OKŁADCE ADELAIDE CONVENTION CENTRE REDAKTOR NACZELNA Maria Krzos maria.krzos@thinkmice.pl
16
ZESPÓŁ REDAKCYJNY Michał Kalarus michał.kalarus@thinkmice.pl
DZIAŁ PRENUMERATY prenumerata@thinkmice.pl DZIAŁ GRAFICZNY Iwona Borowska Roman Borowski studio@thinkmice.pl
I PRAWO 31 Pięć najważniejszych zmian w RODO Fot. Katarzyna Cegłowska/materiały prasowe
©COPYRIGHT BY MICE & MORE MEDIA GROUP
I KONTROWERSJE 32 Przetarg PGE: jedna z firm zaproponowała prowizję 0,1 proc.
26
I RAPORT 34 Przemysł spotkań w Warszawie – raport WCB 35 Zrównoważone eventy są trendy 36 Polska spada w rankingu UIA
I SEKCJA BLOGERSKA 38 Technologia branży spotkań: kiedyś i teraz– 30 lat w pigułce (część 1) 39 Dzielić się wiedzą czy ją gromadzić?
Fot. Fotolia
NAKŁAD: 6500 egz. ZASIĘG: ogólnopolski CYKL WYDAWNICZY: miesięcznik
THINK MICE
I THINK EVENT 10 H&M Dworzec – więcej niż festiwal
I SYLWETKA 26 Mam w życiu szczęście
KOREKTA Agnieszka Jurewicz
4
I THINK THE MEETINGS SHOW 08 The Meetings Show – okno na brytyjski MICE
I THINK DESTINATION 24 Fam trip – czy to jeszcze działa?
PROJECT MANAGER Anna Łukasik think@thinkmice.pl
Teksty i zdjęcia publikowane w czasopiśmie nie mogą być reprodukowane bez pisemnej zgody Wydawcy. Wydawca i redakcja nie ponoszą odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń.
NEWS Nowy zarząd MPI Poland Chapter Krzysztof Celuch odchodzi z POT-u ICCA spotka się we Lwowie
I THINK VENUE 15 Adelaide Convention Centre 16 Centrum targowo-wystawiennicze na terenie FSO 20 Hotelarze dostosowują się do zmian
DZIAŁ REKLAMY reklama@thinkmice.pl
PARTNER MERYTORYCZNY (DZIAŁ PRAWNY)
10
I THINK INCENTIVE 13 Rynek lotniczych podróży biznesowych nabiera wartości
Ksenia Bednarek, Maciej Kompała, Monika Kowalska, Katarzyna Łabuz
DRUKARNIA TAURUS
Fot. D.Kramski
07
I 06 07 07 Fot. Materiały prasowe
MICE & MORE MEDIA GROUP THINK MICE Business Link PGE Narodowy Al. Ks. J. Poniatowskiego 1 03-901 Warszawa tel. +48 690 12 12 69 redakcja@thinkmice.pl www.thinkmice.pl www.facebook.com/thinkmice/
Fot. THINK MICE
THINK MICE
35
I MICE W OBIEKTYWIE 40 Relacje fotograficzne z wydarzeń branżowych
NEWS
W hotelu Hilton w Warszawie odbyła się IX Międzynarodowa Konferencja Naukowo-Szkoleniowa Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej (PTChN). W wydarzeniu uczestniczyło ok. 500 osób. IX konferencja pod przewodnictwem nowego prezesa Towarzystwa, prof. dr. hab. n. med. Piotra Szopińskiego poświęcona był długoterminowym wyzwaniom środowiska lekarskiego. Podczas sesji specjalnych swoje osiągnięcia przedstawii m.in. reprezentanci European Society for Vascular Surgery,
amerykańskiego Society for Vascular Surgery oraz International Society of Endovascular Specialists. Partnerem lokalnym wydarzenia była Warszawska Organizacja Turystyczna – Warsaw Convention Bureau, za jego organizację odpowiada ICP Group. PTChN zostało założone w 2001 r. z potrzeby zintegrowania środowiska chirurgów zajmujących się w sposób szczególny chorobami naczyń. Od początku swojego istnienia wspiera rozwój tej stosunkowo młodej specjalizacji. mk Relacja zdjęciowa z wydarzenia – str. 43
LUBLIN pobiegnie w Poland Business Run W tym roku po raz pierwszy Poland Business Run odbędzie się w Lublinie. Lokalnym koordynatorem tego wydarzenia jest Lubelskie Centrum Konferencyjne (LCK), a partnerami głównymi Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego oraz Urząd Miasta Lublin. – Mamy możliwość włączyć się w działania Fundacji Poland Business Run i spełnić marzenia beneficjenta pierwszej edycji Lublin Business Run (Mateusz Krzeszczyk, chłopak, który w wieku ośmiu lat stracił nogę w wypadku z udziałem maszyny rolniczej – przyp. red.). Zachęcam gorąco do wzięcia udziału w biegu, do zgłaszania swoich sztafet, aby w myśl hasła „Biegniesz-Pomagasz” wspierać beneficjentów z naszego regionu – mówi Radosław Dudziński, dyrektor LCK. Ambasadorami biegu w Lublinie są Kuba Piątek, zawodnik Orlen Team i Daniel Jeleniewski, zawodnik Speed Car Motor Lublin. – Lubelskie to region przyjazny biznesowi, ludziom i mądrym przedsięwzięciom. Dlatego Lublin Business Run
to inicjatywa, która doskonale wpisuje się w klimat naszego regionu. Cieszę się, że pojawiliśmy się na mapie największej w Polsce charytatywnej biegowej sztafety. Jak w każdej sztafecie najważniejsza jest drużyna, a w tym przypadku współpraca przekłada się na pomoc dla konkretnej osoby – mówi Sławomir Sosnowski, marszałek województwa lubelskiego. Poland Business Run to bieg, który od sześciu lat angażuje pracowników firm i korporacji. Opłaty startowe pomagają dofinansować protezy dla osób po amputacjach oraz sfinansować ich rehabilitację lub konsultacje z psychologiem. Tegoroczna edycja biegu odbędzie się 3 września. mk
Fot. Shootit/materiały prasowe
CHIRURDZY NACZYNIOWI spotkali się w Warszawie
Fot. Shootit/materiały prasowe
Fot. THINK MICE
Druga edycja Kongresu BUSINESS WITHOUT LIMITS
Dwa dni rozmów o gospodarce, wyzwaniach dla branży spotkań, nowoczesnych technikach komunikacji i współpracy sektora samorządowego z biznesem – tak w skrócie można podsumować drugą edycję kongresu Business Without Limits, która w dniach 21-22 czerwca br. odbyła się w Centrum Wystawienniczo-Kongresowym G2A Arena w Jasionce pod Rzeszowem. W trakcie kongresu blisko 100 panelistów wzięło udział w 10 konferencjach tematycznych poświęconych wyzwaniom w prowadzeniu biznesu przez małe i średnie przedsiębiorstwa, możliwościach ekspansji na rynki globalne oraz zarządzaniu sytuacją kryzysową. Dwa panele dyskusyjne dedykowane były branży spotkań, omówiono wpływ sektora na rozwój gospodarki regionalnej i globalnej oraz kierunki, które pozwolą na efektywne wykorzystanie potencjału branży MICE. W kongresie wzięło udział ponad 1000 gości, w tym ekonomiści, przedsiębiorcy, samorządowcy oraz liczni animatorzy biznesu. Wydarzenie zbiegło się w czasie z pierwszą rocznicą działalności CWK G2A Arena Województwa Podkarpackiego. Pierwszego dnia kongresu obyło się pierwsze posiedzenie Rady Ambasadorów, która odpowiada za określanie kierunków rozwoju realizowanych przez G2A Arena projektów. materiały prasowe, oprac. kos Magazyn „THINK MICE” był patronem medialnym tego wydarzenia.
