nr
41
CZERWIEC
Kwartalnik Adwokacki ISSN 1689-9555
Spis treści Okiem dziekana
3
Konkurs krasomówczy
5
Sprawozdanie z I Konferencji Naukowej Pomorskiej Izby Adwokackiej w Gdańsku „Prawo Medyczne i Farmaceutyczne”
8
Wydarzenia Marca 68 w Gdańsku we wspomnieniach ich uczestnika
10
„Charkowskie Odczyty Prawa Karnego” - piąta edycja międzynarodowej konferencji naukowej
17
Redaktor naczelny:
adw. Kacper Najder, e-mail: kn@kancelarianajder.pl
Redaktor pomocniczy:
apl. adw. Ewelina Koszel, e-mail: ewelinakoszel@wp.pl
Wydawca:
POMORSKA IZBA ADWOKACKA, 80-830 GDAŃSK, ul. Chlebnicka 48/51
Druk:
Drukarnia Elgraf, 82-300 Elbląg ul. Komeńskiego 19A, tel. 55 239 60 00 www.drukarniaelgraf.pl
Prezentowany kwartalnik ma być z założenia pismem integrującym środowisko palestry pomorskiej. Redakcja, jak i Wydawca nie ponoszą jednak merytorycznej odpowiedzialności za teksty autorów, które zamieszczane są na łamach kwartalnika. Zakładamy bowiem, że każdy z prezentowanych tekstów ma charakter samodzielnego odrębnego opracowania, za którego treść odpowiedzialność ponosi autor w ramach swojej licentia poetica.
Konsekwentnie realizowaliśmy jako Rada deklaracje wyborcze złożone w 2013 roku.
Szanowni Państwo! W ostatnim, w tej kadencji Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku – Kwartalniku Adwokackim – zobowiązany jestem przedstawić Państwu podsumowanie tego okresu. Pokazać to co zrobiliśmy jako Rada w latach 2013-2016 i to czego nie udało się zrealizować. Zacznę od tego, czego jako Rada nie zrobiliśmy i co mogliśmy zrobić, a nie udało się nam oraz jakie obszary naszej działalności chwały nam nie przynoszą. Jednocześnie przyjmuję pełną i osobistą odpowiedzialność za wszystkie błędy, niedociągnięcia i uchybienia. Nie przygotowaliśmy nowej strony internetowej Pomorskiej Izby Adwokackiej. Za dużo było słów, pomysłów, „oglądania się” na strony internetowe innych Izb w kraju, a za mało konkretów i czynów. Siedziba Pomorskiej Izby Adwokackiej w Gdańsku – budynek przy ul. Chlebnickiej 48/51 – wymaga remontu, w szczególności wnętrze. Oczywiście przeprowadzenie takiego przedsięwzięcia wiąże się z dużymi kosztami i uciążliwościami dla adwokatów mających kancelarie w tym budynku, wymaga uzyskania stosownych projektów i zezwoleń administracyjnych. Tego nie zrobiliśmy. Wzrosła liczba skarg i postępowań dyscyplinarnych, pomimo zmniejszenia zaległości w płatnościach składek izbowych dalej są one wysokie. Rośnie liczba postępowań karnych toczących się przeciwko członkom naszej Izby. Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
Sukcesywnie co roku obniżaliśmy wysokość składki izbowej i tym razem również przygotowaliśmy projekt uchwały o dalszym zmniejszeniu jej wysokości. Nasze koleżanki po urodzeniu dziecka przez okres 1 roku zwolnione zostały z obowiązku jej płacenia, a aplikanci adwokaccy naszej Izby jej nie płacą przez cały okres aplikacji. Nie zapominamy o adwokatach, którzy zakończyli swoją pracę zawodową i corocznie spotykamy się na „Wigilii dla seniora” Integrujemy środowisko nie tylko poprzez szkolenia zawodowe te wyjazdowe i stacjonarne, ale także imprezy sportowe, rajdy piesze i bale adwokackie. W trakcie tych imprez organizujemy zbiórkę pieniędzy, którymi wspomagamy matkę samotnie wychowującą bliźniaczki z porażeniem mózgowym. Projekty „Adwokat pomaga w życiu”, którego twórcą jest aplikant adwokacki Krzysztof Kochanowski oraz „Adwokat dla seniorów” – inspiratorem i organizatorem jest adwokat Agnieszka Kapała-Sokalska są wzorem dla innych Izb. Aplikanci adwokaccy naszej Izby regularnie od lat występują w finałach ogólnopolskich konkursów krasomówczych, a „zdawalność” na egzaminach adwokackich należy do najwyższych w kraju. Członkowie naszej Izby po preferencyjnych cenach mogli skorzystać z pakietów ubezpieczenia zdrowotnego i korzystania z obiektów sportowych np. Multisport. Przeprowadziliśmy archiwizację i digitalizację akt osobowych i innych dokumentów związanych z działalnością Izby. Przygotowaliśmy jedno z pomieszczeń poddasza na archiwum dokumentów oraz zleciliśmy wykonanie „klimatyzacji” dla serwera, który w czasie największych upałów „odmawiał współpracy”. W ubiegłym roku obchodziliśmy Jubileusz 70-lecia powstania Pomorskiej Izby Adwokackiej. Z tej okazji w dniach od 12 do 14 listopada 2015 roku zorganizowaliśmy po raz pierwszy w historii Izby konferencję naukową „Prawo medyczne i farmaceutyczne”. Pierwszy raz gościliśmy na posiedzeniu plenarnym w Gdańsku Naczelną Radę Adwokacką, a zwieńczeniem tych obchodów było: otwarcie wystawy w Euro3
pejskim Centrum Solidarności przypominającej sylwetki naszych koleżanek i kolegów występujących w procesach politycznych w czasie stanu wojennego a także prezentacja dokumentów z tego okresu, wystawa w bibliotece Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, poświęcenie sztandaru Izby, odsłonięcie tablicy pamiątkowej ku czci „Adwokatów obrońców represjonowanych” oraz uroczysta gala w Filharmonii Bałtyckiej.
Pełnienie funkcji we władzach samorządowych to niewątpliwie ogromny zaszczyt, ale to przede wszystkim praca, aktywność, poświęcenie wolnego czasu, rezygnacja z wielu przyjemności. Niech zgłaszane kandydatury i wybory będą przemyślane i rozważne. Niech wybrani zostaną ci, do których mamy zaufanie i którzy tego zaufania nie zawiodą, którzy chcą i będą pracować.
Zakupiony lokal przy ul. Szymanowskiego 2 w Gdańsku-Wrzeszczu oraz lokal wynajmowany na parterze budynku przy ul. Chlebnickiej 48/51 w Gdańsku przynoszą określone, wymierne korzyści materialne.
Kończąc, serdecznie dziękuję wszystkim członkom Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku za pracę, zaangażowanie, za okazaną pomoc i wsparcie. Powtórzę to co wielokrotnie mówiłem – każdemu Dziekanowi życzę takiej Rady.
Ocenie Państwa pozostawiam trzyletnią kadencję Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku i moją jako Dziekana, a poznamy ją podczas Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego, które odbędzie się w dniu 11 czerwca 2016 roku w Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance. Początek Zgromadzenia o godzinie 10. 00.
Ponadto gorąco dziękuję również wszystkim pracownikom Biura Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku. Jesteście Państwo profesjonalistami w każdym calu.
