Skip to main content

The Red Bulletin_0411_PL

Page 1

Gooral i Staszek Karpiel / Jamie Woon / Ashley Fiolek / Awolnation / Benjamin Karl / Oscar Pistorius / Elbow

KwiecieŃ 2011

prawie niezależny magazyn

PLANETA LUDZI

Takiego świata jeszcze nie widzieliście

+ MuZYKA

IMPREZY KUCHNIA PODRóże SZTUKA

Jazda w Libanie

Trzech górali szuka śniegu na Bliskim Wschodzie

ETIOPIA W BIEGU

Maratończycy ze slumsów

adam maŁysz O karierze i nowych marzeniach. A życie bez adrenaliny? Niemożliwe!


PIERWSZE

POLSKIE ELIMINACJE

W RAMACH WARSAW CHALLENGE

7 MAJA 2011

JESTEŚ B-BOYEM LUB B-GIRL? POKAŻ JAK TAŃCZYSZ, ZOBACZ INNYCH W AKCJI ZAWALCZ 1 NA 1 W LEGENDARNYCH ŚWIATOWYCH ZAWODACH BREAKDANCE SZCZEGÓŁY NA WWW.REDBULLBCONECYPHER.PL ZGŁOSZENIA DO 8 KWIETNIA 2011

ORGANIZATOR WARSAW CHALLENGE


Rogiem z Byka

WITAMY! Kończy się jedna z największych sportowych karier w Polsce: podczas mistrzostw świata w Holmenkollen Adam Małysz ogłosił, że wycofuje się ze skoków. „Red Bulletin” umówił się z mistrzem na długą i bardzo osobistą rozmowę. Podczas wywiadu Adam Małysz wyznał nam kilka rzeczy: co przeżywał w Oslo, za czym w skokach nie będzie tęsknił, jakie ma nietypowe sposoby na relaks i przede wszystkim – czym zajmie się w przyszłości. Podzielił się także rozterkami przed startem w Rajdzie Dakar: „Gdy raz zacznie się to robić, już nie ma odwrotu” – strona 44.

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Shamil Tanna; Zdjęcia: Patrick Murray, Shamil Tanna

Ashley Fiolek od kilku miesięcy nie jest już nastolatką. Jednak najlepsza zawodniczka amerykańskiego motocrossu wciąż ma w sobie młodzieńczą swobodę: dzieli pokój z duchem o imieniu Fred, a gdy trenuje na siłowni, czuje, jak w jej złamanym obojczyku ruszają się śruby. W wolnym czasie uprawia zabawne gierki z chłopcami, którzy z wytęsknieniem czekają na jej SMS-y. Ashley Fiolek, niesłysząca mistrzyni MX z USA – jej portret na stronie 52.

Timothy Allen towarzyszył jako fotograf ekipie BBC przy produkcji serialu „Planeta ludzi”; zdjęcia na s. 28 i nast. (z jednym wyjątkiem) są jego autorstwa

Najlepsi długodystansowi biegacze na świecie pochodzą z Etiopii – od mistrza olimpijskiego z 1960 roku Abebe Bikili po obecnego posiadacza maratońskiego rekordu Haile Gebrselassiego. Specjalnie dla „Red Bulletina” do Addis Abeby pojechali fotograf Olaf Unverzart oraz autor tekstu Tobias Haberl. W fascynującym reportażu opowiadają o etiopskim marzeniu, by wybiegać sobie lepsze życie. „Życie to bieg, bieg to życie” – strona 68. Miłej lektury! Redakcja Adam Małysz podczas wywiadu z redaktorem „Red Bulletina” Arkadiuszem Piątkiem

3


SPIS TREŚCI

Kwietniowy Świat ReD Bulla W Libanie polscy górale szukają ośnieżonych stoków, w Wiśle „Orzeł” opowiada o przyszłości – w tym wydaniu „Red Bulletina” same nowości.

44

Bullwar 14 Dobre Wiadomości... ...z kraju i ze świata. 17 JAMIE WOON Soulowa sensacja z Londynu objaśnia nam tajniki muzyki XXI wieku. 18 KOŁA Kolarzówki Kiedyś – drewniane obręcze. Teraz – króluje karbon.

60

20 Gooral i Staszek Karpiel Brzmienia electro plus góralski wokal równa się „Ethno Electro”. 21 oscar pistorius Najszybszy na Ziemi człowiek bez nóg – jego ukryte pragnienia i niespełnione marzenia. 22 Zwycięska Formuła Ten sezon Formuły 1 będzie polegał na poszukiwaniu brakującego ogniwa. 24 FINAŁ Red Bull iBattle Tytani ringu i ciętej riposty w ostatecznej bitwie na muzykę z iPodów. 26 STATKI KOSMICZNE... ...i wszystkie gwiezdne liczby z nimi związane.

52 20

Akcja 28 PLANETA LUDZI Historia malowniczych istot zwanych ludźmi, zamieszkujących planetę Ziemia. 44 SKOK W NOWE ŻYCIE „Orzeł” z Wisły o Rajdzie Dakar, adrenalinie i przyszłości polskich skoków. 52 ASHLEY FIOLEK Niesłysząca mistrzyni motocrossu i jej magiczna dziewczęca niewinność. 60 JAZDA W LIBANIE Czyli o trzech góralach, którzy szukali śniegu na Bliskim Wschodzie. 68 BIEGANIE TO ŻYCIE W Etiopii maraton to nie tylko sposób na życie – to szansa na ucieczkę. 76 DOM SZTUKI Artystyczna oaza w centrum São Paolo. 4

76


SPIS TREŚCI

84

Więcej dla Ciała i Umysłu 84 RED BULL X-FIGHTERS Porady, jak obchodzić 10. jubileusz motocrossowej korridy.

15

28

Zdjęcia: Timothy Allen/BBC, Marcin Kin (2), Garth Milan/Red Bull Content Pool, Red Bull Records, Samo Vidic/Red Bull Content Pool, Predrag Vuckovic/Red Bull Content Pool

86 RED BULL CRASHED ICE Zdobądź sprzęt łyżwiarskiego gladiatora. 88 TRENING MISTRZA Filip Polc i Benjamin Karl doradzają, jak dojść do mistrzowskiej formy. 89 HANG-ART Polski wernisaż w Hangarze-7. 90 NAJLEPSZE KLUBY Tym razem odwiedzamy Nowy Orlean. 91 MOJA PIĄTKA Pięć płyt, które ukształtowały wokalistę Elbow. 92 DANIEL HUMM Dlaczego w jego nowojorskiej kuchni wisi portret Milesa Davisa? 94 CO SIĘ DZIEJE Wydarzenia, które rozgrzewają świat. 96 ZAREZERWUJ CZAS Zapisz, zapamiętaj, baw się razem z nami. Stałe działy 06 Kalendarz Pana Kainratha 08 zdjęcia miesiąca 98 felieton lizuta

nowoŚĆ

The Rapp Bulletin

IPad-ApP od „Red BulletinA”

50 Cent

za darmo od 12 kwietnia 2011 w sklepie itunes

5


k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a

6


Reklama nieodpłatna.

Los nie WyBieRa. to taKże mogę Być ja. aLBo ty. Hannes arch,

mistrz Świata Red Bull air Race 2008 oraz ambasador Wings for Life.

URaz Rdzenia KRęgoWego mUsi stać się ULeczaLny. Wspierając najbardziej zaawansowane projekty badawcze skupione na leczeniu urazów rdzenia kręgowego, Fundacja Wings for Life na rzecz Badań nad Rdzeniem Kręgowym gwarantuje najwyższy poziom medycznego i naukowego postępu.

twoja pomoc ma ogromne znaczenie. Więcej na www.wingsforlife.com


Lenit veriusti Moskwa (Rosja) sl

ullandignis Przyszłościowo Czterech conum incil ludzi, ip etue jedenminim tor, jeden volut cel, autat jeden ut praessequis kierunek: ice nullancross dreet digna downhill w ciągu commolore ostatnich magnism lat stałodipis się dyscypliną dit dio eusportu feugue doolore światowej dolortis randze. nonsectet To zdjęcie laor simwykonane quam vulla w Moskwie commy nim przed illaor si.Unt ilitprzystankiem trzecim vent niam eliquis Mistrzostw aci blaŚwiata aut wis Red nulla Bullfaccumsan Crashed ullaświetnie Ice commy nulput dokumentuje, in ullutat dlaczego atem quis tysiące delitfanów lutat. emocjonują On exer adiate się tymmagnibh sportem ea na aliquisi żywo i oglądając tio commod transmisje tat, volore w TV. exerZawodad duntzadit, nicy całego consed świata, tie umiejętności cor suscidui dit łyżwiarskie non ut utat na incidunt najwyższym dio conullandio poziomie, walka eugait jeden wissectem na jednego, nos del zapierające ute te dipdech euis weugue piervoleniscip siach odcinki elit do amjazdy ver iuscill pośrodku ummolorper miasta: trudno aliquisisl wyobrazić eu facip ea feuisl sobie bardziej duis spektakularny, miejski i szybki sport zimowy. ercip eugue dolore magna feum www.redbullcrashedice.com

8


Lenit veriusti sl

ullandignis

conum incil ip etue minim volut autat ut praessequis nullandreet digna commolore magnism odipis dit dio eu feugue dolore dolortis nonsectet laor sim quam vulla commy nim illaor si.Unt ilit vent niam eliquis aci bla aut wis nulla faccumsan ulla commy nulput in ullutat atem quis numsandre delit lutat. On exer adiate magnibh ea tio tat, volore exer ad dunt adit, consed tie cor suscidui blandrem dit non ut utat incidunt dio conullandio eugait wissectem nos del ute te dip euis eugue voleniscip elit am ver iuscill ummolorper aliquisisl eu facip ea feuisl duis ercip eugue dolore magna feum

Lenit veriusti sl

ullandignis

Credits Zdjęcie: Jßrgen Skarwan

conum incil ip etue minim volut autat ut praessequis nullandreet digna commolore magnism odipis dit dio eu feugue dolore dolortis nonsectet laor sim quam vulla commy nim illaor si.Unt ilit vent niam eliquis aci bla aut wis nulla faccumsan ulla commy nulput in ullutat atem quis numsandre delit lutat. On exer adiate magnibh ea tio tat, volore exer ad dunt adit, consed tie cor suscidui blandrem dit non ut utat incidunt dio conullandio eugait wissectem nos del ute te dip euis eugue voleniscip elit am ver iuscill ummolorper aliquisisl eu facip ea feuisl duis ercip eugue dolore magna feum

9


mount beauty (AuS)

Skok na krzyż Jeśli wyobrazimy sobie pod rampą Red Bull Dirt Pipe ustawioną pod kątem 90 stopni kolejną rampę Red Bulla, nadal będziemy mieć blade pojęcie o tym, jaki wymiar mają te niesamowite zawody BMX w australijskich górach (na zdjęciu wykonany tam – technicznie świetnie – trik superman). Sama rampa, którą wykuto w czerwonej skale, mierzy 120 m; skoki, odbicia i najazdy na ścianę wyglądały tak niesamowicie, że najlepsi zawodnicy świata BMX byli w stanie wydusić z siebie tylko: „to jest mega”, zaraz potem: „przerażające!”, a potem długo, długo nic. Najlepsze triki pokazali dwaj Nowozelandczycy podczas Best Run: Jed Mildon wygrał, pokonując Paula Langlandsa, Mike „Hucker” Clarke z Kalifornii uratował honor międzynarodowych gwiazd, zajmując trzecie miejsce.

Zdjęcie: rutgerpauw.com/Red Bull Content Pool

Film z najlepszymi skokami można obejrzeć tu: pl.redbulletin.com/dirtpipe

11


Anaheim (USA)

Róż dla twardzieli Portorykański nastolatek, który przez dwa lata przemierzał Amerykę kempingowym samochodem i na motocyklu, musiał przejść twardą szkołę życia. Był nim Kyle Regal – dziś w wieku 19 lat uchodzi za największą nadzieję w supercrossie, amerykańskiej odmianie motocrossu. Zawody rozgrywane są w naszpikowanej technicznymi pułapkami hali. Na zdjęciu widzimy Kyle’a podczas zawodów legendarnego AMA-Supercross w Anaheim, gdzie wjechał od razu na 11. miejsce. Wygrał jego kolega z drużyny James „Bubba” Stewart, nazywany „The Fastest Man on the Planet”. Można przypuszczać, że w przyszłości kolor różowy będzie najmodniejszym kolorem wśród twardzieli (lub przynajmniej w ich wąskich kręgach). Piękny kurz – album zdjęć z supercrossu: pl.redbulletin.com/regal

12


Zdjęcie: Matt Pavelek/Red Bull Content Pool

Credits


Bullwar Uskrzydla w małych dawkach.

Po obiedzie – na wodę 30 kwietnia w Chalet Wedelhütte w Hochfügen odbędzie się ekskluzywne przyjęcie charytatywne na rzecz Wings for Life – z obiadem na pięć dań. Za 1500 euro od osoby będzie można zająć miejsce przy stole obok ambasadorów WFL: Sebastiana Vettela, Hannesa Archa czy Marca Comy (zgłoszenia: isabell@kini.at). Zaraz po obiedzie na aukcji będzie licytowane miejsce na łodzi Red Bull Extreme – rezerwacja obowiązuje podczas wyścigu! Sternik Roman Hagara przedstawi wówczas załogę i pokaże, jak prawidłowo nałożyć kamizelkę ratunkową. www.redbullextremesailing.com

Roman Hagara Kapitan Przy sterze odpowiada za cały zespół. Na wodzie podejmuje decyzje i wydaje komendy do poszczególnych manewrów.

H.P. Steinacher Taktyk Jako tymer przy dużym żaglu (grocie) odpowiada za prędkość łodzi; razem z kapitanem decyduje o taktyce i manewrach.

Craig Monk Szotman Siłacz – musi 50 razy dziennie wciągać żagiel. Pomaga taktykowi wybierać szoty – ciężka robota.

will howden Trymer Zajmuje się fokiem, obserwuje wiatr i falę, a także kurs własnej żaglówki i jednostki przeciwnika.

Twoje Miejsce Pasażer Otrzymuje kask, kamizelkę ratunkową i dawkę ruchu: załoga potrzebuje gościa do balastowania podczas manewrów.

ZdjęciA CZYTELNIKÓW

UŚMIECH, PROSZĘ!

Fotografie naszych czytelników dostępne są na: www.redbulletin.pl

Wśród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia związane ze światem Red Bulla, rozlosujemy oryginalny bidon „Red Bulletina” wyprodukowany przez firmę SIGG. Wysyłaj zdjęcia na e-mail: redakcja@redbulletin.com

Phoenix Kobieta za kółkiem. Golfistka Alexis Thompson otrzymała od kierowcy NASCAR Briana Vickersa prywatną lekcję jazdy. Garth Milan

14


b u l lwa r

Lista Adama Małysza

Mistrz skoków na emeryturze o swoich najtrudniejszych przeciwnikach:

Zaczęło się od Louisa Armstronga

Zdjęcia: Sabine König (1), Mark Teo/Red Bull Photofiles (4), Getty Images (1), Lukas Nazdraczew/Red Bull Content Pool (1), Imago (3), Getty Images/Red Bull Content Pool (2)

„Megalithic Symphony” (Intro) Jako nastolatek często chodziłem na koncerty punkowe. Pewnego razu zobaczyłem kapelę Sick of Awolnation: „Mega­lithic It All. Zamiast zaataSymphony“ (Red Bull kować scenę, puścili Records) z głośników jako intro „What a Wonderful World” Louisa Armstronga. I ludzie oszaleli, gdy wokalista zaczął śpiewać refren. Zrozumiałem wówczas, że jeśli zrobię album, to tylko z epickim intro. „Knights of Shame” Zawsze chciałem nagrać 12-minutową piosenkę, która utrzyma napięcie – i ta napisała się prawie sama. Najpierw miałem linię melodyczną z „Barbershop”, a potem doszły dwie części: dance’owa i hiphopowa – to było jak magia! Mój przyjaciel powiedział, że z kawałków tego numeru można byłoby zrobić cały album. Według mnie utwór jest kwintesencją tytułu. To przecież „megalityczna symfonia”!

Patagonia Profesjonalny alpinista David Lama podczas zdobywania szczytu Cerro Torre o wysokości 3128 m n.p.m. Corey Rich

Nowy człowiek Red Bulla w NASCAR rozpoczął sezon od „pocałunku z murem” i miejscem w top ten. Czy myślisz o wypadku? Było, minęło. To, co pamiętam z przeszłości, to zwycięstwa i pole positions.

Amerykański muzyk Awolnation o utworach ze swojego debiutanckiego albumu – między elektronicznym punkiem i euforycznym popem.

www.awolnationmusic.com

Szybki wywiad

Kasey Kahne: „Tylko prędkość”

Martin Schmitt Wtedy skoki były w Niemczech bardzo popularne. A my byliśmy głównymi bohaterami.

Dlaczego? To daje pewność siebie. Kiedy idziesz na całość? Gry próbuję wyprzedzić na łuku zawodnika. Chodzi o refleks.

Nie boisz się? Najwyżej tego, że ktoś we mnie wjedzie z tyłu. Jesteś sprawny? Jasne, po sezonie pracowałem nad wytrzymałością. To pomaga w trakcie sezonu. Teraz skupiam się na prędkości. Jak tam twoja własna drużyna młodzików? Joey Saldana zaparkuje swojego Red Bulla w Victory Lane, w Outlaw Series 2011, obiecuję.

Simon Ammann To Harry Potter, który wyskoczył jak z kosmosu. Czterokrotny mistrz olimpijski.

Numer 1 Gregor Schlierenzauer Może stać się legendą – równie dobrze skacze na małych i dużych skoczniach.

Sebastian Vettel i Mark Webber brali udział w zaprojektowaniu nowych czapek, które noszą poza torem. Są one dostępne od zaraz w internetowym sklepie Red Bulla za 29,95 euro. www.redbullshop.com

Kingston Busem po stolicy Jamajki. A w przerwach jazda po tytuł Red Bull Conquer. Augustin Munoz

Florianópolis Red Bull Music Academy

rozbuja się zupełnie inaczej – na niewielkim stateczku pośrodku Atlantyku. Marcelo Maragni 15


Wielu uważa, że Red Bull Zjazd na Krechę to święto narciarstwa i snowboardu

Krótko i na temat

Sportowcy, którzy zamienili trud i pot w zwycięskie złoto.

Druga edycja masowego wyścigu Red Bull Zjazd na Krechę zakończona!

Złote Nordyckie MŚ w narciar stwie w Oslo. Thomas Morgenst ern na małej skoczni, Gregor Sch zwyciężył lierenzauer – na dużej. Do tego doszło dwukrotne złoto zespołowe.

Pierwsza edycja, która odbyła się na Kasprowym Wierchu w roku 2009, umieściła ten wyjątkowy zimowy wyścig w świadomości narciarzy i snowboardzistów jako imprezę, której w sezonie nie można przegapić. W tym roku z powodów technicznych została przeniesiona z Kasprowego na Tatrzańską Łomnicę – co nie okazało się złym rozwiązaniem. „Nie jeździłem wcześniej ani na Tatrzańskiej Łomnicy, ani na Kasprowym Wierchu, dlatego zmiana lokalizacji wielkiego finału nie była dla mnie żadnym problemem” – mówił Michał Kłusak, który na mecie był pierwszy spośród narciarzy. Dla jednych wyścig, w którym naraz brało udział 256 zawodników obojga płci, był wydarzeniem wyczynowym, dla innych – nie tylko. Józek Gąsienica-Gładczan, jeden z bohaterów innego tekstu z tego numeru (o poszukiwaniu przygód w Libanie, s. 60), dojechał na metę jako pierwszy snowboardzista – przebrany w kostium Supermana.

Także narciar z biegowy Petter Northug (NOR) zgarnął na mistrzostwach świata w swoim kraju tytuł w biegu na 30 km na dochodzenie, w sztafecie i w biegu na 50 km ze startu wspólnego.

Film i zdjęcia na www.redbull.pl/zjazdnakreche

Nowy skoczek na horyzoncie Międzynarodowa seria mistrzostw świata Red Bull Cliff Diving już wystartowała – fanom tego sportu niełatwo jest wyobrazić sobie polskiego uczestnika w tym egzotycznym sporcie. Jest jednak młody skoczek, który został już zauważony przez organizatorów serii i zaproszony na specjalny obóz treningowy w celu przygotowania się przed możliwym udziałem w przyszłorocznej edycji. Krzysztof Kolanus, 25-latek z Częstochowy, skokami zajmuje się zawodowo. Aktualnie mieszka w Chinach, gdzie na co dzień skacze z 22 m przed publicznością cyrku Chime Long w Guangzhou. Skoki z 27 m (minimalna wysokość w Red Bull Cliff Diving) „to zupełnie inna bajka”, jak mówi Kris. „Jednak jestem pewien, że będę gotowy”. Skoki z zawrotnych wysokości to niejedyna jego pasja. Właśnie wydał składankę swoich ulubionych beatów, wśród których znaleźli się polscy twórcy: Teielte i Kixnare. www.redbullcliffdiving.com

16

Wynikiem 6,80 m Rosjanka Daria Kliszyna zdobyła na halowych mistrzostwach Europy w Paryżu złoty medal w skoku w dal.

Sébastien Loeb (FRA) po raz kolejny był niepokonany w Rajdzie Meksyku i świętował na szutrowych drogach już piąte zwycięstwo z rzędu.

Zdjęcia: Action Images (2), BERTRAND GUAY/Getty, McKlein, Tomek Podgorny/Red Bull Content Pool, Mark Watson/inciteimages

Śniegowe masowe uderzenie


b u l lwa r

heroS

Jamie Woon...

...w wywiadzie opowiada o swoim debiutanckim albumie „Mirrorwriting”, muzyce soul XXI wieku, rodzinnych sprawach oraz o koleżance ze szkoły – Amy Winehouse.

Imię i nazwisko Jamie Woon Data i miejsce urodzenia 29 marca 1983 w New Malden w Londynie Rodzina Jego mama występowała w chórkach u Michaela Jacksona czy Kylie Minogue Web www.jamiewoon.com

Zdjęcia: Getty Images (1), Phil Sharp (1)

Wcześniej Jamie Woon przeważnie występował z gitarą akustyczną, teraz ten wyjątkowy wokalista obsługuje głównie pudełka z elektroniką

Jego matka występowała w chórkach takich artystów jak Björk czy Michael Jackson, a dawna koleżanka ze szkoły nazywa się Amy Winehouse. Stacja BBC umieściła jego nazwisko na czwartym miejscu na liście „Sounds of 2011” – to zestawienie najlepiej zapowiadających się artystów ukazuje się co roku – autorom listy udało się już przewidzieć sukces 50 Centa czy Miki. Wydawałoby się, że to dobra pozycja startowa w wyścigu do muzycznego biznesu. Jednak Jamie Woon nie chciał się spieszyć. 28-latek szlifował swój debiutancki album przez trzy lata. Pod względem elektronicznym „Mirrorwriting” jest dość ekstrawagancki. Miękkie syntezatorowe dźwięki otulają spartańskie beaty r’n’b, a nad nimi góruje przejmujący falsetowy wokal Woona. Album brzmi tak, jakby to Usher rozpoczął współpracę z jakimś kultowym producentem londyńskiego undergroundu. red bulletin: Po ukazaniu się twojego debiutanckiego singla „Wayfaring Stranger”, który brzmiał trochę jak gospel, wiele osób oczekiwało siermiężnej gitarowej płyty. Otrzymali coś zupełnie innego – muzykę elektroniczną... jamie woon: Od zawsze interesowałem się muzyką elektroniczną, byłem wielkim fanem DJ-a Shadowa. Pewnego dnia sam usiadłem przy laptopie i wyprodukowałem ścieżkę – znajomi byli zachwyceni. Dlatego sam sobie postawiłem takie wyzwanie: czy dam radę wykreować

brzmienie, które pasowałoby do moich dźwięków i tekstów? I co się stało? Głównym motywem wydaje się redukcja… Cisza… Absolutnie tak. Jestem dość nerwowy. Z czysto autoterapeutycznych względów chciałem nagrać relaksującą, spokojną płytę. Osobisty i introwertyczny album, którego słucha się, by się wyciszyć. Dlatego nosi tytuł „Mirrorwriting”. Często jednym tchem obok nazwiska Jamiego Woona wymienia się nazwisko Amy Winehouse… Razem chodziliśmy do BRIT School, liceum o profilu artystycznym na południu Londynu. Od czasu do czasu spędzaliśmy wtedy ze sobą czas poza szkołą. Później widzieliśmy się w Nowym Jorku podczas wspólnego występu. To było krótko przed przełomem w jej karierze, dzień przed jej pierwszym występem u Lettermana. Jest tak bardzo utalentowana. Mam nadzieję, że wyda jeszcze płytę. Twoja mama Mae McKenna także jest muzykiem. Czy spędzałeś dzieciństwo w studiach nagraniowych? Tak. Zamiast załatwić opiekunkę, mama sadzała mnie często w control-roomie. Podczas nagrywania albumu zaprosiłeś ją do studia. Na gruncie zawodowym także dobrze się rozumieliście? Jasne! I byłem bardzo szczęśliwy, że wsparła mnie wokalnie na singlu „Night Air”. Sprawiło nam to dużo przyjemności. Żartowała, że powinienem być zadowolony, że w ogóle przyszła: „Nigdy nie byłoby cię stać na zatrudnienie wokalistki na moim poziomie!”.

