Kacper Filipiak / Gary Hunt / Nirvana / Blood Orange / Maciek Kozerski / Trey Hardee / St. Vincent
PRAWIE NIEZALEŻNY MAGAZYN
WRZESIEŃ 2011
TRIKI BIONIKI Natura wzorem dla techniki
NICKI M INAJ
Nowa gwiazda na popowym niebie
RYAN SHECKLER
Mistrz skateboardu otwiera nowy rozdział kariery
Tomasz
Stańko
W EKSKLUZYWNYM WYWIADZI E
O tolerancji w muzyce, przyjętych normach i Lady Gadze
RED BULL I-BATTLE
OD WIRTUALNEGO STARCIA DO REALNEJ BITWY!
WEź UDzIAł W WIELkIEJ BITWIE NA mUzYkę z IPOD’óW. zAREJESTRUJ SIę NA WWW.REDBULLIBATTLE.PL I WYGRYWAJ WIRTUALNE POJEDYNkI mUzYCzNE, kTóRE DOPROWADzĄ CIę DO REALNEGO STARCIA! NAJLEPSI WOJOWNICY mUzY PRzEChODzĄ DO fINAłOWEJ BITWY W RINGU BOkSERSkIm W REALNYm kLUBIE. SzYkUJ zABóJCzĄ mUzę, REJESTRUJ SIę I DO BOJU! WWW.REDBULLIBATTLE.PL
Rogiem z Byka
WITAMY! Filip Kalinowski i Szymon Gruszecki byli pod wielkim wrażeniem swojego rozmówcy, gdy dla polskiej edycji „Red Bulletina” przeprowadzali wywiad z jednym z największych muzyków jazzowych naszych czasów. Zarazili się niezwykłą energią, która emanuje od 69-letniego Tomasza Stańki: przykuwające wzrok spojrzenie, zamaszyste gesty, niespodziewane odpowiedzi w połowie pytań. „Wypełnia przestrzeń”, mówi Kalinowski. Niezwykły jest optymizm Stańki i jego zdolność dostrzegania we wszystkim czegoś pozytywnego: chwali Timbalanda, przyznaje, że woli słuchać muzyki z MP3 niż ze sprzętu wysokiej klasy. I uważa, że nawet disco polo zasługuje na to, by poświęcić mu chwilę uwagi. Porywająca deklaracja otwartości, tolerancji, ufności i ciekawości świata zaczyna się od strony 42.
ZDJĘCIE NA OKŁADCE: ANDRZEJ TySZKO. ZDJĘCIE:ROB TRINGALI/RED BULL CONTENT POOL
25 chłopaków z całego świata – i mówimy tu o RPA i Malezji, o Australii i USA – otrzymuje co roku szansę życia: mogą wykazać się talentem w najbardziej profesjonalnej na świecie serii zawodów nowego pokolenia, rozpędzając motocykl do prędkości 200 km/h – niemal do granic fizyki. Zawody Red Bull Moto GP Rookies Cup to wyzwanie dla młodych zawodników. Są konsekwentnie demokratyzowane, gdyż 13-16-latkowie poza talentem nie muszą mieć nic więcej: na torze czekają na nich motocykle KTM, skórzane kombinezony Alpinestars, opony Dunlop, mechanicy, części zamienne i całe zaplecze – strona 48.
12-metrowe katamarany, prędkość do 50 km/h, spektakularne wywrotki – fotograf Rob Tringali towarzyszył załodze Red Bulla podczas pierwszego przystanku Serii Extreme Sailing w USA. Rzucamy cumy na stronie 56
Nicki Minaj… Hm. Długie „a”, „j” – wymawiane jako miękkie „sz”. Nigdy nie słyszeliście? To się zmieni wkrótce i na długo. W USA każdy zna 26-latkę, która zamierza obalić z tronu królową popu Lady Gagę swoimi uszczypliwymi hip-hopowymi tekstami i raczej nieprzewidywalnymi niż niesłychanymi cechami osobowości. Przy czym to raczej Nicki porównuje się do swojej rywalki: „Obie nie chcemy wpasować się w ideał ładnej i grzecznej dziewczyny”. Gdy dziennikarz „Red Bulletina” Nick Haramis spotkał się z nią na Manhattanie, Nicki miała na sobie dres, bawełniane skarpetki i... perukę. „Mówię: «To OK być innym»”. Portret Nicki Minaj od strony 64. Życzymy przyjemnej lektury! Redakcja
3
A j c A k A pl i u l l e t i n B d e R e h t go e j o w t nA
ipAdA
EKSKLUZYWNE MATERIAŁY WIDEO
POBIERZ
TERAZ
Unikalny zbiór tekstów oraz niezliczona ilość wideoklipów i animacji www.redbulletin.com/ipad
ŚWIAT RED BULLA WE WRZEŚNIU
SPIS TREŚCI
17
W tym miesiącu inspirujemy: muzycznie, sportowo i naukowo. W sumie nieważne jak, ważne, że skutecznie.
30
64 90
56 48
ZDJĘCIA: JUERGEN SKARWAN/RED BULL CONTENT POOL, JASON LAVERIS/FILMMAGIC, CHRIS FLOYD/RED BULL CONTENT POOL, ANDRZEJ TYSZKO DEAN TREML/RED BULL CONTENT POOL, ROBERT CLARK/INSTITUTE, JUSTIN KOSMAN/RED BULL CONTENT POOL
42 WIĘCEJ
Bullwar
Akcja
14 DOBRE WIADOMOŚCI... ...z kraju i ze świata
30 BIONIKA Czego możemy nauczyć się od natury?
17 MOJE CIAŁO I JA Mistrz Red Bull Cliff Diving Gary Hunt
42 TOMASZ STAŃKO Porywająca i bardzo na czasie rozmowa z trębaczem Tomaszem Stańką
18 KACPER FILIPIAK Najzdolniejszy młody snookerzysta świata 22 EWOLUCJA SPRZĘTU Rękawice bokserskie 24 BLOOD ORANGE Pieśniarz nowej ery 26 TRIKI FIZYKI Maciek Kozerski chodzi po wodzie 28 LICZBY MIESIĄCA Nirvana i wycięte przez nią numery
Stałe działy 06 KALENDARZ PANA KAINRATHA 10 ZDJĘCIA MIESIĄCA 98 FELIETON LIZUTA
48 ŁOWCY MARZEŃ Młodzi i zdolni. Poznaj przyszłych mistrzów Moto GP 56 WIATR W ŻAGLACH Seria Extreme Sailing udowadnia, że żeglarstwo to nie koniecznie sport dla elit 64 NICKI MINAJ Kontrowersyjna i uzdolniona. I chce zdetronizować Lady Gagę 70 RYAN SHECKLER Po latach zabawy w gwiazdę legenda deskorolki wraca do korzeni 76 PROFESOR FALTIN Naukowe teorie biznesu wykorzystane w praktyce? Tak, to działa!
DLA CIAŁA i UMYSŁU 84 DLA PODRÓŻNIKA Rzym i muzyczna akademia. 86 NAJLEPSI KUCHARZE ŚWIATA Alvin Leung 87 SMAKI ŚWIATA Rosół canja de galinha 88 ZDOBĄDŹ SPRZĘT trialowca Toma Öhlera 90 TRENING MISTRZA Trey Hardee – biatlonista 92 NAJLEPSZE KLUBY Cavo Paradiso, Grecja 92 ŚWIEŻY TOWAR St. Vincent 93 MOJA PIĄTKA Pete Rock 94 CO SIĘ DZIEJE Najważniejsze wydarzenia miesiąca 96 ZAREZERWUJ CZAS Zapisz, zapamiętaj, baw się razem z nami 5
k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a
6
Wejdź na www.sklep.orlen.pl i zamów innowacyjne artykuły dla fanów motoryzacji i podróżujących!
444 zł
Kamera sportowa Drift X170
1222 zł
-
bezprzewodowy pilot wyświetlacz 1,5 cala obsługa kart SD do 16 GB obracany obiektyw wbudowany mikrofon i głośnik
Kamera sportowa Drift HD170 Stealth -
nagrywanie High Definition (1080p) obsługa kart SD do 32 GB robienie zdjęć do 5 megapixeli bezprzewodowy pilot wyświetlacz 1,5 cala
ZAMÓW JUŻ DZIŚ na www.sklep.orlen.pl Zamówienie odbierzesz i opłacisz o każdej porze dnia i nocy na wybranej przez Ciebie stacji paliw ORLEN - już 400 w całej Polsce! Oferta ważna do 30.09.2011 lub do wyczerpania zapasów.
Mardin, Turcja
ponad nami
Zdjęcie: Lukas NaZdracZew/red BuLL coNteNt PooL
Zawodowy freerunner spędza dużo czasu na świeżym powietrzu i może przy okazji zobaczyć kawałek świata. Zwłaszcza jeśli jest to Ryan Doyle, 27-latek, który najchętniej doskonali swoje sekwencje ruchowe w ekstrawaganckich miejscach – tak jak na zdjęciu ponad dachami starego miasta w Mardin na najbardziej oddalonym, południowo-wschodnim krańcu Turcji. Plądrowali je już Aramejczycy, Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie, Rzymianie i Seldżukowie. Ale na pomysł, by potraktować miasto jak tor z przeszkodami, wpadł dopiero niosący pokój pielgrzym z Wielkiej Brytanii. Akrobatyczna podróż Ryana Doyle’a: pl.redbulletin.com/doyle
10
HousTon, Teksas
profesor plusk
Zdjęcie: erich schLegeL/corBis
Człowiek, który leci w prawym górnym rogu na zdjęciu, mówi o sobie „Professor Splash”. Nosi gustowny biało-niebieski kostium kąpielowy i zamierza skoczyć do brodziku o głębokości 30 cm. Nie trzeba być fizykiem, aby się zorientować, że musiało dojść do jakiegoś błędu w obliczeniach: 30 cm wody przy skoku z pięciu metrów wysokości? Ale Profesor Splash (który właściwie nazywa się Darren Taylor) koniecznie chciał się dostać do telewizji. Dlatego w amerykańskiej wersji programu „Mam talent” skoczył do płaskiego baseniku dla dzieci, zaliczył potężne lądowanie na brzuchu i w cudowny sposób powstał z brodzika bez obrażeń. Niebezpieczne? I to jak! Ale czego się nie robi dla 15 minut sławy... Filmik: www.youtube.com; hasło: „Professor Splash”
12
Bullwar Dodaje skrzydeł w małych dawkach.
Pochód zombi W Światowy Dzień Zombi (8.10) na ulice wyjdą pożeracze mózgów – przypominamy cztery najlepsze filmy o zombi.
NOC ŻYWYCH TRUPÓW Ten klasyk z 1968 r. w reżyserii George’a Romera dał początek całemu krwawemu gatunkowi.
ŚWIT ŻYWYCH TRUPÓW Co zrobić, gdy umarlaki czyhają na ciebie przed galerią handlową? Zachować zimną krew!
UŻYTECZNE ŚMIECI Włoch Andrea Petrachi tworzy swoje dzieła z odpadów. 36-letni artysta z Mediolanu już jako dziecko uwielbiał rozkręcać zabawki. Swoją w sumie typową dla dzieci fascynację rozwinął jednak do perfekcji. Dziś Andrea Petrachi tworzy futurystyczne instalacje wyłącznie z odpadów: „Materiał kupuję na pchlim targu albo znajduję na strychu. Inspiracje czerpie zarówno z japońskich komiksów anime, jak i z klasyków science fiction – jak «Mad Max» czy «Tank Girl». Często całymi dniami zastanawiam się, jakich części użyć. A potem w jedną noc skręcam całą rzeźbę” – mówi artysta. Petrachi ma także przesłanie: „Ludzie powinni zastanowić się dwa razy, zanim coś wyrzucą”.
Roboter aus Abfall: „Hawkeye 8“ von Andrea Petrachi.
www.andreapetrachi.com
28 DNI PÓŹNIEJ Reżyser Danny Boyle nauczył zombi biegać. Genialne – ale kłopot dla głównego bohatera.
ZDJĘCIE MIESIĄCA
UŚMIECH, PROSZĘ!
WYSYP ŻYWYCH TRUPÓW Z tego cudownego pastiszu dowiadujemy się, że zombi można zabić winylową płytą. www.worldzombieday.org
14
Fotografie naszych czytelników dostępne są na: www.redbulletin.pl
Wśród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia związane ze światem Red Bulla, rozlosujemy oryginalny bidon „Red Bulletina” wyprodukowany przez firmę SIGG. Wysyłaj zdjęcia na: redakcja@redbulletin.com
Monte Carlo Precyzyjne lądowanie zwycięzcy Red Bull X-Alps Chrigela Maurera po przebyciu 1807 km z Salzburga do Monako. Felix Wölk
X-Games Trzy błyski złota 17. edycji
KRÓL OKŁADEK Wywiad błyskawiczny z George’em Hardie’em, 67 lat.
ZDJĘCIA: THE KOBAL COLLECTION (4), GIUSEPPE FOGARIZZU, GETTY IMGES (4), ALEXIS LEZIN/ESPN IMAGES MATT MORNING/ESPN IMAGES, TRAVIS BURKE, KATE PETERS
Sterowanie twarzą Myszka, dżojstik, klawiatura – to jak dotąd niezbędne oprzyrządowanie każdego gracza gier wideo. Jest już coś nowego: bezpłatna „Red Bull Formula Face” to pierwsza gra wyścigowa dostępna online (Mac/PC), która bazuje na innowacyjnej technologii nawigowania twarzą. Kieruje się poprzez kamerkę internetową, wykonując proste ruchy głową. Uśmiech lub mrugnięcie wywołują różne funkcje specjalne, jak to demonstruje testowy „kierowca” Sebastian Vettel (patrz zdjęcia Pogłówkuj, jak zakręcić na górze). Wystarczy rozluźnić mięśnie karku i twarzy – i startujemy! Po ustawieniu awatara z fotografii użytkownika i odpowiedniego indywidualnego stylu rozpoczyna się trzyetapowy wyścig bolidem Formuły 1, NASCAR lub samochodem rajdowym – z komputerem lub z wyzwanym na pojedynek przyjacielem z Facebooka – o najwyższą punktację, którą można się podzielić ze swoją grupą społecznościową. Najbardziej oryginalne grymasy punktowane są dodatkowo i z pewnością wywołają uśmiech przed ekranami monitorów. www.redbullformulaface.com
DANIEL DHERS BMX Park Obrońca tytułu z Wenezueli zrezygnował z trzeciego wyścigu, aby zaoszczędzić siły na decydujący tie-break.
JACKSON STRONG Moto X Best Trick 19-letni Australijczyk zaryzykował i wykonał pierwszego frontflipa w konkurencji FMX.
TADDY BŁAŻUSIAK Moto X Enduro Pięciokrotny zwycięzca Erzbergu sprostał roli faworyta na premierze X-Games.
Okładka płyty zespołu Pink Floyd „Dark Side of the Moon” została uznana za najlepszą grafikę płytową wszech czasów. Stworzył ją Brytyjczyk George Hardie, tak jak wiele innych, np. dla Led Zeppelin, Black Sabbath czy Paula McCartneya. Grafik jednak nie uważa się za legendę. Pana pierwsza okładka? W 1968 roku zespół Led Zeppelin szukał projektanta grafiki swojego debiutanckiego albumu. Przyjaciel mnie polecił. Spotkałem się z chłopakami na jednym z ich pierwszych koncertów. Byli bardzo podenerwowani, bo nie mieli pewności, czy na koncert przyjdzie dużo ludzi. „Dark Side of the Moon” z 1973 roku została niedawno uznana za najlepszą okładkę świata. Czy podczas jej tworzenia sądził
pan, że coś takiego może się zdarzyć? Nigdy w życiu! Skopiowałem obrazek z podręcznika do fizyki. A przy okazji – nigdy nie miałem egzemplarza tej płyty, choć została sprzedana w milionach sztuk. Która z pana prac podoba się panu najbardziej? Choć każdy uważa, że „Dark Side of the Moon” jest świetna, to osobiście wolę inną okładkę, którą wykonałem dla Pink Floydów – „Wish You Were Here”. Czy dobre czasy dla okładek płytowych już minęły? Dziś wszystko jest w mniejszym formacie albo całkowicie cyfrowe. Mimo to powstają fantastyczne grafiki okładkowe. Pink Floyd: „Dark Side of the Moon – Immersion Edition” (remastered) ukaże się 26 września
Ulubiona okładka designera i oficjalnie najlepsza okładka płyty
NAJLEPSZE ZDJĘCIE
Bejrut 35 000 fanów sportów motorowych i dymiące opony podczas finału Red Bull Car Park Drift w Libanie. Mansur Chebli
Salwador B-boy Gato tańczył do gorących
rytmów perkusionistów Olodum. Marcelo Maragni, kwalifikacje do Red Bull BC One
Sibiu Nowozelandczyk Chris Birch zmoczył stopy podczas przekraczania rzeki. Predrag Vuckovic, Red Bull Romaniacs
15
b u l lwa r
Wysoki poziom na freestyle’owym placu zabaw
Mark Ronson
ROXY FESTIVAL Około 2000 ludzi podziwiało w lipcu na scenie warszawskiego klubu Stodoła Marka Ronsona. Ten multiinstrumentalista nie tylko rozbujał publiczność swym nieprawdopodobnym miksem stylów, miał też niespodziankę: wspólny występ z legendą muzyki lat 80 Boy George’em.
Równowaga dynamiczna
ZEBRANIE LUDOWE
Nowy skatepark, wspaniali fani, wielkoformatowe gwiazdy i transmisja w sieci – tegoroczna edycja Baltic Games w Gdańsku przerosła wszelkie oczekiwania.
B-BOYING! Od 27 czerwca do 7 lipca Olsztyn gościł siódmą edycję Europejskich Dni Kultury i Sztuki Ulicznej, czyli Bruk Festival. Koncerty, imprezy, warsztaty... i zdrowa rywalizacja. Wśród DJ-ów wygrał DJ Bez Ksywy, a mistrzem beatboxu został Maciej Małecki. www.brukfestival.pl
Whistler Mimo większego niż zazwyczaj oporu powietrza Amir Kabbani miał miękkie lądowanie. Ian Hylands, Red Bull Joyride 16
„Spodziewajcie się imprezy, która przyćmi wszystkie poprzednie” – twierdzili organizatorzy w przededniu Baltic Games 2011. i nie przesadzili: specjalnie dla tej freestyle’owej imprezy na gdańskim placu Zebrań Ludowych wybudowano największy drewniany skatepark w Polsce (o pow. 2000 m kw.) i powiększono pojemność trybun. Zawody odbyły się w dniach 14-16 lipca i rozegrano je w trzech kategoriach: BMX, deskorolka i rolki. Przyciągnęły one tłumy widzów i zawodników światowego formatu. Pojawili się tacy specjaliści w BMX jak Senad Grosic i Brian Kachinsky, legenda
Hannover Każdy wodny rycerz kończył w jeziorze Maschsee pojedynek na kopie w małych łódkach. Kevin Jakubowski, Red Bull Boat Battle
tej dyscypliny o polskich korzeniach. Przez trzy dni centrum Gdańska było teatrem freestyle’owych popisów na światowym poziomie. ci, którzy nie mieli przyjemności uczestniczyć w festiwalu, mogli śledzić zawody w inny sposób: po raz pierwszy tego typu impreza była transmitowana w sieci. Zwycięzcy? Na deskorolce dominował Phil Zwijsen, mistrz europy w skateboardingu z roku 2009. Na BMX-ie wygrał Ondra Slez, natomiast na rolkach polską publiczność oczarował miejscowy bohater – Piotr combrzyński. www.balticgames.pl
Gmunden Szebasztian Szolath (Węgry) podczas rail glide, który pomógł mu zająć czwarte miejsce. Martin Parzer, H2O WakeParade
Zdjęcia: SONY MuSic, PiOtr OStaSZewSKi/dZiał NOwe Media, wOjteK aNtONOw (4)
www.roxyfestival.pl
B U L LWA R
MOJE CIAŁO I JA
GARY HUNT
O czym myśli mistrz Światowej Serii Red Bull Cliff Diving Gary Hunt na zawrotnych wysokościach? O siniakach, połamanych kościach, koncentracji i... kiełbasach.
TWA RDE LĄD OWA NIE Jednym z największych zagrożeń związanych z oddawaniem skoków z wysokich klifów jest siła uderzenia w taflę wody. Skacząc z wysokości 28 m, w zaledwie 2,5 sekundy osiągamy prędkość 85 km/h, a przy takiej prędkości woda staje się twarda jak beton. Musimy wejść w wodę stopami, ponieważ głowa i ramiona by sobie z tym nie poradziły. Nawet po perfekcyjnych skokach następnego dnia czujes z w stawach ich skutki, zwłaszcza w plecach i kolanach. Przy wejściu w wodę zanurzona część ciała spowalnia, ale część pozostająca nad powierzchnią wciąż porus za się z ogromną prędkością. Siła ta znacznie obciąża kości i stawy. Czujes z to szczególnie w kostkach. Moja prawa kostka często drętwieje i nie jest już tak elastyczna, więc korzystam teraz z pomocy specjalisty, by chronić ją w tym sezonie.
TEKST: RUTH MORGAN. ZDJĘCIE: DEAN TREML
FERALNE URODZ INY Diving od zawsze był moją pasją. W prezencie na 16. urodziny zafundowano mi wyjazd narciarski, podczas którego złamałem prawą nogę. Oznaczało to czteromiesięczną przerwę od basenu. Byłem niepocieszony i zbyt szybko chciałem wrócić do formy. Już podczas pierwszego treningu na trampolinie ponownie ją złamałem. Usłyszałem trzask i od razu wiedziałem, że oznacza to kolejne cztery miesiące z dala od sportu. W miejscu, w którym pękła kość, pojawił się guz, więc musiałem uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż noga odpowiednio się zagoi. Mam teraz 27 lat i te osiem miesięcy to moja najdłuższa przerwa w uprawianiu divingu.
ODC IENI E FIOLETU Podczas włoskiego przyst anku Światowej Serii Red Bull Cliff Diving 2009 porządnie się poobijałem, wykonując potrójne salto w tył z dwoma obrotami. Pamiętam, że podczas startu oślepiło mnie słońce. Zacząłem obracać się zbyt szybko, i podczas lądowania łydki i uda zderzyły się z wodą. Następnego dnia siniaki były fioletowe. Nogi bardzo bolały, ale jednocześnie wyglądały trochę śmies znie. Po tej akcji odpuściłem sobie ten skok na jakiś czas.
NA ŁE B NA SZ YJ Ę Nawet najmniejs zy błąd pod czas skoku może skończ yć się poważn ą kontuzją. Pęknięta miednica to częsty ura z, bo jeśli pod czas lądowania nie trzyma sz stóp razem, woda mocno rozchyla nog i na boki. A płaskie uderzenie w powierzchn ię może skończyć się krwotokiem wewnęt rznym. Podczas zes złorocznego prz yst anku Świato Red Bull Clif f Diving we Wło wej Serii szech testowałem now y skok z rozbie gu, który nikomu się wcześniej nie udał. Nie wyprostowałem się odpowiednio, przez co uderzyłem klatką piersiową o powierzchnię. Po wyjściu z wody nie mogłem oddychać, doz nałem urazu szyi. Ale i tak miałem szczęście – mogło być znacznie gor zej. UM YSŁOW E GIE RKI y, Skoki z wysokości, na które się wspinam głow ę słysz ż Wcią ce. ażają przer zawsze są wie głosy szepczące: „Nie rób tego”. Ale bo nie można zbytnio nad tym rozmyślać, wtedy człowiek zacz yna się denerwować ie i skok nie wychodzi, jak należy. Po głow krążą mi myśli typu „może zapomniałem już, jak się wykonuje ten skok”, ale gdy tylko moje stopy odry wają się od platformy, włączam autopilot a i zapominam o wszelkich obawach.
DOBRA FORMA BEZ DIETY Nie mam typowego dnia treningowego: wszystko zależy od tego, gdzie akurat jestem i jak się czuję, ale zdecydowanie nie leniuchuję. Podciągam się na drążku, aby wzmocnić górne partie ciała, i właśnie zacząłem biegać o poranku. Nie trenuję z obciążeniem – wystarczy mi masa własnego ciała, choć nie należę do mięśniaków. Konieczna jest praca nad mięśniami brzucha, by móc utrzymać odpowiednią pozycję w powietrzu. Dzięki temu nie muszę martwić się o dietę, a ostatnio zainteresowałem się gotowaniem. Uwielbiam angielskie klasyki – kiełbasę z ziemniakami purée i wiejską zapiekankę. Przepadam też za sernikiem. Nigdy nie myślę: „Nie powinienem tego jeść”, choć przez większą część czasu mam na sobie tylko kąpielówki. Zobacz Gary’ego podczas finałowego przystanku Światowej Serii Red Bull Cliff Diving w Jałcie na Ukrainie 4 września na www.redbull.tv
17
Kacper Filipiak w swoim żywiole. „Nie już jestem w stanie nauczyć go niczego więcej” – mówi trzykrotny mistrz polski Jarek Kowalski
KACPER FILIPIAK
Na swoich pierwszych profesjonalnych zawodach pokonał trzykrotnego mistrza świata. Pochodzi z warszawskich Bielan i niedawno dostał się do liceum. Przedstawiamy najmłodszego zawodowego snookerzystę świata.
Imię i nazwisko Kacper Filipiak Data urodzenia 19 listopada 1995 Dyscyplina snooker Trener Jarosław Kowalski Szkoła South West Snooker Academy Osiągnięcia mistrz Europy do 21 lat – 2011, zawodnik Main Tour 2011
18
Kacper po raz pierwszy zetknął się ze snookerem, oglądając go w telewizji. Spodobało mu się to na tyle, że postanowił rozpocząć treningi w warszawskim klubie 147 Break, u trzykrotnego mistrza polski Jarka Kowalskiego. Na jednej z pierwszych lekcji wbił 60 bil z rzędu – a był jeszcze za niski do stołu i nie umiał grać z przedłużką. „Byłem przekonany, że grał już gdzieś wcześniej” – przyznaje trener Kacpra. Przez pierwsze trzy lata grywał mało, bo musiał się uczyć. Szybko okazało się, że ma talent i predyspozycje do tej gry. Opanowanie, spokój, umiejętność koncentracji i mocna psychika to cechy podstawowe dobrego snookerzysty. Do tego wszystkiego Kacper jest zawodnikiem bardzo dobrym taktycznie. „Jest graczem turniejowym, potrafi przełożyć dobre zagrania z treningu na zawody” – opowiada nam Jarek Kowalski. Prywatnie Kacper Filipiak to cichy, spokojny i dobrze ułożony nastolatek. „To fajny chłopak. Jest bardzo zrównoważony i kompletnie pochłonięty snookerem” – opisuje go nam jego były trener. Treningi snookera to żmudna, nudna praca i niezliczone powtórki poszczególnych zagrań. W zachodnioeuropejskich szkołach zawodnikowi po-
maga cały sztab ludzi, a na treningach są nawet chłopcy od wyciągania bil z łuzy. W Polsce szkolnictwo bilardowe nie jest tak rozwinięte, więc Kacper swoje bile musiał wyjmować sam. Wraz z rosnącymi umiejętnościami zaczęły przychodzić pierwsze sukcesy. Choć nigdy nie zdobył żadnego młodzieżowego tytułu mistrzowskiego, to jednak wyróżniał się na lokalnej scenie dobrymi wynikami. Dlatego też na wiosnę tego roku pojechał wraz z reprezentacją naszego kraju na Maltę, na mistrzostwa Europy do lat 21. Z początku nic nie wskazywało na to, że to Kacper będzie autorem największego polskiego sukcesu w snookerze. Ku radości maltańskiej publiczności, która dopingowała młodego Polaka, Kacper był na tych zawodach bezkonkurencyjny. Wygrana w tym turnieju jest niezwykle istotna, ponieważ gwarantuje
15-latek jest pierwszym polskim zawodowym snookerzystą ZDJĘCIA: WOJTEK ANTONOW (2)
HEROS
B U L LWA R
ZDJĘCIA: PAVEL LEBEDA, RICKY MONTI, KOLESKY
„Kacper potrafi przełożyć dobre zagrania z treningu na zawody” – Jarek Kowalski miejsce w pierwszej setce najlepszych zawodników świata, czyli Main Tour. Bycie zawodowym snookerzystą różni się zasadniczo od zawodowstwa w innych dyscyplinach. Tu nie decydują o tym sponsorzy czy indywidualne chęci zawodnika. Zawodowcem jest się poprzez samą obecność w Main Tour. Niestety, nazwa ta nie jest jednak do końca adekwatna, ponieważ zawodowiec w snookerze może wcale na tej grze nie zarabiać. Tak jest właśnie w przypadku Kacpra, który nie mając jeszcze sponsora, jest finansowany z kieszeni wyrozumiałych rodziców. Dostać się do Main Tour to olbrzymi sukces, jednak utrzymanie się w niej to już wyzwanie „tylko dla orłów”. Dlatego nie rozpaczajmy, jeśli Kacper nie utrzyma się długo w tej elitarnej grupie. Cieszmy się tym, że najmłodszy profesjonalny zawodnik tej dyscypliny jest Polakiem, który ma z pewnością jeszcze wiele przed sobą. Zwycięstwo na Malcie miało wielkie znaczenie dla Kacpra – prestiżowa angielska szkoła South West Snooker Academy w Gloucester zaprosiła go do siebie na roczny pobyt i szlifowanie talentu. Co istotne, został zwolniony z czesnego, a to pozwala wierzyć, że brytyjscy trenerzy również dostrzegli potencjał Filipiaka. Pod koniec lipca Kacper przeniósł się do Anglii. Jako opiekun pojechał z nim ojciec, a reszta rodziny, czyli matka i trzy siostry, będą mu kibicować z Warszawy. Ze względu na tę przeprowadzkę ma indywidualny tok nauczania w liceum, do którego niedawno się dostał. Decyzję o wyjeździe pochwala jego dotychczasowy trener Jarek Kowalski: „Ja już nie jestem w stanie nauczyć go niczego więcej. W Anglii będzie miał dużo lepsze warunki do nauki i dla rozwoju swojego talentu niż w Polsce. U nas jest grupka pięciu, sześciu zawodników o zbliżonych możliwościach, ale nie ma lepszych, dlatego żeby się trenować i uczyć się z najlepszymi, musiał wyjechać”. Swój zawodowy debiut Kacper miał na lipcowych zawodach drużynowego Pucharu Świata w Bangkoku, gdzie wraz z Tomaszem Wróblem reprezentowali biało-czerwone barwy. Choć nie wypadli w turnieju najlepiej, to Kacper w pojedynku ze Szkocją ku osłupieniu zgromadzonych widzów wygrał pojedynek z Johnem Higginsem (nr 2 w Main Tour) oraz Stephenem Maguire’em (nr 8 w Main Tour). Od tego czasu zainteresowanie mediów naszym młodym zawodnikiem znacznie wzrosło, a jego życie zmieniło się bezpowrotnie. W całej tej historii nie zabrakło też odrobiny szczęścia. Na dwa tygodnie przed Mistrzostwami Europy na Malcie Światowa Federacja Snookera (WSA) zniosła kryteria wiekowe uczestnictwa w Main Tour, które wcześniej wymagały wieku powyżej 16. roku życia. To dzięki temu mamy pierwszego polskiego zawodowego snookerzystę.
