Skip to main content

Nowiny Gliwickie nr 12

Page 1

28.3.2014 r.

PL ISSN 0209

NR INDEKSU 366862

S kł a d b ron i n a DT Ś

F O T O : K R Z Y S ZT O F S U R M A

Numer 12


Skład broni na DTŚ Z budowy DTŚ na odcinku przy ul. Franciszkańskiej saperzy wywieźli wczoraj ponad 300 niebezpiecznych przedmiotów, m.in. niewybuchów i pocisków z okresu II wojny światowej. Wezwano również pracowników Muzeum Śląskiego, którzy zabezpieczyli i przetransportowali do Katowic cenne egzemplarze broni z czasów wojny.


– Znaleźliśmy granatnik polski kaliber 36, 46 mm, karabiny pokładowe samolotów MG 131, amerykański brawning 12,7 mm. To ciekawe, że w centrum miasta natrafiono na takie znalezisko. Stan tych przedmiotów jest średni, więc czeka nas dużo pracy, ale z pewnością są to rzeczy, które zasilą nasze zbiory. Ciekawostką jest znalezisko towarzyszące. Obok broni natrafiliśmy bowiem na buteleczki, może flakoniki, z początków XX wieku – mówi Piotr Sworzeń z Muzeum Śląskiego w Katowicach. Można przypuszczać, że to nie ko-

niec odkryć na tym terenie. Miejsce, które zabezpiecza firma Eurovia, ma ciekawą historię. Dawniej mieścił się tutaj skład amunicji. – W tym miejscu aż do zakończenia wojny znajdowały się podobozy z więźniami i magazyny z amunicją. Gdy byliśmy dziećmi, bawiliśmy się tutaj i widzieliśmy, jak więźniowie szli do pracy – mówi pani Barbara, od urodzenia mieszkanka ul. Olszynki. – Obozy ciągnęły się aż do Kłodnicy. Nic dziwnego, że znaleziono tu niewybuchy. Monika Foltyn


Jeszcze słychać echa nieoczekiwanej detronizacji prezesa Piasta Gliwice Jarosława Kołodziejczyka, a mamy kolejną bombę. Dyrektorem klubu, na razie na 3 miesiące, został Zdzisław Kręcina, do niedawna sekretarz generalny PZPN, prawa ręka prezesa Grzegorza Laty, kontrkandydat Zbigniewa Bońka na szefa związku. Postać kontrower-

F OT O: M I C H A Ł BU K S A

Zakręciło się w Piaście

syjna, budząca ogromne emocje. Po tej nominacji futbolowe środowisko zaczęło huczeć od plotek i domysłów, a fani Piasta w internetowych wpisach nie zostawiają suchej nitki na autorach pomysłu. Skąd były sekretarz PZPN, doktor AWF wziął się w Gliwicach? Jaką będzie pełnił tutaj rolę? Zapytaliśmy o to samego zainteresowanego...


Nominacja dość zaskakująca, by nie powiedzieć – sensacyjna. Skąd się pan wziął w Piaście? Nie ma w tym niczego sensacyjnego. W ubiegłym tygodniu zadzwonił do mnie Grzegorz Jaworski [przewodniczący rady nadzorczej Piasta, po zawieszeniu Kołodziejczyka p. o. prezesa klubu – przyp. red.] i zaprosił do Gliwic. Przyjechałem, zaproponował mi pracę, po krótkim namyśle przyjąłem ofertę. Człowiek, który kiedyś trząsł związkiem piłkarskim, nie czuje się przez to trochę zepchnięty na margines futbolowego świata? Ależ skąd! Propozycja pracy w klubie ekstraklasowym to dla mnie ciekawe wyzwanie i nowe doświadczenie. Byłem blisko reprezentacji Polski i ściśle współpracowałem z ówczesnymi trenerami kadry: Wójcikiem, Janasem i Beenhakkerem. Jakoś się w tym odnajdowałem. Przez długie lata byłem sekretarzem generalnym PZPN, pracowałem też w strukturach europejskich w najważniejszych komisjach. W zawodowym życiorysie brakuje mi tylko klubu pił-