5 THINK MICE
THINK THE MEETINGS SHOW
THE MEETINGS SHOW – OKNO NA BRYTYJSKI MICE DOBRA OKAZJA DO NAWIĄZANIA KONTAKTÓW Z REPREZENTANTAMI RYNKU BRYTYJSKIEGO, LEKKI NIEDOSYT JEŻELI CHODZI O WYSTAWCÓW Z ZAGRANICY. DO TEGO MOCNIEJSZY NACISK NA STREFĘ NOWYCH TECHNOLOGII. TAK W NAJWIĘKSZYM SKRÓCIE MOŻNA SCHARAKTERYZOWAĆ TEGOROCZNE TARGI THE MEETINGS SHOW. KTO POWINIEN UWZGLĘDNIĆ TĘ IMPREZĘ W SWOIM KALENDARZU?
RÓŻNE OPINIE
8 THINK MICE
Jeżeli chodzi o wystawców i zwiedzających niepochodzących z Polski, ich opinie na temat targów były raczej pozytywne. – Jesteśmy nowym obiektem, który dopiero zostanie oddany do użytku. Na The Meetings Show wystawiamy się po raz pierwszy. Oceniając rozmowy z hosted buyersami mogę powiedzieć, że targi spełniają nasze oczekiwania. Przeprowadziłam dużo owocnych spotkań, wiele z nich dobrze rokuje na przyszłą współpracę – mówi Amanda McDonald, marketing manager w Farnborough International Exhibition & Conference Centre. W przypadku tego venue większość potencjalnych kontrahentów pochodziła z Wielkiej Brytanii, chociaż na stoisku pojawiali się też hosted buyersi z zagranicy. Farnborough International Exhibition & Conference Centre położone będzie w niedalekiej odległości od lotniska Gatwick, co wzbudzało ich zainteresowanie. – Proporcje kształtują się mniej więcej w stosunku 70 do 30 proc. z przewagą na rzecz rynku krajowego – przyznaje Amanda McDonald. Pochlebnie o targach wypowiadała się także Sojin Park, assistant manager w Busan Tourism Organization z Korei. – Mimo że The Meetings Show to bardziej kameralna impreza niż cho-
ciażby IMEX, nie znaczy to, że jest dla nas mniej efektywna biznesowo. Najważniejsze jest zainteresowanie hosted buyersów i jakość prowadzonych z nimi rozmów, a z tym nie było źle. Chcemy promować Pusan w Europie. Każda okazja, żeby pokazać się na Starym Kontynencie jest więc dla nas dobra – mówi Sojin Park. Oczywiście nie oznacza to, że wśród gości z zagranicy nie było głosów krytycznych. Na przykład Ilenia Pasi z Firenze Convention & Visitors Bureau uskarżała się głównie na niewielką frekwencję pierwszego dnia targów. Rzeczywiście, spora część hosted buyersów doleciała do Londynu dopiero we wtorek (czyli właśnie pierwszego dnia) późnym popołudniem. To spowodowało, że nie pojawili się już wtedy w hali Olympii (impreza trwała do godz. 17.30). – Drugiego dnia było pod tym względem lepiej, odbyłam zauważalnie więcej rozmów. Analizując ich jakość muszę jednak powiedzieć, że z biznesowego punktu widzenia
Fot. THINK MICE (5)
Według oficjalnych informacji przekazanych przez Steva Knighta, dyrektora The Meetings Show, tegoroczna edycja targów przyciągnęła ponad 70 nowych wystawców. Znaleźli się wśród nich przede wszystkim reprezentanci destynacji, hoteli, centrów konferencyjnych oraz firm związanych z tzw. nowymi technologiami.
The Meetings Show oceniam średnio. Nie było najgorzej, ale mogłoby być dużo lepiej. Konkretnych spotkań nie odbyłam niestety zbyt wiele, stanowiły może 10-15 proc. całości – tłumaczy Ilenia Pasi. Wydaje się, że jeszcze więcej krytycznych uwag do targów mieli uczestniczący w nich Polacy. Co oczywiście nie oznacza, że uznali oni swój udział w nich za stratę czasu (i pieniędzy). Marta Kicler, business development director w Mazurkas DMC Poland przypomina, że pierwsza edycja The Meetings Show odbyła się w 2013 r. i w założeniu organizatorów miała stanowić pewnego rodzaju zastępstwo – przynajmniej w aspekcie turystyki biznesowej – za targi Confex, które stały się wydarzeniem bardziej lokalnym. Można jednak odnieść wrażenie, że po pięciu latach The Meetings Show zdają się podążać w podobnym kierunku. Wchodząc do hali centrum wystawowego Olympia w oczy rzucały się przede wszystkim stoiska firm i de-
THINK THE MEETINGS SHOW stynacji z Wielkiej Brytanii. Strefa krajowa była największa i zajmowała niemalże połowę całej powierzchni targów, poza tym znajdowały się w niej najbardziej rozbudowane, a przez to rzucające się w oczy stoiska. Druga, jeżeli chodzi o wielkość była strefa europejska. Oprócz nich na hali targowej wydzielono również strefę hoteli i biur DMC (w tym także z Wielkiej Brytanii) oraz destynacji z innych części świata. Przewidziano także specjalną przestrzeń dla dostawców nowych technologii. – Wystawcy i hosted buyersi z Wielkiej Brytanii cenią The Meetings Show, traktując to wydarzenie jako dobrą okazję do networkingu. Organizatorzy starają się oczywiście pozyskać więcej gości z Europy i ze świata, ale nie wychodzi im to zbyt dobrze. Tego brakowało mi najbardziej – mocnego, międzynarodowego charakteru tej imprezy. Nie zmienia to faktu, że mimo wszystko przeprowadziłam kilka dobrze rokujących rozmów. Mam nadzieję, że uda się je sfinalizować jakimiś konkretnymi realizacjami – mówi Marta Kicler. Zdaniem Moniki Szymkowiak-Kowalewskiej, partner zarządzającej w Grupie Finanset, która odwiedziła targi w charakterze hosted buyer, w porównaniu do poprzednich tegoroczna edycja była uboższa i bardziej lokalna. Przeważali wystawcy z Wielkiej Brytanii i z Europy, brakowało tych ze świata. – Poza tym, nawet w przypadku odległych destynacji z innych kontynentów, na stoiskach najczęściej pojawiali się jedynie pośrednicy – pracownicy biur promocji poszczególnych państw, na co dzień mieszkający w Europie. Rozmowa z nimi była mniej przekonująca niż z reprezentantami przyjeżdżającymi bezpośrednio z tych krajów, lepiej znającymi ich specyfikę i potrafiącymi odpowie-
dzieć na więcej pytań – tłumaczy Monika Szymkowiak-Kowalewska. Tym na co zwracali uwagę odwiedzający był też fakt, że brakowało wystawców z regionów, które w poprzednich latach brały udział w londyńskich targach. – Mam tu na myśli m.in. Amerykę Południową, a z bliższych destynacji chociażby kraje bałkańskie. Poza tym spora część stoisk wydawała mi się skromniejsza niż ostatnio – zauważa Alina Puto, założycielka i właścicielka agencji INN.
