Skip to main content

Nowiny Gliwickie nr 11

Page 1

Numer 11

21.3.2014 r.

PL ISSN 0209

NR INDEKSU 366862

Powalone drzewa spadły m.in. na ulice: Kozielską (na zdjęciu), Płowiecką, Bojkowską oraz w parku Chopina. Uszkodzone zostały też dachy budynków. To wynik porywistego wiatru, który w sobotę i niedzielę wiał w Polsce momentami z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Gliwiccy strażacy do usuwania skutków wichury, która szalała również w naszym mieście, wyjeżdżali w tych dniach 37 razy.

F OTO: Z DZ I S Ł AW DA NI E C

Mocn o p o w ia ł o


Ka mie nicz nik z dzia łek An drzej Sługocki

Słoneczne marcowe popołudnie. Siedzimy przed jedną z altanek naogródkach przyul. Panewnickiej. Marek to niewysoki mężczyzna zczarną czupryną i wąsem. Altanka z zewnątrz wygląda jako tako, wewnątrz nora z jakimś posłaniem i piecem-kozą w rogu. Warunki spartańskie. Ale czy to jest najważniejsze – myślę sobie, słuchając opowieści człowieka, który bezlitośnie wyrywa upływającemu czasowi każdy dzień, każdą chwilę. Nie w głowie mu fryzjer czy mydło. Jest chory i niezaradny. Los dał mu szansę, której, niestety, nie potrafi wykorzystać. Trzynaście lat temu stał się spadkobiercą kamienicy w centrum Gliwic. Siedział wtedy w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich...


Słoneczne marcowe popołudnie. Siedzimy przed jedną z altanek na ogródkach przyul. Panewnickiej. Marek to niewysoki mężczyzna zczarną czupryną iwąsem. Altanka zzewnątrz wygląda jako tako, wewnątrz nora zjakimś posłaniem ipiecem-kozą wrogu. Warunki spartańskie.Ale czy to jest najważniejsze –myślę sobie, słuchając opowieści człowieka, który bezlitośnie wyrywa upływającemu czasowi każdy dzień, każdą chwilę. Nie wgłowie mu fryzjer czy mydło. Jest chory iniezaradny. Los dał mu szansę, której, niestety, nie potrafi wykorzystać. Trzynaście lat temu stał się spadkobiercą kamienicy w centrum Gliwic. Siedział wtedy w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich...

Zabiłem kolegę

– Nie będę ukrywał, że połowę życia spędziłem zakratami –zwierza się Marek. –Urodziłem się wGliwicach, mieszkałem zrodzicami, trzema siostrami ibratem najpierw naSzarej, apotem naKrzywej. Życie jak życie. Podstawówka, praca w ZNTK, GZUT. Potem był rok 1981, miałem21 lat idostałem pierwszy wyrok. Trzy lata za pobicie. Wyszedłem, ale niedługo smakowałem wolność. Impreza, al-

kohol, gra w trzy zapałki, kłótnia z kolegą, cios, najpierw ręką, potem nożem. Upadł i nigdy już nie wstał. Znowu znalazłem się zakratkami. Sąd był surowy. Dostałem25 lat. Nie byłem wielkim rozrabiaką, ale tak się moje życie parszywie potoczyło. Żałuję, bo miałem narzeczoną, mogłem założyć rodzinę ibyć innym człowiekiem. Przyjeżdżała domnie dowięzienia przez dwa lata, ale nie wytrzymała próby czasu. Nie mam do niej pretensji. Zakratami spędziłem swoją młodość. Nie widziałem tych zmian, które zaszły wPolsce wtym czasie. Nie byłem przymamie, kiedy umierała. Dali mi tylko przepustkę na jej pogrzeb. Ojca wcześniej straciłem. Miałem 11 lat, kiedy umarł na raka. Mama potem drugi raz wyszła za mąż. Z ojczymem długo żyli ze sobą. Najpierw umarł on, 14 dni po nim mama. Marek nawolność wyszedł w2010 roku. Spędził na kratkami dokładnie 25 lat. Kiedy pytałem go, dlaczego nie wnosił oskrócenie kary, mówi, że się nie dało. Że tacy jak on musieli odsiedzieć pełny wyrok. Ludzie po25 latach spędzonych zakratami często mają trudności zwkomponowaniem się wnową rzeczywistość. Wśrodowisku, wktórym żyli, zazwyczaj nazna-