karskiego. Dzięki propozycji Piasta będę zawodowo spełniony. Mam spory bagaż doświadczeń i myślę, że warto to przenieść na grunt rodzimej piłki w wydaniu ekstraklasowym. Piast będzie polem doświadczalnym dla Kręciny? Myślę, że jeśli Kręcina Piastowi nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. To, co się działo w klubie w ostatnim czasie, jasno wskazuje, dokąd zmierzał. Piast miał w minionych tygodniach kiepskie wyniki i w takiej sytuacji w większości klubów „leci” głowa trenera. W Gliwicach jest inaczej. Już wcześniejsze doświadczenia wskazują, że tutaj z mozołem, cierpliwie buduje się pozycję i trzyma obranej drogi. Zmiana w kierownictwie klubu ma na celu szukanie nowych, jeszcze lepszych rozwiązań organizacyjnych, po to, by trenerzy, jak i piłkarze, mieli wystarczający komfort pracy i nie zaprzątali sobie głowy innymi problemami. Po pana nominacji internet huczy od nieprzychylnych komentarzy. Słyszałem to od moich nowych


współpracowników. Takim zainteresowaniem mediów klub nie cieszył się podobno nigdy wcześniej. Było niedawno losowanie ligi mistrzów, ale nikt o tym nie mówił, tylko o Piaście (śmiech). A tak poważnie. Wielu ludzi osądza mnie bardzo niesprawiedliwie, po wątpliwej jakości i dalekich od prawdy doniesieniach medialnych. Wbrew temu, co się pisze, nie mam żadnego wyroku skazującego, nikt mnie do więzienia nie zamknął. Powiem więcej. Mam 42 lata prawo jazdy i nie dostałem nigdy mandatu! A do tych obrońców moralności i cnót wszelakich apeluję: kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Na pewno nie mam zamiaru dać się pogrzebać za życia. Co pan powie tym, którzy mówią, że Kręcina to pezetpeenowski beton? Wiem na pewno – i mogą to potwierdzić ludzie, którzy pracowali ze mną w piłkarskiej centrali – że zwykle otaczałem się ludźmi młodymi, mądrzejszymi od siebie, ze świeżym spojrzeniem i dawałem im możliwość wykazania się. „Beton”? Tak jestem

nim, ale wyłącznie w odniesieniu do polityki rządu w zakresie kultury fizycznej w szkole. Jestem pryncypialny w myśleniu, że wszystko, co dobre w młodym człowieku, ma źródło w wychowaniu fizycznym. Jeśli dopracujemy system, który nie pozwoli, by połowa młodych ludzi była zwolniona z zajęć wf., dojdziemy do sukcesów piłkarskich. Plany na najbliższe tygodnie... Zgodziłem się na pracę w Piaście, bo z moim doświadczeniem możemy zbudować coś naprawdę bardzo fajnego. Nie mam zamiaru mieszać się do spraw stricte sportowych, bo od tego są trener, prezes i rada nadzorcza. Skupię się na budowaniu trwałych i skutecznych struktur organizacyjnych. Przez lata pracy w Polsce i Europie wypracowałem wiele kontaktów, zarówno sportowych, jak i biznesowych i z pewnością będę je chciał teraz wykorzystać w Piaście. Czy się uda? Po czynach mnie poznacie! (san)


Przy nas Paulinka to mały „wstydzioch”. Ale przy swoich – gaduła jak się patrzy. Mimo że ma poważne problemy z mową, buzia jej się nie zamyka, szczególnie przed snem. I mimo że nie potrafi chodzić, tańczy, gdy tylko muzykę słyszy...