RACZEJ WIELKA BRYTANIA Fakt, że uczestnicy The Meetings Show nie wypowiadają się o nich w samych superlatywach nie oznacza jednak, że jest to wydarzenie, w której nie warto uczestniczyć. Do kogo skierowane są więc targi The Meetings Show? W założeniu organizatorów mają być imprezą międzynarodową. Taką formułę ustalono kilka lat temu i nadal ona obowiązuje. W praktyce impreza jest przede wszystkim oknem na rynek brytyjski. Całkiem dobrze wypełnia zresztą swoją rolę w tej materii. Wszyscy, którzy chcą organizować wydarzenia w Wielkiej Brytanii,
a więc i poznać tamtejszych organizatorów, reprezentantów obiektów czy firm podwykonawczych powinni uwzględnić The Meetings Show w swoich planach. – Osoby, które potrzebują nawiązać nowe kontakty akurat na tym rynku będą zadowolone – potwierdza Alina Puto. Podobnie rzecz ma się w przypadku wystawców zainteresowanych promocją swoich regionów i usług na Wyspach. – W Londynie pojawiliśmy się głównie po to, aby zareklamować Florencję na brytyjskim rynku. Chcemy pozyskać stąd więcej klientów – mówi Ilenia Pasi. Podobny cel postawiło przed sobą m.in. biuro Business Events Denmark. – Duńczycy świetnie mówią po angielsku, siatka połączeń lotniczych do wielu brytyjskich miast jest bardzo zadowalająca. Wielka Brytania to dla nas ważny i bardzo dobrze rokujący rynek, mimo Brexitu – mówi Erik Mortensen, kierownik tego biura. Warto też zwrócić uwagę na strefę nowych technologii. Podczas The Meetings Show w strefie dostawców tego typu usług, chociaż najmniejszej ze wszystkich wydzielonych na hali, można było znaleźć ciekawe inspiracje do wykorzystania na eventach, konferencjach czy kongresach. – Organizatorzy wyraźnie rozwijają tę dziedzinę. W tym roku pojawiło się zauważalnie więcej firm specjalizujących się w nowych technologiach niż w ubiegłych latach – mówi Alina Puto. Targi The Meetings Show odbywały się w centrum wystawowym Olympia w Londynie w dniach 13-15 czerwca br. Organizatorem imprezy jest Centaur Media. „THINK MICE” objął wydarzenie patronatem medialnym i był organizatorem grupy hosted buyers na targi. Relacja zdjęciowa – str. 40. I Michał Kalarus
9 THINK MICE
THINK EVENT
H&M DWORZEC – WIĘCEJ NIŻ FESTIWAL
Fot. D.Kramski/RAVE (2)
Zaczęło się w 2015 r. od H&M Loves Music Warsaw. Rok później było H&M Królestwo, zaś w tym roku przyszła kolej na – nomen omen – H&M Dworzec. Przetarg na realizację tej edycji muzycznego festiwalu H&M wygrały agencje: Brave i Cut The Mustard.
DOSSIER MIEJSCE: Dworzec Główny (Warszawa Główna Osobowa), ul. Towarowa 3 w Warszawie. Na terenie obiektu do marca 2016 r. mieściło się Muzeum Kolejnictwa (obecnie – Stacja Muzeum). Od ubiegłego roku w sezonie wiosenno-letnim w każdy weekend na kilku peronach dworca działa także Nocny Market, inspirowany azjatyckimi, nocnymi targami z kuchnią uliczną (stanowił on dodatkową atrakcję dla uczestników H&M Dworzec). Docelowo Dworzec Główny ma zostać poddany modernizacji i na nowo pełnić funkcję stacji kolejowej. Przetarg na wykonanie tych prac już został ogłoszony. CZAS: 9-10 czerwca, 16-17 czerwca, 23-24 czerwca ZLECENIODAWCA: H&M Polska WYKONAWCA: Cut the Mustard (odpowiedzialna za koncepcję kreatywną festiwalu oraz komunikację i promocję wydarzenia) oraz Brave (odpowiedzialna m.in. za koncept wizualny, produkcję i koordynację imprezy, stworzenie scenografii, kwestie formalne związane z wynajęciem lokalizacji). LICZBA UCZESTNIKÓW: 56 tys. (przez wszystkie dni wydarzenia)
10 THINK MICE
H&M Dworzec to cykl koncertów, które przez trzy weekendy czerwca (piątek-sobota) odbywały się na terenie dawnego Dworca Głównego przy ul. Towarowej 3 w Warszawie. Na scenie wystąpili: Eldo, Pezet, Xxanaxx, Flirtini, Ten Typ Mes, Duit, Taco Hemingway, Quebonafide, Fisz/Emade, The Dumplings, Brodka i Julia Wieniawa. Wstęp na wszystkie koncerty był wolny i jest to jedna z cech charakterystycznych całego przedsięwzięcia. – H&M jest marką demokratyczną i wszystkie wydarzenia, które organizujemy są z zasady bezpłatne – mówi Aleksandra Borowicz, szef marketingu H&M Polska. – Zależy nam, aby każdy, niezależnie od zasobności portfela, miał szansę w nich uczestniczyć. Nie inaczej było w przypadku festiwalu H&M Dworzec. Warto podkreślić, że uczestniczyły w nim czołowe nazwiska polskiej sceny muzycznej. Dzięki temu, że wstęp na wszystkie koncerty był wolny, mogli na nie przyjść również ci młodzi ludzie, których nie stać na zakup biletów czy karnetu za kilkaset złotych. Niewiele firm organizuje w tej formule wydarzenia na taką skalę i z takim line-upem.
