Ludwig Aigner / Mark Ong / Dallas Friday / Michał Kościuszko /Leszek Możdżer/ Bob Dylan / Adrian Newey
PRAWIE NIEZALEŻNY MAGAZYN
Czerwiec 2011
ie n a k l u w a i n c a ś o k d Jazd ę r p d r ko e r e j i b l k c ö t Max S
Mad Max Podwodne impresje
Niesamowite fotografie Davida Doubileta
Nadstaw uszy
Najlepsze festiwale tego lata
Zabawy w błocie Najbrudniejszy wyścig na świecie
LESZEK MOŻDŻER Ekskluzywny wywiad o słuchaniu sercem i kierowaniu się rozumem
Rogiem z Byka
WITAMY!
Lokalizacja: plaża w Sopocie. Cel: wywiad z Leszkiem Możdżerem. Agenci „Red Bulletina”: Filip Kalinowski i Szymon Gruszecki — strona 40
Niewątpliwie David Doubilet jest uznawany za najlepszego podwodnego fotografa na świecie. Legendarne są jego fotoreportaże dla „National Geographic”. Styl pod względem estetycznym i technicznym szlifował przez dziesięciolecia w „New Yorkerze”. Fotografią podwodną zaczął zajmować się pół wieku temu, miał wówczas 12 lat. Jesteśmy dumni, że we współpracy z Davidem Doubiletem możemy opublikować jego prace w fotoreportażu „The best of”, także jako wyznanie miłości do tego potężnego, obcego, fascynującego i kruchego świata. „Dokumentujemy czas, który wkrótce przeminie” – mówi Doubilet, który w ostatnich latach coraz bardziej angażuje się w ochronę oceanów; ulegnijcie ich czarowi – strona 28.
ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Andreas Ehrensberger. Zdjęcie: Philipp Forstner
„Uraz rdzenia kręgowego musi stać się uleczalny!” – tak brzmi ich przekorne motto, z wykrzyknikiem. Od lat fundacja Wings for Life walczy o naukowy przełom, który małymi kroczkami od utopii zmierza w kierunku konkretnych medycznych osiągnięć. Obecnie jedną z najważniejszych na świecie osób w tej walce jest kierownik Instytutu Molekularnej Medycyny Regeneratywnej na Prywatnej Akademii Medycznej Paracelsusa (PMU) w Salzburgu. Jego zespół jest bliski przełomowego odkrycia – strona 72.
Trzeba najbardziej bezkompromisowo, jak to tylko możliwe, rozumieć słowo „przyjaźń”, aby pomóc komuś pobić swój własny rekord: dziewięć lat temu Eric Barone ustanowił światowy rekord prędkości na rowerze górskim i w dniu bicia rekordu zakończył swoją aktywną karierę na skutek wypadku, który udało mu się przeżyć – do dziś nie wiadomo, w jaki sposób. Teraz Francuz był najważniejszym członkiem zespołu Tyrolczyka Markusa „Maxa” Stöckla podczas ataku na obowiązującą barierę prędkości 163 km/h. Zapierająca dech w piersiach historia o pewnym człowieku zwanym Herkulesem, rowerze o nazwie Evil Revolt, nikaraguańskim wulkanie Cerro Negro i liczbie większej niż 163 – strona 60. Miłej lektury! Redakcja Małe PS w prywatnej sprawie: bardzo nas cieszy wspaniała reakcja na naszą niedawno wydaną pierwszą amerykańską edycję. „Red Bulletin” ukazuje się już więc w dziewięciu krajach, na trzech kontynentach w miesięcznym nakładzie 4,6 miliona egzemplarzy. Amerykańskiej premierze magazynu towarzyszyła nowa aplikacja „Red Bulletina” na iPada, która dzięki rekordowej liczbie ściągnięć i pięciogwiazdkowej ocenie zapewniła nam wiele satysfakcji – podobnie jak wam, jej użytkowniczkom i użytkownikom.
3
SPIS TREŚCI
W CZERWCU BAW SIĘ DOBRZE Z „RED BULLETINEM”
28
Pełen akcji i inspiracji nowy numer masz już w rękach, reszta należy do ciebie.
Bullwar 14 DOBRE WIADOMOŚCI... ...z kraju i ze świata. 16 RED BULL CYPHER Stań na głowie razem z mistrzami brejka. 17 DALLAS FRIDAY Kraksy dziewczyny z sąsiedztwa. 18 EWOLUCJA SPRZĘTU Motocykle – kiedyś i teraz. 20 MICHAŁ KOŚCIUSZKO Z kuchni za kierownicę. 22 TRIKI FIZYKI Pod górę na dwóch kółkach. 24 BON IVER Z liderem zespołu o najbardziej oczekiwanej indie-rockowej płycie roku.
60
25 BOB DYLAN Człowiek o wielu twarzach. 26 LICZBY MIESIĄCA Wszystkie numery Wimbledonu.
Akcja 28 PODWODNE ŻYCIE Mieszkańcy oceanów na fotografiach Davida Doubileta. 40 LESZEK MOŻDŻER O twórczości, publice i pozostawieniu Chopina w spokoju. 46 PO USZY W BŁOCIE Na brazylijskiej prowincji odnaleźliśmy najbrudniejszy wyścig świata.
25
54 MARK ONG Szewc, do którego Kobe Bryant i Linkin Park ustawiają się w kolejce. 60 „MAX” STÖCKL Historia rowerowego rekordu prędkości pobitego na aktywnym wulkanie. 66 SZTUKA DESIGNU Jak Stephen Bayley, były dyrektor Muzeum Designu w Londynie, spotkał Adriana Neweya, konstruktora bolidów F1. 72 LUDWIG AIGNER Nauka i medycyna mogą być naprawdę ekscytujące. 4
84
40
ZDJĘCIA: DAVID DOUBILET, ANDREAS EHRENSBERGER, TABATHA FIREMAN/REDFERNS, GETTY (2), GARTH MILAN/RED BULL CONTENT POOL, MACIEJ ZIENKIEWICZ/AG
SPIS TREŚCI
Więcej dla Ciała i Umysłu 82 PODRÓŻ DO ANNECY Lubisz piękne widoki i sporty ekstremalne? Zapraszamy do Francji. 84 FESTIWALE MUZYCZNE Spis najciekawszych wielkich plenerowych festiwali tego lata. 86 NAJLEPSI KUCHARZE ŚWIATA Emmanuel Renaut – rodzinnie, zaskakująco i z dala od zgiełku miasta. 87 SMAKI ŚWIATA Fufu to narodowe danie Ghany. 88 ZDOBĄDŹ SPRZĘT Zabawki technika awioniki. 90 TRENING MISTRZA Pomysł na sylwetkę według Todda Rogersa. 91 ŚWIEŻY TOWAR Nowy album Smith Westerns. 92 NAJLEPSZE KLUBY ŚWIATA Historia powstania imperium Pacha. 94 CO SIĘ DZIEJE Wydarzenia, które rozgrzewają świat. 96 ZAREZERWUJ CZAS Zapisz, zapamiętaj, baw się razem z nami. 97 MOJA PIĄTKA Muzyka, która ukształtowała lidera Everything Everything. Stałe działy 06 KALENDARZ PANA KAINRATHA 08 ZDJĘCIA MIESIĄCA 98 FELIETON LIZUTA
66
NOWOŚĆ TRZECIE UDERZENIE CAŁKIEM NOWY iPAD APP, A W NIM CAŁA
90
MASA FILMÓW
OD 9 CZERWCA NA REDBULLETIN.COM/IPAD
5
k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a
6
kunde
Jaw s , mau i , u sa
WIELKA UCIECZKA
Ponieważ żaden z nas, szczurów lądowych, nie jest w stanie opisać uczucia, które towarzyszy surfowaniu po najbardziej niebezpiecznej fali na świecie, posłuchajmy, co ma do powiedzenia człowiek na zdjęciu. To Jason Polakow z Australii, a spot surfingowy to Jaws na północnym wybrzeżu Maui. „To szaleństwo, ale ta fala może stać się obsesją. W zeszłym roku o mało co nie utonąłem. Musisz wykazywać się odwagą już od pierwszej chwili, gdy jesteś w wodzie. W dniu, gdy zostało zrobione to zdjęcie, fala uniosła się przede mną na wysokość sześciu metrów. Pomimo że przeniosłem całą siłę ciężkości na krawędź deski, nie przewróciłem się. Gdy płyniesz w tubie, stajesz się częścią fali. Zupełnie tak, jakbyś był jej poślubiony”.
Zdjęcie: BoB Bangerter/red Bull content Pool
Więcej zdjęć znajdziesz na pl.redbulletin.com/jaws
9
ma s k at, O man
KUng-FUBOL
Sepak Takraw to wspaniała, szybka mieszanka siatkonogi, sztuk walki i gimnastyki artystycznej. Najlepsi gracze, zwykle pochodzący z Azji Południowo-Wschodniej, mają w zanadrzu techniki ruchu, których pozazdrościć im może Lionel Messi. Dlatego też to, co tu widzisz, to nic wyjątkowego, a raczej zwyczajny atak w wykonaniu Komkida Suapimpy z Tajlandii, grającego przeciwko Zawowi Latowi z Myanmaru. Drużyna z Tajlandii triumfowała na boisku, prawdopodobnie dzięki ich nowoczesnemu (idealnie dopasowanym skarpetom gimnastycznym!) wyposażeniu. Artystyczna akrobatyka nożna: youtube.com, wyszukaj hasło: „sepak takraw”
11
Zdjęcie: Bryn Lennon/Getty Images
Zdjęcie: Andreas Pranter/GEPA pictures
E i s E n E r z ( au str ia )
WspóLny LOs
Podczas wyścigu, który rzadko kończy więcej niż 3% uczestników, dochodzą do głosu dawne sportowe ideały. Jako że w Red Bull Hare Scramble najtrudniejszym przeciwnikiem jest góra, pomagają sobie nawet najwięksi konkurenci: przeciągniesz mi przednie koło przy pokonywaniu przeszkody, podniosę ci tylne; pożyczysz mi swojego multi-toola, dostaniesz przedostatni łyk z bidonu. I dlatego że poczekałeś na mnie na ostatnim punkcie kontrolnym, ja teraz poczekam na ciebie. 26 czerwca wszystko zacznie się od nowa. www.erzbergrodeo.at
13
Bullwar Uskrzydla w małych dawkach.
Le Mans
Mały quiz z okazji 79. edycji legendarnego 24-godzinnego francuskiego wyścigu w dniach 11-12 czerwca.
DESIGN NA PRZYSZŁOŚĆ
Konkurs nazywa się James Dyson Award. Zasady są bardzo proste. Zasada nr 1: wyszukaj sobie problem. Zasada nr 2: znajdź rozwiązanie. Zasada nr 3: brak. Oto wyniki konkursu.
2. Kierowca, który ma na koncie osiem zwycięstw, to: Tom Kristensen Jackie Ickx Steve McQueen
3. W 1988 roku na prostej Mulsanne osiagnięto rekord prędkości, czyli: 407 km/h 307 km/h 470 km/h
Ratuje życie: bazooka o dalekim zasięgu wystrzeliwuje w morze pomoce ratunkowe Zgłoszenia i wszystkie projekty z 2011 roku: www.jamesdysonaward.org
Dźwiga walizki: podnośnik ciężarowy dla dworców
Rozw ala wszy stko w
Oszczędza kasę: wewnętrzny solar ścienny
drob ny m ak: robo t bu rzen iowy o na zwie Kap utt
1. Zwycięstwo Audi (2006) było pierwszym z silnikiem: Wankla elektrycznym Diesla
ZDJĘCIE MIESIĄCA
UŚMIECH, PROSZĘ!
Fotografie naszych czytelników dostępne są na: www.redbulletin.pl
4. W roku 1923 średnia prędkość zwycięzcy wynosiła: 29,40 km/h 92,04 km/h 149,20 km/h Rozwiązania: 1. ● Diesel, 2. ● Tom Kristensen, 3. ● 407 km/h, 4. ● 92,04 km/h 14
Wśród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia związane ze światem Red Bulla, rozlosujemy oryginalny bidon „Red Bulletina” wyprodukowany przez firmę SIGG. Wysyłaj zdjęcia na e-mail: redakcja@redbulletin.com
San Francisco Elita ostrego koła zebrała się w Kalifornii, by zaprezentować styl i triki. Justin Kosman, Red Bull Ride & Style
ZDJĘCIA: BALAZS GARDI/RED BULL CONTENT POOL (1), DPPI (3), LAT (1), JOACHIM BRAUNWARTH (1), JÖRG MITTER/RED BULL CONTENT POOL (1), NORMAN WONG (1), PREDRAG VUCKOVIC FOR GLOBAL-NEWSROOM (1), THOMAS ULRICH (1)
Ich Troje Popisowe triki zawodników Red Bull X-Fighters
Katie Stelmanis
Zorza polarna na niebie popu Mozart, Moroder, melancholia. Trzy źródła inspiracji nowego albumu Katie Stelmanis. Nosi on tytuł „Feel It Break” i łączy pop z syntezatora z przenikającym, klasycznie wykształconym głosem Stelmanis. W ten nowatorski sposób Kanadyjce udało się połączyć operę i OMD, „Don Giovanniego” i ponure beaty elektroniki. Jest jak majestatyczna zorza polarna na tegorocznym popowym niebie. Trzy fakty na temat 25-letniej debiutantki: 1. W wieku 10 lat została przyjęta do kanadyjskiej opery narodowej. Studiowała śpiew, grę na skrzypcach i fortepianie. Jej droga do kariery operowej wydawała się już otwarta – do czasu gdy zobaczyła pierwszy koncert punkowy. 2. Austra to jej drugie imię i jednocześnie pseudonim artystyczny. Uważa, że „Katie Stelmanis” bardziej pasuje do dziewczyny przy fortepianie. 3. Jest wielbicielką Mozarta, ale – jak mówi – on był zawsze na czasie. „Gdy pojawił się klarnet, natychmiast napisał sonaty na klarnet. Dziś tworzyłby muzykę elektroniczną”. Austra „Feel It Break” (Domino)
Spielberg Skoczek narciarski Thomas Morgenstern ścigał się dla Wings for Life. Rene Wallentin
DANY TORRES Najlepszy „Whip-King”. Najbardziej obiecujący kandydat po zwycięstwie w Dubaju.
ROBBIE MADDISON Podczas zwycięstwa w Madrycie w 2010 roku pokazał spektakularny nowy trik: Volt Body Varial.
DROGA NA EIGER Szybki wywiad z Danielem Arnoldem. Samotny wspinacz Michel Darbellay potrzebował dwa dni na to, co jego szwajcarski krajan Daniel Arnold (27 lat) pokonał w rekordowym czasie 2 godz. 28 min – chodzi o zdobycie osławionej północnej ściany szczytu Eiger. Na czym polega magia wspinaczki na czas? To czysto osobiste wyzwanie. Chciałem sprawdzić, jak szybko mogę się wspinać. Od czego to zależy? Ważna jest cierpliwość w wyborze odpowiedniej chwili. Musiałem kilka razy przesuwać termin bicia rekordu – miałem złe przeczucia.
Niebezpieczeństwo podczas bicia rekordu? Wielu wspinaczy przed ścianą traci respekt. Nigdy nie wolno bagatelizować szybkiego wspinania bez liny. Specyfika północnej ściany Eigeru? Dla mnie to po prostu niewiarygodnie piękna ściana w pobliżu. Szczególny trening? Niekoniecznie. Jako przewodnik górski jestem często w drodze, mam dobrą kondycję podstawową i jestem przyzwyczajony do wysokości. Morze czy góry? Najbardziej lubię, gdy sople zwisają ze skały. Film: www.daniarnold.ch
Szczyt Eiger (3970 m n.p.m.)
CAMERON SINCLAIR Wielu próbowało wykonać ten trik, on był pierwszym, który stanął do zawodów z double backflipem. Filmy na: redbullxfighters.com
Auckland Ta zgrana załoga obsługiwała
zjazd do boksu z prędkością Formuły 1. Graeme Murray, Red Bull Trolley Grand Prix
Trasa Heckmaira: Wysokość ściany: 1650 m n.p.m.
Dauha Stanie na rękach dla najlepszych.
Opanowanie ciała podczas Red Bull Breaking. Jonathan Le Marchand 15
B-boye walczyli o wyjazd na europejskie półfinały Red Bull BC One w Stambule
Na rowerowej mapie Polski właśnie przybył nowy obiekt: Kross Bike Park Przasnysz. Sprawdźcie to przy okazji!
Red Bull Cypher Warsaw Challenge na stałe wpisał się w kalendarz hiphopowych wydarzeń w Polsce. Od czterech lat w parku Sowińskiego na warszawskiej Woli gromadzą się tysiące miłośników breakdance’u i fanów najlepszych rapowych wykonawców. Tegoroczna edycja zmagań formacji tancerzy była jednak czymś więcej niż pojedynkiem o tytuł mistrzów Warsaw Challenge. Dodatkowo były to także zawody Red Bull Cypher – czyli eliminacje do finałów światowej serii najbardziej prestiżowego turnieju breakdance Red Bull BC One w formacie jeden na jeden. Zwycięzca będzie reprezentować Polskę w europejskich półfinałach Red Bull BC One w Stambule. „Od kiedy pierwszy raz usłyszałem o Red Bull BC One, marzyłem, by wziąć udział. Moje marzenie się spełniło! Jadę i dam z siebie wszystko, żeby jak najlepiej reprezentować Polskę” – powiedział b-boy Marcin „Maniek” Boromirski, który udowodnił, że był najlepszy spośród 16 zakwalifikowanych do konkursu zawodników. Oprócz „Mańka” do Stambułu pojedzie także b-boy „Kleju”, który w zeszłym roku brał udział w wielkim finale Red Bull BC One w Tokio. W tym roku dostał dziką kartę i znów będzie próbował swoich sił w międzynarodowej czołówce tancerzy breakdance. Powodzenia, niech rytm będzie z wami! www.redbullbconecypher.pl
Rio de Janeiro Sposób Nicka Franklina na jazdę po mieście – na jednym kole. Marcelo Maragni 16
DIRTPARK PRZASNYSZ
W dzisiejszych czasach jednoślady jeżdżą po górach, dolinach, skateparkach i… dirtparkach. Cóż to takiego: dirtparki? Otóż są to specjalnie zbudowane tory do jazdy na rowerze: skocznie, lądowania, muldy, zakręty, rampy. Wszystko najczęściej zrobione z ziemi rękoma samych zawodników. Taki tor powstał w odległym o 100 km na północ od Warszawy Przasnyszu. W jego skład wchodzą dwie linie skoczni i okrągły tor do pumptracku. Skąd pomysł? „Sam wiem, jak to jest nie mieć gdzie jeździć. Pierwsze skocznie zbudowałem sam pod swoim domem, przez tydzień machając łopatą” – wspomina Piotr Piret Kołodziej, mistrz Polski BMX. Piret dirtparki buduje ze swoim tatą Olkiem. Ten budowniczy duet jest jedyny w swoim rodzaju: Piret ustala kąty i proporcje skoczni;
Bruksela B-boy Lawson pokazał klasę w finale konkursu breakdance’owego. Homardpayette, Red Bull Take One
Olek kieruje pracami koparki i wywrotek. W ciągu czterech dni na pustym placu wyrosły dwie linie skoczni: jedna dla amatorów, druga dla prosów. Tuż obok skoczni swoje dzieło w międzyczasie skończyli bracia Piotr i Paweł Rynkiewiczowie. Wybudowali pumptrack: niewielki tor do jazdy na rowerze w kółko. „To tak jak do motocrossu, tylko że na rower. Najlepszy trening, jaki tylko może być. Jest o tyle uniwersalny, że poradzą sobie na nim i dzieci, dla których może być świetnym placem zabaw, i prosi, którzy chcą poprawić swoją kontrolę nad rowerem” – zachwala Piotrek. Więcej newsów o dirtparku: kross.ownlog.com
Kuwejt Podczas tych zawodów nie
obchodzono się z samochodami ostrożnie. Naim Chidiac, Red Bull Car Park Drift
ZDJĘCIA: WOJTEK ANTONOW, LUKAS NAZDRACZEW/RED BULL CONTENT POOL, EWELINA ZAJAC/RED BULL CONTENT POOL
B U L LWA R
b u l lwa r
MOJE CIAŁO I JA
Dallas FriDay
Co jest bardziej bolesne niż umieszczenie pręta w nodze, by uporać się z dziewięcioma złamaniami? Dla mistrzyni świata w wakeboardingu z 2009 roku jest to zerwanie trzech wiązadeł kolana naraz – a następnie powolny i frustrujący powrót do zdrowia.
POZ SZYWANA [W zeszłym roku Friday zerwała wiązadło krzyżowe przednie, wiązadło krzyżowe tylne oraz wiązadło poboczne piszczelowe]. Wiedziałam, że odnios łam poważ addoświ spore polu tym na ną kontuzję, bo mam już czenie. Sam ból: to było jak seria eksplozji w moim prawym kolanie, jedna po drugiej. Wiedziałam, że czeka mnie dłuższa przerwa w pływaniu. Mam kilka paskudnych, długich na 8-10 cm blizn: dwa pionowe nacięcia z przodu i dwa po bokach kolana.
POW RÓT NA DES KĘ Złamanie kości udowej w 2006 roku – to było wprost niewiarygodne. Tak samo w przyp adku kolana, ale tym razem ból był znacznie gorsz y. Nigdy nie spodziewałam się takiej kontuzji. Nigdy nie czułam się bardziej załamana, wycieńczona i sfrustrowana. Wywołało to we mnie najgorsze możliwe emocje i myśl, że w przyszłości mogłabym doświadczyć tego ponownie, jest naprawdę druzgocząca. Ale z każdą kolejną kontuzją spor towiec staje się mądrzejs zy, uczy się na własnych błęd ach i rozwija. Tak naprawdę nie mas z wyjścia – musisz to zaakceptować. Nie możesz zatrz ymać się i zastanawiać, dlaczego tak się stało.
PRZEŁOMOW Y MOME NT [Po operacji nogi mającej naprawić dziewięciokrotne złamanie Friday została wprowadzona w śpiączkę]. Widziałam delfiny i cyrkowe zwierzęta – tyle dostałam morfiny. Pamiętam, jak wyciągano mi z klatki piersiowej rurkę po zapadnięciu się moich płuc. Kazali mi wstrzymać oddech, ponieważ rurka była blisko mojego serca. Mówili: „Hmm, tak nie da rady. Spróbujmy jeszcze raz”. I próbowali do skutku. Nie pamiętam bólu, ale pamiętam strach i przerażenie.
tekst: Ann DonAhue. ZDjęcie: RobeRt snow
ŻM UDN A REH ABI LITACJA Nie minęło aż tak dużo czasu, a jednocze trwa cja bilita śnie mam wrażenie, że reha całe wieki. Zdecydowanie jestem już goto po tuż t nawe wa, by wrócić na wodę – wypadku wiedziałam, że to nie koniec.
ZACH OWANIE RÓWNOWAGI Obecnie pracujemy głównie nad równowagą i skupiamy się na bardzo delikatnym treningu siłowym. Każdego dnia poświęcamy dwie godziny na ćwiczenia z piłką, różnego rodzaju przysiady i wypady. Nie mogę zacząć się forsować zbyt wcześnie. Mój standardowy trening w terenie został chwilowo wstrzymany. Czeka mnie jeszcze długa droga do odzyskania formy i muszę działać w ustalony sposób. Trzeba słuchać lekarzy i postępować zgodnie z ich zaleceniami, choć nie jest to łatwe.
NAD ZIE JA I GLO RIA Wier zę, że osiągnę jeszcze dużo więcej, i wiem, że mam jeszcze dużo do zaoferowania i pokazania, jeśli chodzi o moje możliwości. Spor towiec potrzebuje świadomości tego, że jeszc ze dużo przed nim. Nigdy się nad tym nie zasta nawiałam ani w to nie wątpiłam. Mam nadz ieję, że nigdy nie poczuję, że zostało mi to odeb rane. SŁA BE PO CZ ĄTKI W końcu dostałam zielone światło do rozpoczęcia treningów. Szybko się męczyłam i po powrocie do wody zauważyłam znaczne obn iżenie mojego poziomu wytrzymałości. Wsz ystk o wymaga czasu; trzeba konsek wentnie wra cać do wody i ciężko trenować, by odz yskać formę. To wspaniałe uczucie wrócić do czegoś, co znam, do czego zostałam stworzona – znów byłam sobą. Zdjęcia, filmy i dużo więcej na: www.dallasfriday.com
17
b u l lwa r
EWOLuCjA sPRzĘtu Einst und jEtzt
MotocykLe MAXI LAXI sześcIocyLIndrowe
Acil ullutpat, sim quis aci bla aliquisit nummy nummy nos nulla consenim ad tem budowy motocykli: od dziesięcioleci motocykle To najwyższe osiągnięcie w dziedzinie essecte consequat ute mod tatum quisit z sześciocylindrowymi silnikami są obiektem nieprzemijającej fascynacji techników i kierowców. Może nie jest to przedmiot pierwszej potrzeby, jednak jego posiadacze czują się szczęśliwcami.
Może Vel doCBX odoloreet nie jestexpierwszym ea corperseryjnym sit, corpercil motoex etum który cyklem, ver sibył blawyposażony autem dolore w sześciocylinmod molor sis alitsilnik drowy illaor(ten sim zaszczyt zzrit eui przypadł tat, vel iure modelowi mod do commy Benelli 750nos Seiaugiatum z 1972 r.,doloborero także Hondy). od doJedloborżaden nak sustoinny conmotocykl volore exer niesi.wzbudził w świeRudmotoryzacji cie dolore eliquat, takiejvelsensacji ulput lam, jak CBX quatem z silni18
kiembla inci o mocy consequi 105 ex KM.essecte Dzięki tatem niemu zzrit Honda iriure tio erostruddoskonałą ugruntowała endion utem pozycję irilit,swojej quat. marki Duiscil (i całego iquisljapońskiego irit wissis num świata nosmotoryzacji). aliquatin verilla conulla Mimo że silnik conse zamontowany dolore doloboreet jest w do poprzek, doloborper nie ogranicza iureswobody delisi blandit pochyleń. at. Bortisl Mieszankę doloreet inissim podaje sześć gaźników, quam zzritpodwójny luptat, siwałek blam irit
ullamco nullamcommy nim24quiscip si tie rozrządu otwiera i zamyka zawory.erObłędny facilluptat. Duisseq illandiamet dźwięk, obłędna moc.uipismolum Dzięki dwóm tarczom wiscincil ut ipi wyważonej ex eliqui blaore faciliquat hamulcowym geometrii legendarny adipsum zzriure vel utpamotocykl wydaje do sięconulputpat. nowoczesny –Utnawet jak tetue moloboreet ut er sequisim vent niat na dzisiejsze standardy. aciduip www.honda.com
TeksT: werner jessner
GiatUt CBX Honda adiGnit 1000nUll 1978 ea cor sequat, si
b u l lwa r
Zdjęcia: kurT keinraTh
GiatUt BMW K1600 adiGnit Gt 2011 nUll ea cor sequat, si Model Vel do odoloreet K 1600 GTexz ea najbardziej corper sit, kompaktową corpercil ex etum ver si bla autem sześciocylindrową rzędówką dolore to rozdział mod molor w hisis alitmotoryzacji storii illaor sim zzrit pod eui tytułem tat, vel „jazda iure aż mod po do commy 160 horyzont”. nos augiatum KM i 175 doloborero Nm – któreod równie dolobor susto dobrze mogłyby con volore dotyczyć exer samochodu si. osoboRud dolore wego – z łatwością eliquat, poruszają vel ulput lam, maszynerię quatem
o wadze inci bla consequi 319 kg. W extamtych essecte czasach tatem zzrit CBXiriure tio erostrud doprowadził doendion zakazuutem jazdyirilit, na motocyklach quat. Duiscil iquisl powyżej 100 iritKM wissis w niektórych num nos aliquatin krajach, dzisiaj verilla 1600 K conulla GTconse jest wdolore każdejdoloboreet sytuacji dodo usług doloborper swojego kierowcy: iure delisi ksenonowe blandit reflektory, at. Bortisl komdoloreetpokładowy, puter inissim quam ABS, zzrit nawigacja luptat, siz kolorowym blam irit
ullamco nullamcommy nim quiscip si tie wyświetlaczem, zintegrowany sprzęterhi-fi, facilluptat. Duisseq uipismolum podgrzewane manetki, bagażnik, illandiamet duża osłona wiscincil ut ip ex eliqui blaoresobie faciliquat przednia – trudno wyobrazić bardziej adipsum zzriure Ut vel utpakomfortową jazdędonaconulputpat. dwóch kółkach. tetue moloboreet ut er sequisim No i do tego ten dźwięk silnika. vent niat aciduip www.bmw-motorrad.com 19
b u l lwa r
HEROS
Michał KościuszKo
Imię i nazwisko Michał Kościuszko Data i miejsce urodzenia 20 kwietnia 1985, Kraków Sukcesy Wicemistrz świata w klasyfikacji generalnej JWRC, mistrz Polski w klasach Super 1600 i F2 Team Lotos Dynamic Rally Team
„Zdecydowałem: moją pasją i celem zawsze były rajdy, a nie wyścigi”
20
spotykamy się w ich restauracji W starej kuchni, położonej przecznicę od rynku Głównego w krakowie. dziś Michał siedzi w cieniu ojca. kolejka dziennikarzy czeka na audiencję u jana kościuszki – kierowcy rajdowego, a dziś eksperta kulinarnego i restauratora, który na kilka dni przed świętami Wielkiejnocy serwuje mediom szybką porcję przepisów. „ja także lubię gotować” – wyznaje na starcie Michał. „czasami pojedynkujemy się z ojcem w kuchni. Zwykle przegrywam...” – dodaje z uśmiechem. Michał opowiada o swoich kulinarnych eksperymentach. jest fanem sushi, które lubi rolować na wiele sposobów, na przykład z czekoladą. „do takich kombinacji zachęcił mnie ojciec” – opowiada zawodnik lotos dynamic rally Team. „kiedyś przyrządził pysznego śledzia w miodzie i orzechach. Wychowywałem się w domu, gdzie panował kult jedzenia”. W tym domu panował jeszcze jeden kult – benzyny. drugim pokojem Michała był garaż, gdzie jan kościuszko, zwany przez kolegów, rywali i fanów naczelnikiem, trzymał rajdowe maszyny. Michał przez długi czas mógł się jedynie przyglądać wyczynom ojca, który przewodził na polskich odcinkach specjalnych. „Gdy oświadczyłem, że też chciałbym startować w rajdach, ojciec... nie zgodził się” – wspomina. „Wiedział, z jak dużym ryzykiem wiąże się ten sport. i jak wielu wymaga wyrzeczeń”. odbyli kilka długich rozmów. dopiero po nich jan kościuszko popuścił lejce i w wieku 12 lat Michał po raz pierwszy wsiadł do profesjonalnego karta. ponieważ naczelnik nigdy
nie robił niczego na pół gazu, syn przeszedł solidną szkołę jazdy. pierwsze kroki stawiał na włoskich torach, gdzie ścigają się najlepsi kartingowcy świata. W 2001 roku wystartował w mistrzostwach polski i od razu zdobył najważniejszy tytuł. dzięki temu otrzymał propozycję startów w wyścigach japońskiej Formuły nippon. „dałem sobie jeden dzień do namysłu” – mówi Michał. „Zdecydowałem: moją pasją i celem zawsze były rajdy, a nie wyścigi”. co kocha w tym sporcie? nieprzewidywalność oraz improwizację. rajd to równanie z samymi niewiadomymi. nigdy nie wiadomo, co kryje się za zakrętem. Może tam leżeć kamień, może przebiegać dzikie zwierzę, może być ślizgawica. Trzeba reagować błyskawicznie, instynktownie, podświadomie. „To jeden z najtrudniejszych sportów” – uważa Michał. „i jeden z najbardziej ekstremalnych”. kierowca może polegać tylko na jednym – słowach i notatkach pilota. dlatego wraz z Maciejem szczepaniakiem tworzą kumpelsko-zawodowy duet. są partnerami nie tylko w samochodzie, ale również poza kabiną. „Maciek zawsze powtarza, że mogę do niego dzwonić o każdej porze” – mówi kościuszko. pilot nie zajmuje się jedynie odczytywaniem trasy. pełni funkcję o wiele bardziej istotną – pokładowego psychologa. „Musi wiedzieć, kiedy trzeba przystopować kierowcę, a kiedy dać mu kopa do szybszej jazdy” – opowiada zawodnik. „Maciek jest w tym genialny. ostatnio robiliśmy sobie badania psychologiczne. Wyszło z nich, że on nie odczuwa strachu”. Michał zaczynał od startów w pucharze pZM w 2002 roku. następnie przesiadł się do szybszego samochodu. W 2004 roku został drugim wicemistrzem
Zdjęcia: Marcin rybak (2)
Dwie pasje – do rajdów i gotowania – odziedziczył po ojcu. O ile w rajdach już pokazał, kto jest górą, o tyle w kuchni Kościuszko senior nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Zdjęcie: charly rappo (1), lionel Flusin (3)
„Rajd to równanie z samymi niewiadomymi. Nigdy nie wiadomo, co kryje się za zakrętem. Trzeba reagować instynktownie” polski w klasie F-2000 i otrzymał od polskiego Związku Motorowego tytuł najlepszego kierowcy młodego pokolenia. rok później był już mistrzem polski w klasach super 1600 i F2. W 2006 roku po raz pierwszy wystartował w zawodach zaliczanych do mistrzostw świata. W roku 2009, startując na suzuki swift super 1600, wyjeździł wicemistrzostwo w klasyfikacji generalnej junior Wrc. udowodnił, że jest jednym z najbardziej utalentowanych młodych kierowców – już nie tylko w polsce, ale na świecie. rok 2010 przyniósł wiele oczekiwań. i zarazem niemało problemów. Michał zaczął od mocnego uderzenia – startując w klasie sWrc, wygrywał jeden po drugim odcinki specjalne rajdu Meksyku. Ten marsz po zwycięstwo przerwała awaria, która zepchnęła kierowcę na trzecie miejsce. W rajdzie jordanii wszystko szło dobrze aż do ostatniego zakrętu. psujący się Ford Fiesta odmówił współpracy. Zablokował się tylny dyferencjał i samochód wyrzuciło z trasy. spadli w przepaść. Michał pamięta, jak leciał w dół, okrzyk pilota „ej ej ej”, a potem już tylko spocone twarze jordańskich medyków, którzy helikopterem wieźli załogę do szpitala. „na szczęście wyszliśmy z tego cało” – wspomina kierowca. „kiedy wysiadłem z rajdówki, nie widziałem na jedno oko, a drugie miałem jakby zamglone. To był wynik szoku, potem na szczęście wszystko wróciło do normy”. po wypadku przez długi czas Michał nie mógł spać na lewym boku, gdyż dostawał zawrotów głowy. a do dziś czuje bóle w klatce piersiowej. „Zawodowy sport kosztuje” – mówi kierowca. „Za sukcesy płacimy swoim zdrowiem”. dlatego gdy Michał przyjeżdża do rodzinnego krakowa, samochód zostawia w garażu. „nie lubię prowadzić” – wyznaje. „jazda po zwykłych drogach w tłumie innych samochodów to męczarnia i nuda. kierownicę oddaję zawsze Maćkowi”. Michał zostawia rajdy w kabinie swojego samochodu. poza nim stara się być normalnym facetem przed trzydziestką. „Moi znajomi nawet nie interesują się rajdami” – mówi. „Zresztą nie lubię z nimi rozmawiać o sporcie. Mamy ciekawsze tematy”. jakie? na przykład muzykę. Michał uwielbia didżejować, grał już na imprezach w klubach Frantic w krakowie i iguana w Warszawie. „Gdy stanąłem po raz pierwszy za dekami, ręce drżały mi bardziej niż przed pierwszą jazdą samochodem” – śmieje się. niedawno z okazji urodzin dostał od swojej dziewczyny prezent – lekcje gry na perkusji. nie może się już doczekać, kiedy je rozpocznie. Więcej informacji, filmy, daty i inne ciekawostki na: www.lotosdynamicrallyteam.pl, www.kosciuszko.com.pl
B.B. King Claude Nobs
Deep Purple
Paolo Nutini
PLAY IT AGAIN, CLAUDE Claude Nobs, organizator Montreaux Jazz Festival, prezentuje nam swoich ulubionych gości. Montreaux jazz Festival został zorganizowany w po raz pierwszy w 1967 roku w rodzinnym mieście claude’a nobsa, który od tego czasu jest jego głównym organizatorem. 75-latek to przede wszystkim świetny gospodarz, dlatego miło do niego wracać: herbie hancock w tym roku przyjedzie po raz 27., b.b. king – po raz 20. Festiwal zawdzięcza dobrą markę także wyczuciu nobsa do odkrywania nowych talentów: swoje pierwsze europejskie koncerty zagrali tu m.in. black eyed peas czy norah jones. oto trzej artyści, na których dyrektor czeka w tym roku.
