fot. rkw
Nr 2 (5) 2020 rok II
Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść św. Jan Paweł II
G os Rodziny P I S M O PA R A F I I R Z Y M S K O K AT O L I C K I E J Ś W I Ę T E J R O D Z I N Y W P U Ł A W A C H
Rezygnując z modlitwy rezygnujesz z oddechu
fot. rkw
Koncert zespołu „Dywizjon” z Dęblina – 2 II 2020 r.
Bóg jest wielki
C
hłopiec poczęty w gwałcie na 13-letniej dziewczynce po latach został kapłanem i nie tylko wybaczył swojemu ojcu, ale też wysłuchał jego spowiedzi. Historia życia ojca Luisa Alfredo Leona Armijosa to wspaniały przykład Bożej, ale i ludzkiej Miłości. Gdy jego mama miała trzynaście lat, jej rodzice wysłali ją do pracy, by mogła im pomóc w wychowaniu reszty dzieci. Maria Eugenia Armijos miała sprzątać w domu w Loja. Ale jego właściciel wykorzystując jej samotność i słabość zgwałcił ją. I właśnie w czasie gwałtu począł się kapłan. Rodzina nie chciała przyjąć dziewczynki w ciąży. – Uderzano ją w brzuch i podawano do picia płyny, które miały doprowadzić do aborcji – opowiada kapłan. Mimo młodego wieku dziewczynka chciała jednak urodzić dziecko. I dlatego uciekła do Cuenca, gdzie urodziła Luisa Alfredo. Chłopiec,
z powodu bardzo młodego wieku matki, miał, tuż po urodzeniu, poważne problemy z oddychaniem, ale przeżył. Po jakimś czasie matka wróciła do Loja i zamieszkała z gwałcicielem, który uznał swoje ojcostwo. – Relacje między nimi nie były zdrowe – wspomina kapłan. – Mieli jeszcze trójkę dzieci, ale ja zawsze byłem wobec nich zdystansowany – dodaje. Kiedy chłopiec miał szesnaście lat, trafił do Odnowy Charyzmatycznej. – To było moje pierwsze spotkanie z Chrystusem – podkreśla. I to ono zapoczątkowało zmianę. Jako 18-latek wstąpił do seminarium w Loja, a gdy miał 23 lata, za specjalną zgodą biskupa, ze względu na zbyt młody wiek, został wyświęcony na kapłana. Dwa lata później jego rodzice się rozstali, a matka opowiedziała mu, jak został poczęty. – Bóg powołał mnie do bycia kapłanem nie po to, bym sądził, ale bym
przebaczał. A i tak osądzałem mojego ojca za długo – podkreśla Luis Alfredo Leon Armijos. Kilka lat później i to się zmieniło. Do księdza zadzwonił jego ojciec, który miał być operowany. – Był przerażony i poprosił mnie, bym wysłuchał jego spowiedzi – wspomina kapłan. – Powiedziałem mu: Ojcze zasługujesz na niebo, na życie wieczne – wspomina. – I wtedy w jego oczach pojawiły się łzy – dodaje. Ojciec kapłana po trzydziestu latach przyjął po raz pierwszy Komunię Świętą. – I ty także możesz nienawidzić swojego życia. Sądzić Boga, tak jak i ja to robiłem. Ale mnie udało się odkryć Bożą miłość – podkreśla kapłan. – Wszystko jest darem. Życie jest niezwykłym darem od Boga – kończy swoją opowieść duchowny, który pracuje obecnie w parafii św. Józefa w Loja w Ekwadorze. KAI /luty 2014
Kolęda niczym diagnoza
N
iektórzy z pewnością odetchnęli. Księża wrócili na plebanię, można żyć spokojnie, bez ryzyka zaskoczenia i możliwych pytań. Inni dalej komentują krótkotrwałą obecność duszpasterza pod ich dachem. Doznania obustronnie są różne. Ile jest w wizycie duszpasterskiej tradycji a ile duszpasterskiej troski czy nieudawanego zainteresowania? Komu wizyta jest bardziej potrzebna: wiernym czy księżom? Złośliwi mówią, że gdyby nie była związana z pieniędzmi już dawno zakończyłaby swój żywot. Czas więc, by wypowiedział się proboszcz. Daleki jestem od idealizowania czegokolwiek, także wizyty kolędowej. Spróbuję trzeźwo ocenić półtora miesiąca naszych spotkań! Nie uważam, że kolęda może załatwić czy rozwiązać problemy, które narastają nieraz latami, ale może je pokazać, unaocznić przede wszystkim nam, duszpasterzom. Może nam pomóc zobaczyć owczarnię od środka, poczuć jej zapach i atmosferę, uwikłania i zagubienie owiec, niekiedy bunt,
irytację, rozczarowania, ucieczki i cały arsenał lęków, które dają się we znaki wszystkim. Mogliśmy stanąć nad bezkresnym morzem cierpienia, nie tylko fizycznego bólu, ale także wielu udręk duchowych, by móc lepiej i rozumniej spełniać posługę kaznodziejów i spowiedników. Kolęda jest potrzebna najpierw i przede wszystkim duszpasterzom, jeśli mają zachować faktyczną a nie tylko formalną więź z wiernymi. Przypomina bardziej stawianie diagnozy niż leczenie, na które jest zawsze za mało czasu, ale do którego można wrócić później, ponieważ, jak mówi przypowieść, po obojętnym kapłanie i bezdusznym lewicie, zawsze może pojawić się miłosierny Samarytanin. Mogliśmy też zobaczyć wiele zdrowych, kochających się rodzin, napełnionych duchem modlitwy, które odważnie podejmują przeróżne wyzwania; mogliśmy posłuchać wielu mężnych ojców i dzielnych matek, wielu dziadków żyjących nie tylko życiem własnym, ale także życiem dzieci i jeszcze bardziej – wnuków.
Dziękujemy za szczerość, wyrozumiałość, cierpliwość i wynikającą z troski o Kościół – ofiarność. Byliście hojni, mimo własnych potrzeb, kredytów, nad wyraz skromnych rent i emerytur. Dziękujemy za udzielone rady, napomnienia i uświadomienie tego, czego sami nie potrafimy dostrzec, a co jest naprawdę ważne. Dziękujemy za chwile wspólnej modlitwy i refleksji nad Słowem Bożym i za pytania, które długo jeszcze nie będą miały swoich wystarczających odpowiedzi. Niektórym z was dziękujemy za poczęstunek, kolację, kawę czy choćby szklankę wody. Dziękujemy za podane w zaufaniu adresy mailowe dzięki którym możemy mieć łączność słuchając interpretacji Słowa Bożego. Bardzo przepraszamy za niespełnione oczekiwania i zmęczenie, którego czasem nie dało się ukryć. Mamy nadzieję, że mimo to zechcecie kolejny raz przyjąć nas w swoich domach. Niech Bóg błogosławi każdy dom i każdą rodzinę naszej parafii. Błogoproboszcz sławionego jutra!
1
https://fdb.pl
który przyjmuje rozmiary prawdziwej epidemii? Wydaje się, że pierwszym i największym źródłem jest nasza natura. Człowiek jest istotą wpływową: wywiera wpływ jak i ulega wpływom. Oczywiście, ci którzy mają silniejsze osobowości dominują, potrafią wpływać na innych i kierować nimi, mają duże zdolności przywódcze. Z takich ludzi wywodzą się późniejsi dyktatorzy. Ci zaś, którzy mają słabsze osobowości, poddają się, wolą żyć w cieniu innych, czasem bezkrytycznie pozwalają innym modelować swoje życie. Drugim źródłem postaw konformistycznych są obecne w nas lęki. Człowiek nie chcąc być napiętnowanym, ośmieszonym lub wykluczonym, decyduje się przyjąć czyjś sposób patrzenia na rzeczywistość,
Przez kilka lat przyglądałem się jak w niewielkiej gminie wszyscy nabierali wody w usta w obecności wójta, który był praktycznie jedynym liczącym się pracodawcą. Nie dawał nic swojego, choć wszystko traktował jak swoją własność. A ponieważ np. praca w takim środowisku była czymś deficytowym, ludźmi będącymi w potrzebie sterował zdalnie lęk. Jeśli chcieli cokolwiek zyskać musieli stracić swoje poglądy lub co najmniej odwagę ich artykułowania. Jakikolwiek sprzeciw, zdania odrębne były bezwzględnie tępione. Tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na luksus całkowitej niezależności i krytykę wójta. Co się dzieje, kiedy człowiek poddaje się wirusowi konformizmu? Przede wszystkim ginie niezależność czyli wewnętrzna wolność. Człowiek przestaje
Parę uwag o konformizmie
2
czyjąś aksjologię i język. Posłuszeństwo, lojalność, uległość i milczące przyzwolenie na zawłaszczanie całych obszarów własnej osobowości, przez grupę rówieśniczą, korporację, środowisko, subkulturę, mafię, sektę, salon, partię polityczną lub autorytety, to strategia przetrwania w środowisku, które utrzymuje jednostkę w poczuciu psychicznej zależności. Żeby przetrwać trzeba płacić cenę pozornej, zewnętrznej akceptacji. Lęk przed byciem gorszym lub oudsaiderem, przed werbalnym linczem i medialnym napiętnowaniem, przed krytyką i jakąkolwiek konfrontacją, każe niektórym bezkrytycznie przyjmować przejawy czyjejś, niekiedy subtelnej, dominacji. Trzecim źródłem konformizmu są relacje międzyludzkie w których obowiązuje uznaniowość lub zależność służbowa, decyzyjna, finansowa itp. Gdy stawką jest praca, awans, podwyżka, kariera naukowa, dotacje, sukces medialny, zwycięstwo wyborcze i każdy rodzaj rozdawnictwa, gdy w grę wchodzą ambicje i niepowtarzalne okazje; gdy podwładny spotyka przełożonego, uczeń nauczyciela, pracownik pracodawcę, asystent profesora, chory lekarza a wierny duszpasterza, wszędzie tam grozi konformizm mylony z lojalnością.