Będziemy wybierać nowe władze Pomorskiej Palestry, tym razem na 4-letnią kadencję. Po raz pierwszy Zgromadzenie dokona wyboru Rzecznika Dyscyplinarnego, który nie będzie członkiem Okręgowej Rady Adwokackiej. Wybierzemy nową Radę, teraz 12-osobową. Po zmianie parytetów wybierzemy mniejszą liczbę sędziów Sądu Dyscyplinarnego i 16 delegatów na Krajowy Zjazd Adwokatury.
4
adw. Dariusz Strzelecki Dziekan Pomorskiej Izby Adwokackiej
Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
Konkurs krasomówczy W dniu 5 marca 2016 r. w sali 101 Sądu Okręgowego w Gdańsku trzynaścioro aplikantów adwokackich Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku wzięło udział w izbowym Konkursie Krasomówczym. Jego celem nie było wyłącznie wybranie najlepszych oratorów spośród aplikantów Pomorskiej Palestry, ale także wyłonienie dwójki kandydatów, którzy będą walczyć o miano najlepszego mówcy, podczas konkursu środowiskowego. Do konkursu przystąpili: Marzena Świeczkowska- Wójcikowska, Katarzyna Szwed, Irmina Krupa, Krzysztof Ropiński, Jacek Markowski, Patrycja Przybylińska, Joanna Szlońska, Konrad Wysocki, Grzegorz Talewski, Maciej Wieczorkowski, Paweł Insadowski, Miłosz Haber oraz Adam Sampolski. Uczestnicy, wcielając się w role obrońców lub pełnomocników stron mieli za zadanie na podstawie wcześniej otrzymanych stanów faktycznych z zakresu prawa karnego lub prawa cywilnego przygotować mowy końcowe, a następnie wygłosić je przed oceniającą ich zmagania komisją konkursową. Jury w składzie: Dziekan adw. Dariusz Strzelecki, adw. Wioletta Kazimierczyk, adw. Joanna Gręndzińska, adw. Przemysław Rybiński oraz adw. Jerzy Luranc po wysłuchaniu wszystkich konkursowych wystąpień i przeprowadzeniu narady, ogłosiło, iż zwycięzcą konkursu został apl. adw. Grzegorz Talewski, drugie miejsce zdobyła apl. adw. Joanna Szlońska, a trzecie apl. adw. Marzena Świeczkowska-Wójcikowska. Komisja, gratulując zwycięzcom zwróciła uwagę na wysoki poziom merytoryczny tegoGdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
rocznych wystąpień oraz wyrównany poziom rywalizacji. Zdobywcy dwóch pierwszych miejsc wezmą teraz udział w środowiskowym Konkursie Krasomówczym, w którym ich oponentami będą przedstawiciele Izb, mających siedzibę w Bydgoszczy, Koszalinie, Olsztynie i Toruniu. Serdecznie gratulujemy wszystkim uczestnikom, a zwycięzcom życzymy powodzenia na dalszych etapach konkursowych zmagań.
5
6
Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
7
Sprawozdanie z I Konferencji Naukowej Pomorskiej Izby Adwokackiej w Gdańsku „Prawo Medyczne i Farmaceutyczne” Otwierając się na potrzebę umiejętnego połączenia wiedzy teoretycznej oraz doświadczeń zawodowych, stanowiących klucz do sukcesu w działalności biznesowej, Pomorska Izba Adwokacka postanowiła rozpocząć cykl konferencji naukowych, które stworzą platformę do wymiany doświadczeń pomiędzy naukowcami i praktykami. Coroczne konferencje będą miały na celu zachęcenie naukowców do korzystania z wiedzy praktyków i odwrotnie – zwrócić uwagę praktyków na konieczność podnoszenia kwalifikacji, samodoskonalenia i możliwość dzielenia się swoim doświadczeniem poprzez publikacje naukowe. Symbolem, łączącym coroczne konferencje została sowa, która w społeczeństwie kojarzona jest jako symbol mądrości. Symbol ten ma wpisywać się w ideę cyklu konferencji i przypominać o konieczności ciągłego dokształcania się. Celem nadrzędnym Pomorskiej Izby Adwokackiej jest również tworzenie wysoko wykwalifikowanych kadr prawników służących fachową wiedzą w wielu dziedzinach prawa. W ramach konferencji naukowych słuchacze oraz prelegenci zdobywać będą wyspecjalizowaną wiedzę prawną, którą następnie będą mogli wykorzystać w swojej codziennej praktyce. W dniu 12 listopada 2015 roku odbyła się I Konferencja Pomorskiej Izby Adwokackiej w Gdańsku pod tytułem „Prawo medyczne i farmaceutyczne”. Pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia była Komisja ds. Kształcenia Aplikantów Adwokackich, a patronat honorowy nad konferencją objął Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej adw. Andrzej Zwara. Dzięki gościnności Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. E. Kwiatkowskiego, konferencja odbyła się w murach Uczelni. Nie sposób nie wspomnieć też o życzliwości Kierownika Doskonalenia Zawodowego adw. Dariusza Maciejewskiego, dzięki któremu uczestnicy konferencji mogli zdobyć 12 punktów szkoleniowych. Temat konferencji oraz poszczególnych referatów zostały starannie wybrane, celem zain8
teresowania słuchaczy zarówno ze środowiska prawniczego, jak i medyczno-farmaceutycznego. Program przewidywał pięć paneli tematycznych, z czego cztery pierwsze dotyczyły prawa medycznego, ostatni zaś prawa farmaceutycznego. Organizatorzy zadbali nie tylko o naukowe aspekty konferencji, ale także zapewnili wszystkim uczestnikom upominki z logo Pomorskiej Izby Adwokackiej oraz sponsora – Wydawnictwa Wolters Kluwer. Konferencję otworzył Dziekan Pomorskiej Izby Adwokackiej adw. Dariusz Strzelecki. Następnie goście oraz prelegenci zostali przywitani przez prof. Jerzego Młynarczyka, rektora Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni. Wykład wstępny pt. „Patologia wdzięczności, czyli o korupcji w służbie zdrowia” wygłosił Igor Tuleya sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie. Sędzia Tuleya zwrócił uwagę jak cienka, z prawnego punktu widzenia, jest linia pomiędzy wdzięcznością pacjenta a korupcją wśród lekarzy. Pierwszy panel, prowadzony przez Kierownika Komisji ds. Kształcenia Aplikantów Adwokackich adw. Marcina Derlacza, dotyczył odpowiedzialności osób wykonujących zawody medyczne. Prof. Ewa Bagińska z Uniwersytetu Gdańskiego przedstawiła cywilne aspekty odpowiedzialności lekarzy, tymczasem na temat odpowiedzialności karnej referat wygłosił adw. dr Janusz Kaczmarek, wykładowca WSAiB. Adw. Paweł Brzezicki zainteresował słuchaczy wystąpieniem na temat należytej staranności w procesie diagnostyczno-leczniczym oraz skutkach jej niezachowania. Referat ten opierał się na studium przypadków, które znalazły swój epilog na sali sądowej. Z kolei adw. Roman Nowosielski przedstawił dwa referaty z zakresu odpowiedzialności lekarza. Pierwszy z nich dotyczył cywilnych i karnych aspektów odpowiedzialności lekarza Pogotowia Ratunkowego, zaś drugi miał za przedmiot odpowiedzialność lekarza z tytułu wygranego kontraktu i podpisanej umowy o świadczenie usług medycznych. Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
