Skip to main content

Nowiny Gliwickie nr9

Page 1

7.3.2014 r.

PL ISSN 0209

NR INDEKSU 366862

Prof. Adam Maciejewski G l i w i c ju s ze m 2 0 1 3

F o t o : k r z y s zt o F s u r m a

Numer 9


17. edycja plebiscytu „Nowin Gliwickich” rozstrzygnięta. Prof. Adam Maciejewski „Człowiekiem Ziemi Gliwickiej 2013”, wyróżnienie dla Piotra Dudy

Prof. Adam Maciejewski Gliwicjuszem 2013


rof. Adam Ma cie jew ski, spe cja li sta chi rurg on ko log, szef Zespołu Chirurgii Re kon struk cyj nej i Mi kro na czy niowej gliwickiego Centrum Onko lo gii, au tor wie lu pu bli ka cji na uko wych, pro mo tor prac dok tor skich i ha bi li ta cyj nych. Kil ka tygodni temu wrócił z USA, gdzie odbierał medycznego Oskara, nagrodę Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgii Rekonstrukcyjnej i Mikronaczyniowej, za pierwszy w świe cie prze szczep twa rzy ze

P

wska zań ży cio wych. Za bieg wy konano w maju 2013 roku, a Maciejewski szefował jedenastoosobowemu zespołowi, który operował 33-letniego pacjenta. W grudniu 2013 r. je go ze spół prze pro wadził drugi zabieg przeszczepu twa rzy, tym ra zem pla no wa ny. Operowana była 26-letnia Joasia. By wspie rać ta kich pa cjen tów jak Joasia czy Grzegorz wspólnie z le ka rza mi, człon ka mi ze spo łu, założyli Fundację na Rzecz Rozwo ju Chi rur gii Re kon struk cyj -


nej i Prze szcze pu Twa rzy. – Wy róż nie nie trak tu ję ja ko na gro dę dla ca łe go ze spo łu, bo w tej pra cy nie ja się li czę. Po dzi wiam Grze go rza i Jo asię. Za nie złom ność, siłę, cierpliwość, za bardzo trudną życiową decyzję. Bez niej, a przede wszyst kim bez ge stu ro dzin daw ców nie mo gli by śmy wejść do historii medycyny. Chylę czoła i bar dzo, bar dzo dzię kuję – mó wił na czwart ko wej ga li prof. Maciejewski. Statuetkę Gliwi cju sza, dłu ta wy bit ne go rzeź bia rza me da lie ra prof. Krzysz to fa Nit scha, ode brał z rąk Jo an ny Na wra til -Lu dwi czak, pre zes za rządu „Nowin Gliwickich” i przewod ni czą cej ka pi tu ły. a pi tu ła przy zna ła jed no wy róż nie nie. Otrzy mał je Piotr Du da, prze wod ni czą cy Ko mi sji Kra jo wej NSZZ So li dar ność. – Je stem z Gli wic. Pro szę pań stwa, to nie są pu ste sło wa, a de kla ra cja pły ną ca z ser ca. Z mo im przy ja cie lem Jur kiem Buz kiem, któ ry jest tu dzi siaj z na mi, spo tka li śmy się la ta te mu, w in nych oko licz no ściach. I kto by po my ślał, że

K

przy związ ko wym sto le sie dzą przy szły szef So li dar no ści i pre mier. Dzię ku ję „No wi nom Gli wic kim” za wy róż nie nie, któ re ma zde cy do wa nie cha rak ter po nadlokalny, a nawet ponadczasowy, dziękuję kochanej gliwickiej So li dar no ści, mo im współ pra cow ni kom, mo jej ro dzi nie i bli skim – po wie dział Du da. zło wie ka Zie mi Gli wic kiej wy bie ra ła dzie wię cioosobowa kapituła spośród czworga ścisłych finalistów. W jej skład weszli laureaci plebiscy tu z lat po przed nich oraz przedstawiciele redakcji: Jan Ballarin, profesor katowickiej Akademii Muzycznej, Człowiek Ziemi Gliwickiej 2005; Piotr Wieczorek, zastępca prezydenta Gliwic, reprezentujący Zygmunta Frankiewicza, prezydenta Gliwic (Gliwicjusza 1997) i An drze ja Ka ra siń skiego, sekretarza miasta (Gliwicjusza 1998); Stanisław Kubit, człowiek sportu, nauczyciel akademicki, Człowiek Ziemi Gliwickiej 2010; Jacek Krzyżanowski, pre zes Gru py firm Da ko, Człowiek Ziemi Gliwickiej 2006;

