Skip to main content

Głos Rodziny Nr 1 (4) 2020r/II Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść św. Jan Paweł II

Page 1

św. Jan Paweł II

G os Rodziny P I S M O PA R A F I I R Z Y M S K O K AT O L I C K I E J Ś W I Ę T E J R O D Z I N Y W P U Ł A W A C H

2020 – rok beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia

https://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/patroni-naszych-ulic

Nr 1 (4) 2020 rok II

Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść


arch. SP 11

Najlepsi z najlepszych

„Rodzinne” kolędowanie na Niwie

Chór i orkiestra kameralna Jubilaeum

fot. rkw

Puławskie Towarzystwo Muzyczne „Powiśle”


Święto osłów

Ś

https://ocs-pl.oktawave.com

więto osłów – co to takiego? To dzień, w którym odbywały się inscenizacje quasi liturgiczne, przedstawiające ucieczkę Świętej Rodziny lub oślicę niosącą na swym grzbiecie proroka Balaama, obchodzono w niektórych regionach Francji. Święto było akceptowane przez hierarchię kościelną. Teksty wygłaszanych responsoriów miały swoją powagę. Osioł w tych obchodach był przedstawiany jako wierny towarzysz, wręcz przyjaciel Świętej Rodziny, ogrzewający swoich oddechem Dzieciątko Jezus. To także osiołek, na którym Jezus wjeżdża do świętego miasta Jeruzalem. Obchody miały „oddać sprawiedliwość najskromniejszemu wśród skromnych, ze wszystkich najsłabszemu”. Istniał też nurt przeciwny – próbowano ironicznie upokorzyć Żydów przedstawiając Synagogę jako młodą kobietę z zawiązanymi oczami, siedzącą na grzbiecie osła. red. za Leksykon liturgii, Poznań 2006

Terror LGBT we Francji

C

enzura we Francji jest faktem. Jeśli ktoś myśli inaczej niż większość, nie może się wypowiadać w miejscach publicznych. Jeśli myślisz inaczej, uznają cię za reakcjonistę lub homofoba – uważa arcybiskup Paryża. W obszernym wywiadzie dla szwajcarskiego portalu 24heurs.ch odniósł się on do głośnej sprawy Sylviane Agacinski. Francuska filozof i feministka, żona byłego premiera Lionela Jospina, padła ostatnio ofiarą nagonki ze strony ekstremistów LGBT. W obawie przed ich protestem uniwersytet w Bordeaux musiał odwołać jej wykład. Sylviane Agaciński wypowiedziała się bowiem publicznie przeciwko udostępnianiu lesbijkom zapłodnienia in vitro. Zdaniem abp. Michela Aupetit cenzura przejawia się również w pogardzie, dyskredytacji, nie podejmowaniu dyskusji. Przykładem tego jest reakcja minister zdrowia na orzeczenie Francuskiej Akademii Medycyny, która wyraziła poważne zastrzeżenia do projektu nowego prawa o in vitro.

Zamiast odnieść się do argumentów przedstawionych przez Akademię, minister stwierdziła, że jest ona zacofana. Na tym również polega cenzura – uważa arcybiskup Paryża. Odmawia się bowiem podjęcia dialogu i pogardza się opinią innych. Jego zdaniem podobną taktykę stosuje też prezydent Macron. Stwarza jedynie wrażenie dialogu społecznego, a potem robi swoje. Doświadczyli tego zarówno przeciwnicy nowego prawa o bioetyce, jak i, w innej sferze, ruch żółtych kamizelek. Arcybiskupa Paryża zapytano również o narastającą falę profanacji chrześcijańskich miejsc kultu. Przyznał, że są one faktem. Co więcej, kiedy przedmiotem agresji są na przykład konsekrowane hostie, widać, że nie chodzi jedynie o akt wandalizmu, lecz o profanację. Abp Aupetit przestrzegł jednak chrześcijan przed popadaniem w postawę cierpiętnictwa. Dziś bowiem bardzo modne są różnego rodzaju fobie. Okazuje się, że każdy

z nas jest „jakimśtamfobem”. My też moglibyśmy wejść w tę grę – mówi abp Aupetit, ale zaznacza, że nie jest to właściwa droga. Chrystus został ukrzyżowany, ale zmartwychwstał. Wierzymy, że prześladowania nie mają ostatniego słowa. Lepiej wystawiać się na zagrożenie, pozostawiając kościoły otwarte i dobrze wiedząc, jakie jest tego ryzyko – dodaje stołeczny arcybiskup. Zaznacza on zarówno, że Francji, ale też całemu Zachodowi, bardzo brakuje dziś braterstwa. „Kiedy w latach 80. pracowałem na mieście jako lekarz, relacje między muzułmanami i chrześcijanami były dobre, wszyscy sobie pomagali bez względu na wyznanie. Dziś już tego nie ma. Kiedy powracam w te same miejsca, każdy żyje w swoim środowisku” – mówi abp Aupetit. Jego zdaniem dotyczy to całego społeczeństwa. Wyjątkiem są jeszcze kościoły, gdzie spotykają się ludzie z różnych warstw i środowisk. bsw/Vaticannews.va, Krzysztof Bronk

1


https://www.floridarehab.com

Bezsilni wobec alkoholu

W

spólnoty Anonimowych Alkoholików oraz Al-Anon (gromadząca krewnych i przyjaciół alkoholików) proponują swoim członkom pracę nad rozwojem osobistym. Odbywa się ona w oparciu o program zwany przez Anonimowych Alkoholików Dwunastoma Krokami, a przez członków Al-Anon Dwunastoma Stopniami. Realizacja tych siostrzanych programów prowadzi do zdrowienia alkoholików i ich rodzin. Stopień Pierwszy Al-Anon: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i nie jesteśmy w stanie kierować naszym życiem. Sądziłam, że potrafię kierować swoim życiem. Starałam się prowadzić życie stabilne i uporządkowane. Wszystko zaczęło się radykalnie zmieniać, gdy moja rodzina została dotknięta chorobą alkoholową. Z początku nie rozumiałam co się dzieje. Mężowi zdarzało się upić początkowo okazjonalnie, z czasem coraz częściej. Zapewniał jednak, że kontroluje swoje picie, a ja nie tylko naiwnie mu wierzyłam, ale też sama próbowałam go kontrolować. Wydawało mi się, że jestem w stanie go przekonać, by pił mniej. Kiedy spokojne rozmowy nie pomagały, błagałam z płaczem albo posuwałam się do gróźb, których prawdę powiedziawszy nie byłam stanie zrealizować. Kontrolowałam ilość alkoholu jaką mąż wypijał w czasie imprez. Kontrolowałam pory dnia, kiedy pił. Kontrolowałam z kim pił. Kontrowałam miejsca, w które zwykł chować alkohol. Kontrolowałam stan jego trzeźwości, gdy wracał do domu. Kontrolowałam... Moja nieustająca kontrola sprawiała, że mąż stawał się

2

coraz bardziej kreatywny w wyszukiwaniu schowków na alkohol, wynajdywaniu powodów dla których musi wyjść z domu, wymyślaniu sposobów na zatuszowanie alkoholowego oddechu itd. Tymczasem ja ulegałam frustracji, a jego nałóg się pogłębiał. Nasze życie rodzinne i towarzyskie zostało mocno naznaczone alkoholem. Nigdy nie byłam pewna, co zastanę po powrocie do domu, czy planowany wyjazd dojdzie do skutku, a wizyta przyjaciół będzie mogła się odbyć. Zawsze miałam w głowie gotowy plan awaryjny na wypadek gdyby mąż się upił. I wciąż miałam wrażenie, że potrafię panować nad naszą codziennością. W końcu poczułam ogromne zmęczenie takim życiem. Cokolwiek bym nie zrobiła, by skłonić męża do ograniczenia picia, kończyło się fiaskiem. Poczułam, że jestem zupełnie bezsilna wobec jego picia, że nie jestem w stanie wpłynąć na zmianę jego zachowania. Zrozumiałam, że dalsza walka z alkoholem nie ma sensu, bo jest to wróg znacznie silniejszy ode mnie i wszelkie próby stanięcia z nim w szranki muszą zakończyć się porażką. Dopiero w trakcie terapii dla współuzależnionych, a potem pracy na programie wspólnoty Al-Anon zrozumiałam, że alkoholizm jest chorobą. Dowiedziałam się, że nie jestem jej powodem, ale też nie jestem w stanie nad nią zapanować. Ta prawda uwolniła mnie od poczucia odpowiedzialności za chorobę męża. Zrozumiałam również, że nie jestem w stanie zmusić go do leczenia, bo ja za niego nie wytrzeźwieję. Świadomość, że to, nad czym próbowałam przez lata panować, tak naprawdę jest poza moją kontrolą,

nie była zbyt optymistyczna. Jednakże przyniosła mi ulgę, bo wiedziałam, że nie muszę, a nawet nie powinnam już dłużej walczyć z alkoholem. Poczułam się lżejsza, bo zrzuciłam z siebie obowiązek, który sama na siebie nałożyłam mając złudne wrażenie, że mogę mu podołać. Wciąż wracam do Pierwszego Stopnia nie tylko w aspekcie alkoholu. W moim życiu zdarzają się sytuacje, których nie chcę, które dzieją się mimo mojej woli. Czasem moje plany nagle się walą, bo ktoś nie dotrzyma obietnicy. Czasem ktoś sprawi mi przykrość albo potraktuje niesprawiedliwie. Choroba pojawi się jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie. Albo los mnie mocno doświadczy, że trudno udźwignąć ciężar życia. Wówczas uświadamiam sobie, że są to sprawy, na które nie mam wpływu, wobec których jestem bezsilna. Bo przecież nie odpowiadam za czyjeś słowa, zachowania czy decyzje. Nie jestem w stanie przewidzieć wypadków losowych. Przyznanie się, że jestem bezsilna nie budzi we mnie wstydu ani nie przeraża mnie. Co więcej dostrzegam pewną wartość w poczuciu bezsilności. Jej owocem jest pokora. Bezsilność sprawia, że uzmysławiam sobie, że wiele spraw nie zależy ode mnie. Prowadzi do zrozumienia, że nie mam władzy nad drugim człowiekiem i nawet jeśli błądzi, to nie mogę go przymusić do postępowania według mojej wizji, choćby była słuszna. Nie tracę czasu ani energii na szarpanie się z tym, co i tak nie należy do mnie. Taka bezsensowna walka może prowadzić tylko do frustracji, do obwiniania siebie i innych, do poczucia krzywdy.


