Page 1

Nr 6(136) / 15 - 21 FEBRUARY 2012 | WEEKLY News and Guides for the Polish Community | thepolishobserver@myownmedia.co.uk | free press

Raj dla bezdomnych Polaków

W TYM NUMERZE

Czar prysł Notowania PO poleciały na łeb na szyję. Nikt się tego nie spodziewał. Znajomi dziennikarze, którzy jeszcze miesiąc temu, piali z zachwytów powtarzają teraz - czar prysł! Felieton Janusza Palikota.

str. 4

Nagroda za pomoc w śledztwie Policja z regionu Suffolk wraz z niezależną jednostką Crimestoppers oferują nagrodę w wysokości do 5000 funtów za dostarczenie informacji, które doprowadzą do aresztowania i skazania pewnego mężczyzny…

fot. Anna Sobusiak

„Żyć nie umierać” - wychwala życie w Londynie Andrzej, bezdomny z Bytomia. Przyjechał do Wielkiej Brytanii trzy miesiące temu, a namówił go kumpel, który wiedzie podobną egzystencję od trzech lat. „Oprócz dachu nad głową, niczego mi tutaj nie brakuje, a do bezdomności jestem przyzwyczajony”… str. 3

Hammersmith, to jedna z najbardziej polskich dzielnic Londynu, tu znajduje się słynny POSK, ale za kilka tygodni, ma szansę pojawić się kolejny rodzimy ośrodek kulturalny, a wszystko dzięki polskim i brytyjskim baptystom.

Iwona Cisło. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, Wydziału Rzeźby i Malarstwa oraz Edinburgh College of Art, gdzie rzeźba była jej specjalizacją. Od 2003 roku mieszka w Londynie. Dlaczego?

Sławka Bednarskiego poznałem ponad cztery lata temu. Pracowałem wówczas dla jednego z polonijnych magazynów. On zaś był rysownikiem. Nasze drogi rozeszły się po kilku miesiącach. Spotkałem go jakiś czas temu, na jednej z wystaw i wtedy właśnie powiedział mi o pewnym nowym projekcie: - Budujemy salę teatralną. Będziesz miał czas, to zajrzyj… str. 4

Przyjechałam do Wielkiej Brytanii na stypendium. Wjeżdżałam autokarem od południa w stronę Victoria Station i spodziewając się gotyckiej architektury w deszczu i mgle, bardzo się zdziwiłam. Pierwsze, co pomyślałam to to, że pomyliłam prom i jestem na innym kontynencie, a drugie, że muszę tu zamieszkać na dłużej, bo tak wiele jest do rozpoznania… str. 6

fot. Iwona Cisło - Archiwum prywatne

Jak zrozumieć sztukę

fot. pastor D. Hirst (z lewej) i S. Bednarski aut: A. Sławiński

Duchowa misja Sławka

Wybierz sposób, w jaki chcesz wysłać pieniądze:

W placówce

westernunion.co.uk

0800 833 833

Nazwa i logo Western Union, a tak e zwi zane z ni znaki towarowe i usługowowe, nale ce do Western Union Holdings Inc., zarejestrowane i stosowane w USA oraz wielu innych krajów nie mog by u ywane bez pozwolenia.

fot. Pytor Melaniuk - Materiały policji

str. 7

Ostatni bastion wolności

Maluteńkie kosteczki pamięci flashowej, zdolne do przechowywania terabajtów danych na chipie wielkości paznokcia, to nie fragment cudem odnalezionego, niepublikowanego jeszcze manuskryptu kolejnej „Odysei” Arthura C. Clarke’a, ale rzeczywistość, z którą zderzymy się już w połowie obecnego roku…

str. 8

W naszym angielskim domu

Agresywny intruz i bezczelny rachunek. Viktoria dzwoni 11 razy. Nie zawsze jest wesoło. Bezradni „electricians” w turbanach. Ku przestrodze. Lokator nożem cięty… Opowiadanie Janusza Młynarskiego. str. 12


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

2

Wiadomości

I

znów ci podli Holendrzy atakują Polaków. Niby za to, że zabierają im pracę, że brudzą, śmiecą, piją, kradną, wszczynają burdy. A co nie wolno nam?! A kto was chronił przed Tatarami, przed Turkami, przed nawałą bolszewicką, a gdzie byliście podczas II wojny światowej, kiedy walczyliśmy na wszystkich frontach za „Wolność Naszą i Waszą”? A Jan Paweł II, jakiego narodu to syn? Pytam się?! To już człowiek nie ma prawa się napić, puścić pawia pod jakimś heretyckim kościołem, ukraść auta, albo mordy kumplowi obić? Czy o take Holandie my walczyli?? *** To piękne, że potrafimy jednoczyć się w nieszczęściu, coraz głośniej reagować na różne „polskie obozy koncentracyjne”, protestować przeciwko stereotypom w postrzeganiu naszego narodu przez innych. Ale przecież skądś

się one biorą. Czy chcemy tego, czy nie, są one sumą jakiś obserwacji i wniosków. By taki, a nie inny obraz, jakiejś osoby, grupy społecznej, czy narodu utrwalił się w czyjejś świadomości, muszą być jakieś powody, jakieś zjawisko musi się permanentnie powtarzać w czasie, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach widząc na przykład jednego Polaka bez prawej nogi nie uzna, że wszyscy Polacy są prawych nóg pozbawieni. Osoby, które postępują wbrew normom społecznym są widoczne znacznie lepiej niż te, które norm przestrzegają. Męty zawsze wyróżniają się na tle ludzi przyzwoitych. Tak jest z polskimi w Holandii, w Wielkiej Brytanii, czy w innych krajach, do których rzuciły nas losy. Co robimy w tym kierunku, by nie wszystkich Polaków tamtejszy Kowalski uważał za hołotę? Czy reagujemy należycie w sytuacjach, w których sami sobie psujemy nasz wizerunek? Czy męt, który psuje nam

opinię, spotyka się ze stosowną reakcją? Wszyscy wiemy, że nie, więc może zamiast się obrażać popatrzmy na siebie, zdobądźmy się na właściwą reakcję. *** Wszyscy najeżdżają na Rutkowskiego, a ja uważam, że należy mu się medal i nagroda pieniężna. Medal za to samo, co kasa, czyli za uświadomienie Polakom, że ich pieniądze, które idą na utrzymanie policji, tak naprawdę idą w błoto. Sprawa rzekomego porwania Magdy… Już po pięciu godzinach, facet bezlitośnie przez wszystkich obśmiewany, domyśla się, że żadnego porwania nie było, a po pięciu dniach podaje policji na tacy sprawczynię. Pokazał, że ten cały aparat, te setki ludzi, ten kosztowny sprzęt, kartoteki, banki DNA itp. o d*** rozbić. Gdyby nie on, śledztwo trwałoby pięć lat, no może trzy. Janusz Młynarski

Naskarż na naszego Rasistowska akcja, zainicjowana w ubiegłym tygodniu przez holenderską Partię Wolności, a skierowana przeciwko Polakom, spotkała się z ostrą reakcją nie tylko środowisk polonijnych. Przeciwko portalowi nakłaniającemu do donoszenia na Polaków, zaprotestował przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, holenderscy chadecy, liberałowie, ambasadorzy akredytowani w Holandii, wreszcie zwykli obywatele.

S

traciłeś pracę przez Polaka, Bułgara, Rumuna? Masz problemy z ludźmi z Europy Wschodniej? Napisz - zachętę takiej treści można przeczytać na specjalnej witrynie internetowej, uruchomionej w ubiegłym tygodniu przez skrajnie prawicową holenderską Partię Wolności (PVV). Na stronie głównej anty-imigranckiego serwisu, dwaj aktywiści tego ugrupowania, umieścili oświadczenie, w którym stwierdzają, że masowa imigracja doprowadziła do wzrostu przestępczości, prostytucji i narkomanii. Zwracają też uwagę, że za sprawą ludności napływowej, znacznie wzrosło bezrobocie, przybyło bezdomnych, a ponadto imigranci naciągają holenderskiego podatnika na zasiłki, brudzą, śmiecą itp. Aktywiści stwierdzają również, że policja toleruje taki stan

rzeczy, w związku z czym Holendrzy przestali jej meldować o wielu patologicznych zjawiskach. Antidotum na to wszystko, ma stanowić właśnie Meldpuntmiddenenoosteuropeanen.nl, czyli „Zamelduj o środkowo-wschodnich Europejczykach”. Zamieszczane tam zgłoszenia miałyby trafiać bezpośrednio do ministerstwa spraw społecznych, by poznało ono „właściwy obraz sytuacji.” Na wspomnianej stronie, publikowane są wycinki z gazet, dotyczące przestępstw popełnianych przez Polaków i innych mieszkańców Europy ŚrodkowoWschodniej. Przeciwko akcji Partii Wolności zaprotestowało 10 ambasadorów reprezentujących w Holandii państwa, które weszły do Unii Europejskiej po 2004 roku. Swoją dezaprobatę wyrazili ho-

lenderscy liberałowie i chadecy. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, potępiając inicjatywę owych aktywistów, spotka się w tej sprawie z premierem Holandii Markiem Rutte, podobnie zareagowała komisarz do spraw sprawiedliwości Vivianne Reding, zwracając się do Holendrów, by nie ulegali nietolerancji. W opozycji do strony PVV, powstała strona propolen. nl, na której można wyrazić swoją solidarność z dyskryminowanymi Polakami. Naciski na rząd wywierane przez holenderskich parlamentarzystów, organizacje broniące praw człowieka oraz dyplomatów nie przyniosły pożądanych efektów - rząd nie zamierza jej zamykać, ponieważ to strona partyjna, a nie rządowa. (emi)

23-letnia Lindsay White zamieszkała przy Mary Street jest drugą osobą winną zabójstwa 40-letniego Marka Muszyńskiego. Decyzja sądu o tym, kiedy kobieta będzie mogła ubiegać się o wyjście na wolność, zapadnie za kilka tygodni. W ubiegłym miesiącu, wymiar sprawiedliwości zasądził karę minimum 11 lat więzienia dla 20-letniego Adriana Cunninghama za usiłowanie zabójstwa Polaka. Kobieta upierała się, że została „wrobiona” w morderstwo przez kolegę, ale sędzia David McFarland z Newry Crown Court, odrzucił tę wersję. Z kolei Cunningham, zdecydował się pójść na współpracę. Polski konsul honorowy w Irlandii Północnej, Jerome Mullan przyjął werdykt z wielką ulgą. „Rodzina pana Muszyńskiego powinna być z niego zadowolona, choć nic nie jest w stanie zrekompensować jej, strasznej śmierci ich krewnego” - powiedział. Do napaści na bezdomnego Marka Muszyńskiego doszło we wczesnych godzinach porannych 7 lipca 2009 roku. Kompletnie pijani White i Cunningham rzucili się na

© Yuri Arcurs - dreamstime.com

Nie o take Holandie my walczyli!

Na karę dożywotniego pozbawienia wolności skazał brytyjski sąd kobietę, która zatłukła na śmierć bezdomnego Polaka w centrum północnoirlandzkiego miasta Newry, w lipcu 2009 roku.

swoją ofiarę, bijąc ją bez jakichkolwiek zahamowań oraz robiąc sobie z jego ciała trampolinę. Kiedy już się wyżyli, zostawili Polaka ledwo oddychającego na pewną śmierć - zginął po 30 minutach na skutek odniesionych obrażeń. „Marek był Polakiem, który przybył do Irlandii Północnej w poszukiwaniu możliwości lepszego życia, jakie lokalna gospodarka mogła mu zaoferować. Śmiertelnym cieniem na jego planach na przyszłość, położyła się odosobniona uliczka w Newery, gdzie padł ofiarą długiego i brutalnego ataku” - mówił o zmarłym inspektor prowadzący sprawę, detektyw Gareth Talbot. (mn)

Cameron: Zostaniemy w Afganistanie do końca

D

avid Cameron potwierdził, iż żołnierze armii brytyjskiej zostaną w Afganistanie do zakończenia misji NATO w tym kraju, czyli do końca 2014 roku. Słowa premiera Zjednoczonego Królestwa są reakcją na styczniową propozycję prezydenta Francji, Nicolasa Sarkozy'ego, który stwierdził, że wojska francuskie opuszczą Afganistan do końca przyszłego roku, czyli 12 miesięcy wcześniej niż planowane jest zakończenie NATO-wskiej misji stabilizacyjnej w tym kraju. Cameron ostrzegł pozostałe kraje Sojuszu, że wycofanie zagranicznych żołnierzy musi być uzależnione od zdolności sił afgańskich do przejęcia odpowiedzialności za wewnętrzny porządek. - Chcemy utrzymać długoterminowe więzi z Afganistanem, długo po tym, jak nasze siły bojowe wrócą do domu, co stanie się pod koniec 2014 roku - oświad-

fot. Wikipedia

Pierwsze czytanie

Winna morderstwa Marka

czył Cameron w czasie rozmowy z prezydentem tego kraju Hamidem Karzajem w swojej wiejskiej rezydencji Chequers. Obaj przywódcy podpisali umowę o partnerstwie, ustalającą warunki współpracy po wyjściu brytyjskich żołnierzy z Afganistanu. Wielka Brytania utrzymuje w ramach 130-tysięcznego kontyngentu w Afganistanie około 9500 żołnierzy, a Francja około 3600 wojskowych. Po tym, jak 20 stycznia czterej francuscy żołnierze zostali zastrzeleni przez napastnika w afgańskim mundurze, Paryż ogłosił zawieszenie operacji w ramach misji. (mm)

THE POLISH OBSERVER | My Own Media Ltd. | The Old Fire Station | 140 Tabernacle Street | London (UK), EC2A 4SD | Tel. 020 7300 7321 | EDITOR-IN-CHIEF: Janusz Młynarski, j.mlynarski@thepolishobserver.co.uk | CONTENTS: Anna Sobusiak, anna@thepolishobserver.co.uk; | DTP: Sylwia Boczek | ADVERTISING: Patrycja Strąk – Sales Manager; Larisa Arama - Sales Executive; Tel. 020 7300 7320 Mobile: 078 4606 2331 Fax: 020 7253 2306 Email: sales@myownmedia.co.uk | Advertiser and advertising agency assume liability for all content (including text representation, illustrations, and photographs) of advertisements printed or posted, and also assume responsibility for any claims arising there from made against the publisher | DISTRIBUTION: distribution@myownmedia.co.uk PRINTING PRESS: NEWSFAX LTD Unit 7, Beam Reach Business Park, Consul Avenue, Rainham, RM13 GJ (London) Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, redagowania i publikowania na naszych łamach nadesłanych materiałów. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych | Closing date: 14.02.2012.


3

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

temat numeru

Raj dla bezdomnych Polaków

W eksporcie bezdomnych na Wyspy Brytyjskie, Polacy nadal dzierżą palmę pierwszeństwa, choć po piętach zaczynają nam deptać, nie posiadający kawałka dachu nad głową Rumuni, którzy ostatnio zaczęli przyjeżdżać tu hurtowo…

C

hoć Fundacja „Barka”, organizacja pozarządowa, która działa na obszarach zaniedbanych grup środowiskowych i walczy z tzw. wykluczeniem społecznym, robi wszystko, by zjawisko bezdomności Polaków na emigracji ograniczyć, to szacuje się, że na ulicach Londynu, stale przebywa około 4 tysięcy ludzi bez dachu nad głową, z czego połowa z nich to przybysze z Europy Środkowej i Wschodniej. Jak się okazuje, 50 procent z tej połowy stanowią właśnie Polacy. Ewa Sadowska, szefowa londyńskiej „Barki” zastrzega, że dane te nie są precyzyjne i być nie mogą: - Sytuacja jest bardzo dynamiczna, mamy do czynienia ze sporą rotacją, więc trudno o dokładną liczbę, a owe dane pochodzą od organizacji, które prowadzą działalność podobną do naszej i zgodne są z oceną „Barki”. W internecie można jednak natknąć się na informacje, według których liczba bezdomnych Polaków w Londynie jest dwukrotnie wyższa. Jak jest naprawREKLAMA

dę? Ewa Sadowska wyjaśnia, że określenie „bezdomny” ma bardzo pojemne znaczenie. Do worka z napisem „homeless” wrzuca się też bowiem, również i tych którzy zamieszkują na squatach, budynkach przeznaczonych do rozbiórki itp. Liczba, którą podaje „Barka”, dotyczy wyłącznie osób mieszkających na ulicy, czyli w przypadku Polaków, jakieś 1000-1500 osób... *** Bezdomnym w Polsce, Wielka Brytania jawi się jako raj. Nic dziwnego, skoro nieraz wysłuchują opowieści tych, którzy stamtąd wrócili, lub otrzymują raporty telefoniczne od tych, którzy tam jeszcze są. Historie te są na tyle zachęcające, że wiele osób pędzących bezdomny żywot w Polsce, decyduje się na wyjazd do UK, by bieda stała się „mniej uciążliwa”. Jerzy Tymczak od kilku lat jest pracownikiem „Barki”, on sam, to temat na osobną opowieść. Życie na ulicy zna jak nikt inny, błyskawicznie dociera z pomocą do najbardziej potrzebujących, wie o

wszystkich zakamarkach, w których napotkać można nieszczęśników potrzebujących lekarstw, ubrań, żywności, ale też i pocieszenia. Dla bezdomnych jest wiarygodny, gdyż zanim zaczął pracować w „Barce”, sam potrzebował takiej pomocy. Wylądował na ulicy, bo stracił pracę, a co za tym idzie mieszkanie. Nie da się ukryć, że bezdomnemu rzadko kiedy nie towarzyszy alkohol - niepijący w tym środowisku jest zjawiskiem tak rzadkim, jak pingwin na Saharze. Jerzy do pingwinów nie należał, a z pomocą przyszła mu właśnie „Barka”. Dał się namówić na wyjazd do Polski, na terapię, rehabilitację, ale też zakiełkowała w nim chęć niesienia pomocy innym, a szczególnie takim, jak on w poprzednim wcieleniu. Przeszkolił się, wrócił do Londynu i pomaga tym, którzy wylądowali na bruku. Jerzy też zwrócił uwagę, że polska bezdomność emigruje na Wyspy. To środowisko niewątpliwie patologiczne i patogenne, ale większość nich, jak zapewnia Ewa Sadowska, to ludzie przyzwoici, bez złych skłonności,

których w pewnym momencie sytuacja przerosła - byli zbyt słabi psychicznie, by poradzić sobie z kumulacją negatywnych zrządzeń losu. Tych ludzi można przywrócić społeczeństwu i przykładem na to jest nie tylko Jerzy Tymczak, lecz ilość osób które, corocznie udaje się nakłonić do opuszczenia szeregów bezdomnych, wyjazdu do Polski, podjęcia leczenia, adaptacji w społeczeństwie. Liczba ta jest naprawdę imponująca - w ciągu czterech lat, bo tyle trwa ów program pomocy, udało się „zresocjalizować” 2000 bezdomnych Polaków, czyli małe miasteczko, lub jak kto woli - 500 osób rocznie = średniej wielkości wioska. Trudno się jednak łudzić, że w najbliższej przyszłości problem bezdomności uda się rozwiązać, albowiem w miejsce tych, którym udało się wyrwać, pojawiają się nowi. Są to już nie tylko ci, których los ciężko doświadczył na Wyspach. To osoby, o których wspominaliśmy na początku. Te, które bezdomnymi były już w Polsce. Zwabieni opowieściami o londyńskim raju

kupują bilet w jedną stronę i szybko zapełniają lukę po tych, którzy właśnie dali się namówić do wyjazdu do Polski. - Żyć nie umierać - wychwala życie w Londynie Andrzej, bezdomny z Bytomia. Przyjechał trzy miesiące temu, a namówił go kumpel, który wiedzie podobną egzystencję od trzech lat. - Niczego mi nie brakuje, oprócz dachu nad głową, ale do tego jestem przyzwyczajony - dodaje. W Polsce musiał zbierać złom, makulaturę, bo jako biedny w Bytomiu użebrać na życie nie miał zbytnich szans. Tu, w najgorszym dniu wpada mu co najmniej 10 funtów dziennie, ale najczęściej więcej, toteż - jak twierdzi: - Wreszcie czas na życie! Nadal wśród bezdomnych obcokrajowców jesteśmy najliczniejsi, ale z obserwacji Jerzego Tymczaka wynika, że palmę pierwszeństwa mogą nam odebrać Rumuni, bo stamtąd zaczynają przyjeżdżać całe autobusy bezdomnych. Janusz Młynarski


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

4

z terenu...

