Skip to main content

POST SCRIPTUM_3_21

Page 1

POST

NIEALE Z ŻNYKWARTALNIK LITERACKO-ARTYSTYCZNY

SCRIPTUM PROZA

POEZJA

PUBLICYSTYKA

SZTUKI WIZUALNE fb: post scriptum fb: post scriptum

Poławiaczka pereł

2 3/ /2021 2021(12) (13)

ULA RYCIAK

w rozmowie z Anną Maruszeczko

SERGIO PALAZÓN

WERSJA TESTOWA NIE PUBLIKOWAC!

KRYSIA VARANKA Fox Visual Art

ArtAkty Post Scriptum BARBARA NAWRATOWICZ Pierwsza gwiazda

PIWNICY POD BARANAMI

J US T L I K E A W O MA N IZOLDA KIEC O DYLANIE

Uwaga: bomba zegarowa! FELIETON JULIUSZA WĄTROBY

Fotografia jest formą buntu

RICARDO MODI Gość specjalny

AURÈLE RICARD

„LOST DOG” – pies w kolorze nadziei

Barbara Gruszka-Zych: poezja

BRONISŁAW KRZYSZTOF – Jestem wierny sobie 1 POST SCRIPTUM


PARTNERZY MEDIALNI

DRUK NA ŻYCZENIE: 24,95 zł

Z A MÓWIE NIA B E Z POŚRE D NIO W D RUKA RNI P R'PllłłłXł˙óvXolł˙łv]ł}r}r]uUBrA ]}XRuo

WERSJA ELEKTRONICZNA DO POBRANIA ZA A D RMO:

https://www.yumpu.com/xx/document/ view/65729479/post-scriptum-2-2021 R'Pll]X}ulR}ulo]Rl}Y] uYY

SPISTREŚCIP 12.

-

PROZA:

4.1 Maryśka – Wv˙D]Swól XP}(XIó}oK] 34. Nł}ł]ó B Dv˙˙wl]i óD 58. UoR˙]l 68. Jo]óW}˙ 84. OoP]T}lól 89. Nol]Só˙wl]i ó 92. Eoˇ]Il]ł]ó 98. JlH}V Robert Knapik

SZTUKIWIZUALNEP

4. 6. 16.

XR]}M}] 74.

5.1 XAJ}ó 32. ıXKó˙vDl 42. Jo]óW} 6. MPovP]l}ó ıXIóoZl} 91. WvD]Swól 0.4 ıXSvP}olUK

Robert Knapik

Robert Knapik

RvC˙Pv K˙]Vvl

Ió˙Su}ol

POEZJA:

AvvMóól}

J}vvN}˙wl Kó˙vBrSłól

Ił}vO}łl SP]}PoóZv

Ió˙Su}ol

Robert Knapik

T}uóW˙v}łl]

ROZMAITOŚCIP J}VłP]wl]

RvC˙Pv

ZESPÓŁ REDAKCYJNY:

Renata Cygan (redaktor naczelna), Jarosław Prusiński, Agnieszka Woźniak (sekretarz redakcji), Katarzyna Brus-Sawczuk, Joanna Nordyńska, Juliusz Wątroba, Izolda Kiec, Marcin Laskowski, Wanda Dusia-Stańczak, Renata Szpunar-Kubczyk, Robert Knapik, Iza Smolarek, Alex Sławiński Gościnnie: Anna Maruszeczko, Danuta Duszyńska, Elżbieta Isakiewicz i Tomasz Wybranowski Rysunek satyryczny: Konrad Wieczorkowski. Korekta: Agnieszka Woźniak, Aleksandra Krasińska i Żaklina Sielska. 2 Tłumaczenia z języka angielskiego: Renata Cygan. Skład i opracowanie graficzne: Renata Cygan POST SCRIPTUM


cSóliouv]l}v]óv}c]ŚXS}V}łvóP}P}c] iovP}WuV}P}Ml˙lv]vUv]ó]vl}łP}(}}P(UolZP} (}}P.}v]˙ol}˙óv}ó˙Uołóó ˙l]u(}u]o}P ó}]}}ół˙óv]łl} ó ł]ol}uˇ˙]o]óvP}U v]˙ol}łMl˙lXR]}M}]W}}v]uu}łWRU˙iP}iG] ó ł˙óu]łV˙UiP}PV}il}˙˙}V ó V˙óv˙X

Nó˙uP]uPv]ó ó v˙uP}c]uio}wó˙lUSP]} PoóZvXG}c]vł}]u] ó v]ół˙lV˙u]˙vlu]UlZ]v˙PiU v]}l}iUłóió }}u}i]XW}ióó B]}l}vuo}łBU }SP]}łv]iUˇ˙l] ó u}ˇ˙B]GlvX

F}}v}lVP R]}M}]

N}ł}c]ł˙uvuóo]óvlv˙}o}v]ivXIóSu}ol }lV]GłL}v˙v]óuol](}}PNK˙]VvlUlZ }łVócł]ol]u]vół]lu]ŚUuX]vXouilZo}łi˙˙il]iX ZL}v˙vuu˙lˇ˙lV}}o}v]iv˙uSv ó P}olUKU ó]Vi˙u˙ó lo}ł˙uPOSKrvHuuu]RUóIov]]˙(vGV ó }vvói}u]lIó˙Su}ol Obca }łT}ulW˙v}łl]P} W]}łUó]vv]ló]}˙XN}]vl}v]o] A XWPRDv ˙wl óD }lV]GNł}ł]ó óB W]lUó]Vól}o}v]ivU ]}łuUołóó ˙l]uU]łóPł]óP]łv]˙}vu] B X W˙loóvió]]Pwł}ˇ}]lł}l}ił˙il}łi}}]X

WSTźPNIAK

P}ó˙uUR}łi ó Rl}PZov}˙˙óv˙]uUuu˙ oPwłˇv]}łv˙ Zó loi}l}c]Pˇ}}i}ói]]}ó˙}ó ]lł˙R}ółZ ]iGB ó XP}ou}óv˙˙lV}(XIó}o˙K]}˙uU ˙ó ]}vlB}D˙ov Just like a woman i}l}]]UłU˙ó u}ˇ }YuGˇó˙˝v]Ó

Jcu˙˙v] ó Uˇóvvoł]ó˙ivó]vv]llUAvv Móól}U˙P}}łV ó iov]ocP}S]uŚ}ó ]lł˙ u]VX P}s`]ls }ł˙ł]róló]l]}Zˇv]ólUUo R˙]lXRGu Z }˙v] ó X

Wó˙l]ui}v}uo]˙]ól]ˇ˙ó˙u˙u]Viol˙ łvR}ói]vvł]ó}˙Uu˙iˇ˙vu˙ ó ˙P}}ł˙łB ó l}oiv˙vuUlZ˙lˇ]GłPv]X}w] Z óvu]PZ

Rl}Nóov

fb: post scriptum email: postscriptum.mag@gmail.com NUMER KONTA:

IBANP GB82 LOYD 3096 2657 4181 60 UK: SORT CODE: 309626 ACC Number: 57418160 POST SCRIPTUM

3


Krzysztof Bieliński a r t y s t ą 11 lipca 2021 r. w Warszawie odbyła się gala ARTYSTA ROKU 2020 wieńcząca plebiscyt, w którym czytelnicy Niezależnego Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Post Scriptum” wybrali najciekawszych twórców prezentowanych na łamach „Post Scriptum” w ciągu ubiegłego roku. Głosowanie na naszym fanpage’u trwało cztery miesiące. Najwyższą liczbę głosów, a tym samym tytuł Artysty Roku otrzymał Krzysztof Bieliński – fotografik, fotograf teatralny i twórca fotografii abstrakcyjnych, niezabiegający o nagrody, niemniej mogący pochwalić się niezwykle dużym dorobkiem artystycznym. Wydał kilka autorskich albumów, sfotografował blisko 700 spektakli. Jest ceniony przez

4

POST SCRIPTUM

R o k u

reżyserów w Polsce i na świecie. Wykładał fotografię teatralną i plakat w Warszawskiej Szkole Filmowej oraz na Uniwersytecie Warszawskim. W ubiegłym roku na łamach miesięcznika „Teatr” ogłosił Manifest Twórczej Fotografii Teatralnej. Więcej o zwycięzcy możecie Państwo przeczytać na stronie www.bielinski.art.pl. Zapraszamy także do obejrzenia fotografii Krzysztofa Bielińskiego zebranych w filmowej prezentacji na naszym kanale YouTube. Galę poprowadziła Ilona Adamska – organizatorka eventów, akcji społecznych i charytatywnych, wydawca i redaktor naczelna Imperium Kobiet i Law Business Quality, ponadto wydawca sześciu

2 0 2 0

portali: ikmag.pl, planetakobiet. com.pl, be-art.pl, magazynlbq.pl, wmeskimkregu.pl i szczyptaluksusu. pl. Właścicielka agencji PR. Od lat wspiera Fundację Opiekuńcze Skrzydła i ART Przeciw Przemocy. Organizatorka plebiscytów: Lwice Biznesu, Prestiżowy Produkt Roku, Diamenty Kobiecego Biznesu. Ambasadorka i motywatorka przedsiębiorczości kobiet. Po przywitaniu widzów, przedstawieniu zespołu redakcyjnego i przybliżeniu idei kwartalnika przez redaktor naczelną pisma – Renatę Cygan, oraz po przypomnieniu zasad plebiscytu, zaprezentowaliśmy sylwetki wszystkich artystów nominowanych do tytułu Artysty Roku 2020.


ArtAkty Post Scriptum

Przedstawiliśmy także zarys twórczości poszczególnych artystów. Ponieważ większość z nich para się sztukami plastycznymi, ich prace pokazaliśmy w formie wirtualnej galerii. W ten sposób przybliżyliśmy twórczość Andrzeja Pągowskiego, Sebastiana Monia, Moniki Cichoszewskiej, Ewy Matyi, Haruhisy Terasaki, Dariusza Klimczaka, Krzysztofa Łozowskiego, Loui Jovera, Adriana Mechockiego, Damiano Errico, Irene Sheri i Krzysztofa Konopki. Wśród laureatów znaleźli się także poeci, piosenkarka, pisarka oraz performerzy – aktorka i reżyser. Podczas gali obejrzeliśmy Teatr Sztuk w skrócie spektaklu Metalife. Tamara Raven wystąpiła z dwoma utworami muzycznymi: By my side oraz Sunny. Ewa Galant – pisarka i zaklinaczka koni – została przedstawiona w filmie Horse Theater by The

River. Wiersze Agnieszki Herman i Juliusza Wątroby usłyszeliśmy w interpretacji aktorki, Sybilli Rostek, zaś wiersz Siva Rama Prasada Lanki przeczytał Arco van Ieperen. Następnie przywitaliśmy zwycięzcę plebiscytu – Krzysztofa Bielińskiego. Po filmowej prezentacji jego fotografii nadszedł czas na moment kulminacyjny, czyli wręczenie statuetki ArtAkty Post Scriptum. Statuetkę wykonał bułgarski artysta rzeźbiarz Ilian Sharkov, który słynie z rzeźb z fabułami z mitologii rzymskiej i greckiej oraz z Don Kichotem. Oprócz rzeźby zajmuje się także reklamą telewizyjną i projektowaniem przestrzeni, a także ceramiką. Gala, która miała miejsce wyłącznie online, jest nadal do obejrzenia na naszym fanpage’u na Facebooku oraz na kanale „Post Scriptum”

na YouTube pod linkiem https:// youtu.be/mvYrQZ7_OZg. Również na YouTube jest dostępna wirtualna galeria prac nominowanych artystów. Serdecznie zapraszamy do obejrzenia! Jeszcze raz gratulujemy Krzysztofowi Bielińskiemu oraz wszystkim twórcom nominowanym do tytułu Artysty Roku 2020! Dziękujemy Czytelnikom za aktywny udział w plebiscycie. To dla Was, Drodzy Czytelnicy, stworzone zostało „Post Scriptum” i dla Was nasz zespół redakcyjny szuka ciekawych tematów i prezentuje twórców z różnych dziedzin kultury i sztuki. Dziękujemy także sponsorom, partnerom medialnym i realizatorom. Do zobaczenia za rok! [JN]

POST SCRIPTUM

5


W portretach

zależy mi na uchwyceniu emocji.

6

POST SCRIPTUM


IWONA OSTROWSKA Iwona Ostrowska – absolwentka UMK w Toruniu, gdzie uzyskała dyplom z malarstwa. Prace prezentowała na wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. Brała udział w festiwalach sztuki w Rzymie, Kusadasi, Brukseli, Niemczech, Grecji i Tunezji. Jest uczestniczką plenerów międzynarodowych, sympozjów twórczych, prowadzi warsztaty malarskie. Sztuka, którą tworzy, rozpięta jest między malarstwem olejnym, grafiką, fotografią i projektowaniem graficznym. W 2020 roku wraz ze znajomymi entuzjastami założyła fundację – Fundacja Akademia Malesze. Jest członkinią Związku Polskich Artystów Plastyków, należy do Grupy Twórczej PositiveART, Symfonia i Młodzi Sztuką. Życie jej jest związane z krainą Bugu i Podlasiem i ich dziką, różnorodną przyrodą.

POST SCRIPTUM

7


Tylko

życie i sztuka są prawdziwe

K ATA R Z Y N A B R U S - S AW C Z U K

„Sztuka jest podróżą, w której horyzont jest jedynie iluzją. Podróż jest moim żywiołem pomiędzy żywiołami: sztuką i miłością. Podróżuję ze sztuką i poprzez sztukę w głąb siebie, smakując życie. Życie ma smak niezrównany, jako że jest zmysłowe. Zmysłami je odbieram i przetwarzam w sztukę”. Jl}]GV}Uˇ}VuolÓAu}ˇuolU ˙l}}]GiUv]i]GÓ

Z]l`}]˙uP}il]R]vv˙R]R R`]oGu˙oVÓ

Całe moje życie, odkąd pamiętam, było związane z malarstwem, rysunkiem, sztukami plastycznymi. Więc pewnie jest się artystą, a nie staje się nim. Postanowiłam kontynuować sztukę na poważnie, rzecz jasna, warsztat szkoli się cały czas. Rozwój osobisty to poszukiwanie nowych środków wyrazu. Nie oddzielam momentu, że nagle coś się stało. To po prostu była kontynuacja we mnie. Mimo że myślałam przez chwilę, że wybiorę zupełnie inne studia, to jednak tak się nie stało. Intuicja pokierowała moim życiem w kierunku malarstwa. To był naturalny wybór.

Miałam wspaniałą nauczycielkę języka polskiego, byłam nią zafascynowana, więc pomyślałam o filologii. Pewnie bardziej lubiłam nauczycielkę niż sam polski.

8

POST SCRIPTUM

El˙uvil}o}uX Malowanie to jest eksperyment sam w sobie. Ja czasem podchodzę do białego płótna, mam jakąś kompozycję w głowie, a ostatecznie, po jej przetworzeniu, powstaje coś zupełnie innego. Czasami obmyślam obraz nawet kilka dni, a płótno sprawia, że idę zupełnie w innym kierunku. Myślę sobie, że ten wymyślony obraz ja już


przecież namalowałam. W wyobraźni. A przede mną jest białe płótno, które wyzwala zupełnie inne wyzwanie. Nowy impuls.

ze mną dłużej. Otaczała mnie wieś wraz z jej krajobrazami, odgłosami i nieodłącznymi ptakami. Pierwsze ptaki były monochromatyczne – szare. Nie były takie radosne. Nie chciałam, żeby beztrosko ćwierkały czy były ulotne. One były mocne, poważne, raczej przy ziemi, i wpisane w kompozycję tak, jakby „rozsadzały” obraz. Ucięte w którymś miejscu. Urywałam im czasem kawałek dzioba albo ogona, jakby miały wyjść z tego płótna.

PTAKI Moje kolory wiążą się nie tylko z tematyką czy pomysłem, ale nastrojem, stanem mojej duszy. To wszystko jest bardzo spójne w tworzeniu. Miałam taki czas, że malowałam obrazy monochromatyczne, używając głównie szarości i bieli. Długo tkwiłam w tych szarościach, te prace były również bardzo graficzne. Używałam też różnych faktur. Po jakimś czasie pojawiły się kolory: od szarości do czerwieni. Kolory to język twórczy. T˙ui}l}o}}`Ul]˙}˙Vu T`}i]Glv]l}v}`iG]``}vi l]vXEliUl}o}˙]v]ol]PV}X (u]R

)

Coś jest w twórczości, że ekspresja w malarstwie łączy się z tą w życiu. Kiedyś jeden z moich profesorów na studiach powiedział do mnie: „Pani niedługo obetnie sobie ucho”. To towarzyszy mi przez całe moje malarskie życie: niesforna, dynamiczna kreska, mocna tak, jakby ten obraz „wybuchał”. Lubię tę kreskę, ona daje moim obrazom siłę. Pokazuje jaka jestem wewnątrz. Ta ekspresja pojawia się w większości moich obrazów. Sl˙o]V˙l]}T`}iiPV}`˙ÓIP]}oÓ Po raz pierwszy moje ptaki pojawiły się na Festiwalu Wizji w Wierzbicy, u moich przyjaciół. Pojawiły się niespodziewanie, ale pomyślałam sobie, że zostaną

˙o] C ivl}oÓ

Polecą. Poleciały. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że powinnam obdarować je skrzydłami. Wystawa, którą przygotowałam po tym, jak podarowałam im skrzydła, otrzymała tytuł: „Wielkie poruszenie”. Fruwające ptaki nabrały też barw. Zaczęły stroszyć pióra.

˙C }u]V}}`ZovP}ilu]v`T`}]u ˇ˙]Ó (u]R

)

Tak. Zmiana w środkach wyrazu czy artystycznej ekspresji jest najczęściej spójna ze zmianą w życiu wewnętrznym.

P}`]]VPcM}iliv]]v]uu]V}] ]R`]o]ˇ˙]}uo`XT˙ol}ˇ˙]]l `]`ŚXU}ˇu]]G˙u]V}`u]Ó Ja jestem bardzo szczera w malarstwie. Nie oszukuję siebie, widza, nie oszukuję, malując. Jeśli ja się zmieniam, to zmienia się moje malarstwo. Jest to dla

POST SCRIPTUM

9


obraz widziany należy przefiltrować tak, aby był własny, inny, indywidualny.

mnie nieodłączny i wzajemnie uzupełniający się proces. Jedynie szczerość wypowiedzi jest tym, co broni się w sztuce, a odbiorcy pozwala odczytać przeniesione przeze mnie autentyczne emocje. Sl}w˙Vl}VGv]U`lZi}Pu]v]˙V} iGBo˙l]XTv}˙V}C]]G}Bv] ]˙P}G B uo`uv}`ˇv]Ó WZ}ZUlZ˙R`]Gl}B˙V}o`vu] }viuv]io]uo˙vP}Ó Nie wiem, czy było trudno. Przed studiami na UMK aplikowałam do dwuletniej policealnej szkoły reklamy. Miałam wspaniałych nauczycieli, którzy przyjeżdżali do nas na zajęcia i wykłady. To byli profesorowie z ASP. Miałam niesamowite szczęście! To stanowczo dało mi bazę do przygotowań do egzaminu. Miałam dwa lata, żeby opanować wiedzę, przez którą ludzie przechodzą w ciągu czterech lat liceum plastycznego. I`}v}U}`]`˙˙˙vY Tak, jeden z moich znajomych założył fundację Akademia Pana Hilarego i poszukiwał kogoś, kto mógłby mieć pomysł na prowadzenie warsztatów z malarstwa. Podjęłam się tego zadania. Mamy fantastyczną grupę dziewczyn i obserwuję je od pierwszych zajęć, jak niesamowicie się rozwijają. Jaką mają pasję i fantazję. Te zajęcia pobudzają wyobraźnię, widzę to w całej grupie, która uczęszcza. Warunkiem jednak było otworzenie

10

POST SCRIPTUM

siebie. To nie jest jedynie szkolenie warsztatu, chociaż warsztat jest podstawą rozwoju, ale niewątpliwie: pomysł, wrażliwość, ciekawość, wyobraźnia pozwalają grupie na przetworzenie swoich emocji i obserwacji w obraz. Uczymy się również odbioru obrazów. Starannie dobieram tematy, żeby wszystko było spójne. Zależy mi, aby każda uczestniczka warsztatów miała pomysł na siebie, żeby umiała sięgnąć do swojej wyobraźni i potrafiła przetworzyć to w swojej głowie. P˙lVuUlZ˙VYÓ Tematów było bardzo dużo, ale podam przykład takiego, który wzbudził dużo emocji, a efekty były zaskakujące, nawet dla samych uczestniczek warsztatów. Dziewczyny miały wykonać fotografię przyrody lub czegoś innego telefonem. Po czym miały zbliżyć zoom i przelać na płótno fragment w maksymalnym powiększeniu. Okazało się, że te plamy, kolory naprawdę pobudziły wyobraźnię. Powstały fantastyczne abstrakcje. Moi`]o}Z``ˇ˙R(}uRX˙C l] (}ui`}ov}BÓ Nie do końca tak jest. Jestem zodiakalną Wagą i zawsze staram się „zważyć”. Obrazy w małych formatach wychodzą mi doskonale i świetnie się w nich czuję. Istotna jest dla mnie kreska i ekspresja, dynamika. Mały ruch, szybkie działanie. Powstała nawet wystawa w formacie A4: „Ptaki mówią”. To w zasadzie


w małej formie nie doświadczam żadnych zahamowań. Potrafię malować jeden obraz za drugim. W dużym formacie zanika precyzja. Wymaga on innej kreski. Mimo tego, że maluję duże formaty, to niekoniecznie dają mi wolność. Poza tym zawsze o takim obrazie myślę, że może to będzie jakieś unikalne dzieło, a potem okazuje się, że wcale nie. To małe formaty stanowczo dają mi większą swobodę. Ale nie unikam dużego formatu. I tych obrazów jest sporo. Czasem zamalowuję obraz, nawet po pół roku od jego powstania, i zmieniam go.

Chciałabym je również może w przyszłości pokazać bardziej plakatowo, pop-artowo. Może to byłby trochę powrót do czasu mojej przygody ze szkołą reklamy, symbolem. Jednak portrety i ptaki mają ze sobą coś wspólnego. Szukam w nich uczuć. DoP}V}ˇ˙V(viG`]i˙Z` ]˙u(vi]GiuiÓ

PT A K I

A}`}PZ˙v}Pu]Ó (u]R

)

Nie, tego nie robię.

MZ`]V}˙u`v]U.oi]`PV}`]v]u }`i}Y

Miałam takiego profesora, który mówił: „Pamiętajcie, że dachy czerwone wcale nie są czerwone”. Przekazał nam, że musimy się nauczyć zmieniać rzeczywistość. To, co widzimy, musimy przetwarzać, i to jest największą cechą, najważniejszą wartością u artysty, że obraz widziany należy przefiltrować tak, aby był własny, inny, indywidualny. Tak powstaje styl danego artysty. Na to pracuje się latami. Rozwijałam swoją twórczość zgodnie z osobowością, potrzebami. Okazało się, że działam spontanicznie, co również jest ważnym elementem. J]v˙`]ovXM`PV}`]lZP} u]Z`Ó

Nie mam konkretnego idealnego obrazu czy mistrza w głowie. Moje fascynacje pojawiają się w danej chwili. To właśnie od chwili, sytuacji zależy to, jaki obraz może zaprzątnąć mój umysł. P}`]u]}}`RUlZuoiÓ˙C `v]R `]`}}˙˙`}}v˙`]}B ]T`}i`˙}˝v]Ó

Najpierw zachwyciłam się starą szkołą na Podlasiu, budynek był na sprzedaż. Dopiero kiedy udało mi się go kupić, pomysł się urealnił i za ciosem powstała Fundacja Akademia Malesze. Ma ona w zamyśle wspierać artystów, nie tylko malarzy, ale także osoby zajmujące się innymi dziedzinami sztuki i literaturą. Równolegle tworzymy projekty biznesowe związane z tym miejscem. Muv]iGUˇil}cP}S]uŚ`]u˙ l]˙}T`}iP}˙˙vP}u]iXJl]ov˙ v˙V}BÓ

Pandemia zniweczyła wiele planów i przedsięwzięć. Mam nadzieję, że wszystko powoli wraca do normy. W najbliższym czasie planuję w Maleszach wystawę trzech artystów. Do współpracy zaprosiłam Bogusława Lustyka i Krzysztofa Koniczka z Białegostoku.

M}i}v]˙v]cPvv}vBPŚWoP} }P}o]V}T`}iGÓ

Dlatego że jestem zza Bugu…? (u]R ) Uwielbiam wieś, czuję się tam świetnie. Podlasie daje mi inspiracje. Pozwala się wyciszyć i odnaleźć równowagę. A równocześnie jestem blisko miasta i mojej aktywności związanej z Warszawą. JGo]`ÓP}(v]oi`}]u]lu]Ó Tak, obdarowane skrzydłami, nie potrafią żyć bez latania. [KBS]

W portretach zależy mi na uchwyceniu emocji. Nie szukam rzeczywistych postaci. To moja wyobraźnia. Ja mam zresztą ciągle niedosyt w tych portretach.

POST SCRIPTUM

11


Ślady Miry C

Mira Marcinów, Bezmatek

o najlepiej oddaje sens żałoby i to w taki sposób, żeby przekazać cierpienie i tęsknotę? Na myśl przychodzi jedynie milczenie. Słowa w takich momentach znaczą wybitnie mało, a jeśli już są, to zazwyczaj przejawiają charakter ornamentu. Być może właśnie z tego względu podchodzę z dystansem do literatury podnoszącej temat śmierci – nie śmierci w ogóle, ale śmierci bliskiej, ważnej dla kogoś osoby. W języku jakkolwiek sztywnym, pełnym utartych form i frazesów trzeba się zmierzyć z niewyrażalnymi pustką i nicością. Przykuć uwagę, zaintrygować – możliwe do wykonania, tylko w ostatecznym rozrachunku najistotniejszy jest wymiar pamięci, dobrej pamięci. Zła pamięć potrafi być niszcząca, uporanie się z nią to ważny krok w drodze do zdrowia psychicznego. Być może dlatego powstał Bezmatek – utwór przybliżający ból rozstania oraz nieprzystosowanie do ustalonych norm i tajemnicę śmierci. Mira Marcinów jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz pracownikiem naukowym Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Jej tematyka badawcza obejmuje między innymi filozofię psychiatrii oraz teorię szaleństwa. Marcinów jest laureatką Nagrody Premiera za rozprawę doktorską. Była nominowana do Poznańskiej Nagrody Literackiej za H]}]’ }ol]P} ow wa. Finalistka Nagrody Naukowej „Polityki” oraz laureatka Paszportu Polityki w dziedzinie literatury za Bezmatek. Przytoczę uzasadnienie: „Za intensywną opowieść o relacji córki i matki, o życiu i umieraniu. Wybitność Bezmatka wykracza daleko poza temat żałoby, dotyczy też literackiego języka, zarazem wywrotowego i precyzyjnego”. Nie można zarzucić autorce pracowitości, jest niezwykle aktywna twórczo, podjęła też temat aktualny w rzeczywistości pandemicznej. Jak poradzić sobie z piętnem wszechobecnej śmierci, lęku przed zachorowaniem, utratą, której doświadczamy tak naprawdę każdego dnia? Można nie przyjmować tego do wiadomości, ale każdy dzień przybliża nas do śmierci. Zresztą nie o samą śmierć tu chodzi, lecz o biały kordonek, przytaczając słowa Ewy Lipskiej, która o tym nieuniknionym ostatecznym doświadczeniu pisze nad wyraz celnie. Na ile więc prezentacja literacka i również prywatna Miry Marcinów wykracza ponad

12

POST SCRIPTUM

znany już skądinąd schemat przedstawiania śmierci? Nie grzebiąc daleko w przeszłości: Uus u]X N}v]l ˇs}˙ Ingi Iwasiów; Ć`]v] ˙ Agaty Tuszyńskiej; R˙UlZ˙Rv]`˙]su Marcina Wichy czy Śo } uu] Marty Dzido przybliżają, próbują okiełznać doświadczenie utraty właśnie, zresztą takiej, która przychodzi w udziale również samym piszącym. W tekście poświęconym zmarłej w zeszłym roku Babci napisałem, że z każdą mijaną śmiercią próchniejemy jak drewno. To znaczy w skrócie tyle, że człowiek doświadczający śmierci sam umiera, boleje, cierpiąc nad własną skończonością. Nie wiem, z czego to wynika, ale podczas czytania Bezmatka chciałem się zrewanżować własnym doświadczeniem albo być może w jakiś sposób utożsamić z narratorką – niestety nie było mi to dane. Moje osobiste relacje z matką są dość skomplikowane. Myślę, że więzi z rodzicami i ich pojmowanie nie należą do prostych rzeczy. Agata Passent w poście poświęconym książce podrzuciła refleksję, że matki to słaba inwestycja, bo nam umierają. Dodałbym jeszcze, że kapitał wspólnych relacji chwieje się na glinianych nogach, bowiem za dużo w nich niepewności i frustracji. Takie są też z grubsza „migawki z życia”, które zaproponowała Marcinów, momenty, wspomnienia, odczucia, smaki, gesty i słowa piosenek. Nie jestem przekonany, czy to wystarcza, aby nadać kształt tej historii. Teksty do Bezmatka powstawały również na telefonie komórkowym. Można zauważyć, że ten nowoczesny model pracy wpłynął znacznie na ostateczny kształt książki. Na formę utworu składają się pojawiające się na kolejnych stronach naprzemiennie niewielkie objętościowo wersy wraz z dłuższymi akapitami. No i tak, na początku dezorientacja – nie wiedziałem, jak do tego podejść, aż pod koniec książki – lekka irytacja. „Z każdą śmiercią czuję się gorsza” – pusta strona z jednym zdaniem. Potem przyszła myśl, że to jest właśnie ta pustka, o której wspominałem. Tak czy owak, forma narzuca sposób myślenia o Bezmatku. Nie potrafię jednak powiedzieć, jaki. Brakuje – przynajmniej w moim odczuciu – pewnej spontaniczności. Wydaje się, jakby to było zaplanowane, za bardzo wystudiowane i wycyzelowane, co sprzyja, niestety – jak to ująć – dosadności. Napisane w jakimś celu, dokładnie wykrojone.