IMPREZA NA GŁÓWNYM Elementem, który najmocniej wyróżnia festiwal H&M na tle innych tego typu wydarzeń sygnowanych przez inne marki jest sceneria. Wszystkie jego dotychczasowe odsłony odbywały się w Warszawie, za każdym razem jednak w nowej, oryginalnej lokalizacji. Koncerty w ramach pierwszej edycji odbywały się na barce pływającej z prawego na lewy brzeg Wisły w okolicach Mostu Poniatowskiego. Na drugą edycję, odbywającą się pod hasłem H&M Królestwo, marka H&M zaprosiła klientów do XVIII-wiecznego Pałacu Branickich (miejsca zamkniętego wcześniej na tego typu wydarzenia). W tym roku sceną dla koncertów stał się teren nieczynnego od 20 lat dworca kolejowego przy ul. Towarowej 3. – Wybór tego miejsca był nieprzypadkowy. Dworzec Główny to jeden z zapomnianych punktów na mapie stolicy. Wykorzystaliśmy ostatnią szansę, żeby przypomnieć o nim, zanim rozpocznie się jego rewitalizacja – mówi Łukasz Szczybelski, creative partner w Cut The Mustard. – Nikt przed nami, ani nikt po nas nie zorganizuje już tu eventu w takiej skali – dodaje Michał Atlas, managing director Brave. Do realizacji całego przedsięwzięcia agencje Brave i Cut the Mustard zostały wybrane w drodze przetargu, do którego przystąpiły jako partnerzy odpowiadający w pełni za projekt – począwszy od koncepcji kreatywnej, aż po realizację. Cut The Mustard
stworzyła ideę festiwalu, zajęła się także komunikacją i promocją wydarzenia. Do obowiązków agencji Brave należało wymyślenie i stworzenie wizualnego konceptu wydarzenia, dobór line-upu, produkcja i koordynacja imprezy. Na to zadanie składało się dostosowanie terenu do potrzeb imprezy masowej oraz stworzenie scenografii nawiązującej do miejsca, w którym odbywał się festiwal. Jej centralnym punktem była oczywiście scena przypominająca dworcową halę. – Każdy jej element – począwszy od tarasu, na który można było wejść, przez oświetlenie, na nagłośnieniu skończywszy, był przemyślany i dopracowany w każdym szczególe – tłumaczy Michał Atlas. – Całość znakomicie „zagrała” podczas koncertów. Dziełem agencji były także m.in. wybudowane na tę okazję dworcowe poczekalnie na świeżym powietrzu, z dworcowymi ławeczkami i oświetleniem zaprojektowanym i wykonanym na potrzeby eventu (zlokalizowane przed terenem imprezy masowej). Uczestnicy wydarzenia mogli także skorzystać z barów mieszczących się w sprowadzonych specjalnie w to miejsce wagonach kolejowych. – Przed naszym wejściem na teren imprezy wyglądał on zupełnie inaczej. Bezpośrednie prace przygotowawcze rozpoczęliśmy na miesiąc przed rozpoczęciem eventu – tłumaczy Michał Atlas. Do zadań agencji Brave należało także załatwienie formalności związanych z wynajęciem terenu. Zażywszy na fakt, że zarządza nim kilka podmiotów, ten ostatni element stanowił spore wyzwanie dla agencji. – Pozyskanie wszystkich niezbędnych zgód i pozwoleń wymagało od nas wielotygodniowych konsultacji i nawiązania współpracy
PASJA I PROFESJONALIZM SIĘ OBRONIĄ MICHAŁ ATLAS, BRAVE Przed jakimi wyzwaniami stanęła agencja Brave pracując przy tym projekcie? Myślę, że na początek warto powiedzieć o wszystkich formalnościach, które musieliśmy załatwić przed przystąpieniem do realizacji. Mnogość podmiotów odpowiadających za teren imprezy sprawiła, że uzyskanie wszystkich niezbędnych zgód wymagało sporych kompetencji i tutaj ukłony w stronę naszego prawnika za to, że udało mu się wszystko tak sprawnie przeprowadzić. Przechodząc natomiast do wyzwań związanych z samą realizacją – można spojrzeć na to z dwóch perspektyw. Z jednej strony, przy tak dużym projekcie rzeczywiście jest ich sporo, ale dla agencji posiadającej określone doświadczenie, know-how i podczas realizacji dającej z siebie 110 proc., są one elementem codziennej pracy. Z drugiej strony wiem, że na polskim rynku nie ma zbyt wielu firm, które byłyby w stanie taki projekt „dowieźć” na takim poziomie. Szanuję konkurencję, ale mam też świadomość atutów mojej agencji. W tym miejscu muszę też podkreślić rolę agencji Cut the Mustard, która jest autorem koncepcji kreatywnej całego wydarzenia. Na co warto zwrócić uwagę mówiąc o realizacyjnej stronie H&M Dworzec? Z punktu widzenia eventowca „smaczków” realizacyjnych było podczas tego projektu sporo. Wymienię kilka – line-up, znakomitą scenografię autorstwa Czarka Napiórkowskiego i związany z tym klimat, który udało nam się stworzyć w tym miejscu, nagłośnienie, za które już w trakcie festiwalu zbieraliśmy dobre recenzje czy na przykład tak „prozaiczną” kwestię jak bary umiejscowione w wagonach kolejowych. Takich wagonów na terenie Dworca Głównego nie było, musieliśmy je tam przywieźć. Dodam też, że kwestie formalne nie kończyły się na uzyskaniu
Fot. D.Kramski/RAVE
THINK EVENT
zgód od właścieli i zarządców. H&M Dworzec było imprezą masową i w zawiązku z tym musieliśmy uzykać pozwolenie na jej realizację i, co za tym idzie, zadbać o spełnienie wszystkich wymogów z tym związanych. W jaki sposób przebiegała współpraca agencji z klientem? Wiem, że być może zabrzmi to jak truizm, ponieważ podczas podsumowań często pada zdanie, że klient i agencja tworzyły prawdziwy zespół. Muszę tak jednak powiedzieć, ponieważ w naszym przypadku tak właśnie było. Wielu elementów nie udałoby się nam wypracować, gdyby nie zgranie, dobra energia i partnerskie relacje, które nas łączyły. Odpowiadając na pytanie o to, co w projekcie H&M Dworzec może budzić poczucie dumy Aleksandra Borowicz z H&M odpowiedziała, że przede wszystkim pozytywne emocje, które tym eventem udało się wywołać w odbiorcach. Jak to wygląda z perspektywy agencji? Mogę podpisać się pod tym zdaniem. Dla eventowca to właśnie emocje i doświadczenia, które dajemy odbiorcom są kluczowe – ich dostarczanie jest naszym zadaniem i z tego jesteśmy rozliczani. Od siebie dodałbym jeszcze pozytywny feed back ze strony artystów. Patrząc na liczbę letnich koncertów, festiwali etc. organizowanych przez różne podmioty można odnieść wrażenie, że mamy dobry czas dla event marketingu (przynajmniej w tym obszarze). Z drugiej strony konkurencja jest ogromna, a rynek może się w którymś momencie nasycić... Rzeczywiście, konkurencja rośnie, ale, jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało, myślę, że pasja i profesjonalizm się obronią. Moim zdaniem tym, co daje event marketing jest synergia między życiem w offline i online. Event przynosi bliski kontakt z marką, wzbudza emocje. To narzędzie, które jest nie do zastąpienia.
11 THINK MICE
THINK VENUE
CENTRUM TARGOWO-WYSTAWIENNICZE NA TERENIE FSO
16 THINK MICE
Fot. Materiały prasowe
NA POCZĄTKU CZERWCA SPÓŁKA GLOBALEXPO OGŁOSIŁA, ŻE ROZPOCZYNA PRACE PRZY BUDOWIE CENTRUM TARGOWO-WYSTAWIENNICZEGO NA TERENIE DAWNEJ FABRYKI SAMOCHODÓW OSOBOWYCH PRZY UL. MODLIŃSKIEJ W WARSZAWIE. OBIEKT PEŁNIĆ MA RÓWNIEŻ FUNKCJE KONFERENCYJNE.