Ostatni temat poruszony w Panelu I dotyczył zarządzania ryzykiem prawnym w podmiotach leczniczych i został przedstawiony przez przedstawicielkę wydawnictwa Wolters Kluwer radcę prawnego Annę Sieńko. Po zakończeniu I panelu, słuchacze zostali zaproszeni na przerwę kawową. Moderatorem drugiego panelu pt. „Moralność, prawo i medycyna” była adw. Dominika Rydlichowska, członek Komisji ds. Kształcenia Aplikantów Adwokackich. O zagadnieniu in vitro okiem lekarza mówił prof. Krzysztof Łukaszuk z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Tymczasem prawne aspekty dotyczące in vitro, a dokładniej o postulaty de lege ferenda w zakresie prac nad in vitro były przedmiotem referatu dr. hab. Oktawiana Nawrota z Uniwersytetu Gdańskiego. Prof. Bolesław Rutkowski, również przedstawiciel Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego przybliżył słuchaczom tematykę przeszczepiania narządów i problematyki prawnej związanej z tym zagadnieniem. Prowadzenie panelu III – „Prawo pacjenta do informacyjnego samostanowienia” - przejął adw. Janusz Masiak, członek Komisji Wizerunkowej PIA. O aspektach prawnokarnych poinformowanej zgody pacjenta mówiła dr Katarzyna Syroka-Marczewska z Uniwersytetu Warszawskiego. Ciekawe było zestawienie poglądów tzw. szkoły warszawskiej ze szkołą krakowską, którą reprezentował dr Tomasz Sroka. Przedstawiciel Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawił referat dotyczący wybranych problemów prawnych dotyczących ochrony informacji o stanie zdrowia pacjenta. Po wystąpieniach obu prelegentów wywiązała się intensywna dyskusja, w której chętnie wzięła udział publiczność. Następnie uczestnicy konferencji zostali zaproszeni na lunch przygotowany przez restaurację Filharmonia z Gdańska. W tym czasie również, nieocenieni aplikanci, wspomagający organizatorów rozdawali certyfikaty uczestnictwa, przygotowane imiennie dla każdego z uczestników. Po przerwie obiadowej prowadzenie konferencji przejęła adw. Joanna Gręndzińska – moderator panelu IV – „Postępowanie w sprawach dotyczących błędu medycznego”. Jako pierwszy głos zabrał Wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej adw. Jerzy Glanc, wprowadzając słuchaczy w zagadnienia postępowania przed wojewódzką komisją ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. Interesującym zagadnieniem, zwłaszcza w kontekście ostatniej nowelizacji Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
kodeksu postępowania karnego było poruszone przez dr. hab. Sławomira Steinborna z Uniwersytetu Gdańskiego znaczenie dowodowe tzw. opinii prywatnej w postępowaniu karnym dotyczącym błędu medycznego. Natomiast referat adw. dr Izabezli Adrych-Brzezińskiej na temat roli dokumentacji medycznej i ciężaru dowodu w postępowaniu cywilnym dotyczącym błędu medycznego został odczytany przez mgr Barbarę Murawską. Ostatni panel, którego przedmiotem było prawo farmaceutyczne moderowany był przez adw. Macieja Rydlichowskiego. O prawnych i medycznych aspektach substancji medycznej opowiedziała dr hab. Agnieszka Zimmermann z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Z kolei przedstawicielka warszawskiej izby radców prawnych – radca prawny Natalia Łojko poruszyła temat prawnych aspektów relacji firm farmaceutycznych z lekarzami. Ostatnim prelegentem był adw. Piotr Ratnicki-Kiczka z Pomorskiej Izby Adwokackiej, który wystąpił z referatem na temat łańcucha i odwróconego łańcucha dystrybucji leków. I Konferencję Naukową Pomorskiej Izby Adwokackiej w Gdańsku zakończył i podsumował rektor WSAiB prof. Jerzy Młynarczyk. Organizatorzy obiecali uczestnikom, iż dołożą wszelkich starań, żeby konferencja zwieńczona została monografią zawierającą rozwinięcia referatów prezentowanych przez prelegentów. Zatem pozostaje nam trzymać kciuki, że rektor słowa dotrzyma, a zagadnienia poruszane w poszczególnych referatach zostaną przelane na papier. Z uwagi na fakt, iż zamiarem Pomorskiej Izby Adwokackiej jest coroczna organizacja konferencji tematycznych, już teraz zapraszamy szanowne koleżanki i szanownych kolegów do udziału w II Konferencji Naukowej Pomorskiej Izby Adwokackiej pt. „Prawo przewozowe: Morze, Ląd, Powietrze”, która odbędzie się w listopadzie 2016 roku. adw. Dominika Rydlichowska adw. Joanna Gręndzińska
9
Wydarzenia Marca 68 w Gdańsku we wspomnieniach ich uczestnika W nocy 14 na 15 marca, a także przed południem 15 marca, rozpowszechniane są informacje, także za pomocą afiszy, o odwołaniu wiecu na Politechnice, na który w dniach 13-14 marca zaproszono robotników z zakładów pracy Trójmiasta. Za pomocą ulotek władze Zrzeszenia Studentów Polskich informują studentów o zwołaniu Nadzwyczajnej Sesji Uczelnianego Parlamentu na dzień 19 marca z udziałem delegatów wybranych na słynnym wiecu w Gmachu Głównym Politechniki w dniu 12 marca. Rektor Władysław Bogucki wydaje zarządzenie zakazujące studentom opuszczanie akademików w godzinach popołudniowych w dniu 15 marca. Wydaje się, że zdecydowana większość studentów podporządkowała się decyzji rektora. Z uwagi na formalne odwołanie wiecu uznałem, że nie ma sensu przebywanie po godz. 16. 00 na terenie Politechniki, gdyż władze partyjne, przy pomocy swojego zbrojnego ramienia, nie dopuszczą, aby ktokolwiek nie będący pracownikiem lub studentem Politechniki Gdańskiej zbliżył się do jej bram. Około godziny 16. 00 opuściłem DS 4, udając się ul. Hibnera (obecnie Studzienki) do ul. Grunwaldzkiej. U zbiegu ul. Hibnera i Grunwaldzkiej znajdowała się w tamtym czasie pętla autobusowa. Po obu stronach ul. Grunwaldzkiej gromadził się tłum ludzi oczekujących na coś co miało nastąpić. Wiadomo było, że informacja o wiecu na Politechnice Gdańskiej różnymi kanałami dotarła do mieszkańców Trójmiasta. I chociaż wiec został odwołany, to wiadomo było, że robotnicy z zakładów pracy, zwłaszcza z dużych zakładów pracy takich jak stocznie, będą się gromadzić w pobliżu Politechniki. Tymczasem, poza tłumem mieszkańców wyczekujących z pewną dozą podekscytowania, a może także niepokoju, na coś co miało nastąpić, nic istotnego w tym miejscu, o tamtym czasie, się nie działo. Nie było tam ani jednego milicjanta, a wobec tego nie było ani gwizdów, ani okrzyków, ani petard lub świec dymnych – 10
