Skip to main content

Stąd do przyszłości - klimat

Page 1

„Zmień system – nie klimat!” „Nie mamy planety B” „Kapitalizm jest wrogiem Ziemi” „Pro eko jest prawdziwym pro life”


Coraz częstsze anomalie pogodowe jak susza albo krótkotrwałe, lecz intensywne ulewy, brak śnieżnych zim i wichury czy wreszcie globalne ocieplenie klimatu o kolejne stopnie, które doprowadzi już do nieodwracalnych zmian – to nie fantastyczne mrzonki, lecz obecny stan lub najbliższa przyszłość. O tym, że żyjemy w antropocenie, czyli epoce, gdy Ziemię kształtuje głównie człowiek, chyba nie trzeba przypominać, a także o tym, że ten wpływ na planetę częściej bywa destrukcyjny niż pozytywny również. Z tego ostatniego bowiem wzięły się obecne zmiany klimatyczne, które jeśli ich nie powstrzymamy, to doprowadzą nas wprost do katastrofy. W związku z tym, a może właśnie dlatego, postanowiliśmy także w Gnieźnie opowiedzieć o zmieniającym się klimacie oraz pomysłach na powstrzymanie coraz bardziej realnej tragedii. Wystawa pt. „Stąd do przyszłości – klimat”, to pierwsza odsłona kolejnego cyklu plenerowych ekspozycji podejmujących społeczne tematy. O jej współtworzenie tym razem poprosiliśmy dwoje ekspertów oraz młodych ludzi z Gniezna i okolic ze szkół ponadpodstawowych, a nawet wyższych. W końcu to głównie tych ostatnich dotkną już jak najbardziej namacalne skutki globalnego ocieplenia. Dlatego chcieliśmy żeby ich głos został usłyszany, tym razem w bardziej artystycznej formie, czyli m.in. przez obraz Zuzanny Chełek pt. „Na naszych barkach”, który symbolizować ma odpowiedzialność człowieka za przyszłość klimatu i który namalowała na plecach swojego modela pokazując, że choćby to czy nasze zbiorniki wodne będą pełne i czyste, zależy wyłącznie od nas. Dalej mamy zapisany pod kodem QR film Oli Banaszak przedstawiający wizje przyszłości jaka nas dotknie jeśli nadal będziemy podejmować wygodne i krótkowzroczne rozwiązania. Kolejna praca to tekst i kolaż Sylwii Domańskiej, które poprzez sympatyczną metaforę dziadkowej działki opowiadają o naszym traktowaniu Matki Ziemi i dobrych praktykach na jej rzecz. Ponownie o wodzie, a dokładniej znikającym głównie wskutek kopalni odkrywkowych Jeziorze Powidzkim, wypowiada się Kacper Parol, który poprzez swoje wspomnienia z dzieciństwa, próbuje wzbudzić refleksję na temat niezbędnej transformacji energetycznej. Po drodze, tym razem kolektywnie, głos zabierają jeszcze Weronika Stepaniak i Ida Wernicka z Przedwiośnia, gdzie pierwsza z nich swoje przemyślenia przedstawia za pomocą obrazu, który można by określić jako „Serce natury”, zaś druga rozwija myśl w tekście tłumacząc, że to ludzie jako część natury doprowadzili do kryzysu klimatycznego i tylko oni czy raczej my możemy te zmiany zatrzymać. I w końcu są też proste, lecz poruszające fotografie wraz z towarzyszącym im opisem wykonane przez członkinie i członków Stowarzyszenia Kasztelanii Ostrowskiej czyli Agnieszkę Dziarską, Elizabett Khmellier, Łucję Zięciak i Jacka Vasinę. Ich dzieło zaś to wyraz skargi i zawiedzenia faktem jak niszczone jest dziedzictwo krajobrazowe ich okolicy przez rozwój za wszelką cenę. Natomiast eksperci wyrazili się już w bardziej naukowy i społeczno­polityczny sposób w temacie. Bo fakt czy nie zniszczymy nieodwracalnie planety oraz jako ludzkość przetrwamy, zależy przede wszystkim od systemowych decyzji podejmowanych przez rządy państw, ale też przez lokalne władze i wspólnoty czy wreszcie indywidualnych wyborów. Jako jeden z głosów mamy więc orędownika postwzrostu z Zielonej Fali, który podpisuje się jako Kawka i najogólniej rzecz biorąc popularyzuje ideę skończenia ze wzrostem PKB oraz mierzenie wszystkiego jego miarą, bo w przeciwnym razie już zapewne niedługo padnie ludzka cywilizacja. Sam postwzrost to zaś najogólniej mówiąc


ograniczanie się zarówno w konsumpcji jak i w produkcji różnych dóbr np. poprzez wytwarzanie bardziej trwałych przedmiotów albo niemarnowaniu żywności. Co ważne, jeszcze innym problemem na jaki zwraca uwagę postwzrost jest też nieracjonalna polityka transportowa, która w imię bardzo ograniczonego zysku z jednej strony „ciągnie produkty” z drugiego końca świata ignorując ich lokalnych wytwórców, a z drugiej ciągle premiuje indywidualne przejazdy ludzi zamiast zbiorowych. I wreszcie istotne dla zwolenników postwzrostu jest oczywiście ograniczenie zużycia energii przez ludzkość, co jeśli się uda, to trudne będzie do utrzymania z innych źródeł niż paliwa kopalne, bo wbrew pozorom same Odnawialne Źródła Energii nie wystarczą – a to, przynajmniej anarchizujący fani postwzrostu, postulują. Dlatego też w tej dyskusji drugim głosem jest polemika Urszuli Kuczyńskiej z FOTA4Climate, która opowiada się za tym, by nieograniczony wzrost zastąpić rozwojem i pozyskiwać więcej energii... z mniej, czyli głównie z atomu.