Najsympatyczniejsza dziewczynka na świecie Marysia Sła wań ska

„Muszę pani wyznać, że Paulinka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest sympatyczniejsza, niż sobie wyobrażałam. Właśnie opowiadałam o niej wszystkim w redakcji...”, napisałam w mailu doAni Napieracz, 26--letniej matki, knurowianki od kilku lat zamieszkałej w Sośnicy. „Muszę pani przyznać rację (nie będąc skromną). Paulinka jest najsympatyczniejszą dziewczynką na całym świecie, bo jest mamusi”, odpisała mi 26-latka. Kobieta niesamowicie dojrzała, choć jeszcze tak młoda. 6 lat temu urodziła córeczkę. Paulinkę, która zmieniła wszystko... „Muszę pani wyznać, że Paulinka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest sympatyczniejsza, niż sobie wyobrażałam. Właśnie opowiadałam o niej

wszystkim w redakcji...”, napisałam w mailu do Ani Napieracz, 26-letniej matki, knurowianki od kilku lat zamieszkałej w Sośnicy. „Muszę pani przyznać rację (nie będąc skromną). Paulinka jest najsympatyczniejszą dziewczynką na całym świecie, bo jest mamusi”, odpisała mi 26-latka. Kobieta niesamowicie dojrzała, choć jeszcze tak młoda. 6 lat temu urodziła córeczkę. Paulinkę, która zmieniła wszystko...

Za dużo, jak na jednego małego człowieka

Ania była zdrowa, dbała o siebie, a ciąża rozwijała się prawidłowo. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że dziecko, które nosi pod sercem, może mieć poważne problemy. O niepełnosprawności w ogóle nigdy nie myślała. Nie miała okazji osobiście się


F OTO : KR ZY S Z TOF S U R MA

z nią zetknąć. Wszystko zmieniło się 15 maja 2008 roku, kiedy w knurowskim szpitalu na świat przyszła malutka, ważąca trochę ponad dwa kilogramy dziewczynka. Gdy tylko się pojawiła, Ania wyczuła, że coś może być nie tak. Paulinka miała sześć palców u stóp. Lekarka pocieszała, że może to tylko taka uroda. Ale wkrótce okazało się, że mała ma zapalenie opon mózgowych. Trafiła do Zabrza, na oddział patologii noworodków. Po trzech miesiącach szczegółowych badań wyszła wada genetyczna chromosomu. Tak rzadka, że dotąd jej nie na-

zwano. Po prostu: wada chromosomu 21. Paulinka może być jedynym dzieckiem na świecie z taką wadą. Na młodych rodziców spadło jednak więcej druzgocących informacji. Lekarze zdiagnozowali także wysoką krótkowzroczność, dużą koślawość stóp oraz refluks dróg moczowych. Do tego doszło podejrzenie zespołu Dandy’ego-Walkera. To zespół wad wrodzonych tyłomózgowia, w którego skład wchodzą między innymi poszerzenie czwartej komory mózgu i wodogłowie. Dokładną odpowiedź, czy Paulinka cierpi i na to, da dopiero rezonans.


Przy takim dziecku się dojrzewa

Z Anią i Paulinką spotykamy się w Knurowie, w mieszkaniu dziadków. Mama z córką właśnie wróciły z turnusu rehabilitacyjnego. Ania otwiera nam drzwi, potem bierze 6-latkę na ręce. Paulinka nie potrafi samodzielnie chodzić. Czworakuje tylko, jak mówi jej mama. Dziewczynka uśmiecha się do nas, wyciąga na przywitanie drobną rączkę. Potem towarzyszy podczas rozmowy. Siedzi mamusi na kolanach i bawi się leżącą na stole podkładką. Zwija ją, rozkłada... Zwija i rozkłada... – Denerwuje się – tłumaczy Ania. – Czuję, że jest spięta. Jak się stresuje, to coś musi robić i odwraca wzrok, jak teraz. Próbujemy Paulinkę rozluźnić. – Może policzymy do dziesięciu, pokażesz, że potrafisz –proponuje mama. Ale dziewczynka nie chce. Chętnie wymienia za to swoje przyjaciółki z przedszkola: – Juulia, Toosia, Dorootka – wylicza cichutkim głosem. Cały czas się uśmiecha. Niesamowicie pogodne dziecko. Ania chwali przedszkole w Sośnicy. Opowiada, jak wszystkie dzieci Paulinkę lubią, akceptują, pomagają