„Jestem dość nerwowy. Z czysto autoterapeutycznych względów chciałem nagrać relaksującą, spokojną płytę”

Jamie Woon: „Mirrorwriting” (Polydor) – płyta ukaże się 11 kwietnia

Jamie Woon live: http://redbullmusic­ academyradio.com/ shows/1716

17


b u l lwa r

Kiedyś i teraz

Koła do kolarzówki Przez ostatnie 60 lat koło do kolarzówki przebyło długą drogę: drewno zamieniło się w karbon, ubyło kilka szprych. Cel tej ewolucji: prędkość!

Tego tylnego koła podczas wyścigów używał sam wielki Fausto Coppi: felga wykonana jest z klejonego drewna bukowego i trzyma formę do tej pory dzięki 40 trzykrotnie krzyżującym się szprychom (obecnie nawet w kołach rowerów górskich do downhillu stosuje się naj18

wyżej 36 szprych). Praca piast regulowana była przy pomocy stożka, ale tylko zręczne ręce mechanika mogły zapewnić płynną jazdę (niektórzy usuwali kulki z łożysk). Obsługa wysoko cenionych dziś przez kolekcjonerów czterobiegowych przerzutek (Campagnolo

Tipo Paris Roubaix) wymagała zręczności przy operowaniu dźwignią zmiany biegów. Mimo to przerzutka dawała decydującą przewagę podczas zawodów. Jednak jeśli ktoś nazywał się inaczej niż Coppi, mógł w 1950 roku tylko pomarzyć o czterech działających biegach.

Zdjęcia: KurT Kainrath

BIANCHI / CERCHIO CLEMENT 1950


b u l lwa r

Lightweight Standard Clincher 2011 To koło z karbonu, którego używają profesjonaliści na całym świecie, wymagało 16 godzin ręcznej pracy. Kolarz może zamówić od 16 do 20 karbonowych szprych z przodu i od 20 do 24 z tyłu, w zależności od mocy i zastosowania. Karbonowa felga o wysokości 53 mm

to kompromis pomiędzy optymalną aerodynamiką i uniwersalnością. Korkowe gumy hamujące utrzymują niską temperaturę podczas hamowania, by nie uszkodzić centra przy ekstremalnie szybkich zjazdach. Piasty kręcą się prawie bez ścierania na tłoczonych

łożyskach przemysłowych. Dzięki przełączaniu rotorowemu koło można dostosować do 10-biegowej przerzutki, np. SRAM, Shimano czy Campagnolo. Kompletny zestaw waży tylko 1,135 kg – mniej niż samo tylne koło kolarzówki Coppiego. 19


b u l lwa r

Śpiewam na najeździe

Gooral i karpiel

By połączyć góralską karczmę z modnym elektronicznym klubem, trzeba nie lada fantazji. Pewien bielski producent stworzył już do niej muzykę.

„Do czasu pierwszego koncertu nasze brzmienie może wydawać się dziwne czy zaskakujące. To właśnie występy przed publiką liczą się dla nas najbardziej”

20

Jak przystało na mieszczucha, z góralami spotkałem się w downtown, czyli w Warszawie. W otoczeniu betonowych szarości, a nie białego puchu; przy kawie, a nie herbacie z prądem – odpowiedzialny za projekt Gooral (Mateusz Górny) wspomina początki swojej fascynacji ludowymi pieśniami: „Koło 2002, 2003 roku sporo się zastanawiałem nad muzyką. Chciałem wymyślić nowe brzmienie, coś zupełnie innego. Swój okres świetności miały wtedy kompilacje takie jak «Buddha Bar» czy «Karma Collection». Popularne było łączenie różnych stylistyk. Kombinowałem tak sobie i nagle skumałem, że owe dodatki pochodzą z muzyki korzeni, muzyki gór. Mieszkam w Bielsku-Białej. Za moim miastem są już tylko stoki i lasy. To taka ostatnia brama. Od małego jeżdżę na nartach, przez lata byłem instruktorem. Kiedyś mieszkałem w bloku z kumplem, który na co dzień nosił tradycyjne stroje, i z nim właśnie założyłem pierwszy skład – Psio Crew. Chcieliśmy połączyć muzykę ludową z klubową. Elektronika zawsze przemawiała do mnie najbardziej, a im częściej zadawałem się z góralami, tym bardziej nasiąkałem ich brzmieniem”. Siedem lat później, pod zmienioną banderą, Gooral wciąż łączy ludowe motywy z pulsującym, rytmicznym beatem i potężnymi partiami syntezatorów. Debiutancką płytę projektu, który ze swoim scenicznym show zdążył już zjechać Polskę wzdłuż i wszerz, wydaje właśnie warszawskie SP Records. W nagraniach uczestniczyło kilkanaście osób, które Marcin nagrywał, jeżdżąc od wsi do wsi z mikrofonem i... zapasem wódki. W stałym składzie zespołu są natomiast: odpowiedzialny za wizualizacje Michał „Kopa” Kopaniszyn, skrzypek z Bukowiny Tomasz „Jabko” Łapka i wokalista Staszek Karpiel-Bułecka. „Myśmy się znali tylko z jakichś zasłyszanych opowieści” – wspomina „głos” kolektywu. „Gooral wiedział, że mój ojciec śpiewa, wuj udziela się w zespole, a cała familia ma «dźwiękowe» tradycje. Poznaliśmy się jednak na jakimś zimowym wyjeździe. Ja sam, jako że jestem z muzykalnej rodziny, od urodzenia zajmowałem

się... sportem. Przez lata brałem udział w zawodach, ale człowiek się starzeje i krążenie nie jest już takie jak kiedyś” – z ironią w głosie kontynuuje Staszek Karpiel, którego większość osób kojarzy nie jako wokalistę, ale też jednego z najbardziej utytułowanych polskich narciarzy freestyle’owych. „Trzeba szukać innych zajęć, a że Marcin jakiś czas po naszym spotkaniu zadzwonił z propozycją wspólnego grania, nie zastanawiałem się nawet chwilę. Ostatnio znajomi powiedzieli mi, że na stoku gołym okiem widać różnicę pokoleń. Mój młodszy brat na najeździe na skocznię słucha iPoda, a ja zawsze na nartach śpiewałem. Teraz też to robię – na scenie i płycie”. Krążek „Ethno Electro” swoją premierę będzie miał już na dniach, jednak Gooral przekonuje, że jego muzykę trzeba usłyszeć przede wszystkim na żywo: „Do czasu pierwszego koncertu nasze brzmienie może wydawać się dziwne i zaskakujące. To właśnie występy przed publiką liczą się dla nas najbardziej. Boimy się tylko, żeby w ferworze zabawy obyło się bez ofiar. Na żywo to właśnie góralszczyzna daje kopa. Energia jest zupełnie inna niż przy typowym electro. Ludowe motywy mają jeszcze więcej siły i jest to bardzo ciepła, szczera siła”.

Narty i słuchawki. Nowoczesny design i tradycyjne motywy. Jednym słowem – ethno electro

„Ethno electro” ukaże się w tym miesiącu nakładem SP Records. Klip promujący album można zobaczyć na: www.youtube.com/ SPRECORDSteledyski

tekst: Filip Kalinowski. Zdjęcie: MArcin Kin

Skład Mateusz Górny/ Staszek Karpiel Urodzeni Bielsko-Biała/ Zakopane Styl Ethno electro Sieć www.gooral.net Koncert premierowy 16.04, Warszawa, Ósmy dzień tygodnia


b u l lwa r

MOJE CIAŁO I JA

Oscar pistorius

Urodził się z deformacją podudzia, ale ten mężczyzna zwany „Blade Runnerem” za cel wyznaczył sobie występ na olimpiadzie. Rozpraszają go: czerwone wino, czerwone mięso oraz wygłupy na rzece.

PEŁN E SKU PIEN IE Pracowałem kiedyś z psychologami sportowymi, ale będąc sportowcem, potrzebujesz skupienia, jakiego nikt nie jest w stanie ci zapewnić: wszystko zależy tylko od ciebie. To właśnie to skupienie, ta chęć działania i pragnienie sukcesu wyróżnia sportowców, zwłaszcza biegaczy. Wiesz, że na ostatnich 40 czy 50 m wyścigu poczujesz ból, więc musisz być całkowicie skupiony, by go przezwyciężyć.

Tekst: Robert tighe. Zdjęcie: getty images for BT

WST RZĄŚ NIĘT E, NIE ZMIE SZAN E Jeśli przywiązujesz wagę do diety, odpowiednie jedzenie zapewni ci to, czego potrzebujesz. Nie widzę potrzeby stosowania odżywek proteinowych i suplementów. Przed treningiem przygotowuję shake’a składającego się z: oleju kokosowego – dla tłuszczu; miodu – dla glikogenu; oraz kompleksu różnych owoców i jagód – dla antyoksydantów. Przez 11 miesięcy w roku nie piję alkoholu, ale gdy mam wolne, wyjeżdżam z rodziną i znajomymi i folguję sobie. Lubię wypić lampkę czerwonego wina, ale największą słabość mam do raków i czerwonego mięsa. Jestem zapalonym miłośnikiem czerwonego mięsa, to jedno z najlepszych odkryć w historii. BO KS ER SK A MĄ DROŚ Ć dorastając, Mój dziadek był bokserem, więc zy możliwy eps najl To . ałem sow bok ro sam spo trz świata mis były to er trening kardio. Mój tren ale ogray, cios y zym ćwic to częs więc w boksie, też am więc poś u czas o niczamy sparingi. Duż , gwałtowne bkie (szy ne rycz met plyo a zeni na ćwic ż uprawiając ćwiczenia na mięśnie), poniewa symalnie mak isz mus ie czas kim krót biegi, w przez ingu tren po sem wytężyć swe ciało. Cza fizycznie, ry cho ie łown dos em jest ziny pół god łem dać ale wolę to niż poczucie, że mog ej. więc z siebie

WAGA CI ĘŻ KA Zanim zacząłem biegać, gra łem w rugby, piłkę wodną oraz uprawiałem zap asy, przez co rozrosłem się na gór ze i przybrałem na wadze tam, gdzie tego nie potrzebowałem. Na prz estrzeni lat moja postura uległa znacznej zmianie. Do biegania nie potrzebujesz wielkich mięśni ramion i barków, ale muszą one być zwarte i bardzo silne. Podczas pierwszych 30 m wyścigu kierujesz ramionami, a późnie j używasz ich do utrzymania pędu. Bie gacze mawiają: „Twoje ramiona prowadzą twoje nogi”. WIE LKA STO PA z włókna węglowego tah Chee zy Moje prote kosztują około 22 500 dol. za parę. Przez ch ostatnie czter y lata używałem tych samy To jak egzemplarzy, ale obecnie testuję nowe. biegawypróbowywanie nowej marki butów do się łnie zupe albo nia: albo ci idealnie pasują, może na zmia a etrow milim t Nawe ją. nie nada stanowić ogromną różnicę, więc muszę je ­porządnie sprawdzić.

STARCI E Z BI Upadłem zaledwie trz EŻ NI Ą y lub cztery razy, ale zdecydowan ie nie jest to przyjemne. Zazwyczaj tego pod koniec trenin dochodzi do gu, gd koncentrację. Dwa raz y tracisz y poważną glebę na bie zaliczyłem żni i miałem paskudne rany. Leka rz musiał usunąć kamyki i oczyścić ran y stalową wełną. To dość obrzydliwe. WODNA WPADKA Na bieżni szczęśliwie udaje mi się unikać kontuzji, ale dwa lata temu miałem poważny wypadek na motorówce. Wygłupialiśmy się na rzece, słońce już zachodziło i nie zauważyłem betonowego falochronu znajdującego się pod wodą: wpadłem prosto na niego. Złamałem siedem kości twarzy, lewą rękę i dwa żebra. Założono mi 178 szwów. Więcej o najszybszym biegaczu bez nóg na: www.oscarpistorius.com

21


Nowy sezon F1, nowy bolid: mistrz świata Sebastian Vettel testuje nowiutki model Red Bull Racing RB7 z regulowanym, przyspieszającym tylnym skrzydłem


b u l lwa r

TRIKI FIZYKI

SIŁA SKRZYDŁA W sezonie 2011 w F1 będzie dozwolone używanie regulowanego tylnego skrzydła. Nasz fizyk* wyjaśnia, jakie to przyniesie efekty. Praca (W) to w dużym uogólnieniu siła (F) razy droga (s), czyli W = Fs. Moc (P) to praca wykonana w jednostce czasu, czyli P = W/t. Natomiast prędkość to droga podzielona przez czas, czyli v = s/t. Po odpowiednim przekształceniu trzech powyższych wzorów otrzymamy F = P/v. Jaką prędkość może osiągnąć samochód? Podczas przyspieszania rośnie opór powietrza i tym samym siła spowalniająca auto. Siła oporu działa w kierunku przeciwnym do ruchu samochodu i wyraża się wzorem Fw = ½ ρ cw Av², gdzie ρ to gęstość powietrza, cw – współczynnik oporu powietrza, zaś A – powierzchnia czołowa pojazdu albo bardziej obrazowo: jego przekrój czołowy. Swoje maksimum prędkości samochód osiąga wtedy, gdy Fw zrównuje się z siłą napędową. Jeżeli przedstawimy tę równowagę w postaci P/v = 1/2 ρcwAv2 i wyliczymy z tego równania v, otrzymamy prędkość maksymalną, przy której siły przyspieszające i hamujące się równoważą:

Zdjęcie: Getty Images/Red Bull Content Pool. Ilustracja: mandy Fischer

vmax =

³

√ ρ2Pc A w

Możemy oszacować vmax. Moc bolidów F1 jest znana i wynosi ok. 800 KM (589 kW). System odzyskiwania energii KERS daje dodatkowe 60 KM (44 kW). Sekretem nie jest także gęstość powietrza: wynosi ona ok. 1,2 kg/m³. Trudności pojawiają się w przypadku wartości cw i przekroju czołowego. To dane strzeżone równie starannie jak największe tajemnice państwowe. Według moich szacunków wartość cw wynosi w przybliżeniu 1. To bardzo dużo, jeżeli weźmie się pod uwagę, że jeżdżące po ulicach samochody o aerodynamicznych kształtach mają cw na poziomie poniżej 0,3. Skąd ta różnica? Pierwszym powodem są nieosłonięte koła powodujące zawirowania powietrza. Drugi powód to tylne skrzydło będące zasadniczo zamontowanym odwrotnie płatem nośnym i dociskające bolid do podłoża tak, by dobrze trzymał się toru na zakrętach. Duża wartość siły dociskającej = wzrost wartości cw . Powierzchnię czołową bolidu szacuję na ok. 1,3 m2. Jeżeli wstawimy te wszystkie wartości do naszego wzoru, uzyskamy maksymalną prędkość 93 m/s (335 km/h). Teraz możemy się trochę pobawić naszym wzorem. Gdyby udało się np. wycisnąć z silnika dodatkowe 10 KM, prędkość maksymalna wzrosłaby tylko o 1,3 km/h, czyli o bardzo niewiele. Powód? Zgodnie ze wzorem z wartości P wyciągamy pierwiastek trzeciego stopnia! Znacznie sprytniejszym rozwiązaniem jest skorzystanie na prostych przy wyprzedzaniu z bardziej płaskiego ustawienia tylnego skrzydła i tym samym ze zmiany wartości współczynnika cw. Załóżmy dla uproszczenia, że powierzchnia czołowa nie ulega zmianie. Jeżeli uda się obniżyć cw z 1 do 0,95, prędkość maksymalna wzrośnie o 5,8 km/h. Efekt nie jest więc zbyt wielki, ale i tak 4,5-krotnie większy niż w przypadku wzrostu mocy silnika. Zgodnie z regulaminem położenie lotki tylnego skrzydła będzie można zmieniać na bardziej płaskie wtedy, gdy bolidy dzieli mniej niż sekunda odstępu. Ma to sprawić, że na torach będzie więcej manewrów wyprzedzania – a wszystko znowu dzięki fizyce! * Dr Martin Apolin (doktoraty z fizyki i nauki o sporcie), 45 lat, nauczyciel szkolny (uczy fizyki i nauki o sporcie) oraz zewnętrzny wykładowca na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Wiedeńskiego, autor wielu książek. www.redbullracing.com, www.scuderiatororosso.com

23


b u l lwa r

nia nigdy

ch sztuczek. SDA Nie Ściem

Bez linek, luster i magiczny

Jump’n’shout Przybyłych z całej Polski urlopowiczów Zakopane przywitało trawiastymi stokami, mżawką i temperaturą powyżej zera. Lutowa pogoda w stolicy Tatr niczym nie przypominała srogiej górskiej zimy. Wczasowicze zmęczeni wielogodzinnym staniem w kolejkach do wyciągów szukali rozrywki z dala od sztucznie naśnieżanych stoków. Pomocną dłoń wyciągnął do nich klub Dworzec Tatrzański, a że rozgrywany w nim turniej nosi miano Red Bull iBattle, owa ręka trzymała już wypełnionego hitami iPoda. Ramię w ramię ze swoimi drużynowymi parami, twarzą w twarz z przeciwnikami, wespół w zespół z publicznością na bokserskim ringu spotkało się 16 osób ze wszystkich stron Polski. Sportowcy, tancerze, radiowcy, dyplomaci. Każdy z reprezentantów ośmiu ekip biorących udział w finale dźwiękowych zmagań jest dobrze znany w swoich stronach. Każda ekipa

24

była dotąd niepokonana. Przez pojedynki w rodzinnych miastach przechodzili jak burza. Rywali nokautowali już pierwszymi puszczanymi numerami, sceniczną charyzmą zjednywali sobie tłumy, wraz z publiką świętowali zwycięstwa. Choć na lokalnych scenach nieraz spotkali godnych przeciwników, nawet chwili nie spędzili na deskach. Na zakopiańskim ringu nie mogli już liczyć na wsparcie nieskorych do wyjazdów kumpli. Wielki finał zadecyduje, kto jest mistrzem muzycznej selekcji i scenicznej charyzmy. Rufin MC tłumaczy zebranym, że pomiar aplauzu dokonywany decybelomierzem decyduje o wyniku bitwy, publika zwilża gardła, by wrzaskiem rozstrzygać pojedynki, a pierwsi śmiałkowie instalują się na ringu. Szczecińscy spece od sztuk walki przegrywają pojedynek z bydgoskimi b-boyami. Hitową selekcją wrocławianie rozprawiają się z reprezentantami

Tekst: Filip kalinowski. Zdjęcia: Lukas Nazdraczew (6)

W trakcie jednej rundy Red Bull iBattle zdarzyć się może więcej niż podczas niejednego festiwalu. Co się działo podczas wielkiego finału, przeczytacie poniżej.


b u l lwa r

Maski, przebrania i rekwizyty budują sceniczny image, jednak aplauz publiki jest w stanie wzbudzić tylko dobra selekcja

Finał Red Bull iBattle

Sopotu. Swojskie szlagiery przedstawicieli Lublina nokautują pewnych siebie białostoczan. Góralski akcent o głos przechyla szalę na korzyść zwycięzców krakowskich, a nie poznańskich finałów. W półfinałach z bratobójczej walki tancerzy dzięki pomocy Jaya Z i Britney Spears całe wyszło dolnośląskie SDA Nie Ściemnia, natomiast południowcy z Region Boys, puszczając nieśmiertelne „Jump Around”, dosłownie rozgromili swoich przeciwników. Chwilę przed rozpoczęciem finału finałów Wojtek Pająk i Jakub Honcz cytatami z internetowego fenomenu hardcore’owego koksa nakręcali się do bitwy. Reprezentanci górskiego regionu weszli na scenę z hasłem „Jest siła” na ustach. Przy niesłabnącym aplauzie sali i dźwiękach tak różnych zespołów jak Reel 2 Real i De Press udowodnili wrocławianom, że nie rzucali słów na wiatr.

Zakopane

Rufin MC nie zdążył jeszcze pogratulować zwycięzcom, gdy oni zaczęli dziękować publice, za sprawą której dotarli na szczyt. Pokłony, uściski i triumfalne machanie ciupagami trwało w najlepsze, kiedy DJ Benito rozpoczynał swój set. Podkręcony bitwą tłum ruszył na parkiet, zwycięzcy – na backstage, a fani innych drużyn z niepocieszonymi minami skierowali się do wyjścia. Z Dworca Tatrzańskiego dochodziły jeszcze stłumione dźwięki afterparty, gdy Zakopane powoli przykrywała kilkunastocentymetrowa warstwa śniegu. Nocna zamieć, jakby na życzenie, nagrodziła Wojtka Pająka i Jakuba Honcza świetnymi warunkami snowboardowymi. Ci, którzy jeszcze o trzeciej, idąc Krupówkami, skandowali nazwę Region Boys, następnego dnia nie mieli raczej sił pojawić się na stoku. Obejrzyj film z finału: www.redbullibattle.pl

25


B u l lw b e vaarr d

LICZBY MIESIĄCA

kosmos

Ostatnie loty wahadłowców odbędą się już za kilka tygodni. Spoglądamy więc w niebiosa i pytamy: co obecnie w kosmosie piszczy?

Jeśli pogoda będzie sprzyjać, 19 kwietnia jedna z najbardziej skomplikowanych maszyn zostanie wystrzelona przedostatni raz. Podczas misji STS-134 w ramach programu lotów wahadłowców NASA załoga promu Endeavour zaliczy cztery kosmiczne spacery, cztery eksperymenty z ładunkiem oraz dostarczy sprzęt do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). 28 czerwca wahadłowiec Atlantis odbędzie podróż do ISS i z powrotem: 135. i ostatni lot, 30 lat po tym, jak wahadłowiec Columbia zapoczątkował erę promów kosmicznych NASA.

15 899

Według statystyk opublikowanych w ostatnim numerze „Orbital Debris Quarterly News” na orbicie istnieje 15 899 obiektów o średnicy większej niż 5 cm lub im równej, sklasyfikowanych jako ładunki (satelity itp.), rakiety i szczątki. Liczby mniejszych rzeczy nie można określić, ale szacuje się, że liczba takich drobiazgów przekracza pół miliona. Wliczając w to fragmenty Gwiazdy Śmierci oraz miejsca, z którego Generał Zod i pozostała dwójka przestępców uwolniła się

803

Na liście zainteresowań kosmonauty Siergieja Krikalowa figurują: „pływanie, narciarstwo, jazda na rowerze, akrobacja lotnicza oraz komunikacja radiowa, szczególnie z kosmosu”. Miał idealne warunki do rozwijania tej ostatniej pasji, ponieważ w ciągu sześciu misji kosmicznych spędził w kosmosie więcej czasu niż jakikolwiek inny człowiek. Gdy ostatecznie wrócił na Ziemię 10 października 2005 r., jego rekord wynosił 803 dni, 9 godzin i 39 minut, w tym 41 godzin kosmicznych spacerów.

26

256

Ile czasu zajmie podróż na Marsa? Niektórzy twierdzą, że dotarcie ludzkiej załogi do Czerwonej Planety potrwa kilka miesięcy. Natomiast zwolennicy wizji silnika plazmowego o zmiennym impulsie właściwym VASIMR, który może kiedyś zapewnić statkom kosmicznym prędkość 55 km/s, twierdzą, że nie więcej niż sześć tygodni. W lutym tego roku uczestnicy projektu Mars-500, symulacji podróży na Marsa i z powrotem przeprowadzanej w moskiewskim centrum badawczym, stanęli na „powierzchni planety” po 256 dniach w ich „statku kosmicznym”. Czy ci ludzie nie widzieli filmu „Koziorożec Jeden”?

