Skip to main content

The Red Bulletin_0510_PL

Page 1

www.redbulletin.com

prawie niezależny magazyn / maj 2010

Felix Baumgartner Człowiek, który postanowił skoczyć z kosmosu

Yuichiro Miura Jako pierwszy zjechał na nartach z Mount Everest

Sebastian Vettel

Taddy Błażusiak Zdobył już wszystkie możliwe trofea i nie ma zamiaru na tym poprzestać

WYWIAD O FORMULE 1

Odkryj

Print 2.0


Rogiem z Byka

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: red bull racing, Zdjęcia: HELGE KIRCHBERGER, werner jessner

Drogi Czytelniku, Felix Baumgartner, jak sam mówi, jest „zagorzałym przeciwnikiem gadania o uzależnieniu od adrenaliny” i „nie znajduje przyjemności w narażaniu się na niebezpieczeństwo”. Jednak to właśnie on jako pierwszy wyskoczy z przymocowanej do balonu, uniesionej na wysokość 36 kilometrów kapsuły, by kilka minut później – jeśli wszystko pójdzie dobrze – stać się legendą i zdobywcą rekordów świata: w najwyższym załogowym locie balonem, skoku ze spadochronem z najwyższej wysokości, najdłuższym i najszybszym swobodnym spadku. Podczas nurkowania pokona też barierę dźwięku. Co łączy faceta, który nie lubi adrenaliny, z gościem, który naraża się na ekstremalne niebezpieczeństwa? O tym można przeczytać w obszernym wywiadzie w tym numerze Red Bulletina. Autor Christian Seiler rozmawiał z Felixem Baumgartnerem w Hangarze-7 przez 12 godzin. Nie ominęły go pytania o najbardziej spektakularne wyczyny: przelot nad kanałem La Manche, skok z ramienia posągu Jezusa w Rio de Janeiro i w głębiny jaskini Mameta. Felix opowiada, jak wykiwać ochroniarzy na całym świecie oraz jak przedostać się na zakazany teren i dokonać czegoś absolutnie nielegalnego. Dowiemy się, skąd biorą się jego szalone pomysły i jak wyobraża sobie planowany wkrótce skok z kosmosu... Doskonała lektura zaczyna się na stronie 42; ilustracją jest jak zwykle zapierające dech w piersiach internetowe uzupełnienie dzięki technologii Print2.0. Przypominamy nasze równanie: Red Bulletin + kamera internetowa = innowacyjne medium. Sebastian Vettel, ten 22-letni chłopak w świadomości niemieckich fanów sportów motorowych zajął miejsce obok legendarnego Michaela Schumachera. Rozpoczyna sezon z postanowieniem, by przejść do historii jako najmłodszy Mistrz Świata Formuły 1 (przy czym określenie: „najmłodszy w historii” nie robi na nim takiego wrażenia, jak „Mistrz Świata”). Czy najszybszy człowiek Formuły 1 ma niezwykły talent, czy potrafi ciężko pracować, wytrzymać rywalizację z innymi? Rozmowa z Vettelem jest niesamowitą przyjemnością. Patrzy Ci w prosto w oczy, potrafi słuchać, zastanawia się nad zadanym pytaniem i odpowiada w dowcipny, cięty, szarmancki i precyzyjny sposób. Jeśli jest w dobrym nastroju, opowiada, że boi się myszy, a następnie przechodzi do tego, jak radzi sobie z ciśnieniem związanym z jego osobą: „Ciśnienie to komplement, dowód na to, że wzrosły oczekiwania wobec Twojej osoby, bo w ostatnich latach zrobiłeś dużo dobrej roboty”. Ekspert Red Bulletina w sprawach Formuły 1 – Anglik Anthony Rowlinson – prywatnie zaprzyjaźniony z kolegą Vettela z teamu, Markiem Webberem, poznał prawdziwy charakter Sebastiana podczas długiego śniadania w Kuala Lumpur. Wrócił do domu jako fan Vettela: „This guy is simply fantastic!”. Utrzymany w tym duchu wywiad zaczyna się na stronie 34.

Wewnątrz numeru: ekskluzywny wywiad z Felixem Baumgartnerem w Hangarze-7 trwał 12 godzin. Aby się spotkać z bohaterem Mt. Everestu, Yuichiro Miura, nasz redaktor Werner Jessner poleciał do Tokio. Nesamowity 77-letni japończyk nakłaniał fotografa Jacoba Hodkinsona do ryzykownych manewrów

Życzymy przyjemnej lektury! Redakcja

3


Ten Red Bulletin potrafi więcej, niż myślisz. Filmy, Dźwięki, Animacje 10

12 Print 2.0 – dodatkowy wymiar w Red Bulletinie. W tym numerze kolejne historie.

34

42

58

70

80

86

Print 2.0

Całkiem nowe emocje multimedialne. Wszędzie tam, gdzie oko byka!

Jak? Więcej informacji na s. 7 albo w internecie: pl.redbulletin.com print2.0


SPIS TREŚCI

Świat Red Bulla w Maju

42

Ryczące silniki czy soczyste bity, dzika radość kibiców czy cichy ślizg nart: każdy dźwięk to muzyka, trzeba się tylko wsłuchać.

Bullwar

08 Kalendarz Pana Kainratha

10 TRZY FOTY MIESIĄCA Wybór redakcji. 16 NOWoJorSki DOM PIŁKI Nożnej New York Red Bulls mają swój nowy stadion. 18 Przyszłość Futbolu Cykl tez na temat rozwoju piłki nożnej. 19 MOJE Ciało I Ja Wszystko o kontuzjach Marka Webbera. 20 Ewolucja sprzętu W czym swoje winyle nosił Nikita Chruszczow, a w czym swoje mp3 nosi Barack Obama. 24 Co Ci SIEDZI w Głowie Bruce Willis – świat weterana Hollywood. 26 TRIKI FIZYKI Zrób salto, odbijając się od drzewa. 28 Liczby miesiąca Światowe rekordy prędkości.

Herosi

32 Teri Gender Bender Młoda dama meksykańskiej sceny muzycznej lubiąca krew, przekleństwa i amputacje.

34

34 Sebastian Vettel Młody, szybki, przystojny i boi się myszy. Wywiad z mistrzem. 40 Khotso Mokoena Ten sportowiec planuje podbić świat – skokami w dal. 42 Felix Baumgartner Wywiad rzeka z legendą BASEjumpingu w przeddzień jego największego wyzwania. 52 Pan MIURA Ten starszy dżentelmen ma prawdopodobnie więcej energii niż cała nasza międzynarodowa redakcja razem wzięta. 6

32 80


SPIS TREŚCI

Akcja

58 Taddy Błażusiak Jeden z najwybitniejszych polskich sportowców w kraju jest mało znany i bardzo mu z tym dobrze. 64 Calcio Fiorentino storico Raz w roku starożytna gra w piłkę powraca do życia. Zdjęcia: Jody Morris, HELGE KIRCHBERGER/Red Bull Hangar-7, Dan Wilton/Red Bull Music Academy Kolesky/SanDisk/Red Bull, Stef Cande/Red Bull Photofiles, Getty Images/Red Bull Photofiles, Luke Aikins/Red Bull Photofiles

70 Ryan Sheckler Zawodowy skejter z USA odwiedza amatorów deskorolki na Kubie.

70

58

Więcej dla Ciała i Umysłu

80 Wywiad z gabriellą Cilmi Młoda gwiazda pop udziela wywiadu podczas wizyty w Hangarze-7. 82 zdobądź sprzęt Ulubione zabawki Felixa Baumgartnera. 84 KAROL BASZ – MISTRZ KIEROWNICY Podpowiada jak pokonać Vettela w finale gokartowych zawodów Red Bull As w Karcie. 85 Jedzenie z głową Jedzenie jako lek na myślenie, zdrowie i urodę. 86 Cliff Diving: kalendarz Sześć zawodów na pięciu kontynentach – w tym roku zupełnie nowe lokalizacje. 88 Hot spots Okrążamy świat więcej niż jeden raz. 90 PoTęga nocy Co się dzieje w wielkim świecie nocą. 98 Dusza i ciało Felieton Mikołaja Lizuta.

the red Bulletin Print 2.0 Filmy, dźwięki, animacje w Twoim Red Bulletinie. Wszędzie tam, gdzie znak oka z rogami. 1

2

3

40 Wejdź na pl.redbulletin.com/print2.0, Tam znajdziesz okładkę magazynu. Kliknij „Startuj Bull’s Eye!”.

Wymagana jest kamerka internetowa. Jeśli otworzy się okienko, kliknij „Akceptuj”.

Ustaw Red Bulletina przed kamerką. Ujrzysz nowe treści multimedialne – filmy, pliki dźwiękowe i animacje. 7


k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a

8


KONCERTY LIVE NA DACHU

TOURBUSA NA KAŻDYM PRZYSTANKU PRZED GWIAZDĄ WYSTAPIA DWIE KAPELE BIORĄCE UDZIAŁ W "KONKURSIE MŁODYCH ZESPOŁÓW - MAŁA SCENA RED BULL TOURBUS W JAROCINIE" WWW.JAROCINFESTIWAL.PL

WI¢CEJ O TRASIE, MŁODYCH ZESPOŁACH I MIEJSCACH KONCERTÓW NA


G ó r n a st y r i a . aU STRIA

Złap samolot! Paul Steiner i załoga Red Bull Skydive Team są znani ze swojego kreatywnego podejścia do latania. Nikt nie zaprzeczy, że podczas podróży każdy ma czasem ochotę wysiąść i rozprostować nogi. To, co Charlie Chaplin odgrywał w studiu, oni wykonują na żywo na wysokości dwóch tysięcy metrów na swoim Blaniku L-13. Jednak najnowszy numer skydivera Paula Steinera i jego dwóch pilotów Ewalda Roithnera i Kurta Tippla trzeba zobaczyć na własne oczy, inaczej trudno to sobie uzmysłowić (rada: najlepiej przytrzymać to wydanie Red Bulletina przed kamerą internetową i obejrzeć wszystko w formacie Augmented Reality, szczegóły na s. 7). Jeden z nich wychodzi z samolotu, a później… on go bierze… a potem tamci… W co nie można uwierzyć, trzeba zobaczyć.

Zdjęcie: MARKUS ZINNER/RED BULL photofiles

www.redbullskydiveteam.com

10


Bullwar Uskrzydla w małych dawkach.

Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Film o kanapce ze składnikami: samolot-człowiek-samolot


Print 2.0

Zdjęcie: Predrag Vuckovic/Red Bull Photofiles

pl.redbulletin.com/print2.0 Jak powstawał grecki most powietrzny

12


K ANA Ł KO RYN C K I, G R EC JA

GRECKIE MĄDROŚCI Sześć wieków przed naszą erą Periander, tyran z Koryntu, wpadł na pewien pomysł: gdyby wykopać kanał przez przesmyk, który łączy stały ląd z Peloponezem, okręty nie musiałyby nadkładać drogi i opływać półwyspu. Realizacja projektu trwała do 1893 roku (naszej ery – nota bene), wtedy to powstał kanał o głębokości 80 m i szerokości 85 metrów. Ląd z Półwyspem Peloponez łączy teraz pięć mostów. „A gdyby dodatkowo zorganizować połączenie powietrzne?” – zastanawiał się topowy australijski zawodnik FMX Robbie Maddison. Zajęło mu tydzień, zanim zdecydował się wykonać „najbardziej zwariowany i niebezpieczny skok swojego życia”. Z doskonałym rezultatem. Lądowanie udało się podręcznikowo. Jak mawiał sam Periander: „Pośpiech jest niebezpieczny”. Red Bull X-Fighters: 14 maja 2010, Giza, Egipt: www.redbullxfighters.com


sa n f r a n c i s co, U Sa

zakaz hamowania Dla młodych ludzi o silnych nerwach dyscyplina Street Luge może być ciekawym sposobem na spędzenie wolnego czasu. Sport ten wywodzi się z kalifornijskiej subkultury skaterów, która na początku nowego tysiąclecia przekształciła się w aktywnie działającą społeczność. Street Luge rozwinął się dzięki fascynacji deskorolkarzy prędkością i zawodami Gravity Games. W pewnym momencie zakładano nawet drużyny, a zawody transmitowano na żywo w telewizji. Powstały zdefiniowane reguły, z których nasza ulubiona to „niedozwolone są mechaniczne hamulce żadnego typu”. Street Luge wyszedł z niszy i stał się dyscypliną, która dotarła nawet w Austriackie Alpy. Sport ten szybko się popularyzował, jednak po okresie boomu, powrócił do podziemia. Czasem tu na powierzchni bardzo nam go brakuje.

Zdjęcie: Christian Pondella/Red Bull Photofiles

www.sk8trip.com

14


b u l lwa r

Zdjęcie miesiąca

UŚMIECH PROSZĘ!

Niezwykłe sceny z życia naszych Czytelników dostępne są tu: www.redbulletin.com

Spośród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia, rozlosujemy filmy „Red Bull Sports Compilation”, a w następnym numerze Red Bulletina opublikujemy najlepsze fotki. Wyślij zdjęcia na email: redakcja@redbulletin.com

Swashbuckle · Core · Hindoslem · Beef Wellington · Paco · Qburns · Twang · Marko Markovic Orkestar Cash Candy · Whoremoan · Parov Stelar · Sonic Junior · Sean W. Lee · In2bation · Valeze · The Tape Fat Cat Daddies · Team Rezofficial · Freiaudio · Swollen Members · Kinrick · The Rituals · Begotten AJR Music · Sauter · Loonatikk Sun · TNT Jackson · Daniel Goodwin · The American Fuse · Andy Korg Forty Winks · Lords of Decadence · RSL · Benjamin Ma · Floor Thirteen · The Shake Joint · Just Banks · Dos Bastardos · Jorn Lavoll · GOB Bumblefoot · Loxodrome · Amber · Terraform Records · Pimp Daddy Nash Mike Rigler · R.A.W. Child · Fanfara Tirana · Rushed & Sorted · DJ Jonta · Juan Thyme · Francky Brown Current Swell · 9MM · Conehead Buddah

Watch out credits for songtitles.

© 2009 Red Bull GmbH · All rights reserved · Unauthorized duplication, reproduction, hiring and lending prohibited and a violation of applicable is law · www.redbull. com

16

Beale Air Force Base W przerwie przygotowań do Red Bull Stratos Felix Baumgartner znajduje czas na chwilę odprężenia. Lisa Fürst


b u l lwa r

ŚWIĘTO PIŁKI

Gwiazda futbolu amerykańskiego Reggie Bush na co dzień ma do czynienia z mniej okrągłą piłką

Zdjęcia: Clay Patrick Mcbride/Red Bull Photofiles (2), Garth Milan/Red Bull Photofiles (3), GEPA pictures

Klub New York Red Bulls z New Jersey dokonał uroczystego otwarcia najnowocześniejszej areny piłkarskiej w Ameryce Północnej. Amerykanie nie pasjonują się piłką nożną? Nieprawda! Można się było o tym przekonać 20 marca, gdy około 25 000 fanów klubu Red Bulls New York szturmowało drzwi wejściowe nowej supernowoczesnej areny u stóp Nowego Jorku. Inaugurację tego obiektu, nazywanego „Home of Soccer”, rozpoczęto od odśpiewania hymnu narodowego, który zaintonowała Kelly Rowland. Święto futbolu zostało oficjalnie otwarte. Jego punktem kulminacyjnym był pyro-show – spektakularny pokaz sztucznych ogni. Drużyna New York Red Bulls świętowała własne zwycięstwo, pokonując zespół FC Santos z Brazylii wynikiem 3:1. Na widowni znajdowały się prominentne osobistości ze świata sportu i show-biznesu. Mistrzyni olimpijska Lindsey Vonn, dostarczyła piłkę na boisko wjeżdżając na murawę samochodem NASCAR, który prowadził Brian Vickers. Vonn wykonała pierwsze podanie na oczach supergwiazdy NFL,

Rzym Lilou stoi na głowie. 2-krotny zwycięzca Bremen, USA Na zawodach motocrossowych Red Bull BC One z Lionu startował także w Rzymie. startujący prezentują wysoki poziom skoków. Guido Gazzilli, Red Bull BC One Club Tour Garth Milan, Red Bull RE-MX

Reggie Busha i Franza Beckenbauera”. Nowa arena w New Jersey oferuje wszystko, czego potrzebuje nowoczesny stadion piłkarski. Wszystkie 25 000 miejsc jest zadaszone, dodatkowo istnieje 1000 miejsc klasy biznes, 30 lóż klasy exclusiv i dwie platformy przeznaczone dla VIP-ów. Z wyglądu arena przypomina obiekt w Salzburgu, co nie powinno dziwić: autorami projektu zarówno stadionu w Wals Siezenheim, jak i w New Jersey, są Rossetti Architects z LA. Dzięki dwóm ogromnym ekranom video, obracanemu o 360 stopni głównemu ekranowi i 175 plazmom nikt nie przegapi akcji tylko dlatego, że musiał uzupełnić energię w jednym ze stanowisk z prowiantem. Supergwiazda Red Bulls New York, Juan Pablo Angel, jest zachwycony nowym miejscem pracy: „Ten stadion rozpoczyna nową piłkarską epokę w USA”. Wirtualny spacer po stadionie: redbullarena.us

Linz, Austria Tego wieczora Europejska Stolica Kultury stała się mekką hip-hopu. Erwin Polanc, Red Bull Beats & Rhymes 17


CYKL: FUTBOL 2020 Jak świat zmienia piłkę nożną? Sześć tez na temat przyszłości najpopularniejszego światowego sportu. Teza nr 2: powrót filozofii.

K2L CY z e a T

Zagroda z 1702 r. jako centrum filozofii: La Masia w Barcelonie

„Tajemnica La Masii” brzmi jak tytuł odcinka telenoweli, lecz w rzeczywistości jest jednym z najważniejszych wykładów, jakich można obecnie wysłuchać o świecie futbolu. Wykładowca to Albert Capellas, koordynator grup młodzieżowych FC Barcelona – klubu, który wspólnie z Arsenalem Londyn należy nie tylko do światowej czołówki, ale także ucieleśnia niezwykłą filozofię piłki klubowej. Treścią tajemniczego wykładu Capellasa jest dzień powszedni w La Masii, zabytkowej (ośrodek mieści się w byłej zagrodzie, pochodzącej z 1702 roku) kuźni talentów w pobliżu Camp Nou. „Trenujemy dwanaście drużyn juniorskich z zawodnikami w wieku od 8 do 22 lat” – zdradza Capellas. „Żaden trening nie trwa dłużej niż 90 min. Główny nacisk kładziemy na opanowanie piłki i grę podaniami, koncentrujemy się na poprawianiu słabszej nogi chłopców, a także na kreatywnym, ofensywnym stylu gry i inteligencji boiskowej. Docelowo połowa pierwszej drużyny powinna składać się z wychowanków La Masii”. Jak to możliwe w dzisiejszym świecie wielomilionowych transferów? Na to pytanie Capellas także ma odpowiedź: „Wszystkie nasze zespoły, z pierwszym włącznie, grają tym samym systemem: 4-3-3, albo bardziej ofensywnym 3-4-3, co ułatwia chłopcom odnalezienie się w podstawowym składzie drużyny A”. Obecny trener Barcy, 39-letni Pep Guardiola, przyswoił sobie ten system jak nikt inny. Sam jest przecież wychowankiem La Masii (zaczął tam grać w wieku 13 lat). Za czasów Johana Cruyffa był kapitanem, potem trenował młodzież i wreszcie został trenerem elitarnej pierwszej drużyny, z którą w 2009 roku zdobył wszystko, co było do zdobycia. Finał Ligi Mistrzów UEFA: 12 maja 2010, Football Arena Hamburg: www.uefa.com

Kagbeni Rowerzysta René Wildhaber zajął Austin Mos Def zdejmuje kapelusz przed fantastyczną Lienz Ponad stu kajakarzy walczy o mistrzowski trzecie miejsce podczas Urge Nepal. Czasem publicznością: 6000 widzów w Warehouse District. tytuł na śniegu, a nie na wodzie. Mimo to, było kilku jednak musiał zapytać o drogę. Sébastien Boué Erich Schlegel, Red Bull Thre3Style zupełnie przemoczonych. Martin Lugger 18

Tekst: Andreas Jaros; ILUSTRACJA: Heri Irawan

B U L LWA R


B U L LWA R

MOJE CIAŁO I JA

Mark Webber

Wypadek na rowerze o mały włos nie zakończył jego kariery. Pochłania chipsy i chciałby być jak Massa. Oto autoportret Marka Webbera, australijskiej gwiazdy Red Bull Racing (od stóp do głów).

Tekst: ruth morgan; Zdjęcie: David Clerihew

POR ZąD NI E SKRĘCON Y W listopadzie 2008 r., podczas corocznego Pure Tasmania Challenge, jadąc z prędkością 40 km/h przywaliłem rowerem górskim w samochód terenowy. Rezultat: otwarte złamanie prawej kości piszczelowej i strzałkowej oraz złamanie kości barku. Podczas operacji wstawili mi tytanowy gwóźdź i kilka śrub. Było ze mną kiepsko, ale nie na tyle, żebym brał pod uwagę odpuszczenie sobie marcowego początku sezonu F1. Tuż przed wypadkiem byłem w życiowej formie, a moja wspaniała ekipa wspierała mnie nieustannie podczas leczenia oraz rekonwalescencji. Po czterech tygodniach mogłem znowu wsiąść na rower. Przyspieszaliśmy proces leczenia różnymi metodami: treningami w basenie, gimnastyką nóg, krioterapią (po trzy minuty w temperaturze –130ºC) i stymulacją wzrostu kości impulsami elektrycznymi. Po pięciu operacjach został mi tylko tytanowy gwóźdź w nodze.

ZWYCIĘSTWO NAD ŚWIADOMOŚCIĄ Można nauczyć się znosić ból po takiej kontuzji, jednak twój mózg codziennie poddaje cię nowym testom. Są dni, kiedy nie widać żadnych postępów – wtedy jest naprawdę trudno. Kontuzjowany sportowiec powinien, moim zdaniem, trenować dwa razy intensywniej niż zdrowy. Na szczęście po włożeniu kasku i wejściu do samochodu zapomniałem o kontuzji. To także kwestia poczucia obowiązku wobec zespołu. Trudno opisać to uczucie gdy wygrałem swój pierwszy wyścig, a moi ludzie byli przy mnie.

MAS(S)A I KLASA Nie ma nic gorszego niż pojechać w Grand Prix bez przygotowania. Nawet jeżeli jest się w świetnej formie wyścig może być bardzo trudny. Jestem dość wysoki (1,84 m), więc muszę uważać żebym nie był za ciężki, mimo to, chciałbym nabrać trochę więcej masy mięśniowej. Mniejsi kierowcy – jak Felipe Massa – mają trochę łatwiej. W moim codziennym treningu ważna jest różnorodność, dlatego dużo biegam z psami, ćwiczę na trenażerze wioślarskim albo pływam kajakiem. Wciąż jeszcze kocham rowery górskie. Sądzę, że teraz, w wieku 33 lat, będąc doświadczonym sportowcem, trenuję skuteczniej niż dziesięć lat temu. NA ŁEB, NA SZYJĘ Duże siły odśrodkowe w wyścigach F1 stanowią prawdziwe wyzwanie dla mięśni szyi i barku. Poza tym – tak się fatalnie składa – mam trochę dłuższą szyję niż inni kierowcy, więc działają na nią większe obciążenia. Lecz mięśnie karku mam już tak wyćwiczone, że nie bałbym się zagrać jako napastnik w drużynie rugby.

SŁODK IE I SŁONE Chętnie nauczyłbym się dobrze gotować, ale brakuje mi cierpliwości. Na dodatek potem to sprzątanie... coś strasznego. Uwielbiam za to czekoladę i lody. W zeszłym roku miałem apetyt na chipsy i chociaż wcześniej nie jadłem ich przez dziesięć lat, to teraz pozwalam sobie nawet na kilka paczek tygodniowo. Gdy z powodu mojego obżarstwa dopadają mnie wyrzuty sumienia, myślę o swoim sąsiedzie z Australii. Ma 96 lat i jest największym łakomczuchem, jakiego znam. To skutecznie rozwiewa moje wątpliwości.

Formuła 1, Grand Prix Monako: 13–16 maja 2010 Monte Carlo, Monako Formuła 1 na: www.redbullracing.com

19


B u l lwa r

EWOLUCJA SPRZĘTU

Cyfrowy znaczy lepszy

Jeszcze niedawno nagrania transportowano w specjalnych etui z kopertami na płyty. Było to istne zabójstwo dla kręgosłupa. Jednego z pierwszych takich pokrowców używał sam Nikita Chruszczow. Dzięki digitalizacji torba DJ-ska wygląda dziś nieco inaczej.

We wrześniu 1959 roku Nikita Chruszczow wylądował w Waszyngtonie. Była to pierwsza wizyta szefa rosyjskiego rządu w USA. W jej harmonogramie przewidziano zwiedzanie siedziby ONZ i… Disneylandu. Chruszczow przywiózł ze sobą szczególny upominek. Prezent, który do dziś przez muzykologów z Towarzystwa Historycznego Stanu IOWA 20

nazywany jest „kolekcją Chruszczowa”. Był to wykonany z zielonego aksamitu pokrowiec zawierający 20 rosyjskich szelakowych płyt gramofonowych. Wnętrze harmonijkowej teczki było koloru niebieskiego, a na okładce widniała sowiecka flaga z sierpem i młotem. Zbiór zawierał ponad 150 pieśni ludowych, hymny propagandowe, dzieła muzyki

klasycznej (np. „Obrazki z wystawy”), ukraińskie melodie i rosyjskie marsze. W ten sposób Chruszczow nie tylko poszerzył muzyczne horyzonty prezydenta Eisenhowera, ale także przywiózł do USA pierwsze na świecie etui na płyty. Nagrań z tamtych płyt wciąż jeszcze można posłuchać w State Historical Society w Iowa City.

Tekst: florian obkircher

Kolekcja Chruszczowa, 1959


ZdjȨciA: kurt keinrath, State historical Society of Iowa

MAGMA DIGI-CASE, 2010 Głowy państw nie podróżują już dzisiaj z longplayami w bagażu. Prawie nikt nie wozi ze sobą płyt gramofonowych, nawet jeśli jest DJ-em. Powód: dodatkowe 20 kilogramów w plecaku to męka nawet dla największych miłośników czarnych krążków. Dzięki „Serato Scratch”, cyfrowemu emulatorowi winylowemu, współczesny DJ przemieszcza się z imprezy

na imprezę tylko z torbą na laptopa, mając w nim zawsze pod ręką nieograniczoną kolekcję płyt w postaci interfejsu hardware’owego i dwóch płyt nawigacyjnych. Po połączeniu laptopa i odtwarzacza DJ ma dostęp do plików MP3, którymi nawiguje poprzez dwa longplaye w czasie rzeczywistym. Powstaje przy tym charakterystyczny analogowy efekt

dźwiękowy, który przenoszony jest z krążka do komputera, a DJ cały czas pracuje tak, jak na winylach. Na wypadek gdyby laptop się zepsuł, w Magma Digi-Case jest jeszcze sporo miejsca na tradycyjne CD i płyty starej daty. Nawet niemiecki guru, DJ Hell, mówi: „Żadnej innej torbie nie powierzyłbym mojej muzyki”. 21


B U L LWA R

KRÓtko i Na temat Radość zwycięstwa – sukcesy na dwóch, czterech kółkach, na ziemi i w powietrzu.

Czerwony dywan pokazał rogi Małysz pozdrawia z Planicy, Taddy skacze z balkonu, Swanski tworzy na żywo, a Coulthard przybija piątki... Korzenie Red Bulletina to przede wszystkim świat Formuły 1. Dlatego podczas premiery polskiej edycji naszego magazynu nie mogło zabraknąć jednego z największych ambasadorów sportów motorowych – Davida Coultharda. Szkocki kierowca pojawił się 18 marca w warszawskim Klubie Palladium, aby razem z innymi gwiazdami oficjalnie (a potem już zupełnie nieoficjalnie) celebrować nasze zerowe urodziny. Po przemówieniach i oklaskach tej nocy zaproszeni goście osobiście poczuli namiastkę wrażeń rodem ze świata Czerwonego Byka. Niczym dziesiątki historii w comiesięcznym wydaniu Red Bulletina, w ciągu tej jednej imprezy działo się bardzo dużo. Były skoki na motocyklach, pokazy breakdance, przejazdy BMX i koncert zespołu Muchy. Na imprezie nie mogło oczywiście zabraknąć naszych przyjaciół. Swoją obecnością premierę uświetnili: Sylwia Gruchała, Tadek Błażusiak, Staszek Trzciński, Alan Andersz, Pascal Brodnicki, Tede, WSZ, CNE, Kazimierz Mazur i wielu innych, których nie zdążyliśmy wyłapać w roztańczonym tłumie. Dziękujemy za przybycie i zabawę do rana. Więcej o bohaterach imprezy na www.redbull.pl

22

Sześciokrotny rajdowy mistrz świata, Sébastien Loeb (Francja), po Mexiko Rallye pokazał klasę także w Rajdzie Jordanii

Mistrz Świata Red Bull Air Race Paul Bonhomme rozpoczął sezon zwycięstwem w Abu Dhabi. W brytyjskim finale pokonał Nigela Lamba

Przed sezonem motocrossowym Max Nagl (Niemcy) wygrał w klasie MX 1 w Sevliewie (Bułgaria) pierwszy wyścig, a w drugim zajął drugie miejsce

ZdjȨcia: ANDRES JARAMILLO BOTERO, Getty Images, KTM Images/Red Bull Photofiles, Citroën/McKlein/Red Bull Photofiles, Lukas Nazdraczew/Red Bull Photofiles

18-letnia Mariana Pajon z Kolumbii zdobyła złote medale w kategorii BMX, 20- i 24-cale podczas South America Games


B ullwar

Trzy lata w Turbokolorze! Sztuka i ubrania – ten niecodzienny miks ma już swojego ambasadora.

OSIEMNASTKA ZE SKRZYDŁAMI

ZdjȨcia: Adam Tarasiuk (2), Ilustracja: heri irawan

Pamiętasz swoje narodziny? Raczej nie. Możesz jednak sprawić, aby Twoje osiemnaste urodziny zapadły Tobie i Twoim gościom w pamięci do końca życia. Osiemnaste Urodziny Projekt 1992 – pod takim właśnie kryptonimem kryje się akcja przygotowana przez Red Bulla – to ogólnopolska operacja, mająca na celu wspieranie imprez urodzinowych. Nie wszystkich imprez urodzinowych, ale tych najważniejszych imprez urodzinowych – imprez z okazji osiemnastych urodzin. Wiadomo jak jest. Czasem brakuje kasy, czasem brakuje miejsca. Jednak w życiu liczą się odważne pomysły. Jeśli właśnie taki pomysł wpadł Ci do głowy, jeśli jest to coś ciekawego i niestandardowego – to są duże szanse, że reszta sama się ułoży. Dodatkowo, jest też duża szansa, że Red Bull pomoże Ci w realizacji tego pomysłu. Tak więc jeśli urodziłeś się w 1992 roku i planujesz właśnie swoją urodzinową imprezę, lub jeśli chcesz zorganizować przyjęcie dla kogoś, kto wkrótce obchodzi osiemnaste urodziny – możesz postarać się o wsparcie ze strony Red Bulla. Trzy fazy szczęścia Wsparcie twojej imprezy osiemnastkowej może objawić się w trzech postaciach.

Pierwszy stopień wtajemniczenia to skrzydlate dziewczyny Red Bulla. Pojawiają się na imprezie i dodają skrzydeł gościom, którzy dzięki przywiezionym przez nie puszkom energetycznego napoju będą świetnie bawić się do rana. Druga możliwość to muza zapewniona przez jednego ze sławnych DJ-ów Red Bulla, który pojawi się wraz z Red Bull Volvo. Ten niczym transformers przemieni się w mobilną DJ-kę z własnym systemem nagłaśniania. Uwaga: nie polecane w mieszkaniach! Trzecim sposobem uatrakcyjnienia Twojej urodzinowej imprezy to koncert rockowy. Nie byle jaki koncert rockowy, ale koncert odbywający się na jedynej w swoim rodzaju scenie muzycznej – sławnym Red Bull Tourbusie. Jeśli pomysł na Twoją imprezę jest naprawdę wyjątkowy, to odpowiednio go opisz i daj znać Red Bullowi. Może się okazać, że to właśnie na Twojej imprezie zjawi się ta przenośna rockowa scena sprawiając, że nie tylko Ty nie zapomnisz swoich urodzin – nie zapomni ich także całe miasto.