Zapraszamy do oglądania, a potem działania na rzecz naszego wspólnego domu – Ziemi! I nie dajmy jej zginąć, bo wraz z nią zginiemy też my!


Odpowiedzialność za przyszłość klimatu spoczywa na barkach człowieka. To, czy będziemy mogli cieszyć się chociażby pełnymi i pięknymi zbiornikami wodnymi, zależy tylko od nas. Spiesz się, bo twoja szansa na zieloną planetę znika tak szybko, jak zmniejsza się poziom wód. Zuzanna Chełek


Ponad 1000 lat temu w otoczeniu jeziora Lednica zaczęła się historia Polski. Nasza historia. Od tego czasu wiele zmieniło się w krajobrazie regionu Kasztelanii Ostrowskiej. Stoimy przed ważnym wyzwaniem pogodzenia postępu z ochroną dziedzictwa tych terenów. Uważamy, że należy połączyć te dwa zagadnienia w taki sposób, by odzwierciedlały ducha miejsca. W ostatnich latach tracimy cenne walory Szlaku Piastowskiego. Decyzje które nie zostały przemyślane pod względem krajobrazowym tworzą zagrożenie dla tożsamości regionalnej oraz jego ekosystemów. Niedostosowanie architektury do krajobrazu jest pierwszym przykładem działań szkodzącym krajobrazowi naszego regionu. Wśród rozproszonej zabudowy, pól uprawnych, łąk i lasów pojawiają się budynki­ufo. Nie pasują one do otoczenia, wyglądają jak z zupełnie innego miejsca. Zaburzają one przestrzeń. Nie są dostosowane do struktury przestrzennej typowej dla wielkopolskiej wsi. Wielkie ściany betonu przytłaczają, zaburzają osie krajobrazowe. W ten sposób region stopniowo przestaje być atrakcyjny turystycznie. Większość z nas nie jedzie wypoczywać do miejsca zalanego betonem i topornymi bryłami. Chce zobaczyć za to miejsce wyjątkowe, które zachwyca swoim klimatem. W lokalnej zabudowie na szczęście widać również oznaki dobrych rozwiązań. Naszym marzeniem jest, aby wszystkie budynki były zaprojektowane zgodnie z duchem tradycji architektonicznych naszego regionu. Odwiedziliśmy wiatraki w Moraczewie. Dostęp do tych zabytków jest ograniczony. Otacza je metalowa siatka, przez co zwiedzający nie mogą podejść blisko. Zaburza on odbiór tego wyjątkowego miejsca. Utrudnia dostęp do doświadczania go i być może skazuje je na zapomnienie. Opiekunowie reliktów przeszłości mają przed sobą ciężki dylemat. Trudno jest wybrać między chęcią edukacji, a ochrony ważnych miejsc przed nami samymi.


Wyzwaniem w ochronie krajobrazu są również zbyt często koszone łąki, które są między innymi w otoczeniu wyżej wspomnianego zabytku. Uważamy, że większość z nas nie zauważa jeszcze jak ważne są one dla naszego środowiska. Przez ścinanie łąk kilkakrotnie w ciągu roku upraszcza się struktura roślinności. W skutek tego dominuje tylko kilka gatunków, które wykazują się największą odpornością. Wrażliwsze rośliny nie mają szansy, by odrosnąć. Możemy stracić bezpowrotnie wiele wyjątkowych gatunków, co będzie kolejną stratą dla naszego dziedzictwa. W Lednogórze powstała ścieżka rowerowa wzdłuż której stoją monumentalne latarnie. Wszystkie z nich są zasilane energią odnawialną. Przy każdym źródle światła znajduje się duży panel fotowoltaiczny. By pomóc tworzyć nasz krajobraz znacznie lepiej byłoby zastosować smukłe i wąskie latarnie a źródło energii umieścić w mniej widocznym miejscu. Dzięki takiemu rozwiązaniu czystą energią mogłoby cieszyć się znacznie więcej osób. Promowałoby to zarówno postawę prośrodowiskową, jak również chroniło historyczny krajobraz. Zdjęcia, które wykonaliśmy są wyrazem naszej skargi oraz pewnego rodzaju zawiedzenia. Ukazują one kontrast między troską o dziedzictwo, a rozwojem za wszelką cenę. My, młodzi czujemy się rozczarowani postawą dorosłych. Dają oni nam niejednokrotnie do zrozumienia, że nie interesuje ich, co nam po sobie zostawią. Rażą nas nieprzemyślane inwestycje. Uważamy, że potencjał naszego regionu nie jest wykorzystywany w odpowiedni sposób. Boimy się, że przepadnie szansa ochrony tego, co dotrwało do naszych czasów po pradziadach. Wiele lat starania się o ochronę wartości tego miejsca stoi obecnie pod znakiem zapytania.