myśleć. Przestaje być twórczy. Jego kreatywność sprowadza się jedynie do obserwacji zachowań środowiska lub osoby dominującej oraz czystej kalkulacji, jak wykorzystując emocje, nastroje, oczekiwania i warunki, adekwatnie na nie reagować. Jak być fajnym i akuratnym! Konformizm zabija zdolność do kr ytycyzmu. Największe bzdur y i kłamstwa, najbardziej zuchwałe lub głupie decyzje, najbardziej szalone pomysły są chwalone i wcielane w życie. Ich autorzy zamieniają się w prawdziwych okrutników, którzy jak Neron palą miasto i grają na lutni. A ponieważ widzą, że zastraszanie działa na ludzi, uzyskują bez większego wysiłku przyzwolenie na wszystko. Konformizm prowadzi do karłowatości życiowych celów. Ich szczytem jest względna stabilizacja i mentalność tłustego kota, który najedzony zawsze chce chodzić swoimi drogami. rkw
http://barihus.hu
P
rzed laty zespół Kombi śpiewał piosenkę pt: Słodkiego miłego życia. Są w niej słowa mówiące pośrednio o konformizmie w przaśnym świecie lat 80. dwudziestego wieku: „Dobre stopnie za chamstwo masz, to jest to / W nowym zwarciu za faulem faul, nim gruchnie gong / Mówią: szmal określa byt, trzymaj tak / Twarde łokcie pomogą ci i giętki kark [...] / Kto przegrany, nie liczy się, odpada z gry /Całuj klamkę, pohamuj wstręt, pohamuj sny / A nagrodę dostaniesz za piękny kurs / Rada głuchych nagrodzi cię bez zbędnych słów”. Inny topowy zespół, Perfect, mniej więcej w tym samym czasie śpiewał o obrastaniu w tłuszcz: „Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nić / Telewizor meble mały fiat, oto marzeń szczyt / Hej prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz / Już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust”. Konformizm to postawa podporządkowania się normom (także tym, których nie uważa się za słuszne), obowiązującym w grupie społecznej, do której się należy. Czasem konformizm definiuje się jako zmianę zachowania na skutek rzeczywistego bądź wyobrażonego wpływu innych ludzi. Takie są najprostsze definicje tego zjawiska. Gdzie tkwią źródła konformizmu,
C
zym dla ciebie jest krzyż, najstarszy i najbardziej jednoznaczny znak naszej wiary? W czasach apostazji i chrystianofobii warto stawiać sobie takie pytanie. • niedbale, w pośpiechu wykonany w świątyni gest, jakby człowiek oganiał się przed owadem, • czasami kreślony ze wstydem, rumieńcem, ukradkiem na ulicy przed figurą lub księdzem niosącym Najświętszy Sakrament, • dyndający w uchu kolczyk idola muzyki pop, • przesadnie eksponowany na dekolcie silikonowej celebrytki, • wywieszony w niewidocznym miejscu mieszkania, by nie rzucał się w oczy, • produkowany w tysiącach udziwnionych form, przynoszący zyski rzemieślnikom i handlarzom dewocjonaliami, • niemy świadek niegodziwości tych, którzy niedawno zawieszali go na ścianach urzędów, szkół, szpitali i hal,
• spowszedniały, mijany obojętnie, wyświechtany, pusty symbol schodzącego do podziemia chrześcijaństwa, • wieszany w roli fetysza, wraz z różańcem na wstecznym lusterku samochodu, • palony nocą na spotkaniach Ku–Klux–Klanu i czarnych mszach satanistów, • złamany jako swastyka na mundurach nazistów, • znieważany przez świadków Jehowy, • patrzący na zgniliznę wlewającą się do naszych domów przez szyby telewizorów, • zmurszały w zapomnianej kapliczce przydrożnej, pomazanej przez graficiarzy, • kiczowaty na odpustowych straganach obok senników i horoskopów, • ozdobiony sztucznymi kwiatami na wiejskich rozstajach, • wieńczący wieże najstarszych bazylik i katedr, • całowany z wiarą i bez wiary,
fot. rkw
Krzyż – znak, symbol, rzeczywistość?
• kojarzony z największą ofiarą ale i poczuciem krzywdy, • nadawany jako najwyższe odznaczenie z możliwych • narzędzie niepoliczonych egzekucji, • głupstwo dla Żydów, szaleństwo dla pogan, mądrość i moc Boża dla chrześcijan. red.
https://static.deon.pl
Jak katolickiej matce opadają witki
W
życiu jeszcze nie krytykowałam KEP. Co jakiś szaraczek katolik, bez wykształcenia teologicznego, może mieć do decyzji biskupów? Dziś postanowiłam przełamać opór przed krytyką autorytetów, ponieważ, Przewielebni Biskupi, próbujemy z mężem budować cztery katedry na chwałę Bożą, czyli po katolicku wychować naszą czwórkę dzieci, a Wy nam to właśnie utrudniacie. Jest prawdą, że w szkole, do której uczęszcza nasza najstarsza córka, wszystkie huczne
imprezy odbywają się w piątek, jak to mówicie: „ze względów praktycznych”. Nasza taktyka do tej pory była prosta. Tłumaczyliśmy dzieciom: piątek jest dniem, w którym nasz największy Przyjaciel oddał za nas osobiście życie, by nas zbawić. Dlatego, że Go kochamy, z wdzięczności chcemy pamiętać o Nim przez post. Nie twierdzę, że było łatwo. Pokusa zabawy – wielka. A jednak córka sama któregoś dnia stwierdziła: „To jest przecież oczywiste. Gdyby zmarł ktoś mi bliski, nie poszłabym w tym dniu na zabawę!” Dziś wytrącacie nam z ręki jedno z ważnych narzędzi wychowawczych, gdyż nie puszczając córki na imprezy piątkowe, będziemy już tylko walniętymi fundamentalistami, faryzeuszami itp., próbującymi być bardziej papiescy od papieża. Oczywiście, nie narzekam. Poradzimy sobie, bo nie boimy się etykietki
walniętych katotalibów, zbyt ważne jest dla nas zbawienie naszych dzieci. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na inną rzecz. Ludzie uciekają z Kościoła do sekt, bo dają im wyraźniejsze poczucie tożsamości i odrębności, stawiają wymagania, pozwalają pełniej BYĆ, a Wy stopniowo likwidujecie wszystko, co nas różni od współczesnego, nastawionego na folgowanie zachciankom świata. Kiedy koniec postu od mięsa w piątek? A może zaakceptujmy konkubinaty? W końcu to też ze względów praktycznych coraz częściej wybierany przez nominalnych katolików styl życia? Wiem o tym, bo ankieta, którą przez szereg kursów małżeńskich puszczałam w obieg, wykazała, że 95% par biorących ślub kościelny to osoby legalizujące konkubinaty. Bogna Białecka http://www.fronda.pl/blogi
3
3.08.1901 r. W Zuzeli n. Bugiem przychodzi na świata Stefan – drugi syn Stanisława i Julianny z domu Karp. Ks. Antoni Lipowski chrzci Stefana w dniu jego urodzin. 1910 r. Rodzina Wyszyńskich przenosi się do Andrzejewa. Dnia 31 października przy porodzie dziecka, umiera matka Stefana w wieku 33 lat 1912–1914. Stefan uczęszcza do Gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie. W 1913 r. przyjmuje sakrament bierzmowania z rąk biskupa płockiego bł. Juliana Nowowiejskiego. 1915–1917. Nauka w męskim gimnazjum im. ks. Piotra Skargi w Łomży 1917–1920. Uczęszcza do Niższego Seminarium Duchownego we Włocławku 1920–1924. Studia w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku. Dnia 3.08.1924 otrzymuje święcenia kapłańskie a 5. 08 odprawia Mszę prymicyjną na Jasnej Górze. Obejmuje obowiązki wikariusza w katedrze włocławskiej i redaguje dziennik „Słowo Kujawskie”. 1925–1929. Studia doktoranckie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zapoznaje się z charyzmatycznym ks. Władysławem Korniłowiczem. Zdobywa doktorat na podstawie rozprawy „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. 1929–1930. Roczny pobyt naukowy w Austrii, Niemczech, Holandii, Belgii, Włoszech i Francji. Jego zainteresowania koncentruje się wokół nauki społecznej Kościoła. 1931–1932. W Lublinie ukazuje się praca ks. S. Wyszyńskiego pt: „Główne typy Akcji Katolickiej za granicą”. Jest dyrektorem Diecezjalnych Dzieł Misyjnych, prowadzi Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy oraz kierują Sodalicją Mariańską na Kujawach. 1932–1939. Jest sędzią Sądu Biskupiego i promotorem procesów beatyfikacyjnych. Jako redaktor naczelny „Ateneum Kapłańskiego” zajmuje się formacją księży. Zostaje członkiem Rady Społecznej przy prymasie Auguście Hlondzie. 1940–1941. Na prośbę ks. Władysława Korniłowicza udaje się do Kozłówki, by sprawować duchową
4
Archiwum Akt Nowych
Kalendarium życia Stefana Kardynała Wyszyńskiego
P
omyśl ojcze, że jesteś królem, który ma rządzić miastem – duszą dziecka. Dusza rzeczywiście jest miastem. W mieście mieszkają różni ludzie: złodzieje i uczciwi, pracowici i tacy, którzy czynią to, co im wpadnie do głowy. Podobnie w duszy są
Daj więc prawa twemu miastu i mieszkającym w nim obywatelom, prawdziwie surowe prawa. Zapewnij też bojaźń przed prawem, gdy je przekraczają. Nic bowiem nie znaczą prawa, jeśli je można bezkarnie przekraczać. Ustanów więc prawa! I bacz uważnie! Bo dla dobra całego świata ustanawiamy przepisy. Zakładamy dziś miasto; niech więc będą wały i bramy – cztery zmysły. Całe ciało niech będzie murem. Bramami miasta są oczy, język słuch, węch i jeśli chcesz, również dotyk. Przez te bramy wchodzą i wychodzą obywatele, to znaczy przez te bramy wchodzi zguba i błogosławieństwo w życie duszy. Przystąpmy do pierwszej bramy, która najbardziej na to zasługuje – do bramy mowy. Przede wszystkim sporządźmy tu drzwi i zamek. [...] Co chcę przez to powiedzieć? Nauczmy dzieci wypowiadać tylko przystojne i pobożne słowa. Dokonajmy surowego wyboru, aby się nie dostali źli i zepsuci ludzie do dobrych obywateli, tzn. ob-
O wychowaniu dzieci próżne myśli i uczucia. Jedne walczą z nieprawością – jak żołnierze w mieście; drugie roszczą się o wszystko, co dotyczy ciała i mieszkania – jak urzędnicy w mieście; jeszcze inne wydają zarządzenia – jak zarządcy miasta. Jedne prowadzą nieczyste mowy – jak rozpasani ludzie, inne mówią skromnie – jak czyści. Jedne lubią miękkie życie – jak dzisiejsze kobiety; inne paplają bzdury – jak dzieci. W mieście trzeba praw dla usunięcia złych, a zostawienia dobrych, by źli nie zdobyli przewagi nad dobrymi. Jeśli prawo nie trzyma złodziei w strachu, żadna własność nie jest bezpieczna; jeśli żołnierze obrócą swą wściekłość przeciw obywatelom, zginie wszystko; jeśli każdy przekracza granice i łamie prawo drugich, padnie porządek. Podobnie jest w życiu dziecka. Miastem jest dusza dziecka, miastem nowo założonym, nowo zbudowanym, miastem, które w swe mury przyjmuje za obywateli obcych osadników, z których jeszcze żaden nie przeżył wiele. Takimi ludźmi nie jest trudno rządzić [...].