Turbokolor to polska marka, która od trzech lat godnie reprezentuje nasz kraj w streetwear’owym świecie mody. Pomysłodawcą projektu jest Paweł Kozłowski – jeden z naszych najlepszych produktów eksportowych w dziedzinie grafiki. W klubie „1500 m2 do wynajęcia” odbyła się „niezapomniana trójka”, czyli impreza urodzinowa, która trzymała gości na parkiecie do białego rana. Oprócz standardowej celebracji, w klubie zorganizowany został pokaz najnowszej kolekcji Turbokolor Wiosna/Lato – „Straight from the wild, wild east”. Muzyczną stroną wieczoru zajęli się Ronnieism, DJ Benito, DJ Ojciec Karol oraz DJ KosaKot. Trzy lata minęły, odkąd na ulicznej palecie kolorów pojawiła się nowa pozycja. Składamy najlepsze życzenia i czekamy na kolejne lata – równie owocne w kreatywne pomysły. Sprawdź całą kolekcję na: www.turbokolor.com

Wybieg i poniżej reakcja chłopaków

Zapisy i dokładne informacje: www.redbull1992.pl Więcej info o mobilnej scenie rockowej: www.redbull.pl/tourbus

23


b u l lwa r

CO CI SIEDZI W GŁOWIE

Bruce willis

Kto wyjdzie ze szklanej pułapki, będzie żył – czyli o tym, jak zacząć na wariackich papierach i stać się największym twardzielem Hollywood. W GÓ RĘ I W DÓ Ł Przed 16 laty krytycy wygłaszali pieśni pochwalne na cześć Willisa za rolę boksera Butcha w „Pulp Fiction” Quentin a Tarantino, jednak w tym samym roku Bruce zagrał także psychoterapeutę Billa Cap ę w „Barwach nocy”, swoim najg orszym filmie. Mówiono, że w „Pulp Fiction” pokazał swoje wnętrze, w „Barwach nocy” – całą resztę (w scenach erotycznych na basenie).

PEWNOŚĆ I BEZPIECZ EŃSTWO Walter Bruce Willis urodził się w 1955 roku w amerykańskiej bazie wojskowej Idar-Oberstein w Nadrenii-Palatynacie. Mając 2 lata przeniósł się z rodziną do New Jersey, a w ramach terapii jąkania zaczął grać w przedstawieniach. Po skończeniu szkoły zarabiał na życie jako prywatny detektyw i ochroniarz. Zdobył doświadczenie, które potem wykorzystał na planie takich filmów jak: „Na wariackich papierach” i w „Niezniszczalnym”.

STAŁE ZNACZY GORSZE Sławę zyskał dzięki serialowi „Na wariackich papierach”, którego emisję rozpoczęto w 1985 roku w amerykańskiej telewizji. Serial cieszył się ogromną popularnością, a jego oglądalność spadła w momencie, gdy stanowiący element akcji flirt Willisa i jego filmowej partnerki, Cybil Sherperd, zamienił się – zgodnie ze scenariuszem – w stały związek. Emisję serialu zakończono w 1989 roku.

TRZECH WSPANIAŁYC H Rolę w „Szklanej pułapce” (filmie, który wykreował Willisa na bohatera kina akcji) odrzuciło przedtem pięciu etatowych twardzieli, m.in. Sylvester Stallone i Arnold Schwarzenegger. Obaj panowie nie byli jednak mściwi i w 1991 roku założyli razem z Willisem sieć restauracji Planet Hollywood. Całą trójkę będzie można zobaczyć w sierpniu tego roku w wyreżyserowanym przez Stallone’a filmie akcji „The Expendables”.

PRZEB OJE DLA POCZĄTKUJĄCYCH Willis nie był pierwszą – i niestety nie ostatnią – gwiazdą Hollywood, która próbowała robić karierę także w branży muzycznej. Wydany przez Motown debiutancki album Bruce’a „The Return of Bruno”, odniósł nawet spory sukces i sprzedał się w 1,2 mln egzemplarzy.

NA DOBRE I ZŁE W listopadzie 1987 roku ożenił się z aktorką Demi Moore; przez 13 lat byli wzorcową parą Hollywood i nigdy nie zdradzili powodów rozwodu w październiku 2000 roku. Rozstali się w zgodzie, a wkrótce byli gośćmi na swoich ślubach z nowymi partnerami: Moore parę lat później poślubiła Ashtona Kutchera, a Willis – Emmę Heming. 24

OKRZYK WOJENNY Willis był jedną z niewielu gwiazd Hollywood, które publicznie poparły wojnę w Iraku. Obiecał nawet milion dolarów za schwytanie Saddama Husseina. Gdy amerykańscy żołnierze aresztowali byłego irackiego prezydenta, przed poważnym uszczupleniem majątku uratował Willisa jeden z wojskowych przepisów, zabraniający siłom zbrojnym przyjmowania pieniędzy.

NIGDY NIE SPOTYKAJ SIĘ ZE SWOIM IDOLEM Najnowszy film Willisa to pełna akcji komedia „Fujary na tropie” Kevina Smitha, fana Willisa z czasów, gdy ten grał jeszcze w serialach telewizyjnych. Ich współpracę Smith komentuje: „Bruce stwierdził, że jestem już dorosły, a on sam nie jest już Davidem (z „Na wariackich papierach”). Dzięki temu mogliśmy współpracować jak równy z równym i nie musiałem go ciągle prosić, aby zrobił to czy tamto, bo podobało mi się, jak to robił w serialu”.

Tekst: Wesley Doyle. Ilustracja: lie-ins and tigers

NIE RÓB MAŁPY! Podczas negocjacji przed rolą Jamesa Cole’a z „12 małp”, reżyser Terry Gilliam przedstawił listę ogranych zachowań Willisa, których nie chciał zobaczyć w swoim filmie. Podobno powiedział: „Damy radę, jeśli nie będziesz się uśmiechał. Umiesz w ogóle zrobić jakiś film bez tego uśmieszku?”. Willis umiał i wyszła z tego jedna z jego najlepszych ról.


kunde “Możliwości chodzenia nie należy przyjmować za oczywistość.” David Coulthard.

Trzynastokrotny zwycięzca Grand Prix Formuły 1 i orędownik “Wings for Life”.

Postęp i nieustanny rozwój są cechą naszych czasów. Żyjemy w erze myślenia wizjonerskiego. Najnowsza historia ludzkości obtuje w kroki milowe w zakresie rozwoju techniki i medycyny. Najdłużej panowało przekonanie o niemożności leczenia urazów rdzenia kręgowego. Jednak w drodze badań laboratoryjnych udało się doprowadzić do regeneracji uszkodzonych komórek nerwowych. Najnowsze wyniki badań medycznych i naukowych dowodzą, że także w tej skomplikowanej dziedzinie postęp jest możliwy. Lekarze i naukowcy są zgodni, iż leczenie urazów rdzenia kręgowego stanie się kiedyś rzeczywistością. Właśnie ten cel przyświeca działalności Fundacji na Rzecz Badań nad Rdzeniem Kręgowym “Wings for Life”. Wspierając konkretne, najbardziej zaawansowane projekty badawcze, Fundacja “Wings for Life” inwestuje w postęp na rzecz przyszłości, w której leczenie porażeń spowodowanych urazami rdzenia kręgowego stanie się możliwe.

LECZENIA URAZÓW RDZENIA KRĘGOWEGO.

Twój wkład ma ogromne znaczenie. Przekaż go na

www.wingsforlife.com


B U L LWA R

TRIKI FIZYKI

SPOSÓB NA FLIPA Podejście sportowe Oto historia o dorastaniu: chłopiec trenuje dziesięciobój; staje się mężczyzną; wykonuje backflipa odbijając się od pnia drzewa. Jej bohaterem jest Markus Walzel (po prawej), 30-letni pracownik służby zdrowia z St. Pölten w Austrii, członek rosnącej w siłę armii freerunnerów i przedstawicieli parkouru (pamiętaj o różnicy między nimi i wykaż się znajomością tematu, gdy podczas przechadzki ze znajomymi zobaczysz osobę wykonującą salto z parkowej ławki: freerunning to efektowne pokonywanie przeszkód, a parkour polega na jak najsprawniejszym przemieszczeniu się z punktu A do B). „Moja przygoda z freerunningiem rozpoczęła się w 2007 roku. Zainspirował mnie film 13 Dzielnica” – mówi Walzel. „Mając 8 lat zacząłem trenować lekkoatletykę. Później zająłem się dziesięciobojem, a obecnie dużo czasu poświęcam na freerunning”. „Zdjęcie zostało zrobione w parku w St. Pölten. Nazwa tricku jest oczywista: tree flip. Salto wykonywane przy użyciu ściany to wall flip. Często nazwy wskazują, na czym dane tricki polegają. Sekret tkwi w całkowitym skupieniu – zarówno ciała, jak i umysłu. Musisz się mocno rozpędzić i po wybiciu przygotować na twarde lądowanie, szybko i mocno uginając kolana”. „Czasem ćwiczę na siłowni, ale zazwyczaj trenuję, uprawiając freerunning. Z jednej strony dobrze jest być szczupłym, ale z drugiej odrobina masy naturalnie amortyzuje nieudane lądowanie. Sam zaliczyłem tylko j eden niegroźny upadek. Bardzo chciałbym, aby w ciągu kolejnych pięciu lat freerunning stał się częścią X Games. Zorganizowano już kilka eventów na skalę światową, takich jak Red Bull Art of Motion w Wiedniu oraz Barclaycard World Freerun Championships w Londynie”. 26

Podejście naukowe „Jakim sposobem można wbiec na pień drzewa na wysokość 2 metrów, a następnie zrobić salto w tył?” – pyta fizyk Thomas Schrefl, profesor z Uniwersytetu w Sheffield. „Obliczanie prędkości wymaganej do osiągnięcia pewnej wysokości h podczas wbiegania po ścianie, opiera się na zasadzie zachowania energii. Załóżmy, że środek masy biegnącego przesunął się o 1,5 m w górę. Wówczas wymagana prędkość 5,4 m/s wynika ze zrównoważenia początkowej energii kinetycznej z energią potencjalną na wysokości h = 1,5 m. Jest to szacunek przybliżony. Nie cała energia kinetyczna zamieniona zostanie w potencjalną i możliwe jest uzyskanie dodatkowej energii poprzez podskoczenie i wzniesienie ramion w górę. Istnieje jeszcze inny powód, dla którego konieczne jest osiągnięcie konkretnej prędkości: bieg po ścianie możliwy jest jedynie dzięki tarciu. Siła tarcia jest proporcjonalna do siły nacisku zapewnionej przez grawitację podczas ruchu po ziemi. Podczas biegu po ścianie siła normalna FN = mv/t wynika z pędu horyzontalnego biegnącego. We wzorze tym m to masa biegnącego, v to prędkość, a t oznacza czas styczności buta z powierzchnią ściany. Siła tarcia FR, równa iloczynowi siły nacisku (siły normalnej) i współczynnika tarcia statycznego µ, musi być większa niż siła przyciągania ziemskiego. Warunek ten spełniony jest dla możliwej do osiągnięcia wartości prędkości horyzontalnej biegnącego v = 5,4 m/s, przy współczynniku tarcia pomiędzy ścianą a butem µ = 0,5, i czasie styczności z powierzchnią ściany t = 0,2 s”. Więcej info o freerunningu znajdziesz, wyszukując hasło Art of Motion na: www.redbull.com

Zdjęcie: Ricardo Herrgott; Ilustracja: Mandy fischer

Jedni do drzew się przytulają, inni wykorzystują je do skoków. Potrzeba do tego odwagi, dobrego obuwia i nieco praktyki.


B U L LWA R

Liczby miesiąca

Rekordy prędkości Podczas projektu Red Bull Stratos Felix Baumgartner będzie próbował pokonać barierę dźwięku w swobodnym spadaniu. Także zawodnicy innych dyscyplin ulegają fascynacji szybkością.

44,72

Największą prędkość na napędzanym siłą ludzkich mięśni dwukołowcu osiągnął Sam Whittingham (Kanada) w dniu 18 września 2009 roku w Battle Mountain w Nevadzie w USA. Rozpędził się on na rowerze poziomym Varna Diablo III na odcinku 200 m do prędkości 133,284 km/h. Absolutnym mistrzem jazdy na rowerze (z pomocą grawitacji) jest Eric Barone, były kaskader, który zastępował w filmach Sylwestra Stallone’a i Jean-Claude van Damme’a. Zjechał on na wykonanym z włókna węglowego rowerze ze stoku narciarskiego w Les Arcs we Francji z prędkością 222 km/h. Do czołówki najszybszych zawodników w jeździe na seryjnym rowerze górskim zalicza się również Markus Stöckl (Red Bull), z rekordem: 210,4 km/h.

BOLT

251,40

Podczas Igrzysk Olimpijskich 1992 w Albertville (Francja) zaprezentowano speed skiing w ramach zawodów pokazowych. Dyscyplina jednak nigdy nie została zaliczona do programu olimpijskiego. Aktualny rekord prędkości na dwóch deskach o długości 2,40 metra należy do Simone Origone (Włochy). W dniu 19 kwietnia 2006 roku, w Les Arcs we Francji, osiągnął on prędkość 251,40 km/h. Tego samego dnia Sanna Tidstrand (Szwecja) ustanowiła rekord w kategorii kobiecej: 242,59 km/h.

7274

Rekord prędkości dla samolotów załogowych ma dłuższą historię. 3 października 1967 roku amerykański pilot wojskowy William J. Knight osiągnął w rakietowym samolocie eksperymentalnym, North American X-15, prędkość 7274 km/h, czyli 6,72 macha. Samolot testowy, pilotował go także Neil Armstrong (pierwszy człowiek na Księżycu), nie był ekonomiczny. Napęd XLR99-RM2 potrzebował 15 ton paliwa rakietowego na 3 minuty.

KNIGHT

1227,985 Gdyby Andy Green został przyłapany na autostradzie, pędząc swoim rakietowym pojazdem Thrust SSC, straciłby na zawsze prawo jazdy. W 1997 roku, na pustyni Black Rock w Nevadzie (USA), pilot wojskowy ustanowił niepobity dotąd światowy rekord prędkości dla pojazdów terenowych: 1227,985 km/h. Z taką szybkością przejechał swoim napędzanym silnikami rakietowymi samochodem odcinek 1 mili. Jest pierwszym człowiekiem, który pokonał w pojeździe barierę dźwięku. Przyśpieszenie bolida z 0 do 1000 km/h wynosi 16 sekund. 28

511,13 GREEN

Ken Warby jest najszybszym człowiekiem na wodzie („The Fastest Man on Water”). Australijczyk sam zaprojektował i zbudował swoją łódź „Spirit of Australia” ze szkliwionego tworzywa i drewna balsy. Napęd rakietowy z wysłużonego wojskowego samolotu nabył na aukcji za 69 dolarów. W dniu 8 października 1978 roku pokonał na Jeziorze Blowering Dam dystans 300 mil z prędkością 511,13 km/h. Od tamtej pory jest niepokonany. www.redbullstratos.com

Zdjęcia: Neil Munns/AP Photo, imago sportfotodienst, Nasa photo, U.S. Air Force photo

16 sierpnia 2009 roku podczas Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce w Berlinie zdarzyło się coś magicznego. Usain Bolt zagrał na nosie swoim przeciwnikom, publiczności i operatorom kamer. Trzykrotny mistrz olimpijski z Pekinu pokonał 100-metrowy dystans w czasie 9,58 sekundy – jest więc pierwszym człowiekiem, który osiągnął wynik poniżej 9,60 sekundy i prędkość 44,72 km/h.

133,284


BIEGIEM GOTOWY, NIEZMORDOWANY W MARATONIE. kunde

SKONCENTROWANA ENERGIA RED BULLA. JEDYNY SHOT, KTÓRY DODA CI SKRZYDEŁ.


Wielkie nadzieje: Reprezentant RPA, Godfrey Khotso Mokoena, skaczący w dal po srebro podczas Mistrzostw Świata 2009 w Berlinie (patrz: zdjęcie), teraz planuje sięgnąć po złoto – nie tylko skacząc w dal, ale także w trójskoku

Herosi

Ci, którzy stają na wysokości zadania i osiągają wytyczone cele.

Zdjęcie: ADRIAN DENNIS/AFP/Getty Images

32 Teri Gender Bender 34 Sebastian Vettel 40 Khotso mokoena 42 Felix Baumgartner 52 Yuichiro Miura


herosi

teri gender bender Red Bull Music Academy – edycja 2010 odbiła się głośnym echem w londyńskim świecie muzycznym, ale największe zamieszanie wokół swojej osoby zrobiła Teri Gender Bender z Meksyku. Tekst: Tom Hall, Zdjęcie: Dan Wilton

PR-u nie można było lepiej zaplanować. Teri Gender Bender – meksykańskie dziecko punk-bluesa z niewyparzoną gębą, wykorzystująca w występach świńskie łby i wnętrzności zwierząt – lada dzień wyda swój debiutancki album „Sin, Sin, Sin”. Wywiad przeprowadzam w Kościele Chrystusowym w Spitalfields – białej kaplicy reprezentującej czyste i dobre cechy londyńskiej dzielnicy Shoreditch. Cóż za ironia... „Miałam kiedyś obsesję na punkcie amputacji” – mówi 20-latka, ściszając głos. Nic z tego. Wszystkie słowa, zwłaszcza te na „k”, odbijają się głośnym echem wśród pustych ławek. „Patrzę na tę odciętą nogę w studiu nagraniowym i myślę – k****, jeśli zobaczę ją raz jeszcze, to w końcu sama utnę sobie jedną z nóg”. Ale o tym później. Skupmy się na zwalczaniu rozdzierającej pokusy wykrzyczenia 10-ciu „zdrowasiek” i zanurzenia się w wodzie święconej. Jak wytłumaczyć naszą obecność w tak dziwnym miejscu? W UK nikt nie zajmuje się PR-em Teri i nikt nie zaplanował tego spotkania. Dyktafon nie poradził sobie z kawiarnianym hałasem, a Dom Boży był po prostu najbliższym cichym budynkiem w okolicy. Normandi Heuxdaflo, druga połówka jej zespołu Le Butcherettes, wrócił do Meksyku. Album jeszcze się nie ukazał, a poza chaotycznym i przesiąkniętym sztuczną krwią występem w klubie Old Blue Last, Teri nie ma w planach koncertów. Więc co my tu w ogóle robimy? Podczas Red Bull Music Academy w Londynie, Suaréz pojawiała się niemal na każdym zdjęciu, zalewając czerwienią zapowiedzi koncertów. Jej rock w stylu The Cramps i Courtney, z domieszką dosadnej poezji Sylvii Plath i Simone de Beauvoir, nie jest może rewolucyjny, ale za to jest niechlujny i rozrywkowy. Ciekawy styl zapewnił jej występy jako support podczas meksykańskiej trasy kapeli Yeah Yeah Yeahs. Dzięki autentyczności, jeden z jej idoli, Jack White, zaproponował jej to samo. Była też wystarczająco dziwna, aby Omar Rodriguez-López – członek 32

zespołów Mars Volta i At the Drive-In – został producentem jej albumu. „Poznałam Omara w Guadalajarze” – mówi Suaréz. „Podczas koncertu wysiadł prąd. Chwyciłam więc megafon oraz świński łeb leżący na scenie i skoczyłam w tłum śpiewając na cały głos. Wdrapałam się na ogrodzenie, które w końcu się przewróciło i skręciłam kostkę, ale byłam tak naładowana adrenaliną, że nawet tego nie zauważyłam. Omar pewnie pomyślał sobie – k****, co to ma być?”. Suaréz twierdzi, że w tym szaleństwie jest metoda. Kultywując feministyczne idee zespołu Kathleen Hanna – Bikini Kill – oraz będąc fanką nieśmiertelnych bohaterów undergroundowych, takich jak Jennifer Herrema z Royal Trux, czy zespołu Dead Kennedys, twierdzi, że połączenie wszystkich elementów w tak zwany „Butcher Rock” to zjawisko, które sama musiała stworzyć. „Urodziłam się w USA i do 15 roku życia mieszkałam w Denver. Później przeprowadziłam się z mamą do Meksyku” – tłumaczy. „Ciężko jest być artystą w Meksyku. Jeśli chcesz dostać się do szkoły artystycznej, możesz być pewien, że prześcigną cię bogate dzieciaki, których rodzice mogą zapłacić więcej niż twoi. Brzmi to banalnie, ale ja wkładam w swoją muzykę cały umysł i serce”. Jednak w Meksyku liczą się wyłącznie umysł, serce i odcięte kończyny. To właśnie krwawa historia o amputacji zmotywowała Suaréz do ubiegania się o miejsce w Red Bull Music Academy. „Brałam udział w sesjach nagraniowych zespołu electro” – mówi. „W międzyczasie ich wokalista stracił nogę. Za pieniądze w Meksyku zrobisz wszystko, dlatego jego noga została zasuszona czy zakonserwowana i postawiona w studiu. Podczas tej sesji dowiedziałam się o Akademii i postanowiłam spróbować”. Mimo lingwistycznych granatów, popołudnie w Kościele Chrystusowym nie było wybuchowe. Za to sama Teri Gender Bender – wręcz przeciwnie. Ale w końcu czego się, k****, spodziewaliście? www.myspace.com/lebutcherettes

Imię i nazwisko Teresa Suaréz Cosio Data urodzenia 15 maja 1989 r. Miejsce zamieszkania Miasto Meksyk, dorastała w Denver (USA) Coś dla ucha Jej debiutancki album „Sin, Sin, Sin”, którego producentem jest Omar Rodriguez-Lopez, członek zespołu Mars Volta i były gitarzysta At the Drive-In. ukaże się w sklepach latem tego roku


Na co dzień Teri Gender Bender jest weganką, nie przeszkadza jej to jednak okazjonalnie pozować do zdjęć ze zwłokami zwierząt


Herosi

Sebastian Vettel Nikt by nie przypuszczał, że tegoroczny pretendent do mistrzowskiego tytułu Formuły 1 boi się myszy. A jednak... Tekst: Anthony Rowlinson

34

Mogłoby się wydawać, że to zwyczajne śniadanie w domu. Sebastian Vettel siedzi z miseczką muesli, po jego prawej stronie trener – Tommi Parmakoski – sączy sok. Zmierzwione blond włosy z uroczymi lokami uwielbianymi przez kobiety, board shorty, czerwone Pumy oraz otaczająca Sebastiana aura pewności siebie i spokoju, działają niczym niewidzialne pole energetyczne. Ale oczywiście nie znajdujemy się w czyimś domu. Jesteśmy w siedmiogwiazdkowym hotelu Pan Pacific, nieopodal lotniska w Kuala Lumpur i choć Vettel ubrany jest po cywilnemu, przyjechał do Malezji, aby stoczyć bitwę. Niektórym trudno uwierzyć, że uzbrojeni w kaski i ognioodporne kombinezony gladiatorzy Formuły 1 to często zaledwie dwudziestoparoletni chłopcy. Sebastian Vettel jest tego najlepszym przykładem. Oczywiście jak na 22-latka jest wyjątkowo dojrzały i światowy, ale wygląda nadal jak Twój młodszy brat – taki, którego powinieneś odbierać z dworca, gdy wraca na weekend z uniwersytetu, a nie taki, który na lotnisku witany jest przez tłumy niczym gwiazda rocka. W przypadku tego właśnie „młodszego brata”, tak to wygląda od początku kariery: gdy w 2007 roku zdobył jeden punkt podczas swojego debiutu w GP Stanów Zjednoczonych, miał zaledwie 19 lat i tym samym stał się najmłodszym kierowcą, który zdobył punkty w Grand Prix. Zanim sezon dobiegł końca, był już na tyle przeszkolony i pewny siebie, że mógł ścigać się ze starszymi chłopcami – wywalczył dla Scuderia Toro Rosso imponujące czwarte miejsce w Grand Prix Chin, gdzie wyprzedziły go tylko dwa bolidy: Ferrari i McLaren (tydzień wcześniej w Japonii, będąc na trzeciej pozycji, uderzył w zajmującego drugie miejsce Marka Webbera z Red Bull Racing, co wykluczyło obydwa bolidy z dalszej jazdy). W swoim pierwszym pełnym sezonie wygrał GP Włoch i został najmłodszym zwycięzcą w historii Formuły 1; w 2009 roku, reprezentując barwy zespołu Red Bull Racing, zdobył dla swojej nowej ekipy pierwsze w jej pięcioletniej historii zwycięstwo. Zacięcie walczył o tytuł aż do

przedostatniego wyścigu, dzięki czemu stał się jednym z faworytów sezonu 2010. Za nami już trzy wyścigi – Vettel dwa razy startował z pole position, wygrał wyścig o GP Malezji, a tuż za nim, na drugiej pozycji uplasował się jego kolega z zespołu, Mark Webber. Statystyki potwierdzają – zresztą chyba każdy się z tym zgodzi – że Vettel jest wyjątkowo utalentowany: doskonale radzi sobie w zarówno w niebezpiecznych warunkach, jak i na suchej nawierzchni. Jednak mimo demonstrowanych przez niego zdolności, to raczej styl prezentowany poza torem przyniósł Sebastianowi uznanie oraz szacunek, którego wymagają jego wyścigowe wyczyny. Vettel zdecydowanie wyróżnia się na padoku. Jest dowcipny. Nadaje swoim samochodom imiona. Przeklina albo się śmieje. Po wspaniałym zwycięstwie w Malezji, podczas konferencji prasowej żartował, że „kręci mu się w głowie od szampana”. Jako jedyny ściga się tak samo chętnie i intensywnie, jak się uśmiecha i nie boi się pytań Red Bulletina o tę wyraźną sprzeczność. Przygotowaliśmy dla niego dwa zestawy pytań: łatwy i trudny. Z ustami pełnymi muesli daje znak, że jest gotowy zmierzyć się z obydwoma: „Ok, zacznijmy od tych łatwiejszych”, po czym sięga po jedną z dwóch ułożonych w przypadkowej kolejności stert kart z pytaniami. red bulletin: (Łatwe) Czym byś się zajmował, gdyby nie Formuła 1? sebastian vettel: To wcale nie jest łatwe pytanie! Nie wiem. To jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy. Skończyłem liceum zaledwie trzy i pół roku temu i zastanawiałem się nad wyborem uniwersytetu. Oczywiście marzyłem o tym, żeby zostać kierowcą wyścigowym, ale nie potrafiłem sobie powiedzieć: „Ok, tak właśnie będzie, niepotrzebne mi studia”. Gdybym zdecydował się na jakąś uczelnię wyższą, pewnie studiowałbym inżynierię mechaniczną. Coś technicznego, co można wyjaśnić – żadnych dyskusji o odcieniach szarości.

Zdjęcia: red bull racing

Nazwisko Sebastian Vettel Data i miejsce urodzenia 3 lipca 1987 r. Heppenheim, Niemcy Miejsce zamieszkania Walchwil. Szwajcaria Zawód Kierowca wyścigowy Sukcesy Najmłodszy zwycięzca Grand Prix i najmłodszy zawodnik w historii, który wywalczył pole position. 6 zwycięstw, 7 pole position, 3 najszybsze okrążenia. Wicemistrz Świata 2009 Sieć sebastianvettel.com


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Symulator bolidów: Sebastian testuje tor w Barcelonie

Kilka twarzy tego człowieka, który wygląda jak chłopiec, a jeździ jak mężczyzna: a to dopiero początek! (więcej na następnej stronie)


Herosi

Nic związanego z emocjami…? Dokładnie. Więc gdybyś ścigał się amatorsko, sam mógłbyś naprawiać swoje auta? Razem z tatą sami naprawialiśmy moje gokarty, ponieważ w tamtych czasach za mechanika trzeba było zapłacić około 1500 euro (6000 zł) za weekend. Przeznaczaliśmy te pieniądze na kupno opon, a wszelkie naprawy przeprowadzaliśmy sami. Mój tata był w dobrej formie, ale nie miał 25 lat, więc też musiałem pracować – jednak lubiłem to. To ważne, żeby kierowca wiedział, co się dzieje w jego samochodzie i co ewentualnie zawiodło – nie wystarczy tylko wiedzieć, co to jest silnik, opony albo samochód. Zawsze interesowało mnie, jak coś działa.

„Nie dałbym rady przez tydzień leżeć w słońcu na plaży na samotnej wyspie. Dla mnie to brzmi jak koszmar”.

36

Oczywiście nieco inaczej wygląda wyjaśnienie działania bolidu Formuły 1 od początku do końca – nie sądzę, aby ktoś mógł to zrobić! W zespole Red Bull Racing pracuje wielu ludzi i każdy ma swoje zadanie. Dzięki temu jest to tak interesujące. Nie jest to samochód, który można kupić w salonie. Wszystkie elementy są wyjątkowe i zrobione na zamówienie, a razem tworzą prawdziwe dzieło sztuki. Z jednej strony aż szkoda eksploatować go na torze do granic możliwości, ponieważ wiesz ile włożono w niego pracy. Ale to jest twoje zadanie. Bolid stworzony jest do wyścigów. Vettel nie może skończyć śniadania, ale znad miseczki z płatkami dzielnie sięga po kolejną kartę z pytaniem. (Łatwe) Czy jesteś najszybszym kierowcą F1? Och, to znowu trudne pytanie. Chcę być najszybszy – to oczywiste – ale nie lubię tego typu pytań. Jest wielu ekspertów, którzy chętnie na nie odpowiedzą, więc lepiej ich o to zapytaj. Ale z całą pewnością dążę do bycia najlepszym, dlatego tu jestem. Nie wystarczy mi tylko udział w wyścigu. (Łatwe) Jak można się najlepiej zabawić nie zdejmując spodni? Zawsze można pojeździć na rowerze... jest to jakaś opcja. Każdy znajdzie dla siebie coś, co sprawia mu przyjemność. Ja lubię być w ciągłym ruchu, być aktywnym. Cieszę się, gdy mogę odpocząć, ale nie jestem typem faceta, który lubi leżeć na plaży przez okrągły tydzień i cieszyć się słońcem, o nie! Czasem muszę zmusić się do odpoczynku, ale naprawdę lubię ruch i różne sporty, próbowanie nowych rzeczy, najlepiej w dobrym towarzystwie – po prostu dobrze się bawić. A potem wyluzować się, iść gdzieś na kolację lub posiedzieć przed kominkiem. (Łatwe) Czy to prawda, że kiedyś oglądałeś Tour de France, siedząc na rowerku stacjonarnym, by móc jeździć ze swoimi idolami? Skąd o tym wiesz? Ha! Tak, przyznaję się. Nadal tak robię, zwłaszcza latem. Czasem dobrze jest móc trenować w domu, bo pomaga to w zachowaniu formy przez cały rok. W moim pokoju stał mały telewizor, a przed nim rowerek treningowy. Pamiętam, jak w wieku 13 lat wróciłem do domu ze szkoły, włączyłem telewizor i po raz pierwszy na godzinkę lub dwie dołączyłem do peletonu. (Trudne) Czym jest strach? Następuje chwila ciszy zanim Vettel odpowiada. Zastanawia się. To naprawdę trudne pytanie. Czasem ludzie boją się niektórych zwierząt – w moim przypadku są to myszy... Żartujesz…? …poważnie – boję się myszy. Ale myślę, że prawdziwy strach to... hmm... Nie boję się prowadzić samochodu i nie czuję strachu podczas wyścigu. Nawet jeśli coś pójdzie nie tak, wytłumaczeniem mogą być usterki techniczne albo jakiś błąd, ale to nie jest strach. Po prostu myślisz: „Cholera!”, bo nie wiesz, co się dalej stanie. I właśnie tego się boisz. Powiem inaczej: jeśli czegoś oczekujesz, ale nie wszystko idzie po twojej myśli albo stanie się coś złego, na przykład stracisz kogoś bliskiego... dla mnie to właśnie jest strach. Rozumiesz o co mi chodzi? O emocje i uczucia.


