foto: zdjęcia własne Studia 102
30 MARZEC nr
ISSN 1689-9555
Kwartalnik Adwokacki
Jubileusz Mecenasa Włodzimierza Wolańskiego Mecenas i mecenat - potrzebne społeczeństwu?
Spis treści Jubileusz Mecenasa Włodzimierza Wolańskiego 3 adw. Sebastian Sykuna Rozmowa z Panem Mecenasem Włodzimierzem Wolańskim
4
adw. Zygmunt Tylicki Mecenas i mecenat, potrzebne społeczeństwu?
10
adw. Anna Koziołkiewicz-Kozak, adw. Martyna Mierzejewska Mediacja? Jesteśmy za! 12 adw. Dariusz Strzelecki A gdzie zasady? 20 apl. adw. Joanna Gręndzińska, apl. adw. Adam Gautier Ach, co to był za bal! 22 adw. Martyna Mierzejewska Pomorscy adwokaci polubili magię orientu 27
Prezentowany kwartalnik ma być z założenia pismem integrującym środowisko palestry pomorskiej. Redakcja, jak i Wydawca nie ponoszą jednak merytorycznej odpowiedzialności za teksty autorów, które zamieszczone są na łamach kwartalnika. Zakładamy bowiem, że każdy z prezentowanych tekstów ma charakter samodzielnego i odrębnego opracowania, za którego treść odpowiedzialność ponosi autor w ramach swojej licentia poetica.
Redaktor naczelny: adw. dr Sebastian Sykuna, e-mail: kwartalnikadwokacki@wp.pl Wydawca: POMORSKA IZBA ADWOKACKA, 80-830 Gdańsk, ul.Chlebnicka 48/51 Druk: STUDIO 102 Sp. z o.o., ul. Śląska 64/4 81-304 Gdynia, tel./fax: 58 668 09 63, www.studio102.pl Skład i projekt graficzny: Adam Piskorz Korekta: Aleksandra Murawska
W dniu 31 marca 2013 roku Mecenas Włodzimierz Wolański - w latach 1995-2001 Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku, ukończył 80 lat. Z tej okazji pragniemy złożyć Panu Mecenasowi najserdeczniejsze życzenia, wszelkiej pomyślności, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Jednocześnie, korzystając z tej okazji, chcemy podziękować Panu Dziekanowi Włodzimierzowi Wolańskiemu za wszystkie lata pracy dla Adwokatury, w tym szczególnie dla Adwokatury Pomorskiej. Dziekan Jerzy Glanc oraz Okręgowa Rada Adwokacka Gdańsk Włodzimierz Wolański ur. 31.03.1933 r. w Tczewie . W 1956 r. ukończył stacjonarne studia prawnicze na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W październiku 1956 r. otrzymał nakaz pracy do sądownictwa, pierwotnie do Krakowa, a ostatecznie do Okręgu Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku. Do wiosny 1958 r. odbywał aplikację w sądach Trójmiasta, potem pracował jako asesor sądowy a następnie Sędzia Sądu Powiatowego dla miasta Gdańska i w końcu w 1963 r. otrzymał nominację na Sędziego Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku. Od jesieni 1965 r. pracował jako radca prawny. Z dniem 01.10.1969 r. został wpisany na listę adwokatów Izby Gdańskiej i rozpoczął pracę w zespole adwokackim nr 12 w Gdańsku, a następnie otworzył kancelarię indywidualną. W latach 1993-1996 był obrońcą synów urzędującego Prezydenta RP Lecha Wałęsy w sprawach wypadków samochodowych. W 2000 r. występował jako pełnomocnik Prezydenta RP Lecha Wałęsy w procesie lustracyjnym przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie. Wszystkie te sprawy zakończyły się pozytywnie. Od 1989 r. do 2010 r. był wybierany do władz korporacji adwokackiej pełniąc różne funkcje w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Gdańsku m.in. Dziekana i Vice Dziekana po dwie kadencje. Uczestniczył jako delegat we wszystkich ogólnopolskich zjazdach adwokatury, poczynając od nieformalnego zjazdu w 1981 r. w Poznaniu. Parokrotnie brał udział w wyjazdach służbowych towarzysząc Prezydentowi RP Lechowi Wałęsie m.in. w delegacji na Kongres Intelektualistów i Laureatów Pokojowych Nagród Nobla w Moskwie w 2000 r., a ponadto dwukrotnie na podobne konferencje do Rzymu. Największe wrażenie na nim wywarł wyjazd w listopadzie 2004 r. do Kijowa na „Pomarańczową Rewolucję” wspólnie z Lechem Wałęsą, gdzie odbył rozmowy z Prezydentem Wiktorem Juszczenką i innymi liderami. Odznaczony m. in. odznaką „Zasłużony dla Miasta Gdańska”, „Adwokatura Zasłużonym”, „Krzyżem Zasługi” i Orderem Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
3
Artykuły
adw. Sebastian Sykuna
Rozmowa z Panem Mecenasem Włodzimierzem Wolańskim
Mecenas Wolański z małżonką Eweliną Wolańską
Panie Dziekanie, w imieniu redakcji dziękuję, że zgodził się Pan porozmawiać z nami i podzielić się swoimi przemyśleniami. Przypomnę, że Pan Mecenas Włodzimierz Wolański, Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku w latach 1995-2001, dnia 30 marca tego roku ukończył 80 lat. Dlatego proszę także i od redakcji Gdańskiego Kwartalnika Adwokackiego przyjąć najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.