czeni są piętnem mordercy itraktowani jak trędowaci. Z Markiem było inaczej. Kiedy wyszedł nawolność, miał doczego wracać, bo czekało na niego mieszkanie naKrzywej porodzicach, opłacane najpierw przez rodzeństwo, apotem pomieszkującego tam bratanka. Wyprowadził się powyjściu wujka nawolność. Marek chciał zacząć życie odnowa, ustatkować się, znaleźć pracę, żonę. Udało mu się to drugie, w dodatku tylko nachwilę. – Niezgodność charakterów, jak to się ładnie mówi – tłumaczy z uśmiechem. – Zostawiłem jej jednak mieszkanie. Byłem pewien, że ija będę miał jakieś lokum, bo jeszcze wwięzieniu dowiedziałem się, że zostałem spadkobiercą części budynku mieszkalnego przy ul. Elżbiety 5 w Gliwicach. WROM-ie naChorzowskiej zapewniano mnie, że na pewno je dostanę. Zgodnie zprawem nie możnamieć przecież lokalu komunalnego iwłasnościowego. Uwierzyłem. A teraz mieszkam na działkach...

Mógłby być bogaczem

–To był dzień jak co dzień wzakładzie karnym w Strzelcach Opolskich. Nagle, we wrześniu 2001 roku dostałem list

zSądu Rejonowego wGliwicach –relacjonuje Marek. – Poinformowano mnie wnim, że jestem współwłaścicielem2/60 nieruchomości obejmującej działkę opowierzchni1827m kw. zabudowaną trzypiętrowym domem mieszkalnym przyul. Elżbiety 5 w Gliwicach. Byłem mocno zdziwiony. Skąd, jak? Okazało się, że to spadek po moim ojczymie Ginterze Adamczyku, awzasadzie pojego matce, czyli teściowej mojej mamy. Gdy ta umarła, spadek przeszedł na jej dzieci, wtym namojego ojczyma ijego rodzeństwo – brata i siostrę. Kiedy ojczym umarł, dziedziczką jego części okazała żona, czyli moja matka. Mama umarła zaraz po nim, więc teraz kamienica w części należy do mnie i mojego rodzeństwa lub ich krewnych, bo brat i jedna siostra już nie żyją. Budynek ma też dwóch innych spadkobierców, ale są to już osoby ze strony rodziny mojego ojczyma. Jego brat Manfred isiostra Róża. Trochę to zagmatwane, ale napewno mówię prawdę. Marek wyciąga z foliowych koszulek poniszczone dokumenty. Rzeczywiście, wypis z ksiąg wieczystych rozwiewa wszelkie wątpliwości.Mężczyzna napewno jest współwłaścicielem kamienicy przy ul. Elżbiety 5!


Mimo że budynek jest prywatny, zarządza nim zmocy prawa ZBMIITBS. Robi to dlatego, że podobno nikt nie zwrócił się owydanie nieruchomości! ZBM utrzymuje ją więc, zarządza, a w razie potrzeb i możliwości finansowych – remontuje. Mieszkania przydzielano tutaj ztzw. ruchu ludności, a lokatorzy czynsze wpłacają do ZBM.

Marek, człowiek z działek

Jak to się stało, że człowiek, który jest współwłaścicielem budynku mieszkalnego, nie ma dachu nadgłową? –Kiedy rozstałem się z żoną, wymeldowałem się zmieszkania przyKrzywej, bo wierzyłem, że dostanę mieszkanie naElżbiety5 –zapewnia Marek. – Przecież to żadna łaska, ta kamienica wczęści należy domnie. Niestety, to nie takie proste. Pisałem w2011 r. do ZBM II TBS, Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. Prosiłem olokal wtej kamienicy.Aoni odpisali, że dadzą mi, ale całą nieruchomość ito nadodatek po–jak to ładnie mi odpisali –„uprzednim rozliczeniu kosztów jej zarządzania”. Nikt jednak nie napisał, wjakiej wysokości izaco miałbym płacić. Przecież lokatorzy tam mieszkający odprowadzają czynsze. Więc o ja-

kich kosztach zarządzania mowa? Byłem też u wiceprezydenta Gliwic, ale i on nic mi nie pomógł... Jak widzę, że nikt nie chce mi podać ręki, to trochę odechciewa mi się tego spadku. Innarzecz, że mojemu rodzeństwo też się nie chce zatym chodzić. Mają domy, mieszkania, firmę. Jednej tylko zależało, ale ta zmarła... Marek został sam ze swoim problemem. Zmieszkania komunalnego przyKrzywej się wyprowadził, współwłasności nie może odzyskać, o pomieszkiwaniu u rodzeństwa nie ma mowy. Z „pomocą” przyszła była żona, która za2 tys. zł kupiła mu ogród działkowy zniewielką altanką przy Panewnickiej. Tutaj w 2011 roku wprowadził się gliwicki kamienicznik idodziś pomieszkuje. Co to jednak zażycie, kiedy nie ma się grosza przyduszy, ciągle kłopoty ze zdrowiem. Odsprzedał więc działkę bratowej, aby mieć nachleb. Ta pozwoliła mu przynajmniej na razie mieszkać w altance. Żyje biednie, bardzo biednie. OPS daje mu niewiele ponad200zł zapomogi, zbiera złom, gorący posiłek też funduje mu opieka, wodę przynosi odznajomych. Lwią część jego marnych dochodów pochłaniają lekarstwa, który musi systematycznie zażywać. Marek marzy.... –Gdybym miał miesz-