200 000 Astronauci NASA z grupy Mercury Seven przejdą do historii jako osoby, które postawiły „pierwszy krok w kosmosie”. Obecnie dokonać tego może każdy, kto ma odpowiednią kwotę na koncie w banku. Od 2001 r. na ISS dotarło siedem osób, które zapłaciły Space Adventures 20 mln dol. za przygotowanie, miejsce na statku Sojuz oraz za mrożone i suszone pokarmy. Virgin Galactic twierdzi, że 400 osób zapłaciło już 200 000 dol. za miejsca w pasażerskim statku kosmicznym. Loty zapowiadają się ciekawie.

12

Ludzkość dociera do dalszych zakątków kosmosu dzięki sondzie Voyager 1, która przemierza go i zbiera dane od ponad 33 lat. Od czasu wystrzelenia 5 września 1977 r. pokonała już 17 mld km. Na pokładzie sondy znajduje się 12-calowy pozłacany dysk zawierający 116 zdjęć, 90 minut muzyki i pozdrowienia w 55 językach przeznaczone dla kosmitów. „Zarg, jak to miło ze strony tych ludzi, że nam to wysłali!”. „Wiem, Rizmmus, ale nie mogę uwierzyć, że oni wciąż używają LP”. Niskobudżetowe podróże kosmiczne: www.worldwidetelescope.com

Tekst: Paul Wilson. Zdjęcia: Corbis, Getty Images (2), Kobal Collection, Rex Features (2)

135


a kc ja

Planeta ludzi

Zasiedliliśmy Ziemię od bieguna do bieguna dzięki naszej inteligencji. Tajemnicą sukcesu jest życie w zgodzie z naturą. Gdy myślimy o przyszłości, warto przypomnieć sobie tę starą prawdę.

ZOBACZ TO WSZYSTKO NA DVD Serial „Planeta ludzi” dostępny jest już jako kolekcja DVD w internetowym sklepie BBC za 23,49 funtów. Krytycy opisują ją, zdecydowanie nie przesadzając, jako „epicki ośmioodcinkowy hit podążający śladami przełomowych seriali, takich jak «Życie» czy «Planeta Ziemia»”. Karty kredytowe w dłoń i zamawiajcie na www.bbcshop.com.


MORZe

Człowiek chętnie wraca tam, gdzie powstało życie

Wioska Bajau w Sabah, Malezja Semporna to małe miasteczko w cichym zakątku prowincji Sabah, na północy Malezji. Miejscowość leży na stałym lądzie, jednak większość mieszkańców z ludu Bajau żyje w chatach stojących na palach nad powierzchnią zatoki, części Morza Koralowego pomiędzy Sulawesi, Filipinami i Borneo. Kto chce zrozumieć lud Bajau, powinien obserwować zabawy dzieci. Kotłują się w wodzie jak małe foki. Pluskają się, nurkują, pływają; od razu widać, że to urodzeni rybacy. Lud Bajau od pokoleń jest zjednoczony z wodą, morze daje tym ludziom prawie wszystko, czego potrzebują; na lądzie zaopatrują się tylko w wodę pitną. Nie bez powodu nazywani są cyganami z raf – jeszcze nie tak dawno domy stanowiły zbyt duży balast w ich wolnym życiu. Zdj.: Timothy Allen, BBC 2010

29


GÓRY

Tam, w górze, gdzie powietrze jest przejrzyste, myśliwi mają najlepsze pomysły

Góry Atlas, Mongolia Sailau Jadik i jego syn Berik żyją w jednym z najbardziej odosobnionych miejsc na świecie, w górach Atlas w zachodniej części Mongolii. Mało gdzie ziemia jest bardziej nieprzychylna swoim mieszkańcom niż tu: jałowy płaskowyż, prawie nieporośnięty lasem, niemal bezużyteczny dla upraw. Kazachowie, którzy tu mieszkają, polują w szczególny sposób – ufają szkolonym orłom złotym, krewniakom orłów przednich. Ptaki są ćwiczone latami, nim zdołają upolować dla swych właścicieli świstaki, lisy i zające. W górach Atlas polowanie ma szczególne znaczenie, nie służy tylko temu, by przeżyć. Dorastający chłopcy muszą poprzez tresurę ptaków udowodnić, że stali się mężczyznami. Jak Berik, który żartobliwie nazwał swojego orła Balapan (Kaczątko). Gdy Balapan upoluje swojego pierwszego lisa, dostanie wątrobę zwierzęcia. A Berik – pochwałę od ojca. Zdj.: timothy Allen, BBC 2010

31


DŻUNGLA

Na pierwszy rzut oka to raj, na drugi – nieposkromiona dzikość

Yandombe, Republika Afryki Centralnej Tropikalny las deszczowy pokrywa ledwie 2 proc. powierzchni Ziemi, ale to tu właśnie żyje połowa wszystkich znanych gatunków, wliczając człowieka. Szczególnie tutaj, gdzie trudno odróżnić przyjaciela od wroga, strategia przeżycia musi być bardzo pomysłowa. Pigmeje Baka nadali swojej taktyce wymiar duchowy. Puszcza jest dla nich wyższą, boską istotą, która zapewnia im wszystko, czego potrzebują w codziennym życiu, i dlatego oddają jej cześć, śpiewając pieśni. Opiewają owoce i zwierzęta jako ich pokarm, rośliny i korę jako lekarstwa, liście jako dachy ich domostw, a drzewo jako dar dla ognia. Mimo że wielu z ludu Baka zamieniło się z nomadów w osiadłych rolników lub handlarzy, większość zachowała swoje tradycyjne zwyczaje.

Jungle Zdj.: timothy Allen, BBC 2010

33


Action

34


PUSTYNIA

Woda zapewnia przeżycie, A czasem znajdzie się i ryba

action

Jezioro Antogo, Mali Raz w roku, w szóstym miesiącu zimowej suszy, plemię Dogon na południu Mali obchodzi pewien szczególny zwyczaj. Tego dnia, który często przypada w maju, mężczyźni mają prawo łowić w świętym jeziorze. W tym dniu otoczone przez setki łowiących rybaków jezioro, które jest raczej stawem, wydaje się jeszcze mniejsze. Na sygnał – strzał z fuzji – mężczyźni rzucają się do wody: łapią ryby przy pomocy wyplatanych koszyków i gołymi rękami. Niektórzy trzymają ryby w zębach. Tumult ramion, rąk, nóg, ciał – ryby nie mają większych szans. Pół godziny później kolejny wystrzał kończy spektakl. Połów gromadzony jest w jednym miejscu, a jego podziałem zajmuje się starszyzna z pobliskiej wioski. Zdj.: Jasper Montana, BBC 2010

35


ARKTYKA

Najpiękniejszym momentem roku jest powrót słonecznego światła

Ilulissat, Grenlandia Jeszcze w październiku światło dzienne jest obecne przez trzy godziny dziennie, a potem dopiero w lutym – na Grenlandii nie tylko ludzie mają wrażenie, że pod koniec lata słońce znika i wschodzi ponownie dopiero w następnym roku, na początku kolejnego lata. W ciągu milionów lat świat zwierząt i roślin przystosował się do tych specjalnych wymagań, rozwijając niezwykłe mechanizmy. Człowiek dostosował się szybciej: dokładnie obserwował naturę i wyciągał wnioski. Tylko kilka pokoleń trwało, nim zrozumiał, jak może bezpiecznie przetrwać okres ciemności. I pojął: tylko ten, kto cierpliwie zgra się z rytmem natury, ma szansę przeżyć. Kto występuje przeciw naturze, jest bez szans. Zdj.: timothy Allen, BBC 2010

37


Rzeki

Szczęście czeka zawsze po drugiej stronie rzeki

Rzeka Mekong, Laos W porze monsunowej rzeką płynie 20 razy więcej wody niż o innej porze roku. Dla rybaka Sama Nianga oznacza to jedno: w czasie monsunu w rzece jest więcej ryb, jednak trudniej je złapać. Dlatego niedaleko progu rzecznego Kohne Sam zbudował sobie most linowy, po którym może dostać się do swojego specjalnego stanowiska rybackiego. „Most” to powiedziane trochę na wyrost: Sam rozpiął nad rzeką dwie liny cumownicze, zatem jego codzienna droga do pracy jest dość chybotliwa. Gdy patrzy się z daleka, liny na tle spienionej rzeki stają się niewidoczne, a Sam wygląda tak, jakby chodził, unosząc się w powietrzu, utrzymywany w zawieszeniu przez magiczną siłę. Musi być bardzo ostrożny, zwłaszcza w drodze powrotnej, gdy taszczy ze sobą połów. „Inaczej mnie nie będzie, zginę” – mówi. „I kto się wtedy zatroszczy o moje dzieci?”. Zdj: timothy Allen, BBC 2010

39


STEP

Rytuał czy brutalna walka? czyli Jak etiopczycy rozstrzygają spory

Dolina Omo, Etiopia Od zarania dziejów właśnie to pytanie jest decydujące: kto jest silniejszy, kto jest lepszy? Odpowiedź na nie Surmowie, pasterski lud sawanny na południowym zachodzie Etiopii, pozostawiają Dondze. W tej walce – człowiek przeciwko człowiekowi czy też wioska przeciw wiosce – dwie strony ścierają się ze sobą przy pomocy trzymetrowych kijów. Celem jest obezwładnienie przeciwnika, a stawką – sława, sztuka bydła lub względy pewnej dziewczyny. Walczący przeważnie chronią głowy uplecionymi z grubych lin nakryciami w rodzaju kasków. Niektórzy są nadzy, z wyjątkiem przepaski na biodrach i namalowanych ornamentów, które mają uczynić ich niezwyciężonymi. Mimo wściekłości, z jaką ruszają na siebie walczący i próbują trafić się giętkimi pałkami, walczą fair, czemu służy skomplikowany kodeks walki. Dlatego na koniec starć rany są stosunkowo niewielkie, ale nosi się je z dumą. Zdj.: timothy Allen, BBC 2010

41


MIASTA

Odpadki po jednych pozwalają przeżyć innym

Mombasa, Kenia Jak bardzo ludzka cywilizacja dochodzi do swoich granic, można stwierdzić na podstawie problemów ze środowiskiem naturalnym, z przeludnieniem i trwonieniem energii; te deficyty są najbardziej widoczne w wielkich miastach. Tam, gdzie wielu ludzi musi mieszkać razem na niewielkiej przestrzeni, najtrudniej mają najsłabsi – tak jak ci, którzy biwakują na śmietnisku w stolicy Kenii. To myśliwi i zbieracze XXI wieku: przyjazd ciężarówki pełnej śmieci to jak pojawienie się mamuta w czasach prehistorycznych. I podobnie jak ludzie przed setkami tysięcy lat wykorzystywali każdą część powalonego zwierzęcia, tak śmieciarze z Mombasy przeszukują odpadki, znajdując rzeczy przydatne do przeżycia. Mimo swego losu zachowują resztki godności i z nadzieją patrzą w przyszłość. Zdj.: timothy Allen, BBC 2010

43


a kc ja

skok w nowe Życie Galeria trofeów Adama Małysza to idealne miejsce, aby krótko po zakończeniu kariery sportowej przeprowadzić z nim wywiad. Otoczeni świadectwami chwały rozmawialiśmy o urlopie, marzeniach i skokach... A zresztą powiedz, Adam: jak to teraz będzie bez tej adrenaliny? Tekst: Arkadiusz Piątek, zdjęcia: Shamil Tanna

Adam, za tobą 16 lat wyjątkowej kariery. Czy przypominasz sobie pierwszy start w Pucharze Świata w roku 1995? No, tego się na pewno nie zapomina. To była skocznia Bergisel w Innsbrucku. Pamiętam jeszcze, jaki straszny respekt czułem wtedy przed innymi zawodnikami, z którymi startowałem. Zastanawiałem się nawet, co ja tutaj robię, przecież tutaj są sami mistrzowie, między innymi również Jens Weissflog, który już wtedy był moim idolem i właściwie pozostał nim do dzisiaj. A jak się czujesz teraz, gdy sam również jesteś już takim idolem? Na przykład dla Gregora Schlierenzauera, 44

który powiedział: „Adam był najlepszym skoczkiem w historii”. Jestem z tego dumny, bo ja go również bardzo szanuję. Na początku nie marzyłem nawet o tym, że mógłbym stać się wzorem do naśladowania dla innych. Czego ja właściwie wtedy chciałem? Chciałem jakoś zaistnieć w tym sporcie, może od czasu do czasu wygrać jakieś zawody, za zarobione pieniądze kupić jakiś rozbity samochód w Niemczech, naprawić go… To były skromne marzenia. Ale później to wszystko zaczęło się rozwijać. Robiłem coraz większą karierę. O wiele większą niż wszystko, czego kiedykolwiek oczekiwałem.


„Skakałem też podczas kwalifikacji i treningów. Miałem nadzieję, że uda mi się wyeliminować błędy”

I prawie zawsze na wysokim poziomie. Oprócz małych kryzysów sportowych nie było nigdy skandali ani psychicznych dołków, jak u Svenna Hannawalda albo Mattiego Nykkenena. Gdzie leżał klucz do sukcesu przez te wszystkie lata? To były dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdy nie osiadłem na laurach. Jak tylko zdobyłem jakiś medal, to odkładałem go od razu na półkę. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy jestem teraz spełniony, czy będę miał motywację, żeby nadal trenować. Nic podobnego. Zawsze były dla mnie ważne następne zawody. Taki sposób myślenia stał się moim stylem życia. A po drugie? Nauczyłem się uczyć się na własnych błędach. Do dzisiaj. Hannu zawsze mówił: „Nie ma perfekcyjnego skoku, zawsze jest coś, co można by poprawić”. Dlatego też skakałem podczas kwalifikacji i treningów, nawet jeśli inni zawodnicy sobie odpuszczali. Zawsze miałem nadzieję, że uda mi się wyeliminować techniczne błędy. A może do sukcesu przyczyniła się także twoja skromność? Albo inaczej: jak można przy takim sukcesie nadal pozostać tak skromnym? Myślę, że wynika to z wychowania. Nasza rodzina nie była bogata, moi rodzice musieli ciężko pracować. Przez długi okres ja i moja siostra byliśmy wychowywani przez moją babcię. Zawsze mieliśmy co jeść, ale nigdy nie mieliśmy żadnej możliwości, aby gdziekolwiek pojechać. A sport stworzył mi szansę na zobaczenie innych miejsc i innych miast. Być może jest to powód, dla którego tak cenię sobie teraz moje sukcesy. Sam wiem, jak ciężko musiałem sobie zapracować na tę finansową niezależność, ile wyrzeczeń musiałem w związku z tym ponieść. Dlatego teraz zastanawiam się nie dwa, ale cztery razy, zanim zainwestuję w coś, co mogłoby mi przynieść straty. Co odczuwałeś w Oslo przed ostatnim skokiem, na krótko przed twoim oświadczeniem o zakończeniu kariery? To był dla mnie bardzo ciężki moment, chociaż już przed rokiem zdawałem sobie z tego sprawę, że do Oslo 2011 będę 46

musiał się zdecydować, czy zakończę karierę czy nie. Potem, podczas drogi na stadion, widziałem moich fanów i zdawałem sobie sprawę z tego, że będę musiał im to powiedzieć, nawet jeśli dla wielu z nich będzie to dużym szokiem. Skakałem z pewnym obciążeniem psychicznym. Byłem świadomy tego, że wielu z nich nie będzie się chciało pogodzić z moją decyzją. Czy żałoba narodowa w Polsce, która potem nastąpiła, sprawiła ci przykrość? Bardzo. Jestem jednak przekonany o tym, że fani uszanują moją decyzję. Oni doskonale wiedzą, że dla każdego sportowca przychodzi taki moment, w którym trzeba sobie powiedzieć: „Koniec”. Zawsze chciałem zakończyć karierę w momencie, gdy jeszcze jestem zaliczany do najlepszych. To było moim marzeniem. I dlatego dumny jestem z tego, że mi się to udało. Ale czy nie jest ciężko zakończyć karierę, będąc w czołówce? Coś takiego nie jest dla nikogo proste. Myślę, że na pewno przyjdą takie momenty, gdy będę się zastanawiał, czy to była dobra decyzja. Że może poszedłbym znowu potrenować. Ale z drugiej strony – wykonałem strasznie dużo pracy. Wiem po swoich kościach, po swoim samopoczuciu, że to mnie strasznie dużo kosztowało, te ostatnie przygotowania do Vancouver albo do Oslo. Bo ja, żebym mógł dorównać tym młodzikom, musiałem bardzo

„Wykonałem strasznie dużo pracy. Czuję to po kościach, oraz po moim samopoczuciu”

dużo trenować. Bardzo dużo trenować i wkładać w to wszystko wiele wyrzeczeń. Młodszym zawodnikom na pewno przychodzi to dużo łatwiej. Zawodnik w moim wieku na pewno ma duże doświadczenie, ale ono samo nie wystarcza, aby skakać na ich poziomie. Ciało odmawiało już posłuszeństwa? Nie, to na pewno nie było to, bo myślę, że chęci i siły do pracy mam jeszcze dosyć. Tylko te wszystkie wyrzeczenia, które są jeszcze wkoło. Na pewno to, że na tym wszystkim przez te wszystkie lata bardzo cierpiała rodzina, gdy wręcz nie miałem dla nich czasu. A w tych dwóch ostatnich latach to już tym bardziej, bo wszystko było poświęcone przygotowaniom do olimpiady. Wyrzeczenia, jeśli chodzi o dietę, o to, że naprawdę trzeba stosować bardzo ścisłą, żeby utrzymać wagę na jak najniższym poziomie, bo w tej dyscyplinie sportu nie można sobie pozwolić na żaden błąd. Ścisła dieta jest podstawą. Żeby waga nie szła w górę lub nie skakała. Dlatego więc jest to nie więcej 1500 kalorii dziennie. Przy nadzwyczaj obciążających treningach to jest bardzo mało. Nie jest to również przyjemne. Chętnie przytyłbym parę kilogramów, żeby wyglądać jak mężczyzna i nie być ciągle takim chłopaczkiem, i to takim chudziutkim. Ile razy w karierze mogłeś się porządnie najeść? Na wiosnę zawsze mogłem sobie trochę pofolgować, przybrać trzy, czasem nawet cztery kilogramy, ale to były krótkie okresy takiego szczęścia. Potem od razu miałem wyrzuty sumienia i chodziłem biegać, aby zrzucić zbędne kilogramy. Taka już jest moja psychika. A teraz, po zakończeniu kariery? Musisz się martwić o swoją wagę? Będę się pilnować, żeby nie urósł mi brzuch, ale cieszę się, że nie będę się już musiał tak kontrolować (śmiech). Jednak dokłanie wiem, że jak pójdę do restauracji, to będę znowu szczegółowo analizował: „To ma tyle kalorii, a to ma tyle białka. Może zrzucić panierkę z kotleta?”. Mam to już zakodowane w mózgu i prawdopodobnie cały czas będzie mi to już towarzyszyło. Gdybyś miał wyróżnić jednego z twoich trenerów, to kogo byś wybrał? Hannu Lepistö. Jest dla mnie największym autorytetem. Im dłużej współpracowaliśmy, tym bardziej go szanowałem. Miałem już paru trenerów w swojej karierze, którzy odnosili ze mną mniej lub bardziej spektakularne sukcesy, ale Hannu ma w sobie po prostu to coś. Ja mam do niego okropne zaufanie, do jego metod. On jest trenerem, który nie jest taki, że on sam wie wszystko najlepiej, tylko często pyta,

Zdjęcia: DANIEL SANNUM LAUTEN/AFP/Getty Images, Shamil Tanna

a kc ja


a kc ja

Adam Małysz podczas swoich ostatnich mistrzostw świata. W Oslo-Holmenkollen „Orzeł” zdobył brązowy medal na średniej skoczni, a pięć dni później ogłosił zakończenie kariery

47


„Media powinny nadal popierać tę dyscyplinę sportu. Moje sukcesy nie powinny pójść na marne”

48


a kc ja

co ty myślisz, co jest dla ciebie najlepsze. Ma na ciebie wzgląd. A z drugiej strony – potrafi też walnąć pięścią w stół i powiedzieć, że tak i tak to ma być, bo on tak uważa. I wtedy go słuchałeś? Tak. A gdy miałem inne zdanie i mówiłem, że chciałbym tak i tak zrobić, to musiałem mu po prostu przedstawić argumenty, dlaczego tak chcę zrobić. Jeśli mu to wytłumaczyłem i to go przekonało, to wtedy przyznawał mi rację. A jeśli nie, no to zawsze postawił na swoim. Ale jeśli chodzi o zakończenie kariery – nie musiałeś go przekonywać? Nie. On nawet przyszedł kiedyś do mnie w szatni i powiedział, że to akceptuje i szanuje moją decyzję. Oraz że się cieszy, że to akurat za jego kadencji udało mi się zrobić taką karierę. A potem poprosił mnie o jedno – żebym nigdy nie popełnił tego błędu i nie wrócił. Po prostu chciał mi zaoszczędzić losu takich zawodników jak Janne Ahonnen lub Michael Schumacher. Obaj wrócili do sportu, ale nie byli już tak dobrzy jak wcześniej. Czy możesz sobie wyobrazić życie bez skoków? Nie odstawię przecież nart do kąta i nie zapomnę o wszystkim. Tak się nie da, choćby ze względu na to muzeum, w którym właśnie siedzimy. Uprawiam to już od szóstego roku życia i teraz chciałbym dać od siebie jakiś wkład, żeby skoki w Polsce dalej się rozwijały. Jak? Będę starał się naciskać na związek i na media, aby nadal popierały tę dyscyplinę sportu. Moje sukcesy nie powinny pójść na marne. Jest potrzebne, żeby powstawały małe skocznie, na których mogliby trenować juniorzy. Moim marzeniem jest, żeby powstawały takie szkoły jak na przykład w Austrii, w których wszyscy uczą się od podstaw skoków narciarskich. Polskie szkoły sportowe jeszcze nie są tak ukierunkowane. Austriacy nawet dla seniorów mają „Stützpunkty”, gdzie trenują z trenerami ze swoich regionów. Spotykają się później tylko na zgrupowaniach czy na zawodach. To bardzo fajnie tam funkcjonuje. Dlaczego nie miałoby to być możliwe również w Polsce? Czy mógłbyś sobie wyobrazić sprawowanie funkcji w związku narciarskim? Na razie żadnej propozycji z tej strony nie dostałem, więc trudno mi jest się zastanawiać nad tym, Ale ja od tylu lat żyje w tym sporcie, że to by było coś miłego. Jednak teraz będzie urlop. Co planujesz? Czy odizolujesz się od świata? Myślę, że pewnie nie będzie to możliwe. Przynajmniej do tej pory zawsze tak było.