C


Ta de usz Ma mok, nad le śni czy Nad le śnic twa Ru dzi niec, Czło wiek Ziemi Gliwickiej 2003; Jan Sznajder, prezes gliwickiego Oddziału Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, Człowiek Ziemi Gliwickiej 2001; Marian Jabłoński, pasjonat historii miasta i regionu, Człowiek Ziemi Gliwickiej 2012; Joanna Nawratil-Ludwiczak, prezes zarządu „Nowin Gliwickich”, przewodnicząca kapituły oraz Małgorzata Lichecka, redaktor naczelna „Nowin Gliwickich”. śród fi na li stów wy róż nio nych dy plo ma mi zna leź li się (na zdję ciu od le wej): Mał go rza ta Ma la no wicz za pa sję w od kry wa niu nieznanych kart historii gliwickiego i europejskiego hutnictwa oraz wy bit ne dzia ła nia na rzecz ra to wa nia cmen ta rza Hut ni cze go, cen ne go za byt ku ślą skie go dzie dzic twa kul tu ro we go; Grze gorz Kraw czyk (w je go za stęp stwie dy plom ode bra ła Ewa Chu dy ba, głów ny spe cja li sta ds. edu ka cji i promocji Muzeum w Gliwicach) za ce nio ne przez pu blicz ność

W

i kry ty ków nie kon wen cjo nal ne projekty wydawniczo-wystawienni cze, któ re gli wic kie mu zeum, miejską instytucję kultury, wprowa dzi ły na ogólnopolskie salony kulturalne; Aneta Korzuśnik-Nowak za stworzenie i prowadzenie ze spo łu wo lon ta riu szy, któ rzy z sercem opiekują się terminalnie chorymi w gliwickim hospicjum; Ja kub Lu bi na, uho no ro wa ny za stworzenie znakomitego oraz cenionego na Śląsku, w Polsce i Europie festiwalu muzyki dawnej improwizowanej All`Improvviso, od wielu lat doskonale promującego Gliwice oraz Marcin Brosz, doceniony za wyróżniającą się pracę trenerską z drużyną piłkarską Piasta Gliwice, która pod jego wodzą osiągnęła historyczny sukces w ekstraklasie i awans do europejskich pucharów. Galę brawurowo i z zacięciem poprowadził nasz redakcyjny kolega Andrzej Sługocki, a ploteczki z gali do poczytania na Świeczniku (str. 14).


Prof. Adam Maciejewski i Gliwicjuszowy tort. Słodki prezent od cukierni Hania.

Przemysław Witkowicz (wokal) i Mariusz Goli ( gitara). Niesamowity głos i muzyka. Ich autorskie kompozycje wzbudziły uznanie publiczności.


Wara od parku i ogródków działkowych

F o t o : k r zy s z t o F s u r ma

Upór planistów w sprawie drogi rozdzielającej park Chrobrego


Małgorzata Lichecka

Plan przestrzenny dzielnicy akademickiej od 6 marca do wglądu w urzędzie miejskim. W planie – sporna droga prowadząca przez park Chrobrego, oprotestowana przez mieszkańców. Rada osiedlowa nie daje za wygraną i na pewno złoży uwagi, a także petycję do rady miejskiej. Zebrano już pod nią ponad 1700 podpisów.

