Nr 1 (6) 2020 rok II
Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść św. Jan Paweł II
G os Rodziny P I S M O PA R A F I I R Z Y M S K O K AT O L I C K I E J Ś W I Ę T E J R O D Z I N Y W P U Ł A W A C H
fot. rkw
Baranku Boży który gładzisz grzechy świata zmiłuj się nad nami
fot. rkw
Zakwitły Pola Nadziei
Palestyński lekarz nie szuka zemsty
fot. rkw
N
Wiersz paschalny Każdy grób jest inny choć kryje to samo tę samą tajemnicę tak różnie grzebaną te same pytania tak różnie zadane i odpowiedź którą wskrzesza paschalny Baranek
Doktor otrzymuje od Izraelczyków tysiące listów z wyrazami współczucia. Koledzy doktora z Gazy i z Izraela zgodnie twierdzą, że jest on żywym pomostem między dwoma światami. Dotykają go też objawy niechęci i nieufność po obu stronach. Studenci w Gazie pytają go dlaczego pomaga izraelski kobietom rodzić, skoro ich dzieci mogą kiedyś zabijać Palestyńczyków. Odpowiada wprost: „Straciłem trzy córki, ale mam jeszcze pięcioro dzieci. Wierzę, że nienawiść i chęć odwetu można pokonać jedynie miłością i mądrością”. Pytany, jak to możliwe, że nie szuka zemsty, odpowiada: „W Izraelu mam wielu prawdziwych przyjaciół. A żołnierze, którzy zabili moje dzieci ? Cóż, myślę, że dla nich największą karą jest świadomość do czego są zdolni. Przecież każdy z nich będzie kiedyś ojcem”. Palestyńczyk otrzymał wiele wyróżnień, nawet honorowe obywatelstwo Belgii. Był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Ma wykłady w Toronto i na uniwersytecie w Hajfie, ale chce mieszkać i pracować z tymi i dla tych, na których mu zależy najbardziej, dla red. Palestyńczyków i Żydów.
Kapliczka przy ul. Skowieszyńskiej
i to światło którego natury nie zdoła ukryć całun żałobny ani lament anioła i ta cisza ogrodu w którym jakby nieśmiało klęsk śmiertelnych zwycięstwo stać się mogło więc stało
N
rkw
fot. rkw
i ten pokój największy kiedy wszystko już znane i odkrycie ostatnie śmierć to tylko przystanek
azywa się Izz Ad-Din Abu All-Aisz. Ma ponad 60 lat, mówi płynnie po hebrajsku i angielsku. Urodził się w Dżabali, w obozie dla palestyńskich uchodźców w Strefie Gazy, ale inaczej niż większość rodzących się w niewoli Palestyńczyków, nie dał się zniewolić przemocy i żądzy krwi. Kształcił się na Harvardzie a teraz ciężko pracuje po dwóch stronach konfliktu żydowsko-palestyńskiego. Obecnie jest wdowcem, ponieważ żonę zabrała mu ostra białaczka. Jest ojcem ośmiorga dzieci ale trzy córki stracił w nalocie wojsk Izraela, które zbombardowały blok w którym mieszkał. Pozostałe dzieci zostały ciężko ranne. Całość zdarzenia pojawiła się na 10 kanale izraelskiej telewizji, ponieważ dziennikarz do którego zadzwonił, odebrał telefon na wizji. Kilka minut później izraelski helikopter zabrał rannych krewnych doktora i jego samego z Gazy do szpitala w Izraelu. Wszystko na żywo transmitowała telewizja. „Po raz pierwszy moja publiczność widzi i słyszy, jaką cenę płacą za ten konflikt zwykli Palestyńczycy” – mówił prowadzący relację dziennikarz, Szlomi Eldar.
ie tylko w naszej parafii, ale w całym mieście Puławy, jest niewiele kapliczek i krzyży. Tym cenniejszym świadectwem są te nieliczne, dyskretnie obecne w krajobrazie ulic i skrzyżowań. Jednym z takich miejsc jak mała, drewniana kapliczka przy ul. Skowieszyńskiej. Jest w niej portret św. Benedykta z Nursji, twórcy wspaniałej reguły zakonnej i patrona Europy oraz niewielka figurka Matki Bożej Fatimskiej. Nie jest mi znana historia tego miejsca. Może ktoś z parafian albo czytelników „Głosu Rodziny” podzieli się z nami wiedzą na jej temat. W czasie wizyty kolędowej dowiedziałem się tylko tyle, że ta kapliczka była inspiracja do powstania innej na skrzyżowaniu ulic: Różanej red. i Spacerowej.
1
Dzieje obrazu Ecce Homo
2
towarzystwa ludzi sztuki i przywdziania zakonnego habitu. Wydaje się, że Wyczółkowski, głęboko wstrząśnięty sytuacją „dezertera sztuki”, szczerze interesował się dalszymi losami obrazu, który określał jako „ostatni akt jego [Chmielowskiego] przeobrażen się i poszukiwań. W osobistym dzienniku po latach wspominał: „ Najgłębszy wyraz u Chrystusa dał Adam Chmielowski w Ecce Homo. Szary dzień, deszcz pada. Chrystus skatowany oczy zapadnięte w głąb. Tak się stało i stać musiało. Chrystus zmęczony, stargany, opluwany, ale oczy patrzą w głąb”.
fot. rkw
O
braz Ecce Homo Adama Chmielowskiego pod względem typologicznym reprezentuje motyw dawny i mocno zakorzeniony w ikonografii pasyjnej. Kompozycja stanowi wizualizację epizodów opisanych detalicznie w Ewangelii Św. Jana (rozdz. 18–19). Ich areną, już od wczesnych godzin porannych, była siedziba prokuratora rzymskiego Poncjusza Piłata w Jerozolimie. Ewangelista, jako naoczny świadek zdarzeń, opisuje próbę uratowania Jezusa z rąk żydowskich arcykapłanów i starszych. Narracja ewangeliczna została ujęta w ramach kilku krótkich dialogów przerywanych scenami biczowania, ukoronowania cierniem i ostatecznego odrzucenia Jezusa przez podburzony motłoch. Poncjusz Piłat, zupełnie nieprzekonany do win oskarżonego, kazał go ubiczować, a następnie w koronie cierniowej i szkarłatnym płaszczu zaprezentował zebranym. Namiestnik, stosując pozór egzekucji w formie „biczowania”, liczył zapewne na efekt współczucia czy też nasycenia, które ugasi żądzę linczu. Dramaturgię zajścia podniosła prześmiewcza charakteryzacja przygotowana przez żołnierzy. Użyte przez nich rekwizyty szkarłatnego płaszcza, korony cierniowej i trzciny wraz z obscenicznym zachowaniem i przemocą wyczerpały wszelkie znamiona szyderstwa wymierzonego w królewską godność Nazarejczyka. [...] Szczególnie ważne są aluzje do rytuału koronacyjnego, które św. Jan zawarł w szeregu wypowiedzi i gestów Piłata. Ceremoniał inwestytury władzy nakazywał by elekt został uroczyście przedstawiony ludowi z użyciem inwokacji: „Oto król wasz!” Pracę nad Płotnem Ecce Homo Adam Chmielowski rozpoczął w ostatnich tygodniach 1879 roku. Dzieło dojrzewało powolnymi etapami na przestrzeni 25 lat. Artysta pracował samotnie w pracowni w dawnym klasztorze dominikanek pw. Św. Katarzyny Sieneńskiej. Leon Wyczółkowski, przyjaciel artysty, miał świadomość, że praca nad umęczonym obliczem Jezusa, miała przygotować 35 letniego „ stojącego u wrót sławy artystę” do porzucenia elitarnego
W rodzinie Chmielowskich przetrwało przekonanie, że do obrazu miał pozować kuzyn artysty Bolesław Krzyżanowski. Trudno to jednak potwierdzić. Kwestią ważniejszą wydaje się pytanie o istotne czynniki, które skłoniły artystę do podjęcia starego motywu pasyjnego, a jednocześnie zdecydowały o wstrząsającym i bardzo przekonującym rezultacie odbrązowienia uświęconego schematu ikonograficznego, uwolnienia go od patyny długich stuleci kultu, by przywołać Chrystusa – Człowieka jako postać nader współczesną, nie tracąc jednocześnie nic z jego pozaczasowego charakteru. Jedną z bezpośrednich przyczyn powstania obrazu była przedwczesna śmierć przyjaciela Maksymiliana Gierymskiego i fakt cierpienia niezawinionego, ów norwidowy „hieroglif cierpienia”. W liście do Heleny Mo-
drzejewskiej pisał: „ Sam Pan Bóg kupił nas za synów i wszystką krwią swoją zapłacił, że już tylko woda pociekła; nie mógł ich taniej dostać, żeby przedział między człowiekiem stworzonym i Stworzycielem zapełnić”. Niedokończone płótno towarzyszyło Chmielowskiemu za klasztorną furtą w Starej Wsi na Podkarpaciu, w Kudryńcach na Podolu, w Krakowie i wreszcie w zaciszu tatrzańskiej pustelni – w Zakopanem na Kalatówkach. Te szczególne miejsca z czasem okazały się kamieniami milowymi kolejnych etapów jego dramatycznej duchowej pielgrzymki. W klasztorze jezuitów w Starej Wsi chmielowski doświadczał głębokich skrupułów, które prowadziły go do wewnętrznego rozdarcia. Podczas gdy młodzieńczy idealizm podpowiadał, by „[...] jak Fran Angelico sztukę i talent i myśli Bogu ku chwale poświęcić i święte rzeczy malować”, chroniczna niepewność przemieszana ze skrupułami religijnymi dokuczała: „[...] jeżeli w tych dziełach kłaniamy się sobie”. Zaczęty obraz służył artyście w przeżywaniu rekolekcji ignacjańskich. Owo niedokończenie pomagało Chmielowskiemu medytować i rozwijało jego religijną wrażliwość. Dzięki relacji ks. Czesława Lewandowskiego wiemy, że do roku 1904, w którym obraz stał się własnością arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, na płótnie widniała jedynie twarz cierpiącego Jezusa, nawiązująca do tradycyjnych motywów ikonografii pasyjnej Znieważonego Oblicza i Chusty św. Weroniki. W tym czasie artysta podejrzewany o chorobę psychiczną, jako nowicjusz został wydalony przez jezuitów i odesłany do szpitala dla umysłowo chorych. Był bliski zwątpienia we wszystko: „ Byłem przytomny, nie postradałem zmysłów – mówił Chmielowski o tamtych doświadczeniu po latach – ale przechodziłem okropne męki i skrupuły i katusze najstraszniejsze”. W wielu opracowaniach zadomowiła się obiegowa opinia, według której artysta „nigdy go nie ukończył”. Stanowisko to kłóci się z wypowiedzią samego brata Alberta, który choć
Cyprian Janusz Moryc, OFM
fot. rkw
przyznaje: „obszedłem się z tym obrazem jak ostatni partacz”, to jednak stwierdza, że pod wpływem nalegań abp Szeptyckiego „aby mieć spokój dokończyłem go po rzemieślniczemu”, bo „Pana Boga samymi tylko farbami namalować się nie da”. Zdaniem Henryka Sienkiewicza Chmielowski zdawał się być nieprzyjacielem określonych kształtów a przyjacielem cienia, który je roztapia, mąci i pokrywa jakąś tajemnicą”. Prace nad ukończeniem obrazu artysta wykonał w mieszkaniu u paulinów na krakowskiej Skałce. Tam, przed tym obrazem paulini odprawiali medytacje. W prywatnych apartamentach abp Szeptyckiego we Lwowie obraz przebywał ponad 30 lat [...] Bardzo przywiązany do obrazu hierarcha, na trzy lata przed śmiercią, w 1941 r. ofiarował go Muzeum Narodowemu we Lwowie, nie bacząc na prośby albertynów pragnących odzyskać unikalne dzieło założyciela dla domu generalnego zgromadzenia. W latach powojennych obraz pozostał w zbiorach Muzeum Sztuki Ukraińskiej. Dzieło jako religijne i nieużyteczne przekazano do muzealnego depozytu. W latach 70. XX w. siostry albertynki rozpoczęły długie starania o pozyskanie płótna Ecce Homo. Przytomnie pozyskały Pejzaż nadmorski, obraz cenny dla strony ukraińskiej, który stał się przedmiotem wymiany. Jeszcze w 1978 r. albertynki pisały do radzieckiego Ministerstwa Kultury i Sztuki petycję w sprawie wymiany dzieł. Ostatecznie transakcja doszła do skutku 20 lipca 1978 r. Odzyskany obraz został przewieziony przez Jarosławę Szczepańską, delegatkę polskiego ministerstwa, do klasztoru albertynek w Przemyślu. Stąd biskup Albin Małysiak i siostry wprowadzili go uroczyście do Domu Generalnego Zgromadzenia Sióstr Albertynek w Krakowie na Prądniku Czerwonym. W marcu 1979 r. obraz poddano gruntownej konserwacji. Ostatecznym i godnym miejscem kultu obrazu stał się niewielki kościółek, wybudowany nad grobem Brata Alberta. Uroczystość miała miejsce 17 czerwca 1985 r. Obraz opuścił to miejsce tylko raz, w czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny był w kaplicy arcybiskupów krakowskich w dniach 13–14 sierpnia 1991 r.