Anna

K

rok Pierwszy Anonimowych Alkoholików: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne. Mam na imię Jerzy i jestem alkoholikiem. Nie piję od 12 lat. A piłem długo, z każdym rokiem coraz bardziej autodestrukcyjnie. Spadałem coraz niżej oszukując siebie i innych, że w każdej chwili mogę przestać, że kontroluję swoje życie. Żyłem iluzją, która zawsze przegrywa w konfrontacji z prawdą. I nadszedł ten moment, kiedy musiałem przyznać się przed sobą, że już nie mam siły, że jestem bezsilny wobec alkoholu. Innym powiedziałem to na swoim pierwszym mityngu, głośno przedstawiając się jako alkoholik. Bolesny to był moment dla mojej fałszywej dumy i mojej pychy. Ale paradoksalnie, był to pierwszy moment wielkiej ulgi w ogromie cierpienia, które fundowałem sobie pijąc nałogowo. Uznałem swoją bezsilność wobec „przeciwnika”, z którym zawsze przegrywałem już od lat. Postawiłem wtedy pierwszy krok programu AA, a właściwie to pół kroku. Jeszcze długo (mimo, że już nie piłem) nie mogłem zrozumieć i przyswoić jego drugiej części mówiącej o tym, że przestaliśmy kierować swoim życiem. Przecież to ja decyduję (czyli kieruję) o swoich poczynaniach, przecież mam wolną wolę – myślałem. I wtedy usłyszałem od innego alkoholika, że to prawda, ale w ograniczonym zakresie. Powinienem być uważny, stosować się do wszelkich przepisów prawa, rozsądku, higieny zdrowia, a mimo to – nagłe zdarzenia losowe, kataklizmy, choroby, śmierć bliskich, nieoczekiwana zmiana losu – są ode mnie niezależne. To nie ja kieruję otaczającą mnie rzeczywistością. Mogę i powinienem uczestniczyć w jej kreowaniu, ale nie mogę przypisywać sobie mocy sprawczej. Jestem jej cząstką – ważną, potrzebną, ale kierownictwo pozostawiam Bogu. Gdy to zrozumiałem poczułem kolejną ulgę i uwierzyłem, że jestem na właściwej drodze. Jerzy

Ś

więci, mówiąc o życiu duchowym, używali wielu pięknych metafor. Św. Teresa z Avila zauważa, że życie duchowe przypomina twierdzę wewnętrzną. Św. Jan od Krzyża mówi o drodze na Górę Karmel. Św. Katarzyna ze Sieny, opisując relację między Bogiem a grzeszną ludzkością, używa metafory mostu. Czym jest więc życie

grzechem głównym jest nieuporządkowana miłość własna. Określa ją jako przewrotną, cudzołożną trucicielkę całego świata. Miłość własna oznacza miłowanie siebie, innych ludzi oraz stworzeń, bez liczenia się z Bogiem, poza Bogiem i bardziej niż Boga. Najwyraźniej nie chodzi tu o legalizm. Grzech to nieporównanie więcej

Grzeszność według św. Katarzyny ze Sieny zatwardziałych grzeszników? Życiem pod mostem! Kim są zatwardziali grzesznicy? Św. Katarzyna nie bawi się w Wersal. Mówi wprost: „ślepcy, martwe drzewa, męczennicy diabła, bestie, złodzieje czci Bożej, prześladowcy Krwi Chrystusa”. Zdaniem Katarzyny ze Sieny

niż naruszenie ustanowionego przez Boga prawa. To wybór, w którym człowiek w imię źle pojętej wolności chce być sam i w opozycji do Boga, będącego miłością. Głupszy i bardziej niszczycielski wybór trudno sobie wyobrazić, a jednak wszyscy dokonaliśmy rkw go wiele razy.

Droga Krzyżowa dla naszej świątyni

fot. rkw

Zamiast tego, sprawy, wobec których przyznaję swoją bezsilność, oddaję Bogu. Tymczasem zajmuję się tym, na co mogę mieć jakikolwiek wpływ.

S

erdecznie dziękujemy fundatorom stacji Drogi Krzyżowej. Wszystkie stacje i krzyż do prezbiterium mają już swoich darczyńców. Krzyż ołtarzowy będzie nawiązywał do motywu Świętej Rany na ramieniu Zbawcy, szczególnej ale zapomnianej, zaś na rewersie pojawi się Baranek paschalny na Księdze Życia. Proces pisania ikony musi trwać długo. Głównie chodzi o rzetelne położenie gruntów, aby nie doszło do przebarwień na skutek zachodzących zmian temperatury we wnętrzu świątyni. Przed Wielkanocą mają się pojawić

trzy stacje w kolejności zamawiania. Dzieło powstaje w pracowni ikony bizantyjskiej w Częstochowie w bliskości Jasnej Góry. Autorami zamówionych prac są małżonkowie Jarosław i Magdalena Kula. proboszcz PS. Pracownia Malarstwa Bizantyjskiego „FABRICA ECLESSIA” oraz Pracownia Konserwacji Zabytków i Pozłotnictwa organizują warsztaty ikonopisania techniką tempery jajowej i pozłotnictwa z elementami techniki szkoły kreteńskiej. Więcej można znaleźć na stronie: ikony.kugel99@ gmail.com

3


Żłóbek św. Franciszka

4

https://www.vaticannews.va

Ś

więta Bożego Narodzenia, to czas najpiękniejszych przeżyć duchowych w życiu każdego wierzącego człowieka. To czas, na który czekamy z niecierpliwością bez względu na wiek. Czy to małe dzieci, młodzież czy ludzie starsi. Bo to niezwykły, jak w popularnej w okresie świątecznym piosence: „Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy. Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory” Kiedy w I klasie szkoły podstawowej chodziliśmy z kolegami na lekcje religii do salki katechetycznej przy kościele, moją uwagę przykuła niezwykła sceneria. Otóż na początku adwentu, kiedy zaczynał się czas oczekiwania na Chrystusa, ksiądz i siostry zakonne przygotowywały dekoracje bożonarodzeniowe. Naszą największą uwagę zwrócił obrazek Dzieciątka Jezus umieszczony na szczycie drabiny. Pod nią był żłóbek, do którego symbolicznie schodził maleńki Jezusek. Z podziwem, ale i z niecierpliwością patrzyliśmy, jak co tydzień ksiądz przesuwał Jezuska coraz niżej. Te wspomnienia z dzieciństwa zostały mi w pamięci od prawie 50 lat. Tak jako dziecko zetknąłem się po raz pierwszy z Bożonarodzeniowym żłóbkiem. Skąd w kościele wziął się zwyczaj budowania szopki, żłóbka, umieszczania w niej figurek Świętej Rodziny i zwierząt? Pierwszy żłóbek, który upamiętniał narodziny Jezusa powstał w IV wieku w betlejemskiej grocie. Zachwyt pielgrzymów wzbudzała zbudowana tu stajenka z figurkami świętej Rodziny. Prawdziwy przełom w tej tradycji dokonał się w XIII w. Stało się to za sprawą niezwykłej postaci. Jednego z najdoskonalszych naśladowców Jezusa – św. Franciszka z Asyżu. Franciszek, uniesiony bożym natchnieniem w roku 1223 zbudował stajenkę w wiosce Greccio. Wykorzystał żywe zwierzęta i odtworzył sceny z pamiętnej Nocy. Mieszkańcy wsi tłumnie uczestniczyli w tym niezwykłym widowisku połączonym z mszą świętą. Jak to wyglądało? Najpełniej przybliża nam te wydarzenia Tomasz z Celano. Był to jeden z najwybitniejszych pisarzy XIII w. Zakonnik,

którego w 1215 r. przyjmował do braci mniejszych sam św. Franciszek. Był świetnie wykształconym erudytą, do tego osobiście znał św. Franciszka. To jemu papież Grzegorz IX powierzył zadanie napisania biografii Świętego. Tomasz był autorem kilku dzieł określanych jako „źródła franciszkańskie”. Historię zbudowania stajenki w Greccio przybliża nam „Żywot naszego Ojca błogosławionego Franciszka”. Jak opisał to Tomasz z Cerlano? „Kiedy wymieniał imię Pańskie, rozczulał się ponad ludzkie pojęcie i wydawał się być cały radosny, nieomal jak nowy człowiek z innego świata [...]. Stąd zdarzyło się, że którąś uroczystość Narodzenia Pańskiego w Greccio, dla przedstawienia dzieciństwa rodzącego się Zbawiciela, uczynił rzecz godną radosnego wspomnienia. Tejże nocy, której się narodził Chrystus na ziemi, [Franciszek] kazał przygotować żłób, do żłobu nałożyć siana, umieścić przy żłobie wołu i osła. Z wielu miejsc zostali zwołani bracia na celebrowanie uroczystej wigilii. Schodzą się ludzie na oglądanie nowego misterium, a wziąwszy pochodnie i świece sprawiają, że noc się rozjaśnia. Bracia śpiewają Panu należne uwielbienie, a dawne pochwały Betlejem przez nowy obrządek odnawiają się w Greccio. Boży święty stoi obok żłobu, duchem zwrócony ku niebu i oblany niewypowiedzianą radością. Kapłan odprawia uroczystą mszę nad żłobem i doznaje nowej pociechy. Boży święty [...] dźwięcz-

nym głosem śpiewa świętą Ewangelię. Wypowiada miodopłynne słowa o narodzeniu ubogiego Króla i o maleńkim miasteczku Betlejem [...]. Mnożą się tam dary Wszechmocnego, a jakiemuś cnotliwemu mężowi ukazuje się wizja. Widział on w tym żłobie jakiegoś leżącego nieruchomo chłopca, do którego zbliżał się Boży święty. Po skończonych uroczystościach i po tym, jak wszyscy odeszli do siebie, zachowano siano ze żłobu, przez które chore zwierzęta doznają uzdrowienia, i przez które również mężczyźni i kobiet – za sprawą Bożej łaski – wracają do zdrowia ze swojej niemocy”. Gdy w 1226 roku zmarł św. Franciszek, jego zakon kontynuował zwyczaj budowania szopek. Okazało się, że ten prosty sposób prezentowania treści ewangelicznych w szczególny sposób trafia do wiernych. Początkowo szopki powstawały tylko przy klasztorach franciszkańskich, jednak z czasem tradycja ich budowania rozpowszechniła się w całej Europie. W Polsce tradycja ta zapoczątkowana została u schyłku XIII wieku przez zakon franciszkanów, który w tym czasie osiedlił się w naszym kraju. Do dzisiaj szopki cieszą się dużą popularnością. Obecnie są stawiane niemal we wszystkich świątyniach. Nie wyobrażamy sobie, że w Boże Narodzenie nie byłoby szopki. Na czas adwentu życzę wszystkim radosnego oczekiwania na przyjście Chrystusa. Szczęść Boże. Antoni Mocarski


N

azwa kolęda wywodzi się od łacińskiego calendae oznaczającego pierwszy dzień miesiąca w kalendarzu juliańskim, który połączony był ze składaniem danin lub wręczaniem podarków. Kolędy mają długi rodowód inspirowany najczęściej motywami biblijnymi i liturgicznymi. Pierwotnie powstawały wyłącznie po łacinie. Z czasem tłumaczone były na języki narodowe. Zbiorem najstarszych kolęd może poszczycić się Francja. Pochodzą z XII w. Tam mają nazwę carole (od łac. choraula – grający na flecie). W XV w. zaczęto pieśni odłączać od tańca a łączyć z przedstawieniami tzw. szopkami. W XVII i XVIII w. popularność kolęd nieco przygasła. W rozbitej wyznaniowo Europie nie było nastroju do ich śpiewania. Prawdziwy renesans przyszedł sto lat później, w Niemczech.