Czar prysł N

otowania PO poleciały na łeb na szyję. Nikt się tego nie spodziewał jeszcze miesiąc temu. Tusk, jako pierwszy polityk po 1989 roku, wygrał dwa razy z rzędu wybory parlamentarne i został historycznym „podwójnym” premierem. Jego sprawność z poprzedniej kadencji, wychodzenie z najtrudniejszych sytuacji, powódź, kryzys światowy, pandemia grypy, katastrofa smoleńska - to wszystko czyniły z niego człowieka nie do zatrzymania. Aż tu nagle - błąd za błędem. Ustawa o refundacji leków, ACTA, Mucha, reforma emerytalna… Wszystko idzie źle. Tusk jest nieporadny i coraz bardziej zdeterminowany do konfrontacji. To wbrew jego „stylowi”. To coś niezrozumiałego. Znajomi dziennikarze, którzy jeszcze miesiąc temu, piali z zachwytów powtarzają teraz - czar prysł! Co zatem się stało? Tusk nie wytrzymał presji sukcesu? Nie ma pomysłu na Polskę? Zapamiętał się w wykańczaniu Schetyny i zapomniał o rządzeniu - koncepcji jest bez liku! Im bardziej głę-

bokie, poważne, analityczne, wynikające z dodatkowych rozpoznań w obozie władzy - tym bardziej wydumane! A prawda jest wręcz banalna i dlatego tak trudna do odkrycia. Otóż Tusk się plącze, gubi i popełnia błędy, bo nie jest nauczony działać realnie. Robić wrażenie, pozorować działania, posługiwać się PR - to tak. Ale działać, procedurować, procesować, egzekwować, rozliczać ze zmiany w „realu” - to wszystko jest dla niego obce. On tego nigdy nie robił. Ekipa Tuska tego nie potrafi. Na tym polega problem! Na braku doświadczenia w działaniu. I teraz, kiedy trzeba jednak realnie działać, prowadzić dialog z opozycją i przede wszystkim ze społeczeństwem, to wychodzi brak kompetencji. Niczym las Makbeta, dopada Tuska jego własna historia i on się boi. Nocne mary mają twarz własnych zaniechań i natarczywie przywołują wspomnienia o braku działań. Ręce są pełne nicnierobienia. Strach podpowiada - nie myśl o tym, nic się nie zmieniło, jesteś wielki, zamknij oczy! Janusz Palikot

REKLAMA

Duchowa misja Sławka Hammersmith, to jedna z najbardziej polskich dzielnic Londynu, tu znajduje się słynny POSK, ale za kilka tygodni, ma szansę pojawić się kolejny rodzimy ośrodek kulturalny, a wszystko dzięki polskim i brytyjskim baptystom…

S

ławka Bednarskiego poznałem ponad cztery lata temu. Pracowałem wówczas dla jednego z polonijnych magazynów. On zaś był rysownikiem. Nasze drogi rozeszły się po kilku miesiącach. Spotkałem go jakiś czas temu, na jednej z wystaw i wtedy właśnie powiedział mi o pewnym nowym projekcie. - Budujemy salę teatralną, również z myślą o wystawach, wieczorach poetyckich i innych wydarzeniach artystycznych - oznajmił. Byłem ciekaw, gdzie. Okazało się, że na Hammersmith. - Będziesz miał czas, to zajrzyj. Zrobiłem to dopiero, po kilku tygodniach. Byłem nieźle zaskoczony, bo zamiast teatru zobaczyłem… kościół. - To część mojej misji - powiedział, widząc mój pytający wzrok. W Polsce kościoły, to miejsca głównie kultu religijnego, ale w Anglii wygląda to zupełnie inaczej. Zdawać by się mogło, że hierarchia kościołów reformowanych pozwala kierującym parafiami pastorom na dużo większą swobodę, niż twarda - by nie rzec skostniała - forma organizacji kościołów katolickich. Pastor jest tu prawdziwym gospodarzem prowadzonego przez siebie zboru i głównym animatorem duchowego życia wierzących. Generalizowanie, jakoby w całej Anglii kościoły świeciły pustkami, będzie sporym nadużyciem. Przy Ravenscourt Park, wiernych akurat nie tylko nie brakuje, ale ich liczba się powiększa, a skoro tak się dzieje, to trzeba było pomyśleć o rozbudowie obiektu. Jaka jest jej skala mogłem się przekonać dopiero, po wysłuchaniu opowieści Sławka: - Baptyści mieli swoją parafię w Ravenscourt od dawna, teraz na jej miejscu stoi POSK. Darren, nasz pastor, wspominał mi, że gdy przeniósł się tutaj z Greenford, obejmując lokalną parafię, zastał jedynie stary, odrapany budynek. Postanowił to zmienić i zbudować coś, co rzeczywiście będzie przyciągać ludzi. Nawet pobieżny spacer po budynku daje orientację, jaki ogrom pracy włożono, by kościół stał się

centrum życia kulturalnego lokalnej społeczności. Sala teatralna jeszcze nie jest wykończona, ale już za kilka tygodni będą krzesła, oświetlenie, wytłumione ściany, system nagłośnieniowy i konsola w reżyserce. A na piętrze mamy sale, w których odbywają się zajęcia dla dzieci i młodzieży, stół do ping-ponga, piłkarzyki, biblioteczka. Toalety, prysznice…

W Polsce kościoły, to miejsca głównie kultu religijnego, ale w Anglii wygląda to zupełnie inaczej. Zdawać by się mogło, że hierarchia kościołów reformowanych pozwala kierującym parafiami pastorom na dużo większą swobodę, niż twarda - by nie rzec skostniała - forma organizacji kościołów katolickich. Wszystko ładnie, pięknie, ale byłem ciekaw, co wspólnego mają baptyści z Polakami z Hammersmith. - To właśnie misja, o której ci mówiłem - odpowiada Sławek i snuje historię o tym, jak 20 lat temu się nawrócił, jak splot pewnych, związanych z tym okoliczności sprawił, że znalazł się w Londynie i o tym, jak niedawno powierzono

mu zorganizowanie polskiej misji baptystycznej w UK. Żona Sławka ma wykształcenie teologiczne, on zaś wieloletnie doświadczenie w pracy parafialnej. Gdy przybyli do Wielkiej Brytanii prowadzić swoją misję ewangelizacyjną, musieli przede wszystkim znaleźć odpowiednią parafię. Zrządzeniem losu trafili na Hammersmith, gdzie naszych rodaków jest wyjątkowo dużo. Okazało się również, że tutejsi baptyści i pastor są bardzo otwarci na współpracę z innymi. Szybko znaleźli wspólny język - Sławek artysta, rysownik satyryczny dobrze znany z publikacji w prasie, amator ostrej muzyki rockowej, a Darren - oprócz obowiązków duszpasterskich, zajmuje się dziennikarstwem, pisuje do brytyjskich magazynów muzycznych, przyjaźni się z wieloma gwiazdami estrady. Obaj są wielkimi miłośnikami Szekspira i dzięki temu zrodził się pomysł organizowania przedstawień i dramaturgicznego edukowania młodzieży, a co za tym idzie, konieczność wybudowania sali teatralnej. Darren zetknął się z Polakami zanim jeszcze poznał Sławka. Niestety kojarzyliśmy mu się nie najlepiej, bo ze słynną „ścianą płaczu” pod POSK-iem, gdzie wielu naszych rodaków wystawało w oczekiwaniu na ofertę pracy, a teren kościoła służył im, co tu dużo mówić - za toaletę. Na szczęście ową nieszczęsną „ścianę” zlikwidowano i wszystko się zmieniło. Gdy Sławek rozpoczął swoją pracę na rzecz parafii, Polacy zaczęli być częstszymi gośćmi w kościele, a cel owych wizyt był już wyłącznie duchowy. Plany Sławka, to: koncerty, wystawy, wieczory literackie, spektakle teatralne i promowanie polskich artystów. Nie czeka na zakończenie prac budowlanych. Już teraz, na własną rękę, nawiązuje kontakty z ludźmi sztuki, tymi z UK i tymi z Polski. Tak więc za kilka miesięcy możemy się spodziewać kolejnego miejsca, w którym będziemy się mogli posilić się szeroko rozumianą, duchową strawą. Więcej informacji na ravenscourtbaptist.com/sekcja-polska. Alex Sławiński

Pomóż odszukać zaginione dziewczynki! Policja z Newham apeluje o pomoc w poszukiwaniach dwóch nastolatek, które zaginęły na terenie Plaistow.

D

www.catrinatrans.co.uk

wie Polki, 16-letnia Sandra Majewska oraz 15-letnia Raisa Zielinskis, po raz ostatni widziane były około godziny 9:00 rano, 7 lutego w okolicach St Andrews Road na terenie Plaistow, gdzie mieszkają. Sandra ma około 168 cm wzrostu i w chwili zaginięcia ubrana była w czarną spódniczkę, czarny podkoszulek oraz czarną skórzaną kurtkę. Dziewczynka miała ze sobą brązową torbę na ramię z nadru-

kiem stanowiącym kwiat. Riasa ma około 158 cm wzrostu i jest bardzo szczupłej budowy ciała. W chwili zaginięcia ubrana była w czarny podkoszulek, biały sweterek oraz biało-czarne buty na obcasach wykonanych z metalu.

Persons Unit pod numerem telefonu - 0207 275 5728. (mn)

Ktokolwiek posiada jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu dziewczynek, proszony jest o kontakt fot. Raisa Zielinskis i Sandra Majewska z jednostką - Newham Missing met.police.uk/pressbureau

fot. pastor Darren Hirst (z lewej) i Sławek Bednarski, autor: A. Sławiński

Kątem oka Palikota


5

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

z terenu...

Nie bój się bristolskiego funta

KTOKOLWIEK WIDZIAŁ www.zaginieni.pl DAWID KWIECIŃSKI

Nie wszystkim mieszkańcom Bristolu podoba się pomysł wprowadzenia przez miasto własnej waluty, co ma nastąpić już w maju tego roku. Nowego środka płatniczego, boją się przede wszystkim cudzoziemcy, w tym Polacy. Obawiają się oni, że takich banknotów nie da się przesłać rodzinom w Polsce, ani dokonać zakupów zagranicą.

P

onad tydzień temu, w mediach zrobiło się głośno na temat pomysłu, który wypłynął ze środowisk lokalnego biznesu, polegającego na emitowaniu przez Bristol (miasto w południowo-zachodniej Anglii) własnej waluty. Projekt ten, spodobał się władzom miasta i uchwaliły one, że bristolskie funty staną się obowiązującym środkiem płatniczym już w maju tego roku. Bicie własnej monety, to nawet w obecnych czasach, żadna nowość. W Polsce na przykład własną walutą może pochwalić się jeden z nadmorskich kurortów. Moneta z Łeby ma nie tylko charakter pamiątkarski, lecz jest również prawnym środkiem płatniczym, ale jedynie na terenie miasta, władzom jednak nie tyle przyświecał cel posiadania własnej waluty, co stworzenie kolejnej atrakcji turystycznej. W Bristolu rzecz się ma zupełnie

inaczej, bo po pierwsze, nie będzie monet, lecz banknoty, a po drugie celem nie jest uczynienie Bristolu miastem bardziej atrakcyjnym turystycznie. Główną rolę, odegrały tu natomiast względy czysto ekonomiczne. Dr Cioran Mundy, szef Lokalnego Projektu Walutowego dla Bristolu oraz Bath i zarazem jego autor stwierdził, że czas położyć kres drenażowi gotówki z miasta przez duże firmy. Miasto nic z tego nie ma ponieważ pieniądze te trafiają do własnego systemu rozliczeń tych firm, a stamtąd do banków w Londynie, skąd jako zyski ekspediowane są za granicę, a brytyjskiemu urzędowi podatkowemu nic do tego. Jeśli jednak stworzy się lokalną walutę, to będzie nią można opłacać lokalne podatki, rachunki, ale też płacić za towary, usługi itp. Jednym słowem pieniądze pochodzące z tych transakcji pozostaną w mieście.

ANNA POPŁAWSKA

23 lata Wzrost: 175 cm Oczy: piwne Ostatnie miejsce pobytu: Londyn

Czy w takim razie należy się obawiać, że z dniem wprowadzenia nowej waluty w Bristolu, funt brytyjski straci ważność? Nic podobnego, obie - jak zapewnia Mundy - będą funkcjonować równolegle, zresztą na unieważnienie „prawdziwego” funta nie pozwala brytyjskie prawo. Wszystko będzie się odbywać na zasadzie dobrowolności, dlatego Mundy odwołuje się do lokalnego patriotyzmu mieszkańców Bristolu, by pobierali wynagrodzenie w funtach bristolskich, płacili nimi dokonując zakupów, czy za wizytę u lekarza lub fryzjera, bądź w muzeum, czy kinie. Dzięki takim zabiegom, uda się ograniczyć transfer pieniędzy na zewnątrz. Kto nie chce korzystać z lokalnej waluty, ten nie musi. Jedyne, co może go spotkać, to dezaprobata, ze strony miejscowych lokalnych patriotów. (emi)

Pan Dawid zaginął 31 stycznia 2008 roku.

22 lata Wzrost: 172 cm Oczy: niebieskie Ostatnie miejsce pobytu: Wielka Brytania Pani Anna zaginęła w styczniu 2010 roku.

ARKADIUSZ KIELOCH

PRZEMYSŁAW ZYŚK

37 lat Wzrost: 170 cm Oczy: brązowe Znaki szczególne: blizna na lewej ręce Ostatnie miejsce pobytu: Londyn Pan Arkadiusz zaginął w kwietniu 2010 roku.

27 lat Wzrost: 180 cm Oczy: niebieskie Znaki szczególne: blizna na szyi Ostanie miejsce pobytu: Wielka Brytania Pan Przemysław zaginął w grudniu 2009 roku.

Wiadomości o zaginionych prosimy przekazywać do Fundacji ITAKA tel: 0048/226547070, itaka@itaka.org.pl

REKLAMA

Dover

Niesamowita podróż jeszcze taniej

Francja Sam0chód + 4 W jedNą StroNę już od

29

£

DOVER-FRANCJA DFDS.PL 0871 574 7221

11486 polish observer quarter pg ad.indd 1

05/01/2012 15:24


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

6

z terenu...

Jak zrozumieć sztukę współczesną Iwona Cisło. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, Wydziału Rzeźby i Malarstwa oraz Edinburgh College of Art, gdzie rzeźba była jej specjalizacją. Od 2003 roku mieszka w Londynie… ▪ Dlaczego? - Przyjechałam do Wielkiej Brytanii na stypendium. Wjeżdżałam autokarem od południa Londynu w stronę Victoria Station i spodziewając się gotyckiej architektury w deszczu i mgle, bardzo się zdziwiłam. Pierwsze, co pomyślałam to to, że pomyliłam prom i jestem na innym kontynencie, a drugie, że muszę tu zamieszkać na dłużej, bo jest tak wiele do rozpoznania. Po studiach, nie miałam żadnych wątpliwości, by tu zostać. Tutaj mam swój dom, a do rodzinnych pieleszy i tak dotrę szybciej, niż w czasach studiów, kiedy to trasę z Zamościa do Wrocławia pokonywałam w 14 godzin. Emigracja jest wyzwaniem i poszerzeniem horyzontów. Nie porzucam swojego rodzinnego kraju. Moja świadomość i wrażliwość pochodzą z Polski. Tam jest moja rodzina i wszystko, co znam z dzieciństwa. Jednak nie wiem już, ile w Polsce kosztuje chleb, czy bilet na tramwaj. Oczywiście zmiana wszystkiego, co było mi znane, na całkowicie niewiadome, niejednokrotnie była okupiona cierpieniem. Zawsze jednak czułam, że korzyści z otwarcia się na świat są warte dodatkowego wysiłku. W Wielkiej Brytanii naprawdę mamy się czego uczyć.

fot. Iwona Cisło - Archiwum prywatne

▪ Zatem na ile ważna jest owa nauka, zdobyte rzemiosło, aby zostać artystą? - Jest bardzo istotna, gdyż pozwala na swobodę ekspresji i ćwiczy percepcję. Praca nad rzemiosłem to pozornie proste etiudy, ale to one dają dojrzałość i świadomość spojrzenia. Nawet ci, którzy używają nietypowej ekspresji, najczęściej uzyskują pełnię wyrazu po wielokrotnym przepracowaniu swojego środka wyrazu. Nikt nie staje się dojrzałym artystą poprzez jedno dzieło.

▪ Interesuje cię portret… - Sztuka to twórczość człowieka, więc bardzo ściśle jest z nim związana. Jest odpowiedzią na nasz czas, światopogląd, filozofię. Stąd w różnych epokach wygląda ona inaczej, ale to człowiek i jego wrażliwość jest tajemnicą naszej kultury. Każdy z nas ma swój wkład w świat, w którym żyjemy, dlatego cenną inspiracją jest dla mnie obserwacja ludzi.

Największym wyzwaniem dla mnie jest zagadnienie pomnika. Jest to temat, który bezpośrednio uderza w podstawowy imperatyw artystyczny - niezależność. Jest wyzwaniem kreatywności przy jednoczesnym uwikłaniu w konwencję, schemat, oczekiwanie społeczeństwa. Ważne jest, by odpowiedzieć na tradycję stawiania pomników, przy równoczesnym oddaniu swojego czasu. ▪ Co jest dla ciebie najważniejsze w pracach koncepcyjnych? - Zdecydowanie inteligencja danej pracy i możliwość zaangażowania intelektualnego, przy jednoczesnym niedopowiedzeniu i możliwości interpretacji. To pozwala odbiorcy kreatywnie zaistnieć i współuczestniczyć w procesie tworzenia. Nasze społeczeństwo, czasy w których żyjemy, mają tendencję do „sprowadzania wszystkiego na ziemię”. Dążymy do naukowego potwierdzenia, statystycznej wymierności. Sztuka jest niemalże jedyną dziedziną, dla której nie uniwersalna prawda, a przeżycie indywidualne jest największą wartością. Jednak koncepcję wystarczyłoby opisać, dlatego ja zdecydowanie podkreślam i ponaglam do wzięcia odpowiedzialności za stronę wizualną prac.

Nie dopuszczam przypadkowości. Nie jest ważne czy praca jest przyjemna estetycznie, czy użycie nowego środka wyrazu jest raczej wyzywające - dla mnie istotnym jest, by było najlepszym użytym do pobudzenia wyobraźni odbiorcy. ▪ Innymi słowy, jak ważny jest materiał, z którego tworzysz? Czy Sfinks zrobiony z gumy do żucia robiłby takie samo wrażenie na widzu, jak odlew z gipsu? - Każdy materiał ma swoją charakterystykę, jego właściwości mogą być technicznym wyzwaniem i ustanowić istotę rzeźby. Może także być inspiracją, a czasami sam w sobie jest tak piękny, że trzeba minimalizować formę, by nie odebrać efektu. ▪ Pytanie - wyzwanie: czy można wyrzeźbić daną osobę mając do dyspozycji tylko rozmowę z nią na przykład przez telefon? - Można. Musimy założyć jednak, że kryterium oceny nie będzie stanowiło fizyczne podobieństwo, a oddanie charakteru intymności, jaką ten człowiek buduje. To fantastyczny temat do zgłębienia. Nasza percepcja i zmysły mogą się „ufizycznić”. ▪ Jak jest twoje artystyczne credo? - Ciągle się rozwija. Największym wyzwaniem dla mnie jest zagadnienie pomnika. Jest to temat, który bezpośrednio uderza w podstawowy imperatyw artystyczny - niezależność. Jest wyzwaniem kreatywności przy jednoczesnym uwikłaniu w konwencję, schemat, oczekiwanie społeczeństwa. Ważne jest, by odpowiedzieć na tradycję stawiania pomników, przy równoczesnym oddaniu swojego czasu. Pomnik to najbardziej rozpowszechniona forma rzeźbiarska, a jednocześnie jakby przeżywa swój kryzys. Ma być upamiętnieniem, ma cel edukacyjny, a wiele jest pomników, które mijamy i nie docierają do nas formą, nie spełniają swojej funkcji muzeum wyobraźni. Czy „Bohater” albo „Pop Idol” jest współczesnym autorytetem? Czym jest pamięć? To są zagadnienia, które mnie mobilizują. Jak sprawić, by odbiorca czuł nobilitację do trzymania wysokich wartości, by „Bohater” nie był tylko

fot. Iwona Cisło - autor Piotr Gulbicki

postacią z przeszłości, a tym, którego chcemy znać i naśladować. ▪ Plany na ten rok… - Cały czas pracuję nad własnym rozwojem, ale od roku miałam zaszczyt prowadzić wykłady „Jak zrozumieć sztukę współczesną?” dla dużego grona ludzi, z których część nie miała regularnego kontaktu ze sztuką, albo nawet żadnego. Duży odsetek naszego społeczeństwa twierdzi, że choć jest dobrze wykształcony, to nie rozumie sztuki współczesnej, chociaż stawiany jest przed faktem, iż ktoś inny dużo za nią płaci, że odbywają się wokół niej huczne wydarzenia. Nie mając zaufania we własną ocenę, czują się oni wykluczeni i wycofują się z tej dziedziny. Pracuję nad podaniem klucza tego, w jaki sposób patrzeć, interpretować i uczciwie krytykować. Moja praca z ludźmi przyniosła niesamowite plony.