THINK VENUE
HOTELARZE DOSTOSOWUJĄ SIĘ DO ZMIAN
Fot. THINK MICE/Michał Kalarus
BRANŻA HOTELOWA MA SIĘ W POLSCE DOBRZE. DUŻA W TYM ZASŁUGA TURYSTÓW BIZNESOWYCH, KTÓRZY NAPĘDZAJĄ KONIUNKTURĘ. TO M.IN. DZIĘKI NIM NOWE OBIEKTY POWSTAJĄ NIE TYLKO W GŁÓWNYCH OŚRODKACH, ALE TAKŻE W MNIEJSZYCH MIEJSCOWOŚCIACH. CHCĄC WYJŚĆ NAPRZECIW OCZEKIWANIOM KLIENTÓW MICE HOTELARZE WPROWADZAJĄ TEŻ NOWOŚCI W SWOIM PORTFOLIO.
20 THINK MICE
Globalnym i regionalnym zmianom w branży hotelowej poświęcona była 8. Konferencja Inwestycji Hotelowych zorganizowana na początku czerwca w Warszawie przez Eurobuild CEE. – Obserwując RevPAR (przychód przypadający na jeden dostępny pokój – przyp. red.), ale także szereg innych ważnych dla nas wskaźników, mogę powiedzieć, że wszystkie pną się w górę. Polska to dla nas dobry rynek. Z tego względu planujemy kolejne inwestycje – mówił podczas konferencji Janusz Mitulski, dyrektor rozwoju na Europę Środkowo-
-Wschodnią w Marriott International. Na korzyść polskiego rynku, poza rozwijającą się gospodarką i coraz lepszą infrastrukturą, przemawia też fakt, że bardzo silną grupę klientów (w przypadku niektórych obiektów sięgającą nawet ok. 70 proc.) stanowią goście krajowi. To w dużej mierze grupy MICE i osoby podróżujące w celach służbowych. Dzięki nim wewnętrzny potencjał rynku jest na tyle duży, że hotelarze nie są tak bardzo zależni od zainteresowania gości z zagranicy – z reguły sezonowego i mniej przewidywalnego.
EKSKLUZYWNIE, ALE NIE LUKSUSOWO Nic więc dziwnego, że goście biznesowi stanowią przysłowiowe „oczko w głowie” dla wielu hotelarzy. To, jakich obiektów potrzebują jest przedmiotem ich dogłębnej analizy. – Szczególnie duży potencjał widzimy w hotelach 5- i 4-gwiazdkowych, m.in. właśnie ze względu na biznes. Raczej nie należy się za to spodziewać powstania kolejnych obiektów z kategorii tych najbardziej luksusowych – mówił Janusz Mitulski. Dzieje się tak dlatego, że
luksusowe obiekty – ze względu na swoją cenę, ale często także bardziej kameralny charakter (zarówno jeżeli chodzi o liczbę pokoi, jak i sal konferencyjnych, przeważnie niezbyt dużych powierzchniowo) skierowane są raczej do zamożnych klientów indywidualnych, a nie do grup. Tych pierwszych nie ma z kolei relatywnie aż tak dużo – przynajmniej nie na tyle, aby powstawała dla nich masa nowych hoteli. Już istniejące oraz te, które zostaną oddane do użytku w najbliższym czasie (m.in. Raffles Europejski w Warszawie i klasyfikowany na granicy luxury i upper scale Autograph Collection w Krakowie) powinny na jakiś czas wyczerpać zapotrzebowanie rynku. Inaczej ma się sytuacja w przypadku marek klasyfikowanych jako 5- i 4-gwiazdkowe oraz, jeszcze nie tak dawno mało znanych, obiektów lifestylowych. Skąd bierze się popularność tych drugich?
W POSZUKIWANIU ORYGINALNOŚCI Najkrótsza odpowiedź na to pytanie brzmi – ze zmian demograficznych, które coraz silniej wpływają na rynek. Przedstawiciele młodszych generacji z roku na rok stanowią większy procent osób nocujących w hotelach. To ludzie, którzy mają inne nawyki i oczekiwania niż starsze generacje. Poszukują oryginalnych, wyróżniających się venue, w których pobyt będzie stanowił atrakcję samą w sobie. To głównie do nich skierowana jest lifestylowa oferta hotelarzy, chociaż takie obiekty budowane są także z myślą o nieco starszych klientach – gościach indywidualnych i biznesowych „znudzonych” przewidywalnością tego, co mogą zastać w tradycyjnych hotelach. Chodzi tu nie tylko o wygląd pokoi, ale także przestrzeni wspólnych i sal konferencyjnych. Obiekty lifestylowe różnią się od siebie, mają swój specyficzny klimat i charakter. – W ostatnich latach obserwujemy, że klienci poszukują doznań lokalnych – atrakcji charakterystycznych dla miejsca, do którego przyjeżdżają. Dobrze wiedzą o tym hotelarze, którzy starają się wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Stąd pomysł na nietuzinkowe hotele butikowe, czy lifestylowe, różniące się od „standardowych” obiektów, które w wielu miejscach na świecie są do siebie podobne – mówi Mateusz Czerwiński, dyrektor Warsaw Convention Bureau.
Fot. THINK MICE/Michał Kalarus
THINK VENUE
LIFESTYLOWA OFENSYWA Podaż generuje popyt, należy się więc spodziewać coraz więcej tego typu inwestycji. Praktycznie każda duża sieć hotelowa posiada już w swoim portfolio obiekty, które można by uznać za niestandardowe, projektowane, przynajmniej po części, w sposób lifestylowy. To m.in. Ibis Styles, należące do Accor Hotels (takie obiekty pojawiły się już w kilku polskich miastach), Radisson RED sieci Carlson Rezidor (w Krakowie powstanie pierwszy hotel firmowany tą nazwą), Indigo będący „dzieckiem” InterContinental Hotels Group (w ubiegłym roku taki hotel został otwarty w Krakowie, kilka tygodni temu także w Warszawie) czy AC Hotels (budowany we Wrocławiu) oraz Moxy (hotele tej marki powstaną w Warszawie, w kompleksie Centrum Praskiego Koneser oraz na lotnisku w Katowicach – Pyrzowicach) należące do Marriott International. Dobrym przykładem jest też powstający na stołecznym Lotnisku Chopina Renaissance Warsaw Airport Hotel firmowany, podobnie jak AC Hotels i Moxy, przez Marriott International. – Będzie to obiekt bardzo silnie związany z Warszawą i przez te nawiązania do stolicy ma się też pro-
mować. W hotelu pojawi się m.in. concierge, którego zadaniem będzie doradzanie gościom, jak w ciekawy sposób mogą spędzić czas w mieście. Odwiedzając nie tylko flagowe atrakcje turystyczne, ale także mniej znane miejsca, popularne wśród mieszkańców – mówi Mateusz Czerwiński. Także wystój Renaissance Warsaw Airport Hotel ma mieć lokalny charakter. Będzie nawiązywać do dorobku polskiego modernizmu z lat 30. i 60. To, że obiekty lifestylowe są ciekawą propozycją dla turystów biznesowych przyznają organizatorzy wydarzeń wpisujących się w definicję przemysłu spotkań. Chociaż podkreślają też pewne ograniczenia, wynikające ze specyfiki tych „produktów”. – Z pewnością na rynku jest miejsce dla takich hoteli. Goście MICE są nimi zainteresowani, chociaż dotyczy to przeważnie nieco młodszych uczestników imprez – do 40., maksymalnie 50. roku życia. Z moich doświadczeń wynika, że starsi klienci i tak najczęściej decydują się na klasyczne hotele, często po prostu wybierają te uważane za najlepsze w mieście, do którego przyjeżdżają. Tym niemniej, właśnie ze względu na reprezentantów młodszych generacji, którzy coraz
8. KONFERENCJA INWESTYCJI HOTELOWYCH Odbyła się 8 czerwca br. w hotelu Westin w Warszawie. W jej trakcie dyskutowano głównie o globalnych zmianach w branży hotelarskiej i ich wpływie na rynek lokalny. Wśród poruszanych tematów znalazły się m.in. te związane z konsolidacją największych graczy, inwestycjami w budowę nowych obiektów hotelowych, segmentacji ich marek, mającej na celu zbudowanie oferty dostosowanej do większej liczby grup docelowych czy roli miast regionalnych w rozwijaniu biznesu. Organizatorem imprezy był Eurobuild CEE. Relacja zdjęciowa z wydarzenia – str. 41.