Marek marzy.... – Gdybym miał mieszkanie przy Elżbiety, żyłbym pewnie inaczej.

kanie przy Elżbiety, żyłbym pewnie inaczej. Miałbym swój własny kąt, ciepło, zmęczony mógłbym odpocząć. Może znalazłbym jakąś pracę.Atak jak teraz żyję, to wegetacja. Bezdomny, który egzystuje zdnia nadzień iwcale nie jest pewien, że doczeka jutra.

Chętnie oddamy kamienicę

– Już od 2009 roku wzywaliśmy pana Marka, aby przejął budynek przy ul. Elżbiety5 lub zlecił nam usługę zarządzania nieruchomością –tłumaczy BożenaOrłowska, prezes ZBMIITBS wGliwicach. –Dodnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nikt też z innych współwłaścicieli nie kontaktował się zna-

mi wtej sprawie. Ponowiliśmy korespondencję w roku 2012. Orłowska mówi, że doniezwłocznego przejęcia kamienicy przy ul. Elżbiety 5 wzywał Sakaluka również ZGM. Zapowiedziano mu, że jeśli tego nie zrobi, zasiedlą dwa wolne lokale mieszkalne znajdujące się wtym budynku. Pan Marek nie odezwał się... Szefowa ZBMIITBS mówi, że wsytuacji, kiedy inni współwłaściciele nie są zainteresowani przejęciem swojej części kamienicy, może to zrobić pan Marek. Wystarczy tylko jego dobra wola. –Musi jednak pamiętać, że odtego momentu ciążyć będą nanim liczne obowiązki. Będzie musiał płacić podatki, zarządzać budynkiem, odpowiadać za jego stan techniczny. Musi też pamiętać, że zgodnie zkodeksem cywilnym, musi rozliczyć się zaokres zarządzania tą nieruchomością przez miasto. Ale to nie jest warunek, który torpedowałby czy opóźniał przejęcie. Napewno nie trzymamy się kurczowo tej kamienicy, co więcej, miasto wtakich sytuacjach chętnie oddaje budynki prawowitym właścicielom. Zrobiliśmy tak niedawno np. zobiektem przyul. Chorzowskiej2 –4 – 6.


Przejścia nie ma. I nie będzie

Ludzie z os. Milenium psioczą, na czym świat stoi. Ktoś postawił płot i bramę na ogólnodostępnej ścieżce wzdłuż płotu stadionu Piasta Gliwice przy ul. Okrzei. Ogrodzenie stoi od strony ul. Leśnej i skutecznie uniemożliwia przejście pomiędzy nią a pobliskim parkiem. Teraz, żeby tam wejść, trzeba solidnie nadrobić drogi, przechodząc przez cmentarz Lipowy albo od strony ul. Bienka.

– Przecież tak nie można – mówi starsza pani, którą spotkaliśmy przed bramą. – Co ja, Wałęsa jestem, żeby skakać przez płot, czy co? Kto to wymyślił? Dziesięciolecia chodziłam tędy na spacery do lasu i nikomu nie przyszło do głowy, żeby grodzić teren. Jak tak można nie szanować ludzi. Przecież z tej dróżki korzysta każdego dnia mnóstwo osób. Matki z dziećmi chodzą tędy na spacery, starsi lu-


dzie korzystają z niej, no i działkowcy, którzy idąc tą ścieżką, wchodzili na swoje ogródki. Krzysztof Brodziński jest prezesem ogródków „Pod lasem”. Żali się, że najpierw urząd miejski zaanektował część działek pod stadionowy parking, którego nie buduje, a teraz jeszcze zagrodzono przejście. – Nie wiem, kto stoi za tym pomysłem, ale powinien się solidnie puknąć w czoło. Czy urzędnikom brakuje wyobraźni, czy wiecznie muszą robić ludziom pod górkę? Złośliwość nadzwyczajna. Przeprowadziliśmy dziennikarskie śledztwo. Wurzędzie miejskim wyjaśniono nam, że to nie magistrat postawił płot, tylko właściciel prywatnej działki, która w części obejmuje wspomnianą ścieżkę pomiędzy Leśną, a parkiem. Po nitce do kłębka dotarliśmy do człowieka, który postawił płot. Mimo że, jak przekonuje, zrobił to zgodnie z prawem – chce pozostać anonimowy. – Ja tę działkę kupiłem ponad 30 lat temu – mówi. – Myślałem, że się tam będę budował, ale zrezygnowałem. Wmiędzyczasie miasto wysypało tam żużel, chyba po to, by utwardzić teren i zrobić prowizoryczny parking dla samochodów ludzi, którzy przyjeżdżali na stadion i na działki. Nie reagowałem. Posa-