raźliwe słowa, obelżywe mowy, nieodpowiednie żarty; wyrzućmy z miasta wstrętnych, światowych, rozpasanych osobników. Niech nikt nie przechodzi przez tę bramę jeno sam Król. Niech otwiera dziecko usta dla dziękczynienia i niech mówi zawsze o Bogu i o mądrości wzniosłego życia. Zwróć czasem uwagę dziecku, by nikomu nie sprawiało przykrości, nikogo nie obrażało, nigdy nie przysięgało i unikało kłótni. Gdy zobaczysz, że przekracza zakaz, ukarz je już to surowym spojrzeniem, już to energicznym upomnieniem, już to ostrą naganą działaj na jego ambicję, daj mu nadzieję nagrody. Nie karz często biciem i nie przyzwyczajaj się do tego sposobu wychowania. Dziecko powinno się bać, ale nie powinno być bite [...] Nie powinno jednak dziecko wiedzieć, że grozisz jedynie słowami, bo wtedy jest groźba zbawienna, gdy dziecko wie, że będzie spełniona. [...] Jeśli twoja surowość sprowadziła poprawę, zaprzestań jej nieco. Natura nasza potrzebuje też łagodności. św. Jan Chryzostom
mógłby bić nam, co człowiekowi, dla którego rzeczywiście bije. Dzwon bije temu, który sądzi, że bije on właśnie dla niego. A chociaż wieża kościelna szybko milknie, to przecież od chwili, w której zapadł nad nim zmierzch, człowiek jest zjednoczony z Bogiem. Któż nie podnosi oka ku słońcu, gdy ono wschodzi? Kto jednak oderwie oko od komety, gdy ta wystrzeli na nieboskłon? Któż nie nachyli ucha na dźwięk dzwonu, jakikolwiek to dzwon i cokolwiek ogłasza? Kto jednak oderwie ucho od dzwonu, wraz z którym jego cząstka ulatuje z tego świata? Nie ma człowieka, który byłby wyspą, z siebie samego ulepiony: każdy stanowi fragment kontynentu, cząstkę stałego lądu. Jeśli więc
Niespieszny dźwięk dzwonu
kaznodziei, lecz całe zgromadzenie. Dzwon, który właśnie bije, również zwołuje nas wszystkich, lecz o ileż bardziej mnie, którego obecna choroba przywiodła pod same wrota świątyni! Niedawno odbyła się dysputa i przewód sądowy (na którym za argumenty stawiano pobożność i stateczność, gorliwość i zasługi stron) mające ustalić, który z zakonów ma prawo jako pierwszy dzwonić na poranne modlitwy. Stwierdzono wówczas, że ten winien dzwonić jako pierwszy, kto najwcześniej wstanie. Jeśli właściwie pojmiemy doniosłość dzwonu, który ogłasza nam modlitwę wieczorną, z radością weźmiemy go za swój – wstając następnego ranka i czyniąc użytek z tego, że równie dobrze
morze zmyje bryłkę ziemi, o tyle samo mniejsza będzie Europa, jak gdyby fale uniosły przylądek lub dom przyjaciół Twoich lub Twój własny. Gdy jakiś człowiek umiera, i ja staję się mniejszy, gdyż jestem wpleciony w ludzkość: a przeto nigdy nie wypytuj, komu bije dzwon – bije on tobie”. Przypomniało mi się to, gdy znalazłem się na dzwonnicy naszego kościoła w związku z awarią zasilania dzwonu. Gdy jeden z naszych parafian lokalizował usterkę, zrobiłem kilka zdjęć. Myślę, że wszyscy parafinie słyszą bicie dzwonu, na Niwie, ale niewielu widziało go z bliska i zna widniejące na nim inskrypcje. Dlatego publikujemy ten materiał. proboszcz
Kalendarium życia Stefana Kardynała Wyszyńskiego opiekę nad siostrami zakonnymi i niewidomymi dziećmi przesiedlonymi z Lasek. Prowadzi rekolekcje dla ziemian i robotników. 1941–1942. Przebywa w Żułowie na Lubelszczyźnie, gdzie sprawuje duchową opiekę na siostrami zakonnymi i niewidomymi. Bierze udział w konspiracyjnym nauczaniu. 1942–1945. Pełni obowiązki kapelana Zakładu dla Niewidomych w Laskach. Prowadzi wykłady społeczne dla inteligencji w domu sióstr zmartwychwstanek oraz dni skupienia i rekolekcje dla s. urszulanek. W czasie powstania warszawskiego jest kapelanem oddziałów AK i szpitala powstańczego w Laskach. 1945 r. Zostaje rektorem Seminarium Duchownego we Włocławku. Jednocześnie pełni funkcję proboszcza w Kłobii i Zgłowiączce. Redaguje „Ład Boży”, „Kronikę Diecezji Włocławskiej” i „Ateneum Kapłańskie”. 1946 r. Wydaje książkę Duch pracy ludzkiej. Dnia 4 marca papież Pius XII mianuje go biskupem lubelskim. Sakrę biskupią otrzymuje 12 maja na Jasnej Górze z rąk prymasa Hlonda. Ingres do katedry lubelskiej odbywa się 26 maja. 1946–1948. Zajmuję się porządkowaniem zniszczonej wojną diecezji lubelskiej. Pasterską troską otacza KUL jako Wielki Kanclerz. W listopadzie zostaje biskupem gnieźnieńskim i warszawskim – prymasem Polski.
Fot. Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
P
owszechnie uważa się, że autorem słów „Komu bije dzwon” jest Ernest Hemingway (1899–1961). Prawda jest nieco inna. Hemingway zaczerpnął tę frazę z „Medytacji XVII” siedemnastowiecznego poety angielskiego Johna Donna. Dosłownie w całym kontekście brzmi ona w ten sposób: „Bóg zatrudnia wielu tłumaczy. Niektóre fragmenty przekłada wiek, inne choroba, jeszcze inne wojna lub wyrok sędziego. Ręka Boga jest jednak w każdym przekładzie i ona to na powrót zszyje nasze rozproszone karty i umieści nas w owej bibliotece, gdzie każda księga stać będzie otworem dla pozostałych. Dzwon, który ogłasza nabożeństwo, nie wzywa tylko
Biskup Stefan Wyszyński jako ordynariusz lubelski, lata 1946–1948
5
Kalendarium życia Stefana Kardynała Wyszyńskiego 1949 r. Ingres do bazyliki prymasowskiej w Gnieźnie odbywa się 2 lutego, a do katedry warszawskiej – 6 lutego. 1950 r. Dnia 14 kwietnia podpisuje porozumienie z rządem komunistycznym, określające sytuację Kościoła w Polsce. 1951 r. Dnia 2 kwietnia udaje się do Rzymu z wizytą ad limina apostolorum i wręcz papieżowi symboliczne dary: garść polskiej ziemi, różaniec z chleba zrobiony przez więźniów z Auschwitz i ryngraf z Matką Bożą. 1952 r. Zostaje kardynałem 1953–1956. Dnia 8 maja wypowiada w imieniu całego episkopatu słynne Non possumus (Nie możemy) a 25 września zostaje aresztowany przez komunistów. Przebywa kolejno w: Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku Śląskim. Dokonuje aktu osobistego oddania się Chrystusowi przez ręce Maryi. Potem zostaje przewieziony do Komańczy. W tym czasie pisze: List do moich kapłanów, „Jasnogórskie Śluby Narodu” i program Wielkiej Nowenny na Tysiąclecie Chrztu Polski. Dnia 28 października wraca do Warszawy. 1957 r. Dnia 3 maja inauguruje Wielką Nowennę – dziewięcioletni okres duszpasterskiej pracy przed wielkim jubileusze chrześcijaństwa w Ojczyźnie. Od 6 do 17 czerwca przebywa w Rzymie, gdzie odbiera insygnia kardynalskie. 1958 r. W dniu 11 stycznia odbywa jedenastogodzinne spotkanie z W. Gomułką i J. Cyrankiewiczem dotyczące relacji państwo – Kościół a 28 października uczestniczy w konklawe, które wybierze Jana XXIII. 1962–1964. Uczestniczy w przygotowaniu i obradach Soboru Watykańskiego II. Dnia 21 czerwca bierze udział w konklawe, które wybiera Pawła VI, zaś 21 listopada 1964 uczestniczy w uroczystości nadania Maryi tytułu Matki Kościoła. 1965 r. Inicjuje orędzie biskupów polskich do biskupów Niemiec, w którym padają słowa: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. 1966 r. Dnia 14 kwietnia – centralne uroczystości 1000 lecia Chrztu
6
H
istoria międzywojennych Puław nierozerwalnie związana jest z obecnością w mieście 2 Pułku Saperów Kaniowskich. Do Puław pułk przybył zaraz po odzyskaniu niepodległości, jednak nie pozostał tu długo, gdyż saperzy wyruszyli na front przeciwko oddziałom Armii Czerwonej. Na stałe pułk zainstalował się w Puławach w 1921 roku. Po przybyciu do miasta saperzy zajęli stare drewniane koszary rosyjskie, częściowo spalone, przejmując je po obozie jeńców rosyjskich. Wokół zabudowań koszarowych, w większości bez okien
katolicki, który stał się kościołem garnizonowym. W czasie wojny polsko-bolszewickiej kapelanem pułku był ks. Stanisław Szepietowski, późniejszy prefekt w Kazimierzu. Jego następcą został prefekt puławski ks. Zygmunt Adamczewski, który doprowadził do wykończenia świątyni. W dniu 11 maja 1921 roku, w trzecią rocznicę bitwy pod Kaniowem pułk wmurował w kościele tablicę zawierającą nazwiska poległych żołnierzy. Pięć lat później, w 1926 roku, w tymże kościele zostaje wmurowana tablica pamiątkowa ku czci zmarłego kaniowczyka por. Eugeniusza Morońskiego.
