Skip to main content

The Red Bulletin_0610_PL

Page 1

www.redbulletin.com

prawie niezależny magazyn / czerwiec 2010

Lionel Messi

Czy na Mistrzostwach Świata jego gwiazda w końcu zabłyśnie dla Argentyny?

Sébastien Loeb Odpowiada na osobiste i niekoniecznie poważne pytania

Jim Carrey

Historia sukcesu profesjonalnego rozśmieszacza

Sylwia Gruchała

jak MASKA florecistki zmienia wrażliwą KOBIETĘ w bezwzględną wojowniczkę

Odkryj

Print 2.0


Rogiem z Byka

KOCHANI CZYTELNICY, Sylwia Gruchała wcale nie chciała zostać florecistką, udział w telewizyjnym show „Taniec z gwiazdami” uważa za pouczający błąd, sama jest swoim własnym psychologiem, życie – także poza salą treningową – odbiera jako codzienną walkę, a trenera traktuje jak równorzędnego partnera. I wcale nie ma ochoty zostać „Miss Szermierki”. Jedna z najbardziej niezwykłych kobiet-sportowców w Polsce odpowiedziała na pytania Red Bulletina w ramach obszernego, ekskluzywnego wywiadu. Rozmowa okazała się fascynująca i pozwoliła przybliżyć charakter osoby, która swoją twarz skrywa często za maską szermierza. Ci, którzy oceniali Sylwię jedynie na podstawie jej sportowych osiągnięć lub atrakcyjnego wyglądu, dowiedzą się o niej znacznie więcej: od strony 46 czeka ich rendez-vous z pewną siebie, otwartą, krytyczną wobec siebie i świata, skłonną do refleksji i bardzo inteligentną kobietą. Afryka i piłka nożna to ostatnio bardzo atrakcyjny miks tematyczny, choć nie zawsze prezentuje się tak poetycko, jak w tym wydaniu: fotograf Red Bulletina, Thomas Hoeffgen, odwiedził Nigerię, Zambię, Malawi, Namibię i RPA. Przywiózł z nich wspaniałe fotografie, które opowiadają fascynującą historię o tym, jak boiska piłkarskie w Afryce pogrążają się w chaosie, biedzie i beznadziei oraz o tym, jak się z niej podnoszą. Bartholomäus Grill, zafascynowany piłką nożną afrykański korespondent hamburskiego „Zeit”, napisał do nich teksty towarzyszące – zapraszamy na stronę 66.

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: DAN vOJTECH, ZDJĘCIE: JOSEPH LIM

Jeden z autorów Red Bulletina, Werner Jessner, jest człowiekiem, który docenia mało tradycyjne sposoby poruszania się: w wolnym czasie katuje motory albo zjeżdża z gór na rowerze. W naturalny sposób Jessner został więc mianowany na partnera sympatycznego zawodnika freestyle motocrossu, Petra Piláta, podczas wykonywania backflipa. Widok milczącego (co jest dość wyjątkowe) i bladego Jessnera na kolanach Piláta był dość zabawny. Po szczęśliwym lądowaniu minęła chwilowa małomówność: raport z zakręconego – dosłownie – skoku czeka na Państwa na stronie 76.

Wyjątkowa odmiana kibica Thomas Hoeffgen – niemiecki fotograf mieszkający w Nowym Jorku. W roku 1999 pracował nad historią o piłce nożnej w Nigerii. Temat futbolu w Afryce tak go zafascynował, że zajmował się nim przez następne 10 lat. Swój niesamowity projekt „Arena Afryka” Hoeffgen zakończył w zeszłym roku; my jako pierwsze czasopismo na świecie mamy zaszczyt przedstawić Państwu wybór kilku wyjątkowych zdjęć z przygotowanej przez Thomasa wystawy

Życzymy przyjemnej lektury! Redakcja

3


Ten Red Bulletin potrafi więcej, niż myślisz. Filmy, Dźwięki, Animacje 10

19

Print 2.0 – dodatkowy wymiar w Red Bulletinie. W tym numerze kolejne historie.

30

40

58

76

82

86

Print 2.0

Całkiem nowe emocje multimedialne.

Wszędzie tam, gdzie oko byka!

Jak to działa? Więcej informacji na s. 7 albo w internecie: pl.redbulletin.com/print2.0


Zużycie paliwa i emisja C02: Ford S-MAX 2.0 Duratorq TDCi 163 KM - 5.7 l/100 km, 152g/km (zgodnie z dyrektywą 80/1268/EEC, cykl mieszany). Na zdjęciu samochód z wyposażeniem opcjonalnym. *koszt 1 jednostka taryfikacyjna TP S.A. za każdą rozpoczętą minutę połączenia.

Życie jeszcze nigdy nie było tak ekscytujące. Poczuj energię nowego Forda S-MAX w stylistyce Ford kinetic Design oraz moc innowacyjnego silnika EcoBoost SCTi. Sprawdź nową, atrakcyjną ofertę. O szczegóły pytaj u Autoryzowanych Dealerów Forda.

Nowy FordS-MAX

Feel the difference

www.ford.pl infolinia: 0 801 50 60 70*

S-MAX your life


SPIS TREŚCI

Świat Red Bulla w CZeRwCu Panny z floretami, panny z rowerami, najwięksi komicy, najszybsi lotnicy... czyli co nas kręci, co nas podnieca.

Bullwar

08 Kalendarz Kainratha

10 FOtY MieSiĄCa Czyli redakcyjny wybór najlepszych fotografii z całego świata. 16 JUnGFraU StaFette Wielki wyścig dookoła Góry Dziewic. 18 PrzYSzłOść FUtbOlU Część trzecia gdybań na temat przyszłości piłki kopanej. 19 MOJe CiałO i Ja Matt Hall, pilot Red Bull Air Race, opowiada o swoich kontuzjach.

46

20 eWOlUCJa SPrzĘtU Porównujemy konstrukcję pierwszych deskorolek z modelami współczesnymi. 22 tabliCa OGłOSzeń Kto ostatnio stanął na podium? 23 tiM bUrtOn Co siedzi w głowie zakręconego reżysera? 24 triKi FizYKi Tajemnice flatlandu. 26 liCzbY MieSiĄCa Wszystkie numery Red Bull Air Race.

30

Herosi

30 raChel athertOn Brytyjska specjalistka od downhillu opowiada o tym, dlaczego nie jeździ w krótkich spódniczkach, dlaczego sypia w bagażniku i jak po ciężkim wypadku wraca do rowerowej czołówki. 36 liOnel MeSSi Przyglądamy się bliżej pretendentowi do tytułu najlepszego piłkarza na świecie. 40 SЕ`baStien lOeb Odpowiada na kilka niepoważnych pytań naszego zazwyczaj bardzo poważnego redaktora. 6

52 40


SPIS TREŚCI

akcja

46 SYlWia GrUChała Olimpijska mistrzyni wymyka się stereotypowi ślicznej blondynki od floretu. W jaki sposób? Zapraszamy do lektury.

76 62

86

ZDjęCiA: YORiCK CARROuX/RED BuLL PHOTOFiLEs, CORBis, RAY DEMsKi/RED BuLL PHOTOFiLEs, GETTY iMAGEs, jiRi KRENEK, PiCTuREDEsK.COM, DAN VOjTECH (2)

19

52 tOrO rOSSO rOOKieS teaM Rodzinny klimat i wielka pasja do ścigania. Zespół Formuły 1 od zaplecza. 58 Senad GrOSiC Na BMXie w Mekce i Medynie. 62 JiM CarreY Opowieść o drodze do Hollywood oraz wybór najśmieszniejszych scen z filmów. 66 arena aFrYKa W Afryce nic nie działa poprawnie, mimo wszystko piłka nożna trzyma się tutaj całkiem dobrze. 76 baCKFliP Nasz redakcyjny kolega opisuje, jak się robi salto na motocyklu w tandemie.

więcej dla Ciała i umysłu

82 GarY hUnt Wywiad w Hangarze-7.

83 KUCharz MieSiĄCa Kilka sekretów tajskiej mistrzyni. 84 zdObĄdŹ SPrzĘt Wszystkie gadżety potrzebne Rachel Atherton do jazdy na rowerze i nie tylko. 86 WarSztatY tańCa Największa szkoła tańca w Europie. 88 hOt SPOtS Najważniejsze wydarzenia sportowe. 90 POtĘGa nOCY Berlin, Londyn, Kapsztad i jeszcze dalej. 98 FelietOn Mikołaj Lizut ewidentnie nie jest kibicem.

the red Bulletin Print 2.0 Filmy, dźwięki, animacje w Twoim Red Bulletinie. Zawsze tam, gdzie jest ten znak. 1

W okienku pl.redbulletin.com/print2.0 przeglądarki znajdziesz okładkę magazynu. Kliknij „Startuj Bull’s Eye!”.

2

Webcam jest niezbędny. Jeśli otworzy się okienko, kliknij „Akceptuj”.

3

Ustaw Red Bulletin przed kamerą. Czekają treści multimedialne – filmy, pliki dźwiękowe i animacje. 7


k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a

8


kunde “Możliwości chodzenia nie należy przyjmować za oczywistość.” David Coulthard.

Trzynastokrotny zwycięzca Grand Prix Formuły 1 i orędownik “Wings for Life”.

Postęp i nieustanny rozwój są cechą naszych czasów. Żyjemy w erze myślenia wizjonerskiego. Najnowsza historia ludzkości obtuje w kroki milowe w zakresie rozwoju techniki i medycyny. Najdłużej panowało przekonanie o niemożności leczenia urazów rdzenia kręgowego. Jednak w drodze badań laboratoryjnych udało się doprowadzić do regeneracji uszkodzonych komórek nerwowych. Najnowsze wyniki badań medycznych i naukowych dowodzą, że także w tej skomplikowanej dziedzinie postęp jest możliwy. Lekarze i naukowcy są zgodni, iż leczenie urazów rdzenia kręgowego stanie się kiedyś rzeczywistością. Właśnie ten cel przyświeca działalności Fundacji na Rzecz Badań nad Rdzeniem Kręgowym “Wings for Life”. Wspierając konkretne, najbardziej zaawansowane projekty badawcze, Fundacja “Wings for Life” inwestuje w postęp na rzecz przyszłości, w której leczenie porażeń spowodowanych urazami rdzenia kręgowego stanie się możliwe.

LECZENIA URAZÓW RDZENIA KRĘGOWEGO.

Twój wkład ma ogromne znaczenie. Przekaż go na

www.wingsforlife.com


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Odleć z kitesurferem Red Bulla Aaronem Hadlowem.

L e M o r n e , M au r i t i u s

Kolor wody Krajobraz dookoła wyspy Mauritius na Oceanie Indyjskim został wymalowany przez naturę zamaszystymi ruchami pędzla przy użyciu bardzo szerokiej palety barw. Szczególnie malownicza jest laguna Le Morne. Z lotu ptaka można zaobserwować najbardziej spektakularny krajobraz: piasek, fala, koralowce – morze zmienia kolor w zależności od pory dnia. Widok jest zachwycający, lecz włoski kitesurfer Simone Vannucci nie może rozpraszać swojej uwagi: wiatry na południowo-zachodnim cyplu wieją dość dynamicznie. Teraz konieczne jest skupienie. www.redbullsurfing.com


Zdjęcie: Alberto GuGlielmi/red bull illume

Bullwar Uskrzydla w małych dawkach.


12

Zdjęcie: ursulA sprecher & Andi cortellini


Ba z y L e a , s z wa j c a r i a

braK wody Klub nurkowy Dintefisch (niem. kałamarnica, mątwa) ma swoją siedzibę w Bazylei. Mimo nazwy, członkowie klubu nurkują w mało egzotycznych rewirach, np. Tauchturm (wieża nurkowa) w Parku Trójzęba (Parkhaus Dreispitz) czy Joggele na basenie w St. Jakob. Albo też na basenie w Eglisee, który na okoliczność tego zdjęcia został pozbawiony tego, co do nurkowania niezbędne. Fotografia autorstwa Ursuli Sprecher i Andi Cortelliniego pochodzi z serii zdjęć, na których uwieczniono działające w Bazylei kluby. Na innych fotkach są harcerze, szachiści, ogrodnicy, wioślarze i miłośnicy pudli.


P h o e n i x, u sa

lustro wody

Kanały nawadniające w Phoenix to świetny plac zabaw dla skateboarderów z całego miasta. Człowiek ma tu spokój – w tym przypadku chodzi o amerykańskiego zawodnika Kevina „Spanky’ego” Longa – i gładko wypolerowaną rampę z betonu (czy raczej: prawie rampę i prawie gładką). Jeśli słońce Arizony oszczędzi nieco wody, to podczas robienia trików można się w niej przejrzeć jak w lustrze. Ta sceneria przypomina nieco film „Lords of Dogtown”; lata 70., dzieciaki z Kalifornii zamieniają puste baseny Venice Beach w L.A. w skateparki. Wśród nich jest dwóch chłopców – Tony Alva i Stacy Peralta – którzy później stali się bardzo znani i spopularyzowali jazdę na deskorolce. www.redbullskateboarding.com


15

Zdjęcie: Fred Mortagne/Red Bull Illume


b u l lwa r

W STRONĘ ALP Sześciuset lekkoatletów z 42 drużyn podczas pełnej przygód, jednodniowej eskapady po Szwajcarii. W 1931 roku dwaj oficerowie ze szwajcarskiego oddziału górskiego, Othmar Gurtner i Fritz Erb, wpadli na pomysł, by zorganizować w Szwajcarii niezwykły bieg sztafetowy – udział w nim mieli wziąć narciarze, biegacze, rowerzyści, piloci, motocykliści i kierowcy wyścigowi. Nazwę zapożyczyli od przełęczy Jungfraujoch (3471 m), która łączy szczyty Mönch i Jungfrau i jest sercem szwajcarskich Alp. W 2007 roku – po 68 latach od momentu, gdy sztafeta odbyła się po raz ostatni – Red Bull ponownie powołał ją do życia. Format się nie zmienił, podobnie jak ambicje lekkoatletów, którzy w większości odnieśli już sukcesy w swoich dziedzinach. Wszyscy tworzą 42 drużyny: 38 szwajcarskich, 2 austriackie, brytyjska i włoska. Wystartują 5 czerwca 2010 roku. Wyścig nie jest dla śpiochów: zawody rozpoczynają się o siódmej rano przy wodospadzie Rheinfall 51-kilometrowym odcinkiem rowerowym. Dalej trasa wiedzie przez łącznie 533 kilometry w 14 etapach i 13 dyscyplinach (patrz: ramka obok) – poprzez przełęcz Jungfraujoch, region Wallis i centralną część Szwajcarii, aż do Zurychu. Po raz pierwszy w sztafecie startują pływacy, którzy muszą przepłynąć kraulem dwukilometrowy odcinek jeziora Zugersee oraz rowerzyści cross country, którzy po 30 kilometrach wyczerpującej jazdy przekażą pałeczkę sztafety zawodnikom biegów przełajowych. Najszybsi dotrą około godziny 19.30 do stóp góry Uetliberg w pobliżu Zurychu. Nagrodą dla zwycięskiej drużyny jest trofeum Srebrnego Orła.

Przez Szwajcarię: na historycznych motocyklach, w samochodach, samolotem, wodą lub lądem, pod górę i z górki

Red Bull Jungfrau Stafette: 5 czerwca 2010, Szwajcaria: www.redbulljungfraustafette.com

Zdjęcie miesiąca

UŚMIECH PROSZĘ!

Niezwykłe sceny z życia naszych Czytelników dostępne są tu: www.redbulletin.com

Spośród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia, rozlosujemy po dwie półgodzinne wejściówki na tor gokartowy. Lista torów biorących udział w akcji znajduje się na stronie zawodów:

16

www.redbullaswkarcie.pl

New Delhi Nie zawsze potrzebne są motocykle

Wyślij zdjęcia na email: redakcja@redbulletin.com

freestylowe. Chris Pfeiffer robi triki na czymkolwiek, co ma koła. Gajjar Sundeep


b u l lwa r

Art Of MOtiOn

OdciNek: „Tour de Suisse” w 14 etapach. 1 Rowery 2 Lot na odległość (samoloty historyczne) 3 Jazda na nartach 4 Bieg na lodowcu 5 Bieg górski 6 Paralotnia 7 Downhill Mountain Biking 8 Jazda na motocyklu (pojazdy historyczne) 9 Kajakarstwo 10 Jazda samochodem (pojazdy historyczne) 11 Lot na odległość (samoloty historyczne) 12 Pływanie 13 Cross Country Biking 14 Bieg crossowy

Salzburg Najnowszy fan drużyny piłkarskiej

Neuschwanstein Corinna Schwiegershausen

Red Bull Salzburg? Gwiazdor Kevin Costner gościnnie w Servus TV. Peter Franke

przeprowadza inspekcję trasy Lotniowych Mistrzostw Świata w Schwangau. Jörg Mitter

ZDJęciA: AlEx BUSchOR/RED BUll PhOtOFilES, StEFAN hUNZikER, MARcEl lAEMMERhiRt/RED BUll PhOtOFilES, VitEk lUDVik/RED BUll PhOtOFilES, hANSUEli SPitZNAGEl/RED BUll PhOtOFilES, BERNhARD SPOEttEl/RED BUll PhOtOFilES

Walka miejskich akrobatów tym razem miała miejsce w Wiedniu. Tak jak uprawiający go zawodnicy, freerunning rozwija się w błyskawicznym tempie, a Art of Motion to kluczowy przystanek na drodze jego ewolucji. Tegoroczne zawody, zorganizowane po raz czwarty, w maju przyciągnęły do wiedeńskiej Areny ponad 3000 fanów i 21 zawodników z 4 kontynentów. To już wyższa szkoła jazdy – nie wystarczą salta i „gwiazdy” na parkowej ławce. Profesjonaliści muszą zaprezentować swoje umiejętności na specjalnym torze zbudowanym ze ścian, ramp, barierek i aut. Uczestnicy mieli 90 sekund na zrobienie wrażenia na sędziach; w jury zasiadł Victor „Showtime” Lopez – zeszłoroczny wicemistrz świata z Londynu. Najlepsza ósemka przeszła do finału. Luci Romberg z USA, zawodowa kaskaderka i członkini ekipy freeruningowej Team Tempest z LA, doszła do finału i zajęła ósme miejsce, udowadniając tym, że i kobiety mogą zaistnieć w tej dyscyplinie. Na podium triumfował Jason Paul z Niemiec, tuż za nim Yoann Leroux z Francji, a na trzeciej pozycji – Pavel Petkuns z Łotwy. Najważniejsze momenty zawodów obejrzeć można na: www.redbull.com

Graz Młodzi konstruktorzy i ich „jrX” (90 KM/ 185 kg) biorą udział w międzynarodowym konkursie Formula Student. FH Joanneum 17


B U L LWA R

warSaw challenge

Wielkie starcie mistrzów breaka już za nami.

T

Futbol 2020

Jak świat zmienia piłkę nożną: sześć tez na temat przyszłości światowego sportu nr 1 Teza nr 3: Zwycięzcy mają po dwunastu zawodników. Pieniądze nie strzelają goli? niby nie... Faktem jest jednak, że to angielskie i hiszpańskie kluby nadają ton w piłkarskim świecie, a rozmaite działania w celu zmiany tej sytuacji nie odniosą w najbliższych latach skutku. obecny stan rzeczy ma mocne podstawy ekonomiczne. Primera división jeszcze przed kryzysem przyniosła ok. 4 mld euro długów (liga angielska: 3,3). kluby ciągle bankrutują, a mimo to pozostają wszechobecne. Zadłużenie można łatwo powiększać, jak pokazuje przykład Realu Madryt: mania wielkości prezesa Florentino Péreza skłoniła go do kolejnych zakupów, chociaż podczas swojej pierwszej „ery” zdążył wydać 600 mln euro. na pozyskanie takich graczy jak Ronaldo czy kaká dostał od dużych banków – caja Madrid i Grupo Santander – kredyt w wysokości 150 mln euro. olbrzymi niespłacony dług Realu nie stanowił dla banków i innych instytucji żadnej przeszkody w dalszym pompowaniu pieniędzy w „królewskich”.

Bardziej niepokojąco wygląda rządowy plan podniesienia stawki opodatkowania uprzywilejowanych zagranicznych gwiazd – z obecnych 24 do 43%. Mogłoby to doprowadzić do ucieczki czołowych przedstawicieli „legii cudzoziemskiej” – prawdopodobnie do Anglii. tam astronomiczne gaże nie są żadnym problemem, nawet u takich średniaków jak Birmingham city, które jako dziesiąty klub Premier League przeszło w ręce obcokrajowców. inwestor z Hong kongu, carson Yeung, ma teraz 94% udziałów. Amerykańscy i azjatyccy biznesmeni są na Wyspach równie mile widziani, jak szejkowie. Mansour bin Zayed Al nahyan, członek rodziny królewskiej z Abu dhabi, podarował lekką ręką Manchesterowi city – po umorzeniu długów, w 2009 roku – 140 mln euro, czyli jedną czwartą wartości wszystkich graczy zakupionych przez kluby Premier League w ubiegłym roku.

Zdjęcia z Warsaw Challenge można obejrzeć na portalu: www.break.pl

Zdjęcie: Wojtek AntonoW; iLUStRAcjA: HeRi iRAWAn

K3L CY eza

Kilka tysięcy fanów hip-hopu zebrało się w majowy weekend w warszawskim parku im. Sowińskiego na Woli. Okazją do spotkania były breakdance’owe zawody Warsaw Challenge 2010. Do udziału w imprezie zaproszone zostały najlepsze składy taneczne z całego świata, między innymi obrońcy tytułu z zeszłego roku – Killafornia (USA), Drifterz (Korea Płd.), Top 9 (Rosja) i Squadron (USA). To właśnie ta ostatnia ekipa zwyciężyła w bratobójczej walce ze swoimi przyjaciółmi z Killaforni i zdobyła Puchar Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy. Poza atrakcjami tanecznymi głównym wydarzeniem imprezy był energetyczny i przebojowy koncert nowojorskiego mistrza rymów Taliba Kweli. Hip-hop nie umarł!

XIX Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w RPA: Od 11 czerwca do 11 lipca 2010

Szczawno-Zdrój Radzimy nie próbować Meksyk Gustavo Vildosola dziękuje 42 000 widzów

Przybrodzin Rower stary, ale jary. Kto by pomy-

tego w mieście. Nocne wyścigi w dużym ścisku bez przednich świateł. Grzegorz Guła

ślał, że na Jubilacie można robić triki. Czy można też na nim skakć do jeziora? Przemysław Knast

18

za wspaniałą atmosferę na arenie walk byków. Daniel Kolodin, Red Bull X-Fighters


B U L LWA R Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Podniebna historia Australijczyka

MOJE CIAŁO I JA

Matt hall

Nigdy nie miał wypadku, choć jako dziecko zaliczył wiele awaryjnych lądowań. Nieustannie ucieka przed słońcem – Australijczycy dokładnie wiedzą, z jakiego powodu. być Fit Poza sezonem trzy razy w tygodniu odwiedzam siłownię i trenuję półtorej godziny z ciężarami. Dodatkowo przez 45 minut wykonuję ćwiczenia cardio lub aerobik, ćwiczę czasem na bieżni, na rowerku albo na ergometrze. Podczas sezonu Air Race muszę się ograniczyć do kilku ćwiczeń aerobikowych, by utrzymać formę i mieć dobre samopoczucie. To ma służyć stabilizacji. Pod koniec roku zawsze słabiej się czuję i mam mniej energii, muszę ją więc wcześniej sensownie wydatkować. Filtr prZec iwsło necZn y – Fakto r 30 Kiedyś uwielbiałem wylegiwać się na plaży, dziś unikam słońca. W Australii informacje o szkodliwości promieniowania słonecznego i związanej z nią profilaktyce są wszechobecne. Strefa ozonowa jest tam bardzo cienka, często występują zachorowania na raka skóry. Mieszkam w pobliżu plaży, mam basen, ale nigdy nie wychodzę z domu bez odpowiedniego zabezpieczenia przeciwsłonecznego. ranny ptasZ ek Gdy rano mam złe samopoczucie, wychodzę i wykonuję ćwiczenia oddechowe oraz stretching. To mój własny program z elementami yogi i pilatesa. Chodzi o to, by uwolnić myśli, głęboko oddychać i nabrać przekonania: „Tak! Nic złego nie może się stać. Może to nie mój wyścig, ale nie zrobię nic nieprzemyślanego”. W ten sposób zaczynam widzieć świat z prawidłowej perspektywy.

Zdjęcie: Getty imaGes

Głębo kie oddec hy Podczas dobrych przelotów się nie męczę. Gdy jednak popełnię błąd, po wylądowaniu czuję, że jestem wykończony. Muszę wtedy głęboko oddychać, wyciągnąć nauczkę na przyszłość. twardy kark Mój kark jest w całkiem niezłym stanie, biorąc pod uwagę, ile przeszedł w ciągu ostatnich 20 lat. Po roku Red Bull Air Race trzymam się lepiej niż w czasie, gdy przestałem latać odrzutowcami wojskowymi.

Zak aZy dla pilotów Wciąż podróżuję po świecie: na przystanki Air Race, w sprawach reklamowych, aby mieć rękę na pulsie i na spotkania. To dość uciążliwe. Muszę przy tym zawsze być w dobrym stanie psychicznym i fizycznym. Nie mogę sobie pozwolić na taki luksus, by powiedzieć: „O, teraz mam jetlag”. W samolocie nigdy nie oglądam filmów, nie piję alkoholu – za to czytam książki i dużo śpię. Dzięki temu po wylądowaniu mogę trzeźwo myśleć i mieć dobry nastrój.

au, to boli! Miałem już tyle kontuzji, że przestało to być zabawne. Najgorsze sytuacje są oczywiście związane z lataniem, choć na szczęście nigdy nie przeżyłem awaryjnego lądowania. Muszę uważać na kontuzje karku, które powodują paraliże i silne bóle w nogach. Od dłuższego czasu nie mam kłopotów z dyskiem, gdyż dbam o formę. Pozostałych kontuzji nabawiłem się już w dzieciństwie. Wiele razy łamałem kości: podczas pływania na surfingu, jazdy na rowerze albo dlatego, że skądś spadłem. Nigdy nie byłem piecuchem. plan posiłków Współpracuję z ekspertem z dziedziny żywienia, który układa mój plan posiłków: co i kiedy powinienem jeść. Mój organizm tego potrzebuje: chcę być zdrowy, silny i wytrzymały. Proteiny rano, w ciągu dnia węglowodany, a wieczorem coś słodkiego, aby organizm mógł się zregenerować podczas snu. Podczas treningu jem beztłuszczowe lody z truskawkami lub mieszanymi owocami.

oGólnie By mieć dobry ogląd sytuacji i być zawsze skoncentrowanym, wypracowałem dwie strategie. Przed sezonem wyznaczam sobie długofalowe cele, dotyczące np. kariery. Podczas sezonu wyścigowego zajmuję się tylko celami krótkotrwałymi: trzeba być wtedy skoncentrowanym na tym, co aktualnie się dzieje. To dla mnie decydujące, by być w formie i pewnie, bezbłędnie latać. My hoMe is My cockp it Pierwszy krok, by wygrać wyścig? W kokpicie musi być wszystko na swoim miejscu. Czuję się w nim tak dobrze, że mógłbym tam spędzić cały dzień. Daty wyścigów, filmy i wyniki na: www.redbullairrace.com

19


B U L LWA R

EWOLUCJA SPRZĘTU

CZAS NA OLLIE!

Prześledźmy drogę rozwoju deskorolek – od raczej skromnych początków do najnowocześniejszej technologii.

Pierwsza deskorolka inżyniera technologii kosmicznych George’a Powella, który ze swojego hobby – jazdy na desce – uczynił zawód, jest konstrukcją przekładkową z klonowym rdzeniem i aluminiową powłoką. Powell korzystał z porad pioniera snowboardingu, Toma Simsa. Deska na zdjęciu to wersja dla 20

ważących 90 kg. Istniały też lżejsze warianty, dla skejterów o masie ciała 50–70 kg. Poliuretanowe kółka (Powell Bones Parkrider) otrzymały swoją nazwę w związku z kolorem przypominającym kolor kości. Gullwing Split Axle to według znawców Rolls-Royce wśród trucków (czyli osiek). Powell i Stacey Peralta

(legenda skateboardingu) połączyli siły: Powell-Peralta to obecnie jedna z czołowych światowych marek produkujących deskorolki. W 1977 roku deska ta była najbardziej zaawansowana na rynku i kosztowała w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze około 190 euro.

Zdjęcie: Theo cook

PROJEKT WYNALAZCY SIMS POWELL QUICKSILVER, 1977


NOWOCZESNA KLASYKA RYAN SHECKLER PLAN B FADER PRO, 2009 Deska firmy Plan B, która sponsoruje Ryana Shecklera: sklejona z siedmiu warstw klonu kanadyjskiego, podniesiony nose (przód) i tail (tył), antypoślizgowy grip tape (papier przypominający papier ścierny, przyklejany na wierzch deski; patent, który pierwszy raz pojawił się już w 1975 roku, ale dopiero

wiele lat później odniósł sukces światowy). Patron deski, Kalifornijczyk Ryan Sheckler, to jeden z najlepszych skejterów na świecie. Zaczął jeździć jako dziecko, w wieku 13 lat przeszedł na zawodowstwo i w tym samym roku zdobył pierwsze złoto na Summer X Games. Kółka z poliuretanu Sheckler

Urethane (także produkt Plan B), trucki firmy Silver Trucks. Za deskę trzeba zapłacić 60 euro, czyli jedną trzecią przeliczonej na dzisiejsze pieniądze ceny modelu Sims Quicksilver. Ryan Sheckler w akcji: www.ryansheckler.com

21


B U L LWA R

Poznajmy bliżej jednego z najbardziej obiecujących muzyków młodego pokolenia, twórcę audiodelicji z dziedziny soul disco.