Deep Purple „smoke on the Water” deep purple opowiada o pożarze w Montreux casino w 1971 roku. Mało kto wie, że muzycy mieli wówczas studio nagraniowe niedaleko mojego domu i co wieczór wpadali na kolację. pewnego razu przynieśli ze sobą kasetę: „Ten numer nagraliśmy tylko dla ciebie”. Włączyłem ją, usłyszałem ten niewiarygodny gitarowy riff i powiedziałem: „To jest hit, musicie to wydać”. chłopcy najpierw nie chcieli go nawet umieścić na płycie. byłby to ogromny błąd, bo to było właśnie „smoke on the Water”.
B.B. King był tu po raz pierwszy w 1979 roku, miły facet. pod koniec jego występu na Montreaux odbywa się zawsze blues session i wtedy zaprasza mnie z harmonijką na scenę. Mimo że ma już 85 lat, zawsze plotkujemy po występie aż do 3 nad ranem. W tym roku to jego pierwszy koncert w europie i do wspólnego jamu zaprosił m.in. carlosa santanę.
Paolo Nutini Gdy zaprosiłem tego młodego szkockiego wokalistę pięć lat temu, był wówczas zupełnie nieznany. dziś paolo to supergwiazda – i powraca do Montreaux. ci wielcy artyści znacznie więcej zarobiliby na stadionowych koncertach, ale potrafią docenić moją gościnność. Montreaux Jazz Festival, 1–16.07, Szwajcaria; www.montreuxjazz.com
21
b u l lwa r
TRIKI FIZYKI
GÓRNE LIMITY
Istnieje dyscyplina gdzie na rowerach zjeżdża się w dół, ale co z rowerzystami, którzy pną się w górę? Oto opis przypadku pewnej mistrzyni. MOC Mięśni „im trudniejszy teren, tym ciężej wykorzystać siłę do posuwania się naprzód. gdy pniesz się w górę, musisz zachować odpowiednią pozycję na rowerze i zmieniać ją w zależności od rodzaju terenu” – mówi lisi osl, 25-letnia austriacka rowerzystka górska, mistrzyni przełajowego Pucharu Świata z 2009 roku. „Ponadto na zboczach pedałuje się ciężej; na płaskim podłożu osiągamy 90 rpm, ale gdy wspinamy się pod stromą górę – zaledwie 55–60 rpm. stare powiedzenie, że na górze liczy się każdy gram, jest absolutnie prawdziwe, jeśli chodzi o rower, ale niekoniecznie odnosi się do samego rowerzysty. jeśli jesteś za lekki, zabraknie ci siły. uwielbiam się wspinać, ale każda góra jest niczym w porównaniu z wiatrem czołowym na płaskim podłożu”. MOC UMYSŁU „Podczas wspinaczki pod górę rowerzysta musi pokonać trzy siły” – mówi dr Martin apolin z instytutu fizyki w wiedniu. „tarcie toczne (FR), opór powietrza (FA) oraz siłę ściągającą (FD). wzór wygląda następująco:
współczynnik tarcia tocznego, cR, zależy od opon i powierzchni i może wynosić od 0,004 na asfalcie do 0,4 na piasku. w naszej sytuacji przyjmujemy wartość dla asfaltu, wartość masy (m) rowerzysty i roweru równą 90 kg oraz gęstość powietrza, , 1,2 kgm3. realna wartość współczynnika oporu (cD) podczas jazdy wynosi 1, a powierzchnia odniesienia (A) w tym przypadku równa się 0,4 m2. Przyspieszenie grawitacyjne (g) wynosi 9,81 m/s2. gdy rowerzysta jedzie po płaskiej powierzchni ( = 0), znaczenie ma tylko tarcie toczne i opór powietrza. Moc (P) to iloczyn siły (F) i prędkości (v). Przy prędkości 32 km/h (8,9 m/s) na płaskim terenie otrzymujemy moc równą 200 w. a teraz nasz rowerzysta podjeżdża pod górę. do określenia nachylenia stosujemy wartość procentową: 10% oznacza, że na 100 m odległości przebytej w poziomie wznieśliśmy się o 10 m w górę. a to już spory wyczyn. do naszych obliczeń wykorzystujemy stopnie – oto przelicznik: = arctan (x %/100). Zakładamy, że nasz rowerzysta pedałuje ze stałą mocą 200 w. im większe nachylenie, tym większa siła ściągająca, więc musi on coraz więcej mocy poświęcać na pokonanie pochyłości, a jego prędkość maleje. Przy 4-procentowym nachyleniu prędkość rowerzysty spada o połowę, do 16 km/h (rys. 1). gdy wartość nachylenia dochodzi do 16%, może on jechać zaledwie 5 km/h. stosunek różnych rodzajów mocy jest ciekawy (rys. 2). na płaskim terenie moc wykorzystywana jest głównie do walki z oporem powietrza. gdy nachylenie wzrasta, rowerzysta pracuje, by piąć się w górę. Przy 10-procentowym nachyleniu zużywa on 95% mocy na pokonanie siły ściągającej związanej z grawitacją”. * Dr Martin Apolin (doktoraty z fizyki i nauki o sporcie), 45 lat, nauczyciel szkolny (uczy fizyki i nauki o sporcie) oraz zewnętrzny wykładowca na Wydziale Fizyki.
22
Zdjęcie: Marius Maasewerd/ego ProMotion. ilustracja: Mandy fischer
FTOTAL = FR + FA + FD = = cR mgcos + 0,5 cD Av² + mgsin
Mozolna wspinaczka: choć podjazd pod górę na rowerze jest ciężki, mistrzyni z 2009 r. Lisi Osl twierdzi, że czołowy wiatr jest gorszy, bo przynajmniej na każdej górze w końcu dotrzesz na szczyt
b u l lwa r
PROSTO Z LASU
bon iver
Justin Vernon z Bon Iver odbył dziwną podróż z małej chatki do luksusowego apartamentu.
Justin Vernon jest frontmanem Bon Iver (poniżej). Na żywo do zespołu dołączają Michael Noyce (gitara), Sean Carey (bębny) i Matthew McCaughan (bas)
24
latem 2007 roku, chcąc pozbierać się po rozpadzie zespołu i związku, Justin Vernon udał się do odosobnionej chaty w Wisconsin, by przemyśleć ostatnie wydarzenia i skupić się na pisaniu i nagrywaniu piosenek. Początkowo planował rozpowszechnić je wśród znajomych, ale gdy zaczęły zwracać uwagę w internecie, podpisał kontrakt z wytwórnią Jagjaguwar, skupiającą się na indie rocku, i wydał je w lutym 2008 roku na albumie „For emma, Forever Ago”. Album zdobył uznanie krytyków i kariera Vernona powoli nabierała tempa – aż w końcu odezwał się Kanye West. raper wykorzystał fragment „Woods” Vernona w swoim utworze „lost in the Woods” i Vernon współpracował z nim przy hicie „Monster”. do pracy nad „bon iver” Vernon nie zaprosił żadnych raperów, ale dzięki różnorodnym inspiracjom stworzył eteryczny album przywodzący na myśl najlepsze muzyczne momenty lat 80. red bulletin: Czemu pomimo sławy zdobytej dzięki współpracy z Kanye Westem nie chciałeś pracować przy nagrywaniu nowego albumu z żadnymi artystami hiphopowymi? justin vernon: Większa część materiału była gotowa, gdy na horyzoncie pojawił się Kanye, i ze względu na charakter albumu dołączenie do tego projektu nie miało dla niego sensu. Ale chętnie ponownie podejmie ze mną współpracę, gdy nagram coś bardziej w jego stylu. Jednak ogólnie rzecz biorąc, na jakiś czas rezygnuję z muzycznych kolaboracji, ponieważ chcę się skupić na nowej płycie.
„Ludzie z Europy mówią, że słyszą Phila Collinsa, ale bez obaw: jestem bardziej w typie Bruce’a Hornsby’ego” Nowy album jest jednym z najbardziej oczekiwanych indie-rockowych albumów roku. Czujesz jakąś presję? Nie. Pierwszy album odniósł sukces, bo był osobisty, i tak samo jest w tym przypadku. Osoby, które czekają tylko na pojawienie się Kanye Westa, wpadły w pułapkę przemysłu. Ja po prostu zrobiłem swoje. Pracowałem nad nim trzy lata. Nowy album jest bogatszy muzycznie niż poprzedni, dzięki syntezatorom słychać na nim wyraźny wpływ lat 80. Czy taki był twój zamiar? doprowadziłem do tego całkiem nieświadomie. ludzie z europy mówią, że słyszą Phila Collinsa (śmiech), ale ja jestem bardziej w typie bruce’a Hornsby’ego. Kiedy byłem w trasie, oczywiście słuchałem muzyki, ale gdy wróciłem do domu i nagrywałem, zupełnie się wyłączyłem. Musiałem się wyciszyć i skupić. Najwyraźniej wiele się u ciebie zmieniło od czasu „For Emma, Forever Ago”, ale co pozostało bez zmian? Zawsze wracam do domu [eau Claire, Wisconsin], idę do lokalnego baru, gdzie nikt nie zasypuje mnie pochlebstwami. Kupiłem sobie świetny aparat Canona, ale poza tym nie kupiłem nic specjalnego. Może powinienem kupić lokalną drużynę softballową lub coś w tym stylu. Albo szalony zespół curlingowy.
Bon Iver „Bon Iver” (Jagjaguwar/4AD) ukaże się 21 czerwca
Daty trasy koncertowej i sample kawałków na: www.boniver.org
TeKsT: COrTNey HArdiNg. ZdJęCiA: d.l. ANdersON (1), J. deNNis THOMAs/COrbis (1)
Imię i nazwisko Justin DeYarmond Edison Vernon Data i miejsce urodzenia 30 kwietnia 1981, Eau Claire, Wisconsin, USA Instrumenty Głos, gitara, perkusja, keyboard Sukcesy Debiutancki album Bon Iver znalazł się w rankingach Top 10 najlepszych albumów roku takich magazynów jak „Mojo”, „Uncut” i „Observer” Dodatkowe projekty Poza Bon Iver Vernon gra w takich zespołach jak Volcano Choir i Gayngsetummod
B U LWA R
CO CI SIEDZI W GŁOWIE
BOB DYLAN
Coraz więcej świeczek na torcie, czas wszystko zmienia: prawdziwa żywa legenda muzyki kończy w tym miesiącu 70 lat. Jest to więc idealny moment na zadumę nad jego geniuszem, tajemnicami i... rapowaniem? PR ZE ŁO MOWA KR AK SA Dylanolodzy uwielbiają dzie lić jego życie: przed instrument ami elektrycznym i i z nimi (1965); przed religijnym nawróceni em i po nim (1979). Jednak najważniejszym pun ktem zwrotnym może być kraksa motocyklowa z 1966 r. Przed nią wycień czony Dylan na haju koncer tował bez przerw y. Po niej złagodniał, a w trasę rus zył dopiero w 1974 r.
NAR ODZ INY TALE NTU Rober t Allen Zimmerman urodził się 24 maja 1941 r. w Duluth w Minnesocie. W wieku sześciu lat przeniósł się z rodziną do pobliskiego Hibbing, miasta, jak stwierdził, „tak zimnego, że nie dało się tam rozrabiać”. Bobby nie był kryminalistą, ale miał duszę samotnego buntownika. Gdy miał 10 lat, jego ojciec kupił dom, w którym zostawiono gitarę i gramofon, i jego odmienność znalazła ujście.
TEKST: PAUL WILSON. ILUSTRACJA: LIE-INS AND TIGERS
SKRAD ZIONA MUZYK A Fani Dylana uwielbiają pirackie nagrania. W latach 60. i 70. na koncertach wymieniano się nielegalnymi albumami i sprzedawano je w sklepach. W roku 2006 Dylan powiedział: „...Wytwórnia stwierdziła: «Cóż, wszyscy kupują te nagrania, więc równie dobrze możemy je wypuścić»”. Dziewiąty album Bootleg Series ukazał się w zeszłym roku, 20 lat po pierwszym.
MIĘ DZY WE RSA MI Dylan jest znakomit ym autorem tekstów i zna się na poezji, więc nic dziwnego, że jego wspo mnienia „Chronicles” z 2004 r. odniosły ogromny sukces. W tym isał kontrakt podp roku na sześć książek mających dope łnić cykl „Chronicles”. Oby tylko znalazł czas na pisanie.
MUZYCZNE WSPARCIE Zaczynał samotnie z gitarą i harmonijką, ale z czasem stanęły za nim zespoły (np. The Band) i nawiązał kolaboracje między innymi z Joan Baez i George’em Harrisonem. Niektóre z tych sojuszy były kamieniami milowymi w historii muzyki, np. jego sesje z Johnnym Cashem. Inne, jak jego rap otwierający „Street Rock” Kurtisa Blow z 1986 r., nie były już tak udane.
DOM W TRA SIE Od 1988 r. Dylan znajduje się w tak zwanej niekończącej się trasie. Jego pasja do grania na żywo zaowocowała ponad 2300 występami, w tym pierws zym w historii koncertem w Wietnamie. 100 występów rocznie to niezły wynik, ale 78-letni Willie Nelson w zeszłym roku zaliczył 161 – dwa więcej niż Lady Gaga. BUZ IA NA KŁÓ DKĘ anych Choć jest jednym z najbaczniej obserwow eńmałż nicy tajem w mać utrzy ł artystów, zdoła ustwo i rodzinę przez 15 lat. W 2001 r. skrup żony iej drug nie istnie nił latny biograf ujaw y mieji szóstego dziecka. Ślub i narodziny miał r.) 1992 w ód (rozw Dylan two sce w 1986 r. Pańs . pragnęli umożliwić córce normalne życie
JA TO NIE JA Robert Allen Zimmerman stał się Bobem Dylanem nie do końca przypadkowo. Nastoletni Dylan grał w zespołach pod pseudonimem Elston Gunn. W 1959 r., gdy wyjechał na studia, chciał być Robertem Allenem. Przeczytał artykuł o saksofoniście David Allyn i wymyślił Roberta Allyna. Allyn zamienił się w jego głowie w Dylana ze względu na poetę Dylana Thomasa.
FO RE VE R YO UN G Według kryt yków rzadko, jeśli w ogóle, wracał na twórczy szczyt osiągnię ty w latach 1964-69. Ostre słowa i niekonie cznie sprawiedliwe. Ostatnie dwa albu my Boba („Modern Times”, 2006; „Togethe r Through Life”, 2009) zachwyciły publiczn ość. Klasyczny styl, now y dobry mat eriał – nie to co Rolling Stones. Albumy, dzieła, daty koncertów i dużo więcej na: www.bobdylan.com
25
B U L LWA R
LICZBY MIESIĄCA
WIMBLEDON
Od 125 lat w części Londynu przy okazji „najbardziej brytyjskiego” turnieju tenisowego na świecie wszystko kręci się wokół białych strojów, zielonego trawnika i czerwonych truskawek.
1
Mistrzostwa Lawn Tennis Championships słyną ze swoich tradycji, więc na najstarszym turnieju tenisowym świata (pierwsza edycja w 1877 r.) 90% strojów musi być w kolorze białym. W ubiegłym roku królowa Elżbieta II ponownie zaszczyciła Wimbledon swoją obecnością po 33-letniej absencji na turnieju – podczas jej poprzedniej wizyty w 1977 roku większości obecnych uczestników nie było jeszcze na świecie. Wchodząc na kort centralny, sportowcy mieli więc okazję celebrować ukłony przed lożą królewską na oczach brytyjskiej monarchini, która była „very amused”.
Fred Perry
To nie był powściągliwy angielski styl. Pierwszym zdyskwalifikowanym zawodnikiem w historii turnieju był Tim Henman, nadzieja na pierwsze brytyjskie zwycięstwo od czasu Freda Perry’ego (1936). Tim został ukarany za to, że w 1995 r. w meczu deblowym uderzył w desperacji piłką w głowę dziewczynę podającą piłki. Naprzeciw niego stał wówczas Jeff Tarango (USA), który kilka dni później ze złości na decyzję sędziego rzucił w stronę publiczności: „Shut up!” i przeklinając, zszedł z boiska, za co wymierzono mu rekordową karę 10 000 funtów.
5 840 000
20
pojemniczków z dziesięcioma angielskimi truskawkami można byłoby kupić za równowartość puli nagród dla uczestników, która w tym roku jest rekordowa: 14,6 mln funtów (około 16,5 mln euro). W ub.r. sprzedawano dziennie 8615 miseczek słodkich owoców za 2,5 funta za porcję – co także było rekordem. Oczywiście nie mogło zabraknąć bitej śmietany – 7000 litrów użyto do ozdobienia 28 000 kilogramów owoców. Do tego jedna z 17 000 butelek ulubionego szampana.
17
Martina Navrátilová
Boris Becker nazywał „święty trawnik” Wimbledonu swoim salonem. Zwyciężając w 1985 roku, „Bum-bum” Becker ustanowił jednocześnie trzy rekordy. Zdobywając pierwszy z trzech tytułów, „Bobbele” w wieku 17 lat i 227 dni został najmłodszym mistrzem Wimbledonu, pierwszym niemieckim triumfatorem turnieju i pierwszym zwycięzcą spoza listy rozstawionych. Wygrywając w 1996 roku, Szwajcarka Martina Hingis została w wieku 15 lat i 282 dni najmłodszą zwyciężczynią turnieju wielkoszlemowego wszech czasów. 26
Niektóre nazwiska są mocno związane z historią turnieju. Rekordzistą jest Pete Sampras, siedmiokrotny zwycięzca w singlu. Billie Jean King i Martina Navrátilová zdobyły po 20 tytułów każda w singlu, deblu i w deblu mieszanym. Ta Czeszka z urodzenia została w wieku 47 lat i ośmiu miesięcy najstarszą zwyciężczynią w grze kobiet, gdy w 2004 roku w pierwszej rundzie pozwoliła wygrać 23-letniej Catalinie Castaño (Kolumbia) tylko jednego gema.
Boris Becker
112
6:4, 3:6, 6:7, 7:6, 70:68! – do legendy przeszedł ubiegłoroczny mecz Johna Isnera (USA) z Nicolasem Mahutem (Francja). Spotkanie trwało trzy dni – przerywano je dwukrotnie, gdy zapadała ciemność. Maratoński czas gry: 11 godzin, 5 minut. Isner „strzelił” 112 asów, a Mahut – „tylko” 103. W drugiej rundzie wyczerpany Isner uległ Thiemo de Bakkerowi (Holandia) w trzech setach. Zaserwowane asy? Ani jeden. John Isner 125th Championships, Wimbledon, 20 czerwca – 3 lipca 2011; www.wimbledon.com
TEKST: ULRICH CORAZZA. ZDJĘCIA: ACTION IMAGES/SPORTING PICTURE (2), PICTUREDESK.COM (2), PA ARCHIVE/PRESS ASSOCIATION IMAGES (3), REX FEATURES (1)
33
Królowa Elżbieta II
kunde
U N I W E R S Y T E T WARMIŃSKO-MAZURSKI W OLSZTYNIE
2010 Podwodny fotograf David Doubilet
nie czuł strachu, gdy u wybrzeży Bahamów fotografował rekiny cytrynowe. Światowa populacja tych oraz innych gatunków rekinów uległa zmniejszeniu, od kiedy zupa z płetwy rekina stała się ogólnodostępnym przysmakiem. Na szczęście liczba rekinów wokół Bahamów jest stała – to sukces podmorskiej turystyki, która stara się chronić swoje największe atrakcje.
a kc ja
Podwodne życie Od 50 lat fotografia podwodna otwiera przed Davidem Doubiletem ocean możliwości. Wstrzymajcie oddech! Tekst: Paul Wilson, zdjęcia: David Doubilet
29
a kc ja
Patrząc wstecz na 50 lat swojego życia, David Doubilet spogląda przez maskę do nurkowania i przez wizjer aparatu. Zaczynał jako 12-latek w Elberon w New Jersey, gdzie jego rodzice mieli letni domek. Używał samodzielnie przebudowanego sprzętu fotograficznego. „Wodoszczelną obudowę mojego Brown Hawkeye’a zrobiłem z worka anestezjologicznego i elementów maski do narkozy” – wspomina Doubilet. „Pierwsze zdjęcia wyglądały strasznie: kiczowate obrazki z rybami, stopami i ścianami basenu”. Doubilet nauczył się nurkować w wieku ośmiu lub dziewięciu lat w pobliskim morzu. „Gdy po raz pierwszy założyłem maskę do nurkowania – wspomina – pomyślałem: Boże, to zupełnie inny świat, chcę w nim być. Upłynęło dość dużo wody od tamtej chwili do momentu, gdy zobaczyłem w obiektywie białego rekina”. Może i upłynęło dużo wody, jednak Doubilet nie marnował czasu. Już jako 15-latek sprzedał swoje pierwsze podwodne zdjęcia pewnemu magazynowi z Ameryki Południowej. Kilka lat później jako wolontariusz w laboratorium morskim w porcie Nowy Jork awansował ze stanowiska pracownika czyszczącego oprzyrządowanie na de facto głównego fotografa. W 1971 roku magazyn „National Geographic” po raz pierwszy opublikował zdjęcia studenta Doubileta – węgorze w rurach w Morzu Czerwonym – i współpraca z magazynem od 40 lat jest wciąż kluczowa dla jego pracy. 30
David próbował swoich sił także w innych dziedzinach. Latem 1976 roku szukał tropów potwora z Loch Ness przy użyciu rewolucyjnego na ówczesne czasy, sterowanego dźwiękiem sprzętu; potem zrealizował fotografie z planu filmu o nurkach „Głębia”. „Oczywiście gdy dotarliśmy do Loch Ness – wspomina Doubilet – sprzęt nie zadziałał. Odkryłem jednak coś, co wydawało się potworem, ale okazało się ręcznie wykonanym butem, od którego odpadła podeszwa, a wystające gwoździe wyglądały jak zęby”. Podczas sesji do „The Deep” Doubilet wykonał znane i wciąż zachwycające zdjęcie grającej główną rolę aktorki Jaqueline Bisset, która właśnie wynurzyła się z wody w białym T-shircie. „Szkoda, że prawa do zdjęcia nie należą do mnie” – żałuje Doubilet. W ostatnich latach fotograf odczuł na własnej skórze skutki ocieplenia klimatu w oceanach i został członkiem-założycielem Międzynarodowej Ligi Fotografów Ochrony Przyrody. „Nurkowanie nie ma już nic wspólnego z odkrywaniem – w głosie Doubileta słychać żal – dokumentujemy tylko czas, który wkrótce przeminie”. Arktyczne kry, kubańskie rafy, maleńki plankton, żarłoczne drapieżniki i całe to morskie życie – Doubilet widział więcej niż inni jego koledzy po fachu i wciąż mu mało. Wciąż czuje tę samą fascynację podmorskim światem jak wtedy, gdy miał osiem lat. „To niezwykłe, gdy czujesz, jak bije serce natury, i żyjesz w jej rytmie” – mówi Doubilet i z pewnością widzi w tym momencie pod powiekami obraz morskiej głębi.
1986 NIE BOIMY SIĘ. W obliczu zagrożenia gromada barakudowatych formuje perfekcyjny krąg obronny. W tym przypadku w Oceanie Indyjskim u wybrzeży Papui Nowej Gwinei ryby wysłały nurkowi ostrzeżenie, okrążając go trzema eleganckimi kręgami, i znikły w bezkresnym błękicie.
ac kc t ijoa n
2002 Nurek podąża za rzadkim amerykańskim gatunkiem krokodyla, podczas gdy ten wynurza się, by zaczerpnąć powietrza w Ogrodach Królowej u południowych wybrzeży Kuby. „Krokodyle nilowe zazwyczaj próbują cię zjeść, a amerykańskie – nie”.
1996 Manta żeruje nocą w wypełnionych planktonem wodach na wybrzeżu Kona na Hawajach. „Światła hotelowego patio przyciągają ogromne ilości planktonu, my zrobiliśmy to samo światłami na łodzi”.
32
1995 Kubomeduza chwyta w swoje macki krewetkę w okolicach Townsville, na wybrzeżu Queensland w Australii. „To najbardziej jadowite stworzenie na świecie, może poza niektórymi prawnikami. Każda macka pokryta jest tysiącami komórek parzydełkowych, a każda z nich posiada miniaturowy harpun wypełniony toksynami”.
2008 Rybak przepływa nad sporą grupą chełbi modrych w odległym zakątku zatoki Gam, u wysp Raja Ampat w Indonezji. „Chełbia modra parzy tylko trochę, nie tak jak kubomeduza, która ma wielkość pięści. Chełbie są rozmiaru talerza obiadowego”.
ac kc t ijoa n
34
2008 ŚWIAT WEWNĘTRZNY I ZEWNĘTRZNY. Indonezyjski rybak przygotowuje się do połowu niczego nieprzeczuwającej ławicy ryb, która przepływa pod jego łodzią.
ac kc t ijoa n
2011 Pingwiny antarktyczne i pingwiny białobrewe na krze lodowej w pobliżu wyspy Danko i Półwyspu Antarktycznego. „Przyglądały mi się nieufnie, kiedy pływałem wokół nich, sądząc, że jestem głodną foką”.
2010 „To ja w gruzie lodowym
36
djęcie: Steve joneS
(kawałki lodu), fotografuję lamparty morskie na Półwyspie Antarktycznym. Woda ma tu -2°C. Można to porównać do pływania w margaricie”.
1994 Ogończa w zatoce North Sound, wyspa Wielki Kajman. „Wszyscy turyści wrócili na swoje statki wycieczkowe, by zjeść lunch, więc jest po 14.30”.
a kc ja 1974 Śruba napędowa supertankowca z ropą naftową o długości ok. 305 m koło Ejlatu w Izraelu. „Fotografowałem coś innego w Morzu Czerwonym, gdy zawołał mnie redaktor i poprosił o zrobienie tego zdjęcia. To było nurkowanie z dekompresją na głębokość ok 21 m”. 2006 (po prawej): wargacz dwugłowy przepływa wzdłuż brzegu rafy koralowej przy wyspie Lord Howe na południowym Oceanie Spokojnym, 285 mil morskich od wybrzeża australijskiej Nowej Południowej Walii. „Idealna wyspa, żadnych jadowitych stworzeń, w przeciwieństwie do lądu stałego Australii”. Ciężko zarezerwować kwatery: na całej wyspie jest tylko 300 miejsc noclegowych.
38
Jak tworzyć podwodne zdjęcia Kiedy David Doubilet mówi o swojej pracy, używa słowa „tworzyć”, a nie „robić”. Mówi to jako prawdziwy rzemieślnik, i to taki, który jak każdy inny potrzebuje zestawu narzędzi do tworzenia swoich dzieł. Oprócz kamery podwodny fotograf musi posiadać obudowę (wodoodporną nakładkę na aparat), porty kopułowe (nakładka na obiektyw), stroboskopy, zazwyczaj dwa, przytwierdzane po obu stronach aparatu i obudowy. Od czasów, gdy w torbie woził własnej produkcji aparat Brownie Hawkey, Doubilet miał do czynienia z wieloma innymi aparatami – „były to niemal wyłącznie Nikony” – by ostatecznie skompletować swój ulubiony zestaw. „Mój podstawowy sprzęt w tej chwili składa się z Nikona D3, D3S – to wspaniały aparat – oraz D700, wraz z dodatkowymi obiektywami i kopułami” – mówi Doubilet. „Wszystkie obudowy są marki SECAM, a stroboskopy to Sea & Sea YS-250”. Potrzebuje również konfliktu. „W wodzie stajesz oko w oko z morskimi stworzeniami” – mówi. „Daje się tam odczuć zarówno zagrożenie, jak i piękno, a napięcie pomiędzy nimi jest tym, co sprawia, że wychodzi dobre zdjęcie”.
