Skip to main content

Głos Rodziny Nr 3 (3) 2019r/I Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść - św. Jan Paweł II

Page 1

Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść

G os Rodziny P I S M O PA R A F I I R Z Y M S K O K AT O L I C K I E J Ś W I Ę T E J R O D Z I N Y W P U Ł A W A C H

Pan niebiosów obnażony...

fot. rkw

Nr 3 (3) 2019 rok I

św. Jan Paweł II


Jubileusz patrona miasta

fot. rkw

Od dwudziestu lat św. Albert opiekuje się Puławami


Szanowni Państwo. Święta Bożego Narodzenia to czas, który daje nam okazję do wzajemnych wzruszeń, do wspólnego przeżywania tajemnicy Narodzenia Syna Bożego. To czas dzielenia się radością i miłością bijącą z betlejemskiego żłóbka. To czas budowania jedności w gronie rodzinnym, zawodowym i ogólnomiejskim. Pozwólmy Chrystusowi zamieszkać w naszych sercach, aby to światło wiary i nadziei, które zaświeciło ponad 2000 lat temu w Betlejem, towarzyszyło nam w życiu codziennych trosk, w chwilach radości i smutku. Przy dzieleniu się opłatkiem towarzyszą nam uczucia dobroci i wzajemnej życzliwości. Często te nieopisane emocje wywołują na twarzy łzy wzruszenia. To właśnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia jesteśmy świadkami pojednań w relacjach rodzinnych, sąsiedzkich, czy w miejscach pracy. Taką moc ma wigilijny opłatek, taką moc ma Boża dziecina i bijąca od niej miłość, która niesie dobro pomagające nam przebaczać, darować wyrządzone krzywdy, uczy zgody i jedności. „Choć tyle żalu w nas i gniew uśpiony trwa, przekażmy sobie znak pokoju, przekażmy sobie znak”. Radosnych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia. Bożena Krygier – przewodnicząca Rady Miasta Puławy

Bez Ciebie święta nie istnieją jedynie sterty opakowań a wiatry które zmiennie wieją mogą nas mylnie oczarować

fot. rkw

Bez Ciebie święta nie istnieją jedynie pośpiech zgiełk i nuda i to co miało być nadzieją bez Ciebie znowu się nie uda

Imię, którego nie wolno wymawiać

P

akistańska Agencja Telekomunikacyjna nakazała sieciom telefonii komórkowej blokować imię „Jezus” w każdym prywatnym SMS-ie wysyłanym przez pakistańskich obywateli. Jest to według niej jedno z ponad tysiąca zakazanych „wulgarnych, obscenicznych lub szkodliwych” słów. To tylko jeden z wielu przejawów dyskryminacji chrześcijan stanowiących mniej niż 2% populacji Pakistanu. Oto „muzułmańska tolerancja”. Jak to się ma do tysięcy meczetów i szkół koranicznych

Bez Ciebie święta nie istnieją i co to wszystko wtedy znaczy losy się ludzkie wykoleją wiedzione chytrze przez krętaczy

chronionych prawem w krajach Europy. Muzułmanie najwyraźniej stosują dwie miary wolności religijnej zapisane w Koranie: Jak długo są mniejszością mają się stosować do obowiązujących praw, gdy osiągną większość w jakiejś społeczności mają wprowadzić koraniczne prawo szariatu. Pakistańska Agencja Telekomunikacyjna nie doczytała nawet tego, że wedle Koranu Jezus jest jednym z proroków. Ignorancja czy ideologiczna poprawność?

Bez Ciebie święta nie istnieją są co najwyżej snów foremką więc przyjdź i stań się w nas nadzieją i wyjdź naprzeciw naszym lękom

red.

rkw

1


https://oczamiduszy.pl/stworzenie-adama/

Adwentowa tęsknota

W

ielu ludzi uważa, że ich życie jest puste, a jego pełnię nie tak łatwo odnaleźć. Są tacy, którzy pustkę wypełniają chipsami i colą, oglądaniem seriali i ciułaniem pieniędzy, a nasze pomysły na życie rzadko zgadzają się z planami Boga, dlatego wcześniej czy później czujemy się spustoszeni, a serce uwikłane w kompromisy nie widzi znaków, jakie Pan Bóg daje w codzienności. Zajmujemy się planowaniem własnego życia, a to kosztuje ogrom energii, nerwów, lęków. Nie rozumiemy tego, co do nas mówi Bóg, a On chce przemawiać do naszych serc szczególnie podczas tegorocznego adwentu, który dany nam został nie po to, by zdążyć zrobić karierę czy zapisać się w pamięci u potomności, lecz byśmy przez naszą codzienność weszli w relację z nadchodzącym Jezusem. Adwent to czas tęsknoty za przychodzącym Bogiem, bowiem „tęsknota adwentowa – jak pisze ks. Sopoćko – przenika nas do głębi duszy, która się żali, płacze, tęsknym okiem spogląda w niebo i błaga: »Rorate coeli desuper«”. Wybierzmy więc Boga, On czeka... Adwent przypomina nam nieprzerwane pragnienie Boga, który chce zamieszkać w człowieku. Przez najróżniejszych posłańców ciągle zwiastuje człowiekowi swoje Słowo, pragnąc, by człowiek je usłyszał, zrozumiał i przyjął na wzór Maryi; by pozwolił zstąpić na siebie Duchowi Świętemu, który napełni go łaską i pozwoli rodzić dobro, jak Maryja Syna Bożego. W pewien sposób każdy z nas jest w sytuacji podobnej do Maryi i jak Ona powi-

2

nien być zdolny do przyjęcia Słowa – Jezusa. Pośród tysięcy dźwięków, słów i obrazów, jakie nieustannie nas otaczają, mamy odnaleźć Słowo, które kieruje do nas Duch Święty. A ponieważ odróżnienie Słowa Bożego w tej masie informacji wydaje się trudne, powinniśmy stwarzać okazje, które pozwolą nam je usłyszeć. Może trzeba uciec choć na chwilę od codziennych trosk, skupić się, aby Bóg mógł do nas swobodnie mówić i wcale nie trzeba lękać się trudu nawrócenia ani Bożych wymagań, nie obawiać się swoich małości ani słabości, ponieważ razem ze Słowem Duch Święty obdarza nas łaską. „Nadzieja [...] budząc w nas tęsknotę za niebem i posiadaniem Boga, rozpala w nas zapał, energię i gorliwość, by osiągnąć pożądane dobro” (ks. Michał), ale łatwo mówić o nadziei, kiedy wszystko układa się po naszej myśli – gdy bez trudu udaje się realizować swoje plany, gdy spełniają się marzenia, a podjęty wysiłek przynosi oczekiwane rezultaty. Natomiast kiedy okazuje się, że nad niczym nie mamy kontroli, gdy pojawiają się przeciwności i cierpienie, wtedy zostaje tylko (a może aż) nadzieja – to głęboko tkwiące w sercu przekonanie, że nie wszystko zależy od nas, ale nad wszystkim czuwa Bóg. On pomaga patrzeć w przyszłość bez strachu. Bóg, który przychodzi do nas, domaga się zajęcia stanowiska. Można Go przyjąć lub odrzucić – nie ma trzeciej możliwości. Przyjmujemy Wcielone Słowo Boga, doświadczamy Jego mocy i rodzi się w naszym życiu

Chrystus, budzący w nas zdolność do miłości, a wtedy – jak mówił św. Franciszek – stajemy się „Matkami Jezusa” i będziemy Go mogli w sobie zanosić do ludzi, jak Maryja zaniosła Go do Elżbiety. Napełnieni nadzieją i szczęściem ofiarujemy wówczas Boga jak chleb, jak pochodnię – ucząc radosnego dzielenia się Stwórcą, który jak zakochany czeka u drzwi człowieczych na nasze ludzkie „tak”. Przeżywany czas ostrzega, że niektórych spraw nie należy odkładać na ostatnią chwilę, zwłaszcza tych dotyczących naszej relacji z Bogiem. Chcąc być gotowym na spotkanie z Panem, uczmy się już teraz przyjmować Go przychodzącego do nas w Bożym Słowie i sakramentach, tak jak Maryja przyjęła Go z pełnym nadziei oczekiwaniem, wielką miłością i czystym sercem, bowiem „miała tak dalece pogrążyć się w Bogu i złączyć się z Nim w miłości, że Słowo Przedwieczne miało wziąć z Niej ciało i krew dla siebie” (ks. Sopoćko). Maryja powiedziała Bogu swoje „fiat” na dobre i na złe, na teraźniejszość i nieznane później. Ona przyjęła i niosła Skarb Tajemnicy: Boga – Człowieka, którego chroniła i strzegła, dlatego od Maryi musimy uczyć się odwagi, żeby tak miłować i nieść swój Skarb przez codzienność prób i doświadczeń. Czuwajmy więc wraz z Maryją i na Jej wzór z zapaloną roratką naszej wiary pilnujmy, aby płomień ten nigdy w nas nie przygasł. Maryja przyjmowała siebie jako wybraną przez Pana. Dlaczego właśnie Ona? Otóż, jak pisze ks. Sopoćko, „w Niej miało być tyle wielkości i głębokości, tyle wzniosłości i piękności, tyle łaskawości i miłosierdzia, iż miała stać się godną być Matką Boga, przyjąć Słowo Przedwieczne, zamknąć je w swoim łonie, podzielić się z Nim krwią swoją, karmić mlekiem i zadowolić swą słodką i tkliwą miłością matki”. Maryja poprzez swój przykład i poprzez swoje wstawiennictwo zaprasza nas do wejścia w tajemnicę Bożej bezinteresowności i miłości, jedynie prawdziwego źródła pojednania i pokoju na ziemi. W świecie, który często mówi o „zabijaniu miłosierdzia”, Maryja ukazuje nam prawdziwe