i o wszystkich przedszkolnych sukcesach wykrzykują, gdy po córeczkę przychodzi. – Na początku pytały, dlaczego Paulinka nie potrafi jeszcze chodzić, ale ich przedszkolanka, pani Marzenka, pięknie im wszystko wytłumaczyła. Że Paulina ma chore nóżki i musi je ćwiczyć. Teraz dzieciaki mówią, że jak Paulinka wróci z turnusu, to już pewnie będzie sama chodziła. Czekają na to. Gdyby to mogło być tak szybko... Ania przy córce bardzo dojrzała. Przede wszystkim nauczyła się cierpliwości. Kiedyś musiała mieć wszystko „na już”. Teraz potrafi czekać. Cierpliwie czekała na przykład na pierwszy krok dziecka. Doczekała się. Wprawdzie Paulinka robi kilka kroków trzymana za rękę, ale to i tak sporo. Teraz mama czeka, aż córka zrobi pierwszy krok samodzielnie. – Co lubisz, Paulinko? – pytam. – Seereek... – odpowiada ledwie słyszalnym głosem. – Tak, lubi serki – śmieje się Ania. – Lubi muzykę. Gdy mąż puści jakąś, od razu pojawia się w pokoju. Ma też manię oglądania wesel. Obejrzała wszystkie śluby w rodzinie, teraz ogląda na you tube’ie. Lubi bawić się ze mną w „kto


pierwszy”, prawda? – Paulinka przytakuje. – Na przykład, kto pierwszy się położy, kto pierwszy usiądzie. To przy okazji motywacja do ćwiczeń – opowiada Ania. – Bawimy się też w „ciepło-zimno”, chowamy misia. Kiedy ja szukam, Paulinka od razu podpowiada: „mamusiu, tu”. Tak to szukanie wygląda.

Paulinka potrzebuje pomocnej dłoni. Nie tylko przy chodzeniu...

Paulinka „czworakuje” do drugiego pokoju. – Już się tym wywiadem znudziła – mówię. – Eee, to taki mały wstydzioch jest – odpowiada Ania. Patrzy na córkę z wielka miłością. 26-latka przyznaje: początkowo była załamana. Nikt nie myśli przecież, że będzie miał chore dziecko. W trudnych chwilach pomogło wsparcie rodziny. Każdy mówił, że pomoże. I każdy pomaga. – Zawsze mogę liczyć na wsparcie. Paulinkę wszyscy kochają, a dziadkowie rozpieszczają. Dziewczynka wymaga stałej opieki. Ma 6 lat, ale trzeba jej pomagać w ubraniu, jedzeniu, chodzeniu. Jej rozwój jest opóźniony o 3 lata. Z mową było ciężko, teraz jest lepiej.

A jak już Paulinka czegoś nie potrafi po wie dzieć, zo sta je me to da „na migi”. Jest szansa na lepszy rozwój. Na to, że będzie chodziła, coraz lepiej mówiła. Ale na rehabilitacje, sprzęt, turnusy, pedagogów czy logopedów potrzeba pieniędzy. Sporo. Bez pomocy rodziny takie, jak Napieraczowie same nie podołają. Dlatego zachęcamy wszystkich, których historia Paulinki poruszyła: można wpłacić pieniądze, choćby najmniejszą kwotę, podarować swój jeden procent albo przynajmniej przyjść do przychodni lekarskiej w Sośnicy i tam, do specjalnego kartonu, wrzucić plastikowe nakrętki. Pomóżcie tak, jak potraficie.

Konto Paulinki w Banku BPH SA 61 1060 0076 0000 3310 0018 266 0 13552 – Napieracz Paulina Zofia – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia 1 procent podatku KRS 00 0003 7904 (w rubryce „Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%” podaj: 13552 Napieracz Paulina Zofia).