KRÓTKO I NA TEMAT
Oto zdolniachy, które surfują na fali sukcesu.
Hawajka Carissa Moore w wieku 18 lat zdobyła koronę najmłodszej mistrzyni ASP World Tour w historii.
14-letnia Giorgia Gregorio zwyciężyła na własnym terenie w kategorii juniorów na mistrzostwach świata w wakeboardingu. Włoszka po raz pierwszy zgarnęła ten tytuł w wieku 12 lat.
23-letni surfer z RPA, Jordy Smith, wygrał zawody Światowej Serii w Jeffreys Bay, triumfując na ojczystych wodach drugi rok z rzędu.
Thomas Morgenstern pokazał klasę także podczas 4. zawodów Letniego Grand Prix w skokach narciarskich w Hinterzarten.
www.worldsnooker.com
19
Red Bull MOBILE Red Bull MOBILE to nowa na polskim rynku oferta telefonii komórkowej, której operatorem jest sieć Play – dostępna od 2 września w wersji na kartę i z abonamentem.
Czym jest Red Bull MOBILE?
Oferta Red Bull MOBILE
Red Bull MOBILE to Twoja ekskluzywna karta wstępu do Świata Red Bulla – świata wielkich rozgrywek sportowych, ekscytujących imprez z najlepszymi DJ-ami, wyjątkowych koncertów w kraju i zagranicą. W Red Bull MOBILE możesz być blisko sportowców Red Bulla, takich jak Tadek Błażusiak, Sebastian Vettel czy Shaun White. Możesz też oglądać ekskluzywne klipy, ściągać niezwykłe aplikacje, dzwonki i tapety na Twój telefon. Będziesz mógł także otrzymać wejściówki do najlepszych klubów w Twoim mieście czy bilety na koncerty, np. te odbywające się na dachu Red Bull Tourbus w całej Polsce. Z Red Bull MOBILE nie ma nudy!
W ramach Red Bull MOBILE możesz korzystać z jednych z najlepszych ofert na kartę oraz na abonament. Od 2 września w sklepach w całej Polsce dostępny jest starter Red Bull MOBILE, w ramach którego otrzymasz m.in. 6 pakietów po 222 SMS-y, 1 GB danych na start oraz darmowe pakiety internetowe po każdym doładowaniu. Co więcej, po wykorzystaniu pakietów dalej możesz korzystać z internetu za darmo, jednak ze zmniejszoną prędkością. Każdy starter Red Bull MOBILE zawiera w opakowaniu dodatkowo puszkę Red Bulla. Red Bull MOBILE daje również możliwość skorzystania z oferty na abonament, która dostępna jest w wybranych, najlepszych sklepach sieci PLAY (lista znajduje się na www.redbullmobile.pl). Dostępne są dwie idealnie dopasowane taryfy z abonamentem za 66 zł i 88 zł, w ramach których otrzymasz dużą paczkę minut wymienialnych na SMS-y oraz pakiet danych. Podobnie jak w ofercie na kartę, po przekroczeniu pakietów dalej nie płacisz za transmisję danych a zmniejszana jest tylko jej prędkość. Poza tym otrzymujesz darmowe nielimitowane połączenia w ramach Red Bull MOBILE i PLAY oraz darmowy dostęp do facebooka, nk i przede wszystkim portalu mobilnego Red Bull MOBILE.
Dany Torres przeglądający portal Red Bull MOBILE
© Łukasz Nazdraczew / Red Bull Content Pool
Szymon Godziek / MTB Freestyle
Portal Red Bull MOBILE Portal mobilny Red Bull MOBILE to portal wyjątkowy. Tylko tutaj zobaczysz gorące relacje z wydarzeń w Świecie Red Bulla, migawki z codziennego życia sportowców, zapierające dech w piersiach klipy oraz będziesz miał dostęp do jedynej w swoim rodzaju telewizji Red Bull. Możesz ściągać muzykę, aplikacje i gry, a także przeglądać na bieżąco aktualizowane wiadomości i raporty sportowe.
Red Bull TV Telefony Red Bull MOBILE W ramach oferty Red Bull MOBILE możesz kupić jeden z trzech specjalnie przygotowanych smartfonów, który da ci pełny i łatwy dostęp do Świata Red Bulla. Każdy z telefonów działa z systemem Android i ma unikalny, jedyny w swoim rodzaju design Red Bull MOBILE. Jeśli masz już swój telefon, możesz wybrać kamerkę akcji GoPro w najlepszej cenie na rynku, żeby sfilmować w jakości Full HD swoje ekstremalne triki snowboardowe, fascynujące nurkowania lub najbardziej zakręcone imprezy.
Ciesz się doskonałą jakością dźwięku i obrazu Red Bull TV – telewizji stworzonej specjalnie na duże wyświetlacze telefonów. To idealny sposób na oglądanie ekscytujących meczów piłkarskich, ekstremalnych klipów, imprez muzycznych czy wywiadów ze sportowcami – kiedy i gdzie tylko chcesz.
Newsletter Red Bull MOBILE Bądź zawsze pierwszy i zapisz się, aby otrzymywać ekskluzywny newsletter Red Bull MOBILE. Wejdź w zakładkę „Kontakt“ na stronie www.redbullmobile.pl i zostaw nam swój adres e-mail!
Wejdź do Świata Red Bulla! www.redbullmobile.pl Nowa oferta telefonii komórkowej w Polsce.
B U L LWA R
WCZORAJ I DZIŚ EINST UND JETZT
RĘKAWICE MAXI LAXI BOKSERSKIE
Skóra, końskie włosie, ręczne wykonanie – znany od ponad 70 lat sposób produkcji profesjonalnych Acil ullutpat, sim quis aci blaobecnie. aliquisitJednak nummydziś znacznie większy komfort walki ma zarówno rękawic jest stosowany także nummy nos nulla consenim ad tem użytkownik rękawic, jak i jego przeciwnik. essecte consequat ute mod tatum quisit
GIATUT ADIGNIT NULL COR SEQUAT, SI powinny być „wyraźnie duże, nowe W 1876 roku zasady Queensberry’ego zre- EArękawice i najlepszej jakości”. Najlepszą jakość zagwawolucjonizowały boks, a przede wszystkim rantował 50 lat później niemiecki inci bla consequi ex essecte tatemproducent zzrit iriuwprowadziły ten sport salony. Vel do odoloreet ex eana corper sit,Zgodnie corpercil sprzętu sportowego Berg – jego re tio erostrud endion utem irilit,dziełom quat. Duzexregułą obowiązek stoetum nr ver8siwprowadzono bla autem dolore mod molor zaufał między innyminum Maxnos Schmeling. iscil iquisl irit wissis aliquatinDo verilsowania rękawic co iure zakończyło sis alit illaor sim bokserskich, zzrit eui tat, vel mod jedynego świata la conullaniemieckiego conse dolore mistrza doloboreet do wagi erę rozgrywanych najczęściej nielegalnie do commy nos augiatum doloborero od dociężkiej należały rękawice prezentowane doloborper iure delisi blandit at. Bortisl dowalk gołecon pięści (bare Według loborna susto volore exernuckle). si. na zdjęciu (dziś wystawione w restauracji loreet inissim quam zzrit luptat, si blam irit markiza Queensberry’ego obligatoryjne Rud dolore eliquat, vel ulput lam, quatem 22
Forsthaus Friedrichsruh koło Hamburga). Używał ich pod koniec kariery: z zewnątrz wytrzymała skóra bydlęca, wierzchniej ullamco nullamcommy nim na quiscip er si tie stronie dłoniDuisseq otwory uipismolum wentylacyjne,illandiamet wewnątrz facilluptat. –wiscincil wypełnienie z końskiego włosia. Dzięki maut ip ex eliqui blaore faciliquat sie sześciu uncji do (170 gramów naUtrekawicę) adipsum zzriure conulputpat. vel utpanarzędzia pracy Schmelinga są lżejsze niż tetue moloboreet ut er sequisim vent niat stosowane aciduip dziś profesjonalne rękawice.
TEKST: ARKADIUSZ PIATEK
RĘKAWICE BERG, SZEŚĆ UNCJI, OK. 1940 R.
B U L LWA R
ZDJĘCIA: MARTINA GEISS
RĘKAWICE EVERLAST, MX PRO FIGHT GLOVES, OSIEM UNCJI, 2009 R. GIATUT ADIGNIT NULL COR SEQUAT, SI Wierzchnia ręcznie i bardzo starannie. Są w porównaniu z poprzedniczkami większe EAsię wykonany jest z meksykańskiej skóry (w odi bardziej miękkie, co redukuje niebezpieróżnieniu od rękawic treningowych, przy iriuproinci bla consequi ex essecte tatem zzrit czeństwo urazów.exW ea 2010 rokusit,Miguel Cotto Vel do odoloreet corper corpercil dukcji których stosowane jestirilit, tworzywo re tio erostrud endion utem quat.sztuczDuzdobył juniormod średniej ex etumtytuł ver WBA si blakategorii autem dolore molor ne). Także irit w ich przypadku używa się doveriliscil iquisl wissis num nos aliquatin właśnie w rękawicach MX,tat, przeznaczonej sis alit illaor sim zzrit eui vel iure mod wypełnienia końskiego choćdo topowy la conulla conse dolorewłosia, doloboreet do profesjonalnego użytkudoloborero serii. Producenci commy nos augiatum od domodel everlastów zawiera mieszankę włosia doloborper iure delisi blandit at. Bortisl dotych są volore wierni exer tradycyjnym techniloborrękawic susto con si. iloreet piankiinissim z tworzywa o wiele quamsztucznego. zzrit luptat,Dziś si blam irit kom: krojenie, szycie, odbywa Rud dolore eliquat, velwypychanie ulput lam, quatem
łatwiej można zadbać o higienę wnętrza. Duży otwór wentylacyjny oraz technologia ullamco nullamcommy quiscip er si tie EverFresh, czyli warstwanim antybakteryjna, facilluptat. podrażnieniom Duisseq uipismolum zapobiega skóry iillandiamet powstawawiscincil ut ip exzapachu. eliqui blaore niu brzydkiego Teraz faciliquat negatywne adipsum zzriure conulputpat. veltwój utpaodczucia może wdotobie wzbudzić Ut tylko tetue moloboreet przeciwnik w ringu.ut er sequisim vent niat aciduip www.everlast.com 23
B U L LWA R
piosenkoholik
Blood orange
Pisze piosenki dla Chemical Brothers i Solange Knowles. Gdy Dev Hynes ma wolne, komponuje dla siebie – ostatnio jako Blood Orange.
Od trzech lat Dev mieszka w Stanach i mówi, że wcale nie tęskni za Anglią, gdzie się wychował
24
Okulary w skromnych oprawkach, postrzępione dżinsy, czarna bejsbolówka założona daszkiem do tyłu. dev Hynes rzuca się w oczy i jest specyficzny, ale mimo to pozostaje nieśmiałym, rozsądnym facetem. Mówi o sobie, że nie jest żadnym muzykiem. Warto jednak pamiętać, że ten 25-latek wyprodukował niedawno piosenki dla siostry beyoncè, Solange Knowles, oraz Theophilusa londona. dla deva to normalka: pisał już przeboje dla Florence and the Machine, Chemical brothers czy basement Jaxx (i zdobywał nagrody Grammy). Nagrał też płytę z Van dyke Parksem komponującym dla beach boys. Nosi ona tytuł „bye bye” i ukazała się w grudniu. była dla Hynesa sygnałem do zrobienia sobie przerwy w realizacji projektu lightspeed Champion, w ramach którego pisał orkiestrowe hymny z gatunku indie pop. Jednocześnie krążek „bye bye” dał początek nowemu alter ego deva – blood Orange. red bulletin: Twój nowy album nosi tytuł „Coastal Grooves”. To bardzo wyluzowane brzmienie, coś w stylu mieszanki surf popu i r’n’b. Może dlatego, że nagrywałeś tę płytę w Los Angeles? Dev Hynes: Nie sądzę. Piosenki powstały podczas nocnych spacerów po brooklynie, gdzie mieszkam. To jak trafiłeś do Kalifornii? Pracowałem z Theophilusem londonem nad jego albumem, a w przerwach nagrywałem własne utwory...
...i poznałeś wtedy Solange Knowles. Jak do tego doszło? Solange śpiewała jeden kawałek dla Theo i spodobało jej się to, co zrobiłem jako blood Orange. W końcu zostałem producentem jej albumu. Jakie masz podejście do piosenek, które piszesz dla innych muzyków? Chciałbym, żeby każdą moją piosenkę śpiewał ktoś inny niż ja. Tylko jeżeli nie ma chętnych, śpiewam sam. Teraz przemawia przez ciebie skromność… Wcale nie. robię po prostu to, na co właśnie mam ochotę. Nie postrzegam siebie jako artysty czy muzyka. Uwielbiam pisać piosenki w swojej małej kuchni w mieszkaniu na brooklynie. Jeżeli komuś się spodobają, to świetnie. Czy do każdego nowego stylu trzeba znaleźć nowy pseudonim? Nie. Ale gdyby „Coastal Grooves” miałby być albumem lightspeed Champion, ludzie znienawidziliby tę płytę. Pomyśleliby, że nie pasuje do tego wykonawcy. Nie chciałbym im mieszać w głowach. Nie pasuje pod jakim względem? blood Orange to po prostu inne brzmienie. Podczas pisania słuchałem często „Fans” Malcolma Mclarena i „reflections” F.r. davida. Czyli płyt z lat 80. Czy tamte lata słychać na twoim krążku? Można tak powiedzieć. „Coastal Grooves” zadedykowałem transgenderowej modelce Octavii St. laurent, bardzo inspirującej postaci Nowego Jorku lat 80.
„Tak szczerze to chciałbym, żeby każdą moją piosenkę śpiewał ktoś inny niż ja. Tylko jeżeli nie ma chętnych, śpiewam sam”
Blood Orange, album „Coastal Grooves” już się ukazał. Więcej na: soundcloud.com/ bloodorange
TeKST: FlOriAN ObKirCHer. zdJęCiA: dOMiNO reCOrdiNG(2)
Imię i nazwisko Devonté Hynes Data i miejsce urodzenia 23 grudnia 1985 Houston, Teksas, USA Pseudonimy artystyczne Lightspeed Champion i Blood Orange. Pierwszy to nawiązanie do serii komiksów, które Hynes rysował jako nastolatek w zeszycie do matematyki. Cool de luxe W sondażu czasopisma muzycznego „NME” Dev zdobył w 2007 r. 49. miejsce w kategorii najciekawszych branżowych osobowości muzyki rockowej. Rok później był już na 20. miejscu.
b u l lwa r
Triki fizyki
SPRAWDZIAN
Chodzenie po wodzie? Wykonalne, ale jedynie przez kilka sekund. I to nie żaden cud, tylko czysta fizyka, twierdzi nasz naukowiec*.
To nie fotomontaż: „Chcieliśmy udowodnić, że to rzeczywiście działa”, mówi Maciek Kozerski, jeden z najlepszych kitesurferów świata i trzeci (po Chrystusie i apostole Piotrze) człowiek, który chodził po jeziorze Genezaret
Zdjęcie: Predrag VuckoVic/global-Newsroom. ilustracja: maNdy fischer
OPINIA SPORTOWCA „wiedziałem, że to możliwe” – mówi polski kitesurfer maciek kozerski (26), który w ramach projektu red bull miracle postanowił niejako pójść w ślady jezusa chrystusa na jeziorze tyberiadzkim. „musiałem nabrać prędkości, odrzucić deskę, wypiąć latawiec i zacząć szybko biec. Zaliczałem ponad 20 prób dziennie. Po każdym lądowaniu w wodzie trzeba było jednak wyciągnąć latawiec, dopłynąć do brzegu, rozplątać linki i ponownie zapiąć uprząż. Największym problemem była prędkość. Przy silnym wietrze przeszkadzały fale, a na spokojnej wodzie byłem zbyt powolny. Po wielu próbach w końcu się udało: odpowiednia prędkość, dobrze ustawiony fotograf, latawiec wypięty we właściwym momencie, a potem bieg. dwa, może trzy kroki i wciąga mnie woda. tą techniką nie da się pokonać całego biblijnego jeziora genezaret”. OPINIA FIZYKA odwołajmy się do innych znanych zjawisk, żeby zrozumieć tę zagadkę. Przy puszczaniu kaczek należałoby właściwie przypuszczać, że kamień – jeśli wziąć pod uwagę jego masę – utonie niezwłocznie po zetknięciu z wodą. kamery szybkoklatkowe i podstawowa znajomość fizyki pozwalają zrozumieć, dlaczego płaski kamień puszczony jako „kaczka” może się wielokrotnie odbić od powierzchni wody. klucz do sukcesu tkwi w dużej prędkości i autorotacji kamienia. Prędkość pozwala zadziałać sile nośnej, a autorotacja stabilizuje ruch. rzucony kamień trafia w powierzchnię wody pod kątem . kąt wektora prędkości w stosunku do powierzchni wody to . działające na kamień siły to siła nośna L, siła tarcia D oraz siła ciężkości m · g. siła nośna L = 0,5CL· ·AW · v² zależy od współczynnika nośności, gęstości wody, powierzchni natarcia kamienia i kwadratu prędkości. Łączna masa ciała wynosi m, a przyspieszenie grawitacyjne to g. Parcie wody oddziałuje w kierunku powierzchni pod kątem ( + ), więc współczynnik nośności to w przybliżeniu CL = sin( + ). aby maksymalnie podnieść wartość siły nośnej, można zwiększyć kąt i/lub prędkość v. maciek robi obie te rzeczy. Przed kontaktem z wodą odpowiednio układa stopę i zeskakuje z deski przy prędkości 50 km/h. Prędkość we wzorze podnosi się do kwadratu, więc jej podwojenie powoduje czterokrotny wzrost siły nośnej. aby skutecznie odbić się od powierzchni wody, ciało musi otrzymać przyspieszenie w górę, więc składowa wszystkich działających na ciało sił musi być skierowana do góry. jako Fy określamy pionową składową sumy sił. Przy założeniu Fy > 0 możemy obliczyć minimalną prędkość potrzebną do utrzymania się nad wodą. wartość tej prędkości musi być większa od pierwiastka kwadratowego z mg/(0,5[ + ] · · A W). Podstawiając odpowiednie wartości, możemy od razu sprawdzić nasz wzór. Przy m = 70 kg, g = 10 m/s², ( + ) = 0,35 rad (20°), = 1000 kg/m³ i A W = 0,8 × 0,28 m × 0,11 m (zanurza się 80% powierzchni stopy) otrzymujemy minimalną wymaganą prędkość 12,7 m/s, czyli 45,9 km/h. www.kozi.pl *Prof. Thomas Schrefl wykłada i prowadzi badania w Fachhochschule St. Pölten (Dolna Austria) oraz na Uniwersytecie w Sheffield (Wielka Brytania).
27
B U L LWA R
LICZBY MIESIĄCA
„NEVERMIND” NIRVANY Flanelowe koszule, postrzępione dżinsy, brudne włosy: „Nevermind” Nirvany nie tylko dał początek grunge’owi, lecz także mocno wpłynął na całe pokolenie młodzieży. Mija właśnie 20 lat od nagrania tego albumu.
65 000
Zanim „Nevermind” ujrzał półki sklepów muzycznych, firma DGC, z którą Nirvana miała umowę, liczyła na sprzedaż najwyżej 250 000 płyt. Ale już 24 września 1991 roku menedżer Nirvany Danny Goldberg przecierał oczy ze zdumienia. „W sklepach płytowych powstały listy kolejkowe dzieciaków, które zarezerwowały tę płytę” – wspomina. 11 stycznia 1992 roku album zdetronizował pod względem popularności w USA „Dangerous” Michaela Jacksona. Do dziś sprzedano ok. 30 mln „Nevermind”, który uchodzi za jeden z najważniejszych albumów wszech czasów.
7500
Gdyby wszystko poszło po myśli Kurta Cobaina, na okładce albumu znalazłaby się kobieta rodząca w wodzie. Wytwórnia uznała jednak, że takie zdjęcie byłoby przesadnie ostre. W końcu osiągnięto kompromis – nurkujące niemowlę. Robert Fisher, dyrektor artystyczny, wysłał więc na kurs pływania dla niemowląt swojego fotografa, który uwiecznił na kliszy trzymiesięcznego Spencera Eldena. Banknot dodano podczas dalszej obróbki zdjęcia. Mający dziś 20 lat Elden sam jest artystą. Jego Spencer Elden opinia na temat okładki: „To dziwne uczucie: tylu ludzi widziało mnie nago. Czuję się jak największa gwiazda porno”.
10
Dave Grohl, Krist Novoselic oraz Kurt Cobain
Spencer Elden 20 lat temu
607
Na samopoczucie Cobaina negatywnie wpływały częste bóle żołądka. Podczas jednej z sesji nagraniowych Kurta dopadł chyba taki ból, bo w trakcie jam session postanowił rozwalić swoją gitarę. Grohl i Novoselic grali dalej, a Butch Vig nie zatrzymał taśmy. Niepohamowana erupcja dźwięków znalazła się na płycie. To tzw. hidden track, który zaczyna się 607 sekund po zakończeniu (niby) ostatniego kawałka.
Spencer Elden
Tytuł „Smells Like Teen Spirit” Cobain wymyślił po imprezie ze swoją przyjaciółką Kathleen Hanną. „Kurt Smells Like Teen Spirit” to napis, który Hanna namalowała sprejem na ścianie pokoju Cobaina. Ponieważ oboje rozmawiali podczas imprezy o rewolucji, Kurt sądził, że napis nawiązuje do tej dyskusji. W rzeczywistości Hannie chodziło o to, że Cobain pachnie dezodorantem swojej dziewczyny – Teen Spirit. Była to gratka dla koncernu kosmetycznego: na fali popularności przeboju Nirvany Teen Spirit osiągnął rekordowy poziom sprzedaży: pojawiło się dziesięć odmian zapachowych i w 1992 roku 25% dziewczyn w USA używało właśnie Teen Spirit.
Podczas sesji nagraniowych w Los Angeles młody zespół po raz pierwszy nie musiał się troszczyć o finanse. Po otrzymaniu 65 000 dol. zaliczki od wytwórni płytowej Nirvana wynajęła apartament w LA. Producent Butch Vig wspomina: „To było typowe lokum samotnych facetów. Puszki po piwie, gitary i stosy ciuchów. Ale chłopcy dobrze się tam czuli, bo obok mieszkał zespół Europe, którego członkowie wysiadywali ze swoimi panienkami przy basenie i Kurt uwielbiał robić sobie jaja z tych kolesi. Nie, goście z Nirvany nie byli wielkimi fanami Europe”.
Teen Spirit (dezodorant)
Butch Vig
2
W 1992 roku Nirvana utrwaliła swój wizerunek outsiderów podczas MTV Video Music Awards w Los Angeles. Zespół zdobył dwie nagrody: Best New Artist i Best Alternative Video, ale w pamięci pozostały przede wszystkim występy grupy podczas tej imprezy. W ramach koncertu laureatów Nirvana zagrała utwór „Rape Me”, zakazany w MTV. Po występie Krist Novoselic wyrzucił w górę gitarę basową. Trochę za wysoko. Instrument spadł mu na głowę i Krist chwiejnym krokiem opuścił scenę. Cobain przystąpił do demolowania swojej gitary, a w trakcie tej akcji Dave Grohl nabijał się przez mikrofon z Axla Rose’a. www.nirvana.com
28
TEKST: FLORIAN OBKIRCHER. ZDJĘCIA: MARTYN GOODACRE/RETNA/VANIT/ROBA PRESS, BARRY ODONNELL, THOMAS RABSCH/LAIF
30 000 000
a kc ja
ZAPROJEKTOWANE PRZEZ NATURĘ Przyszłość techniki to płetwy walenia, skrzydła muchy i skóra jak łuska ziarna zboża. Tekst i zdjęcia: Robert Clark/INSTITUTE
30
Siła wiązania Łopian większy (Arctium lappa)
Zaczęło się od rzepów, które szwajcarski inżynier George de Mestral musiał wyciągać z sierści swojego psa po każdym spacerze. Dlaczego trzymają się tak mocno? Ich oględziny pod mikroskopem dały odpowiedź: „winne” były małe haczyki. Uzbrojony w tę wiedzę de Mestral opracował zapięcie na rzepy. Strony z haczykami i pętelkami łączyły się bardzo mocno, ale mogły zostać rozdzielone jednym szarpnięciem. De Mestral nazwał swoją tkaninę Velcro. To skrótowiec powstały z francuskich słów velours (welwet) i crochet (haczyk). Świat zaakceptował nowe zapięcie, a NASA wysłała je nawet na Księżyc. Velcro wykorzystano w zapięciach rękawic astronautów.
a kc ja
B
adanie projektów natury i czerpanie inspiracji z osiągnięć ewolucji w celu rozwiązywania problemów technicznych to główne zadania bioniki. Wyniki są zaskakujące: wiedza na temat powstawania tęczowych barw (tzw. iryzacji) na skrzydłach motyla oraz powłoki przeciwodblaskowej z oka ćmy pozwala ulepszać wyświetlacze naszych telefonów komórkowych. W Zimbabwe architekci analizują metody stosowane przez termity do regulacji temperatury i wilgotności – po to, żeby wnioski wykorzystać przy projektowaniu wieżowców. W Japonii lekarze chcą zmniejszyć bolesność zastrzyków dzięki zastosowaniu igieł naśladujących pod względem budowy narząd kłująco-ssący moskitów. Wnioski z faktu, że bogactwo kolorów ptaków żyjących w tropikach nie jest związane z pigmentacją, tylko pewnymi właściwościami optycznymi, mogą doprowadzić do powstania nowej generacji farb. Możemy też skopiować robaczki świętojańskie, które produkują światło tak zimne, że prawie wcale nie marnują energii na ciepło (w żarówce tracimy jej 98%). Dodatkowo świat przyrody ciągle korzysta z prostych materiałów. Ślimak morski uchowiec buduje sobie domek z węglanu wapnia, z którego powstaje miękkie wapno. Niewielka domieszka protein sprawia jednak, że skorupa jest twarda jak kevlar – ok. 3000 razy twardsza od wapna. Zwłaszcza gdy widzi się miniroboty inspirowane pomysłami natury, mimowolnie powstaje pytanie: dlaczego bionika nie zaszła dalej? Odpowiedź brzmi: ponieważ natura jest tak nadmiarowo skomplikowana. Ponadto ewolucja kieruje się przy swoich konstrukcjach innymi zasadami niż inżynierowie. Jej wytwory powstają po miliardach przypadkowych eksperymentów na tysiącach pokoleń. Wynikiem są organizmy, których jedynym celem jest przeżycie wystarczająco długo, by wydać na świat następne pokolenie do kolejnych eksperymentów. 32
Geniusz od drugiego wejrzenia
Kostera (Ostracion cubicus) Drugi człon łacińskiej nazwy dobrze określa pudełkowaty kształt ciała kostery (ang. boxfish, niem. Kofferfisch). Jednak pomiary wykazały, że ryba ta jest świetnym przykładem funkcjonalnego designu. Niski współczynnik oporu hydrodynamicznego pozwala jej osiągać prędkość równą sześciu długościom ciała na sekundę, czyli w przeliczeniu prawie 30 km/h. Dziwny, a mimo to opływowy kształt kostery zainspirował projektantów Mercedesa do budowy prototypowego modelu Bionic Concept Car, który dzięki współczynnikowi oporu aerodynamicznego cx = 0,19 bije na głowę wszystkie samochody seryjne (cx = ok. 0,25) i pozwala uzyskać zużycie oleju napędowego na poziomie około 3 litrów na 100 km. Kostera i Bionic Concept Car nie mają jednak szans w porównaniu z pingwinem, którego cx wynosi 0,03.