Krzyż pamiątkowy 2 Pułku i drzwi, sterczały olbrzymie zwały gruzów i śmieci, pozostałe po jeńcach rosyjskich. Dzięki intensywnej pracy żołnierzy, koszary zostały doprowadzone do używalności. Jedynym murowanym budynkiem jaki pozostał po spalonych koszarach rosyjskich było kasyno, które wewnątrz zostało mocno zdewastowane. Aby założyć instalację elektryczną i sprowadzić najpotrzebniejsze meble, oficerowie dobrowolnie opodatkowali się. Wkrótce kasyno stało się jednym z kilku ośrodków kultury w Puławach. Drugim budynkiem, który znajdował się w pobliżu koszar była cerkiew prawosławna. Została ona przebudowana przez saperów na kościół
N
iebawem (2.04) będziemy obchodzić 15 rocznicę śmierci św. Jana Pawła II. Wtedy przeżywaliśmy bardzo mocno długie odchodzenie, niemal na naszych oczach Biskupa Rzymu, Papieża-Polaka, ale przede
Życie pułku nie ograniczało się tylko do spraw związanych z garnizonem, ale mocno splatało się z życiem społeczno-kulturalnym Puław. Żołnierze pomagali przy budowie szkoły powszechnej na „Działkach” oraz stadionu sportowego. Wspierali mieszkańców miasta w czasie wielkiej powodzi Wisły w 1934 roku, a także w czasie szalejących pożarów. Orkiestra pułkowa uświetniała każdą ważniejszą uroczystość, a sala balowa kasyna była miejscem, gdzie mieszkańcy Puław gromadzili się na organizowanych odczytach lub oglądali występy amatorskiego wojskowego teatru, którym kierował zastępca dowódcy pułku mjr Eustachy Gorczyński.
wśród Polaków pokazuje oczywistą polaryzację postaw. Ważne, by każdy pomyślał, co z nim się stało i czy odejście świętego papieża spowodowało jakąś przemianę? Oto wyniki ankiety: 9% – postanowiło być bardziej religij-
Jak przeżyliśmy śmierć papieża? wszystkim – świętego; kogoś, kto najpierw i przede wszystkim był świadkiem, potem – nauczycielem. Wielu w chwili Jego odejścia coś postanowiło. Innym zabrakło odwagi, by podjąć się jakiegoś wyzwania. Badanie opinii publicznej przeprowadzone
nym, 15% – postanowiło być lepszym człowiekiem, 43% – zastanowiło się nad własnym życiem, 3% – trudno powiedzieć, 39% – niczego nie postanowiło. Ten ostatni wynik jest najbardziej niepokojący. red.
Pułk posiadał także dobrze prosperujące kino noszące nazwę „Kino Garnizonowe”, które czynne było przez cztery dni w tygodniu. Oprócz filmów wyświetlanych zarówno dla żołnierzy jak i ludności cywilnej, w kinie wyświetlano bezpłatne filmy naukowe dla uczniów puławskich szkół i sierocińców. Wszystkie te działania prowadzone przez wojsko spowodowały, ze garnizon stał się integralną częścią miasta. Chcąc upamiętnić swoją obecność w Puławach, żołnierze 2 Pułku Saperów Kaniowskich postanowili wznieść krzyż pamiątkowy na działkach wojskowych.
Prośbę Komitetu poparł Zarząd Miasta, który wystąpił z wnioskiem do Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu o zarezerwowanie omawianego terenu na cele użyteczności publicznej. Projekt krzyża opracował w maju 1937 roku kapral Michał Pędzik. Dębowy krzyż miał stanąć na betonowym podium z opadającymi schodami. Końce ramion krzyża zakończono drewnianymi kulami. U góry postanowiono umieścić „Mękę Chrystusa Pana”, niżej natomiast na wysokości metra od podium, odznakę pamiątkową pułku. Wokół krzyża zaprojek-
Saperów Kaniowskich W tym celu powołano w 1937 roku Komitet Budowy Krzyża, do którego weszli m.in.: podpułkownik w stanie spoczynku Stanisław Magnuszewski, chorąży Władysław Towalski, sierżant Jan Stafijowski, sierżant Antoni Dedera i inni. Ponieważ teren przy ulicy Kaniowczyków, na którym miał stanąć krzyż stanowił własność państwową administrowaną przez Dyrekcję Lasów Państwowych w Radomiu, Komitet zwrócił się do Nadleśnictwa Puławy z prośbą o wydzielenie odpowiedniego miejsca. Lokalizacja Krzyża nie była przypadkowa, gdyż w myśl założeń regulacyjnych miasta na tym terenie miał powstać ogród publiczny.
towano ogrodzenie z żelaznych rur wpuszczonych w betonowe słupki. Tak opracowany projekt przedstawiono do zatwierdzenia w Urzędzie Wojewódzkim. Po rozpatrzeniu projektu przez Radę Budowlaną, Urząd Wojewódzki 30 lipca 1937 roku udzielił zezwolenia na wykonanie robót pod warunkiem dokonania zmian naniesionych na planie. Chodziło przede wszystkim o likwidację drewnianych kul wieńczących ramiona krzyża. Po uwzględnieniu tych zaleceń krzyż stanął przy ulicy Kaniowczyków, gdzie mimo różnych zawieruch dziejowych stoi do dnia dzisiejszego. Robert Och
Nabożeństwa wielkopostne w naszej parafii Drogi Krzyżowe w piątki po Mszy Świętej g. 17.00 *** Gorzkie Żale w niedziele g. 17.30 *** Rekolekcje wielkopostne dla uczniów Szkoły Podstawowej nr 11 9–11.03.2020 r. (prowadzą Siostry Jezusa Miłosiernego z Gorzowa) *** Rekolekcje wielkopostne dla dorosłych 15–18.03.2020 r. g. 7.00, 9.00, 17.00, 18.30, 20.00 (prowadzi proboszcz) *** Nowenna do Świętego Józefa 9–18.03.2020 r.
Kalendarium życia Stefana Kardynała Wyszyńskiego Polski, 2 maja wypowiada w imieniu całego narodu Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę miłości. 1968 r. Wspiera duchowo strajkujących studentów 1970 r. Prymas solidaryzuje się z ofiarami grudnia i ich rodzinami. 1971 r. W październiku bierze udział w synodzie biskupów i beatyfikacji Maksymiliana Kolbe. 1972 r. Dnia 28 czerwca ogłasza decyzję papieża Pawła VI o utworzeniu stałej administracji kościelnej na tzw. ziemiach odzyskanych. 1974 r. Wygłasza w Warszawie cykl kazań świętokrzyskich poświęconych kwestii społecznej. Bierze udział w synodzie biskupów. 1975 r. Przewodniczy pielgrzymce Polaków do Rzymu z okazji Roku Świętego. 1976 r. Prymas interweniuje w sprawie internowanych i uwięzionych ludzi. 1977 r. Przechodzi skomplikowane operacje chirurgiczne. 1978 r. Dnia 26 sierpnia uczestniczy w wyborze Jana Pawła I. Od 20 do 25 września bierze udział w podróży polskiego episkopatu do Niemiec. W dniu 16 października uczestniczy w konklawe, które wybierze Jana Pawła II. 1979 r. Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. 1981 r. Umiera we wniebowstąpienie Pańskie, 28 maj, w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczy osobisty wysłannik Jana Pawła II – kard. Agostino Casaroli. Papież po zamachu(13.05) był w szpitalu. 1989 r. Początek procesu beatyfikacyjnego 1994 r. Prymas zostaje pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego. 2016 r. Rzymska komisja teologów jednomyślnie uznaje heroiczność cnót Sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego. 2017 r. Dnia 18 grudnia papież Franciszek podpisuje dekret o heroiczności cnót Prymasa Tysiąclecia. 2020 r. Dnia 7 czerwca papieski legat, prefekt Kongregacji ds. Kanonizacyjnych, kar. Giovanni Angelo Becciu dokona beatyfikacji prymas w Warszawie na Placu Piłsudskiego. opr. ks. dr Mirosław Skałban
7
Z kart kroniki parafialnej
Pierwszy krzyż na Niwie – 24.06.1990 r.
U
posażony w pasterskie błogosławieństwo Ordynariusza biskupa Bolesława Pylaka i wspierany życzliwym, wręcz ojcowskim, sercem księdza dziekana Ryszarda Gołdy, ja ksiądz Tadeusz Siwkiewicz, piszący te słowa podjąłem się zadania tworzenia nowej parafii. Jak się później miało okazać, Pan Jezus dał zdrowie nadzwyczajne, w porównaniu z tym, które było „na górce”. Jednym z pierwszych zadań było znalezienie placu. Wybraliśmy się z ks. dziekanem Ryszardem Gołdą na wizję lokalną. Były trzy propozycje umiejscowienia kościoła na osiedlu. Pierwsza – „w sadzie instytutu”. Obaliłem ja argumentem, że naturalny ciąg ludzi jest do centrum miasta a nie na obrzeża i parafian będzie „ciągnęło” do kościoła garnizonowego. Druga lokalizacja – „przy szkole”. Tę „obaliłem” argumentem ciasnoty między blokami a szkołą. Trzecia – aktualna – zwyciężyła. Jest w miarę centralnie położony a jednocześnie na uboczu i kościół będzie miał ciszę. Aczkolwiek teren miał wygląd kosmiczny i z budowlanego punktu widzenia jest najtrudniejszy, to jednak najładniejszy, zwłaszcza ze względu na sąsiadującą ścianę lasu i brak, nawet w perspektywie, „uciążliwego” sąsiedztwa.
8
Istotną sprawą był tytuł kościoła i parafii. Kiedy jeszcze, na wikariacie, chodziłem po kolędzie po tym osiedlu (wtedy jedna parafia obejmowała całe miasto), widziałem i przeżywałem w wielu domach ból rozbitych, albo rozpadających się rodzin, rozdartych wyjazdami zarobkowymi, brakiem więzi rodzinno-małżeńskich, utratą ducha rodzinnego, a później dosyć często perypetiami wynikającymi z szybkiego i dużego bogacenia się. Już wtedy myślałem jak pomóc, jak zaradzić temu bólowi, jak posklejać obolałe, pokiereszowane domy? Trzeba dać wzór i mocnego Orędownika. Święta Rodzina z Nazaretu wydała
mi się najlepszym „lekarstwem”. Takie myślenie przedstawiłem biskupowi, który bez słowa sprzeciwu czy jakichkolwiek sugestii zaakceptował mój wybór. „Narodziny” parafii zostały ogłoszone w niedzielę 24 czerwca 1990 r. Po Mszy św. o g. 16.00 Ksiądz dziekan poświęcił wykonany przez p. Mieczysława Józefczyka krzyż dębowy, uprzednio udekorowany przez parafian z Niwy. Następnie wyruszyła procesja z kościoła Miłosierdzia Bożego na Niwę, na miejsce postawienia krzyża i odprawienia pierwszej Mszy Świętej. Tak też się stało. Uczestniczyły w niej rzesze wiernych.
fragment z Ołtarz Siedmiu Sakramentów Rogiera van der Weyden
W
iatyk, czyli ostatnia Komunia Święta udzielana umierającej osobie wywodzi się od łacińskiego słowa via – droga, gr. efodion. W mowie potocznej zarówno viaticum, jak i efodion oznaczały pieniądze na podróż na koszt państwa.