Czy oprócz pseudonimu Elton John wpłynął jakoś na Twoją twórczość? cenię eltona, ale historia pseudonimu jest całkiem inna. kiedyś Zakłady radiowe eltra produkowały kolumny i wzmacniacze „eltron”. kiedy w liceum grałem w zespołach, był to sprzęt, który można było łatwo zdobyć. używam pseudonimu z sentymentu do tamtych czasów. Byłeś na Red Bull Music Academy? tak, poznałem tam wielu wspaniałych ludzi. numer „cup of wine”, który nagrałem wspólnie z cutheadem, fatimą, dennisem coffey, dyad’em, dorianem conceptem, nhj’em i miauu’em niebawem ukaże się w koh-i-noor records. A nad czym obecnie pracujesz? Pracuję nad „epką” dla Pet sounds. Zapraszam również do słuchania audycji – „ktoś cię kocha” – w radiofonii. „Ktoś Cię Kocha” to nie tylko audycja!? Zgadza się. od kilku lat prowadzę imprezy z tej serii w krakowskiej carycy. to moja „firmowa” impreza: głęboko, uczuciowo i bez kompromisów! Posłuchaj muzyki: www.myspace.com/eltron_john

KRÓtKo i Na temat Radość zwycięstwa – sukcesy na dwóch, czterech kółkach, na ziemi i w powietrzu. Norweg Anders

„Azun” Solum

pokonał w finale Red Bull Street Style w Kapsztadzie lokalnego matadora, Kamala Ranchoda (RPA)

Red Bull Salzburg zapewnił sobie w ostatniej grze austriacki tytuł mistrza, podobnie jak wchodzący do 4 ligi klub RB Leipzig

Surferka w kategorii Big Wave, Maya Gabeira (BRA), czwarty raz z rzędu wygrała Billabong XXL Awards w kategorii „Best Female Performance”

Zajmując drugie miejsce w finale Speed Ski w Verbier, Włoch Ivan Origone zapewnił sobie także II miejsce w ogólnej klasyfikacji pucharu świata, zaraz za swoim bratem Simone 22

Listy czytelników Odpowiedzi redakcji czekałem na taki magazyn jak wasz. Przeczytałem go od deski do deski, a już dawno mi się to zdarzyło. artykuły są interesujące, pisane żywym językiem, zdjęcia fantastyczne (w ostatnim szczególnie podobało mi się zdjęcie Paula steinera stojącego na samolocie). dobra robota. jestem waszym gorącym fanem. czekam na więcej. mariusz Czołem Mariusz. Dziękujemy za słowa uznania. Obiecujemy trzymać poziom. witam, kilkakrotnie w numerze majowym „red Bulletin” na stronach 10 i 11 szybowce Blaniki zostały nazwane samolotami. w imieniu pilotów szybowcowych proszę o nieużywanie zamiennie tych nazw, ponieważ szybowce i samoloty są różnymi maszynami. tego typu błąd można porównać do mylenia roweru z motorem. akrobacje wykonywane na szybowcach są trudniejsze ze względu na brak możliwości kontroli tempa opadania takiego zespołu. Pozdrawiam, szybowniczka Droga Szybowniczko. Zgadzamy się z Tobą w stu procentach i przyznajemy Ci rację. Sami lubimy rowery i gdyby ktoś nazwał nas motocyklistami, to moglibyśmy się obrazić. witam. czy istnieje możliwość zdobycia wcześniejszych numerów red Bulletina? Łukasz Cześć, Archiwalne numery można przeczytać na stronie redbulletin.sport.pl Listy do Red Bulletina prosimy wysyłać faksem pod numer +48 22 331 95 60, e-mailem: redbulletin@pl.redbull.com lub pocztą na adres: al. Wyścigowa 8a, 02-681 Warszawa, Polska. Wypowiedzi Czytelników zostaną wydrukowane tylko w wypadku, gdy tekst zostanie podpisany i będzie zawierać adres, numer telefonu lub adres e-mail nadawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów, jeśli listy są zbyt obszerne.

ZdjȨcia: wojtek antonow, Brian Bielmann/red Bull Photofiles, GePa Pictures, Paolo sartore, dean treml/red Bull Photofiles

Eltron John


B U L LWA R

CO CI SIEDZI W GŁOWIE

Tim BurTon

Ciężko stwierdzić, co mu siedzi w głowie, ale na pierwszy rzut oka widać, że na niej ma jedną z najciekawszych fryzur w Hollywood. Oto jak stał się człowiekiem, którym jest dziś. ACH, TEN BATMAN! Po nakręceniu „Batmana” latem 1989 roku, świat Burtona stanął na głowie. Nikt się tego nie spodziewał, ale film okazał się kasowym hitem i wywarł ogromny wpływ na kulturę. Furorę zrobił także soundtrack nagrany przez Prince’a. Rola Jokera zasiliła konto Jacka Nicholsona niebagatelną sumą ok. 50–60 mln dolarów.

MAŁY TIMMY B Tim Burton urodził się 25 sierpnia 1958 roku w Burbank, w Kalifornii. Jego matka była właścicielką sklepu z artykułami dla kotów. W dzieciństwie wcale nie był czarną owcą, jakby się mogło wydawać na przykładzie jego produkcji: „Nie miałem zbyt wielu przyjaciół, ale na świecie jest wystarczająco dużo dziwnych filmów. Każdy może codziennie znaleźć coś dla siebie”.

EKSPONAT TB W Museum of Modern Art w Nowym Jorku pojawiła się wystawa prac Burtona – zaszczytu tego dostąpili także Picasso, Jackson Pollock, Alfred Hitchcock oraz Henri Cartier-Bresson. Przegapiłeś wystawę? Nie przejmuj się! Od czerwca będzie można zobaczyć 700 eksponatów, m.in. obrazy, modele i naturalnej wielkości figurę Deppa jako Edwarda Nożycorękiego w Australian Centre for the Moving Image w Melbourne.

TeksT: paul wilson; ilusTRaCJa: lie-ins and TigeRs

SPECJALISTA OD LISÓW Po studiach na wydziale animacji i produkcji filmowej w California Institute of the Arts, Burton trafił do Disneya i zaczął pracę nad filmem „Lis i Pies”. „Miałem problemy z rysowaniem lisów” – wyznaje w książce Marka Salisbury’ego „Burton on Burton”. „Moje zawsze wyglądały jak rozjechane przez samochód”.

PRZYGODA Z ALICJĄ Tegoroczna produkcja Burtona – „Alicja w krainie czarów” – odniosła ogromny sukces i znalazła się w czołówce popularnych filmów 3D, tuż za „Avatarem”. W „Alicji…” znajdziemy nawet więcej trójwymiarowej akcji, niż w historii o niebieskich istotach z innej planety. W roli Czerwonej Królowej obsadził Bonham Carter, ale jak sama zainteresowana stwierdza na łamach gazety The Guardian: „Nigdy nie mogę liczyć na to, że Tim zrobi ze mnie ślicznotkę”.

WIELK I PRZEŁOM „Frankenweenie” – krótki film Burtona o chłopcu, który chce ożywić swojego psa – nie zdobył uznania szefów z Disneya, ale dał mu szansę na pierwsze długometrażowe dzieło: „Wielka przygoda Pee-wee”. Zaczął kręcić filmy jako 26-latek – tyle samo miał Steven Spielberg, kiedy w 1974 r. nakręcił „Sugarland Express”. Później pracowali razem przy produkcji telewizyjnej serii „Niesamowite historie”. RAZEM, ALE OSOBN O Burton poznał Helenę Bonham Carter na planie filmu „Planeta małp” (2001). Między nimi zaiskrzyło i od tamtej pory żyją „razem” w trzech sąsiadujących ze sobą domach w Londynie. Helena mieszkała tam już wcześniej, później para dokupiła sąsiednie budynki – jeden dla Burtona, drugi dla dwójki ich dzieci. Domy połączone są nadziemnymi przejściami.

MÓJ ZIOM JOHNNY Burton i Johnny Depp to para idealna. Pasują do siebie jak Scorsese i De Niro, jak duży popcorn i cola. Udowodnili to już w siedmiu produkcjach. Depp twierdzi, że reżyser uratował jego karierę, obsadzając go w roli Edwarda Nożycorękiego, na co Burton odpowiada: „Johnny jest mi bliski, ponieważ gdzieś głęboko w środku reagujemy na te same bodźce”.

CZAS NA CANNES W tym miesiącu Burton ma wręcz idealne dla niego zadanie do wykonania: będzie przewodniczył jury festiwalu w Cannes. „Młodzieńcze lata spędziłem na oglądaniu nawet trzech filmów po kolei lub 48-godzinnych maratonów horrorów, więc jestem na to gotowy” – mówi. Pytanie tylko, czy w upalnym klimacie południowej Francji jego włosy będą nadal sterczeć na wszystkie strony. Więcej o Timie na: www.timburton.com

23


B u l lwa R

TRIKI FIZYKI

JAK TRZYMAĆ PION?

prezentowany na naszym zdjęciu francuski mistrz bMX o dźwięcznych imionach i nazwisku Matthias dandois delaigue, pokazuje nam trik, który nazywa „plastic man”. Z plastikiem raczej nam się to nie kojarzy, już prędzej z pytaniem: czy się przewróci, czy nie? Zacznijmy nasze rozważania od najłatwiejszego przypadku, czyli jazdy na wprost. rowerzysta nie przewróci się, jeżeli linia poprowadzona od środka ciężkości układu (Ścu) pionowo w dół do podłoża – wektor siły ciężkości (FG) – „trafi” w powierzchnię podparcia. tej ostatniej nie należy mylić z powierzchnią przylegania, czyli styku opon z podłożem. powierzchnię podparcia możemy wyobrazić sobie jako obszar ograniczony wyimaginowaną cienką gumką, która opina wszystkie powierzchnie przylegania. Zadziwiające: powierzchnia podparcia roweru ma trochę ponad metr długości i tylko kilka centymetrów szerokości. rzut punktu Ścu musi znaleźć się na tym obszarze, inaczej nastąpi wywrotka. czy po tym wszystkim nie wydaje się wam dziwne, że w ogóle można jeździć na rowerze? a teraz przypadek szczególny. ponieważ Matthias jedzie na jednym kole, powierzchnia przylegania równa się powierzchni podparcia i jest bardzo mała – ma tylko kilka centymetrów kwadratowych. Gdzie jest środek ciężkości układu? najpierw ustalamy szacunkowo położenie środków ciężkości rowerzysty i roweru (Śc1 i Śc2). Środek ciężkości układu (Ścu) musi leżeć na odcinku łączącym Śc1 i Śc2. Masa ciała Matthiasa to 80 kg, a roweru 10 kg, więc Ścu dzieli ten odcinek w stosunku 8:1. Żeby Matthias nie przewrócił się razem z rowerem, poprowadzona od Ścu prostopadle do podłoża linia musi trafić w powierzchnię przylegania. ale nie trafia. dlaczego więc Matthias nie przewraca się na lewą stronę? dlatego, że jedzie po łuku koła. W takim przypadku – inaczej niż przy jeździe na wprost – działa dodatkowa siła, zwana siłą odśrodkową FO. jej wektor także ma początek w Ścu i jest skierowany poziomo na zewnątrz. ponieważ działają tu dwie siły, obowiązuje następująca zasada: rowerzysta i rower nie przewrócą się, jeżeli wektor siły wypadkowej FW (sumy tych dwóch wektorów) będzie „trafiał” w powierzchnię przylegania, co właśnie dzieje się w tym przypadku. Wektory można przesuwać równolegle. Można zatem przedstawić te trzy siły jako trójkąt prostokątny i wyrazić relację między nimi przy pomocy starego, dobrego twierdzenia pitagorasa: FW2 = FG2 + FO2. Żeby więc wykonać ten trik, trzeba mieć intuicyjnie opanowane podstawy matematyki. Matthias zdecydowanie ma... Blog flatlandera-zawodowca: matthiasdandois.blogspot.com

24

Zdjęcie: hadrian picard/red bull photofiles; ilustracja: Mandy fischer

Jedna z sił ma zdecydowanie coś przeciwko temu, aby zawodnicy BMX utrzymywali równowagę. Oni natomiast zachowują luz i pozwalają działać drugiej sile – jak wyjaśnia nasz fizyk.

Francuz Matthias Dandois Delaigue, l. 21, dwa razy wygrał puchar świata we flatlandzie. Pewnie dlatego, że – jak sam o sobie mówi – jest perfekcjonistą: „Nigdy nie jestem z siebie zadowolony. Mam to już od dziecka”


B u l lwa r

Liczby miesiąca

W powietrzu – piętnastu najbardziej utalentowanych pilotów świata. Na miejscu wyścigów, w siedmiu metropoliach, setki tysięcy widzów otwiera usta ze zdziwienia.

Z jedenastoma zwycięstwami na koncie Paul Bonhomme odniósł największy sukces w Red Bull Air Race. Bierze on udział w wyścigach od 2005 roku, ale na swój pierwszy tytuł mistrza świata musiał trochę poczekać. W 2007 miał taki sam bilans punktów jak Mike Mangold, ale o zwycięstwie Amerykanina zadecydowało miejsce w kwalifikacjach w Porto. Mangold wyprzedził Bonhomme o 0,43 sekundy. W 2008 Paul został wicemistrzem, plasując się za Hannesem Archem. Rok później w końcu zdobył pierwszy tytuł.

12

Piloci poddają się przeciążeniom do 12 g – 12 razy siła grawitacji. Przy większych przeciążeniach grozi dyskwalifikacja. Pilot o wadze 80 kg waży wówczas prawie tonę. Osobom bez przygotowania przy przeciążeniu 6 g grożą zaburzenia wzroku lub utrata przytomności. Nie jest to jednak problem dla piętnastki wytrenowanych pilotów z lotniczym doświadczeniem. W tym roku Kindlemann (BRA) będzie miał 11 tys. wylatanych godzin w lotach liniowych i kolejne 1200 w akrobacjach.

99

Niektórych pilotów łączy coś z ich numerem startowym. Co byłoby niemożliwe w NHL (numer zastrzeżony), samolot Gouliansa (USA) ma numer 99 na cześć legendy hokeja Wayne’a Gretzky’ego. O numerze Matta Halla (AUS) zadecydował jego syn, wielki fan Zygzaka McQueena (#95) z filmu animowanego „Auta”. Z kolei Alejandro Maclean (ESP) dodał po prostu dni urodzin swoich synów i otrzymał 36. 26

1500

Precyzja jest najważniejsza. Samolot o wadze 540 kg i mocy 340 KM wchodzi z prędkością 370 km/h w bramę Air Gate (o wysokości 20 m i szerokości 10–13 m) – to niewiele miejsca, biorąc pod uwagę 7,5-metrową rozpiętość skrzydeł. Pylony wykonane są z 220 m² najnowocześniejszego materiału na spinakery i wypełnione 70 m³ powietrza (co odpowiada liczbie 1500 balonów). Jeśli pylon zostanie uszkodzony, „Air Gejterzy” naprawiają go w ciągu 2–3 minut.

2

Podczas 31. edycji Annual Sports Emmy Awards, „Oskarów” transmisji sportowych,r elacja z Mistrzostw Świata Red Bull Air Race po raz drugi została wyróżniona w kategorii „Outstanding Technical Team Remote”. W ubiegłym roku spektakularne zdjęcia w jakości high definition obejrzało ponad 270 milionów widzów w 183 krajach.

400

Red Bull Air Race to skomplikowane zadanie logistyczne. 200-osobowy zespół czuwa nad jego przebiegiem. 14 dni przed wyścigiem rozpoczyna się budowa infrastruktury. 400 ton materiału – w tym Race Tower, Air Gates, sprzęt elektroniczny i hangary – przewozi się w 71 kontenerach. Transport odbywa się drogą wodną lub powietrzną – na pokładzie dwóch samolotów transportowych Boeing 747. Red Bull Air Race Nr 5: 20.06.2010, NYC, USA: www.redbullairrace.com

TeksT: Ulrich corazza; zdjęcia: GeTTy imaGes (3), markUs kUcera (2), joerG miTTer

11

Red Bull AiR RAce 2010


kunde


Team z największymi sukcesami w historii rajdów: Sébastien Loeb i Daniel Elena, Citroen, tu: w drodze po 56 zwycięstwo w Mistrzostwach Świata 2010

Herosi

Ci, którzy stają na wysokości zadania i osiągają wytyczone cele.

Zdjęcie: MassiMo Bettiol/Getty iMaGes

30 rachel atherton 36 lionel messi 40 sÉbastien loeb


Herosi

Rachel atheRton Kobieta o żelaznych nerwach i dama z bliznami, twórczyni pysznych deserów i młodsza siostra. Przede wszystkim jednak najszybsza kobieta na świecie w downhillu MTB. Tekst: Werner Jessner

30

Minibus wspina się szybko po wąskich i stromych górskich szosach liguryjskiego wybrzeża. Za kierownicą po prawej stronie Dan Brown – menedżer, osoba odpowiedzialna za kontakty z mediami, opiekun, a w razie potrzeby także kierowca. Obok niego George David Atherton zwany Gee, mistrz świata w downhillu. Na siedzeniu z tyłu leży dziewczyna: wysoka i muskularna szatynka. Śpi kamiennym snem. Żaden normalny człowiek nie mógłby spać w takich warunkach. Żaden oprócz Rachel Atherton, mistrzyni świata DH z 2008 roku. „Na kogoś, kto wychował się w bezludnej okolicy wśród angielskich pagórków, taka jazda działa jak kołyska. Mogę spać jak niemowlę nawet w bagażniku minibusa” – mówi. Po dotarciu na górę budzi się z półgodzinnej drzemki. Przeciąga się jak kotka, wprawnym ruchem zakłada ochraniacze i kask, potem jedzie kawałek pod górę na start. Trasa Varigotti-Downhill w okolicach Finale Ligure jest bardzo techniczna, krótka i twarda. Podłoże z luźnych kamieni nie wybacza błędów w linii przejazdu. Athertonowie przyjechali tu na testy. Mechanicy, Stevie i Andy, co pół godziny zmieniają w dolinie wyposażenie rowerów. Dzisiaj sprawdzają opony i ich zachowanie na felgach o zróżnicowanej szerokości w warunkach wyścigu. Rachel Atherton dostała właśnie prototypowe gumy Continental Kaiser, na których jedzie pierwszy raz. Na trasie zainstalowano system firmy Freelap do bezprzewodowego pomiaru czasu przejazdu i trzech „międzyczasów”. Dziewczyna, która jeszcze przed chwilą drzemała na tylnym siedzeniu auta, nastawia stoper i zanurza się w swoim świecie. Szósty raz tego dnia wjeżdża na swoim indywidualnie dopasowanym Commençalu Supreme DH w profile, szósty raz najeżdża na hopę, szósty raz przyspiesza jak sprinterka na odcinku do pedałowania – i dociera do mety na nowych oponach tak samo wolno, jak Gee podczas swojego przejazdu. Podobnie brzmią też ich słowne oceny opon, wpisywane do specjalnego formularza. Widać, że ten prototyp raczej nie będzie produkowany seryjnie.

W ciągu ostatnich dziesięciu minut mogliśmy zaobserwować kilka akcji nieosiągalnych dla normalnych ludzi: prędkość, równe tempo, precyzyjną informację zwrotną dla mechaników i szybkie przestawienie się ze stanu czuwania na atak. Jak to się zaczęło? Bardzo wcześnie można było się zorientować, że Rachel Atherton będzie się ścigać – właściwie nie miała innego wyboru. Pierwszy wyścig na BMX wygrała w wieku ośmiu lat: „Byłam wyższa od innych dziewczyn”. Na wsi, gdzie wychowywali się Athertonowie, poza BMX nie było zbyt wielu rozrywek. Nawet ojciec Athertonów jeździł w wyścigach, a jego znakiem firmowym były rękawice robocze, naszyte na kolana dżinsów jako ochraniacze. Rolę przywódcy dzieciaków odgrywał Dan, najstarszy brat Rachel. „Cała wieś za nim jeździła”. Rachel próbowała trochę jazdy konnej – bez siodła – na walijskim kucu górskim w typie Cob o imieniu Bramble, ale bardzo szybko okazało się, że woli spędzać czas z braćmi. Na rowerze z koszykiem z przodu musiała jeździć do lasu, bo Athertonowie przeprowadzili się i w nowym miejscu nie było już tylu tras BMX, a chłopcy szybko zorientowali się, że zjeżdżanie z góry dostarcza większej frajdy niż jazda po płaskim terenie. Rachel nie pamięta już dokładnie swoich pierwszych wyścigów downhillowych. Pamięta za to braterską radę Dana: „Jeżeli chcesz być dobra w wyścigach, musisz najpierw być dobrą riderką”. Wcześniej Rachel wsiadała na przejęty po braciach rower tylko przed wyścigami. Wystarczyło, żeby zwyciężać, a w końcu chodzi właśnie o zwycięstwo, prawda? Początkowe lata zlewają się we wspomnieniach w jedną wielką, szczęśliwą podróż: z mieszkaniem w kamperze, ogniskami, fajnymi ludźmi, zwycięstwami, gubieniem butów, zabawami w błocie i zawartymi wtedy przyjaźniami, które trwają do dziś. Nawet jako mistrzowie świata i zwycięzcy pucharu świata, Athertonowie jeżdżą w lokalnych wyścigach gdy tylko się da. Rachel mówi: „Chciałabym, żebyśmy mogli dalej sypiać w kamperze. Świetna atmosfera

ZDJęCie: THOMAS BuTLeR/ReD BuLL PHOTOFiLeS

Imię i nazwisko Rachel Laura Atherton Data i miejsce urodzenia 6 grudnia 1987 r., Salisbury, Anglia Miejsce zamieszkania Llangynog, Walia Zawód Profesjonalna zawodniczka (downhill) Sukcesy Mistrzostwo Wielkiej Brytanii, Europy i świata, zwycięstwo w klasyfikacji łącznej pucharu świata (jak na razie siedem zwycięstw indywidualnych w PŚ) Internet athertonracing.co.uk


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Rodzina Atherton testuje w Włoszech

Coś, czego może jeszcze nie wiedzieliście o mistrzyni świata w downhillu, Rachel Atherton: ta młoda dama jest utalentowaną piosenkarką. Teksty do jej rapowanych kawałków pisze brat Gee


Herosi

Dan (po lewej) – najstarszy z rodzeństwa Athertonów – sprawił, że Rachel i Gee zaczęli jeździć; ironia losu: sam jeszcze nigdy nie zdobył tęczowej koszulki MŚ 32

w latach 90. miał stać się jedną z głównych postaci downhillowego świata. Rachel dostrzega w treningu z mężczyznami same zalety: „Oni są z natury szybsi, silniejsi i mogą dzięki temu jechać po krótszych liniach przejazdu. Zwykle więcej ryzykują i poprawiają wyniki szybciej od kobiet. Poza tym więcej z siebie dają. Gdybym trenowała z kobietami, nie doszłabym tak szybko do granic swoich możliwości”. W downhillu nie ma określenia „za trudne”. Mężczyźni i kobiety zjeżdżają oczywiście po tych samych trasach, DH to nie narciarstwo. Rachel czuje, że jest dobrze, gdy traci do Gee i innych facetów nie więcej niż 10% czasu. A co dostają od niej w zamian bracia? „Lubię gotować i dobrze mi to idzie, przede wszystkim desery. Czasami jestem też lepsza od Gee w brzuszkach”. Z jednej strony trójka rodzeństwa w tej samej drużynie to świetny układ, ale z drugiej – bywa przyczyną sporów: trójka startujących indywidualnie sportowców to trzy różne zdania. To pierworodny Dan, w rodzinie zwany Affy, łagodzi spory, gdy Gee i Rachel nagle wybuchną. Co oczywiście nie zmienia faktu, że wszyscy troje czują się ze sobą bardzo związani. Styczeń 2009. Po wspaniałym poprzednim roku Rachel otwiera nowy sezon jako faworytka. Athertonowie zamienili na dwa miesiące swoją deszczową Walię na Kalifornię. Do tego sezonu trzeba przygotować organizm w suchym i ciepłym klimacie. Tego dnia w programie jest indywidualna jazda na czas na rowerze wyścigowym. Po zamkniętej dla ruchu drodze na trasę pierwsza wyrusza Rachel, za nią podążają Gee i Dan. Rachel jedzie nisko pochylona, żeby zminimalizować opór powietrza. Czuje się mocna, bo dużo trenowała. Po kilku milach zza zakrętu nagle wyłania się pick-up. Kierowca i Rachel próbują się wyminąć, ale odbijają w tę samą stronę. Rachel przelatuje przez znajdującą się na metrowej wysokości maskę i wbija się w przednią szybę. Zza zakrętu wyjeżdża Gee. Przechodnie zdążyli już zabezpieczyć miejsce wypadku. Widzi Rachel leżącą na ziemi w porozrywanym kombinezonie: „Pomyślałem, że moja młodsza siostra nie żyje”. Jednak żyje. Na szczęście nie może zobaczyć swojej strasznie opuchniętej twarzy. Krew także nie robi na niej wielkiego wrażenia. Daje precyzyjne instrukcje: „Wyskoczył mi bark. Musicie go nastawić”. Bez narkozy można to zrobić tylko bezpośrednio po kontuzji, potem tkanki są za bardzo opuchnięte. W tym czasie na miejsce wypadku dojeżdża także Dan. Razem z Gee chwytają siostrę za posiniaczone ramię. Rachel – wtedy 21-latka – krzyczy z bólu. Mimo to braciom udaje się nastawić bark. Wszystko ok? Taka niewielka kontuzja barku to najwyżej dwa miesiące kuracji? Zdecydowanie nie. Dzisiaj Rachel przyznaje, że od razu spodziewała się cięższych obrażeń niż tylko zwichnięcia barku. Po kilku dniach (i niebotycznie wysokich rachunkach od amerykańskich lekarzy) drętwienie lewego ramienia okazuje się być spowodowane przerwaniem nerwów. Prosta sprawa: nie ma nerwów – nie ma siły w mięśniach, a bez sprawnych mięśni nie ma downhillu. Bez downhillu nie ma kariery. W końcu pojawia się nadzieja: specjaliści będą mogli to wyleczyć, ale

ZDJęCiA: ViCTOR LuCAS (2)

w obozie zawodników, wspaniali ludzie i poczucie wspólnoty – to jest w DH niesamowite”. Przyjaźnić się, a podczas zawodów walczyć ze sobą do upadłego – ta zasada obowiązywała też w odniesieniu do braci, Gee i Dana. ich zdrowa rywalizacja podnosiła poziom sportowy, z czego korzystała także siostra, która podążała za braćmi. Kiedyś ojciec został po raz pierwszy w domu, a dzieci pojechały dalej. W wieku 17 lat Rachel Atherton zdobyła mistrzostwo europy juniorek. Już w rok później (2006) wygrała pierwszy seniorski wyścig Pucharu Świata (w Brazylii) i zakończyła rok na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej. i w końcu historyczny weekend: 1 czerwca 2008 roku rodzina Athertonów zdominowała Puchar Świata rozgrywany w Andorze. Rachel zwyciężyła w downhillu kobiet, Gee wśród mężczyzn, a Dan wygrał four cross (4X). Na całym świecie nie ma rodzeństwa, które odnosiłoby podobne sukcesy w sporcie wyczynowym. Wkrótce dołożyli do tego kolejne zwycięstwo: Rachel i Gee zdobyli tęczowe koszulki Mistrzów Świata w downhillu we włoskim Val di Sole. Rachel uzyskała nad następną zawodniczką gigantyczną przewagę – 11,99 sekundy. W sporcie, w którym decydują dziesiąte i setne części sekundy, to zupełnie inny świat, inna galaktyka – to tak samo trudne do wyobrażenia, jak piłkarz, który strzeliłby dwanaście goli w finale MŚ. Podobną przewagę jak Rachel w Val di Sole w 2008 roku osiągnęła kiedyś tylko Anne Caroline Chausson – niewątpliwie najlepsza zawodniczka, która kiedykolwiek dotknęła naszej planety dwoma kołami: dwukrotna mistrzyni świata w DH, czterokrotna w dualu, trzykrotna w BMX, zdobywczyni 55 zwycięstw w pucharze świata, 10 mistrzostw europy, 9 mistrzostw Francji, zwycięstwa w Mégavalanche, a do kompletu także olimpijskiego złota w BMX w Pekinie. Rachel: „Anne Caro to absolutna legenda. Jestem dumna, że kilka razy stałyśmy razem na podium, ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek była tak dobra jak ona”. Czy jednak się nie pomyli? Kariera Rachel we frapujący sposób przypomina drogę Chausson na sam szczyt. u Rachel rolę motywatorów odegrali bracia – Chausson jako mała dziewczynka próbowała podążać śladami kolegi z internatu, Cédrica Gracii, który


Heroes

Najpiękniejszy komplement? „Przejechałaś to jak facet”.


To nie żaden trick, tylko normalny odcinek trasy wyścigu (a dokładnie Valnord, Andora). Sprzęt Athertonów jest o klasę lepszy od normalnie sprzedawanych rowerów DH: lżejszy, z indywidualnie dopasowaną geometrią i elementami zawieszenia niedostępnymi na wolnym rynku. Downhill to Formuła 1 w kolarstwie górskim

34

nie w ciągu kilku tygodni. Regeneracja nerwów trwa długo. Wczesnym latem neurochirurg podczas ośmiogodzinnej operacji usuwa Rachel pasmo nerwowe ze stopy i wstawia je w okolice uszkodzonego barku. W miejscu pobrania stopa Rachel nie odczuwa bodźców, ale powoli powraca czucie w lewym barku i ramieniu. „Nie wiem, czy kiedykolwiek będę znowu w stu procentach sprawna, ale wystarczy, żeby jeździć”. Pod koniec marca 2010 roku, czternaście długich miesięcy po kontuzji, Rachel wystąpiła w swoim pierwszym wyścigu DH – niewielkiej pucharowej imprezie Maxxis-Cup w Portugalii. Padało, trasa tonęła w błocie i była prawie nieprzejezdna. Rachel wygrała z dużą przewagą. Perfekcyjny come back, o którym do tej pory bała się mówić: racing i riding to dwie różne rzeczy. Przejażdżki w spacerowym tempie nie dają frajdy zawodnikom pokroju Athertonów. Co dał jej ten okres po wypadku? „Mam dziś więcej cierpliwości. Obojętnie jak mocno czegoś chcesz, masz na to więcej czasu niż sądzisz. Przed wypadkiem byłam zawodowcem w MTB i wyścigach, dzisiaj mam nadzieję, że jestem bardziej kompletnym człowiekiem”. Gdy było bardzo źle, wyjmowała tęczową koszulkę, zakładała ją i szeptała do siebie: Rachel Atherton, mistrzyni świata. Potem robiło się lepiej. Po wypadku zapisała się na studia z literaturoznawstwa (które zawiesiła, gdy mogła wznowić profesjonalne treningi),

wzmocniła ekipę dirt.tv jako reporterka i prowadziła jak równy z równym pełne humoru, ciekawe wywiady z innymi zawodnikami pucharu świata. Do tej pory nie miała wzorców osobowych, a teraz odkryła książkę „Just a Little Run Around the World” swojej rodaczki, Walijki Rosie Swale-Pope: „Po śmierci męża postanowiła przebiec świat dookoła: przez Alaskę i Syberię, zimą. Miała wypadek, złamania, ale potem biegła dalej. Takie kobiety bardzo mnie inspirują”. Swoje przeciwniczki Rachel darzy szacunkiem, ale zastrzega: „Jesteśmy zawodowymi sportowcami i nasza praca polega na byciu szybszym niż inni. im bliżej jest się z jakimś człowiekiem, tym trudniej jest pokonać go w rywalizacji. Dlatego staram się zachowywać dystans”. Przemawia przez nią inna Rachel: totalna profesjonalistka. Jedna Rachel nienawidzi wczesnego wstawania – druga Rachel wie, że trzeba obudzić się możliwie wcześnie, na długo przed rozpoczęciem wyścigu. „Bycie zawodowcem wiąże się z ponoszeniem ofiar. Musisz wszystko podporządkować jednemu celowi. Jeżeli tego nie zrobisz, zrobią to inni”. Noclegi poza domem przez 200 dni w roku, ciągle jakieś drobne dolegliwości, cały czas bycie „na świeczniku”. Trzeba naprawdę chcieć to robić, zwłaszcza że w downhillu nie zarabia się wielkich pieniędzy. „Brzmi to banalnie, ale jest prawdą: zajmujemy się DH, bo kochamy ten sport. Gdyby naszym celem było zarabianie pieniędzy, znaleźlibyśmy sobie coś innego: Formułę 1 albo golfa”.