Statystyka zgonów na świecie (na dzień 13.03.2020) 8 383 671 osób zmarło z powodu aborcji, 2 560 836 osób zmarło z powodu innych chorób zakaźnych, 1 620 138 osób zmarło z powodu nowotworów, 1 488 425 dz ie ci z marło p oniżej 5 roku życia, 986 147 osób zmarło z powodu palenia tytoniu, 493 386 osób zmarło z powodu spożywania alkoholu, 331 618 osób zmarło z powodu HIV/AIDS, 266 293 osób zginęło w wypadkach drogowych, 211 540 osób zmarło na skutek samobójstwa, 163 350 osób zmarło na malarię, 140 239 osób zmarło z powodu picia skażonej wody, 80 894 osób zmarło na grypę,
60 973
matek zmarło podczas porodów, 40 856 osób zmarło z głodu, 3001 osób zmarło z powodu globalnej pandemii korona wirusa. Co wynika dla ciebie z porównania liczb? Do jakich wniosków dochodzisz po ich lekturze? Widzimy jak dużo uwagi poświęca się epidemii i jak przemilcza się na skutek poprawności politycznej i mentalnej o wiele większe liczby zgonów powodowanych nałogami czy niechęcią do przekazywania życia. Wielu naszych czytelników zapewne pierwszy raz przygląda się tej smutnej statystyce. Wyciągnij właściwe wnioski. Jak mówiła św. Hildegarda z Bringen, średniowieczna mistyczka i doktor Kościoła: „Diabeł gotów jest nam pokazać niektóre grzechy, żebyred. śmy nie widzieli pozostałych”.
Niepojętny uczeń
M
agid powiedział swojemu uczniowi, rabbiemu Zusji: „Nie mogę cię wyuczyć dziesięciu zasad służby. Może powinieneś pójść po naukę do dziecka i do złodzieja”. Od dziecka nauczysz się trzech rzeczy: dziecko jest wesołe bez przyczyny; ani chwili nie próżnuje; jeżeli mu czegoś brak, potrafi się tego gwałtownie domagać. Złodziej wyuczy cię siedmiu rzeczy: swoje dzieło czyni nocą; jeżeli
nie uda mu się jednej nocy, próbuje następnej; łączy go wzajemna przyjaźń ze współtowarzyszami; ryzykując życie, zdobywa niewiele; tak mało mu zależy na tym, co zdobędzie, że gotów to oddać za niewielki grosz; spadają na niego ciosy i kary, a on się tym nie przejmuje; na tyle lubi swoje rzemiosło, że nie zamieniłby na inne. Martin Buber, Opowieści Chasydów, Poznań 1986
3
fot. rkw
J
Nikt nie poszedł za nim zdradzony przez wspólnotę został sam ze sobą dotknięty srebrników zakaźną chorobą nikt nie poszedł za nim wszyscy świętowali rytuał na stole w uroczystej sali z winem przyprawionym które wszystko słodzi wszyscy świętowali gdy jeden odchodził
nikt nie poszedł za nim pod przeklęte drzewo na którym wybrany marnie życie skończył rozpaczą targany nikt nie poszedł za nim wszyscy świętowali prorocze dogmaty gdy jeden z ich wspólnoty spisał się na straty
rkw
4
Każdy bez wyjątku człowiek stworzony jest na to, aby przez wierne pełnienie woli Bożej, żywot wieczny otrzymać. I rodzice przeto w Pańskie względem ich dzieci upodobanie, przede wszystkim oglądać się winni, chociażby wola Ojca Niebieskiego tak dla nich była krzyżująca, jak było polecenie dane Abrahamowi, aby syna na całopalnym ofiarował stosie. Z tego też stanowiska, zapatrywała się na powołanie Maryja, tak względnie do własnej osoby jak i do osoby Boskiego Syna swego. Widzieliśmy jak bez wahania przyjęła dla Pana Jezusa ubóstwo w stajence betlejemskiej, tułactwo w Egipcie i wzgardzony stan rzemieślniczy w Nazarecie. Teraz widzimy z jakim poddaniem się przyjmuje Ona wolę Bożą, skoro poznała, że Zbawiciel dlatego Ją opuścił, iż potrzeba było, aby się zajął sprawą Ojca Niebieskiego.
Uszanowanie woli Bożej
fot. rkw
nikt nie poszedł za nim do arcykapłana nie pomógł żałować upaść na kolana wszyscy świętowali najważniejsze święto choć jeden z dwunastu miał duszę pękniętą
edną z najrzadszych cnót między chrześcijańskimi nawet rodzicami jest uszanowanie woli Bożej w powołaniu swoich dzieci. Miłość przyrodzona (naturalna) zaślepia zwykle do tego stopnia rodziców, iż zapominając o wiekuistym przeznaczeniu człowieka, pragną dla swych synów i córek doczesnego jedynie powodzenia i stąd troszczą się przede wszystkim o zapewnienie dla nich świetnego, jak mówią losu. Ci nawet, co dobre wychowanie uważają za główną podstawę przyszłości swych dzieci, nie sądzą pospolicie, by obowiązki ich pod tym względem mogły sięgać dalej nad udzielenie im wyższego naukowego wykształcenia, przy strzeżeniu ich od zepsucia obyczajów. O powinności zaś pouczenia dzieci o tym, iż przy wyborze powołania winny starać się poznać pod tym względem wolę Bożą, a poznawszy
wiernie ją wypełnić, ogromna większość rodziców pojęcia nawet nie ma. Każdemu przeto człowiekowi zawczasu przeznaczyła Opatrzność posługę, której się od niego domaga, obdarzając go w tym celu niezbędnym ku spełnieniu posłannictwa darami. Zarówno przeto w interesie chwały Bożej jak i własnego zbawienia, każda dusza starać się powinna o wejście na tę jedyną drogę, która do ostatecznego celu bezpiecznie doprowadzić ją może, gdyż zmylenie kierunku najsmutniejszymi grozi następstwami. Skoro zaś tak jest, to jakże grzeszą rodzice, którzy dla światowych względów i czysto ludzkich widoków, wzbraniają swym dzieciom udać się za głosem powołania; a nawet ci, co nie ostrzegają ich zawczasu, iż w wyborze stanu Boga się koniecznie radzić trzeba i pójść za Jego wezwaniem, nie zważając na podszepty skażonej natury.
