Skip to main content

The Red Bulletin_0810_PL

Page 1

www.redbulletin.com

prawie niezależny magazyn / SIERPIEŃ 2010

Luci Romberg

Jos Pirkner ZAMIENIA 40 TON GLINY W NAJWIęKSZĄ NA ŚWIECIE RZEŹBĘ Z BRĄZU

Odkryj

Print 2.0

Ta freerunnerka przegoni każdego faceta

Ekstremalne połowy

Towarzyszymy morskim kowbojom w gorączce czerwonego złota

Red Bull Air Race

Bitwa o Statuę Wolności


Rogiem z Byka

Życie – zawsze dobre

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: jürgen skarwan; Zdjęcie: David Clerihew/Red Bull Creative

„W ruchu – mówi Jos, któremu młodzieńczo błyszczą oczy – odnalazłem czwarty wymiar rzeźbiarstwa”. Od tego właśnie zdania można zacząć czytanie aktualnego wydania. W świecie Red Bulla trzy wymiary okazują się czasem niewystarczające. Powyższy cytat znajduje się na stronie 59, na górze po prawej. Podróż przez kolejne „strony życia” prowadzi do samego początku... przez młodość, siłę, radość życia, ze wschodniotyrolską domieszką świętego oburzenia na wszystko, co sztuczne. „Nie mogę nic na to poradzić – mówi Pirkner, który kończy największą europejską rzeźbę w brązie – że krasnal ogrodowy jest sztuką, wszystko jest sztuką”. Dzięki swojej pracy malarz, rzeźbiarz i artysta-architekt Jos Pirkner z Lienzu we wschodnim Tyrolu u stóp Dolomitów zachował młodzieńczość także w wieku 82 i pół roku. Trafił przez to na okładkę „Red Bulletina”. Autorami jego portretu są Herbert Völker i Jürgen Skarwan. Kto nie chce zaczynać lektury tekstu na stronie 59, na górze z prawej, może zacząć od początku na stronie 54. Skoro mowa o młodości, to w tej kategorii Levi Sherwood może spokojnie stanąć w szranki z Josem Pirknerem. Nowozelandczyk, który w ubiegłym roku wygrał w wielkim stylu swoje pierwsze zawody w ramach Red Bull X-Fighters World Tour w Mexico City, nie kazał nam długo czekać na drugie zwycięstwo, które odniósł w Moskwie. Ma 18 lat, ale w roku między 17. i 18. urodzinami nabył tyle doświadczenia, że jego drugie zwycięstwo było niemal rutynowe. Levi odkrył także, że w jego dyscyplinie sportu istnieje ból. A w konsekwencji – że potrzeba cierpliwości i opanowania, aby zdobyć szansę na zwycięstwo w rywalizacji z najlepszymi zawodnikami we freestyle’u na świecie. À propos równowagi: Levi tłumaczy, jak wykonać seatgrab flipa. Nie robi tego po to, by zainspirować naśladowców, lecz by zilustrować swój szacunek wobec tego karkołomnego triku. Levi Sherwood o wchodzeniu w dorosłość i zdobywaniu mistrzowskich tytułów we freestyle motocrossie – od strony 62.

„Red Bulletin” + kamerka internetowa + dostęp do internetu = nowe przeżycia multimedialne! Thierry podczas sesji, zdjęcie z backstage’u

Thierry Henry już dawno chciał grać w Nowym Jorku i reprezentować Nowy Jork w nowojorskiej drużynie. Twierdzi, że w zespole Knicksów nie miałby szans. Teraz udało mu się trafić do Bullsów. Nie może się już doczekać pojedynku Wschód–Zachód z Davidem Beckhamem i jest przekonany o tym, że przywiezie do Nowego Jorku tytuł Mistrza Major League Soccer. Światowa gwiazda w radosnym oczekiwaniu – od strony 42. Dobrej zabawy z tym wydaniem! Wasz zespół redakcyjny

3


Ten Red Bulletin potrafi więcej, niż myślisz. Filmy, Dźwięki, Animacje 10

12

Print 2.0 – dodatkowy wymiar w Red Bulletinie. W tym numerze kolejne historie.

16

46

74

82

62

Jak to działa? Więcej informacji na s. 7 albo w internecie: pl.redbulletin.com/print2.0

Print 2.0

Całkiem nowe emocje multimedialne.

Wszędzie tam, gdzie oko byka!


Mobilne biuro Odpowiednie przygotowanie do dłuższej podróży służbowej wymaga często spakowania całej walizki niezbędnych przedmiotów. Żaden biznesmen nie rusza się dziś bez notebooka. By swobodnie poruszać się po mieście potrzebuje GPS-u albo mapy. Podczas podróży za to każdy chętnie czyta książkę lub słucha muzyki. Nadbagaż może jednak okazać się kosztowny. Linie lotnicze coraz bardziej ograniczają ilość bagażu podręcznego, a za rejestrowane walizki

często trzeba zapłacić. Takich problemów można by uniknąć, gdyby cały potrzebny sprzęt mógł się zmieścić w kieszeni. To życzenie wielu biznesmenów, którzy często podróżują, zostało wysłuchane. Firma Sony pod koniec czerwca wprowadziła na polski rynek zupełnie nową kategorię produktu, która umożliwi wyjazdy bez nadbagażu. Nowy notebook VAIO P waży 632 g, a mieści w sobie wszystko, co potrzebne jest do pracy i relaksu. Ekran tego urządzenia

ma przekątną 8” (20 cm) i pozwala na komfortowe oglądanie filmów. Jednak kompaktowy rozmiar to tylko jedna z wielu zalet VAIO P. Jego wnętrze kryje ich znacznie więcej. Niezależnie od tego czy chodzi o podróż służbową, wakacje z rodziną, czy poruszanie się samochodem po mieście, GPS* jest dziś urządzeniem właściwie niezbędnym. VAIO P wyposażone jest w ten moduł. Centralnie umieszczony TrackBall, a także tabliczka dotykowa i przyciski myszy po dwóch stronach ekranu ułatwiają korzystanie z notebooka nawet w marszu. Pełną mobilność nowego produktu Sony daje natomiast wbudowany modem 3G, który zapewnia dostęp do szybkiego Internetu za pośrednictwem sieci telefonii komórkowych. Kontakt z biurem i z rodziną jest możliwy w każdej chwili. Kiedy na skrzynkę e-mail przyjdą pilne dokumenty, które natychmiast trzeba przejrzeć, można obrócić notebook do pionu, a obraz natychmiast dostosuje się do położenia ekranu. Czytanie odbywa się wtedy tak, jakby przed oczami odbiorcy znajdowały się wydrukowane materiały.

Wbudowany żyrokompas, reagujący na ruchy urządzenia, pozwoli przerzucać strony dokumentu jednym potrząśnięciem. Takie funkcje to w notebookach nowość, która każe na VAIO P patrzeć jako na zupełnie nową kategorię produktów. Oprócz wielu niezwykłych dla notebooków funkcji, VAIO P ma też unikatowy styl. Dla miłośników klasycznego piękna zaprojektowano go w wersji czarnej lub białej. Zwolennicy awangardowego wzornictwa i sportów ekstremalnych wybiorą z pewnością obudowę w kolorze soczystej pomarańczy. Taki elegancki i zwracający uwagę gadżet, który zmieści się w kieszeni marynarki, z pewnością pomoże zyskać przychylność rozmówcy. Więcej na sony.pl * Konieczny dostęp do Internetu.

REKLAMA


SPIS TREŚCI

WITAJ W ŚwiECIE Red Bulla Zawalczymy o Statuę Wolności, wykręcimy seatgrab flipa nad placem Czerwonym, zbudujemy komputer przyszłości... czyli jak zwykle dużo nowości.

Bullwar

74

08 Kalendarz PANA Kainratha

10 Galeria zdjęć miesiąca Trzy najciekawsze foty zrobione w tym miesiącu. Wybór naszej redakcji. 16 f1 puzzle Z jakiej formuły składa się świat Formuły 1? 18 Czytamy RZEKę JAK Z mapy Krótka rozmowa z Janą Dukatovą, mistrzynią kajakarstwa górskiego. 19 Co ci siedzi w głowie Tym razem odwiedzamy zakamarki umysłu projektanta Calvina Kleina. 20 WCZORAJ I DZIŚ Od bryczki do bolidu, czyli jak ewoluowała kierownica. 22 Kwiat Paproci Sprawdzamy, czy pogańskie legendy nadal mają moc. 24 Triki FIZYKI Dlaczego motocrossowcy mają nadal głowy na karku? 26 MOJE CIAŁO I JA Piękna i utalentowana siatkarka MarÍa Salgado zdradza sekrety swojego ciała. 28 LICZBY MIESIĄCA Najdziwniejsze rekordy sportowe.

Herosi

32 Peter Zoller Człowiek, który żongluje jonami. 36 Steve Aoki Historia bardzo wyluzowanego DJ-a 38 Sainz & SAINZ Jaki ojciec, taki syn. 42 Thierry henry Rozpoczyna podbój ameryki. 46 LUCi ROMBERG Biegać, latać, skakać i... wygrywać. 48 aleksandr BRIUCHANOW Portret rosyjskiego triatlonisty. 6

66


SPIS TREŚCI

Akcja

54 JOS PIRKNER Bohater okładki zdradza nam tajemnice swojej największej produkcji. 62 Red Bull X-Fighters Tym razem mistrzowie FMX rozgrzali plac Czerwony. 66 EKSTREMALNE RYBOŁÓWSTWO Nuda za biurkiem? Rutyna w pracy? Zapraszamy na łowy czerwonego kraba! 74 Red Bull AIR RACE Podniebni bohaterowie dekorują niebo nad Nowym Jorkiem.

Zdjęcia: AP Photo, Corey Arnold, Christian Pondella/Red Bull Photofiles, Getty Images (2), jiri krenek, Marcel Lämmerhirt/ Red Bull Photofiles, philipp horak; Ilustracja: albert exergian

Więcej dla Ciała i Umysłu

46

48

82 wywiad w hangarze-7 BjØrn Dunkerbeck mistrz surfingu opowiada o gotowaniu, rowerach i snowboardzie. 84 Zdobądź sprzęt Gwiazda FMX Dany Torres opowiada o gadżetach bez których nie potrafi żyć. 86 JASKINIOWE NURKOWANIE Tylko dla zapalonych wielbicieli mokrej i ciasnej ciemności. 88 Hot SPots Wszystko, czego zapragniesz, aby nie nudzić się w najbliższy weekend. 90 Potęga nocy Przewodnik po koncertach, festiwalach i wszelkiego typu balangach. Samplujemy Sonar, balangujemy w Jesolo, śledzimy Fukkk Offfa i zwiedzamy Sarajewo. 98 Felieton Lizuta Tym razem Mikołaj zabiera nas na sentymentalną wycieczkę w czasy delfina Uma i „Niebieskiego lata”.

the red Bulletin Print 2.0 Filmy, dźwięki, animacje w Twoim Red Bulletinie. Zawsze tam, gdzie znak oka z rogami. 1

2

3

32

84

W okienku pl.redbulletin.com/print2.0 przeglądarki znajdziesz okładkę magazynu. Kliknij „Startuj Bull’s Eye!”.

Potrzebna jest kamerka internetowa. Jeśli otworzy się okienko, kliknij „Akceptuj”.

Ustaw Red Bulletina przed kamerką. Oglądaj treści multimedialne – filmy, pliki dźwiękowe i animacje. 7


k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a

8


Zdjęcie zostało wykonane aparatem NEX-5 z obiektywem E 18-55/3,5-5,6 OSS

Mały profesjonalista

Ogromne możliwości twórcze dzięki wymiennej optyce, wspaniała jakość zdjęć, rozległe panoramy, lmy High Denition z dźwiękiem stereofonicznym Czy można sobie wyobrazić wymarzone wakacje bez aparatu fotogracznego? Obecnie producenci oferują szeroki wybór urządzeń: od niewielkich i poręcznych kompaktów do bogato wyposażonych, ale i dużo większych oraz cięższych lustrzanek. Zalety kompaktów są powszechnie znane: małe rozmiary i prosta obsługa. Wystarczy je włączyć i nacisnąć spust, aby otrzymać zdjęcie dobrej jakości. Wielkość kompaktu wiąże się jednak z pewnymi ograniczeniami: konieczność stosowania matryc o małej powierzchni, które nie są w stanie zapewnić dobrych zdjęć przy słabym świetle. Znacznie większe lustrzanki cyfrowe wyposażone są w matryce kilkunastokrotnie większe, co pozwala uzyskiwać obrazy o znacznie lepszej jakości, szczególnie w niesprzyjających warunkach zdjęciowych. Do niedawna byliśmy zmuszeni wybierać pomiędzy małym kompaktem o zadowalającej jakości zdjęć a dużą lustrzanką – i świetnej jakości zdjęciami.

Wprowadzane przez Sony niewielkie aparaty cyfrowe z wymienną optyką NEX-5 i NEX-3, wyposażone w 14-megapikselowe matryce HD CMOS, tej samej wielkości co w lustrzankach wysokiej klasy, gwarantują świetną jakość obrazu – nieosiągalną dla kompaktów. Aparaty Sony NEX z wymienną optyką są małe i lekkie – ich waga z obiektywem SEL 18-55 nie przekracza 500 gramów – dzięki czemu można je mieć zawsze przy sobie. NEX-5 jest najmniejszym i najlżejszym na świecie aparatem cyfrowym z wymiennymi obiektywami*. Duża matryca światłoczuła zastosowana w tych aparatach, w połączeniu ze świetną optyką pozwalają fotografować niemal w każdych warunkach oświetleniowych i za każdym razem uzyskiwać zdjęcia najwyższej jakości. Niezwykle prosta w użyciu funkcja zdjęć panoramicznych umożliwia uchwycenie zachwycającego pejzażu. Duży, 3-calowy ekran LCD o dużej rozdzielczości gwarantuje wysoką jakość obrazu, ułatwiając komfortowe kadrowanie, nawet w pełnym słońcu. Mimo niewielkich wymiarów aparaty NEX oferują udogodnienia dobrze znane użytkownikom lustrzanek: zdjęcia seryjne do 7 klatek na sekundę, ręczne i półautomatyczne tryby naświetlania, kreowanie głębi ostrości (tak istotne dla portrecistów) i wiele innych. Elegancki model NEX-5 z metalową obudową umożliwia nagrywanie lmów Full HD 1920 x 1080 z dźwiękiem stereofonicznym natomiast NEX-3 lmów HD 1280 x 720. Obsługę nowej generacji aparatów ułatwiają ekranowy system pomocy oraz ilustrowany poradnik fotograczny, dostępny po naciśnięciu przycisku funkcyjnego.

Główne cechy NEX-5: jakość i szybkość działania lustrzanki; małe wymiary i łatwość użycia dzięki wymiennym obiektywom; zdjęcia seryjne – do 7 klatek na sekundę (stała ostrość); możliwość nagrywania lmów HD i tworzenia zapierających dech panoram Więcej na sony.pl * Badanie Sony na dzień 11 maja 2010.

Zdjęcie przedstawia rodzinę produktów systemów A i E. Założenie obiektywu systemu A do aparatów NEX jest możliwe po użyciu dostępnego opcjonalnie adaptera (tylko ręczna ostrość).

REKLAMA


Bullwar Uskrzydla w małych dawkach.

U ta h (U SA)

Uchwycić światło Matt Hunter jest jednym z najlepszych zawodników, którzy są w stanie zjechać bez uszczerbku na rowerze z samego szczytu góry na sam dół. Bierze więc udział w Red Bull Rampage – zawodach, które odbywają się w górach w Utah. Na zdjęciu widać zupełnie normalny zjazd treningowy. Fotograf Sterling Lorence wspomina: „To był zimny, nieprzyjemny, burzowy dzień. Ale na pustyni wieczorami zwykle się rozpogadza i tak też się stało tego dnia. Matt i ja wspięliśmy się więc na szczyt i gdy wiatr przegonił chmury, na chwilę, tuż przed zachodem, pokazało się słońce. Co za światło! Uwielbiam Utah…”. Red Bull Rampage 2010: 1–3 października, Virgin, Utah, USA www.redbullrampage.com


Print 2.0

Zdjęcie: sterling lorence photography

pl.redbulletin.com/print2.0 Najbardziej strome zjazdy na Red Bull Rampage


Print 2.0

Zdjęcie: rutgerpauw.com/Red Bull Photofiles

pl.redbulletin.com/print2.0 Mack dusi triki na marmurze

12


c a r r a r a ( w ło c h y )

New Mack on the Block Mack McKelton urodził się, co można poznać po „typowo niemieckim” nazwisku, w Berlinie w 1986 roku. Gdy miał 6 lat, dostał w prezencie deskorolkę. W wieku 13 lat, po wieloletnim pobycie w Afryce, powrócił do Niemiec. Tam właśnie nauczył się jeździć na desce w różnych nietypowych miejscach. Szczęśliwe zrządzenie losu: w Red Bull Access All Areas chodzi właśnie o to, by jeździć na desce w miejscach, które właściwie przeznaczone są do innych celów, jak na przykład marmurowy kamieniołom w Carrarze i we Florencji we Włoszech. Ze swojej włoskiej podróży Mack powrócił do Berlina w stanie nienaruszonym, choć patrząc na zdjęcie, trudno to sobie wyobrazić. www.redbullaccessallareas.com www.mackmckelton.com


14

Zdjęcie: visualimpact.ch/Thomas Ulrich


b e r n e ń s k i o b e r l a n d ( s z wa j c a r i a)

Wysokie napięcie Slacklinerzy postrzegają rzeczywistość w prosty sposób. Widzą punkt A i punkt B, a pomiędzy nimi linię w powietrzu, najlepiej gdy przy tym od podłoża dzieli ich duża odległość. Następnie zaczyna się najciekawsze... Na zdjęciu widzimy Szwajcara Stephana Siegrista pomiędzy bliźniaczymi wieżami przy Birg pod szczytem Schilthorn w berneńskim Oberlandzie. Ze względu na panującą aurę zdjęcie nie wygląda może zbyt pocztówkowo, ale w dniu, gdy je wykonano, pogoda nie była najlepsza. Miało to swoje zalety; po pierwsze: Sigristowi nie zabrakło tchu w piersiach na widok pobliskich gór takich jak Eiger, Mönch czy Jungfrau, po drugie: mógł sprawdzić swoje umiejętności także w trudnych warunkach pogodowych. Zanim dotarł do punktu B, zaczął padać letni, typowo wysokoalpejski deszcz. Więcej zdjęć o tańcu na linie: pl.redbulletin.com/slackline


b u l lwa r

PUZZLE F1

Formuła 1 – w tym sporcie o sukcesie mogą decydować drobiazgi. Lecz czasami do zwycięstwa prowadzą całkiem poważne sprawy. W wypadku Red Bull Racing sukces składa się z 10 części. Adrian Newey

Gra zespołowa Pod czujnym okiem menedżera zespołu Jonathana Wheatleya zespół Red Bull Racing konsekwentnie dąży do celu. Dziewiętnaście zaplanowanych na ten rok wyścigów zmusiło ekipę RBR do przedsezonowych treningów w Bisham Abbey National Sports Centre (z którego korzysta także reprezentacja piłkarska Anglii) mających na celu doskonalenie formy i koordynacji wzrokowo-ruchowej.

4 Ściganie się mamy we krwi W 2005 roku Red Bull wkroczył w świat Formuły 1 z teamem Red Bull Racing – od razu jako właściciel, a nie tylko sponsor. Sporty motorowe zakodowane są w DNA Red Bulla. Zaangażowanie i konsekwencja w dążeniu do sukcesu przyciągnęły do zespołu największe talenty, takie jak...

2 Domowe zacisze Stacja Energetyczna towarzysząca zespołowi podczas europejskich wyścigów, a czasem także na innych kontynentach, to dla ciężko pracującej załogi mobilne centrum dowodzenia. Przez całą dobę zapewnia im najlepsze jedzenie, schronienie oraz wytchnienie od szalonej kakofonii panującej w alei serwisowej. Obecność najlepszego i zarazem najpiękniejszego personelu też z pewnością nie wpływa negatywnie na morale zespołu...

5 Adrian Newey Sukces zespołu nie zależy od jednej osoby, ale Adrian Newey, najwybitniejszy obecnie technik w F1, zasługuje na specjalne uznanie. Przełom nastąpił w 2008 roku podczas GP Włoch, kiedy to zatriumfował siostrzany team RBR – Toro Rosso – korzystający z podwozia zaprojektowanego w Milton Keynes. W 2009 roku także z powodu dwuznacznej interpretacji zasad, która dała rywalom przewagę, Red Bull Racing nie zawładnął podium. W tym roku Mark Webber i Sebastian Vettel nawet na chwilę nie zwalniają tempa w wyścigu po mistrzowski tytuł.

3 Liczy się lokalizacja Globalne majsterkowanie, jakim jest produkcja bolidów F1, skoncentrowane jest w niewielkim regionie położonym 100 km na północny-zachód od Londynu. Stacjonuje tutaj aż sześć ekip, w tym Red Bull Racing w Milton Keynes, a także producenci silników i dostawcy specjalistycznego sprzętu. „Dolina Krzemowa” sportów motorowych oferuje zespołom niepowtarzalny wachlarz możliwości.

6 Powiew zwycięstwa Osiągi aerodynamiczne są najważniejszym aspektem współczesnej F1, na którym skupiają się teamy takie jak Ferrari, McLaren i Red Bull Racing. Tunel powietrzny Red Bull Racing w Bedford jest jeden z najlepszych i ma interesującą historię: Uprzednio należał do brytyjskiego ministerstwa obrony. W pierwszym wcieleniu służył do testowania pocisków, a w kolejnym – Concordów.

Zdjęcie miesiąca

UŚMIECH PROSZĘ!

Niezwykłe sceny z życia naszych Czytelników dostępne są tu: www.redbulletin.pl

Spośród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia, rozlosujemy czapki teamu Red Bull Racing. Więcej gadżetów, ciuchów i pamiątek ze świata Red Bulla można zdobyć w sklepie Red Bulla: www.redbullshop.com

Wysyłaj zdjęcia na email: redakcja@redbulletin.com

16

Ze sklepu Red Bulla: Czapka teamu Red Bull Racing.

Wolfgangsee Zespół Wiedeńskich Symfoników spotkał się z mistycznymi rzeźbami dźwięku grupy „NOISIA”. Scalaria Air Challenge


b u l lwa r

7 Najlepszy Symulator W zeszłym roku drastycznie zmniejszono liczbę pozasezonowych testów bolidów F1, co miało ograniczyć koszty ponoszone przez teamy, ale jednocześnie ograniczyło techniczny rozwój. Chcąc obejść ten zakaz, najlepsze zespoły zainwestowały w technologie symulacji tworzące tak przekonujący wirtualny świat F1, że przy nich gry wyścigowe na Xbox wyglądają jak rysunki dwulatka.

Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Seb w symulatorze wyścigu: test 1:1 przed F1 Grand Prix Belgii

8 Konkurencja w teamie Mark Webber i Sebastian Vettel zaliczani są do piątki najlepszych kierowców świata. W roku 2010 po 10 z 19 wyścigów mają na koncie 5 zwycięstw (3 Webber i 2 Vettel). Razem osiągnęli także 9 razy pole position (5 Vettel i 4 Webber). Rywalizacja najwyraźniej wzmacnia sportowców, a ci dwaj są tego najlepszym dowodem.

Mark Webber

Chicago Tu pogoda jest jeszcze OK. Później impreza zamieni się w prawdziwy Dirt Contest. Justin Kosman, Red Bull Stomping Ground

Zdjęcia: Thomas Butler (3), Red bull Racing (4)

Sebastian Vettel

9 Powoli do celu W nieustannie rozwijającym się sporcie zespoły szukają magicznych rozwiązań, które zapewniają natychmiastowy sukces. Ale jak uczy nas historia F1, teamy, które osiągnęły najbardziej spektakularne sukcesy, dokonały tego dzięki długotrwałej współpracy sponsorów, zarządu i pracowników. Zachowując ten sam skład za kierownicami bolidów, stabilny zarząd i nieustannie ulepszając podwozie, Red Bull Racing spełnia wszystkie warunki. 10 Muszę to mieć Team RBR w szybkim tempie przebył drogę od przeciętnego zespołu do pretendentów do tytułu. Ale mimo osiągniętych już sukcesów żaden z członków zespołu nie zamierza spocząć na laurach, dopóki nieuchwytne tytuły nie staną się ich własnością. www.redbullracing.com

Moskwa Niekoniecznie na dwóch kołach. Alexey

Panama Adepci surfingu słuchają rad prosów

Kolesnikov zachwycił 40 tys fanów swoim występem na snowmobilu. Daniel Kolodin, Red Bull X-Fighters

Edgara Saavedry i Diega Naranjo. Agustin Muñoz, Red Bull Under My Wing 17


Czytanka

Podczas mistrzostw Europy 2010 na odcinku Bratysława – – Kunowo słowacka kajakarka górska Jana Dukatova, zdobywczyni PŚ 2009 i 2010, będzie miała przewagę wynikającą z rywalizacji na własnym terenie.

Kelner! Poproszę wodę mineralną dla Jany – gazowaną czy naturalną? Oczywiście gazowaną! Górska woda zawsze ma bąbelki! Czy kiedykolwiek bałaś się wody? Nie. Jako dziecko każde wakacje spędzałam nad wodą. Albo raczej – w wodzie.

Singapur Uwiecznione na fotografii rzeźby wyglądają uroczyście i szacownie. Mark Teo, Red Bull Art of Can 18

Wychodziłam na ląd tylko po to, by jeść, pić i spać. Czego nauczyłaś się najpierw: pływania czy kajakarstwa? Pływania. Także w pierwszych kajakarskich latach musiałam dużo pływać: zanim opanowałam „eskimoskę”, wierzgałam

Sibiu Nowozelandczyk Chris Birch cieszył się z

nogami i szamotałam się za każdym razem, gdy kajak przekręcił się w niekontrolowany sposób. Czy każdą trasę na dzikiej rzece można czytać jak z mapy? Jak to jest w Kunowie? Ten odcinek nie jest łatwy. Woda płynie szybko, a ty równie szybko musisz decydować, jaki unik zastosować w danym momencie. Trzeba także oszczędzać siły przed ostatnim odcinkiem, tuż przed metą, gdzie nurt jest wyjątkowo rwący. Nie bez powodu nazywają miejsce to „Niagarą”. Co się kryje między wierszami? Zawodnik może rozszyfrować trasę tylko wtedy, kiedy się na niej wychował. Poznał jej wiry i nurty na tyle dobrze, żeby nie mogą go zaskoczyć. Za każde dotknięcie bramki otrzymuje się karne sekundy. Jaką masz taktykę, by ich unikać? Wyobrażasz sobie, że to pochodnie? Płonące pochodnie byłyby łatwe. Tyle wody dookoła! Mogłabym je po prostu zgasić. Mój trener zawsze mówi: „Bramka jest święta, nigdy jej nie dotykaj!”. W 2002 roku w Bourg St. Maurice we Francji miałaś założonych dziesięć szwów na twarzy po nieudanym manewrze „eskimoski”. Czy ukrywasz je teraz pod make-up’em? Bez sensu, make-up po chwili rozpłynąłby się w wodzie. Na szczęście na pierwszy rzut oka blizn nie widać. Czy mogłabyś rozpoznać odcinek po tym, jaki smak miała woda? Na pewno rozpoznałabym olimpijski odcinek z Aten 2004, to była trasa, gdzie płynęła słona woda. Inne trasy rozpoznałabym po ich zapachu, ale także po ich charakterze – czasami krople wody kłują jak igły. Mistrzostwa Europy w kajakarstwie górskim: 13–15 sierpnia, Bratysława

Gobi Niejeden tubylec zastanawia się, co skłoniło pierwszego zwycięstwa podczas trudnego wyścigu enduro. Christiana Schiestera, by przebiec 250 km przez Predrag Vuckovic, Red Bull Romaniacs pustynię Gobi. Roland Bogensperger

Tekst: robert sperl; Zdjęcia: Predrag Vuckovic/Red Bull Photofiles

B U L LWA R


b u l lWa r

CO CI SIEDZI W GŁOWIE

Calvin Klein

Pierwszą partię towaru dostarczył, własnoręcznie pchając wózek, a potem nic już nie mogło rozdzielić Calvina i jego dżinsów. Nawet porywacze nie mieli żadnych szans. PRZYJACIELE NA CAŁE ŻYCIE Człowiekiem od samego początku wspierającym Kleina był Barry Schwartz. Miał smykałkę do interesów, dzięki której kreatywność Kleina przynosiła efekty finansowe. Już w wieku dziewięciu lat przyjaciele robili pierwsze interesy, sprzedając z odpowiednim narzutem „Daily News” i „Mirror”. Podział zarobionych pieniędzy był dla Schwartza jak seks, powiedział kiedyś Klein. Jeżeli suma była nieparzysta, przyjaciel odstępował mu „niepodzielnego” centa.

WSK AZÓWKI BIZN ESOW E Calvin Richard Klein przyszedł na świat w Bronksie 19.11.1942 roku jako syn węgierskich imigrantów pochodzenia żydowskiego. Ojciec prowadził sklep spożywczy. „Widziałem tam grejpfruty po 29 i 49 centów”, wspomina Klein. „Ojciec wyjaśnił mi tę różnicę cen tak: Niektórzy chcą zapłacić tylko 29 centów, a inni wolą 49. Później uświadomiłem sobie, że to dzięki temu moda jest wielkim biznesem”.