Bezmatek Cel osiągnięto. Ukłony dla Miry Marcinów za to, że odbezpieczyła granat z napisem „normalność” i próbuje coś wyczytać z odłamków. Uwalnia nas od paraliżującej strony żałoby, nierzadko dodając akcenty humorystyczne, z różnym powodzeniem. Subiektywna, prywatna prawda o zmarłych nie zawsze jest piękna. Lila to kobieta o dużym temperamencie, pijąca. Pojawia się kwestia niedostatków, biedy, pogoni za lepszym światem. Dojmujący obraz lat dziewięćdziesiątych. Książki czy pisma kobiece, z których wymykały się sny i marzenia. Chciałoby się więcej czytać, bo te dłuższe akapity rzeczywiście zasługują na uznanie. Rzekłbym, że autorka wpadła w sieć przeredagowania. Zamysł przerodził się w plan, który potem oblekał się w rzeczywistość, i to do tego stopnia, że ma się wrażenie nadmiernej pracy nad efektem końcowym. Czekałem na jakieś zachwianie, w którym narratorka spróbuje odwzorować wewnętrzny chaos, chciałem zauważyć to mocowanie się z ideą straty. Bezmatek się czyta i ma się większą lub mniejszą świadomość, co będzie na końcu, refleksje przeplatane dłuższymi akapitami. Dochodzi do tego mętna świadomość tego, co przed chwilą przeczytałem. „Z każdą śmiercią czuję się gorsza”– dobrze, proszę kontynuować. Czekam na dalszy ciąg tej opowieści. W Bezmatku zaczyna mówić milczące do tej pory pokolenie DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików), dorosłych pozbawionych odpowiedniej troski w dzieciństwie, którzy jeszcze boleśniej odczuwają doskwierającą pustkę. Narratorka czeka na matkę, która nie wraca do domu. Dziecko czuje się odpowiedzialne za rodzica, w dorosłym życiu kompensuje się to nadmierną potrzebą kontroli. DDA to również poczucie wstydu, którym mogą manipulować rodzice, na przykład: „wyglądasz beznadziejnie”, „nic nie potrafisz”. Wpajanie dziecku bezwartościowości – cokolwiek zrobi i tak będzie to bez znaczenia.

ka, a ile tutaj głosu rodzica z poczuciem winy? Jest to niezmiernie istotne. Podejrzewam, że pisanie było dla autorki, jak również dla części osób czytających Bezmatek, terapeutyczne. Niszcząca siła toksycznych więzi między dzieckiem a rodzicem wymaga interwencji, konieczne jest uwolnienie. Sama narratorka wyjeżdża na studia, a następnie za granicę po to, aby uwolnić się od toksycznego uzależnienia. Jednak z rodzinnej toksyny nie sposób uwolnić się ostatecznie, ponieważ piętno i blizny pozostają. Tak jak wspomniałem w innym tekście, DDA wracają często do rodziców, i nie chodzi tu bynajmniej o względy nadmiernej troski. Jest to dla nich po prostu środowisko dobrze znane, co prawda bolesne, jednak w tej toksyczności stabilne. Uważam, że literatura funeralna również w nowej odsłonie, jaką proponuje Marcinów, jest potrzebna. Sama autorka stwierdziła w rozmowie z Zofią Zaleską dla „Dwutygodnika”, że przedstawiona historia nie jest odzwierciedleniem jej doświadczeń w skali 1 : 1. Czytelnik może gdybać, czy rzeczywistość była aż tak brutalna i niekiedy wulgarna i czy było to konieczne w uzyskaniu wiarygodności. Względy formalne, jak i pewne chwyty językowe, przedstawianie fizjologii oraz teksty piosenek pokazują, jak Bezmatek dąży niebezpiecznie w stronę taniości. Nie chcę przez to powiedzieć, że autorka miała taki zamiar, natomiast nie wiadomo, gdzie dokoloryzowanie przysłania szarą rzeczywistość. A przyznać trzeba, że sam fakt publikacji książki i przedstawienia jej szerszemu gronu odbiorców wiąże się z możliwością niedostrzeżenia, zapomnienia wśród innych nowości wydawniczych. Bezmatek zyskał w oczach przez mozaikę emocji, które targają narratorką. Kolaż wypadł nad wyraz udanie. Jednak jako czytelnik szukam ze świecą… szukam Miry… Mira Marcinów, Bezmatek, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020. [RK]

U Marcinów kwestia pokolenia DDA jest podjęta zaledwie powierzchownie, chociaż podobna tematyka pojawia się już u innych autorów. Zastanawiam się, na ile w Bezmatku obecny jest głos pokrzywdzonego dziec-

POST SCRIPTUM

13


Maryśka

Ś

o}ł}wlVlv BP]uU}óˇZV}v u]o]}vu] uoó˙X M}v}}vv˙ uó l] ó óoł ]G ó ]u PłuXN]v]ó]i]Gł}c]RXPó˙iRVu P]B}l]X Ivv˙ ł] c X K]lu] ł] ]G ł G ilG M˙cl W vZRv]VU }v]}vU óo]v ł]óX WóX ó Do]lv]}˙luv˙XPó}v ó }ll iGU}RPVóloó }ou]Y

-

vłZ GVó v˙ˇ] ł PV}] JolU l]˙ uł]P Z R c}C v]U V o ] v]ivP} l}V˙V }ł]vP}vXWl} u] PvV ó il u lX L]lu] ˙l˙VX u]V Z v }ov u}P]VU }vv } VóG }v]VX A ó ˙RU } }łVU R}v]VU } lo łó]GV v ]]X W]ó] v]U } ó]˙U o}v ˙o ˙ó X A ó }v]}vU ó olóU P] o]c]U ˙ RU }ó uv]i ii } }lU o iX I Gó]X B} v]U }v łU ]ovU }ó˙iU ˙ol} uZł]B } v]i X ó }Dó uZł]BXOvilV}ł]lXJlP}}U}P]v]Uv]} v˙v]l}uXI}vlXIiuZł]GXJlv]U}łó iuX I uZł]GU } łó˙l]u uZł]GX IU ł]ó˙ v]U ]iiG}l]U}łv]łołi˙] ó XN]ł]ó˙v]ÓOv iw˙ ó łl}u]ół]uYŚX

W Pv] W V˙óG vPo } P} JolU lZ˙ óvoóV ó v]ulłVl]v]Wv]i˙Bó Uv]BUo}ł]B ó uXN]R˙˙ol}l}il˙łó]VXT}}RlY

Jol}lVv]l}i ó l}oivP}XS]GP}vG vP} ]}X Jl˙ }uv]V ó U ˇ }]} P]V ó X Or o]V]GPó]cu˙coXTuUvułv]VlGXW˙Y

JolXN]u]˙Bó v]]BXUu]uZł]BXNi}c]iU vióió XłóZ VRv ó łiP}}}ł]c]v]P˙v] ł]óG U ó lZ˙ Gó]X Jol˙R}ó ó ] v VlGłóó ól]}ZłXS]łll]]ł˙ol]olXKˇP} }lVv]l}i ó U ˇ˙ }Pv] v]˙BóZ X N} } ó l]u ˙ }PVU P˙˙}c ó M˙clÓY O}i ł]l}ł]U }v]v]U˙P]v] ó U˙v]vółv]]Glv]XN]r u }łP]U ˇ˙ łó]˙Bó P}U } ii uó łRl}v˙Y

Mu }P}uv }R}G }lvB l}˙U ˙o]B ó łó } v]X Bo}lX B}iG ]GU ˇ óvZł o] ó } ou] ˙ó }o]ól]u R˙ }VulX B}iG ]GU ˇ Gó] ii ióó uv]iX N]R ó l]l˙ ł RłoU }Zl] łóó PoG v˙ ó}] } v]R v]˙}uv] ó X P} }˙l]uU vł vioˇió˙uU R˙ łl}ó v łv} ˙ V ł łGX W]uU ˇii } v] }o] ó X Ao o}lX ]u Z ó} R]}]G M˙cl] ] ł]G JolX W u˙c ó ov] łu } Wół˙Y

14

POST SCRIPTUM

-

-

-

-

***

W Pv] W PV} Jol oll} ˇ˙U lu]v˙ l] ]G }]V ó W iiBó ]G uX OU ó]˙ iU ] U˙ v]U ł˙l} } loX T v BP]uU v i VU } }]u˙U o]v]łł}ivGVXAPv]]Po]Góu]v]VXOl}v˙ U }l}v] }lo}v u]iX C} u˙ u]o]X P]lV}X Koł]V˙ c ł˙ ó X}v A }RlJ˙] Z }łVX P]Glv l ˙VU ł]olU PVGó] } ó]u]U l]u uu ó]o}v˙u ou }VX N] ˙V v uvU ocv]U r l] ˙ N]uU }v R}v]V łZP ˙ łZiU } } V}ł]l ]ó XKoPV˙iiłl}U˙v]UV˙iiR ó ło]óvRUl]Ró]ov]R}v]VXB}RlY Jol }]Glłu }ó˙X Łóó ˙ u]GB vu o}łV u }ó˙ÓY PóG ł ]vv }vGX M]oó˙u˙X Tól Vl ó X S]ł uP] ˙u }ówó oll] ł]X

-

W lZc ł]}vG }u }ł]óu PZ JolX I }}r ł]ól}ł} M˙clGU ˇ˙ ó v]P} ó v] }PBX B}iG ]GUˇł˙RV]ióó]ióuv]VóGlv}˙ó Jol]uXI}}ˇu]v] ó XOvo]ólió]o}v uowłUl]l˙ilˇv]˙}}l}V ó XO]u Glłu}ó˙XWR ó óu]PV}JolPc~YłZ U]o vU}ó˙iU˙ol}uZł]B}v]iX ó }Dó uZł]BXOvil V}ł]lXJlP}}U}P]v]Uv]}v˙v]l}uYŚX

-

-

PVvvó]]}˙lu}Glvil}˙XIiˇł]uUˇiˇ luóGYŹWDS

WANDA DUSIA STAŃCZAK


POEZA J

Roztańczona dziewczyna skryta za wiktoriańskim krzesłem

z ust mi to wyjmij i ustaw się na straży / mojego akcentu, kiedy będę mówiła o nas miękko […] z nocnych spacerów nie wracam już obca Tl i lou ó]} ł]ó˙ Ió˙ Su}ol}ó}vP}˙Vu P]łó ł ł˙ ł]ó ˙ ] l}w}ł˙ ł ł] }u}łv] ] ˙ó u˙ } łv] ó VP}ó]}X

W]˙˙

DoóP} c}ółv]ŚÓ P}ói Ió˙ Su}ol i o uv] ł]ol]u ł˙ łv]u ó X M}ó]l] ii ł]ó˙ v] ˙ó ]G Vł}U ] } v] i }ov] X ó WGó ]łv] ó X W oł] ó }u]lZł }ói]U lZ ó lˇ˙ u}ˇł˙B]ł˙l]}łB}˙ó ov]lZłU óvl}u] ł]Gló}cB i ]ov] ółv ] v]ilX W ˙ ] v]˙ru(}˙ il ł} ]ó li ó ]} óu˙VZłX G˙ ol }]P l}w ł PV}ł]U ó łó˙l]u ł ˙ov]l ó U v] }ó iNICX

Obca. D}u v} -

-

-

Ivói i ó Ió Su}ol ] ii }} ł]c] } vR u]V}c] ł R ó ˙ó XCV˙ó]Zlv˙łóó ] ]u]ł]ó˙óuó}l]v]U }ł}Zł } ol˙ ] ˙(i] ó u(} }l] ó }}] lol] ł}uv]w ] l}iów ˙i]U ó w ó ]}óuZłuP}˙ov]l ó X

-

P}u]} o]˙óv˙U u]u} ˙óv} c] ]}łP} ó v u]V}vP}U i }ó l˙łv˙X Ś]óv] ó u]óó ]G } vR łó] ]u] ł]ó˙X Nł}ł}cB o]˙óv }Rl]iv]}v ó Ul]˙ o]u˙iłVv˙u] ó ˙v]u]}il}cBU ł}cB ]˙óó V}cBv }]v] u]V}c]UlZiicu˙}Vul]uP

-

cŹY ]óG ]G v o]v]G lZ ˙ó u uv] v}óv } ]] }o PV}cBŹYŚ D}P

-

-

-

M}ó]l BU ó lZ lv i u]v]uu]V}c]}Pv]ó}viuó ˙u}ł˙R ó ]vv}łw ] ]ó}oi]U óu]v]]Gł]o}l}v]P

-

cv]łUˇu]iˇv}]v]ó oˇ˙l]łv] Z v]łUˇ˙uu ó ó }P}v l łó˙l]R uGˇó˙óvU v lZ˙Ru]v]loˇ˙ ó XŹYŚ

W˙}˙

˙u˙ Có v˙ ł (}u] ó óV˙R ] v]ół]v]}v˙R ouvZł (Nic) ˙ó óV}c] ] ]˙i] }ó˙i Rł]o}ł ˙Pvi ó ~u]ó}łl] Ruch ó łu ci ˇ ]óG ] ]óG ł l}vóŚZU ó }u]ól l}]i ˇV}c]U lZóo}R ł }ól] v] }óó u]v] ˙l˙ ó ou } v] ó X Nół˙óiv˙ W óV}ˇ}v˙ ó } u]V}v˙Rló W ł˙} u]vl U}]v˙P

-

-

cŹY uZł]ó i iG ó (]o o} ]vv l i ˙Vv]u ó }ó˙ ł˙ R}óGl}óloóu}ł] ó (}v }ł˙R l v] uu ]vv˙R ˙i]Z ó V v]ł]óGŹYŚ Zvió]u˙ lˇ ]ó óuł]v] }˙vP}}lu]UlZiluV P]]oi ó }Pv]l}P}vX T iVZłl]ol}ł]ó ł˙iG˙u ó lv]˙ }lU }ˇ Pvov˙u V˙l o ˙R R]} ]]U lZ˙R u]óu ˙V Z]Pv]ł M}ó˙vP

-

Past v]uoˇ

-

cŹY } łó}i ]óG v }l c }V l ó }l]u ł l]óv]u ]G v]VlBlv]u]G}}}óB} łŹYŚ L]˙óv o P} Ió˙ Su}ol }ó ]i }ó]vv˙u RLu v] ó ó ło]}v˙u] ]}Pu]U ó

-

}v˙u] ó ó .o˙ (}}P.u] l u]}v˙RlZłUl}ZłUlZuó ˙}u]vi ó }ó]v ł ]o ]oG Pv]l]X

-

C}ó]vv˙ ]ó u]V}v˙R łZV Gv˙R ó v }] Gv˙R ó } ivl v]˙ol}ł]óX}łi Z ]o]U}łi] ˙ó M]o]D v]l ó v]ó˙u o]u uR]v Gli] }Rl]U lZi ł}]}cB ~có co]v˙U ó }Pv]ŚZ ˙ł}Vi ó v]iv}}v ł}u]v l]]lo]óóV}c]X

-

K]˙ łłvGóv o P} } l] ]ó] lo}v ~óu v }l c }VZU oˇ˙ ł VZˇlo} }i ]G l} oiv˙R łZó U ł]v]G ó ł lVGl i vł]ol]uł]l}]wl]ulócoWv lZ˙u łó ł]Gló}cB }˙ l]P}lloWł˙u]ó ˙u ó u˙ulóVu]ovoP} }l] v]U óV}] ]G V}wu ] ió ]GuóBv]ó˙u}ó}łvl} lX

-

W ó]}l Ió˙ Su}ol ˇ }] ]G } vół˙óiv˙RU R}B cu]V˙R u (}U lZ lˇvł]B ó ]G V ˇi ~} i } ł ˙v] ó }ói]Z ]}óU˙ił]B ó ó.ó˙óv}c]X Tl (l}łv v}c ó v] }ł] ł]ó ÜP

-

-

-

-

-

c}óVc uv] v ] v lG ]lu]wl}łV}v]lZV ó oł} l ł u}i }ó˙ ł l]ol Rł]o}v]óP}ŹYŚ Tl]R v]}łóov}c] ł V˙u ó ]}ó Obca óvió]u˙ ł]Gi v]ˇ ł]oX P}ou łó ˙ov]lZ ó ł PZ ó ov] ˙ó ł]óU } lZ˙R uZPV˙u}ó]˙łB]}óP˙łB]G P}ó]vu]X T} ł}˙ }˙l]U lZ }ł}Vi]G}vóP}}ol]P} R]vó˙RRl}o}P]óv˙R oó U o ] ˙ł ó X O} ]R ˙V˙P c}olŚ ~}˙P]vov]}łv]ZU ] D}v] X Tv }v] il ł˙óV }ł]v]v óu]B ł vó˙R R ]R ó o} il }óPłó ˙vU ˙ v] }Vv]B ł]ˇ VG łZ ˙Ru˙RX łu Z lˇłPGv˙˙ó} ói] Aolv SVł]wl]P}U lZ }loiV˙ó]ZIó˙Su}olXT} ˙l l}}vvi u l]ol ł˙ u]ZłX Jl]RÓ O˙Vu } ol˙ ObcejXŹTW

-

Beata -

TOMASZ WYBRANOWSKI POST SCRIPTUM

15


Sergio

PALAZÓN 16

POST SCRIPTUM


Sergio Palazón U}ó]V]Gło}v] B łı}lXW]Gló}cB ˇ˙] }cł]G]V óU ł PZ ó ov}c] uU }u}ˇv˙vółBP.lłˇv˙R Z }V}vR ] l}v.PiRX Tł}ó˙V ]oi uX]vXP } l} u]lZłU }lVl l]ˇl (v˙ ł oR XU ł l}oiv˙R oR iu}łV ó ]G louX O v]SP]il}]o}u}ˇvóvo˝B v}lVlR]}vRˇv˙R Z o]l]RPó o}lov˙R]}PZov}v}}ł˙RX

-

R˙vl ] uoł} łóó ˙V˙ ł˙óu iP} łZió }}}ł}c]XOłóv˙RoX } ł˙ł]v ˙V˙ ł ˇv˙R Z u]iR łH]óv]]XOv]v]ł˙ł]}v˙ó ł]oX SP]} PoóZv i ˙U lZP} łóó ]v }łV} ˙}łv] ] uo}łv] oól]P} ]VU }ól}ł} ó R}łv]u ó PZ ó VZł v}u]óv˙RU ó PVG}l]P} vl ó or ˙i]XOv]oiP}l]˙}łP}}ói uu}(}óU ió ł}oiU ł lZi G} ó vlVi]Gv]]Rv]l]]˙oX}A ˇ˙ ł uu}(}ó˙ il} ui]U ó lZi ł˙Vv] ]Gv}ł˙lX Uo]}v Rv]l SP] i uoł} }oivX Ao } ˙vl i viłˇv]ió˙U } } v]P} łó˙l} ]G ˙v ó X R˙i v]vv]U il˙ } ˙V ł}ó}v ˙vv}c ó BX Pi łv]ˇ Z ]v v˙u]Rv]lu]Ul]u]illło˙ó ˙vl u}v}R}u˙óv˙ ~}VZłl]u o uó ZX SP]} PoóZv ł˙}łV }] łZi łVv˙U }ó}óvłov˙ ˙oU iP} }ó˙ łóió ˇ}u}i]X

POST SCRIPTUM

-

-

-

17


W BRZYDOCIE TKWI PIĘKNO

18

POST SCRIPTUM


POST SCRIPTUM

19


Moje obrazy mówią za siebie 20

POST SCRIPTUM


Zdzisław Beksiński i Jerzy Duda-Gracz to jedni z moich ulubionych artystów

POST SCRIPTUM

21


22 22

POST SCRIPTUM


ADA JAROSZ APA Z LCIENADTATRAMILATARNIĘ niech się gwiazdy rozżarzą jak dawniej wtedy przejrzą się panny skrzydlate w wielobarwnym lśnieniu potoków wymyją włosy łopianowym wywarem rozczeszą kosodrzewinowym grzebieniem potem siądą przy brzegu i zaplotą wieńce z kwiatów rosy gdy przyjdzie pora obsieją śnieżnym ziarnem hale i zamkną góry w szkle te niczym szarokapturowi mnisi odmówią przedwieczną modlitwę ciszy a potem zbiorą plon zapalcie tatrzańską latarnię by duchy gazdów nie błąkały się po niebie chociaż słyszą złóbcokowe granie to nie widzą Mlecznej Drogi a ona prowadzi pod Piotrowe dźwierza – pilnuje ich brunatny harnaś łagodny niczym mgła nad Szatanem światło z latarni sprawi że za cieniem pójdzie człowiek w załomach skał schowa niepokoje niepewność i pragnienia nad szczytami drzew furtki do nieba tędy przemkną tacy jak Azrafael i Szemkel bez strachu zsuną się po grotach jodeł potem z Sieczką Rojem Walami niespiesznie podążą w kierunku Świnicy lub Lodowego może przystaną na którejś przełęczy i popłynie psalm kłusowników hen ku Dolinie Pięciu zapalcie a świ(a)t zacznie wszystko od początku niewidomi zobaczą kolory nie tylko nocy głusi usłyszą szepty limb i cisów nieczułych wzruszą korony rojników nikt nie uplecie tojadowych wieńców tylko zapalcie latarnię

DYDUK Nikt nie widział, skąd przyszedł. Mówili, że pojawił się, gdy miesiąc srebrnowłosy przystawił drabinę do najwyższego klonu lub dachu zapomnianej cerkiewki. Czasem towarzyszył mu cień lipcowy, wówczas brał w objęcia złotolicą południcę. Potem padał (ofiara najwyższego uniesienia). Stateczni śmiali się z wariata, dzieci twierdziły, że widziały skrzydła – układał je w futerale tak troskliwie, jakby nawlekał krople rosy na źdźbła. Graj Dyduk – prosiły. Brał skrzypce i wyczarowywał oberki łąkowe. Deszcz dudnił na łopianowych liściach, wicher akompaniował na akordeonie, kuklik z kozibrodem wywijali hołubce, przytulia tuliła się do jastrzębca, dziewannę porywał do tańca niecierpek (baletmistrz nad baletmistrze). Szaleniec! – wołali ludzie, a Dyduk splatał struny w dźwięki (tak matki pieszczą dziewczęce warkocze). Jesienią przyprowadził kobietę. To rusalica – mówił, gdy pytali. – B’]u}iˇ}vUulv]u˙ }˙]iu˙}v}`R’ z gontowym dachem i kogutem. T˙ol}`l]u}u`] s}ˇvilv}`v]i(P]X Nie pomagały boikeny, klopsy, renklody, uśmiechy, które przynosił wioskowym ani modlitwy malowane trzciną. Pomyleniec! – krzyczeli wątpiący. Wtedy odszedł. Księżyc schował drabinę.

POST SCRIPTUM

2323


Izolda Kiec o DYLANIE

I Z O L D A

K I E C

Just Like a Woman O KOBIETACH I MĘŻCZYZNACH Izolda Kiec

Dziś wieczór nikt nie skarży się a jednak mnie otacza deszcz wiadomo o niej tu że ma nowych strojów w bród ale wstążki się poodrywały już od jej loków i diadem jej spadł Ona trwa jak to kobieta, o tak i kocha jak to kobieta, o tak i dba jak to kobieta ale łka jak dziewczę, co ma dziewięć lat Z Marią Joanną dobrze mi chyba mnie w objęcia weźmie dziś a jej – nie pochwali nikt dopóki wierzy w mit i nie przekona się, że uwielbia blichtr tylko perły, eter i kwas Ona trwa jak to kobieta, o tak i kocha jak to kobieta, o tak i dba jak to kobieta ale łka jak dziewczę, co ma dziewięć lat

24

POST SCRIPTUM

Lało od pierwszego dnia mnie z pragnienia trafiał szlag więc zjawiłem się klątwa bezlitosna trwa dręczy nocą i za dnia czas wycofać się przestać męczyć się chyba jasne, że Po tamtym został kurz chyba bądźmy przyjaciółmi już gdy znów nas zetknie los zataj, proszę, to że kiedyś dawno znałaś tego, co tak łaknął, a to był twój świat Ty grasz jak to kobieta, tak jest i kochasz jak to kobieta, tak jest i dbasz jak to kobieta ale łkasz jak dziewczę, co ma dziewięć lat ~BXD˙ovUJL]lW}uvU}oXJl} l}]UlsXFXŁ}}]wl]Z


Izolda Kiec o DYLANIE

Konteksty Just Like a Woman – piosenka Boba Dylana, nagrana po raz pierwszy w 1965 roku i zamieszczona na albumie Blonde on Blonde, który ukazał się w maju roku następnego, należy do najbardziej znanych, ale i – ponoć – najbardziej kontrowersyjnych oraz zagadkowych utworów pieśniarza. Pierwsza zagadka zawiera się w pytaniu tłumacza Filipa Łobodzińskiego: „czy rzecz o kobiecie, czy o trawce?”. Łobodziński, „mając na względzie atmosferę całej płyty Blonde on Blonde”, opowiada się po stronie trawki. Autorzy wcześniejszych przekładów – między innymi Jerzy Menel i Marek Zgaiński – wybrali kobietę. Być może dlatego, że towarzyszą piosence konkretne konteksty i odczytania biograficzne, które stanowią kolejne pole spekulacji. Mianowicie adresatką tekstu Dylana miała być Edie Sedgwick, amerykańska modelka magazynów „Vouge” i „Life” oraz aktorka, występująca w latach sześćdziesiątych w filmach Andy’ego Warhola (także jego partnerka, nazywana nawet „panią Warhol”), pochodząca z dość ekscentrycznej rodziny artystów, alkoholików i dewiantów. Po rozstaniu z Warholem Sedgwick zamieszkała w hotelu Chelsea, gdzie poznała Boba Dylana, i właśnie wtedy – jako jego muza i kochanka – miała go zainspirować do napisania Just Like a Woman, a nawet całego albumu Blonde on Blonde. Tuż po rozstaniu z Dylanem Edie wdała się w głośny romans z jego przyjacielem i współpracownikiem Bobem Neuwirthem. Uzależniła się wówczas od narkotyków

(od których i wcześniej nie stroniła), kilkakrotnie leczyła się w szpitalach psychiatrycznych. Zmarła w wieku 28 lat (w 1971 roku) z powodu przedawkowania narkotyków i alkoholu. Pozostała legendą swojego czasu, nowojorskiej bohemy lat sześćdziesiątych, utrwaloną w piosenkach (Edie Brickell i zespołu The Cult), w wierszach (Patti Smith), w filmie Factory Girl (2006) George’a Hickenloopera (w jej postać wcieliła się Sienna Miller). Pełna zrozumienia dla dylematu tłumaczy, chciałabym jednak unieważnić owo pytanie „kobieta czy narkotyk?”, ponieważ dwa te odczytania w moim przekonaniu się nie wykluczają; na poziomie symbolicznym, a nawet stylistycznym są tożsame: kobieta jak narkotyk albo narkotyk jak kobieta (tutaj nie ma wyboru: czy, jest wyłącznie porównanie: jak; zatem nie: kobieta czy trawka, lecz: kobieta jak trawka). Ta – nawet jeśli nienazwana wprost (z użyciem przysłówka „jak”) analogia – brzmi w dziesiątkach piosenek głównie rockowych (choćby w Brown Sugar Rolling Stonesów oraz Golden Brown Stranglersów; a w rodzimej wersji: w Andzi Oddziału Zamkniętego, Zapachu kobiety Felicjana Andrzejczaka, Zielonych ustach Grzegorza Ciechowskiego; co ciekawe, wraz z emancypowaniem się kobiet, także w muzyce popularnej, pojawia się wersja odwrócona tej figury – mężczyzna jak narkotyk, na przykład w piosence NBRSu Camili Cabello); obejmuje całość tekstu jako porównanie homeryckie, rozbudowane, zawłaszczające wypowiedź. Kobieta odurza, uzależnia jak narkotyk, ale też – jak narkotyk – przejmuje

POST SCRIPTUM

25


Izolda Kiec o DYLANIE władzę. Co w przypadku tej koncepcji, którą chcę zaprezentować, a która wprost odnosi się do nowej relacji kobiet i mężczyzn w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, jest szczególnie istotne. Po władzę – dotychczas przynależną światu mężczyzn – sięgają kobiety. Uprawiana dotąd sztuka łagodzenia braków zostaje zastąpiona wzajemnymi oskarżeniami. Potwierdzeniem tej nowej poniekąd relacji jest kolejny wątek związany z piosenką Just Like a Woman (i z tematem podjętym w tym tekście): oskarżenia Dylana o mizoginizm. Miało to miejsce w 1971 roku, kiedy amerykańska pisarka i feministka Marion Meade opublikowała na łamach „New York Timesa” (w numerze z 14 marca) artykuł Does Rock Degrade Woman?, w którym – wychodząc z pozycji fanki muzyki rockowej – zaatakowała twórców, którzy w sposób przedmiotowy traktują kobiety. Dostało się między innymi Elvisowi, Stonesom, Beatlesom, Cohenowi, a nawet Joan Baez, która podczas Woodstocku zbyt wiele ponoć mówiła o własnym mężu. Dylana potraktowała Meade w mocnych słowach, pisząc, że „każdą kobietę traktuje jak sukę”, a w interesującej nas piosence definiuje kobiecość za sprawą obelżywych sformułowań, takich jak: hipokryzja, histeria, chciwość i jękliwość; w finale demaskując swój protekcjonalny stosunek wobec bohaterki utworu, ukazanej jako mała zapłakana dziewczynka. Być może nazbyt zainspirowana biograficznym kontekstem autorka odniosła się wyłącznie do przedstawienia kobiety, pomijając wizerunek mężczyzny nakreślony w tym tekście. Gdy bowiem przyjrzeć mu się dokładnie, zarzuty Meade wydają się niesprawiedliwe, sformułowane zresztą w typowy dla drugiej fali feminizmu bezpardonowy sposób. Ale przytaczam je dlatego, podobnie jak ów – według mnie pozorny – konflikt pomiędzy „kobietą a trawką”, by pokazać, że wieloznaczność tekstu Just Like a Woman polega nie na takim bądź innym obrazie kobiety (albo mężczyzny), ale na skomplikowaniu relacji, na ujawnieniu starcia praktyk kulturowych: maskarady kobiecości z odgrywanym publicznie performansem męskości. Niemal pięćdziesiąt lat, jakie upłynęło od momentu publikacji artykułu Meade, przekonało nas wszystkich co do zasadności zarzutów środowisk skupiających głównie świadomych swojej społecznej roli mężczyzn, że refleksja kulturowa odwołująca się do płci (tak sex, jak i gender) obdziela zainteresowaniem niesprawiedliwie, bo niemal wyłącznie kobiety. Uwaga badaczy i publicystów przez długi czas zwrócona była głównie na nie. Jakby i w tym obszarze obowiązywało obiegowe stwierdzenie: że mężczyźni całe życie patrzą na kobiety, a kobiety całe życie patrzą na siebie. W niniejszym tekście spojrzę zatem na mężczyznę i być może okaże się, że Just Like a Woman wcale nie jest piosenką o kobiecie, lecz… o mężczyźnie właśnie.

26

POST SCRIPTUM

Tak jak/jak to – kobieta Dylan nie wysila się na własne definiowanie kobiecości. Samo „just like” – „tak jak”, „jak to” – jest sygnałem uogólnienia, sięgnięcia do stereotypu, do utrwalonego w zbiorowej wyobraźni mitu kobiety pozbawionej autentyczności, prowadzącej kampową grę pomiędzy sztucznością a sztucznością; wpatrzonej w siebie, zajętej nieustannym maskowaniem swojej prawdziwej twarzy. Jaka jest różnica między wywodzącym się z tradycji stereotypem – arią La donna è mobile (Kobieta jest zmienna) z opery R]P}o'} Giuseppe Verdiego do libretta Francesca Marii Piavego z 1851 roku – a tym obrazem kobiety/kobiecości, jaki ujawnił się u Dylana? Dotąd mianowicie, tak jak w pieśni księcia Mantui, zmienność była wpisana w stały wizerunek kobiety, była utrwaloną i akceptowaną sentencją, stworzoną w ramach androcentrycznej kultury. W połowie lat sześćdziesiątych mit się ucieleśnił: kobieta nie jest zmienną, kobieta się zmieniła. Wytworzony przez patriarchat stereotyp okazał się rzeczywistością. Sam Bob Dylan pisał w Kronikach: W mediach do głosu dochodziły kobiety, które kwestionowały status quo. Niektóre skarżyły się, bo wmawiano im, że potrzebują równouprawnienia i na nie zasługują, a kiedy je uzyskały, zaczęły być oskarżane o to, że zbyt upodobniły się do mężczyzn. Niektóre chciały być nazywane „kobietami” po ukończeniu dwudziestego pierwszego roku życia. Niektóre dziewczyny i kobiety pracujące w handlu nie chciały być określane mianem „pań sprzedawczyń”. Pieśniarz, który tymczasem zdawał się jedynie obserwatorem tego zmieniającego się świata, porównał rewolucję obyczajową rozgrywającą się na jego oczach do atmosfery panującej w teatrze absurdu, konkretnie – w Balkonie Jeana Geneta, gdzie „świat jest gigantycznym burdelem, panuje chaos. Człowiek jest samotny i opuszczony w bezsensownym kosmosie”. I w geście odcięcia się od teraźniejszości bard dzieci kwiatów jednoznacznie identyfikował z tym, co dawne, z hierarchią przeszłości: „Obłędnie skomplikowany współczesny świat nie bardzo mnie interesował. Nie miał znaczenia. Nie pociągał mnie”; „Moje piosenki też takie były. Nie podporządkowywały się współczesnym ideom”. Dylana nie zajmuje analiza współczesnych mu zjawisk, zgłębianie prawdziwości stereotypów ani demaskowanie publicznych wyobrażeń kobiecości. Przyznając: „Nie miałem czasu na miłość” – dystansuje się wobec kobiet. I najwyraźniej lekceważy ich nowe oblicze: „Źródłem lęku mogło być wszystko. Ja najbardziej bałem się tego, że rozstroi mi się gitara”. To muzyka, piosenka – także nowe w owym amerykańskim świecie kontrkultury


Izolda Kiec o DYLANIE lat sześćdziesiątych, a przecież zanurzone w tradycji rodzimego folku, i rodzaju żeńskiego przecież – były jak narkotyk i dla Dylana mogły stanowić albo stanowiły substytut kobiecości. Pieśniarza interesuje zatem wyłącznie fantazmat kobiecości, taki, który umożliwi mu prezentację określonego wizerunku siebie – barda wciąż w drodze, którego ze względu na kontekst analizowanej piosenki nazwałam Chłopcem z Deszczu. Bez szczegółowych odniesień do postaci stworzonej przez Jerzego Szaniawskiego, ale nie bez analogii ze zrodzonym w męskiej wyobraźni Teatrem Snów, czego potwierdzenie znalazłam w słowach samego Dylana: „[…] piosenki były dla mnie czymś więcej niż rozrywką, były drogą do odmiennej percepcji rzeczywistości, do jakiejś innej, wolnej republiki. Trzydzieści lat później historyk muzyki Greil Marcus nazwał tę rzeczywistość »rzeczpospolitą niewidzialną«”.