Zwyczajowa droga

Publiczna dyskusja nad pomysłami urzędowych planistów przyniosła ciekawe wnioski. Otóż nieistotne są racje mieszkańców, liczy się zaś coś, co nakreślono na papierze lata temu. Bo sporna droga w planach widnieje już od 2004 roku. Jednak radni dowiedzieli się oniej dopiero w 2013 r. Dlaczego? Wcześniej dzielnica akademicka nie miała rady osiedlowej, nie było więc obowiązku jej powiadamiania. Ao planach można się przecież, zdaniem urzędników, dowiedzieć „zwyczajową drogą”. Czyli poprzez ogłoszenia na tablicy, w internecie oraz w prasie lokalnej (czytaj: w urzędowym biuletynie). Z tej „niewiedzy” korzystają władze. Ja-

koś dziwnie okazuje się, że plany już wyłożono, terminy przepadły izadministracyjnej drogi skorzystać nie można.

Droga niezwykle potrzebna

Tak o niespełna trzykilometrowym odcinku mówi Ewa Nowak, zastępczyni naczelnik wydziału planowania przestrzennego gliwickiego urzędu. Jej zdaniem sporna i na razie wirtualna ulica stanowi istotny element układu komunikacyjnego tej części miasta. Łączy się z ul. Wincentego Pola, ta zaś z DTŚ. I już można łatwo przemknąć do centrum, jak i do hali sportowej. Choć do tej ostatniej prowadzi też inna trasa: bezpośrednio odbiegająca od jednego z węzłów DTŚ. Mamy więc, z powodu Podium, dwie „niezwykle istotne” dla układu drogowego miasta drogi. Z których jedna zniszczy park Chrobrego.

Droga zabójcza

Anna Jasińska, przewodnicząca zarządu rady osiedla Politechnika, chciała się dowiedzieć, czemu lub komu droga w planowanym miejscu służy? Radni zasięgali opinii Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabyt-


ków i ten niszczeniu parku zdecydowanie się sprzeciwił. Nie widział też konieczności prowadzenia drogi w śladzie zaproponowanym przez miejskich planistów. Zdziwiło to zastępczynię naczelnika, która wyjaśniła, że urząd żadnego stanowiska konserwatora, w wymaganym ustawą terminie nie dostał, choć pismo w tej sprawie wysłał. Milczenie konserwatora, jak wyjaśniła Nowak, oznacza dla urzędu zgodę na proponowaną wersję planu. Powiedziała też, że nie można drogi poprowadzić w innym miejscu. Np. za halą sportową politechniki. Za mało tam miejsca, jest spory parking i rura ciepłownicza.

Droga kontra ogródki działkowe

Zdewastowany ewentualną budową park Chrobrego to jedno. Plan zakłada także zrównanie z ziemią ogródków działkowych Krakowianka. Zastąpią ją tereny usługowo-komercyjne (np. parkingi) lub dydaktyczne. Pech ogródków polega na tym, że leżą w bardzo bliskim sąsiedztwie budowanej hali Gliwice. I choć urzędnicy gorąco protestują przeciwko łączeniu tych planistycznych zapędów z halą, tak się skła-

da, że nie sposób tego wątku pominąć. Ale z ogrodami nie pójdzie tak łatwo. Joachim Kowolik, prezes Krakowianki, w krótkim, acz emocjonalnym wystąpieniu wyłuszczył urzędnikom racje działkowców. – Odkurzyliście stary projekt – podkreślał – i usiłujecie wszystkim wmówić, że jest potrzebny. Ale nie wiecie, że od 2 stycznia 2014 roku obowiązuje nowa ustawa o ogrodach działkowych. Likwidować je można tylko dla bardzo ważnego celu publicznego, a jeśli już do tego dojdzie, to działkowcom należą się duże odszkodowania. Znacznie większe niż dotąd. Pytanie, czy miasto stać na taki wydatek. Poza tym, należy powiadomić zainteresowanych z co najmniej dwuletnim wyprzedzeniem. Zignorowaliście nasze racje, a teraz jesteście zdziwieni protestem. Nowak przyznała, że nie dotarły do niej informacje o nowych rozporządzeniach i trudno jej odnieść się do słów szefa Krakowianki. – Sprawdzimy, oczywiście, te zapisy, ale nie bardzo rozumiemy rozgorączkowanie. Na razie to tylko plany. W ciągu najbliższych pięciu lat droga nie powstanie – dodała.