4
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Panie Dziekanie, przechodząc do szczegółowych pytań, proszę nam powiedzieć czy gdyby miał Pan możliwość ponownego wyboru zawodu, wybrałby Pan raz jeszcze profesję adwokata? Panie Redaktorze, Szanowni Czytelnicy, przede wszystkim dziękuję za miłe życzenia oraz dziękuję za możliwość podzielenia się z Państwem tymi kilkoma uwagami. Przechodząc do Pańskiego pytania odpowiem jednoznacznie, że tak. Zawód ten dał mi bowiem wiele satysfakcji. Uważam także, iż tylko zawód adwokata wśród innych zawodów prawniczych daje tak szerokie możliwości - począwszy od typowego rozważania kwestii prawnych, aż po wykorzystywanie swoich umiejętności argumentacyjnych i retorycznych. Ponadto, nie ma nic ciekawszego, a zarazem bardziej porywającego, jak atmosfera sali sądowej, kiedy ścierają się poglądy stron i musimy radzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach.
sorem sądowym, potem Sędzią Sądu Powiatowego dla Miasta Gdańska i w końcu w latach 1964 – 1965 Sędzią Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku. Moja żona Ewelina Wolańska z domu Burdecka była aplikantką adwokacką, a teść Tadeusz Burdecki – adwokatem. Ułatwiło mi to odejście z sądownictwa. Od jesieni 1965 do 1969 roku byłem radcą prawnym i wreszcie po pewnych trudnościach z Ministerstwem Sprawiedliwości, w październiku 1969 roku zostałem wpisany na listę adwokatów Izby Gdańskiej. Zostałem członkiem Zespołu Adwokackiego w Gdańsku, a następnie po kilku latach kierownikiem tego Zespołu do roku 1979. W latach dziewięćdziesiątych zacząłem prowadzić indywidualną kancelarię. A jak kształtowała się Pana droga w organach korporacyjnych Adwokatury? W roku 1979 zostałem wybrany do Okręgowej Rady Adwokackiej, w której pracach, na różnych stanowiskach, uczestniczyłem do roku 2010. W tym czasie w latach 1992 – 2004 pełniłem funkcję dziekana
Jak kształtowała się zatem Pana droga do zawodu adwokata? Od ukończenia studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w roku 1956 myślałem już o Adwokaturze. Jednakże w świetle ówczesnych przepisów otrzymałem przymusowy trzyletni nakaz pracy w sądzie w okręgu Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku, obejmującego wówczas teren od Braniewa aż do Lęborka włącznie. Aplikacja sądowa trwała do wiosny 1958. Następnie zostałem ase-
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Lata 60-te, Zespół Adwokacki nr 12 Od lewej: adw. W. Wolański, T. Iżycki, J. Żukowski, E. Sawko, St. Cholewa, notariusz Stopniak, adw. B. Bruliński, kier. sekretariatu B. Pankowska
5
Włodzimierz Wolański z prezydentem Lechem Wałęsą i jego synami
6
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
i wicedziekana ORA po dwie kadencje. W tych samych latach uczestniczyłem w licznych pracach Naczelnej Rady Adwokackiej. W tym miejscu muszę wyrazić swoją wdzięczność wszystkim Adwokatom - moim Koleżankom i Kolegom, że od roku 1981 wybierali mnie jako delegata na Zjazdy Adwokatury. Był to dla mnie niezwykły zaszczyt, że uczestniczyłem w zjazdach począwszy od zjazdu poznańskiego właśnie w roku 1981, a skończywszy na gdańskim w roku 2010, na którym nasz Kolega Andrzej Zwara został wybrany na Prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej. Panie Dziekanie, czy z perspektywy tylu lat wykonywania zawodu adwokata uznałby Pan, że wiąże się on ze szczególnymi wyrzeczeniami i trudnościami? Każdy zawód łączy się z licznymi trudnościami i wyrzeczeniami. Jednak jestem przekonany, że w przypadku adwokatury jest tak wiele jasnych stron, które satysfakcjonują każdego adwokata, ze nie warto mówić o trudnościach czy też wyrzeczeniach, a skupić się wyłącznie na jego blaskach. Proszę mi wierzyć, że jest ich wiele.
kle ważną, a jednocześnie bardzo medialną sprawę. Oskarżony, a co ważne lekarz, oszpecił swoją żonę - kobietę młodą i bardzo atrakcyjną. Trwale okaleczył kwasem solnym jej obie wargi oraz nos. Pamiętam dużą niechęć publiczności, w tym szczególnie kobiet, do mojej osoby, powodowaną tym, że podjąłem się bronić oskarżonego. Ostatnio natomiast prowadzę sprawę kobiety oskarżonej o uduszenie konkubenta własnymi rajstopami. Co ważne i ciekawe, w obu tych przypadkach motywem działania była zazdrość. Powszechnie znane są Pana związki z Rodziną Pana Prezydenta Lecha Wałęsy. Wiem także, że prowadził Pan liczne sprawy Rodziny Pana Prezydenta. Czy podzieliłby się Pan refleksjami dotyczącymi tych spraw? Dużym przeżyciem dla mnie były obrony w sprawach dotyczących synów urzędującego wówczas Prezydenta Lecha Wałęsy. Jednakże najważniejszy
Czy któraś ze spraw, które Pan prowadził zapadła szczególnie w Pańskiej pamięci? Tych spraw było tak dużo, że aż trudno zapamiętać ich szczegóły. Może zatem wspomnę o jednej sprawie z początku mojej drogi zawodowej i z chwili najbliższej udzielania tego wywiadu. Otóż już na początku mojej pracy w roku 1971 prowadziłem niezwy-
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Włodzimierz Wolański poczas procesu lustracyjnego prezydenta Lecha Wałęsy
7
znali się, jak nie osobiście, to przynajmniej z widzenia. Dziś jest inaczej. Bardzo często na korytarzu sądowym spotykamy osoby, nie wiedząc nawet, że wykonują także któryś z zawodów prawniczych. Czasami jedyną wskazówką jest toga przewieszona na ramieniu. A jak ocenia Pan ostatnie zmiany regulacji dotyczące dostępu do zawodu adwokata? Smutno przyznać, ale niestety negatywnie. Warto zauważyć, że w nawiązaniu do ustawy z roku 1982 kolejne zmiany w konsekwencji prowadziły, w różnym stopniu, do ograniczenia przekazanie sali Rady Wydziału - Wydziałowi Prawa i Administracji UG Adwokatury. Oczywiście jest to pewne uogólnienie, ale wskazuje na niedla mnie był proces lustracyjny samego Pana Prezybezpieczny trend, którego obecną egzemplifikacją denta Wałęsy w roku 2000. Odbywał się w Warszajest pomysł deregulacji zawodu. wie przed Sądem Apelacyjnym. Sam proces był o tyle trudny, że materiał dowodowy został oparty na spreparowanych materiałach. Pragnę nadmienić, że wszystkie sprawy zakończyły się pozytywnie. Panie Dziekanie, czy na przestrzeni lat zmieniło się Pana zdaniem środowisko prawnicze? Niewątpliwie zmieniło się i to dosyć mocno. Przede wszystkim jest zdecydowanie więcej osób, które dziś wykonują wszelkie zawody prawnicze. Dawniej wszyscy 8
podczas Zjazdu Adwokatury Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Mecenas Wolański przemawia podczas Jubileuszu Adwokatury
Czy Pana zdaniem początkujący adwokat jest zatem obecnie gorzej przygotowany do zawodu niż jego poprzednik sprzed kilkudziesięciu lat?