MODA WE KRWI Moda odgrywała w rodzinie Kleinów wielką rolę. Babcia Molly pracowała dla Hattie Carnegie (amerykańskiej projektantki odzieży sportowej) i prowadziła pracownię krawiecką. Mama Flo była prawdziwą fashion victim. Jej ulubione kolory to beż, kremowy, biel i brąz. Klein jako projektant potrzebował dziesięciu lat, żeby odkryć także inne kolory.

Tekst: uschi korda; Ilustracja: lie ins and tigers

NUMER 613 Pierwsze zlecenie Klein zdobył przypadkiem; w 1968 roku wynajmował pokój nr 613 w hotelu York, w którym swoje showroomy mieli też inni projektanci. Pewnego dnia główny zaopatrzeniowiec (nieistniejącego już) luksusowego domu towarowego Bonwit Teller wysiadł przez pomyłkę na złym piętrze, trafił do Kleina i zamówił od razu całą kolekcję. Klein nie dostarczył jej na Piątą Aleję taksówką, tylko pchanym własnoręcznie przez dwa kilometry wózkiem. Od tamtej pory 613 to jego szczęśliwa liczba. Swój pierwszy samolot nazwał 613 CK.

TYLKO Z MOJĄ CÓRKĄ W roku 1978 ze szkolnego autobusu porwano 11-letnią córkę Kleina, Marci. Sprawczynią okazała się – działająca ze wspólnikami – była opiekunka dziewczynki. Klein przekazał 100 tys. dol. okupu i podjął samodzielną próbę uwolnienia dziecka. W czasie akcji FBI wzięto go początkowo za włamywacza. Na dodatek pomylił numer pokoju, więc walił do wszystkich drzwi na piętrze. „Gdy go usłyszałam, wybiegłam z pokoju i rzuciłam się mu w ramiona. Nigdy w życiu nie czułam się bezpieczniej”.

PAN KLEIN I KOBIETY Do 1974 roku Klein był mężem swojej młodzieńczej miłości Jayne. Po latach intensywnych (także biseksualnych) imprez w klubie Studio 54, spotkał w 1981 roku swoją muzę Kelly Rector. Wzięli ślub w 1986 r. w Rzymie i pierwszy dzień małżeństwa spędzili na poszukiwaniu materiałów we włoskich fabrykach.

SZALEJĘ ZA KATE Z całej serii podniecających (umysły) reklam szczególnie wyróżniły się spoty zapachu Obsession z młodziutką, androgyniczną Kate Moss. Klein zaangażował ówczesnego partnera modelki, wtedy jeszcze zupełnie nieznanego fotografa Mario Sorrentiego i wysłał tę parę na bezludną wyspę. Wynik: olbrzymi wzrost sprzedaży. Klein: „Ludzie mieli już po prostu dość sztucznych cycków”.

NIC NAS NIE ROZDZIELI „Chcecie wiedzieć, co jeszcze zmieści się między moim ciałem a dżinsami Calvin Klein? Absolutnie nic!” – mówiła zmysłowo 15-letnia Brooke Shields w nakręconym w 1980 roku spocie. Do dzisiaj całkiem nieźle żyje z sensacji, którą wtedy wzbudziła. Natomiast Mark Wahlberg, który prezentował bieliznę CK, szybko zrezygnował z sowitej gaży. „Wkurzało mnie, gdy ludzie gapili się na moje krocze i pytali, co tam się zmieści”.

CALVIN CIĄGLE MOŻE W 2003 roku Klein i Schwartz sprzedali swoje imperium koncernowi Philips-Van Heusen za sumę 400 mln dol. w gotówce. Spowodowało to, że Klein, który przeszedł już w latach 80. kurację odwykową, wrócił do nałogów. Podczas meczu New York Knicks wtoczył się na boisko i zaczął coś bełkotać do koszykarza Latrella Sprewella. Było to faux pas, które skończyło się dla Kleina karą za „wybryk chuligański”. Gdy wyszedł na prostą, rozpoczął przebudowę swoich posiadłości w Miami, Nowym Jorku i na Long Island. „To najlepszy okres w moim życiu” – powiedział później. Najnowsze kolekcje, zdjęcia z pokazów i wiele więcej na: www.calvinklein.com

19


B u l lwa r

EWOLUCJA SPRZĘTU

KIEROWNICE NA GRAND PRIX

Od koła kierowniczego z drewna, stali i skóry do zoptymalizowanego pod względem ergonomii minikomputera z włókna węglowego – niewiele rzeczy zmieniło się w F1 tak bardzo jak kierownica. Jedyne, co zostało zachowane, to jej podstawowa funkcja: można dzięki niej zmieniać kierunek jazdy.

W lewo, w prawo, prosto – to wszystko, co potrafiła spartańska, czteroszprychowa kierownica Mercedesa W25 zrobiona z metalu, drewna i skóry. Cztery osamotnione wskaźniki (temperatury oleju i wody, ciśnienia oleju i obrotów silnika) w desce rozdzielczej wykonanej – podobnie jak karoseria – z niepokrytego lakierem aluminium. Od koloru gołej 20

blachy pochodzi także nazwa modelu: W25 to pierwsza z legendarnych „Srebrnych Strzał”. W 1934 roku samochody nie miały jeszcze wspomagania. Żeby do używania śrubowo-dźwigniowej przekładni nie były potrzebne nadludzkie siły, koło kierownicze musiało być odpowiednio duże. Tak duże, że zmyślni inżynierowie opracowali później szybkozłącze,

żeby ułatwić kierowcom wsiadanie. Jazda tym samochodem była wymagającym zajęciem, ale ryczący ośmiocylindrowy silnik rzędowy ze sprężarką (354 KM) pozwalał 750-kilogramowemu Mercedesowi osiągać prędkość 300 km/h i zapewnił Rudolfowi Caraccioli w 1935 roku tytuł Mistrza Europy. www.mercedes-benz-classic.com

zdjęcie: Schlegelmilch/Tandem

MERCEDES BENZ W25, 1934


zdjęcie: Will Thom

RED BULL RACING RB5, 2009 To właściwie uspokajająca informacja: ten komputer o masie 1,5 kg pozwala także wykonywać czynności analogowe i sterować bolidem. Z pierwotnej formy pozostała tylko (zdejmowana) piasta, a zamiast klasycznego koła mamy tu dwa uchwyty, dopasowywane indywidualnie do każdego kierowcy na podstawie odcisków jego dłoni. Dzięki bogactwu

przycisków można zmieniać różne parametry (skład mieszanki, dyferencjał, ustawienie przedniego skrzydła, balans hamulców itd.), sprawdzać „stan zdrowia” bolidu, łączyć się przez radio z mechanikami czy aktywować pompę układu podającego napoje. Niektórych guzików (np. balansu hamulców) używa się wielokrotnie na każdym okrążeniu, innych

– tylko w sytuacjach awaryjnych. Zgodnie z tą logiką ustalono położenie poszczególnych elementów. Nie ma tu ani jednego zbędnego przycisku, a zawodnicy muszą przy prędkości 350 km/h umieć „na ślepo” obsługiwać 23 guziki i dwie łopatki zmiany biegów (nie wspominając już o pedałach). www.redbullracing.com

21


B u l lwa r

KRÓtko i Na temat Kto, gdzie i dlaczego ostatnio stanął na mistrzowskim podium?

Pogańskie tradycje to także roboty i japońskie lampiony

ROWEREM PO SZCZĘŚCIE Latające lampiony, walki robotów, plażowe pląsy i płonących beczek wstrząsy… Magia nocy świętojańskiej od wieków inspiruje. Najbardziej znana przypowieść dotyczy oczywiście kwiatu paproci, który podobno w tę niepowtarzalną, najkrótszą w roku noc kwitnie gdzieś w głębi lasu. Dlatego też uczestnicy zawodów Red Bull Kwiat Paproci zamiast jak do tej pory tylko pedałować w nieskończoność przez leśne ostępy, zostali obarczeni dodatkowym zadaniem – ich celem było sprawdzić ile prawdy znajduje w legendzie. Przemierzając ponad 240 km (30 ośmiokilometrowych okrążeń) tras leśnych, najwytrwalszy rowerzysta Andrzej Kaiser odnalazł po całonocnej eskapadzie symboliczne trofeum tajemniczego kwiatu, stając się tym samym zwycięzcą rywalizacji. 22

Tymczasem kibice, rodziny zawodników i pozostali, nie mający z wyścigiem nic wspólnego, bawili się przy koncercie rockerów z Happysad, a w przerwach puszczali wianki – tym razem w postaci płonących, latających japońskich lampionów. Gorąco zrobiło się przy performansie Ivo Nikicia, który zaprezentował walkę robotów ludzkich rozmiarów. Muzyczne i artystyczne atrakcje przerywane były pokazami umiejętności rowerowego mistrza trialu Petra Krausa. Uczestnicy pogańskiego święta zawiedzeni, że ta najkrótsza noc upłynęła rzeczywiście szybko, na odchodne rzucali: „Wrócimy tu za rok!”. Zdjęcia, filmy i wszelkie ważne informacje: www.redbullkwiatpaproci.pl

ESPY Awards: Lindsey Vonn została odznaczona jako „Najlepszy żeński atleta”. W kategorii „Akcja” wygrał Shaun White.

Zwycięstwo podczas wyścigu WRC Bułgarii: Sébastien Loeb

(FRA) miał 29 sekund przewagi nad Dani Sordo (ESP), któr y zajął miejsce 2.

Antonio Cairoli triumfował w motocrossowych wyścigach MŚ w Szwecji. Włoch wygrał oba wyścigi klasy MX1 w skąpanej deszczem Uddevalli.

Zdjęcia: Action Images/Reuters, wojtek antonow (4), Ray Archer, Kelly Cestari, Gepa Images, Tomek Gola/Red Bull Photofiles (2)

iósł Surfer Roku z RPA Jordy Smith odn Price Mr dów zawo czas pod o ięstw zwyc Pro w Ballito i przejął tymczasowe ld. prowadzenie w rankingu ASPWor


B u l lwa r

TRIKI FIZYKI

GŁOWA DO GÓRY

Hiszpan Marc Coma (l. 33) wygrał Rajd Dakar 2009 – rozgrywany w Ameryce Południowej, po raz pierwszy poza Afryką

tekst: Ruth morgan and Professor Th0mas Schrefl. Zdjęcie: Christophe Ena/AP Photo. Ilustracja: mandy fischer

Dla motocyklistów Leatt Brace to ubezpieczenie na życie. Dzięki mądremu zastosowaniu zasad fizyki łagodzi on skutki upadku. Zasada funkcjonowania Leatt Brace (Neck Brace), którego nazwa pochodzi od nazwiska jego wynalazcy – południowoafrykańskiego specjalisty od biomedycyny, dr. Chrisa Leatta – jest prosta: w połączeniu z kaskiem ten kołnierz ochronny ma nie dopuścić do wygięcia kręgów szyjnych poza naturalny, fizjologiczny zakres ruchu. Leatt Brace ogranicza zakres ruchu głowy w przód do ok. 60 stopni, a w tył do ok. 50 stopni. Dla porównania: bez kołnierza może to być w skrajnym przypadku 85–90 stopni. Oprócz ograniczania zakresu ruchu głowy konstrukcja Neck Brace zapewnia zawodnikom właściwą ochronę dzięki wykorzystaniu newtonowskiej fizyki. Zmiana prędkości w krótkim czasie wiąże się z dużym przyspieszeniem a – do jego osiągnięcia jest potrzebna według Newtona siła. Im większa zmiana prędkości, tym większa siła działa na ciało lub głowę (F = ma). Kołnierz zmienia kinematykę głowy i części szyjnej kręgosłupa w taki sposób, że zmniejsza się obciążenie kręgów szyjnych. Jeżeli jakiś obiekt całkowicie się zatrzymuje, odpowiednie ujemne przyspieszenie (opóźnienie) wyraża się wzorem a = –(½) v2/d, gdzie v to prędkość, a d oznacza drogę pokonywaną przez obiekt do momentu zatrzymania. Czujniki na manekinach użytych w testach zderzeniowych wykazywały działające na głowę przeciążenia o wartości przekraczającej 80-krotność przyciągania ziemskiego. Działająca na głowę siła prowadzi do powstania momentu zginającego i obciążenia ściskającego kręgów szyjnych. Odległość d oraz czas t, w którym występuje zmiana prędkości głowy względem reszty ciała, wpływają na siły i moment zginający. Im dłuższa droga, na której następuje zmiana prędkości, tym mniejsza siła jest potrzebna do zmiany mv2/2, czyli energii kinetycznej obiektu. Im dłuższy czas, w którym obiekt zostaje wyhamowany, tym mniejsza siła jest potrzebna do zmiany mv, czyli pędu tego obiektu. Efekt pochłaniający kołnierza Neck Brace wydłuża drogę, na której działa opóźnienie, i tym samym redukuje działające siły. Leatt Brace ma zewnętrzne powłoki z materiałów pochłaniających energię, które wydłużają czas zmiany prędkości. Pomiary na manekinach wykazały, że kołnierz redukuje siły ściskające o 30 proc., a momenty zginające o 50 proc. Odgrywa tu rolę jeszcze jedno prawo fizyki. Neck Brace powoduje rozłożenie działających sił na większą powierzchnię A. Jeżeli w naszym przypadku siła F działa na powierzchnię A, to naprężenie działające na kręgi szyjne zostanie zredukowane do wartości S = F/A. Wewnętrzna warstwa Leatt Brace to tworzywo sztuczne wzmocnione włóknem szklanym. Konstrukcja tej warstwy przewiduje linie kontrolowanego pękania materiału w przypadku zadziałania zbyt dużych sił. W takim przypadku do rozerwania wiązań atomowych będzie potrzebna energia, więc odpowiednio mniej tej energii zostanie przeniesione na ludzkie ciało. *Prof. Thomas Schrefl jest wykładowcą oraz badaczem na Sheffield University w Anglii oraz Akademii Technicznej St. Pölten w Dolnej Austrii.

Więcej informacji o hiszpańskim zawodniku na: www.marccoma.com

25


B u l lwa r

MOJE CIAŁO I JA

María Salgado

czyli połowa duetu brazylijskich supersióstr – siatkarek plażowych. Trudno uwierzyć, że María uwielbia popcorn, robi miny i kłóci się ze swoją partnerką.

BRAZY LIJSKA DIETA „W tym roku po raz pierwszy na poważnie zajęłam się swoją dietą. Nie mam problemów z masą ciała, ale chciałabym nabrać siły. Raz w miesiącu spotykam się ze swoim doradcą żywieniowym, żeby zmierzyć sobie zawartość tkanki tłuszczowej. Faktem jest, że lubię frytki i tłuste potrawy. Na dwa miesiące musiałam zrezygnować z czerwonego mięsa i pieczystego, co było naprawdę trudne. Najgorsze było jednak to, że nie wolno mi było jeść popcornu. Teraz znowu mogę. Raz w tygodniu w menu pojawia się coś smażonego w głębokim tłuszczu. Poza tym jadam sałatę, ryż z fasolą i mięsem, dużo warzyw, grillowane ryby i makaron. Mój najlepszy sposób na wieczór: wizyta z przyjaciółmi w dobrej restauracji, do tego caipirinha albo dwie – to jest Brazylia!”.

PROBL EMY Z KOLAN AMI „Dziwne byłoby, gdyby zawodniczka nigdy nie odczuwała bólu. Kontuzje to co innego. Trzeba je leczyć i pauzować. Teraz mam problemy z kolanami. Właśnie zaczęłam trening siłowy – zwiększyłam obciążenie, za to zmniejszyłam liczbę powtórzeń. Podczas treningu z piłką musimy dużo skakać. Dostałam od tego lekkiego zapalenia pochewki ścięgna i nie mogę wykonywać niektórych ćwiczeń, ale przedtem chyba rok nie widziałam swojego fizjoterapeuty”.

SIOSTRZANE SERCE „Gram w duecie ze swoją młodszą siostrą Caroliną, razem też trenujemy. Ponieważ mamy różne charaktery, czasami oczywiście się kłócimy, ale na boisku bardzo dobrze się rozumiemy i do siebie pasujemy. Siostra jest silniejsza, więc gra z przodu, a ja szybsza i dlatego bronię z tyłu. Trenujemy z piłką od poniedziałku do soboty po dwie godziny rano, a czasem dodatkowo godzinę po południu. Cztery razy w tygodniu ćwiczymy po dwie godziny w siłowni, a ja także biegam. Teraz robimy jeszcze dwa razy w tygodniu trening obwodowy: 40 sekund biegu, 40 sekund skoków i tyle samo wyciskania, a potem powtórka cyklu. Gdy daje się z siebie wszystko, dobrze jest mieć obok siostrę”. Więcej zdjęć sióstr Salgado: pl.redbulletin.com/mariasalgado

26

zdjęcie: norman konrad

PROBLEMY Z BARKIEM „W siatkówce plażowej długo zwlekasz z decyzją o zrobieniu przerwy w treningach z powodu kontuzji, bo twoja partnerka cię potrzebuje. Trzy lata temu bardzo długo męczyłam się z kontuzją barku. Zanim poddałam się i przestałam grać, przez ponad rok brałam środki przeciwbólowe. Doszło do tego, że krzyczałam z bólu przy myciu zębów albo prowadzeniu samochodu. To był stan zapalny i naciągnięcie mięśni oraz ścięgien za prawą łopatką. Musiałam pauzować przez trzy miesiące, a skutki tej kontuzji odczuwam do dziś. Gdy mamy wolne – czyli przez miesiąc w roku – biorę na urlop hantle i trenuję. Kontuzja barku przytrafiła mi się, kiedy byłam dużo młodsza. Dzisiaj lepiej znam swoje ciało, trenuję siłowo i rozciągam się, żeby uniknąć podobnych przykrych sytuacji”.

SEKS NA WIELKIM BOISKU „Siatkarki plażowe mają prawie zawsze dobrą figurę, bo bardzo dużo trenują. Wszystkie jesteśmy szczupłe, ale też silne. Rozumiem, gdy ludzie mówią, że nasza dyscyplina jest sexy, bo gramy w bikini. Ale rzeczywistość wygląda inaczej. Tarzamy się w piasku, pocimy, robimy dziwne miny i krzyczymy. Jesteśmy zawodniczkami skoncentrowanymi na grze, a nie na tym, żeby wyglądać dobrze. Wolę, żeby ludzie patrzyli na nas po prostu ze względów sportowych”.


B U L LWA R

Liczby miesiąca

NIEWIARYGODNE REKORDY Najdłuższe, najbardziej niebezpieczne, najszybsze i najpowolniejsze wyczyny z najróżniejszych dyscyplin sportowych.

Organizacja World’s Fastest Drummer przeprowadza zawody Extreme Sport Drumming. Przy użyciu urządzenia zwanego drumometer WFD pokazuje, na czym polega różnica między Keithem Moonsem a Ringo Starrem. Z rekordem 1247 uderzeń/min. na koncie Mike Mangini, były perkusista zespołu Extreme, od 2002 roku nie oddaje tytułu najszybszego perkusisty świata.

10

Na tyle ocenia się ich rozmiar i nieprzewidywalność, ale od zawsze klasyfikacja fal sprawia fachowcom problemy. Poza tym dla surferów moc danej fali tkwi w jej ciężarze, a nie w wysokości. Środowisko surfingowe zgodnie twierdzi, że największą falą, jaką udało się ujarzmić, była słynna Teahupoo na Tahiti, a dokonał tego Laird Hamilton 17 sierpnia 2000 r. Od tamtej pory 10 osób straciło życie, walcząc z Teahupoo, a wiele doznało poważnych kontuzji.

734

Bieg Forresta Gumpa trwał 3 lata, 2 miesiące, 14 dni i 16 godzin, ale nie pobił on rekordu najdłuższego biegu bez przerwy. Uczestnicząc w 50 maratonach w ciągu 50 dni, Amerykanin greckiego pochodzenia Dean Karnazes (po prawej) przebiegł 563 km bez snu. Jednak daleko mu do rodaka Yiannisa Kourosa, który w 1988 r. bez przerw pokonał dystans 734 km w ciągu czterech dni. A był to zaledwie pierwszy etap biegu na 1600 km. 28

5

Rekord najdłuższego skoku na deskorolce (24 m) należy do Danny’ego Waya, który dokonał tego na X Games 2004. Choć już nie tak długi, kolejny skok Waya był jeszcze głośniejszy. W 2005 r. Danny jako pierwszy przeskoczył Wielki Mur Chiński bez wsparcia sprzętu motorowego. Pierwsza próba się nie powiodła, ale kolejne zakończyły się sukcesem – na oczach publiczności Way wykonał pięć 19-metrowych skoków z rzędu, dorzucając przy tym kilka 360-tek.

0,45

Rekord na najdłuższy spacer po linie rozciągniętej nad wodą pobity został w kwietniu tego roku przez cyrkowca Freddy’ego Nocka, który przemierzył odległość 900 m na wysokości 30 m nad powierzchnią Jeziora Zuryskiego. Zajęło mu to 2 godz. i według naszych obliczeń to jednocześnie rekordowo powolny wyczyn. Dystans wynoszący niecały kilometr pokonał on w 120 min, czyli szedł z prędkością 0,45 km/h.

673

Nazwa BASE-jumping to akronim angielskich słów: B – building (budynek), A – antenna (nadajnik), S – span (przęsło, most) i E – earth (ziemia), określających obiekty, z których można oddać skok. Z największej wysokości skoczono 8 stycznia (ze 160. piętra dubajskiego wieżowca Burdż Chalifa – najwyższego budynku świata). Skacząc razem, Nasr Al Niyadi i Omar Al Hegelan ustanowili nowy rekord świata wynoszący 673 m. Więcej rekordów na: www.guinnessworldrecords.com

Tekst: toby wiseman. Zdjęcia: Imago Sportfoto (1), Action Images/Reuters (2), Getty Images (2), Rex Features (1)

1247


Herosi

Ci, którzy stają na wysokości zadania i osiągają wytyczone cele.

Credit Zdjęcie: Marcel Lämmerhirt/Red Bull Photofiles

32 peter zoller 36 steve aoki 38 sainz & sainz 42 thierry henry 46 luci romberg 48 Aleksandr Briuchanow


Dwa lata temu Amerykanka Luci Romberg odkryła freerunning. Teraz rozpoczyna swoje występy saltami Auerbacha (takimi jak na tym zdjęciu, zrobionym 7 maja 2010 roku podczas finału Red Bull Art of Motion w Wiedniu). Zapewne domyślacie się, że Luci Romberg prowadzi raczej dynamiczne życie


herosi

Peter Zoller Ultraszybkie kompy przyszłości będą komputerami kwantowymi. Zasadę działania tej supermachiny opracował Innsbrucki fizyk. Tekst: Wolfgang Hofbauer, zdjęcia: Philipp Horak

Imię i nazwisko Peter Zoller Data i miejsce urodzenia 16 września 1952 r., Innsbruck Stan cywilny Żonaty, troje dzieci Wykształcenie Studia w dziedzinie fizyki (Innsbruck, doktorat w 1977 r.), stypendia badawcze w USA, Nowej Zelandii i Francji, habilitacja w 1981 r. na Uniwersytecie w Innsbrucku Pozycja zawodowa Profesor w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu w Innsbrucku, wykładowca (visiting professor) m.in. na Harvardzie (USA), w Lejdzie (Holandia), Heifei i Pekinie (Chiny) Specjalizacja Optyka kwantowa i informacja kwantowa Wyróżnienia 1998: Nagroda im. L. Wittgensteina 2005: Medal Maxa Plancka 2010: Medal Benjamina Franklina w dziedzinie fizyki Członek Akademii Nauk w Hiszpanii, Holandii, Austrii i USA Internet www.uibk.ac.at 32

Człowiek, który 6 października 2009 r. pałętał się przed wejściem do innsbruckiego Instytutu Optyki Kwantowej i Informacji Kwantowej (IQOQI), był reporterem radiowym. Przypadkiem wpadła mu w ręce lista z agencji informacyjnej Thomson Reuters, z której wynikało, że jeden z pracowników instytutu został wymieniony w grupie dwudziestu pięciu kandydatów do Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki. Dziennikarz chciał nagrać wywiad z tym wielkim naukowcem. Cóż to byłby za temat, gdyby udało mu się jako pierwszemu zrobić taki materiał! Tymczasem wspomniany pracownik udał się właśnie spokojnie do dentysty. Gdy okazało się, że najbardziej prestiżową nagrodę naukową dostał jednak ktoś inny, reporter stracił zainteresowanie całą sprawą. Nie ma Nobla – nie ma wywiadu. Bo niby o co pytać? Tego rodzaju przeżycia nie są dla ludzi pokroju Petera Zollera niczym nowym. Jego dziedzina jest – powiedzmy – niezbyt znana przeciętnym zjadaczom chleba. Jeżeli akurat nie nagłaśnia się jej w powiązaniu z czymś bardziej zrozumiałym dla ogółu, rozwija się cichutko bez udziału szerszej publiczności. Paradoksalnie to właśnie w tej dziedzinie odkrywa się najbardziej pasjonujące tajemnice najmniejszych elementów naszego świata i próbuje rozstrzygnąć wiele nierozwiązanych dotąd zagadek. Peter Zoller jest dyrektorem naukowym grupy roboczej „optyka kwantowa i informacja kwantowa”, a już tylko to, że bierze się go pod uwagę jako kandydata do Nobla, uzmysławia nawet laikom jego pozycję w świecie nauki. Teraz uczony siedzi właśnie w nowoczesnym czarnym skórzanym fotelu w swoim przestronnym biurze. Okno od sufitu do podłogi, a za oknem majestatyczny Łańcuch Północny – tak blisko, jakby wznosił się w ogrodzie sąsiada. Do instytutu powrócił spokój po chwilowym zamieszaniu wywołanym znowu przez nagrodę – mniej znaną szerszej publiczności niż Nobel, ale równie cenną. Chodzi o Medal Franklina, który Peter Zoller odebrał pod koniec kwietnia

w Filadelfii wspólnie z fizykami Ignaciem Ciracem i Davidem Winelandem. To jedno z najważniejszych wyróżnień w naukowym świecie. Przed Zollerem otrzymali je m.in. Rudolf Diesel, Thomas Edison, Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie oraz Albert Einstein. W tym roku na liście znalazł się także Bill Gates (za finansowe wspieranie filantropii). Oficjalne uzasadnienie Instytutu Franklina pozwala domyślać się wagi zagadnienia. Trzej badacze zostali uhonorowani za „teoretyczne propozycje oraz opracowanie układów doświadczalnych elementarnych operacji komputerowych wykorzystujących efekty kwantowe pojedynczych atomów”. W skrócie: Peter Zoller oraz Ignacio Cirac stworzyli teoretyczne podstawy do budowy komputera kwantowego, czyli technologii, która otwiera całkowicie nowe perspektywy przed informatyką. Komputery kwantowe dysponują – w porównaniu z tradycyjnymi – niewiarygodnymi wręcz możliwościami. W praktyce: oparte na krzemie technologie nie radzą sobie z naprawdę skomplikowanymi zadaniami, np. symulowaniem układów molekularnych materiałów, wyszukiwaniem informacji w ogromnych bazach danych czy szyfrowaniem i deszyfrowaniem ściśle tajnych informacji. Tradycyjny komputer wypada w konkurencji z kwantowym tak jak dwupłatowiec braci Wright (notabene także laureatów Medalu Franklina) w porównaniu z myśliwcem Eurofighter. Jedyną wadą komputera kwantowego jest to, że jeszcze nie istnieje – przynajmniej w takiej formie, która mogłaby konkurować z istniejącymi urządzeniami. „Może za dziesięć lat, a już na pewno za dwadzieścia” – mówi Zoller. To wcale nie tak długo, jeżeli wziąć pod uwagę, jak dziwnie się to wszystko zaczęło i jak szybko potoczyło. Minęło raptem 15 lat. Peter Zoller i jego kolega Ignacio Cirac, także fizyk kwantowy, uczestniczyli w konferencji na temat fizyki atomowej w Boulder w stanie Kolorado. Fizyk kwantowy z Oksfordu Artur Ekert (Polak pochodzący z Wrocławia – red.) przedstawił tam algorytm kwantowy (Petera Shora),


Peter Zoller oraz formuła z ludzikami. Mogłoby tu chodzić o satyrę na eksperyment myślowy znany jako „kot Schrödingera”, który jednocześnie żyje i jest martwy, co właściwie tu widać


herosi

Peter Zoller w laboratorium Instytutu Optyki Kwantowej i Informacji Kwantowej w Innsbrucku

34

czyli program dla komputera kwantowego. Ekert opowiadał, jak to działa, ale nie miał odpowiedniego komputera. Stwierdził, że powinien to być właśnie komputer kwantowy, ale przyznał, że na razie nie ma pojęcia, jak taki komputer powinien działać. „Do tamtego momentu nigdy o czymś takim nie słyszeliśmy” – opowiada dziś Zoller. „Jednak Ekert zadał właściwe pytania, a my, czyli Ignacio i ja, znaliśmy odpowiedzi. Już wtedy, w sali konferencyjnej, wiedzieliśmy, że potrafimy coś takiego zrobić”. Odpowiedzią okazała się – mówiąc w uproszczeniu – pułapka jonowa. Trzeba tylko kilka, a jeszcze lepiej – wiele jonów, czyli naładowanych elektrycznie atomów, zamknąć w małej przestrzeni, uporządkować i wykorzystać ich właściwości kwantowe do liczenia. Po powrocie do Innsbrucku Zoller rozpoczął samodzielne obliczenia i po kilku miesiącach koncepcja ujrzała światło dzienne. W wielkim uproszczeniu wygląda to tak: normalny komputer liczy binarnie, wykorzystuje zera i jedynki, z których tworzy wynik. W odniesieniu do atomu lub elektronu, czyli komórki pamięciowej komputera kwantowego, obowiązują natomiast prawa fizyki kwantowej (patrz wyjaśnienie). Taki atom bądź elektron ma spin 0 i 1 jednocześnie. I to jest sedno sprawy. Z wielu cząstek można stworzyć rejestr, który obejmuje wszystkie możliwości. Z takiego stanu rzeczy wynikają nieporównanie większe – prawie nieograniczone – możliwości obliczeniowe niż w przypadku tradycyjnego komputera. Peter Zoller pojął to dość szybko, ale problemy

rozpoczęły się niespodziewanie na następnym etapie. Podczas gdy David Wineland z NIST Boulder, jeden z laureatów Nagrody mógł już wkrótce zademonstrować obliczenia z jednym jonem, minęło aż 7 lat, gdy niezależnie od niego innsbrucki kolega Zollera Rainer Blatt mógł przeprowadzić pierwsze poprawne obliczenia pułapki z więcej niż jednym jonem. Zoller wspomina: „Wielu ludzi mówiło, że nic z tego nie będzie. Uchodziliśmy wtedy za fantastów, ale przetrzymaliśmy ten trudny okres i pojawiły się sukcesy”. Naukowiec może mówić o wręcz optymalnym otoczeniu, w którym działał, np. pracujący dziś w Wiedniu Anton Zeilinger był wtedy w Innsbrucku i wykonywał swoje spektakularne eksperymenty z teleportacją (stacja CNN nazywała je beamingiem). IQOQI należący do Austriackiej Akademii Nauk cieszy się światową sławą, „ale to jedna z niewielu wysp doskonałości w uniwersyteckim środowisku miernoty” – mówi Zoller. I dodaje: „To jest austriacka mentalność, tak jest wygodnie. Ale nauka nie jest wygodna. Wręcz przeciwnie – jest darwinistyczna. W Stanach to zrozumieli i dlatego są tacy dobrzy. Nie chodzi tu tylko o pieniądze”. Dziś Zoller regularnie oprowadza gości po piwnicach instytutu i pokazuje m.in. małą świecącą na czerwono chmurę jonów litu unoszącą się w tzw. pułapce Paula. Jony zostały schłodzone laserem do temperatury zbliżonej do zera bezwzględnego (–273,15oC) i wykazują identyczne właściwości kwantowe. W takich pułapkach potrafią już wyliczyć


1

Mechanika kwantowa – co to takiego?