Pozwoliła pokazać wielu osobom, jak ważne jest, by poprzez sztukę i wyobraźnię, rozwijać swoją indywidualność. Mamy mnóstwo dyrektyw, poradników, jak osiągnąć sukces, czym jest kariera, kim mamy się stać, jak wyglądać, jak się kochać, jak gotować, no i że „Chłopaki nie płaczą”… To ogromna presja, a nikt nam nie mówi, jak być sobą. Ludzie stają się nieszczęśliwi, niezadowoleni z siebie, bo ciągle

trzeba doganiać, ulepszać, dokupić. Poprzez sztukę można odnaleźć ogromne pokłady wyobraźni potrzebnej w każdym zawodzie. Pozwolić sobie na indywidualność, może nawet odrobinę ekscentryzmu. Każdy z nas ma ten dar, jesteśmy niepowtarzalni i z tego trzeba czerpać. Zaczęłam też pracę warsztatową z ludźmi, gdzie zachęcam do spróbowania swoich możliwości w rysunku, malarstwie, czy rzeźbie w praktyce. Najlepiej zrozumie się twórców, kiedy sami się nimi staniemy. A na przyszły rok planuję przede wszystkim kontynuację tej działalności. I tu zapraszam wszystkich zainteresowanych, a jeszcze goręcej, tych sceptycznych na wykłady lub warsztaty. ▪ Gdzie można zobaczyć twoje prace? - Najłatwiej na mojej stronie internetowej iwonacislo. com. Regularnie wystawiam swoje figuratywne prace w galeriach komercyjnych w różnych częściach Londynu, gdzie je sprzedaję. Jakieś cztery razy do roku staram się pokazać na profesjonalnych Art Fair, dzięki czemu zdobywam kontakty z galeriami i propozycje szerszej współpracy. Odpowiadam też na różne okolicznościowe możliwości. Ostatnio zrobiłam na przykład instalację na finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Od 15 do 18 lutego zapraszam z kolei do Chelsea Old Town Hall, gdzie pokazuję swoje prace w ramach wystawy Parallax. Rozmawiał: Adam Siemieńczyk Wystawa Parallax(AF)3 gdzie: Chelsea Old Town Hall King's Road, London, SW3 5EE Inni artyści z Polski: Elżbieta Zubrowska, Ivonne Knake, Kasia Rzontkowska, Maciej Gador, Urszula Sliz, Kordian Michalski, Julita Malinowska, Iwona Gladysiewicz.


7

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

z terenu...

Posiedzi za krzywdę Polaka Złodziej samochodów, który najpierw potrącił pieszego, a potem pozostawił go na drodze na pastwę losu, nie zdając sobie sprawy, że jego ofiara na skutek zderzenia z pojazdem doznała trwałych uszkodzeń mózgu, został skazany na minimum sześć lat pozbawienia wolności.

A

ndrew King jechał ukradzionym Vauxhallem Corsą po chodnikach Greenford, a potrącił Marcina Dudka, gdyż ten wykonywał w jego kierunku obraźliwe gesty - to wersja zdarzeń, z jaką miał okazję zapoznać się sąd Old Bailey. 23-letni mężczyzna, na co dzień mieszkający przy Whitton Avenue West, na terenie Northolt, wypił kilka piw i sznapsów zanim wsiadł 28 lutego ubiegłego roku za kółko samochodu. Zwyczajnie zmasakrował 31-letniego Polaka zostawiając go na ziemi z licznymi obrażeniami głowy i niezdolnego do wypowiedzenia ani jednego słowa. W stanie nietrzeźwym, King zdołał jedynie porzucić auto na Birkbeck Way niedaleko miejsca wypadku, które znajdowało się na Oldfield Lane North w Greenford. Następnego dnia, rankiem mężczyzna zjawił się przy samochodzie, aby przy po-

mocy chemicznego wybielacza zetrzeć odciski palców z klamki pojazdu. Podczas tragicznego wieczoru, Marcin Dudek wracał do domu ze swoim kolegą 34-letnim Maciejem Dubrowskim, kiedy około 1:30 w nocy miał okazję stać się świadkiem sprzeczki pomiędzy skazanym, a dwójką innych mężczyzn. King ostro wykręcił pojazd do którego wsiadł i robiąc zwrot o 180 stopni, przejechał chodnikiem w kierunku Polaków. Starszy mężczyzna zdołał w ostatniej chwili odskoczyć, ale Dudek niestety nie i wpadł prosto na przednią szybę pojazdu Kinga. Ofiarę wypadku natychmiast przewieziono do szpitala. Dudek spędził 23 dni na oddziale intensywnej terapii, zanim odzyskał przytomność. Aby opiekować się mężczyzną, który wymaga teraz 24-godzinnej atencji, z Polski do Londynu przeprowadziła się jego matka Teresa Dudek - jej syn ma ograniczone

możliwości ruchu prawej strony ciała oraz problemy z komunikacją. Skutki wypadku, w opinii lekarzy wydają się nieodwracalne. Andrew King został postawiony przed sądem, po tym, jak aresztowano go za napaść pod wpływem alkoholu przed jednym z lokali gastronomicznych w dzielnicy Harrow, kilka tygodni po potrąceniu Polaka. Kolejnej ofierze mężczyzny, tym razem obywatelowi Sri Lanki założono sześć szwów, od uderzeń kijem bilardowym, jakiego użył King „wymierzając swoją sprawiedliwość”. Jak określił w swoim oświadczeniu sędzia Peter Rook, postępowanie Kinga zrujnowało życie Marcina Dudka i jego rodziny. Mężczyzna został oskarżony o usiłowanie zabójstwa, później przyznał się do napaści z premedytacją i niebezpiecznej jazdy, za co o wyjście na wolność może ubiegać się dopiero po sześciu latach i trzech miesiącach odsiadki. (kg)

Nagroda za pomoc w śledztwie

P

olicja z regionu Suffolk wraz z niezależną jednostką Crimestoppers oferują nagrodę w wysokości do 5000 funtów za dostarczenie informacji, które doprowadzą do aresztowania i skazania pewnego mężczyzny. Poszukiwany przez funkcjonariuszy Pytor Melaniuk musi zostać przesłuchany w sprawie morderstwa 66-letniego Petera Avisa, które miało miejsce w Bury St Edmunds w piątek, 13 stycznia tego roku. Pytor Melaniuk jest Polakiem i może także używać imion i nazwisk Irek Marciewicz, Irek Pomielony, Pyotr Kelaniuil, Kamil Wislak oraz Ireneusz Melaniuk. Poszukiwany ma około 168 cm wzrostu, w miarę szczupłą budowę ciała oraz ciało pokryte licznymi tatuażami, z których jednym z bardziej charakterystycznych jest pająk na prawym ramieniu. Cechą wyróżniającą poszukiwanego jest brak górnej części dwóch środkowych palców oraz kciuka prawej dłoni. Wiadomo także, że Melaniuk

może przebywać na terenie dzielnic Tottenham, Hackney i Stoke Newington w Londynie, gdyż ma tam znajomych. Fundatorzy nagrody mają nadzieję, że zachęci ona osoby posiadające jakiekolwiek wiadomości o poszukiwanym Polaku do kontaktu z policją i przyczyni się do odnalezienia mężczyzny. Wszelkie informacje należy kierować pod ogólnodostępny numer policji 999, do jednostki Norfolk and Suffolk Major Investigation Team na numer 101 lub anonimowo na linię Crimestoppers 0800 555 111. Funkcjonariusze apelują także, aby nie zbliżać się do poszukiwanego Polaka. (kg)

REKLAMA

Uzyskaj

£200 polecając nas znajomym

quality_claims_doubleAD_good.indd 2

8/25/2011 4:12:44 PM

quality_claims_doubleAD_good.indd 3

8/25/2011 4:12:44 PM


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

8

strefa gracza

Ostatni bastion wolności Maluteńkie kosteczki pamięci flashowej, zdolne do przechowywania terabajtów danych na chipie wielkości paznokcia, to nie fragment cudem odnalezionego, niepublikowanego jeszcze manuskryptu kolejnej „Odysei” Arthura C. Clarke’a, ale rzeczywistość, z którą zderzymy się już w połowie obecnego roku…

Screeny z gry “The Witcher 2: Assassins of Kings” oraz “Intro” na konsolę XBox 360 Tomasza Bagińskiego - pl.thewitcher.com

A

wszystko to, za sprawą połączonych sił Intela i Microna, które pod szyldem IM Flash Technologies pracują nad nowymi wynalazkami, umożliwiającymi przechowywanie ogromnych ilości danych na niewielkich nośnikach. Postępy w owych procesach miniaturyzacji, zostały już pokazane światu, a były to chipy z wbudowanymi wielopoziomowymi komórkami (MLC) o wielkości 20 nanometrów (1 nanometr to jedna miliardowa metra) zdolne do gromadzenia informacji na urządzeniach typu SSD („Solid State Drive” urządzenie pamięci masowej, służące do przechowywania danych, zbudowane w oparciu o pamięć typu flash). Każdy jeden moduł w prezentowanym chipie, będzie w stanie pomieścić do 128 gigabajtów danych, a urządzenia jako całość, będą w zależności od ich przeznaczenia, zawierać do 8 modułów. Biorąc pod uwagę fakt, że technologia MLC nie jest tak szybka, jak SLC („Single Level Cell”), nowoczesne chipy będą sprawiały większe trudności w odczytywaniu danych. Większe to znaczy, wolniejsze. Ale czymże jest dłuższe oczekiwanie na załadowanie informacji, w porównaniu z ilością danych, jaką można sobie jednorazowo zaserwować, no i przede wszystkim z ceną, która w zamierzeniu producentów ma być bardzo korzystna w zestawieniu z większymi i cięższymi, przenośnymi dyskami zewnętrznymi. Dla przykładu, najtańsze tego typu nośniki o pojemności 1 terabajta i wadze 200 gram kosztują około 90 funtów, a dwadzieścia razy mniejsze urządzenia SSD to wydatek rzędu 80 funtów za niestety, jedynie 60 gigabajtów pojemności. Na rynku technologicznym szykuje się zatem prawdziwa mikrorewolucja! *** Tyle, o „hardłerze”, czas na „sofcik”, bowiem

nie tylko laboratoryjni potentaci łączą swe siły, by zadowolić masy, ale i warstwy intelektualne obu półkul (także mózgowych) postanowiły wspólnie czegoś znaczącego dokonać. Mam na myśli amerykańskie i brytyjskie ekipy ekspertów i genialnych samouków z magazynu „PC Gamer”, którzy spotkali się, aby wybrać setkę ich zdaniem najlepszych gier naszych czasów. Pierwszą dwudziestkę dla tych leniwych i co nie lubią czytać, prezentuje zamieszczona przy tekście tabela. Nie, nie oznacza to, że będę wymieniał każdą z nich po kolei, bo mi kolumny nie starczy, ale skupię się pokrótce na tym, co mile mnie zaskoczyło, bądź nie do końca, no i na tych najlepszych. W kategorii „trochę mi żal” umieszczam „Dragon Age 2”, która w opinii wspomnianych znalazła się na 95. pozycji, „Limbo” - 89. miejsce oraz „Fallout 3” - 59. Pocieszające jest jednak to (szkoda, że tylko w przypadku dwóch tytułów), iż „Fallout 2” znalazło się już w pierwszej pięćdziesiątce (46. pozycja), a „Dragon Age: Origins” otarło się o „top ten” lądując na 11. miejscu. Ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem, są za to produkty, które śmiało można nazwać „dziadkami”, a jednak ciągle uważane są za pociągające. Mowa tu o wypuszczonej w 1993 roku grze „Doom” (84. miejsce), wydanej 6 lat później „Quake 3 Arena” (50. miejsce), także z 1999 roku „Counter-Strike” (25. miejsce!), „Diablo 2” z 2000 roku (23. miejsce) oraz „Oblivion” z 2006 roku (20. miejsce). Uroczym urozmaiceniem jest także pojawienie się na 69. pozycji gry „Plants vs Zombies”. Istotnie, nie ma lepszego produktu uczącego, jak bronić swojego ogrodu, basenu i dachu przed hordą zombich, używając do tego rozwścieczonych warzyw typu „trójstrzelne” pnącza zielonego groszku, kolby kukurydzy, czosnek, czy latające główki kapusty. Pierwszą dziesiątkę 100 najlepszych gier naszych czasów według „PC Gamera” otwiera „Left 4 Dead 2”. Na miejscu 9. znalazło się „Minecraft”, a przed nim „Half-Life 2” i „Mass Effect”. Pozycja 6. to „Deus Ex: Human Revolution”. „Top five” zamyka od dołu „StarCraft II”.

Numer 4 to „Deus Ex”. Brązowy medal w zestawieniu, zdobył „World of Warcraft”. Srebrny krążek to nagroda dla „Team Fortress 2”. Absolutny numer jeden i w dodatku nienotowany w ubiegłych latach podczas podobnych zestawień, „świeżak” - „Skyrim”. Nic dodać nic ująć… Z premedytacją za to, nie wspomniałem wcześniej o jednej grze, tylko i wyłącznie dlatego, że jej twórcy z każdym dniem zaskakują mnie coraz bardziej. W owym „top 100” znalazła się także debiutująca w tym zestawieniu, również i polska produkcja - „Wiedźmin 2: Zabójcy królów” i to uwaga - na 43. miejscu! „Jedna z najwspanialszych gier, z jakimi możesz mieć okazję się spotkać. Mój osobisty erpeg roku, tym bardziej, że palma pierwszeństwa powędrowała na ręce twórców „Skyrim”. Stworzona z prawdziwą pasją, w każdym calu dojrzała, tylko po to, aby podejmowane przez ciebie decyzje, jak nigdy dotąd wpływały na twoje dalsze losy. Gdyby tylko nie to zakończenie…” - napisał o niej jeden z freelancerów pisma Richard Cobbett w uzasadnieniu swego wyboru. Aż przyjemnie poczytać. Jak już wspominałem, twórcy „Wiedźmina 2” studio CD Projekt Red, bardzo mocno wzięli sobie do serca krytykę drugiej części przygód Geralta z Rivii i poprawili grę w każdej materii, a ostatnio ogłosili także… wypuszczenie gry na Xbox 360. Otóż to właśnie. Jej premiera odbędzie się 17 kwietnia. Dzięki specjalnemu „dziennikowi developerskiemu” już mogę powiedzieć, że mamy do czynienia z produktem najwyższej klasy. Nie doszło bowiem do zwyczajnego przeniesienia wersji PC na konsolę, ale do adaptacji tytułu, czyli całkowitego przebudowania gry, od jej początków, krok po kroku, skrypt po skrypcie. Nowy inteligentny system sterowania kamerą, poprawione i dostosowane kontrolki, także nowatorski, a przy tym bardzo łatwy system „targetowania” i wiele innych innowacji plus niesamowity brak liniowości fabuły. Nie było jeszcze do tej pory, tak złożonej, nieliniowej gry na konsolę. Wszystko zmieni się wiosną tego roku. I tak sobie myślę, że to poczucie wolności,

którą sprezentują graczom twórcy „Wiedźmina 2”, objawiające się nie tylko przy dokonywaniu globalnych wyborów, jakie decydują o przejściu gry, ale tych mniejszych w obrębie questów i tych mikroskopijnych w poszczególnych scenach, to coś czego żadne ACTA i inne ustawy ograniczające swobodę jednostek już ludziom nie zabiorą. To będzie wolność, za którą warto zapłacić i mówi to człowiek, który z konsolami ma tyle wspólnego, co dziewica z kołkiem sękatym. Przy okazji ogłoszenia wypuszczenia „polskiej dumy narodowej” na Xbox 360, zostałem także powalony zwiastunem tejże gry, który wyszedł jakżeby inaczej, spod ręki Tomasza Bagińskiego. „To jak seks-maraton z trzema najgorętszymi laskami, jakie w życiu widziałeś”, „Znów kolejna para majtek poszła się j***ć”, „Nie chcę już więcej grać w Skyrim”, „2 metry i 300 funtów czystych mięśni = Letho”… przytaczam opinie innych, bo sam oglądając ten trailer w full detalach dostałem gęsiej skórki, a potem orgazmu. I ja już nie chcę innych filmów. Koniec z fabularyzacją! Czas na animację! (Llesh)

Pierwsza dwudziestka 100 najlepszych gier naszych czasów według magazynu „PC Gamer” 1.

„Skyrim” (2011)

2.

„Team Fortress 2” (2007)

3.

„World of Warcraft” (2005)

4.

„Deus Ex” (2000)

5.

„Starcraft II” (2010)

6.

„Deus Ex: Human Revolution” (2011)

7.

„Mass Effect” (2008)

8.

„Half-Life 2” (2004)

9.

„Minecraft” (2011)

10.

„Left 4 Dead 2” (2009)

11.

„Dragon Age: Origins” (2009)

12.

„Company of Heroes” (2006)

13.

„Mass Effect 2” (2010)

14.

„League of Legends” (2009)

15.

„Planescape: Torment” (1999)

16.

„Half-Life” (1998)

17.

„Supreme Commander: Forged Alliance” (2007)

18.

„Rome: Total War” (2004)

19.

„Hitman: Blood Money” (2006)

20.

„Oblivion” (2006)


9

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

pewnie, że możesz

Z anginą do psychologa? „Szok kulturowy” to określenie, które z jednej strony brzmi mocno, a z drugiej - egzotycznie. Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że tyczy się ono głównie podróżników odwiedzających odległe kraje, ale przecież nie Polaków przybywających do Wielkiej Brytanii?! A jednak…

Z

fot. © Stefanolunardi - dreamstime.com

pojęciem tym, bardzo często spotykamy się rozmawiając z emigrantami o niepokojących objawach, które pojawiają się nagle w ich myślach i działaniu. Samo określenie „szok” kojarzy się bowiem z czymś gwałtownym, z osłupieniem i niezdolnością do działania, z bardzo gwałtownymi przeżyciami. Specjaliści mówiąc o „szoku kulturowym”, opisują natomiast proces adaptowania się do obcej, nieznanej kultury. Nie muszą to być przeżycia gwałtowne i niespodziewane. Kontakt z nową, odmienną kulturą prowadzi do „szoku kulturowego” wtedy, gdy nasze oczekiwania, czasem w sposób dość drastyczny, mijają się z rzeczywistością. Psychologowie wymieniają sześć głównych aspektów szoku kulturowego: - napięcie - spowodowane przez wysiłek wkładany w adaptację, - poczucie utraty - statusu zawodowego, przyjaciół lub posiadanych przedmiotów, - poczucie

odrzucenia - lub odrzucanie przedstawicieli innej kultury, - niespójność - ról społecznych, wartości, zakłócenie poczucia tożsamości, - niepokój - złość, czasem nawet odraza w stosunku do obcych praktyk i zwyczajów, - poczucie bezradności - wynikające z niemożności poradzenia sobie w zmieniającym się otoczeniu. Wszystkie wymienione tu objawy, potrafią bardzo skutecznie i wyraźnie zakłócić nasze funkcjonowanie w nowym otoczeniu. Człowiek doznający „szoku kulturowego” nie przychodzi do psychologa i nie mówi: „Witam, właśnie zaczynam cierpieć na następujące objawy…”. Osoba taka,

najczęściej w ogóle nie zwraca się do psychologa, zastanawia się natomiast, dlaczego ostaREKLAMA

tnio gorzej sypia, pojawiają się u niej różne, bliżej nieokreślone nerwobóle, skarży się na dojmującą samotność, nawet jeśli ma wokół siebie przyjaciół, zaczyna o obywatelach nowego kraju mówić niezbyt pochlebnie i dostrzega głównie ich wady. W dodatku wady te, są znacznie wyolbrzymiane. „Oni nic nie rozumieją, nie mają poczucia humoru, są głupi, jedzą beznadziejne potrawy i w ogóle nie da się z nimi żyć…” Osoby takie tracą również chęć i zapał do działania. Objawy „szoku kulturowego”, to nie tylko pogarszające się samopoczucie psychologiczne. Idzie za nim bowiem, pogorszenie się funkcjonowania naszego organizmu. „Szok kulturowy” to nic innego, jak zespół objawów powiązanych z silnym i działającym na nas permanentnie stresem. A zatem skutkuje również podobnymi objawami fizycznymi: pojawiają się bóle głowy, problemy z jedzeniem, a także z gwałtownym chudnięciem lub tyciem. Spada odporność naszego organizmu. Stąd pojawiające się nagle anginy i inne ciągłe przeziębienia. Osoby, które wspominają swoje problemy z zaadaptowaniem się w nowej rzeczywistości, często opowiadają o tym, jak przechorowały pierwsze święta poza krajem, bez przerwy się przeziębiały, nie mogły się doleczyć… Objawy te jednak „magicznie” mijały po pewnym czasie. No właśnie, „mijały po pewnym czasie”. Ale czy to oznacza, że trzeba po prostu „odchorować” zmianę kraju zamieszkania? Nie jest to niestety takie proste. „Szok kulturowy” nie ogranicza się do symptomów charakterystycznych dla pierwszych kilku mie-

sięcy w nowym otoczeniu. W tym czasie, zupełnie naturalna jest przecież dezorientacja i zagubienie w nieznanych warunkach, obawa przed tym, co inne, nowe. Nasza rozmowa o

Objawy „szoku kulturowego”, to nie tylko pogarszające się samopoczucie psychologiczne. Idzie za nim bowiem, pogorszenie się funkcjonowania naszego organizmu. „Szok kulturowy” to nic innego, jak zespół objawów powiązanych z silnym i działającym na nas permanentnie stresem. A zatem skutkuje również podobnymi objawami fizycznymi: pojawiają się bóle głowy, problemy z jedzeniem, a także z gwałtownym chudnięciem lub tyciem. „szoku kulturowym” dotyczyłaby wtedy wyłącznie zachowań, które psychologowie nazywają „reakcją orientacyjną” i mówilibyśmy tutaj o zasadach poznawania nowych zjawisk opisywanych w trakcie uczenia się. Nasze rozważania ograniczyłyby się zatem do stwierdzenia, że jeśli czegoś nie rozumiemy, musimy to poznać i nauczyć się odpowiednio się z tym obchodzić. Oddziaływanie i efekty „szoku kulturowego”

odnoszą się jednak do znacznie szerszego zakresu zjawisk. Odczuwanie jego objawów, ma związek z naszą zdolnością przystosowania, wpływa na nasze funkcjonowanie społeczne, stosunki z nowymi ludźmi, ale też z najbliższą rodziną. W warunkach odczuwanego „szoku kulturowego” w sposób gwałtowny zachodzą zmiany tożsamościowe - musimy czasem od nowa odpowiedzieć sobie na pytanie - kim jesteśmy? Przed wyjazdem z kraju, niewielu z nas przedstawiając się nowym znajomym, zaczynało od stwierdzenia, że jest Polakiem. W Wielkiej Brytanii pytanie: „Where do you come from?” to jedno z pierwszych zdań, jakie usłyszymy. Zachodzą zmiany w naszym sposobie patrzenia na świat. Zachodzą też zmiany emocjonalne w psychice, a ich negatywne oddziaływanie może być długotrwałe, jeżeli nie zostaną podjęte działania zmierzające do poprowadzenia adaptacji kulturowej w sposób właściwy. Zapraszam na spotkania z psychologiem, więcej informacji pod numerem telefonu 0783 2376 622 lub pisząc na adres aga_major@yahoo.com. Magdalena Łużniak-Piecha * Autorka jest doktorem psychologii, pracuje jako „coach”, szkoleniowiec oraz wykładowca akademicki. Specjalizuje się w psychologii zarządzania i psychologii międzykulturowej. Prowadzi badania w zakresie zarządzania międzykulturowego oraz strategii adaptacji i radzenia sobie z szokiem kulturowym.