Zdjęcie: jenniFeR HAYeS
www.daviddoubilet.com
2004 Rzekotka wspina się na Doubileta podczas
nocnych zdjęć w delcie Okawango w Botswanie. „W ogóle nie widziałem, że na mnie weszła. Myślałem, że to wielka plama na mojej masce”.
a kc ja
WARSZTAT I DUCHOWOśĆ Leszek Możdżer to człowiek instytucja. Do napiętego terminarza koncertowego, codziennych ćwiczeń warsztatowych i ogromu projektów, w które się angażuje, dołączył ostatnimi czasy prowadzenie sopockiego klubu S.F.I.N.K.S. Patrząc na kilkustronicową listę nagrań, w których brał udział utytułowany pianista, trudno nie zauważyć, że woli działać, niż gadać. Pomiędzy dziesiątkami spotkań i telefonów, które wypełniają jego „niemuzyczne” chwile, znalazł jednak godzinę, by usiąść z nami na plaży i przy wtórze krzyków rozbawionych dzieci porozmawiać o dźwiękach. Tekst: Filip Kalinowski i Szymon Gruszecki, zdjęcia: Philipp Forstner
40
red bulletin: Spotykamy się w 80. rocznicę urodzin Krzysztofa Komedy. Czym dla pana jest twórczość polskiego pianisty? leszek możdżer: Krzysztof Komeda jest jednym z moich idoli. Człowiek wybitny, ale też przebiegły, tak jak wszyscy wielcy artyści odznaczający się dużym sprytem. Przesłuchałem mnóstwo jego płyt, chyba wszystko, co jest dostępne na rynku. Swego czasu Polonia Records wydawała odnalezione w archiwach taśmy z jego najróżniejszych sesji nagraniowych. Na ich podstawie można się dosyć dobrze zorientować, kim był Krzysztof Komeda, jak pracował, jaki był twórczy, z jaką łatwością komponował, z jakim dystansem traktował muzykę, ale też z jak wielkim szacunkiem. To jedna z najważniejszych postaci w polskiej muzyce i... właściwie trudno powiedzieć dlaczego. To magia decydująca o bycie lub niebycie danego artysty. Podobnie jak Krzysztof Komeda angażował się pan w wiele projektów za granicą, jednak w panów twórczości ogromną rolę odgrywała Polska... To, że jestem Polakiem, nie jest dla mnie ani obciążeniem, ani powodem do dumy. To jest fakt. Urodziłem się w Polsce, mówię po polsku, mam polskie korzenie i – siłą rzeczy – kocham ten kraj. Na tę miłość składają się wspomnienia z dzieciństwa, łatwość i dokładność wyrażania się w języku polskim, rozumienie tej – pełnej absurdów i emocji – rzeczywistości. Chcę w niej uczestniczyć. Czuję się mocno związany z tym krajem. Jednak polski rynek muzyczny i jego zaplecze strukturalno-finansowe nie zawsze skłania do entuzjazmu. W powstałym 10 lat temu filmie dokumentalnym „Pub 700” Sylwester Latkowski pokazał zderzenie pańskiej wizji artystycznej z realiami teatru miejskiego. Dziś na przekór wszelkim przeciwnościom tworzy pan autorski klub muzyczny. Co mobilizuje pana do tej walki?
„TO jeST COś, CO mUSZę RObIĆ. NIe SąDZę, żeby WRóbel WIeDZIAł, DlACZegO DZIObIe ZIARNO bąDź DlACZegO lATA”
41
„PRZekAZ ARTySTy SkłADA SIę Z DWóCH elemeNTóW: WARSZTATU I DUCHOWOśCI, CZylI – INACZej móWIąC – emOCjI. DObRZe , gDy Te SkłADNIkI POZOSTAją W RóWNOWADZe”
42
a kc ja
To jest coś, co muszę robić. Nie sądzę, żeby wróbel wiedział, dlaczego dziobie ziarno, dlaczego lata. Mam możliwość wyrażania się w ten sposób, a jednocześnie czuję taką powinność. Sporo rzeczy przeżyłem, sporo rzeczy widziałem, mniej więcej orientuję się, jak robić muzykę... Chciałbym się tym podzielić. Zależy mi na tym, żeby stworzyć przestrzeń, w której młodsi ode mnie ludzie mogliby się rozwijać. Chciałbym, żeby w Sopocie było miejsce, w którym można nakarmić duszę. Dlatego reaktywowałem S.F.I.N.K.S. – Sopockie Forum Integracji Nauki, Kultury i Sztuki. Nie jestem w stanie zrobić tego sam, więc szukam partnerów, którzy mi w tym pomogą. Czasami oczywiście trafia się na ludzi, którzy zawodowo zajmują się oszustwem lub nie wiedzą, co mówią, ale prowadząc owe poszukiwania, odkryłem jedną podstawową zasadę: myślenie pozbawione miłości powoduje tyle bólu, że jest ono kompletnie nieopłacalne. Życie z pretensją czy z gniewem prowadzi w takie rejony cierpienia, z których trudno się potem wydostać. Trzeba mieć siłę, by patrzeć na innych z miłością i rozumieć, że oni są na takim szczeblu rozwoju, że albo cię okradają, albo oszukują. Polska warstwa rządząca generalnie nie jest zainteresowana kulturą. Ludzie siedzący w parlamencie nie chodzą do teatru, do kina czy na koncerty, nie mają takiej wewnętrznej potrzeby. Budżety na kulturę są więc wprost proporcjonalne do ich zainteresowania. Nie jest to jednak powód, żeby przestać robić to, co się lubi. Ludzie rządzący podobnie jak wszyscy inni uczęszczają do szkół, w których miłość do kultury jest często skutecznie rugowana. Na zajęciach z muzyki młodzi ludzie nie usłyszą słowa o Komedzie, natomiast jest ogromne prawdopodobieństwo, że dowiedzą się, iż słoń nadepnął im na ucho. Takie rzeczy bardzo ciężko jest uregulować prawnie. Wszystko zależy od tego, z kim się spotkasz na swojej życiowej drodze. Jeśli poznasz kogoś, kto podsyci w tobie płomień miłości do dźwięków, potrafi go pielęgnować, rozpalić go tak, że ogarnie całe twoje istnienie, to zostajesz wtedy muzykiem. Jeśli spotkasz kogoś, kto zagasi ten płomień poprzez nierozważne
„W Tej CHWIlI ZACZyNAm ZDAWAĆ SObIe SPRAWę, że ZA kAżDym POjeDyNCZym WySTęPem STOI DROgA CZłOWIekA, jegO mARZeNIA, PRAgNIeNIA, PROblemy”
słowa czy własne psychiczne ograniczenia, to wtedy sprawa może być przegrana. To jest loteria. Jak więc pielęgnować ten ogień? W dobie coraz bardziej zaawansowanych rozwiązań technicznych kunszt i wiedza akademicka liczą się coraz mniej. Przekaz artysty ze sceny składa się z dwóch podstawowych elementów: warsztatu i duchowości, czyli – inaczej mówiąc – emocji. Dobrze, jeśli te składniki pozostają w równowadze. Warsztat to liczba godzin spędzonych z instrumentem. Duchowość to stopień rozwoju wewnętrznego, nad którym każdy powinien pracować przy pomocy własnych technik i narzędzi. Te składowe czynią artystę przekonującym. Czy jednak publiki nie przekonują bardziej emocje? Ludzie przywiązują różną wagę do tych dwóch elementów. Są tacy, którzy słuchają sercem, i ci, którzy analizują. Krytycy bardzo często wyzbywają się emocji i pod uwagę biorą jedynie warstwę formalną danego utworu. Ja tak nie potrafię. Co ciekawe, im dłużej żyję, tym bardziej odbieram muzykę poprzez filtr uczuć. Analiza intelektualna niespecjalnie mnie dziś interesuje. Jak byłem młody, badałem, wiedziałem wszystko, co dzieje się w danej kompozycji, potrafiłem to nazwać, określić, wytłumaczyć. W tej chwili zaczynam zdawać sobie sprawę, że za każdym pojedynczym występem stoi droga tego człowieka, jego marzenia, pragnienia, problemy. Czy w muzyce danego kraju również można uchwycić jakieś wspólne emocje? W przeważającej części polskich utworów – od Chopina po... Comę – pobrzmiewa melancholia i smutek. W dużym stopniu jest to kwestia klimatu. Blisko pół roku spędzamy w domach, próbując przespać zimę i czekając na słońce. Daje to dużo czasu do rozważań i rozmyślań. Muzyka jest jednym z przejawów stanu wewnętrznego, więc melancholia i smutek polskiej muzyki wynika też z naszych narodowych doświadczeń. Historia Europy, w tym zwłaszcza Polski, jest bardzo krwawa, a pamiętać należy, że kiedy na wojnie ginie człowiek, ginie również ojciec, syn czy brat. Odbiór muzyki i zawartych w niej emocji różni się w zależności od miejsca na globie? Muzyka stała się w XX wieku mocno sformalizowana. W naszym kręgu kulturowym zanikła plemienność wspólnego grania, wspólnego słuchania. W niektórych miejscach Afryki czy Ameryki Południowej nadal odbiera się ją zbiorowo. Ciężko byłoby jednak wyznaczyć jakieś granice podziałów. Wszystko zależy od człowieka. Jak już wspominałem, niektórzy odbierają muzykę sercem, inni – intelektem. Słuchając, każdy snuje swoją własną opowieść. Od jakiegoś czasu atmosfera jazzowych koncertów zaczęła przypominać tę znaną z filharmonii. Spontaniczność została wyparta przez konwenans. Czy jest coś takiego jak właściwe podejście słuchacza? Mówimy o formach wywodzących się z XIX wieku, które zostały przyłożone do jazzu – muzyki, która z początku była kojarzona z brudem i podziemiem. Uważam, że należy zachowywać się spontanicznie, jednak z drugiej strony, im człowiek jest starszy, tym lepiej rozumie i szanuje narosłe przez lata rytuały. 43
a kc ja
Świat przybrał pewną formę i raczej należy to podziwiać, niż z tym walczyć. Kluczem do właściwego odbioru jest dystans. Fascynuje mnie to, dlaczego ludzie klaszczą dłonią o dłoń pomiędzy utworami. Co to ma wyrażać? Skąd się to wzięło? Czy ma to oczyścić energetyczną atmosferę, uwolnić energię w ciele, czy pokazać artyście, że oni też potrafią wydawać dźwięki? To są przedziwne rytuały, które są w równym stopniu naturalne, co magiczne i tajemnicze. Po latach egzystowania w świecie muzyki klasycznej w 20. roku życia wkroczył pan w jazz. Co odkrył przed panem ten gatunek? Jazz jest muzyką, w której przeważają emocje. Nigdy nie wiadomo, co będzie dalej, nie ma pewności, co za chwilę zagra partner. Oczywiście są utwory aranżowane, ale przeważa improwizacja. To ona wyzwala emocje. Cały czas czekamy na następny moment, jesteśmy ciekawi, co będzie zaraz. Najbardziej fascynuje mnie w jazzie właśnie niewiadoma. Czy to czająca się za rogiem niewiadoma popycha pana w stronę muzycznej totalności, o której wspominał pan w niejednym wywiadzie? Stawianie sobie ograniczeń – granie tylko na fortepianie czy tylko na flecie, bycie wyłącznie kompozytorem lub wyłącznie dyrygentem – nie jest czymś, co mnie interesuje. Interesuje mnie muzyka jako medium i chciałbym ją dokładnie obejrzeć ze wszystkich stron. Ostatnio, prowadząc klub, mam niesamowitą możliwość spojrzeć na show-biznes – którego to słowa nie lubię – od drugiej strony, od strony organizatora koncertu. Zaczynam rozumieć, ile pracy wymaga zrobienie promocji, wydrukowanie plakatu czy dotrzymanie warunków kontraktu. Jak się odbiera artystów, którzy przyjeżdżają na koncert, jak cenną i ujmującą cechą muzyka jest pokora i szacunek do organizatora. Są to dla mnie fascynujące odkrycia, dzięki którym myślę, że stanę się jeszcze lepszym artystą. Czy niekiedy, widząc kogoś na scenie swojego klubu, rodzi się w panu chęć współpracowania z nim na polu artystycznym, niebiznesowym? Zdarzają mi się takie chwile, tylko ja nie czuję się już muzykiem, który musi coś komuś udowadniać. Oczywiście, otwierając klub, chciałbym dowieść, że jestem w stanie wykreować miejsce o mocnym kulturalnym profilu, i będę nad tym pracował. Generalnie jednak cieszę się z muzyki, która powstaje. Nie czuję się zagrożony przez żaden styl czy jakiegokolwiek instrumentalistę. Jest to dla mnie wręcz inspirujące. Kiedy gra się setki koncertów, nagrywa dziesiątki płyt i uczestniczy w najróżniejszych mniej lub bardziej ważnych wydarzeniach, można trochę stracić ów żar zaangażowania. W chwilach, gdy odkrywa się nowego artystę, który gra niesamowicie, zaczyna się od początku rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Są to bardzo ważne chwile. Czy muzyka pisana na zlecenie również nie osłabia tego żaru? Da się połączyć spełnianie cudzych oczekiwań z tworzeniem w zgodzie ze sobą? Absolutnie da się to wypośrodkować. Trzeba mieć świadomość, że tworzymy muzykę dla siebie, ale czasami też robimy ją na zamówienie i... nie ma w tym nic złego. Instrumentaliści znają się na graniu i produkowaniu muzyki, więc czasem ktoś ich wynajmuje. Oczywiście są też muzycy, którzy nie sprawdzają się 44
„POWOłANIe kAżDegO CZłOWIekA POlegA NA Tym, by UWOlNIĆ SWOje myśleNIe. myśleĆ SPONTANICZNIe I NATURAlNIe” w tworzeniu na zlecenie. To jest ich siła, ale też objaw niemocy. Kiedy siada pan do fortepianu i nie jest to konkretne zamówienie – od czego pan zaczyna? Przede wszystkim codziennie ćwiczę. Gram gamy, Bacha i Chopina. Jeśli znajdę jeszcze wolną chwilę, to oprócz konserwowania stanu swoich mięśni dłoni szukam jakichś nowych rozwiązań na klawiaturze. Czasami udaje mi się jeszcze coś znaleźć, choć im dalej w las, tym rzadziej się to zdarza. Kiedy natomiast siadam do kompozycji, to najpierw trzeba ustalić, na kiedy ma ona być gotowa, na jaki skład jest pisana i na jakim poziomie są muzycy, którzy będą ją wykonywać. Sam proces twórczy można zacząć od czegokolwiek – od linii basu czy podziału rytmicznego. Czy akademicki bagaż nie ogranicza muzyka? Czy nieskrępowany wyuczonym przez lata podejściem do instrumentu i kompozycji samouk poprzez eksperyment nie jest w stanie odkryć rejonów dla ludzi po konserwatorium „zakazanych”? Tu wkraczamy w sferę wolności myśli, czyli umiejętności duchowych. Ludzie, którzy codziennie oglądają telewizję, nie są wolni, narzuca im się punkt widzenia. Podobnie owo myślenie może narzucić akademickość czy wykształcenie. Powołanie każdego człowieka polega jednak na tym, by swoje myślenie uwolnić. Myśleć spontanicznie i naturalnie. Spojrzenie na świat można kontrolować, są jednak ludzie, którzy pracują nad tym, żeby ich myślenie nie było niczym skrępowane. I ja do nich należę. Oczywiście nie jestem jeszcze całkiem wolny, ale cały czas nad tym pracuję. To ciekawe, gdyż większość ludzi uważa, że rodzimy się wolni, a nauka, praca i egzystencja w systemie nakładają na nas ograniczenia... Edukacja jest dla mnie narzędziem, które nabyłem na swojej drodze i staram się świadomie je wykorzystywać. Jest to potężny zasób umiejętności, z których można czerpać, grając jazz, improwizując, będąc w muzyce wolnym. Wszystkie swoje doświadczenia staram się traktować jako takie właśnie narzędzia. Czym się pan kieruje, korzystając z tego instrumentarium? W muzyce interesuje mnie przede wszystkim odczuwanie zachwytu, chciałbym, żeby przepełniał on moją grę. Czuć, że to, co gram, jest piękne i wyjątkowe, jest moje, jest prawdziwe, jest tu i teraz. Wyrafinowana forma
Ostatnimi czasy S.F.I.N.K.S. nie gościł zbyt wielu instrumentalistów. Za sprawą Leszka Możdżera sytuacja zmieniła się diametralnie
wynika z wiedzy i warsztatu, zachwyt – z emocji. Jeśli muzyka zaczyna zyskiwać na uczuciach, zaczyna tracić na strukturze. Im więcej emocji, tym trudniej utrzymać formę w ryzach. Pana najnowszy album składa się z kompozycji Krzysztofa Komedy. Ile emocji można włożyć w zastaną już formę? Muzyka Komedy daje ogromne pole do interpretacji. On był rasowym improwizatorem, prawdziwym jazzmanem. Wiedział, jak napisać swoje utwory tak, żeby były one dla artysty inspirujące, żeby otwierały go, a nie zamykały w tej kompozycji. To Komeda potrafił świetnie zrobić. W jego dorobku jest wiele inspirujących utworów, są one na tyle zwarte, że łatwo je podczas występu uchwycić w zgrabną formę, ale też na tyle szkicowe, że można dużo dołożyć do nich od siebie. A jak to wygląda w przypadku Chopina? Czy on również daje pole do interpretacji i własnych poszukiwań? Trudno porównywać Chopina z Komedą, są to zupełnie inne warsztaty kompozytorskie. Liczba nut, jaką zostawił po sobie Chopin, pieczołowitość, z jaką każdą z nich stawiał, zapisywał każdą zmianę pedału, dokładnie opisywał frazowanie, wszystko to jest bardzo przemyślane. Natomiast Krzysztof Komeda traktował swoje kompozycje w sposób szkicowy, pozostawiając artyście mnóstwo swobody. To był rasowy jazzman improwizator. Jeśli przyrównamy muzykę do teatru, to Chopin dokładnie zapisywał każde słowo, które
aktor miał wypowiedzieć, natomiast Krzysztof Komeda opisywał intencje i temat rozmowy. Nie podawał konkretnego tekstu, konkretnych słów – to artysta musi sobie zbudować sam. Jeśli chodzi o muzykę Chopina – szczerze mówiąc, uważam ją za rozdział zamknięty. Chopin spisał swoje kompozycje i umarł. Koniec, kropka. Nie powinno się nic z tym robić. To dosyć kontrowersyjne stwierdzenie, szczególnie chwilę po wszędobylskim Roku Chopinowskim. Jak w takim wypadku przekonać młodych ludzi do jego muzyki? Wystarczy ją dobrze zagrać. Każdy, kto choć chwilę uczył się gry na fortepianie, ma świadomość, że twórczość Chopina jest wprost genialna na ten instrument, ona jest świetnie napisana na ludzkie dłonie. Docenić to są w stanie zwłaszcza pianiści. Generalnie pracę pianisty najlepiej są w stanie zrozumieć ci, którzy choć kilka miesięcy spędzili przy instrumencie. Przy powszechnym dostępie do muzyki – która leci w radiu, w sklepach, w kawiarniach i klubach – ludzie często zapominają, że stoi za tym poświęcenie, oddanie, pot, krew i marzenia. Spoglądając na pańską karierę, wydaje się, że udało się panu owe marzenia zrealizować. Patrząc wstecz, co uważa pan za klucz do sukcesu? Moim zdaniem są trzy klucze do sukcesu: punktualność, pokora i konsekwencja. To cechy, które należy w sobie nieustannie pielęgnować. www.mozdzer.com
45
a kc ja
Po uszy
Doroczny wyścig pojazdów Jerico to w brazylijskim lesie deszczowym niezwykle ważne wydarzenie. To Formuła 1 dla „zmotoryzowanych osłów”… Tekst: Cassio Cortes, zdjęcia: Marcelo Maragni 46
Credit
w błocie
Od lewej: Melquisedeque de Lara z przyjaciółmi świętuje w błocie swe zwycięstwo; Dirceu José Bogorni z czerwonymi oczami po drugim przejeździe; José Alex dociska pedał gazu swego Jerico na „najmokrzejszym” zakręcie toru
a kc ja
N
a litość boską, uważajcie na drugim zakręcie”. dyrektor wyścigu renato „Paragwajczyk” ribeiro wylicza niebezpieczeństwa czyhające na 23 mężczyzn zebranych na briefingu dla kierowców, poprzedzającym wyścig pojazdów Jerico 2010. „Jest pochyły, więc jeśli wyrzuci was z toru, z pewnością zabijecie kilka osób z publiczności” – ostrzega. 23 zawodników – większość poniżej 25. roku życia, kilku ze sporą nadwagą, wszyscy mocno opaleni – z powagą kiwa głowami. Zaraz rozpocznie się 10. doroczny Krajowy Wyścig Zmotoryzowanych Osłów. i całe szczęście, bo tłum zgromadzony na torze Jericodrome zaczyna się już niecierpliwić. Start imprezy został opóźniony ze względu na oczekiwany przyjazd senatora Cassola, lokalnego polityka, powszechnie znanego w tym odległym brazylijskim stanie, jakim jest rondônia. By wziąć udział w wyścigu, senator przylatuje do maleńkiego miasta Alto Paraíso prosto z Kongresu Narodowego w Brasilíi. Ale czym są pojazdy Jerico i dlaczego Alto Paraíso, słabo zaludnione miejsce zlokalizowane na południowym skraju amazońskiego lasu deszczowego, jest ich samozwańczą stolicą? Silvio Stedile (lub „Silvinho do Jerico”, jak nazywają go tubylcy), twórca Jericos, wyjaśnia: „Pod koniec lat 80., gdy miasto dopiero powstawało, drogi były w tak złym stanie, że zwykłe samochody nie dawały rady – po prostu gubiły części karoserii. Ludzie musieli więc wymyślić pojazd, który stanąłby na wysokości zadania”. W rezultacie pojawiły się drewniane podwozia jeżdżące na zawieszeniach ze starych Jeepów i napędzane stacjonarnymi silnikami diesla, wykorzystywanymi do produkcji energii dla miejscowych składów drewna i kopalni cyny. „Jerico” to po portugalsku osioł, więc poprawna nazwa tych mechanicznych wynalazków brzmi „Jerico Motorizado” – dosłownie: zmotoryzowany osioł; koń pociągowy idealnie sprawdzający się w nieprzyjaznym amazońskim środowisku. Nie minęło dużo czasu, nim pewien miejscowy farmer zaczął się zastanawiać, co zrobić, by jego napędzany silnikiem diesla osioł był szybszy od pojazdu jego sąsiada górnika. Skończyło się to organizacją początkowo kameralnych, prowizorycznych wyścigów, a 10 lat później, w ramach obchodów 10. rocznicy powstania miasta Alto Paraíso, na obrzeżach miasta powstał 560-metrowy błotnisty tor, który od tamtej pory został wydłużony, i narodził się Krajowy Wyścig. Odniósł on tak wielki sukces, że w całej północnej Brazylii stał się znany jako „amazońska Formuła 1” i każdego roku na torze Jericodrome gromadzi się 40 000 ludzi (ponad dwa razy więcej niż populacja terenów wokół Alto Paraíso) chcących zobaczyć swoich bohaterów w akcji. Bycie gwiazdą Formuły 1 zwykle oznacza sławę i duże pieniądze. Jednak w amazońskiej Formule 1 duże pieniądze przyjmują postać pierwszej nagrody, czyli nowiutkiego motocykla Honda 125cc (a właściwie dwóch, ponieważ Krajowy Wyścig odbywa się w dwóch kategoriach 48
– dla silników jednotłokowych i dwutłokowych). A sława... dla Silvinho do Jerico przyjęła ona formę stanowiska przewodniczącego rady miejskiej Alto Paraíso. Jednak popularność Silvinho przyćmiewa sława braci Melquisedeque i Cefasa de Lara, okrzykniętych przez prasę „Schumacherami Alto Paraíso”, co jest dość krzywdzące, biorąc pod uwagę fakt, że obydwaj są broniącymi tytułu mistrzami [w przeciwieństwie do ralfa i Michaela Schumacherów, z których tylko jeden zdobył mistrzostwo F1]. „Melqui” jest mistrzem w kategorii silników dwutłokowych, a Cefas – królem klasy jednotłokowców. Głównym rywalem tego drugiego jest sam Silvinho, który wygrał w 2006 i 2007 roku, zanim został zdetronizowany przez zwycięstwa Cefasa w 2008, 2009 i 2010 roku. Niemal niemożliwe do wymówienia imiona braci mają biblijne pochodzenie, co może wyjaśniać, dlaczego podczas dopieszczania maszyn na dzień przed wyścigiem w ich warsztacie z głośników płyną żarliwe, niemal kościelne pieśni. „Czasy, kiedy można było wystartować zwykłym Jerico, dawno
Od góry, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Norival Silva podczas pierwszego przejazdu wyścigu; bracia Melquisedeque (po lewej) i Cefas de Lara w ich fabryce Jerico; uliczna parada w przeddzień wyścigu; Jerico Silvia Stedile przed wyścigiem, swoim warsztacie
49
a kc ja
„Na autostradzie mój Jerico doszedł do 90 km/h, co oznacza, że Melqui z łatwością może pomknąć na utwardzonej drodze prawie 100 km/h” 50
W międzyczasie pojawiają się setki małych hałaśliwych motocykli, których kierowcy także walczą o zainteresowanie przedstawicielek płci przeciwnej. Parada Jericos staje się najgłośniejszą imprezą na naszej planecie. Jest gorąco, wilgotno i wygląda na to, że żeby to wszystko przeżyć, trzeba zacząć ostro pić. innej opcji nie ma. Na szczęście handlarze uzbrojeni są w niezliczone butelki Johnnie Walkera. Jeden shot kosztuje zaledwie dwa dolary z bardzo prostego powodu: ta whisky to w rzeczywistości Juanito Caminante, lokalna podróbka Johnniego. Za to red Bull jest prawdziwy, ale z hiszpańską etykietą, a nie portugalską, więc sprowadzono go z Boliwii. Akurat gdy nad myślami reportera zaczyna dominować przenikliwy ból głowy, w swoim długim Jerico pojawia się Silvinho z 14 dziewczynami – walczącymi o tytuł królowej parady – na pokładzie. Niech będzie potępiony ból głowy – nie można odrzucić propozycji wskoczenia tam i dołączenia do imprezy! Patrząc z tej korzystnej perspektywy, dostrzegam długą bliznę pod lewym uchem
CreditS
minęły” – wyjawia Melqui. „Obecnie do zwycięstwa potrzebny jest specjalny, wyścigowy Jerico”. Melqui i Cefas dbają o swoje maszyny przez cały rok, by móc wystąpić na zaledwie dwóch, trzech imprezach w roku. Wystarczy jedno spojrzenie na pojazd Melquiego, by wiedzieć, do czego został stworzony: silnik umieszczono na środku osi podłużnej, ale po prawej stronie osi poprzecznej, co zapewnia idealny rozkład masy na wszystkie cztery koła, ponieważ kierowca siedzi po lewej stronie. i jak wszystkie pojazdy Jerico – dzieło Melquiego jest niczym mechaniczny Frankenstein: rama podwozia pochodzi ze starego Volkswagena kombi, przednie zawieszenie z Golfa, hamulce z Fiata Uno, a tylne zawieszenie – również z kombi. System trakcyjny to prawdziwe dzieło sztuki: moc silnika kierowana jest przez „pożyczoną” z Jeepa skrzynię biegów do zbudowanego własnoręcznie przez Melquiego centralnego dyferencjału, z którego dwa wały napędowe, także jego autorstwa, kierują moc do układu transaxle pochodzącego z Golfa na przodzie i dyferencjału z kombi na tyle. W głębi lasu deszczowego najstarszy z braci Lara stosuje tę samą zasadę, wykorzystując centralny dyferencjał torsen, będący technicznym sekretem legendarnego samochodu rajdowego z lat 80. – Audi Quattro. Moc płynie z generatora Yanmar, któremu fabryka dała 27 KM. „Ale do wygrania potrzeba co najmniej 50 KM” – twierdzi Melqui. „Osiągamy to dzięki silniejszym sprężynom zaworu, lżejszym tłokom i lepszemu wtryskowi paliwa”. Nawet przy całym tym tuningu silnik wciąż wydaje typowe dla diesla dźwięki, niczym mała łódź rybacka. Ale teraz maszyna jest dużo szybsza. „Na autostradzie mój Jerico doszedł do niemal 90 km/h, co oznacza, że Melqui z łatwością może pomknąć na utwardzonej drodze prawie 100 km/h” – mówi Cefas. Gdy wybija godzina 15, Cefas grzecznie prosi nas o wyjście, by mogli zamknąć warsztat i przygotować się na Paradę Jericos, która – może nawet bardziej niż sam wyścig – przyciąga do Alto Paraíso połowę mieszkańców stanu rondônia. Około godziny 16 rozbawiony tłum zaczyna korkować główną ulicę w centrum miasta i rozpoczyna się wyjątkowa muzyczna batalia. Zewsząd nadciągają pikapy wyposażone w głośniki większe niż one same, z których wydobywają się najróżniejsze rodzaje dosłownie ogłuszającej muzyki. różnorodność muzyki jest wprost przytłaczająca, gdyż około 25 muzycznych pojazdów ustawiło się na całej długości około 300-metrowej ulicy, a wszystkie chcą zwrócić na siebie uwagę pań.