dziłem tam wiśnie, to mi je rozkradli. Nie reagowałem. Zrobili tam w czasie meczów Piasta prowizoryczny parking dla autobusów kibiców gości. Nie reagowałem. Teraz za to wszyscy podnoszą larum, bo ogrodziłem swoją ziemię. Wiem, że dla ludzi, którzy korzystali przez wiele lat z tego przejścia, to kłopot, ale proszę mnie zrozumieć. Czy któraś z tych osób zdecydowałaby się na udostępnienie np. swojego ogródka, tylko po to, by ludzie mogli chodzić na skróty? Czy urząd miejski daje cokolwiek za darmo? Pewnie, że nie! To dlaczego wymaga się tego ode mnie? Komuna dawno minęła i obowiązuje przecież prawo własności. Wmojej opinii zaspał urząd miejski, który był inwestorem stadionu przy ul. Okrzei. Nikt nie popatrzył na mapy, kiedy budował ten obiekt? Trzeba było oddalić płot stadionu o 2 – 3 metry od mojej działki i dziś nie byłoby sprawy – ludzie bez kłopotu mogliby tamtędy przechodzić do parku. (san) Nazywa się Dragon, mierzy ponad 20 metrów, waży 118 ton i potrafi pociągnąć najdłuższy skład osobowy. Ale nie do takiego celu został stworzony. Dragon to pierwsza od ponad dwóch dekad polska lokomotywa elektryczna do transportu towarowego.


W gliwickiej części spółki Newag powstała pierwsza od ponad dwudziestu lat polska lokomotywa. Właśnie wchodzi do regularnej eksploatacji

Smok na torach

Właśnie zaczyna służbę w barwach spółki Lotos Koleje. Spółka Newag Gliwice (dawne Zakłady Naprawcze Lokomotyw Elektrycznych) przystąpiła do prac nad projektem już w 2006 roku. W ich wyniku powstała sześcioosiowa lokomotywa o mocy 5000 kW i prędkości maksymalnej 120 km/h. Przeznaczona jest do obsługi tras dalekobieżnych i trudnych. Najmocniejszą stroną Dragona jest możliwość prowadzenia pociągów o dużej masie – nawet 5000 ton –na tra-

sach o różnorodnych warunkach technicznych. Testy wykazały, że lokomotywa z postoju jest w stanie pokonać wzniesienie o nachyleniu 10 promili z obciążeniem 4 tys. ton. Dla porównania – lokomotywy czteroosiowe potrafią uciągnąć pociągi o masie ok 3,2 tys. (wersja elektryczna) i 2,6 tys. ton (wersja spalinowa). Lotos Koleje testował lokomotywę Newagu już w 2011 roku. Pomyślny dla Dragona sprawdzian zaowocował umową. Lokomotywa, która właśnie wchodzi do eksploatacji, jest pierwszą z pięciu zamówionych. Przedstawiciele Newagu Gliwice informują, że oprócz lokomotyw dla Lotosu w najbliższych tygodniach planowana jest również dostawa 3 lokomotyw dla firmy transportowej STK. Producent prowadzi też rozmowy z następnymi potencjalnymi klientami zainteresowanymi Dragonem. (pik)


Hu ber ta chce my wy ci szyć! Miasto odpowiedziało w sprawie ekranów akustycznych przy DK 88 Z roku na rok DK 88 staje się coraz ruchliwsza i coraz bardziej daje się we znaki mieszkańcom Żernik.