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

10

historia

Jak zginął generał Wieniawa? W tym roku, minie 70 lat od jego samobójczej śmierci. Pisała o tym cała ówczesna światowa prasa, ale czyż mogło być inaczej?! Przecież to nie tylko najbarwniejsza postać II Rzeczypospolitej, lecz również przyjaciel królów, ministrów i poetów w całej Europie oraz przede wszystkim adiutant i zaufany człowiek marszałka Piłsudskiego, jego powiernik i oficer do zleceń w najtrudniejszych misjach dyplomatycznych…

N

fot. Bolesław Wieniawa-Długoszowski - wikipedia

owy Jork, 1 lipca 1942 roku, tuż po godzinie dziewiątej. Miejscowy taksówkarz czekający na klienta przy Riverside Drive, zatrzymuje wzrok na tarasie piętra domu naprzeciwko. Jakiś mężczyzna w pidżamie zbliża się do barierki. Przez chwilę patrzy w niebo, potem z trudem klęka na gzymsie, żegna się powoli. - Uważaj, człowieku, co robisz! - krzyczy taksówkarz, ale adresat tych słów sprawia wrażenie nieobecnego, pogrążonego w modlitwie. Nagle pochyla się i spada. Taksówkarz pytany potem setki razy przez policję i FBI, czy to było samobójstwo, nie umiał powiedzieć nic innego: - Nie, on nie skoczył. On po prostu spadł. Tak jakby nie żył już tam, na górze… *** „Generał Wieniawa-Długoszowski popełnił samobójstwo” - depeszował 2 lipca 1942 roku do prezydenta Władysława Raczkiewicza konsul generalny w Nowym Jorku Sylwin Strakacz, dodając: „Rozmawiałem z nim telefonicznie na 15 minut przed śmiercią, komunikując mu telegram MSZ w sprawie przydziału samochodu dla poselstwa w Hawanie”. Według tej depeszy, w kieszeni pidżamy zmarłego policja znalazła kartkę następującej treści: „Myśli plączą mi się w głowie i łamią jak zapałki lub słoma. Nie mogę spamiętać najprostszych nazw miejscowości, nazwisk ludzi oraz prostych wypadków z mego życia. Nie czuję się w tych warunkach na siłach reprezentować Rząd, gdyż miast pożytku, mógłbym szkodzić sprawie. Zdaję sobie sprawę, że popełniam zbrodnię wobec żony i córki, zostawiając je na pastwę losu i obojętnych ludzi. Proszę Boga o opiekę nad nimi. Boże, zbaw Polskę. B.”. „Ta notatka” - jak depeszował Strakacz - „została dołączona do protokołu policyjnego. Zna ją oprócz żony i córki tylko kilka osób związanych tajemnicą. Dostałem zapewnienie, że treść notatki nie będzie opublikowana”. Według ludzi nieżyczliwych Wieniawie, w jego samobójczej śmierci nie było nic zastanawiającego. „Był chory, tracił pamięć, starzał się” - zanotował w swym londyńskim dzienniku Karol Estreicher. „Wszystkie dawne grzechy i pijatyki, i hulanki wydały owoce na starość. Skoczył oknem. Umarł, jak żył

- nieodpowiedzialnie”. To wyjaśnienie nie wszystkim trafiało do przekonania. Historycy, analizując już po wojnie dramatyczny list Wieniawy, nie mogli zrozumieć, co miał on na myśli, pisząc o reprezentowaniu rządu. Każdy dyplomata reprezentuje nie rząd, lecz kraj - a Wieniawa doskonale

Hulaszczy tryb życia nie raz sprowadzał na Wieniawę kłopoty nie tylko w postaci pojedynków z mężami, którym doprawiał przysłowiowe „rogi”, ale także z powodu niezadowolenia Marszałka, który miał do Wieniawy słabość i przez palce patrzył na jego wybryki, co nie oznacza, że był z tego powodu zadowolony. o tym wiedział. Dlaczego - pytano - skoro nie czuł się na siłach objąć placówki w Hawanie, po prostu nie złożył dymisji? Dlaczego z tego powodu ktokolwiek miałby odbierać sobie życie? Największe wątpliwości budziła jednak forma listu: częściowo został napisany piórem na świstku papieru, lecz ostatnie słowa „Boże, zbaw Polskę” dopisano ołówkiem. To byłby niezwykle rzadki wypadek pisania listu samobójczego „na raty”. Podobnie jak złożenie podpisu jedną literą „B.”, choć nigdy w tej formie nie sygnował żadnego dokumentu. Nie rozumiano wielu spraw. Nie rozumiano, jak mógł tak ważny list zaginąć po wojnie w policyjnych archiwach, uniemożliwiając tym samym weryfikację, czy choćby analizę grafologiczną. *** Nazajutrz to pytanie o prawdziwy charakter śmierci generała Bolesława Wieniawy-

Długoszowskiego pojawiło się na łamach prasy niemal na całym świecie. Zginął człowiek, którego legenda daleko wybiegała poza polskie polityczne opłotki. Adiutant i przyjaciel marszałka Piłsudskiego, jego powiernik i oficer do zleceń w najtrudniejszych misjach dyplomatycznych. Ambasador Polski przy Kwirynale, człowiek desygnowany przez Mościckiego na funkcję prezydenta RP na uchodźstwie, a formalnie rzecz biorąc kilkudniowy prezydent RP. Przyjaciel królów, ministrów i poetów w całej Europie. Jedna z najciekawszych i najpopularniejszych postaci II Rzeczypospolitej. Nikt nie rozumiał, co się stało?! Przyjęto najbezpieczniejszą formułę pisząc, że zmarł nagle. Prasa polska dodawała, że wypadł z okna mieszkania w Nowym Jorku i że został mianowany posłem na Kubie, gdzie wkrótce miał objąć placówkę. Generał był człowiekiem niezwykłym. Przede wszystkim był dzielnym żołnierzem i wielkim patriotą. Gdy w 1914 roku, w chwili wybuchu wojny tworzone były Legiony zaciągnął się jako piechur do legendarnej Pierwszej Kadrowej. Szybko jednak zdobył konia i z piechura stał się ułanem. Istotnie, „ułańskiej fantazji” Wieniawie nie brakowało. Imponował odwagą, wręcz brawurą. Awansował na kolejne stopnie, zdobywał doświadczenie, został jednym z bliższych współpracowników, a potem adiutantem Józefa Piłsudskiego. Jego wojskowa i polityczna kariera już na zawsze będzie się toczyć w cieniu Marszałka. Wieniawa był jednak przede wszystkim w okresie dwudziestolecia międzywojennego, symbolem polskiego ułana. Tak kawaleryjską służbę postrzegał generał Długoszowski: „Ludzie szanują się wzajemnie dla swych cnót - kochają zaś dla swych wad. Dlatego przystałem na kawalerzystę, bo ułan, czy szwoleżer, jest syntezą wszystkich cnót i wad polskich. Trzeba go szanować, a nie można nie kochać”. Wieniawa nie mylił się, ludzie właśnie dla jego wad kochali go najbardziej. Międzywojenna Warszawa lubowała się w anegdotach o Wieniawie. Uwiedzionych kobiet, czy pojedynków, jakie musiał toczyć z ich mężami oraz alkoholu, jaki wypił, nikt nie był wstanie zliczyć. Jak sam przyznał w krótkim wierszyku swojego autorstwa (bo jak na prawdziwego ułana przystało pisał także wiersze): „Przez całe życie ta miłość mnie goni. Do pięknych kobiet, koniaku i koni”. W przypływie „ułańskiej fantazji” i dla zakładu, Wieniawa wjechał na przykład konno po schodach na pierwsze piętro w hotelu Bristol. To stąd wzięło się słynne powiedzenie: „Skończyły się żarty, zaczęły się

schody”. Konie zresztą Wieniawa kochał najbardziej. Jak sam mawiał: „bo w sercu ułana, gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń”. Ułańska fantazja zawsze robiła na kobietach wrażenie, nie dziwi więc fakt licznych miłosnych podbojów generała. Jeszcze bardziej zrozumiemy jednak słabość płci pięknej do Wieniawy, gdy przywołamy jego słowa, które swego czasu skierował do o wiele lat młodszego od siebie mężczyzny: „To ja, o siwych włosach mam pana uczyć, jak postępować z kobietami? Panie, można zastać kobietę płaczącą, ale zostawić! Nigdy!” Hulaszczy tryb życia nie raz sprowadzał na Wieniawę kłopoty nie tylko w postaci pojedynków z mężami, którym doprawiał przysłowiowe „rogi”, ale także z powodu niezadowolenia Marszałka, który

Gdy wybuchła wojna, był epizodycznym następcą prezydenta Ignacego Mościckiego, sprzeciw generała Władysława Sikorskiego i sprzyjającej mu Francji, zablokowały jednak objęcie przez niego tej zaszczytnej funkcji. Próby Wieniawy, zdeklarowanego piłsudczyka, porozumienia się z nową władzą i otoczeniem premiera Władysława Sikorskiego okazały się nieudane. Przede wszystkim chciał wrócić do służby wojskowej. miał do Wieniawy słabość i przez palce patrzył na jego wybryki, co nie oznacza, że był z tego powodu zadowolony. Znana jest historia, jak Wieniawa spóźnił się na uroczystości pogrzebowe króla Jugosławii Aleksandra w 1934 roku, gdzie miał reprezentować Polskę. Gdy wrócił do kraju został wezwany do raportu u Piłsudskiego. Zamiast w mundurze stawił się przed obliczem Marszałka w smokingu co jeszcze bardziej zdenerwowało Komendanta, który zażądał od Wieniawy wyjaśnień najpierw w sprawie jego stroju. Ten miał wówczas odpowiedzieć: „Komendancie, melduję posłusznie, iż wiem, żem ciężko przewinił i powinienem dostać po pysku. A

ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przybyłem jako cywil. Polski generał nie może dostać po mordzie w mundurze!”. W obliczu takiej odpowiedzi serce Marszałka zmiękło, a jego ulubieńcowi znów się upiekło. Śmierć Piłsudskiego głęboko dotknęła Wieniawę. Traktował Marszałka jak ojca. Czuwał przy nim i był obecny w chwili jego śmierci. Upoważniony został przez prezydenta Mościckiego do zorganizowania uroczystości pogrzebowych na Wawelu, którymi osobiście kierował. Gdy zabrakło ukochanego Komendanta wpływy Wieniawy znacznie się ograniczyły. Nie został odsunięty aż tak spektakularnie jak Walery Sławek, ale miał coraz mniejsze znaczenie. Skierowanie na placówkę do Rzymu w randze ambasadora było także odsunięciem go na boczny tor. Z powierzonej mu misji, wywiązywał się jednak niezwykle sumiennie. Nawet w pracy dyplomaty nie brakowało mu jednak sentymentalnych reminiscencji do czasów kawaleryjskich. Tak szkicował różnice między dyplomacją, a kawalerią: „W dyplomacji można czasem robić świństwa, ale nigdy głupstw. W kawalerii jest odwrotnie”. Gdy wybuchła wojna, był epizodycznym następcą prezydenta Ignacego Mościckiego, sprzeciw generała Władysława Sikorskiego i sprzyjającej mu Francji, zablokowały jednak objęcie przez niego tej zaszczytnej funkcji. Próby Wieniawy, zdeklarowanego piłsudczyka, porozumienia się z nową władzą i otoczeniem premiera Władysława Sikorskiego okazały się nieudane. Przede wszystkim chciał wrócić do służby wojskowej. Można by w tym miejscu zacytować kazanie ks. Kamińskiego, którym żegnał w kolegiacie w Stanisławowie pułkownika Wołodyjowskiego: „Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz?” Niestety. Nie udało się Wieniawie przekonać Sikorskiego i jego współpracowników do tego, aby pozwoli mu na służbę w wojsku. Zwalczająca wszystko, co związane z sanacją ekipa Sikorskiego, nie widziała miejsca w armii dla pupila marszałka Piłsudskiego, placówka na Kubie miała być formą zesłania. Podobno, to poczucie bycia poza głównym nurtem dziejów, skłoniła Wieniawę do samobójstwa, ale nie brak też teorii, że było ono precyzyjnie zaplanowanym mordem, a motywów doszukiwano się różnych - od osobistych, mających charakter zemsty, po polityczne, jak eliminacja przez generała Sikorskiego wpływowych piłsudczyków. Jak było naprawdę zapewne nigdy się już nie dowiemy… (C.Z.)


11

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

poezja londyn Od ojca…

Wiersz dla syna Kiedy wrócimy - mój synku - kiedy wrócimy, Jakąś wiosną wymodloną i pogodną, Pokażę ci ulice znajome, Po których szła moja młodość. Będę cię oprowadzał po mieście, Będę cię uczył jego imion I treści. Kiedy wrócimy - mój synku - kiedy wrócimy, Odnajdziemy dom, którego nie ma, A ja powiem: synku, to nie dom był, to był uśmiech, Kształt muzyczny oprawiony w muślin nieba, Zapamiętany w półśnie. Tam - pod dachem malowanym Na złoto i niebiesko Wzniesiemy nowy próg i ściany Dla naszych tęsknot. Kiedy wrócimy… A gdybyś synku, sam miał wracać, Gdyby mnie z tobą już nie było, To szepnij murom tego miasta, Że ty - za ojca… Że przez miłość. Autor: Zbigniew Chałko

DZIECI MÓWIĄ

XII Światowy Dzień Poezji UNESCO „PoEzja OCALA” to główny motyw tegorocznego święta literackiego, które odbędzie się w dniach 31 marca - 1 kwietnia na londyńskiej Devonii.

G

łównymi wydarzeniami imprezy będą konferencja naukowa pod hasłem „Rola poezji we współczesnym świecie” przedstawienie poetycko-muzyczne „PoEzja OCALA”, wystawa plastyczna „Emanacja”, a także prezentacja „Antologii Poezji emigracyjnej”. Gościem specjalnym XII Światowego Dnia Poezji UNESCO będzie Krzysztof Zanussi. Wśród zaproszonych twórców znajdą się między innymi: - Aleksander Nawrocki (Polska), poeta, redaktor „Poezji dzisiaj”, tłumacz, autor „Poezja polska - antologia tysiąclecia”; - Barbara Jurkowska (Polska), poetka, laureatka Nagrody Prezesa Polskiej Akademii Nauk; - Ełka Niagołova (Bułgaria), poetka, prezes Międzynarodowej Akademii Literatury i Sztuki Słowiańskiej, fundatorka Nagrody „Atlant Słowiaństwa” za popularyzację poezji słowiańskiej, organizatorka Festiwali Poetów Słowiańskich w Warnie; - Liubica Raichici (Rumunia), poetka, organizatorka Festiwali Poezji Europejskiej, autorka antologii uczestników festiwali, tłumaczka literatury polskiej; - Gizella Czisztay (Węgry), pisarka, laureatka Nagrody „Poezji dzisiaj” za przekłady z literatury polskiej;

- Henryk Stefan Zajonz (Niemcy), poeta, fotograf, tłumacz, autor kilkuset tekstów o sztuce; - Tomasz Wybranowski (Irlandia), poeta, dziennikarz; - Barbara Gruszka-Zych (Polska), poetka, dziennikarka; - Karol Samsel (Polska), poeta, krytyk literacki. Drużynę „PoEzji Londyn” reprezentować będą Adam Siemieńczyk, Alex Sławiński, Anna Maria Mickiewicz, Artur Tomaszewski, Bożena Mazur-Nowak, Joanna Szlagor, Łukasz Olszewski, Maria Jastrzębska, Marta Brassart, Norbert Durał, Jacek Wąsowicz, Jerzy Niemyjski, Grzegorz Spis, Wojciech J. Pawłowski, Tomasz Wybranowski, Paulina Krzyżaniak, Tomasz Michał Wieliczko, Marcin Łuczak Czarny, Piotr Kasjas, Grażyna Winniczuk, Kasia Pętkowska, Marlena Weber, Barbara Molska i inni. Wśród muzyków pojawią się Monika Lidke, Maria Kudełka, Sabio Janiak, Jacek Osior, Marzena Rychlik, Anna Maria Hyży, Włodek Fenrych i inni. To będzie niesamowity weekend… kiedy: 31 marca - 1 kwietnia gdzie: 2 Devonia Road, Islington London N1 8JJ

Z teki rysownika

Biblioteka - autor: Sławomir Łuczyński

Adam Siemieńczyk poezja@mail.com 0 7939 965 569

Wiersze

ŚNIEŻNY PLURALIZM Zmrożony świat cały. Zatrzymał się czas. Powoli puch biały Na dachy wsi, miast Opada, opada… Jak desant - wprost z chmur. Na babę, na dziada. Na trawnik. Na mur. I na urzędnika. Mleczarkę. I psa. Pijaka, co sika Wszędzie, gdzie się da. Śnieg demokratycznie Pada tu i tam. Takie są wytyczne Prosto z nieba bram. Autor: Alex Sławiński

GWIAZDA Po występie schodzi ze sceny piękna i niespełniona niesiona na skrzydłach ulatujących braw w garderobie do kuferka pakuje cały swój blask i tylnym wyjściem opuszcza teatr spektakl trwa nadal znów brawa krótka przerwa i dalej aż do recenzji a tam tylko o niej pięknej spełnionej w pył gwiezdny niby przypadkiem wmieszanej Autorka: Joanna Janda

REKLAMA

       

Tel. +44  7958  170  819     Tel.  +48  603  413  769    


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

12

opowiadanie

w naszym angielskim domu Janusz Młynarski Agresywny intruz i bezczelny rachunek. Viktoria dzwoni 11 razy. Nie zawsze jest wesoło. Bezradni „electricians” w turbanach. Ku przestrodze. Lokator nożem cięty.