Wie Ona, że Zbawiciel nie dla Jej pociechy na ten świat przyszedł, lecz by Męką swoją świat odkupił; na Mękę przeto razem z Nim się gotuje, zawczasu za grzechy ludzkie Jego i Swoje ofiarując cierpienia. Porachujmy się z własnym sumieniem w tej ważnej kwestii i nie tylko względem postępowania lecz i pod względem zasad naszych w tej mierze. Jakkolwiek bowiem nie wszyscy są rodzicami, wszyscy jednak wpływać mogą, do pewnego stopnia, na postępowanie młodzieży przy wyborze powołania: radą, nauką lub przykładem. W sprawie Królestwa Bożego na ziemi, kwestia powołani jest jedną z najżywotniejszych kwestii, tak iż niepodobna niemal ważniejszej Kościołowi wyświadczyć usługi, jak przyczynić się do ugruntowania wśród wiernych tej niezłomnej wiary, iż z jednej strony Chrystus Pan i dziś, jak za czasów Apostolskich, sam wybiera i powołuje współpracowników swoich w budowaniu Królestwa Bożego na ziemi; z drugiej zaś strony, że każda dusza, która głos takiego wezwania we wnętrzu swoim słyszy, zobowiązana jest w sumieniu do posłuszeństwa, niezależnie od niechęci natury lub stawianych z zewnątrz przeszkód. św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński
Dekret Arcybiskupa Lubelskiego
K
ościół zawsze wielką troską otaczał sprawowanie kultu Bożego, wiedząc, że każdy obchód liturgiczny jako dzieło Chrystusa – Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła, jest czynnością w najwyższym stopniu świętą (Konstytucja o liturgii, 9). Niestety, postępująca współcześnie sekularyzacja dotyka także liturgii, a zwłaszcza muzyki wykonywanej w kościołach. Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wskazuje, że wierni mają prawo, aby władza kościelna sprawowała kierownictwo nad świętą liturgią, by liturgia nie była postrzegana jako prywatna własność kogokolwiek, ani samego celebransa, ani wspólnoty, w której sprawuje się sakramenty (Redemptionis sacramentum, 18). Ponadto wspólnota wiernych ma prawo, aby zwłaszcza w celebracji niedzielnej stale była wykonywana odpowiednia i prawdziwa muzyka święta (RS 57), a także, by słowa pieśni podczas celebracji liturgii w sposób należyty strzegły i ożywiały wiarę (RS 58). Ze względu na pojawiające się nieprawidłowości podczas sprawowania Mszy św. obrzędowych, zwłaszcza ślubnych i pogrzebowych, przypominam kapłanom, muzykom kościelnym oraz wszystkim zainteresowanym wiernym,
„aby pilnie wystrzegać się, by pod pozorem podnoszenia okazałości nie wprowadzać do obrzędów czegoś czysto świeckiego, albo niezgodnego z kultem Bożym” (Musicam sacram, 43). Dlatego zarządzam, aby we wszystkich kościołach na terenie Archidiecezji Lubelskiej podczas wszystkich celebracji liturgicznych, a zwłaszcza podczas Mszy św. obrzędowych (ślubnych i pogrzebowych), wykonywać wyłącznie utwory liturgiczne. Nie wolno więc wykonywać podczas liturgii muzyki o charakterze świeckim, w tym muzyki filmowej i rozrywkowej. Nie jest także dopuszczalne wykonywanie podczas sprawowania liturgii utworów o treści religijnej, ale z wykorzystaniem muzyki świeckiej. Zaleca się również wyłączenie z liturgii piosenek religijnych, które ze swojej natury mają inne przeznaczenie w życiu Kościoła. Należy też pamiętać, że w liturgii głównym instrumentem są organy (Konstytucja o liturgii, 120). Można także używać innych instrumentów, z wyjątkiem tych, które są wykorzystywane w muzyce rozrywkowej np. pianino elektroniczne, akordeon, perkusja, gitara elektryczna, saksofon, syntezator itp. (Instrukcja KEP, 37b). Niedopuszczalne jest odtwarzanie
podczas liturgii muzyki z urządzeń elektronicznych (Instrukcja KEP, 40). Dążąc do tego, by liturgia miała rzeczywiście modlitewny i uroczysty charakter, należy zatroszczyć się o to, aby wśród uczestniczących w liturgii znalazły się osoby, które w porozumieniu z duszpasterzem i organistą przyjmą posługę lektora i psałterzysty oraz odczytają lub zaśpiewają wezwania modlitwy wiernych. Zaproszeni do wspomnianych celebracji muzycy, w tym organiści spoza parafii, mają obowiązek uzyskać uprzednią akceptację ze strony proboszcza lub rektora kościoła, a repertuar uzgodnić z miejscowym organistą (w przypadku ślubów przynajmniej na miesiąc przed planowaną uroczystością). Wyrażam nadzieję, że dobrze przygotowana liturgia i odpowiednio dobrana muzyka, pomogą w stworzeniu atmosfery modlitwy na chwałę Bożą i dla uświęcenia wiernych. Na owocną posługę – muzykom kościelnym, a zwłaszcza organistom – wzywając wstawiennictwa św. Cecylii, z serca błogosławię. + Stanisław Budzik Arcybiskup Metropolita Lubelski Ks. Krzysztof Kwiatkowski Kanclerz
P
iętnaście lat po odejściu ze stanowiska nabrał odwagi i już nie boi się konsekwencji wynikających z braku politycznej poprawności. August Hanning, szef niemieckiego wywiadu (BND) w latach 1998–2005, stwierdził, iż „islamiści stanowią długofalowo największe niebezpieczeństwo dla Niemiec i Europy”. W wywiadzie udzielonym mediom naszego zachodniego sąsiada, a cytowanym przez portal PAP, Hanning stwierdził m.in.: „Jesteśmy w stanie poradzić sobie z radykalną prawicą i lewicą, ale nie z radykalnym islamem. Mówi się, że religie należy traktować tak samo. Problem w tym, że one nie są takie same. Po pierwsze, w islamie nie ma rozdziału religii od państwa. Jezus
nauczał, że mamy oddać cesarzowi co cesarskie, a Bogu, co Boskie. W islamie tego nie ma. Po drugie, kościoły chrześcijańskie nie interpretują Biblii dosłownie. W przypadku Koranu i islamu jest inaczej. Po trzecie, w katolicyzmie jest jasna hierarchia. To Rzym ostatecznie decyduje. W islamie tego nie ma”. Były szef niemieckiego wywiadu alarmuje: „Od roku 2015 przyjęliśmy około 2 mln migrantów. Z czego od 70 do 80%, to młodzi mężczyźni. Społeczeństwo nie było na to przygotowane. I rzecz jasna widzimy konsekwencje. Młodzi mężczyźni w wieku od 18 do 35 lat są zawsze tą grupą ludności, która jest statystycznie najbardziej obciążona skłonnością do popełniania przestępstw”. Hanning ujawnił, że
https://niezlomni.com
Islamiści największym zagrożeniem dla Europy
wywiad niemiecki przewidział kryzys migracyjny na początku 2015 r. Rząd federalny jednak bardzo długo na to nie reagował. A nawet negował wnioski raportów. Wch/PAP, Fronda.pl
5
Gniew natury, poświęcenie ludzi
W
6
czasie ok. 70% mieszkańców Kurowa. Ofiarami cholery, o dziwo, nie zostali mieszkańcy Wąwolnicy, o czym zaświadcza zapis w kronice parafialnej. Ówczesny proboszcz, ks. Józef Pruszkowski głosił z ambony: „Widzę, że nad naszą parafią łaqską Maryi jesteśmy osłonięci, jakoby płaszczem Maryi Kębelskiej”. Latem 1892 r. cholera opanowała Wschód i Zachód Europy. W Polsce powstał tzw. Komitet obywatelski, który w odezwie zamieszczonej w styczniowym „Tygodniku Ilustrowanym” pisał: „Czujność, przeto jest konieczna. Za późno myśleć o ratunku wówczas, kiedy zaraza całe miasto już opanowała i tysiące ofiar pochłonęła. Wymownym przykładem tego za granicą Hamburg, u nas Lublin. Trzeba zawczasu do walki z epidemią się przygotować, na samym wstępie pochód jej wstrzymać i do wnętrza naszych mieszkań jej nie puszczać”. Jedynym pocieszeniem dla mieszkańców Ziemi Puławskiej były bardzo dobre zbiory plonów. Żniwa odbyły się przy sprzyjającej pogodzie. red. Redakcja „Głosu Rodziny” serdecznie dziękuje p. Jerzemu Dzusiałowi za udostępnienie książki.
fot. rkw
Kapliczka i inskrypcja upamiętniająca epidemię w Puławach przy ul. 6 Sierpnia
od zaraźliwego powietrza i tych, którzy w Nim ufają 1892 r.” W jednej z nisz kapliczki znajduje się krzyż epidemijny tzw. karawaka. Cholera z 1892 r. nie ominęła Kazimierza, gdzie przerażenie ludzie szukali jakiegokolwiek sposobu, aby zapobiec jej zabójczym skutkom. Obfite żniwo epidemia zebrała również w Kurowie. Tam najbardziej ucierpiała ludność żydowska, stanowiąca w tym
fot. rkw
książce Jacka Śnieżka Gniew natury – dni, które wstrząsnęły Ziemią Puławską możemy przeczytać o wielu dramatycznych, wręcz tragicznych, zdarzeniach w dziejach Puław i okolic. W kontekście grożącego nam ciągle koronawirusa przypomnimy fragmenty, które opowiadają o kilku epidemiach. Płyta nagrobna na cmentarzu we Włostowicach upamiętnia Józefa Puternickiego (1790–1875), który położył wielkie zasługi w opanowaniu epidemii cholery w 1830 i 1831 r. Jako lekarz Komend Inwalidnych 10 Okręgu Straży Wewnętrznej otrzymał prawo nowego szlachectwa w Koronie Polskiej w r. 1837 z racji posiadania orderu Św. Anny III klasy. Pamiętany przez nas, głównie za sprawą powstania styczniowego rok 1863, był także próbą postaw obywatelskich z powodu czarnej ospy: „Pomimo groźby zarażenia się, dr Franciszek Ksawery Pasiutewicz z poświęceniem pracował podczas kolejnych epidemii. Zasłużył się wielce dla Puław, wprowadzając m.in. szczepienia ochronne przeciw ospie. Dzięki jego staraniom w osadzie pałacowej założono łazienki w bieżącą wodą. Osobę dr Pasiutewicza ciepło wspominała dyrektor puławskiej szkoły dla dziewcząt, Jadwiga Hollakowa (patronka jednej z naszych ulic– przyp. red.): „Doktor Pasiutewicz był społecznikiem. Dzięki jego energicznej i ofiarnej pracy, wielu mieszkańców Puław uniknęło śmierci w czasie epidemii czarnej ospy w 1863 r.” Niedługo potem, w 1892 r., powiat Puławski czekała kolejna klęska: „W roku 1891 liczba katolików przekroczyła 4817 osób, ale już w roku następnym było ich o 167 osób mniej w związku z kolejną epidemią cholery. Mieszkańcy Puław odnowili pamiątkę epidemijną przy ul. 6 Sierpnia. Do istniejącego napisu dodali inskrypcję na pamiątkę ustąpienia epidemii w 1892 r. W Końskowoli, na okoliczność panującej w tym samym roku zarazy, mieszkańcy ufundowali słupową kapliczkę w sąsiedztwie kościółka św. Anny. Na tablicy u podstawy widnieje napis: „Krzyża znamię niech uwolni lud Boży
Kapliczka epidemijna w Końskowoli
wojny czy obiektywnych przeszkód, które uniemożliwiają spełnienie obowiązków sumienia. Motywem najważniejszym jest dobro duchowe człowieka i troska, by na skutek nie zawinionych przez siebie trudności, nie przeżywał konfliktu sumienia. W tym sensie dyspensa jest wielką łaską i przywilejem katolika.
Św. drogą radiową, telewizyjną lub internetową, przeżyli ją w skupieniu we własnych domach, słuchając Słowa Bożego, uczestnicząc w dialogach liturgicznych i przyjmując, jeśli są w stanie łaski, tzw. Komunię pragnienia. Wtedy nie wolno niczego jeść, pić, polegiwać na kanapie, wysyłać smsów ani rozmawiać z domownikami.
Dyspensa – co to za wynalazek?
T
akie pytanie zadał mi człowiek drogą mailową. Kto daje ludziom Kościoła prawo udzielania dyspens a wcześniej przywilej ustanawiania jakichś praw? itp. Dyspensa w Kościele jest to rozluźnienie obowiązującego prawa kościelnego udzielane wiernemu lub grupie wiernych w warunkach szczególnych np. epidemii, powodzi,
Jednak przyjmujący dyspensę zobowiązany jest do innej, zastępczej formy pobożności. Np. gdy nie zachowuje postu w piątek, przywilej dyspensy zobowiązuje go w sumieniu do postu w innym dniu lub w innej formie. Ostatnio udzielona dyspensa od udziału w niedzielnej Mszy Świętej nakłada na katolików obowiązek, aby korzystając z transmisji Mszy
Ci, którzy w taki sposób przeżywali transmisji Mszy Świętej nie dotrzymali warunków dyspensy i są wezwani do poprawy. Przywilej dyspensy traci moc po upływie wyznaczonego terminu lub gdy nastąpi korzystna zmiana warunków. Nie należy dyspensy w żaden sposób nadużywać. red.