Marysia Sławańska

Przypomnijmy sprawę. W styczniu spotkaliśmy się z mieszkańcami ulicy Huberta w dzielnicy Żerniki. Ponad stu z nich podpisało petycję, która trafiła na biurko prezydenta miasta. Chodziło o ustawienie ekranów akustycznych wzdłuż drogi krajowej numer 88, znajdującej się w bliskim sąsiedztwie osiedla domów jednorodzinnych. Bo „dekawka” spędza ludziom sen z powiek. I to dosłownie. Latem w rejonie Huberta nie da się spać przy otwartym oknie. Inicjatorem akcji był jeden z mieszkańców ulicy, Mariusz Szumański. – Mimo że tyle osób podpisało petycję, nadal głosy sprzeciwu zbieramy. Bo okazuje się, że ludzi zmęczonych nieustannym hałasem jest dużo więcej – mówił. Miejsce traci na atrakcyjności. Wątpliwe, że ktoś będzie chciał kupić nieruchomość w dzielnicy, w której szum nigdy nie ustaje. 10 lat temu, gdy swój dom budował Szumański, było dużo spokojniej. Jeszcze ciszej, gdy dom stawiał tu-

tejszy przedsiębiorca Klaus Baron. I choć w sprawie hałasu z „krajówki” ten drugi pisał do urzędników już w roku 2009, uważa, że najgorzej jest od lat dwóch. Ruch na DK 88 bardzo się w ostatnich latach wzmógł. To droga o jego dużym natężeniu przy sporej prędkości, położona dodatkowo powyżej domów. Mamy coraz więcej samochodów, przybyło transportu ciężkiego. Niedawno w pobliżu osiedla otwarto zjazd na autostradę. Za czas jakiś oddany zostanie remontowany właśnie na „krajówce” most. Jest więc źle, będzie gorzej. Mieszkańcy Huberta już teraz budzą się z bólem głowy, nie otwierają okien, latem nie siedzą w ogródkach. Charakterystyczny monotonny szum jest na dłuższą metę nie do zniesienia. Ale wiadomo – ruchu się nie zlikwiduje, ulicy nie zamknie. Jest wyjście o wiele prostsze: ekrany akustyczne. Których miasto mieszkańcom nie chce postawić. A mieszkańcy osiedla apelowali o ekrany wiele razy, w ich imie-


niu pytaliśmy i my. Odpowiedział Piotr Wieczorek, zastępca prezydenta Gliwic. Napisał m. in., że rada miejska uchwaliła już program ochrony środowiska, który będzie sukcesywnie wdrażany. Działania naprawcze polegać mają na budowie dróg alternatywnych o charakterze obwodnic. Ale przewiduje się także wybudowanie ekranów akustycznych przy DK 88. Wieczorek dodał, że obecna sytuacja, jeśli chodzi o ruch w Gliwicach, jest tymczasowa. Trwa budowa DTŚ, w związku z czym ruch rozkłada się nierównomiernie. Zdaniem wiceprezydenta, trudno teraz wskazać wybór miejsc do postawienia ekranów. Bo po oddaniu „średnicówki” ruch, a co za tym idzie, hałas na DK 88, może ulec zmianie. Wieczorek wspomina też o tendencji do łagodzenia wymogów, jeśli chodzi o budowanie ekranów. Chodzi o to, że swego czasu stawiało się ich za dużo. Teraz zaś wielu ekspertów z zakresu środowiska widzi rozwiązanie problemu inaczej. Tak, by drastycznie nie ingerować w otoczenie. Więc poprzez zieleń izolacyjną chociażby. Ekrany to

już ponoć ostateczność. Tyle że do ostateczności doprowadzeni zostali i sami mieszkańcy. Bo u nich ani ekranów nie ma, ani izolacyjnej zieleni. – Jesteśmy świadomi problemu związanego z emisją hałasu drogowego, zwłaszcza w rejonach głównych arterii komunikacyjnych – odpowiada Wieczorek. – Jednak jest to zjawisko nieuniknione i żadne działania naprawcze nie będą w stanie całkowicie mu zapobiec. Obecnie planowanie ekranów nie byłoby racjonalne, bowiem nie znamy jeszcze docelowych warunków ruchowych na głównych ciągach dróg miasta w związku z trwającą realizacją DTŚ.


Pa ra graf eks Pres

W Sierakowicach na Kozielskiej włamano się dodomu, potem dolodówki. Złodziej ukradł zamrożone mięso.

W Gliwicach na Bydgoskiej sprawca zamaskowany kominiarką i z nożem w ręku wszedł do jednego z domów, zażądał pieniędzy. Lokator przestępcy się sprzeciwił i przestępca uciekł. Czyżby to był ten bandzior, który dostał w szczękę od słynnej już w Gliwicach pracownicy banku?

W miejscowości Chechło nieopodal Rudzińca ktoś włamał się do stodoły, z której wyniósł koło i chłodnicę syrenki. (Młodszemu pokoleniu tłumaczymy: syrenka to taki samochód z czasów komuny.)

Na giełdzie w Sośnicy uprowadzono owczarka podhalańskiego. Pies siedział sobie spokojnie w aucie. Jak go zabierali, nic nie mówił.