2 3

Świat w najdrobniejszych szczegółach Gdy badacze docierają do najmniejszych składników materii, obowiązują inne prawa fizyki niż te, które znamy z codziennego życia. Zupełnie inne.

Zdjęcia: Christoph Lackner (2), Universität Innsbruck

Przez długi czas newtonowska fizyka była miarą wszechrzeczy. Isaac Newton sformułował w XVII w. prawa dotyczące grawitacji oraz dynamiki i ustalił podstawy naszego rozumienia świata. Wszystko działało, było jasne i dawało się logicznie udowodnić – no, może oprócz komet, wampirów i plag szarańczy. Na przełomie XIX i XX w. ten piękny ład – zrozumiały nawet dla tych, którzy nie rozumieją jego matematycznych podstaw – zaczął się chwiać. Prawa fizyki Newtona obowiązują bowiem w skali makro i są niewiele warte, gdy przechodzimy do małych rozmiarów. Max Planck, Werner Heisenberg, Niels Bohr i inni sformułowali w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku wnioski, które podawały w wątpliwość całą naszą dotychczasową wiedzę. Energii nie można przekształcać w sposób ciągły, tylko w małych „pakietach” (kwantach). Elektrony nagle nie poruszają się już po orbitach wokół jąder, tylko zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa. Rzeczy są jednocześnie czymś i czymś innym, np. światło, które w zależności od układu może być falą lub strumieniem cząstek, właściwie jest równolegle jednym i drugim. Cząstki (np. światła – fotony) mogą być splątane z innymi cząstkami i – w wielkim uproszczeniu – oddziaływać na siebie wzajemnie w czasie rzeczywistym, czyli szybciej niż światło, na dowolne odległości (nawet miliony kilometrów). A dodatkowo: jeżeli coś obserwujemy, to jednocześnie to coś zmieniamy. Cząstka elementarna zmienia prędkość, gdy dokonujemy pomiaru tej cząstki (np. przy użyciu światła). Ten ostatni punkt to w ogóle jeden z filarów fizyki kwantowej: nie jest możliwe jednoczesne zmierzenie prędkości i położenia cząstki. Wraz z fizyką kwantową do świata nauki wkroczyły nieoznaczoności i prawdopodobieństwa. Zanurzonych w „makrocodzienności” ludzi niewiele to zwykle obchodzi, chociaż bez fizyki kwantowej nie byłoby dzisiaj odtwarzaczy CD, tranzystorów czy komputerów, a dokładniej rzecz ujmując, nie byłoby też nas, ludzi.

dzielniki liczby 15. Okazało się, że to 3 i 5, „czyli dokładnie te liczby, których się spodziewaliśmy” – stwierdza Zoller, który potrafi być także dowcipny. Można obrazowo stwierdzić, że w marszu na Mount Everest badania dotarły na razie do Wiednia. „Ale proszę pamiętać, jakie były początki normalnych komputerów – proste układy elektryczne w latach 30. XX wieku”. Peter Zoller widzi szerokie możliwości stosowania swojej techniki kwantowej: „Informacja kwantowa, komputery kwantowe, symulacja kwantowa w badaniach materiałów – czyli nie tylko superkomputery. Nie będzie natomiast kwantowych komputerów osobistych na biurko. Nie ma takiej potrzeby”. Zoller podaje dobry przykład ilustrujący przewagę komputera kwantowego nad tradycyjnym w zakresie symulacji układów molekularnych w materiałach: „Weźmy jakiś magnes, którego magnetyzm zależy m.in. od spinu elektronów. Jeżeli będę chciał obliczyć spiny tylko 300 elektronów, powstaje 2300 możliwości, czyli tyle, ile jest atomów w widzialnym dla nas wszechświecie. Komputer kwantowy poradzi sobie w ciągu kilku lat z tymi obliczeniami – nie jesteśmy w Innsbrucku wcale tak daleko od tego etapu. Tradycyjny komputer musiałby w tym celu mieć 2300 komórek pamięci, czyli atomów – musiałby więc składać się z całej dostępnej materii wszechświata”. A gdzie materia, z której zrobieni byliby ci, którzy mieliby obsługiwać taki komputer? Strona internetowa Instytutu Optyki Kwantowej i Informacji Kwantowej w Innsbrucku: www.iqoqi.at

1 Serce pułapki jonowej: tu porządkuje się jony i wykorzystuje ich właściwości kwantowe do liczenia. 2 Fizyka kwantowa ma pewną wadę – laicy bez znajomości matematyki mogą ją zrozumieć jedynie powierzchownie. I to w najlepszym wypadku. 3 Przy użyciu lasera jony są schładzane do temperatury zbliżonej do zera bezwzględnego. Kwantowy laptop byłby więc dość mało praktyczny.


Herosi

Steve Aoki

to najbardziej wyluzowany gość na świecie. Któż inny potrafiłby połączyć wrestling, modę, rocka i Lindsay Lohan? Tekst: Florian Obkircher, zdjęcie: Larry Busacca

Imię i nazwisko Steve Aoki Data i miejsce urodzenia 30 listopada 1977 r., Miami, USA Miejsce zamieszkania Laurel Canyon, Los Angeles Zawód hipster Osiągnięcia remiksy m.in. dla Lenny’ego Kravitza, Bloc Party, Snoop Dogga, Duran Duran i Peaches Album „Pillowface and His Airplane Chronicles” (Dim Mak Records) Internet www.dimmak.com

36

Sprzężenie! Ogłuszający hałas z kolumn. Nagle coś skrzypi, jęczy i trzeszczy. Uczestnicy rave party – przed chwilą wyginający ciała w rytm house’owych bitów – zastygają w bezruchu z otwartymi ustami. Wszyscy patrzą na scenę, na której jakiś typ w białym T-shircie zasłania twarz długimi czarnymi włosami i miota się przy pulpicie. Czyżby jakiś deathmetalowiec znalazł się przypadkiem na festiwalu techno? Nie! Nazwisko DJ-a jest wypisane dziecięcym charakterem pisma na laptopie: Steve Aoki – muzyk, właściciel wytwórni płytowej, projektant mody, wydawca, bohater gry komputerowej i osobnik niezbyt lubiący konwencjonalną muzykę taneczną. Po trzech minutach wypełnionych dudniącym dźwiękiem Amerykanin na chwilę zastyga przy pulpicie i nagle spuszcza bity jak ze smyczy. Imprezowicze unoszą ręce i nawet najbardziej nieśmiali raverzy nie mogą powstrzymać się od tańca. „Taki już jestem” – mówi z uśmiechem Aoki po swoim show, balansującym między rockiem a electro. „Nawet jeżeli teraz zajmuję się głównie muzyką dance, jestem dzieckiem hard core’u. Nie mogę się też wyrzec swoich punkowych korzeni”. Aoki przyszedł na świat w 1977 roku, w otoczeniu sushi i zapasów. Ojciec Steve’a, Rocky, był nie tylko właścicielem japońskiej restauracji w Nowym Jorku, w której już w latach 60. słynni goście – m.in. The Beatles i Muhammad Ali – zajadali się sushi, lecz także zapalonym zapaśnikiem. W 1960 roku Aoki senior zakwalifikował się nawet do reprezentacji Japonii na Igrzyska Olimpijskie w Rzymie. „W dziewiątej klasie ważyłem tylko 45 kg” – mówi junior – „i w szkole koledzy mi dokuczali. Dlatego chciałem, jak ojciec, zostać zapaśnikiem. Jednak przy pierwszych próbach wylądowałem w szpitalu”. Zdecydował się więc zostać innego rodzaju wojownikiem i pójść drogą nie do końca odpowiadającą ideałom ojca. Wyjechał do Santa Barbara i zapisał się do college’u na tzw. studia genderowe. „Byłem wtedy mocno zaangażowany, a women’s studies były w tamtych czasach po prostu najbardziej radykalnym instytutem w całym kampusie”. Nocami Aoki chodził na koncerty, pisał listy do swoich ulubionych kapel, a nawet sam występował. „Dodatkowo zacząłem organizować

koncerty hardcore’owe – w swoim mieszkaniu. Kto tam nie występował! W moim pokoju gościli Jimmy Eat World i ponad 450 innych zespołów”. Z takimi kontaktami można było spokojnie otworzyć wytwórnię płytową. W 1996 roku Aoki zakłada Dim Mak Records. Nazwa to hołd dla Bruce’a Lee i nawiązanie do jednego ze śmiercionośnych ciosów kung-fu. „Do 2008 roku wydałem jakieś 145 albumów, głównie rockowych: od Gossip, poprzez Bloc Party po Japanther. Potem zaczęliśmy wydawać dance. Wypuszczam na rynek to, co mi się podoba”. W międzyczasie Aoki stał się przedsiębiorcą i wszechstronnym geniuszem popkultury. Oprócz tego, że zarządza wytwórnią, współpracuje także ze swoją siostrą, supermodelką Devon, przy tworzeniu kolekcji mody Dim Mak, prowadzi koreańską restaurację BBQ „Shin” w L.A. razem z Julianem Casablancas (wokalistą The Strokes), publikuje od 2009 roku magazyn lifestyle’owy „Aoki” i użycza swojej postaci jednemu z najlepszych graczy w grze komputerowej „NBA 2K9”. „Chociaż w prawdziwym życiu nie mam pojęcia o koszykówce” – dodaje. Do tego dochodzi oczywiście własna muzyka. W 2008 roku ukazał się wypełniony ostrymi brzmieniami debiutancki album „Pillowface and His Airplane Chronicles” (electro i rock), a w marcu bieżącego roku – singiel „I’m in the House” nagrany we współpracy z raperem Black Eyed Peas, Will.i.amem, zwanym też Zuper Blahq. W ramach promocji tego singla Aoki podróżuje teraz po całym świecie jako DJ i zaliczył już zarówno renomowany festiwal Coachella, jak i imprezę urodzinową Lindsay Lohan. Media plotkowały nawet o związku Aokiego z aktorką, jednak Steve potrząsa przecząco głową: „Uwielbiam ją, ale tylko jako bardzo dobrą przyjaciółkę. Jest odjechana, inteligentna, ma świetny gust muzyczny i robi tysiąc rzeczy naraz”. Ta charakterystyka pasowałaby chyba bardzo dobrze także do jej autora... Steve Aoki DJ-Set: 5.9., Pukkelpop Festival, Kempische Steenweg, Hasselt, Belgia. Od marca w sklepach: Steve Aoki – „I’m in the house EP (Dim Mak). Więcej informacji na: www.steveaoki.com


Heroes

Plan bitwy: w dzieciństwie Steve Aoki marzył o karierze zapaśnika, ale ostatecznie zwyciężyła miłość do muzyki


HEROSI

Carlos & Carlos Sainz Niezwykły związek dwóch pokoleń: ojciec, dwukrotny rajdowy mistrz świata i zwycięzca Rajdu Dakar, i syn chcący jeździć w Formule 1. Tekst: Anthony Rowlinson, zdjęcia: Thomas Butler

Stary przyjaciel rodziny opisał kiedyś Carlosa Sainza tak: „Ludzie latali za nim, jakby był Jezusem”. W 1992 roku Sainz był już dwukrotnym rajdowym mistrzem świata. Pierwsze zwycięstwo odniósł dwa lata wcześniej, gdy po raz pierwszy wystąpił w pełnym sezonie mistrzostw świata. Kariera w WRC trwała do 2005 roku. W tym czasie Sainz wygrał 26 wyścigów zaliczanych do klasyfikacji MŚ, odcisnął swoje piętno na tym sporcie i stał się w Hiszpanii bohaterem narodowym. W połowie lat 90. wystarczyło, że wszedł do jakiegoś lokalu, a zaraz rozlegały się spontaniczne oklaski gości. Sir Stirling Moss plus Niki Lauda, a do tego trochę blichtru rodem z talk-show i królewskiego blasku – tak w przybliżeniu można wyobrazić sobie pozycję Carlosa Sainza w Hiszpanii. Gdy w Formule 1 nie jeździł jeszcze Fernando Alonso, to Sainz był ikoną hiszpańskich sportów motorowych. A w czasach, gdy hiszpańskiej reprezentacji piłkarskiej nie szło tak dobrze jak dziś, był symbolem całego hiszpańskiego sportu. Właśnie on. Olbrzymia sława i mnóstwo zaszczytów – wielu ludziom mogłoby to uderzyć do głowy. Jemu nie. Do dziś King Carlos uchodzi za dżentelmena, równie uprzejmego, jak i charyzmatycznego. Wobec laików jest wyrozumiały, a swoją wielkoduszność okazuje tym, których poważa. Niech jednak nikogo nie zwiodą jego nienaganne maniery: ten dżentelmen to prawdziwy fighter wygrywający z największymi twardzielami na czterech kołach. W wieku 47 lat wygrał Rajd Dakar, jeden z najbrutalniejszych testów dla kierowców. Bliski przyjaciel króla Hiszpanii i jego partner do squasha, w młodości piłkarz Realu Madryt (i do dziś zagorzały kibic galacticos), wygląd i zachowanie gwiazdy filmu – jako syn takiego ojca nie ma się lekko w życiu, a szczególnie w sporcie motorowym. Jednak właśnie zrobienie kariery w tym sporcie to cel 15-letniego Carlosa Sainza juniora, zwanego przez przyjaciół – by rozróżnić obu panów – Carlitos. W 2010 roku występuje on po raz pierwszy w sezonie Formuły BMW, klasycznej kuźni kadr przyszłych 38

zawodników F1. Cel do osiągnięcia? Kiedyś ludzie mają pytać: „O którego Carlosa Sainza chodzi? Starszego czy młodszego?”. To jednak na razie pieśń przyszłości. Pierwszy wyścig odbył się dopiero kilka tygodni temu: 3 kwietnia Carlitos zaliczył brawurowy debiut w Formula BMW Pacific Series i zdobył drugie miejsce. Junior nie wątpi, że docelowo będzie jeździł w F1: „Pierwszy raz w życiu siedziałem w gokarcie w wieku trzech lat i od razu pokochałem prędkość. Wiedziałem, że to moje marzenie, i będę o nie walczył do upadłego”. Gdy siedzi się naprzeciw chłopaka, który wygląda bardzo młodo jak na zawodowego sportowca, takie słowa wydają się zbyt wielkie w ustach kogoś, kto jest jeszcze prawie dzieckiem. Jednak z drugiej strony w sporcie motorowym to normalna rzecz. Musisz taki być, jeżeli chcesz do czegoś dojść. Idol Carlitosa, Sebastian Vettel, wygrał pierwszy wyścig F1 w wieku 21 lat i 73 dni – był najmłodszym zwycięzcą w historii. Sainza juniora interesuje na razie bardziej inne osiągnięcie Niemca: w Formule BMW Vettel wygrał w 2004 roku 18 na 20 wyścigów, co do dziś pozostaje niepobitym rekordem. Z tej perspektywy Carlitos nie jest wcale cudownym dzieckiem, tylko osiągnął właśnie prawidłowy etap rozwoju, jeżeli myśli o pójściu w ślady swoich sławnych poprzedników, takich jak: Nico Rosberg, Bruno Senna, Nico Hülkenberg, Adrian Sutil czy Sébastien Buemi, których droga do F1 także rozpoczęła się w Formule BMW. Ciekawie jest poobserwować obu Sainzów w padoku w Barcelonie. Od razu widać, że to ojciec i syn, ale bardzo się też od siebie różnią: tu drobny Carlitos, niepozorny, z puszkiem zarostu, taki „ładny chłopiec”, a tam postawny Latynos z krzaczastymi brwiami. Młodszego Sainza nie peszy obecność ojca. Ta wielka gwiazda, człowiek znany w całej Hiszpanii, to w końcu „tylko mój tata”. Niezależnie od wszystkich sukcesów starszego Sainza obaj rozumieją się w naturalny i wzruszający sposób, możliwy tylko w rodzinie.

Imię i nazwisko Carlos Sainz Cenamor Data i miejsce urodzenia 12 kwietnia 1962 r., Madryt, Hiszpania Miejsce zamieszkania Madryt Zawód Kierowca rajdowy Sukcesy Rajdowy mistrz świata 1990 i 1992 (Toyota), łącznie 26 zwycięstw w imprezach MŚ, zwycięstwo w Rajdzie Dakar 2010 (VW) Internet www.carlos-sainz.com Imię i nazwisko Carlos Sainz junior Data i miejsce urodzenia 1 września 1994 r., Madryt, Hiszpania Miejsce zamieszkania Madryt Zawód Kierowca wyścigowy i uczeń Sukcesy 2008 – zwycięstwo w Asia Pacific KF3 (gokarty), 2009 – zwycięstwo w Junior Monaco Kart Cup; 2. miejsce w Europie w KF3 Internet www.carlossainzjr.com www.redbull-juniorteam.com


Jaki ojciec, taki syn: Carlos Sainz, dwukrotny mistrz świata i zwycięzca Rajdu Dakar, z debiutantem w Formule BMW


HEROSI

Nic więc dziwnego, że syn ciągle się denerwował, gdy ojciec jeździł w rajdach: „Zawsze bardzo przejmowałem się jego startami i jestem pewien, że on tak samo przejmuje się moimi wyścigami. To normalne”. Carlitos jest dobrze wychowany – w sposób naturalny i bezpretensjonalny. Czuje się mocną rękę ojca, który z kolei ma świadomość swojego „długiego cienia”. Dlatego właśnie tak bardzo uważa, żeby jego chłopak mógł odnaleźć własną drogę: „Musi sam nabrać doświadczenia i sam popełnić wszystkie błędy. Nie chcę mu przeszkadzać i świadomie zostawiam mu tyle swobody, ile tylko możliwe, żeby mógł się rozwijać. Oczywiście jest też miejsce na pomyłki”. Jednak nie znaczy to, że senior potrafi w ramach tego racjonalnego podejścia wyłączyć ojcowskie instynkty: „Widzę i akceptuję to, że Carlitos poważnie podchodzi do swojego sportu i uprawia go bardzo profesjonalnie. Z drugiej strony ma dopiero 15 lat i potrzebuje kogoś, kto będzie na niego uważał”. Podstawowy wzorzec pełnej sukcesów kariery syn, kierowca wyścigowy, obserwował u ojca rajdowca niejako przy okazji przez ostatnie 15 lat. „W sprawy szczegółów, na przykład ustalenia z inżynierami albo zachowania na torze, nie wtrącam się wcale. Jest zdany tylko na siebie”. Nazajutrz widzimy, jak Carlos senior studiuje telemetrię syna znacznie uważniej niż on sam. Kto chciałby być inżynierem, którego błąd pogrzebałby szanse syna dwukrotnego mistrza świata… Wszyscy rodzice mają problem, gdy trzeba pozwolić latorośli rozwinąć skrzydła. Dobrze jest wtedy widzieć, że syn odziedziczył po ojcu coś z ducha 40

„Mój staruszek jest ciągle naprawdę szybki”. Carlos Sainz junior

matadora. Do pierwszego wyścigu w Formule BMW Europe w Barcelonie Carlitos zakwalifikował się na dziewiątym miejscu. Jak każdy prawdziwy kierowca wyścigowy był tym faktem rozczarowany i przyznał, że nie wykorzystał wszystkich możliwości bolidu. Natomiast w sobotę przesunął się w stawce tuż po starcie o cztery miejsca do góry, wywalczył trzecie miejsce na podium i w swoim pierwszym wyścigu został najlepszym debiutantem. „Sport motorowy towarzyszył mi w dorastaniu, jest częścią mnie, odkąd pamiętam. Zawsze oglądałem F1 i wypytywałem ojca o rajdy, bo nie mogłem oglądać ich na żywo. Musiałem przecież chodzić do szkoły” – opowiada junior. Trafił z tą szkołą. Wielki mistrz podnosi głos: „Carlitos nie oglądał bezpośrednio zbyt wielu rajdów, był kilka razy na Rajdzie Katalonii. Zawsze zależało mi na jego dobrym wykształceniu i dalej zależy. Już na etapie gokartów mieliśmy taką umowę, że może uprawiać ten sport tak długo, jak długo stopnie będą w porządku. Obowiązuje to do dzisiaj. Wykształcenie i kultura są ważne. Chociaż ciężko to pogodzić z jego ambicjami w zakresie wyścigów, musi skończyć szkołę”. Padoki są pełne ojców młodych kierowców, ale trudno wśród tych ojców znaleźć takiego, któremu tak bardzo jak Carlosowi Sainzowi zależałoby na pozasportowych dokonaniach syna. Dla obserwatora z zewnątrz jest jasne, że ojciec wspiera ambicje syna – bezwarunkowo, ale nie bezmyślnie. Sam dostał się na szczyt międzynarodowego sportu motorowego bez pomocy rodziców. Sygnalizuje synowi: „Mogę cię wspierać, ale w zamian musisz coś z siebie dać”.

Zdjęcie: Frits van Eldik/Red Bull Photofiles, Samo Vidic/Red Bull Photofiles

Formuła BMW, powstała w 2002 roku i stała się klasycznym etapem kariery przyszłych zawodników F1. Pojazdy o masie 455 kg i mocy silnika (z motocykli) 140 KM, opony slick, aerodynamika jak w dużych bolidach, walka koło w koło


herosi

Zdjęcie: McKlein (2)

Zdjęcie zwycięzcy ostatniego Rajdu Dakar z połowy epoki WRC (czyli z okresu 2000–2002) w karierze Sainza, gdy był fabrycznym kierowcą Forda. Jako kolega z zespołu nieustraszonego Colina McRae’a nawet Carlos musiał się mocno starać

Senior precyzuje: „Pewnie, że jestem z niego dumny, ale mówiłem mu już też, że na razie jeszcze niczego – albo lepiej: prawie niczego – nie osiągnął. Sport motorowy to twardy biznes. Widzę zaangażowanie syna i jego poważne podejście. Widzę, że zasługuje na moją pomoc. Gdybym czuł, że nie cieszy go to albo że ma za mało talentu, spróbowałbym bardzo ostrożnie wskazać mu jakiś inny kierunek”. Bycie synem Kinga Carlosa ma także swoje zalety. Carlitos mógł kiedyś przejechać się kierowanym przez ojca VW Race Touaregiem w ramach testowania opon, bo okazało się, że nie ma pasażera. „Chyba mu się podobało” – śmieje się senior i wichrzy niepowtarzalnym ojcowskim gestem czuprynę syna. Co dziwne – a może wcale nie – ojciec i syn Sainzowie rzadko zasiadają w jednym samochodzie rajdowym. Dlatego właśnie junior tak dobrze pamięta tamtą przejażdżkę. „Nigdy wcześniej tak szybko z nim nie jechałem. Ten test był niesamowity! Ojciec miał wszystko pod kontrolą, ale prędkość była obłędna. Mój staruszek jest ciągle naprawdę szybki. Serio, naprawdę bardzo dobry” – śmieje się. „Byłem pod dużym wrażeniem”. Czy latorośl czegoś się wtedy nauczyła? „Jasne – tego, jak w takich okolicznościach i na takim podłożu można mieć do samochodu tyle zaufania. Ojciec był cały czas wyluzowany. Momentami myślałem już, że odlecimy, ale on miał wszystko pod kontrolą”. Senior: „Powiedział mi, że jak na mój wiek jestem niezły”. Red Bulletin: „Naprawdę tak powiedziałeś?”. Senior: „Nawet w radiu tak mówiłeś”.