W Wilczym Gardle sprawdziło się przysłowie „w kupie siła”. Jeszcze rok temu mieszkańcy martwili się, że stracą szkołę. Dziś nie tylko szkoła zaczyna kwitnąć, ale i cała dzielnica. Z rodzicami z Wilczego spotykamy się w rocznicę burzy

Wilcze pokazuje pazur Ma ry sia Sła wań ska

A burza rozpętała się na początku 2013 roku. W pewną styczniową niedzielę ksiądz z ambony zakomunikował: zagrożona jest podstawówka. Bo nieopłacalna. Miasto niby nie zamierzało likwidować jej całkowicie (Szkoła Podstawowa nr 2 w Wilczym Gardle miała stać się filią SP 3 w Ostropie), ale rodzice twierdzili, że to tylko mydlenie oczu. Że za czas jakiś „dwójka” i tak

przestanie istnieć. A oni nie zgadzają się, by ich dzieci jeździły na lekcje sześć kilometrów. Dodatkowo bulwersował fakt, że o wszystkim dowiedzieli się podczas mszy. Zaczęli więc działać. Najpierw spotkali się z radną Joanną Karwetą, która pomogła napisać oświadczenie. Potem do szkoły zaprosili wiceprezydenta Krystiana Tomalę. Dalej – zorganizowali pikietę pod Ratuszem podczas sesji. Było jeszcze jedno spotkanie. Z Tomalą i radnymi Markiem Pszonakiem oraz Jarosławem


Wypychem. Rodzice byli na nie świetnie przygotowani. Przyszli z własnym programem naprawczym. I wtedy wreszcie pojawiło się światełko w tunelu. Władze dały delikatny, ale wyraźny sygnał: szkołę można ocalić. Warunek: sami rodzice zaczną zrobić coś, co sprawi, że placówka stanie się opłacalna. – Powstała idea, by szkoła stała się centrum kulturalnym dla całej dzielnicy – mówi Paweł Szumski, jeden z organizatorów spotkań z władzami. – To była odpowiedź na nasze pytanie, co my sami możemy zrobić, by

ją ratować – dodaje. Podczas tego ostatniego spotkania podpisano protokół. Przedłużono w nim życie podstawówki o dwa lata. Zgodnie z umową, jeżeli po tym czasie szkoła nie będzie miała większych kosztów, przetrwa. Minął rok, a już są pozytywne efekty tamtego spotkania. Niedawno rodzice kolejny raz widzieli się z wiceprezydentem i radnymi. Tomala był mile zaskoczony i zadowolony. Co takiego stało się w Wilczym przez rok?

Członkowie stowarzyszenia i sympatycy. Jeden z nich, Rafał Bałaga, dowozi dziecko do podstawówki w Wilczym Gardle aż z Nieborowic. SP 2 wygrała w tym przypadku ze szkołami z Gliwic. Jeśli też chcecie poznać, jak podstawówka w Wilczym działa i co oferuje dzieciom, przyjdźcie 25 marca między godziną 17.00 a 19.00 na dni otwarte.


Cuda zaczęły się dziać Mieszkańcy połączyli siły. Jeden z nich, Paweł Strzelecki, wpadł na pomysł. Działaniu nadać trzeba jakąś oficjalną formę. Najlepiej się stowarzyszyć. I tak w lipcu ubiegłego roku powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły i Osiedla Wilcze Gardło. – Ono ma na celu nie tylko ratowanie szkoły. Zamierzamy wpłynąć na rozwój naszej dzielnicy, zadbać o jej historyczny charakter, przywrócić temu miejscu pierwotny charakter miasta-ogrodu. Marzy nam się, by przyciągnąć turystów – mówi Strzelecki, dziś prezes stowarzyszenia, które nota bene współpracuje ściśle z odnowioną radą osiedla, dyrekcją szkoły oraz radą rodziców. Stowarzyszenie i ludzie z nim współpracujący tworzą właśnie w Wilczym Gardle centrum kulturalno-oświatowe. I co ciekawe, szkoła, która jeszcze niedawno była zagrożona, dziś stała się sercem dzielnicy. Sercem, bez którego dzielnica zginie. O tym wszyscy są przekonani. Bo źródło życia, które w Wilczym właśnie