We wsi pod Pyskowicami pewien mieszkaniec stracił rury stalowe, stalowe słupy i wałek, taczkę metalową, dwie szyny kolejowe oraz belkę do tyl-

nego podnośnika ciągnika. Tego wszystkiego szukają policjanci z Pyskowic.

Na osiedlu Sikornik Nieznany Monter Pieca Gazowego dokonał wymiany pieca starego na nowy, ale uszkodzony. Mało tego: podczas podpisywania umowy Nieznany Monter PG ukradł klientowi dowód osobisty. Oszust już może czuć się złapany, bo szukają go policjanci z „jedynki”. Pewna 25-letnia mieszkanka Sośnicy, nie wiedzieć czemu i po co, zniszczyła telewizor, meble i jeszcze kilka innych rzeczy swojej matki. Ponownie Sikornik. 57-latek przetrzymywał w swoim mieszkaniu 65 (słownie: sześćdziesiąt pięć) tysięcy sztuk nielegalnych papierosów.

Z kuchni domu na Słowackiego zginęła porcelana.

Do mieszkania na Wilgi pod pretekstem spisania licznika wody wszedł mężczyzna. Pretekst już znamy. Teraz cel prawdziwy: złoty i srebrny sygnet, srebrna obrączka oraz męski zegarek.


WASZE Zagajnik przy parkingu na tyłach Tesco w Pyskowicach działalność marketu zamieniła w śmietnisko. Na gałęziach powiewają papierowe ulotki i foliowe worki, a drzewa u podstawy toną w „grubszych” śmieciach – reklamówkach, „petach”, opakowaniach. Smaczku dodaje sąsiedztwo komisariatu policji. Odpowiedzialni za przestrzeganie ładu mundurowi nie dostrzegają jaskrawego przykładu nieporządku tuż pod nosem. Posterunek dzieli od wysypiska podwórko. Policjanci zaglądają tutaj na służbie, dla przegonienia amatorów tanich trunków i jako zwykli klienci. Nie kłuje ich w oczy bałagan, czy przymykają je dla świętego spokoju? Chciałabym tą drogą wyrazić wdzięczność osobie, która znalazła moje pozostawione w wózku zakupy i zwróciła je do sklepu, naprawiając skutki mojego zapominalstwa. Zdarzenie miało miejsce 19 lutego w Lidlu przy ul. Andersa. Nocna opieka medyczna w Gliwicach to jakieś nieporozumienie. Mogła się o tym przekonać moja żona odsyłana z miejsca na miejsce i ostatecznie pozostawiona bez pomocy.

AMY Szukaliśmy jej w związku ze stanem palca u ręki. Nie był to drobiazg. Palec miał świeży szew. Zaniepokoił nas ból i sączenie z rany. W „awaryjnej” przychodni w Sośnicy zmianę miał akurat internista. Odesłał nas do chirurga. Skorzystaliśmy ze szpitala na Kościuszki. Błąd. Dyżurujący chirurg przyjął nas tak niechętnie, jakby wraz z nami zwaliła mu się góra problemów. A chodziło przecież tylko o to, by obejrzał ranę fachowym okiem, uspokoił albo skierował dalej. Lekarz nawet nie spojrzał na ranę. Zbeształ nas za to, że dopuściliśmy się… nadużycia. Jak rozumiem, niewłaściwość naszego zachowania polegała na tym, że w związku ze zdrowiem szukaliśmy pomocy u lekarza, zamiast dajmy na to, u Pana Boga? Uruchomienie linii 624 do Sośnicowic to strzał w dziesiątkę. Stworzono wreszcie wygodne połączenie autobusowe do Gliwic, które są miejscem pracy i nauki wielu mieszkańców gminy. Jest jednak „ale”. Wcale nie małe. O pilną wymianę nie proszą, błagają wręcz, wiaty, z których korzystają pasażerowie linii. Weźmy przystanek na granicy obu miejscowości. Oderwa-


ny dach trzepocze jak żagiel, ławki lepią się od brudu, szyby leżą w rozsypce pod nogami podróżnych. To najbardziej jaskrawy przykład dziadostwa. Ale inne przystanki wiele się nie różnią. Tylko patrzeć, jak przyStyczyńskiego wybuchnie walka o plac. Rozszarpią go wspólnoty, które nim obdzielono. Nieruchomość obsługuje kilka budynków. Naskutek przyjęcia przysprzedaży zasady, że każda klatka tworzy odrębną wspólnotę, plac ma kilkunastu właścicieli. Jakoś dawało się wmiarę zgodnie żyć, ale nową siłę nadała sporom reforma śmieciowa. Zaczęło się „przepychanie” kubłów. Mieszkańcy klatki, która wykupiła miejsce pod śmietnik, nie chcą tam cudzych nieczystości. Jeżeli następne rozwiążą problem wpodobny sposób, plac zarośnie pojemnikami.Inie będzie już miejsca nazieleń, plac zabaw dla dzieci ani na nic innego.

