Skip to main content

Nowiny Gliwickie nr 18

Page 1

21.5.2014 r.

PL ISSN 0209

NR INDEKSU 366862

Tu z a j d z i e z m i a n a

F OTO : MI C H A Ł B U K S A

Numer 18


Ka ru ze l ze sp dzie Mieszkańcy osiedla Zubrzyckiego zazdroszczą innym pięknych placów zabaw. – Na takim Sikorniku, przy Derkacza, jest superogródek jordanowski, ogrodzony, z mnóstwem bezpiecznych i nowoczesnych urządzeń. Na innych osiedlach podobnie. Dlaczego nie może być tak u nas? – mówi Anna Szkit, mieszkanka ul. Kusocińskiego. – Niestety, tutaj czas zatrzymał się w miejscu. Spółdzielnia Mieszkaniowa im. Żwirki i Wigury ma w nosie potrzeby nasze i naszych dzieci.


Os. Zubrzyckiego, ul. Kusocińskiego 2 – 12. Ogromne bloki, jeden koło drugiego, a pośrodku spory kawał trawnika. Aż prosi się, aby efektownie to miejsce zaaranżować. Jakieś boisko dla starszych, huśtawki, piaskownice, karuzele dla najmłodszych. Na oko mieszkają tu przecież ze dwa tysiące osób, pewnie kilkaset dzieciaków. Gdzie mają spędzać wolny czas, skoro my, dorośli, się nimi nie interesujemy? Kiedyś, gdy osiedle było „młodsze”, a ludziom mniej wszystko przeszkadzało, wyglądało to inaczej. Dzieciaki grały w piłkę, maluchy bawiły się w piaskownicach, huśtały, kręciły na karuzelach. Niewiele z dawnych czasów zostało. Chyba tylko wspomnienia. Tablica do kosza, która spadnie lada chwila komuś na głowę, zarośnięte boisko do nogi, zdezelowane i nadgryzione zębem czasu: huśtawka, piaskownice, parę „koników”, jakieś drabinki... Ale uwaga! Przy nich robotnicy z pędzlami w ręku. Przypadek?

–Ależ skąd! – niemal wykrzykuje Aleksandra Puss, która przychodzi tutaj ze swoim dzieckiem. – Wzięli się za malowanie, bo wiedzieli, że „Nowiny” przyjadą na interwencję. Tak samo z tym piaskiem. Przywieźli go ledwie kilka dni temu, jak pokazała się w „Nowinach” notatka i zdjęcie w „Halo, redakcja”. – Na takim Sikorniku, przy Derkacza jest superogródek jordanowski, ogrodzony, z mnóstwem bezpiecznych i nowoczesnych urządzeń. Na innych osiedlach podobnie. Dlaczego nie może być tak u nas – mówi pani Anna Szkit, mieszkanka ul. Kusocińskiego. – Niestety, tutaj czas zatrzymał się w miejscu. Spółdzielnia Mieszkaniowa im. Żwirki i Wigury ma w nosie potrzeby nasze i naszych dzieci. Tylko obiecują, że zrobią nowy plac, że zadaszą piaskownice. Tymczasem kończy się na tym, że nie dość, iż nic nie robią, to co chwila znika jakieś urządzenie zabawowe i już nie wraca. Niedawno zabrali


zjeżdżalnię... Wpiaskownicy brakuje piasku, każda ławka jest innego koloru, na niektórych nie można nawet usiąść, bo schnie po malowaniu miesiąc, tyle na niej warstw farby. Tak zwane koniki nie mają desek do siedzenia, są pokrzywione i zardzewiałe. Dwie huśtawki, z czego jedna wiecznie naderwana. Plac do piłki nożnej zarasta śmieciami i trawą. Na nic nie ma pieniędzy. Ale na klimatyzację w siedzibie spółdzielni mieli pieniądze... Krzysztof Łach, prezes SM im. Żwirki i Wigury przekonuje, że na wszystko przyjdzie czas. – W ostatnim okresie mocno absorbowała nas termomodernizacja naszych zasobów mieszkaniowych – twierdzi. – To był dla nas priorytet. Nie zapominamy jednak o naszych najmłodszych mieszkańcach i placach zabaw dla nich. Mamy ich kilka i wyraźna poprawa powinna być widoczna już w pierwszej połowie przyszłego roku. W tym wykonamy projekt, zresztą koncepcję