Herosi

(Łatwe) Dlaczego nadajesz swoim samochodom imiona? Tak naprawdę to nie wiem. Taki mam zwyczaj. Zacząłem to robić parę lat temu. W tym roku jeżdżę „Ponętną Liz”, w zeszłym roku była „Kate” i „Nieprzyzwoita siostra Kate”, a jeszcze wcześniej, gdy jeździłem w barwach Toro Rosso – „Julia”. Czy noszą one imiona konkretnych osób, dziewczyn, z którymi... hmm... no wiesz... Zaczyna się śmiać, widząc do czego zmierzam. Nie, nie. Masz na myśli sytuacje, w których jestem bez spodni? Cóż, można wybór tych imion w pewien sposób wytłumaczyć. Po pierwsze – musi być to naprawdę ładne imię. Takie, żebyś słysząc je, był w stanie wyobrazić sobie piękną kobietę, która jednocześnie może być, hmm... „dzika”, nieokiełznana. Nie zadziałałoby imię takie jak... muszę być ostrożny... Nie przychodzi mi teraz do głowy żaden dobry przykład. Daisy? …ale jeśli przeczyta to jakaś Daisy, na pewno nie będzie jej miło! Nie jest to nic znaczącego. Dla mnie jest to sposób na docenienie ciężkiej pracy i ogromnego poświęcenia włożonych w budowę samochodu przez mechaników. (Trudne) Czy tracisz poczucie humoru? Dlaczego? Ponieważ obecnie znajdujesz się w dużo poważniejszej sytuacji. W krótkim czasie z najmłodszego kierowcy F1 stałeś się pretendentem do tytułu mistrzowskiego. Z pewnością wiąże się z tym spora presja... Tak, ale ja na to patrzę z trochę innej strony: oczekiwania w tym roku znacznie wzrosły. Uważam to za pozytywne zjawisko, ponieważ świadczy o tym, że w zeszłym roku wywalczyliśmy silną pozycję i ludzie ponownie chcą nas widzieć na szczycie. Dla mnie to komplement. Zawsze trzeba pamiętać, po co się tu jest. Bardzo się cieszę i jestem dumny, że znalazłem się w szeregach Formuły 1. W grudniu zeszłego roku pojawiłem się na wyścigu gokartów i spotkałem tam mnóstwo młodych chłopaków i nawet kilka dziewczyn – zabawne było to, że oni nie widzieli we mnie równego sobie kierowcy, z którym mogliby się pościgać. Widzieli kierowcę Formuły 1, co czasem sprawia, że dziwnie się czuję, bo w końcu jestem niewiele od nich starszy. Świadczy to o tym, że wielu ludzi interesuje to, co robisz i widzą w tobie mistrza, więc nigdy nie wolno ci o tym zapomnieć. Oczywiście jeśli w końcu trafisz na tor, w pewnym momencie dopada cię rutyna i zaczynasz traktować to jak normalną pracę. Jasne jest, że na starcie, podczas kwalifikacji, nie myślisz: „O, jak miło, to właśnie jest Formuła 1”. Skupiasz się w 100% na danym momencie. Jednak nigdy nie wolno zapomnieć, gdzie są twoje korzenie i co robisz. To powinno ci sprawiać radość i zabawę. Tak samo jest z tym, kim jesteś – nie zapominaj, skąd pochodzisz. A wracając do twojego pytania – jeśli mam poczucie humoru, to najzwyczajniej muszę starać się je zachować. (Trudne) Dlaczego w zeszłym roku mistrzostwo przeszło Ci koło nosa? Z Twojej winy? To pytanie wywołuje pierwszy grymas na twarzy przyzwyczajonej do uśmiechów.

Poważny młody człowiek: „W ubiegłym roku popełniliśmy błędy, na których dziś się uczymy. W tym kontekście najważniejsze było 5 nieukończonych wyścigów”

Analizując poprzedni sezon, możemy stwierdzić, że był on dla nas bardzo, bardzo dobry. Początek wyglądał zupełnie inaczej niż w tym roku. Tak, moim celem było zdobycie Mistrzostwa Świata i wygranie wyścigów, ale jak wiesz, w Formule 1 dużo zależy od twojego bolidu i całego środowiska otaczających ciebie ludzi. W zeszłym roku mieliśmy silną pozycję. A dlaczego zwycięstwo przeszło nam koło nosa? Przede wszystkim dlatego, że zespoły różnie interpretowały regulamin na początku sezonu (nawiązanie do kontrowersyjnej sprawy „podwójnych dyfuzorów”, które ostatecznie znacznie pomogły ekipie Grand Prix Brown w zdobyciu tytułu). To jeden z głównych powodów. Na torze zawsze staramy się działać racjonalnie. Owszem, popełniliśmy kilka błędów, było też kilka awarii. Ale ostatecznie jesteśmy tylko ludźmi. Dużo zależy od nas, ale nie powiedziałbym, że to z naszej winy stało się, jak się stało. Popełniliśmy błędy, ale w tym roku możemy wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski i zawsze się czegoś nauczyć. Patrząc wstecz, nieukończenie wyścigu aż pięć razy nie było dla nas najgorsze, bo teraz znamy tego przyczyny. 37


Herosi

(Łatwe) Kim jest Gerhard Noack? To facet, który kupił sobie gokarta, kiedy ja byłem jeszcze bardzo młody. Chciał się ścigać, ale myślę – nie raniąc jego uczuć – że zrozumiał w końcu, że nie był w tym dobry. Zobaczył kiedyś młodego chłopaka o imieniu Michael, który okazał się być Michaelem Schumacherem. Jemu szło całkiem nieźle, ale nie miał pieniędzy, by móc się ścigać. Gerhard postanowił go wesprzeć i od tamtego czasu, aż do momentu ukończenia przez Michaela 15 lub 16 lat, pomagał mu na każdym kroku: podróżując z nim, będąc jego mechanikiem, pomagając w zdobyciu sponsorów, będąc stale u jego boku niczym ojciec. Był z Michaelem przez cały czas, kiedy ten ścigał się single-seaterami. Posiadał nawet własny tor kartingowy w Kerpen – zresztą tor nadal tam jest. Na nasze szczęście, kiedy zaczynaliśmy się ścigać, jeden z wyścigów Mistrzostw odbywał się właśnie w Kerpen i Gerhard zdecydował, że nam pomoże i zaczęliśmy jeździć w jego drużynie. Na jeden wyścig trzeba było wtedy przeznaczyć około 5000 euro (20 000 zł), więc była to dla nas ogromna pomoc! Zajmował się nami do czasu, aż na horyzoncie pojawił się Red Bull i przejął nad wszystkim kontrolę. Ale na 38

Zbyt szybko osiągnął zbyt wiele? „Nie. Sukces jest jak narkotyk. Z czasem chcesz przyjmować coraz większe dawki w coraz krótszych odstępach czasu”

samym początku to właśnie Gerhard najbardziej nam pomógł. Ludzie zajmujący się wyścigami to często straszni skąpcy, ale on zawsze nam pomagał i szukał dla nas funduszy. Pamiętam, że gdy miałem 7 lub 8 lat, stać nas było jedynie na opłacenie wyścigu, więc nie było mowy o stroju dla drużyny, czy czymś w tym rodzaju. A jedną z pierwszych nagród, jakie od niego dostałem za wygranie wyścigu, była koszulka zespołu Tony Kart. Naprawdę to doceniłem i powtarzałem: „Ale super!”. Zdecydowanie nie był skąpy. Odegrał niezwykle ważną rolę w moim życiu. Uszczęśliwiał mnie drobnymi prezentami, ale przede wszystkim pomagał nam znaleźć pieniądze i ostatecznie pomógł nam znaleźć Red Bulla, a to był już prawdziwy przełom. (Łatwe) Skąd u Ciebie te długie włosy? Mój fryzjer umarł. Nie! Tak naprawdę to nie wiem... Zazwyczaj obcinam je przed rozpoczęciem sezonu, ale tym razem postanowiłem zapuścić. Było tylko małe strzyżenie. (Trudne) Nie lubisz przegrywać? To łatwe pytanie. Nie! Bardzo nie lubię. Następne... (Trudne) Czy zdarza Ci się sprzeczać z Christianem Hornerem lub Helmutem Marko (ważne, legendarne już postacie w Red Bull Racing)? To zależy. Jeśli mam inne zdanie na jakiś temat, kończy się czasem małą kłótnią, ale nadal się szanujemy. Możemy mieć odmienne opinie, ale szczerze powiedziawszy, świetnie się dogaduję zarówno z Christianem, jak i z Helmutem, więc nie są to poważne spory. Nazwałbym je raczej dyskusjami. Nigdy nie podnoszę głosu ani nie denerwuję się. (Trudne) Czy woda sodowa nie uderzyła Ci do głowy? Hmm, nie. Myślę, że dla każdego, kto chce wygrywać, sukces jest jest narkotyk. Ciągle chcesz więcej, a im szybciej, tym lepiej. Mogę tylko patrzeć na to, czego dokonałem – każdy ma swoje sposoby dojścia na szczyt. Zawsze są wzloty i upadki i patrząc na swoją przeszłość, widzę dobre i gorsze momenty. Czasem wszystko szło gładko, bez najmniejszych komplikacji, ale z różnych powodów były też ciężkie chwile – nie osiągaliśmy zaplanowanych rezultatów, ja nie byłem w najlepszej formie lub zwyczajnie nie było pieniędzy. Na zewnątrz wszystko może wyglądać kolorowo i idealnie, nie widać żadnych problemów, ale wewnątrz naprawdę dużo się dzieje. Kilka lat temu na początku sezonu mój tata dostał informację, że nie dostaniemy pieniędzy. Pomyśleliśmy: „To koniec”. Później jakimś cudem wszystko się ułożyło i osiągnęliśmy świetne rezultaty, mogliśmy dalej działać. Ale naprawdę nie było łatwo. Myślę, że po prostu trzeba przez to przejść. Woda sodowa? Nie sądzę. Zdobywałem wszystko krok po kroku, stopniowo. Owszem, byłem młodszy w porównaniu z resztą kierowców, ale zawsze czułem, że jestem gotowy i wciąż chciałem się uczyć. Nie liczyłem, że od razu będę na szczycie, ale od samego początku oczekiwałem od siebie i całego zespołu, że w końcu się tam znajdziemy. Gdyby się tak nie stało, oznaczałoby to, że coś poszło nie tak i musimy się dowiedzieć, co to było. Jeśli uda Ci się w tym roku wygrać Mistrzostwa, będziesz najmłodszym Mistrzem Świata F1 w historii tego sportu (bijąc rekord ustanowiony


Herosi

w 2008 roku przez Lewisa Hamiltona z McLarena, któremu udało się to w wieku 22 lat i 301 dni). (Nie robi to na nim wrażenia): Taaak, różnicą zaledwie kilku dni. Nie miałoby to dla mnie większego znaczenia – liczyłoby się tylko to, że zostałem Mistrzem Świata F1. Miło byłoby być „najmłodszym” mistrzem, ale szczerze powiedziawszy, w ogóle o tym nie myślę. Czy jadłeś kiedyś dłużej miseczkę płatków? Nie… Te nie smakują już najlepiej… Następne pytanie! (Łatwe) Czy jesteś typowym Niemcem? Według mojego paszportu jestem Niemcem, więc obawiam się, że naprawdę nim jestem. Zabawne, ale nie przeszkadza mi, kiedy ludzie żartują sobie z tego, skąd pochodzę. Czasem tylko z góry zakładają, że Niemcy nie mają poczucia humoru. Myślę, że w każdym kraju znajdą się bardzo zabawni i mniej zabawni ludzie. Ja sam jestem typem faceta, który potrafi się z tego śmiać, więc nie ma problemu. Jestem pewien, że wielu Anglików myśli, że w Niemczech ludzie nadal biegają po ulicach z klasycznym „czeskim piłkarzem” na głowie: krótko z przodu, długo z tyłu. Naprawdę nosimy normalne fryzury, takie same jak ludzie w Wielkiej Brytanii. Zdarza się czasem komuś dziwnie obciąć, ale tak jest chyba w każdym kraju. Każdy kraj ma swoje zwyczaje i tak powinno być. W przeciwnym razie wszystkie państwa byłyby takie same i niezwykle nudne – nie byłoby powodów do żartów. Nasz czas praktycznie dobiega końca; Seb musi jeszcze przed wyścigiem sprawdzić tor, ale chyba dobrze się bawi, więc nalegamy, żeby odpowiedział jeszcze na kilka pytań. Poza tym, nadal jeszcze nie poradził sobie z tą przeklętą miską muesli. „Ok” – mówi. „Jeszcze jedno, tylko łatwe”. (Łatwe) Czy zdarza Ci się opychać? Co masz na myśli? Wrzucać w siebie hamburgery, chipsy i piwo... Aaa, rozumiem! No cóż, czasami tak… Niepewnie zerka na siedzącego obok trenera. ...niezbyt często. I nic bardzo niezdrowego, ale fast food z reguły nie jest najlepszym wyborem. Nie zabije cię, jeśli zjesz coś takiego raz lub dwa razy w roku, ale jeśli zdarza ci się to co tydzień, to masz poważny problem. Ale po rozrywkowej nocy z przyjaciółmi, kiedy jest już późno i szukasz czegoś do zjedzenia, a fast food jest tuż za rogiem... Po prostu idziesz tam i kupujesz dużo śmieciowego żarcia. Ale nie przejmuję się tym zbytnio. Raz lub dwa cię nie zabije. Jeśli staje się to twoim nałogiem – wtedy masz problem. Vettel spogląda na papkę w miseczce z rosnącą pogardą i już tylko grzebie w niej łyżką. „Wiesz co?” – pyta. „To było najgorsze muesli w moim życiu. I teraz smakuje naprawdę okropnie, bo to nie jest już muesli z mlekiem, to zwykłe błoto. Co jeszcze zostało z twojej sterty pytań?”. (Trudne) Czy masz jakieś słabe strony? Nie lubię mówić o sobie, a tym bardziej o swoich mocnych i słabych stronach. Na pewno mam jakieś słabości. Nie jestem z nich dumny... Jestem bardzo uparty. Czasem, gdy utknę w korku, szybko staję się bardzo niecierpliwy, tracę nawet panowanie nad sobą. A na torze – cóż, w porównaniu z innymi kierowcami nie mam zbyt dużego doświadczenia.

Mam też inne słabe punkty, ale jest wiele osób, które możesz o nie zapytać. Ok, ostatnie pytanie. (Łatwe) Opowiedz jakiś dowcip. Nic dobrego nie przychodzi mi teraz do głowy. Przydałoby się coś o ściąganiu spodni. Podczas wywiadów ludzie bardzo często mówią: „Znany jesteś ze swojego poczucia humoru, opowiedz nam jakiś dowcip”. Lubię żarty, ale nie jestem komikiem i nie potrafię opowiadać dowcipów na zawołanie. Moje żarty zazwyczaj wynikają z konkretnej sytuacji – wtedy robię lub mówię coś zabawnego czy głupkowatego. Żyje się tylko raz, więc warto uśmiechać się jak najczęściej. Chesz poznać Vettela2.0? pl.redbulletin.com/print2.0 Sezon F1 w wydaniu Sebastiana: www.redbullracing.com

„Uwielbiam dowcipy, ale nie lubię błaznować. Dowcipy wynikają z sytuacji. I ważne jest, by śmiać się zawsze, kiedy to tylko możliwe”.

39


Herosi

Khotso Mokoena Dwa srebra na igrzyskach w Pekinie i Mistrzostwach Świata nie zaspokoiły tego specjalisty od skoku w dal. Rozmawiamy o tym, co jeszcze chce osiągnąć. Tekst: Steve Smith, Zdjęcia: Craig Kolesky

Nazwisko Godfrey Khotso Mokoena Data i miejsce urodzenia 6 marca 1985 r., Heidelberg, RPA Poza miłością do lekkoatletyki… „Jestem zwyczajnym facetem. Moim życiem nie rządzi lekkoatletyka. Liczy się nie tylko sport. To by mnie zabiło” Drużyna Mokoena Khotso ma więcej niż jednego trenera – ma ich całą drużynę. Trener główny, Jukka Härkönen, nadzoruje pracę trenerów od prędkości, siłowni oraz Pilatesa Krokodyl W języku sotho „mokoena” znaczy „krokodyl”. Pod wiadomościami tekstowymi podpisuje się „crocodile rock”, a wnętrze jego rękawiczki wykonane jest ze skóry krokodyla

40

Jest dwoje ludzi, których znakiem rozpoznawczym są białe skarpetki i jedna rękawiczka. Jeden z nich śpiewał o Billie Jean. Drugi to Khotso Mokoena. Srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich oraz Mistrzostw Świata na pytanie o charakterystyczne długie białe skarpety i rękawiczkę bez palców wybucha śmiechem: „Taki mam styl. Myślę, że wyglądam świetnie. Trzeba się bawić i cieszyć. No i dobrze wyglądać!”. Na banalne pytanie dostaje się banalną odpowiedź, ale niech was to nie zwiedzie – Mokoena jest poważnym sportowcem. Temu młodemu lekkoatlecie z RPA zdecydowanie nie wystarczają dwa drugie miejsca, zdobyte podczas najbardziej prestiżowych zawodów sportowych świata. Khotso uparcie i wytrwale dąży do jeszcze większych osiągnięć i podkreśla, że właśnie to pragnienie daje mu moc i siłę. „Mam naprawdę pozytywne nastawienie” – mówi. „Żeby odnieść sukces, konieczna jest wytrwałość i dyscyplina. Musisz z całych sił pragnąć być najlepszym. Ja myślę o tym nieustannie. Każdego ranka budzę się i chcę odnieść sukces”. Pragnienie to pojawiło się już w gimnazjum, gdzie młody Khotso Mokoena rywalizował we wszystkich dyscyplinach lekkoatletycznych poza pchnięciem kulą. Jednak już wtedy wiadomo było, że najlepszy jest w skokach. Pierwsze osiągnięcia zdobył w skoku wzwyż i trójskoku: zajął piąte miejsce skacząc wzwyż na Mistrzostwach Świata Młodzieży w 2001 roku i wywalczył złoto w trójskoku na Mistrzostwach Świata Juniorów w 2004 r. Od roku 2006 skupił się przede wszystkim na skoku w dal. Do wybitnych sukcesów w tej konkurencji zaliczają się: złoto na Halowych Mistrzostwach Świata w 2008 roku oraz dwa srebrna zdobyte w Pekinie i Berlinie w zeszłym roku. Jednak, jeśli wierzyć plotkom, wygląda na to, że Khotso ponownie skieruje swą uwagę na trójskok. „Taaak” – potwierdza Khotso. „Znów zacząłem trenować tę dyscyplinę. Oczywiście niemożliwe jest wystartowanie w dwóch konkurencjach na każdych zawodach. Podczas zwykłego Grand Prix zdecyduję się na jedną

z nich – w dwóch wystartuję tylko podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów 2010, Igrzysk Afrykańskich 2011 oraz Igrzysk Olimpijskich 2012. Razem z trenerem odkryliśmy w moich ruchach kilka błędów. Ale to dobrze bo jest nad czym pracować. Na przykład muszę polepszyć fazę rozbiegu. Rozbieg w skokach to nie taka łatwizna jak w sprincie. Tutaj każdy krok ma swoje znaczenie”. Khotso potwierdza, że jego treningi na bieżni opierają się głównie na doskonaleniu prędkości, siły i techniki skoku. Ale w konkurencjach lekkoatletycznych związanych ze skokami ważny jest także pewien element psychologiczny, odróżniający je od biegów i rzutów. Wyraźnie widać to podczas przygotowania do skoku. Nieświadome ruchy – jak kołysanie się w przód i w tył na piętach – zdradzają intensywne skupienie umysłowe. „To intensywne skupienie pojawia się już wtedy, gdy przede mną jest jeszcze dwóch skoczków” – mówi Khotso. „Właśnie wtedy zaczynam wizualizować sobie poprawny bieg, daleki skok, a nawet samego siebie na podium”. Czy po oddaniu tysiąca skoków nadal potrafi rozpoznać, który skok jest wyjątkowy? Czy jest wtedy świadomy tego, że zbliża się albo nawet bije swój osobisty rekord? „Wiem, wiem” – mówi Khotso. „Czuję to zaraz po oderwaniu stóp od ziemi. Każdy skok jest inny i zawsze wiem, kiedy mi się naprawdę udało”. Tym, co jeszcze mu się nie udało, jest zdobycie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich lub Mistrzostwach Świata. „Oczywiście docierają do mnie czasem złośliwe komentarze na ten temat, ale nie przejmuję się nimi, ponieważ wiem, że po prostu muszę być cierpliwy. Jasne, że czasem budzę się przybity. Mam wrażenie, że nie zdobywam tego, czego naprawdę chcę. Wtedy przypominam sobie, dlaczego to robię. Tworzę historię. Takie jest moje przeznaczenie. I nie zatrzymam się, dopóki nie zapiszę się w historii na stałe”. Śledź sukcesy Khotso Mokoeny podczas Igrzysk Wspólnoty Narodów 2010 na www.cwgdelhi2010.org


Khotso Mokoena ma zamiar zostać najlepszym skoczkiem na świecie. Pewności siebie nie musi wyrażać za pomocą słów


Zdjęcie: Sven Hoffmann

Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Felix Baumgartner – best of: wiele twarzy superbohatera


Herosi

Felix Baumgartner Wznieść się balonem w stratosferę i szybciej niż dźwięk spaść na Ziemię – ten ambitny projekt nosi nazwę Red Bull Stratos. Cel: bicie rekordów i zebranie wartościowych danych dla nauki. Wywiad: Christian Seiler

” POPRZEZ BICIE REKORDÓW KAWAŁEK MNIE STAJE SIĘ NIEŚMIERTELNY ” Felix Baumgartner jest odważnym człowiekiem. Męstwo to jego zajęcie. Przez dwadzieścia lat – od chwili gdy zdobył wykształcenie jako spadochroniarz – skakał z najwyższych budynków świata, przekraczał kanał La Manche za pomocą skrzydła węglowego, a zdjęcie Baumgartnera siedzącego na ramieniu posągu Jezusa w Rio de Janeiro obiegło cały świat. On sam jednak chce się wspiąć jeszcze wyżej. Projekt Red Bull Stratos ma go zaprowadzić do granic naszej planety. Jednak zanim Baumgartner rozsunie drzwi kabiny statku kosmicznego, wzniesionego przez wypełniony helem balon na wysokość okrągłych 36 kilometrów, w przygotowania trzeba włożyć sporo pracy. W tym wywiadzie Felix Baumgartner mówi szczerze o motywach swojego działania, trudnościach przy zdobywaniu nowego celu i o momencie, w którym rozpocznie się jego powrotna podróż na Ziemię.

Nazwisko Felix Baumgartner Data i miejsce urodzenia 20 kwietnia 1969 r., Salzburg Miejsca zamieszkania Salzburg, Los Angeles Zawód Pilot helikoptera BASE-jumper Tożsamość Przy rejestracji w American B.A.S.E. Association w 1998 r. Baumgartner otrzymał numer 502. Jest on jego zarejestrowaną marką: logo z płomieniem i liczbą 5.0.2. Sieć felixbaumgartner.com 43


” OD 18 KILOMETRA WZWYŻ TWOJA KREW ZACZYNA SIĘ GOTOWAĆ ”

1 Str ato s Felix Baumgartner nad realizacją projektu Red Bull Stratos pracuje od wielu lat. Przy przygotowaniach do OSIĄGNIĘCIA wysokości 36 kilometrów balonem helowym pomagają mu amerykańscy specjaliści od astronautyki. O momencie samego wyskoku myśli z biciem serca: „Jakie będą słowa, które wtedy wypowiem?"

44

RED BULLETIN: Pański nowy projekt nazywa się „Red Bull Stratos. Misja do granic przestworzy”. O co tu chodzi? felix baumgartner: Chodzi o to, by zrealizować jedną z ostatnich wielkich przygód. Najwyższe góry są już pokonane, szczyty zdobyte, Atlantyk przepłynięty, człowiek był już na Księżycu, ale jeszcze nigdy nikt w swobodnym spadku nie przełamał bariery dźwięku. I właśnie to mnie kręci. Jeśli się uda, będzie to najwyższy załogowy lot balonem, najdłuższy swobodny spadek, największa prędkość w swobodnym spadku i skok z największej wysokości świata. Jakie są kluczowe dane projektu? Balon z helem przenosi mnie na wysokość 36 km, tam opuszczam kapsułę i przyspieszam w skafandrze kosmicznym – po zaledwie 30 sekundach swobodnego spadku – do 1300 km/h. Przełamuję barierę dźwięku. Chodzi o to, by pokonać rekordy oficera US-AirForce, Josepha W. Kittingera, które ustanowił w ramach projektu „Excelsior” 16 sierpnia 1960 roku nad Nowym Meksykiem.

Dokładnie tak. Kittinger wzniósł się w swoim balonie z helem na 31 332 metrów, potem skoczył z gondoli. Leciał 4 minuty i 36 sekund w swobodnym spadku i osiągnął 614 mil na godzinę (988 km/h – to prawie szybkość dźwięku). Te rekordy chcę pobić. Jak doszedł Pan do tego projektu? Projekt wracał do mnie nawet kilkakrotnie. Miałem go cztery razy na biurku w różnych kształtach. Jakich konkretnie? W 2004 roku pomysł przyszedł od Austriaka, który chciał wznieść się gazowym balonem na wysokość 50 kilometrów. Chciał z tej wysokości skoczyć, osiągając podwójną szybkość dźwięku. Drugi raz zaproponowała mi to jakaś firma, a za trzecim razem pojawił się u mnie dawny współpracownik Richarda Bransona, który ustanowił szereg rekordów balonowych. Siedliśmy do stołu i pozbieraliśmy dane, jednak nie doszliśmy do porozumienia. Co było dalej? Postanowiliśmy sami zająć się tą sprawą. Po mozolnych poszukiwaniach utworzyliśmy zespół, który posiada wystarczające kompetencje w awiacji i podróżach kosmicznych, by samodzielnie ustanawiać światowe rekordy. Kto jest w tym zespole? Art Thompson, ekspert podróży napowietrznej, który współtworzył między innymi słynny niewidzialny bombowiec Northrop B-2 „Spirit”, nazywany także „Stealth”; firma garniturów David Clark z Worcester koło Bostonu, jeden z najważniejszych dostawców NASA; Joseph Kittinger, aktualny rekordzista; i naturalnie Red Bull. Bez tej firmy nie mógłbym urzeczywistnić wielu moich projektów. Na jakie osiągnięcia liczy Pan w Red Bull Stratos? Będziemy mogli generować niezliczone dane dla nauki dotyczące ludzkiego ciała pod skrajnym obciążeniem. Ostatecznie jeszcze żaden człowiek nie był szybszy od dźwięku. Jak wyobraża Pan sobie próbę bicia rekordu? Wszystko dookoła mnie będzie czarne. Będę sam w stratosferze. Kiedy wysiądę, udam się w podróż, której nie odbył przede mną jeszcze żaden człowiek. Będę pierwszym, który pokona barierę dźwięku. Jest to rekord wieczności. W ten sposób część mnie stanie się nieśmiertelna. Rajcuje Pana, że znajdzie się Pan w podręczniku do historii? Chcę pozostawić światu coś po sobie. Zawsze byłem fanem ludzi takich jak James Dean albo Ayrton Senna, którzy w dalszym ciągu żyją w pamięci swoich fanów. Zastanawiałem się, dlaczego nie zapomina się ludzi takich jak oni: ponieważ pozostawili po sobie coś, o czym warto myśleć. To jest to: chcę pozostawić po sobie ślad. Jak duży wpływ ma Pan na przebieg projektu? Jestem zaangażowany w każdy krok projektu. Na wysokości 36 kilometrów jestem zdany całkowicie na siebie i muszę płacić za każdy błąd, który został popełniony na Ziemi. Jak bardzo jest Pan zaawansowany z testami? Bardzo. Mam za sobą testy ciśnieniowe skafandra. Byłem już na symulowanej wysokości 40 kilometrów i zniosłem to dobrze.

ZdjęciE: Sven Hoffmann

Herosi


ZdjęciE: Bernhard Spöttel/Red Bull Photofiles

Herosi

Ubranie wytworzy ciśnienie, które zastąpi malejące ciśnienie atmosferyczne na wysokości. Od 18 kilometra wysokości krew zaczyna się gotować. Większość pilotów, którzy pracują w skafandrach ciśnieniowych, jest testowana na 15 000 metrów. To jest wysokość, na której operują. Na 40 kilometrze nie było jeszcze nikogo w górze, ponieważ ta krańcowa wysokość jest mało ważna dla wojska. Jak jest na 40 kilometrowej wysokości? Ubranie nadyma się coraz bardziej. Każdy ruch staje się męką. Szybko zauważasz, że nie czujesz się w górze dobrze. Jak można w tych warunkach skakać na spadochronie? Trzeba na nowo nauczyć się wielu rzeczy. Zaczyna się od tego, że w kasku nie widać, czy spadochron się otwiera. Dlatego zamontowaliśmy dwa małe lusterka przy moich rękawiczkach. Ile czasu spędza Pan w skafandrze? Jak najwięcej. Joseph Kittinger powiedział mi: „Musisz nauczyć się śpiewać i tańczyć w swoim skafandrze i robić to tak długo, aż to polubisz”. W przeciwnym razie na tej wysokości nie poradzisz sobie z przeciążeniem. W jakim sensie? Siedzisz w tej kapsule. Jest bardzo ciasno i zimno. Nie czujesz już swoich stóp i rąk. Nie możesz się pocić, ponieważ wtedy twój kask zachodzi parą. Jak Pan uczy się skakać w skafandrze? Zaplanowaliśmy kilka odskoków z różnych wysokości. Jak będzie wyposażona kabina ciśnieniowa, w której Pan się wzniesie? W najważniejsze narzędzia: nawigację, wysokościomierz, radio, tlen i zestaw ratunkowy. Jak opuści Pan kapsułę? Najpierw zmniejszę ciśnienie w kapsule, w przeciwnym razie drzwi nie dałoby się otworzyć. Jednocześnie mój skafander napełni się ciśnieniem, by móc wyrównać różne poziomy ciśnień. Dopiero wtedy, gdy mój skafander całkowicie się napełni, będę mógł opuścić kapsułę. Wyjście z pewnością będzie trudne, ponieważ wypełniony 3,5 psi nadciśnieniem skafander ogranicza ogromnie swobodę ruchów. To wyjście musi być wcześniej przetrenowane. Jak wysoki jest balon? Przy starcie to 145 metrów. Dwa przewody napełniają balon helem, którego powłoka jest tak cienka, jakby to była zwykła torebka śniadaniowa. To bardzo utrudnia każdy start balonu. Gdy jest jakieś rozdarcie w powłoce, musisz znowu ją zwinąć i zaczynać od początku. Co jest dla Pana najważniejszym wyzwaniem przy Red Bull Stratos? Wrócić na Ziemię żywym. Czy boi się Pan godziny zero? Czuję przed nią respekt, ponieważ jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie byłem tak zależny od swojej techniki i zespołu ludzi, z którymi współpracuję. Wyobraża sobie Pan chwilę, w której Pan skacze? Tak, w myślach widziałem ten skok już tysiące razy. I zawsze się zastanawiam, co powiem przed samym skokiem?

” JAKO DZIECKO ZAWSZE CHCIAŁEM LATAĆ. TAK JAK SUPERBOHATERZY ”

2 B I OG RAFIA Kiedy zaczął Pan skakać ze spadochronem? W wieku 16 lat. Wcześniej nie jest to dozwolone. Dlaczego akurat skoki ze spadochronem? Jako dziecko zawsze chciałem latać. Tak jak superbohaterzy. Urzeczywistniłem to na swój sposób. Był Pan kilka lat w wojsku, otrzymał Pan tam solidne wykształcenie jako skoczek spadochronowy. Dlaczego Pan odszedł? Byłem kierowcą czołgu i instruktorem. Potem przeszedłem do wojskowej szkoły sportowej i szkoły walki jako wyczynowiec. Jednak nie udało mi się przestrzegać głupich rozkazów. Odejście w niezgodzie? Powiem tak: miałem problemy z podporządkowaniem się. Złe wspomnienia? Wcale nie. Wiele z tego, czego nauczyłem się w wojsku, jak na przykład bycie twardym wobec samego siebie oraz pozbawianie się przyjemności, pomogło mi później w moim ekstremalnym sporcie. W wojsku zdobyłem także kompetencje przywódcze. Próbował Pan swoich sił jako kierowca motocross, ale także jako bokser. Gdy byłem w armii w Wiener Neustadt, miałem dużo wolnego czasu. Zgłosiłem się więc do centrum bokserskiego. Moim celem było odbyć profesjonalną walkę. Chciałem zobaczyć, jak wygląda świat na ringu z perspektywy walczącego, a nie widza. Wystąpił Pan przeciwko chorwackiemu zawodnikowi wagi średniej, Dinko Porobija, który wygrał przedtem 140 walk. Mogło być trudniej? Walka składała się tylko z trzech rund. Zaraz na początku zaliczyłem silne uderzenie w twarz i wtedy już wiedziałem, że teraz muszę oddać... Po czterdziestu sekundach on już leżał. Dlaczego nie rozwijał się Pan dalej jako bokser? Ponieważ jako austriacki bokser nie widziałem żadnych perspektyw światowej kariery.