Chrystus może przyjść kiedykolwiek – z różnych stron. Adwent więc wzywa nas do czujności, ma w nas obudzić trzeźwe przeżywanie tego, co nas uświęca, by nie zasnąć z nudy na kazaniu, ale z gorącym sercem i otwartą buzią słuchać głoszonego Słowa Bożego. Oby ten dany nam święty czas nie był rozminięciem się z Panem, koszmarnym doświadczeniem ospałości, rutyny i obojętności. Oby nasze modlitwy nie przypominały marudzenia dewotek, a spowiedzi grzecznościowych przeprosin za nieuważne nadepnięcie na odcisk. Nie wolno nam przegapić przyjścia Pana. Starajmy się czuwać z tęsknotą w sercu, bo tylko wówczas możemy usłyszeć, kiedy On zakołacze do naszego serca, tak bardzo zmęczonego i twardego, które pragnie miłości i ciepła Małego Dziecka. Ile więc będzie Bożego Narodzenia w Bożym Narodzeniu – zależy od nas samych. Sami decydujemy o tym, czy ważniejsze będzie urządzenie świątecznej szopki czy raczej pójście za pasterzami do Betlejem, by zobaczyć, co się tam właściwie stało. Nie tylko ich, ale i nasze całe życie, jak stwierdza ks. Michał, „jest wędrówką do Betlejem, bo życie jest dla nas wędrówką do oglądania Boga”. To nie przypadek, że prości, biedni, niewykształceni pasterze byli pierwszymi odkrywcami tajemnicy Bożego Narodzenia. Ubodzy mają krótszą drogę do Betlejem. Rozpoznają Zbawcę w Dziecku z Betlejem, bo stają przed Nim z pustymi rękami; nie trzymają w nich kurczowo bogactwa, władzy czy wiedzy. Chociaż największy cud dokonał się bez rozgłosu, bez cudowności, pasterze nie byli

zawiedzeni; wręcz przeciwnie, szczęśliwi chwaląc Boga, wrócili na swoje pastwiska, ale już nie sami. Odkryli, że ich ludzki, niełatwy przecież los dzieli z nimi Bóg, którego nie muszą się obawiać. Aby zobaczyć sens Bożego Narodzenia, trzeba przejść drogę pasterzy. Zostawić choć na chwilę swoje pastwisko – zmartwienia, genialne pomysły... Wiara pasterzy jest dziecięco prostym zaufaniem Bogu. Oni najpierw usłyszeli, a potem zobaczyli – my chcielibyśmy odwrotnie. Domagamy się od Boga nadzwyczajnych dowodów Jego obecności, a Boga widzą tylko ci, którzy wpierw słuchają Go pośród swojej codzienności i wierzą Jego Słowu. Rozpoznać Boga w dziecku mogą tylko ci, którzy sami mają w sobie coś z dziecka. Tylko dziecko jest w stanie zrozumieć dziecko i „by wejść do nieba, trzeba się dostroić do prostoty dziecięcej” (ks. Michał). Bóg stał się mały, aby nas – małych – uczynić wielkimi. Tak można streścić sens tajemnicy przyjścia Boga na świat. Pan upodobał sobie w ludziach i pragnie dać swój pokój. Chce nam ofiarować świat bardziej ludzki, wolny od nienawiści, strachu, zakłamania. Jest to możliwe pod warunkiem, że nie zapomnimy o chwale Boga, którego majestat i piękno rozbłyska w każdym człowieku. Warto zobaczyć boski blask w ludzkiej twarzy, uwierzyć, że Bóg jest blisko naszych ludzkich spraw, dać się pokochać tej niepojętej, bezbronnej Miłości, wziąć na ręce i przytulić Dziecko. Wtedy wydarzy się prawdziwy cud – Boże Narodzenie. s. Maksymiliana Kroczak, ZSJM

fot. W. Olech

współczucie, zakorzenione w tajemnicy Bożego, nieskończonego miłosierdzia. Nawet wśród niedoli i utrapień jesteśmy podtrzymywani na duchu przez prostotę życia Maryi, Jej zawierzenie, miłość i nadzieję. Wchodząc w Jej osobistą modlitwę, w Jej życie, z Nią i Jej Synem, możemy stawać się coraz bardziej pokornymi i dobrymi jak chleb. Zarówno Matka Jezusa, jak i bł. ks. Michał odnaleźli drogę do spotkania z Tym, który pierwszy „przychodzi nam z pomocą”. Dla niego adwent był świętym czasem otrzymanym od Boga w darze, by wyprostować ścieżki swego życia i godnie przygotować się na przyjęcie Pana, który, jak to rozumiał od najmłodszych lat, rodził się podczas każdej Eucharystii i mógł w nim się narodzić w każdorazowej Komunii Św. Pragnął, aby i do niego Jezus mógł powiedzieć słowa skierowane do św. Faustyny: „dobrze mi przy sercu twoim” (Dz. 1481). W jednym ze wspomnień tak opisuje pragnienie spotkania czystym sercem z Jezusem podczas Adwentu 1903 r.: „[...] chciałem na Niepokalane Poczęcie pójść na roraty. Nie mając zegarka i nie chcąc niepokoić gosposi, prosząc ją o obudzenie o 6, wstałem zaraz po przebudzeniu się, przypuszczając, że już jest g. 6 i po ubraniu się szybkim wyszedłem [...] ulice były puste. Kościół zastałem zamknięty. Przypuszczając, że prędko otworzą, spacerowałem po cmentarzu przy 10-stopniowym mrozie. Przeszła godzina, dwie, trzy i wreszcie przyszedł zakrystian, brzdąkając kluczami i kościół otworzył. Zmarzłem niepomiernie, ale się ucieszyłem, że mogłem być pierwszy tego dnia u spowiedzi”. Adwent to także dla nas właściwy czas na znalezienie odpowiedzi na pytania: czy posprzątałem już stajnię mojej duszy, do której ma przyjść Zbawiciel? Choć nasze serce oddaliśmy Chrystusowi, ciągle przyłapujemy się na tym, że chcemy żyć po swojemu. Wciąż usprawiedliwiamy się, że mamy jeszcze na to dużo czasu, będą przecież rekolekcje, roraty, spowiedź przedświąteczna, a tymczasem co z zakamuflowaną pychą, usprawiedliwianymi wciąż kłamstwami, zastarzałą zazdrością? Całe życie w duchu Ewangelii jest przecież zbudowane na prostowaniu ścieżki swego życia, na czuwaniu, na tęsknocie za Tym, który ma Moc.