przedstawiliśmy już naszej radzie nieruchomości. Realizować inwestycję będziemy w 2015 roku. Zamierzamy aplikować o środki unijne na ten cel. Jest odpowiedni program rewitalizacyjny, chcemy to wykorzystać. Wierzę, że pomoże nam też miasto. Mamy także swoje pieniądze na ten cel. Nie będziemy łatać doraźnie tego, co posiadamy, bo te huśtawki, drabinki czy koniki są już dość wyeksploatowane. Zresztą widzieliście państwo, jak to wygląda. Oczywiście, staramy się przed sezonem letnim te urządzenia jakoś odświeżać, ale lepiej postawić na nowoczesny i bezpieczny plac zabaw, taki, którym będziemy mogli się chwalić, a nie go wstydzić. Mamy w tej chwili sześć takich miejsc, po modernizacji będą trzy, ale z pewnością zaspokoją gusta najwybredniejszych. Trzymamy zatem prezesa za słowo!


Zrobimy z domu cacko – mówi Krzysztof Konior, współwłaściciel katowickiej firmy projektowo-budowlanej Konior. Specjaliści od renowacji zabytków wygrali przetarg na rewitalizację unikatowego na skalę Śląska obiektu kultury żydowskiej przy ul. Poniatowskiego

Dom przed po grze bo wy. Tu zaj dzie zmia na Mał go rza ta Li chec ka

Wspól nie z eki pą Krzysz to fa Ko nio ra ob cho dzi my każ dy kąt domu przedpogrzebowego. Po raz ostatni oglądamy go w takim stanie. Te raz bę dzie czas wiel kie go remontu. W 2015 roku zadomowi się tu taj fi lia gli wic kie go mu zeum, a robocza nazwa obiektu to „Dom świa tów”.

Konior znaczy sukces

Formalności dopełniono 8 maja. Miejski Zarząd Usług Komunalnych, zarządca domu podpisał umo-

wę z firmą Andrzeja i Krzysztofa Koniorów, specjalizującą się w renowacji śląskich zabytków. 12 maja był pierwszym dniem roboczym na przyszłym placu budowy. Z pewnością też historycznym momentem w 111-letniej historii domu przedpogrzebowego, zaprojektowanego przez Maksa Fleischera, znakomite go ży dow skie go ar chi tek ta z Wiednia, twórcę wielu synagog, wiedeńskich kamienic i ratusza. Piękny obiekt – mówią zgodnie członkowie ekipy Koniora. Piękny, ale bardzo zaniedbany. Dobrze, że kilka lat temu miasto, właściciel za-


bytku od 2007 roku, zdecydowało się na kapitalny remont dachu. Bo byłoby jeszcze gorzej. Z Krzysztofem Koniorem przyjechali spece od elektryki, instalacji wodnej, polichromii. Oglądali, notowali i fotografowali. – Nie wiadomo, co odkryjemy, bo z zabytkami jest często jak z jajkiem-niespodzianką. Jedno mogę przyrzec: kiedy skończymy, gliwiczanie zobaczą cacko – mówi Konior. Dodaje, że na razie organizują plac budowy, a pierwsze prace rozpoczną się prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu. Firma Koniorów działa od 1991

roku, z kilkuosobowego zakładu przekształciła się w dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, specjalizujące się w renowacji zabytków. Ich dzieła można zobaczyć w wielu śląskich miastach: wykonali zabytkowe elewacje Muzeum Śląskiego, Akademii Muzycznej w Katowicach i sądów rejonowych w Cieszynie oraz Pszczynie, prace konserwatorskie w Muzeum Zagła dy w Oświę ci miu, Mu zeum Zamkowym w Pszczynie, Muzeum Piwowarstwa w Tychach oraz liczne remonty fasad, dachów i wnętrz zabytkowych kamienic. Hitem ostat-


nich dni jest wyremontowany bielski pałac Sułkowskich. Prace przy domu prowadzone są pod ścisłym nadzorem konserwatorskim i we współpracy z gliwickim muzeum. Pierwszych gości nowy oddział przyjmie już w maju 2015 roku, a koszt robót, za które płaci inwestor, czyli miasto, to 3,7 mln zł.