21 THINK MICE
26
THINK MICE
Fot. Katarzyna Cegłowska/materiały prasowe
SYLWETKA
MAM W ŻYCIU SZCZĘŚCIE ANDRZEJ HULEWICZ TO BEZ WĄTPIENIA JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH OSOBOWOŚCI POLSKIEJ BRANŻY SPOTKAŃ. FIRMA, KTÓRĄ STWORZYŁ WRAZ Z ANDRZEJEM BARTKOWSKIM, PRZEZ BLISKO 30 LAT OBECNOŚCI NA RYNKU ROZWIJAŁA SIĘ, POSZERZAŁA SWOJE KOMPETENCJE ORAZ ZAKRES ŚWIADCZONYCH USŁUG. W CZYM ZDANIEM HULEWICZA TKWI TAJEMNICA JEJ SUKCESU ORAZ CO SPRAWIA, ŻE ON SAM, PO TYLU LATACH PRACY, WCIĄŻ MA APETYT NA WIĘCEJ? Współtwórca Grupy Mazurkas mówi o sobie, że miał i ma w życiu szczęście. – Zarówno do wspaniałych rodziców, cudownej żony, jak i fantastycznych dzieci – tłumaczy. – Odpukać, układa mi się i w życiu prywatnym, i zawodowym. Oczywiście nie mogę nie pamiętać, że wiele moich sukcesów zostało okupionych olbrzymim wysiłkiem i stresem. Zgrzeszyłbym jednak, gdybym powiedział, że nie miałem szczęścia... Bo można w życiu wiele pracować, bardzo się starać, a efekty mogą być zdecydowanie gorsze...
Początki Pod szyldem Mazurkas działa dziś kilka brandów, m.in. Mazurkas Travel, Mazurkas DMC Poland, Mazurkas Catering 360, MCC Mazurkas Conference Centre & Hotel oraz Mazurkas Transport. Początki całej grupy to rok 1990 i biuro w piwnicy u Andrzeja Bartkowskiego. – Po jakimś czasie, chcąc być blisko klienta, przenieśliśmy się do hotelu „Forum” – wspomina Andrzej Hulewicz. – Swoją ówczesną siedzibę nazywaliśmy „złotą klatką”, bo była zrobiona z miedzianych rurek i szyb. To był okres szybkiego rozwoju firmy, ale też bardzo ciężkiej pracy. Dosłownie – od świtu do nocy, przez siedem dni w tygodniu. Jak wyglądało prowadzenie biura podróży w czasach, kiedy nie było telefonów komórkowych, internetu, zaś komputer, faks, a nawet własny telefon stacjonarny należały do rzadkości? – Na samym początku sporo czasu trzeba było spędzać na poczcie – odpowiada z uśmiechem Andrzej Hulewicz. – W moim przypadku była to poczta przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie. – Pamiętam, że chodziłem tam, by skorzystać z faksu. W ten sposób wysyłaliśmy nasze programy klientom. Standardem było też sięgające czasem kilku godzin oczekiwanie na rozmowę międzynarodową. Na szczęście dosyć szybko „dorobiliśmy się” i własnego faksu, i komputera.
Początki Mazurkasa to świadczenie usług turystycznych, a potem również transportowych. W 1998 r., kiedy zapadła decyzja o budowie hotelu w Ożarowie Mazowieckim z trzech wspólników, którzy zakładali firmę pozostało dwóch – Hulewicz i Bartkowski, i to oni do dziś nią zarządzają. – Pyta Pani, czy gdybym drugi raz miał zakładać własną firmę wolałbym to robić w latach 90. czy teraz? I czy teraz jest łatwiej, niż było kiedyś? To nie jest kwestia łatwiej-trudniej. Dziś wielu z zazdrością patrzy, jak młodzi ludzie otwierają nowe biznesy, start-upy i wymyślają najróżniejsze rzeczy. Jednak i w czasach, kiedy myśmy zaczynali, i teraz obowiązuje te sama zasada – sukces odniesie ten, kto z jednej strony najlepiej odpowie na zapotrzebowanie klientów, z drugiej natomiast będzie potrafił ich zainspirować przedstawiając nowe pomysły i rozwiązania – mówi Hulewicz.
Dwóch pilotów i tancerka Droga zawodowa Andrzeja Hulewicza nie rozpoczęła się jednak wraz z założeniem własnej firmy. W chwili jej powstawania zarówno on, jak i Andrzej Bartkowski, mieli za sobą lata pracy w charakterze pilotów wycieczek. – Studiowałem handel zagraniczny i już na pierwszym roku zrobiłem kurs uprawniający do wykonywania tego zawodu – opowiada Hulewicz. – Bardzo mnie on wciągnął, ponieważ to właśnie od pilota zależy, jak turysta odbierze dany kraj, miejscowość czy punkt programu. Dobry pilot potrafi tak opowiedzieć o pomniku – dajmy na to – Chopina – że osoby, do których mówi, niemal usłyszą dźwięki fortepianu. W tym zawodzie chodzi bowiem nie tylko o to, by zaprezentować dane miejsce czy atrakcję, ale również, by pokazać jego wielowarstwowość, odkryć jego duszę – mówi. Właśnie tę umiejętność Hulewicz i Bartkowski wykorzystali otwierając Mazurkasa. – Na studiach wpojono mi zasadę, o której już wspomniałem
27 THINK MICE
Fot. Materiały prasowe
PRAWO
PIĘĆ najważniejszych zmian w RODO
Za niespełna rok czekają nas niemałe zmiany w zakresie prawa ochrony danych osobowych. We wszystkich państwach UE zacznie obowiązywać ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO, ang. GDPR). Przepisy tego aktu prawnego będą musiały być stosowane bezpośrednio przez każdego przedsiębiorcę, który przetwarza dane osobowe. RODO ma zastąpić stare i nienadążające za rozwojem technologii zasady ochrony danych osobowych oraz zwiększyć ochronę prywatności osób fizycznych.
PRIVACY BY DESIGN Po pierwsze, przedsiębiorcy będą musieli stosować się do zasady privacy by design. Jej celem jest eliminowanie problemów związanych z ochroną danych osobowych już na etapie planowania wdrożenia nowych produktów lub świadczenia usług. Przekładając to na sytuacje występujące w branży eventowej – przed każdą organizacją eventu rekomendowanym działaniem będzie ocena skutków przeprowadzenia tego wydarzenia pod kątem ochrony danych osobowych jego uczestników. To samo będzie dotyczyło konieczności analizy akcji promocyjnej przeprowadzanej podczas imprezy i jej zgodności z przepisami o ochronie danych.