panowała cisza. Dla obserwatora z zewnątrz zachowanie to przypominało raczej tłum mieszkańców oczekujących na przejazd jakiegoś ważnego męża stanu. Po kilkunastu minutach oczekiwania w tym miejscu udałem się więc w kierunku Traktu Konnego. Na początku ul. Majakowskiego (obecnie Narutowicza), a także w narożu cmentarza (obecnie Park Akademicki) znajdowała się stosunkowo niewielka grupa milicjantów. Czoło zgromadzonych na chodniku mieszkańców, aczkolwiek w pewnym od nich oddaleniu, tworzyła grupa bojowa złożona z kilkunastu, może kilkudziesięciu młodych mężczyzn, prawdopodobnie robotników, którzy wykorzystując dostępność kamieni, dzięki rozkopanej Alei Zwycięstwa na odcinku od tego miejsca do Opery Bałtyckiej, toczyli potyczki z milicją. Te potyczki nie miały jednak jakieś formy skoordynowanego ataku, były raczej statyczne i z uwagi na dzielącą nas odległość od milicjantów nie zagrażały zbytnio żadnej ze stron. Aby rzucane kamienie mogły docierać do milicjantów trzeba było na ogół podbiec 20 – 30 m wzdłuż Traktu Konnego, a następnie wycofać się. Nie zauważyłem wówczas ani jednej próby jakiegoś frontalnego ataku, którego celem byłoby wypędzenie stamtąd milicji, choć jak wspomniałem wyżej liczba milicjantów w tym miejscu nie była znacząca. Na skutek zdarzeń, o których mowa w dalszej części mojej wypowiedzi, miałem okazję przekonać się bezpośrednio, że główna baza milicji znajdowała się przy Operze Bałtyckiej. Po upływie ok. 15 minut wróciłem w rejon skrzyżowania z ul. Hibnera i Miszewskiego. Po niedługim czasie, może po upływie 10 – 15 minut, po przeciwnej stronie ul. Grunwaldzkiej, na wysokości obecnego Banku Millennium, pojawiła się armatka wodna, a za nią oddział milicji. Na naszą stronę zaczęły padać świece dymne. Rozpoczął się atak. Ludzie w popłochu rzucili się do ucieczki. Biegnąc ul. Hibnera zauważyłem jadący w moim kierunku autobus. Był to Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
typowy autobus miejski marki San, identyczny jak autobusy obsługujące w tamtym czasie trasę od początku ul. Hibnera, dalej ul. Traugutta, Sobieskiego, przez Suchanino do Gdańska Głównego. Z autobusu wyskoczyło 5 może 6 milicjantów w hełmach z pałkami. Zostałem przez nich otoczony i dość mocno spałowany. Wskoczyli następnie do autobusu i pojechali dalej. Miałem wrażenie, że skorzystali z okazji, aby zrobić sobie rozgrzewkę. Chroniąc głowę, ucierpiały najbardziej ręce i zegarek, który został zniszczony w stopniu nie nadającym się do naprawy. Aby nie natknąć się ponownie na wracający autobus z milicją, cofnąłem się 50 m do ul. Pileckiego. Sądziłem bowiem, że punktem docelowym milicji były akademiki Politechniki Gdańskiej nr 3 i 4. Na ul. Pileckiego spotkałem najpierw 3 studentów, którzy szli w kierunku Politechniki, a chwilę potem Wojtka Woźniaka – kolegę z roku i Urszulę Czepek – studentkę IV roku Akademii Medycznej, którzy wracali ul. Hibnera do swoich domów studenckich. Opowiedziałem im o incydencie z milicją. Urszula Czepek, jako przyszły lekarz, zainteresowała się stanem moich rąk, badając czy nie ma złamań lub innych poważnych uszkodzeń. To wszystko działo się obok sklepu mięsnego znajdującego się na rogu ulicy Pileckiego i Hibnera. Obecnie znajduje się tam lokal Allora – Pizzeria, WineBar. W pewnym momencie zauważyliśmy Nysę milicyjną poruszającą się w naszym kierunku. Widząc to powiedziałem: „Wskoczmy do sklepu, bo nas zwiną”. Jak się chwilę później okazało to był, niestety, poważny błąd, gdyż nie było już stamtąd ucieczki. Zostaliśmy w sposób brutalny zabrani ze sklepu i zapakowani do Nysy, w której znajdowało się co najmniej 8 – 10 milicjantów. Milicjanci urządzili nam około półgodzinną darmową przejażdżkę po mieście z „atrakcjami”, zwłaszcza ze strony jednego z nich o nazwisku Dziedzic, który wyżywał się pięściami na Wojtku Woźniaku, gdy się dowiedział, że pochodzi z rodziny inteligenckiej. Jego ojciec był nauczycielem. Ja, jako syn rolnika, miałem na tamte czasy lepsze pochodzenie. Ta wydłużona w czasie wycieczka była spowodowana brakiem wolnej więźniarki w bazie milicji, która, jak wspomniałem wyżej, znajdowała się przy Operze Bałtyckiej, gdzie dowożono zatrzymanych. Patrząc na tych milicjantów, na ich zachowanie i słuchając tego, co do nas mówili, miałem wrażenie, że byli pod wpływem jakichś środków pobudzających, a także pod Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
dużym wpływem propagandy komunistycznej. Wspomniany wyżej Dziedzic poprzedzał swoje rękoczyny w stosunku do Wojtka Woźniaka słowami: „Władza ludowa dała wam za darmo naukę i stypendia, a wam się protestować zachciało! ” Siedzący obok mnie milicjant był wyraźnie mniej agresywny i tylko na początku próbował mnie poszturchiwać. W czasie krążenia po mieście, zatrzymał nas milicjant w stopniu sierżanta, który zdecydowanie zareagował na dalsze próby rękoczynów ze strony Dziedzica. W końcu nadeszła informacja, że wolna więźniarka już jest na miejscu. Zostaliśmy więc zawiezieni pod Operę Bałtycką, gdzie czekała nas pierwsza w tym dniu „ścieżka zdrowia”, czyli przejście utworzone pomiędzy dwoma rzędami pałkarzy w drodze z Nysy do więźniarki. Z nasypu kolejowego dobiegały do nas gwizdy i okrzyki ze strony znajdujących się tam młodych ludzi, prawdopodobnie studentów. Po krótkim oczekiwaniu na zapełnienie więźniarki kolejnymi zatrzymanymi, zostaliśmy przewiezieni na Komendę Wojewódzką Milicji mieszczącą się przy ul. Okopowej 15. Tam została przygotowana dla nas druga „ścieżka zdrowia” na odcinku od więźniarki do budynku milicji. W chwili opuszczenia więźniarki straciłem kontakt z Wojtkiem Woźniakiem. Spotkaliśmy się ponownie dopiero po wyjściu na wolność. Również w budynku Komendy Wojewódzkiej zdarzały się incydenty chuligańskiego zachowania się milicji, w tym także oficerów wyższej rangi. Tak zwane pałowanie miało miejsce również w holu budynku. Wraz z grupą około dwudziestu zatrzymanych umieszczono mnie w jednym z pokoi, w którym ustawieni w dwuszeregu oczekiwaliśmy na przesłuchania. W tej grupie zatrzymanych, poza mną, nie było żadnych studentów. Kapitanowi milicji, który nas nadzorował i musztrował, nie podobała się postawa na baczność jednego z zatrzymanych. Dał więc wyraz swojemu niezadowoleniu poprzez kopniecie go w kostkę. Byłem następnie przesłuchiwany przez osobę w cywilnym ubraniu, prawdopodobnie oficera SB, choć nie pamiętam czy tak się przedstawił. Po przesłuchaniach, złączeni kajdankami w pary z milicjantami, zostaliśmy wprowadzeni do autobusu z napisem wycieczka. Nie miałem pojęcia dokąd jedziemy, bo okna w autobusie były zasłonięte, aby nie było widać kim są jego pasażerowie. Po drodze zatrzymał nas jakiś ważny milicjant, być może miało to miejsce 11