ZDJęCiA: ViCTOR LuCAS (4)

Heroes


Herosi

W tych dyscyplinach mniej jest też posiniaczonych i podrapanych nóg, przy czym Rachel jest dowodem na to, że „można być jednocześnie zawodowcem i damą nawet w takim twardym sporcie”. Kolczyki i elegancki szal podczas kolacji nie kłócą się ze szramami. „Pewnie, że chętnie miałabym zawsze gładkie i piękne nogi, ale zadrapania to część naszego sportu. Niektóre blizny działają jak tajna broń. Dodają ci sił”. Wie jednak, że niektórzy ludzie tego nie zrozumieją. Anglia ma teraz chyba najlepszą scenę DH na świecie: wspaniałe trasy, mocno obsadzone wyścigi, niewielkie różnice wyników i poważne podejście. „Zrozumiano u nas, że downhill to ciężka praca, sport, w którym nie można polegać tylko na własnym talencie. Właściwie najlepsi powinni być zawodnicy z uSA, bo mają tam najlepszą infrastrukturę. My nie wjeżdżamy na górę wyciągiem krzesełkowym, tylko na przyczepach – wszystko jest mokre i ubłocone. Gdy jesteś już na górze, chcesz w wyścigu dać z siebie wszystko”. Athertonowie potrafią wykorzystać istniejące niedostatki jako zalety: kto jest szybki w trudnych warunkach, w ciepełku i słoneczku południowej Francji będzie jeszcze szybszy. Postać, która integruje. To, co kiedyś było dziwactwem z gwarancją upadku, już dawno rozwinęło się w kierunku spektakularnego sportu wyczynowego, który przyciąga po 20 000 widzów do Mariboru,

Whistler czy Fort William. Jak można scharakteryzować DH w pięciu słowach? „Pasja, szybkość, technika, kalkulacja, frajda”. A adrenalina? „Też, ale ja bym tak tego nie opisała. W downhillu trzeba być czujnym, to nie adrenalina. Bezmózg nie będzie najszybszy, wręcz przeciwnie”. Atherton dostrzega pozytywny rozwój swojej dyscypliny: „DH rozwija się powoli i zdrowo. Biurokracji jest niewiele, nie ma kwestii dopingu. Testują nas przed każdym wyścigiem, a jeszcze nie słyszałam, żeby jakiś zawodnik DH został przyłapany (poza kilkoma przypalającymi trawę dzieciakami, co trzeba uczciwie przyznać). Być może downhill będzie za dwadzieścia lat dyscypliną olimpijską, ale to teraz mało ważne. Najważniejsze jest to, żeby za dwadzieścia lat ludzie tak samo kochali ten sport”. Rachel Atherton ma zadatki na bycie wzorem dla nowego pokolenia. Może spopularyzować DH i sprawić, że będzie on bardziej atrakcyjny przede wszystkim dla kobiet. Ma 22 lata i jeszcze dużo czasu: Steve Peat, aktualny mistrz świata wśród mężczyzn, skończy w tym roku 36 lat. Następnym sportowym celem Rachel jest odzyskanie tęczowej koszulki mistrzyni świata, którą musiała w ubiegłym roku z powodu kontuzji oddać bez walki. „No problem” – kokietuje i uśmiecha się swoim serdecznym uśmiechem młodszej siostry.

Sceny z życia sportsmenki: Rachel Atherton, mistrzyni świata w DH

Odjazdowy adres: pl.redbulletin.com/print2.0 Oficjalna strona: www.athertonracing.co.uk

35


herosi

lionel messi

Mały człowiek – wielki piłkarz. Czy jego gwiazda zabłyśnie również na największej scenie sportowej w Republice Południowej Afryki? Tekst: Simon Kuper

36

Podobno to babcia Leo zmusiła trenera Aparicio, aby pozwolił pięciolatkowi zagrać ze starszymi braćmi. Sam Aparicio mówi, że miał tylko dziesięciu graczy i kiedy zobaczył malca kopiącego piłkę o ścianę, zapytał matkę Messiego: „Pożyczy mi go pani?”... Wszyscy natomiast są zgodni co do wersji kolejnych wydarzeń. Mama Messiego ubrała go w strój drużyny. Pierwsza piłka potoczyła się wprost pod jego prawą nogę. Następnie przeszła pod lewą. „Zaczął dryblować, jakby grał całe życie” – wspomina Apa. Zagranicznego świadka zdarzenia, przypadkowo przebywającego w argentyńskim mieście Rosario (urodził się tam Che Guevara), na ten widok dosłownie zatkało. Ale nie Argentyńczyków. Od razu wiedzieli, kim jest Messi: pibe, czyli „ten chłopiec” – dzieciak, na którego czekali. Zazwyczaj największe emocje przed MŚ wiążą się z tym, kto wygra. W tym roku ludzie chcą tylko wiedzieć, czy w RPA zobaczymy Messiego w najlepszej formie. Jeśli pokaże to samo, co zaprezentował w Barcelonie, ale w najważniejszej piłkarskiej scenerii – cóż, nic więcej nie będzie nam potrzebne do szczęścia. Podczas tegorocznych MŚ liczy się przede wszystkim Messi. Aby go zrozumieć, trzeba najpierw zrozumieć jego argentyńskie i piłkarskie pochodzenie. W 2000 roku w Buenos Aires socjolog Eduardo Archetti wyjaśnił mi znaczenie słowa pibe. Według niego pibe to postać, która istniała w głowach argentyńskich fanów futbolu już w latach 20. XX wieku. Pibe uczy się grać na potrero – „nierównym miejskim boisku” – gdzie tylko ci, którzy potrafią dryblować, są w stanie utrzymać przy sobie piłkę. Jego kreatywna gra nazywana jest przez Argentyńczyków la nuestra, czyli „nasza” – to styl wywodzący się według nich z wyobraźni dziecka. W 1928 roku dziennikarz Borocotó zaproponował na łamach popularnego magazynu piłkarskiego wydawanego w Buenos Aires, „El Grafico”, aby przy „jakimkolwiek chodniku” postawić pomnik na cześć tego, kto wymyślił dryblowanie. Pomnik ten miałby przedstawiać „chłopca z przybrudzoną twarzą, dziką

grzywą włosów unikających grzebienia, z inteligentnymi, niespokojnymi i zarazem przekonującymi oczami oraz iskrzącym spojrzeniem, które zdradza łobuzerski uśmiech, niewidoczny na ustach skrywających małe zęby, które zapewne starły się od jedzenia wczorajszego chleba”. Brzmi znajomo? Kiedy 50 lat temu pojawił się Maradona, argentyńscy fani futbolu już na niego czekali. W 1943 roku napisano „o nim” nawet tango, zatytułowane, „El Sueño Del Pibe” (Marzenie pibe). W piosence, którą Maradona zaśpiewał publicznie, młody pibe porównuje się do legend piłki nożnej: Najdroższa mamo, zarobię pieniądze, będę jak Baldonedo, Martino i Boyé. Piosenka kończy się snem chłopca: Przejął piłkę, grając spokojnie, mijając wszystkich, dotarł do bramkarza i mocno kopiąc, stał się królem strzelców. Piosenka ta była zapowiedzią nie tylko słynnego gola zdobytego przez Maradonę w meczu z Anglią w 1986 roku, ale także rewanżu Anglików w wykonaniu 18-letniego Michaela Owena w 1998 roku (Argentyńczycy ze smutkiem przyznali: „Anglicy znaleźli swojego pibe”), oraz licznych bramek zdobytych przez Messiego. Dla Argentyńczyków Maradona i Messi stanowią kwintesencję Argentyny. Pewien fan piłki nożnej w wywiadzie udzielonym Archettiemu w latach 90. powiedział: „Naszym problemem jest to, że mieliśmy Maradonę i już zawsze będziemy oczekiwać, że dostaniemy następnego”. Roberto „El Negro” Fontanarrosa, legendarny argentyński rysownik, pisarz i kibic piłkarski z Rosario, miał podobne poglądy: „Maradona nie mógłby pochodzić z Belgii”. Archetti powiedział kiedyś,

ZDJęCiE: ADiDAS

Imię i nazwisko Lionel Andrés Messi Data i miejsce urodzenia 24 czerwca 1987 r., Rosario, Argentyna Debiut na boisku W wieku 5 lat Wzrost 1,69 m Klub piłkarski Barcelona Pozycja Napastnik Debiut zawodowy Sezon 2004/2005 Osiągnięcia Mając 13 lat dołączył do Barcy; w Młodzieżowych MŚ FIFA w 2005 roku — zdobył sześć goli i mistrzostwo dla Argentyny; w reprezentacji Argentyny zdobył złoto na Igrzyskach Olimpijskich 2008 Ulubione danie Milanesa Napolitana (panierowany stek z szynką, topionym serem i sosem pomidorowym) Więzi rodzinne Dwóch jego kuzynów – Maxi i Emanuel Biancucchi – to także zawodowi piłkarze Web www.leomessi.com


Najmłodszy piłkarz w historii, grający w La Liga i zarazem najmłodszy zdobywca ligowego gola. Czy pokaże, co potrafi podczas Mistrzostw Świata 2010?


herosi

że argentyńscy bohaterowie umierają młodo i w ten sposób przepowiedział niestety przyszłość swoją i Fontanarrosy. Zmarł na raka w Norwegii w czerwcu 2005 roku – cztery tygodnie przed tym, jak Messi wygrał dla Argentyny młodzieżowe MŚ w Holandii. Fontanarrosa odszedł w 2007 roku. Żył na tyle długo, aby móc zobaczyć Messiego w akcji. Z pewnością od razu wiedział, że to kolejny pibe. Messi może i jest typowym Argentyńczykiem, ale opuścił Argentynę w okresie dojrzewania. Przyczyną był wyjątkowo niski wzrost – w wieku 13 lat mierzył zaledwie 1,40 m. Konieczne było zastosowanie kuracji hormonalnej, której koszt wynosił 900 dolarów miesięcznie. Jego niezamożny ojciec, który pracował w fabryce, dosłownie błagał ówczesny klub syna – Newell’s Old Boys – o pomoc, ale zarządzający nim doszli do wniosku, że nie ma sensu inwestować w niskie dziecko. Karierę Messiego ocalili katalońscy krewni. Jeden z kuzynów zwrócił na niego uwagę Barçy. W meczu próbnym Messi zdobył pięć goli i klub zgodził się pokryć koszty kuracji. Rodzina ze łzami w oczach opuściła Rosario i udała się do europejskiego miasta, o którym wiedzieli tak niewiele, że bliskość morza okazała się zaskoczeniem. Każdego wieczoru w Barcelonie pibe dostawał zastrzyk hormonalny w stopę. Na początku był tak niski, że siedząc na ławce nie sięgał stopami do ziemi, ale szybko osiągnął wzrost 1,69 m – wystarczający, aby zostać piłkarzem. Po raz pierwszy zobaczyłem go na młodzieżowych MŚ w 2005 roku. W finale Argentyna pokonała Nigerię dzięki dwóm rzutom karnym Messiego. Zapamiętałem zwłaszcza ten drugi. Niektórzy piłkarze czekają, aż bramkarz rzuci się w którąś ze stron i wtedy posyłają piłkę w przeciwny róg, ale Messiemu wystarczyło, że bramkarz delikatnie przesunął ciężar ciała na prawą nogę. Argentyna wygrała 2:1. Siedzący na trybunie obok mnie Holender Piet de Visser, światowej klasy ekspert w dziedzinie młodzieżowej piłki nożnej pracujący dla Chelsea, krzyknął: „Maradona!”. Dokładnie to samo pomyślał sam Maradona. „Zobaczyłem swojego następcę” – ogłosił w swoim talk-show La Noche del Diez. „Messi musi chyba mieć dodatkowy, szósty bieg. Piłka dosłownie przykleja się do jego stopy. On czuje piłkę: to go wyróżnia”. Ale patrząc na Miessiego tylko jedna myśl przychodzi do głowy: to dzieciak. Wygląda jak dziecko, które wygrało konkurs i w nagrodę spędza dzień z Barçą. Budowa jego ciała zaprzecza wizerunkowi współczesnego umięśnionego sportowca. Kiedy Messi dostaje piłkę, nawet nie stara się jej dotykać – biegnie przed siebie, a piłka toczy się obok niego. Wygląda jak chłopiec na przechadzce z psem. Drybluje, wykonując małe kroczki, dzięki czemu zmienia kierunek szybciej niż przeciwnicy. Jego zagraniem popisowym jest atak po przechwyceniu piłki. Często jest blokowany przez rywali, piłka odlatuje na bok, blokujący tracą równowagę, a Messi natychmiast odzyskuje kontrolę nad ciałem i piłką. W ten oto sposób strzelił dwa z czterech goli w kwietniowym meczu z Arsenalem. 38

Krótko mówiąc: typowy pibe z potrero. „Doskonale urzeczywistnia argentyński sen o futbolu” – mówi Jorge Valdano, argentyński piłkarz i dyrektor techniczny Realu Madryt, zwany „filozofem futbolu”. Ale Messi to ktoś więcej niż tylko pibe. Problemy ze wzrostem zaprowadziły go do najlepszej na świecie akademii piłkarskiej – La Masía. Dzięki niej nie został drugim Maradoną. Jak wielu piłkarzy w jego czasach, Maradona żył jak gwiazda rocka. Barcelona wyciągnęła wnioski z błędów Maradony i Ronaldinho (dołączyli oni do Barçy jako najlepsze na świecie młode talenty; obydwaj ulegli pokusom: Maradona kokainie, Ronaldinho alkoholowi). Nałogi, pokusy – nie ominęło to także Messiego. Gdy tylko znalazł się w pierwszym składzie Barcelony, Ronaldinho zaczął zabierać go na nocne eskapady. W końcu Josep Guardiola, trener drugiego składu Barçy, powiedział mu: „Masz dwie możliwości: albo będziesz dalej imprezował i wylecisz stąd za kilka dni; albo zaczniesz odpowiednio się odżywiać, zrezygnujesz z alkoholu, będziesz się kładł wcześnie do łóżka i przychodził na czas na treningi. tylko wtedy masz szansę stać się najlepszym piłkarzem na świecie”. Barça jest jak rodzina, zadbała więc o to, by Messi nie został synem marnotrawnym, tylko posłusznym. Albert Capellas, koordynator grup młodzieżowych w ośrodku La Masía zlokalizowanym w zabytkowym budynku stojącym obok stadionu Camp Nou, mówi: „Messi i iniesta (Andres) już tu nie mieszkają, ale nadal jest to ich dom. Jedzą tu posiłki i jeśli mają jakiś problem, zawsze mogą do nas przyjść – jak


herosi

ZDJęCiA: ACtiON PRESS, GEtty iMAGES (4), iMAGO, REFLEX MEDiA

CREDitS

Po lewej: w akcji, mecz Argentyna–Nigeria, finał Igrzysk Olimpijskich 2008; poniżej: wygrywając Młodzieżowe MŚ 2005; środek, po lewej: z Maradoną; środek, po prawej: młody Leo z początkującymi piłkarzami; dół, po lewej: Messi kontra Real Madryt; dół, po prawej: Messi i kolega z drużyny Iniestia świętują zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów UEFA

do matki czy ojca. Dla nas nie są gwiazdami. to po prostu Leo i Andres. Uczymy ich: jesteście dobrymi ludźmi, trzymajcie się swoich zasad”. Pod wpływem Barcelony pibe stał się grzecznym chłopcem również na boisku. Frank Rijkaard – trener Barcelony, który dał Messiemu szansę na debiut – powiedział mi w 2008 roku: „Oglądałem mecze, podczas których przez 90 minut wydawało się, że on gra sam przeciwko jedenastce rywali – a i tak wygrywaliśmy 1:0, był remis, albo przegrywaliśmy tylko 1:0. to fantastyczny drybler, ale czasem też zmienia taktykę: raz drybluje, innym razem podaje piłkę do tyłu i przesuwa się na środek. Jego działania przynoszą lepsze efekty, gdy mniej się stara”. Maradona potrafił dryblować, podawać i strzelać, ale Messi – w dużej mierze dzięki Barcelonie – opanował do perfekcji nawet blokowanie. Jest zawodnikiem kompletnym. Można powiedzieć, że pibe stał się Europejczykiem. Zapewniono mu edukację, jakiej Maradona nigdy nie dostał. Mając 22 lata (obecny wiek Messiego), Maradona nadal grał w Argentynie. Pod niemal każdym względem osobowość Messiego bardziej sprzyja wielkiej karierze. Nie ma zbyt wiele do powiedzenia, brak mu poetyckiego talentu Maradony. „Nie wychodzę zbyt często. Lubię samotnie spędzać czas w domu” – mówi. to dwa zdania, których nigdy nie usłyszeliśmy od Maradony. Messi może nie posiadać wielu z zalet Maradony, ale z pewnością nie ma też jego wad. A jednak rodacy nieustannie pytają, dlaczego nie gra tak dobrze w reprezentacji narodowej Argentyny. Gdy gra dla Barçy, jedyną osobą, która może go powstrzymać, jest trener mediolańskiego interu Jose Mourinho. Grając w zespole narodowym, zakłada biało-niebieską koszulkę i tyle. Może najzwyczajniej Argentyna cierpi na nadmiar pibe? W pewnym momencie drużyna zaczęła przypominać Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków. Messi (1,69 m), Carlos tévez (1,68 m), Sergio Agüero (1,72 m) oraz Pablo Aimara (1,70 m) to nie najlepsza kombinacja. tym bardziej, gdy trenuje ich Maradona (1,65 m). Niektórzy Argentyńczycy uważają, że emigrant Messi nie kocha swej ojczyzny wystarczająco mocno. Rozwścieczyło to Messiego, który – będąc nastolatkiem – odmówił grania w barwach hiszpańskiej drużyny młodzieżowej (gdyby się na to zdecydował i zagrał w MŚ dla La Roja, FiFA mogłaby równie dobrze wręczyć Hiszpanii trofeum już podczas ceremonii inauguracyjnej): „Nic mnie tak nie złości, jak stwierdzenie, że nie jestem Argentyńczykiem. Co ktoś może wiedzieć o moich uczuciach?”. Jego szwedzki kolega z drużyny, Zlatan ibrahimovic, stwierdził, że jeśli Argentyńczycy nie chcą Messiego, mogą go oddać Szwecji. Maradona zapewne spróbuje rozwiązać tę kwestię, dając Messiemu wolną rękę w RPA. tak jak Diego podczas MŚ 1986, Messi mógłby wtedy latać po boisku niczym beztroskie dziecko. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Argentyńczycy będą mogli napisać nową wersję swego tanga z 1943 roku. XIX MŚ w Piłce Nożnej w RPA: od 11 czerwca do 11 lipca 2010

39


Herosi

SébaStien Loeb

Sześć razy z rzędu w pięknym stylu wygrał Rajdowe Mistrzostwa Świata WRC i wciąż nie daje się pokonać najtrudniejszym trasom na świecie. Jak poradzi sobie z podchwytliwymi pytaniami Red Bulletina? Tekst: Anthony Peacock, Zdjęcia: Philipp Forstner

Imię i nazwisko Sébastien Loeb Data urodzenia 26 lutego 1974 r. Miejsce zamieszkania Lozanna, Szwajcaria Osiągnięcia Sześć razy z rzędu wygrał World Rally Championship (2004–2009) Hobby Sporty zimowe, sporty motorowe, rowery górskie (chociaż może to już nieaktualne) Strona sebastienloeb.com

Bohaterowie, zwłaszcza w egocentrycznym świecie sportów motorowych, nie powinni być tak niewiarygodnie normalni. A jednak Sébastien Loeb, który tytuł mistrza WRC zdobył aż sześć razy z rzędu i wygrał dwa razy więcej rajdów mistrzostw świata, niż jakikolwiek inny kierowca w historii sportu (57 do czasu opublikowania tego artykułu) – nie zachowuje się jak supergwiazda. Ludzie analizujący najdrobniejsze szczegóły jego talentu wprawiają go w zakłopotanie i wciąż podkreśla, że prowadzi całkiem przeciętne życie. Ale w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Mogłoby się wydawać, że Francuz jest w stanie zrobić wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy: jako nastolatek odnosił sukcesy w gimnastyce (twierdzi, że to nauczyło go opanowania i równowagi potrzebnych do prowadzenia samochodu wyścigowego), a trzy lata temu prawie wygrał słynny 24-godzinny wyścig w Le Mans już przy pierwszym podejściu. W zeszłym roku niewiele brakowało, a w jego imponującym CV znalazłaby się także pozycja „kierowca Formuły 1”. Wstępny plan umieszczenia Loeba za kierownicą bolidu Scuderia Toro Rosso w drugiej połowie sezonu 2009 nie doszedł do skutku, ale pojawiła się szansa na start w GP Abu Dhabi pod koniec roku. Niestety Loeb nie uzyskał wymaganej do startu licencji, która z typową dla F1 przesadą nazywana jest „superlicencją”. Séb zbytnio się tym nie przejął. Królowanie w jednej dyscyplinie motorowej na obecną chwilę mu wystarcza. Rodzi się więc pytanie... Czy jesteś najlepszym kierowcą wszechczasów w każdej dyscyplinie sportów motorowych? Nie mnie to oceniać. Prawda jest taka, że nie da się porównać kierowców – a właściwie żadnych sportowców – z różnych dyscyplin. Jest zbyt wiele aspektów. I niezależnie od tego, jak jesteś dobry, zawsze możesz być lepszy. Krótko mówiąc, nie jestem. Żałujesz, że nie zostałeś kierowcą Formuły 1? Nie bardzo. Koniec końców chodziło tylko o dobrą zabawę. Nigdy nie miałem wielkich ambicji związanych

40

z F1, a szansa na udział w Grand Prix była jednorazowym prezentem od Red Bulla. Nie miałem złudzeń – w samochodzie wyścigowym tracę zaledwie sekundę na okrążeniu w stosunku do najlepszego czasu. W bolidzie byłoby więcej. Nie wiem nawet, czy jestem wystarczająco silny fizycznie. Ciężko trenowałem, ale nie mogę powiedzieć, że byłbym doskonale przygotowany. Jednak fajnie byłoby spróbować. Czyli dasz Formule 1 jeszcze jedną szansę? Nie, jeśli nie dostanę superlicencji. Niech będzie, że nie spełniałem wymogów. Aby otrzymać licencję uprawniającą do startu w F1, trzeba było regularnie startować w formule juniorów, a ja tego warunku nie spełniłem. Jeśli teraz nie przyznano mi licencji, to nie sądzę, bym otrzymał ją w przyszłości. Zgodziłem się na udział w GP Abu Dhabi, ponieważ była to niepowtarzalna okazja. Nie udało się i tyle. Ale z chęcią przetestowałbym bolid F1, jeśli ponownie nadarzyłaby się taka okazja. Czy nie najwyższa już pora, żebyś przestał wygrywać? Nie. Myślę, że nigdy mi się to nie znudzi. A Tobie by się znudziło? Jak się znudzę, to przestanę. Ale nie nastąpi to prędko. Czy jazda samochodem wyścigowym w ogóle może być nudna? Wyjątkowo długie odcinki mogą być nudne. Jazda po mieście też może być nudna. Ale ścigając się zawodowo nie masz szans na nudę. Jeśli ktoś się nudzi, to znaczy, że nie stara się tak jak powinien. Śpiewasz, kiedy wygrywasz? Wyświadczam wszystkim przysługę, nie śpiewając. Potrafisz gotować? Oczywiście, że potrafię – jestem Francuzem. Moja specjalność to dania gotowe z puszki. Jedynym porządnym posiłkiem, który potrafię przyrządzić, są żeberka wołowe – to moje ulubione danie. Krwiste oczywiście. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnę, jest całkowicie wypieczone mięso. Lubisz żabie udka? Myślę, że ostatnio jadłem je jakieś 10 lat temu.


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 ...sprawdź dlaczego Loeb jest królem.

Sébastiena Loeba, sześciokrotnego mistrza świata serii WRC, nigdy nie nudzi wygrywanie


Wiem, wiem – to typowo francuskie danie, ale tak naprawdę nie jadamy ich zbyt często. Tej potrawy raczej nie ma w naszej spiżarni. Ale były ok. Nie bardzo pamiętam już, jak smakowały. A ślimaki? Jadam je niewiele częściej niż żabie udka. Nie mają intensywnego smaku – bardziej czuć czosnek. Kolejny francuski stereotyp... Załóżmy, że możliwa jest reinkarnacja – pod jaką postacią wróciłbyś na ziemię? Gdybym mógł być zwierzęciem, byłbym ptakiem. Ale nie jakimś tam wróblem. Mam na myśli porządnego ptaka. Orzeł byłby w sam raz. Jeśli miałbym wrócić jako człowiek, byłoby trudniej. Nie ma konkretnej osoby, którą chciałbym być w następnym wcieleniu. Czy mogę być ponownie sobą i przeżyć to wszystko jeszcze raz? Jaki jest Twój najbardziej denerwujący nawyk? Mógłbym wymienić kilka. Większość z nich to typowe ludzkie nawyki, ale najgorsze jest prawdopodobnie to, że ciągle się spóźniam. Zwłaszcza rano. Jakim typem pasażera jesteś? To zależy od tego, kto prowadzi. Generalnie nie jestem nerwowym pasażerem, ale staję się nim, kiedy kierowca nie potrafi się skupić lub – co gorsze – popisuje się. Naprawdę tego nie cierpię, a niestety często się to zdarza. Ogólnie mówiąc, jestem całkiem zrelaksowany. Co w codziennej jeździe denerwuje Cię najbardziej? Ludzie, którzy sobie nie radzą. Ludzie, którzy jadą zbyt wolno pustą drogą. Ludzie, którzy nie skupiają się na jeździe. A często zdarza się, że te trzy rzeczy dzieją się równocześnie. Jaka była najbardziej szokująca rzecz, którą zrobiłeś? Zostanie to opublikowane, tak? Powiedzmy, że jestem facetem, który wierzy w umiar. Generalnie unikam nadmiernego ryzyka. Jeśli chodzi o samochody wyścigowe wolę nie przekraczać pewnych granic. To zapewne w dużej mierze przyczyniło się do osiągnięcia sukcesu na przestrzeni lat. Opisz najgorsze buty, jakie kiedykolwiek miałeś na nogach. Nie przypominam sobie nic szczególnego, ale z całą pewnością zdarzały mi się nie najlepsze elementy garderoby, a nawet noszenie trampek do garnituru. Najważniejsza jest dla mnie wygoda. Dlatego najgorszą parą były sztywne, eleganckie buty, których wcale nie chciałem założyć. Czy ktoś Cię kiedyś prześladował? Nie w ostatnim czasie, ale kiedyś mi się to przydarzyło. Teraz, kiedy mieszkam w Szwajcarii, jest znacznie mniej tego typu wypadków, niż we Francji. W przeszłości było dwoje lub troje ludzi codziennie pojawiających się pod moim domem. Moja skrzynka pocztowa była pełna listów – niektóre były normalne, a inne szalone. Pewnego razu w moim ogrodzie pojawił się jeden z fanów. Teraz, w Szwajcarii, jest znacznie spokojniej. Chyba nigdy nic takiego się nie zdarzyło. Żyjemy na odludziu. Jaki jest Twój ulubiony sport – poza rajdami? Uwielbiam sporty zimowe: narty itp. Ale poza rajdami moimi ulubionymi sportami i tak są sporty motorowe. 42

SÉBASTIEN LOEB GRA W SKOJARZENIA Citroën Mogę użyć dwóch słów? Mój zespół Francja Hmm... Mój kraj? Ale obecnie mieszkam w Szwajcarii. Powiedzmy więc „kraj, w którym się urodziłem”. Wiem, że to dużo słów, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy Błoto Trzy litery: R, A, C. Rajd RAC (tak nazywano brytyjską rundę Rajdowych Mistrzostw Świata) – tam zawsze znajdziesz najwięcej błota Żwir Pobocza Michael Schumacher Mistrz Góry Szwajcaria Prędkość Pasja

Zawsze bardzo lubiłem karting. Jakie samochody lubisz najbardziej? Jest ich kilka – Porsche, Lamborghini – wszystkie są dobre na swój sposób. Często je zmieniam, żeby mi się nie znudziły. Powiedz nam coś o sobie, co wszystkich zaskoczy. Nie lubię owadów, w szczególności dużych pająków. Myślę, że nie byłbym szczęśliwy, mieszkając w dżungli, ale w Europie da się je znieść. W dzieciństwie trenowałeś gimnastykę – czy nadal potrafisz zrobić salto? Z łatwością. Co Cię rozśmiesza? Moja córka Valentine. Niektóre rzeczy, które mówi lub robi są po prostu przekomiczne. To jest lepsze niż wszystkie programy telewizyjne. Może dlatego nie oglądam dużo telewizji. Czego dotyczyła ostatnia wysłana przez Ciebie wiadomość? Pisałem do znajomego w domu. Coś tak banalnego, że nawet nie pamiętam. Czy używasz swojego Orderu Legii Honorowej? Używam do czego? Nie jest to zbyt praktyczna rzecz. Zaprezentowałem się z nim tylko raz w tym roku i nie przychodzi mi do głowy inna okazja, przy której mógłbym go ponownie wykorzystać. Nie pojawiam się na wielu oficjalnych bankietach. Najsławniejsza osoba jaką poznałeś? Michael Schumacher. Vettel czy Schumacher? Vettel jest niezwykle utalentowany, ale myślę, że jest jeszcze za wcześnie na ocenę lub porównania z Schumacherem. Michael zdobył siedem tytułów. Więc wybieram Schumachera. Przynajmniej na razie. Cztery lata temu złamałeś prawą rękę w czterech miejscach podczas jazdy na rowerze. Czy wszystko z nią ok? Wszystko w jak najlepszym porządku, choć straciłem najlepszą część roku. Byłem zaskoczony, że rekonwalescencja trwała tak długo, ale było to wyjątkowo paskudne złamanie – w miejscu łączenia ramienia z barkiem. Czy to nie trochę głupie: być kierowcą rajdowym i mieć wypadek na rowerze? Tak. Nie czułem się najmądrzej, kiedy musiałem poinformować zespół o tym, co się stało. O czym myślisz w momencie wypadku podczas rajdu? To zależy od wypadku. Jeśli jest poważny: „Mam nadzieję, że nic nam nie będzie”. Jeśli to niewielka kraksa: „Mam nadzieję, że damy radę jechać dalej”. Na szczęście nie miałem zbyt wielu poważnych wypadków. I oby tak zostało. Jaka jest Twoja ulubiona książka? Proste – autobiografia mojego byłego szefa, Guya Frequelina, pt. „Pilote de Ma Vie” (Kierować własnym przeznaczeniem). Dostępna we wszystkich dobrych księgarniach. Należy mi się już chyba procent od sprzedaży. Jaki jest Twój ulubiony ser? (Chwila milczenia) Tak właściwie to zupełnie zapomniałem, jak nazywa się mój ulubiony ser. Ma intensywny smak, to na pewno. Lubię sery o serowym smaku.

