Skip to main content

Nowiny Gliwickie nr8

Page 1

28.2.2014 r.

PL ISSN 0209

Tu banerek, tam plakacik

NR INDEKSU 366862

F O T O : K R Z Y S ZT O F S U R M A

Numer 8


Studenci architektury porządkują miasto. Z reklam

Tu banerek, tam plakacik Małgorzata Lichecka Gliwice wolne od reklam? Czemu nie. Młodzi architekci przeszli przez centrum i stwierdzili, że trzeba je zmienić. Pod względem reklamowym, oczywiście. Każdy, kto przechodzi ul. Zwycięstwa, widzi: zalepione plakatami witryny, banery, neony, ulotki. Reklamujemy, co się da i gdzie się da, bezmyślnie wykorzystując najmniejszy skrawek przestrzeni. Byle tylko nalepić, przybić, zamalować, zakreślić. Reklamują się wszyscy, a przestrzeń publiczna to worek bez dna. Tylko jak po takich zabiegach wygląda miasto? I czy te reklamy do kogokolwiek docierają, jeśli mieszkańcy zgodnie przyznają, że nie zwracają na nie uwagi.


Gliwice wolne od reklam? Czemu nie. Młodzi architekci przeszli przez centrum i stwierdzili, że trzeba je zmienić. Pod względem reklamowym, oczywiście. Każdy, kto przechodzi ul. Zwycięstwa, widzi: zalepione plakatami witryny, banery, neony, ulotki. Reklamujemy, co się da i gdzie się da, bezmyślnie wykorzystując najmniejszy skrawek przestrzeni. Byle tylko nalepić, przybić, zamalować, zakreślić. Reklamują się wszyscy, a przestrzeń publiczna to worek bez dna. Tylko jak po takich

zabiegach wygląda miasto? I czy te reklamy do kogokolwiek docierają, jeśli mieszkańcy zgodnie przyznają, że nie zwracają na nie uwagi. Studencki bunt antyreklamowy, czyli akcja „Gliwice bez reklam”, na pewno przyniesie efekt. Każda zmiana jest bowiem pożądana. Pomysł na akcję zrodził się podczas zajęć na uczelni. – Początkowo chcieliśmy tylko rozprawić się z wszechobecnymi ulotkami, ale po dyskusji stwierdziliśmy, że to za mało. Trzeba zająć się główną, reprezentacyj-


ną ulicą miasta i wziąć ją na antyreklamowy warsztat – mówi Magdalena Maj, jedna z inicjatorek akcji. Zrobiono zdjęcia i pokazano je na wystawie w hali gliwickiego dworca. – Chcieliśmy w ten sposób uświadomić mieszkańcom reklamowy nieład i nieporządek. A miejsce wybraliśmy, oczywiście, nieprzypadkowo. Po pierwsze, najbardziej uczęszczana miejska przestrzeń, po drugie, dworzec i jego otoczenie bywają nośnikami reklamy – tłumaczy Maj. Symbolem akcji „Gliwice bez reklam” jest amarantowy prostokąt z białym krzyżykiem. Przyciąga uwagę, a jednocześnie, jak tłumaczy Maj, zapowiada zmianę, inne podejście do reklamy. – Na pewno nie da się jej całkowicie wykluczyć z miejskiej przestrzeni. Choć tak byłoby najlepiej. Jesteśmy jednak realistami. Naszym zdaniem nośniki powinny być przemyślane, zaprojektowane z głową, współgrające z otoczeniem i już istniejącymi reklamami. Inicjatorzy akcji wskazują, że dziś na zajęciach projektowania powstają przede wszystkim nowe rzeczy. – Bardzo niewiele miejsca poświęca

się budynkom starszym, wręcz zabytkowym. My chcemy zająć się tym, co już jest. Spojrzeć na miasto okiem użytkownika przestrzeni, ale i także jej kreatora – dodaje Maj. „Gliwice bez reklam” liczą na społeczną reakcję, na dyskusję z władzami i mieszkańcami, na twórczy ferment, z którego wyłonią się inne Gliwice. Estetyczne i przyjazne. – W Gliwicach wprowadzono stosowne ustalenia w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, w których określono liczbę, rodzaj i miejsce lokalizacji reklam. Zakazano umieszczania reklam powyżej parteru. Wprowadzono zasadę: „jedna reklama, jedna firma”, dając możliwość umieszczenia informacji jedynie firmie mającej siedzibę w danym obiekcie. Nakazano tzw. ciszę reklamową w sąsiedztwie nazw urzędów i ulic. Ustalono, że wielkoformatowe billboardy mogą być umieszczane jedynie na ścianach szczytowych. Zakazano „opakowywania” budynków w płachty reklamowe – tłumaczy Ewa Pokorska, miejski konserwator zabytków.