ZBIORY DANYCH Po drugie, zgodnie z RODO zniknie obowiązek zgłaszania zbiorów danych osobowych. Zostanie on zastąpiony koniecznością prowadzenia przez przedsiębiorców rejestru czynności przetwarzania danych osobowych, który będzie obejmował m.in. takie informacje jak cele przetwarzania czy też kategorie przetwarzanych danych osobowych. Rozporządzenie przewiduje jednak pewne wyjątki od tej zasady, które mają dotyczyć przedsiębiorstw zatrudniających do 250 pracowników.
ABI VS DPO Po trzecie, wielu przedsiębiorców staje dziś przed dylematem czy powołać w swoich strukturach osobę odpowiedzialną za bezpieczeństwo i nadzór nad danymi osobowymi. Mimo wielu sprzecznych informacji, do których można dotrzeć w Sieci – przepisy obecnej ustawy o ochronie danych osobowych nie przewidują obowiązku powołania tzw. Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Z kolei rozporządzenie unijne wprowadza pojęcie tzw. Inspektora Ochrony Danych (IOD, ang. Data Protection Officer – DPO), który ma zastąpić dotychczasowego ABI-ego. Przepisy RODO wskazują na sytuacje, w których obowiązkowym jest powołanie DPO. Powołanie inspektora będzie konieczne m.in. w przypadku gdy główna działalność podmiotu polega na przetwarzaniu szczególnych kategorii danych osobowych, a ponadto, gdy główna działalność przedsiębiorcy będzie polegała na operacjach przetwarzania danych. Niewątpliwe w niektórych przypadkach powołanie DPO będzie konieczne, a sam inspektor będzie pełnił istotną rolę w strukturze takiej firmy.
CHECKBOXY Po czwarte, zmianie ulegnie także zakres obowiązków informacyjnych, które należy przekazać osobie fizycznej, której dane dotyczą. Przedsiębiorca zbierający takie dane – np. przy okazji zapisów uczestników na konferencję – będzie musiał poinformować m.in. o podstawie prawnej przetwarzania danych, okresie, przez który dane będą przetwarzane oraz prawie do złożenia skargi do odpowiedniego organu nadzoru. Dlatego też niezwykle istotnym będzie dostosowanie przez przedsiębiorców sto-
sowanych przez nich formularzy zgód oraz treści pól oznaczonych checkboxami.
KARY FINANSOWE W końcu po piąte – last but not least – rozporządzenie wprowadza bardzo surowe kary administracyjne za naruszenie przepisów ochrony danych osobowych. Kary te będą mogły osiągnąć niewyobrażalnie wysokie kwoty. RODO przewiduje bowiem sankcje w wysokości aż 20 mln euro lub 4 proc. światowego obrotu przedsiębiorcy osiągniętego w poprzednim roku obrotowym. Z kolei za przypadki mniejszej wagi – kary te mogą osiągać poziom 10 mln euro lub 2 proc. światowego obrotu przedsiębiorcy za poprzedni rok obrotowy. Co istotne, kary będą nakładane także w sytuacji naruszenia obowiązku niezwłocznego (nie później niż 72 godz.) poinformowania odpowiedniego organu nadzoru o naruszeniu przepisów ochrony danych osobowych (np. w przypadku niekontrolowanego wycieku danych). Czasu na przygotowanie się do zmian pozostało niewiele. Biorąc pod uwagę, że przepisy zaczną być stosowane już 25 maja 2018 r. – wszyscy przedsiębiorcy, nie tylko z szeroko pojętej branży MICE, powinni rozważyć jakie zmiany muszą wdrożyć do tego czasu w strukturach swoich organizacji.
PATRYK DYKAS LSW LEŚNODORSKI, ŚLUSAREK I WSPÓLNICY
Adwokat, specjalizuje się w prawie własności intelektualnej, prawie nowych technologii oraz ochronie danych osobowych. www.lsw.com.pl
www.lswipblog.pl
31 THINK MICE
RAPORT
Przemysł spotkań w Warszawie – RAPORT WCB Wielkość, potencjał społeczno-gospodarczy, lokalizacja, dostępność transportowa oraz walory turystyczne sprawiają, że Warszawa może pretendować do roli lidera przemysłu spotkań nie tylko w Polsce, ale również w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jak to wygląda w praktyce? Próbie odpowiedzi na to pytanie poświęcony jest raport „Przemysł spotkań w Warszawie” przygotowany przez dr. Adama Pawlicza oraz dr Martę Sidorkiewicz na zlecenie Warsaw Convention Bureau. Autorzy wzięli pod lupę różnego rodzaju wydarzenia biznesowe, naukowe, polityczne, społeczne etc. o charakterze krajowym oraz międzynarodowym, które w 2016 r. miały miejsce na terenie Warszawy. Prezentowane w raporcie dane pochodzą z systemu Demand Outlook pozyskującego informacje bezpośrednio od przedsiębiorstw i prowadzonego przez firmę Z-Factor. Dane te dotyczą ponad 17,5 tys. spotkań.
SEZON NA IMPREZY W raporcie znajdziemy kolejne potwierdzenie faktu obserwowanego od lat przez praktyków przemysłu spotkań – mowa o dużej sezonowości cechującej tę część gospodarki. W przypadku Warszawy w 2016 r. największa liczba spotkań odbywała się w takich miesiącach, jak październik oraz wrzesień (odpowiednio 11,1 proc. i 10,5 proc. łącznej ich liczby), natomiast podczas wakacji miał miejsce wyraźny spadek. Największe wykorzystanie warszawskiej infrastruktury konferencyjno-kongresowej i wystawienniczej przypada na okres jesienny, zwłaszcza październik z ponad 18 proc. udziałem wykorzystanej powierzchni w ciągu całego roku. Najmniej powierzchni na organizację wydarzenia wykorzystano podczas wakacji w sezonie urlopowym w lipcu i sierpniu.
Długość trwania
34 THINK MICE
Średnia długość warszawskiego wydarzenia w 2016 r. wyniosła 1,5 dnia. Zgodnie z zaprezentowanymi danymi zdecydowaną większość (prawie 70 proc.) stanowią spotkania jedno-
dniowe. Spotkania dwudniowe stanowiły ponad jedną piątą (21,7 proc.) wszystkich, natomiast najniższy odsetek (1,2 proc.) stanowiły spotkania trwające 4 dni i więcej.