Autorzy: Stowarzyszenie Kasztelania Ostrowska: Agnieszka Dziarska (koordynatorka pracy), Elizabett Khmellier (zdjęcia), Łucja Zięciak (współautorka projektu), Jacek Vasina (współautor projektu).


My, ludzie, stanowimy nieodłączną część natury i ziemskiego ekosystemu, a mimo tego, kryzys klimatyczny to nasza zasługa. Niestety nie oznacza to tylko cieplejszych lat, dłuższych wakacji i możliwości opalenia skóry na delikatny odcień brązu. Powoli doprowadzamy do wyginięcia własnego gatunku, zatracając przy tym setki tysięcy gatunków zwierząt i roślin. Swoimi działaniami, takimi jak m.in.: spalanie paliw kopalnych, wycinka terenów zielonych, masowa produkcja wyrobów mięsnych i produktów jednorazowych z materiałów niebiodegradowalnych, napędzaliśmy kapitalizm i konsumpcjonizm, doprowadzając jednocześnie do nieodwracalnych zmian klimatu i zanieczyszczenia Ziemi. Jest niestety za późno, żeby temu zapobiec. Skutki naszej nieodpowiedzialności są już widoczne. ALE jeśli zaczniemy działać TERAZ, możemy zatrzymać postępujące zmiany, takie jak np. globalny wzrost temperatury na poziomie 1.5 C°. Zacznijmy działać już teraz. Sprzeciwmy się szkodliwym dla klimatu postanowieniom rządu. Myślmy długoterminowo i zapewnijmy lepszą przyszłość sobie i następnym pokoleniom. Nauczmy się żyć w zgodzie z naturą! Autorka obrazu: Weronika Stepaniak Autorka tekstu: Ida Wernicka


Odkryj! (pod kodem QR) Moja praca przedstawia wizję przyszłości jaka nas dotknie, jeśli dalej będziemy podejmować krótkowzroczne "korzystne" rozwiązania. Makieta jest niszczona przez nagłe wichury, pożary, susze i powodzie, traci bioróżnorodność. Te wszystkie zjawiska występują coraz częściej, co spowodowane jest w dużym stopniu działalnością człowieka, dlatego przedmioty niszczące fyrtel podpisane są działaniami człowieka.

Ola Banaszak Obróbka foto: Nikodem Wejerowski


To miejsce to moje dzieciństwo. Tutaj uczyłem się pływać. Tutaj pierwszy raz użądliła mnie osa. Tutaj pierwszy raz byłem na rowerku wodnym. Z każdego lata mam coraz piękniejsze wspomnienia. Ostatnio nawet na zakończenie kampanii prezydenckiej wskoczyłem do wody ­ w koszuli i spodniach. Mowa o Jeziorze Powidzkim. Za każdym razem, gdy do niego wracam, brzeg jest coraz dalej, a woda, która kiedyś zakrywałaby mnie do szyi, jest już na wysokości pępka. Mielizna, która kiedyś była popularnym punktem wycieczek na wodnych rowerkach, jest już małą wyspą. To tylko jedno z miejsc na pojezierzu gnieźnieńskim, w którym gołym okiem widać kryzys klimatyczny oraz działalność pobliskich odkrywek węgla ZE PAK. Są miejsca, które już bezpowrotnie znikają. Ostatnio Eko­ Przyjezierze informowało, że Jezioro Kownackie w zasadzie jest już kupą piachu z niewielkimi kałużami. Naszym obowiązkiem jest ochrona środowiska, by zostawić je następnym pokoleniom. Dlatego razem z Przedwiośniem stworzyliśmy specjalny film, w którym zwracamy uwagę, że jeżeli nie podejmiemy wspólnie działań na rzecz pojezierza gnieźnieńskiego, bawić się będziemy nie w wodzie, ale na piachu. W miejscu, w którym kręciliśmy filmik, jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, było jezioro. Chcę, by przyszłe pokolenia mogły mieć tak samo piękne wspomnienia, jakie mogłem mieć w latach swojego dzieciństwa. Transformacja energetyczna musi być priorytetem! https://www.facebook.com/330572657817157/videos/3351177634904600/ Kacper Parol


Matka

Ziemia jest bardzo mądra, ale potrzebuje naszego wsparcia. Mój dziadek uprawia ogródek, który kocha całym sercem. Zbierając wiśnie myślałam o konstrukcji natury. Najpiękniejsze owoce rosły na najwyższych gałęziach. Dorodne drzewo oferowało najlepsze okazy w zamian za wysiłek wspinania się po drabinie. Im bardziej się zaangażujesz, tym więcej otrzymasz od Przyrody. Dopóki dziadek ma siły dbać o nie, to drzewko cudownie owocuje. Co będzie potem? Nasza Planeta jest jak działka dziadka, a kim my jesteśmy? Troskliwym dziadzią? Myślę, że niestety nie. Bardziej przypominamy roszczeniowego klienta. Nasze działania i wybory są bardzo ważne. Dokonujemy ich codziennie. Nie trzeba być nagim weganinem mieszkającym w buszu, żeby pozytywnie wpływać na klimat. Staram się codziennie redukować mój negatywny wpływ. Każdy może dołączyć do grona osób troszczących się o Matkę Ziemię. To łatwe. Wystarczy zacząć od drobnych rzeczy, np. papierowe patyczki do czyszczenia uszu, kubeczek menstruacyjny, kosmetyki w kostce i najważniejsze: dzielenie się pomysłami ochrony Matki Ziemi z innymi. Ponieważ właśnie drobne działania wielu pojedynczych osób zmieniają najwięcej. Wszystko jest w naszych rękach. Sylwia Domańska