Eucharystia jest istotą wiatyku. Śmierć z Eucharystią na ustach należała do najpiękniejszych i była pragnieniem, zwłaszcza w dobie prześladowań. Dlatego, jeśli śmierć nie nastąpiła, podawano ją wielokrotnie. Św. Grzegorz z Nazjanzu udzielił wiatyku swojemu ojcu kilkakrotnie. Ale wobec nadużyć Synody w Kartaginie (393, 397 r.) stanowczo zakazały takich praktyk. Powszechny był również wtedy zwyczaj przechowywania Eucharystii w domach, na wypadek możliwych prześladowań, gdy udział w Eucharystii będzie niemożliwy lub gdy zabraknie celebransa. W Historii kościelnej Euzebiusza znajduje się wzruszający epizod. Gdy starzec imieniem Serapion pozbawiony był Eucharystii, a czuł, że zbliża się jego ostatnia godzina, wysłał swego wnuka do kapłana. Ten jednak z powodu choroby nie mógł przybyć, więc przekazał
jako niezgodny z należnym szacunkiem i prawem („contra reverentiam et contra canonem”). Kongregacja Doktryny Wiary (dawniej: Święte Oficjum) postanowiła, że nikt nie może zabierać Eucharystii w podróż i przechowywać jej u siebie i takie jest obowiązujące prawo w tym względzie. Od VII wieku obserwuje się uroczystsze procesje z wiatykiem do domu chorego. Szafarza poprzedza krzyż, światło, kadzidło i dzwonek wdzięcznie nazywany tintinnabulum. Ale powoli upowszechnia się zwyczaj przynoszenia chorych do świątyni lub oratorium, zwłaszcza kapłanów i osoby zakonne. Od VIII wieku zwykłym szafarzem wiatyku staje się ksiądz. W X–XI wieku przyjmuje się zwyczaj odwiedzania chorego z Komunią św. przez kolejne siedem dni. Modlitwy wspominają zbliżającą się śmierć, której nikt nie ukrywa. Z czasem zaczęto rozbudowywać formy udzielania
Wiatyk – uposażenie na drogę Przed wyruszeniem odbywała się też uczta pożegnalna (łac. coena viatica). Efodion oznaczał też codzienny żołd lub codzienne utrzymanie. Pierwsi chrześcijanie, a zwłaszcza ich pasterze, jak np. św. Ignacy Antiocheński, św. Cyprian z Kartaginy, rozumieli śmierć jako migratio ad Dominum – podróż do Pana. W świadomości to paschalne przejście było pełne trudów i aktywności demonów, dlatego umierający potrzebował przewodnika i obrońcy, który życzliwie i mężnie towarzyszy odchodzącemu. Tradycja judaistyczna wprowadziła naukę o towarzyszących zmarłym aniołach, zwłaszcza archaniołach Michale i Gabrielu. Gdyby jednak nikt nie towarzyszył odchodzącemu, powinien on okazać coś w rodzaju paszportu tzw. stigmata lub sfragidzes (pieczęci). To dlatego zmarłym, jeszcze w późnym średniowieczu, nakładano na powieki monety tzw. obole. Efodion rozumiano także znacznie szerzej. Św. Klemens Aleksandryjski uważał, że jest nim przebaczenie, chrzest, Boże słowo prawdy, uczynki miłosierdzia i zaufanie Bogu. Podobnie nauczał św. Hieronim i św. Hilary z Poitiers.
Eucharystię chłopcu, by zaniósł ją dziadkowi. Kiedy wierni podawali Komunię św. innym wiernym, czynili to jednak ze świadomością, że wykonują kapłaństwo, a nie że zastępują kapłana. Niektórzy też zabierali Eucharystię w podróż, zwłaszcza jeśli wyprawa była długa, daleka i w nieznane. Eucharystię zawieszano wtedy w specjalnym naczyniu zwanym chrismale, na szyi lub w specjalnej kustodii w kufrze. Św. Ambroży, biskup Mediolanu, pozostawił opis zdarzenia, dotyczącego jego brata Satyra. Jako katechumen (kandydat do chrztu) znalazł się w niebezpieczeństwie śmierci, w czasie rozbicia okrętu na pełnym morzu. Prosił on współpasażerów, którzy mieli ze sobą Eucharystię, o niewielką jej cząstkę, a nie mogąc jej spożyć, jako nieochrzczony, ukrył ją w płótnie i zawiesił na szyi. Tak poczuł się „zabezpieczony” obecnością Chrystusa. Św. Ambroży tego jednak nie pochwalił. Od XIV do XVIII wieku zabieranie Komunii św. w podróż stało się przywilejem papieży. Chodziło o nadanie uroczystego charakteru podróży i orszakowi Biskupa Rzymu. Może stąd zachował się zwyczaj klękania przed papieżem. Papież Aleksander VIII zniósł ten zwyczaj w 1690 roku
Komunii, ale bez akcentowania, że jest to wiatyk. Ponieważ wiatyk to sakrament umierających, udzielany jest po sakramencie pokuty i namaszczeniu chorego. Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 921) mówi: „Wierni umierający powinni być umocnieni Komunią Świętą na sposób wiatyku”. Powinni, to znaczy nie muszą, ale mogą i zważywszy na zbliżający się koniec ziemskiej wędrówki – takie pragnienie powinni wyrazić możliwie wcześnie, z pełną świadomością, tak, by wiedzieli o tym również najbliżsi. Wiatyk może zanieść umierającemu nie tylko kapłan, ale także diakon, akolita, inny nadzwyczajny szafarz Eucharystii, a nawet, z braku któregokolwiek z tych szafarzy, każdy wierny jest upoważniony moralnie do takiego działania. Powyższe stanowisko zawarte jest w Dekrecie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 12 IX 1983 r. Praktyka wiatyku współcześnie bywa trudna do zrealizowania, gdyż wielu ludzi umiera w zaskoczeniu, że następuje to wcześniej, niż myśleli, często oszukani przez najbliższych. opr. rkw na podstawie Leksykonu liturgii, Poznań 2006
9
https://weekend.gazeta.pl
Zazdrość – pretensje do wszystkiego
K
sięga Przysłów definiuje zazdrość jako „próchnicę kości” a pewne przysłowie hiszpańskie powiada: „Niestrawność zawistnego nie zależy od tego, co sam je, ale od tego, co jedzą inni”. Spróbujmy przyjrzeć się zazdrości z bliska, ponieważ ten grzech jest dość częsty i chyba nie ma nikogo, kto by choć raz nie poległ z nim w walce. Najpierw trzeba stwierdzić, że jest kilka rzeczy, które nigdy nie staną się obiektem zazdrości. Są to klęski, problemy, cierpienie i śmierć. Wszystko inne może być obiektem naszego pożądania lub chciwości. Wszystkie grzechy powiązane są ze sobą tak jak przestępcy w mafii czy agenci w siatce szpiegowskiej. Jeden grzech pracuje na rzecz drugiego tylko po to, by doprowadzić człowieka do upadku czyli duchowego bankructwa. Zazdrość nie zna pogodnych przebudzeń, bo najpierw i przede wszystkim jest pretensją. Niektórzy powiadają, że zazdrość jest zbudowana z cienia tego, w co obfitują inni. Św. Jakub Apostoł nie zostawia żadnych niedomówień. Mówi wprost: „Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle
10
modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz. Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga” (Jk 4, 1–4). Czy ktokolwiek z nas definiuje zazdrość jako cudzołóstwo? Czy nie sądzimy, że posiadanie i chęć posiadania coraz więcej, jest czymś normalnym, wręcz naturalnym? Czy to grzech być bogatym? Czy naprawdę nie da się pogodzić zamiłowania do dobrobytu z miłością do Boga? Niewielu bogatych zachowuje wolność do tego czym z łaski Bożej mogą zarządzać, ale zniewolenie pragnieniem posiadania dotyczy także najuboższych, których może pochłonąć prawdziwa lawina oczekiwań, żądań, poczucia krzywdy i spopielać ogień sądu nad wszystkimi bogatszymi od siebie. Zanim ktokolwiek z ludzi zostanie postawiony w stan oskarżenia o niesprawiedliwy podział dóbr, choćby najdrobniejszy przejaw krzywdy zaznanej i zadanej, to najpierw Bóg podpada pod ludzki osąd. Bóg na ławie oskarżonych musi wysłuchiwać naszych żalów, pretensji, skarg, narzekań, szemrania i wszelkich, choćby najdrobniejszych, oznak niezadowolenia i frustracji. Pismo Święte pokazuje jakie problemy i emocje wyzwolił podział Ziemi
Obiecanej pomiędzy dwanaście pokoleń Izraela. Ci, którzy wyrośli z tego samego pnia, gdy przyszło dzielić dziedzictwo podarowane im przez Boga, zaczęli zbiorowy spór. Dostęp do szlaków handlowych to nie to samo, co porty nad Morzem Śródziemnym. Jezioro Galilejskie to coś innego, niż Morze Martwe. Dolina Jordanu to całkiem inny świat niż pustynne pagórki Negebu. Pojedynczych oaz na Pustyni Judzkiej nie da się porównać do kwitnących ogrodów Galilei. Także sąsiedztwo sąsiedztwu nierówne a nawet Jordan na każdym odcinku jest inny. Itd., itp. Powstał problem: jak podzielić dobra sprawiedliwie, skoro nie można po równo? Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydało się rzucanie losów. W ten sposób Izraelici chcieli powiedzieć samym sobie, że ziemia jest własnością Boga, więc nikomu nie wolno jej zawłaszczać. Zazdrość w każdym wypadku dotyczy własności Boga. Wystarczy przeczytać, że 2153 najbogatszych ludzi posiada majątek, którym dysponuje 4,6 miliarda ludzi. O ile miliarderzy się bogacą (w tempie 12% rocznie), to majątek najbiedniejszej części świata – spada (w tempie 11% rocznie). Kobiety na całym świecie pracują łącznie przez 12,5 miliarda godzin dziennie bez wynagrodzenia. Każdego roku daje to 10,8 bilionów dolarów dochodu do światowej gospodarki. To z kolei trzy razy więcej niż daje sektor technologiczny. Jeden z powodów? Konstrukcja systemów podatkowych na świecie. Oxfam – międzynarodowa organizacja humanitarna, powstała w 1942 r. w Londynie, zajmującą się walką z głodem na świecie i pomocą w krajach rozwijających się, wylicza, że podatki od majątku to zaledwie 4 centy od dolara. Podatki od korporacji – 11 centów. Tymczasem podatek PIT (podatek dochodowy od osób fizycznych) to 21 centów, pozostałe narzuty na pensję – 22 centy i wreszcie VAT (podatek pośredni, pobierany na każdym kolejnym etapie obrotu towarami lub usługami) oraz inne podatki od sprzedaży to 39 centów. Słowem: najwyżej opodatkowana jest
https://deon.pl
ks. Ryszard Winiarski
C
elebryci chcą uchodzić za zbawców ludzkości. Stawiają proste diagnozy i szukają równie prostych rozwiązań. Ostatnio, modnym stało się w ich świecie ratowanie planety i walka z globalnym ociepleniem. Niestety, bardzo często popadają w konflikt z głoszonymi przez siebie hasłami. Przykładów jest wiele. Najbogatszy człowiek na ziemi, twórca Microsoftu, Bill Gates, mówi bardzo często o systemowych rozwiązaniach ale dla siebie wybiera strategię uników. Naukowcy z uniwersytetu w szwedzkim Lund wyliczyli, że w 2017 roku Bill Gates „wyprodukował” aż 1,6 tys. ton dwutlenku węgla. Jego loty prywatnymi samolotami sprawiły, że zostawił największy ślad węglowy spośród wszystkich celebrytów na świecie.