Panie Dziekanie, a czy zasady etyki zawodowej mają w obecnych czasach takie samo znaczenie jak kiedyś?
Nie można oceniać tego jednoznacznie, albowiem sposób wykonywania naszego zawodu dziś i w przeszłości jest inny. Inne są chociażby wymagania stawiane młodym adeptom sztuki adwokackiej przez dzisiejszą sytuację gospodarczą. Warto jednak zwrócić uwagę na formę wykonywania aplikacji w ramach patronatu. Moje obawy budzi fakt wielości aplikantów będących pod patronatem jednego adwokata. Czasami może prowadzić to do niebezpieczeństwa braku czasu na odpowiednie przygotowanie ich do zawodu. Kiedyś adwokat mógł mieć co do zasady jednego lub co najwyżej dwóch aplikantów. Dawało to lepszą możliwość przygotowania do zawodu.
Generalnie tak, albowiem zarówno w przeszłości, jak i obecnie obowiązywały nas korporacyjne akty dotyczące etyki i godności zawodu. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, o którym mówiliśmy uprzednio. Im więcej jest nas w korporacji, tym większą uwagę należy przykładać do zasad etyki. Tylko to może uchronić nas przed zbyt dużą swobodą zachowania podczas wykonywania zawodu.
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Panie Dziekanie dziękuję za tę rozmowę i raz jeszcze proszę przyjąć najlepsze życzenia urodzinowe.
9
Artykuły
adw. Zygmunt Tylicki
Pojęcie „mecenas” znane jest już od czasów starożytnych. Żyjący w I w. p.n.e. rzymski arystokrata, opiekun artystów, m.in. Horacego i Wergiliusza, nazywany był „mecenasem”. Mówi się, że osoba lub instytucja, która wspiera rozwój nauki lub sztuki, sprawuje „mecenat” nad daną dziedziną twórczości.
MECENAS I MECENAT – potrzebne społeczeństwu? zdjęcia własne Studio 102
Słowo „mecenas” ma dwa znaczenia. Pierwsze określa adwokata, drugie natomiast opiekuna artystów. Forma zwracania się do adwokata „mecenasie” jest obecnie i od wielu wieków formą akceptowaną i znaną w społeczeństwie europejskim. Adwokat, świadczący profesjonalnie swoje usługi, wspiera dziedzinę społecznego porządku prawnego i jest nazywany „mecenasem”. W każdej sprawie prowadzonej przez adwokata występuje element mecenasujący sztuce stosowania prawa dla dobra człowieka jako jednostki lub innej grupie społecznej czy gospodarczej. Rodowód słowa „mecenas” sięga I w. przed Chrystusem i łączy się z postacią zmarłego w 8 roku p.n.e. Cyliusa Gajusa Mecenasa. Z upływem czasu jego imię stało się nazwą pospolitą, unieśmiertelniającą dobroczyńcę takich sławnych rzymskich 10
poetów, jak Wirgiliusz i Horacy. Po roku 23 p.n.e. Cylius Gajus Mecenas oddalił się od Oktawiana Augusta i poświęcił się całkowicie swoim największym pasjom, tj.: promocji i wspomaganiu artystów oraz czerpaniu uciech z życia. Ze starożytności przenieśmy się w epokę średniowiecza. W tym okresie historycznym z wszechobecną ascezą i anonimowością twórców dzieł, czasami nadzwyczajnych, nie można dopatrzyć się działań sprzyjających mecenatowi. Jego bujny rozwój przyniosła dopiero epoka renesansu, odkrywając na nowo zaniechaną przez tysiące lat wielką kulturę antyczną i wydobywając także z mroków zapomnienia postać i działalność mecenasa. Najpełniej odbyło się to we Włoszech, które bezpośrednio przejęły antyczną spuściznę. Pod mecenasowskim okiem Medyceusza rozpoczynał też wielką Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
rzeźbiarską karierę Michał Anioł. Do Polski włoskie odrodzenie zaczęło przenikać w drugiej połowie XV w. Wraz z nim pojawiła się moda na mecenat możnowładczy i monarszy. Wśród polskich magnatów najbardziej znanym mecenasem był Jan Sariusz Zamojski, kanclerz i hetman wielki koronny, budowniczy najwspanialszego, na ówczesne czasy, miasta – Zamościa, perły polskiego renesansu. Realizatorem pomysłu Zamojskiego był włoski architekt Bernardo Marando, który poprzednio przebywał na dworze królewskim w Warszawie. Największą budowlą mecenatu Zamojskiego był natomiast kościół i klasztor karmelitów bosych w Wiśniczu, wzniesiony jako wotum za zwycięstwo pod Chocimiem w 1621 r. W okresie renesansu pasją zabierającą poszczególnym magnatom wiele czasu był mecenat polegający na popieraniu twórczości artystycznej i literackiej. Niewątpliwie chodziło też panującym o naśladowanie wzorów zagranicznych. W poszczególnych wypadkach mieliśmy do czynienia z rzetelną pasją i zainteresowaniem architekturą, malarstwem i rzeźbą. W związku z tym magnaci utrzymywali na swoich dworach niejednokrotnie wybitnych architektów, opłacali ich, sprowadzali też malarzy i ludzi pióra. Problem mecenatu magnackiego jest tematem tak szerokim, że można, jak pisze Władysław Czapliński i Józef Długosz, bez trudu napisać nie jedną, ale wiele książek. W tym szerokim, bogatym materiale należy jednak wskazać choć kilka najważniejszych. Przełom XVI i XVII w. był okresem, w którym powstawały rezydencje magnackie Radziwiłłów w Nieświeżu, Zamojskich w Zamościu itp. Obok budownictwa mieszkalnego, mecenat zajmował się również budownictwem sakralnym, czego przykładem są ufundowane przez księcia Radziwiłła kościoły i klasztory w Nieświeżu. Innym ważnym kierunkiem rozwoju mecenatu było wspieranie literatów i pisarzy. W okresie renesansu za pióro chwytali najczęściej studenci,
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
korzystający z mecenatu różnych zamożnych i zainteresowanych słowem pisanym. Gatunkiem bardzo wówczas popularnym były panegiryki – utwory pisane na czyjąś cześć. Stanisław August Poniatowski, ostatni król Polski, niechlubnie zapisany w historii, budzi do dziś, jak podano w Encyklopedii Powszechnej, spory wśród historyków. Bezdyskusyjna natomiast wydaje się być jedynie rola, którą król August odegrał jako mecenas nauki i sztuki. Epoka stanisławowska wydźwignęła polską kulturę z marazmu, w jaki została ona wtrącona w czasach saskich i stanowiła wielki kapitał narodu pozbawionego własnej państwowości. Dobitnie wyraził to profesor Estreicher: „Czym byśmy się stali po katastrofie II i III rozbioru, gdyby nie trzydziestoletnia działalność mądrego i kulturalnego monarchy?”. Na koniec należy chyba zapytać: w jakim miejscu rozwoju byłaby ludzkość pozbawiona artystów czy naukowców korzystających z pomocy indywidualnych i instytucjonalnych mecenasów?