3


Ł

fot. rkw

ukasz Kruczkowski, ojciec znanego pisarza Leona Kruczkowskiego tak wspominał św. Brata Alberta: „Mogło to być w roku 1885. Praktykowałem jako piętnastoletni chłopiec w zawodzie introligatorskim Krakowie na placu Matejki. Z okien pracowni widywałem często wchodzącego i wychodzącego z gmachu Akademii Sztuk Pięknych poważnego pana w czarnej pelerynie. Nazywaliśmy go: „Pan w pelerynie”. Kto to był, nie wiedzieliśmy

To miłość Cię złożyła w siano w tę w noc w rozdroża uwikłaną gdy wszyscy szli do czyichś domów niczym pędzone z jękiem stado szukając kto jest bliski komu i które ślady bliższe śladom

Pan w pelerynie

To miłość Cię rzuciła w siano w ciemność czułością obsypaną przez Matkę której łono niepokalanym pozostało w ufność milczącą którą płonął Józef, któremu wystarczyło że chciał i kochał trudną Miłość

ks. Ryszard K. Winiarski

4

www.franciszkanie.pl

To miłość Cię rzuciła w siano bo nigdzie indziej Cię nie chciano bo wszystkie drzwi pozamykane strzeżone lękiem ukrywanym skrywały trudnych westchnień ranę i znieczulone pustką ściany To miłość Cię rzuciła w siano w oddechy sennych przeżuwaczy w noc lękom ludzkim wyrywaną gdy nawet źdźbło próbuje znaczyć i cień wszystkiego spokorniały dyskretnie czuwa niemy świadek nad nadziejami co spadały żeby podążyć boskim śladem

jednak. Nie wyglądał na ucznia Akademii, ale musiał korzystać z tamtejszej pracowni malarskiej. Na tymże placu, na terenie kościelnego cmentarza św. Floriana, dokładnie na rogu tegoż placu i ulicy Ogrodowej, stał nie istniejący dziś jednopiętrowy budynek, zwany starą szkołą, istna rudera, powoli rozbierana, pozbawiona już podłóg. Był wtedy opuszczony przez ludzi. Toteż niemało mnie zainteresowało i moich kilku kolegów, że gdy nadszedł

Św. Brat Albert – obraz autorstwa Leona Wyczółkowskiego

wieczór wigilijny (a musiałoby to być według moich obliczeń w roku 1885), w oknach starej szkoły na parterze ukazało się migotliwe żółte światełko. Podszedłem z kolegami do okna i zajrzałem do wnętrza; oczom naszym przedstawiła się sala pozbawiona całkowicie podłogi i sprzętów. Na gołej ziemi, w kształcie wianka siedziało 8 do 12 starców o wyglądzie żebraków, wśród nich nasz „Pan w pelerynie”. Środek wianka zasłany gazetami, płonie kilka mizernych świec, a na gazetach, bez żadnych naczyń, leży pożywienie przyniesione przez „Pana w pelerynie”. Zabierają się w namaszczeniu do swojej wieczerzy wigilijnej. Później dopiero dowiedziałem się, że ten „Pan w pelerynie”, to Adam Chmielowski, późniejszy Brat Albert”. ks. Z. Podlejski, Święci (nie)święci, Kraków 2001

Humor dziecięcy Ojciec czyta na dobranoc bajkę swojemu synkowi. Po pół godzinie przychodzi mama i się pyta: – I co, śpi? Na to synek odpowiada: – Nareszcie śpi. *** – Synku, kiedy poprawisz jedynkę z matematyki? – Nie wiem, nauczycielka nie wypuszcza dziennika z rąk. *** – Tato, co znaczy słowo – urlop? – Urlop synku, to kilkanaście dni w roku, kiedy przestaje się robić to, co każe szef, a zaczyna robić to, co każe żona.

*** Synek pyta mamy: – Mamo, gdzie byłaś jak się urodziłem? – W szpitalu. – A tata? – W pracy. – No to ładnie, nikogo z was nie było przy moich narodzinach. *** Położna wychodzi do oczekującego ojca z trójką noworodków na rękach: – Nie przeraził się pan, że tyle ich? – Nie. – No to niech pan te trzyma, ja lecę po resztę.


5

rys. Justyna Szychowska


Drży choinka w lampek żarze, gałąź ciężka od pierników. Niosą Święta ludziom w darze ciszę w codzienności krzyku. Śnieżną bródką z białej waty trzęsie krasnal i chichocze; jeszcze hula nam rok stary, a już nowy bieży roczek...

na odzyska swój potencjał po jednej milisekundzie i będzie gotowa na następne wezwanie. I to serce, które bije aż 100 tysięcy razy w ciągu dnia, 36 milionów razy na rok, niemalże 3 miliardy razy w ciągu całego życia pompując około 10 tysięcy litrów krwi dziennie. I ta krew przemierzająca w ciągu doby 113 000 km (długość równika Ziemi wynosi 40 075 km!), produkując przy tym 180 milionów czerwonych krwinek na minutę. I moje płuca – ich powierzchnia po rozłożeniu zajęłaby 60 metrów kwadratowych – które mogą pomieścić nawet miliard pęcherzyków! Daniel Ange, Wszechświat. Arcydzieło stworzone do miłości, Warszawa 2011 PS. Wielu zachwyca się kosmosem, strukturą atomu, cudami techniki ale największym cudem jest każdy z nas.

Cud bycia niepowtarzalnym

Anioł wierzga z drzewa czubka bosą nóżką bez trzewików, a najniżej skrzą się wstążki i pudełek jest bez liku... Wokół stołu, przy wieczerzy niechaj słuchacz rzecz tę chłonie: nie w prezentach sens dziś leży, nie zabiegaj mocno o nie. Wyczekane podarunki każdy lubi bez wątpienia, bądź uważny, nadstaw ucha, Ktoś ma coś do powiedzenia. W skromnej szopce strzechą krytej mała rączka się otwiera, hojnie sypiąc cuda z marzeń, choć nie wszystkie widzisz teraz...

Justyna Szychowska

6

fot. rkw

Drżącym altem pieśń się niesie o pasterzach przy żłóbeczku. Rzewne echo gwiazdom nuci: będą śpiewać Dzieciąteczku.

i siódmym miesiącem życia z prędkością 300 tysięcy neuronów na minutę. Każdy z nich jest zdolny przenieść ok. 5 milionów informacji dzięki nieskończonej liczbie synaps oraz 400 tysiącom kilometrów okablowania potrafiącego zapamiętać 125 tysięcy miliardów jednostek informacji czyli ponad 100 milionów książek. Prawdziwa wewnętrzna galaktyka. Wyobraź sobie, że ktoś cię woła. Wystarczy, ze twoje ucho usłyszy pierwszą literę twojego imienia, by twoje synapsy wydzieliły 3 miliony aktywnych molekuł neurotransmiterów chemicznych. To jakby telefon zadzwonił do 3 milionów osób, by trzymać je w stanie gotowości ze względu na ewentualne działanie. Ale może odebrały telefon na darmo... Nieważne! Postsynaptyczna membra-

Człowiek – korona stworzeń. Jest taki psalm fascynacji człowiekiem – wielkim, pięknym i niezwykle trudnym dziełem Bożym. Są w nim słowa: „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym syn człowieczy, że o niego się troszczysz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów chwałą i czcią go uwieńczyłeś, Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich wszystko złożyłeś pod jego stopy”. (Ps 8) Spróbuj zachwycić się życiem, spróbuj zachwycić się samym sobą. Jesteś chodzącym oryginałem, unikalną istotą wyjątkową pod każdym względem. Jesteś niepowtarzalny! rkw

fot. rkw

https://pl.pinterest.com

Od

pierwszej chwili życia obfitość idzie w parze z precyzją: jeden plemnik na 100 milionów przenikający do komórki jajowej w punkcie wielkości 0,15 milimetra! Nie istniałbyś, gdyby... ten jeden plemnik z kilku milionów nie zapłodnił tej jednej komórki jajowej spośród pół tysiąca. Zatem... 2 miliony razy 500 daje miliard! Inny plemnik z inną komórką jajową to już nie byłbyś ty. Jedyny na miliardy! Co więcej, ta najbardziej fantastyczna machina świata działa normalnie, bez pudła, gładko, nieustannie, tak że nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Nawet o tym nie myślę. A jeśli jest zepsuta i uszkodzona, to niech będzie taka tylko po to, bym uświadomił sobie, jak wielkim cudem jest normalność. Mój mózg to 100 miliardów neuronów, które kształtują między trzecim


Fluminalis reaguje na apostazję całkowite wyposażenie 51 klasztorów w Holandii, Belgii i Francji, 26 dużych kościołów i 81 kaplic. Aż z 231 budynków religijnych „Fluminalis” zakupił większą część wyposażenia. Z 39 kościelnych wież firma usunęła 87 dzwonów. Klientem firmy może być każdy, także osoby niewierzące. Dzieła sztuki i święte przedmioty służące niegdyś do liturgii trafiają w różne ręce. Mogą je nabyć także ludzie wrogo nastawieni do chrześcijaństwa w celu profanacji lub ośmieszenia. Nie brakuje też ludzi szczerze zatroskanych, którzy chcą aby to dziedzictwo chrześcijańskie pozostało w dyspozycji parafii katolickich. Przykładem może być małżeństwo Anny i Wojciecha Pytlów z Izabelina (prywatnie moi przyjaciele), którzy dla swojej parafii wykupili relikwie św. Katarzyny a dla nas relikwie św. Stanisława Kostki, patrona dzieci i młodzieży. To część akcji zakrojonej na większą skalę. Bardzo dziękujemy! proboszcz

www.fluminalis.com

Hiszpanię, Anglię i Francję i był znany w katolickiej Belgii jako ten, który „czyści” świątynie. Zauważył, że postępujący proces sekularyzacji daje możliwość „zagospodarowania” mienia, które jest albo porzucone albo wystawione na sprzedaż. Od 1972 roku „Fluminalis” – jako pierwsza firma w Europie skupuje kompletne wyposażenia kościołów oraz naczynia liturgiczne, relikwiarze i wszelkie przedmioty kultu ze zburzonych obiektów religijnych. Bardzo często są to wybitne dzieł sztuki, jakkolwiek najcenniejsze trafiaj póki co do flamandzkich muzeów lub ich magazynów. Firma prosperuje znakomicie. W 1981 r. zakupiła monumentalny średniowieczny kościół w Horssen – Holandia, który został całkowicie odrestaurowany a potem wykorzystany jako pierwsza ekspozycja. Obecnie „Fluminalis” znajduje się w dużej fabryce przekształconej w „park religijny.” Na oficjalnej stronie firma informuje, że przejęła