Manifest „Gliwice bez reklam” W przestrzeni miejskiej coraz bardziej powszechne i zauważalne jest zjawisko bezładu i bezguścia. Estetyka miast jest wypaczana, co w głównej mierze pozostaje zasługą najbardziej wszechobecnego narzędzia marketingowe go – re kla my ze wnętrz nej w różnorodnych postaciach, począwszy od billboardów, poprzez szyldy i citylighty, a skończywszy na ulotkach. Natłok kształtów, formatów i kolorów reklam męczy wzrok i ne ga tyw nie wpły wa na wrażenia estetyczne potencjalnych mieszkańców miast. Elewacje budynków (nawet te z oknami) coraz częściej są przykrywane wielkoformatowymi reklamami,

z pominięciem kwestii doświetlenia pomieszczeń. Działania służące wypromowaniu produktu lub usługi wydają się priorytetem w przestrzeniach publicznych. Coraz intensywniejsze bombardowanie nas szyldami, afiszami, naklejkami na witryny sklepowe sprawia, że człowiek czuje się zagubiony we własnym środowisku. Zapominamy o wyglądzie pierzei ulicy, którą codziennie przemierzamy w drodze do szkoły, pracy czy sklepu. Sprawia to, że uodparniamy się na „wciskaną” nam brzydotę i zaczynamy ją akceptować. Agencje reklamowe działają jak ciągle mutujący wirus choroby: przestajemy zwracać


uwagę na reklamę przysłaniającą parter budynku, więc należy przysłonić nią cały obiekt. Musimy uświadomić sobie, że postępujące „pożeranie” naszej przestrzeni publicznej nie ogranicza się już tylko do kwestii estetyki. Reklamy cechujące się krzykliwymi, odblaskowymi kolorami, znacznie bardziej przykuwające wzrok kierowców pojazdów mechanicznych, powodują realne zagrożenie na drogach. Znaki, które mają kierować ruchem, giną w gąszczu banerów i billboardów. Odpowiedz my so bie na py ta nie, na czym bardziej nam zależy: na bezpieczeństwie czy na promocji produktów? Co leży w naszym interesie? Ogromnym problemem jest mentalność zarządców i właścicieli budynków oraz posesji w miastach. Brak regulacji prawnych w zakresie dbania o zachowanie przyjaznej przestrzeni sprawił, że przyzwala się na samowolkę w umieszczaniu reklam. Należy zadać sobie pytanie, czy reklama w mieście nie pochło-

nęła samego miasta? Czy ważniejsze jest wszechobecne promowanie swojego produktu, który ma służyć mieszkańcom, kosztem zabierania im środowiska, w którym żyją na co dzień? Do kogo należy przestrzeń publiczna?

„Gliwice bez reklam“, wystawa fotograficzna na dworcu. To sposób na zainteresowanie mieszkańców chaosem reklamowym. Symbolem akcji były m.in. papierowe tulipany zrobione z gazetek reklamowych jednego z supermarketów.


Łagodna w tym roku zima pozwala bez przeszkód kontynuować prace przy gliwickim odcinku Drogowej Trasy Średnicowej. W tym roku planowane jest zamknięcie kolejnych ulic w ścisłym centrum miasta: Częstochowskiej i Zwycięstwa. Na Dworcowej zostanie natomiast wprowadzona zmiana organizacji ruchu

O T O : K R ZY S Z T O F S U R MA

DT

wbi jacen w trum


Andrzej Sługocki

Realizacja DTŚ w naszym mieście podzielona została na dwa odcinki. Pierwszy – oznaczony jako G1, o długości około 2,8 km – prowadzi od granicy z Zabrzem do ul. Kujawskiej. Na tym fragmencie DTŚ zaprojektowano 5 obiektów inżynierskich – wiadukty drogowe nad torami kolejowymi, ulicami: Wschodnią, Błonie i Kujawską oraz nad autostradą A1 i most nad rzeką Kłodnicą. Budowa rozpoczęła się w lipcu 2012 i potrwa najprawdopodobniej do sierpnia 2014 roku. Drugi odcinek DTŚ w Gliwicach – oznaczony jako G2 – ma długość około 5,6 km i prowadzi od ul. Kujawskiej do istniejącego węzła Drogi Krajowej nr 88 z ul. Portową. Na tym odcinku zaprojektowano aż 14 obiektów inżynierskich – wiaduktów, mostów, kładek technologicznych, a także tunel, którym trasa średnicowa przejdzie pod ulicami Zwycięstwa i Dworcową. Realizację inwestycji rozpoczęto w stycz-