– pokonując w przestworzach średnio 275,7 tys. km rocznie. Jak na ironię, na Twitterze umieściła wpis: „To Ziemia. Jest gorąco. Nie zanieczyszczaj jej”. Trzecie miejsce na niechlubnym podium trucicieli zajmuje amerykańska aktorka i piosenkarka Jennifer Lopez z 1050 ton dwutlenku węgla rocznie, odbywając swe lotnicze podróże o łącznej długości 224,5 tys. km. Ta z kolei posłużyła się Instagramem: „Płuca Ziemi są w płomieniach”. Innymi sławnymi trucicielami są: gwiazda mediów amerykańskich, Oprah Winfrey (615,6 ton CO2), twórca Facebooka, Mark Zuckerberg (485,1 tony CO2). Piątkę trucicieli zamyka Karl Lagerfeld z 105 tonami CO2 rocznie. Na ironię zakrawa fakt, że do Davos, gdzie odbywało się Światowe Fo-
Ślad węglowy celebryty
www.green-panel.eu
praca i konsumpcja, która u najbiedniejszych stanowi największą pozycję w strukturze wydatków. Jak w takiej sytuacji nie oskarżać i nie szukać winnych. Jak w tej nienormalnej i nieludzkiej sytuacji nie zazdrościć i nie popaść w gniew? Jak się nie buntować i nie złorzeczyć? Jak nie pozwolić na erozję sumień zarówno bogatych jak i biednych? To, co się dzieje bez udziału zazdrosnego jest jakby nieważne albo absolutnie ważne. Stąd żal zazdrośnika, że ciągle coś go omija, że ciągle w czymś nie uczestniczy. Stąd trudny do opanowania potencja nienawiści. Gniew narasta i pęcznieje, zbiera się niczym wulkaniczna magma na dnie krateru i tylko kwestia czasu, kiedy wybuchnie dokonując trudnych do przewidzenia zniszczeń. Św. Grzegorz Wielki z Nyssy mówi, że zazdrość ma pięć córek: niechęć opartą na nienawiści, obmowę, zniesławienie, radość z czyjegoś nieszczęścia oraz cierpienie z powodu czyjejś pomyślności. Oczywiście, błędem byłoby sądzić, że zazdrość dotyczy rzeczy materialnych. Prawdziwą i największą torturą są niemożliwe do osiągnięcia horyzonty i wielkość duchowa. Saul zazdrościł chwały jaką przyniosły Dawidowi jego zwycięstwa na polach bitew: „Dawidowi przyznały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące” (1Sm 18,8). Urażona ambicja ludzka, która nie znosi wywyższenia innych. Nie umie żyć ani w blasku ani w cieniu innych. Zawistni ludzie gotowi są niszczyć każdy talent, każdą indywidualność, każdą osobowość i każdy autorytet. To atak bezsilności i prawdziwej niemocy, który wpędza w kompleksy i każe innym psuć ich szczęścia. Jednym z lekarstw na zazdrość jest wytrwała, codzienna modlitwa w której denuncjujemy tę naszą skłonność i słabość jak każdą inną, prosząc Boga, żeby nas z niej wydobył.
Ślad węglowy to całkowita suma emisji gazów cieplarnianych wywołanych bezpośrednio lub pośrednio przez daną osobę, organizację, wydarzenie lub produkt. Obejmuje on emisje dwutlenku węgla, metanu, podtlenku azotu i innych gazów szklarniowych wyrażone w ekwiwalencie CO2. Z wyliczeń naukowców wynika, że w 2017 r., Gates odbył co najmniej 59 lotów, pokonując prawie 350 tysięcy kilometrów. Przyczynił się do wyemitowania nie mniej niż 1600 ton dwutlenku węgla. W ciągu trzydziestu lat swojej aktywności „proekologicznej” wytworzył astronomiczną wielkość – 48 000 ton CO2. Dla porównania statyczny Polak zostawia ślad węglowy o wielkości 8 ton CO2 rocznie. Niewiele mniej trucicielska okazuje się ekscentryczna Paris Hilton. Rocznie generowała 1260 ton dwutlenku węgla
rum Ekonomiczne poświęcone m.in. sprawom klimatu, wielu miliarderów przyleciało właśnie „podniebnymi taksówkami”. Prywatne odrzutowce wytwarzają dziesięciokrotnie więcej dwutlenku węgla w przeliczeniu na jednego pasażera niż komercyjny ruch lotniczy. Lot prywatnym odrzutowcem jest ponad ośmiokrotnie mniej wydajny niż lot rejsowy. Warto wiedzieć, że reforma podatkowa prezydenta Trumpa zakłada, iż osoby fizyczne i firmy mogą odpisać 100% kosztów – nowego lub używanego – prywatnego odrzutowca od swoich podatków federalnych. Stany Zjednoczone należą do największych trucicieli, ale to podobno nasz przyjaciel, którego nie wolno krytykować. A nam każe się rezygnować ze słomek i torebek foliowych. Czy to nie żart? rkw
11
Jeźdźcy Apokalipsy u bram tajemniczą chorobę, której pochodzenia nie byli w stanie rozpoznać. Gdy stanęli u bram Caff y wydawało się, że oblężenie potrwa krótko i miasto będzie zmuszone się poddać. Jednak obrońcy portu okazali się dzielnymi wojownikami. Mongołowie widząc jakie żniwo zbiera nieznana choroba w swoich szeregach, postanowili użyć podstępu. Historycy mówią, że był to pierwszy odnotowany przypadek użycia broni biologicznej w dziejach świata. Wiele ciał katapultowali do wewnątrz miasta, by stały się źródłem infekcji, oczywiście niczego nie wiedząc o mechanizmie zakażenia. Dzisiaj wiemy, że na ubraniach ofiar były miliony pcheł w których żołądkach pasożytują bakterie. Pchły po ukłuciu żywiciela usiłują ssać jego krew, ale zablokowane przez masę namnażających się bakterii, wymiotują i w ten sposób przy jednym ukąszeniu potrafią wstrzyknąć do 25 tysięcy chorobotwórczych bakterii Yersinia pestis. Trzeba było grzebać konających narażając się na kontakt z podstępnym mikroskopijnych zabójcą. Pokusa, żeby szabrować opustoszałe domy zmarłych stanowiła prawdziwą pułapkę. To tylko przyspieszyło rozwój epidemii. Z Sycylii choroba błyskawicznie przeniosła się na półwysep a potem w trzewia Europy. Pustoszały
fot. rkw
fot. rkw
S
zalejący koronawirus, który pierwotnie pojawił się w chińskim Wuhan przypomina jednego z jeźdźców Apokalipsy, który zamierza zdziesiątkować ludzkość. Warto zapytać, czy istnieją w historii jakieś analogiczne wydarzenia? Czy sytuacja w której znaleźliśmy się jest wyjątkowa czy typowa dla wielkich klęsk, które co jakiś czas pojawiają się na świecie? Póki co koronawirus zabił kilkaset osób a kilkanaście tysięcy uległo zarażeniu. Jest faktem, że wirus jest już na czterech kontynentach. Inwazja może przyjąć niespotykane w historii rozmiary. Autorytety medyczne mówią, że jako cywilizacja nie jesteśmy przygotowani na odparcie tak podstępnego i zmasowanego ataku wirusów czy bakterii. Szukając analogii i zrozumienia warto prześledzić dzieje jednej z największych epidemii zwanej „czarną śmiercią”, która przetoczyła się przez Europę w XIV wieku, zabijając 40% populacji. Dzisiaj oznaczałoby to śmierć ponad 200 mln Europejczyków! Coś niewyobrażalnego! Ciekawe, że „czarna śmierć” podobnie jak koronawirus pojawiła się w Azji, na stepach imperium Mongołów, którzy w XIV wieku wyruszyli na Zachód by dotrzeć do portów Morza Czarnego. Co prawda, byli prekursorami globalizacji i handlu na wielką skalę, ale zaczęli umierać na
12
kolejne miasta, które jeszcze kilka lat wcześniej kwitły przeżywając swoją świetność. Śmiertelne żniwo zaczęło przekraczać ludzkie wyobrażenia. Codziennie umierało 600 Wenecjan, tak że poszczególne księstwa Italii rezygnowały z tradycyjnego pochówku. Barcelona straciła 66% mieszkańców, Avinion, Paryż i Londyn prawie połowę. Tam w ciągu 6 tygodni w jednym grobie pochowano 11 tysięcy ciał, układając jak warstwy lazanii na przemian z ziemią i wapnem. W Sienie przerwano budowę monumentalnej katedry. W klasztorze w Montpelier ze stu mnichów zostało tylko siedmiu. Anglia straciła połowę populacji. Na nagrobku jednej z ofiar dżumy do dzisiaj widnieje napis: „Zmarł w roku w którym przy życiu została 1/4 żyjących”. O tym apokaliptycznych czasach Petrarka pisał: „Było nas tak wielu, teraz jesteśmy przeraźliwie sami”. Tyle historii. Warto pamiętać, że niesławna bakteria ciągle jest na wolności i nigdzie nie jest powiedziane, że nagle o niej nie będzie głośno. Koronawirusy od początku XXI wieku wykonały trzy mutacyjne skoki – powstał wirus SARS, MERS i obecnie szalejący – 2019-nCoV, zwany wirusem z Wuhan. Naukowcy ostrzegają, że podobnych epidemii będzie coraz więcej choćby dlatego, że rocznie samolotami podróżuje pond 500 milionów ludzi. Łatwość podróży i ich częstotliwość sprzyjać będą przenoszeniu drobnoustrojów i kolejnym epidemiom. Kiedyś czarną
https://pl.wikipedia.org