zaczęło się rodzić, bije w lokalnej podstawówce. To miejsce zaczęło integrować wszystkich mieszkańców. Rodzice dzieci z Wilczego Gardła zgodnie przyznają: ta afera sprzed roku pomogła. Gdyby nie ona, nie zaczęłoby się dziać tyle pozytywnych rzeczy. I to w ciągu zaledwie jednego roku.

Porażkę przekuli w sukces

Stowarzyszenie zorganizowało andrzejki, podczas których zebrano pieniądze na rzecz szkoły. Przeznaczono je na termomodernizację strychu. Był kiermasz dekoracji i ozdób świątecznych, były mikołajki, kiermasz zabawek ze zbiórką dla zerówki, przedszkola i świetlicy, sylwester, podczas którego uzbierano 3 tysiące złotych. Dzięki temu można było zakupić monitory i drukarkę do pracowni komputerowej. A dzięki pozyskanemu sponsorowi wyremontowano szkolną świetlicę. W tym roku zorganizowano bal prze bie rań ców, a już w mar cu Pierwszy Bal Jednomaskowy.


W Wilczym zaczęła działać szkółka piłkarska Piasta Gliwice, odbywają się zajęcia plastyczne, karate i balet. Zorganizowano akcję „Uwolnić książkę”, dzięki której szkoła stała się jednym z punktów znanej na świecie inicjatywy „book crosing”. Jest i coś dla dorosłych: aerobik, joga i tenis stołowy. Stowarzyszenie ściśle współpracuje z gliwickim młodzieżowym domem kultury oraz centrum organizacji pozarządowych, które szkoli, jak pozyskiwać unijne fundusze i tworzyć projekty. I nagle okazuje się, że jednak można. Że chcieć to móc. – Mamy głowę pełną pomysłów – mówi Szumski. A inny członek stowarzyszenia, Ziemowit Ostrowski, dodaje: – Wyznaczamy właśnie w Gliwicach nowe kierunki. Mamy nadzieję, że staniemy się przykładem dla innych dzielnic.

Burza mózgów trwa

Członkowie stowarzyszenia, rady osiedla i pracownicy szkoły nie odpuszczają. Nie osiadają na laurach. Przed nimi jeszcze rok próby. A pomysły mają fantastyczne – co

nie znaczy, że niemożliwe do zrealizowania. Bo oto okazało się, że na przykład gliwicki MZUK bardzo przychylnie odniósł się do idei rewi ta li za cji skweru przy przed szko lu. Dzię ki te mu, że znów mieszkańcy dali coś od siebie. Otóż dwóch człon ków rady osiedla, Jarosław Malik i Krzysztof Malczewski, to architekci, którzy zadeklarowali stworzenie projektu w czynie społecznym. Mają już wizję, jak teren będzie wyglądać. – Powstanie nowoczesny plac zabaw, górki, scena dla dzieci, widow nia. Ale to nie wszyst ko. Przy współpracy z MZUK chcemy też stworzyć oświetlony tor do biegów na nartach – opowiadają projektanci. To tylko mała część pomysłów i projektów, jakie powstają w Wilczym Gardle. Mieszkańcy zapowiadają jeszcze więcej zajęć, warsztatów, festynów, imprez kulturalnych i sportowych. O wszystkim informują na stronie stowarzyszenia (www.wilczegardlo.pl).


PARAGRAF EKSPRES Szli gliwickim Rynkiem dwaj złodzieje, którzy w aptece nakradli farmaceutyków i kosmetyków za 722 złote. Zgarnęli ich policjanci z Kościelnej.