I

ntruz był agresywny, wymachiwał rękami przed moim nosem wykrzykując, że łazienka na moim piętrze jest ogólnodostępna. Mając dość tych krzyków i obawiając się, że jego aktywna gestykulacja może przemienić się w tzw. rękoczyny, wykręciłem mu ręce i sprowadziłem piętro niżej, zostawiając go tam. Wrócił po parunastu minutach z pretensjami, że nie ma internetu, a on przecież płaci, więc wymaga. Rzecz w tym, że nie płaci. Owszem zdeklarował się do płacenia i miał to zrobić w dniu, w którym udostępniłem mu hasło, ale od tego czasu minął tydzień, a on z pieniędzmi się nie pojawił, a ja postanowiłem być bezwzględny, tak jak BT wobec mnie. Tak à propos - dostałem właśnie rachunek z tej szanownej firmy - 187 funtów, z czego 47 za rozmowy telefoniczne, czyli 140 funtów za internet! Nic z tego nie rozumiem. Dwa lata temu, kiedy zawierałem umowę, zgodziłem się na 99 funtów, płatnych co trzy miesiące. Kiedy umowa zbliżała się do końca, zamierzałem z BT zrezygnować, wówczas oni zaproponowali obniżkę do 66 funtów. Zgodziłem się, więc teraz nie rozumiem, dlaczego płacę dwa razy więcej? Na razie nie mam nastroju do wyjaśniania… *** Może trudno w to uwierzyć, ale Viktoria, w ciągu jednej godziny, brała ode mnie telefon aż jedenaście razy i za każdym razem oddawała mi go coraz bardziej zapłakana. Makijaż się tak rozmazał, że przypominała Witkacego z autoportretu, który namalował pod wpływem pejotlu. Kiedy przyszła po raz dwunasty zapewniając, po raz kolejny zresztą, że to „very last time” przytrzymałem ją i poprosiłem, żeby usiadła i powiedziała, o co chodzi z tymi telefonami? Otóż miały one związek z dużą ilością żywności, którą Ben zakupił jej dzień wcześniej. Rzeczywiście było tego sporo. Viktoria wysnuła z tego faktu wniosek, że dlatego tyle tych wiktuałów jej nakupił, bo przez najbliższy czas nie zamierza się z nią spotykać, a nie chce, żeby cierpiała głód. Kiedy tak rozmawialiśmy, „kątem ucha” usłyszałem informację płynącą z telewizora, bo akurat szły „Wiadomości”, że węgierskie linie lotnicze „Malév” właśnie ogłosiły bankructwo i wszystkie loty są odwołane. Fakt ten może nie miałby znaczenia, gdyby nie to, że Viktoria miała wykupiony bilet do Budapesztu i za kilka dni miała tam lecieć, wiadomo mi było również, że zazwyczaj korzystała właśnie z usług tego przewoźnika. Wiem, że moja sąsiadka żyje głównie miłością i bankructwa jakiś linii lotniczych jej nie interesują, więc zapewne nie miała pojęcia o tym, że

wyjazd może nie dojść do skutku. Nie wiedziałem, jak jej o tym powiedzieć, bo o swojej podróży do rodzinnego miasta mówiła już od dwóch miesięcy - była bardzo szczęśliwa, że znów zobaczy się z matką. Zaprosiła też jakąś swoją koleżankę z Francji. Żal mi się jej zrobiło. No, ale co, nie mówić w ogóle? Niech się dziewczę przejedzie w nocy na lotnisko, niech tam się dowie? I niech jeszcze straci dwie dychy na dojazd? Zapytałem, czy leci „Malévem”. Odpowiedziała, że nie, bo to bankrut. A, czyli jednak wiedziała! Bogu dzięki! *** Coś wisiało w powietrzu, bo nagle zrobiłem się rozlazły i przeszła mi - i tak niewielka - chęć do robienia czegokolwiek, a do pracy w szczególności. A prognoz pogody nie śledziłem, bo najlepszym synoptykiem jest mój organizm. Ale śniegu się nie spodzie-

Właśnie przed chwilą zadzwoniła do mnie znajoma, która jakiś czas mieszkała ze mną. Przyszło do niej pismo z firmy udzielającej szybkich pożyczek, coś jak „Provident”. Z treści pisma, które przeczytała mi przez telefon wynikało, że zalega z ratami, a ściślej, że nie zapłaciła ani jednej. Firma groziła i straszyła, rzecz jednak w tym, że znajoma nie brała żadnej pożyczki. Nie brała, ale szukała pracy. Zapyta ktoś: co ma piernik do wiatraka? Ano ma. wałem, choć w Anglii, jeśli chodzi o pogodę spodziewać się można przecież wszystkiego. Cztery pory roku w ciągu jednego dnia, zdarzyć się mogą tylko tutaj. Kawa nie pomagała. Wypiłem trzy i nadal byłem senny, ale dopadła mnie tzw. gonitwa myśli, czyli psychika zaczęła pracować intensywniej, ale ciało nie dostosowało się do niej. W celach wyrównawczych postanowiłem napić się herbaty z rumem. I tu zawsze mam problem - ile tego rumu powinno być w herbacie? Dlatego zawsze z niej rezygnuję.

Rum wypiłem z sokiem z brzoskwini, kombinacja smakowo nie najlepsza, ale ujdzie. Poczułem się żwawiej i zasiadłem przy klawiaturze. Kiedy już kończyłem pewien dość długi tekst, zgasł mi komputer. Zszedłem na parter podniosłem klapkę bezpiecznika, wróciłem. Tekst odzyskałem, ale niestety nie zapisał się w całości. Tak było jeszcze kilka razy. Gdzieś musiało być zwarcie, aż wreszcie zabrakło prądu w całym budynku. Obudziłem się o piątej rano - hurra, jest! Niestety znów to samo - kończyłem tekst, ostatnie zdanie - trrrach i po prądzie! Około południa zdenerwowałem się i zaatakowałem Omara wymówkami. Czy w tym domu naprawdę codziennie musi się coś psuć?! Zagroziłem, że ja, Viktoria i Sławek - lokator z pierwszego piętra nie będziemy płacić czynszu. Omar gdzieś podzwonił i przyjechali dwaj „electricians”. Sympatyczni goście w turbanach. Ale tylko sympatyczni, bo z wiedzą na temat elektryki było u nich kiepsko. Stwierdzili, że rzeczywiście nie ma prądu, że to poważna sprawa, skasowali Omara na trzy dychy i poszli sobie. Dziwni ci elektrycy - bez żadnego sprzętu. Ale niestety, Omar jak bierze fachowców, to zawsze takich. Ja tymczasem popadałem w coraz większą frustrację. Straciłem półtora dnia i nic nie napisałem, a najbliższa przyszłość, przynajmniej w tej materii, jawiła się w nie najjaśniejszych barwach. Do licha, przecież „nie święci garnki lepią.” Jeśli chodzi o elektryczność, to nie mam w tej branży najlepszych doświadczeń, ale nie zamierzałem przecież kuć ścian i sprawdzać językiem, czy w przewodach płynie prąd. Żeby nie przedłużać, powiem tylko, że w ciągu 20 minut sprawiłem, że prąd powrócił, dzięki dość prostemu zabiegowi. *** Dostało mi się trochę od jednej z Czytelniczek, za to co napisałem o „mamuśkach”, że tarasują sklepy wózkami, o tym, że (co już nie tylko „mamusiek” dotyczy) przychodzą na zakupy bez przygotowania itp. Moje utyskiwania nie dotyczyły rzecz jasna wszystkich mam, wszystkich klientek, lecz tych najbardziej uciążliwych. Krytykująca mnie Pani, przypisała mi jadowitość, brak wyrozumiałości i inne niezbyt miłe cechy, ale przecież nie tylko mnie to złości. Takie zachowanie drażni zarówno panie sprzedawczynie, jak i klientów, szczególnie tych, którzy mają do kupienia jedną, czy dwie rzeczy, którzy się spieszą. Poza tym, w „Naszym angielskim domu” staram się unikać pewnej sztuczności i poprawności, zależy mi na tym, żeby był to spontaniczny zapis rzeczywistości widzianej moimi oczami. Siadam i piszę jednym ciągiem to, co utkwiło

mi w pamięci to, co mnie drażni, co śmieszy. W większości są to banały, ale brakuje czasu na „głębię”, jak i na wygładzanie chropowatości tekstu, eliminację powtórzeń itp., gdybym jednak tekst polerował, to nie byłby on już tym „spontanicznym zapisem”. Poza tym nie zawsze jest śmiesznie, a

Hurra, sąsiadka wyjechała na dwa tygodnie, więc nie będę musiał pucować łazienki codziennie. Tak, trzeba się cieszyć nawet drobnymi rzeczami. Właśnie zajrzał do mnie Sławek „Satelita” z informacją, że jeden z lokatorów mieszkających na parterze został ciężko pobity i obrabowany w pobliskim parku przez jakichś Murzynów. nawet jeśli jest, to - jak każdy - podlegam nastrojom, wahaniom formy i wielu jeszcze innym czynnikom. Chyba tyle. *** Ciekaw jestem, ilu ludzi się na to nabrało i ile się jeszcze nabierze. Od czasu do czasu piszemy o tym w naszej gazecie przestrzegając przed oszustami, ale pewnie powinniśmy pisać co tydzień. Potrafię zrozumieć desperację osób przyciśniętych do muru brakiem pracy, ale powinni mieć oni świadomość, że dla oszustów różnej maści są oni najbardziej łakomym kąskiem. Właśnie przed chwilą zadzwoniła do mnie znajoma, która jakiś czas mieszkała ze mną. Przyszło do niej pismo z firmy udzielającej szybkich pożyczek, coś jak „Provident”. Z treści pisma, które przeczytała mi przez telefon wynikało, że zalega z ratami, a ściślej, że nie zapłaciła ani jednej. Firma groziła i straszyła, rzecz jednak w tym, że znajoma nie brała żadnej pożyczki. Nie brała, ale szukała pracy. Zapyta ktoś: co ma piernik do wiatraka? Ano ma. W jednym z polonijnych portali koleżanka przeczytała, że potrzebne są kobiety do sprzątania w hotelu. Osoby zainteresowane niech dzwonią na taki, a taki numer, komórkowy zresztą. Koleżanka zadzwoniła i dowiedziała się, że ma przesłać ksero dokumentów tożsamości, numer

konta i NIN. Za kilka dni oddzwoniono do niej, damski głos poinformował ją, że przesyłka była otwarta, doszedł tylko NIN i konto, kserokopie dowodu i paszportu diabli wzięli. Koleżanka wysłała powtórnie, ale odzewu już nie było, telefon przestał odpowiadać. Od tego czasu minęło pięć tygodni i przyszło upomnienie. Prosty wałek - kserokopia dowodu posłużyła do wzięcia pożyczki. Jak to możliwe, bez oryginalnego dokumentu? Możliwe, wystarczy tylko mieć „swoich ludzi” wśród agentów firm pożyczkowych. Koleżanka nie będzie spłacać 600 funtów, których nie pożyczyła, bo potrafi udowodnić, że nic wspólnego z tym nie miała, ale tak czy inaczej, do tych wszystkich ofert pracy należy podchodzić bardzo ostrożnie. *** Hurra, sąsiadka wyjechała na dwa tygodnie, więc nie będę musiał pucować łazienki codziennie. Tak, trzeba się cieszyć nawet drobnymi rzeczami. Właśnie zajrzał do mnie Sławek „Satelita” z informacją, że jeden z lokatorów mieszkających na parterze został ciężko pobity i obrabowany w pobliskim parku przez jakichś Murzynów. Zszedłem na dół obejrzeć go. Nie wyglądał najlepiej, oprócz ran tłuczonych i otarć, miał jeszcze ranę ciętą na policzku. Ewidentnie pochodziła od noża. Cięcie nie było zbyt głębokie, ale kwalifikowało się do szycia. Wyjąłem telefon, żeby zadzwonić po pogotowie, bo chłopak nie mógł się poruszać o własnych siłach, mógł mieć złamane żebra, ale nie chciał o tym słyszeć. Skończyła mu się wiza i obawiał się, że w szpitalu może się to wydać. Próbowałem go przekonać, że nie będą tego sprawdzać, ale nie chciał ryzykować. Następnego dnia Omar zawiózł go do jakiegoś pakistańskiego lekarza, który go pozszywał, za 150 funtów zresztą. Wynika z tego, że moja niechęć do spacerowania po parkach jest uzasadniona. Cdn…


13

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

Poradnik

Zadośćuczynienie za szkody niemajątkowe Brytyjskie prawo poddawane jest ciągłym przeobrażeniom. Obecnie, przez proces legislacyjny przechodzi właśnie projekt ustawy o nazwie „Pomoc prawna, skazania i karanie przestępców”. Dla przeciętnego obywatela, oznacza on, także reformę zasady „Nie ma wygranej - nie ma opłat”.

C

ała sprawa jest wysoce kontrowersyjna i rodzi wiele dyskusji, bowiem nikt tak naprawdę nie jest w stanie stwierdzić, jak poddawana legislacji wspomniana ustawa, wypłynie całościowo na brytyjski system prawny. Jedno jest jednak pewne, system „No win no fee” w swojej obecnej formie przetrwa tylko do końca tego roku. Niemniej jednak, może on stać się dla ciebie, przysłowiową ostatnią deską ratunku, jeśli poniosłeś fizyczne lub finansowe szkody, chcesz dochodzić swych praw w sądzie i ubiegać się o odszkodowanie, a nie posiadasz środków pieniężnych, by opłacić prawnika. Rodzaje umów Istnieją dwa rodzaje umów „Nie ma wygranej - nie ma opłat”. Są to prowizje procentowe („contingency fees”) i CFA („conditional fee agreements”), czyli umowy warunkowej płatności. W pierwszym przypadku, istotnie nie ponosisz żadnych koszREKLAMA

tów z tytułu założenia sprawy, ani wówczas, kiedy ją przegrasz. Natomiast, jeśli ci się powiedzie, musisz zapłacić pewien ustalony z góry procent, liczony od wysokości kwoty odszkodowania. Prowizje procentowe nie są dozwolone w przypadku spraw o odszkodowania dotyczące szkód niemajątkowych, włączając w to wypadki na drodze i w pracy. Zazwyczaj mają one zastosowanie w sprawach dotyczących prawa pracy i sporów biznesowych. W przypadku sprawy o szkody niemajątkowe, CFA jest najlepszym rozwiązaniem, bowiem niezależnie od wyniku sprawy, nie zapłacisz ani grosza. Oczywiście, jak we wszystkim istnieją pewne wyjątki. Brytyjskie prawo dopuszcza okoliczności, w których, technicznie rzecz biorąc, możesz być obciążony kosztami sprawy. Są to sytuacje, kiedy na przykład zignorujesz poradę swojego prawnika na temat przyjmowania oferty strony przeciwnej. Większość prawników na ogół deklaruje w umowie, że nie

będzie obciążać swojego klienta żadnymi kosztami, ale warto dokładnie przed podpisaniem, taki dokument przejrzeć. Jak działa CFA? W skrócie, cała procedura wygląda następująco: prawnik nie obciąża cię za swój, poświęcony twojej sprawie czas, a także samodzielnie ponosi koszty, wynikające z twojej sprawy, licząc na możliwość odzyskania ich od strony przeciwnej w przypadku wygranej. Jasnym jest, że przegrana oznacza, iż prawnik ponosi straty z własnej kieszeni. Ponadto, prawnik ponosi koszty ubezpieczenia wydatków prawniczych, czyli ATE („after the event”), z którego opłacane są stawki prawników strony przeciwnej oraz wydatki twoich reprezentantów w przypadku przegrania sprawy. Wygrana przez ciebie sprawa oznacza, że wynajęci przez ciebie prawnicy dostaną od strony przeciwnej twoje odszkodowanie (otrzymasz je w całości), rekompensatę wydatków, które

ponieśli (włączając koszt ubezpieczenia ATE i stawkę godzinową ich pracy) oraz tzw. bonus za zwycięstwo („success fee”), który stanowi ustalony procent (maksymalnie 100%) od standardowych kosztów prawniczych. Wybrać mądrze Na terenie Zjednoczonego Królestwa istnieje ponad 10 tysięcy firm prawniczych i 3 tysiące placówek zajmujących się zarządzaniem odszkodowaniami. Masz zatem, w czym wybierać, ale dokonaj tego z głową. Nie kieruj się myśleniem, że skoro i tak otrzymasz sto procent należnego ci odszkodowania, nie ma znaczenia, kogo wybierzesz na swojego reprezentanta. Dobry prawnik nie tylko z większym prawdopodobieństwem wygra sprawę, ale wyciągnie największą możliwą kwotę odszkodowania, zamiast zgadzać się na pierwszą lepszą ofertę. Na początku poproś swoich przyjaciół lub rodzinę, aby wskazały ci kogoś już sprawdzo-

nego i zaufanego. Jeśli nie otrzymasz takiej rekomendacji od najbliższych, zacznij przyglądać się szeroko dostępnym w mediach ofertom prawników. Oceń stronę internetową potencjalnego prawnika, zwróć uwagę na to, jak wygląda. Profesjonalnie wykonana witryna dobrze świadczy o danej firmie. Kiedy już skontaktujesz się z prawnikiem, lub jego firmą, nie bój się pytać o doświadczenie, jakie mają w przypadku spraw podobnych do twojej. Żądaj faktów popartych namacalnymi dowodami. Zapytaj również o godziny, w jakich czynna jest infolinia i czy firma posiada polską obsługę. Obserwuj, słuchaj, z jakim zaangażowaniem pracownicy danej firmy udzielają ci odpowiedzi na twoje pytania, jaki mają do ciebie i twojej sprawy stosunek. To wszystko powinno dać ci obraz tego, czy danej firmie możesz zaufać, czy zdecydowanie nie powierzać jej sprawy. Zespół Hamilton Brady (www.hamiltonbrady.co.uk)


15

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

strefa kobiet

Aleksandra Lech

astrolog, tarocistka Udziela konsultacji zarówno osobiście w Bristolu, jak i on-line przez skype lub telefonicznie. Kontakt: tarot.astrology@yahoo.co.uk lub 07762 867174.

Baran 21.03-20.04 Pojawią się okazje do zarobienia dodatkowych pieniędzy. Sprawy finansowe będą dobrze wyglądać nawet i bez tego. Zastrzyk gotówki z nieoczekiwanego źródła, doda Ci humoru i uratuje z opresji. W innych dziedzinach życia polecam pozytywne myślenie!

Byk 21.04-20.05 Ten tydzień to czas uciech i przyjemnych rozmów, czy też krótkich wypadów za miasto. Nie zabraknie Ci rozrywek i okazji do śmiechu. Jednak nie oczekuj, że spotkasz teraz miłość swego życia. Możliwe, że dzięki inspirującej rozmowie podejmiesz się nowego hobby.

Bliźnięta 21.05-21.06 Możesz narzekać na kiepskie samopoczucie i obniżony nastrój. Zarazki lgną teraz do Ciebie bardzo łatwo, a brak snu tylko pogorszy sprawę. Nie przeciążaj organizmu, daruj sobie na razie siłownię i jogging. Proponuję dużo relaksu, spacery, jogę lub po prostu odpoczynek.

Rak 22.06-22.07 Zyskasz wiele dobrego w oczach współpracowników. Niekoniecznie będzie się to wiązać z podwyżką, czy też uznaniem przełożonych, jednak koledzy z pracy zobaczą w Tobie fachowca i oparcie w ciężkich chwilach. Nie czas na skromność, zasługujesz na taką opinię! REKLAMA

Lew 23.07-23.08 W Twoim związku zakwitnie na nowo miłość i pojawi się pozytywny dreszczyk emocji. Szykują się romantyczne niespodzianki i deklaracje na przyszłość. To dobry moment na kolejny krok i głębsze zaangażowanie. Pilnuj finansów, nie daj się ponieść zbytniej fantazji przy zakupach.

Panna 24.08-22.09 Radość i optymizm zawitają do Waszych serc. Poczujecie się silne, zdrowe i pełne niespożytej energii. Odbije się to na Waszym codziennym życiu osobistym i zawodowym. Ludzie będą teraz lgnąć do Was jak magnes, a Wy niejednemu znajomemu pomożecie w trudnej sytuacji.

Waga 23.09-23.10 Czy nie jesteś zbyt podejrzliwy? Te intrygi, które węszysz w pracy wśród kolegów, są tylko wytworem Twojej wyobraźni. Postaraj się zdystansować, weź krok do tyłu i głęboki oddech, zacznij od początku. Nikt nie chce Ci zaszkodzić i nic Ci nie grozi na gruncie zawodowym.

Skorpion 24.10-22.11 Nie czas na miłosne uniesienia. Skupisz się na sprawach zawodowych i rodzinnych, a potencjalny partner musi poczekać. Zresztą obecnie ciężko jest sprostać Twoim wygórowanym oczekiwaniom. Lepiej zrobisz pożytkując energię pomagając najbliższym.

Strzelec 23.11-21.12 Będzie rozpierać Cię energia. Zapragniesz gdzieś pojechać, przeżyć coś nowego, zaszaleć. Jedynie finanse mogą Cię ograniczyć. Nie poddawaj się jednak i daj upust swojej mocy w sporcie lub spędzając wolny czas w niekosztowny sposób. W sprawach zawodowych nastanie dość nudny okres.

Koziorożec 22.12-20.01 Jest to idealny czas na przejrzeie zaległości, uporządkowanie starych spraw, szczegółowe sprawdzenie dotychczasowych projektów i zadań. Odpocznij, bo już wkrótce wiele będzie się działo. Nieoczekiwanie też może odezwać się ktoś z przeszłości, odżyją wspomnienia.

Wodnik 21.01-19.02 Przepracowanie da Ci się we znaki. Stres, zmęczenie, emocjonalny niepokój - to wszystko sprawia, że Twoja odporność gwałtownie się obniża. Postaraj się porządnie wysypiać oraz zażywać witaminy. Samotne Wodniki przeżyją ekscytujący tydzień!