Stanowisko Rady Miasta Puławy z dnia 30 maja 2019 r. w sprawie powstrzymania ideologii lansowanej przez subkulturę „LGBT” w mieście Puławy
P
rawo do wychowania dziecka zgodnie z przekonaniami rodziców jest kluczowym prawem rodzicielskim (art. 48 Konstytucji RP). Nasilające się próby jego podważenia, podejmowane przez niektóre środowiska, są niezgodne z Konstytucją RP oraz z obowiązującym prawem oświatowym. W tych okolicznościach, uważa się za konieczne wsparcie działań mających na celu ochronę wartości poświadczonych w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z Konstytucją RP „każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed [...] demoralizacją” (art. 72 ust. 1). W związku z próbą podważenia gwarantowanych konstytucyjnie praw rodzin, w tym także praw rodziców i dzieci, oraz prawnej tożsamości i ustrojowej pozycji małżeństwa, jako samorząd reprezentujący mieszkańców miasta Puławy chcemy dla dobra życia, rodziny i wolności, zadeklarować, że zgodnie z naszą polską kulturą życia
społecznego, podejmiemy działania oparte na trzech filarach, które mają powstrzymać ekspansję ideologii lansowanej przez tzw. subkulturę LGBT: 1. Nie zgodzimy się na sprzeczne z prawem instalowanie funkcjonariuszy politycznej poprawności w szkołach (tzw. „latarników”). Będziemy strzegli prawa do wychowania dzieci zgodnego z przekonaniami rodziców. 2. Zrobimy wszystko, aby do szkół nie mieli wstępu gorszyciele zainteresowani wczesną seksualizacją polskich dzieci i młodzieży w myśl tzw. standardów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Będziemy chronili uczniów, dbając o to, aby rodzice z pomocą wychowawców mogli odpowiedzialnie przekazać im piękno ludzkiej miłości. 3. Nie pozwolimy wywierać administracyjnej presji na rzecz stosowania poprawności politycznej (słusznie zwanej niekiedy po prostu homopropagandą) w wybranych zawodach. Będziemy chronili m.in. nauczycieli i przedsiębiorców przed narzucaniem
im nieprofesjonalnych kryteriów działania np. w pracy wychowawczej, przy doborze pracowników czy kontrahentów. Deklarujemy, że Rada Miasta Puławy w realizacji swoich zadań publicznych, będzie wierna tradycji narodowej i państwowej, pamiętając o ponad tysiącletniej tradycji chrześcijaństwa w Polsce oraz wielowiekowym przywiązaniu Polaków do wolności. W imieniu Rady Miasta Puławy Przewodnicząca Rady Miasta Puławy Bożena Krygier
Uzasadnienie Wobec licznych zapytań i apeli ze strony mieszkańców miasta Puławy w sprawie ustosunkowania się do zagrożeń wynikających z prób wprowadzania idei lansowanej przez subkulturę LGBT w szkołach i przedszkolach, Rada Miasta Puławy postanawia zająć w powyższej sprawie stosowne stanowisko.
7
Próba zrozumienia świata
J
aki jest nasz świat? Dokąd zmierza? Jakie mechanizmy nim rządzą? Ciekaw jestem ilu z nas zadało sobie kiedykolwiek takie pytanie. Czy mamy poczucie, że wzbiera rewolucyjna fala, której celem jest całkowita odmiana społeczeństw Zachodu, jak przekonuje Dariusz Gawin w felietonie „Neopurytanie w obronie planety” napisanym dla Teologii Politycznej. Z jednej strony, mamy liczne wezwania do ograniczenia konsumpcji, akcje takie jak wstyd z powodu latania samolotem (flygskam) w Szwecji czy też wezwania do rezygnacji z posiadania dzieci, bo ich narodziny zwiększają efekt cieplarniany. Z drugiej strony, jak pisze dalej Dariusz Gawin, współczesny nowoczesny świat wspiera się na fundamencie wolnego rynku, który nie istnieje bez masowej, nieprzerwanej konsumpcji. „Wzrost” gospodarczy ciągle „wzrasta” – zbyt przyzwyczailiśmy się do tego faktu, żeby dostrzec jego niesamowitość i stawiać pytania o cel tego wiecznego ruchu, bo trąciłoby to nazbyt metafizyką. Na co dzień wystarczy nam prostsza odpowiedź – celem wzrostu gospodarczego jest ciągły wzrost poziomu życia, czyli poziomu konsumpcji. Innymi słowy, szczęście leży w obietnicy demokratyzacji hedonizmu. Przyjemności wczoraj zarezerwowane dla nielicznych muszą jutro być dostępne dla wszystkich. W tej pierwszej postawie publicysta wieszczy zapowiedź nowego człowieka, który już nie jest hedonistą, lecz kimś, kto odmawia sobie przyjemności i wygód, ponieważ znajduje upodobanie w samokontroli oraz introspekcji; człowieka, który rozpasaniu przeciwstawia surowe, moralne obyczaje, który zamiast beztroski głosi konieczność stałej koncentracji i skupienia na najważniejszym celu, jakim jest walka o ocalenie świata. Jednym słowem, człowieka, który przypomina dawnych Purytanów. Zaś narodziny tej postawy wieszczą narodziny nowej rewolucji. Niedawna analiza wykazała, że 2.153 miliarderów (czyli niewiele ponad dwa tysiące osób!) posiada tyle majątku, co 60% mieszkańców Ziemi, tj. około 4,6 miliarda ludzi. Jak pisze
8
prof. Andrzej Zybertowicz w jednym ze swoich niedawnych felietonów, globalizacja ostatnich dekad z jednej strony wyprowadziła z głodu i skrajnej nędzy miliony ludzi, z drugiej przyniosła kumulację bogactwa, jakiej nigdy wcześniej w dziejach nie było. Zwraca przy tym uwagę, nie tylko na kumulację bogactwa, ale na zupełnie nową tendencję – indywidualizację. Trzeba zdać sobie sprawę, że indywidualizacja nie tylko osłabia różne wymiary wspólnotowości, ale w ogóle znosi jej potrzebę. Jak pisze dalej prof. Zybertowicz, obecnie jednostka może przetrwać nie dzięki wspólnocie rodzinnej czy sąsiedzkiej, ale wyspecjalizowanym instytucjom, których usługi można po prostu kupić na wolnym rynku lub też zapewnia je państwo. Dzięki temu wiele milionów osób żyje w świecie, w którym jednostka ma zdolność do względnie efektywnego funkcjonowania bez oparcia w rodzinie, tradycji, religii, narodzie, a nawet w traktowanym jako swoje państwie. Jest w stanie odnosić sukcesy życiowe w warunkach wysokiej mobilności, społecznej i geograficznej, w oderwaniu od etosu narodowego, religijnego oraz państwowego, często bazując, niemal wyłącznie, na lojalności korporacyjnej. A możliwość wybrania sobie dowolnej genderowej tożsamości to już przejaw hiper-indywidualizacji. Indywidualizacja ma jeszcze jedno oblicze. Prowadzi ona również do spłycenia i instrumentalizacji kontaktów międzyludzkich, które zostały przestawione na nowe technologiczne tory. Wszyscy chyba znamy widok młodych ludzi siedzących przy wspólnym stole i komunikujących się wyłącznie przy pomocy telefonów komórkowych. Przypominają się w tym miejscu prorocze poniekąd wersy Thomasa Stearnsa Eliota z wiersza „Wydrążeni ludzie” w pięknym tłumaczeniu Czesława Miłosza: „My, wydrążeni ludzie My, chochołowi ludzie Razem się kołyszemy Głowy napełnia nam słoma Nie znaczy nic nasza mowa...” Zdaniem prof. Zybertowicza, które podzielam, ten proces hiper-in-
dywidualizacji jest funkcjonalny wobec interesów wielkich korporacji, strategii marketingowych, wielu środowisk władzy i nieformalnych grup interesów. Dzieje się tak, gdyż naprzeciw garstki dobrze zorganizowanych i uprzywilejowanych przez swoją pozycję i dostęp do zasobów, ustawia stada jednostek zamienionych w gorliwych, a do tego egocentrycznie nastawionych, konsumentów, zupełnie nie pojmujących współczesnej gospodarki i polityki. Ich zyskiem jest życie w dostatku, ale za cenę coraz większej dezorientacji. Jak trafnie zauważa prof. Zybertowicz, narastająca indywidualizacja, czyli atomizacja społeczna, prowadzi ostatecznie do demontażu tkanki społecznej. Niestety wiele osób zupełnie nie dostrzega jak, co raz powszechniej głoszone (pod przykrywką tolerancji i dążenia do równości), ideologie światów post-narodowych, post-wspólnotowych, czy post-religijnych, czy nawet post-płciowych są symbiotyczne z oligarchicznym kapitalizmem, niezależnie od tego jak same siebie postrzegają. Trzeba sobie uświadomić, iż jeśli hiper-indywidulizacji nie powstrzymamy, to już niebawem krańcowo zmaleją szanse skutecznego oddolnego przeciwstawiania się społeczeństw bogatym i wpływowym, choćby poprzez mechanizmy wyłaniania nowych społecznych elit. Trzeba zdobyć się na odwagę intelektualną i dostrzec, iż postępująca globalizacja jest ostatecznie nie do pogodzenia nie tylko z istnieniem suwerennych państw narodowych i z państwową niezależnością, ale także z demokracją. Wybitny amerykański ekonomista z Harvardu, Dani Rodrik, opisuje to zjawisko jako trylemat globalizacji. Globalna integracja ekonomiczna (czy raczej hiper-globalizacja, z którą mamy dziś do czynienia) oraz niezależne państwa narodowe i demokracja pozostają we wzajemnej sprzeczności. Jeśli chcemy „obronić” demokrację, musimy oprzeć się globalizacji i przejść na jej bardziej powierzchowny model. W sierpniu 2019 prof. Siergiej Gurijew (były główny ekonomista Europejskiego Banku Odbudowy