Historia udokumentowana: Galeria „Sportowe Trofea Adama Małysza” w Wiśle. Puchary, medale, Kryształowe Kule, kolekcja sprzętu narciarskiego oraz wiele innych pamiątek związanych z karierą „Orła”

Przez dwa lata budowałem dom, więc w każdy urlop i tak musiałem być osiągalny pod telefonem. Raz po raz dzwoniła firma budowlana, aby coś wyjaśnić czy uzgodnić. Można było się do tego przyzwyczaić. A jak planuję teraz urlop? Wezmę łopatę do ręki, pójdę do ogródka i zasadzę parę drzewek. Bo to jest mój tryb odpoczynku. Dla niektórych to jest strasznie dziwne. Kiedyś miałem taką sytuację, że któryś z fotografów robił mi zdjęcia zza płotu, jak pracowałem w ogrodzie. No i tak mi się w końcu chciało śmiać, że podszedłem do niego i spytałem: „Czemu pan nie po-

wiedział, przecież bym pana wpuścił?”. I wtedy mu się głupio zrobiło i już nie wiedział, czy ma te zdjęcia robić dalej, czy nie (śmiech). Co będziesz mógł robić z rzeczy, które wcześniej były zabronione? Uprawiać inne sporty bez wyrzutów sumienia. Dotychczas wszystko było podporządkowane skokom. Uwielbiam grać w siatkówkę oraz w piłkę nożną. Teraz będę mógł to wykonywać bardziej spontanicznie, bez zastanawiania się, że coś mi się może stać, że mogę sobie na przykład skręcić nogę. 49


a kc ja

Bez adrenaliny się nie da? Nie. Im człowiek jest starszy, tym bardziej staje się ostrożny. Ale z drugiej strony – adrenalina strasznie pociąga. Jako wyczynowy sportowiec – sądzę, że my, skoczkowie narciarscy, do tej grupy też się zaliczamy – szuka się tego, tej adrenaliny i tej satysfakcji, takiej przyjemności z osiągania jakichś celów. Zostańmy przy tym temacie. Czy widzisz się już jako przyszły zwycięzca Rajdu Dakar? Może nie jako zwycięzca, ale myślę o samym starcie. Dotychczas nie wchodziło to w rachubę. Teraz wiem o tej propozycji i to mnie ekscytuje, bo to jest naprawdę wielka przygoda. Ale jak już mówiłem, muszę się jeszcze zastanowić. Dlaczego tym się tak fascynujesz? Motoryzacją interesuję się już od lat. Może nie jestem profesjonalistą, jeśli chodzi o techniczne sprawy. Ale nie ma chyba takiego samochodu, który jechałby gdzieś tam i którego marki nie rozpoznałbym z daleka – po stylistyce albo po odgłosie podczas jazdy. Samochody to moje hobby, moje marzenie. Nie miałem co prawda jeszcze żadnej okazji, aby brać udział w amatorskich wyścigach, ale w górach korzystam z każdej wolnej chwili, aby intensywnie przetestować mój terenowy samochód. Ale tego chyba nie można porównywać z Rajdem Dakar? Jasne. Wystarczy tylko popatrzeć na kierowców i od razu wiadomo, ile to jest ciężkiej pracy. Każdy, z kim rozmawiałem, mówił, że jak raz się w to wdepnie, to nie ma odwrotu. To jest taka satysfakcja z przekraczania pewnych granic. My w skokach też przekraczamy pewne granice, których inni ludzie nie mogą przekroczyć. Tu jest chyba też ta adrenalina. Jak byś się przygotowywał? Udział w Rajdzie Dakar bez odpowiedniego przygotowania można by porównać do próby samobójstwa. Trzeba by więc zainwestować bardzo dużo czasu w treningi i wyścigi. Wiem doskonale, jak zawodnicy przygotowują się do takich imprez, jakie ofiary muszą przy tym ponieść, więc jeszcze muszę to przemyśleć. 50

Co byłoby zaletą Adama Małysza w Rajdzie Dakar? Ogólnie mówi się o mnie, że mam bardzo mocną psychiczną kondycję, a w Rajdzie Dakar psychika odgrywa dużą rolę. A konkretnie? Myślę, że jestem w stanie dać sobie radę z różnymi sytuacjami życiowymi, w których człowiek już ma wszystkiego dosyć i mówi: „Nie, nie po to tu przyjechałem”, ale jedzie dalej. Coś gdzieś tam w podświadomości zostaje, że się nie rezygnuje i ma się tylko chęć do tej walki, walki do końca.

Tak jak w twojej karierze narciarskiej... Myślę, że tak. W jaki sposób będziesz wspierał młodych polskich skoczków w rozwoju ich karier? Ogólnie wiadomo, że interesuje mnie praca z młodymi talentami jako menedżer. Ale chodzi mi również ogólnie o sport w Polsce, a konkretnie o nastawienie ludzi do masowego sportu. W Austrii lub w Niemczech, jak przychodzi sobota czy niedziela, ludzie wychodzą, aby spędzać czas w ruchu na świeżym powietrzu. Dla przykładu: uprawiając nordic walking.

Zdjęcie: Alex Domanski/NordicFocus/Getty Images Credit

„Mówią o mnie, że mam mocną kondycję psychiczną, a w Rajdzie Dakar odgrywa ona dużą rolę”


a kc ja

Zakończyć karierę, będąc w czołówce – to jedno ze spełnionych marzeń Adama. Przyszłe cele: pomóc młodym skoczkom oraz zachęcić ludzi do uprawiania sportu

To mi się podoba. U nas się to zaczyna pojawiać, ale jeszcze nie na taką skalę. Mam wrażenie, że wielu ludzi obawia się, że inni ich przy tym wyśmieją. Szkoda mi tego. Chciałbym coś zrobić, aby ludzie w Polsce częściej uprawiali sport i żeby mieli świadomość, że robią przy tym coś dobrego dla swojego zdrowia. Jak Adam Małysz jako menedżer mógłby konkretnie pomóc młodym skoczkom? Przede wszystkim jako przyjaciel. Przez cały okres mojej kariery nauczyłem się, jak ważna jest jakaś osoba, która wspo-

maga zawodnika nie tylko w sportowych sprawach. Ktoś, kto może ci pomóc również w trudnych prywatnych sytuacjach. Dobry menedżer to coś znacznie więcej, niż tylko wyszukiwanie i zdobywanie sponsorów. Myślę, że dzięki swemu doświadczeniu mógłbym pomóc młodym zawodnikom jako organizator, doradca, trener oraz „dobra dusza”. Twoje sugestie dotyczące techniki byłyby z pewnością mile widziane... Niekoniecznie. Są też sportowcy, którzy idą od początku swoją własną drogą i nie słuchają innych. Ja też nie narzucałbym

nikomu mojego zdania, jeśli ten ktoś nie chciałby go słyszeć. To nie w moim stylu. Kiedy będziemy mogli usłyszeć Adama Małysza w telewizji w roli komentatora? To już przecież było. Miałem debiut w Kuusamo. Było to dobrze odebrane. Sam tego nie słyszałem. Podoba mi się ten pomysł. Myślę, że my, skoczkowie, po prostu lepiej od komentatorów wiemy, co się dzieje na skoczni, i lepiej czujemy, co zachodzi w innym sportowcu. Wydaje mi się, że to się podoba. Twój przyjaciel Andreas Goldberger mógłby ci udzielić paru podpowiedzi. On w tej branży w międzyczasie stał się profesjonalistą. Komentowanie na pewno nie jest proste. Ale jak już powiedziałem, wolę się uczyć na własnych błędach. Myślę, że najważniejsze to to, aby pozostać naturalnym. Pewnie, można się też tego wyuczyć i klepać tak, jak to jest w podręczniku, ale ludzie wcale tego nie chcą słyszeć. Naturalność polega na tym, żeby to, co smutne, opisywać smutno, a wesołe – wesoło. Nawet jak zdarzy się jakaś gafa – to i tak będzie w porządku. Wyobraź sobie taki scenariusz: wychodzisz na ulicę i nikt nie zwraca na ciebie uwagi. Możesz sobie to wyobrazić? Trudne pytanie! Nie potrafię sobie tego wyobrazić. W ciągu tych lat przyzwyczaiłem się do tego, że jestem rozpoznawany. Choć czasami jest ciężko. Zwłaszcza gdy chcę zrobić z rodziną zakupy. Kończy się na tym, że rozdaję przed sklepem autografy, a one zakupy muszą robić same. Albo na przykład ktoś bez pytania robi mi zdjęcie komórką i wstawia je zaraz do internetu z nieprawdziwymi komentarzami. Wszystko to już było. Ale co by było, gdyby cię zostawiono w spokoju? Może byłoby to przyjemne, bo jestem trochę zmęczony tym całym zamieszaniem wokół mojej osoby. Nie mam tej swobody, żeby w spokoju robić rzeczy, które chcę robić, ale przyzwyczaiłem się do tego. Kto wie, może teraz to się zmieni. W jaki sposób zmieni się twoje życie rodzinne? Przez te wszystkie lata moja rodzina musiała przyzwyczaić się do tego obciążenia. Przez 13 lat naszego małżeństwa w zasadzie cały czas mnie nie było. I teraz, kiedy jestem, to nieraz sobie trochę przeszkadzamy. Moja żona raz już powiedziała: „A może byś już gdzieś wyjechał, bo jesteś denerwujący” (śmiech). No więc jest to nowa sytuacja. Będziemy musieli nad tym popracować. Galeria Adama Małysza w Wiśle: www.malysz.org

51


aa ck tc i oj n a

P r z e d s ko k i e m n a s zc z y t Ashley Fiolek jest celebrytką amerykańskiego motocrossu. Trzeci tytuł WMA byłby czystą formalnością, gdyby nie złośliwe dziki, duch Fred oraz bardzo zmotywowana rywalka. Tekst: Ann Donahue, zdjęcia: Brady Fontenott

53


L

udzie przeważnie wolą żyć w poziomie: z domu do auta, do lodówki, wieczorem może na rower – poruszają się w poziomie w różnych kierunkach. Ashley Fiolek, dwukrotna championka WMA, aktualna właścicielka tytułu X-Games Super-X, jest trochę bardziej skomplikowana niż większość ludzi – ona żyje w pionie. Gdy siada na motocrossowy motocykl, wjeżdża na nim na najbardziej strome wzgórze w okolicy. Jeśli ma pod ręką jednokołowca, ćwiczy na nim podskoki. Nawet podczas gry w kręgle udaje jej się oderwać od ziemi. Pokaże nam to dzisiaj w Anastasia Lanes – w hali bowlingowej w St. Augustine na Florydzie. Tanecznym krokiem podchodzi do toru,

54

Inni mają w ogródku rabatki, a Ashley – motocrossowy tor

wykonuje zamach ramieniem i rzuca kulę na tor, wyskakując w górę. Jej mama Roni, która kiedyś zawodowo trenowała bowling, wzdycha teatralnie, gdy Ashley podczas swojego popisu gubi telefon komórkowy – komórka szerokim lobem przelatuje przez halę. Córka odwraca się z miną triumfatorki do swoich przyjaciół, którzy wznoszą radosne okrzyki na znak uznania dla jej rzutu. „Widzicie – gestykuluje Ashley – taka jest tajemnica gry w kręgle: trzeba umieć podskakiwać”. Roni znów wzdycha teatralnie i zrobi to jeszcze wiele razy, nim Ashley osiągnie zakładany na dziś wynik: 100 punktów – nic wielkiego, rutyna...


” Chciałabym się zakwalifikować do mistrzowskiego wyścigu mężczyzn. Nie udało się to jeszcze żadnej Amerykance ”


a kc ja

W innej dyscyplinie – motocrossie – Ashley stawia sobie ambitniejsze cele. W rozpoczynającym się w maju sezonie chciałaby wywalczyć swój trzeci tytuł mistrzowski WMA (Women’s Motocross Association) – amerykańskiej serii wyścigów, która prawie niczym nie ustępuje międzynarodowym zawodom WMX (Women’s World Motocross Championship). „Kto zwycięża w WMA, ten w WMX nie wypada poza pierwszą piątkę” – ocenia trzykrotna mistrzyni świata WMX Steffi Laier, która ma „wielki szacunek” dla talentu Fiolek. Szacunek Steffi Laier – uchodzącej za najlepszą zawodniczkę w Niemczech – wynika z faktu, że Fiolek ma pewien znaczący defekt w porównaniu ze swoimi rywalkami: Ashley nie słyszy, jest głucha. By w ogóle jeździć na motocyklu, musiała wykształcić własną technikę zmiany biegów: zmienia je na wyczucie, a nie na podstawie dźwięku silnika. 20-latka wygrała już dwukrotnie ogólną klasyfikację WMA, po raz pierwszy – w roku swojego debiutu. Teraz chciałaby zdobyć trzeci tytuł. Tu jednak ma coś do powiedzenia inna kobieta – sześciokrotna mistrzyni i obrończyni tytułu Jessica Patterson. Jeden dzień spędzony z Fiolek wystarczy, by przekonać się, że na drodze do tytułu czyhają też inne pułapki: duchy, roboty i nieszczęśliwie zakochani chłopcy, o dzikach nie wspominając. Najpierw poznamy ducha. Mieszka w domu w St. Augustine, obok lawendowej sypialni dziewczyny. Ten dom Ashley kupiła minionego lata, zaraz po zwycięstwie w X-Games. Z duchem można nawiązać kontakt zawsze w ten sam sposób. Najpierw trzeba się położyć spać, zaraz potem trzasną drzwi od łazienki. „To przeciąg” – mówi Roni Fiolek bez emocji. „To Fred” – odpowiada Ashley. Tak bowiem ochrzciła swojego enigmatycznego sublokatora. Na szczęście Fred wydaje się nieszkodliwym duchem. Poza kilkoma żartami z elektryką – migające światło, które zastępuje Ashley dzwonek do drzwi, dzisiaj miga nieustannie – Fred nie miesza się do świata żywych. Możemy więc bez ingerencji z zaświatów przyjrzeć się, jak wygląda typowy dzienny program Ashley: pobudka o godz. 7.30, śniadanie, krótka lektura – obecnie jest to „Zero Regrets: Be Greater Than Yesterday” Apola Ohna – trening w sali fitness, którą urządzono na ostatnim piętrze. Plan treningu wymyślił jej ojciec. „Bardzo długo nie chciałam się zgodzić na to, by to on mnie trenował – trudno uniknąć spięć, gdy ojciec jest jednocześnie twoim trenerem” – mówi Ashley. „Ale ostatecznie doszłam do wniosku, że jest jedyną osobą, z którą naprawdę dobrze się rozumiem”. Jim Fiolek sam był namiętnym fanem motocrossu i kierowcą amatorem. Gdy jego córka miała trzy lata, posadził ją na pierwszy motocykl – to była Yamaha z dodatkowymi kółkami. Ashley wzięła udział w wyścigach już w wieku siedmiu lat, ku niezadowoleniu

” Trzeba się tylko położyć spać, a od razu duch Fred trzaśnie drzwiami od łazienki ” 56


a kc ja

” Gdy trenowałam z ciężarami, czułam, jak w moim obojczyku ruszają się śruby ”

rodziców jej rywali. Obawiali się, że podczas wyprzedzania mogłaby wjechać na innych kierowców – przecież nie usłyszy, że ktoś jedzie za nią lub obok niej. Problem rozwiązał się sam: Ashley pojechała tak szybko, że nikt jej nie mógł wyprzedzić. Taktyka przestała działać dopiero w ubiegłym roku, gdy Jessica Patterson zgarnęła jej tytuł sprzed nosa. Porażka sprawiła, że Ashley podwójnie nie może się doczekać nowego sezonu. „Oboje pracujemy tak ciężko, jak możemy” – mówi Fiolek. „Chcę odzyskać tytuł, a ona chce go zatrzymać”. Patterson zapatruje się na sprawę podobnie: „Nawzajem zmuszamy się do tego, by być jeszcze lepszymi”. Fiolek ma teraz duże szanse na zwycięstwo. Niedawno pozbyła się sporego psychicznego i fizycznego balastu. W lutym został przedłużony o dwa kolejne lata jej kontrakt z zespołem fabrycznym American Honda Racing, co zapewni jej sportową przyszłość. A w grudniu lekarze usunęli metalowe płytki, które spinały jej obojczyk po wypadku w 2009 roku. „Bóle dokuczały mi szczególnie wtedy, gdy zaczęło się robić zimno – opowiada – ale najgorszy był trening z ciężarami. Wtedy czułam, jak w moim obojczyku ruszają się śruby” (w tym miejscu Roni Fiolek wypada na chwilę ze swojej mimicznej roli i wykrzykuje: „Nie mówiłaś o tym wcześniej!”). „Było nieprzyjemnie także wtedy, gdy ktoś mnie dotknął w tym miejscu lub gdy sama to zrobiłam” – wspomina. „Śruby były łatwo wyczuwalne i widoczne pod skórą, bo jestem bardzo szczupła. Cieszę się, że mam to już za sobą. Wreszcie przestałam być robotem”. Wydaje się, że nic nie stanie na przeszkodzie, by Fiolek mogła rywalizować z Patterson na wysokim poziomie. Efekt uboczny tej rywalizacji może być bardzo pozytywny dla całej dyscypliny: być może pojedynek obu amerykańskich samic alfa wzbudzi u kobiet zasłużone zainteresowanie motocrossem. „Ciągle musimy walczyć o czas antenowy i uwagę mediów” – mówi Miki Keller, założycielka Women’s Motocross Association i dyrektorka wyścigów X-Games Women’s Super-X.

U

znanie może wzbudzić także inny cel, który skrycie postawiła sobie Fiolek: chciałaby się zakwalifikować do wyścigów mistrzowskich mężczyzn w klasie czterech litrów. Byłaby pierwszą kobietą w USA, której to się udało. Fiolek obecnie ma już status celebrytki. Od zwycięstwa w X-Games fani wyrywają sobie z rąk zegarki Fiolek i jej piżamy (które wyglądają jak motocrossowy strój). Ponieważ Ashley umie połączyć zawodowy sukces z wyglądem młodej gwiazdy – która czasem ma na twarzy kurz spod kół – zainteresowanie wzbudza jej prywatne życie. O randkach z zawodnikiem

58


a kc ja

BMX Danielem Dhersem, z Caracas w Wenezueli, można się dowiedzieć z jej autobiografii „Kicking Up Dirt”, a także od matek innych zawodników sportów ekstremalnych, które niechętnie wypuszczają z ręki management, również w sprawach sercowych swoich dzieci. „Dostaję masę karteczek z numerami telefonów, ale obecnie nie dzieje się nic poważnego” – mówi Ashley i mruga do swojej matki, która uśmiecha się porozumiewawczo. „W ubiegłym tygodniu nie było na nic czasu” – mówi Roni. „Ashley od godz. 7 do 18 miała zajęcia. Potem powrót do hotelu, w programie trening i kolacja, a o godz. 21 padaliśmy z wyczerpania, bo załatwiało nas przesunięcie czasu. Chłopcy, którzy robili sobie nadzieje, byli bez szans, bo Ashley nie miała nawet czasu, by odpowiedzieć na SMS-y, nie wspominając o jakichkolwiek wyjściach”. Ashley chichocze i wpada matce w słowo: „A kto tego nie rozumie, niech poszuka swojej szansy gdzie indziej”. Więzi rodzinne u Fiolków są mocne. Codziennie po południu Ashley przyjeżdża swoim podrasowanym truckiem Ford F-150 do domu rodziców, gdzie może trenować na znajdującym się obok własnym torze motocrossowym. Jeździ w kółko przez kilka godzin, a potem zostaje na kolacji. Hałas jest ogromny. Na szczęście sąsiedzi są wyrozumiali, bo sami jeżdżą Harleyami.

G

dy w to słoneczne lutowe popołudnie Ashley rozpoczyna trening, obok jest jej ojciec Jim. Po wymianie rodzinnych wiadomości – siedmioletni brat Ashley wylądował w łóżku z infekcją ucha – Jim dowiaduje się o naszej jutrzejszej sesji w jej domu. „Opowiadała wam już o duchu?” – pyta. „To tylko przeciąg!”. Tak czy inaczej duch Fred jest bezradny wobec plagi, która regularnie nawiedza ogród rodziców Fiolek. „Dziki znów były tu w nocy” – opowiada Jim. Pozostawione przez nie ślady bytności są tak jednoznaczne, że nie można mieć wątpliwości. Dziki po raz kolejny rozniosły tor. Pomiędzy odciskami racic ziemia jest zryta, widać wygrzebane korzenie, a na drzewach, o które ocierały się zwierzęta, brakuje płatów kory. Ashley objeżdża powoli kilka kółek, aby sprawdzić miejsca, w których zrobiły się największe kałuże, a następnie dodaje gazu i jedzie na wzgórze. Wykonuje ten kurs 15–20 razy. Podczas każdego skoku wykonuje gest, jakby strzelała z palców jak z pistoletu w stronę publiczności. Kilka godzin później w kręgielni wieczór dobiega końca. Ashley koniecznie chce zdobyć 100 punktów. Jej technika staje się bardziej konwencjonalna. Mimo wszystko przekornie podskakuje podczas rzutu. Ma nieco lepszy zamach i eksperymentuje teraz z mniejszym lub większym podkręceniem. Na końcu udaje jej się jeden decydujący rzut: bierze rozbieg, skacze do góry i wysyła kulę jak po szynach środkiem toru prosto do celu. Kręgle przewracają się na wszystkie strony, a Ashley zalicza pierwszego strike’a. Z zachwytu skacze prawie pod sufit. Zresztą trudno oczekiwać od niej innej reakcji. Więcej informacji, filmów i ciekawostek na temat Ashley Fiolek na: www.ashleyfiolek.com

59


Jazda w Libanie Freeriding w Libanie. Myślicie pewnie, że to żart. Ale ci trzej górale są całkiem serio Tekst: Szymek Styrczula-Maśniak, zdjęcia: Marcin Kin

Szymon Styrczula-Maśniak, freerider i autor wspomnień

Marcin Kin, fotograf 60


a kc ja

Liban zaskakuje od pierwszego wejrzenia: nocne kluby, drogie fury, kościoły obok meczetów, nowoczesna architektura. Wszystko to zmieszane z przyjazną atmosferą relaksu

Józek Gąsienica-Gładczan, speedrider

L

iban nie zajmuje wysokiej pozycji na liście wymarzonych miejscówek narciarskich. Gdy rok temu razem z Józkiem Gąsienicą-Gładczanem i naszym dobrym przyjacielem fotografem Marcinem Kinem wpadliśmy na pomysł eksploracji egzotycznych lokalizacji w Libanie, wielu pukało się w głowę. „Czy tam w ogóle są góry? Jest śnieg? Nie toczy się tam czasem wojna?”. Z tym, że gór i śniegu nie ma, nie chcieliśmy się spierać; górala w góry ciągnie i swoje nosem wyczuje. Z tym trzecim argumentem, że w Libanie jest trochę jak na wojnie, nie było już wcale tak łatwo. Pojedziemy, zobaczymy i wszystko będzie jasne.

Z czasem nasz plan zaczął nabierać realnych kształtów. Chcieliśmy za wszelką cenę odkryć nowe horyzonty naszej pasji, robiąc freeride’owe zdjęcia na niepowtarzalnych trasach, ciesząc się niezwykłym puchem i prezentując tubylcom coś nowego – speedriding – połączenie paraglidingu i narciarstwa ze skokami i przelotami na stoku. Freeride to moja domena, speedriding to domena Józka. Domena Kina to piękne zdjęcia. Jednak nasze przygody zaczęły się wcześniej, niż planowaliśmy. Od długiego już czasu w Libanie panował spokój, ale sytuacja ta uległa drastycznej zmianie, i to dokładnie w momencie, gdy w Warszawie wsiadaliśmy do samolotu. 61


Liban pełen sprzeczności: piękny, ale czasem zniszczony. Wiekowy, a jednak wstrząsany współczesnymi sporami politycznymi


a kc ja

1. Na wylocie Wiadomość z ostatniej chwili: „11 członków parlamentu Libanu podało się do dymisji, co w świetle konstytucji kraju uniemożliwia pracę rządu i tym samym paraliżuje jego codzienne działanie. A w konsekwencji oznacza: stan wyjątkowy, zamieszki, brak rządu itp.”. Na miejscu, cóż: wzmocniona ochrona na lotnisku, ale bez przesady; nie ma jakiejś olbrzymiej kolejki przed celnikami; nie ma żadnego zamieszania. Jest gorąco, to fakt, ale tego mogliśmy się spodziewać. Nikt z lotniskowych oficjeli nie pyta nas, po co nam narty – nie dlatego, że narciarze tutaj to częsty widok. Przyczyna jest dużo prostsza – my ich po prostu nie mamy. Okazuje się, że cały nasz sprzęt – narty, skrzydła Józka i wszystkie graty – utknęły we Frankfurcie i dostaniemy je najwcześniej następnego dnia. Na szczęście Kinu ma aparat. Uwolnieni z okowów służb i biurokracji przechodzimy do drugiego ważnego punktu naszej misji, jakim jest pozyskanie środka transportu. Powoli zaczynamy wyczuwać lekkie zdenerwowanie, jakie udziela się mijającym nas osobom, i nie wygląda to na zdenerwowanie ciężkim tygodniem pracy. Mijamy pierwsze wojskowe patrole, pierwsze wozy pancerne. Właściwie na lotnisku mogłoby to się wydawać jakoś wytłumaczalne, jednak czujemy, że nie jest to normalny stan rzeczy. Za 300-dolarową kaucję udaje nam się wyrwać Hyundaia i-10 – rozmiar mikro. Zastanawiamy się, czy transport w góry nie będzie musiał odbyć się przynajmniej w czterech rzutach, bo właściwie we trzech bez bagażu wypełniamy samochód po sam dach.

2. Uwaga! Góral na drodze Prowadzenie samochodu w Libanie jest pierwszym i najpoważniejszym szokiem, na jaki należy się przygotować, jeśli już podejmie się tę dramatyczną decyzję o próbie samodzielnej walki za kółkiem. Wszyscy trąbią. Non stop. W dzień, w nocy, przy mijaniu, na światłach, na rondach, na skrzyżowaniach, duży na małego, mały na dużego. Dźwięki klaksonów zlewają się w jeden nieustający, wszechogarniający i paraliżujący ryk. Zostaję wybrany na kierowcę. Chyba dlatego, że stwarzam pozory opanowanego. Ale moje nerwy puszczają natychmiast po wjechaniu na pierwszą ulicę.