To był ubogi, młody muzyk Pustą miał kieszeń, pełną duszę Stare pianino w domu miał I na tym instrumencie grał A raz, gdy zasiadł do pianina Ze strun zrodziła się dziewczyna Zrodziła się z piosenki nut Z melodii, którą muzyk wiódł… Mówiła mu, że kocha go, Że nigdy nikt, że tylko on La la la la la – jak to dziewczyna, Że go tak bardzo było brak, Że nie do wiary, że aż tak, Mówiła mu – jak to dziewczyna. Tuliła się do jego rąk I w oczy mu patrzyła wciąż, La la la la la – jak to dziewczyna. Pokochał do utraty tchu I w głowie zawróciła mu Jak to dziewczyna, Jak to dziewczyna… Niestety, krótko trwa piosenka, Nutki się kruszą, słowo pęka, A kto się na miłości zna, Wie, że ta jeszcze krócej trwa. Ta miłość też nie była inna, Rzuciła chłopca zła dziewczyna. Tak czasem szczęścia komuś brak, Nawet w piosence bywa tak.

Dygresja Mamy w polskiej piosence odpowiednik Dylanowej kreacji – utwór Jak to dziewczyna z 1966 roku, z muzyką Stefana Rembowskiego i tekstem Andrzeja Bianusza (pierwsze wykonanie, Jerzego Połomskiego, zarejestrowano na longplayu z 1967 roku J˙P}s}ul] ]`Z . Jego bohaterami są: młody muzyk (bard) i zrodzona ze słów jego piosenki zła dziewczyna:

Rzuciła go i poszła w świat, Choć został cień i w sercu ślad, La la la la la – jak to dziewczyna. Mówiła, że już wielki czas, Żeby z tym wszystkim skończyć raz, Mówiła tak – jak to dziewczyna. Mówiła, że to dość już trwa, Że takich jak on wielu ma, La la la la la – jak to dziewczyna. Mówiła, że ma już go dość, I porzuciła go na złość. Jak to dziewczyna, Jak to dziewczyna… […]

POST SCRIPTUM

27


Izolda Kiec o DYLANIE

Dylana nie zajmuje analiza współczesnych mu zjawisk, zgłębianie prawdziwości stereotypów ani demaskowanie publicznych wyobrażeń kobiecości. Przywołałam ten utwór, bo wyraźny, bardziej oczywisty niż w Just Like a Woman, jest w nim wizerunek złej kobiety – figury osamotnienia, a nawet samotności mężczyzny. Figury „znikądpomocy” i zmiany kulturowej – nowego mężczyzny, a nie tylko kobiety nowej, ta bowiem odbija się tutaj w krzywym zwierciadle niefeministycznej perspektywy w momencie kryzysu relacji. W dramatyczny sposób nawiąże do tego obrazu Anna Saraniecka, która ponad dwadzieścia lat później (w 1989 roku, gdy i Just Like a Woman, i Jak to dziewczyna będą coverami znajdującymi się w repertuarze wielu wykonawców, reprezentantów kolejnych, coraz młodszych pokoleń) napisze w utworze Moja moc przeznaczonym dla Renaty Przemyk: „Ja byłam głupia jestem zła”. To dowód, że także w przestrzeni piosenki wciąż toczy się osławiona walka płci. Że każda ze stron ma szansę wyśpiewać swoje oceny i emocje, ale również – że stereotypy trzymają się tutaj wyjątkowo mocno.

Chłopiec z Deszczu Robert Bly, autor znanej książki ov˙ Ż JvXR }u’ˇ˙vR , zanalizował modele męskości w kulturze amerykańskiej drugiej połowy XX wieku. Pisał: Od mężczyzny lat pięćdziesiątych oczekiwano, że będzie lubił piłkę nożną, że będzie agresywny, że będzie zawsze brał stronę Stanów Zjednoczonych, że nigdy nie zapłacze i że w każdej sytuacji będzie można na niego liczyć. W tym obrazie mężczyzny brakowało jednak przestrzeni wrażliwości czy przestrzeni intymności. Osobowość była zbyt statyczna. Psychice brakowało współczucia […]. Mężczyzna lat pięćdziesiątych miał wyraźne wyobrażenie tego, czym jest mężczyzna i jakie są jego obowiązki, lecz niepełność i jednostronność tego wyobrażenia były groźne.

28

POST SCRIPTUM

Kolejna dekada to już dekada Dylana i jego rówieśników: W latach sześćdziesiątych pojawił się nowy typ mężczyzny. Marnotrawstwo i przemoc wojny wietnamskiej sprawiły, że mężczyźni zaczęli kwestionować swoją dotychczasową wiedzę na temat dojrzałego mężczyzny. Jeśli męskość oznacza Wietnam – czy chcą być męscy w takim sensie? W tym czasie ruch feministyczny skłonił mężczyzn do przyjrzenia się kobietom naprawdę, zmuszając ich do uświadomienia sobie niepokojów i cierpień, od których mężczyzna lat pięćdziesiątych usilnie starał się odwracać. Gdy mężczyźni zaczęli badać dzieje kobiet i kobiecą wrażliwość, niektórzy z nich ujrzeli kobiecą stronę własnej osobowości. Zaczęli kwestionować, zadawali pytania, uświadamiali sobie. Skazani na siebie, pozbawieni wsparcia zarówno ojców – wychowanych w tradycjach wojowników i zdobywców, jak i matek (Dylan nazywa swoją matkę lekceważąco „kurą domową” – ale gdy ta strażniczka ogniska domowego staje się strażniczką poprawności politycznej, okazuje się, że o tego typu kobiecie mężczyzna pokolenia Dylana ma nader mgliste pojęcie). Są to kolejne aspekty i wymiary pokoleniowej męskiej samotności. Rówieśnicy drugiej fali feminizmu są niepewni wobec rzucających oskarżenia i zajmujących ich miejsca kobiet, nie mają obok siebie naturalnych sojuszników – ojców; a może inaczej – ojcowie są bezradni dokładnie tak, jak synowie, ale milczą i funkcjonują we własnym, nazywanym „tradycyjnym” świecie, nie rozumiejąc ani nowych kobiet, ani nowych mężczyzn, nie akceptując tej nagłej, niespokojnej, burzącej dotychczasowy ład, wrażliwości jednych i drugich. Po śmierci swojego ojca Dylan napisze: „Kiedy dorastałem różnice kulturowe i międzypokoleniowe były nie do zniesienia […]. Mój ojciec był najlepszym człowiekiem na świecie, pewnie ze sto razy lepszym ode mnie, tylko że mnie nie rozumiał”. Pytanie, jak reprezentanci pokolenia mężczyzn lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych konstruowali własny obraz z tej porozbijanej, pełnej chaosu rzeczywistości,


Izolda Kiec o DYLANIE która dekonstruowała wszystko to, w czym wyrośli: system wartości, ale i wyobrażenie siebie – męża, ojca, brata, posiadających męską dumę i honor, co najważniejsze – tak zwane szorstkie maniery. Dylan sam siebie nazywa „spadkobiercą kultury lat czterdziestych i pięćdziesiątych” i następująco pisze o swoim rodowodzie: Urodziłem się w 1941 roku. W Europie szalała druga wojna światowa, do której wkrótce miała przystąpić także Ameryka. Świat rozpadał się na części i chaos uderzał każdego nowego przybysza pięścią w twarz. Kto urodził się w tamtym czasie albo był na świecie i dane mu było przeżyć, mógł poczuć, że stary świat odchodzi w przeszłość i wyłania się nowy. To było jak cofnięcie wskazówek zegara do chwili, w której p.n.e. przechodziło w n.e. Wszyscy moi rówieśnicy należeli zarówno do jednej, jak i do drugiej epoki. Młodzi nie identyfikowali się wówczas z bohaterami pokroju Hitlera, Churchilla, Mussoliniego, Stalina czy Roosevelta, dla nich to były „postacie, jakich świat miał już nigdy nie zobaczyć, polegające na własnej determinacji, gotowe działać samotnie, obojętne na aprobatę, pieniądze i miłość, kierujące losami ludzkości, obracające świat w ruinę”. Ostatnimi, zdradzonymi

naśladowcami herosów wielkiej historii byli milczący ojcowie, którzy – jeśli przeżyli – „Wracali do życia w cywilu jak gdyby nigdy nic, ani słowem nie wspominając o tym, co robili i co widzieli”. Owo pęknięcie, owo życie pomiędzy, będące udziałem pokolenia Dylana, skomentował Robert Bly (rocznik 1926), który podzielił się z czytelnikami refleksją na temat mężczyzn lat siedemdziesiątych: W latach siedemdziesiątych zacząłem dostrzegać w całym kraju zjawisko „miękkiego mężczyzny”. Nawet dzisiaj, kiedy przyglądam się swojej publiczności, często wydaje mi się, że połowa młodych mężczyzn należy do tej kategorii. Są to mili, wartościowi ludzie; podobają mi się – nie chcą szkodzić przyrodzie czy wszczynać wojen, cała ich egzystencja i styl życia przepojone są łagodnością i umiarkowaniem. A jednak wielu z tych mężczyzn nie jest szczęśliwych. Łatwo zauważyć, że brak im energii. Należą oni do kategorii ludzi chroniących życie, w odróżnieniu od dających życie. Od lat pięćdziesiątych zatem do siedemdziesiątych ubiegłego wieku oscylujemy pomiędzy skrajnymi wzorcami męskości: między – jak chce Franco La Cecla – macho a Piotrusiem Panem, albo – jak proponuje nasz Kazimierz Pospiszyl – między Don Juanem a Tristanem. Pośrodku sytuują się wciąż zadający pytania, rzadziej uzyskujący odpowiedzi, symbolicznie wpisani w czas rewolucji lat sześćdziesiątych, wciąż w drodze – Chłopcy z Deszczu. Przypominają nieco Dzikusa Roberta Bly (co bardzo mi się podoba, bo w jakimś sensie nawiązuje do bliskiej mi oraz inspirującej niezwykle B]Pvi z Wilkami Clarissy Pinkoli Estés), który nie ma kogo naśladować, zatem oddaje się „polu instynktów”, szuka powinowactwa w samotności. Dzikości czy braku ogłady, zakładanej przez obraz Dzikusa, nie należy mylić z samczą energią, znaną mężczyznom aż nadto. W przeciwieństwie do niej energia Dzikusa mobilizuje do stanowczego i zdecydowanego, lecz nie brutalnego działania. Dzikus nie jest przeciwstawny cywilizacji, ale też nie mieści się w niej całkowicie. Etyczna nadbudowa ortodoksyjnego chrześcijaństwa nie jest przychylna Dzikusowi, jak się wydaje, w odróżnieniu od samego Chrystusa. Czyż nie przyjął on chrztu z rąk długowłosego Jana? Ów pośredni wzorzec męskości musiał być bliski samemu Dylanowi – a uosabiają go bohaterowie utrwaleni w jego słowach – we wspomnieniach oraz piosenkach. I tak w Kronikach Bob Dylan opowiada o historii Charlesa Arthura Floyda (1904-1934),

POST SCRIPTUM

29


Izolda Kiec o DYLANIE znanego jako Pretty Boy Floyd, amerykańskiego bandyty i banity, oskarżanego o napady rabunkowe i włóczęgostwo, a nawet zabójstwa. Wyznawcy nazywali Floyda „Robin Hoodem z Cookson Hills” (miał rzekomo podczas napadów na banki niszczyć dokumenty hipoteczne), był on postrzegany jako tragiczna ofiara Wielkiego Kryzysu. Zginął podczas obławy i strzelaniny z policjantami. Jego uwzniośloną postać utrwalił w piosence Woody Guthrie; utwór ten w 1988 roku zaśpiewał także Dylan, a w swoich zapiskach komentował: Trudno powiedzieć, co sprawia, że jakaś postać lub wydarzenie zasługują, by je uwiecznić w piosence. Zapewne wiąże się to z takimi przymiotami jak: sprawiedliwość, szczerość i prostolinijność. Abstrakcyjnie rozumiane męstwo. Al Capone był sławnym gangsterem i rządził światem przestępczym Chicago, lecz nikt nie napisał o nim piosenki. Nie miał w sobie niczego interesującego ani heroicznego. Obmierzły typ. Frajer, co nigdy w życiu nie spędził ani minuty sam na łonie natury. Najemny zbir, postrach okolicy, jak w tej piosence – „szukam tego, który sieje postrach w całym mieście”. Nie zasługuje nawet na imię, robi wrażenie bezdusznego wampira. Pretty Boy Floyd dla odmiany budzi w człowieku pragnienie przygody. Już samo imię mówi coś o postaci – Piękny Chłoptaś. Ma ona w sobie coś wyzwalającego i nie sposób jej zohydzić. Pretty Boy Floyd nie rządził żadnym miastem, nie potrafił manipulować systemem i zmuszać ludzi do posłuszeństwa, lecz mimo to był bohaterem z krwi i kości, uosabiał człowieczeństwo i emanował siłą. Przynajmniej dopóki nie osaczyli go w szczerym polu.

Chłopcy z Deszczu albo Piękni Chłoptasie nie znają nic poza szorstkością, ale wydaje się, że jest to – jak mówi Franco La Cecla – „jąkanie szorstkich manier”. Wzorzec męskości bowiem, jaki im został wpojony w procesie wychowania i jaki negują współczesne kobiety, nie ma szansy sprawdzić się poprzez mężność – działanie, a nawet przez naśladowanie praktyk kulturowych. Może się sprawdzić jedynie w piosence. Czasem nienapisanej nawet – i ta potencjalność będzie w interesującym nas przypadku Boba Dylana symboliczna: gdyż nienapisana piosenka przywodzi na myśl nieznajdujące możliwości realizacji w zmienionym świecie wzorce męskości. Niepotrzebne nikomu, zwłaszcza nowym kobietom. Joe Hill był takim niezrealizowanym w praktyce (czyli w piosence) wyobrażeniem „prawdziwego” mężczyzny Boba Dylana. Legendarny obrońca uciśnionych, stracony w Utah za zabójstwo sklepikarza. Plotka głosiła, że w sprawę zamieszana była kobieta i to dla niej, nie chcąc okryć jej imienia niesławą, Joe poświęcił własne życie. Już poprzednicy Boba Dylana opiewali owego bohatera ludu i obrońcę niewieściej czci w swoich piosenkach, ale Dylan wiedział najlepiej, jaki hołd należy się temu niezwykłemu człowiekowi: Fantazjowałem, że gdybym to ja pisał ten kawałek, uwieczniłbym Joego w inny sposób, jako postać pokroju Caseya Jonesa czy Jessego Jamesa. Nie byłoby innego wyjścia. Rozważałem dwie wersje. W pierwszej utwór nosiłby tytuł Rozsypcie moje prochy gdziekolwiek, byle nie w Utah i fraza ta powracałaby jako refren. W drugiej przypominałby kawałek Long Black Veil, w którym słyszymy męski głos zza grobu, pieśń z zaświatów. To ballada, w której mężczyzna oddaje życie, by ocalić cześć pewnej kobiety, i przychodzi mu zapłacić za cudzą zbrodnię, bo postanowił milczeć. Po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku, że Long Black Veil to piosenka, którą mógłby napisać sam Joe Hill, jego ostatnia kompozycja. Nie skomponowałem piosenki dla Joego Hilla. Myślałem, jak bym to zrobił, ale nie zrobiłem.

„Nie miałem czasu na miłość” 30

POST SCRIPTUM


Izolda Kiec o DYLANIE

„Źródłem lęku mogło być wszystko. Ja najbardziej bałem się tego, że rozstroi mi się gitara” Nie napisał piosenki o swoim bohaterze, bo interesowało go przede wszystkim tworzenie siebie. Wymyślał siebie na wzór postaci, które go intrygowały, imponowały mu, które podziwiał. Tak jak jego ulubieńcy stwarzał własną biografię, będącą elementem scenicznej kreacji owego szorstkiego albo tylko udającego szorstkość mężczyzny. Nie była ważna „prawda” – ważne było uwznioślenie w przestrzeni wytwarzania nowych, nieoficjalnych, wzorców męskości – w przestrzeni zawłaszczanej i oswajanej przez bardów.

Efekt pożółkłych wąsów Bardowie – tak chciałabym nazwać tę przejściową formację: mężczyzn, chłopców, być może wiecznych chłopców, chłoptasiów, pięknych, wędrujących w deszczu, z jedyną towarzyszką – gitarą, z przeszłością przed oczami i melancholią w sercu, które odpowiadają za owo dręczące nic, które boli. Bardowie tworzą nieznany mi z doświadczeń sióstr, zasłyszany jedynie męski sojusz, klan, którego członkowie – solidarni i wierni – obserwują i naśladują siebie wzajemnie. Przybyłem tu [do Nowego Jorku – I.K.] – napisał Bob Dylan – w poszukiwaniu pieśniarzy, których znałem z płyt, takich jak Dave Van Ronk, Peggy Seeger, Ed McCurdy, Brownie McGhee, Sonny Terry, Josh White, The New Lost City Ramblers, wielebny Gary Davis i kilkoro innych – a przede wszystkim w poszukiwaniu Woody’ego Guthriego. To sobie podobni mężczyźni. Samotni mężczyźni bez kobiet. Bo te, nawet jeśli są – to zbyt współczesne, zbyt oczywiste i pospolite. W niczym nieprzypominające dawnych muz. Bardziej od nich odległe. Dlatego bardowie najchętniej przebywają ze sobą i rozprawiają o piosenkach, piosenkach narkotykach. To ich rytualna obrona męskości – przeznaczonych tylko dla nich miejsc bez kobiet, takich jak nowojorskie, ukochane przez Dylana kluby Gaslight i Cafe Wha czy bastion amerykańskiej muzyki folkowej Folklore Center. Ale także wyłącznie przez mężczyzn tworzona literatura i liga

bejsbolu. To przestrzenie uwolnione – jak chce Cecla – „od zanieczyszczającej obecności kobiet”. I – tytułem wyjaśnienia – dodaje badacz: „jest to zabieg mający na celu ochronę tożsamości”. Wspólnota mężczyzn oferuje im dumę, godność, wiarę we własną moc, podczas gdy w świecie kobiet czeka ich wyłącznie upokorzenie. Bardowie nie są zdolni do kompromisów z rzeczywistością, uznają wyłącznie własny świat. Dzisiaj ci, którzy żyją, to podstarzali Chłopcy z Deszczu, którzy tak naprawdę nie dorośli, powinowaci Czarnej Melancholii. Im podobnych przedstawia Franco La Cecla (rocznik 1956) jako zasępione, milczące istoty z przyklejonym do ust papierosem, z pożółkłymi od nikotyny wąsami.

Mężczyźni należący do mojego dzieciństwa – pisze autor książki S}l]u˙BXAv}}o}P]u’ˇ˙v˙ – wujowie i ojcowie, uprawiali palenie przede wszystkim jako męską czynność. Dopiero w drugiej kolejności traktowali je jako nałóg. To mężczyźni o przedwcześnie wyłysiałych skroniach, o lekko błyszczących oczach, na tyle pogrążeni w myślach, by sądzić, że im się przeszkadza, ilekroć się do nich zwraca. Jeśli w ogóle zareagują, odpowiadają zwykle w kilku słowach, jakby byli zirytowani. Ich spojrzenie jest jakby ukryte przed nami, sięga dalej. Choć wcale tego nie okazuje, jest jakby przejęte czymś o wiele poważniejszym, trudnym do rozwiązania. […] Efekt pożółkłych wąsów polega na tym, że świadomie podąża się przed siebie bez spoglądania wstecz, zachowując powściągliwość wobec przyszłości. Przyszłość to uczucie, a uczucia należy ukrywać. Mężczyźni o pożółkłych wąsach są szalenie dyskretni. Na przyszłość bowiem należy spoglądać tak, by nie zdradzić, że pragniemy ją zmienić. Przyklejony do wąsów papieros może przekonać przyszłość, że wcale nam na tym nie zależy. Sprawi, że pozwoli nam ona dalej, w milczeniu, wykonywać naszą pracę. Posłowie do polskiego wydania pierwszego tomu Kronik Dylana napisał Andrzej Stasiuk (rocznik 1960), być może jeden z ostatnich powinowaty bardów, owych mężczyzn z pożółkłymi wąsami. Powinowaty Boba Dylana. I być może to właśnie on najlepiej zdefiniował dramat owego pokolenia chłoptasiów, wiecznych chłopców, odchodzących Chłopców z Deszczu: „Gdy mu się przyjrzeć przez te wszystkie lata, przychodzi na myśl jedno słowo: samotność”. [IK]

POST SCRIPTUM

31


lźdów

wi, wzg wdź mó

ra

Satyra p

acy ka – Ign e z r y w siź

Krasicki

Piotr Kamieniarz; CRs}]U]`˙v]i˙lV

32

P˙}ł]ól}vol]u]GVł] ło}]vPoPvV}u]v]Gu]vPZł ˙vol}ł}l}o}}ł}ł]B ó v]uv]}vcoó ł]lV}˙lo]vP

35x50cm, akryl, piorko

Pol}łłVóGłioó]l] }}łó˙l}u}P~l˙ol}]u]G ó Z }v]}u˙ov}c]v]ó]o]Góv]l]u v]u ó ]G}óV˙vłol}ł˙u]ó EiuZi]v˙ł]] c }o]u]}ł˙ łlZ˙uucu]] łPV}łRRR ó ]ˇ ó uu˙˙BvV˙}˙ ł]Gvu ó ó]u]G]v]}}óB

RZ UC A JC IE POE TÓW

˙}ó˙}uv]B]łZ]B}˝ZV R}B}v]ł}G}iˇvó˙˝v Z ˙Có ióˇ˙u˙ ó voBłVl]}oi v]u]G}ó˙]u˙łol}ł˙RuvR

N]ł]˙i] ó }Zł ]u]Gˇ]]v]i]vl] }l]}u}ł˙RłZó ]Gói]lRvvv]vl]

Jo]W}

Rys: Konrad Wieczorkowski

Satyra zabija, nie obraźa – Stanisfiaw Jerzy eL c

*** Pol}łłol}ł}P }ł]ó]}v]lł]ó˙R]}Pv ˙o] ó uPó]ł}Póivóol ]vłóolˇw Z v]lZł vlZ˙R]Gu}oVv]Vóv˙R}ł }ol}łP}}lvP}B}P

POST SCRIPTUM

]]˙}ivv˙ óVólVvioół˙ łóóV}v˙]łóVˇł]ó}]vv˙ P˙]GPv]P}]}}l}]˙ i] ó }ZłvGól] v]l]}v] ilóZo}lł]ó˙v]óGcó v]l }ó]Vu}ólł]v]ilov l}Ri]}Złoó}u ol}i] ó v]ł]vv˙R }v]il.vlWłóó o}u }ólł]vł]óu]o]vv˙R

Renata Cygan


LIMERYKOWY ZWIERZYNIEC

ADAMA GWARY *** O}ł]Vu]Pł}vłOVł]P cB˙Vułó}iUvó vlł]U łVc]ł]vlłXŚ MPou ó ]łRX ARUill]i}V˙v]ł]GJ *** Śo]ul}ł]lV ó ó]G]}VłPu} B O˙P}v]}łóu}u}U P˙ó}uUó]włó]wU lóPV}ł}]wU ˇó}i]]Głó]Go]cu˙óuuJ

BIDAZNĘDĄZ ]D ]G}PV}ł]] }cBuˇ˙]óvGó iV ó ]GuuV˙P v]}l]łGó l]ówP˙ó]ł }Pł}]Guó˙ il]G}ółZóvGó u}ˇ]G˙ó Ó oóP]i}v˙}} Gl ó ó]uv˙R]v]Gó˙Ó Pł]ó˙]Glv]u]P}ó ó ˇoó]vGó˙

–

*** Ju]V ó u}o]ólłT]v]U }}lZivioóuuv] ó X W]Uˇl}oó U ]v]˙( – ˙Có l}ciV]Guv ó Ul}Rv]Ó *** RóvulV ó }Gól ˇ}v]u] óuv]oU ł]G]˙łoG ó X Av]˙˙u ó ÓJ

*** PłvGV˙łVG}o(}uu }ó}vłov]Pv}uuX P} Z łóPoGov] ó ł]o]Vłov]X ZlˇGliUv}uv}uvX

–M}iól}U

*** MlUlvPlł}}l Z U ˙V ó uuGU˙ó ł}l }v]]}GUo}ł]X O}ł]ó]V –Róiv]X T}v]vu}il]ówUMlX

–Av]˙vZˇlJ

uv}˙V}˙ˇ˙B}o} vl]G˙ó ł]lł]Głł] c ł}o ]cBłóóvGó] uóo]vv]}Vv] loiv}˙v]lG u]Głu]Gv}]uv l}ó]óvGó ł]vu}i}łó˙ól] łóó }}l] ł}ol}Pil]ól] óvGó}ó]

Renata Cygan

*** Mł]Vł]vR}u]ólłL}w Uł]o]Vuł˙PółB]GłV}w ]v]˙Vu]lł˙ ó}lóuó ł˙ ó U oil}cł]PvVu]Głl}wX *** u˙c Z o]V]Gł}vvP ]ł˙ˇvGV}U}uVX R}óVó}v ó vł] ó RllBó Uoóv]ł] il}˙V}XXXHRU˙ó u]u]Ó *** Ró}uR˙lV ó uRóGło˙P cK]˙cP]v]ó ó ł}i ó ł˙PV˙ v]óGcó o]ł]}l]X Wi}uv]vol]X P}˙]ó Uoó˙u ó ]Gl˙XŚ

–

*** RólVu˙ól}ló }G}v]lr CR}Bv]}ó˙óó ł}v]Vó]cłV}v]l ]lłóv}lu]lU ł}oGPl}ló X W˙óUo}o}v]lU}o}v]lX *** Pł]vZóP}u}lVP}u] Ż }}ł}]}}u}v]u]VX }v Ż }v]} }c]V]} }óv]lV˙]Ziˇv]u]VX *** PłvPV}v]V ó vl}v łOO Z }VlvGVół]oVX Tv}łó] uZł]B}Pó]U l}}ilł]oVó]cł˙PoX

Adam Gwara POST SCRIPTUM

33


B A R B A R A NAWRATOWICZ PIERWSZAGWIAAPIWNIC ZD YPODARA B NAMI B A RB A RA NA WRATOWIC Z VSTUA RT UROD Z ONA W POZ NA NIU U MA GISTE R PRA WU A KTORKA U D Z IE NNIKA RKA RA D IOWA U PISA R KA X WSPÓŁZ A ŁOŻ YC IE LKA I PIE RWSZ A GWIA Z D A KA B A RE TU PIWNIC A POD B A RA NA MI W KRA KOWIE ı æ V ı X OD ı æ ROKU RE D A KTORKA W RA D IU WOLNA E UROPA W MONA C HIUM RFN PRZ E Z PONA D LATX NA PIE RWSZ YM ROKU STUD IÓW ı æ A RE SZ TOWA NA PRZ E Z UB Z A PRZ YNA LE Ż NOŚĆ D O A NTY V STA LINOWSKIE J ORGA NIZ A C JI X PO WYJE Ź D Z IE D O A USTRA LII W ı w ROKU B YŁA KORE SPOND E NTKĄ RWE W A USTRA LII X

I K O N A

P O L S K I E J

Barbarę Nawratowicz poznałam na jednym ze spotkań Klubu Pozytywnej Kobiety organizowanych przez Beatę Larcombe w Polskim Klubie im. gen. Sikorskiego w Perth. KPK skupia kobiety, „które pragną osiągnąć stan harmonii pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym i jednocześnie chcą znaleźć trochę czasu dla siebie. Dlatego ważnym aspektem Klubu jest organizowanie wspólnych spotkań i imprez kulturalno-oświatowo-rozrywkowych” [Źródło: https://www.facebook.com/ KPKPerthWA/ – przyp. red.]. Atmosfera takich spotkań jest zawsze wspaniała – panie przynoszą smakołyki, dzielą się swoimi doświadczeniami i zainteresowaniami, powstają nowe znajomości, rodzą się przyjaźnie.

34

POST SCRIPTUM

V diu Wolna Europa – nie potrafiły

K U L T U R Y

Barbarę Nawratowicz przedstawiła nam miejscowa działaczka Hanna Lilpop – obie panie są zaprzyjaźnione od wielu lat. Panią Barbarę powitałyśmy owacjami. Ponieważ mieszka w Perth od wielu lat, niektóre osoby znały ją już wcześniej. W przeszłości założyła tutaj Radio Głos Polonii, uczestniczyła w obchodach świąt, pracowała intensywnie na rzecz lokalnej społeczności. Od wielu lat organizuje również swoje spotkania autorskie z racji wydawanych książek. Jednak nie wszystkie uczestniczki spotkania znały Barbarę Nawratowicz, a dowiedziawszy się o tym, że była współzałożycielką i pierwszą gwiazdą kabaretu Piwnicy pod Baranami, jak również dziennikarką z wieloletnim stażem w Ra-

ukryć podziwu.

Barbara Nawratowicz należy do pionierów lat pięćdziesiątych, którzy wypromowali w Piwnicy pod Baranami najwspanialszych, największych i najpiękniejszych w polskiej kulturze Polski. Za wybitne zasługi w propagowaniu polskiej kultury została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej, posiada również status kombatanta RP. Zapragnęłam dowiedzieć się o tej niezwykłej osobie jak najwięcej. Przeczytałam więc opublikowane w Internecie wywiady, obejrzałam filmy ze spotkań organizowanych dla niej przez Piwnicę pod Baranami oraz filmy ze spotkań autorskich w Krakowie. Najbardziej wzruszył mnie ten, w którym pani Basia siedzi na ławeczce przy pomniku Piotra Skrzyneckiego w Krakowie – jej byłego serdecznego przyjaciela. Opowiada historię ich dwojga niewidocznemu w filmie dziennikarzowi, ale wyczuwa się, jakby mówiła do samego pana Piotra. Tych dwoje łączyło ze sobą wiele pięknych, twórczych chwil. Razem z nim, Wiesławem Dymnym i kilkoma innymi, powo-


cW˙l}}Gs}]G}`˙v}v]`GPoXPw oP}(v}uv˙s}vi]``sv˙u]Glu] }l}`BU}P}`BU}}˙s]ˇ`˙iv ]`v]v`GP]oVvURvU]uv]X T}]`}v]u]s˙Blous}]ˇ˙˙˙viUlr }i`]s]G˝v]i Z U`s]`]˙lXKo˙U ˙]l˙uv}ˇ˙s˙]GilP˙˙}U}} ˝]v]l}`i}`]oˇ˙`ıæX˙s}}RG`]Gi`}ov}ŚX ZV} Ź PKXS]ł]U MZi]`P]`v]˙}Bvu]˙sR}ovl]P}]su}`U cW˙}óXolT˙P}v]lKl}łl]ŚUıXXX

***

łali do życia Piwnicę pod Baranami i organizowali przedstawienia dla „piwnicznej” publiczności.