Joannes Peters

fot. rkw

H

olenderski portal www.fluminalis.com pośredniczy w sprzedaży wyposażenia burzonych lub desakralizowanych świątyń chrześcijańskich. Firma powstała na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, tuż po Soborze Watykańskim II, który wprowadził wiele innowacji w liturgii katolickiej. Założył ją Joannes Peters, młody akolita (członek służby liturgicznej), zafascynowany pięknem i bogactwem wyposażenia kościołów i kaplic. Po studiach w gimnazjum franciszkańskim, odkrył kilka starych posągów na strychu kościoła klasztornego. Po długiej rozmowie z opatem kupił rzeźby za 100 guldenów (wtedy nie było jeszcze euro). To był symboliczny moment narodzenia „Fluminalis”, które dosłownie znaczy – międzyrzecze, bo leży między dwiema rzekami (Maas i Waal). Peters podróżował przez Holandię swoim star ym samochodem i małą przyczepą. Potem odwiedzał

Anna i Wojciech Pytlowie

7


https://medjol.pl

Cierpi nie tylko alkoholik...

Od

dłuższego czasu niepokoił mnie sposób picia mojego męża. Podejrzewałam, że jego stosunek do alkoholu odbiega od normy. Wstydziłam się rozmawiać o tym z kimkolwiek, więc zajrzałam do internetu. Właściwie szukałam potwierdzenia moich przypuszczeń i niestety okazały się one słuszne. Przy okazji jednak odkryłam coś jeszcze, czego się nie spodziewałam i czym byłam zupełnie zaskoczona. Obok informacji o uzależnieniu od alkoholu znalazłam też opis dotyczący współuzależnienia. Nigdy wcześniej nie słyszałam tego terminu, więc tekst przyciągnął moją uwagę. Czytałam i oczy otwierały mi się ze zdumienia, bo czułam się tak, jakby ktoś napisał charakterystykę mojej osoby. Odnajdywałam w sobie większość z wymienionych cech. Próbowałam kontrolować picie męża. Moje myśli koncentrowałam wokół jego picia, kiedy wróci, czy wróci trzeźwy, czy pijany. Złościłam się, gdy pił, robiłam mu z tego powodu wyrzuty, wszczynałam awantury. Płakałam, groziłam, wymuszałam obietnice, że już więcej się nie upije. Szukałam ukrytego alkoholu. Dzwoniłam do jego kolegów, gdy długo nie wracał do domu. Ponadto moje życie było nieustającą huśtawką nastrojów. Czułam się szczęśliwa, gdy mąż był trzeźwy i wpadałam w rozdrażnienie, gdy pił. Nie potrafiłam

8

się cieszyć, kiedy spotkało mnie coś miłego, ponieważ od razu pojawiało się przeświadczenie, że niebawem musi nastąpić jakaś katastrofa, bo nie wierzyłam w stabilizację. Wreszcie system wartości, jaki budowałam przez lata, rozsypał się i zaczęłam tracić rozeznanie między tym co słuszne i tym, czego robić nie należy. Czułam się zagubiona i osamotniona. Konflikty w domu pojawiały się coraz częściej. Narastała we mnie frustracja, byłam zalękniona. Straciłam poczucie bezpieczeństwa, a mój dom zamiast być dla mnie miejscem wytchnienia i ostoją bezpieczeństwa, stał się znienawidzonym miejscem, do którego nie miałam ochoty wracać. Zaczęłam izolować się od znajomych w obawie, że mogą dostrzec problem naszej rodziny, który za wszelką cenę starałam się ukryć. W dodatku żyłam w błędnym przekonaniu, że wszystko na nowo się ułoży, jeśli tylko mąż przestanie pić. Wspomnianego dnia siedząc przed komputerem i czytając informacje o współuzależnieniu, stopniowo docierało do mnie, że nie tylko mój mąż ma kłopot z alkoholem, ale również ja mam problem. Długo płakałam, czułam się zupełnie bezradna. Kiedyś byłam pogodną osobą, radosną, lubiącą ludzi. Wychowałam się w zdrowej rodzinie, która zapewniała mi bezpieczeństwo. Pamiętałam jeszcze co znaczy być szczęśliwą i dotkliwie od-

czuwałam zmiany, jakie zaszły w mojej osobowości. Jednak nikt z najbliższej rodziny nie potrafił mi pomóc, ponieważ podobnie jak ja, nie znał ani choroby alkoholowej, a tym bardziej współuzależnienia. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Nie chciałam tak dalej żyć. Znalazłam forum internetowe poświęcone problematyce alkoholizmu i współuzależnienia. Odważyłam się poprosić o pomoc anonimowych ludzi. Okazali mi ogromne wsparcie i wskazali poradnię leczenia uzależnienia od alkoholu i współuzależnienia jako miejsce, gdzie w swoim mieście, mogę znaleźć pomoc. Nie było mi łatwo zadzwonić, by umówić się na spotkanie z terapeutą, ani tym bardziej, by na nie pójść. Bardzo się wstydziłam. Jednak moja determinacja okazała się silniejsza od wstydu. Rozpoczęłam terapię. Początki były trudne, ale nie poddawałam się i po kilku spotkaniach zaczęłam dostrzegać nadzieję, że moje życie może zmienić się na lepsze. Dowiedziałam się, że alkoholizm jest chorobą i że nie jestem winna temu, że alkoholik pije. Dowiedziałam się, jakie mechanizmy rządzą uzależnieniem od alkoholu i współuzależnieniem i nauczyłam się je rozpoznawać. Na nowo uczyłam się kochać i akceptować siebie, budować zdrowe relacje z ludźmi, szanować alkoholika. Po zakończeniu terapii zaczęłam uczęszczać na spotkania Al-Anon, gdzie kontynuuję pracę nad sobą. Poznałam wielu wspaniałych ludzi borykających się z problemami podobnymi do moich, którzy przyjmują mnie taką, jaka jestem, bez oceniania i pouczania. Czuję się tam bezpiecznie, bo uczestników spotkań obowiązuje dyskrecja przez zachowanie anonimowości gromadzących się osób. Dzielimy się swoimi doświadczeniami oraz siłą i zawsze mam kontakt z osobami, które wesprą mnie w chwili kryzysu. Dziś wracając wspomnieniem do dnia, który spędziłam przed komputerem odkrywając prawdę o swoim współuzależnieniu, myślę o tej chwili jak o błogosławieństwie. Owszem, był to czas niezwykle trudny, bo uzmysłowił mi bolesną prawdę o mnie samej,


lecz jednocześnie zmotywował do szukania pomocy. Jestem wdzięczna Bogu, że dał mi wówczas odwagę do uczciwego spojrzenia na siebie, że wskazał ludzi, którzy dali mi wsparcie i poprowadzili drogą, która pozwoliła mi na uwolnienie się od rozpaczy, niszczących emocji i złych nawyków. Teraz jestem innym człowiekiem, dojrzalszym, szczęśliwym. Już nie karmię się złudzeniami, ale szukam nadziei. Wiem, że nie mogę mieć kontroli nad innymi ludźmi, bo jedyną osobą, na którą mam realny wpływ, jestem ja sama. Umiem panować nad swoimi emocjami, potrafię zachować równowagę nawet w chwilach niepewności. Rzadko wpadam w gniew. Umiem radzić sobie ze stresem. Kocham ludzi, również alkoholika i siebie samą, miłością pozbawioną naiwności. Zachowuję pogodę ducha, często się uśmiecham i staram się być życzliwa dla innych. A najbardziej cenię sobie to, że znacznie zbliżyłam się do Boga, któremu odważyłam się zaufać, wierząc, że jako Ten, który z miłości do mnie, mojego męża – alkoholika i do mojej rodziny, zdecydował się za nas umrzeć, z pewnością ma przygotowany dla nas plan najlepszy z możliwych (a może i niemożliwych), zdecydowanie lepszy niż mój własny.