Jazda w Libanie Zabawa w samodzielnego kierowcę to wyczyn wyższej klasy. Przed podróżą należy zaopatrzyć się w mapy, GPS i słownik, najlepiej francuskiego, bo i tak skończy się na tym, że jedynym wiarygodnym drogowskazem okażą się wskazówki napotkanych ludzi.

TRYPOLIS Zgharta

Nasza trasa Droga w tę i z powrotem

Tourza

ARIZ

Batroun

BYBLOS

Gharzir BAALBEK Faraya Ski Resort

LIBAN BeJrut

5 km

Zahle

SYRIA Mimo różnych napotkanych sytuacji wcale nie odnosimy wrażenia, że Liban to kraj nad którym wisi groźba konfliktu zbrojnego. O problemach zapomina się szybko, a życie toczy się dalej

63


a kc ja

O R ZE S Z K O W C Y Przy drodze do Faraya Mzaar zatrzymujemy się zaciekawieni stoiskiem z lokalnymi przysmakami, zmontowanym na szybko w bagażniku zaparkowanego samochodu. Daktyle, orzeszki itd. Zachwyceni zamawiamy całe torby pyszności na drogę powrotną. Ku naszemu zaskoczeniu uśmiechnięty i przemiły sprzedawca podlicza nas na 70 dol. To była już druga nauczka, że o ceny trzeba pytać, zanim złoży się zamówienie. Pierwsza była w hostelu, a trzecią lekcję prowadzenia interesów w Libanie dostaliśmy kilka dni później, gdy za trzy kukurydze z wody kazano nam zapłacić 30 dol. Od tamtej pory już wiemy: najpierw się targuj, mów, że jesteś z Polski, a nie z Zachodu, i dopiero potem kupuj. Żegnamy naszego „orzeszkowca”, a ten zabiera się do popołudniowych modłów na rozłożonym na poboczu dywaniku.

Trzypasmowe aleje bez żadnych oznakowań jakby zupełnie naturalnie, organicznie zmieniają się w sześciopasmowy strumień mechanicznych pojazdów wszelkiego typu. Właściwie na szerokość jedzie tyle pojazdów, ile może się zmieścić. Sztuka prowadzenia nie polega już tylko na patrzeniu do przodu, by przewidzieć czyjąś nagłą chęć do zmiany pasa lub gwałtowne hamowanie tira. Mój wzrok skacze gwałtownie po wszystkich lusterkach, co chwila ktoś wyprzedza z lewej, coś wyskakuje z prawej. Nie ma reguł, nie ma zasad, jest walka o przetrwanie. Mimo wszystko po tygodniu takiej jazdy czuję się dumny, wiem, że zrobiliśmy postęp. Nie będę już kierował sam, wszyscy pasażerowie na swoich stanowiskach uważają na to, co się dzieje dookoła. Okna otwarte, ręce wystawione w gotowości do wymachiwania, wygrażania; polskie okrzyki sprawdzają się równie dobrze jak libańskie. Ale tak będzie dopiero za tydzień. Do tej pory przeżyjemy rekordową liczbę minizawałów. 64

3. Trzy dni i po sprawie Nasz pierwszy hostel nie robi większego wrażenia, dopóki nie dowiadujemy się, ile będzie nas kosztować: 40 dol. za noc. Tego się nie spodziewaliśmy, zwłaszcza po zobaczeniu naszego „dwugwiazdkowego” pokoju. Nie dziwi nas już nawet fakt, że ciepła woda i dostęp do internetu nie są wliczone w cenę. Coraz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy na innej planecie. Cóż, musimy przywyknąć... Spragnieni przygód wyruszamy wieczorem w stronę centrum miasta. Bejrucki taksówkarz, który, jak się później okaże, będzie naszą jedyną przygodą tego wieczora, ochoczo zabiera się do relacjonowania bieżących wydarzeń. Zapewnia, że nie mamy się czym martwić, ale na ulicach nie ma ludzi, a ich miejsce zajęły wojsko i opancerzone transportery. Według naszego gadatliwego przewodnika

wszystko wróci do normy – już za trzy dni. „Tutaj jesteśmy przyzwyczajeni to tego typu sytuacji” – mówi. „Wojsko jest tu po to, aby zapewnić nam bezpieczeństwo. A za chwilę wszyscy się dogadają i będzie jak dawniej”. Wierzymy mu – przede wszystkim dlatego, że nie mamy innego wyjścia. Wieczorem miasto, choć opustoszałe, udowadnia po raz kolejny, jak dalekie od rzeczywistości są nasze europejskie wyobrażenia o Bliskim Wschodzie. Zachwyt wzbudzają nie tylko zabytkowe kamienice, chrześcijańskie kościoły pokojowo sąsiadujące z muzułmańskimi meczetami, ale także, a nawet przede wszystkim współczesna architektura. Zupełnie jak dzieciaki nie przestajemy wytykać sobie palcami kolejnych szklanych biurowców, nowoczesnych osiedlówek, magicznie oświetlonych parków, klubów, restauracji i drogich sklepów. Oczywiście jak na trzech chłopaków przystało, najbardziej jednak zwracamy uwagę na samochody. Tylu ekskluzywnych aut na metr kwadratowy jeszcze w życiu nie widzieliśmy. Po prawej mija nas cytrynowe Lamborghini Gallardo, po lewej my mijamy dostojnego Royce’a. Uśmiechnięta dziewczyna wdzięcznie zatrzaskuje drzwi do Ferrari California. Po jakimś czasie zaczynamy rozumieć, dlaczego hostel bez internetu i ciepłej wody kosztuje więcej niż Hilton w Paryżu – tutaj dolary ewidentnie rosną na drzewach. Machając na pożegnanie, taksówkarz woła: „Nic się nie martwcie, trzy dni i po sprawie!”.

4. Liban = biały Następnego poranka reszta naszego bagażu zgodnie z obietnicą pojawia się w naszych pokojach hotelowych. Wspaniale. Wciskamy wszystko do naszego miniauta w rekordowym czasie. Ktoś kieruje nas w stronę Faraya Mzaar – lokalnego kurortu narciarskiego. „Prosto, za tunelem w prawo i później już cały czas w górę”. Wszystko jasne. Europejsko wyglądające szklane budynki wkrótce znikają, a pojawiają się szare, dwupiętrowe, lekko podupadające konstrukcje ze sklepikami na parterze. Każdy ma tu jakieś zajęcie – każdy coś popycha lub ciągnie, coś sprzedaje, coś buduje, coś naprawia. Nic i nikt nie stoi w miejscu. Na drodze w górę daje się odczuć wzmożony ruch. Co rusz mijamy jakiś samochód, któremu na letnich oponach nie udało się przejechać kolejnego podjazdu. O godzinie 8 mamy wrażenie, że na narty przyjechał dziś cały Bejrut. Istne szaleństwo. Zajmujemy pierwsze wolne miejsce


Daleka podróż się opłaciła. Odkrywamy góry z zapierającymi dech w piersiach widokami. Czujemy się, jakbyśmy ze szczytu mogli zobaczyć cały Liban


W oczekiwaniu na dobrą pogodę zwiedzamy kraj, w którym można odnaleźć ślady 19 cywilizacji - od Fenicjan iRzymian poczynając, poprzez Persów i francuskich kolonistów, aż na współczesnych Amerykanach kończąc

66


a kc ja

widząc tajemniczy cień na niebie, a następnie desantującego się narciarza, który na nieszczęście lądował na środku oślej łączki pełnej przerażonych mikronarciarzy. Pouczeni schodzimy na parking już jako ostatni. Satysfakcja miesza się ze zmęczeniem. Jest tak, jak być powinno.

5. Snoop Dogg

P R Z Y P AD K I NA D R O DZE Po tygodniu samodzielnego prowadzenia samochodu wiemy, jak wiele można zyskać dzięki odpowiedniej gestykulacji, właściwej mimice twarzy i okrzykom – w jakim języku, nie ma to najmniejszego znaczenia. Mimo że na trzypasmowych drogach pojazdy poruszają się sześcioma pasami, przez cały pobyt nie zauważyliśmy żadnego groźnego wypadku. Za to kiedy po chwiejnym wyjściu z klubu klient poobijał swoim Mercedesem GLK kilka zaparkowanych w wąskich uliczkach samochodów, już po chwili został zatrzymany przez przechodniów, wyciągnięty z samochodu i oddany w ręce policji. Uwaga: w Libanie mało znane jest pojęcie „ubezpieczenie samochodowe” – płaci ten, kto narobił szkód, i tyle.

parkingowe i ruszamy. Podekscytowani siadamy na krzesełko. Poranna mgiełka utrudnia oglądanie terenu, ale kilka podmuchów wiatru sprawia, iż niebo staje się bezchmurne. Widok zapiera dech w piersiach. Libańskie góry nie należą do najbardziej stromych, w jakich mieliśmy okazję jeździć, ale samo ich położenie sprawia, że są wyjątkowe. Przypominają duże wydmy i pagórki z niezliczoną liczbą szczelin. Osiągają wysokość 3000 m, a wyrastają z samego Morza Śródziemnego. Biały śnieg niesamowicie kontrastuje z szaroburym tłem gęsto zaludnionego kraju. Właśnie od tej bieli górskich stoków pochodzi nazwa kraju – Lebnan oznacza w lokalnym języku biały albo mleko. Na górze chwila kontemplacji, głęboki oddech i razem z Józkiem ustawiamy się na wybranych liniach. Mamy wrażenie, że otaczający nas świat jest bardzo stary, dużo starszy niż znajome nam Alpy. Wszak jesteśmy w kolebce naszej cywilizacji. Widok stąd rozciąga się aż po Bejrut i morze na zachodzie; w tamtą stronę porośnięte dębowymi lasami góry opadają stromo

i gwałtownie. W kierunku wschodnim, w stronę Damaszku, stolicy Syrii, góry opadają łagodnie, kończąc się pustynią. Marcin daje znak ze swojej pozycji. Ruszamy równocześnie. Przez moment jedziemy razem, po chwili widzę, jak mój kumpel podrywa skrzydło z nawisu i wzbija się w powietrze. Jeszcze kilka skrętów, mały drop z uskoku i razem kończymy nasz zjazd w punkcie zbiórki. Świeży śnieg, idealna pogoda i radość z jazdy z przyjaciółmi sprawiają, że trudno opanować emocje. Chcemy krzyczeć z radości. Ludzie na stoku spoglądają w naszym kierunku. Pewnie czegoś takiego jeszcze w życiu nie widzieli. Już do końca dnia nie schodzimy ze stoków. Spotkać tu można ogromną liczbę narciarzy poza wyznaczonymi trasami. Stosunkowo łatwy teren i niskie zagrożenie lawinowe sprawiają, iż każdy może się tu stać tzw. podwyciągowym freeriderem. Mimo wszystko jeden z wyciągowych prosi nas, żebyśmy „darowali sobie te numery ze spadochronem”. Tłumaczy to tym, że część gości kurortu przeżyła chwilę grozy,

Tego samego dnia poznajemy właściciela najpopularniejszego baru w Faraya. Na imprezy w barze Powder przyjeżdżają ludzie nawet z samego Bejrutu. Bar, chociaż mały, nadrabia klimatem. Już sama nazwa wskazuje na to, że z pewnością znajdzie się tu wielu wielbicieli nart i snowboardu. Ściany zdobią zdjęcia światowej sławy freeriderów, a w centralnym punkcie baru na wielkim telewizorze wyświetlane są filmy o wiadomej tematyce. Szybko okazuje się, że Libańczycy potrafią się bawić. Gdy na ekranie telewizora pojawia się koncert Snoop Dogga, nagle wszyscy stają się hiphopowcami w stylu West Coast. Nie ma osoby, która nie znałaby tekstu piosenki, wymachując rękoma w jej rytm. Szybko zaprzyjaźniamy się z niemal wszystkimi. Tak jak my są to ludzie gór, uzależnieni od freeridingu. Wszyscy są otwarci, przyjaźni i pomocni. Dzięki wiedzy miejscowych zawodników trafiamy do miejsc, w których później powstają niecodzienne zdjęcia. Po „koncercie” Snoopa zabawa powoli wygasa, a cała imprezowa ekipa swoimi (zazwyczaj) wypasionymi samochodami powoli rozjeżdża się do domów krętymi górskimi drogami. Mamy nowych przyjaciół i milion zaproszeń do powrotu.

6. Trypolis Pogoda nie zawsze sprzyja naszym planom. I tak też było tego dnia, gdy zniechęceni warunkami narciarskimi postanowiliśmy odpuścić sobie jazdę. Pokręciliśmy się po okolicy godzinę, po czym zdecydowaliśmy się udać do Trypolisu. Marcin, fotograf, nie zabrał obuwia na zmianę, wzbudzał więc spore zainteresowanie, przechadzając się po centrum miasta w snowboardowych butach, jaskrawej kurtce i zielonych spodniach. Ściągał na siebie zdziwione spojrzenia, gdyż mieszkańcy Trypolisu to w większości ubierający się na czarno sunnici (ewentualnie z elementami garderoby w innych stonowanych kolorach). Przeciskamy się wąskimi uliczkami starego miasta i fundujemy sobie lunch. Chyba musi minąć jeszcze sporo czasu, zanim wtopimy się w miejscowy tłum... 67


a kc ja

BIEGANIE TO ZYCIE, ZYCIE TO BIEGANIE

Z wizytą w Etiopii. U Haile Gebrselassiego, światowej gwiazdy maratonu. U Haile Gebrselassiego, młodego biegacza rodem ze slumsów. U najlepszego trenera biegaczy na świecie. Oraz u człowieka, który w 1960 r. niemal stał się sławny na cały świat. Tekst: Tobias Haberl, zdjęcia: Olaf Unverzart

Plac Meskel, Addis Abeba 68


69


a kc ja

K

Haile gebrselassie, 37 lat

Dwukrotny mistrz olimpijski, czterokrotny mistrz świata, 26-krotny rekordzista świata

„ JA i urząd PREZYDENTa? NAJPIERW CHCIAŁBYM JESZCZE TROCHĘ POBIEGAĆ” 70

to chce zrozumieć Etiopię, musi wcześnie wstać. Kto chce doświadczyć elegancji jej mieszkańców, musi być na ulicach przed wschodem słońca, najlepiej ciepło ubrany. Między czwartą a piątą rano w Addis Abebie, 2400 m n.p.m., jest zimno. Ulice są szare i puste, słychać nawoływanie muezina, od czasu do czasu przejedzie z terkotem taksówka, świeci kilka latarni. Etiopia ma za mało pieniędzy, aby mogła sobie pozwolić na oświetlanie nocą ulic. Lśnią za to ludzie. Jeden po drugim wynurzają się z ciemności, żółte, czerwone, zielone punkty, podkoszulki w jaskrawych kolorach, koszulki, spodnie do treningu; dopiero gdy są całkiem blisko, dostrzega się ich ciemne twarze i oczy o zdecydowanym spojrzeniu. Jedni pakują T-shirt na zmianę pod którymś z drzew cedrowych, inni po prostu zaczynają biegać, niektórzy nie mają butów. Biegną przez miasto naturalnie jak zwierzęta, po cichu i bez oznak wyczerpania, w kierunku placu Meskel, obok hotelu Hilton oraz pałacu premiera. Biegną nawet po autostradzie w kierunku północnym, godzinami, kilometrami, każdego ranka aż do wschodu słońca, kiedy to niebieskie taksówki znowu zawłaszczą zakurzone ulice Addis Abeby. W Europie i USA ludzie uprawiają jogging, pomęczą się na bieżni i zrobią rundkę po parku. Trochę się spocą, by pozostać w dobrej formie, by poczuć ciało. Potem jeszcze kawa na wynos, zanim w biurze odpali się komputer. W trakcie uprawiania sportu ludzie w Nowym Jorku czy Berlinie wydają się wolni i odprężeni, w życiu codziennym są skoncentrowani i przeforsowani. W Addis Abebie jest odwrotnie. Tutaj bieganie to poważna rzecz, a reszta to zabawa, lenistwo, nuda. W Addis Abebie każdego ranka biega tysiące mężczyzn i kobiet, potem idą do domu i odpoczywają, wieczorem ponownie biegają. Ich kraj zaliczany jest do najbiedniejszych na świecie, co druga osoba jest tu bezrobotna, przeciętny Etiopczyk umiera w wieku 50 lat. Bieganie to w Etiopii coś więcej niż zastępcze zajęcie,

wypełnienie czasu, więcej niż sport – to rodzaj bezpłatnego zawodu, ale także szansa. Właściwie ludzie chcieliby uciec przed swoim losem. Wiedzą, że jest to możliwe. Pokazał im to Haile i za to go szanują oraz uwielbiają. 10 rano. Haile Gebrselassie wraca właśnie z treningu w Suluta, w lasach eukaliptusowych na północy miasta – idealny teren o miękkim, pokrytym mchem podłożu, górskie powietrze. Na dole jest zaparkowany jego mercedes, on sam siedzi w jasnym skórzanym fotelu na ósmym piętrze swojego biurowca. Jest właścicielem tego wieżowca. Kilkaset metrów dalej stoi drugi budynek, który także należy do niego. Jeszcze ma na sobie czarny dres i sportowe buty. Jest smukły: przy 1,64 m wzrostu waży 53 kg. Ma pomarszczoną twarz, a w garniturze wygląda jak niewyspany konfirmant. Na półkach za jego biurkiem stoją książki na temat zarządzania przedsiębiorstwem. Każdy dzień w jego życiu jest podzielony na trzy części: rano – trening, w ciągu dnia – biuro, wieczorem – trening. „Kiedyś mogłem spać pomiędzy treningami – mówi – teraz jest to niemożliwe”. Jego firma Haile & Alem International, która zajmuje się nieruchomościami i zatrudnia 400 osób, uczyniła z Hailego Gebrselassiego człowieka światowego; pyta, czego się napijemy, podchodzi do biurka, wykonuje krótki telefon, dwie minuty później sekretarka serwuje świeżo wyciśnięty sok z mango. Haile Gebrselassie jest jednym z tych sportowców, którzy odnieśli największy sukces na świecie. Od dawna wygrywał na odcinkach powyżej 5000 i 10 000 m, dwa razy został zwycięzcą olimpijskim, a cztery razy – mistrzem świata; ustanowił 26 światowych rekordów, w latach 90. przez osiem lat z rzędu nie przegrał żadnego wyścigu. Tymczasem biega w maratonach, gdzie sprawdza się jego doświadczenie, bo na krótszych dystansach jest niewystarczająco szybki. W jednym z etiopskich magazynów właśnie ukazała się jego biografia: Haile mieszka wraz z rodziną w willi z basenem, zatrudnia dwóch


Plac Meskel, Addis Abeba

kucharzy, dwie pomoce domowe i dwóch ochroniarzy, kolekcjonuje sztukę i antyki. Jest etiopskim Beckenbauerem biegów; doskonałe porównanie: jest synem rolnika z Bekoji, najpierw został sportowcem, a potem biznesmenem. Wielu Etiopczyków widzi w tym 37-latku przyszłego prezydenta. „Ja i prezydent?” – Haile Gebrselassie się śmieje. „Najpierw chciałbym jeszcze trochę pobiegać”. Wynikiem 02:03.59 ustanowił w 2008 roku w Berlinie rekord świata w maratonie. Uważa, że czas poniżej dwóch godzin jest możliwy. „Nie czuję żadnych granic” – mówi. „Co tydzień przebiegam 200–300 kilometrów”. W ubiegłym roku nie ukończył maratonu w Nowym Jorku i ogłosił koniec kariery. Tydzień później wycofał ten komunikat. Bez względu na te fakty Gebrselassie myśli i mówi o szerszych perspektywach, wykraczających poza linię mety. I pod tym względem przypomina Beckenbauera, który także kiedyś zamienił szatnię

zawodników na lożę VIP na trybunach i własny helikopter. Gebrselassie wie, że spoczywa na nim odpowiedzialność, wie, że łatwiej rozwiązać problemy, jeśli mówi o nich ktoś, kogo ludzie znają. Sport i polityka coraz bardziej się ze sobą wiążą. Coraz ważniejsi stają się ludzie tacy jak Gebrselassie, którzy potrafią być dyplomatami. Właściwie świat dostrzega Etiopię tylko w dwóch przypadkach: kiedy głodują miliony ludzi – jak podczas suszy w roku 1984 – lub gdy etiopscy biegacze zdobywają medale. Etiopczycy identyfikują się z takimi sportowcami jak Haile Gebrselassie, Kenenisa Bekele, Sileshi Sihine, Tsegaye Kebede czy Gete Wami i Aselefech Mergia. Tak jakby ich medale stanowiły pomost do światowej świadomości. Sportowcy udowadniają młodym Etiopczykom, jak ważny jest żelazny charakter, jak ważne jest, by dalej biec, nawet gdy bolą stopy, gdy chce się płakać. Jak w 2005 r., gdy Kenenisa Bekele został mistrzem świata na 10 000 m, a kilka tygodni później jego

17-letnia dziewczyna podczas treningu potknęła się i w wyniku upadku zmarła na miejscu. Albo ostatnio, gdy podczas crossowych mistrzostw świata w Edynburgu pomimo zgubionego buta wywalczył złoty medal. W mieście jest jeszcze jeden Haile Gebrselassie. Ma 18 lat i nieśmiałe spojrzenie. Tak samo jak mistrz olimpijski nosi wąsik. Gdy ktoś go pyta o imię, odpowiada: „Nazywam się Haile, Haile Gebrselassie, jak champion” i wtedy słychać dumę w jego głosie. Razem z ojcem i pięciorgiem rodzeństwa mieszka w blaszanej chacie w północno-zachodniej części miasta, w pobliżu Mercato, największego targu w Afryce. Trudno tam dojechać taksówką, uliczki są kręte, wszędzie wielkie kamienie i wyrwy w drodze. Panuje chaos: osły i woły, fałszywe roleksy, żebracy, dzieci ulicy i kaleki, które poruszają się po zakurzonych uliczkach na rękach, zakładając na nie znoszone sandały. Haile jest jednym z wielu tysięcy młodych sportowców, którzy z dumą 71


„ JEŚLI KTOŚ POŚWIĘCA SIĘ JAKIEJŚ RZECZY NAPRAWDĘ Z PASJĄ, NALEŻY JĄ WYKONYWAĆ DO ŚMIERCI”

BIRATU WAMI, około 91 lat

Abebe Bikila, zdobywając w 1960 roku mistrzostwo olimpijskie w maratonie, ugruntował wizerunek Etiopii jako narodu biegaczy. Na mecie mówił o nieobecnym z powodu kontuzji Biratu Wami: „On jest prawdziwym mistrzem. Biega o wiele szybciej ode mnie”