naszego świata. Franciszek Karpiński napisał znaną i niezwykle głęboką teologicznie kolędę Bóg się rodzi... Jest to utwór charakterystyczny dla epoki baroku, gdyż pełno w nim antytez. Zaś Teofil Lenartowicz jest autorem kolędy „Mizerna cicha, stajenka licha”. W XIX w. rozpowszechniły się tzw. kantyczki czyli zbiory kolęd i pastorałek, niekiedy ręcznie przepisywanych. Etnografowie szacują, że w tym czasie śpiewano ok. 600 kolęd. Kolędy znane są oczywiście w innych narodach. Najbardziej znaną jest oczywiście austriacka Cicha noc z 1818 r., która ma nawet swoje muzeum w Oberndorfie k. Salzburga i doroczny festiwal. Melodię do tekstu ks. Josepha Mohra, wikariusza parafii Św. Mikołaja w Oberndorfie napisał tamtejszy organista, Franz Xaver Gruber. Ksiądz Mohr zmarł na gruźlicę w 1848 roku

do literatury apokryficznej, tekstów zmyślonych, legend, mitów a nawet zabobonów. Kolędy, które powstawały w kręgach franciszkańskich zawierały wiele zdrobnień i były bardzo liryczne. Te zaś, które powstawały w środowisku jezuickim niosły w sobie ogromny ładunek dramaturgii. W wielu kolędach zastosowana została kontrafaktura, polegająca na nałożeniu na świecką melodię tekstu religijnego. Polska pieśń bożonarodzeniowa zyskała nazwę kolędy w XVI w. czasem zamiennie stosowano terminy: pieśń godowa, symfonia anielska, rotula, kantyczka lub bohemizm. Kolędy przyszły do Polski przez Czechy. Za najstarszą polską kolędę uważa się utwór z 1424 r. pt. Zdrów bądź Królu anielski będący tłumaczeniem z języka czeskiego. Odnalazł go A. Bruckner w zbiorach Biblioteki

https://pl.pinterest.com

Urodzaj i piękno kolęd

W Polsce najstarsze „zabytki” kolędowe pochodzą z XVI w. Nawiązywały one do hymnów liturgicznych. Kolędy pozaliturgiczne nawiązywały

Załuskich w Petersburgu. Autorami polskich kolęd byli wybitni polscy pisarze. Jan Kochanowski napisał kolędę: Tobie bądź chwała, Panie

w Wagrain, w takiej samej biedzie, jaką zaznał z dzieciństwie. Zachowały się po nim jedynie sutanna, gitara, fajka i tabakierka. Wszystkie swoje oszczędności wydał na utworzenie szkoły dla biednych dzieci. Dzisiaj zdobyłby fortunę sprzedając prawa autorskie. Warto przywołać pewien epizod związany z tą piękną kolędą. W czasie pierwszej wojny światowej 24 grudnia 1914 r., w okopach pod Ypres w Belgii, żołnierze wrogich armii, Niemcy i Brytyjczycy, spontanicznie opuścili kryjówki, dzielili się opłatkiem, składali sobie życzenia i wspólnie śpiewali Cichą noc. Wydarzenia to nazwano później rozejmem bożonarodzeniowym. Sama pieśń, przetłumaczona na ponad 300 języków i dialektów świata, w 2011 r. trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kultury UNESCO. Na miejscu dawnego kościółka w którym odbyło się prawykonanie kolędy, stoi mała kapliczka. Pielgrzymów witają słowa: „Pokój ludziom dobrej woli”. Autor obowiązującego polskiego tekstu jest nieznany. Wiemy tylko, że powstał w 1910 r. Wiele kolęd ma wydźwięk patriotyczny, gdyż powstało w czasie zaborów, w rytmie poloneza lub mazura. Ciekawe, którą kolędę Polacy uznają za najbardziej polską i najpiękniejszą? rkw

5


Pedagogiczna funkcja grzechu

B

óg zasadniczo wychowuje człowieka przez łaskę ale jeśli z jakiegoś powodu jest to niemożliwe, posłuży się grzechem, ponieważ jako jedyny ma moc wyprowadzić nawet z największego zła, jakieś dobro. Żeby było jasne: Bóg nigdy nie chciał i nie chce grzechu, dlatego grzech jest złem na zawsze zakazanym. Ale jeśli w jakimś momencie przestaje przemawiać do kogoś dobro, Bóg pozwala, żeby głos zabrało obiektywne zło. Oczywiście, wydaje się nam to nielogiczne a może nawet nieludzkie. Prorok Izajasz wypowiada takie oto trwożliwe słowa: „Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie, bo swoje oblicze zakryłeś przed nami i wydałeś nas w moc naszych grzechów”. Właśnie, Bóg pozwoli, aby dotknęły człowieka skutki jego błędów i grzechów. Ukryje się przed człowiekiem, by ten odkrył co znaczy samotność bez Boga, bez Jego darmowej, czułej, mądrej choć wymagającej miłości. Kiedy Jezus umierał na krzyżu, Bóg znakami natury pokazał wszystkim, co się naprawdę dzieje, gdy usuwamy Światłość prawdziwą ze swojego życia. Ewangelista Mateusz relacjonuje to w ten sposób: „Od godziny szóstej mrok ogarnął ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: »Eli, Eli, lama sabachtani«. Zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało”. (Mt 27, 45. 51–52). Błogosławiona Katarzyna Emmerich mówi jeszcze dramatyczniej: „Trzęsienie ziemi dało się odczuć w całej Palestynie. Przerażenie ogarnęło wszystkich na nowo ze zdwojoną siłą. Wszczął się popłoch, ludzie zaczęli uciekać na oślep w różne strony, gdy wtem, jakby dla uzupełnienia wszelkiej okropności, ujrzeli kroczące poważne trupy dawno zmarłych ludzi, głuchym głosem wypowiadające groźne przestrogi. W świątyni rozpoczęła się na nowo ceremonia zabijania baranków, przerwana z powodu zaćmienia słońca i już triumfowali arcykapłani, że

6

słońce znowu świeci, gdy nagle ziemia zadrżała w posadach [...] Gdy zmarli pojawili się w świątyni, wtenczas ustał wszelki porządek i ofiarę przerwano, uznając świątynię za zanieczyszczoną [...] Ze ściany modlitewnika Symeona wypadł ogromny kamień a z powstałego otworu, wyszedł arcykapłan Zachariasz zamordowany niegdyś między świątynią a ołtarzem, i stanąwszy w Miejscu Świętym, przemówił groźnie do kapłanów, wspomniał o śmierci innego Zachriasza i Jana, a także o mordowaniu Proroków [...] Następnie pojawił się na ołtarzu Jeremiasz, wołając groźnie, że skończyła się stara ofiara, a zaczyna się nowa [...] Ujrzałam, że to aniołowie opuszczają na zawsze świątynię. Zadrżał ołtarz kadzielny, naczynie z kadzidłem przewróciło się, zwaliła się szafa z księgami Pisma i wszystkie księgo pomieszały się bezładnie [...] W przedsionku zawaliła się mównica[...] Annasz, główny, choć tajemny nieprzyjaciel Jezusa, który od dawna knuł skrycie intrygi i pouczał oskarżycieli, jak mają świadczyć przeciw Niemu, teraz ze strachu odchodził prawie od zmysłów, uciekał z kąta w kat i krył się w najdalszych zakątkach. Kajfasz także był bardzo strwożony, ale szatańska jego zatwardziałość i duma nie pozwoliły mu niczego dać po sobie poznać. [...] W budynku sądowym Kajfasza zawaliły się schody, na których stał zelżony Jezus, a także część ogniska na dziedzińcu, gdzie Piotr pierwszy raz zaparł się Jezusa. W pałacu Piłata znowu pękł kamień i zapadło się miejsce, z którego Piłat przedstawił ludowi ubiczowanego Jezusa”. W tym momencie przerwiemy lekturę objawień. To, co zostało powiedziane dotychczas, powinno nam wystarczyć. Z tekstu ewangelicznego jak i świadectwa Błogosławionej wyłania się obraz totalnego chaosu, zagubienia a przede wszystkim, lęku. Nie wytrzymują żadne ludzkie konstrukty czyli sposoby postrzegania, konstruowania lub interpretowania zdarzeń. Nie wytrzymują mury i ludzkie sumienia. Wszystko się wali. Nawet ci, którzy z namaszczenia Bożego sprawują najwyższe urzędy religijne

tracą panowanie. Popadają w myślowy chaos czego znakiem jest pomieszanie ksiąg a potem staną się cyniczni w swej zatwardziałości.

Grzech obala wszelkie mity Grzech pozbawia nas złudzeń. W konkretnych sytuacjach okazuje się, że jesteśmy zdolni do wszystkiego i że, tylko cud łaski sprawia, że nie popełniamy większej nieprawości niż ta, która już stała się naszym dziełem. Grzech sprawia, że upadają wszelkie mity i fałszywe wyobrażenia. Następuje demaskacja wszelkiego udawania. Król okazuje się być nagim. Krótko mówiąc, w grzechach jesteśmy do bólu prawdziwi. Do głosu dochodzi prawdziwa natura uwikłana w trzy mroczne siły: pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pychę życia. Jeśli nie umiemy dostrzec tej prawdy w świetle Słowa Bożego lub jeśli odrzucamy to światło, wtedy ciemność, która ogarnia dosłownie wszystko, staje się prawdziwą pomocą. Trudno zrobić jakikolwiek ruch, trudno o jakąkolwiek perspektywę. Ciemność wymusza na człowieku szukanie światła. Inicjatorka ruchu hospicyjnego w Anglii, Cicely Saunders, opowiadała, że bezpośrednią inspiracją do utworzenia hospicjum było spotkanie z człowiekiem chorym na raka. Był to polski pilot, który niegdyś walczył w bitwie o Anglię a potem po latach schorowany, leżał w pokoju bez okna. Dla człowieka, którego żywiołem były przestworza i słońce, przebywanie w ciemności było większym cierpieniem niż nowotwór. Chory miał jedno marzenie, żeby ujrzeć światło. Jest to jakaś metafora wszystkich ludzkich pragnień. Człowiek w ciemności intuicyjnie szuka światła. We wszystkim szuka znaczeń, wartości i sensu. Stąd w hospicjach jest tyle światła, ponieważ mroki cierpienia i związanego z nim pokus, wydają się nie do zniesienia.

Grzech pokazuje swoje niszczycielskie owoce Kiedy zrezygnujemy z jakiegoś grzechu? Dopiero wtedy, gdy poczu-


jemy jego destrukcyjną moc, odrażający odór i trudną do zaprzeczenia niestrawność. Gdy przestanie nam smakować, gdy utraci wszelki powab i jakąkolwiek siłę przyciągania. Wcześniej będzie zakazanym owocem, który wydaje się dobry i nie wiadomo dlaczego został zakazany. Niestety, wielu z nas myśli o wielu grzechach jak o człowieku tyle, że poczętym w nieludzki sposób: „Przecież to takie dobre”, „Co w tym złego?”, „Żeby tylko takie grzechy mieli wszyscy”. Te i inne sofizmaty, w których świadomie został ukryty błąd rozumowania nadający pozory prawdy fałszywym twierdzeniom, powielane są na wszelkie sposoby. Lepiej jeśli zobaczymy to jeszcze przed śmiercią. Może to nas zatrzyma i ocali. Niektórzy zobaczą to dopiero na sądzie ostatecznym. Obejrzą panoramę dziejów, własnych i wspólnych. Zobaczą nie tylko wszystkie swoje czyny, ale także rzeczywiste ich motywy i wszelkie następstwa. Dla wielu może to być prawdziwy horror, gdy zobaczą owoce swojej pychy, gniewu, chciwości, zdrady, uporu czy zatwardziałości serca. Marcin Luter zobaczy wszystkie owoce swojego buntu, a papież Aleksander VI owoce swojej rozwiązłości. Ale czy tylko oni? Wybitny noblista, Fritz Haber, będzie patrzył w oczu ofiarom holocaustu, którym odebrał życie wynajdując Cyklon B i w oczy swojej żony, która widząc ten koszmar, popełniła samobójstwo strzałem w serce. Wielu teologów zobaczy ilu ludzi zostało przez nich wprowadzonych w błąd, który sprawił, że rozminęli się z Bogiem. Wodzowie zobaczą twarze wszystkich żołnierzy, których wysłali na wojny. Ci zaś będą patrzeć w oczy tych, których zdołali zabić zanim sami polegli. Sutenerzy i rozwięźli mężczyźni zobaczą twarze prostytutek, które traktowali jak kosze na śmieci. Dilerzy narkotykowi zobaczą do czego doprowadzili sprzedając śmierć w małych porcjach. Publiczni gorszyciele ujrzą ofiary zgorszeń, których się dopuścili, a niejeden ginekolog zobaczy abortowane przez siebie dzieci. Niejeden kochanek/kochanka ujrzy uwiedzionego przez siebie człowieka. Niejeden polityk, zobaczy owoce swoich intryg napędzanych parą pieniądza i mediów. Itd. itd.