Ryby 20.02-20.03 Masz teraz wyjątkowo korzystny okres w zawodowej sferze życia. Jeśli komuś szefujesz, zyskasz szacunek i uznanie. Jeśli sam jesteś podwładnym, szykuje się większy zakres obowiązków lub podwyżka. W miłości odżyje zapomniana namiętność.


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

16

strefa kobiet

Obroń się sama! Krótki kurs samoobrony, przygotowany przez zawodników Polskiego Klubu Sportów Walki z Bristolu - Dariusza Telusa oraz Roberta Antosiaka (V dan w jujitsu). Może zdarzyć się tak, że ktoś zaatakuje nas łapiąc za kurtkę, czy bluzę od tyłu. Wówczas należy jak najszybciej, energicznie obrócić nasze ciało w prawą stronę, uderzając prawą ręką w okolice żeber. Następnie tą samą ręką, chwytamy za nadgarstek przeciwnika, a lewą ręką naciskamy na łokieć i sprowadzamy agresora do parteru. Założenie dźwigni łokciowej, spowoduje skuteczne unieruchomienie ręki napastnika. Słówko o trenerze PKSW Polski Klub Sportów Walki w Bristolu od stycznia 2010 roku prowadzi Dariusz Telus, który swoją przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku 14 lat od nauki judo. W latach 19962004, po przeprowadzce z rodzimego Sławna do Szczecinka trafił pod skrzydła trenera Wojtka Hurki (2 dan-kyokushin karate) i zdobył 4 kyu uprawniające do walk w mistrzostwach Polski. Z tego okresu pochodzą zdobyte przez niego 2 medale i 3 puchary. Przez 2 lata trenował także kickboxing pod okiem wspaniałego zawodnika Tomasza Dziomby. Do Anglii przeprowadził się w roku 2004. Trzy lata później trafił do Bristolu, gdzie zdobył brązowy pas w karate tradycyjnym. W roku 2009 jako pierwszy Polak w MMA (Mixed Martial Arts - Mieszane sztuki walki) wystąpił podczas zawodów w klatce. Na swoim koncie ma także turnieje w Weston Super-Mare. Na jednym z nich, w listopadzie 2010 roku podczas mistrzostw Anglii i Walii południowej zdobył brązowy medal.

Piękno z wnętrza planety Dary Ziemi w postaci gliny, mułu, czy pyłu wulkanicznego wykorzystywane były do pielęgnacji ciała już w starożytności. Zabiegi na ich bazie, cieszą się popularnością także i w dzisiejszych czasach.

W

oferowanych przez profesjonalne salony kosmetyczne zabiegach na bazie glinek, każda z pań o różnego rodzaju cerze, znajdzie coś dla siebie. Dla skóry suchej, zalecana jest glinka różowa, która powstaje z połączenia glinki białej i czerwonej, a dla suchej i wrażliwej sama glinka biała, która jest bardzo delikatna. Dla cery mieszanej zalecana jest glinka żółta, która rozjaśnia skórę szarą i ziemistą, dla tłustej i wrażliwej - glinka czerwona, która działa antybakteryjnie, natomiast dla cery tłustej i trądzikowej wskazana jest glinka zielona, która ma mocniejsze właściwości antybakteryjne. Glinka przechowywana jest w formie sproszkowanej. Przed jej nałożeniem jest dokładnie mieszana z wodą, aż do uzyskania konsystencji papki. Następnie nakładana jest na czystą, osuszoną skórę, a zmywana jest po całkowitym zeschnięciu. Pył wulkaniczny Znakomicie oczyszcza i regeneruje skórę. Jest najczęściej pojawiającym się składnikiem wśród różnego rodzaju masek. Zabiegi na bazie pyłu wulkanicznego polegają na nałożeniu na oczyszczoną skórę całego ciała specjalnej, ciepłej papki, za pomocą pędzla lub specjalnej szpatułki. Następnie jest ona przykrywana papierowymi ręcznikami lub chustą bawełnianą i pozostawiana na około 15-20 minut. Później maska jest dokładnie zmywana, a skóra pozostaje wygładzona oraz młodzieńczo rozjaśniona. Egzotyczny muł Błoto pochodzące najczęściej z brzegów Morza Martwego stosuje się z kolei do ujędrniania skóry oraz zmniejszania cellulitu. Zabiegi błotne polegają na nałożeniu na ciało podgrzanej maski.

Następnie, ciało zawijane jest w folię i przykrywane ciepłym kocem. Pod wpływem ciepła substancje zawarte w błocie szybciej przenikają w głąb skóry. Po około

Glinka przechowywana jest w formie sproszkowanej. Przed jej nałożeniem jest dokładnie mieszana z wodą, aż do uzyskania konsystencji papki. Następnie nakładana jest na czystą, osuszoną skórę, a zmywana jest po całkowitym zeschnięciu. W zależności od rodzaju skóry wykorzystuje się glinkę białą, różową, żółtą, czerwoną i zieloną.

30-45 minutach, maska zmywana jest z ciała. Procedura przynosi efekty w postaci wygładzenia i ujędrnienia skóry. Jej minusem może być nie przez wszystkich akceptowany, specyficzny zapach. Solone awokado Połączone z imbirem, stanowi intensywnie pachnący zabieg na całe ciało, a cała procedura ujędrnia skórę. Głównymi wskazaniami do przeprowadzenia tego rodzaju zabiegu są zmęczona cera, cellulit oraz dojrzała i wiotczejąca skóra. Rytuał poprawia ukrwienie skóry, nawilża ją i regeneruje. Procedura rozpoczyna się oczyszczeniem ciała oraz przeprowadzeniem peelin-

gu z soli morskiej, która dokładnie usuwa martwe komórki i wygładza skórę. Następnie z ciała dokładnie zmywany jest peeling pod natryskiem lub na łóżku kosmetycznym z funkcją prysznica. Dopiero na osuszoną skórę nakładana jest maska regenerująca z awokado o działaniu antycellulitowym i nawilżającym. Później, przychodzi pora na masaż całego ciała mieszanką składającą się z masła kakaowego, olejku imbirowego, wosku pszczelego oraz oleju słonecznikowego. Burza piaskowa To kuracja dla bardzo aktywnych osób. Do głównych jej wskazań zaliczyć można między innymi skórę suchą, przesuszoną i zmęczoną. Procedura rozpoczyna się peelingiem piaskowym, który ma właściwości oczyszczająco-wygładzające. Następnie nakładane jest odżywcze serum z ekstraktem z miłorzębu japońskiego, wody różanej oraz z olejkiem pomarańczowym. Zabieg kończy się masażem relaksującym, podczas którego nakładane jest masło kakaowe z dodatkiem wosku pszczelego oraz różnych wyciągów roślinnych. Przy zwalczaniu cellulitu, pomoże także zabieg przy użyciu mocnej kawy, która wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej, poprawia mikrocyrkulację oraz ułatwia przepływ limfy. Procedura ta, głęboko nawilża skórę, uelastycznia ją i delikatnie napina. Z kolei dla cery dojrzałej, przesuszonej, czy wrażliwej z rozszerzonymi naczynkami, z pomocą przyjdzie kwiat Neroli z kroplą róży. Tego typu zabieg, głęboko nawilża i wzmacnia skórę, regeneruje ją, poprawia jej jędrność i elastyczność, a także przywraca ogólne uczucie komfortu. Dorota Bylica (imagebydorota.co.uk)

P

roces starzenia się skóry wokół oczu zaczyna się bardzo wcześnie. Mimo że ma on bardzo indywidualny charakter, śmiało można powiedzieć, że szczególną uwagę na skórę w okolicach oczu, należy niestety zwracać już od 20 roku życia… Generalnie, na proces starzenia się skóry, największy wpływ mają czynniki wewnętrzne, jak promienie słoneczne, czy też zanieczyszczone środowisko oraz uwarunkowania genetyczne. Wiąże się on w ścisły sposób z pewnymi specyficznymi dla skóry elementami budowy. Ta, pokrywająca okolice naszych oczu i powiek jest bowiem praktycznie najcieńsza na całej naszej twarzy. Jej grubość wynosi około 0,5 mm. Charakteryzuje ją słaby

system podporowy i prawie całkowity brak podściółki tłuszczowej, związanej z małym nagromadzeniem gruczołów łojowych. Skóra w tym obszarze, ma także słabsze krążenie krwi oraz limfy, niż w pozostałych częściach ciała. Pojawia się tutaj natomiast, duże nagromadzenie mastocytów - komórek odpowiedzialnych za powstawanie reakcji alergicznych. Dodatkowy problem z funkcjonowaniem skóry wokół oczu, związany jest z naturalnym zmęczeniem tego narządu, wynikającym z ciągłego ruchu powiek. Mięsień okrężny oka jest jednym z najczęściej wykorzystywanych elementów twarzy. Podczas mrugania czy też mrużenia oczu jest on praktycznie w ciągłym ruchu. Wszystko to przyczynia się właśnie do powstawania zmarsz-

czek mimicznych, często nazywanych - kurzymi łapkami. Główną przyczyną podkrążonych oczu są z kolei nieprzespane noce lub nadmiar snu w zbyt ciepłym pomieszczeniu, albo słabo wietrzonym. Oczywiście zanieczyszczone powietrze, nadmierne przebywanie w zadymionych pomieszczeniach czy klimatyzowane pokoje są dodatkową przyczyną podrażniającą delikatną skórę wokół oczu. Stosunkowo często, cieniom pod oczami towarzyszą obrzęki, które w wyraźny sposób postarzają skórę w okolicach oczu. Podstawowym zabiegiem związanym z pielęgnacją tych okolic jest ich prawidłowy demakijaż. Pozostałości tuszu do rzęs, jak i innych kosmetyków bywają przyczyną podrażnień, a to po-

woduje niejednokrotnie opuchnięcia. Zmywanie makijażu powinno być bardzo delikatne, od zewnętrznego kącika oczu do wewnątrz (unikamy naciągania skóry i nie narażamy jej na ewentualne zmarszczki). Do oczyszczania stosujemy specjalnie do tego celu przeznaczone preparaty. Należy pamiętać, że tusze wodoodporne zmywamy dwufazowym preparatem do demakijażu oczu, a tusz normalny wystarczy łagodniejszym środkiem. Przy bardzo wrażliwych oczach, zaleca się maseczki pod oczy w formie nawilżonych płatków. Doskonałym sposobem na domową maseczkę jest nawilżenie wacika zimnym naparem z mocnej herbaty. (DB)

© Varlyte - dreamstime.com

Odwieczny problem - kurze łapki


z góry opłacony transfer Western Union, nowy sposób przesyłania pieniędzy.

goCASH dostępny jest w trzech wariantach: voucherach o nominałach 50, 100 i 200 funtów. GoCash to kolejny prosty sposób, aby przesłać komuś pieniądze.

Potrzebujesz wysłać pieniądze wygodnie i szybko z placówki lub z domu? Z nową usługą Western Union o nazwie goCASH możesz zrobić to w bardzo prosty sposób. Wystarczy, że kupisz „prepaidowy” voucher w wybranych sklepach WHSmith i wypełnisz go, gdziekolwiek będziesz jak najwygodniej dla Ciebie.

Jak to działa?

Kup voucher goCASH w wybranych sklepach WHSmith

Zdrap i poznaj kod potrzebny do transferu, znajdujący się na odwrocie karty goCASH

Zadzwoń do naszego punktu obsługi klienta, aby dokonać transakcji

Osoba, do której wysłałeś pieniądze, może odebrać gotówkę w ponad 437 000 placówek agencyjnych Western Union na całym świecie.

Szybko. Wygodnie. Pewnie. Nowy serwis goCASH jest prosty i bezpieczny w użyciu zarówno dla wysyłającego jak i odbiorcy, jak wszystkie inne usługi świadczone przez Western Union. Wyślij 50, 100 lub 200 funtów przyjaciołom i rodzinie. Przekazy są dostępne w ponad 200 krajach i terytoriach. Odbiorca może podjąć gotówkę w ponad 437 000 placówek agencyjnych na całym świecie. Odwiedź sieć sklepów

* już dziś i skorzystaj z możliwości, jakie daje Ci

* Usługa dostępna w wybranych sklepach WHSmith, odwiedź stronę www.westernunion.co.uk, kliknij na opcję „Znajdź placówkę” i wyszukaj sieć WHSmith, aby znaleźć najbliższą lokalizację.

goCASH_254x345mm_POL.indd 1

1/9/12 1:00 PM


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

18

Kultura

Zadbać o język na emigracji Większości, drugi miesiąc roku kojarzy się przede wszystkim z walentynkami oraz czasem karnawałowych przebieranek i szalonych zabaw. Mało kto wie jednak, że w lutym obchodzony jest także Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego... też całkowitego zaniku ojczystych dialektów. Według szacunków UNESCO, w ciągu następnych dwóch, trzech pokoleń, niemal połowa z 6 tysięcy języków świata, zagrożona jest właśnie zanikiem. Dla przykładu, od roku 1950, zatarciu uległo już około 250 narzeczy. Dlatego też Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego ma w założeniu dopomóc w ochronie różnorodności językowej jako dziedzictwa kulturowego.

O

kreślane także mianem Międzynarodowego Dnia Dziedzictwa Językowego, coroczne święto obchodzone jest 21 lutego, a zostało ustanowione przez UNESCO w dniu 17 listopada 1999 roku. Dzień ten, związany jest ściśle z upamiętnieniem pewnego tragicznego wydarzenia, jakie miało miejsce w Bangladeszu, w 1952 roku, gdzie podczas demonstracji, w której domagano się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego, zginęło pięciu studentów. Mieszkańcy Ziemi nie tylko gubią swoją tożsamość narodową, ale w wyniku migracji doprowadzają także do zacierania się, bądź

W kosmopolitycznym Zjednoczonym Królestwie, według przeprowadzonego w ubiegłym roku spisu powszechnego (Census 2011), przebywa: - około 54 milionów ludzi rasy białej (z czego 50 milionów stanowią Brytyjczycy), - ponad 675 tysięcy ludzi o rasie mieszanej, - nieco ponad 2 miliony ludności pochodzenia indyjskiego (łącznie z Pakistanem i Bangladeszem), - ponad 500 tysięcy innej ludności azjatyckiej (z czego połowę stanowią Chińczycy), - około 1 miliona 200 tysięcy ludzi pochodzenia afrykańskiego, karaibskiego i innych przedstawicieli rasy czarnej, - ponad 230 tysięcy innych narodowości i ras. W takim międzynarodowym kotle, bardzo łatwo zatracić jest nie tylko swoją tożsamość kulturową, ale i mowę ojczystą. Szacuje się, że język polski stano-

Jonathan Richman

wi naturalny dialekt około 44 milionów ludzi na świecie, czyli zarówno mieszkańców Kraju nad Wisłą, jak również Polaków przebywających za granicą. Polszczyzna jest językiem naturalnym i należy do grupy dialektów zachodniosłowiańskich podobnie, jak język czeski, słowacki, kaszubski, dolnołużycki, górnołużycki i wymarły połabski, a stanowi część rodziny indoeuropejskiej. Polski alfabet oparty jest na łacińskim i składa się obecnie z 32 liter. Język angielski z kolei, tożsamy z alfabetem łacińskim składa się z 26 liter. Pełni on funkcję dialektu urzędowego w Wielkiej Brytanii, jej terytoriach zależnych oraz w niektórych byłych koloniach i dominiach, między innymi Irlandii, Kanadzie, RPA oraz Nowej Zelandii i podobnie, jak język polski jest mocno zróżnicowany geograficznie. Wystarczy posłuchać jak porozumiewają się ze sobą Szkoci, a jak Anglicy, o Walijczykach nie wspominając. I mimo że w codzienności pochłanianej przez pracę, domowe obowiązki i spotkania z bliskimi, nie sposób ustrzec się od językowych kalek i spolszczeń wyrazowych, jak chociażby popularnej w brytyjskiej stolicy „trawelki” (biletu okresowego na przejazd komunikacją miejską), chociaż w tym jednym dniu postarajmy się zadbać o „dobre słowo” i poprawną polszczyznę. (mn)

The Stranglers

Urodził się 16 maja 1951 roku. Ten amerykański wokalista i gitarzysta, znany z charakterystycznych, nieco infantylnych tekstów piosenek i muzyki mocno zakorzenionej w rock and rollu lat 50., choć zarazem często bardzo eklektycznej to także jedna z ikon proto punka. Swoją karierę zaczynał z zespołem The Modern Lovers, by potem rozpocząć działalność solową, jako Jonathan Richman and the Modern Lovers (z zupełnie innym zespołem), a później po prostu jako Jonathan Richman…

Powstali 11 września 1974 roku w Guildford w hrabstwie Surrey. Początkowo zespół nazywał się The Guildford Stranglers, a jego członkami byli Hugh Cornwell (śpiew i gitara), Hans Warmling (instrumenty klawiszowe, gitary - po 2 latach zastąpił go Dave Greenfield), Jean-Jacques Burnel (gitara basowa) oraz Jet Black (perkusja). Swoją karierę zaczynali grając ponurą muzykę rockową w angielskich pubach, jednak szybko zainteresowali się innymi gatunkami muzycznymi…

kiedy: 29 lutego gdzie: Bush Hall 310 Uxbridge Rd, London W12 7LJ info: bushhallmusic.co.uk

kiedy: 9 marca gdzie: Roundhouse Chalk Farm Rd, London NW1 8EH info: www.roundhouse.org.uk

Kartka z kalendarza 15 lutego 1950 Miała miejsce premiera amerykańskiego filmu animowanego „Kopciuszek” Walta Disneya, stanowiąca adaptację jednej z najbardziej popularnych na świecie baśni. W filmie swych głosów użyczyli między innymi: Ilene Woods (Kopciuszek), Eleanor Audley (hrabina Tremaine, macocha), Rhoda Williams (Gryzelda), Lucille Bliss (Anastazja) oraz William Phipps (Królewicz). Walt Disney za swojego „Kopciuszka” otrzymał w roku 1950 Nagrodę specjalną MFF w Wenecji. 16 lutego 1941 W londyńskim piśmie „Wiadomości Polskie, Polityczne i Literackie” ukazał się pierwszy fragment poematu „Kwiaty polskie” autorstwa Juliana Tuwima. Magazyn ten, był polskim, emigracyjnym tygodnikiem społeczno-kulturalnym, wydawanym w latach 1940-1944 w Paryżu oraz Londynie, stanowiącym kontynuację międzywojennych „Wiadomości Literackich”. Założycielem i redaktorem naczelnym pisma był Mieczysław Grydzewski, lecz ze względów politycznych formalnie funkcję tę pełnił Zygmunt Nowakowski. Początkowo pisywali do niego Skamandryci, a później Stanisław Stroński, Maria Danilewicz, Stanisław Cat Mackiewicz i Ignacy Matuszewski. 17 lutego 1673 Zmarł Molière, uważany za najwybitniejszego komediopisarza w historii literatury francuskiej, aktor oraz dyrektor teatru. Tak naprawdę nazywał się Jean Baptiste Poquelin i przyszedł na świat 15 stycznia 1622 roku w Paryżu. Pochodził z

F

rodziny mieszczańskiej, ukończył studia prawnicze, jednak pracy w zawodzie nigdy nie podjął. W roku 1643, założył w Paryżu wspólnie z Magdaleną Bejart „Illustre Théâtre”, wędrowną trupę, która wystawiała zapomniane farsy średniowieczne oraz włoskie commedia dell'arte. Gdy zespół zbankrutował, Molière został uwięziony za długi. Po wyjściu na wolność kontynuował życie wędrownego aktora aż do roku 1658, kiedy to jego trupa wróciła do Paryża. Do jego najważniejszych dzieł należą „Świętoszek” (1664), „Lekarz mimo woli” (1666), „Mizantrop” (1666), „Skąpiec” (1668), „Mieszczanin szlachcicem” (1670) oraz „Chory z urojenia” (1673). 21 lutego 1990 Odbyła się premiera francuskiego filmu „Nikita” w reżyserii Luca Bessona. Obraz opowiada o młodej złodziejce, która wraz z bandą swoich przyjaciół-narkomanów uczestniczy w napadzie na aptekę. Atak kończy się masakrą, w wyniku której wszyscy członkowie gangu giną. Z życiem uchodzi tylko Nikita odurzona narkotykami, która w amoku zabija policjanta. Wyrokiem sądu zostaje skazana na karę dożywocia, jednak w sekrecie przejmują ją tajne służby francuskiego rządu. Dziewczyna dostaje propozycję nie do odrzucenia. W zamian za uniknięcie rzeczywistej śmierci ma podjąć pracę dla tajnej rządowej agencji i zabijać na jej zlecenie. W rolach głównych wystąpili: Anne Parillaud (Nikita), Jean-Hugues Anglade (Marco), Tchéky Karyo (Bob), Patrick Fontana (Coyotte), Jean Reno (Wiktor czyściciel) oraz Jeanne Moreau (Amande).