niu 2013 r., a planowane ukończenie robót budowlanych to trzeci kwartał 2015. Budowa obydwu gliwickich odcinków „średnicówki” ma kosztować ogółem 1,2 miliarda złotych. Przedsięwzięcie jest współfinansowane przez Unię Europejską. Pozostałe środki pochodzą z kredytu zaciągniętego przez rząd w Europejskim Banku Inwestycyjnym, z państwowej rezerwy subwencji ogólnej oraz budżetu miasta. Największy postęp prac widać naodcinku G1 od granicy z Zabrzem do ul. Kujawskiej. Stoją już zaprojektowane konstrukcje mostowe, gotowe jest rondo przy giełdzie samochodowej. Drogowcy uwijają się także na dużo trudniejszym odcinku G2. Przed sezonem grzewczym dokonano niezbędnej przekładki sieci ciepłowniczej, mocno zaawansowane są prace ziemne, powoli rosną szkielety obiektów inżynierskich. Nakilku odcinkach wykonywane są mury oporowe w technologii ścian szczelinowych (m. in. odstrony palmiarni, pomiędzy ulicami Zwycięstwa i Dworcową oraz pomiędzy Częstochowską


i Konarskiego). Jak nas poinformowała Danuta Żak, rzecznik DTŚ SA, jeszcze w tym roku zaplanowano zamknięcie kilku ulic w ścisłym centrum miasta. – W lipcu planujemy przywrócenie ruchu na ul. Konarskiego – przewiduje. – To pozwoli nam zająć się budową wiaduktu w okolicy ul. Częstochowskiej, która zostanie zamknięta dla ruchu kołowego wsierpniu tego roku. Mniej więcej w tym samym okresie na około rok planujemy wyłączenie zużytkowania ul. Zwycięstwa, pomiędzy Dubois aFredry. Ruch pieszy będzie tam utrzymany. Jak mówi przedstawicielka DTŚ,

sporych zmian w organizacji ruchu powinni w tym roku spodziewać się kierowcy w sąsiedztwie ul. Dworcowej. – Planowane są zmiany w organizacji ruchu w rejonie tej ulicy bez jej zamykania – mówi Żak. – W chwili obecnej wykonywane są segmenty tunelu po stronie wschodniej ulicy. Po ich ukończeniu zostanie wykonana jezdnia wschodnia ul. Dworcowej i na nią będzie przełożony ruch. Umożliwi to rozbiórkę nawierzchni istniejącej ul. Dworcowej, wykonanie tunelu i docelowej jezdni zachodniej ul. Dworcowej.


Na przystankach nie siadaj, bo się przykleisz

Gliwickie brudasy Pasażer w cenie biletu (dużej, dodajmy) dostaje tłok w autobusie gratis. Trzeba doliczyć i brudne przystanki? Najwyraźniej. Jedna z naszych czytelniczek nie wytrzymała. Czekała na autobus przy ulicy Kozielskiej w Starych Gliwicach. Zdenerwowała się, bo kolejny raz nie mogła usiąść. Ławka była czarna. Od brudu, rzecz jasna, bo normalnie jest biała. Kobieta wyjęła telefon komórkowy, zrobiła zdjęcie, z którym przyszła do redakcji. Wcześniej zadzwoniła jeszcze do KZK GOP. – Powiedziałam, że jak nie zrobią wreszcie z tym brudem na przystankach porządku, to do gazety pójdę. No

i pani, która ze mną rozmawiała, odpowiedziała, że mam sobie iść, gdzie chcę, a do niej nie dzwonić. Jak do psa się do mnie zwróciła, do mnie, 60-letniej kobiety. Spytałam ją jeszcze na koniec, dlaczego cenę biletów podnoszą, skoro przystanków umyć nie potrafią. I nasza czytelniczka niepotrzebnie się zdenerwowała, i pani w KZK GOP niepotrzebnie niemiła była. Bo związek jest właścicielem jedynie słupków z rozkładem jazdy. Wiaty przystankowe to własność miasta. Więc za czystość na nich właśnie miasto odpowiada. Dokładnie: wydział przedsięwzięć gospodarczych i usług komunalnych. Mariola Pendziałek, naczelniczka wy-


działu tłumaczy, że całe wiaty myte są zawsze dwa razy w miesiącu. Dlaczego więc są brudne? Tego nie wie. Zapewnia, że po każdym myciu następuje odbiór iprzystanki są czyste. Wtakim razie może powinno się je myć częściej niż dwa razy w miesiącu... – To jest trochę tak, jak i w naszych mieszkaniach. Wytrze się kurze i niedługo znów trzeba by wycierać. Siedzisko przystanku jest w stanie się zabrudzić bardzo szybko, w ciągu jednej tylko nocy. Atrudno, żeby firma sprzątająca myła wszystkie siedziska codziennie – mówi Pendziałek. Przyglądając się jednak niektórym

gliwickim przystankom, można odnieść wrażenie, że słowo „zakurzone” jest nieadekwatne do sytuacji. Bo siedziska w wielu miejscach miasta pokryte są nie lekkim kurzem, a grubą warstwą brudu. Aż się prosi, by wiaty myć jednak częściej. I nie od razu codziennie. Raz w tygodniu. Na to chyba miasto Gliwice stać. PS Naczelniczka WPGiUKUM w Gliwicach poprosiła o przesłanie zdjęć najbrudniejszych przystanków. Obiecała, że sprawdzi, jak sprawa brudu się ma i ewentualnie wyciągnie konsekwencje wobec firmy sprzątającej. (sława)

Ta ławka przy ul. Kozielskiej czarna nie jest, bo niedawno ją umyto. Ale wyobraźmy sobie, że siada na niej pani w jasnym płaszczu...