ZDOBYŁ WYKSZTAŁCENIE JAKO ŚLUSARZ MASZYN I WYSZKOLIŁ SIĘ W WOJSKU NA SKOCZKA SPADOCHRONOWEGO. POSTANOWIŁ ZOSTAĆ BASE-JUMPEREM, PONIEWAŻ TEN ZAWÓD NAJBLIŻSZY BYŁ MARZENIOM O LATANIU. NA SWOIM RAMIENIU BAUMGARTNER WYTATUOWAŁ „BORN TO FLY”.

45


Herosi

” TO NIE JEST UCISK W ŻOŁĄDKU, TO JEST NAGŁA CISZA ”

TRENER POKAZAŁ FELIXOWI FILM Z BASE-JUMPEREM, KTÓRY W POWIETRZU WYKONYWAŁ SZALONE EWOLUCJE. POTEM ZAPYTAŁ, CZY PODOBAJĄ MU SIĘ TAKIE MANEWRY. BAUMGARTNER ODPOWIEDZIAŁ: „TAK, UWAŻAM, ŻE SĄ ŚWIETNE”. TRENER NA TO: „TYLKO ŻE ON JUŻ NIE ŻYJE”.

46

Co zmotywowało Pana do tego, by zostać BASE-jumperem? W 1995 r. zobaczyłem wideo z dwoma chłopakami, którzy skakali w dół z „El Capitan”, 1000-metrowego monolitu w Parku Narodowym Yosemite w Kalifornii. Wkrótce potem zobaczyłem w telewizji, jak Rainer Nowak skakał z monachijskiej olimpijskiej wieży. Byłem zupełnie oczarowany ideą, że można skakać ze spadochronem bez pomocy samolotu. To było bardzo bliskie mojemu wyobrażeniu o lataniu. Wypróbowywał Pan to po prostu? Naturalnie nie. Na szczęście poznałem Tracy Lee Walkera – grubego, nieogolonego typa, który otworzył mi drzwi w pasiastym płaszczu kąpielowym, z piwem w ręku i Marlboro mentol w ustach. Pomyślałem sobie: „To nie jest człowiek, który mi ten trudny, niebezpieczny sport przybliży”. Jednak to był przecież on? To był on. Tracy pokazywał mi nagrania z jednym takim, który rzeczywiście zrobił zwariowane rzeczy. Później pytał mnie, czy mi się to podoba. „Tak” – mówiłem. „Świetne”. Wtedy on mówił: „Jednak on już nie żyje”. Tracy zaczął więc Pana kształcić? Pokazywał mi, jak bardzo ten sport może być niebezpieczny, kiedy nie jest się ostrożnym. To było wielkie szczęście, że na niego trafiłem. Ponieważ kiedy należysz do ekipy, która po spaleniu jointa wszędzie dla zabawy rzuca się w dół, jesteś martwy szybciej, niż się spostrzeżesz. Pierwszy skok wykonał Pan przy Bridge Day na New River Gorge Bridge w Zachodniej Wirginii. Tak, tam spotykają się w trzecim tygodniu października setki BASE-jumperów z całego świata, by świętować narodziny mostu i jednocześnie urządzać nieoficjalne mistrzostwa świata BASE-jumperów będące mieszanką akrobatyki i skoku do celu. Jak wyglądał Pana pierwszy skok? Tak, jak go sobie przedtem tysiące razy wyobrażałem. Byłem całkowicie skupiony. Nie czuł Pan żadnego napięcia? Nie. Zestresowałem się dopiero następnego dnia, kiedy to Tracy pokazał mi o wiele niższy most, o wysokości 70 metrów, z którego miałem skakać. Czy skoki z niższych pozycji są bardziej ryzykowne? Tak. One ograniczają twój czas pracy w powietrzu.

Kiedy spadochron obraca się po odskoku o około 180 stopni – co zawsze może się zdarzyć – nie masz czasu, by coś poprawić. Dla zwykłego człowieka brzmi to absurdalnie. Uczucie szczęścia na 274-metrowym moście, ucisk w żołądku na wysokości siedemdziesięciu metrów. To nie jest ucisk w żołądku, to jest nagła cisza. Słyszysz jeszcze tylko przez chwilę, to, co się wokół ciebie dzieje, aż w końcu spadasz. Kiedy już jesteś w drodze, nie możesz się cofnąć. Zły moment. Czy „zły” to odpowiednie słowo? Zły, ale także intrygujący. Mnie fascynuje ostateczność, sam moment skoku. Wtedy wszystko dzieje się bardzo szybko. Nad sobą słyszysz otwieranie się spadochronu, patrzysz w górę, gdy jest już otwarty, ciągniesz liny sterownicze i lądujesz na dole. Dopiero wtedy mówisz sobie: było super. Przyjemność przychodzi po fakcie? Po skoku. Jednak został Pan w świecie BASE-jump. Byłem już „włączony”. Objeżdżałem i sprawdzałem, gdzie mogę skoczyć. Ciągle poszukiwałem. Następny projekt? Most Europy w Tyrolu. I szereg innych, to był mój okres burzy i naporu. Stał się Pan nieostrożny? Raz, gdy nie wziąłem sobie do serca jednej z najważniejszych reguł Tracy’ego: „Nie pozwól nigdy trzymać swojego spadochronu człowiekowi, który nie jest BASE-jumperem albo skoczkiem spadochronowym”. Co się zdarzyło? Mój brat rozluźnił przy skoku spadochron o wiele za wcześnie. Obracałem się w powietrzu i prawie dotykałem przewodu prądu, musiałem ustępować i przy lądowaniu doznałem skomplikowanego złamania nogi. Byłem przez bardzo długi okres niezdolny do wykonywania pracy, aż w końcu ją straciłem. Jak bardzo wpłynęło to na Pańskie życie? Bardzo, ale na korzyść. Jak tylko wyzdrowiałem, wykonywałem tylko prace dorywcze, więc miałem wiele czasu na treningi. Stawał się Pan – w miarę, gdy Pan coraz lepiej skakał – bardziej dziki, czy przezorny? Przezorny. Gdy na przykład w Salzburgu północnym znalazłem most, który był wysoki tylko na pięćdziesiąt metrów, pytałem o radę Tracy’ego. Ten potrząsał

ZdjęciE: Jörg Mitter/Red Bull Photofiles

3 BA S E-J u m pi n g


Herosi

głową i mówił: „Jeśli masz zginąć, to tylko przy czymś wielkim”. Tą lekcję Pan odrobił? Jasne. Sądzę, że nie ma sensu ginąć podczas skoku. Jednak, kiedy umrzesz w czasie skoku z posągu Jezusa w Rio, ma to przynajmniej w sobie jakąś chwałę. Posortował Pan na nowo cele. Dokładnie. Jakiś czas temu brałem udział w nieoficjalnych mistrzostwach świata BASE-jumperów, przy Bridge Day w Zachodniej Wirginii. Doszło nawet do tego, że wykonuje się w powietrzu figury akrobatyczne i ląduje na dole dokładnie na elektronicznej tarczy pomiarowej. Rezultat? Wygrywałem skakanie do celu, byłem drugi w akrobatyce i w oszacowaniu finałowym brzmiało to: „...first, all the way from Austria, Felix Baumgartner”. To było istnym wariactwem. To był początek Pańskiej profesjonalnej kariery BASE-jumpera. Od tego czasu byłem oficjalnym sportowcem Red Bulla. Już przed tym wspierał on mój spadochronowy klub, ale kask z logo zrobiłem sobie sam. Potem dopiero nastąpiło połączenie z firmą, która umożliwiła mi moje najbardziej spektakularne akcje.

” TAK. DĄŻĘ DO SŁAWY ”

ZdjęciE: Ulrich Grill/Red Bull Photofiles

4 S PORT E K STR E MALNY Co odróżnia dobrego sportowca ekstremalnego od złego? Dobry sportowiec podejmuje poprawne decyzje. W ciągu mojej kariery musiałem opanować bardzo trudną umiejętność, nauczyć się mówić: „nie”. Kiedy „nie” jest tą trafną odpowiedzią? Na przykład na najwyższym budynku świata. To wymaga bardzo wiele wysiłku, by tam wejść, ale kiedy stoisz na górze i wieje za silny wiatr powinieneś umieć powiedzieć sobie „nie” i zejść, mimo że nie wiesz, czy kiedyś jeszcze uda ci się tam znaleźć. Nigdy nie uległ Pan pokusie, by być lekkomyślnym? „Liczy się tylko to, kto znowu pojawi się na dole” – powiedział raz Reinhold Messner. Czy BASE-jumping jest sportem czy show? Wyzwaniem. Zawsze chciałem być najlepszy, już przy biegu w workach w szkole. Jestem ambitny. Dlaczego nie zrobił Pan kariery jako mechanik i nie założył Pan przedsiębiorstwa? Byłem buntownikiem. To mi się zawsze podobało

– płynąć pod prąd. Mój sport symbolizuje to bardzo dobrze. BASE-jumping jest permanentną grą z prawem. Robię coś, co jest zabronione. I to sprawia mi przyjemność – łamanie reguł. Czy jest Pan impulsywny czy poukładany? Poukładany. Przygotowania do moich skoków sprawiają mi więcej radości, niż same skoki. Sam skok trwa tylko sekundy. Co za tym stoi? To zaczyna się wraz z szukaniem dogodnej lokalizacji. Szukam zawsze czegoś jedynego w swoim rodzaju. Co rozumie Pan pod pojęciem „dogodnej lokalizacji”? Każdy skok musi tworzyć nowy obraz, nową kulturę. Jak Pan posuwa się naprzód z planowaniem? Badam najpierw dane: wysokość, otoczenie. Czy budynek jest państwowy czy prywatny – decydujący czynnik! Z tym wracam z podróży do domu i sortuję informacje. Tworzę zespół dla skoku, ponieważ skok musi być profesjonalnie dokumentowany. Dokumentacja jest dla Pana tak samo ważna jak sam skok? Czyń dobrze i mów o tym. Naturalnie mogę opowiadać o moim skoku z posągu Jezusa. Jednak zdjęcie mówi więcej, niż tysiące słów. Jak obchodzi się Pan z pracownikami ochrony, którzy są wszechobecni przy znaczących w kraju budynkach? To są profesjonaliści, którzy mają za zadanie przeszkodzić w tym, co Pan robi. Nauczyłem się psychologicznie iść naprzód. Pracownicy ochrony na całym świecie reagują natychmiast. Ale proboszcza na przykład nikt nie będzie podejrzewać, że chce skakać z dachu. Albo kogoś, kto ma nogę w gipsie. Z takimi przygodami jest Pan wierny zasadzie „Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo…” Dokładnie. Kiedy dziecko w człowieku umiera, ten człowiek nie jest już nic wart. Czy jest Pan uzależniony od adrenaliny? Jestem największym przeciwnikiem gadania o uzależnieniu od adrenaliny. Nie mam także żadnego szczególnego upodobania w tym, by narażać się na niebezpieczeństwa. Mam jeden cel przed sobą i kiedy ten cel warunkuje to, że muszę znaleźć się w niebezpieczeństwie – ryzykuję. Nie jestem żadnym dzikim psem. A jakim? Dobrze przygotowującym się. Zmniejszam ryzyko do minimum. Tylko dlatego mogę poruszać się w tym obszarze projektów, jak to obecnie robię. Projekty – patrz Red Bull Stratos – stają się coraz większe i wspanialsze. Tak. Moje doświadczenie pozwala mi na nowo definiować granice, które przed paroma laty jeszcze przede mną stały. Nigdy nie wykracza Pan poza limit? Nie. To jest głupie zdanie. Limit to limit. Czy bawi się Pan skacząc? Następne głupie zdanie... Nie bawiłem się jeszcze nigdy skacząc. Przed żadnym skokiem nie wiesz, czy twoje przygotowanie jest wystarczająco dobre i czy to nie jest czasem twój ostatni skok.

FELIX WYGRYWAŁ NIEOFICJALNE MISTRZOSTWA ŚWIATA BASE-JUMPERÓW I SZUKAŁ NOWYCH CELÓW. SKAKAŁ Z NAJWYŻSZEGO BUDYNKU ŚWIATA ORAZ Z LICZNYCH MOSTÓW. JEDNAK NIE ZAPOMNIAŁ O WAŻNEJ UMIEJĘTNOŚCI: WE WŁAŚCIWYM MOMENCIE POWIEDZIEĆ „NIE”. MOŻE DLATEGO JESZCZE ŻYJE.

47


Herosi

” Skoczyłem, wylądowałem, zniknąłem ”

” PATRZYŁEM JEZUSOWI W TWARZ. ON NIGDY NIE POZWOLIŁBY, BYM SPADŁ ”

5 W I E Ż E P E TRONA S FELIX REALIZOWAŁ SWOJE AMBICJE SKAKANIA Z NAJWYŻSZYCH BUDYNKÓW ŚWIATA. DROGA NA GÓRĘ BUDYNKU BYŁA PRZY TYM CZĘSTO ZNACZNIE TRUDNIEJSZA NIŻ TA W DÓŁ. W KUALA LUMPUR SFAŁSZOWAŁ ZEZWOLENIE NA WEJŚCIE NA WIEŻĘ KONTROLNĄ. ZNALAZŁ WŁAŚCIWE OKNO W DACHU I WYLĄDOWAŁ.

ZDJĘCIE FELIXA BAUMGARTNERA, KTÓRY NA TLE WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA SIEDZI NA RAMIENIU POSĄGU CHRYSTUSA W RIO DE JANEIRO, OBIEGŁO CAŁY ŚWIAT.

48

Pana pierwszym wielkim projektem był najwyższy budynek świata: Petronas Twin Towers. Bardzo trudno było dostać się na dach? Budynek jest bardzo dobrze strzeżonym centrum biznesowym. Siedziałem tydzień przed tymi wieżami, by się rozejrzeć. Kto jest z oficjalnej ochrony, kto patroluje w ubiorze cywilnym? Do tego musiałem wyglądać jak biznesmen, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Żadnych długich włosów. Żadnych dżinsów. Żadnego szukającego spojrzenia. Jak dostał Pan akredytację, bez której nie można wejść do takiego budynku? Miałem małą turystyczną kamerę przy sobie i podszedłem do jednego z ochroniarzy. Poprosiłem, by mnie sfotografował przed wieżami. W chwili, gdy podawałem mu kamerę, zrobiłem zdjęcie jego dokumentu. W domu stworzyłem taki sam dokument dla siebie w Photoshopie, kazałem go zalaminować i gotowe. Niezgrabne fałszerstwo wystarczyło? Tak, były tylko optyczne kontrole. Miałem spadochron w teczce i małą ręczną kamerę przy sobie. Na nosie okulary lornetki, by wyglądać trochę bardziej poważnie. Wszedłem w ogóle nie nagabywany na górę, musiałem jednak jeszcze ponad godzinę szukać właściwych schodów, by wyjść na żurawia do czyszczenia okien. Było nerwowo? Bardzo. Byłem tak blisko celu. Moja pierwsza akcja jako zawodnika Red Bulla. Wyszedłem na żurawia. Na dole widziałem ogrodniczą mozaikę, która mnie naprawdę przyciągała. Skoczyłem, wylądowałem, zniknąłem. Wszystko doskonale. Uszczęśliwiony byłem jednak dopiero wtedy, gdy w hotelu oglądaliśmy wspólnie zdjęcia. Teraz akcja stawała się historią. Teraz mogła wyjść na zewnątrz, w świat.

W tym samym roku, 1999, odbył się Pański prawdopodobnie najbardziej spektakularny skok: z posągu Jezusa w Rio. Brazylijski przyjaciel poddał mi ten pomysł i natychmiast się do niego zapaliłem. Najważniejszym pytaniem było, jak wejdę na górę, na posąg. Wprawdzie we wnętrzu posągu są kręcone schody, które prowadzą aż do ramion figury Jezusa, jednak ta droga nie wchodziła, według nas, w rachubę. Dlaczego nie? Musielibyśmy wyłamać trzy zamki. To wydawało mi się brakiem szacunku, dlatego szukałem innej możliwości. Obejrzałem właśnie w kinie film „The Rock”, gdzie bohater używa kuszy i pomyślałem: dokładnie. Dlaczego nie wystrzelić z kuszy płótno na ramię Jezusa i nie wejść po tym? Jak Pana bohater Spider-Man? Dokładnie tak. Wypróbowałem wymyślny system strzał i różnych sznurów na żurawiu w Siezenheim (na zachód od Salzburga) i to działało. Odrobiłem moją pracę domową dla Brazylii. Gdy przyjechaliśmy taksówką na Corcovado, przeżyłem szok: ręka Jezusa, z której chciałem zeskoczyć, nie była nad przepaścią, jak to mogło się wydawać na zdjęciach, lecz bezpośrednio nad platformą dla zwiedzających. To znaczy: nie chodziło o 700-metrowy skok BASE, lecz o skok z 29 metrów. Warunki nagle dramatycznie się zmieniły. Myślał Pan o tym, by zaniechać skoku? Nie chciałem poddawać się bez walki. Tracy mówił wprawdzie, że nie zna żadnego BASE-jumpera, który skoczyłby z 29 metrów, jednak chciałem spróbować. Co było największym problemem? Gwarancja, że spadochron natychmiast się otworzy. Dlatego musieliśmy przymocowywać go do ręki posągu za pomocą worka na śmieci. Worek ten po skoku wyciągał spadochron, a potem – kiedy ten już się otworzył – rozerwał się. Naturalnie musieliśmy przetestować ten system. Udało się – przy skoku z mostu, nad wodą. Funkcjonowało.

Zdjęcia: Wolfgang Luif, Lou Martin/Red Bull Photofiles

6 Ri o d e J a n ei r o


Herosi

Zdjęcie: ulrichgrill.com/Red Bull Photofiles

” 360 KM/H, ALE TEGO NA DUŻYCH WYSOKOŚCIACH SIĘ NIE ODCZUWA ”

Jak wyglądały wyliczenia? Przy wysokości 29 metrów trwa to 2,5 sekundy, zanim wbijesz się w ziemię. Spadochron otworzył się nad wodą stabilnie po 1,5 sekundy. To znaczy: miałem sekundę rezerwy. Projekt mógł dalej być realizowany. Tak, a prognoza pogody na najbliższy dzień była dobra. Wynajęliśmy paru kamerzystów ze studia ZDF w Rio i pilota śmigłowca, by móc filmować akcję. Musieliśmy jechać 20 godzin taksówką na Corcovado, ponieważ potem obszar jest blokowany i żadna droga nie prowadzi przez tą dżunglę na górę. Noc spędził Pan na świeżym powietrzu? Na pniach drzew, ponieważ na ziemi tyle było robactwa. Czas płynął powoli. I wtedy zaczęło padać. Tłusty brazylijski deszcz. Musieliśmy odwołać akcję. To zdarzało się nam pięć kolejnych razy. Jak zaczęła się szósta próba? Strzałem kuszy w głęboko czarną noc. To trwało parę sekund, wtedy słyszałem „pling” strzały, która wróciła na platformę dla zwiedzających. Po prawidłowej stronie. Perfekcyjnie. Zamontowaliśmy linę do wspinania, umocniliśmy ją. Wszystko szło dobrze, wszedłem. Miał Pan widok z lotu ptaka na jedno z najpiękniejszych miast świata. Tak. Jednak myślałem tylko o swoim skoku. Czy obliczyliśmy go dobrze? Czy wszystko będzie tak, jak zaplanowaliśmy? Widziałem, jak samochód ochrony pokonuje w górę serpentyny. Dwóch gości w mundurach wyskoczyło z auta. Wtedy usłyszałem nadlatujący śmigłowiec z fotografami. To było tak daleko. To był stan napięcia. Jak Pan się uspokoił? Patrzyłem Jezusowi w twarz. Komiczne. W tej sytuacji czułem się nagle całkiem pokorny i myślałem: On mnie nie upuści. Pan sam pozwolił się upuścić. Tak. Krok do przodu, wtedy szło to błyskawicznie. Spadochron otworzył się, skręt w prawo, przelot koło platformy dla zwiedzających, kamienna balustrada przesunęła się koło mnie i wtedy nagle miałem miejsce i czas. Teraz, przy spadochronie, w powietrzu, zacząłem się po raz pierwszy rozkoszować skokiem. To miasto, świt, morze. W końcu uczucie, że całość się opłaciła? Nie. Gdy wróciłem do hotelu, czułem się pusty i odczułem ulgę. Jednak następnego dnia zdjęcie było we wszystkich gazetach świata. I nikt nie skarżył się na zbezczeszczenie posągu? Przeciwnie. Nawet brazylijska gazeta kościelna wydrukowała zdjęcie z podpisem: „Pan był jego świadkiem”.

7 MOT Y W Y Według jakich kryteriów szukał Pan nowych projektów? Chciałem znaleźć historie, które są dla mnie wyzwaniem – i które wielu ludzi uważa za interesujące. Postrzega Pan siebie nie tylko jako sportowca, ale także jako artystę? Można tak to nazwać. Jak Pan wdrażał się w nowe projekty? W ogóle się nie wdrażałem. One dosłownie przychodziły do mnie. Pewnego dnia zadzwonił mój telefon i dwaj studenci aerodynamiki z Monachium zaoferowali mi skrzydłową konstrukcję z włókna węglowego, za pomocą której człowiek rzekomo może latać. I rzeczywiście konstrukcja latała? Absolutnie nie. Przy pierwszej próbie wchodziłem, w sposób całkowicie niekontrolowany, w korkociąg. Jednak nie chciałem rzeczy natychmiast odrzucić. Gdy przyciągałem nogi, zaczynałem nagle dobrze latać, z morderczym tempem. Było jasne, że jestem na tropie czegoś wielkiego. Jak konkretyzowały się możliwości konstrukcji? Red Bull i ja zainwestowaliśmy wiele czasu i starań, by rozwijać dalej skrzydło. Pewnego dnia, po teście, w którym pokonałem rzeczywiście godzien uwagi dystans, wpadł mi do głowy pomysł, że mógłbym z tym skrzydłem polecieć nad Kanałem La Manche. Co było konieczne, by móc taką rzecz zrealizować? Włączyliśmy do zespołu aerodynamika i technika węglowego i ukończyliśmy niezliczone, po części krańcowo niebezpieczne, skoki. Raz odłamało się skrzydło i rozszarpało mój spadochron tak, że musiałem ciągnąć spadochron rezerwowy. Raz nie przeniosłem skrzydła na dół i przeszedłem w korkociąg. To jest zawsze cholernie niebezpieczne, gdy testuje się pierwowzory. Jednak po 2,5 roku przygotowania stały się zaawansowane. Startowaliśmy o godzinie 6.00 rano we Francji, ponieważ wiał wiatr od wyspy na ląd. Szliśmy pod górę 10 000 metrów i lataliśmy na tamtą stronę do angielskiego wybrzeża. Skąd wiedział Pan, kiedy musi Pan odskoczyć? Mieliśmy małą lampę na pokładzie, odliczanie

DWAJ STUDENCI AERODYNAMIKI WYSŁALI BAUMGARTNEROWI KONSTRUKCJĘ SKRZYDŁA WĘGLOWEGO, ZA POMOCĄ KTÓREGO, RZEKOMO MOŻNA BYŁO LATAĆ. BAUMGARTNER PORADZIŁ SOBIE Z TYM W TAKI SPOSÓB, ŻE PO SZEREGU TESTÓW ZA POMOCĄ TEGO SKRZYDŁA PRZELECIAŁ NAD KANAŁEM LA MANCHE.

49


Herosi

” RZADKO BYŁEM PO SKOKU TAK PEŁEN ADRENALINY ”

SKOK W CIEMNOŚĆ W CHORWACJI. „ZA NIC NA ŚWIECIE NIE POWTÓRZYŁBYM SKOKU DO JASKINI MAMETA” – MÓWI FELIX.

wyglądało tak: trzy, dwa, jeden, wtedy lampa zapalała się na zielono i wyskakiwałem nad wybrzeżem z okna w dachu. Natychmiast dostawałem morderczego kuksańca od przeciwnego wiatru. Jak orientował się Pan w powietrzu? Według samolotu, który leciał z przodu. Jak szybki Pan był? 360 km/h, jednak tego się nie odczuwało przy dużej wysokości. Pode mną były tylko chmury. Miałem poważne wątpliwości, czy rzeczywiście zbliżam się do celu. Byłem w drodze sześć i pół minuty w swobodnym spadku, co jest wiecznością. Dopiero jak przechodziłem przez chmury, widziałem bezpośrednio pode mną Calais i wieżę widokową, którą obraliśmy jako punkt orientacyjny. Byłem u celu. Wątpił Pan w to? Naturalnie. Jednak to jest dla ekstremalnego sportowca bardzo ważne, że zna własne wątpliwości i jednocześnie wie: hej, znowu ci się udało. To włącza prawdziwą samoświadomość. Jak silną ma Pan wiarę w siebie? Niewzruszoną. Duże słowo… Tak. Jednak wraz z przekroczeniem Kanału La Manche urzeczywistniłem odwieczne marzenie człowieka o lataniu. 50

Wkrótce potem skakał Pan w jaskinię głębokości 200 metrów. Chorwacki kolega ułożył plan jaskini Mamet parku narodowego w Velebit. Ona wyglądała na idealną do skoku. Ma kształt szyi butelki, na dole robi się szersza. To brzmiało obiecująco. Jak konkretyzował się projekt? Najpierw musieliśmy znaleźć jaskinię w tym górskim krajobrazie. To trwało prawie rok. Zjeżdżałem na linie z alpinistą i oglądaliśmy sobie wszystko. Nie było doskonale, jednak było dobrze. Wystarczająco dużo miejsca do latania, tylko lądowanie ciężkie, ponieważ ściany były bardzo skośne i nieregularne. Co Pan czuł? Jaskinia budzi pierwotne lęki. Stoisz przy wejściu i patrzysz w dół w tę czarną otchłań. Największy problem? Wiedzieć, kiedy muszę otworzyć spadochron. Kiedy na przykład wjeżdżasz do tunelu, nic nie widzisz i jedziesz instynktownie wolniej. Tutaj nie widzę niczego, staję się jednak coraz szybszy. Rozwiązanie? Akustyczny sygnał. Miałem sześć sekund czasu. Po pięciu sekundach musiałem mieć otwarty spadochron i lądować w promieniu pięćdziesięciu metrów, tak wielka była jaskinia u podłoża. Jak ćwiczył Pan ten skok? Wieszaliśmy balon z gorącym powietrzem na wysokości 190 metrów i na ziemi symulowaliśmy wymiary jaskini. Testy wykazywały, że muszę uszyć sobie nowy spadochron, za pomocą którego mogłem lądować w ciaśniejszym promieniu. Skok samodzielny? Potrzebowałem dużo przygotowań. Musieliśmy po drodze zbudować stosowne miasteczko, aby zespół, który mój skok miał dokumentować, mógł być zaopatrzony. Budowaliśmy dla naszych kamerzystów platformy do jaskini, aby móc skok odpowiednio nakręcić. Jak odczuwał Pan moment, kiedy robił Pan krok w próżnię? Dookoła mnie było cicho jak w grobie. Miałem za sobą nieprzespaną noc. Nigdy nie przyzwyczaję się do tego uczucia. Chodzi o całość. To się nigdy nie zmieni. Skakał Pan i ufał odliczaniu walkmana. Tak i walkman liczył strasznie powolnie. Ty widzisz, jak lecisz w ciemno, jak głośny staje się wiatr i wiesz, że to kiedyś skończy się na dole. Nie możesz pozwolić sobie na przedwczesne otwarcie spadochronu ze strachu, ponieważ tego możesz nie przeżyć. Jak czuł się Pan po wylądowaniu? Rzadko byłem po skoku tak pełen adrenaliny. Był to Pana najtrudniejszy skok? Sadzę, że tak. Powtórzyłby go Pan? Za nic w świecie. Co budziło w Panu przy czekaniu na odskok najwięcej respektu? Wiedza, że to tylko kwestia czasu, aż coś złego się wreszcie wydarzy.

Zdjęcia: flohagena.com, Bernhard Spöttel/Red Bull Photofiles

8 JASKINIA


Herosi

RED BULL STRATOS – SZYBSZY NIŻ WYSTRZELONY POCISK

Zdjęcie: Garth Milan/Red Bull Photofiles

9 P Y TAN I E O S E N S Stawia Pan sobie czasem pytanie o sens tego, co Pan robi? Wiem, że wielu ludziom sprawiam radość. I wiem, że właśnie w czasach, w których to tak dobrze nie wychodzi, ludzie potrzebują bohaterów. Nie sprawdzał Pan nigdy sensu Pana akcji jako latającego bohatera? Nigdy. Nie kwestionuję mojego działania. Słucham mego wewnętrznego głosu, który mówi mi, że jestem na właściwej drodze. Stałem się, jeśli chodzi o skakanie BASE, spokojniejszy, ponieważ osiągnąłem już bardzo wiele. Jednak kiedy pojawiają się nowe wyzwania, odstawiam natychmiast wszystko inne i dążę do celu ze wszystkimi następstwami. Co kręci Pana przy Pańskich projektach najbardziej? Wchodzić na nowy ląd. To interesuje mnie bardzo, dniem i nocą. Jak ważne są pieniądze? Pieniądze nie są takie istotne. Nie robiłem żadnego projektu wyłącznie dla kasy. Jest dla Państwa ważniejsze wygrywać czy nie tracić? Z klęskami, prawdę mówiąc, radzę sobie dość słabo. Jest dla Pana ważne, by stać się gwiazdą filmową? Zaplanowałem długoterminowo moją karierę. Nie jestem kimś, kto nagle jest na topie, ponieważ wygrał w „Big Brother”. Kim są Pańscy idole? Astronauci NASA byli moimi bohaterami z dzieciństwa. Dlatego był to dla mnie wielki moment, gdy Buzz Aldrin, po Neilu Armstrongu drugi człowiek na Księżycu, zainteresował się moim przemierzeniem Kanału La Manche. Żyję takimi spotkaniami. Myśli Pan, że Red Bull Stratos otworzy Panu jeszcze inne drzwi? Dlaczego nie? Może pewnego dnia zatelefonuje Steven Spielberg i będzie chciał nakręcić o mnie film? Chciałby Pan zostać aktorem? Może. Jestem fanem Sylwestra Stallone, a Arnold Schwarzenegger przygotował już dla nas, Austriaków, drogę w Hollywood. Co będzie po Red Bull Stratos? Wygląda na to, że Red Bull Stratos to mój finałowy projekt. Kiedy wszystko pójdzie dobrze, skłonię się ku nowej karierze jako zawodowy pilot helikoptera. Red Bulletin Print 2.0 Wszystkie informacje o skoku stulecia na: www.redbullstratos.com

Kapsuła, która z pomocą balonu helowego wzniesie Felixa w stratosferę. Samo jej opuszczenie będzie ryzykowne. Nawet mały błąd przy wysiadaniu może spowodować, że ciało wpadnie w niebezpieczny korkociąg Red Bull Stratos wkracza w niezbadany świat po tym, jak w 1960 r. US-AirForce z kapitanem Joe Kittingerem ukończyli z powodzeniem podobne posłannictwo. Kittinger wzniósł się w górę balonem z helem na wysokość 31 km, skoczył z kapsuły i osiągnął – zanim jego spadochron się otworzył – prędkość bliską prędkości dźwięku. Felix Baumgartner chce osiągnąć okrągłe 36 kilometrów i przy skoku na Ziemię prześcignąć prędkość dźwięku. Red Bull Stratos jest naukowym projektem: członkowie zespołu – technicy, naukowcy, astronauci – mają doświadczenie w przestrzeni kosmicznej, tak jak większość firm partnerskich. Każdemu krokowi – od budowy kapsuły, którą balon wznosi w górę, aż po otwarcie spadochronu – towarzyszyły rozległe testy i serie doświadczeń. Przy Red Bull Stratos zdefiniowane są następujące cele: najwyższy załogowy lot balonem, najwyższy skok ze spadochronem, najdłuższy i najszybszy swobodny spadek.