Wykorzystanie powierzchni według typu obiektu Warszawa posiada ponad 200 głównych obiektów konferencyjnych i eventowych, w tym między innymi: 19 obiektów kongreso-
wych, 31 hoteli konferencyjnych oraz 41 innych obiektów typu muzea, teatry, uczelnie, które posiadają sale konferencyjne. Z analizy ekspertów wynika, że najczęściej wykorzystywanym na wydarzenia biznesowe typem obiektów są hotele (84 proc. w ogólnej liczbie objętych badaniem wydarzeń i prawie 75 proc. – w powierzchni). Należy przy tym zaznaczyć, iż zaprezentowane dane nie obejmują wszystkich hoteli w stolicy. Informacje dotyczą przede
LICZBA/STRUKTURA WYDARZEŃ WEDŁUG RODZAJU WYDARZENIA Konferencja/kongres
Liczba
Procent
3969 22,5%
Targi/wystawy
40 0,2%
Wydarzenia korporacyjne/ motywacyjne
13 643 77,3%
LICZBA WYDARZEŃ WEDŁUG DŁUGOŚCI Liczba
Procent
1 dzień
12 271
69,5%
2 dni
3 826
21,7%
3 dni
1 021
5,8%
4 dni
319
1,8%
Powyżej 4 dni
215
1,2%
RAZEM
17 652 wydarzenia Źródło danych: raport „Przemysł spotkań w Warszawie”, edycja 2016
RAPORT
POLSKA SPADA w rankingu UIA Osiemdziesiąt spotkań i 27. pozycja w zestawieniu ogólnym grupy A. Tak wyglądają statystyki dotyczące Polski zaprezentowane w najnowszym rankingu International Meetings Statistics Report autorstwa Union of International Associations (UIA). To wynik gorszy niż rok temu. Raport UIA słynie z dość skomplikowanego sposobu klasyfikacji poszczególnych spotkań (dane zbiera UIA Congress Department). Wyróżnione są w nim trzy grupy wydarzeń – A, B i C. Do grupy A, najważniejszej, zalicza się spotkania przygotowywane lub finansowane przez międzynarodowe stowarzyszenia i organizacje, umieszczone w dokumencie „Yearbook of International Organizations” oraz wpisane do bazy danych „UIA International Congress Calendar”. Spotkania te muszą mieć międzynarodowy charakter oraz gromadzić min. 50 uczestników (ten drugi warunek nie jest bezwzględny, do grupy tej zalicza się również te spotkania międzynarodowe, których dokładna liczba uczestników nie jest znana). Imprezy klasyfikowane do grupy B to inne spotkania trwające min. 3 dni, dla min. 300 gości, z których przynajmniej 40 proc. pochodzi z zagranicy (co najmniej 5 różnych narodowości). Ich organizatorem nie musi być podmiot międzynarodowy. Podobnie rzecz ma się w przypadku spotkań z grupy C. Tu także 40 proc. uczestników powinno pochodzić z innego kraju niż ten, w którym odbywa się spotkanie. Długość imprezy może jednak wynieść tylko 2 dni, a minimalna liczba osób biorących w niej udział – 250.
POLSKIE SPADKI W tegorocznym zestawieniu (przywołującym dane z 2016 r.) Polska zajęła 27. miejsce w grupie A. To wynik o trzy miejsca słabszy niż ostatnio. Gorszą informacją jest jednak to, że w naszym kraju – przynajmniej według UIA – odbyło się znacznie mniej imprez. O ile w ubiegłorocznym dokumencie pojawiło się ich 117, tym razem odnotowano tylko 80. Jak tłumaczy Joel Fischer z UIA, ten niekorzystny stan rzeczy może być po części spowodowany problemami w przepływie informacji. Nie zmienia to jednak faktu, że wynik nie napawa optymizmem. Jeżeli chodzi o inne kraje w regionie – w Czechach w 2016 r. odbyło się 55, a na Węgrzech 38 międzynarodo-
wych wydarzeń. Mniej niż nad Wisłą, ale należy mieć na uwadze fakt, że to mniejsze kraje, w których motorem napędowym turystyki biznesowej są stolice.
WALKA NA SZCZYCIE W tym roku w rankingu UIA nastąpiła też duża zmiana na podium. Pierwsze miejsce w skali świata zajęła tym razem Korea Południowa, która zdeklasowała zajmujące przez dłuższy czas pozycję lidera Stany Zjednoczone. USA zanotowały mocny spadek, gdyż ostatecznie wylądowały dopiero na czwartej pozycji. Stało się tak nie tylko dlatego, że w Korei w 2016 r. zorganizowano o 106 więcej konferencji i kongresów niż przed rokiem (w sumie było ich 997, czyli 9,5 proc. wszystkich wydarzeń uwzględnionych w zestawieniu). Przyczyny tego stanu rzeczy należy szukać także w tym, że międzynarodowe stowarzyszenia znacznie rzadziej decydowały się lokować swoje imprezy w Stanach. O ile w ostatnim zestawieniu (przywołującym dane z 2015 r.) Amerykanie mogli pochwalić się przyciągnięciem 930 wydarzeń (co i tak nie pozwoliłoby im w tym roku „pokonać” Korei), to w tegorocznym zestawieniu udało im się pozyskać zaledwie 702 kongresy. Wyprzedziły ich jeszcze Belgia (2. miejsce, 953 spotkania, o 216 więcej niż ostatnio) i Singapur (3. miejsce, 888
RANKING UIA – NAJLEPSZE KRAJE Miejsce/kraj
liczba spotkań w 2016 r.
Korea Południowa Belgia Singapur USA Francja/Japonia Hiszpania Austria Niemcy Holandia Tajlandia
997 spotkań 953 spotkania 888 spotkań 702 spotkania 523 spotkania 423 spotkania 404 spotkania 390 spotkań 332 spotkania 279 spotkań
% wszystkich spotkań 9,5 proc. 9,1 proc. 8,5 proc. 6,7 proc. 5 proc. 4 proc. 3,9 proc. 3,7 proc. 3,2 proc. 2,7 proc.
spotkań, o 152 więcej niż ostatnio). Kolejne miejsca w pierwszej dziesiątce, już za Stanami Zjednoczonymi zajęły kolejno: Francja z Japonią (ex equo) oraz Hiszpania, Austria, Niemcy, Holandia i Tajlandia.
MIEJSKI PUNKT WIDZENIA Nieco mniejsze roszady miały miejsce w czołówce najchętniej wybieranych przez organizatorów konferencji i kongresów miast, chociaż i tu nie obyło się bez zmian. Zestawienie zdaje się potwierdzać dobrą passę Belgii. Najlepsza okazała się bowiem Bruksela, która przyciągnęła w 2016 r. łącznie 906 imprez – prawie wszystkie, które gościły w tym kraju. Pozycją lidera „zamieniła” się z Singapurem (klasyfikowanym zarówno jako miasto, jak i państwo), który tym razem, z 888 spotkaniami, zajął drugą pozycję. Okazał się za to liderem na kontynencie azjatyckim. Najlepszą trójkę – tak samo jak przed rokiem – zamyka Seul. W ubiegłorocznym raporcie miasto pozyskało 494 imprezy, w tegorocznym nieco więcej – 526. Na dalszych pozycjach uplasowały się kolejno Paryż, Wiedeń, Tokio, Bangkok, Berlin, Barcelona i Genewa. W tegorocznym raporcie zostało uwzględnionych w sumie 422,5 tys. imprez. I Michał Kalarus
RANKING UIA – NAJLEPSZE MIASTA Miejsce/miasto
liczba spotkań w 2016 r.
Bruksela Singapur Seul Paryż Wiedeń Tokio Bangkok Berlin Barcelona Genewa
906 spotkań 888 spotkań 526 spotkań 342 spotkania 304 spotkania 225 spotkań 211 spotkań 197 spotkań 182 spotkania 162 spotkania
% wszystkich spotkań 8,6 proc. 8,5 proc. 5 proc. 3,3 proc. 2,9 proc. 2,1 proc. 2,0 proc. 1,9 proc. 1,7 proc. 1,5 proc.
37 THINK MICE