ralizacją objęto już nie tylko handel i cła, ale także regulacje inwestycyjne, regulacje dotyczące własności intelektualnej, subsydiów czy nawet regulacje sanitarne i fito-sanitarne. W ten sposób pozbawiono państwa możliwości reagowania możliwości i ochrony własnego rynku w sytuacji, gdy zagrożone staje się bezpieczeństwo socjalne ich obywateli. Drugim efektem hiper-globalizacji była i jest integracja gospodarki światowej za cenę stopniowej dezintegracji gospodarek narodowych oraz stałego poszerzania się rozziewu między biednymi a bogatymi. W naturalny sposób proces ten jest bardziej wyrażony w krajach postkomunistycznych, które przeszły transformację ustrojową na początku lat 90-tych. Bardzo ciekawy bułgarski politolog, Iwan Krastew napisał ostatnio, iż środkowo- i wschodnio-europejska wersja liberalizmu doprowadziła, w czasie swoich pierwszych dwóch dekad funkcjonowania, do: rosnących nierówności społecznych, korupcji i moralnie arbitralnej dystrybucji majątku narodowego w ręce niewielkich grup. Niby wszystko to wiemy, ale jeszcze do niedawna tego typu opinie raczej nie pojawiały się w oficjalnym nurcie. Międzynarodowy kryzys finansowy z roku 2008 jaskrawie uświadomił społeczeństwom w tej części Europy, że nie można darzyć zaufaniem światowych elit ekonomiczno-finansowych i że wcale nie wiedzą one w jakim kierunku poprowadzić świat. Pod tym względem efekty kryzysu były i są wciąż druzgocące. Postawił on też wielki znak zapytanie nad wyższością zachodniego modelu rozwoju gospodarczo-politycznego, który w tak wielu miejscach usiłowano skopiować. Tu właśnie tkwią korzenie rewolty przeciwko liberalizmowi w Europie środkowo-wschodniej, do której doszło w ostatnich latach. Oczywiście, zdaniem Krastewa, nakłada się to na autorytarne działania wywołane żądzą władzy populistów, jak ich nazywa, z Fidesz i PiS na Węgrzech oraz w Polsce. W pewien sposób postnarodowy liberalizm umożliwił tym partiom ekskluzywne sięgnięcie do arsenału tradycji narodowych z monopolem na wyłączność w tym zakresie. Przyczyniło się też do tego przekonanie elit, że droga, którą obrano po 1989 r. była
jedyną możliwą. Wyzwoliło to reakcję zmierzającą do wykazania, iż były inne alternatywy, z których nie skorzystano. Na szczęście, Krastew rozumie jednak, iż sytuacja jest bardziej złożona i że ma ona także podłoże psychologiczne wywołane upokorzeniem wynikającym z bezwolnego kopiowania modelu zachodniego, czyli jak to w Polsce nazywano „murzyńskości” lub inaczej mówiąc mentalności postkolonialnej. Warto tu przywołać termin „subaltern”, który oznacza w badaniach postkolonialnych i teorii krytycznej oznacza ludność kolonialną, która społecznie, politycznie i geograficznie nie jest objęta hierarchią władzy kolonii i metropolii ojczystej imperium. Włoski marksista, Antonio Gramsci ukuł termin subaltern, aby zidentyfikować grupy społeczne wykluczone i wysiedlone z instytucji społeczno-ekonomicznych społeczeństwa, po to by zaprzeczyć ich głosowi politycznemu. W teorii postkolonialnej termin subaltern opisuje niższe klasy społeczne i inne grupy społeczne przesiedlone na margines społeczeństwa. Aby pokonać wymienione powyżej wyzwania, nie wystarczy inwestowanie w edukację czy redystrybucja bogactwa poprzez systemy podatkowe i systemy wsparcia społecznego. Konieczne jest wytworzenie nowych mechanizmów poszerzających krąg beneficjentów zmian technologiczno-gospodarczych i promujących solidaryzm społeczny w miejsce wolnej konkurencji i niczym nie ograniczonej przewagi silniejszych nad słabszymi. Jak pisze, wspomniany już, Dani Rodrik, taka reorganizacja priorytetów mogłaby być dziś uważana za przejaw populizmu, ale w rzeczywistości może bardziej przypominać amerykańską politykę Nowego Ładu (New Deal) z lat 30-tych, która też miała wówczas wielu przeciwników, a obecnie uważana jest za standardową praktykę. Polityka ta wprowadzona przez
fot. rkw
i Rozwoju – EBOiR) stwierdził, że „Wszystkie problemy składające się na populistyczny kryzys współczesnej demokracji są napędzane przez globalizację i nowe technologie”. Uwagę na to zjawisko zwrócił również prof. Zybertowicz ostrzegając, iż nie dostrzegamy nader niepokojącego związku między tempem zmian technologicznych a kryzysem demokracji, związku między dezorientacją i zagubieniem mas ludzkich oszałamianych nasilającymi się strumieniami bodźców i zmian a podatnością na populizm, na demagogię, na niebezpieczne uproszczenia, diagnozy i idee. W maju 2019 obecna główna ekonomistka EBOiR, prof. Beata Javorcik, zauważyła, że wściekłość ludzi wybierających Trumpa, Salviniego, Orbána, czy Kaczyńskiego jest także efektem nowych technologii, w części odpowiadających za wzrost nierówności i że w Banku Światowym nie zauważono, że globalizacja i nowe technologie w niektórych rozwiniętych krajach pogorszą sytuację niektórych grup społecznych. Zdaniem niektórych ekspertów, a nawet polityków, ostatnie zwycięstwa wyborcze, tzw. partii populistycznych można przypisać właśnie temu, iż one jako jedyne mówią prawdę na temat wspomnianego trylematu. Nie można czerpać wszystkich korzyści (dla niektórych) z dobrodziejstw jednego wspólnego rynku i bardzo daleko posuniętej integracji ekonomicznej zachowując jednocześnie zdrową demokrację, tak jak nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. W październiku 2019 politolog Yascha Mounk, z John Hopkins University w USA, pytany o źródła sukcesu „autorytarnych populistów” wskazuje, że „preferencje wyborców często są ignorowane jako nieracjonalne. I to bez specjalnych wyjaśnień. To jest duży problem. Zwłaszcza w kontekście niepokojących ludzi szybkich zmian kulturowych, gospodarczych i technologicznych”. Dlatego trzeba zacząć myśleć o przeprojektowaniu liberalnego kapitalizmu, aby stał się bardziej inkluzywny i sprawiedliwy. Ostatnie dwie dekady doprowadziły do porzucenia modelu, negocjowanej pomiędzy poszczególnymi państwami, liberalizacji handlu na rzecz hiper-globalizacji, której uosobieniem jest Światowa Organizacja Handlu (WTO). Libe-
9
osvelta obejmowała reformy prawne stabilizujące gospodarkę, powołanie instytucji pobudzających gospodarkę i walczących z bezrobociem, wprowadzenie powszechnej opieki społecznej, programy pomocowe dla rolników, realizację budownictwa komunalnego, wprowadzenie prawa pracy, a także realizację programów z zakresu ochrony przyrody oraz wielkich inwestycji infrastrukturalnych, w tym dróg i lotnisk. Zdaniem Rodrika, aby ochronić demokrację przed prawdziwymi populistami, trzeba porzucić ortodoksyjną wolnorynkową ekonomię na rzecz ekonomicznych praktyk, które dziś wielu nazwałoby populistycznymi. O populizmie może warto zresztą także porozmawiać, ale to już przy innej okazji. W ten sposób zatoczyliśmy wielkie koło i powróciliśmy niejako do katolickiej nauki społecznej kościoła i jej pierwszego przejawu w postaci encykliki papieża Leona XIII Rerum novarum. W myśl jej założeń społeczeństwo musi dążyć do sprawiedliwości ekonomicznej, a gospodarka musi służyć ludziom, nie na odwrót. Wszyscy pracujący mają prawo do godnych i sprawiedliwych płac oraz bezpiecznych warunków pracy. Stosunki pracy muszą być oparte na prawdziwej między ludzkiej solidarności, bowiem wszyscy ludzie na ziemi należą do jednej ludzkiej rodziny. „Solidarność jest niewątpliwie cnotą chrześcijańską. Już w dotychczasowym rozważaniu można było dostrzec liczne punkty styczne pomiędzy nią a miłością, znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa”. Papież nauczał, iż rolą państwa jest promowanie sprawiedliwości społecznej, poprzez ochronę praw, podczas gdy Kościół musi mówić o sprawach społecznych, w celu poprawy socjalnych warunków i zapewnienia harmonii klasowej. Kościół uznawał konieczność istnienia własności prywatnej, ale wolna gra sił rynkowych musi być ograniczana przez względy moralne. Rerum novarum potępia niczym nieograniczony kapitalizm. Encyklika wskazuje także na to, iż biedni mają specjalny status – Bóg stoi po stronie biednych, których otacza opieką. Podobnie winno postępować państwo. prof. Piotr Czauderna
10
Na początek wystarczy uwierzyć
fot. rkw
prezydenta Franklina Delano Ro-
W
spólnoty Anonimowych Alkoholików oraz Al-Anon (gromadząca krewnych i przyjaciół alkoholików) proponują swoim członkom pracę nad rozwojem osobistym. Odbywa się ona w oparciu o program zwany przez Anonimowych Alkoholików Dwunastoma Krokami, a przez członków Al-Anon Dwunastoma Stopniami. Realizacja tych siostrzanych programów prowadzi do zdrowienia alkoholików i ich rodzin. Stopień Drugi Al-Anon: Uwierzyliśmy, że Siła Większa niż nasza własna może nam przywrócić równowagę ducha i umysłu Jestem żoną alkoholika i matką uzależnionego od narkotyków dorosłego syna. Gdy ponad 30 lat temu wychodziłam za mąż, cieszyłam się, że mężczyzna, którego wybrałam na męża, jest przeciwieństwem mojego nieżyjącego już taty. Niepalący, niepijący, spokojny, z dobrej rodziny. Nawet w najgorszych snach nie myślałam, że za kilkanaście lat po raz drugi przyjdzie mi się zmierzyć z podstępną, śmiertelną chorobą jaką jest alkoholizm. Mąż był już mocno uzależniony, gdy zaczęłam dostrzegać pierwsze poważne symptomy jego choroby. Ze swej strony robiłam wtedy wszystko, co mogłam i co wydawało