Nie wszystko, co wygląda na mało opływowe, naprawdę takie jest. Kostera pokazuje, w czym rzecz
W górę po ścianie Gekon toke (Gekko gecko)
Na każdej przyldze tej jaszczurki z rodziny gekonowatych rośnie ponad 6,5 mln włosków. Ich łopatkowate końcówki mogą dzięki niewielkim rozmiarom – oraz siłom van der Waalsa – przywrzeć do podłoża z wykorzystaniem oddziaływań międzycząsteczkowych. To dlatego toke może się utrzymywać i zwinnie poruszać nawet po szklanej ścianie albo suficie.
aa ck tc i oj n a
Robot o nazwie Stickybot, zaprojektowany na amerykańskim Uniwersytecie Stanforda, próbuje skutecznie rywalizować z gekonem w jego koronnej dyscyplinie. Pokryte szczeciną łapy urządzenia są podobne do przylg. Na razie Stickybot porusza się raczej jak ślimak, ale docelowo ma być zdolny do udziału w akcjach poszukiwawczych i ratunkowych
35
a kc ja
Siła walenia
Humbak (Megaptera novaeangliae) To, co sprawdza się w gęstym ośrodku (wodzie), działa także w rzadszym (powietrzu). Projekt wypróbowanych doświadczalnie nowych łopat turbin wiatrowych (a podobne doświadczenia prowadzi się też w dziedzinie konstrukcji skrzydeł samolotów) wzoruje się na specjalnych wypustkach z płetwy piersiowej humbaka. Takie „guzy” umieszczone na krawędzi natarcia płatów pozwalają uzyskać lepszą wydajność energetyczną przy mniejszych prędkościach wiatru i nie przeszkadzają przy wyższej prędkości obrotowej. Ponadto redukują poziom hałasu wytwarzanego przez łopaty wirnika.
Wieczna czystość Lotos (Nelumbo)
W 1982 roku niemiecki botanik Wilhelm Barthlott z Uniwersytetu w Bonn odkrył, dlaczego liście lotosu zawsze pozostają czyste: tajemnica niezwilżalności lotosu i odrywania się brudu od jego powierzchni tkwi w woskowych mikro- i nanostrukturach. Jeżeli woda trafi na liść, stacza się po nim jak płynna rtęć i zbiera przy tym zanieczyszczenia. Obecnie „efekt lotosu” (Barthlott opatentował swoje odkrycie) wykorzystuje się w licznych produktach – np. w farbie elewacyjnej Lotusan, która przez wiele lat ma chronić mury przed zabrudzeniem. 36
Genialność budowy płetw humbaka tkwi w wypustkach na ich krawędzi: wpływają one pozytywnie na strumień przepływu, co sprawia, że spożytkowana energia jest skuteczniej przekształcana w siłę napędową (płetwa na zdjęciu pochodzi od martwego, znalezionego humbaka) 37
a kc ja
Kostiumy „skóra rekina” Żarłacze (Selachii)
Dlaczego rekiny świetnie pływają? Mikroskop elektronowy odkrył tę tajemnicę: chodzi o plakoidalne łuski w kształcie zębów. Woda przepływa przez ich rowki równomiernie, dzięki czemu nie powstają turbulencje i występuje niewielkie tarcie. Na takiej skórze nie osadzają się także algi ani pasożyty, więc jej sztuczne odmiany można wykorzystywać nie tylko do produkcji kostiumów, lecz także do pokrywania od zewnątrz kadłubów statków. 38
Chociaż amerykański olimpijczyk Gary Hall płynie na zdjęciu w kostiumie wzorowanym na skórze rekina, twierdzi: „Żaden rekin nie pomyli mnie z którymś ze swoich kumpli”. Używania takich kostiumów – jak Speedo Fastskin Halla – zabroniła niedawno Międzynarodowa Federacja Pływacka. Materiały były zbyt dobre i pogoń za rekordami stała się parodią sportu
Latający minirobot skonstruowany na wzór muchy plujki. Kluczem do sukcesu nie jest skopiowanie ruchu. Naukowcy dokonują raczej selekcji tych istotnych części i funkcji, które są potrzebne do latania. Potem starają się je ponownie połączyć w jak najprostszy sposób i odtworzyć skomplikowany proces
a kc ja
Życiodajna woda Moloch straszliwy (Moloch horridus)
Machina latająca
Na australijskiej pustyni, gdzie żyje, jest bardzo mało wody. Przez tysiące lat ewolucji moloch straszliwy doprowadził więc do perfekcji kapilarny system odprowadzania wilgoci (pozyskiwanej z deszczu i mgły) mikroskopijnymi kanalikami ze skóry na ciele do pyska. (Podobnie „pije” również namibijski chrząszcz Onymacris unguicularis). Naukowcy mają nadzieję, że wkrótce uda się skopiować ten system. Pozwoliłoby to pozyskiwać wodę w najsuchszych regionach naszej planety.
Mucha plujka (Caliphoridae) Trzepot skrzydeł mechanicznego owada z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley jeszcze nie dorównuje swojemu pierwowzorowi, czyli skrzydełkom muchy plujki. Poruszają się one po torze w kształcie litery U, trudnym do podrobienia. Wkrótce jednak smycz, na której jest jeszcze trzymany ten minirobot, może okazać się zbędna: kruche skrzydełka napędzane maleńkimi serwomotorami poruszają się już 275 razy na sekundę (czyli szybciej niż skrzydła muchy) i wydają charakterystyczny odgłos. Teraz trzeba jeszcze wymyślić jakiś mechanizm naśladujący autorotację skrzydeł – a wszystko to ma działać w urządzeniu 20-krotnie lżejszym od spinacza biurowego. 41
a kc ja
Każdy swinguje Czarny koń europejskiego groove’u. Najwybitniejszy polski trębacz. Kompozytor i instrumentalista dla którego przekraczanie stylistycznych barier i podziałów stanowi chleb powszedni. Już w wieku 20 lat odważnie stąpał po rozimprowizowanych obszarach free jazzu, występując jednocześnie z klasycznym zespołem Krzysztofa Komedy. Dekady spędzone na rynku muzycznym nie stępiły jego entuzjazmu, otwartości i bezkompromisowego podejścia. O tym, jak ważna jest tolerancja i jak małe znaczenie mają ogólnie przyjęte normy, opowiedział nam w swoim mieszkaniu na warszawskim Powiślu. Tekst: Filip Kalinowski i Szymon Gruszecki, Zdjęcia: Andrzej Tyszko 42
Jazz to nie tylko muzyka. Tomasz Stańko ubiera się i żyje zgodnie z filozofią Milesa Davisa. Ze smakiem, gustem i stylem
a kc ja
red bulletin: W języku polskim nie istnieją wyrazy oddające całe znaczenie takich słów jak „groove” czy „feeling”... tomasz stańko: „Groove” to bardzo piękne słowo. Weszło ono do muzycznego słownika u zarania XX wieku, w początkach Broadwayu, w momencie, w którym czarna kultura zaczęła przenikać do życia codziennego Nowego Jorku i odciskać swoje piętno na pierwszych przedstawieniach i skeczach. Typ ubierania się, typ humoru, typ bycia, jakim dziś charakteryzują się Amerykanie, wszystko to pochodzi od niewolników, którzy będąc cały czas w pobliżu, nieustannie oddziaływali na swoich panów. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jaki wpływ na nasze życie ma kultura afroamerykańska. Zmieniła ona całą kulę ziemską. Właściwie cały taniec – oprócz tanga czy walca – jest oparty na groovie, na tym dziwnym zjawisku, które wywodzi się z afrykańskiej kultury bębniarzy. Zjawisku, u którego podstaw leży bardzo dokładne granie rytmu, odmierzanie czasu ruchami ciała. Ciało jest ciężkie i kiedy wprawi się je w taki monotonny, miarowy ruch, działa równie precyzyjnie jak wahadłowy zegar. Europejska kultura muzyczna posługuje się jednak zupełnie innymi miernikami czasu. Jak to się stało, że w kraju, w którym owe słowa pozostają nieprzetłumaczalne, a pogoda nie sprzyja słonecznym rytmom, jazz zyskał tak mocną pozycję? Ten groove jest niezwykle potężny. Afroamerykańska kultura jest silna i witalna. Podobnie zresztą jest w sporcie, w którym czarnoskórzy zawodnicy zdobywają ogromną liczbę laurów. Życie na kuli ziemskiej zaczęło się w Afryce, a dopiero później część z nas zbielała. Sztuka wywodząca się ze Stanów Zjednoczonych jest natomiast bardzo ekspansywna. Jazz w Polsce sięga jeszcze czasów przedwojennych, bo była to przecież z początku muzyka restauracyjna i w nadwiślańskich knajpach również grały jazz bandy. Po wojnie, po części również przez to komunistyczne zabranianie, przyjął się on u nas bardzo dobrze. Wydaje mi się, że nie jest to kwestia natury narodowej, ale właśnie groove’u, który jest silny, który zaraża i który wcale nie jest aż taki trudny do grania. Wymaga tylko pewnego typu intuicyjnej wiedzy, innego sposobu myślenia i uczenia się. Polskie szkoły muzyczne zwykle tę intuicyjność, niestety, zabijają... ...ale tylko w tych, którzy dadzą ją w sobie zabić. Akademickie wykształcenie nie przeszkadza w graniu jazzu. Zależy tylko, jak tradycyjnie pojmowana jest ta edukacja, jak wysokiego lotu są nauczyciele i jak bardzo dany człowiek sam pragnie wiedzy. Wyczucia i groove’u uczy się bardzo prosto. Cała ta „nauka” jest ogólnodostępna. Właściwie każdy dziś swinguje. Wymaga to tylko przejścia do porządku dziennego nad pewnymi różnicami, które istnieją w europejskim i amerykańskim podejściu do muzyki. Co w takim razie dało panu owo przejście? Jazz był dla mnie czymś takim jak dla Francisa Scotta Fitzgeralda epoka jazzu. Był nie tylko muzyką, ale także sposobem na życie, synonimem zachodniej kultury i oznaką wolności. Oprócz samego
piękna dźwięków to właśnie te rzeczy sprawiły, że tak bardzo wsiąkłem. Z początku może nawet to one pociągały mnie bardziej. Kontrastujący z siermiężną, polską, komunistyczną rzeczywistością koloryt i pełnia życia. Stroje, marynarki, amerykański styl życia, jazz, coca-cola... – jak mówili nasi wrogowie. Na którymś spotkaniu Komeda usłyszał kiedyś, że „Korea płonie przy dźwiękach jazzu, a kolega Trzciński uprawia tę muzykę”. Ja byłem co prawda już z późniejszego pokolenia, ale otarłem się o te realia, a że mam skłonności do anarchizmu i przeciwstawiania się, prędko i mocno zaangażowałem się w jazz. Jak już zacząłem się wciągać, to urzekło mnie piękno tej muzyki i urzeka mnie ono do dziś. Jazz cały czas się odradza i zmienia. Dał on też początek wielu nowym trendom w sztuce, stworzył podwaliny pod popkulturę, która panuje dziś niepodzielnie. Patrząc na artystów, którzy w swoich eksperymentach oddalili się od publiczności, a teraz do niej wracają, cieszę się z takiego rozwoju wypadków. Stare gatunki wciąż istnieją, gdyż w muzyce, podobnie jak w życiu, nie ma ostrych granic; generalnie jednak sztuka przez duże s – w której panowali mistrzowie tacy jak Leonardo da Vinci czy Picasso – odchodzi do historii. Zaczyna ona przybierać nową formę, ma inny charakter. Musimy się liczyć ze zjawiskami takimi jak Lady Gaga czy kinowe blockbustery, z widowiskami, w których najważniejszy nie jest już kunszt. Popkultura jest bardzo ekspansywna, ale jest też piękna, sprawiedliwa i liczy się ze zdaniem mniejszości. Nie mogę zrozumieć niektórych publicystów, którzy mają żal do telewizji, że jest ona kierowana do wszystkich. Są w niej przecież programy, które nie są pospolite. Może nie ma wystarczającej liczby satelitów, żebyśmy mogli ściągać, co chcemy. Mamy jednak guziki, wolną wolę i naprawdę dużo możliwości. Możemy nie oglądać, nie słuchać, możemy robić, co chcemy. Dzieli pan sztukę na wysoką i niską, łatwą i trudną? To niezbyt trafne określenia. Oczywiście istnieje sztuka bardziej wyrafinowana, ale wymaga ona tylko i wyłącznie włożenia w nią pracy. Żeby odczuwać przyjemność z obcowania z muzyką klasyczną, żeby odbierać czystą rozkosz płynącą z wykonań wielkich pianistów czy skrzypków, trzeba na to poświęcić czas. Powinno się chodzić na koncerty, słuchać płyt, spędzić z tymi dźwiękami wiele godzin. Ten rodzaj wiedzy chłoniemy niejako automatycznie. Dopiero jednak z pewnym zapleczem możemy w pełni docenić niektóre dzieła. Podobnie jest z nartami – jeśli nie umie się jeździć, nie czerpie się z tego przyjemności. W każdej dziedzinie trzeba nauczyć się „jeździć”, a im bardziej wyrafinowany jest dany gatunek, tym więcej czasu należy spędzić na szkoleniu. Żeby zrozumieć kunszt i ekspresję takich artystów jak James Brown czy Miles Davis, powinno się ich twórczość najpierw dogłębnie poznać i poczuć. A żeby to poczuć, trzeba ich dużo słuchać. Z Lady Gagą nie ma potrzeby obcować tak dużo, bo kiedy zobaczy się jej show, wszystko jest tak skonstruowane, że od razu robi wrażenie. Kiedyś miałem okazję być na koncercie Stinga. To jest cat, który ma naprawdę ogromną wiedzę i obycie sceniczne.
„Stawiając sobie kolejne poprzeczki, człowiek może stawać się takim, jakim chce. Mówi się, że już w momencie urodzenia nasze geny determinują, co nas czeka, jednak to my ustalamy, w którą stronę pójdziemy”
44
Większość współczesnych jazzmanów na polskiego trębacza patrzy włąsnie z dołu. On sam nie przestaje jednak obserwować tego, co dzieje się w podziemiu
a kc ja
Jako muzyk zachwyciłem się jego profesjonalizmem, jednak nie każdy słuchacz ma obowiązek to robić. Popkultura pozwala widzom dostrzegać zupełnie różne rzeczy. Ktoś bardziej obyty dostrzeże pewne niuanse, a komuś innemu spodoba się to, jak dany artysta wygląda. Ludziom posiadającym pewien warsztat muzyczny główny nurt pozwala niekiedy uzyskać bardzo ciekawe brzmienia. Tacy producenci jak Neptunes czy Timbaland przemycili do mainstreamu całe mnóstwo intrygujących patentów. Oj, mnóstwo. Timbaland, Pharrell Williams, wszyscy ci kolesie od groove’u, tworzą na niuansach. W ich produkcjach jest tyle wyrafinowanych smaczków i pomysłów. To właśnie podoba mi się w popkulturze. Dla jednego hit będzie tylko tanecznym szlagierem, podczas gdy ktoś inny dostrzeże w nim drugie dno. Swego czasu słuchałem sporo Roniego Size’a. To, jak on dobiera brzmienia, jak wyszukuje tony – całe dnie spędza pewnie na grzebaniu w dźwiękach. Zajmuje się tylko groove’em. Często jednak owi współcześni artyści nie posiadają stricte akademickiego warsztatu, nie mają umiejętności, które wcześniej konstytuowały muzyka. Oni ich nie potrzebują. Po co im tego typu bagaż? Prawda jest taka, że ćwiczenie ogłupia. Oszołomić nie dadzą się tylko najlepsi, ci, którzy umieją to odpowiednio robić. Żeby uzyskać wirtuozerski poziom gry na skrzypcach – ba, żeby wydobyć z nich choć jedną czystą frazę – trzeba ćwiczyć latami. Producenci pracujący na komputerach i syntezatorach mogą przeznaczyć ten czas na co innego – na niuanse czy brzmienia. Te rzeczy są równie istotne i nie ma sensu ich deprecjonować. To również jest nauka, rodzaj samoedukacji. Jeśli któryś z nich potrzebowałby zapisu nutowego, to jestem pewien, że bardzo szybko byłby w stanie się z nim zapoznać. Większość z nich zresztą czyta nuty, bo łatwiej jest przy ich pomocy operować dźwiękiem. Dodatkowo poznają oni wszystkie te programy komputerowe, samplują, próbkują, tną to wszystko i składają z powrotem do kupy. To jest wyjątkowo trudne. Kiedy pierwsze tego typu maszyny wchodziły do użytku, ja również tego próbowałem, bawiłem się w ten sposób, ciąłem dźwięk mojej trąbki na małe fragmenty, ale nie mogłem wykombinować nic, co by mnie satysfakcjonowało. W dzisiejszej technologii istnieją również narzędzia, które znacznie ułatwiają pracę, niwelują błędy i poprawiają brzmienie. Takie programy jak Melodine czy Autotune likwidują na przykład fałszywe tony. Ci najlepsi nie korzystają z nich jednak w celu ukrycia swoich braków czy niedostatków. Na rynku muzycznym istnieje bezwzględna selekcja naturalna. Ci, którzy naprawdę nie potrafią śpiewać czy grać, odpadają już w przedbiegach, natomiast ci, którym udało się je przejść, nie potrzebują tych narzędzi do tego, by likwidować fałsze, ale chociażby po to, żeby zmieniać barwę głosu. Przekręcają te gałki do oporu, uzyskują nienaturalne dźwięki, bawią się tym. Intuicyjność i szybkość jest zawsze 46
najlepsza. Improwizacja to właśnie szybkość. Mozart prawdopodobnie zapisywał swoje kompozycje na bieżąco. Możemy tak sądzić, gdyż nie ma w nich skreśleń i poprawek. Musiał tylko zwolnić pracę swojego mózgu – co jest niezwykle trudne – żeby ręka zdążyła wszystko zapisać. To z szybkości właśnie wynika świeżość muzyki. Tworząc w czasie rzeczywistym, trzeba nieustannie uzasadniać błąd. Błąd jest odstępstwem od reguły, które wielcy artyści potrafią przekuć w nowe prawo. Nie wszyscy ludzie słyszą, jednak większość nie ma z tym problemu. Słuch muzyczny to dosyć naturalna cecha i większość osób go posiada. Nie wszyscy go, niestety, kształcą i pielęgnują. Jego brak nikogo natomiast nie dyskwalifikuje. To podobna ułomność jak dysleksja, a wielu dyslektyków jest świetnymi pisarzami. To są drobiazgi. Światem rządzi rytm. Myśli pan, że po naszych popkulturowych, wspomaganych techniką czasach zostanie podobna spuścizna jak po poprzednich epokach? Historia zweryfikuje, kto był wybitny a za kogo pracowały komputery? Nie wiem. Epoka mistrzów odeszła, a zastąpiło ją coś, co przypomina kulturę Bali – szerokie spektrum ludzi interesuje się sztuką, część ją uprawia, a część konsumuje. To jest inna forma wyrazu artystycznego. Ogólnodostępna, wieloraka forma. Nie ma zapotrzebowania na mistrzów, nauczycieli czy guru, bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Wszystkiego można się samemu dowiedzieć, o wszystkim samemu zadecydować. Umiejętność samokształcenia zaczyna być niezbędna. Większość rzeczy jest dzisiaj podobna i tylko wtajemniczeni dostrzegają niuanse. Pomiędzy mainstreamowymi produkcjami nie ma z pozoru zbyt wielkich różnic, jednak dla kogoś, kto choć trochę zna się na muzyce, twórczość Neptunesów czy Timbalanda od rzemieślniczych popowych hitów oddziela przepaść. Wydaje mi się, że za czasów Leonarda też były całe tabuny artystów, jednak tylko nieliczni mieli możliwość przebić się do odbiorcy. Dziś jest inaczej. Cała materia ma tylko jedną tendencję – komplikację. Od Wielkiego Wybuchu, od kiedy pierwszy elektron zaczął wirować, od kiedy powstał pierwszy atom, pierwszy pierwiastek, pierwsza forma życia... Aż nagle w powietrzu zaczął krążyć taki Beethoven. Przecież to też był związek węgla, tyle że miał tak dziwną chemiczną czy strukturalną budowę, że jego fale mózgowe stworzyły muzykę, którą znamy po dziś dzień. Jazz również bardzo mocno się skomplikował w ostatnich dekadach. To prawda. W Nowym Jorku na freejazzowych koncertach, na których grana jest skomplikowana, ciężka muzyka, siedzą tłumy. Wydaje mi się, że nawet jeśli ludzie nie mają żadnego zaplecza muzycznego, jeśli już się gdzieś pojawią, zawsze wyczują, co jest dobre, a co złe. Mózg ma intuicyjną zdolność oceniania tego, co jest precyzyjnie skonstruowane i dobrze trzyma dramaturgię. Każdy człowiek to czuje. Czy moja publiczność była wyrobiona, czy nie, to jeśli ja byłem pewien tego, co robię, to oni za mną szli.
a kc ja
Oni mogą tylko nie chcieć przyjść, bo to nudne czy zbyt wyniosłe. W Nowym Jorku scena jazzowa znów jest bardzo ciekawa i pomysłowa. W tej muzyce cały czas istnieją dwa prądy: podejście klasyczne i nurt freejazzowy biorący swój początek od Alberta Aylera. John Coltrane, Peter Brötzmann, cała ta grupa ludzi, z której poniekąd i ja wyrosłem. Choć ja też zawsze miałem ciągoty do tego, żeby tą brudną, nieklasyczną techniką grać rzeczy klasyczne, grać melodię. Dzisiaj coraz częściej muzycy z dwóch stron barykady współpracują ze sobą. Ja to łączę non stop. Gram dziś głównie z klasycznie kształconymi muzykami. Nasza rozmowa cały czas kręci się wokół współczesności. Znakiem dzisiejszych czasów jest również zmiana nośnika. Jaki jest pański stosunek do formatów cyfrowych? Jestem zdecydowanym zwolennikiem wszystkich nowych nośników. Cały czas zgrywam sobie kolejne albumy na iPoda. Mam na nim właściwie całą swoją płytotekę. Gdziekolwiek jestem, w zasięgu ręki mam kilka miesięcy muzyki do przesłuchania. Nie przeszkadza mi również jakość tych formatów, na którą tak wiele osób narzeka. Pamiętam jeszcze, jak do użytku weszły walkmany i miałem taki mały szary model z głośniczkiem. Stawiałem go sobie na stole i już po paru sekundach słuch adaptował mi się na tyle, że byłem w stanie precyzyjnie wychwycić każdy oddzielny dźwięk. Nieraz wolę sobie włączyć iPoda, niż uruchamiać całą wieżę. Wydaje mi się tylko, że jakość i wielkość plików będzie rosnąć, żeby brzmiały one czysto również na naprawdę dobrym sprzęcie. Właściciele wytwórni nie są tak optymistycznie nastawieni. Producenci bronią się przed tym, jak mogą. Eicher [założyciel wytwórni ECM, w której wydaje m.in. Tomasz Stańko] walczy jak lew. Trudno mu się też dziwić, bo złodziejstwo strasznie podkopuje rynek muzyczny. Wydaje mi się jednak, że po obecnej fascynacji „darmowymi” utworami wrócą sklepy płytowe traktowane jako miejsca spotkań. Razem ze sklepami wrócimy natomiast do czasów płacenia za muzykę. Bo za nią po prostu trzeba płacić. Ostatnio, kiedy byłem w biurze ECM, dopiero co ukazał się album bardzo zdolnego młodego pianisty, Craiga Taborna, z którym będę zresztą teraz współpracował. Wyszedł on z free jazzu, ale gra też klasykę i funk; jest rewelacyjny, ma ogromny talent. No i myślałem, że jak zawsze dadzą mi tę płytę za darmo, a tu mi jakaś dziewczyna w recepcji zaczyna tłumaczyć, że muszę ją kupić. Wtedy dopiero zastanowiłem się nad tym, czym jest te 15 dolarów wobec 30 kilku, które godzinę wcześniej wydałem na obiad. To jest nic. Żarcia już nie ma, a krążek zostaje i leży. To tylko kwestia przestawienia mózgu. Płyty naprawdę nie kosztują zbyt wiele. A jaki jest pana stosunek do praw autorskich – nie w kontekście kradzieży płyt, ale ich kreatywnego wykorzystywania, czyli samplingu? Dzisiejsze prawo jest złe. Nie powinno się płacić za kreatywnie użyte fragmenty cudzej twórczości. W improwizacji często zdarza mi się nawiązywać do czegoś, co wcześniej usłyszałem. Wydaje
mi się, że jeśli użyłbym linii basu z „Africa/Brass” Coltrane’a, to ona byłaby już moja. Wykorzystując fragment całości, tchnąłbym w niego mój feeling i stałby się on zupełnie czymś innym, byłby dla mnie tworzywem. Ten dźwięk czy melodia przeszedłby przez mój mózg i stał się częścią mojego ja. Jak rozwodziłem się z moją żoną Joaśką, słuchaliśmy Steviego Wondera. Do dziś świetnie pamiętam tę melodię i kiedy gdzieś ją słyszę, to kojarzy mi się ona z tamtym uczuciem, jest jego częścią. Jeśli wstawiłbym ją w swój utwór – jeślibym ją „ukradł” – to miałaby ona zupełnie inne odniesienie, znaczyłaby coś kompletnie innego, stałaby się moim utworem. Dawno temu, zanim jeszcze pojawiły się komputery, robiłem sobie takie zabawy. Kleiłem taśmy Jamesa Browna z fragmentami Mahlera. Dwie rzeczy z zupełnie innych czasów i innych rzeczywistości. Wynik starań pełnej orkiestry i ten impulsywny funkowy groove. Chciałem sprawdzić, czy jak połączę te dwie rzeczy, to będzie między nimi przepaść. Czy jeśli położę je na wadze, to któraś z szal opadnie. Nie drgnęły one nawet o milimetr. Jest to zupełnie inna percepcja, jednak wartość jest taka sama. Uważam, że to sampling jest skrzypcami naszych czasów, współczesnym stradivariusem. Przy pomocy elektronicznych narzędzi nie da się zbudować takiego dźwięku, jaki pod palcami produkuje trębacz czy wiolonczelista, natomiast można z całego dorobku ludzkości zrobić jeden wielki instrument. Co w takim razie pociąga pana najbardziej we współczesnej muzyce? Pociąga mnie właśnie ta ogromna różnorodność stylów muzycznych. Inspirują mnie te szalone, pełne wrażeń czasy. To, jak patrzę na artystów z zupełnie różnych nurtów, którzy współpracują ze sobą, jak różne gatunki mieszają się i przeplatają. Tolerancja, która jest tak bardzo istotna w życiu, jest piekielnie ważna również w sztuce. Czasem nawet na siłę warto się zmusić, żeby czegoś posłuchać – żeby pielęgnować w sobie szacunek dla inności. Nawet jak leci disco polo, trzeba czasem usiąść i z powagą nadstawić ucha: postarać się zrozumieć, jakie były intencje tych ludzi, po co to robią – bo na pewno były one dobre. Codziennie należy ćwiczyć swoją otwartość na sztukę, a nie zawsze ufać tylko rozumowi i kulturze. A życie jest sztuką? Myślę o tym już od bardzo dawna. Patrząc na biografię Milesa Davisa, jestem dziś pewien, że tak właśnie jest. To, że żyję w takich warunkach, w takich czasach, chodzę na te, a nie inne wystawy, oglądam te, a nie inne sztuki, wybieram, gdzie chcę spędzać i jak organizować sobie czas – to wszystko wpływa na moje granie. Kształtuję swoją egzystencję poprzez zainteresowania i odbija się to w dźwiękach mojej trąbki. Mogę tym sterować. Stawiając sobie kolejne poprzeczki, człowiek może stawać się takim, jakim chce. Mówi się, że już w momencie urodzenia nasze geny determinują, co nas czeka, jednak to my ustalamy, w którą stronę pójdziemy.