Żelbetowa skorupa przestanie straszyć w przyszłym roku

Szkieletor nabiera ciała

Konstrukcja przy ul. Zwycięstwa przy cią ga uwa gę pra cu ją cym przy niej żurawiem. Za niedługo dojdzie inny powód zainte re so wa nia. Jesz cze te go do brze nie wi dać, ale szkie le tor zmienia się w nowoczesny biuro wiec. Ugo da z wła ści cie la mi przy le ga ją cej po se sji usu nę ła ostat nią prze szko dę dla je go

przebudowy. Szyki inwestorowi mo gą już tyl ko po psuć kło po ty śred ni ców ki. Je go biz ne so wy plan opie ra się o tę bra mę do aglo me ra cji ślą skiej. Nie do szły biu ro wiec PSS Spo łem stra szy w cen trum już od bli sko 30 lat. Obiekt ma za sobą krętą historię. Zaprojektowano go jako część kompleksu handlowo-administracyjnego. Spół dziel com wy star czy ło pie nię dzy je dy nie na pa wi lon Gli wickiego Centrum Handlowego. Biu ro wiec w bu do wie ku pi ła w 1996 ro ku gli wic ka fir ma Ra dan, by po kil ku la tach od sprzedać go koncernowi paliwowe mu Or len. Gi gant z Płoc ka za mie rzał stwo rzyć tu taj swój re gio nal ny od dział, ale znów skończyło się na planach. Zbiegiem oko licz no ści nie ru cho -


mość po now nie zna la zła się w rę kach Ra da nu. Żel be to wa kon struk cja przy ul. Zwy cię stwa od czte rech lat na le ży do fir my Gam la. To spół ka za leż na Ra da nu, któ ra „wy gra ła” obiekt w li cy ta cji Or le nu. Pech zda wał się jed nak nie opusz czać te go miej sca. In we stor miał już w kieszeni prawomocne pozwolenie na przebudowę sko ru py, gdy pla ny za wi sły na włosku w związku z sąsiedzkim kon flik tem. Pro test wła ścicieli kamienicy przy ul. Zwycię stwa 50 do pro wa dził la tem ubie głe go ro ku do są do we go za blo ko wa nia bu do wy. Uda ło się jed nak wyjść z te go wi ra żu na prostą. Spór zakończyła ugoda. In we stor nie chce ujaw nić usta leń. Pra ce, śli ma czą ce się w związ ku z na ło żo ny mi przez sąd ograniczeniami w dysponowa niu bu dyn kiem, we szły we właściwe tempo dopiero w końcówce ubiegłego roku. Dotychczasowy zakres robót obejmuje

wzmoc nie nie kon struk cji bu dyn ku wraz ze stro pa mi, pa lo wa nie grun tu pod dwa szy by win do we, klat kę i łącz nik, któ re wy peł nią prze strzeń mię dzy dwoma częściami budynku, oraz zmia nę kon struk cji da chu ze spadzistej na płaską wraz z nadbu do wą. – Bry ła bu dyn ku za sad ni czo po zo sta nie ta sa ma. No wo ścią bę dzie do dat ko wa, dzie wią ta kondygnacja oraz ciągi komunikujące oba segmenty –informuje Ta de usz We so łow ski, pre zes fir my Ra dan. – Ra dy kal ną me tamorfozę przejdzie oczywiście estetyka budynku. Straszące nago ścią żel be to we ścia ny przy kry ją szkla ne ta fle. Ten styl ele wa cji utrzy ma na wet win da z pa no ra micz ną, prze szklo ną ka bi ną. Biurowiec z częścią usługową połączy nowoczesny, reprezenta cyj ny de sign oraz stan dard wykończenia i wyposażenia pomiesz czeń w naj wyż szej kla sie A. Przebudowa idealnie wpi-


su je się w pla ny mo der ni za cji śródmieścia Gliwic. Nowe centrum opie ra się na zre wi ta li zo wanym terenie po Fabryce Drutu, odnowionym dworcu kolejowym oraz DTŚ, tym „pa sie trans mi syj nym” łą czą cym Gli wi ce z aglo me ra cją. Średnicówka jest również kluczem do biz ne so wych ra chub właściciela szkieletora. – Mogliby śmy pod krę cić tem po do ter mi nu za koń cze nia in we sty cji jesz cze w tym ro ku. Ale po pierw sze, zin ten sy fi ko wa nie prac skutkowałoby wydłużeniem okresów zajęcia pasa drogowego przy obiekcie, co utrudni ło by do dat ko wo po ru sza nie się po za kor ko wa nej Zwy cię stwa. Co ważniejsze, DTŚ w budowie, z jej rozgardiaszem w terenie, obniża komercyjnie atrakcyj ność lo ka li za cji, DTŚ ja ko gotowa brama do aglomeracji – nie po mier nie ją pod no si. W związ ku z tym ce lu je my, by za koń cze nie na szej inwe sty cji zgra ło się z ter mi nem od da nia