Paragraf ekSPreS

Na Sikorniku złodziej chciał zwędzić volkswagena, ale mu się nie udało. Zadowolił się więc licznikami z deski rozdzielczej.

Włamano się do baru na Jana Pawła. Nie ma kasy fiskalnej oraz terminalu płatności. Wraz z kasą znikło też 50 złotych.

Z wózkowni na Ossolińskich skradziono stelaż od wózka dziecięcego.

Na terenie wspólnoty garażowej przy Sokoła nieznany sprawca powyrywał i rozbił 14 słupków betonowych. I po co, pytamy, tyle zachodu... W barze przy Kłodnickiej ktoś rozbił neon reklamowy, bo za bardzo świecił.

Pewna 82-latka zrobiła zakupy złodziejowi. Kiedy szła ze sklepu z pełnymi siatkami, napadł ją bandy-

ta i wszystko zabrał. Było to przy Wandy.

Pewien 60-letni mieszkaniec Łabęd nie zwrócił w wyznaczonym terminie broni gazowej, czyli rewolweru oraz 6 sztuk amunicji. Dlatego w domu na Strzelców Bytomskich odwiedzili go policjanci.

Młoda gliwiczanka bawiła się w klubie. Kiedy chciała wyjść, nie miała już płaszcza i marynarki... Uwaga, w klubach kradną!

Na Kukuczki włamano się do toyoty. Auto złodziej zostawił, zabrał jedynie potwierdzenie opłaty polisy OC.

W Knurowie na Piastów 17-latek dwa razy ukradł matce kartę do bankomatu i dwa razy wypłacił po 20 złotych. Czyli razem złotych 40.

Włam do domu w Rudzińcu. Zginęły: srebrna biżuteria, zegarki, monety, perfumy, dysk twardy.


WASZE ŁAMY

Chciałam nawiązać do listu czytelnika, zamieszczonego w lutowym wydaniu „Nowin”, dotyczącego braku parkingu przy cmentarzu Centralnym. Jestem z Pyskowic i ostatnio, kiedy chciałam uczestniczyć w pogrzebie, nie miałam możliwości zaparkowania. Z tym naprawdę trzeba coś zrobić! Przedstawiony przez czytelnika pomysł modernizacji ruchu na ulicy Okulickiego jest bardzo dobry i warto się nad nim pochylić. Zasypują nas bublami. Szczególnie w sklepach obuwniczych, i to nie tylko tych najniższego sortu. Kupuje się buty i rzekomo dostaje dwa lata gwarancji. Nasuwa się jednak pytanie, na co ta gwarancja. Dostałam ekspertyzę rzeczoznawcy, który odrzucił moją reklamację. Powód: zbyt częste użytkowanie obuwia... Obecnie mam podobny problem. Reklamuję buty, nietanie. Okazuje się, że mają więcej niż pół roku, więc muszę we własnym zakresie, za własne pieniądze poszukać sobie rzeczoznawcy, który wyda ekspertyzę, czy sklep ma przyjąć moją reklamację. Jakaś paranoja!

Dzisiaj priorytetem jest, by oszukać kogoś, okazać się cwańszym. 13 marca (może pechowa data?) zrobiłam drobne zakupy w sklepie mięsnym na pl. Piastów. Kupiłam 15 deka schabu pieczonego. Dodam, że kosztował prawie 28 złotych za kilogram, więc nietanio. Raptem kilka plasterków. Jakie było moje zdziwienie następnego dnia rano, gdy robiłam dziecku kanapki do szkoły. Pomiędzy plastrami wędliny ukryte były żylaste resztki i ścinki „czegoś”! Serdecznie gratuluję sprytu paniom sprzedającym w tym sklepie. Ja już u nich robić zakupów nie będę!

Od redakcji: po rozmowie oburzona czytelniczka przysłała nam zdjęcie. Dowód rzeczowy na to, jaki towar sprzedano jej w mięsnym.