mi się słuszne, żeby powstrzymać męża od pijaństwa. Nie pomagały prośby, groźby, krzyki, płacz, bicie, wylewanie alkoholu z butelki, zabieranie pieniędzy itp. Nic, kompletnie nic. Gdy mąż trzeźwiał, to kajał się, przepraszał, obiecywał poprawę. Wracały dobre dni i tak do następnego picia. „Pijanych” dni w kalendarzu przybywało, a „ trzeźwych” ubywało, co skrupulatnie odnotowywałam. W domu atmosfera była coraz gorsza. Mąż sobie, a ja z dziećmi sobie. Trochę z zemsty, ale i desperacji. Nie owijałam w przysłowiową bawełnę, że mąż ma problem z piciem i rozgłaszałam w rodzinie. A co?! Niech wszyscy wiedzą! O to teściowa na początku miała do mnie żal. Żyłam jak na huśtawce emocjonalnej. Gdy mąż był trzeźwy, byłam w miarę spokojna i zadowolona. Gdy pił, wpadałam w rozpacz, lęk i żal. Doszukiwałam się w sobie negatywnych cech charakteru, z których powodu mąż nie chciał wytrzeźwieć. Co robię źle, że on pije? Najgorsze było to, że nie radziłam sobie z emocjami i „obrywało się” przy tym dzieciom. Były często świadkami mojego użalania się, znów innym razem pogardy i szyderstwa względem ich taty. Nie wiedziałam, że robię im krzywdę. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy pod wpływem namowy mojej koleżanki, „schowałam do kieszeni” wstyd (przed obcymi ludźmi) oraz strach (co zrobi mój mąż, gdy dostanie wezwanie?) i złożyłam wniosek o przymusowe leczenie do Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych przy Urzędzie Miasta. Wtedy chyba po raz pierwszy zaufałam Sile Większej niż moja własna (jak mówimy w Al-Anon ), czyli Bogu. Uwierzyłam, że On może mi pomóc zmienić życie moje i mojej rodziny. Bóg zaczął stawiać na mojej drodze ludzi, którzy okazali swoją życzliwość, chęć pomocy i zrozumienia. Począwszy od osób w Komisji, następnie radców prawnych, psychologów i terapeutów w Poradni Terapii Uzależnień od Alkoholu i Współuzależnień, a skończywszy na znajomych i przyjaciołach z AA i Al-Anon. Zobaczyłam, że nie
jestem sama z moim problemem, że są też inne kobiety i mężczyźni, którzy tak jak ja mają ten problem w domu i próbują zmienić swoją codzienność na lepsze. Nabrałam odwagi do walki z chorobą męża. Dowiedziałam się, że to nie przeze mnie mąż pije nałogowo, że jego akty agresji po alkoholu tak naprawdę są autoagresją. Dowiedziałam się, że nie wolno pozwalać na agresywne zachowania i słowa alkoholika, ale stawiać granice w sposób stanowczy i rzeczowy. Gdy potrzeba, należy wzywać policję. Od kilku lat chodzę na spotkania grupy rodzinnej Al-Anon w Puławach. Tak jak grupy AA są przeznaczone dla trzeźwiejących alkoholików, tak Al-Anon są dla rodzin i przyjaciół osób chorujących na alkoholizm. Na spotkaniach Al-Anon poznaję tzw. Stopnie, czyli zasady jak pomóc sobie, moim bliskim, jak żyć z osobą chorą na alkoholizm i innymi ludźmi. Zasady te są uniwersalne, możliwe do zastosowania przez każdego, niezależnie kim jest i co robi, jakie napotyka problemy w swoim życiu. Stopień Drugi „jest jednym z tych, który daje początek rozumienia i rozwoju duchowego. Kiedy już przyznaliśmy się do bezradności i niezdolności poradzenia sobie z życiem – jesteśmy gotowi uwierzyć, że Siła Większa od naszej własnej może nam przywrócić równowagę ducha i umysłu” (z literatury Al-Anon). Teraz wiem, że moje myślenie nie było dotychczas rozsądne i że w niedorzeczny sposób reagowałam na postępowanie alkoholika. Wiem, że jest obok mnie Siła i jeśli jej zaufam, pomoże mi znaleźć balans w moim pokręconym życiu. Cieszę się, że tę Siłę odkryłam w Al-Anon, że nie jestem już sama (jak wcześniej myślałam) w zmaganiu się z codziennymi trudnościami. Chcę korzystać z jej pomocy w podejmowaniu wszystkich moich decyzji. Nawet jeśli mój ograniczony ludzki umysł nie jest w stanie pojąć, jaki będzie tego efekt, ufam, że cokolwiek nastąpi, ostatecznie okaże się dla mnie dobre. Zauważyłam, że już od pewnego czasu jestem pogodniejszą osobą, że nie ma we mnie lęku o przyszłość i żalu do losu, dlaczego to właśnie mój mąż jest alkoholikiem, dlaczego nasz syn poszedł w ślady ojca. Nie mam męczących snów, jak to było wcześniej. Jeśli zdarzy się, że z czymś sobie nie radzę, czegoś
nie rozumiem, coś mnie denerwuje lub nie mogę tego zmienić – oddaję to Sile Wyższej i po prostu akceptuję to. A trudny stan rzeczy tłumaczę sobie w ten sposób, że widocznie muszę się jeszcze czegoś nauczyć. Mój osobisty rozwój nie może się obejść bez pokory i ufności. Jeśli zrobię to co do mnie należy to ufam, że Siła Wyższa wskaże mi rozwiązania oraz przywróci spokój i porządek w moim życiu. I chyba o to chodzi nam wszystkim...
W tym grobie w którym strach i ciemność słupy graniczne wszystkim znaczą nikomu nie jest wszystko jedno nikt nie zaślubi się z rozpaczą
Z pogodą ducha. Marianna
każdy chce wierzyć mimo wszystko że to nie koniec że przystanek i że śmiertelnych ciał mrowisko to nieśmiertelne Jeruzalem
Krok Drugi Anonimowych Alkoholików: Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek Mam na imię Jerzy i jestem alkoholikiem. Nie piję od 13 lat. Kiedy postawiłem uczciwie Pierwszy Krok Programu AA, to zrozumiałem, że konsekwencją tego działania musi być kolejny krok, bez którego samo przyznanie się do bezsilności i niekierowanie swoim życiem nic jeszcze nie znaczy. Bo bezsilność wymaga szukania pomocy, a sama prośba o pomoc w przełamaniu bezsilności warunkowana jest wiarą. By liczyć na czyjąś pomoc, muszę uwierzyć, że jest Ktoś lub Coś co mi pomoże. Że ta Wielka Siła, która odebrała mi obsesję picia, nie opuści mnie także w dobrej drodze. Nie rozumiałem początkowo czym jest ta Siła, choć jej wielkość i moc kojarzy mi się z Bogiem. Zawsze obecnym w moim życiu, chociaż choroba alkoholowa skutecznie przesłaniała mi Jego istotę. Nie próbowałem na razie rozstrzygać dlaczego ta „Siła Większa” chce wyrwać mnie ze szponów nałogów. Przecież byłem taki beznadziejny, tyle łez, żalu i krzywd pozostawiłem za sobą. Czasami nawet totalne spustoszenie. Ale kiedy tylko poczułem oparcie, kiedy opuściła mnie obsesja picia, to chciałem jedynie UWIERZYĆ, tak jak sugerował Krok Drugi Programu. Ale jak uwierzyć? Szybko znalazłem odpowiedź na mityngu wśród innych alkoholików. Nie pili, a byli tacy szczęśliwi. Chętnie dzielili się swoim doświadczeniem. Nie obiecywali cudów, mówili, że uczciwa realizacja powrotu do zdrowia wymaga siły i działania. Zapewniali, że cały czas czują wsparcie „z góry”. Uwierz – mówili. Uwierzyłem i ja. Jerzy
że to co było dotąd plewą z ziarnem przez wielu pomyloną za plewę uzna także niebo w miłość ujęta rachunkowość że ci co tkwili w swojej pysze pochlebców mlekiem wykarmieni w uchu igielnym znajdą ciszę zaklętą w nagły bezruch cieni że ci najmniejsi wynajęci najgorszych posług być łachmanem utrwalą się w wielkiej Pamięci tak jak w modlitwie każdej amen rkw
11
https://tvn24.pl/magazyn-tvn24
E
uropejski Trybunał Praw Człowieka po raz kolejny orzekł o naruszeniu przez Norwegię praw rodziców. Sprawy dotyczą dwóch rodzin rozbitych przez urząd do spraw dzieci – Barnevernet, na podstawie fałszywych oskarżeń o problemy psychiczne rodziców. W pierwszym przypadku dowodem na to miała być „przesadna” troska o zdrowie dzieci. Te orzeczenia potwierdzają zjawisko systemowego łamania praw człowieka w Norwegii. Pierwsza sprawa dotyczyła małżeństwa Szweda i Rumunki, którzy wprowadzili się do Norwegii w 2013 roku. Przyjechali tam wraz z trójką synów – 13-latkiem, 8-latkiem oraz 6-latkiem. Wkrótce po przeprowadzce, Barnevernet wydał nakaz o natychmiastowym odebraniu rodzicom całej trójki chłopców z powodu rzekomego „braku dostatecznego wglądu w ich problemy”. W ocenie urzędników,
rodzicom była bezpodstawna. Uznał jednak, że tylko najstarszy chłopiec może wrócić do domu, ponieważ pozostali dwaj, zdaniem sądu, zdążyli się już przywiązać do nowego miejsca pobytu. Jednocześnie przyznano
syna z powodu rzekomej choroby psychicznej rodziców. W 2014 r. Wyższy Sąd utrzymał decyzję Barnevernet w mocy, wskazując, że po 6 latach rozłąki dziecko miało się czuć bardziej związane z osobami z pieczy
Norwegia łamie prawa rodziny troska rodziców o stan zdrowia dzieci miała być przesadna. Małżeństwo zaczęło dostrzegać u najstarszego syna objawy mogące świadczyć o występowaniu zespołu Ehlersa-Danlosa, choroby genetycznej objawiającej się nadmierną wiotkością i delikatnością skóry oraz niestabilnością stawów. Rodzice zauważali też podobne symptomy u młodszych chłopców. Po interwencji Barnevernet, dzieci zostały przekazane do opieki zastępczej, a małżeństwu przyznano prawo do dwóch godzinnych spotkań w miesiącu, które szybko jednak ograniczono do czterech półgodzinnych spotkań w roku. W trakcie spotkań rodzice nie mogli się porozumiewać z chłopcami w ich ojczystym języku – rumuńskim. Małżeństwo odwołało się od decyzji do sądu. W toku postępowania opinie biegłych potwierdziły, że rodzice, wbrew sugestiom Barnevernet, nie mają problemów psychicznych, a ich najstarsze dziecko rzeczywiście wymaga specjalnej opieki, choć nie przesądzono, czy cierpi na zespół EDS. Co więcej, okazało się, że najstarszy chłopiec źle znosi rozłąkę z rodzicami i pragnie jak najszybciej wrócić do domu. W 2015 r. Wyższy Sąd orzekł, że decyzja Barnevernet o odebraniu dzieci
12
rodzicom prawo do sześciu sześciogodzinnych spotkań z dwoma synami w roku, pod nadzorem pracownika społecznego. W związku z tym, ojciec dzieci wniósł skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. ETPC orzekł, że Norwegia naruszyła prawo ojca do poszanowania jego życia rodzinnego, zagwarantowane w art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Trybunał zwrócił uwagę na niekonsekwencję w orzeczeniu norweskiego sądu, który z jednej strony uznał decyzję Barnevernet za w całości bezpodstawną, a z drugiej strony uchylił ją tylko w części dotyczącej najstarszego chłopca. Oprócz tego, sędziowie przypomnieli, że państwo ma obowiązek podejmowania starań na rzecz ponownego zjednoczenia dziecka z rodzicami biologicznymi. Tymczasem przez cały okres rozłąki, władze nie podjęły żadnych starań w tym kierunku – dozwolone spotkania rodziców z dziećmi były rzadkie i nie mogli oni między sobą się porozumiewać w języku ojczystym. Druga sprawa dotyczyła norweskiego małżeństwa, któremu w 2008 r. Barnevernet odebrał 2,5-rocznego