w Chinach zmarło już ponad 50 tysięcy osób, a nie jak podaje się oficjalnie, kilkaset. Przez ostatnie dwa tygodnie, codziennie, do krematorium miało trafiać 1200 ciał! To dlatego piece nie nadążały spopielać ludzkich zwłok. Być może Chiny stosują starą metodę swoich dawnych cesarzy: „Kiedy jesteś silny udawaj słabego, kiedy jest słaby udawaj silnego. Niech nikt nigdy nie wie, jaki jesteś naprawdę!” Zapewne wiedza o rzeczywistych rozmiarach zagrożenia uchroniłaby wiele istnień ale wiedza jest potężną bronią, której każdy zazdrośnie strzeże. Podzielenie się wiedzą oznacza podzielnie się władzą, choć także odpowiedzialnością! Papież Franciszek zrobił tyle, ile mógł zrobić w takiej sytuacji – wysłał kilkaset tysięcy masek. Nawet roczny budżet Watykanu nie wystarczy, by kupić maski dla wszystkich potencjalnych ofiar. Inni raczej przyglądają się i zastanawiają czy mocarstwo da sobie radę z małym wirusem czy polegnie. Wszyscy chcą jedynie, żeby epidemia została tam, gdzie przyszła na świat czyli za Chińskim Murem. Czy ludzie z odległych zakątków globu chcą ocalać Chińczyków? Czy my chcemy ich ocalać? Wypowiedzi przewodniczącego Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) brzmią jak mantra i zaklinanie rzeczywistości: „Najważniejsza jest solidarność, solidarność i jeszcze raz solidarność. Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do dzielenia się próbkami i informacjami o sekwencjach zakażeń” – zaznaczył Tedros. [...] „potrzebne jest otwarte i sprawiedliwe dzielenie się (danymi), zgodnie z zasadami uczciwości i sprawiedliwości”. Pobożne życzenia urzędnika! Który z globalnych koncertów farmaceutycznych zechce zrezygnować z palmy pierwszeństwa, podzieli się patentem, nie oczekując krociowych zysków, zechce ratować świat? Czy i tym razem, podobnie jak w czasie XIV –wiecznej „czarnej śmierci” chciwość nie pokaże swojego bezdusznego oblicza? To prawda, strach jest zaraźliwy i bywa bardziej niebezpieczny niż samo niebezpieczeństwo, ale nikt nie może czuć się pewny w świecie rosnącej niepewności. To jeszcze jeden dowód, tym razem naukowy, że zawsze mamy być gotowi! Jeźdźcy Apokalipsy stoją u bram! ks. Ryszard Winiarski
fot. rkw
śmierć niosły obce wojska i chciwi zysku kupcy, dzisiaj choroby mogą przenosić turyści, pielgrzymi, sportowcy, biznesmeni, uchodźcy, którzy migrują we wszystkich możliwych kierunkach. Jakąś metaforą współczesnego świata zamkniętego lękiem są turyści odbywający wakacyjny rejs statkiem nazwanym Costa Smeralda dla uczczenia Wybrzeża Szmaragdowego Sardynii. Sześć tysięcy gości i 1678 członków załogi, uwięzionych w luksusie z powodu dwojga podejrzanych Chińczyków nie może zejść na ląd. Przeżywa swoją kwarantannę, co prawda w luksusie, ale jednak kwarantannę pełną ograniczeń napięć. Statek, napędzany ekologicznym paliwem, posiada 11 restauracji zdolnych zadowolić najbardziej wybrednych smakoszy; 19 różnorodnych barów, 4 baseny, aquapark, kasyno, wielofunkcyjne boisko, saunę, SPA, 2 teatry, ekskluzywne butiki, dyskotekę, muzeum designu, klub jazzowy, kabiny z ogrodem zimowym, ścieżkę spacerową, specjalną strefę dla dzieci z możliwością powierzenia ich opiece wykwalifikowanych opiekunów, radio pokładowe i telewizje satelitarną. Wszystkie znamiona luksusu. I nagle wszystko to zostaje unieruchomione z powodu małego wirusa. Jakby zamiera. Wszyscy chcą opuścić tę oazę luksusu i wrócić do swoich normalnych domów, żyć skromniej ale bezpieczniej. Wszyscy chcemy, żeby był już po epidemii zanim ona przyjmie apokaliptyczne rozmiary. Tymczasem jeden z najbogatszych ludzi w Chinach miliarder Guo Wengui oskarża władze o świadomą dezinformację i kłamstwo: „Chiny nie mówią wam, jak jest naprawdę”. Wengui twierdzi, że
Idź Jeszcze z tego nie zdajesz sobie sprawy że cię czeka droga daleka jeszcze nie wiesz czy los będzie łaskawy jak ją przejdziesz i kto będzie czekał A więc idź, więc idź w głuchej ciszy bo ta droga jest tobie pisana nikt prócz ciebie głosu nie słyszy i nikt za ciebie nie wypełni zadania Teraz jesteś na szlaku, wędrujesz znasz słabości, masz marzenia, zamiary w tej wędrówce życie smakujesz lecz czy starczy nadziei i wiary A więc idź, więc idź w błogiej ciszy bo ta droga jest tobie pisana nikt prócz ciebie głosu nie słyszy i nikt za ciebie nie wypełni zadania By tę drogę przebyć bezpiecznie z Dekalogiem wędruj przez życie i nie zwalniaj, lecz idź koniecznie a z pewnością Będzieszyna szczycie A więc idź, więc idź...
Tadek Woźniak
13
14
szych badań przyrodniczych wypływają myśli i wiadomości, które zwracają nas w zupełnie innym kierunku, niż to czyniło badanie przyrody w czasach Lametriego i Haeckla. […] Dawne, wojownicze, antyreligijne nastawienie wiedzy nie jest już więcej możliwe”. Parrin Rene (1893–1966), Członek Francuskiej Akademii Nauk: „Kościół nie powinien się obawiać cywilizacji technicznej, ale powinien ją przeniknąć duchem Bożym. Myśl chrześcijańska jest potrzebniejsza tej cywilizacji bardziej niż kiedykolwiek dotąd”.
https://upload.wikimedia.org
A
lbert Einstein (1879–1953), twórca teorii względności: „Wierzę w Boga i mogę z całą sumiennością stwierdzić, iż w całym moim życiu nigdy nie uznawałem filozofii ateistycznej. […] Moja religia jest pokornym uwielbieniem nieskończonej duchowej istoty wyższej natury, która przejawia się nawet w drobnych szczegółach, które możemy dostrzec naszymi słabymi i ograniczonymi zmysłami”. Mikołaj Kopernik (1473–1543), astronom, twórca heliocentrycznej teorii świata: „Jak można podziwiać cudny porządek, jakim Bóg nasz kieruje wszechświatem, nie poczuwając się do uporządkowania życia, do zdobycia cnót, do przyznania najpierw i we wszystkich rzeczach Stwórcy, jako źródła wszystkiego dobra”. Karol Linneusz (1707–1778), twórca systematyki gatunków: „Ujrzałem nad sobą wiekuistego, nieskończonego, wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga i osłupiałem. […] Udało mi się odkryć ślady Boga nawet w najmniejszych tworach. Ileż tu potęgi, jaka mądrość, jak niepojęta doskonałość”. Thomas Alva Edison (1847– 1931), odkrywca ponad 1200 wynalazków: W roku 1899 na szczycie wieży Eifla wpisał do pamiątkowej księgi następujące słowa: „Wyrażam swój podziw dla odważnego budowniczego tej oryginalnej wieży, gdyż mam wielki szacunek dla wszystkich budowniczych, największy zaś dla najbardziej genialnego Budowniczego – dla Boga”. Henryk R. Hertz (1857–1894), odkrywca fal elektromagnetycznych: „Jeżeli pragniemy posiąść faktycznie
wykończony obraz praw wszechświata, to musimy uznać poza tym naszym widzialnym światem materialnym jeszcze inny, niewidzialny, poza granicami naszych zmysłów i przyrządów, uznać musimy Moc, która nad światem panuje”. Ludwik Pasteur (1822–1895), twórca mikrobiologii i bakteriologii: „Wierzę w Boga ponieważ dużo wiem, lecz gdybym wiedział więcej – moja wiara podobna byłaby do wiary prostej Bretonki. […] Trochę wiedzy oddala od Boga, dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem”. Justus Liebieg (1803–1837), zainicjował metodę analizy elementarnej związków organicznych: „Ten tylko naprawdę może poznać wielkość i nieskończoną mądrość Stwórcy, kto usiłował wyczytać Jego myśli z wielkiej księgi, którą zwiemy – przyrodą”. Lecomte du Nouy (1883–1947), noblista, uczeń Marii Curie Skłodowskiej: „Wyruszyłem w życie sceptycyzmem, który był wtedy modny. Trzeba mi było 30 lat laboratorium, by dojść do przekonania, że żadne zjawisko jeśli jest prawdziwe, nie może przeczyć istnieniu Boga”.
https://static.polityka.pl
https://www.polin.pl
Ludzie nauki mówią o Bogu
Karol Darwin (1809–1882), twórca teorii ewolucji: „Stwórca natchnął życiem kilka form lub tylko jedną a gdy planeta nasza podlegając ścisłym prawom ciążenia dokonywała swoich obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu”. Jordan Pascual (1902–1980), wniósł znaczący wkład do mechaniki kwantowej pola: „Z naszych dzisiej-
Max von Laue (1879–1960), twórca krystalochemii: „Najlepsi spośród fizyków mogli się zawsze podpisać pod zdaniem, że doświadczenie prawdy naukowej jest w pewnym sensie spojrzeniem na Boga”. Robert Thornton Morrison, współczesny biolog: „Istnieje siedem powodów, dla których patrzą na świat wierzę w Boga: 1. Wszechświata jest zorganizowany przez Wielką Inteligencję. Niemożliwą jest rzeczą, by tak zorganizowany świat mógł powstać przez przypadek. 2. Każde życie zmierza do jakiegoś celu. Ktoś musiał ten cel wyznaczyć! 3. Mądrość instynktu zwierząt (np. pszczół) świadczy o mądrości Stwórcy 4. Mądrość umysłu człowieka przewyższa nieskończenie instynkt zwierząt. Źródłem musi być Najwyższa Mądrość. 5. Kto dał początek życiu? 6. W świecie panuje prawo równowagi. Istnieją obok siebie różne rodzaje zwierząt i roślin. Żaden z nich nie może jednak zapanować nad innym i zgnieść go bez reszty. 7. Człowiek może dojść do pojęcia Boga podziwiając celowość i harmonię świata”.