Mieszkam przy Piramowicza. Mamy tu kilka problemów, które za państwa pośrednictwem chciałabym poruszyć, bo już doprawdy nie wiadomo, gdzie się z nimi udać. Po pierwsze, na naszą ulicę prowadzi brama, w której nie dość, że brudno, to jeszcze od jakiegoś czasu brakuje oświetlenia. Po zmroku strach chodzić. Nawet ja mam obawy, choć jestem osobą młodą, a co powiedzieć mają starsi mieszkańcy, którzy należą tu do większości? Po drugie, wzdłuż ulicy jest mur, który okropnie się sypie. W efekcie non stop mamy brudno. Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za mur czy przejazd, ale poprzez gazetę apeluję: ktokolwiek to jest, niech wreszcie zrobi porządek! Ciekawe, że u nas każdy wyczulony jest na swoją własność, ale tylko wtedy, gdy ktoś chce ją zagrabić. Nie, gdy trzeba o nią dbać. Wreszcie problem trzeci: chodnik przy Piramowicza jest w tak złym stanie, że ostatnio omal nie skręciłam nogi. Pytam raz jeszcze: co mają powiedzieć ludzie starsi? Z problemem chodnika nasza wspólnota występowała już do Zarządu Dróg Miejskich. I co usłyszeliśmy? Ano, że są ważniejsze inwestycje...

Tydzień temu w państwa gazecie, w rubryce „Wasze łamy”, przeczytałam list pani Marii Konar, przewodniczącej MOZ NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty w Gliwicach. List ten był odpowiedzią na tekst państwa dziennikarza o ekstrazarobkach nauczycieli. Pani Konar się oburzyła. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Tak się składa, że mam w rodzinie kilku nauczycieli i dobrze wiem, że zarabiają świetnie. Poza tym moja matka rozliczała PIT-y nauczycielom i zdradziła mi, jakie były tam sumy... Nie zgadzam się więc z opinią pani przewodniczącej. I nie zgodzi się chyba nikt, poza samymi nauczycielami, którym zawsze mało. Rozśmieszył mnie też fragmentu listu, w którym pani Konar pisze, że w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy nauczyciele przygotowują się do lekcji czy dokształcają. Proszę pani, inne zawody też wymagają szkolenia po godzinach pracy, przygotowań w domu itd. Tylko że nie wszystkim za to się płaci! To, jak brudzą jezdnie samochody wyjeżdżające z placu budowy DTŚ, przekracza już ludzkie pojęcie. W ubiegłym tygodniu bło-


to ciągnęło ślad nawet przez ulicę Bohaterów Getta Warszawskiego. Tydzień temu w czwartek po południu robiłem zakupy w Carrefourze na dziale z serami. Zawsze są tu informacje, czy dany produkt jest prawdziwym serem czy tylko wyrobem seropodobnym. Na jednym, akurat tym, który chciałem kupić, szwajcarze, takiej informacji nie było. Zapytałem więc grzecznie panią, która „na serach” stała z miną znudzoną, bo akurat innych klientów nie było, czy ten ser to istotnie ser. Pani na to, że jest napisane. Ja, że nie jest, dlatego pytam. Ona, że jest. Zgłupiałem. Patrzę, patrzę, wzrok wysilam, nadal nie widzę. Mówię, że informacji brak. Pani wreszcie raczyła lekko się schylić i spojrzeć na karteczkę. Stwierdziła, że skoro nie ma informacji, to jest ser. Bo piszą tylko wtedy, jak seropodobny. Zdziwiłem się, bo obok rzeczonego sera leżały inne, też prawdziwe, i informację o tym, że są serami, posiadały. Mówię więc to ekspedientce. Na to odzywa się jej koleżanka. „Tamte sery mają wyraz ser w nazwie, a ten nie ma, dlatego nie napisaliśmy”. Zgłupiałem do reszty. „Poza tym tamte nazwy są krótsze, a na-

zwa tego sera, który pan kupuje, jest za długa, by ją pisać”. Patrzę, a ser z niby krótszą nazwą zwie się włoszczowski, tymczasem mój – szwajcar... W ogóle bez sensu cała dyskusja, prawda? A wystarczyło tylko, żeby ekspedientka odpowiedziała mi jednym krótkim słowem: ser. Atak niepotrzebne nerwy i słowna przepychanka między nami. Strata czasu. Może powinno się przeszkolić personel, jak obsługiwać klientów?