„Kultura i wykształcenie są ważne”. Carlos Sainz senior

Junior: „Tak, udzielaliśmy razem wywiadu przez telefon i powiedziałem wtedy, że jak na swój wiek jest całkiem szybki”. Ich pogawędka odbywa się w luźnej, pogodnej atmosferze. Zupełnie inaczej niż w ramach innych ojcowsko-synowskich związków w tym sporcie – tam ojcowie (po zakończeniu własnej, nieudanej kariery) stanowią siłę napędową i próbują przelać na syna swoje niespełnione ambicje oraz zrekompensować sobie swoje własne niepowodzenia. U Sainzów nie wyczuwa się żadnego napięcia. Carlitos przyznaje, że odczuwa czasem brzemię nazwiska. „Ludzie postrzegają mnie inaczej niż moich rówieśników, bo wiedzą, kim jest mój ojciec. Ma to jednak w sumie więcej zalet niż wad. Do bycia znanym można się przyzwyczaić, ale w samochodzie siedzę sam, więc ojciec i tak nie może mi pomóc, a tam, gdzie może, dobrze mieć świadomość, że jest gdzieś w odwodzie”. 24 godziny później (wczesne niedzielne popołudnie) za boksem EuroInternational Team zebrała się grupka Hiszpanów, wśród nich Sainz senior i jego były menedżer Juanjo Lacalle. Jeden z przyjaciół uratował – opróżnioną do połowy – butlę szampana, którą Carlitos dostał za trzecie miejsce. Panuje atmosfera pełnego relaksu, słońce i wesoła impreza. Ale ten, o którego tu chodzi, jest nieobecny. Przykucnął 50 metrów dalej, między ścianą boksu a namiotami. Teraz wstaje i powoli, ale pewnie zmierza w stronę grupy jak ktoś podążający do celu. Zwycięstwo Sainza seniora w Rajdzie Dakar: pl.redbulletin.com/dakar2010

41


herosi

Thierry Henry

Legendarny napastnik nadal spełnia się zawodowo. Tym razem zawalczy o trofeum w swoim ulubionym mieście. Zadowoli go tylko zwycięstwo New York Red Bulls. Tekst: Paul Wilson, zdjęcia: David Clerihew

Imię i nazwisko Thierry Henry Data urodzenia 17 sierpnia 1977 r. Pierwszy gol W wieku 17 lat, dla Monako, piękny strzał z ostrego kąta w przeciwległy róg bramki – zwiastun wspaniałej kariery (wpisz na YouTube „Henry monaco” i podziwiaj) Ósemka Henry’ego Przed debiutem w Monaco w 1994 roku Thierry Henry grał w trzech drużynach juniorów – CO Les Ulis, US Palaiseau i Viry-Châtillon. Następnie w styczniu 1999 r. trafił do Juventusu, siedem miesięcy później do Arsenalu, a w czerwcu 2007 r. do Barcelony. W lipcu tego roku podpisał wieloletni kontrakt z New York Red Bulls. Au Revoir, Les Bleus? Henry strzelił 51 goli w 123 meczach reprezentacji Francji, po drodze zdobywając mistrzostwo świata w 1998 roku oraz mistrzostwo Europy w 2000 roku, i na tym poprzestanie: „Nadchodzi nowe pokolenie i trzeba wiedzieć kiedy jest jego czas, myślę, że nadszedł on właśnie teraz”. 42

Szesnaście razy Thierry Henry proszony jest o zaprezentowanie strzału przewrotką przy wykorzystaniu piłki przyklejonej taśmą do słupka i szesnaście razy udaje mu się bezbłędnie wykonać jeden z najtrudniejszych piłkarskich manewrów. Za każdym razem po wykonaniu zadania z gracją podnosi się z maty. Asystent fotografa przytrzymuje i odciąga piłkę, zanim trafi w nią stopa Francuza. Akcja ta rozgrywa się w studiu zlokalizowanym w północnej części Londynu, gdzie przy każdym etapie 5-godzinnej sesji zdjęciowej pracuje nie mniej niż 16 i nie więcej niż 21 osób. Jest też czas na 30-minutową przerwę, którą Henry kończy nieco wcześniej, aby udzielić wywiadu. Minął tydzień od wyeliminowania Francji z mistrzostw świata w RPA i zaledwie kilka dni od spotkania Henry’ego, najbardziej doświadczonego piłkarza w drużynie, z prezydentem kraju, z którym omawiał porażkę reprezentacji. „Nigdy nie zdradzę treści naszej rozmowy. Zostanie to między nami” – mówi Henry, komentując spotkanie z Nicolasem Sarkozym. Oto piłkarz, który świetnie radzi sobie zarówno podczas rozmów na wysokim szczeblu, jak i na macie w Kentish Town. Henry stoi przed obiektywem, po raz pierwszy mając na sobie strój nowej drużyny – New York Red Bulls. Biało-czerwone paski towarzyszą mu od początku kariery: pierwsze profesjonalne doświadczenia zdobywał w takich właśnie barwach, grając dla Monaco, a następnie przez osiem sezonów nosił te same kolory w Arsenalu. „Miło jest ponownie grać w takim zestawieniu kolorystycznym. W moim nowym stroju dominuje biel” – mówi z uśmiechem – „ale i tak jest dobrze”. Nie jest przesądny – wyjątkiem jest słuchanie przed meczami energetycznej muzyki zouk wywodzącej się z zamorskich departamentów Francji, Gwadelupy i Martyniki w Indiach Zachodnich, gdzie urodzili się odpowiednio jego ojciec i matka – ale zawsze gra wyjątkowo dobrze ubrany w rouge et blanc, a prawie każdy fan futbolu wprost uwielbia tego typu omeny. Tak jak każdy fan futbolu na świecie doskonale wie, kim jest Henry. Sławę zyskał na długo przed

haniebnym zagraniem ręką w meczu Francja – Irlandia podczas eliminacji do mistrzostw świata w listopadzie zeszłego roku, za które szczerze przeprosił i wyraził skruchę. Wielokrotnie wywalczył mistrzostwo ligowe w Anglii, Francji i Hiszpanii, z Barceloną wygrał Puchar Europy podczas jej niewiarygodnie dobrego sezonu 2008/09, a z reprezentacją Francji wygrał mistrzostwa świata i Europy. W sumie strzelił 357 goli w 774 meczach oraz zaliczył około 200 asyst. Prezentowana nieprzerwanie od 15 lat umiejętna gra zarówno na skrzydle, jak i w ataku oraz zdolność przedzierania się przez najlepszą obronę sprawiły, że zalicza się do grona najlepszych piłkarzy swego pokolenia. Poza boiskiem, jak wielu sportowców, użycza swej twarzy w reklamach i angażuje się w działalność charytatywną, ale niewielu jego kolegów z branży może pochwalić się wprowadzeniem nowego słowa do słownika „Oxford English Dictionary”, czego Henry dokonał w 2004 roku. Termin „va-va-voom”, który powstał w Ameryce w latach 50. jako określenie dźwięku wydawanego przez silnik samochodowy, zyskał nowe znaczenie, po tym jak Henry użył go kilkukrotnie w kampanii reklamowej Renault Clio. W tym roku, aby uczcić 20. urodziny samochodu, pojawiła się reklama telewizyjna prezentująca najnowszy model Clio zaparkowany w studiu, w tle słychać łagodny głos mówiący: „A’ppy birthday, Clio” z wyraźnym francuskim akcentem. Nowe słowa, ale nie ma wątpliwości co do tego, czyj to głos. Obecnie Henry ma 33 lata i nie musi już nic udowadniać. Wielu uważa, że jego przejście do drużyny Red Bulls i Major League Soccer to sposób na zapewnienie sobie jeszcze kilku lat spokojnej gry przed przejściem na sportową emeryturę. Niektórzy z pewnością nie pochwalają tej decyzji, ale on nie zadowala się byle czym. „Chcę wygrywać” – mówi Francuz. „Myśl o reprezentowaniu Nowego Jorku od zawsze krążyła w mojej głowie. Zdecydowanie nie jestem wystarczająco dobrym koszykarzem, aby grać dla Knicksów, więc


Strzela i zdobywa kolejne gole: wieloletni kontrakt z Red Bullami to spełnienie marzeń Henry’ego o życiu w Nowym Jorku


Herosi

będę trzymał się tego, w czym jestem najlepszy – futbolu. Zawsze powtarzałem, że gdy mój czas w Europie dobiegnie końca, przejdę do MSL, a Nowy Jork był pierwszy na mojej liście”. Niedawno sfotografowano Henry’ego podczas meczu NBA. Boisko koszykarskie jest jego drugim z kolei ulubionym obiektem sportowym. W Ameryce jest to miejsce, w którym ikony popkultury pokazują się regularnie, ale rozpoznawalność Henry’ego w USA poza środowiskiem piłkarskim jest minimalna. Podczas ostatniej kampanii reklamowej Gillette Henry podmieniony został, w amerykańskiej wersji reklamy, baseballistą New York Yankees Derekiem Jeterem. Z golfistą Tigerem Woodsem oraz legendarnym tenisistą Rogerem Federerem zagrał w europejskiej spocie. Jego sława pewnie nie dorówna sławie Jankesa, ale gra w zwycięskiej drużynie piłkarskiej z Nowego Jorku sprawi, że akcje Francuza na rynku amerykańskim z pewnością zyskają na wartości. „W ciągu ostatnich kilku lat zauważyłem wyraźne postępy w amerykańskiej piłce nożnej” – mówi Henry. „Przykładem jest reprezentacja kraju i jej ostatnie poczynania. Pokonali Hiszpanię podczas zeszłorocznego Pucharu Konfederacji, przegrali w finale, ale Brazylia wcale nie miała łatwego zadania, jak się tego spodziewano, a teraz znaleźli się w najlepszej szesnastce mistrzostw świata. Niektórzy myślą, że jadę do Nowego Jorku na wakacje. Coś wam powiem: często jeżdżę tam na wakacje, ale nie tym razem. Lubię rywalizować i nie lubię przegrywać. Treningi, gra w parku ze znajomymi – zrobię, co w mojej mocy, by wygrać. Nie twierdzę, że wygramy każdy mecz – to niemożliwe – ale nie zaszkodzi spróbować”. Na walizce Henry’ego znaleźć można naklejki z Paryża, Monako, Londynu, Barcelony i teraz także z Nowego Jorku. „Nieźle, co?” – mówi. „Nowy Jork to naprawdę spełnienie marzeń. Od dawna chciałem tam zamieszkać i to niesamowite, że mogę grać w tym mieście w piłkę nożną”. W 1999 roku, podczas gry w barwach Juventusu, przez pół sezonu ustawiany był na skrzydle. Uratował go Arsène Wenger, były trener Monaco, dzięki któremu przeniósł się do Arsenalu. „Arsenal na zawsze pozostanie w moim sercu, myślę o nich każdego dnia” – mówi Henry. Jednak ten obywatel świata tylko jedno miejsce nazywa „swoją dzielnicą”: przedmieścia Paryża – Les Ulis, gdzie dorastał. Miejsce to ma mniej więcej tyle samo lat, ile on. Powstało w latach 70. jako osiedle imigranckich robotników w pobliżu parku przemysłowego Courtaboeuf, w skład którego wchodziły francuskie biura globalnych firm takich jak Microsoft czy Apple. Była to dzielnica, w której ludzie zmuszeni byli mieszkać i pracować. Tak właśnie wyglądało życie jej najsłynniejszego syna. „W końcu musiałem opuścić okolicę, w której dorastałem, i przenieść się do Monako – wierzcie mi, to był zupełnie inny świat. Następnie przeprowadziłem się do Turynu, później do Londynu, a wkrótce do Barcelony i za każdym razem musiałem opanować nowy język. Tym razem, po raz pierwszy, język już znam. Przeprowadzka do Nowego Jorku to kolejny etap, którego nie mogę się doczekać. Zbudowaliśmy (fundacja charytatywna Henry’ego One 4 All) 44

„Coś wam powiem: często jeżdżę do Nowego Jorku na wakacje, ale nie tym razem...”.


herosi

w mojej dzielnicy sztuczne boisko. Nie miałem jeszcze szansy oficjalnie go otworzyć, przecinając wstążkę wielkimi nożycami, ale zrobię to. Cieszę się, że wywołaliśmy uśmiechy na twarzach tamtejszych chłopaków. A to dopiero początek. Chciałem zrobić coś w miejscu, w którym się wychowałem. Teraz chciałbym wrócić do moich korzeni, Indii Zachodnich, i pomóc tamtejszej ludności – taki mam plan”. Ale zanim zbuduje kolejne sztuczne boisko, musi skupić się na doprowadzeniu Red Bulli do zwycięstwa na murawie z prawdziwego zdarzenia. „Jestem tym nowym. Tak, mam 33 lata i doświadczenie zdobyte w Europie, ale niewiele wiem o grze

Świeży start: pomimo licznych sukcesów na koncie Henry twierdzi, że nie może się doczekać nauki gry w Major League Soccer

w MLS. Oczywiście obejrzałem mnóstwo meczy, ale sama gra na tamtejszym boisku jest dla mnie czymś zupełnie nowym. Wiele razy grałem przeciwko Juanowi Pablo (Angel, napastnik Red Bulli, a w przeszłości Aston Villi), a teraz mam nadzieję, że on mnie poprowadzi. Niektórzy dążą do pozycji lidera. Mnie na tym nie zależy. Będę musiał się dostosować”. Szefem jest Hans Backe, były asystent Svena-Görana Erikssona w Manchester City i Mexico, twardy Szwed, w dużej mierze odpowiedzialny za osiem zwycięstw jego drużyny w 14 pierwszych meczach obecnego sezonu MSL. Niezły wynik, ale na Zachodnim Wybrzeżu drużyna LA Galaxy, nawet bez swojej kontuzjowanej gwiazdy Davida Beckhama, wygrała 11 z 15 rozegranych spotkań, wysoko ustawiając poprzeczkę. Rywalizacja Henry kontra Beckham reprezentuje odwieczną walkę między Zachodnim a Wschodnim Wybrzeżem – po raz pierwszy od 15 lat, kiedy to Biggie Smalls i Tupac Shakur walczyli ze sobą nie tylko na słowa i rymy. Henry’ego, zagorzałego miłośnika muzyki, analogia ta bawi. „Będziemy ze sobą rywalizować nie pierwszy raz. W centrum uwagi powinien być sam futbol. Tym razem Beckham jest w LA, a ja w Nowym Jorku, co jest nieco dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że dawniej zaciekłymi rywalami były kluby Arsenal i Man United. Najważniejsze jest to, czy jesteśmy w stanie pomóc naszym drużynom i grającym w nich Amerykanom. W każdym razie nie chodzi tu tylko o nas – wystarczy spojrzeć na przejście Landona Donovana do Premiership, gdzie świetnie sobie radzi (grając dla drużyny Everton pod koniec sezonu 2009/10). Ludzie powinni rozmawiać o piłce nożnej”. Henry ma w życiu dużo szczęścia. Odznacza się wrodzonym wdziękiem, poczuciem humoru i pozytywnym nastawieniem. Tak wartościowe zaplecze bez wątpienia przyda mu się na początku nowego etapu kariery. Z pewnością sukces odniesiony z nową drużyną w jego ulubionym mieście przyniesie mu ogromną satysfakcję. Fanów Red Bulli ucieszy to, że jego chęć dążenia do zwycięstwa jest nadal niezwykle silna. „Zawsze chcę przekraczać granice własnych możliwości. Nie istnieje dla mnie słowo najlepszy. Niewiarygodnie ciężko jest osiągnąć taki status. Ja po prostu staram się dążyć do perfekcji, gdy wiem, że nie jest to możliwe. To mnie motywuje do działania. Po zaliczeniu hat tricka i dwóch asyst analizowałem mecz, a nawet o nim śniłem, ale gdybym zmarnował szansę na gola lub asystę, po powrocie do domu nie myślałbym o niczym innym. Od dziecka staram się grać najlepiej, jak potrafię, i poświęcać się temu całkowicie. Mam nadzieję, że uda nam się zdobyć tytuł. Nie będzie łatwo, ponieważ znam możliwości Galaxy i kilku innych drużyn przekonanych o tym, że stać je na zwycięstwo. System play-off różni się od tego, do którego przyzwyczaiłem się w Europie, gdzie mistrzem zostaje drużyna, która grała najlepiej przez cały sezon. Tutaj zaczyna się od kwalifikacji do play-off, a następnie rozgrywa mecze na własnym boisku i na wyjazdach. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby poprowadzić New York Red Bulls do zwycięstwa”. Śledź drogę Henry’ego do sukcesu w MLS na: www.newyorkredbulls.com

45


herosi

Luci Romberg nie tylko skutecznie walczy z grawitacją, ale od dwóch lat – kaskaderka z L.A. – zmaga się w zawodach z męską elitą freerunningu. Tekst: Andreas Rottenschlager, zdjęcia: Andy Batt

Imię i nazwisko Lucia Royce Romberg Ksywka Luci Steel Data i miejsce urodzenia 23 czerwca 1981 r., Aurora, Kolorado (USA) Zawód Kaskaderka Specjalizacja Salta, walki na miecze, samopodpalenia Produkcje, w których wystąpiła „Monk”, „Indiana Jones IV”, „Oszukana” Clinta Eastwooda, ponadto jako Piotruś Pan w widowisku „Fantasmic!” w Disneylandzie Sukcesy Pierwsza kobieta w finale Red Bull Art of Motion (2010), jedyna kobieta w amerykańskim zespole freerunningowym Tempest Największa słabość Chipsy z dipem salsa Najważniejszy cel Przekonać więcej kobiet do freerunningu Internet www.luciromberg.com

46

Sama nie pamięta już swojego pierwszego wyczynu kaskaderskiego. Mama Luci Romberg opowiada o nim tak: „Mała chciała przejść przez płot u babci w ogrodzie. Wspinającą się na zdecydowanie zbyt wysokie dla trzylatki ogrodzenie zauważył przez okno sąsiad i wybiegł na dwór: Dziewczynko, mam ci pomóc? – zapytał. Mała Luci odwróciła w jego kierunku głowę i odpowiedziała, trzymając się kurczowo sztachet: Nie, jestem dzielna!”. Dziś, 26 lat później, w życiu Lucii Royce Romberg dalej chodzi o pokonywanie przeszkód, ale już od dawna, na profesjonalnym poziomie. Jej sport nosi nazwę freerunningu i wykorzystuje się w nim zwykłe elementy otoczenia jako tor przeszkód. Luci Romberg z L.A. jest żeńską wizytówką tej dyscypliny zdominowanej głównie przez „miejskich estetów ruchu”. Freerunner postrzega miasto jak wielki plac zabaw, który należy przejść w sposób możliwie akrobatyczny i kreatywny (w pokrewnej dyscyplinie o nazwie parkour chodzi głównie o skuteczność i czas). Freerunner wykorzystuje ścianę budynku jako odskocznię przed saltem w tył, a poręcz schodów – do stójki na rękach. „Każdy zawodnik wypracowuje własny styl. Nie ma konkretnych reguł. Musiałam najpierw przyzwyczaić się do takiej mentalności” – mówi Romberg, która uprawia ten sport dopiero od dwóch lat. Jej atletyczna budowa ciała i pewne ruchy pozwalają domyślać się bogatej sportowej biografii stojącej za tą wschodzącą gwiazdą z grzywą włosów ciemny blond. Luci, córka półprofesjonalnych tenisistów, dorasta na farmie w Kolorado. Uwielbia ganiać z kozami po pastwiskach i brać udział w ćwiczeniach przeciwpożarowych („Bo można było wtedy wchodzić na dach” – wspomina) oraz rozwija w sobie wszechstronne zainteresowanie sportem. Prowadzi to do tego, że rodzice zmuszają swoją 12-letnią córkę, żeby ograniczyła się do trzech dyscyplin. Luci wybiera gimnastykę, futbol i nurkowanie. Na Texas Woman’s University jej sportowy multitalent zostaje profesjonalnie oszlifowany: Romberg

jest kapitanem żeńskiej drużyny futbolowej, a na ostatnim roku zdobywa tytuł mistrzyni USA w gimnastyce artystycznej. Po studiach (licencjat z wyróżnieniem z kinezjologii) wsiada do samochodu i jedzie do Los Angeles, żeby spełnić swoje następne marzenie: dziewczyna z Aurory chce zostać kaskaderką w Hollywood. „Nie miałam pojęcia, co mnie czeka, ale ten zawód pasował do moich wyobrażeń”. Trudna rzeczywistość w fabryce snów okazuje się frustrująca: „Jeżeli nie masz wyrobionego nazwiska, nikt cię nie zaangażuje. To jest ciągła konkurencja, a poza tym jestem dość nieśmiała podczas spotkań z nowymi ludźmi”. W międzyczasie 29-letnia Romberg zostaje członkinią renomowanego Stowarzyszenia Kaskaderek i regularnie występuje przed kamerami jako dublerka (np. w serialu „Monk”) albo gra samą siebie w spotach reklamowych (do znalezienia na YouTube: „Luci Romberg for the American Egg Board”). Na razie ostatni krok w swojej karierze kipiąca energią Luci wykonała w 2008 roku, gdy zaprzyjaźniona kaskaderka poznała ją z członkami zespołu Tempest. Spotkanie z czołowymi zawodnikami freerunningu na świecie wpłynęło na byłą gimnastyczkę Romberg bardzo inspirująco: „Chodzi o wyrażanie siebie przy użyciu niepowtarzalnych ruchów. Freerunning podniósł poziom mojej pewności siebie”. Dokąd na razie zaprowadziła ją ta kręta droga rozwoju, pokazała na początku maja tego roku, gdy zaproszono ją na Red Bull Art of Motion w Wiedniu. W rundzie eliminacyjnej mierząca 1,53 m zawodniczka pokonała 14 czołowych freerunnerów płci męskiej i jako pierwsza kobieta w historii Art of Motion weszła do najlepszej ósemki. W swoim finałowym biegu Luci znowu wspinała się na pozornie zbyt wysokie dla niej poręcze, chwytała się belek, odwracała głowę i kręciła salta w tył, tylko że zamiast przestraszonego sąsiada tym razem obserwował ją trzytysięczny wiwatujący tłum. Wideo ze skrótem finału Red Bull Art of Motion 2010: pl.redbulletin.com/aom2010


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Odleć z Luci Romberg

Poruszać się swobodnie i akrobatycznie – tak jak prezentuje to Luci Romberg. Przy pokonywaniu przeszkód liczy się estetyka, a nie walka ze stoperem


herosi

aleksandr briuchanow Ptak lata, ryba pływa, człowiek biega. Dla triatlonisty Aleksandra Briuchanowa ta filozofia legendarnego biegacza Emila Zatopka była za mało wymagająca. Postanowił to wszystko połączyć, ale latanie zastąpił jazdą na rowerze. Tekst: Robert Sperl, Zdjęcia: Jiri Krenek

Na krytym basenie w Taborze pachnie jak na wszystkich krytych basenach, które mają już swoje lata. Czeski personel pływalni używa dużych ilości salmiaku i szarego mydła, ale pływacy zmywają przecież z ciała nie tylko pot. Młodym sportowcom w dresach, którzy tłoczą się z torbami przy kołowrotkach bramek, zapach stęchlizny od dawna już nie przeszkadza. Żadnego wrażenia nie robi też na nich wilgoć odczuwalna coraz mocniej przy otwieraniu kolejnych drzwi. Zapach chloru uderza w nos. Ratownik urzęduje na tradycyjnym oszklonym stanowisku, przy ścianach leżą dwie bramki do piłki wodnej. Z ośmiu torów 25-metrowego basenu dwa są odgrodzone linami. Normalni pływacy nie mają tam wstępu. Sportowcy zaczynają od rozgrzewki. Siedmiu mężczyzn i jedna kobieta. Ramiona i nogi krążą w powietrzu. Splatają się i rozplatają. Głowy wykonują obroty. Ćwiczenia na rozluźnienie mięśni. Widać po ruchach, że rozgrzewają się prawdziwi zawodowcy, a nie uczniowski klub sportowy. Ciszę przerywają komendy. Zawodnicy wskakują do wody jak spuszczone z uwięzi foki i zaczynają dziać się rzeczy, które rzadko się tu ogląda. Delfin, grzbiet, kraul – niezależnie od stylu pływacy prują wodę jak ślizgacze i kończą każdą długość basenu eleganckim nawrotem. Są w swoim żywiole – tak jak niewysoki wąsaty mężczyzna z brzuszkiem wydający komendy. Wyglądałby jak wojownik Czyngis-chana, gdyby nie stoper w ręku i koszulka z wielkim napisem: „RUSSIA”. Taką samą nosi Olga, asystentka Aleksandra (Saszy) Fietisowa, trenera Moskiewskiego Zespołu Triatlonowego, który przebywa w Taborze na kilkutygodniowym obozie treningowym. Na dzisiaj zaplanowano zajęcia w wodzie. Cztery, sześć, osiem długości basenu na pełnej szybkości, a potem kilka długości w bardziej rekreacyjnym tempie dla odpoczynku. Sasza nazywa to „kąpielą”. Tempo jest wysokie: przez całą godzinę utrzymują się czasy w granicach 1 min 5 sekund na 100 metrów. Chodząc za pływakami wzdłuż basenu, trzeba nieźle wyciągać nogi. W zespole zawodników, którzy harmonijnie dzielą się 48

miejscem na wąskich torach, pływa także Aleksandr Briuchanow. Wzrost 1,88 m, masa ciała 75 kg, sylwetka typu V, mocne, ale płaskie mięśnie piersiowe, zadziwiająco mało rozbudowane ramiona. Zaskakuje także delikatny uścisk dłoni, jednak pozory mylą. Ten 23-latek ma mięśnie świetnie wytrenowane aż do najmniejszego włókna – to dlatego po trzech wyścigach prowadzi w klasyfikacji Dextro Energy World Championship Series, czyli najwyższej kategorii triatlonowej na dystansie olimpijskim: 1500 m do przepłynięcia, 40 km na rowerze i 10 km biegu bez żadnych przerw. Czasy zwycięzców na mierzącej łącznie 51,5 km trasie kształtują się na poziomie 1 godz. 50 min – 2 godz. 10 min, w zależności od jej charakterystyki. W Sydney, gdzie w 2010 roku Briuchanow był drugi, pływa się w morzu niedaleko słynnej opery. Dużo może też zależeć od trasy rowerowej i biegowej. W Madrycie – jeżeli słońce ma akurat dobry dzień – szlak rowerowy wokół Lago Casa de Campo zmienia się w patelnię. „Pływanie nie należy do jego mocnych stron, chociaż ma dobre warunki” – mówi Sasza Fietisow, mając na myśli Briuchanowa. Triatloniści w ogóle dziwnie pływają, z głową zbyt wysoko nad wodą, bo cały czas muszą sprawdzać swoją pozycję w stawce, ale u Aleksandra rozjeżdża się jeszcze dodatkowo oś pionowa, co powoduje niepotrzebne straty energii. W grupie trenuje jednak także świetny pływak Dmitrij Połanski i Briuchanow na tym korzysta. Połanski depcze Briuchanowowi po piętach w klasyfikacji World Series, więc trening zyskuje na intensywności. Sportowcy zaliczają kolejne długości basenu, a laikowi nasuwa się pytanie: czy poszczególne dyscypliny triatlonu nie „przeszkadzają sobie” nawzajem podczas treningu? Czy postępy w jednej dyscyplinie nie powodują regresu w innej? Fietisow: „Mięśnie, które wyrabiasz przy pływaniu, tracisz w pozostałych dyscyplinach”. Trenuje się przede wszystkim pływanie i biegi – w cyklu pięciodniowym Briuchanow zalicza odpowiednio dystanse 20 i 80 km. Drogę z pływalni

Imię i nazwisko Aleksandr Briuchanow (Alexander Bryukhankov) Data i miejsce urodzenia 12 kwietnia 1987 r., Andropow (od 1989 roku Rybińsk, Rosja) Miejsce treningów Moskwa Status zawodowy Triatlonista, student Hobby Imprezy i internet Miejsca zdobyte w zawodach 2006: 2. miejsce w ME juniorów 2007: ME U23 – 1. miejsce zespołowo; 2. miejsce indywidualnie, Team World Champion; 2. miejsce w PŚ w Edmonton 2008: Igrzyska Olimpijskie w Pekinie – 24. miejsce 2009: 3. miejsce w World Championship Series Hamburg; 3. miejsce w ME; 1. miejsce drużynowo w ME U23; 11. miejsce na światowej liście rankingowej 2010: 2. miejsce w World Series w Sydney; lider klasyfikacji World Series po trzech wyścigach Internet wcs.triathlon.org


triatlonista HaRosyjski ecrt o i oe n s

Aleksandr Briuchanow zdominował World Series w 2010 roku. Czy to zaskakujące, że w tym sezonie ma tak dobrą formę? „Zainwestowałem masę energii i zdrowia, by znaleźć się tam, gdzie jestem”

Bildtext im Bild ut velesto ercin utatum zzrit lut ea alisi exer sisim dipisl ullaorperos ad euis raesent am deliquipsum dolore te commy num aute dolortie faccum ver at lutpat.Ro od dolorer alis nummodo 49


na trasę biegową i z powrotem przejeżdża się na rowerze. Na liczniku roweru Cinelli przybywa Briuchanowowi po każdym takim cyklu od 200 do 240 km. W zależności od indywidualnego poziomu zmęczenia zawodników Sasza Fietisow koryguje plany treningowe – jednak tylko pod kątem obciążenia, a nie odległości do pokonania. Roczny cykl treningowy rozpoczyna się w listopadzie i grudniu odpoczynkiem od sportu i regeneracją organizmu w kaukaskim uzdrowisku Kisłowock. Potem dziesięć tygodni na Cyprze, gdzie „zawodnicy zaczynają się trochę ruszać” (Fietisow). W końcu faza intensywna, czyli na przemian: triatlon – spanie/jedzenie/trening.

„Najtrudniejszą dyscypliną w triatlonie jest bieganie. Pływanie i jazda na rowerze to przy tym wypoczynek”. Nawet podczas najbardziej intensywnego treningu Aleksandr Briuchanow sprawia wrażenie człowieka, którego nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Jego nowozelandzki rywal Bevan Docherty porównuje emocje Rosjanina z blokiem skalnym – w czasie zawodów i poza nimi. Psycholog drużyny Swietłana Slepczenkowa nazywa to pewnością siebie wynikającą z dobrych wyników. Będąc na czele listy rankingowej, Briuchanow czuje się na tyle mocny, żeby podczas wyścigu wykorzystywać różne nowinki. A nerwy? Aleksandr może spokojnie przespać nawet 12 godzin. Do tego też trzeba mieć talent. Ta wiara w siebie wynika być może także z tego, że jego o cztery lata młodszy brat Andriej też uprawia tę dyscyplinę, ma duży talent i służy wsparciem emocjonalnym. Obaj bracia urodzili się i wychowali 50

w Rybińsku, małym mieście 280 km na północ od Moskwy. Mały Aleksandr chciał zostać kosmonautą, ale rodzice wysłali swojego najstarszego syna najpierw do klubu pływackiego. Potem doszły jeszcze tenis stołowy i „rosyjski styl” (odmiana jiu-jitsu), ale skończyło się złamaniem obojczyka. W końcu Aleksandr zainteresował się wielobojem, który jest w Rosji popularnym elementem przysposobienia obronnego. W przypadku Aleksandra wielobój ten obejmował pływanie na 100 m, sprint na 100 m, strzelanie z wiatrówki, rzut granatem i bieg przełajowy na 3000 m. W pierwszych zawodach triatlonowych Aleksandr bierze udział w wieku 15 lat, w 2002 roku. Zajmuje drugie miejsce, chociaż jedzie na pożyczonym, bardzo ciężkim rowerze, a funkcję stroju sportowego pełnią: luźna bluza Adidas z naciągniętą na wierzch koszulką piłkarską, legginsy i wełniane skarpety. „Wyglądałem jak raper”. Od 2004 roku zaczyna uprawiać triatlon na poważnie, przenosi się do Moskwy ze względu na lepsze warunki do treningu i dostaje powołanie do kadry narodowej juniorów. Od 2005 roku ćwiczy pod okiem Fietisowa, który notabene trenował kiedyś tzw. wielobój morski – także rosyjską specjalność. Triatlon jest w Rosji sportem mało popularnym – zapewne dlatego, że dopiero w 2000 roku stał się dyscypliną olimpijską. Ostatni wyścig pucharu świata odbył się w 1992 roku, brakuje działaczy i solidnej bazy. Od mniej więcej dziesięciu lat państwo poświęca triatlonowi więcej uwagi i przeznacza na jego rozwój jakieś środki, ale sukcesy osiąga się w tym sporcie nadal raczej „mimo” niż „dzięki”. W którym momencie olimpijskiego triatlonu odczuwa się pierwszy ból? Briuchanow: „Przy pierwszej boi. Wchodzimy sobie wtedy po prostu na głowy”. Która z trzech dyscyplin jest najbardziej wymagająca? „Bieg, bo tam się wszystko rozstrzyga. W wodzie i na rowerze można sobie jeszcze odpocząć”.