Grzech pozwala odkryć miłosierdzie Boga Z jakiegoś powodu św. Paweł w Liście do Rzymian (5,21n) napisał: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.” Wypowiedział te słowa człowiek, który niewątpliwie zgrzeszył. W wielu listach mówi najpierw o swoim grzechu a potem o nieskończonym miłosierdziu Boga, by na drodze świadectwa głosić dobrą nowinę, że Bóg jest miłością i kocha nas nieskończenie, mimo wszystko. Świadomość własnych grzechów może uczynić człowieka niezwykle pokornym. Poczucie miłości niezasłużonej, która ocala człowieka przed osądem innych i samosądem, jest wręcz niezbędne. W przeciwnym razie człowiek może ulec degradacji wewnętrznej, która doprowadzi go do rozpaczy, myśli samobójczych a w konsekwencji do grzechu Judasza. We wszystkie miejsca i sytuacje życiowe w których swoje panowanie i triumf zaznaczył grzech, ma zstąpić czuła i darmowa miłość Miłosiernego Boga. Grzech niejako „prowokuje” miłość Bożą do udzielenia się człowiekowi. To jest tak, jak z turystą wiedzionym brawurą, który wybrał się w góry wbrew prognozom, bez należytego przygotowania i sprzętu, w dodatku na skróty. Doszedł do martwego punktu. Nie chce albo nie ma siły wracać a nie może iść dalej. Jedyne co mu pozostaje to wezwać pogotowie i ratowników, którzy ratując nigdy nie mówią ofierze, że sama sobie winna, choć obiektywnie, może to być prawda. Niezwykle ważna jest modlitwa za grzeszników a nie osąd, który zawsze jest wywyższeniem samego siebie i poniżeniem kogoś. Bł. Katarzyna Emmerich opisuje pewne zdarzenie. „Jezus, niebieski Oblubieniec dał mi wybór: umrzeć zaraz i cierpieć w czyśćcu albo prowadzić nadal życie wypełnione cierpieniem. Wtedy powiedziałam: »Panie, w czyśćcu nie mogłabym w niczym nikomu dopomóc swym cierpieniem. Jeśli więc nie sprzeciwia się w Twojej woli, chcę nadal cierpieć w tym życiu, byle bym w ten sposób mogła pomóc

jakiejś duszy«. Zbawiciel wysłuchał mojej prośby i mogłam nadal prowadzić życie pełne udręki. Bóle wyciskały ze mnie krwawy pot i gorzkie łzy”. Ile miłości trzeba mieć, by szczerze modlić się za grzeszących i przyjąć cierpienie z miłości do nich! Wejść w tłocznię krzyża jak pewien SS-man w Auschwitz, który nie mogąc uchronić innych przed śmiercią, zdjął mundur i dołączył do idących do krematorium, by podzielić ich los. Skazał samego siebie, by w tym nieludzkim miejscu, choć stworzonym przez ludzi, zachować się ewangelicznie. Pokazać ludzką twarz, którą rozpromienia miłość Jezusa Chrystusa. Po takim doświadczeniu nawet umieranie ma sens. Wiara w miłosierdzie i samo miłosierdzie są niezbędne, by człowiek mógł się ocalić. Jeśli w chwili pokusy i grzechu pojawia się demon pychy, który mówi: »Bóg nie jest ci potrzebny«, to potem przychodzi do nas demon rozpaczy i mówi: »Ty nie jesteś potrzebny Bogu«. Demon chce być jedynym, a jeśli nie jedynym, to ostatnim, towarzyszem naszej ziemskiej wędrówki. Błogosławiona Katarzyna Emmerich opisuje, że tak właśnie było w przypadku Judasz: „Znowu błądził na oślep po dolinie Hinnom (Gehenny), a szatan w strasznej postaci trzymał się wciąż jego boku i szeptał mu do ucha wszystkie przekleństwa Proroków, wypowiedziane o tej dolinie, na której Żydzi niegdyś ofiarowali bałwanom własne dzieci; chciał go w ten sposób przywieść do ostatecznej rozpaczy. Zdawało się Judaszowi, że prorok palcem wskazuje na niego, mówiąc te słowa: »Wyjdą i będą oglądać zwłoki tych, którzy zgrzeszyli przeciw Mnie, a robak ich nie umrze, a ogień ich nie wygaśnie«. To znowu brzmiało mu w uszach: »Kainie, gdzie jest Abel, brat twój? Co uczyniłeś? Krew jego woła o pomstę do Mnie. Przeklęty będziesz na ziemi, błąkać się będziesz i uciekać od widoku ludzi!«. Błądząc tak, przybył Judasz nad potok Cedron i spoglądał ku Górze Oliwnej, lecz w tej chwili odwrócił się ze zgrozą”. Co było dalej wszyscy wiemy. Ewangelia nie przemilcza tego faktu, właśnie dlatego, żeby nas to nie spotkało. Istnieje pedagogiczna funkcja grzechu ale tylko dla tych, którzy chcą się uczyć. ks. Ryszard K. Winiarski

7


Smak www.polityka.pl

S

Intencje modlitw wskazane przez papieża Franciszka na 2020 r. Styczeń Aby chrześcijanie i ci, którzy należą do innych religii oraz ludzie dobrej woli umacniali pokój i sprawiedliwość na świecie. Luty Aby wołanie braci migrantów, którzy wpadli w ręce przemytników pozbawionych skrupułów, było usłyszane i wzięte pod uwagę.

amotność – przedsmak nieba czy piekła? Każdy jej doświadcza na dłużej na krócej, niezależnie od wieku, sytuacji rodzinnej, wyznawanej wiary, niewiary czy ateizmu. Od początku naszych dziejów jakiś niewidzialny, demoniczny łucznik wydobywa strzały samotności z gigantycznego kołczanu i rani nimi poczynając od tych małych, bezbronnych zostawianych w „oknach życia”, poprzez sieroty i tzw. eurosieroty, a kończąc na domach „pogodnej jesieni” na których czyha już tylko eutanazja i sąd ostateczny. Strzały samotności przeszywają niekochanych lub zdradzonych współmałżonków, rozczarowanych partnerem małolatów, zawiedzonych w miłości, uzależnionych, niepełnosprawnych, duchownych. Lista mogłaby być zapewne dłuższa, ja wymieniam tylko niektóre ofiary strzał zatrutych samotnością. Nie wynaleziono panaceum. Nikt do końca nie wie jak radzić sobie z tym wrogiem. Weźmy pod uwagę trzy przykłady samotności.

wspomnienia i teraźniejszość. Jak czuje się singielka wśród roześmianych, a może tylko rozbawionych, koleżanek z dawnego tzw. „babińca”, które pokazują z dumą fotografie swoich rodzin i opowiadają o dzieciach? Jakiś głos wewnętrzny mówi mi: „jesteś trędowata” w tym towarzystwie, gorsza od innych. Przeżywam ogromne upokorzenie, nie tylko dlatego, że większość Polaków życie rodzinne w hierarchii wartości stawia na pierwszym miejscu. Porównanie, pewnie na skutek pychy, przecież nie jestem głupsza ani brzydsza i wewnętrzne postanowienie: „Więcej na takich imprezach moja noga nie postanie!” Obecnie byłoby to 40 lecie matury. Nie wiem, co robi większość moich koleżanek. Obchodzą kolejne jubileusze, rozwiodły się czy owdowiały? Jaki los przypadł ich dzieciom i wnukom? A u mnie constans. Nie ma co gdybać, tylko dziękować Panu Bogu, że wybrał to, co dla mnie uznał za najlepsze. Modlitwa i długie rozmowy z kierownikiem duchowym pomogły dostrzec moją historię w nowym świetle.

Samotność wśród rówieśników Zjazd wychowanków jednego z renomowanych liceów dwadzieścia lat po maturze. Po części oficjalnej pełnej łagodnych i grzecznych formułek dochodzi do spotkania kolegów i koleżanek w klasach. Kwiaty, rozmowy,

Samotność w tłumie Sierpień, okres urlopowy, letnia kanikuła, luz –blues. W Bukowinie Tatrzańskiej kolejne już Sabałowe Bajanie. Sztuka ludowa, wystawy, prezentacja

Marzec

Prymas

Aby Kościół w Chinach wytrwał w wierności Ewangelii i wzrastał w jedności

W

Kwiecień

Maj Aby diakoni, wierni służbie słowa, byli ożywiającym znakiem dla całego Kościoła. 8

www.tygodnikpowszechny.pl

Aby wszystkie osoby uzależnione otrzymały pomoc i były otoczone opieką.

roku beatyfikacji wielkiego Prymasa Tysiąclecia będziemy przypominać świadectwa tych, którzy znali go lepiej od nas. Mają nas prowadzić do odkrycia dzieła, które nam zostawił w wielkim testamencie dziejów ten wielki pasterz. W tym numerze „Głosu Rodziny” – świadectwo św. Jana Pawła II. „Czcigodny i Umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie


samotności folkloru Podhala pod gołym niebem. Przystanęłam na chwilę, żeby doznać wrażeń artystycznych. Jakoś nie widzę zespołu na oświetlonej przecież scenie, nie słyszę góralskiej kapeli, tylko syk samotności. Widzę dzieci kupujące cukrową watę, fotografujące się rodziny, smakoszy grilla, zakochani przytulają się do siebie. A ja w tej „sielskiej” scenerii stoję sama, jak ta brzoza też singielka. Cieszę się, że chociaż tutaj nikt mnie nie zna i nikt nie komentuje. Gęstniejący zmrok staje się moim, mimowolnym sprzymierzeńcem. A może to moje przewrażliwienie. Myślę, ile osób chciałoby pojechać w góry, chociaż na krótko i bez towarzystwa?

Samotność w chorobie Podobno każdy dostaje krzyż na miarę swoich sił. Zbliżała się Wielkanoc. Tydzień wcześniej upadek na lodzie i poważna kontuzja kolana. Wszystkie plany wzięły w łeb. A tak się cieszyłam, że zima minęła dla mnie bezkolizyjnie. Prawie miesięczny przymusowy pobyt w domu a potem jeszcze dłuższa rehabilitacja. Na kogo się zdać? Na łaskę przyjaciół, znajomych, sąsiadów, pielęgniarki środowiskowej, grupy modlitewnej do której należę? Jestem jak żebrak czekający na zgrzyt klucza w zamku moich drzwi. Czekam, że ktokolwiek przyjdzie do mnie.