tra sy. A ten prze wi dy wa ny jest w trze cim kwar ta le przy szłe go ro ku – mó wi We so łow ski. Firma Gamla na prze bu do wę obiektu – wraz z dobudową niższego segmentu od podwórka – prze wi działa kilkanaście milionów złotych. Czy inwestor, po mny przejść szkie le to ra, nie boi się, że ten spory wydatek topi w inwestycję bez przyszłości? – Tym ra zem bę dzie ina czej. Szcze gó ły po dam we wła ści wym czasie. Mogę jedynie zdradzić, że nie na rze ka my na brak za in te re so wa nia wy naj mem – uci na We so łow ski. (pik)


Paragraf eksPres Z jadącego do Łabęd pociągu zginęła tona złomu. Właścicielu punktu skupu, bądź ostrożny! Niedługo trafią do ciebie złomiarze z ogromną kupą żelastwa. 40-letni gliwiczanin kopnął w radiowóz policjantów z pierwszego komisariatu i wgniótł karoserię. Zapłaci.

18-letni mieszkaniec Krotoszyna zgłosił, że oszukał go gliwiczanin z osiedla Kopernika. Otóż młody człowiek kupił od naszego ziomka konsolę do gry, a w opakowaniu, jakie dostarczył mu kurier, był ruski film. 18-latek film obejrzał i stwierdził, że jest bezwartościowy. Jechał 36-letni Armeńczyk gliwickim odcinkiem autostrady i został zatrzymany do kontroli. Pech, bo akurat przewoził 2490 nielegalnych paczek papierosów.

27-latka z Gliwic i 59-latek z „niewiadomokąd” znaleźli nowy sposób na zakładanie kont bankowych i wyłudzanie kredytów. Posługiwali się danymi osób bezdomnych. W Knurowie ukradziono 29latce portfel. To nic, że był tam dowód osobisty, prawo jazdy i karta NFZ. Była tam jeszcze karta biblioteczna – i to jest największa strata właśnie. W Sośnicowicach włamano się do domu. Zginęły trzy baterie umywalkowe. Była kolejna bomba, której nie było, w sądzie rejonowym. Tym razem dowcipniś postanowił poinformować o niej strażaków.

W Pyskowicach nieznany sprawca usiłował włamać się do punktu skupu złomu i rozbił w związku z tym dwie cegły w tylnej ścianie budynku. Zamierzonego celu nie osiągnął, gdyż nie zdołał przez tak małą wyrwę wejść.


WASZE Chciałbym nawiązać do artykułu zamieszczonego w „Nowinach Gliwickich”, zatytułowanego „Na władzę nie poradzę”, a do ty czą ce go parkin gów przy urzędzie miejskim. Pracuję w centrum Gliwic od ponad 13 lat i według mnie problem parkowania oraz miejsc blokowanych przez urzędników jest dużo większy. Wystarczy około godziny 7.00 przejechać ulicami przy Kłodnicy oraz zerknąć na plac Piłsudskiego, by stwierdzić, że miejsca jest sporo. Ale, o dziwo, jak tylko do pracy przychodzą urzędnicy magistratu i pobliskiego sądu, to się zmienia. Praktycznie do godziny 15.30 pracownicy tych instytucji blokują 70 procent wszystkich miejsc parkingowych. Dlatego uważam, że dodatkowe miejsca dla urzędników to rozbój w biały dzień. Wystarczy trochę chęci i można wygospodarować miejsca parkingowe przy Kłodnicy aż do Centrum Onkologii. Można też wykorzystać ścieżkę rowerową przy placu Piłsudskiego, która w ogóle nie jest używana przez pie-

AMY szych i rowerzystów. Można spokojnie ją przesunąć kilkanaście metrów, bliżej ogródków działkowych, a w jej miejsce wygospodarować przynajmniej 30 miejsc dla samochodów. We wtorek, 11 lutego o godzinie 16.10 chciałem kupić bilety w Gliwickim Teatrze Muzycznym. Wcześniej sprawdziłem w internecie, że kasa jest czynna we wtorek, środę, czwartek, piątek w godzinach 9.00 – 19.00. Zastałem jednak zamknięte okienko. Słysząc rozmowy wewnątrz, pomyślałem, że zaraz ktoś otworzy. Po 10 minutach zacząłem stukać, domagając się informacji. Wtedy otworzyły się drzwi i pani w średnim wieku powiedziała głośno do koleżanki: „zapomniałaś wstawić kartkę, że jest przerwa”. Rzeczywiście, uchyliło się okienko, a kobieta krzyknęła: „przerwa, nieczynne!” i wstawiła kartkę. Na pytanie, czy dostanę bilet, odburknęła: „przecież jest przerwa, niech pan poczeka, jak przyjdzie koleżanka, bo musi mnie zalogować”. Ciekawe, co z tą prze-