w pobliżu aresztu na ul. Kartuskiej, który poinformował kierowcę, że już nie ma miejsc i skierował nas do Pruszcza Gdańskiego. Na Komendzie Milicji w Pruszczu Gdańskim po raz pierwszy miałem okazję poznać, poprzez własne doświadczenie, warunki przetrzymywania osób zatrzymanych bądź aresztowanych. W piwnicy budynku Komendy znajdowało się kilka pomieszczeń. Razem z 17 zatrzymanymi zostałem umieszczony w pomieszczeniu, w którym znajdował się drewniany podest stanowiący miejsce do spania. Każdy z nas musiał leżeć na boku, ponieważ nie było dostatecznej ilości miejsca dla tak dużej liczby osób. W areszcie, poza mną, prawdopodobnie nie było ani jednego studenta. Wojtek Woźniak natomiast spędził dwie doby w areszcie Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Z jego relacji wiem, że wraz z siedmioma innymi zatrzymanymi spał ściśnięty w niewielkiej celi bezpośrednio na betonie. W niedzielę rano (17 marca) zostaliśmy poinformowani, że przyjadą po nas samochody i zabiorą do Gdańska. Czas oczekiwania na samochody bardzo się nam dłużył. Wreszcie około godz. 11. 00 – 12. 00 nadeszła informacja, że samochody już na nas czekają. Wychodzimy z budynku zadowoleni, że wreszcie wrócimy do domu, a tu rozczarowanie, a nawet szok. Zamiast autobusu czekały na nas więźniarki. Zostaliśmy ustawieni w dwuszeregu, a przed nami specjalny 10-osobowy oddział milicjantów wyposażonych w karabiny automatyczne kałasznikowa skierowane w naszą stronę i gotowe do strzału. Dowódca tego oddziału, chyba w stopniu pułkownika, ostrzegł nas: Proszę nie podejmować ucieczki. W razie ucieczki zostanie użyta broń. Zabrzmiało to niezwykle groźnie. Zostaliśmy zapakowani do więźniarek w pozycji stojącej tak ciasno, że nie można się było obrócić. Dwaj milicjanci, wyposażeni w karabiny automatyczne Kałasznikowa, którzy mieli nas konwojować, zajęli swoje miejsca w tylnej części więźniarki, którą od zatrzymanych dzieliły drzwi wewnętrzne. Zauważył to oficer dowodzący, który krzykiem rozkazał im natychmiastowe opuszczenie więźniarki. Po oddaniu broni mogli ponownie zająć swoje miejsca. Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że ci uzbrojeni milicjanci mogli nas powystrzelać jak kaczki, gdybyśmy ich zdenerwowali. Stąd wynikała tak nerwowa reakcja oficera. W trakcie jazdy ktoś stojący przy judaszu, widocznie 12
nie znający dobrze terenu, krzyknął: „Wiozą nas do Sztumu”. To zrobiło na wszystkich silne wrażenie, na co wskazywały miny pasażerów. Po chwili inny pasażer więźniarki, lepiej znający teren, sprostował, że jednak jedziemy do Gdańska. Wreszcie dotarliśmy do Gdańska, ale, niestety, ponownie na Komendę Wojewódzką Milicji przy ul. Okopowej 15. Tym razem obyło się bez tzw. ścieżki zdrowia. Zostaliśmy ustawieni w szeregu w holu budynku, aby umożliwić milicjantom rozpoznanie osób przez siebie zatrzymanych. Do mnie podszedł Dziedzic i zapytał jak się nazywam. Po rozpoznaniu zostałem umieszczony wraz z około 20 zatrzymanymi w jednym z pokoi, w oczekiwaniu na przesłuchania prokuratorskie. W tym samym pokoju umieszczono także Andrzeja Szymańskiego – studenta III roku Wydziału Budowy Maszyn. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu pilnował nas kulturalnie zachowujący się milicjant, który ze względu na sposób zachowania, zupełnie nie pasował do instytucji, w której pracował. Była chyba już pora obiadowa, więc gościnna Milicja Obywatelska zafundowała nam bezpłatny obiad w postaci pajdy chleba i kawałka kiełbasy zwyczajnej. Był to pierwszy i jedyny posiłek w tym dniu. Co jakiś czas zjawiali się w naszym pokoju dwaj milicjanci po kolejnych zatrzymanych i odprowadzali ich do prokuratora na przesłuchanie. Dość szybko został wywołany Andrzej Szymański, który, ku mojemu zdziwieniu, chyba już po kilkunastu minutach wrócił do naszego pokoju, ale w stanie nie do poznania. Miał pokaleczoną twarz, zmoczoną wodą i guzami na czole od uderzeń, z których ciekła krew mieszająca się z wodą. Pierwsze co mi przyszło na myśl to, że jego stan to skutek bandyckich metod stosowanych podczas przesłuchań prokuratorskich. Przypuszczałem, że nie chciał się przyznać do zarzutów jakie mu stawiano, bo, podobnie jak ja, był niewinny, wobec tego biciem usiłowali zmusić go do zeznań jakich oczekiwali. Zapewne mnie czeka to samo. Nie ukrywam, że byłem w pierwszej chwili przerażony jego widokiem i dopiero po chwili, trwającej może minutę, a może dwie, podszedłem do niego, aby spytać co się stało. Okazało się, że został zabrany z naszej poczekalni przez milicjantów, którzy 15 marca go zatrzymali. Zamiast do prokuratora, milicjanci ci zaprowadzili go do toalety, którą zamknęli od Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
wewnątrz. W toalecie był okładany pięściami i kopany. Na chwilę stracił przytomność. W tym samym czasie, w kabinie toalety przebywał milicjant w stopniu pułkownika, który po wyjściu z kabiny całe to bandyckie zdarzenie skwitował słowami: „Wystarczy mu”. Ci milicjanci-bandyci, bo trudno ich inaczej nazwać, kazali mu się opłukać i z twarzą ociekającą krwią zmieszaną z wodą przyprowadzili ponownie do naszego pokoju. W akademiku okazało się, że poza pokaleczoną twarzą, miał całe ciało posiniaczone od kopnięć. Wkrótce po tym incydencie został ponownie zabrany przez innych milicjantów i zaprowadzony do prokuratora. Pomimo zeznań o pobiciu na Komendzie przez milicjantów znanych z imienia i nazwiska, prokurator nie podjął żadnych działań. Zapytany przeze mnie później zastępca prokuratora wojewódzkiego i jednocześnie Prokurator Powiatowy dla m. Gdańska Władysław Felsztyński dlaczego nie zostali aresztowani odpowiedział, że nie wiadomo było którzy to byli milicjanci. W późnych godzinach popołudniowych nadeszła kolej także na mnie. Tak jak w przypadku pozostałych zatrzymanych, zostałem wywołany po nazwisku, następnie eskortowany, przez dwóch milicjantów na przesłuchanie prokuratorskie. Przed pokojem prokuratorskim kazano mi oczekiwać na wezwanie. Trwało to bardzo długo, przynajmniej tak mi się wydawało. W pewnym momencie ktoś wyszedł i przekazał policjantom polecenie, aby zabrali mnie z powrotem”. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Odprowadzono mnie do pokoju oczekiwań, ale tylko na chwilę. Wkrótce bowiem zostałem ponownie wywołany i zaprowadzony do jakiegoś zaułka korytarza, gdzie oczekiwał na mnie kapitan milicji w czapce z paskiem pod brodą w towarzystwie dwóch tak samo ubranych milicjantów ale z karabinami kałasznikowa. Kapitan zwrócił się do mnie sławami: „Dotychczas byliście zatrzymani, ale od tej chwili jesteście aresztowani.” Następnie wydał polecenie: „założyć mu kajdanki”. Pierwszy raz w życiu zostałem potraktowany jak groźny przestępca. Po słowach kapitana uświadomiłem sobie, że prokurator bez kontaktu ze mną wydał nakaz aresztowania, uznając mnie za chuligana, z którym nie ma sensu rozmawiać. Skutego w kajdankach, w których czułem się trochę nieswojo, prowadzono mnie do samochodu. Policjanci otrzymali bowiem polecenie jak najszybszego dostarczenia mnie do Sądu Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