Oprócz tego uzyskane dane powinny pomóc w rozwoju lotów Shuttle i wyposażenia ratunkowego. Felix Baumgartner od prawie dwóch lat przygotowuje się do dnia X. Do treningu fizycznego, przygotowanego dla astronautów, doszły jeszcze sprawy administracyjne, takie jak nabycie licencji lecącego balonem w Albuquerque, Nowym Meksyku. Obecnie Baumgartner spędza czas w zamykających testy komorach ciśnieniowych i w tunelu aerodynamicznym. Pierwsze załogowe jazdy próbne rozpoczynają się w marcu, końcowa odbędzie się latem 2010 roku, gdy testy, komponenty hardware’owe i warunki wietrzne zsumują się w doskonały scenariusz. Czy podczas lotu balonem Felix zetknie się z cielesnymi granicami? Baumgartner mówi: „Jedyna niewiadoma to: jak zareaguje ciało, kiedy będę leciał w ponaddźwiękowym obszarze w kierunku Ziemi? Szybszy niż pocisk… nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, co się tam wydarzy”. 51


Herosi

Yuichiro Miura W 1970 roku jako pierwszy człowiek zjechał z Everestu na nartach. W wieku 76 lat udał się tam znowu, a po skończeniu 80 lat planuje wejść jeszcze raz. Tekst: Werner Jessner, Zdjęcie: Jacob Hodkinson

Imię i nazwisko Yuichiro Miura Data i miejsce urodzenia 12 października 1932 r. Aomori, Japonia Miejsce zamieszkania Tokio, Sapporo Zawód Alpinista, legenda, wykładowca, emeryt Osiągnięcia Zjazd z Everestu, Fudżi, Mount McKinley, Popocatépetl, Kilimandżaro, Torres del Paine Dwa razy na Evereście (22 maja 2003 i 26 maja 2008 roku). Różne rekordy (prędkości zjazdu na nartach, najstarszy człowiek na Evereście i inne) Sieć snowdolphins.com

52

Kwatera główna Snow Dolphins, dom Yuichiro Miury. Trzykondygnacyjny budynek w Tokio. Parter zastawiony rowerami i plecakami. Gota Miura, dwukrotny uczestnik igrzysk olimpijskich (w jeździe po muldach) i syn Yuichiro, wrócili właśnie z dwugodzinnego treningu i stoją jeszcze zdyszani w korytarzu. Można stamtąd przejść do „obozu bazowego”, jak Miurowie żartobliwie nazywają swoją komorę ciśnieniową z 11-procentową zawartością tlenu w powietrzu, co odpowiada warunkom pogodowym panującym na wysokości 4500 m n.p.m. Trenuje tu wielu japońskich olimpijczyków, a także drużyna bejsbolowa (Miura-san jest fanem bejsbolu, zwłaszcza gwiazdy zespołu MLB – Ichiro Suzukiego). Właściwie jednak komora jest po to, żeby starszy Miura –ustawiając ciśnienie powietrza symulujące wysokość 4500 m n.p.m. – mógł każdego ranka poczytać gazetę, trenując na bieżni. Na niego wpływa to całkiem dobrze, choć nieprzyzwyczajeni ludzie odczuwają po dwóch minutach zawroty głowy. W nagrodzonym Oscarem filmie dokumentalnym „Człowiek, który zjechał z Everestu” oglądamy Miurę w wieku 37 lat. Robi wrażenie bardzo wysportowanego, chociaż jego pełen podskoków styl jazdy na nartach wygląda trochę dziwacznie. To nie wina Miury – film jest tak nowoczesny, że łatwo można zapomnieć o roku jego powstania: 1970. Rok wcześniej Neil Armstrong wylądował na Księżycu, 17 lat wcześniej Sir Edmund Hillary jako pierwszy człowiek stanął na Evereście, a 129 lat wcześniej George Everest umieścił tę górę, zwaną przez miejscowych Czomolungmą (Matką Wszechświata), po raz pierwszy na mapach. Yuichiro Miura wychowywał się jako syn słynnego japońskiego wspinacza Keizo Miury w Aomori, najbardziej na północ wysuniętej prefekturze największej japońskiej wyspy Honsiu – oczywiście w otoczeniu gór. Ojciec wprowadził go w arkana narciarstwa pozatrasowego: „Wynaleźliśmy freeride. Jesteśmy natural born skiers”. Podczas studiów na uniwersytecie dodatkowo świetnie opanował wspinaczkę i pracował jako tragarz. Jako student wiele razy w ciągu

dnia biegał z 50-kilogramowymi ciężarami na wysokość 3000 m n.p.m. i z powrotem – to taka wczesna forma biegów wysokogórskich. Miura zaczął marzyć o Evereście, gdy jako dwudziestolatek usłyszał o pierwszym wejściu Hillary’ego. „To był dla mnie szok”. Everest. Najwyższa góra świata utraciła niewinność. Miura miał zdjęcie południowej ściany Everestu i codziennie je oglądał. Szczyt na zdjęciu wyglądał tak, jakby można było z niego zjechać. W 1966 roku Miura-san jako pierwszy człowiek zjechał na nartach z Fudżi, świętej góry Japonii. Do hamowania użył spadochronu, chociaż sam zjazd okazał się łatwy. We Włoszech ustanowił światowy rekord prędkości zjazdu: 172 km/h. Na mecie poobijał się mocno, ale po rekonwalescencji działał dalej. Góry uchodzą w Japonii za siedzibę bogów. Dla Miury są miejscem, w którym zbliżają się do siebie ciało, umysł i dusza. Im wyższa góra, tym bardziej intensywne jest to doświadczenie i zespolenie. W ten sposób powstał projekt zjazdu z Everestu – do tamtego czasu Fudżi o wysokości 3700 m n.p.m. było najwyższym szczytem, na który Miura wszedł. Yuichiro Miura zainwestował cztery lata w przygotowania, zjechał z Mount McKinley i Popocatépetl. Rząd Nowej Zelandii zaprosił go, żeby zjechał na nartach z Lodowca Tasmana na Wyspie Południowej. Podczas tego wyjazdu doszło do spotkania z idolem Miury: „Hillary to – obok Amundsena – pionier XX wieku”. O czym rozmawiali? „Na początku uważał mnie za wariata, bo chciałem zjechać ze szczytu, na który on wszedł jako pierwszy człowiek. Potem zastanowił się i po pewnym czasie stwierdził, że chętnie pojechałby ze mną, gdyby był lepszym narciarzem”. Miura-san, czy kiedykolwiek poważnie myślał Pan, że jest wariatem? „Często ocierałem się o śmierć”. Co było najgorsze? „Zjazd z Everestu na nartach to prawdopodobnie najbardziej zwariowana rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem”.


Yuichiro Miura i jego szczyt. Siwe włosy mogą mylić: wewnętrznie ten człowiek jest młodszy od nas wszystkich


Herosi

Licząca prawie tysiąc osób ekspedycja rusza w 1970 roku na Everest. W składzie ma m.in. najlepszych ówczesnych japońskich wspinaczy... ...ale Czomolungma, Matka Wszechświata, pochłania ofiary. Sześciu Szerpów ginie w szczelinie lodowej… …Mimo to Miura realizuje swój zamiar i zjeżdża z południowej ściany

54

Dlaczego? „Po prostu ze względu na wielkość. Ta góra jest olbrzymia”. Razem z wojskiem Miura opracował spadochron, wykonany przez Fujikira Aerospace. Hełm i układ dostarczania tlenu pochodziły z myśliwca Fantom, a środki z budżetu japońskiego rządu. Tak więc zasoby były do dyspozycji, brakowało jednak dających się wykorzystać w takiej akcji doświadczeń. Ze względu na wiatr zakładano, że w spadochronie hamującym lepiej sprawdzi się czasza ze szczelinami ułożonymi w okręgach współśrodkowych niż klasyczna czasza okrągła, użyta podczas zjazdu z Fudżi. Drugi problem stanowiło rozrzedzone na tej wysokości powietrze. „Czułem się jak astronauta, który będzie wracał z orbity”. Później, po bezpiecznym zakończeniu tej

przygody, Miura stał się obiektem zainteresowania NASA. „Podczas ich testów spadochrony zaczynały działać dopiero od 6000 m n.p.m. Na większych wysokościach powietrze było za rzadkie”. Amerykanie wiedzieli o tym wcześniej, ale Japończykom nie powiedzieli. „Byłem królikiem doświadczalnym” – śmieje się Miura. Ale przynajmniej takim, który potem mógł o wszystkim opowiedzieć. Obrażenia, które odniósł podczas zjazdu z ponad 8000 m n.p.m., były minimalne. „Wtedy to najbardziej miałem chyba uszkodzone komórki mózgu” – mówi z szelmowskim uśmiechem. „Zejście, gdy byłem stary, bolało bardziej niż zjazd w 1970 roku, pomimo siniaków”. Po zjeździe z Everestu sporą część życia Miury wypełniły wykłady. Yuichiro Miura jest – jeśli można to tak bez respektu określić – japońskim odpowiednikiem Reinholda Messnera, a poza tym lepiej od niego jeździ na nartach. Nazwisko Miury znaczy w Japonii bardzo wiele. Przez ok. 1/3 roku podróżował z wykładami i opowiadał ludziom o swoich przeżyciach. Przygody to jedno, a ich dokumentowanie, to coś całkiem innego. Miura uświadomił to sobie już w czasach, gdy marketing i content management były jeszcze postrzegane tak, jak pierwotne religie indiańskie. Przesłanie Miury jest proste: nie rezygnujemy, zawsze jakoś znajdziemy się na dole. I daje to frajdę. W 1970 roku musiał zawrócić tuż przed szczytem, na 8000 metrów: jego zezwolenie obejmowało zjazd Przełęczą Południową, ale nie wejście na sam szczyt. Tak więc zaszczyt podjęcia próby pierwszego japońskiego wejścia przypadł innej, dość pospiesznie zebranej ekspedycji, na tydzień przed zjazdem Miury, który mimo to sądzi: „Nie było kwestii zmarnowania szansy wejścia, chodziło mi wtedy tylko o zjazd. Co najwyżej było mi smutno z powodu chłopaków z mojej wyprawy, wśród których było kilku najlepszych japońskich wspinaczy. Mogli wtedy na luzie zdobyć ten szczyt”. Na emeryturze stare marzenie odżyło: Everest, szczyt. W wieku 70 lat spełnił je, zostając wtedy przy okazji najstarszym człowiekiem, który wszedł na najwyższą górę świata. Potem były dwie operacje serca, a następnie życzenie powtórzenia tego wyczynu – tym razem z synem Gotą, narciarzem i eks-olimpijczykiem. Ekspedycja Czomolungma 2008 pozwoliła zebrać rozproszoną po całym świecie rodzinę Miurów i zaprowadzić ją na szczyt – jak wtedy, gdy wchodzili na Kilimandżaro, a najmłodszy z nich miał 11 lat. Rodzina chciała, żeby ktoś był w pobliżu starego, głupiego ojca, gdy zacznie go znowu ciągnąć na górę. Córka Emili, pracująca wtedy dla japońskiej załogi na regaty o Puchar Ameryki, zajęła się zarządzaniem. Brat Yuta, komputerowiec, dotarł do obozu bazowego i odpowiadał za transmisje. A Gota, olimpijski czarodziej jazdy po muldach, porzucił swoją pracę naukową dla Białego Domu, żeby razem z ojcem wejść na Everest. Ironią losu jest fakt, że Yuichiro wszedł na szczyt, a syn musiał zrezygnować, bo dopadła go choroba wysokościowa. Czy 76 lat to troszkę nie za dużo na takie przedsięwzięcia? „Mój ojciec, Keizo, obiecał nam w swoje 80. urodziny, że w wieku 88, a potem 99 lat pojedzie do


ZdjęciA: www.snowdolphins.com

Herosi

Europy na narty – do Białej Doliny koło Chamonix”. Mówimy o jednym z najbardziej znanych terenów freeride’owych, gdzie przy okazji można też zaliczyć Mont Blanc. Keizo Miura zmarł w wieku 101 lat, a przedtem oczywiście dotrzymał złożonych obietnic. „Mój ojciec był i dalej jest dla mnie wielką inspiracją”. Pozostałymi inspiracjami byli artyści, poszukiwacze przygód i inni wielcy ludzie, których spotkał. Ważne jest, żeby motywację czerpać najpierw z samego siebie: „Dopiero potem można się nią dzielić z innymi ludźmi”. Yuichiro Miura stosuje jednak pewien trik, polegający na niby przedwczesnym zdradzaniu swoich pomysłów. Podczas naszej rozmowy zaskoczył wszystkich obecnych (w tym swoją zdyszaną ciągłym symultanicznym tłumaczeniem rozmowy, córkę Emili) zapowiedzią, że za dwa lata zamierza zjechać z Cho Oyu, czyli szóstego pod względem wysokości szczytu świata (8188 m n.p.m.). Do tej pory ten pomysł kiełkował tylko w głowie naszego rozmówcy, a teraz został uwieczniony na dyktafonie zachodniego gościa. „Dlaczego to robisz, tato?” – pyta Emili Miura. „Bo byłem już na tej górze w 2002 roku i myślę, że da się z niej zjechać na nartach”. A dlaczego zdradza Pan ten pomysł, Miura-san? „Marzenia stają się rzeczywistością, gdy je wypowiem. Po wypowiedzeniu marzenia dostaję więcej informacji i inspiracji od innych”. W 2013 roku Yuichiro Miura chce znowu wejść (i przypuszczalnie wejdzie) na Everest – to byłby jego trzeci raz. W 2013 roku będzie miał 80 lat. Chciałby zabrać na tę wyprawę swojego dwa lata młodszego przyjaciela, brytyjskiego wspinacza ekstremalnego, Sir Chrisa Boningtona, „ale on odmawia: mówi, że dobiera raczej szczyty do wieku”. Brawura to dla Miury nie tylko przywilej młodości. Ostatniej zimy złamał miednicę. Normalny wypadek narciarski 77-latka: „Podskoczyłem na hopce, zza której odgarnęli śnieg, ale nie dali żadnych oznaczeń. Wywaliłem się na plecy”. Dwa miesiące szpitala, dwa miesiące bezruchu – najwyższy wymiar kary dla aktywnego Japończyka. Gdy tylko znowu mógł się ruszać, zaczął pracować nad kondycją. „Chodzę sobie codziennie godzinkę albo dwie po Tokio”. Dopiero po dodatkowych pytaniach można dowiedzieć się, że w specjalnych butach, o masie 1,7 kg każdy. Pokazuje je i każe podnieść. But narciarski jest przy tym lekki jak piórko. Do tego 30-kilogramowy plecak, a żeby ćwiczenie nie było zbyt łatwe – także ciężarki wokół kostek. „Od kiedy jestem na emeryturze, mogę poświęcić więcej czasu na trening i wsłuchać się we własny rytm”. Ile razy w życiu Miura-san był już w Himalajach? Bez zastanowienia nie umie odpowiedzieć. Stałym punktem każdej podróży jest odwiedzenie grobu tych sześciu Szerpów, którzy zginęli w szczelinie lodowej podczas ekspedycji z 1970 roku w rejonie Khumbu, w tym ojca Małego Słonia, wtedy 10-letniego chłopca, grającego w filmie jedną z ważnych ról drugoplanowych. Jak mu się powodzi? „Ma teraz pięćdziesiąt lat, niedawno został szczęśliwym dziadkiem, prowadzi schronisko. Zawsze u niego śpię, jeżeli jestem w okolicy; utrzymujemy stały kontakt i dużo o sobie myślimy”.

Gdy Yuichiro Miura pierwszy raz wyruszał w Himalaje, były one prawie tak daleko, jak Księżyc. Dziś można już praktycznie „zamówić” Everest z prospektu w biurze podróży. Zdaniem Miury, największa różnica między tamtymi a dzisiejszymi czasami polega na tym, że teraz znacznie łatwiej zorganizować logistykę. Wyprawa w 1970 roku składała się z prawie 1000 osób, co dzisiaj trudno pojąć. Teraz nie trzeba tylu ludzi – m.in. właśnie dlatego, że poprzednie pokolenia wykonały całą pionierską pracę: „Teraz wiadomo już, jak to robić”. „Jestem pielgrzymem” – to zdanie pada na zakończenie filmu „Człowiek, który zjechał z Everestu”. Czy Yuichiro Miura znalazł już to, czego wtedy szukał? „Po każdej ekspedycji uzyskuje się odpowiedzi, a każda odpowiedź każe zadawać nowe pytania”. W konsekwencji pierwsza wyprawa prowadzi do drugiej, pierwszy Everest do następnego itd. Nie ma końca. To nie Everest mnie zmienił, mówi Miura-san, to ja się zmieniłem. Po każdym kroku następny krok. W górach, w życiu. U małego chłopca, u starszego mężczyzny – nie ma różnicy: „Dla twoich marzeń wiek nie odgrywa żadnej roli”. Fakty i dane o najwyższej górze świata: www.himalaje.pl/mounteverestinfo.htm

Gota (ur. 1969 r.) musiał zawrócić tuż przed szczytem. Yuichiro Miura (ur. 1932 r.) 26 maja 2008 roku po raz drugi w swoim życiu wszedł na Mount Everest

Film – opowieść o niezwykłym człowieku i jego osiągnięciach. Reżyseria: Bruce Nyznik i Lawrence Schiller. Oscar dla najlepszego filmu dokumentalnego w 1975 roku. Polecamy bardzo! 55


Akcja Dzieje się: co nas porywa w tym miesiącu.

58 taddy bŁaŻusiak 64 calcio storico 70 ryan sheckler

Raz do roku, w trzecim tygodniu czerwca, na Piazza Santa Croce we Florencji czas się cofa. Przed bazyliką rozgrywany jest historyczny mecz piłkarski: Calcio Storico Fiorentino


Zdjęcie: Alvaro Leiva/LOOK


akc ja

TADDY BŁAŻUSIAK Osiągnięcia młodego Polaka w jego dziedzinie przekraczają osiągnięcia jakiegokolwiek innego polskiego sportowca. Jednak jego sława zaczyna się daleko za granicami kraju. Tekst: Szymon Gruszecki

red bulletin: Zacznijmy od samego początku. Skąd zainteresowanie sportami motorowymi? Jak to się zaczęło? taddy błażusiak: To pytanie słyszałem już parę razy, więc odpowiedź mam w miarę przygotowaną. Wszystkiemu winny jest pradziadek, który od zawsze mocno pasjonował się motocyklami. Można powiedzieć, że był jednym z pierwszych motocyklistów na południu Polski. Pasja przeszła na jego wnuka, a mojego ojca i dzięki temu, mając zaledwie pięć lat, otrzymałem swój pierwszy motocykl. Początkowo traktowałem to jako zabawę, ale gdy pojawiły się wyniki, to wzrósł także poziom zaangażowania. W wieku sześciu lat pojechałem na swoje pierwsze zawody, powygrywałem wszystko i tak już zostało. Były to oczywiście zawody trialowe. Tak. Trial w Nowym Targu jest dość popularny. Przez naszą 58

Zdjęcie: Action Images/Mark Elliot Williams

23-letni Polak, trialowiec, przypadkowo – jak głosi legenda – startuje w elitarnych zawodach Enduro Erzberg Rodeo 2007. Morderczy finał Red Bull Hare Scramble jest jego. Nikomu nieznany debiutant wygrywa legendarny wyścig, pokonując światowej klasy championów i lokalnych faworytów. Od tamtego magicznego wyścigu Taddy nie przestaje wygrywać. Dwa lata później jego motocykl KTM zostaje wystawiony w salzburskim muzeum jako maszyna jedynego jak dotąd potrójnego zwycięzcy Erzberg Rodeo. Taddy zdobywa sławę i zaszczyty godne największych gwiazd sportu. W USA i na zachodzie Europy jest gwiazdą. Żadna branżowa gazeta nie wypuści numeru bez zdjęcia Tadka. Jednak na rodzinnym Podhalu, kolebce polskich trialowców, zwycięstwa młodego mistrza przechodzą bez echa. Taddy może spokojnie spacerować po krakowskim rynku, nie zaczepiany przez nikogo. Niedługo przed czwartym startem w tym znaczącym wyścigu, Taddy opowiada o swojej karierze, nieustającym paśmie sukcesów i o tym, dlaczego na dom wybrał Andorę. Poznajcie naszego wielkiego sportowca i dowiedzcie się, dlaczego w Polsce sława oznacza uwielbienie.

Przeciwnicy Tadka rzadko mają szansę oglądać go z tej perspektywy. Dla wielu z nich jest on jedynie pędzącą chmurą kurzu. Czy po kolejnym już, czwartym zwycięstwie w Erzberg Rodeo Tadkowi przybędzie kolejna jedynka w numerze startowym?


59


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Nocny wyścig z Ronniem Rennerem na palacu budowy Stadionu Narodowego.

miejscowość przechodził szlak Rajdu Tatrzańskiego, który wówczas był znany w całej Europie. Dzięki temu mamy w Nowym Targu małą kolebkę trialowców. Masz jakiegoś idola z tamtych czasów? Legendarnego trialowca, który patronuje Twojej karierze? Właśnie nie ma takiej osoby. U mnie to wyglądało trochę inaczej. Dostałem motocykl, więc nim jeździłem po krzakach. Pewnie gdybym dostał gokarta, to jeździłbym na gokartach, albo robiłbym coś zupełnie innego. Ogólnie zawsze miałem tendencję do lekkiego szaleństwa. Robiłem rzeczy, których inni nawet nie próbowali. Miałem przy tym dużo szczęścia, ale dzięki tej zboczonej odwadze nigdy nie myślałem o konsekwencjach. Jeżeli czułem, że coś jest wykonalne, po prostu to robiłem. A co Cię bardziej nakręcało: to, że coś zaliczysz, czy to, że nikt przed Tobą nie chciał tego zrobić? I jedno, i drugie. Prawda jest taka, że im dłużej się nad czymś zastanawiasz, tym większa szansa, że Ci to nie wyjdzie. Trudne rzeczy trzeba robić automatycznie. Całe życie tak robiłem i dzięki temu udawało mi się omijać poważniejsze kontuzje. Oczywiście miałem kilka mniejszych przestojów, ale to jest wliczone w ten sport. Wróćmy do przebiegu Twojej kariery. Miałeś dziesięć lat, gdy… …zdobyłem pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach trialowych w Polsce. Wygrałem młodzików, w Polsce był to przedział wiekowy od 13 do 17 roku życia. Miałem 10 lat i nie miałem jeszcze karty motorowerowej. Zostałem nawet wykreślony z wyników z powodu jej braku. Wykreślili mnie, a ja nadal pokonywałem siedemnastolatków. Mam zdjęcia, jak stoję na podium na pierwszym miejscu i jestem niższy od chłopaków 60

stojących na niższych stopniach. Tak to się zaczęło, zostałem zauważony przez ekipę Gas Gas, zacząłem latać na treningi do Hiszpanii i jeździć na doskonałym sprzęcie. Po raz pierwszy zobaczyłem, na czym polega profesjonalny sport. Miałem 12 lat i mogłem pojechać za darmo zagranicę, aby pojeździć na motocyklach? To zaczynało mieć sens. Właśnie wtedy pojawił się w mojej głowie plan. Plan dalszego rozwoju Twojej kariery? Można tak powiedzieć. Miałem wtedy 16 lat i wymyśliłem sobie, że będę z tego żył, że to jest to, co lubię robić i że chcę jeździć na motocyklu jak najdłużej. Głównym celem mojego planu było zdobycie mistrzostwa świata. Czy to znaczy, że Erzberg także był zaplanowany? Tego akurat nie planowałem. Zresztą cała wyprawa do Austrii była dosyć spontaniczna. Wszystko zaczęło się od moich problemów ze sponsorem w trialu. Zacząłem jeździć dla innych teamów, z którymi współpraca układała się różnie. Zirytowany całą sytuacją wróciłem do Krakowa, gdzie spotkałem się z moim dobrym znajomym, Bartkiem Obłuckim. Bartek jeździł już wówczas w enduro i zaczął opowiadać o zawodach na górze Erzberg, w których nie może wystartować z powodu kontuzji. Siedzieliśmy na piwie w Krakowie, a ja pomyślałem, że akurat nie mam co robić w weekend. Kwalifikacje były w czwartek, a my we wtorek w nocy zdecydowaliśmy o wyjeździe. Skombinowaliśmy na szybko motocykl, jechaliśmy całą noc i tak to się zaczęło. Pojechaliśmy tam dla zabawy. Zrobiliśmy sobie obóz kempingowy, rozstawiliśmy motocykle, puściliśmy muzykę – wszystko w czysto wakacyjnym klimacie. Wystartowaliśmy w pierwszych kwalifikacjach i nagle okazało się, że udało mi się zdobyć całkiem dobry wynik na motocyklu trialowym. Wówczas przyszło do mnie dwóch panów z KTM, proponując start

Zdjęcie: Lukas Nazdraczew/Red Bull Photofiles

W pierwszym meczu na Stadionie Narodowym Polska (Błażusiak, w locie) zremisowała ze Stanami Zjednoczonymi (Ronnie Renner). Na zdjęciu widać, że mogliśmy wygrać gdyby „naszego” nie „poniosło”


Zdjęcia: Jonty Edmunds (2), Taddy Blazusiak (1)

Od kiedy Tadek jako nieznany debiutant pokonał światowej sławy legendy, jego własna gwiazda lśni coraz mocniej, a on sam ustawia sobie poprzeczkę dużo wyżej niż dotychczasowe standardy

61


Sukces nie szkodzi Tadkowi. Ma z nim do czynienia już od szóstego roku życia

Znalezienie zdjęcia Błażusiaka bez charakterystycznego uśmieszku to nie lada wyczyn... te w kasku się nie liczą

w zawodach na ich najnowszym modelu motocykla. Ja wtedy nie miałem kontraktu, pierwszy raz od 10 lat. Pomyślałem sobie: „może pojadę, ale najpierw muszę zobaczyć, co to w ogóle za motor”. Na chwilę przed drugimi kwalifikacjami wsiadłem na nową maszynę, ustawiłem kierownicę, ustawiłem klamki i pojechałem. Bum! Pierwszy w kwalifikacjach. Czyli jest dobrze. Przed zawodami to samo – postanowiłem się bawić, założyłem gogle i jadę. Bach. Znowu pierwszy. Następny zawodnik przyjechał sześć minut za mną. Nokaut. Tak doszliśmy do stanu, w którym obecnie się znajdujesz. W ciągu trzech lat od tamtych zawodów zmieniłeś dyscyplinę, dwukrotnie obroniłeś tytuł w Erzbergu, zdobyłeś Puchar Świata Enduro, mieszkasz w Hiszpanii, pracujesz głównie w USA, do Polski zaglądasz, gdy trzeba pojeździć po Stadionie Narodowym dla Red Bulla, w Nowym Targu bywasz jeszcze rzadziej. Jak teraz wygląda Twoje życie? Moje życie tak naprawdę nie zmieniło się jakoś drastycznie. Mieszkałem w Hiszpanii już od jakiegoś czasu, jeździłem na zawody co weekend i robiłem swoje. Zmieniła się tylko dyscyplina, zmienił się motocykl, zmienił się team i zmieniła się rozpoznawalność, bo popularność tego sportu jest większa. Sama podstawa jest ciągle taka sama – tryb życia, treningi. Nie przewróciło Ci się w głowie? Ja wiedziałem, czego się spodziewać i jak to działa. Różnica była taka, że tam byłem jednym z najlepszych małolatów, a tu nagle jestem najlepszy. Po prostu jestem najlepszy, jestem dwa kroki do przodu przed resztą. No dobra, a dlaczego Hiszpania? Jeśli mamy być dokładni, to nie Hiszpania, a Andora. Mieszkam tam, bo jestem góralem i kocham góry. Jestem Polakiem urodzonym w Nowym Targu, przez większość życia w Polsce 62

mieszkałem w Krakowie, ale czuję się góralem i czuję się Polakiem. Żyję w Andorze, bo lubię słońce i ciepło. Mógłbym mieszkać w południowej Hiszpanii, ale Andora ma fantastyczne góry. Tak to można wytłumaczyć. A jak to wygląda w USA? Tam też masz dom z basenem? Oczywiście. Tylko samo korzystanie z „basenu” jest utrudnione. Wszystkim może się wydawać, że jadę do Kalifornii i siedzę w jacuzzi z dziewczynami w bikini, ale ja tam jadę do pracy – zdobyć mistrzostwo. Oczywiście mamy do dyspozycji dom wynajęty przez KTM, ale zwykle wygląda to tak, że wstaję rano i spotykam się z mechanikiem, który ma już spakowany motor. Idziemy na testy, trenujemy, kończę po południu, idę coś zjeść, zdrzemnąć się i wracam na siłownię. Później jest wieczór i jestem tak zmęczony, że od razu idę spać. Rano powtórka i tak przeleciało mi ostatnie pięć miesięcy, gdy siedziałem w Stanach. Wygrałem mistrzostwa – po to tam pojechałem – i wróciłem. Dochodzimy nareszcie do sedna naszego wywiadu. Zdobycie takiego mistrzostwa z pewnością uczyniło Cię osobą popularną. Czasami wydaje mi się, że w USA nie ma ludzi znanych. Powiedzmy, że idziemy coś zjeść. Jest Ronnie Renner, Grant Langston, jestem ja – topowi zawodnicy w swoich dyscyplinach, którzy biorą miliony dolarów z każdego kontraktu. Ludzie ich znają, ale maksymalną reakcją będzie podejście i przybicie piątki. I tyle. A u nas jak w restauracji siedzi Małysz, to trzeba mu zrobić zdjęcie, trzeba ulec manii. Nie ma Błażusiakomanii w USA? Nie masz swoich fanów? Mam dosyć sporą grupę fanów, ale to dzięki temu, że sporty motorowe w Stanach są szalenie popularne. W każdym miasteczku masz przynajmniej kilka torów crossowych. Możliwości

Zdjęcia: Jonty Edmunds (1), Taddy Blazusiak (1), Flo Hagena/Red Bull Photofiles (1)

Trudno powiedzieć, czy pokonani uśmiechają się, czy też może płaczą


Zdjęcie: Flo Hagena/Red Bull Photofiles (1)

Osobom, którym to zdjęcie kojarzy się z filmem „Kingsajz” tłumaczymy, że w wyścigu na górze Erzberg Tadek jest PoloCocktą

do uprawiania tego sportu są większe, zatem więcej osób jeździ. Więcej osób kupuje sprzęt, ciuchy, bilety na zawody. Podczas każdej edycji Pucharu Świata trybuny były wypełnione publicznością: 10–15 tysięcy osób za każdym razem. Ilu z nich przyjeżdża kibicować Polakowi z Nowego Targu? Myślę, że mam dosyć spore grono kibiców. Otrzymuję także duże wsparcie od Polonii. Ostatnio na zawody w Denver przyjechały dwa autokary z Chicago. To sześć godzin drogi w jedną stronę, a oni przyjechali tylko zobaczyć zawody. Ciężko jest ocenić, jak bardzo jestem tam rozpoznawalny. Na pewno otwierając w sezonie gazetę o sportach motorowych natkniesz się na zdjęcie, wywiad lub cokolwiek innego. Stałem się częścią branży. Na zawodach enduro jestem numerem jeden; jak ktoś się interesuje tym sportem, to z pewnością o mnie słyszał. Wystąpiłem u Travisa Pastrany w Nitro Circus, prowadziłem rozmowy na temat własnego reality show, ale problem polega na tym, że na większość z tych rzeczy nie mam obecnie czasu. Staram się robić swoje – jeździć na motocyklu. W takim razie powrót do Polski musi być dla Ciebie dużą odmianą. Wyjeżdżasz ze świata, w którym ludzie przyjeżdżają autobusami obejrzeć Twoje przejazdy, a tu wychodzisz na ulicę i możesz liczyć na sporadyczne reakcje. Ale to ma też swoje pozytywne strony. Odpada pewne brzemię. Zakładasz okulary przeciwsłoneczne i idziesz normalnie na piwo. Taki scenariusz też mi pasuje. Zastanawiam się dlaczego tak jest. Dlaczego tak popularny Polak jest nierozpoznawalny na własnym gruncie? W Polsce jest strasznie skrzywiona pewna rzecz: albo cię tu nie znają, albo cię ubóstwiają. Nie ma stadium pośredniego. Znają cię tylko wtedy, gdy masz sukcesy na miarę wspomnianego Orła z Wisły. Poza tym sporty motorowe w naszym kraju są

wciąż słabo rozwinięte. Największą popularnością cieszy się żużel. Motocross, enduro – te dyscypliny są nadal mało dostępne i do kibicowania im nie wystarczy siąść na trybunach owalnego toru. Przez to kuleje sprzedaż sprzętu, organizacja zawodów i co za tym idzie, popularność zawodników. Poza tym w Polsce nie istnieje tak naprawdę sport zawodowy. Istnieje tylko kilka firm, które posiadają poważne pieniądze i są branżowo zainteresowane sponsorowaniem danej dyscypliny. Twoim zdaniem tak było i będzie? Czy może kiedyś będzie inaczej i jak będziesz wracał do Polski, to nie będziesz się czuł jakbyś wracał z wielkiego świata na wieś? Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć. Staram się po prostu zająć się swoją pracą – jazdą na motorze. To, co się będzie działo wokół, jest tylko dodatkiem do mojego głównego celu. Muszę zająć się sobą, muszę się skoncentrować na tym, aby mieć dobry motocykl, żeby mój mechanik był tam, gdzie ma być, żeby moje motory były tam, gdzie mają być i żeby wszystko się zgadzało. Ja mam swoją wizję, przez całe życie miałem plan. Mam nadzieję, że kiedyś polskie podejście do sportów motorowych zmieni się na lepsze, ale wątpię czy uda mi się dożyć tych pięknych czasów. Może kolejnym zawodnikom będzie łatwiej. W paru kwestiach z pewnością przetarłem szlaki, ale jeszcze wiele szlaków zostało do przetarcia. A może po zakończeniu kariery zawodowej zajmiesz się promocją swojej dyscypliny? Zorganizujesz jakieś zawody? Może i tak będzie. Nie myślę o tym. Przede mną ciężki sezon: Erzberg Rodeo, Indoor World Cup, Mistrzostwa Świata Cross Country… Obecnie skupiam się jedynie na startach w zawodach. Taddy vs. Renner w nocnym wyścigu: Red Bulletin Print 2.0 Oficjalna strona Tadka: www.tblazusiak.pl