Śla deM na szych Pu bli ka cji Nauczyciele nie mają ekstrazarobków

Trudno się zgodzić z informacjami autora artykułu „... ekstrazarobki nauczycieli”, zamieszczonego w „Nowi-

nach Gliwickich” z 26.02.2014 r. Chociaż powinniśmy się już przyzwyczaić do tego, że co jakiś czas w prasie lub telewizji pojawiają się informacje o nieprzyzwoicie wysokich zarobkach nauczycieli, przewyższających płace w innych branżach. Społeczeństwo jest tym zbulwersowane, bo komentarz, że to np. 218 procent przeciętnego wynagrodzenia, działa na wyobraźnię każdego. Z drugiej strony, często krytyka nauczycieli dotyczy czasu pracy, bo przecież nikt w Polsce zatrudniony na pełnym etacie nie pracuje tak krótko, bo tylko 18 godzin lekcyjnych. Niestety, we wspomnianym artykule nie przytoczono zapisu art. 42 Karty Nauczyciela, zgodnie z którym nauczyciel może pracować tygodniowo nie więcej niż 40 godzin. Tymczasem, jak pokazały badania prowadzone w ramach projektu systemowego pt. „Badanie jakości i efektywności edukacji oraz instytucjonalizacja zaplecza badawczego”, finansowanego z PO KL, czas pracy nauczyciela często przekracza te 40 godzin (wykazano ponad 46 godzin). Jak się zatem ma czas jego pracy do 18 godzin dydaktycznych? W ramach 40-godzinnego tygodnia


pracy nauczyciele, oprócz prowadzenia zajęć dydaktycznych i sprawowania opieki nad dziećmi, wykonują inne czynności wynikające z zadań statutowych szkoły (konferencje, zebrania z rodzicami, itp), prowadzą zajęcia z art. 42 KN (2 lub l godz. tygodniowo), przygotowują się do lekcji, sprawdzają prace, analizują wyniki, dokształcają się we własnym zakresie, doskonalą zawodowo (często w weekendy), itp. Każdy, kto interesuje się szkołą np. swojego dziecka, widzi, że są dni otwarte, festyny, konkursy, zawody sportowe i mnóstwo różnorodnych imprez i akcji, które ktoś musi przygotować, nadzorować, prowadzić po swoich godzinach dydaktycznych. Wielu czynności na zewnątrz nie widać – to mrówcza praca tych, którzy sprawdzają zeszyty, przygotowują dodatkowe zadania dla słabszych, zdolnych, bo przecież na każdej lekcji obowiązuje indywidualne podejście do ucznia i uwzględnianie jego potrzeb. Zatem uwzględnianie tylko godzin dydaktycznych w obliczeniach fałszuje prawdziwe dane i ukazuje zarobki nauczyciela w sposób nieprawdziwy. Niby wszystko jest w porządku, autor powołuje się na źródło, a jednak war-

to się zastanowić nad tym, jakie składniki uwzględnia wyliczona przez GUS stawka godzinowa i jak została policzona. Zgodnie z informacją przekazywaną corocznie z Urzędu Miasta Gliwice nauczycielskim związkom zawodowym średnie wynagrodzenie nauczyciela dyplomowanego (a więc o naj wyż szych kwa li fi ka cjach) w 2012 r. wynosiło 5000 zł brutto. Jeżeli tę kwotę podzielimy przez 160 go dzin w mie sią cu, otrzy ma my 31,25 zł. Dla nauczycieli o niższym stopniu awansu zawodowego będzie to: dla nauczycieli mianowanych – 24,46 zł, dla nauczycieli kontraktowych – 18,85 zł, a dla stażystów – 16,98 zł. Dla przypomnienia: w artykule „NG” czytamy: „najlepiej zarabiający nauczyciele gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych otrzymywali 44,44 zł za godzinę pracy”. Jesteśmy pewni, że każdy z nauczycieli chciałby otrzymywać taką stawkę godzinową. Maria Konar Przewodnicząca MOZ NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty w Gliwicach


Mieszkania od gminy nadal z bonifikatą

Bli sko 11 mln zł za ro bi ły w ubie głym ro ku Gli wi ce na sprzedaży mieszkań komunalnych ich lokatorm. W tym roku bę dą kon ty nu ować sprze daż. Warto zaznaczyć, że przy zakupie nadal obowiązuje znaczna bonifikata. W ubie głym ro ku mia sto sprzedało najemcom 215 mieszkań. W tym ro ku moż na się spo dzie wać po dob ne go wy ni ku. W podobnej liczbie lokale sprze da ją się na prze strze ni ostatnich lat.