Logika, według której funkcjonuje globalny kapitalizm okazała się pułapką. Cały system oparty o pojęcie ciągłego wzrostu i ciągłej ucieczki do przodu doprowadził nas na skraj przepaści. Jak pokazują badania nad tzw. ludzką niszą temperaturową, jeśli nie zmniejszymy drastycznie antropogenicznych emisji CO2 do atmosfery, to już za 50 lat 3,5 miliarda ludzi będzie zmuszone emigrować. Miejsca, w których żyją przestaną nadawać się do zamieszkania. A przecież sprawa była i jest prosta: nieskończony wzrost nie jest możliwy na planecie o skończonej ilości zasobów. Jeśli chcemy mieć przyszłość, musimy odejść od myślenia o Ziemi i jej klimacie, jako o worku bez dna, z którego można bez końca czerpać. Musimy zastąpić paradygmat wiecznego wzrostu paradygmatem rozwoju, bo jak pokazuje historia cywilizacji ­ ten de facto może polegać na tym, aby uzyskać więcej z ... mniej. I najlepszym przykładem będzie tu historia źródeł pozyskiwania energii. Dziś jesteśmy zależni od energii elektrycznej. Dostęp do niej warunkuje możliwość zaspokojenia codziennych potrzeb związanych z przeżyciem, ale też możliwość zaspokojenia potrzeb wyższego rzędu jak uczestnictwo w życiu społecznym i kulturalnym. Energia elektryczna to kluczowy zasób a jej zużycie per capita jest bezpośrednio związane z wychodzeniem przez poszczególne kraje ze skrajnej biedy i poziomem ich rozwoju. Ilustruje nie tylko ilość sprzętów AGD w gospodarstwach domowych, ale przede wszystkim dostęp do energochłonnych procedur medycznych, czy sieci szynowego transportu publicznego. Wszystkie prognozy przewidują, że zużycie energii elektrycznej w Polsce będzie netto rosło przez kolejne dekady. Dopiero wykorzystanie wszystkich dostępnych narzędzi efektywności energetycznej pozwoli osiągnąć niewielki spadek zużycia. Gdy wziąć pod uwagę, że sektor energetyki to główne źródło emisji CO2 do atmosfery staje się jasne: potrzebujemy ogromnych ilości bezemisyjnej energii zarówno w Polsce, by odejść od spalania węgla, jak i na świecie, by dźwignąć miliony osób ze skrajnej i upokarzającej biedy. Aby tego dokonać, będziemy potrzebowali wykorzystać wszystkie znane nam niskoemisyjne źródła: zarówno słońce, czy wiatr, jak i atom. Wagę transformacji energetycznej w walce ze zmianami klimatu podkreśla też Międzynarodowy Panel ds Zmian Klimatu przy ONZ (IPCC), kładąc na nią w swoich prognozach ogromny nacisk. Co ciekawe, raporty IPCC kładą równie duży nacisk na coś, o czym mówi się i słyszy dużo rzadziej: że nie możemy wybrzydzać. Według wszystkich badań, energetyka jądrowa dekarbonizuje najszybciej jednocześnie obniżając koszty przekształcenia sektora. Przytłaczająca większość scenariuszy dekarbonizacyjnych przedstawionych przez IPCC zakłada albo utrzymanie udziału atomu w światowej energetyce na obecnym poziomie, albo wręcz postuluje znaczny przyrost mocy wytwórczych właśnie z tego źródła.