72


Sportowcy i uczniowie podczas treningu na polu uprawnym w Addis Abebie

opowiadają o swoich najlepszych wynikach, gdy spotykają białego. Wietrzą możliwość kontraktu, biały człowiek to nadzieja na sponsora, pieniądze i przyszłość. Haile jest jednym z tych, którzy chętnie trenowaliby w niemieckich ośrodkach sportów wyczynowych. W Addis Abebie trenuje dwa razy w ciągu dnia, dopiero wieczorem zjada posiłek: injera, etiopski chleb typu pita; mięso zdarza się bardzo rzadko. Jego ulubiona dyscyplina to bieg przez płotki na 3000 m, chłopak osiągnął najlepszy wynik 8.52, a ustanowiony w 1999 r. niemiecki rekord to 8.09. Haile trenuje sam, bez szkolenia, bez płotków. Płotki są tylko na stadionie, a tam mają wstęp tylko członkowie kadry narodowej. Kilka razy w nocy udało mu się wślizgnąć na stadion, nie wzbudzając podejrzeń strażników, ale było tak ciemno, że ciągle się potykał i boleśnie zranił się w nogę, teraz trenuje na ulicy i w lesie. Są tam wprawdzie hieny, ale one bardziej boją się jego niż on ich. Często idzie wiele kilometrów pieszo, nim dotrze w miejsce, gdzie można trenować. Zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest trening wysokościowy. W Etiopii jest tylko jedna tartanowa

bieżnia – jedna na 70 mln ludzi, jedna dla narodu, który ma najlepsze na świecie wyniki w biegach długodystansowych. W drewnianej kadzi przed otworem w glinianej ścianie kobieta rozgniata czosnek. „To ciotka” – mówi Haile; jego matka umarła kilka lat temu. W chacie nie ma prysznica, tylko miska z wodą; nie ma kuchni, tylko kilka worków ze zbożem; kącik do siedzenia, łącznie 30 m2 dla sześciu osób. Po drewnianej drabinie można wspiąć się do sypialni, Haile musi się pochylić, by nie uderzyć głową w sufit. Tu śpi na jednym posłaniu ze swymi czterema braćmi. Obok na drewnianej podkładce leży wszystko, co posiada: drugie spodnie, trzy T-shirty, para sandałów, para butów sportowych New Balance, trzy książki. Najważniejsza to słownik angielsko-amaryjski. Z niego się uczy, gdy już leży w łóżku; czasem próbuje nauczyć paru słówek młodszych braci. Haile nigdy nie wyjechał z Addis Abeby, nigdy nie widział filmu w kinie, nigdy nie całował się z dziewczyną. „Zakocham się dopiero wtedy, gdy osiągnę sukces” – mówi. „Do tego czasu będę koncentrować się na bieganiu”. Zna biografię idola

o tym samym co on imieniu i nazwisku, człowieka, który na drugim końcu miasta kursuje między swoją willą i dwoma biurowcami. Życie Gebrselassiego motywuje go, pobudza do działania, jednak taki przykład może zaślepić. Dążenie do takiego życia może stać się niebezpieczne… Najpierw jest nadzieja i ambicja, niewiarygodna wola zwycięstwa, typowa dla mieszkających tu ludzi. „I run fast”, „I improve”, „I am eager to win” – to zdania, które Haile wciąż powtarza. Te zdania powtarzają tu wszyscy. Są prawdziwe, jednak większość z wypowiadających je osób nigdy nie stanie na podium i nie usłyszy hymnu narodowego. Mimo to wszyscy tak mocno wierzą w swoje marzenia, że nie biorą pod uwagę niepowodzenia. Próbują dostać się do jednego z klubów lub zwrócić na siebie uwagę podczas regionalnych rozgrywek. Nie chodzą do szkoły, nie pracują ani nie szukają pracy. Biegają, modlą się i śpią. Wielu przyjeżdża do Addis Abeby z gór, z wiosek; opuszczają rodziny, obiecując, że wrócą bogaci i sławni. Ich rodzice zostają w domu, także modlą się, wysyłają do stolicy listy i trochę prosa, herbaty czy zboża. W pewnym momencie 73


„ CHCĘ MIEĆ DZIEWCZYNĘ DOPIERO WTEDY, GDY OSIĄGNĘ SUKCES. teraz MUSZĘ SIĘ SKONCENTROWAĆ NA BIEGANIU”

Haile Gebrselassie, 18 lat

Marzy o tym, by móc trenować na stadionie. Oraz o wielkiej karierze

74

między 20. i 25. rokiem życia, większość młodych sportowców zdaje sobie sprawę, że to nie wystarczy. Wyniki sportowe są dobre, ale niewystarczająco, agenci się nie zgłaszają, nie ma pieniędzy. Co robić? „Trzeba ich uformować” – uważa Haile zwycięzca. „Znam wielu młodych sportowców, którzy nigdy nie wejdą na szczyt – mówi – ale nigdy nie doradzałbym im, by się poddali. Poddać się? To w sporcie zabronione”. Muszą nauczyć się czegoś innego – jak pomóc samemu sobie. Nie tylko biegać, ale równolegle pracować i chodzić do szkoły. „Ja właśnie tak robię. Moje dzieci na pewno nie będą najlepszymi biegaczami” – mówi. „Nie chodzą piechotą nawet metra. Samochód podwozi je tuż pod drzwi szkoły”. Luksus rozleniwia i jeśli ktoś chce

być profesjonalnym sportowcem, musi być „opętany sportem w sposób profesjonalny”. Sam Haile mistrz jako chłopak biegał do szkoły 10 km z Bekoji do Asela – dokładnie ten dystans, na którym jest od lat niepokonany. Nawet dzisiaj podczas biegu trzyma uniesione prawe ramię – jakby musiał nieść szkolną torbę. Młody Haile wie, że musi stać na dwóch nogach. Codziennie chodzi do wieczorowej szkoły. Gdy ją ukończy, będzie mógł pracować jako nauczyciel wychowania fizycznego. Szkoła kosztuje 100 dol. miesięcznie, wszyscy krewni składają się na ten wydatek, czasem muszą wyskrobać ostatnie oszczędności. Dlaczego młody Haile męczy się każdego ranka? Dlaczego wychodzi z domu bez śniadania, by przebiec 20 km? Od razu zna odpowiedź:


a kc ja

„ RESPEKT PRZED BLIŹNIMI, RESPEKT PRZED TRENEREM, RESPEKT PRZED KRAJEM, RESPEKT PRZED RZĄDEM” „Po pierwsze, chcę być sławny. Po drugie, chcę zarobić pieniądze. Po trzecie, chcę dzięki tym pieniądzom pomóc rodzinie”. Jest przekonany o jednym: jeśli nie można pomóc własnej rodzinie, nie można pomóc krajowi. Z sukcesami etiopskich biegaczy wiele wspólnego ma jedna osoba: dr Woldemeskel Kostre, który przez ostatnie 20 lat spędzał na stadionie właściwie każdy dzień. Teraz ma ponad 60 lat, ale wygląda na starszego, właściwie wygląda jak człowiek bez określonego wieku. Osiem lat temu przeżył ciężki wypadek samochodowy, od tego czasu chodzi o lasce. Trener lekkoatletyki, który kuśtyka po asfalcie i z trudem wspina się po schodach stadionu. Kostre ma sztuczne biodro i przez to żółwią sylwetkę. Po igrzyskach olimpijskich w Pekinie otrzymał propozycję z Kataru, wcześniej jednak przez lata dzięki swoim żelaznym zasadom uformował najlepszych długodystansowych biegaczy świata. Każdy etiopski champion przeszedł przez jego szkołę. Ogranicza się ona do dwóch słów: dyscyplina i respekt. Dwa słowa, które w kółko powtarza, które wtłacza w umysły swoich biegaczy od pierwszych sekund. „Sportowcy i żołnierze potrzebują dyscypliny i respektu” – mówi. „Respektu wobec innych ludzi, trenera, kraju i rządu. Zbyt dużo demokracji szkodzi sportowcom”. Jak twierdzi, „z demokracją wiążą się obowiązki”. Sportowcy słuchają go, bo wiedzą, że jest najlepszy. W 2007 roku został uznany przez Międzynarodowy Związek Lekkoatletyczny za najlepszego trenera świata. Tłumaczy, skąd bierze się niezwykły hart ducha, który wyróżnia jego rodaków. „Etiopczycy zawsze chcą wygrać” – mówi. „Nie chcą zostać pokonani, ma to związek z naszą historią”. Etiopia to jedyny afrykański kraj, który przegnał władze kolonialne, czyli Włochów. Włosi dwukrotnie zostali tu pokonani przez prawie nieuzbrojoną ludność. W biegach ten cud się powtarza. Etiopczycy nie rywalizują ze sobą, biegną dla swojego kraju, dla sławy swojej ojczyzny. Gebrselassie nie biegnie przeciwko Bekele, oni chcą pokonać czas, własną niemoc i wygodnictwo.

Dr Woldemeskel kostre, 66 lat

Trenował wszystkich etiopskich biegaczy światowej klasy żelazną ręką: „Etiopczycy nie dają za wygraną” A potem opowiada historię mężczyzny, od którego wszystko się zaczęło: to Abebe Bikila, który w 1960 roku jako pierwszy czarny Afrykanin wygrał w Rzymie olimpijskie złoto. Podczas maratonu po prawie dziesięciu kilometrach zdjął i wyrzucił swoje buty i na bosaka przebiegł przez linię mety w nowym, rekordowym czasie. Kiedy pytano go, jak się czuje jako „pierwszy mistrz czarnej Afryki”, miał podobno odpowiedzieć: „Zostałem mistrzem olimpijskim, ale w domu, w Etiopii, jest ktoś, kto biega jeszcze lepiej niż ja, i to on jest prawdziwym mistrzem”. Miał na myśli Biratu Wami, który z powodu kontuzji nie mógł wziąć udziału w igrzyskach. Wami mieszka na wzgórzach nad Addis Abebą. Mały biały domek, mały ogródek, na sznurze do bielizny wisi dywan i jedna skarpetka. Sądzi, że ma 91 lat, dokładnie tego jednak nie wie. Na wsi nie rejestruje się urodzeń. Opiekuje się nim kilkoro z jego dzieci i wnucząt. Nosi żółto-zielony dres do joggingu Adidasa. Jego głos jest głęboki, a twarz poorana zmarszczkami. Kiedy się dowiaduje, że przybył dziennikarz z Niemiec, żeby z nim porozmawiać, wyraźnie się ożywia, zrywa się i robi kilka przysiadów, żeby pokazać, w jak dobrej jest jeszcze formie. „Bikila i ja – mówi – my to zapoczątkowaliśmy. Wówczas nie mieliśmy żadnych przeciwników,

ścigaliśmy się z lisami i końmi lub z własnymi cieniami”. Wami idzie do pokoju obok, słychać brzdękanie, a po chwili wraca z dwudziestoma medalami na szyi. Zdjęcie bez medali: to nie ma sensu – uważa. Stary mężczyzna, który nie wykorzystał szansy, który całe życie cierpiał, że wtedy to nie on, lecz Bikila przywiózł złoty medal do domu. Jednak Wami też chce być legendą, chce pozostać w pamięci, tak więc kiedyś złożył obietnicę, a właściwie przysięgę: biegać aż do dnia, kiedy umrze. Od tego czasu Wami biega codziennie. Czasami pięć, czasami dziesięć kilometrów, a co roku uczestniczy w Great Ethiopian Run, znanym w całym kraju biegu charytatywnym. „Obiecałem to mojemu krajowi – mówi – tak więc biegam dalej. Jeżeli ktoś poświęca się jakiejś rzeczy z pasją, należy ją wykonywać aż do dnia śmierci”. I dlatego znają go ludzie w mieście. Kiedy się ich o niego zapyta, opowiadają krótką historię: wiele lat temu pewien taksówkarz miał podobno zatrzymać Wamiego na ulicy i zapytać, czy może kawałek go nie podwieźć – jest przecież Biratu Wami, znanym biegaczem. Wtedy Wami miał odpowiedzieć: „Dzięki, ale przebiegnę się, spieszy mi się”. 115. Maraton Bostoński: poniedziałek (!), 15 kwietnia 2011, www.bostonmarathon.org

75


Dom Kolorów

Centrum São Paulo: miasto zapewnia atmosferę i inspiruje mieszkających w nim młodych artystów


a kc ja

Znajdź sześciu dobrze zapowiadających się artystów z São Paulo i umieść ich w starym wieżowcu – oto przepis na wyjątkową wystawę.

M

Zdjęcie: Getty Images

Tekst: Giovanna Mollona, zdjęcia: Lost Art

ajestatyczność z przeszłości ustąpiła miejsca współczesnym budynkom, które zawzięcie próbują sięgnąć nieba. Pomiędzy nimi, zakorzeniony w sercu São Paulo i z braku miejsca sprawiający wrażenie ściśniętego, stoi budynek Sampaio Moreira – perła architektury miejskiej z 1920 roku – który gościł zeszłoroczną edycję Red Bull House of Art. Wygląda na to, że ten projekt rezydencji artystycznych, sławiący sztukę i kulturę największego miasta Brazylii, polubił ruchliwą metropolię wypełnioną Brazylijczykami z całego kraju, którzy zdecydowali się w niej zamieszkać. Sześcioro młodych artystów Edificio Sampaio Moreira ma niezwykłą historię: – Clara Ianni, Felipe Salem, był to pierwszy wieżowiec w São Paulo i uznawany Guilherme Peters, Jaime Laujest za miejsce historyczne. Otaczająca go okolica riano, Marcos Brias i Sofia Borostatecznie bardzo podupadła, ale obecnie ges – od dawna prowadzi tu przeżywa okres odrodzenia swe intensywne życie, a podczas sześciotygodniowej rezydencji uważnie wsłuchiwało się w duszę metropolii, którą tak dobrze znają. Niewiele miast oferuje miejsca pełne historii i jednocześnie tętniące energią oraz prezentujące inspirujący miejski styl życia, ale São Paulo takie jest. To miasto wzbudza miłość i nienawiść – czasem równocześnie. Zlokalizowani niedaleko miejsca, w którym bije serce miasta, artyści monitorowali jego rytm, pozostając w studiu lub wykraczając poza jego mury i przemierzając ulice Centro, gdzie ma miejsce cała akcja. W budynku pełnym korytarzy skrywających w swych ścianach liczne historie znaleźli miejsce będące oazą spokoju dla ich umysłów, zmęczonych długimi poszukiwaniami różnorodnych form artystycznej ekspresji. Jako ikona przeszłości poszukująca nowych historii budynek Sampaio Moreira przyjął w swoje progi także każdego z tych artystów. Z kolei oni przedstawili własne interpretacje spędzonego w nim okresu poprzez nowe prace zaprezentowane na finalnej wystawie. Oprócz tego w ich głowach zrodziły się nowe pomysły na przyszłość. Nawet po zakończeniu projektu to intensywne artystyczne doświadczenie bez wątpienia w znacznym stopniu wpływa na ich codzienne zajęcia. Ale najlepiej o zmiany i korzyści płynące z rezydencji zapytać samych artystów. Dzięki informacjom prosto z serca tej ruchliwej metropolii dowiadujemy się, jak sztuka tchnęła w São Paulo nowe życie. 77


a kc ja

Artyści Rezydenci Sześcioro artystów tchnęło nowe życie w opuszczony wieżowiec w sercu miasta: azyl, w którym tworzą i który ich inspiruje.

Marcos  Brias

Przede wszystkim artysta

Marcos Brias uwielbia eksperymentować. Pomaga sobie, wykorzystując ogromne doświadczenie zawodowe: mieszankę sztuk plastycznych, projektowania i pracy jako redaktor i tłumacz. Podczas rezydencji ustalił sobie godzinę przybycia – nie później niż druga po południu – niczym nie ograniczając czasu opuszczenia miejsca. „Moim priorytetem jest bycie artystą” – podkreśla. 29-letni Brias jest najstarszym członkiem grupy biorącej udział w Red Bull House of Art. Proszony o to czy nie, zawsze udziela innym przydatnych wskazówek. Żadna z tych rzeczy nie wpłynęła negatywnie na jego cel podczas rezydencji. „Chciałem dzielić jedną przestrzeń z ludźmi, których nie poznałem, i obcować z pomysłami, które nie były mi znane” – mówi. Marcos mieszkał we Francji i USA. Prawdopodobnie dlatego jego uwagę przyciąga koncept przemijalności. Dowodem na to są teksty napisane przez niego do dzieła „Centaurus-Crux”, wystawionego w galerii. Teksty pojawiają się tylko wtedy, gdy nie ma nikogo w pobliżu, i znikają, gdy ktoś do nich podchodzi, włączając światła reagujące na ruch. Tekst pojawia się i znika, poruszając jeszcze inny koncept – brak widoczności. „Znasz sformułowanie rzucić na coś światło? To dzieło pokazuje, że czasem może być wręcz przeciwnie” – wyjaśnia.

prawdziwą fascynację atmosferą opuszczenia panującą w budynku Sampaio Moreira, która idealnie pasowała do jej stylu. „Na zawsze zapamiętam puste pokoje, kurz na suficie i wiatr. Jest to miejsce wypełnione historiami, a do tego niezwykle piękne” – mówi. To właśnie budynek i jego atmosfera skłoniły Borges do dołączenia do grupy artystów w Red Bull House of Art. Gdy wkraczała do rezydencji, preferowaną przez nią formą pracy była fotografia. Borges pozostała wierna temu sposobowi artystycznej ekspresji, oddając się jej zupełnie, co doskonale widać w kolekcji 20 zdjęć krajobrazu wykonanych ręcznie techniką dioramy, która skupia się na kwestiach głębi, perspektywy i rozmiaru obrazu. Mimo to puste pokoje Sampaio Moreiry skłoniły artystkę do eksperymentowania z filmem, językiem dotąd jej nieznanym. Choć jej kariera dopiero się rozpoczęła, Borges, która odkryła sztukę, po tym jak opuściła swą wieś, by studiować modę w São Paulo, wzięła już udział w 30 zbiorowych i sześciu indywidualnych wystawach. Mimo to doświadczenie, które już zdobyła, nie pozbawiło jej entuzjazmu początkującej osoby. „Z chęcią ponownie wzięłabym udział w programie rezydencji, zwłaszcza gdzieś za granicą” – wyznaje.

Jaime  Lauriano Różne aspekty miasta

Sofia  Borges

Nowe perspektywy dla tego, co niewidoczne

26-letnia Sofia Borges nie jest miłośniczką dosłowności ani tego, co widoczne gołym okiem. Jej sztukę zauważa się od razu, ale obserwator musi użyć swej wyobraźni, by odkryć to, czego nie widać. W programie rezydencji artystycznej uczestniczyła po raz pierwszy i w pełni pozwoliła sobie na 78

Zachwycony miejskimi centrami, a w szczególności centrum São Paulo, Jaime Lauriano tworzy sztukę poruszającą najpoważniejszy problem związany ze źle zorganizowanym rozwojem metropolii: brakiem pamięci, przez który także budynek rezydencji popadł w ruinę. Dla tego 25-latka miasto jest w ciągłej budowie i jednocześnie jest nieustannie niszczone, co jest skutkiem wielkiego potencjału spekulacyjnego rynku nieruchomości, który wywołuje migracje. Lauriano ostrzega nas przed tym błędnym kołem, wykorzystując zespawane ze sobą przeciwstawne przedmioty, takie jak młotki i taczki. Sielskie i niszczycielskie aspekty miasta pojawiają się także w innym dziele, filmiku, w którym Lauriano łączy sceny miejskich katastrof z dźwiękiem pochodzącym z nowych reklam nieruchomości. Robi to wrażenie na wszystkich. Film pokazuje sceny z dawno zapomnianych obszarów na peryferiach oraz przeludnionych terenów występujących w tym samym mieście. „Mamy tu tragiczną, ukierunkowaną przymusem ruchliwość; różni się ona od naturalnego zachowania ludzkiego” – odkrywa.


Powyżej: Marcos Brias relaksuje się przy efemerycznym tekście tworzącym jego dzieło „Centaurus-Crux”. Po lewej: „Landscape studies” – seria 20 zdjęć Sofii Borges wykonanych techniką dioramy, zapewniającą niezwykłą głębię i perspektywę. Poniżej: „No title #2” Jaimego Lauriano – celem jego twórczości jest neutralizacja mocy narzędzi do budowania i niszczenia


Powyżej: Guilherme Peters siedzi na części swego dzieła „Bastylia” – fragmencie ściany z deskorolkowymi kółkami. Poniżej: ilustracje Clary Ianni – podkreśla ona destrukcyjną naturę miasta. Po prawej: dzieło Felipe Salema na cześć Buddy’ego Holly’ego


a kc ja

Clara  Ianni

Patrząc na niewidoczne

Przed budynkiem Sampaio Moreira powiewa czarna flaga, która zakrywa główne wejście do budynku. Oznacza to, że Clara Ianni osiągnęła jeden z głównych celów swej rezydencji. Flaga sięgająca chodnika w rzeczywistości jest ogromną opaską żałobną. Instalacja artystyczna Ianni zwraca naszą uwagę na destruktywny potencjał spekulacyjny rynku nieruchomości. Może on zniszczyć miejskie centra, wypełniając je coraz większymi budynkami psującymi krajobraz miasta. Na tej samej zasadzie flaga zakrywa piękno tego od lat opuszczonego przodka drapaczy chmur w São Paulo. „Dlaczego te przestrzenie pozostają puste w miejscu pełnym ruchu?” – pyta Ianni, odnosząc się do ruchliwego centrum São Paulo. Jej zdaniem miasto ma w sobie moc, by stworzyć coś prawdziwego z rzeczy niewidzialnych. Nawet przy tak dużej liczbie pustych przestrzeni w samym sercu miasta, takich jak budynek, w którym obecnie mieszka, wciąż znaleźć można ludzi zmuszonych do emigracji na peryferia. Ianni jest bystrym obserwatorem miejskiej przestrzeni i wierzy, że aby rozwiązać te problemy, konieczna jest zmiana mentalności. Jej inna praca, wystawiona w galerii, składa się z sześciu fotografii zaciśniętych pięści, symbolu stawiania oporu i wolności – wolności, którą odnalazła, krążąc po korytarzach budynku. Jej związek z miastem opiera się na miłości i nienawiści; szalone tempo miejsca, w którym ludzie mijają się nieustannie, jednocześnie utrzymując dystans nie do pokonania, wyczerpuje ją. W ciągu tych ostatnich tygodni studio na dziesiątym piętrze budynku Sampaio Moreira stało się jej artystycznym azylem.

Guilherme  Peters

Utopia ekstremalnych ruchów

Spoglądający nieśmiało zza okularów Guilherme Peters jest artystą ruchu w najczystszej formie. Jak sam twierdzi, z racji tego, że nie jest najlepszym mówcą, sztuka stała się jego głosem. Sport był jego środkiem wyrazu i bardzo wcześnie stał się

katalizatorem do odkrycia w sobie artystycznej werwy. „Gdy surfowałem na fali lub jeździłem na deskorolce, rysowałem w głowie własne ruchy, jeszcze zanim je wykonałem” – mówi Peters. Peters postrzega skateboarding jako doskonały wzór ruchu ze względu na jego cechy estetyczne i fizyczne. „Skateboarding zakłada także fizyczne wyczerpanie, które chciałbym jako artysta wprowadzić do swojej twórczości” – mówi. W jednym z dzieł wyświetlanych w Red Bull House of Art jest on w przebraniu Robespierre’a bohaterem filmu. Podczas jednego z występów jeździ na deskorolce po dwóch rampach, zatrzymując się dopiero wtedy, gdy traci równowagę i upada. Podczas innego występu w tym samym filmie, zatytułowanym „Robespierre i jego próby wskrzeszenia rewolucji”, jeździ w kółko, opierając się na strzelbie, aż w końcu upada na ziemię. Petersa interesują zwłaszcza rzeczy, które stworzono tylko po to, by je zniszczyć, zupełnie jak rewolucyjne ideały reprezentowane przez postać Robespierre’a, który pod koniec każdego z wystąpień pada na ziemię. „Próba stworzenia utopii dla społeczeństwa jest z definicji czymś autodestrukcyjnym” – mówi. Koncepty tworzenia i destrukcji pojawiają się także w innym dziele – „Bastylia”; elementy czegoś, co kiedyś było ścianą, zaczynają się ruszać i nabierają nowego znaczenia po doczepieniu do nich deskorolkowych kółek.

Felipe  Salem

Naturalnie niespokojny Felipe Salem nigdy nie odpoczywa i ma umysł dokonujący nieprawdopodobnych połączeń przynoszących wizualnie zdumiewające rezultaty. Przykładem może być sześć ogromnych zdjęć zajmujących część galerii. Z ich powodu przy wejściu umieszczono ostrzeżenie, że obiekty te mogą szokować. Dzieło zatytułowane „Historie o seksie i przemocy” składa się ze zdjęć lalek wykonanych z plastikowych butelek, balonów i masy papierowej, ustawionych w pozycjach seksualnych lub odgrywających sceny przemocy. „Dotyczą one sedna człowieczeństwa. Zaintrygowało mnie połączenie dzieciństwa i niewinności ze wstrząsającymi obrazami” – mówi 25-letni Salem. Pomysł z lalkami zrodził się podczas lekcji plastyki dla dzieci i młodzieży, które prowadził. Prowadzenie zajęć jest konieczne do uzyskania tytułu licencjata w dziedzinie sztuki. Na początku kariery nakreślił sobie wytyczne nakazujące mu tworzenie dzieł niematerialnych, skupiał się więc na występach. Podczas jednego z nich przez siedem godzin stał przykuty łańcuchami do sklepowego wózka. Odwiedzający galerię mogli później przewieźć go w dowolnie wybrane miejsce. Więcej informacji na temat artystów i ich dzieł znajdziesz na: pl.redbulletin.com/houseofart

81


Więcej

Dla ciała i umysłu

Nocny lot na żywo. Macie ochotę poczuć atmosferę 10. edycji Red Bull X-Fighters w Madrycie z bliska? Proszę bardzo – wystarczy przewrócić stronę


Spis treści 84 PORADNIK PODRÓŻNIKA Red Bull X-Fighters 86 ZDOBĄDŹ SPRZĘT Red Bull Crashed Ice 88 TRENING Filip Polc, Benjamin Karl 88 HANGART-7 Teraz Polska 90 KLUB, CD & DVD 91 MOJA PIĄTKA Elbow 92 GOTOWANIE Najlepsi kucharze świata – Daniel Humm 94 CO SIĘ DZIEJE 96 ZAREZERWUJ CZAS

Zdjęcie: Predrag Vuckovic/Red Bull content pool

98 FELIETON Mikołaj Lizut


Więce j dla Ciała i Umysłu

Tam i z powrotem

Od 2002 roku zawody Red Bull X-Fighters na Plaza de Toros de Las Ventas w Madrycie są najważniejszą imprezą w kalendarzu i stałym punktem programu. 23 000 zwariowanych na punkcie motocykli fanów (częściowo „uzbrojonych” w piły motorowe i białe płachty) co roku dba o niezwykłą atmosferę na największej arenie walk byków w Hiszpanii. Właśnie z powodu 10. jubileuszu imprezy w żadnym wypadku nie można przegapić, jak lokalny matador Dany Torres, zwycięzca ubiegłych lat Robbie Maddison i spółka próbują pokazać rogi obecnie urzędującemu championowi Nate’owi Adamsowi, brawurowo wykonując triki na tle nocnego nieba hiszpańskiej stolicy. Oprócz głównej imprezy na fanów motocykli w Madrycie będzie czekać jeszcze wiele innych niesamowitych atrakcji.