Red Bull, partner Briuchanowa, zwrócił na niego uwagę w 2009 roku i nawiązał z nim kontakt za pośrednictwem portalu Oklasniki, rosyjskiego odpowiednika Naszej klasy. Aleksandr myślał najpierw, że ta wiadomość to spam. Ludzie z Red Bulla byli bardzo zdziwieni po pierwszych testach w ośrodku treningowym w Thalgau – Rosjanin wyrównał właściwie wszystkie rekordowe osiągnięcia odnotowane w tamtejszym archiwum. Czy zobaczymy go także w wyścigach Ironman? Trenerka i asystentka Olga, kiedyś także czołowa triatlonistka, kręci przecząco głową, ale Briuchanow potakuje: „Bo żaden Rosjanin nie osiągnął jeszcze w tych wyścigach dobrych wyników”. Jedyna przeszkoda: Aleksandr jest strasznym śpiochem, a zawody Ironman zaczynają się bardzo wcześnie rano. Po treningu pływackim pora wracać do kwatery. Miejsca rozgrywania Dextro Energy World Championship – Sydney, Londyn – mogą kojarzyć się z luksusem, ale obozy treningowe to istne przeciwieństwo. Z głównej szosy skręcamy w boczną drogę i za chwilę naszym oczom ukazuje się otoczony lasem skromny letni dom. Podjazd cały w błocie, dawno nieużywany grill, na prowizorycznym maszcie zwisa smętnie zmoczona deszczem rosyjska flaga. Najbardziej światowo brzmi nazwa miejsca: Srebrny Szałas. W przedpokoju kłębi się w nieładzie ok. 30 par butów do biegania. Także w kuchni widać, że mieszka tu kilkanaście osób. Stosy chleba tostowego, dużo mleka UHT, jogurtu, makaronów i opakowań müsli, do tego słoiki z miodem i marmoladą – wszystko jednak porządnie poukładane, co jest prawdopodobnie zasługą asystentki Saszy Olgi oraz psycholożki Swietłany. Tu jest idealnie, mówi Olga: niezbyt daleko na basen, asfaltowe drogi, dużo różnych tras biegowych w lasach i stadion, świeże powietrze i centralna lokalizacja, bo można stąd w miarę szybko dolecieć do

miejsc rozgrywania zawodów. A do tego tanio. W Rosji nie stać by nas było na taką infrastrukturę. Jedyna wada: nie działa tu internet. Po dłuższym czasie potrzebne jest więc wsparcie psychologiczne. Swietłana Slepczenkowa szybko znalazła rozwiązanie problemu: „Wyjechać”. Olga wyszukała już zastępczą kwaterę. Organizacja to nie problem, jeżeli ktoś – jak Olga – nosi nazwisko Gienierałowa. Ostatni punkt dnia: 10 km rowerem na trening biegowy. Stadion lekkoatletyczny w Taborze, niedaleko krytego basenu, ma porządną tartanową bieżnię. Aleksandr, Dmitrij i inni zawodnicy odstawiają rowery w pobliżu bieżni, przebierają się i zaczynają zajęcia. Sasza występuje w dresach z napisem „RUSSIA”. Na obecnych na stadionie miejscowych lekkoatletach oraz rozgrywających akurat swój cotygodniowy mecz drużynach oldbojów nie robi to żadnego wrażenia. Jeszcze kilka lat temu pojawienie się gości z Rosji prawdopodobnie zmroziłoby atmosferę. Dystans 400 m na 100 proc., potem 200 m na 85 proc. i znowu 400 m na 100 proc. – w takim cyklu należy przebiec 5 km. Przedtem trzeba się rozbiegać, potem rozluźnić. Briuchanow nie ukrywa, że kocha bieganie: miękko stawia stopy, ma długi krok i dobrze kontroluje ruchy rąk. „Niżej ramiona!” – woła Sasza, ale poza tym nie ma żadnych uwag. Na bieżni to Dmitrij Połanski uczy się od Aleksandra lekkości i płynności. Czasy w granicach 3 min/km pozornie bez żadnego wysiłku – tempo specjalistów od maratonu. Jeżeli trzeba, można przyspieszyć. W Sydney Briuchanow po niesamowitym finiszu prawie dogonił zwycięzcę Docherty’ego. Zabrakło sześciu sekund. Po minięciu linii mety czuł się tak, jak Ferdinand Porsche opisał idealny samochód wyścigowy, który daje z siebie wszystko i po przekroczeniu tej linii rozpada się na kawałki.

O punkty w światowych rankingach triatlonista Aleksandr Briuchanow walczy w ekskluzywnej scenerii – Sydney, Londyn, Budapeszt. Trenuje w mniej efektownych warunkach: w miejscowości Tabor w Czechach, gdzie zamiast namiotów hospitalizacyjnych jest wspólna kuchnia, a zamiast aplauzu – komendy na gwizdek trenera

Szósty i przedostatni etap serii Mistrzostw Świata ITU Dextro Energy Triathlon: 14–15 sierpnia 2010 Kitzbühel, Tyrol

51


Akcja

Przeczytaj następne strony, aby zatankować do pełna natchnienie i adrenalinę.

Zdjęcie: Predrag Vučković for Global-Newsroom

54 Jos Pirkner 62 Powrót Młodego 66 Ekstremalne Połowy 74 Red Bull Air Race W Nowym Jorku

Wysokie napięcie: w tym miesiącu kolejny przystanek serii Red Bull X-Fighters będzie miał miejsce na terenie elektrowni Batterse’a w Londynie. O tym, co wydarzyło się na poprzednich odcinkach przeczytać można na s. 62


A kc ja

Sztuka Mocy Jos Pirkner oraz jego wspaniały pokaz siły i ruchu. Tekst: Herbert Völker, zdjęcia: Jürgen Skarwan

54


Nazwisko Jos Pirkner Data i miejsce urodzenia 2 grudnia 1927 r., Silian, Wschodni Tyrol Miejsce zamieszkania Tristach koło Lienzu Zawód Rzeźbiarz Sukcesy Liczne międzynarodowe wystawy, dzieła w muzeach, wielkoformatowe rzeźby w Europie i w Ameryce. Twórca trofeów World Sports Awards (Ikarus) i World Stunt Awards (Taurus) Praca w toku Kierownictwo projektu „Kunst und Architektur” (Sztuka i architektura) dla siedziby Red Bulla w Fuschl. Największa rzeźba w brązie w Europie (stado byków) Sieć www.jos-pirkner.at


A kc ja

Jak Jos Pirkner wprowadza (płaski) obraz w trzeci wymiar. Spontaniczne rysowanie przyniosło marzenie o zawodzie malarza. Po oddaniu się rzeźbiarstwu jest dla niego niezmiernie ważne, by wyrażać się także w malarstwie. Przedstawienie ruchu w rzeźbie staje się bardziej czytelne

Oprócz bułgarskich owczarzy to podobno dyrygenci i rzeźbiarze wykazują się najwyższą sprawnością w podeszłym wieku. Po przekroczeniu osiemdziesiątki nabierają dopiero wigoru. O muzykach nie będę się wypowiadał, mówi Jos Pirkner, ale o rzeźbiarzach mogę powiedzieć, że wykorzystują swoje ciała i umysły tak równomiernie, że żaden z tych elementów nie gnuśnieje. Można to określić jako zdrowy tryb życia – mimo zbyt wielu papierosów i zbyt małej ilości snu. „Najpierw myślenie, potem 40 ton gliny” – stwierdza artysta – „jedno bez drugiego nie ma sensu”. 40 ton gliny? Naprawdę? Ilu do tego trzeba pomocników? Z pomocy korzysta tylko przy wnoszeniu materiału do pracowni, w której trzeba ustawić najpierw żelazne rusztowanie i naciągnąć na nie coś, co nazywa „siatką na zające”, potem góra–dół po drabinie, ale proporcje muszą już być gotowe w głowie, naszkicowane i przetworzone – tyle o roli umysłu. Potem zajmuje się 20-kilogramowymi opakowaniami gliny sprowadzanymi od zaufanego producenta z Włoch. Nazbierało się już z czasem ok. 2 tys. takich ładunków. Następnie każda gruda gliny przechodzi przez ręce mistrza, jest nanoszona na rusztowanie, modelowana, opukiwana, kształtowana i gładzona przy użyciu kawałka drewna jako jedynego narzędzia. A gdy gotowy odlew z brązu – jedna z części olbrzymiej kompozycji – przyjedzie z odlewni, zacznie się obróbka powierzchni: pilnikowanie, szlifowanie, spawanie. Pod koniec przyszłego roku stado byków będzie gotowe, co pozwoli skompletować ekspozycję tematyczną „Sztuka i architektura” w centrali Red Bulla w Fuschl. Będzie to największa rzeźba z brązu w Europie. Nie powstawała z taką intencją, ale nie da się tego uniknąć – choćby ze względu na potężne rozmiary zwierząt, które mają wychodzić z wulkanu wraz z wydobywającą się lawą jako symbole energii. Przejście od realizmu do abstrakcji jest bowiem – jak zawsze u Josa Pirknera – płynne, więc nie trzeba nawet podejmować prób przyczepiania mu jakiejkolwiek etykietki. Jest po prostu sobą. W ramach największej dotąd retrospektywy prac artysty (trwającej przez cały sierpień w Hangarze-7 w Salzburgu) będzie można po raz pierwszy zobaczyć dwa z planowanych 14 byków z brązu – sztukę na miarę naszych czasów stworzoną po części przy użyciu starej techniki. Jej wyglądające na archaiczne rytuały obejmują np. pracę tradycyjnej berlińskiej odlewni Noack, w której rozgrzany do 1200oC metal wlewany jest do form. Noackowie – odlewnicy w czwartym pokoleniu – używają wobec swojej firmy określenia „odlewnia biodynamiczna”, ponieważ wszystkie materiały formierskie są przyjazne dla środowiska. Nawet z budzącego podejrzenia sylikonu powstaje po rozpadzie czysty piasek. Brzmi to wprawdzie dość niepokojąco w odniesieniu do osiągnięć chirurgii plastycznej, ale miejmy nadzieję, że w tej dziedzinie sylikon zachowuje się trochę inaczej. Jos Pirkner całym sercem wyraża swój zachwyt nad projektem stada byków. Jest to – mówi bardzo

jos pirkner

TERAZ W HANGARZE-7

Wystawa „Material, Form und Raum” w Salzburgu w Hangarze-7 (od 31 lipca) jest prezentacją dotychczasowej twórczości wraz cytatami z wczesnego okresu. Pirkner zdobył wykształcenie artystyczne w dziedzinie rzeźby w Graz i Salzburgu, następnie wyjechał do Holandii, pracował w srebrze, brązie i szkle. Jego wielkoformatowe dzieła szybko zapewniły mu sukces. Po powrocie do wschodniego Tyrolu rozwijał swą niezwykłą umiejętność przedstawiania ludzkiego ciała, tworząc akty i wizerunki sportowców ekstremalnych, dwu- albo trójwymiarowe, jako szkic pomysłu lub monumentalną rzeźbę. Płynne przejście od realizmu do abstrakcji widać w samych dziełach, teoria jest tu niepotrzebna. Zaprojektowane przez Pirknera trofea World Sports Award i World Stunts Award wyznaczyły nową jakość w dziedzinie cennych wyróżnień. Do obrazu świata według Pirknera pasuje postrzeganie architektury jako kontynuacji rzeźby – innymi środkami i w innej skali. Bez kiczowatości i braku dyscypliny, za to z całą surowością materiału i w sposób umożliwiający prezentację sztuki – wewnątrz i na zewnątrz. Najnowszy projekt artysty polega na stworzeniu najpiękniejszego biurowca świata. Wystawa w Hangarze-7 daje wgląd w środki wyrazu użyte przy tym projekcie i kierunki jego rozwoju. Dwa potężne odlewy z brązu są najlepszymi przykładami połączenia architektury i rzeźbiarstwa w twórczości Josa Pirknera.

Gala w Hollywood: Dietrich Mateschitz i Jos Pirkner świętują sukces odsłonięcia Taurusa. Po lewej statuetka Ikarusa na World Sports Award

57


A kc ja


„Męki rzeźbiarza jako program wellness”.

Ręczna praca przy modelowaniu to królewski etap długiego procesu

Wielkie rozmiary i techniczne wymagania w żelazie, glinie i brązie: na początku i na końcu zawsze jest sztuka, od pierwszych wyobrażeń rzeźbiarza aż do ostatniej fasety w odlewie z brązu

powoli – najważniejsza praca mojego życia. Z wulkanu w Fuschl byki będą wybiegać jako symbole energii trzech żywiołów – ognia, ziemi i wody – i zastygać, tworząc dzieło sztuki dające możliwość różnych interpretacji w skojarzeniu ze światłem, perspektywą i układem wody z fontann. Ma to być wizualizacja ruchu. To właśnie ruch stanowi najważniejszy „napęd” sztuki Pirknera. W ruchu, mówi Jos z błyszczącymi młodzieńczo oczami, odnalazłem swój czwarty wymiar rzeźby. Im lepiej ktoś opanował anatomię i rysunek, tym pewniejszą będzie miał rękę przy wyrażaniu ruchu, który potem może zostać poprowadzony w kierunku abstrakcji. „Moje stado byków nie ma nic wspólnego z prawdziwą anatomią tych zwierząt. Forma jest inna, ale byka można wyraźnie rozpoznać. Chodzi o pokazanie siły tkwiącej w napiętym karku i łopatkach. Byki w grupie można także interpretować jako lawę wydobywającą się z wybuchającego wulkanu”. W tym momencie nie da się już uniknąć zadawanego zawsze w tych kręgach pytania: czy sztuka figuralna, zwłaszcza wielkoformatowa, idzie z duchem czasu? Jos Pirkner: „Nie rozumiem stwierdzeń typu wszystko jest sztuką albo krasnal ogrodowy to sztuka. Znałem kiedyś artystę, który wpatrywał się przez dziesięć dni w białe płótno, potem postawił na nim jedną kropkę i płakał: Och, teraz się odnalazłem”. „Albo ktoś stawia na płótnie trzy kreski i nazywa to Spacerowicze w lesie – czy to jest współczesna twórczość? Tworzy się na siłę nazwiska, promuje je i sprzedaje. W Berlinie jest 500 galerii, ale przecież 59


A kc ja

„Podobno krasnal ogrodowy jest sztuką. Wszystko jest sztuką – nic na to nie mogę poradzić”. nie ma tam aż tyle sztuki, żeby wystarczyło jej na 500 galerii. To niemożliwe”. „Czuję się stuprocentowo współczesny, na dziś i jutro – w tym sensie, że nie może zaszkodzić podejście do sztuki jako mistrzowskiego rzemiosła: w malarstwie, w rzeźbie czy w architekturze. Od sztuki do sztuczności wiedzie czasem krótka droga, więc wolę określenie rzeźbiarz niż tworzący sztukę artysta. Kiedyś nie używano tego niejasnego pojęcia. Był mistrz Michał Anioł czy mistrz Rembrandt. W tej tradycji tworzenia i rzemiosła się odnajduję – jako malutki punkcik pełen radości i sił umożliwiających mi współcześnie tworzenie czegoś, co zachowa znaczenie także jutro i pojutrze”. *

Wiele kopyt. Jeden z czternastu. Ogromny. Bez finezji szczegółu, sztuka monumentalna nie byłaby tak wiarygodna. Grupa rzeźb stada byków będzie ostatecznym akcentem w projekcie „Sztuka i architektura” 60

Jos Pirkner jest malarzem, rzeźbiarzem i architektem, a kształcił się w dziedzinie rzeźby i złotnictwa. Dziś koncentruje się na rzeźbach i szeroko rozumianej architekturze. Jak człowiek może się wyrażać w różnych dyscyplinach? Jaki jest motyw przewodni? Początkiem wszystkiego jest rysunek, tam powstaje pojęcie przestrzeni dla rzeźby i architektoniczne myślenie w kategoriach perspektywy. Jos uznaje w swojej karierze brak klasycznej edukacji architektonicznej za szczęście: „W przeciwnym razie siedziałbym teraz przy komputerze i projektował architekturę przyzwyczajoną do norm. Norm dla drzwi, okien, klamek, norm dla foyer i korytarzy biurowych, widoku z okna i konstrukcji stropu”. Nie chcemy dalej roztrząsać tematu przed zakończeniem budowy czegoś, co – z całą skromnością – ma stać się „najpiękniejszym biurowcem świata”. Architektura, sztuka i funkcjonalność w otoczeniu pięknego krajobrazu, z ogrodem i jeziorem. Z założenia ma to być coś wielkiego, wykonanego z rozmachem i z najlepszych materiałów. Wystawa dzieł Josa Pirknera w Hangarze-7 pozwala dobrze pojąć całość koncepcji artysty – od wulkanów po zdefiniowanie na nowo detali, wolną od kiczu architekturę krajobrazu i oczywistą obecność wody. Można też tam wyobrazić sobie, w jaki sposób stado byków zadecyduje o charakterze całego kompleksu stanowiącego nie tylko lokalną atrakcję architektoniczną z najwyższej półki. * Pirkner jest prawdziwym Tyrolczykiem z Tyrolu Wschodniego. Rodzinny dom Josa w Lienzu został zbombardowany podczas wojny, ale mieszkańcom udało się przeżyć. Jos chętnie opowiada o tym, jaki wielki wpływ miała na niego miłość rodziców.

Jako chłopiec chciał zostać malarzem, ale w szkole rzemiosła artystycznego pochłonęła go metaloplastyka i ciężka fizyczna praca przy repusowaniu (trybowaniu) metalu połączona z finezją sztuki. Potem wyjechał kształcić się dalej do najsłynniejszego warsztatu złotniczego w Holandii – kraju, w którym mieszkał przez następne 25 lat. Pirkner ukończył akademię, usamodzielnił się zawodowo i w coraz większym stopniu zaczął się zajmować rzeźbiarstwem. Szybko osiągnął sukces – otrzymywał zlecenia z Ameryki i Europy, na małe klejnoty i wielkie dzieła. Jos poślubił Joke, swoją holenderską miłość. Gdy w 1978 roku przyszedł na świat ich syn Gidi, Jos nie wyobrażał sobie pozostania w Holandii i narażania dziecka na niebezpieczeństwa związane z narkotykami. Wtedy rzeczywiście można było brać pod uwagę takie czarne scenariusze. Nadszedł czas by się pakować i wracać do Tyrolu. * Pirkner zbudował swoją pracownię nad Drawą, w Tristach w pobliżu Lienzu. Połączenie odnalezionego na nowo pierwiastka tyrolskiego i uzyskanego wcześniej światowego obycia wniosło do dzieł artysty dodatkowe pozytywne elementy. Malował z lekkością ulotnej chwili, tworzył delikatne rzeźby ze srebra, brązu i szkła albo przez wiele miesięcy szedł na całość – wtedy powstawały wielkie dzieła rzeźbiarskie, które można podziwiać np. w okolicach Felbertauern, w Pittsburghu, Long Beach, New Jersey, albo np. fontanny dla Innsbrucku i Rotterdamu, a także wiele innych dzieł. Ich lista jest bardzo długa. Pirkner nie udzielał się w środowiskach artystycznych, mimo to otrzymał mnóstwo wszelkich możliwych wyróżnień. Eksperci doceniali jego „wartościową prezentację anatomii wywodzącą się z renesansowego idealizmu ludzkiego ciała” i formułowali wiele innych mądrych refleksji. Zamiast o „wartościowej prezentacji anatomii” można by wspomnieć o niezwykłym talencie Pirknera do przedstawiania ciała – w aktach, w cyklu poświęconym sportom ekstremalnym, w dziełach dwui trójwymiarowych, szkicach i monumentalnych rzeźbach. Wiele z tych dzieł można zobaczyć podczas retrospektywy w Hangarze-7. Jakieś 12 lat temu Pirkner spotkał się przypadkowo z Dietrichem Mateschitzem i szybko obaj przypadli sobie do gustu. Biznesmen od razu polubił malarstwo Pirknera, jego rzeźby, siłę manifestacji swoistego nieprzystosowania, tyrolski upór i wyrazistość poglądów mistrza. Panowie zaprzyjaźnili się – jak skorzy do zabawy chłopcy inspirujący się wzajemnie sztuką i funkcjonującym poza nią światem. Okazałe trofea World Sports Award autorstwa Piknera oraz jego projekt statuetki Taurusa na World Stunts Award w Los Angeles (od 2001 roku) stały się międzynarodowymi przebojami i wyznaczyły nową jakość w kategorii symboliki wyróżnień. Teraz jako klasykę można je zobaczyć na wystawie w Hangarze-7. Album „Jos Pirkner. Material, Form und Raum” (Collection Rolf Heyne) dostępny w Hangarze-7: www.hangar-7.com


a kc ja

Powrót

Młodego Mimo rekonwalescencji Levi Sherwood zdobywa nowe szczyty na wypełnionym po brzegi placu Czerwonym w czasie mistrzostw Red Bull X-Fighters w Moskwie.

Jest już późne popołudnie, ale moskiewski plac Czerwony nadal zalewa ponad 30-stopniowy żar. W rogu placu niewielka grupa rosyjskich żołnierzy po zakończonej służbie rozluźnia guziki wełnianych kurtek i z uśmiechami na twarzach pozuje do zdjęć na tle bajkowych kopuł cerkwi Wasyla Błogosławionego. Za nimi grupa japońskich turystów z zapartym tchem okrąża bazylikę. Gdy docierają na tyły świątyni, powietrze przeszywa zbiorowe westchnienie – ich oczom ukazał się zupełnie inny obiekt powstający tuż obok najbardziej rozpoznawalnej budowli Rosji. Gigantyczny plac zabaw zbudowany z piasku i stali powoli nabiera kształtów. Już za trzy dni gościć będzie dwunastu najlepszych na świecie zawodników freestyle motocrossu, którzy w ramach trzeciej odsłony najtrudniejszych zawodów FMX zaprezentują swoje umiejętności, rozgrzewając 40-tysięczny tłum fanów do czerwoności. Jednak obecnie panuje tam względny spokój – nie licząc stukotu młotków 62

i warkotu koparek usypujących i dopieszczających dirtowe hopy. Na szczycie toru, w części przeznaczonej dla riderów, panuje senna atmosfera. Zawodnicy schronili się przed palącym słońcem w swoich garażach. Spędzą tutaj kilka dni, przygotowując swoje maszyny, zapoznając się z torem i planując arsenał przeczących grawitacji trików, ale chwilowo ogranicza ich żar lejący się z nieba. Tutaj właśnie ukrył się młody rider Levi Sherwood, w skupieniu przeglądający własny sprzęt. Sherwood jest jednym z najbardziej obiecujących talentów tego sportu. Ma zaledwie 18 lat, a już od dwunastu pilnie trenuje w powietrzu na swym motocyklu. Jako 14-latek dołączył do Crusty Road Tour w Australii. W zeszłym roku po kontuzji Jeremy’ego Stenberga Sherwood otrzymał niespodziewane zaproszenie do wystąpienia podczas inauguracyjnych zawodów światowej serii Red Bull X-Fighters w Mexico City. Był to dla niego zupełnie nowy świat.

Zdjęcie: Balazs Gardi for Global-Newsroom

Tekst: Justin Hynes


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Zobacz, jak X-Fighters rządzą na placu Czerwonym w Moskwie

Na szczycie góry: Levi Sherwood świętuje zwycięstwo przed trybuną władców Kremla


a kc ja

„Sytuacja w zeszłym roku bardzo się skomplikowała” – wzdycha. „Z samego szczytu (w Meksyku) spadłem naprawdę nisko. Udało mi się zakończyć sezon w Londynie z dobrym drugim miejscem, co mnie ucieszyło, ale przedtem nie opuszczałem zawodów z powodu urazów – pojawiałem się na nich i właśnie wtedy doznawałem kontuzji”. Jednak w tym roku, w marcu, Sherwood po raz pierwszy ponownie wsiadł na swój motocykl zdeterminowany, by wrócić na światową scenę, za cel stawiając sobie koronę X-Fighters. „Już podczas pierwszego dnia jazdy wróciłem do formy sprzed operacji, przynajmniej jeśli chodzi o możliwość wykonywania trików” – mówi. „Ale szybko zdajesz sobie sprawę, że nie czujesz się tak komfortowo jak przedtem. Nie jesteś w stanie przewidzieć reakcji swojego motocykla. A to jest najważniejsze – wyczucie maszyny i współpraca z nią. To ty prowadzisz swój motocykl, a nie on ciebie”.

Młody gniewny: po pamiętnym zwycięstwie w Meksyku Sherwood miał kłopoty, które jednak przezwyciężył

Seatgrab Flip Riderzy Red Bull X-Fighters walczą z nerwami i grawitacją, próbując zaliczyć najtrudniejsze triki i najważniejsze nagrody. Levi Sherwood przedstawia trik, przed wykonaniem którego zastanawia się dwa razy – seatgrab flip Generalnie jest to backlip, podczas którego jedną ręką przytrzymujesz siodełko, jednocześnie wypychając nogi do tyłu, ale wszystko to robisz do góry nogami – na wysokości 15 metrów! Kluczem do sukcesu jest przytrzymanie stóp na motocyklu, zanim złapiesz rękami za siodełko. Jeśli zdejmiesz stopy za wcześnie, motocykl poleci w swoją stronę. Znam to z doświadczenia. Następnie nie za mocno odpychasz się od kierownicy i odchylasz do tyłu. Puszczasz jedną rękę, wkładasz ją między nogi i chwytasz za siodełko. W tym momencie wykonałeś już mniej więcej jedną czwartą obrotu. Gdy czujesz, że mocno trzymasz siodełko, zdejmujesz stopy. Motocykl dosłownie odskakuje od ciebie, ale dzięki sile rotacji spokojnie dokończysz obrót. Mniej więcej w połowie, by zadowolić sędziów, maksymalnie rozciągasz i prostujesz ciało. Pod sam koniec obrotu masz „chwilę” na zlokalizowanie lądowiska. Pamiętaj o przeniesieniu ciężaru ciała na rękę przytrzymującą siodełko. Jeśli obciążysz rękę trzymającą kierownicę, natychmiast ją skręcisz, a to drastycznie skomplikuje lądowanie! W każdym momencie obrotu kierownica musi być wyprostowana. Jeśli skręcisz koło podczas wykonywania flipa, motocykl także zmieni pozycję. Stopy wracają na miejsce, a ręka z siedzenia na kierownicę i wtedy lądujesz. W większości przypadków, jeśli zrobisz wszystko, jak należy, wylądujesz na obydwu kołach. Seatgrab flip jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Rozbiłem się, wykonując go na początku roku, i odpuściłem na długi czas. Fakt, że znowu go wykonuję, dużo dla mnie znaczy. Zdjęcia: Jörg Mitter for Global-Newsroom, Predrag Vuckovic for Global-Newsroom

Tutaj riderzy występują pod nieustanną presją. Chodzi o coś więcej niż tylko zaprezentowanie umiejętności i zapewnienie publiczności rozrywki. Na tej scenie riderzy zaciekle rywalizują ze sobą na oczach najlepszych na świecie sędziów. Do zgarnięcia jest zaszczytny tytuł. Dla Sherwooda był to milowy krok naprzód. Zaskoczył wszystkich, zwyciężając już za pierwszym razem. Był to nadzwyczajny debiut, który natychmiast przyniósł młodemu Nowozelandczykowi miano gwiazdy, która w przyszłości zawładnie międzynarodową sceną FMX. Skoro udało mu się z taką łatwością pokonać legendy tego sportu, takie jak Robbie Maddison czy Nate Adams, wszystko mogło się zdarzyć. Po wygranej w Meksyku doznał kilku drobnych urazów, co zmusiło go do usunięcia się w cień. Tuż po tym, jak Nate Adams zdobył koronę mistrza serii podczas finału w Londynie, Sherwood znalazł się w szpitalu, czekając na poważną operację kolana. Na sześć miesięcy wykluczyło go to z rywalizacji.


W młodości siła. W wieku zaledwie 18 lat Levi pracuje bardzo ciężko nad coraz to większymi i trudniejszymi trikami

Zdjęcie: Jörg Mitter for Global-Newsroom

˝Zawsze Staram się wymyślić coŚ nowego. Jestem na 90 proc. pewny, że mogę to zrobić, ale zawsze pozostaje 10 proc. wątpliwości˝. „Poza tym jeśli przez jakiś czas nie wykonujesz backflipów, zaczynasz się bać” – dodaje. „Dlatego na nich się skupiam. Stało się tak po tegorocznych zawodach w Egipcie. Po prostu zebrałem się w sobie i zrobiłem to. Czułem się niepewnie, wykonując pewne flipy, więc po prostu wjechałem na tor i wykręciłem dziesięć z rzędu”. Obchodząca w tym roku dziesiąte urodziny seria zapracowała na miano najważniejszych zawodów w tej dyscyplinie, zawodnicy czują ogromną presję, by zaprezentować nowe, zaskakujące triki, co z kolei wiąże się z tygodniami testowania nowych pomysłów w specjalnych basenach z gąbkami. Sherwood przyznaje, że owszem, presja jest, ale nieustanny rozwój i wymyślanie coraz bardziej szalonych trików to nieodłączna część tego sportu. „Szybko nudzi się ciągłe powtarzanie tych samych akrobacji” – mówi z uśmiechem. „Zawsze staram się wymyślić coś nowego. W tej chwili mam jeden dobry pomysł zainspirowany BMX, ale naprawdę nie jestem pewien, czy będzie to możliwe. Na razie to tylko pomysł. Jestem na 90 proc. pewny, że mogę to zrobić, ale wciąż pozostaje 10 proc. wątpliwości. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...”.