I nic w tym dziwnego: próba odejścia od paradygmatu ciągłego wzrostu, w którym próbowaliśmy oszukać prawa fizyki i zderzyli się ze ścianą ograniczonych zasobów i pojemności klimatycznej nie może zamienić się w próbę oszukania innego prawa fizyki, jakim jest niestabilność energii produkowanej przez OZE. To tylko w teorii tak świetnie brzmi, że zawsze gdzieś świeci słońce a gdzieś wieje wiatr, więc wystarczy tę energię przesyłać. Realia pokazują, że ten optymizm kończy się tam, gdzie zaczynają się straty na przesyle i konieczność kilkukrotnego przeskalowania sieci, czyli co najmniej potrojenia ilości słupów i kabli oplatających kraj. Jako cywilizacja nie dysponujemy technologią wielkoskalowego i międzysezonowego magazynowania energii, i choć wciąż obiecywany jest przełom w tej dziedzinie to nawet powstająca pod Berlinem megafabryka Tesli ­ światowego giganta w tym zakresie ­ będzie budować … własną elektrownię na gaz ziemny. To też powód, dla którego Niemcy, którzy próbując jednocześnie odejść od atomu i węgla prowadzą w z Rosji magistralę Nord Stream 2. Gaz ma zapewniać napędzanie pociągów i szpitali wówczas, gdy nie pracują ani turbiny wiatrowe, ani panele fotowoltaiczne. Gaz ziemny jest konieczny, kiedy z miksu energetycznego chce się wyprzeć jedyne bezemisyjne źródło energii, które pracuje bez względu na warunki pogodowe ­ atom. Zresztą, niemiecka Enegiewende pokazuje jeszcze coś: niesprawiedliwość społeczną tak pomyślanego procesu transformacji. Jej koszty najbardziej najbardziej odbiły się na gospodarstwach domowych o najniższych dochodach prowadząc do spadku poparcia dla przekształceń w tej grupie społecznej. Polska, gdzie 17% gospodarstw domowych żyje w warunkach ubóstwa energetycznego nie może sobie na dalsze rozwarstwienie społeczne w tak ważnej dziedzinie życia pozwolić. Dzisiejszy model rozwoju źródeł OZE jest zresztą przykładem polityki według św. Mateusza: kto ma, temu będzie dodane. Do instalacji paneli fotowoltaicznych właścicielom nieruchomości dopłaca budżet państwa, dzięki Dzisiejszy model rozwoju źródeł OZE jest zresztą przykładem polityki według św. Mateusza: kto ma, temu będzie dodane. Do instalacji paneli fotowoltaicznych właścicielom nieruchomości dopłaca budżet państwa, dzięki czemu spadają im rachunki za prąd. Rachunki nie spadają zaś tym, którzy nieruchomości nie posiadają. Ich rachunki tylko rosną, bo muszą dodatkowo dokładać się do kosztów zainstalowania w systemie rezerwy, która pozwoli pobierać energię właścicielom paneli fotowoltaicznych wtedy, gdy te nie pracują. Dla właścicieli nieruchomości i paneli fotowoltaicznych system działa więc jak gigantyczna bateria. A na jej koszt w płaconych rachunkach składają się


wszyscy ­ w tym najbiedniejsi lokatorzy ogrzewanych prądem mieszkań komunalnych. Sytuacja promowania takiego modelu przypomina coś, co już znamy: promowanie indywidualnego transportu przez państwo, które jednocześnie wycofuje się ze świadczenia powszechnych usług transportu publicznego. W kraju, gdzie 14 milionów ludzi żyje w wykluczeniu transportowym nie możemy powtórzyć tego błędu. Jest w interesie nas wszystkich, aby państwo pozostało dysponentem systemu i gwarantem powszechnego dostępu do energii elektrycznej po rozsądnej cenie. Jest to tym ważniejsze, że elektryfikacja jest też sposobem na zmniejszenie emisji z transportu poprzez przerzucenie tirów na tory i rozbudowę sieci transportu szynowego. Przede wszystkim jednak jest sposobem na poradzenie sobie z zanieczyszczeniem powietrza, które w Polsce jest jednym z najgorszych w Europie. Aż 84% rakotwórczego benzoapirenu w polskim powietrzu pochodzi z indywidualnego ogrzewania domów złej jakości paliwem. Powszechny dostęp do taniej energii elektrycznej, wykorzystywanej ­ jak w atomowej Francji ­ również do ogrzewania, pozwoli na natychmiastową poprawę jakości powietrza. W ujęciu globalnym, energetyka jądrowa to jedno z najbezpieczniejszych źródeł energii. Gdy wziąć pod uwagę całość łańcucha produkcji: od wydobycia rudy uranu aż po składowanie odpadów jest odpowiedzialna za … 0,04 ofiary śmiertelnej na 1TWh wyprodukowanej energii i to po wliczeniu ofiar katastrof w Czarnobylu i Fukuszimie. Dla fotowoltaiki, która potrzebuje dużych ilości metali ziem rzadkich wydobywanych w Chinach i Afryce ten współczynnik wynosi 0,4, dla gazu ziemnego ­ 4 a dla węgla … 1000. Nawet hydroenergetyka, której nie kojarzymy z niebezpieczeństwem jest od atomu groźniejsza: przerwanie tamy w Banqiao w 1974 roku zabiło prawie 200 000 osób. Coraz więcej ekologów zwraca też uwagę na aspekt środowiskowy ­ na fakt, że zajmująca 1,5ha terenu elektrownia jądrowa produkuje tyle samo energii, co wszystkie wiatraki Danii razem wzięte, nie wpływając przy tym na środowisko. Nie zabija ptaków, owadów i nietoperzy, zostawiając cały ten obszar na konieczny w warunkach katastrofy klimatycznej rewilding i produkcję żywności. Dzieje się tak z uwagi na tzw. gęstość źródła. Przez całe tysiąclecia ludzkość produkowała energię cieplną i świetlną spalając biomasę, czyli drewno. Odkrycie fizykochemicznych właściwości węgla pod koniec XVIII wieku było prawdziwym błogosławieństwem: pozwoliło nam ocalić resztki ścinanych na drewno europejskich lasów i otrzymywać dużo większą ilość energii z dużo mniejszej objętości paliwa. Potem odkryto, że jeszcze więcej energii uwalnia się z rozszczepianego jądra uranu 235; że tę ogromną siłę i bogactwo można wykorzystać nie po to, by niszczyć, ale by budować ­ by latać w kosmos, napędzać łodzie podwodne a przede wszystkim produkować potrzebny wszystkim prąd. I to jest właśnie potrzebna nam w tej chwili logika rozwoju oferująca wyjście ze ślepej uliczki paradygmatu nieograniczonego wzrostu. Logika, która przywraca priorytety, bo pozwala pamiętać o tym, co najważniejsze: walka o zdrowy klimat przy jednoczesnej poprawie jakości życia całych społeczeństw i zapomnianych dotąd przez boga i ludzi grup. Ula Kuczyńska