Co powie marszałek?

Gliwickie muzeum przygotowało projekt adaptacji wnętrz domu na muzeum Żydów górnośląskich. Robocza nazwa przyszłego obiektu to „Dom światów”, a aranżacji wystawy podjęło się dwoje warszawskich architektów. Miasto stara się też o dotację z regionalnego programu operacyjnego. Pozyskane pieniądze pomogą w przygotowaniu wystawy stałej. Wniosek na ponad 5 mln zł przeszedł sito formalne, ale nie zakwalifikował się do głównej puli. Czeka w tzw. zamrażarce. Losy projektu rozstrzygną się na początku czerwca 2014 roku.

O konsekwencjach tego spadku rozmawiamy z Grzegorzem Krawczykiem, dyrektorem muzeum

Jaki jest status projektu gliwickiego i co oznacza spadek na listę rezerwową? O moż li wo ści po zy ska nia przez miasto dofinansowania moder ni za cji Ży dow skie go Do mu Przedpogrzebowego dowiedzieliśmy się w grudniu ubiegłego roku. Okazało się wówczas, że Zarząd Województwa Śląskiego ogłosi dodatkowy konkurs na dofinansowanie projektów ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju przeznaczonych na realizację RPO jeszcze na lata 2007/2013. Miasto, we współpracy z MZUK i muzeum, opracowało stosowny wniosek, który został złożony w lutym 2014 r. Szacunkowy, całkowity (część budowana i muzealna) koszt wykonania naszego projektu wynosi około 5,5 miliona zł, a staramy się o pozyskanie dofinansowania w wysokości około 3,7 miliona. Do konkursu złożono 33 projekty na łączną kwotę ok. 93 milionów zł. W ra-


mach naboru 18 wniosków aplikujących o dofinansowanie o łącznej wysokości 47 milionów otrzymało pozytywną ocenę formalną i zostało zakwalifikowanych do oceny merytoryczno-technicznej. Kolejnych 13 wniosków aplikujących o ok. 32 miliony zł dopuszczono warunkowo do dalszego etapu. Gliwicki wniosek znalazł się w tej drugiej grupie. Decyzje o tym, który wniosek otrzyma finansowe wsparcie ze środ ków unij nych, za pad ną w czerwcu. Trudno mi powiedzieć, co oznacza fakt, że nasz wniosek znalazł się na „liście warunkowej”. nienia takiej kwalifikacji. Myślę, że nie jest to „wilczy bilet”, bo wówczas nie byłoby sensu dopuszczać warunkowo jakichkolwiek wniosków do dalszego rozpatrywania przez osoby zajmujące się ich oceną. Zaś wartości merytorycznej i znaczenia regionalnego naszego projektu jestem pewien. Ze swej strony zarówno miasto, jak i muzeum zabiegały u różnych osób i instytucji o wsparcie dla naszego wniosku i projektu. Czy nasz lobbing okaże się skuteczny, zobaczymy w czerwcu, ale do tego czasu nie

można czekać bezczynnie, lecz należy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby zamiar rewitalizacji Żydowskiego Domu Przedpogrzebowego został dostrzeżony, uznany za potrzebny, znaczący dla regionu i warty dofinansowania nie tylko z pieniędzy gliwickich podatników. Nasze zaangażowanie lub jego brak skonfrontuje nas z twardą rzeczywistością, która ujawni, jak duże jest społeczne i polityczne wsparcie dla gliwickiej inicjatywy. Czy będzie to kolejna gorzka lekcja? Są możliwe scenariusze, w sytuacji, kiedy nie będzie wsparcia zewnętrznego? Mia sto jest przy go to wa ne na taką sytuację, więc żydowski oddział naszego muzeum będzie tym samym kolejnym drzewkiem oliwnym posadzonym przez gliwiczan, pro publico bono, w Górnośląskim Ogrodzie Kultur. A lobbing za projektem? Bo to ważne działanie. Sądzę, że największą pracę lobbingową wykonał prezydent Zygmunt Frankiewicz, z którego polecenia rozesłano po świecie (to nie żart), setki listów do osób i instytu-