11
Artykuły
adw. Anna Koziołkiewicz Kozak adw. Martyna Mierzejewska
MEDIACJA?
JESTEŚMY ZA! Według Joseph’a Grynbaum’a: „uncja mediacji jest warta funta arbitrażu i tony sporów”. Zgodzą się z tym twierdzeniem ci, którzy choć raz mieli do czynienia z tą alternatywną metodą rozwiązywania sporów.
w artykule - zdjęcia własne Studio 102 12
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Sprawozdanie ze szkolenia1 Według Joseph’a Grynbaum’a: „Uncja mediacji jest warta funta arbitrażu i tony sporów”. Zgodzą się z tym twierdzeniem ci, którzy choć raz mieli do czynienia z tą alternatywną metodą rozwiązywania sporów. Mediacja staje się coraz bardziej popularna, nie tylko ze względu na swoją odformalizowaną formę (w odróżnieniu od procesu sądowego) ale głównie ze względu na fakt, że w mediacji nie ma strony przegranej, a głównym jej celem jest znalezienie takiego rozwiązania konfliktu, które mogą zaakceptować obie strony. Aby uczynić mediację bardziej popularną, Adwokatura powołała w 2011 roku Centrum Mediacyjne przy Naczelnej Radzie Adwokackiej. Jak czytamy w uchwale: „statutowym celem Centrum jest propagowanie i rozpowszechnianie idei mediacji wśród członków samorządu palestry, ale także w społeczeństwie oraz edukacja w zakresie mediacji”. Centrum Mediacyjne ma również za zadanie prowadzić mediacje i nieść pomoc w rozwiązywaniu konfliktów przy udziale mediatorów, będących jednocześnie adwokatami. W dniach 19 - 21 października 2012 r. w siedzibie Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie odbyło się pierwsze zawodowe szkolenie dla adwokatów – reprezentantów wszystkich izb adwokackich - w celu nadania uczestnikom uprawnień zawodowego mediatora. Szkolenie zbiegło się z Międzynarodowym Dniem Mediacji, który przypada 18 października.
Szkolenie, które obejmowało 24 godziny zajęć stacjonarnych, zostało prowadzone w języku angielskim przez międzynarodowy zespół wybitnych mediatorów brytyjskich: sędziego Philipa Bartle’a , Alexa Bevana oraz sędziego Witolda Pawlaka, przy wsparciu mediatora/trenera z Polski - dr Małgorzaty Kożuch. Zakres szkolenia obejmował wszystkie rodzaje mediacji oraz problematykę dotyczącą roli profesjonalnego pełnomocnika w postępowaniu mediacyjnym. Adwokaci, którzy brali udział w szkoleniu zobowiązani są do przeprowadzenia do końca 2013 roku odpowiednich mediacyjnych szkoleń przeznaczonych dla adwokatów lub aplikantów adwokackich, celem poszerzenia grupy uprawnionych do wykonywania tego zawodu (mediator) oraz przygotowania aplikantów do współpracy z mediatorami m.in. w trakcie prowadzonych spraw sądowych.
Całe szkolenie zorganiozowane było na najwyższym poziomie, a umiejętności zdobyte przez jego uczestników przydadzą się z pewnością nie tylko podczas przeprowadzanych sesji mediacyjnych. Uczestnicy,
1 Adw. Martyna Mierzejewska Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
13
który otrzymali pozytywną ocenę z przedmiotowego szkolenia, otrzymali także certyfikat mediatora oraz zostali wpisani na listę stałych mediatorów Centrum Mediacyjnego oraz właściwych sądów okręgowych (tabela obok). Szkolenie należy uznać za wielki sukces, a ogromne podziękowania należą się wszystkim organizatorom, a w szczególności Prezes Centrum adw. Katarzynie Przyłuskiej-Ciszewskiej oraz Naczelnej Radzie Adwokackiej. Temat cieszył się tak wielkim zainteresowaniem, iż Centrum Mediacyjne już planuje kolejne szkolenia centralne. W 2013 r., zgodnie z zapowiedziami adw. Katarzyna Przyłuskiej-Ciszewskiej, powstała platforma internetowa do mediacji, która będzie służyła uruchomieniu projektu e-mediacji, a wykorzystywana będzie przy szkoleniach mediacyjnych i certyfikacji mediatorów.