Czerwiec Nie miałam odwagi by prosić jakiegokolwiek księdza, by przyszedł do mnie z Komunią Świętą. Nabożeństwa Triduum Paschalnego przeżywałam za pośrednictwem radia i telewizji. Prawie każdy kto wpadł okazywał pośpiech. Był krótko, bo obowiązki, rodzina, spotkania. W dobrej wierze „tuczono” mnie świątecznymi specjałami. Czy ja jestem zwierzęciem, które potrzebuje tylko jedzenia? A tak chciałam porozmawiać na żywo, nie przez telefon. Niekiedy podarowanie swojego czasu oznacza miłość. Jeszcze przyplątał się półpasiec, załamanie psychiczne. Płacz nie pomógł. Słuchałam połajanek dotyczących mojego objadania się. Niekiedy krzyczano na mnie. Brakowało mi ludzkiego ciepła. Czułam się jak więzień w czterech ścianach domu. Skulona na łóżku, bezradna i milcząca. A nieco potem. Co myśleli bliźni widząc mnie idącą o kulach z plecakiem na zakupy. Nikt nie zaoferował mi konkretnej pomocy, nawet Odnowa w Duchu Świętym. To są fakty a może i moje osądy. Dlatego potrzebni są wolontariusze a nie odpłatna pomoc w cięższych przypadkach. Zwłaszcza, że wielu nie stać na opłaty za pomoc. Potwierdzają się słowa psalmu, że tylko Bóg nie zawodzi. samotna

Tysiąclecia cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”. Jan Paweł II o Prymasie po wyborze na Stolicę Piotrową

„Szczególnym przedmiotem medytacji uczyńcie postać niezapomnianego Prymasa, śp. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, jego osobę, jego naukę, jego rolę w jakże trudnym okresie

naszej historii. Podejmijcie to wielkie i trudne dzieło, dziedzictwo przeszło tysiącletniej historii, na którym on, Kardynał Stefan, Prymas Polski, dobry pasterz wycisnął trwałe, niezatarte piękno. Niech dzieło to podejmą z największą odpowiedzialnością pasterze Kościoła, niech podejmie je duchowieństwo, kapłani, rodziny zakonne, wierni każdego wieku i każdego zawodu. Niech podejmą je młodzi. Niech każdy na swój sposób, tak jak Bóg i własne sumienie mu wskazuje. Podejmijcie i prowadźcie je ku przyszłości”. Jan Paweł II o Prymasie po jego śmierci

Aby ci, którzy cierpią, odnaleźli drogi życia, pozwalając się dotknąć Sercu Jezusa. Lipiec Aby współczesnym rodzicom towarzyszyła miłość, szacunek oraz dobre rady innych. Sierpień Za wszystkie osoby, które pracują i żyją z morza, za marynarzy, rybaków i ich rodziny. Wrzesień Aby zasoby naszej planety nie były rabowane, ale dzielone w sposób uczciwy, z ich poszanowaniem. Październik Aby na mocy chrztu świętego wierni świeccy, a szczególnie kobiety, podejmowali większą odpowiedzialność w instytucjach Kościoła. Listopad Aby postęp w dziedzinie robotyki oraz sztucznej inteligencji zawsze pozostawał w służbie ludzkości. Grudzień Aby nasza osobista relacja z Jezusem Chrystusem byłą ożywiana Słowem Bożym. 9


Superbia – grzech pierwszy

10

https://wf1.xcdn.pl

G

rzech – jakież to niepopularne dziś pojęcie! Jak niechętnie mówi się o nim dziś w kazaniach. Pycha to najważniejszy i pierwszy z grzechów głównych, począwszy od historii Adama i Ewy, którzy chcieli być równi samemu Bogu – „lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego [tj. drzewa poznania], otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło.” (Ks. Rdz 3,5 – cyt. z Biblii Warszawskiej), aż po dzień dzisiejszy. Św. Jan Paweł II napisał w liście apostolskim „Mulieris dignitatem”, iż „człowiek stworzony przez Boga w stanie sprawiedliwości, za poduszczeniem Złego, już na początku historii, nadużył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć swój cel poza Nim”. Biblijny „początek” — stworzenie świata i człowieka w świecie — zawiera w sobie zarazem prawdę o tym grzechu, który można też nazwać grzechem ludzkiego „początku” na ziemi. Chociaż zapis ten w Księdze Rodzaju jest wyrażony w formie opowiadania symbolicznego, podobnie jak opis stworzenia człowieka mężczyzną i kobietą (por. Rdz 2,18–25), to równocześnie odsłania on to, co trzeba nazwać „tajemnicą grzechu – mysterium iniquitatis”. Tajemnica zła, czy inaczej ludzkiej nieprawości, jest jedną z największych tajemnic ludzkiego życia. Jak pięknie pisze w „Gościu” ks. Jerzy Szymik, jej straszliwa i niepojęta otchłań dopada każdego i każdemu zagraża w absolutnie ostateczny sposób. Nowy Testament mówi tu o mysterion tes anomias (2 Tes 2,7) – „tajemnicy bezprawia”, co św. Hieronim przełożył na łacinę jako mysterium iniquitatis („tajemnica nieprawości”, tak też jest u ks. Wujka), a co w Biblii Tysiąclecia zostało przetłumaczone jako „tajemnica bezbożności”. Spróbujmy się zatem pochylić nad tajemnicą ludzkiego grzechu. Wymieńmy najpierw po kolei te główne z grzechów: Superbia, Avaritia, Luxuria, Invidia, Gula, Ira, Acedia, czyli pycha, skąpstwo (a może lepiej chciwość), zbytek (rozumiana także jako żądza i nieczystość), zazdrość, obżarstwo, gniew, lenistwo (może lepiej byłoby dziś powiedzieć – ociężałość

duchowa), a więc siedem grzechów głównych, w skrócie SALIGIA. Św. Jan Paweł II pisze w adhortacji apostolskiej „Reconciliatio et paenitentia”, iż odczytując tekst biblijny o mieście i o wieży Babel w świetle ewangelicznej nowości i porównując go z [cytowanym już przeze mnie] tekstem o upadku pierwszych rodziców, możemy wydobyć cenne elementy do uświadomienia sobie tajemnicy grzechu. Wyrażenie to, będące echem słów św. Pawła o tajemnicy bezbożności, ułatwia nam zrozumienie tego, co tai się w grzechu, co jest mroczne i nieuchwytne. Grzech jest bez wątpienia aktem wolności człowieka; ale pod jego warstwą ludzką działają czynniki, które stawiają go poza człowiekiem, na pograniczu, tam gdzie ludzka świadomość, wola i wrażliwość stykają się z siłami ciemności, które według św. Pawła działają w świecie i niemal go opanowują. Moralność chrześcijańska opiera się na koncepcji grzechu pierworodnego. Warto więc przypomnieć sobie czym jest grzech pierworodny. Zdaniem św. Anzelma, polega on na braku sprawiedliwości pierwotnej, a więc jest pewnym brakiem. Grzech pierworodny jest nieuporządkowaną pożądliwością. Inaczej to ujmując, grzech pierworodny w nas – to „żądze grzechowe”. Grzech

pierworodny powoduje skażenie różnych sił psychicznych człowieka, jako różnych części jednej całości; podobnie jak sprawiedliwość pierwotna jednoczyła je razem. Wskutek sprawiedliwości pierwotnej rozum doskonale panował nad niższymi władzami duszy, a sam dzięki doskonałości otrzymanej od Boga, doskonale poddawał się Bogu. Jak pisze św. Tomasz z Akwinu, po utracie tej sprawiedliwości pierwotnej siły psychiczne człowieka zostały niejako rozstrojone i pozbawione właściwego porządku, dzięki któremu z natury kierowały się ku cnocie. Wyróżnia on cztery siły psychiczne: 1. Rozum, w którym jest roztropność; 2. Wolę, która jest siedzibą sprawiedliwości; 3. Siłę gniewliwą (popęd do walki) będącą podmiotem męstwa i wreszcie; 4. Siłę pożądliwą będącą popędem do przyjemności. Katechizm KK stwierdza, iż każdy grzech jest obrazą Boga. Grzech przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca. Jest on, podobnie jak grzech pierworodny, nieposłuszeństwem, buntem przeciw Bogu spowodowanym wolą stania się „jak Bóg”, w poznawaniu i określaniu dobra i zła (wspomniana już Księga Rodzaju 3,5). Grzech jest więc „miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga”, jak


pisze św. Augustyn w swoim dziele „O Państwie Bożym” (14,28). Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, który „chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu” (Flp 2,6 – cyt. z Biblii Warszawskiej). Czy to zatem pycha jest rzeczywiście początkiem każdego grzechu? Powiada Pismo św. (Ks. Koheleta 10,14): „Początkiem pychy człowieka jest odstępstwo od Boga”. A więc może to nie pycha, ale odstępstwo od Boga jest początkiem wszelkiego grzechu? Albo może to chciwość jest tą pierwotną, deprawującą człowieka siłą, a więc to i ona jest początkiem wszystkich grzechów? Według św. Pawła (1 Tym 6, 10): „Korzeniem wszelkiego złego jest chciwość”. Św. Tomasz pisze, że chciwość oznacza zwrócenie się do dobra zmiennego, czyli mniejszego, które niejako karmi i żywi wszelki grzech. Dlatego właśnie bywa ona nazywana korzeniem grzechu. Św. Augustyn nazywa tę deprawującą siłę „nieuporządkowaną miłością siebie”, która tworzy „miasto Babilonu”. Ale z drugiej strony Pismo św. mówi (Ks. Koheleta 10,15), że „Początkiem wszelkiego złego jest pycha”. Dlatego warto zapytać za św. Tomaszem z Akwinu, jak powinniśmy rozumieć jest znaczenie wyrazu „pycha”? Tłumaczy on, iż niekiedy oznacza ona nieuporządkowane pragnienie własnej wielkości, i wówczas jest specjalnym grzechem. Kiedy indziej, oznacza pewną przygodną pogardę Boga przez sam brak poddania się jego przykazaniom, i w tym znaczeniu jest grzechem ogólnym. Czasami zaś, oznacza skłonność do tego rodzaju pogardy na skutek zepsucia naszej natury, i w tym znaczeniu, można uznać pychę za początek i praprzyczynę wszelkiego grzechu. Pycha polega zatem na odwróceniu się od Boga, którego przykazaniom człowiek wzbrania się poddać. Dlatego właśnie pycha jest początkiem wszelkiego zła w ludzkim życiu, tak jednostkowym, jak i zbiorowym. Mędrzec biblijny powiedział „początkiem wszelkiego złego jest pycha” mając na myśli pychę jako nieuporządkowane pożądanie własnego wywyższenia. Odstępstwo od Boga jest początkiem grzechu pychy ze względu na odwró-