– Boom z pierwszego okresu obowiązywania bonifikaty już się nie powtórzy. W latach 1998 – 2000 sprzedawano przeciętnie tysiąc, a w rekordowym 1999 roku blisko cztery tysiące mieszkań. Wtedy stosowano też wyższe, dochodzące do 70 proc., upusty. Od 2005 r. stosowana jest bonifikata w wysokości 60 proc. Ale nie narzekamy na brak zainteresowania – mówi Bożena Kus, dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w Gliwicach.


Aby otrzymać ulgę przy zakupie miesz ka nia, lo ka tor mu si spełnić parę warunków. Możliwość wykupu z upustem przysługuje osobie, która jest najemcą i nie zalega z opłatami za lokal oraz innymi zobowiązaniami wobec miasta. Osoba występująca o wykup, ani jej współmałżonek, nie może być również właścicielem lub najemcą innego lokalu mieszkalnego. W ubiegłym roku mieszkanie od miasta kosztowało przeciętnie, przed odliczeniem bonifikaty, blisko 2,2 tys. zł za metr kwadratowy. Cena za nieruchomość to niejedyny wydatek, z jakim mu si się li czyć ku pu ją cy. Za operat szacunkowy, ustalający war tość miesz ka nia, pła ci miasto. Osoba kupująca pokrywa koszty notarialne i sądowe, które wahają się od 1,2 do 2 tys. zł. – Należy pamiętać, że wykup z zastosowaniem ulgi ma

swo je ogra ni cze nia – zwra ca uwagę dyrektor Kus. – Otrzymanie bonifikaty wiąże się z zastrzeżeniem jej zwrotu, w przypadku gdy mieszkanie zostanie sprzedane lub zmieni się jego funkcja użytkowa przed upływ e m 5 lat od daty nabycia. Bonifikaty, i to zwa lo ry zo wa nej, nie trzeba zwracać tylko w sytuacjach wyjątkowych. Bez żądania zwrotu bonifikaty prawo pozwala zbyć mieszkanie osobie bliskiej lub zamienić go na inne. Z zastrzeżenia tego zwolniona jest również sprzedaż, pod warunkiem, że całość środków uzyskanych z tego tytułu zostanie przeznaczona na zakup innego mieszkania lub domu. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy wniosek spełnia warunki for mal no -praw ne, a sprze daż nie może dojść do skutku. Dotyczy to lokali w budynkach o nieuregulowanym stanie prawnym.


W ta kich przy pad kach sprze daż musi zostać poprzedzona regulacją sytuacji własnościowej budynku oraz podziałem gruntu, na którym stoi. Nie zawsze jednak jest to możliwe. – Nie któ re z po sia da nych przez nas budynków nie są naszą własnością. Osoby, do których na le żą, wy emi gro wa ły, zmar ły lub z in ne go po wo du porzuciły swój majątek. Budynków w stanie takiego prawnego „zawieszenia”, z nikłymi szansami na jego uporządkowanie, mamy 106 – informuje Bożena Kus. Ko rzy ści z pry wa ty za cji mieszkaniowych zasobów gminy nie ograniczają się do dochodów z tego tytułu dla miasta. Ludzie sprzedają i zamieniają wykupione mieszkania. Obrót lokalami od miasta nakręcił rynek, sprawiając, że o mieszkanie jest łatwiej niż jeszcze kilkanaście lat

temu. Dyrektor ZGM jest również przekonana, że to uwolnienie sprze da ży do pro wa dzi ło do tego, że żyjemy w ładniejszym i bardziej zadbanym otoczeniu. – Poczucie odpowiedzialności za swoją własność sprawia, że lokatorzy zaczęli dbać o miejsce swojego zamieszkania. Budynki w zarządzie wspólnot mieszkaniowych zmieniają się na korzyść. Zmiany najwyraźniej widać poprzez remonty elewacji. Ale nowego wyglądu nabierają również podwórka, klatki, strychy, te ostatnie licznie adaptowane na miesz ka nia. W pierw szych latach sprzedaży często do gło su do cho dzi ła roszcze nio wość no wych wła ści cie li. Dzisiaj wspólnoty mogą służyć za wzór dobrego, gospodarskiego zarządzania. (pik)


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny Gliwickie nr 11 by Nowiny Gliwickie - Issuu