bowiem uznać, że to same strony są ekspertami od swojego życia. Z własnego doświadczenia adwokata, przyzwyczajonego do występowania w relacji adwokat-klient w roli eksperta, wiem, że jest to trudne. Warto jednak się tego nauczyć, nawet jeśli nie za mierza się wykonywać zawodu mediatora, bowiem jest to narzędzie przydatne także w naszej standardowej pracy. Od czasu, gdy zajęłam się mediacją,
Korzyści z mediacji2 Podstawową cechą postępowania mediacyjnego, odróżniającą je od innych sposobów rozwiązywania sporów, jest pełen wpływ stron na końcowy rezultat. Mediator nie rozstrzyga sporu, lecz jedynie pomaga stronom w wypracowaniu ich własnego porozumienia. Mediator również nie doradza stronom, nie proponuje im konkretnych rozwiązań. To same strony decydują zarówno o tym, co ma być przedmiotem mediacji, jak również same tworzą i uzgadniają ewentualną ugodę, zaś mediator jedynie pomaga im w tym, przede wszystkim zadając szereg przemyślanych pytań, mających na celu najpierw pomóc stronom zrozumieć, czego naprawdę chcą, na czym im zależy, a następnie, gdy już przedstawiają rozwiązania, pomaga im te rozwiązania zweryfikować, sprawdzić, czy są one realne, wykonalne w praktyce, czy będą działały. Dla mediatora, który jest adwokatem jest to nie lada wyzwanie, oto trzeba
niejednokrotnie już zauważyłam, że klient przychodząc do adwokata nie zawsze mówi, na czym mu tak naprawdę zależy – wie jaką sprawę chce wszcząć, nieraz jest nawet świadom, jakie roszczenia mu
2 Adw. Anna Koziołkiewicz-Kozak
14
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
przysługują, ale nie przemyślał, jaki rezultat chciałby osiągnąć. Zadanie właściwych pytań pozwala to ustalić. Owszem, trwa to dłużej, ale dzięki temu jesteśmy w stanie naprawdę pomóc. Przykład? Bardzo proszę: przyszedł do mnie Klient, abym mu poprowadziła sprawę o obniżenie alimentów, sprawa już była w toku. Adwokat w takiej sytuacji zbiera wszystkie dane, gromadzi
dowody i wykazuje w sądzie, że są przesłanki, by alimenty te obniżyć. Tymczasem, zadanie kilku pytań z rodzaju opisanych powyżej ujawniło, że tak naprawdę, to jemu wcale nie zależy na tym, żeby płacić
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
niższe alimenty. Sytuacja była skomplikowana, okoliczności rozstania były nieciekawe, on i jego rodzice nie widzieli już dziecka od ok. 3 lat. On chciał coś zrobić, nie bardzo wiedział co, więc złożył pozew o obniżenie alimentów. W głębszej warstwie jego rozumowanie przebiegało w ten sposób, że skoro nie jest realnie ojcem, nie widuje swojego dziecka, to nie chce płacić na jego utrzymanie, tym bardziej, że nie wie nawet na co te pieniądze są przeznaczane. Po dłuższej rozmowie stwierdził w końcu, że w rzeczywistości zależy mu na tym, żeby odbudować relacje z dzieckiem. W tym momencie od razu zabłysło mi w głowie hasło „MEDIACJA!”. O mediacji oczywiście wcześniej nic nie słyszał, ale po zapoznaniu się z kilkoma szczegółami, stwierdził, że warto spróbować, choć był bardzo sceptyczny („ona na pewno nie będzie chciała rozmawiać, a tak w ogóle to z nią się nie da rozmawiać”). A jednak zgodziła się. Mediacja (z udziałem pełnomocników) udała się bardzo dobrze. Wystarczyły dwa spotkania, by zaczynając z pozycji kompletnego braku komunikacji, szeregu wzajemnych pretensji, uprzedzeń, nieufności, wypracować sensowny plan kontaktów i ustalić co z alimentami (pozostały na dotychczasowym poziomie). Minęło już trochę czasu i porozumienie działa. Ważne, aby w tym miejscu zaznaczyć, że w mediacji nie ma dróg na skróty. Doświadczony pełnomocnik z pewnością wymyśliłby w tym przypadku treść ugody w kilka minut, a tu strony pracowały w sumie ponad 4 godziny. Ale co z tego, skoro to nie byłaby ich ugoda. Warunków ugody, którą sami wypracowali, przestrzegają, bo są jej autorami, bo to jest ich ugoda, bo wiedzą ile trudu wymagało jej osiągnięcie. Jak opisany powyżej przykład można zinterpretować w kategoriach procesowych i czy taka interpretacja ma sens? Czy jest to sukces, czy porażka, skoro w sumie wyszło na to, że sprawę, tą, z którą przyszedł klient (o obniżenie alimentów), przegraliśmy (cofnęliśmy powództwo), a zamiast tego załatwiliśmy jakąś inną kwestię (kontakty z
15
dzieckiem). Cóż... rezultat sprawy o obniżenie alimentów był niepewny. Owszem, były przesłanki, by przekonać sąd, że mamy rację - tym bardziej, że nasi świadkowie wypadli dobrze, a stronie przeciwnej postępowanie dowodowe za bardzo nie wyszło… Z drugiej jednak strony, alimenty i tak były raczej niewysokie, więc bardzo możliwe, że sąd by ich już nie zmniejszył. Najważniejsze jest jednak to, że wyrok, korzystny lub nie, kompletnie niczego by nie zmienił jeśli chodzi o kwestię, która okazała się być naprawdę ważną dla mojego Klienta – nic nie zmieniłoby się w jego relacjach z dzieckiem. Tymczasem mediacja to umożliwiła i to dość szybko, a klient jest zadowolony, bo uzyskał to czego chciał. Jest jeszcze jedna korzyść płynąca z mediacji, o której warto wspomnieć. Są takie sprawy, w których wyrok sądu nie przyniesie rozwiązania problemu. Po pierwsze, wynika to z faktu, iż w mediacji możliwe jest poruszenie kwestii, które nie
mogą być przedmiotem postępowania sądowego, lecz są subiektywnie ważne dla stron. Często są to kwestie, na które w ogóle byśmy nie wpadli, tymczasem dla tych konkretnych ludzi, z ich uwarun-
16
kowaniami, z historią ich relacji, będzie to coś, bez uzgodnienia czego nie dojdą do porozumienia, a jednocześnie jest to obiektywnie taki detal, którego żaden sąd nie uwzględni w swoim orzeczeniu. Po drugie, sąd zajmuje się konkretną sprawą, rozpatruje konkretne żądania, nie rozsądzi natomiast wszystkich spornych kwestii między stronami. Oczywiście musi tak być, w przeciwnym bowiem razie proces nie miałby żadnych ram, a zwłaszcza trudno byłoby o utrzymanie rozsądnych ram czasowych. Niemniej jednak, z punktu widzenia klienta, który chciałby po prostu załatwić swoją sprawę jest to ograniczenie. Dotkliwe jest to zwłaszcza w sytuacji, w której określone kwestie logicznie się łączą, lecz ze względów proceduralnych musiałyby być przedmiotem oddzielnych spraw sądowych (np. alimenty i kontakty z rodzicem nie sprawującym bezpośredniej pieczy nad dzieckiem). Tymczasem, podczas posiedzenia mediacyjnego można uzgodnić wszystkie te kwestie za jednym razem. Powyżej wskazałam, dlaczego w niektórych sprawach mediacja sprawdza się lepiej niż postępowanie sądowe z punktu widzenia czasu osiągania rezultatu (często jest on szybszy), jakości tego rezultatu (strony wypracowują kompleksowe rozwiązanie, które uwzględnia ich rzeczywiste potrzeby) oraz jego trwałości (jest większa szansa, że ugoda, której autorami są same strony będzie przez nie przestrzegana). Oprócz tego jednak, mediacja niesie ze sobą także korzyści psychiczne, których nie należy lekceważyć. Następuje „udrożnienie” komunikacji, strony uczą się, jak można inaczej rozmawiać, co jest niezmiernie ważne, zwłaszcza w sytuacji, gdy strony będą na-
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
iż są fundamentalne i niezbędne do zaistnienia zjawiska. Te zasady to: - dobrowolność, - poufność, - bezstronność, - neutralność, - akceptowalność. Dobrowolność jest absolutnie podstawową cechą mediacji, nie ma możliwości podjęcia próby
dal pozostawały w relacji (np. rodzice po rozwodzie, czy kontrahenci, którzy zamierzają kontynuować współpracę). Ponadto, dzięki mediacji strony mają nie tylko możliwość przedstawienia swego stanowiska w sprawie, lecz także wyartykułowania swoich potrzeb, uczuć, obaw - mają szansę powiedzieć na czym im naprawdę zależy (w sądzie nie ma na to ani czasu, ani miejsca). Takie postawienie sprawy często sprawia, że strony przestają postrzegać swoje interesy jako sprzeczne.