„Żeby odczuwać przyjemność z obcowania z muzyką klasyczną, trzeba na to poświęcić czas. Podobnie jest z nartami – jeśli nie umie się jeździć, nie czerpie się z tego przyjemności. W każdej dziedzinie trzeba nauczyć się jeźdźić”
Biografię, dyskografię i informacje o aktualnych projektach tego wybitnego polskiego trębacza znaleźć można na: www.tomaszstanko.com
47
a kc ja
łowcy marzeń
Jeśli chodzi o najtrudniejszą w świecie sportów motorowych serię wyścigów dla nowicjuszy, nie ma znaczenia, czy jesteś biedny, czy bogaty, skąd pochodzisz ani czym się wcześniej zajmowałeś. Jeśli tylko potrafisz szybko jeździć na motocyklu, dobrze trafiłeś – oto trampolina do mistrzostw świata. Tekst: Peter Schönlaub, zdjęcia: Chris Floyd
48
15-letni holenderski kierowca Scott Deroue ustawia się na starcie z innymi nastolatkami, przygotowując się do piątego wyścigu Red Bull Moto Grand Prix Rookies Cup
G a kc ja
Kolejną zaletą programu jest brak konieczności wnoszenia jakiejkolwiek opłaty. Trzeba tylko we własnym zakresie dotrzeć na wyścigi i mieć ze sobą opiekuna, który jednocześnie pełni funkcję mechanika. Wszystko inne mają zapewnione: motocykle dostarcza KTM, strój i sprzęt – alpinestars, a opony – dunlop. Są też mechanicy, części zapasowe i elementy eksploatacyjne, gościnność w padoku i przyjazna obsługa cateringowa praktycznie 24 godziny na dobę. Na wyścigach Red Bull Moto gp Rookies cup nowo wybrani kierowcy spotykają się z nieco bardziej doświadczonymi kolegami. jeśli robisz postępy i nadal mieścisz się w przedziale wiekowym, możesz startować w wyścigach serii przez dwa lub nawet trzy sezony. przykładem jest Brad Binder z Rpa. Tak jak większość zdolnych młodych kierowców w wieku 13 lat nie zajmował wysokich pozycji, ale konsekwentnie zdobywał nowe umiejętności. Teraz, w wieku 15 lat, w końcu wygrał swój pierwszy wyścig. „Trzeba być cierpliwym” – zdradza august auinger. Były kierowca wyścigowy jest ostatnim austriakiem w historii, który wygrał motocyklowe grand prix; było to 25 lat temu. Obecnie jest trenerem kierowców Red Bull Moto gp Rookies cup i pomaga chłopcom. gustl, jak pieszczotliwie zwany jest auinger, lepiej niż ktokolwiek inny wie, że stoper pokazuje tylko połowę prawdy, więc oceniając młode talenty, nie można na nim polegać. pewnego razu na koniec wyścigu pogratulował kierowcy, który był trzeci od końca. „Zachowaj spokój i dalej jeździj tak jak teraz”. Rok później ten sam chłopak był najlepszym zawodnikiem serii.
Liczą się: Lotność umysłu, umiejętność zachowania zimnej krwi i instynkt kierowcy wyściGoweGo 50
Zdjęcie: gepa (1)
dy w zakręt wchodzi naraz pięciu kierowców, robi się naprawdę ciasno. dosłownie ocierają się łokciami, próbując jednocześnie wybrać najlepszy tor jazdy i blokować rywali. Mają zaledwie ułamek sekundy na podjęcie decyzji. Liczą się: lotność umysłu, umiejętność zachowania zimnej krwi i instynkt kierowcy wyścigowego. ale żaden z tej piątki nie może liczyć na przewagę zapewnioną przez sprzęt. Oto Red Bull Moto gp Rookies cup, w ramach którego na próbę wystawiany jest talent. cała reszta jest dla wszystkich taka sama. W tym roku odbywa się piąta edycja serii, która zapracowała już na miano
najtrudniejszej i najbardziej profesjonalnej serii wyścigowej dla młodych motocyklistów. Zyskała uznanie najwyższej instancji świata sportów motorowych – FiM – i wsparcie firmy dorna, która organizuje mistrzostwa świata Moto gp. jej wpływowy szef carmelo ezpeleta nazwał Red Bull Moto gp Rookies cup doskonałą trampoliną do mistrzostw świata, w ramach których odbywa się 14 wyścigów sezonu. „dzięki temu seria ta staje się idealną sceną dla młodych kierowców” – wyjaśnia Niki Ruhstorfer, członek niewielkiego zespołu liczącego około 30 osób, do którego należy także peter clifford. „Tutaj możesz zaprezentować swój talent, będąc pod stałą opieką” – dodaje clifford. Wyścigi serii transmitowane są obecnie przez telewizje w ponad 40 krajach. interesuje się nimi prasa. Seria ma nawet swój własny portal internetowy. poczynania żółtodziobów ogląda więc cały świat. Każdego roku 25 kierowców z całego świata dostaje szansę na to, by stanąć do walki z innymi na identycznych motocyklach i w identycznych warunkach. jedynym ograniczeniem jest wiek – wszyscy kierowcy muszą mieścić się w przedziale wiekowym 13-17 lat. Każdy może z łatwością zgłosić swoje uczestnictwo przez internet. jednak nawet niewielkie doświadczenie motocyklowe jest mile widziane, bo nie da się ukryć, że ściganie się po torze na motocyklu jadącym z prędkością 200 km/h wymaga pewnych umiejętności. a na tym właśnie polega kolejny etap. Każdego roku około 120 kandydatów dostaje zaproszenie na swoisty przegląd talentów. czterech jurorów wybiera około 12 młodzieniaszków i zaprasza ich do uczestnictwa w nadchodzącym sezonie.
Na dole po lewej: Joe Roberts, 14 lat, z Los Angeles czeka, aż jego mechanik wyreguluje motocykl. Ta strona: numer 34, Hiszpan Xavier Pinsach, 15 lat, i Włoch Stefano Valtulini, także 15 lat, walczą na torze Silverstone. Valtulini zakończy wyścig na siódmej pozycji, a Pinsach – na czternastej
Poniżej: Niemiec Willi Albert jest jednym z najmłodszych kierowców serii, ma 13 lat. Obok: (na górze) kierowcy ustawieni w szeregu w padoku tuż przed wyjazdem na pola startowe; (środek) Joe Roberts rozluźnia napiętą atmosferę przed wyścigiem; (na dole) zrelaksowani 14-letni Hiszpanie Javi Orellana (po lewej) i Josep Garcia
52
chodzi więc przede wszystkim o uczenie młodych mężczyzn przekraczania własnych granic. Skoordynowane ruchy muszą iść w parze z odpowiednim nastawieniem. auinger wie, że ci młodzi są delikatni i podatni na emocje. i wszyscy różnią się od siebie – w zależności od tego, jak byli wychowywani. „W tej kwestii różnice są ogromne. Niektórzy rodzice są wyjątkowo ambitni, inni zbytnio rozpieszczają swoje dzieci, a jeszcze inni pozwalają im robić swoje. Wszystkie te podejścia są w porządku, dopóki się nie przesadza”. i w tym miejscu wkracza gustl. jako osoba opiekująca się młodymi kierowcami jest jednocześnie źródłem rad i kimś, na kim można się wyładować. „Z doświadczenia znam ich zmartwienia i obawy, więc doskonale ich rozumiem”. podczas nieformalnych spotkań riderów wyraźnie widać wyjątkowy status gustla. 25 par oczu wpatruje się w niego bardzo uważnie, gdy stara się złagodzić napięcie przed wyścigiem. „Nie narażajcie się na niebezpieczeństwo tylko dlatego, że wydaje się wam, że musicie odnieść sukces ze względu na kogoś innego. Zróbcie to dla siebie – by spełnić własne marzenia. Koniec końców tylko wy rozumiecie tor i motocykl, na którym jedziecie”. Brzmi to poważnie, bo tak właśnie jest. „ale przecież ja wciąż jestem dzieciakiem i nie mogę jeszcze być tak dobry jak 20-latek!” – stwierdza mały joe Roberts z Los angeles. Następnie uśmiecha się znacząco, tym samym odrywając innych od ich najskrytszych myśli. Wkrótce wszyscy znów się śmieją, żartują i wygłupiają. Hiszpan i Włoch zamieniają pustą butelkę po wodzie w kij baseballowy i zaczynają zabawę – jak przystało na 13-latków.
Fakt, że wszyscy dążą do jednego celu, wcale nie oznacza, że ci chłopcy mają podobne osobowości. Mamy tu łobuziaków i introwertyków, dziwaków i lekkoduchów, zarozumialców i dzieciaki doświadczone życiowo. pochodzą z najróżniejszych części świata: z Rpa, Malezji, ameryki północnej, australii i europy. Niektórzy zajmowali się już żużlem, inni – motocrossem, a jeszcze inni jeździli na takzwanych minibike’ach. Wywodzą się z różnych środowisk. Są dzieciaki, które w wieku 13 lat mają już doskonale wyposażony garaż, ale są też takie, których rodziców nie stać było nawet na opłacenie ich podróży. arthur Sissis zalicza się do tej drugiej grupy. Ten chłopiec z adelajdy w australii spędził ostatnie dwa sezony w europie, gdyż loty do domu były zbyt drogie. przez sześć miesięcy mieszkał w przyczepie o powierzchni pięciu metrów. „Oczywiście, że to męczące i bywa nudno” – mówi.
ZJAZD wYCHOwANKÓw Wystarczy rzut oka na obecną listę startową, by stwierdzić, że Red Bull Moto GP Rookies Cup to najlepsza trampolina do mistrzostw świata – niemal jedna trzecia kierowców mistrzostw świata klasy 125cc rozpoczynała międzynarodowe kariery w najtrudniejszej serii dla nowicjuszy. Należy do nich Francuz Johann Zarco, który w 2007 r. wygrał pierwszą edycję Red Bull Rookies Cup; w tym roku po pięciu wyścigach mistrzostw świata był trzeci. Czech Jakub Kornfeil wystartował w swym pierwszym Grand Prix w 2009 r., a w tym sezonie już kilka razy finiszował w pierwszej dziesiątce. Brytyjczyk Danny Kent był drugi w zeszłorocznym Red Bull Rookies Cup i ma już na koncie czwarte miejsce w tegorocznych mistrzostwach świata. Inni byli nowicjusze, którzy znaleźli się w pierwszej piątce, to Luís Salom (ESP), Taylor Mackenzie (GBR) i Niklas Ajo (FIN).
ale nie ma innego wyjścia, a dla możliwości jeżdżenia w Red Bull Moto gp Rookies cup jest w stanie znieść wszelki niedostatek. Odliczanie rozpoczyna się 50 minut przed wyścigiem. dzieciaki przywdziały już swe wyścigowe stroje; na ich twarzach maluje się powaga. jeden z nich słucha muzyki, inny bawi się butelką, jeszcze inny wykonuje ćwiczenia rozciągające. pewien chłopiec przykucnął w rogu – widok przywodzący na myśl Valentino Rossiego. 40 minut do startu. chłopcy stoją obok swoich maszyn w pełnym uzbrojeniu. choć kierowcy nie mają nawet 150 cm wzrostu, ich stroje są idealnie dopasowane: oto profesjonalny sport w miniaturze. Niektórzy z nich – andrea Migno, josep garcia, aaron españa – wciąż wyglądają na dzieciaki z podstawówki. gustl, trener kierowców, krąży wśród chłopców, ściskając im ręce, życząc powodzenia i bezwypadkowego wyścigu. 35 minut do startu. Znikają ochraniacze na opony. Na głowach pojawiają się kaski. pomocnicy-mechanicy, zwykle ojcowie chłopców, sprawdzają pojemniki na kółkach zawierające zestawy narzędzi i zabierają je ze sobą do alei serwisowej. Zawartość tych pojemników to zestaw opon deszczowych, tablica informacyjna, napoje, smar i – co najważniejsze – ubrania. Za jednym z takich pojemników stoi były zwycięzca grand prix peter Öttl. Bawarczyk ścigał się w mistrzostwach świata przez 11 sezonów i wygrał pięć wyścigów. Obecnie opiekuje się synem philippe’em, który jak większość tych chłopców jeździ na motocyklu od wczesnego dzieciństwa. „Znak czasów” – zauważa Öttl senior. „Zaczynałem, gdy miałem 16 lat, a mój syn jeździ w mistrzostwach świata już od lat”. jakie to uczucie dla ojca? „przed wyścigiem jestem spokojny, ale w trakcie – kompletnie zestresowany, czyli zupełnie 53
a kc ja
Powyżej: Brad Binder z RPA, który w tym miesiącu kończy 16 lat i ma na koncie trzy zwycięstwa, walczy z trudnościami na mokrym torze Silverstone. Poniżej: zacięta rywalizacja mimo deszczu. Obok: (na górze) Javi Orellana i stroje nowicjuszy; (na dole) zwycięzca Lukas Trautmann, 15 lat, w centrum zainteresowania mediów
54
Zdjęcia: gepa (2)
odwrotnie niż wtedy, gdy sam byłem kierowcą wyścigowym”. 30 minut do startu. Mechanicy-ojcowie popychają swoje wózki; kierowcy popychają swe motocykle. Zajmują pozycje tuż przed aleją serwisową. Rozbrzmiewa dwusuwowy chór – uczestnicy rozgrzewają swoje maszyny, zawzięcie zwiększając obroty silników. 20 minut do startu. Brama alei serwisowej idzie w górę. czas na dwa testowe okrążenia po torze. Tym razem jest to gp Wielkiej Brytanii na torze Silverstone. Niesprzyjająca pogoda – termometry pokazują tylko 10°c – oznacza, że kierowcy muszą się rozgrzać tak samo jak ich maszyny. Wózki usuwają się na bok. Każdy wie, gdzie jest jego miejsce. dziewięć minut do startu. Kierowcy ustawiają się na starcie. Opiekunowie ostatni raz przecierają osłony ich kasków. podają im coś do picia. cisza przed burzą. cztery minuty do startu. Mechanicy-ojcowie opuszczają tor. Nowicjusze są zdani już tylko na siebie. Nie ma w nich już nic z 13-, 14-, 15-, 16-latków. Nagle stają się wyłącznie kierowcami wyścigowymi zaliczającymi okrążenia rozgrzewające z pełnym profesjonalizmem. Następnie wracają na pozycje i czekają na sygnał startu. Start. Z rykiem silników 25 kierowców rzuca się w wir wyścigu. już na pierwszym zakręcie znikają wszelkie różnice klasowe; pozornie wyścig niczym nie różni się od mistrzostw świata klasy 125cc, nawet czasy okrążeń są zaledwie o kilka sekund gorsze od wyników zawodowców. Niewiarygodne pochyły na boki, spektakularna prędkość na zakrętach i zacięte, lecz sprawiedliwe pojedynki jeden na jednego doskonale pokazują, dlaczego świat Moto gp jest najlepszym miejscem dla Red Bull Rookies cup – i dlaczego tak wielu uczestników tego programu wylądowało już na mistrzostwach świata. Kierowcy nieustannie zmieniają pozycje. Nawet patrząc na czołówkę, do samego końca nie można stwierdzić, kto odniesie zwycięstwo. i właśnie wtedy stajemy się świadkami dramatycznego manewru na ostatnim okrążeniu: pięciu kierowców jednocześnie wchodzi w ten sam zakręt. To nie może się dobrze skończyć – a jednak... Kwintetowi udaje się pokonać zakręt bez najmniejszej kolizji; dokonują tego z precyzją wymagającą niezwykłej dojrzałości. ale tylko jeden z nich może odnaleźć najlepszą linię toru – tę niewielką lukę, która zapewnia mu najlepsze wyjście z zakrętu. Udaje się to Lukasowi Trautmannowi, który zostaje pierwszym austriackim zwycięzcą serii. a to dopiero jego piąty wyścig w Red Bull Moto gp Rookies cup.
MOTOCYKLE wYŚCIGOwE: KTM RC 125 Wyścigowy model o pojemności 125cc wykorzystywany w Red Bull Rookies Moto GP Cup jest prawie taki sam jak motocykle na mistrzostwach świata. Różnią się głównie tym, że tutaj silniki dwusuwowe generują moc 45 bhp, a na mistrzostwach świata o 10 bhp więcej. Motocykle mają aluminiowe ramy, gaźniki Keihin, wysokiej jakości elementy sprężynowe WP, felgi Marchesini, hamulce Brembo oraz gładkie lub deszczowe opony Dunlop. Motocykl wraz z kierowcą musi ważyć 136 kg; dzięki temu szanse na wygraną są równe. Wyjątkowo lekcy kierowcy muszą więc stosować dodatkowe obciążenie. Istnieje niewiele elementów motocykla, które nowicjusze mogą dostosować, a i to pod nadzorem: kierownica i dźwignie dla lepszej ergonomii; sprężyny podwozia i pozycja tłumika; położenie przekładni zębatej poprzez zmianę tylnego koła zębatego.
Tuż za nim linię mety przecinają ivo Lopes z portugalii i Kevin argino z Włoch, sprawiając, że podium jest równie wielobarwne i międzynarodowe jak sama seria. Ta trójka potrafi już świętować jak duzi chłopcy. august auinger wciąż stoi z boku toru. jest bardziej zdenerwowany niż chłopcy i ich ojcowie razem wzięci przed wyścigami i po nich, dlatego chce obejrzeć wyścig w samotności, będąc na torze, skąd widzi każdy najmniejszy szczegół lepiej niż na powtórce w zwolnionym tempie. Sam odniósł zwycięstwo na torze Silverstone 25 lat temu; jest bardzo szczęśliwy, że ćwierć wieku później wygrał tu kolejny austriak. ale jest jeszcze szczęśliwszy, widząc postępy, jakich dokonała większość jego podopiecznych – małymi kroczkami do wielkiego celu. Także tym razem gustl nawet nie spojrzał na stoper. www.redbullrookiescup.com
a kc ja
WIATR W ŻAGLACH Tłumy widzów, łodzie szybkie jak błyskawica i widowiskowe wywrotki – myślisz, że żeglarstwo to elitarny sport? Seria Extreme Sailing dowodzi, że jest inaczej. Tekst: Gordy Megroz, zdjęcia: Rob Tringali
56
12-metrowe katamarany nie potrzebują dużo wiatru, by ich kadłuby fruwały, a przy silnym wietrze ich prędkość może dochodzić nawet do 50 km/h
Zadaniem serii jest przybliżenie żeglarstwa szerokiej publiczności dzięki krótkim, szybkim wyścigom rozgrywanym blisko brzegu, jak przy Fan Pier w Bostonie (na górze); brązowy medalista olimpijski i członek załogi Red Bull Craig Monk (po prawej)
W
obrębie Boston Harbor katamaran załogi Red Bull Extreme Racing podąża w kierunku boi startowej z prędkością 32 km/h, a następnie skręca w lewo, co wprowadza go w przechył do kąta 25 stopni na tej burcie. Pięciu mężczyzn znajdujących się na pokładzie, teraz prawie dwa metry nad wodą, kurczowo trzyma się prawego kadłuba. Dokładnie w tym momencie „The Wave”, łódź dowodzona przez Anglika Leigh McMillana, wyprzedza łódź Red Bulla, mijając ją dosłownie o centymetry, i wysuwa się na prowadzenie. „Drań!” – krzyczy trymer Red Bulla Will Howden, kolega McMillana z brytyjskiej załogi olimpijskiej. Kapitan Roman Hagara, austriacki podwójny złoty medalista olimpijski, natychmiast odbija w prawo, by uniknąć zderzenia, przez co traci cenny czas. To dopiero pierwsze sekundy
58
wyścigu serii Extreme Sailing, a już o mało nie doszło do wypadku. Jednak na torze regatowym, na którym 11 katamaranów o długości 12 m pokonuje krótkie odcinki (średnio 365-metrowe), katastrofy są normą. Miesiąc temu w Stambule łódź sponsorowana przez Alinghi ze Szwajcarii zderzyła się z „Team Extreme”, łodzią należącą do serii Extreme Racing, niszcząc jej lewy kadłub z włókna węglowego – wart 124 000 dol. Wywrotki są nieuniknione. W trudnych warunkach panujących na wybrzeżu Quingdao w Chinach w kwietniu tego roku w ciągu jednego dnia wywróciły się aż cztery łodzie. W zeszłym roku, gdy łódź Red Bulla pokonywała wzburzone wody u wybrzeża Omanu, Hagara wypadł za burtę, zahaczając lewym ramieniem o ster, czego wynikiem była rana cięta wymagająca 14 szwów. Widownia – której większa część nie miała wcześniej styczności z żeglarskimi wyścigami – przyjmuje te wypadki ze swoistym entuzjazmem, podobnym do
tego, który towarzyszy kraksom samochodowym podczas wyścigów Indy. Widowiskowa prędkość i jatki podczas każdej imprezy przysparzają regatom coraz więcej fanów – i dokładnie taki jest cel tej serii. „Robimy coś wyjątkowego, ścigając się na oczach widowni” – mówi Mark Turner, dyrektor wykonawczy OC ThirdPole, firmy prowadzącej serię i zajmującej się marketingiem sportowym. „Staramy się, by publiczność była jak najbardziej zaangażowana w akcję”. Jak bardzo poważnie Turner podchodzi do tego konceptu? Na każdej łodzi jest jedno miejsce: dla fana, który jest w stanie zapłacić 1500 dol. za jeden wyścig; przedstawiciela mediów; lub sponsora, który osobiście może doświadczyć każdego aspektu tego sportu. Piąty załogant przywdziewa kask oraz kamizelkę ratunkową i współpracuje z załogą, skacząc po siatce łączącej dwa kadłuby oraz unikając zahaczenia o liny i przeszkadzania reszcie. „Wejdź mi w drogę, a zostaniesz zdeptany!” – ostrzega uśmiechnięty Hagara.
„JEST WIELE RZECZY DO ZROBIENIA W KRÓTKIM CZASIE. WYMAGA TO ZDECYDOWANIE LEPSZEJ FORMY” craig monk
59
a kc ja
Dla laika to jak jazda na siedzeniu pasażera obok kierowcy NASCAR Jeffa Gordona i próba niewylądowania na jego kolanach podczas pokonywania ostrych zakrętów. Ale członkowie załogi mają na pokładzie ważniejsze zadania niż przybliżanie tego sportu fanom. Turner twierdzi, we wrześniu 2010 roku komitet America’s Cup zauważył, że publiczność jest zachwycona prędkością i chaosem panującym na łodzi serii Extreme Sailing i zadecydował, że zamiast jednokadłubowców w wyścigach startować będą 22-metrowe katamarany. W jednej chwili tor wodny stał się poligonem dla żeglarzy, którzy zamierzają zaprezentować swe talenty podczas America’s Cup 2013 w Zatoce San Francisco. Wśród nich znalazł się pracujący na dziobie łodzi Red Bulla Craig John Monk, były rugbista z Nowej Zelandii, który był członkiem dwóch zwycięskich załóg America’s Cup. „Oto mój wstęp do żeglarstwa wielokadłubowego” – mówi Monk, który wystartuje w America’s Cup z załogą Artemis Racing pod dowództwem najlepszego amerykańskiego kapitana Terry’ego Hutchinsona, także biorącego udział w serii. „Uczę się, jak ogromnego wysiłku fizycznego wymaga ten sport w porównaniu z wyścigami jednokadłubowców. Łodzie płyną tu bardzo szybko, więc jest wiele rzeczy do zrobienia w krótkim czasie. Wymaga to zdecydowanie lepszej formy”. Jest jeszcze jedna różnica: skutkiem wywrotki na 12-metrowej łodzi mogą być obrażenia, ale jak słusznie zauważa Monk, wypadek 22-metrowego katamarana może spowodować śmierć. Jednak do America’s Cup jeszcze dwa lata, więc obecnie liczy się wygranie tego wyścigu. Łódź Red Bulla dzieli teraz od
„The Wave”, która nadal prowadzi, około pięciu łodzi. Zwykle port zaśmiecają szalejące pontony, boje i łódź bostońskiej straży pożarnej, ale dziś wszystkie łodzie z gracją manewrują między bojami. „Idzie mocny podmuch!” – krzyczy Monk, ostrzegając przed nadciągającym silnym wiatrem. „Na rufę, na rufę!” – wydaje komendę Hagara. Zwykle opanowany kapitan wylewa gwałtowny potok niemieckich słów. Ma powody do zmartwienia: Red Bull jest na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej, ale ma problem z konsekwencją. Wygranie każdego wyścigu ma więc ogromne znaczenie. Jednak wyścig jest już poza ich kontrolą. Główny żagiel – wysoki na prawie 20 m – i spinaker (o wielkości dwóch połączonych prześcieradeł) są w pełni napięte i łódź tnie fale z prędkością 40 km/h, zmniejszając przewagę, ale i tak załoga kończy wyścig na czwartej pozycji. Wygrywa „The Wave”. „Nieźle jak na początek” – mówi Hagara. „Przed nami jeszcze wiele wyścigów”.
N
aprawdę wiele. Podczas pięciodniowych regat w Boston Harbor, kończących się 4 lipca, załogi ścigają się od sześciu do ośmiu razy dziennie. Każdy wyścig trwa od 15 do 20 min, a w tym czasie komentatorzy – z których większość jest doskonale zorientowana w temacie, jednak są i tacy, którzy brzmią, jakby wypili o jednego Red Bulla za dużo – na bieżąco relacjonują wydarzenia na wodzie ze swych stanowisk, miejsca wśród publiczności lub łodzi. „Roman! Płyniesz w złym kierunku!” – krzyczy jeden z nich podczas pierwszego dnia wyścigów. „Dlaczego płyniesz w złym kierunku?!”. Podczas przerwy sprzedawcy oferują lokalne specjały, śmiałkowie skaczą ze spadochronami, a z głośników płynie muzyka. Tak jak piąty załogant wszystko na pokładach i na lądzie ma na celu zerwanie z wizerunkiem elitarnego sportu. Od 2005 r., kiedy to Holendrzy Daniel Koene, Herbert Dercksen i Mitch Booth oraz Francuz Yves Loday postanowili zbudować katamaran ważący tyle, ile Volkswagen Golf (dwa razy tyle, ile Tornado – ówcześnie największy dwukadłubowiec), ludzi nieustannie fascynuje prędkość tych konstrukcji i odwaga ich kapitanów. Dzień, w którym pierwszych sześć łodzi opuściło fabrykę i wypłynęło na morze w Rotterdamie, by wystartować w Volvo Ocean Race, nie mógł zostać lepiej zaplanowany. „Po 10 s pierwszego wyścigu już mieliśmy wypadek” – mówi Koene. „Jedna z łodzi niemal zatonęła!”.
60
DLA LAIKA TO JAK JAZDA NA SIEDZENIU PASAŻERA OBOK KIEROWCY NASCAR JEFFa gorDona
Oprócz czteroosobowej załogi każda łódź zabiera na pokład piątego załoganta z publiczności
W 2007 roku dzięki wsparciu funduszu inwestycyjnego iShares Turner sprowadził serię Extreme Sailing do Europy. Od razu odniosła sukces. W niemieckiej Kilonii w 2008 roku trzydniowe regaty przyciągnęły ponad 80 000 fanów. W tym roku w ramach serii odbędzie się aż dziewięć imprez – w Omanie, Chinach, Turcji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Francji, Hiszpanii i Singapurze. Nie jest to tania rozrywka: organizacja każdego przystanku kosztuje milion dolarów i wymaga tysięcy godzin pracy – cztery dni na rozpakowanie imprezy i cztery dni na spakowanie manatków. Osiem godzin zabiera rozłożenie łodzi, z których każda warta jest 565 000 dol., załadowanie ich do 12-metrowych kontenerów i umieszczenie na statku. Każda załoga dodatkowo wyda od 50 000 do 100 000 dol. na hotele, jedzenie i transport. Wstęp na regaty
jest wolny, więc to inwestorzy i sponsorzy (między innymi Omega, Pol Roger Champagne i WetterWelt GmbH) pokrywają rachunek za całą serię. Tuż przed rozpoczęciem wyścigów pierwszego dnia Monk dostarczył publiczności wrażeń, krzycząc: „Lecimy!”, podczas gdy łódź Red Bulla wzniosła się na lewym kadłubie 6 m od brzegu, zapewniając doskonały widok na słynne czerwono-niebiesko-żółte logo zdobiące główny maszt. Turner zapewnia, że dzięki wspaniałemu nagłośnieniu Extreme Sailing za granicą inwestorzy i sponsorzy z radością pokrywają wszelkie koszty. Oczywiście to, co cieszy się sporą popularnością na świecie, nie zawsze podoba się w USA, więc jego zdaniem popularyzacja serii w Ameryce może być niełatwym zadaniem. Tym bardziej że Amerykanie uważają żeglar-
stwo za sport dla bogaczy. Ale Turner uważa, że USA to ważny dla rozwoju tej dyscypliny rynek. „To jedyne miejsce, w którym żeglarstwo od lat się nie zmieniło” – mówi. „I pod względem reklamy jest to czarna dziura, jeśli chodzi o ten sport”. Podczas długiego weekendu w Bostonie – pierwszej podróży serii do USA – teoria Turnera się sprawdza: seria zdobywa wielu zwolenników. W ciągu pięciu dni tłum fanów rośnie ze 100 osób do ponad 55 000. Pojawiają się różni ludzie – od umięśnionych bywalców siłowni w czapeczkach Red Sox do hipsterów w obcisłych dżinsach i kobiet w kwiecistych przewiewnych sukienkach. Jednym z niewtajemniczonych jest 24-letni Rob Lillibridge, bostoński sprzedawca funduszy powierniczych. Przyprowadził trzech znajomych i podczas gdy 61
Dla wielu startujących żeglarzy seria ta jest rozgrzewką przed America’s Cup 2013
piją piwo w 27-stopniowym upale, podziwiając akcję na wodzie, na ich twarzach pojawia się wyraz prawdziwego zdumienia. „Jestem zaskoczony ich prędkością i zaciętością rywalizacji” – mówi Lillibridge. „Zawsze pływa tu mnóstwo łodzi i zwykle wygląda to na spokojny sport. Ale oglądanie tych łodzi skręcających na jednym kadłubie, idących łeb w łeb, jest naprawdę niesamowite. A do tego są tak blisko brzegu, że można z łatwością zobaczyć, co dzieje się na pokładzie. To naprawdę ekscytujące”. Jednak załoga Red Bulla nie ma zbyt wielu powodów do ekscytacji. Po wygranej w dwóch wyścigach pierwszego dnia dzień drugi przynosi im dwa 10. miejsca, a następnie rozpoczyna się zła passa. Gdy załoga zbliża się do mety, od tyłu nadpływa łódź teamu GAC Pindar i uderza w ster łodzi Red Bulla. Hagara wykrzykuje 62
a kc ja
PODCZAS DŁUGIEGO WEEKENDU W BOSTONIE – PIERWSZEGO PRZYSTANKU W USA – SERIA ZDOBYWA WIELU ZWOLENNIKÓW
powszechnie znane angielskie przekleństwo i próbuje manewrować uszkodzonym sterem tak, by uniknąć większych kłopotów. „Jest popsuty. To koniec, już nic nie da się zrobić”. Siła uderzenia sprawiła, że poodpadały śruby mocujące ster. Nie da się tego naprawić w ciągu kilku minut pomiędzy wyścigami, więc łódź Red Bulla zostaje wykluczona z ostatnich dwóch. „Czas, jaki dostajemy miedzy wyścigami, jest jasno określony przez organizatorów” – mówi trener Matt Adams. „Głównie ze względu na fanów – nie można opóźnić startu, bo wtedy istnieje ryzyko, że publiczność straci zainteresowanie”. Hagara szybko otrząsa się z rozczarowania i skupia się na jutrzejszych wyścigach. „Nikt nie ucierpiał i to jest ważne” – mówi. „Zapomnimy o tym i zaczniemy przygotowania do jutrzejszej rywalizacji”.