LiST Do reDakcji

Drzewo przewróciło się na dziecko

Takich drzew się nie wycina. Po co, kiedy same się przewracają. Więc się nie opłaci. Opłaci się za to wycinać stare, ale zdrowe drzewa. I to nie jakieś tam topole czy wierzby, ale lipy, dęby, jesiony! Miejsce, które pokazuję na załączonym zdjęciu, to aleja Sikornik, między sklepem a ogrodzeniem żłobka. Parę miesięcy temu spróchniała topola przewróciła się na przechodzącego chłopca...


Kogo obchodzi historia? Nowy cykl wykładów w gliwickim muzeum

Małgorzata Lichecka rozmawia zGrzegorzem Krawczykiem, dyrektorem gliwickiego muzeum iMikołajem Ratką (na zdjęciu z lewej), historykiem i koordynatorem „Kompletów historycznych”. Komplety kojarzą się zczymś tajnym i dla wybranych. Tak było za zaborów i podczas II wojny światowej. Mikołaj Ratka: Słowo „komplety” dawniej oznaczało poprostu korepetycje, czyli dodatkowe zajęcia, lekcje odbywające się pozabudynkiem szkoły. Wokresie zaborów i II wojny światowej, kiedy władze usuwały język polski ze szkół, inteligencja polska organizowała tzw. tajne komplety – nauczanie na wszystkich poziomach, również akademickim. Mimo represji igroźby kary śmierci, nauczyciele uważali prowadzenie tych zajęć za swój obywatelski obowiązek, a młodzież licznie garnęła się do nauki i osią-

gała bardzo dobre wyniki. Czy dzisiaj kogoś obchodzi historia? Jak ciekawie ją zaprezentować? Grzegorz Krawczyk: Dziś jest ona marginalizowana, szczególnie wszkołach, gdzie praktycznie nie ma możliwości realizacji pełnego programu nauczania z zakresu historii Polski. Przekonaliśmy się o tym w ubiegłym roku, prezentując w muzeum wystawę poświęconą Józefowi Poniatowskiemu. Okazało się, że wiedza na temat jednego z naszych największych bohaterów narodowych, przede wszystkim wśród młodzieży szkolnej, jest znikoma. Z drugiej strony, wystawa cieszyła się sporym zainteresowaniem, co świadczy opotrzebie pogłębiania wiedzy natemat historii Polski wśród odwiedzających muzeum. Stąd pomysł stworzenia „Kompletów...” –swego rodzaju korepetycji pomagających wusystematyzowa-


niu i poszerzaniu wiedzy. Muzealny cykl stawia nahistorię ambitną czy w wersji popularnej? Mikołaj Ratka: Chcemy w ambitny sposób popularyzować historię. Podczas wykładów zaprezentujemy wyniki najnowszych badań historycznych, interpretacje i spojrzenia – często bardzo odmienne, a nawet przeciwstawne – historyków zróżnych ośrodków naukowych. „Komplety...” opracowano wtaki sposób, by skorzystać znich mogły zarówno osoby oimponującej wiedzy zzakresu historii Polski, jak i odbiorcy posiadający podstawowe wiadomości w tej dziedzinie. Czym „Komplety...” nie będą? Grzegorz Krawczyk: My Polacy, tak usilnie dążymy do obalania naszych narodowych „mitów”, „legend” iodbrązawiania bohaterów. Obecnie jest wręcz w modzie kontrowersyjne przedstawianie polskiej historii, przede wszystkim tejXX-wiecznej. Chcielibyśmy zdecydowanie przeciwstawić się tej praktyce ipostawić napromowanie uniwersalnych wartości. Polska historia jest przecież bogata wprzykłady postaw godnych naśladowania. „Komplety...” będą wskazywać