Zasady mediacji3 Różne ośrodki mediacyjne wypracowały swoje własne standardy, również publikacje na temat mediacji nieco się różnią. Istnieje jednak katalog zasad mediacji, co do których wszyscy są zgodni,
wypracowania porozumienia, jeżeli obie strony nie wyrażają na to zgody. Jeżeli którakolwiek ze stron jest pod presją (drugiej strony, sądu, pełnomocnika, kogokolwiek…), to mediacja po prostu się nie uda. Wyrazem zasady dobrowolności jest także to, że można w każdej chwili zrezygnować z udziału w mediacji. Poufność w mediacji polega na zobowiązaniu się stron i mediatora do nie przekazywania nikomu informacji o faktach i zdarzeniach uzyskanych w trakcie danej mediacji. Zobowiązanie mediatora do poufności oznacza, iż nie może on przekazać żadnej instytucji ani osobie prywatnej jakichkolwiek informacji pozyskanych w trakcie przeprowadzania rozmów mediacyjnych ze stronami. Jeżeli mediator odbywał indywidualne spotkania z jedną ze stron, nie może on ujawniać informacji uzyskanych podczas tych rozmów drugiej stronie sporu, jeśli nie wyraziła na to zgody strona uczestnicząca w takim spotkaniu. W protokole z mediacji zamieszczane są jedynie informacje dotyczące kwestii formalnych – osób uczestniczących w mediacji, miejsca i czasu trwania oraz sposobu jej zakończenia (czy mediacja zakończyła się ugodą, czy też nie). Mediator nie może być powołany na świadka co do informacji, które uzyskał podczas mediacji. Zobowiązanie stron do poufności oznacza przede
3 Adw. Anna Koziołkiewicz-Kozak Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
17
wszystkim zobowiązanie do nie ujawniania informacji uzyskanych podczas mediacji w sądzie, w przypadku, gdy mediacja nie zakończy się ugodą. Powoływanie się przed sądem na propozycje ugodowe, propozycje wzajemnych ustępstw lub inne oświadczenia składane w postępowaniu mediacyjnym jest bezskuteczne. Zasada poufności umożliwia stronom swobodne i bardziej szczere wypowiadanie się, bez obawy, że ujawnione przez nie informacje będą wykorzystane przeciwko nim w sądzie (strona przeciwna wykorzysta mediację do zebrania dowodów w sprawie). Bezstronność mediatora polega na tym, że nie reprezentuje on interesów którejkolwiek ze
tu sprawy. W szczególności zasada ta realizuje się poprzez nie narzucanie stronom określonych rozwiązań, nawet jeśli wydawałoby się, że są one najlepsze w danej sytuacji – doświadczeni mediatorzy mówią, że lata prowadzenia mediacji nauczyły ich olbrzymiej pokory pod tym względem. Nieraz z trudem powstrzymywać się musieli przed zaprezentowaniem gotowego wyjścia z impasu, a w rezultacie strony wymyślały zupełnie inne rozwiązanie, na które oni sami nigdy by nie wpadli, a które dla stron było rzeczywiście dobre. Akceptowalność mediatora oznacza, że obie strony wyrażają zgodę na poprowadzenie mediacji przez daną osobę. Jest to istotne, bowiem mediacja nie uda się, jeśli na przykład jedna ze stron miałaby wątpliwości co do bezstronności mediatora.