WZROST CZY CYWILIZACJA Wszyscy (oprócz skrajnych wyjątków) mają już świadomość kryzysu jaki nas czeka w wyniku zmian klimatu. Trąby powietrzne, susze i inne anomalia pogodowe już dotknęły Polskę i świat. Stąd też rok 2019 obfitował w liczne protesty osób domagających się zmian. Pomysły na to są różne od paneli obywatelskich, przez zmianę sektora energetycznego na panele fotowoltaiczne lub Elektrownie Jądrowe (EJ). Choć część z tych rzeczy już się dzieje (jak zmiany w energetyce), w dalszym ciągu światowe emisje CO2 rosną. W 2018 roku osiągnęły rekordową ilość 37,1 mld ton, z czego aż 33 mld pochodziły z sektora energetycznego. Wiąże się to ze światowym wzrostem zużycia energii o prawie 3%. Jak więc z tym walczyć? Odpowiedzią jest idea degrowth, po polsku zwana post­wzrostem. Post­wzrost jest bardzo często mylnie kojarzony i równany z prymitywizmem. Jednak w przeciwieństwie do tego drugiego nie zakłada, że mamy wrócić do lepianek. Mówi o tym, że aby się uratować musimy skończyć ze wzrostem PKB i mierzeniem wszystkiego tą miarą, inaczej cywilizacja padnie, a z nią i samo PKB. Wybór jest prosty albo zrobimy to teraz sami, albo klimat zrobi to za nas. Wówczas jednak dojdzie do tego w sposób niekontrolowany. W tak krótkim tekście nie da się opisać całej idei, pokazać w jaki sposób dzięki post­wzrostowi można ograniczyć emisje CO2. Przytoczę więc teraz zaledwie kilka przykładów w najbardziej emisyjnych sektorach. Energetyka To właśnie z tego sektora pochodzi najwięcej emisji. Oczywiście głównym problemem jest węgiel. Ale czy tylko? W tym roku w środowisku ekologicznym i obrońców klimatu rozgorzała na nowo dyskusja czym go zastąpić. Oczywiście każda racjonalnie myśląca osoba jest przeciwna wprowadzaniu jako alternatywy gazu, który w stosunku do czarnego złota wcale nie ogranicza emisji w znaczącym stopniu. Dlatego alternatywą są odnawialne źródła energii (dalej OZE) lub atom. Większość środowiska skłania się ku OZE, są jednak i tacy, którzy uważają (podobnie zresztą jak partia rządząca), że atom jest najlepszym rozwiązaniem. Skąd jednak wziął się atom w energetyce?