Podróżnicze rady miesiąca

Torero, olé Red bull X-fighters world tour

To już 10. jubileusz freestyle’owego święta na arenie walk byków w Madrycie. Przedstawiamy 10 pomysłów na najbardziej odjechaną miejską wycieczkę latem. 84

www.redbullxfighters.com

Wszystkie przystanki

15. kwietnia JBR Beach, Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie 28. maja Esplanada dos Ministerios, Brasília, Brazylia 24. czerwca Stadio Olimpico, Rzym, Włochy 15. lipca Plaza de Toros de Las Ventas, Madryt, Hiszpania 6. sierpnia Stadion Narodowy, Warszawa, Polska 17. września Sydney, Australia

Tekst: ulrich corazza

Niezwykle barwny spektakl i oszałamiająca atmosfera na arenie Plaza de Toros de Las Ventas


Dziesięć porad

Wycieczka do Madrytu na Red Bull X-Fighters Arena Plaza de Toros de Las Ventas znajduje się tuż przy stacji metra Ventas, do której dojeżdżają linie 2 i 5. Bilet kosztuje jedno euro. Z lotniska Madrid-Barajas na północnym wschodzie miasta można dojechać do Areny taksówką – podróż trwa tylko pół godziny i nie kosztuje wiele. Jednak w godzinach szczytu natężenie ruchu jest ogromne. Aby uniknąć korków, warto wybrać taksówkę motocyklową – o ile nie mamy zbyt dużo bagażu.

1

4 By zadać szyku, warto przebrać się za superbohatera lub toreadora – pod tym względem to najbardziej kolorowy przystanek całej trasy. Proszę się jednak nie ubierać zbyt ciepło – w lipcu termometry mogą wskazywać w Madrycie nawet 40°C. Machanie białymi chustami to tradycja przejęta z walk byków. W ten sposób publiczność wyraża swój podziw dla toreadora. Chusty rozdawane bezpłatnie podczas zawodów Red Bull X-Fighters to miła pamiątka i pożądane trofeum kolekcjonerskie.

5

Zeszłoroczny mistrz z Madrytu Robbie Maddison świętuje swoje zwycięstwo By zamieszkać w bezpośredniej bliskości Areny, trzeba zarezerwować sobie miejsce w nowoczesnym czterogwiazdkowym hotelu Rafael Ventas. W odległości 600 m na zachód od Plaza de Toros w pięknej dzielnicy Salamanca znajduje się znany na świecie czterogwiazdkowy hotel Zenit Abeba. Ceny za dwuosobowe pokoje z bufetem śniadaniowym zaczynają się od 80 euro.

6

W barze Los Timbales na Calle Alcalá 227 pewnie uda się spotkać któregoś z zawodników. Tapas bar znajduje się w bezpośredniej bliskości Plaza de Toros de Las Ventas. Koniecznie należy spróbować dania specjalnego: rabo de toro – byczego ogona.

7

Jeszcze większych atrakcji może dostarczyć kilka okrążeń na (wypożyczonym) motocyklu na Jarama Circuit (30 km na północ od Madrytu) lub na El Molar Motocross Circuit, który jest dostępny dla fanów w każdą sobotę i niedzielę w godz. 10-15.

9

13-krotny motocyklowy mistrz

10 świata Angel Nieto jest w swo-

jej ojczyźnie bohaterem narodowym. By dowiedzieć się więcej o życiu tego 90-krotnego zwycięzcy GP, warto wybrać się do Museo Angel Nieto. Adres: Avenida Planetario 4. W lipcu otwarte w dni powszednie w godzinach 9.30-15 oraz 17.30-20, w soboty i niedziele 10.30-14.

Gdyby udało się nam wypożyczyć motocykl na cały kolejny dzień po imprezie, koniecznie trzeba udać się w podróż górską drogą z El Escorial do miejscowości Avila. Ulubionym przystankiem motocyklistów jest bar Cruz Verde. Wypożyczalnie motocykli: www.motocircuito.net, www.rentscooterspain.com i www.imtbike.com.

8

Zdjęcia: Jörg Mitter/Red Bull content pool (1), Predrag Vučković/Red Bull content pool (2) Ilustracja: andreas posselt

W ubiegłych latach impreza 2 trwała dwa dni. Teraz odbędzie się wyłącznie 15 lipca. Bilety są do nabycia na: www.redbullxfighters.com oraz www.elcorteingles.es, a także w centrach handlowych El Corte Inglés w całej Hiszpanii. Ci, którym nie uda się kupić biletów, mogą próbować szczęścia w konkursach na Red Bull Web TV.

Widok na Arenie ze wszystkich miejsc jest świetny. Jednak najlepsze miejsca na stadionie mieszczącym ponad 23 000 widzów znajdują się w środkowych rzędach, gdzie naprawdę można w pełni wczuć się w atmosferę. Fani z Madrytu szaleją na punkcie motocykli, przynoszą ze sobą na stadion piły łańcuchowe (bez tarcz) i robią dużo hałasu. Ważne, by nie zapomnieć o zabezpieczeniu uszu.

3

85


Więce j dla Ciała i Umysłu

Kask TSG do downhillu, gogle marki Scott Pewniejszy, ładniejszy i wygodniejszy niż kask hokejowy, a do tego gogle do downhillu z przezroczystymi szkłami. Obecnie trwają prace nad kaskami przeznaczonymi specjalnie do ice cross downhillu.

Ochraniacze na łokcie CCM Kontakt z bandą to normalna rzecz w naszej dyscyplinie. Bardzo dobre ochraniacze hokejowe są obowiązkową inwestycją.

Rękawice marki Salming Lekkie hokejowe rękawice nie tylko utrzymują ciepło, ale przede wszystkim chronią przy upadkach.

Torba Red Bull Crashed Ice Linie lotnicze regularnie wymagają za nią dopłaty 400 franków szwajcarskich za nadbagaż i za każdym razem muszę wykazać się wielkim darem przekonywania, by zbić tę kwotę do 100 franków…

Getry Crashed Ice Moje ulubione pochodzą z Red Bull Crashed Ice w Lozannie w 2009 roku.

Zdobądź sprzęt Profesjonalnych zawodników

Cool w TV

claudio caluori. Kamera go kocha – szwajcarski zawodnik downhillu i szef zespołu Pucharu Świata jest ekspertem i komentatorem Red Bull Crashed Ice w Servus TV. Tu prezentuje podstawowe wyposażenie do ice cross downhillu.

86

Łyżwy hokejowe Graf Ultra G-70 Topowe szwajcarskie łyżwy. Wymienne płozy o różnych szlifach, w zależności od podłoża i temperatury.


Biberli Szwajcarski specjał, wypiek z nadzieniem migdałowym jako prowiant na drogę. I do tego zimny… No właśnie.

Spodnie CCM Dobre hokejowe spodnie z grubą podszewką to konieczność.

Ochrona barków CCM Część sprzętu hokejowego. Rozwój ochraniaczy zmierza w stronę integracji z protektorem kręgosłupa.

Zdjęcie: jürgen skarwan

Ochraniacze kostek i piszczeli Znów z hokejowego regału. Ponieważ nie musimy blokować strzałów na bramkę, mogłyby być cieńsze.


Przed południem

Bieg 10 min wolno 10 min średnie

tempo 10 min szybko 5 min wyciszenie

Po południu

Wtorek u Dzień bez trening Dzień biurowowarsztatowy: odpowiadanie na e-maile, planowanie i organizacja, spotkania z przyjaciółmi, ser wis rowerów i innego sprzętu

Ergometr

Środa

Cross Countr y 30 min małe obciążenie, 15 min e średnie obciążeni , tempo 4 × 90 s. Sprint e śni mię ia, siłown 90 s. przerwa , brzucha, prasa do 3 × 120 s. Sprint mięśni nóg, przy0 s. pauza, 12 han , siady, długie 4 × 90 s. Sprint tle, grzbiet. 60% 90 pauza, maksymalnego 15 min jazda ie obciążenia, 4 ser końcowa Przy złej po 15 powtórzeń, pogodzie: ergoy erw prz 1 min metr, identyczne między seriami interwały

Ergometr 10 min wolno 10 min średnie

sauna, jacuzzi, łaźnia parowa

W zależności od chęci i pogody: snowboard, skuter śnieżny lub motocross

10 min niskie tętno 10 min średnie tętno 2 × 3 min maksy malne tempo k yne 2 min odpocz 3 × 2 min maksimum k 2 min odpoczyne 4 × 1 min maksimum k 1 min odpoczyne 10 min jazda relaksująca

Piątek Biegi 10 min wolno 10 min średnie tempo siłownia mięśnie brzucha ławeczka pas barkowy wiosła, plecy grzbiet 60% maksymal, nego obciążenia 4 serie po 15 powtórzeń, 1 min przerwy między

NIEDZIELA

Sobota Ergometr 10 min wolno 10 min średnie tempo siłownia, mięśnie brzucha, prasa do mięśni nóg, przysiady, długie han tle, grzbiet. 60% maksymalnego ie obciążenia, 4 ser po 15 powtórzeń, 1 min przerwy między seriami 30 min pływanie

90 min BMX 90 min BMX a 20 min rozgrzewk i trening techniczny, bez skoków 40 min trening skokowy 3 serie 5 startów , i pierwsza prosta 90 s. przerwy i, am między jazd 5 min między seriami

masaż + relaks

Downhill krótki dystans 2 rundy rozgrzewkowe od 5 do 6 rund na czas 15 min jazda wyciszająca

Filip Polc, 28 lat, Słowacja: oto zimowy kalendarz przygotowań światowej klasy zawodnika MS Evil Racing w downhillu i 4crossie

Trening Przygotowania mistrza

O tajemnicy swego sukcesu

Benjamin Karl

Trzykrotny mistrz świata w snowboardzie Oparcie Wewnętrzną harmonię i siłę daje mi moja rodzina. Na szczęście mam wielu dobrych przyjaciół, którzy także zajmują się sportem wyczynowym. Oni bardzo szybko potrafią wyciągnąć mnie z dołujących i demotywujących nastrojów. Ciężka praca Latem spędzam do 30 godzin w tygodniu na ergometrze lub rowerze górskim. To ciężkie fizycznie przygotowanie

88

opłaca się zwłaszcza pod koniec długiego sezonu. Śmiałe zapowiedzi Lubię prowokować wypowiedziami, w których przewiduję zwycięstwa. Czynię tak tylko wtedy, gdy widzę realne szanse na osiągnięcie celu. Inni sportowcy mogliby to odczuć jako presję. Mnie to mobilizuje i pozwala mi się lepiej skoncentrować. Zgranie Sprzęt i ekwipunek są wyjeżdżone i perfekcyj-

nie do mnie dopasowane. Żaden inny zawodnik Pucharu Świata nie używa takiego systemu wiązań jak ja. Lektura Godna polecenia jest książka „Jeden dzień z mojego życia” austriackiego narciarza, mistrza olimpijskiego, triumfatora Pucharu Świata Feliksa Gottwalda. Czytałem ją podczas Igrzysk Olimpijskich w Vancouver, na których zdobyłem srebrny medal.

Daleko z przodu Filip Polc.

Zimowy trening

Jazda downhill na rowerze górskim zalicza się do tych dyscyplin sportu, w których konieczny jest trening ogólnorozwojowy. Dodatkowe utrudnienie polega na tym, że zawodnik downhillu musi sam rozpędzić swój 18-kilogramowy rower. Jeśli ktoś jeździ także w 4crossie na poziomie światowym, jak Filip Polc, sezon wyścigowy jest dla niego dwa razy dłuższy i trwa od kwietnia do października. Kto nie zaliczy gruntownego treningu wytrzymałościowego zimą, latem szybko się zmęczy. Kto nie przyłoży się do treningu siłowego, będzie zbyt wolny. Kto trenuje jednostajnie, szybko się wypali. Nic więc dziwnego, że zimowy plan treningowy Polca jest bardzo ciężki. Więcej na: www.ms-racing.at

Tekst: UlRiCH Corazza, Werner Jessner. Zdjęcia: Ray Demski/Red Bull Content Pool (2), Sergio Urday/Red Bull Content Pool (2)

Poniedziałek

Czwartek


W i ę c e j mo d l ar eC i ba o ł ad yi U&mmin ysłu d

Młoda Sztuka Hangart-7 w Hangarze-7

„Na skróty” (zdjęcie powyżej) z cyklu „Kilka najciekawszych sposobów na zdobycie Mt. Everestu” M. Szuszkiewicza

W ciemnych lasach POLSKA SZTUKA WSPÓŁCZESNA

Zdjęcia: Magda Wunsche/Red Bull Hangar-7 (1)

Dzieła ośmiorga młodych polskich malarzy otwierają w tym roku program prezentacji sztuki w Hangarze-7.

17. edycja serii wystaw HangART-7 oferuje solidny przegląd współczesnego polskiego malarstwa. W ramach wystawy „In dunklen Wäldern” („W ciemnych lasach”) możemy zobaczyć obrazy zdolnych młodych artystów z Polski, którzy „dzięki wymagającym technikom tworzą wyzwanie dla naszych zmysłów”, jak twierdzi kuratorka wystawy Lioba Reddeker. Wśród wystawiających jest warszawiak Michał Szuszkiewicz, którego prace, wykorzystujące elementy abstrakcji i realizmu, zostały już docenione w Polsce. „To żonglerka wszystkimi konwencjami”, napisał ostatnio polski krytyk. Wystawa czynna do maja, wstęp wolny. Więcej informacji na: www.hangar-7.com/en

„Night of the world V”, M. Zawada

„Ciepłym uderz w zimne”, D. Kozieradzka

„Dziecko wyglądające z mojej twarzy”, M. Chudzicki

89


Beatsteaks Boombox

Howlin’ Wolf, NOWY ORLEAN

Od czasu albumu „Smack Smash” (2004) Beatsteaks grają w rock’n’rollowej Lidze Mistrzów. Liczne gitarowe solówki łączą się z euforycznymi melodiami, a brawurowy punk łączy się z popem, by zadowolić masy. Wiele zespołów próbowało tego typu mieszanki tylko po to, by za wszelką cenę znaleźć się na szczycie. Ale ten kwintet z Berlina ponownie oczyścił się z takich podejrzeń. Z wdziękiem trafiają do celu niczym FC Barcelona. „Boombox” (Warner Music) jest jak pokaz sztucznych ogni. Z każdym kolejnym utworem z mocą wybuchają niepowtarzalne, zapierające dech w piersiach fajerwerki. Obok punkowego szturmu typu „Bullets From Another Dimension” znajdziemy żywiołowy letni hymn „Automatic” oraz szaleńczo radosny singiel „Milk & Honey”. To wspaniałe dzieło: chwytliwe, świeże i fascynujące niczym karne w Lidze Mistrzów. DVD MIESIĄCA

Wyjście przez sklep z pamiątkami Dobrej historii nie można zaszufladkować. Tak dzieje się w przypadku „Wyjścia przez sklep z pamiątkami”. Film ten nie jest komedią, ale nie jest też socjologicznym dramatem. Znawcy street artu mogą go odbierać jako „dzieło sztuki” na długiej liście prac Banksy’ego. Inni mogą w nim zobaczyć krytykę komercjalizacji sztuki. Banksy jako zamaskowany narrator opowiada historię (fikcyjną?) francuskiego emigranta, który w Los Angeles najpierw dorobił się na handlu ciuchami, później swoją pasję filmowania „wszystkiego” zamienił na dokumentowanie życia przedstawicieli street artu, aby w końcu sam jako artysta odnieść komercyjny sukces. Film zagadka, żart lub ostrzeżenie. Na pewno jedna z najciekawszych propozycji DVD na rynku.

90

The Stooges Brass Band (na zdjęciu); Mannie Fresh (na dole)

Wycie do księżyca

W ciągu kolejnych dwóch miesięcy po prostu trzeba odwiedzić Big Easy – Mardi Gras i Jazz Fest potwierdzą, że Nowy Orlean zasługuje na reputację najlepszego miejsca do picia, jedzenia i tańczenia. A najlepiej zacząć w klubie prowadzonym przez Howiego Kaplana...

ADRES

907 South Peters Nowy Orlean, LA 70130 www.howlin-wolf.com

Uwielbiamy prowadzić klub w tym mieście, ponieważ... …to miasto kocha muzykę. Tutaj nie musisz wybierać się na koncert, możesz przejść się ulicami i zobaczyć grające na nich brass bandy. Nazwa klubu nawiązuje do... ...Chestera Burnetta (bluesmana) znanego pod pseudonimem Howlin’ Wolf. Pierwszą rzeczą, jaką widzisz, wchodząc do klubu, jest... …nasz 14-metrowy ręcznie rzeźbiony mahoniowy bar – pochodzi z hotelu Lexington w Chicago, który pierwotnie należał do Ala Capone. Scena jest otwartą przestrzenią, widownia wszystko świetnie widzi, żadnych filarów, schodów czy VIP-roomów. Kryteria wyboru występujących u nas artystów to... Robimy wszystko, by promować kulturę Nowego Orleanu, więc mamy sporo brass bandów i zespołów funkowych. Skupiamy się głównie na tubylcach. Zwykle impreza rozkręca się o... Drzwi otwieramy o 21, ale ludzie nie pojawiają się przed 23. Próbowaliśmy rozpoczynać występy wcześniej, ale goście przychodzili około 22–23. By wejść do klubu, musisz... ...kupić bilet. Nie ma selekcji. Każdy płaci za wstęp. Dzięki temu możemy zapłacić muzykom. Jeśli chcesz się poczuć jak VIP, musisz poszukać innego miejsca.

Zdjęcia: Scott lopker (1), Erika Goldring/Red Bull Content Pool (2)

ALBUMY MIESIĄCA

NAJLEPSZE KLUBY


W i ę c e j dla C ia ł a i U m y s ł u

MOJA PiĄtka płyty, KTÓRE mnie ukształtowały

Led Zeppelin „IV” Po raz pierwszy usłyszałem to jako sześciolatek – pierwszy rockowy album, jakiego słuchałem. Wywołał wiele dezorientujących odczuć. Do tamtej pory chciałem być żołnierzem lub superbohaterem, ale ten album sprawił, że zapragnąłem zostać perkusistą. W pewnym sensie jest on dwuwymiarowy – teksty Roberta Planta to bzdury, ale płynąca z albumu moc i związane z nim historie dla mnie wciąż tworzą magię.

Zdjęcia: Gary Calton/eyevine/interTOPICS

Santana „Abraxas” Moja była dziewczyna kupiła mi tę kasetę w lokalnym sklepie muzycznym w Bury. Zakochałem się w tej muzyce. Kiedy ze znajomymi rozmawialiśmy o przyszłości, powiedziałem, że chciałbym być w zespole takim jak Santana. Wpłynął on na wczesne brzmienie Elbow, choć ciężko to sobie wyobrazić. Nasze występy trwały godzinami – dużo solówek, mało tekstów. Była to muzyka do zabawy, nasza era Santany.

Chciałem być żołnierzem, dopóki nie odkryłem muzyki

Wielokrotnie nagradzany rockowy zespół Elbow powraca z piątym albumem „Build a Rocket Boys!” i trasą koncertową po Wielkiej Brytanii. Wokalista Guy Garvey zrobił sobie małą przerwę, by porozmawiać o pięciu albumach, które miały największy wpływ na jego życie.

Joni Mitchell „For the Roses” Ten album wywołał u mnie obsesję na punkcie pisania piosenek. Joni nie owija w bawełnę: nienawidzi tego faceta, ale też go kocha. Pojawiają się tu ciężkie tematy. Album jest szczery i druzgocząco obnażający. Te słowa płyną z serca. Sam zapragnąłem wyrażać myśli zupełnie inaczej. Sporo czasu i pracy zajęło mi otworzenie się na ten sposób pisania.

Talk Talk „Spirit of Eden” Obecnie stworzenie takiego albumu nie byłoby możliwe. Po płycie pełnej hitów nagrać kolejną, tak odważną, osobistą – w dzisiejszym przemyśle by to nie przeszło. Odleciałem. Muzyka i produkcja są doskonałe. Gdy słucham tego z zamkniętymi oczami, czuję, jakbym fizycznie się ruszał – ta muzyka dokądś cię zabiera. Album ten ma ogromne znaczenie i wszyscy zgadzamy się, że się nie zestarzał. Marzę o stworzeniu takiego dzieła.

Smashing Pumpkins „Siamese Dream” Elbow uwielbia odrobinę dramatyzmu, a to od początku do końca jest seria dramatycznych wydarzeń. Od lat nie powstał podobny rockowy album. Od razu do mnie przemówił. Ma w sobie pewną teatralność, którą chcemy wprowadzić do Elbow, ale zarazem jest zwarty i wszystkie dźwięki wydają się pod kontrolą. Jest ostry, niemal na krawędzi wybuchu, ale wciąż doskonale opanowany. Nie jest to mój ulubiony album Pumpkinsów, ale w kwestii inspiracji wygrywa.

Elbow „Build a Rocket Boys!” (Fiction/Polydor) www.elbow.co.uk

91


Więce j dla Ciała i Umysłu

Maraton na kucharski olimp

Najlepsi kucharze świata gotują gościnnie w Hangarze-7

Od 19 lat Daniel Humm w najlepszych kuchniach świata czuje się jak w domu. Tymczasem działa i biega w New York City. „Gdy miałem 14 lat, musiałem wybrać: albo gotowanie, albo profesjonalna jazda na rowerze”. Szwajcar Daniel Humm postawił na gotowanie i po zakończeniu nauki gotował pod okiem najlepszych kucharzy w kraju: „Największy wpływ miał na mnie Gérard Rabaey. U niego każdy dzień był jak zawody sportowe. Niewiarygodny perfekcjonista!”. Od Rabaeya przeniósł się do Nika Gygaxa. Pierwszą gwiazdkę Michelina upichcił sobie w Appenzeller Gasthaus zum Gupf. W wieku 24 lat. „Naraz wszystkie oczy były zwrócone na mnie” – wspomina. Dwa lata później odebrał telefon z San Francisco. „Do tamtego momentu moje życie zawodowe było związane tylko ze Szwajcarią” – opowiada Humm. „To była szansa, by zobaczyć świat”. Swoją autentyczną francuską kuchnią podbił serca nie tylko krytyków – stał się sławny na całym Wschodnim Wybrzeżu. „Gdy zaproponowano mi posadę w Nowym Jorku, od razu się zgodziłem” – Humma fascynowali ludzie i energia miasta. Tak jak kiedyś odskocznią jest dla niego sport: „Co roku biorę udział w Maratonie Nowojorskim, co mnie bardzo cieszy”. Idzie mu całkiem dobrze. W 2010 roku dotarł do mety po 2 godzinach i 51 minutach. Saint Pierre z sosem cytrynowym, grejpfrutem i młodą soją

moja restauracja Eleven Madison Park 11 Madison Avenue Nowy Jork, 10010 USA www.elevenmadisonpark.com „W restauracjach uwielbiam wielkie okna. Można siedzieć w sercu Manhattanu, patrzeć wprost na Flatiron Building i jednocześnie być na łonie natury, w otoczeniu Madison Square Park. Naprawdę jestem szczęściarzem, że mogę tu pracować” – mówi topowy kucharz.