Dymny i Ja – książka dotycząca wspomnień o Wiesławie Dymnym, wydana w 2020 roku.

Na temat pani Barbary można znaleźć wiele informacji, ale ja pragnęłam czegoś więcej, chciałam odnaleźć materiały takie jak: teksty, wiersze, skecze, a nade wszystko usłyszeć głos tej pięknej, młodziutkiej aktorki z tamtych lat, choćby z nagrań w Radiu Wolna Europa. Wiele interesujących materiałów znalazłam w jej książkach: Kabaret „Piwnica pod Baranami”. Fenomen w kulturze PRL, Kraków 2012; Piwnica pod Bavu]X P}l] ] }`Zi ~ıær ıZ , Kraków 2010; Kabaret „Piwnica pod Baranami”UıærıX Fenomen w kulturze PRL, Kraków 2018; ARD B O Z MIŁOŚĆ W]s`

Pani Basia pracuje obecnie nad kolejną książką. O czym – to na razie tajemnica, ale ten niewątpliwie cenny materiał z pewnością przybliży czytelnikowi czasy Polski z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, nieznanych przecież młodemu pokoleniu. Barbara Nawratowicz przez całe swoje życie zgromadziła kopalnię różnorodnych dokumentów, które sukcesywnie wysyła do Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, by tam gromadzono je w archiwach. Nagrania Wolnej Europy podobno można odnaleźć w archiwum radiofonii w Warszawie.

Jestem szczęściarą. Oto znalazłam się sam na sam z tą niezwykle piękną postacią, która w swoim życiu imała się różnych zawodów – była prawniczką, aktorką, dziennikarką radiową i pisarką. W Australii pracowała dla radia SBS w Sydney, założyła kabaret Kogel Mogel, z którym objechała cały kontynent. Włada kilkoma językami. Interesuje się Polską. Kiedy weszłam do jej pokoju, słuchała polskiego dziennika radiowego. Ma dni wypełnione po brzegi, w kalendarzu wiele dat już zarezerwowanych na następne miesiące – to różnorakie spotkania z ludźmi, wydarzenia kulturalne. Jest osobą niezwykle zorganizowaną. Niedawno była honorowym gościem wieczoru poetycko-muzycznego: „Miłość w poezji i muzyce” zorganizowanym przez Kawiarenkę Poetycką w Klubie im. gen. Sikorskiego. Mówi do mnie: „Trzeba coś robić, bo jak człowiek przestaje coś robić, to dostaje alzheimera”. Rozglądam się po pokoju. Na dużym stole leżą Jej książki, na ścianach fotografie – Jej samej, Wiesława Dymnego i rodziny. Te ostatnie stoją również na komodzie w sypialni – rodzice, brat, mąż, teściowie, a także fotografia ukochanego pieska. POST SCRIPTUM

35


Z australijskim mężem przeżyli czterdzieści lat. Zapoznali się w Radiu Wolna Europa. „Mąż był dziennikarzem z krwi i kości” – mówi. Na korytarzu wiszą plakaty ze słynnych w Polsce wydarzeń: z Filharmonii Narodowej z 12 stycznia 1963 roku – IV Koncert Jazzowy S}v K]’ˇ˙}` , Komedia N]} v Z]u] Państwowego Teatru im. Stefana Żeromskiego Scena w Kielcach – i niezwykła fotografia z 1962 roku, na której pani Basia jest wśród największych gwiazd polskiej sceny, takich jak: Irena Kwiatkowska, Marian Załucki, Bohdan Łazuka i inni – to

cW]o˙iv]} }`Zv]XK}]]i}s }}]BPv]ov}l] u}v}o}P]W]lD˙uvr P}MAo}K˙]L]`]v `s˙vv˙uvuUMi} P˙BWJu]uv˙UPs] Rs}i}PuUO˙ }v}`}v}]`iMŚ

ZV} Ź PKXS]ł]U MZi]`P]`v]˙}Bvu]˙s R}ovl]P}]su}`U cW˙}óXolT˙P}v]l Kl}łl]ŚUıXXX

Czwartkowy podwieczorek w kawiarni Feniks. To niezwykłe, że mogę to wszystko zobaczyć! Doświadczyć! Prawdziwe skarby! Pytam o przyjaciół – tak, ma ich całkiem sporo, często się kontaktują, z tymi w Polsce, obecnie drogą internetową. Do ojczyzny już się nie wybiera, ale kto to może przewidzieć? Na biurku pani Basi stoi duży monitor z komputerem. Nowoczesny sprzęt do wykonywana codziennych obowiązków i kontaktów ze światem. Rozmawiamy o kolejnym spotkaniu autorskim, które jest zaplanowane na 20 listopada w Klubie im. gen. Sikorskiego – kolejna frajda dla czytelników, fanów literatury Barbary Nawratowicz. Już pytają, już składają zamówienia. Ja też czekam. Zapytałam, czy mo-

36

POST SCRIPTUM

cN}vv˙usRv]}l}v]`]ls˙l ˙}`su](PuvsP]P}}`}iP}UsiU lZ˙}v}]sUˇvo]ˇo]u˙}`˙}`]G}usU }`]uUvZ`}ssW]]UW]]U}v]]s]]G isU]vZu}}`]sU}vv]U˙ol}]Gis v}iYN]`]]suU˙u]B]G˙slBW }}v}`suu`˙`]}`˙Uˇ˙`}iP}Pv }s˙s}vP}}sU}u`˙il}`}`Z `˙}˝v]GŚX ZV} Ź PJXRXK}łoó˙lUNł}ł]ó B U Bvu]XFv}uv`loPRL CoXoUXXX

głabym nabyć wcześniej wymienione pozycje książkowe. Mogłam otrzymać tylko jedną, tę o Wiesławie Dymnym. Z piękną dedykacją: „Dla Danusi – najserdeczniej – (serduszko) Basia Nawratowicz”. Mogę również wybrać sobie fotografię pani Basi – z wielu, które zwykła rozdawać na spotkaniach autorskich. Bardzo się cieszę! W książce, którą dostałam znajdują się same perełki – wszystko, co potrafił wymyślić, napisać, wyrysować i stworzyć niezwykle utalentowany i zakochany w Basi – Wiesław Dymny. „Mysiu Mysiu Mysiu tak bardzo Cię KOCHAM. Ja umrę od samej myśli. Wiesław”, autorka zaś pisze: „Snuliśmy plany stworzenia wielkich dzieł sztuki w malarstwie, teatrze, literaturze i filmie.” albo – „Spotykaliśmy się

U

-

-

KP]`v]}

w siedliskach ciągle jeszcze niezależnej myśli, jakimi były kawiarnie. Mimo naciskającej zewsząd czerwonej politycznej indoktrynacji i nachalnej propagandy komunistycznej. Kraków bronił się dzielnie i jak zawsze był oazą niezależnej myśli”. To mój pierwszy rzut okiem na książkę, a już zachęca, wciąga do tego trudnego, lecz magicznego świata. Świata, w którym tworzyli młodzi, piękni, buntowniczy zapaleńcy tamtego okresu, jak i sama Barbara Nawratowicz, której twórcze działanie, niezależnie z jakiego krańca świata – zawsze były z myślą o Polsce i dla Polski. *** Spoglądam przez okno przestrzennego, przytulnego apartamentu,


cM}i]`v]v˙P}˙Gs˙]GR`]oUl]˙MsP}H]oo lsu]˙BG`}]R`]˙XP}uK]}W]v]lv]s ouv]s˙vv˙u}v}o}PMl]˙UlZ˙}ls]GR]uŚX

ZV} Ź PKXS]ł]

cA}l]vl}UlZ`v]iv}`GP]oU R}`s}]G}]Xv˙R Z l}`˙R `Z `sl]˙v]o]˙˙Pv C ov]U`˙˙u˙oo]Uˇ}GB}PuŚX ZV} Ź PKXS]ł]U }]su}`U

-

MZi]`P]`v]˙}Bvu]˙sR}ovl]P cW˙}óXolT˙P}v]lKl}łl]ŚUıXXX

cW˙G}`s˙ˇ}˙v]]Glv}˙l]o]˙Fo}]wr l]i}`]lK}]˙vUlZ}]`sUo` il`v]ilv˙iU`sPs}`˙lG]]siv `]}`v]GUliR`˙}vio]v}]l}uov]s˙ lGXNGv]`o]v]]K}]˙vlL vu]w`]s˙]`lG`˙}`}v}`˙ }lolZ`XW]o}Zu˙os}Uˇ}ivvlZ`vP} }PuŚX

-

ZV} Ź PF}}lU}.iov}vP]łv]˙}vu] B X

c~YZu}ius}}B}oæX]XWl}uv˙v] `}ov]XAoG`}ov}Bu˙u˙v}]o]`}]XN`v ˙s}}U}P}]]u]Gˇv]Uu˙`}l˙o]u˙ilˇ l}o}}`]JN]`}viP}usl}`˙˝v]XP]} Sl˙vl]}`sM]RouM}v]Pv[uUu˙ P]}uPUJl]Gu]v]`]u˙Uv]lvv]`]iŚX ZV} Ź PKXS]ł]U }]su}`U

MZi]`P]`v]˙}Bvu]˙sR}ovl]P cW˙}óXolT˙P}v]lKl}łl]ŚUıXXX

-

„W˙}óŚ

w którym mieszka – za oknem widać spiętrzone fale oceanu. Dzisiaj akurat jest wietrznie, pogoda nie sprzyja spacerom, no i jeszcze obowiązują maski. Pani Basia zastanawia się, co zamówić na kolację. Pytam, co lubi. Pierogi, ale tylko z kapustą. Marzy jej się również taka polska, cieniutko pokrojona, łososiowa polędwiczka. Wspomina dawną Wistulę, jej smaczne wyroby wędliniarskie i oczywiście właściciela, którego polubiła. Na pytanie o marzenia – uśmiecha się i mówi: „Przeżyć”. Życzę pani Barbarze Nawratowicz, która jest dumą Polonii w Perth, przeżycia jeszcze wielu, wielu lat. Życzę Jej opublikowania kolejnej książki. Mogę napisać, że to będzie bardzo ważna pozycja książkowa w literaturze polskiej. Życzę, nade wszystko, zdrowia i wielu jeszcze słonecznych, twórczych lat. [DD]

u]ó ó lVłPRło]] A X CóV}vl]v]S}łó˙óv]}ZA ł P}ol]RIIOó]VłWół]X

POST SCRIPTUM

37


38

38

POST SCRIPTUM


KATA RZ YNA D Ą B E C KA ***

X VRAY

R˙ou]G v]l} łv˙uó}ˇ ó]óv] ˙ó u}lió]u] ł}vv˙uV}w ˙ó vuv] ˙ol} o]v]R}˙ó}v

v]o]óuv] v]óu]v]ó v]]ó˙ó ll}V}ˇ}v˙ó uv] V}v]˙]i ó v]ˇł}Pv] vłUico]v]}óó u]ó u}]Ru˙co] v]}óvóuP}}˙l v]ˇvi˙ó lZu}ii v]óvuv] ˙ol}˘ó iuilXrR˙ łR}óGPVG]i v]ˇu}ˇółicB łuv] vó˙łu]G u]V}cB

A NNA PURNA }VZˇ]G łóVˇ l}o}}ł˙RluZ ó łiiłvGó ˙(ivu uv]}óR˙o}v˙u]Glvu lv]ivó˙}ó}vł}i ó Pc]u] lvu] ó }iuiY oł] ó ]v]Ru }v }łV ó w ó uP]GU}óVu] P}˝vUvP iuv]}cu]˙]G˙v}˙ łl]}Pu]Z]u]}óG łv]li }l}v]łPZGv]i]G }l}iu

SZ C Z ĘŚC IE v}ó}ól ł] c ł] cv]P }˙lRu ó

POST SCRIPTUM

39 39


Wiedźma s p o d Wa r s z a w y gdybym nie próbowała, jak smakują źdźbła traw, owoce dzikich jabłoni, grusz czy berberysów. I jak smakują kwiaty.

S

ą zwyczajni ludzie, całe życie biegający za zwyczajnymi sprawami. Zmęczeni, zagonieni, niemający czasu. Są też inni ludzie – barwne ptaki, barwne motyle. Tacy, którzy zawsze znajdą czas, żeby przytulić się do drzewa. Z jednym z takich „motyli” udało mi się zamienić kilka słów. Moim gościem jest Agnieszka Waszak, delikatna, eteryczna blondynka prowadząca popularny blog K}]}slW]˝u˙ . SV}`} c`]˝uŚ }R}] } V}`]wl]P} c`]˝ŚU ˙o] `]X Sl T˙ ] `]G } ˙uU il }]B }u] o]l]˙ vov˙R]ZVÓ Dostępna wiedza o ziołach jest przeogromna. Prawdziwa wiedźma zdobywa ją cały czas. Często mówię, że jednego życia na jej zgłębienie za mało. Mam wrażenie, że w kilku innych wcieleniach zioła były zawsze blisko mnie. A tak serio, już w dzieciństwie najchętniej spędzałam czas w ogrodzie i w otaczającej go dziczy. Na łąkach, w lesie, nad wodą. Przyglądałam się z bliska życiu, które wypełniało te przestrzenie. Roślinom, grzybom, porostom i różnorodnym stworzonkom mieszkającym wśród nich. Temu całemu niesamowitemu kosmosowi, który mamy na wyciągnięcie ręki. Nie byłabym sobą,

40

POST SCRIPTUM

Możesz się domyślić, że najbardziej lubiłam się bawić w wiedźmę lub czarownicę, zbierając zioła, wiążąc je w pęczki, zalewając wodą w malutkich buteleczkach, a nawet gotując wywary nad ogniskiem. Zapisywałam całe zwoje wymyślonymi przez siebie przepisami na mikstury. A kiedy nauczyłam się czytać, to najchętniej sięgałam po książki zielarskie i przyrodnicze. Nieco o ziołach dowiedziałam się też od rodziców. Mówię o sobie, że jestem nowoczesną wersją wiedźmy. Z zapałem myszkuję w dawnej, tradycyjnej wiedzy zielarek i łączę ją z najnowszymi odkryciami z dziedziny fitoterapii. Na moim biurku piętrzą się stosy zielarskich ksiąg. Opracowując wpisy na blog, przeczesuję nie tylko książki, ale również Internet – polskie i zagraniczne strony. Trzeba być czujnym, gdyż można natrafić na mnóstwo cennych informacji, ale też na nieścisłości i błędy. Wiele z przygotowywanych przeze mnie mikstur ziołowych to moje autorskie opracowania. Za każdym razem, gdy okazują się pomocne, dostaję skrzydeł. C}iT`}]uvi`]Gl˙u}l˙r ]uv}o]o`Uu}ˇ]}r V}ov]`Ó Największe odkrycia są czasem najprostsze. Niesamowite dla mnie jest to, iż wokół siebie mamy wszystko, co nam potrzeba. Natura nas karmi, dodaje smak potrawom, wzmacnia i przywraca zdrowie oraz obdarza nas wspaniałymi kosmetykami. Bardzo istotne są dla mnie magiczne moce ziół. Te wszystkie dary są sprytnie ukryte pod postacią niedo-

cenianych, a nawet tępionych roślin, nazywanych nielubianym przeze mnie słowem „chwasty”, takich jak: pokrzywa, mniszek, bylica, wrotycz, bluszczyk kurdybanek, skrzyp, gwiaznica. Odkryłam także, że są one wielofunkcyjne, mają bardzo szeroki zakres działania. Również z roślin typowo ozdobnych, jak: forsycja, funkia bądź liliowiec, potrafię wyczarować pyszne i wzmacniające zdrowie jedzonko. W]uU ˇ ] ˇ l]ˇl] o ]]Y …i ilustruję, i samodzielnie je wydaję. Jak dotąd stworzyłam dwie. P} s}wU l]’ˇ˙ to bajki utrzymane w magicznym klimacie, z Jednorożcem, Gryfem, Nietoperzem, Sową i Żabą. O wierze w siebie, spełnianiu marzeń, przyjaźni, szacunku dla „innych”, o pięknie i różnorodności otaczającej nas przyrody. A wraz z małą, nieśmiałą, szarą My] ` l}u}] odkrywam tajemnice i wspaniałość wszechświata. Mysia spełnia swoje marzenia i leci w kosmos, gdzie poznaje planety, komety, gwiazdy, czarne dziury i kosmitów. Często spotykam się z dziećmi w szkołach, przedszkolach, bibliotekach. Bardzo to cenię, gdyż mogę obserwować, jak reagują one na moje bajki, co je zaciekawia, co zaskakuje. ˙C V}`]wl}B ` il]u }v] C]G (˙vi ] ]v]iU˙ }}r o]ˇ˙]P}vvU} }}]w`} } `v˙R `Z }i˙v]˙lÓ Jak najbardziej fascynuje mnie kultura dawnych Słowian: wierzenia, tradycje, piękne zwyczaje przekazywane z pokolenia na pokolenie, kultywowane mniej lub bardziej świadomie przez większość społeczeństwa.


W świętych miejscach naszych przodków, na świętych górach czuję się jak u siebie w domu. Znajduję też swoje małe miejsca mocy, na przykład w ustronnych zakątkach lasu, wśród paproci i pokrytych mchem pni drzew. Tu wszystko jest przesiąknięte niesamowitą energią. Doceniam rekonstrukcje dawnego świata, odbudowane grody, chaty. Lubię też skanseny, gdzie przeszłość jest wręcz namacalna. Gdy mam ochotę, zakładam uszytą przez siebie lnianą suknię o średniowiecznym kroju i przepasuję się krajką. Będąc w lesie, gawędzę z moim dobrym znajomym Leszym, nad wodą – z rusałkami, a na polach – z południcą. Z }Vv] ˙ol} ` }Vv] }˙ `]]XZo]ˇ]Gv}U}lZi v] }l}`] ]o] M}l}GU } P]v]GV}v}]XJlW]˝uG] }R}]B } `]G}Ó BG il] vP]w˙}Pv]lÓ

r r

Noc kupały (kupalnocka, kupała) to moje ukochane słowiańskie święto, obchodzone w najkrótszą noc w roku. Od tej nocy można się bezpiecznie kąpać w otwartych wodach bez ryzyka porwania przez demony wodne. Święto ognia i wody, pełne swobody, radości, ucztowania na świeżym powietrzu, śpiewów i – tak, jak wspomniałeś – tańców. Święto płodności i urodzaju. To czas łączenia się w pary, czas wróżb i zabiegów mających przynieść miłość. Równie istotne jest oczyszczenie i ochrona przed złymi energiami, a także przywoływanie zdrowia i obfitości, pozwalających na spokojne życie. Do tego wszystkiego niezbędne są magiczne zioła: dziurawiec, krwawnik, dzwonek, chaber, mięta, rumianek, ruta, szałwia…

W dawnych czasach cała wspólnota brała udział w tym wydarzeniu. Co ciekawe, w ostatnich latach spędzałam noc kupały w samotności lub w bardzo niewielkim gronie, ale zawsze blisko natury. Paliłam ognie, patrzyłam na księżyc i gwiazdy. W tym roku zamierzam spotkać się z moimi przyjaciółmi, założyć suknię, przepasać się bylicą, upleść wianki i wrzucić do ognia aromatyczne zioła. A kto wie, co się dalej wydarzy? Czy pójdę szukać w leśnych ostępach jaśniejącego kwiatu paproci? Czy szczęście mi przyniesie? Jl]i ˙ ]o]V˙ v˙u ˙C ov]l}uÓJl}`]vv]ˇ˙BÓ

r

Oj, nie zwykłam udzielać rad, bo uważam, że każdy może żyć według własnych pomysłów, przekonań. Hmm, właśnie chyba mi wyszła taka rada. Mogę życzyć wszystkim, by odnaleźli szczęście, spełnienie i spokój wewnętrzny, kierując się sercem, nawet jeśli wszyscy wokół doradzają inaczej. Nawet jeśli nikt tego nie rozumie, jeśli nie jest to łatwe. Żeby słuchali głosu intuicji – tych cichutkich podszeptów, które z czasem zaczynają coraz głośniej krzyczeć i rozwieszać transparenty, gdy się je ignoruje i nie działa zgodnie z nimi. Żeby byli dobrzy w równej mierze dla siebie i dla innych. T`}i vi`]Gl ] viPVG]i l˙ `vuv]Ó

r

Największe jest takie, żeby ludzie żyli w poszanowaniu ziemi i przyrody, których są częścią i bez których zginą. Żeby mądrze i z wdzięcznością korzystali z darów natury, pamiętając,

że po nas mają przyjść nasze dzieci, wnuki, prawnuki. Ziemia jest nie tylko domem ludzi, ale wszystkich istot ją zamieszkujących. Jest jednym wielkim organizmem. Chciałabym, żeby osoby zbierające zioła wybierały tylko te, które są w danym momencie potrzebne. Żeby czyniły to, starając się zrobić jak najmniejsze szkody, pozostawiały część roślin na odtworzenie dla innych zbieraczy, dla innych stworzeń. Marzę o tym, żeby ludzie chodzący po lasach i łąkach pojęli, że pusta butelka jest znacznie lżejsza niż pełna, można ją zabrać ze sobą ze spaceru i wyrzucić do śmieci. Marzenie najgłębiej skrywane – w tym momencie przestaje być najgłębiej skrywanym – jest takie, żebym znalazła swoje wyśnione, zaczarowane miejsce: chatkę wśród drzew, kwiatów i ziół, nad wodą, gdzie będzie słychać muzykę, bębny, a drzwi pozostaną otwarte dla gości. Będzie tam przestrzeń dla rozmaitych twórczych działań, dla radości, oddechu, wyciszenia i uzdrowienia. T} i C] ˇ˙GU ˇ˙ `˙l] T`} i uv] ]G Vv]V˙X D]GliG }u}`GJP

POST SCRIPTUM

r

41


POEZJA

Peclo

a

en

Juliusz Wątroba P}U}ó]lU˙˙lUl]óX D]o]˙óv˙łcRóŚ~ıwZU˙˙óv˙łcSó]o lRŚ~ıwZUl]ˇl}ł˙łW˙łv]ł]Śol~ u]v]v] UK}ł]ıXZ Oo]l}łVæl]ˇl]X}A u]o]Ullo]U} PuZłl}ł˙RUlZł]cv]]]}vlU (o]}vZłU}ˇ˙YSl]iP}ł]ó˙lóV} oR l]vvR óU ˙R ˙ouo]lU ]łG ]ł˙iRó]}}ł˙RXL}l}V}l}vlZł o]l]RXCóV}vlł]ó Z lL]ZłP}ol]RUS}ł ˙óó v]}ZA łA]KS Z X WoRııWłZV}łVóP}ol]uRr ]uUPó]iP}ł}˙]v}ło]vił˙]v]i] l}ó˙XCóV}vllZłTON]FAN]X Oó˙uVł]ovPZ]ł˙Zˇv]wUł˙uuo Vˇ}v˙ Z KoóGo}]AX

42

POST SCRIPTUM

Chwila -

-


POWTÓRKA Dó]]]Gł]łAu]łG E Ril]uV˙ivlłó]ł˙ BZPOi]ól]uilóu]óu}Pv]˙u Sóvłvv]o]˙l] JVl}ZRv]V}ł}ólvl}˙l RiW}u}ó]vv˙}V˙ł]}v]

ŚWIĘTY W]uˇicł]G˙ c N]ł˙˝]GP} W˙]Pv]iól]óv]lVv}oG R}ół]w}u]Gló˙V Oil]Glv] N]}uv]i ó ˙ol}u˙Bl óoóPv˙Rlł]}˙R˙vlZ ó ł

NA ŁÓG P}óiGWilłZlGW˙uu ó ło P]iGuV˙u]l]o]ólu] ˙˙v]} ó v]˙V˙ ó }PV}ł˙ }u]ou(} }PółioZ}~Zu]}P}}óP} u]v]i ó ]łv]ol]]Z ł˙ivu}]u˙P]}v˙u ó ]v] ló˙Vu]PPó u}ˇ˙ol}ovl]u] v]óV}v˙RRvlZł

NA SE NNIE Oł]VuGv}lWc] W˙ó]Vuv}P]vl}VGWc] ulvVu Z }ó˙loóu}ł]lWc] Oł]VuPV}łGvZVlGWc] P}ł]Vuł] c vPV}ł]Wc] T}]Vu ó v}V}PGWR] Słł]Vu}o}Złl] Wv]c]˙ol}V}u}l}R]l}R ]łł] ó ]]]

POEZJA PA LE C B OŻ Y Jlł˙PoPoB}ˇ˙Ó C]Po}˙uu˙coG ˙Có ulóVl]˙ ]ł˙R}łv]l}uÓ ˙Có l}wó ó }v˙ilóó ˙ł]}v˙u óv}l]uGó˙ ˙ó u}ˇ}óu]}vl}iP} }v]vV}l]}iÓ Jlł˙PoPoB}ˇ˙Ó Tu˙cov]iu]}l}i Il}P}}lv]Ó ˙Có GGlZłl] }óP]Zuv]} ˙Có l]Gó}}óó lZ˙Vł]]Go]u ˙Có }o]˙l]óP} v}Vl}V˙ ˙Có }lGo˝v]ł]óuÓ Jlł˙PoPoB}ˇ˙Ó P}ł]óu]B}ˇ oico]v]u]ó }uv]N]uv]˙li

RAJ Dó]w]Gl}wó˙lu}ilłiP V}wł˙ół}v ó }l} RVZ}ou}l]ułó łE lVWillo}l]oP}W ó]]}l}o}}łP}v vł]i ó ]Gil}łB ó ˙óó l]}ó]ł]}v PóRu]ł}}v˙u Auuv]ło]uV}uPV}ł˙ łcv]G ó uG v]}V}ł]ó}Pv]˙uu]óu ł˙˙ł]Z R}B]lłó˙l}vu} ł]G˙Pv}łv˙ ó ]ó]B }l]o]ól

POST SCRIPTUM

43


44

POST SCRIPTUM


RICARDO MODI POST SCRIPTUM

45


FOTOGRAFIA JEST DLA MNIE FORMĄ BUNTU 46

46

POST SCRIPTUM


RICARDO

MODI

Ricardo Modi jest meksykańskim fotografem urodzonym w Cuernavaca Morelos. Fotografią zainteresował się już w bardzo młodym wieku, kiedy to po raz pierwszy przekroczył próg Centrum Sztuki Morelos. Tam zrodziło się jego zamiłowanie do portretu i jego trzech odsłon: spojrzenie przez aparat, spojrzenie portretowanej osoby (przed kamerą nie jesteśmy już panami siebie) i spojrzenie widza (w obliczu portretu nie chodzi tylko o fotografa czy portretowanego, ale także o odbiór oglądającego, który kontempluje finalny produkt). W późniejszych latach kontynuował studia w CAAV (Universidad de Medios Audiovisuales w Guadalajara) i zakończył edukację na ZEA. Twierdzi, że rzeczywistość jako taka jest nudna, więc ją świadomie przekształca, fotografuje, a potem edytuje.

47 POST SCRIPTUM

47


rzeczywistość jest nudna, wolę ją przekształcać, a potem fotografować 48

POST SCRIPTUM


DoP}(}}P.ÓJlGV]GT`}i ˙P}il}(}}P(Ó D}ól]]PvGV}uv]}łóvP} ó]]włXNi]ł}uó˙l]]]v]U o˙l} ó ]Vu ó ]Gv(}}P(}łv]U P˙łł]loóvoóVu˙u}ii uu˙XW˙}l}RVu ó ]Gł(}}P.] ]}P}u}uvv]Vu ó }]BiGB ó X L]G}}ł]BR]}]}u} ó ivP} iG]XJuł]ol]uu]V}cv]l]ul]R cR}}]ŚX Ail}`iR]}]Ó˙C ui `PV}`]Uv]u]GPv]}U˙ R]}]}`]i]G`l]˙v iG]uÓC}i]`Ó Póo]óivP}}il˙P}}łiG ó P}U}ó]iGUoviGX˙o] Có R]}]}łi ]GPv]G]u ó }XL]G}}ł]B }łRUlZó]i]Gv}ó]włu}]u u]c]]liXM}ióliV}łv ó l˙˙l}o]˙óv]}VóvUołóó ó}}]v]}v]]]Ru}XF}}P.iu}]u }}uvv]łl} ó ˇv˙u Z (}u}u v]ł]o]ł}c]X

˙C (}}P(i˙ol}o]Ó L]G(}}P(}łBłó˙l}U}łóó u}iłPGil}˙˙XW]ou}]R iGB ó }}}˙Uoól}v]óv}c] (}}P(}łv]]]XS}ióv]]vv˙R }ół]]oiuv]uP}X ˙C }P]]il}˙Gu]iÓ UłˇuUˇlˇ˙˙}ł]v]v˙B vPˇ}łv˙ ó }Vóv]łuv]ió˙uo ł]Gló˙u}v]XP}ł]v]v}iu}łB ˙liłłˇv˙RUG} ó v˙R łRXJ}}]GU u]u}ˇu}i ˙V˙ł]o}l}v]vó}łvXAo}uv] vGcó ]v]óv]RGX Jl}v}`vÓ W]Gló}cB}óv˙Ruv] ó uZł uRl}o]˙óv˙]o]P]iv˙U}o ł]oi}óiXłv Z i}Uˇ łˇv˙uó˙RłZRuZłv]l}P}v] }ˇuXM}i}ł˙lo ó ł˙łv ól}vl}ó˙XW}ł}uv]BU POST SCRIPTUM

49


P

odoba mi się pomysł ingerencji w zdjęcie

ˇv]P˙v]u]Gó]Bv]ó˙]RBWó }}}u}ił]ói˙ó X JliT`}i}}].v]il]Ó Sóliouv]l}v]óv}c]X N]ł˙}ˇu}]v]óu}ˇo]ł}c] }}łv]óv]oł}óv]iiU lóó Vv]˙ł]}c ó ]lUilii ł]óGUvGv]˙uv] ó iRł]o] viG] ó X K}iT`}]uu]u`Ó Mul]olPJvSlUSoo˙MvvUR}C G]oI]UNvG}o]vUM]]}T}} G}˙UHPRH}oovX

50

POST SCRIPTUM

K}u]VvC]]vi`]Gl˙`V˙`Ó JvSlX DoP}ÓC}il]P}PZovP} `iP}RÓ Slu}ó ˙.óv˙˙oUiP}iG] ó ł˙Poiil}ó˙]l}v}ł˙ivU }i}U}łóó vió]i]v}łV} uv]łóX W]o(}}P(Z``]]UˇG~}P] ˙]}(i}vov}]l˙`˙Zv]u `]GlP}vv]XMZ`]Uˇ}˙(}}P( u}ˇ}]B`v]ViG]˙ˇ˙] }Pv]}v˙RvG]Ul]Rilu}vX


JliT`}i}]v]vvuÓ v] A ˙v] ó (}}P(XD}˙Gó (}}P.óv˙Vł]}]v]}˙RiGB ó U o}}l}˙˙UiP}ł]ói]}Z}óPv] ł] c uivił]Glóóvóv]łlˇi (}u]ól]X VB ]V``]o`˙`RXKZ˙V oC]]vi`ˇv]iÓ Wó˙l]uił}ióvóv]Uoivó˙RU lZvió]iu]]G}}V˙U˙Vu}i ]łó]v˙ł]ovł˙łłCvX ˙C ]vˇ˙](}}P.Ó P}ól}ł}Z}łVuˇ˙Bó(}}P.]Uoó

}]G}˙ol}óu]V}c]}ól]XP}łóG.uG uó ]P} ó ˇ˙iGX ˙C uil]v}`}il˙(}}P.vÓ Ov]iui ó uv]˙}łv]iGB ó U lóó Vv]](}}uv]oiXP}} u]]G}u˙V]vPvi]łiG] ó U}v]łˇ }u˙óv]i]G}v}v]lov˙uó]VuX T`}iuv]Ó ˙BB łVc]]ouPo]]ól]X T`}i(}}P.cTRR]o}( VvŚ voV]G`}.iovi oli] Ivv}voL]}vFoX G} C `˙˙V`}ivl}vl˙Ó POST SCRIPTUM

51


52

POST SCRIPTUM


S

ztuka jest dla mnie

koniecznością

POST SCRIPTUM

53 53


54

POST SCRIPTUM


lˇ˙u Z uó UP˙l}wóG}ilU u]Gł˙˙VBiG] ó vil vił]Glóo]óGl}vlZłX cL]v]oo}Ś}](}}P.]U lZ`˙l}vV`}lXT}˙V ˇ˙}ilU`lZ˙vPˇ}`V} ]GVl]u}}}Z~vl]U ul]iˇ˙l]Ul}u}o}PU]XZX T}˙V}viV`˙v]l] }Vu]iX˙C u}ˇvu}˙u }`]]B`]GiÓ łóZ Vu ó ł]ol]}ó]łovó˙U ł]ó]Vu]Ril}l]XPl]u}]u v]u ó vió]ił}ov˙u]]}u] ˇ˙i˙u]vó]u]XM}]uu˙Vu ó ˙V} }lóv]vó˙łRUil}]v]w ł˙ół}o}v˙RUR]VuRł˙]B GPZ ó ovł}}GU˙uB ó ]R ło}]Y

N]lZT`}]RiGB} cul˙lwl]ŚU}˙v]iv]`˙lV˙u]U }`˙il}`˙u]X˙` Ż l}o}˙U `]v˙l}vU˙o]v]X D}u˙ou]GUˇu}`l`]Ó Oó˙ł]c]XL]G}ló˙łBłu}]R Rouv˙lo˙ul˙lwl]iU ˙iUl}o}˙]łó}˙XMu}łˇ˙VR ]}łVcv].v]iu}i}ˇu}cBXT} lˇGcó Bu}iił˙}ł]ó]il}˙˙X W]u]v]P}S]uˇ˙GC]u˙R ˙˙v˙RVv]w]`˙u}vi Po]]XD]GliG}u}`GXRC

POST SCRIPTUM

55


56 56

POST SCRIPTUM


RICARDO MODI

POST SCRIPTUM

57


OoPJl]`]rSvl}

Z pisarką Ulą Ryciak rozmawia Anna Maruszeczko

„Intuicja jest jednym z moich głównych narzędzi”

58

J v T`}]R } ] c] ] v l ˙ V} BU l Z u i } P}U ˙ } B }`}i}v v]]`U˙`]ˇu] r ˙B]G˙uU}}ŚX˙C }lˇ T`}i˙V}BÓ Może to raczej jakiś głód wewnętrzny, odradzające się pragnienie? Odkąd pamiętam, ciekawiła mnie sytuacja zejścia ze ścieżki, którą idę i wyjścia gdzieś poza to, co znam. To mnie prowadzi. N] u } ˙ } v] ]G U }u}`] v] U }u}`] v] ]G P]Ó Tendencja nomadyczna nie wyklucza pragnienia zadomowienia. To dwie figury, które są w nas równocześnie, tak jak światło i cień. I czasem coś nas przechyla w jedną stronę, a czasem w tę drugą. BoviÓ Zazwyczaj wychylam się w którąś ze stron.