Powiatowego dla miasta Gdańska, mieszczącego się przy ul. Nowe Ogrody 30/34 (wówczas była to ul. Kartuska). Będąc jeszcze w budynku Komendy Wojewódzkiej Milicji zauważył mnie jeden z trzech milicjantów, którzy nas z Wojtkiem Woźniakiem zabrali ze sklepu mięsnego. Milicjant ten krzyknął do eskortujących mnie milicjantów: Ich było dwóch. Gdzie jest ten drugi – Woźniak? Zaczęły się poszukiwania Wojtka Woźniaka. Po kilku minutach poszukiwań, okazało się, że Wojtka Woźniaka nie ma już na Komendzie, gdyż po przesłuchaniu został zwolniony. W sądzie zostałem umieszczony w jednej z cel, znajdujących się w piwnicy budynku sądu. W tej celi był już jakiś młody małomówny człowiek z zadbaną czarną brodą. Próbowałem nawiązać z nim rozmowę pytając na początek kim jest. Odpowiedział, że jest studentem. Jakiego wydziału kontynuowałem? Architektury. Wydawał mi się nieco dziwny jak na studenta. Zagrałem więc va banque. Jak to, znam tam wszystkich studentów, a ciebie nigdy nie spotkałem. Bo ja jestem na studiach wieczorowych odrzekł. W tym momencie skończyłem rozmowę. Na Architekturze nie było studiów wieczorowych. Po pewnym czasie przebywania w celi do sąsiedniej celi wrócił młody człowiek z rozprawy ekspresowej. Zastukałem przez ścianę z pytaniem: No i jak? Chłopak ten dość nonszalancko, raczej zadowolony odpowiedział. Dostałem tylko 6 miesięcy. Obliczyłem sobie od razu kiedy wyjdę na wolność, jeśli dostanę maksymalny wyrok. Wypadło na połowę września. O ile pamiętam obowiązywał wówczas przepis, że na rozprawie ekspresowej, gdzie nie było obrońcy, sąd mógł wymierzyć maksymalną karę 6 miesięcy pozbawienia wolności. Być może to dziwne, ale czas mi się dość mocno dłużył w oczekiwaniu na wezwanie na rozprawę ekspresową. Wreszcie nadeszła ta chwila. Zostały otwarte drzwi w mojej celi i zostałem zaprowadzony pod salę sądową. Tam kolejne oczekiwanie na rozprawę. Wkrótce okazało się, że sędzia dopatrzył się braków formalnych w dokumentacji milicyjnej i odesłał mnie na Komendę Wojewódzką Milicji. Na Komendzie moich uzbrojonych bodyguardów spotkała ostra reprymenda ze strony oficera, który zbeształ ich za to, że mnie z powrotem przywieźli na Komendę, zamiast zostawić w sądzie. Przekazując im jakieś papiery nakazał szybkie ponowne udanie się ze mną do sądu. 13
W sądzie okazało się, że rozprawa nie może się odbyć bo nie ma sędziego. Trudno ocenić jak było naprawdę, ale przypuszczam, że sędzia celowo znalazł jakiś pretekst formalny i odesłał mnie na Komendę Milicji, a następnie skorzystał z okazji i pospiesznie opuścił budynek sądu. Nie są mi znane jego motywy. Może zwrócił uwagę, że ma do czynienia ze studentem, a może poczuł się zmęczony i chciał jak najszybciej udać się do domu na odpoczynek, gdyż było już dość późno. Działo się to pomiędzy godziną 19. 30 a 20. 00. W tej sytuacji zostałem zaprowadzony do prokuratora W. Felsztyńskiego, którego gabinet znajdował na pierwszym piętrze budynku sądu. Aby nie urazić uczuć swojej sekretarki widokiem chuligana w kajdankach prokurator W. Felsztyński, nakazał mi stanąć w rogu jej pokoju z twarzą do ściany. Po jakimś czasie zdecydował, że powinienem jednak czekać na korytarzu i po upływie pół godziny wyszedł do mnie z decyzją. Dostałem zakaz opuszczania Gdańska, nakaz meldowania się na Komendzie Milicji we Wrzeszczu 3 razy w tygodniu, na początku dwa razy w każdym dniu. Miałem także obowiązek zgłoszenia się na przesłuchanie do oficera SB w Komendzie Miejskiej Milicji, następnego dnia, czyli w poniedziałek 18 marca, o godzinie 12. 00. Towarzyszący mi milicjant otrzymał polecenie zdjęcia mi kajdanek, co oznaczało, że nakaz aresztowania został anulowany. Od tego momentu stałem się ponownie człowiekiem wolnym. Mogłem więc opuścić budynek sądu i wrócić do akademika. We wszystkich akademikach dyżury pełnili nauczyciele akademiccy. W DS. 4 dyżur w tym dniu pełnił dr inż. Wiktor Wasiluk – późniejszy dziekan Wydziału Budowy Maszyn, który poprosił mnie o relację z tego co się ze mną działo, a na koniec przekazał prośbę dziekana prof. Henryka Więckiewicza, abym zgłosił się do dziekanatu w poniedziałek. Gdy w poniedziałek poinformowałem go o wydanym mi przez prokuratora W. Felsztyńskiego nakazie zgłoszenia się do oficera SB na Komendę Miejską Milicji w Gdańsku o godz. 12. 00, prof. H. Więckiewicz powiedział: „Nigdzie nie pojedziesz sam, bo oni ciebie już nie wypuszczą. Jadę z tobą. Dołączył do nas Gedymin Orlik – ówczesny wicemarszałek UP ZSP, który zamówił taksówkę na koszt ZSP. Na Komendzie zgłosiłem telefonicznie swoją obecność na podany przez prokuratora numer telefonu. Ów oficer niezbyt miłym tonem kazał mi czekać. Minęło pół godziny 14
i nic. Wbrew prośbie dziekana, abym spokojnie czekał, ośmielony jego obecnością, zdecydowałem się ponownie zadzwonić do tego oficera, informując go tym razem, że jest ze mną prof. H. Więckiewicz – dziekan Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej. Słysząc to zupełnie zmienił ton i grzecznie poinformował, że zaraz zejdzie. Zaprosił nas do swojego gabinetu. Po wstępnej kilkunastominutowej wypowiedzi dziekana, w której nawiązał także do okresu wojny, esbek ten grzecznie przeprosił dziekana, że przepisy nie pozwalają na jego obecność podczas przesłuchania. Podczas przesłuchania próbował przekonać mnie do przyznania się do stawianych mi zarzutów informując, że na dachach sąsiednich budynków mieli rozlokowanych swoich ludzi i wobec tego dysponują zdjęciami, które umożliwią identyfikację aktywnych uczestników demonstracji. Będzie więc jeszcze gorzej jeśli zostanę rozpoznany. Prokuratura dość szybko sformułowała akt oskarżenia (uczynił to prokurator Eugeniusz Ogozeja), że wraz z Wojtkiem Woźniakiem dokonaliśmy czynnego napadu na milicjantów obrzucając ich samochód kamieniami. Zanim doszło do rozprawy byłem chyba dwukrotnie wzywany na przesłuchania przez oficerów SB. W czasie jednego z takich spotkań przesłuchiwał mnie esbek, który przedstawił się jako kapitan SB. W trakcie rozmowy każdą moją odpowiedź na