ZDJęCIA: PhILIPP FORSTNER (1), MC KLEIN (5)

Herosi


Herosi

„Generalnie nie jestem nerwowym pasażerem, ale staję się nim, kiedy kierowca nie potrafi się skupić lub popisuje się”.

Do tanga trzeba dwojga: podczas wszystkich zwycięskich rajdów serii WRC Loebowi partnerował jego pilot, Daniel Elena

Co sądzisz o dziennikarzach? To zależy od dziennikarza. Znam kilku wyjątkowo nieprzyjemnych, ale także kilku całkiem miłych. Wszyscy oni mają zadanie do wykonania i ogólnie nie traktują mnie źle. Czy znasz słowa Marsylianki (hymn państwowy Francji)? Nie. Twój ulubiony piosenkarz? Nie mam ulubionego. Nie jestem na bieżąco z muzyką, telewizją i filmami. Często ludzie rozmawiają o jakiejś gwieździe, a ja nigdy o niej nie słyszałem. Jeśli chodzi o muzykę, to po prostu słucham tego, co leci w radiu. Poza Francją, w jakim kraju bywasz najczęściej? W Szwajcarii, bo tam mieszkam. Kiedy przestałeś wierzyć, że Święty Mikołaj istnieje naprawdę? Co?! A nie istnieje? Z Sébastienem za kierownicą: pl.redbulletin.com/print2.0 Informacje i aktualności dotyczące udziału Sébastiena Loeba w Rajdzie Nowej Zelandii znajdziesz na: www.rallynz.org.nz

43


Zdjęcie: FRed dUFOUR/AFP/Getty imAGes


Akcja Dzieje się: co nas porywa w tym miesiącu.

46 SylWia GRUCHaŁa 52 toRo RoSSo RookieS team 58 Senad GRoSiC 62 UśmieCHy Jima CaRReya 66 PiŁka nożna W afRyCe 76 dUo-BaCkfliP

Elitarna szkoła dla przyszłych mistrzów: Scuderia Toro Rosso przekształca debiutantów w gwiazdy Formuły 1. Wizyta w klasie na stronie 52


A KC JA

POKONAĆ SIEBIE Najważniejsza jest dla niej maska szermierza. To talizman, dzięki któremu wychodząc na matę, z wrażliwej dziewczyny przeistacza się w wojowniczkę. A tej zależy tylko na jednym – na zwycięstwie. Tekst: Szymon Gruszecki, Zdjęcia: Dan Vojtech

Wielka uroda i nieprzeciętna inteligencja. Sylwia Gruchała jest jedną z najjaśniej błyszczących gwiazd na firmamencie polskiego sportu. Zdobyła dwa medale olimpijskie, siedem medali mistrzostw świata oraz pięciokrotnie stanęła na najwyższym podium mistrzostw Europy. Takie wyniki mają jednak swoją cenę. Są momenty, kiedy jest bardzo zmęczona. Są też momenty, kiedy zastanawia się, czy nie nadeszła właściwa chwila, by powiedzieć „stop”. Sport to nie tylko zwycięstwa i sława – to także cierpienie i wyrzeczenia. Brakuje czasu dla rodziny, przyjaciół, nawet dla siebie samej. Te wyrzeczenia możliwe są tylko wtedy, gdy człowiek naprawdę kocha to, co robi. Rzadko zdarza się znaleźć w życiu coś, co sprawia przyjemność i w czym się jest naprawdę dobrym. Jeżeli jednak człowiek już to znajdzie – ma ogromne szczęście. Sylwia je ma. Dla niej szermierka to sztuka i uważa, że dopóki ma warunki, aby tą sztukę doskonalić – to jest do tego zobligowana, jest to jej obowiązek. Teraz trwa jej sportowe „pięć minut” i chce je wykorzystać w stu procentach. Najbliższy cel: Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Dwa lata to kawał czasu, ale Sylwia zakłada maskę i jest… gotowa. red bulletin: Jak zaczynała Sylwia Gruchała? Podkochiwała się w D’Artagnanie? sylwia gruchała: Kiedy w wieku 12 lat zaczynałam trenować, nie cierpiałam floretu. Chodziłam do szkoły sportowej nr 70 w Oliwie, bo mieściła się ona najbliżej mojego domu. Kiedy byłam w drugiej klasie, na lekcję wychowania fizycznego przyszedł trener Longin Szmit i wytypował kilka osób – w tym mnie – abyśmy zaczęli intensywniej uprawiać szermierkę. Nie zgodziłam się. Wysłałam do szkoły ojca, który wyznawał zasadę, że nie należy robić nic na siłę i nigdy do niczego mnie nie zmuszał. Tata wyjaśnił mój punkt widzenia. Więc jak to się stało, że ostatecznie zostałaś muszkieterem? Trochę przez przypadek. W piątej klasie wybierało się profil: można było pójść do klasy szermierczej albo lekkoatletycznej. 46


Kłujące plany: nasza księżniczka ognistego temperamentu ma zamiar pokonać królową lodowatego spokoju, Valentinę Vezzali


A KC JA

Ponieważ byłam dzieckiem bardzo żywiołowym i lubiłam biegać, chciałam pójść do klasy lekkoatletycznej. Na moje szczęście – jak się później okazało – tę klasę zlikwidowano i trafiłam do szermierczej. Trzy lata później zaczęła się moja przygoda z floretem. Bardzo dużo zawdzięczam trenerowi Szmitowi. To on rozwinął we mnie pasję do tego sportu. Czy trenerzy byli dla Ciebie autorytetami? Byli na pewno osobami, którym zawdzięczam to, kim dzisiaj jestem, których słowa i postawa mnie ukształtowały. Czas kształtowania już jednak minął. Teraz w tej współpracy szukam czegoś innego. Dotychczas trenerzy mnie wybierali. Jednak w zeszłym roku po raz pierwszy to ja wybrałam trenera – Adama Kaszubowskiego. Odradzano mi ten wybór, ale mnie od początku coś do niego przyciągało. Teraz wiem, że był to strzał w dziesiątkę. Nadajemy z Adamem na tych samych falach, a dla mnie – obok uczciwości – najważniejsze w relacjach międzyludzkich jest to, żeby się po prostu dobrze rozumieć. Kto więc jest obecnie Twoim idolem? Na kim się wzorujesz? Naśladuję tę samą osobę od lat – to Valentina Vezzali, królowa floretu, wielokrotna mistrzyni olimpijska. Kiedyś regularnie z nią przegrywałam, obecnie w walkach indywidualnych nadal przegrywam, ale już w drużynowych – wygrywam. I chociaż indywidualnie udało mi się z nią wygrać pięć razy, to nigdy na ważnych zawodach. W związku z tym taki jest mój obecny cel – wygrać z Valentiną Vezzali na igrzyskach bądź mistrzostwach świata. Co takiego jest w Valentinie, co Ci imponuje? Ona się nie zdradza, ukrywa swoje ruchy, jest dla mnie taką skradającą się pumą. Jak atakuje, to już z pełnym impetem. Valentina ma bardzo silny układ nerwowy, robi wszystko z zimną krwią. Ja jestem mniej wyrafinowana, bardziej emocjonalna, nie potrafię czasem trzymać nerwów na wodzy. Wiem, że jeśli uda mi się w pełni kontrolować swoje emocje, to wkrótce z nią wygram. Brzmi jak zadanie dla psychologa sportowego... Nie pracuję z psychologiem. Uważam, że taka współpraca pomaga tylko wtedy, jeżeli się w nią wierzy. Ja wierzę w siebie oraz w to, że w życiu dzieje się tak, jak chcemy. Jestem przekonana o tym, że jesteśmy w dużej mierze kowalami własnego losu – takie „samospełniające się proroctwo”. Taki psycholog nie pomógłby w kontrolowaniu emocji? Staram się radzić sobie sama. Ostatecznie żaden psycholog nie będzie stał ze mną na macie. Kontrola emocji to szalenie trudna sprawa. Nie jest z nią tak, jak z techniką, której nauczyć może się każdy. Są momenty, kiedy wkrada się ogromne zmęczenie – wtedy bardzo trudno o kontrolę. Wiem jednak co zrobić, żeby stanąć na równe nogi. Sportowiec musi bowiem kontrolować nie tylko każdy swój ruch, ale też każdą swoją myśl. To jest praca z umysłem, niebywale fascynująca, chociaż wymagająca wielkiej samodyscypliny. To kiedy tracisz koncentrację? To dziwne, ale często jest tak, że to właśnie moje słabości i chwilowy brak siły są początkiem mobilizacji – w sytuacjach zagrożenia jestem w stanie zebrać ostatnie siły. Wtedy przychodzi tak ważny w sporcie skok adrenaliny. Już na pierwszy rzut oka tryskasz energią. Skąd ją bierzesz? Co Ciebie napędza? Motywuje mnie cel. Myślenie kierunkowe jest w sporcie i w życiu najważniejsze. Nawet jeśli droga do tego celu nie jest usłana różami, to ważne jest, aby nie spuszczać go z oka nawet na chwilę, nie rozpraszać się i nie skupiać wyłącznie na przeszkodach. Paradoksalnie dużą pomocą w motywacji są porażki. Zaraz po przegranej mam ochotę się wycofać, ale kiedy ustabilizuję emocje, natychmiast wstępuje we mnie wola walki. Porażki uczą wyznaczać sobie nowe cele, uczą pokory. Nie ma nic 48

Imię i nazwisko Sylwia Gruchała Data i miejsce urodzenia 6.11.1981 r., Gdynia Miejsce zamieszkania Gdańsk, Polska Zawód florecistka Sukcesy Igrzyska Olimpijskie: Ateny 2004 – brązowy medal indywidualnie Sydney 2000 – srebrny medal drużynowo Mistrzostwa Świata: St. Petersburg 2007 – złoty medal drużynowo Nowy Jork 2004 – brązowy medal drużynowo Hawana 2003 – złoty medal drużynowo Odznaczenia Złoty Krzyż Zasługi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski


Jeśli nasze wybory podyktowane są wewnętrznym przekonaniem, jeśli wiemy, że to co robimy jest ważne, jeśli to lubimy i jest to naszą pasją – mamy szczęście. Ja mam – cholerne.


przyjemniejszego, niż wyciągnięcie wniosków z własnych błędów. A jeśli chodzi o szermierkę w ogóle? Czy Sylwia Gruchała Trenuję już osiemnaście lat i nagrody, które otrzymałam w tym myśli czasem, żeby porzucić floret? czasie, także są niemałym motywatorem. Miałam różne momenty w karierze – były chwile, kiedy chciałam Mówisz o tym, co poza matą, a jak to jest tuż przed walką? złożyć broń. Kosztowało mnie to zbyt dużo nerwów i zdrowia. Wchodząc na matę, szukam trudnego do zdefiniowania eufoKiedy przegrywałam zawody, myślałam, że już się skończyłam, rycznego stanu „flow”. Takiego wszechogarniającego poczucia że nadszedł czas, aby się wycofać. Ale skończyłam z tego typu wolności. Wtedy w trakcie walki nie ma strachu, nie ma poczucia myśleniem. Zdałam sobie bowiem sprawę z tego, że chciałam czasu, człowiek jest pozbawiony tego wszystkiego. To jest jak stchórzyć, uciec od problemu, głęboko go zakopać. Ponownie narkotyk, stan nirwany, zapomina się o wszystkim. Totalny obudziłam w sobie wolę walki, powiedziałam sobie, że przecież kosmos. Można powiedzieć, że to jest w tym sporcie to naprawdę lubię, to jest moje życie. Uświadomiłam sobie, najpiękniejsze. że nie mogę się poddać, że nie będę szczęśliwa, jeśli Co Ci daje ten stan? złożę broń. Jeśli uda mi się w walce szermierczej osiągnąć „flow”, Ponieważ tym właśnie jestem z natury – wojownikiem. potrafię przewidzieć ruchy przeciwnika, wyczuć jego Co jest najtrudniejsze w życiu sportowca? intencje: wiem co zrobi, zanim wykona ruch. Coś jak Wybór między karierą zawodową a rodziną był dla szósty zmysł. Wygląda to tak, że odczuwam wszystko mnie naprawdę trudny... Jest też cały szereg innych w zwolnionym tempie, a szermierka jest przecież wyrzeczeń: zmaganie się ze swoimi słabościami, dieta, bardzo szybkim, dynamicznym sportem. Tutaj trzeba wyjazdy, dyscyplina. Ale najgorsze jest to, że zawodomyśleć prosto. A w sytuacjach stresowych proste, we uprawianie sportu zabija życie towarzyskie logiczne myślenie jest właśnie najtrudniejsze. Jesteśmy i rodzinne. Ciągle sobie obiecuję, że przyjdzie taki zdenerwowani, mamy zaburzone postrzeganie rzeczymoment w moim życiu, kiedy to wszystko nadrobię, SylWIA wistości, nie widzimy rozwiązania, które często jest będę z rodziną, spędzę czas z przyjaciółmi. GRA W obok nas – niepotrzebnie kombinujemy. Moja filozofia A kiedy już udaje Ci się znaleźć czas wolny...? SKOJARZENIA jest taka, żeby się wtedy zatrzymać i spojrzeć Dużo tego naprawdę nie ma. Poza treningami studiuję wewnątrz siebie. Tam najczęściej znajdujemy właściwą wychowanie fizyczne na AWf. Bardzo lubię chodzić Jestem... odpowiedź. do kina i do teatru, chociaż prawdziwy spokój mogę ...kobietą Mówisz o indywidualności. Jak to się przekłada znaleźć tylko w domu. Sprawia mi ogromną przyjemna pracę z trenerem? Poza matą jesteś przecież ność, kiedy przebywam sama ze sobą. Przygotowuję Marzenie skazana na inne osoby. sobie wannę, zapalam świece i kadzidła – lubię takie złoty medal olimpijski Powiem tak: reżim, który nieodzownie towarzyszy wschodnie klimaty (śmiech). zawodowemu uprawianiu sportu, jest sprzeczny Fajnie było „tańczyć z gwiazdami”? Strach z moim charakterem. Trudne są dla mnie sytuacje, Z perspektywy czasu wiem, że to nie było dobre zdrowie gdy jestem zmęczona, a trener na mnie naciska, posunięcie. To było sprzeczne ze mną, z moją osobą. Za pięć lat... wprowadza jeszcze cięższe treningi. Wówczas zdarza Trochę się wstydzę udziału w show, chociaż dużo się ...będę matką mi się być nieznośną – stawiać się i buntować. Moja dowiedziałam. Zobaczyłam, czym jest naprawdę Floret siła tkwi bowiem w tym, aby żyć w zgodzie ze sobą. maszyna zwana showbiznesem i co ją napędza. walka Znam doskonale swoje ciało i swoje możliwości, mam Wycofałam się z tego świata: nie pasuję tam, nie Igrzyska świadomość tego, co czuję. Nie mogę być na siłę jestem do tego stworzona. W sporcie, jeśli coś wypraolimpijskie wrzucona do grupy, trener nie może zabijać we mnie cujesz, masz tego namacalne efekty – medal. Natostres indywidualności. miast w tego typu programach o twoim losie Gdańsk Mówiłaś jednak, że z obecnym trenerem świetnie decyduje ktoś inny. dom się dogadujesz. Jak wygląda ta współpraca? Co w takim razie skłoniło Cię do udziału w tym Codziennie o 16.00 mam indywidualną lekcję. show? Valentina Dostaję od Adama wskazówki, dużo rozmawiamy, Ciekawość. Chciałam zobaczyć, co się za tym kryje. Vazzali omawiamy taktykę i filozofię; później mam trening Poza tym kocham taniec. Po igrzyskach miałam wielki sportowiec z grupą. Zresztą w treningu szermierczym najważniejwolne, mogłam się na chwilę oderwać, zrobić coś Przystojni sze są sparingi – jest to sport walki, więc im więcej się zupełnie innego – to jest nawet wskazane. mężczyźni takich walk z przeciwnikiem stoczy, tym lepiej, bo I nie chciałaś w ten sposób budować nowego mogliby każdy przeciwnik ma inny styl, warunki i możliwości. wizerunku medialnego? tego nie Trzeba znaleźć sposób na każdego. Moje codzienne Swój wizerunek od początku kreowałam w bardzo wykorzystywać sparingi trwają ponad dwie godziny. naturalny sposób. Dopiero od niedawna mam meneAd am Małysz Ile w takim razie dziennie poświęcasz szermierce? dżera. Taniec z gwiazdami nie był żadnym działaniem wielki 3–4 godziny. Przed ważnymi corocznymi startami, z premedytacją. Chcę być postrzegana jako sportotakimi jak mistrzostwa świata czy Europy, trenuję wiec – najlepsza florecistka, a nie gwiazda. Zresztą dużo więcej. Często wyjeżdżam na zgrupowania kadry, podczas gdy przygotowuję się do ważnych imprez typu mistrzostwa świaktórych trenuję dwa razy dziennie. Wówczas spędzam około 6–7 ta, Europy, igrzyska olimpijskie, to jest focus tylko na sport: nie godzin na sali szermierczej. To duży wysiłek fizyczny i naprawdę ma rozpraszania, kontaktów z mediami, nie istnieje nic innego. trzeba to kochać. Nie można bać się zmęczenia, zarówno fizyczPrzed Igrzyskami w Atenach przez prawie pół roku nie miałam nego, jak i psychicznego. kontaktu z prasą. Nigdy nie masz dosyć? Twierdzisz w takim razie, że media są złe? Po dłuższych przerwach w treningu zawsze obawiam się zmęczePotrafią niepotrzebnie rozpraszać. Jednak kiedy po Igrzyskach nia. Skrajne wyczerpanie zawsze wyzwala we mnie największy Olimpijskich w Atenach dowiedziałam się, że dużo więcej dzieci lęk. Nauczyłam się jednak, że trzeba przejść pewną granicę, w Polsce zaczęło uprawiać szermierkę, uświadomiłam sobie, pokonać siebie, wytrzymać. To jest najtrudniejsze w sporcie. że ja jako jednostka mogę w jakiś pozytywny sposób wpłynąć 50

ZDJęCIE: fOTO-SPORT/AGENCJA GAZETA (1)

A KC JA


A KC JA

Kiedy przegrywałam kolejne zawody, zaczęłam myśleć, że już się skończyłam, że być może nadszedł odpowiedni czas, żeby przestać. Ale obudziłam w sobie wojownika, powiedziałam sobie, że przecież to jest to, co tak naprawdę lubię, to jest moje życie.

Sylwia nie lubi być postrzeganaj ako ślicznotka od floretu. Niestety w jej przypadku nie jest to proste

na społeczeństwo. Ktoś jednak musi o tym napisać, ktoś musi to pokazać. Czy masz rzesze fanów, wielbicieli? Oczywiście ludzie piszą do mnie listy, proszą o autografy. Jednak w porównaniu z innymi dyscyplinami na zawody szermiercze przychodzi o wiele mniej osób. Może dlatego, że traktuje się ten sport jako elitarny? Chociaż ma on swoje oczywiste walory widowiskowe. Walka zawsze podnosi adrenalinę. Myślisz, że tego ludzie właśnie szukają, przychodząc na zawody szermierki? Nie oszukujmy się. Mam świadomość tego, skąd wywodzi się szermierka. To przecież nic innego, jak współczesne walki gladiatorów. Kiedyś to był hardcore! Ludzie cieszyli się, gdy jeden z zawodników ginął. Zdaję sobie sprawę, że ten aspekt ciągle jest obecny. Trenuję sport walki i nie da się od tego uciec. Wchodząc na matę szermierczą, trzeba pokazać, kto tu rządzi, kto jest silniejszy i kto pokona przeciwnika. Ja jednak staram się trzymać emocje pod kontrolą, ponieważ rozbuchana agresja bardzo szybko wypala. Czego w takim razie szukasz w szermierce? Często się nad tym zastanawiam. O co mi tak naprawdę chodzi w tym sporcie? Z czasem dochodzę do wniosku, że nie zależy mi na rywalizacji z innymi. Nie lubię konkurencji. Uwielbiam natomiast rywalizować z samą sobą i tylko na tym się skupiam. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to ja jestem swoim najpoważniejszym przeciwnikiem. Czym dla Ciebie jest sukces? Na pewno nie są to medale, puchary. Dla mnie największym sukcesem jest to, jaką drogą w życiu poszłam. Mogłam różnie wybrać, a jednak postawiłam na sport. To mnie ukształtowało. Od piętnastego roku życia jestem osobą niezależną i samodzielną. Jestem zawodowcem, to moja praca – mam 29 lat i nie robię niczego innego. Najbardziej liczy się dla mnie to, co szermierka daje mi wewnętrznie, jak się dzięki niemu zmieniam. Dużo ważniejsze od pieniędzy i sławy są korzyści duchowe i psychiczne: spełnienie się, dowartościowanie, radość, euforia, satysfakcja. Ile jeszcze lat będziemy świętować Twoje sukcesy? (Śmiech...) Walczyć można bardzo długo: Włoszka Giovanna Trillini ma czterdzieści lat i nadal trenuje. Absolutny numer 1 – królowa floretu i moja największa rywalka, Valentina Vezzali – ma 36 lat. Jeszcze nie wiem, czy chciałabym trenować tak długo. Chyba nie, ale kto wie? Więcej na temat Sylwii na jej oficjalnej stronie: www.sylwiagruchala.pl

51


RODZINNY

BIZNES

Scuderia Toro Rosso nie jest ani największym, ani najbogatszym zespołem Formuły 1, ale za to ściga się z ogromną pasją. Tekst: Anthony Rowlinson, Zdjęcia: Jiri Krenek


a kc ja

M

ówi się, że Faenzę czuć już na autostradzie. Fermy drobiu, browar, hodowle świń oraz różne inne zakłady przemysłowe nasycają powietrze w tym małym mieście w regionie Emilia-Romania na północy Włoch specyficznym zapachem. To spokojne miejsce, stworzone do pracy, a nie do romansowania, ale niech was nie zwiedzie jego pozorna skromność. W rzeczywistości Faenza sąsiaduje z domami największych skarbów słonecznej Italii: Ferrari w Modenie – 100 km dalej oraz Ducati w Bolonii – zaledwie 60 km. A do tego znajdujący się jedyne 15 minut jazdy drogą Via Emilia Ponente od 53


a kc ja

miasteczka tor Imola (właściwa nazwa: Autodromo Enzo e Dino Ferrari), który w latach 1980–2006 gościł Grand Prix aż 27 razy. Od pokoleń magiczny kurz wzniecany przez sporty motorowe osiada na tych terenach. Kraina ta wydała na świat wielu bohaterów wyścigów. Na liście widnieją takie nazwiska, jak: Massimo Tamburini – prawdopodobnie najbardziej wpływowy projektant motocykli na świecie (do jego słynnych dzieł należą Ducati 916 oraz MV Agusta F4), żyjący i pracujący w San Marino oraz Valentino Rossi – pochodzący z położonej 128 km od Faenzy miejscowości Urbino. Bolonia jest domem także dla marki Maserati. Panuje tu gorączka sportów motorowych i z całą pewnością jest ona zaraźliwa. Nie dziwi więc fakt, że również tutaj znajduje się fabryka Formuły 1 spokojnie spoczywająca w cieniu kuzynów, na których skupiają się światła reflektorów. Fabryka ta zapewnia dach nad głową maszynom zespołu Scuderia Toro Rosso – młodszego dywizjonu wojsk Red Bulla walczących w F1 (siedzibą starszego brata, zespołu Red Bull Racing, jest Milton Keynes w Anglii). Choć w porównaniu z miejskim krewnym utrzymującym pozycję w ścisłej czołówce Mistrzostw Świata F1 zespół Toro Rosso wydawać się może zwykłym wieśniakiem, zapisał się już w historii F1. Na początku zespół liczył 20 osób, które w 1985 roku postanowiły wziąć udział w Grand Prix F1 pod nazwą Minardi. Rok 2008 przyniósł spektakularny sukces, kiedy pewien młody Niemiec, o którym zapewne słyszeliście – Sebastian Vettel – poprowadził jeden z ich bolidów do zwycięstwa. Była to oszałamiająca i pamiętna wygrana – pierwsza dla Vettela i zarazem pierwsza dla Toro Rosso – zdobyta nie gdzie indziej, tylko na torze Monza, czcigodnym domu GP Włoch. Był to ekscytujący moment dla całego zespołu i wszystkich osób związanych z tym sportem, w którym marzenia się spełniają. Ale zdecydowanie nie była to zasługa tylko łutu szczęścia. Toro Rosso i Vettel dotarli na sam szczyt dzięki szybkiemu bolidowi, genialnemu kierowcy oraz współpracy ekipy najlepszych fachowców w szeregach F1. Dla tych chłopaków F1 jest rodziną – nie chodzi tu tylko o pracę. Wielu pracowników fabryki w Faenzie udaje się do swoich domów na lunch, w końcu tu mieszkają i tutaj się wychowali. Kiedy zespołowi Toro Rosso dobrze idzie, to ciche miasteczko po cichu świętuje, jednak po tamtym słynnym zwycięstwie dzwony kościoła w centrum rozbrzmiały pełną 54

parą – zaszczyt zwykle zarezerwowany tylko dla Ferrari w rodzinnej Modenie. A kiedy nie wszystko idzie po ich myśli, mogą spokojnie zająć się swoją pracą, do czasu osiągnięcia kolejnego sukcesu, który – jak wierzą członkowie ekipy – na pewno nadejdzie. Jest to więc rodzinny biznes, ale z pewnością wyjątkowy, ponieważ „ojcem” rodziny jest Austriak, Franz Tost. Pochodzący z miejscowości Trins położonej w pobliżu Innsbrucka, w listopadzie 2005 roku dołączył do Toro Rosso po sześciu latach współpracy z BMW. Obecnie w zespole, który pod względem narodowości jest w 75 procentach włoski, a pod względem mentalności włoski aż w 95 procentach, Tost zdecydowanie się wyróżnia, roztaczając wokół siebie aurę