K

A.

https://klinika.osrodek-oaza.pl

iedy poznałam swojego męża, wiedziałam, że w przeszłości miał problem z alkoholem. Jednak głupio ufałam, że skoro sam dał sobie z nim radę (nie pił wtedy od dwóch lat), to problem już nie wróci. Niestety szybko przekonałam się jak bardzo się myliłam. Jego powrót do picia był przerażający. Wziął pożyczkę, stracił pracę, pozostawał na moim utrzymaniu. Jednak najgorsze było jego zachowanie po alkoholu i zała-

twianie potrzeb fizjologicznych pod siebie. Byłam przerażona, bezradna i bezsilna. Nie wiedziałam co robić i jak mu pomóc. Zaczęłam szukać czegoś o alkoholizmie w Internecie. Znalazłam jakieś forum, na które się zalogowałam, i tam ktoś mi napisał, że to ja potrzebuję pomocy i żebym znalazła w swoim mieście poradnię dla osób współuzależnionych. Skorzystałam z tej podpowiedzi i zaczęłam chodzić na terapię dla współuzależnionych. Terapia bardzo mi pomogła. Dowiedziałam się, że alkoholizm jest chorobą śmiertelną, tak samo jak nowotwór, i że zarówno ja, jak i mój mąż, jesteśmy wobec niej bezsilni. Jedyne co mogłam na tamten moment zrobić, to zgłosić mojego męża na przymusowe leczenie. Nauczyłam się też jak odebrać alkoholikowi komfort picia poprzez zaprzestanie wielu czynności, m.in. sprzątania po nim, przygotowywania mu posiłków, wylewania alkoholu. Nie było dla mnie łatwe powstrzymanie się od działań, które dotychczas uznawałam za słuszne. Po zakończonej terapii zaczęłam chodzić na spotkania grupy Al-Anon przeznaczonych dla krewnych i przyjaciół alkoholików. Dzielimy się na nich swoimi doświadczeniami, dzięki czemu uczymy się jak rozwiązywać problemy. Wspólnie omawiając Dwanaście Stopni i Dwanaście Tradycji stanowiących program pracy nad sobą, zmieniamy nasze nastawienie do życia. Na spotkanie może przyjść każdy, kto cierpi z powodu picia bliskiej mu osoby. Nie ma znaczenia czy jest wierzący czy nie i jakie ma poglądy, ponieważ Al-Anon nie jest związany z żadnym wyznaniem ani sektą, ugrupowaniem politycznym, organizacją lub jakąkolwiek instytucją. Więcej informacji na temat Al-Anon można znaleźć na stronie internetowej http://al-anon.org.pl/. Chodząc na Al-Anon i pracując na programie Dwunastu Stopni, przede wszystkim zmieniłam swoje nastawienie, mam w sobie więcej siły, radości i wiary. Mój mąż od sześciu lat cieszy się trzeźwością, którą udaje mu się utrzymać dzięki wspólnocie Anonimowych Alkoholików. A ja, dzięki umocnieniu, jakie otrzymuję w Al-Anon, potrafię go wspierać kierując się rozsądkiem i miłością. Beata

Madonna Ateistów Czuwam nad tymi którzy nie wierzą w mojego Syna Pragnę im pomóc Są moimi dziećmi Jak wszyscy Chociaż nic o tym nie wiedzą Modlę się Modlę się za tych którzy się nie modlą Gdy krwawią moją modlitwą jak bandażem owijam ich rany Gdy toną rzucam im moją modlitwę jak pas ratunkowy Gdy umierają z mojej modlitwy czynię wezgłowie dla ich zmęczonej skroni A potem biorę do ręki ich syczące popioły i kładę je u stóp mojego Syna I błagam Go o miłosierdzie dla próchna dla przeczących dla niewierzących dla nie istniejących Mówię: Stwórz ich Mój Synu Najukochańszy Wypełń ich Swoją treścią Natchnij ich Swoją wiecznością Rozpal ich Swoją męką Niech będą Twoim cierniem Niech będą Twoim krzyżem Umrzyj za nich Umrzyj jeszcze jeden raz Jeszcze raz Ostatni raz Mój Synu Najukochańszy Błaga Cię o to Twoja Matka Błaga Cię o to Madonna ateistów Bartłomiej Kucharski OCD

9


Krzyżówka biblijna Księga Rodzaju, rozdziały 1–3 (Rdz 1–3) 25. Nie wolno było tego robić z owocami z drzewa poznania 26. Z niej Pan Bóg uszył ludziom nie/ ekologiczne;) ubrania 28. Część meczu tenisowego lub imię trzeciego syna Adama i Ewy 29. Testament, ale nie Nowy

oprac. Emilia Szymanek Poziomo 7. W tę stronę od Edenu, odszedł Kain od Pana 8. Biblia to długi ............ od Pana Boga do Ciebie 9. Wyrosły z gleby na rozkaz Pana Boga 10. Po hebrajsku Chawwa (od chaj – żyjący), pierwsza mama 11. GADające zwierzę, celowo przekręcające słowa Pana Boga 12. Kraj okrążany przez rzekę Gichon

13. Wrogość między człowiekiem, a szatanem symbolizowanym przez węża 14. Masz je w swoim DNA pochodzącym od Adama i Ewy 16. Nie pozwoli Ci wejść za życia do rajskiego ogrodu 19. Rozmodlony syn Seta 21. Starszy brat Abla 22. Ani Ewa, ani Adam nie chcieli jej wziąć za swój grzech, ale ty ją bierzesz idąc do spowiedzi

Pionowo 1. Człowiek osiągnąłby ją zjadając drugi owoc – z drzewa życia 2. Migocą na niebie od czwartego dnia istnienia Ziemi (pamiętaj, że „jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” 2P 3,8) 3. Ludzie zostali z niego wypędzeni po pierwszym grzechu 4. Powołanie świata do życia 5. .......... Abla wołała z ziemi do Pana Boga 6. Abel był nim z zawodu 8. Okrutny prapraprawnuk Kaina 11. Jego powiew towarzyszył spacerowi Pana Boga po ogrodzie 15. W pierwszym tłumaczeniu Biblii na język polski, ks. Jakuba Wujka, nazwana „mężyną” ze względu na pochodzenie od mężczyzny Rdz 2,23 17. Nazwa trzeciej rzeki mającej źródło w Edenie (prawdopodobnie Tygrys przepływający przez Turcję, Syrię i Irak – proszę pomódl się dzisiaj za tamtejszych mieszkańców) 18. Tak Bóg nazwał światłość 20. Niestety ludzie je poznali zjadając owoc (niekoniecznie jabłko) z zakazanego drzewa 23. Chwast, który w skutek pierwszego grzechu, przeszkadza w ogródku, ale lubi go głupi osiołek 27. Inna nazwa Edenu

Podwórko Przyjaciół

R

ośnie nam konkurencja i bardzo dobrze. Uczniowie Szkoły Podstawowej Nr 11 im. H. Sienkiewicza redagują szkolną gazetkę o wdzięcznej nazwie „Podwórko Przyjaciół”. Świetny pomysł na rozwijanie pasji dziennikarskich, literackich i organizacyjnych od najwcześniejszych lat. Niech pismo trwa i kształtuje wrażliwość najmłodszych. W dobie mediów elektronicznych taka rzecz

10

jest prawdziwą perełka. „Głos Rodziny” jest i będzie przyjacielem „Podwórka Przyjaciół”. Autorom tekstów

i zdjęć jesteśmy w stanie udostępnić łamy naszego pisma. redakcja


Prace przy fundamentach pierwszej kaplicy – nadzorował ks. Tadeusz Siwkiewicz, pierwszy proboszcz parafii (sierpień 1990 r.)

Z archiwum parafii

„Kurier Lubelski”, 1.09.2003 r.