cji zajmujących się dziedzictwem żydowskim. List zawierał informacje o gliwickiej inicjatywie: historii domu przedpogrzebowego, jego pro jek tan cie, pla nie po wo ła nia ośrodka zajmującego się losami górnośląskich Żydów, ale również zawierał prośbę o jej czynne wsparcie i przychylność oraz wyrażał chęć i wo lę współ pra cy, te raz i w przyszłości. Dużo energii na poziomie samorządu województwa śląskiego poświęca naszej sprawie radna Małgorzata Tkacz-Janik. Słowa wsparcia skierował do nas metropolita katowicki, arcybiskup Wiktor Skworc, a także wielu innych prominentnych ludzi nauki i kultury. Bardzo im za to dziękuję, jak również wszystkim innym, od wielu lat w Gliwicach czynnie zaangażowanym w ratowanie cennego zabytku przy ul. księcia Józefa Poniatowskiego.

Gliwice murem za domem

Od kilku tygodni aktywnie działa w Gliwicach śląski oddział Fundacji Przestrzenie Dialogu. We współpracy z miejskimi aktywistami i „Nowinami Gliwickimi” przy-

gotowano cykliczne spotkania dotyczące zabytków, szczególnie postindustrialnych. Specjalne wydanie „Złomu czy dziedzictwa”, bo tak nazwano ów cykl, poświęcony będzie właśnie domowi przedpogrzebowemu. – Organizując akcję „Gliwice murem za domem”, chcemy pokazać, że gliwiczanie mają świadomość historyczną, kochają zabytki, a szczególnym uwielbieniem darzą dom przedpogrzebowy. Chcemy także wskazać, że Gliwice, w tym instytucja kultury, jaką jest muzeum, to znakomite miejsce na lokowanie centrum wiedzy o historii Żydów górnośląskich. Nie ma takiego ośrodka w regionie. Chcemy nauczyć gliwiczan aktywności obywatelskiej, uzmysłowić, jak ważny jest ów tytułowy mur. Nie dzielący, a jednoczący. Mur solidny, mur zdecydowany – mówią organizatorzy akcji, wśród których znalazła się rad na wo je wódz ka Mał go rza ta Tkacz-Janik, Marian Jabłoński i Stowarzyszenie Gliwickie Drzewa.


PArAGrAf eKSPreS W Knurowie na Astrów włamano się do czterech domów. Zginęło złoto w postaci obrączki, pieniądze w postaci złotówek i euro oraz sprzęt w postaci aparatu fotograficznego.

Na ulicy Jasnej w Gliwicach w nieustalony sposób włamano się do samochodu. Nie zginęło nic prócz zaświadczenia o zatrudnieniu. Gliwiczanin z Grottgera zawiadomił, że jest dość upor-czywie nękany przez swoją żonę.

W Sośnicy włamano się do pustostanu. Ale taki pusty to on nie był, skoro złodzieje wynieśli aluminiowe drzwi, aluminiową ramę i inne drobne przedmioty, metalowe.

Po li cjan ci z Py sko wic zatrzy ma li 17-lat ka, któ ry ukradł

własnemu ojcu cztery klasery ze znaczkami, lewarek samochodowy oraz dwie butle z gazem propan-butan. Synalkowi w kradzieży pomagał koleżka.

Nieznany sprawca wszedł do sklepu w Gliwicach, lecz nic nie kupił. Ukradł za to portfel, który leżał na ladzie.

W Przyszowicach trzy słoiki z farbą wylądowały na dwóch podjazdach do prywatnych posesji. Zniszczeniu uległy kostki: granitowa i betonowa. 17-latek z Gliwic uderzył metalową łopatką w głowę 21-latka, też z Gliwic. Z ogródka przy lokalu gastronomicznym w Gliwicach ktoś ukradł 2 stoły i 8 krzeseł.