zastępczej niż rodzicami biologicznymi. Następnie małżeństwo wniosło skargę do Trybunału w Strasburgu, który, podobnie jak w poprzedniej sprawie, uznał, że Norwegia naruszyła ich prawo do poszanowania życia rodzinnego. „To kolejne orzeczenia potwierdzające, że Norwegia ma systemowy problem z łamaniem praw rodziców. Schemat jest następujący – najpierw Barnevernet zabiera dziecko rodzicom, nierzadko opierając się na niepotwierdzonych przesłankach, potem przekazuje je do opieki zastępczej, gdzie spędza ono wiele miesięcy, a niekiedy kilka lat, a następnie, nawet jeśli sąd uzna decyzję urzędu za błędną, to utrzymuje ją w mocy, powołując się na zanik więzi pomiędzy dzieckiem a rodzicami. Trybunał w Strasburgu jednoznacznie potępił takie rozumowanie. Jeśli państwo jest przyczyną zaniku więzi rodzinnej, to nie może na tej podstawie usprawiedliwiać trzymania dzieci w opiece zastępczej. To bowiem rodzice biologiczni są pierwszymi opiekunami dziecka” – powiedziała Karolina Pawłowska, Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris. OrdoIuris.pl
Nie musimy nikogo naśladować Mamy prawo je wyrażać w sposób czytelny, bez żadnych niedomówień i zapisywać demokratycznie językiem sejmowych ustaw i samorządowych uchwał. Samorząd gminy Stendal w kraju związkowym Saksonia- Anhalt „wyznaje odmienny pogląd” niż partner z Polski i w pełni popiera art. 2 niemieckiej konstytucji. Chodzi o gwarancję wolności osobistych, zawartych w prawach podstawowych ustawy zasadniczej Niemiec. I bardzo dobrze. Puławska Rada Miasta w pełni popiera art. 18 Konstytucji RP, który stwierdza, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo pozostają pod opieką i ochroną Rzeczypospolitej Polskiej.” I też dobrze. Oba samorządy działają w ramach konstytucji swoich ojczyzn. Czy to jest złe? Rada Miasta Puław nikomu nie zabroniła, bo nie chce i nie może zabronić dokonywania wyborów w życiu prywatnym, odmiennych od ogólnie przyjętych. Ale też nie chce, bo nie musi, stawać się częścią oręża ideologii gender. Czy ktokolwiek z radnych pytał np. w czasie procedury konkursowej jakiegokolwiek kandydata o jego preferencje seksualne? Czy ktokolwiek jest prześladowany lub dyskryminowany dlatego, że jest gejem? Nie twórzmy mitów i fałszywych stereotypów przed którymi trudno się obronić! Chcemy żyć w naszym domu według własnych zasad i tradycji. Samo-
rząd ma legitymację społeczną otrzymaną w wolnych i demokratycznych wyborach. Nikomu nie wolno kwestionować jego kompetencji. Nikomu też nie powinno być obojętne, że garstka obywateli innego państwa podjudzona przez rodzimych działaczy spod znaku tęczy, zuchwale nas ośmiesza i odmawia nam prawa do europejskości. Od kiedy to Francuzi czy Niemcy mają patent na europejskość? Od kiedy akceptacja dla propagandy LGTB jest miarą europejskości? Jeśli w tej kwestii pozwolimy sobie narzucić rodzaj narracji, to jaką mamy gwarancję, że w innych kwestiach nie spotka nas podobny dyktat obcych nam obywateli? Jeśli Puławianie wybiorą inną radę, kto inny będzie określał zasady, na których będzie opierać swój los nasza mała ojczyzna. Póki co, ta rada a nie inna, może i musi działać odczytując co jest dobre dla tkanki społecznej, którą wszyscy współtworzymy. Redakcja Głosu Rodziny w pełni utożsamia się z podjętą w ubiegłym roku uchwałą. rkw
https://fakty.tvn24.pl
U
mieszczenie na krótko tablic z napisem „Strefa wolna od LGTB” przy tablicy miejscowości miało znamiona sugestywnej, demonicznej prowokacji, obliczonej na wywołanie zamętu i publiczne napiętnowanie samorządu Puław tylko dlatego, że przyjął uchwałę logicznie uzasadnioną a nie obraźliwą dla kogokolwiek, do której miał pełne prawo. Chodzi o uchwałę z 19 maja 2019 r. w sprawie powstrzymania ideologii lansowanej przez subkulturę „LGBT” w mieście Puławy. O ile wiem, do Rady Miasta nie wpłynęło żadne oficjalne zapytanie w tej sprawie od francuskich czy niemieckich samorządowców. Puławy, bez pytania o fakty, co jest przecież elementarnym wymogiem rzetelności, za pomocą usłużnych mediów społecznościowych, zostały postawione przed unijnym pręgierzem i otrzymały etykietkę homofonicznych. Język uchwały naszej rady został niesłusznie określony jako język nienawiści. Czy ktokolwiek z nas protestuje gdy francuska czy niemiecka gmina partnerska Puław podejmuje jakiekolwiek uchwały? Czy my mówimy Francuzom lub Niemcom, jak ma wyglądać ich samorząd? Czy ma nam być żal, że partnerskie miasta przestały widzieć w nas swoich partnerów? Bynajmniej, nie musimy naśladować ich w tym, co uznajemy za ciało obce dla naszej tożsamości duchowej i narodowej. Mamy prawo do własnych poglądów i wyborów.
Jałmużna karmi podwójnie
J
ak wiemy od kilku miesięcy w naszej parafii znajduje się „puszka” z datki na jałmużnę dla potrzebujących. Zachęcam do datków, bo jest to również forma pomocy sobie. Pismo Święte uczy nas: „Starajcie się dobrych uczynków nie spełniać na pokaz, po to, by was ludzie podziwiali, bo wtedy nie otrzymacie zapłaty od waszego Ojca, który jest w niebie. Gdy więc wspierasz potrzebującego, nie trąb o tym przed sobą. Tak bowiem robią obłudnicy w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zapewniam was: już
otrzymali swoją zapłatę. Ty zaś gdy wspierasz potrzebującego, niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa, aby twój czyn pozostał w ukryciu. A twój Ojciec, które widzi także to, co ukryte, nagrodzi ciebie.” (Mt 6,1–4). Nie zachęcam do oddawania datków które mogą zachwiać budżetem rodziny. Drobna kwota, kilka złotych ofiarowane może być już zaczątkiem pomocy. Pomyśl bracie czy siostro, siedząc w swoim ciepłym domu przy smacznym posiłku, że gdzieś tam w niedalekiej odległości z uśmiechem na twarzy
matka podaje dzieciom kolację, nie bojąc się czy będzie miała następnego dnia śniadanie i nie drży że odetną jej energie elektryczną, a ty masz w tym swój udział, poprzez swoją jałmużnę. Są wśród nas ludzie w tak trudnym położeniu, czasem zbyt dumni i nieśmiali zarazem, aby prosić o pomoc. Pewnie na taką formę pomocy są wydawane środki z puszki dla potrzebujących. Podarujmy jałmużnę bliźnim z czystej potrzeby duszy i serca, odczytując konieczność chwili. Zostańcie z Bogiem. parafianin
13
N
ikt się tego nie spodziewał. Mamy naprawdę Wielki Post od wielu rzeczy i swobód. Przyszło to na nas, jak bóle na brzemienną. Nie mamy wiele do powiedzenia. Mały, trudny do zidentyfikowania wirus, niczym wielki despota, zmienia i podporządkowuje sobie nasze życie, naszą codzienność i świętowanie, pracę i formy odpoczynku, podróże i konsumpcję, życie towarzyskie i religijność, nasze wyobrażenia o bezpieczeństwie i granicach ryzyka, nasze priorytety i wybory. Wyludnia szkoły, uczelnie, kina, stadiony, sale koncertowe, hotele i świątynie. Przez całe wieki wierni przed zagrożeniem chronili się w świętych miejscach. A teraz te święte miejsca się zamykają. Zamknięcie Placu Św. Piotra urasta do rangi symbolu. Zagrożenie zmienia nasze paradygmaty. Zuchwały intruz, uparcie przebiegły, zdaje się kpić z naszych zabezpieczeń. Wydaje nam rozkazy pozostawania w domach, wyznacza strefy skażenia i kwarantanny. Czuje się panem naszego czasu i przestrzeni. Mówi, żeby nie podawać sobie rąk, nie całować się i każe wszystkim stać na odległość nawet w kolejce po artykuły pierwszej potrzeby. Pieniądze, klawiatura bankomatów, uchwyty
14
sklepowych wózków, towary w przymierzalniach, książki w bibliotekach a nawet klamki i poręcze na schodach, mogą stanowić prawdziwe rezerwuary jego obecności. Wirus by przeżyć wymaga nieporównanie mniej niż ludzie. Wystarcza mu wydychane przez nas powietrze, katar i kaszel. Wirus nie ma ludzkich doznań, zwłaszcza naszych lęków. Nie ma świadomości i wyobraźni, które w normalnych warunkach są dla człowieka czymś wspaniałym, ale paradoksalnie, w czasie epidemii stanowią prawdziwe obciążenie. Jak mawiała św. Teresa Avila – wyobraźnia to prawdziwa wariatka, zdolna do wszystkiego. Wirus bezlitośnie potrafi wykorzystywać każdy nasz błąd i brak konsekwencji. Tym bardziej niezrozumiała i nieludzka wydaje się nonszalancja z jaką niektórzy łamią obowiązujące nas wszystkich zasady. Zuchwała pewność siebie może okazać się zabójcza! Nie wiemy gdzie wirus jest a gdzie go nie ma, dlatego walka z nim jest tak
niewydolny i nieprzygotowany na taką batalię system. Kanclerz Angela Merkel mówi, że koronawirusem zarazi się 60–70% Niemców. Wprawdzie kanclerski minister zdrowia pociesza, że 80% zarażonych osób przejdzie chorobę bezobjawowo, to jednak pozostałe 20% w rzeczywistości oznacza 10–12 milionów ludzi w potężnym ekonomicznie i dobrze zorganizowanym państwie. Kiedy epidemia minie będziemy już nieodwracalnie innym społeczeństwem, żyjącym na jakiejś niewidzialnej uwięzi. Gdzieś w tyle głowy będzie tkwiła w nas pamięć o tym, co przeżyliśmy w dni mroczne, naznaczone pęczniejącą statystyką zarażonych i zgonów. Nawet jeśli wirus nas nie zdziesiątkuje, to wyjdziemy z tego zwarcia nieludzko pobici i egzystencjalnie zmęczeni. Problem jest tym większy, że zmęczenie pozwala się zastąpić prawie wszystkim. I ten strach, że wszystko może wrócić jak bumerang. Wirus zniknie, ale strach prawdopodobnie pozostanie. Czy