63


A KC JA

64


florencki gol „Calcio” po włosku znaczy piłka nożna. Jednak Calcio Storico, które odbywa się co roku we Florencji, ma z nią niewiele wspólnego. Ma za to długą tradycję, która sięga czasów rzymskich. Tekst: Norman Howell, Zdjęcia: Niels Ahlmann Olesen


D

wóch mężczyzn z zaciśniętymi pięściami naciera na siebie. Słychać gardłowy ryk oraz odgłosy sypiącego się wokół piasku. Jeden z zawodników blokuje drugiego. Nagle podchodzi starszy, nobliwie wyglądający jegomość i kładzie dłoń na karku jednego z nich. Obaj natychmiast przerywają walkę – to tylko trening. Właściwy pojedynek odbywa się w niezwykle pięknej i malowniczej scenerii. Po prawej stronie florencka Bazylika Santa Croce – potężna i onieśmielająco monumentalna (tu pochowano Michała Anioła, Galileusza, Machiavellego i Rossiniego), po lewej zaś wznoszą się marmurowe pałace. Pośrodku na płytach chodnikowych usypano dywan grubego piasku, na którym tłoczą się „calcianti” – pięćdziesięciu siedmiu zawodników Calcio. Popychają się, szturchają, przewracają i powalają innych, a wszystko za sprawą piłki, której w ogólnym zamieszaniu prawie nie widać. Aby wygrać, trzeba umieścić ją w bramce, która ma szerokość całego pola walki, ale tylko metr wysokości. Drużyna, która umieści piłkę w siatce, zdobywa punkt, a jeśli piłka zostanie przestrzelona ponad siatką, pół punktu zyskuje drużyna przeciwna. Trzech sędziów i dwóch kapitanów – jednym z nich jest siwowłosy senior, który wcześniej przerwał trening zawodników – mają za zadanie utrzymać akcję we właściwym polu. Gra nazywa się „Calcio Storico Fiorentino” i już tradycyjnie rozgrywana jest pomiędzy drużynami z czterech dzielnic: Santa Maria Novella, Santo Spirito, Santa Croce i San Giovanni. Nagrodą jest „vitella” – żywe cielę, które w nagrodę dostają brudni i podrapani zawodnicy wygranej drużyny. Zwycięzcy będą świętować do późnej nocy. Cielak nieco krócej. Po raz pierwszy Calcio odbyło się w 1530 roku, na znak drwiny z oblegających wtedy miasto wojsk cesarskich. Początki sportu sięgają jeszcze dalej. Już rzymscy legioniści – aby utrzymać formę – trenowali „harpastum”, co znaczy mniej więcej „szybko złapać”. Florentyńczycy utrzymują klasyczną formację bojową legionów rzymskich, walcząc w czterech równoległych rzędach. Gra trwa piętnaście minut. Nie przewidziano przerw, z wyjątkiem tych, które są konieczne do opatrzenia rannych (faule są zawsze mile widziane). Grę rozpoczyna sędzia, wyrzucając piłkę w górę. Zawodnik, któremu w ogólnym tumulcie uda się ją złapać, ucieka z piłką w asyście biegaczy, którzy akurat nie są zaangażowani w walkę wręcz z przeciwnikami. Z każdym kolejnym krokiem eliminowany jest jeden z jego strażników, aż ostatecznie musi biec bez żadnej ochrony. Przy odrobinie szczęścia zbliży się nieco do bramki przeciwnika. Gdy szczęście mu nie dopisze, polegnie pod murem drużyny przeciwnej: deptanie, podstawianie nóg i szarpanie jest na Piazza Santa Croce w bardzo dobrym tonie. Podczas gry widoczne jest pokrewieństwo z piłką nożną (formacja 4-4-2 z lewym i prawym obrońcą oraz bramkarzem), rugby („tackling”, powalanie na ziemię, charakterystyczne podania) oraz futbolem amerykańskim („blockerzy”, walka bez piłki, 66

Gra rozpoczyna się na placu Santa Croce zaraz po zakończeniu historycznej procesji, w której udział biorą także zawodnicy (zdjęcie na dole po lewej). Na ich twarzach widać radość oczekiwania na spektakl. Pod strojami zawodników kryje się istotny element sprzętu ochronnego (środkowe zdjęcie na następnej stronie)


A KC JA

Sędziowie musza mieć na oku 57 wichrzycieli, co jest raczej niewykonalnym zadaniem.

67


A KC JA

Szybkość i refleks są równie ważne, co siła mięśni

68


A KC JA

Nazwać Calcio Storico sportem kontaktowym to poważne niedomówienie.

podawanie do przodu i ucieczka). Po niektórych drużynach widać, że mają profesjonalne zaplecze trenerskie. Jedni przygotowywani są przez zawodowego trenera rugby, inni wplatają do gry więcej elementów wrestlingu, boksu i biegania. Od października większość „calcianti” trenuje nawet trzy razy w tygodniu, czego efektem są pięknie wyrzeźbione ciała zawodników. Jednak bez względu na reprezentowaną przez siebie formę, nie okazują oni słabości i bez namysłu rzucają się nawet na lepiej zbudowanych przeciwników. Miejsca za bramką zarezerwowane są dla fanów każdej drużyny; obszar wzdłuż dłuższych boków boiska zajmują pozostali obserwatorzy. Nie ma wśród nich wielu turystów, co wynika z faktu, że opinie zarządu miasta na temat Calcio Storico są podzielone. Z jednej strony jest to lokalna tradycja, która podobnie jak wyścigi konne Palio w Sienie, mogłaby z łatwością ściągnąć do miasta dziesiątki tysięcy turystów. Z drugiej – związane z Calcio bójki nie należą do rozrywek familijnych i obniżają turystyczną atrakcyjność wydarzenia. Policja florencka w ciągu ostatnich trzech lat przyjęła około setki zgłoszeń z powodu uszkodzenia ciała w czasie trwania Calcio. Właśnie dlatego w ubiegłym roku rozgrywki odwołano. Dziś próbuje się grę ucywilizować przy pomocy kilku ograniczeń, ale z Calcio nigdy nie można było sobie do końca poradzić. „Calcio zawsze działało jak wentyl” – tłumaczy 87-letni Gianfranco Franchi, od 60 lat mistrz ceremonii Calcio Storico. W latach 30. grę opanowały faszystowskie bojówki, a w latach 70. służyła lewicowym i prawicowym ekstremistom jako pretekst do wymiany ciosów. Wracając do tematu... Kilka godzin wcześniej przed kościołem Santa Maria Novella w Santa Croce odbywa się kolorowa procesja: pięciuset „figuranti” w kostiumach z epoki renesansu, na koniach, z szablami za pasem i historycznymi armatkami

u boku, wygląda imponująco. Tak, jakby właśnie zeszli z obrazu Giotto. A potem nadchodzą zawodnicy, którzy wcześniej zbierali się w Novoli – miejscu tradycyjnego targu. Noszą białe podkoszulki, szerokie spodnie na wzór średniowieczny, długie skarpety i sportowe buty. W większości są młodzi, szczupli, mają tatuaże i ogolone głowy, ale jest wśród nich też kilku otyłych osiłków w typie dyskotekowych bramkarzy. Do rozpoczęcia gry pozostała niespełna godzina. Na swoich stanowiskach są już Czerwoni i Biali; rozgrzewają się, rozciągają mięśnie, plotkują i palą. Mario Morelli jest trenerem Białych. Nosi białe spodnie, biały t-shirt i wyłamujące się stylem czarne buty „campery”. „Moi chłopcy są świetnie przygotowani” – mówi. „Ale i tak zobaczymy tylko namiastkę tego, co było wcześniej”. Aby uratować rozgrywki po ubiegłorocznym zakazie, organizatorzy zgodzili się na bolesne ustępstwa. To, że do gry dopuszczani są jedynie młodzi, nienotowani na policji zawodnicy, można jeszcze przeboleć. Jednak by opanować wybujały lokalny patriotyzm, po raz pierwszy pomieszano składy drużyn. „Po stronie Białych zagra kilku Czerwonych” – mówi Morelli z trudno skrywaną złością. „W mojej opinii to niedopuszczalne, ale to jedyny sposób, aby uratować Calcio; musieliśmy się zgodzić”. Fakt, że wielu starszych, doświadczonych graczy nie może wziąć udziału w grze, oburza Antonio Scana, który sam jest starszym, doświadczonym graczem. „Jesteśmy potrzebni, by na polu walki uspokajać sytuację, gdy młodym chłopcom gotują się głowy” – złości się Scana. Wreszcie gra rozpoczyna się. W powietrzu czuć pasję walki, a towarzyszy temu ryk tłumu. W kolorowej scenerii placu Santa Croce obecna jest także nadzieja, że ten starożytny, emocjonujący, ale i krwawy spektakl przetrwa jeszcze długie lata... Finały Calcio Storico co roku odbywają się 24 czerwca

69


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Zobacz jak najlepszy amerykański skateboarder rozkręca nową rewolucję

Revoluci de Skateboard Cuba Ryan Sheckler spotyka Che, poznaje kubański świat skateboardingu i cieszy się z poplamionej koszulki. Zwiedzamy komunistyczną Kubę w towarzystwie deskorolkowego mistrza Stanów Zjednoczonych. Tekst: Ruth Morgan, Zdjęcia: Jody Morris

70


贸n


Ryan ze skejterami z ekipy 23-y-G: (od lewej) Fernando, Roberto i „nieoficjalnym” liderem – Che. „Można się tu wiele nauczyć” – mówi Ryan. „Ci goście nie siedzą i nie narzekają, lecz wyciągają to, co najlepsze z każdej sytuacji”


A KC JA

P

odczas nocnych wypadów skejtowych pada wiele przekleństw, ale jeszcze więcej głośnych okrzyków radości. Dziś dużo się dzieje. W mieście jest Ryan Sheckler. I nie tylko jest w mieście – on już zanurzył się w społeczność skejterów. To, że jest on w Hawanie, a wraz z nim wielki odległy świat, wielu wydaje się cudem: filmy video i czasopisma są na Kubie przekazywane z ręki do ręki, a nielegalne łącza internetowe z międzynarodową społecznością skateboardową popodłączane w zatęchłych pokojach na tyłach domów. Życie na desce trzeba tu sobie wywalczyć. Organizatorem spotkania z Shecklerem jest Che. Ma 36 lat, jeździ od ponad 20 i jest kimś w rodzaju nieoficjalnej wizytówki skateboardowej Hawany. Już sam wygląd Che nie pasuje do Kuby. Tatuażysta i pasjonat deskorolki mówi: „To, że mam tatuaże i jeżdżę na desce, nigdy nie podobało się mojemu ojcu”. Jego pełne nazwisko brzmi Che Alexandro Pando Napoles, na cześć Che Guevary i Fidela Castro. Z biegiem lat ojciec przywykł do stylu życia syna i dał mu nawet symboliczne przyzwolenie. Che wytatuował sobie na prawej ręce Castro. Był to jego pierwszy samodzielny projekt. 73


A KC JA

Skateboarding pojawił się na Kubie w latach 80., wraz z rozprowadzanymi na czarnym rynku czasopismami amerykańskimi i szybko rozprzestrzenił się na ulicach Hawany. Pionierzy deskorolki montowali rosyjskie wrotki do drewnianych desek. Nowoczesny sprzęt można było dostać jedynie wtedy, gdy zagraniczni turyści pozostawiali części swojego. Jak brakowało zaopatrzenia, wracało się do domowej roboty desek, wykonywanych pieczołowicie ze sklejki na miejscowych prasach i uzupełnianych o koła i osie ze starych desek lub wrotek. Che obiecywał niedowierzającym dzieciakom przylot Ryana Shecklera od miesięcy. „Wielu skejterów mocno odczuwa izolację Kuby” – mówi. „Ludzie nie mogą się stąd wydostać, więc wydaje im się, że nie jest też łatwo tutaj przylecieć. Fakt, że ktoś taki jak Ryan przyjedzie do nas, jeszcze kilka miesięcy temu był po prostu niewyobrażalny”. Dziś jednak codzienne troski są na dalszym planie. Ludzie cisną się na placu aż po krańce ulic. Młodzi wspinają się na posągi, aby lepiej widzieć. Ci starsi, w dżinsach i koszulkach z Michaelem Jacksonem, dryfują pomiędzy ciekawością a dystansem. Na twarzach skejterów maluje się lekko prześmiewczy uśmiech – pod pachą deski, poszarpane grip tejpy, pocerowane sneakersy. Ryan Sheckler patrzy i uśmiecha się. Gwiazda, która ma własny styl, której poświęcony jest znany na całym świecie program w MTV łączący muzykę ze sportem, chłopak który w Kalifornii zbudował własny skatepark – nagle jest pośród nich i niezależnie od markowych ciuchów jest po prostu jednym z nich. Sheckler śmieje się i przybija piątki z kubańskimi dzieciakami, jakby byli starymi kumplami. Skejterzy różnych „szkół” otoczeni ogromnym tłumem zachwyconych widzów czekają na swoją kolej. Szybko tworzy się team. Wyczarowują na betonie kickflipy i bigspiny, wykonują ledge backsidy, tailslidy i 50-50’s. Są to członkowie 23-y-G. Nazwali się tak na cześć jednego ze skateparków znajdującego się pomiędzy dwiema głównymi szosami: 23-ką i G. To właśnie w tym miejscu narodził się na Hawanie skateboarding. Z braku odpowiednich skateparków Kubańczykom nie pozostało nic innego, jak dojść do mistrzostwa w streetskateboardingu. Trenują w atmosferze przyjacielskiego, ale bardzo ambitnego współzawodnictwa. „Tu jest inaczej” – mówi Sheckler. „Kiedy trenuję w domu i coś mi nie wyjdzie, wszyscy się śmieją. Kiedy trik się uda – są jak zahipnotyzowani. Tu, jeśli 74

upadnę, każdy mówi: „Nie przejmuj się, prawie ci wyszło. Taki duch tu panuje, te dzieciaki są obłędne”. Team spędza tydzień towarzysząc Shecklerowi przy jego ulubionych trikach. Były argentyński mistrz surfingu i filmowiec Thomas Crowder od prawie czterech lat pracuje nad filmem o tutejszej scenie skateboardowej, dodatkowo organizuje w całym kraju oficjalne zloty i pracuje nad postawą władz w podejściu do skateboardingu. Choć rząd zagwarantował chęć wspierania sportów akcji w kraju, to zamieszanie administracyjne i brak środków nie ułatwiają pracy. Jego film, „The Other Che”, powinien – taką ma przynajmniej nadzieję – zwrócić uwagę na codzienną walkę skejterów o przetrwanie w kraju, w którym średnie miesięczne dochody wynoszą około 9 euro, ale także pokazać Kubańczykom prawdziwy potencjał tego sportu. „W sportach akcji przechodzi się podczas treningu przez wiele trudnych faz, ciągle próbuje się czegoś nowego. Nie udaje się, próbujesz znowu, znów się nie udaje, ale po jakimś czasie wychodzi. To podbudowuje twoją wiarę w siebie” – mówi. „Jeśli potrafisz zostawić strach za sobą i udaje ci się szczególnie trudny trik to czemu nie masz dać sobie rady z zupełnie innymi rzeczami, które inni uznają za niewykonalne? W kraju pełnym zwątpienia takie sporty mogą zdziałać wiele. Dają możliwość spojrzenia na życie z zupełnie innej perspektywy”. Gdy rozpoczyna się finalna runda pokazu, każdy z finalistów dostaje od Shecklera parę fabrycznie nowych Etnies’ów. Z niesamowitym wyrazem twarzy przyciskają do piersi pudełka z butami, tak mocno, jakby ktoś miał im je zaraz zabrać. Etnies’y trzymają się dłużej niż tanie sneakersy, które prawie codziennie rozwalają się w innym miejscu. No i są od samego Shecklera, co dodaje im blasku. Koniec pokazu to prawdziwy chaos. Shecklera otaczają fani. Tłumaczy im, jak wykonywać triki, pozuje do zdjęć z tłumem rozchichotanych dziewczyn, kładzie dłoń na ramieniu Roberto Ponsa z 23-y-G, chwali beatboxera za freestyle rap w języku, z którego nie rozumie ani słowa. „Totalny odjazd” – uśmiecha się szeroko. „Podoba mi się tu”. „Tutaj żyje się całkiem inaczej niż w Ameryce. Tam deskorolki kupić można hurtowo” – mówi. „Tutaj sporządzenie deski zajmuje tydzień. A żeby jeszcze uczestniczyć w normalnym życiu..., to wymaga ogromnej pracy i pasji. Od dziś będę ostrożniej traktował moje deski.


Sheckler kibicuje 17-letniemu Roberto. Skejter z teamu 23-y-G odkrył skateboarding podczas gry na konsoli „Tony Hawk’s Pro Skater”, którą przyjaciel przywiózł na Kubę z zagranicy. Na dole Ryan i fani, organizujący pokaz – Che oraz rapujący Roberto


Reinaldo Jorge Vicet Reyes ma 14 lat. Jest członkiem ekipy 23-y-G i na deskorolce jeździ od pięciu lat. Sport umożliwił mu nawiązanie nowych przyjaźni w czasach, kiedy miał problemy w szkole. Uważa, że rola Che w rozwoju grupy jest kluczowa. „Deskorolka zmieniła moje życie i w dużej mierze jest to zasługa Che” – mówi młody Hawańczyk. „Zawsze wszystkim się dzieli. Pomaga nam zdobywać buty, a jeśli komuś brakuje jakiejś części do deski, Che zawsze ją załatwi. Troszczy się o nas i jeśli jakiś nowy dzieciak nie ma swojej własnej deski, Che staje na głowie, żeby ją zdobyć. Bardzo nam pomaga”


Jeśli chodzi o wymyślanie najlepszych spotów, społeczność skejtowa w Hawanie jest bardzo pomysłowa. Na górze: Ryan testuje nie najświeższy basen. Z lewej: Fernando Verdecia Maseda z pasją poświęca się deskorolce mimo obiekcji ojca, miejscowego oficera milicji. „Mojego taty nie obchodzą te sprawy" – mówi. „Moja mama też nalegała żebym zajął się czymś innym, ale w końcu, dzięki mojemu uporowi i determinacji, uległa. Będę jeździł do końca życia i jeszcze dłużej. Jeśli tylko będziemy mieli możliwość zdobywania potrzebnych nam do uprawiania tego sportu środków, to możemy być równie dobrzy, jak ci najlepsi skejterzy na świecie”

Nie widziałem jeszcze miejsca, gdzie ludzie byliby tak wkręceni. Prawie nie mają za co żyć, ale współpracują i pomagają sobie nawzajem”. Trzynastu członków teamu zrobiło składkę, by podarować Shecklerowi koszulkę z napisem „23-y-G”. Dają mu ją nieco zmieszani, bo w jednym miejscu jest trochę poplamiona. Sheckler dawno już nie nosił poplamionego t-shirtu, dziękuje jednak serdecznie i jest wzruszony, to widać. Pomimo odmiennego stylu życia długo zachowa ten wieczór w pamięci, podobnie jak dzieciaki, które go otaczają. Che i chłopaki z 23-y-G nie są pewni swojej przyszłości, ale mają przynajmniej nadzieję na łatwiejszy dostęp do sprzętu i skateparków. Zbyt gwałtowne zmiany mogą nieść ze sobą też wiele problemów. „To, że ludzie z zewnątrz zaopatrują nas w materiały, nie jest rozwiązaniem na zawsze” – podsumowuje Che. „Nie chciałbym, żeby Kuba została całkiem skomercjalizowana. To byłby koniec naszego stylu życia”. „The other Che” – wspólna produkcja FUEL TV i Red Bulla – premiera już wkrótce. Więcej na: wuweifilms.com, www.redbullskateboarding.com

77


Zdjęcie: Ray Demski/Red Bull Photofiles


Więcej dla Ciała i Umysłu Ożywiamy ciało i ducha.

80 gabriella cilmi w hangarze-7 82 Zdobądź Sprzęt Felixa Baumgartnera 84 PORADY KAROLA BASZA 85 smart food 86 Red Bull cliff diving 88 Dzień & noc 98 felieton LIZUTA

Tak było w 2009 roku: w finale najlepsi cliff diverzy spotkali się nad jeziorem Vouliagmeni w Atenach. W tym roku będzie równie widowiskowo: cała seria zakończy się na Hawajach


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Hangar-7-Interview

Gabriella Cilmi

„No i zobacz, znowu mam kręcone włosy” – Gabriella Cilmi przeczesuje ręką swoje długie loki. „A przecież mówiłam temu fryzjerowi we Włoszech, że mają być proste. Może powinnam jednak popracować trochę nad swoim włoskim?” – uśmiecha się łobuzersko. Młoda australijska gwiazda jest w dobrym humorze. Zadziwiająco dobrym, jeśli wziąć pod uwagę, że od tygodni praktycznie bez przerwy udziela wywiadów i koncertuje, promując swoją drugą płytę „Ten”. To właśnie poczucie humoru i skłonność do autoironii wychodzą tej 18-latce najlepiej i pozwalają wyróżniać się na tle licznych jednodniowych castingowych gwiazdek. Gabriella Cilmi – młoda, silna kobieta, która dokładnie wie, czego chce: podbić świat. Albo przynajmniej serca tych, którzy lubią prawdziwą muzykę: soul, rocka albo disco. Dzięki swojemu wielkiemu hitowi – „Sweet About Me” – oraz nowemu albumowi jest na najlepszej drodze do osiągnięcia tego celu. red bulletin: Przyleciałaś właśnie z Melbourne, gdzie zaśpiewałaś australijski hymn przed wyścigiem F1... gabriella cilmi: Miałam straszną tremę! Po pierwsze dlatego, że ten wyścig GP był w moim rodzinnym mieście. Po drugie ze względu na 200 milionów ludzi przed telewizorami. Oczywiście w takiej chwili musiało coś nawalić: realizator dźwięku zapomniał podciągnąć mój głos na 80

Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Gabriella Cilmi śpiewa podczas wywiadu! Plus: najlepsze zdięcia jej występu w Hangarze-7

Gabriella Cilmi na żywo w Hangarze-7: dyskotekowe kawałki z nowej płyty mają sporo rockowego brzmienia. Zachwyca piosenką „Sweet About Me” i bisuje swoją wersją „Whole Lotta Love” Led Zeppelinów

konsolecie do transmisji telewizyjnej. Śpiewałam najgłośniej jak umiałam, a i tak nikt mnie nie słyszał. Moje rozczarowanie po występie złagodził trochę całus w policzek od Johna Travolty. Za kogo trzymałaś kciuki podczas wyścigu? Rodzina kibicowała Ferrari, ale moim faworytem był Sebastian Vettel. I oczywiście Mark Webber – w końcu to Australijczyk i bardzo życzyłam mu zwycięstwa w Grand Prix jego własnego kraju. Znalazłaś trochę czasu dla rodziny? Niestety nie, spędziłam wtedy w Melbourne tylko cztery dni, i to w ciągłym stresie. Ale widziałam się z najbliższymi dłużej podczas Bożego Narodzenia, na tradycyjnej uczcie u Cilmich. Cała rodzina przy stole, dużo różnych mięs: wołowina, zając, salami. Soulowa piosenka, która radykalnie zmieniła Twoje życie, nosi tytuł „Sweet About Me”. Wszyscy ją znają, ale mało kto wie, w jaki sposób podpisałaś kontrakt z wytwórnią płytową.

Zauważono mnie podczas włoskiego święta na ulicach Melbourne, gdzie razem z rodziną zbierałam datki na kościół. Było strasznie nudno, więc weszłam na scenę dla młodych wykonawców i bez żadnego przygotowania zaśpiewałam a cappella „Jumping Jack Flash” (piosenkę Rolling Stones – red.). Wśród słuchaczy był akurat jakiś gość z wytwórni płytowej i niedługo potem podpisałam kontrakt. „Jumping Jack Flash”? Taka młoda kobieta słucha takich staroci? Mój wujek był zapalonym kolekcjonerem muzyki. To dzięki niemu odkryłam Stonesów i Janis Joplin. A także Led Zeppelin – zespół, który wywarł na mnie wielkie wrażenie, zwłaszcza ich wokalista, Robert Plant. „Houses of the Holy” to jedna z moich ulubionych płyt. Powiedziałaś kiedyś, że jesteś kobiecą wersją Roberta Planta. Kto w takim razie jest twoim Jimmym Page’em (gitarzysta Led Zeppelin – red.)?

Zdjęcia: helge kirchberger (2)

Od ulicznego festiwalu do światowego tournée, od zostawania za karę po lekcjach w szkole dla dziewcząt do ceremonii Brit Awards Show z Lady Gagą. W życiu Gabrielli Cilmi wiele się zmieniło w ciągu ostatnich dwóch lat. A przecież ma ich tylko 18 i to dopiero początek.


Zdjęcia: helge kirchberger (3)

WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Trudne pytanie. Chyba Matthew Bellamy z brytyjskiego zespołu Muse. Zawsze gdy słucham go na żywo, po prostu odpływam. Dla mnie to geniusz. Przypominasz sobie chwilę, w której uświadomiłaś sobie, że „Sweet About Me” jest hitem? W radiu usłyszałam po raz pierwszy tę piosenkę, będąc w perfumerii. Ukradkiem rozejrzałam się, żeby sprawdzić, czy ktoś zorientował się, że jest moja. I co? Ktoś cię rozpoznał? Gdzie tam! Swój sukces uświadomiłam sobie za pośrednictwem członków rodziny. Za każdym razem, gdy znaleźli jakiś artykuł na mój temat, dzwonili do mnie z Australii do Londynu. Na początku wiedzieli lepiej ode mnie, co się wokół mnie dzieje. Twój nowy album – w przeciwieństwie do debiutanckiego „Lessons To Be Learned” – jest pełen odwołań do lat osiemdziesiątych. Czyżby jakiś nowy kierunek? Chciałam spróbować czegoś nowego. Na początku nie wiedziałam dokładnie czego, aż do momentu, gdy kolega z zespołu dał mi płytę Donny Summer – „I Remember Yesterday”. To czysta magia! Przede wszystkim piosenki, które Donna nagrała z Giorgio Moroderem. Te stare dźwięki syntezatorów, a do tego sposób, w jaki operuje głosem – ślady tych wysokich falsetów wyraźnie słychać na płycie „Ten”. Jest ona zdecydowanie bardziej groovy niż mój pierwszy album. Gdy zobaczyłem okładkę, na której trzymasz kamerę i jesteś owinięta tylko celuloidową taśmą filmową, przypomniał mi się pewien cytat. Podczas Brit Awards powiedziałaś podobno, że Lady Gaga powinna w końcu coś na siebie założyć. Co to miało znaczyć? Wypaczono sens mojej wypowiedzi! Podczas ceremonii Brit Awards było naprawdę zimno, a Lady Gaga miała na sobie tylko szorty. Mówię szczerze: bardziej troszczyłam się o jej zdrowie, niż o tę śmiałą kreację. Jeśli miałoby Ci się nie udać rozwinąć w branży muzycznej, masz jakiś plan B? Nie bardzo, ale chciałabym być przewodniczką w muzeum. Serio? W muzeum sztuki czy w muzeum historii? W muzeum tortur. Lubię krwawe akcje. Poza tym zawsze fascynowały mnie średniowieczne opowieści, na przykład o złodziejach, którym obcinano palce. Na pewno fajnie jest straszyć odwiedzających takimi historyjkami! Daty koncertów, klipy oraz blog piosenkarki... To wszystko na www.gabriellacilmi.com

Rach ciach: ulubiony nóż Cornelii Poletto został stworzony specjalnie dla niej, jak uszyte na miarę ubranie

Rzecz gustu: Tajemnice topowych kucharzy.

Nie bez mojego noża! Trzy pytania do Cornelii Poletto, szefowej kuchni w hamburskiej restauracji „Poletto”. Czego nie może zabraknąć w kuchni? „Fleur de Sel” – odpowiada szefowa kuchni, która wprawdzie pochodzi z Niemiec, ale podbiła hanzeatyckie miasto kuchnią śródziemnomorską. Do tego można jeszcze dodać recenzję Gourmeta na temat Poletto: jest ona jedną z ośmiu kobiet wyróżnionych gwiazdką Michelina; praktykowała i zawodu uczyła się od samego Heinza Winklera w Aschau. „W tamtych czasach nie były dostępne naturalne sole w kryształkach” – mówi Poletto. „Tematem soli zaczęłam interesować się siedem lat temu. Dzięki temu prostemu składnikowi można znacznie polepszyć aromat. Odrobina Fleur de Sel na steku, hmmmm! Teraz panuje moda na różne mieszanki przypraw, a znaczenie neutralnej soli schodzi na dalszy plan”.

Czego kiedyś nie lubiła? „Jako dziecko nie cierpiałam brukselki” – wyznaje Poletto. „Na talerzu wydawała mi się żółta i wstrętna!”. Dziś wprost przepada za tym warzywem. „Wystarczy ją tylko lekko zblanszować, a brukselka nie straci koloru, nadal będzie zielona i chrupka”. Obecnie Poletto nie przepada za fenkułami. To jedyne warzywa, które jej nie smakują. „Niezwykłą przyjemność sprawiają mi dzikie zioła: werbena, trawa cytrynowa, dziki koper. Przy każdym daniu są niezbędne, jak kropka nad i”. Najważniejsze urządzenie kuchni? „Japoński, ręcznie wyklepany nóż” – mówi Poletto. I dodaje: „Zabrałabym go ze sobą na bezludną wyspę, gdyż dzięki niemu udałoby mi się przeżyć. Kucharz bez zadbanego, ostrego noża nie powinien nazywać się kucharzem”. Cornelia Poletto w maju 2010 gotuje gościnnie w restauracji Ikarus w Hangarze 7: hangar-7.com

81


WIĘCEJ DLA CIAŁA I UMYSŁU

Lekki bagaż dla ciała i serca

Zdjęcie: kurt keinrath

Felix Baumgartner – BASE-jumper, spadochroniarz, pilot helikoptera, człowiek w drodze między niebem a ziemią w projekcie Red Bull Stratos – zdradza nam, co jest dla niego niezbędne na codzień.


DVD Player Magnavox MPD850 8.5 cala ...do moich amerykańskich DVD. Nokia N90 mini Rozsuwany telefon z pełnowartościową klawiaturą, ekranem dotykowym, kamerą 5-MPix i optyką Carl-Zeiss. Dwa shoty Red Bulla Energia od czasu do czasu (mam też ze sobą kokosowe batony). Słuchawki Dr. Dre Model „Beats Spin High Performance Professional” – rozkosz dla uszu, do tego wygląda ekstra! Moja dziewczyna, Nici Jej zdjęcie mam zawsze przy sobie, ale wybaczcie: Nici jest moją tajemnicą. Wykałaczki Może niezbyt fotogeniczne, ale zawsze przy mnie – na w razie czego... Książka o Che Guevarze Biografia autorstwa Johna Lee Andersona – od dwóch lat staram się ją przeczytać, ale 700 stron i moje życie jakoś nie dają się zsynchronizować. Okulary przeciwsłoneczne Ray Ban RB 3025 Aviator: wyglądają skromnie, lecz szykownie. Walizka „Harvest” Alternatywa, gdy znudzi mi się torba marki Diesel. Amerykańskie prawo jazdy …do mojego drugiego miejsca zamieszkania. Samochód? Ford GT. Blok rysunkowy Prezent gwiazdkowy od mojej asystentki, Lisy. Na okładce Lisa wygrawerowała „502” – mój numer B.A.S.E. (ten numer widnieje na wszystkich moich rzeczach, www.felixbaumgartner.com). Książka lotów Hej, przecież to powinno być w moim helikopterze! 83


Więce j dla Ciała i Umysłu

Jak stanąć do rywalizacji z Vettelem tak, aby z kół nie wystawała słoma?