zadane pytania kwitował śmiechem, który pobudzał mnie również do śmiechu. Jedno z jego pytań brzmiało: Kto to jest Krzysztof Kotarski? Odpowiedziałem pełną nazwą funkcji jaką pełnił w ZSP, a mianowicie: Marszałek Uczelnianego Parlamentu Zrzeszenia Studentów Polskich Politechniki Gdańskiej. Jego reakcją było: „ha, ha, ha my wszystko wiemy”. To po co pan pyta jeśli wszystko wiecie – ripostowałem. Podobne pytanie dotyczyło Tadeusza Bienia, na które odpowiedziałem podobną formułką. Tadeusz Bień, jako pełnomocnik ds. spółdzielczości, pełnił wówczas funkcję członka Komitetu Wykonawczego UP ZSP PG. Ja z kolei byłem członkiem Uczelnianej Komisji Rewizyjnej ZSP. Jedno z ciekawszych pytań, które ten esbek skierował do mnie brzmiało: Skąd znasz Michnika i Szlajfera? Gdzie i kiedy się z nimi ostatnio spotkałeś? Z Radia Wolnej Europy odpowiedziałem. Jak wspomniałem wcześniej, z nakazu prokuratora trzy razy w tygodniu meldowałem się na Komendzie Milicji we Wrzeszczu, mieszcząGdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
cej się wówczas w pobliżu obecnego Manhatanu. Zbliżała się połowa kwietnia, a więc i Święta Wielkanocne. Dotychczas przerwy świąteczne zawsze spędzałem z rodziną w swojej rodzinnej wiosce na Mazowszu. Tym razem, wobec zakazu opuszczania Gdańska, musiałem wystąpić na piśmie do milicji o wyrażenie zgody na opuszczenie Gdańska. Ku mojemu zaskoczeniu zgodę otrzymałem. Pod koniec kwietnia milicjant osobiście dostarczył do DS4 pismo wzywające mnie, a także Wojtka Woźniaka i Andrzeja Szymańskiego, do zgłoszenia się na Komendę Milicji we Wrzeszczu w dniu 30 kwietnia 68 r. Nie miałem wątpliwości, że to wezwanie miało bezpośredni związek z obchodami 1 maja. Władza komunistyczna obawiała się zakłócenia pochodu pierwszomajowego przez studentów Politechniki. Miałem więc pewne obawy, że mogą nas zatrzymać na 48 godzin. Na szczęście do tego nie doszło. Niewiele pamiętam, ale byłem pytany o 15 marca, a także o przygotowania studentów do 1 maja. Byli zainteresowani informacją, czy studenci przygotowują jakąś demonstrację polityczną w czasie pochodu pierwszomajowego. Odpowiedziałem, że nie mam żadnej wiedzy na ten temat, co było zresztą zgodne z prawdą. Oczekiwała nas rozprawa sądowa. Do obrony studentów ZSP wynajęło Zespół Adwokacji nr 11, mieszczący się przy ul. Hucisko 1. Kierownikiem Zespołu była pani mecenas Irena Truskolaska. Pamiętam fragment z nią rozmowy, w której chciała mnie przygotować i uodpornić na wypadek niekorzystnego obrotu sprawy. Wiedząc, że miałem dyplom technika samochodowego powiedziała abym się nie przejmował, bo nawet jeśli mnie wyrzucą z uczelni, to nic wielkiego się nie stanie. Mam przecież dobry zawód, to sobie życiu poradzę. Było to jedyne spotkanie z panią mecenas, gdyż sprawę obrony naszej dwójki powierzyła mecenasowi Edmundowi Malinowskiemu, który formalnie był obrońcą Wojtka Woźniaka. Moim obrońcą natomiast został wówczas młody aplikant z tego zespołu Jerzy Lipski, który był jednocześnie radcą prawnym Rady Okręgowej ZSP. Obydwaj adwokaci byli niezwykle odważni. Godna jest tu podkreślenia rola Jerzego Lipskiego, niezwykle zaangażowanego, ambitnego młodego prawnika, świetnie przygotowanego do obrony. W ramach przygotowań do obrony udaliśmy się razem z Wojtkiem Woźniakiem do sądu w celu przepisania akt sprawy dla naszych Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
obrońców. W międzyczasie do tego pomieszczenia, ku naszemu zaskoczeniu, weszli milicjanci, którzy nas zatrzymali. Zaskoczeni naszą obecnością – uciekli. Nie ulega wątpliwości, że chcieli zapoznać się z aktami, do czego, jako świadkowie oskarżenia, nie mieli prawa. Panie, które wypożyczyły nam dokumenty do skopiowania, poinformowały, że milicjantom tych dokumentów by nie udostępniły. Nie mieliśmy zbyt wielu świadków, stąd każdy kto widział sytuację naszego zatrzymania w sklepie mięsnym, lub zaatakowania mnie przez milicjantów z przejeżdżającego autobusu, mógł być niezwykle cennym świadkiem. Udałem się więc do mieszkańców budynku przy ul. Hibnera, z którego dobrze było widoczne miejsce incydentu z milicjantami z autobusu. Niestety wszyscy mieszkańcy odpowiadali, być może zgodnie z prawdą, że nic nie widzieli. Odwiedziłem także sklep mięsny pytając ekspedientkę i kierownika czy pamiętają zdarzenie zatrzymania przez milicjantów dwóch studentów i czy mogli by zeznać w sądzie to, co wówczas widzieli. Zaprzeczyli obecności w ich sklepie jakichkolwiek milicjantów. Rozprawę przed Sądem Powiatowym w Gdańsku wyznaczono chyba na 20 maja 1968r. Przewodniczącą składu orzekającego była pani sędzia Prakseda Trzeciak. Naszym głównym świadkiem była studentka IV roku Akademii Medycznej w Gdańsku Urszula Czepek, która następnego dnia po naszym zatrzymaniu udała się do DS4. W tym czasie w DS4 odbywało się zebranie studentów z udziałem trzech pracowników Politechniki Gdańskiej. Urszula Czepek przedstawiła im relację z zatrzymania Wojtka Woźniaka i mnie. Powiadomiony o tym dziekan Wydziału prof. H. Więckiewicz również przybył do akademika. Została przygotowała pisemna relacja przez Urszulę Czepek. Ta pisemna relacja dotarła później także do Adama Bolta – dyplomanta na Wydziale Hydrotechniki, którego wcześniej nie znałem. Adam, który był wówczas przewodniczącym Zarządu Uczelnianego ZMS, zgłosił się sam na świadka obrony. Jego udział w obronie był bardzo ważny, gdyż relacja z zatrzymania nas przez milicję, spisana przez Urszulę Czepek bez kontaktu z nami, potwierdzała nasze zeznania na milicji. Bez naszego udziału i bez naszej inicjatywy zostało przygotowane bezpośrednio na rozprawę poręczenie za nas w imieniu Klubu Poselskiego ZSP Wydziału Budowy Maszyn. Świad15