rwą, bo na stronie GTM nie ma informacji na ten temat. Mój mąż mu siał je chać na wizytę do przyszpitalnej poradni (wcześniej złamał nogę). Zadzwoniłam do przychodni na Opolskiej i poprosiłam o karetkę, która mojego męża, starszego już człowie ka, prze wie zie. Usły sza łam wzdychania, sapanie, potem padła informacja, żeby wynająć sobie karetkę prywatnie. Wraz z mężem narobiliśmy w związku z tym małego szumu. Bo z jakiej racji mamy płacić za tę usługę medyczną? Mąż całe życie uczciwie pracował, nigdy nie chorował, płacił składki. Chyba teraz, na starość, coś mu się należy? Po małej awanturze karetka się znalazła. Ba, nawet dwie! Proszę sobie wyobrazić, że kiedy mąż odjechał jedną, przyjechała po niego kolejna. Ciekawe, prawda?

Śladem naszych Publikacji

Nawiązując do listu otwartego „Wy cin ka drzew w Gli wi cach na cenzurowanym” autorstwa Mariana Jabłońskiego („NG” nr 6 z 12.02.2014 r.), Miejski Zarząd

Usług Komunalnych informuje, że w tekście jest wiele nieścisłości, prze kła mań, wręcz in sy nu acji. W związku z zarzutem, jakoby MZUK dokonywał wycinki drzew dla pozyskania drewna na opał, przedstawiamy procedurę, jaką należy spełnić w celu uzyskania decyzji zezwalającej na usunięcie drzew na terenach zieleni miejskiej. 1. Wnioski w sprawie wydania zezwolenia na usunięcie drzew, sporządzane przez pracowników MZUK, zawierają nazwę gatunkową, obwód pnia, dokładny opis stanu zdrowotnego oraz dokumentację fotograficzną. Do wycinki kwalifikowane są drzewa martwe, chore, zamierające, zagrażające bezpieczeństwu ludzi i mienia. Cała do ku men ta cja skła da na jest w Wydziale Środowiska Urzędu Miejskiego w Gliwicach. 2. Wydział środowiska, po otrzymaniu wniosku, zwraca się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Katowicach o wyznaczenie innego niż Prezydent Miasta Gliwice organu do wydania zezwolenia na usunięcie drzew, co jest zgodne z art. 24 §1 ust. 1 i 4,


art. 26 §3 ustawy KPA. 3. SKO według własnego uznania po wo łu je gmi nę za stęp czą, do której zostaje przesłana dokumentacja dotycząca sprawy o wydanie decyzji. 4. Gmina zastępcza analizuje przedłożony wniosek pod względem zasadności wycinki. Po wizji w terenie, gdzie dokonuje się oględzin drzew, zostaje wydane w formie decyzji pozwolenie na wycinkę lub nie. Przykładowo w 2013 roku zezwolenia na wycinki drzew orzekli Wójt Gminy Pilchowice, Prezydent Miasta Zabrze, Starosta Mikołowski, Prezydent Miasta Ruda Śląska, Starosta Gliwicki, a w latach poprzednich również Prezydent Miasta Rybnik i Prezydent Miasta B y t o m . 5. Po uprawomocnieniu się decyzji moż na przy stą pić do wy cin ki na warunkach podanych w jej treści. Każda wycinka uwarunkowana jest dokonaniem nasadzeń zastępczych na terenie nieruchomości położonych w Gliwicach, będących w posiadaniu gminy i w określonym w decyzji terminie. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie musi być to

miejsce, z którego usunięto drzewa. Nasadzenia weryfikowane są przez gminę wydającą decyzję. Zezwolenie na wycinkę drzew w parku Chrobrego zostało orzeczone przez Prezydenta Miasta Zabrze w decyzji nr 132/2013 z dnia 6.05.2013 r. Za usunięcie tych drzew MZUK został zobowiązany do dokonania nowych nasadzeń w terminie do 30 listopada 2014 roku. Przy ul. Kozielskiej dokonano wycinki drzew zgodnie z decyzją nr 233/2013 z dnia 5.08.2013 r., wydaną przez Prezydenta Miasta Zabrze, a nasadzenia zostaną dokonane w terminie do 30 kwietnia 2014 roku. Cała dokumentacja postępowania administracyjnego w sprawie wydania wymienionych decyzji, jak również innych, jest dostępna do wglądu w Dziale Zieleni MZUK, ul. Strzelców Bytomskich 25c, jak również w Wydziale Środowiska Urzędu Miejskiego w Gliwicach. MZUK wywiązuje się ze zobowiązań dotyczących nasadzeń i trzeba tutaj zaznaczyć, że sadzi o wiele więcej drzew, niż wycina. Przykładowo w latach 2010 – 2013 posadzono na miejskich skwerach,