Początki swojej historii kapitalizm opierał na energii z drewna. Lasy szybko zaczęły znikać, więc kapitaliści zamiast ograniczyć produkcję znaleźli nowe źródło energii jakim były paliwa kopalne (węgiel i ropa naftowa), które doprowadziły nas do aktualnego kryzysu. Wiedząc, że węgiel też jest zasobem, który może się wyczerpać rozpoczęli poszukiwania nowego źródła, które w stabilny sposób umożliwi dalszy wzrost. W ten sposób rozpoczęły się budowy EJ. Tymczasem to właśnie nieustanny wzrost jest głównym problemem energetyki. To przez niego emisje CO2 w ostatnich dwóch latach nieustannie rosną. Nie będziemy w stanie osiągnąć celu jakim jest ograniczenie emisji o połowę przez następne 10 lat, dopóki nie ograniczymy zużycia energii. Wprowadzanie atomu podtrzymuje przekonanie, że dalej możemy zużywać więcej prądu, bo nigdy nam go nie zabraknie (co okazało się problematyczne w te wakacje, kiedy w wyniku braku wody do chłodzenia, kilka reaktorów w Niemczech i Francji zostało wyłączonych ) W nadchodzących warunkach klimatycznych nie jest to więc rozwiązanie i żadne źródło energii chłodzone wodą lub ją zużywające nie może być tak traktowane. EJ generują jeszcze dwa problemy (wymieniając tylko te dotyczące dekarbonizacji, bo innych jest o wiele więcej): ­ najkrótszy realny czas budowy reaktora to 15 lat, więc zanim zaczną pracować i zastępować węgiel, przekroczymy już rok 2030, który jest pierwszą datą graniczną dla osiągnięcia celu i ograniczenia emisji o 40% ­do 2050 roku mamy mieć, zgodnie z celami określonymi przez naukowców neutralność klimatyczną (czyli światowo produkować tyle CO2 ile oceany, lasy i gleba będą w stanie pochłonąć); nie będzie to więc możliwe z udziałem EJ których czas budowy razem z czasem eksploatacji wynosi kilkadziesiąt lat, więc nie będzie możliwości wyłączenia ich a tym samymograniczenia emisji pochodzących z produkowanej przez nie energii w 2050 roku W tym miejscu pojawia się jednak problem dla OZE, które staje się coraz popularniejsze, jednak bez ograniczenia zużycia energii nigdy nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb ludzkości. I tutaj przechodzimy do drugiego sektora. Redukcja Za przykład posłuży nam sektor przemysłowy. Możemy w nim ograniczyć zarówno zużycie energii elektrycznej jak i surowców. Większość produktów, które trafiają do Europy i Polski jest produkowana w Chinach i dostarczana do nas już gotowa lub jako komponenty. Kapitalizm potrzebuje nieustannego wzrostu, więc nie może pozwolić sobie na to, abyśmy używali telefonu lub komputera przez następne 20 lat, ponieważ musimy kupić nowy. Stąd też powszechna jest polityka postarzania produktu znana również jako „spisek żarówkowy”. Bateria w urządzeniu musi wytrzymać maksymalnie 2 lata, jeśli jednak uda nam się zachować ją dłużej, nie będzie możliwości wgrania na nie najnowszych aktualizacji oprogramowania, co zmusi nas do kupna nowego sprzętu. Dzięki temu produkcja na rynku chińskim zwiększyła się w ciągu ostatnich 10 lat ponad dwukrotnie. Gdyby odwrócić ten proces i wrócić do trwałych produktów, które zamiast 2 lat wytrzymają 20 (co jest technologicznie możliwe, patrząc chociażby na stare, nieśmiertelne urządzenia), jesteśmy w stanie w znacznym stopniu ograniczyć emisje.


Wydawać się to może błahostką, jednak tylko takie działanie pozwoli nam na spadek emisji do 20% czyli połowę celu z 2030 roku mamy osiągniętą. Takie rozwiązanie jest jednak nie na rękę producentom, więc nikt nawet nie bierze go pod uwagę. Nadmiary Rolnictwo wraz z uprawą ziemi i wylesianiem odpowiada za emisje CO2 „tylko” w ponad 20 %, jednak metanu już w 50%. No i ok, ktoś powie, że tu nie da się nic uciąć, bo jeść musimy wszyscy, a przecież nie chcemy zabijać połowy ludzkości. W temacie nadmiarów zaproszę was więc najpierw na wycieczkę na tyły pierwszego lepszego supermarketu. Wystarczy podejść do stojącego tam kontenera i zobaczyć ile leży w nim, w przeważającej większości jeszcze dobrego, jedzenia. Szacuje się, że marnujemy aż 1/3 światowej żywności i to tylko dlatego, że właściciele dużych sklepów mają ją gdzieś. Jeśli jeszcze jesteście na wycieczce, zwróćcie uwagę na absurdalne zabezpieczenia tych kontenerów i na fakt, że za zabranie wyrzuconego banana grozi Wam areszt, gdyż w dalszym ciągu jest to kradzież. Możemy tu mówić o tym, że gdyby żywność, którą produkujemy była inaczej dystrybuowana nie byłoby problemu głodu. Jednak teraz rozmawiamy o emisjach. Z prostej matematyki wychodzi, że 1% produkowanej energii oraz ok. 7% CO2 i ok. 17% metanu emitowanych rocznie trafia do śmietnika. Pamiętajmy też, że w produkcji dzieje się podobnie. Rolnictwo pokazuje jeszcze jeden problem. Tranzyt To teraz przejdźmy z tyłu sklepu do jego wnętrza. Transport odpowiada za 30% zużycia energii i emisje gazów na poziomie 15%. Spójrzmy na półki ziemniaki z Turcji, cebula z Hiszpanii. Wszystko szczelnie zapakowane w plastik. Czy naprawdę kapitaliści mają tak słabo wykształconych logistyków, że nie są w stanie sprzedawać produktów lokalnie, tylko muszą je przerzucać przez cały kontynent? Jednocześnie, dzięki temu, że są w stanie zaoferować dużo niższe ceny eliminują lokalnych sprzedawców, którzy handlują produktami z pobliskich wiosek. Ciężko jest mi wyliczyć jakie korzyści dla planety dałoby skończenie z tym procederem, jednak z pewnością znaczne. Samochody Poza transportem towarowym istnieje jeszcze indywidualny. I to on w 60 % odpowiada za emisje w tym sektorze. Z czego to jednak wynika? Zastanówmy się. Największe korki mamy rano i ok. godz. 15, kiedy ludzie z kamienic i blokowisk jadą do podmiejskich fabryk, a mieszkańcy podmiejskich domków deweloperskich jadą do banków i biurowców w centrum. Wtedy obserwujemy nerwowych kierowców siedzących samotnie w pięcio­osobowych samochodach, produkujących smog. Zawdzięczamy więc to wszystko organizacji pracy. W XIX wieku małe