Wielki festiwal polskiego folkloru

ederacja Polskich Zespołów Folklorystycznych w Wielkiej Brytanii, serdecznie zaprasza na ósmą już edycję imprezy, która ma na celu zaprezentowanie niesamowitej atmosfery i uroku polskiego folkloru, pieśni oraz tańca, o którą zadba 370 utalentowanych wykonawców. Wszystkie zrzeszone w tej federacji grupy, regularnie występują na rozmaitych imprezach miejskich i towarzyskich, na lokalnych i międzynarodowych festiwalach etnicznych i charytatywnych. Niektóre pojawiły się niejednokrotnie w telewizji, a i znalazły się też takie, które występowały przed rodziną królewską. Do gro-

na członków Federacji Polskich Zespołów Folklorystycznych w Wielkiej Brytanii należą grupy: „Biesiada” i „Polonez” z Manchesteru, „Karpaty” z Southampton, „Młody Las” ze Slough, „Oberek” ze Swindon, „Chór Echo Doliny” z Birmingham, „Polesie” z Leicester, „Wawel” z Luton, „Wieśniacy” z Birmingham, „Zalesie” z Sheffield oraz sześć zespołów z Londynu „Giewont”, „Karolinka”, „Mazury”, „Orlęta”, „Tatry” i „Żywiec”. Lutowy festiwal w Cambridge, to wspaniała okazja, aby doświadczyć bogactwa i żywiołu polskiej kultury ludowej. kiedy: 25 - 26 lutego info: polishfolkloregroups.co.uk

Zadzwońcie do nas pod numer 0784 606 2331 lub napiszcie na adres

thepolishobserver@myownmedia.co.uk,

aby poinformować o organizowanych przez was imprezach i wydarzeniach


19

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

kultura

Nie tylko dla uczniów Jedna z bardziej prestiżowych szkół w Wielkiej Brytanii, o ponad stuletniej tradycji - The Guildhall School of Music and Drama zaprasza nie tylko swoich uczniów do wysłuchania wspaniałego koncertu w wykonaniu dwójki jej wykładowców.

K

rzysztof Śmietana oraz Caroline Palmer wystąpią na terenie Guildhall Music Hall 5 marca o godzinie 19:30 i zaprezentują utwory na skrzypce i fortepian takich mistrzów, jak Ludwig van Beethoven oraz Ferruccio Busoni. Koncert ten, będzie stanowił jedną z części serii występów wyższych profesorów tejże uczelni.

Guildhall School pod skrzydłami Edith Vogel, a później Petera Wallfischa i Hansa Kellera. Jest finalistką konkursu muzyki Busoniego, grywała liczne koncerty zarówno w USA, jak i Europie, ma na koncie także współpracę z BBC. Jako wykładowca gry na pianinie współpracuje ze swoją alma mater od roku 1990.

Mała wyspa, wiele klify Fair Isle to położona na północnym brzegu Szkocji, w połowie drogi pomiędzy jej brzegami a Szetlandami, malownicza wysepka słynąca z obserwatorium ornitologicznego i pielęgnowanego na niej, tradycyjnego stylu szydełkowania.

F

fot. Wikipedia

sobota 18.02. godz. 21:10, TVP 1 Bill Capa dołącza do grupy terapeutycznej, którą prowadzi jego przyjaciel Bob Moore. Bob otrzymuje listy z pogróżkami i uważa, że ich autorem jest ktoś z grupy. Wkrótce potem Bob zostaje zamordowany, a Bill postanawia rozwiązać zagadkę. Podczas prywatnego śledztwa, mężczyzna spotyka tajemniczą Rose, z którą nawiązuje romans…

„Testosteron” niedziela 19.02. godz. 19:00, TVN Ślub Kornela, popularnego dzięki telewizji młodego pracownika naukowego z rozchwytywaną piosenkarką Alicją, ma być atrakcją towarzyską Warszawy. W sali restauracyjnej trwają właśnie ostatnie przygotowania do wesela. Jednak tuż przed przybyciem pary młodej trzej ubrani na czarno mężczyźni - Stavros, Fistach i Robal - wciągają do sali pobitego chłopaka - Sebastiana Tretyna i barykadują się…

Caroline Palmer studiowała w The

air Isle do wielkich nie należy, mając zaledwie 5 kilometrów długości i 3 kilometry szerokości. Wyspa ta, zamieszkana była już od czasów epoki brązu. Dzisiaj jej mieszkańcy, zajmują się głównie budową łodzi oraz szydełkowaniem, dla którego wypracowano własny, oryginalny styl znany, jako „Fair Isle Knitting”. Charakteryzuje się on wykonywaniem poprzecznych pasów z geometrycznymi motywami. Na wyspie Fair, znajduje się także obserwatorium ptaków założone przez George'a Waterstona w 1948 roku. To świetny punkt do oglądania ich migracji. Fair Isle uważane jest także za jedno z najlepszych w Europie Zachodniej miejsc do obserwowania życia i zwyczajów lęgowych takich gatunków, jak świergotek tundrowy, świerszczak nakrapiany oraz

„Barwy nocy”

info: polishculture.org.uk

© Azenz - dreamstime.com

Krzysztof Śmietana urodził się w Polsce i studiował na krakowskiej Akademii Muzycznej pod przewodnictwem Zbigniewa Szlezera. Kiedy wyjechał do Londynu, rozpoczął naukę na wydziale skrzypiec Guildhall School of Music & Drama pod okiem Yfraha Neamana. Jest laureatem większości nagród muzycznych w Polsce oraz wielu prestiżowych międzynarodowych konkursów skrzypcowych. Ma na

swoim koncie liczne występy nie tylko w ojczyźnie, ale i na terenie Wielkiej Brytanii, włączając gale oraz koncerty muzyki Karola Szymanowskiego organizowane przez stację BBC. Grywał wraz z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną, Chamber Orchestra of Europe czy też London Sinfonietta. Polak jest także członkiem London Mozart Trio. Swojego talentu nie skąpi innym, prowadząc zajęcia z gry na skrzypcach także i w Stanach Zjednoczonych oraz Niemczech. Z The Guildhall School of Music and Drama, związany jest od roku 1982.

Nie przegap

świerszczak melodyjny. Całą wyspę Fair, otaczają potężne klify, które piętrzą się na wysokość osiągającą nawet 100 metrów. Wszyscy, którzy wybierają się na tę wyspę powinni pamiętać, o jej bardzo chimerycznym klimacie. Na Fair niestety sztormy nie należą do rzadkości. Zwłaszcza podczas cieplejszych pór roku, spodziewać można się naprawdę gwałtownych zmian pogody. Na szczęście zimy, są znacznie spokojniejsze. Na Fair Island najwygodniej dotrzeć bezpośrednio z Szetlandów wybierając statek lub samolot. Prom Good Shepherd IV płynie na wyspę 2,5 godziny i zabiera ze sobą 12 pasażerów na raz. Kursuje on 2-3 razy w tygodniu. Więcej informacji o sposobach dotarcia na wyspę dostępnych na stronie fairisle. org.uk. O turystyce w Szkocji poczytasz natomiast na polemi.co.uk.

REKLAMA


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

20

kultura

Ostatni weekend karnawału

O

bdarzona wspaniałym, głębokim, bluesowym głosem, artystka regularnie występuje na scenie klubowej, a ściślej mówiąc od momentu jej założenia, czyli roku 2007, prezentując za każdym razem nowych muzyków i innowacyjny program. W lutowym koncercie Dominice towarzyszyć będą gitarzysta Yuiro Wada, kontrabasista Mike Edmonds, saksofonista Leszek Kulaszewicz oraz perkusista Michael Searl. Piątek 17.02. godz. 20:30 wstęp - £5 Na ostatnią sobotę karnawału, Jazz Café POSK zaprasza na wieczór do

słuchania i tańczenia. Na klubowej scenie po raz pierwszy zaprezentuje się siedmioosobowy zespół Jump Seven, który gra niezwykle żywą mieszankę jazzu, bluesa, boogie woogie i rock and rolla. A wszystko to okraszone humorem artystów, którzy wywodzą się z najlepszych zespołów muzycznych Wielkiej Brytanii. Znakomita propozycja dla wszystkich, którzy chcą przetańczyć ostatnią sobotę karnawału. Sobota 18.02. godz. 20:30 wstęp - £6 Ostatni piątek miesiąca, to tradycyjnie już występ weterana jazzowego, saksofonisty Williego Garnetta, którego kariera muzyczna trwa od ponad 50 lat. Wraz ze swoim zespołem, zaprezentuje brawurowo wykonany program znanych standardów jazzowych. Wokalistką zespołu jest znakomita Leslie Christianne. Piątek 24.02. godz. 20:30 wstęp - £6

The Denmark Street Big Band. Mitch zaśpiewa znane i lubiane standardy, jak również mniej popularne utwory w hołdzie dla Franka Sinatry. W repertuarze Mitcha znajdą się również piosenki innych słynnych wykonawców z tej ery. Rezerwacja biletów na to wyjątkowe wydarzenie, odbywa się za pośrednictwem internetu, pod adresem jazzcafe@posk.org. Sobota 25.02. godz. 20:30 wstęp - £12

Koniec miesiąca to prawdziwy muzyczny hit! Ojciec zmarłej w ubiegłym roku słynnej piosenkarki Amy Winehouse będzie wokalistą koncertu

gdzie: Jazz Café POSK 238-246 King Street Londyn, W6 0RF info: jazzcafeposk.co.uk

„Filiżanka kawy” Anthony Capella Wiktoriańska Anglia. Rok 1897. Robert Wallis zostaje relegowany z Oksfordu. Jest poetą, dekadentem i estetą. Wiedzie typowe życie birbanta, zaciąga długi, spotyka się z kompanami, kobietami… Londyn przełomu wieków to kręgi literackie, dla których bożyszczem jest Oskar Wilde, a jednocześnie gwarne miasto czasów rewolucji przemysłowej. Wallis zostaje zatrudniony przez Pinkera, handlarza kawą, przy tworzeniu „Przewodnika” - systemu próbek aromatów kawy i dopasowanych do nich określeń. Nieoczekiwanie zakochuje się w córce pracodawcy, Emily - kobiecie nowoczesnej, wyrachowanej, pozbawionej wiktoriańskich ograniczeń, która niebawem zostaje sufrażystką i mocno angażuje się w przemiany społeczne w Wielkiej Brytanii. Uczucie Wallisa i Emily dodatkowo zostaje wystawione na próbę, gdy wyjeżdża do Afryki, aby tam założyć plantację kawy…

„Come Sunday” Charlie Haden, Hank Jones

„W grobie” Jeaniene Frost Niektóre rzeczy, nie pozostają zbyt długo zakopane pod ziemią… Dla Cat Crawfield, pół-wampirzycy powinien to być jeden z najlepszych okresów w jej długim życiu. W końcu, ze swoim nieumarłym kochankiem Bonesem u boku, z powodzeniem chroni śmiertelników przed złymi nieumarłymi. Mimo skrupulatnie dobieranych strojów, Cat zostaje niespodziewanie zdemaskowana i narażona na straszliwe niebezpieczeństwo. Jakby tego było mało, dawna znajoma Bonesa z determinacją usiłuje pogrzebać go raz na zawsze. Schwytana w sieć mściwej wampirzycy, ale zdecydowana pomóc mężczyźnie, który stara się nie dopuścić do użycia śmiertelnie groźnej magii, Cat pozna prawdziwe znaczenie określenia „zła krew”. I nie pomogą jej sztuczki, których się nauczyła jako agentka specjalna. Będzie musiała zdać się na swoje wrodzone instynkty, żeby uratować to, co kocha przed czymś gorszym niż śmierć…

Dwie legendy jazzu, basista Charlie Haden i pianista Hank Jones ponownie razem. Album jest kontynuacją powstałego w 1995 roku „Steal Away”, który otrzymał wiele nagród Grammy. Tytuł albumu i ścieżka przewodnia nawiązują do amerykańskiej tradycji niedzieli, jako dnia dziękczynienia, kiedy czarnoskórzy niewolnicy zbierali się, na wspólną modlitwę i śpiewanie. Płyta zawiera hymny chrześcijańskie oraz wybrane pieśni bożonarodzeniowe.

„The Woman in Black” (kino) Młody prawnik Artur Kipps zostaje wysłany na wschodnie wybrzeże, aby uporządkować sprawy zmarłej klientki. Wioska do której przybywa kryje tragiczne tajemnice, a młodemu notariuszowi, towarzyszy poczucie wielkiego niepokoju, związane z tajemniczą postacią młodej kobiety odzianej w czerń, którą widział dwa razy - w kościele i na cmentarzu. Niestety, mieszkańcy okolicy sznurują usta, boją się mówić o wydarzeniach z przeszłości. Kippsowi nie pozostaje nic

innego, jak czekać na kolejne pojawienie się zjawy i wierzyć, że ujawni mu ona swój mroczny sekret…

„Cowboys & Aliens” (DVD) Rok 1873. Teren Arizony. Na pustyni w pobliżu miasteczka Absolution pojawia się obcy przybysz, który dodatkowo cierpi na amnezję i nosi dziwny, metalowy przyrząd. Mieszkańcy okolicy nie są do niego przyjaźnie nastawieni, tym bardziej, że rządzi nimi budzący respekt i lęk, pułkownik Dolarhyde. Wszystko ulegnie zmianie, kiedy Absolution zostanie zaatakowane prosto z nieba przez obcych najeźdźców. Nieznajomy powoli

zaczyna sobie przypominać, kim jest, gdzie był i co najważniejsze, jak może pomóc ludziom…

„The Vow” (kino)

Książka

Warto posłuchać

© Albertnowicki - dreamstime.com

Co by tu dużo nie mówić, na klubowej scenie Jazz Café POSK, zapowiada się niezwykle interesująco, a rozpocznie go występ kwartetu Dominiki Zachman…

Filmy

On kocha, lubi, a ona… zapomina. Młode małżeństwo bierze udział w zdarzeniu, które na zawsze odmieni ich życie. W jego wyniku śliczna Paige traci pamięć, a mąż staje się dla niej obcym mężczyzną. Leo musi sprawić, by żona po raz drugi zakochała się w nim bez pamięci. Czeka ich druga „pierwsza randka” i drugi „pierwszy pocałunek”, a czy ponowna przysięga, „że cię nie opuszczę, aż do śmierci?”…

D

Winter Pavilion

okładnie rok temu zaprezentował w jej murach wraz z Benem Washingtonem dwie korespondujące ze sobą instalacje. Tym razem, twórca projektu „Zjem to senne miasto”, zagościł w „Zimowym Pawilonie”. W malowniczym Shoreditch Park, stanęła instalacja Marcina Dudka, którego z Waterside Project Space łączy już wielomiesięczna współpraca. Powstałe pierwotnie na terenie studia artysty, mieszczącego się w dzielnicy Whitechapel, dzieło o nazwie „Screen House”, czyli swoisty przenośny, modułowy budynek, stał się teraz parkową platformą widokową. Marcin Dudek, przyszedł na świat w 1979 roku w Krakowie. Na

„Ignition” Unisonic

co dzień mieszka i pracuje w Londynie. Studiował między innymi w Central Saint Martins College of Art. Do jego ostatnich pokazów, zaliczyć można udział w szesnastej odsłonie portugalskiego „Biennial of Cerveira”, a także wspomniane już londyńskie prezentacje na terenie „waterside contemporary” oraz „T1+2”. Wstęp na teren „Zimowego Pawilonu” jest bezpłatny. Więcej informacji na stronie waterside-contemporary. com. Wydarzenie to, wspierane jest przez Instytut Kultury Polskiej w Londynie. kiedy: do 18 lutego gdzie: Waterside Contemporary Shoreditch Park, Hackney, London

Uważany za jeden z najbardziej obiecujących, metalowych zespołów roku Unisonic, przed wydaniem swojej debiutanckiej płyty, prezentuje mini album „Ignition”. Ich muzyka jest niezwykle uniwersalna i wykazuje wszechstronne podejście do heavy metalu, jednocześnie nie tracąc swojej siły, która wyróżnia zespół Unisonic spośród innych kapel heavy rockowych i metalowych. Składa się on z między innymi z byłych muzyków niemieckiego Helloween.


21

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

sport

Klasyfikacja PŚ (po 27 zawodach z 37) 1. Marit Bjoergen 1804 pkt 2. Justyna Kowalczyk 1792 pkt 3. Therese Johaug 1320 pkt 4. Charlotte Kalla 992 pkt 5. Kikkan Randall 970 pkt

J

ustyna Kowalczyk po biegu na 15 km techniką klasyczną w Novym Meste, zajęła drugie miejsce i straciła prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na rzecz Norweżki Marit Bjoergen. Sobotnia rywalizacja przebiegła zgodnie z przewidywaniami. Już po kilku kilometrach Kowalczyk, Bjoergen i kolejna Norweżka - Therese Johaug oderwały się od grupy. Tuż przed szóstym kilometrem na trasie znajdował się lotny finisz, na którym przyznawane są dodatkowe punkty do klasyfikacji PŚ. Pierwsza zameldo-

Kszczot najlepszy na świecie!

M

łodzieżowy mistrz Europy Adam Kszczot (RKS Łódź) wygrał bieg na 800 metrów na halowym mityngu w Düsseldorfie. Jego czas 1.45,44 jest najlepszym tegorocznym wynikiem na świecie. Dobrze wypadł również mistrz olimpijski z Pekinu Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa), który pchnął kulę na odległość 21,19 metra. To najlepszy rezultat Majewskiego w obecnym sezonie i piąty na świecie. Podopieczny Henryka Olszewskiego w trzech próbach osiągnął wynik powyżej 21 metrów. Do tej pory startował trzykrotnie. W środę, w Bydgoszczy po raz pierwszy w karierze triumfował w Pedro's Cup - 21,05 metra. Mityng wygrał mistrz świata z Berlina (2009) Amerykanin Christian Cantwell 21,31 metra, na trzecim miejscu uplasował się faworyt gospodarzy mistrz świata z Daegu, David Storl - 20,67 metra. Z kolei Adam Kszczot, sezon rozpoczął przed pięcioma dniami w Moskwie. Wystąpił na nietypowym dystansie 600 metrów i zmierzono mu 1.15,26. Tak szybko nie pobiegł jeszcze żaden Polak w historii. Dobrą formę potwierdził także i w piątek w Düsseldorfie. Poprawił o 0,56 sekundy rekord życiowy, który ustanowił na tym samym mityngu dwa lata wcześniej. Jego zwycięstwo było od startu niezagrożone. Na drugim miejscu przybiegł Kenijczyk Kiplagat Lalang - 1.47,06 sekundy. (jj)

wała się na nim podopieczna Aleksandra Wierietielnego, druga była Bjoergen. Sytuacja powtórzyła się przed 12 kilometrem. Wtedy także 15 punktów za pierwsze miejsce zgarnęła Kowalczyk. Chwilę później od prowadzącej grupy odpadła Johaug i wiadomo było, że o sobotnie zwycięstwo walkę stoczą dwie najlepsze narciarki ostatnich lat. W końcówce, więcej sił zachowała Bjoergen. Norweżka uzyskała kilka metrów przewagi i nie pozwoliła się dogonić. Linię mety minęła cztery sekundy przed Polką. Johaug straciła 14,3 sekundy. Odległe lokaty zajęły pozostałe reprezentantki Polski, dla których był to pierwszy pucharowy start od ponad miesiąca. Agnieszka Szymańczak była 37., Sylwia Jaśkowiec 41., a Paulina Maciuszek nie ukończyła zawodów. W klasyfikacji generalnej Bjoergen ma nad Kowalczyk 12 punktów przewagi. Do końca sezonu 2011/12 pozostało jeszcze 10 biegów. W trzech ostatnich latach po Kryształową Kulę sięgnęła zawodniczka z Kasiny Wielkiej, ale żadna narciarka nie zdobyła tego trofeum cztery razy z rzędu. W niedzielę w Novym Meste odbyła się rywalizacja sztafet, ale bez udziału Polek. Kowalczyk postanowiła oszczędzać dokuczające jej kolano przed zbliżającymi się zmaganiami pucharowymi w Szklarskiej Porębie (17-18 lutego). (jj)

Stoch piąty w Willingen Po niezbyt udanym dla Polski sobotnim konkursie drużynowym, niedzielne zawody okazały się nieco mniej pechowe. Dobrze skakał jedynie Kamil Stoch, który otarł się podium, o reszcie naszych reprezentantów nie warto wspominać, wciąż skaczą nierówno, a najczęściej źle…