w parkach i lesie komunalnym sto cztery tysiące pięćdziesiąt pięć sztuk drzew. Podejrzenia pana Jabłońskiego, jakoby MZUK prowadził wycinki w celu pozyskania opału dla schroniska, są bezzasadne. Pomieszczenia schroniska ogrzewane są węglem i koksem, a na bieżący sezon grzewczy zakupiono 22 tony tego opału. Gotowanie dla zwierząt odbywa się w kotłach warzelnych zasilanych prądem. Jednak co jakiś czas przekazywane jest tam drewno z przeznaczeniem na rozpałkę. Zarzuty pana Jabłońskiego godzą w dobre imię wielu pracowników MZUK zajmujących się zawodowo od bardzo wielu lat utrzymaniem zieleni miejskiej. Oburzający jest fakt, że pomimo braku wiedzy merytorycznej w tym temacie nie korzysta Pan z powszechnie dostępnych informacji, między innymi w MZUK. PS. Tekst „(U) cięcie” („NG” nr 5 z 5.02.2014 r.) nie był autoryzowany przez MZUK, więc wiele w nim nieścisłości oraz słów wyrwanych z kontekstu wypowiedzi rzecznika,

co odniosło taki skutek, że odbiór społeczny był mylący. Iwona Kokowicz rzecznik prasowy MZUK

OdPOwiedź na lisT rzeczniczki mzuk W dalszym ciągu nie otrzymałem odpowiedzi, a zamiast tego rzecznik stara się mnie zakrzyczeć. Pytam powtórnie: dlaczego MZUK posadził 4 drzewka, a wyciął 18 starych, z pełną, dającą tlen koroną, ale dającą również cień – te słowa nie są wyjęte z żadnego kontekstu, są do usłyszenia w materiale video „Nowin Gliwickich”, dlaczego MZUK posadził w innych miejscach parku młode drzewka w gęstwinie dorosłych drzew, dlaczego MZUK gromadzi przed schroniskiem dla zwierząt olbrzymie ilości drewna na rozpałkę –to bzdura, co pisze rzecznik. W takiej kotłowni pali się zimą, opał starcza na całą dobę i nie rozpala się


w piecu codziennie. Przed schroniskiem leży kilkadziesiąt metrów sześciennych drewna, albo i więcej. W całej okolicy czuje się dym z palenia drewna, a nie węglowy czy koksowy, dlaczego o naszych drzewach nie decyduje nasz prezydent, mimo zgodności działań MZUK z prawem. Ob ca gmi na nam wy ci na drzewa? kto w tych gminach jest imiennie specjalistą w tym zakresie i jakie posiada kwalifikacje i doświadczenie, że jego opinia jest brana pod uwagę w MZUK? kto imiennie w MZUK Gliwice jest specjalistą z wykształceniem i doświadczeniem pozwalającym na wydawanie tak ważnych decyzji jak wycięcie drzewa? dlaczego drzewa sadzi się w innych miejscach niż wycina, np. w lesie komunalnym – to wbrew potrzebom mieszkańców i ich pojęciu o ochronie zdrowia i możliwości wypoczynku w miejscu zamieszkania. W odpowiedzi nie ma ani jednego słowa o drzewach jako produ-

centach tlenu, którego mamy w Gliwicach tak mało. W opinii mieszkańców MZUK wraz z ZDM i Miastem Gliwice wycinają nasze drzewa bez zastanowienia i często bez potrzeby. Jest jeszcze jedna kwestia, która wynika z odpowiedzi MZUK – to nie zarząd ma się czuć obrażony i pomówiony, to MY, MIESZKAŃCY GLI WIC, jesteśmy od tego, by się obrażać na wadliwe działania organów samorządowych powołanych przez społeczeństwo. Pod su mo wu jąc. To, co ro bi MZUK, jest niezgodne z naszymi potrzebami i oczekiwaniami. Piszę w wielu miejscach tej polemiki „my, gliwiczanie”. Upoważnia mnie do tego codzienny, osobisty i mailowy kontakt z setkami gliwiczan, jak ja zaniepokojonymi działalnością MZUK Gliwice w zakresie pielęgnacji zieleni miejskiej. Marian Jabłoński


Pacjentka po przeszczepie twarzy już w domu. Czuje się dobrze, ale czeka ją teraz intensywna rehabilitacja. Musi też nauczyć się swojej nowej twarzy

F OTO : KM I C H A Ł B U KS A

Uśmiech Joasi


Małgorzata Lichecka

– Zobaczyłam Joasię chwilę po operacji i rozpłakałam się. Pielęgniarka nachyliła się do niej i powiedziała: „mama tu jest”. I Joasia do mnie pomachała. Też zaczęłam machać, ale zaraz przyszła myśl „przecież ona nie widzi”. Stałam tak i płakałam. Ze stresu, z radości, ze wszystkiego – głos pani Aleksandry drży, gdy wspomina pierwsze godziny po przeszczepie. Skomplikowaną operację przeprowadzono 4 grudnia 2013 r., 20 lutego 2014 r. Joasia wyszła do domu.