Zanim to nastąpi, jest jeszcze jedno małe zadanie do wykonania – trzecia runda w Moskwie. Powrót Sherwooda do rywalizacji jest wynikiem umiarkowanego, ale systematycznego postępu. W Meksyku był siódmy, ale na tle egipskich piramid już piąty. Jak tak dalej pójdzie, w Moskwie powinien zająć miejsce na podium. Kwalifikacje pokazały, że harówka Sherwooda po przystanku w Gizie całkowicie się opłaciła. Bez śladu zniknęła nerwowość zawodnika widoczna na początku sezonu. Zastąpiła ją niezachwiana pewność siebie połączona z werwą i agresywnym stylem jazdy, których momentami brakowało w sezonie 2009. W sobotni wieczór Sherwood ponownie zaprezentował doskonałą formę. W finale zmierzył się z Nate’em Adamsem. Mistrz świata z 2009 roku i żywa legenda kontra 18-letni dzieciak prezentujący dość niestabilną formę? Wydawało się, że wynik był z góry przesądzony. Ale tym razem Sherwood był nie do pokonania. Wykazując się niebywałą agresją i werwą, zapewnił widowni najwyższej jakości rozrywkę, co uprzednio w jego mniemaniu było tylko dodatkowym zadaniem zawodników. Adams poległ, prezentując zaledwie ułamek swego

talentu. Sherwood powrócił – i to w jakim stylu! „Myślę, że zeszły rok mnie nieco zmienił” – mówi. „Szczególnie zauważyłem, że zmieniły się moje emocje podczas przejazdów. Jestem bardziej zrelaksowany. W zeszłym roku zamartwiałem się przez co najmniej tydzień przed zawodami. Rozmyślałem o torze i o tym, jak mi pójdzie. Teraz odcinam się zupełnie od tego typu bzdur”. „Nie dbam o to, kto mi się przygląda ani z kim muszę się zmierzyć. Nie oglądam nawet przejazdów rywali. Po prostu robię to, co do mnie należy”. Światowa seria podąża naprzód. W połowie lipca w Madrycie rozegrane zostaną dwudniowe zawody, które w tym roku za sprawą dzikiej karty dadzą młodym talentom szansę na zaistnienie w pierwszej lidze FMX – tak jak było to w przypadku Sherwooda. Teraz, gdy zalicza się już do grona zwycięzców, ma chrapkę na kolejne triumfy. Zwłaszcza w Londynie. „Zeszłoroczne zawody w Londynie podobały mi się najbardziej” – mówi z uśmiechem. „Zauroczyła mnie niesamowita atmosfera i ludzie. Tam nastąpił dla mnie przełom. Po raz pierwszy poczułem się naprawdę komfortowo podczas zawodów. W Londynie zrozumiałem, że jestem szczęściarzem. Niewielu ludzi ma taką pracę, która umożliwia im uprawianie ukochanego sportu, nieustanną jazdę na motocyklu i podróżowanie. To naprawdę wyjątkowe”. Blaski Kremla na: pl.redbulletin/Print2.0 daty, bilety i inne na: www.redbullxfighters.com

65


a kc ja

Red Gold Łowienie krabów na Morzu Beringa między Rosją a Alaską to nie zawód, tylko powołanie, oraz jeden z najniebezpieczniejszych sposobów zarabiania pieniędzy. Macie mimo to ochotę na tę odjechaną pracę? Fotograf-rybak Corey Arnold, otwiera swoje archiwum zdjęć i dorzuca kilka lodowatych tekstów. Tekst i zdjęcia: Corey Arnold

Właściwie powinienem napisać ten tekst w swojej koi, po kolejnym 20-godzinnym dniu pracy na oblodzonym pokładzie kutra do połowu krabów, z piętrzącymi się za bulajem 10-metrowymi falami. Te strony powinny być wysmarowane wnętrznościami dorsza i śmierdzieć olejem napędowym. Kiedy zaś grawitacja chciałaby koniecznie wyrzucić mnie z łóżka, powinienem biadolić, że nie mogę spać, bo moje obolałe ręce są zbyt opuchnięte, żeby przyjąć krew pompowaną w ich kierunku przez serce. Tak – wtedy być może wszystkimi zmysłami moglibyście doświadczyć tego piekła zwanego łowieniem krabów na Morzu Beringa. Jednak nawet gdybym wydobył z siebie jeszcze trochę energii i napisał ten tekst w czasie rejsu, powstałyby jakieś brednie złożone z moich samotnych, gniewnych i irracjonalnych myśli. Zamiast tego zrobiłem kilka zdjęć tej parszywej roboty. Fotografie, które tu oglądacie, są wynikiem siedmiu lat mojego – opartego na miłości i nienawiści – związku z pracą na kutrach do połowu krabów na Morzu Beringa.

66


Action

68


a kc ja

Łowię zawsze ze 107-stopowego, czyli w przeliczeniu 33-metrowego kutra. Nasza załoga to pięć osób wraz z kapitanem. Jesteśmy zgranym zespołem, a naszym celem są kraby królewskie i śnieżne. Łowienie krabów to coś dla ludzi, którzy chcą jak najszybciej zarobić dużo pieniędzy i są gotowi w tym celu narazić swoje zdrowie. Na kutrze wszędzie czyha niebezpieczeństwo bolesnych urazów. Wypełnione krabami klatki połowowe (więcierze) o wymiarach siedem na siedem stóp (2,1 × 2,1 m), z zespawanych stalowych prętów i nylonowych sieci, ważą po blisko 1700 funtów (ok. 800 kg). Przeniesienie takiej klatki przez reling przy wysokiej fali i umieszczenie na pokładzie można pod względem trudności porównać z próbą złapania po pijanemu pracującej gruszki do wyburzania budynków. Mogę mówić o farcie, że po siedmiu latach tej roboty mam jeszcze wszystkie palce obu dłoni. Nasz pierwszy mechanik nie miał tyle szczęścia: został prawie zmiażdżony między dwoma więcierzami. Przeżył, ale miał siedem złamanych żeber oraz pourazową odmę opłucnową, którą lekarze nazywają ładnie po łacinie pneumothorax. Mimo to jestem pewien, że w przyszłym roku znowu zobaczymy go na pokładzie.


Ac a kc t ijoa n

Po tym, jak prawdopodobnie odstraszyłem was od rozpoczynania kariery zawodowych poławiaczy krabów w tym regionie świata, spróbuję coś wyjaśnić: ludzie wykonujący tę pracę to nie kompletni idioci. Jasne, że kasa jest ważna. Na morzu zarabiamy w krótkim czasie niezłe pieniądze, dzięki którym możemy sobie sfinansować piękniejsze życie na lądzie (albo wydać tę kasę na drogie projekty fotograficzne). Dla mnie natomiast liczy się natura. Od dziecka lubiłem naukę i podróże w nieznane.

70


action

Nie ma nic bardziej przerażająco pięknego niż obserwowanie więznącego w lodzie dziobu naszego kutra. Północne akweny, daleko od brzegu, krążące nad głowami stada mew. Żebrzące o pokarm uchatki jedzą ci z ręki. Na nasze przynęty rzucają się z góry orły.

W szczególnie zimne dni powierzchnia oceanu o temperaturze dwóch stopni powyżej zera paruje jak gotująca się woda. Do tego naprawdę inspirujące góry wody przelewające się przez kuter. Łowienie krabów to gwarancja świetnego materiału na opowiadania.


a kc ja

Jest lato. Siedzę przy komputerze i gapię się w jasny ekran. Właśnie zadzwonił telefon. Jednocześnie przyszedł SMS. Kot dopomina się o jedzenie, a ja mam do posortowania około 200 e-maili. Od czterech miesięcy jestem już w domu. Tutaj, w Portland, jest ciepło. Podświetlone słońcem drzewa pobłyskują zielenią liści. Z czasem zapominam o związanym z moją zimową pracą bólu, braku snu i wgryzającym się

72

w kości zimnie. Mózg wypiera złe wspomnienia o tych trudnych chwilach i nagle tamto życie – zamknięcie na małej powierzchni, ciężka praca i odcięcie od cywilizacji – nie wydaje się już takie straszne. Chęć wypłynięcia w morze z przyjaciółmi z załogi staje się coraz silniejsza. Łowienie krabów jest bowiem jak nałóg, który skłania hazardzistę do wyrzeczeń w zamian za szansę zagarnięcia całej puli.


Amerykański fotograf Corey Arnold (34 lata) mieszka w Portland w stanie Oregon. Latem łowi samodzielnie dzikie łososie na Alasce, a przez resztę roku robi zdjęcia dla czasopism z całego świata. Wybrane prace z rybackich fotoreportaży Arnolda wystawiano już w wiodących galeriach Nowego Jorku i Los Angeles. Wkrótce zdjęcia te zostaną opublikowane przez Nazraeli Press w formie książkowej. Swój najnowszy reportaż o łowieniu łososi w Zatoce Bristolskiej (Alaska) Arnold zaprezentuje

w listopadzie w galerii Charles A. Hartman Fine Art w Portland.


a kc ja

RED BULL AIR RACE

Miłość do rzeki Hudson

Uwaga! Lotnik, kryj się! Nad Nowy Jork nadlatuje eskadra szerszeni.

Zdjęcie: Nick Laham/Getty Images for Red Bull Air Race

Tekst: Herbert Völker

74


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Podniebny spacer nad Nowym Jorkiem


a kc ja

o prawej Statua Wolności, z tyłu Staten Island i Brooklyn, po lewej Manhattan z potęgą swoich monumentów, pośrodku legendarna rzeka Hudson. Widzowie mają przyjemność skomponowania fotograficznej panoramy, wyostrzenia detalu, jakby chcieli zeskanować widokówkę z własnych obserwacji i zapisać w katalogu miłych wspomnień. Nowy Jork to miejsce, w którym cynizm nie odnosi skutku, mawia mój doświadczony w tej kwestii kolega Stephen Bayley. W taki sposób można wytłumaczyć wiele rzeczy, na przykład fenomen „Seksu w wielkim mieście”, który odbieramy jako miłe swojskie kino, nie zastanawiając się ani sekundy nad filmowymi analogiami do „Śniadania u Tiffany’ego”. Dość pragmatycznie przebiega przezwyciężenie traumy 11 września, nawet jeśli chodzi o tzw. Security Level, o którym wcześniej nikt nie miał pojęcia. Nowojorczycy nauczyli się wracać do wszystkich możliwych miejsc, bez traumy i ciężkich wspomnień. Tak oto można wytłumaczyć, że 16 niezależnych instytucji Nowego Jorku i New Jersey, od Homeland Security, poprzez zarząd National Park Service administrującego Statuą Wolności po Straż Wybrzeża USA, od Newark Fire Department po jednostkę Marine Unit nowojorskiej policji, wspólnie zdecydowało nie tylko zezwolić na zorganizowanie Red Bull Air Race, ale też bardzo serdecznie powitać imprezę w Nowym Jorku. Jakby chcieli powiedzieć: w tym mieście wszystko jest możliwe, jak zawsze, znów chcemy świętować i widzieć flagę za samolotem. Tak, wyznaczenie ścieżki przelotu tuż przy Statui Wolności będzie możliwe, to fantastyczny widok dla widzów, do zdjęć, filmów, dlaczego mielibyśmy odmówić? Péter Besenyei, od samego początku uznawany za świetlaną postać tego sportu, przypomina sobie, że kiedyś w środku Europy aż 24 urzędy musiały wydać zgodę, zanim pozwolono mu zademonstrować w powietrzu sztukę lotniczej akrobacji.

76

Nie było wówczas jeszcze mowy o wyścigu, serii wyścigów czy mistrzostwach świata. Ostatecznie zezwolono pilotowi na przelot pod Mostem Łańcuchowym w Budapeszcie. Minęło już prawie dziesięć lat od chwili, gdy pokazano, jak doświadczeni profesjonaliści mogą opanować akrobacje i że w lotnictwie wykonalne są rzeczy niemożliwe: nad plażą Botafogo w Rio (milion osób!), w mitycznej dolinie Monument Valley, przed olbrzymimi górami Eiger i Jungfrau w Szwajcarii, w Abu Dhabi, nad Docklands w Londynie i w klasycznie romantycznej lokalizacji – tam, gdzie Dunaj w Budapeszcie formuje dwubiegowe zakole. Teraz pora na rzekę Hudson pomiędzy Nowym Jorkiem i New Jersey. Podczas Race Day przeżyjesz 12 lotów w Top 12, potem osiem Super 8, a następnie Top 4,

„W tym mieście wszystko jest możliwe”. więc razem 24 przeloty. Czas netto od startu do celu to dobre 70 sekund, za każdym razem „szalejący trzmiel w garnku z marmoladą”, jakby to powiedział brytyjski pilot Nigel Lamb. Rzeczywiście trwa to zawsze trzy minuty, od pojawienia się samolotu przed Statuą Wolności, aż do eleganckiego zwrotu w stronę Brooklynu. By z prędkością 400 km/h nalecieć na bramę startową, piloci trzymają kurs prosto na nową budowlę, która wygląda jak olbrzymia golarka Remingtona i nosi nazwę banku inwestycyjnego z pierwszych stron gazet. Pilot musi kierować się na „elektryczną golarkę”, czas zaczyna biec, myślami wyprzedza swój samolot, inaczej nie da się opanować Air Race, a już na pewno nie ciasnej, 5-kilometrowej trasy z niewiarygodnie ostrymi zakrętami.

Zdjęcie: Hamish Blair/Getty Images for Red Bull Air Race

P


Najlepsze miejsca znajdują się na wodzie: flotylla prywatnych jachtów zachowuje bezpieczny dystans


a kc ja

Red Bull Air Race nad rzeką Hudson w Nowym Jorku był punktem kulminacyjnym sześcioletniej historii of the world’s fastest growing motor sport, jak wynika z danych na temat atrakcyjności dla widzów i ogólnoświatowego postrzegania imprezy. Jest jeszcze kilka powodów, dla których kocha się rzekę Hudson. Nowy Jork i jego pięć dzielnic, z których cztery są wyspami (tylko Bronx leży na stałym lądzie), jest otoczony przez Atlantyk i drogi wodne, a najbardziej znaczącym dla atmosfery miasta zbiornikiem wodnym jest właśnie Hudson River. Jej nazwa zapadła w pamięci ludziom na całym świecie od chwili, gdy kapitan Sullenberger podczas lotu US 1549 wylądował awaryjnie na rzece. Nowojorczykom nie trzeba tu nic wyjaśniać. 78

W przypadku tej rzeki nie chodzi tylko o najgęstszą sieć transferów biznesowych z Manhattanu na stronę New Jersey, poprzez promy i tunele (z częściowo zaakceptowanymi korkami pod wodą i na niej). Chodzi także o samą rzekę i jej wspaniałe aleje nabrzeżne na wschodzie i zachodzie, także o cały dramat ożywienia biegu rzeki, który przez dziesięciolecia wpisywał się w obraz historii. Sam cud czterech przypływów dziennie, gdy morze wlewa się do rzeki, aż do 200 km w górę, i to, jak rzeka z nim walczy. Teraz pomówmy o parku Hudson po stronie Manhattanu: zgrabniejszych łydek nie widział nawet doświadczony komentator sportowy, 80 proc. kobiety, 20 proc. Ronaldo. Oczywiście, skoro już mówimy o Nowym Jorku, jesteśmy blisko biegania po Central Parku, jednak żylasta struktura goleni nad Hudson River to prawdziwa Premier League. Ośmiokilometrowy Hudson River Park ozdabia całą zachodnią flankę dolnej połowy Manhattanu, gdzie nie zbudowano nowych wieżowców, tylko kultywowano budowę obiektów sportowych, od małych kortów do badmintona po hale hokejowe dla ośmiolatków, którzy nadają sobie dumnie brzmiące nazwy: „Team Canada” przeciwko „Team Russia”; „wchodzenie ciałem” dozwolone jest jednak dopiero od wieku 14 lat. Na przeciwległym brzegu, dziesięć minut przez Holland Tunnel, 20 minut promem, znajduje się New Jersey. Również tu brzeg rzeki Hudson jest pieczołowicie chroniony i pełen sportowych atrakcji. Tył parku wprawdzie porosły dzikie wieżowce z ludźmi, którzy wyglądają tak, jakby nieczęsto zaglądali do warzywniaka. Wielką oazą spokoju jest Liberty State Park. W budynku od dawna nieczynnego dworca kolejowego jak w wielkiej szklarni pomiędzy torami wyrosły trawy, paprocie i krzaki. Jednocześnie, jakby nic się nie zmieniło, widać jeszcze tablice: Philadelphia Express via Wall Street, odjazd 5:42 P.M. To było przynajmniej 30 lat temu. Całkiem niedaleko, w gorącą niedzielę przy Liberty State Park, na naturalnym tarasie nad zatoką nowojorską rozciągał się niezwykły widok na niepowtarzalną akrobację zawodników Red Bull Air Race. Tylko rzeka Hudson była tego dnia zupełnie opustoszała. Odlot: pl.rebullettin.com/print2.0 Wiadomości, terminy i kalendarz wyścigów na: www.redbullairrace.com

„Jest jeszcze kilka powodów, dla których kocha się rzekę Hudson”.

Nowojorskie Wielkie Jabłka dla Paula Bonhomme’a, Nigela Lamba i Kirby’ego Chamblissa

R E D B U L L AIR RAC E

MISTRZOSTWA Świata

Stan po wyścigu w Nowym Jorku 1. Paul Bonhomme 53 punkty 2. Hannes Arch 48 punktów 3. Nigel Lamb 47 punktów 4. Kirby Chambliss 35 punktów 5. Pete McLeod 29 punktów 6. Nicolas Ivanoff 26 punktów 7. Michael Goulian 24 punkty 8. Matt Hall 22 punkty 9. Matthias Dolderer 21 punktów 10. Péter Besenyei 18 punktów 11. Alejandro Maclean 7 punktów 12. Yoshihide Muroya 5 punktów 13. Sergey Rakhmanin 4 punkty 14. Martin Šonka 1 punkt 15. Adilson Kindlemann 0 punktów

GBR AUT GBR USA CAN FRA USA AUS GER HUN ESP JPN RUS CZE BRA

ZWYCIĘZCY 2010 ABU DHABI PERTH RIO DE JANEIRO WINDSOR (CAN) NOWY JORK

Paul Bonhomme Hannes Arch Hannes Arch Hannes Arch Paul Bonhomme

GBR AUT AUT AUT GBR

ostatni WYŚCIG EUROSPEEDWAY Łużyce

8 sierpnia

Zdjęcia: Dean Mouhtaropoulos/Getty Images for Red Bull Air Race, Markus Kucera/Red Bulletin (5)

Panorama jest przytłaczająca dla widzów, ale pilot ma wąskie pole widzenia w planie lotu. W czasie przygotowań Hannes Arch, Paul Bonhomme, Nigel Lamb i cały zespół wykazywali duży respekt wobec Statui Wolności, ale teraz: Smoke On. To komenda startowa z wieży, imperatyw Red Bull Air Race, dawny rytuał uprawiających akrobacje pilotów, by nasmarować wydech parafiną i chmurą dymu udramatyzować wykonywane figury. Pilot zapomina o Nowym Jorku i gdy horyzont w locie koszącym przekrzywia się na prawo lub lewo, nie ma to nic wspólnego z New Jersey czy stojącym na głowie Empire State Building, lecz z niewiarygodnym refleksem precyzyjnego latania. The Battle of g-Force wcale nie jest bardziej romantyczna 12–15 m nad lustrem rzeki Hudson, ta niewiarygodna bliskość wody czy ziemi zawsze jest pokonywana z tą samą szybkością, Dunaj nie jest bardziej miękki od Hudson czy toru w Łużycach. Dzięki wielkim ekranom można zobaczyć zbliżenia z kabiny: jak fizyka nadweręża pilotów, zwiększa dziesięciokrotnie ich ciężar (w wypadkach ekstremalnych do 12 g), gdy wychodzą ze 180-stopniowego zakrętu. Widać to po ich, powiedzmy, rozciągniętych rysach twarzy, wybałuszonych oczach, gdy krew z głowy odpływa do nóg. Co dzieje się z mięśniami brzucha, domyśla się każdy, kto zafundował swojemu żołądkowi jazdę kolejką górską – przeżył wówczas zaledwie ćwierć zwykłych przeciążeń podczas wyścigu.


Credit

Kierunek jest prawidłowy: Hannes Arch nad zatoką nowojorską


“Możliwości chodzenia nie należy przyjmować za oczywistość.” David Coulthard.

Trzynastokrotny zwycięzca Grand Prix Formuły 1 i orędownik “Wings for Life”.

Postęp i nieustanny rozwój są cechą naszych czasów. Żyjemy w erze myślenia wizjonerskiego. Najnowsza historia ludzkości obtuje w kroki milowe w zakresie rozwoju techniki i medycyny. Najdłużej panowało przekonanie o niemożności leczenia urazów rdzenia kręgowego. Jednak w drodze badań laboratoryjnych udało się doprowadzić do regeneracji uszkodzonych komórek nerwowych. Najnowsze wyniki badań medycznych i naukowych dowodzą, że także w tej skomplikowanej dziedzinie postęp jest możliwy. Lekarze i naukowcy są zgodni, iż leczenie urazów rdzenia kręgowego stanie się kiedyś rzeczywistością. Właśnie ten cel przyświeca działalności Fundacji na Rzecz Badań nad Rdzeniem Kręgowym “Wings for Life”. Wspierając konkretne, najbardziej zaawansowane projekty badawcze, Fundacja “Wings for Life” inwestuje w postęp na rzecz przyszłości, w której leczenie porażeń spowodowanych urazami rdzenia kręgowego stanie się możliwe.

LECZENIA URAZÓW RDZENIA KRĘGOWEGO.

Twój wkład ma ogromne znaczenie. Przekaż go na

www.wingsforlife.com


Więcej dla Ciała i Umysłu Ożywiamy ciało i ducha.

Zdjęcie: www.jpbresser.tv

82 BJØRN DUNKERBECK W HANGARZE-7 84 ZDOBĄDŹ SPRZĘT 86 NURKOWANIE W JASKINIACH 88 DZIEŃ I NOC 98 felieton lizuta

Klub jaskiniowców: pod bujnymi lasami tropikalnymi półwyspu Jukatan w Meksyku znajduje się cichy i ciemny świat jaskiń krasowych. Ta zwana Dos Ojos (Dwoje Oczu) oferuje idealne warunki do nurkowania. Więcej na s. 86


Wywiad w Hangarze-7

Bjørn Dunkerbeck Rywale nazwali go „Terminatorem”, ponieważ długo był niepokonany i jak doskonała maszyna zdominował zawody pucharu świata w windsurfingu. Na lądzie jest jednak miłym, wyluzowanym facetem, a nie surfującym robotem. Hangar-7 w Salzburgu nie przypomina dziś restauracji ani muzeum, lecz dworzec główny w godzinach szczytu. Wszędzie zabiegani filmowcy rozstawiający między gośćmi kamery, mikrofony i reflektory. Oprócz cotygodniowego emitowanego na żywo w Red Bull TV talk-show równolegle powstaje tu właśnie jakiś spot reklamowy. W środku tego rozgardiaszu siedzą sobie spokojnie dwie wielkie gwiazdy. Rozmawiają i śmieją się – aż do momentu, w którym obowiązki wzywają: niższy i szczupły gość (Sebastian Vettel) staje przed kamerą, a potężny (1,92 m wzrostu) zaczyna udzielać wywiadu – to właśnie Bjørn Dunkerbeck.

82

Dwie maszyny wyścigowe najwyższej klasy i jeden cel na ten sezon – tytuł mistrza świata. Dżentelmen na pierwszym planie ma już jednak na swoim koncie 36 takich tytułów

Kiedy Pan nie surfuje, jeździ Pan na rowerze górskim, na snowboardzie albo poluje z harpunem na ryby. Czy kiedykolwiek oddaje się Pan także jakimś spokojniejszym zajęciom? Tak, podczas zabaw ze swoimi dziećmi. Ja też czasem muszę „naładować akumulatory”, ale nie należę do ludzi, którzy patrzą, jak trawa rośnie. Szybko się Pan nudzi? Nie, ponieważ zawsze coś robię. No, chyba że przed jakimś wspólnym wyjściem muszę akurat czekać na moją żonę Marię. Wizyta w Hangarze-7 to zawsze także możliwość spróbowania wspaniałej kuchni. Jakie najsmaczniejsze danie na talerzu miał Pan w życiu? Po pięciu godzinach surfowania smakuje mi każde. A szczególnie?

Jadam tak zdrowo, jak się da: warzywa, ryby, sałatki, ale także mięso. Dobrze Pan gotuje? Umiem świetnie grillować, ale „normalne” gotowanie zostawiam raczej Marii. Bardzo dużo Pan podróżuje. Rodzina zawsze jeździ z Panem? Tak. Alba, moja córka, ma teraz 7 lat i była już siedem razy na Maui. Jej brat Liam jest o rok młodszy i dlatego był tam dopiero sześć razy. Wszędzie ze mną jeżdżą. A czym się interesują? Uwielbiają sporty wodne. Z Liamem surfuję już na desce tandemowej, tak do 35 km/h. Chłopak bardzo dobrze czuje deskę i uwielbia prędkość. Jak ojciec... ...właśnie! Pana ojciec jest Holendrem, matka – Dunką, żona – Hiszpanką. A Pan?

Tekst: Jan Cremer, Zdjęcia: philipp horak

red bulletin: Wesoła pogawędka z Sebastianem Vettelem? Tematem była Formuła 1 czy windsurfing? bjørn dunkerbeck: Sebastian chce do mnie wpaść po sezonie, żeby posurfować. Wcześniej był już u Robby’ego Naisha na Maui, a teraz ja mam go trochę poduczyć. Będzie to dla niego niezły trening mięśni rąk. Obaj kochacie prędkość. Z jaką najszybciej Pan surfował? Mój dotychczasowy rekord na otwartym morzu to 47,9 węzła, czyli prawie 89 km/h, ale zamierzam dojść do setki... I co się wtedy czuje? Wtedy już nie surfujesz, tylko lecisz ponad wodą. Dochodzisz do granic swoich możliwości – wszystko dzieje się przecież na wzburzonej fali. Każdy może pojechać 200 km/h po autostradzie, ale spróbuj tego samego na szutrze. Tak właśnie wygląda speedsurfing na otwartym morzu.


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Stuprocentowy atleta: 41-letni (1,92 m wzrostu) utrzymuje dobrą kondycję na rowerze górskim...

...i tak samo na snowboardzie radzi sobie znakomicie – co jednak fanów wcale nie dziwi

Print 2.0

Zdjęcia: John Carter/Red Bull Photofiles, Marcel Laemmerhirt/Red Bull Photofiles, Ray Demski /Red Bull Photofiles

pl.redbulletin.com/print2.0 Portret gwiazdy windsurfingu

Cel specjalny: Bjørn Dunkerbeck chce jako pierwszy windsurfer osiągnąć wynik 100 km/h na otwartym morzu

Mam holenderski paszport, ale czuję się Europejczykiem. A Pana dom? Naprawdę cała Europa. Może w trochę większym stopniu Wyspy Kanaryjskie, bo tam mieszkają moi rodzice. I mój obecny dom w Silvaplana w Szwajcarii, bo bardzo lubię snowboard zimą. Uchodzi Pan za człowieka o niesamowicie mocnej psychice... Taa, od małego byłem nastawiony na rywalizację. Może dlatego, że już jako 12- czy 13-latek walczyłem z dorosłymi. Po pierwszych zwycięstwach w wyścigach pomyślałem sobie: „Oho, widać, że mam potencjał. Jak dobrze potrenuję i się przygotuję, na pewno będę wygrywał”. Poza tym miałem najlepszy sprzęt, więc reszta zależała już tylko ode mnie. Pojechałem na zawody i wiedziałem, że wygram.

Nie chciałem tam jechać po to, żeby tylko spróbować wygrać. Na szczęście ta teoria zawsze się sprawdzała. No, prawie zawsze! Wygląda na to, że tak: od 1988 do 1999 roku był Pan nieprzerwanie mistrzem świata. Jak w takiej sytuacji znaleźć za każdym razem odpowiednią motywację? Zawsze stawiałem sobie poprzeczkę coraz wyżej. Najpierw chciałem pokonać Robby’ego Naisha. Udało się. Potem chciałem – jak on – zdobyć pięć tytułów mistrza świata z rzędu. Następnie dziesięć, a w końcu – dwanaście. Moi rywale walczyli tylko o drugie miejsce, a ja chciałem wygrać nie tylko w klasyfikacji generalnej po całym tygodniu, ale w każdym wyścigu. Potem celem było zwiększanie za każdym razem przewagi. Zawsze dawałem z siebie wszystko.

Mimo to można się z Panem dobrze zabawić. Podobno wśród surferów uchodzi Pan za faceta o mocnej głowie? Wystarczy na mnie popatrzeć. Można tu sporo wlać. Często wychodziłem jako ostatni z imprez po zawodach pucharu świata, ale balowałem tylko wtedy, gdy było już po wszystkim. Trzeba wiedzieć, kiedy można, a kiedy nie. Lepiej raz na jakiś czas ostro, a potem... dłuższa przerwa. A jak perspektywy na ten sezon? Miałem świetną zimę, sprzęt jest doskonały – dlaczego więc mam nie wygrać? W tym sezonie chcę zdobyć mistrzostwo świata w konkurencjach slalom i speed. Liczę na silne wiatry. Przy mojej posturze potrzebuję porządnego napędu. Bjørn „Dunki” Dunkerbeck w sieci: www.dunkerbeck.com

83


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU 1

2

Niezbędnik Dany’ego Torresa Hiszpański gwiazdor FMX jest jedną z gwiazd startujących w Red Bull X-Fighters, które w tym miesiącu odwiedzą Londyn. Czego potrzebuje ten freestylowiec, żeby sprostać swojemu lifestyle’owi? 84

1. Kask 2010 SE2, Troy Lee Design www.troyleedesigns.com „To jeden z moich sponsorów, ale noszę ten kask, ponieważ naprawdę uwielbiam ich wzory i kolory”. 2. Buty Etnies Chrome 02 etnies.com „Zawsze noszę buty Etnies, ponieważ są naprawdę wygodne, a w ofercie można znaleźć dużo kolorów i modeli. Oto moje ulubione”. 3. Motocykl KTM SX 250cc www.ktm.com


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU 4

5

6

7

8

9 Zdjęcia: simon vinaLl (5), daniel Grund (4), Joerg Mitter (1)

3

„Na tym motocyklu czuję się najwygodniej, jest niczym moja druga skóra”. 4. Gogle Oakley Mayhem MX www.oakley.com „Te gogle naprawdę sprawdzają się podczas jazdy, mają świetne wzory i wysoką jakość szybek. Mam je w kilku różnych kolorach”. 5. Magazyn „Solo Moto” solooffroad.solomoto.es „To hiszpański magazyn offroadowy, który mam przy sobie na wypadek opóźnień w podróży”.