W

ygląda na to, że sytuacja w polskiej drużynie skoczków narciarskich, będzie taka, jak w przeszłości - jeden zawodnik nawiązujący walkę z czołówką i reszta pałętająca się w dolnych okolicach tabeli. Kamil Stoch to na razie godny następca Adama Małysza. Jest częstym gościem na podium, często na najwyższym miejscu i bezdyskusyjnie plasuje się w światowej czołówce. W niedzielę w zawodach PŚ w Willingen zajął piąte miejsce. Turniej wygrał Norweg Anders Bardal, który objął też prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Stoch stał przed szansą powiększenia punktowego dorobku w klasyfikacji generalnej. Po 19 zawodach był czwarty. Lider naszej reprezentacji, osiąga w ostatnich tygodniach najlepsze wyniki w karierze. W tym sezonie wygrał już dwa konkursy, w tym poprzedni indywidualny przed tygodniem w Predazzo. Już w serii próbnej przed niedzielnym

konkursem nasz zawodnik potwierdził wysoką formę. Stoch okazał się najlepszy, oddając świetny skok na odległość 148,5 metra. Dalej skoczył tylko Słoweniec Robert Kranjec (150 metrów), ale miał gorszą notę od Polaka. Stoch w pierwszej serii konkursowej poszybował na odległość 139 metrów (nota 131.8 pkt), co dawało mu czwarte miejsce. W drugiej próbie wylądował pięć metrów dalej, ale mimo to zakończył zawody na piątej pozycji. W Niemczech fatalnie zaprezentował się natomiast dotychczasowy lider klasyfikacji generalnej PŚ Andreas Kofler. Austriak skoczył zaledwie 111 metrów i w ogóle nie awansował do finałowej „30”. Jego słabszą dyspozycję wykorzystał Anders Bardal, który triumfował w niedzielnych zawodach. W finałowej serii najlepszy norweski skoczek uzyskał odległość 148 metrów. Drugie miejsce zajął w niedzielę Czech Roman Koudelka, a trzecie Japończyk Daiki Ito. Znacznie poniżej oczekiwań spisał się także inny

Austriak - Gregor Schlierenzauer, który wylądował na 131 metrze (nota 115.2 pkt) i zajął dopiero 19. miejsce. Oprócz Stocha, na starcie stanęło jeszcze czterech Polaków: Piotr Żyła, Maciej Kot, Krzysztof Miętus i Tomasz Byrt. Dwóm pierwszym udało się awansować do finałowej serii. Żyła zajął 26. miejsce (131,5 i 130 metrów), zaś Kot (128,5 i 130 metrów) został sklasyfikowany dwa oczka niżej. Rekord obiektu HS 145 w Willingen należy od 8 stycznia 2005 roku do Fina Janne Ahonena - 152 metry. Po konkursach indywidualnym i drużynowym w Willingen w klasyfikacji „Team Tour” prowadzi Norwegia przed Japonią i Niemcami. Polska jest siódma. Do zakończenia tej rywalizacji pozostały konkursy w Klingenthal 15 lutego (indywidualny) oraz dwa w Oberstdorfie - 18 lutego indywidualny i 19 lutego drużynowy. W sobotę w Willingen odbył się konkurs drużynowy. Polacy zajęli w nim siódme miejsce.

fot. Anders Bardal, Kamil Stoch (u góry) - Wikipedia

fot. Marit Bjoergen - Wikipedia

Polka już nie jest liderką

REKLAMA

Klasyfikacja PŚ (po 20 zawodach z 27) 1. Anders Bardal (Norwegia) 1117 pkt 2. Gregor Schlierenzauer (Austria) 1059 pkt 3. Andreas Kofler (Austria) 1049 pkt 4. Kamil Stoch (Polska) 921 pkt 5. Thomas Morgenstern (Austria) 894 pkt 6. Richard Freitag (Niemcy) 801 pkt 7. Daiki Ito (Japonia) 736 pkt 8. Roman Koudelka (Czechy) 656 pkt 9. Severin Freund (Niemcy) 646 pkt 10. Robert Kranjec (Słowenia) 550 pkt


Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

22

rozrywka

Quizzes Design and Art 1) __________ is a person who makes plans to create something. A - A design B - An architect C - A designer D - An engineer 2) _____ design focuses on the needs and wants of the person who will be using the finished product. A - Use-centred B - User-centred C - Multiple methods D - Keep it simple 3) Design has been described as 'the management of __________', because there are always certain restrictions. A - constriction B - construction C - constants D - constraints 4) A plan for making a machine or building a house or other structure is called a __________. A - blue chip B - blueprint C - blue grass D - blue peter 5) An initial description of the goals for the design is a design ________. A - brief B - analysis C - concept D - specification 6) A designer may produce many rough ____________ of an item before deciding on how it should look. A - painted B - draw C - sketches D - photography

Sudoku

7) There's a free _______ of the artists' work in the art gallery next month. A - exhibition B - trade fair C - advert D - proposal 8) It's difficult to say exactly what it's a picture of. There's a lot of colour but there's no clear image. It's ______ painting. A - a portrait B - a landscape C - an abstract D - a realistic 9) This artist works with iron and steel. She makes _____ out of metal. A - pottery B - sculptor C - sculptural D - sculptures 10) This is _______ of a wealthy merchant in Venice painted more than 300 years ago. A - a facsimile B - a portrait C - a statue D - a photocopy 11) Three painters were considered but, in the end, Beth was the one who was _______ to paint a picture of the multi-national company's president. A - requested B - commissioned C - offered D - demanded 12) I love the _______ of this piece. You know, the way the artist has used colour, light and his materials to create this beautiful image. A - companion B - commission C - composition D - cosmopolitan

Ambasada RP w Wielkiej Brytanii 47 Portland Place Londyn WIB IJH Tel.: 087 0774 2700 Fax: 0207 2913 576 polishembassy.org.uk

Konsulat Generalny w Londynie 73 New Cavendish Street Londyn WIW 6LS Tel.: 087 0774 2800, 020 7291 3900 Fax: 020 7323 2320 polishconsulate.co.uk

Konsulat Generalny w Edynburgu

2 Kinnear Road EH3 5PE Edinburgh SCOTLAND Tel.: 013 1552 0301 Fax: 013 1552 1086 polishconsulate.org

Konsulat Generalny w Manchesterze

14th floor, Rodwell Tower 111 Piccadilly M1 2HY, Manchester Tel.: 016 1245 4130 Faks: 016 1236 8709 manchesterkg.polemb.net

Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Londynie 15 Devonshire Street Londyn WIG 7AP Tel.: 020 7580 5481 Fax: 020 7323 0195 polishemb-trade.co.uk

Instytut Kultury Polskiej

Answers: 1 - C, 2 - B, 3 - D, 4 - B, 5 - A, 6 - C, 7 - A, 8 - C, 9 - D, 10 - B, 11 - B, 12 - C. bbc.co.uk

Kuchnie świata - Francja

Confit de canard

fot. Wikipedia

SKŁADNIKI * 4 kacze udka * 4 liście laurowe * 4 ząbki czosnku * świeży tymianek * 100 ml białego wina * sól morska, gruboziarnista PRZYGOTOWANIE Na jedną dobę przed przygotowaniem kaczki, ułóż udka w płaskim naczyniu, posypując je obficie mieszanką przygotowaną ze startych 2 ząbków czosnku, 2 liści laurowych, garści tymianku oraz zmielonej soli. Całość pod przykryciem wstaw na noc do lodówki. Do rondelka wlej wino i podgrzej je na małym ogniu. Włóż oczyszczone z ziołowej marynaty kacze udka, skórą do dołu. Duś na bardzo małym ogniu przez dwie godziny. Po upływie tego czasu, odstaw całość do wystygnięcia. W ten sposób przyrządzone udka można spożyć od razu lub też upiec je lekko na tłuszczu wytopionym uprzednio z kaczki z dodatkiem drugiej części przypraw w temperaturze 220 stopni Celsjusza, aż do zarumienienia skórki. Confit de canard podawać z chrupiącą sałatą oraz pieczonymi ziemniaczkami. Smacznego!

Ważne adresy

Humour A panda bear walks into a restaurant. He orders the special and eats it. After eating, he pulls out a pistol, kills the waiter and starts to walk out the door. The owner of the restaurant says: "Hey, what are you doing? You come in here, you kill my waiter and walk away without saying a word. I don't understand". The panda says: "Look it up in the dictionary" - and walks out the door. So the owner gets out a dictionary and looks under the heading "Panda". It reads: "Panda black and white animal; lives in central China; eats shoots and leaves". *** Three rich brothers each wanted to do something special for their elderly mother on Mother's Day. The first brother bought her a huge house. The second brother gave her a limousine, with a driver. The third brother remembe-

red that his mother used to love to read the Bible, but couldn't see well anymore, so he got her a specially trained parrot that could recite any verse from the Bible on demand. Soon, the brothers received thank-you notes from their mother. The first son's note said "The house you bought me is much too big! I only live in a small part of it, but I have to clean the whole thing!" The second son got a note that said - "I rarely leave the house anymore, so I hardly use the limo you gave me. And when I do use it, the driver is so rude!" The third son's note said "My darling baby boy, you know just what your mother loves! The chicken was delicious!" *** Girl: You would be a good dancer except for two things. Boy: What are the two things? Girl: Your feet.

52-53 Poland Street Londyn W1F 7LX Tel.: 020 3206 2004 Fax: 020 7434 0139 polishculture.org.uk

Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny 238-246 King Street Londyn W6 0RF Recepcja: 020 8741 1940 Sekretariat: 020 8742 6411 Fax: 020 8746 3798 posk.org

Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii 240 King Street Hammersmith Londyn W6 0RF Tel.: 020 8741 1606 Fax: 020 8741 5767 zpwb.org.uk

Polska Misja Katolicka w Anglii i Walii 2 Devonia Road, Islington, London N1 8JJ Tel.: 020 7226 3439 Fax: 020 7704 7668 polishcatholicmission.org.uk


23

Nr 6(136) / 15 - 21 February 2012

Ogłoszenia

Zamieść ogłoszenie drobne na www.thepolishobserver.co.uk, a te niekomercyjne ukażą się również w The Polish Observer PRACA - zatrudnię Zatrudnię specjalistę Profesjonalna obsługa klienta. Kilkuletnie doświadczenie w zawodzie fryzjera. Dyplom kwalifikacji mile widziany. Komunikatywność. Umiejętności pracy w zespole. Nasz salon fryzjerski pracuje na produktach Loreal Proffessional i świadczy usługi fryzjerskie na najwyższym poziomie. tel. 07771847573 agadaniel@aol.com BRIDES OF SOUTHAMPTON POSZUKUJE DOśWIADCZONEJ KRAWCOWEJ do poprawek sukien ślubnych proszę dzwonić 023 8055 3449 lub pytac w salonie brides 20-21 addis square, portswood road, southampton tel. 02380553449 shelley@ bridesofsouthampton.com Polskie małżeństwo poszukuje niani, która zamieszka z nami do opieki nad chłopcami: 5 letnim i 1 miesięcznym dzielnica Londynu - Morden i pomoc w prowadzeniu domu.  Opieka wymagana jest na 5 dni w tygodniu plus niektóre wieczory na możliwie jak najdłużej. Osoby zgłaszające się muszą: mieć doświadczenie z pracą z dziećmi, nie mieć żadnych nałogów, posiadać referencje. Oferujemy 400GBP na początek . Praca jest dostępna od zaraz. Zainteresowane osoby prosimy o kontakt 07834985689- Tomek HOSTESSY POTRZEBNE W OKOLICY LIVERPOOL. Proszę o kontakt mailowy. Email: milechwile@yahoo.co.uk Poszukujemy kandydatów na stanowisko Promotor. Jeśli znasz angielski, lubisz nowe wyzwania i nie boisz się rozmawiać z ludźmi to właśnie Ciebie szukamy. Zarejestruj się już dziś na www.tomaszdylpr. co.uk/join-the-team/. Praca wieczorami oraz w weekendy.  Szukam kobiety, która mogłaby kilka razy w tygodniu zaopiekować się moimi dziećmi (5 i 8 lat) przez godzinę do dwóch, podczas mojej nieobecności (zrobić śniadanie oraz lunch, przypilnować żeby dzieci były gotowe do szkoły) w godzinach od 7.30. Najlepiej żeby była to osoba mieszkająca na Swaythlig SO182LH - mój post code. Pierwszy dzień

Pomagasz w przeprowadzce? Organizujesz przewozy na lotniska? Wywozisz śmieci? Ogłoś swoje usługi na naszych stronach za jedyne £5 + VAT! Zadzwoń pod nr 0784 606 2331.

to będzie 14 luty. Szukam osoby uczciwej i sympatycznej, wiek nie gra roli. Proszę o kontakt pod numerem 07907 525434 PRACA – szukam Jestem dyplomowaną kosmetyczką, 2 lata szkoły i ponad dwa lata pracowałam w tym zawodzie w Polsce. Głównie: woskowanie, henna, regulacja brwi, manicure i pedicure, przekłuwanie ciała: uszy, nos, pępek, oczyszczanie twarzy i zabiegi pielęgnacyjne na twarz też nie są mi obce, jedynie malowanie lakierami wzorków to moja słaba strona. Szukam pracy w tym zawodzie z możliwością na stałe. Angielski komunikatywny. 0740 0949 612 Marzena, London, marzena82-1982@tlen.pl SZUKAM PRACY jako murarz, tynkarz (Botmounth i okolice) . Proszę dzwonić na nr 07864794402. Szukam pracy na terenie Manchesteru i Stockportu; sprzątanie w hotelu, kitchen porter w restauracji czy też praca w fabryce... za wszelka pomoc i informacje dziękuję. Kamila: 0751 7378 632, kamila-czorna2@wp.pl Jestem kucharzem z 18-letnim stażem pracy w zawodzie, poszukuję pracy dorywczej jako kucharz bądź pomoc kuchenna. Sławek 7593000864 SPRZEDAM Sprzedam wianek do komunii dla dziewczynki, ręcznie robiony. Alba sukienkowa z bolerkiem, haleczka, torebka, rękawiczki, w komplecie lub osobno. Wianek ł10. Alba z torebka i rekawiczkami f15. tel.07891321665 Viola (Bristol i okolice). 1. SPRZEDAM 18 METRÓW PANELI PODŁOGOWYCH (jasnych) wraz z gąbką za 120 funtów 2. SPRZEDAM POCHŁANIACZ (srebrny, używany tylko przez miesiąc wiec jest jak nowy) za 50 funtów 3. SPRZEDAM ŁÓŻKO METALOWE (2 osobowe) bez materaca za 30 funtów. Ceny do uzgodnienie kontakt: 0775 440

Chcesz sprzedać auto? Wynająć pokój? Pozbyć się starej lodówki? Ogłoś to za darmo na naszych stronach! Wyślij sms na numer 0784 606 2331 lub napisz: ads@thepolishobserver.co.uk

9937 (kontakt do godz.17) Mam do sprzedania prawie nowiutką (roczną) pralkę Indesit WM12X pod za budowę. Po więcej informacji proszę dzwonić. East London tel. 752 664 5106 mieszkanie – wynajmę RODZINA wynajmie pokój kobiecie samotnej lub z dzieckiem. Możliwość opieki nad dzieckiem. Bacup. Tel. 0756 3132 497 WYNAJMĘ POKÓJ SYMPATYCzNEJ PARZE, najlepiej niepalącej. 45 funtów od osoby z rachunkami. Blackburn tel. 0759 3074 833 mieszkanie - szukam Szukamy 1 bedroom flata we Woolston, bądź okolicy może być Weston bądź Netley. od końca lutego, bądź początku marca. tel. 07935520194 alf22@o2.pl POSZUKUJĘ POKOJU - Jedynki w New Malden. Tel. 0759 8000 036 INNE Szukam testów na prawo jazdy po czesku albo kogoś kto pomoże zrobić mi prawo jazdy. Mieszkam w Bornemouth. Tel. 07864794402 Okazja. Ostatnie cztery działki budowlane każda o pow. 3100 m2, w miejscowości Drogusza Gm. Bielawy, woj. łódzkie, bezpośrednio przy trasie wojewódzkiej nr 703. Działki posiadają aktualne warunki zabudowy na dom dwukondygnacyjny i budynek gospodarczy i nie wymagają przekwalifikowywania na teren budowlany. Posiadają kształt regularnego, proporcjonalnego prostokąta o wymiarach, szer 67 m d 47 m. Teren płaski, brak jakichkolwiek uciążliwości, woda i energia w drodze obok działek. Odległość do Warszawy ok 85 km, Łódź 45 km, Łowicz 20 km, do lasu 0,7 km, szkoła, kościół autobus. Dla amatorów jazdy konnej stadnina koni w Walewicach ok. 4 km. Dogodna komunikacja drogowa 3 km do wjazdu i zjazdu z autostrady A1 . Dojazd do działek z dwóch stron drogą asfaltową możliwość kupna jednej działki. cena 30 tys zł za jedną działkę. Do małej negocjacji. Doskonała oferta na inwestycję lub lokatę kapitału. Kontakt tel 693-051-327 TOWARZYSKIE Good-looking, easy-going, romantic male is looking for lovely lady for a long happy relationship. I am well established and have a good lifestyle. Call me or txt me. 07440 698 244.

Usługi Przewóz osób i przesyłek – Polska – Anglia – Polska. Przewóz osób od £80. Paczki do 25kg za £19. Transport quadów, motocykli oraz samochodów. Dowóz pod wskazany adres, zawsze na czas. Tel. 07958 170819, +48603413769.

Ubrania dla Ciebie, dla Niego i dla dziecka! Tanio i bez wychodzenia z domu! Nowe i używane! Zobacz sama www.MyClother.com

Ulotki, wizytówki, plakaty, foldery reklamowe oraz strony internetowe. Szybki czas realizacji zamówień. Darmowa wysyłka. Zadzwoń już dziś - 02380 586749 lub napisz ask@tomaszdylpr.co.uk

transport - przeprowadzki Firma Catrina ltd oferuje transport z i do Polski, przeprowadzki. Paczki ANGLIA, SZKOCJA, WALIA i Irlandia Północna z Belfastem. CENA PACZKI DO 30KG - to 20 funtów TO TYLKO 0.66£ ZA KG, codzienny odbiór 3-5 dni roboczych dostarczenie, www.catrinatrans.co.uk tel. 012 37 476 030, 012 37238 086

Lotniska i przeprowadzki Doświadczenie i bezpieczeństwo. Samochód sześciosobowy oraz dostawczy Rejon South Hampshire i West Sussex tel. 075 18 00 97 85

przeprowadzki Tanio i solidnie (Blackpool, Blackburn, Bolton, Chorley, Preston, Manchester) Tel.0793 40 99 202

przewozy na Lotniska Szybko - Tanio - Bezpiecznie. Blackpool, Blackburn, Bolton, Chorley, Preston, Manchester. Gwarantowany profesjonalizm. Kontakt: Roman: 0793 40 99 202

Redakcja The Polish Observer nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

270611_254x69_TTX_OBSERVER_03700410037_pl.ai 1 07/09/2011 11:52:01

REKLAMA

T-TALK

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K

2

p

Polska tel. stacjonarny

7

p

Polska tel. komórkowy

/min

/min

Bez nowej karty SIM

C

Stałe stawki 24/7

Międzynarodowe Rozmowy z komórki

£1 EXTRA do ka żdeg doładowania £1 o 0

Kredyt £5 - Wyślij smsa o treści GADU na 81616 (koszt £5 + std. sms) Kredyt £10 - Wyślij smsa o treści GADU na 65656 (koszt £10 + std. sms) Wybierz 0370 041 0037*, a następnie numer docelowy (np. 0048xxx) i zakończ #. Proszę nie wybierać po numerze docelowym. Więcej informacji i pełny cennik na www.auracall.com/observer

* Koszt połączenia z numerem 0370 to standardowa opłata za połączenie z numerem stacjonarnym w UK, naliczana według aktualnych stawek Twojego operatora; połączenie może być również wliczone w pakiet darmowych minut.

Polska Obsługa Klienta:

020 8497 4622

T&Cs: Ask bill payer’s permission. SMS costs £5 or £10 + standard SMS. Calls billed per minute, include VAT & apply from the moment of connection. The charge is incurred even if the destination number is engaged or the call is not answered, please replace the handset after a short period if your calls are engaged or unanswered. Connection fee varies between 1.5p & 20p (depending on the destination). Calls to 03 number cost standard rate to a landline and can be used as part of bundled minutes. We will automatically top-up with £5.00 credit if you are a user of the 81616 code or with £10.00 credit if you are a user of the 65656 code before your calling credit is about to run out. To unsubscribe text AUTOOFF to 81616 or 65656 at any time. Calls made to mobiles may cost more. Credit expires 90 days from last top-up. Rates are subject to change without prior notice. Prices correct at 07/09/2011. This service is provided by Auracall Ltd.


Nie mogę być w domu

PRZEKAZ PIENIĘŻNY

WESTERN UNION

Szczęśliwa rodzina

£4.90

*

OD

Wybierz sposób, w jaki chcesz wysłać pieniądze:

W placówce

westernunion.co.uk

*Western Union zarabia także na wymianie waluty. Sprawdź warunki przekazu.

0800 833 833 (od £6.90*)

Nazwa i logo Western Union, a tak e zwi zane z ni znaki towarowe i usługowowe, nale ce do Western Union Holdings Inc., zarejestrowane i stosowane w USA oraz wielu innych krajów nie mog by u ywane bez pozwolenia.

The Polish Observer 6(136)  

WEEKLY NEWS AND GUIDES FOR THE POLISH COMMUNITY