Cztery kroki do formuły

Karol Basz jest asem w karcie, a raczej asem w rękawie polskiej szkoły zawodowego kartingu. Jako wychowanek RK Kart Team zgarnia tytuły poza granicami naszego kraju. Wszyscy amatorzy pragnący wystartować w zawodach Red Bull As w Karcie mogą być spokojni – zawodowi kierowcy dostali zakaz udziału w mistrzostwach

84

1. POCZĄTKI Najważniejszy w karierze kierowcy gokartowego jest wiek. Im wcześniej zaczniesz ścigać się na torze, tym lepiej dla Twoich umiejętności i tym samym dla przyszłej kariery. Aby myśleć poważnie o karierze zawodowej, trzeba zacząć trenować już w wieku dziesięciu 10 lat. Oczywiście zdarzają się kierowcy, którzy zaczynali później, ale jest także masa takich, którzy zaczynali znacznie wcześniej i tym zazwyczaj jest dużo łatwiej. Dodatkowo trzeba być dobrze przygotowanym fizycznie i pasjonować się motoryzacją. Gdy już zaczniemy osiągać coraz lepsze wyniki i myśleć poważnie o zawodach, to przydatna może się okazać licencja kierowcy gokartowego. Ja swoją wyrobiłem w Radomiu, gdy miałem 9 lat. Licencja jest niezbędna, aby móc wjechać na zagraniczny tor. Na szczęście polskie tory są dostatecznie dobre, aby przygotować młodych kierowców do egzaminu – ja na przykład przed zdobyciem licencji trenowałem na hali gokartowej w Krakowie.

2. SPRZĘT W Polsce jest dostępny sprzęt, z którym można stawiać pierwsze kroki na torze, jednak najlepszym wyjściem będzie bezpośredni kontakt z producentami zagranicznymi. We Włoszech istnieje blisko 30 torów gokartowych, dlatego na rynku jest wielu dobrych producentów sprzętu. Ważne w skompletowaniu sprzętu jest nie tylko kupienie podwozia, silnika i pozostałych części, ale także znalezienie dobrego mechanika, który będzie w stanie to wszystko dobrze poskładać i w razie potrzeby naprawić. 3. ZAWODY Mając gotowy sprzęt i zdobytą licencję, możemy już pomyśleć o zawodach. W Polsce zawody organizowane są przez PZM, ale brakuje na nich zawodników. Moim zdaniem należy rzucić się od razu na głęboką wodę i wystartować za granicą. Startując na poważnych wyścigach, uczysz się znacznie szybciej i łapiesz progres. Im więcej startujesz, tym lepiej znasz trasę, lepiej czujesz się z innymi kierowcami na torze i zaczynasz osiągać coraz lepsze

wyniki. Jeżeli Twoje osiągnięcia zostaną dostrzeżone przez sponsora, to staniesz przed szansą zredukowania przynajmniej kosztów sprzętu. Schemat zdobywania sponsora jest prosty: zawodnik musi być medialny, a media piszą o dobrych wynikach. Jak to osiągnąć? Ważna jest technika jazdy i progres. Kierowca musi za każdym razem wykonać w miarę równy przejazd, znaleźć idealną linię i trzymać się jej do końca. 4. ŻYCIE POZA TOREM Najwięcej problemów to nieobecności w szkole. Wielu kierowców w moim wieku zakończyło już edukację. Ja staram się jeszcze skończyć liceum w trybie indywidualnym. Ważne jest także znalezienie czasu na inne dyscypliny sportowe. W wyścigach dobra kondycja jest kluczowa, dlatego staram się trenować na siłowni i dużo biegać. Na szczęście częste podróże i treningi nie powodują, że jestem totalnie odcięty od prywatnego życia. Zawsze znajduję czas dla znajomych i rodziny. Zostań mistrzem: redbullaswkarcie.pl

Zdjęcia: ROBERT LASKA/RED BULL PHOTOFILES, RONEN TOPELBERG/RED BULL PHOTOFILES

Krótki poradnik Karola Basza, mistrza gokartów i przyszłego kierowcy F1 – dla tych wszystkich, którzy chcą wziąć udział w zawodach Red Bull As w Karcie i zmierzyć się w finale z Sebastianem Vettelem.


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

À la Carte

Jedzenie z głową

Tekst: Uschi Korda. Zdjęcia: HELGE KIRCHBERGER/Red Bull Hangar-7 (3), Sonja Ruckstuhl

Jedzenie korzystnie wpływa na mózg? Żaden problem, głosi technologia żywienia. Dopasowane do indywidualnych potrzeb menu to nowy trend. Zgodnie z nim „podkarmiać” można także dobry nastrój i urodę.

Szwajcarka Marianne Botta jest magistrem inżynierem technologii żywienia. Wspólnie ze znanym kucharzem Rolandem Trettlem opracowała smakołyki poprawiające urodę, funkcjonowanie mózgu i nastrój. Potraw tych można teraz spróbować w barze Mayday, w Hangarze-7

Risotto z dzikiego ryżu z duszoną papryką, algami i tofu

Łosoś z jajkiem i ogórkiem

Kurczak sauté z liśćmi szpinaku, orzechami nerkowca i czerwonym curry

Beauty food Zachować młody i atrakcyjny wygląd: Marianne Botta uważa, że można to osiągnąć bez wysiłku i diet. Glikacja, czyli łączenie się białek z cukrami, przyspiesza proces starzenia się, dlatego ostro przyprawione, smażone i przypieczone produkty, np. frytki, są zakazane (w wysokiej temperaturze dochodzi do reakcji cukrów z węglowodanami i białkami). Lepsze są produkty gotowane lub duszone – ich spożycie opóźnia powstawanie zmarszczek. Niekorzystnie działa też nadmiar kawy. Najwięcej białka potrzebnego organizmowi do wytwarzania keratyny, wzmacniającej włosy i włókna łącznotkankowe skóry, dostarcza tofu. Jeśli ktoś ma problemy z cerą, powinien unikać skórek drobiowych, żółtek i podrobów, ponieważ zawierają kwas arachidonowy, z którego powstają związki pobudzające reakcje zapalne w komórkach skóry. Lepiej sięgnąć po olej z kiełków pszenicy, który dzięki zawartej w nim witaminie E przyspiesza gojenie się blizn.

Brain food Ten, kto musi długo zachować koncentrację, nie powinien jeść niczego ciężkostrawnego. W tym wypadku krew odpłynie do żołądka, co nie sprzyja optymalnej pracy mózgu. Ukrwienie mózgu wspomagają natomiast witaminy: C (kiwi, papryka, owoce dzikiej róży) oraz E (kiełki pszenicy, orzechy). Długotrwałej koncentracji sprzyja stały poziom cukru we krwi – można go osiągnąć jedząc pumpernikiel. Bardzo niekorzystnie działa glukoza (cukier gronowy): jej spożycie wywołuje szybki wzrost, a następnie spadek poziomu cukru. Jeśli jesteśmy zmęczeni, warto sięgnąć po banany, suszone owoce czy orzechy. I oczywiście dużo pić: wodę, rozcieńczone soki owocowe i maksymalnie pięć filiżanek kawy dziennie. Na nerwy i mózg korzystnie wpływają kwasy tłuszczowe omega-3 zawarte w rybach. Niedoborom żelaza (prowadzącym do zaburzeń koncentracji i depresji) zapobiegnie spożywanie mięsa. Wegetarianie muszą zastąpić je orzechami.

Mood food Dobry nastrój zapewniają węglowodany oraz ograniczenie białka, które tłumi wydzielanie przez organizm substancji odpowiedzialnych za uczucie zadowolenia. Botta proponuje np. ciepłe mleko z miodem lub makaron z sosem warzywnym – po ich spożyciu nasz organizm wytworzy serotoninę, zwaną hormonem szczęścia. Dowiedziono też, że jego wytwarzaniu sprzyja jedzenie czekolady, ale Botta poleca także daktyle, figi i płatki owsiane. Nastrój mogą nam też poprawić kwasy tłuszczowe omega-3 (ryby) oraz ostre potrawy (chili, curry, wasabi czy imbir). Organizm reaguje na nie podobnie jak na ból i wytwarza więcej morfin i endorfin. Poleca się też zieloną herbatę, która odpręża i uodparnia na stres. Szczęście i zadowolenie odczujemy po zjedzeniu wanilii, bowiem jako dzieci mieliśmy kontakt z mlekiem matki, zawierającym substancję o zbliżonym zapachu. Smart Food do spróbowania od zaraz w barze Mayday Hangaru-7 w Salzburgu

85


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Red Bull Cliff Diving World Series 2010 Dwunastu zawodników, którzy skaczą z klifów do wody, będzie walczyć o tytuły w sześciu lokalizacjach na świecie. Kto nie ma odwagi, by skoczyć w głębinę, może odwiedzić te miejsca jako turysta.

24 lipca 2010 Kragero, Norwegia Przytulna miejscowość w południowo-norweskiej prowincji Telemark jako hot spot cliff diverów? Da radę, gdyż potężne skały chronią przybrzeżne miasto Kragero przed silnymi wiatrami znad morza. Idealne miejsce, w którym trzeba wykazać się prawdziwą odwagą i umiejętnościami. Mistrz Edward Munch nazwał Kragero „perłą wśród nadmorskich miejscowości” i uwiecznił je na wielu obrazach. Całkiem niedaleko znajduje się kościół Heddal – znak firmowy Norwegii. Ta gotycka katedra z drewna została wzniesiona (częściowo) już w 1240 roku. Sama przyroda też zapiera dech w piersiach: idylliczne skaliste wysepki, dzikie góry i gęste lasy. www.visitnorway.com

12 września 2010 Hilo, Hawaje, USA Ostatni przystanek Red Bull Cliff Diving World Series znajduje się w miejscu, gdzie rozstrzygnie się walka o tytuł Championa 2010. Logiczne, właśnie tu w XVIII wieku narodził się ten sport. Podobnie jak to było w przypadku surfingu – tropikalny klimat, wulkaniczne skały i Pacyfik okazały się inspirujące dla kolejnej wodnej dyscypliny sportowej, która ma ekstremalny wymiar. Pradziadem cliff divingu jest król Kahekili, który nakazywał swoim wojownikom skakać z klifu Maui. W dzisiejszych czasach to sportowcy będą przeskakiwać ponad wodospadem, utrzymując perfekcyjną pozycję ciała. Atmosfera idylliczna – na Hawajach to okres największej wegetacji roślinności. Więcej informacji: www.fallsatkawainui.com

Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Zanurz się w świecie cliffdiverów

6 czerwca 2010 Jukatan, Meksyk W tym roku po raz pierwszy na Jukatanie odbędzie się przystanek Red Bull Cliff Diving World Series. Celem podróży jest unikalny system wodnych jaskiń Cenotes pośrodku dżungli. To miejsce uznawane jest przez tubylców za święte, Majowie nazywali je „Dzonot”, co dla hiszpańskich konkwistadorów brzmiało jak „Cenote”. W odległości zaledwie 3 kilometrów od ruin miasta Majów Chichén Itza znajduje się Cenote Ik Kil, znany także jako „Sacred Blue Cenote”. To magiczne miejsce z bujną roślinnością i wodospadami, które krążą w naturalnym zbiorniku wodnym. Mogą tu zanurkować nie tylko cliff diverzy. Cenote jest otwarte także dla turystów. www.yucatantoday.com/en/ topics/cenotes-under-water-sinkholes 86


15 maja 2010 La Rochelle, Francja W ubiegłym roku 30 000 widzów tłoczyło się w starym nadbrzeżnym francuskim porcie. Także w tym roku zawodnicy będą tu skakać do wody z platformy, która zawiśnie na wieży St. Nicolas w starym porcie na wysokości 27 metrów. Wieża St. Nicholas oraz wieża łańcuchowa Tour de la Chaine to znaki firmowe miasta. Dzięki niepowtarzalnej arkadowej zabudowie jest ono uważane za perełkę architektury. Od 1000 lat wokół La Rochelle produkuje się sól. Widok graficznych solnych pól wokół długich plaży Atlantyku jest niezwykły. A za samą sól Fleur de Sel wielu topowych kucharzy dałoby się namówić na skok z klifu. Więcej: www.larochelle-tourisme.com

Zdjęcia: Macduff Everton, F1 ONLINE, imago/imagebroker, imago stock&people (2), mauritius images (5), Red Bull Photofiles

WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

28 sierpnia 2010 Siskon, Szwajcaria Niewielka malownicza miejscowość – 382 mieszkańców – stanie się centrum cliff divingu. Całkowicie na to zasługuje, z kilku powodów. Sisikon leży nad jednym z najpiękniejszych zbiorników wodnych Szwajcarii, nad Jeziorem Czterech Kantonów, w dolinie, otoczonej alpejskimi masywami górskimi ze szczytem Urirotstock. Cudowna panorama i idealne miejsce dla osób, które wolą wspinaczkę, górskie wędrówki i jazdę na rowerach niż kąpiele w zimnej (14 stopni!) wodzie. Można przeżyć tu niezapomniane chwile, i to w mitycznej scenerii. Trzy kilometry stąd, bezpośrednio nad wodą znajduje się kapliczka Wilhelma Tella, w pobliżu której ten legendarny buntownik uciekł z niewoli wyskakując z łodzi do wody. Więcej: www.sisikon.ch

8 sierpnia 2010 Polignano a Mare, Włochy Barwnie, wesoło i głośno spędza się czas nad apulijskim Adriatykiem. W taki właśnie sposób w ubiegłym roku świętowali tu skoczkowie. Właśnie w tym miejscu późniejszy zwycięzca World Series Orlando Duque zaliczył skok z 26-cio metrowej skały do zatoki, która ma tylko 5 m głębokości. Może wkrótce potem zamówił sobie talerz pasty? Orcchiette, Cavatelli, Fusilli – kuchnia apulijska to kwintesencja cucina mediterrana. Jej głównym składnikiem jest oczywiście oliwa z oliwek. Niskopienne rozgałęzione drzewka oliwne pokrywają całą krainę niczym dywan. Więcej: www.apulia.org/index.html

Filmy, zdjęcia i wyniki: www.redbull.com

87


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

hot SPOTS

PGA Tour The Players Championship 6–9.05.2010

Najlepiej opłacany turniej w ramach PGA Tour w ubiegłym roku zwyciężył Henrik Stenson. Camilo Villegas uplasował się na znaczącym 14 miejscu. TPC at Sawgrass, Ponte Vedra Beach, USA

Najlepsze eventy miesiąca na całym świecie.

Surf Opening Podersdorf 30.04–9.05.2010

Zawody w surferskich Pucharach Świata odbywają się nad Jeziorem Neusiedler. Obok windsurfingowych zawodów we freestyle’u i Kitesurf Tour Europe można liczyć na wiele atrakcji w ramach Bacardi Party Week i Seaside Festivals. Podersdorf, Austria Red Bull Art of Motion 7.05.2010

Najlepsi freerunnerzy świata prezentują swoją gibkość, sprężystość i kondycję na miejskich obiektach użytku codziennego. Wiedeń, Austria WRC Neuseeland Rally 7–9.05.2010

Podczas najstarszego rajdu na południowej półkuli globu rozwijane są największe prędkości na krętych, szutrowych drogach. Ostatnie zwycięstwo w 2008 roku zapewnił sobie Sébastien Loeb. Auckland, Nowa Zelandia

Zdjęcia: imago sportfotodienst, Red Bull Photofiles (3)

Kajak Freestyle 8.05.2010

Zawody, które stały się narodowymi mistrzostwami w Austrii i na Słowacji, po raz pierwszy zostały włączone do Alpine Rivers Freestyle Cup. Radetzkybrücke, Graz, Austria Warsaw Challenge 8–9.05.2010

Kolejna edycja największej b-boyowej imprezy w naszym zakątku świata i okolicy. Oprócz światowej klasy ekip breakdancerów, na scenie zobaczyć będzie można także światowej klasy gwiazdy hip-hopu, takie jak Talib Kweli czy Rahzel. Park Sowińskiego, Warszawa 88

Challenger World Series 8–10.05.2010

Wyścigi Adventure to część Challenger World Series; po raz trzeci rozgrywane są w RPA. Kapsztad, RPA F1 GP Hiszpanii 9.05.2010

W poprzednim sezonie Mark Webber i Sebastian Vettel ulegli tylko dwóm kierowcom teamu Brawn-Mercedes: Jensonowi Buttonowi i Rubensowi Barrichello. Zawodnicy teamu Toro Rosso, Buemi i Bourdais, już na pierwszym zakręcie zaliczyli stłuczkę i zostali wykluczeni. Circuit de Catalunya, Barcelona, Hiszpania FIM Women’s Motocross WC 9.05.2010

Drugi przystanek Mistrzostw Świata sprowadza najlepsze zawodniczki motocrossu na Półwysep Iberyjski. Agueda, Portugalia IFSC Climbing Worldcup 14–15.05.2010

Japonka Akiyo Noguchi i Austriak Kilian Fischhuber będą bronić tytułu zdobywców Pucharu Świata w pierwszych zawodach w tym sezonie. Greifensee, Szwajcaria Red Bull Cliff Diving Series 15.05.2010

Wstęp do sezonu 2010 dla najlepszych zawodników świata w skokach z klifu. La Rochelle, Francja

Red Bull Air Race 8–9.05.2010

Przed trzema laty prawie milion widzów oglądało lotniczą rywalizację ze znanym posągiem w tle. Zwycięzcą był urzędujący wówczas mistrz świata Paul Bonhomme. Rio de Janeiro, Brazylia


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU FIVB Beach volleyball World Tour 17–23.05.2010

KONKURS LOTów Red Bull 23.05.2010

Po raz pierwszy mamy do czynienia ze statusem wielkiego szlema. Czy duetowi Brink/Reckermann uda się skutecznie obronić tytuł? Rzym, Włochy

40 drużyn pozwoli się strącić z rampy do morza, o ile nie uda im się lądowanie na wodzie. Caddebostan Park, Istambuł, Turcja Red Bull Flamenco Flatland 15–16.05.2010

Zawodnicy BMX, np. Matthias Danois Delaigue czy Jorge Gomez, pokazują swoje techniczne umiejętności w rytmie tańca i muzyki flamenco. Granada, Hiszpania F1 GP Monaco 16.05.2010

Klasyk Formuły 1: na wąskich uliczkach Monte Carlo i znanych zakrętach Rascasse, Sainte Devote czy Mirabeu, trzeba wykazać się szczególnymi umiejętnościami. Circuit de Monaco, Monte Carlo, Monako FIM Superbike World Championship 16.05.2010

W ubiegłym roku World Superbike Series powrócił na wcześniejszą trasę wyścigu F1. Niezwyciężony okazał się Noriyuki Haga. Kyalami, RPA Red Bull Urban Hill 21.05.2010

Gwiazdy FMX – Nate Adams, Robbie Maddison, Dany Torres czy Eigo Sato – będą skakać nad piramidami i posągiem sfinksa. Giza, Egipt

Hiszpański wyścig w ramach mistrzostw samochodów turystycznych odbywa się obecnie na trasie Barcelona–Walencja, na torze Circuit de Catalunya. Walencja, Hiszpania Moto GP Francji 23.05.2010

Czwarty przystanek Mistrzostw Świata Moto GP (800 cm3), właśnie wprowadzona klasa Moto2 (600 cm3) oraz klasa kategorii 125 cm3-Klasse odbywają się na najbardziej znanym torze Francji. Le Mans, Francja WRC Rally Portugal 27–30.05.2010

Rajd na szutrowych drogach Portugalii ma wspaniałą tradycję i należy do najtrudniejszych w kalendarzu. Obrońcą tytułu jest Sébastien Loeb. Vilamoura, Portugalia Red Bull Maldives Chris Pfeiffer Stunt Show 28–29.05.2010

Pierwszy zjazd na rowerach górskich w Bułgarii wiedzie przez trudne terenie oraz malownicze miasteczka. Veliko Turnovo, Bułgaria

Każdy korzysta na wizytach Chrisa Pfeiffera na Malediwach: widzowie otrzymują zapierający dech w piersiach show, a bikerzy wspaniałą lokalizację. Male, Malediwy

Mountainbike World Cup 22–23.05.2010

FIM Motocross World Championship 29–30.05.2010

Elita, która bierze udział w Mountainbike Cross Country, oczekuje selektywnej i spektakularnej trasy. Lisi Osl i spółka muszą zaliczyć zjazd po porośniętej korzeniami drodze przez kamieniołom oraz „wolny upadek” z wysokości 3 metrów. Offenburg, Niemcy

Mistrzostwa Świata w motocrossie powracają przy okazji 6. przystanku na najbardziej znany historyczny odcinek motocrossowy w USA. Glen Helen Raceway, San Bernardino, USA

Red Bull Rebatida 22–30.05.2010 Red Bull X-Fighters 14.05.2010

DT M Valencia 23.05.2010

Podczas turnieju futbolowego w tym formacie występują przeciwko sobie dwie drużyny dwójkowe, które próbują zdobyć jak najwięcej bramek z rzutów karnych i wolnych. Sao Paulo, Brazylia

Diverse Downhill Contest 29–30.05.2010

Druga edycja zawodów Diversa i tym samym trzecia edycja Pucharu Polski. Malownicza sceneria Beskidu Żywieckiego i spektakularne kraksy polskich mistrzów rowerów górskich. Międzybrodzie Żywieckie, Góra Żar, Polska 89


Więce j dla Ciała i Umysłu

Potęga nocy

The Doves 6.05.2010

Ta angielska kapela rockowa zagra w Londynie swój siódmy z dwunastu zaplanowanych na 2010 rok koncertów. Troxy, Londyn, Wielka Brytania

Okrążamy świat więcej niż jeden raz. Dla wszystkich, którzy nigdy nie mają dość zabawy.

Melt! Festival Klub Weekender 6–8.0 5.2010

Zanim załoga Melt! wyruszy w sierpniu ze swoimi instrumentami w kierunku Ferropolis – głównej kwatery festiwalowej, berlińczycy na nowo wstrząsną muzyczną sceną. A to niełatwe w mieście, w którym prawo do imprezowania jest traktowane jakby było wpisane do Deklaracji Praw Człowieka. Przy najważniejszych wykonawcach indie club, jak np. LCD Soundsystem, Yacht, Zoot Woman czy Tiga, konkurencja wysiada. Münze, Berlin, Niemcy

Zdjęcia: Andy Cotterill/Camera Press, Lukas Gansterer, Markus KuČera, Adam Tarasiuk

Red Bull Art of Motion & Red Bull Brandwagen Reincarnation 7.05.2010

Ci kolesie potrafią wbiegać na ściany i przeskakiwać z jednego balkonu na drugi. Po co to robią? Bo im się to udaje! Freerunning to najciekawsza impreza na wolnym powietrzu, którą może zaoferować betonowa dżungla. Najlepsi zawodnicy świata w tym sporcie spotykają się na Red Bull Art of Motion, by pokonywać możliwie szybko i w eleganckim stylu ściany, ławki i inne przeszkody. Przy okazji został poddany reanimacji także kolejny król ulicy: wóz strażacki Red Bulla, który rozpoczyna sezon festiwalowy z nowym wystrojem i nowym silnikiem. Arena, Wiedeń, Austria J-Wow (Buraka Som Sistema) 7.05.2010

Utwór „Sound Of Kuduro” katapultował grupę Buraka Som Sistema w 2008 roku ponad 90

dachy klubów: anglosaskie beaty house’owe są szybkie, kolosalne, zmuszające do tańca, naszpikowane rapem występujących gościnnie artystów jak np. M.I.A. Po zakończeniu rozległej trasy koncertowej, członkowie zespołu występują teraz solo, jak właśnie DJ J-Wow, który jednak zawsze ma przy sobie nagranie „Kuduro-Sound”. Social Club, Paris, Francja Benji B 7.05.2010

Hip-hop, broken beats, deephouse – to tylko trzy gatunki, w których Benji B może się nazwać ekspertem i mecenasem młodych talentów. Dzięki swojej audycji radiowej „Deviation” w radiu BBC 1Xtra i imprezie klubowej o tej samej nazwie, wypromował taką artystkę jak Fatima i sprowadził po raz pierwszy do Europy amerykańskiego producenta i „składacza bitów” Flying Lotusa. Pontis, Southport, Wielka Brytania Joy Orbison 7.05.2010

W ubiegłym roku nikt nie przeszedł obojętnie obok „Hyph Mngo” Joya Orbisona. Nagraniem roku nazwał ten kawałek też Resident Advisor, najważniejsze czasopismo, które zajmuje się tematyką muzyki elektronicznej. Soulowy house spotyka się tu z 2-stepem, wirujący wokal nakłada się na elegijne brzmienie syntezatora. To ten rodzaj muzyki, który jest prekursorem przyszłych brzmień. W każdym razie warto zapamiętać nazwisko producenta. Sub Club, Glasgow, Szkocja

Hiszpańskie Noce

W klubie „Kudéta” znajdziesz wszystko, czego potrzeba: bary, restauracje, dyskotekę lub wszystko naraz. Otwarty od poniedziałku do soboty (s. 94). Madryt, Hiszpania


Więce j dla Ciała i Umysłu Robert Serek

Szef polskiego wydania magazynu Vice spędził z nami 24 godziny w swoim mieście. Od śniadania poprzez melanż aż to świtu (s. 92). Warszawa, Polska

Camo 8.05.2010 All Tomorrow’s Parties Festival curated by Matt Groening 7–9.05.2010

To dość odważne, by powierzyć kuratelę nad festiwalem muzycznym rysownikowi komiksowemu. Chyba, że nazywa się on Matt Groening i jest twórcą kultowych Simpsonów. Nie znaczy to oczywiście, że automatycznie nadaje się na dyrektora artystycznego festiwalu. Jednak zapraszając takie grupy jak Panda Bear, The Stooges, The XX czy Joanna Newsom, 56-letni były dziennikarz muzyczny udowodnił, że wciąż ma dobry gust. Butlins Holiday Centre, Minehead, Wielka Brytania Red Bull Music Academy & FM4 prezentują: La Boum De Luxe Tour 8.05.2010

W piątki wieczorem klubowicze z Austrii słuchają radia La Boum De Luxe na częstotliwości FM4. Stacja ta potrafi odpowiednio wprowadzić wszystkich fanów energetycznych brzmień w weekendowy nastrój. W audycji, której gospodarzami są Heinz Reich i Failex, można posłuchać o zaplanowanych na weekend imprezach i premierach nowych wydawnictw. Słuchacze mogą spędzić tu część nocy z legendą chicagowskiego house’u Farleyem „Jacksmasterem” Funkiem, który gra w klubie. Republic, Salzburg, Austria Space Dimension Controller 8.05.2010

Michal HvoreckÝ

Z wieczoru literackiego do klubu w bunkrze. Nocny spacerek po Bratysławie w towarzystwie słowackiego pisarza (s. 96). Bratysława, Słowacja

„Kontrolowanie wymiaru, zawieszenie w przestrzeni i łapanie gwiazdek z nieba”: to ulubione zajęcia w czasie wolnym Jacka Hamilla, znanego także jako Space Dimension Controller. Gdy chłopak ten zasiada przed swoim drum syntezatorem, powstają kosmiczne hymny z pogranicza space disco, deephouse i wonkey. Dzięki nim młody skandynawski DJ wkrótce awansuje na Gwiazdę Północy. Twisted Pepper, Dublin, Irlandia

Camo alias Reini Rietsch dzieli swoje życie pomiędzy skateboard i syntezator. Gdy Austriak ma już dość profesjonalnej jazdy na czterech kółkach, siada do klawiszy. Z powodzeniem: w krótkim czasie uplasował się w czołówce ruchu drum’n’bass – łącznie z trasami koncertowymi w Australii i Europie. Łódź, Polska Charlie Dark 8.05.2010

Z klubu w sferę poezji i z powrotem: Charlie Dark był kiedyś rapperem i członkiem legendarnego brytyjskiego trio Attica Blues. Później poświęcił się poezji, występował na scenie jako recytator, uczył dzieci rymowania i pisania. Powrócił na scenę klubową z eksperymentalnym brzmieniem hip-hopowym i nowym nawałem słów. PIYN, Auckland, Nowa Zelandia King Midas Sound 12.05.2010

Bass jest dla niego eliksirem życiowym. Bez względu na to, czy występuje jako The Bug, czy ze swoim nowym projektem z kategorii spoken-word-dub o nazwie King Midas Sound, londyński muzyk Kevin Martin z pasją wydobywa niskie częstotliwości. Tak niskie, że poruszają nawet wnętrzności i sprawiają, że głośniki skaczą. Palace, St. Gallen, Szwajcaria Spring Festival 12–15.05.2010

Jest wiele powodów, by pozazdrościć mieszkańcom austriackiego Grazu: park miejski, Schlossberg i muzeum w samym centrum, które wygląda jak zamaskowany statek kosmiczny. Nie można też zapomnieć o Spring Festival, który zamienia miasto nad Murą we wrzący melting pot, w którym kipi elektroniczna scena muzyczna. W dniu otwarcia w PPC Na niezależnej scenie Red Bull Music Academy Stage zagrają: Theo Parrish, Moritz von Oswald, Joker, Kode9 i Benji B. Różne lokalizacje, Graz, Austria 91


Robert Serek – warszawiak od 20 lat, zaczynał jako asystent w warszawskiej SGH, potem odkrył stołeczną scenę klubową, która wciągnęła go na dobre

robert serek

Warszawa

Resident Artist

Kanapka z Serkiem

Miejskie śniadanie – tylko u siebie. „#24” to sklep-kawiarnia, w której zaczynam pracę od soku z marchwi i kanapki á la Serek, czyli z szynką, serem i pomidorem w plasterkach. Jeśli śniadanie mi się znudzi, są co najmniej dwie inne opcje w okolicy. Pierwsza to austriacko-czeska karczma „U Szwejka”, gdzie jajecznicę miesza się z kiełbaskami i wielką pajdą chleba z twarożkiem. To wersja super ekonomiczna. W weekendy i poniedziałki można zacząć dzień od piwa po 4 złote, oraz Wiener Schnitzel, który w poniedziałki kosztuje tu 15 zł i jest największy w tej części Europy. Z wersji bardziej kameralnych polecam „Przegryź”. Wyśmienita kaczka, domowe 92

mielone, wyborne czeskie piwo Zlotopramer i jeszcze kilka innych dań wartych uwagi. Poza tym można przyjść z psem i uśmiać się do łez, przeglądając rysunki Raczkowskiego z Przekroju. Obowiązkowe miejsce to walczące ostatnio z miastem i betonem politycznym „Między Nami”. Jedna z najstarszych knajpek gay-friendly, uważana nie bez przyczyny za jądro „warszawki”. Nic nie zastąpi jej specyficznej

atmosfery oraz działań promocyjnych polskiej i międzynarodowej fotografii. Codziennie inne menu dnia, darmowy internet (jak wszystkie wymienione przeze mnie miejsca) i okazjonalne imprezy – od „śledzika”, poprzez „jajeczko”, do corocznie wyczekiwanych urodzin. Między Nami dobrze jest. Gdy zaczyna się ściemniać, a my pojedliśmy i popiliśmy delikatnie, czas na imprezę. Warszawa to miasto pełne paradoksów

Zdjęcia: Adam Tarasiuk (5)

Serek to DJ, dziennikarz, pierwszy melanżownik RP i właściciel sklepów z butami. Dzisiaj zabiera nas na 24 h tournee po swoich ulubionych lokalach. Od śniadania do śniadania.