6. iPod Nano www.apple.com „Zawsze zabieram go ze sobą, by móc słychać muzyki podczas podróży i przed zawodami. Pomaga mi to w relaksowaniu się i koncentracji”. 7. Zielone buty SG12 Gaerne www.gaerne.com „Oto moje ulubione buty w moim ulubionym kolorze. Przyniosły mi szczęście, gdy założyłem je po raz pierwszy – uzyskałem dobre wyniki w tamtym sezonie! W tym roku wyprodukowano specjalnie dla mnie

świetną zielono-białą parę”. 8. Okulary przeciwsłoneczne Oakley Dispatch www.oakley.com „Ponownie: bardzo je lubię, więc mam je w kilku kolorach”. 9. Netbook Samsung N210 www.samsung.com „Dużo czasu spędzam poza domem, ale dzięki temu urządzeniu jestem w stałym kontakcie z moją rodziną”. Więcej o Torresie i jego kumple na: www.redbullxfighters.com

85


Molnar Janos znajduje się pod stolicą Węgier

Prosto w otchłań Kręte korytarze wapiennych jaskiń i krystalicznie czysta woda – nurkowanie jaskiniowe dostarcza niezapomnianych przeżyć. Upewnij się tylko, że zabrałeś tlen. 86

5 3 2 1

6 4


WIĘCEJ DLA CIAŁA I UMYSŁU Eksploracja Sistema Panderosa w Meksyku

Kopalnia wapienna Ojamo w Lohja, Finlandia

photography: www.jpbresser.tv (3), www.diversofthedark.com (1)

Source de Landenouse, Francja

Standardowe nurkowanie ma z nurkowaniem jaskiniowym tyle wspólnego, co spacery po górach z ekstremalną wspinaczką. Poruszanie się po podwodnych pieczarach jest niezwykle niebezpieczne i oprócz siły fizycznej wymaga także wytrwałości psychicznej. Zazwyczaj istnieje tylko jedno wyjście i jak na złość, prawie zawsze jest zablokowane. Opłaca się więc inwestowanie w odpowiedni sprzęt i dodatkowe treningi. Na końcu wyczerpującej podróży w dół czeka nagroda – podwodne geologiczne arrasy, które przy odpowiednim oświetleniu zapewniają spektakularne, barwne widowisko. Najlepsze tego typu przedstawienia zapewnia Meksyk – nurkowe eldorado. Ciepła woda, doskonała widoczność dzięki uprzejmości wapieni oczyszczających wodę deszczową, przedziwne skały i stalaktyty zwisające ze sklepień jaskiń zlokalizowanych pomiędzy Playa del Carmen a Tulum na Półwyspie Jukatan (1) przyciągają rzesze nurków. Niektóre części są tak płytkie, że nawet bez rzucania się na głęboką (ponad 100 m) wodę możesz podziwiać walory podwodnych grot. Najdłuższe systemy to: Sistema Ox Bel Ha (Trzy Wodne Ścieżki), połączony ze światem na powierzchni prawie 130 cenotami, oraz Sistema Sac Actun (Biała Jaskinia), mierzący 175 km długości. Równie znany jest Dos Ojos (Dwoje Oczu) – system jaskiń na północ od miasta Tulum, którego eksplorację rozpoczęto w 1986 roku i jeszcze nie skończono – liczący 60 km, 25 cenotów i o maksymalnej głębokości 118 m w miejscu zwanym „Dołek”. Dos Ojos jest także gwiazdą filmową – w 2005 roku nakręcono tam fragmenty thrillera science fiction „Jaskinia”. Nurkowie są w Meksyku mile widzianymi turystami i w okolicach jaskiń czekają na nich prysznice i restauracje – przy Ponderosa, Escondido i Mayan Blue w pobliżu Tulum.

HISZPAŃSKA BŁĘKITNA GŁĘBIA Europa co prawda nie może równać się z Meksykiem i jego jaskiniami, ale znaleźć w niej można doskonałe miejscówki na wszystkich poziomach. W północno-zachodniej Hiszpanii, w pobliżu Covanery, znajduje się źródło krasowe Pozo Azul (2), które przez wieki drążyło skały, tworząc pod powierzchnią zawiłe wapienne korytarze. Te dwa tunele – jeden mierzący 700 m, a drugi 3500 m (tyle odkryto

do tej pory) – są najdłuższymi w Hiszpanii. Woda w nich ma zaledwie 11oC, ale i tak uważane są za najlepsze miejsca do nurkowania jaskiniowego w Europie.

POŁUDNIE FRANCJI Do jaskini Doux de Coly (3) w pobliżu wioski Coly na południu Francji wkracza się poprzez prywatny zbiornik wodny. Jak niemal wszystkie francuskie jaskinie wije się ona niczym wąż. Rzadko pojawiają się jakieś boczne korytarze, a widoczność jest dość słaba. Teren wokół jaskini jest jednym z najciekawszych regionów nurkowych świata. Rzeki Dordogne, Lot i Célé wyżłobiły tunele należące do najdłuższych i najgłębszych, łącznie z Trou Madame oraz Emergence du Ressel. SARDYNIA Jaskinie te wymagają sporego doświadczenia, ale właściwie każdy nurek ma szansę spróbować swoich sił w centrum nurkowym ProTec Sardinia przy Cala Gonone (4) na wschodnim wybrzeżu. Znajduje się tam kilka systemów z połączonymi jaskiniami na dystansie 76 km. Można do nich dotrzeć, nurkując z łodzi wprost do morza. Turkusowe wody, idealna widoczność, różnorodne skały, stalaktyty zapewniają wspaniałe widoki i niezapomnianą atmosferę. FINLANDIA Opuszczona kopalnia wapienna Ojamo w mieście Lohja (5), 60 km na zachód od Helsinek, oferuje zupełnie inny rodzaj nurkowania. Ojamo imponuje krystalicznie czystą wodą w tunelach głębokich na 200 m. Leżące wokół narzędzia i maszyny sprawiają wrażenie, jakby ktoś rzucił zaklęcie zatrzymujące życie w tym przedziwnym miejscu. A może wszystko po prostu zamarzło? Temperatura wody wynosi zaledwie 4oC. WĘGRY Molnár János (6) jest całkowitym przeciwieństwem pozostałych słynnych jaskiń. Znajduje się pod najstarszą częścią stolicy Węgier (Buda) i łatwo do niej dotrzeć – wejście zlokalizowane jest 30 m od przystanku tramwajowego. Ma około 5 km długości. Połączona jest z setkami korytarzy i jeziorem termalnym. Na głębokości 75 m zobaczyć można skamieliny, kryształy i piaskowce. Rzadko zwiedzanie centrum miasta bywa tak ekscytujące. Zagłęb się w szczegóły na: www.cavediving.com

87


Więce j dla Ciała i Umysłu

Red Bull Manny Mania Pro Final 21–22.08.2010

Największy show-down! Spotkają się zwycięzcy ponad 30 międzynarodowych kwalifikacji do Skateboard Manual. Najlepszy amator otrzyma Złoty Bilet na Red Bull Manny Pro Event, gdzie zmierzą się profesjonaliści. Nowy Jork, USA

hot SPOTS Najlepsze imprezy miesiąca na całym świecie.

Zdjęcia: Camilo Rozo/Red Bull Photofiles, Getty Images for Red Bull Air Race/Red Bull Photofiles, Ray Demski/Red Bull Photofiles, Samo Vidic/Red Bull Photofiles

freestyle city festival 5–8.08.2010

W tym czasie w Cieszynie ulice, place i parki, zamienione zostaną w jeden wielki funpark, gdzie każdy, w kim płynie choć trochę freestylowej krwi, znajdzie coś dla siebie. Odbędą się tu Mistrzowstwa Czech Skateboardingu, rowerowy downhill, Mistrzostwa Polski Footbag, i Puchar Polski modeli RC. Różne lokalizacje, Cieszyn, Polska, Czechy Letnie Grand Prix w Skokach Narciarskich 7–8.08.2010

Zapraszamy na belkę startową – tym skokom nie towarzyszy śnieg i mróz. Odbywają się na wyłożonej matami skoczni w typowo letnich warunkach pogodowych. Ammann będzie próbował obronić tytuł przed takimi zawodnikami jak Schlierenzauer, Morgenstern i spółka. Hinterzarten, Niemcy FINAŁY REGIONALNE Red Bull AS W KARCIE

Mistrzowie prędkości, którzy wykręcili najlepsze czasy na swoich lokalnych torach, spotykają się na kolejnym etapie do stołecznego finału. Gdy w grę wchodzi adrenalina i rywalizacja o to, kto zmierzy się we wrześniu z Markiem Webberem, emocje nie różnią się niczym od tych w Formule 1. Z każdego finału regionalnego do finału ogólnopolskiego awansuje sześciu zawodników. 7.08.2010 Sopot, 14.08.2010 Zielona Góra, 21–22.08.2010 Radom Red Bull Cliff Diving World Series 8.08.2010

Zawody dyscypliny cliff diving powracają już po raz trzeci do niewielkiego miasteczka nad 88

Adriatykiem. Platforma do skoków będzie bardzo nietypowa – prywatny balkon. Polignano a Mare, Włochy NASCAR Sprint Cup Series 8.08.2010

Na utworzonej z dróg publicznych pętli o długości 3,9 km, „The Glen”, w latach 1961– –1980 było rozgrywane Grand Prix Formuły 1. Watkins Glen International, USA Pro Wakeboard Tour 13–14.08.2010

Podczas ostatnich zawodów w amerykańskiej edycji zobaczymy JD Webba i Briana Grubba oraz takich zawodników jak: Parks Bonify, Adam Errington, Dallas Friday! Knoxville, USA Red Bull X-Fighters 14.08.2010

W ubiegłym roku zwyciężył Nate Adams na oczach 18 tys. zagrzewających do boju fanów na Battersea Power Station. Londyn, UK Red Bull Xrow 14.08.2010

Tu chodzi o przemieszczanie się z jeziora na jezioro drogą wodną lub lądową. Na odcinkach przełajowych załogi przenoszą swoje łodzie. Zug – Lucerna, Szwajcaria Red Bull Rookies Cup 14.08.2010

Na pagórkowatym i rozległym torze wyścigowym o długości 5403 metrów w drugim pod względem wielkości czeskim mieście odbyła się już przedostatnia edycja pucharów dla młodych riderów. Brno, Czechy

Mistrzostwa Świata FIM Motocross 22.08.2010

Motocrossowe mistrzostwa świata w 2009 roku szczęśliwie powróciły do Ameryki Południowej. Właśnie trwa przeprowadzka z toru Canelinha na nowiutki odcinek w Campo Grande. Campo Grande, Brazylia


Więce j dla Ciała i Umysłu

Red Bull Air Race 7–8.08.2010

Mistrzostwa świata Red Bull Air Race przenoszą się na finałową rozgrywkę do Europy. Air Race nad torem wyścigowym w Łużycach będzie pierwszą edycją, która odbędzie się nad ziemią a nie nad wodą, jak dotychczas. EuroSpeedway Łużyce, Niemcy

Extreme Sailing Series Europe 26–29.08.2010

polish surfing challenge 14–22.08.2010

To już czwarta edycja zdobywającej z roku na rok coraz większą popularność imprezy. Ten kto nie wierzy, że na naszym rodzimym Bałtyku można z powodzeniem uprawiać ten sport, z którego wywodzą się wszystkie inne sporty deskowe, niech koniecznie zobaczy polskich mistrzów w akcji. Mistrzostwa będą uświetnione szeregiem imprez towarzyszących. Hel, Camping Solar, Polska BALTIC GAMES 20–21.08.2010

Ten festiwal sportów ekstremalnych (deskorolka, skimboard, inline, BMX, FMX) jest tego lata jednym z największych wydarzeń sportowych w Polsce. Na starcie między innymi czeski zawodnik BMX Michal Beran. Gdańsk, Polska Puchar Świata IFSC we wspinaczce 20–21.08.2010

Specjaliści od wspinaczki na czas w kategoriach kobiecej i męskiej przenoszą się na dwie edycje do Azji. Tydzień po zakończeniu rozgrywek w Xining międzynarodowe zawody zostaną rozegrane w Chuncheon (Korea Płd.). Xining, Chiny WRC Rally Deutschland 20–22.08.2010

ORLEN MAZURY GRAND SLAM 2010 2–8.08.2010

W ubiegłym roku dominowali Brazylijczycy. Wśród kobiet wygrały Larissa/Juliana, wśród mężczyzn – Benjamin/Pedro w finale z duetem Brink/Reckermann. Stare Jabłonki, Mazury, Polska

Prowadzenie na poszczególnych odcinkach się zmienia. Jednak dominacja Sébastiena Loeba jest oszałamiająca – od roku 2002 pozostaje niepokonany na Deutschland Rally. Trier, Niemcy DTM 22.08.2010

Wyścig w Holandii to wprowadzenie w drugą część sezonu. Cechy charakterystyczne: niezmiennie piaszczyste wydmy i podstępne wyboje na trasie. Circuit Park Zandvoort, Holandia

Na czwartym odcinku tych nowo utworzonych regat prowadzi para żeglarzy Hagara/Steinacher. Kolejna edycja zostanie rozegrana na Nord-Ost-See Kanal w Kilonii – jednym z najbardziej znaczących akwenów żeglarskich świata. Kilonia, Niemcy Red Bull Cliff Diving World Series 28.08.2010

Cliffdiverzy powracają nad jezioro Uri w sercu Szwajcarii. Będą skakać ze skały o wysokości 26 metrów. Sisikon, Szwajcaria Red Bull Moto GP w Indianapolis 29.08.2010

Nicky Hayden za każdym razem stał na podium podczas rozgrywanych do tej pory dwukrotnie Moto GP w Indianapolis: w 2008 roku Amerykanin był drugi, w 2009 – trzeci. Do kompletu brakuje tylko pierwszego miejsca! Indianapolis, USA FIA Formuła GP Belgii 29.08.2010

Grand Prix z osławionym zakrętem przy Eau-Rouge nie przyniosło szczęścia ekipie byka. W ubiegłym roku Sebastian Vettel osiągnął z pole position miejsce trzecie – jedyne dotychczas miejsce na podium. Spa-Franchorchamps, Belgia Red Bulls Salute 3–5.09.2010

18 najlepszych europejskich drużyn hokejowych będzie walczyć w eliminacjach o osiem biletów na play-offy European Trophy, które są punktem kulminacyjnym turnieju finałowego Red Bull Salute. Lodowiska w Salzburgu i w Zell am See, Austria Red Bull „Jeż i zając” 4.09.2010

W nawiązaniu do znanej bajki najlepsza biegaczka Niemiec na 10 tys. metrów Sabrina Mockenhaupt zmierzy się samodzielnie ze sztafetą kobiet składającą się z dziesięciu zawodniczek. Buxtehude, Niemcy 89


Więce j dla Ciała i Umysłu

Potęga nocy Okrążamy świat więcej niż jeden raz. Dla wszystkich, którzy nigdy nie mają dość zabawy.

FUKKK OFFF

Hiszpańskie przekąski, piwo na rozgrzewkę przed północą i pusty parkiet, który trzeba było napełnić (ludźmi) – noc w towarzystwie muzyka Bastiana Heerhorsta na s. 95 Hamburg, Niemcy

Red Bull Emsee

Tak jakby freestylujący MC-s nie mieli wystarczająco trudno – w przypadku Red Bull EmSee nie chodzi tylko o to, by spontanicznie wymyślić dobry rym. Nie, raperzy muszą reagować na wyświetlane obrazy i hasła i wplatać je w swój tekst. Tłumaczenie symultaniczne to przy tym zabawa dla dzieci! 3.08.2010 Atlanta, USA 5.08.2010 Greensboro, USA 12.08.2010 Houston, USA 26.08.2010 St. Andrews Hall, Detroit, USA

Zdjęcia: Tobi Bauer, Norman Konrad, Paul Lowe/Panos Pictures, Carlo Alberto Della Siega

Wacken Open Air 5–7.08.2010

Wacken to zamieszkana przez 2 tys. osób gmina w landzie Szlezwik-Holsztyn. Wiejskie domy, krowy i jajka prosto od kury. Raz w roku miejscowość przeżywa inwazję ubranych na czarno długowłosych fanów ciężkich brzmień i zamienia się w metalową metropolię dzięki takim kapelom jak: Slayer, Cannibal Corpse, Mötley Crüe, a także dzięki Red Bull Tourbus. Ta czarna metropolia liczy wówczas 75 tys. dusz. Teren festiwalowy, Wacken, Niemcy OFF FESTIVAL 6–8.08.2010

Ten festiwal, stworzony przez Artura Rojka znany jest już na tyle dobrze, że nikomu nie trzeba tłumaczyć „czym to się je”. Z powodu kwestii finansowych tym razem impreza odbędzie się w Katowicach. Gwiazdy tegorocznego zjazdu kapel alternatywnych to amerykański The Flaming Lips. Zagrają też: Dinosaur Jr., The Horrors, The Fall, Antipop Consortium, Wydarzeniem ma być koncert polskiej formacji Lenny Valentino w oryginalnym składzie. Katowice, Polska 90

Hard Summer 7.08.2010

Soulwax, Crystal Castles, Major Lazer, Sinden – ci oraz inni popularni obecnie artyści electro występują tylko podczas jednego wieczoru. To będzie ciężka letnia noc – nazwa festiwalu wydaje się więc usprawiedliwiona. Dobrze, że na miejscu będzie Red Bull Music Academy Radio ze sprzętem nagrywającym... State Historic Park, Los Angeles, USA SOUNDTROPOLIS 7.08.2010

Muzyka elektroniczna odwiedziła już każdy możliwy zakątek naszej planety. Od egzotycznych plaż po miejskie dżungle. Od siedmiu lat odwiedza także ruiny średniowiecznego zamku w Ogrodzieńcu. Polska będzie reprezentowana przez Michała Lazara i Kid Rusty, a gwiazdy zagraniczne to światowe sławy techno, takie jak Westbam, Moguai, Gregor Maria i Len Faki. Ogrodzieniec, Polska Open Source Festival 7.08.2010

Niemcy wysyłają na Open Source Festival swoje najlepsze konie. Na scenie, na torze wystąpią: rockman Tomte, wirtuoz słowa Dendemann, berliński circus show Bonaparte i wielu innych. Miasto świętuje przez całą noc z mistrzami house takimi jak Andy Vaz, Sascha Dive czy Oliver Hacke. Tor wyścigów konnych, Düsseldorf, Niemcy

Caribou

Kanadyjska formacja electro-pop zaszczyciła swoją obecnością Sonar Festival. Bawiliśmy się równie dobrze jak lider zespołu Daniel Snaith, na s. 92 Barcelona, Hiszpania


Więce j dla Ciała i Umysłu terrazza mare & il muretto

ELECTROCITY 14.08.2010

Dwa najlepsze bary tego włoskiego nadmorskiego kurorciku stawiają opór wizualnemu i akustycznemu zanieczyszczeniu środowiska na s. 94 Jesolo, Włochy

Audioriver Festival 7–9.08.2010

Najwyższa pora, aby fani elektroniki rozbili swoje namioty na polskiej ziemi! Festiwal Audioriver nie musi kryć się w cieniu swoich zachodnich konkurentów, wręcz przeciwnie. Dzięki takim artystom, jak Plastikman, Metro Area, Magda, dBridge czy The Black Dog, party nad Wisłą jest świetnie zaprogramowane. A warsztaty Red Bull Music Academy są jak kostki lodu w koktajlu przygotowanym na tę letnią noc. Plaża nad Wisłą, Płock, Polska Rocco Del Schlacko 12–14.08.2010

Rocco Del Schlacko już dawno zasłużył na nagrodę za najlepszą nazwę festiwalu, przede wszystkim dlatego, że obie sceny noszą bajeczne nazwy: Ponyhof i Sauwasen. Muzycznie ten spektakl na wolnym powietrzu flirtuje z różnymi gatunkami: od independent rocka, przez punk po hip-hop, co znajduje odzwierciedlenie w składzie artystów takich jak: The Hives, Fettes Brot, Bad Religion, Blumentopf czy Bela B. Sauwasen, Püttlingen, Niemcy Neopop Festival 12–14.08.2010

Przez trzy sierpniowe dni szum fal na północnym portugalskim wybrzeżu zostanie zagłuszony brzmieniem bębnów, syntezatorów i basów z kuchni takich artystów jak Vitalic, Ellen Alien, Cobblestone Jazz czy 2000 And One. Na miejscu jest Red Bull Music Academy Radio, które zaserwuje w eterze dania ze swojego najnowszego połowu. Viana Do Castelo, Portugalia Spirit of Burgas 13–15.08.2010

Šejla Kamerić

W czasie wojny na Bałkanach była jeszcze nastolatką. Teraz jest ikoną swojej generacji. Z nami zwiedza swoje miasto rodzinne na s. 96 Sarajewo, Bośnia

Bułgaria ma coś w sobie. Także w sferze popkultury. Nie tylko dlatego, że w Sofii ma mieszkanie jeden z najbardziej znanych artystów świata house KiNK, lecz także przez to, że nad Morzem Czarnym co roku rozbijane są namioty festiwalu Spirits Of Burga, a do Bułgarii przyjeżdżają najznamienitsi artyści ostatnich dekad: The Prodigy, Gorillaz, DJ Shadow czy Grandmaster Flash. Central Beach, Burgas, Bułgaria

Muzyka klubowa tego lata już po raz piąty ma swoją polską stolicę w bardzo klimatycznym Klasztorze Cystersów. Tym razem zakonnikom i przybyłym gościom czas umilać będą DJ-e podzieleni na aż pięć sceny: Electrocity, Fly With Me, Run To The Sun, Gate To Hell/Dutch Masters Works and Red Tent. Klasztor Cystersów, Lubiąż koło Wrocławia, Polska Creamfields Andalucía 14.08.2010

Gra w piłkę na piasku jest męcząca. Podobnie jak taniec. Jednak w ubiegłym roku nic nie powstrzymało 30 tys. fanów muzyki house od przyjazdu na Creamfields Festival na południowe wybrzeże Hiszpanii. Dzięki takim gwiazdom jak Richie Hawtin, David Guetta, Benga czy Tiga obecnie będzie jeszcze więcej widzów. Playa de Guardias Viejas, Almería, Hiszpania Outside Lands 14–15.08.2010

Lohasi to ludzie, dla których nadrzędnymi wartościami są zdrowie i długowieczność. Konsumenci, którzy poprzez swoją filozofię „Lifestyle of Health and Sustainability” pragną stworzyć lepszy obraz dnia dzisiejszego. I właśnie tacy ludzie doskonale się poczują na festiwalu Outside Lands: goście w większości przyjeżdżają tu na rowerach, jedzenie serwowane jest na talerzach z przetworzonego papieru, część dochodu ze sprzedaży biletów przeznaczona jest na ochronę środowiska. Takie podejście cieszy także występujących artystów sceny independent: The Strokes, Phoenix czy Cat Power. Golden Gate Park, San Francisco, USA Strøm Festival 16–22.08.2010

LCD Soundsystem, Gonjasufi, Four Tet, Pantha Du Prince, Mount Kimbie. Nie, to nie jest wykaz przypuszczalnie najbardziej innowacyjnych współczesnych muzyków electro, tylko program kopenhaskiego festiwalu Strøm. 80 koncertów odbywa się w całym mieście: w kościołach i klubach, w kinach i na stacjach metra. Enghaveparken, Kopenhaga, Dania 91


CARIBOU barcelona

Green Room

Odessa w Barcelonie Kanadyjska sensacja elektronicznego popu Caribou kołysze słońce do snu na festiwalu Sónar. Przy użyciu fletni i sandałów na korkowej podeszwie. Daniel Snaith alias Caribou gładzi się po grzbiecie nosa palcem wskazującym i kciukiem, z czoła ociera dłonią pot. Jest wyczerpany i szczęśliwy. Z zadowoleniem kiwa głową do trzech kolegów z zespołu, ostatkiem sił podnosi triumfalnie do góry prawe ramię, spogląda na publiczność i promienieje szczęściem. Przed nim morze ludzi. Cztery, może pięć tysięcy. Trudno powiedzieć. Aplauz jest wręcz ogłuszający. Niemal głośniejszy niż sam oszałamiający występ, który właśnie teraz, wczesnym wieczorem zakończył się na Red Bull Music Academy Stage podczas festiwalu Sónar. Trzy godziny wcześniej: niewielki van toruje sobie drogę przez Carrer dels Àngels, jedną z wąskich uliczek w pobliżu turystycz92

nego centrum La Rambla. Samochód wolno posuwa się naprzód, w to gorące popołudnie uliczka zamieniła się w spacerowy deptak. Młodzi ludzie w szortach, żeglarskich butach i ray banach podążają tłumnie w stronę Museu d’Art Contemporani na festiwal Sónar. Od 16 lat w czerwcu w katalońskiej metropolii spotyka się crème de la crème sceny elektronicznej. Ponad 80 tys. fanów czci tu swoich bohaterów, od techno, poprzez house, electro, dubstep, hip-hop po synthpop. Nocami – w ogromnych halach targowych poza miastem, w ciągu dnia – w sercu Barcelony, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Właśnie tam zmierza van. Gdy dociera na miejsce, wysiadają z niego czterej faceci.

Są ubrani w T-shirty i letnie spodnie w delikatnych, pastelowych kolorach. Jeden z nich włożył nogawki spodni w łososiowe skarpetki i założył czarne sandały na korkowych podeszwach. Czy to z powodu tego modowego dysonansu poproszono go o autograf zaraz po tym, jak wysiadł z samochodu? Chyba nie. Chodzi raczej o to, że 32-letni Kanadyjczyk Daniel Snaith, znany jako Caribou, wydał najlepszy elektroniczno-popowy album roku. „Swim” to psychodeliczny natłok muzycznych obrazów naszpikowany popowymi utworami w wersji dance, takimi jak hit Odessa, oraz meandrującymi eposami brzmień. Snaith i jego muzycy nie mają zbyt dużo czasu dla fanów. Dopiero co wylądowali po przylocie z Londynu, za dwie godziny powinni rozpocząć występ. Keyboardy, bębny, gitary, mikrofony – wszystko sami zanoszą na scenę w metalowych pudłach. Patrząc na SónarDomes, scenę pod wielkim namiotem na dziedzińcu muzeum, Snaith przeżywa krótkie déjà-vu. „W 2002 roku po raz pierwszy występowałem na festiwalu Sónar – opowiada Snaith – dokładnie na tej scenie. Wtedy byłem tam sam, jako artysta z laptopem. Atmosfera, ludzie – to było niesamowite! Grałem wówczas kawałek Art Ensemble Of Chicago, free jazz, nie najłatwiejszy w odbiorze. Mimo to publiczność odleciała. Pomyślałem wtedy: Wow, gdzie ja wylądowałem?!”.