„W Toro Rosso pracuje obecnie 257 osób. Już nie jesteśmy małym teamem, ale nigdy nie zapomnimy, co to znaczy pracować wydajnie”. tajemniczości. Jest to szczupły, wyprostowany i skrupulatny mężczyzna, którego inteligencja od razu rzuca się w oczy. Łatwo byłoby go posądzić o powielanie stereotypów kulturowych w zespole takim jak szwajcarski Sauber lub gdyby nadal pracował dla byłych bawarskich szefów. Trudno na przykład wyobrazić sobie Tosta wykonującego improwizowaną wersję arii „Nessun Dorma”, podczas gdy wydawać by się mogło, że szef techniczny Toro Rosso, Giorgio Ascanelli, chętnie spędziłby wolną niedzielę jako główny tenor Towarzystwa Operowego Faenza. 54-letni Tost jest najlepszym wzorem do naśladowania. Jest życzliwy i chętnie poświęca swój czas innym. Zazwyczaj szefowie zespołów F1 charakteryzują się wybujałym ego, ale nie on! Nawet jeśli istnieją powierzchowne różnice między tym szefem a jego podwładnymi, jednoczy ich coś znacznie ważniejszego – pasja. Tost jest kolejnym wśród szefów F1 byłym kierowcą wyścigowym. W młodości ścigał się w Formule Ford oraz F3, później studiował naukę o sporcie i zajął się zarzą-

dzaniem zespołami w Walter Lechner Racing School. Wtedy też zaczął pracę w F3 u boku Ralfa Schumachera. Duet ten ponownie spotkał się w F1, kiedy Ralf jeździł w barwach Williams-BMW, a Tost był dyrektorem operacyjnym BMW. Tutaj też drogi Tosta skrzyżowały się z jego rodakiem i wielokrotnym zwycięzcą Grand Prix F1, Gerhardem Bergerem, który sześć lat później został współwłaścicielem Toro Rosso. Wyścigi Tost ma we krwi – tak jak ci, którzy urodzili się w pobliżu stajni Toro Rosso mają je zakodowane w DNA. Precyzja kierowcy objawia się w każdym jego ruchu: chodzi szybko, wykazując się oszczędnością ruchów. Potwierdza to również wygląd jego biura: nie znajdziecie tutaj pogryzionych ołówków i niedbałych notatek przyklejonych do ekranu laptopa. Wszystkie dokumenty są starannie posegregowane w stosiki na brzegu biurka. Jego laptop otwarty jest pod idealnym do pracy kątem 73 stopni. Krótko mówiąc, jest to doskonale zorganizowany mężczyzna, skutecznie działający według zasady: „minimalne zamieszanie, maksymalna efektywność”. Na tej podstawie można byłoby wywnioskować, że Tost jest osobą surową, a zdecydowanie tak nie jest. Gdy mówi, jego oczy zdradzają iskrę podekscytowania – cechę charakterystyczną dla wszystkich prawdziwych entuzjastów. Fotograf Bulletina rozpoczyna swoją pracę, a Tost żartuje: „Muszę jakoś ogarnąć swoje włosy”. Jego fryzura nie należy do najbujniejszych, ale nie wstydzi się żartować ze swoich obumarłych mieszków włosowych. Wysportowana sylwetka wskazuje na zerową zawartość tłuszczu, ale Austriak zdradza ewidentną słabość do ciasta z kremem i owocami. Pod jego kierownictwem zespół Toro Rosso przeszedł transformację od początkującej ekipy walczącej o przetrwanie, od czasu do czasu zdobywającej punkty i po prostu cieszącej się z faktu, że jest częścią wędrownego cyrku zwanego Formułą 1, do czegoś znacznie poważniejszego. Liczba członków zespołu wzrosła trzykrotnie – z 80 do 257, zainwestowano ogromne sumy pieniędzy w udoskonalenie fabryki, a wszystko po to, by wyciągnąć zespół z samego końca klasyfikacji i dać młodym kierowcom Red Bulla szansę na zaprezentowanie swoich możliwości i objawienie talentu, tak jak stało się to w przypadku Vettela. Pamiętny dzień na torze Monza był, jak przyznaje Tost, niesamowity. Ale jak to ojciec i lider zespołu, natychmiast zaczyna analizować zwycięstwo, chcąc wyciągnąć z niego wnioski na przyszłość. „Dla całego zespołu był to wyjątkowy


Faenza znaczy Formuła 1: Od 25 lat na Via Spallanzani pracuje się nad samochodami wyścigowymi najwyższej klasy. Szef nazywa się Franz Tost i jest właściwie Tyrolczykiem, ale ma tez kilka typowo włoskich zalet

55


a kc ja

dzień” – podsumowuje. „Zapewnił nam motywację do dalszej walki, ponieważ teraz wiemy, że możemy wygrywać. Udowodniliśmy, że jeśli będziemy działać zgodnie z planem, możemy pokonać każdego i na tym musimy się skupiać w przyszłości. Zawsze można powiedzieć, że jest się w czymś dobrym, że zrobi się wszystko, żeby wygrać, ale od słowa do czynu jest jeszcze daleka droga”. Wspaniale było oglądać to zwycięstwo (a w przypadku członków Toro Rosso doświadczać go), jednak od tamtego czasu Formuła 1 bardzo się zmieniła – wprowadzono nowe przepisy techniczne oraz warunek, że każdy zespół musi zbudować własne bolidy. Nie wchodzi już w grę wymiana informacji technicznych, tak jak było to w przypadku Red Bull Racing i włoskiego krewnego ekipy. Tost wiele zainwestował w ten początkowo słaby zespół i lepiej niż ktokolwiek inny rozumie mechanizmy napędzające ten sport. „Kiedyś był to bardzo mały zespół” – komentuje, posługując się precyzyjnym i przemyślanym angielskim (nie marnuje słów, żadnych zakłóceń na linii mózg–usta). „Teraz jest nas 257, a to znaczący wzrost liczby pracowników. Współpraca przebiega bezproblemowo, ponieważ rozwój następował stopniowo, najważniejsze było zachowanie kontroli. Naszym celem musi być jak najefektywniejsza praca”. Efektywność stała się mantrą Toro Rosso – jej wagę docenia zarówno szanowany przez wszystkich Giorgio Ascanelli (na stronie zespołu można zobaczyć, jak składa hołd Papieżowi), jak i weteran

Giovanni Baldi, który dołączył do zespołu w 1985 roku. Dla Ascanellego – który kiedyś pracował u boku Ayrtona Senny, a do niedawna także Vettela – oznacza to codzienne zmagania z wyzwaniem, jakim jest udoskonalenie zaplecza technicznego. Choć wystarczające, nie może się równać z wartymi miliony dolarów możliwościami Mercedesa lub Ferrari. Dla dyrektora fabryki, Baldiego z Faenzy, oznacza to, że mimo 25 lat od-

„Zawsze można powiedzieć, że jest się w czymś dobrym, że robi się wszystko, żeby wygrać, ale od słowa do czynu jest jeszcze daleka droga”. danej służby, nigdy nie może uczestniczyć w Grand Prix. Wyścigi nie wymagają jego obecności, a niewątpliwie wiązałoby się to ze znacznymi kosztami. Ale zbytnio się tym nie przejmuje: „Tutaj w Romanii wyścigi i silniki mamy we krwi”. Można wyczuć, że sama praca dla tego wspaniałego zespołu, będącego częścią wspaniałej tradycji, zdecydowanie mu wystarcza.

Wycieczka na wyścigi? Może kiedyś. Wypowiada te słowa w samym środku zgiełku panującego w fabryce Formuły 1, gdzie bolidy spędzają swój ostatni dzień w domu (3 marca). Już niedługo zostaną „spakowane” i przetransportowane samolotami na miejsce otwierającego sezon GP Bahrajnu. Baldi przeprowadza Red Bulletin przez labirynt pełen najnowocześniejszego sprzętu: znaleźć tu można między innymi ogromne narzędzia do cięcia oraz autoklawy (używane do wygrzewania elementów z włókna węglowego i wzmacniania ich). Do wycieczki dołącza Tost, prezentując dwa gotowe podwozia przetestowane poprzedniego dnia na torze. To ostatnia szansa na obejrzenie nowiutkich bolidów, zanim dwaj młodzi kierowcy – 21-letni Sébastien Buemi i 20-letni Jaime Alguersuari – sprawdzą granice ich możliwości. Tost dokładnie bada gładką powierzchnię wymyślnego „opakowania” silnika wykonanego z włókna węglowego. Następnie podnosi ten przedmiot zaledwie dwoma palcami – widocznie dzięki zastosowaniu zaawansowanych technologii produkcji nie waży on zbyt wiele. Co czuje na kilka godzin przed ostatecznym testem, jaki czeka zespół? Czy cała ich ciężka praca przyniesie oczekiwane efekty? „Jedyne co czuję w tym momencie, to zadowolenie z faktu, że samochody są gotowe na czas”. Czy choć przez chwilę ktoś myślał, że będzie inaczej? Wyniki i wszystkie newsy na temat teamu: www.scuderiatororosso.com

Bahrain, 14.03.2010 Numery startowe 15 i 18, Sebastien Buemi miał na treningu problem z silnikiem, a dla Jaime tor Sakhir w Bahrainie był zupełnie nowy. Po dobrych przejazdach testowych wielu członków teamu Toro Rosso spodziewało się lepszych wyników po samym wyścigu. Jaime Alguersuari był zadowolony, zajmując 13 miejsce. Buemi wręcz przeciwnie – wypadł trzy rundy przed końcem. 56

Australia, 28.03.2010 Wypadek na pierwszym okrążeniu zniweczył marzenia Buemi na Albert Park w Melbourne. Jaime przez dłuższy czas miał szanse na miejsce 10 i jeden punkt w klasyfikacji Mistrzostw Świata. Potem mały błąd sprawił, że wślizgnął się przed niego Schumacher. Mimo to Franz Tost chwalił Hiszpana za jego „najlepszy dotychczasowy wyścig”, a całą drużynę za „wyraźny krok naprzód”.

Malezja, 4.04.2010 Dwa punkty za miejsce 9 sprawiły, że Jaime Alguersuari stał się drugim najmłodszym w historii punktującym kierowcą w wyścigu GP (za Sebastianem Vettelem). Ostatnie 20 okrążeń było dla niego tak bezproblemowe, że mógł poplotkować z załogą przez radio. Nieźle wypadł też jego pojedynek z Michaelem Schumacherem, podczas którego „sporo się nauczył”, jak później podał w protokole.

Chiny, 18.04.2010 W szalonym wyścigu w deszczu Torro Rosso mógł tylko chwilowo rozwinąć prawdziwą prędkość. Na treningu Buemi miał dość poważny wypadek, podczas którego zgubił oba przednie koła, wyścigu nie ukończył. Jaime Alguersuari zajął 13 pozycję. Przyczyną największych komplikacji związanych z wyścigiem był islandzki wulkan, który sparaliżował cały ruch lotniczy nad Europą.

Hiszpania, 9.05.2010 Ten jeden punkt zdobyty przez Jaime był główną atrakcją w burzliwym wyścigu: najpierw uparta nakrętka podczas pitstopu, potem otarcie z Chandokiem podczas dublowania – za co nałożono karę Drive Through. Występ Buemiego był zrujnowany od pierwszej rundy, kiedy przy wyprzedzaniu de la Rosa rozbił sobie dziób bolida. W 42 rundzie wysiadła hydraulika.

ZDJęCIA: GETTy IMAGES (4), xPB (1)

Toro Rosso: Sezon 2010


Na górze po lewej: Inżynierowie Luca Esposito i Roberto Monni mają pewien pomysł. Giorgio Ascanelli pracował nawet z Ayrtonem Senną. Bracia bliźniacy Mauro i Maurizio Bertoni dodają skrzydeł teamowi Toro Rosso. Południe w „kantynie zakładowej”: Tana del Lupo, co znaczy: jaskinia wilków 57


a kc ja

Rowerzysta w Mekce, backflipy w Medynie. Oto, jak profesjonalista BMX Senad Grosic rozsławił swoją dyscyplinę czując się przy tym jak Michael Jackson.

Na świętej ziemi Senad Grosic jest obywatelem świata. Urodził się w Sisak w Chorwacji, dorastał w Untertullnerbach pod Wiedniem. Zna pięć języków, profesjonalnie zajmuje się jazdą na BMX, a od dziesięciu lat podróżuje na rowerze po wszystkich kontynentach. Pod koniec kwietnia Grosicowi nadarzyła się okazja, by dotrzeć do Arabii Saudyjskiej, która do tej pory była białą plamą na jego osobi-

Pielgrzym na BMX-ie

Ja z moim rowerem przed meczetem Kuba w Medynie. W tym mieście wykonywałem najlepszy pokaz. Widzowie byli zachwyceni – potem zaprosili mnie na obiad. Menu składało się z pięciu dań, m.in. kurczak, ryż, pyszny tort czekoladowy

stej mapie świata. Zgodził się, bo propozycja była niezwykła: Grosic, austriacki muzułmanin, otrzymał zgodę na to, by wykonać swój show na BMX-ie w Mekce i Medynie – najświętszych miejscach islamskiego świata. Jest pierwszym sportowcem, któremu się to udało. Senad przyniósł do nas swój barwny dziennik z podróży. Text: Andreas Rottenschlager


Print 2.0

59

ZdJęCie: KhAlid Al RASheed

pl.redbulletin.com/print2.0 Na BMX-ie przez Arabię Saudyjską.


a kc ja

Mekka nigdy nie zasypia

Miasto pielgrzymów tętni życiem w dzień i w nocy. Pełne hotele, tłum – to po prostu niewyobrażalne. Po raz pierwszy widziałem Wielki Meczet i Kaabę. Najbardziej cieszyła się z tego babcia. Moja rodzina przez trzy lata zbierała pieniądze, by jej umożliwić pielgrzymkę do Mekki. To niesamowite, że ja właśnie w tym samym miejscu mogłem jeździć na rowerze. Gdy byłem w Mekce zawołałem do babci: „Hej, twój wnuk też tu jest!”

Książę w Porsche

Książę Abdul Aziz Al-Faisal jest wporzo i już. W Arabii Saudyjskiej jest prominentem klasy A, bo jego dziadkiem był król Faisal Al-Saud (tak, od jego nazwiska nazwę wziął cały kraj). Poznałem Abdula Aziza w Jeddah i od razu było wiadomo, że nadajemy na tych samych falach. Jest zapalonym fanem sportów motorowych i kierowcą w Porsche Cup. Ponieważ świetnie się rozumieliśmy, wymyśliliśmy wspólny trick. Wynik widzicie na zdjęciu po lewej 60


ZdJęCiA: NiZAR MUZAiN (2), KhAlid Al RASheed, Red BUll, eMAd Al SAlhi (3)

Loty na uniwerku

W Medynie podczas backflipa, tym razem ponad głowami dwóch studentów. Nigdy nie sądziłem, że ludziom w Arabii Saudyjskiej tak bardzo spodoba się BMX. Widzowie byli zachwyceni! Czułem się jak Michael Jackson

Street Style

Młodzi skejci z Medyny

Pokaz w jedynym skateparku w kraju? Wyobraźcie sobie reakcje dzieciaków. Przeżywają to samo co my dawno temu: nie wszyscy w ich kraju uważają, że uprawianie tego sportu jest ok, ale i tak skejci tutaj trenują z podwójną motywacją

Najwspanialsze odkrycie moich podróży: bez względu na to, gdzie na świecie wyciągnę mój rower – a mogę to zrobić w każdym miejscu – wprowadzam rozrywkę do codziennego życia ludzi Odjazdowy adres: pl.redbulletin.com/print2.0 Na stronie pl.redbulletin.com/senadwtrasie znajdziesz dodatkowe materiały z BMXowej wyprawy Senada

61


A kc jA

Uśmiechy

Jima Carreya Jim Carrey to jeden z najzabawniejszych aktorów świata. Poniżej prezentujemy bogate wnętrze komika i robimy przegląd jego najlepszych filmów. Tekst: Christian Seiler, Ilustracje: Gluekit

1

RAZ UGRYZIONA Reżyseria: Howard Storm Akcja: dużo wygłupów, pisków przerażenia, krwi, a na końcu seks z piękną wampirzą baronessą. Najciekawszy w tym filmie jest młody wygląd Jima Carreya (jego pierwsza rola), a także to, w jakim gniocie wystąpił. Najlepsza scena: Jim tańczy z dwiema dziewczynami, a potem zostaje powalony na ziemię biodrem. Śmieszność: 

2

ZIemSkIe DZIewCZYNY SĄ ŁAtwe Reżyseria: Julien temple Akcja: trzech osobników z innej planety ląduje w basenie atrakcyjnej Valerie, która błyskawicznie zakochuje się w jednym z nich. wiploc (Jim Carrey) próbuje przeszkadzać. Najlepsza scena: luźne bioderka wiploca podczas tańca na stole Śmieszność:  62

Jim Carrey nie jest wzorem do naśladowania, kiedy próbujemy oduczyć dzieci strojenia min. Gdy w filmie „Kłamca, kłamca”, gdzie Carrey gra adwokata, jego syn pyta, czy miny mogą zostać na twarzy na stałe, Jim odpowiada mu: „Ba, są ludzie, którzy świetnie z tego żyją”. Jim Carrey to Tiger Woods robienia min. Czasem wystarczy, że uniesie brew i publiczność wybucha śmiechem. Najczęściej jednak to dopiero początek: Carrey to mistrz „grymasów całym ciałem”. Gdy się rozkręci, wychodzące z wnętrza ciała drżenie twarzy rozszerza się jak epidemia, porusza kończynami, które zaczynają tańczyć furioso pozornie bez ładu i składu. Niepokojące jest to, że ta cała akcja zdaje się nie mieć końca – aż Carrey zalegnie na podłodze po zrównaniu z ziemią swojego mieszkania, biura, a nawet całego miasta. Jego grymasy mają siłę niszczycielską. Zbliżenie. Carrey unosi brew. Człowiek, który za jedną ze swoich głównych ról dostał najwyższą gażę w historii branży, musiał pokonać wszystkie szczeble kariery w typowo amerykańskim stylu – „od pucybuta do milionera” . Jim Carrey, rocznik 1962, wychował się w Toronto, w Kanadzie. Był jednym z czworga rodzeństwa. Matka była hipochondryczką dręczoną depresjami, ojciec – saksofonistą, który chcąc utrzymać rodzinę został księgowym, lecz kilka lat później stracił pracę. Sześcioosobowa rodzina mieszkała w przyczepie na terenie fabryki wyrobów metalowych. Jim w dzień chodził do szkoły, a nocami pracował jako dozorca. W klasie pełnił rolę etatowego rozśmieszacza. Wydawało mu się to całkiem normalne, bo jego ojciec też był wesoły i wszystkich rozbawiał – wszystkich oprócz własnej rodziny, która była bez grosza. Jima już od dziecka ciągnęło na scenę. Jako dziesięciolatek zaliczył występy w „Ulicy Sezamkowej”, a w wieku 16 lat zrezygnował ze szkoły, żeby spróbować szczęścia jako komik na scenach piwnicznych klubów Toronto (miał wsparcie ze strony ojca, który nie chciał, aby syn powtórzył jego błędy). Jim naprawdę dobrze rozśmieszał publiczność, co wkrótce potwierdziło całe Toronto. Parodiował Toma Jonesa i Sammy’ego Davisa Juniora, a entuzjastyczne reakcje widzów były dla niego motywacją do rozpoczęcia występów w USA. Ludzie piszczeli z zachwytu, gdy zmienionym głosem opowiadał głupoty. Klepali się z radości po udach, gdy podnosił brwi i szaleli, gdy parodiował Jamesa Deana. Co wieczór miał owacje na stojąco. Przypuszczalnie Jim Carrey nie zostałby wielką gwiazdą, gdyby w tym momencie swojej kariery nie zastanowił się, dokąd zaprowadzą go tego rodzaju sukcesy. „Nie chcę do Las Vegas”, pomyślał, „chcę do filmu”. Grywał drobne role w produkcjach telewizyjnych, występował jako support przed programem Rodneya Dangerfielda i podjął jeszcze jedną,

3

ACe VeNtURA: PSI DetektYw Reżyseria: tom Shadyac Akcja: Ace Ventura odnajduje zaginione zwierzęta domowe. Film pędzi w tempie kreskówek z serii „tom i Jerry” Najlepsza scena: Jim w spódniczce baletowej, z fryzurą typu „piorun uderzył w rabarbar”, udający futbolistę-wariata. Śmieszność: 

4

mASkA Reżyseria: Chuck Russell Akcja: sceny z życia półświatka, a tak naprawdę pokaz mimiki i puent: Carrey w swoim żywiole jako urzędnik Stanley Ipkiss i jego drugie wcielenie w zielonej masce. Na koniec bohater zdobywa tinę (Cameron Diaz) i wyrzuca maskę do rzeki. Szkoda. Najlepsza scena: w klubie nocnym „Coco Bongo” osaczony przez gangsterów Stanley wyczarowuje całą baterię broni. Śmieszność: 


ZDJęCiA: PiCTUReDeSK (4)

„Ace Ventura”, „Bruce Wszechmogący”, „Człowiek Zagadka”, „Maska” 63


A kc jA

5

GŁUPI I GŁUPSZY Reżyseria: Peter Farrely, Bobby Farrelly Akcja: przyjaciele, Harry i Lloyd, podróżują po Ameryce. Lloyd znajduje walizkę z kasą i razem z Harrym jadą do Aspen, gdzie przeżywają mnóstwo przygód. Najśmieszniejsza scena: Lloyd żegna się ze swoją pasażerką, która pyta: „A może mnie obejmiesz”? ta twarz! Śmieszność: 

6

BAtmAN FOReVeR Reżyseria: Joel Schumacher Akcja: Człowiek Zagadka (Jim Carrey) i jego kompan Dwie twarze robią co mogą, żeby zwyciężyć w walce z Batmanem i Robinem. widzimy wszelkie możliwe próby pokonania Batmana przez Riddlera, który stroi miny jakich świat nie widział. w końcu eksploduje mu głowa, bo za dużo wie. Niezbyt dobry omen dla mądrych. Najlepsza scena: Riddler po wielkim solo pyta autoironicznie: „Czy nie było tego trochę za dużo?” Śmieszność: 

7

teLemANIAk Reżyseria: Ben Stiller Akcja: technik telewizji kablowej Chip (Jim Carrey) ma zainstalować kablówkę swojemu klientowi Stevenowi, ale zamiast tego zaczyna bardzo natarczywie mieszać się w jego życie. Najlepsza scena: Chip załatwia całą drużynę koszykarską. Śmieszność: 

8

kŁAmCA, kŁAmCA Reżyseria: tom Shadyac Akcja: pozbawiony skrupułów adwokat Fletcher Reede (Jim Carrey), zgodnie z życzeniem syna może mówić już tylko prawdę. Najlepsza scena: podczas spotkania Fletcher ruga adwokatów, a ci zgodnie się do niego uśmiechają. Śmieszność:  64

ważną decyzję: zrezygnował z parodiowania gwiazd. Chciał, żeby ludzie śmiali się z jego własnych dowcipów. Było to odważne posunięcie, bo właśnie te parodie były magnesem przyciągającym publiczność, a niepisana zasada showbiznesu brzmi: drugiej szansy nie będzie. Ale Carrey chciał być nowoczesny, nieobliczalny i niebezpieczny. Chciał opowiadać na scenie dowcipy o tabletkach przeciwbólowych swojej matki i chciał, żeby ludzie się z tego śmiali. Chciał przez godzinę mówić o tym, co mu przyjdzie do głowy. Nie chciał już wysuwać żuchwy i intonować „Mr. Bojangles”. Nie chciał już być niegroźny – chciał sprawiać ból. Wspomina, że czuł się wtedy po występach jak van Gogh: co wieczór o jedno ucho mniej. Jednak gdy na sali zapadała kłopotliwa cisza, Carrey udawał, że dzwoni do żony: „Skarbie, przedstawienie idzie świetnie, niedługo nie będziemy musieli troszczyć się o pieniądze na spłatę rat...”. Podniesione brwi, przewracanie oczami – i publiczność znów była jego. Jim dostał telewizyjny show (The Duck Factory), który zdjęto z anteny po trzynastu odcinkach. W kinie zadebiutował filmem „Raz ugryziona”. Francis Ford Coppola obsadził go w jednej z drugoplanowych ról w swojej komedii „Peggy Sue wyszła za mąż”. Pierwszą główną rolę Carrey zagrał w 1987 roku w „Ziemskie dziewczyny są łatwe” – wątpliwej jakości głupawym filmiku sci-fi, czymś między kinem klasy B a C. Dopiero występy w sitcomie „in Living Colour” z 1990 roku okazały się przełomem. To była trampolina, która zaprowadziła go prosto do świata, gdzie w pełni mógł wykorzystać swoje zdolności. Poobijany samochód z rozbitą szybą w błyskawicznym tempie zbliża się do kamery. Przez okno po stronie pasażera widać białego, kudłatego psa. Odsłania zęby i wygląda, jakby się uśmiechał. Potem szczeka. Przez okno po stronie kierowcy wystawia głowę Jim Carrey. Ma na głowie fryzurę jak kakadu i nazywa się Ace Ventura. Ace wystawia język, uśmiecha się szeroko i też szczeka. Rola Ace’a Ventury była dla Carreya przełomowa. Komedia trafiła w gust szerokiej publiczności. Ponieważ film był skrojony pod umiejętności Jima – jego miny, chód katatonika i talent, dzięki któremu nawet z banalnych scen robił prawdziwy dom wariatów – studia filmowe zareagowały na sukces z euforią. W ciągu kilku miesięcy powstały kolejne komedie: „Maska” (w której Carrey wznosi się na wyżyny sztuki strojenia min) oraz „Głupi i głupszy” (głupawe, a jednocześnie romantyczne i wzruszające kino drogi). Każdy z tych filmów zarobił ponad sto milionów dolarów. Carrey pragnął tego sukcesu. Zostały wysłuchane jego modlitwy. W 1990 roku, gdy milionowe gaże były jeszcze całkowicie poza jego zasięgiem, wypisał sobie czek „za dokonania aktorskie” opiewający na dziesięć milionów dolarów, czyli wtedy sumę wręcz groteskowo wysoką. Carrey zapowiedział Carreyowi, że czek będzie można zrealizować 23 listopada 1995 roku, w Święto Dziękczynienia. W 1991 roku zmarła matka Jima. W 1994, gdy kariera Carreya nabierała właściwego tempa, odszedł także jego ojciec. Jim podpisał właśnie kontrakt na nowy film – gaża wynosiła (przypadek, a może zrządzenie losu?) dokładnie dziesięć milionów dolarów. Jim wziął stary, wystawiony na siebie czek, który nosił przy sobie na szczęście i włożył go zmarłemu ojcu do kieszeni garnituru, w którym ten został pochowany. Jim Carrey zagrał Riddlera (Człowieka Zagadkę) w ekranizacji komiksu „Batman Forever” (1995), drugi raz Ace’a Venturę w „Ace Ventura: Zew natury” (1995), a za rolę w „Telemaniaku” (1996), otrzymał najwyższą gażę w historii aktorstwa: 20 milionów dolarów. Co ciekawe, właśnie wtedy Jim Carrey zaczął się zastanawiać, czy już do końca swoich dni chce być heroldem brutalnej puenty i błaznem za wszelką cenę. Nie chciał. Po komedii „Kłamca, kłamca” (1997) Jim Carrey zmierzył się z pierwszymi rolami dramatycznymi. W ostrej satyrze na media – „Truman Show” (1998) w reżyserii Petera Weira – zagrał Trumana Burbanka, który pewnego dnia orientuje się, że jego życie od urodzenia jest częścią reality show. W fabularyzowanej biografii – „Człowiek z księżyca” (1999) w reżyserii Miloša Formana – wcielił się w postać Andy’ego Kaufmana, komika ze skłonnościami do autodestrukcji.

9

tHe tRUmAN SHOw Reżyseria: Peter weir Akcja: w 10909 dniu swojego życia agent ubezpieczeniowy truman Burbank orientuje się, że od urodzenia jest głównym bohaterem reality show. Próbuje uciec, a jego próby są właśnie tematem bezlitosnej, dramatycznej satyry na media, nie pokazujących niczego prawdziwego, a jedynie na chłodno skalkulowane emocje – z wyjątkiem prawdziwych emocji trumana. Jim Carrey gra w sposób stanowczy, ale bardzo poruszający. Najlepsza scena: Prosty trick, dzięki któremu truman wymyka się spod kontroli 5000 tysięcy kamer. Śmieszność: 

10

JA, IReNA I JA Reżyseria: Bobby i Peter Farrelly Akcja: policjant Charlie Baileygate (Jim Carrey) po załamaniu nerwowym cierpi na rozdwojenie jaźni i jeśli zapomni zażyć leki, staje się obrzydliwym typem, Hankiem. Pojawia się piękna blondynka, Irene. Rywalizacja Hanka i Charliego o jej względy daje Carreyowi okazję do zaprezentowania swojego komicznego talentu w podwójnej roli. Najlepsza scena: Hank walczy na stacji benzynowej z czterema typami i zostaje obezwładniony przy użyciu elektrycznego paralizatora. Śmieszność: 

11

GRINCH: ŚwIĄt NIe BĘDZIe Reżyseria: Ron Howard Akcja: Grinch (Jim Carrey) jest zielonym stworem, który mieszka w górskiej grocie i chce mieszkańcom pobliskiej wioski zepsuć święta Bożego Narodzenia. Oscar za charakteryzację. Najlepsza scena: Grinch po przebudzeniu w wirtuozerski sposób przekonuje sam siebie, dlaczego najlepiej jest wszystkich nienawidzić . Śmieszność: 


A kc jA

14

ZAkOCHANY BeZ PAmIĘCI Reżyseria: michel Gondry Akcja: aby ratować swój związek z Clementine (kate winslet), Joel (Jim Carrey) poddaje się skomplikowanej procedurze wykasowania pamięci – operacji, którą Clementine ma już za sobą. Scenariusz nagrodzony Oscarem. Najlepsza scena: Clementine i Joel spędzają romantyczną noc na lodzie. Śmieszność: 

15 Truman Burbank, Lloyd Christmas, Grinch

12

tHe mAJeStIC Reżyseria: Frank Darabont Akcja: Hollywood, lata 50.: autor scenariuszy Peter Appleton (Jim Carrey), podejrzewany o komunizm, traci pamięć w wypadku samochodowym i w pewnym miasteczku jest witany jako zaginiony bohater wojenny. trochę upraszczający rzeczywistość, sentymentalny film historyczny. Najlepsza scena: zrezygnowany Peter grający na pianinie rock’n’rolla podczas festynu w miasteczku. Śmieszność: 

ZDJęCiA: PiCTUReDeSK (3)

13

BRUCe wSZeCHmOGĄCY Reżyseria: tom Shadyac Akcja: dziennikarz telewizyjny Bruce (Jim Carrey) spotyka osobiście Boga, który przekazuje mu na tydzień swoją wszechmoc. Dysponując taką władzą Jim spełnia hurtowo wszystkie prośby, kierowane do niego podczas modlitw. Najlepsza scena: Bruce przygląda się z niedowierzaniem demonstracji ludzi, którzy trafili szóstki w Lotto. Nie mają żadnej wartości, bo Bruce dał wszystkim wygrać jednocześnie. Śmieszność: 

Z wielkim poświęceniem grał jednocześnie Andy’ego Kaufmana i jego anarchistyczne alter ego, Tony’ego Cliftona. „Na planie Jim każdego dnia konsekwentnie zachowywał się jak grana przez niego właśnie postać” – opowiada reżyser Miloš Forman w jednym z wywiadów. „Jako Tony Clifton przynosił na przykład śmierdzący limburski ser i obrażał całą ekipę. Na początku doprowadzało mnie to do furii, ale wkrótce polubiłem tę pasjonującą grę, bo wynik był fenomenalny. Podczas zdjęć nie poznałem tylko prawdziwego Jima Carreya. Ani razu!”. Gdy w życiu publicznym Jim świętował sukcesy – przeszedł drogę od gagów do poważnego aktorstwa i pozornie mógł beztrosko robić to, na co tylko miałby ochotę – jednocześnie poza światłami sceny popadł w melancholię. Jego życie prywatne było w rozsypce. Nie wyszły mu dwa małżeństwa. Fani wielbili Carreya jako najzabawniejszego człowieka świata, a on na planie ocierał łzy, które pojawiały się niespodziewanie na jego policzkach (całkiem niedawno zakończył się pięcioletni związek aktora z piękną Jenny McCarthy). Nie załamał się jednak w wyniku napadów depresji, z którymi nadal się boryka. Twierdzi, że kto chce zbadać sprawę gruntownie, wali w końcu mordą w grunt. Kto chce być niezwykły, musi umieć wytrzymać niezwykły ból. Carrey znów z pasją kręcił komedie. Gdy po „Ja, irena i Ja” (2000) pracował nad „Grinch: Świąt nie będzie”, maksymalnie wczuwał się w postać bestii o zielonej sierści, „bo tak właśnie się czułem”. Rósł i przerastał role, które mu proponowano. Carrey wypełniał komicznym autentyzmem i niesamowitą dyscypliną postaci głęboko nieszczęśliwych osobników, których grał w melodramacie „The Majestic” (2001) i bajkowym „Bruce Wszechmogący” (2003). W „Zakochanym bez pamięci” (2004) wniósł cenny wkład w dyskusję na temat zapominania, a w „Jestem na tak” (2008) nie tylko powiedział, że chętnie pija Red Bulla, lecz także świetnie zaprezentował skłaniającą do refleksji intelektualną zabawę filozoficzną – co się stanie, jeżeli na każde pytanie będziemy odpowiadać „tak”. Już od 21 maja b.r. Jima można zobaczyć na dużym ekranie w filmie pt: „i Love You Phillip Morris”, który przedstawia historię homoseksualnego Stevena, słynnego z błyskotliwych oszustw i brawurowych ucieczek z więzień – wszystko po to, aby odnaleźć swoją wielką miłość. Niezwykła strona niezwykłego aktora: www.jimcarrey.com

LemONY SNICket’S: SeRIA NIeFORtUNNYCH ZDARZeŃ Reżyseria: Brad Silberling Akcja: hrabia Olaf (Jim Carrey) jest opiekunem trojga sierot i próbuje wyłudzić majątek ich zmarłych rodziców. Najdziwniejsza scena: Samochód hrabiego Olafa zatrzymuje się na torach. Nadjeżdża pociąg... Śmieszność: 

16

NUmeR 23 Reżyseria: Joel Schumacher Akcja: tajemnicze zdarzenia uświadamiają hyclowi walterowi (Jim Carrey), że jest autorem powieści „Numer 23”. Najlepsza scena: wybuch waltera, przypominającego sobie... morderstwo? Śmieszność: 

17

JeStem NA tAk Reżyseria: Peyton Reed Akcja: sceptyczny doradca kredytowy Carl (Jim Carrey) daje się przekonać pewnemu guru do odpowiadania na każde pytanie „tak” zamiast „nie”. Opłaca się: Carl dostaje awans, robi licencję pilota i wchodzi w związek z Allison (Zooey Deschanel). Najlepsza scena: człowiek, który jest „na tak”, otrzymuje e-mail z pytaniem, czy chce mieć dłuższego penisa. Śmieszność:  65


a kc ja

ARENA AFRYKA Piłka nożna może w Afryce podsycać nienawiść i dzielić narody, ale także budować mosty porozumienia i wznosić się ponad wojny – pozostając tym, czym ciągle jest: czystą magią. Tekst: Bartholomäus Grill, Zdjęcia: Thomas Hoeffgen 66


a kc ja

Skorumpowani władcy Nigerii, posiadającej olbrzymie złoża ropy, zmarnotrawili miliardy petrodolarów, pogrążając kraj w chaosie, przemocy i korupcji. Dziwne, że oprócz grawitacji i futbolu w tym kraju w ogóle coś jeszcze funkcjonuje. Reprezentacja zwana „Super Eagles” stała się swego rodzaju spoiwem, utrzymującym ten wstrząsany kryzysami kraj w całości. Gwiazdy futbolu są adresatami modlitw albo przekleństw, w zależności od osiąganego

wyniku. Pozwalają ludziom zapomnieć o ich codziennych troskach – futbol działa tutaj jak opium. W piłkę gra się wszędzie, nawet w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach – pod trasą szybkiego ruchu w gospodarczej metropolii kraju, Lagos. I jak ten chłopiec, sfotografowany na tle Stadionu Narodowego, wszyscy młodzi piłkarze marzą o wielkiej karierze i podbiciu świata futbolu: „Just do it”.