R
oman, co ty do cholery robisz?! Chodź tu natychmiast!” – krzyczy Howden. To już trzeci wyścig trzeciego dnia i z naprawionym sterem załoga Red Bulla próbuje zaliczyć zwycięstwa, by móc stanąć na bostońskim podium. Wygrali poprzedni wyścig, ale ten nie zaczął się najlepiej i teraz muszą zawzięcie walczyć o dobrą pozycję, łapiąc w żagle sporadyczne podmuchy wiatru o sile od 8 do 16 km/h. Płynąc z wiatrem, łódź przechyla się do 40 stopni na prawym kadłubie. By zapewnić przeciwwagę, załoga wraz z piątym członkiem wspina się na szczyt lewego kadłuba. Hagara zostaje niżej, sterując łodzią, ale jego waga zbytnio obciąża tył. „70 kg wystarcza, by spowolnić łódź” – wyjaśnia później Hans Peter Steinacher, taktyk załogi Red Bulla. „Hagara lubi sterować z tego miejsca, bo lepiej widzi, ale bez wątpienia kosztuje nas to utratę prędkości”. „Chodź tu, Roman!” – ponownie krzyczy Howden. W końcu kapitan wdrapuje się na uniesioną część łodzi, która od razu nabiera prędkości. Ale załoga wciąż wygląda na zagubioną. „Dokąd zmierzamy, Roman?” – pyta Howden. „Dokąd mamy się kierować?”. Howden, Monk i Steinacher pracują jak szaleni, wybierając liny, operując kabestanami i przemieszczając się, by odpowiednio dociążyć łódź. Teraz jednostka Red Bulla kieruje się prosto na „Pindar”, łódź, która dzień wcześniej zniszczyła ich ster. „Nie jestem pewien, co z tego wyniknie!” – krzyczy Howden. Dość niezwykły komentarz jak na tę załogę. Howden i Monk pracują z Hagarą i Steinacherem od stycznia 2011 roku i całkiem nieźle dogadują się z Austriakami. Zwykle każdy wie, gdzie powinien się znajdować. Słowa są zbędne. Hagara i Steinacher rzadko rozmawiają, najwyraźniej komunikują się telepatycznie – w końcu pływają razem od 14 lat. 45-letni Hagara, który dorastał, pływając katamaranami Hobie po Jeziorze Nezyderskim w pobliżu Wiednia, jest jednym z ulubionych sportowców Austrii – dostaje owacje na stojąco, nawet gdy wchodzi do lokalnej restauracji. „Kiedy się uczyliśmy, wypływaliśmy, gdy wiatr wiał naprawdę mocno” – wspomina Hagara. „Wywracaliśmy się i robiliśmy szalone rzeczy. Od razu pokochałem ten sport”. W 1997 roku połączył siły z 43-letnim Steinacherem – byłym narciarzem alpejskim z Zell am See w Austrii – i duet ten wygrał olimpijskie złoto w klasie Tornado w Sydney, a następnie w Atenach. Przez półtora roku w trasie z Extreme Sailing ta dwójka zaliczyła 12 zwycięstw i nie zanosi
się, żeby w najbliższym czasie przeszła na sportową emeryturę. „Jeśli pojawi się odpowiednia załoga, wystartuję także w America’s Cup” – mówi Steinacher. Dzięki wprawnemu sterowaniu Hagary i umiejętności planowania wyścigów Steinachera odezwała się do nich już niejedna załoga i plany pary związane z America’s Cup nabierają realnych kształtów. Hagara kieruje łódź na lewo, by uniknąć kolizji i złapać wiatr w żagle. Monk rozwija spinaker i łódź – która wystartowała jako ostatnia – dociera na metę na szóstej pozycji. „Jest dużo trudniej, gdy trzeba nadrabiać straty” – mówi Monk, ścierając krople potu z czoła. „Czasem trochę mnie ponosi. Ale odwaliliśmy kawał dobrej roboty, pnąc się w górę”.
O
statni dzień wyścigów rozpoczyna się dość gwałtownie. Wiatr wieje teraz zdecydowanie mocniej niż podczas poprzednich dni, jego prędkość dochodzi nawet do 24 km/h, a wody portu – w którym przez cały tydzień panował względny spokój – teraz są wyjątkowo wzburzone. Po tym jak łódź należąca do Edmond de Rothschild Group uderza w tył łodzi Team New Zealand, a łódź należąca do Oman Air ledwo unika wywrotki, sędziowie wyścigu podejmują decyzję o usunięciu piątego członka z każdej łodzi przed rozpoczęciem wyścigu finałowego. Załoga Red Bulla ma nadzieję, że niesprzyjające warunki pozwolą jej skorzystać z błędów popełnionych przez inne zespoły. Ale podczas walki o miejsce w wyścigu finałowym sami o mały włos nie stają się ofiarami. Dwie łodzie sunące z prędkością 55 km/h kierują się wprost na lewy kadłub łodzi Red Bulla. „Brak wody! Brak wody! Brak wody!” – krzyczy Hagara, mając na myśli fakt, że nie mają wystarczająco dużo miejsca, by uniknąć katastrofy. Wszyscy członkowie załogi mocno trzymają się, czego tylko mogą, oczekując na zderzenie. „Jawohl!” – krzyczy Steinacher, gdy od zderzenia łodzi dzielą ich tylko centymetry. Ale nie dochodzi do niego. Łodzie gwałtownie hamują, unikając poważnej kary i pozwalając załodze Red Bulla na zaliczenie najlepszego wyniku dnia – trzeciego miejsca. W tym momencie liczy się moralne zwycięstwo – załoga finiszuje na siódmym miejscu w klasyfikacji generalnej regat w Bostonie. Kierując się w stronę brzegu, Hagara rozmyśla nad straconymi szansami. „Brakowało nam konsekwencji” – mówi. A potem szeroko się uśmiecha: „Będzie lepiej. Przed nami wciąż mnóstwo wyścigów”.
Żegluj po www.extremesailingseries.com
63
Action
64
A kc jA
POPOWA BARBIE Kto wie, w jaką postać nieprzewidywalna Nicki Minaj wcieli się dziś, jutro czy pojutrze? Jedno jest jednak pewne: będzie to kolejne zabójcze posunięcie w grze zwanej sławą. Tekst: Nick Haramis, zdjęcia: Jill Greenberg/Corbis Outline
65
A kc jA
„ZAWSZE MARZYŁAM O SŁAWIE. ALE KIEDY JĄ ZDOBYŁAM, ZROZUMIAŁAM, ŻE NIE JEST ONA TAK WAŻNA JAK BYCIE DOBRYM W TYM, CO SIĘ ROBI, LUB UZNANIE KRYTYKÓW. ALE I TAK NIE ŻAŁUJĘ, ŻE JESTEM SŁAWNA...”
P
ierwsza zasada wywiadu z Nicki Minaj jest bardzo prosta: nie pytaj o jej tyłek. Choć nie miałem takiego zamiaru, podczas jazdy windą na 50. piętro hotelu London na Manhattanie zostałem ostrzeżony przez publicystę 26-letniej raperki, by pod żadnym pozorem tego nie robić. „Nie wyniknie z tego nic dobrego” – przypomina on, gdy podchodzimy do drzwi apartamentu Minaj, pod którymi leżą trzy imponujących rozmiarów torby na jedzenie z amerykańskiej sieci restauracji Red Lobster oferujących owoce morza – dowód niedawnej uczty i prawdopodobnie sekret tej krągłej, mitologicznej pupy, wspominanie której jest surowo zabronione (a jeszcze parę chwil temu nawet by mi to nie przeszło przez myśl). Minaj bezceremonialnie wkracza do pokoju ubrana w brązowy welurowy dres, z wyjątkowo stonowaną fryzurą na głowie. Zwykle widziana w jednej z pozornie niekończącej się procesji dziwacznych peruk, tym razem zdecydowała się na stosunkowo skromny styl, wybierając czarną perukę z prostą grzywką zamiast swej ogniście pomarańczowej peruki, swej technikolorowej peruki, peruki w cętki czy przeczącej grawitacji, inspirowanej Marge Simpson, różowej, przypominającej watę cukrową peruki. Niczym zwinna kotka usadawia się na kremowej kanapie, siadając na odzianych w skarpetki stopach i obejmując ramionami poduszkę spoczywającą na jej kolanach. Pomijając pewne krągłości (spektakularne krągłości, tak na marginesie), Minaj jest bardzo drobna. Takiej postury można by się spodziewać raczej po Reese Witherspoon, a nie ognistej raperce, która na swym singlu „Roman’s Revenge” z 2010 roku, używając wielu mocnych i niekoniecznie grzecznych słów, wszem i wobec oświadcza, że jest „bad bitch”. Cała ta słowna zadziorność to yin dla dziewczęcego yang Minaj, a dziewczęcości z pewnością jej nie brakuje. Od niewinnych, zalotnych uśmieszków do soczystej, podwórkowej mowy. Te dwie skrajności koegzystują w ciele tej cukierkowej kobiety. Samozwańcza „Harajuku Barbie” jest zmęczona. Od miesięcy podróżuje po świecie, promując swój platynowy debiutancki album „Pink Friday”. Tak komentuje swą wyprawę do Londynu na początku tego roku: „Paparazzi byli dosłownie wszędzie. Przed hotelem koczowały dzieciaki”. Było ich tak wiele, że ochrona hotelu zmuszona została do ustawienia barykad uniemożliwiających „Barbs” i „Ken Barbs”, jak Minaj pieszczotliwie nazywa swych fanów, wtargnięcie do hotelowego lobby. „Godzinami stali za barierkami. Byli grzeczni i kochani, ale za każdym razem, gdy mnie zobaczyli, opanowywało ich istne szaleństwo”. 66
Minaj zdobyła status supergwiazdy w dość bezprecedensowy sposób. Stała się nową królową hip-hopu jeszcze przed premierą „Pink Friday”, która miała miejsce w listopadzie zeszłego roku, dzięki gościnnym występom na siedmiu hitowych singlach drugiej połowy zeszłego roku, które jednocześnie widniały na liście Billboard Hot 100 – nie udało się to wcześniej żadnej raperce. Przez pewien okres wydawało się, że coś jest nie w porządku, jeśli w jakimś utworze nie było słychać swawolnie ostrych rymów Minaj: wszyscy chcieli pracować z tą zaskakującą artystką – od Mariah Carey i Ushera po Ludacrisa i Christinę Aguilerę. W utworze Treya Songza „Bottoms Up” Minaj wciela się w jedno z wielu alter ego – homoseksualistę „Romana Zolanskiego”, rymując poważnym i groźnie brzmiącym barytonem. W innej piosence staje się „Marthą Zolanski”, matką Romana, naśladując mowę czułej brytyjskiej kobiety. Ostatnio przedstawiła nam swoje najnowsze, hiszpańskie wcielenie, „Rosę” – na pewno jeszcze o niej usłyszymy. „Każdy chciał odrobinę Nicki Minaj” – mówi – „ponieważ do każdego utworu, w którym się pojawiam, dodaję coś wyjątkowego”. W pierwszym tygodniu sprzedaży album „Pink Friday” rozszedł się w USA w nakładzie 375 tysięcy kopii, zajmując imponujące i zaszczytne drugie miejsce w rankingu, tuż za „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” Kanye Westa, który współpracował z Minaj przy produkcji singla „Monster” i nazwał ją podczas wywiadu „najbardziej przerażającą artystką”. „Zawsze marzyłam o sławie” – mówi, leniwie mieszając swój koktajl plastikową pałeczką – „ale kiedy ją zdobyłam, zrozumiałam, że nie jest ona tak ważna jak bycie dobrym w tym, co się robi, lub uznanie krytyków. Ale i tak nie żałuję, że jestem sławna”. Jednak jak dla każdego istnieją dla niej pewne granice, które zostały poddane próbie podczas podróży do Londynu, kiedy to w środku nocy grupa zagorzałych fanek pojawiła się pod pokojem makijażystki Minaj. „Siedem dziewczyn waliło w jej drzwi i krzyczało, by natychmiast zabrała je do Nicki” – mówi Minaj. Tego typu żądanie jest w pewnym stopniu zrozumiałe, biorąc pod uwagę ekshibicjonistyczne skłonności piosenkarki, jej niemal matczyne podejście do fanów oraz stworzenie „Nictionary”, słownika neologizmów takich jak „Ben” (ubogi Ken Barb) czy „Dolly Lama” (rozwiązująca problemy Barb). Niezależnie od tego, czy się do tego przyznaje, czy nie, Minaj stała się ich liderką. Ostatnio koncertuje w Ameryce Północnej z Britney Spears, równie uwielbianą księżniczką popu będącą celem tabloidów, w ramach trasy koncertowej „Femme Fatale”. „Moja matka nie może pojąć ogromu mojego sukcesu” – mówi Minaj, która urodziła się w Trynidadzie jako Onika Tanya Maraj, a wychowała się w nowojorskiej dzielnicy Queens. „Nie odróżnia Beyoncé od Alicii Keys, a kiedy próbuję jej wyjaśnić, czym się tak naprawdę zajmuję, ona woli rozmawiać o konieczności zadzwonienia po hydraulika”. Minaj jest bardzo zżyta z matką (która wciąż mieszka w Queens,
Action
67
Action
68
A kc jA
„PO DNIU SPĘDZONYM NA WYKONYWANIU PRACY, KTÓREJ NIENAWIDZIŁAM, STROIŁAM SIĘ I WYCHODZIŁAM W NADZIEI NA PODPISANIE KONTRAKTU PŁYTOWEGO. NOCĄ BYŁAM ARTYSTKĄ, A ZA DNIA NIEWOLNIKIEM” w domu, za który Minaj zapłaciła pieniędzmi zarobionymi na pierwszych trzech mixtape’ach) i bardzo stara się chronić rodzinę, o czym świadczą jej zachowawcze odpowiedzi, gdy poruszamy ten temat. Czy Minaj regularnie odwiedza matkę? „Tak”. Czy ona dużo wie o przemyśle muzycznym? „Nie”. Czy matka dbała o jej karierę? „Nie”. Nasza rozmowa szybko zamienia się w grę w 20 pytań. „Nie jestem osobą ufną” – mówi, wyjaśniając swą monosylabiczną zwięzłość. „Myślę, że jestem taka, ponieważ zawiodło mnie wiele osób”.
N
icki przybyła do Ameryki, gdy miała pięć lat, po tym jak dwa lata spędziła w Trynidadzie pod opieką dziadków, podczas gdy jej rodzice urządzali się w Stanach. Ale marzenia o spokojnym życiu na przedmieściach w domku z białym ogrodzeniem szybko legły w gruzach. Podczas kokainowej epidemii w latach 80. ojciec Minaj, z którym artystka nie utrzymuje obecnie kontaktu, stał się narkomanem. Okradał rodzinę, by zaspokoić uzależnienie, i znęcał się nad nimi psychicznie i fizycznie, a kulminacją jego przemocy była próba spalenia ich domu z jej matką w środku. Z pomocą matki Minaj dostała się na prestiżowy kurs aktorski w LaGuardia High School (chrypka podczas przesłuchania muzycznego zmusiła ją do zajęcia się aktorstwem, które było jej drugim wyborem). Po otrzymaniu dyplomu w 2000 roku podejmowała się różnych zajęć, by móc opłacić wynajęte mieszkanko. „To był naprawdę straszny okres” – wspomina. „Czułam się, jakbym była torturowana. Pod koniec dnia spędzonego na wykonywaniu pracy, której nienawidziłam, stroiłam się i wychodziłam w nadziei na podpisanie kontraktu płytowego. Nocą byłam artystką, za dnia niewolnikiem. Gdy wspominam te czasy i ludzi, którzy zamienili moje życie w piekło, chcę krzyczeć: «Widzicie mnie teraz? Po tych wszystkich latach, kiedy przez was nie mogłam się rano podnieść z łóżka, to ja się śmieję ostatnia!»”. Minaj osiągnęła sukces, ale nie było łatwo. Zniechęcona utratą kolejnej pracy w przemyśle usługowym – „Zwolniono mnie chyba z 10 razy”, mówi, zdradzając ślad zuchwałej dumy – Minaj rozważała porzucenie muzycznych aspiracji. „Nie miałam pieniędzy ani przyjaciół i byłam zdana tylko na siebie” – mówi. „A do tego nie chciałam mówić matce, że nie mam pracy, i pytać, czy mogę wrócić do domu”. Jednak zamiast porzucić własne marzenia, 22-letnia Minaj skupiła się na dążeniu do kariery, której
zawsze pragnęła. „Poza wiarą w Boga” – mówi – „do działania napędzała mnie obawa o los rodziny. Myślałam, że niezależnie od rezultatu podejmę jeszcze jedną, ostatnią próbę”. Rok później hiphopowy magnat Lil Wayne odkrył Minaj po natknięciu się na jedno z jej ulicznych DVD i w 2009 roku artystka podpisała kontrakt z jego wytwórnią Cash Money. Podczas gdy większość producentów chciała podkreślać jej seksapil, Wayne zachęcił ją do skupienia się na jej odmienności, co wcale nie dziwi, biorąc pod uwagę diamentowe ozdoby na zębach i wytatuowane łzy w okolicach oczu Wayne’a, który na początku roku wyszedł z więzienia po odsiedzeniu dziewięciu miesięcy za posiadanie broni. Liczne wizerunki Minaj – a zwłaszcza upodabnianie się do Barbie, lalki będącej uosobieniem niewiarygodnych wymiarów ciała i stereotypów związanych z płcią – podkreślają ludzką powierzchowność i sztuczność, przez co wiele osób kwestionuje jej muzyczną autentyczność. „Ja po prostu odgrywam rolę” – wyjaśnia Minaj. „Jestem artystką estradową i takie jest moje zadanie. Właśnie za to płacą ludzie. Nie płacą, by zobaczyć mnie zaraz po przebudzeniu, z rozczochranymi włosami i zaspanymi oczami. Płacą za show”. Tak jak Lady Gaga Minaj krytykowana jest za budowanie wizerunku wyrzutka społeczeństwa i uosabianie poczucia alienacji w nadziei na dotarcie do szerokiego grona fanów i sprzedanie jak największej liczby albumów. Minaj tak komentuje porównania z Gagą: „Obydwie promujemy niezgrabność i brzydotę. Staramy się przekazać – przynajmniej ja się staram – że bycie dziwakiem to nic złego. Może twoje dziwactwo jest moją normalnością. Myślę, że łączy nas właśnie to podejście”. Jednak prezentowanie wewnętrznego karnawału fanom zepchniętym na margines zamieniło się w niekończącą się próbę bicia własnych wyników. „Zrobiłam już tak wiele dla swoich fanów” – mówi – „jednak ich oczekiwania nieustannie rosną i oni wciąż chcą więcej”. Podczas kręcenia dokumentu „Nicki Minaj: My Time Is Now”, który pojawił się w MTV w listopadzie zeszłego roku (mniej więcej w tym samym czasie, w którym miała miejsce premiera jej albumu), Minaj zaczęła się martwić, że być może otworzyła się zbyt bardzo i podczas rozmowy o jej babci na jaw wyszły jej prawdziwe emocje. „Bałam się, że byłam zbyt autentyczna, że niepotrzebnie pokazałam prawdziwe oblicze Nicki Minaj” – mówi. „Ktoś mi kiedyś powiedział, że ludzie uwielbiają powierzchowność popowych gwiazd, a prawdziwość nie jest niczym dobrym, więc zaczęło mi to spędzać sen z powiek. Ale później poznałam mnóstwo osób, które twierdziły, że zostały moimi fanami właśnie po obejrzeniu tego dokumentu. Zaczynam sobie uświadamiać, że nigdy do końca nie pojmę zasad tej gry. Po prostu muszę grać”. Za zgodą: BlackBook/bbook.com www.mypinkfriday.com
69
A kc jA
Podstawowa wartość Ryan SheckleR w swEJ ZawrotNEJ KarIErZE odEGraŁ wIELE rÓL: BYŁ sENsaCJĄ X-GaMEs, MaGNatEM BUdUJĄCYM wŁasNĄ MarKĘ, GwIaZdĄ rEaLItY sHow. Na ProGU NowEGo EtaPU sKatEBoardINGowEJ KarIErY woLI, BY PostrZEGaNo Go GŁÓwNIE JaKo sKatEBoardEra, KtÓrYM NIGdY NIE PrZEstaŁ BYć. Tekst: Caroline Ryder, zdjęcia: Chris Shonting
70
21-letni Ryan Sheckler większą część swego nastoletniego życia spędził w świetle reflektorów i stał się jedną z największych gwiazd deskorolki
G
dy Ryan Sheckler miał 18 lat – cztery lata po tym, jak został najmłodszym złotym medalistą w historii X-Games, i rok po tym, jak MTV nadawało jego reality show, dzięki któremu stał się nastoletnim idolem – wytatuował sobie na obydwu przedramionach swoją życiową mantrę: „Skate Life Till Death”. Tatuaż, który – jak mówi – podsumowuje jego filozofię życia i jednocześnie „doskonale mnie określa”. Na rzęsiście oświetlonej scenie, którą stało się jego życie, gdy w wieku 13 lat przeszedł na zawodowstwo, w całym tym szaleństwie zawsze towarzyszą mu te słowa – gdy zboczy z wyznaczonej trasy, gotycki napis przypomina mu, do czego dąży. Nie to, żeby kiedykolwiek potrzebował takiego przypomnienia. „Myślę, że przez całe swoje życie w ogóle się nie zmieniłem” – mówi Sheckler. „Jeśli coś w przeszłości poszło nie tak, nie ma to znaczenia. Teraz wszystko jest dobrze. Po prostu wciąż jeżdżę na deskorolce i wierzę w to, w co wierzę”. W ciągu ostatnich kilku miesięcy 21-latek z zaangażowaniem – i po cichu – kręcił część filmu, która przybliży jego niespotykany talent szerszej publiczności, w świecie sportów akcji dobrze znany już od lat. Film skateboardingowej firmy Plan B pt. „Know Future” poświęcony będzie młodym talentom i żyjącym legendom tej sceny, od Paula Rodrigueza po Pata Duffy’ego i specjalistę od big-air Danny’ego Waya – współzałożyciela Plan B, któremu udało się zebrać całą plejadę najlepszych skejterów. Każdemu z nich poświęcona zostanie część filmu. Nowojorską premierę wyjątkowego dzieła zaplanowano na wyjątkową datę – 11.11.11. Skateboardowa społeczność już określe je jako „Władcę pierścieni” filmów o skateboardingu. „To jest właśnie ten brakujący element w zawodowej karierze Ryana” – mówi Tom Jones, wiceprezes Plan B. „Możesz wygrać każde zawody świata, ale dopiero występ w takim filmie dowodzi, że jesteś jednym z najlepszych. Bez tego fanom ciężko jest określić, co tak naprawdę czyni tego zawodowca zawodowcem”. Plan B, jedna z najstarszych i najlepiej znanych firm w tym przemyśle, podpisała kontrakt z Shecklerem w 2007 roku, dostrzegając w jego technice i stylu jazdy ogromny potencjał. „Ryan Sheckler wykręcił jeden z największych kickflipów, jakie w życiu widziałem” – mówi Jones. „Nazywamy go Costco gap. Wykonał go bezbłędnie”. Na sześcioletniego Shecklera, cudowne dziecko skateboardingu, zwrócił uwagę Tony Hawk. Przed 13. rokiem życia zdążył wygrać X-Games, Gravity Games, Vans Triple Crown oraz Slam City Jam. Sheckler jest urodzoną gwiazdą – uroczy i pewny siebie, chętnie prezentuje szeroki śnieżnobiały uśmiech i błyszczące niebieskie oczy. A do tego ma ogromny talent i całkowicie poświęca się swojej pasji. W 2003 roku, po wygranej w X-Games, przeszedł 72
na zawodowstwo w wieku, w którym większość dzieciaków wciąż próbuje się wybić w lokalnym skateparku. Towarzyszy mu wyjątkowo zgrany i skuteczny zespół – jego mama, tata i agent, któremu udało się zamienić talent i odwagę Ryana w medialne i reklamowe miniimperium. Nazwisko Ryan Sheckler pojawiło się dosłownie wszędzie. W całym kraju rozprowadzano linię ubrań RS. Podpisano lukratywne kontrakty z firmami Arnette, Red Bull i Panasonic. Żadna z tych rzeczy nie jest niczym wyjątkowym dla zawodowego skejtera – ale tylko garstka sportowców dostaje swój program w MTV. W latach 2007-09 MTV nadawało serial pseudodokumentalny „Żywot Ryana”, tytułem nawiązujący do komedii Monty Pythona „Żywot Briana” – o młodym mężczyźnie, który mylnie uznany zostaje za mesjasza. Kamery śledziły każdy krok nastoletniego milionera, prezentując ujęcia z jego imponującej posiadłości w Orange County o powierzchni 5000 m kw., skateparku na tyłach domu i bokserskiej siłowni. Oczywiście pojawiały się też ujęcia Shecklera na deskorolce, ale stanowiły jedynie przerywnik między kolejnymi rodzinnymi dramatami, problemami z przyjaciółmi i dziewczyną. „Wszystko, czego chcę, to dobrze się bawić i mieć wyluzowaną dziewczynę” – powiedział bohater w programie, co przedstawiło Ryana Shecklera i jego życiowe cele w nie najlepszym świetle. Dzięki programowi Ryan stał się powszechnie znany, ale jako skejter prawie utracił wiarygodność. „Reality show – ciekawe doświadczenie” – mówi teraz. „W tamtym czasie była to dla mnie ogromna szansa, więc ją wykorzystaliśmy. Nie mam już wpływu na to, co było. Jednak cieszę się, że już dawno po wszystkim. To było czyste szaleństwo”. Po „Żywocie Ryana” nadszedł czas na bardziej przyziemne podejście do życia – w 2008 roku powstała fundacja jego imienia, prowadzona przez jego mamę Gretchen, która zbiera pieniądze dla kontuzjowanych sportowców uprawiających sporty akcji oraz dla dzieci. Podczas jego ostatniego eventu „Skate for a Cause” w maju zebrano 105 tys. dol. pieniędzy na rzecz organizacji Autism Speaks. „Jeśli chodzi o pomaganie innym, Ryan jest nieoceniony” – mówi agent Shecklera, sportowy potentat Steve Astephan. „On i Tony Hawk są w tej kwestii najbardziej wpływowymi osobami w kręgach skateboardingu”. Astephan, do którego klientów należą gwiazda freestyle motocrossu Travis Pastrana i inny topowy skejter Bucky Lasek, zapewnia, że Sheckler już jako dzieciak doskonale wiedział, czego chce. „Był bardzo dojrzały jak na swój wiek” – mówi Astephan, opisując ich pierwsze spotkanie sześć lat temu. „Podszedł do mnie i powiedział: «Chcę, żebyś mnie reprezentował». Żaden sportowiec nigdy czegoś takiego nie zrobił”.
A kc jA
„tEN FILM to BraKUJĄCY ELEMENt w KarIErZE rYaNa” toM JoNEs, PLaN B
Sheckler, znany głównie jako skejter startujący w zawodach, poświęcił miniony rok na doskonaleniu swojej roli we własnej produkcji „Know Future”, produkowanej przy współpracy z legendarną firmę deskorolkową Plan B 73
„POWRÓT DO PRAWDZIWEGO SKATEBOARDINGU? JAKI POWRÓT? PRZEZ CAŁY TEN CZAS JEŹDZIŁEM PO ULICACH!”