cenie się od celu ostatecznego. Z tego bowiem, że człowiek nie chce poddać się Bogu, pochodzi nieuporządkowane pragnienie własnej wielkości w rzeczach doczesnych. Warto także pamiętać, iż to właśnie pycha stanowi często najskuteczniejszą broń szatana i duchów zła przeciw intelektualistom oraz ludziom obarczonym szczególnymi talentami i przymiotami umysłu. Można powiedzieć, że odstępstwo od Boga jest początkiem pychy, jako pierwszy jej gatunek, gdyż pycha sprawia niechęć poddania się jakiemukolwiek przełożonemu, a zwłaszcza Bogu. Człowiek kocha siebie samego, chcąc własnej wielkości. Jak pięknie pisze św. Tomasz z Akwinu, „na jedno więc wyjdzie czy się powie, że pycha, czy też miłość siebie samego jest początkiem wszelkiego grzechu”. A zatem, wg św. Tomasza z Akwinu, to właśnie nieuporządkowana miłość siebie samego jest przyczyną wszelkiego grzechu. W miłości zaś siebie samego zawiera się nieuporządkowane pożądanie dobra, gdyż dobra życzy się temu, kogo się kocha. Jasnym więc według niego jest, iż nieuporządkowane pożądanie dobra jest przyczyną wszelkiego grzechu. Potwierdza to nauka św. Augustyna, który napisał: „Jak miłość Boga, stanowiąc o królestwie Bożym, jest zasadą i korzeniem wszystkich cnót, tak miłość siebie stanowiąc o państwie Babilonu, jest korzeniem wszystkich grzechów”. Mówi on, że miłość siebie samego posunięta do wzgardy dla Boga, tworzy „państwo Babilonu”. W ten sposób, na skutek każdego grzechu, człowiek staje się niejako obywatelem „państwa Babilonu” jako synonimu doczesnego zepsucia. A więc, podobnie jak u św. Tomasza, to miłość siebie samego jest praprzyczyną wszelkiego grzechu. Nasze czasy wyjątkowo sprzyjają miłości własnej człowieka. Współczesny człowiek jest spragniony własnej wielkości przez co zwraca się ku dobrom doczesnym i goni za tym, by raczej „mieć niż być”, jak to pięknie określił niemiecki filozof, Erich Fromm. Wygodne dzisiejsze czasy nie są dobrą szkołą dla ludzkich charakterów. Kochamy samych siebie i pozwalamy sobie, jeśli nie na wszystko, to na wiele. Obywatelskie cnoty i republikańskie przymioty, zdolność do samokontroli i powściągania własnych pożądań

i emocji, a także samoograniczania się na rzecz służby wyższym wartościom, zastępowane są nieokiełznaną żądzą samorealizacji i wybujałemu indywidualizmowi oraz chęcią kreacji siebie wciąż od nowa – w świecie, w którym nie ma żadnych stałych wartości i elementów. Podważone zostało istnienie obiektywnej prawdy na rzecz wielu równoważnych prawd i relacji. Zanegowano nawet istnienie elementów, zdawałaby się niezbywalnych, takich jak ludzka płeć czy biologiczna i psychologiczna odmienność pomiędzy kobietą a mężczyzną. Zastąpiono je kulturowymi płynnymi konstruktami, które mogą być dowolnie zmieniane, nawet na przebiegu pojedynczego ludzkiego życia. Żyjemy w poczuciu własnej samowystarczalności, czujemy się bezpieczni, zagłuszyliśmy w sobie świadomość wielkiej tajemnicy życia, nie zadajemy kluczowych egzystencjalnych pytań. Nie zastanawiamy się nad nietrwałością i przemijalnością ludzkiego życia. Dominują indywidualizm i chęć samorealizacji za wszelką cenę, najczęściej bez oglądania się na innych. Zagubiliśmy poczucie podstawowych ról społecznych. Mamy do czynienia z kryzysem ojcostwa i z kryzysem instytucji rodziny. Wciąż niejako wymyślamy siebie na nowo, stawiając sobie co raz to nowe zadania i cele żyjąc na luźnych piaskach, bez trwałych fundamentów wiary i spajających nasze istnienie wartości. Bardzo często definiują nas społeczne role, jakie pełnimy, a jeszcze bardziej to, co posiadamy. Dostaliśmy się niejako pod władzę rzeczy, czy tzw. gadżetów. Niemal nikt już nie naprawia ubrań, butów, pralek, lodówek czy telewizorów. A otaczające nas rzeczy zatraciły swój duchowy wymiar, nie odzwierciedlają już umiejętności rąk, które je poprzez mozolną pracę stworzyły, ani cząstki duszy artystów i rzemieślników, która się w nich znalazła. Pozbawiono je elementu piękna, na rzecz priorytetu czystej użyteczności, a przede wszystkim zysku, jakie mogą przynieść. W zamian za to stały się one ważnym wyznacznikiem statusu społecznego. Kultura i sztuka straciły pierwotne powiązania z pięknem i wyższymi wartościami. Zastąpiły je nieustanna pogoń za nowością oraz chęć zadziwienia i zaszokowania publiczności i kryty-

11


12

ale jednocześnie powszechne odrzucenie tradycyjnej wiary w Boga. Na Zachodzie wzrasta zainteresowanie filozofiami Dalekiego Wschodu. W tym wszystkim obecny jest Antychryst, który jawi się jako pacyfista, uwodzący ludzkość obietnicą pokoju i sprawiedliwości bez Boga, w ramach nowej, pluralistycznej i synkretycznej religii bez wiary i dogmatów”. Jak napisał ks. Robert Skrzypczak, jeszcze „ważniejsze od wyobrażeń Sołowjowa dotyczących przyszłych wydarzeń jest wskazanie na cechy przypisywane tej postaci [tj. Antychrystowi]. Skandal Antychrysta polega na tym, że chodzi o wzorowego pacyfistę, ekologa i ekumenistę, przyjaciela zwierząt, ascetę, filantropa i wegetarianina. Antychryst Sołowjowa to osobowość pociągająca, uśmiechnięty truciciel. Już za młodu okazał się zdolnym i wytrawnym biblistą. Jego urokowi zdoła się przeciwstawić jedynie mała grupka chrześcijan, którzy dobrze wyczują, że chodzi tu o chrześcijaństwo rozwodnione, z Chrystusem wziętym w nawias”. Tymczasem, jak bardzo mocno podkreślał w swoim nauczaniu, papież Benedykt XVI, nie ma Kościoła bez Chrystusa. Istotą chrześcijaństwa nie jest bowiem jakaś ogólna idea, doktryna czy system, ale sam Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, a jednocześnie nasz Odkupiciel, który stanowi samo centrum naszej wiary. Jak mówił Benedykt XVI, nauczanie Kościoła powinno zostać skoncentrowane na Osobie Jezusa Chrystusa. I nie chodzi przy tym o ukazywanie Go jako wzorca etycznego, ale jako rzeczywistego Zbawcy żyjącego w swoim Kościele. A czym dla nas jest Kościół i kim dla nas jest Jezus Chrystus? Czy zadaliśmy sobie w ogóle kiedykolwiek to pytanie? I czy zadajemy je sobie wciąż na nowo? prof. Piotr Czauderna

https://tygodnik.tvp.pl

https://pl.wikipedia.org

ków. Ale co tu jeszcze nowego można wymyślić, skoro niemal wszystko już było, włącznie z pisuarem Marcela Duchampa (1917) i zapuszkowanymi ekskrementami artysty autorstwa Piero Manzoniego (1961). Pozostaje więc tylko coraz większa dekonstrukcja starych oraz odwiecznych motywów i tematów; stąd pewnie popularność instalacji i kolaży. Nikt już nie wie co jest sztuką i czemu ma ona służyć lub co przekazywać oraz co po niej zostanie. Jest tylko tu i teraz, hic et nunc. Jak dowodzi tego ostatnie dzieło o nazwie „Komik” włoskiego artysty i skandalisty, Maurizio Catalana, pod postacią banana przyklejonego srebrną taśmą klejącą do ściany sprzedanego za 120 tysięcy dolarów, za obiekt sztuki można dziś uznać w zasadzie wszystko, pod warunkiem że został on stworzony przez odpowiednio znanego, czy też rozreklamowanego, artystę. Nota bene w trakcie trwania wystawy inny performer, David Datuna podszedł do arcydzieła i... go zjadł. Sic! Maurizio Catalan nie przejął się tym specjalnie tłumacząc, że jednego banana można zastąpić innym. Jak wcześniej pisałem, istotnej i właściwej przyczyny grzechu należy szukać w zwrocie człowieka ku dobru doczesnemu, bowiem, jak napisał św. Tomasz Akwinata, każda czynność grzeszna pochodzi z jakiegoś nieuporządkowanego pożądania pewnego doczesnego dobra. Takie zaś nieuporządkowane pożądanie pochodzi z nieuporządkowanej miłości siebie samego, a więc z samolubstwa. Kochać bowiem kogoś prawdziwie, to chcieć rzeczywistego dobra dla niego. Jasną więc dla św. To-

masza rzeczą jest, że nieuporządkowana miłość siebie samego jest przyczyną wszelkiego grzechu. Tymczasem, my ogromnie pokochaliśmy samych siebie. Pozbyliśmy się egzystencjalnego lęku i poczucia ciągłego obcowania ze śmiercią, która jest przecież nieodłącznym elementem ludzkiego życia. W naszych kościołach nie ma już trumien w czasie liturgii pogrzebowych, ludzie rodzą się i umierają w szpitalach; rzadko kiedy odchodzą w otoczeniu bliskich mając czas na przygotowanie się do śmierci. Wezwanie suplikacji „od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie” zostało zastąpione przez pragnienie nagłej i bezbolesnej śmierci. Nasze życie jest wygodne jak nigdy dotąd. Tylko w chwilach doświadczenia bólu, cierpienia i choroby przypominamy sobie o naszej ograniczoności i małości wobec tajemnicy istnienia. A odwieczne ludzkie pragnienie nieśmiertelności pozostaje nadal poza naszym zasięgiem, w sferze marzeń. Mimo to, chwilę później, wracamy do naszych utopii. Zmieniamy powoli, a może co raz szybciej, znaczenie słów i pojęć. Miłosierdzie nie oznacza już długotrwałego zajmowania się kimś w chorobie, ale zaczyna być zastępowane przez akt eutanazji. Zaczynamy zrównywać świat ludzi ze światem przyrody i zwierząt. Nie damy sobie wmówić, że wszystko jest równoważne i równoprawne. Cnota i grzech nie wyrastają z tego samego korzenia. Grzech bowiem pochodzi z pożądania dobra doczesnego. Cnota natomiast pochodzi z pożądania dobra niezmiennego, i dlatego miłość Boga jest korzeniem wszystkich cnót, zgodnie z zachętą św. Pawła (Ef 3,17), byśmy zostali: „w miłości wkorzenieni i ugruntowani”. Następstwami każdego dobra stworzonego, i w ogóle każdego bytu, są: umiar, piękno i porządek. Grzech jest z istoty swej ich pozbawiony. Przychodzą w tym miejscu na myśl niewiarygodnie prorocze słowa rosyjskiego pisarza z przełomu XIX i XX wieku, Włodzimierza Sołowiowa, który napisał: „W XXI wieku Europa buduje związek państw – swoiste „stany zjednoczone Europy”. Dokonuje się również przewrót cywilizacyjny i antropologiczny: następuje ostateczny upadek teoretycznego materializmu,