67


W zagubionych w dżungli wioskach, górskich osadach, na piaszczystych plażach i na sawannie, w obozach dla uchodźców, przy siedzibach misjonarzy i w miejskich slumsach – we wszystkich tych miejscach podczas podróży po Afryce widziałem podobny rytuał: gdy tylko upał trochę zelżeje i cienie stają się dłuższe, chłopcy i mężczyźni zbierają się, aby pograć. Potrzeba im niewiele: jakiegoś zakurzonego, w miarę równego placu, kilku drewnianych palików albo suchych gałęzi do oznaczenia bramek oraz piłki. Grają w starych klapkach, w płóciennych butach lub na bosaka. Jeżeli nie mają piłki, robią ją sami ze szmat, plastikowych reklamówek albo palmowych liści. Czasami używają do tego celu blaszanej puszki lub skorupy kokosa. A potem grają i grają, aż ich wioskę spowiją ciemności, a z buszu odezwą się nocnym metalicznym dźwiękiem cykady. Futbol to sport biednych. Sport Afryki. Jest w tej części planety tak samo wszechobecny, jak maczeta, bęben, drewniany moździerz, motyka, chusta do noszenia niemowląt, kałasznikow i letnie piwo. Co bowiem ma robić młodzież? Miliony młodych ludzi dorastają w biedzie, a życie na wsi czy w rozrastających się chaotycznie metropoliach ma niewiele do zaoferowania. Nosi się łachmany, mieszka w nędznej chacie, śpi na gołej ziemi i budzi z uczuciem głodu. Potem biegnie się na dwór i gania za piłką. W Ghanie czy Kamerunie, Nigerii czy Zambii, Senegalu czy Wybrzeżu Kości Słoniowej – w prawie wszystkich afrykańskich krajach ludzie identyfikują się ze swoimi futbolowymi bohaterami w sposób niespotykany w Europie. Nigdzie na świecie, może z wyjątkiem Ameryki Południowej, młodzież nie wiąże z futbolem tak wielkich nadziei: wyrwania się z biedy dzięki umiejętnościom piłkarskim i zostania gwiazdą, jak Milla, Kanu, Drogba, Eto’o czy Adebayor. Chłopcy marzą o Anglii, Hiszpanii lub Francji; o sławie i bogactwie. 68

Nie zdają sobie sprawy, jak szybko te nadzieje mogą prysnąć. Niektórzy skauci i pośrednicy działają bowiem jak nowocześni handlarze niewolników. Wyrywają młode talenty z ich naturalnego otoczenia, obiecują im raj, a potem sprzedają ze sporym zyskiem do drugoligowego klubu w Rumunii albo innym kraju Europy, gdzie bez znajomości języka ci młodzi ludzie żyją w społecznej izolacji i samotności – więdną jak kwiaty pozbawione wody i słońca. W ich rodzimych krajach zbiorową futbolową pasję często wykorzystuje się do celów politycznych: dyktatorzy i demokraci chętnie szczycą się zwycięstwami swoich reprezentacji narodowych. Futbol może budować mosty porozumienia, utrzymywać jedność kruchych organizmów państwowych, a nawet przekraczać fronty wojen domowych – jak pokazuje przykład Wybrzeża Kości Słoniowej. Może jednak także dzielić narody i podsycać nienawiść na tle etnicznym: podczas fali ludobójstwa w Rwandzie w mordach uczestniczyli także piłkarze. Niezależnie od tych wypaczeń piłka nożna w Afryce pozostaje tym, czym była zawsze: mieniącą się kolorami fabryką snów, projekcją tęsknoty za lepszym życiem, magią. Podczas każdego meczu działają tu siły nadprzyrodzone: przesuwają linie, zmieniają tor lotu piłki, oślepiają sędziego i paraliżują zawodników. Na koniec zwycięża ten, kto miał lepszego czarownika. Podczas Mistrzostw Świata 2010 w RPA afrykańskie zespoły będą potrzebowały dużego wsparcia swoich szamanów. Na drużynach spoczywają bowiem nadzieje całego kontynentu. Od zakończenia okresu kolonialnego nie było jeszcze wydarzenia, które silniej wpłynęłoby na poczucie własnej wartości Afrykanów. Najwyższy czas, aby drużyna z Czarnego Lądu po raz pierwszy w osiemdziesięcioletniej historii mistrzostw zdobyła Puchar Jules’a Rimeta. Ke nako – tak brzmi tym razem motto najważniejszego turnieju. Już czas!


Jakieś pomieszczenia dla drużyn? Szatnie? Prysznice? Na wielu rozpadających się afrykańskich stadionach nie ma takich luksusów. Zawodnicy zwykle muszą przywieźć ze sobą cały sprzęt i przebrać się za linią końcową albo na chwiejących się trybunach – jak ci dwaj koledzy z drużyny na Queensmead Stadium w Lusace (Zambia). Z kolei w Abudży (od 1991 roku stolicy Nigerii) zawodnicy nie dojeżdżają czasem na mecz, bo nadające się tylko na złom autobusy psują się w drodze na stadion. Kibice z Malawi, których nie stać na bilet, muszą zadowolić się oglądaniem stadionu w Blantyre z zewnątrz. Elektroniczne tablice wyników? Nic z tych rzeczy! Na Onikan Stadium w Lagos wyniki zapisuje się wciąż jeszcze na łupkowych tablicach z okresu kolonialnego.

69


a kc ja

Zaniedbana murawa na Stadionie Niepodległości w Windhoek (dolne zdjęcie) przypomina sierść dotkniętej świerzbem hieny, ale chłopcy z Babylonu byliby szczęśliwi, gdyby mogli grać na takiej nawierzchni. Oni muszą zadowolić się tonącym w pyle, twardym i wyboistym kawałkiem placu, otoczonego ciernistymi krzewami. Babylon znajduje się na przedmieściach stolicy Namibii. Jest to tzw. squatter camp, czyli wybudowane na dziko osiedle – bez prądu, wody i kanalizacji. Chłopcy wychowują się i żyją w biedzie, ale mimo to udało im się ściągnąć skądś dwie zardzewiałe bramki do piłki ręcznej. Gdy kopią w futbolówkę, trudne warunki nie mają żadnego znaczenia. Chodzi wtedy o to samo, co jest ważne w całym piłkarskim uniwersum: to okrągłe ma znaleźć się w prostokątnym.

70


71


a kc ja

Soccer City, duma południowoafrykańskiego futbolu (górne zdjęcie po lewej). Stadion może pomieścić 94 000 widzów i zalicza się do największych na świecie. To tutaj – na skraju sprawiającej wrażenie bezkresnej dzielnicy Johannesburga, Soweto – zostaną rozegrane mecze otwarcia i finał Mistrzostw Świata 2010. Codzienność piłki nożnej można zobaczyć na stadionie w Meadowlands (dolne zdjęcie po lewej): przerzedzona murawa, brak drzew w okolicy, prowizoryczne dojazdy – podobnych boisk jest w Afryce wiele. Owal stadionu jest wciśnięty między małe domki, zwane przez ich mieszkańców „matchboxami” ze względu na to, że jest w nich tyle miejsca, co w pudełku zapałek. Ale gdy na murawę wbiegają najlepsze kluby Soweto – Orlando Pirates albo Kaizer Chiefs – zbiorowa obsesja przesłania całą beznadzieję. Na twarde boisko między wysokimi blokami cieszącej się złą sławą dzielnicy Hillbrow w Johannesburgu (zdjęcie po prawej), przychodzą tylko najodważniejsi kibice. W tych slumsach rządzą bieda, choroby i przemoc. Żaden zagraniczny fan futbolu nie powinien podczas mistrzostw zapuszczać się w te okolice. 72


action

73


a kc ja

To, że w Afryce znajdujemy się na stadionie, daje się często zauważyć dopiero po minięciu blaszanego płotu i zdobyciu miejsca na trybunach. Wiele boisk jest w takim stanie, że w jakiejś bogatszej części świata nastąpiłaby ich natychmiastowa rozbiórka. Wizyty na stadionach wiążą się z pewnym ryzykiem. Na najważniejsze mecze przychodzi mnóstwo kibiców, a w wyniku złej organizacji i korupcji wśród porządkowych dochodzi czasami do tratowania widzów na przepełnionych trybunach. Prawdziwych fanów to jednak nie odstrasza. Zasiadają (jak tutaj, na stadionie Onikan w Lagos) na ogrodzeniach, w koronach drzew i na słupach z przewodami elektrycznymi, żeby obserwować najpiękniejszą grę świata.

74


a kc ja

Plac bez żadnej nazwy, zawodnicy i widzowie mali jak mrówki, ledwie widoczne linie i bramki. A wokół pustka, spalona słońcem ziemia, bez drzew, krzewów, trawy czy żywych kolorów. Ale widok z lotu ptaka jest mylący. Tam, na dole, lokalne drużyny rozgrywają właśnie w niedzielne popołudnie mecz, na który wszyscy w napięciu czekali i który stanowi najważniejsze wydarzenie tygodnia. Jest to często jedyna forma zbiorowej rozrywki i oderwania się od monotonii życia na wsi albo w jakiejś biednej dzielnicy. Ale to nie tylko bardzo pożądane urozmaicenie, lecz także nowoczesny męski rytuał, który zastępuje utracone tradycje.

Wystawa „African Arenas”: od 30 kwietnia do 2 czerwca 2010 roku w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Niemiec, Werderscher Markt 1, Berlin, oraz od 5 czerwca do 18 lipca 2010 roku, Künstlerhaus w Kunst-KulturQuartier, Königstraße 93, Norymberga Książka „African Arenas”: Wydawnictwo Hatje Cantz, 144 strony (niemiecki/angielski), 35 euro ISBN 978-3-7757-2668-9

75


a kc ja

i G U R D

t á l i p

Flipy, backflipy, adrenalina: relacja z tandemowego salta w tył z Petrem Pilátem, wschodzącą gwiazdą freestyle’owego motocrossu. Tekst: Werner Jessner, Zdjęcia: Dan Vojtěch

Gdy w końcu nadeszła właściwa pora, nie było zbyt wiele czasu na nerwy: najpierw mieliśmy w ogóle nie skakać, bo nie dopisała pogoda, później okazało się, że może jednak skoczymy, a jeszcze później leciałem w powietrzu na kateemce. I po wszystkim. Tak wygląda backflip z perspektywy pasażera. Kiedy się trochę otrząsnąłem, zacząłem zastanawiać nad tym, co właściwie zdarzyło się w Czechach w to środowe popołudnie. Przez kilka dni przed całą akcją odczuwałem jakieś nieokreślone napięcie, a najbliżsi mi ludzie nie potrafili go złagodzić. „Jak się boisz, to skoczę za ciebie” – mówili jedni. „Chyba kompletnie zgłupiałeś” – twierdzili inni. „Pamiętaj, że masz córkę” (która akurat dzień wcześniej wykonała swoje pierwsze salto w przód na batucie; mówiła o nim „fikołki bez rąk” – szczęśliwe dziecko). W końcu zwyciężyła mieszanka ciekawości i wrodzonego zaufania: Red Bull X-Fighters to nie „Jackass”, a Petr – chociaż ma dopiero 19 lat – to jeden z najlepszych zawodników FMX. Nic strasznego się nie stanie. Mimo to chciałem przedtem spojrzeć mu w oczy. 76

Po kilku sekundach wszystko było jasne. Mocny, ale nie brutalny uścisk dłoni, przenikliwy wzrok, precyzyjne i konkretne wypowiedzi. Takiemu człowiekowi można zaufać. „You are the boss” – powiedziałem mu i obiecałem, że przez najbliższą godzinę będę robił wszystko, co mi każe. Nie spędziliśmy razem zbyt wiele czasu, ale te kilka decydujących sekund wytworzyło u mnie poczucie trwałej więzi z Petrem Pilátem. Ten człowiek mógł mnie przecież nieźle urządzić, nawet nieumyślnie. Najpierw musimy się usadowić na motocyklu. Petr jest mniej więcej mojego wzrostu. Przy dwóch facetach po 1,90 m każdy na KTM 200 SX robi się trochę ciasno. W końcu jest to maszyna dla jednej osoby. Petr będzie siedział z tyłu, a ja z przodu na zbiorniku. Stopy opieram na stopach Petra, kładę się na kierownicy i chwytam ją od dołu. Łokcie mam tam, gdzie jest jeszcze miejsce. Muszę się skurczyć, żeby Petr mógł coś widzieć. Kilka próbnych kółeczek z dodawaniem gazu i podnoszeniem przedniego koła. Dowiaduję się, że tak mniej więcej będę czuł moment wyskoku z rampy.


Chyba kompletnie zgłupiałeś! Pamiętaj, że masz córkę.

Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Trzymajcie się: salto w tandemie z perspektywy kamery pokładowej


a kc ja

Pozycja rzeczywiście niezbyt wygodna, ale podróż nie trwa długo. Dolne zdjęcie obrazuje impetlą dowania: Petr siedzi dalej na motorze, pasażer stoi na zbiorniku

„Dwusetka, dwutakt” – mówię. „Gotowy?” – pyta Petr. „Gotowy”. W telewizji backflip trwa bardzo krótko, ale gdy siedzi się na motorze – naprawdę długo. Najpierw widzisz ciemną, niekończąca się rampę, a potem długo jasne niebo. Nie ma nawet wrażenia, że wisisz głową w dół – „czujniki” twojego organizmu wysyłają do mózgu sygnały ostrzegawcze. Nie odczuwasz też nieważkości ani nie słyszysz śpiewu aniołów. KTM zawył w powietrzu dwa razy, to na pewno nie przypadek. Petr widocznie dalej panuje nad maszyną i dodając gazu próbuje przyspieszyć nasz obrót. To logiczne: 80 dodatkowych kilogramów z przodu na zbiorniku trzeba jakoś obrócić wokół poprzecznej osi. Dopiero w ostatniej chwili niebo znika z pola widzenia, prawie w tej samej chwili wszystko cichnie i aż po kaski zanurzamy się w basenie wypełnionym kostkami z pianki. Ktoś (to nie byłem ja) pomyślał już o zgaszeniu silnika. W telewizji lądowanie po backflipie wygląda bardzo łagodnie. W rzeczywistości przypomina skok na ziemię z kilku metrów bez przygotowania. Coś strzyka w kręgosłupie, boli kark. Czujesz się jak po upadku. Backflip to nie byle co, pozostawia ślady: na ciele i na umyśle. Petr przybija piątkę, ludzie wyją i wiwatują, ja niczym pływak docieram do krawędzi basenu. Wcale nie tak łatwo z niego wyjść. Muszę przyznać, że jestem oszołomiony. Dźwig wyciąga 78

KTM z basenu, podchodzi Petr. Pełny luz i spokój. Piąteczka, robię minę spoko gościa. Czyli tak to wygląda. Cholera. Puls mam teraz szybszy niż przed skokiem, organizm z opóźnieniem produkuje adrenalinę. Jeżeli człowiek sam otrze się o granice swoich możliwości, pozostaje przynajmniej złudzenie, że można kontrolować akcję. A tutaj nic z tych rzeczy. O ile w ogóle przy backflipie nie da się niczego na motorze robić na pół gwizdka, o tyle jako pasażer nie masz już zupełnie żadnego pola manewru. Najwyżej możesz coś spieprzyć, jeżeli ze strachu wykonasz jakiś dziwny ruch. Najlepiej udawać worek kartofli – zachowywać spokój i nie wykazywać nadmiernej inicjatywy. Hmm. Nie wspomniałem wam o czymś. Nie byłem pierwszym pasażerem tandemowym Petra podczas backflipu. Przede mną ten trick zaliczył Martin Rerabek. Ma 9 lat i waży 30 kg. Nie był to także pierwszy backflip Martina. Dla niego takie akcje to prawie rutyna, był testowym pasażerem Petra podczas salt w tandemie. Martin niewiele mówi, ale w tej roli wcale nie musi. Jeszcze lepszy numer to Zbyněk Kobián, dwunastolatek. Na KTM o pojemności 85 cm3 backflipy kręci już sam. Petr Pilát miał o trzy lata więcej, gdy robił swoje pierwsze salto, a był wtedy najmłodszym zawodnikiem, który to potrafił – znalazł się nawet w Księdze Guinnessa. Čerčany, mała miejscowość oddalona o godzinę drogi na południe od Pragi, to czeskie, a być może i europejskie centrum


Niebo, niebo bez końca, czujniki wysyłają sygnały alarmowe do przeciążonego mózgu.

FMX. Dzieciaki nie grają tu w czasie wolnym w piłkę ani hokeja, tylko zajmują się freestyle’owym motocrossem. Teren w Čerčanach nie jest rozległy, ale jest tam wszystko co potrzebne: dworzec, który zagłusza hałas silników, tor ziemny, basen z gąbkami, rampy o różnych promieniach, betonowe najazdy. Petr nie umie powiedzieć ile miesięcy życia tu spędził. W ramach rozgrzewki kręci kilka flipów. Lewa ręka z kierownicy, prawa ręka z kierownicy, obie z kierownicy, lądowanie bez trzymanki – podstawy FMX. Trzeba jednak cały czas uważać. „Pewnego dnia wykręciłem już chyba ze sto backflipów, wszystkie spoko. I nagle, zupełnie niespodziewanie, jeden mi nie wyszedł. Wbiłem się kaskiem w glebę i rozwaliłem maszynę. Co ciekawe, podobne akcje przeżyły także największe gwiazdy: Travis Pastrana i Mat Rebeaud”. „Niezbyt mnie to uspokoiło”. „Damy radę z pasażerem, jestem skoncentrowany na 200%”. „To co, jeszcze raz?”. „OK”. Już na większym luzie po przeżytym pierwszym backflipie postanawiam tym razem napawać się akcją. Przyjmujemy odpowiednie pozycje, przybijamy rytualną piątkę przed startem, w zakręcie przed najazdem czuję, że blokuję kierownicę – czyli jednak nie jestem wyluzowany. Rozluźniam chwyt. Silnik wchodzi na obroty, przednie koło w górę, przyspieszenie, rampa rośnie w oczach, dawka adrenaliny – wspaniale. Petr dodaje gazu, „wszystko dzieje się na rampie, w powietrzu masz już tylko

minimalny wpływ na przebieg skoku”, niebo, niebo bez końca. Próbuję odwrócić głowę w kierunku fotografa, lekcja pozowania dla początkujących, ciągle jeszcze niebo, obrót tym razem jakby szybszy, coś beżowego zbliża się od dołu, strzyka mi w karku (przecież chciałem wyglądać cool i nie trzymałem głowy prosto), lądowanie. Cholera, można się do tego uzależnić! Kolejki górskie w wesołych miasteczkach już na mnie nie zarobią, a i lina do bungee może sobie leżeć i czekać – może ktoś o słabszych nerwach będzie chciał skoczyć. Po takim skoku jako pasażer zaczynasz rozumieć istotę niektórych łatwiejszych tricków: jasne, że można zdjąć ręce z kierownicy. Trzeba tylko liczyć czas i wiedzieć na jakim etapie lotu się właśnie znajdujesz, żeby przy lądowaniu znalazły się z powrotem na swoim miejscu (albo nauczyć się lądowania bez trzymanki). Trzeba chyba sprawdzić w praktyce, jak funkcjonuje ta moja optymistyczna teoria. Z wyłożonego kostkami pianki basenu wychodzę już prawie jak stary rutyniarz. Darujemy sobie trzecią próbę, lądowanie na torze nie jest dobrym pomysłem ze względu na mój wzrost i masę ciała. Ale i tak odwaliłem kawał dobrej roboty jako królik doświadczalny. Po paru tygodniach Petr i burmistrz Pragi, Pavel Bém, kręcą backflipa w tandemie i lądują na torze ziemnym. Totalny odlot: pl.redbulletin.com/print2.0, Red Bull X-Fighters: 26 czerwca 2010, Moskwa, Rosja, www.redbullxfighters.com

79


Zdjęcie: David Lang/Red Bull Photofiles

Lilou jest jednym z najlepszych b-boyów świata i obecnym mistrzem Red Bull BC One. Na Street Dance Kemp w Czechach wspomaga młodych tancerzy jako trener breakdance’u


Więcej dla Ciała i Umysłu Ożywiamy ciało i ducha.

82 Gary Hunt w HanGarze-7 83 KucHarz miesiąca supanut KHanaraK 84 zdobądź sprzęt racHel atHerton 86 warsztaty tańca 88 dzień i noc 98 Felieton miKołaja lizuta


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Wskocz w świat Gary Hunta

Wywiad w Hangarze-7

Gary Hunt Nie dajcie się zwieść: ten spokojny, skromny gość jest uzależniony od adrenaliny. Gary Hunt skacze z przyprawiających o zawroty głowy wysokości w głębiny – poza tym właśnie je z nami obiad w Hangarze-7.

gary hunt nie daje się zaszufladkować: z jednej strony jest jednym z najlepszych cliff diverów na świecie – co oznacza, że w zawodzie, który daje mu chleb, skacze do wody z wysokości ponad 27,5 metra. Z drugiej strony uczy się, będąc anglikiem, płynnie mówić po francusku, żongluje piłkami i studiuje kryminologię.

82

W 2009 roku Gary Hunt uplasował się na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej Światowej Serii Red Bull Cliff Diving. Przed nim znalazła się tylko supergwiazda – Orlando Duque. W roku 2010 kontynuacja ataku: z piłeczkami do żonglerki i językiem francuskim

Hm? kiedy przed konkurencją wdrapuję się na platformę w zwykłych ciuchach, boję się, że mógłbym się ześliznąć i spaść. ale gdy tylko zakładam moje speedosy, niepewność rozwiewa się kompletnie. Zakręcone, no nie? Zatem wystarczy, że ma Pan kąpielówki, by się uspokoić? jest jeszcze kilka rzeczy. W zeszłym roku uczestniczyłem w pokazach skoków w Metz we Francji, razem z dwojgiem amerykanów, którzy byli piekielnie dobrzy w żonglerce. Zarobili sobie nawet kilka euro, kiedy w przerwie występowali ze swoim show na ulicy. byłem komplet-

nym nowicjuszem, ale szybko nauczyłem się kilku sztuczek. kiedy później zabrałem moje piłki do żonglerki na zawody, doszedłem do wniosku, że nie ma nic lepszego, by zabić czas oczekiwania. Można się idealnie wyłączyć – to o wiele lepsze niż siedzieć i rozmyślać, co może pójść źle. Zajada Pan właśnie w Hangarze-7 golonkę wieprzową – jak smakuje? super. do tego najlepszy jest sos berneński. Pierwszorzędne. nie mam wprawdzie pojęcia jaka to część tuszy… Kolano, o ile wiem. brzmi rozsądnie. ale powtórzę. smakuje super.

TeksT: RuTh MoRgan; Zdjęcie: helge kiRchbeRgeR (3)

red bulletin: Kiedy ten wywiad ukaże się w druku, Światowa Seria Red Bull Cliff Diving 2010 już się rozpocznie. W zeszłym roku przed Panem był tylko Orlando Duque… Jak będzie w tym roku? gary hunt: sytuacja wyjściowa jest inna niż w ostatnich latach, przede wszystkim w mojej głowie. To pierwszy rok, w którym mam myśli, że mógłbym wygrać. W zeszłym roku orlando był pod koniec trochę bardziej stabilny… To moje marzenie, by wygrać zawody Word Tour w finale na hawajach, w miejscu narodzin naszego sportu. Czy ma Pan nowe triki w repertuarze? spróbuję nowych skoków z rozbiegu. skoczkowie też tak robią, skaczą z 10-metrowej wieży – daje im to więcej poweru w czasie obrotów. chciałbym dodać do poczwórnego salta z półtora obrotu z zeszłego roku jeszcze jeden obrót. Podczas pierwszego treningu okaże się, czy dokładnie trafiam w skocznię, czy wygeneruję nowy klasyk na YouTube. A jak jest ze strachem? Zależy od tego, czy mam moje kąpielówki.