A kc jA
Obecnie zarówno agent, jak i jego klient skupiają się na tym, by Ryan pozostał 100-procentowo autentycznym skejterem. Sheckler twierdzi, że wiele się nauczył, obserwując Astephana, który troszczy się o niego jak o własnego syna. Kiedy Sheckler z wielką pompą świętował swoje 21. urodziny, Astephan był przy nim. „Czasem mówi: «Steve, idź do diabła», ale wiem, że zazwyczaj posłucha” – mówi Astephan. „To naprawdę ciekawe obserwować mojego agenta, tatę i mamę, widzieć, jak mocno skupiają się na wszystkim, co robią” – mówi Sheckler. Zdarzają się też chwile, kiedy uczy się, jak radzić sobie z ciemną stroną sukcesu – w 2009 roku Matthew Mercuro, dyrektor finansowy firmy Ryan Sheckler, został aresztowany i oskarżony o defraudację ponad 365 000 dol. z konta Shecklera. Jak sam stwierdza, dla całej rodziny było to jak kubeł zimnej wody. „Wyciągnąłem z tej sprawy jeden wniosek: nie ufaj nikomu” – mówi Sheckler. „Jeśli prowadzisz firmę, musisz być zaangażowany w aspekt jej działalności. Wtedy myślałem, że wszystko było pod kontrolą. Teraz bardziej się angażuję. I już nigdy nie zaufam księgowemu”. Po latach realizowania najróżniejszych projektów, w tym reality show, produkcji ubrań i działalności charytatywnej, Sheckler cieszy się z możliwości zrobienia czegoś ściśle związanego ze skateboardingiem. Dlatego jest tak podekscytowany swoją nową rolą. „To fantastyczne, że mogę włożyć w ten film swoje serce i duszę” – mówi Sheckler. „To właśnie cały ja i moja pasja”. Pytanie o to, czy jego występ w „Know Future” oznacza powrót do prawdziwego skateboardingu, wywołuje lekką irytację. „Jaki powrót? Przez cały ten czas jeździłem po ulicach!”. W ostatnich tygodniach pojawiał się w powszechnie znanych i mniej znanych skateboardingowych miejscówkach w Los Angeles w towarzystwie małej grupy znajomych oraz ekipy filmowej. Do stworzenia jednego klipu potrzeba nawet 100 godzin filmowania oraz miesięcy, a nawet lat montowania. Trzeba unikać złej pogody i wkurzonych strażników, więc Sheckler wraz z ekipą często kilkakrotnie wracał w to samo miejsce, czasem w środku nocy – wszystko po to, by nakręcić jeden trik. „Nie chcę tu robić reklamy” – mówi Sheckler zapytany o triki, które zaprezentuje w „Know Future” – „ale powiem tak: nie próbowałem celowo zmuszać się do przekraczania granic i popisywania się na potrzeby filmu. Już kiedyś tak robiłem i nie wyszło mi to na dobre. Tutaj zachowywałem się zupełnie naturalnie”. Ci, którzy widzieli ujęcia nakręcone w ciągu ostatnich 12 miesięcy m.in. w Kostaryce, Australii i Puerto Rico, mówią, że Sheckler stanął na wysokości zadania – będzie ekstremalnie. Wbrew temu, co sugeruje tytuł filmu kręconego przez Plan B, Sheckler nie zna swojej przyszłości i nie chce wiedzieć, co go czeka. Liczy się tylko to, co ma wytatuowane na ramionach. „Jestem po prostu szczęśliwy, że mogę być skateboarderem” – mówi – „całą resztą nie będę się zbytnio przejmował”. www.ryansheckler.com
Deskorolkowe umiejętności sześcioletniego Shecklera zwróciły uwagę Tony’ego Hawka. Z czasem stał się jednym z najlepszych ulicznych skateboardzista na świecie 75
a kc ja
Założyć firmę, zarabiać pieniądze, cieszyć się życiem, a w dodatku zmieniać świat na lepsze? Jest to jak możliwe. Wszystko naraz. I to o wiele łatwiej, niż myślisz. Bez żadnego kredytu w banku, wsparcia nowoczesną technologią, bez wypalenia zawodowego ani wykształcenia ekonomicznego. W każdym razie tak twierdzi berliński profesor Günter Faltin – i od razu pokazuje, jak pogodzić ze sobą te wszystkie pozorne sprzeczności. Przedsiębiorstwa, które założył, przynoszą dochody, dają mu mnóstwo radości i polepszają świat. Z wizytą u radykalnego kapitalistycznego idealisty. Tekst: Stefan Wagner (współpraca: Jan Cremer), zdjęcia: Norman Konrad
76
G
ünter Faltin – rocznik 1944, włosy zaczesane do przodu, wąsy, spod których wydobywa się cichy, głęboki głos, oraz czarna koszula i jasne spodnie – jest na pierwszy rzut oka wzorcowym profesorem. Na przykładzie swojej firmy Teekampagne (największy na świecie importer najlepszych gatunkowo herbat darjeeling, posiadający 200 000 klientów) objaśnia zasady funkcjonowania przedsiębiorstwa odnoszącego sukcesy. Według profesora każda oferta powinna się opierać na kilku podstawowych filarach, które zapewnią jej powodzenie oraz finansowe profity. Zasada pierwsza działalności firmy w przemyśle spożywczym to cena detaliczna produktu, druga – to jego jakość, trzecia to brak jakichkolwiek związków chemicznych w zawartości, a czwarty filar to aspekt socjalny, czyli uczciwe zachowania na rynku. Wszystkie te zasady są bardzo istotne, ponieważ, jak wyjaśnia prof. Faltin, żaden model biznesu nie będzie właściwy, jeśli nie będzie potrafił obronić się przed ostrzałem konkurencji, która czai się przecież za każdym rogiem. Niestety” – pomyśli przedsiębiorca. „Na szczęście” – mówi profesor. Następnie prof. Faltin jeszcze raz przypomina wszystkie cztery podstawy działalności biznesowej – chodzi tutaj w końcu o główne zasady, których stosowanie gwarantuje sukces. Dla ilustracji posługuje się czarną rzeźbą z żelaza znajdującą się w rogu
78
pokoju obrad na berlińskim Schönebergu, która przedstawia małego cyrkowca stojącego na rękach na oparciu równie małego żelaznego krzesła. Krzesło balansuje na jednej nodze na wąskim podeście: cena. Akrobata balansuje na drugiej nodze: jakość. Noga trzecia: brak chemicznych dodatków. Czwarta noga: uczciwe działanie. Wykuta z żelaza postać cyrkowca walczy w pewnym momencie o utrzymanie równowagi, kiedy zmuszona jest balansować tylko na nodze uczciwości, ale mimo to dzielnie opiera się sile grawitacji. „Widzą państwo?” – pyta profesor, dumny z siebie niczym iluzjonista po udanej sztuczce. „Zróbmy sobie małą przerwę” – mówi do słuchaczy już kiwających przytakująco głową na propozycję. A zaraz po tym: „Wybaczą mi państwo na moment?”. Profesor Faltin, który dysponuje zdolnością błyskawicznego zanurzania się w myślach, odwraca się w stronę drzwi, trącając przy tym lekko łokciem balansującego na czwartej nodze krzesła żelaznego akrobatę. Profesorowi całe zdarzenie umknęło, ale nie figurce. Czwarta noga krzesła okazała się w istocie za bardzo obciążona. Parę sekund po wyjściu profesora wyrzeźbiony cyrkowiec przegrywa walkę o równowagę, osuwa się z podestu i uderza z hukiem o parkiet profesorskiego biura. Asystentka profesora rzuca w róg pomieszczenia swoje czujne, a zarazem groźne i wymowne spojrzenie znad okularów, zdające się mówić: „Co tu się znowu stało?”.
Profesor i niezbędne podstawy przedsiębiorstwa, tu jako artystyczna alegoria. Jeden, dwa, trzy, cztery i teraz z równowagi może cię wytrącić tylko siła wyższa
a kc ja
Jedna z najważniejszych zasad profesora brzmi: funkcja zamiast konwencji. Gdyby prof. Faltin był rycerzem, i to akurat w poszukiwaniu dewizy na tarczę herbową, właśnie tak by ona brzmiała: funkcja zamiast konwencji. Nic nie jest upoważnione do egzystencji tylko przez swoje istnienie, co więcej – wszystko może, a nawet powinno być podawane w wątpliwość. Joseph Schumpeter określił kapitalizm mianem „twórczego niszczenia”, które w dzisiejszym świecie cały czas szuka możliwości zastąpienia już istniejącego przez nowsze i lepsze. Prof. Faltin chętnie powołuje się na enfant terrible austriackiej ekonomii początku XX wieku. Günter Faltin, mówiąc o potrzebie i żądzy niszczenia, ma na myśli nie szanse dla młodych przedsiębiorców, ale – nawet jeśli nie formułuje tego tak dosadnie – tworzenie lepszego świata. Kwestionuje przyjęty w społeczeństwie sposób przemieszczania się („samochody to droga donikąd!”) i mieszkania („to, jak budujemy nasze domy, jak je ogrzewamy – absolutne marnotrawstwo!”). Prof. Faltin stawia pod znakiem zapytania już istniejące rozwiązania oraz opowiada, jak wygląda jego poszukiwanie alternatywy. Nie ma tematów zbyt zwariowanych, żeby je rozważać; to, co stanowi o wartości kontemplowania danej rzeczy, to jej użyteczność. W szufladzie profesora leżą już koncepty o organizacji ruchu w mieście mającej za podstawę łyżworolki. Zlecił również budowę prototypów butelek, których forma pozwala na wykorzystanie ich jako materiału budowlanego – do tworzenia jasnych, ogrzewanych słońcem budynków. Architektura jako sposób na utylizację zużytego szkła jest jednym z jego ciekawszych wynalazków. Myślenie prof. Faltina, który opracowuje takie rzeczy jak szklana cegła lub autobusy na rolkach, przebiega według prostego schematu: obiera mianowicie dany temat ze wszystkich znanych konwencji tak długo, aż zostanie obnażony rdzeń, czyli funkcja, przeznaczenie danego przedmiotu. Potem szuka innych sposobów, podążając za pytaniami: „Jak można by było rozwiązać to łatwiej niż do tej pory, bardziej bezpośrednio i ekologicznie, logiczniej?”. Nie zastanawia się nad nowym autem, tylko nad mobilnością. Nie obmyśla nowych domów, tylko nowe formy mieszkania, a zamiast nowych hoteli – nowy wymiar turystyki. A kiedy uważa swój pomysł za wystarczająco ciekawy, buduje wokół niego koncept całej firmy albo opowiada o nim innym, oddając im tym samym dziecko swojej wyobraźni do adopcji. Obmyślanie projektów działalności gospodarczej to dla niego hobby – zupełnie tak jak dla innych układanie puzzli lub rozwiązywanie krzyżówek.
konsekwencją jego czynów, ale też wprawiają postronnych obserwatorów w zdumienie. Właśnie takie – logiczne, a zarazem niebywałe, wprawiające w zdumienie – było powstanie pierwszej firmy prof. Faltina: Teekampagne, którą założył w 1985 roku jako profesor na Wolnym Uniwersytecie Berlina. Wówczas opracował już teorię podstaw udanego biznesu, ale jako nauczyciel uniwersytecki bez doświadczenia czuł się, jakby stąpał po cienkim lodzie, którego powierzchnia może się w każdej chwili załamać. Doskonałą towarzyszką na tym kruchym lodzie okazała się herbata. Tradycja szeroko rozumianego handlu nią opiera się na dziesiętnym zwielokrotnianiu ceny herbaty na drodze od producenta do sprzedawcy. Prof. Faltin stwierdził jednak, że musi istnieć tańsze, a w efekcie końcowym – korzystniejsze dla kupującego rozwiązanie. Zorientował się więc w temacie, odkrywając źródła, drogi handlowe oraz czynniki kosztów. Po latach zbierania informacji odjął wszystkie poboczne koszty nie wpływające bezpośrednio na cenę pudełka herbaty na półce sklepowej. I wtedy nagle stanął przed rozwiązaniem, radykalnie prostym, które pojawiło się przed nim jako logiczny skutek podjętych działań: herbata importowana bez pośredników i tylko jeden rodzaj, darjeeling – najdroższa i najlepsza jakościowo herbata – dostępna tylko w dużych opakowaniach. Żadnego pośrednictwa handlowego, magazynowania, małych opakowań ani różnorodności asortymentu. Günter Faltin mógł oferować herbatę darjeeling za jedną trzecią zwyczajowej ceny. To była ta najbardziej logiczna część historii powstania firmy profesora. Ta sprawa miała jednak, jak już wcześniej wspomniano, jeszcze inny aspekt. Była mianowicie zadziwiająca dla studentów i całego przemysłu herbacianego. W Niemczech zakładanie firm przez urzędników państwowych jest zabronione, a berliński prof. Günter Faltin należał właśnie do tej kategorii. Ominął tę przeszkodę, powołując się na zapisaną w artykule 5. konstytucji Niemiec wolność nauki i prowadzenia badań naukowych. Kiedy pierwszy statek z dostawą herbaty był w drodze do Hamburga, profesor przedstawił swój pomysł studentom i zaprosił ich do współpracy. Wtedy przedsiębiorstwo przybrało formę przedmiotu badań naukowych. Niewiele osób odnosiło się wówczas z entuzjazmem do pomysłu Güntera Faltina. Jedna studentka powiedziała nawet półgłosem w sali wykładowej: „On ma totalnego bzika! Tylko jeden rodzaj herbaty i duże opakowania…”. Inny z kolei pytał, czy przynajmniej coś zyskają na tym samobójczym przedsięwzięciu. Mieli za sobą dopiero 14 dni działalności, kiedy dostali pierwszy pozew od liczącej się na rynku herbat firmy.
Faltin nie pasuje do żadnego establishmentu. Udają mu się rzeczy logiczne i zarazem niebywałe
Taki człowiek nie pasuje oczywiście do żadnego establishmentu. Dokonał rzeczy, które są logiczną
Historia sukcesu Günter Faltin aktywnie współpracował przy zakładaniu prawie tuzina firm. Oto kilka przykładów: Teekampagne Matka wszystkich firm Faltina. Tylko najlepsza herbata, tylko w dużych opakowaniach, import bezpośredni, długofalowy handel. www.teekampagne.de CO²-Kampagne Z herbaty zrób energooszczędne lampy. Najwyższa jakość produktu, minimalny wybór, korzystna cena. www.co2kampagne.de eBuero AG Zewnętrzne biuro dla małych i średnich przedsiębiorstw. 250 współpracowników, europejska ekspansja. www.ebuero.de RatioDrink AG Koncentraty soków najwyższej jakości po korzystnej cenie w specjalnych opakowaniach typu bag in box, bezpośrednia dystrybucja. www.ratiodrink.de The Waterhyacinth Chair Hiacynty wodne czyli zamiana chwastu w surowiec meblowy. www.waterhyacinth.de
79
a kc ja
Jak zostać idealistycznym kapitalistą? Günter Faltin już w dzieciństwie wykazywał tyle zainteresowania ekonomią, ile niektórzy piłką nożną lub grą w berka. W szkole – przy czym należy uwzględnić, że to Niemcy z lat około 1950 roku – czytał w tajemnicy pod ławką dzieje znanych koncernów oraz biografie wielkich ekonomistów: Henry’ego Forda zamiast Goethego, Duttweilera zamiast Fryderyka II Wielkiego, Schumpetera zamiast Pitagorasa. Z tego powodu był ustawicznie karcony przez nauczycieli. Po ukończeniu szkoły podjął studia ekonomiczne, co było zupełnie naturalną koleją rzeczy, biorąc pod uwagę jego uwielbienie dla tej tematyki. Ale dane mu było również przekonać się o negatywnych stronach jego kierunku studiów, na które wkradły się nuda i mało przydatna wiedza. „Na uczelni częściej była, niestety, mowa nie o ekonomii, ale o matematyce” – mówi prof. Faltin. „Sama teoria to coś okropnego”. Przez całe studia ukrywał się po kątach i wyćwiczył się w przyjmowaniu neutralnego stanowiska. Dla innych studiujących był kapitalistą, a dla profesorów – komunistą. Doktorat obronił w roku 1972 – a w swojej pracy 28-letni Günter Faltin wskazywał niedociągnięcia i błędy w założeniach naukowych późniejszego laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Miltona Friedmana. Potem Günter Faltin znalazł się po drugiej stronie barykady – w systemie edukacji. Postanowił spróbować swoich sił jako nauczyciel akademicki z czystej przekory, żeby „zrobić to inaczej niż ci, których krytykowałem”. Przyczyną było także jedno zdanie wypowiedziane przed laty przez jednego profesora, które zdecydowanie podziałało na jego ambicję: „Jest pan wprawdzie bardzo wyszczekany, ale nic naukowego się za tym nie kryje”. Günter Faltin nie mógł tego puścić płazem i postanowił udowodnić, że jest zupełnie inaczej. Rozwinął swoje własne przemyślenia na temat gospodarki z naciskiem na firmę i przedsiębiorcę. Sam prof. Faltin określa słowo „przedsiębiorca” jako wprowadzające w błąd, ponieważ istnieje spora różnica pomiędzy założycielem a kierownikiem przedsiębiorstwa. Pierwszy musi stworzyć coś z niczego w procesie trwającym miesiące – „to niczym pisanie scenariusza”, a drugi musi zarządzać gotowym tworem, wprowadzić w życie założenia firmy, przy czym należy uwzględnić, że „żaden operator filmowy nie jest w stanie zmontować dobrego obrazu z kiepskiego scenariusza”. Pierwszy musi być również w środku artystą, podczas gdy ten drugi – menedżerem. To dwa zupełnie różne profile kandydatów wymagające zgoła innych charakterów, doświadczeń, zamiłowań i uzdolnień, które w środowisku przedsiębiorców często bywają mylone i wsadzane do jednego worka. „Oczywiście te wszystkie czynności mogą, ale nie powinny być wykonywane przez jedną osobę” – mówi profesor. „Wszystko, czemu założyciel firmy [używa tutaj angielskiego pojęcia entrepreneur w celu odróżnienia od kierownika – business administrator] nie jest w stanie sam podołać, powinien zlecić profesjonalnym podwykonawcom. Księgowość, prawo pracy, zarządzanie pracownikami, marketing – kto powiedział, że założyciel firmy musi się o wszystko troszczyć osobiście?”. 80
„Hm… A co z ograniczonym budżetem młodego przedsiębiorcy?” – mógłby ktoś zapytać. Według prof. Faltina uregulowanie takich spraw jest także zadaniem konceptu biznesowego. Każdy entrepreneur ma szanse na wykorzystanie swoich mocnych stron najlepiej, jak to tylko możliwe, i może zlecić zajęcie się tymi słabszymi komuś bardziej obytemu w danej tematyce – należy koniecznie skorzystać z tej możliwości. Czyli na samym początku wystarczy pomysł na biznes, żeby wystartować z firmą? Czy w praktyce nie okazuje się często, że to nieco naiwne podejście? Takie pytania pobudzają profesora jeszcze bardziej i powodują, że wyjaśnia wszystko z większym ożywieniem. Świat oferuje według niego mnóstwo rozwiązań dla nowicjuszy w działalności gospodarczej. Rozwiązania takie nazywane są przez prof. Faltina komponentami, które muszą zostać ze sobą skonfigurowane. Tak naprawdę nie potrzeba żadnego patentu ani kapitału. Wszystkie składniki firmy są nam dane. Istniały przed założeniem Teekampagne, już wtedy byli przecież handlarze, herbata, statki. Przedsiębiorczym dokonaniem było zorganizowanie na nowo tych wszystkich komponentów. Facebook? Tak samo stworzony z już wcześniej istniejących elementów. Skype? Stare oprogramowanie w nowym zastosowaniu; istnieje dzięki doświadczeniu zdobytemu przy nielegalnej wymianie plików muzycznych.
Z dobrym pomysłem firma przetrwa też trudne czasy. „Szczególnie nasze błedy udowodniły siłę naszego planu” – mówi Günter Faltin
a kc ja
Teekampagne ma obecnie 26 lat i historię tak niesłychanego sukcesu za sobą, że profesor aż lubuje się w opowieściach o swoich wczesnych wpadkach: „Raz pojawiło się u nas znikąd pudełko na buty wypełnione banknotami w kwocie 10 000 niemieckich marek, których nikt nie szukał. Namalowane kiedyś przeze mnie plakaty reklamowe, grafika wcale nie zachęcała do zapisania się do wczesnomarksistowskiej grupy wsparcia, ale za to wywołała lawinę skarg”. Ponadto młoda firma musiała stawić czoła trzem poważnym procesom sądowym. Jeden z nich był konsekwencją umieszczenia na wykonanych ręcznie przez Güntera Faltina i jego współpracowników plakatach promujących Teekampagne hasła „Bez DDT”. Po tym jak przeczytali w pewnej gazecie raport na temat szkodliwych substancji w herbacie, postanowili zwrócić uwagę na to, że ich produkt ich nie zawiera. Ten według wszystkich możliwych kryteriów komunikacji międzyludzkiej nieudany plakat okazał się niespodziewanym strzałem w dziesiątkę. Koszty przegranego procesu (konkurencja nie chciała być okreśłona jako handlująca herbatą zawierającą DDT) w wysokości 10 000 niemieckich marek pociągnęły za sobą rozgłos w mediach, na który bnormalnie nie byłoby ich stać. Nieplanowane procesy były genialnym posunięciem w kwestii marketingu dla młodego przedsiębiorstwa. Profesor wspomina: „Ludzie obdarzali nas sympatią dzięki naszej walce o nieskażoną chemicznie herbatę. Mogliśmy zaobserwować, jak po ostatnim artykule w gazecie znacznie wzrósł wskaźnik sprzedaży, a tym samym wzrosła liczba naszych klientów”. Przez pierwsze siedem lat nazwa marki nie była prawnie chroniona – pisana „Teecampagne”, przez „c” zamiast „k”, co nie stanowiłoby z prawnego punktu widzenia żadnego problemu, ponieważ jest to uniwersalne słowo – jednak konkurencja przypuściła szturm. Plagiaty Teekampagne wypełniają cały regał ścienny w pokoju sąsiadującym z biurem profesora. „Na początku popełniliśmy parę katastrofalnych w skutkach błędów w zarządzaniu” – mówi Günter Faltin. „Nigdy byśmy nie przeżyli jako firma, gdyby nasz koncept nie był tak jasny i stabilny. Nasze błędy udowodniły jego siłę. Jako człowiek biznesu przeżyłem to na swój sposób, nasze pomyłki kosztowały mnie wiele nieprzespanych nocy. Ale jako profesor muszę powiedzieć, że cieszę się, iż się nam przytrafiły”. Profesor rozpływa się nad doświadczeniami, które udało mu się zebrać jako młodemu przedsiębiorcy. Wspomina na przykład koszmary, które nawiedzały go swego czasu: „O czymś takim nie piszą w książkach o ekonomii przedsiębiorstwa!”. Stał samotnie na brzegu wyludnionej plaży bez portu, daleko na
otwartym morzu widniał mały czarny punkt, który stopniowo się przybliżał… To statek z dostawą herbaty z Himalajów. Jak ma go sam, bez żadnej pomocy, rozładować? Nagle ogarniają go panika i zwątpienie, aż budzi się zlany potem. „Wytrwałość i przetrwanie w trudnych sytuacjach – to największa różnica między teorią a praktyką. Praktyka jest zupełnie innym wymiarem teorii”. Prof. Faltin współpracował przez ostatnie dekady przy powstaniu tuzina firm, a w niektórych posiada do dzisiaj udziały. Zachęcił również wielu obecnych założycieli przedsiębiorstw do podjęcia działania. Jego ulubiony student jest właśnie w trakcie tworzenia swojego 21. z kolei biznesu. Sporo z 20 wcześniejszych sprzedał z dużym zyskiem. Profesor przyczynił się do zamożności wielu osób. Jego Projektwerkstatt – zrzesza inne firmy: od Teekampagne przez, CO²-Kampagne, która funkcjonuje na podobnych zasadach jak herbaciana, po handel meblami plecionymi z hiacynta wodnego – rośliny, która została sprowadzona do południowo-wschodniej Azji i stała się tam z powodu swojej niekontrolowanej ekspansji problemem środowiskowym dużych rozmiarów, dopóki nie odkryto, że chwast ten może służyć jako surowiec do wytwarzania mebli. Profesor regularnie zaprasza do Berlina gości na wieczory dla chętnych do założenia własnego biznesu, zwane laboratoriami przedsiębiorczości (Labor für Entrepreneurship), podczas których zaproszeni mogą się wymieniać pomysłami i doświadczeniami oraz zasięgnąć rady u profesora lub posłuchać jego wykładu na temat biznesowych konceptów zapewniających sukces. Dzieło życia prof. Faltina miało źródło najpierw w jego sercu. Swoje teorie dotyczące przedsiębiorczości wydał pod postacią 250-stronicowej książki-manifestu zatytułowanej „Kopf schlägt Kapital” („Myślenie zwycięża kapitał” jeszcze nieprzetłumaczonej na język polski), która rozeszła się w nakładzie 50 000 egzemplarzy. Obecnie na rynku dostępna jest już czwarta edycja, także jako audiobook i oczywiście pirackie skany w internecie. „Nie martwię się tym” – mówi profesor, „ważne, żeby ludzie to czytali”. Na rynku holenderskim książka Güntera Faltina odniosła wielki sukces; jest właśnie tłumaczona na języki angielski i hiszpański. „Niedawno dostaliśmy z Dalekiego Wschodu paczkę zaadresowaną do naszej berlińskiej siedziby. Na początku nie wiedzieliśmy, co się w niej kryje, ale potem znaleźliśmy w środku książki ze zdjęciem profesora na okładce. Okazało się, że «Kopf schlägt Kapital» dostępna jest teraz także w języku chińskim”. Günter Faltin podbija świat ulepszając go.
„Przetrwanie w trudnych sytuacjach – to największa różnica między teorią a praktyką”
Günter Faltin na: www.entrepreneurship.de, www.projektwerkstatt.com
Oryginał: herbata pochodzi z Himalajów, a biznesowy pomysł na nią – z Berlina 81
Spis treści Na zdjęciu mistrz świata w trialu Tom Öhler w Salzburgu podczas pracy. Sprawdźcie na s. 88, co mu jest niezbędne
84 PORADNIK PODRÓŻNIKA Red Bull Music Academy World Tour 86 GOTOWANIE Kucharz Alvin Leung, rosół canja de galinha 88 ZDOBĄDŹ SPRZĘT Trialowe gadżety Toma Öhlera 90 TRENING Trey Hardee 92 NAJLEPSZE KLUBY ŚWIATA Cavo Paradiso, Grecja 92 ŚWIEŻY TOWAR St. Vincent 94 CO SIĘ DZIEJE 96 ZAREZERWUJ CZAS 98 FELIETON LIZUTA
Zdjęcie: Kay Clauberg/Red Bull content pool
Więcej
Dla ciała i umysłu
TAM I Z POWROTEM
Otwarte miasto
podróżnicze rady miesiąca
Red Bull Music AcAdeMy WoRld TouR. Muzyczne warsztaty wyruszają w światową trasę koncertową. „Red Bulletin” poleca osiem miejsc, które zasługują na określenie „warte zobaczenia”.
Raz w roku Red Bull Music Academy daje młodym artystom z całego świata możliwość uczenia się fachu od najlepszych w branży. W październiku 60 osób wyjedzie do Madrytu, aby wspólnie z legendarnymi artystami, kompozytorami i inżynierami dźwięku zasiąść przy stole śniadaniowym, w studiu nagraniowym lub przy talerzach gramofonów. Muzyczny klub już wcześniej wyruszył w światową trasę, by na pięciu kontynentach odkryć ciekawe miejsca i nowe muzyczne trendy. Koncertom towarzyszą jednorazowe wystawy, imprezy i wykłady. Na wyjątkowe koncerty w Rzymie (3-4 października) RBMA zaprosiła do Parco della Musica 52-osobową orkiestrę wraz z DJ-em i jazzowymi instrumentalistami, aby tam oddać hołd kompozytorom muzyki filmowej lat 60. i 70. Powstaną nowe interpretacje elektroniczne utworów Ennia Morriconego, Goblina czy Piera Umilianiego. Wykonawcy zademonstrują odwiedzającym słuchaczom, że wiele współczesnych popowych przebojów, jak „Crazy” Gnarlsa Barkleya, ma za podstawę kompozycje z włoskich westernów. I spróbują wskrzesić magiczny czar tych melancholijnych orkiestrowych eposów. Ta magia jest jak ponadczasowa elegancja, która doskonale sprawdza się w wielu miejscach Wiecznego Miasta. „Red Bulletin” opisuje osiem z nich – rzymskie noce między koncertami są długie! Dowiedz się więcej (możesz także posłuchać internetowego radia) na: www.redbullmusicacademy.com
84
Do początku października Red Bull Music Academy odwiedzi pięć kontynentów. Dziesięć przystanków w trasie. Koncerty, jam session, wystawy i imprezy
Imponujący Rzym: Auditorium Parco della Musica (na górze), studio filmowe Cinecittá (z lewej), gdzie nagrywano także „Nazywam się Nobody” (z lewej na dole). Poniżej: bar S. Calisto
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU
Przystanki trasy Red Bull Music Academy World Tour Kapstadt, Maximum Signal Control. Jak zbudować własny soundsystem? Pokazują to najlepsi południowoafrykańscy muzycy i eksperci od dźwięku. A następnie sprawdzają efekt na wielkiej imprezie ulicznej. 2-4.09. Berlin, Hansa – studio miasta podzielonego murem. Pod koniec lat 70. w Hansa-Tonstudio nagrywały takie gwiazdy jak David Bowie czy Iggy Pop. Red Bull Music Academy zaprasza berlińskich artystów na koncert do świętych hal, a potem na after do najlepszego klubu – Bar25. 7-9.09. Paryż, Questlove’s Afro-Picks. Na festiwalu Jazz à la Villette kuratorem nocy pod znakiem afrykańskiej muzyki jest Questlove, bębniarz The Roots. Razem ze znajomymi takimi jak Macy Gray, Amp Fiddler czy Cody ChesnuTT
Melbourne, Notions of Sonic Space. Muzyka skrapla się na murach, kiedy Red Bull Music Academy stawia w amfiteatrze w centrum miasta swoje telebimy. Muzyczni majsterkowicze odbijają dźwięki jak piłeczki pingpongowe, a VJ-e wszystko wizualizują i prezentują projekcje na zewnętrznych ścianach. 24-25.09.
interpretuje na nowo piosenki Feli Kutiego i Miriam Makeby. 10-11.09. Detroit, Motor City Frequencies. Motown soul, garage rock i techno – muzyczna spuścizna Detroit jest wielka. W opuszczonej hali magazynowej Red Bull Music Academy aranżuje studia dźwiękowe, w których młodzi artyści wraz z miejscowymi gwiazdami na nowo nagrają pięć legendarnych płyt z Detroit, a także zaprezentują je na żywo. 12-18.09.