Patronowie naszych ulic

Ks. Zygmunt Adamczewski, radosny i pracowity

U

rodził się w wielodzietnej rodzinie administratora majątku Dubienka, 22 lutego 1896 r. Miał wiele talentów, które zauważyli rodzice, posyłając go IV Gimnazjum Męskiego w Warszawie. Mając dziewiętnaście lat wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie. Tutaj także dostrzeżono jego rozliczne talenty. Zaraz po święceniach kapłańskich (1919) został skierowany na dalsze studia na nowopowstałym Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wnioskując z treści pisma biskupa Fulmana, ponieważ instytut pedagogiczny nie był dostatecznie zorganizowany, młody gorliwy i niezwykle inteligentny ksiądz Zygmunt zostaje mianowany wikariuszem w Zaklikowie. Niedługo pracował w duszpasterstwie, potrzeby Seminarium Duchownego spowodowały, że ks. Adamczewski stał się wykładowcą teologii dogmatycznej. W 1924 r. otrzymuje nominację na prefekta Gimnazjum Państwowego w Puławach, gdzie wykorzysta wszystkie możliwości podarowane mu przez Boga i wypracowane sumiennym przygotowaniem naukowo-dydaktycznym. Odrębnym walorem była jego kultura i urok osobisty, które zjednywały mu wielu przyjaciół. W szkole był nie tylko katechetą, ale także wykładał łacinę i pełnił funkcję wychowawcy. Równocześnie był kapelanem garnizonu puławskich saperów. Niezwykle aktywne życie i warunki wojenne sprawiły uszczerbek na zdrowiu. Ks. Zygmunt zachorował na tyfus brzuszny (stan prawie beznadziejny) a potem przez resztę życia cierpiał na padaczkę. Po latach wspominał, że niemal podczas każdej Mszy niedzielnej tracił przytomność a wierni czekali aż wróci do ołtarza. Bywało też, że uczniowie wynosili katechetę z klasy, by na korytarzu albo w toalecie, przeczekać kolejny atak. Biskup pozwolił mu przyjmować napoje tuż przed Mszą Świętą (w liturgii przedsoborowej post obowiązywał od północy). W aktach personalnych zachowały się prośby i zaświadczenia lekarskie. To jedyne pisma w sprawach osobistych do biskupa.

W czasie okupacji hitlerowskiej czuwał na posterunku duszpasterskim ale angażował się też w pomoc działaczom konspiracyjnym. Kolportuje tajną prasę, przewoził żywność i pieniądze dla partyzantów Armii Krajowej. Dnia 12 lipca 1948 r. biskup lubelski Stefan Wyszyński, późniejszy prymas, mianuje ks. Zygmunta rektorem kościoła Zmartwychwstania Pańskiego (obecnie kościół MB Różańcowej) by zajął się szczególnie młodym pokoleniem wierzących. Wyrazem uznania dla pracy ks. Adamczewskiego był nadany mu tytuł kanonika honorowego Kapituły Zamojskiej. W nowej rzeczywistości społeczno-politycznej ks. Zygmunt nie „gubi się”. Jest osobą otwartą i konsolidującą przede wszystkim środowisko puławskich nauczycieli. Gdy w 1951 r. kościół „garnizonowy” przekazano pod duszpasterską opiekę kapelanów wojskowych, ówczesny biskup Piotr Kałwa zaproponował ks. Adamczewskiemu probostwo i dziekaństwo w Tomaszowie Lubelskim. Ksiądz Zygmunt tłumacząc się zdrowiem i trochę wielkością wyzwania na krańcach ówczesnej diecezji, poprosił o anulowanie nominacji. Kilka miesięcy później stanie się proboszczem w pobliskiej Końskowoli i wicedziekanem. Stąd po dwóch latach sumiennej posługi powróci do Puław jako administrator Parafii Wniebowzięcia NMP i dziekan dekanatu puławskiego. Trudności w relacjach z ówczesną władzą, metodyczne ataki władz komunistycznych doprowadziły do zawału serca. Po kilku miesiącach leczenia wrócił do swoich zajęć, dzieląc je z innymi księżmi, gdyż obca mu była zazdrość czy chorobliwe ambicje. Był niewątpliwym autorytetem dla wielu księży, także tych, którzy nie dorastali do jego formatu. Niewątpliwą zasługą ks. Adamczewskiego była wytrwała walka o pozwolenie na budowę Nawego kościoła. Razem z niezmordowanym Bolesławem Kobierskim kierował liczne petycje z tysiącami podpisów wiernych do władz lokalnych i centralnych. Niestety… bezskutecznie. Być może fakt, że

powstały trzy nowe parafie jest późnym owocem tego ciągłego kołatania do drzwi urzędników. Wszak kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym spadaniem. Ks. Adamczewski był nie tylko duszą towarzystwa, ale powiernikiem wielu najbardziej intymnych problemów i kierownikiem sumień puławskiej inteligencji. Niektórzy dopiero po jego śmierci odkryli, jak ważną rolę odgrywał w ich życiu ten kapłan. Obok niezwykłej inteligencji, błyskotliwej narracji miał wyrafinowane poczucie humoru. Radość była niewątpliwie jego bronią życiową. Był szczery, chętnie opowiadał historie ze swojego życia nie po to, by koncentrować na sobie uwagę, ale pokazywać jak Bóg prowadzi człowieka. Mimo zmęczenia i chorób był człowiekiem pogodnym i dającym innym otuchę. Ważne miejsce w życiu ks. Zygmunta były odpowiednie lektury. Nawet na łożu śmierci jeszcze czytał, rozmiłowany w historii narodu i ojczystej literaturze, zwłaszcza S. Żeromskiego. Rozmowy z księdzem były zawsze twórcze i niemęczące. Był człowiekiem mądrym ale nie wyniosłym, umiał z autoironią komentować własne słabości. Odszedł bez pożegnania, nocą 21 maja 1966 r. Zdążył jeszcze poprzedniego wieczoru omówić z księżmi plan na następny dzień. Zasnął, i ten przeszedł w wieczność. Jego pogrzeb był wielką manifestacją uczuć wielotysięcznej rzeszy parafian, uczniów, wychowanków. Dnia 23 maja o g. 16.00 trumnę z ciałem zmarłego ustawiono na tarasie kościoła Wniebowzięcia NMP. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył bp P. Kałwa w asyście 108 księży. W imieniu wiernych zmarłego żegnał mecenas M. Jursz, w imieniu przyjaciół – prof. K. Arasimowicz zaś w imieniu wikariuszy najwyższe uznanie dla pełni człowieczeństwa i nieskazitelności kapłaństwa, wyraził ks. M. Malarz. Od tego dnia wyrosły już niemal trzy pokolenia. Dobrze byłoby, żeby pamiętały o człowieku, który Puławom poświęcił niemal całe pracowite życie. ks. infułat Kazimierz Bownik

13


Spotkanie „Lublin uwielbia”

14

zaakceptowała Boży zamysł. Gdy ktoś mówi Bogu „tak”, jak Maryja, to nawet jeśli będzie musiał przeżyć swoje cierpienie, Bóg zawsze będzie z nim”. Przypominał, że Maryja nigdy się nie buntowała, choć tak wiele doświadczyła cierpienia. My natomiast widzimy to, co sami chcemy zobaczyć. Nie bardzo jednak chcemy zobaczyć to, co Pan nam wskazuje. Tłumaczył, że trzeba się modlić i nie wolno tej modlitwy odkładać ani zrzucać na kogoś innego. Mówił, że w modlitwie spotykamy Boga, ale że również spotykamy Go w każdym człowieku. Dlatego każdego człowieka trzeba kochać. Mówił, że czas ucieka szybko, że może już wkrótce zabraknąć go na mówienie jeden drugiemu o miłości. Powiedział: „Módlcie się i mówcie innym, że ich kochacie. Powinniście to mówić i powinniście przebaczać sobie wzajemnie. Szczególnie w rodzinach”. Mówił też, że choć Jezus rodzi się każdego roku, to przede wszystkim musi narodzić się w sercach ludzi i rodzinach. Drugą konferencję pt. „W mocy Ducha Świętego” i modlitwę o rozpalenie darów – poprowadził ks. Łukasz Plata. Następnie przez całą noc zebrani na hali „Globus” trwali w modlitwie i uwielbieniu Boga. W drugim dniu spotkania, uwielbienie poprowadziła s. Tomasza Potrzebowska oraz Wspólnota „Guadelupe” działająca przy Archikatedrze Lubelskiej, która również zapewniła oprawę

muzyczną. Był też czas modlitw wstawienniczych i świadectw. Konferencje w tym dniu poprowadzili: s. Tomasza Potrzebowska – pt. Modlitwa i oddanie życia Jezusowi oraz Brat Elia Cataldo – pt. Modlitwa, która podoba się Bogu. Spotkanie zakończyło się Eucharystią i Koronką do Bożego Miłosierdzia. Po Eucharystii głos zabrał asystent duchowny brata Elii, ks. Marco Belladelli, przedstawiając historię życia charyzmatycznego brata. Brat Elia Cataldo, urodził się w 1962 roku we Francavilla Fontana we Włoszech. Po ukończeniu osiemnastego roku życia przeprowadza się do Mediolanu gdzie podejmuje pracę na poczcie. W 1985 roku wstępuje do zgromadzenia Ojców Kapucynów prowincji Lombardii. Po okresie nowicjatu, składa śluby zakonne zwykłe. W tym czasie otrzymuje widoczne stygmaty. W styczniu 2001 rozpoczyna swoją misję ewangelizacyjną. Brat Elia od urodzenia nie przyjmuje żadnych pokarmów przez cały okres Wielkiego Postu. Stygmaty od momentu gdy pojawiły się pierwszy raz, pojawiają się u niego regularnie w każdy piątek oraz co roku w Wielkim Tygodniu. W okresie Wielkiego Tygodnia przeżywa fizycznie mękę Chrystusa, krwawi całe jego ciało. Wygląda jak jedna „wielka rana”. Pan Jezus pozwolił aby w roku 2020 ludzie, którzy przyjadą do Brata Elii do Calvi mogli

arch. parafii Św. Rodziny

W

dniach 29–30 XI ubiegłego roku r. na hali „Globus” w Lublinie odbyło się spotkanie pod hasłem „Lublin Uwielbia”. Był to czas trwania (nieprzerwanie przez 24 godz.) na uwielbieniu i modlitwie. W spotkaniu wzięło udział ponad 4000 osób. Były to głownie osoby z grup modlitewnych funkcjonujących w Kościele, zarówno z archidiecezji lubelskiej jak i całego kraju. W spotkaniu mógł wziąć udział każdy. Organizatorem spotkania była Katolicka Odnowa w Duchu Świętym Archidiecezji Lubelskiej. To już drugie duchowe wydarzenie o takim wymiarze, organizowane przez ten ruch. Pierwsze z nich – Forum Charyzmatyczne p.n. Charyzmaty w Służbie Ewangelizacji, połączone ze spotkaniem „Lublin uwielbia” odbyło się w dniach 7–9 grudnia 2018 r. w Lublinie. W spotkaniu uczestniczyło około 1500 osób. Są świadectwa uzdrowień potwierdzone dokumentacją medyczną, które się w tamtym czasie dokonały. W spotkaniach tych wzięli udział członkowie Odnowy w Duchu Świętym działającej przy naszej parafii. Było to wielkie duchowe doświadczenie. Uwielbienie i oprawę muzyczną w pierwszym dniu poprowadziła Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Mocni w Duchu” z Łodzi. Spotkanie rozpoczęło się o godz.15.00 Koronką do Bożego Miłosierdzia. Centralnym punktem uwielbienia była Eucharystia sprawowana przez Metropolitę Lubelskiego arcybiskupa Stanisława Budzika, który również wygłosił homilię na temat Darów Ducha Świętego. Gościem tegorocznego wydarzenia był włoski stygmatyk br. Elia Cataldo, który poprowadził adorację i nabożeństwo o uzdrowienie duszy i ciała jak również wygłosił konferencję. Brat Elia mówił o miłości Boga i człowieka. Tłumaczył, że choć każdego dnia mamy jakiś problem, to jednak nigdy nie jesteśmy sami. Jest Ktoś, kto nad nami czuwa. Mówił: „Zapraszam was wszystkich do modlitwy 10 minut dziennie twarzą w twarz z Maryją. Maryja odpowiedziała Bogu „tak”, a my odpowiadamy „nie”. Chcemy, by do nas należało ostatnie słowo. Maryja