TeksT: uschi koRda; Zdjęcie: kuRT heck

WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

A jak jest z Pana umiejętnościami kulinarnymi? nie mógłbym powiedzieć, że jestem dobrym kucharzem. Mimo to zacząłem eksperymentować w kuchni. niedawno spróbowałem sił w menu niedzielnym: pieczony kurczak, pieczone ziemniaki, pasternak i pudding Yorkshire, pełen zestaw. Pod koniec zrobiło się trochę nerwowo, poza tym zapomniałem o nadzieniu. błąd początkujących. Czy zwraca Pan uwagę na to, co je? Kiedy za strój roboczy służą kąpielówki, należałoby w tej kwestii raczej zachować dyscyplinę. Zawsze byłem szczupły. Mogę jeść mniej więcej to co chcę i nie tyję. Przed paru laty chciałem koniecznie nabrać masy mięśniowej i szpikowałem się białkowymi koktajlami, ale nic to nie zmieniło. od tego czasu jem zwyczajnie to, na co mam ochotę. Jak reagują dziewczyny, gdy rozmowa schodzi na temat zawodu, a Pan odpowiada „Jestem cliff diverem”? ach, przynajmniej nie kończy się temat do rozmowy. niewielu wie, kim jest cliff diver. a kiedy to tłumaczę, zazwyczaj dopiero zaczynają się pytania. Czy dogaduje się Pan dobrze z kobietami? nie całkiem, jak pewnie Pan się domyśla (uśmiech). Myślę, że dobrze rozumiem kobiety. To dlatego, że dorastałem z mamą i dwiema starszymi siostrami. chciałem, czy też nie, musiałem oglądać sporą ilość tych kiczowatych kobiecych filmów, mało tego – uprawiałem step, balet i gimnastykę. Przez długi czas wstydziłem się tego, ale muszę być szczery i zaznaczyć: bez tego byłbym dzisiaj marnym cliff diverem. Plany na przyszłość? chciałbym w dalszym ciągu przyczyniać się do rozpowszechniania tego sportu. Wprowadzać nowe pomysły, wypróbowywać nowe triki, wykonywać coraz trudniejsze skoki. A poza sportem? och, nie mam pojęcia. na uniwerku studiowałem matematykę, potem kulturę fizyczną, bo kocham sport. Potem odkryłem, że nie lubię czytać o teorii sportu. Zacząłem studiować kryminologię. Fascynuje mnie to, ale nie mam pojęcia czy kiedyś dalej coś z tym zrobię. ostatnio zacząłem uczyć się francuskiego, bo jestem jedynym, który w trasie mówi tylko w jednym języku. Pozwalam, by rzeczy przychodziły do mnie i patrzę, co z nimi zrobić. i jak dotąd całkiem nieźle się to sprawdza. Informacje o serii Red Bull Cliffdiving 2010 na: www.redbullcliffdiving.com

Bez chili nie ma prawdziwego tajskiego jedzenia. A już na pewno nie w „Spice Market”, gdzie od trzech lat szefowa kuchni, Chef Ann (na górze, po lewej), przyrządza najlepsze curry w mieście. Kucharz obok niej to Francuz Nicolas Schneller (na górze po prawej) – razem potrafią harmonijnie połączyć dwa kulinarne światy

Rzecz gustu: Tajemnice topowych kucharzy

Tylko na ostro! Trzy pytania do tajskiej kucharki Supanut Khanarak z restauracji Spice Market w Bangkoku i trzy interesujące odpowiedzi. Czego nigdy nie może zabraknąć w kuchni? „chili, rybnego sosu, cukru palmowego i czosnku” – supanut khanarak ani chwili nie zastanawia się nad odpowiedzią. jest topowym szefem kuchni i jedyną kobietą w Tajlandii, która osiągnęła status gwiazdy w tym zawodzie. Wszystkie cztery składniki, które wymieniła, stanowią podstawę kuchni tajskiej. słynie z niej najlepsza tajska restauracja – „spice Market” w hotelu Four season w bangkoku. chef ann doskonale wie, jak pielęgnować kulinarne tradycje swojego kraju i interpretować je na nowo

w nowoczesny sposób. Tej sztuki nauczyła się w sydney u wielkiego mistrza – davida Thompsona. Przez cztery lata pokazywała australijczykom, co w południowo-wschodniej azji znaczy słowo „spicy”, nie zabijając przy tym smaku. Tęsknota za ojczyzną sprowadziła ją z powrotem do stolicy Tajlandii, gdzie gotuje dla gości hotelu wraz z Francuzem nicolasem schnellerem. Czego nie da się zrobić? „uwielbiam wszystkie rodzaje tajlandzkiego curry. Zawsze denerwowało mnie, gdy wymagano ode mnie, abym przyrządziła curry bez chili. Tak się przecież nie da!” Najważniejszy sprzęt w kuchni? „Moździerz i tłuczek”. Supanut Khanarak i Nicolas Schneller w czerwcu 2010 są kucharzami restauracji Ikarus w Hangarze-7: www.hangar-7.com

83


WIĘCEJ DLA CIAŁA I UMYSŁU

1

3

2

Zdobądź Sprzęt

Zestaw zapewniający mobilność Rachel Atherton

Zdjęcia: Hadrien Picard(1), WillTHom/red Bull PHoTofiles(10)

5

6

84

Angielska mistrzyni świata w downhillu z 2008 roku spędza w podróży 200 dni w roku. Niektórych rzeczy w jej bagażu można się było spodziewać, inne są raczej zaskoczeniem.


WIĘCEJ DLA CIAŁA I UMYSŁU

7

Rachel Atherton, 22: ubłocona lady

1 Oakley MX O Frame www.oakley.com „Trochę fioletu nie zaszkodzi. Branża sprzętu dla bikerów odkrywa właśnie kobiety, co można zauważyć także we wzornictwie. Mój ulubiony design to Violet Rocker”. 2 Skins www.skins.net „Swoje skiny mam na sobie prawie przez całą dobę. Po prostu lubię je czuć na sobie”. 3 Piłka tenisowa www.head.com „Piłkę tenisową wykorzystuję do masażu i do zabawy. To gadżet bardzo przydatny i tani. Do zdobycia za darmo w okolicach każdego kortu”.

8

4 Commençal Meta 5.5 LTD www.commencal.com „Rower do downhillu to praca, a do kolarstwa górskiego – trening. Gdybym mogła mieć tylko jeden rower MTB, byłaby to Meta 5.5, bo jest bardzo wszechstronna. Po prostu wymiata!”.

4

9

5 Środek przeciwbólowy Nurofen www.nurofen.com „Kontuzje są nieuniknione. Nie zaszkodzi wtedy mieć przy sobie jakiś środek przeciwbólowy. Ten nie spowalnia reakcji organizmu, a dodatkowo redukuje opuchliznę”. 6 Chwyty PRO Atherton www.athertonracing.co.uk „Można było się tego po mnie spodziewać: chwalę produkt, który współtworzyłam. Ale całkiem serio, to najlepsze chwyty, jakie w ogóle istnieją”.

10

7 Dziennik „Codziennie coś notuję albo gryzmolę. Nie mam ulubionego modelu. Kupuję po prostu to, co mi się spodoba. Ten ostatni ma kolorowe kartki”. 8 Taśma Thera-band www.thera-band.at „Elastyczną taśmę z tworzywa sztucznego odkryłam podczas rehabilitacji po operacji barku. Bardzo dobrze nadaje się też do treningu siłowego. Najlepsze jest to, że zajmuje bardzo mało miejsca”. 9 Książki „Kto, tak jak my, jest stale w podróży, musi mieć coś dobrego do czytania. W ubiegłym roku szczególne wrażenie wywarły na mnie: Just a Little Run Around the World (autorstwa Rosie Swale-Pope) i Still Alice (Lisa Genova)”. 10 Krem do rąk z The Body Shop www.thebodyshop.com „Można być zawodowym sportowcem i jednocześnie damą. Pomaga w tym dyskretny makijaż i krem do rąk z The Body Shop”. Świat Athertonów: www.athertonracing.co.uk

85


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Taniec na ziemi niczyjej Każdego roku tysiące uczestników bierze udział w warsztatach Street Dance Kemp, które odbywają się w Jedovnicach – małej czeskiej wiosce. W programie taniec na wolnym powietrzu.

Krok po kroku: sprawdzamy, podpatrujemy, powtarzamy, w międzyczasie tankujemy, robimy zdjęcia z trenerami, ćwiczymy, ćwiczymy, ćwiczymy, a pod wieczór występujemy albo spokojnie sobie oglądamy

86

fin, różne style funkowe, pajacowaty locking przypominający kreskówkę Scooby Doo. W tym roku po raz pierwszy będzie można wziąć udział zajęciach wackin’ i street jazz. Zarówno początkujący, jak i zaawansowani tancerze, mogą w Jedovnicach znaleźć dla siebie inspiracje i doszlifować motorykę. Uczestnicy są oznakowani bransoletkami w różnych kolorach – dzięki czemu każdy trafia na kurs na swoim poziomie. Wieczorami uczniowie i nauczyciele spotykają się podczas amatorskich i profesjonalnych bitew tanecznych i streetdance’owych jamów. Kryteria: kreatywność i pomysłowość choreografii oraz płynność ruchu. Organizm człowieka, który tańczy średnio sześć godzin dziennie, potrzebuje dość dużo kalorii. Dostarczają ich liczne czeskie restauracje, w których rządzą knedle i powidła. Na terenie kempingu znajduje się jezioro, w którym można schłodzić się po dniu pełnym ciężkich treningów. Aura w Jedovnicach jest dość sprzyjająca. Jednak należy się spodziewać zimnych nocy i zabrać ze sobą ciepłe kurtki i puchowe śpiwory: zdarzało się już, że temperatura w nocy spadła do 6°C! Taką zimną noc oczywiście można przetańczyć lub spędzić w rozgrzewającym towarzystwie.

Informacje Termin: 4–11.07.2010 ZgłosZenia: rejestracja pod

adresem www.sdkeurope.com/ l-en/prihlasky-streetdance-kemp/ KosZT KUrsÓW: 150–270 euro Zajęcia: codziennie w godzinach 9:30–21:30: ok. 4 warsztaty dziennie w danym poziomie; języki, w których prowadzone są zajęcia: czeski (Basic), angielski (gold) PoZiomy: od absolute Beginner do master; specjalny kurs dla b-boyów (niepotrzebne żadne umiejętności) DojaZD: samochodem lub pociągiem przez Brno, autobusy do wioski street Dance Kemp za 25 euro z rejestracją na kempingu PoByT: miejsce na namiot 30 euro/tydzień, domki 60 euro/tydzień oraz tanie kwatery w okolicy PoZosTałe WarsZTaTy:

15.07–15.08.2010 impulstanz (Wiedeń/aT) www.impulstanz.com, 23.07–9.08.2010 Urban Dance camp (Lörrach/De) www.urbandance.eu, 31.07–7.08.2010, summer Drop 2010 (malmø/sW) www.thehipdrop.com

ZDJęCiA: BeRNhARD WOLFF

Jeśli ktoś chce dotrzeć do Jedovnic, sam musi sprawdzić na mapie, jak tam trafić. Na pierwszy rzut oka ta typowa wschodnia czeska wioska wydaje się nieco przykurzona i zaniedbana. Jednak co roku na początku lata do tego prowincjonalnego miejsca przyjeżdża około 3000 spragnionych tańca młodych ludzi z ponad 15 krajów. Fala dźwięku zaczyna zalewać wioskę już przed południem i nie przestaje do wczesnych godzin porannych (następnego dnia). Pochodzi z różnych źródeł (scena, sale gimnastyczne i świątecznie przystrojona sala kinowa). Do wszystkich tych miejsc można dostać się autobusem oraz własnym transportem. Wśród trenerów Street Dance Kemp znajduje się światowa elita streetdancerów. W tym roku będzie trenować tu Lilou – zwycięzca breakdance’owych rozgrywek Red Bull BC One 2009. Jest bardzo wymagającym nauczycielem i zmusza swoich uczniów do całkowitego poświęcenia i bezwzględnego przestrzegania planu zajęć. Nie da się tu potańczyć „przy okazji”. Podczas Street Dance Kemp można nauczyć się różnych wywodzących się z hiphopu stylów tańca, takich jak: agresywny krumping, podobny do breakdance’u b-boyin’, jamajski dancehall, afro-karaibski raggamuf-


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 roztańczony film z jedovnic

rozgrzewka i jedziemy! Tańce od rana do wieczora czy słońce, czy deszcz wszędzie, gdzie się da... Tylko żeby spodnie były wystarczająco szerokie!

87


Więce j dla ciała i UmysłU

WSPinAczkA ifSc PuchAr ŚWiAtA 4–5.06.2010

hot SPotS

Już tydzień po zawodach o Puchar Świata w Wiedniu najlepsi wspinacze boulder w kategorii damskiej i męskiej będą kontynuować rywalizację w Kolorado. Vail, USA

Najlepsze sportowe eventy miesiąca – dookoła świata.

red bull bAll PArk crAnkS 3.06.2010

ASP PuchAr Surfingu kobiet 5–10.06.2010

Jimmy Rollins, shortstop drużyny Philadelphia Phillies, spróbuje pobić światowy rekord najdłuższego uderzenia piłki baseballowej. Ben Franklin Parkway, Filadelfia, USA

W ubiegłym roku Peruwianka Sofia Mulánovich w finale Movistar Peru Classic pokonała bardzo silną obecnie zawodniczkę, Stephanie Gilmore. Lobitos, Peru

red bull roAd rAge 4.06.2010

Zdjęcia: RaineR edeR, Getty imaGes, GePa PictuRes/Red Bull Photofiles, jüRGen skaRwan/Red Bull Photofiles

Profesjonaliści i amatorzy mountainbike downhill zmierzą się w crossie na odcinku szosowym. Teberius, Izrael red bull JungfrAu-StAfette 5.06.2010

red bull hAre ScrAmble 6.06.2010

Amatorzy i topowi bikerzy jak Chris Birch, Cyril Despres czy Dougie Lampkin ścigają dominatora ostatnich trzech lat, Tadka Błażusiaka, w jednym z najtrudniejszych motocrossowych wyścigów enduro. Erzberg, Eisenerz, Austria

Najtrudniejszy jednodniowy bieg drużynowy w Szwajcarii w 14 etapach: z historycznymi samolotami, samochodami i motocyklami, w kajakach, na paralotniach, z biegiem górskim, jazdą na rowerze i na nartach. Cel: Zurych, Szwajcaria

red bull cliff diving World SerieS 6.06.2010

red bull Air rAce 5/6.06.2010

miStrzoStWA ŚWiAtA mAxxiS fim enduro 12–13.06.2010

Podniebny wyścig po raz drugi odbędzie się w położonym najbardziej na południe mieście Kanady. W ubiegłym roku wygrał Paul Bonhomme, wyprzedzając Hannesa Archa. Windsor, Kanada roWery górSkie PuchAr ŚWiAtA 5/6.06.2010

Podczas zawodów downhill i 4Cross gwarantowana jest szybka akcja na rowerach górskich. Fort William, Szkocja 88

Szeroka na 60 metrów, głęboka na prawie 39 – mistyczna głębia w jaskini niedaleko Chichén Itzá w Meksyku. To tu zanurkują najlepsi cliff diverzy świata. Ikkil Cenote, Yukatan, Meksyk

Po dwuletniej przerwie do naszego kraju powróci światowa czołówka zawodników Enduro. Kwidzyn, Polska xv Piknik lotniczy górASzkA 12–13.06.2010

Po raz kolejny będziemy świadkami spektakularnego pokazu lotniczych cudów. Między innymi pokaz: The Flying Bulls Air Show. Lotnisko Góraszka pod Warszawą, Polska

formułA 1: gP euroPy 27.06.2010

W tym roku teamy Red Bull Racing i Toro Rosso planują nadrobić straty i pokazać się z lepszej strony. W 2009 roku żaden z kierowców nie trafił do kwalifikacji punktowej. Valencia Street Circuit, Hiszpania


Więce j dla ciała i UmysłU

moto gP WielkieJ brytAnii 20.06.2010

W ostatnich latach brytyjskie Grand Prix odbywało się w Donington. Obecnie Hiroshi Aoyama, Mika Kalio, Dani Pedrosa & Co. wracają na historyczny tor. Silverstone Circuit, UK red bull rookieS cuP 25–26.06.2010

Trzeci przystanek Red Bull Rookies Cup sprowadza utalentowanych zawodników w wieku 13–18 lat na holenderski tor. TT Circuit Assen, Holandia formułA 1: gP kAnAdy 12–13.06.2010

Grand Prix Kanady wraca do kalendarza wyścigowego. Dwa lata temu kierowca BMW Sauber, Robert Kubica, zdobył tu swoje jedyne do tej pory zwycięstwo. Dla Red Bull Racing pojechał wówczas David Coulthard i zajął trzecie miejsce. Circuit Gilles Villeneuve, Montreal, Kanada miStrzoStWA golfA PgA u.S. oPen 17–20.06.2010

Drugi najważniejszy turniej roku odbywa się na sławnym Pebble Beach Golf Links. Pebble Beach (Kalif.), USA bomb doWn WArSAW 18. 06.2010

Miejski wyścig BMX. Brak dokładnie wytyczonej trasy i sztywnych reguł zapowiada spektakularną konkurencję. Warszawa, Polska red bull Air rAce 19–20.06.2010

Bonhomme i spółka po raz pierwszy zaprezentują swój lotniczy kunszt w zapierającej dech w piersiach scenerii Manhattanu – nad Hudson River. Nowy Jork, USA nAScAr SeriA PuchAru SPrint 20.06.2010

Gaz do dechy! Brian Vickers i Scott Speed na odcinku szosowym amerykańskiego zachodniego wybrzeża. Infineon Raceway, Sonoma (Kalif.), USA konkurS lotóW red bull 18.06.2010

118 lat po pierwszej spektakularnej edycji w Wiedniu Konkurs Lotów Red Bull trafia do stolicy Ukrainy. Kijów, Ukraina

fim motocroSS miStrzoStWA ŚWiAtA 19–20.06.2010

Max Nagl ma przewagę na trudnym ojczystym odcinku 1780 metrów w warunkach naturalnych. Teutschenthal, Niemcy

red bull kWiAt PAProci 26.06.2010

Masowy wyścig rowerowy w najkrótszą noc w roku. Legendarne poszukiwanie kwiatu paproci, koncerty i wiele innych atrakcji. Trójmiasto, Polska red bull x-fighterS 26.06.2010

Po raz pierwszy zawodnicy freestyle motocrossu będą skakać na Placu Czerwonym. Moskwa, Rosja PikeS PeAk internAtionAl hill climb 27.06.2010

Rhys Millen po raz pierwszy spróbuje pokonać w 10 minut barierę dźwięku podczas „Race to the Clouds” na odcinku o długości 19,99 km (cel na wysokości 4301 m n.p.m.) i odzyskać dla rodziny rekord odcinka (ojciec Rod utrzymywał go w latach 1994–2007). Pikes Peak, Colorado Springs, USA PuchAr PuStyni gobi 27.06–5.07.2010

Po karkołomnym zadaniu w Australii ekstremalny biegacz Christian Schiester postawił sobie za cel 250-kilometrową chińską pustynię. Gobi, Chiny fim SuPerbike miStrzoStWA ŚWiAtA 27.06.2010

W ubiegłym roku pierwszy bieg wygrał mistrz świata Ben Spies, a drugi – Jonathan Rea. Misano World Circuit, San Marino red bull mAnny mAniA 3.07.2010

Kto zostanie koronowany na króla skateboard manual i będzie reprezentował Austrię w międzynarodowym finale w Nowym Jorku w sierpniu? Wiedeń, Austria 89


Więce j dla ciała i UmysłU Juan Son

Potęga nocy

Szturmujący listy przebojów meksykanin odwiedził Red Bull Music Academy w angielskiej stolicy. My spotkaliśmy się z nim na backstage’u. s. 95 Londyn, Wielka Brytania

Okrążamy świat więcej niż jeden raz. Dla wszystkich, którzy nigdy nie mają dość zabawy.

Villette Sonique FeSt 31.05–6.06.2010

Parc de la Villette w 19 dzielnicy jest trzecim największym zielonym terenem w Paryżu. To nowoczesne miejsce z charakterystyczną architekturą Bernarda Tschumi. Idealnie nadaje się na pikniki z awangardową muzyką pop – od Joanny Newsom, przez Jamesa Holdena, aż po King Midas Sound. Parc de la Villette, Paryż, Francja

Zdjęcia: dj Premier, Thomas BuTler/red Bull music academy, norman konrad, andy hall

Belgrade deSign Week 1–6.06.2010

Fotel może być czymś więcej niż tylko miejscem do siedzenia, zwłaszcza gdy zawiesza się na nim… wzrok. Podczas Belgrade Design Week odbywają się warsztaty dla projektantów, a głównym punktem programu jest Smart Conference, w której bierze udział 30 międzynarodowych protagonistów z różnych dziedzin: design, architektura, branding, komunikacja i media. Różne lokalizacje, Belgrad, Serbia mutek FeStiVal 2–6.06.2010

Na ich guście można polegać. Mowa o kuratorach kanadyjskiej imprezy Mutek-Festivals, organizowanej od 10 lat. Aktualnie w menu: skwierczące bity Actress, deep house w wykonaniu Henrika Schwarza, brzmieniowe eksperymenty Matmos i zbójnickie techno DJ-a Koze. Różne lokalizacje, Montreal, Kanada 90

rock am ring/ rock im Park 3–6.06.2010

Oto królowie letnich festiwali. Bliźniacza para – Rock am Ring oraz Rock im Park – od dobrych 20 lat broni swojego królewskiego tytułu i odbiera honory jako najbardziej wszechstronny rockowy spektakl Europy Środkowej. Z takimi gwiazdami jak Kiss, Muse, Tocotronic czy Rammstein, ten festiwal w dwupaku na pewno sprosta zadaniu i nie odda łatwo korony. Nürburgring, Nürburg/ Zeppelinfeld, Norymberga, Niemcy urBan art FormS 3–6.06.2010

Na samotnych łąkach, gdzie zwykle wrony zawracają, fani techno będą mogli wyszaleć się w ten jeden weekend, gdy zielone tereny zamienią się w gigantyczny klub z efektownymi pokazami wizualnymi. W imprezie wezmą udział DJ-scy guru, np. David Guetta. W programie także Red Bull Music Academy Stage, gdzie za bity odpowiadają m.in. Benga, J-Wow i Patrick Pulsinger. Festivalgelände Wiesen, Austria

curt morgan

Wywiad z twórcą rewolucyjnego filmu snowboardowego „That’s It, That’s All”. O górach, technologii i nowym projekcie filmowym pt. „Flight” (s. 92). Whistler, Kanada


Więce j dla ciała i UmysłU JazzanoVa

Berlińczyk Alex Barck kocha swoje miasto. Najbardziej klimatyczne i najprawdziwsze miejscówki (s. 96) Berlin, Niemcy

moderat 5.06.2010 Synch FeSt 4–5.06.2010

Elektroniczne brzmienia w sercu Aten: drone techno w wykonaniu Fuck Buttons, space jazz autorstwa Jimi Tenora & Tony Allena, rave pop zespołu Hot Chip, house francuskiego weterana, DJ-a Laurenta Garniera. Synch nie odbywa się w tradycyjnej festiwalowej lokalizacji na wolnym powietrzu, lecz w starej hali fabrycznej, w której mieści się kilka klubów. Wszystko zgodnie z hasłem: industrialny klimat dla muzyki maszyn. Technopolis, Ateny, Grecja liFe FeStiVal 4–6.06.2010

Czego nie brakuje w Irlandii? Zamków. Na wyspie znajduje się ponad 30 000 ruin. Czy te wspaniałe budowle można sprowadzić tylko do roli zabytków? – pytają promotorzy Life Festival i od czterech lat uprawiają wędrówki po zamkach. Tym razem będą okupować Belvedere w towarzystwie takich artystów, jak: Villalobos, Joker, LTJ Bukem, Mad Professor. Belvedere House Gardens & Park, Mullingar, Irlandia rock in rio 4–14.06.2010

kluB Fiction

Nazwa mówi wszystko jeżeli chodzi o wystrój oraz muzykę, która pędzi przez noc w kierunku przyszłości (s. 94) Kapsztad, RPA

Moderat to Modeselektor i Apparat, czyli najbardziej zabawny freestylowy elektroniczny duet w Berlinie, który zabiera słuchaczy w podróże w melancholijne światy brzmień na pograniczu ambient techno i experimental techno. Ich największym fanem jest Thom Yorke, wokalista Radiohead. Casa Da Musica, Porto, Portugalia an on BaSt & zaPala 5.06.2010

Dwoje młodych muzyków: An On Bast wyczarowuje dźwięki na swoim laptopie, Rafał Zapała – przy fortepianie. Razem nagrywają covery arcydzieł muzyki pop, np. „Hallelujah” Leonarda Cohena czy „Das Model” Kraftwerk – coś pomiędzy popem i awangardą, między piosenką i zabawą dźwiękiem. Made in Poznań nocą, Poznań, Polska kinotaVr

Movie Festival

7–14.06.2010

Od 1990 roku – najważniejszy filmowy festiwal w Rosji i zgodnie z własnym hasłem, najbardziej obiektywny. W programie dyskusje, zajęcia mistrzowskie dla młodych reżyserów i nowości ze świata rosyjskiego kina undergroundowego. Soczi, Rosja

W 1985 roku był to największy festiwal świata, który odwiedziło 1,3 miliona widzów. Wystąpili tam wówczas m.in. Queen, Tina Turner i Iron Maiden. Później z powodów ekonomicznych wszyscy przenieśli się do Madrytu, ale skład światowej klasy – Bon Jovi, Rihanna, Rage Against The Machine i Metallica – pozostał bez zmian. Arganda del Rey, Madryt, Hiszpania

JónSi BirgiSSon 8.06.2010

gloBal gathering 5.06.2010

Na tej imprezie, wcześniej zgłoszone, dwuosobowe ekipy staną do walki na ringu. Broń – iPody, amunicja – muza. W określonym czasie, pod bacznym okiem arbitra zawodnicy zaprezentować będą musieli swój repertuar. Kto lepiej rozkołysze salę – wygrywa. Zabawa do rana gwarantowana. Pierwsza impreza z ogólnopolskiego cyklu. 1500 m2, Warszawa, Polska

Oprócz gwiazd światowego formatu jak Paul van Dyk, Carl Cox, Steve Angello, John Digweed czy artystów sceny Q-Dance dodatkową atrakcją będą akrobacje lotnicze w wykonaniu Patricka Strassera pilota The Flying Bulls. Pokazy powietrzne to już tradycja Global Gathering. Tor Poznań, Poznań, Polska

Wokalista Sigur Rós na solowej ścieżce: Islandczyk wybiera się w europejską trasę ze swoim nowym albumem „Go”, który wypada jeszcze bardziej tajemniczo i elektronicznie niż utwory jego gitarowego zespołu. Kaufleuten, Zurych, Szwajcaria red Bull iBattle 10.06.2010

91


Więce j dla ciała i UmysłU

cUrt morgan NA SZCZYCIE ŚWIATA

Wywiad

Śnieżny lot

ReD BuLLeTIN: O co chodzi w Twoim nowym projekcie, „Flight”? CuRT MORGAN: Znowu o snowboard (śmiech). Film jest podobny do „That’s It, That’s All”, ale bardziej dokumentalny. Długo już w tym siedzimy i podczas naszego pobytu na śniegu coś zaczyna wychodzić. Próbujemy jeździć po nowych, nieodkrytych stokach. Szukaliśmy gór, które jeszcze nie są „zajeżdżone”. Czy „Flight” będzie się wyraźnie różnił od swojego poprzednika? Od strony obrazu „That’s It, That’s All” tak się nam spodobał, że wiele rzeczy zachowaliśmy. Skonstruowaliśmy różne systemy kamer, z masą kabli i układami do szybkiego prowadzenia. Niektórym ludziom bardziej spodoba się „That’s It, That’s All”, inni będą się zachwycać „Flight”. Myślę, że do większości bardziej przemówi ten drugi. Czy są już jakieś pomysły co do ostatecznego kształtu filmu? Przy „That’s It, That’s All” nie miałem pojęcia przed zakończeniem projektu, co ostatecznie z tego wyjdzie. Snowboardu nie da się wcisnąć w scenariusz. Świetnie jest mieć jakiś plan, ale nigdy nie można się go kurczowo trzymać. Początkowo chcieliśmy wszystko nakręcić w Jackson, w stanie Wyoming.

92

Travis (Rice) chciał jeździć ostro jak nigdy dotąd, a ja – po prostu opowiedzieć ciekawą historię. I wtedy okazało się, że w Jackson nie ma śniegu. Pojechaliśmy więc do Kanady i nakręciliśmy tam ponad dwadzieścia zejść lawin. Chciałbym móc powiedzieć, że miałem niezwykły plan i ściśle ustalony scenariusz, którego się trzymaliśmy. Na pewno wiem tylko jedno: mieliśmy najlepsze na świecie kamery, niesamowitą ekipę, świetnych snowboardzistów i cały świat jako miejsce akcji. Jako młody reżyser korzystasz z niesamowitego zaplecza technicznego. W jakim stopniu takie metody jak Cineflex wpływają na Twoje filmowe wizje? Odcisnęło to piętno na moim podejściu do wszystkich projektów. To mój kałach, pistolet i bagnet (śmiech). To tak, jakby mieć w kołczanie wystarczająco dużo strzał, żeby strzelać do wszystkich możliwych celów. Jednocześnie praca z taką ilością sprzętu robi się trudniejsza. Ponieważ potrzebujemy dużo czasu na jego rozstawienie i obsługę, długo trwa też opanowanie wszystkich jego tajników. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby „Flight” okazał się w końcu nie filmem o snowboardzie, tylko o próbie zrobienia filmu

snowboardowego. Im więcej elementów trzeba zgrać, tym to wszystko robi się trudniejsze. Nasze dzisiejsze obiektywy ważą piętnaście kilogramów, kiedyś ważyły cztery. Do tego dochodzi istotne ryzyko finansowe. Czyli zostaje niezbyt dużo tej wielkiej dynamiki i elastyczności, którą widać na ekranie podczas filmów o surferach czy snowboardzistach... Kiedyś to był spontan. Teraz musimy więcej planować, czego nie cierpię. Musimy rozbić gdzieś obóz, mamy 36 pojemników ze sprzętem, wielkie przyczepy mieszkalne i mnóstwo ludzi. Normalnie jak w cyrku albo na obozie wypoczynkowym dla dzieci. Wygląda to prawie tak, jakbyśmy mieli zajęcia ruchomej szkoły filmowej. Dlaczego to robisz? Po prostu uważam, że przy kręceniu filmu trzeba zapewnić wysoką jakość. Kręciłem filmy praktycznie za darmo najprostszymi kamerami, ale osiągnąłem pewien poziom, na którym robienie filmu sprawia mi przyjemność tylko wtedy, gdy mogę skorzystać z tych wszystkich efektów wizualnych. Nasza ekipa rozrosła się do 15 osób, a i to ciągle za mało. Nie jestem Jamesem Cameronem, więc musimy sobie jakoś radzić w tym składzie.

Bilder: Mark Gallup (3), andy SorGe/Brain FarM

Swoim porywającym filmem „That’s It, That’s All” Curt Morgan ustalił przed rokiem nowe standardy dla kina akcji. Jego nowy projekt, „Flight”, może podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej.


Więce j dla ciała i UmysłU

WilSonic FeStiVal 10–12.06.2010

Snowboardowa akcja, ostra jak nigdy dotąd: „Flight” ma przebić nawet kultowy film Morgana „That’s It, That’s All”.