Z altany przy Kujawskiej skradziono pierścionek. Tym razem nie złoty, ale żółtego koloru.


Powstanie osiedle Baildona?

Sa mo rzą dow cy w związ ku z wy bo ra mi do ra dy kro ją na no wo ma pę mia sta

Gliwice na wniosek radnych zamierzają powołać osiedle Baildona. Byłaby to już 22. jednostka pomocnicza miasta. Zaplanami stoją tyleż względy społeczno-historyczne, co potrzeby bieżące. Wykrojenie nowego osiedla pozwoli zachować dotychczasowe granice okręgów wyborczych. Wzałożeniach nowe osiedle obejmie obszar ograniczony ulicą Cmentarną, rzekami Bytomką i Kłodnicą, torami kolejowymi do ulicy Zabrskiej i dalej ulicami Poniatowskiego, Krakusa, Bienka. Obecnie teren ten należy wczęści doosiedla Zatorze (rejon tzw. trójkąta bermudzkiego), w części osiedla Politechnika. Zamieszkuje go ok.10,2 tys. osób. Powstałoby więc osiedle rozległe obszarowo i średnie ze względu na zaludnie-

nie. Wopinii samorządowców zmiany tłumaczy historyczna ispołeczna odrębność terytorium. Symbolicznie specyfikę tę wyraża postać proponowanego patrona osiedla. Szkocki przemysłowiec John Baildon był ojcem hutnictwa na Śląsku podkoniecXVIIIw., współtwórcą Królewskiej Odlewni Żelaza w Gliwicach (Starej Huty). – Specyfika tego obszaru ma źródła w historii – uzasadnia plan nowego podziału „dzielnicowego” sekretarz miasta Andrzej Karasiński. – W przeszłości związany był ze Starą Hutą, przekształconą wGZUT. Teren wokół fabryki zajmowały robotnicze osiedla. Przemysłowa tradycja miejsca jest wciąż żywa. Wydzielenie nowego osiedla przysłuży się in-


tegracji lokalnej społeczności. Wniosek wsprawie powołania kolejnej jednostki pomocniczej zrodził się wtoku konsultacji nadnowymi statutami osiedli. Wyszli znim radni Jarosław Gonciarz (PiS) oraz Krystyna Sowa (Koalicja dla Gliwic). Władze miasta mogą być wdzięczne inicjatorom. Za propozycją przemawiają argumenty, powiedzmy, zasadnicze ikorzyści doraźne. Względy praktyczne wydają się nawet ważniejsze. Pomysł pozwoli uniknąć zamieszania związanego zustalaniem nowych granic okręgów wyborczych. Konieczność zmian związana jest z procesem wyludniania Gliwic. WSośnicy, trzecim zczterech okręgów wmieście, liczba mieszkańców spadła poniżej progu wyborczego. Jak tłumaczy Karasiński, przepisy nie pozwalają, by dla wyrównania niedoboru dołączyć dookręgu dowolnie duży obszar. Ordynacja wymaga zbieżności granic okręgów i osiedli. – Sprawę załatwiłoby powiększenie okręgu nr3 onowo powstałe osiedle. To najprostsze rozwiązanie. Radni mogą wybrać jednak inny wariant. Alternatywą dla Baildona jest przyłączenie Bojkowa. Awyborcy przyzwyczajeni są doutrwalonego podziału naokręgi iobwody wyborcze.

Z wprowadzeniem zmian w siatkę osiedli pogania kalendarz wyborczy. Zafunkcjonują one wwyborach najesień, jeżeli do21 sierpnia przejdą wcałości wymaganą procedurę. Dotychczasowe poparcie dla inicjatywy wskazuje, że stosowna uchwała rady będzie formalnością. Ale to końcowy przystanek. Przeszkody mogą czekać wcześniej, na etapie konsultacji. Nadegradację mogą się krzywić mieszkańcy i władze osiedli objętych zmianami. Zatorze nakorekcie granic straciłoby ok.4 tys. z17,3 tys. mieszkańców. Jeszcze większa wyrwa dotknęłaby drugą zdzielnic. Zczęścią terytorium oddałaby aż60 proc. ludności, przesuwając się na ogon osiedlowej ligi. Naosłodę radom osiedlowym iich organom wykonawczym zaproponowano zachowanie składu do końca kadencji, czyli co najmniej przez rok. Gwarancje mogą być zasłabym argumentem, by zapewnić sobie ich przychylność. Ale prawo pozwala władzom przeforsować zmiany wbrew zainteresowanym. Wtakim razie trudno byłoby jednak zbić zarzut, że zakorowodem powoływania nowego osiedla stoi jedynie wygoda miejskiej administracji. (pik)