kami oskarżenia byli trzej milicjanci, którzy nas zatrzymali (Dziedzic, Szymajda i Blum). Pomimo długiego czasu jej trwania (ok. 8-9 godzin) nie udało się pani sędzi Praksedzie Trzeciak zakończyć w tym dniu rozprawy. To nieco skomplikowało sytuację, gdyż Jerzy Lipski musiał wyjechać na 10 dni do Krakowa w związku ze swoją aplikanturą. Pani sędzia przychyliła się do jego prośby i wyznaczyła chyba dzień 10 czerwca na dokończenie rozprawy. W końcowej mowie oskarżycielskiej prokurator E. Ogozeja podtrzymał swoje zarzuty. Zupełnie nie pamiętam jakiej zażądał kary, ale pamiętam, że w uzasadnieniu naszej winy uczepił się słów „wpadliśmy do sklepu” użytych przeze mnie w zeznaniu, że widząc nadjeżdżający samochód milicyjny „wpadliśmy” do sklepu, co miało być potwierdzeniem tezy oskarżenia, że uciekaliśmy przed samochodem milicyjnym i nie mając gdzie uciekać wpadliśmy do sklepu. Nasi dwaj obrońcy w swoich przemowach końcowych podzielili się rolami. Mecenas Edmund Malinowski, będąc wówczas w zawansowanym wieku, któremu komuniści właściwie już nic nie mogli zrobić, zajął się krytyką ówczesnych władz i panującego sytemu politycznego no i oczywiście brutalności milicji wobec zatrzymanych studentów. Jerzy Lipski natomiast skupił się na bardzo merytorycznym, precyzyjnym, punkt po punkcie, zbijaniu argumentów oskarżenia, w tym na ujawnianiu kłamstw milicjantów. Przed ogłoszeniem wyroku pani sędzia ogłosiła przerwę, która się bardzo przedłużyła, gdyż trwała co najmniej 2 godziny. Mówiło się, że przed ogłoszeniem wyroku prawdopodobnie odbyła długą rozmowę z prezesem Sądu Powiatowego. Pan mecenas Edmund Malinowski – adwokat o bardzo dużym doświadczeniu, znający doskonale panią sędzię Praksedę Trzeciak z wielu innych rozpraw, zwrócił uwagę, że podczas ogłaszania wyroku była wyjątkowo zdenerwowana, co nie zdarzało się jej w przeszłości. Ten stan przypisywał prawdopodobnej dyskusji jaką odbyła z prezesem Sądu Powiatowego, podczas której mogła być wywierana na nią presja, aby wydała wyrok skazujący. Tymczasem pani sędzia nas uniewinniła i zwolniła z obowiązku meldowania się na milicji. Na tym nie skończyły się nasze kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się bowiem, że prokurator E. Ogozeja, nie godząc się z wyrokiem sądu, wniósł apelację do Sądu Wojewódzkiego. Roz16
prawa rewizyjna została wyznaczona na godz. 9. 00 w dniu 27 sierpnia 1968r. Stawiliśmy się punktualnie na rozprawę w towarzystwie naszych obrońców. Na miejscu dowiedzieliśmy się od sekretarki, że parę minut przed naszym przyjściem prokurator E. Ogozeja wycofał wniosek o rewizję wyroku. Chociaż byłem już uodporniony na wypadek niekorzystnego przebiegu rozprawy rewizyjnej, to jednak ucieszyłem się, że do niej nie doszło Ryszard Mosakowski *****
Dr inż. Ryszard Mosakowski był adiunktem na Wydziale Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej, w Katedrze Silników Spalinowych i Sprężarek. Od stycznia 2014 r. przebywa na emeryturze. Po podpisaniu porozumień sierpniowych w 1980 r. został wybrany członkiem Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w swojej uczelni, a następnie członkiem Komisji Zakładowej. Po zdelegalizowaniu „Solidarności” był członkiem Niejawnej Komisji Zakładowej. Po ponownej legalizacji „Solidarności” w 1989 r. został wybrany w skład 15-osobowego Prezydium Ogólnopolskiej Komisji Porozumiewawczej Nauki, zrzeszającej pracowników szkół wyższych, Polskiej Akademii Nauk i instytutów resortowych. Po reformie struktury NSZZ „Solidarność” i utworzeniu sekcji branżowych w 1992 r. został jednym z wiceprzewodniczących Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”, którą pełnił do 2012 r. Od 2000 r. do 2014 r., jako Przewodniczący Komisji ds. Międzynarodowych, zajmował się działalnością zagraniczną KSN pełniąc funkcję International Secretary. W latach 2000–2006 był członkiem Komitetu Europejskiego międzynarodowej organizacji nauczycielskiej Education International. W ramach swojej działalności zagranicznej interesował się reformami szkolnictwa wyższego w krajach Unii Europejskiej. Efektem tych zainteresowań jest książka „Szkolnictwo Wyższe w Krajach Unii Europejskiej, Stan Obecny i Planowane Reformy”, wydana przez Wydawnictwo Politechniki Gdańskiej w 2002 r. Dzięki swojej działalności międzynarodowej stał się ekspertem także w sprawach funkcjonowania UE i jej instytucji. W związku z tym, obok wykładów z dziedziny silników spalinowych, prowadził także wykłady z przedmiotu pt. Unia Europejska i jej Funkcjonowanie, a także Prawo Unii Europejskiej w Energetyce. Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
„Charkowskie Odczyty Prawa Karnego” - piąta edycja międzynarodowej konferencji naukowej W dniach 12. i 13. maja 2016 roku na Uniwersytecie Jarosława Mądrego w Charkowie (Ukraina) odbyła się piąta edycja międzynarodowej konferencji naukowej „Charkowskie Odczyty Prawa Karnego”. Dzięki wsparciu i uprzejmości Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku trzech aplikantów z Pomorskiej Izby Adwokackiej miało możliwość reprezentowania polskiej Palestry na tejże Konferencji. Pierwszego dnia Konferencji miały miejsce odczyty, w których brało udział 166 prelegentów z kilku krajów. Konferencja podzielona była na panel główny i panele sekcyjne. Na panelu głównym aplikant adwokacki Łukasz Kamiński dokonał porównania katalogu kar w polskim i ukraińskim systemie prawa karnego. Na panelu sekcyjnym aplikant adwokacki Błażej Saracen omówił zagadnienie statusu jeńców wojennych
Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec
w prawie międzynarodowym. Aplikant adwokacki Dawid Dydyna wygłosił referat dotyczący problematyki pozycji i roli ławnika w polskim procesie karnym. Wykłady zostały przedstawione w języku angielskim. W drugim dniu kierownicy sekcji podsumowali przebieg Konferencji przedstawiając poglądy, kierunki dyskusji oraz wnioski w poszczególnych panelach tematycznych. Uroczystość uświetnił swoją prelekcją Prezes Sądu Konstytucyjnego Ukrainy profesor Jurij Baulin oraz kierownik katedry prawa karnego Uniwersytetu Jarosława Mądrego w Charkowie profesor Volodymyr Tiutiugin. Konferencji towarzyszyły liczne wydarzenia kulturalne, między innymi wizyta w teatrze na nagradzanej na międzynarodowych konkursach sztuce „No, nareszcie!” w Teatrze Post-
17
Scriptum oraz zaproszenie na musical pt. „Król i Błazen” w charkowskim Teatrze Muzycznym. Uczestnicy odwiedzili również charkowskie Muzeum Kryminalistyki. Nasi reprezentanci zostali uhonorowani okolicznościowymi medalami uniwersyteckimi, dyplomami oraz licznymi publikacjami. Konferencja naukowa stanowiła doskonałą okazję do wymiany nie tylko naukowych poglądów ale również do nawiązania międzynarodowych relacji, poznania kultury i godnego reprezentowania pomorskiej Adwokatury, któ-
18
ra odważnie propaguje najwyższe europejskie standardy kultury prawnej. W czasie podróży na Konferencję aplikanci odwiedzili miejsca istotne z punktu widzenia tożsamości narodowej oraz pamięci historycznej. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich wpisali się w księgę pamiątkową oraz spotkali z Polakami opiekującymi się cmentarzem, zaś w Charkowie odwiedzili Polski Cmentarz Wojenny Piatichatki, gdzie złożyli hołd poległym oficerom Wojska Polskiego.
Gdański Kwartalnik Adwokacki - nr 41 Czerwiec