POST SCRIPTUM

Woˇv}]}P}Ó To są stany ducha, czasem impuls wypływa ze mnie, ale zwykle rezonuję z jakąś sytuacją wokół mnie, z jakąś osobą albo jakimś prądem nie do końca uchwytnym. J`ˇo]`uU`˙`]}] r G]˙U]uo˙Uv]`ov]v(} r ui`vXD]]iˇ`˙VU ˇiVv]K]Gˇ˙X Intuicja jest jednym z moich głównych narzędzi, za pomocą których rozpoznaję świat i poruszam się po nim. Łatwo wyczuwam różne fale energetyczne, które krążą wokół. Z ` `] ] V U ˇ u ` } ] l`V]`}BÓ Myślę, że instynktownie tak działałam. W podróży od zawsze kierowałam się intuicją. Czułam, że mam pójść w tę stronę, a nie w inną. Czasem mimo informacji: „Pójdź tu”, jakiś zew mówił mi: „Nie, pójdź tam. Tam coś na ciebie czeka, coś tam jest dla ciebie do


zobaczenia, do przeżycia, do poznania”. To zawsze działa. T˙ ] ] ]v ]i U `]o v ]Pv}iii}}`]]Y Chyba każdy ma swój moment gotowości, by sobie zaufać. C} ]ov]i `˙`ov˙ i vU lo]u }V v˙U ` lZ ˙u o ] ]GPi}v]l}v`vi}vovu} r ˙}vv]Xv`]u Z ]GU]Gl] uX Doszliśmy do momentu, w którym pewne paradygmaty się wyczerpały, zawiodły nasze nadzieje, więc otwieramy się na to, żeby inaczej myśleć o stylu życia, o naszej planecie – Ziemia już nie jest tą przestrzenią, którą mamy eksploatować, ale tą, z którą mamy współistnieć. Zaczynamy troszczyć się o drzewa… Wiele osób czuje, że jesteśmy w jakimś momencie przełomu. Nieuchronnie zmienia się nasz stosunek do uniwersum, choć próbujemy jeszcze trzymać się starego wzorca, bo jest znany. Nowe jest jeszcze niezdefiniowane, nie mamy nawet języka, którym moglibyśmy opowiedzieć nowe modele życia.

P} C lVÓ Tego, co wspólne. Spędziłam z tymi kobietami trochę czasu, mimo że nie rozumiałam ich dialektu, znajdowałam to, co nas łączy, co wykracza poza język. Gdziekolwiek pojechałam, prędzej czy później wyłaniała się jakaś nitka połączenia, przebijała się przez tkankę różnych odmienności. C ˙u i o C ] ] } l ˙` v] U ˇP}`ZovP}i`]GiUv]ˇ˙ ]G}l}`}`˙`V}ÓC}} `}BÓ Z jednej strony to daje poczucie przynależności do planety Ziemia, ale z drugiej – to lekcja pokory, w której odkrywasz, że nawyki, z którymi przybywasz (niby takie ważne, cywilizowane) to jedynie jakaś umowa społeczna. Ważna tylko tam, skąd pochodzisz. Tu, gdzie się znajdujesz, co innego jest ważne i musisz z tamtej wersji siebie trochę się wycofać. To forma samorozwoju,

która cię otwiera na innych i inne warianty losu. N]Vl]ˇlG}]Glv˙u˙o Poławiaczki pereł… Wiele lat temu przeczytałam gnostycki hymn o perle i odnoszę wrażenie, że ciągle mi towarzyszy. Perła to metafora tego, co chcemy w życiu odnaleźć. Można powiedzieć, że to ten tajemniczy cel naszej ziemskiej wędrówki. Moje cztery bohaterki porzucają swoje domy i szukają swoich pereł na odległych krańcach świata, ale tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie jesteśmy – świadomie lub nie – zawsze tej perły szukamy. T}il]ˇl}}`}Zˇ}` r v]X Opisuję rzeczywistość sprzed stu lat. Moje bohaterki nie znają telefonów, GPS-ów, podróżują w czasach, gdy postrzeganie kobiety jest dużo bardziej konserwatywne. Choć dzisiaj wciąż

AvBV}`}}}V}`lX Tak, gdy nazwiemy uczucie czy jakąś emocję, to łatwiej nam z tym być. Nazywanie świata porządkuje obraz świata w nas samych. Noˇ}}ZˇiÓ Kiedyś wciąż wyruszałam na długie, niezaplanowane wyprawy, spędzałam po kilka miesięcy, przemierzając jakiś odległy kawałek Ziemi. Bardzo wtedy potrzebowałam tych długich dystansów. C} ]G ` T}] u]v]V}U P˙ v r V]G`GP}˙vUv]vvU iuv]˙`]}BÓ Wchodziłam w stan większego otwarcia, z wielości doznań brała się potrzeba opowiadania świata. Zawsze poprzez ludzi. Moimi bohaterami były całe społeczności – na Alasce były to na przykład żony rybaków, które przyjeżdżają do Seward kupować nici do sieci. W Gwatemali – Indianki z Chichicastenango, które przyjeżdżają na targ sprzedawać swoje wyroby.

OoPJl]`]rSvl} POST SCRIPTUM

59


U L A R YC I A K

Pisarka, podróżniczka. Opublikowała kilkadziesiąt reportaży z pięciu kontynentów. Jednak wydarzyło się coś, co sprawiło, że przestała szukać bezimiennych bohaterów na dalekich krańcach świata i zaczęła podświetlać życiorysy kultowych postaci, ludzi ikon, często – jak mówi – błędnie ometkowanych. Z czułością, dociekliwością, w poczuciu misji zdejmuje klisze, które przypięto do tych postaci, i ujawnia to, co w nich nieznane, nowe, emocjonalne, kobiece. Jest autorką bestsellerowej opowieści o Agnieszce Osieckiej pt. Potargana w miłości (2016) , a także biografii: Nela i Artur. Koncert intymny Rubinsteinów (2018), Niemoralna Kalina (2021) i in.

jeszcze nie jesteśmy społeczeństwem równościowym, świadomość jest nieporównywalnie większa niż na początku XX wieku. Wówczas kobieta, która opuszczała dom, by wspinać się w Himalajach czy badać motyle w amazońskiej dżungli, uchodziła za szaloną. Sam akt porzucenia domowego ogniska był już złamaniem konwencji społecznej.

P˙v]}`]]vUoo r P}v]Ó Wydaje mi się, że nawet dzisiaj to jest aktualny temat – ta gotowość, żeby usłyszeć wewnętrzny zew i za nim podążać. Kobiety robiły to już od bardzo dawna, niektóre były w tym bardzo spektakularne, a nadal nie opowiada się ich historii. Herstoria ma tyle białych plam…

Alu v]˙`Vi ˙`]ovi }`P]X W]ol]u`˙]Vl]uX Kiedy na przykład Ewa Dzieduszycka chciała jeździć rowerem, musiała pokonać coś, nad czym dzisiaj w ogóle się nie zastanawiamy – musiała wytrzymać szyderczy śmiech otoczenia, ale i znaleźć sposób, by podpiąć swoją suknię tak, żeby nie wkręciła się jej w szprychy.

T l}] ˙ u ]G v] }u]vV˙ }ov}U}vv]XR}]V˙`}iU lV˙`}]RVX Trudno było się im przebić przez męski świat. Towarzystwa Geograficzne składały się z samych mężczyzn, dla których podróżniczki były niewidzialne.

W`v˙uu}uv]}]V v]˙`}``}]R]v r DoP}}v}`]V}v]R }`v]RUV}]˙`B v]BÓ ]u]vv˙R}RZ`]} r Lubię rzucać światło na kobiety ze- }`˙RUv}lv˙RP]v pchnięte do cienia. Mamy mnóstwo }rV]v] `R w ]l relacji na temat mężczyzn podróżni- `]B}APv]O]l]iUlˇ ków, natomiast podróżniczki przepa- }P˙`v˙u˙Vu Potargadły na zakrętach historii. Chciałam je na w miłości.DoP}ÓIl}v]v wyjąć z niepamięci, bo były niezwykłe }BU`v]iiˇ˙o}v]i w odwadze stawiania się do swojej }`]]v}Uv]v}X wolności. Byłam wiele miesięcy w Indiach, ćwiczyłam jogę, medytowałam, uczyłam się tantry, próbowałam ajurwe-

60

POST SCRIPTUM

dy. Po jednym z dłuższych pobytów w aszramie postanowiłam spełnić swoje marzenie i spędzić Boże Narodzenie na Andamanach. Kupiłam z wyprzedzeniem bilet na prom i w dniu rejsu przyjechałam do Ćennaj (czyli do Madrasu). Idąc przez to strasznie zatłoczone miasto w kierunku portu, nagle usłyszałam grajka. Stary człowiek miał bardzo dziwne instrumenty, siedział i grał. Wszyscy go mijali, a mnie coś zahipnotyzowało. Stałam i słuchałam. Świadoma część mnie mówiła: „Co robisz? Masz mało czasu, idź już do portu”, a coś innego powstrzymywało mnie, jakby pochwyciła mnie jakaś siła większa ode mnie. Tkwiłam tam, mimo że jestem osobą punktualną… Ludzie szli w swoje strony, a ja siedziałam na plecaku i słuchałam. Nie wiem, ile to trwało, jakbym straciła poczucie czasu. W pewnym momencie muzyk przerwał, zabrał instrumenty i odszedł w milczeniu. Ocknęłam się i zaczęłam biec, przepychając się przez tłum, spocona ze strachu. Kiedy już dobiegałam do portu, zobaczyłam, jak mój prom odpływa. Popłakałam się, nie mogłam uwierzyć, że zrobiłam coś tak absurdalnego, że pogrzebałam swoje marzenie, bo zatrzymały mnie brzmienia ulicznego grajka.


N`]Gv]˙i˝v]o]]X (śmiech) Nie mogłam w to uwierzyć. Zapłakana wsiadłam do autobusu, pocieszając się, że spędzę te święta w wiosce Mahabalipuram, a na Andamany popłynę za tydzień. Nazajutrz zrobiłam poranny spacer brzegiem oceanu, weszłam na wzgórze, zaczynam jogę i nagle huk. Podnoszę się z „psa z głową w dół” i widzę, jak opada na plażę gigantyczna fala. Ci, których przed chwilą minęłam – spacerujący, rybacy, ich łodzie – wszystko znika, w jednej chwili zabiera ich woda. Zaczęła się ewakuacja całej osady. Dwa dni później dowiedziałam się, że tsunami zatopiło ten prom, na który się spóźniłam, całe Port Blair, do którego chciałam płynąć, zostało zalane. TvPil}o]VC]ˇ˙]X Był moim tajemniczym stróżem. Czułam, że dostałam drugie życie w grze, więc pod wpływem jakiegoś impulsu pojechałam do Kalkuty i w ramach wdzięczności zatrudniłam się jako wolontariuszka u matki Teresy, by opiekować się umierającymi.

E l u ov] } ` ˇv] X N u] G vu]X Poczułam, że mam to zrobić, ale gdy przyjechałam do Kalkuty i przekroczyłam próg ośrodka, ogarnęła mnie panika, uciekłam i snułam się ulicami jak obłąkana, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nocą przyśniło mi się, że ktoś mnie prowadzi za rękę do tego ośrodka. Rano znów więc tam poszłam. W il] }Z }]l}`V ]G ˙u] o˝u]Ó Siedziałam przy umierających kobietach i towarzyszyłam im w odchodzeniu: trzymając za rękę, poprawiając poduszkę, zwilżając głowę. Gdy po kilku tygodniach stamtąd wyjechałam, dotarło do mnie, że będąc z tymi kobietami w najbardziej intymnej chwili ich życia, kiedy umierały, właściwie nic o nich nie wiedziałam. Znałam tylko imiona niektórych z nich. Poraziła mnie ta podwójna kruchość losu, że człowiek odchodzi, nie zostawiając po sobie śladu, żadnej opowieści. Dotarło do mnie, że już nie będę opowiadać o zwyczajach odległych plemion, że chcę opowiadać pojedynczą historię człowieka, z bliska.

Ni]`}O]l]iY Myślałam, że będę opisywała kobiety zapomniane przez historię, tymczasem dostałam propozycję napisania o Osieckiej. Byłam trochę przerażona. Do dziś nie pojmuję, jak to możliwe, że redaktor naczelna Wydawnictwa Literackiego, Małgorzata Nyczowa w ciągu godzinnej rozmowy zaufała mi na tyle, by mi powierzyć taką postać, a nie napisałam wcześniej żadnej biografii. To była ekscytująca podróż: sklejanie pamięci, zdejmowanie masek, klisz kulturowych, poszukiwanie tego, co ukryte, intymne, wstydliwe. Nie po to, żeby kogoś obnażyć, bo nie o to chodzi w biografii. Ale żeby się zbliżyć do bohatera, wejść w taki stan otwarcia, który pozwala rozumieć, a przynajmniej próbować… Jednocześnie nie ujawniając wszystkiego, zostawiając pole dla odczuwania, domysłów. WV}vGÓ Nie nazywam tego autocenzurą. To, co mnie prowadzi, to rozpoznanie mapy wewnętrznej mojej postaci. Chcę dotrzeć do tego, dlaczego ona tak, a nie inaczej musiała się zachowywać.

Kolekcjonerka poruszających i budujących historii kobiet. Od lat rozmawia z nimi na łamach prasy, w telewizji, w radiu i online. Autorka kanału na Instagramie: „Między Bugiem a prawdą“ oraz podcastu „Wojowniczki&Wojownicy“. Realizuje się i rozwija w tematyce społecznej i psychologicznej. Twórczyni i wieloletnia redaktor naczelna magazynu dla kobiet „Uroda Życia”. Współautorka i autorka programów telewizyjnych w TVN Style – „Miasto Kobiet”, „Kobieta na zakręcie”, „Bez oporów” oraz w TVN, DDTVN, Canal+, TVP1. Przez wiele lat członek Zarządu Fundacji TVN „Nie jesteś sam”. Równocześnie redagowała i prowadziła autorskie audycje publicystyczne m. in. w radiu TOK FM i Radiu Plus. Publikowała w „Tygodniku Literackim”, tygodniku opinii „Ozon”, magazynie „MaleMen”, „Elle”, dwutygodniku „VIVA!” (cykl „Sztuka wyboru”) i in. Współpracowała z Ośrodkiem Rozwoju Osobistego Kobiet „Dojrzewalnia Róż”. Członek Kapituły plebiscytu „Warszawianka Roku” oraz „Ambasador Wschodu”. Zaangażowana w projekty lokalne na Podlasiu, m.in. „Chopin nad Bugiem”. Przynależy do grupy Angry Parents, wspiera Młodzieżowy Strajk Klimatyczny i inicjatywę Operacja Czysta Rzeka.

ANNA MARUSZECZKO

Dziennikarka.

POST SCRIPTUM

61


Romantyczką, ale i wojowniczką. Bardzo dbała o swoje interesy. Kiedy odrzucano jakąś jej piosenkę, którą chciała zaprezentować na festiwalu w Opolu, nigdy nie puszczała tego płazem. Szła do dyrektora, pisała pisma… Tak samo stanowcza była przy wyborze kompozytora czy wykonawców. Żadnych kompromisów. Także z tej romantyczki, potarganej w miłości, która wszystko robi mimochodem i snuje się po Saskiej Kępie, wychodziła prawdziwa wojowniczka, stojąca na straży swojej twórczości. To nie przypadek, że tyle zostało po Osieckiej, ona o to zawalczyła. C}}v˙UˇO]lic r v}R`˙v]Ulv]}v r `ovŚÓ …że jest kameleonem, w zależności od tego, z kim jest, ujawnia inną twarz. Ona bardzo łatwo zaprzyjaźniała się z ludźmi. Dużo osób miało poczucie bliskości z nią, a więc i poczucie dostępu do prawdy o niej. Te prawdy różniły się od siebie, poznałam więc wiele Agnieszek Osieckich. I musiałam te rozbieżne obrazy nanizać na jeden sznurek, żeby powstała opowieść.

OoPJl]`]rSvl} ˙o] C }RGc˙R}o}P]iŚÓ O, nawet nie trochę! Zv ` ˙ o] ˙ ]GU P ˙ ` ]}P.] i ˇ} ˙R}o}P]]U `Ó To dobrze, że są różne rodzaje opowieści, ja lubię nurkować głęboko. Wierzę, że to otwiera czytelnikom przestrzeń do intensywnego spotkania z moją bohaterką… a czasem być może także z samym sobą. D}R}v]}]}˙V}`]lX Do rzeczy ukrytych. Ale nie mam złudzeń, że można w pełni kogoś poznać. To zawsze tylko próba bycia coraz bliżej. ˙C }]}lˇ`}]u]i]U ˙iB`}ii}Rl]lo]U uv]`]o]`Uu `G(Vi]}Gi}}˙Ó One są i fałszujące, i spłaszczają człowieka, wkładają w schematy, a z tego bierze się szafowanie ocenami, zabójcze dla funkcjonowania takiej postaci w przestrzeni pamięci. Można powie-

62

POST SCRIPTUM

dzieć, że fotograf szuka światła, bo chce dobrze oświetlić swoją postać. Ja robię coś odwrotnego – szukam cienia w człowieku, ale unikając jednocześnie ocen. N] } ] P} } } U ˇ ˙ l}P} }vˇ˙B U ˇ˙ i`v]B } `˙o] r ` P} U l}u }u] i P} X W G ]`v] U u } `}]R }] } v l u ˙ v˙U i l ˙ ˙V v]u] ` o]l]i o i] X K] ˙ } r `] ] V v ` P ci l ` `] l uVˇwl]uŚX Jvl o]l}B u}ˇ }`]B}v]}]l˙`v}]X To jest intymny związek, ale to właśnie w bliskości widać najwięcej. Nikt nie wychwyci w swoim mężu tyle wad co żona. Widzisz to, co niewygodne, ale podejmujesz to, co służy opowieści. Z ˙ u i u˙ ] G R` ] o G ˙ Potarganej w miłości U ˙ A Pv] O]l]iX C} C] }}`] ]V ]v r ]i W il lo]G iB ] ˙ C]]G}V}Ó Na przykład to, że Osiecka była oderwaną od ziemi romantyczką.

W } ] R U lZ }] i U i `] v R l ˙ ˙ v˙ ˙ W PVZ u} i}v ov˙U PVZ B X C ˙ A Pv] l O] l U lZ } ` r V ` ˇ˙] l `]o ]v }` r v] } ]vv˙R o]U lˇ }`} P}PV}]]VÓ Była idealnym przykładem kobiety głodnej uczuć. Kiedy ma się taką właściwość, nieważne, ile uczuć dostajemy, ważne, gdzie się tego nie dostało na początku. I tęsknota za tym brakiem z dzieciństwa steruje życiem. Żaden kolejny adorator nie zaspokoi pierwotnego głodu. J o] ]G P} i l} v] } `}] U v] iYÓ Osiecka była bardzo świadomą siebie osobą, może gdyby przeszła swój proces terapeutyczny, mogłaby się od tego głodu uwolnić, inaczej zawiadywać swoim życiem emocjonalnym… Jl]WO]l}VU˙V } v U u l}V}`V} ]G u} r i}v ov] X P ˙ l]u v Gˇv] } u]˙Bv]Y Poczucie samotności nie zależy od liczby osób wokół nas.


C ˙ `] }l V C ] ` ]G v}B l]`]vlO]l]iÓ Ta książka bardzo dużo zmieniła w moim życiu. Dostałam mnóstwo listów od czytelników. To mnie bardzo zasiliło, bo zobaczyłam, jak ludziom potrzebny jest taki rodzaj opowiadania o człowieku. M}ˇ `V v] v `˙u] r ˙v˙o]lo]]}P.Ó Czytanie biografii to zawsze ryzyko, bo w czyimś życiu możesz natknąć się na coś, czego nie chcesz zobaczyć w swoim własnym. Ale możesz coś z tego wziąć, uruchomić coś, co w tobie zamarło, zainicjować zmianę. P} } u `] iu˙ } l}o ˇ v A Pv] l] O ] l] i ] i v} v] T`}]u } v]u ]}P (] v˙u ]o Niemoralnej Kalinie X K]ˇlG }`]u}'}PcTlilov]l} r . }˙B l}i v] R]}]G

`Ul ]VV}`]lu}ˇv }˙B iP} ]}P.GŚ ~Ao˘v L}`v Miłość, seks i serceZX Jl } r `V l}v }iv] v }B l }u˙U }ol]i M ]o˙v M}v r } ˙ B ]P] B } ˙ r u u}˙ P} u˙lwl]P} ˙R}˙]˙R]˙Ó Od wielu lat bardzo interesuję się różnymi technikami pracy z ciałem. Badam to, sama dużo praktykuję, coraz głębiej w to wchodzę. Kiedyś miałam tylko przeczucie, a od kilku lat już to wiem, że ciało jest naszą mapą, mapą naszej pamięci, wszystko się w nim zapisuje. Niewypłakane łzy, wszystkie nasze zranienia, chwile euforii – ciało to niesie. Kiedy zaczęłam pracę nad Kaliną, jej ciało było ciągle na pierwszym planie, cokolwiek zaczynałam czytać, zawsze prędzej czy później trafiałam na rela- łam, że ciało jest punktem wyjścia cje typu: a że miała ten niesamowity do tej historii. Nagle wszystkie rzeczy, dekolt, wspaniałe pośladki… Poczu- których się dowiedziałam przez lata, których doświadczałam na warsztatach pracy z ciałem, zaczęły się w niesamowity sposób łączyć. Dlatego książka ma strukturę ciała. TlU]v`˙˙R}]VZ`P} O}OloXAo}`ov] v˙Uˇ}]i`l]ˇ ˙v}P]Ko]v˙X Przez ostatnie lata nauczyłam się rozpoznawać, jak działa pamięć ciała, na przykład obserwując kobiety, które doświadczyły traum, ale nie miały możliwości, by wypłakać swoje łzy. Z różnych powodów, bo na przykład miały dzieci, którymi się musiały zajmować, i nie było czasu ani warunków, by przeżyć swój ból, więc musiały się zacisnąć, odciąć od trudnych uczuć. Zaczęłam przyglądać się, jak to fizycznie pracuje w ciele i jak się potem przesuwa na nasze emocje czy sposób zachowywania się, na relacje. Bardzo widać, jak głęboko to w nas pracuje. P]GlvUl]V}Ko]v˙JG r ]lX˙V B v]P}}`}o}vXGV v]u`]uV˙U`Ó Na pewno bardzo długo była z niego zadowolona i lubiła je eksponować. Lubiła się też tym bawić. To jej kuszenie było wyzywające, ale też w jakiś sposób komiczne. Z czasem ciało wymsknęło się z ram, straciło atrybuty seksbomby.

OoPJl]`]rSvl}

POST SCRIPTUM

63


GV} Z ˙B`]GiP}]VY Dużo więcej. Pojawiły się różne dolegliwości, Kalina zaczęła tracić kontrolę nad ciałem. Podczas ostatnich recitali nie miała siły wchodzić na scenę. Ciało stało się przestrzenią oporu, bardzo musiała się z nim zmagać. Jl ulG `˙l]u V} C ] ]G i B i ]l}v˙ Ó B } u uZ`] U ˇ `]o lo}`˙R }] }V}iˇˇ˙]v]`]o]`] }ul}`v˙RX Kalina nosiła metkę bezkompromisowej kusicielki, która zawsze stawia na swoim. I to, mam nadzieję, rozmontowałam, odsłaniając warstwy kruchości i niepewności w Kalinie. Była osobą niezwykle emocjonalną. Z euforii bardzo łatwo przechodziła na drugi biegun – w stan rozpaczy. Starałam się odsłonić właśnie tę jej delikatną część, nienasyconą, dziecięcą. Ona ciągle miała w sobie to głodne dziecko. I to chciałam pokazać jako przeciwwagę dla tej pewnej siebie seksbomby. S l } u ˙ v ] l} v ] v ` ] r }vi ]vv l}] ˙U v ˙ r lV l]UlZ v] ]V˙ }] `}i l}]}] o} l] U lZ `]]V˙`v]iP}ˇv]o`}]R `]lZ`X C ˙ˇ˙ v]i } lv] V}]Gˇ}`P}PV}BÓ Tak przypuszczam. To był napęd, to ją prowadziło. Tak działa nałóg. Człowiek karmi głód, bo ten głód jest nie do zniesienia. Ale to nie jest wybór, tylko przymus. IKo]vJG]lU]Pv]l A O]l u]V˙ }]Z`U lZ ˙ ˇ˙o] `}ir vGU o]v]uU o i v] r }`˙`o]`}]RuUˇ˙o]˙uU }R}]V}v]]]}˙` r V} ]G ` l] ˙ ]vv˙ l˙iv˙ }ZX Bierzemy na siebie niewypłakane łzy naszych przodków. Lubimy myśleć, że zarządzamy swoim losem, że możemy wszystko, ale często niesiemy bagaż nie tylko z naszego dzieciństwa, ale i z życia naszej mamy, ojca albo babki – to, co było dla nich bolesne, ale nie udało się tego po drodze uwolnić. T}]Gv]˙v]}V˙v]X Dzisiaj już wiemy, że traumy wojenne można i trzeba leczyć, bo trauma

64

POST SCRIPTUM

wojenna nie kończy się na pokoleniu uczestników tego doświadczenia, tylko przechodzi na kolejne generacje. Od lat się tym interesuję i porusza mnie to, że jest coraz więcej narzędzi, by zmieniać los, uwalniać te ciężary. Ale oczywiście pięćdziesiąt lat temu nie było takiej możliwości. Ż˙] Ko]v˙ JG ]l v] ˙V} ˙ol} l}o}}`UivU˙V}`v]u} r } ] ]v] X A ivl `]o v U v`v]˙ol}l}]UR]V}˙˙B }RGil}vX Najbardziej kuszący jest chyba ten rodzaj wiary siebie, który miała. W książce przytaczam wiele przykładów, między innymi jak zachwyca się swoimi stopami. To ma nieco komediowy wydźwięk, ale kiedy spojrzeć głębiej, to jest to opowieść o samoakceptacji. Nieważne, czy twoje stopy są szerokie czy wąskie, ważne, czy je lubisz. Ciało nie musi być definiowane przez to, jakie ma proporcje, tylko przez to, co my czujemy. Kalina może nas zainspirować do tego, by polubić w sobie niedoskonałości. Gdy my je polubimy, polubią je inni. Kalina była w tym cudowna. Oczywiście miała godny podziwu biust, ale miała też dużo części ciała, o których obiektywnie można powiedzieć, że były niedoskonałe. Nie miała pięknych nóg! Natomiast sposób, w jaki je prezentowała, jak o nich mówiła, sprawiał, że ludzie byli nimi zachwyceni. Marzę o tym, by kobiety coś z tego wzięły dla siebie. W}i]RE]RoP}`]]V l]˙Uˇl}`vl}]} lUlZ]]`v˙ul}l]uX Ko]v}V]GR˙ˇ `v}]]]Ó Ona się tym bawiła i czerpała z tego przyjemność. W tamtym czasie było wiele kobiet, które miały cudowne proporcje, ale ona miała dar lubienia siebie. Ivvlo]UlZv]Vˇv]˙ r }V}Ko]v˙Ó To, że sprawdzała się tylko w rolach kusicielek. C}ˇ˙V}}`}uii}˙X Tak, miała ogromny talent komediowy, który nie został wykorzystany.