nanajważniejsze wydarzenia whistorii Polski. Mikołaj Ratka: Wybraliśmy wydarzenia o decydującym znaczeniu dla kształtowania się polskiej państwowości i tożsamości narodowej, na przykład chrzest Polski w 966 roku czy uchwalenie aktu unii lubelskiej wroku1569. Kierowały nami tradycje republikańskie elit I Rzeczpospolitej, które szczególnie wysoko ceniły wartości takie, jak wolność, praworządność czy umiłowanie ojczyzny. Jesteśmy dumni znaszego dziedzictwa historycznego, chcemy je upowszechniać – szczególnie w dobie deprecjonowania takich pojęć jak patriotyzm i rozmywania się niektórych wartości. Jacy historycy zagoszczą wGliwicach? Grzegorz Krawczyk: Dowspółpracy zaprosiliśmy uznanych historyków znajlepszych polskich uniwersytetów oraz instytucji naukowych. Odwiedzą nas m.in.: dr hab. Lidia Korczak zUniwersytetu Jagiellońskiego, prof. dr hab. Roman Michałowski z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. dr hab. Edward Opaliński zInstytutu Historii PAN oraz dr hab. Tomasz Panfil z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.


Czy będą to tylko wykłady? Grzegorz Krawczyk: „Komplety historyczne” to przede wszystkim wykłady. Po każdym ze spotkań rezerwujemy czas nakrótką dyskusję igłos publiczności. „Komplety...” są częścią linii programowej muzeum, dotyczącej kultywowania polskiej historii iupowszechniania wiedzy o bohaterach narodowych. W ubiegłym roku nawiązaliśmy współpracę zMuzeum Tradycji Niepodległościowych wŁodzi, której owocem była wystawa poświęcona Józefowi Poniatowskiemu. Na rok 2014 zaplanowaliśmy szereg działań poświęconych tej tematyce.3 maja zapraszamy do Willi Caro na koncert pieśni patriotycznej. Dzięki wydanemu przez Muzeum wGliwicach śpiewnikowi każdy będzie miał możliwość czynnego udziału wodśpiewaniu najbardziej znanych pieśni narodowych. Tego samego dnia otworzymy wystawę czasową pt. „Ostatnia szabla Rzeczpospolitej”, poświęconą Tadeuszowi Kościuszce. Zkolei nakoniec roku przygotowujemy dużą wystawę opolskiej Sarmacji iobyczaju szlacheckim. Jak zachęcić dotego młodych ludzi, dla których historia jest zbiorem nudnych dat podlanych sosem z rów-

nie nudnych postaci? Mikołaj Ratka: Nudnahistoria to historia przekazywana w zły sposób. Wszystko więc zależy od tego, jak się ją opowiada. Nowy muzealny cykl poprowadzą najlepsi historycy wkraju, nie zabraknie ciekawostek oraz informacji zmuszających dozastanowienia. Zachęcamy szczególnie młodzież –przyjdźcie na „Komplety historyczne” i na własnej skórze przekonajcie się, jak to jest ztą Historią.

30 marca o godz. 16.00 wykład inaugurujący, poświęcony państwu gnieźnieńskiemu zaczasów MieszkaI, wygłosi dr hab. Lidia Korczak z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pierwszy wykład wramach „Kompletów historycznych” przybliży proces powstania państwa gnieźnieńskiego.Polska za panowania Mieszka I ukazana zostanie na tle sytuacji politycznej w Europie Środkowej I połowy X wieku. Przyjrzymy się stosunkom zsąsiadami oraz omówimy skutki przyjęcia chrztu w966 roku.


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny Gliwickie nr 12 by Nowiny Gliwickie - Issuu