92

Kontakt. Dla Humma szczególnie ważny jest kontakt z gośćmi. „Jedno danie z obiadu goście jedzą przy dodatkowym stoliku w kuchni. Mogą nam wtedy patrzeć na ręce” – mówi Humm. Minimalizm. „Słowami trudno dokładnie opisać danie” – tłumaczy Humm. „W naszych kartach podajemy tylko podstawowe składniki. Dzięki temu mamy więcej swobody podczas przygotowywania, a goście mają więcej możliwości wyboru”. Inspiracje. „Pięć lat temu krytyk przyznał nam trzy i pół gwiazdki na cztery możliwe i powiedział, że do perfekcji brakuje nam tylko trochę Milesa Davisa” – wspomina Humm. Miał na myśli luz, spontaniczność Davisa i jego umiejętność przewidywania. Od tego czasu w kuchni wisi wielki portret wirtuoza jazzu, dla inspiracji.

Gościnne występy kucharzy w Hangarze-7 Co miesiąc w restauracji Ikarus w Hangarze-7 w Salzburgu gości inny topowy kucharz i wraz z załogą wymyśla dwa rodzaje menu. W kwietniu 2011 roku na gościnne występy przyjedzie Szwajcar Daniel Humm, szef kuchni restauracji Eleven Madison Park w Nowym Jorku. Informacje na temat menu Humma w Ikarusie dostępne są tu: www.hangar-7.com. Rezerwacje przyjmowane są telefonicznie (+43 662 2197-77), a także pod adresem e-mail: ikarus@hangar-7.com

Tekst: Lisa Blazek. Zdjęcia: Francois Portmann/Red Bull Hangar-7

moja filozofia


Więce j dla Ciała i Umysłu

Smaki świata Przepisy na potrawy regionalne

Latający Jakub Tekst: Klaus Kamolz. Zdjęcie: Fotostudio Eisenhut & Mayer

Szwecja. Adopcja banana jako kulinarnego dobra kulturowego Skandynawii.

Kurczak, banan i słone orzeszki? Mogłoby się wydawać, że to kuchnia karaibska lub afrykańska. Danie nie ma jednak nic wspólnego z kulinariami z tropików. Latającego Jakuba wymyślono w Szwecji. Nie jest to zaadaptowany obcy przepis, tylko potrawa, która powstała „wśród ludu” – w dniu, gdy w 1974 roku w 13. numerze czasopisma kulinarnego „Allt om Mat” („Wszystko o Jedzeniu”) ukazał się przepis nadesłany przez Ove Jacobssona, współpracownika przedsiębiorstwa transportu lotniczego. Prawdopodobnie musiał przygotować coś dla dzieci i chciał się podzielić przepisem, z którego był dumny. Następnie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał: Latający Jakub – nazwa dania nawiązuje do zajęcia jego twórcy – podbił szwedzką kuchnię. Kurczak z bananem został ostatecznie kanonizowany na danie narodowe, gdy potrawa znalazła się w jadłospisach stołówek szwedzkich szkół – zresztą przewija się przez nie do dziś.

PRZEPIS Składniki dla 4 osób: 1 kg piersi z kurczaka (bez skóry i kości) 150 g słoniny 200 g pieczarek 1 mała cebula 0,2 l śmietany 0,1 l crème fraîche

0,25 l rosołu 3 łyżki stołowe słodkiego sosu chili 2 banany 50 g słonych orzeszków 1 łyżeczka garam masala (opcjonalnie) olej roślinny

Rozgrzać piekarnik do 220oC. Pokroić piersi kurczaka na kawałki, posolić i podsmażyć na tłuszczu roślinnym, aż będą mieć złotawy kolor. Pociąć cebulę i słoninę na cienkie paski, krótko podsmażyć oraz zalać rosołem. Zmniejszyć temperaturę gotowania i dodać śmietanę i crème fraîche. Doprawić garam masalą, sosem chili, solą i pieprzem. Pokroić pieczarki na trochę grubsze talarki, podsmażyć na odrobinie oleju i odparować płyn. Następnie dodać do rondla z kurczakiem i wlać wszystko do naczynia żaroodpornego. Banany pokroić na plasterki o grubości 0,5 cm i rozłożyć w naczyniu. Zapiekać przez 20 minut, a w połowie pieczenia rozsypać na powierzchni dania warstwę słonych orzeszków. Podawać z ryżem. 93


Więce j dla Ciała i Umysłu 4

19

21 8 15 6

20 12

2 16

5

10

3

Vettel i Webber: podwójne zwycięstwo w Malezji

4 17

SPORTY MOTOROWE Nascar Sprint Cup Series USA (1) Texas Motor Speedway, Fort Worth, 9.04.2011 Denny Hamlin z pewnością nie może się doczekać wyścigu. W ub.r. 30-latek okazał się niezwyciężony w wyścigu na torze 2400 m. FIM MotocrossWorld Championship Bułgaria (2) Sevlievo, 10.04.2011 Faworyt i champion ostatnich dwóch lat, Antonio Cairoli, rozpoczyna sezon. Największą konkurencję dla Włocha stanowi jego kolega z teamu KTM, Maximilian Nagel (GER), który w ubiegłym roku wygrał otwierający sezon wyścig w Bułgarii. WRC Rally Jordanii (3) Dead Sea Centre, Amman 14–16.04.2011 Rajd Jordanii po raz pierwszy rozegrano w 1981 roku, a od 2008 roku należy on do Mistrzostw Świata WRC. W ub.r. na szutrowej drodze zwyciężył Sébastien Loeb, wyprzedzając Fina Jariego-Mattiego Latvalę. Formuła 1, GP Malezji (4) Sepang International Circuit, 17.04.2011 W ub.r. wyścig odbył się pod znakiem Red Bulla. Pole position i najszybsze okrążenie – Mark Webber. Zwycięstwo należało jednak do kolegi z teamu – Sebastiana Vettela. Ważne pytanie: czy po południu spadnie deszcz?

9

Formuła Renault 3.5 Hiszpania (5) Alcaniz 16–17.04.2011 W ub. sezonie Danielowi Ricciardio zabrakło tylko dwóch punktów do zdobycia tytułu mistrza świata. W tym roku, w inauguracyjnym wyścigu w Aragon, dostanie następną szansę. Red Bull Rookies Cup Portugalia (6) Estoril, 29.04–1.05.2011 Adepci sportów motorowych poznali Ciruito do Estoril o długości 4,4 km już podczas przedsezonowych testów w marcu. Po rozpoczęciu sezonu dwoma wyścigami w Jerez (ESP) młode talenty sprawdzą się w kolejnych dwóch wyścigach w Portugalii.

Co się dzieje

Kwiecień 2011

O rozgrzeWKĘ zadbają kierowcy motocyklowi. O ochłodę zadbają zawodnicy sportów wodnych. Nie przegapcie tych imprez. 94 94

SPORTY WODNE Red BUll Cliff Diving World Series Meksyk (7) Ik Kil, JUKAtán, 10.04.2011 Magiczne miejsce Sacred Blue Cenote jest oddalone tylko o 3 km od ruin miasta Majów Chichén Itzá. Skoki wprost do owalnego naturalnego zbiornika wodnego odbywają się z wysokości 27 m. O’Neill Coldwater Classic Szkocja (8) Thurso, 13–19.04.2011 Idealne warunki pogodowe do surfowania wyglądają zupełnie inaczej. W ub.r. przy temperaturze wody 6°C i silnych opadach śniegu surferzy potrzebowali grubych neoprenowych pianek, by ochronić się przed zimnem. ASP World Tour Australia (9) Bells Beach, Victoria, 19–30.04.2011 Najwyższa pora. Sally Fitzgibbons już czeka na swoje pierwsze zwycięstwo na ASP Women’s World Tour. Dobra okazja, by zdobyć je przed własną publicznością. Extreme Sailing Series Chiny (10) Qingdao, 15–17.04.2011 Drugi przystanek serii zawodów żeglarskich przywiódł Red Bull Extreme Sailing Team na akwen żeglarski, który znamy z Igrzysk Olimpijskich 2008. Zespół rozpoczął serię trzecim miejscem w Omanie – bardzo obiecujący początek.


Więce j dla Ciała i Umysłu

14

13 18

1 16 7

22

Electron Festival Szwajcaria (19) Genewa, 21–24.04.2011 Electron Festival na trzy dni zamieni Genewę w elektroniczny poligon. W całym mieście zostaną zorganizowane wystawy, interaktywne instalacje, konferencje w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a także koncerty, m.in. na Red Bull Music Academy Stage.

11 Red Bull BC One Allstars w trasie

MUZYKA

Zdjęcia: Red BUll Racing, Getty Images, Camilo Rozo/Red Bull Content Pool, Hörður Ellert Ólafsson

Red Bull Funk-Se Tour Brazylia (11) Różne miasta, 1–23.04.2011 Akai MPC to kompaktowe urządzenie do groove, które w Brazylii traktowane jest jak narodowa świętość muzyczna. Dzięki tej małej stacji muzycznej lokalni producenci stworzyli charakterystyczne dla Rio brzmienie: electro rap sound baile funk. Na Red Bull Funk-Se najlepsi artyści MPC spotkają się, by stanąć do zawodów na najbardziej szalone beaty. snowbombing Austria (12) Mayrhofen, 4–9.04.2011 Przez cały tydzień zegarki w tyrolskiej miejscowości Zillertal będą chodzić zgodnie z czasem Greenwich – właśnie wtedy tysiące młodych Brytyjczyków spędzają ferie na Snowbombing Festival, bawiąc się w klubach Mayrhofen. Kwietniowe niespodzianki pogodowe schodzą na dalszy plan. Ważniejsze są występy takich artystów jak The Prodigy, Ms Dynamite czy Ramadanman.

9

Sally Fitzgibbons ma nadzieję na sukces we własnym kraju

Coachella Music Festival USA (18) Empire Polo Field, Indio, Kalifornia 15–17.04.2011 Coachella to najważniejszy amerykański spektakl popowy pod gołym niebem – ale tylko dla wytrawnych i zaprawionych bywalców festiwali, zero dziecinady! W ciągu dnia termometr na kalifornijskiej pustyni wskazuje 38°C, a nocą robi się mroźno. Nie zniechęci to 25 000 odwiedzających, o ile na scenie wystąpią takie gwiazdy jak Arcade Fire, Kanye West, The Strokes czy Interpol.

Unsound Festival USA (13) Nowy Jork, 6–10.04.2011 Najlepszy polski festiwal w podróży służbowej: po raz drugi Unsound Festival przemierzy Atlantyk, by przybliżyć nowojorskim fanom osobliwą muzykę elektoniczną. Do samolotu wsiądą m.in. electro-dandys Atom™ z Niemiec, brytyjski futurysta basowy Lone czy nowy bułgarski bóg house’u KiNK. Red BUll Thre3Style USA (14) Pittsburgh 8.04., Minneapolis 16.04., chicago 22.04., brooklyn 22.04. Trzy gatunki muzyczne w 15 minut. Przed takim wyzwaniem stają lokalni DJ-e na Red Bull Thre3Style. Nie ma znaczenia, jakie style wybierze DJ, o ile uda mu się połączyć je w elegancki sposób. Werdykt wydawany jest według następujących kryteriów: wybór utworu, umiejętności, kreatywność i – najważniejsze – umiejętność rozkręcenia imprezy. Break On Stage Hiszpania (15) La Casilla, Bilbao, 9.04.2011 Headspins, Powermoves, Toprocks: podczas zawodów dla b-boy’ów. W czasie Break On Stage w Bilbao przewiną się takie międzynarodowe składy jak De Klan z Rzymu, La Salma z Bordeaux czy Jinjo Crew z Seulu.

Rokolectiv Rumunia (20) The Ark & MNAC, Bukareszt, 23–25.04.2011 Aktywista ruchu queer i artysta konceptualny Terre Thaemlitz będzie czekać na pytania publiczności, Nabaz’mob zapowiedział performance pod tytułem „Opera for 100 Smart Rabbits” – już wiadomo, dlaczego Rokolectiv Festival częściowo odbywa się w muzeum. Jednak ludzie, którzy noszą okulary w rogowych oprawkach, wchodzą na własne ryzyko – na parkiecie rozbrzmi muzyka house w wykonaniu Motor City Drum Ensemble, Omara S czy Legowelta. L.E.V. Hiszpania (21) Laboral Ciudad de la Cultura, Gijón, 29–30.04.2011 Mount Kimbie, James Blake, Aufgang, Scuba, Shakleton – lista artystów, którzy wystąpią na L.E.V. Festival, wygląda jak wykaz młodych gniewnych z elektronicznego olimpu. Właśnie na nim szefowie eksperymentalnego labela Raster-Noton zorganizowali Red Bull Music Academy Workshop. Red Bull BC One Cypher Boliwia (22) La Paz, 30.04.2011 Najlepsi b-boye świata znów się spotkają na Red Bull BC One podczas nadchodzącej jesieni – tym razem zawody zostaną rozegrane w Sankt Petersburgu. Jednak już teraz, podczas krajowych eliminacji, ambitni breakdancerzy mogą zrobić wrażenie na członku jury Lilou i pokazać, na co ich stać.

21

Red Bull BC One All Stars Azerbejdżan (16) Baku, 14–15.04.2011 Gruzja Tbilisi, 16–18.04.2011 Armenia Erewań, 18–20.04.2011 Ile w świecie komiksu znaczą bohaterowie, tyle we wszechświecie b-boyów znaczy Lilou ze swoimi sześcioma kolegami. Taneczni superbohaterowie – a każdy ma inne umiejętności. Tym razem załoga Red Bull BC All Stars udaje się w podróż na Kaukaz, by nauczyć miejscowych b-boyów nowych tricków. Timbre: Rock & Roots Singapur (17) Marina Promenade, 15–16.04.2011 Nagrodzony trzema statuetkami Grammy John Legend, brytyjski debiutant Imogen Heap, hiphopowy poeta Michael Franti i jako crème de la crème Bob Dylan: festiwal Timbre serwuje w Singapurze skład tak wyborny jak czteropiętrowy tort weselny.

Gwiazdy muzyki electro z Wielkiej Brytanii: Mount Kimbie

95


Więce j dla Ciała i Umysłu

Zarezerwuj czas

Kwiecień 2011

nie daj się przybić do fotela nadmierną Liczbą opcji. Najważniejsze wydarzenia zaplanuj z nami.

9 kwietnia, 1500 m², Warszawa

30 kwietnia – 1 maja, żywiec

Jamie Woon

Polish Match Tour

Pięć dni po wydaniu debiutanckiego albumu Warszawę odwiedzi artysta namaszczony przez BBC na tegoroczną nadzieję rynku muzycznego. Choć wcześniej supportował już występy Amy Winehouse, do szerszej publiki dotarł dopiero zeszłej jesieni. Kiedy na domowych i klubowych soundsystemach rozbrzmiewał soulowy wokal Jamiego, zastępy fanów wyczekiwały pierwszego krążka. Nagrodą za cierpliwość będzie dla nich koncertowe wykonanie „Mirrorwriting” już w tygodniu premiery (więcej na s. 16).

Długi majowy weekend to najlepszy czas, aby złapać wiatr we włosy. Kwiecień plecień uatrakcyjniony muzyką najpierw ambitną, a następnie ciężką radzimy zakończyć w wielkim stylu i na świeżym powietrzu. Otwarcie serii regat Pucharu Polski w match racingu to jak najbardziej wskazany przystanek dobrze zaplanowanej majówki. Widowiskowe wyścigi żaglówek w formule matchowej, czyli rozgrywane wg reguły jeden na jednego, odbywać się będą w pobliżu brzegu, co znacznie zwiększy atrakcyjność kibicowania.

www.jamiewoon.com

11 kwietnia, Atlas Arena, Łódź

Slayer/Megadeth Połowa wielkiej czwórki trash metalu zjeżdża do Łodzi, by udowodnić dzieciakom, jak mało ruchawi są ich współcześni gitarowi idole. Weterani ciężkiego grania mogliby być ojcami większości dwudziestokilkuletnich modnych muzyków. Jak na ironię, to od nich małolaty powinny uczyć się charyzmy, energii i bezkompromisowości. Żadnego z tych elementów nie zabraknie w nowo otwartej ogromnej łódzkiej hali. 96

www.polishmatch.pl


97

Zdjęcia: Getty Images, picturedesk.com, Robert Hajduk/Polish Match Tour


N

o, panie! Czekam od piętnastu minut! Na dwanaście po było zamawiane. No i doliczyło się panu siedemnaście złotych za czekanie. Taksówkarz, panie kochany, nie jest od czekania. A ludzie są i tacy, że spóźnią się i jeszcze ryja potrafią piłować, że liczydło stuka, a oni nawet jeszcze nie wsiedli. Nikt mojego czasu nie szanuje, a jak się spieszy jeden z drugim, to chcą, żebym nad korkami przefrunął... – Koleżanko, mam już pasażera. Raczył przyjść wreszcie. – Dziękuję, dwieście trzynaście. Już myślałem, że źle stoję, bo tu adresy są pokręcone jak chińskie dzień dobry. Nie wiadomo, gdzie kończy się Wołodyjowskiego, a zaczyna Podbipięty. Numery nieparzyste raz po lewej, raz po prawej. Kto to wymyślił, do ciężkiej cholery? Sienkiewicz może… He, he, he… Jak człowiek tak wozi ludzi, to czasem mu przyjdzie do głowy coś satyrycznego. Myślałem kiedyś nawet, czy do jakiejś telewizji z tym nie uderzyć, ale czy to człowiek ma na to czas? Przepraszam, jak nazwisko? Bo ja chyba tu w systemie mam inaczej… A nie! Wszystko w porządku. To koleżanka w centrali przekręciła jakoś tak szkaradnie. Co zrobić, takie nazwisko machinalnie się przekręca. Na przykład taki kolega od nas na nocach jeździ i nazywa się Krawczyk Krzysztof, a przez radio wołają go Parostatek. Nie ma co się łamać, nie? Nie masz pan jeszcze tak najgorzej. No to dokąd jedziemy? Czerska? Muszę sprawdzić na dżipiesie. Ja wiem, że pan wiesz gdzie, ale wolę sprawdzić, nie? Przez „s” czy przez „z” się pisze tę ulicę? O, już mam. Ale blisko! To warto taksówką? Majątku to ja dzisiaj nie zbiję. Ludziom się wydaje, że taksówkarz to musi przytulać po tysiącu dziennie. Skończyły się dobre czasy, panie! Właściwie to w ogóle ich nie było. A jeszcze kiedyś… Uuuu, panie! Na kartki było. A teraz

Felieton Lizuta

Taxi driver Z serdecznymi pozdrowieniami dla pana Roberta De Niro. to wszystko kosztuje! Przecież normalnie szlag człowieka może trafić. Albo drogi. Szkoda słów… Dziury wszędzie. I remonty bez przerwy robią. Burdel jest w tym kraju. Jeździć się nie da. Politycy to same łobuzy i złodzieje. Wiozłem ostatnio takiego do Sejmu, pewnie pan go byś skojarzył, taki szpakowaty przy kości, z opuchniętą gębą. Na „G” chyba jakoś się nazywa… Wiesz pan, o którym mówię? Powiedziałem mu szczerze: „co wy tam wyrabiacie, do cholery?”. Kłócą się tylko, barany, zamiast robić. A on mi po chamsku na to, że taksówkę zamówił, a nie konsultacje społeczne. Widzisz pan, jakie to ludzie? No patrz pan, skręcić nie umie, cymbał jeden! Strzałkę ma zieloną w prawo i stoi jak dupa. W Polsce nie umieją jeździć za grosz.

Skąd niby mają umieć? Po tym śmiesznym kursie na prawo jazdy? Weź mnie pan nie rozśmieszaj! I Kubicą nie ma się co zasłaniać. Lejce powinny być od lat szesnastu, ale młodzieżowe, jak było kiedyś. Przed osiemnastym rokiem życia mogłeś pan prowadzić tylko w towarzystwie dorosłego kierowcy. I wtedy byś się pan nauczył… Taksówkarze to też już nie to samo, co kiedyś. Teraz jeżdżą te „przewozy osób”. Ceny mają niskie, bo i koszty dużo mniejsze. Licencji taki nie musi posiadać, miasta nie zna ni cholery, bo to wszystko ze wsi. Lanosa na gaz kupi se taki na Allegro za grosze i już jest wielki taksówkarz... Tak, tak… Śmierdzi w tym aucie jak w szatni kadry narodowej. Wiozłem takich dwóch z grubszej bibki. Obaj w garniakach, a kultury za grosz. Zawsze powtarzam, że wódka jest dla mądrych ludzi, a nie dla matołów, co się bawić nie umią. A potem muszę pracować w syfie. Czy ja pana przypadkiem gdzieś już nie widziałem? Nie, nie mówię, że to pana wiozłem wczoraj. Czy ja pana nie widziałem w telewizji? Ale chyba takie nazwisko to bym zapamiętał. Pan to coś nie gaduła. I rozumiem to doskonale! Czasem bynajmniej trudno wytrzymać, gdy wsiądzie klient i gęba mu się nie zamyka. A kobiety, to już w ogóle. Panie, ile ja się tu muszę nasłuchać o mężach, kochankach, dzieciach, o polityce, o pracy. Jak w konfesjonale. Nikt nawet nie zapyta, czy mam ochotę słuchać tych wszystkich bzdur. Pasażer płaci i wymaga. Więc znoszę to wszystko. Ale czasem to aż mam ochotę wygarnąć: „Przestań rzęzić! Zamknij się pan i wypad z wozu!”. Trzydzieści dwa złote! Nie mam reszty z pięćdziesięciu. Ja ci trzasnę tymi drzwiami, gnoju jeden! Miłego dnia! Mikołaj Lizut (l. 37), dyr. nacz. i programowy Radia Roxy, publicysta „Gazety Wyborczej”, dyr. art. Teatru Radia TOK FM

The Red Bulletin Polska, ISSN 2079-4266: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Stefan Wagner (z-ca) Zarząd mgr Alexander Koppel, Rudolf Theierl Dyrektor kreatywny Erik Turek Dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktor prowadzący Werner Jessner Redakcja Ulrich Corazza, Filip Kalinowski, Florian Obkircher, mgr Arkadiusz Piątek, Andreas Rottenschlager Graficy Miles English, Judit Fortelny, Esther Straganz Fotoedycja Valerie Rosenburg, Catherine Shaw Ilustratorzy Albert Exergian, Mandy Fischer, Dietmar Kainrath Korekta polskiej edycji Karol Weber, Katarzyna Wasilewska Litografia Clemens Ragotzky (dyr.), Christian Graf-Simpson, Claudia Heis, Nenad Isailovic, Karsten Lehmann, Josef Mühlbacher, Thomas Posvanc, Thomas Safranek Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher Druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Corporate Publishing Boro Petric (dyr.); Lisa Blazek, Markus Kučera, Christoph Rietner, Dominik Uhl, Nadja Žele Kierownictwo wydania polskiego Anna Czerniecka, Aleksandra Zarychta Finanse mgr Siegmar Hofstetter Sprzedaż reklam Marcus Zinn (dyr.), Thomas Hutterer Marketing mgr Barbara Kaiser (dyr.), mgr Stefan Ebner, Christian Gruber, mgr Sabine Gschwentner, Regina Köstler, mgr Klaus Pleninger, Daniela Schwarz, Helga Strnad Zarząd biura Martina Bozecsky, Sabrina Pichl IT Michael Thaler Reklama w wydaniu polskim Biuro reklamy Agora SA, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa, Joanna Kmiecicka, tel.: +48 22 555 63 39, joanna.kmiecicka@agora.pl Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a, 02-681 Warszawa Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 E-mail: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-CollinStraße 1, A-1140 Wien Biuro redakcji Londyn 155-171 Tooley Street, SE1 2JP, UK Internet www.redbulletin.pl Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Burgenländische Volkszeitung, Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeine Zeitung; w Wielkiej Brytanii: The Sunday Telegraph w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald; w Kuwejcie: Kuwait Times Nakład łączny 3,8 miliona Listy czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 13 Warszawa, kwiecień 2011.

NastępnY NUMER UKAŻe się we wtorek 3 MAJA

Ilustracja: albert exergian

felieton


1 A Ł U M R O F

T R A T S A N cigi ś y w e i k t wszys l p . a b u z c Z na żywo i

kunde


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
The Red Bulletin_0411_PL by Red Bull Media House - Issuu