fabryki i manufaktury znajdowały się w bliskim sąsiedztwie mieszkań pracowników, tak by mogli oni dojść spokojnie pieszo do pracy. Z czasem międzynarodowi giganci wykupywali mniejsze firmy, w tym te państwowe i spółdzielcze, i koncentrowali produkcję w ogromnych obozach pracy, w specjalnych strefach ekonomicznych. W ten sposób, by dojechać do pracy niektórzy pokonują dystans ponad stu kilometrów dziennie w jedną stronę. Decentralizacja miejsc pracy przyniosłaby ulgę pracownikom, którzy nie musieliby spędzać kilku godzin dziennie w drodze do pracy i w znacznym stopniu ograniczyłaby emisje. I tutaj pojawia się kolejny problem: Transport publiczny Przemysł motoryzacyjny robił wszystko, aby samochody osiągnęły sukces. W niektórych krajach i miastach wykupywał linie tramwajowe i doprowadzał je do bankructwa. W konsekwencji również w Polsce mamy sytuację, w której dotarcie do niektórych wsi i miasteczek transportem publicznym jest bardzo trudne lub niemożliwe, co zmusiło ich mieszkańców do zakupu samochodów. W rezultacie mamy więc coraz więcej samochodów i dróg. Budowane są one często kosztem terenów zielonych, w tym tych cennych przyrodniczo. Dlaczego zamiast nich nie kładzie się nowych linii kolejowych? Wiele z tych, które istniały jeszcze 15 lat temu zostało zlikwidowanych, nie pozostawiając alternatywy dla samochodów. Transport międzynarodowy zamiast przerzucić ciężar na kolej odbywa się w dalszym ciągu na drogach. W aktualnej działalności wielu rządów ( w tym polskiego) nie widać nadziei na zmianę w tym zakresie. Problem ten istnieje też na poziomie miejskim. Władze zamiast inwestować w tani lub darmowy transport publiczny dostępny dla wszystkich i konkurencyjny dla samochodów, wolą łatać drogi zniszczone przez samochody i budować cały czas nowe miejsca parkingowe. Dopóki ta polityka się nie zmieni nie wygramy ze zmianami klimatu Niektórzy w tym przypadku szukają nadziei w pojazdach elektrycznych. I owszem mogą być one nadzieją jeśli chodzi o transport publiczny, samochody służb miejskich. Jednak jeśli wszyscy posiadacze samochodów zmienią je teraz na „elektryka”, to wyprodukujemy takie ilości CO2 do ich produkcji, że wbijemy sobie gwóźdź do trumny. Już nie wspominając, że braknie nam zasobów do produkcji baterii. Jest to znamienne, że tutaj, podobnie jak w przypadku energetyki i każdego innego sektora, zastąpienie jednego przedmiotu innym nie jest możliwe bez znacznego ograniczenia produkcji i co za tym idzie konsumpcji. Kapitalizm Ostatnio coraz więcej osób, w tym ekonomistów, zauważa, że post­wzrost jest naszą jedyną nadzieją. Jednak część z nich próbuje bronić systemu twierdząc, że jest możliwe jego przeprowadzenie w ramach kapitalizmu, co jest kłamstwem. Przykłady, które tu wymieniłem, zwłaszcza dotyczące produkcji i rolnictwa, wiążą się automatycznie


z ograniczeniem PKB. Przypomnijmy sobie kiedy ostatnio był spadek PKB podczas kryzysów gospodarczych i krachów giełdowych. Kapitalizm jest zaprogramowany tak, że kiedy nie ma wzrostu od razu pojawia się kryzys, w wyniku którego najbardziej cierpią najbiedniejsi. Dlatego właśnie mimo, że koncerny naftowe wiedziały o szkodliwości paliw kopalnych dla planety i ludzi, od 50 lat nic z tym nie zrobiły. Podobnie teraz, pomimo tego, że rozwiązania same się nasuwają, wielkie przedsiębiorstwa i podporządkowane im rządy z nich nie korzystają i nie rezygnują z wydobycia węgla, aby kapitalizm mógł trwać nawet kiedy nas już nie będzie przez zmiany klimatu. Podsumowując Jak wspomniałem na początku tekstu, nie da się streścić całej idei post­wzrostu w 12000 znaków. Mam nadzieję, że udało mi się jednak pokazać ją na konkretnych przykładach. Gdyby wprowadzić w życie wszystkie zmiany zawarte w tym tekście, jesteśmy w stanie ograniczyć emisje o potrzebne na ten moment 40 %, bez wyłączania prądu w szpitalach i większej zmiany w naszych domach (może z wyjątkiem samochodów). Jesteśmy w stanie to zrobić nawet bez zmiany aktualnego miksu energetycznego i zamykania kopalń. Wprowadzając ten dodatkowy krok, w ciągu kilkunastu lat moglibyśmy osiągnąć wszystkie założone przez naukowców cele klimatyczne. Degrowth jest naszą jedyną nadzieją na ocalenie ludzkości. Kawka


Autorzy wystawy: Kamila Kasprzak­Bartkowiak Paweł Bartkowiak Wsparcie merytoryczne


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Stąd do przyszłości - klimat by poiu - Issuu