a kc ja
CreditS
Od góry, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: koledzy z zespołu przemywają oczy kierowcy Juliana Moreiry; Melquisedeque de Lara podczas finału, wygrał kategorię dwutłokowców; uliczna parada w przeddzień wyścigu; nawet publiczność jest cała w błocie
kierowcy. „Zaliczyłem wywrotkę w Jerico podczas treningu dwa lata temu: 16 szwów i do tego nieznośny ból”. Parada opanowuje ulice centrum miasta i finiszuje na torze Jericodrome. Obok toru powstał basen z błotem o wielkości boiska do piłki nożnej, w którym rozgrywa się bliżej nieokreślony spektakl, bohaterami którego są różnego rodzaju i różnej wielkości pojazdy mechaniczne i ich kierowcy. Celem jest przeprowadzenie maszyny przez błotnisty basen w jak najbardziej spektakularny sposób. Ludzie „surfują” na tyłach ślizgających się pikapów, a pojazdy zaliczają widowiskowe kraksy. Stłuczki nikogo nie martwią: ceny drewna, bydła i soi na rynku międzynarodowym są wysokie, więc mieszkańcom stanu rondônia nie brakuje pieniędzy. Za to trzeźwość jest towarem znacznie mniej cenionym – przynajmniej przez tych, którzy szaleją w błocie. „Cóż, musisz zrozumieć, że dla nas to jest karnawał” – wyjaśnia 17-letnia Luzia Garbini, królowa wyścigu 2011, 51
a kc ja
„Kiedyś można było dotykać innych kierowców i nawet zbijać ich z toru, ale teraz wszelki kontakt jest zabroniony” próbując z lekkim zażenowaniem usprawiedliwić zachowanie swych rodaków. Powoli zapada zmrok, imprezowe szaleństwo przenosi się do centrum miasta, a na torze Jericodrome powoli zapada cisza. Jedynym sposobem na wyleczenie przed jutrzejszym wyścigiem kaca wywołanego nadużyciem whisky jest udanie się na spoczynek. W niedzielę wyścigowe Jericos pojawiają się w „padoku” – czyli wypełnionej błotem zagrodzie – o godz. 11. Wyścig quadów rozgrzewa publiczność. Kierowcy czekają na briefing „Paragwajczyka”, a podekscytowani fani proszą o autografy – najbardziej pożądany jest podpis drwala Alexa Oliveiry. Pokryta kamuflażowym wzorem maszyna Alexa zapewniła mu zwycięstwo w klasie dwutłokowców cztery razy z rzędu, zanim w 2010 zdetronizował go Melqui. ten szybki i nieobliczalny Gilles Villeneuve Amazonii lubi krytykować przeciwników. „Melqui wygrał w zeszłym roku tylko dlatego, że zaliczyłem wywrotkę” – mówi. Kierownica pojazdu Alexa, jak większości Jericos, ma przyspawaną do niej rączke od roweru. „By jechać szybko, trzeba bardzo często i bardzo szybko zmieniać biegi” – wyjaśnia. „dzięki rączce mogę kierować, używając tylko lewej ręki, a prawą cały czas trzymam na dźwigni zmiany biegów”. Mija godz. 14, termometry pokazują ponad 40°C, i w końcu pojawia się helikopter senatora Cassola. Widowisko czas rozpocząć! Oto plan działania: cztery Jericos startują jednocześnie i zaliczają czterookrążeniowy przejazd. dwa najlepsze przechodzą do następnej rundy, aż zostanie tylko najlepsza finałowa czwórka. Bezpieczeństwo zawodników zapewniają tylko kaski i pasy. Klasa jednotłokowców zaczyna pierwszy przejazd. Na pierwszym okrążeniu Norival Silva w Jerico nr 1 (sponsorowanym przez samego senatora Cassola) szybko wysuwa się na prowadzenie. Nr 8 niespodziewanie przewraca się i ląduje w niebezpiecznym miejscu przy piątym zakręcie; flagowy sygnalizuje niebezpieczeństwo żółtą flagą dopiero po trzech okrążeniach. Na skutek losowania Alex i Melqui spotykają się w tej samej grupie w kwalifikacjach dwutłokowców – „zderzenie tytanów”, jak określił to prowadzący imprezę. Z łatwością zajmują pierwszą i drugą pozycję, podczas gdy silnik pojazdu numer 11 staje w ogniu. Wracając do jednotłokowców – Cefas wygrywa kwalifikacje, a Silvinho zostaje pokonany przez swego byłego mechanika Maceda, ale i tak przechodzi do półfinałów. Kolejny mechanik z warsztatu Silvinha, reginaldo, prowadzi w drugim przejeździe dwutłokowców, ale szwankująca kolumna kierownicza wysyła go wprost na błotnistą skarpę. Ściąga kask, klęka i zaczyna bezwstydnie płakać. 52
Od góry, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Melquisedeque de Lara wpada na metę i wygrywa wyścig; po finale widzowie wskakują do „bagienka”; Silvio Stedile wyprzedza Cefasa de Larę podczas finałowego przejazdu klasy jednotłokowców
a kc ja
Pomiędzy przejazdami kierowcy gorączkowo pracują w padoku, próbując naprawić swoje zniszczone maszyny. Pomocnicy przemywają im oczy wodą – większość kierowców nie używa gogli, więc każdy przejazd kończą z zaczerwienionymi oczami. Podczas pierwszego półfinału jednotłokowców Silvinho i Cefas jadą łeb w łeb. Na starcie Silvinho wysuwa się na prowadzenie, ale maszyna Cefasa jest wyraźnie szybsza. Jednak okazuje się, że wcale nie jest łatwo wyminąć innego Jerico. Nierówna powierzchnia, liczne naturalne przeszkody i kałuże znacznie utrudniają to zadanie. „Kiedyś można było dotykać innych kierowców i nawet zbijać ich z toru, ale teraz wszelki kontakt jest zabroniony” – narzeka Cefas, który musi zadowolić się drugim miejscem. Ale i tak zapracował na awans do finału. Alex i Melqui ponownie spotykają się w drugim półfinale dwutłokowców. Melqui obejmuje prowadzenie, a Alex na skutek zamieszania ze zmianą biegów spada na trzecie miejsce. Jerico czterokrotnego mistrza jest znacznie szybszy niż pojazd zajmującego drugą pozycję ismaela, ale brak mu mocy do pokonania kałuż znajdujących się na bokach toru. Próba wyprzedzenia kończy się dla Alexa lądowaniem w błocie. Kolejny nieukończony wyścig w karierze amazońskiego Gilles’a. Pora na finał jednotłokowców. Najlepiej zaczyna Marcelo Bogorni z nr 4, zostawiając Silvinha i Cefasa w tyle na pierwszym zakręcie i zmuszając ich do walki o drugie miejsce. W pewnym momencie niemal dotykają się kołami, co przypomina wszystkim o Michaelu Schumacherze przyciskającym rubensa Barrichello do pitwalla podczas zeszłorocznego Grand Prix Węgier. Choć nie doszło do zderzenia, obydwaj lądują w gigantycznej kałuży. to wystarczy, by Marcelo zyskał przewagę niemal nie do pokonania. Po siedmiu próbach w końcu udaje mu się wygrać Krajowy Wyścig – pomimo awarii pedału gazu na drugim okrążeniu. A jest to spory wyczyn, biorąc po uwagę, że podczas ostatnich dwóch okrążeń za każdym razem, gdy chciał zmienić bieg, musiał puszczać kierownicę i przekładać lewą rękę na prawą stronę. Bez Alexa siedzącego mu na ogonie finał powinien być dla Melquiego bułką z masłem. i taki też się wydaje, gdy wchodzi on w pierwszy zakręt. Ale sytuacja zmienia się przy zdradliwym drugim zakręcie: mistrz zaczyna się obracać! Z widowni dobiega zbiorowy okrzyk zdumienia: „Ooo!”. Melqui spada na ostatnią pozycję, a dirceu Bogorni – brat Marcela – wskakuje na jego miejsce. Ale tylko na chwilę, bo przy drugim okrążeniu siada mu skrzynia biegów. Przy trzecim okrążeniu Melqui spycha z drogi Juliana i plasuje się na drugiej pozycji, za ismaelem, który wpada w kolejną gigantyczną kałużę. Publiczność dosłownie szaleje, gdy Melqui finiszuje jako pierwszy i zgarnia drugą z kolei Hondę. Na nowo rozpoczyna się karnawał. Zwycięzcy, przegrani, lokalni politycy, pewien przyjezdny reporter: każdy albo skacze, albo zostaje wrzucony do błotnistego jeziora zlokalizowanego przy piątym zakręcie. Słońce już zaszło i z racji tego, że nasze ubrania są mokre i pokryte błotem, robi się zimno. Ale bez obaw – Johnny Walker nas rozgrzeje. Zdjęcia z wyścigu Jerico zobaczysz na: www.capitaldojerico.com
53
Ojciec czarnej
mamby Nie miał pieniędzy, więc musiał łatać swoje buty sportowe – i uczynił z tego sztukę. Dziś Marka Onga uwielbiają sławy Hollywood, gwiazdy rocka i legendy koszykówki. Tekst: Jeremy Torr, zdjęcia: Neil Massey
A KC JA
55
ACTION
m
ark siedzi za biurkiem w swojej pracowni przy Haji Lane w Singapurze i przygotowuje wysyłkę produktów. Jeden z klientów czeka na realizację zamówienia, więc Mark składa papier pakowy, waży przesyłki, ślini i nakleja znaczki. „U nas wszyscy są odpowiedzialni za wszystko” – wyjaśnia nam z zaskakującą naturalnością. Ten młody człowiek to przecież Mark Ong, jeden z najlepszych designerów świata. Seryjne modele firm Nike i DC przerabia ręcznie na niepowtarzalne buty sportowe, których pożądają kolekcjonerzy na całym świecie. Do grupy wielbicieli dzieł Onga zaliczają się zarówno sprzedawcy z pobliskiego supermarketu, jak i legenda koszykówki Kobe Bryant czy gwiazdy rocka, jak Mike Shinoida z Linkin Park. W ten sposób Mark sam stał się celebrytą; opowiada jego żona Sue-Anne Lim: „Gdy byliśmy ostatnio na promocji DC w stolicy Meksyku, wysłano po nas limuzynę. Stacje telewizyjne biły się o wywiady z Markiem, a nasze logo na pewnym domu towarowym miało wysokość trzech pięter”. Takie akcje się opłacają: za podstawowe modele butów fani płacą 400 euro i mówią, że to okazja. Pod koniec lat 80. Mark chciał właściwie zostać skaterem. Gdy miał dziewięć lat, włóczył się z kumplami po ulicach, budował rampy, ćwiczył triki i przepędzała go policja. „Miałem zajawkę na wszystko, co docierało do nas z USA w dziedzinach muzyki i mody” – mówi. „Czułem się jak Amerykanin”. Ten Amerykanin miał jednak singapurski paszport, singapurskich rodziców i mieszkał w Singapurze – który jako kraj rozwijający się dopiero przekształcał się w azjatyckiego tygrysa.
TWARDA SZKOŁA
Ojciec Onga – wiedzący, czym jest masowe bezrobocie – naciskał na syna, by ten wybrał jakiś zawód, z którego będzie można wyżyć także w okresie kryzysu. „Tata chciał, żebym coś osiągnął – został lekarzem albo adwokatem. Ale ja trzymałem się z daleka od wszystkiego, co go interesowało. I odwrotnie”. W konsekwencji Mark poświęcał cały wolny czas skateboardowi, na który wydawał też całe kieszonkowe. Jego lwia część szła na nowe buty Airwalk czy Chuck Taylor, bo stare zużywały się bardzo szybko przy trikach. Ong zaczął więc sam naprawiać i łatać swoje buty: na przykład skórą albo gumą ze starych opon – po prostu wszystkim, co było dostępne. „Nauczyliśmy się naprawiać buty, bo w przeciwnym razie musielibyśmy zrezygnować z zabawy”. 56
„W moim warsztacie panuje chaos, a w mieszkaniu – zen”
A KC JA
SNEaKER SZaŁ
świat patrzył od tamtej pory na buty artystów.
Biją się, koczują przed sklepami i wydają naprawdę dużo kasy – wszystko dla sportowych butów. Sneakerheadzi. Co to za zajawka, jak wszystko się zaczęło i dlaczego niektóre modele kosztują 4000 dol. Run DMC to dla ciebie Big Bang, a Michael Jordan – bóg Jeśli chodzi o początki kultu butów sportowych, to istnieją przynajmniej dwie „szkoły wyznaniowe”. Pierwsza głosi, że wszystko zaczęło się od naruszenia obowiązujących w NBA przepisów przez Michaela Jordana w 1985 roku. Druga szkoła to wielbiciele amerykańskiego składu rapowego Run DMC, uznawanego za proroków sneakeromanii. Trzech hiphopowców występowało na scenie najczęściej w adidasach bez sznurówek. Szał rozpoczął się w 1986 roku od wizji, którą Russell (brat Josepha Simmonsa, członka zespołu) miał na haju po „anielskim pyle” (PCP). Powiedział zespołowi: „Musicie wydać taki kawałek: My Adidas, standing on the 2-5th Street!”. I rzeczywiście – „My Adidas” stał się hitem, a cały
58
Ukształtowały cię przeżycia z dzieciństwa „Zobacz, co ci kupiłam, tu jest twoje nazwisko!”. Mama Jordy’ego pokazuje T-shirt z nadrukiem MICHAEL JORDAN. Mały Jordy przeżywa odlot. „Nazywam się Jordan Michael Geller!” – wyjaśnia teraz Amerykanin. I wspomina: „Od razu poczułem, że łączy mnie z Michaelem Jordanem jakaś więź”. Wkrótce potem Jordy odkrył, że jego idol nosi buty z nadrukowanym własnym nazwiskiem: „Air Jordan”. Teraz Jordan Michael ma ponad 2000 odpowiednio posortowanych par butów w swoim muzeum – Shoezeum – w San Diego (sneakskicks.com). Ciągle przesiadujesz na forach internetowych Na śniadanie Sneakernews.com i Kicksonfire.com, na lunch – Highsnobiety.com, wieczorem – Flightclub.com, a w międzyczasie wizyty na blogach i forach. Setki tysięcy kolekcjonerów przeczesuje codziennie swoje rewiry łowieckie. „Obojętnie, jaki model” – mówi wiedeński sneakerhead Hardi Reda. „Na jakiejś stronie branżowej pojawi się informacja. I dwie godziny później wie o tym cały świat”.
Robisz się nerwowy, gdy widzisz gdzieś w sieci napis „quickstrike” albo „inline” „Quickstrike” to sygnał do rozpoczęcia łowów dla uczestników polowań na buty. „Inline” to wezwanie do osaczenia zwierzyny. Za tymi pojęciami stoi wyrafinowana strategia marketingowa: ograniczoną liczbę par potencjalnie kultowych butów można kupić w konkretnym dniu od konkretnej godziny w określonych sklepach po normalnych cenach detalicznych (ok. 140 dol.). „Inline” to stopień wyższy od „quickstrike”, czyli jeszcze mniej butów w mniejszej liczbie sklepów. Logiczna konsekwencja: Koczujesz całą noc przed sklepem z obuwiem „To był model Patta Asics GL3 w specjalnym opakowaniu” – wspomina Christian Wolf, Niemiec mieszkający w Wiedniu. „O drugiej w nocy przyjechałem do Amsterdamu i od pracownika sklepu dostałem numerek oznaczający miejsce w kolejce”. Stało w niej ponad 300 sneakerheadów z: Holandii, Szwajcarii, Niemiec, Francji, Belgii, Anglii i Polski. Chris był na 66. miejscu. Następnego dnia o godzinie 13 strażnicy Świętego Graala wpuścili do sklepu pierwsze 20 osób z kolejki i 10 stałych klientów. Zaraz potem rozmiary od 7,5 do 11 były sprzedane.
Przed sklepem doszło do zamieszek. Wydajesz 4000 dol. na parę sportowych butów „Każdego można kupić” – twierdzi Hardi Reda i ma na myśli granicę między namiętnością kolekcjonerską a biznesem. Niektórzy łowcy wpadają do sklepu, kupują jakieś rzadkie buty, wybiegają na ulicę, fotografują swój nabytek i od razu wystawiają go na eBayu. Kilka godzin później buty są już parę razy droższe. Kilka miesięcy później – kilkadziesiąt razy. Są też buty legendarne: pojawiają się wiele lat po swojej premierze rynkowej na jakiejś sieciowej aukcji i kosztują tyle, ile egzotyczne wakacje. Masz więcej butów od swojej dziewczyny Christian Wolf przekształcił ścianę swojego przedpokoju w Wall of Fame: wystawę tworzy odpowiednio ustawionych 140 trofeów, kilkanaście jeszcze w pudełkach, ale w żadnym wypadku nie w reklamówkach. Buty trzeba też chronić przed promieniami UV. Nasuwa się pytanie: czy sneakerheadzi w ogóle noszą swoje buty? „Czujesz się jak kolekcjoner win, który zastanawia się, zanim otworzy jakąś butelkę” – mówi dyrektor Shoezeum Jordan Michael. „To bardzo trudna decyzja”.
FaNTaSTyCZNa PIĄTKa
Najdroższe buty sportowe świata – komentuje Yu-Ming Wu, redaktor naczelny renomowanego nowojorskiego serwisu Sneakernews.com
4000 dol. Air Jordan IV „Undefeated” W tym modelu wszystkie czynniki gwarantujące sukces występują w perfekcyjnej kombinacji. Undefeated z Los Angeles, najmodniejszy sklep wśród sneakerheadów, współpracował przy tym modelu z marką Air Jordan (należącą do najdroższych marek butów sportowych wszech czasów) i powstał Air Jordan IV, chyba najsłynniejszy model linii Air Jordan. Kolory współgrają z klasyczną kurtką pilota MA 1. To wszystko pozwoliło stworzyć jeden z najbardziej znanych i najdroższych butów sportowych świata.
1600 dol. Air Jordan 1 Black/Red „1985 Vintage” Kryteria stosowane wobec szlachetnych win obowiązują także w odniesieniu do obuwia sportowego: im starsze, tym cenniejsze. Dotyczy to szczególnie modelu Air Jordan 1. Jednych z najdroższych butów sportowych świata. Firma Nike zaprojektowała je dla gwiazdora NBA w 1985 roku. Kolory naruszały ówczesny regulamin, który dopuszczał tylko biel. Jordan musiał płacić 5000 dol. kary za każdy mecz rozegrany w niedozwolonych barwach. Śmieszna suma za wielki rozgłos.
1800 dol. Nike Dunk Low SB „Pigeon” Jeff Staple, właściciel Reed Space, nie mógł się tego spodziewać, gdy zapowiadał premierę rynkową tego modelu. Już kilka dni przed podaną datą fani koczowali przed sklepem na Manhattanie, żeby kupić buty ze specjalnej serii liczącej zaledwie 150 par. Gdy Jeff otwierał sklep, doszło do przepychanek. Musiała wkroczyć policja. Zabezpieczono kije bejsbolowe i noże. Szczęśliwcy, którym udało się kupić parę, byli eskortowani do taksówek, aby jak najszybciej mogli odjechać do domu.
1100 dol. ALIFE X Reebok Court Victory Pump „Felt Yellow” Najwyższe ceny w środowisku kolekcjonerów osiągają niewątpliwie buty koncernu Nike oraz modele należącej do tego koncernu marki Jordan King. Rzadkie są przypadki, gdy buty bez logo Nike czy Jordan kosztują powyżej 1000 dol. Jednym z wyjątków jest model ALIFE X Reebok Court Victory Pump „Felt Yellow” – wynik współpracy ALIFE i Reeboka. Design – materiał używany do produkcji piłek tenisowych. Model ten był sprzedawany wyłącznie w nowojorskim sklepie firmy.
1000 dol. A Bathing Ape x Adidas Superstar „BAPE Camo” W 2003 roku pojawiło się tylko 500 par tego modelu będącego wynikiem niespodziewanej współpracy japońskiej marki A Bathing Ape (albo BAPE) i Adidasa. Na rynek wypuszczono dwie linie: A Bathing Ape x Adidas Superstar „BAPE Camo” (górne zdjęcie) oraz Super Ape Skate. Zaskoczenie? Tak, ponieważ BAPE umieszczał wtedy swoje logo na modelu Air Force 1 firmy Nike. O „romansie” z konkurentem, czyli Adidasem, krążą wśród fanów liczne legendy.
A KC JA
GARNCARZ I TYRAN
Z początkowej potrzeby rozwinęła się pasja. Potem pojawił się pomysł wykorzystania umiejętności i twórczego potencjału w jakimś zawodzie. Ong zapisał się na zajęcia na Temasek Polytechnic, najważniejszej uczelni technicznej Singapuru. „Jednym z moich nauczycieli był Iskandar Jalil” – wspomina Ong – „garncarz i tyran. Jeżeli nie podobała mu się twoja praca, rozwalał ją na drobne kawałki. Nauczyłem się nie brać krytyki do siebie. Byłem coraz dokładniejszy w tym, co robiłem. Surowość Jalila nadal mnie inspiruje”. Mark uzyskał dyplom z komunikacji wizualnej, a potem dalej jeździł na desce i sprejował. Singapur był pokryty jego tagami „Sabotage” stanowiącymi inspirację dla późniejszej nazwy firmy, czyli SBTG. W ciągu dnia pracował w sklepie z obuwiem sportowym, żeby sfinansować swoją sneakeromanię. Kupował wtedy co najmniej dwie pary w miesiącu. „W wieku 22 lat miałem już 80 par” – uśmiecha się.
LINKIN PARK PUKA DO DRZWI
W 2003 roku wziął udział w konkursie ogłoszonym na stronie Niketalk.com. Zadaniem konkursowym było opracowanie nowego designu dla istniejącego modelu butów. Mark zwyciężył i praktycznie z dnia na dzień otrzymał pierwsze duże zamówienie. Handlowiec z Tokio zamówił 72 pary. „Mój kumpel Andy pomagał mi szyć, żebym wyrobił się w terminie”. Potem interes zaczął się rozwijać. Ong współpracował z firmami Nike, DC, adFunture i DJ-em Unkle. Wziął udział w Finish Line Gallery Show, dzięki swoim markom SBTG i Royalefam zyskał sławę świetnego designera ekskluzywnych butów sportowych i odzieży streetwear. Zdarza się, że do atelier Marka zaglądają celebryci. „Usłyszałam pukanie” – opowiada Sue-Anne. „Otwieram, a tam goście z Linkin Park”. Legenda koszykówki Kobe Bryant kupił jedną parę zaprojektowanego przez Marka modelu Nike Black Mamba. W butach Onga – modelach SBTG/Royalefam – chodzą Q-Tip, Don Johnson i DJ Clark Kent. Osobowość Marka to niezwykła mieszanka skate’u, punka i tradycji. Odbija się to na organizacji życia Onga. „W moim warsztacie panuje straszny chaos, ale mieszkanie urządziłem według zasad zen”. W ten sam sposób dobiera także swoich idoli, do których zalicza Lee Kuana Yew, wielkiego polityka oraz pierwszego premiera niepodległego Singapuru (w latach 1959-90) – osobę, która ma raczej niewiele wspólnego ze street artem
i punkowym stylem życia. „Temu gościowi należy się po prostu szacunek za to, że tak wiele zrobił dla Singapuru”. Dlatego w ramach swojego następnego zlecenia – przygotowania wystroju miejscowego biura Facebooka – Ong chce stworzyć olbrzymi portret Lee Kuana Yew. Mark podziwia także innego człowieka, z którym ma więcej wspólnego, niż przez wiele lat sądził – swojego ojca. „Pamiętam pewien projekt z czasów szkolnych. Chodziło o stworzenie modelu rakiety” – opowiada Ong. Tata bardzo się do tego zapalił, obiecał pomoc i załatwił pastę do zębów, z której opakowania można było jego zdaniem zrobić świetną rakietę. Ten pomysł zmienił sposób postrzegania świata przez Marka: „Zafascynowało mnie wtedy to, że z opakowania po paście do zębów można zrobić coś zupełnie innego, coś, o czym nie myśleli projektanci tego opakowania. Tak ukształtowała się moja filozofia życiowa: każdy może wszystko osiągnąć i pokonać swoje ograniczenia”.
KOMERCJA NIC NIE DAJE
Krzywa popularności Onga szła ostro w górę. Za ostro, jak uważa sam zainteresowany: sprzedaż bardzo szybko rosła, tak samo jak liczba pracowników. Wtedy to Ong postanowił spróbować wejść w dochodową produkcję masową, ale nie spełniło to jego oczekiwań. „Sukces komercyjny jest bardzo kuszący” – mówi dzisiaj – „ale nie dał mi szczęścia. Poczułem w pewnym momencie, że wyłącznie obsługuję gust innych”. Mark przyhamował. Dziś znów wytwarza z żoną wszystkie wyroby ręcznie, bez pomocy z zewnątrz. „Pracuję teraz dokładnie tyle,
żeby praca dawała mi satysfakcję. Chcę się cieszyć każdym dniem pracy i każdym nowym projektem”. Z komputera Onga płynie muzyka z „Czasu apokalipsy”. Mark pracuje nad nowym wzorem kurtki. Biurko jest zawalone nożycami, klejami, szablonami i naszywkami. Każdy centymetr kwadratowy ścian pokrywają plakaty, zadrukowane płótna i różne projekty. Sue-Anne siedzi przy maszynie do szycia i pracuje nad naszywkami dla sklepu z T-shirtami mieszczącego się przy sąsiedniej ulicy. „Zawsze wiedziałem, co chcę robić” – mówi Ong – „chciałem projektować i jeździć na desce”. Dziś ma czas na jedno i drugie. Jego tata pogodził się z wyborem syna. Co więcej: „Jest ze mnie nawet trochę dumny”.
WOJSKOWY STYL JEST POCIĄGAJĄCY
Mark przeczesuje palcami włosy. „Chyba pójde do fryzjera, będę się musiał ostrzyc” – mówi – „Bo w przyszłym tygodniu zaczynam służbę wojskową”. Ong cieszy się już wyraźnie na nowy rozdział w swoim życiu. Mimo statusu celebryty nie chce żadnej taryfy ulgowej. Część tej radości wynika chyba z zamiłowania Onga do wojskowego stylu, który odnajdujemy często w produktach Marka. „Podoba mi się, gdy ktoś wygląda groźnie i bojowo” – stwierdza – „dlatego sądzę, że wojskowy styl jest tak bardzo pociągający”. Kto wie, czego Ong dokona w trakcie służby. Może singapurska armia będzie najmodniejszą armią świata? Kliknij na strone Marka Onga: www.royalefam.com
59
a kc ja
MAD MAX
Zjechać na rowerze w dół ze szczytu wulkanu – tak szybko, jak to możliwe. Niewiele brakowało, by Eric Barone stracił przy tym życie. Dziewięć lat później próbę ustanowienia rekordu podejmuje Markus „Max” Stöckl – na produkowanym seryjnie rowerze.
Cerro Negro to aktywny wulkan na zachodzie Nikaragui. Podczas zjazdu po tym kamienistym zboczu Markus „Max” Stöckl osiągnął na swoim rowerze prędkość 164,95 km/h: żaden człowiek nie jechał na seryjnym rowerze szybciej niż on 60
Zdjęcie: andreas ehrensberger (1)
Tekst: Nicolas Stecher, zdjęcia: Mauricio Ramos
NIEDZIELA, 12.05.2002 Cerro Negro, Nikaragua Eric Barone siedzi na swym wykonanym na zamówienie rowerze górskim na szczycie wulkanu Cerro Negro, spoglądając na przyprawiające o zawroty głowy zbocze rozciągające się przed nim. Do tego odległego zakątka zachodniej Nikaragui nie dotarły jeszcze chmury nadchodzącej pory deszczowej, więc niebo jest zupełnie czyste. Ponieważ na szczycie nie sposób
znaleźć drzewo lub jakąkolwiek roślinność, palące słońce, już o poranku powodujące 42-stopniowy upał, zamienia jego lateksowy aerodynamiczny kostium w ciasną plastikową skorupę. Pod nogami czarna wulkaniczna skała emituje fale ciepła, które skutecznie przesłaniają widok na znajdującą się 550 m niżej metę. Cel jest prosty: zjechać po zboczu tej góry z prędkością większą niż 130 km/h – oto aktualny rekord prędkości ustanowiony niecałe sześć miesięcy wcześniej. Eric jest skoncentrowany i spokojny. Jakże mogłoby być inaczej? W końcu to właśnie
Barone ustanowił ten rekord. Wystarczy dobrze wystartować, mocno się trzymać i zachować idealną pozycję, a resztą zajmie się już grawitacja. W tej chwili i w tym miejscu, spoglądając w dół tego bezlitosnego zbocza, Barone uświadamia sobie, że będzie to jego ostatni w karierze najszybszy przejazd na ziemistym podłożu. Po prostu pobije rekord, a następnie na stałe odwiesi swój aerodynamiczny kask. Niecały kilometr niżej jego najlepszy przyjaciel i partner biznesowy Marco oraz ruda nikaraguańska piękność Jenny Rodriguez z niepokojem patrzą na szczyt.
a kc ja
62
wo Murphy’ego zmusiło ich do wniesienia go na drugie piętro. nie trzeba dodawać, że stan barone’a był krytyczny. jego chirurg zapewnia, że gdyby nie jego nadludzko mocne mięśnie wokół szyi, byłby sparaliżowany lub martwy. Wskutek złamania biodra podczas wypadku obecnie barone nieco utyka, kręcąc biodrami, jakby nieustannie tańczył salsę.
PONIEDZIAŁEk, 16.05.2011 Cerro Negro, NikArAguA droga do wulkanu cerro negro z najbliższej wioski León to brudna przeprawa przez świat klasycznego hiszpańskiego kolonializmu. Podróżując po terenie tego drugiego pod względem biedy kraju zachodniej półkuli, możesz być pewien, że gdy tylko zboczysz z głównej arterii do Managui, na własne oczy zobaczysz styl życia, który jest niemal dokładnie taki sam od wieków. Po drodze spotkasz dziesięć razy więcej wozów zaprzężonych w woły niż ciężarówek. caballeros na koniach zaganiają swe stada i zaciekawieni machają, gdy ich mijasz. Z hałasem przetaczasz się przez suche pola juki, kukurydzy, fasoli i trzciny cukrowej, a po okolicy spokojnie przechadzają się gigantyczne świnie. W końcu docieramy do podnóża górującego nad terenem wulkanu cerro negro, samotnego czarnego monolitu wznoszącego się wysoko w niebo. W oddali widać inne tlące się wulkany, nad którymi unosi się biały dym. nie wróży to nic dobrego. Markus „Max” stöckl wyskakuje z kabiny i lustruje wzrokiem otoczenie. na tle tej złowieszczej góry wygląda niczym prawdziwy zdobywca o mocno zarysowanej szczęce i szerokich ramionach. gdyby kręcono film o germańskich plemionach średniowiecza i potrzebny byłby odtwórca roli bohaterskiego przedstawiciela Wizygotów, Markus nadawałby się do tego zadania wprost idealnie. nie bez przyczyny jego pseudonim w świecie mountainbikingu to „herkules”. Max ma tu do zrobienia tylko jedną rzecz: pobić rekord prędkości zjazdu na rowerze górskim na ziemistym podłożu ustanowiony przez erica barone’a podczas pamiętnego, brzemiennego w skutki zjazdu, który dziewięć lat temu dokładnie w tym samym miejscu zakończył jego karierę. sam eric barone pojawił się dziś tutaj, by pomóc mu w realizacji zadania. ale nie będzie łatwo. to już drugi dzień przejazdów próbnych; poprzedniego dnia stöckl zdążył już
„gdy wCzorAj zjeChAliśMy z prędkośCią 60-70 kM, CzułeM się bArdzo NiestAbilNie. dzisiAj od poCzątku było wprost ideAlNie” MAx StÖckL zapoznać się z terenem, zboczem i upałem. jeśli chodzi o rekordy prędkości na rowerze górskim, austriak nie jest amatorem. stöckl wystrzega się produkowanych na zamówienie rowerów, które preferował barone, ustanawiając swoje liczne rekordy (najszybciej pomknął na śniegu w Les arcs we Francji – 222,22 km/h); woli rowery seryjne – i takiego też użyje przy tym wyczynie. Ma na koncie obecny rekord prędkości na rowerze seryjnym na śniegu, który ustanowił w La Parava w chile w 2007 roku, pędząc 210,4 km/h. ale tutaj pojedzie po ziemi, czyli w trudniejszym i bardziej niebezpiecznym terenie. „gdy wczoraj zjechaliśmy z prędkością 60-70 km, czułem się bardzo niestabilnie. dzisiaj od samego początku było już wprost idealnie, wiemy więc, że prędkość zapewnia stabilność – nie wpadasz w piasek, tylko suniesz po nim” – zaznacza Markus po pierwszej tego dnia próbie. eric siedzi w pobliżu na chłodziarce, ostrożnie zakładając buty Maxa na swe zabandażowane stopy, poważnie odmrożone i zakrwawione po niedawnym wypadku narciarskim. jego buty są teraz zdecydowanie za małe, więc pożycza znacznie większe rozchodzone trampki Maxa, który przygląda się tej scenie z zadumą. „on mierzy moje buty, a ja próbuję iść w jego ślady” – trafnie stwierdza zadowolony Max. eric uśmiecha się. Ma na sobie czarny t-shirt Metalliki i wyjątkowo obcisłe spodenki kolarskie. jego mięśnie są nabrzmiałe, przesadnie uwydatnione – wygląda jak karykatura supersportowca. Mięśnie na jego ramionach i łydkach są ogromne,
Zdjęcie: jeroniMo oPorta/Picturedesk (1)
obydwoje wyglądają na bardziej świadomych śmiertelnego niebezpieczeństwa wiążącego się z tym wyczynem niż sam barone. Z miejsca będącego metą, w którym stoją, eric wygląda jak szkarłatna lateksowa mrówka błyszcząca w promieniach słońca. nagle wiatr na chwilę ustaje i eric rusza. Zeskakuje z półki skalnej i zaczyna pędzić w dół cerro negro. jego tempo jest niezwykłe. Powietrze przecina dźwięk kół pędzących po skalistym podłożu. tuż za nim podąża rosnąca chmura kurzu. W pewnym momencie nachylenie gwałtownie zmniejsza się z 95% do 40 %, widelec robionego na zamówienie roweru nie radzi sobie ze zmianą poziomu i pęka. Przednie koło odpada, a barone ląduje klatą na ziemi przy prędkości 163 km/h. jego kask spada niczym wystrzelony z procy, klatka piersiowa zderza się z wulkaniczną skałą, pęka pięć żeber. następnie odbija się i zaczyna koziołkować w dół po czarnej ziemi niczym bezwładna lalka. spadając dosłownie na łeb na szyję, zrywa ścięgna obydwu barków, co kończy się zwichnięciem lewego. nadmierne wygięcie nadgarstka powoduje rozerwanie mięśni prawego przedramienia na pół. Przy ostatnim uderzeniu o glebę zrywa mięsień pośladkowy i łamie biodro. gdzieś po drodze barone łamie jeszcze czwarty kręg szyjny. W końcu jego ciało nieruchomieje w chmurze kurzu. Wokół panuje przeraźliwa cisza. „Wszyscy mówili: «nie żyje». Leżał tam nieruchomo, nie dając oznak życia” – wspomina zatroskana jenny, obecnie jenny barone. „byłam przerażona, wszyscy płakaliśmy. Myślałam, że go straciłam; nie mógł przecież tego przeżyć. Podbiegliśmy do niego. bardzo krwawił, a jego twarz pokrywała ziemia. i nagle otworzył oczy! nie mogliśmy w to uwierzyć. Wszyscy jesteśmy bardzo religijni, więc dla nas był to cud boski”. „nie było czasu na emocje” – mówi spokojnie Marco. „był tylko czas na działanie”. nieszczęśliwie dla erica zespół wydał wszystkie pieniądze na produkcję i przygotowania, więc nie mieli funduszy na przetransportowanie go do szpitala helikopterem. tak naprawdę nie mieli nawet ubezpieczenia. Marco dosłownie wziął sprawy w swoje ręce: podniósł zmasakrowane ciało i położył na tyle furgonetki – nieświadomie narażając złamany kręgosłup na jeszcze większe niebezpieczeństwo. W nerwowym pośpiechu pognali do szpitala – w furgonetce na nikaraguańskich gruntowych drogach jego połamane ciało obijało się niczym but w pralce. gdy 50 minut później w końcu dotarli do szpitala, zastali niedziałającą windę – pra-
Miasto León – po prawej kościół El Calvario – niezbyt dobrze się nadawało na główny obóz zespołu, gdyż jest oddalone o godzinę jazdy samochodem od Cerro Negro. Z tego powodu bar z grillem u stóp wulkanu stał się centralnym miejscem wszystkich aktywności, które niekoniecznie były związane z biciem rekordu
Ile razy Eric Barone przypominał sobie swój wypadek z 2002 roku, gdy wspinał się na górę obok Maxa Stöckla i niósł na plecach jego rower? Po prawej: Wolfgang Schwaiger podczas justowania zapisu czasu
a kc ja
Zwiedzającym wulkan turystom w ich ubraniach ochronnych Stöckl wydaje się istotą całkiem swojską
jego szczęka przypomina kowadło, a stopy są płaskie i wyjątkowo szerokie. ale przez tę masywną fasadę z łatwością przebija się jego ujmująca jowialność. eric pomaga Markusowi pobić rekord i szczerze, bez cienia zawiści, cieszy się każdą sekundą tej współpracy. „ciężko będzie osiągnąć ten cel. W końcu nie bez powodu jest to rekord” – mówi Max, zasuwając torbę z kaskiem, butami, wodą itp. następnie przerzuca ją przez ramię i rozpoczyna kolejną wspinaczkę po bezwzględnym zboczu cerro negro. Wędrówka na szczyt to nie zabawa. temperatura w pełnym słońcu sięga 42°c, a zbocze wulkanu jest wyjątkowo strome. jednak najgorsze jest niestabilne podłoże; przy każdym kroku ziemia dosłownie usuwa ci się spod nóg. to jak wspinaczka po ruchomych piaskach. i w tych oto warunkach za Markusem miarowo podąża eric. Z zabandażowanymi stopami i z rowerem na barkach niczym z krzyżem wygląda, jakby odprawiał pokutę za grzechy, których nie popełnił. jednak zwinnie pnie się w górę niczym kozica.