Więce j dla Ciała i Umysłu

W

7 M a rs

Ś w ię

ka

e

Gd

yń

sk

Nuits Sonores 12–15.05.2010 ie

A lee ja

j a ja 3M

ie

ows ka

4

ej w ej wej owe ddoow udo ii Lud Ale ja Arm

rm ja A

ud ii L

owe

j

ie

6

A le

U zdo wsk Ale je Uja Al

Aleja Niepodle głości

1

w skkiiee ws Uj az do je U Al eejje

z a łk

ła II

2

S ol ec

msk

M a rs

aw aP

zo li

eż

5

3

ows

n ja Ja

Je ro

rz

ysskkaa tookkrrzzy

z a łk

A le

A le je

yb

1 U SZWEJKA, Plac Konstytucji 1 2 PRZEGRYŹ, Mokotowska 52 3 MIEDZY NAMI, Bracka 20 4 PLAN B, Aleja Wyzwolenia 18 5 POWIŚLE, Kruczkowskiego 3B 6 DELIKATESY, Marszałkowska 4 7 ZAKĄSKI I PRZEKĄSKI, Krakowskie Przedmieście/Ossolińskich

Od góry: w Planie B ludzie balują do białego rana. Wcześniej, w kameralnej atmosferze można najeść się w malutkim „Przegryź”. Weekend kończymy eksperymentalną muzyką Jacka Sienkiewicza w „Delikatesach”

i pustych ulic w środku tygodnia – trzeba wiedzieć gdzie iść. Na szczęście jest kilka miejsc, w których zawsze coś się dzieje. Osobiście polecam „Plan B”, centrum ciemności na Placu Zbawiciela, czynne zawsze oraz pełne osobliwej Warszawy. Ciekawych historii było tu wiele, łącznie z wylegiwaniem się grupowo w świetle księżyca na trawniku pośrodku ronda. Ale „Plan B” ma poważną konkurencję, która celowo znalazła się pod mostem. Powiśle w tym roku rządzi i nie ma sobie równych – brak sąsiadów i olbrzymi teren wokół pozwalają na zgromadzenia i w tych okolicznościach nie wymaga to zgody służb miejskich. Normalnym widokiem przy ciepłym wieczorze jest tutaj kilkaset osób kręcących

się tam i z powrotem. Mankamentem tego miejsca jest mały bar, w którym można prędzej doczekać się późnej starości, niż pierwszego piwa tego wieczoru! Na szczęście w pobliżu jest stacja benzynowa, w której można uzupełnić zapasy alkoholowe, a potem igrać z wielkimi i nieco gburowatymi ochroniarzami. Klubów w Warszawie jest mało – przynajmniej takich, gdzie chciałoby się zabrać znajomego spoza Warszawy. „Platinium” i inne tego typu miejsca przepełnione są specyficznym typem ludzkości, która tylko w zetknięciu z nadmiarem alkoholu da się strawić. Poszukiwania trzeba więc zacząć od pytania, co się dziś dzieje na mieście, a dzieje się coś zawsze! Są wieczory z muzyką eksprymentalną Jacka Sienkiewicza w „Delikatesach” w niedziele. To moje marzenie. The Smiths, Joy Division i podobne numery... czekam tylko na niedzielę, w którą nie będę miał kaca, a wtedy liczba złamanych serc znacznie się zwiększy! Są licznie oblegane cykle HungryHungryModels i Sorry GhettoBlaster, jest przepełniony Kokobend (tak! to dzieło moje, Karima i Zepy), jest jeszcze Boniecki, AM Radio, Artur8 i ci, których przyciąga dobra zabawa, a nie samo miejsce. Szukajcie, a znajdziecie. Na koniec trzeba iść do Zakąsek i Przekąsek i u pana Romana zamówić kilka „luf”, a przekąsić tym, co dają. Napój – 1 euro, jedzenie – 2 euro, niezależnie od kursu walut. A gdybyś dalej miał siłę, to skocz do Starbucksa na kawę, choć lepiej zrobisz podziwiając urodę polskich dziewcząt, które tam stadnie przesiadują. W zwykły wieczór w Warszawie koniecznie trzeba pójść na kolację „Do Kucharzy”, ale tam trzeba zarezerwować sobie minimum 3 godz., więc wolałbym już o tym nie pisać… Sklepy Serka: www.rs-store.pl/blog

Parki, muzea, hale przemysłowe, a nawet baseny we francuskim Lionie zamienią się podczas zielonoświątkowego weekendu w miasteczko festiwalowe z wieloma atrakcjami i świeżą akustyczną strawą z kuchni muzycznej takich grup jak Hot Chip, Optimo, Hudson Mohawke, Gang of Four czy Mayer Hawthorne. Wszystko, by zaspokoić apetyt odwiedzających festiwal Nuits Sonores. Marché Gare, Lion, Francja Le Butcherettes 14.05.2010

Sztuczna krew leje się strumieniami. Nad sceną wisi świński łeb, a Teri Gender Bender maltretuje swoją gitarę. Mniej więcej tak wyglądają występy kobiecego blues-rockowego duetu Le Butcherettes z Meksyku. Nic dodać, nic ująć. Pixel Cafe, Querétaro, Meksyk Cultura Urbana 15.05.2010

Hip-hop znaczy więcej niż tylko melodeklamacja – to wie każdy, kto przeszedł wszystkie etapy wtajemniczenia. Hip-hop składa się z czterech elementów: rapu, DJ-a, b-boyów i graffiti. Festiwal Cultura Urbana to święto całej subkultury z dyskusjami panelowymi, warsztatami, pojedynkami na rymy i koncertami takich artystów jak Raekwon czy Looptroop. Telefónica Arena, Madryd, Hiszpania Swede:art 15.05.2010

Wielu muzyków znajduje inspiracje w swoich ojczystych miastach. Jednak nie on – Swede:art alias Joachim Prügl – w śpiącym miasteczku Passau na bawarskiej prowincji jest tylko jeden klub. Za to bity Swede:art, które łączą w sobie dubstep, wonky i hip-hop, brzmią jakby powstały w mrocznych klubach w zaułkach Brixton. Solaris, Linz, Austria Red Bull Big Tune 19.05.2010

Pierwsza o zasięgu globalnym seria pojedynków producentów (jeden na jednego) live na scenie została powołana do życia, by dać szansę sprawdzenia umiejętności zarówno nowicjuszom, jak i już uznanym profesjonalistom w branży. Tym razem młodzi muzycy z Filadelfii przywiozą ze sobą własne boxy, by stoczyć pojedynek na bity. WCL, Filadelfia, USA 93


Więce j dla Ciała i Umysłu

Scuba 21.05.2010

Jego nowiutki album „Triangulation” już traktowany jest w prasie branżowej jako klasyk, który ma udowodnić, że istniała niezależna moda na dubstep. Płyta przyczynia się do nowego rozkwitu nastrojów melancholijnych w tym elektroniczno basowym gatunku. Muzyka świetnie sprawdza się w dwóch sferach: w klubie i w iPodzie. Trauw, Amsterdam, Holandia

Kudéta Madryt

Dissonanze Festival 21–23.05.2010

Stary budynek kongresowy Palazzo Dei Congressi, który jest siedzibą festiwalu muzyki elektronicznej Dissonanze, swoim ogromem robi nie mniejsze wrażenie niż Colosseum. Podobnie jak jego oferta z Gil Scott-Heronem, Darkstar, Richie Hawtin i Pantha du Prince. Palazzo Dei Congressi u.a., Rzym, Włochy Iarmaroc Fest 21–23.05.2010

Volte-Face 22.05.2010

Gdyby bas był wirusem, Infestus byłby jego głównym nosicielem. Portugalski młody artysta swoją muzykę określa jako „Hip-hop Fusion” i mówi o niej, że „dancehallowe breaki mogą spowodować trzęsienie zachodzącego słońca”. Łatwo więc sobie wyobrazić, jak wygląda jego multimedialno-taneczny projekt Volte-Face. Casa das Artes, Famalicão, Portugalia Roni Size 22.05.2010

Od czasu „Brown Paper Bag”, megahitu z 1997 roku, o Ronim Size przestało się mówić. A przecież w tym samym roku muzyk odebrał Mercury Award za swój album pt. „New Forms”. Roni Size jest za to niezwykle aktywny jako DJ. Nikt nie zdołał mu też odebrać wpisu do Księgi Rekordów Guinnessa za najlepiej sprzedany drum’n’bassowy album wszech czasów. DOB, Belgrad, Serbia 94

Najlepsze Bary Świata

Hiszpańskie noce W stolicy Hiszpanii noc równa się z dniem. W Kudecie jest miejsce na jedzenie, taniec i chill out. Jeden z ulubionych dance-spotów madrytczyków ma dziwny adres: N-VI, die Autovía del Noroeste. Brzmi jak techno-wiertara albo przemodelowana na mało klimatyczną dyskotekę fabryka. Tylko nazwa Kudéta pozostawia nadzieję, że czymś nas zaskoczy. Jeszcze niedawno miejsce nazywało się Buddha del Mar, co też nie brzmiało źle. Zaskoczenie nr 1: wprost z wyasfaltowanej autostrady wchodzi się do pałacu z XIX wieku. Zaskoczenie nr 2: od razu można poczuć się jak na Bali, gdyż w pomieszczeniach stworzono wprawdzie sztuczną, ale sprawiającą naturalne wrażenie, dżunglę. I każdy znajdzie tu to, czego szuka. Klub, lounge, restauracja lub wszystko naraz. Przede wszystkim polecamy restaurację. Znajduje się bezpośrednio obok klubu i smakołyki są tu serwowane aż do godziny 3:00 rano. Podpowiedź dla niezdecydowanych: menu degustacyjne, które obejmuje w swej palecie delikatne dania z Tajlandii, Japonii i Wietnamu.

Jeśli ktoś woli coś mniej wyszukanego, ma do dyspozycji równie dobrą kuchnię śródziemnomorską. Wystrój w restauracji jest dość elegancki, z przewagą koloru zielonego i z pomarańczowo-żółtym światłem dla kon-trastu. Do tego czuć od czasu do czasu w dużym otwartym pomieszczeniu powiew świeżej bryzy. Lounge i klub otwierają swoje podwoje już o godzinie 23:00, ale prawdziwa zabawa zaczyna się około 2:00 w nocy. Wtedy madrytczycy w wieku od 25 do 40 lat bawią się na całego, szykownie wystylizowani, tańcząc do rytmów house i dancefloor – nastrój podkręcają hiszpańscy DJ-e. Wszystko pośród gwiazd Realu Madrid, VIP-ów i wszystkich innych, którzy myślą, że nimi są. Ważne, kto jest na parkiecie. To właśnie tu swoją trzydziestkę świętował David Beckham. Wprawdzie cztery lata temu, ale od jego blasku świeci w klubie do dzisiaj. Carretera de La Coruña, Km 8,7, zjazd nr 9, 28020 Madryt, Hiszpania, Tel.: +34 91 357290708

ZdjȨcia: Markus KuČera (3)

Organizatorzy Iarmaroc są bardzo tajemniczy: Wareika, dOP, Dyed Soundorom, TM Juke. Innych artystów nie chcą na razie ujawnić. A przecież festiwal trwa aż trzy dni. Podany program ramowy brzmi zachęcająco – festiwal odbywa się w lesie, gdzie zostaną rozstawione sceny, stanowiska DJ-skie i sale kinowe na wolnym powietrzu. Forest Area, Urziceni, Rumunia


R

ate

An

co

re St nd

Urodziłem się w Manchesterze i dlatego denerwuje mnie, gdy ktoś nazywa nas grupą z Cheshire (zespół został założony w Wilmslow, na przedmieściach Manchesteru – przyp. red.). Bardzo proszę, mówię zupełnie szczerze: we’re fuckin’ Manc! Jeszcze przed utworzeniem Doves graliśmy jako dance’owa grupa Sub Sub. Pierwszy

Old

m ha

et

nsg Dea

Zdjęcia: Andy Cotterill/Camera Press, Getty images

Zespół Doves – weteran manchesterskiego brzmienia indie – w ubiegłym tygodniu wydał album z serii „The best of…”. Wokalista Jimi Goodwin opowiada o tym, że nie tylko miejskie pomniki były inspiracją dla jego zespołu.

3

d

la rt Po

w hit

ort

hS

tre

Ro

at

ad

St

re

et

et

Fairfield

Street

d

We’re fuckin’ Manc!

singiel pt. „Space Face” wydaliśmy, gdy miałem 19 lat. Dzięki temu znaleźliśmy się w stałym programie klubu Hacienda – większy sukces trudno nam było sobie wyobrazić. Trochę wówczas odpuściliśmy, bo niesłusznie uznaliśmy, że już osiągnęliśmy swój cel. W tamtym okresie graliśmy jeszcze na klasycznych rockowych instrumentach, ale na początku lat 90. w Manchesterze pojawił się nowy trend: nagle królem stał się DJ. Ruszyliśmy w miasto, odwiedziliśmy prawie wszystkie sklepy z używanymi płytami: od Spin Inn (1) przez Vinyl Exchange (2) aż do Eastern Bloc (3), który prowadził Martin Price z kapeli 808 State. Jednak każde, nawet najpiękniejsze hobby kiedyś ma swój koniec i znudziło mnie grzebanie w zakurzonych kartonach z płytami. Wprawdzie do tej pory jeszcze kupuję winyle, ale przeważnie przez Internet. Niemniej jednak, Manchester był i jest ważny dla naszej muzyki. Kiedy miałem 9 lat, na żywo oglądałem z ojcem występy The Clash i The Ramones w klubie Apollo (4) i marzyłem o tym, by samemu też kiedyś zagrać na tej scenie. Zatem gdy w 2002 roku dwie noce z rzędu występowaliśmy w tym miejscu, prezentując album „The Last Broadcast”, mój sen się spełnił. Obok znajduje się teraz fantastyczny bar, który nazywa się Apsley Cottage (5) – to idealne miejsce, gdzie przed występem można napić się piwa.

oa

Roa

Resident Artist

eR

don

Manchester

Jimi Goodwin (po lewej) wraz ze swoim zespołem Doves spogląda wstecz na dwunastoletnią historię zespołu i wypatruje nowego początku

al

Lon

W

Doves

hd

1 2

6 Mancunian Way

c oa

4

5

1 The Spin Inn, Smithfield Buildings, 44 Tib Street 2 Vinyl Exchange, 18 Oldham Street, Oldham Rd. 3 Eastern Bloc, Central Buildings 4 Manchester Apollo, Ardwick Green 5 The Apsley Cottage Inn, Apsley Grove 6 The Briton’s Protection, 50 Great Bridgewater St.

1 The Spin Inn 2 Vinyl Exchange ważny w historii bandu Doves 3Równie Eastern jest Briton’s Protection (6),Bloc vis-à-vis dawnej Haciendy. To była wówczas nasza główna kwa4– Manchester Apollo tera spędziliśmy tam z Robem Grettonem niezliczone pijane noce. To człowiek, który The Apsley Cottage był5współzałożycielem Haciendy, prowadził w Rob’s Records label, w którym wydawaliśmy 6 płyty The Briton's Protec nasze jako Sub-Sub. Wspaniały, wiktoriański pub, który niewiele się zmienił do dnia dzisiejszego. Niezwykle wartościowe są dla mnie te miejsca, w których konserwują się wspomnienia. Są one jak pomniki. W naszym utworze pt. „Northenden” (przedmieścia, na południe od rzeki Mersey, przyp. red.) bardzo trafnie opisujemy tę okolicę, którą kochamy nienawidzić. Tekst do piosenki napisałem podczas spaceru w Ogrodach Marii Luizy w Didsbury. Teraz ukazuje się nasz album „The best of…”, na którym zarejestrowaliśmy wiele takich momentów i wspomnień. Gdy go słucham, czuję się, jakbym przewracał karty albumu z fotografiami. Nie żyjemy jednak przeszłością. Odwrotnie – po 12 latach istnienia grupy Doves, wskazany byłby nowy początek. Takie zmiany zawsze wychodziły nam na dobre. Najnowsza płyta zespołu Doves „The Best of Doves: The Places Between” ukazała się 5 kwietnia. Szczegóły na temat trasy koncertowej występów live i klipy: www.doves.net 95


Nightcrawler

Człowiek z Bratysławy w trasie

Michal HvoreckÝ BratYSŁAWA

Z wieczoru literackiego do klububunkra. Autor Michal Hvorecký wybrał się z nami w wieczorny kurs po swoim ojczystym mieście, oferując obserwowanie UFO jako dodatkową atrakcję. „Michal Hvorecký, writer, Bratislava” – tak zaadresowano kopertę, którą nosi w torbie; oraz dopisek: „Dear post office, please, add the right address. Thank you. Yours, Jirˇí N.”. („Droga poczto, proszę znajdź właściwy adres. Dziękuję. Jir i N.”.) List wysłano w Polsce, mimo brakującego adresu przesyłka od fana znalazła się w skrzynce pisarza. Sam odbiorca jest zaskoczony: „Nawet nie jestem rozpoznawany na ulicy, ale być może ktoś z pracowników słowackiej poczty czytał moje powieści”. Nic dziwnego – ostatnia książka Michala Hvorecký’ego, groteskowa historia pewnego chłopaka do towarzystwa, która rozgrywa się między Europą Wschodnią a Zachodnią, sprzedała się w jego ojczyźnie w nakładzie 8000 sztuk i została przetłumaczona na 4 języki. Niebawem będzie gotowe nowe dzieło tego obiecującego autora. Powieść, której akcja toczy się na statku pasażerskim na Dunaju. Bohater jako opiekun 120 amerykańskich turystów na statku został skazany na to, by odgadywać ich myśli. „Zbierając materiały, sam wpasowałem się w rolę narratora” – mówi autor. „I wybrałem się w podróż statkiem z Niemiec do delty Dunaju”. Hvorecký umieścił swojego bohatera w kolonii trędowatych oraz w bazie osobliwej sekty, której członkowie nosili długie brody. „Dochodzi naturalnie do morderstwa, ale więcej nie zdradzę” – mówi 33-letni pisarz i nabiera na łyżkę trochę palczinki. Obecnie większość czasu spędza w swoim nowym mieszkaniu w północnej części Bratysławy, kończąc książkę. Dziś jednak zrobił wyjątek ze względu na wieczór literacki. W różnych kafejkach słowaccy pisarze czytają fragmenty swoich dzieł, tam właśnie spotyka się lokalne środowisko artystyczne. 96

Przedtem jednak Hvorecky wzmocnił się w swojej ulubionej restauracji Prašná Bašta (1). Rustykalna gospoda z kolorowymi szkiełkami w oknach i pożółkłymi portretami rodzinnymi jest jednym z ostatnich bastionów, które opierają się natłokowi turystów zarówno pod względem stylistycznym, jak i cenowym. Kiedy znika ostatnia kropla rosołu, prosi rubasznego kelnera o rachunek. Bruno, tak ma na imię kelner, lektor radiowy po godzinach i jeden z przyjaciół Hvorecký’ego, wręcza mu rachunek i pyta, czy pisarz nie ma dziś przypadkiem odczytu. „Nie” – odpowiada autor. „Ale właśnie jestem w drodze do Ex Café (2). Jako słuchacz”. Tam na podium siedzi Márius Kopcsay. Niewielkie pomieszczenie na zapleczu jest zapełnione aż do ostatniego krzesła, fani literatury słuchają uważnie każdego słowa autora. Hvorecký staje w drzwiach, przysłuchuje się koledze, pewna dama puka go w ramię. To Jana Cviková, wydawca z Wydawnictwa Aspekt. Oboje plotkują o najnowszych słowackich książkach, na koniec wręcza mu

wydruk z wywiadem, którego udzielił amerykańskiej gazecie. „Ex Café jest centrum słowackiej literatury. Można tu spotkać autorów, którzy mają tu swoje pseudoskrytki pocztowe”. Naszym następnym celem jest Café Verne. Mijamy nabrzeże Dunaju, UFO (3), okrągłą restaurację nad Nowym Mostem, która na stalowej wieży, jak wielkie oko góruje nad miastem. „W mojej powieści Eskorta występuje UFO. Kiedy bohater ucieka z miasta, widzi w swojej wyobraźni, jak UFO wpada do rzeki”. W Café Verne (4) Hvorecký spotyka swoją przyjaciółkę Aleksandrę. Niewielki bar przy głównym placu miasta, naprzeciwko imponującego hotelu Carlton, jest najmodniejszą knajpką w mieście. Niedaleko znajduje się Akademia Sztuk Pięknych, a kawiarnię założył jej rektor Karol Weißlechner. Stara kuchnia została zamieniona w bar, przy suficie ciągną się aluminiowe rury. Wszystko wygląda równie szarmancko, co bazarowo: ściany ozdabiają obrazki dawnych diw aktorskich, na regałach z książkami stoją


Więce j dla Ciała i Umysłu

„Nigdzie indziej nie można zobaczyć piękniejszej nocnej panoramy Bratysławy” – mówi Michal Hvorecký o restauracji UFO. Udana noc to taniec w betonowym bunkrze Subclub (z prawej), obiad w restauracji Prašná Bašta (poniżej) i piwo w ulubionej knajpce Verne (na dole)

Azkena Rock 24–26.05.2010

Program tego wielkiego rockowego festiwalu otwierają takie gwiazdy jak Bob Dylan, Kiss i The Damned. Jednak to tylko pół prawdy – mimo swojej długiej tradycji Azkena Rock nie jest imprezą dla seniorów. Rozrywkę znajdzie tu cała rodzina bez wyjątku, dzięki takim młodym artystom jak The Black Lips czy Airbourne. Teatro Principal & La Plaza De La Virgen Blanca, Vitoria, Hiszpania N-Type 25.05.2010

Otrzymał wyróżnienia jako najlepszy DJ dubstepowy oraz za swój radiowy show w znanej londyńskiej stacji undergroundowej Rinse.FM. I z pewnością na nie zasłużył: jego beaty zalewają kluby jak lawa, by po zakończonej nocy pozostawić po sobie obraz spustoszenia. Basement 45, Bristol, Wielka Brytania

Štefánikov a

St

Nábre

žie ar

mád

neho

gener

ála

Lu

dv

í ka

Svob

ar

5

om

es

ts

2

o dž

vo

ná

ká

1 4

odu

Rázusovo nábrežie

3

Nový most

Blog Michala Hvorecký'iego plus informacje o pisarzu: hvorecky.com

Ho

ská

zakurzone radioodbiorniki, małe żyrandole i staromodne lampy na stołach oświetlają kiczowate tapety. „Tu spotyka się młoda Bratysława, zawsze jest pełno ludzi. Nawet w późnych godzinach rozpoczynają się tu regularne, zapierające dech w piersiach imprezy, często też tańczy się na stołach” – mówi Hvorecký. Jego przyjaciółka ma inne plany. Chce iść do Subclub (5). Subclub to kołyska elektronicznej subkultury na Słowacji. Hvorecký już jako nastolatek bawił się całymi nocami w tym dawnym bunkrze przeciwatomowym, przy rytmach house, techno i drum’n’bass. „Kiedyś spędzałem tu każdy weekend, ostatnio wpadam nie częściej niż raz w miesiącu” – mówi i nie może powstrzymać ziewania. Jest prawie druga rano, czas wracać do domu. „Japoński pisarz Haruki Murakami porównuje pisanie do biegu maratońskiego. Patrząc w ten sposób, mam jutro długą drogę do przebycia. Ostatecznie chciałbym z moją książką znaleźć się u celu”.

Staromest

ZdjȨcia: lukas gansterer (5); IlustracjA: Mandy fischer

Primavera Sound Festival 27–29.05.2010

1 Prašná Bašta, Zámocˇnicka 11 2 Ex Café, Prepoštská 4 3 UFO, Nový most 4 Café Verne, Hviezdoslavovo námestie 18 5 Subclub, Nábrežie Arm. gen. L. Svobodu 2

m

es

tie

Hiszpanie potrafią się bawić – to żadna tajemnica. Od powstania festiwalu Primavera Sound, możemy mieć pewność, że na Półwyspie Iberyjskim rządzi też dobry gust muzyczny. Przynajmniej jeśli chodzi o organizatorów tego festiwalu! Spektakl pod gołym niebem odbywa się w cudownej Barcelonie. Obok słońca i cervezy jest najmocniejszym punktem letniego programu. Na Primavera Sound Festival przyjeżdżają zarówno starzy bohaterowie jak Liquid Liquid czy Pavement, jak i crème de la crème spośród młodych twórców: Japandroids, The Big Pink lub Monotonix. Parc Del Forum, Barcelona, Hiszpania Immergut Festival 28–29.05.2010

Już 10 lat na rynku, a mimo to wciąż niezależni: Immergut wcale nie chce stać się mega-festiwalem. Dobór artystów jest bardzo selektywny: Bonaparte czy Efterklang. Teren festiwalu nie jest zbyt wielki, ale dzięki temu kolejki do toalet są znośne. Dla wszystkich, którzy lubią kameralny nastrój i wysokogatunkowy indie rock, Immergut będzie idealnym miejscem! Festivalgelände, Neustrelitz, Niemcy 97


felieton

Felieton Lizuta. Ożywia Ciało i Duszę.

TV: za jaką cenę? Czyli jak wiele jesteśmy w stanie oddać za ułomną chwilę telewizyjnej sławy. Jeszcze większy żal powinni czuć ci, których telewizja przeżuła i wypluła. Ciekaw jestem, jak się dziś miewają uczestnicy programów reality sprzed 10 lat. Kiedyś jeździli na tournée po kraju, opowiadali o swoim życiu w wywiadach, pokazywali ciała w rozbieranych sesjach, nawet grali w filmach. Dziś już nikt o nich nie pamięta. Wrócili do prowincjonalnych spożywczaków i zakładów fryzjerskich. Czy to ich wina, że jakiś czas temu ich chcieli, a teraz już nie? Przecież oni się nie zmienili. Ostatnio spotkałem znajomego, który kiedyś był znanym dziennikarzem telewizyjnym. Dziś robi rzeczy o wiele ciekawsze, dobrze mu się powodzi, realizuje swoje pasje. „Stary, możesz się śmiać” – mówi. „Ale gdy odszedłem z TV, byłem totalnie zdołowany. Szczerze nie lubiłem tej pracy. Środowisko okropne, ludzie miałcy

i dwulicowi, zawiść, koniunkturalizm, chora rywalizacja. Nie zapadłem też na chorobę gwiazdorską. Raczej krępujące były dla mnie ostentacyjne spojrzenia i publiczne komentarze w tramwaju: patrz, w telewizji wydaje się wyższy. A jednak przez pierwszych kilka miesięcy czegoś mi cholernie brakowało. Miałem kłopoty z autodefinicją. Jeśli nie jestem już tym gościem z TV, to kim właściwie jestem? Byłem VIP-em, a teraz NIP-em (not important person)”. Inną TV-star tak przeraża wizja zostania NIP-em, że jest gotowy na wiele potwornych upokorzeń, by tylko odwrócić swój los TV-banity. Uczciwie też trzeba dodać, że owego gwiazdora wyrzucono z telewizora nie dlatego, że się przejadł. Chodziło o grube miliony, które jego firma miała zarobić na szkoleniach w banku, w którego zarządzie pracowała narzeczona telewizyjnego prezentera. Powiem szczerze: miałem łzy w oczach, oglądając sympatycznego, bezradnego pana w telewizyjnym talk-show dla ludożerki. Prawdziwy koszmar wewnętrzny musi przeżywać człowiek gotowy odpowiadać na draczne pytania w stylu: „Jesteś złodziejem?”, „Czy to prawda, że twoja matka musi jeść koty?” albo: „Wiele osób uważa, że twoja narzeczona to przykrywka, a tak naprawdę jesteś gejem...”. Jeśli prawdą jest, że człowiek poznaje sam siebie, przeglądając się w oczach drugiego człowieka, to telewizja działa jak hiperwentylacja. Od przeglądania się w oczach milionów można stracić rozum. Albo osiągnąć wyższy stan skupienia – niczym gaz, rozproszyć się w powietrzu. Mikołaj Lizut, lat 37, naczelny i programowy Radia Roxy, publicysta Wyborczej, dyrektor artystyczny Teatru Radia TOK FM. Jako publicysta zajmuje się głównie sprawami polskiej sceny politycznej, religii, teatru, a także kultury popularnej.

Polska: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Stefan Wagner (z-ca) Dyrektor kreatywny Erik Turek Dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktorzy prowadzący Werner Jessner, Uschi Korda, Nadja Žele Redakcja Ulrich Corazza, Florian Obkircher, Arkadiusz Piątek, Christoph Rietner Graficy Claudia Drechsler, Miles English, Judit Fortelny, Dominik Uhl Fotoedycja Markus Kučera, Valerie Rosenburg, Catherine Shaw Starszy ilustrator Dietmar Kainrath Współpracownicy Norman Howell, Ruth Morgan, Anthony Rowlinson, Christian Seiler, Steve Smith, Piotr Gatys Ilustratorzy Albert Exergian, Mandy Fischer, Heri Irawan, Lie-Ins and Tigers PRINT 2.0 Martin Herz, www.imagination.at Korekta polskiej edycji Judyta Wajszczak, Katarzyna Wasilewska Litografia Clemens Ragotzky (Ltg.), Christian Graf-Simpson Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher, Walter Omar Sádaba Druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Zarząd Karl Abentheuer, Rudolf Theierl Kierownictwo projektu międzynarodowego Bernd Fisa Kierownictwo wydania polskiego Ania Czerniecka, Aleksandra Zarychta Projekty specjalne Boro Petric Finanse Siegmar Hofstetter Dyrektor wydawniczy Joachim Zieger Marketing Barbara Kaiser (Ltg.), Regina Köstler Project management Jan Cremer, Dagmar Kiefer, Sandra Sieder, Sara Varming Reklama Biuro reklamy Agora SA, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa, Joanna Kmiecicka, tel.: +48 22 555 63 39, joanna.kmiecicka@agora.pl Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a Warszawa 02-681 Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 Email: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-Collin-Straße 1, A-1140 Wien Telefon +43 1 90221-28800 Biuro redakcji Londyn14 Soho Square, W1D 3QG, UK Telefon +44 20 7434-8600 Internet www.redbulletin.com Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Burgenländische Volkszeitung, Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeinen Zeitung, Münchner Merkur; w Wielkiej Brytanii: The Independent; w Irlandii: Irish Independent; w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald Nakład łączny 3,1 miliona Listy Czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 02 Warszawa, Maj 2010

Następne wydanie dostępne we wtorek 1 czerwca 2010.

Ilustracja: albert exergian

Siedem lat temu do gmachu telewizji publicznej wtargnął 22-letni desperat. Atrapą pistoletu sterroryzował ochronę, żądając natychmiastowego wystąpienia na wizji. Policyjne negocjacje trwały trzy godziny, na Woronicza zjechało kilkudziesięciu reporterów, mnóstwo ekip telewizyjnych i gapiów. Do występu nie doszło, antyterroryści obezwładnili gościa i gdy wyprowadzano go w kajdankach, do tłumu dziennikarzy wrzeszczał tylko dwa słowa – swoje imię i nazwisko. To taka współczesna historia Herostratesa, szewca z Efezu, który podpalił świątynię Artemidy, żeby zyskać wieczną sławę. Cóż – jakie czasy, takie świątynie… Co ciekawe, TV-terrorysta nie był wcale samotnym wariatem. W jego rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim powstał niemal ruch społeczny popierających go ludzi. Mówili dziennikarzom, że ich bohater chciał powiedzieć światu coś bardzo ważnego. Co takiego? Prawdę! Że nikogo nie obchodzą ludzie tacy jak my, z Tomaszowa. Jak śpiewał Michael Jackson: „All I wanna say is that they don’t really care about us”. Tylko dlaczego tomaszowski hero tak bardzo chciał ogłosić te swoje banały w TV? Przecież świat internetu daje ludziom nieograniczony wręcz dostęp do głosu. Każdy może opublikować w nim dowolną brednię, najbardziej ekscentryczny apel czy niedorzeczne spostrzeżenia. Nie trzeba wymachiwać pukawką na wodę. Problem tkwi właśnie w tym, że to telewizja wybiera ludzi, a nie ludzie telewizję. Jeszcze w czasach mojej młodości wybierała wybrednie. Żeby występować w szklanym pudełku, trzeba było być takim Lucjanem Kydryńskim, Wojciechem Młynarskim czy Marylą Rodowicz. Dawna telewizja pokazywała tych, którzy mają jakieś osiągnięcia. Teraz osiągnięciem jest samo pokazanie się w telewizji. Po prostu wystarczy być… wybrańcem. Dlatego ludzie w Tomaszowie mają słuszne pretensje, że ich tam nie ma.


Porywająca opowieść o polskich himalaistach w sześciotomowej serii książek z unikalnymi filmami. kolekcja do nabycia na P

A

T

R

O

N

I

M

E

D

I

A

L

N

I

P O L E C A


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
The Red Bulletin_0510_PL by Red Bull Media House - Issuu