P] ˇ } ˙u U i l Z ˙ l C ˙ r ol] U `] }u ii u}ˇo]`} ] l r } l]R U } ˙ v] U ]v o]Pvi] r RGV i U ˙ ˙V } ˙l B]urrB}uX Kalina miała wspaniałe poczucie humoru, ale nie chciała grać w Bim-Bomie. Uważała, że kabaret jest nie dla niej. Ona chciała być aktorką dramatyczną, grać na wielkich scenach. Jl] `V˙` v ii }Z ˙] u]V (lUˇv]u]V]]Uˇ}}v]VÓ Ogromny. Jednak kuszenie mężczyzn było bardziej związane z głodem emocjonalnym, który wyniosła z dzieciństwa. Myślę, że niezrealizowane pragnienia macierzyńskie przejawiły się w jej miłości do bezdomnych zwierząt. To się nasiliło zwłaszcza po śmierci Stanisława Dygata. Z czasem miała ich coraz więcej. P} } v} } ]V `] v ˙iG ] X Sl}u]P}iÓJ To gotowanie było też formą kuszenia, było bardzo teatralne. Kiedy coś podawała, była uwodzicielska. Zawsze czekała na uznanie dla swojego dzieła. ˙o] C v]iPVZli]]}i] ˙Vv]l}w}v˙Ó Był napędem jej życia. Sl]G`]VÓ Myślę, że to wynikało z relacji z matką, która przeżyła wielką stratę i nie miała możliwości, by ją opłakać, więc żeby funkcjonować, musiała się zamrozić emocjonalnie. Nie mogła jej dać takiego ciepła, które daje kobieta kobiecie, które płynie w rodzie w żeńskiej linii. W zamian dawała jej nadopiekuńczość. C˙o]}v] ˙V} lUˇ}v v] ˙V }]l}`vÓ Była zaopiekowana. Nakarmiona, otoczona troską. Ale to nie to samo, co czułość, a Kalina właśnie tej czułości w sposób szczególny potrzebowała, bo była bardzo wrażliwym dzieckiem. Od ojca dostała pewność siebie, odwagę, dar autoprezentacji. Zatem idąc przez życie, mogła prezentować się jako pewna siebie osoba, bez kompleksów, ale cały czas, świadomie czy nieświadomie, uzupełniała braki ciepła.


`]V Z ]G ˇ} ˙u } ] r ]Sv]V`uD˙PuXC]l`U }]ˇv]}`]˙V.˙ r }iX Jej ojciec zostawił matkę i związał się z inną kobietą, więc w życiu Kaliny od pewnego momentu było go mniej, a nadal potrzebowała czułego ojcowskiego oka. Dygat to jest pewne kontinuum. JivT`}i}RlW Av]oR]v]vUu]`˙]v lRlU`˙lV}vU]Glv l}]XP}}vuGˇUlZ r u}`]G]Vˇ˙]X}`]V Z iU P˙lvGVu]`]GB]] r lJDoP}i`]GV}oGÓ Nela wpada w pułapkę miłości, w rodzaj zaśnienia i projektuje sobie wymarzony obraz na mężczyznę, którego kocha. Mimo, że wyobrażanie nie pokrywa się z życiem, chce w tym śnieniu trwać, żeby nie naruszyć swojego marzenia.

Autorka obrazów: Olga Jaśkiewicz-Steranko

}B VP}}`V}X Nela stała się ofiarą własnego marzenia. Wszystko się wywróciło. C } R]V l}uv]l}`B `] }}`]]Ó Postawiłam pytanie o cenę, jaką płacimy za życie snem. Czy warto uciekać od rzeczywistości, dryfując na obrzeżach realności, czy też w jakimś momencie może lepiej roztrzaskać się, ale stawić się do tego, co jest prawdziwe. Opłakać złudzenie, a potem dokonać zmiany. Często oddalamy ten moment, bo to się wiąże z zakwestionowaniem pewnej wizji siebie, do której zdążyłyśmy się przyzwyczaić. I ten lęk, że się rozpadniemy, kiedy ta prawda stanie się jawna, jest czasem tak wielki, że wolimy trwać w iluzji, mimo że coś już się wyczerpało. C ˙ u}ˇv }`] ]BU ˇ }v ˙ Va l}]PvÓ Nie ma dla mnie przegranych kobiet. Nie wiemy, jaka byłaby alternatywna biografia. Czy gdyby Nela wcześniej porzuciła Artura, życie dałoby jej dostęp do szczęścia? B}]ˇ`]o]`v]VU l}o}}`ˇ˙]X Z pewnością. Ale u kresu była bardzo zraniona i obolała.

Jl]v]u]v]T`}iˇ˙]Ó Pisanie już tak przenika moje życie, że nie bardzo wiem, gdzie przebiega granica. To jest nieustanne uczenie się pokory i uważności na to, co możesz zobaczyć w innym człowieku, czego nie znałaś. Dużo medytuję i to bardzo otwiera umysł. M˙iv]˙ol}u˙o }}]Uo`v]ˇ Z }`}]R }RRÓ Tak, czasami stawiam w medytacji jakieś pytanie. To działa jak fizyka kwantowa – wypuszczasz impuls, a świat na to odpowiada. Pojawia się jakiś przebłysk, inspiracja albo odpowiedź.

Tl}`iT`}i]}P. P˙u˙u˙R}o}P]v˙uÓ To jest zawsze połączenie logiki i metafizyki. ~u]RZ Ii`T}]}RGO]l]iU }RGJG]lU}RGNo]Ó Każda z bohaterek zostawia we mnie ślady i każda ma coś, co jest mi bliskie. [AM] R}u}`}]`˙˙s i}`vu˙o}}] Wojowniczki&Wojownicy w serwisie u]v]}`˙uS}(˙X https://open.spotify.com/ show/3RjoeghoM8ZSU9RiAX2cmA

POST SCRIPTUM

65


MAGDALENA PIEKORZ TEATR Być albo nie być nie ma już pytania czy świat się całkiem zapędził w swej pysze że woli znosić złośliwości losu niż skargi duszy umęczonej słyszeć ? W kulisach Hamlet ze spuszczoną głową na próżno czeka swojego występu ktoś rangę odjął niewygodnym słowom na scenę Hamlet nie ma dzisiaj wstępu A więc kurtyna znów nie pójdzie w górę nikt się nie wzruszy i nikt nie zaśmieje a cynik tylko spogląda z ukosa i myśli sobie że nic się nie dzieje

PROŚBA Tylko nie całuj mnie w usta mogę jeszcze coś poczuć i roztopi się serce zimne jak lód nie zobaczysz łez w kącikach mych oczu tylko nie patrz bo jeszcze zdarzy się cud I nie czytaj mi wierszy mogę jeszcze rozpoznać co sprawiło, że dusza ci pękła na pół nie odnajdziesz żalu w moich źrenicach ani tego, że klęska przyniosła mi ból I nie próbuj odgadnąć czy choć trochę kochałem czy też kłamstwem podszyty każdy mój czyn dziś nieważne już czy coś zrozumiałem skoro szczęście nasze zmieniło się w pył

66

POST SCRIPTUM


III WOJNA ŚWIATOWA Więc nie dostrzegliśmy nawet że przyszła zajęci snami o własnej potędze zamiast nad pięknem pochylić się świata chcieliśmy bardziej i mocniej i więcej… Więc nie dostrzegliśmy nawet że przyszła wszak podstęp zawsze najtrudniej wytropić a kiedy prawda jest już całkiem blisko ciężko jej czasem spojrzeć prosto w oczy I nie pomogły tarcze i osłony liczne manewry i ćwiczenia zbrojne żeby taktykę właściwą obmierzyć trzeba rozpoznać jaką mamy wojnę A ona przyszła z oddechem głębokim z tym, co się życiem potocznie nazywa by chwilę ludzkim pobawić się losem a potem zebrać najobfitsze żniwa

w F}}PRv˙Pv C

POST SCRIPTUM

67


Reminiscencje J u l i u s z

O

ile podróże kształcą, to wakacje kształcą w dwójnasób. Bo podczas podróży, bardziej czy mniej egzotycznych, podziwiamy cuda natury czy też niezwykłe wytwory przemijających cywilizacji, ale już w czasie wakacyjnych eskapad głównym celem naszych ekscytacji są… współurlopowicze, którzy bywają wielokroć atrakcyjniejsi niż kamienne niezwykłości, choćby nawet miały tysiące lat i zachwycały niezliczone, głodne estetycznych doznań pokolenia. Tym bardziej te wakacje, już prawie normalne, bo poprzednie zżarła pandemia, zatrzymując zamaseczkowanych i przestraszonych ludzików w domach i we własnych wnętrzach, paraliżując dramatycznymi danymi z pola walki na covidowym froncie. Wojenna nomenklatura, w pokojowych czasach, rozśmiesza, ale i przeraża…

68

POST SCRIPTUM

W ą t r o b a

Wakacje, jak powszechnie wiadomo, służą do wypoczynku. Najlepiej daleko od domu i mordek, które się aż nadto opatrzyły, czy to pod postacią plotkawych sąsiadek, czy wrednego szefa, czy innej, plugawej pokraki, którą człowiek musi oglądać przez okrągły rok. Przecież nawet ziemia tęskni za płodozmianami, tym bardziej człowiek! Ale nie samym wypoczynkiem człowiek żyje. Także obserwowaniem dziwów wszelakich, które znajdują się w odwiedzanych miejscach. Też miałem szczęście być tu i ówdzie, w kraju i za granicą, na północy i południu. Jednak skromna objętość, którą dysponuję, nie pozwala mi opisać tego wszystkiego, co ucho usłyszało, oko zobaczyło, a wyobraźnia dopowiedziała. Będzie więc tylko o krajowym poletku. Na dobry początek i rozgrzewkę wybrałem się do niezbyt odległego Cieszyna,


by się ucieszyć i nacieszyć, bo nazwa tego starego grodu zobowiązuje! Byłem tam na prywatne zaproszenie atrakcyjnej przewodniczki, która wodziła mnie na pokuszenie i po najciekawszych zakątkach miasta, by pokazać, co trzeba. Ale największym, związanym z wycieczką zdumieniem nie były ani wizyta w najstarszej budowli murowanej, romańskiej rotundzie św. Mikołaja, ani widok z Wieży Piastowskiej, ani piękno średniowiecznej figury Madonny z Dzieciątkiem, ani Studnia Trzech Braci, ani wnętrze Kościoła Jezusowego – największej świątyni ewangelickiej w Europie Środkowo-Wschodniej, ani najmniejsza książka w Książnicy Cieszyńskiej, modlitewnik z XV w. o wymiarach 4,5x4 cm… Nie zadziwił mnie nawet… penis wieloryba, z pietyzmem przechowywany w Muzeum Śląska Cieszyńskiego! Zdziwiło mnie natomiast i zmusiło do głębszej refleksji ogłoszenie na murze kamienicy informujące zainteresowanych, że prywatna szkoła uczy języka angielskiego dzieci od… trzeciego miesiąca życia! Niektórym to się naprawdę powywracało w przeuczonych łepetynach! Pozostawię tę informację bez komentarza, który aż ciśnie się na papier! Z niepokojem wyglądam już ogłoszenia informującego, że futurystyczna szkoła językowa uczy dzieci języka niemieckiego od trzeciego… miesiąca ciąży w… łonach matek! Niech gówniarze, zanim zobaczą przewrotny świat, poznają niemieckie słówka i przekleństwa. Na własne potrzeby natomiast poszukuję szkółki chińskiego dla zdziecinniałych i zidiociałych staruszków. Po jednodniowej, cieszyńskiej rozgrzewce wybrałem się nad morze, nad nasz poczciwy Bałtyk, nie jakieś tam morza śródziemne (a denne), bez jodu i bursztynów, bez sztormów i dreszczów, a tylko z bezchmurnym niebem i słońcem, co na okrągło przypieka i opieka – bez litości. Jestem w znanym kurorcie. Nie sam, a z grupą diabetyków, bo zaprosiła mnie ich szefowa, którą poznałem na spotkaniu autorskim. Zdecydowaną większość stanowią panie, więc się nawet zbytnio nie zdziwiłem, gdy pewna zacna matrona na dzień dobry, zadała mi ekscytujące pytanie: – Czy chciałby mnie pan oglądać nagą? – Chciałbym – odpowiedziałem, by być w zgodzie z własnym sumieniem – ale przed czterdziestu laty! Ostatnie dni sierpnia. Idę na plażę. Słoneczko łagodnie grzeje. Szum morza... Kładę się na rozgrzanym piasku. Zamykam oczy. Budzi mnie… gruchanie gołębi. Już myślałem, że to plaża na Krakowskim Rynku, ale zauważyłem, że nie ma Mickiewicza ani Kościoła Mariackiego. Szumi za to, już prawie całkowicie sprywatyzowane morze i… srają niesprywatyzowane jeszcze gołąbki. Dopiero po pewnym czasie pojawiają się nadbałtyckie mewy, w aż pięciu gatunkach, takie, jak należy: rozdarte niemożebnie, jakby to było zebranie Koła Gospodyń Wiejskich przed dożynkami gminnymi albo posiedzenie naszego Sejmu. Uczestniczki turnusu walczą o moje względy. Jedna tak się zagadała i zapatrzyła we mnie, że nie zauważyła ostrzegawczego znaku drogowego, w który walnęła blond łebkiem z taką siłą, że wgniotła blachę, rozbiła okulary

i nabiła sobie wielkiego guza. Nawet jednak się nie skrzywiła i dzielnie stwierdziła (wzorem miłosiernych kibiców naszej dziarskiej, piłkarskiej kadry narodowej, która na Mistrzostwach Europy zachowała się tradycyjnie), że nic się nie stało! Następnie dalej, z wielkim samozaparciem, opowiadała o dzieciach, wnukach, prawnukach i czterech mężach, których zdążyła szczęśliwie pochować, dzięki czemu znowu jest wolna… i mogła dodać filuternie: – Z panem mi się tak dobrze rozmawia, panie magistrze. Jakbyśmy się znali od dziesięcioleci… A może jesteśmy sobie pisani? – zapytała niewinnie, a w mojej mózgownicy zaczęło mrugać żółte światełko ostrzegawcze, więc błyskawicznie spróbowałem sprowadzać na ziemię leciwą matronę: – Ależ, pani profesor, ja mam żonę! (Taktownie nie dodaję, że o 40 lat od niej młodszą).

POST SCRIPTUM

69


– Ale przecież pana żona nie będzie żyć wiecznie, panie magistrze – stwierdziła rezolutnie… Swoją drogą to dziwne – wiara w swoją nieśmiertelność, gdy dokoła umierają rówieśnicy. Nasza grupa diabetyków zżywa się coraz bardziej. Z podziwem przyglądam się sąsiadkom i sąsiadom, gdy z wielkim samozaparciem przestrzegają diety: w dużych ilościach piją wyłącznie czystą wódkę, a nie jakieś kolorowe, niezdrowe świństwa! Ponadto wstają wcześnie rano, by z kijkami maszerować dziarsko po plaży, choć świst z nadwyrężonych płuc zagłusza szum morskich fal. Ale najlepiej widać ich sprawność fizyczną, gdy zbliża się pora posiłku: to niemal cud prawdziwy (nie domniemany), gdy nawet dziarskie staruszki pędzą przed siebie. Za nimi podążają staruszkowie, choć już tylko w celach kulinarnych, bez erotycznych podtekstów! „Moja” pani profesor jest na czołowych miejscach w wyścigu do misek. Zresztą nie tylko tam, bo kiedy dowiaduje się, że każdy, kto chce, może wybrać się na wycieczkę, by zobaczyć żubry, zapala się od razu. Studzę jej entuzjazm, bo widzę, że niewiasta z emocji może wybuchnąć, tak się zasapała podczas podejścia pod niewielkie wzniesienie. Po dżentelmeńsku niosę jej plecak, by nieco ulżyć zmęczonemu ciału i by znowu zaczęła wyprzedzać wszystkich, w celu zobaczenia, jak najszybciej, króla polskich puszcz. Wreszcie doszliśmy. Najpierw zagroda z trzema dzikami. Dziki jak to dziki: ze szczeciną, chrumkające, z przekrwionymi świńskimi oczkami, ryjące i śmierdzące. Pani profesor jest zachwycona. Rozanielonym głosem mówi do mnie: – Panie magistrze, jakie te małe żubrzątka śliczne! – Pani profesor – ja do niej – to nie są małe żubrzątka, ale duże dzikie świnie!

70

POST SCRIPTUM

– Tak? – Nie kryje zaskoczenia. – Chyba spada mi poziom cukru! – stwierdza dramatycznym sopranem i osuwa mi się na ręce. Na szczęście, jest w stanie jeszcze wyszeptać: – Niech pan mi da batonik z plecaka i sam się drugim poczęstujeeee… Oczywiście, czynię to niezwłocznie. Pani profesor skacze równo na osiemdziesięciokilkuletnie nogi i biegnie do zagrody z jeleniami. Okazuje się, że jeleń jest tylko jeden, w dodatku wkurwiony, bo dostał do dyspozycji tylko jedną łanię i nie ma w czym wybierać. Czuje się pewnie jak biedny Adam w raju przed pożarciem z głupoty zakazanego, kwaśnego owocu, którym bekamy do dzisiaj… Ale ryczy jak jeleń malowany na landszaftach: łeb z rogami zadarty go góry, jakby w niebiosach szukał pomocy, zamiast zająć się kopulacją! A łania, jak to łania: z głupkowatą miną udaje, że jej w ogóle nie zależy na rogaczu, któremu z chęcią przyprawiłaby jeszcze jedne rogi, gdyby tylko mogła… Wreszcie dochodzimy do najważniejszego obiektu: największej zagrody z największymi w Polsce ssakami: królewskimi żubrami! Żubry są trzy. Jakieś przymulone, jakby na kacu gigancie albo na haju! Gapią się na nas smętno-mętnym wzrokiem, który zda się mówić: spieprzajcie stąd ciekawskie kreaturki! Podobnie zachowują się mniejsze samice i żubrzątka, jakby już w żubrzym przedszkolu pojono je alkoholem. A może wszystkie biorą udział w reklamie piwa „Żubr”? Wracamy do miasta. Tak tu pięknie. Szczególnie na reprezentacyjnej alei. Tyle kwiatów o osobliwych kształtach rzeźb: a to paw z ogonem, a to kwiatowa cud-panna, której ktoś urwał rękę (pewnie na pamiątkę), a to piracki okręt… Spacerując dalej, można zagrać z Janem Machulskim na trąbce, porozmawiać na ławeczce z Gustawem Holoubkiem i posłuchać, jak


pięknie czyta wiersze sam Krzysztof Kolberger. Te postacie są, niestety, już tylko z brązu, ale pamiętam dobrze żywego Krzysztofa Kolbergera, gdy w Warszawie w Klubie Księgarza czytał wiersze naszej córki Ali. Zabrała nas do stolicy, gdy została laureatką konkursu poezji. I ta wyjątkowa Aleja Gwiazd, dzieło rzeźbiarza Adama Myjaka, z ponad stu trzydziestoma odciskami rąk znanych aktorów, zarówno tych, którzy grają już w niebieskich teatrach, gdzie nie ma zawiści, rywalizacji ani walki na łoża i talenty, by tylko dostać kolejne role; jak i tych, którzy jeszcze na ziemi walczą o widza, sławę i pieniądze. A w każdej odciśniętej dłoni widzę spektakle, filmy, wybitne kreacje. Czerwony dywan wiedzie do ekskluzywnych wnętrz reprezentacyjnego, kulturalnego obiektu, po którym stąpać będą niebawem największe (jak im się zdaje)

gwiazdy. A ponieważ zamierzałem udać się do restauracji, nie wiedząc, że dla pospólstwa jest wejście z drugiej strony, wkroczyłem, ja niegodny, na ów czerwony dywan, przeznaczony wyłącznie dla mrugających na firmamencie niebieskim kosmicznych obiektów. I nagle, jak spod ziemi, wyskoczyło dwóch dwumetrowych ochroniarzy, zadając mi dręczące, a konkretne pytanie, zanim mnie zrzucą na zbity pysk z owej szkarłatnej wykładziny: – To pan jest gwiazdą!!!???

– A nie widać? – odpowiadam bezczelnie. – Telewizji nie oglądacie? Do teatru nie chodzicie? Przeprosili, przepuścili. Przy barku wypiłem szybko dwie pięćdziesiątki i, niemolestowany już przez nikogo, opuściłem przybytek próżności, kalając czerwony dywan moimi niegodnymi stopami w najtańszych sandałach z marketu. Spieszyłem się, bo już kiszki marsza grają, już nasze znajome wróble czekają na poręczy tarasu aż się pojawimy i poczęstujemy je okruszkami, już dwie panie zajmują miejsca przy stoliku i gaworzą przedkolacjowo: – Pani kochana, niech pani je wszystko, byle tylko nie jeść margaryny! – A czemuż to, zawsze mówili, że margaryna jest najzdrowsza?

– Pani kochana, amerykański uczony właśnie udowodnił, że jak się je margarynę, to można zachorować na raka… prostaty! Kolacja była pyszna. Margaryna stara. Wróble nasycone. Można udać się na zasłużony odpoczynek, ale nie było mi to tego wieczora dane: oto zapukała do drzwi dyskretnie pani, która chciała się wyspowiadać ze swojej… spowiedzi! (Swoją drogą nie wiem, co mam w sobie, że kobiety do mnie tak lgną. Mógłbym nawet zacytować fraszkę

POST SCRIPTUM

71


bo przecież człowiek jest istotą i świętą, i grzeszną… Tyle rzeczy zobaczyłem, usłyszałem, które zadziwiły, urzekły, a czasem i zaskoczyły. Nawet nie gawrony na plaży, czy opalające się tam codziennie trzy… dziki, w dodatku bez strojów kąpielowych! Zadziwił mnie natomiast ksiądz, który zapowiedział w trzech językach, że przed rokiem szkolnym będzie nie tylko spowiedź dla dzieci, nie tylko msza na tą okoliczność, ale także uroczyste święcenie… tornistrów! (Nie wiem czy pustych, czy wypchanych). Jeśli mnie przeczucie nie myli, w przyszłym roku, prócz rzeczonych tornistrów, ksiądz będzie święcił gumki myszki i kolorowe kredki, oczywiście, każdy kolor oddzielnie, przez kolejne siedem dni, bo tęcza ma siedem kolorów.

Sztaudyngera: „przylepne te babska, jak guma arabska”). – Niech sobie pan wyobrazi, jak mówię temu za kratkami, że ostatni raz byłam u spowiedzi przed czterema miesiącami, a ten smarkacz, spowiednik, co mógłby być moim synem, na mnie z pyskiem: – Siostro! Tak nie można! Jak można tak długo żyć w grzechu? Toż to nowy grzech! Jak siostra w takim brudzie wytrzymała?! Trzeba się często spowiadać, bo każdy człowiek jest grzeszny! Nawet ja (tu podkreślił swoją namaszczoną wyjątkowość) spowiadam się co dwa tygodnie! W tym momencie moja, już dobra znajoma, nie wytrzymała i tym samym tonem odpaliła: – Skoro ksiądz tyle grzeszy, to może się spowiadać nawet codziennie! Kapłan nie spodziewał się takiej bezczelności, wybiegł więc z konfesjonału, chwycił znajomą za rękę i próbował wyprowadzić z kościoła, ale niepokorna penitentka wyrwała się i sama wybiegła… – I niech mi pan powie, gdzie on mnie chciał zaprowadzić? – Nie mam pojęcia – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Ludziska muszą się czasem wygadać, zwierzyć komuś, by poczuć się lepiej i choć samemu się rozgrzeszyć,

72

POST SCRIPTUM

Długo mógłbym pisać o tych wyjątkowych wakacjach, ale się skończyły! Gdy wracaliśmy pociągiem, byłem w ośmioosobowym przedziale jedynym facetem. W przedziale duszno. Otworzyliśmy okno, ale to nie pomogło, więc jedna wygadana pani, z którą prowadziłem błyskotliwą konwersację, bo siedziała akurat naprzeciwko, zdjęła kurtkę. Dalej było jej ciepło, więc zrobiła to samo ze sweterkiem, a później z bluzką i z koszulką. Łudziłem się, że to już koniec, ale nie, pani dalej nie czuła się komfortowo, albo przedział pomylił się jej z plażą nudystów, więc ściągnęła podkoszulkę i została w skromniutkim staniczku z cekinami. Przyznam, że, choć widziałem już w życiu to i owo, z taką sytuacją spotkałem się, w podróży, po raz pierwszy! Zapytałem grzecznie, czy mogę zrobić zdjęcie, jednak pani się nie zgodziła i powiedziała, że mogę tylko pooglądać… Dojechaliśmy szczęśliwie. Czekam na nowe wakacje! Co nam pozostało? Ogrzewać się ciepełkiem wspomnień, czasem kolorowymi fotografiami, chińskimi ciupagami zakopiańskimi znad morza, czy muszelkami z bursztynkami spod Giewontu. A szczęśliwcy przywożą z kurortów zagranicznych i krajowych nawet żywe pamiątki, o których zwykle jeszcze nie wiedzą, ale się dowiedzą po… dziewięciu miesiącach! To tyle przed kolejnymi, już jesiennymi, wyjazdami, które nadejdą niebawem, bo czas pędzi (jak mój znajomy bimber), a – choć należę do szczęśliwców, którzy czasu nie liczą – liczę na kolejne wojaże, zachwyty, wzruszenia i zadziwienia nad cudami natury i naturalnymi cudownościami… [JW]


Autorka obrazów: Małgorzata Borsukiewicz

POST SCRIPTUM

73


74

POST SCRIPTUM


K RYS I A VA R A N K A POST SCRIPTUM

75


Krysia VARANKA 76

76

POST SCRIPTUM


OSZALAŁAM ZUPEŁNIE

77 POST SCRIPTUM

77


KRYSTYNA VARANKA – POLSKA FOTOGRAFKA, MALARKA, KTÓRA PRACOWAŁA M.IN. DLA KRÓLOWEJ ELŻBIETY II. RAZEM ZE SWOIM PARTNEREM, VALENTINEM CALINESCU PROWADZI STUDIO ARTYSTYCZNE FOX VISUAL ART.

I

W

(}}P.o]l}`v`vi`]Gl˙R uP˙vRu}˙]Pou}vV˙u`]]X R}]]iG]oull]RilPU Z MAU C L[O oUOPIUGUJ}]}XR}]o]]iG] oPo˙}˙UM˘]uUV]˙UPvR}[XW (}}P.`˙Poiil}˙`]ol]Ru]Z`X Sl`]GV]GiÓ˙C }vW}V˙VÓ Oboje pochodzimy z rodzin, w których sztuka zajmowała bardzo ważne miejsce. Mój ojciec jest operatorem i reżyserem montażu filmowego, a ojciec Valentina jest profesorem historii sztuki i rysunku. Zarówno nasi rodzice, jak i dziadkowie kładli duży nacisk na nasz rozwój w tym kierunku.

78

POST SCRIPTUM

Z

A

S

M

O

L

A

R

Oboje już od dziecka uczyliśmy się patrzenia na rzeczywistość przez ten pryzmat. Kiedy się poznaliśmy, często rozmawialiśmy o sztuce, dlatego pomysł rozpoczęcia wspólnej pracy powstał bardzo szybko. Tak właśnie narodził się Fox Visual Art.

O

}iu]˙˙vXJli ]GWuuÓ˙C u]Ziv`]iG v}`v]`]Ó

Pomimo tego, że jesteśmy od siebie diametralnie różni, mamy bardzo podobny sposób patrzenia na świat. Myślę, że wspaniale się uzupełniamy –

E

K


PAMIĘTAM, ŻE ZUPEŁNIE OSZALAŁAM PO WIZYCIE W NATIONAL GALLERY, KIEDY PO RAZ PIERWSZY, ZE ŁZAMI W OCZACH, OGLĄDAŁAM ORYGINALNE OBRAZY IMPRESJONISTÓW. tworzymy duet doskonały. (u]R ) Oczywiście, nie zawsze jesteśmy we wszystkim zgodni, są to jednak tylko niuanse. Nasza praca to wspólna pasja, która kosztowała nas wiele wyrzeczeń, ale mam nadzieję, że patrząc na nasze zdjęcia, można wyczuć, że kochamy to, co robimy. Uwielbiam te magiczne chwile, kiedy nie mamy presji czasu i pracujemy z modelem lub modelką, którzy rozumieją, co chcemy osiągnąć.

W

]uUˇ˙iu}W]ol]iB˙v]] uo}`V}˙UlZ}˙`V˙vP}˙ `o]v˙Rl}vlRXJluo`}`V˙` vT`}i}iv]vlG(}}P.]ÓJl]R uu]Z`Ó

Moja rodzina bardzo dbała o mój rozwój w tym kierunku, ale również miałam szczęście, że już w szkole podstawowej zostałam wybrana – jako jedna z niewielu osób – do uczęszczania na zajęcia dodatkowe we wrocławskim Domu Kultury przy ulicy Kołłątaja, prowadzone przez Janinę Sztucką. To ona zaczęła wysyłać moje prace na wystawy i konkursy, najpierw ogólnopolskie, a później międzynarodowe. Z Domem Kultury przy ulicy Kołłątaja byłam związana przez wiele lat i to również tam miałam swoją pierwszą wystawę, razem z Dorotą Damm i Olafem Brzeskim1. 1 Olaf Brzeski (ur. 1975) – autor rzeźb, instalacji i filmów. Studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. W 2009 r. został nominowany do konkursu „Spojrzenia” – nagrody fundacji Deutche Bank. W 2013 r. był nominowany do Paszportów Polityki. Zadebiutował wygraną w konkursie na pomnik Pomarańczowej Alternatywy.

POST SCRIPTUM

79


Artystyczne dusze 80

POST SCRIPTUM

KRYSTYNA VARANKA ] VALENTIN CALINESCU

K]˙]G}vo]u˙U }ˇ} }u`]o]u˙ o U oP}}u˙s }}G] `Zovi˙ }`s }˙l}X


Ogromne przeżycie, które zawsze wspominam z sentymentem. Natomiast, jeśli mówimy o moich mistrzach, to na pewno impresjoniści są najbliżsi mojemu sercu. Mając piętnaście lat, po raz pierwszy przyjechałam do Londynu. Pamiętam, że zupełnie oszalałam po wizycie w National Gallery, kiedy po raz pierwszy, ze łzami w oczach, oglądałam oryginalne obrazy impresjonistów. Zawsze też, kiedy jestem w Paryżu, spędzam długie godziny w Musée d’Orsay.

W

W]ol]iB˙v]]u]lVl]olv]ouX DoP}˙}`V]GvvliÓ

Siostra mojej babci po wojnie zamieszkała w Londynie, dlatego też wybrałam to miasto.

P

}R}]`˙]vi}]v˙XWV]`]u}ˇvU ˇll`]PVG}l}`T`}]RPvRXT`}]u ]l]u˙VWV˙V`BVW}ol]} v}}uv˙v˙U}V˙vvP}`]cKR]u }ol]P}]lŚU˙viP}]G}VZ`PcK} ˙iÓP}oluV˙ŚXT`Zi`ilWSv]V` O}`l]W˙V˝]uUlZ˙`˙l}vVuX]vX GZN]vvP}}Vv] Ż `W`]}}uv]l JP]VV˙vii˙]G`N}`˙uJ}lX ˙C lR]}]}]vv]i˙VU }}`]i˙i}il˙VU`ov]Ó Jlu}(G}]vvu]GÓ

Pochodzę ze wspaniałej, ale przede wszystkim – bardzo kochającej się rodziny. Moi rodzice i dziadkowie zawsze dbali o to, żebyśmy mieli POST SCRIPTUM

81


wspaniałe dzieciństwo (mam dwie siostry i brata). Nie zawsze jednak było łatwo. Urodziłam się w latach 70., więc moje dzieciństwo to czas komuny. Nie bardzo zdawałam sobie wtedy sprawę z wielu rzeczy, a już na pewno nie z mojego pochodzenia. Wtedy nie można było swobodnie opowiadać m.in. o Katyniu i o zbrodniach sowieckich. Moja babcia znalazła jednak na to sposób – historie rodzinne opowiadała mi w formie bajki. Dopiero po latach dotarło do mnie, że dwie królewny, które zostały na zawsze rozdzielone, to moja babcia i jej siostra… Mój pradziadek, Kazimierz Ostrowski-Bełza (syn Władysława Bełzy2), został rozstrzelany w drodze do Katynia. Jego brat, Stanisław Ostrowski, przed wybuchem wojny wyjechał na prezentację swojej rzeźby Władysława Jagiełły, na wystawę do Nowego Jorku i już nigdy do Polski nie wrócił. Oczywiście, „Kto ty jesteś? Polak mały”, ale również wersję „Kto ty jesteś? Polka mała. Jaki znak twój? Lilia biała” znałam od dziecka, ale historię rodzinną, ze szczegółami, poznałam dopiero w liceum. 2 Władysław Bełza (1847-1913) – polski poeta neoromantyczny, piszący w duchu patriotycznym. Publicysta, animator życia kulturalnego, oświatowego i prasowego, współzałożyciel polskiej organizacji oświatowej Macierz Polska.