„pobiłeM rekord i już Myślę o kolejNyM kroku” MAx StÖckL 64
W miarę upływu czasu jazdy próbne dają coraz lepsze wyniki, zapewniając motywację, jakiej brakowało wczoraj. najpierw stöckl zamienił ochronny skórzany kostium na aerodynamiczny lateksowy strój. Później przenieśli punkt startu o 20 m wyżej, by uzyskać jeszcze większą prędkość. następnie popchnęli go na starcie. rezultatem każdej z tych czynności były coraz lepsze wyniki – od 131 do 141, a w końcu do 155 km/h. „dzisiaj poszło nam lepiej niż wczoraj” – mówi zlany potem Max. „Przypuszczałem, że większa prędkość zapewni mi lepszą stabilność; cieszę się, że tym razem miałem rację”. tego wieczora nad ogromnymi talerzami ze stekami, kremowym, bardzo ostrym sosem jalapeno (nikaraguańska specjalność) i przy piwku zespół przegląda zdjęcia i rozmyśla nad sposobami polepszenia wyników Maxa. jako że przy stole zasiedli austriacy i kalifornijczyk, rozmowa szybko zeszła na temat arnolda schwarzeneggera, który, jak przypuszczam, jest w swym kraju wielkim bohaterem. „czy na jego cześć stanęły jakieś pomniki? czy jest uznawany w austrii za półboga?” – pytam naiwnie. „on jest ze styrii” – stanowczo stwierdza Max. „Ze styrii pochodzą bardzo wyjątkowi ludzie”. Zmieniamy temat i rozmowa nabiera tempa; im później się robi, tym bardziej austriacy się rozluźniają i niebawem zabawiają już całą delegację. aż nadchodzi pora, żeby położyć się spać.
„wieMy więC, że prędkość zApewNiA stAbilNość. Nie wpAdAsz w piAsek, tylko suNiesz po NiM” MAx StÖckL
WtOREk, 17.05.2011 Cerro Negro, NikArAguA Max stöckl siedzi na swym seryjnym rowerze górskim na szczycie wulkanu cerro negro, spoglądając na przyprawiające o zawroty głowy zbocze rozciągające się przed nim. Wiatr wieje silniej niż w ciągu minionego tygodnia, gwałtownie poruszając końcami bandany red bulla należącej do Markusa. W ciszy kontempluje czekającą na niego trasę. Pierwsze dwa przejazdy poszły dziś gładko, wszystko zgodnie z planem. nadszedł moment prawdy. na szczycie panuje kompletna cisza, słychać tylko szelest powiewających na wietrze plastikowych flag wyznaczających tor przejazdu Maxa. tutaj powietrze ma smak jałowej ziemi. Wszyscy czekamy na jego gotowość, na chwilowe uspokojenie się wiatru i ostatecznie na moment, w którym stanie się najszybszym człowiekiem jadącym na rowerze po ziemistym podłożu. W końcu zakłada na głowę kask. nie da się wytłumaczyć, co się odczuwa, będąc naocznym świadkiem tu, na miejscu. czy jest to historyczne wydarzenie? raczej nie – bo kto będzie pamiętał taki wyczyn? speed mountainbiking nie ma raczej zbyt wielu zagorzałych fanów. ale anonimowość tego wyczynu sprawia, że jest on jeszcze bardziej autentyczny. co najczęściej motywuje ludzi do bicia rekordów? Pieniądze, sława, fani, kobiety.
Najważniejsze podczas rekordowego zjazdu: opanowanie i utrzymanie równowagi
Nagroda Maxa: woda zamiast szampana od przyjaciela Andreasa Ehrensbergera i uścisk dłoni Erica Barone’a. Utracił on swój rekord w chwili, gdy zapisujące prędkość urządzenie wydrukowało decydujący skrawek papieru
Pozytywną stroną tego wyczynu jest fakt, że niezależnie od tego, czy zakończy się sukcesem, czy nie, nie zapewni Markusowi praktycznie żadnego z powyższych. jednak i tak podejmie to wyzwanie, bo po prostu „lubi szybką jazdę”, jak zwykł mawiać. i wtedy nagle zaczyna jechać po czarnym zboczu wulkanu, naprawdę szybko. od samej góry ciągnie się chmura czarnego kurzu. słychać krzyki, widać biegnące osoby. i w końcu mamy wynik prędkościomierza – 164,95 km/h. rekord najszybszego zjazdu na rowerze górskim po ziemistym podłożu został pobity. na mecie zaczyna się świętowanie tego niezwykłego zwycięstwa. eric ściska Maxa, błyskają niezliczone flesze. andreas wylewa na głowę Maxa wodę. to moment prawdziwej radości. W ciągu ostatnich czterech dni w okolicach odległego czarnego wulkanu tę grupę obcych sobie osób połączyła wyjątkowa więź, będąca
wynikiem przebywania na obcej ziemi oraz ponad 40-stopniowego upału. nie zaszkodzi też odrobina rumu Flor de caña. jednak będący w centrum zainteresowania świętujących Markus wygląda na niespełnionego. Wskakujemy do szafirowej toyoty hilux i płyniemy naprzód, wznosząc się i opadając na falach wulkanicznych wydm – niczym samotna łódka połyskująca w promieniach słońca, poskramiająca fale czarnego jak węgiel morza. W drodze powrotnej do Leon pytam: „gdybyś pojechał zaledwie o 2 km/h wolniej, nie pobiłbyś rekordu”. „cóż” – zaczyna, ważąc każde słowo – „ericowi też poszło świetnie podczas jego próby. a naprawdę ciężko jest pokonać najlepszego”. „teraz to ty jesteś najlepszy. jakie to uczucie?”. Max prowadzi, w skupieniu patrząc przed siebie. „Pobiłem rekord i bardzo mnie to cieszy, ale jednocześnie myślę o kolejnym kroku i o przyszłych wyczynach. czy jest jakiś wyższy wulkan?” – pyta sam siebie.
Mimo obfitego zarostu Max wygląda młodo i zdrowo. a jednak na skroniach widać już siwe włosy. W końcu przychodzi czas, kiedy wyczynowiec, który osiągnął swój sportowy szczyt, musi pogodzić się ze zbliżającym się końcem kariery. od pobicia przez niego ostatniego rekordu prędkości minęły trzy lata. teraz ma 36 lat i bez wątpienia nie jest już w początkowej fazie kariery. „jadąc na seryjnym rowerze, chcę pobić rekord erica ustanowiony na śniegu, na rowerze robionym na zamówienie – oto mój ostatni cel. już o tym myślę. Zaczynam planować. Zwłaszcza że nie jestem całkiem do końca zadowolony z osiągniętego wyniku. nie jestem rozczarowany, ale chciałbym pojechać jeszcze szybciej, a nie jest to możliwe na tym zboczu”. Wygląda na to, że zawsze znajdzie się kolejna góra do zdobycia. Zwłaszcza dla herkulesa. Przeczytaj więcej o Markusie Stöcklu i jego rowerowej ekipie na: www.ms-racing.at
65
a kc ja
a d r i a n n e w ey roz m aw i a z St e P h e n e m b ay l e y e m 66
ZDJĘCIA: GETTY IMAGES (1), RED BULL RACING (2)
a kc ja
S K Ą D P R OJ E KTA N C I C Z E R P I Ą I N S P I R AC J E ? F E L I E TO N I STA „ R E D B U L L E T I N A ˝ ST E P H E N B AY L E Y, B Y ŁY DY R E KTO R M UZ E U M D E S I G N U W LO N DY N I E , ZA DA Ł TO P Y TA N I E S Z E FO W I B I U R A P R OJ E KTO W E G O R E D B U L L R AC I N G A D R I A N O W I N E W E YO W I , KTÓ RY J E ST U WA Ż A N Y Z A N A J L E P S Z E G O KO N ST RU KTO R A N A Ś W I E C I E . 67
a kc ja
drian Newey to bardzo praktyczny człowiek. W wieku 16 lat zapisał się na kurs spawaczy w Birmingham. Była to dobra inwestycja, bo Formuła 1 – mimo swojego absurdalnego przepychu – jest najbardziej „rzemieślniczą” dyscypliną sportu. Design samochodu wyścigowego to nic innego niż ciągły handel wymienny: opór powietrza za siłę nośną, prędkość za solidność, lekkość konstrukcji za jej trwałość. Jeżeli projektant znajdzie dobre proporcje, jego samochód będzie zwyciężał. Obecnie Adrian Newey odnajduje wspomniane proporcje lepiej niż wszyscy konkurenci. Chciałem się z nim spotkać: nie po to, żeby wykraść tajemnice Red Bull Racing i założyć własny zespół. Pragnąłem zrozumieć rolę designu i kreatywności w świecie Formuły 1. Zamierzałem sprawdzić, czy Newey wie, dlaczego zajmuje ze swoimi konstrukcjami pierwsze miejsca, dlaczego te samochody są najlepsze i inne niż pozostałe. Chciałem też dowiedzieć się, czy nadzwyczajni ludzie wiedzą, co czyni ich nadzwyczajnymi. Newey jest osobą łagodną. Mówi dobitnie, chociaż cicho i uprzejmie, prawie nieśmiało. Nie narzuca się rozmówcy, 68
chociaż sprawia wrażenie, że raczej nie toleruje sprzeciwu ze strony załogi. Do załogi zaliczam zarówno kierowców, jak i mechaników. Newey należy do tych, którzy postrzegają wkład kierowcy w osiągnięcia auta w sposób raczej pozbawiony romantyzmu. Dla Neweya konstrukcja samochodu wyścigowego to ćwiczenie, w którym kierowca stanowi tylko kolejną (drogą) przeszkodę na drodze do perfekcji. Zakładam, że Newey byłby tak samo zainteresowany skonstruowaniem zdalnie sterowanego bolidu F1, bezzałogowego auta do startów w Grand Prix. Gdyby nie było kierowcy, można by wyrzucić wiele niepotrzebnych rzeczy: fotel, pedały, kierownicę, lusterko wsteczne, systemy bezpieczeństwa. Bolidy F1 bez kierowców byłyby przykładem najczystszej formy
„bolid f1 to coś wręcz fenomenalnie chaotycznego”
ZDJĘCIA: NEIL BRIDGE (1), NICKY WRIGHT (1)
a kc ja
budowy maszyn sterowanych z Milton Keynes przy użyciu konsoli. Wystrój biura Neweya jest ilustracją tego podejścia. Mam na myśli to, że nie ma tu żadnych pamiątek. Żadnych zdjęć z autografami, żadnych bibelotów. Spotykałem się z większością czołowych projektantów samochodów na tej planecie. Zwykle w takich biurach stoi szafa grająca albo model Ferrari 250 GTO w kolorze rosso corsa – ideały i źródła inspiracji. Od razu zapytałem Neweya, dlaczego nie ma w biurze modelu Ferrari. Lekko poirytowany Newey spojrzał na mnie rozczarowany: „Dlaczego wszyscy pytają mnie o 250 GTO?”. Moja odpowiedź zawierała wywody na temat fantazji artystycznych oraz uwodzicielskiej siły rzeźby. Jednak Newey pozostał niewzruszony. Stwierdził, że 330 P4 z 1967 roku to lepsze Ferrari. A w ogóle to woli Forda GT 40. Moje pierwsze poważne pytanie poszło w innym kierunku. W Formule 1 obowiązują obłędnie szczegółowe przepisy definiujące wszystko z milimetrową dokładnością. Chciałem się dowiedzieć, dlaczego w takim razie wyniki mogą być tak różne, skoro wszystkich obowiązuje ten sam regulamin i te same zasady fizyki? „Ponieważ jest tak dużo zmiennych” – odpowiedział Newey. „Bolid F1 to coś wręcz fenomenalnie chaotycznego: gdybyś miał wybór, nie zaprojektowałbyś przecież auta z odsłoniętymi kołami! Zobacz, jakie to złożone zagadnienie! Samolot jest bardziej eleganckim rozwiązaniem. Faktycznie: zmierzamy w tym samym kierunku. Może okazać się, że to ślepa uliczka. Początek bywa obiecujący, ale potem coś się zacina”. W ten sposób Newey oddał się bardzo ciekawym rozważaniom na temat potencjału i realizacji projektów. Według Neweya twórcze wyzwanie polega na zaprojektowaniu samochodu wyścigowego o możliwie największym potencjale rozwojowym. Idealne auto to niekoniecznie takie, które od razu zdobywa pole position. Ostrzeżeniem może być tu przykład Brawna z roku 2009: konstrukcja pozwalała od razu wygrywać wyścigi, ale miała ograniczony potencjał rozwojowy. W trakcie tamtego sezonu Brawn dreptał w miejscu, a konkurencja przyspieszała. Projekt konstrukcji musi więc – jak argumentuje Newey – być od samego początku przyszłościowy. Ta zasada obowiązuje również w odniesieniu do ludzi. Wszyscy znamy tych smutnych facetów, którzy szczyt rozwoju osiągnęli podczas studiów w Oksfordzie czy Cambridge, a resztę życia spędzają na wspominaniu
„części naJbardzieJ widoczne – czyli gÓrne PoSzycie nadwozia – SĄ naJmnieJ waŻne Pod względem fUnKcJonalnym” wielkich dokonań z czasów młodości. Pytanie o Ferrari w międzyczasie wykreśliłem. Miałem przeczucie, że Newey nie zrozumiałby moich argumentów: wprawdzie 250 GTO było pierwszym Ferrari zaprojektowanym z użyciem tunelu aerodynamicznego, ale swoją zapierającą dech w piersiach formę zawdzięczało młotkowi Scagliettiego i ołówkowi Pininfariny w co najmniej równym stopniu jak wzorom z dziedziny aerodynamiki. Chciałem się jednak dowiedzieć: gdzie dla Adriana Neweya kończy się engineering, a zaczyna design?. Innymi słowy: tworzenie bolidu to czysta nauka czy może jest tam miejsce na sztukę? Być może zawodzi mnie pamięć, ale chyba było to bardzo inspirujące pytanie. W każdym razie otrzymałem świetną odpowiedź: „Nasz proces pracy” – powiedział Newey – „składa się z badań, przygotowania konstrukcji i samej budowy. Nasza filozofia polega na tym, żeby jak najwięcej czasu przeznaczyć na badania. Rzeczywiście budujemy nowy samochód w ciągu zaledwie tygodnia. Pozwala nam to inwestować możliwie najwięcej czasu w badania i design”. W tej fazie badawczej jest
miejsce na indywidualizm, wyrażanie siebie, a nawet fantazję. „Rysowanie nie jest czystą nauką. Odpowiada za nie artystyczna strona mózgu”. Zaryzykowałem więc następny krok i wypowiedziałem pewne koszmarne słowo: czy istnieje element stylizacji przy projektowaniu? Adrian Newey nie użyłby tego słowa – lekko się wzdrygnął. Potem powiedział coś fascynującego: „W samochodzie F1 są elementy, których wygląd można zmieniać bez pogarszania ich parametrów użytkowych. Zwykle części najbardziej widoczne – czyli górne poszycie nadwozia – są najmniej ważne pod względem funkcjonalnym”. Wspomniałem o Johannesie Brahmsie, który nie miał pojęcia, skąd brała się jego muzyka. Chciałem się dowiedzieć, skąd czerpie pomysły Adrian Newey. Jego odpowiedź: „To zależy od konkretnego problemu. Wiele rzeczy się przecież powtarza. Mamy skrzydło. Zastanawiamy się więc, jak to skrzydło poprawić. Przyglądam się problemowi, próbuję go zrozumieć. Czasem wstaję i wychodzę. To prawie tak, jakby pewne rzeczy działy się w głowie dalej, nawet jeżeli nie jesteś tego świadomy”. 69
Interesowało mnie, co Adrian robi, gdy w tym procesie coś się zacina. Długi spacer? Jogging? Głośne słuchanie muzyki? Spojrzenie wyrażające brak zrozumienia, ale zaraz potem – pouczająca anegdota. Ojciec Neweya nauczył syna technik rozwiązywania zadań na egzaminach. Reguła brzmiała: czas poświęcony na zrozumienie problemu nie jest nigdy czasem straconym. „Czytaj pytania” – mówił ojciec – „i nie spiesz się zbytnio z odpowiedziami”. Tak samo wygląda podejście do reguł w F1: najpierw porządnie się zastanów, a dopiero potem zacznij rysować. To fascynujące. Za każdym razem, gdy autorzy przepisów chcą spowolnić samochody, potrzeba tylko trochę czasu na przemyślenia. Potem bolidy znowu jeżdżą szybciej. Jak długo będzie można bić kolejne rekordy okrążeń? Biegacze średniodystansowi też biegają coraz szybciej, ale gdzieś jest granica. Sformułuję to tak: obecnie rekord okrążenia na torze Silverstone wynosi 1.30,874. Łatwo sobie wyobrazić, że ten czas może się skrócić do 1.20, 1.10, a może nawet 1.00. Ale 55 sekund? Albo 45? Co jest możliwe? Newey: „Granic jeszcze nie ustalono! Kierowcy mogą fizycznie wytrzymać wyższe prędkości. To przepisy stanowią główną przeszkodę. Nie osiągnęliśmy jeszcze
70
granic wytrzymałości ludzkiego organizmu”. Chodzi tu o to, że kierowcy muszą radzić sobie w takich warunkach, jakie są ustalane. Jeżeli ludzki kark wytrzymuje przeciążenie 6 G, to wytrzyma też 8 G. Ale może nie wytrzyma 15 G? Zobaczymy. Obecnie postępy w dziedzinie designu samochodów wyścigowych zależą od rozwoju technologii budowy maszyn. „Próbuję znaleźć wystarczająco dużo czasu, żeby poczuć inspirację”. Co inspiruje Neweya? „Wszystko, co łączy formę i funkcję. Concorde! Kto wie, dlaczego jest taki piękny?”. I nagle znów pojawia się kwestia Ferrari 250 GTO. Inspiracja do stworzenia tego samochodu wyszła od rzemieślników artystów, a nie od technokratów czy jajogłowych. „Lata 60. były złotymi latami dla stylistów samochodów, ale...” – dodaje Newey prowokacyjnie – „...GTO, GT40 i 330 P4 nie były produktami stylistów”.
„za rySowanie odPowiada artyStyczna Strona mÓzgU”
Adrian Newey, rocznik 1958, jest najbardziej podziwianym i osiągającym największe sukcesy konstruktorem samochodów wyścigowych w swoim pokoleniu. Jonathan Ive z firmy Apple, rocznik 1967, może to samo powiedzieć o sobie w dziedzinie designu artykułów powszechnego użytku. iPod, iPhone oraz iPad rzeczywiście zmieniły nasze myślenie. Ale Newey nie zna Ive’a. I nie mam tu na myśli faktu, że Newey i Ive nigdy się nie spotkali. Chodzi mi o to, że Newey nigdy o nim nie słyszał. Zakładam też, że Ive nigdy nie słyszał o Neweyu. Jest to bardzo ciekawe z dwóch powodów. Po pierwsze, widzimy jasno, że design to dziedzina bardzo rozległa i prawie niemożliwa do zdefiniowania. Obaj projektanci, Newey i Ive, są wspaniałymi designerami. Obaj mieszkają nie tylko na różnych kontynentach, lecz żyją także w różnych twórczych światach. Być może twój fryzjer także mówi o sobie „designer”. Zapaleniec, który pisze programy komputerowe, najbardziej lubi być nazywany „inżynierem”. A designer, który projektuje i buduje niepokonane bolidy F1, mówi o sobie „dyrektor techniczny”. Drugi powód to komputery i ich rola w projektowaniu samochodów wyścigowych. Newey ma 53 lata. Niewiele osób poniżej pięćdziesiątki zetknęło się kiedykolwiek z krzywikiem. Dla wyjaśnienia: krzywiki to szablony do rysowania krzywych o różnych promieniach. Po wejściu na rynek posłusznej elektroniki i narzędzi do komputerowego rysowania i projektowania (CAD) około 25 lat temu krzywiki stały się zbędne. W pracowni Adriana Neweya wciąż leży zestaw krzywików. Jest tam także duża deska kreślarska, taka jak w fabryce mojego ojca – mrocznym miejscu, gdzie pachniało rozgrzanym olejem maszynowym. Ostatni raz widziałem taką deskę w 1990 roku – a teraz ponownie w biurze Neweya. Wtedy pracowali jeszcze rzemieślnicy, artyści w grubych skórzanych fartuchach walący młotami w ciemnej kuźni, zaś mężczyźni przy deskach kreślarskich nosili białe kitle. Chodzi mi o to, że Adrian Newey chętnie rysuje. Odpowiada to jego sposobowi myślenia. Nasze słowo „design” pochodzi od włoskiego disegno, czyli właśnie „rysować”. Często podkreślano fundamentalne znaczenie designu dla techologii, kultury i biznesu. Sam też to robiłem. Czasem jednak efekt nie jest całkowicie pozytywny. Dieter Rams projektował w latach 50., 60. i 70. świetne produkty dla Brauna, producenta sprzętu elektrycznego. Stosował zasady
ZDJĘCIA: ARCHIWUM AUTOREVUE (1), GETTY IMAGES (1), SUTTON MOTORSPORT IMAGES (1)
a kc ja
a kc ja
ADRIAN NEWEY urodzony
26 grudnia 1958, Stratford nad Avonem
wykształcenie Repton School, Derby University of Southampton, BA Aeronautics and Astrophysics, 1980 kariera
Bauhausu w odniesieniu do mikserów czy gramofonów i tworzył obiekty cechujące się wyjątkową, absolutną, minimalistyczną perfekcją. Rams poprawił pozycję Brauna i zapewnił mu międzynarodowy prestiż. Wpływ Ramsa na design był wielki – ślady tego oddziaływania widać także u Jonathana Ive’a. Piękne projekty Ramsa były jednak niepraktyczne i drogie w produkcji. Tak drogie, że inżynierowie od produkcji skarżyli się na „marżę Ramsa”, czyli dodatkowe koszty, które trzeba ponieść, żeby wyprodukować coś niepraktycznie pięknego. W przypadku Adriana Neweya sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jego design – czyli ciągły handel wymienny – jest daleki od generowania dodatkowych kosztów. Przynosi świetne zyski. Pewien Amerykanin określił kiedyś design jako „wartość sztuki w gotówce”. Być może sukcesy w Grand
Prix to najbardziej konsekwentne potwierdzenie słuszności tego określenia. Tak właśnie design w F1 wspina się milimetr po milimetrze po zacieśniającej się helisie wynalazczości i wyobraźni w poszukiwaniu korzyści, które można uzyskać, mając coraz mniejsze pole manewru. Wielkie, przełomowe pomysły są łatwe do późniejszego skopiowania. Zadanie staje się trudniejsze, gdy chodzi o niewielkie stałe ulepszenia będące wynikiem starannej pracy nad projektem. Chodzi oczywiście o małe zmiany i drobne kroki. Może postęp to ciągła gotowość do drobiazgowego roztrząsania drobnych problemów. Pamiętajmy, że kwant to w fizyce najmniejsza możliwa „porcja zmian” jakiejś wielkości. Mówimy jednak po angielsku quantum leap (przeskok kwantowy), jeżeli mamy na myśli małą, ale
„lata 60. to byŁy zŁote lata dla StyliStÓw SamochodÓw ale gto, gt40 i 330P4 nie byŁy ich ProdUKtami”
Fittipaldi F1, 1980 March Engineering, 1981 Williams F1, 1990 McLaren, 1997 Red Bull Racing, 2005 Jedyny konstruktor na świecie, który zdobył mistrzostwo konstruktorów z trzema różnymi ekipami. W ubiegłym roku zaprojektował bolid X2010, który znalazł się w grze „Gran Turismo 5” (Sony PlayStation). W kwestii zatrudnienia go w Red Bull Racing w 2005 r. dyrektor zespołu Christian Horner powiedział: „Gdybym miał wybierać między Schumacherem i Neweyem bezdyskusyjnie wybrałbym Neweya”.
bardzo znaczącą zmianę. Design F1 to biznes takich właśnie drobnych-wielkich kroków – przeskoków kwantowych. Formuła 1 to przede wszystkim sport małych przyczyn i dużych skutków. Grand Prix – z całym swoim hałasem, krzykliwymi kolorami i bezmiarem trywialności – może się odbywać dzięki czyjejś sumiennej pracy i wynikom długich rozważań. A miliard widzów może wciąż na nowo przeżywać uniesienia wywoływane perfekcyjnym wykorzystywaniem ogólnie znanych faktów z dziedziny mechaniki. „Prowadzić badania”, stwierdziliśmy z Neweyem zgodnie pod koniec naszej konwersacji, „to znaczy nie wiedzieć dokładnie, jaki jest cel podróży”. A mimo to wykazywać się w tej podróży badawczej zdecydowaniem. W tym kontekście Adrian skojarzył mi się z nieustraszonymi damami z epoki wiktoriańskiej, które jeździły po świecie, mając jasny cel: chciały wszystko dogłębnie zrozumieć. W przypadku ówczesnych dam chodziło o wodospad Niagara, a u Neweya – o listwę Gurneya. Więcej przeczytasz na: www.redbullracing.com; www.formula1.com
71
a kc ja
„TAKIEGO POTĘŻNEGO EFEKTU NIE WIDZIAŁEM OD 10 LAT” Ludwig Aigner kieruje Instytutem Molekularnej Medycyny Regeneratywnej na Prywatnym Uniwersytecie Medycznym Paracelsusa (PMU) w Salzburgu. Zespół Aignera badający mózgowe komórki macierzyste jest bliski dokonania przełomowego odkrycia mogącego zasadniczo poprawić życie dotkniętych demencją osób starszych oraz paraplegików. Poniżej rozmowa podzielona na trzy pełne nadziei rozdziały. Tekst: Werner Jessner, zdjęcia: Helene Waldner, ilustracje: Sascha Bierl
Ludwig Aigner to mierzący około dwóch metrów wzrostu Niemiec mówiący silnym dialektem, który podkreśla jego bawarskie pochodzenie. Prócz tego Aigner jest biologiem specjalizującym się w badaniach komórek macierzystych. W jego instytucie 12 naukowców – dyplomantów, doktorantów i doktorów – bada obecnie mózgowe komórki macierzyste. To, co w pierwszej chwili brzmi bardzo sucho i naukowo, pod wpływem opowieści Aignera (zapalonego kolarza i narciarza) nabiera życia: wokół zaczynają latać robaczki świętojańKomórki macierzyste skie, na drutach pojawia się izolacja i powstają To surowiec, z którego konstrukcje z klocków Lego – oczywiście na najorganizm buduje różwyższym światowym poziomie. Ostatnio opane wyspecjalizowane tentowano substancję, która być może pozwoli komórki. W tym konwyraźnie poprawić jakość życia osób z demencją, tekście interesują alzheimerem czy paraplegików. nas głównie mezenchymalne komórki To chyba wystarczający powód, by Aigner macierzyste (zarodki objaśnił nam osobiście swoją pracę. Żeby nie tkanki łącznej) oraz tracił wątku, swoje pytania wtrącamy tylko wtedy, neuronalne komórki gdy jest to niezbędne. „Doc” proponuje podzielić macierzyste, z których rozmowę na trzy części odpowiadające trzem powstają komórki głównym obszarom badawczym – filarom jego mózgowe – nawet u dorosłego człowieka. instytutu. 72
Ludwig Aigner (47 lat), studiował w Ratyzbonie i Bazylei. Po pobytach w Montrealu i (ponownie) w Ratyzbonie trafił na Prywatny Uniwersytet Medyczny Paracelsusa w Salzburgu
a kc ja
73
a kc ja
ruszonych. Jednak w takim przypadku dodatkowo brakuje warstwy izolacji, co prowadzi do tego, że te zachowane i zasadniczo sprawne włókna nerwowe nie potrafią już robić tego, co właściwie powinny. Czy odpowiednia rehabilitacja może zapobiec zanikowi mieliny? Nikt tego nie wie. Wiadomo jednak, że jeżeli komuś uda się ponownie zaizolować odsłonięte włókna nerwowe, będzie to postęp. Tu wracamy do naszych wyników: mezenchymalne komórki macierzyste tak oddziałują na mózgowe komórki maCZY SZPIKOWE KOMÓRKI MACIERZYSTE cierzyste, że te tworzą dużo oligodendrocytów, czyli materiału TKANKI ŁĄCZNEJ POTRAFIĄ TWORZYĆ izolacyjnego. Obecnie właśnie to weryfikujemy we współpracy TAKŻE KOMÓRKI NERWOWE? z różnymi partnerami, m.in. z Centrum Leczenia Paraplegii w Heidelbergu, w ramach próby klinicznej. Pierwsze dane : Jakieś pięć, sześć lat temu uzyskaliśmy ciekawe nastrajają optymistycznie. wyniki. W nauce panowała wtedy moda na robienie komórek Cały układ nerwowy poniżej uszkodzonego miejsca otrzyma nerwowych z komórek szpikowych albo krwiotwórczych. Jednową izolację? nak początkowe wyniki trochę błędnie zinterpretowano. Tak To byłby przypadek idealny. Na razie zaczynamy od małych bywa. My też zajmowaliśmy się trochę tym zagadnieniem i zakroków i cieszymy się z każdego kawałka. daliśmy sobie pytanie, czy takie szpikowe komórki macierzyste Czy to znaczy, że do tej pory każda próba „zacerowania” tkanki łącznej (mezenchymalne komórki macierzyste) mogą uszkodzonego miejsca była i tak skazana na niepowodzenie, także przekształcić się w komórki nerwowe. Połączyliśmy więc bo także znajdująca się poniżej tego miejsca wiązka kabli mezenchymalne i mózgowe komórki macierzyste. Przyjęliśmy była uszkodzona? założenie, że mezenchymalne komórki Tak właśnie jest. Bardzo ciekawe badania w tej dziedzinie wykoOligodendrocyty macierzyste powinny oddziałynał Armin Blesch [neurolog z Heidelbergu]. Udało mu Należą do komórek wać na neuronalne komórki się na modelu zwierzęcym przy użyciu mostka mięglejowych podtrzymujących i izolujących macierzyste, które z kolei dzykomórkowego skłonić włókna nerwowe do właściwe komórki powinny wytworzyć ponownego wzrostu, a dodatkowo skierować nerwowe. Oligodennerwy. Zamiast tego te regenerujące się włókna we właściwe miejdrocyty występują zaobserwowaliśmy sce, gdzie utworzyły one nowe powiązania. tylko w ośrodkowym coś innego: komórki Innymi słowy: kabel trafił ponownie tam, układzie nerwowym. macierzyste tkanki gdzie trzeba, znalazł odpowiednie gniazdko. łącznej miały inny wpływ na mózgowe W teście funkcjonalnym okazało się jednak, komórki macierzyste. że ten mechanizm mimo to nie działa, po : Co się dokładnie stało? nieważ brakowało warstwy mieliny. Chcemy Te mezenchymalne komórki macierzyste umożliwić właśnie ten ostatni krok. Ponadto wydzielają najwyraźniej jakieś białka, o których interesują nas także sprawy zupełnie zasadnijeszcze niewiele wiemy. W każdym razie to coś cze: jakie dokładnie białka są odpowiedzialne za nakłania mózgowe komórki macierzyste do tworzenie oligodendrocytów? Jak to działa? TERAPIA KOMÓRKOWA przekształcania się (na dużą skalę) w oligoJakich sygnałów potrzeba? Wyobrażamy Komórki macierzyste tkanki łącznej dendrocyty – jeden z trzech głównych typów sobie, że będzie można to przełożyć na badaskłaniają mózgowe komórki macierzykomórek w mózgu i ośrodkowym układzie nia kliniczne. Chcemy to zrozumieć. ste do przekształcania się nerwowym, obok komórek nerwowych i glejoCzy skurcze u osób dotkniętych paraplegią w oligodendrocyty wych. Te oligodendrocyty można porównać też mają coś wspólnego z brakiem warstwy z warstwą izolacji w kablu. Bez tej warstwy mieliny? ochronnej następuje zwarcie albo coś nie działa. Można to Skurcze to rezultat nieskoordynowanego wzrostu nerwów. w każdej chwili sprawdzić w piwnicy. Dokładnie tak samo dzieje Po uszkodzeniu dochodzi do krótkiego intensywnego wzrostu się w mózgu. Materiał na tę warstwę ochronną to mielina, twowłókien nerwowych, które rozregulowują cały układ. Można to rzona z oligodendrocytów, komórek, które mają bardzo dużo wyprawie porównać z epilepsją. Wzrost to dobra i ważna rzecz, ale pustek i oplatają włókna nerwowe. Z chemicznego punktu widzerównie ważne jest to, żeby ten wzrost odbywał się w odpowiednia jest to warstwa tłuszczu. W przypadku co najmniej dwóch nim kierunku. Jak na ulicy: do celu dojedzie tylko ten, kto zna chorób wiemy o istotnym udziale oligodendrocytów. Pierwsza ten cel. Sama szybkość nie wystarczy. z nich to stwardnienie rozsiane, schorzenie autoimmunologiczne, A gdzie zaczyna działać słynne Nogo, które hamuje wzrost w którym własny system immunologiczny atakuje i wyżera tę włókien nerwowych? warstwę ochronną. Dochodzi do objawów porażeniowych, Nasza warstwa ochronna ma cechy pozytywne, ale także negaa nawet śmierci. Choroba numer dwa to porażenie poprzeczne. tywne. Jeżeli włókno nerwowe, które ma rosnąć, trafi na istnieTu chodzi przede wszystkim o to, że w wyniku uszkodzenia jącą mielinę, cofnie się. Drut na początku boi się swojej izolacji. rdzenia kręgowego następuje przerwanie włókien nerwowych. Nerw najpierw chce wyrosnąć, a dopiero potem otrzymać izolaJednak w bardzo wielu przypadkach nie cję. Na podstawie tej wiedzy rozwinęła się Mielina Nogo następuje całkowite przerwanie rdzenia, cała dziedzina związana z nogo. To, Biomembrana izolująBiałko występujące a uszkodzenie dotyczy tylko części dróg w jakim stopniu eliminacja nogo wpływa ca nerwy wytwarzana w ośrodkowym nerwowych. Stosunkowo dużo tych – pona wzrost nerwów, stanowi przedmiot w ośrodkowym ukłaukładzie nerwowym zostańmy przy terminologii elektrycznej prowadzonych właśnie badań, m.in. dzie nerwowym przez i hamujące tam oligodendrocyty. regenerację nerwów. – metalowych drutów pozostaje nienaprzez Martina Schwaba w Zurychu.