WRudzińcu włamano się dometalowego baraku gastronomicznego. Zginęła chłodziarka do piwa.

W Gliwicach, z pubu niedaleko Rynku, ukradziono telefon. Ponieważ aparat znajdował się w kieszeni płaszcza, ukradziono i płaszcz.

Pewien mieszkaniec Pyskowic mu Na Zwycięstwa przy „giecehu” si aż cztery razy w tygodniu zgłaszać się znów grali wtrzy cukierki. Nabrać oszus- nakomisariat wswoim grodzie. Taką katom dała się pewna pani i straciła tysiąc rę wymyślił dla niego prokurator. złotych. Pani była zpodkarpackiego imyślała, że w Gliwicach grają uczciwie. Na Sikorskiego w Gliwicach ktoś włamał się do pomieszczenia-kosza. Whotelu wKnurowie klient zRyb- Ukradł 13 butli pełnych gazu. Wybuchu nika nie zapłacił zacztery hotelowe doby, jak dotąd nie odnotowano. prócz tego zniszczył pokój (straty –1500 zł). W Gliwicach podpalono też lokal gastronomiczny z kebabem. Na Saturna w Gliwicach złodziej ukradł bmw, które porzucił już na na Na Dworcowej, z mieszkania, zgistępnej ulicy. nęła podręczna walizka. W walizce były perfumy, kurtka narciarska oraz zdjęcia. W Knurowie na ulicy Konopnickiej25-latka długimi paznokciami podra Jeszcze Gliwice. Tym razem Kośpała dotkliwie 32-latka. Mężczyzna ma ciuszki. Tu z klatki schodowej nieznany ponoć uszkodzenia lewej części twarzy. sprawca ukradł trzy pary butów. WłaściAż tak? ciele byli zdziwieni, gdy chcieli je założyć.


WASZE W Ligocie Zabrskiej, na wysokości ul. Pocztowej 65, doszło do zapadnięcia terenu. Pierwszy raz zwróciłem uwagę na dziurę w grudniu. Od tego czasu zdążyła urosnąć i nadal się powiększa. Wyrwa stwarza zagrożenie. Ale, choć trudno ją przeoczyć, nie budzi reakcji spółdzielni Domator, która administruje terenem. Może zainteresują się problemem, gdy przeczytają o nim w gazecie?

Władze Małopolski zatrudni ły bez ro bot nych w in sty tu cjach kultury. W muzeach, kinach, teatrach sprzedają bilety, pilnują porządku, odbierają ubrania. Dlaczego do tego nawiązuję? Bo to rozwiązanie godne naśladowania. Poddaję go pod rozwagę włodarzom naszego miasta. Nie ukrywam, że jestem osobą, która idealnie spełnia warunki takiej pomocy. Dzieli mnie krok od emerytury, ale od pięciu lat nie mam pracy. W znalezieniu zatrudnienia nie pomaga nawet tytuł magistra. Stała, choćby i skromna, pensja,

AMY gwarancja posady, możliwość obcowania ze sztuką, byłyby znakomitymi odtrutkami na lata beznadziei. Ale czy prezydent zawraca so bie gło wę, jak po móc ta kim osobom jak ja?

Rubryka „Halo...” poruszała ten temat już nie raz. Ale nigdy za wiele, jeżeli chodzi o piętnowanie głupoty. A niemądre, co najmniej, było zlikwidowanie przystanku na wysepce przy dworcu kolejowym, przez co do autobusu mają kilkaset metrów dalej nie tylko podróżni. Równie bezsensowne jest przeniesienie przystanku sprzed urzę du miej skie go za światła, w miejsce za małe na ustawienie wiaty. Władze przedsię bior stwa ko mu ni ka cyj ne go i miasta, które na to pozwoliły, zrozumiałyby swój błąd, gdyby posłucha ły po dróż nych. Mar z ną cy i moknący na przystanku nie zostawiają na nich suchej nitki. Właściciel zakładu pogrzebowego przy tzw. pajączku wy-


kazał się wisielczym poczuciem hu mo ru. Fir ma wy pra wia ją ca na tamten świat ma za sąsiadów aptekę i kościół. Co poniektórzy seniorzy zaczęli omijać szerokim łukiem to miejsce. Jak sarkają, powstał trójkąt bermudzki, z instytucjami od choroby, ostatniego na masz cze nia i ostat niej dro gi w wierzchołkach. Komuś zależało, żeby kłuć w oczy i straszyć starszych ludzi tym memento?