Zdjęcia: Tobi Bauer (4)

Caribou na Sonarze (od lewej): Daniel Snaith, John Schmersal, Ryan Smith, Brad Weber


Więce j dla Ciała i Umysłu

Pukkelpop 19–21.08.2010

Dla ludzi cierpiących na agorafobię nie byłoby w tym żadnej atrakcji: 150 tys. osób na jednym polu. Nie mówiąc o ponad dwustu popowych artystach, którzy przez całą dobę walczą z ciszą. Dla uczestników festiwalu belgijski Pukkelpop jest jak letnie błogosławieństwo z oszałamiająca muzyką artystów takich jak: 2manydjs, The XX, The Klaxons, Kelis, Placebo i Iron Maiden. Teren festiwalowy, Kiewit-Hasselt, Belgia

Duży tłok: Caribou zgarnęli całą festiwalową publiczność przed sceną Red Bull Music Academy

FM4 Frequency 19–21.08.2010

Instytucja dla wielbicieli dresowych kurtek Adidas: od dziewięciu lat austriacka stacja radiowa dla młodych ludzi FM4 wzywa swoje ulubione kapele na letni apel. W tym roku w St. Pölten stawili się: Muse, Massive Attack, Fettes Brot, LCD Soundsystem czy Bad Religion. Green Park, St. Pölten, Austria Zomerkriebels Festival 21.08.2010

To był jeden z jego pierwszych występów. I jednocześnie jeden z ostatnich z komputerem na scenie. W studiu Snaith uwielbia sam nagrywać swoje płyty, jednak na żywo potrzebuje spontaniczności, improwizacji, organicznego przeżycia. „Na żywo Caribou brzmi inaczej niż na płycie, choć gramy te same kawałki. Dzięki wielu próbom i jammowaniu nasze aranżacje totalnie się zmieniły. Każda noc jest inna. Dużo zależy od tego, jak reaguje publiczność”. Niebawem tych czterech jest już na scenie, ale jeszcze zajmują się sprzętem. Z przodu francuski DJ, absolwent Red Bull Music Academy Kool Clap miksuje właśnie track Daft Punk. Snaith kołysze się w rytm i przygotowuje do występu – zdejmuje okulary i sandały. „To z powodu pedałów gitary i basu, które łatwiej obsługiwać bez butów” – mówi. „Wciąż mnie o to pytają. Ostatnio grałem w Berlinie, na miejscu byli ludzie z mojej wytwórni. Przerazili się. Co robisz? Nie możesz tak wyjść na scenę – powiedzieli. Ale ja kocham sandały. Wiem, że to brzmi jak modowy manifest, ale one są bardzo praktyczne!”. Kilka minut później, gdy Caribou rozpoczyna od Leave House, ultrarytmicznego kawałka z ostatniego albumu, staje się jasne, dlaczego Snaith potrzebuje komfortu na scenie. Już podczas trzech pierwszych numerów grał na czterech instrumentach: gitarze, przeszkadzajkach, bębnach

i syntezatorze. I w jakiś sposób udało mu się jednocześnie śpiewać. „Przy nagrywaniu albumu grałem na wielu instrumentach, ale nie jakoś szczególnie dobrze. Podczas występów live stało się tak, że dla mnie zostały te instrumenty, na których inni nie chcieli grać” – mówi po występie, uśmiechając się z lekką ironią. Należy do nich także fletnia, którą Kanadyjczyk posługuje się, grając obecny hit Odessa, oraz etiopski flet solowy. Wygląda to dość ekstrawagancko. Podobne wrażenie robią wstawki taneczne w jego wykonaniu. Wszystkie te elementy składają się na show Caribou. Taki szpagat pomiędzy żartem i profesjonalizmem, pomiędzy strojem sanitariusza i intensywną aktywnością na scenie, pomiędzy grzecznymi popowymi piosenkami i niekończącymi się psychodelicznymi potworami muzycznymi. Jeden z nich właśnie dobiega końca – Sun, meandrujący, wielowątkowy, pomiędzy rockiem eksperymentalnym i techno. Właśnie ten utwór zespół zaserwował na koniec dnia. Snaith wpada w trans, bębni, gra na syntezatorze, jak mantrę powtarza słowo „sun” – i w ten sposób kołysze katalońskie słońce do snu. Po koncercie szarmancki Kanadyjczyk chwyta mikrofon i krzyczy: „You’ve been so nice to us! Have a wonderful weekend, thank you!”. Radość, Caribou, wrócił na naszą stronę wielkiej wody. Więcej informacji na: www.redbullmusicacademyradio.com

Co znaczy Zomer, łatwo się domyślić – lato. Co jednak Holendrzy rozumieją jako Kriebels, pozostaje tajemnicą słowników. To przestaje być istotne, gdy dowiadujemy się, czego można oczekiwać od festiwalu: łąki, pięciu scen i takich DJ-ów jak: The Crookers, Tocadisco czy Afrojack. Vredenburg Leidsche Rijn, Utrecht, Holandia Battle of the Year 21.08.2010

Headspins, Swipes, Flairs i Freezes – już podczas kwalifikacji do nieoficjalnych mistrzostw świata w breakdance niemieccy b-boye pokażą, na co ich stać. Finał odbędzie się w listopadzie we francuskiej miejscowości Montpellier. Centrum Kultury i Komunikacji Pavillon, Hanower, Niemcy Eckernförde Strand Festival 22.08.2010

W 2007 roku Joe Cocker wzbudził zachwyt w Eckernförde. Dwa lata później Rod Stewart zaszczycił plażę w okolicy Kilonii i 10 tys. fanów odpowiedziało na jego zaproszenie. W tym roku pewniakiem są Die Fantastischen Vier. Zapowiada się piękny dzień nad morzem. Plaża, Eckernförde, Niemcy 93


W beach barze Terraza Mare słońce świeci nawet w nocy Jazz Festival Saalfelden 26–29.08.2010

Forest Fest 26–29.08.2010

Inaczej niż w przypadku bratniego Exit Festival organizatorzy Forest Fest nie stawiają na duże nazwiska w programie, lecz na jak najbardziej różnorodną rozrywkę. Pośrodku zielonych zarośli lasu Kosutnjak oprócz koncertów przewidziano zawody sportowe, kursy tańca, pokazy filmów i warsztaty. Kosutnjak Forest, Belgrad, Serbia 5. Tauron Nowa Muzyka Festiwal 26–27.08.2010

Niezwykła muzyka wymaga niezwykłej oprawy. Organizatorzy festiwalu Nowa Muzyka wiedzą o tym doskonale i piątą edycję spektaklu z dziedziny zaawansowanej elektroniki zaplanowali w starej kopalni węgla. Nie powinno nikogo zdziwić, gdy tacy artyści jak: Autechre, Floating Points, Prefuse 73 czy Bonobo wyjdą na scenę z ubrudzonymi sadzą twarzami. Katowice, Polska Red Bull Tourbus @ Chiemsee Reggae Summer 27–29.08.2010

Atmosfera tego największego festiwalu reggae w Niemczech oscyluje pomiędzy bawarską przytulnością i karaibskimi party. Ton nadają: Fat Freddy’s Drop, Gentleman, The Wailers czy Jan Delay oraz kapele z Red Bull Tourbus. Teren festiwalowy, Übersee, Niemcy Electric Elephant 27–29.08.2010

Mały, ale mocny: w chorwackiej miejscowości Petrčane pod koniec lipca urlopowicze będą musieli ustąpić miejsca trzem tysiącom fanów muzyki. Na wspaniałej plaży odbędą koncerty muzyki elektronicznej, boot party, a pod palmami swoje sety wykonają tacy artyści jak Fuck Buttons, Todd Terje czy Don Letts. The Garden, Petrčane, Chorwacja 94

TERRAZZA MARE & Il MURETTO JESOLO

World’s Best Clubs

Jazzin’ Jesolo Pizza, plaża i opalenizna, normalnym turystom w Jesolo to wystarcza. Jednak prawdziwego charakteru miasta nie oddaje spacer główną promenadą. Kiczowate restauracje z rzępolącymi akordeonistami w ogródku i zapchanymi tandetą sklepami przy plaży, oświetlone kolorowymi neonami salony gier i bary hotelowe, z których dobiega prosty house. Tak wygląda Jesolo nocą. Tak widzą je turyści, którzy wieczorami spacerują po Via Dante Alighieri. Ci, którzy po północnowłoskim kurorcie nie oczekują wiele więcej niż tylko pizzy, plaży i chianti. To zresztą nieodłączna część nocnego życia w Jesolo. Najlepszy przykład: Terrazza Mare. Lokal został postawiony na palach w niewielkiej lagunie u ujścia rzeki Sile. Bar ma 250 m2, z jego okien widać poświatę latarni morskiej na połyskującym w nocnym świetle lustrze wody. „Lokal już nie działa” – tłumaczy Luca „Fizzo” Fabbro – „ale trudno znaleźć bardziej romantyczne miejsce”. Ma rację. Fabbro otworzył Terrazza Mare 20 lat temu i stopniowo rozbudowywał. Dziś do lokalu należy także ogródek z dorodną roślinnością, instalacjami świetlnymi i artystycznymi rzeźbami. Oraz drink, który prawdopodobnie stąd rozpoczął podbój świata. „12 lat temu Aperol był drinkiem proletariackim” – mówi Fabbro. „Podchwyciłem to wówczas i stworzyłem aperitif Spritz. Od 2002 roku urządzam na plaży raz w roku wielkie party Spritz on the Beach, na którym pojawia się ponad 10 tys. gości”.

Il Murtto, perełka z posmakiem lat 60. i bitami techno

Niektóre plażowe party Fabro urządza razem ze starym przyjacielem Tito Pintonem, właścicielem najstarszego klubu w mieście, Il Muretto. Lokal został otwarty w 1961 r. Był to właściwie tylko dach wsparty na zewnętrznym murze. Stąd nazwa, która oznacza „mały mur”. Na początku w Il Muretto występowały takie gwiazdy jak Ray Charles czy James Brown. To dzięki temu klubowi nad Adriatykiem zapachniało wielkim światem. Wciąż tak się dzieje: na przykład gwiazda techno Dubfire zalicza Il Muretto do najlepszych klubów we Włoszech. Przy gramofonach w weekend zmieniają się takie gwiazdy jak Carl Craig, Fatboy Slim czy Sven Väth – i zapewniają nocną rozrywkę dla 5 tys. gości. Wnętrze ma w sobie urok plażowego domku na Balearach, ale swoim charakterem nawiązuje też do art déco i glamour lat 60. „Najlepszy moment każdej nocy nadchodzi koło 5 rano, gdy nad parkietem otwiera się dach i ludzie tańczą o świcie na zewnątrz” – mówi Pinton i naciska odpowiedni przycisk na DJ-skim pulpicie, który otwiera blaszany dach nad jego głową. To taki moment lata, kiedy wszystkie stereotypy na temat Jesolo wydają się tak dalekie jak najbliższa zima. Terrazza Mare, Piazzetta Faro, 30016 Jesolo, www.terrazzamare.com, Il Muretto, Via Roma Destra, 120, 30016 Jesolo, www.ilmuretto.net

Zdjęcia: Carlo Alberto Della Siega (2)

Jazz – pojęcie, które wzbudza różne skojarzenia: zadymione bary w Harlemie, ciasne spelunki w Nowym Orleanie. Niekoniecznie od razu na myśl przychodzi wioska w Salzburg. Saalfeden jednak już od ponad trzydziestu lat pielęgnuje swoje jazzowe tradycje. Obecnie z takimi gośćmi jak ZU, Marc Ribot, Franz Hautzinger, Speak i inni. Różne lokalizacje, Saalfelden, Austria


Więce j dla Ciała i Umysłu

Fukkk Offf przed swoim ulubionym „znakiem firmowym” Hamburga, lokalem Rote Flora. Stąd udaje się na pokaz mody

FUKKK OFFF HAMBURG Nightcrawler

Hamburger Berg wzywa

Zdjęcia: Norman Konrad (2)

Z eleganckiej restauracji do punkowej knajpki Rote Flora, z Galaostrich – do dzielnicy industrialnej. Noce w Hamburgu w towarzystwie debiutanta new rave Fukkk Offf trwają długo.... o wiele za długo. „Olé, olé, olé” – śpiew dochodzi z restauracji, kilka sekund później do ogródka ze stolikami wpada kelner w białej koszuli i trąbi przeraźliwie głośno. „Hiszpanie właśnie strzelili bramkę” – mówi, uśmiechając się, Bastian Heerhost. La Roja gra dziś na mundialu z Chile. To, że w El Toro, najlepszej – według Heerhorsta – hiszpańskiej knajpce w Hamburgu panuje dziś szampańska atmosfera, rozumie się samo przez się. „Najczęściej

chodzę na pizzę i burgery, ale czasem mój menedżer Ekki wyciąga mnie tu na rybę” – mówi 31-letni muzyk. W jego sytuacji menedżer wydaje się niezbędny, newrave’owy projekt Fukkk Offf jest obecnie na topie. Muzyk właśnie wrócił z trasy po Stanach Zjednoczonych i Australii, dokąd zawiózł swoje świdrujące jak piła elektryczna basy i powykręcane electrobity. Otrzymał kontrakt w renomowanej nowojor-

skiej wytwórni dance’owej Coco Machete. Jego album „Love Me Hate Me Kiss Me Kill Me” to punk rock. Elektroniczny punk rock, syntezatory brzmią jak gitara elektryczna. Punkowa wydaje się też okładka albumu: wyprostowany środkowy palec w stylu graffiti z lat 80. Heerhorst ma dość ostry image. W odróżnieniu od niego sam wygląda całkiem normalnie. Zero tatuaży i tego typu rzeczy. Hamburgczyk nosi dżinsy i czarny T-shirt. W czarnym plecaku trzyma laptop. Będzie go wkrótce potrzebować. Fukkk Offf zaczyna grać o 2 w nocy we wschodniej części miasta, w opuszczonej hali fabrycznej, jako gwiazda na pokazie mody marki Frontline. Przedtem jednak musi pojawić się w dzielnicy Schanzenviertel; Heerhorst nazywa ją Galaostrich – ze względu na dużą liczbę portugalskich kafejek. Muzyk przeprowadził się tu cztery lata temu, ma mieszkanie dokładnie przed legendarnym punkowym lokalem o nazwie Rote Flora; to autonomiczne centrum, w którym odbywają się koncerty i imprezy. Zapala papierosa i mówi, że uwielbia Schanzenviertel, choć obraz dzielnicy zmienił się w ostatnich latach. „Staje się snobistyczna. Najczęściej bywam w Hamburger Berg. St. Pauli – to jest dopiero hard core. Małe sklepiki, fajne bary jeden przy drugim. Najlepsze jest to, że wszędzie można wejść za darmo”. Ten wieczór muzyk spędzi trochę spokojniej. Spotyka się z przyjaciółmi w knajpce Tier na piwo, zimną Astrę. „Jutro mam występ w Antwerpii, o godz. 9 stratuje mój samolot” – opowiada znajomym. Tuż przed północą wsiada do obszernej taksówki i udaje się w kierunku Frontline Fashion Party. Przed olbrzymim budynkiem z czerwonej cegły rozwinięto czerwony dywan, na ulicy słychać dudniący bas. Kiedy Heerhorst ze swoją świtą wkracza do hali, z przerażeniem stwierdza, że parkiet jest pusty, choć do lokalu przyszli fashioniści. „Mam nadzieję, że zaraz tu przyjdą” – mówi i zostawia swój minimalistyczny sprzęt: laptop, kartę dźwiękową, keyboard. Gdy Fukkk Offf pół godziny później rozpoczyna swój show, dancefloor zapełnia się bardzo szybko. „Piła tarczowa Bastiego zawsze przyciąga ludzi” – komentuje jeden z jego przyjaciół i tańczy jak dziki przed DJ-skim pulpitem. Po koncercie menedżer poklepuje po ojcowsku Heerhorsta po plecach. „Dobra robota – mówi – a teraz pora do łóżka, żebyś nie spóźnił się na samolot”. Muzyk przytakuje, ale diametralnie zmienia zdanie, gdy menedżer siedzi już w taksówce. „No, to jeszcze do Hamburger Berg, prawda?” – pyta przyjaciół. Jest prawie 3 nad ranem, po pracy teraz czas na zabawę. Czy rano zdąży na samolot? Nie wiemy, ale życzymy tego klubowiczom w Antwerpii. Trasa koncerowa, kawałki i klipy Fukkk Offf dostępne na: www.myspace.com/fukkkofff 95


Šejla KameriĆ Sarajevo

Sejla Kameric w swojej ulubionej kawiarni „Zlatna Ribica” (Złota Rybka)

Resident Artist

Co nam zostało po wojnie Podczas wojny na Bałkanach Sejla Kameric była nastolatką w Sarajewie. Dzięki akcji plakatowej „Bosnian Girl” stała się uznaną artystką na scenie międzynarodowej. I gwiazdą w swojej ojczyźnie. Od pewnego czasu mieszkam w Berlinie, ale silne więzy wciąż łączą mnie z moim rodzinnym miastem. Co trzy miesiące przyjeżdżam do domu – tu mieszkają moi przyjaciele i rodzina. Nadal mam tu też pracownię. Zawsze najpierw ciągnie mnie do Meeting Point (1), café baru z kinem. Jego właścicielami są ludzie, którzy organizują Sarajevo Film Festival i prowadzą Obala Art Centre. Kafejka znajduje się tuż za Akademią Sztuk Pięknych. W czasach moich studiów było to najlepsze miejsce do przesiadywania, w którym można było spotkać się ze znajomymi. W 1997 roku właśnie tutaj odbyła się moja pierwsza autorska wystawa. Rok później w kinie przed główną projekcją filmu 96

Prawie całkowicie zniszczona podczas wojny Vijecnica – bośniacka biblioteka narodowa

pokazano moją instalację wideo pt. „Before Beginning”. Można tu spotkać studentów z akademii, warto przyjść ze względu na atmosferę. Najlepiej latem, podczas festiwalu filmowego. Zasadniczo lubię jedzenie, a szczególnie kuchnię bośniacką. Chętnie chodzę do Asdzinica Asdz (2) – na proste domowe dania, które gotują w domu moja babcia i mama. Dotyczy to także Asdzinica Hadzibajric (3). Obie restauracje prowadzą rodziny, które dobrze znam. Koniecznie trzeba spróbować czegoś typowo bośniackiego, jak dolma (faszerowane liście winorośli), burek (placek z ciasta francuskiego) oraz wspaniałych deserów. Moja ulubiona potrawa to klete – rodzaj


Więce j dla Ciała i Umysłu Graffiti jakiegoś holenderskiego żołnierza na ścianie kasyna w Srebrenicy Kameric nałożyła na swój portret. Dzięki tej pracy stała się ikoną bośniackiego pokolenia, które chce „przepracować” traumę wojny, nie dając się sprowadzić do roli ofiary.

Artystka poleca: bośniackie jedzenie domowe w Asdzinica Asdz…

HRASTOVI a njuš Vrba

im Za

a ca Š ar

BJELAVE

5 …wspaniałą panoramę miasta z Białej i Żółtej Bramy…

6 1

Mu Mula

e Bašeskij stafe

3

ˇ BAŠCARŠIJA

2 4

Obala Kulina bana

SKENDIRJA

na ma usli Put mladih M

Tekst: uschi korda; Zdjęcie: Paul Lowe/Panos Pictures (5), Šejla Kamerić; illustracja: andreas posselt

…i artystyczną atmosferę w Meeting Point

ravioli, które w Hadzibajric przyrządzają w sposób tradycyjny w każdy piątek i są to najlepsze klete w mieście. Sarajewo leży w dolinie, w otoczeniu wzgórz i gór, co czasem przyprawia mnie o klaustrofobię. Idę wtedy na spacer w stronę Bijela i Zuta Tabija (Białej i Żółtej Bramy, 4), patrzę na miasto z góry i zmienia mi się perspektywa. Wszystko wydaje się nowe i świeże. To mnie zawsze porusza i zaczynam kochać moje miasto ponad wszystko. Obie bramy są związane z historią miasta, gdyż kiedyś przebiegały tędy mury obronne. Gdy tam jestem, zaczynają się pojawiać pytania egzystencjalne: skąd pochodzę, kim jestem? To naprawdę uduchowiona okolica, popularne miejsce spotkań młodych ludzi z Sarajewa. Wieczorem widać zakochane pary, chociaż Bośniacy nie są zbyt romantyczni. To jednak wspaniałe miejsce, by się całować. Absolutny mus to dla mnie Vijecnica (5) – lub to, co z niej zostało. Budynek pochodzi z czasów monarchii austro-węgierskiej, wcześniej mieścił się tu ratusz, a później biblioteka narodowa. Podczas wojny i oblężenia Sarajewa armia serbska go podpaliła. Zniszczono wówczas wiele książek, częściowo

1 Meeting Point, Hamdije Kresevijakovica 13 ˇ urcˇiluk 3 2 Asdžinica Asdž, Mali C ˇ urcˇiluk 59 3 Asdžinica Hadžibajrić, Veliki C 4 „Bijela” & „Žuta” Tabija 5 Vijećnica, Mustaj Pašin Mejdan 6 Zlatna Ribica, Kaptol 5

wielkich dzieł naszej historii. Płakałam, gdy wiatr rozwiewał popiół nad miastem, wyglądał jak czarny śnieg. Vijecnica to smutne wspomnienie wojny i symbol agresji, która unicestwiła naszą kulturę. Odbudowa wolno posuwa się do przodu, gdyż pochłania bardzo dużo pieniędzy. Starych książek nie da się jednak zastąpić. Niewielkim i osobliwym miejscem pośrodku Sarajewa jest Café Zlatna Ribica (6), moja ulubiona kawiarnia – jak statek kosmiczny z innej planety, zupełnie nie pasuje do Sarajewa. Pełno w niej starych rzeczy, panuje tu bardzo przyjemna atmosfera, leci dobra muzyka. Poza tym jest jeszcze Veliki-Park (7) – choć nazywa się duży, jest bardzo mały. Sarajewo nie ma parków jak inne miasta: Londyn, Paryż czy Wiedeń, gdyż dookoła jest wspaniała natura – masz blisko zarówno w góry, jak i nad morze. Veliki to oaza w środku miasta – na zewnątrz pulsuje życie, a w parku jest cicho i bezpiecznie. Nawet podczas wojny można było się schronić pod wielkimi drzewami. Więcej informacji na temat artystki, bieżących wystaw i projektów, a przede wszystkim jej poprzednie prace na: www.sejlakameric.com

Festningen 28.08.2010

Jean-Michel Jarre jest człowiekiem, który nauczył syntezator ćwiczyć jogę. Człowiekiem, który sprzedał 12 mln egzemplarzy albumu „Oxygène” z 1976 roku i nie tylko wynalazł w muzyce nowy gatunek – ambient – ale udostępnił go szerokiej publiczności. To człowiek, który ze swoimi wieżami syntezatorów wciąż jest w trasie koncertowej w różnych zakątkach świata i zagości na Festningen Festival w Oslo obok takich artystów jak Röyksopp i The Very Best. Akershus Festning, Oslo, Norwegia Eastern Electrics August Bank Holiday 29.08.2010

Najlepsze weekendy to nie są te, które trwają do poniedziałku i mają jakby dwie soboty z rzędu. Tak uważają organizatorzy Eastern Electrics August Bank Holiday, którzy rozstawiają sprzęt dopiero w niedzielę rano, zapraszają DJ-ów takich jak Anja Schneider, Glimpse czy Trevor Jackson i świętują nieprzerwanie aż do poniedziałku rano. Union Car Park, Londyn, Wielka Brytania Notting Hill Carnival 29–31.08.2010

Od 1964 roku w ostatni weekend sierpnia ulicami Londynu ciągnie kilkadziesiąt ciężarówek wymalowanych w kolorowe wzory i obładowanych wielkimi soundsystemami. Afrokaraibska społeczność manifestuje tu na oczach 1,5 mln widzów swoją kulturę. Notting Hill, Londyn, Wielka Brytania

International Film Festival Durres 29.8–4.9.2010

120 nowych filmów dokumentalnych i fabularnych pod rozgwieżdżonym niebem – oferta, która przyciąga kinomaniaków i entuzjastów kultury do Durres, gdzie trzecia edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Albanii wchodzi na ekrany. Retrospektywę poświęcono reżyserowi Muharremowi Fejzo, a specjalny program – tematowi „Balkan World”. Amfiteatr, Durres, Albania 97


J

est taka scena w „Amelii” Jeana-Pierre,a Jeuneta: bohaterka filmu odnajduje blaszane pudełko ze skarbem chłopca, który mieszkał w jej mieszkaniu przed 50 laty. Amelia zwraca puszkę właścicielowi. Pan po sześćdziesiątce zalewa się łzami. Kolorowe kulki wygrane na przerwie, drewniana figurka kolarza, wyblakłe zdjęcie pięknej aktorki działają jak smak słynnego ciastka Marcela Prousta. Otwierają drzwi do przeszłości. Dziś magdalenki maczane w herbacie czy blaszane szkatułki ukryte w ścianach dawno wyszły z użycia. By cofnąć czas, rozplątać warkocz wspomnień i ze zmrużonymi oczami patrzeć na obrazy ze strychów pamięci, wystarczy włączyć komputer. Na stronie nostalgia.pl znalazłem fragmenty filmów i seriali, które pachną moim dzieciństwem. Moim? Przecież na dwóch programach telewizji wychowało się całe pokolenie. Skarby, które odkryłem, to nie jakiś tam Kloss, czterej pancerni, Janosik czy komedie Barei ciągle powtarzane w święta, które i tak każdy ma na DVD. To prawdziwe wehikuły czasu. No bo kto dziś, kurczę blade, potrafi zanucić piosenkę z filmu o białym delfinie Umie? Kto pamięta czołówkę kreskówki „Załoga G” i wie, jak się nazywał czarny charakter, z którym walczyła nieustraszona piątka? (Zoltar!). Kto marzy jeszcze, żeby móc choć raz przekręcić na palcu pierścień Arabelli i zmienić swego szefa w spasionego jamnika? Najbardziej jednak przeżyłem odnalezienie hiszpańskiego serialu „Niebieskie lato” z początku lat 80. To opowieść o przyjaźni nastolatków, którzy spędzają wakacje w miasteczku na Costa del Sol. Była wśród nich dziewczyna Bea, bardzo piękna, w której kochali się wszyscy chłopcy. Gdy w jednym z odcinków pokazała swej przyjaciółce, że rosną jej piersi, nie mogłem zasnąć. Bea z „Niebieskiego lata” nazywa się Pilar Torres i bez trudu odnalazłem ją na

Felieton Lizuta, czyli coś dla umysłu i coś dla duszy.

Melancholik czy Nostalgik? Mikołaj odpala wehikuł czasu w poszukiwaniu wspomnień. „Załoga G”, „Niebieskie lato”, delfin Um... łza kręci się w oku.

YouTube. Był to fragment talk-show w hiszpańskiej TVE, w którym dobiegająca pięćdziesiątki madrycka lekarka z czwórką dzieci, głęboko wzruszona, opowiada o swej wielkiej przygodzie w filmie. Mniej więcej w czasach, gdy w telewizji leciało „Niebieskie lato”, czyli lata temu, byłem na letnich koloniach w Beskidach. Od pierwszego wejrzenia zakochałem się śmiertelnie w czarnowłosej Ani (a może miała na imię Magda?). Po tygodniu uczuciowej katorgi, namówiony przez doświadczonych kolegów, z sercem bijącym jak młot pneumatyczny poprosiłem ją o chodzenie. Było ciepły letni wieczór. Ania (a może Magda) spojrzała na mnie przeciągle i odparła: „Zastanowię się”.

I do tej pory nie mam od niej żadnej konkretnej odpowiedzi. Może i dobrze… Są etapy życia, na których wspominanie dzieciństwa jest niezwykle ważną częścią autodefinicji. Słychać to w tekstach artystów po czterdziestce. Kolega Muniek śpiewa o rodzinnej Częstochowie: „Na moim podwórku zapada zmrok, wszyscy moi kumple wyjechali stąd”, a jego perkusista z T.Love Sidney Polak o Chomiczówce: „Każdy kamień to inna historia, w brudnej windzie ja w krótkich spodniach, trzymam kapsle w kolorowych foliach, liczę piętra, a głowa jest wolna, nic nie dotyczy mnie z tego co teraz; żaden hajs ani krótka kariera…”. Ponoć nostalgia tym się różni od melancholii, że ta pierwsza jest tęsknotą za czymś realnym i konkretnym. Może to być potrawa z dzieciństwa, stary serial puszczany 30 lat temu po „Teleranku” czy piosenka zespołu The Clash Lost in the Supermarket z płyty „London Calling”. Melancholia z kolei to dojmujące pragnienie czegoś nieokreślonego z przeszłości. Melancholik nie wie właściwie, za czym tęskni. Różnica jest mniej więcej taka, że nostalgika da się ukoić, dostarczyć mu obiekt marzeń z przeszłości: puścić film, zagrać piosenkę czy zawieźć na wycieczkę do miasteczka z dzieciństwa. Melancholia to doznanie, na które nie ma lekarstwa (może poza antydepresantami). Ale najgorsze jest chyba pomieszanie tych stanów. Nostalgik, który po latach odnajduje swą pierwszą miłość w którymś ze społecznościowych portali, a ta ma męża frajera, gromadę wrzeszczących bachorów i uwielbia „Świat według Kiepskich”, natychmiast popada w melancholię. Mikołaj Lizut (l. 37), dyr. naczelny i programowy Radia Roxy, publicysta „Wyborczej”, dyr. artystyczny Teatru Radia TOK FM. Jako publicysta zajmuje się głównie sprawami polskiej sceny politycznej, religii, teatru, a także kultury popularnej.

Polska, ISSN 2079-4266: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Stefan Wagner (z-ca) Dyrektor kreatywny Erik Turek Dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktorzy prowadzący Werner Jessner, Uschi Korda, Nadja Žele Redakcja Ulrich Corazza, Florian Obkircher, Arkadiusz Piątek, Andreas Rottenschlager Graficy Miles English, Judit Fortelny, Esther Straganz, Dominik Uhl Fotoedycja Markus Kučera, Valerie Rosenburg, Catherine Shaw Starszy ilustrator Dietmar Kainrath Współpracownicy Corey Arnold, Wolfgang Hofbauer, Justin Hynes, Ruth Morgan, Anthony Rowlinson, Herbert Völker, Paul Wilson Ilustratorzy Mandy Fischer, Lie-Ins and Tigers PRINT 2.0 Martin Herz, www.imagination.at Korekta polskiej edycji Karol Weber, Katarzyna Wasilewska Litografia Clemens Ragotzky (Ltg.), Christian Graf-Simpson Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher, Walter Omar Sádaba Druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Zarząd Karl Abentheuer, Rudolf Theierl Kierownictwo projektu międzynarodowego Bernd Fisa Kierownictwo wydania polskiego Anna Czerniecka, Aleksandra Zarychta Projekty specjalne Boro Petric Finanse Siegmar Hofstetter Dyrektor wydawniczy Joachim Zieger Marketing Barbara Kaiser (Ltg.), Regina Köstler, Johanna Schöberl Project management Jan Cremer, Dagmar Kiefer Reklama Biuro reklamy Agora SA, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa, Joanna Kmiecicka, tel.: +48 22 555 63 39, joanna.kmiecicka@agora.pl Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a Warszawa 02-681 Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 Email: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-Collin-Straße 1, A-1140 Wien Biuro redakcji Londyn155-171 Tooley Street, SE1 2JP, UK Internet www.redbulletin.pl Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Burgenländische Volkszeitung, Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeinen Zeitung, Münchner Merkur; w Wielkiej Brytanii: The Independent; w Irlandii: Irish Independent; w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald Nakład łączny 3,6 miliona Listy Czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 05 Warszawa, sierpień 2010

NastępnY NUMER dostępny we wtorek 7 WRZEŚNIA

Ilustracja: albert exergian

felieton


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
The Red Bulletin_0810_PL by Red Bull Media House - Issuu