PIERWSZY FILAR TERAPIA KOMÓRKOWA
74
a kc ja
Ludwig Aigner i jego niewielki zespół zaangażowanych studentów PMU w Salzburgu pracują nad trzema hipotezami, by podnieść jakość życia osób z uszkodzeniami nerwów
Istnieją prace z lat dziewięćdziesiątych wyraźnie wykazujące, że bardzo młode komórki nerwowe z tkanki płodowej lub zarodkowej mogą – po wszczepieniu do dorosłego układu nerwowego – tworzyć nadzwyczaj długie włókna nerwowe. Nie przejmują się mieliną, tylko po prostu rosną centymetr po centymetrze. W sposób niekontrolowany? Tego do dziś nie wiadomo. Od lat dziewięćdziesiątych nikt się tym nie zajmował. Dopiero teraz odgrzebuje się te stare prace, żeby dojść do wniosku, że za tym mechanizmem kryje się coś więcej, niż pierwotnie przypuszczano. Oczywiście nikt nie zamierza wszczepiać na chybił trafił komórek zarodkowych, już choćby ze względów etycznych. Można sobie jednak wyobrazić – i zakładam, że tak się stanie w ciągu najbliższych kilku lat – sposób na to, żeby wstecznie zaprogramować starą, dojrzałą komórkę i wysłać ją w przeszłość, w podróż w czasie aż do momentu, gdy poczuje się jak młoda, niedojrzała komórka. Jak mogę tak zaprogramować komórki nerwowe? Przepraszam, ale nie znam w naturze niczego, co by młodniało. O ile wiem, proces posuwa się raczej w przeciwnym kierunku. Kilka lat temu pojawiły się pierwsze wyniki, które wykazały, że z dowolnej komórki – np. komórki skóry – mogę uzyskać zarodkową komórkę macierzystą po wprowadzeniu kilku genów. Wyspecjalizowana komórka staje się komórką, która wszystko potrafi, czyli jokerem. Takie komórki nazywamy „indukowanymi komórkami pluripotentnymi”. Pluripotentnymi, bo wszystko potrafią, a indukowanymi, bo je do tego nakłoniliśmy. A teraz zła wiadomość: pluripotencja pociąga za sobą często powstawanie nowotworów. Dlatego – chociaż to bardzo ciekawa dziedzina – daleko nam jeszcze do zastosowań klinicznych. Pluripotentne komórki macierzyste to tacy komórkowi chuligani, nad którymi trudno zapanować. Jeżeli jednak udałoby się komórkę nerwową cofnąć w czasie o dwie trzecie długości życia, zamiast przekształcać ją w niekontrolowalną pluripotentną komórkę macierzystą, byłby to prawdziwy kamień milowy. To wygląda na zabieg chirurgii kosmetycznej na komórce. Właśnie, jak kuracja odmładzająca. To pasjonująca dziedzina, która w najbliższych latach zyska na znaczeniu.
Na razie jednak – głównie w USA – pracuje się z zarodkowymi komórkami macierzystymi, które są wprowadzane do uszkodzonego miejsca. W ostatnich miesiącach media na świecie bardzo nagłaśniały tę kwestię. Co pan o tym sądzi? Uważam, że to dość niebezpieczne. Przeszczepia się komórki – izolujące drut – z zarodkowych komórek macierzystych. Jeżeli badanie się powiedzie, nie powstanie nowotwór z powodów, o których już wspominałem. Jeżeli jednak choćby tylko u jednego pacjenta wystąpi nowotwór w kręgosłupie, cała dziedzina badań nad komórkami macierzystymi będzie spalona. Z drugiej jednak strony trzeba oczywiście respektować życzenie pacjenta, który chwyta się każdej możliwości i akceptuje takie ryzyko. Nawet jeżeli uda się ograniczyć ryzyko naukowe, pozostaje problematyka etyczna. Jest pan wierzący? Z Kościoła wystąpiłem, ale chyba ciągle jeszcze wierzę. Chociażby w to, że mam co najmniej dwóch aniołów stróżów – w przeciwnym razie moje różne wypadki na nartach i rowerze skończyłyby się znacznie gorzej. Miałem bardzo dobry kontakt z babcią, która właściwie mnie wychowała. Umarła, gdy miałem 25 lat. W chwilach zadumy często o niej myślę. Gdzieś tam z góry czuwa nade mną. A z perspektywy naukowej? Jestem ciekawy świata. Chcę wiedzieć, jak coś działa. Chciałbym móc zastosować kiedyś niektóre rozwiązania u pacjentów. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko będę mógł przebadać i zrozumieć. Dlatego nie boję się rzeczy, których nie potrafię wyjaśnić. W przypadku spraw, którymi zajmuję się zawodowo – funkcjonowania organizmu, jakiegoś organu, mózgu – opieram się na molekułach. Uda się panu obniżyć poziom obaw ludzi przed wszystkim, co nosi określenie „genetyczne”? Zalicza się je już właściwie do brzydkich słów: mleko „wyprodukowane bez zastosowania technologii genetycznej” jest samo z siebie lepsze niż to, które nie ma takiego napisu na etykiecie. Tu trzeba wiedzieć, o co chodzi. Trzeba wyraźnie odróżniać technologię genetyczną od badań na komórkach macierzystych itp. I nie można jakiejś dziedziny samej w sobie uważać za dobrą albo złą. Istnieją granice: za co mogę wziąć odpowiedzialność, a co lepiej sobie odpuścić? Pozostając przy technologii genetycznej, dodam, że prawie wszyscy badacze korzystają z niej w laboratorium. Żeby coś zbadać, muszą mieć możliwość majstrowania przy białkach. To jest aspekt badawczy. Jeżeli chodzi o zakup normalnego pomidora – takiego, jaki kiedyś wszędzie można było kupić – albo pomidora zmodyfikowanego genetycznie, który może leżeć na stole przez trzy miesiące i nie zgnije, ale nie ma żadnego smaku, to wersja pierwotna jest mi zdecydowanie bliższa. Nawet jeżeli „nauczymy” takie pomidory, że mają dobrze smakować? Po prostu w to nie wierzę. Nie wdając się w szczegóły, stwierdzam, że tu kończy się moje zaufanie do technologii genetycznej.
„Istnieją granice: za co mogę wziąć odpowiedzialność, a co lepiej sobie odpuścić?” 75
a kc ja
Jeden z niewielu przypadków, w których genetyka jest kwestią gustu, a nie etyki. Właśnie. Wtedy w Würzburgu bardzo świadomie podjęliśmy decyzję, żeby zajmować się dorosłymi, a nie zarodkowymi komórkami macierzystymi. Już choćby po to, żeby uniknąć dyskusji etycznych. Dziś powiedziałbym, że zarodkowe komórki macierzyste były ważne, bo można się było wiele nauczyć. Na pytanie, czy dzisiaj są one potrzebne, odpowiedziałbym przecząco, ponieważ opracowano indukowane komórki pluripotentne.
Eureka! Staram się wpajać swoim ludziom następujące podejście: z jednej strony koncentrację na własnych celach i hipotezach oraz weryfikacji wyników, z drugiej zaś konieczność uwzględniania tego, co dzieje się wokół. Selektywne postrzeganie może okazać się złudne. Koncentruję się na pięciu procentach rzeczywistości, po których spodziewam się czegoś ciekawego, a tymczasem gdzieś obok zdarza się coś znacznie ciekawszego. Ograniczenie się do zaspokajania oczekiwań może być zwodnicze, bo po drodze wiele umyka. Chociaż nie wolno się też rozpraszać. Trzeba mieć nosa. W laboratorium stale PMU Prywatny Uniwersytet pracujemy równolegle nad projekMedyczny Paraceltami, które są ze sobą oczywiście susa nazwany tak powiązane. W ramach każdego na cześć zmarłego JAK MOŻNA NAKŁONIĆ KOMÓRKI MACIEprojektu mogą pojawić się boczne w 1541 roku w SalzRZYSTE ALBO MŁODE, NIEDOJRZAŁE drogi, które doprowadzą do celu burgu Philippusa szybciej niż droga główna. Trzeba KOMÓRKI NERWOWE DO DOJRZEWANIA? Aureolusa Theophrastusa Bombasta von zachować elastyczność. Hohenheima, zwanego : W tej dziedzinie od wielu lat zajmujemy się Na uczelni takiej jak PMU Paracelsusem. Działa różnicowaniem, czyli dojrzewaniem. Opracowaliśmy kilka unifunkcjonuje to przypuszczalnie od 2003 roku. kalnych narzędzi. Interesują nas zwłaszcza białka, które oddzialepiej niż na uniwersytecie z trałują na komórki w mózgu i skłaniają je do dojrzewania. Ponadto dycyjnymi, uwarunkowanymi historycznie strukturami. zajmujemy się strukturami niskomolekularnymi, czyli małymi Nie wolno tego uogólniać. Nauka jest bardzo mocno uzależniona cząstkami. Jeżeli chcemy opracować jakiś instrument, np. lek, to od otoczenia. Badacze funkcjonują rzecz jasna w krajowych wiemy, że małe cząstki trafiają do miejsca przeznaczenia szybciej i międzynarodowych sieciach, ale z drugiej strony olbrzymią rolę niż wielkie. Po prostu szybciej docierają do mózgu. Konkretnie: odgrywa tzw. mikrootoczenie. W ciągu ostatnich dwóch lat zapracujemy nad substancjami, które w naturze występują w chmieangażowaliśmy się w projekty, o których realizacji nigdy nawet lu. Wiadomo, że chmiel zawiera wiele substancji bioaktywnych, nie myślałem. Przyczynami takiego stanu rzeczy są moim zdanp. cząstek, z których po modyfikacji niem świeżość otoczenia i kontakty z innymi naukowcami. Estrogeny powstają estrogeny. To był pierwszy trop, W idealnej sytuacji należałoby więc co 10 lat podpalać stary Najważniejsze żeńskie którym podążyliśmy. Potem nawiązaliśmy uniwersytet i odtwarzać go w jakimś innym miejscu. hormony płciowe współpracę z chemikami z Politechniki Potrzebne są też cele długoterminowe. Trzeba czasem dać kolenależące do hormonów steroidowych. Monachijskiej i początkowo trochę gom popracować w odosobnieniu W mniejszych ilona ślepo zaczęliśmy badać Gdzie i jak będzie można zastosować ściach występują wpływ lekko zmodyfikolek na wzrost nerwów? także u mężczyzn. wanych substancji z tej Badania w dziedzinie paraplegii mają bezpogrupy na pobudzanie wytwarzania nerwów. średni związek ze starzeniem się: w obu przyZnaleźliśmy substancję, która wykazuje rzepadkach dochodzi do obumierania komórek czywiście wielką aktywność. Teraz musimy nerwowych. Starzenie się to bardzo istotna sprawdzić, czy potwierdzi się to w eksperydziedzina. Czy uda się nam odpowiednio stymencie zwierzęcym. Jeżeli tak, będziemy mulować komórki macierzyste w starzejącym mogli uzyskać substancję na poziomie niskosię mózgu tak, żeby można było leczyć schomolekularnym, która rzeczywiście stymuluje rzenia takie jak demencja, alzheimer itd.? regenerację nerwów. Co z komercyjnego punktu widzenia byłoby : Picie piwa nie wystarczy? oczywiście znacznie ciekawsze niż porażenie Nie. Substancja, o którą tu chodzi, występuje poprzeczne. w chmielu jedynie w śladowych ilościach. Jasne, że pod względem ilościowym przewleNAWOZY DLA NERWÓW Z roślin można wyekstrahować jej prekursor, kłe schorzenia neurodegeneracyjne to znaczLek pokonuje barierę krew – mózg z którego następnie otrzymujemy właściwą nie większy rynek. Ale wiele rozwiązań, które i wspomaga kontrolowany wzrost substancję. Nie wiemy dziś jeszcze, w jaki opracuje się w ramach badań nad paraplegią, komórek nerwowych sposób dotrze ona do odpowiedniego miejsca można zastosować także w innych dziedzinach, w ciele pacjenta. Czy pokona barierę krew – mózg? Czy uda się np. przy urazach czaszkowo-mózgowych czy udarach mózgu. opracować lek, który będzie można podawać w formie tabletek? Jeżeli czegoś się nauczę i można potem to coś wykorzystać także Czy będą to raczej zastrzyki? To dla inaczej, to jeszcze lepiej. Takie podejście stosuje się często w raBariera nas wciąż niewiadoma. Trzeba rozwiąmach pewnej strategii: zwłaszcza w przypadku rzadziej wystękrew – mózg zać wiele zagadek toksykologicznych pujących schorzeń mogę szybciej przejść przez etap prób kliniczFizjologiczna bariera i farmakologicznych, więc przed nami nych niż w przypadku schorzeń bardziej rozpowszechnionych oddzielająca krwiobieg od ośrodkowego jeszcze ładnych kilka lat pracy. – takich jak alzheimer. układu nerwowego, Ale stawia pan na tę substancję. Właściwe instytucje pozwalają w takich niszowych dziedzipełniąca także funkTakiego efektu nie widziałem od 10 lat. nach na więcej, bo konsekwencje ewentualnych błędów lekację filtra stanowiąceTa substancja jest tak skuteczna, że rzy będą mniejsze? go przeszkodę w teraod razu kazaliśmy ją zarejestrować Tak właśnie jest. Jako przykład może posłużyć ALS Schorzenie pii lekowej schorzeń naszym rzecznikom patentowym. nieuleczalne, pacjent w końcu umrze. Zaatakowane są tylko neurologicznych.
DRUGI FILAR NAWOZY DLA NERWÓW
76
Pinky z Mózgiem: Gdy mózgowa komórka macierzysta tej myszy jest już rozwinięta, widzi to kamera z matrycą CCD
nerwy odpowiedzialne za motorykę. Chory zachowuje jasność umysłu, ale w pewnym momencie przestaje oddychać, bo nie unosi się klatka piersiowa. Nie ma żadnej terapii. W takim przypadku mam szansę wypróbować stosunkowo szybko nowe substancje w próbach klinicznych, bo potrzebuję mniej pacjentów. Oznacza to także szansę dla małych i średnich firm farmaceutycznych. Mogą one opracować lek, który – jeżeli będzie skuteczny w terapii ALS. – z dużym prawdopodobieństwem zadziała także w przypadku demencji czy parkinsona. W ten sposób nauka może pójść na skróty dzięki rzadkim chorobom.
ALS (niem. Amyotrophische Lateralsklerose): stwardnienie zanikowe boczne – stopniowe niszczenie neuronu ruchowego. Przyczyny? Nieznane. Terapia: brak.
„Gdyby chciał pan zobaczyć dowód aktywności swoich komórek macierzystych, musiałbym rozciąć panu mózg”
TRZECI FILAR ŚWIECĄCA MYSZ Jak można wykazać aktywność mózgowych komórek macierzystych? : Tutaj głównym tematem badań w naszym laboratorium są komórki macierzyste w mózgu. Wiemy, że istnieją, namnażają się, a część z nich przekształca się w komórki nerwowe. Mogę to nawet łatwo zmierzyć, ale w tym celu muszę otworzyć mózg. Jeżeli przedtem zabarwię komórki, mogę je policzyć i zmierzyć pod mikroskopem. To żaden problem. Gdyby jednak poprosił mnie pan o wykazanie aktywności swoich mózgowych komórek macierzystych, musiałbym się poddać: nie ma możliwości, sprzętu ani metod, żeby zmierzyć aktywność tych komórek u żywego człowieka. Aktywność tę mogę pokazać na zwierzętach albo na zmarłych. Stanowi to oczywiście problem badawczy, ponieważ na przykład nie mogę udowodnić, że pacjent XY wykazuje mniejszą aktywność mózgowych komórek macierzystych z powodu stresu czy wypalenia zawodowego. Ten problem jest już rozpoznany. Pracuje nad tym wielu naukowców. U człowieka nie ma jeszcze wyników, ale równolegle udało się nam – jako pierwszym na świecie – opracować metodę, dzięki której możemy 77
a kc ja
zwizualizować powstawanie komórek macierzystych u zwierząt. Zauważyliśmy mianowicie, że tworząca się nowa komórka nerwowa ma pewną specyficzną cechę. Istnieje białko obecne przez kilka tygodni w powstającej komórce nerwowej, zaś nieobecne w komórce macierzystej. Gdy komórka nerwowa jest gotowa, białko przestaje być widoczne. Każde białko jest zakodowane genetycznie. Dla każdego genu istnieje zwykle „przełącznik”, który włącza się lub wyłącza po otrzymaniu pewnych sygnałów. Musieliśmy po prostu znaleźć ten „przełącznik” do genu – nie jest to łatwe, ale znamy kilka sztuczek. Potem wzięliśmy „przełącznik” i umieściliśmy za nim gen, który po włączeniu „przełącznika” powoduje świecenie komórki. Ten świecący gen jest bardzo podobny do robaczka świętojańskiego. Tworzenie takich genów to już dzisiaj standard: stąd biorę śrubę, stamtąd nakrętkę i buduję sobie komórkę, która potrafi świecić. Gen przypominający świetlika umieściliśmy w komórce jajowej myszy. Z komórek tych powstały transgeniczne myszy, które we wszystkich Ludwig Aigner: komórkach miały dodatkowo wspomniany „przełącznik” ze „Jak wykorzystać świecącym genem. Gdy jakaś komórka macierzysta w ciele nasz własny magazyn części zamientakiej myszy stara się przekształcić nych do naprawy w komórkę nerwową, zaczyna przez Kamera CCD uszkodzonych Urządzenie z matrycą kilka tygodni świecić. Gdy komórka nerwów?”. ze światłoczułych różnych problemów. Sądzę więc, że najroznerwowa jest już rozwinięta, gaśnie. elementów rejestrusądniej jest realizować kolejne cele. PozytywMogę więc iść z myszą do ciemni, jących sygnały eleknym aspektem tej dziedziny jest to, że dokładw której bardzo czuła kamera z matrycą tryczne proporcjonalnie wiemy, co się dzieje – w zależności od miejsca uszkodzenia. CCD (Charged Coupled Device) rejestruje ne do padającego Wiem, jakie funkcje będą upośledzone, jeżeli uszkodzenie pojedyncze fotony. Dzięki temu mogę na te elementy światła. Sygnały są nawystąpi na danej wysokości. Gdy udaje się poprawić funkcje zobaczyć, że z głowy myszy są emitowastępnie rejestrowane w obrębie jednego-dwóch segmentów, jakość życia pacjenta ne sygnały świetlne, i sprawdzić, co się w postaci cyfrowej. poprawia się zasadniczo. Możliwość poruszania barkiem dzieje. Tym samym uzyskaliśmy czy dłonią to dla pacjenta z wysokim uszkodzeniem narzędzie, które pozwala nam zmierzyć liczbę kordzenia ogromna zmiana na lepsze. Przy niskim mórek nerwowych bez konieczności otwierania uszkodzeniu niezwykle ważna jest możliwość mysiego mózgu. ponownego podjęcia normalnego współżycia : Dlaczego jest to istotne? seksualnego. Dopiero na końcu pojawia się Duże firmy farmaceutyczne jeszcze kilka kwestia chodzenia. W tym momencie wykralat temu nie interesowały się za bardzo czamy już jednak trochę poza moją dziedzibadaniami nad mózgowymi komórkami nę. Niezależnie od tego uważam, że trzeba macierzystymi – aż zauważyły, że pewne także istotnie poprawić rehabilitację. Jeżeli antydepresanty oddziałują właśnie na te kobowiem nawet uda mi się nakłonić komórkę mórki, stymulują je i powodują powstawanie nerwową do rośnięcia, będzie ona rosła tylko nowych komórek nerwowych. Jeżeli zablowtedy, gdy otrzyma odpowiednią stymulację kuje się komórki macierzyste, antydepresanty z zewnątrz. Zwłaszcza u pacjentów z porażeniem przestają działać. I to był początek. Antydepresanty poprzecznym trzeba uwzględniać wiele to olbrzymi rynek, zwłaszcza w USA. Nagle ŚWIECĄCA MYSZ aspektów – najlepiej, gdy terapia odbywa się także wielkie firmy włączyły się w badania Podczas przekształcania się komórki w ośrodku dysponującym fachową wiedzą nad mózgowymi komórkami macierzystymi, macierzystej w komórkę nerwową z różnych dziedzin oraz gdy poszczególne żeby opracować metody stymulacji tworzenia zaczyna świecić zaprogramowane białko oddziały wymieniają się informacjami. nowych komórek nerwowych i ewentualnie Czy tylko tak mi się wydaje, czy ostatnio w tej dziedzinie zastępowania nimi tych, które obumarły. Współpracujemy teraz medycyny odnotowaliśmy bardzo duży postęp? z pewną dużą firmą farmaceutyczną i chcemy – na bazie naszej Rzeczywiście dużo się dzieje. Uświadomiono sobie, że polityka myszy – opracować leki, które można by stosować wszędzie tam, małych kroków daje pacjentowi bardzo wiele oraz że opłaca się gdzie mamy do czynienia z obumieraniem komórek nerwowych: pójść tą drogą. Równocześnie bardzo poprawiło się maszynowe od depresji, poprzez porażenie poprzeczne, po schorzenia dowspomaganie różnych funkcji organizmu. W najbliższych latach tykające osób starszych, takie jak demencja, parkinson czy badania pójdą w kierunku obranym w latach 90.: czy uda się alzheimer. nam poddać stare komórki nerwowe kuracji odmładzającej? Wspaniała wizja: tabletka skuteczna w chorobach nerwów… Mam przeczucie, że w tej dziedzinie tkwi wielki potencjał i że Zasadniczo tak. Wychodzimy z założenia, że trzeba odpowiedjesteśmy dopiero na początku drogi. nio wykorzystać ten magazyn części zamiennych, który i tak I zdecydowanie musimy pożegnać się ze starą wizją elektryka, mamy w mózgu. W tej dziedzinie jest jeszcze kilka innych, który łączy końce dwóch przewodów kostką i na dole znów co najmniej równie ciekawych kierunków badań. zaczyna płynąć prąd. Dożyjemy czasów, gdy porażenie poprzeczne będzie Rzeczywiście, nie jest to takie łatwe. uleczalne? Prywatny Uniwersytet Medyczny Paracelsusa: pmu.ac.at Paraplegia to nie mały defekt układu elektrycznego, tylko poważLeczenie porażenia poprzecznego: www.wingsforlife.com ne uszkodzenie silnika. Mamy tu do czynienia z kumulacją 78
kunde
Reklama nieodpłatna.
Los nie WyBieRa. to taKże mogę Być ja. aLBo ty. david coulthard,
trzynastokrotny zwycięzca grand Prix Formuły 1 oraz ambasador Wings for Life.
URaz Rdzenia KRęgoWego mUsi stać się ULeczaLny. Wspierając najbardziej zaawansowane projekty badawcze skupione na leczeniu urazów rdzenia kręgowego, Fundacja Wings for Life na rzecz Badań nad Rdzeniem Kręgowym gwarantuje najwyższy poziom medycznego i naukowego postępu.
twoja pomoc ma ogromne znaczenie. Więcej na www.wingsforlife.com
Więcej
Dla ciała i umysłu
Spis treści 82 PORADNIK PODRÓŻNIKA Odlotowe miasto Annecy 84 IMPREZOWE LATO Festiwale muzyki elektronicznej 86 GOTOWANIE Najlepsi kucharze świata – Emmanuel Renaut 88 ZDOBĄDŹ SPRZĘT Flying Bulls 90 TRENING Mistrz olimpijski Todd Rogers 91 ŚWIEŻY TOWAR Smith Westerns 92 NAJLEPSZE KLUBY ŚWIATA Imperium Pacha 94 CO SIĘ DZIEJE 96 ZAREZERWUJ CZAS 97 MOJA PIĄTKA Everything Everything
Zdjęcie: jürgen skarwan
98 FELIETON Mikołaja Lizuta
Jedna z wielu perełek zabytkowej floty Flying Bulls: P-38 Lightning. 1 i 2 lipca będzie można ją podziwiać w akcji nad austriackim miasteczkiem Zeltweg (www.airpower.at). A propos: jak się sprawdza stan techniczny tego samolotu, dowiecie się na stronie 88
Więce j dla ciała i UmysłU
Wysokie loty w Annecy
TAM I Z POWROTEM podróżnicze rady miesiąca
Annecy w południowo-wschodniej Francji dzięki klimatowi i topografii jest idealnym miejscem do uprawiania sportów powietrznych i wodnych. To raj dla fanów mocnych wrażeń.
Niezależnie od tego, czy szybujesz w niebiosach, czy włóczysz się po starym mieście, w Annecy z pewnością nie grozi ci nuda
TO TRZEBA WIEDZIEĆ
82
www.annecyaravis.com Annecy-le-Vieux Annecy jezioro d’Annecy
Veyrier-du-Lac Menthon-Saint-Bernard
Saint-Jorioz Duingt Lathuile
200 km 200 miles
TeksT: RuTh mORgAn
Tylko w jeden sposób można w pełni docenić piękno wiekowych lasów, pokrytych śniegiem gór i czystych jezior Annecy w południowo-wschodniej Francji – trzeba wzbić się w niebo. Region ten to centrum sportów powietrznych przyciągające osoby żądne wrażeń, a panujący tu klimat sprzyja odbywaniu lotów bez silnika. I nie trzeba mieć doświadczenia, by się tu zabawić: nowicjusze mogą wznieść się w przestworza w tandemie na paralotni, lotni lub w balonie na ogrzane powietrze. Oto osiem powodów, dla których warto zdecydować się na powietrzną przygodę.
Lot: Port lotniczy Genewa w Szwajcarii znajduje się 40 minut jazdy samochodem od centrum Annecy i 1,5 godziny jazdy autokarem lub pociągiem z lotniska (1 przesiadka). Pobyt: Hotel L’Impérial Palace jest tak wspaniały, jak sama nazwa wskazuje, i oferuje fantastyczny widok na północny brzeg jeziora Annecy. Jedzenie: Restauracja La Ferme du Pépé w wiosce Le Grand-Bornand (niedaleko miasta) to alpejskie niebo z domowymi francuskimi posiłkami i stosunkowo tanimi winami.
OSIEM WSKAZÓWEK, JAK...
...wzbić się w przestworza z pomocą Francuzów Wysoko w górę To nie przypadek, że paralotniarstwo, sport wykorzystujący uprząż przyczepioną do materiałowego skrzydła, narodziło się w 1978 r. 40 km od Annecy. Masywy górskie Aravis i Bornes otaczające jezioro Annecy zapewniają doskonałe warunki do uprawiania sportów powietrznych – dzięki prądom powietrza z dolin powstają kominy termiczne umożliwiające nowicjuszom naukę.
1
Krystaliczna woda 2 Jezioro Annecy jest drugim pod względem wielkości jeziorem we Francji i zarazem najczystszym w Europie. Jest to więc idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych, zwłaszcza kitesurfingu. Zapewnia także miękkie lądowanie początkującym paralotniarzom i lotniarzom, a także zawodowcom trenującym powietrzne akrobacje.
Dary natury 21 000 hektarów chronionych naturalnych terenów w regionie Haute-Savoie oznacza niepowtarzalne widoki z góry. Poleć z Planfait do pobliskiego Talloires, by zerknąć na Mont Blanc, lub zdecyduj się na lot balonem z wioski Le Grand Bornand i wznieś się na wysokość 2400 m, by przelecieć nad najwyższym szczytem w okolicy – La Tournette.