Wilsonic Festival to dowód na to, że wschodnia Europa już dawno odrobiła lekcje z muzyki elektronicznej, a nawet prześcignęła swoich rywali. Skoro co roku crème de la crème współczesnej sceny elektronicznej spotyka się na tym festiwalu, wypada nie tylko zatańczyć, ale też posłuchać. Bratysława, Słowacja hartera FeStiVal 10–13.06.2010

Przez 150 lat w fabryce Hartera produkowano papier. Wkrótce po tym, jak zakład wstrzymał produkcję, ogromne hale przejęło stowarzyszenie kulturalne i organizuje tam Hartera Festival. Aktualnie z takimi wykonawcami jak Klaxons, Digitalism czy Fuck Buttons, a także z Red Bull Music Academy Stage, gdzie ton nadają twórcy połamanych beatów: Nosaj Thing, Zed Bias czy Seiji. Była fabryka papieru, Rijeka, Chorwacja noVa rock FeStiVal 11–13.06.2010

James Cameron to absolutny top? Yeah! Chętnie kiedyś spróbowałbym nakręcić coś w całości w 3D. To zupełnie inny wymiar. Mówimy wtedy o kamerach ważących 60, a nie 20 kg. Nasze wyposażenie zapewnia widzom lepsze przeżycia filmowe, a nam stawia nowe wyzwania. Byłem bardzo zadowolony z „That’s It, That’s All”; jeżeli uda się tym nowym filmem podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej, to dobrze. Myślę, że może nam się udać. Być może jest to np. krok w lewo, a nie o jeden stopień wyżej, ale chciałbym, żeby widzowie mieli dokładnie takie same odczucia, jak snowboardziści pokazani w filmie. Chcę, żeby widzowie po tej godzinie czy półtorej sądzili, że tam byli i jeździli razem z ekipą. Czyli nie coś takiego, że tutaj mały wywiad, tam jedno ujęcie i dobranoc. Chcę, żeby ludzie naprawdę się w tym zanurzyli. Co Cię zainspirowało? Zawsze interesowałem się naturą i jestem wielkim fanem serialu „Planeta Ziemia” na BBC. Tak szczerze: bez „Planety Ziemia” nie powstałoby „That’s It, That’s All”. Nie chciałem robić jakiegoś całkiem nowego filmu, tylko zorientowałem się, jakich środków używają twórcy „PZ”.

Co jest najważniejsze w Twojej pracy filmowca? Najwięcej czasu zajmuje mi poszukiwanie nowych dróg, żeby wykreować bodźce wizualne. Najpiękniejszą rzeczą jest dla mnie wprawianie kogoś w trans. Jeżeli na przykład podczas montażu coś innego przyciąga moją uwagę, to wiem, że wyszedł syf. Jeżeli jednak uda mi się znaleźć jakąś piosenkę albo tło dźwiękowe, działające na ludzi hipnotyzująco, to wiem, że wygrałem. Wizualnie realizuję cały materiał tak, jak o nim myślę. Chcę, żeby granice były przekraczane, techno-style... Kiedy „Flight” pojawi się na ekranach? We wrześniu 2011 roku – taki jest plan, jeżeli nie zrobimy z tego jakiegoś 10-letniego projektu. Skateboarding i surfing są łatwiejsze do kręcenia, w snowboardzie dochodzi zawsze walka z pogodą – cały czas pracujesz w najgorszych możliwych warunkach. Na Alasce siedzieliśmy godzinami w kwaterach czekając na słońce. Gdyby w końcu nie wyszło, przegralibyśmy. To jak rosyjska ruletka: jeżeli wyjdzie słońce, snowboardzista nie odniósł kontuzji i działa kamera – możesz wreszcie coś nakręcić. Zobacz spektakularny film Curta Morgana: www.thatsit-thatsall.com

Raz do roku idylliczna wioska Nickelsdorf jest brutalnie budzona ze snu – gdy włączają się wzmacniacze Nova Rock i pokazują poziom „11” podczas występów takich wykonawców, jak Beatsteakes, Deichkind, Green Day czy Slayer. Podczas nostalgicznego święta rekinów hard rocka również narybek znajdzie coś dla siebie – w postaci Wolfmother, Redlightsflash czy Airbourne. Pannonia Fields II, Nickelsdorf, Austria red Bull Pirate PoPular SoundclaSh 12.06.2010

W ubiegłym roku w czerwcu na Lizbonę napadli piraci. Ich prochem strzelniczym była muzyka, a kanonadą fale radiowe. W tym roku Red Bull Music Academy Radio ponownie zagra na tej częstotliwości dance’owe brzmienia, a Lizbona zostanie opanowana przez wielkie soundsystemy. Lizbona, Portugalia SoniSPhere FeStiVal 16.06.2010

Międzynarodowe święto trash metalu. Po raz pierwszy w historii, na jednej scenie, wielka czwórka: Metallica, Slayer, Megadeath, Athrax. Na taką okazję fani czekali od ponad 25 lat. Lotnisko Bemowo, Warszawa, Polska 93


Więce j dla ciała i UmysłU

BeatSteakS 16.06.2010

Tego dnia ci, którym nie po drodze na metalowe brzmienia wielkiej czwórki odnajdą zupełnie inny klimat w studenckiej Proximie. Berlińscy mistrzowie punk rocka, przerwą pracę w studiu nad nową produkcją i na kilku festiwalach i koncertach zaprezentują repertuar ze swoich hitowych płyt „.Limbo Messiah” i „Smack Smash”. Warszawa przeżyła już dużo ale czy wytrzyma masowy, jednoczesny napływ fanów trash metalu i punk rocka? Proxima, Warszawa, Polska

Fiction KApSZTAd

Long Street to pulsująca aorta w nocnym Kapsztadzie. „A klub Fiction” – dodaje jeden z gości – „to jego serce”

Jeśli Glastonbury jest mekką muzyki rockowej, to Sónar jest jej dobrym odpowiednikiem w dziedzinie elektroniki. Od eksperymentalnych wykonawców, jak Ryoji Ikeda, przez weteranów rave’u, The Chemical Brothers, aż do dyskotekowych punków LCD Soundsystem: w Barcelonie w ten weekend będą rządzić gwiazdy elektroniki. W podobnym klimacie zaprezentuje się Red Bull Music Academy w SónarDome, gdzie zagrają m.in. Moodymann i Caribou oraz absolwenci Red Bull Music Academy: Jackmaster, AD Bourke, Kool Clap czy Teri Gender Bender. CCCB/Fira Montjuic 2, Barcelona, Hiszpania kidkaneVil 18.06.2010

Świadome odżywianie jest bardzo ważne dla Gerarda Robertsa: Londyńczyk do swoich uszu dopuszcza jedynie klasyczny soul, arcydzieła sztuki samplingowej i odrobinę wonkey jazzu. Jako Kidkanevil potrafi wydestylować z tej mieszanki niezwykły ekstrakt, który nazywa „Imaginary Hip Hop”. Paradiso, Amsterdam, Holandia hurricane/SouthSide FeStiVal 18–20.06.2010

70 000 widzów, 60 zespołów, 4 sceny – niezły bilans, jak na drugą co do wielkości bliźniaczą parę festiwalową w Niemczech. W ten weekend pomiędzy Dolną Saksonią a Badenią Wirtembergą kursować będą The Strokes, Beatsteaks i Massive Attack, dzięki czemu uszczęśliwią oba festiwale. Wszystko w klimacie utworu Neila Younga – „Rock You Like A Hurricane”. Scheeßel, eichenring/ Neuhausen ob eck, lotnisko, Niemcy 94

Pomiędzy tanecznymi eskapadami: chillout na długim balkonie

Najlepsze Kluby Świata

Cape Fun Mozaika Pacmana, party na balkonie, undergroundowe brzmienia. Klub Fiction to najjaśniejsza gwiazda Kapsztadu. Piątkowy wieczór – Long Street tętni życiem, ruch jest większy niż za dnia. Jest tłoczno i głośno, ludzie piją, śmieją się. Z otwartych okien samochodów słychać dudniące basy. Klubowicze ustalają cel nocnej pielgrzymki.

Wiktoriańskie werandy są zatłoczone. Najwięcej ludzi widać na balkonie na rogu Buiten Street. „Chodź na górę!” – woła dziewczyna do przyjaciółki, która stoi na ulicy. „Dziś grają elektro!”. Nad drzwiami czarny szyld, a na nim napis: Fiction. Już przy wejściu staje się jasne, że nazwa klubu to cały koncept. Plakaty klasyki science fiction, np. „Metropolis”, widnieją na ścianach schodów, które prowadzą na pierwsze piętro. To stamtąd dudni bas. Także w dalszej części klubu pojawiają się motywy science fiction. Stanowią wyraźny kontrast do klasycznego i minimalistycznego wnętrza. Mozaiki Pacmana odbijają się w lustrach, obok prostych w formie sof widnieją rysunki alienów. Klubowicze nie widzą w tym dysonansu. Przynajmniej nie o tak później porze. Cała uwaga zwrócona jest w stronę DJ-ów z Killer Robot. Jako pierwsi spopularyzowali tu minimal i elektro, na niewielkim parkiecie panują obecnie godziny szczytu. „Na początku nie było łatwo przekonać ludzi do nowego stylu. Minimal hype zapanował w Kapsztadzie dzięki takim DJ-om jak Richie Hawtin” – opowiada DJ Bruno Morphet z Killer Robot. Fiction wyróżnia się tym, że zaspokaja głód nowych dźwięków, dlatego klub zwrócił się w stronę muzyki elektronicznej. W czwartki drum’n’bass, w piątki techno, a w soboty – eklektyczne potpourri. Podczas gdy niektórzy odpoczywają od tańca na balkonie, inni pogrążają się w beatowych brzmieniach. Tej nocy przenoszą się w muzyczną przyszłość. Fiction DJ Bar & Lounge, 226 Long Street, Kapsztad, RPA; www.fictionbar.com

Zdjęcia: andy hall (2)

Sónar 17–19.06.2010


Więce j dla ciała i UmysłU

jUan son LoNdoN

Green Room

Zdjęcia: Thomas BuTler/red Bull music academy, dan WilTon/red Bull music academy

Piotruś Pan Juan Son uwielbia dziecinne przebrania i musicale. A także bawarskiego króla kiczu Ludwika II, któremu ten meksykański kandydat do Grammy zadedykował piosenkę w Londynie. Białe kowbojki, srebrne legginsy, zielony kaftan żółwia, sowi make-up, złote skrzydełka anioła w rozczochranych włosach. Bez wątpienia Juan Son zwraca na siebie uwagę. Szepty dziewczyn, uśmieszki widzów, skinięcia na powitanie. Meksykański muzyk czuje się pewnie w strefie dla publiczności w londyńskim Roundhouse i odpowiada grzecznym uśmiechem na dowody sympatii. Przyzwyczaił się do tego. „Zawsze przebierałem się na scenie, na przykład za kawałek pizzy albo za gigantyczną krewetkę. Swoje stroje kupuję w działach z zabawkami albo w sklepach z kostiumami dla dzieci”.

Juan Son, absolwent Red Bull Music Academy, w londyńskim Roundhouse podczas minifestiwalu „A Taste of Sónar”

Ciągoty do eskapizmu dawały o sobie znać w całym życiu dwudziestosześciolatka. Jako dziecko często się przeprowadzał: z Meksyku do Teksasu i z powrotem. Dziewięć razy zmieniał szkołę. Poczucie bezpieczeństwa dawała mu muzyka z płyt matki: The Carpenters i ABBA, soundtracki z filmów Disneya i musicale. „Za każdym razem, gdy jechałem z ojcem do Nowego Jorku, szliśmy na musical. Mój ulubiony to Upiór z opery. Identyfikowałem się z głównym bohaterem, gdyż pewna dziewczyna z mojej szkoły nie zwracała na mnie uwagi. Nosiłem maskę na całym ciele” – wspomina z uśmiechem Juan Son. Dwadzieścia lat później adoruje go wiele dziewczyn. Wraz ze swoim zespołem Porter w samym Meksyku sprzedał ponad 40 000 albumów indie. Tygodniami utrzymywali się na szczytach list przebojów. Fani oblegali ich pokoje hotelowe, czekali na lotnisku w L.A., gdy Porter koncertował obok Portishead czy Kraftwerk na Festiwalu Coachella. Obecnie Juan Son mieszka w Nowym Jorku. Rozstał się ze swoim zespołem i pisze trzy piosenki na tydzień. Jedna z nich, „Nada”, otrzymała w ubiegłym roku nominację do Grammy. „Na początku nie było mi łatwo samemu występować” – opowiada. „Czułem się nagi, podatny na

zranienie”. Trudno w to uwierzyć, gdy dziś Juan Son wkracza na scenę. Laptop, gitara akustyczna i mały książę, który między występami żartuje z londyńczykami z syreniego sushi i sowich oczu. Tylko raz musi przywołać publiczność do porządku – z powodu chaosu na parkiecie. Gdy przymierza się do swojego numeru „Ludwig II”, wyrywa mu się: „Please, shut the fuck up!”. Rozdziawione usta, szeroko otwarte oczy i cisza. Juan Son kłania się uprzejmie i rozpoczyna. „Juana Molina powiedziała kiedyś w czasie swojego występu: Chciałabym, abyście natychmiast zamilkli. Pomyślałem wtedy: co za suka. Teraz rozumiem ją lepiej” – opowiada Juan Son. Nie powiedziałby tego, gdyby nie zależałoby mu szczególnie na tej piosence. „Kumpela w Berlinie pokazała mi swój tatuaż z zamkiem Neuschwanstein. Byłem nim tak oczarowany, że od razu pojechałem do Bawarii. Ludwik II zainspirował mnie do stworzenia piosenki na jego cześć. Wyznaję w niej Wagnerowi miłość i nienawiść jednocześnie” – opowiada Juan Son. Jego oczy błyszczą. Tak jakby Piotruś Pan z krainy indie popu znalazł w Neuschwanstein swoją ziemię obiecaną. Juan Son podczas występu unplugged przed londyńskim show: redbullmusicacademyradio.com/shows/2502/ 95


Więce j dla ciała i UmysłU

Resident Artist

jazzanova BErLIN

Dwa serca, jedno miasto Alex Barck z Jazzanovy jest rodowitym berlińczykiem. Codziennie krąży między dzielnicami Kreuzberg i Mitte, nam zdradza tajemnice najlepszych miejsc obu światów. Jeżeli chodzi o Berlin, to mogę powiedzieć, że w mojej piersi biją dwa serca. Miałem mieszkanie w dzielnicy Mitte jeszcze przed upadkiem muru. Byłem bezpośrednim świadkiem tych zmian – lubię w Berlinie właśnie to, że stale się zmienia. Mitte osiągnęło już pewien poziom nasycenia. Pracuję tu i znam większość ludzi, ale zrobił się z tego klub wzajemnej adoracji. Najpierw sprowadzili się tu artyści, co było jeszcze bardzo sympatyczne. Potem pojawiły się duże pieniądze. Wtedy czynsze i ogólnie ceny poszły w górę. W pewnym momencie było po zawodach. Tak to już jest w dużych miastach i tak było właśnie z Mitte. Chociaż mamy tu ciągle swoje studio, cieszę się, że mieszkam gdzie indziej. Z Kreuzbergiem właściwie od zawsze miałem jakiś wewnętrzny problem z powodu tego przebrzmiałego szyku z lat 80., ale moja żona koniecznie chciała kupić mieszkanie. Tak się dzisiaj robi. W Mitte 96

wszystko było wtedy strasznie drogie, więc znaleźliśmy coś na Kreuzbergu. Musiałem się najpierw przyzwyczaić do nowej sytuacji, ale teraz naprawdę potrafię docenić uroki tego miejsca. Panuje tu taki zdrowy miks. W Mitte wieczorem rzadko widać na ulicy starszych ludzi, a tutaj masz jeszcze ciągle normalne lokalne społeczności – osoby starsze, dzieci, cudzoziemców. Okolice odkrytych basenów Prinzenbad to dla mnie i tak „mieszczański Kreuzberg”, bo młodzi single osiedlają się chętniej w okolicach Schlesisches Tor. Jako stateczny już pan z rodziną (taki jak ja) wybierzesz jednak część zachodnią, czyli tzw. Kreuzberg 61. Wciąż dużo czasu spędzam w Mitte, mamy tu swoje Jazzanova-Studio. Jeżeli chcesz wpaść gdzieś na kawę między sesjami, to najbardziej godna polecenia będzie „Bonanza Coffee Heroes Café” (1) z najlepszą kawą w mieście. Właściciel, Yumi Choi, to miłośnik

kawy i wina. Palenie kawy, jej przechowywanie i mielenie – tutaj jest to prawdziwe rzemiosło z elementami sztuki i nauki. I daje się to wyczuć w smaku tej kawy! Gdy zaczyna nam burczeć w brzuchu, wpadamy zwykle naprzeciwko do „Oderquelle” (2), czyli restauracji uważanej przez znawców za najlepszą w Berlinie. Serwuje się tam głównie niewyszukane dania, jak rolada, golonka czy placki ziemniaczane. W „Oderquelle” mamy do czynienia z kulinarną pracą organiczną, ale na niesamowicie wysokim poziomie. Często bywamy także w „Al Contandino sotto le stelle” (3). Jeżeli ktoś ma ochotę na naprawdę dobry antrykot, to lepszego w Berlinie nie znajdzie. Jest po prostu niesamowity! Nie wiem nawet ile porcji sprzedają co wieczór. Kiedyś wpadłem tam z brytyjskim muzykiem, Benem Westbeechem, a przedtem obiecałem mu, że spróbuje najlepszego


green day 23.06.2010

Od skate-punkowego trio do stadionowej grupy rockowej: Green Day dość dobrze radzi sobie ze sloganem „na zawsze punk”. Kapela od ponad 20 lat jest w trasie i w ogóle nie widać po niej śladów zużycia. Marlay Park, Dublin, Irlandia celtronic FeStiVal 23–27.06.2010

DJ-Magazine opisuje ten event jako irlandzką odpowiedź na Sónar Festival. Zgadza się, choć bardzo brakuje tu katalońskiego słońca. Muzycznie – z takimi wykonawcami, jak Space Dimension Controller, Dixon, czy Boxcutter – w niczym mu nie ustępuje. Różne miejsca, Derry, Irlandia

ss ee

tra

ße

ße

Tors

traß

e

Friedrichstra

ens

ra

alid

st

Inv

rS

4

au

5

aue

tr.

1+2

Allee

Bern

3

Mo

lls

Karl

ße

er

Str. .

t ra

ße

-Ma

rx-A llleee

Gitschiner Str.

FRIEDRICHSHAIN

MITTE

er dam

ße ße

Pot s

s ra mst

Str.

S St Leipzziger Str. Lei Wilhel

mięsa, jakie jadł w życiu. Myślał, że przesadzam. Potem ugryzł pierwszy kęs i roześmiał się, a następnie rozpłakał z radości. Serio! Łzy leciały mu chyba przez pięć minut, bo miałem rację. Dodatkowo mają tam świetną kartę win. Miejsce, które działa na mnie zawsze jak magnes, to sklep płytowy „Melting Point” (4) przy Kastanienallee. Jest tam pewien facet, Mitch, który zamawia house’owe winyle dla berlińskich DJ-ów, takich jak Clé, Steve Bug i Phonique. W środy, gdy nadchodzi „pora karmienia” (czyli nowa dostawa), pojawia się tam połowa DJ-ów z Berlina. Poza tym Mitch opowiada zawsze ciekawe historie i częstuje pizzą. Bardzo lubię tę rodzinną atmosferę. Z klubów pozytywnie zaskoczyło mnie ostatnio „Tape” (5). Na początku mieli problemy z frekwencją, ale mimo to nie ulegli presji. Mogli pójść w komercję, ale pozostali wierni house’owi i techno. Teraz widać, że się opłaciło. To klub dla berlińczyków, bo dla tej masy turystów przyjeżdżających tu na imprezy jest za bardzo undergroundowy. Jest to oczywiście jego zaletą.

nzig

PRENZLAUER BERG

Ln n n Linde n er den Unte

TIERGARTEN

Da

zlaau zl a er

WEDDING

To królowa matka pośród festiwali, prawie jak Woodstock na Wyspach: Glastonbury odbywa się od ponad 30 lat, bilety zawsze się wyprzedają i właśnie tu spełniają się muzyczne marzenia: U2, Flaming Lips, Hot Chip, Pet Shop Boys, Gang Of Four. Worthy Farm, Pilton,uK

Preen

Kreuzberg i Mitte to dwie berlińskie dzielnice, w których mieszka, pracuje i relaksuje się Alex Barck. Poleca kawę w „Bonanzie” (duże zdjęcie na górze po lewej) w pobliżu swojego studia (duże zdjęcie na górze) i proste dania w „Oderquelle” (małe górne zdjęcie po lewej). W „Brachvogel” (małe górne zdjęcie po prawej) można go spotkać z kijem do minigolfa

Ch

Zdjęcia: norman konrad (2), Brachvogel (1), dirk maThesius/red Bull PhoTofiles (1), oderquelle (1); illusTraTion: mandy fischer

glaStonBury 23–27.06.2010

KREUZBERG Sttr. h r Str. Gitschiner Gi

6

Skalitzer Str.

1 Bonanza Coffee Heroes, Oderberger Straße 35 2 Oderquelle, Oderberger Straße 27 3 Al contadino sotto le stelle, Auguststraße 34 4 Melting Point, Kastanienallee 55 5 Tape, Heidestraße 14 6 Brachvogel, Carl-Herz-Ufer 34

Jednym z moich ulubionych miejsc na relaks jest „Brachvogel” (6) na Kreuzbergu. Mają tam ogródek, w którym można naprawdę poczuć się jak na wsi. Siedzisz sobie nad wodą, oddzielony wysokimi jodłami od wielkomiejskiego hałasu. Serwują świetny lunch za siedem euro. Dla mnie ważne jest także to, że dzieciaki mogą wyszaleć się na placu zabaw. Ponadto można pograć w minigolfa. Zamawiasz piwo, dostajesz kij i jedziemy! Coś wspaniałego! To są właśnie miejsca, dzięki którym od jakiegoś czasu cieszę się, że mieszkam na Kreuzbergu. Najnowszy album: „Of All the Things”

FeStiVal Week-end au Bord de l‘eau 25.06.2010

Lotniska, tory wyścigowe, opuszczone hale fabryczne - do takich festiwalowych lokalizacji jesteśmy przyzwyczajeni. Szwajcarzy udowadniają, że nadal można być oryginalnym. Week-End Au Bord De L‘Eau odbywa się nad brzegiem alpejskiego jeziora Géronde. Patrząc na line-up, można zacząć jodłować z radości, m.in.: The Bamboos, Ben Westbeech, Dixon. Lac De Géronde Sierre, Szwajcaria dancity FeStiVal 25–26.06.2010

W tym samym czasie, gdy najlepsze drużyny futbolowe będą grać w Afryce, najlepsi wykonawcy muzyki elektronicznej pojadą do Umbrii: Henrik Schwarz & Bugge Wesseltoft, DJ Sprinkles, Soulphiction i inni. Foligno, Włochy onra 26.06.2010

Francuz rozkłada hip-hop na czynniki pierwsze, trzęsie bitami, żongluje starymi samplami i przekręca je przez cyfrową maszynkę do mielenia. Onra to zapalony wyznawca dekonstrukcji hip hopu. Peer Pressure, Ghent, Belgia 97


M

undial! Już za kilka dni! Męską populację świata ogarnie szał: wrzaski, śpiewy, piłkarskie koszulki, flagi, puby pełne ludzi przed wielkimi ekranami. Kraty piwa na domówkach przed telewizorami. Wielkie emocje. Będzie się działo, będzie szczypało! Będzie piekło... Moje prywatne piekło samotności. Przychodzi regularnie co dwa lata – w postaci mistrzostw Europy na przemian z mistrzostwami świata. Pomimo kilkudziesięciu lat prób nie udało mi się wykrzesać z siebie miłości do futbolu. A starałem się, bo przecież to część naszej tożsamości narodowej. Nie jestem przy tym tak chorobliwie cyniczny jak niektórzy miłośnicy sportu, by wobec skandalicznego poziomu polskiej piłki, zepsucia sportowych działaczy i ciągłych upokorzeń na światowych arenach twierdzić koniunkturalnie, że polskim narodowym sportem są skoki narciarskie, siatkówka kobiet czy wyścigi Formuły 1. W mojej podstawówce wszyscy grali w gałę i było to zjawisko powszechne dla kraju. Zbiorową wyobraźnią rządzili: Lato, Boniek, Buncol, a później Dziekanowski, do którego na matmie mój sąsiad z ławki wielokrotnie modlił się o dzwonek na przerwę. Miałem też kolegów bardziej światowych. Pewien starszy ode mnie podwórkowy chuligan kazał mi tytułować się per Karl-Heinz Rummenigge, bo jakoś nie przepadał za ksywką „Leoncjo”, którą nadali mu rówieśnicy na fali popularnego wówczas serialu. Siłą rzeczy musiałem grać w piłkę, ale pokochać jej nie umiałem. Stąd, już w wieku dorosłym, patrzono na mnie podejrzliwie, niekiedy robiąc przytyki co do orientacji seksualnej. Wisi mi to w sumie, choć Mundial będzie dla mnie ciężkim czasem. Otóż coming out w kwestii totalnego braku zainteresowania piłką nożną ma to do siebie, że nie można go zrobić raz, a dobrze. Kumple z pracy i nie z pracy, ogarnięci mundialowym szałem, wyciągają

Felieton Lizuta, czyli coś dla umysłu i coś dla duszy.

Mundial? To ja przepraszam. Bywają takie momenty, kiedy nieliczni nie-fani futbolu mają trochę gorzej. Czas wielkich mistrzostw to właśnie taki moment.

na mecze i na nic tłumaczenie, że mnie to nie kręci. „Człowieku, przecież w gruncie rzeczy chodzi o spotkanie towarzyskie. Mecz to tylko pretekst” – przekonują. No to przychodzę i na ogół żałuję. Na takiej imprezie pogadać się nie da. Co chwilę ktoś drze się do telewizora: „Idziesz! Dawaj! Nie sam!!! Podaj na lewo, golasie! Co za szmaciarz!!!”. Podczas stałych fragmentów gry wybuchają fachowe dysputy na temat skuteczniactwa Niemców, brazylijskiej fantazji czy piękna hiszpańskiego futbolu. A ja w tych sprawach nie czuję się kompetentny. Zbliżający się Mundial w Południowej Afryce będzie miał w Polsce charakter

kosmopolityczny, ponieważ naszym dzielnym zuchom konkurencja spuściła rzęsisty łomot już podczas eliminacji. W Mundialu nie gramy. I to jest problem, bo miłość do futbolu świetnie się łączy z miłością do ojczyzny! Polskaaaa! Biało-czerwoni!!! Ole, ole, oleeee!!! A tak – przez patałachów – cały patriotyzm na marne. Wielokrotnie pytałem fanów piłki nożnej, komu kibicują w dość częstej sytuacji, gdy do mistrzostw nie zakwalifikuje się polska drużyna. Kolega z pracy wytłumaczył mi, że jeszcze cztery lata temu, podczas Mundialu w Niemczech, sprawa była prostsza, bo można było kierować się chciwością. Niemal w każdej pracy, pubie czy na domowej balandze z telewizorem ludzie organizowali zakłady. Niektórzy obstawiali też u bukmacherów. Dobrze typując, można było zgarnąć sporo kasy. Szczególnie wtedy, gdy przegrywali pewniacy. W tym roku, podczas Mistrzostw Świata w RPA, polscy kibice muszą wybierać swych ulubieńców według innych kryteriów: politycznych, sentymentalnych lub estetycznych. Chęć zysku nie wchodzi w grę. Nawet skromny totolotek zorganizowany w gronie przyjaciół i w domowym zaciszu, według nowej ustawy hazardowej jest przestępstwem. To jak oglądanie meczu w robocie. To nielegalne! Cóż pozostaje nam, ludziom z defektem w karykaturalnej mniejszości, których nie pochłania futbolowa wojna? Jedyne rozsądne wyjście to emigracja do kuchni. Z doświadczenia wiem, że tam na ogół jest najlepsza balanga. I przynajmniej będą dziewczyny... . Mikołaj Lizut, lat 37, naczelny i programowy Radia Roxy, publicysta Wyborczej, dyrektor artystyczny Teatru Radia TOK FM. Jako publicysta zajmuje się głównie sprawami polskiej sceny politycznej, religii, teatru, a także kultury popularnej.

Polska, ISSN 2079-4266: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Stefan Wagner (z-ca) Dyrektor kreatywny Erik Turek Dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktorzy prowadzący Werner Jessner, Uschi Korda, Nadja Žele Redakcja Ulrich Corazza, Florian Obkircher, Arkadiusz Piątek, Christoph Rietner Graficy Claudia Drechsler, Miles English, Judit Fortelny, Esther Straganz, Dominik Uhl Fotoedycja Markus Kučera, Valerie Rosenburg, Catherine Shaw Starszy ilustrator Dietmar Kainrath Współpracownicy Wojtek Antonow, Piotr Gatys, Bartholomäus Grill, Simon Kuper, Anthony Peacock, Andreas Rottenschlager, Christian Seiler Ilustratorzy Mandy Fischer, Heri Irawan, Lie-Ins and Tigers PRINT 2.0 Martin Herz, www.imagination.at Korekta polskiej edycji Judyta Wajszczak, Katarzyna Wasilewska Litografia Clemens Ragotzky (Ltg.), Christian Graf-Simpson Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher, Walter Omar Sádaba Druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Zarząd Karl Abentheuer, Rudolf Theierl Kierownictwo projektu międzynarodowego Bernd Fisa Kierownictwo wydania polskiego Ania Czerniecka, Aleksandra Zarychta Projekty specjalne Boro Petric Finanse Siegmar Hofstetter Dyrektor wydawniczy Joachim Zieger Marketing Barbara Kaiser (Ltg.), Regina Köstler Project management Jan Cremer, Dagmar Kiefer, Sara Varming Reklama Biuro reklamy Agora SA, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa, Joanna Kmiecicka, tel.: +48 22 555 63 39, joanna.kmiecicka@agora. pl Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a Warszawa 02-681 Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 Email: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-Collin-Straße 1, A-1140 Wien Biuro redakcji Londyn14 Soho Square, W1D 3QG, UK Telefon +44 20 7434-8600 Internet www.redbulletin.pl Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Burgenländische Volkszeitung, Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeinen Zeitung, Münchner Merkur; w Wielkiej Brytanii: The Independent; w Irlandii: Irish Independent; w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald Nakład łączny 3,1 miliona Listy Czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 03 Warszawa, Czerwiec 2010

NastępNY NUMER dostępNY wE wtoREk 6 lipca 2010

ILuSTRACJA: ALBERT ExERgIAN

felieton


BIEGIEM GOTOWY, NIEZMORDOWANY W MARATONIE.

SKONCENTROWANA ENERGIA RED BULLA. JEDYNY SHOT, KTÓRY DODA CI SKRZYDEŁ.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
The Red Bulletin_0610_PL by Red Bull Media House - Issuu