trudna, bo nie da się zbadać wszystkiego, wszystkich miejsc i ludzi. To wirus dyktuje warunki tej wojny, nie człowiek. Wirus jest silniejszy od nas wszystkich razem wziętych. Odkrycie bezsilności przez pojedynczych ludzi jest zupełnie czymś innym niż odkrycie, że bezsilna okazuje się zbiorowość ludzka, mimo technologii, procedur prawnych i służb, które je egzekwują dla dobra wspólnego. Straty finansowe i bankructwa, które są nieuchronne i których skala będzie, a właściwie już (!) jest nieporównywalna z żadną klęską w historii, dla wielu okaże się nie do zniesienia. Zniszczeniu może ulec misternie utkany ale kompletnie
potrafimy żyć z takim niewypałem w pamięci? Czy nastąpi powrót oddalonych i lawina nawróceń, czy też proces zwątpienia i apostazji będzie się tylko pogłębiał? Czy ktoś zna odpowiedź? Niezmiennie, od XX wieków Kościół Ewangelię. Oprócz słów nadziei i pocieszenia są w niej wypowiedzi Jezusa mogące wzbudzać niepokój: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz: „Nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz
fot. rkw
fot. rkw
Wirus zmieni wszystko
przełomie 1575/76 r. pozbawił swój pałac wszelkich tkanin, aby mogły służyć nieszczęśliwym jako okrycia. Nakazał stałe modlitwy oraz pokuty dla wyproszenia końca zarazy. W styczniu 1576 r., kiedy epidemia zdała się ustawać, zorganizował wielką procesję wynagradzającą, samemu idąc na jej czele boso. Wiosną 1577 r. zaraza ustała. W Mediolanie i okolicach zmarło 21 tys. osób. Tak było dawniej a dzisiaj? Niedoszły papież, emerytowany arcybiskup Mediolanu, Angelo Scola, znad kryształowego sarkofagu świętego Karola, mówi, że „Boska kara nie istnieje. Jest to nieprawidłowe spojrzenie na chrześcijaństwo.” Boże, jak to uwodzicielsko brzmi w ustach księcia Kościoła! Być może już niedługo kard. Scola przekona się, że jest zgoła inaczej! Przed laty papież Benedykt XV powiedział coś zupełnie przeciwnego. Mówiąc o I wojnie światowej, stwierdził, że „publiczne plagi są pokutą za grzechy popełnione przez władze publiczne i narody, które odwróciły się od Boga”. To kto ma rację? I co oznacza ten niewątpliwy dwugłos? Kościelni cynicy
powiedzą, że prawda, niczym symfonia, jest polifoniczna. Na szczęście Jezus powiedział coś jednoznacznego: „Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” (Mt 12, 36–37). Dotyczy to każdego! Jesteśmy przed wielką próbą sumień, odporności psychicznej, postaw obywatelskich, odpowiedzialności za siebie i bliźnich. Każdy z nas okaże się albo świadomym sprzymierzeńcem ludzi albo mimowolnym sprzymierzeńcem wirusa. Łamanie ogłoszonych rygorów, którym zostaliśmy poddani wszyscy, jest wbrew miłości bliźniego czyli dobru wszystkich. Jest też nieposłuszeństwem wobec Stwórcy. Niech Bóg nas zachowa, niech doda nam męstwa i pokory. Przed nami długa i trudna droga. Bądźmy razem. Nie ma lepszych i gorszych ofiar. Nie ma ważniejszych i mniej ważnych zarażonych. Każde życie jest święte, choć zawsze jest to życie grzesznika. ks. Ryszard K. Winiarski
fot. rkw
nastąpi koniec». Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.” (Łk 21, 8–11). Warto zapytać: skąd przyjdą owi zwodziciele? Z zewnątrz czy wprost przeciwnie, pojawią się w łonie Kościoła? Np. administrator apostolski(!) patriarchatu, abp Pierbattista Pizaballa, w przesłaniu do wiernych wezwał ich do „[…] złączenia się w modlitwie i solidarności”. Jednocześnie nakazał zamknięcie wszystkich kościołów, kaplic i domów zakonnych. Wydał dyspensę od obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Mszy Świętej, sugerując proboszczom, by transmitowali ją w internecie, a w sieciach społecznościowych podjęli inicjatywy katechetyczne. Nabożeństwa pogrzebowe powinny być organizowane z jak najmniejszą liczbą uczestników i poza pomieszczeniami zamkniętymi. Należy także odwołać spotkania grup przykościelnych. Czy takich wyborów i decyzji oczekuje od nas Chrystus? Czy przez ciemną dolinę przechodzi się, gasząc wszystkie światła? A co z naszą piękną historią, w której tyle świadectw odwagi, heroicznych poświęceń w czasie epidemii? Święty Karol Boromeusz świadomy głębokiej odpowiedzialności przed Bogiem za powierzoną mu owczarnię, mówił w jednym z kazań: „Biskup to człowiek, który powinien zaprzeć się samego siebie, umartwić swoje ciało i swoją wolę. Wypełniać ma jedynie to, co jest mu poddane przez wolę Boga i oddawać cześć dla Niego oraz dla spraw i korzyści swych owieczek. Umartwienie jego życia pociągnie tych, którymi będzie kierował i dzięki temu zwyciężą niebezpiecznego nieprzyjaciela, jakiego stale nosimy w sobie. Jeśli biskup będzie pierwszy w niesieniu krzyża, wtedy będzie mógł im rzec wraz z Chrystusem: «Czyńcie to, co Ja czynię»...” (Z homilii wygłoszonej 15.07.1584 r.) Kiedy jesienią 1575 r. w Mediolanie pojawiła się dżuma, Karol Boromeusz, nie bacząc na niebezpieczeństwo zarażenia się, oddał się bez reszty biednym chorym, opatrując ich i służąc posługą sakramentalną. W zimie, na
15
https://parafiaotwockkresy.pl
Strumień i skała
T
acyt, historyk rzymski, zabierając się do opisania historii pierwszego wieku (od Galby do Domicjana), w którym rodził się Kościół, rozpoczyna od ogólnej charakterystyki czasów. Lektura nie napawa optymizmem: „Przystępuję do historii okresu bogatego w nieszczęścia, okropnego przez wojny, rozdzieranego nadużyciami, okropnego nawet w godzinach pokoju. Czterech cesarzy zginęło od miecza;
wybuchły trzy wojny domowe a jeszcze więcej zewnętrznych, przy czym niektóre były równocześnie obydwoma [...] Rzym został zniszczony przez ogień, najstarsze świątynie spalone, nawet sam Kapitol stanął w płomieniach z rąk Rzymian; zbeszczeszczenia świętych obrzędów, nierząd w najwyższych kręgach, morze pełne wygnańców, skały wysp zbryzgane zbrodnią. W Rzymie najdziksze rozpasanie; szlachectwo, bogactwo, przyjęcie urzędu i uchylenie się od niego – wszystko było zbrodnią, a cnota najpewniejszą drogą do ruiny. Wynagradzanie donosicieli było nie mniej cuchnące od ich czynów. Jednemu łupów dostarczało kapłaństwo, drugiemu konsulat, innemu zarządzanie prowincją, jeszcze innemu poplecznictwo tronu. Wszystko było obłędnym tańcem nienawiści i gwałtu; niewolników przekupywano, aby zdradzali swych panów, wyzwoleńcy swych patronów, a ten który nie miał żadnego wroga, zdradzany był przez przyjaciół”. W takim świecie przyszło zacząć żywot nie mającej żadnych praw
wspólnocie Kościoła. Była obcym ciałem w chorym organizmie imperium. Podejrzenie o wszystko, pogarda i nienawiść były jej chlebem powszednim. Pierwsze pokolenie chrześcijan żyło w niepewności i kruchości, bez żadnych zabezpieczeń i zrozumienia. A jednak jak mówi przysłowie: „Strumień w zderzeniu ze skałą płynie dalej”. Męstwo wynikające z autentyzmu wiary dało siłę, która pozwoliła nie tylko przetrwać odrzucenie, ale zmienić zepsuty świat. Zachowując oczywiste proporcje, nie trudno znaleźć daleko idące analogie do naszych czasów. Tylko czy my mamy tyle wiary i męstwa, co pierwsze pokolenie chrześcijan? Mamy te same źródła łaski w postaci Sakramentów świętych i Słowa Bożego. Nie brakuje nam świadectw i wstawiennictwa świętych. Zasadniczo mamy też wolność wyznawania swojej wiary wszędzie, nie wyłączając mediów. Skorzystajmy z możliwości, które daje nam Bóg, żeby nie zgrzeszyć jeszcze jednym zaniedbaniem. rkw
Apel w sprawie I Komunii Świętej
N
ie mogąc zwołać spotkania wszystkich rodziców dzieci klas III, które przygotowują się Pierwszej Komunii Świętej, proszę o adresy mailowe na mój adres. Musimy opracować kilka scenariuszy awaryjnych związanych z zaistniałą sytuacją, wywołaną przez epidemię koronawirusa. Możliwych jest kilka scenariuszy. Poza jednym, który w pełni usatysfakcjonuje dzieci, rodziców i gości, pozostałe niosą konieczność zmian i ograniczeń. Chciałbym, żeby rodzice do mnie napisali jakie widzą
wyjście w powstałej, niełatwej sytuacji? Oczywiście jest tyle niewiadomych, że nawet na dzień przed wyznaczoną datą trzeba będzie coś zmienić lub odwołać! Rozumiem, że zostały już poczynione wielorakie przygotowania, które niosą konsekwencje finansowe. Musimy rozsądnie wziąć pod uwagę wszystko, co leży w granicach naszych możliwości. Przedstawiam następujące rozwiązania: • I scenariusz (najdalej idący) – odwołanie uroczystości Pierwszej Komunii Świętej,
PISMO PARAFII RZYMSKOKATOLICKIEJ ŚW I Ę T E J RO DZ I NY W PU Ł AWACH
16
• II scenariusz – przesunięcie uroczystości na okres wakacji lub wrzesień br., • III scenariusz – pozostanie przy dacie 6 czerwca ale z rozłożeniem na trzy grupy i znacznym ograniczeniem liczby gości tylko do najbliższej rodziny, • IV scenariusz (najbardziej optymistyczny) – wszystko odbędzie się w zaplanowanym terminie. Bardzo proszę o maile z sugestiami na adres: ryszard.k.winiarski@gmail.com proboszcz
Adres redakcji: ul. Saperów Kaniowskich 2, 24-100 Puławy; e-mail: ryszard.k.winiarski@gmail.com; https://pulawy-swrodziny.kuria.lublin.pl Z E S P Ó Ł R E D A K C YJ N Y: ks. Ryszard Winiarski – red. prowadzący, Agnieszka Kawka, Wojciech Kostecki, Joanna Kurlej – korekta, Wojciech Olech, Anna Różycka, Tomasz Sajnog, Justyna Szychowska, Andrzej Więcławski
fot. rkw
Pozyskiwanie relikwii dla parafii
Życie w czasach zarazy
fot. rkw
Puławy, sobota 14.03.2020 g.10.35