82

POST SCRIPTUM

T

`Zi}.ou}ˇvvo˝BuX]vXv}vR SR]AX˙C }]Viˇuo`}U l]i]G`˙Vv]v(}}P.]Ó

Niestety, z zakłopotaniem muszę przyznać, że zaniedbałam trochę stronę Saatchi Art. Powinnam w końcu znaleźć chwilę, żeby dodać tam więcej moich prac. Staram się malować światłem. Nigdy nie porzucę malarstwa. Ja i mój partner, Valentin Calinescu, w swoich pracach łączymy wiele dziedzin sztuki z fotografią; budujemy scenografię, malujemy tła do naszych zdjęć i używamy różnych rekwizytów. W tej chwili jestem w trakcie malowania kilku obrazów – malarstwo mam zawsze w sercu.

W

(}}P.}V}}`]]}ol]R u}iRXWil]}Z˙P}}`i] ]G}i]Ó˙C l}Wu}uP}]B }iU}]BulrÓPi]`u]Ó Zawsze bardzo skrupulatnie przygotowujemy się do każdej sesji. Valentin jest precyzyjny do bólu, przydaje się to bardzo zwłaszcza przy zdjęciach poza


STARAM SIĘ MALOWAĆ ŚWIATŁEM. naszym studiem. Przede wszystkim omawiamy sposób oświetlenia, ogólny pomysł, makijaż, kostiumy. Pracuje z nami grupa wspaniałych ludzi. Zawsze w sytuacjach bez wyjścia pomaga nam też nasz przyjaciel Marcin Szyc. Jego żona, Asia Szyc, jest naszą wizażystką. Ponieważ ma niepowtarzalną urodę, często pozuje dla nas jako modelka. Jest też wizażystka Aleksandra Jaśkowiec, w tej chwili na urlopie macierzyńskim – czekamy z utęsknieniem na jej powrót. Już od dawna pracuje z nami Berta Laliu, pochodząca z Rumunii wizażystka i fryzjerka. To nasz podstawowy zespół, ale oczywiście współpracujemy również z innymi osobami – w zależności od projektu.

P

W}]l˙`˙.iv]˙ol}u}ol]U o`v]ˇ Z l}˙U}}˙]`˙R}v PXJl}]]}˙R}ZÓ Iil]Gv]u]iÓ To zależy od tego, co robimy. Zgłasza się do nas wiele osób, które potrzebują zdjęć do różnych celów. Począwszy od zdjęć do publikacji, przez reklamowe, kończąc na tych do użytku prywatnego. Do naszych projektów sami wyszukujemy modeli. Czasem przez agencje, ale dużo częściej sami, przez social media.

J

}]Pv}}XNG}u}`G Z}`V˙u˙]GuZ`]B}l]olu]]G˙X Jl]Wov˙vvio]ˇ˙V}BÓ

Tak się złożyło, że pandemia zatrzymała nas na chwilę, ale kiedy tylko udało się nam ruszyć, to od razu wpadliśmy w wir pracy. Dlatego też trudno było mi się z Tobą umówić. Od kilku lat przygotowujemy się do dużej wystawy. Mam nadzieję, że już wkrótce uda nam się ją zorganizować. Pracujemy również nad dwoma dużymi projektami, nie chciałabym jednak zdradzać szczegółów, żeby nie zapeszyć.

G

]u}ˇv}PoBWÓ

Przede wszystkim na naszej stronie https://www.foxvisualart.com/, również na Facebooku https://www.facebook.com/fox.visual.art.photography oraz na Instagramie https://www.instagram.com/fox.visual.art/

[IS]

POST SCRIPTUM

83


O smutku w poniemieckich domach ROBERT KNAPIK

„Potem Marek Marek chodził po ruinach poniemieckich domów i wynajdywał w trawie kamienne koryta. Sprzedawał je facetowi, który woził je do Niemiec. Sprzedałby ten walący się dom w cholerę, ale nie mógł. Wciąż należał do ojca”*.

W

ierzyć w tajemnicze znaki – nie jestem przekonany, chociaż czasem nie ma innej drogi. O Domu dziennym, domu nocnym zaczynam pisać akurat w moje urodziny. Czy to przypadek? Chciałbym w to wierzyć. Są jednak związki: to znajomy dom, na wpół senny, obumierający, dotknięty przez traumy, naznaczony stygmatami, w oknach kłębi się ukryty ból i cierpienie. To wciąż ta sama historia, zmieniają się tylko imiona. I tak właściwie opowieść dzieje się, współtworzona w trakcie czytania, czeka na dopowiedzenie. O Domu… Olgi Tokarczuk opowiadałem już na spotkaniu w Bielsku-Białej (chciałbym z tego miejsca podziękować uczestnikom, tym na żywo, jak również obserwującym poprzez media społecznościowe). Do lektury podchodziłem kilkukrotnie i za każdym razem nachodził mnie jakiś niepokój, nie potrafiłem przejść dalej, zatrzymywałem się gdzieś na początku. Nowa Ruda od tamtej pory będzie mi się kojarzyć z mglistym pejzażem, gliniastymi, podmokłymi ustępami. Doświadczyłem tego, jak pachnie wilgoć, świat nieobecności, zastoju i tego, co możemy nazwać medytowaniem rzeczywistości. W połowie drogi przychodzi zwątpienie, nie potrafię obrać kierunku, dotyka mnie zgnilizna, rozkład, w końcu depresja, bezmiar jałowości ludzkich poczynań. Nie mam też pomysłu, jak rozpocząć tę przedziwną podróż do wnętrza własnych niezagojonych ran.

84

POST SCRIPTUM

Przyznam, że zupełnie nie miałem wizji, jak rozpocząć tę opowieść, głowiłem się, nie miałem klucza. Gdy nie ma się dystansu, szerszej perspektywy, bardzo trudno o wyraźny zapis emocji. To, co najbliższe, najtrudniejsze jest do uchwycenia. Chciałem przeistoczyć się w obserwatora, chłodnego, który przyjechał na prowincję, aby dostrzec zacieranie granic, wypełnianie się tym, co nieoczywiste, ukryte pod podszewką. Z pomocą przyszedł sen, odwiedził mnie wczoraj – i jak tu nie wierzyć w znaki? Być może to objaw nasycania się organizmu substancjami chemicznymi, od pewnego czasu jestem pod opieką lekarza. Tak czy owak, we śnie odwiedziła mnie sama Noblistka. Byłem na spotkaniu autorskim, z uwagą słuchałem pytań kierowanych do Olgi Tokarczuk. Było gwarno, sporo ludzi, wszyscy stali, jakby za chwilę mieli wyjść. Może to były tajne komplety, w ukryciu przed epidemicznym reżimem sanitarnym? Nie powtórzę wszystkich pytań, niektóre pewnie były niedorzeczne. Zapamiętałem jedno z nich: „Czy mózg świeci?”. Nie wiem, co odpowiedziała Pisarka. Samo pytanie jest jednak zastanawiające. Przecież człowiek wytwarza wokół siebie aurę. Świadomość bierze się z mózgu. Niektóre badania dowodzą, że mózg może być aktywny nawet do 30 minut po śmierci. Koordynuje nasze zachowania i reakcje, jak więc nie wierzyć w jego szczególną moc? Mózg jest również aktywny w czasie snu, nie zwalnia

tempa. I to świat snu stoi w opozycji do umartwionego, gliniastego krajobrazu peryferii, terenów granicznych. Dom… zaczyna się od snu, a jego narracja nieustannie przechodzi od kreacji marzeń sennych, bez precyzyjnej formy, do ziemskiej jawy, trawionej przez kruchość, co chwila zgrzytającej, niepewnej. Pojawia się las, który rozpada się z trzaskiem, nieruchomy. Świerki i wiszące szyszki, posiwiałe igły, skamieniały świat. Taka jest wersja Marty. Obok narratorki, to jedna z centralnych postaci utworu. Jeden najmniejszy ruch, a las rozpadłby się z trzaskiem. Doczesność na kartach Domu… trzeszczy, poruszanie się na granicy snu nieco spowalnia ten rozkład, jednocześnie pozbawia czytelnika pewności i daje do myślenia. Świat jest delikatny, rozpada się, wywołuje lęk i frustrację. Chwilowym antidotum jest sen, czasem też alkohol. Na samym początku spada jak grom z jasnego nieba historia Marka Marka, która jest też elementem większej układanki ponurych losów innych postaci pojawiających się w książce. Nie ma zbyt wiele czasu, żeby oswoić się z klimatem Nowej Rudy. Tokarczuk przedstawia dom przemocowy, jeden z wielu pustych domów, bez głębszych relacji, bez uczuć, za to z triumfującym patriarchatem. Marek Marek jest oczkiem w głowie swoich starszych sióstr, bliski dla matki. Ucieka natomiast przed karcącą ręką ojca, często płacze. Siostry uczą go, ażeby w kryzysowych momentach chował się, był niewidzialny. To gra na bardzo delikatnych strunach, niezwykle znajoma pokoleniu DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików), ludzi borykających się w dorosłym życiu z ciągłym niedostatkiem uczuć. Wszystko bierze się z zaniedbań rodzicielskich, i nie-


Dom dzienny, dom nocny Olgi Tokarczuk koniecznie – jak to się stereotypowo ujmuje – ma związek z alkoholem. Rodzice bywają przecież narcystyczni, zapatrzeni w siebie. Bywają też autorytarni albo – mówiąc bez ogródek – po prostu okrutni. Jest w tym ujęciu prosta zasada: nie dasz komuś tego, czego sam nie otrzymałeś. Dlatego paradoksalnie bardzo ważne jest przerywanie łańcucha przemocy, nawiązywanie kontaktów międzyludzkich, innych niż te straumatyzowane i scementowane przez kontakty rodzinne. Dojmujące jest, że piszę o czymś zupełnie odwrotnym od szerzącej się, obłudnej niestety propagandy, jakoby to „W rodzinie siła”, „Jak rodzina w zgodzie, to i bieda nie pobodzie”. Na czym często polega ta zgoda? Właśnie na utrzymywaniu przemocowego ładu. A przez kogo ten ład jest utrzymywany? Ano przez tych, którym najbardziej zależy na dalszym eksplorowaniu przemocowych relacji. I nie chodzi tu tylko o przemocowego rodzica, ale również o tych biernie się przyglądających. W domach przemocowych wszelkie przejawy agresji są często banalizowane. Przecież nic takiego się nie stało, ojciec miał prawo uderzyć, po prostu coś tam mu nie wyszło, musiał jakoś odreagować napięcie. Służby niestety w wielu przypadkach nie stają na wysokości zadania, musi stać się coś tragicznego, aby nastąpiła jakaś stanowcza reakcja. Ofiara przemocy musi się domagać, by ją wysłuchano. To jest podwójna stygmatyzacja, raz przez to, że zgłasza się jako poszkodowana, co musi zresztą skutecznie udowodnić, a drugi raz, że w rodzinnym piekiełku traktowana jest jak wykluczona, nieposłuszna, „ta, co robi z igły widły”. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, że często, szczególnie na wsi, przemoc jest wpisana w tradycję, tak jak w przypadku Mar-

Co marudzisz?!”.

ka Marka. Odpowiedzią na zachowania przemocowe jest chociażby ucieczka (Marek Marek chowa się i czyta książki). Dochodzą do tego stany depresyjne, próby samobójcze, wynikające nierzadko z niskiej samooceny. Dlatego też, podkreślę, niezwykle istotne jest budowanie relacji innych niż tylko rodzinne, co jest trudne, gdy członkowie rodziny dzień w dzień wpajają narrację o tzw. „człowieku z drugiego planu”, dochodzi do tego racjonalizowanie sytuacji: „Nie jest tak źle”, „Masz co jeść i gdzie spać.

Jak trudno oderwać się od rodzinnego bagna, widzimy na przykładzie Marka Marka, ale też wielu osób z syndromem DDA. Piszę: trzeba budować relacje poza rodziną – brzmi świetnie. Tylko w dorosłym życiu nie jest tak łatwo. Nie ukrywajmy, świat jest przepełniony przemocą. Ludzie z syndromem DDA bardzo boją się odrzucenia, nie chcą jeszcze raz przeżywać tego samego bólu, który był ich udziałem w dzieciństwie. Zresztą relacje w domach przemocowych są na tyle trwałe, że DDA często wracają, wolą rodzinny grób od niepewności, którą daje im świat zewnętrzny. I nie zapominajmy przy okazji o mechanizmach obronnych, koszula przecież bliższa ciału. W praktyce oznacza to po prostu tyle, że świadomie bądź nieświadomie wybiorę dom przemocowy od innego domu ze znakiem zapytania. Dzieje się tak, bo człowiek wie po prostu jakich reakcji się spodziewać. No jakich? Oczywiście przemocowych. Inne relacje od tych, które znam, mogą przynieść zakłopotanie i poczucie wstydu, a od tego ucieka się jak od ognia.

Wnętrza poniemieckich kamienic w Nowej Rudzie, Jarosław Ciuruś, Wikimedia Commons

POST SCRIPTUM

85


Taki-a-Taki ze swoim rowerem, ptaki kierujące się na południe. Te same plansze, zmieniają się pionki i zasady gry, przemijają wieki, a człowiek kolejny raz uczy się siebie od nowa.

Wnętrza poniemieckich kamienic w Nowej Rudzie, Jarosław Ciuruś, Wikimedia Commons

Przemoc dziedziczy się tak samo jak chód, piegi czy kolor włosów. Wiadomo to z całą pewnością – przemoc przechodzi z pokolenia na pokolenie. Dotyka w takim samym stopniu słabszych i silniejszych. Szybko przychodzi uzależnienie, toksyczne więzi, które bardzo trudno zerwać. Z dziedziczeniem tego, co w nas złe i utajone, mamy problem. Może postawić na bierność, udawać, że to mnie nie dotyczy, czy walczyć z kłopotliwym dziedzictwem? Ofiary przemocy w wielu przypadkach są niewidzialne, możemy przecież nie zauważyć sińców pod oczami, makijaż świetnie wyretuszuje zmarszczki, siniaki też zakryje. Przemoc, szczególnie ta w czterech ścianach, jest trudna do uchwycenia. Co musi się stać, by zapobiec najgorszemu? Przemoc domowa to jedna z najbardziej zakamuflowanych form przemocy we współczesnym świecie. Człowiek już tak przyzwyczaił się do maski, że tego specyficznego smutku, który noszą w sobie ofiary przemocy, można zwyczajnie nie zauważyć. Jedno, kiedy zamyka się oczy, a drugie chyba gorsze, to obojętność, racjonalizacja – przecież nic złego się nie dzieje. Czy to dziwi i oburza? Z dnia na dzień przekonuję się, że coraz mniej. Stan niepokojący, a dla tych, co znają podobne sytuacje z własnego podwórka – przyczyna lęku, frustracji, bezsilności. Dlaczego Marka Marka stopniowo opuszczają

86

POST SCRIPTUM

rodzina i znajomi, w trudnych chwilach nie ma przy nim nikogo, tylko to czarne ptaszysko, które chce wyrwać się wreszcie z więzów cielesności? Marek Marek cierpi, otumania się alkoholem. A żeby przykryć ból, potrzebuje go więcej i więcej. Samotność osób z domów przemocowych jest jak trąd, odsuwa ludzi. Co sprytniejsi zakładają maski współczucia, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Jedni pewnie nie wiedzą, jak pomóc, po chwilowym zainteresowaniu chowają się w zaułkach, żeby wylizać własne odnawiające się rany. Inni po prostu ignorują, przecież są większe problemy. Jednak trudno reagować, działać, jeśli nie widzi się zła czającego się za ścianą, w sąsiednim pustym domu. „Życzliwi” powiedzą: „to taka porządna rodzina…”. Spustoszenie, obumarcie, zgnilizna, sen – trwają dalej. Marek Marek w końcu popełnia samobójstwo. Nie ma nawet czasu, żeby ze śmiercią się jakoś oswoić, ona po prostu razi swoim gromem, zaprzepaszcza plany, z których Bóg i tak się śmieje. Dom…to wielowątkowa, polifoniczna, nawarstwiająca się historia ze śmiercią w tle. Świat dzienny jest martwy, suchy, wypłowiały przez słońce, prawdziwe życie przychodzi nocą, ustalane zresztą przez ruchy planet, trajektorie gwiazd i grad meteorytów. Machina, która każdego dnia porusza się na tym samym akordzie, szopka, postacie cyklicznie pojawiające się i znikające,

Na straży pomiędzy światem żywych, obumierających od środka, a tym, co za Styksem, dumnie stoją grzyby. W jakimś sensie można by nawet uznać, że Dom… to opowieść o grzybach, organizmach żywych, ale czerpiących swoją siłę z rozkładu. Las jest miejscem magicznym: tutaj przyroda dopełnia swojej cykliczności. I co ważne, to kraina wilgoci, pary wodnej; grzyby rosną w tych momentach, kiedy wilgoci jest w powietrzu najwięcej. Mając w sobie niezliczoną ilość leśnych obrazów, pisanie o tym przychodzi z pewnym kłopotem, bo skojarzeń jest mnóstwo. Na wielowątkowości i mnogości skojarzeń opiera się przecież cała koncepcja Domu… Na kartach książki pojawiają się chociażby przepisy kulinarne na potrawy z grzybów, czasem nieoczywiste, też zahaczające nieco o tę granicę pomiędzy życiem a śmiercią. Tak jest chociażby z przepisem na tort z czerwonego muchomora, znajdującym się na wewnętrznej stronie okładki. Grzyby stają na straży ciemności, otwierają wrota do świata, który pomimo technologii wciąż pozostaje niedostępny, posępny, niezmierzony, smutny i mityczny, raczej we śnie niż na jawie. Pośród mistyki, melancholii, depresyjnego charakteru Domu… warto zauważyć, że wymowa magicznego uniwersum stworzonego przez Noblistkę jest w gruncie rzeczy terapeutyczna. Świat grzybów, poniemieckie klisze i krzywizny mają za zadanie oswoić lęk przed śmiercią, obcością, zapewne też fatalizmem oraz nieprzychylnością losu. Właśnie do tego świata owiniętego w senny kokon wprowadza czytelnika Marta, uosobienie dziwności, ni to ze snu, ni z jawy – staruszka, z którą narratorka spędza czas. Marta jest nieodgadniona, pociąga, ma tajemnicę, której pilnie strzeże. Można nawet powiedzieć, że to swego rodzaju filozof w wiejskim anturażu. Również jej zajęcie – Marta wykonuje peruki z cudzych włosów – pokazuje, jak cienka jest granica


między życiem, kreacją, tym, co jest prawdą, a co zaledwie wyobrażeniem. Bierze we własne ręce cudze życie i przekazuje dalej tym, którzy cierpią na różnego rodzaju niedostatki. Mówi, że trzeba mieć odwagę, żeby przekazać swoje życie innym. Pierwsze skojarzenie to ludzie po chemioterapii, którzy są dalej od tego życia, chcą chociażby jego namiastkę w postaci peruki. Co ciekawe, fragmenty z Domu…, w których wypowiada się Marta, były tymi często przytaczanymi w mediach społecznościowych. I wcale nie jestem zaskoczony, bo to staruszka z tego poniemieckiego świata kieruje nas do dawnej opowieści, cykliczności, umierania i odradzania się. Narratorka jest Martą zafascynowana, nie boi się – wręcz przeciwnie – chce skonfrontować swoje myślenie z tym, co przynosi wiejski pejzaż, na którym zaciera się granica poznania. Przyjeżdża do Marty na okoliczność Wszystkich Świętych. Przypadek? Tu nie ma przypadków. Kolejny raz zaciera się granica między żywym a martwym, prawdziwym a zaledwie wyobrażonym. Narratorka, przychodząc po południu do domu Marty, ma wrażenie, że staruszka zniknęła, ot tak. Marta jest w lecie, a znika na zimę. Być może umarła, tej niepewności nie da się pozbyć. Świadomy bądź nieświadomy lęk pozostaje. Nie da się ukryć, że wokół Marty rozpościera się aura niezwykłości, ale też nostalgia za tym, co przemija, bądź za chwilę przeminie. Dom dzienny, dom nocny to przecież niepowtarzalny obraz lat dziewięćdziesiątych. Obserwacja jak zmienia się świat: w życie ludzi wdziera się konsumpcja, a do dawnych właścicieli poniemieckich włości wysyła się pocztówki na święta. Tokarczuk umiejętnie podkłada plansze do coraz to nowych okoliczności, wykorzystuje w tym celu mit założycielski, przez który można naszkicować to, w jaki sposób przez wieki i dekady zmieniał się krajobraz, znany obecnie jako poniemiecki. Bardzo sprawnie jest to połączone z motywem nożowników, który też potwierdza wielokulturowość, mozaikę religii i ludzkich doświadczeń. Łatki, wspomnienia, fragmenty na-

gle pod koniec wyrwane z kontekstu, również dzięki wielopoziomowej strukturze utworu, zaczynają się wiązać w logiczne cykle w dziejowej zawierusze. Tokarczuk zresztą sama wspomniała w jednym z wywiadów, że forma jest drugorzędna wobec tego, co chce przekazać w tekście. A prościej ujmując, najpierw pojawia się zamysł, koncept, wokół którego później kształtowana jest struktura dzieła. Dlatego też Dom… to utwór polifoniczny, na początku rozwarstwiający się o kolejne poniemieckie krzywizny. Ważna jest perspektywa, dla dzisiejszego czytelnika – z punktu widzenia tu i teraz – to tropy poniemieckie. Mogą to być Państwo Dieter, którzy przyjeżdżają po latach. Rozczarowanie Petera na miejscu jest tak olbrzymie, że umiera na zawał. Innym przykładem może być profesor Von Goetzen, który snuje swe rozważania o dachach – niemieckich, jakżeby innych, o charakterystycznym kształcie rybich łusek. Dachy podobnie jak religia, na przykład charakterystyczne czerwone dachy z Heidelbergu, są ostatecznym zwieńczeniem. Dach oddziela nas od nieba, chroni przed deszczem i wiatrem, religia natomiast chroni przed troskami życia codziennego. Co ciekawe, profesor Von Goetzen napisał doktorat o niejakiej Kummernis, a w swoich badaniach zajmował się średniowiecznymi sektami, w tym nożownikami. Jak widać, jeden wątek wiąże się z drugim jak supełki w wielkiej sieci. Natrafić też można na ślad autobiograficzny, gdyż narratorka opowiada o tym, jak mieszkała w pałacu, miała niańkę, Niemkę, która mówiła do niej po niemiecku. Tropów jest o wiele więcej, bo pojawiają się też niemieckie artefakty, które mieszkańcy wykopują z ziemi, sztućce, zastawa stołowa, biżuteria. I tak właściwie z niemiecką przeszłością nie da się rozstać ani na chwilę. Wnikliwie traktuję kwestię poniemieckich zaszłości, sam doświadczam tej kanciastej historii, w której więcej jest milczenia aniżeli wyraźnych tonów. Chociaż coraz częściej w ostatnim czasie o tym się mówi i słyszy. Odkrywa się stare, nieznane bliżej dzieje poniemieckich kamienic,

ludzi w nich mieszkających. Otwiera się krypty, rozgrzebuje niezagojone rany, bo prawie w każdej rodzinie są związane z tym tragedie i traumy. W zeszłym roku zmarła moja Babcia, Stasia Kozłowska. Wspominam o niej, bo była i ciągle jest dla mnie ważna. Występowała w roli tej, która pamięta i przekazuje dalej historie z pustych poniemieckich domów. Każdy dzień był walką o przetrwanie, a zaspokojenie podstawowych potrzeb było wyzwaniem. Ludzie spali w odświętnych ubraniach, czekając na wyrok, czy aby na nich nie przyjdzie kolej, transport nie wiadomo dokąd. Tęgie mrozy, dotkliwe upały, niewesoła powojenna rzeczywistość, powstawanie z męki, milczenie. To milczenie, które było również udziałem rodziców. Nie mówiło się o wojnie, zaginionych, potarganych rodzinnych losach. Nieoswojone lęki, traumy przechodzą z pokolenia na pokolenie, podobnie jak przemoc. O traumach transgeneracyjnych mało się do tej pory mówiło, ale to jest chyba ten czas, kiedy poniemiecki człowiek zmierzy się z powikłaną przeszłością, zajrzy do krypty, by odżyć na nowo. Poniemieckie w podobnej odsłonie pojawia się również w Krótkiej wymianie ognia Zyty Rudzkiej. Koszmar, przepracowanie traumy jest konieczne, aby lęk nie gościł w życiu i abyśmy nie byli jego zakładnikami. Dworce kolejowe, antykwariaty pełne starych niemieckich mebli, szczotki do włosów, wieczne pióra, chusteczki z niemieckimi inicjałami. Wyjęte z szafy drewniane wieszaki z wypalonymi niemieckimi nazwiskami, portrety w solidnych oprawach, dzisiaj nie wiadomo już czyje i skąd się wzięły. Obrazy imitujące dzieła wielkich twórców z niemieckimi podpisami. Sztućce, zastawa stołowa, żyrandole, abażury, kinkiety i lichtarze. Zostawione w wojennej pożodze, przechodzące z rąk do rąk. Wreszcie groby, zapomniane, nierzadko w lasach, na rozdrożach, bezimienne, przystanki w drodze. Coś z tych kulturowych, materialnych pozostałości zostało, a coś już bezpowrotnie umarło, również we mnie wraz ze śmiercią Babci. „Erbsen groch, dziura loch”. „Bitte essen, nicht vergessen”. „Ord-

POST SCRIPTUM

87


Wnętrza poniemieckich kamienic w Nowej Rudzie, Jarosław Ciuruś, Wikimedia Commons

nung muss sein”. Być może trochę rozjaśniło się, dlaczego ta poniemiecka skorupa jest nieco niewygodna, daje o sobie znać jak przyciasny but. Nie przystaję do tego, chociaż cień migocze. Dorastałem w takich okolicznościach dziejowych, że uznałem to jako wspólne, ani niemieckie, ani polskie, po prostu znajome, bolesne, z odciśniętą traumą, odziedziczone, oswojone nie do końca… Narratorka Domu dziennego, domu nocnego – poniekąd można ją utożsamiać z samą autorką – również mierzy się z poniemieckim doświadczeniem, traumą i bolesną raną. Rozważa temat spolszczonych na siłę niemieckich nazwisk, jak również zastanawia się, skąd wzięły się dziury we wrocławskich kamienicach. Według prof. Przemysława Czaplińskiego Dom dzienny, dom nocny to największy projekt pisarski Olgi Tokarczuk, można uznać, że to też cała esencja metaforyki, różnorodności w prozie Noblistki. Struktura gatunkowa utworu jest mocno niejasna, dlatego też został on uznany za sylwę, czyli utwór wykorzystujący różne sposoby narracji, fragmenty, luźne zapiski, stopklatki czy nawet przepisy kulinarne. Tokarczuk nie jest tu odosobniona – quasi-

88

POST SCRIPTUM

-pamiętniki (sylwy) wykorzystywał w swojej twórczości chociażby Tadeusz Konwicki: Kalendarz i klepsydra (1976), WR}˙]R}˙l]’ˇ˙ (poza cenzurą, 1982) czy N}`˙Ś`] i okolice (1986). I jeszcze ciekawostka z Wikipedii: Dom dzienny, dom nocny został uznany za pierwszy e-book, czyli plik tekstowy wysłany drogą elektroniczną. Sam koncept Domu dziennego, domu nocnego jest eksplorowany w różnoraki sposób. Polecam zajrzeć na profil Jarosława Skulskiego i obejrzeć zdjęcia zatytułowane, no właśnie: Dom dzienny, dom nocnyX A czy w tych poniemieckich kamienicach, między balustradami, galeryjkami, żłobieniami jest miejsce na zwyczajność? Najwyższa pora przepracować traumy i próbować zaakceptować to, co możliwe do zaakceptowania. Poniemieckie w dalszym ciągu będzie zajmować uwagę, tym razem jednak w inną, a być może podobną podróż wybierzemy się razem z Poniemieckim Karoliny Kuszyk. Wydawnictwo Literackie przygotowało dla czytelników nie lada niespodziankę, nową szatę graficzną książek Olgi Tokarczuk. [RK]

„W końcu przyszedł czas zajmowania się ważniejszymi rzeczami niż patrzenie w niebo. Niedawno R. uznał, że dopiero teraz, między trzydziestką a czterdziestką, będzie się działo najlepiej. Dlatego niedawno kupił od Ruskich statyw i zaraz wiosną ustawi aparat fotograficzny na wschodnim tarasie. Obiektyw wyceluje w niebo, nad czubkami dwóch bliźniaczych świerków, i tak to będzie stało do jesieni. Codziennie będzie robić jedno zdjęcie, nawet wtedy, gdy niebo zasnuje się niezróżnicowaną szarością. R. jest pewny, że coś nam z tego wyjdzie i że jesienią będziemy mieli na kliszy sensowną sekwencję nieba, która na pewno będzie coś znaczyła. Można będzie złożyć wszystkie zdjęcia jak puzzle. Albo nałożyć jedno na drugie w komputerze. Albo z pomocą jakiegoś programu wypreparować z nich wszystkich jedno niebo. I wtedy będziemy wiedzieli”*. O. Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020. ∗


Era freelancera DROPIE

NATALKA SUSZCZYŃSKA

F

reelance to lans, a „drzwi od kibla” – miejsce z grubsza przypominające pracę freelancera. Tak wciela się w życie koncepcja czytania globalnego. Cały mariaż wiadomości, komunikacja, świadectwo czasów sprzed Facebooka. „Ruda daje d... za pięć złotych”, „TU BYŁEM” czy „Lody z dojazdem”. Szybki obieg informacji i duża szansa na to, że ktoś te zajawki przeczyta. Natalka Suszczyńska, w swoim debiucie książkowym, właśnie o tej freelancerskiej działce opowiada. Jak wiele rzeczy w Dropiach, tak i do tego zajęcia pasuje przydomek „niby”. Blogowanie, promowanie kosmetyków albo czegoś zupełnie innego ma być taką à la prowizorką. Życie, nieustanna improwizacja, imitacja czegoś (blisko tu do pisania Doroty Masłowskiej). Robimy coś niekoniecznie ze względów finansowych. To bardziej gra na przetrwanie, aby dzień do przodu. Dropie jest dystopią, satyrą na prekariat [grupa społeczna pozbawiona gwarancji zatrudnienia, niepewna przyszłości – przyp. red.] oraz pokolenie umów śmieciowych. Owo pokolenie cechuje chwilowość, brak perspektywy i ciągłe bycie nie u siebie. Suszczyńska buduje narrację w oparciu o patchworkowe obrazki. Łączy pozornie losowe elementy, stwarzając świat rozklekotany, chwiejący się w posadach. Ludzie mieszkają w śmietnikach albo psich budach. Popękany asfalt, hurtownie rajstop, a raczej niezliczona ich ilość. Na początku mam skojarzenie, że to analogia do minionej epoki, gdzie estetyka niekoniecznie była aż tak istotna, jednak myliłem się. Nie aż tak

cW˙Pvł˙PvUiu]VułZ]B}u}]R(ovl]R}}ł]ólZłU lZ˙Rl}l} ó v]RVu ó U}łóó cv]ió˙V} ó v˙óv óu]v˙XU óZ o}u]]GVˇ˙V ó ]ˇ˙Vu ó Glv]B ó X ó WVu óuP}vU]ilR]v}˙ó ó }łvUłlo˙łVuv(}˙l˙ivl}uv }ó }l}vV˙RluRUlZ˙Rl}u} ó ˇ˙łVuU}v]ó]}v˙R V˙ó˙lR ó }U}u}vR ó óu]v]i˙Rˇ˙]Vi}ó]v˙˙ó R }GZó łUlZl}Uˇu}ˇv˙ulvB ó }l}v]RvGXWó˙l] óvvu]l}uouv˙}}łVuv]óvv˙uu]l}u˙l}uŚX

ważna jest ta postupadłościowa otoczka i widmo świata w rozsypce, chociaż takie mam pierwsze skojarzenie. Suszczyńska kładzie akcent na fakt, że za bardzo tkwimy w pustych relacjach, które w zasadzie nic nie dają. O tym jest mowa w opowiadaniach Pankracy i Dropie z zagranicy. Pankracy był dla narratorki dosłownie całym światem, jednak różne okoliczności, również konfrontacja z panem o nazwisku Jabs spowodowały, że nić porozumienia zaczęła się urywać. Dziewczyna bała się, że bez Pankracego nie da sobie rady. Prawie identyczna sytuacja jest z dropiami. Przebywanie z upersonifikowanymi ptakami spowodowało, że narratorka poczuła się ważna. Jednak nie ona, a dropie były w centrum zainteresowania. Suszczyńska chyba w ten sposób przestrzega czytelników, aby nie budowali swojego poczucia wartości w oparciu o czyjąś popularność. Nazywa to „czepialstwem”. Wtrącę się w dyskusję z celebrytą, zrobię sobie z nim selfie, poczuję się ważny, na moment. A potem nic. Narratorka została sama i tak naprawdę nikt na nią nie zwraca uwagi. Dawne niby-znajomości się pourywały. Niby-youtuber przygotowuje niby-śmieszne filmiki, później ludzie zaczynają go posądzać o to, że jest niezrównoważony. Dropie straciły posłuch, spasły się i w końcu odleciały. Wszystko jest chwilowe i na niby. Nie jest śmiesznie, raczej banalnie, częściej jednak dopada czytelnika mocne przygnębienie.