11


Medialny obłęd i manipulacje

www.independent.co.uk https://d.newsweek.com

pomocnik duszpasterski w organizacji Priests for Life (Księża za życiem), próbowała wskazać na narastający problem aborcji w społeczności afroamerykańskiej. Mogłoby się wydawać, że najbardziej opiniotwórcze media będą zainteresowane wywiadem z bratanicą największego amerykańskiego działacza na rzecz praw obywatelskich. Tymczasem odebrano jej głos w sprawie o którą walczył jej stryj. Została zignorowana jak wszyscy pozostali działacze pro-life. *** W lipcu 2009 roku w przemówieniu wygłoszonym w Colorado Springs arcybiskup Charles Chaput przypomniał katolikom, by uświadomili sobie, że

12

pracownicy mediów nie podzielają ich poglądów moralnych i religijnych. Arcybiskup przypomniał, że zbadania opinii publicznej wykazały, że 40% Amerykanów uczestniczy w niedzielnych nabożeństwach. Wśród dziennikarzy odsetek ten wynosił 17%. Wcześniejsze badania wykazały, że aż 90% badanych dziennikarzy było za legalnością przerywania ciąży. To samo badanie wykazało, że połowa dziennikarzy nie miała żadnej przynależności religijnej. *** Organizacje monitorujące stronniczość mediów publikując analizy poglądów dziennikarzy pracujących w mediach wykazały, że od dwudziestu pięciu lat dziennikarze są o wiele bardziej liberalni niż przeciętni obywatele. Np. w 2004 roku raport Pew Research Center donosił, że w USA pięć razy więcej dziennikarzy określa siebie jako liberałów niż jako konserwatystów. *** Z raportu opublikowanego w 2010 roku młodzi Amerykanie obcują z mediami przeciętnie 53 godziny tygodniowo, dorośli – 40 godzin tygodniowo. *** Na świecie istnieje 44 tysięcy stacji radiowych i 21 tysięcy stacji telewizyjnych, nie licząc operatorów sieci kablowych i satelitarnych. *** Amerykańska Akademia Pediatrii podaje: • 75% programu nadawanego w godzinach największej oglądalności zawiera treści erotyczne,

• odniesienia do seksu pojawiają się od ośmiu do dziesięciu razy na godzinę, • od lat osiemdziesiątych XX wieku filmy dla nastolatków zawierają co najmniej jedną scenę rozbieraną i kilka scen współżycia seksualnego, • tylko w latach 1997–2001 ilość treści erotycznych w amerykańskiej telewizji niemal się podwoiła, • telewizja poświęca więcej czasu w godzinach największej oglądalności na promowanie rozwiązłości i cudzołóstwa niż na ukazywanie wierności małżeńskiej. Proporcje są 3:1, • Seks jest tematem numer jeden wśród wszystkich haseł wyszukiwanych w Internecie, • 2,5 miliarda e-maili dziennie zawiera treści pornograficznie, • 25% wszystkich zapytań wpisywanych w wyszukiwarki internetowe dotyczy pornografii, • przeciętny Amerykanin przed ukończeniem 18. roku życia jest świadkiem 16 tysięcy wirtualnych morderstw i od. 200 tyś. aktów przemocy w telewizji, • ponad 1000 rozmaitych badań wykazało, że istnieje co najmniej luźny związek między przemocą w mediach a agresją części dzieci.

https://i.ytimg.com

W

maj 2010 roku zachodnie media urządziły wielką fetę z okazji pięćdziesięciolecia wprowadzenia pigułki antykoncepcyjnej. Lansowano pigułkę jako znak przełomu, symbol kobiecych praw, a nawet katalizator ruchu wyzwolenia kobiet. Skrzętnie pomijano lub poddawano w wątpliwość badania, które wykazały jej szkodliwość i skutki uboczne. Nie wspomniano też, że w 2005 r. pigułka została zaliczona przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) do pierwszej grupy substancji rakotwórczych! *** W 2008 roku podczas Krajowego Kongresu Stowarzyszenia Postępu Ludzi Kolorowych (NAACP) w Detroit, Alveda King, bratanica Martina Luthera Kinga została odsunięta od mikrofonu, gdyż przedstawiając się jako

*** Media podają, że co roku w Stanach Zjednoczonych tysiące młodych, zdrowych kobiet poddaj się po urodzeniu dziecka operacji plastycznej zwanej jako mommy job („poprawka mamusi”), żeby usunąć wszystkie uboczne skutki porodu. Jak widać potrzebny jest nam wszystkim medialny detoks!


fot. W. Olech

W

celu zapewnienia ciągłej adoracji Najświętszego Sakramentu ukrytego w odsłoniętym Ołtarzu Adoracji, organizowane są

dziny lub więcej w niektóre święta kościelne). Dla zapewnienia dyżurów adoracji na każdy dzień w ww. czasie, zainicjowano utworzenie Bractwa Adoracji. Do chwili obecnej do bractwa przystąpiło zaledwie kilkanaście osób. To skromna reprezentacja kilkutysięcznej parafii. Ci pierwsi ochotnicy przyjęli na siebie obowiązek ale i zaszczyt godzinnego dyżuru modlitewnego każdego dnia. Zapraszamy chętnych do przystąpienia do bractwa

Początkowo planowano, że dyżury adoracji będą pełnione przez dwie osoby. Jednak w praktyce z powodu braku chętnych, w większości przypadków dyżur pełni tylko jedna osoba. Zdarza się, że ta sama osoba pełni dyżur 2 razy w ciągu dnia. Do pełnienia godzinnych dyżurów adoracji zapraszamy również parafian, którzy z różnych przyczyn nie zdecydowali się zapisać do Bractwa Adoracji, a którzy chcą doraźnie wesprzeć grupę osób dyżurujących. W takim

Najświętszy Sakrament woła o naszą obecność dyżury adoracji. Chodzi również o to, aby kościół w godzinach adoracji nie pozostawał pusty. Ważne jest także bezpieczeństwo świątyni i Najświętszej Hostii. Adoracja trwa codziennie w następującym godzinach: • w dni powszednie – od zakończenia porannej Mszy Świętej, do rozpoczęcia pierwszej wieczornej Mszy Świętej (tj. 9 godzin), • w niedziele i święta – od g. 14.00 do rozpoczęcia wieczornej Mszy Świętej lub innego nabożeństwa (tj. 3 go-

i wsparcie dotychczasowej grupy adoracji. Lista zapisów do bractwa jest i pozostanie cały czas otwarta. Wystarczy udać się do zakrystii. Zadeklarowanie przez chętnych pełnienia godzinnego dyżuru w określonym dniu i w określonym czasie, odbywa się z wyprzedzeniem (co najmniej jednodniowym) poprzez wpisanie się do wykazu dyżurów sporządzanego na dany tydzień. Wykaz wyłożony jest na stoliku w kruchcie kościoła.

przypadku należy wpisać się do ww. wykazu w określonym dniu i na określoną godzinę (deklarując swój dyżur z wyprzedzeniem). Prośba do osób deklarujących dyżur adoracji, aby w miarę możliwości wpisywać się na godziny, które nie zostały w danym dniu „obstawione”, zamiast na inną godzinę jako trzecia czy czwarta osoba dyżurująca. Za odpowiedź na nasz apel – bardzo dziękujemy. Bractwo Adoracji

„P

Vittorio Messori

http://www.tonyassante.com

rzez ostatnich 40 lat liczba katolików w Italii zmniejszyła się co najmniej o połowę. Ale ci, którzy pozostali, mają silniejszą motywację i są bardziej świadomi” – mówi Vittorio Messori, watykanista, autor rozmów z Janem Pawłem II i Benedyktem XVI. Niedawno ukazało się kolejne wydanie jego bestselleru

Ipotesi su Gesu (Opinie o Jezusie). „Katolicyzm staje się kwestią wyboru a nie tradycji” – mówi autor. Przypomina również, że dla niego katolicyzm był konsekwencja wyboru, a dokładniej nawrócenia. „Nigdy nie sądziłem, że zostanę katolikiem. Gdyby ktoś mi to kiedyś przepowiedział, to bym pomyślał, że mi źle życzy” – dodaje Messori. Zaznaczył, że w przeciwieństwie do swego starszego przyjaciela Umberta Eco rozpoczął studia na Uniwersytecie Turyńskim jako agnostyk, a zakończył je jako katolik. Eco przeciwnie, z dyrektora Akcji Katolickiej stał się agnostykiem, czy jak sam wyznał, apostatą. „Gdyby Eco nie porzucił katolicyzmu, byłby dla Kościoła jednym z największych pisarzy” – przyznaje nie bez żalu Messori. Wspomina, że dla żartów rywalizowali z Umbertem Eco o liczbę języków, na które przetłumaczone zostały ich książki. Eco dał za wygraną, kiedy „Opinie o Jezusie”

https://pisarze.pl

Wiara z wyboru

Umberto Eco

zostały wydane w przeznaczonym dla niewidzących alfabecie Braille’a. Messoriego nie dziwi stałe zainteresowanie tą książką, która jest owocem dociekań, które prowadził po swoim nawróceniu: „Ludzie wciąż zastanawiają się, kim jest Jezus”. VaticanNews.va