Przebieg mediacji4
stron, musi on traktować obie strony jednakowo. Jeżeli jedna ze stron ma przewagę (np. finansową), mediator musi dbać, by nie miało to wpływu na przebieg mediacji. Nie może poprowadzić mediacji osoba związana w jakikolwiek sposób z którąś ze stron, na przykład adwokat nie może poprowadzić mediacji, w której jedną ze stron byłaby osoba, której przedtem udzielił porady prawnej. Neutralność oznacza, że mediatorowi nie zależy na tym, by strony wypracowały rozwiązanie określonej treści, jest neutralny wobec przedmio-
Jak w praktyce wygląda posiedzenie mediacyjne? Trzeba to wiedzieć, choćby po to, by wytłumaczyć klientowi skierowanemu do mediacji przez sąd. Warto wiedzieć, by dobrze go do tej mediacji przygotować. Konieczne jest jednak od razu w tym miejscu zaznaczenie, że nie ma jedynego słusznego sposobu prowadzenia mediacji i standardy poszcze gólnych ośrodków w tej kwestii nieco się różnią. Podstawowe kwestie jednak pozostają na tyle stałe, że możliwe jest opisanie przebiegu typowego posiedzenia mediacyjnego. Każde posiedzenie rozpoczyna się wstępem zwanym „monologiem mediatora”, „openingiem” itp. Polega on na tym, iż mediator (lub mediatorzy, jeżeli mediacja jest prowadzona przez 2 osoby, co w niektórych ośrodkach jest obowiązującym standardem) informuje strony o tym: czym jest mediacja, jakie są zasady mediacji, tłumaczy, co jest jego rolą jako mediatora (a zwłaszcza, co nie jest), w jaki sposób przebiegać będzie posiedzenie, ile czasu będzie 4 Adw. Anna Koziołkiewicz-Kozak
18
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
trwało. Mediator informuje też o możliwości prze prowadzenia tzw. spotkań na osobności, zwanych też indywidualnymi sesjami – z inicjatywy mediatora lub też którejś ze stron. Ten wstęp jest bardzo ważny, bowiem strony często decydując się na mediację nie do końca rozumieją, jaki jest jej cel, mają różne fałszywe wyobrażenia, często także obawy ( nie wiedzą o poufności i boją się mówić otwarcie). Następnie wspólnie ustalane są zasady, na jakich strony będą się komunikować. Każdy kto brał udział choćby w negocjacjach z pewnością wie, jak cenne jest ustalenie na początku takich, wydawałoby się oczywistych, zasad, jak np. nie przerywanie sobie. Potem mediator prosi strony o przedstawienie swojego punktu widzenia, stanowisk i interesów. Na tym etapie najczęściej na kartce spisywane są zagadnienia, które strony chciałyby poruszyć. Kiedy już wiadomo, o czym strony chcą rozmawiać, można przejść do etapu wyszukiwania rozwiązań. I tu właśnie jest ogromne pole dla pełnomocnika, który przygotowując stronę do mediacji powinien uświadomić jej, że jeśli pójdzie tam z jedynym tylko możliwym do zaakceptowania rozwiązaniem, będzie się go kurczowo trzymać, a druga strona zrobi to samo, to nie uda im się niczego wypracować. Bardzo ważne jest, by każda ze stron gotowa była poszukiwać Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
wielu różnych rozwiązań – im będzie ich więcej, tym większa jest szansa, że któreś z nich okaże się możliwe do zaakceptowania przez obie strony. Na tym etapie często pomocne są sesje indywidualne, umożliwiające pomoc w dostrzeżeniu wspólnych interesów z drugą stroną. Jeżeli z szeregu rozwiązań stronom uda się wybrać te, które są w stanie zaakceptować, mediator często wchodzi w rolę „adwokata diabła” i wykonuje tzw. test realności, czyli zadaje pytania sprawdzające, jak bardzo to rozwiązanie jest przemyślane, czy uwzględnia także nietypowe okoliczności, czy jest wykonalne. Jeżeli odpowiedzi są szczegółowe, konkretne i rozwiązanie wygląda na realizowalne w praktyce, pozostaje już tylko sformułować porozumienie. Zazwyczaj mediacja prowadzona jest w sesjach trwających ok. 2 godziny, przeważnie potrzeba więcej niż jednej sesji. Zdarza się jednak także metoda prowadzenia mediacji od rana, „do oporu”, ma to miejsce zwłaszcza w sprawach gospodarczych, gdy rozwiązane trzeba wypracować bardzo szybko, gdyż w przeciwnym razie obie strony poniosą stratę.
Drugą część artykułu przeczytacie Państwo w następnym numerze Kwartalnika.
19
Artykuły
adw. Dariusz Strzelecki
A gdzie zasady…? W tym roku minie 25 lat od dnia, kiedy przed Dziekanem Stanisławem Gołatą składałem ślubowanie i rozpocząłem praktykę adwokacką. Do dzisiaj pamiętam rotę ślubowania i słowa Dziekana: „… Do roboty kolego, do roboty! I nie zapominaj o zasadach”.
zdjęcia własne Studio 102
W pracy zawodowej kierujemy się wartościami, zasadami uregulowanymi nie tylko w „Zbiorze zasad etyki adwokackiej i godności zawodu”, ale także tymi wyniesionymi z domu rodzinnego, przekazanymi przez patrona, tymi, które są ważne także w życiu codziennym. Obserwując zachowania niektórych koleżanek i kolegów, także z pozycji pracy w samorządzie adwokackim, zastanawiam się, czy jest to zbiór pustych frazesów, czy w zawodowej gonitwie zapominamy o zasadach? Czy słowo adwokata coś znaczy? Czy może liczą się jakieś inne wartości? 20
A co z tak zwaną „kindersztubą”? Przykład pierwszy z brzegu: duży proces karny w sali 101 w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. Przed salą plejada adwokatów, w tym tzw. „starszyzna”. Po wywołaniu sprawy okazało się, że młodzież, w tym aplikanci adwokaccy, zasiedli na ławach przeznaczonych dla obrońców, a „starszyzna” na miejscach dla publiczności, bo na ławach obrończych nie było już miejsca. Takiej sytuacji nie regulują „Zasady etyki adwokackiej i godności zawodu”, a więc – był to Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
przejaw braku „kindersztuby”, dobrych manier, dobrego wychowania. Kolejna rzecz, o której należy powiedzieć, to tzw. „sztywność karku”. Nie generalizuję, ale wielokrotnie widziałem, jaką trudność sprawia powiedzenie „dzień dobry” i skinienie głową. Postępowania dyscyplinarne, i te prowadzone przed Rzecznikiem Dyscyplinarnym, i te prowadzone przed Sądem Dyscyplinarnym w wielu przypadkach „charakteryzują się” tzw. „przewłoką”. Ileż to razy, pełniąc funkcję rzecznika dyscyplinarnego, nie mogłem przeprowadzić czynności procesowych z powodu zwolnienia lekarskiego przedłożonego przez obwinionego, a następnego dnia tegoż obwinionego widziałem w gmachu sądu jak ochoczo przeskakuje po kilka stopni schodów, spiesząc się na salę rozpraw położoną na wyższych piętrach budynku. Ile spraw w Sądzie Dyscyplinarnym nie może się rozpocząć z powodu „awarii samochodu”, „czynności adwokata w Polsce”, „nagłej choroby”? Czyżby liczył się tylko „makiawelizm”? Czy zawsze cel uświęca środki?