Sprawa in-postu i przesyłek sądowych jest powszechnie znana. Dorzucę tylko kamyczek do tego ogródka, dla ilustracji skali niekompetencji tej firmy. Dostawca zawalił usługę. Nie wystawił powtór ne go awi zo, list prze padł. W punkcie odbioru nie potrafiono mi wyjaśnić, jak wygląda procedura reklamacyjna. Ba, nie wiadomo, do kogo złożyć skargę. Pomijam fakt, choć jest to właściwie fakt nie do pominięcia, że w przypadku in-postu klient nie jest chroniony z tytułu odpowiedzialności urzędnika, jak ma to miejsce na poczcie. Chodzi mi o zwykłą praktykę „ku-

piecką”. Nie spotkałam się jeszcze z firmą, która nie pozwala na reklamowanie jakości usługi. Toż to jawne pogwałcenie praw konsumenta!

Robotnicy układający kostkę na Starówce do dżentelmenów, delikatnie rzecz ujmując, nie należą. Kobiety narażone są z ich strony na chamskie, obcesowe zaczepki. Szefowie nabawili się chyba głuchoty w tej robocie, skoro nie przywołują podwładnych do porządku. A pracują teraz, jakby nie patrzeć, w kulturze.

Be to niarki wy jeż dża ją ce z budowy DTŚ ciągną za sobą pas gliny. W bezpośrednim rejonie inwestycji wykonawca jeszcze się pilnuje, ale dalej położone ulice – jak Chorzowska, gdzie działa zakład zaopatrujący betoniary w materiał – ma już w nosie. Z jezdni robi się ślizgawka.


Pamiętacie historię 80-letniego pana Ludwika, który od 13 lat mieszka w jednym z garaży przy ul. Damrota? Jest szansa, że wreszcie będzie mógł żyć w bardziej godnych warunkach

F oto : zd zi s ł ą w da ni e c

Z garażu do szpitala


Andrzej Sługocki Dwa lata temu opisaliśmy historię tego starszego człowieka, któremu za dom służy garaż. Zamieszkał tam po tym, jak – jego zdaniem niesłusznie – eksmitowano go z mieszkania. Przypomnij my fak ty. Pan Lu dwik w 1975 roku otrzymał własnościowe mieszkanie spółdzielcze w bloku przy ul. Helskiej w Gliwicach. Wprowadził się z żoną i dwójką dzieci. Mieszkali tam do 2000 roku. Zostali – a właściwie pan Ludwik, bo żona się od niego wcześniej wyprowadziła – eksmitowani. Po prostu w pewnym momencie przestał płacić czynsz, uznając, że skoro mieszkanie ma status własnościowego, nie musi tego robić. Tym bar dziej że, jak mó wi, miesz ka nie by ło praw dzi wie „dziadowskie”. – To był jeden wielki bubel! Popękane ściany, krzywe podłogi, futryny, okna –

relacjonował staruszek. – Jak upomniałem się, to byłem ten zły. Pisałem, gdzie się dało. Do gazet, Jaruzelskiego. Żadnego odzewu! W 1980 r. ostentacyjnie przestałem płacić czynsz, aby przymusić ich do zamiany. Wykorzystali to i mnie wrzucili. Spółdzielnia, do której należał pan Ludwik, zaczęła monitować, aż w końcu skierowała sprawę do sądu. Ten po kolejnych pismach, zawiadomieniach, w grudniu 1998 roku wydał zaoczny wyrok nakazujący dobrowolne wy da nie zaj mo wa ne go loka lu przy ul. Helskiej. Pan Ludwik się nie zgodził. Do akcji wkroczył ko mor nik i w asy ście po li cji odebrał mu mieszkanie, a meble zdeponował w magazynie. Pan Ludwik zamieszkał w garażu przy ul. Damrota. Bez wody, prądu, ubikacji. Nie ma się gdzie umyć, załatwić potrzeb fizjo lo gicz nych… Za miast wy prać ubrania, wyrzuca je i ze