3
Infrastruktura powietrzna Lokalne władze skupiły się na sportach powietrznych i stworzyły obiekty należące do najlepszych w Europie. Znajdziesz tu 70 specjalnych punktów startowych w różnych miejscach z matami ułatwiającymi start wszystkim miłośnikom lotów, nawet inwalidom. Każdego roku odbywa się tu 150 000 lotów, więc w popularnych punktach, takich jak Montmin, działa swoista kontrola ruchu lotniczego.
4
Lot w balonie nad Annecy relaksuje, a snowkiting – wprost przeciwnie
Great Outdoors Annecy zapewnia także interesujące rozrywki niezwiązane z lotami: od żeglowania po nurkowanie – ciepłe wody jeziora nie pozwolą na nudę. Ponadto możesz wskoczyć na rower i przemierzać trasę biegnącą wzdłuż jeziora, która powstała na miejscu dawnych torów kolejowych. Zimą górski region Annecy/Aravis oferuje 250 km tras narciarskich, dzięki którym być może zorganizowane zostaną tu Igrzyska Olimpijskie 2018.
7
Profesjonalny plac zabaw Annecy to lotniczy raj, więc mieszkają tu zaliczani do najlepszych reprezentanci sportów powietrznych, m.in. mistrzyni świata w paralotniarstwie Elisa Houdry, oraz najbardziej doświadczeni instruktorzy. Można tu podziwiać zawodowców w akcji podczas licznych konkursów, takich jak zeszłomiesięczne zawody Red Bull Élements czy zawody paralotniarskie w La Clusaz zaplanowane na przyszły miesiąc.
5
Istnieje możliwość spróbowania nowego sportu – speed ridingu
Bez względu na porę roku Gdy tylko pojawia się ochota na wzbicie się w powietrze, Annecy spełnia te zachcianki. Paralotniarstwo, lotniarstwo i loty balonem kojarzone są ze sportami letnimi, ale tutaj można je uprawiać przez cały rok. A zimą warto spróbować speed ridingu, kombinacji narciarstwa i paralotniarstwa, oraz snowkitingu – jazdy na desce z wielkim skrzydłem umożliwiającym jazdę pod górę.
ZdjęcIA: jAmes PeARsOn-hOwes (9)
6
Pracuj, odpoczywaj i baw się W Annecy nie można się nudzić. Ulice pełne są kawiarenek i restauracji, a liczne kanały oraz mosty sprawiają, że to urokliwe miasteczko zwane jest alpejską Wenecją. Jest tu pałac Château de Menthon-Saint-Bernard, uznawany za inspirację do stworzenia zamku Walta Disneya. Do corocznych imprez należą Annecy International Animation Festival, który w czerwcu przyciąga gwiazdy z Hollywood, oraz Talloires Pyroconcert, sierpniowy festiwal muzyczny.
8
83
Więce j dla ciała i UmysłU
Oszczędzanie prądu? Nie, dziękuję. FESTIWALOWE LATO. Prezentujemy osiem najlepszych imprez z elektronicznym napędem.
Gwizdki, fosforyzujące ozdoby i techno – tak kiedyś wyglądały festiwale muzyki elektronicznej. mimo że nasi rodzice wciąż na electro mówią „rave”, muzyka elektroniczna bardzo rozszerzyła swoje spektrum, zmieniły się także elektroniczne imprezy. Żarówiaste kolory z ubrań ochronnych robotników można spotkać już tylko na odpustowych dyskotekach. na sonar Festival w barcelonie, który jest matką wspaniałych festiwali elektronicznych, chodzi o rozszerzanie granic popu. nieważne, czy wykonawca jest dj-em, zespołem czy producentem z laptopem; nieważne, czy gra dubstep, elektoniczny rock czy house – chodzi o to, by artyści prezentowali współczesną muzykę. w całej europie jak grzyby po deszczu wyrastają podobne festiwale. „red bulletin” wybrał najlepsze. i tak powstała letnia trasa. Prezentujemy osiem genialnych imprez, które odbędą się do końca sierpnia (patrz po prawej: letni mixtape „red bulletina”). 84
1
Sonar
16–18.06. Barcelona, Hiszpania Oto mekka wszystkich fascynatów muzyki elektronicznej: co roku w czerwcu pielgrzymują oni do Barcelony, by w ciągu dnia oglądać koncerty i występy DJ-ów, nocą zaś party przenosi się do gigantycznej hali targowej na obrzeżach miasta. Na spanie nie ma czasu.
Artyści: Underworld, M.I.A., Apparat, Aphex Twin, Die Antwoord. W bagażu: strój kąpielowy. Na koniec festiwalu w niedzielę odbywa się improwizowane party na plaży z festiwalowymi DJ-ami. Uwaga: Lepiej zbyt długo nie imprezować – nad ranem tysiące uczestników rzucają się na niewielką liczbę festiwalowych autobusów. Web: www.sonar.es
2
Prater Unser
30.06–3.07. Wiedeń, Austria
Dwa lata temu dawna łaźnia o nazwie Pratersauna została zamieniona w klub. Od tego czasu otoczenie wokół tej głównej bazy imprezowej awansowało do rangi klubowego epicentrum Wiednia. Po raz drugi odbywa się tam festiwal Prater Unser, w ramach którego znak firmowy Wiednia – ogromna karuzela – zamienia się w wirujący ponad dachami klub.
Artyści: Martyn, Secret Sundaze, Rustie, Cosmin TRG, Visionquest, Lone. W walizce: buty do bowlingu. Podczas Prater Unser pobliska kręgielnia Brunswick na jedną noc zamienia się w dyskotekę. Uwaga: O północy lepiej trzymać się z daleka od lángos. Ta tłusta przekąska z ciasta, która rozpowszechniła się w kioskach z jedzeniem na Praterze, bardzo długo zalega w żołądku. Web: www.praterunser.at
3
Pitch Festival
9–10.07. Amsterdam, Holandia
Pitch oznacza dwie noce na północy Amsterdamu, szeleszczące hiphopowe beaty, futurystyczny soul i jazz z kosmosu. W ciągu dnia warto wpaść do Rush Hour, jednego z najlepszych sklepów płytowych w Europie.
Artyści: Crystal Fighters, Buraka Som Sistema, Flying Lotus, Jamie Woon. W walizce: podręcznik „Booty Shaking dla początkujących” – z pewnością będzie potrzebny podczas występu Buraka Som Sistema. Uwaga: Hasło „Best Coffee-Shop” w Amsterdamie niekoniecznie oznacza, że dostaniemy tam dobrą kawę. Web: www.pitchfestival.nl
4
Hartera
15–16.07. Rijeka, Chorwacja Hartera to perfekcyjne połączenie urlopowego plażowania i wycieczki kulturalnej. Lokalizacja, opuszczona fabryka papieru tuż przy porcie, nocą zapewnia industrialny klimat, który świetnie pasuje do muzyki. W ciągu dnia Bloody Mary w plażowej kafejce pomoże stanąć na nogi – można jechać na wycieczkę.
Artyści: Trentemøller, James Holden, Fairmount, Hercules and Love Affair. W walizce: dużo czasu, by po zakończeniu festiwalu wyskoczyć jeszcze na wyspy – Cres i Krk znajdują się niedaleko od Rijeki. Uwaga: festiwal odbywa się poza Rijeką, dlatego lepiej spakować namiot lub z wyprzedzeniem zarezerwować miejsce w pobliskim hotelu. Web: www.hartera.com
Więce j dla ciała i UmysłU
Soundtrack lata Prezentujemy jednego artystę z programu każdego festiwalu. Zestawieni obok siebie tworzą letni mixtape z najciekawszym elektronicznym popem. 1. Apparat – Ash/Black Veil Na nowym singlu berlińczyk przy pomocy falsetu przypominającego śpiew Thoma Yorke’a atomizuje brzmienia gitarowe i konstruuje z nich nastrojowy; doskonały pop.
TeksT: Florian obkircher. Zdjęcia: GeTTy imaGes (6), rex FeaTures (1), claudio Farkasch (1), david roemer (1), daniel jackson (1), harTera (1), Flow (1), anTon corbijn (1), red bull conTenT Pool (3). ilusTracja: julia PFaller
5
Meet In Town
7
Flow
22–23.07. Auditorium Parco della Musica, Rzym, Włochy
12–14.08. Suvilahden vanha voimala, Helsinki, Finlandia
Koncerty w audytorium pełnym krzeseł, występy DJ-ów w parku przed budynkiem – na Meet In Town na terenie miasteczka olimpijskiego w północno-zachodniej części Rzymu zacierają się granice pomiędzy kulturą wysokją i subkulturą. A wszystko w mieście, które samo jest zarówno muzeum, jak i nowoczesną metropolią.
W porównaniu do innych festiwali Flow jest jak Johnny Depp – cool i ekologiczny. Od 2007 roku festiwal odbywa się na terenie starej elektrowni niedaleko centrum miasta. W programie raperskie supergwiazdy oraz artyści elektroniczni, a dwa euro z ceny każdego biletu są przekazywane organizacji WWF.
Artyści: Lamb, Zero 7, Primal Scream, CocoRosie, Nicolas Jaar, Space Dimension Controller. W walizce: koc i kosz piknikowy. Tuż obok terenu festiwalu znajduje się czarujący park Parco di Villa Glori. Uwaga: lepiej poszukać schronienia, gdy na scenę wchodzi Nicolas Jaar – zapał fanów jest nie do opanowania. Web: www.meetintown.com
Artyści: Kanye West, Q-Tip, Lykke Li, James Blake, Röyksopp, DJ Koze. W walizce: kąpielówki są niepotrzebne, bo do sauny wchodzi się nago. Nawet na terenie festiwalu są sauny, jak to w Finlandii. Uwaga: połączenie sauny i alkoholu nie wyszło na dobre większości saunowych laików. Web: www.flowfestival.com
6
Audioriver
29–31.07. Płock, Polska
Płock był kiedyś stolicą Polski. A jeśli chodzi o muzykę elektroniczną, jest nią dziś znów. Co roku w lipcu 14 000 miłośników house’u przybywa nad brzeg Wisły, by tańczyć nocami, wieczorami oglądać filmy w kinie pod gołym niebem na rynku, a w ciągu dnia podziwiać architekturę z XII wieku.
Artyści: Paul Kalkbrenner, Chris Liebing, DJ Marky, Brandt Brauer Frick. W walizce: cierpliwość. Najbliższe lotnisko (Warszawa) jest oddalone od festiwalu o trzy godziny jazdy pociągiem. Uwaga: dzięki takim wykonawcom jak Liebing i Kalkbrenner rave’owy wymiar zombie niebezpiecznie wzrasta. Web: www.audioriver.pl
8
Notting Hill Carnival
28–29.08. Londyn, Wielka Brytania
Zapoczątkowany w 1966 roku przez karaibską społeczność w Londynie Notting Hill Carnival jest najbardziej barwnym i głośnym ulicznym spektaklem na świecie – no, może poza Rio... Grające na steel drum zespoły i parady ciągną przez upstrzone kramami uliczki. Umieszczone na każdym rogu soundsystemy utrzymują milion odwiedzających w ciągłym tańcu.
Artyści: grupy uliczne i soundsystemy jak Aba Shanti-I, Channel One czy Major Lazer. W walizce: tabletki na ból brzucha. Soundsystemy zamieniają ulice w morze basów, co jest odczuwalne nawet w trzewiach. Uwaga: w niedzielę można spokojnie imprezować trochę dłużej, bo drugi dzień Notting Hill Carnival (poniedziałek) tradycyjnie przypada na brytyjski świąteczny dzień wolny. Web: www.thenottinghillcarnival.com
2. Lone – Animal Pattern Brytyjski debiutant Lone tworzy euforyczne techno, bardzo „wystrzępione” i abstrakcyjne. Dodatkowo poprzetykane melodią, co raduje uszy. 3. Buraka Som Sistema – Hangover Portugalscy artyści dance łączą brzmienia kuduro z Angoli z rasowym electro i rozgrzewają każde party. Świadczy o tym najnowszy numer „Hangover”. 4. Hercules and Love Affair – Painted Eyes Nowojorska kapela na nowo wymyśliła techno, nagrywając kawałek „Blind”. Najnowszy singiel „Painted Eyes” na nowo przechyla beczkę z endorfiną. 5. Space Dimension Controller – Old Spacey Nowe syntezatorowe eksperymenty z kosmosu idą w parze z czystymi house’owymi beatami 20-letniego cudownego producenta Jacka Hamilla z Irlandii. 6. Brandt Brauer Frick – Teufelsleiter Niemieckie trio łączy instrumenty orkiestrowe i techno-beaty. Najbardziej udany projekt roku typu crossover. 7. Lykke Li – Sadness Is a Blessing Nowy singiel młodej Szwedki przenosi balladę z lat 50. do współczesności. Z wyciszoną elektroniką i refrenem, przy którym rozpuszcza się nawet serce z czekolady. 8. Diplo – One Kid (Ft. Nicki Minaj, Sleigh Bells, Swedish House Mafia) Major Lazer mastermind pracuje nad przyszłością hip-hopu. W jego wizji jest on zelektryfikowany.
Mixtape do posłuchania na: www.redbulletin.com/mixtape
85
Więce j dla ciała i UmysłU
najlepsi kucharze świata gotują goŚcinnie w hangarze-7
Gotowanie i technika Historia restauracji Flocons de Sel Emmanuela Renauta rozpoczęła się od odrobiny nostalgii. „W 1997 roku przyjąłem ofertę pracy na stanowisku szefa kuchni w londyńskim Claridge” – opowiada Francuz. „Było świetnie, ale brakowało mi ojczystych gór”. Po roku opuścił więc Anglię i wrócił do Francji. W Megève, miejscowości w Alpach Sawojskich, znalazł perfekcyjne miejsce dla pierwszej własnej restauracji. Renaut gotuje wprawdzie dość klasycznie, ale jest bardzo skrupulatny pod względem technicznym i uwielbia kamuflować dania. Zdarza się, że otrzymane ravioli dopiero po spróbowaniu okazują się polentą. „Na talerzu jednak wszystko powinno wyglądać niezbyt skomplikowanie, bez względu na to, jak zaawansowanej techniki użyto do przygotowania dania. Nie lubię się przechwalać”. Ciężka praca Renauta została doceniona w 2006 roku drugą gwiazdką Michelina. Renaut jednak nie zadowolił się nią i zapragnął więcej. Dlatego też w 2009 roku przeprowadził się wraz z restauracją i kilka kilometrów od Megève otworzył hotel ze spa i szkołą kucharską. „W dzisiejszych czasach ludzie szukają czegoś więcej niż tylko dobrego jedzenia. Pragną odprężenia i spokoju. Wszystko to oferuje Flocons de Sel”.
Mille feuille z warzywami, smardzami i ziołami
MOJA filOzOfiA
MOJA RESTAURACJA Flocons de Sel 1775, Route du Leutaz 74120 Megève, Francja www.floconsdesel.com „Znajdujemy się w górach, w otoczeniu lasów, dlatego zdecydowaliśmy się na klasyczny wystrój z dużą ilością drewna. Dzięki temu pomieszczenia wydają się nie tylko ciepłe i przytulne, ale są także bardzo gustowne. Nie chcieliśmy, by goście czuli się przytłoczeni nadmiarem” – mówi Renaut.
86
Rodzinnie. „Nasz hotel należy do niewielkich. Tak świadomie wybraliśmy. Dzięki temu możemy dobrze poznać naszych gości i dowiedzieć się, co lubią. Nie traktujemy gości jak klientów, tylko jak przyjaciół lub członków rodziny”. Zaskakująco. Renaut lubi kamuflować swoje dania oraz uwielbia bawić się aromatami. Stosuje więc gorzkie i ostre smaki tam, gdzie się ich najmniej spodziewamy. Nowy ze starego. Po wyprowadzce na wieś zmieniła się też pierwotna koncepcja restauracji Flocons de Sel w centrum Megève. Emmanuel Renaut zmienił nazwę na Flocons Village i urządził tam niewielką brasserie, w której podaje się specjały regionalne.
Gościnne występy kucharzy w Hangarze-7 Co miesiąc w restauracji Ikarus w Hangarze-7 w Salzburgu gotuje gościnnie inny kucharz i wraz z miejscowym zespołem kreuje dwa menu. W czerwcu 2011 roku szefem kuchni będzie Francuz Emmanuel Renaut. Informacje o jego menu w restauracji Ikarus można znaleźć pod adresem www.hangar-7.com; rezerwacje przyjmowane są telefonicznie (+43 662 2197-77), jak i drogą mailową: ikarus@hangar-7.com
TEkST: LiSA BLAZEk. ZDjęCiA: RED BuLL HANgAR-7, HELgE kiRCHBERgER/RED BuLL HANgAR-7, OLiviER LAugERO/RED BuLL HANgAR-7
EmmanuEl REnaut wie, czego pragną goście. Można u niego nie tylko zaspokoić głód, ale także dobrze odpocząć.
Smaki świata
przepis
PrzePisy na dania regionalne
Składniki dla 4 osób
Kłącza i orzechy
TeksT: klaus kamolz. zdjęcie: eisenhuT & mayer
FuFu oraz NkatekwaN. Narodowe danie Ghany można przygotować w sposób tradycyjny albo użyć proszku z torebki. Spożywa się je ręką.
Fufu to podstawa pożywienia i ważny element zachodnioafrykańskiej kultury (szczególnie w Ghanie). Pasta z kłączy pochrzynu i plantanów (bananów skrobiowych) musi mieć duże znaczenie dla Ghańczyków, skoro danie narodowe stało się eksportowym przebojem przemysłu spożywczego tego państwa – w formie sproszkowanej wystarczy rozpuścić w wodzie i podgrzać. Także Ghańczycy za granicą chcą jeść fufu. I to bez uciążliwego przygotowywania z tradycyjnym ubijaniem. W scenariuszu radiowej reklamy fufu w proszku występuje chłopiec, który ucieka mamie, bo nie chce ubijać potrawy. Przesłanie: mama mogłaby użyć fufu w proszku. Prawidłowo fufu spożywa się ręką wprost z miseczki. Trzeba wziąć porcję kleistej papki, uformować kulkę, kciukiem zrobić wgłębienie i zanurzyć „kęs” w sosie orzechowym. Następnie połyka się, nie żując.
FUFU 700 g bulwy pochrzynu 300 g bananów skrobiowych sól 1 łyżka masła trochę skrobii ziemniaczanej NKATEKWAN 1 litr wywaru warzywnego 1 duża posiekana cebula 3 ząbki czosnku 200 g masła orzechowego 6-8 papryczek okry
1 średni ugotowany słodki kartofel ubity na pureé 4 plastry bakłażana 3 pomidory bez skóry, gniazd nasiennych, pokrojone w kostkę 1 łyżka sosu pomidorowego 1 liść laurowy 1 łyżka startego imbiru 2 papryczki chili pokrojone w cienkie pierścienie 1⁄2 łyżeczki pieprzu cayenne sól olej arachidowy ocet ryżowy
Pochrzyn i plantany obrać ze skóry i pokroić na większe kawałki. Gotować 20 min do miękkości w osolonej wodzie, a następnie przez chwilę odparować. Po dodaniu masła ubić na jednorodną masę, w razie potrzeby użyć mąki ziemniaczanej, by poprawić konsystencję potrawy. Do nkatekwan zagotować wywar warzywny. Masło orzechowe rozpuścić w ciepłej wodzie i dodać do zupy. Bakłażana pokroić w małą kostkę, okrę – w cienkie plastry. Pomidory, cebulę, imbir, czosnek, bakłażana i okrę zblanszować w wielkim rondlu z dodatkiem oleju arachidowego, a następnie doprawić chili, pieprzem cayenne i solą. Przecier rozmieszać z wodą, trochę podsmażyć, podlać bulionem orzechowym i mieszając go, dodawać stopniowo zgniecione ziemniaki, aż do powstania masy. Wrzucić liść laurowy i gotować na małym ogniu przez 30–40 min. Na końcu doprawić octem ryżowym. 87
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU
ZDOBĄDŹ SPRZĘT
Gotowy do lotu
11
PODSTAWOWE WYPOSAŻENIE TECHNIKA AWIONIKI
MICHAEL MADER. Flying Bulls tworzą flotę historycznych samolotów, które stacjonują w Hangarze-7. Od 10 lat inżynier samolotowy Mader ma oko na to, by wszystkie urządzenia na pokładzie działały bez zarzutu.
1 Tester IFR-4000 produkcji Aeroflex W użyciu, gdy trzeba dokonać pomiarów i skalibrować systemy awioniczne, urządzenia nawigacyjne i radiowe. Można nim również sprawdzić system ostrzegania i przekonać się, czy w sytuacji awaryjnej zostanie wysłany odpowiedni sygnał.
7
4
2 Ludolph HPK 57 Samoloty są nawigowane przy pomocy kompasu magnetycznego. Ludolph HPK 57 mierzy pole geomagnetyczne. Mader sprawdza nim działanie kompasu samolotowego. W tym celu przy włączonych silnikach wysiada z samolotu, ustawia się we właściwym miejscu przed samolotem, w odległości 5-10 m, i kalibruje urządzenie. 3 Klucze zabezpieczające drut Tak samo jak w samochodach wszystkie śruby w samolotach trzeba zabezpieczać przed niekontrolowanym odkręceniem się – używa się do tego kluczy. Wszystkie mechanicznie ruchome części (nakrętki) są zabezpieczone zawleczkami drucianymi.
9
5
6
4 Nić do wiązania Używana do łączenia wiązek kablowych. W różnych strefach samolotu stosowane są inne rodzaje nici, mniej lub bardziej odporne na temperaturę.
9 1 3 8
88
2
10
5a 5
5a
5 Zaciskarki przewodowe DMC Za ich pomocą zaciska się kable i kable koncentryczne (5a) we wtyczkach. Ponieważ w samolocie kable koncentryczne mają różne końcówki – kable antenowe lub z metali szlachetnych do wtyków różnych urządzeń – potrzebne są różnej wielkości zaciskarki. 6 Multimetr Fluke 87 III Cyfrowy przyrząd do pomiaru m.in. napięcia, oporu, pojemności i częstotliwości. Podobnie jak stacja lutownicza (8) – w codziennym użytku. 7 Ideal Aerosmith Model 1300 Do testowania sztucznego horyzontu. Gdy pilot nie widzi ziemi, sztuczny horyzont pokazuje, w jakim położeniu znajduje się statek powietrzny – na krzywej wznoszącej czy opadającej. 8 Lutownica Weller WS-150 Lutowanie jest dla awionautów taką samą czynnością jak spawanie dla mechaników samochodowych. Urządzenie w codziennym użytku. Jako uczeń Mader sparzył palec wskazujący kolbą lutownicy tak mocno, że jeszcze dziś czasem czuje bliznę, gdy ma styczność z gorącą wodą. Niewielkie oparzenia czasem się zdarzają.
Dla awiotechników to jedna z najbardziej pożądanych posad – Michael Mader opiekuje się historyczną flotą Flying Bulls, która stacjonuje w muzeum lotniczym w Hangarze-7 w Salzburgu
TEKST: NADJA ŽELE. ZDJĘCIE: HELENE WALDNER
9 Zestaw Facom Im większy samolot, tym więcej łączeń i śrub. Zestaw profesjonalny różni się od kompletów narzędzi, które można kupić w sklepie za rogiem, głównie jakością. Standardem są calowe rozmiary śrub i bolców. 10 Szczypce do ściągania izolacji Najcieńsze kable w samolocie mają średnicę 1,15 mm, przy czym izolacja ma tylko 0,25 mm grubości. Używając zwykłych szczypiec, można byłoby uszkodzić lico przewodu i kabel mógłby zostać przerwany. 11 B-25 North American B-25 „Mitchell” to dwusilnikowy bombowiec z czasów drugiej wojny światowej. „To była dopiero sensacja – wspomina Michael Mader – gdy pod koniec lat 90. do Red Bulla dostarczono B-25. Pracowałem wówczas jeszcze dla przedsiębiorstwa lotniczego. Red Bull i latanie to był dla mnie kompletnie inny świat, do którego chciałem się dostać”. www.flyingbulls.com
89
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU
Gorący piasek i zimna stal
Sportowiec ciężko pracuje nad utrzymaniem sylwetki w dobrej formie na plaży, w siłowni i na bieżni.
MISTRZA
Wtedy brakuje ci powietrza Amerykański siatkarz plażowy nie buduje zamków na piasku, tylko daje z siebie wszystko podczas treningu siłowego i na bieżni. TODD ROGERS.
Todd Rogers: mistrz olimpijski w siatkówce plażowej
Amerykański duet siatkarzy plażowych Todd Rogers i Phil Dalhausser i intensywnie przygotowuje się do kulminacyjnego punktu sezonu – czerwcowych MŚ w Rzymie. Mistrzowie olimpijscy z Pekinu (2008) łączą intensywny trening siłowy z technicznym. „Najcięższe są treningi na bieżni” – mówi Rogers. „Do ostatku sił w mięśniach i płucach. To mentalny killer. Ale jeśli je wytrzymam, to wiem, że na boisku przeżyję wszystko”.
Siła spokoju
Kto twardo trenuje, zasługuje na nagrodę. W skład planu treningowego wchodzą także masaże oraz butelka piwa. Raz w tygodniu – zazwyczaj po treningu na bieżni – Todd Rogers zagląda do chiroterapeuty i masażysty. Co wieczór Rogers relaksuje mięśnie na terapeutycznych wałkach piankowych lub za pomocą piłki baseballowej. „Wałek działa jak głęboki masaż i przeznaczony jest do ścięgien kolanowych, ud, kwadricepsów i łydek. Piłka baseballowa działa mocniej na muskulaturę i jest bardzo efektywna w przypadku grzbietu, mięśni pośladków, łydek i barków”. Masaż działa relaksująco, poza tym mistrz świata 2007 często doradza sportowcom-amatorom, by pozwalali sobie na przerwy od treningów. Jego ulubiona rozgrzewka? Butelka piwa w piątek wieczorem. „To moje wznosy ramion z półlitrowym obciążeniem” – mówi z przymrużeniem oka.
90
Wtorek 3 godziny siatkówki plażowej Środa 5 minut rozgrzewki na bieżni 3×10 – półpodciągnięcia 2×15 – ćwiczenia na barkowy pierścień rotatorów
Ciężka orka na siłowni
3×5 – wyciskanie na ławce poziomej 3×5 – wyciskanie na ławce skośnej 3×5 – ściąganie drążka w klęku 3×5 – jednoręczne wyciąganie linki na „wioślarzu”, w klęku 4×10 – trening mięśni brzucha z piłką lekarską Czwartek Bieżnia: 5×300 m sprint w 50 sekund każdorazowo 3 serie na bieżni Bieg skokami: 30 skoków bocznych 25 wyskoków wzwyż z wyprostem ramion w kamizelce z obciążeniem 9 kg 25 przysiadów z piłką lekarską 15 burpees (element treningu aerobowego i siłowego) z wyskokiem w górę 15 odwrotnych zginań podudzia typu hamstring curls 3 okrążenia wokół stadionu 25 skoków na jednej nodze na krawężniku na zmianę skoki obunóż w górę trybuny (po 4 stopnie) sprint w górę trybuny Piątek 2 godziny siatkówki plażowej 5 minut rozgrzewki na bieżni 3×10 – półpodciągnięcia 2×15 – ćwiczenia z lekkimi hantlami na barkowy pierścień rotatorów 5 serii przysiadów ze zwiększającym się obciążeniem i malejącą liczbą powtórzeń 3×8 – ćwiczenia z uginaniem ramion na bicepsy, na zmianę 3×8 – odwrotne ćwiczenia z uginaniem ramion na maszynie 4×8 – wyciskanie tricepsów na maszynie Sobota Swobodny 45-minutowy bieg (5 min/km) Niedziela Bieg po schodach: 10 min rozgrzewki 20 jednominutowych sprintów po 180 stopni/min oraz aktywna faza odpoczynku między 105 i 120 stopni/min, potem 10 minut biegu Trening z ciężarami – martwy ciąg: 5 serii ze zwiększającym się obciążeniem i malejącą liczbą powtórzeń
Mistrzostwa Świata FIVB w siatkówce plażowej, 13-19 lipca 2011, Rzym, Włochy: www.fivb.com
TEKST: ANN DONAHUE. ZDJĘCIA: GARTH MILAN/RED BULL CONTENT POOL (3)
TRENING PRZYGOTOWANIA
Poniedziałek 2 godziny siatkówki plażowej 5 minut rozgrzewki na bieżni 3×10 powtórzeń – półpodciągnięcia na drążku 2×15 – ćwiczenia z hantlami na barkowy pierścień rotatorów 2×5 wykroków do przodu z krótkimi hantlami, na zmianę na prawą i na lewą nogę 2×5 wykroków do tyłu z krótkimi hantlami, na zmianę na prawą i na lewą nogę 3×5 – wyciskanie na stojąco hantlami 3×5 – wznosy barków, „szrugsy” na siedząco, na zmianę z lewej i prawej strony 3×5 – boczne unoszenie hantli na stojąco 5×5 – podnoszenie hantli przodem na ławce 4×10 – jednoręczne ściąganie na wyciągu w dół, w klęku 4×10 – jednoręczne wyciąganie do góry, w klęku
Świeży Towar
Od lewej: Cameron Omori, Cullen Omori oraz Max Kakacek
„Zawsze byłem fanem Oasis”
chicagowskie trio w stylu retro podbija rynek nowym albumem „Dye it blonde”, który z pewnością zachęci cię do śpiewania – nawet jeśli nie potrafisz.
TeksT: florian obkircher
SMITH WESTERNS
smith Westerns pojawili się w zeszłym roku dosłownie znikąd. fanom indie rocka spodobał się debiutancki album reprezentantów chicago z 2009 roku, ale po eksperymentach z garażowym brzmieniem w stylu lo-fi ci hipsterscy idole byli gotowi do wejścia na wyższy poziom. „Dye it blonde”, który ukazał się w europie w maju, jest ukłonem w stronę brytyjskich zespołów – od T. rex po oasis. Wciąż smakuje słodko niczym wiosenna gorączka i nastoletnia euforia, ale dzięki wytwórni Domino records produkcja jest na najwyższym poziomie. Gitarzysta Max kakacek, perkusista colby hewitt, stojący na czele zespołu bracia cullen (wokal, gitara) i cameron omori (bas) są obecnie w trasie z Yeasayerem i Wilco. cullen omori znalazł chwilę, by porozmawiać z „red bulletinem”. Wasz pierwszy album był dość surowy i hałaśliwy, co skierowało na was uwagę undergroundowych mediów. „Dye It Blonde” jest już idealnie dopracowany. Czy taki był wasz cel? Pierwszy album nagraliśmy sami w naszej piwnicy. było to na początku 2009 roku, a zaraz potem ruszyliśmy w trasę ze świetnymi zespołami, jak np. Girls, i utalentowanymi muzykami. Dużo się od tamtej pory nauczyliśmy i tak styl lo-fi zamienił się w hi-fi. stało się to bardzo naturalnie.
Czy nie przytłoczyły was techniczne możliwości profesjonalnego studia nagrań? było zupełnie inaczej. Wynajęcie studia jest bardzo kosztowne, więc mieliśmy tylko dwa tygodnie. kiedy nagrywasz we własnej piwnicy, możesz eksperymentować z piosenkami, potem wrócić do domu, przemyśleć to, a za kilka dni spróbować ponownie. W studiu liczy się każda minuta, więc trzeba cały czas dawać z siebie wszystko. Dwa tygodnie to niedużo. ale daliśmy radę! Żaden z was nie ma jeszcze ukończonych 21 lat... Czy to utrudnia koncertowanie w klubach? Ja kończę 21 lat za miesiąc. ale nie zachowujemy się jak inne zespoły 20-latków grające w barach. Występujemy tam już od dawna. rozumiemy więc, że są rzeczy, których się nie robi. a gdy już zarabiasz duże pieniądze, nie dbają [właściciele barów] o to, czy wymiotujesz na zewnątrz z drinkiem w ręku. Twierdzicie, że glam rock miał na was ogromny wpływ. Czy możemy się spodziewać ekstrawaganckich kostiumów podczas waszych występów? nie. Jednym z najgorszych błędów zespołów są próby przywrócenia do życia jakiegoś stylu, np. poprzez absurdalne kostiumy. Jest taki zespół, The Darkness, i oni są dokładnie tym, czym my nie chcemy się stać.