New York City, Five Out Of Five. Przez pięć dni w świetle jupiterów znajdzie się pięć legendarnych albumów hiphopowych ze wszystkich pięciu okręgów Nowego Jorku. W ciągu dnia ich twórcy opowiedzą na warsztatach o nagraniach, okładkowych artworkach i utworach. Wieczorem raperzy zaprezentują na żywo swoje przełomowe dzieła. 16.09-2.10.
Toronto, Culture Clash. „Praojciec” nowojorskiego hip-hopu Afrika Bambaataa jedzie do Kanady, by odbyć tam największy soundclash, jaki kiedykolwiek widziano w tym mieście. Na ring wkroczą cztery soundsystemy, by pozyskać sympatię publiczności hip-hopem i electro funkiem. 23.09.
Rzym, C‘era Una Volta A Roma. Muzyka do włoskich spaghetti westernów z lat 60. i 70. autorstwa takich kompozytorów jak Ennio Morricone do dziś
odgrywa znaczącą rolę w popkulturze. Red Bull Music Academy zaprasza 52-osobową orkiestrę, by oddać hołd tej epickiej muzyce. 3-4.10. São Paulo, ¿Que Tal PanameriKa? Od baile funku po digital cumbia – w Ameryce Południowej powstają muzyczne tendencje, które bazują na tradycjach. Na klubowych występach PanameriKa spotkają się najważniejsi twórcy. 5-7.10. Londyn, Revolutions In Sound. Na znak, że Londyn to tygiel narodów, Red Bull Music Academy London organizuje koncert na największym diabelskim kole w Europie – w 32 gondolach na London Eye będzie można usłyszeć muzykę młodych artystów z całego świata. Odwiedzających czeka więc podróż dookoła świata z widokiem na nocny Londyn. 13.10. Bilety i szczegóły na: www.redbullmusicacademy.com
Tropem włoskich mistrzów albo muzyczny marsz przez Rzym
7
MUNICIPIO II ta en
8 CITTÀ DEL VATICANO
Via de Tib i Mon t urt ini i
na
PINCIANO
MUNICIPIO III ada Str
TIBURTINO
6 21
CAMPO MARZIO
TRASTEVERE
4
5
Via Prenes
Vi a
Tu s
co
lan
c Par
asil
ina
a
PORTUENSE GARBATELLA ro fo to is bo Cr lom a Vi Co
CATACOMBE
hi
Smacznego, Morricone! To tu swoje projekty filmowe omawiali Sergio Leone i Ennio Morricone. Ich ulubiona restauracja nadal wygląda jak w latach 60. Na ścianie wisi fotografia gigantów kina z właścicielem Francisco Poreccim – rzekomo Morricone zerka z niej od czasu do czasu na porcje pasty. Via Benedetta, 10, 00153
6
Przerwa w parku Przed koncertem w Auditorium Parco della Musica nadarza się dobra okazja do piknikowania w pobliskim Parco di Villa Glori. Zielone płuca na północy miasta poświęcone są ofiarom drugiej wojny światowej. Przypominają o nich liczne instalacje włoskich artystów. Piazzale del Parco della Rimembranza, 00197
7
W muzeum horroru Dario Argento to mistrz horroru. Jego przerażające filmy z lat 70., jak „Suspiria”, są już klasyką w historii kina. Kultowy reżyser prezentuje rekwizyty takie jak maski potworów czy pobrudzone krwią noże w swoim muzeum horroru przy akompaniamencie włoskiej kapeli rocka progresywnego Goblin, która nagrywała genialnie ponurą muzykę filmową. Via dei Gracchi, 260, 00192
8
tina
MUNICIPIO VI Via C
dei
Viale Palmiro Togliatti
Jak w filmie To największe studio filmowe w Europie Środkowej. Imponująca jest też historia znajdującego się w południowo-wschodniej części miasta Cinecittá. To tu kręcono „Ben Hura” i sceny do westernowego dzieła Sergia Leone „Za garść dolarów”. Można też wędrować po krwiście czerwonych śladach Clinta Eastwooda. Via Tuscolana, 1055, 00173
3
Z drugiej ręki Sklepy z płytami powoli znikają, ale nie Mille Records. Sklep odpowiednio wcześnie rozpoznał trend i wyspecjalizował się w winylach, szczególnie w muzyce filmowej i nagraniach jazzowych. Kolekcjonerzy przeczesują regały pełne nowo tłoczonych starych klasyków i winyli z drugiej ręki. Można znaleźć oryginały z muzyką takich kompozytorów jak Piero Umiliani, Luis Bacalov czy Stelvio Cipriani. Via Merulana, 91, 00185
5
m
Ice Ice Baby Dzielnica Trastevere jest znana nie tylko z powodu dwóch wielkich postaci kina. Trastevere jest uważana za najbardziej kultowe miejsce w mieście. Na Piazza Santa Maria wiele się dzieje aż do późnych godzin nocnych. W San Calisto spotykają się muzycy i malarze, by pofilozofować, napić się i... zjeść gelato, gdyż bar z wielkim herbem AS Roma to gelateria, jedna z najlepszych w mieście. 3 Piazza San Calisto, 00153
2
Skalne tańce Jeśli po włoskiej nocy filmowej ktoś ma jeszcze ochotę na italo disco, powinien wybrać się na Via di Monte Testaccio. Tam kluby cisną się jeden przy drugim. Najlepszy i najstarszy w tej nocnej dzielnicy Rzymu nazywa się Akab. Szczególnie godne polecenia są też wtorki w skalnym klubie L’Ektrica. Można tam spędzić noc w klimacie w pełni odpowiadającym nazwie klubu. Via di Monte Testaccio, 69, 00153
4
No
Czołówka na pchlim targu Szukanie tropów spaghetti westernów rozpoczyna się w dzielnicy Trastevere. Tu urodzili się reżyser Sergio Leone i kompozytor Ennio Morricone, tu chodzili do szkoły. Dlatego właśnie na pchlim targu w Trastevere ich fani lubią szukać starych plakatów i płyt z muzyką filmową. Piazza di Porta Portese, 00153
1
Vi a
TEKST: FloRIAN oBKIRChER. ZDJĘCIA: hUGo SIlvA/RED BUll CoNTENT Pool, CoRBIS, MAURITIUS, SABA lAUDANNA, DDP. IlUSTRACJA: MANDy FISChER
OSIEM TOPOWYCH MIEJSC — OD SPAGHETTI WESTERNU DO GABINETU STRACHU
3
85
Więce j dla ciała i UmysłU
Najlepsi kucharze świata gościnnie w Hangarze-7
Piekielny szef kuchni
Alvin leung . gwiazda rocka? Buntownik? nie tylko! Ten kosmopolita w Hongkongu wymyśla na nowo chińską kuchnię.
alvin leung niczego nie cierpi bardziej niż konwencji i nie boi się niczego bardziej niż nuda. Zresztą widać to po urodzonym w londynie i wychowanym w Toronto „piekielnym szefie kuchni” – jak go nazywa prasa w Hongkongu. na pierwszy rzut oka bardziej przypomina gwiazdę rocka niż kucharza, uhonorowanego gwiazdkami Michelina. Światową sławę szef modnej Bo innovation zdobył w kuchni, budząc nowe życie w chińskich potrawach poprzez połączenie prastarych przepisów z najnowszymi składnikami i technikami w sposób kreatywny, ale z należnym tradycji szacunkiem. Swój sposób gotowania nazywa „X-treme Chinese cuisine”. leung to niespokojna dusza i właśnie ciągła potrzeba zmian zainspirowała go do stworzenia własnego oryginalnego stylu gotowania. od wczesnych lat dziecięcych ciągle był w podróży i poznał kilku najlepszych kucharzy świata, jak np. Ferrana adriŕa, Joëla robuchona czy Hestona Blumenthala. W handlowej dzielnicy Wan Chai – rewirze, w którym działa leung – serwuje się menu składające się z osiemnastu dań, od Century egg ze słodkim octem, imbirem i grejfrutem po kanapki z prosięciem lub jego danie firmowe: Sex on the Beach. Wyjątkowe dim sum: ostrygi z dymką i „ptasie gniazdko” z kawiorem
moja RESTaURaCja Bo Innovation RShop 13, 2/F, J Residence 60 Johnston Road, Wan Chai Hongkong, www.boinnovation.com Modnie urządzony lokal znajduje się na drugim piętrze i jest dostępny z własnej windy. Dostępny dla każdego jest także szef kuchni – jeśli nie osobiście, to poprzez swoją podobiznę w formie 2-metrowej fotografii: wycieniowana grzywka, ciemne okulary, tatuaż – Alvina Leunga trudno pomylić z kimś innym...
86
Zmysły aż do granic „Ktoś, kto wchodzi do nowoczesnej restauracji typu gourmet, chciałby doznać czegoś więcej, a nie tylko spożyć dobry posiłek – chciałby pobudzić wszystkie zmysły aż do granic”. Połączenie epok Alvin Leung łączy tradycyjne chińskie receptury ze współczesnymi składnikami i technikami gotowania. Coraz wyższe oczekiwania „Chciałbym, aby moi klienci mieli coraz wyższe oczekiwania, chciałbym ich zaskakiwać i pobudzać ich zmysły”. Samouk Mistrzem Leunga jest Heston Blumenthal, którego restauracja Fat Duck w 2005 roku została uznana za najlepszą restaurację świata. „Podobnie jak on nie odbyłem tradycyjnej edukacji, obaj jesteśmy samoukami”.
KUCHaRZ GoŚCINNIE W HaNGaRZE-7 Co miesiąc w restauracji Ikarus w Hangarze-7 w Salzburgu gotuje gościnnie inny superkucharz i wraz z miejscowym zespołem kreuje dwa niezwykłe menu. We wrześniu 2011 r. będzie to Alvin Leung, szef restauracji Bo Innovation w Hongkongu. Informacje na temat menu Leunga w Ikarusie można znaleźć pod adresem www.hangar-7.com; rezerwacje przyjmowane są zarówno telefonicznie (+43 662 2197-77), jak i drogą mailową: ikarus@hangar-7.com.
Bilder: Kar Fai Tong/red Bull Hangar-7 (3)
moja FILoZoFIa
more body & mind
Więce j dla ciała i UmysłU
Die besten Köche Der Welt Zu Gast im HanGar-7
On vendrer alit praestis dion et
Daniel Humm. El ut seller aliquat. Ut praestrud digna facipsummy non velis elesequisi tat, sent nulla
On vendrer alit praestis dion et, quipit ing ea alis ad el ut aliquat. Ut praestrud digna facipsummy non velis elesequisi tat, sent nulla amcon velenit volor susciliquis nim venisim volum quat aut nosto eugiat. Unt adio odionulla feugait wis non eugiat, vero od ercidunt essi.Ex et acilla feum veleniat. Ed min et dolore magniss equiscilla augiam, sit, commy num velesto conse modit irit lummolobore mod tincidunt iusci tet prat. Am, commolorero elesto erci blaortisit wisi. Liqui tet voloreetummy nim zzriliquip enim quatie dolortio od tet loborperilis nulluptatue diat, conum quation sequamet nonsecte consed tet praesequi enibh eliquat.Ulputpat irilit ate er alissi. Gait, quamconse dolor suscipi scilit niat. Ulla commy niscil inisit ut ad min henis et adit alit nisl ero od del iustis nit vero commy nulputpate dolor ipsum augait lum inis nit amconummodo consequismod dolese ex ex et vel utatuer acilit eum vendiat nos aliquam zzriustrud tin utate conse ent ea feugiam, coreet dolent lore con utem et, si. Im euguero con ut aciduis nulluta tuerosto od tionsequat, si. Liqui tet voloreetummy nim zzriliquip enim quatie dolortio od tet loborperilis nulluptatue diat, conum quation sequamet.
smaKi śWiata
Enisim volum quat aut nosto eugiat.
PrZePisy na dania reGionalne
Meine pHilosopHie
pRZepis
Ibh et alit at. Aciliquat, conse min henim Składniki dla 4 osób: 2 ząbki czosnku quis et luptatinis nullandigna facin vulCanja De galinHa. Podczas weselput i przy 2 dojrzałe pomidory 1 kura rosołowa (ok. 1,5 kg) vel ute mincidunt adigna feuguer 2 łodygi selera pokrojone wnętrznościami summy nos atumsandiatez consequis przeziębieniu na Wyspach Zielonego w cienkie krążki 3 łyżki masła nullan hendre minciduisl dolut adiamet Przylądka serwuje się pożywny rosół z kury. 150 g ryżu długoziarnistego 3 łyżki oliwy ut ing esequis num autet lore dunt numz oliwek sól 2 czerwone zzrit er sit nullamcon ea facil doluptat.papryczki chili Nie jest do końca jasne, jaką drogą rosółPate przemierzył pieprz 1 średnia drobno posiekana exer sed tatisciduip euissequam, 2 gałązki mięty cebula Atlantyk. Wiadomo jedynie, że był równie bardzo quam augait,lubiany consequat erci te modo4 łyżki posiekanej pietruszki łyżeczka gruboziarnistej lobor sisit vel utpat, con 1elessendre w Portugalii oraz Brazylii i drogą morską dotarł na WyMein RestauRant soli morskiej sok z 1 cytryny do dolorem conumspy Zielonego Przylądka. Piotr II, cesarzfaccum Brazylii, zwykł nos augiat, mo dolendio odipissit amet lummy Name Restaurant jadać canja de galinha pomiędzy drugim i trzecim aktem nullum nos nim vel er inZdjąć utat. Ut ip skórę, mięso At, con el ip et, illametWnętrzności atie modipisim z kury podzielić naverat 10-12utczęści. Name Restaurant sztuki teatralnej. Przedstawienie mogło być kontynuowaDuipisis aliquat volore do odoloreet acil ut irit iustrud molor takie commy jak żołądek i wątroba zostawićipit w la całości. Oliwę z oliwek Straßeweg 00ne dopiero wtedy, gdy cesarz zakończyłeugiat. posiłek. nullandreet, Później consecte dolor nulputpat iure faccum iriurem verat niatczęści lore dolortis i masło podgrzać na głębokiej patelni, przysmażyć z kury 12345 Ort Stadt zupa ta została zdemokratyzowana i zaczęto serwować adipsusci blam, verit, sectem venisi bla aliscido tieniego dolobore feugiat ionulla core delit, i wyjąć z naczynia. Włożyć seler, poszatkowane papryczki www.adresse.com commy nonummo ją w szpitalach ku pokrzepieniu. Na Wyspach Zielonegodionulpute conulput velestrud et at et, sequip et alisli zeeum chili dolorero bez pestek, cebulę oraz grubo posiekany z solą czosnek quiPomidory tet, Am, commy nulla facillan utpatet volor ndipsustrud tie er atuer si Przylądka drób był dlailiquis uboższej ludnościeugiamcore najłatwiejcon do-henit eugait, szklić. obraćdeliquis ze skóry,nonumsa usunąć gniazda nasienne, pokroić conummo irit lore eu faccumi del nim doloreet nonullaortio diat, si tatDlatego acin ut od dawna rosół consequat velisse acilpietruszki euipsusto iconse w kostkę przełożyć naero patelnię, dodać dwietatłyżki miestępnym mięsem. jest tudolorer daniem dolummy nis eriure dolorelony cor siscidunt nim nis nim zzriustisit alit alit, quis doloreet conse Dodać min utat. pieprz, a następnieeugait, wymieszać. drób, zalać wodą i gotonarodowym, które w przypadku przeziębienia spożywa lorer augait amcore feum vel in elesto consequisl wisisit nonsed tem wać prawie godzinę naOlorem lekkimzzrilisi. ogniu. Uguer Wyjąć sit części kury, oddzielić się dlaodolobo wzmocnienia organizmu. Za to jako obowiązkowe dit vendion sequatio reriliq uipsum quisi. poszatkować i odstawić. Na patelnię mięso od kości; wnętrzności danie weselach rosół wykazuje zupełnie inne działail elessisit lut inibh et,na quisim verit accum Ignismo lobore velestrud mod minPonownie etum non wrzucić ryż, zalać dwiema szklankami wody i ugotować. nie... tłusta zupa pozwala zzriliquis nonsectem ipsummo luptatu mm weselnikom na wznoszenie eugait loraż ipsuscil iriusci lluptat, sit nit exer il dodać mięso z kury, poczekać, zupa nabierze smaku, doprawić
Die Gastköche im Hangar-7
toastów za zdrowie młodej pary do białego rana.
87
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
TeksT: klaus kamolz. zdjęcie: FoTosTudio eisenhuT & mayer
Leczniczy rosół
sokiem z cytryny i solą. Udekorować listkami mięty i pietruszką.
87
Więce j dla ciała i UmysłU 12
17
5
18 13
1
11
3 9
4
8
2 7
88
10
Zdobądź SprZęt
Wędrowny cyrk Öhlera
Wyposażenie zaWodoWcóW
TOM ÖHLER. Trialowy mistrz świata i rekordzista w wysokości skoku na rowerze (2,90 m) jeździ po świecie z przyczepą. ma w niej wszystko, czego potrzebuje, by sprawić, żeby widzom opadały ze zdumienia szczęki.
1 Przyczepa Humer Jednocześnie moja scena do pokazów. Po tuningu dach jest wzmocniony blachą żeberkową, żebym mógł po nim skakać. Doszły też eleganckie koła Dotz. Przyczepę ciągnie VW Multivan. 2 Krzesełko campingowe Najważniejszy element wyposażenia! Nie do zastąpienia, gdy chcę się wyluzować. 3 Ręcznik sportowy Maloja Genialny produkt niemieckiej firmy odzieżowej. Bardzo cienki, lekki i chłonny. I jeszcze świetnie wygląda. 4 Torba Evoc do przewożenia roweru Stabilna torba na moje rowery. Ma rolki i kieszenie. Jeżeli rower jest twoim podstawowym narzędziem pracy, nie możesz ryzykować jego uszkodzeń podczas transportu. 5 Rowery trialowe: KTM/Inspired Jeżdżę na takim samym modelu jak Danny MacAskill. Czerwony różni się od niebieskiego wielkością kół. Czerwony ma koła 24”, a niebieski 26”. Główna zaleta mniejszego roweru: zajmuje mniej miejsca. Pod względem technicznym jedyna różnica to hamulce: w czerwonym mam z tyłu tarczowy, a w niebieskim hydrauliczny szczękowy Magura.
6
6 Mountainbike KTM Caliber Mój rower do wszystkiego. Waży 19 kg, więc to nie waga lekka, tylko stabilny freerider na każdy teren. Jeżdżę na nim po bikeparkach, w tourze i używam go do cross country.
5
7 Widelec amortyzowany SR Suntour Axon Zestaw najważniejszych części zamiennych – jak widelce, tarcze hamulcowe czy kierownice – wożę zawsze ze sobą. Szczególną cechą tego widelca jest redukcja skoku z 10 do 4 cm. Amortyzator powinien tłumić po dropach tylko najmocniejsze uderzenia o podłoże. Przy dłuższym skoku mogłaby ucierpieć precyzja.
16
14
15
Zdjęcie: manfred burger
12
8 Buty Najchętniej noszę buty Nike. Moje wysokie terenowe buty rowerowe to Shimano. Obuwie podróżne to czarne Crocs – najwygodniejsze, jakie znam. Te na zdjęciu mają pięć lat.
9 Podróżna saszetka biodrowa Zwana przez niektórych nerką. Dzięki niej nie muszę gorączkowo szukać różnych rzeczy do wyjęcia przed bramką bezpieczeństwa na lotniskach. 10 Evoc Duffle Bag Do niej pakuję swoje ochraniacze. Wodoszczelna torba do zadań specjalnych – nie do zdarcia. 11 Plecak Evoc Freeride Trail Pojemność 20 litrów, ochraniacz pleców. Idealny do MTB. Jeżeli kogoś dziwi kombinacja kolorów, to wyjaśniam: właściwie jest to plecak mojej dziewczyny. 12 Kaski Poc Moja standardowa ochrona to orzeszek. Tylko w bikeparku zakładam fullface. Lubię jeździć z zamontowaną kamerką GoPro, żeby rejestrować triki. 13 Ochraniacze Poc Nakolanniki tej szwedzkiej firmy zakładam zawsze; nałokietniki tylko wtedy, gdy ma być naprawdę trudno. 14 Pompka podłogowa Lekki, tani produkt no name z plastiku. Można ją zabrać do samolotu. 15 Narzędzia To zestaw imbusów od 1 do 10 mm, klucz do pedałów, kilka kluczy płaskich, klucz dynamometryczny, klucz do szprych, skuwacz łańcucha, obcinacz do linek i pancerzy. Mój warsztat? Najchętniej pracuję na podłodze w swoim mieszkaniu. 16 Rampa rekordzisty świata Zbudowana przez moją ciocię, która jest stolarzem z papierami mistrzowskimi. Zgodnie z regulaminem ma 50 cm wysokości. Na mniejsze pokazy mam niższą wersję – 10 cm. Wystarczy, żeby wskoczyć na przyczepę. 17 Okulary przeciwsłoneczne Poc Mam bardzo wrażliwe oczy. Bez okularów źle znoszę ostre słońce, np. takie jak ostatnio podczas pokazów w Azji. 18 Rękawice Poc Ze specjalnymi ochraniaczami kłykci. www.smooth.at
89
Więce j dla ciała i UmysłU
To trening, a nie rywalizacja, jest największym wyzwaniem
Zmagania dla wszechstronnych Biegi, skoki, rzuty – dziesięcioboista musi być świetny we wszystkich dyscyplinach
przygotowania mistrza
Multitalent trey hardee. Dziesięcioboista łączy w swoim ciele szybkość, siłę i wytrzymałość. Musi też mieć jedną ważną cechę – umieć znosić cierpienia.
Trey Hardee: mistrz świata w dziesięcioboju z 2009 roku
Dziesięcioboistów uważa się za królów wśród lekkoatletów. Podczas mistrzostw świata 2009 w Berlinie koronę zdobył Trey Hardee. Około dwóch miesięcy przed każdym ważnym turniejem dla tego 27-latka zaczyna się faza intensywnych przygotowań. Liczba jednostek treningowych stale spada, w miarę jak zbliżają się zawody. Ale zwłaszcza kiedy chodzi o ostatni szlif formy, wzrasta intensywność treningów. „Biegam teraz często 300 metrów”, mówi Hardee, „bo to poprawia moją wytrzymałość szybkościową. Ale biegi robią się naprawdę trudne, kiedy zmuszasz swoje ciało – dosłownie zalane kwasem mlekowym – do kolejnego wysiłku na bieżni”.
Miłość przysparzająca cierpienia
Jak Trey Hardee znajduje motywację do codziennej ciężkiej pracy? To całkiem proste: po prostu kocha to, co robi. Swój obiekt treningowy powinieneś darzyć wielkim uczuciem. „Ma to być miejsce, w którym chcesz codziennie przebywać”, twierdzi Hardee. „Musi być tak, że nie możesz się doczekać treningu. Niezbędna jest ambicja, żeby ostro ćwiczyć i pracować nad sobą. Człowiek uczy się znosić ból, żeby codziennie poprawiać formę. Zawsze, gdy coś zaczyna mnie nudzić, zadaję sobie następujące pytania: „Po co tu jestem? Dlaczego tak się męczę? I odpowiadam: „Ponieważ nie ma żadnego innego miejsca, w którym przebywałbym chętniej, niż ten obiekt”.
90
Wtorek 8.00 rozgrzewka, chód z gumową opaską na kostkach – 20 m, ćwiczenia ramion z taśmą × 10, mięśnie brzucha 2 × 4 × 10, ćwiczenia z piłką × 6. Przyciąganie kolan do piersi na piankowych wałkach × 20. Podnoszenie ciężarów – rwanie siłowe: 60-90 kg. Wyciskanie hantli na podłodze: 37-57 kg; wyciskanie i przyciąganie linki na maszynie w siadzie 3 × 8. Po południu: bieżnia; skip 400 m, rozciąganie statyczne; skip C 1 × 40 m, ćwiczenia z płotkami × 10; rzut dyskiem: 10 × z miejsca, 10 × z półobrotu, 5 pełnych rzutów; skok o tyczce: 6-8 pełnych skoków o tyczce. Środa Po południu: trening na bieżni; bieg na 400 m i rozciąganie statyczne; seria dynamicznych ćwiczeń rozciągających 2 × 10; skip A 1 × 30 m, rzut oszczepem: rozgrzewka ramion,
5 × jeden krok, trzy kroki i pięć kroków, 5 pełnych prób bez rzutu; prędkość i wytrzymałość: biegi 2 × 4 × 300 m w tempie 42 s; 4 min odpoczynku, 7 min pomiędzy seriami. Zimna kąpiel 12 min. Czwartek Po południu: bieżnia; bieg na 800 m i rozciąganie; seria dynamicznych ćwiczeń rozciągających 1 × 10; skip A i B 1 × 30 m każdy. Skok w dal: skoki z rozbiegu × 6, 6-8 pełnych prób, 6-8 skoków z krótkiego rozbiegu. Piątek 8.00 rozgrzewka: 10 min z wałkiem piankowym, 10 min z oszczepem, chód z gumową opaską na kostkach – 20 m. Ćwiczenia ramion z taśmą × 10; blokowanie ramion i bioder × 10; ćwiczenia z piłką × 10; ślizgi nieruchomymi nogami × 6 na dłoniach i łokciach; rozciąganie gumowej opaski w pozycji do pompki klasycznej × 35 s; dynamiczne rozciąganie × 10; zrzut siłowy: rozgrzewka; 100 kg × 2; 110 kg × 2; 120 kg × 2; 125 kg × 2; 130 kg × 2; pompki z jednoczesnym rozciąganiem gumowej opaski: 3 serie po jak najwięcej powtórzeń; rozciąganie opaski na boki; bułgarskie przysiady: 3 × 8 z opaskami; podciąganie ciężaru na lince w przysiadzie: 3 × 6 przy 102 kg. Po południu: bieżnia; bieg na 400 m i rozciąganie statyczne; seria dynamicznych ćwiczeń rozciągających 2 × 10; skip A 1 × 30 m; biegi 4 × 800 m w czasie 2.40, 2.36, 2.30, 2.28; 3 min odpoczynku; bieg uspokajający 5 min. Zimna kąpiel. Sobota Odpoczynek. Niedziela Aktywna regeneracja: 15 min na rowerze, 20 min rozciągania, ćwiczenia całego ciała na wałkach piankowych. Zimna kąpiel 12 min.
www.treyhardee.com
TeksT: Ann DOnAHue. ZDjęciA: jusTin kOsMAn/ReD BuLL cOnTenT POOL (3)
Trening
Poniedziałek 8.00 rozgrzewka: chód z gumową opaską na kostkach – 20 m; ćwiczenia ramion z taśmą × 10; ćwiczenia na obręczach × 5; unoszenie nóg z talerzem między nimi × 40. Brzuszki z naprzemiennym przyciąganiem kolan; odwrócone brzuszki 2 × 10; seria dynamicznych ćwiczeń rozciągających. Podnoszenie ciężarów: 5 × 1 przy 110, 115, 120, 125, 130 kg. Wyciskanie na ławce: 100-140 kg. Wyciskanie naprzemienne na maszynie: 3-4 × 12; przenoszenie hantli za głowę jedną ręką: 3-4 × 12. Po południu: bieżnia; bieg na 800 m, rozciąganie; seria dynamicznych ćwiczeń rozciągających 1 × 10, skip A i B – 1 × 30 m każdy; skok wzwyż × 15; czteroskok × 5. Pchnięcie kulą: 15 × z miejsca i 5 × z doślizgu; praca nad przyspieszeniem: ćwiczenia na płotkach, bieg przez płotki 3 × 110 m; rzut w tył nad głową, w przód spomiędzy nóg, sprzed klatki piersiowej × 10 każdy; bieg uspokajający 5-10 min.
E N C E N O C M O M
Y N O Y R N T O S R ST U T R U O T P R S O SP
Więce j dla ciała i UmysłU
„Musisz być okrutny”
Na imprezę w kąpielówkach
świeży Towar Nowa Płyta
St. Vincent. Makabryczne piosenki pop z pogranicza kosmicznych brzmień i fantazji rodem z horroru. Z nich St. Vincent tworzy swoje muzyczne sny.
Basen pełen tańczących
w sercu dyskotekowej dżuNgli
caVo paradiSo, grecja. Cavo króluje na wyspie jak syrena na skale i wabi muzyką, przyciągając tańczących na parkiet z widokiem na morze.