śmietnika bierze inne. Ma niewielką emeryturę, którą do garażu przynosi listonosz. Za to kupuje jedzenie i inne potrzebne produkty. Jest nieufny i nie chce otwierać drzwi. Rozmawia z obcymi wy łącz nie przez ma ły luf cik. Czasem tylko można go spotkać, kie dy sie dzi na ław ce przy ul. Radiowej z kawałkiem tektury, na której napisał: „Prote stu ję prze ciw bez praw ne mu po zba wie niu mnie miesz ka nia…”. I jak mantrę powtarza: oddajcie mi moje mieszkanie! Bogna Duńska, która jest koordynatorką zespołu ds. osób bezdomnych w gliwickim Ośrodku Pomocy Społecznej na bieżąco monitoruje sytuację pana Ludwika. Zna jego sytuację, ale mó wi, że ten nie zga dza się na przeprowadzkę, np. do schroniska w Bojkowie. – Oczekuje jednego, oddania mieszkania –

dowodzi. – Udało mi się jednak zdobyć zaufanie pana Ludwika i jego stan zdrowia ocenił biegły psychiatra sądowy. Orzeczenie było jednoznaczne: ten człowiek powinien zostać poddany leczeniu szpitalnemu. Tylko jak to zrobić, skoro dobrowolnie na to się nie godzi? Zwróciliśmy się do sądu rejonowego w Gliwicach o wydanie postanowienia o leczeniu pana Ludwika bez jego zgody. Niestety, jak się dowiadujemy, sąd postanowienie w tej sprawie wydał, ale nie poinformował OPS o swojej decyzji! Sprawa zawisła więc w próżni, co powoduje niepotrzebne opóźnienie. – Teraz przed nami pozyskanie postanowienia sądu i realizacja niezbędnej procedury, która polega na tym, że OPS informuje urząd marszałkowski o postanowieniu sądu. Konieczne będzie zapewnienie dla pana Ludwika transpor-


tu do szpitala, zabezpieczenie policyjne – wylicza Duńska. Pierwsze podejście i namawia nie star sze go męż czy zny do hospitalizacji odbędzie się z tymi służbami. Jeśli pan Ludwik odmówi, nikt nie będzie używał siły. Takie są przepisy. W takiej sytuacji OPS poinformuje urząd marszałkowski o nieudanej akcji i zostanie ona wznowiona przez policję już z zastosowaniem ewentualnych środków przymusu. – Trochę to zawiłe i rozczarowu je mnie z uwa gi na czas, a przede wszystkim emocje towarzyszące panu Ludwikowi – przekonuje Duńska. – Niepotrzebnie bę dzie dwu krot nie na ra ża ny na stres. Nie ukrywam, że w swej naiwności myślałam, iż postanowienia sądu realizuje w tym zakresie policja bez tych korowodów. Na razie pan Ludwik otrzymuje pomoc ze strony straży miej-

skiej, która przynajmniej dwa razy w tygodniu dowozi mu różne „dary”, m.in. z noclegowni św. Brata Alberta w Gliwicach. – To budujące, jak ludzie biedni potrafią się dzielić – cieszy się Duńska. – Ostatnio, kiedy wybiera łam się do pa na Lu dwi ka, mieszkańcy noclegowni dali mi dla niego gotowane ciepłe jajka na twardo, inni pomarańczę, makaron zasmażany z kapustą, pieczeń i trochę chleba. Również córka udziela mu większej pomocy i przywozi ciepłą zupę.


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny Gliwickie nr9 by Nowiny Gliwickie - Issuu