Jak to miło jest zostać wybranym w skład organów korporacyjnych – można wówczas uczynić odpowiednią wzmiankę w CV, ale jakże często po wyborczym sukcesie zapominamy o obowiązkach, o odpowiedzialności, o ciężkiej pracy, o konieczności uczestniczenia w pracach organów, do których zostaliśmy wybrani, o poświęceniu swojego wolnego czasu na obowiązki korporacyjne. Nie mam takich uprawnień, ani też nie przypisuję sobie roli „pouczającego”, ale zależy mi na tym, aby postrzegano adwokatów jako korporację, jako grupę zawodową o określonej, wysokiej jakości, a nie osiągniemy tego, jeśli nie będziemy przestrzegać zasad wypracowanych przez lata, zasad, które nie straciły swojej wartości. Nie będziemy silną grupą zawodową, jeżeli nie będziemy piętnować zachowań nieetycznych, jeżeli zapomnimy o tradycjach i etosie zawodu adwokata. Utrwalajmy więc zasady, bo to podstawa i fundament silnej adwokatury.
zdjęcia własne Studio 102 Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
21
Sprawozdania
apl. adw. Joanna Gręndzińska apl. adw. Adam Gautier
Ach, co to był za bal! W dniu 2 lutego 2013 roku w Hotelu Sofitel Grand Sopot odbył się XXVIII Bal Adwokacki, organizowany przez Pomorską Izbę Adwokacką. W nadmorskim klimacie, tuż przy sopockiej plaży, z widokiem na najdłuższe drewniane molo w Europie, Adwokaci, aplikanci adwokaccy oraz zaproszeni goście świętowali karnawałowy wieczór. Zaproszenie Dziekana przyjęło wielu znamienitych gości, m.in.: Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej – Adwokat Andrzej Zwara, Wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Koszalinie 22
– Adwokat Ryszard Bochnia oraz Dziekan Senior – Adwokat Włodzimierz Wolański. Nad organizacją tegorocznego Balu pieczę sprawowała Adwokat Bożena Niemczyk-Drania. Goście przybyli tłumnie na Bal, gdzie czekały już na nich piękne kolorowe maski dla pań i czarne maski Zorro dla panów oraz powitalny kieliszek szampana. Zgromadzonych gości przywitał Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku – Adwokat Jerzy Glanc, który w swoim przemówieniu podkreślił wyjątkową tradycję organizacji Bali Adwokackich. W powietrzu czuć było podniosłą atmosferę. Staropolskim obyczajem Bal rozpoczęto od Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
odtańczenia poloneza. Gości do tańca poprowadził Dziekan Senior Włodzimierz Wolański wraz z małżonką. Za Dziekanem zgromadziły się wszystkie pary i zaczęto taniec. Karnawałowy nastrój towarzyszył uczestnikom Balu przez cały wieczór. Elegancko przybrane stoły kusiły wspaniałymi potrawami, a kelnerzy dbali o to, by gościom nie zabrakło smakołyków. Każdy z uczestników Balu mógł znaleźć coś dla siebie wśród serwowanych dań. Oprawę muzyczną balu zapewniał Detko Band, grający najpiękniejsze standardy jazzowe, swing, pop i muzykę taneczną całego świata.
pozwoliły gościom zachować ten karnawałowy nastrój do późnych godzin nocnych. Najbardziej wytrwali tancerze schodzili z parkietu w okolicach godzin porannych, żałując, że kolejny Bal dopiero za rok. W programie Balu, oprócz zabawy tanecznej, przewidziane były również dodatkowe atrakcje. W przerwach między tanecznym szaleństwem uczestnicy mogli podziwiać występy profesjonalnych par tanecznych oraz wysłuchać koncertu uczestniczki „Szansy na Sukces”. Uczestnicy Balu wzięli udział w loterii fantowej, z której dochód był przeznaczony na Szpital Dziecięcy w Gdańsku Oliwie. Nagrody w loterii ufundowało liczne grono sponsorów. Dzięki hojności zgromadzonych gości udało się zebrać znaczną sumę 6 350 zł, która pomoże w zaspokojeniu potrzeb najmłodszych pacjentów szpitala. Jak co roku, Bal okazał się niewątpliwym sukcesem i wspaniałą okazją do integracji całego środowiska adwokatury. I my tam z gośćmi byliśmy, miód i wino piliśmy…
Piękne suknie pań wirowały w rytm wielu przebojów, a parkiet przez całą imprezę był pełen roztańczonych gości. Świetna muzyka, przepiękne wnętrza Hotelu Grand oraz wykwintna kuchnia
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
23
24
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
25
adw. Martyna Mierzejewska
Pomorscy adwokacji polubili magię orientu zdjęcia własne Studio 102
18 stycznia bieżącego roku, punktualnie o godzinie 20.00 pomorscy adwokaci wyruszyli w daleką podróż Orient Expressem z gdyńskiego Klubu Bollywood Lounge. Zgodnie ze zwyczajem impreza karnawałowa, jak co roku, była tematyczna. W tym roku królowały orientalne klimaty rodem z Indii. Goście przybyli odpowiednio ubrani: dominowały żywe kolory, bogato zdobione szaty, złota biżuteria, turbany na głowach oraz brzęczące chusty na biodrach. Okazało się, że w lampie Alladyna mieścił się więcej niż tylko jeden dżin, a Hinduski lubią pokazywać twarze. Muzyka, znana głównie z filmów Bollywood, tj. „Czasem słońce, czasem deszcz” czy „Żona dla zuchwałych”, serwowana przez DJ prosto z Indii, 26
od razu sprawiła, że parkiet był pełen tancerzy. Stoły uginały się od oryginalnych potraw. Nie mogło zabraknąć m.in.: pierożków samosa, kurczaka Tikka Masala, naleśników dosy, nadziewanych placków papad oraz chlebka chappati. Dodatkową atrakcję wieczoru stanowił pokaz zmysłowego, kuszącego i porywającego tańca brzucha, wykonany przez profesjonalną tancerkę oraz możliwość wypróbowania jak smakuje fajka wodna – shisha. Po takiej zabawie zapewne niejedna osoba postanowi wybrać się w daleką podróż na Półwysep Indyjski. Wielkie podziękowania należą się Komisji Kultury, Sportu i Turystyki ORA w Gdańsku za pomysł i organizację, a w szczególności dla: Adw. Agnieszki Derezińskiej-Jankowskiej, Adw. Agnieszki Kanawki i Adw. Patrycji Wróbel. Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013
27
28
Gdański Kwartalnik Adwokacki nr 30 /MARZEC 2013