Otworzyliście Cavo w 1994 r., ponieważ... ...wyspa Mykonos to doskonałe miejsce na śródziemnomorski klub. Udało nam się także uzyskać status muzeum – każdy turysta chce je zobaczyć. Z zewnątrz klub wygląda jak... …tajemniczy zamek. Gdy wchodzisz do klubu, widzisz... ...kręty korytarz, który prowadzi wprost na parkiet. Nastrój przypomina... ...film „Niebiańska plaża” z Leonardem Di Caprio. Klub jest pełny, gdy... ...3500 osób tańczy całą noc.
Wiesz, że atmosfera jest dobra, jeśli... ...basen jest wypełniony ludźmi. Najbardziej zwariowaną noc mieliśmy... ...w 2001 roku, kiedy legenda house’u John Digweed grał swój maratoński 11-godzinny set. Albo 40. urodziny Davida Moralesa. Zaprosiliśmy jego przyjaciół – DJ-ów takich jak Louie Vega i Frankie Knuckles. Grali u nas w trójkę... Odpocząć od tańca można... ...na skalnym tarasie, podziwiając wschód słońca.
Makabra. Tak jak artwork na okładce. Przypomina plakat do jakiegoś horroru? Och, to właściwie nawiązanie do okładki grupy krautrockowej Can. Ach, to dlatego tak dużo tam kosmicznych dźwięków? Tak, ale inspiracje były różnorodne. Od Can po Janet Jackson.
red bulletin: Na czym polega W przypadku poprzyjemność pisania przedniego albumu piosenek, w których twoim źródłem co chwila zmienia inspiracji były filmy się nastrój? rysunkowe dla dzieci. Najbardziej interesuA tym razem? jący jest właśnie ten st. vincent: Pierw- Strange Mercy obszar między słodką szym numerem na tę melodią a szaleństwem. Bo płytę była tytułowa piosenka najlepiej odzwierciedla życie. „Strange Mercy”. Myśl, że czasem trzeba być okrutnym, Do jakiego filmu można by uczynić coś dobrego, zdobyłoby porównać płytę? minowała także inne utwory. Do horroru z Zachem Galifianakisem i Tiną Fey. Na przykład? Na pomysł do „Surgeon” Nawet już jest plakat. wpadłam dzięki dziennikowi Cha, cha, no właśnie Marilyn Monroe. Studiowała u Lee Strasberga i napisała, że „Lee to chirurg, on mnie St. Vincent „Strange Mercy” rozcina”. Moim zdaniem to (4AD) ukaże się 13 września. genialna metafora obrazująca Daty koncertów na: www.ilovestvincent.com relację nauczyciel – uczeń.
Powrotna taksówka do centrum kosztuje... ...prawie nic. Na tle wspomnień magicznej nocy w najlepszym klubie na wyspie. Rap z Margharitą Antonini, przedstawicielką zarządu klubu Cavo Paradiso Cavo Paradiso Club Paradise Beach, Mykonos 84600 Grecja www.cavoparadiso.gr Tel:+ 30 2289027205
92
„Uwielbiam piosenki, które burzą harmonię” – mówi St. Vincent alias Annie Clark
TEKST: FLOriAN OBKirChEr. ZDJęCiA: CAVO PArADiSO (2), TiNA TyrELL (1
NaJLePSZe KLUBy
Czarujący uśmiech, wielkie oczy – jednak pozory mylą. Zarówno jeśli chodzi o wygląd St. Vincent, jak i jej piosenki. Delikatne perełki indie zamieniają się nagle w hałaśliwe napady wściekłości, a miłosne wyznania – w makabryczne fantazje. Podobnie jak w trzecim dziele amerykańskiej artystki.
Więce j dla ciała i UmysłU
J Dilla Donuts To mój ulubiony producent. Wielka szkoda, że tak wcześnie nas opuścił. Razem zrobiliśmy utwór „Niggaz Know”. W zasadzie to chciałem uniknąć słowa na „n”, nie podoba mi się, że nazywamy się tak między sobą. W naszym wypadku znaczy to po prostu: „Lepiej nie podważaj wiarygodności tych gości”. James Brown Papa Don’t Take No Mess Ten utwór usłyszałem po raz pierwszy, kiedy miałem cztery lata. Jest na albumie „Hell” – tę płytę często puszczał mój ojciec. Dlatego już przy pierwszych kontaktach z hip-hopem byłem fanem Jamesa Browna. I tak zostało. Jego muzyka to soundtrack mojego życia. On pokazał pionierskim didżejom, o co chodzi. „Weź groove, puść go i niech ktoś do tego zaśpiewa” – to podstawowa zasada hip-hopu.
Heavy D. & The Boyz Mr Big Stuff Heavy D. to mój kuzyn. Już wcześniej razem tworzyliśmy piosenki. Jedna z nich nazywała się „It’s a Party Y’All” – od wieków próbuję odnaleźć to nagranie. To była wielka sprawa, gdy w 1986 roku przebił się z hitem „Mr Big Stuff” z albumu „Living Large...”.
Moja pIĄTKa Płyty, które mnie ukształtowały
„James Brown to ścieżka dźwiękowa mojego życia” TeKsT: Tom HAll. ZdJęcIe: Alex de moRA
pete rock Hip-hop i soul są dla niego jak woda i powietrze. Świadczą o tym albumy, które wybrał legendarny producent.
Na początku lat 90. Pete Rock z Bronksu podbił hiphopowy świat swoimi beatami. Jego sławne groove’y powstawały na bazie sampli starych jazzowych i soulowych płyt. To do nich rapowały takie młode wówczas talenty jak Nas czy Notorious B.I.G. i dzięki nim świętowały pierwsze sukcesy. Te sukcesy sprawiły, że Rock zaczął być nazywany pierwszym bratem soulu, co nie zmieniło się do dziś. W 2011 roku wyprodukował utwory na najważniejszy rapowy album roku: „Watch the Throne” Jaya Z i Kanye Westa. Bez wątpienia 41-latek zrobił wiele dla muzyki. Ale jeszcze więcej muzyki sam przesłuchał.
Treacherous Three Body Rock Mój ojciec grał to regularnie w pewnym klubie krykietowym. Ta dyscyplina nie jest zbyt popularna w Stanach Zjednoczonych – zupełnie inaczej niż na Jamajce, w ojczyźnie mojego ojca. Grał wczesne płyty rapowe jak ta Treacherous Three i atmosfera była świetna. Frontman grupy Kool Moe Dee był wówczas jednym z najlepszych raperów. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie wówczas jego bitwy na rymy z Busy Bee.
Nas Illmatic Wyprodukowałem kawałek „The World Is Yours”. Byłem wówczas odpowiedzialny za muzykę i beaty, ale Nas namówił mnie, żebym jeszcze zaśpiewał refren. Po długim namyśle zrobiłem to, choć mam taki ochrypły głos. I dzięki temu śpiewam na jednej z najważniejszych hiphopowych płyt wszech czasów. To dziwne, ale miłe uczucie.
Najnowsze beaty mistrza hip-hopu: www.myspace.com/peterock
93
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU
2
12
15 14 18 10 2
Ken Roczen walczy o swój pierwszy tytuł
11
8 17
5
6
SPORTY MOTOROWE WRC RALLY AUSTRALIA (1) PERTH, 9–11.09.2011 Trasa rajdu na australijskim Zachodnim Wybrzeżu prowadzi szybkimi szutrowymi drogami przez lasy i interior. W tych warunkach podczas ostatnich dwóch edycji najlepiej poradził sobie Mikko Hirvonen (Finlandia). Siedmiokrotny mistrz świata Sébastien Loeb (Francja) wygrał tu tylko raz – w 2004 r.
4
22 20
MŚ W MOTOCROSSIE WŁOCHY (2) MOTOCLUB MONTEROSATO, FERMO, 11.09.2011 Na włoskim wschodnim wybrzeżu sezon motocrossowy ma się ku końcowi. Antonio Cairoli (Włochy) zapewnił sobie trzeci raz z rzędu tytuł mistrza świata w klasie MX-1, młoda gwiazda Ken Roczen (Niemcy) wywalczył po raz pierwszy w karierze mistrzostwo MX-2. RED BULL X-FIGHTERS AUSTRALIA (3) COCKATOO ISLAND, SYDNEY 17.09.2011 Akrobaci freestyle motocrossu po raz pierwszy w historii wystąpią w Australii (ostatnim przystanku trasy). Lokalizacja jest szczególna: dawna stocznia wojenna i wyspa-więzienie zaliczana jest do światowego dziedzictwa kulturowego. GP FORMUŁY 1 SINGAPUR (4) Podczas tego nocnego wyścigu prawie 1500 reflektorów wytworzy światło o natężeniu 3000 luksów. W ub.r. Sebastianowi Vettelowi zabrakło zaledwie 0,293 sekundy do zwycięzcy Fernanda Alonso.
1
MOTO-GP JAPONII (5) TWIN RING, MOTEGI, 2.10.2011 Z powodu trzęsienia ziemi wyścigi motocyklowe mistrzostw świata na nowoczesnym odcinku ulicznym o długości 4,8 km przeniesiono z kwietnia na początek października. RAJD FARAONÓW EGIPT (6) KAIR, 2–8.10.2011 Rajd o długości prawie 3000 km uchodzi za drugi pod względem trudności po Dakarze rajd enduro. Do faworytów w walce o tytuł zalicza się Marca Comę (Hiszpania), który wygrywał już ten wyścig w latach 2005-07 i w ub.r.
Co się dzieje WRZESIEŃ 2011
ZAWODNICY SPORTÓW MOTOROWYCH WZNIECĄ TUMANY KURZU. WODNIAKOM BĘDZIE CHODZIĆ O HONOR I PRAWDZIWĄ KASĘ, A OSOBY AKTYWNE W NOCY NIE POWINNY PRZEGAPIĆ NAJLEPSZYCH IMPREZ. 94
3
SPORTY WODNE ASP WORLD TOUR USA (7) LONG ISLAND, NOWY JORK 4–15.09.2011 Z nagrodą w wysokości miliona dolarów zawody Quiksilver Pro New York są najlepiej dofinansowaną imprezą w całym sezonie. MŚ W SLALOMIE KAJAKARSKIM SŁOWACJA (8) PRESSBURG, 6–9.09.2011 Jana Dukátová będzie szczególnie zadowolona z tego, że MŚ odbywają się na jej terenie. Czy uda jej się obronić ubiegłoroczny tytuł w zawodach kanadyjek? MUNDIAL DE KITESURF BRAZYLIA (9) CUMBUCU BEACH, AQUIRAZ, 9–17.09.2011 Aaron Hadlow, Bruna Kajiya, Kai Lenny, Gisela Pulido i Susanne Mai wystartują w najbardziej znaczących zawodach kitesurfingowych sezonu, które będą rozegrane w mekce wiatru na północy Brazylii. EXTREME SAILING SERIES FRANCJA (10) NICEA, 30.09–2.10.2011 Malownicza stolica Lazurowego Wybrzeża przyciąga rocznie ponad 4,5 miliona turystów i jest siódmym przystankiem spektakularnej i bardzo szybkiej serii zawodów żeglarskich.
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU 21
7 19
12
PYGMALION USA (19) URBANA, ILLINOIS, 21–24.09.2011 Do wszystkich, którzy nie uważali na lekcji łaciny: Pigmalion to facet, który – jak twierdzi Owidiusz – całował ożywioną kobiecą rzeźbę z kości słoniowej. Dlaczego został patronem tego festiwalu indie? Może dlatego, że tacy muzycy jak Cut Copy, Gang Gang Dance, Washed Out i Toro Y Moi ożywiają i pobudzają do tańca publiczność.
9
13
16
ZDJĘCIA: ACTION IMAGES, GEPA/RAY ARCHER/RED BULL CONTENT POOL, OSAMU MATSUBA/RED BULL CONTENT POOL, BRIAN RASIC/REX FEATURES
Na Bestiwalu islandzki elf popu Björk przedstawi swój nowy album „Biophilia”
RED BULL THRE3 STYLE BOLIWIA (13) SANTA CRUZ, 9.09.2011 Lokalni DJ-e w 15-minutowym secie muszą zarać trzy style. Nieważne jakie, o ile tylko uda im się elegancko je połączyć. DJ-e oceniani są na podstawie kryteriów: wybór utworu, wprawa, kreatywność oraz tego najważniejszego – umiejętności rozgrzania imprezy.
BEATY I B-BOYE EN VIVO HISZPANIA (11) GETAFE, MADRYT, 8–10.09.2011 Trzy razy alleluja: trzy noce w stolicy Hiszpanii upłyną pod znakiem punka. Starzy mistrzowie, jak The Offspring i The Toy Dolls, będą dzielić scenę i przepocone anarchistyczne T-shirty z lokalnymi gwiazdami, jak Rosendo, Mago de Oz czy Los Suaves. BESTIVAL WIELKA BRYTANIA (12) WYSPA WIGHT, 8–11.09.2011 Osiem lat temu było tu 4000 widzów, w ub.r. – 45 000: Bestival jest najszybciej rosnącym festiwalem na Wyspach. Kurator i DJ stacji BBC Rob Da Bank z dumą mówi o swoim dziecku: „Nazywają nas nawet mini-Glastonbury!”. Widząc tegoroczny skład z Björk, The Cure, Primal Scream, Brianem Wilsonem i Odd Future, prognozujemy trend rosnący!
8
Slalom kanadyjek w wydaniu Jany Dukátovej
N.A.M.E. FRANCJA (18) LA TOSSÉE, TOURCOING, 16–17.09.2011 Muzyka elektroniczna i sztuka cyfrowa świetnie do siebie pasują. Dokładnie tak jak Francja i pełne swobody festiwale. N.A.M.E. to jeden z nich. W ciągu dnia odbywają się wystawy i warsztaty, a nocą pod dyskotekową kulą można tańczyć przy muzyce Simian Mobile Disco, 2ManyDJs czy Carla Craiga.
BERLIN FESTIVAL NIEMCY (14) TEMPELHOF, BERLIN, 9–10.09.2011 W momencie otwarcia w 1923 r. Tempelhof był jednym z pierwszych portów lotniczych w Niemczech. W 2008 r. hangary zamknięto i wyłączono taśmy bagażowe. Od tamtej pory na pasie startowym kołują muzyczne działa. Tak jak w tym roku: Suede, The Rapture, James Blake czy The Drums, którzy koncertują na Berlin Festival – „festiwalu dla ludzi, którzy nie lubią festiwali”. THE NOTORIOUS IBE HOLANDIA (15) ROTTERDAM, 9–11.09.2011 We wrześniu mekką b-boyów jest The Notorious IBE. To niezwykłe zawody – oprócz normalnych konkurencji ustawiane są tu takie bitwy jak All vs. All, w których b-boye spontanicznie łączą się w grupy, czy też Longest Powermove Battles, kiedy tancerze muszą wykazać się wytrzymałością.
PARKLIFE AUSTRALIA (20) 24.09. MELBOURNE 25.09. PERTH 1.10. BRISBANE 2.10. SYDNEY 3.10. ADELAJDA Gdy europejski sezon festiwalowy powoli szykuje się do zimowego snu, w Australii świętuje się jego początek. Perkusje, trąbki i świetni artyści, którzy wzdłuż i wszerz jeżdżą wielkim autobusem. A na pokładzie: The Streets, Santigold, Gossip, Lykke Li i inni. DECIBEL USA (21) SEATTLE, 28.09–2.10.2011 Julio Bashmore, Kyle Hall, TOKiMONSTA, Girl Unit, Martyn czy Zomby – brzmi jak lista życzeń kierowana do Świętego Mikołaja i napisana przez fana electro. Urzędujący bogowie dubstepu, elektroniki i techno spotkają się na muzycznym olimpie – czyli na Decibel Festival – podczas wielkiego jamowania. LAKE OF STARS MALAWI (22) MANGOCHI, 30.09–2.10.2011 „Grałam koncerty na wszystkich kontynentach” – mówi brytyjska DJ-ka Goldierocks – „i mogę potwierdzić, że Lake of Stars jest jednym z najlepszych festiwali świata”. Na brzegu jeziora Malawi (Niasa) co roku spotykają się afrykańscy i europejscy muzycy i pod najpiękniejszym rozgwieżdżonym niebem rozpoczynają wielką imprezę. Tym razem z udziałem Foals, Freshlyground, Black Missionaries i in.
13
RED BULL BREAKING SALSA KOLUMBIA (16) CALI, 9.10.2011 Taneczna kłótnia między b-boyami i tancerzami salsy. Jedni i drudzy muszą pokazać sprawność w obcych sobie dyscyplinach, czyli kolesie w luźnych w kroku spodniach pokazują wytrawne kombinacje kroków od pasos po brincos, podczas gdy nobliwe tancerki w sukienkach kręcą się na głowach. REWORKS GRECJA (17) VILKA COMPLEX, SALONIKI 16–17.09.2011 W kryzysie da się dobrze zabawić. Dlatego srodze doświadczeni w tym roku Grecy nie zgadzają się na bankructwo i zapraszają na dancefloor: Lamb, Hercules & Love Affair, James Holden i Benga to najważniejsze punkty programu siódmego Reworks Festival.
15 minut sławy dla młodych DJ-ów na Red Bull Thre3Style w Boliwii
95
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU
Zarezerwuj czas Wrzesień 2011
JESIEŃ JUŻ ZA PASEM, A TYMCZASEM PRZED NAMI KILKA CIEKAWYCH PROPOZYCJI, JAK DOBRZE SIĘ BAWIĆ.
6 WRZEŚNIA, BIAŁYSTOK 8 WRZEŚNIA, SOPOT 9 WRZEŚNIA, POZNAŃ 11 WRZEŚNIA, KATOWICE
Monika Brodka on Red Bull Tourbus
www.redbulltourbus.pl 17 WRZEŚNIA, WROCŁAW
George Michael Symphonica Z przymusu pracując u swojego ojca w knajpie, George pewnego dnia zaczął nucić melodię, która po dziś dzień jest dźwiękowym synonimem miłości. Ballada „Careless Whisper” otworzyła mu drogę na szczyty list przebojów i najbardziej pożądanych mężczyzn na świecie. Choć od tamtego czasu minęło już blisko 30 lat, ciepły, soulowy wokal założyciela duetu Wham! wciąż jest dla wielu nieodłącznym elementem świątecznej atmosfery i sypialnianego wystroju... www.georgemichael.com
George Michael
96
20-25 WRZEŚNIA, LĄDEK-ZDRÓJ
XVI Przegląd Filmów Górskich Noszący cały ekwipunek w plecakach wysokogórscy podróżnicy od szesnastu już lat, w ostatni weekend września zmierzają do Lądka-Zdroju. Noszący imię Andrzeja Zawady, wybitnego polskiego himalaisty, Przegląd Filmów Górskich stanowi miejsce spotkań krajowych i zagranicznych miłośników „wyniosłości”. Na fascynatów wypraw odbywanych w pionie, a nie w poziomie, na ziemi kłodzkiej czekają dyskusje, panele, pokazy dokumentów i zdjęć. Do doliny rzeki Białej Lądeckiej ściąga ich przede wszystkim jednak możliwość poznania innych ludzi, którzy również „mierzą wysoko”. Do zobaczenia – my też tam będziemy! www.przeglad.ladek.pl
11-17 WRZEŚNIA, KRAKÓW
Sacrum Profanum Już piąty rok z rzędu krakowski festiwal zaciera granice pomiędzy sztuką wysoką i niską. W postindustrialnych przestrzeniach dawnej stolicy, klasyczne kompozycje spotykają się z klubową rytmiką, a melomani z filharmonii stykają się z bywalcami nocnych lokali. Podczas gdy ci pierwsi przekonują się o pomysłowości elektronicznych producentów, ci drudzy wyzbywają się strachu przed „symfonicznym nudziarstwem”. Tym razem łączyć się w zachwycie będą: guru eksperymentują-
cej klasyki Steve Reich, enfant terrible syntetycznych dźwięków Aphex Twin oraz też artyści związani z Radiohead, Television czy Portishead. www.sacrumprofanum.com
ZDJĘCIA: PAUL KANE/GETTY IMAGES, MONIKA STROJNY, ARTIST ARCHIVE
Wozić się po kraju stylowo stuningowanym autokarem mogą tylko największe gwiazdy, m.in. Monika Brodka. Miłośnicy ambitnego popu nie powinni jednak mieć jej tego za złe, gdyż Red Bull Tourbusem przyjedzie ona wprost do ich miast, by na dachu specjalnie przystosowanego do koncertowania pojazdu wykonać dla nich piosenki ze swojej ostatniej płyty. Darmowe występy autorki „Grandy” otwierać będą młode wilki z Neonów, The Ploy i Magnificent Mutley.
ij ł Guardian Są mężczyźni, którzy wolność mają wpisaną w DNA. To oni jednym spojrzeniem potra�ią złamać kobiece serce i sprawiają, że nie można o nich zapomnieć. Przyciągają jak magnes tajemniczym uśmiechem i obietnicą niebezpiecznej przygody.
Takim mężczyzną jest Driver (rewelacyjny Ryan Gosling: „Blue Valentine”, „Fanatyk”), chłopak, który za dnia pracuje jako kaskader, a nocami wynajmuje się jako kierowca gangsterów. Żyje, balansując na cienkiej granicy między rozsądkiem a brawurą. Do dnia, gdy pozna Irene (Carey Mulligan: „Była sobie dziewczyna”, „Duma i uprzedzenie”) i straci dla niej głowę. Nowa dziewczyna, wyglądająca jak anioł, rozpęta wokół niego prawdziwe piekło. Ich „love story” pisane będzie czystą adrenaliną.
Motion Picture Copyright © 2011 Drive Film Holdings, LLC. All rights reserved.
„Drive” to �ilm trzymający w napięciu jak „Bullitt”, który rozgrzeje publiczność nie tylko rykiem silników, ale przede wszystkim gorączką uczuć.
„Najlepszy �ilm roku!” Total Film „Bezczelnie komercyjny” Movieline
„Absolutnie piękny...” Stopklatka „Prowokuje”
Digital Spy
B
aba od łaciny spoglądała groźnie ponad okularami – rybicki, to twoja ostatnia szansa. Jak przetłumaczysz słynną rzymską maksymę „medice, cura te ipsum”? – eeeee… Lekarzu, kura jest twoja? tak właśnie mój kolega nie zdał z łaciny, choć jego przekład wydaje mi się brawurowy. Będzie on mottem niniejszego tekstu, zaś jego tematem – ochrona zdrowia. Otóż dwa razy w życiu wylądowałem w szpitalu. raz po wypadku. Kraksa wyglądała potwornie! Pisk hamowania, krzyk, szczęk gniecionej blachy. Gdy wpadliśmy do rowu, nadal grało radio. – Żyjesz?! – krzyknąłem do Wajraka. razem wybraliśmy się samochodem mojej siostry do Łowicza. Auto poszło na żyletki, a nam właściwie nic się nie stało. Adam złamał żebro, a ja rozbiłem sobie łeb. Sami wydostaliśmy się z wraku. Byliśmy trzeźwi, co zaznaczam, żeby nie było, że nie. Po chwili przyjechała karetka i odwiozła nas do szpitala w Sochaczewie. tam na oddziale chirurgicznym spędziliśmy kilka surrealistycznych dni. Ordynator postanowił nas zostawić na obserwacji. Choć – poza mierzeniem temperatury codziennie o szóstej rano – nikt nas wcale nie obserwował. i tak leżeliśmy sobie spokojnie, prowadząc leniwe rozmowy, śpiąc popołudniami i opychając się słodyczami, które dowozili nam znajomi i rodzina. Gdy już omówiliśmy do cna sytuację polityczną w kraju i na świecie, ulubione filmy i płyty oraz zalety fizyczne wszystkich naszych koleżanek z redakcji, zaczęliśmy się nudzić. to znaczy ja, bo Adam od lat mieszka na wsi tuż przy puszczy, gdzie czas płynie zupełnie inaczej, a ludzie nie znają nudy. Zrozumiałem to, gdy do naszej sali dokwaterowano rolnika w podeszłym wieku spod Sochaczewa. Facet był cały w gipsie, miał obie nogi na wyciągach i choć nie odzywał się całymi godzinami, złapał z Wajrakiem dziwny kontakt.
Felieton Lizuta
Chorować trzeba z jajem? Czyli każdego to trafi. Prędzej czy później. – Panie, na co pan leżysz? – spytał gościa mój przyjaciel któregoś wieczora. – Z drzewa spadłem – odparł, a ja musiałem wyjść na korytarz, żeby nie udusić się ze śmiechu. Minęły dwie godziny, a Adam znowu zagadnął: – Panie, a po coś pan wlazł na drzewo? – A, tak… Się rozejrzeć… Pomyślałem, że są na świecie ludzie, którzy żyją innym tempem. No, a czas przecież leczy rany. Za drugim razem do szpitala trafiłem już sam, na skręt jądra. Boli jak jasna zaraza! Jest to schorzenie mechaniczne polegające na zawinięciu się powrózka nasiennego. W izbie przyjęć zrobiono mi USG. – Muszę pana natychmiast operować – oświadczył smutno lekarz. – Problem jest tylko taki, że nie mam na dyżurze
anestezjologa, więc zrobię znieczulenie miejscowe. – Co to znaczy? – spytałem zaniepokojony. – No, będzie pan trochę czuł… Jak pisał Wieniedikt Jerofiejew – ten od „Moskwa – Pietuszki” – straciłem przytomność, ale nic po sobie nie dałem poznać. Na szczęście na oddziale znalazł się anestezjolog praktykant z Senegalu. – Pan nic nie bać, my zrobić mała zastrzyka w kręgosłupa jak ukłucie moskito. dalej już nic nie pamiętam. Obudziłem się w białej szpitalnej sali na oddziale urologii. Operacja się udała, choć o mały włos nie straciłem jądra. tydzień spędziłem na rekonwalescencji i było to niezwykłe doświadczenie towarzyskie. Pilotem rządził sąsiad z łóżka obok, pan Kluska, którego żona zaopatrzyła w całą torbę dwuzłotówek (telewizja była na monety). doprowadzał tym do szału mojego drugiego towarzysza niedoli, pana Kopytniaka – miłośnika seriali. – Co się wciągnę, to mi przełącza na telezakupy Mango, zdechlak jeden – komentował głośno. – i co pan chcesz kupić, się pytam? Płyn na porost włosów z amazońskich skrzypów? Saunę solution? Wielofunkcyjny oczyszczacz parowy? Uniwersalnego pomocnika kuchennego z przystawką do soków? Pan Kluska słuchał tych pytań z filozoficznym milczeniem. W końcu odpowiadał przytomnie: – A na cholerę mi te piękne rzeczy, skoro zdrowia nie mam? – No właśnie, panie Kluska! – mówił Kopytniak. – Przełącz pan na „Kiepskich”. Chorować też trzeba z jajem. – Święte słowa! – kwitowałem, myśląc, że jednak mam szczęście. Mikołaj Lizut (l. 38), dyr. nacz. i programowy Radia Roxy, publicysta „Gazety Wyborczej”, dyr. art. Teatru Radia TOK FM
The Red BulleTin Polska, iSSn 2079-4266: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Alexander Macheck (z-ca), Stefan Wagner (konsultant) Zarząd mgr Alexander Koppel, Rudolf Theierl dyrektor kreatywny Erik Turek dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktor prowadzący Werner Jessner Redakcja Ulrich Corazza, Filip Kalinowski, Florian Obkircher, mgr Arkadiusz Piątek, Andreas Rottenschlager Graficy Martina de Carvalho-Hutter, Miles English, Judit Fortelny, Esther Straganz Fotoedycja Valerie Rosenburg, Catherine Shaw, Rudolf Übelhör ilustratorzy Albert Exergian, Mandy Fischer, Dietmar Kainrath Korekta polskiej edycji Maria Tkacz, Kamil Wasilewski litografia Clemens Ragotzky (dyr.), Christian Graf-Simpson, Claudia Heis, Nenad Isailovic, Karsten Lehmann, Josef Mühlbacher, Thomas Posvanc, Thomas Safranek Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Corporate Publishing Boro Petric (dyr.), Lisa Blazek, Markus Kučera, Christoph Rietner, Dominik Uhl, Nadja Žele Kierownictwo wydania polskiego Anna Czerniecka, Aleksandra Zarychta Finanse mgr Siegmar Hofstetter, Simone Mihalits Sprzedaż reklam Frauke Landi (dyr.), Thomas Hutterer, Marcus Zinn Marketing mgr Barbara Kaiser (dyr.), mgr Stefan Ebner, Birgit Lohmann, mgr Klaus Pleninger, Lukas Scharmbacher, Daniela Schwarz, Johanna Troger Zarząd biura Martina Bozecsky, Sabrina Pichl iT Michael Thaler Reklama w wydaniu polskim Karolina Konecka, tel.: +48 661 955 058, karolina.konecka@pl.redbull.com Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a, 02-681 Warszawa Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 e-mail: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-Collin-Straße 1, A-1140 Wien Biuro redakcji londyn 155-171 Tooley Street, SE1 2JP, UK internet www.redbulletin.pl Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeine Zeitung; w Wielkiej Brytanii: The Sunday Telegraph w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald; w Kuwejcie: Kuwait Times nakład łączny 4,6 miliona listy czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 18 Warszawa, wrzesień 2011.
NastępNY NUMER UKaŻE się wE wtoREK 4 paŹDZiERNiKa
iLUStrACJA: ALBert exerGiAN
felieton