13


Ogniwo w łańcuchu przeżycia o rehabilitacji i późniejszej sprawności pacjenta. Rokowanie zależy od szybkości reakcji. W złamaniach najważniejsza pomoc polega na unieruchomieniu i przyciągnięciu ręki do tułowia, a nogi urażonej do nogi zdrowej. Można się posłużyć laską, linijką kijem i obwiązaniem chustką, szalikiem albo taśmą. Gdy jesteśmy świadkami oparzenia, to najpierw zdejmujemy ubranie lub polewamy zimną wodą ok. 20 minut, by nie niszczyły się zakończenia nerwowe. Nigdy nie przekłuwamy pęcherzy! W przypadku porażenia prądem

i wiedza mogą zdecydować o życiu napotkanych osób w potrzebie. Piszący te słowa uczestniczył kolejny raz w szkoleniu medycznym i pomyślał, żeby spisać uwagi niezwykle profesjonalnej pielęgniarki, która na co dzień pracuje w pogotowiu ratunkowym. Proszę potraktować treść tego artykułu jako dość ogólnikowy instruktaż mądrego i odpowiedzialnego zachowania się w chwili wypadku. Pier wsza uwaga: nie odkładaj pierwszy słuchawki. Jesteś ogniwem w łańcuchu przeżycia. Wykonuj polecenia dyspozytora. Podaj najpierw adres lub miejsce zdarzenia liczbę osób uczestniczących oraz jak dojechać wskazując na charakterystyczne drzewa, znaki lub budowle. Zachowaj spokój i dokonaj tzw. segregacji medycznej, pamiętając, że osoby, które krzyczą to nie są najbardziej poszkodowani ludzie. Mówienie do tłumu to mówienie do nikogo. Trzeba zwracać się do konkretnych osób. Do ofiary nie podchodzimy od nóg lecz od boku. Jeśli ranny jest pijany

Jeśli zdarzenie ma miejsce na granicy chodnika z jezdnią musimy najpierw zadbać o swoje bezpieczeństwo. Omdlenie oznacza krótkotrwałą utratę przytomności, ponieważ ośrodek termoregulacji nie radzi sobie z przegrzaniem. To dlatego trzeba zapewnić dopływ świeżego powietrza, otwierając drzwi, okna lub rozpinając ubranie. W przypadku krwotoków zawsze warto pytać czy ktoś nie przyjmuje leków na krzepliwość. Rany przemywamy wodą z mydłem. Przewiązujemy zawsze powyżej miejsca krwawienia, gdy rana jest amputacyjna. Rany głowy nie grożą szybkim wykrwawieniem. Zwracajmy uwagę czy źrenice są jednakowo otwarte. Jeśli dochodzi do krwawienia z ucha wewnętrznego, kładziemy pacjenta na bok, tak, aby krew wypływała. Nie nakładamy na krwawiące ucho żadnych opatrunków. Bywa, że najczęstszą przyczyną krwawień jest nadciśnienie. Gdy dojdzie do udaru okno udarowe trwa maksymalnie 5 godzin. To, co zrobimy w tym czasie decyduje

pamiętajmy, że tzw. łuk elektryczny ma ok. 6000 V. Trudnym w odbiorze jest atak padaczki. Najważniejsze jest aby otworzyć usta, by chory nie przygryzł sobie języka. Gdy atak się skończy zawsze chorego trzeba odwieźć do szpitala. Używając koca termicznego lub folii przeżycia, musimy pamiętać, że gdy złoty kolor użyjemy na zewnątrz koc będzie ogrzewał ciało a jeśli użyjemy srebro na zewnątrz to folia będzie ochładzać. Przy zawale serca człowiek jest zlany potem i może się skarżyć na bóle w klatce piersiowej. Nie powinien chodzić ani siadać. Leżenie jest najlepsza pozycją po wypadku. Trzeba jedynie zapewnić, żeby podłoże nie było mokre, zimne lub zagrożone ruchem kołowym. Generalnie nie należy się sytuacji trudnych. Nie ma też ich tak wiele, więc warto wykazać trochę wysiłku, ofiarować trochę czasu i troski a możemy być najprawdziwszymi ratownikami.

https://cdn1.autoexpress.co.uk

zy umiemy udzielać pierwszej pomocy? Czy nie pokonują nas lęki w obliczu sytuacji nagłych i dramatycznych, w których każda chwila jest na wagę życia? Nasze opanowanie

zgłaszamy na pogotowie, bo policja go nie zabierze. Brak oddechu oznacza brak krążenia, jeśli wiec nie poprowadzimy masażu serca, po 4 minutach umiera mózg ofiary. Pamiętajmy, że serce nie leży po lewej stronie ale pośrodku klatki piersiowej. Uraz kręgosłupa to jedno a oddech lub jego brak to drugie. Zawsze trzeba odchylać głowę poszkodowanego do tyłu aby ułatwić mu oddychanie. Nie zapominajmy, że u noworodków głowa jest najcięższą częścią ciała. Nie wolno uciskać przepony. Trzeba podnieść nogi poszkodowanego na wysokość ok. 30 stopni nad ziemią.

C

14

red.


Co

wiemy o świętym Józefie? W przekazie biblijnym pojawia się on w kontekście genealogii Jezusa. Po zwiastowaniu widzimy go targanego wątpliwościami, co do prawości Maryi, która będąc mu przeznaczoną, staje się brzemienną. Widzimy dalej Józefa umocnionego słowem od anioła w drodze do Betlejem. Jest przy narodzinach Jezusa. Za poleceniem anioła ucieka z Maryją i Dzieckiem do Egiptu. Po ustaniu zagrożenia w związku ze śmiercią Heroda wraca i osiada wraz z rodziną w Nazarecie. Po raz ostatni widzimy Józefa, gdy przestraszony zaginięciem Jezusa szuka Go wraz z Maryją. Odnajduje Go w świątyni pośród uczonych w Piśmie. I tyle. Tradycja ikonograficzna ukazuje Józefa w czasie kolejnego trudnego egzaminu wiary – na ikonie Narodzenia Jezusa, pełen wątpliwości, staje wobec faktu wcielenia Boga („Wspólnota Puławska”, nr 3/2010, Ikona Narodzenia Chrystusa).

świętsza Panienka”. Bez Józefa faktycznie Maryja byłaby „Panną z Dzieckiem”. Żydzi po latach wypomną zresztą Jezusowi Jego „niepewne” pochodzenie – „Jak Ty śmiesz pytać nas o to, czyimi jesteśmy dziećmi, nas, dzieci Abrahama. Popatrz na siebie!”(J 8,41b) Aby przyjąć Jezusa, Józef musiał pogrzebać swoje plany, marzenia, osobistą wizję wspólnego życia z Maryją. Mamy naiwne wyobrażenie, że życie wiarą jest łatwe, gładkie i przyjemne. Trudno to potwierdzić, gdy patrzy się na losy życia Maryi i Józefa. Jezus wzrastał w rodzinie otoczony opieką Mamy i Taty – czułość i wola. Czy sposób mówienia do Boga „Tato – Abba” nie jest znakiem ludzkich, ziemskich więzów z Józefem? Kto nauczył Jezusa modlić się? Chodzić w sobotę do synagogi? Czytać Pismo? Uczestniczyć w świętach? Pracować? Obserwować przyrodę? Kto wprowadził go w świat rzeczy Bożych? Od kogo słyszał historie, które potem

właśnie. W relacjach rodzinnych odkrył i nazwał relację do Boga – Ojca. Postać Józefa intryguje i skłania do przemyśleń. Czy Józef jest pomocą i wzorem dla współczesnego wierzącego mężczyzny? Patrząc na fakty z jego życia, do jakich możemy dojść wniosków? Nie lubię „wyzłoconych” świętych. Złota folia, choć cienka, jednak usztywnia i oddala. Wątpiący Józef dla mnie jest prawdziwym, żywym Józefem, którego mogę naśladować. Szczęście czy wiara? Czy szczęściem jest wola Boga? Józef pozwala mi znaleźć odpowiedzi na te pytania, które stawia mąż i ojciec ze swoją historią i w obliczu trudnych faktów, abym z wiarą dostrzegł w nich Boga. Wędrując po starych kościołach zauważyłem, że zawsze jest w nich przedstawienie świętego Józefa. Pamiętam Wadowice i klasztor karmelitów. Józef, uśmiechnięty, nie „odpustowy wymoczek i ciepły kluch”, ale właśnie zadowolony, silny mężczyzna