z latami kryzys rodziny (rozwody, rozłąki, czy nieobecność rodziców), coraz większą dostępność dzieci do multimediów, czy problemy związane z konsumpcjonizmem świata XXI wieku, z których wynika przewartościowanie wartości, na lekcjach religii powinno pogłębiać się tematy związane z relacjami interpersonalnymi, obecnością chrześcijan w świecie multimediów, czy nawet prewencji przeciw uzależnieniom. To właśnie te tematy są nieodłączną kwestią życia codziennego młodych ludzi. Świat zdążył już zauważyć jak wielkie znaczenie dzisiaj ma multimedialność, cyfryzacja i technologia. Co ważne, dotyczy to coraz młodszych
https://kosciol.wiara.pl
E
dukacja religijna w szkołach w ostatnich latach jest tematem budzącym kontrowersje. Mimo swoich przeciwników, katecheza w szkole pozostanie, ale czy w związku ze zmianami w szkolnictwie, w jej nauczaniu się coś zmieni? Od roku 2019 ze szkół zniknęły gimnazja, a na ich miejsce z powrotem mamy 8 klas szkoły podstawowej. Jednakże obowiązująca od roku 2010 podstawa programowa zacznie się zmieniać dopiero od września roku 2020 i będzie to robić bardzo powoli i stopniowo. Reforma oświaty i likwidacja gimnazjum niesie za sobą sporo problemów. Nowe realia mają wpływ
Katecheza (w) przyszłości na wiele zmian w życiu Kościoła, szczególnie w kwestii sakramentu bierzmowania, który do tej pory odbywał się w 3 klasie gimnazjum. Podstawa programowa uwzględniała więc odpowiednio rozłożone na lata przygotowanie do tego wydarzenia duchowego. Po reformie do sakramentu przystępuje bardzo zróżnicowana wiekowo grupa młodzieży, dlatego programy powinny uwzględniać zmianę tematów tak, aby było to dopasowane do praktycznego życia religijnego młodzieży. Problemem złączonym z różnicą wieku osób przystępujących do bierzmowania jest dysonans w podejściu i mentalności, który w wieku rozwojowym dzieci i młodzieży jest bardzo widoczny. Podstawa programowa mówi o wielu zagrożeniach życia młodych ludzi. Jednak biorąc pod uwagę postępujący
dzieci, które potrafią obsługiwać telefon zanim nauczą się mówić. Chcąc nie zostać w tyle i podążać z duchem czasu, należy tę multimedialność wprowadzać do szkół. Katecheci również powinni nauczyć się prowadzenia lekcji z użyciem nowych technologii. W świecie, w którym obraz ma większe znaczenie niż słowa, ważne jest by odpowiednio to wykorzystać. Tak samo powinny zacząć działać podręczniki do nauczania religii, szczególnie w klasach najmłodszych. Ważne jest także zagadnienie aktywizacji dzieci, które lubią prace wymagające od nich zaangażowania. Poważnym kłopotem w XXI w. jest fala problemów tożsamości, osobowości i powiązanej z tym depresji dzieci i młodzieży. Podstawa programowa doskonale podejmuje ten trudny temat, gdyż zawiera wszystkie nie-
zbędne elementy mogące zaspokoić oczekiwania młodych ludzi. Tu raczej pojawia się potrzeba przygotowania i kształtowania postaw u katechetów, którzy będą umieli adekwatnie odpowiedzieć na oczekiwania grupy i będą pedagogami na miarę potrzeb dzisiejszego świata. Katecheta powinien wykazać się także charyzmą i prowadzić zajęcia w sposób ciekawy, by od wiary nie odpychać, lecz do niej przyciągać. Nauczanie katechezy powinno więc nabrać nowego wymiaru. Dostosowując się do potrzeb dzisiejszego świata, lekcje religii zawierać powinny elementy multimedialności. Jednym z ważniejszych aspektów prowadzenia katechezy jest jej nauczyciel, który powinien być otwarty, wyrozumiały i gotowy do stawiania czoła problemom dzieci i młodzieży. Gabriela Krygier
Odzyskiwanie wstydu
W
dialogu Platona Protagoras filozof o tym imieniu opowiada o mitycznym początku demokracji. Zeus widząc, że ludzie nie potrafią zbudować porządnego społeczeństwa z braku umiejętności (politike techne), wysyła do nich Hermesa z dwoma darami – dike i aidos. Dike to poczucie sprawiedliwości,
poszanowanie praw drugiego człowieka, aidos zaś to poczucie wstydu, troska o to, co inni o nas powiedzą. Zazwyczaj zarzuca się polskim elitom politycznym nieudolność, a ja myślę, że najbardziej brak im poczucia wstydu. Hermes do nich z aidosem nie dotarł, albo go przehandlowali na lewo albo go przepili. Czy poczu-
cie wstydu można odzyskać, czy jest z tym jak z dziewictwem? Chyba trzeba czekać i z braku Hermesa samemu wychowywać nowe pokolenia ludzi wstydliwych. fragment z książki Lecha Jęczmyka, Dlaczego toniemy, czyli jeszcze nowsze Średniowiecze, Poznań 2011
15
Niebezpieczny i nieskuteczny
J
uż 1163 pozwy złożono w amerykańskich sądach przeciwko producentom NuvaRing – niebezpiecznej hormonalnej wkładki antykoncepcyjnej. Stosowanie środka doprowadziło do powikłań zdrowotnych u licznych kobiet. Środek, który może wywołać udar mózgu, atak serca, nawet śmierć, jest sprzedawany także w Polsce. Na październik sędzia sądu federalnego wyznaczył rozprawę w sprawie Marianny Prather. Od rozstrzygnięć sądowych w tym przypadku zależeć będą losy dalszych pozwów. 33-letnia kobieta zaczęła stosować środek w sierpniu 2003 roku. W ciągu miesią-
3 tygodnie uwalnia do organizmu hormony hamujące płodność, w tym syntetyczny progesteron III generacji. Następnie na 7 dni okresu menstruacyjnego usuwa się wkładkę, a potem zakłada następną. Ponieważ środek nie zawsze skutecznie hamuje owulację i przeciwdziała implantacji zarodka, uważa się, że może on działać jak wczesnoporonny środek aborcjogenny. Mimo tylu pozwów, środek ten jest wciąż na rynku w USA i innych krajach. Tylko w 2011 roku jego sprzedaż przyniosła producentom 600 mln dolarów zysku.
ca od pierwszego użycia go nabawiła się zakrzepicy żył głębokich i zatoru tętnicy płucnej. Jej adwokaci złożyli pozew przeciwko Organon, spółce zależnej od głównego producenta środka Merck Pharmaceuticals. Prather i inni oskarżają koncern farmaceutyczny o szereg zaniedbań dotyczących zaniechania wnikliwego zbadania skutków ubocznych działania produkowanego specyfiku. Zarzucają producentom, że nie ostrzegają o ryzyku zdrowotnym związanym z użyciem NuvaRing i jednocześnie reklamują go jako produkt „bezpieczny” i „skuteczny”. Wkładka o średnicy 5 cm działa w ten sposób, że przez pierwsze
rk (KAI/LifeSiteNews) / Waszyngton
https://przyrostowo.pl
Symbolika popiołu
P
opiół jest jedną z frakcji powstałych w wyniku spalania substancji organicznej. Jest produktem wtórnym, otrzymywanym przez działanie wysokiej temperatury na substancje mineralne zawarte w materiale. Zawiera większość pierwiastków, które się w nich znajdowały, choć wchodzą one po spopieleniu w skład innych związków chemicznych. Popiół w wielu religiach traktowany jako znak żałoby i pokuty. Tarzano się w popiele, posypywano się popiołem, spano w popiele. Popiół powstały ze spalenia zwierząt ofiarnych zabie-
rano do domu jako znak łączności z bóstwem. Judaizm nie był wolny od takich praktyk. W chrześcijaństwie popiół sypany na głowy wiernych symbolizuje kruchość, przemijalność, skończoność życia i w pewnym sensie jego marność oraz ułomność ludzką. Prorok Izajasz mówi, że serce grzesznika podobne jest do popiołu a bałwochwalcę nazywa konsumentem popiołu, którym przecież nie można się nasycić. Prorok Ezechiel mówi, że pyszni zobaczą siebie jako „obróconych z powrotem w popiół na ziemi” (Ez 28,18). Grzesznik aby pod-
PISMO PARAFII RZYMSKOKATOLICKIEJ ŚW I Ę T E J RO DZ I NY W PU Ł AWACH
16
kreślić swoją nędzę i znikomość siada w popiele jak Hiob (42,6) i Judyta (4,11– 15). Popiół może być symbolem życia, które straciło swój powab i smak: „Albowiem jem popiół niczym chleb i ze łzami mieszam mój napój” (Ps 102,10) albo uświadomieniem człowiekowi, że podlega sądowi Miłosiernego Boga. Przyjście obiecanego Mesjasza sprawi, że każdy w miejsce popiołu otrzyma koronę. W liturgii katolickiej możliwe jest nawet posypanie popiołem dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie mogli uczestniczyć w liturgii Środy Popielcowej. Popiół do liturgii Środy Popielcowej powstaje ze spalania ubiegłorocznych palm przechowywanych w domach wiernych i zakrystiach kościołów, dlatego nie należy wyrzucać palm ze śmieciami. Szczególne znaczenie ma popiół z liturgii poświęcenia ognia w Wigilię Paschalną. oprac. rkw na podstawie Leksykon liturgii, Poznań 2006
Adres redakcji: ul. Saperów Kaniowskich 2, 24-100 Puławy; e-mail: ryszard.k.winiarski@gmail.com; https://pulawy-swrodziny.kuria.lublin.pl Z E S P Ó Ł R E D A K C YJ N Y: ks. Ryszard Winiarski – red. prowadzący, Agnieszka Kawka, Wojciech Kostecki, Joanna Kurlej – korekta, Wojciech Olech, Anna Różycka, Tomasz Sajnog, Justyna Szychowska, Andrzej Więcławski
fot. rkw
Noworoczna wspรณlnota wspรณlnot