23 godziny przy stołach operacyjnych

W krótkiej prezentacji przedstawiono najważniejsze medyczno-kliniczne dane dotyczące przeszczepu. Choroba oszpeciła Joasię, twarz zniekształciły guzy nowotworowe. Do tego stopnia, że nie mogła jeść, miała kłopoty z mówie niem, stra ci ła tak że wzrok. Na nerwiakowłókniaka, niezłośliwy nowotwór skóry, choruje w Polsce 11 tysięcy osób, ale to przypadek Joasi lekarze zaliczyli do najcięższych. Można chorować niemal bezobjawowo, gdyż ten rodzaj nowotworu przybiera różne formy. U jednych pojawiają się

czer wo ne plam ki na twa rzy i na tym się kończy. U Joasi nastąpił bardzo rozległy, patologiczny rozrost guzów w obrębie twarzoczaszki. Operacja w gliwickim Centrum Onkologii trwała 23 godziny, a przeprowadzał ją 11-osobowy zespół pod kierunkiem prof. Adama Maciejewskiego.

Dziękuję za ciepłe esemesy

Joasia wygląda ładnie. Szczupła młoda osóbka w ciemnych okularach. Z krótkimi włosami. Chusteczka przy ustach (w czasie konferencji prasowej miała ją cały czas) jest konieczna: system immunologiczny nie wszedł jeszcze na właściwe tory i każda, nawet błaha infekcja, może okazać się dla Joasi bardzo groźna. Kilka wypowiedzianych przez nią słów to podziękowania. Dla zespołu lekarskiego, za ciężką pracę. Dla rodziny, przyjaciół i znajomych – za otuchę i ciepłe esemesy, specjalne dla mamy i taty.

Rehabilitacja od rana do wieczora

Prof. Adam Maciejewski, szef zespołu chirurgii rekonstrukcyjnej powiedział, że Joasię czeka teraz bardzo długa i intensywna rehabilitacja. Bez niej podstawowe funkcje określonych


grup mięśni nie wrócą. Joasia musi więc ćwiczyć jedzenie, mówienie, połykanie, żucie. Rehabilitacja dużo kosztuje, domowy budżet nie udźwignie takiego wydatku. Przekonał się o tym pierwszy, słynny w świecie pacjent prof. Maciejewskiego, Grzegorz. Od czerwca 2013 r. jest w domu, także musi codziennie ćwiczyć i zażywać leki. Wydaje więc ok. 7 tysięcy zł miesięcznie. – Rola szpitala kończy się w momencie wypisu pacjenta – mówił dziennikarzom profesor. – NFZ nie refunduje rehabilitacji. Dlatego, by pomóc takim osobom jak Grzegorz czy Joasia, wspólnie z kolegami z zespołu chirurgii rekonstrukcyjnej założyliśmy Fundację na Rzecz Osób po Przeszczepach. Pani Aleksandra jest optymistką. W szpitalu z Joasią pracowali rehabilitanci. Już wie, jak ćwiczyć. Dlatego postanowili, że przez pierwsze tygodnie sami będą zajmować się córką. – Tutaj, w instytucie, fachowo nas przeszkolili. Potem może weźmiemy rehabilitanta. Wierzę, że w Polsce są ludzie, którzy zechcą nam pomóc. Dotąd się nie zawiedliśmy. I za to z serca dziękujemy – mówi pani Aleksandra.

Co na „Wspólnej”?

Joasia nie może zobaczyć nowej

siebie. Nie widzi. Ale zaraz po operacji dotykała twarzy i pytała, czy ma ładne brwi. – Pierwsze słowa? Co na „Wspólnej”. Córka uwielbia ten serial i nie opuszcza żadnego odcinka – śmieje się pani Aleksandra.

Na psychologię się wybieram

Joasia chce wrócić na studia. Marzy jej się psy cho lo gia. Mo że pod wpływem długich rozmów z instytutowym psychologiem, który bardzo jej pomógł? Marzy jej się też praca. Przed operacją nie mogła jej znaleźć. Zawsze sugerowano, żeby pracowała w domu. „Z takim wyglądem do ludzi!”, słyszała, chodząc od drzwi do drzwi. – Córka nie kryła się z chorobą, jest pogodną i życzli wą oso bą. Chcia ła po pro stu żyć. I ta operacja zmieniła cały jej świat. Na lepsze. Teraz wracają stare pomysły, dawne niezrealizowane marzenia nabierają realnych kształtów. Nasza córka dostała od lekarzy drugą szansę i na pewno jej nie zmarnuje – mówił dumny z Joasi tata.


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny Gliwickie nr8 by Nowiny Gliwickie - Issuu