Józef jest potomkiem królewskiego rodu. Pochodzi z plemienia Judy, które wyda Mesjasza. Król Dawid, Salomon i inni królowie Judy są jego przodkami. Po nich dziedziczy Jezus godność królewską. Zubożały opiekun Jezusa pracował fizycznie jako cieśla. Bóg wchodzi realnie w historię jego życia, gdy poślubiona mu kobieta (nie mieszkali jeszcze razem) mówi Bogu „Tak”. Dla nas po latach to oczywiste. Nie uświadamiając sobie depozytu wiary, traktujemy to wydarzenie jako rzecz nieistotną. Ale czy to „Tak” było w tym samym stopniu oczywiste dla Józefa? Co wtedy czuł? Czy zachwiało to jego wiarą? Jak później wyglądały relacje Józefa z Maryją? Czy jej ufał? Maryja i poczęte Dziecko zdani są na łaskę Józefa. Mógł oddalić Maryję potajemnie, by jej nie zniesławić i uchronić od konsekwencji, z kamienowaniem włącznie. Anioł mówi do serca Józefa, zwiastuje mu też umacniające Słowo – „Nie bój się, z Boga są te sprawy!” To przekroczyło możliwości rozumienia i akceptacji Józefa, dlatego wątpliwościom w duchu wiary odpowiada Bóg. Józef uznaje Bożego Syna za swoje dziecko. Nie robi na nas już żadnego wrażenia, gdy mówimy o Maryi „Naj-

fot. rkw

Józef – święty drugiego planu

Św. Józef na Polach Lednickich

natchnął życiem, budzącym się w tych, którzy ich słuchają? Boskością raczej bym wszystkiego nie tłumaczył. Jezus widział jako dziecko u swoich rodziców wzór życia. I poprzez wychowanie przejął czułość i wolę od Maryi i Józefa

i mały Jezus, który czule trzyma go za szyję. Obaj patrzą na Ciebie. Myślę sobie, Jezusowi dobrze jest na rękach spracowanego cieśli. Stoję przed obrazem Świętej Rodziny w Kościele we Włostowicach. Na pierwszym planie Matka i szczęśliwe Dziecko. Święty Józef w tle, a jakże! I dobrze mu z tym. Kompozycja i narracja malarska jego osoby jest tak poprowadzona, że gdyby zrezygnować z partii osobowych, postać Józefa byłaby li tylko niepozornym sztafażem. Jedyne słowa, które wypowiedział, to te po bar micwie jego przybranego Syna w świątyni, gdy im się zgubił – „Synu, z Matką baliśmy się o Ciebie!” I tyle. Zaopiekował się Dzieckiem, „nie zakrył” sobą, nie wybił się przy okazji. Zrobił to, co odkrył w wydarzeniach, w które wprowadził go Bóg. Cichy patron i opiekun Kościoła. Przez Józefa mam sentyment do stolarzy. Pracowałem z nimi. Widziałem ich ręce. Przeważnie zawsze mają blizny po głębokich skaleczeniach. Chciałbym kiedyś przybić piątkę ze świętym Józefem, popatrzeć Mu w oczy i nic nie mówić. Święty Józefie, módl się za nami! Wojciech Kostecki

15


Kocham rodzinę Kocham rodzinę, bo dała mi życie, ciągle czuję jego smak i mam apetyt na więcej. Ona jako pierwsza powiedziała mi, że nie tylko mogę, ale powinienem istnieć. Kocham rodzinę, bo pokazała mi ludzi prawdziwych, a nie zmyślonych, ze wszystkim, co w nich jest, z każdym rodzajem dobra i zła. Kocham rodzinę, bo nadała kierunek mojemu myśleniu tak bardzo, że nawet kiedy błądzę, wiem, co należy robić, by się nie zatracić. Kocham rodzinę, bo zobaczyłem, że wartości ze sobą konkurują i muszę umieć wybierać. Kocham rodzinę, bo nikt mi nie amputował niczego z mojej osobowości, wszyscy mówili, że mogę i powinienem bardziej, więcej i lepiej.

Kocham rodzinę, bo ona mnie kocha zwyczajnie i codziennie. To dlatego nie zwątpiłem jeszcze w ludzi. Kocham rodzinę, bo mi dała więcej, niż mogę odwzajemnić. Kocham rodzinę, bo ukochał ją Bóg, zanim ktokolwiek zaczął ją zmieniać, poprawiać i niszczyć. Kocham rodzinę, bo ona przetrwa w świecie wszelkich zmienności. Kocham rodzinę, bo kochając ją, kocham wszystkich, którzy odkryli, że jest ona ich powołaniem i bardzo często – szczęściem. Kocham rodzinę, bo tylko kochając, spłacam dług wdzięczności, choć pozostanę na zawsze dłużnikiem. Kocham rodzinę, bo przez nią przyszedł do mnie Jezus Chrystus.

Kocham rodzinę, bo usłyszałem zgodę, ale i sprzeciw, dzięki temu wiem, że nie wszystko wolno. Kocham rodzinę, bo pokazała mi, że talenty to nie wszystko. Jeszcze potrzeba gigantycznej pracy, wytrwałości, a przede wszystkim pokory, by nie poprzestać na tym, co otrzymałem w pierwotnej formie do Stwórcy. Kocham rodzinę, bo mogę do niej wracać, kiedy tylko chcę. Także wtedy, gdy jestem skrzywdzony, odarty, zraniony i z poczuciem winy. Kocham rodzinę, bo sprawia, że nigdy nie czułem się opuszczony zupełnie i nie pogrążyłem się w bezsensownej samotności. Kocham rodzinę, bo nie istnieje żadna proteza domowego stołu, ciepła, zwierzeń i akceptacji.

ks. R. Winiarski

Norbertinum straciło swojego założyciela z prasą podziemną i niejawnymi strukturami NSZZ „Solidarność”. Do 1989 roku pełnił funkcję kierownika i redaktora naczelnego Działu Wydawniczo-Poligraficznego KUL.

https://kurierlubelski.pl

W

wieku 80 lat odszedł do Pana Norbert Wojciechowski – wybitny działacz społeczny, samorządowiec i wydawca. Założyciel i wieloletni prezes pierwszego w Polsce prywatnego wydawnictwa katolickiego Norbertinum. Z pracy wydawniczej uczynił powołanie – tak Norberta Wojciechowskiego wspominają współpracownicy i przyjaciele. Przez wiele lat był rzecznikiem prasowym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Był ważną postacią strajków lubelskiego lipca’80. Był członkiem prezydium zarządu Regionu Środkowowschodniego związku. Po wprowadzeniu stanu wojennego stanął na czele regionalnego komitetu strajkowego. Po pacyfikacji protestów pozostał w ukryciu, ujawnił się dopiero kilka miesięcy później, po interwencji biskupów. Współpracował również

Wydawał książki i publikacje budujące tożsamość narodową w Polsce, po 1989 roku. Pokazywał prawdę o Armii Krajowej na Lubelszczyźnie. W 1990 roku dostał się do rady miasta z największą liczbą głosów. Przez dwie kadencje był członkiem sejmiku,

PISMO PARAFII RZYMSKOKATOLICKIEJ ŚW I Ę T E J RO DZ I NY W PU Ł AWACH

16

w latach 1990–1998 pełniąc funkcję jego przewodniczącego. Przez 22 lata kierowania działającym od 1989 roku wydawnictwem, Norbert Wojciechowski ogłosił drukiem ponad 700 tytułów. Za swoją działalność publiczną i społeczną został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Krzyżem Zasługi. W dniu pogrzebu decyzją Prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka flaga państwowa została opuszczona do połowy. Wszyscy podkreślali niezwykłą prawość, poczucie misji i bezinteresowną służbę Ojczyźnie. Nie przypadkowo Bóg powołał go do siebie w Święto Odzyskania Niepodległości. Mam też osobistą wdzięczność. Pan Norbert był wydawcą kilku moich książek. Niech więc po swoim długim pracowitym, mądrze i sumiennie spełnionym życiu odpoczywa w pokoju. proboszcz

Adres redakcji: ul. Saperów Kaniowskich 2, 24-100 Puławy; e-mail: ryszard.k.winiarski@gmail.com; https://pulawy-swrodziny.kuria.lublin.pl Z E S P Ó Ł R E D A K C YJ N Y: ks. Ryszard Winiarski – red. prowadzący, Agnieszka Kawka, Wojciech Kostecki, Joanna Kurlej – korekta, Wojciech Olech, Anna Różycka, Tomasz Sajnog, Justyna Szychowska, Andrzej Więcławski


fot. rkw

Roraty ze śniadaniem


Tydzień pod Drzewem Życia

fot. rkw

Relikwie drzewa Krzyża świętego w naszej parafii 7–14 X 2019 r.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Głos Rodziny Nr 3 (3) 2019r/I Przyszłość idzie przez rodzinę i musi przez nią iść - św. Jan Paweł II by Parafia Świętej Rodziny w Puławach - Issuu