SMith WeSternS „Dye it Blonde” (Domino)
Daty koncertów i fragmenty nagrań na: www.myspace.com/ smithwesterns
91
Więce j dla ciała i UmysłU
Ricardo Urgell w latach 60. Dziś Mr. Pacha ma 73 lata
Wielkie usta i wiśnie. Wiśnie od początku są znakiem firmowym klubu Pacha Klub jest oddalony o 15 minut drogi od portu. Światła widać z daleka
NAJLEPSZE KLUBY
Boogie Nights na Ibizie
HISTORIA PACHA NA IBIZIE
Pacha. Dzięki 20 oddziałom na świecie Pacha jest największym imprezowym imperium świata – niezmiennie od 40 lat. Założyciel Ricardo Urgell opowiada o tym, jak bije serce jego imperium, jak Ibiza stała się imprezową wyspą, i o swojej recepcie na sukces.
Ricardo, lata 70., studiowałeś architekturę. Co cię wciągnęło w nocne życie? Dorastałem w jednym z pierwszych kurortów turystycznych Hiszpanii, która zmagała się wówczas ze skutkami wojny domowej, wszystko było szare – a turyści przywozili ze sobą nowe życie. Jako nastolatek spędzałem dużo czasu w Sitges, nadmorskim miasteczku na południe od Barcelony. Turyści już tam byli, ale nie było dyskotek z prawdziwego zdarzenia. I w 1967 roku wypełniłem tę próżnię moim pierwszym klubem Pacha Sitges Vallpineda. 92
Sześć lat później otworzyłeś Pacha Ibiza. Jak do tego doszło? Po pierwszym sezonie pracy w Pacha Boite po raz pierwszy przyjechałem na Ibizę, wówczas był to jeszcze nietknięty raj. Zakochałem się w tej wyspie i wiedziałem od razu: tu chcę rozbić obóz. Jednak niełatwo było znaleźć sponsorów, gdyż wówczas na wyspę przyjeżdżało jeszcze mało turystów. Mieszkańcy pytali mnie, kto będzie chodził do tej dyskoteki, bo miała znajdować się poza terenem wsi. Jakoś jednak się udało. Jak wyglądała oryginalna Pacha Ibiza?
Wzorowałem się na tradycyjnej architekturze wyspy. To był prosty wiejski dom. Dopiero później go unowocześniłem, gdy inni przedsiębiorcy zaczęli otwierać bezduszne wielkie dyskoteki. Teraz to miejsce jest zupełnie nieodpowiednie dla krajobrazu wyspy, ale musiałem pozostać konkurencyjny. od początku swego istnienia do dzisiaj lokal przeszedł wiele przemian i był wielokrotnie rozbudowywany. Opowiedz o pierwszych dniach... To było podniecające i naiwne. Wówczas nawet miniporcja haszyszu gwarantowała świetną zabawę. 15 osób dzieliło się
Erick Morillo przy didżejskim pulpicie. Mistrz house’u gra w Pacha w środy
Pacha ibiza (1973). Pierwszy plakat klubowy (poniżej)
Pacha w pigułce
TekST: FloRIan oBkIRcHeR. ZDJęcIa: VIcToR SPInellI/GeTTy IMaGeS (1), PacHa IBIZa (7), lance MeRceR/ReD BUll PHoToFIleS (1)
imperium Pacha należące do Ricarda Urgella składa się z 20 klubów, hotelu, stacji radiowej, wytwórni płytowej i magazynu muzycznego. Sercem jest centrala na ibizie. Ma sześć pięter, a dokładniej – pięć różnych parkietów i jeden taras.
jednym jointem. Porównując to z filmami, to Pacha była wówczas „królewną Śnieżką”, a dziś to raczej „Boogie nights”. Jaką muzykę grano wtedy w Pacha? Pop. od Rolling Stones po Beatles. Didżej miał trochę inną pozycję niż teraz, zarabiał wówczas mniej więcej tyle, ile kelner, bez porównania do dzisiejszych astronomicznych gaż. To dość dziwne. kiedy ja byłem młody, chodziłem do dyskoteki, by poflirtować z dziewczynami, a nie wpatrywać się w gościa z gramofonem. W jaki sposób Ibiza stała się największą imprezową wyspą? To działo się w dwóch fazach. Pierwsza był romantyczna, druga – bez gustu. Druga rozpoczęła się w momencie, gdy powstały dyskoteki pod gołym niebem. okropne, a nawet nielegalne pod względem planistycznym. ale politycy w tym czasie z zachłanności przymykali na to oko. To się stało na początku lat 80. Wcześniej Ibiza była fantastyczna. Jak dziś wygląda stały gość w Pacha? Ibiza zmieniła się. Mój klub stał się bardziej elitarny niż kiedyś. nawet z tego powodu, że jest mniejszy niż inne gigantyczne dyskoteki. Pierwsze wrażenie jest takie, że mamy mniej klientów, ale za to udało nam się utrzymać dobry image. Pacha Ibiza to pięć sal tanecznych z różnymi stylami muzycznymi, które ogólnie mogą pomieścić około 3500 tysiąca ludzi. klub funkcjonuje przez cały rok. Pacha przez ostatnie dziesięciolecia stała się imperium. Ile oddziałów istnieje obecnie?
1. SWEEt Pacha Sala bankietowa w Pacha na 160 osób. tańczy się tu do hitów z lat 80. i 90. 2. FUnKy RooM (El ciElo) Miły klubowy zakątek: Funky Room znajduje się obok głównego parkietu i tarasu. tu najczęściej spędzają czas mieszkańcy wyspy. Wnętrze w stylu Gaudiego, z powodu niskich sufitów i potężnego soundsystemu 100 gości może się tu mocno spocić. Muzycznie pomieszczenie jest wierne swojej nazwie, gra się tu funky i soulowy house. 3. Main RooM Sufity są szkliwione, piękności prężą się na platformach, a 1200 osób tańczy do numerów takich gigantów house’u jak David Guetta, Erick Morillo czy Swedish house Mafia. 4. REStaURantE Pacha/SUShi loUnGE Stylowa, na poziomie, cała w bieli – tak wygląda house’owa restauracja hi-class, która serwuje zarówno kuchnię śródziemnomorską, jak i sushi. Kto siedzi w części ogrodowej, może niemal zapomnieć, że znajduje się w klubie. 5. Global RooM Gdy klub zaczynał działać w tym miejscu, Global Room pełnił funkcję głównego parkietu i w zimowe weekendy jest nim nadal. Muzyka jest tu bardziej elektroniczna i eksperymentalna niż w Main Room. Sprzęt, który rozgrzewa 250 osób, nie ustępuje jednak w niczym większemu bratu. 6. tERRacE Rozpościera się na dachu kompleksu klubowego i dzięki poduszkom, niskim stolikom, białym tkaninom i przygaszonemu światłu roztacza marokański urok. tu można spotkać celebrytów na chilloucie przy blasku księżyca.
20 na całym świecie. następne otworzymy w Rio de Janeiro i Poznaniu. Co doradziłbyś młodym przedsiębiorcom, którzy chcą otworzyć nocny klub? Jeśli decydujesz się na nocne życie, jedno jest ważne: musisz być uparty. na początku czeka cię ciężka praca. Tak dużo pracy, że zapominasz o jedzeniu. Gdy pomysł zaskoczy, kupisz sobie samochód, dom i inne piękne rzeczy, aż zrozumiesz, że twoje życie było łatwiejsze, gdy miałeś mniej. Także w życiu „mniej znaczy więcej”. I gdy już to zrozumiesz, wtedy będziesz mógł się cieszyć życiem w każdym calu. Pacha Avinguda 8 de Agost, 07800 Eivissa, Hiszpania www.pacha.com
93
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU
5
18 2
11
16
14 17 Czy Rhys Millen pobije rekord odcinka?
8
22
21
7
19
3
4
SPORTY MOTOROWE GP FORMUŁY 1 W KANADZIE (1) CIRCUIT GILLES VILLENEUVE, MONTRÉAL, 12.06.2011 Ponieważ w ub.r. w wyścigu były stosowane różne strategie, kierowca teamu Toro Rosso Sébastien Buemi niespodziewanie prowadził w pierwszych rundach. Ostatecznie wyścig zakończył się podwójnym zwycięstwem McLarena (Hamilton przed Buttonem), a Szwajcar zajął miejsce ósme.
20
MOTO GP WIELKIEJ BRYTANII (2) SILVERSTONE CIRCUIT, 12.06.2011 Legendarny, otwarty w 1943 roku tor wyścigowy czekał aż 24 lata na królewską klasę motocykli. W ub.r. GP ponownie odbyło się na przebudowanym obiekcie o długości toru 5,9 km. WRC RALLYE W GRECJI (3) ATENY, 17–19.06.2011 Na krętych i wyboistych drogach górskich wokół Aten będzie się kurzyć. Obrońcą tytułu z sezonu 2009 jest Mikko Hirvonen (Finlandia). Jednak zwyczajowym Mister Acropolis-Rally z pięcioma zwycięstwami na koncie wciąż pozostaje Brytyjczyk Colin McRae (zginął w 2007 r. w katastrofie pilotowanego przez siebie śmigłowca).
PIKES PEAK HILL CLIMB USA (5) COLORADO SPRINGS, 26.06.2011 Podczas wyścigu górskiego na odcinku o długości 19,99 km Rhys Millen spróbuje odzyskać dla rodziny rekord odcinka, który w latach 1994–2007 należał do jego ojca. W tym celu musi osiągnąć czas poniżej 10 minut.
RED BULL X-FIGHTERS WŁOCHY (4) STADIO OLIMPICO, RZYM, 24.06.2011 Z powodu zbyt dużego tłoku podczas ubiegłorocznej premiery na „małym” Stadio Flaminio akrobaci motocrossu przeprowadzili się w tym roku na Stadion Olimpijski, który mieści 73 000 widzów.
NASCAR SPRINT CUP SERIES USA (6) INFINEON RACEWAY, SONOMA, 26.06.2011 Toyota/Save Mart 350 to jeden z zaledwie czterech wyścigów w kalendarzu sezonowym, który nie jest rozgrywany na owalnym torze. Kasey Khane czeka na ten wyścig z radością – to tu w 2009 roku odniósł zwycięstwo.
Co się dzieje Czerwiec 2011
OBJEŻDŻAMY ŚWIAT DOOKOŁA, WYSZUKUJĄC WYDARZENIA DLA FANÓW SPORTÓW MOTOROWYCH, KREATYWNYCH DUSZ, BYWALCÓW KONCERTÓW I FESTIWALI. 94
PRZYGODA & POMYSŁ RED BULL ALPENBREVET SZWAJCARIA (7) MEIRINGEN, 18.06.2011 1000 kierowców skuterów rozpędzi swoje pojazdy do granic ich możliwości na odcinku o długości 132 km na wysokości 3500 m n.p.m. w Alpach Szwajcarskich. RED BULL SOAPBOX RACE UKRAINA (8) KIJÓW, 18.06.2011 Podczas wyścigu niesamowitych „mydelniczek” chodzi o kreatywność w konstrukcji nadwozia i show podczas jazdy. RED BULL ART OF MOTION BRAZYLIA (9) UNIWERSYTET SÃO PAULO, 25.06.2011 Około 20 freerunnerów udowodni w sposób akrobatyczny, że mury, fasady, budowle, samochody nie mogą ograniczać wolności poruszania się w obrębie miasta. RED BULL FLUGTAG TRYNIDAD I TOBAGO (10) PORT OF SPAIN, 3.07.2011 Z pewnością istnieją pod względem krajobrazu gorsze tereny niż Małe Antyle, które nadają się do „awaryjnego lądowania” po krótkim locie obiektem latającym własnej konstrukcji.
WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU 15 6 5
1
13
22 12
10
RED BULL BC ONE ALL STARS ALBANIA (19) AMFITHEATRE, TIRANA, 24–25.06.2011 Tyle samo, ile Justice League znaczy dla świata komiksu, Lilou i jego sześciu kolegów znaczą we wszechświecie b-boyów. Zwinni superbohaterowie, z których każdy ma inne specjalne umiejętności. Tym razem Red Bull BC All Stars skupieni wokół „Supermana” Lilou jadą do Albanii, by nauczyć nowych trików tamtejszych breakdancerów.
9
ZDJĘCIA: JOERG MITTER/RED BULL CONTENT POOL, DAVID LANG/RED BULL CONTENT POOL, ALASTAIR RICHIE/RED BULL CONTENT POOL, TOM WATKINS/PICTUREDESK
Bohater Red Bull BC One Neguin w Czechachchien
KULTURA KINOTAVR FILM FESTIVAL ROSJA (11) SOCZI, 4–11.06.2011 Od 1990 roku najważniejszy festiwal filmowy w Rosji. Lub, jak to definiują organizatorzy Kinotavr, „największy niesprzedany festiwal filmowy”. Z dyskusjami, warsztatami mistrzowskimi dla młodych reżyserów oraz nowościami z rosyjskiej sceny undergroundowej. RED BULL EMSEE KOLUMBIA (12) BARRANQUILLA, 25.06.2011 Freestyle rap, w którym nade wszystko liczy się sprawność językowa, spontaniczność i wyczucie rytmu. Podczas Red Bull EmSee żonglerzy słów muszą reagować na hasła i obrazy, które wplatają do swoich rymów. W ub.r. legendarny raper i gwiazda jurorów Eminem koronował młodego MC FowLa na króla Red Bull EmSee 2010.
7
Na skuterach przez Alpy Szwajcarskie
C/O POP NIEMCY (18) KOLONIA, 22–26.06.2011 Podobno jest to jedno z najważniejszych branżowych spotkań na styku muzyki elektronicznej i mediów elektronicznych w Europie. Jednak imprezy nie zdominowali ludzie w okularach w rogowych oprawach i suche branżowe rozmowy, a noce osładzają Janelle Monáe, WhoMadeWho, Kreidler oraz Natalia Lafourcade.
BONNAROO USA (13) GREAT STAGE PARK, MANCHESTER, 9– 12.06.2011 „Bonnaroo” oznacza świetny czas. Słowo spopularyzował nowoorleański muzyk voodoo Dr. John w latach 70. Festiwal faktycznie gwarantuje niesamowity długi weekend – nie bez powodu magazyn „Rolling Stone” nazwał Bonnaroo 2008 najlepszym spektaklem muzycznym na wolnym powietrzu. Przy 10. edycji Bonnaroo będzie w najlepszej formie, z takimi wykonawcami jak: Eminem, Deerhunter, Girl Talk, !!!, Big Boi i ojciec chrzestny Dr. John. ESCAPE INTO THE PARK WALIA (14) SINGLETON PARK, SWANSEA, 11.06.2011 20 000 tancerzy, 50 wykonawców, 11 godzin muzycznych porażeń prądem: na najlepszym dance’owym festiwalu w Walii zebrali się tacy dawcy testosteronu jak Pendulum, Caspa czy Zinc. NORTH BY NORTHWEST KANADA (15) TORONTO, 13– 19.06.2011 Teksaski festiwal SXSW ma teraz jednego młodszego brata na północy, który realizuje podobne cele w Kanadzie. Pojawiają się tu artyści, którym wróży się wielki przełom w karierze, i występują obok artystów o znanych nazwiskach. I tak obok newwave’owego giganta Devo zagrają PS I Love You, Twin Shadow i Cults.
KINKY FRIEDMAN & VAN DYKE PARKS AUSTRALIA (20) POWERHOUSE, BRISBANE, 24–25.06.2011 Dwie legendy na jednej scenie: po jednej stronie kultowy Teksańczyk Friedman, prowokacyjny tekściarz, pisarz i producent cygar. Z drugiej – jego kolega po fachu Van Dyke Parks, genialny kompozytor i popowy zrzęda, który uszlachetniał już w studiach nagraniowych płyty takich artystów jak Beach Boys czy Joanna Newsom. WEEK-END AU BORD DE L’EAU SZWAJCARIA (21) LAC DE GÉRONDE, SIERRE, 1– 3.07.2011 Pola startowe, tory wyścigowe, opuszczone hale fabryczne – to akceptowalne lokalizacje, które wskazują Szwajcarzy, aby wszystko gładko poszło. Week-end au bord de l’eau odbędzie się na brzegu Jeziora Genewskiego, w sercu Alp. Festiwal zwraca uwagę programem: już od samego patrzenia można zacząć jodłować z zachwytu – od chilloutowej elektroniki w wykonaniu Quantic aż po głęboki house MCDE. STREET DANCE KEMP CZECHY (22) JEDOWNICE, 3– 10.07.2011 Przez 51 tygodni w roku w Jedownicach nie dzieje się zbyt wiele. Jednak na jeden tydzień tysiące tancerzy z całej Europy przyjeżdżają na Street Dance Kemp, by breakować i się wyginać. W skrócie: w programie taniec nowoczesny, którego uczą mistrzowie tacy jak zwycięzcy Red Bull BC One – Neguin czy Lilou.
13
URBAN ART FORMS AUSTRIA (16) WR. NEUSTADT, 16– 18.06.2011 Czołowy festiwal Europy w dziedzinie przenikających się sztuk audiowizualnych. Na Urban Art Forms spotykają się na scenie DJ-e oraz VJ-e i jednocześnie rozpieszczają raverów elektroniczną muzyką taneczną i niesamowitymi projekcjami. Z udziałem Fat Boy Slima, Deichkind, Carla Craiga i Red Bull Music Academy Stage. WE PLAY HOUSE ANGLIA (17) LONDYN, 18.06.2011 Przydymione światło, improwizowany wystrój, wielkie głośniki. Takie są założenia ramowe ekskluzywnej londyńskiej nocy klubowej Electric Minds Loft Parties. Tym razem organizatorzy zaprosili do gramofonów belgijskich mistrzów z wytwórni We Play House Label.
Weirdo rock w wykonaniu Deerhunter na Bonnaroo
95
więce j dla ciała i UmysłU
Zarezerwuj czas Czerwiec 2011
Upalne dni i bezsenne letnie noce najlepiej zaplanować zawczasU. oto nasze propozycje.
Różne Daty, Wiele Miejsc
Red Bull Krótka Piłka
www.redbullkrotkapilka.pl
11 czeRWca, PoD PałaceM kultuRy, WaRszaWa
Red Bull Mini Drome Wszystkich miłośników jazdy na rowerze z ostrym kołem zapraszamy na całkiem nowe i zupełnie niewymiarowe zawody na najmniejszym welodromie świata. Maniacy zawrotnych prędkości będą mogli zmierzyć się na torze, którego obwód wynosi zaledwie 25 m. Uwaga, dziesięć okrążeń na takim torze może doprowadzić nawet najbardziej zakręconych do zawrotów głowy. Zawodnicy będą najpierw sprawdzali swoje umiejętności w eliminacjach na czas następnie będą walczyć w dwójkach na dochodzenie. Impreza godna polecenia wszystkim rowerzystom, nie tylko tym ostrym. Szczegóły i formularz zgłoszeniowy można znaleźć na stronie. www.redbull.com 25 czeRWca, Mienta, RzeszóW 28 czeRWca, Bufet, GDańsk
En2ak Promo Tour Bezkompromisowość, inwencja i styl. Hasła beatowej rewolucji, której ogień – kilka lat temu – począł się tlić w Kalifornii i Szkocji, przemawiają do setek muzycznych producentów na całym świecie. Ze swoimi elektoniczno-hiphopowymi numerami na sztandarach wychodzą z przydomowych studiów wprost na sceny najlepszych klubów świata. Polską komórkę owej akcji dywersyjnej stanowi U Know Me Records, a znany z duetu Przaśnik En2ak przypuszcza właśnie kolejny atak. Zaznajomionych z funkowymi wydawnictwami wrocławianina „Celestial 96
Toyroom” może zaskoczyć. Pośród rozklekotanych rytmów i syntezatorowych partii wciąż pobrzmiewa jednak dobrze znany ciepły groove. Ów „czynnik bujający” najłatwiej będzie można wychwycić podczas nadchodzącej trasy koncertowej. soundcloud.com/u-know-me-records
ZdjęCIa: GEoff WaUGH/REd BUll ConTEnT Pool (1), HUGo SIlva/ REd BUll ConTEnT Pool (1), SZyMon noWaK MIESZKIEłło (1)
Nieważne, czy jesteś hiszpańskim mistrzem świata, grasz w polskiej ekstralidze, rozgrywkach klasy okręgowej, drużynie szkolnej czy też podwórkowej. Na każdym szczeblu kariery piłkarskiej na treningu pykałeś w tzw. dziadka. To najpopularniejsza forma szybkiej gry piłkarskiej na małej przestrzeni, gdzie ważne są: technika, szybkość reakcji, wychodzenie na pozycje, zgranie zespołu, jednym słowem – futbolowa inteligencja. Te wszystkie elementy łączy w sobie Red Bull Krótka Piłka. To seria lokalnych rozgrywek bazujących na regułach gry w „dziadka”. Dwie dwuosobowe drużyny „zamknięte” w prostokątnym polu starają się w krótkim czasie wymienić jak największą liczbę podań, zanim przeszkodzą im przeciwnicy. Proste i błyskotliwe. Bez bramek, a dużo emocji. Chcesz spróbować? Sprawdź w internecie, kiedy turniej odbywa się w twoim mieście. Przyjdź z kumplem, zapisz się na miejscu, wygraj fajne nagrody, w tym bilety na pierwsze zawody na Stadionie Narodowym.
Więce j dla ciała i UmysłU
Moja Piątka Płyty, które mnie ukształtowały
„Craig David pomógł mi rozwinąć się muzycznie” EvErything EvErything.
Ci artrockerzy z Manchesteru swym debiutanckim albumem „Man Alive” wywołali spore zamieszanie, a obecnie prezentują swą „tajemniczą oraz nieprzeniknioną” muzykę w całej Europie. Jonathan Higgs, wokalista i gitarzysta zespołu, opowiada o albumach, które miały największy wpływ na jego życie.
TEksT: floriAn obkirCHEr. ZdJęCiA: PETrus olsson
nirvana: „nevermind” Po raz pierwszy usłyszałem ten album w domu znajomego, gdy miałem 12 lat. Stwierdzenie, że był „wprost uderzający”, to za mało. Przez następne lata poświęciłem mnóstwo czasu na próby rozgryzienia, co sprawiało, że był tak fascynujący. Chodziło o idealną harmonię wspaniałych melodii i głosu oraz dominującą perkusję. To klasyczny album, który ukształtował moje pierwsze zespoły, i zdecydowanie można go usłyszeć w niektórych utworach Everything Everything.
The ProDigy: „The Fat of the Land”
Craig DaviD: „Slicker Than your average” Zainteresowałem się tym albumem, ponieważ był doskonałą rozrywką, ale po czasie wciągnął mnie i skończyło się na tym, że nieświadomie go kopiowałem. Nie jest to klasyk, ale pojawił się w odpowiednim momencie mojego muzycznego rozwoju i odciągnął moją uwagę od rocka do rozległego świata nowych brzmień, które znaleźć można w naszej muzyce. Był to dla mnie kamień milowy, a słuchanie go wciąż sprawia mi ogromną przyjemność. raDioheaD: „oK Computer” Miałem około 13 lat i pamiętam zasypianie oraz odpływanie w świat marzeń, podczas gdy w kółko leciał ten album. Kompletnie opanowały mnie te zupełnie nowe brzmienia; melodie, teksty i ogólna atmosfera odciągnęły mnie daleko od rzeczywistości i pokazały nowe sposoby jej pojmowania. Wpływ tego albumu i całej twórczości Radiohead na nasz zespół jest niezaprzeczalny. Tylko kilka najlepszych grup wywołało u mnie zazdrość swoimi dokonaniami, gdy byłem nastolatkiem, a ten album zdecydowanie w tym przodował.
Jest na tym albumie odrobina patosu, nakręca cię on do działania i w moim przypadku leciał w tle podczas wielu szalonych nocy. Uwielbiam sposób, w jaki połączyli tu wokal z melodią, jeszcze zanim stało się to dość utartym schematem. Realizacja jest perfekcyjna. Pamiętam mojego brata puszczającego „Climba-tize” na haju i obserwowanie jego twarzy reagującej na basy. Wciąż dorzucam do naszych nagrań ogromne ilości break beatów i zazwyczaj są one odrzucane, a to wszystko właśnie przez The Prodigy. Bonzo Dog BanD: „The Doughnut in granny’s greenhouse” Był to stary album należący do moich rodziców – daleki od denerwującej błazenady, naprawdę mroczny. Słychać na nim mnóstwo chaotycznych dźwięków, które tak naprawdę nie mają swojego miejsca. Jest dosłownie przerażający, tak jak „Revolution 9” Bitelsów. Fakt, że te niemal zniekształcone dźwięki są tak blisko, a ty nie masz pojęcia, co je wytwarza, sprawia, że czujesz się jeszcze dziwniej. Myślę, że pewne elementy czarnego humoru Bonzos przeniknęły do naszej twórczości, a w odpowiedniej dawce nie są niczym złym. Muzykę i więcej znajdziesz na: www.everything-everything.co.uk
97
K
oniec roku szkolnego to dla mnie niezmiennie czas magiczny. Często łapię się na tym, że czas liczę w latach szkolnych, a nie kalendarzowych. Nie wiem dlaczego. Może po prostu jakaś część mnie notorycznie nie otrzymuje promocji do następnej klasy i zostaje na drugi rok. tak już się to ciągnie od jakichś 20 lat. Jest piękny czerwiec, a mój przyjaciel Grzesław już od pół roku nie chodzi do szkoły. Odpuścił sobie. Jego rodziców nie ma rano w domu, więc Grzesław obejrzał wszystkie filmy z wypożyczalni. trzy dni przed końcem roku ojciec niespodziewanie oświadczył, że załatwił mu na przyszły rok szkołę w Stanach. – Mam nadzieję, synku, że twoje świadectwo nie zawiedzie moich oczekiwań – zakończył rozmowę, a Grzesław o mało nie zemdlał. Nikt z nas nie poszedł na rozdanie świadectw. Kolega przyniósł je po uroczystości do Źródełka. Cenzurka Grzesława wygląda imponująco: 12 luf i naganne ze sprawowania. – Musisz coś pokazać ojcu – mówi Janek i przy pomocy acetonu zmazuje Grzesławowe bańki. – Co chcesz dostać z fizyki? – pytam. – tróję [w tamtych czasach obowiązywała skala od 2 do 5]. – Postawiłem ci czwórkę, żeby ojciec dał ci więcej kasy na te Stany. – Zwariowałeś?! – wrzeszczy Grzesław. – dwa miesiące temu powiedziałem ojcu, że jestem zagrożony z fizyki. Może skumać, że coś nie gra. – Po co mu to powiedziałeś? – Stary przecież wie, że jestem raczej matołem, więc nie mogłem mu mówić, że mam same piątki. – No to teraz twój ojciec zobaczy, do czego można dojść ciężką pracą – rzucił Janek, wylewając na świadectwo kubek kawy, by zatrzeć fałszerstwo. – Powiesz, że poszedłeś z innymi prymusami do cukierni. tam ktoś rozlał kawę.
Felieton Lizuta
Koniec roku szkolnego Zawsze przywodzi miłe wspomnienia. Ojciec Grzesława czekał już w domu. – Weź sobie zupę przed telewizor i pokaż świadectwo… Co to jest?! – Zdarzył się wypadek w kawiarni... – No i c-aw jedzie do Ameryki? – pytam Maziego następnego dnia. – Jedzie! dzięki mnie. Bo mam męski głos. Odebrałem wczoraj telefon: „dobry wieczór, panie dyrektorze. Kłania się Andrzej dąbrowski, ojciec Grzegorza” – słyszę. Zatkało mnie, ale pytam, o co chodzi. – dzwonię w sprawie świadectwa syna. Olśniło mnie: ojciec chciał rozmawiać z dyrektorem szkoły, więc Grzesław podał mój numer. – decyzją rady pedagogicznej Grzegorz otrzymał promocję – powiedziałem basem, dusząc się ze śmiechu. Żebyś ty wiedział, jaki ojciec Grzesława był szczęśliwy! Pytał, czy szkoła może wystawić duplikat.
Powiedziałem, żeby nie zawracał głowy, bo sekretariat ma dużo pracy. dwa dni później ojciec Grzesława dowiedział się, że do dokumentów wizowych należy dołączyć świadectwo. – Chodź, synku, pojedziemy do twojego liceum po duplikat. Pogadam z tym dyrektorem. to miły facet. Kupiłem dla niego koniaczek i kwiaty dla sekretarki. Grzesław opanował oddech. „Nie można mieć fartu w nieskończoność” – pomyślał. „A zresztą: będzie niezły spektakl”. – tato, mogę poprowadzić? – Nie wydajemy duplikatów. Mogę jedynie podstemplować panu kopię arkusza ocen. druga A… Nie ma. No, niestety. Arkusze ocen zabrał dyrektor – powiedziała sekretarka. Wychodząc ze szkoły, Grzesław chce śpiewać, gdy nagle na dziedzińcu przed nim i przed ojcem wyrósł dyrektor. – tak się cieszę. Kilka dni temu rozmawialiśmy przez telefon – zaczął pan dąbrowski. – Nie przypominam sobie. Wzywałem pana do szkoły wielokrotnie, ale nie był pan łaskaw. rozumiem, że znalazł pan dla syna inną szkołę, bo w naszym liceum nie ma możliwości repety. – Ale mój syn zdał, tylko zniszczył świadectwo... – ojciec Grzesława wytrzeszczył oczy. – to jakieś nieporozumienie. Grzegorza nie było w szkole od pół roku. Właśnie skreśliłem go z listy uczniów. – A skreślaj sobie do woli, pajacu! – krzyknął Grzesław. – A ty wiesz, gdzie ja mam tę twoją Amerykę? – wrzasnął w otwarte usta ojca. Kluczyki od samochodu zabrzęczały o chodnik, a Grzesław wybiegł ze szkoły z Ameryką w dupie. Mikołaj Lizut (l. 37), dyr. nacz. i programowy Radia Roxy, publicysta „Gazety Wyborczej”, dyr. art. Teatru Radia TOK FM
The Red BulleTin Polska, iSSn 2079-4266: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Alexander Macheck (z-ca), Stefan Wagner (konsultant) Zarząd mgr Alexander Koppel, Rudolf Theierl dyrektor kreatywny Erik Turek dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktor prowadzący Werner Jessner Redakcja Ulrich Corazza, Filip Kalinowski, Florian Obkircher, mgr Arkadiusz Piątek, Andreas Rottenschlager Graficy Miles English, Judit Fortelny, Esther Straganz Fotoedycja Valerie Rosenburg, Catherine Shaw ilustratorzy Albert Exergian, Mandy Fischer, Dietmar Kainrath Korekta polskiej edycji Maria Tkacz, Kamil Wasilewski litografia Clemens Ragotzky (dyr.), Christian Graf-Simpson, Claudia Heis, Nenad Isailovic, Karsten Lehmann, Josef Mühlbacher, Thomas Posvanc, Thomas Safranek Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Corporate Publishing Boro Petric (dyr.), Lisa Blazek, Markus Kučera, Christoph Rietner, Dominik Uhl, Nadja Žele Kierownictwo wydania polskiego Anna Czerniecka, Aleksandra Zarychta Finanse mgr Siegmar Hofstetter Sprzedaż reklam Frauke Landi (dyr.), Thomas Hutterer, Marcus Zinn Marketing mgr Barbara Kaiser (dyr.), mgr Stefan Ebner, Regina Köstler, Birgit Lohmann, mgr Klaus Pleninger, Daniela Schwarz, Helga Strnad Zarząd biura Martina Bozecsky, Sabrina Pichl iT Michael Thaler Reklama w wydaniu polskim Biuro reklamy Agora SA, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa, Karolina Konecka, tel.: +48 661 955 058, karolina.konecka@pl.redbull.com Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a, 02-681 Warszawa Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 e-mail: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-Collin-Straße 1, A-1140 Wien Biuro redakcji londyn 155-171 Tooley Street, SE1 2JP, UK internet www.redbulletin.pl Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Burgenländische Volkszeitung, Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeine Zeitung; w Wielkiej Brytanii: The Sunday Telegraph w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald; w Kuwejcie: Kuwait Times nakład łączny 4,6 miliona listy czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 15 Warszawa, czerwiec 2011.
NastępNY NUMER UKaŻE się wE wtoREK 5 Lipca
iluStrACJA: AlBert exerGiAN
felieton
kunde
“Skłcłłłłłł łłłł łłłł łłłłł łłł łłłłłłęęę