Jechał pan za szybko. Prosimy do... karetki

Te go jesz cze nie by ło! Za miast man da tu – dar mo wy kurs pierw szej po mo cy. Tych, co pręd kość prze kro czy li, po li cjant nie za pra szał do ra dio wo zu, a prze ka zy wał w rę ce ra tow ni ków

Tekst: Marysia Sławańska Zdjęcia: Michał Buksa

Piotr wracał właśnie z Gliwic do Pyskowic. Przekroczył prędkość na Toszeckiej. Nie krył strachu, gdy tuż przed Czechowicami zobaczył policyjny radiowóz i mundurowego z radarem. Ale stres szybko zmienił się w zdziwienie. Bo tym razem funkcjonariusz nie wlepił mandatu, nie naliczył punktów karnych. W zamian i „za karę” skierował młodego człowieka do karetki. A tam czekało już dwóch ratowników medycznych z gliwickiego pogotowia, zaś przed ambulansem – dziennikarze, kamerzyści i fotoreporterzy. – No, to nauczymy się teraz, jak reanimować poszkodowanego w wypadku drogowym – poinformował Janusz, jeden

z ratowników. Mieszkaniec Pyskowic miał szczęście. Zaoszczędził. A przy okazji powtórzył zasady pierwszej pomocy przedmedycznej, które już kiedyś poznał, ale – jak sam przyznał – gdzieś uleciały. W ambulansie czekał na niego manekin. Na nim Piotr przypomniał sobie między innymi, jak prawidłowo uciskać klatkę piersiową osobie poszkodowanej. Poznał też zasady bezpieczeństwa, jakie sam powinien zachować podczas udzielania pomocy. – To bardzo dobra akcja – mówił już po wyjściu z ambulansu, z wyraźną ulgą w głosie. – Czasem warto zrobić coś takiego, zamiast karać mandatem. Bo to ważne, by umieć pomóc ofiarom wypadku. Niestety, wielu kierowców nie ma pojęcia, jak się w takiej sytuacji zachować – dodał


pyskowiczanin. Jego słowa potwierdzają ratownicy: polscy kierowcy, nawet jeśli poznali zasady pierwszej pomocy na kursie prawa jazdy, nie potrafią ich wykorzystać, często boją się, że poszkodowanemu zaszkodzą. Wolą stać z boku i komentować poczynania tego, który na reanimację się zdecydował. Ratownicy i policjanci chcieliby to zmienić. Stąd piątkowa akcja. Siły połączyli funkcjonariusze z drogówki oraz pracownicy medyczni wojewódzkiego pogotowia ratun-

kowego. Akcję 9 maja przed południem przeprowadzono w czterech miastach naszego województwa, w tym w Gliwicach. – Umiejętność udzielania pierwszej pomocy to nierzadko jedyna szansa dla ofiar. Właśnie to zamierzamy uświadomić naszym kierowcom oraz ich pasażerom – mówił komisarz Marek Słomski, oficer prasowy gliwickiej policji. – I przypomnieć, że niezmiennie przyczyną ludzkich tragedii jest lekceważenie przepisów ruchu drogowego – dodał.

Tym razem policjant kierowcy mandatu nie wlepi...


Piotr z Pyskowic będzie uciskał klatkę manekina pod czujnym okiem ratownika oraz kamery TVT.

Grzegorz twierdził, że kierowca jadący przed nim się wlókł. Dlatego za bardzo wcisnął pedał gazu. „Za karę” musiał reanimowć „małą Anię”, jak żartobliwie nazywają manekina ratownicy.


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny Gliwickie nr 18 by Nowiny Gliwickie - Issuu