Odnowa w Duchy Świętym przy Parafii Św. Rodziny

fot. rkw

zobaczyć jego mękę, a tym samym poznać jak cierpiał Jezus Chrystus. Oprócz stygmatów, autentycznych i wiarygodnych brat Elia otrzymał także inne łaski, jak niebiański zapach róż, obcowanie ze świętymi, wizje odległe w czasie i przestrzeni, czytanie w sercach i duszach, bilokacje, dar wstawiennictwa o fizyczne i/lub duchowe uzdrowienie oraz uwolnienie od jakiegokolwiek związku ze złem oraz przenikania głębi duszy prowadzącego do nawrócenia. Brat Elia to najbardziej niezwykły współczesny mistyk. Jest człowiekiem niezwykle skromnym i ciepłym, który z właściwą sobie prostotą zachęca: „Rozmawiaj z Panem. Jeśli nie powiesz Mu o swoich problemach, w jaki sposób ma cię usłyszeć”. Zadaniem Brata Elii jest mówienie ludziom o Bogu w sposób najprostszy, nawracanie ich, nauczanie modlitwy płynącej z serca oraz życia w zgodzie z naukami Jezusa. Słowa Brata Elii płyną prosto do serc słuchaczy. Najważniejsza jest jednak jego niezwykła relacja z Chrystusem na co dzień. To jemu właśnie Chrystus pozwolił utrwalić swoje Oblicze na fotografii. Katolicka Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym Archidiecezji Lublin, która była organizatorem spotkania „Lublin Uwielbia” działa bardzo prężnie i organizuje wiele form zgłębiania wiedzy duchowej o różnym stopniu zaawansowania (dla dorosłych i młodzieży). Wspólnota organizuje również różne spotkania modlitewne i pielgrzymki oraz podejmuje wiele innych inicjatyw. Z tych form mogą korzystać Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym z całej archidiecezji, ale również wszyscy poszukujący żywej relacji z Bogiem. Zapraszamy wszystkich chętnych, którzy mają pragnienie pogłębienia wiary, uczyć się modlitwy, rozważać Słowo Boże i trwać na uwielbieniu Boga we wspólnocie, do uczestniczenia w spotkaniach działającej przy naszej parafii wspólnoty. Spotkania odbywają się w każdą środę o godzinie 19.00. Natomiast otwarte dla wszystkich spotkania uwielbiania Pana, odbywają się w Kościele w trzecią niedzielę miesiąca po mszy wieczornej tj. o godz. 19.00. Serdecznie zapraszamy.

O

rszak Trzech Króli w Puławach 2020 za nami. Stowarzyszenie „Rodzina” dziękuje wszystkim, którzy zaangażowali się w jego przygotowanie. Bez Was niewiele sami byśmy zrobili. Orszak to my wszyscy, razem. Serdecznie dziękujemy za patronat honorowy i pomoc: Staroście Puławskiemu Danucie Smaga, Prezydentowi Puław Pawłowi Majowi, Wójtowi Gminy Puławy Krzysztofowi Brzezińskiemu, Radzie Miasta i Przewodniczącej Rady Miasta Puławy Bożenie Krygier, Przewodniczącemu Rady Powiatu Puławskiego i Radzie Powiatu Puławskiego Januszowi Wawerskiemu.

nr 3 im. Jana Brzechwy Puławach, Szkoła Podstawowa nr 4 w Puławach i. Mikołaja Kopernika, Szkoła Podstawowa nr 6 w Puławach im. Polskich Lotników, Szkoła Podstawowa nr 11 w Puławach im. Henryka Sienkiewicza, Zespół Szkół nr 1 im. Stefanii Sempołowskiej w Puławach, Zespół Szkół nr 3 im. Marii Dąbrowskiej w Puławach, Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. F.D. Kniaźnina, Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Puławach im. Komisji Edukacji Narodowej, Zespół Szkół Technicznych w Puławach. Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom indywidualnym, którzy nas wspierali: Adam Wicher, Artur Pietras, Magdalena i Rafał Junko, Iwona Czerwińska i Izabella Berezińska, Jolanta Frycz, Katarzyna Grudzień, Hubert Domański, Marta Gładydz, Anna Maj, Magdalena Woźniakowska, Robert Sosik, Zdzisław Brzozowski. Dziękujemy wolontariuszom: Sebastian Pezda i Joanna Mazurek. Odrębne podziękowanie należą się rodzinie i małemu dziecku, którzy tak pogodnie weszli w rolę Świętej Rodziny.

Wielkie dzięki za wspólny orszak Serdecznie dziękujemy strategicznym sponsorom: Grupie Azoty Zakłady Azotowe „Puławy”, firmie Remzap Puławy Sp.z o.o, Puławskiemu Ośrodkowi Kultury „Dom Chemika”, Młodzieżowemu Domowi Kultury Puławy, Instytutowi Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, Muzeum Czartoryskich w Puławach, firmie M-Stal Andrzej Pruchniak, Leszkowi Kowalowi, agencji reklamowej SIGNUM, firmie Moovio. pl, Związkowi Harcerstwa Polskiego, Związkowi Strzeleckiemu – oddział Puławy, Skautom Europy w Puławach, Puławskim Pielgrzymkom Rowerowym, Miejskiemu Ośrodkowi Sportu I Rekreacji w Puławach, Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Puławach, Ochotniczym Strażom Pożarnym z powiatu puławskiego, Komendzie Powiatowej Policji w Puławach, Straży Miejskiej, SP ZOZ, Dziękujemy szkołom i przedszkolom. W przygotowaniach i prowadzeniu orszaku udział wzięły: Miejskie Przedszkole nr 10 im. Marii Kownackiej w Puławach, Miejskie Przedszkole nr 7 w Puławach, Szkoła Podstawowa

Dziękujemy wszystkim aktorom, księżom, którzy nam pomagali, a w szczególności proboszczowi naszej parafii oraz ks. Jackowi Jakubcowi, który mimo, że pracuje w Rejowcu, był żywo zainteresowany organizacją orszaku. Dziękujemy Fundacji Orszak Trzech Króli za koordynowanie pracą wszystkich sztabów w kraju i za granicą. Dziękujemy serdecznie w administracji państwowej i samorządowej za wszystkie decyzje, które umożliwiły bezpieczne i radosne świętowania na ulicach naszego miasta. Spotkajmy się za rok. Razem możemy więcej. Stowarzyszenie „Rodzina”

PS. Jako proboszcz składam gratulacje wszystkim organizatorom i uczestnikom. Dzieło niewątpliwie wspólne. Na ręce dwóch pań: Renaty Szczypy i Bożeny Krygier, składam szczere podziękowania wszystkim utrudzonym ale szczęśliwym wolontariuszom, zwłaszcza z e stowarzyszenia „Rodzina”, którzy oddali orszakowi swoje serca, talenty, doświadczenie i czas. Niech Bóg wszystkim błogosławi. ks. Ryszard Winiarski

15


Nowa wersja czwartego przykazania kościelnego http://webstergardens.org

C

Małżeństwo Że tak im było dane zestarzeć się jak świątkom przy drodze tak samo spróchniali tak samo poorani mrozem i zawieją Że tak im dozwolono iść serce w serce biodro w biodro zmarszczka w zmarszczkę

hodzi o powstrzymywanie się wiernych od udziału w zabawach w piątki, ale tylko w okresie Wielkiego Postu – taką decyzję podjął Episkopat Polski na 362. Zebraniu Plenarnym KEP w Wieliczce. Dotąd obowiązywał zakaz udziału w zabawach i dyskotekach każdego piątku. Poprzednia wersja 4. przykazania kościelnego brzmiała: „Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach”. Przyjęta wersja 4. przykazania kościelnego brzmi: „Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w czasie Wielkiego Postu powstrzy-

mywać się od udziału w zabawach”. Jak wyjaśnił KAI bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, powodem, dla którego uległo zmianie sformułowanie czwartego przykazania kościelnego, jest dotychczasowa praktyka częstego przenoszenia uroczystości rodzinnych czy szkolnych na piątek ze względów praktycznych. „Wychodząc naprzeciw sytuacji praktycznej, biskupi polscy zawężają czas zakazany, w którym nie należy organizować i uczestniczyć w zabawach do Wielkiego Postu, co nie znaczy, aby nie powstrzymać się od nich w pozostałe piątki roku” – skonstatował biskup. http://gosc.pl/doc/1604761.KEP

www.konserwacjazabytkow.com.pl

Że tak im darowano istnieć w sobie podwójnie i milczeć wzajemnie Że tak im dopuszczono by nawet w sen wchodzili razem on ją obejmował na poduszce by o kamień snu nie zraniła stopy Że tak ich wysłuchano aby to on czerwone jabłko niósł jej do szpitala i ukląkł w jej ostatniej łzie

https://3.bp.blogspot.com

Anna Kamieńska

Humor dziecięcy Rozmawiają dwie blondynki: – Robimy razem sylwestra? – No pewnie, świetny pomysł! Tylko kiedy? *** Kowalski do kolegi: – Twoja żona jest blondynką czy brunetką? – Trudno powiedzieć. Dwie godziny temu poszła do fryzjera i jeszcze nie wróciła! *** Twoje wypracowanie jest niezłe – mówi nauczycielka do Jasia.

PISMO PARAFII RZYMSKOKATOLICKIEJ ŚW I Ę T E J RO DZ I NY W PU Ł AWACH

16

– Ale jest identyczne jak wypracowanie twojego kolegi z ławki. Wiesz co to znaczy? – Że jego wypracowanie też jest niezłe! *** – Znalazłem sposób, by zmusić siostrę do rannego wstawania – chwali się Jasio. – Jak to się stało? – Wpuszczam psa do jej łóżka! – I co? Pomaga? – Tak, bo ona sypia z kotem! zebrał: rkw

Adres redakcji: ul. Saperów Kaniowskich 2, 24-100 Puławy; e-mail: ryszard.k.winiarski@gmail.com; https://pulawy-swrodziny.kuria.lublin.pl Z E S P Ó Ł R E D A K C YJ N Y: ks. Ryszard Winiarski – red. prowadzący, Agnieszka Kawka, Wojciech Kostecki, Joanna Kurlej – korekta, Wojciech Olech, Anna Różycka, Tomasz Sajnog, Justyna Szychowska, Andrzej Więcławski


fot. rkw

Puล awski Orszak Trzech Krรณli 6.01.2020


fot. rkw

Puล awski Orszak Trzech Krรณli 6.01.2020


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Głos Rodziny Nr 1 (4) 2020r/II Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść św. Jan Paweł II by Parafia Świętej Rodziny w Puławach - Issuu