-

nego miejsca w inne), nurt ekologiczny, stwarzanie świata z resztek i odpadów (kwiaty z butelek pet, paragony), to może być w pewien sposób pociągające. Suszczyńska jednak nie dociąga tego tematu. W pierwszym opowiadaniu – zaskoczenie, później kompletnie tego brakuje. Poza tym niektóre opowiadania są sztucznie przedłużane. Gdyby ta książeczka miała ze sto stron, nic by się nie stało, a treść zyskałaby większą przejrzystość. Broni się natomiast u Suszczyńskiej wizja samotności, izolacji, chomików na karuzeli, które tak bardzo przypominają życie szczególnie młodych ludzi. Maruderstwo, trwanie w stagnacji, być może znak czasów. Tak czy owak, debiut Natalki Suszczyńskiej jest bardzo obiecujący. cN]lZ˙ó v]}]o]o(}vU]U }lZ˙Rv]VuSMSr˙]ó MvP}ó˙o]U}łUu}i ł]}u}c]Uov]}]o]vv]XO} ˙ó˙l}UlZvoˇ˙ło]óBłl}ó˙ }óZl}vlX˙o] B ivl] ˙UlZ˙ó }o]o(}vUR}B]}v] ˇv˙R Zó ˙óó ˙vWv]u}Po]]Gó uv}lBX WN}}u]VP}˙P}v]XD}}ó v] ó XPJcBJCó W˙}łVu }ó}łv] ó Ul}wó}óu}ł˙ŚX

-

Dropie w roku 2020 uzyskały nominację do Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. [RK] *

NolSó˙wl ó U

D}]U

K}}iHJUKlZłıX

Współczesna odmiana nomadyzmu (narratorka przeprowadza się z jed-

POST SCRIPTUM

89


IZABELA ZUBKO

ziw D oona W]ó˙il]v] PVó ó óu}v}cB u]P}}ł˙u]}ló˙l

W

}]óv}}ł]V} c

Łapiduch P}liG łv˙u ó o]˙v]óuPw ółVv˙u]V}c]u] B}iG]G}iów lZloó}˙ Zł]u ZiG]}]] ulvB ó ]G łVZ ó GPu] ó

Ołiólˇ˙uZil}l R}Bv]łóó ł]] c V}w G˙v]PiRu˙ }ˇ˙óóu}l]vPilZVl] ]lo]vó ó ó C]wló˙V ó]uZiv]}lZi v}]v}ł]óRv]Gˇ˙]

90

POST SCRIPTUM

R

S

Z

E

N

A ŁD AE NS E

N]Vó]ół}Pv]˙w ]óv˙R}}ł]ó] ˙u}o]}ó ł]ó]v˙ółłG˙u i}ółPGv] ó

N]PV}cvGl l]óó]] ł˙łvl}V˙vó

DVcóvlˇ˙v ó ]Gł}iv ]luvó ]] ó R}v]łGlł]G c }u}ł˙R}Pv]l

E

Weles

W}]]lVˇ˙o]ó˙ó co˙łi˙}˙ ó

Rujewit

I

Jcvu}óiv˙RZP łVRł]o] P]}vi ó ł]łi}ó] Pó]}ó}óGP l} ó l}wó˙]Głol}łu A}ó˙}v˙Rł˙Vv]i]Gˇ˙]u }óV}ˇv]˙]GP] ó uó Pó]o i]Go]l

Północnica W}ł]ˇ]GP]Vu ó l] ó uv] }}ˇv]ł]i}˙ v}óv]Vi}ov] OłiGłlóó lZł ˇ}vPoi.Pou] vóZ u]o]óvG ł]v]u]v] ]wv]}óVóviv}˙ }ó]łu}iiv]V} ˙uł]ˇ˙Vv]ł]}óv


WANDA DUSIA STAŃCZAK

Toats

Ruchomepiaski

v]P˙ ó ł]Gióv]ł}ov] ˇv˙R Zó w ó vó u} v]P˙ ó ł]Giv]ói ]Vlv˙R ó VP]Rv}˙

M]Gó˙vu]GoóólV }l}Ru ó ]ul]u P˙uóv]ulv]G ó vlVZlG P]]}v}vP} ó }lV

v]P˙ ó ł]GiVówłR P˙]G}łóco}P v]P˙ ó ł]Gil]Rł]}v łlł]]˙Rl]lRov]l}P} v]P˙ ó ł]Gi}˙lZ ó ł ]˙Ru]}vó}ł]w P]}v˙R ó ]v]ł˙] ó }lv }óu]óRZł˙R ó ˇ}ł]w c P˙]vv˙Rł]ZłVv˙Rˇ˙] uówł}ov}c] Pv]ó}v] P˙iv˙Ru˙co]ólv˙ iV}wu ó icPV}v }vJ

}viP}ói}}}u]Gó˙ v]łivv]]ó]óv]łP ]RVZł]w ó oł ó ]GP vł]GlV} ó iˇGóó ˙ }}v}łN]l}u V}v]lVóóvó]ivóvl] ]óvZłó]wól}o}v]il] ]Polóó ł˙ł]ˇv]u óVlu]ółv]v]ó˙uol]u u˙co]lˇilBuvV}u]v]u oRł]ˇ}l˙łi]v]u ˙ó óvZłi}vió]lol] ]ó]wlˇ˙]GoóólV u]Gó˙vu}l}ul]u P˙uóv]ulv]G ó vlVZlG SOS}vP} ó }lV SOS SOS

POST SCRIPTUM

91


SKRĘCONA E L Ż B I E TA I S A K I E W I C Z

Józek Baran przysyła mi wieloznaczną historię – wie, że je przygarniam albo one mnie, że jesteśmy jak nierozerwalne siostry związane sekretnym paktem; przysyła z Zakopanego, gdzie – podwójnie zaszczepiony – połyka hausty nadzianego szpileczkami powietrza gór, zajada się smakołykami kuchni słynnego pensjonatu „Halama” i poddając się leczniczym masażom kręgosłupa u pani J., fizjoterapeutki, słucha jej gadek.

92

POST SCRIPTUM

– Wie pan, tknęło mnie coś, gdym masowała jedną klientkę. Ładna babka, figurna. Mówię do niej: „Pani jakoś skręciła”. A ona zdziwiona: „Skąd pani wie?”. „Czuję, kochana, już tak mam”. I tamta rozsnuła opowieść: poza mężem i dziećmi świata nie znała, dom zadbany, na parapetach kwiaty, od podłogi po sufit zapach ciasta. Aż któregoś dnia wychodzi na jaw, że mąż skacze w bok, to w tę, to w tamtą, to na skos. Modliła się i modliła: „Niech się opamięta, taki będzie jak dawniej, wróci”. Ale lata mijały, a on z jej udręki drwił: „Nie narzekaj, niczego ci nie brak, grunt nie osuwa się spod nóg”. Bóg nie reagował, to zwróciła się do Czarnego. Pomógł. Mąż padł na kolana, przepraszał. Tylko wtedy zimno nią owładnęło od stóp do głów, zimno, co by przecięło najostrzejszy nawet nóż. I stanęło zimno między nią a wszystkim. I faktycznie, tak buchało od niej płomiennie, że gdy dotykałam jej pleców, parzyły mnie drętwiejące palce, a kiedy spojrzałam jej w oczy, rybie one, szkliste, uderzały martwo o moje źrenice. Ta kobieta była już poza życiem. Nie przyszła nigdy więcej.


IuP˙AlS}R(}uP]˘˙

Czy taka historia mogłaby wywieźć się z innego miejsca na ziemi niż z omglonych stromizn Tatr? Z miejsca, gdzie wzbudzony w ciemnościach halny rozsiewa mamidła, tłucze w szyby gradem opętańczych huków, rozpiera futryny polifonią świstów, huków, gwizdów, wyć, jęków, trzasków i stukotów; gdzie od Pienin harcuje chichot diabła, co dla hecy zmienił w głaz mnicha; gdzie drąży podziemne tunele zaklęte w giewontowym cielsku wojsko; gdzie wietrząc swe przyszłe ofiary, które ześlizgują się z oblodzonego występu, piekielne sępy krążą nad Zamarłą Turnią; gdzie po halach gazdują widma. Pandemia zabrała mi coroczny wyjazd w tamte strony – biorę więc i spisuję zachłannie unurzaną w nich zamrożoną historię. [EI] FPuv˙P}}`˙`vP}}l]vv]lX

ELŻBIETA ISAKIEWICZ

ELŻBIETAISAKIEWICZWP}ó}lU }ˇ˙lU]lU}lX Po]l}łV uX]vX ł cT˙P}v]l S}o] v}cBŚUcNłłlŚUcDˇ˙uF} u]ŚU cT˙P}v]l P}łóRv˙uŚU cN}ł˙R K]ˇlRŚU cTłZ}có ]ŚX WZVóV}ˇ˙]olóP]}uW]ór ]l]u˙P}v]lcGóP}olŚ

-

]łoRııræGóó ˙v]l}vóovP}XW}ół}ił P} ]ł }lco loó}ł }oG }l]P} }cł]óv]U lZ }ł}ó˙V} ii ˙ó v V}ł} uZł]}v ] łóu}PV} }ov}c ó B ~}lcov]D}}iłl]P}ZU}óvó˙˙u ó }łi]W}ł}i˙ }óPv]uo]UP}U} }ó}v] v]]}v W }ółoi˙(Bó ]v]i]ł}]]óV}ł]ó˙RR}łw ó ]vZł˙ó X }l A ˙v ó l]ˇlUlZó ˙Rviłˇv]ió}P K˙X~P˙Z}` ]B } uGˇ˙˝v] ] l}]] UK}]} W }o](}v]óv Pvl}ł}U }ó}v ło]R(vói}oiRóV}ł]lrół]óGU Lll]Rol]}`r nicUN]`˙v]}vR]}]U Sou]]vv}}`]]˙]uv Wó]}˙ u]l}}}ł]w ó }Pv]ó }ó˙ ] }ói]U P]ls} }o}v˙R W l]ˇ l ł]i ó Vv]v ó ó o R]}] }ol]R ˙ZŻ łU lZ˙ó ˇ˙o] ó ł}ivGX Ll uX]vX NP}˙ M]v] Ko˙ ] Dó]ó]ł N}}łP} ~ZU NP}˙ Dó]vv]ll]i UE ł l}vl] cRóu ]łl} ó ˙l˙u]vi]Ś~ZUł˙Zˇv]v]łl}vl]Iv˙ L]˙ v ]vv]l ó vu]óv˙ ~ZXM]V}cv]ól l}ZłU ióU ó uó˙l]lo˙óviUł]ol]io]˙}˙il]i~ółVóR}ł Có Z ]łGP]l]i~ółVóSAó v}MA]P}ZX Ji(vP www.facebook.com/E.IsakiewiczUPó]}l]olo u]ó ó u]v]˙ ó o]l]UP}uó]˙]˙ov]lZ ó łX

POST SCRIPTUM

-

-

-

93


B r u d y t r z e b a p r a ć w e w ł a s n y m d o m u, czyli

MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ

scena polska uk LONDYN

94

POST SCRIPTUM


cT}`˙l]`vUPov]vR}Ś`]G }J T} v] ˙ol} }˙`lU `˙v] loov ] } `˙l]X T} `ˇv `Zov ˇ˙]U i vu ]s˙`sv]}ˇ˙]XNio]iv}`]}˙u(lU ˇo]v}B`]s ]GilivuˇU] }Z `il]˙iGs lloUv] vl}`] ]P}XT}lˇ}`}i˙sU}l]G sv}R]E ]l]``i]}]}} sX C}`]Z l}}`]]GU˙uZ`]s v]P}R}˙U˙}B ]`}}vX DR}˙u`]iG˙l]u }v˙u }sr v}]U lZviXJll}o`]l}oPs˙UviG˙l .}}} o]v}]Ulov]l }ol]i Z .s}}} o]v}] `vu]vi}˘]}`i AvPo]]ŚX HovKrH}`}v

-

P}olZ`U

„Dywany, meble solidne… Rogi obfitości, sztuczne palmy, landszaft haftowany za szkłem… Stara piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. Lampa z abażurem z bibuły, stoliki, a na nich fotografie”

O b s a d a: Pv]Dol – Magdalena Włodarczyk PvDol] – Konrad Łatacha / Jarosław Redestowicz ˙l} Z Dol] – Jarosław Ciepichał / Łukasz Zapłotny H]Dol – Agata Puterko MoDol – Joanna Zwierzyńska Jo]]`]}`Dol]R – Joanna Kańska / Daria Drążkiewicz Lokatorka – Daria Drążkiewicz / Joanna Kańska Hvl – Patrycja Zając TR}` – Teresa Greliak Rˇ˙]P Joanna Kańska i Magdalena Włodarczyk O]l˙˙vPHovKrH}`}v P}ilv}P.]P Douglas Heap ˙v A v}P.]]`˙l}vv]P Beata Barton-Chapple i Jaroslaw Redestowicz K}u˙P Patrycja Zając Rl`]˙˙ : Jolanta Protheroe Teatr POSKu, 238-246 King Street, London W6 0RF

POST SCRIPTUM

95


}A iGBPR˙S˙s}

cZvu˙]R`Uvu˙]R }ˇv]}`v]v˙`]ov}] ˙˙vUu]u}}U lˇ˙uu]`]i ]R`˙ivv}`}X T˙uu]˙]G`]`] u]}`l]`l}ŚX Gˇ˙vM˘`ooUcN}`˙C

ŚX

cSv P}olXUK }˙ui `]G ` }U ` }u˙ iˇ `v} `]o]P }˙ ulU }(i}vo]uU ]v}`v}B ovU lZu o]ˇ }`Rv v}B v ]v]XXXŚ cOv] `}U o]v}B oP ]u uv]ŚX Mi˙ol C UOU`}v]UcT˙]wP}ol]ŚX

96

POST SCRIPTUM


Po fenomenalnym sukcesie premiery, ktora odbyła się w lipcu br., MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ wraca na deski Teatru POSKu w październiku 2021. Informacja na oficjalnej stronie Teatru: http://www.scenapolska.uk/ SCENA POLSKAXUK ł POSK } (i}vov˙}ol]ó]Vi˙vu]Pr i]X O }l vi ó vi]Glv]ió˙ }}lłZ}có ]li}łi]u]P˙iviUó } }V ó }óvó}v˙ ˇ}ł FoP P}ol] óPó˙vRPX

}V}ł˙ ó

} -

W˙}l]}ó]}u˙˙óv˙Uˇv]}łv˙ Zó r ~} l } }ol lo˙lG v}r }łU } }˙P]vov˙R v]ó˙ }r l]R } viv}łóuP]G łZoóvZ ] VvuP]]ovi˙oł]w ó ˙ó ]P}l] ó ó o]óv}c]U v]óoˇv] } ł]l˙ó }PoZłU}lii ó łv} Zó Pv]v] }ó˙łl]U il ] ]i loov }}ł]l c X

-

SV˙ ZVó Sv˙ P}ol]iXUK lV ]G ó ł}}ł˙R ó l}Zł ] uó˙lZłU }]lG ˙˙óvłił˙]vˇ˙l}ol ]˙˙ilHovKrH}ł}vU}]lGuó˙ óv ł}łV ó P ó o oPvv ]v]l u]P˙iv M] DU } ii cu]]iV ó i Dv]oŁóól]XSV]ó]

-

Sv˙ P}ol]i i P}ol] Oc}l S}Vóv}r rKoov˙ ~POSKZU } lZP} }vu ZVó ˙P}}łi ó Pov]˙ó u]˙ }óv]U ł ˙u }li Vv}llo}ł ł Tó POSKU il łv]ˇ Z luov } Pu˙ }˙l}ruó˙óv ł ]v˙uvi u} (óJó(óC X Ni}ov]ió ł]v] ó l]iXUK v}łv ó łv]ˇ Z łR ]}c}lR}ol]R}óL}v˙vuX

-

Sv˙ P}or

P}ol] O}l S}sv}rKoov˙ ~` lZ] POSKZ ` L}v˙v] ` ]ov]˙ Huuu]R }s s}ˇ}v˙ }sv}B}ol`W]ol]iB˙v]]]v]i˙`˙ P}(XIvˇXR}uvL`]lWi˙~ırıZUlZ˙˙s `v]ˇ Z ]`˙u `}v]˙u POSKrX W ı }lU iP} ]v]i˙`˙U Gs˙ }˙`B ]G ]` o]v}lv]vv]W]ol]iB˙v]]Uui vo}]v(}u}`v]}sv}]}ol]i}}u˙o }`˙ O}l ] v] }lZ` v o]iG P} }u˙sX ŹZsP}.iov}vT]}.iov}vPOSKrXŹRC

POST SCRIPTUM

97


MILCZENIE NIE JEST ZŁOTEM

N

]łX N] RG } ˙u ł]ó]BU l}c ł˙}oó˙u]U (vóiiU l}v(oiX Ołu }ó˙UlVu ó VRłl]XN]RGV˙óBló˙lZł ] VóX T ló˙l] ivl v]uX M]oóv]U lZ u ł }] P}˙ó ]}VvX T} ]G v] ó]iU }ł]u ]G } ˙l}ł˙R ó R}v]Z ó łU oó] }}co]U }ióo]U ł]}u] c Y c] ] }ł]óR}łv]X W}oG }PoB }ól] ó ]uóU oil]U u}l}v˙ W ł}ó˙Vu }] wlGX T}v]łX

N] uu v } Pvi ó (}uVl]U v] ł]uU il Bó ] } v] (Vó˙ł l}uv}cBX Tv} u] ˙óó vBU ˇˇ˙iu˙łR ó Ul]˙}l}łv]iłˇv]ió} ł}c ó ]Xlo]vv] Z ˙ł]}c ó ]U]ˇ ó i}óU }}}]Buó Uiłó XM}ˇ}v]lZ˙Rl}ó ó ˙U o u} ó ]ó ]G ó }GˇvP} v]}lU lP li]U u]V}c]U vl ó U l}uv]li]U }PZov] ó ]}W u]X K}c ivl }lG] v}uU o]ˇ ó u] v] ]G vó˙BX Jvl u}ˇv W Dwó˙˙ ó ]G łVcv] l]R R}łw ó ] ł] ł v˙R ˙iRXJ}Vv]v]˙ol}ivłˇv˙łvlU u]v}ł]]Uł]}u]v] c }]}ł˙RlZłX Jl l}vi ó ˙R}P}P APv]ól }łl D U łó˙˙ icu˙ ó R}˙R }ó]v ] cR}}˙Ś v}]u˙ ó v ó]] X Ni}c]i iuiU u} ó ]ó ]G ó ]v}c]U u]oóv]U }łiv] óV }ó l}uv]lZł ˙ cN] ]G v] ó]iŚU cBłZ v] ł˙v}] ]G }ó }ó]vGŚX DoóP} } ˙u ˙}u]vu ó Ó OZˇ u} ó uó }ó v} łˇ˙B ó U iˇ G ˙R]óv ł PZ ó ov}c]X Sl uu ł]ó]BU ˇ l}c ~}i]U ulU U ]Z }] ˝oU ico] v] uu ł]}u}c c ]U ˇ } i óVÓ Póu} u}ˇv l˙B } o}Pvu] có˙ łi Gl]ŚU c}ólŚU cRG o ]] }óŚX A ˙ó ˙u ióó }ov }˙˙ W ]ˇ ó u} ó } }o}P]U uZU ] ł} Z X Włó X}˙R}uRl]˙ó v]uił˙X N]R ]G }] vU l} ]cv] R}]ˇ VZłl} ] }łˇ˙ }˙ Gó]P}U olóU ˙ó ł}il}łP}U } ]ˇ ó ł˙l]˙ó uZł]BX BGG˙ó Uu]v]ł˙Uóvuv]˙ól}o]ł }uP˙U P˙ ]˙łul}R }uó R ł˙X T}l}}łv](Vó˙łio}iov}c]XDVP]v] ó }.Vu }˙uuZł]Bu}i] ó Xu}˙ ó Z }ł}o]}łł ]]]}XN]˙V}˙u}iiłó]Góv}c]UP˙˙v] 1. L.Gontarek, P˙R}P}PPW˙˙iu˙R}˙R}]vXI te „choroby” przenosimy na dzieci, Wyborcza.pl, 22.05.2021, https:// lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,27050394,psychopedagog-wszyscypochodzimy-z-chorych-rodzin-a-rodzice.html (12.08.2021)

98

POST SCRIPTUM

JlH}V]iP}ó]Z}ˇ˙ uv] B iv]l]u Pu}`}ol]R}uRX Tv}ł]ó˙BU]ˇ ó l v]łv}il}cv]iu}łv} ó ]Giov]c}u}ł˙u] u]ŚX S ]lłó ˙ó U ]ˇ ó }ó]v } ł]G}c c BU l}v] ] }ólU cu]B ] v}ó]v˙X ˙BB u}ˇ i}cv˙ó }v˙.lu ó JvPłVIIUlZ˙PV}]V u}c] } }ó]v] il} łZov}] ˇ˙] ] u]V}c]X I il ]G } P} }v]cBU P˙ v }i] ó ]cv] o]P]iv˙R v]il ]G u } P}U lZ˙ ł˙ó˙ł ] }v]ˇX S]ó] P}v] ˙loli ó X Pó]ˇ } l } ] }óv }ó]vU łól uˇ } v]ó]o R}ó] } l}c]}VX T˙ol} v]lv]vł] ó ]GUuó ul]ó]]l]uvX Jl H}V }ł] ó vu] ]}v˙ ouvóP v] }v }U } ł]B P}V˙u }l]uU v] ł]GiU } ˙o oR l}Vwł ] ]Glv˙R }ólZłU }ló˙łóv] uiPV}XD}cł]ó}v˙}ˇ˙˙ł ó u]oóv]U u]Gó˙ ł˙}iu ł˙iG˙u ó lo}PZł Il]U V}v]lu] ]]uv˙u]V}vu] ó U˙ov]l ó }óˇv]uł}Vv]U ]]v]UlZ}ó}ł]o]óv˙}l}wˇ˙]XN]u }l}ł˙R u(} ]G˙R v ł}Vv] ó U} V}łU}vv]il}Vul]˙˙ ó UlZó }˙R c]v}i]Gł]V} c X SłP}U ó ióó ł˙Ru vu]]U }óuł]Vu o(}v]óv] ó Hoól O(X Z ii VZł ł˙v]}Vu }P}uv] ˇ} o ]]X }óZ u]VuU ˇ o]óv } ]]v] v] ]G ł˙uóBU } }i ó ˇ } P}}łi l]X G˙ K}rX N]ru]Gv]l ł]V} c ó]vvU }óV} } V}u ó X T} ˙V łˇv˙ u}uv W u} ó U }l]wł} łZłU }}l }óv] ] ˙Z }łˇv] ł]ł c U }ił]V˙ ]G PV}˙ ł]U oó]U lZ˙ó ˇ˙o] ó }}v u˙X K}v(}vi ó u}vu] V ]GU il˙ v] BU ó Z ł}ov]v] } }l˙óvP} ó]ó]łX OZó vó]]iivlulU}v]łˇZo}ló˙łó}v˙R v] u l}w ] vio]i o v]R ˙V}˙ }ó]B ]G } v}łXT}v]ó ó }ic]}ˇ˙JlH}VX

A }R}ó] ó }P} }uU ł lZ˙u }i] óvGV ]G ] }lóVX Tl}vU S˙oł] ] ŁlóX SV}ł ó iP} u]Gv]lU ciu ˙u ó lu]v]uŚX N u]v ó U V}c ó ]U }u ł˙ół]l }ó u} ó ˙R]óvX I óv}ł v ł˙U ]ˇ ó Łló v] u}ˇ ˙B ] U u ]G B }ó ó]iU }PˇB ]G ł u]o]˝v] uv]oi] ] }P˙X T} łVcv] } PVR PRo]PRvP lóGv] ]ó Jl H}VX J ˇ u}ł } u}˙ ó loviU MVP}ó il} ó]l} ˙V ł]o}l}v] PłV}v ó }i ] iP} óvi}u˙RX DoóP} ł }G v] ]vłv]}łV ó Ó P}}vv]

X

ióV


Przedpremierowa recenzja reportaży

Jacka Hołuba Beze mnie jesteś nikim

ł]l}ł] c łóó ˙ ó]ł]v]P Vˇ˙U ól}U ˇ łVc]ł] v] ]G v] ó]iX P}ló˙łóv] vióGc]i }ó}i l}vv] ó U ˇ˙ł]}c ó B l u} ł˙Po łv]ˇ Z ł ]vv˙R }uRU viP}ó W li } il} v}uov}cBU vX N] o]G v}uov}c]U oP} ˇ } V}ł} i l }l] ó óvóv]}ł}U ˇ u}ˇv ]G }P]BX Póu} V}łvU ł˙ół]lU }PU u} ó .ó˙óv ] łó] lov óVuU lZ}óGcó ]i ˙vu˙ ó }łiBU}v]łZˇ˙}óX

N] u]Gó˙ ł]óu]U }v] ] ł}U Jl H}Vłlóivuvluv˙łPólł}łv]łU ˙ io]ZłU lZ˙ó }ói ]G ł}lZV Pv]v] ó u}˙ ó X P} v]]l]i l˙ ł }]] u]V R}v]B }}˙ }lv]G u} ó U ivl } ˙ol} }l] c X ó N] R}v] ł }}ł]v] }ZU } ó ˙u ]ó]Uv] Płvi }ó] ó]ówłX P}u} }}}u }ól}}łv˙R ł]ó ó v i łv]ˇ Z ó łZv ł]l˙u]óiX W lZ]P }}˙ PVó ó i u} ó vˇ}vv}˙óu }]vó˙}X óVSuv] ó }ouuU il } iGo]˙ cˇ˙óo]ł]Ś ]ó]U ł˙]Pi c˙ŚX S˙Pu˙ó}łv] }ił] ]G } ó l}oiv˙U l]˙ }ól}}łv] uó }v]B ł˙R ł ó }Pvu] c]Pv]X DoP} v] ˙ol} łˇv i }u} łvU o łv]ˇ Z ˙R}o}P]óvU ˙ ł]}u]B c }ló˙łó}v˙u ]R łU vó˙B ˙łv}c] ] }}v˙ ó uv]o}u]X K} lvV ó ]G R}]ˇ ó ó ó]Vv]u }ol]R Vˇ ł l] ó }u}˙ }ló˙łó}v˙uU v ł]U ˇ }ł }u} i ł ˇi u]ó }˙óvU } ov] vli H}VX N] u }R}v˙]ł]Uliłv]ˇ Z ˙l]i ó c]ˇl]Uó]Gl] lZiłv]v]ól}o]ł]v]˙o]˙ł˙X

VR˙ó

óB uv] ic v]l]uU v] v] óvó˙óU ic v]u}ó]ov˙~rvZU v}]ó ł˙U oó] ]G ł˙cu]iX Jl H}V v] ˙ol} }lói .ó˙óv˙ l }]ˇwU o łv]ˇ Z V PuG ˙R}o}P]óvi uv]oi]U }Vóv˙R P] ] ˙R łó}ZłX ó ł}vO Zˇu]G]ł}cvó iV}ˇi

]ól}o]ł˙R]Rov˙Rłó}ZłR}łw ó XPóu} i l}v˙}łv ióó ł v]lZ˙R }}ł]lR c U PZ ó ov] v ł]X K˙ ]ov ˙ó vł u} ó ł} o]l]R Vuó˙ ]G u] ó łi Gl]X K]˙c ó } v}ó ó }v ˙V} ˇ}o]ł }ł]óv]U cJluˇˇ}v˙v]]iU}iił}Pv]iŚXl}wó Có ˙B ó ł]iu] ]RU }˙u] ó u}v} v (vuv]o]P]iv˙uX }A }ł}Vi]Gv]˙ol}}u˙RłZł u}˙ ó ] ]R }ó]vU o łv]ˇ Z } ˝v]ió Z P} ˇ˙] }ló˙łó}v˙RU l il u } u]i ł ˙l ó Kó˙v˙ K}X Jl} ó]l} ˇ˙V ó }u}ł ]lV}U o łv]ˇ Z ł }}V˙u ˇ˙] óvoóV ]G }l u}}łP} ó vX N]ół˙lo ]}v ł]GU ˙ ł]}u]B c }] ]Gv}U lZ ]ˇ˙ v uV}ói Pvi]U ˙vR ] ZlR łZłX Póu}}ł łó} R}łw ó v}ó ó }v ł]v] ó U ivl v]lZ˙ó i ]G ó v]u] łoó˙BU }łB ó u˙ }łV łll }óvv˙R ló˙łX Jl H}V vcł]o (}u˙ }u}˙U }i l}vlv u]iU Pó] }ló˙łóv] u}P ˙lB ó ł] ~Fvi Fu]v}lU S}łó˙óv] cN]]l L]v]Ś ]XZX Mu vó]iGU ˇ } Zió] ó ]}u ] ˙P}i ó l}oiv˙ }u }ˇ˙U o ˙u uó ˙l}łv˙ AD ~D}}V Dó]] Aol}R}o]lZłZ ] D ~D}}V Dó]] ó R}ó]v D˙(vl˙iv˙RZX S}Vóv }óv] vU ł]óG ł } PVG}l}U ˇ B uv] i v]l]uX Pu} ` }ol]R }uR ˙óó ˙v] ]G } }PZov}}ol]i ˙li] ] ó]i łv}łˇ}vP} Zó }l}łv]}ouUil]uiu} ó }u}ł˙ó u} ó }ó˙łvł˙u ó }óu]v]X Pu]l]ˇl]ł]ó ó ]vivłócv]}lX

Jl H}VU óBuv] ic v]l]uX domachUW˙łv]ł}vCó UW}V}ł]XŹRK

Pu} ` }ol]R

POST SCRIPTUM

99


100

POST SCRIPTUM


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
POST SCRIPTUM_3_21 by POST.SCRIPTUM - Issuu